O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
czwartek, 20 lipca 2017

554min

Jakże ten czas leci… Ledwo się obejrzałem, a tu od 1 lipca minęło tyle dni! Dlaczego wspominam 1 lipca? Bo wtedy był jubileusz 70 lat istnienia Technikum Leśnego w Rogozińcu. Tego dnia dopiero można było zauważyć jak szybko mijają dni…

Dostojne Panie Absolwentki, zacni Panowie Absolwenci wspominali jak to jeszcze wczoraj ganiali po arboretum, psocili na praktykach, ujeżdżali konnym wozem Zenka lub pchali Pragę- osinobus pana Ziarko, który to „wspaniały wóz” nie zawsze chciał odpalać. Każdy rocznik szkoły, każdy absolwent, których tak wielu wyszło stad w świat ma własne wspomnienia. Jak to szybko minęło…

Iluż stąd wyfrunęło ciekawych postaci, którzy zapisali się różnokolorowymi zgłoskami w historii polskiego leśnictwa i wielu innych profesji. Bo na zjeździe absolwentów spotykają się dyrektorzy regionalni, nadleśniczowie, leśniczowie i pracownicy różnych stanowisk w nadleśnictwach ale też żołnierze, policjanci, przedsiębiorcy leśni (i nie tylko), poważni biznesmeni, urzędnicy i rolnicy. Stanęli na placu, który nieodmiennie kojarzy się z małym asfaltowym boiskiem, gdzie graliśmy w „nogę” do późnej nocy, a potem kapaliśmy się w zimnej wodzie w kamiennych korytach umywalni, stanęli przy tabliczkach z datami roczników

5541

Jak zawsze, szczególnie dopisali najstarsi absolwenci, choć jest ich, niestety, coraz mniej. Minęło już przecież 70 lat od dnia jak nasza szkoła została założona jako 2-letnie Liceum I-go stopnia w Rogozińcu na bazie dotychczasowego Gimnazjum Leśnego w Margoninie. Powstała w dawnych koszarach cesarskich Niemiec z czasów przed I wojną światową. Obok, w okolicznych lasach były wcześniej magazyny uzbrojenia, które stanowiły jedną z największych w czasach I wojny światowej budowli militarnych.

Szkoła powstała, aby miał kto pracować w polskich lasach po zawierusze II wojny światowej. W historii szkoły bowiem czytamy: „Leśnictwo polskie w okresie drugiej wojny światowej poniosło ogromne straty. Były to nie tylko straty ekonomiczne (rabunkowa polityka okupanta) ale przede wszystkim zginęło wielu dobrych fachowców - leśników. Niemalże kompletnie została zniszczona i zdewastowana cała baza szkoleniowa. Okupant nie oszczędził nauczycieli, profesorów i innych pracowników szkolnictwa leśnego. Najwięcej zginęło pracowników terenowych, głównie leśniczych i gajowych (25% zaginionych to personel leśny i 31% to personel kierowniczy i inżynieryjno-techniczny). Należało po wojnie rozwiązać poważny problem kadrowy. Znaczna część leśników nie posiadała dostatecznego przygotowania zawodowego. Trudności te wystąpiły przy zagospodarowaniu lądów ziem Zachodnich i Północnych. Zrodziła się potrzeba kształcenia i dokształcania kwalifikowanych kadr dla krajowej gospodarki leśnej, w celu obsadzenia stanowisk w administracji leśnej. Władze centralne szybko zorganizowały szkolnictwo - od doraźnych kursów począwszy, poprzez szkoły zawodowe średnie - do wyższych włącznie”.

No i te „kwalifikowane kadry” zjechały się na jubileusz! Mój rocznik 1984 reprezentowało kilkanaście osób.

5542

Z wielkim sentymentem witaliśmy na uroczystości dawnego, powszechnie lubianego kierownika internatu „Wąsa”, który „ścigał” nas za zbyt długie włosy i bałagan w szafkach oraz naszego przesympatycznego wuefistę „Wacka”. Wacław Adamski usiłował dać nam w kość, ucząc wszelkich dyscyplin sportowych, zimowych i letnich. Zaliczaliśmy pełną lekką atletykę czyli biegi, skoki i rzuty, graliśmy we wszelkie gry zespołowe, a zimą Wacek siadał na „składaka” i jechał do wsi Rogoziniec, a my biegliśmy przodem z łyżwami i hokejami na to zaimprowizowane lodowisko. Niektórzy przypinali narty- biegówki, a inni grali w kopnym śniegu w piłkę bo powszechnie wiadomo, że „noga” jest ponad wszystko. Wacek często grywał z nami- to były czasy…

Podczas jubileuszu obaj: „Wąs”- Józef Jaśkowski i „Wacek”- Wacław Adamski otrzymali z rąk absolwenta TL Rogoziniec Dyrektora RDLP Zielona Góra Leszka Banacha Kordelasy Leśnika Polskiego. Wyróżnienie otrzymał też obecny dyrektor TL

5543

Jubileusz to świetna okazja do spotkań i wspominek. Oto rocznik Henia, Ludwika i Witolda dumnie pozuje do zdjęcia w towarzystwie koleżanek:

5544

Przed budynkiem szkoły młodsze roczniki ściskały się serdecznie, oto ekipa mojego kolego Rafała- rocznik 1994

5545

Moi klasowi koledzy zebrali się na chwilę na ławce w szkolnym arboretum, wspominając naukę jazdy ciągnikiem „Kulesia”, wyprawy towarowym pociągiem do międzyrzeckiego „medyka” czy różne przygody podczas leśnych praktyk. No i wspominali wyprawę z Rogozińca na moje wesele, bo jako pierwszy z rocznika zdecydowałem się na ten krok. No i te draby zjechały się w Rogozińcu, zrobiły wyskok na ogródki po kwiaty i wieczorem silną grupą wtargnęli na wesele. Się działo, a moja Renia, a zwłaszcza jej mama czyli moja teściowa Helenka latami wspominała, że jeszcze nigdy w życiu się tak nie wytańczyła…

5546

Potem przenieśliśmy się z arboretum do gabinetu ochrony lasu, wspominając godzinami naszego niezapomnianego wychowawcę Tadeusza Wasylewicza- „Kokona”.Do gabinetu co chwilę zaglądali inni absolwenci. Od lewej w kadrze zmieścił się Witek, za nim kawałek Łysego, Chmurka, Mirek, Antek, Świder, Rysiek Kindor, Rysio, no i ja…

Teraz w tym gabinecie gospodarzy nasz klasowy kolega Rysio, który jak na „profesora” przystało występował na biało i w zielonym krawacie…

Wspomnienia trwały długo w noc, bo pięć wspólnych lat zapadło każdemu z nas głęboko w pamięć. Niech żałują ci, co nie dojechali, ale pewnie za jakiś czas spotkamy się znowu i liczniej na kolejnym zjeździe naszego najlepszego rocznika TL Rogoziniec 1984…

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

21:24, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 lipca 2017

 

553min

Temat Puszczy Białowieskiej od dawna przewija się w medialnych doniesieniach i codziennych rozmowach. Budzi on w ludziach wielkie emocje i jakże często jest powodem negatywnej oceny leśników. Wydaje się to oczywiste, że aby oceniać i krytykować należy dobrze znać przedmiot dyskusji, ale zwykle różnie z tym bywa…

Leśnicy opiekują się Puszczą Białowieską od blisko 100 lat. Przecież to dzięki staraniom Lasów Państwowych utworzono w 1921 roku najpierw leśnictwo Rezerwat, które przekształcono potem w Białowieski Park Narodowy. Obejmuje on nieco ponad 10 tys. hektarów powierzchni leśnej. Część Puszczy, którą zarządzają nadleśnictwa ma w sumie ponad 50 tys. hektarów lasów gospodarczych, z czego 12 tys. hektarów to utworzone przez leśników rezerwaty i dodatkowo leśnicy wyznaczyli blisko 6 tysięcy hektarów powierzchni referencyjnych, gdzie rządzi przyroda, a nie ludzie, bo ingerencję ludzi ograniczono tam do minimum. Czyli 1/3 Puszczy Białowieskiej zarządzanej przez Lasy Państwowe jest pozostawiona działaniom sił przyrody, a nie ludzi. Jeśli dodamy do tego teren Białowieskiego Parku Narodowego okaże się, że blisko 45% Puszczy pozostawiono przyrodzie. Warto też poznać historię puszczy i poczytać tam o leśnikach, a nie o ekologach, bo przecież to leśnicy tworzyli park i wyznaczali rezerwaty, to leśnicy chronili i chronią Puszczę przed różnymi zagrożeniami.

Gospodarzą w niej według zaleceń naukowców, by odtwarzać jej jak najbardziej naturalny, zróżnicowany charakter i ściśle współpracują z lokalną społecznością. To leśnicy dbają o trwałość wszelkich gatunków roślin i zwierząt, m.in. przywrócili Puszczy i ogólnie polskim lasom żubra.

 

Także to my, leśnicy, odnawialiśmy Puszczę po dewastacyjnych wyrębach Niemców, Rosjan czy brytyjskiej kompanii The Century, która dostała koncesję na wyrąb 4 mln m3 drewna z Puszczy. Wycinka najlepszych jakościowo drzew bez nasadzeń prowadziła do niemal całkowitego wyniszczenia Puszczy Białowieskiej. Na szczęście 29 maja 1929 r. rozwiązano jednostronnie umowę z firma angielską wypłacając odszkodowanie w wysokości 375 tys. funtów szterlingów, co w przeliczeniu wówczas wynosiło 6,2 ml. Zł. Z tej kwoty potrącono niespłacone przez firmę podatki w wysokości 1,5 mln. zł. Dokonał tego nie kto inny jak leśnik- Adam Loret, dyrektor generalny powołanych w 1924 roku Lasów Państwowych. Ten wybitny leśnik uratował w ten sposób Puszczę Białowieską, a dziś wiele doniesień medialnych przekazuje informacje o żądnych „kubików i złotówek” leśnikach, nazywanych złośliwie deskorobami…

Okres 5 lat (1924-1929), w którym to Century Timber Company wycięła i wywiozła ponad 2,5 mln m³ samej tarcicy zaliczany jest do najgorszych w historii Puszczy Białowieskiej. Anglicy zdegradowali wtedy powierzchnię ok. 7000 ha zrębów zupełnych, które to znacznie i długotrwale wpłynęły na stan zdrowotny Puszczy Białowieskiej i doprowadziły do zachwiania funkcjonowania ekosystemów. Zakładane przez nich zręby miały szerokość 100 m, a ich długość sięgała do 1 km. Dziś my, leśnicy w lasach gospodarczych zakładamy zręby zupełne, których powierzchnia nie może przekroczyć 4 hektarów...  Ale pewnie m.in. dziennikarze nie pamiętają o wybitnym leśniku Adamie Lorecie, nie znają zasad zakładania zrębów oraz tajników sztuki leśnej.

Trudno zresztą komukolwiek obiektywnie rozmawiać o miejscach i sprawach, których nie udało się samodzielnie poznać. Zatem gorąco do tego zachęcam. Letni czas wakacji i urlopów jest szczególnie dogodny do wyjazdów i poznawania uroków naszego pięknego kraju. Wydaje się oczywiste, że wypoczynek pośród drzew i w bezpośrednim kontakcie z przyrodą jest z pewnością dla wielu z nas najlepszym relaksem. Poznajmy zatem sami Puszczę Białowieską i wybierzmy się tam pod fachową opieką leśników, którzy zachęcają:

Przyjedź na wakacje do Puszczy Białowieskiej i chodź do lasu razem z nami!

Właśnie w te wakacje, na obszarze nadleśnictw Puszczy Białowieskiej, w każdą sobotę oraz niedzielę organizowane są rajdy piesze z leśnikami.

Rajdy będą się odbywały co tydzień w innym puszczańskim nadleśnictwie, ukazując piękno lasu oraz naszą pracę jaką w nim wykonujemy. Start rajdów po puszczy w towarzystwie leśników odbył się w sobotę 08.07.2017 r. w Nadleśnictwie Białowieża, po tygodniu będzie okazja do puszczańskiej wyprawy w Nadleśnictwie Hajnówka, a następnie w Nadleśnictwie Browsk. Potem od nowa, bo w Nadleśnictwie Białowieża pieszy rajd odbędzie się również w niedzielę 13.08.2017 r. To znacznie lepsza od biernego śledzenia medialnych doniesień forma poznawania Puszczy Białowieskiej.

Rajdy rozpoczynają się w znanych i popularnych turystycznie miejscach w Puszczy Białowieskiej: Nadleśnictwo Białowieża - Ośrodek Edukacji Leśnej "Jagiellońskie", Nadleśnictwo Hajnówka - Uroczysko Krynoczka, Nadleśnictwo Browsk - parking LP przy herbarium.

5532

Co godzinę wszystkich chętnych leśnik-przewodnik przeprowadzi po duktach Puszczy Białowieskiej i pokaże jak rzeczywiście wygląda ten zakątek kraju. Ostatnie wejście rozpoczyna się o godzinie 13.00.

Wstęp do lasu jest oczywiście wolny, zachęcam wszystkich do takiej formy poznawania Puszczy Białowieskiej, do rozmów z leśnikami, prawdziwymi przyrodnikami i miejscową ludnością. Wtedy sami zobaczymy na co choruje Puszcza Białowieska i czy potrzebna jest jej pomoc szamana z kolorowymi ozdóbkami i powtarzającego rymowane zaklęcia, czy lekarza znającego sztukę leśną, niezbędną do dobrej diagnozy oraz specjalistycznego leczenia.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

13:31, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
czwartek, 06 lipca 2017

552min

Gdy dziś zastanawiałem się jaki temat poruszyć w blogowych zapiskach i gdy gmerałem w gąszczu pomysłów różnorodnych jak przyroda lubuskich lasów, spadło na mnie olśniewające olśnienie. Gdy chciałem bowiem podzielić się z czytelnikami informacjami o tym, czym darzy lipcowy bór, przyszło mi na myśl powitanie ludzi lasu: Darz Bór! Czy znamy to piękne powitanie ? Czy wiemy skąd wywodzi się to tradycyjne zawołanie leśników, myśliwych ale nie tylko, bo to przecież także piękne pozdrowienie wszystkich miłośników lasu. Lipcowy las darzy nam wieloma dobrami, bo przecież znajdziemy w nim jeszcze pachnące i pyszne poziomki

5521

Możemy do woli raczyć się czarnymi borówkami, jagodami, czernicami czyli bardzo zdrowymi owocami Vaccinium myrtillus, wieloletniej, rosnącej łanowo krzewinki z rodziny wrzosowatych.

5522

Lipcowy las, a szczególnie bór z drugim piętrem dębowo-bukowym jest wspaniałym miejscem do wypoczynku. Czy znacie taki wakacyjny wierszyk Wyspiańskiego?:

I cóż, kochany Panie Leonie,

czy byłeś Pan już w lesie?

czyś widział, jak się pasą konie?

słyszałeś, jak gęś drze się?

 

Po stawie jak pływają kaczki

i zboże jak chwieje się,

modre bławaty, krasne maczki,

puch jak się z wiatrem niesie?

 

Czy lis oddychał już jedliną,

pod sosną czyliś dumał,

czyliś zapoznał się z gadziną

i z wierzbą się pokumał?

 

Czyś dopadł gdzie, jak sroka skrzeczy

w oborze bydło ryczy? -

Czyś znalazł wszystkich kopę rzeczy,

które mieć dusza życzy?

 

Czyś widział pawia na ogrodzie,

pod chatą dzieci płowe?

Czyś pochylony stał ku wodzie

na fale patrząc nowe?

 

Na fale patrząc, jak kołują,

gdy wodne muchy kroczą,

jak żaby na się nawołują,

siąpisz - a w topiel skoczą?

 

Czyliś odnalazł w leśnej głuszy

tych świerków kilkunastu,

ten czar, co Polskę budzi w duszy?

Czy tęsknisz już ku miastu?

 

Czyś się przypatrzył na obłoki,

jak płyną wiecznie świeże?

Czyś już jest młodszy o te roki,

które ci smutek bierze?

 

Czy się już czujesz odmłodzony,

jak chłopiec, jak młodzieniec?

obok żywiołów, dzieci, żony

czujesz się pan czy jeniec?

 

Czyliś odzyskał już swobodę

i myśl, tę myśl pogodną,

i chęć tych dążeń, co są młode,

bo dusza tych jest głodną?

 

Czyli gdyś w lesie legł na krzewach,

czy ścieżką kiedyś chodził,

czyś poznał Elfy po ich śpiewach,

Bóg leśny czy cię zwodził?

 

A gdyś to wszystko już przeczytał,

gdyś wszystko już zrozumiał,

to rozważ, żem Cię listem witał,

jak myślę, jakem umiał.

 

Stanisław Wyspiański zadedykował go Leonowi Stępowskiemu, który właściwie nazywał się Leon Aleksander Junosza-Stępowski. Był to aktor grający w jego sztukach, potem też dyrektor teatru, a wierszyk wakacyjny razem z innymi dwoma utworami poeta wysłał mu z Krakowa w lipcu 1903 roku do Rojówki koło Nowego Sącza. Czy to nie wspaniała pochwała tego, czym obdarza nas lipcowy bór?

5523

Tradycyjne „odwieczne” powitanie „Darz Bór” jest zwykle kojarzone z myśliwymi i polującymi leśnikami, którzy witając się czy żegnając, życzą sobie powodzenia na polowaniu. Jest to jednak piękne pozdrowienie wszystkich ludzi kochających i szanujących las, warto nam wszystkim właśnie tak pozdrawiać się na leśnych szlakach. Skąd się wzięło to wcale nie takie stare powitanie?

Bardzo to przystępnie i ciekawie wytłumaczył w jednym ze swoich felietonów Edek Marszałek- mój znakomity kolega z bieszczadzkich połonin. To, obdarzony wieloma talentami wyjątkowy leśnik- rzecznik Regionalnej Dyrekcji LP w Krośnie, człowiek- orkiestra, grający na swoich licznych talentach i umiejętnościach równie wspaniale jak na gitarze. Dlatego ludzie, bardzo różni ludzie z uśmiechem go pozdrawiają i uchylają kapelusza, a on tłumaczy im skąd wzięło się pozdrowienie Darz Bór!:

5524

Wbrew przekonaniu o "odwieczności", pozdrowienie "Darz Bór" nie jest nawet "wiekowe", liczy sobie zaledwie 95 lat. Jego autorem był inż. Stanisław Wyrwiński, w latach 20. ub. wieku inspektor w dyrekcji Lasów Państwowych w Poznaniu. Jako patriotę raził go fakt, że leśnicy w Wielkopolsce przejmowali od swych niemieckich kolegów zawołanie "Waldheil". Wymyślił polskie pozdrowienie "Darz Bór" i zaprezentował je podczas zjazdu leśników Wielkopolski i Pomorza w Poznaniu 31 października 1920 r. Napisał też słowa pasujące do melodii "Pierwszej Brygady". Kopie tekstu rozeszły się między leśnikami w Polsce, a samo pozdrowienie przyjęło się jako ogólnokrajowe.

Utwór, który napisał St. Wyrwiński, można traktować jako hymn polskich leśników, dlatego warto go przytoczyć:

 

Stajemy dziś razem zbratani,

Jak jeden mąż – jak jeden mur,

Obronie puszcz i kniei oddani,

Od morza fal, do szczytów gór;

My borów władarze

Stajem przy sztandarze.

Darz Bór! – tak hasło brzmi,

Gra hejnał chór -

Darz Bór! – Darz Bór!

Do pracy więc w zgodnej gromadzie,

Bo wielki trud – bo pilny czas,

Wspierajmy się w znoju i radzie,

My Leśna Brać – o polski las;

My borów władarze

Stajem przy sztandarze.

Darz Bór! – tak hasło brzmi,

Gra hejnał chór -

Darz Bór! – Darz Bór!

 

Jednak oficjalnym hymnem, choć pewnie też mało znanym, bo przecież ogólnie leśnicy to bardzo „niszowa” i skromna grupa zawodowa, jest utwór do słów Leonarda Chociłowskiego i z muzyką Tadeusza Wiśniewskiego:

Hymn Leśników Polskich

  1. Chwała ci lesie wieczysty, chwała

Chramie praojców, kolebko ludów

Sławi cię ziemia cała!

Tyś wielki pośród przyrody cudów

Za dary twoje,

Za moc i krasę

Cześć ci po wszelkie czasy!

  1. Chwała wam leśne mocarne drzewa.

W słońcu poczęte w rodzącej glebie.

Dzieci Bożego siewu!

Błogosławione, i żeście z siebie

Ołtarze ducha

Dźwignęły światu

W świątyniach majestatu

  1. Szumią od morza po gór szczyty

Bory ojczyste, knieje i gaje.

Hołdy życiu ślą w błękity

Trwaj wieczny lesie

W Piastowym kraju.

Serce narodu

Będzie ci strażą

Niech ci się plon twój darzy!

 

Warto poznać i zapamiętać ten utwór opracowany na orkiestrę symfoniczną przez Stefana Rachonia i pod jego dyrekcją nagrany przez Orkiestrę Polskiego Radia w Warszawie. Zarządzeniem Nr 52 Dyrektor Generalny Lasów Państwowych z dnia 21 sierpnia 2000 r. ustanowił go „Hymnem Leśników Polskich”.

Wracając jednak do leśnego pozdrowienia „Darz Bór” warto podkreślić, że ciekawą sprawą jest jak je piszemy. Posługując się Wielkim słownikiem ortograficznym języka polskiego pod red. A. Markowskiego i Słownikiem poprawnej polszczyzny W. Doroszewskiego piszemy: Darzbór! Zwracam uwagę na wykrzyknik na końcu.

Często można spotkać pisownię: Darz Bór i Darz bór. Obecnie obowiązuje podobno pisownia łączna czyli darzbór. Profesor Andrzej Markowski pisze w „Polszczyźnie znanej i nie znanej” (Warszawa 1993), że jednym z powodów mogłoby być to, że z czasem sformułowanie darz bór! przestało być rozumiane dosłownie. Według niego powszechnie weszło w obieg wykrzyknienie: niech darzy bór. Był to prawdopodobnie sprzyjający moment, żeby zacząć je pisać łącznie (jak np. dobranoc czy bodaj; dawne bogdaj, Bóg daj). Władysław Kopaliński w "Słowniku mitów i tradycji kultury" (PIW 1985) też posługuje się zapisem darzbór.

Ciekawym wydaje się też fakt istnienia w czasach drugiej wojny światowej grupy konspiracyjnej DARZBÓR. Pierwszego września ubiegłego roku z inicjatywy dyrektora Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Toruniu Janusza Karczmarka na terenie dawnej leśniczówki Emilianowo w Puszczy Bydgoskiej został odsłonięty pomnik dla uczczenie działalności grupy konspiracyjnej DARZBÓR. Jej komendantem był leśniczy Lasów Państwowych Franciszek Wrembel, ps. „Marcin". Grupa DARZBÓR w 1940 weszła w skład Związku Walki Zbrojnej, a potem stała się częścią Armii Krajowej. Leśniczówka Emilianowo była miejscem, w którym ukrywano Polaków poszukiwanych przez gestapo czy zbiegłych jeńców.

 

Niektórzy jednak mówią, że używanie formy Darz Bór! to domena literatów leśnych i starych myśliwych. Ale skoro sam pomysłodawca Stanisław Wyrwiński zapisał ją jako: "Darz Bór", to uważam, że przy tym zapisie powinniśmy pozostać. Pisanie Bór, a nie bór, choć naturalnie nie jest to nazwa własna, dobitnie świadczy o szacunku do tego słowa jako miejsca pracy leśników oraz celu wędrówek wielu ludzi. Pozdrawiajmy się zatem słowem „Darz Bór!”, zwracając uwagę na akcent, stawiany zawsze na ostatniej sylabie i gdy będziemy się przy takiej zasadzie upierać, tworząc usus, to zapewne Rada Języka Polskiego wcześniej czy później go zaakceptuje.

Mówmy do siebie „Darz Bór!” na ulicy i podczas leśnych wędrówek, uśmiechając się do siebie i obdarzając życzliwością. Wołajmy do siebie w różnych sytuacjach

5525

Bądźmy dla siebie mili i życzliwi, bo przecież także życzliwie traktuje nas lipcowy las oferując czerwone poziomki, czarne borówki o sinym nalocie i żółciutkie kurki wystające z zielonego mchu lub brązowego igliwia.

5526

Te słowa to przekaz, który trafia nie tylko do leśników i ludzi wędrujących po lasach ale także do pozbawionych uśmiechu ludzi przepychających się w anonimowym tłumie miasta. Nawet do tych odgradzających się od innych słuchawkami na uszach i obojętną miną. Niech nam wszystkim Bór darzy, a my odwdzięczajmy się sobie nawzajem miłym pozdrowieniem.

Darz Bór!

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

23:01, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »