O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
środa, 07 czerwca 2017

528min

Każda profesja ma własne, charakterystyczne narzędzia pracy, które często stają się jej symbolem. Fryzjer ma nożyczki, kelner tacę, dyrektor laptopa i wielkie biurko, a kolejarz pociąg. Leśnik kojarzy się zapewne, oprócz zielonego munduru, z wieloma tajemniczymi narzędziami i sprzętami. Dawniej znakiem rozpoznawczym leśnika był rower, wąsy i torba-raportówka przewieszona przez ramię. W tej torbie oprócz drugiego śniadania mieściła się praktycznie cała ważna dokumentacja leśniczego: brulion odbiórki, kwitariusz, asygnariusz i książka służbowa. Do tego miarka tzw. „calówka”, ryszpak (nóż do nacinania i znakowania drewna), lubryka, czyli kreda do opisywania drewna. Do roweru leśnik przywiązywał „kraczkę”, czyli coś przypominające duży cyrkiel (o ile pamiętamy co to cyrkiel) o rozstawie jednego metra i klupę, czyli średnicomierz.

Ale to zamierzchła przeszłość z czasów, gdy każde leśnictwo dało się obejść podczas jednego dnia pracy, a rowerem objechać nawet w pół dnia. Leśniczemu pomagało też czasem kilku gajowych, których dziś już praktycznie nie ma w strukturze pracowniczej leśników. Współczesny leśniczy to człowiek z kadry zarządzającej, czyli bardziej menager z telefonem, laptopem i biurkiem niż dawny „borus” w moro… Choć wielu z nas leśników nie jest zachwyconych taką zmianą i najlepiej czuje się pośród zapachu żywicy, kurzu, błota i warkotu pił czy maszyn. Milej też realizować obowiązki pośród pracujących drwali niż tabelek Excela czy raportów. Każdy z nas woli też zdecydowanie przemierzać leśne dróżki niż pokonywać zza biurka meandry SILP, czyli Systemu Informatycznego Lasów Państwowych.

Dziś zapewne większość ludzi mieszkających w pobliżu lasu kojarzy leśnika z jego samochodem. Bo dziś samochód stał się podstawowym narzędziem pracy leśnika.

5281

Tak samo ważnym i koniecznym jak długopis, kalendarz, telefon czy komputer. Nie da się zarządzać obszarem 1200- 2500 ha, a czasem więcej bez samochodu. Samochody służbowe leśników to już zamierzchła przeszłość. W moim przypadku pożegnałem ostatnie służbowe auto, a było to rumuńskie „Aro” w 1995 roku.

Pozostały już tylko nieliczne samochody służbowe Straży Leśnej, patrolowe w nadleśnictwie na potrzeby ochrony lasu przed pożarami, czasem na potrzeby nadleśniczego, który odpowiada za obszar około 20 tysięcy hektarów lasu. Znakomita większość leśników używa do celów służbowych własne, prywatne pojazdy. Dlatego każdy leśnik już w pierwszych dniach swojej pracy musi zakupić samochód. Zwykle nie jeden, a dwa. Przecież nasza praca jest związana z zamieszkaniem blisko lasu, czasem w środku dużego kompleksu lasów, czyli w powszechnym odbiorze „z dala od cywilizacji”.

Drugi samochód jest potrzebny choćby po to, aby żona dojechała do pracy, dzieci do szkoły, koleżanek i kolegów. Czasem jest też potrzebny, aby pojechać na zakupy, miedzy ludzi ale też naradę, spotkanie, do kościoła… Bo ten używany do celów służbowych, którym jeździmy nie tylko po leśnych drogach, ale też, a czasem tylko, po bezdrożach, ścieżkach, szlakach zrywkowych i liniach oddziałowych nie bardzo się do tego nadaje. Ten „leśny” samochód zwykle jest ubłocony, zakurzony, poobijany i wyładowany sprzętem koniecznym do pracy w lesie.

5282

Ten drugi, bardziej „niedzielny” jest też konieczny na czas usunięcia awarii tego „leśnego”, co przy takich warunkach jazdy zdarza się, niestety, często.

5283

Dlatego samochód jest ważnym narzędziem pracy leśniczego, ale też kosztownym i drążącym jego budżet. Leśnicy mają tzw. ”kilometrówkę”, która w założeniu powinna być zwrotem poniesionych kosztów. Jej górny limit to 1500 km miesięcznie. Stawkę za kilometr określa ministerialne rozporządzenie, które ustaliło jej wysokość w …2007 roku. Od tego czasu kilometr przejechany w celach służbowych samochodem o pojemności silnika powyżej 900 cm3 wynosi 0,8358 złotego. Czyli jest to wciąż ta sama stawka dla ministra lub wójta jeżdżącego po szosie samochodem 1,2 jak i dla listonosza. Leśnika, lekarza czy weterynarza jeżdżących „z musu” samochodami terenowymi pojemności 2,0, 3,0 i więcej. To nie szpan czy fanaberia lecz konieczność.

5284

Realne koszty przejechanego kilometra w nawet niezbyt trudnym terenie to 3- 3 złote. Pracować trzeba, a co za tym idzie trzeba jeździć. I nie chodzi tu o dojazd do pracy, bo wielu z nas dojeżdża lecz o realizację codziennych obowiązków, które są związane z nieustannym przemieszczaniem się. Dziś nie zobaczymy już listonosza z torbą na ramieniu, który nieśpiesznie podąża z domu do domu. Każdy z nich ma tak wielki obszar, że gania samochodem do późnego popołudnia w wielkim pospiechu. Leśnik też coraz mniej wysiada z samochodu, choć nie ma nic przyjemniejszego niż wolne patrolowanie lasu, bo przecież z samochodu widać znacznie mniej. Jednak spore powierzchniowo i często mocno rozdrobnione leśnictwa zmuszają do ciągłych rozjazdów. Każdy samochód, który wyjeżdża z lasu z drewnem wymaga obecności leśniczego, tak samo trzeba być przy wykonywaniu wszelkich prac, kontrolować występujące zagrożenia, sprawdzać zabiegi. Naturalnie każdy kawałek lasu jest inny i każde leśnictwo ma swoją specyfikę. Inaczej jest w Borach Tucholskich, inaczej w środkowej Polsce, a jeszcze inaczej w Tatrach czy Bieszczadach.

Jednak leśnicy, tak jak wiele innych branż sporo dokładają z własnej kieszeni do kosztów dojazdów i niszczą swoje samochody wykonując codzienne, służbowe obowiązki. Od lat trwa dyskusja w sprawie sprawiedliwej stawki zwrotu kosztów. Niedawno, 24 maja miałem okazję przyglądać się pracy posłów z sejmowej Komisji Infrastruktury.

Razem z kolegami leśnikami Pawłem i Urbanem oraz reprezentującym pocztowców Robertem przysłuchiwaliśmy się z uwagą wystąpieniom posłów. Projekt uzasadniał poseł Andrzej Kobylarz z Kukiz’15, który w porozumieniu z Komitetem Inicjatywy Ustawodawczej „Kilometrówka”, doprowadził do prac nad ustawą, która ma doprowadzić do waloryzacji „zamrożonych” od 2007 roku stawek kilometrówki.

5286

Według tego posła „użytkowane przez pracowników leśnych czy pocztowców auta prywatne, są w ramach obowiązków służbowych eksploatowane w sposób bardzo intensywny. Niezrozumiałe jest dla mnie, że pomimo wzrostu kosztów eksploatacji aut na przestrzeni lat, stawki kilometrówki pozostają niezmienne”. Reprezentujący stronę rządową podsekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury i Budownictwa Jerzy Szmit, negatywnie opiniował projekt ustawy. W imieniu pocztowców wypowiadał się na posiedzeniu komisji Robert Czyż, a ja przedstawiłem sytuację leśników i ich jazd po leśnych bezdrożach.

Posłowie zdecydowali, że trzeba powołać 9 –osobową podkomisję, a my deklarowaliśmy udział w dalszym procedowaniu ustawy. Przewodniczącym podkomisji został Piotr Król z PiS.

Warto śledzić losy tej ustawy, warto kontaktować się z posłami, w których głowach, rękach i przyciskach do głosowania jest los uczciwej stawki kilometrówki. Warto im też uświadamiać, że nie jest to dochód, intratny interes ani próba zyskania dodatkowych dochodów, lecz zwrot poniesionych nakładów. Wystarczy podzielić kwotę zakupu starego, używanego auta za np. 10 tysięcy złotych przez wspomniane 0,8358. Wychodzi na to, ze pracodawca musi wypłacić pracownikowi kilometrówkę za 12tysięcy kilometrów, aby zwrócił się koszt zakupu. A ubezpieczenie, przeglądy, naprawy, części, amortyzacja, paliwo? Choć paliwo, wbrew pozorom, stanowi tylko około 30% wagi kosztów utrzymania prywatnego auta do celów służbowych.

5287

Dlatego leśnicy, pocztowcy, weterynarze, geodeci i inni z nadzieją spoglądają na druk sejmowy 819 i znany gmach na stołecznej ulicy Wiejskiej. Wierzą, że zwrot kosztów przestanie być "zwrotem"...

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

 

 

 

22:17, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »