O tym co w lesie piszczy...
O autorach

Wpisy z tagiem: leśnictwo

czwartek, 23 lutego 2012

W poniedziałek razem z kolegami nadzorowałem wycinkę drzew pochylonych nad szosą powiatową. Trzeba było wyciąć kilkanaście drzew na działce zrębowej i przy okazji usunąłem inne, głównie suche, stwarzające realne zagrożenie dla ludzi korzystających z drogi powiatowej. Nie było łatwo, bo szosa jest bardzo mocno uczęszczana, wciąż śmigają auta, a teren leśny stromy, mocno pofałdowany, co utrudnia dojazd ciągnikiem do drzewa. Każde ścinane drzewo należało obwiązać liną, zabezpieczając przed niekontrolowanym upadkiem:

 



 Czasem sposób „na wiewiórkę” pozwalał wyżej założyć linę, co ułatwiało uniknięcie pozbawienia sporej części Unii Europejskiej sygnału w telefonach:

Potem pilarz podcinał drzewo, na mój sygnał ciągnik naprężał linę i po wykonaniu rzazu ścinającego drzewo grzecznie kładło się tam gdzie trzeba. Najtrudniej było z bardzo mocno pochyloną akacją. Wytłumaczyłem pilarzowi jak założyć rzazy, udało się też wysoko zahaczyć linę przy pomocy długiej tyczki i drzewo najpierw wyprostowaliśmy:

Potem położyliśmy je, zgrabnie omijając linię telefoniczną. Na moment obalania drzew zatrzymywaliśmy ruch samochodowy. Stąd musiałem ściągnąć do pomocy zmasowane siły Służby Leśnej: ja, dwóch podleśniczych i strażnik leśny, oraz sprawną załogę ZUL- a, którą dowodził sam właściciel. Pan Jan dokonywał kaskaderskich wyczynów ciągnikiem z napędem na cztery koła na stromym stoku, ale mało nie skapitulował przy forsowaniu rowu, bo zahaczył się wciągarką o skarpę:

Dał sobie jednak radę. Słusznej postury, ale bardzo sympatyczny strażnik Edek:



 przywiózł dwa „lizaki” i na widok naszych kamizelek z logo LP oraz wymowny gest „lizaka” kierowcy grzecznie zatrzymywali się i czekali na przejazd. Widok kilku zaparkowanych w bocznej drodze samochodów, leśnicy w kamizelkach i tablice ostrzegawcze budziły zainteresowanie kierowców:



 Drzewa sprawnie kładły się wzdłuż drogi, tak jak sobie życzyliśmy:

Jednak było ich sporo, stąd akcja trwała blisko 5 godzin. Potem załoga ZUL-a zajęła się okrzesywaniem i zrywką drewna, a ja pojechałem sprawdzić jak pracują inne ekipy leśnych pracowników. Pojechałem drogą wzdłuż toru kolejowego. Na nasypie zobaczyłem trzech ludzi kręcących się pomiędzy torami. „Pewnie kolejarze znowu coś kombinują”- pomyślałem sobie. Zastanowił mnie jednak brak kasków i kamizelek oraz drezyny w pobliżu, bo często widuję pracowników kolei. W leśnej drodze zobaczyłem samochód. To chyba nie kolejarze…

 Zostawiłem dalej swojego Rokusia i zbliżyłem się do nasypu. Wzdłuż torowiska co kawałek zobaczyłem ślady kopania:

 

 „Czyżby szukali kamieni granicznych i odtwarzali granice? Ale przecież pas kolejowy sięga dalej!” Ostrożnie podszedłem bliżej i zobaczyłem wiadro ze zardzewiałymi śrubami. Jeden z „kolejarzy” nosił łopatę, a inny… wykrywacz metalu! Okazało się, że to poszukiwacze metalowego złomu. Tak przynajmniej zeznali.Z daleka witali się ze mną, co oczywiście od razu jest podejrzane.

Zachowując na wszelki wypadek bezpieczny dystans ( ich było trzech a ja jeden) wypytałem ich o wszystko. Pracowali kiedyś w lesie, nawet wygadali się gdzie. Nastraszyłem ich, że mój kolega właśnie przez radio ustala właściciela niebieskiego pojazdu FMI…, a oni oczywiście potwierdzili, że to ich... Powiedziałem im co trzeba, ostrzegłem, że rury nośne od znaków Krzyż Św. Andrzeja i metalowe szlabany na przejeździe mają „wszczepione chipy z GPS” lokalizujące złodziei. Wytłumaczyłem im też , że kolejowy ruch osobowy już dawno jest tutaj zawieszony  i nie mają co liczyć na zgubione sygnety, złote zęby itp., a nakrętki na szynach są kolejarzom potrzebne w komplecie…

Oczywiście bili się w piersi aż dudniło, że oni zbierają tylko te stare, zardzewiałe, nikomu niepotrzebne. W wiadrze rzeczywiście mieli tylko takie. Wytłumaczyłem im, że łazić po nie swojej własności bez zezwolenia to nie wypada, wjeżdżać do lasu tym bardziej i zaproponowałem pouczenie oraz zakończenie męczących poszukiwań. Rozstaliśmy się w przyjaźni. Wiem, że są poszukiwacze- historycy, hobbyści, amatorzy militariów, pamiątek i…monet, najlepiej złotych. Kolejowych poszukiwaczy spotkałem po raz pierwszy, choć grasują tu pewnie różni od dawna, bo zniknęły szyny kolejowe, na których były osadzone znaki ostrzegawcze przed przejazdami i parę innych metalowych „detali”. Sądzę, że ta ekipa już tu się nie pojawi.

Napisał do mnie niedawno jeden z prawdziwych poszukiwaczy- odkrywców, a zatem zgodnie z danym wcześniej słowem opowiem Wam niebawem historię o poszukiwaczach z kodeksem honorowym.

 Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

Tagi: leśnictwo
17:15, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 lutego 2012

Byłem wczoraj w Szczecinie, w dyrekcji regionalnej i ostatnie kilometry jechałem w solidnej śnieżycy, bo zima nie odpuszcza. Dziś rano uzupełniłem ptasie karmniki słonecznikiem i jak widać to bardzo atrakcyjna karma dla wielu gatunków ptaków:



 Pojawiły się dziś nawet zięby jer, to ta kolorowa w środku kadru, powyżej "zwykła" zięba:



 Dowiesiłem też „pyzy” z nasionami i natychmiast obwiesiły się na nich bogatki, modraszki:



 mazurki, dzwońce, czyże i sikora uboga. Pojawił się też kowalik. Okruchy spod karmnika zbierały dwie sierpówki, a za chwilę wpadła na inspekcję sójka:

Kończy się mój krótki urlop i trzeba wracać do pracy. Wyjąłem już dziś segregator z dokumentami dotyczącymi lasów niepaństwowych. Ostatnio kilku rolników dzwoniło do mnie o poradę w sprawie zagospodarowania ich lasów. Większość właścicieli lasów nie bardzo wie jak prawnie i formalnie należy o nie dbać i korzystać z ich zasobów. Bo lasy choć prywatne, całkiem prywatne nie są i nie można z nich korzystać według własnego „widzimisię”. Zasady zagospodarowania lasów prywatnych reguluje ustawa o lasach, która obowiązuje we wszystkich lasach, bez względu na formę ich własności.

 Każdy właściciel nieruchomości gruntowej, oznaczonej w ewidencji gruntów jako las- symbol „Ls” powinien posiadać plan urządzania lasu lub uproszczony plan urządzania lasu. Jeżeli go nie ma to powinien wystąpić do starosty o wydanie decyzji określającej zadania gospodarki leśnej.  To według wskazówek zawartych w tych dokumentach oraz zasad sztuki leśnej określonych m.in. w zasadach hodowlanych, instrukcjach ochrony lasu i ochrony p.poż, przepisach ochrony przyrody należy gospodarzyć we własnym lesie. Często las prywatny poznajemy po takim znaku:

 Czasami łatwo go rozpoznać pośród lasów państwowych, bo wygląda tak:



 

Nadzór nad lasami niepaństwowymi, także prywatnymi z mocy ustawy sprawuje starosta. Czasami zatrudnia w tym celu leśnika, który w jego imieniu dogląda prywatnych lasów, bo jak widać po fotografii powyżej trzeba ich pilnować. Najczęściej jednak starosta zawiera porozumienia z nadleśnictwami i wtedy to leśnicy oprócz gospodarzenia w państwowych lasach w imieniu starosty sprawują nadzór nad lasami prywatnymi. Czasem jest to specjalny leśniczy od lasów prywatnych, a zwykle właściwy terytorialnie leśniczy do „swoich” hektarów ( u mnie jest to 2200) dostaje jeszcze dodatkowe prywatne. W moim przypadku to ponad 200 ha i kilkudziesięciu właścicieli kawałków najczęściej porozrzucanych pośród państwowych lasów:

Często dużym problemem jest rozdzielenie granic pomiędzy własnościami, bo znalezienie kamienia granicznego pod dywanem śniegu lub liści nie jest łatwe:

W ramach nadzoru leśnicy co jakiś czas lustrują drzewostany i oceniają sposób prowadzenia gospodarki leśnej, dopilnowują odnowienia wyciętych zrębów w ustawowym terminie 5 lat, udzielają bezpłatnych porad oraz legalizują i cechują pozyskane drewno( pamiętacie niebieskie płytki?). Za nadzór leśniczowie nie dostają dodatkowego wynagrodzenia, a jest to trudna praca. Szczególnie trudno współpracuje się z właścicielami niedawno nabytych lasów, które dotychczas należały do Państwowych Gospodarstw Rolnych. Są one mocno zaniedbane, a nowi właściciele nastawieni są na zysk, a nie na nakłady. Nie chcą zrozumieć, że leśnik działa w interesie ich dzieci i wnuków, które będą korzystały z efektów dzisiejszej pracy. Bo do lasu trzeba wiedzy i cierpliwości, także tych prywatnych lasów, które tak całkiem prywatne nie są…

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

Tagi: leśnictwo
21:38, lesniczy.lp
Link Komentarze (7) »
niedziela, 12 lutego 2012

Wczoraj był Dzień Dokarmiania Zwierzyny Leśnej, a z kolei we wtorek będzie Dzień Zakochanych. To oczywiste, że codziennie według różnych kalendarzy jest jakiś dzień czy święto. Trudno za nimi nadążyć i gdyby ich choć w części przestrzegać, to nasze życie byłoby nieustannym świętem. Dzień Dokarmiania Zwierzyny Leśnej doskonale pasuje do pewnego stereotypu, od lat powielanego we wszelkich opowieściach, który wygląda tak: „przez zaspy i śniegi brnie do paśnika barczysty, o ogorzałej twarzy leśnik z sumiastym, oszronionym wąsem, dźwiga wór karmy, a wokół stoją sarenki i patrzą z wdzięcznością”.

Leśnicy naturalnie zajmują się także dokarmianiem zwierząt, ale robią to zupełnie inaczej. Wożenie karmy do paśników nie jest ich podstawowym zajęciem. Prowadzą tak gospodarkę leśną, aby zwierzęta zimą miały wystarczająco dużo karmy naturalnej. Dbają o łąki śródleśne i wrzosowiska, sadzą krzewy i utrzymują podszyty i nadzorują prowadzenie gospodarki łowieckiej przez koła myśliwskie. To myśliwi powinni szczególnie dbać o zwierzynę, budować i utrzymywać paśniki:



Ważniejsza jest jednak troska o poletka żerowe dla zwierzyny, pasy zaporowe, lizawki. Bo naturalna karma, do której w czasie śnieżnej zimy ma dostęp zwierzyna z pewnością jest lepszym rozwiązaniem niż buraki czy kiszonka wysypana pod paśnikiem. Leśnicy z kolei samodzielnie dbają o zwierzynę na terenie Ośrodków Hodowli Zwierzyny, których jest około 300 na terenie Lasów Państwowych. Wielu leśników jest też myśliwymi i to oni, jako doskonali  znawcy biologii i obyczajów zwierząt, motywują pozostałych kolegów myśliwych do tego aby przez całą zimę, a szczególnie w Dniu Dokarmiania pod paśnikiem było „coś jest na ząb”:

 Zwierzyna teraz bardzo chętnie zjada korę sosnowa, bogatą w sole mineralne:



 Wystarczy zadbać wcześniej o podsunięcie zwierzętom „pod pysk" ściętych drzewek czy zadbać o pozostawienie świeżych czubów po trzebieży. Każdy kawałek świeżego drewna jest natychmiast "okorowany" jak widać powyżej. To konieczne działanie, zapobiegające temu, żeby lesne zwierzaki nie „spałowały” młodników, zdzierając korę z dorodnych drzewek i nie zgryzały upraw:



 Walentynki- to Święto Zakochanych, które według dość nowej tradycji przypada 14 lutego. Zrobiło się czerwono na wystawach sklepów, w reklamach i ofertach centrów handlowych. Może warto w ten dzień pomyśleć nie tylko o swojej miłości, jaką jest partner, czy partnerka, z którą chcemy dzielić swoje życie, ale o innej naszej miłości? Może warto pomyśleć o lesie? Przecież las to obiekt westchnień malarzy, poetów, rzeźbiarzy, muzyków i wszelkich artystów. Kulturotwórcza rola lasu jest ogromna i świadczą o niej galerie, biblioteki i sale koncertowe.

 Tylu z nas deklaruje przy różnych okazjach, że kocha las. Każdy ma swoje ukochane miejsce w lesie, drzewo, ulubioną polanę… Las zwykle miło kojarzy się z miejscem pierwszego pocałunku, wyznania miłości, pierwszej randki:



 W lesie, pośród kwiatów, słowików i wiosennych zapachów budzą się uczucia, czasem rodzą, a czasem też w poszumie jesiennych liści i chłodzie przymrozków umierają… Wiele drzew nosi na swojej skórze „barbarzyńskie”, czasem już historyczne pomysły zapisywania tych uczuć, co oczywiście jest naganne:

Zakochani chętnie spotykają się w lesie. Bliskość Natury wyzwala pozytywne uczucia, wzbogaca życie duchowe i zachwyca pięknem. „Postrzeleni przez Amora” postrzegają świat inaczej i w innych barwach, a gdzie można bardziej zachwycić się bogactwem kolorów, zapachów i dźwięków, jak nie w lesie?    W Święto Zakochanych miło zaprosić wybrankę serca do kawiarni, na koncert, do kina, ale pewnie warto też wybrać się do lasu. Może do miejsca sentymentalnych wspomnień zakochanych, a może po prostu na zdrowy spacer do pobielonych szronem drzew? Gdy zabierzemy ze sobą parę marchewek, torbę kukurydzy czy trochę jabłek możemy wybrać się w okolice paśnika i połączyć magię obu wspominanych tu świąt.

Związki zakochanych z lasem dostrzegł już dawno mistrz krótkiej formy- Jan Izydor Sztaudynger, który pisał: "Zakochany jest jak człowiek w lesie - zapatrzony w jedno drzewo." Pośród wielu drzew w lesie warto zapatrzyć się w tę Jedyną, Wybraną Osobę. Szczególnie w Dzień Zakochanych, ale także i w inne dni roku.

 

 Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

Tagi: leśnictwo
16:38, lesniczy.lp
Link Komentarze (12) »
środa, 08 lutego 2012

Leśnicy nazywają zwyczajowo Generałem najważniejszego leśnika w kraju- Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych. Właśnie wczoraj, 7 lutego dokonała się zmiana na tym stanowisku i pewnie jeszcze nie wszyscy o tym wiedzą... Od 7 kwietnia 2008 funkcję tę pełnił Marian Pigan:

 

W czasie jego „Generalskich” rządów w lasach wiele się zmieniło i z całą pewnością były to zmiany pozytywne dla całości firmy. Nie było w tym czasie łatwo. Był to czas reform, optymalizacji stanowisk, czyli zwalniania ludzi i likwidacji leśnictw. Leśnicy po raz pierwszy od wielu lat zdecydowali się na manifestację przed Sejmem RP, poprzedzoną akcją zbierania podpisów poparcia dla sprzeciwu wobec planów włączenia Lasów Państwowych w sferę finansów publicznych. Był to akt desperacji, ale jakże potrzebny. Pewnie wielu z Was, czytających tego bloga podpisało się na listach popierających ten sprzeciw. Niedawno w Sejmie przedstawiciele wszystkich klubów parlamentarnych uznali, że nie był to dobry pomysł, dziękowali leśnikom za ich pracę i chwalili ich profesjonalizm. Sejmowa Komisja Ochrony Środowiska deklarowała, że będzie bronić lasów jako dobra narodowego i nie zgodzi się na poddawanie ich grze rynkowej.

Dyrektor Marian Pigan był inicjatorem wielu zmian, autorem nowatorskich pomysłów, choć wiadomo, że zarządzać 25 tysiącami ludzi nie jest łatwo. Jego żona Izabela aktywizowała z kolei kobiety w zielonych mundurach i powstało stowarzyszenie „Kobiety Lasu”. Dyrektor Pigan rozpoczął proces zmian w odbieraniu działalności leśników przez społeczeństwo oraz w komunikacji wewnętrznej naszej ogromnej firmy. Niedawne badania opinii publicznej wskazują, że rośnie zaufanie, jakim obdarzają nas, leśników, Polacy. Rodacy uważają nas za ludzi uczciwych i kompetentnych i oceny pozytywne rosną. W 2002 pozytywnie oceniało nas 53% społeczności, w 2004- 71, a w roku ubiegłym już 74%.

 Ustępujący dyrektor generalny zainicjował także jakże potrzebną akcję „Puste biurko leśnika”, polegającą na zmniejszeniu biurokracji. Wszyscy mamy nadzieję, że jego następca dokończy to dzieło jak najszybciej i ku pożytkowi lasu oraz ludzi. Bo wszyscy wiemy, że najważniejszy jest Człowiek... Jego biurko nie pozostało długo puste, bo istnieje przecież ciągłość władzy:

 Tego samego dnia na stanowisko Dyrektora Generalnego LP został powołany Adam Wasiak :

Obaj panowie wcześniej zgodnie współpracowali:

Zatem pewnie i teraz nawzajem będą korzystać ze swojej wiedzy i umiejętności. Nowy „Generał” ma 46 lat i w lasach pracował na różnych stanowiskach: był podleśniczym, inżynierem nadzoru, pracował jako dyrektor oddziału urządzania lasu oraz był dyrektorem zespołu składnic. Ostatnio, już po raz drugi, był od 2008 roku dyrektorem RDLP Radom. Oprócz doskonałego przygotowania teoretycznego potwierdzonego dyplomami dwóch uczelni takie doświadczenie praktyczne napawa optymizmem. Miałem okazję poznać go osobiście i wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Wiadomo, że w lesie najważniejszy jest…leśniczy ( przymrużam oko…), ale w Lasach Państwowych wiele zależy od „Generała”. Życzę połamania pióra przy podpisywaniu zarządzeń decydujących o przyszłości naszych, państwowych lasów.

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

Tagi: leśnictwo
19:30, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 16 stycznia 2012

Dzisiaj korzystając z pogodnego poranka urlopowego dnia zabrałem się za wożenie drewna do piwnicy. Prognoza i moje przeczucia wskazują na atak zimy, to pora uzupełnić nadwątlone już nieco zapasy drewna. Mam do opalenia sporą kubaturę, bo mieszkanie ma blisko 130m2, do tego blisko 30 m2 kancelarii. Mieszkanie ma 3,30 wysokości. Do mojego pieca przyłączony jest także spory hol i klatka schodowa. W związku z takim rozwiązaniem sporo czasu spędzam z piłą i siekierą, a przy każdym kawałku drewna grzeję się wielokrotnie. Na podwórzu leśniczówki mam zawsze solidny zapas, ale ile muszę się przy nim natyrać, to tylko ja wiem…

 

 Ale tak to jest jak się inwestuje w córki, a nie w synów. Widoków na pomocników nie ma, bo zięć „miastowy” i pojawia się na krótko. Radzę sobie zatem sam. Drewno wożę do piwnicy z podwórza przyczepką zaczepioną do mojego Rokusia. Skończyłem, odczepiłem przyczepkę i zaraz zaczął sypać drobny śnieg na zmianę z marznącym deszczem. Paskudztwo. Po zakończeniu pracy na podwórzu zabraliśmy się z żoną za rozbieranie choinki, bo już pora pożegnać się z drzewkiem. Potem pojechałem zatankować samochód, bo jutro wracam do pracy. "Laba się skończyła", jak mawia moja sąsiadka. Nie lubię jeździć na oparach , szczególnie zimą, bo nie wiadomo co w lesie się zdarzy. W Pszczewie jest mała stacyjka benzynowa, z której często kpią turyści, nazywając ją „siedzibą szejka”:

 

Dla mnie jest dobrym punktem orientacyjnym jak tłumaczę komuś dojazd do leśniczówki: „Za maleńką stacją benzynową w prawo pod górę, kierunek Silna, a po 300 metrach za ostrym zakrętem gdy po lewej stronie zobaczysz jezioro to jesteś przed leśniczówką Pszczew”. Spojrzałem jednak na licznik dystrybutora po zatankowaniu trochę się zdenerwowałem:



 

 Olej napędowy kosztuje już 5,80 zł za litr! Zatankowałem niespełna 30 litrów za 170 zł. Przejadę po lesie najwyżej 300 km. A przecież samochód to nie tylko paliwo. Nie dość, że tłukę po wertepach własny samochód, to wygląda na to, że niedługo będę dokładał także nawet do paliwa. A gdzie reszta kosztów? Nadleśnictwo spisuje z pracownikiem umowę, z której wynika, że leśnik będzie używał własnego samochodu do pełnienia obowiązków służbowych w zamian za przyznany ryczałt. Każdy leśnik musi się przemieszczać po lesie i to coraz więcej. Jazda konna czy rower to była fajna sprawa, gdy leśnictwo miało 500 ha i drewno wożono furmankami konnymi. Bywało wtedy tak:



 

Dziś jednak jest inaczej. Taka to służba, że wszędzie trzeba zajrzeć na powierzchni ponad 2000 ha. W aucie wożę rejestrator, drukarkę, wiele dokumentów i mnóstwo „gratów” niezbędnych do pracy. Przez leśnictwo "przełajem" mam kilkanaście kilometrów gruntowymi drogami. Czasami najlepszy byłby dla mnie Star 6x6:

 

 Do nadleśnictwa 18km  w jedną stronę. Codzienna praca, nadzór nad prywatnymi lasami, zagrożenie od pożarów, obrót drewnem.  Czasami dziennie przejadę 100 km, choć  bywa, że tylko 10, bo walczę z „papierologią”. Ryczałt za jazdę prywatnym samochodem to limit kilometrów przyznany przez nadleśniczego w zależności od wykonywanych zadań przemnożony przez stawkę za kilometr określoną odpowiednim przepisem wydawanym przez ministra transportu. Obecnie jest to 0,83 zł. Stawka kilometrowa zawiera w sobie zwrot kosztów paliwa, koszt ubezpieczenia, przeglądu, napraw, amortyzacji samochodu itd. No i trzeba mieć samochód. Czy wyobrażacie sobie, że stawka za kilometr została ustalona w listopadzie 2007 roku, gdy cena paliwa wahała się w okolicach 3,5 zł? 

 Obowiązuje do dziś. Leśnicy od lat dopominali się o podniesienie tej stawki oraz o wyznaczenie specjalnej, za jazdę w terenie. Bo 0,83 zł za kilometr ma urzędnik jeżdżący twardymi drogami osobowym autkiem z silnikiem np.1,0 litra i leśnik, który musi dojechać w każdy zakątek lasu. Do tego jest niezbędna terenówka, która nie dość, że droższa w zakupie i utrzymaniu, to „pije” zwykle minimum12 l na100 km. Jesienią minister transportu przygotował projekt podwyższający tę stawkę i wprowadzający mnożnik 1,2 dla leśników i innych służb używających pojazdów w terenie. Nowy minister po zmianie rządu wprowadził na początku grudnia korekty do projektu. Leśnicy i inni zainteresowani sprawą np. listonosze, cierpliwie czekali, wierząc, że w końcu stawka ulegnie zmianie. A na stacjach benzynowych, także tej mojej „stawki pną się w górę” w zastraszającym tempie…

Było już tak blisko do „unormalnienia” tej kilometrówki! W pierwszych dniach stycznia Ministerstwo Finansów zakomunikowało, że projekt został odrzucony. Co dalej z „kilometrówką” - nie wiadomo. Wiadomo czemu odrzucono projekt: sytuacja na świecie, napięte stosunki z Iranem, wymogi Unii Europejskiej, cena baryłki ropy… Bla, bla, bla. Ktoś rzucił tą baryłką w leśników. Pewnie miał swoje racje, ale kto lubi jak w niego rzucają ? No może polityk, bo to wkalkulowane w cenę jego „misji”. Ale tam rzucają pomidorami, albo jajami. A tutaj walą baryłką… Trochę boli. Trzeba robić swoje. Leśnicy naród cierpliwy i kochający las, drzewa i drewno. W końcu baryłki też są często z drewna…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

Tagi: leśnictwo
21:18, lesniczy.lp
Link Komentarze (10) »
wtorek, 10 stycznia 2012

Czy wyobrażacie sobie, że zimą łatwiej odszukać niektóre stanowiska grzybów? Nie, to nie ściema! Naturalnie nie chodzi tu o owocniki borowików, podgrzybków czy rydzów. Grzybów w lesie mamy moc, ale nie wszystkie są do bigosu czy sosu. Są inne, warte zainteresowania.  Kiedy zapragniemy obejrzeć ciekawe, rzadkie i chronione gatunki grzybów zwróćmy uwagę na takie tablice, które stoją także w moim nadleśnictwie:

 

Wiem, że gdy jakiś smakosz borowików zobaczy takie tablice w „sezonie grzybnym" to rozbudzają one maksymalnie jego wyobraźnię. Jest przekonany, że to ostoja potężnych borowików i całego kurnika kurek... Najczęściej informują one jednak o stanowisku chronionych porostów. Bo porosty to dziwne organizmy zaliczane od 1981 roku do grzybów:



 Są to niepozorne, najczęściej szare lub zielone organizmy plechowate utworzone przez powiązanie komórki glonu (zielenice lub sinice) i strzępki grzyba (workowce lub podstawczaki). Jest ich w Polsce około 1600 gatunków. Definicja relacji pomiędzy partnerami tworzącymi porost wciąż budzi emocje naukowców. Glony są samożywne i mają zdolność fotosyntezy, natomiast grzyby raczej pasożytują na powstającej materii organicznej:



 Niektórzy naukowcy  uważają, że układ między partnerami jako żywo odzwierciedla relację feudalną między panem (grzybem) a niewolnikiem (glonem). Czytałem gdzieś i zapamiętałem   stwierdzenie amerykańskiego lichenologa ( bo nauka o porostach to lichenologia), że  relacja między mikobiontem,  a fotobiontem jest właściwie identyczna jak między bacą a owcami. Generalnie baca dba o swój kierdel, ale regularnie doi owieczki, a od czasu do czasu którąś zabije, bo nikt jeszcze przecież nie widział bacy-wegetarianina... Ten z Rusinowej z pewnością nie jest wegetarianinem:



Dlatego warto wybierając się jesienią do lasu na grzyby, lub nawet teraz, na zimowy spacer,  spoglądać też wyżej a nie tylko pod nogi. Przyjrzyjcie się porostom naszych lasów. Występują na glebie, skałach, murach, drzewach i są rozpowszechnione, ale bardzo mało znane. Warto je poznać dokładniej, tym bardziej, że niektóre z nich wykorzystywano kiedyś całkiem praktycznie. Dla przykładu chroniona dziś mąkla tarniowa,  występująca na drzewach i drewnie używana była do produkcji perfum i jako dodatek do chleba. Poprawiała znacznie smak ciasta i zapewniała długą świeżość chleba. Znajduje się w wielu męskich wodach, które stoją na pólkach naszych łazienek i jest składnikiem olejku do lamp zapachowych.  Niektóre porosty stosowano do garbowania skór, a nawet do produkcji piwa. Wiele gatunków porostów stosowano przez lata w medycynie, ich lecznicze działanie opisywał już Linneusz w XVIII w. Niedawno znalazłem ciekawe stanowisko rzadkich porostów- brodaczek, występujących na gałęziach drzew iglastych. Natknąłem się na nie w niewielkiej kępie dwudziestoletnich modrzewi:

 

 Część porostów, także znalezione przeze mnie brodaczki, określane są jako skrajnie rzadkie i podlegają ścisłej ochronie. Może w naszych lasach jest więcej nieznanych jeszcze stanowisk? Moje brodaczki znalazłem właśnie zimą, dzięki wskazówkom Włodzimierza Rudawskiego- inżyniera nadzoru z Nadleśnictwa Trzciel i znakomitego przyrodnika. Włodek znalazł je w dwóch innych leśnictwach,  jako jedyne znane stanowiska w regionie gorzowskim. Zachęcał kolegów do przyglądania się porostom. Leśnicy powinni je wyszukiwać i chlubić się ich obecnością, bo świadczy ona o doskonałej czystości powietrza oraz właściwej wilgotności.

To dowód istnienia odpowiedniego mikroklimatu, który jest także ważnym składnikiem siedliska oraz  prowadzenia dobrej gospodarki leśnej. Zatem porosty są także, obok roślin wskaźnikiem jakości lasu, toteż powinny być obiektem zainteresowania leśnych turystów. Bo zauważcie, że porosty, które najczęściej jako organizmy pionierskie porastają pnie drzew ze strony północnej i północno zachodniej ( co czasem pomaga wędrowcom bez GPS) nie występują blisko szos, parkingów i siedzib ludzkich. Dopiero w głębi drzewostanu, gdzie jest właściwy mikroklimat i czyste powietrze możemy przyglądać się tym ciekawym organizmom. To dodatkowy bodziec, aby wędrować tam, gdzie rosną porosty. Można w ich otoczeniu oddychać pełną piersią i wentylować udręczone przez cywilizację płuca. Nawet teraz, zimą, choć nie jest zimna...

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

  

Tagi: leśnictwo
21:22, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
środa, 04 stycznia 2012

Witajcie w Nowym Roku, który udaje, że zapomniał o zimie. Ale nie dajmy się zwieść, bo to tylko pozory i z całą pewnością zima będzie. Choć dzisiaj temperatura osiągała kilkanaście stopni w plusie, a na polach nieopodal Stołunia spacerowała sobie gromadka 6 żurawi! Pod oknem leśniczówki kwitną w najlepsze stokrotki:



 

W ogródku wyglądają na świat żonkile i tulipany, choć tłumaczyłem im, że nie warto się wychylać:

 

W lesie także niektóre krzewy niecierpliwie nabrzmiały pąkami, a tak wygląda moja purpurowa leszczyna:



 

Na polach oziminy zielenią się, a leśne drogi ani myślą schnąć, bo pomimo wiejącego wiatru co chwilę popaduje deszcz. Drzewiarze niecierpliwie dopytują o drewno, ale na razie nie ma szans na wywóz. Liczyłem, że w końcu przyjdzie mróz i drogi staną się przejezdne, ale póki co nie ma na to widoków. Meteorolodzy ostrzegają przed nadciągającymi wichurami i jest się czego obawiać… Dokładnie taka sama wiosna zapanowała w styczniu 2007 roku. Gdy zajrzałem do domowego archiwum to znalazłem bardzo podobne zdjęcie stokrotki z 8 stycznia 2007. Tego roku, w nocy z 18/19 stycznia solidnie powiało i wiatr narobił strasznych szkód. Połamał drzewa, słupy energetyczne, pozrywał dachy na budynkach:

W lesie wyglądało makabrycznie: poałamane i powywracane drzewa, nieprzejezdne drogi, zniszczone ogrodzenia upraw. Wstępnie oceniałem wtedy szkody w moim leśnictwie na ponad 1000 m3 połamanego drewna, ale po usunięciu wszystkich wywróconych i połamanych drzew okazało się, że było ich ponad 5000 m3! Otoczenie leśniczówki zostało zubożone o dorodnego świerka:



 ucierpiał też piękny rokitnik, a także kilka mniejszych drzew. Mój podleśniczy Krzysiek nie miał prądu ponad tydzień ( to przez ten słup na fotografii powyżej), a telefonu jeszcze dłużej. Nie jestem z gatunku Corvus corax i nie będę krakał jak wrona, ale oby przyroda znowu nie pokazała nam swojej potęgi. Zima wtedy także przyszła później i pamiętam, że w końcu marca było kilkanaście centymetrów śniegu, a sadzonki, które przyjechały do mnie ze szkółki leżały zasypane śniegiem w dole lodowni.

 Deszczowa aura i brak przewoźników przyjeżdżających po drewno pozwolił mi zabrać się ostro za prace przy szacunkach brakarskich na 2013 rok. Widzicie jak to jest w pracy leśników? Ludzie zabierają się za rozkręcanie 2012 roku,a my już jesteśmy w 2013...  Zawsze w mojej pracy trzeba wybiegać w przyszłość i dużo wcześniej wszystko przemyśleć, zaplanować oraz przygotować. Wybrałem już działki do wykonania zrębów w 2013 roku oraz powierzchnie, gdzie będą wykonywane czyszczenia z pozyskaniem drewna i trzebieże. Wyszło tego około 200 ha. Teraz trzeba wyznaczyć drzewa, które należy usunąć z drzewostanu, obliczyć masę drewna, które zostanie pozyskane, zaplanować sortymenty, które z tego drewna powstaną, ustalić miejsca zrywki i składowania, policzyć koszty itd.

Całość danych zostanie oczywiście wklepana przeze mnie do rejestratora leśniczego i przesłana do systemu nadleśnictwa. Tam specjalny program przetworzy dane, które wrócą do mnie i będzie pora na ich ponowną weryfikację w terenie. Czy ktoś jeszcze myśli, że leśniczy prowadzi nudne i jednostajne życie? Dzisiaj z rana „wyrwałem się” na chwilę do lasu, a potem usiadłem do komputera, gdzie wcześniej własnym „sposobem” ułożyłem sobie w tabelkach Excela plany mojego leśnictwa, w laptopie odpaliłem mapę numeryczną leśnictwa i „już” po 7 godzinach dłubania na 2 komputery ułożyłem projekt szacunków. Wydrukowałem „owoc benedyktyńskiej pracy” i pojechałem do lasu spojrzeć na kilka powierzchni, które budziły moje wątpliwości, czy należy już tam rozpoczynać trzebieże. Musiałem też przecież odetchnąć leśnym powietrzem po godzinach przy biurku!

Jutro dalszy ciąg pracy nad szacunkami w biurze nadleśnictwa. Od poniedziałku ruszają prace przy tegorocznych trzebieżach, bo po rozstrzygnięciach przetargowych „zulowcy” palą się do pracy. Oby nie musieli zmagać się z wywrotami i złomami…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

Tagi: leśnictwo
19:57, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »
środa, 28 grudnia 2011

Święta i po świętach, a ostatnie dni roku choć mają świąteczny posmak to są pełne niepokoju i nerwowości. Trzeba przecież zamknąć wszystkie sprawy tego roku i przygotować się na rozpoczęcie nowych, które przychodzą i stukają w okno wraz z Nowym Roczkiem. W pracy niesłychanie nerwowo, bo trzeba wszystko rozliczyć do ostatniego podpisu, pieczątki i złotówki. Miałem dziś nieplanowany wyjazd do nadleśnictwa bo „papierologia” jest bezwzględna, jutro także z rana oczekują mnie w księgowości…

W lesie zakończyłem wszystkie  prace, wywiozłem tyle drewna ile się udało, a teraz przerwa techniczna bo leśne drogi wyglądają tak:

 

Nie ma szans na wjazd samochodu, który zabiera tartaczną dłużycę, czy nawet papierówkę. Wszędzie błocko, a w torfowych dołkach w pobliżu jezior szczególnie. Mam w leśnictwie 12 jezior, a błotnistych dołków dużo, dużo więcej.  Mój „Rokuś”” jest umorusany potężnie i nawet z napędem 4x4 oraz ze stadem koni pod maską muszę jeździć rozważnie, jeśli chcę samodzielnie i przed nocą wrócić do domu:



 

Drogi po ostatnich intensywnych wywozach są mocno „sponiewierane”. Jeszcze bardziej okrutne dla gruntowych nawierzchni są ciągniki zrywkowe. Droga, którą kilka tygodni jeździło poczciwe zrywkowe LKT stała się grzęzawiskiem, gdzie można zostawić buty:



 

O jeździe tędy czymkolwiek można na razie zapomnieć, chyba, że nadejdą mrozy, ale jak na razie jest blisko 10 stopni w plusie. Drewno stoi cierpliwie i czeka na zimę. Leśniczy jednak nie może stać bezczynnie i czekać, bo wciąż ma zajęcie. Dziś pojawił się u mnie szef Zakładu Usług Leśnych, który wygrał przetarg na usługi w moim leśnictwie w nowym roku gospodarczym. Pracowaliśmy już wcześniej razem to szybko ustaliliśmy zasady współpracy. Dobra organizacja pracy jest niezbędna, gdy w wielu miejscach leśnictwa naraz dużo dzieje się, warczą piły i maszyny. Dzieją się w leśnictwie także inne sprawy, choć nie całkiem związane z lasem.

 Poświąteczne dni poświęcam leśnym drogom w moim leśnictwie. Mam ich wiele, wiele kilometrów leśnych dróg na obszarze 2200 ha. Drogi dla lasu są jak żyły dla organizmu ludzkiego. Trzeba o nie dbać, inaczej organizm stanie się niewydolny.  Pracuje  na nich w ostatnich dniach roku firma budowlana, która naprawia najbardziej zniszczone i bagniste fragmenty dróg leśnych w całym nadleśnictwie:

 W moim leśnictwie mam do dyspozycji tylko kilkaset metrów do wykonania, ale to i tak pożyteczny sposób zagospodarowania dróg. Wyznaczyłem wcześniej palikami zaniżenia i błotniste fragmenty kilku ważnych dróg wywozowych. Musiałem „zainwestować” szczególnie w jedną, gdzie służy ona do omijania wiaduktu kolejowego na drodze publicznej. Mogą tam przejeżdżać samochody o wysokości max3,50 m, a te „leśne” są coraz większe i wyższe, stąd wykombinowałem taki objazd.

 Czasem jest tak, że cały odcinek drogi jest OK, ale przeszkadza taki wiadukt lub na jednym bagnistym dołku polegnie każdy samochód. Droga jest wtedy w całości nieprzydatna do wywozu drewna, o ewentualnym pożarze nie wspomnę. Doglądam zatem remontu zaplanowanych odcinków. Ekipa remontowa wybiera błoto, robi wykop, podsypuje kruszywo, kładzie włókninę, zasypuje odcinek specjalną mieszanką z naturalnych surowców i zagęszcza drogę.

 Jest super, bo droga ma odpowiednie kąty i odprowadza wodę. Byłoby dopiero super mieć takie szlaki przez całe leśnictwo! Ale dobre i to. Wiosną pozostałe fragmenty wyrównają równiarki i ubije walec. Leśne drogi są bardzo drogie, nie tylko sercu leśniczemu, ale także w sensie budżetowym, bo wciąż trzeba je naprawić, modernizować. Zakleiłem też głęboką dziurę, bardzo dla mnie pamiętną:

 

 Kiedyś stanąłem pośrodku, zawieszony na płycie podłogowej, a nie miałem włączonych sprzęgiełek manualnych przedniego napędu. Całe szczęście, że miałem wysokie gumowce w aucie, bo woda i błoto były do progu samochodu oraz dokładnie na wysokość tych butów, gdy wlazłem w błotnistą maź… Podwinąłem rękawy i włączyłem sprzęgiełka. Udało się wyjechać! Teraz pamiętam o włączeniu sprzęgiełek wcześniej, a złośliwą dziurę mam na jakiś czas zneutralizowaną. Tak jak kilkanaście innych. Szef firmy remontowej obiecał, że jutro zakończy całość prac. Zostało trzy dni „starego” roku…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

Tagi: leśnictwo
20:06, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
czwartek, 22 grudnia 2011

Wczoraj jak przystało na pierwszy dzień zimy spadł śnieg. Sypało solidnie i momentalnie świat stał się biały:



Skomplikowało to temat wywozu drewna z lasu, bo wciąż dzwonią i pojawiają się kolejni przewoźnicy. Padający śnieg tylko pogorszył stan dróg, a część drewna stała się w związku z tym „niewywozowa”. Wczoraj trwały prace na obu zrębach, a inna ekipa zakończyła ostatnie „wystawianie drewna” w trzebieżach. Moi „fachowcy- zulowcy” wystawianiem drewna nazywają cięcie na odpowiednie wymiary i ustawianie w stosy drewna zerwanego, czyli wyciągniętego w całej długości ciągnikiem do drogi wywozowej. Wczoraj, gdy około południa dojechałem do nich właśnie zakończyli wystawianie całości drewna. Ostatni stos, to opałowa brzoza S4, która pewnie w styczniu trafi do jakiegoś kominka:



 Pomierzyłem, opisałem i zapisałem wszystkie stosy, a zaraz potem pędziłem do leśniczówki, bo trzeba dane pilnie wklepać do rejestratora. Odebrałem go po drodze od podleśniczego Irka, który wystawiał kwit wywozowy przewoźnikowi, zabierającemu ostatni w tym roku samochód surowca na zrębki. Obszedłem zręby w oddz. 6 i 77. Na jednym zostały tylko kosmetyczne drobiazgi, które zostały zakończone dzisiaj, a w oddz. 77 babrał się w śniegu i błocie ciągnik zrywkowy:



 

Powstały porządne koleiny i trzeba czekać na mróz, żeby można było myśleć o wywozie drewna do tartaku. Ekipa pilarzy pod okiem podleśniczego manipulowała drewno na poszczególne sortymenty:



 

 

Pierwszy śnieg podziałał bardzo pobudzająco na aktywność leśnych zwierząt. Spotkałem tego dnia 30-40 saren, chmarę jeleni i 7 danieli. Były to same młode byczki, które na dość stromym stoku dąbrowy położonej blisko szosy ułożyły się w wygrzebanych w śniegu legowiskach. Dwa z nich to „diabełki”, czyli daniele mające poroże w kształcie malutkich, kilkucentymetrowych szpiców, a reszta to także młodzież, której jeszcze daleko do okazałych „łopataczy”. Nie bardzo przejmowały się przejeżdżającymi nieopodal samochodami i mną. Śnieg sypał do późnego popołudnia. Dobrze, że przezornie dzień wcześniej przywiozłem sobie sosnową choinkę i jemiołę, które czekają na tarasie leśniczówki:

 

 W zeszłym roku wybierałem choinkę z moją Igą w śniegu znacznie przewyższającym wysokość butów „gumowofilcowych”, który wciąż sypał „pierzynowo”, stąd ta tegoroczna przezorność. Po jemiołę właziłem na drzewo i trochę się podrapałem, bo pozornie gruby konar okazał się zbyt wiotki jak na moją wagę i musiałem ćwiczyć refleks spadając. Ale czego nie robi się dla tradycji!

 Po powrocie do leśniczówki szybko transferowałem dane do systemu informatycznego nadleśnictwa i jednocześnnie przebierałem się na wyjściowo. Oboje z żoną należymy już dawno do Towarzystwa Przyjaciół Pszczewa. Kilka razy w roku członkowie TPP wyjeżdżają wspólnie na koncerty, spektakle i inne kulturalne wydarzenia. Tym razem jechaliśmy do Poznania, gdzie w Teatrze Wielkim wystawiana jest sztuka Wigilie Polskie”. O Spotkaniach Wielkich Polaków przy wigilijnym stole opowiadała Barbara Wachowicz, która reżyserowała i przygotowała scenariusz tego wydarzenia. Pełniła też rolę narratora i ze swadą, dowcipem, wspaniałą polszczyzną opowiadała o wigiliach i zapowiadała kolejnych artystów.

 To wspaniała lekcja historii, a przede wszystkim coraz bardziej zapominanego patriotyzmu. Na scenie oprócz aktorów, śpiewaków i tancerzy pojawili się zuchy i harcerze z ZHP i ZHR. Widowisko było wzruszające i poruszające wyobraźnię. Wielu z nas słabo zna historię naszego kraju i buduje swoje postrzeganie świata na bazie komercji i głupawych seriali. Nie ma potrzeby czytania tylko książek historycznych i biegania do teatru co najmniej raz w tygodniu.Dobrze mieć jednak pewien zasób wiedzy. Trzeba jednak pamiętać, że jesteśmy Polakami o bogatej i wspaniałej historii i europejczykami od wieków, a nie od czasu  przystąpienia do Unii Europejskiej. Barbara Wachowicz przypomina widzom, że polskie wigilie czasów Mickiewicza, Słowackiego, Chopina, mojego ulubionego Norwida, a także Alka, Rudego, Zośki i tych, którzy walczyli w różnych, zwykle tragicznych powstaniach były inne.

 Te wigilie były tragiczne, smutne, biedne, pełne cierpienia i tęsknoty. Jakże inne od dzisiejszych, gdy istotnym problemem jest wybór prezentu, sposób uśmiercenia karpia i zbyt długa kolejka do kasy... Ale one po to były takie, abyśmy dziś w wolnej Polsce mogli w rodzinnym kręgu zasiąść do polskiej, tradycyjnej wigilii i po polsku śpiewać nasze piękne kolędy. Takie, jakich słuchaliśmy wczoraj wieczorem w poznańskim teatrze w wykonaniu znakomitych artystów.  Każdy Polak powinien obejrzeć to widowisko, a Barbara Wachowicz zasługuje na najwyższe uznanie. W antrakcie sztuki kupiłem książkę z jej autografem o dziejach młodzieży z „Zośki” i „Parasola”. To był wspaniały wieczór, z wielu powodów, a już za dwa dni wigilia.

 Jutro przyjeżdża Olga z Sebastianem, Iga już zjechała w rodzinne pielesze i wieczorem wspólnie ubieramy choinkę. Jest co robić, bo choinka w leśniczówce sięga pod sufit, a w salonie do sufitu jest 3,30 m. W wędzarni wiszą już pachnące dymem pstrągi i sandacz, gotowe są pierogi, nadzienie do drożdżowych kapuśniaczków i czekają pięknie zapakowane prezenty. Magia rodzinnych świąt unosi się niepostrzeżenie.

 Uwielbiam ten czas...

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

 

Tagi: leśnictwo
20:47, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
sobota, 10 grudnia 2011

W miniony czwartek miałem okazję uczestniczyć w uroczystości jubileuszu 15-lecia Leśnego Kompleksu Promocyjnego „Puszcze Szczecińskie” i podsumowaniu obchodów Międzynarodowego Roku Lasów na terenie RDLP Szczecin. Pojechałem do Szczecina wspólnie z moim szefem i nadleśniczymi z sąsiednich nadleśnictw: Międzyrzecz i Bolewice. Bus prowadzony wprawną ręką wytrawnego kierowcy Darka mknął gładką nawierzchnią niedawno oddanej trasy S-3 i po 2 godzinach staliśmy przed pięknym Zamkiem Książąt Pomorskich w Szczecinie:



Moje uczestnictwo w tej uroczystości spowodowane było głównie ogłoszeniem wyników i podsumowaniem wyników konkursu fotograficznego, w którym brałem skuteczny udział, no i pewnie też ( nieskromnie dodam) ze względu na dziennikarskie pióro… W komnatach Zamku, w Sali Księcia Bogusława pojawiło się wielu mundurowych z dużą ilością gałązek i gwiazdek, a skromnych leśniczych było niewielu. Ale to zwykle właśnie leśniczowie są leśnymi fotografami, choć oczywiście nie tylko… Widać było także mundury innych formacji, a szczególnie wyróżniał się strażak z dużą gamą baretek i Złotym Znakiem Związku na szyi. Tak jak większość leśników darzę wielką sympatią druhów z Ochotniczej Straży Pożarnej. Przemawiał Dyrektor Regionalnej Dyrekcji LP w Szczecinie Witold Koss:



oraz bardzo sympatyczny nadleśniczy Nadleśnictwa Gryfino Robert Wójcik. Opowiadał o przepięknym Ogrodzie Dendrologicznym w Glinnej. Zajrzyjcie tam choć wirtualnie: www.glinna.pl, ale pewnie lepiej będzie wiosną w naturze podziwiać magnolie, różaneczniki i to wszystko co tam rośnie pielęgnowane przez  gryfińskich leśników pod okiem prof. Tumiłowicza. Robert wręczył podziękowania ludziom kultury, edukacji, a wielkie brawa powitały na scenie druha strażaka. 

  Dyrektor Koss podsumował 2 edycję konkursu fotograficznego „Leśne Zakątki”, gdzie leśnicy nadesłali 133 prace. Znalazłem się również w gronie laureatów-http://www.szczecin.lasy.gov.pl/web/rdlp_szczecin/264

Wysłałem trochę przekornie na konkurs w kategorii „Ludzie lasu” fotografię wykonaną podczas sesji ślubnej mojej córki Olgi. Bo czy ludzie lasu to tylko drwale i zrywkarze?  Zaplanowałem plener ślubny w  krajobrazach polno- leśnych jak przystało na córkę leśniczego. Fajnie wyszedł tryptyk: w chabrach, makach i w bajecznie zielonych paprociach akacjowego lasu.

 W czasie sesji ślubnej służyłem jako kierowca, przysłaniasz słońca, leżak, na którym leżała panna młoda, statyw, gdy unosiłem ją na rękach nad poziom maków itp. W nielicznych wolnych chwilach pstrykałem sobie fotki no i złapałem Weronikę jak ustawia Olgę i Sebastiana:



 a było to w paprociach na tle krzywych akacjowych pni, które ułożyły się w literę M ( oczywiście M- jak Miłość!). Fotka w wykonaniu duetu Żaklina i Weronika jest jak dla mnie hiper-super:

 

Dalsza część szczecińskiej uroczystości to przedziwny splot inspiracji. Zbyszek Pajewski:



 juror konkursu fotograficznego, leśniczy Leśnictwa Glinna w Puszczy Bukowej zainteresował się poezją Basi Stępniak - Wilk. Nawiązali ze sobą kontakt i Basia, a raczej (chyba?) jej poezja stała się Muzą i natchnieniem dla znakomitego fotografika leśniczego Zbyszka. Powstał tomik poetycki „Tyle nieba”, gdzie utwory wspaniale śpiewającej krakowskiej poetki i kompozytorki ilustrowane są fotografiami Zbyszka. To wyjątkowe przedsięwzięcie artystyczne zostało zaprezentowane podczas uroczystości w Zamku, gdzie śpiewała ( i kilkakrotnie bisowała) poetka Basia:



uwieczniona po koncercie  z autorem fotografii (fotografia pochodzi od Zbyszka). Później  w podziemiach oglądaliśmy fotografie Zbyszka Pajewskiego opatrzone strofami poetki. Byliśmy zachwyceni. Tyle nieba przybliżyła nam ta para poprzez czar poezji i wdzięk  leśnych obrazów...

Mnie najbardziej spodobała się ta:

 

zainspirowana słowami: „zielony gdzieś z wysoka szept…”

 Była to wspaniała uczta dla ucha i oka. Słucham teraz namiętnie płyt Basi Stępniak-Wilk, które nabyłem zaraz po tym wyjątkowym koncercie i zastanawiam się: Jakie to Muzy mają leśni fotografowie? Co powoduje, że właśnie ten krajobraz, kwiat, owad czy pajęczynka zostaje uwieczniona w kadrze? Każdy inaczej rozumie, czuje i podziwia Naturę… Zastanawialiśmy się nad tym w gronie laureatów konkursu, także z przemiłą Kasią z Bierzwnika:

 

oglądając nawzajem nasze skromne prace:



 

Wiadomo, że nie każdy z nas, fotografujących przyrodę, ma taką poetycką Muzę jak Zbyszek… Szczęściarz!

Uczestnicy tej wyjątkowej uroczystości w obiektywie Zbyszka Pajewskiego:



Wspaniałych fotografii przyrodniczych jest naprawdę wiele, o czym doskonale wiedzą wszyscy czytelnicy tego blogu i autorzy oraz bywalcy zaprzyjaźnionych blogów przyrodniczych. Każdy ma jednak inną Muzę... Bądźmy dla siebie nawzajem Muzą Pomyślności, o której śpiewał Marek Grechuta- radzido, orillo, danasoch, pogodnarudbekio i wszyscy inni, którzy ukochali Naturę…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

Tagi: leśnictwo
17:41, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6