Ostatnie wpisy
Zakładki:
|
Wpisy z tagiem: zima
poniedziałek, 29 listopada 2010
W lesie razem z nadejściem zimy rozpocząłem intensywne pozyskanie surowca drzewnego. Teraz jest to dobry moment, bo drewno nie ulega deprecjacji – zimno konserwuje je bardzo dobrze, a szkodniki w tych warunkach raczej nie funkcjonują. Wycinam więc kolejny zrąb. Do końca roku zostało mi jeszcze około 1000 metrów żeby wykonać plan w stu procentach. Przy okazji zrębu okazało się, że w przyszłym roku będzie jeszcze większy urodzaj na nasiona sosnowe niż w mijającym (dużo szyszek na ścinanych drzewach). Ja osobiście byłem pewien, że najbliższy rok będzie pod tym względem „głuchy”, bo tak wynikało z moich obserwacji i dotychczasowej praktyki, że jeden rok jest obfity, a po nim jest przerwa. Ale przyroda jak wiadomo rządzi się swoimi prawami i w przyszłym roku będziemy mieli kolejny rok nasienny i intensywny obsiew sosny czego się nie spodziewałem. W każdym razie dla naturalnego odnowienia sosny przyszły rok będzie równie doskonały jak ten, z czego się mogę tylko cieszyć.
Pozyskanie wiąże się również jak wiadomo z intensywnym wywozem drewna z lasu. Przy jeszcze do niedawna jesiennej, czyli deszczowej i błotnistej pogodzie widać było wyraźnie, że nasze drogi są kompletnie nieprzystosowane do samochodów wysokotonażowych. Drogi gruntowe, którymi przez dziesiątki lat woziły drewno z lasu niewielkie samochody typu Star, nie sprawdzają się w sytuacji, gdy dzisiaj sam samochód, bez ładunku waży ponad 20 ton. Takich samochodów przy intensywnym pozyskaniu kursuje bardzo często, a przy niekorzystnych warunkach atmosferycznych (wystarczy kilka dni solidnego deszczu) nie ma możliwości wywozu surowca. Może by tak kolejka wąskotorowa? Trochę to przeżytek ale po tuningu…
P.S. A tu na pierwszym planie kliny, czyli podstawowe narzędzie robotników pracujących przy ścince grubych drzew.
poniedziałek, 08 marca 2010
![]() Wreszcie udało mi się w tym roku trochę pojeździć na nartach. Korzystając z wiosennej wręcz aury postanowiłem wreszcie się wybrać. Wcześniej na jednodniowe wypady jeździłem do Gołdapi, na Piękną Górę, ale ponieważ dowiedziałem się o nowym ośrodku, niedaleko Suwałk, postanowiłem to sprawdzić. Tak trafiłem na stok w Szelmencie. To kilkanaście kilometrów od Suwałk, ale w niektórych miejscach góry jak w Beskidach. Jest tu całkiem nowy, całoroczny ośrodek sportowy (co ciekawe – wcale nie prywatny). Zimą do dyspozycji jest pięć wyciągów plus jeden mały dla osób które się dopiero uczą. Do tego bardzo dobrze przygotowane trasy (naśnieżanie, ratraki), wypożyczalnia sprzętu, szkółka narciarska, hotel, restauracja … Przyznam, że byłem zaskoczony rozmachem inwestycji. Wyciągi po około 400 metrów, kilka niebieskich i czerwonych tras, jedna czarna – jednym słowem dostosowane do każdego poziomu umiejętności. W dni powszednie nie ma tam tłoku (no bo w końcu kto w Suwałkach ma na to czas, a przyjezdnych raczej mało), ceny przyzwoite (w tygodniu jeden wjazd na górę 1,50 PLN, w weekendy 2,50PLN), restauracja dobra i na każdą kieszeń. Wszystko można znaleźć na stronie www.wosir-szelment.pl. Jestem pewien, że latem też tam jakieś atrakcje będą, więc będę zaglądał. ![]()
wtorek, 02 marca 2010
![]() Dzisiaj do południa świeciło słońce i zauważyłem na łące za leśniczówką chmarę jeleni. Było kilkadziesiąt sztuk. Korzystały z ciepła i skubały wyglądającą już spod śniegu trawę. Robiąc zdjęcia przyjrzałem im się dokładnie – widać było, że są chude i że zima dała im porządnie w kość. Potwierdza to zresztą relacja znajomego myśliwego, którzy w ostatnim dniu trwania sezonu polowań na jelenie strzelił dorodnego byka. To znaczy byk miał okazałe poroże, ale tusza ważyła mniej więcej połowę tego, co powinna. (Byk ważył około stu kilogramów - wiadomo, że w czasie rykowiska, czyli jesienią, ten sam byk musiał mieć masę około stu osiemdziesięciu – stu dziewięćdziesięciu kilo.) Zima można przyjąć, że powoli się kończy. Znajoma pszczelarka robiła właśnie przegląd pasieki przy leśniczówce. Była bardzo zadowolona z przebiegu „kontroli” – okazało się, że pszczoły przetrwały w wyjątkowo dobrej kondycji. Stale utrzymujące się niskie temperatury sprzyjały pszczołom. Ich system zimowania, polegający na tworzenie kłębu (tworzy się „skupisko” rodziny pszczelej) i czerpaniu minimalnych ilości pożywienia, doskonale się sprawdza jeżeli tylko zima dopisuje. Dowiedziałem się też przy okazji pogawędki co pszczelarze mają na myśli mówiąc osyp. Są to martwe pszczoły, które nie przetrwały zimy i leżą na dnie ula. Jest to normalne zjawisko, które nie jest alarmem samo w sobie. Dopiero duży osyp jest sygnałem alarmowym. Co to znaczy „duży” jeszcze nie wiem. Jak zwykle o tej porze roku trwa licytacja jak długo jeszcze potrwa zima. Pszczelarka daje jej jeszcze trzy tygodnie, moja żona, która wierzy tylko w „twarde” dane meteo uważa, że to jeszcze ze dwa miesiące. Wybiorę się jutro do bobrzej rodziny, bytującej od kilku lat opodal leśniczówki. (Wpis z października 2009 na www.erys.pl). Z moich obserwacji jasno wynika, że one zawsze dysponują celną prognozą.
czwartek, 18 lutego 2010
W tym tygodniu na terenie nadleśnictwa mieliśmy do czynienia z dwoma bielikami. Pierwszego spotkał kolega leśniczy – wielkie ptaszysko siedziało przy drodze na stercie gałęzi. W pobliżu nie było widać żadnych śladów żerowania. Bielik był spokojny, próbował się oddalić, ale nie miał na to siły. Kolega podjął decyzję, że należy spróbować ratować wycieńczonego ptaka. Udało się bezpiecznie zapakować go do samochodu. Później przyjechali po niego pracownicy ośrodka rehabilitacji dzikich ptaków w Bukwałdzie, którzy przejęli nad nim dalszą opiekę, gdyż ptak był już w podeszłym wieku i prawdopodobnie chory. ![]() Drugiego bielika spotkał nadleśniczy. Zauważył grupę siedmiu bielików żerujących na resztkach wilczego posiłku. Sześć na widok człowieka poderwało się i uciekło, a jeden został. Trzy bieliki były stare (wiek można określić m.in. po ubarwieniu dzioba, głowy, szyi i ogona – im starszy ptak, tym dziób bardziej żółty, a głowa, szyja i ogon jaśniejsze, aż do białości), trzy młodsze, a ten który został, prawdopodobnie najmłodszy. Sadzę, że u ptaków również występuje hierarchia i obowiązuje kolejność dostępu do pożywienia. Ten prawdopodobnie był na końcu i nie jadł tyle ile powinien. Tym bardziej, że zima wyjątkowo śnieżna, na jeziorach lód i pokarmu w związku z tym mało. Dlatego nie miał siły odlecieć. „Ubrany” w kurtkę dał się wziąć na ręce i zawieźć do leśniczówki. Po konsultacjach z lekarzem weterynarii ze wspomnianego wyżej ośrodka w Bukwałdzie ustalono, że nie trzeba ptaka wieźć na rehabilitację, wystarczy go nakarmić i poobserwować. Trzy dni spędzone na dobrym wikcie zrobiły swoje – wypuszczony na wolność bielik natychmiast odleciał. Wcześniej założono mu obrączkę. Prawdopodobnie był to osobnik w trzecim roku życia (jak można sądzić po dziobie i upierzeniu). ![]() Dla przypomnienia dodam, że bielik to nie orzeł, a orzeł to nie bielik – tak mówi systematyka tych gatunków, chociaż nie wszyscy się z nią zgadzają. Mnie przekonują argumenty, jakie podaje znajomy ornitolog. Po pierwsze to, że orły należą do rodzaju Aquila (podrodzina orły), a bieliki do rodzaju Haliaeetus (podrodzina orłany). Po drugie to, że pomiędzy tymi gatunkami zachodzą istotne różnice. Oba gatunki są wyspecjalizowane w pobieraniu różnego rodzaju pokarmu. Orzeł poluje na średniej wielkości ssaki i ptaki, nie gardzi też padliną. Bielik natomiast żywi się głównie rybami (leszcze, karpie, szczupaki), w dalszej kolejności ptakami wodnymi, na ssaki poluje sporadycznie, a padlinę zjada w braku innego pożywienia. Tak więc bielik ma nieopierzone skoki, co w jego przypadku jest korzystniejsze, skoro często zanurza je w wodzie. (Dalsze różnice zachodzą w budowie dzioba, skrzydeł i ogona, ale to już szczegóły dla wytrawnych znawców.) Aha, na stronie WWW.ptaki-polski.pl znajduje się mapa i adresy wszystkich miejsc w Polsce, gdzie można przekazać ptaka pod fachową opiekę.
poniedziałek, 08 lutego 2010
Surowa zima nie zwalnia mnie od obowiązku monitorowania np. stanu ogrodzonych upraw. Chodzi o to, żeby nie pozwolić jeleniom i łosiom przedostawać się do płotów, bo mogą poczynić tam straszliwe spustoszenie. Korzystając więc z nowego nabytku, czyli łańcuchów na koła, wyruszyłem tym razem przez te nieodśnieżone drogi, żeby skontrolować kilka powierzchni. (Są to miejsca newralgiczne, bo płoty te były wielokrotnie niszczone przez zwierzynę.) Pogoda teraz taka, że mimo niskich temperatur gdy słońce wyjdzie, nagrzewa leżące np. na zrębach kłody sosnowej tartaczki, a wtedy jelenie spałują ich cienką korę wraz z łykiem. Podobnie może być w młodnikach – nagrzana kora na strzałkach sosen również będzie w słoneczne dni bardzo interesująca. Płoty bardzo łatwo sprawdza się w śnieżną zimę, bo wystarczy obejść go dookoła i zobaczyć, czy nie ma śladów. (Inaczej trzeba wejść do środka, najlepiej z psem i dokładnie przeszukać teren.) Z reguły zwierzyna która dostanie się do środka szuka za jakiś czas wyjścia i krąży wewnątrz ogrodzenia. Na śniegu widać wydeptaną wzdłuż płotu od środka ścieżkę. No chyba, że jest to łoś. Dla niego płot nie stanowi żadnej przeszkody – w tej chwili, przy obecnej pokrywie śnieżnej, dwumetrowe ogrodzenie sięga mu co najwyżej do kolana. Więc teraz tym bardziej nie musi się wysilać, wchodzi i wychodzi jak i gdzie chce. Taką wyrwę trzeba szybko załatać bo niedługo po łosiu może wewnątrz ogrodzenia pojawić się chmara jeleni. Zestaw ten gwarantuje gruntowne zmiany w krajobrazie. Na szczęście poza tropami lisa nie widziałem innych śladów – odpukać.
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||