O tym co w lesie piszczy...
O autorach

Wpisy z tagiem: drzewa

niedziela, 16 października 2011

Dziś piękna jesienna niedziela. Poranki są już mroźne i mgliste. Trawa pobielona mocno przymrozkiem zaczyna zapominać o bujnej zieleni. Kończy się wegetacja roślin, a w lesie zapada coraz głębsza cisza, przerywana jeszcze pokrzykiwaniem ptasich wędrowców. Rankiem jesień zaczyna już ubierać choinki:



 

Na leśnych uprawach zakończyły się już prace związane z zabezpieczeniem sadzonek przed nadmiernym zgryzaniem przez zwierzynę  i ostatnie pielęgnacje. Pracownicy  zakładu usług leśnych jako ostatnie wykosili z chwastów gniazda zasadzone dębem, gdzie mocno wkracza czeremcha amerykańska:



 

W naszych lasach rośnie czeremcha  pospolita- preferująca siedliska wilgotne, okolice cieków oraz zbiorników wodnych, tworząca czasem charakterystyczne laski wspólnie z wierzbą i olchą. Na suchych i ubogich siedliskach, w borach sosnowych rośnie czeremcha amerykańska, sprowadzona z Ameryki Północnej. Dawniej sadzono ją w podszycie tam, gdzie nie chciało rosnąć nic innego. Czeremcha radziła sobie znakomicie i mocno rozrastała, stając się uciążliwym chwastem przeszkadzającym w hodowli lasu. Są miejsca, gdzie wykorzystuje w dolnym piętrze lasu najmniejszy kawałek terenu dla siebie:



Dlatego zaprzestano jej sadzenia, chociaż w zasadzie już na stałe wrosła w nasz krajobraz i stała się całkiem swojska. Jest trudna do wytępienia, gdyż ma wielką siłę odroślową i im bardziej wycinana, tym intensywniej odrasta. Czeremcha amerykańska nazywana „black cherry", czyli czarną wiśnią, nie jest jednak taka groźna. W swojej ojczyźnie rośnie jako drzewo osiągające nawet powyżej 20 metrów wysokości. U nas, występuje na skrajnie ubogich siedliskach, stąd zostaje zwykle krzewem. Trzeba jednak kontrolować jej rozwój. Dlatego muszę ją jakiś czas wycinać w uprawie dębowej, aby pozwolić pójść w górę dębom, a krzewy zostaną sobie niżej z pożytkiem dla lasu. Jej liście są wydłużone, lancetowate i błyszczące z wierzchu. Jesienią pięknie się przebarwiają. Kwitnie na biało na przełomie maja i czerwca, a owocuje we wrześniu. Czy nie wygląda uroczo?:

Leśnicy jej zwykle nie lubią z tego powodu, że jej nadmierna ekspansywność utrudnia odnowienia i uniemożliwia wprowadzanie innych gatunków. Czeremcha jest jednak bardzo atrakcyjna dla ptaków i dla zwierząt. Samce z porożem czyli rogacze i byki bardzo chętnie wycierają o krzewy czeremchy swoje poroże ze scypułu. Pozbywają się szarego scypułu ( nazywanego też mchem), delikatnej, swędzącej skórki pokrywającej nakładane właśnie, jasne poroże, a czeremcha swoimi sokami wspaniale barwi je na bordowo-wiśniowy kolor. To też zaleta czeremchy.

 Może trzeba ją polubić, bo przecież ona rośnie najczęściej tam, gdzie inne krzewy nie chcą rosnąć. Z sympatią spoglądam na „amerykankę", bo występuje tylko w kilku miejscach mojego leśnictwa, a jej owoce są bardzo smaczne i zdrowe. Chętnie korzystają z nich ptaki i zwierzęta, a dla ludzi mądrze wykorzystane są alternatywą dla antybiotyków.

 Owoce nadają się do sporządzania dżemu, konfitury, marmolady, syropu, wina i soku. Jeden z moich kolegów zachwalał nalewkę z czeremchy, ale sknera nie poczęstował... Muszę kiedyś sam przygotować. Można owoce również suszyć i używać do sporządzania naparu, odwaru, jako składnik herbatek aromatycznych ziołowo-owocowych o charakterze profilaktyczno-leczniczym. Zawierają cukry, pektyny, kwas jabłkowy, cytrynowy, askorbinowy (mnóstwo witaminy C), sole mineralne, rutynę, garbniki i wiele innych. Imponujący zestaw...

 Ich pestki mają migdałowy zapach i smak bo zawierają glikozydy cyjanogenne, podobnie jak kora i świeże pędy. Pestek nie warto spożywać w większych ilościach, bo zawierają kwas pruski. Ale raczej nikt wiadrami pestek czeremchy nie je, bo owoce na przetwory zwykle przeciera się i wtedy pestki zostają na sicie. Glikozydy cyjanogenne w małych ilościach działają leczniczo, wzmacniająco, pobudzająco, wykrztuśnie, rozkurczowo, żółciopędnie i antyseptycznie. Lubię podjadać owoce czeremchy na dziko, prosto z krzewów. Dojrzewają stopniowo, nie wszystkie naraz, dlatego dopiero niedawno zniknęły z krzewów. Większość zjadły ptaki ( bo ja zjadłem ich naprawdę niewiele!), a reszta opadła po przymrozkach. Black cherry to często niedoceniany, pyszny dar lasu, podobnie jak owoce czarnego bzu (przez niektórych nazywanego hyćką):



Czarny bez nazywany jest lekarskim. Wiedzą o tym doskonale zwierzęta i ptaki, których ponad 60 gatunków zjada dojrzałe owoce. Pędy bzu, który często sadzimy w podszycie, zjadają jelenie, sarny, zające i drobne gryzonie. Kwiaty bzu używane są od wieków jako środek napotny i moczopędny, wykorzystuje się je także do leczenia gardła i zapalenia spojówek. Owoce znakomicie leczą objawy przeziębiania, kaszlu i działają odkażająco na organizm.

Trujemy się różnymi świństwami, najczęściej nieświadomie, dlatego nazbierałem solidny kosz czarnych kulek, które wspólnie z żoną zasypaliśmy cukrem i zagotowaliśmy w słoiki:



Stoją teraz na półce w piwnicy jako odtrutka i lepiej sięgać tam, niż biegać z receptą do apteki po antybiotyk.

 Bez jest pyszny, smakuje bardzo podobnie jak czarne jagody. Jeden słoik nie zagotował się należycie to go natychmiast opróżnilem, stąd wiem co mówię...To już jedne z ostatnich, choć może mało znane  dary jesieni. Widzicie zatem ile w lesie jest dobrych rzeczy, których nie znamy, a przez to nie doceniamy? Całe życie jednak uczymy się , to i dobrze korzystać z doświadczeń innych. Dobrze też,  że ktoś wymyślił Internet oraz blog, to możemy wzajemnie korzystać ze swojej wiedzy. Pozdrawiam wiernych czytelników!

 

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

 

 

  

Tagi: drzewa
13:17, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 10 października 2011

Drzewa mają dziś święto. Drzewa, które żyją obok nas, dla nas i z nami... Drzewa, które wydaje się, że są wszędzie…

Czy zastanawiamy się kiedykolwiek skąd się wzięły, po co są , czy czują?

Indianie północno amerykańscy wierzą, że drzewa podtrzymują niebo. Trzeba o nie dbać, bo zagłada drzew oznacza zagładę całej ziemi. Gdy drzewa przestaną podtrzymywać niebo, to ono runie i zniszczy naszą ziemię. A my? Czy poświęcamy im choć chwilę w naszym zabieganym dniu? Czy dopuszczamy do siebie myśl, że drzew wokół nas mogłoby nie być? Drzewa tworzą las, z którego od wieków korzystamy, gdzie najchętniej wypoczywamy, tworzą sad, gdzie czasem pijemy kawę lub spotykamy się przy grillu. Drzewa upiększają nam widok z okna, zacieniają nam parking, gdzie stoi nasze kochane autko. Drzewa służą nam także jako słupy ogłoszeniowe ( widać to szczególnie w czasie kampanii wyborczej). Drzewa jakże często przydają się naszemu psu...

 Uwielbiamy się do nich tulić:



 

Bo przecież drzewa wspierają nas dobrą energią. Obdarzają nas nią zupełnie bezinteresownie. Ptaki wiją na nich gniazda, chowają się w nich owady i zwierzęta. Grzyby, które tak lubimy zbierać i dorzucać do ulubionych potraw nie wyobrażają sobie życia bez drzew:



Korzysta z nich jemioła, huba i bluszcz (tak to jednak, pomimo zapewne innych skojarzeń bluszcz tak się tuli do drzewa!):



 

Ale jakie są to drzewa, kto je posadził, czemu schną im liście i konary i po co one tak właściwie są – nad tym już raczej nie myślimy! Może pomyślmy o drzewach choć raz w roku- 10 października, bo wtedy jest Światowy Dzień Drzewa.

Dzień Drzewa wymyślił Amerykanin Juliusz Morton w 1872 roku. Tak więc już w XIX wieku właśnie J. Morton stwierdził, że: „inne święta służą jedynie przypomnieniu, Dzień Drzewa wskazuje zaś na przyszłość”. Bo to oczywiste, że drzewa to nasza przyszłość i żywe pomniki świadczące o ludziach, którzy je posadzili. Jego pomysł spotkał się szerokim odzewem. Tylko w 1872 roku w USA posadzono ponad milion drzew. W 1951 roku święto „Dzień Drzewa” zawitało w Europie. FAO - Organizacja ds. Wyżywienia i Rolnictwa ONZ postanowiła, że we wszystkich krajach członkowskich obchodzony będzie każdego roku Światowy Dzień Drzewa. Od kilku lat w dniu 10 października w Polsce obchodzony jest Dzień Drzewa. Akcja sadzenia drzew jest organizowana przez Klub Gaja od 2003 roku. Od początku jej partnerem są Lasy Państwowe.

Ma ona na celu zwrócić uwagę na wzajemną zależność pomiędzy człowiekiem a ekosytemem naszej planety. Może po prostu to okazja, aby z uczuciem popatrzeć na niby-pospolite, zwyczajne drzewo jak na bliskiego przyjaciela? Rok 2011 obchodzony jest jako Międzynarodowy Rok Lasu. To szczególna okazja, aby troszczyć się o drzewa. Wszyscy powinniśmy je kochać i szanować . Nie tylko od święta. Dbajmy o takie, które są pomnikami przyrody i mają ponad 7 metrów obwodu:



 

 Troszczmy się także o te najmniejsze, wspierając leśników w ich pracy:



 

 Razem można więcej...  Dlatego razem szanujmy nasze drzewa.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

Tagi: drzewa
15:39, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
środa, 31 sierpnia 2011

Ostatnie dni sierpnia to już ostatni moment, aby zebrać przecudne owoce derenia jadalnego. Choć w tym roku wszystko dojrzewało wcześniej i moje krzewy derenia już w połowie sierpnia obsypane były intensywną czerwienią owoców.

 

Z derenia można zrobić królową nalewek- dereniówkę, ale ten wbrew pozorom mało znany krzew ma wiele innych zastosowań. Nie myślcie sobie, że namawiam do „produkcji" alkoholu i jego spożywania w nadmiarze, ale mądrzy, dorośli ludzie coraz częściej sięgają dziś po nalewki, wracają do tradycyjnych, staropolskich przepisów i maleńki „kusztyczek" dereniówki to samo zdrowie. Każdy kto miał okazję spróbować kiedykolwiek nalewki z derenia wie, że jest to czarodziejski trunek i dereniówka nie ma sobie równych pomiędzy najbardziej markowymi alkoholami. Warto też zainteresować się dereniem, bo to także ciekawa roślinna osobowość.

 

Dereń jadalny, łacińska nazwa Cornus mas, to niewielkie drzewo, a najczęściej krzew, rodem z Azji, Krymu i Kaukazu. W Polsce rośnie w parkach, ogrodach i przydomowych ogródkach. Jest to znakomity „ogródkowy" wybór, bo rośnie na różnych stanowiskach, także zacienionych, jest odporny na przymrozki i choroby. Zaczyna owocować czasem już po 3 latach od posadzenia, a z dorosłego drzewka można zebrać nawet100 kg owoców. Moje 2 krzewy mocno owocowały rok temu. Owoce derenia są soczyste o bardzo przyjemnym słodko-kwaśnym smaku oraz specyficznym aromacie, który zawdzięcza olejkom eterycznym.

 Są one bardzo dobrym surowcem przetwórczym na konfitury, wina, dżemy, galaretki, kompoty, soki, nadzienia cukiernicze, herbaty owocowe, marmolady, ekstrakty. Można spożywać je w stanie surowym, kandyzowane lub konserwowane. Jednak ich podstawowe zastosowanie to znakomity surowiec na nalewkę. Każdy ma swój przepis na ten specjał. Ekspertami od nalewek są zwykle leśnicy i myśliwi. Ze swojego doświadczenia mogę doradzić, aby wspaniałe owoce derenia zbierać w pełni dojrzałe, można je też przed użyciem zamrozić. To dobra informacja dla tych, którzy tak jak ja urlopują w sierpniu. Owoce zebrała i zamroziła Iga z Pawłem, a teraz można zabrać się za ich wykorzystanie, zrywając z krzewów ostatnie "jagódki".

 Warto nakłuć je wcześniej drewnianą wykałaczką ( lepiej unikać używania metalu) i zalewać najpierw wódką, a potem spirytusem, najlepiej w proporcji 1:1. Cukru trzeba dodać według uznania, można też używać miodu. Powinna stać w ciemnym miejscu minimum cztery tygodnie. Nalewka powinna być wystana, im dłużej stoi po zlaniu, tym lepsza. Ale wiem z praktyki, że trudno się oprzeć pokusie smakowania! Każdy, kto w mojej leśniczówce próbował derenia chętnie „przygaduje się" i liczy na powtórkę.

  Dereń jest wykorzystywany w medycynie naturalnej i przemyśle farmaceutycznym.  Nalewka z kwiatów i owoców stosowana jest przeciwko gorączce. Natomiast wywar z owoców i z liści stosowany jest jako środek ogólnie wzmacniający. Wywar z owoców jest stosowany w leczeniu anginy, krzywicy, szkarlatyny, odry, chorób żołądka i jelit. Wywar z korzeni i kory znalazł zastosowanie w leczeniu malarii, reumatyzmu i zapalenia wątroby. Doskonały sok z derenia jest pomocny przy leczeniu szkorbutu, białaczki, chorób żołądkowych i rumienia skóry. Jego przepiękny kolor dorównuje niespotykanemu smakowi. To mój ulubiony sok.

 Suszone i mielone owoce stosowane są jako przyprawa do mięs i sosów. Marynowane i kandyzowane wspaniale dekorują potrawy, a z solonych można robić „polskie oliwki". Z suszonych, bardzo twardych pestek wyrabia się różańce, a palone pestki mogą zastępować kawę. Nasiona zawierają też sporo tłuszczu, można z niego produkować mydło. Dereń zakwita wcześnie, już w kwietniu, a jego jedne z pierwszych w sadzie, zielonożółte kwiaty, bardzo chętnie odwiedzają pszczoły:



 Liście, kora oraz korzenie są cennym surowcem farmaceutycznym. Z kory jak i z drewna uzyskuje się żółty i oliwkowy barwnik. Drewno derenia dzięki swojej twardości i trwałości jest wykorzystywane w tokarstwie. Dawniej używało się go do produkcji czółenek tkackich i kół zębatych. W starożytnej Grecji dereń wykorzystywany był do wyrobu drzewców oszczepów, szprych do kół oraz szczebli do drabin. Z jego gałązek można też wyplatać kosze.

 Czy to nie jest zdumiewające, ile pożytecznych zastosowań ma ten skromny krzew czy drzewko? Warto go poszukać, a najlepiej posadzić przy domu. Rozmnaża się z sadzonek, nasion, odkładów i odrostów korzeniowych. Wystarczy zapytać w dużym sklepie lub skorzystać z dobrodziejstwa Internetu. Sadzić go trzeba w sporym rozstawie, nawet co 5-6 metrów, bo wtedy lepiej owocuje, ale można z derenia także robić gęsty żywopłot. Zimowym wieczorem, przy blasku kominka, muzyce i książce usiądźmy z miłą sobie osobą przy maleńkim kieliszku dereniówki. To czarodziejski napój o niepowtarzalnym smaku i aromacie. Wierzyć się nie chce, że zawdzięczamy go skromnemu dereniowi. 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

  

Tagi: drzewa
11:59, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 maja 2011

Akcja Chrabąszcz zakończyła się w niedzielę pełnym sukcesem. Chrabąszcze poległy, nieliczne możemy  spotkać tylko z dala od pól zabiegowych. Teraz codziennie prowadzę obserwacje skuteczności zabiegu, niezbędne do kolejnych potyczek z chrabąszczem. Jutro jadę na kolejne wykłady Akademii Leśniczego. zastępować mnie będzie podleśniczy Irek. W lesie trwają prace przy trzebieżach drzewostanów i usuwany jest posusz, który pojawił się na gruntach porolnych. Zrobiło się ciepło, więc zachęcam Was do leśnych wypraw. Wokół jest tak uroczo i świeżo.

Podczas majowych spacerów Waszą uwagę zwrócą zapewne zwiewne, śliczne brzozy. Warto przytulić się do jej pnia i cieszyć oczy świeżą zielenią młodych liści. Wszyscy znamy brzozę, która z powodu białej kory bywa nazywana najstarszym drzewem w lesie. Tak naprawdę żyje krótko, w zasadzie dożywa w lasach do 60 lat. Uważana jest za typowo polskie drzewo, choć zajmuje tylko 6% powierzchni leśnej naszego kraju. Starszym rocznikom kojarzy się z filmami „made in ZSRR" .

Pojawiła się na świecie wcześniej niż człowiek, zaraz po ustąpieniu lądolodu, stąd jest gatunkiem pionierskim a występuje w niemal całej Europie i Azji. Rośnie na ubogich siedliskach, jest pożyteczna i poczciwa, mało wymagająca od gleby, odporna na mrozy i upały.

Medyczne zalety brzozy znane były od tysiącleci. Oskoła - sok brozowy, była tradycyjnym napitkiem spożywanym o tej porze roku przez wszystkich Słowian. Przed II wojną światową nie było restauracji, w której nie podawano by oskoły. Sok z brzozy był ceniony za swoje walory smakowe i gościł na większości polskich stołów. Wspomina o niej Zagłoba w „Potopie", mówiąc, że „Radziwiłł sok brzozowy popija". Już na początku naszej ery stosowali ją chętnie Rzymianie. Wymieniana jest także w średniowiecznych zielnikach. Pożyteczne działanie mają świeże brzozowe liście oraz pączki. Pisała o leczniczych właściwościach brzozy miedzy innymi święta Hildegarda.

 W dawnych czasach brzozę czcili Celtowie, Słowianie i inne ludy. Była poświęcona władczyni płodności, deszczu i wody - Mokoszy. Według innych podań jest związana z Wenus i żywiołem wody. Zasadzona przy grobie brzoza miała chronić przed duchami. Według chrześcijan podobny cel miał spełniać znany nam krzyż brzozowy. Brzozie przypisywano również magiczne działanie - z jej pomocą można było pozbyć się wycieńczenia i dreszczy. Uderzenie gałązką brzózki miało pobudzać siły witalne- stąd obyczaj chłostania brzozowymi gałązkami w czasie wielkanocnym.

Gałązek używano na wianki i do zdobienia domów w czasie Zielonych Świątek oraz na palmy w czasie Niedzieli Palmowej. Dekoruje się małymi brzózkami także trasę procesji na Boże Ciało. Wiązki brzozowych rózg (rózgi liktorskie) otaczające topór stanowiły symbol władzy w starożytnym Rzymie. Wysocy urzędnicy mogli karać poddanych chłostą (rózgi) lub śmiercią (topór). Brzezinowymi rózgami chłostano niewolników i przestępców. Jeszcze całkiem niedawno używano ich do wymierzania kar cielesnych w szkołach. Nasi słowiańscy przodkowie wykorzystywali natomiast gałązki brzozowe do odpędzania złych duchów. Z gałązek brzozy wyrabiane są także popularne do dziś na wsi miotły na kiju. Brzozowe są podobno także miotły czarownic, służące im za środek lokomocji....

 Na brzozowej korze wypisywano kiedyś prośby do duchów i wieszano je na brzózkach, szczególnie na bagnach, bo tam podobno ducha najłatwiej spotkać. Brzoza nie przez przypadek była świętym drzewem naszych przodków. Współczesne badania wykazały, że drzewo to silnie jonizuje ujemnie powietrze, a ujemne jony działają leczniczo na organizm człowieka. Wystarczy więc samo przebywanie w brzozowym zagajniku, by poczuć się lepiej. Radiesteci twierdzą, że brzoza ma pozytywną energię, a dotykanie jej oraz przebywanie w bliskim jej sąsiedztwie jest bardzo korzystne. Warto zatem przytulić się do brzozy...

To piękne i zwiewne drzewo stanowiło zawsze natchnienie poetów i literatów. Każdy z nas zapewne pamięta poetycki opis brzozy z III księgi „Pana Tadeusza" oraz wiersze Słowackiego, Lenartowicza czy Staffa. Fantastyczny, lekko erotyczny opis brzeziny znajdziemy w noweli Iwaszkiewicza „Brzezina", którą napisał w zakopiańskiej willi Atma w 1932 roku, goszcząc u Karola Szymanowskiego:

W tle późnego wieczora tkwiły te pnie białe, oświetlone resztkami światła, jak perły wprawione w aksamit. Pnie te białe, gładkie, toczone, przypominały mu tutaj ramiona kobiece, mnóstwo splątanych ramion, wznoszących się w górę gestami błagania, uniesienia, czasem odgiętych ku dołowi ruchem poddania i rezygnacji. Bukiety ramion w górze łączyły się dłońmi, plątały palcami, niektóre zaś stały pojedyncze i beznadziejne. Wilgotne, parne powietrze napełniało zgęszczeniem interwały pomiędzy brzozami i wszystko razem czyniło wrażenie jakiejś zmysłowej świątyni".

Opowiadanie sfilmował potem Wajda, a jak zwykle po mistrzowsku zagrali tam Daniel Olbrychski i Olgierd Łukaszewicz. Brzoza ma wiele innych zalet i zastosowań. Podczas majowych spacerów warto spojrzeć na nią z sympatią i przytulić się do siwego pnia. Wśród brzozowych świeżych liści możemy często zobaczyć złotopiórą, śliczną wilgę z czarnymi skrzydłami i usłyszeć jej fletowy głos. Brzoza to piękno i zdrowie, urocza ozdoba naszych lasów. 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

Tagi: drzewa
20:15, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 maja 2011

Już szumią kasztany i pachnie już wiosną

Pamiętaj kochany by jakąś radosną

By jakąś radosną na wiosnę mieć minę

I wiosnę przywitać jak ładną dziewczynę...

Tak uroczo śpiewa Magda Umer o wiośnie i kasztanach...

Dziś rozpoczęły się matury  i  ponad 400 tysięcy młodych ludzi imponuje Wysokiej Komisji swoją wiedzą na temat Mickiewicza i Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Może idąc na ten ważny i pamiętny egzamin nucą sobie właśnie tę piosenkę?  Lepiej tę o kasztanach niż  Czerwonych Gitar „Znów za rok matura..."

 Z pewnością też z wielką przyjemnością spoglądają na kwitnące bzy i kasztanowce.  Zakładam, że pośród maturzystów są także czytelnicy Bloga Leśniczego, których zapewniam, że trzymam za nich kciuki! Gdy po dzisiejszych  maturalnych wrażeniach zajrzą tu przypadkiem lub z przyzwyczajenia, to może chętnie posłuchają opowieści o kasztanowcu- roślinnym symbolu matur.

Kasztanowce - piękne drzewa, popularnie nazywane są w Polsce „kasztanami" od nazwy ich owoców. Do całego rodzaju należy 25 gatunków. Najpopularniejszym gatunkiem w Polsce jest kasztanowiec pospolity, nazwa łacińska: AESCULUS HIPPOCASTANUM.  Nazwa ta wywodzi się od słów: Aesculus- starorzymska nazwa dębu o jadalnych żołędziach i Hippocastanum – kasztan koński: z tureckiego" af kastanesi", przez greckie Hippis = koń i łacińskie Castanum = kasztan.

 Ojczyzną kasztanowca są Bałkany i Azja Mniejsza, gdzie rośnie w cienistych i wilgotnych lasach górskich dolin. Pierwsze wzmianki o jego obecności w Europie pochodzą z roku 1557, choć istnieją tu pewne rozbieżności, a pierwsza informacja naukowa z roku 1563.Podobno pierwsze egzemplarze kasztanowca zwyczajnego przywiózł z Konstantynopola pewien poseł i zasadził je w ogrodach w Pradze, potem kasztanowiec trafił do Wiednia, do posiadłości cesarza Maksymiliana II.

 Według innych źródeł kasztanowiec trafił do Europy w wyniku tureckiej ekspansji. Podobnie jak prawoślaz i bardzo ubiany przez Pawlikowską - Jasnorzewską bez lilak. Pewnie dlatego sama nazywała się Lilką... Sulejman Wspaniały podarował kasztanowca ze swoich ogrodów w Istambule wiedeńczykom. Do Polski przywiózł go najprawdopodobniej Jan III Sobieski.

 W naszym kraju jest to jedno z pierwszych drzew obcego pochodzenia. Dziś nasz kasztanowiec  jest w pełni zadomowiony (dowodem tego jest to, że często daje samosiew), powszechnie uważany za drzewo rodzime i traktowany jak swojskie, nie tylko w miejskich parkach i alejach, ale także w krajobrazie otwartym, wiejskim. Jego występowanie w krajobrazie kulturowym powoduje, że często pojawia się wewnątrz naszych lasów.  Także w moim leśnictwie. Kasztanowiec potrzebuje gleb żyznych, świeżych lub wilgotnych – w zbyt suchych miejscach liście wcześnie zasychają i opadają, lubi miejsca ciepłe, słoneczne lub półcieniste, jest odporny na mróz.

Piękne kwiaty kasztanowca chętnie odwiedzają trzmiele i pszczoły. Duże znaczenie przy zapylaniu ma barwna plamka na płatkach: tylko kwiaty z żółtą plamką są oblatywane przez owady, które znajdują tam nektar. U odmian ceglasto- lub karminowoczerwonych miodniki przestały pełnić swoją funkcję, takich kwiatów owady  nie odwiedzają, gdyż pszczoły i trzmiele nie odróżniają czerwieni.

 Owocem kasztanowca jest kulista torebka z miękkimi kolcami wewnątrz której znajduje się 1-3 spłaszczonych, brązowych nasion – popularnych kasztanów. Kto z nas swojego czasu nie „tworzył" z brązowych kasztanów i zapałek?  Powstawały z nich rozmaite zabawki, zwierzątka, ludziki. Często brązowe kasztany stawia się na telewizorze lub kładzie pod poduszkę wierząc, że neutralizują „złe" promieniowanie. Dla ludzi są one niejadalne, nawet lekko trujące, ale chętnie zjadane są przez zwierzęta, bo zawierają dużo skrobi. Dla danieli i jeleni są wielkim przysmakiem.

Kasztanowiec jest również rośliną leczniczą: kwiaty, kora, nasiona, stosowane są w wielu preparatach, głównie przy leczeniu zapalenia żył, zatorów, zapobieganiu zakrzepom i leczeniu żylaków odbytu, m.in. produkuje się z nich popularne czopki „Hemerol". Przy bólach stawów i gośćcu wciera się nalewkę z suchych kwiatów. Odwar z łupiny nasiennej stosuje się przy chorobach kobiecych.

Kasztanowce są piękne i pożyteczne. Trudno bez nich wyobrazić sobie maj- miesiąc zakochanych i maturzystów.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl 

Tagi: drzewa
18:16, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
sobota, 02 kwietnia 2011

Rozpoczął się kwiecień i nastał czas wiosny. Na trawniku przed leśniczówką zaczyna robić się kolorowo. Krokusy pysznią się słoneczną żółcią, a biel przebiśniegów zastąpił błękit cebulic.

 

Żal siedzieć w domu. Warto wybrać się na niedzielny spacer do parku, lasu, na łąkę czy pola. Podczas spaceru dobrze przyglądajmy się temu, co nas otacza, bo świat przyrody jest przecież taki ciekawy. Kwitną coraz śmielej kwiaty, krzątają się wokół ptaki i zielenią się krzewy i drzewa.

 Zastanawialiście się kiedyś, czy znacie drzewa rosnące wokół Was? Każde z nich ma swój charakterystyczny wygląd i cechy biologiczne. Każde drzewo ma też swoje miejsce w kulturze, historii i opowiada się o nim różne legendy. Niebawem Wielkanoc i czas świątecznych, rodzinnych spotkań przy stole oraz tradycyjnych spacerów. Pogoda będzie zapewne śliczna, bo w tym roku będziemy wołać Alleluja wyjątkowo późno. Podczas świątecznych spacerów zwróćcie uwagę na osikę. Posłuchajcie opowieści o tym ciekawym, wielkanocnym drzewie.

Gdy Żydzi chodzili po lesie wypatrując, z czego by wyciosać krzyż dla Chrystusa, wszystkie drzewa drżały z przerażenia i żadne nie chciało być krzyżem.Nie zadrżała jedna tylko osiczyna - więc uczynili z niej krzyż i przybili na nim Chrystusa.Od tego czasu nawet w chwilach największej ciszy w lesie, gdy wszystkie drzewa stoją spokojnie, osiczyna drży i trzęsie się zawsze.I dawno byłaby już wyschła i nie stałoby jej na świecie, gdyby nie to, że wszystkie dusze ludzkie, które za życia były dla kogoś krzyżem, Chrystus zmienia po śmierci w osiczyny, by nie zaznały spokoju i drżąc wiecznie czekały na sąd.Albowiem nie wolno jest być drzewem na niczyj krzyż”

Henryk Sienkiewicz- „Osiczyna”

Osika (Populus tremula L.) nazywana też osiną, osiczyną, czy topolą drżącą. Jest najpopularniejszą z naszych topól, których w Polsce mamy 4 rodzime gatunki: biała, czarna , szara i osika .Rośnie niemal we wszystkich polskich lasach. Jest drzewem pionierskim i bardzo ekspansywnym- szybko pojawia się na nieużytkach i nieodnowionych zrębach, bardzo szybko przyrastając, nawet 1m rocznie. Ma prosty, strzelisty pień o oliwkowo szarej, gładkiej korze.

 Jest raczej krótkowieczna, dożywa zwykle maksymalnie do 100 lat.  Charakterystyczną cechą tego gatunku są drżące liście, które kołyszą się nawet przy zupełnie bezwietrznej pogodzie. Z osiką i drżeniem jej liści związane są liczne opowieści, podania ludowe i legendy, o których warto przypomnieć szczególnie teraz, w okolicach Wielkiej Nocy.

 Bo kiedy źli ludzie szukali w onym czasie drzewa na Krzyż i Mękę Pańską, wszystkie drzewa i cały las ogarnęło przerażenie. A ludzie chodzili po lesie i namyślali się w jakie drzewo uderzyć toporem i uczynić z niego Krzyż. Nie mógł być to dąb- bo drzewo to mocarne i symbolizujące wiekuistość. Nie mogła być to lipa- drzewo poetów i zakochanych, pełna słodyczy, dająca miód oraz schronienie ptakom. Ani brzoza- biała i niewinna, ani sosna zalana żywicznymi łzami, ani jesion- drzewo walki. „Zostawcie nas w pokoju”- szumiały smukłe olchy wznoszące ramiona ku niebu. Żadne z drzew nie chciało Męki Pańskiej i wszystkie trzęsły się od zgrozy nad postępowaniem okrutnych ludzi.

 Kiedy noc zapadła nad lasem i ludzie wracali do domu bez krzyża, napotkali na powrotnej drodze jedno drzewo, które nie zadrżało na ich widok. Była to osika. Zrąbali ją w milczeniu i pośpiesznie. Z jej drzewa uczynili Krzyż. I ukrzyżowali na nim Zbawiciela Świata. Odkąd osikowe drzewo zbryzgała Krew Najświętsza, wszystkie osiny dygocą z lęku, że znowu źli ludzie przyjdą i ten straszny dzień się powtórzy. Trzęsą się ze wstydu i żalu, a gdy nadejdzie jesień, liście osikowe są koloru krwi, na pamiątkę tej Krwi, która spłynęła po drzewie krzyża…

 Istnieje wierzenie ludowe, popularne szczególnie na Ukrainie, że na osice powiesił się Judasz. Wszystkie inne drzewa odmówiły zdrajcy Jezusa swoich gałęzi. Teraz osika żałuje swojego postępowania i drży przed Bożym gniewem. Inne podanie ludowe mówi o związku osiki z ucieczką Świętej Rodziny do Egiptu. Kiedy Rodzina uciekająca przed okrutnym Herodem chciała się schronić pod osiką, ta zaczęła trząść się ze strachu przed gniewem władcy i nie przyjęła ich. Wygnańcom pomogła leszczyna, a osika trzęsie się do dzisiaj… Z osiką wiąże się jeszcze całe mnóstwo podań, gdzie zwykle jest ona przedstawiana w negatywnym świetle.

 Przekazy mówią, że Kain zabił Abla osikowym kołkiem. Pamiętamy przecież opowieści, w których osikowe kołki wbijane w wampiry i wiedźmy, wystarczy wspomnieć Rzędziana z „Ogniem i mieczem”, który w pamiętnej scenie wbił osinowy kołek w Horpynę. Zabijano także trumny kołkami z drewna osikowego, aby zmarły nie stał się upiorem. Na grobach samobójców wbijano osinowy kij, który nie pozwalał by nieszczęśnik straszył po śmierci ludzi. Podobno osika to ulubione drzewo diabła, który lubi na niej przesiadywać, a ona wtedy trzęsie się, aby nas ostrzec przed Złem.

 Może zatem i w niej, jak w każdym drzewie tkwi pozytywna energia. Potwierdza to fakt, że z jej drewna były wyrabiane słynne husarskie kopie, tak symboliczne dla Polaków. Z czasów Augusta II mamy szczegółowy opis słynnej broni: „ była blisko trzy sążnie długa, gruba u tuleii jak ramię, a lekka i składna. Drzewco miała z młodej prostej osiki, wydrążone u spodu, żółto pokostowane”. Osika jest także wciąż pożyteczna dla człowieka poprzez rozmaite zastosowania. Drewno jest cennym surowcem w przemyśle zapałczanym i celulozowym. Cenią je też rzeźbiarze. Młode liście to ulubiony pokarm owiec, są też przysmakiem głuszców, pięknych, chronionych kuraków. Miazga osiki jest dość pożywna, toteż w okresach głodu w Europie dodawano ją do mąki i pieczono z niej chleb, a nawet spożywano na surowo. Leśnicy jej jednak nie lubią, bo gdy rośnie blisko sosnowych upraw rozwija się na nich groźny skrętak sosnowy, grzyb, którego rozwój związany jest z osiką. Na osikowych pniach widać często ślady innych grzybów- rdzy.

 Zachęcam do bliższego poznania osiki - drżącej topoli o srebrzystej korze podczas rodzinnych, wielkanocnych spacerów.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

Tagi: drzewa
22:48, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 29 listopada 2010

W lesie razem z nadejściem zimy rozpocząłem intensywne pozyskanie surowca drzewnego. Teraz jest to dobry moment, bo drewno nie ulega deprecjacji – zimno konserwuje je bardzo dobrze, a szkodniki w tych warunkach raczej nie funkcjonują. Wycinam więc kolejny zrąb. Do końca roku zostało mi jeszcze około 1000 metrów żeby wykonać plan w stu procentach.

Przy okazji zrębu okazało się, że w przyszłym roku będzie jeszcze większy urodzaj na nasiona sosnowe niż w mijającym (dużo szyszek na ścinanych drzewach). Ja osobiście byłem pewien, że najbliższy rok będzie pod tym względem „głuchy”, bo tak wynikało z moich obserwacji i dotychczasowej praktyki, że jeden rok jest obfity, a po nim jest przerwa. Ale przyroda jak wiadomo rządzi się swoimi prawami i w przyszłym roku będziemy mieli kolejny rok nasienny i intensywny obsiew sosny czego się nie spodziewałem. W każdym razie dla naturalnego odnowienia sosny przyszły rok będzie równie doskonały jak ten, z czego się mogę tylko cieszyć.

Pozyskanie wiąże się również jak wiadomo z intensywnym wywozem drewna z lasu. Przy jeszcze do niedawna jesiennej, czyli deszczowej i błotnistej pogodzie widać było wyraźnie, że nasze drogi są kompletnie nieprzystosowane do samochodów wysokotonażowych. Drogi gruntowe, którymi przez dziesiątki lat woziły drewno z lasu niewielkie samochody typu Star, nie sprawdzają się w sytuacji, gdy dzisiaj sam samochód, bez ładunku waży ponad 20 ton. Takich samochodów przy intensywnym pozyskaniu kursuje bardzo często, a przy niekorzystnych warunkach atmosferycznych (wystarczy kilka dni solidnego deszczu) nie ma możliwości wywozu surowca. Może by tak kolejka wąskotorowa? Trochę to przeżytek ale po tuningu…

P.S. A tu na pierwszym planie kliny, czyli podstawowe narzędzie robotników pracujących przy ścince grubych drzew.