O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
sobota, 30 grudnia 2017

576min

Kiedy 14 stycznia 2011 roku zaczynałem moją przygodę z Blogiem Leśniczego i leśnym wortalem, którego symbolem jest ryś Eryś, mój pierwszy z blisko 600 wpisów tutaj zaczynałem tak:

Z Nowym okiem- nowym krokiem”, tak mawiał mój dawny sąsiad, emerytowany leśnik, bardzo sympatyczny Tadeusz Bąk. Podobno z początkiem każdego roku warto coś zmienić. W moim przypadku będzie to pisanie „Bloga leśniczego”. To dla mnie nowe wyzwanie i ambitne zadanie..

To nowe i ambitne zadanie realizowałem przez 7 lat, od stycznia 2011 roku do dzisiaj. Zaczęło się od absolutnego przypadku, miało być na chwilę i ta chwila trwała w moim przypadku 7 lat…

Opowiadałem Wam o pracy leśników i przygodach czy sprawach różnych ludzi lasu, o najdrobniejszych szczegółach przyrody, zwierzakach, ptakach, drzewach, legendach, tradycji, obyczajach. Starałem się ubarwiać te opowieści ciekawymi, własnymi zdjęciami, których opublikowałem tu około 5 tysięcy

Przez te 7 lat byłem i jestem wciąż na „pierwszej linii” leśnych wydarzeń i spraw związanych z polskimi leśnikami. Odbierałem pochwały, nagany i złośliwości, wysłuchiwałem zachwytów i pretensji, cierpliwie odpowiadałem na komentarze i listy, doradzając w przeróżnych sprawach, nieraz zupełnie niezwiązanych z lasem czy leśnikami. Czuję się spełniony i potrzebny, a te 7 lat to ciekawe i miłe doświadczenie. Wymiernym efektem doświadczeń zebranych na podstawie moich blogowych zapisków i komentarzy Was, czytelników tego bloga jest moja książka „Rok leśniczego”. Mam nadzieję, że przyjdzie czas na kolejną, bo na blogowych stronach pojawiło się tyle przyrodniczych i społecznych wątków, że inspiracji wystarczy na wiele tomów…

Jednak wszystko ma początek i koniec i z nowym rokiem postanowiłem zakończyć przygodę z Blogiem Leśniczego. Jego formuła chyba się już wypaliła, a z pewnością i ja potrzebuję nieco wytchnienia. W internetowej sieci są z pewnością miliony blogów wartych zainteresowania. Mam jednak nadzieję, że udało się mi sprawić, że blog prowadzony przez leśniczego był wyjątkowym blogiem. Świadczy o tym choćby fakt, że od kilku lat Blog Leśniczego, który funkcjonuje pod adresem www.bloglesniczego.erys.pl ale także www.lesniczowka.blox.pl często pojawia się na stronie głównej www.gazeta.pl a z kolei w rankingu TOP 1000 najbardziej popularnych blogów na www.blox.pl od dawna sytuuje się w pierwszej setce popularnych blogów. Może ktoś z leśników będzie kontynuował tę tradycję opowiadania o lesie i pracy leśniczego w innej, nowszej, ciekawszej, zmienionej formule? Serdecznie zachęcam i z wielką życzliwością będę mu kibicował.

Bardzo, bardzo dziękuję wszystkim, którzy zaglądają tu stale, wiem, że jest takich czytelników wielu, ale dziękuję także tym, którzy choć raz zajrzeli do wirtualnej leśniczówki i blogowego lasu. Było dla mnie wielką przyjemnością być dla Was przewodnikiem po polskich lasach i sprawach leśników. Siłą rzeczy skupiałem się na lasach okolic Pszczewa, pięknej Ziemi Międzyrzeckiej i Lubuskiej ale czasem też zabierałem Was na wirtualny spacer w inne, ciekawe miejsca. Starałem się aby ten blog pachniał lasem i jego darami, zachęcał do poznawania tajemnic przyrody, a szczególnie pomagał zrozumieć skomplikowaną i odpowiedzialną pracę wszystkich ludzi lasu, naturalnie z naciskiem na leśniczego.

Jestem przekonany, że inaczej spoglądacie na las i na leśników, zatem to jest dla mnie źródłem wielkiej satysfakcji. Jestem przekonany, że rozumiecie i właściwie oceniacie ludzi lasu, pomimo tego, że w ostatnim czasie wiele zrobiono po to, aby zniszczyć dobry wizerunek i godność polskich leśników oraz podeptać ich wielopokoleniowy dorobek pracy dla ojczystej przyrody i ludzi.

Żegnam się zatem z Wami, Drodzy Czytelnicy zapisków leśniczego, choć naturalnie nie znikam zupełnie.

 5762

 

Las jest moją wielką, najważniejszą pasją, choć mam wiele innych, z których niektóre poznaliście. Moja miłość do przyrody i lasu z pewnością jest raczej nieuleczalna, ale ważne jest dla mnie także dziennikarstwo i komunikacja społeczna. Choć przede mną inne, bardzo ważne zadania w służbie lasom i ludziom, chciałbym także nadal pisać i mam wiele pomysłów z tym związanych na przyszłość bliższą i dalszą…

Być może za jakiś czas, gdy nieco odpocznę i nabiorę dystansu, znajdziecie w sieci inny blog leśnika Jarka? Szukajcie na www.lesnikjarek.blox.pl

Tymczasem żegnam się z Wami i życzę Wam jak najmilszych dni w nadchodzącym Nowym 2018 Roku, tylko dobrych ludzi wokół i nieodmiennie zachęcam do ciągłego poznawania uroków lasu oraz każdej cząsteczki otaczającej nas przyrody. Do pożegnania naturalnie dołącza się leśniczyna Regina Renata, która dzieliła się z Wami smakami z kuchni leśniczyny Reni oraz z wielkim ale właściwym kobietom lasu subtelnym, zaangażowaniem wspierała blogową przygodę leśniczego.

 5761

 

Do zobaczenia – Darz Bór!

 

Leśniczy Jarek- Jarosław Szałata

 

 

16:53, lesniczy.lp
Link Komentarze (19) »
sobota, 23 grudnia 2017

575min

W czwartek w gronie pracowników Nadleśnictwa Trzciel spotkaliśmy się na krótkiej naradzie. Była to okazja, aby podsumować mijający już rok i wszystkie działania leśników na obszarze ponad 20 tysięcy hektarów ( z tego lasy zajmują 19,5 tys. ha) podzielonym na 11 leśnictw.

Lasy przez cały rok były odnawiane, pielęgnowane, doglądane i otoczone fachową opieką leśników. Rozmawialiśmy o naszych zawodowych sprawach i o mało widocznej pracy wszystkich ludzi lasu czyli drwali, zrywkarzy, przewoźników drewna. Dzieliliśmy się także refleksjami o zauważalnych zmianach w naszym kraju i całej Europie oraz o społecznym odbiorze naszej pracy. Wciąż wokół działań nas, leśników, kłębi się mgła niezrozumienia, choć tak wiele dobrych i pożytecznych spraw za nami i przed nami… Wiedzą o tym prawdziwi miłośnicy przyrody, stali bywalcy polskich lasów i nasi przyjaciele, którzy wspólnie z nami służą ludziom i przyrodzie. Leśnicy to aktywni i jednocześnie bardzo cierpliwi ludzie, którzy spokojnie czekają na efekty wieloletniej pracy, wierząc, że „po owocach nas poznacie…” Czasem trzeba czekać bardzo długo, za długo, choć można się czasem nimi cieszyć jeszcze w jesieni ludzkiego życia. Oto jeden z nielicznych przykładów:

Na wniosek Nadleśnictwa Rokita z 12 grudnia 2016 r., rezerwat przyrody „Wiejkowski Las" o powierzchni 130,09 ha, utworzony na mocy rozporządzenia nr 33/2008 Wojewody Zachodniopomorskiego z dnia 12 sierpnia 2008 r., Zarządzeniem Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Szczecinie z 31 marca br. nazwany został imieniem Zbigniewa Wabiszczewicza, emerytowanego leśniczego Leśnictwa Wiejkówko w Nadleśnictwie Rokita. Więcej przeczytacie tu:

http://www.szczecin.lasy.gov.pl/aktualnosci/-/asset_publisher/v7UyU6OC5flI/content/lesnik-patronem-rezerwatu

 Pozostaje wierzyć, że magiczny czas Najpiękniejszych Świąt skłoni do refleksji i zachęci ludzi do wzajemnej empatii. Jestem przekonany, że wszystkim jest nam to bardzo potrzebne. Tak jak kontakt z lasem i przyrodą.

Las tuż przed Bożym Narodzeniem wprawdzie nie jest obsypany białym puchem ale białe pnie brzóz także tworzą nastrój.

5751

W lesie teraz jest cicho i dostojnie. Leśnicy za sprawą pracowników zakładów usług leśnych wprawdzie zakończyli i rozliczyli wszelkie prace gospodarcze, ale to oczywiste, że wciąż się tam coś dzieje, jadą samochody z drewnem, a las trzeba chronić przed wieloma zagrożeniami.

Zwierzęta z racji braku śniegu (przynajmniej w lubuskim, bo w innych regionach kraju może być inaczej) świetnie sobie radzą, zaglądają już pewnie za pierwszą gwiazdką

5757

(grafika pochodzi z kartki świątecznej czasopisma Las Polski)

Jednak wiecznie głodnym ptakom nie zawadzi coś podrzucić, bo przecież owadów już w zasadzie nie mają do dyspozycji

5753 

Choinki z lasu, z racji ich atrakcyjności, z pewnością wszystkie sprzedane, a w wielu domach już świecą na nich kolorowe światełka i błyszczą wszelkie ozdoby.

5752

Nasz emerytowany dachowiec Gruby, o imieniu adekwatnym do prezencji, wcześniej przelegiwał godzinami na parapecie, ale gdy wziął aktywny udział w rozplątywaniu choinkowych lampek zmęczył się i odpoczywa pod ubraną choinką

 

Z kuchni dolatują do mnie bardzo obiecujące zapachy

5756

Leśniczyna Renia już wiele świątecznych specjałów przygotowała wcześniej i teraz zostało już bardzo niewiele do przygotowania na tradycyjny, wigilijny stół. Trwa lepienie uszek i pierogów i trzeba jej w tym pomóc, bo to u nas rodzinny rytuał

5755

Czas Świąt Bożego Narodzenia, ale także czas przygotowań przedświątecznych to doskonała okazja, aby spędzać jak najwięcej chwil razem, w rodzinie, w kręgu przyjaciół i znajomych. Dlatego też piszę do Was tych kilka słów już teraz, a potem wyłączam komputer i telewizor, ciesząc się obecnością i bliskością najbliższych osób.

Życzę wszystkim, którzy tu zaglądają Wesołych Świąt przy pachnącej lasem choince i w cieple dobrych uczuć najbliższych sobie ludzi. Wyglądajmy razem pierwszej gwiazdki.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

11:30, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
niedziela, 17 grudnia 2017

574min

 

Dziś sobota i jest to zwykle dzień, kiedy pojawia się szansa na spokojne podsumowanie minionego czasu. Szczególnie gdy na ścianie wisi już bardzo chudy kalendarz kartkowy, wskazujący na bliskość końca roku. Kalendarz przypomina również o zbliżającym się innym ważnym wydarzeniu. Przecież choć za oknem popaduje deszcz, nie ma skrzypiącego mrozem śniegu i nie dzwonią dzwonki sań, choć to nie parska Rudolf z mikołajowego zaprzęgu tylko kotka Blondynka wylegująca się na parapecie oka, to i tak coraz bliżej święta.

„Coraz bliżej święta, coraz bliżej święta…

Cały świat się nagle zmienia,

Gdy maluje szyby mróz.

Pierwszej gwiazdy nad głowami jasny blask,

Jeden uśmiech znaczy więcej niż sto słów.”

 

To słowa popularnej piosenki śpiewanej w przedświątecznym czasie przez różnych wykonawców. Są jednak inne, absolutnie wyjątkowe pieśni. Bez tych melodii nie byłoby świąt i tej przedziwnej magii Bożego Narodzenia. To jedna z najmilszych świątecznych tradycji: po uroczystej, wigilijnej wieczerzy siadamy przy choince i razem śpiewamy.

Polska tradycja zna ponad 500 kolęd i pastorałek, bo to oczywiste, że o nich mowa. Najstarsza zachowana polska kolęda pochodzi z 1421 roku i nosi tytuł "Zdrów bądź, królu anjelski". Nazwa kolęda jest zarezerwowana dla utworów o narodzinach Jezusa zgodnie z zapisem Ewangelii i powstawały one głównie z myślą o śpiewaniu ich w kościołach. Z kolei pastorałki to lekkie, nie posiadających sakralnego charakteru utwory o słowach, które często można nazwać perełkami naszej literatury.

Kolęd i pastorałek słuchamy zarówno w wykonaniu klasycznym, np. zespołu Śląsk lub Mazowsze, jak i w wersjach popularnych różnych piosenkarek i piosenkarzy. Podobno najpiękniejsze kolędy śpiewają górale i w pełni to potwierdzam, a moi ulubieni wykonawcy to Hania Rybka i zespół sióstr Paluch z Bukowiny Tatrzańskiej- Gronicki. Jednak także leśnicy inspirowani świątecznym, zimowym lasem potrafili nagrać w 2012 roku piękną płytę z pastorałkami i kolędami.

 5741

Jej powstanie wsparł Związek Leśników Polskich, a redakcja czasopisma „Głos Lasu” swojego czasu dołączyła płytę do grudniowego numeru tego pisma dla leśników. Bardzo chętnie słucham męskich głosów pod przewodnictwem Jurka Stachurskiego licząc na to, że kiedyś pojawi się kolejna płyta z kolędowaniem leśników.

Jeśli nieco zastanowimy się, to będzie to dla nas oczywiste, że magia wielu świąt, nie tylko Bożego Narodzenia oraz siła licznych polskich tradycji płynie z lasu. Polscy leśnicy mają w tym również wielki udział, nie tylko z powodu nagrania płyty z leśnymi kolędami. Leśnicy są zwykle gorącymi patriotami dbającymi o zachowanie narodowych tradycji, troszczącymi się o zachowanie naszej kultury i historii, zatem także z takich powodów dbają o las oraz wszystkie jego elementy. Nie tylko cele gospodarcze czyli kubiki drewna i w efekcie deski są ważne, nie tylko wskaźniki ekonomiczne opisują pracę leśników, ale dobrze świadczy o nas przede wszystkim świetnie zarządzany las, który spełnia wiele ważnych funkcji.

Na co dzień tak naprawdę mało interesujemy się tym co dzieje się w lesie. Pomimo wieloletnich starań leśników i nakładów czynionych na edukację leśną pozostaje jeszcze wiele do zrobienia, aby wszyscy mogli zrozumieć istotę prawidłowego zarządzania lasem. Świadczą o tym choćby ostatnie wydarzenia związane z Puszczą Białowieską i medialne sądy całej Europy nad poczynaniami leśników. Zostawmy jednak na boku te problemy, bo coraz bliżej święta…

Skoro jednak myślimy o świętach, czyli o choince, opłatku, jemiole, świątecznych potrawach i łakociach to myśli same uciekają do lasu. Przecież rodzinne, tradycyjne, polskie Święta Bożego Narodzenia mają swoje korzenie właśnie w lesie. Bez lasu i jego darów nie da się zrealizować przepisu na udane, rodzinne święta. Nie wierzycie? To oczywiste!

Wielu leśników bardzo dba o zachowanie świątecznych tradycji i obyczajów. To właśnie w kredensach starych leśniczówek zachowały się przepisy na świąteczne specjały, oparte na darach lasu. Tam zawsze pachniało świątecznym bigosem, grzybami, aromatycznymi przyprawami, miodem i balsamiczna wonią żywicy.

Mam nadzieję, że skorzystaliście z przepisu i zapach staropolskiego piernika unosi się w już nie tylko w kuchni leśniczówki i sprawia, że pomimo tego, że nie ma śniegu i mrozu, to u każdego pachnie świętami. Zadbajcie o to, aby każde święta oprócz zapachu choinki, smażonej ryby, barszczu, kapusty i innych specjałów, kojarzyły się też z zapachem domowego piernika, upieczonego na miodzie.

 5742

Pomyślcie, co z dzisiejszych świąt zapamiętają dzieci i wnuki? Lepiej niech to będzie zapach, smak i wspomnienie umiejętności rodziców czy dziadków, wspólnie przygotowujących święta, a nie kolejny film o przygodach Kevina lub jakiś gadżet znaleziony pod sztuczną choinką… Czy nie lepiej razem lepić pierogi z grzybami, wspominając miły czas grzybobrania czy wypiekać pierniki i pierniczki? Do wypieków najlepszy jest miód gryczany, ale może być inny, choć najlepsze są oczywiście z leśnych pasiek doglądanych przez leśników. Wiele razy w blogowych zapiskach wzdychałem i nadal wzdycham do najwspanialszego miodu jaki znam, czyli miodu leśniczego Jerzego Miliszewskiego z jego górskiej, beskidzkiej pasieki.

Leśnicy mają wielkie zasługi w trosce o pasieki wielu pszczelarzy, ale także odnawiając dawne bartnictwo w lasach wielu regionów Polski. W moich okolicach bartnictwo z dużymi sukcesami odtwarzają leśnicy z Nadleśnictwa Barlinek. Bartnictwo zawsze związane było z lasem. Potężne sosny, zwane bartnymi, stanowiły doskonałe miejsca na mieszkanie dla pszczół. Dziś leśnicy starają się je inwentaryzować, zachować i chronić, a tam gdzie ich nie ma stawiają specjalne kłody bartne. Człowiek, najpierw podpatrując przyrodę, sam zaczął budować różne gniazda dla pszczół i czerpać z nich pożytki w postaci miodu oraz wosku. Ludzie, którzy tym się zajmowali - bartnicy - otoczeni byli dawniej dużym szacunkiem. Produkty: miód, wosk, propolis pozwalały zaspokajać głód, ale także wspomagać zdrowie i leczyć choroby.

Utworzenie barci dla pszczół urozmaica krajobraz leśny oraz stanowi element tradycji. Chcieliśmy, przez realizację tego zadania wzbudzić zainteresowanie społeczeństwa i uświadomić, jak ważną rolę w naszym ekosystemie oraz funkcjonowaniu życia w lesie i nas samych pełnią pszczoły - wyjaśnia dr inż. Sławomir Gibert, nadleśniczy Nadleśnictwa Barlinek, absolwent tego samego co ja, Technikum Leśnego w Rogozińcu. Świetnym pszczelarzem jest także leśniczy Piotr Zmarzlik, również mój kolega z Rogozińca.

Nawet na dachu Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych w Centrum Warszawy urządzono mini- pasiekę, która jest dowodem troski leśników o zachowanie zdrowia, tradycji i krzewienia wiedzy o tym, co dobre dla ludzi. Pszczołami opiekuje się Piotr Smiatacz, leśnik, dyrektor Zakładu Informatyki Lasów Państwowych, a przy okazji zapalony pszczelarz. Wbrew pozorom wielkomiejski miód okazał się w pełni wartościowy, jest zdrowy i nie zawiera metali ciężkich. W budynku dyrekcji LP otworzono też niedawno sklep, gdzie można kupić miody, grzyby, różne wyroby z dziczyzny i wszelkie zdrowe dary lasu. Warto tam zajrzeć przed świętami.

Leśnicy nieustannie zachęcają do stawiania w domach żywych ekologicznych choinek, prosto z lasu. Sztuczna choinka jest wygodna, może służyć przez kilka lat i nie wymaga sprzątania opadających igieł. Jednak sztuczne drzewka zdecydowanie nie są ekologiczne, bo zarówno ich produkcja jak i utylizacja są uciążliwe, a nawet szkodliwe dla naszego środowiska.

Żywy świerk, sosna czy jodła wypełniają nasze domy zapachem lasu, aromatem żywicy i widokiem najprawdziwszej zieleni. To najśliczniejsze drzewko, czasem z trudem zdobyte tworzy magię świąt i wokół niego gromadzą się ludzie związani ze sobą dobrymi uczuciami.

 5743

Aż trudno uwierzyć, że zwyczaj ubierania choinki rozpowszechnił się u nas dopiero około dwustu lat temu. W niektórych częściach Polski przyjął się dopiero w II połowie XX wieku. W XIX wieku, zwłaszcza wśród górali, ale też szlachty i mieszczan na południu Polski popularny był inny rodzaj wystroju świątecznego. Miał wiele nazw: podłaźnik, podlaźniczka, sad, jutka. Był to wierzchołek iglastego drzewka zawieszany u powały zwykle szczytem na dół, a przyozdabiany orzechami, jabłkami, ciasteczkami. Czasem też zapalano na nim świeczki. Strojeniem zajmowały się głównie dziewczęta, taki był obyczaj.

Znacznie starszy jest słowiański zwyczaj (znany jeszcze z obchodów Święta Godowego) dekorowania snopu zboża, zwanego Diduchem.

Najstarsze doniesienia o choince, czyli drzewku przyozdabianym na Boże Narodzenie podobno pochodzą z Alzacji. Ślady tego zwyczaju znajdziemy w kazaniach kościelnych. Dotyczyły one ustawiania w domach iglastego drzewka: jodły, sosny lub świerku przybranego jabłkami, orzechami i ozdobami z papieru i słomy. Dawno temu, bo w 1604 r. teolog Dannhauer strofował wiernych z ambony krzycząc, że: „wśród różnych głupstw świątecznych jest także choinka".

Istnieje wiele legend związanych z choinkami. Jedna z nich każe uważać za "wynalazcę" choinki św. Bonifacego, zwanego apostołem Niemiec, który zginął z ręki pogan w VIII wieku. Legenda głosi, że św. Bonifacy nawracając na chrześcijaństwo pogańskich Franków ściął potężny dąb, który był dla nich drzewem świętym. Upadający olbrzym zniszczył wszystkie rosnące wokół niego drzewa poza małą sosenką. „Widzicie, właśnie ta mała sosenka – podobno powiedział misjonarz – jest potężniejsza od waszego dębu. I jest zawsze zielona, tak jak wieczny jest Bóg dający nam wieczne życie. Niech ona przypomina wam Chrystusa”.

Czy tak było naprawdę – nie wiadomo, ale przecież w każdej legendzie tkwi źdźbło prawdy. Jedna z legend mówi, że Bonifacy, aby przybliżyć poganom tajemnicę św. Trójcy, wykorzystywał trójkątny kształt sosny.

5744 

Według jeszcze innych podań sosna została stworzona jak każde inne drzewo; miała kwiaty, liście i owoce. Ale gdy Ewa sięgnęła po zakazany owoc, liście sosny pomarszczyły się i skurczyły, przekształcając w igły, a kwiaty i owoce przemieniły się w szyszki. Od tej pory tylko raz w roku, w noc Bożego Narodzenia, sosna w cudowny sposób zakwita. Ludzie ozdabiają ją kolorowymi ozdobami i czasem nazywają „bożym drzewkiem”.

Jedno z ludowych podań głosi, że w noc, kiedy narodził się Chrystus, wszystkie zwierzęta i roślin wyruszyły do Betlejem, aby złożyć dar Nowonarodzonemu. Drzewo oliwne przyniosło oliwki, palma daktyle, tylko mała sosenka nie miała podarunku. Była tym bardzo zmartwiona, a do tego większe drzewa odpychały ją od malutkiego Jezusa. Wtedy stojący najbliżej anioł ulitował się nad nią i nakazał gwiazdom, aby zstąpiły z nieba i ozdobiły jej delikatne gałązki. Kiedy Dzieciątko spostrzegło piękne, iskrzące się drzewko, uśmiechnęło się i pobłogosławiło je. I powiedziało, że odtąd sosna w czasie świąt Bożego Narodzenia powinna zawsze być przybrana światełkami, aby przynosić radość dzieciom.

W naszym kraju najczęściej to świerki i jodły ustawiane są w domach i ozdabiane bombkami oraz lampkami. Ale jak je zdobyć?

Dawniej na wsiach przyniesienie choinki do domu miało cechy kradzieży obrzędowej: gospodarz rankiem w Wigilię udawał się do lasu, a wyniesiona z niego choinka czy gałęzie, "ukradzione" innemu światu, za jaki postrzegany był las, miały przynieść złodziejowi szczęście. To już jednak przeszłość, a wielu z nas ma inne wspomnienia z dzieciństwa jak legalnie choć samodzielnie „zdobywało się” choinkę...

Dziś oferta żywych choinek jest bardzo szeroka, a ja, jak każdy leśnik zapewniam, że świerk, jodła czy sosna zawierają w sobie życiodajne moce i mają cudowne właściwości, dlatego warto przynosić choinkę do domu. W jej "zdobyciu" od lat wszystkim chętnym pomagają leśnicy. W tym roku pomogli nawet papieżowi i polska choinka pojechała do Watykanu.

Podobnie wygląda moc innego symbolu świąt- jemioły. Jemioła od wieków jest uważana za roślinę magiczną i dar bogów, gdyż rośnie wysoko, poza zasięgiem ludzi i zwierząt. Była szczególnie ceniona przez Celtów, którzy zamieszkiwali nasze ziemie przed Słowianami. Druidzi pod jemiołą odprawiali swoje rytuały i szczególnie czcili jemiołę, która wyrosła na dębie. Uznawano ją za dar bogów, zawieszony pomiędzy ziemią a niebiosami. Taką dębową jemiołę ścinano nie zwykłym, metalowym lecz złotym sierpem na białą płachtę. Ścięta jemioła nie mogła dotknąć ziemi, ponieważ wtedy straciłaby całą swoją magiczną moc. Dawano ją niepłodnym zwierzętom. Przygotowywano z niej także leki dla ludzi, gdyż była uznawana za panaceum na wszelkie choroby. Pod drzewem z którego ścinano jemiołę, składano ku czci bogów ofiarę z wołu lub z osła. Za jemiołę o najpotężniejszym działaniu uznawano tę ściętą w przesilenie zimowe, czyli w nocy 21/22 grudnia. To już niebawem. Pędy jemioły powieszone pod sufitem lub nad drzwiami chroniły domostwo przed złymi mocami i pożarami oraz zapewniały pomyślność. Jemioła i dziś sprowadza do domu szczęście, powodzenie oraz bogactwo. W sklepach niewielki pęczek jemioły kosztuje kilkanaście lub więcej złotych. Wystarczy jednak wybrać się wcześniej na spacer do lasu i bez problemu znajdziemy ją sami.

5745

Jemioła to półpasożytniczy krzew, który znajdziemy na topolach, brzozach, drzewach owocowych i sosnach. Często zobaczymy przy niej różne ptaki, szczególnie jemiołuszki, które chętnie zjadają owoce jemioły. Przypominają one jagody w kolorze białawym, nieco szkliste o śluzowatym miąższu (nasiona są lepkie).

Przed świętami pamiętajmy także o ptakach i zwierzętach. Najważniejszym momentem i faktycznym rozpoczęciem Świąt Bożego Narodzenia jest moment dzielenia się opłatkiem. W Polsce to zwyczaj bardzo odrębny, jedyny w swoim rodzaju i mający znaczenie mistyczne. W dzieleniu się opłatkiem nie przeszkadzały nam wojny, rewolucje i inne zakręty dziejów. Łamano się nim na zsyłce w mrozach Syberii, w obozach koncentracyjnych, w okopach wojennych oraz na dalekiej emigracji. Opłatek wysyła się bliskim osobom, nieobecnym przy wigilijnym stole w listach, łącznie z świątecznymi życzeniami. Pięknie zdobione opłatki były główną ozdobą dawnych podłaźniczek. Wyrób opłatków to osobna dziedzina sztuki, gdzie przeplata się polska fantazja ze zręcznością artystów. W wigilijny wieczór dzielenie się opłatkiem rozpoczyna zawsze pan domu, który rozdaje białe kawałki każdemu z obecnych… Nie zapomnijcie podzielić się opłatkiem i karmą z ptakami oraz zwierzętami. Pewnie niebawem przyciśnie mróz, a zatem przed świętami należy szczególnie zadbać o napełnienie karmników słonecznikiem i wywieszenie słoniny lub tłuszczowych pyz. Warto również podrzucić ptakom kilka jabłek, a jeśli ktoś ma własne jabłonie, zostawić część owoców na drzewach. Równie chętnie jak jemiołę, odwiedzają takie jabłonie jemiołuszki

5749

Ludzie także przygotowują dla siebie pyszne potrawy na świąteczny stół i już niebawem podzielą się białym opłatkiem. Dzielenie się opłatkiem w wigilijny wieczór to zwyczaj wywodzący się z czasów pierwszych chrześcijan, którzy łamali się chlebem. Łamanie się opłatkiem ze zwierzętami hodowlanymi i leśnymi, to także stary zwyczaj, sięgający XVI wieku. Wierzymy od wieków, że kolorowy opłatek, który w odróżnieniu od białego nie jest święcony, strzeże zwierzęta przed wszelkimi chorobami, wilkami i … złym spojrzeniem. Dzięki temu, że zwierzęta w wigilijną noc kosztują kolorowego opłatka mogą mówić ludzkim głosem i oceniać swoich gospodarzy. Pamiętajmy jednak, że nie wolno ich jednak podsłuchiwać.

W różnych regionach Polski istnieją rozmaite zwyczaje dotyczące dzieleniem się z różnymi zwierzętami pokarmami połączonymi z kawałkami opłatka. W ten sposób dziękowano koniom za ciężką pracę, krowy proszono o mleko, a kurom dawano z opłatkiem groch, aby dobrze się niosły. Wierzono też, że poczęstowane nim krowy będą zdrowsze i dadzą więcej mleka. Znaczyło to też, że ludzie pragną pokoju z całym stworzeniem.

Pamiętam z czasów dzieciństwa jak chodziłem na plebanię po opłatek. Ksiądz Władysław wkładał w kopertę opłatek z kolorową opaską i tłumaczył: „Ten bielutki, poświęcony jest dla was, którzy zasiądziecie przy wigilijnym stole, a te kolorowe- zielone i różowe są dla zwierząt, które nam służą i dają pożywienie. Włóż je w wigilijny wieczór do ich karmy, żeby nie obgadały cię w tę radosną noc.”

Wracałem do domu i układałem na talerzyku udekorowanym świerkową łapką i listkiem jemioły zarówno biały, jak i kolorowy opłatek. W wigilijne południe zanosiłem kawałek zielonego opłatka do posypu dla kuropatw, który ustawiłem z moim tatą w polach, tuż za domem i w pobliskie krzaki bzu, gdzie podchodziły zające, a czasem sarny. Różowy opłatek drobiłem świnkom morskim i królikom. Różne bywały obyczaje dzielenia się opłatkiem ze zwierzakami ale zawsze musiały być określonego koloru, np. żółty przeznaczony był dla krów, a czerwony dla koni.

Dziś to dla niektórych zapomniany obyczaj, ale nie wyobrażam sobie spotkania przy wigilijnym stole bez białego opłatka

5746 

Skoro mowa o tradycji to przypomnę, że w naszej staropolskiej kulturze także sylwestrowy wieczór  był nie tylko czasem balów ale też spotkań połączonych z wróżbami, laniem wosku oraz cyny i ołowiu, czyli przepowiadaniem przyszłości Nowego Roku. Panny, które wykazały się odwagą i w samotności o północy zaglądały w zwierciadło (ale musiały występować w stroju ”Ewy”) miały szansą zobaczyć tam przyszłego męża lub…diabła, jak nie zasłużyły sobie dobrym sprawowaniem na poznanie przyszłości małżeńskiej. Na stołach zaścielonych białym obrusem kładziono bochen chleba i sól, aby nie zabrakło tego nikomu w nowym roku. Jest wiele obyczajów regionalnych na tę noc - wieszanie u powały zwierzątek z ciasta, drobnych podarunków zwanych dawniej kolędami, odwiedzin sąsiedzkich, sypania ziarna na szczęście, obrzędowych drobnych kradzieży, np. bram czy furtek, co dobrze pamiętam z dzieciństwa…

Starym obyczajem jest też hałasowanie i zabawy ogniem- czyli race, sztuczne ognie i fajerwerki.

5747

To właśnie w tę noc złe moce i wszelkie demony mogły szkodzić ludziom. Odstraszano je dawniej hukiem i ogniem. Stąd tradycja strzelania z batów, walenia kijami po płotach, dudnienia w blachy.

Las podpowiada nam wiele rozwiązań i kryje wiele ciekawych przepisów na udane święta. Wystarczy posiadać tylko nieco wiedzy na temat tego, co nam oferuje i dbać o dorobek naszych przodków, którzy stopniowo odkrywali jego tajemnice. Pomagają w tym także leśnicy, wystarczy nas tylko posłuchać, bo kto zna lepiej las i jego tajemnice jak my? Dlatego warto słuchać podpowiedzi ludzi lasu i zadbać, aby na świątecznym stole pojawiły się smaki znane nam z dzieciństwa i przekazać ich urok dzieciom oraz wnukom. Tradycja i stół łączą ludzi, to oczywiste.

5748

Nie odnajdziemy tej magii w ekskluzywnym kurorcie, ani w nawet najlepszej restauracji, gdzie niektórzy spędzają świąteczny czas. Magia świąt polega przecież przede wszystkim na wspólnym, rodzinnym przygotowaniu świąt w oparciu o tradycyjne przepisy, których tak wiele kryje się w babcinych kredensach. Szczególnie gdy babcia jest lub była leśniczyną… Z kolei składniki niezbędne do przygotowania świątecznych potraw oraz do dekoracji świątecznego stołu znajdziemy głównie w lesie, choć oczywiście nie wszystkie. Spotykajmy się w zatem w radosnej, rodzinnej atmosferze przy pachnącej lasem choince i polskich potrawach pełnych aromatu grzybów, miodów, owoców leśnych i ziół. Szanujmy las i leśników, którzy o niego dobrze dbają. Szanujmy siebie nawzajem. Najbardziej rodzinne Święta i Nowy Rok już niebawem, życzę miłych spotkań przy tradycyjnym stole.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

12:35, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
sobota, 09 grudnia 2017

573min

Dziś sobota i to jedna z nielicznych, którą można nazwać w pełni wolną sobotą, bo nie obarczona wiążącym terminem zmuszającym do wyjazdu z domu czy jakimś pilnym obowiązkiem. Jak dobrze… Wróciłem właśnie z sadu i ogrodu, gdzie przygotowałem najbardziej wrażliwe rośliny do nadejścia zimy. Przywiozłem wcześniej z lasu, gdzie zakończyła się niedawno jesienna trzebież późna, nieco sosnowych gałązek i razem z leśniczyną Renią okryliśmy nimi krzewiącą się lawendę, hortensje, budleje, w której kochają się motyle. Przed domem schowałem przed mroźnym wiatrem ciepłolubnego klona i zaprosiłem pingwina, aby otoczył opieką judaszowca

5731

Judaszowiec to krzew lub niewielkie drzewko, które według tradycji swoją nazwę zawdzięcza Judaszowi, który podobno powiesił się gałęzi właśnie tego drzewa. Nie spotkamy go, niestety, w polskim lesie bo jego ojczyzną jest Ameryka Północna. Młode egzemplarze cierpią od mrozu, a zatem już dziś zabezpieczyłem go w ubranko z fliseliny przypominające pingwina. Jednak w naszym lesie spotkamy podobnego do niego wawrzynka wilczełyko. Co łączy te rośliny? Ich wspólną cechą jest to, że wczesną wiosną, przed rozwojem liści przepięknie zakwitają. Judaszowiec pokrywa się pięknymi, różowymi kwiatami, które wyrastają z pędów, a nawet bezpośrednio z pnia.

Należy do rodziny bobowatych, a jego kwiaty są jadalne. Po przekwitnięciu judaszowiec pokrywa się pięknymi, przebarwiającymi się na cytrynowo żółty kolor liśćmi, przypominającymi liście lipy. Rosnący w naszych lasach, dość rzadko spotykany i podlegający ochronie wawrzynek wilczełyko jest z kolei rośliną trującą. Zjedzenie np. kilku apetycznie wyglądających, czerwonych owoców może okazać się śmiertelne. Ale to nie czas na kwiaty i owoce, bo przecież niepostrzeżenie zawitał do nas grudzień. Warto jednak bliżej poznać judaszowca i wawrzynka wilczełyko.

Trzeba także mieć świadomość, że choć w otaczającej nas przyrodzie, w lasach, na łąkach i polach widać jeszcze ostatnie akordy jesieni, to pojawienie się grudnia na kartach kalendarza zapowiada czającą się wokół Panią Zimę.

Często przestrzegam, że nie można przegapić wiosny, bo jest ulotna i szybko mija. Warto również śledzić przełom jesieni i zimy, zatrzymać się chwilę i rozejrzeć wokół siebie, bo nic nie zdarza się dwa razy. Wbrew pozorom szara, często zapłakana deszczem jesień i pierwsze dni zimy, gdy nieprzyzwyczajeni do chłodu i przenikliwych wiatrów niechętnie wychylamy nos z domu jest także ciekawa. Jesień, nawet już taka późna, grudniowa to czas wędrówek ptaków i okres przygotowania zwierząt do zimy. Jeszcze w piątek widziałem parę żurawi

 5732

Stały w zadumie na łące oddalonej o kilometr od Pszczewa. Pewnie są już w podróży, bo dziś już sypnęło solidnie śniegiem. Na razie szybko topi się ale z pewnością już niedługo na dłużej pokryje lasy i pola, a jesień 2017 odejdzie do wspomnień. Świadczą o tym coraz bardziej malownicze przymrozki:

5733

Zimy wypatruje już nastroszony z powodu chłodu myszołów, który obserwuje przemykające tu i tam polne myszy oraz krogulec, który coraz częściej zapuszcza się bliżej ludzkich domostw w ślad za drobnymi ptakami

5734

Drapieżne ptaki spotykam teraz często w pobliżu zabudowań. Pojawiają się tam odlatujące  błotniaki, raczej osiadłe myszołowy, krogulce, czasem szybkim lotem przemknie kobuz, a hodowców gołębi martwi widok jastrzębia. Także bliżej ludzi przeniosły się drobne ptaki, poszukujące nasion chwastów na miedzach i ugorach

5735

Już coraz rzadziej widać wędrujące żurawie oraz słychać nawoływania kluczy dzikich gęsi na grudniowym niebie. Czasem przysiadają na polach skubiąc oziminę lub nocują na środku pszczewskiego jeziora, szczególnie podczas mgły, a rano ruszają w drogę z wielkim hałasem. Widuję jeszcze kormorany i tracze, któregoś dnia przemknął mi rzadki rybołów, czasem pojawi się bielik, wzbudzając popłoch wśród łysek.

W pobliżu domów widać teraz także zwierzęta, które latem kryją się tylko w lesie. Kręcą się lisy, które chętnie wykorzystują ludzkie skłonności do marnowania żywności i zaglądają do śmietników, podobnie jak dziki zaglądające na przedmieścia, czasem nawet w środku wsi można spotkać sarny

5736

Na polach pusto i szaro i panuje tam zupełna cisza. Nie ma tam przecież karmy dla zwierząt i ptaków. Czasem tylko smutny krajobraz ubarwi tęczowa barwa bażanta:

5737

Wokół domu coraz więcej ptaków, mazurki i sikory dopominają się o słonecznik, „pyzy” i słoninkę, a dzwoniec sprawdza czy w karmniku pojawiło się coś smakowitego

5738

W lesie teraz wilgotno, mgliście i czasem dżdżyście. Panuje tam prawie absolutna cisza, którą tylko czasem przerwie nawoływanie dzięcioła dużego, popiskiwanie stada sikor, raniuszków lub chrobotanie sosnowej kory, której zakamarki przeszukuje pełzacz leśny. Czasem radośnie zakrzyknie dzięcioł zielony, gdy już posilony wychyli się z rozkopanego mrowiska

5739

Drwale kończą zaplanowane na ten rok trzebieże i usuwają skutki huraganowych wiatrów, choć wiele nadleśnictw pozostawiło główne prace na styczeń. Nie wolno przecież przekroczyć ustalonego rocznego limitu pozyskania drewna, który wciąż wydaje się za mały drzewiarzom i przedstawicielom przemysłu, a za duży tym, którzy nazywają się ekologami. Na terenach najbardziej dotkniętych huraganem, w tym w Borach Tucholskich, o których opowiadałem niedawno, praca wre nieprzerwanie, a leśnicy wyglądają mrozów, które są szansą na poprawienie utopionych w błocie dróg wywozowych.

Leśnicy rękami „zulowców” naprawiają także ogrodzenia upraw, wieszają budki lęgowe, zabezpieczają niektóre drzewa przed strugami bobrów, których pogłowie radykalnie wzrosło. Wszystkie zręby, które będą sadzone wiosną są już zaorane i chłoną wilgoć jesiennych deszczy oraz pierwszych przymrozków. Na odpoczynek i nudę nie ma miejsca, nawet w najbardziej deszczowe dni. Ludzie dopytują się już o choinki, gałązki na dekoracje świąteczne i o jemiołę. Zaczyna pachnieć świętami. Dotarło to do mnie wyraźnie przed kilkoma dniami.

Gdy wracałem do domu, zobaczyłem się kręcącą w jego pobliżu wiewiórkę

57310

Pewnie skusił ją płynący z domu zapach orzechów. Ale to nie dla Ciebie ruda baletnico! Zapach świąt to zapach świerkowych łapek, sosnowej żywicy, smażonych i wędzonych ryb ale także piernika. Oczywiście nie chodzi tu o pierniczki kupione w sklepie lecz tradycyjny, staropolski piernik, który właśnie upiekła leśniczyna Renia. Dla mnie to jest właśnie charakterystyczny i dominujący zapach świąt. Mam nadzieję, że będzie to  także pamiętny zapach dla naszych dzieci i wnuków. Piernik Reni pachnie, smakuje i wygląda znakomicie

57311

Spróbujcie sami, a z pewnością będzie to stały bywalec świątecznego stołu w waszych domach. Sekret receptury i sposobu przygotowania tradycyjnego piernika staropolskiego leśniczyna Renia uzyskała od Grzegorza Russaka- wielkiego znawcy polskich kulinariów i tradycji, przyjaciela naszego domu. Grzegorz zaleca go upiec co najmniej 4 tygodnie przed świętami, bo piernik dojrzewa i zmienia smak na lepszy, coraz lepszy oraz w stosownej ilości, bo nie można powstrzymać się przed jego przedświątecznym podjadaniem.

Oto przepis na smak i zapach świąt , czyli piernik staropolski:

W rondelku na kuchni podgrzewamy trzy szklanki miodu i szklankę cukru. Dodajemy mielone przyprawy piernikowe, to znaczy: 2 łyżki stołowe goździków, łyżeczkę od herbaty świeżo tarkowanej gałki muszkatołowej, łyżeczkę pieprzu mielonego, 2 łyżki stołowe dobrego kakao. Dodajemy tabliczkę czekolady, jak wszystko się połączy - studzimy. Zawartość rondelka wlewamy do makutry, ucierając dodajemy mąkę - zmieszane dwie szklanki mąki pszennej i dwie szklanki mąki żytniej, do tego dodajemy 6 jaj, 25 dag masła oraz 4 łyżki oliwy. Wybijamy to przez pół godziny, aby na końcu dodać bakalie, obtoczone w mące, aby nie opadły na dno w cieście: orzechy, rodzynki, pokrojone figi (po 20dkg) i łyżkę czubatą od herbaty sody rozpuszczonej w kieliszku mleka (ok. 150ml). Gdy ciasto jest rzadkie, dosypujemy mąki pszennej do uzyskania konsystencji gęstej śmietany. Wlewamy ciasto na dwie blachy i pieczemy w niezbyt gorącym piekarniku (170 stopni) 1-1,5 godziny. Pamiętajmy, że piernik im starszy, tym lepszy. W dniu Wigilii możemy przełożyć go kremem lub polać czekoladą.

 

Coraz bliżej święta, pamiętajcie o dokarmianiu ptaków, a w razie potrzeby także pomocy dla zwierząt i zabierajcie się do przygotowania świątecznego piernika, bo coraz bliżej święta. Do zimowego lasu wybierzcie się nie tylko wypatrując choinki, bo tę łatwiej nabyć w punkcie sprzedaży nadleśnictwa lub jednej z wielu plantacji czy sklepów lecz obserwować przyrodniczy przełom jesieni i zimy.

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

 

 

20:06, lesniczy.lp
Link Komentarze (7) »