O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
czwartek, 29 czerwca 2017

551min

W minioną sobotę, późnym wieczorem zakończył się XXIX Ogólnopolski Rajd Leśników „Tropem Niedźwiedzia”- Bieszczady 2017. Miejsce, gdzie spotkali się leśnicy z całego kraju ma niezaprzeczalny urok, bo któż może oprzeć się magii bieszczadzkich krajobrazów, aniołów, biesów i czadów? Choć wielu z nas, leśników, którzy umiłowali zieleń nuci przykładem Starego Dobrego Małżeństwa:

Anioły są takie ciche

Zwłaszcza te w Bieszczadach

Gdy spotkasz takiego w górach

Wiele z nim nie pogadasz

 

Najwyżej na ucho ci powie

Gdy będzie w dobrym humorze

Że skrzydła nosi w plecaku

Nawet przy dobrej pogodzie

 

Anioły są całe zielone

Zwłaszcza te w Bieszczadach

Łatwo w trawie się kryją

I w opuszczonych sadach…

Sądzę jednak, że leśnikom pewnie bliżej do czadów niż do aniołów. Bo choć czasem musimy mieć anielski spokój i choć w Bieszczadach krąży wiele aniołów, są tam też biesy i czady, od których według legendy stworzono nazwę tych magicznych gór. Biesy, złe, podstępne diabły odeszły już w zapomnienie. Z kolei czady to małe, pokraczne, diabelskie stworki. Nie szkodzą jednak ludziom, a wręcz przeciwnie, o czym mogą czasem przekonać się bieszczadzcy wędrowcy. Bo można je spotkać tu i dzisiaj w dziuplach starych buków… Czady są w Bieszczadach bardzo potrzebne, bo pomagają leśnikom i czuwają nad pięknem tej polskiej krainy. Dbają o ludzi, aby nikt nie zbiesił się i nie czynił krzywdy bliźnim i przyrodzie, jak dawniej biesy. Na bieszczadzkich wędrowców rzucają słodki czar, który sprawia, że nie można zapomnieć uroków tej krainy. Dlatego też w Bieszczady przyjeżdża się tylko raz, potem się tylko wielokrotnie wraca.

I ja po raz kolejny tu wróciłem, tak jak około 1500 leśników. Tereny Bieszczadów i RDLP Krosno już po raz trzeci stały się obiektem zainteresowania uczestników i organizatorów Rajdu Leśników. To właśnie tu, po raz pierwszy w czerwcu 1993 roku, odbył się Ogólnopolski Rajd Leśników organizowany przez Związek Leśników Polskich w Rzeczpospolitej Polskiej. Odtąd to właśnie ZLP w RP jest głównym organizatorem corocznych rajdów, naturalnie ściśle współpracując z regionalnymi dyrekcjami Lasów Państwowych, które kolejno goszczą leśnych rajdowiczów. Bo rajd co roku odbywa się w innym zakątku naszego pięknego kraju. W 2001 roku przy bardzo deszczowej aurze odbył się tu bieszczadzki rajd „Tropem Wilka”, w którym uczestniczyło ponad 600 osób. Wtedy aura zmuszała, aby szukać schronienia pod dachem i tak trafiłem do kultowej Siekierezady, która dziś choć bardziej ucywilizowana, wciąż kusi wielu szczególnym urokiem

5511

Tym razem pogoda w trakcie trzydniowego rajdu była fantastyczna, a na finałowej imprezie rajdu pojawiło się aż 1750 osób. Dzięki uprzejmości i przy współpracy leśników z burmistrzem oraz władzami samorządowymi Królewskiego Miasta Sanok została ona zorganizowana na terenie sanockiej Areny.

5512

Na bardzo urozmaiconych trasach rajdowych można było spotkać w czwartek, piątek i sobotę uczestników rajdu z całej Polski i nie tylko. Jak się bowiem okazało na finałowej imprezie jeden z leśników przybył specjalnie na rajd aż z… Chicago. Rajd został znakomicie przygotowany organizacyjnie dzięki wielkiemu zaangażowaniu Pani Dyrektor RDLP Krosno Grażyny Zagrobelnej, jej zastępcy Arturowi Królickiemu, który przewodniczył zespołowi organizacyjnemu oraz zastępcy dyrektora Markowi Mareckiemu- komandorowi XXIX Rajdu Leśników. Wielki wkład pracy zawdzięczamy wszyscy Ireneuszowi Żelaznemu- przewodniczącemu Regionu Krosno ZLP w RP ( Irek w trakcie rajdu obchodził nawet swoje urodziny) oraz nadleśniczym 14 nadleśnictw, gdzie wyznaczono trasy rajdowe.

Można je było pokonać pieszo, zaglądając np. do żubrów w Mucznem

5513

Były do wyboru trasy autokarowe, gdzie obok bieszczadzkich atrakcji turystycznych można było podziwiać uroki Słowacji, Węgier i Ukrainy. Miejscowi leśnicy uprzedzają o możliwości spotkania niedźwiedzi na szlaku

5514

Jednak np. Zbyszek spotkał tylko ukraińską kozę, która ze smętną miną błąkała się po szerokich torach na stacji Sianki. Sprowadził ją na dobrą drogę, czyli na trawiaste pobocze tej bardzo malowniczej trasy kolejowej.

5515

Sporą atrakcją była bowiem możliwość poznawania ukraińskiej części Bieszczadów z pokładu pociągu kolei zakarpackiej relacji Sianki- Wołosianka, o której Mieczysław Orłowicz pisał : „ to najpiękniejsza linia kolejowa północnych Karpat”.

5516

Przebieg tej malowniczej kolejowej trasy wzbudza podziw dla śmiałości projektantów i budowniczych, którzy zdecydowali się na poprowadzenie toru kolejowego w tak trudnym terenie górskim. Kto wybrał ten rajdowy szlak o długości 18 km przejeżdżał pociągiem przez 6 tuneli (najdłuższy 908m) i aż 27 wiaduktów. Trasa opada 18 serpentynami 370m w dół w dolinę rzeki Uż i taka podróż dostarcza ogromu wrażeń. Była też szansa, jak i na innych trasach rajdowych, aby w zakarpackim pociągu spotkać koleżanki i kolegów z innych zakątków leśnej Polski.

5517

Były rowerowe trasy rajdowe, trasa pontonowa, motocyklowa dla Leśnej Jazdy oraz trasy, gdzie przy wtórze gitary któregoś z bieszczadzkich zakapiorów pokonuje się konnym wozem

5518

Finał XXIX Rajdu Leśników w Arenie Sanok to wyjątkowe wydarzenie, gdzie wszyscy uczestnicy rajdowych spotkali się pod sceną. Imprezę wspaniale poprowadzili Edek i Małgosia i teraz z pewnością dostaną oferty na wielkie gale i festiwale.  Pewnie też dlatego wszyscy świetnie bawili się już od początku spotkania, niektórzy bardzo czynnie

5519

Rajd Leśników to znakomita okazja do spotkania leśników z ich przyjaciółmi, partnerami w pracy oraz z artystami, którzy w swojej różnorodnej twórczości inspirują się lasem. Spotkałem tam sympatycznego leśniczego Kazimierza Nóżkę, postać znaną z okraszonych świetnym dowcipem rozmaitych tekstów i świetnych dialogów z Marcinem Sceliną na planie serialu „Las Bliżej nas”

55110

Odbyło się wiele konkursów: m.in. na totem rajdowy, czy fotografię rajdową, który wygrała koleżanka z Nadleśnictwa Resko Iwona Guz. Jak zwykle wiele pozytywnych emocji wyzwolił konkurs piosenki rajdowej, a szczególnie występ artystyczny (z ciekawą choreografią) w wykonaniu ekipy z Nadleśnictwa Elbląg.

55111

Jury, w którego składzie i ja się znalazłem, wyróżniło jednak pierwszą nagrodą Sandrę Blek z Nadleśnictwa Milicz, która przy spontanicznym akompaniamencie muzyków z zakarpackiego zespołu „Batiary” z Mukaczewa pięknie zaśpiewała bieszczadzką balladę

55112

Choć mnie osobiście ujął też solowy występ Tomka Karpińskiego z  lubuskiego Nadleśnictwa Smolarz

Kolejny, Jubileuszowy XXX Rajd Leśników, w roku jubileuszu 100 lat odzyskania niepodległości przez naszą Ojczyznę oraz jubileuszu 100–lecia działania Związku Leśników Polskich w Rzeczpospolitej Polskiej, odbędzie się na terenie RDLP Łódź.

Kierownicy drużyn rajdowych ustalili też, że kolejny rajd w 2019 roku odbędzie się w uroczych Beskidach, w obszarze działania RDLP Katowice.

Sięgając jeszcze dalej w przyszłość rajd w 2020 roku będzie zorganizowany pośród piasków, bursztynów, morskiej słonej i pochodzącej z przepięknych rzek oraz jezior słodkiej wody, w puszczach i borach RDLP Szczecin.

Plany są zatem bardzo ciekawe i perspektywiczne, choć natychmiast po rajdowych, bieszczadzkich wrażeniach leśniczowie zmagają się z planami zadań gospodarczych na następny rok. Bo urok rajdowej przygody pozwoli tylko na 3-4 dni i to niektórym oderwać myśli od szarej codzienności. Jednak taka rajdowa przygoda ma swój niezaprzeczalny urok i warto było pokonać 800 kilometrów tam, a potem tyle samo z powrotem, choć teraz pora nadganiać zadania, które pewnie u każdego z nas wciąż rosną i rosną…

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

23:17, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
wtorek, 20 czerwca 2017

550_min

Upał był dziś niemiłosierny ale nie przeszkodził w organizacji pięknej i pożytecznej imprezy. Powiat Międzyrzecki organizował dziś Eko Wtorek- bardzo ciekawy festyn dla najmłodszych ale także, jak się potem okazało, również dla sporej grupy dorosłych. Nie spodziewałem się takich tłumów i gdy zajrzałem na zielony bulwar nad Obrą, nieopodal międzyrzeckiego zamku, aż mnie zatkało z wrażenia

5501

Okazuje się, że sprawy troski o środowisko naturalne, segregacji odpadów i szeroko pojętej ekologii interesują wszystkich, od przedszkolaków po seniorów. Bulwar nieopodal piastowskiego zamku i międzyrzeckiego muzeum szczelnie wypełniły przedszkolaki oraz uczniowie szkół podstawowych i gimnazjalnych z terenu całego powiatu. Były rozmaite konkursy na maskotkę z odpadów i mnie osobiście bardzo spodobała się żyrafa

5502

Był pokaz mody ekologicznej, gdzie pośród wielu pomysłów pojawiła się nawet potencjalna panna młoda w sukni z płatków kosmetycznych oraz druhna w spódniczce z plastikowych kubków

5503

Były konkursy plastyczne i konkurs na najciekawsze hasło ekologiczne. Obok dzieci na festynie ekologicznym pojawiał się spora i bardzo sympatyczna reprezentacja „sprawnych inaczej” , głównie z domów pomocy społecznej, których jest aż sześć na terenie powiatu. Wpadło mi w oko hasło z Domu Pomocy Społecznej „Leśna Polana” z Jasieńca koło Trzciela, który niedawno obchodził 25-lecie istnienia

5504

Pomiędzy pokazami mody ekologiczne miałem swój mały udział w tym wydarzeniu, bo organizatorzy poprosili mnie o mini wykład związany ze śmieciami w lesie. Dzieci ze zdumieniem słuchały o tym, że plastikowa butelka rozkłada się kilkaset lat, a nawet niewinnie wyglądająca chusteczka higieniczna jest neutralizowana przez przyrodę przez wiele miesięcy. Opowiadałem o bocianach zaplątujących się w nylonowe sznurki wyrzucone przez lekkomyślnych ludzi i o tym, że leśnicy co roku wywożą z lasów górę śmieci wielkości co najmniej warszawskiego Pałacu Kultury i Nauki. Likwidowanie efektów niefrasobliwego śmiecenia kosztuje rocznie kilkadziesiąt milionów złotych. Czy nie lepiej wydać te pieniądze choćby na edukację najmłodszych? Widać gołym okiem, że międzyrzecki „Eko Wtorek” okazał się wyjątkowym wydarzeniem. Starania organizatorów i wylany pot ( dosłownie, bo upał przekraczał 30 stopni) z pewnością przyniosą efekty w przyszłości. Zaangażowanie i zainteresowanie dzieci, nauczycieli oraz rodziców sprawami ochrony środowiska i zagospodarowania odpadów było ogromne, a zatem fantastyczna przyroda naszego powiatu z pewnością zostanie zachowana.

W sobotę z kolei czynnie uczestniczyłem w Święcie Chłopa. I nie chodziło tu wcale o uczczenie jakiegoś chłopa lecz przepięknego jeziora Chłop.

5505

To wyjątkowej urody czyste jezioro rynnowe otoczone lasami, o ciekawej linii brzegowej, której zarys nadaje mu kształt przypominający śpiącego chłopa. Jezioro ma ponad 4 kilometry długości i powierzchnię powyżej 220 hektarów. Święto Chłopa wymyślili mieszkańcy wsi Borowy Młyn, którzy pod wodzą swojego sołtysa- pani Renaty przygotowali atrakcyjny festyn z wieloma atrakcjami. Wieś ma bardzo ciekawą historię, a moją rolą było jej przedstawienie, szczególnie dla gości festynu, którzy szczelnie wypełnili plażę przy ośrodku wypoczynkowym Borowa Zatoka. Szczególnie zaciekawiła słuchaczy legenda o damie, która co około sto lat wynurza się z fal jeziora, zwiastując nadzwyczajne wydarzenia. Na pamiątkę jednej z takich wizyt tajemniczej Damy okoliczni mieszkańcy ufundowali kapliczkę postawioną przy półwyspie Jelenia Głowa. Można przy niej pomodlić się o dobre zdrowie słowami zapisanymi tam przez Tadeusza Bryszkowskiego

5506

To nieżyjący już Dobry Człowiek, założyciel pszczewskiego Skansenu Pszczelarskiego, wielbiciel regionu i zdrowego trybu życia. Jego skansen znajduje się u podnóża Góry Wysokiej, drzemiącej nad jeziorem Chłop, o którym istnieje wiele legend i ciekawych historii.

Okolice Pszczewa gęsto porośnięte ciekawymi, pięknymi lasami, poprzeplatane dwudziestoma czystymi jeziorami emanują wybitnie zdrowym klimatem. Nie na darmo to miejsce przed wiekami wybrali na swoją rezydencję biskupi poznańscy, choć historia okolic, w tym Borowego Młyna sięga ery kamienia łupanego. Jednak Borowy Młyn stał się słynny w erze żelaza, bo funkcjonowały tu prymitywne dymarki, co potwierdziły wykopaliska Edwarda Dąbrowskiego, prowadzone w latach 50 XX wieku. Przyroda i historia splata się przedziwnie i jakże ciekawie w naszych stronach, stąd z pewnością jest potrzeba organizowania tu rozmaitych świąt i festynów. Pomagają one zdobywać wiedzę i budzić świadomość, stąd zarówno Święto Chłopa jak i dzisiejszy międzyrzecki Eko Wtorek muszą być kontynuowane i stać się tradycją.

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

22:39, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
środa, 14 czerwca 2017

549min

Od wczoraj córka leśniczego stała się tak niesłychanie popularną i rozpoznawalną osobistością, numerem jeden pośród tzw. „celebrytów”, że nie sposób ją pominąć w moich leśnych zapiskach. Dlatego postanowiłem zachęcić wszystkich, aby zajrzeli do letniego lasu na zaproszenie córki leśniczego…

Przekazywanie koperty z tajemniczym listem córki leśniczego przez polityków stało się kanwą medialnych sensacji, wszelkich spekulacji i rozmaitych, zwykle mało wybrednych czyli zwyczajnie chamskich, komentarzy. Zdaniem znakomitej większości komentujących to wydarzenie (przynajmniej tych, których komentarze przeczytałem) chodziło o posadę, pieniądze, jakiś spektakularny interes. Dlaczego właśnie takie przypuszczenia? Znam wiele córek leśniczego, a szczególnie upoważnia mnie do oceny sytuacji to, że sam jestem ojcem dwóch córek. No nie, uprzedzając ewentualne pytania, żadna z nich nie poszła w ślady ojca i nie zostały leśniczkami. Tradycja rodzinna nie doczekała się kontynuacji, choć jest jeszcze nadzieja we wnukach…

Choć moje córki pracują w innych zawodach, choć mieszkają w miastach, to jednak mają charakterystyczną, dość twardą i hardą, doprawioną subtelną nutą zdroworozsądkowego myślenia, silną osobowość. Nie pisałem do nikogo listów, bo leśnicy nie mają takich zwyczajów, a moje córki same pisały podania o pracę. Od ponad 30 lat pracuję w tym samym nadleśnictwie, bo dla leśników charakterystyczne jest to, że leśnikiem się jest, a nie tylko bywa na chwilę Każdy, kto zna się nieco na ludziach i miał z nimi kontakt z pewnością przyzna, że córki leśników mają w genach to, co daje ludziom lasu nieustanny kontakt z Naturą: szacunek dla ludzi i przyrody, zdrowy rozsądek i logikę w działaniach, umiłowanie niezależności i poczucie własnej wartości. Córki leśników wychowane w kontakcie ze sprawami lasu i ludzi są szczególnymi dziewczynami. One zawsze wiedzą i nikt im tego nie odbierze, że w przeciwieństwie do sztucznego świata polityki, mediów i tzw. „wielkiego świata” ich świat, stworzony przez rodziców jest prawdziwy. Wiedzą, że człowiekiem się jest, a kiepskim politykiem lub „celebrytą” się tylko bywa, wiedzą, że cele osiąga się dzięki własnej pracy i wiedzą też, że najwyższym dobrem jest zdrowie, rodzina i honor. Nie trzeba ich uczyć za pośrednictwem mediów i sloganów otaczającego nas świata hierarchii wartości.

Dlatego pewnie ze zdumieniem, choć z właściwym ludziom lasu spokojem śledzą medialne zainteresowanie i z politowaniem czytają najczęściej idiotyczne komentarze. Ich treść i spekulacje na temat zawartości listu córki leśniczego tylko świadczą o żenującej „małości” ich autorów. Dziwne też, że nikt nie potrafił ustalić autora, ani treści listu. Ale za to teraz wszyscy „używają sobie” na leśnikach, nazywając nas kłamliwie „polityczną rodziną” i obrażając nasze córki.

Trudno się nawet dziwić marnej jakości myślenia różnych „trolli internetowych”, jednak z wielkim zdumieniem i raczej z zażenowaniem czytałem słowa jednego ze znanych polityków. Słowa kiedyś wicepremiera i ministra edukacji, dziś znanego adwokata, który chciał zdejmować uczniom kaptury z głów, a dziś zabłysnął twórczością „poetycką”. Opublikował bowiem na swojej stronie internetowej coś na kształt wiersza o córce leśniczego, „która przez knieje przemyka, w jednym ręku strzelba, a w drugim ręku wnyka…

Nie będę dalej rozwodził się nad tymi „sensacjami”, zupełnie nie interesuje mnie treść tego listu i nie jestem ciekaw, czy rzeczywiście napisała go córka leśniczego. Przekonany jestem jednak, że wszystkim zainteresowanym tym „wydarzeniem”, a szczególnie autorom chamskich komentarzy potrzebna jest wizyta w letnim lesie. Niech zatem córka leśniczego zachęci wszystkich do zanurzenia się w zieloność, bo ona uspokaja, koi, leczy, uszlachetnia, pozbawia stresu i pozwala zachować równowagę ducha, wspomagając zdrowie ciała.

Nawet najodporniejsze na wszelkie terapie egzemplarze „homo sapiens” mimowolnie poddają się terapii lasu. Zieleń, poprzetykana barwami kwiatów, motyli i ptaków działa uzdrawiająco

5491

Widok bogactwa zieleni, które możemy podziwiać podczas pieszej wycieczki, rowerowej wyprawy lub kajakowego spływu

5492

może mieć i z pewnością ma dla potrzebujących zbawienny wpływ. A z całą pewnością dla ludzi zatrutych jadem fałszu, obłudy i braku szacunku dla innych.

Otoczenie przyrody i sąsiedztwo roślin oraz zwierząt w przeciwieństwie do nieustannego kontaktu z ludźmi i ekranami telewizorów czy komputerów, z całą pewnością uleczy każdą duszę i ciało.

Widok sarny w powodzi traw

5493

Spotkanie z zającem lub borsukami na leśnej drodze

5494

Czy obserwowanie daniela z… córką

5495

Przyczyni się na pewno do przeorientowania naszej hierarchii wartości i zrozumienia sensu życia. Las w połowie czerwca wybucha bogactwem zieleni, mieni się jeszcze barwami kwiatów, które niebawem przyćmi pył upalnych dni. To ostatni moment, aby cieszyć się pięknem świeżej przyrody, która w miarę rozwoju lata dojrzewa i zmienia się. To czas macierzyństwa i wokół nas mnóstwo ptasich rodzin, opiekujących się podlotami. Możemy spotkać młode sarny, dziki, zające lub lisy

5496

Możemy korzystać z darów letniego lasu, bo o tej porze znajdziemy tam wiele ziół, niebawem pojawią się poziomki i inne owoce no i uwaga:

Pojawiły się już wszystkim znane, smaczne i żółte kurki czyli owocniki pieprznika jadalnego.

Oprócz innych drzew i krzewów właśnie kwitnie pełen znakomitych właściwości czarny bez.

5497

Jeżeli znacie jakąś córkę lub żonę leśniczego i ją poprosicie, to z pewnością chętnie użyczy przepisu na znakomity dla wszystkich: dzieci i dorosłych, doskonały na przeziębienie ale też do gaszenia pragnienia w upały, sok z kwiatów czarnego bzu.

Oto przepis na zdrowy sok z kwiatów czarnego bzu:

Składniki

  • 30 baldachów dojrzałego, obsypanego żółtym pyłkiem czarnego bzu (kwiatostany czarnego bzu najlepiej zbierać w suchy poranek na nasłonecznionym skraju lasu, z dala od dróg i siedzib ludzkich)
  • 1 kg cukru
  • 1 litr wody
  • sok z 1 cytryny i jedna cała cytryna

Przygotowanie syropu

  1. Po zebraniu kwiatów, sprawdź dokładnie czy nie ma w nich żadnych owadów, można je delikatnie strzepnąć ale nie należy ich płukać wodą.
  2. Odetnij drobne gałązki z kwiatami (należy pozbyć się grubszych zielonych łodyg, które nadają syropowi gorzki posmak)
  3. Kwiaty włóż do odpowiedniej wielkości garnka.
  4. Zagotuj wodę, dodaj cukier i zalej kwiaty, tak by całe były przykryte przygotowanym roztworem. Potem dodaj sok z cytryny i można także dodatkowo pokrojone kawałki cytryny. Syrop odstaw w chłodne miejsce na 1-2 dni.
  5. Po tym czasie przecedź syrop przez sito, można go też dodatkowo przefiltrować przez filtr do kawy lub gazę. Syrop do bieżącego wykorzystania przechowuj w lodówce, a jeśli zrobimy większą ilość w podanych wyżej proporcjach składników, należy go przelać w małe słoiczki i chwilę pasteryzować.

Warto w trosce o zdrowie przygotować większy zapas. To świetny i smaczny syrop służący jako dodatek do herbaty, deserów, lodów oraz z połączeniu z zimną wodą znakomity napój.

Wyjątkowo wcześnie zaczyna kwitnąć też lipa, a zatem nie przegapcie terminu zebrania miodowo pachnącego skarbu do przyrządzania zimowej herbaty.

W letnim lesie jest wiele dobra. Szukajcie tam spokoju, wytchnienia i dobrych myśli. Spacerowanie po lesie jest znacznie zdrowsze i mądrzejsze niż ślęczenie przed komputerem lub telewizorem. Odgłosy lasu i piękno przyrody nie ogłupiają, nie manipulują nami i nie okłamują, jak próbują to czynić niektóre media. No i zawsze macie szansę za darmo nazbierać kurek, kwiatów czarnego bzu i spotkać nie tylko Czerwonego Kapturka czy Dziewczynkę z Zapałkami ale też słynną Córkę Leśniczego…

5498

Ale jest ryzyko, że córka leśniczego nie odezwie się do leśnego przechodnia, jak to ma w zwyczaju, czyli z życzliwością okraszoną szczerym uśmiechem, lecz zrażona medialną wrzawą wypowie rozsławioną przez Bogusława Lindę kwestię:

„nie chce mi się z tobą gadać…”

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

22:30, lesniczy.lp
Link Komentarze (9) »
środa, 07 czerwca 2017

528min

Każda profesja ma własne, charakterystyczne narzędzia pracy, które często stają się jej symbolem. Fryzjer ma nożyczki, kelner tacę, dyrektor laptopa i wielkie biurko, a kolejarz pociąg. Leśnik kojarzy się zapewne, oprócz zielonego munduru, z wieloma tajemniczymi narzędziami i sprzętami. Dawniej znakiem rozpoznawczym leśnika był rower, wąsy i torba-raportówka przewieszona przez ramię. W tej torbie oprócz drugiego śniadania mieściła się praktycznie cała ważna dokumentacja leśniczego: brulion odbiórki, kwitariusz, asygnariusz i książka służbowa. Do tego miarka tzw. „calówka”, ryszpak (nóż do nacinania i znakowania drewna), lubryka, czyli kreda do opisywania drewna. Do roweru leśnik przywiązywał „kraczkę”, czyli coś przypominające duży cyrkiel (o ile pamiętamy co to cyrkiel) o rozstawie jednego metra i klupę, czyli średnicomierz.

Ale to zamierzchła przeszłość z czasów, gdy każde leśnictwo dało się obejść podczas jednego dnia pracy, a rowerem objechać nawet w pół dnia. Leśniczemu pomagało też czasem kilku gajowych, których dziś już praktycznie nie ma w strukturze pracowniczej leśników. Współczesny leśniczy to człowiek z kadry zarządzającej, czyli bardziej menager z telefonem, laptopem i biurkiem niż dawny „borus” w moro… Choć wielu z nas leśników nie jest zachwyconych taką zmianą i najlepiej czuje się pośród zapachu żywicy, kurzu, błota i warkotu pił czy maszyn. Milej też realizować obowiązki pośród pracujących drwali niż tabelek Excela czy raportów. Każdy z nas woli też zdecydowanie przemierzać leśne dróżki niż pokonywać zza biurka meandry SILP, czyli Systemu Informatycznego Lasów Państwowych.

Dziś zapewne większość ludzi mieszkających w pobliżu lasu kojarzy leśnika z jego samochodem. Bo dziś samochód stał się podstawowym narzędziem pracy leśnika.

5281

Tak samo ważnym i koniecznym jak długopis, kalendarz, telefon czy komputer. Nie da się zarządzać obszarem 1200- 2500 ha, a czasem więcej bez samochodu. Samochody służbowe leśników to już zamierzchła przeszłość. W moim przypadku pożegnałem ostatnie służbowe auto, a było to rumuńskie „Aro” w 1995 roku.

Pozostały już tylko nieliczne samochody służbowe Straży Leśnej, patrolowe w nadleśnictwie na potrzeby ochrony lasu przed pożarami, czasem na potrzeby nadleśniczego, który odpowiada za obszar około 20 tysięcy hektarów lasu. Znakomita większość leśników używa do celów służbowych własne, prywatne pojazdy. Dlatego każdy leśnik już w pierwszych dniach swojej pracy musi zakupić samochód. Zwykle nie jeden, a dwa. Przecież nasza praca jest związana z zamieszkaniem blisko lasu, czasem w środku dużego kompleksu lasów, czyli w powszechnym odbiorze „z dala od cywilizacji”.

Drugi samochód jest potrzebny choćby po to, aby żona dojechała do pracy, dzieci do szkoły, koleżanek i kolegów. Czasem jest też potrzebny, aby pojechać na zakupy, miedzy ludzi ale też naradę, spotkanie, do kościoła… Bo ten używany do celów służbowych, którym jeździmy nie tylko po leśnych drogach, ale też, a czasem tylko, po bezdrożach, ścieżkach, szlakach zrywkowych i liniach oddziałowych nie bardzo się do tego nadaje. Ten „leśny” samochód zwykle jest ubłocony, zakurzony, poobijany i wyładowany sprzętem koniecznym do pracy w lesie.

5282

Ten drugi, bardziej „niedzielny” jest też konieczny na czas usunięcia awarii tego „leśnego”, co przy takich warunkach jazdy zdarza się, niestety, często.

5283

Dlatego samochód jest ważnym narzędziem pracy leśniczego, ale też kosztownym i drążącym jego budżet. Leśnicy mają tzw. ”kilometrówkę”, która w założeniu powinna być zwrotem poniesionych kosztów. Jej górny limit to 1500 km miesięcznie. Stawkę za kilometr określa ministerialne rozporządzenie, które ustaliło jej wysokość w …2007 roku. Od tego czasu kilometr przejechany w celach służbowych samochodem o pojemności silnika powyżej 900 cm3 wynosi 0,8358 złotego. Czyli jest to wciąż ta sama stawka dla ministra lub wójta jeżdżącego po szosie samochodem 1,2 jak i dla listonosza. Leśnika, lekarza czy weterynarza jeżdżących „z musu” samochodami terenowymi pojemności 2,0, 3,0 i więcej. To nie szpan czy fanaberia lecz konieczność.

5284

Realne koszty przejechanego kilometra w nawet niezbyt trudnym terenie to 3- 3 złote. Pracować trzeba, a co za tym idzie trzeba jeździć. I nie chodzi tu o dojazd do pracy, bo wielu z nas dojeżdża lecz o realizację codziennych obowiązków, które są związane z nieustannym przemieszczaniem się. Dziś nie zobaczymy już listonosza z torbą na ramieniu, który nieśpiesznie podąża z domu do domu. Każdy z nich ma tak wielki obszar, że gania samochodem do późnego popołudnia w wielkim pospiechu. Leśnik też coraz mniej wysiada z samochodu, choć nie ma nic przyjemniejszego niż wolne patrolowanie lasu, bo przecież z samochodu widać znacznie mniej. Jednak spore powierzchniowo i często mocno rozdrobnione leśnictwa zmuszają do ciągłych rozjazdów. Każdy samochód, który wyjeżdża z lasu z drewnem wymaga obecności leśniczego, tak samo trzeba być przy wykonywaniu wszelkich prac, kontrolować występujące zagrożenia, sprawdzać zabiegi. Naturalnie każdy kawałek lasu jest inny i każde leśnictwo ma swoją specyfikę. Inaczej jest w Borach Tucholskich, inaczej w środkowej Polsce, a jeszcze inaczej w Tatrach czy Bieszczadach.

Jednak leśnicy, tak jak wiele innych branż sporo dokładają z własnej kieszeni do kosztów dojazdów i niszczą swoje samochody wykonując codzienne, służbowe obowiązki. Od lat trwa dyskusja w sprawie sprawiedliwej stawki zwrotu kosztów. Niedawno, 24 maja miałem okazję przyglądać się pracy posłów z sejmowej Komisji Infrastruktury.

Razem z kolegami leśnikami Pawłem i Urbanem oraz reprezentującym pocztowców Robertem przysłuchiwaliśmy się z uwagą wystąpieniom posłów. Projekt uzasadniał poseł Andrzej Kobylarz z Kukiz’15, który w porozumieniu z Komitetem Inicjatywy Ustawodawczej „Kilometrówka”, doprowadził do prac nad ustawą, która ma doprowadzić do waloryzacji „zamrożonych” od 2007 roku stawek kilometrówki.

5286

Według tego posła „użytkowane przez pracowników leśnych czy pocztowców auta prywatne, są w ramach obowiązków służbowych eksploatowane w sposób bardzo intensywny. Niezrozumiałe jest dla mnie, że pomimo wzrostu kosztów eksploatacji aut na przestrzeni lat, stawki kilometrówki pozostają niezmienne”. Reprezentujący stronę rządową podsekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury i Budownictwa Jerzy Szmit, negatywnie opiniował projekt ustawy. W imieniu pocztowców wypowiadał się na posiedzeniu komisji Robert Czyż, a ja przedstawiłem sytuację leśników i ich jazd po leśnych bezdrożach.

Posłowie zdecydowali, że trzeba powołać 9 –osobową podkomisję, a my deklarowaliśmy udział w dalszym procedowaniu ustawy. Przewodniczącym podkomisji został Piotr Król z PiS.

Warto śledzić losy tej ustawy, warto kontaktować się z posłami, w których głowach, rękach i przyciskach do głosowania jest los uczciwej stawki kilometrówki. Warto im też uświadamiać, że nie jest to dochód, intratny interes ani próba zyskania dodatkowych dochodów, lecz zwrot poniesionych nakładów. Wystarczy podzielić kwotę zakupu starego, używanego auta za np. 10 tysięcy złotych przez wspomniane 0,8358. Wychodzi na to, ze pracodawca musi wypłacić pracownikowi kilometrówkę za 12tysięcy kilometrów, aby zwrócił się koszt zakupu. A ubezpieczenie, przeglądy, naprawy, części, amortyzacja, paliwo? Choć paliwo, wbrew pozorom, stanowi tylko około 30% wagi kosztów utrzymania prywatnego auta do celów służbowych.

5287

Dlatego leśnicy, pocztowcy, weterynarze, geodeci i inni z nadzieją spoglądają na druk sejmowy 819 i znany gmach na stołecznej ulicy Wiejskiej. Wierzą, że zwrot kosztów przestanie być "zwrotem"...

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

 

 

 

22:17, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »