O tym co w lesie piszczy...
O autorach

Wpisy z tagiem: leśnictwo

czwartek, 12 maja 2011

Praca leśniczego jest bardzo urozmaicona i każdy dzień niesie coś nowego. Po odnowieniach i chrabąszczach nadszedł czas na kolejne zajęcia akademickie. Wczoraj, dziś i jutro w gronie 33 leśniczych- studentów Akademii Leśniczego kontynuuję  zajęcia w Łagowie.

 Pierwszego dnia Piotr Gotowicki z Dyrekcji Generalnej LP wygłosił wykład  związany z zagadnieniami z zakresu bhp oraz relacji na styku leśniczy- zakład usług leśnych. Wokół tematu koordynatora bhp zawrzała burzliwa dyskusja. Leśniczowie mieli swój pogląd na tę sprawę. Ożywienie na sali wykładowej wywołał też temat wypadków w pracy i chorób zawodowych. Nic dziwnego, przecież blisko połowa leśniczych choruje na boreliozę.

 Alina Niewiadomska z DG LP wykładała wybrane zagadnienia z zamówień publicznych. Leśniczowie bezpośrednio nie zajmują się tą sferą ale temat bardzo interesował studentów. Czas poświęcony zamówieniom minął niepostrzeżenie i dopiero smakowite zapachy wydobywające się z kuchni przypomniały o krótkiej przerwie obiadowej.

 Waldemar Sieniawski z SGGW w Warszawie rozpoczął wykład z zasad sprzedaży drewna. Przedstawił także zawiłości procedur i form zabezpieczeń transakcji, portalu leśno-drzewnego oraz aukcji systemowych. Zajęcia trwały do 18.30. Nazajutrz o 8.00 pan Waldemar kontynuował temat i odpowiadał na liczne pytania. Potem „katedrę” objął we władanie charyzmatyczny dr Grzegorz Trzciński, który z wielką ekspresją opowiadał o utrzymaniu, projektowaniu i remontach dróg leśnych.

Temat wywozów, przewoźników i kwitów wywozowych to niesłychanie ważna część pracy leśniczego. Dr Trzciński prezentował własne, dość kontrowersyjne w naszym rozumieniu poglądy na temat zasad wywozu drewna i zarządzania drogami leśnymi, stąd było bardzo burzliwie. Zasypał nas gradem bardzo istotnych informacji i uświadomił jak ogromne brzemię odpowiedzialności związanej z drogami oraz wywozem spoczywa na leśniczych. Mówił także o wielofunkcyjności gospodarki leśnej. Po przerwie obiadowej ruszyliśmy do lasu skonfrontować wykład dotyczący dróg leśnych z rzeczywistością.

Naszym przewodnikiem był Nadleśniczy Nctwa Sulęcin Witold Wasylków, który w towarzystwie sekretarza nadleśnictwa pokazywał nam stare „poniemieckie” drogi brukowe i nowe, właśnie budowane.

 Była okazja poznać bliżej słynną buczynę łagowską:

Z zainteresowaniem oglądaliśmy naturalne odnowienia bukowe i słuchaliśmy ciekawostek, którymi raczył nas pan nadleśniczy Wasylków. Naszym dobrym duchem i Aniołem Stróżem w trakcie zajęć jest pani Agnieszka z miejscowego Nadleśnictwa Świebodzin. Nie ma łatwo bo nas jest 33 a ona jedna…

Dr Grzegorz w terenie z pasją opowiadał o drogach i szczegółowo tłumaczył tajniki ich mądrego projektowania.  Wspierał go mgr Waldemar Sieniawski i leśnicy z Nctwa Sulęcin.

 Nasz kolega Staszek z dumą prezentował teren swojego leśnictwa. Pięknie jest teraz w majowej  buczynie, a co dopiero w październiku, gdy jesień zabarwi ją na rdzawoczerwono. Całe popołudnie poznawaliśmy tajemnice leśnego drogownictwa. Z pewnością ta wiedza nam się bardzo przyda. Juto kolejny dzień szczelnie wypełniony zajęciami i egzamin kończący drugą odsłonę Akademii. Trzymajcie kciuki!

Leśniczy Jarek - lesniczy@erys.pl

Tagi: leśnictwo
22:18, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
piątek, 29 kwietnia 2011

Dzisiaj zgodnie z planem zakończyły się odnowienia w moim leśnictwie. Pani Magda, która „dowodziła” ekipą odnowieniową,  z satysfakcją odliczyła ostatnie 3 tysiące sadzonek buka. Odnowiłem 34 hektary lasu, gdzie posadzono blisko 200 tysięcy sadzonek. Dobrze, że już koniec sadzenia, bo robi się coraz cieplej, a w lesie już bardzo sucho. Pan Krzysztof z inną grupą pracowników także dzisiaj zakończył wykładanie pułapek na szeliniaka.

Szeliniak sosnowiec to niewielki chrząszcz - groźny szkodnik upraw i nie wolno leśniczemu zapominać o jego istnieniu. Stąd te pułapki: sosnowe wałki okorowane z jednej strony, ułożone na ziemi pomiędzy sadzonkami sosny. Zamiast dobrać się do malutkich sosenek, z których ogryzają korę, szeliniaki pędzą piechotą do sosnowych wałków, wabiących je balsamicznym zapachem żywicy. Zaplanowałem do wyłożenia 130 wałków, bo wystarcza  ich 6 na hektar uprawy, aby kontrolować na bieżąco populację szeliniaka. Opowiem wam o szeliniaku innym razem.

W tej chwili trzeba większość uwagi i czasu poświęcić chrabąszczowi. W moim leśnictwie od 20 kwietnia działa punkt obserwacyjny przebiegu rójki. Wcześnie rano zbieramy 50 chrabąszczy określając  gatunek, czyli czy jest to chrabąszcz majowy, czy kasztanowiec oraz ich płeć. Na razie dominuje kasztanowiec, który roi się wcześniej. Samce chrabąszczy pojawiają się także wcześniej, stąd na razie stanowią 60-70%  spotykanych chrząszczy. Płeć chrabąszczy rozpoznaje się najłatwiej po czułkach: samice mają je nitkowate i mniej wyraźne, natomiast samce mają czułki wachlarzykowate, okazałe:

 

Na  trzech stałych powierzchniach kontrolnych o wymiarach 2 na 5 metrów oznakowanych w terenie:

 każdego dnia liczy się otwory, z których wyłażą na świat chrabąszcze.

Wieczorem, w stałych miejscach przez 5 minut po zachodzie słońca liczy się przelatujące chrabąszcze. Jak widzicie chrabąszcze są teraz ze mną od wschodu do zachodu słońca. Ma to dobre strony, bo siłą rzeczy jestem w lesie o różnych porach dnia i częściowo nocy. Uczestniczę zatem czynnie we wspaniałym misterium wiosny. Słucham słowików i wilg, obserwuję rozwój kwiatów, słyszę bąki i derkacze, wołanie przepiórki i widzę z dnia na dzień większe krzyżyki bzów. Spotykam kolorowe dudki, lisy i borsuki chętnie zbierające chrabąszcze. Kwitną karminowo modrzewie, pojawiły się też malutkie szyszeczki na świerkach.

W dzień każdą wolną chwilę wykorzystuję na dotarcie do każdego oddziału, a mam ich w leśnictwie 83. Oddział leśny to około 25-30 ha. Trzeba je dokładnie spenetrować, aby bardzo precyzyjnie nanieść na mapę miejsca koncentracji chrabąszczy. Czasami ważne jest nawet pojedyncze drzewo.

Moje obserwacje weryfikowała specjalna komisja, podejmująca decyzję o ograniczaniu populacji chrabąszcza. To ważna i odpowiedzialna decyzja, stąd trzeba wielkiej wiedzy i doświadczenia wielu osób. Sąd nad chrabąszczem sprawowali leśnicy: leśniczowie - ja i mój kolega Zdzisław z leśnictwa Borowy Młyn, pracownicy nadleśnictwa:  Sławomir- zastępca nadleśniczego i Wanda- specjalista ochrony lasu, pracownik wydziału ochrony lasu Regionalnej Dyrekcji LP Szczecin pan Józef, oraz przedstawiciel Zespołu Ochrony Lasu ze Szczecinka pan Mirosław.

Chrabąszcze przyprawiają o zawrót głowy pana Mirka:

czasami ich nadmiar wręcz zwala z nóg:

nawet Zdzisława rzuciły na kolana:

  Po oględzinach różnych fragmentów  kilku leśnictw zgodnie oceniliśmy, że chrabąszcz bardzo zagraża trwałości naszych lasów i przy tak silnej rójce trzeba ograniczyć jego liczebność. A zatem niebawem w naszym nadleśnictwie pojawią się skrzydła nad lasem i „Dromadery” oraz śmigłowce ruszą do akcji. Pewnie też wzniosę się ponad las, bo pomimo elektroniki, map cyfrowych i GPS orientacja przestrzenna, głowa oraz palec leśniczego wskazujący właściwe miejsce w lesie raczej nie zawodzi…  Latałem już różnymi „wynalazkami”, a las z góry wygląda fantastycznie. Podzielę się oczywiście wrażeniami.

Akcję Chrabąszcz trzeba przeprowadzić wzorowo, bo jej skutki sa istotne dla lasu na długie lata. Przypominam, że jedna samica chrabąszcza potrafi „wyprodukować” do 80 żarłocznych pędraków, a sami zobaczcie ile ich jest już teraz na drzewach:

 

Prawdopodobnie 5 maja zaczniemy akcję lotniczą. Przed nami jeszcze wiele pracy, aby wszystko zagrało tak równo jak silnik samolotu. Zbliżający się weekend, dla wielu wolny od pracy, będzie dla nas pewnie bardzo pracowity, bo w przyrodzie niezbyt liczą się kalendarzowe święta. Flagę zawiesiłem już na budynku leśniczówki, bo najbliższe trzy majowe dni to ważne święta dla każdego Polaka i patrioty. Nie można o tym zapomnieć, pomimo nawału pracy. Trzeba szanować przyrodę ale również Ojczyznę. Czasami należy też pomyśleć o sobie i chwili wytchnienia. Jutro mam ważną uroczystość rodzinną i na moment spuszczam chrabąszcze z oka...

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

Tagi: leśnictwo
22:07, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 kwietnia 2011

Wczoraj odbieraliśmy komisyjnie kolejne ogrodzenia, a dzisiaj moja sprawna „ekipa grodzeniowa” orzekła, że : „jutro szefie kończymy ostatni płot i czekamy już tylko na Zajączka”. Połączone siły pod dowództwem pani Magdy i pana Krzysztofa ostro sadzą i zgodnie z planem zakończą prace do końca kwietnia. Codziennie, różnymi pojazdami docierały do mnie sadzonki ze szkółki leśniczego Stasia.

Dzisiaj przywieziono ostatnią partię jednorocznej sosny. Zostały do obsadzenia 2 zręby, które już od teraz będą uprawami, jedna przebudowa i dwie powierzchnie, gdzie będziemy wprowadzać 2 piętro bukowe. Pierwotnie kilka powierzchni odnawianych dębem miało zostać na jesień, ale sadzonek ”Stasiowych” jednak wystarczyło i młode dęby niebawem będą się już zielenić na uprawach. Dobrze, że finiszujemy, bo teraz na celowniku leśnych wysiłków znalazł się chrabąszcz- wróg leśnych upraw:

Ten rok będzie szczególny, bo w majowe wieczory, oprócz meszek i komarów będą brzęczeć wokół nas brązowe chrząszcze. Pojawią się chrabąszcze, które roją się masowo raz na cztery lata. Kiedy świat na zewnątrz zaczyna kusić majowym urokiem, gdy zakwitają jabłonie i dęby, wypuszczają świeże liście buki, a temperatura gleby osiąga 8-10 stopni Celsjusza, wyłazi chrabąszcz z ziemi. Tyle chrabąszczy pojawić się może na metrze leśnej uprawy:

Chrabąszcz wyłazi z ziemi okrągłym otworkiem o średnicy ok. 1,5 cm i leci w korony drzew na żer. Korzysta z miękkich, świeżych liści, które pojawiły się na drzewach. Jego przysmak to klony, dęby, brzozy, buki, także modrzewie, ale w czasie masowej rójki chrząszcze można spotkać praktycznie wszędzie. Oblepione chrabąszczami, ogołocone z liści drzewa to smutny widok, ale wbrew pozorom to nie z tego powodu leśnicy tak nie lubią tego majowego chrząszcza.

 Żer w koronach drzew trwa około dwóch tygodni i w zasadzie nie czyni drzewom większej krzywdy, gdyż ich korony szybko się regenerują. Istotnym problemem są żerujące przez lata pod ziemią pędraki - larwy chrabąszczy. Niszczą całe place świeżo posadzonych, a nawet już starszych upraw leśnych, objadając korzenie drzewek. W moim leśnictwie stanowią od lat wielki problem.

Występują u nas dwa gatunki chrabąszcza- majowy i kasztanowiec, bardzo do siebie podobne, odznaczające się dużą zmiennością osobniczą i nieznacznie różniące się w wyglądzie. Pędraki obu gatunków są w zasadzie identyczne: brudnobiałe, tłuste, workowate larwy, silnie łukowato wygięte o żółtobrunatnej głowie. Osiągają długość nawet do ponad 6 cm i przechodzą 3 stadia rozwojowe. Żyją sobie bezpiecznie pod ziemią przez cztery lata, żywiąc się korzeniami początkowo traw, potem drzew, w miarę swojego wzrostu dobierając się do coraz grubszych korzeni, stanowiąc ogromne zagrożenie nie tylko dla upraw, ale też młodników! Często wyrządzają też istotne szkody w ogrodach i sadach.

Ostatnią zimę cyklu rozwojowego spędzają pod ziemią w postaci imago- owada doskonałego, w którego po przepoczwarczeniu zamienia się tłusty pędrak. Walka z pędrakami jest bardzo skomplikowana i wymagająca wielkiej wiedzy oraz wyobraźni. Pomimo naturalnego oporu środowiska i wielu działań podejmowanych przez leśników w zakresie hodowli i ochrony lasu, czasami trzeba radykalnie ograniczać ich populację. Szansa na to jest tylko raz na cztery lata i mamy wtedy na działanie niewiele czasu.

Trzeba mądrze wykorzystać bardzo krótki okres ,pomiędzy pojawieniem się chrząszczy, a zniesieniem jaj przez samicę. Cała sztuka walki z chrabąszczem polega bowiem na tym, aby podejmować ją w czasie, gdy samice opuściły już podziemne schronienie, ale nie zdążyły jeszcze złożyć jaj. Czasami jest to zaledwie kilka dni, a przecież jest o co walczyć, bo jedna samica potrafi znieść do ziemi do 80 jaj, z których wylezie 80 żarłocznych pędraków!

W moim nadleśnictwie Trzciel oraz sąsiednich: Skwierzyna, Sulęcin i Międzychód wstępnie wytypowano 3838 ha lasów do chemicznego ograniczania liczebności chrabąszczy. W moim tylko leśnictwie Pszczew to ponad 1000 ha! W tym roku do zabiegu będzie wykorzystany preparat o nazwie Mospilan 20SP. Rozkład tego środka w glebie trwa od 2 do 8 dni w zależności od pogody. Okres karencji jeśli chodzi o drzewa owocowe, rzepak ozimy i runo leśne to 14 dni. Jest on zupełnie nieszkodliwy dla ludzi, zwierząt i pszczół, stąd nie ma powodów do obaw.

Zabieg agrolotniczy ( samoloty i śmigłowce) z użyciem Mospilanu planowany jest na pierwszą i ewentualnie drugą dekadę maja, w zależności od pogody i stopnia nasilenia rójki. Zabiegi będą wykonywane wcześnie rano i późno po południu. Są one konieczne do wykonania, choć równolegle będą stosowane inne, naturalne metody chroniące lasy i tereny rolnicze przed nadmiernym rozmnożeniem chrabąszczy.

 Zanim jednak samoloty ruszą do walki z chrabąszczem trzeba wiele, wiele pracy leśników, aby dobrze rozpoznać wroga naszych upraw.

 Dziś rozpoczęły się obserwacje w prowadzonym przeze mnie i podleśniczego Irka punkcie obserwacji chrabąszcza. Będzie się wiele działo, bo chrabąszcze będziemy obserwować i skoro świt, i po zachodzie słońca, naturalnie niezależnie od codziennych, leśnych obowiązków. Będę was informował na bieżąco o akcji „Chrabąszcz”, zaglądajcie tu teraz szczególnie często…

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

Tagi: leśnictwo
21:28, lesniczy.lp
Link Komentarze (1) »
piątek, 08 kwietnia 2011

Choć podobno jedna jaskółki wiosny nie czyni, wczoraj widziałem pierwszą dymówkę kręcącą ósemki nad oziminą. Bociany przyleciały dokładnie w Prima Aprilis i zajęły gniazdo obok budynku przedszkola. Krążą codziennie koło leśniczówki i straszą moje kury-zielononóżki, gdy „koszącym” lotem lecą za jezioro.

Wiosna jest już z całą pewnością w pełni, niezależnie od ilości jaskółek. Wskazuje na to mój rozkład dnia. Jak to wyglądało w dzisiejszy, wiosenny piątek ? Posłuchajcie:

O 7.30 otworzyłem drzwi kancelarii, choć formalnie w piątki nie jest czynna dla interesantów. Przyjąłem kilka osób w sprawie zakupu i wyrobienia drewna, odebrałem kilkanaście telefonów i popędziłem odebrać drewno wyrobione kosztem nabywcy. Obszedłem zrąb w oddz. 83, bo od poniedziałku ruszają tam prace zrębowe. Do wycięcia jest 5 gniazd o łącznej powierzchni 1,56 ha. Będzie tam ponad 500 m3 drewna. Tartak czeka z niecierpliwością na drewno, choć trwają przecież odnowienia. Zaplanowałem „gry plan” na zrębie i uzgodniłem szczegóły telefonicznie z szefem ZUL-a. Ruszamy ze ścinką od poniedziałku, we wtorek będzie zrywka i odbiórka drewna.

Zrąb jest przy torze kolejowym to przy okazji obejrzałem pasy przeciwpożarowe, o co prosiła mnie koleżanka Wanda z nadleśnictwa. Pasy zabezpieczają las przed pożarami, które niestety często zdarzają się wzdłuż szlaków kolejowych. Jest to ważne szczególnie teraz, gdy nie ma dywanu wilgotnej, zielonej trawy ale są suche pozostałości roślinne. Wysłałem Wandziej mms-a z bieżącym wyglądem pasów. Skoro byłem w temacie ppoż, to sprawdziłem także po drodze stan 2 punktów czerpania wody. Oznakowanie w porządku, ale śmieci tyle, co na załączonym obrazku.

Wróciłem na chwilę do leśniczówki, „wklepałem” do rejestratora drewno „gałęziarza” i wysłałem dane do nadleśnictwa. To „ostatni gwizdek” na taką czynność, aby możliwa była sprzedaż drewna we wtorek. A skoro umówiłem się z panem Bronkiem n wtorkową sprzedaż, to nie wypada „robić z gęby cholewy”.

 Oczekując na powrót danych zrobiłem sobie bilans dostarczonych sadzonek. Dojechało już do mnie 90 z planowanych 190 tysięcy. Idzie wszystko dobrze i zgodnie z planem. Gdy odbierałem do mojego rejestratora transfer danych z komputera nadleśnictwa zadzwonił telefon. Okazało się, że ze szkółki jedzie kolejny transport sadzonek. Za chwilę pędziłem do lasu, aby dopilnować właściwego zabezpieczenia sadzonek.

Po drodze zajrzałem do ekipy sadzącej sosnę w oddz, 15 i w oddział 28, gdzie trwa przygotowanie gleby pod podsadzenia produkcyjne. W samo południe czekał na mnie geodeta, który odtwarzał granice własności pomiędzy państwowym a prywatnym lasem. Zeszło nam ze 3 godziny, o kilometrach w nogach nie wspomnę… W drodze powrotnej sprawdziłem powierzchnie, gdzie zakończono już wykonywanie poprawek i zajrzałem do innej ekipy sadzącej modrzewia oraz brzozę.

 W oddziale 1 ekipa wykonująca grodzenia przybijała właśnie ostatnie szczeble drabiny umożliwiającej wejście do wnętrza ogrodzenia.

 

Panowie! Robota wykonana na pięć, ale siatka jest podniesiona na pniaku w czwartym gnieździe Trzeba to poprawić! W poniedziałek pokażę wam dwa ostatnie ogrodzenia. Jechałem dalej, bo czekał na mnie już kolejny chętny na wyrób drewna kosztem nabywcy… Co chwilę dzwonił telefon w różnych „leśnych” sprawach, a najczęściej rozmowy dotyczyły zakupu „opału”.

Do pana to tak trudno się dodzwonić, bo ciągle zajęte, a byłam w leśniczówce około 11 i też pana nie było! Emerytowana nauczycielka, pani Maria była jakby trochę zawiedziona. Trwają odnowienia, proszę wybaczyć, nie sposób siedzieć w leśniczówce gdy tyle dzieje się w leśnictwie ważnych spraw. Porozmawialiśmy chwilę i niemiłe  napięcie opadło. Opał będę miał dla pani prawdopodobnie we wtorek 22.04. Zadzwonię, proszę się nie martwić. Tak to jest wiosną, pani Mario…

Wiosna zwiastowana przez jaskółkę pomimo natłoku zajęć pełna jest uroku. Kwitną żółte mniszki, leśne porzeczki, urocze fiołki i pyszni się żółcią forsycja przy leśniczówce.

Ptaki budują gniazda, a niektóre już rozpoczęły wysiadywanie jaj. Wieczorem słychać już nad jeziorami huczące bąki. To tajemnicze ptaki z rodziny czapli, które trudno zobaczyć, ale łatwo usłyszeć. Ich głos jest podobny do ryczenia wołu, albo dmuchania w szyjkę pustej butelki… Pojawiły się motyle i różne owady. Niebawem zaczną roić się chrabąszcze majowe, bo wczoraj sprawdziłem, że znajdują się już 10 cm pod powierzchną gleby. Szczyt rójki przypada zwykle na czas kwitnienia dębów. Roją się raz na cztery lata i to jedyna okazja, aby ograniczyć ich populację. Ich larwy- pędraki wyrządzają ogromne szkody w leśnych uprawach przez trzy lata intensywnego żerowania pod ziemią.

Pomimo natłoku zajęć- zwyczajnego dla mnie wiosną, staram się niczego nie uronić z misterium przyrody. Wożę ze sobą aparat fotograficzny i utrwalam oznaki wiosny. Wieczorem włączam jakąś miłą płytę i przeglądam fotografie. Niektóre trafiają na blog, bo urokami wiosny i lasu tak miło dzielić się z Wami...

Czasami w trakcie pędu dnia zatrzymuję się na chwilę wśród pól i słucham skowronków lub przysiadam choć na moment nad którymś z śródleśnych jezior. Obserwuję kormorany, gęsi lub tokujące perkozy. Słucham co mówi do mnie wiosna... Przyglądam się temu, co dziś zakwitło, zazieleniło się lub kto wrócił do lasu z dalekiej podróży. Jacy biedni są ci ludzie, co nie potrafią zachwycić się śpiewem szarego ptaszka, urokiem skromnego fiołka i nie znają zapachu, barwy i uroku polskiej wiosny…

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

Tagi: leśnictwo
21:17, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 31 marca 2011

      Koniec minionego tygodnia spędziłem w Jedlni niedaleko Radomia na Zjeździe Krajowym Związku Leśników Polskich. W czwartek wieczorem spotykała się Rada Krajowa, której jestem członkiem, a w piątek i sobotę trwały obrady zjazdu. Z całej Polski przyjechało 110 delegatów. Związek Leśników Polskich działa na mocy ustawy o związkach zawodowych oraz statutu i zrzesza około 10 tysięcy osób z 25 tysięcznej rzeszy leśników. Związek dba o interesy pracowników i zajmuje się szerokim wachlarzem spraw oraz relacjami na styku pracodawca-pracownik.

 Leśnicy pracujący najczęściej samotnie i w dużym rozproszeniu w terenie, bardzo potrzebują informacji o swoich prawach, opieki socjalnej, a czasem i prawnej. Takimi sprawami zajmuje się właśnie ZLP. Zjazd Krajowy to także możliwość wymiany poglądów i doświadczeń leśników z różnych zakątków kraju. Miło się spotkać pośród leśnej braci.

 Gościem zjazdu była pani Anna Paszkiewicz - Zastępca Dyrektora Generalnego LP. Towarzyszyli jej m.in. Krzysztof Janeczko – Dyrektor Departamentu Leśnictwa w MOŚ oraz Zofia Chrempińska- radca ministra środowiska. Leśnicy z całej Polski poruszyli wiele kwestii, które są bardzo ważne dla ich pracy i dobra polskich lasów. Są one tak zróżnicowane jak różnorodne są polskie lasy.

Leśnicy z Puszczy Białowieskiej mają inne problemy niż np. leśnicy zielonogórscy. Pracownicy biur urządzania lasu i parków narodowych martwią się o inne sprawy niż pracownicy regionalnych dyrekcji czy nadleśnictw. Leśniczowie i podleśniczowie są wyraźnie zirytowani nadmiarem obowiązków, a szczególnie wszechobecną biurokracją, która sprawia, że są jak mówili: „kwitowystawiaczami” i „lotnikami”. Zamiast tworzyć kolejne segregatory dokumentów i wystawić bardzo rozbudowane kwity wywozowe oraz „latać” po leśnictwie od samochodu do samochodu wywozowego, wolą zajmować się hodowlą i ochroną lasu.

Leśnictwo robi się coraz mniej romantyczne, związane z przyrodą i rytmem natury, a staje się dziedziną zarządzania oraz marketingu. Wiemy wszyscy, że XXI wiek ma swoje prawa i ekonomia i nowoczesne technologie wchodzą także do lasu. Jednak nie możemy zapominać, że pracujemy „na żywym organizmie”, który z pewnością nie da się włożyć w tabelki Excela… Leśnicy terenowi zgodnie twierdzili, że warto zauważyć, że dla lasu nie są najważniejsi ludzie w białych koszulach z laptopami ale "terenowe borusy”, którzy wyznaczają trzebieże i odbierają drewno. Cóż prawda, jak zwykle, leży pośrodku, bo jedni i drudzy są potrzebni i spełniają pożyteczną rolę dla lasów.

 Dyrektor Paszkiewicz na początku zjazdu dostała bukiet kwiatów i brawa za wielkie zaangażowanie na rzecz obrony lasów przed niekorzystnym dla nich włączeniem w sferę finansów publicznych. Potem delegaci zasypali ją gradem pytań i wątpliwości. Delegatami są bardzo ciekawe osobowości z leśnego świata. Wielu z nich ma nietypowe zainteresowania, umiejętności i szeroką wiedzę, nie tylko leśną. Wszyscy są wielcy, choć różni wzrostem:

Raz w roku na zjeździe spotyka się kwiat polskiego leśnictwa, stąd pani dyrektor i przedstawiciele ministerstwa nie mieli łatwo. Padło wiele pytań, przedstawiono liczne problemy, ale leśnicy dostarczyli też dyrekcji szereg cennych pomysłów oraz ważnych informacji. W końcu każdemu leśnikowi, niezależnie od rodzaju dystynkcji na mundurze zależy na dobrym zarządzaniu lasem. Zdarzały się wypowiedzi twarde i szorstkie, bo tacy są leśnicy, była też poezja, bo leśniczy z Krotoszyna Andrzej Piesyk potrafi pięknie myśleć i mówić wierszem.

Andrzej przygotował i pięknie wydeklamował utwór dla Pani dyrektor Paszkiewicz, ale też tak mówił o swoich słynnych krotoszyńskich dębach:

 Moje dęby umiłowane

Zielenią liści pachnące

Mocą konarów w ziemi wsparte

Oddechem dawnych lat szumiące

Moje dęby umiłowane

Urojeń, cieniem mych słabości

To Wam powierzam moje myśli

By je ku niebu wzniosły z sokiem

Umiłowane moje dęby

To Wy jesteście moim okiem!

Ostatniego dnia uchwalono szereg stanowisk, wniosków i uchwał. Byłem przewodniczącym komisji uchwał i wniosków toteż wspólnie z czwórką kolegów spędziliśmy wiele godzin nad przygotowaniem ich ostatecznego kształtu. Warto było pędzić tyle kilometrów i nie dospać nocy, a czas pokaże na ile jesteśmy skuteczni.

Teraz każdą chwilę chciałbym spędzić w lesie. Dziś dojechały sadzonki graba, buka, olszy i dębu. Zręby, na których jesienią przez niespodziewanie wczesną zimę nie udało się przygotować gleby kroi teraz pługiem leśnym najlepszy na świecie fachowiec -  Tadek. Lubię charakterystyczny zapach świeżo zaoranego zrębu. Palikowałem dziś domieszki liściaste, nadzorowałem pracę przy sadzeniu graba, ogrodzeniach i zrywkę surowca na zrębki. Na łąkach tańczą żurawie, kwilą czajki. Spod podszytowego świerka spoglądała na mnie dziś tajemnicza długodzioba słonka. Bocianów jeszcze nie ma…

leśniczy Jarek -  lesniczy@erys.pl

 

Tagi: leśnictwo
21:57, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 marca 2011

Drzewa rosnące przy drogach wciąż budzą emocje. Jedni chcą je chronić nawet za wszelką cenę, inni wycięliby wszystkie, znajdujące się w zasięgu wzroku kierowcy. Przez moje leśnictwo przebiega kilka ważnych dróg powiatowych, stąd czasem powstaje problem drzewa lub drzew nadmiernie pochylonych nad drogą.

W porozumieniu z Zarządem Dróg Powiatowych co jakiś czas robię przegląd takich drzew i usuwam je, zanim powali je na drogę wiatr lub okiść. Lepiej robić przegląd wspólnie, bo często jest kłopot z określeniem granicy pasa drogowego. Łatwiej też zapewnić bezpieczeństwo ruchu podczas usuwania drzew, gdy jest to wspólna inicjatywa.

Współpraca leśników z drogowcami to ważna sprawa, ale niełatwa, bo wywozy drewna z lasu zwykle rodzą konflikty.Drzewa znajdujące się w pasie drogowym to nie mój kłopot i zajmują się tym pracownicy ZDP. Inne jednak to drzewa „leśne” i usuwam je w trakcie planowych trzebieży lub przygodnych cięć sanitarnych.

Dziś rano wycinaliśmy drzewa wiszące nad drogą powiatową pomiędzy Pszczewem a Polickiem. Wyznaczyłem wcześniej klon i akacje do usunięcia, zaznaczając je pomarańczową farbą. Poprosiłem o pomoc w zapewnieniu bezpieczeństwa strażników leśnych i obaj z podleśniczym od rana kierowaliśmy pracą „zulowców”.

Wybraliśmy porę ścinki tak, aby nie było zbyt dużego ruchu na „powiatówce” i nie przeszkadzać ludziom dojeżdżającym do pracy. Z dyrektorem ZDP uznaliśmy, że nie ma potrzeby wzywać policjantów i drogowców, bo drzewa nie powinny sprawiać trudności z położeniem ich na skraju jezdni. Ustawiliśmy tablice ostrzegawcze. Strażnicy na wszelki wypadek stali jednak także z „lizakami”. Pilarz sprawnie podciął drzewo, które na długiej linie naciągał ciągnik.

 Gałązki, które spadły na asfalt zostały szybko zmiecione na pobocze, a drzewo wciągnięte do lasu. Potem drugie i kolejne. „Zulowcy” znakomicie wywiązali się z zadania i wszystko zostało wykonane sprawnie i z zachowaniem pełnego bezpieczeństwa. Za kilkadziesiąt minut z niebezpiecznych drzew powstał stos wałków.

Pewnie w przyszły wtorek nabędzie je jakiś amator kominkowego „ciepełka”. Strażnicy pojechali do swoich zajęć, podleśniczy popędził do samochodu, który już zmierzał po papierówkę brzozową, a ja na uprawę, gdzie inni „zulowcy” sadzą dwuletnią sosnę w poprawkach. Potem sprawdziłem postęp prac przy ogrodzeniach.

Właśnie ekipa naciągała siatkę przy ostatnim, 15 gnieździe, gdzie za kilka dni będziemy sadzić dęba. Zostało jeszcze 11 ogrodzeń do wykonania tej wiosny. Dobrze, że część wykonałem jesienią. Przed godz.14 przyjechały jeszcze dwa samochody po papierówkę sosnową S2b 1,80. Pomiędzy nimi wpadłem na chwilę do kancelarii rozpisać ekipie odnowieniowej co, gdzie i ile mają sadzić następnego dnia.

Zajrzałem jeszcze do pracowników wykonujących talerze pod poprawki dębem w zeszłorocznych gniazdach. Wpadłem szybko do domu, zmieniając koszulę i robiąc się na bardziej „na wyjściowo” bo dzisiejszym popołudniem spotykała się moja komisja budżetowa w Starostwie Powiatowym. Po drodze sprawdziłem postęp prac przy zbieraniu śmieci przy drodze powiatowej biegnącej przez las. „Zulowcy” nazbierali całe 40 worków, które im dałem i dokupili jeszcze 30 w wiejskim sklepie, bo ludzie lubią, niestety, śmiecić.

Dogadałem się z sympatycznym dyrektorem ZDP i to powiatowi drogowcy wywiozą jutro te śmieci na wysypisko. Wszystkie śmieci nasze są… Ekipa zabierze się jutro za sprzątanie wzdłuż kolejnej drogi, muszę im tylko dowieźć worki. Wracając ze starostwa sprawdziłem zmineralizowane pasy przeciwpożarowe przy miejscach postoju pojazdów.

Rano sprzedaż detaliczna drewna, wyjazd do nadleśnictwa, rozliczenie mijającego miesiąca i dalsze wywozy papierówek. Przyjadą ze szkółki sadzonki dęba i graba, a będą sadzone sosny i brzozy. Wszystko zaplanowane, ustawione i przygotowane. Dzień szczelnie wypełniony obowiązkami, o których niedyskretnie przypomina co chwile telefon. Jak to w wiosenny czas pracowitych odnowień. Przynajmniej nie jest nudno. No i jeździ się bezpieczniej, bo wiszące drzewa już nie wiszą.

Leśniczy Jarek-lesniczy@erys.pl

Tagi: leśnictwo
21:22, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
środa, 23 marca 2011

W poniedziałek, jak przystało na pierwszy dzień wiosny, dojechały do mnie pierwsze sadzonki. Nie był to obiecany grab, ale dwuletnia sosna do wykonywania poprawek. Grab dojedzie razem z dębem w przyszłym tygodniu, pod warunkiem, że kwatera z dębem odmarznie zupełnie. Skrzyknąłem ekipę „zulusów” aby zadołowali dwulatkę w schronie na sadzonki.

 Właśnie kończą wykonanie talerzy, gdzie zostanie ona posadzona. Talerze wykonuje się zwykle  ręcznie, ciężkimi motykami, zdzierając darń na kwadratach około 40 na 40 cm. Najlepiej zrobić to wcześniej, jesienią, dodatkowo spulchniając glebę, ale cóż, zima czasem zaskakuje wszystkich, nie tylko drogowców… Sadzonki dwuletniej sosny są trochę rude od osutki-grzyba atakującego igły, ale zapewne przyjmą się bez problemu i uzupełnią sosenki zjedzone przez sarny i daniele.

Zulusi po zadołowaniu sadzonek wrócili do wykonywania talerzy i budowy ogrodzeń. Tej wiosny mam do wykonania 6800 mb płotów. Inna ekipa wykonuje melioracje agrotechniczne na tegorocznym zrębie. Wycina podszyt i cieńsze drzewka. Z cienkich dębów i akacji powstają trzymetrowe słupki do ogrodzeń. Potrzebuję ich ok. 1600 sztuk.

 

 Trwają też prace w trzebieżach. Na mocno pagórkowatym fragmencie lasu wyznaczyłem działkę zrębową, gdzie będzie zastosowana rębnia II- przerębowa. To siedlisko chronione w sieci Natura 2000. Usuwam tam na razie akacje. Zrywkarz nie ma tam łatwej pracy.

 

Codziennie miałem po 3 samochody wywożące papierówkę. Zapas drewna w leśnictwie mocno stopniał. Zależy mi bardzo na sprzedaży papierówki olchowej, której mam około 80 m3. Trzeba ją szybko sprzedać, bo jak zaczną się cieplejsze dni może zaparzyć się i wtedy mocno traci na wartości. Na razie muszę jednak wyhamować wywóz drewna, bo pojawiła się ekipa naprawiająca i równająca drogi leśne.

 Trzeba je co jakiś czas doprowadzić do porządku, bo po przejeździe ciężkich pojazdów wywozowych i harwesterów wyglądają mało przyjaźnie, nawet dla terenowego samochodu. Fachowców z walcem i równiarką pilnuje na bieżąco podleśniczy. Lubię „mieć oko” na wszystko, to też do nich zaglądam. Gdy sprawdzałem już poprawiony odcinek drogi zwróciłem uwagę na ptaki podrywające się co chwilę przed samochodem. A to spryciarze! Były to kowaliki, uwijające się przy „plastycznym” błotku, które powstało na drodze po przejeździe ciężkiego walca.

Zatrzymałem się na chwilę, obserwując ich bieganinę. Kowaliki już teraz zaklepują dla siebie dziuplę, przy pomocy błota i próchna zamieniając ją w warownię z ciasnym wejściem. Czasami zajmują też skrzynki lęgowe lub szczeliny drzew. Zawsze jednak kowalik obmurowuje wejście i murarką zajmuje się głównie samica, pracując nawet przez dwa tygodnie. Nic dziwnego, że sprytne ptaszki wypatrzyły świetny materiał na drodze leśnej i korzystały z niego nie przejmując się zbytnio moją obecnością. Wnętrze drewniano-gliniastej warowni kowalik wyściela łuskami kory sosnowej, raczej nie spotykanymi w innych dziuplach.

Musiałem jednak przerwać obserwacje ornitologiczne, bo przyjechał kolejny samochód po papierówkę, a inna ekipa zulusów miała problem z "rozgryzieniem" granicy zrębu, choć ją wcześniej dokładnie wskazałem. Zrąb jest przy zabudowaniach samotnego gospodarstwa pod lasem. Gospodarz prosił mnie o pozostawienie części akacji na zrębie, bo ma sporą pasiekę.

 Akacjowy miód to także mój przysmak. Ale mam „spółkę” z innym pszczelarzem. On ma pszczoły, a ja akacje wokół leśniczówki… Zmieniłem trochę kształt pozostawionej biogrupy i pozostawiłem dodatkowo kilka grubych akacji. Chłop i jego pszczoły będą miały pociechę, w szczelinach akacjowej kory chętnie robią warownię kowaliki, w dużej dziupli skryje się puszczyk, w mniejszych lęgną się licznie sikory. Same plusy. Zadowolony gospodarz proponował przechowanie ciągnika zrywkowego na swoim podwórzu i zapraszał na kawę, choć wcześniej miałem z nim kłopoty, bo jest bardzo „problemowy”.

Jak widać idea „złotego środka” jest wciąż żywa i warto ją stosować także w lesie. Kawę u gospodarza sobie „odpuściłem”, bo musiałem wydać „opał” sprzedany detalicznie we wtorek. Wiosna leśniczego jest bardzo pracowita, ale bardzo lubię ten czas. Tylko wszędzie widać zwały śmieci. Potem znikną w bujnej trawie, ale teraz strasznie szpecą piękno wiosny.

 W przyrodzie wszędzie widać i słychać pośpiech. Warto to zauważyć, aby nie pomyśleć, że tylko leśniczy wiosną się wciąż śpieszy. Ptaki uwijają się już przy budowie gniazd, spotykam już zgodne pary. Nawet „pani traczowa” z mojego jeziora dokonała wyboru i pływa w parze ze ślicznym, czarno-białym towarzyszem.

 Jutro rano wyjeżdżam do Jedlni k. Radomia na Zjazd Krajowy Związku Leśników Polskich. Z całej Polski zjeżdża się ponad setka leśników. Będzie pewnie burzliwie, bo problemów nigdzie nie brakuje. Od poniedziałku zaczynam prace odnowieniowe, a rano „silną grupą” będziemy ścinać pochylone drzewa, wiszące nad szosą. Pamiętacie Grechutę i  „Wiosna, wiosna… ach to Ty…”?

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

Tagi: leśnictwo
20:41, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 marca 2011

Dziś Dzień św. Patryka – jedno z najweselszych i najchętniej obchodzonych świąt na świecie. W Irlandii to święto narodowe i religijne, a dla wielu ludzi na całym świecie to dobry powód do spotkania w gronie przyjaciół oraz okazja do afirmacji życia. Z tym świętem i św. Patrykiem – patronem Irlandii, wiąże się też symbol zielonej koniczyny. Podobno patron Zielonej Wyspy krzewił katolicyzm, opowiadając na przykładzie trójlistnej koniczyny o Trójcy Świętej. Znalezienie 17 marca czterolistnej koniczynki daje szczęśliwcowi szczególne względy u bogini Fortuny. Spotkałem dziś w to zielone święto dzięcioła zielonego:

 

W zasadzie nie obchodziłem dotychczas tego święta. Cóż, jednak każda okazja jest dobra do spotkania z przyjaciółmi, a zatem szukajmy szczęśliwej zielonej koniczynki i wznośmy toasty za energię, szczęście i przyjaźń, koniecznie ciemnym Guinnessem (kto może naturalnie…) To coraz bardziej znane święto jest także wyznacznikiem zielonej wiosny.

 Dla mnie początkiem wiosny, oprócz ptasich i roślinnych symboli jest co roku… telefon od kolegi Stasia- szkółkarza. Jarek zabieram się za wyorywanie graba dla ciebie. Żarty chłopie się skończyły, montuj ekipę do sadzenia i bierzemy się za robotę, bo wiesz, że grabowe pączki już zaczynają pękać?  Spodziewałem się tego telefonu raczej w przyszłym tygodniua, ale cóż... W porządku Stasiu. Powierzchnię na przyszły grąd ogrodziłem jako pierwszą. Jestem gotowy, dzwoń kiedy przyjechać po moje 4 tysiące graba.

 No i co tam św. Patryk? Zielona wiosna zaczyna się dla leśnika razem z pierwszymi posadzonymi sadzonkami. Graba będę sadził już może w przyszłym tygodniu, na powierzchni, gdzie występuje chronione poprzez Dyrektywę Siedliskową sieci Natura 2000 siedlisko grądu środkowoeuropejskiego.

Grądy to takie lasy liściaste, gdzie rośnie grab, dąb i lipa na żyznych, średnio wilgotnych glebach. Kiedyś zajmowały spore połacie naszego także zielonego kraju. Działalność człowieka mocno ograniczyła ich rozmiar. W większości dawne grądy to dziś pola uprawne (żyzna gleba!). Ludzie potrzebowali także cennego drewna grabowego i dębowego, stąd dziś zachowały się tylko małe fragmenty grądów, m.in. w Puszczy Białowieskiej.

 Drewno grabu ma podobne właściwości jak dębina, po wysuszeniu jest nawet od niej cięższe. Ma doskonałą wartość kaloryczną, stąd w dawnych zamkach, dworach i pałacach palono nim w kominkach, bo dawało najwięcej ciepła. Ale rąbie się bardzo trudno, bo ma mocno pokręcone włókna. Nie polecam. Grabina była też wykorzystywana w stolarstwie i kołodziejstwie. Wyrabiano z niej trzonki do narzędzi i kopyta szewskie.

Mam nadzieję, że na moim fragmencie grądu sadzonki od leśniczego Stasia bardzo szybko dobrze się poczują i staną się pięknym lasem z charakterystycznym dywanem runa, a w nim znajdziemy: czworolist, miodunkę, gwiazdnicę, kopytnik i wiele innych.

 

Ale na to trzeba poczekać kilkadziesiąt lat! Część grabów z obfitym nalotem samosiewu udało się uchronić podczas cięć uprzątających wokół gniazd dębowych, a zatem jest szansa, że już niebawem powstanie kolejny puszczański kawałek leśnictwa Pszczew. Może zdążę podać grabę dorodnemu grabowi, którego sam wyhodowałem? Posadzę tam także sadzonki dęba, buka, klonu i lipy.

Tymczasem „zielonym wieczorem” czekam na przyjście przyjaciół i przyjazd córki z „prawie zięciem”. Na półce stoi swojski ”Żywiec”, ale mam także Guinnessa, bo staram się dbać o tradycje, choć bardziej przemawiają do mnie takie z „dawnej Polski”. Kiedy zaczną się odnowienia i zrobi się zielono wokół nas będzie mniej czasu na miłą chwilę w towarzystwie. Spodziewam się tej wiosny także rójki chrabąszczy. Wczoraj wprowadziłem mój ZUL na kilka nowych powierzchni trzebieżowych i już dziś harwester zaczął ostro działać. Czterolistnej koniczynki nie miałem czasu dziś poszukać…

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

Tagi: leśnictwo
20:11, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 13 marca 2011

 

Trzy dni minionego tygodnia upłynęły mi na zajęciach w ramach Akademii Leśniczego. Jest to projekt realizowany przez Ośrodek Rozwojowo-Wdrożeniowy Lasów Państwowych w Bedoniu na zlecenie Dyrekcji Generalnej LP. Zakłada on wyszkolenie specjalistów, którzy swoimi wysokimi kompetencjami przyczynią się do utrzymywania leśnictwa na stale wysokim poziomie. Według pisma przewodniego z Bedonia, które otrzymałem dopiero w poniedziałek, udział w zajęciach Akademii Leśniczego to wyróżnienie i prestiż. Jak miałem nie pojechać?

 Szkopuł  w tym, że pełne trzy dni są wyrwane z życiorysu. Zawodowego, no  i osobistego. Na plus było to, że liczyłem na  spotkanie tam sympatycznych kolegów, co będzie okazją do wymiany doświadczeń oraz  poglądów. Minusem- siedzenie kamieniem na wykładach, a robota goni, oj goni… Pamiętam jednak wymóg permanentnej edukacji, która obowiązuje w XXI wieku.

 Wypełniałem dużo wcześniej ankietę dotyczącą tematów wykładów. Niektóre zapowiadały się ciekawie. Akademia składa się z 6 szkoleń 3 dniowych (24 godziny lekcyjne). Każdy wybrany leśniczy-student ma obowiązek uczestniczyć w pełnym cyklu szkolenia, które ma zakończyć się w tym roku. Po każdym spotkaniu odbywa się test sprawdzający zdobytą wiedzę.

We wtorkowy poranek w miłym ośrodku LP w Łagowie rzeczywiście spotkałem kilku kolegów.

 Jeden z nich, Staszek, zdemaskował mnie jako blogującego leśniczego, co wywołało spore poruszenie. Do linczu jednak nie doszło, raczej odczułem sympatię i wdzięczność chłopaków z powodu pisania prawdy o licznych obowiązkach leśniczego. Odetchnąłem z ulgą…

Innych leśniczych szybko poznałem i było to miłe doświadczenie. Dobrze, bo przyjdzie nam jeszcze 5 razy wspólnie zmagać się z ogromem wiedzy, którą wykładowcy wciskają nam w łepetyny. Łatwo im nie było, bo nie daliśmy się karmić nadmiarem teorii i pytaniami sprowadzaliśmy wykładowców w realia polskiego lasu. Wykładowcy z uwagą wsłuchiwali się w nasze głosy.

 W zajęciach uczestniczyło 33 leśniczych z RDLP Poznań, Szczecin. Wrocław i Zielona Góra. Podobno kwiat leśnictwa zachodniej Polski. Naturalnie, że potwierdzam  ten pogląd!  Każdy dzień był szczegółowo rozpisany co do minuty! Zajęcia trwały od godz. 9-18.

  Mało było czasu na życie towarzyskie. Ożywiona dyskusja wywiązała się wokół tematyki szkód od zwierzyny. W końcu każdy ma swoje doświadczenia i wiedzę w tym zakresie. Długo wymienialiśmy poglądy na temat ogrodzeń i repelentów. Zajęcia z edukacji przyrodniczo-leśnej  mocno rozruszały nasze towarzystwo, choć zgodnie twierdzimy, że nie jesteśmy przedszkolankami ani nauczycielkami klas 1-3.

 Ogarnąć sporą grupę dzieci leśnikowi nie jest łatwo. Ewentualnie możemy edukować żeńskie części grona pedagogicznego. Chyba byłoby łatwiej niż z gromadą dzieci. Wiadomo, że jedna fachowo przeszkolona nauczycielka może sprawić cuda, naturalnie gdy dobrze wykorzysta przekazaną jej wiedzę o lesie i leśnikach. Powinniśmy się raczej skupić na edukacji dorosłych, a oni niech uczą fachowo dzieci. Cóż, gdy dorośli mniej od dzieci  interesują się lasem.

 Ostatni dzień był chyba najciekawszy. Wypełniły go zajęcia z zarządzania sobą w czasie i zachowania postawy asertywnej. Każdy z nas ma z tym kłopoty, a programy szkół leśnych nie uwzględniają takiej wiedzy. Pani Iza prowadziła je bardzo ciekawie. Na zakończenie był test, który „rozwaliliśmy” bez problemów. Kolejne zaświadczenie podnoszące kwalifikacje zdobyte.  Zadowolona mina leśniczego Marka, mojego sąsiada z Nadleśnictwa Bolewice mówi wszystko.

 

 Wyjeżdżaliśmy z Łagowa w dobrych humorach, rozmyślając o czekających nas odnowieniach. Dziś jest słoneczna niedziela i wiosna już w pełni. Rankiem słychać doniosły klangor żurawi. Gwiżdżą szpaki i wybierają sobie dziuple w drzewach nad jeziorem. Po cienkim już lodzie jeziora biegają pliszki siwe. To zwiastun, że przyleciały już także długodziobe, tajemnicze słonki. Zawadiacko krzyczą dzięcioły czarne, pojawiły się grzywacze.

Wiosna na całego wkracza do lasu. Po południu wybraliśmy się z żoną i naszym jagdterierem na długi leśny spacer. Było bardzo ciepło i aż nie chciało się wracać do leśniczówki. Ale przecież trzeba "wyskrobać" czas, aby opisać Wam minione dni w blogu...  Jutro skoro świt pan Przemek przyjeżdża po papierówkę sortowaną.

 

Tagi: leśnictwo
22:26, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 marca 2011

Wczorajsze ważne święto, czyli Dzień Kobiet upłynęło bardzo szybko i pracowicie. W zasadzie z daleka od kobiet, poza domem, a pracowicie bo na całodziennych wykładach Akademii Leśniczego. Dyrekcja Generalna rozpoczęła właśnie realizację tego projektu i skoro świt mknąłem do malowniczo położonego Łagowa na spotkanie nr 1 z planowanych 6, naturalnie rozmyślając o… kobietach.

 W życiu faceta, także leśniczego, kobieta zasłużenie dzierży palmę pierwszeństwa w rankingu ważności. Każdy facet skwapliwie potwierdzi, że jest to stworzenie urocze, cenne i niezbędne do normalnego funkcjonowania mężczyzny(także leśniczego). No i jest najwspanialszą ozdobą tego świata. Żona leśniczego, zwana leśniczyną, leśniczką, leśniczową, czasem borówką – spełnia się w szczególnie wielu rolach.

 Doskonale zna wszelkie sprawy „leśne” niezależnie od własnego zajęcia, wykształcenia i zawodu, orientuje się w ilościach będącego „na stanie” drewna oraz jego cenach. Bezbłędnie potrafi odróżnić chrabąszcza od chrabąszczycy, w razie potrzeby pomaga przy szacunkach brakarskich i znajdzie w mig kwit, „który tu przecież przed chwilą leżał”… Jest przy tym wyrozumiała i niewiarygodnie cierpliwa. Należałoby tu napisać sążnisty pean na cześć żon leśniczych, ale cóż- to nie kącik poetycki. Kłaniam się jednak kapeluszem do ziemi w imieniu swoim i leśników wszystkim, nie tylko  "leśnym" kobietom.

W związku z moim wyjazdem na szkolenie zaprosiłem swoją kochaną towarzyszkę życia w niedzielę do gorzowskiego teatru na recital Michała Bajora, którego jest zagorzałą fanką. Świat jest mały, bo przy teatralnej szatni spotkałem córkę jednego i żonę drugiego znajomego leśnika. Okazało się także ,że miejsca w tym samym rzędzie zarezerwowali znajomi z naszej miejscowości. Wszyscy byliśmy zauroczeni osobowością Artysty. Koncert był przepiękny.

 Wtorkowe święto spędziłem na szkoleniu w Łagowie. Grupą 34 facetów dowodziła z gracją i niesłychaną energią jedyna na sali  kobieta- pani Miłosława z ORWLP w Bedoniu. Naturalnie męski chór usiłował natychmiast odśpiewać jej świąteczne 100 lat!

 W lasach kobiety są w mniejszości. To zdecydowanie męski zawód. Choć takie na przykład wielkopolskie Nadleśnictwo Babki trudno wyobrazić sobie bez kobiet. Ich niewątpliwy urok potrafi zniewolić nawet mazurskiego, sympatycznego leśniczego Jędrusia.

Znam kilka kobiet, które są nadleśniczymi, leśniczymi czy podleśniczymi. Świetnie sobie radzą w terenie, często kontynuują rodzinne, leśne tradycje. Nie jestem męskim szowinistą ,ale uważam, że nie jest to dobre miejsce dla kobiety. Choć niewątpliwie przy szczególnych okazjach leśniczka w zielonym mundurze wygląda uroczo.

 Ale z śniegu, błocie, upale? Gdy trzeba przedzierać się przez gąszcz młodnika lub zwały gałęzi na zrębie? Wyznaczać hektary trzebieży, mierzyć ciągle rosnące stosy papierówki i przemierzać kilometry upraw. To nie miejsce dla delikatnej z natury kobiety. To zupełnie tak samo jak z kobieta, która nie chodzi w spódnicy lub sukience, tylko wciąż w spodniach. Podobno nogi jej wtedy „chłopieją”…

 Leśniczy czy podleśniczy to profesja dla faceta, wymagająca twardego charakteru i kontaktu z różnymi ludźmi, nie zawsze z takimi o paryskich manierach. Kobiety- leśniczki lepiej z kolei od facetów realizują się w edukacji przyrodniczo-leśnej, na stanowisku specjalisty lub na szkółce. Znakomicie radzą sobie z ochroną lasu, są specjalistami od pożarów, nie mówiąc o sferze administracyjno-księgowej. Choć także sporo kobiet prowadzi zakłady usług leśnych, a ostatnio zachwyt części prasy leśnej wzbudziła kobieta-pilarz.

 Jestem tradycjonalistą i z pewną rezerwą traktuję pełną emancypację kobiet w lesie. Bo kobiety są delikatne, subtelne i wymagające opieki. Są też mądre, wykształcone, odpowiedzialne i bystre, ale nie muszą tego dowodzić siadając na harwestery, odpalając pilarkę lub chodząc w łaciatych bojówkach. Kobiecość nie jest w żaden sposób formą dyskryminacji, ale naturalną, uroczą zaletą. A leśniczowie na naturalnych zaletach  znają się i chętnie je podziwiają! Nie tylko raz w roku, ósmego marca.

Tagi: leśnictwo
21:47, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »