O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
poniedziałek, 30 października 2017

568_min

Już niebawem, już coraz bliżej Wszystkich Świętych. To czas refleksji, zadumy i pamięci o tych, którzy „już się minęli”, jak to określają górale. Właśnie dni, które nadchodzą, czyli przełom października i listopada sprzyjają zadumie, nostalgii oraz przemyśleniom ze względu na dwa ważne dni. To Dzień Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny, które to oba dni zgodnie z polskim, utrwalonym naszą tradycją obyczajem, mają charakter bardzo refleksyjny. Od dawna pierwszy dzień listopada jest radosnym i pogodnym wspomnieniem wszystkich ludzi, bardziej lub mniej świętych, którzy żyli cicho, skromnie ale z pożytkiem dla nas wszystkich. Każdy z nich w jakiś sposób przeżył swoje życie. Zwykle dobrze, choć nie tylko dobrzy ludzie chodzili i chodzą po ziemi. Ale jednakowo wspominamy ich w dzień nazywany Dniem Wszystkich Świętych. Czasem piętnujemy bardzo haniebne i złe dla świata czyny, ale czasem też doceniamy zasługi, które wyniosły ich na ołtarze. Pewnie to właśnie dlatego w IX wieku papież Grzegorz IV ustanowił dzień 1 listopada uroczystością Wszystkich Świętych.

Święto to nam wszystkim kojarzy się z zadumą, wspomnieniami, odwiedzaniem cmentarzy i paleniem zniczy. Palenie ognia to zwyczaj, który wywodzi się z czasów pogańskich, chrześcijanie kojarzą go ze światłością wiekuistą. Pamięć o zmarłych, szczególnie żywa w ten właśnie jesienny dzień, refleksja nad ich dokonaniami powinna być jednak także okazją do zadumy nad własnym życiem. Nad tym co nas teraz otacza, nad tym co dzieje się wokół nas. Nie zawsze jest to światłość…

Dzisiejszy dzień, melancholijny, mglisty i jesienny, dobrze nastroił mnie do takich rozmyślań. Pamięć o ludziach i życiu należy przecież pielęgnować nie tylko na cmentarzach i w otoczeniu marmurowych nagrobków, pięknych wazonów czy okazałych zniczy.

5681

Szczególnie refleksja nad życiem może przyjść do każdego z nas w każdym, dowolnym miejscu, należy jej to tylko umożliwić i zatrzymać się na chwilę. Dlatego po powrocie z pracy usiadłem na chwilę w ciszy, a potem włączyłem najnowszą płytę Michała Bajora, mojego ulubionego pieśniarza.

5682

To pamiątka z sobotniego, wspaniałego i kolejnego już koncertu w gorzowskim teatrze, na który wybrałem się z żoną. Już od wielu lat nie przepuszczamy żadnego koncertu Michała. Każdy, kto zna twórczość Michała Bajora wie, że to znakomity Artysta, który potrafi każdego  nastroić do refleksji i stworzyć doskonały nastrój.

Sporo ostatnio podróżowałem i uczestniczyłem w ważnych wydarzeniach związanych z ludźmi i przyrodą. Brałem udział w wielu dyskusjach o zarządzaniu przyrodą, o jej nieokiełznanych i nieprzewidywalnych zjawiskach, pracy leśników i oczekiwaniach ludzi wobec przyrody. Mam też po wielu latach życia blisko lasu, ale też ludzi, ogromną świadomość, jak wielkie niezrozumienie towarzyszy temu, co robimy w lesie my, leśnicy. Spędzamy przecież praktycznie całe życie zawodowe i prywatne w lesie, oddając mu i poświęcając swoje myśli, siły, energię i duszę… Troszczymy się o ten las jak o swoje prywatne podwórko, choć on przecież nigdy tak naprawdę nie jest nasz. Mówimy jednak i myślimy codziennie „nasz las”.

Ostatnie wydarzenia związane z szeroką dyskusją o Puszczy Białowieskiej są bolesnym dowodem na to, jak ludzie mało wiedzą o zarządzaniu przyrodą. Choć czy to właściwe słowo „zarządzanie”? Czy raczej trafniej jest mówić, że troszczymy się o przyrodę, a nie zarządzamy nią? Jednak okazuje się, że inaczej troszczą się o przyrodę „ekolodzy”, inaczej dziennikarze, jeszcze inaczej politycy, a zupełnie inaczej leśnicy. Oglądam, słucham i czytam wszelkie doniesienia o tym co dzieje się w Puszczy. Chłonę wszelkie informacje od wszystkich troszczących się o nią na różne sposoby i im więcej tej wiedzy posiadam, mniej rozumiem.

Bo skoro troska o przyrodę przejawia się jako troska o ochronę bogactwa wszelkiego życia, w każdej postaci: drzewa, żubra, owada, umiłowania najmniejszej rośliny i najmniejszego zwierzęcia, to skąd ta nienawiść? Przecież miłości do przyrody nie można oddzielić od miłości do człowieka. Dlatego zatem ludzie tak bezkompromisowo i bez żadnych hamulców tak źle mówią o leśnikach, z taką jadowitą nienawiścią posądzają nas o rzeczy i sprawy, które nigdy nie miały miejsca? Wystarczy tylko spojrzeć na obrazki z blokowania sprzętu leśnego, puszczańskich dróg i manifestacji „ w obronie Puszczy przed leśnikami”

Tyle się mówi, że dobro człowieka jest najważniejsze. Przecież miłość do przyrody to także miłość do człowieka, do kraju, do Ojczyzny. W przyszłym roku mamy jubileusz 100 lat odzyskania niepodległości. Możemy wreszcie sami, nie pytając nikogo, decydować o sobie i sami wybierać ścieżki swojego życia. Mamy demokrację, która pozwala nam samodzielnie myśleć, wyrażać swoje zdanie i swobodnie zrzeszać się i dokonywać wyborów. Dlaczego z niej nie korzystamy? Pozwalamy manipulować sobą i swoim życiem? Dlaczego zatem krocząc własną, samodzielnie wybraną drogą spychamy z niej innych, nie zważamy na nich, krzywdzimy, odsądzamy od czci i wiary, bo myślą inaczej niż my? Mamy swoje racje, jesteśmy do nich wprawdzie przekonani, ale czy nie widzimy, że nasza racja nie zawsze jest prawdą? Co gorsza, bardzo często ta racja zbudowana jest na kłamstwie, plotce, pomówieniu.

Tę, czasem tylko pozornie naszą, rację budują za nas zwykle inni ludzie, jej obraz malują nam nie zawsze rzetelni i obiektywni przedstawiciele mediów, którzy już dawno temu przestali dążyć do prawdy. Bo dla wielu liczy się nie prawda, a szeroko pojęty interes, jakaś sensacja wyrażana przez pełne emocji racje. Prawda jest przecież dobrem wspólnym, wiemy o tym doskonale, choć prowadzą do niej różne drogi. Trzeba ich samodzielnie szukać, kierując się racjami, ale najważniejsze jest poznanie prawdy, a nie tylko próby jej szukania.

Widać te czasem niedoskonałe i ułomne poszukiwania prawdy najlepiej na przykładzie nas, leśników. Od wielu lat robimy dla ludzi i przyrody wiele pożytecznych rzeczy, angażujemy się w mnóstwo pożytecznych przedsięwzięć, mamy szerokie grono przyjaciół, ale otacza nas także matnia nieprawdziwych racji. Od blisko 100 lat troszczymy się o polskie lasy samodzielnie finansując tę działalność. Działamy wspólnie z ludźmi w wielu sferach życia społecznego, bardzo często wykraczając poza ramy naszej podstawowej działalności. Wiedzą o tym zainteresowani choć Dobro jest ciche. Dbamy od wieku o przyrodę, nie roniąc z niej żadnego gatunku, a przywracając europejskiej wspólnocie odbudowane populacje bielika, żubra, wilka, rysia, głuszca itd.. Ostatnio, podczas konferencji z okazji jubileuszu 25 lat istnienia Barlinecko- Gorzowskiego Parku Krajobrazowego snuliśmy też z jednym z profesorów biologii plany powrotu dropia na polskie ziemie. To najcięższy ptak Europy, a jego ostatni lęg odnotowano w Polsce w 1986 roku. Więcej informacji o dropiu i wielu innych ptakach znajdziecie na świetnym blogu www.plamkamazurka.blox.pl, z którego pochodzi też ta fotografia Cezarego Pióro:

 5685

Chyba autor fotki i autor bloga kolega Krogulec 14 nie obrażą się na mnie... Naukowiec w przerwie konferencji opowiadał mi o swoich dotychczasowych ustaleniach w sprawie dropia z Dyrektorem Generalnym Lasów Państwowych. Czy nikt nie widzi tego pozytywnego zaangażowania leśników i czy te fakty nie skłaniają ludzi do refleksji?

Podczas snucia moich prywatnych refleksji skończyła się płyta Michała. Poszedłem do pokoju po inną i spojrzałem po drodze na ekran komputera, gdzie otwarte były bieżące wiadomości. Dostrzegłem tam leśny mundur. Obok widniała „informacja”, która poziomem żenady załamała mnie, w mojej ocenie opanowanego i przygotowanego na wiele człowieka lasu.

Dotyczyła ona Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych Konrada Tomaszewskiego i opatrzona została tytułem: „Kuzyn Kaczyńskiego dał sobie 70 tysięcy nagród” i podtytułem: „Konrad Tomaszewski (68 l.) pomylił las z Las Vegas?”. Cała ta „informacja” to stek kłamstw i bzdur. Zajrzałem na stronę www.lasy.gov.pl i zauważyłem, że dyrektor zdążył już zgodnie z Prawem Prasowym wystąpić do redaktora naczelnego o sprostowanie tego ordynarnego tekstu. Można zapoznać się ze sprostowaniem na http://www.lasy.gov.pl/pl/pro/informacje/aktualnosci/sprostowanie-do-artykulu-w-201esuper-expressie201d

No i to w zasadzie koniec moich dzisiejszych refleksji nad życiem… Bo skoro szacunek do człowieka, dążenie do prawdy i miłość do świata można opisać w taki sposób, jak powstał ten tekst o szlachetnym człowieku, który zarządza prawie 26 tysiącami ludzi to o jakie refleksje można się jeszcze pokusić?

„Ideał sięgnął bruku” jak pisał mój ulubiony Norwid. Ale to nie dyrektor Tomaszewski sięgnął bruku lecz prawda i my wszyscy, którzy przywalamy na pomiatanie i dyskredytowanie człowieka. Szczególnie tak ważnego i szlachetnego jak szef polskich leśników. Znam go osobiście i bardzo szanuję za ogromne zaangażowanie w dobro polskich lasów i leśników, poparte głęboką wiedzą leśną. Choć to mój szef, nie piszę o nim w ten sposób jako podwładny nasączony wazeliną. Każdy, kto choć trochę mnie zna nie posądzi mnie o to. Podkreślam jednak stanowczo, że nie ma z mojej strony przyzwolenia na takie pomiatanie człowiekiem. Leśnicy nie są jak łagodne sarenki

5684

Musimy walczyć o swoje dobre imię. Zostały przecież przekroczone wszelkie granice. To nie jest krytyka, to nie jest szukanie racji, to jest obrzydliwa, łamiąca wszelkie zasady gra. Godność człowieka, a w mojej i pewnie nie tylko mojej ocenie, godność leśnika została doszczętnie zbrukana. Zniszczono nasz dobry, budowany latami wizerunek leśnika, zniszczono autorytet, szacunek i społeczne zaufanie.

5683

Nie ma tu znaczenia, czy to dyrektor generalny, czy leśniczy, podleśniczy lub referent. Nie pozwolimy na takie traktowanie nas, leśników. Powinna się tym zająć niezwłocznie Rada Etyki Mediów i Rzecznik Praw Obywatelskich. Ten sam, który niedawno tak gorliwie ale nieskutecznie skarżył się do NSA na decyzje ministra środowiska, dotyczące aneksu do planu urządzenia lasu dla Nadleśnictwa Białowieża. W czasie gdy płoną znicze i snuje się wstążka refleksji, dymi się także stos kłamstwa i chamstwa. Wiem jednak, że Dobro choć ciche i delikatne zawsze zwycięży zło, choćby najbardziej rozkrzyczane i wyzywające. Niech to będzie puentą mojej dzisiejszej refleksji o życiu…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl  

 

 

21:13, lesniczy.lp
Link Komentarze (1) »
środa, 25 października 2017

567min

Obserwuję teraz obok obfitego wysypu grzybów, który jednak już się kończy, bo noce coraz chłodniejsze, także wysyp poszukiwaczy w lasach. Poszukiwacze, którzy szukają we własnym mniemaniu szczęścia i emocji jakich być może dostarcza wykopanie pamiątki historycznej, biżuterii czy może innej cennej rzeczy? W jednej ręce piszczałka, czyli wykrywacz metalu, w drugiej szpadelek, a w głowie gorączka złota… Choć dla niektórych podobno celem jest znalezienie militariów czy jakiegoś historycznego drobiazgu. Spotkałem też kiedyś poszukiwaczy, którzy z piszczałką w ręce przetrząsali nasyp kolejowy, bo jak twierdzili: „ czasem komuś spadła obrączka lub zegarek jak wychylał się z pociągu”, a z braku złotych znalezisk zbierali po prostu złom. Innym razem szukali tylko złomu i jeden chodził z wykrywaczem, a drugi próbował odkręcać wielkie nakrętki z szyn. Szkodnik do potęgi…

W lesie przemykają pośród leśnego podszytu i nie zważając na nic, kopią wszędzie tam, gdzie piszczałka zapiszczy. Zostają po nich dziury, zniszczona roślinność i często puszki, kawałki blach, kłębki drutu czy inne metalowe śmieci. Poszukiwacze także zapamiętale przeszukują pola, plaże, okolice opuszczonych domostw, pobocza dróg gruntowych. Bo skoro ktoś znalazł cały pociąg, to może choć jakaś obrączka, pierścionek ze złotego kruszcu się trafi? Czasem działają w grupie, idąc tyralierą przez pola. Częściej jednak niż szczęście, znajdują nieszczęście, szczególnie dla innych... Wiele razy znajdowałem sam lub otrzymywałem sygnały od okolicznych mieszkańców, o „skarbach” znalezionych i porzuconych przez poszukiwaczy. Czasem był to pancerfaust, granat moździerzowy

5671

lub granaty ręczne z czasów drugiej wojny światowej. Bo skoro poszukując szczęścia z dozą adrenaliny związanej z nielegalnym procederem ktoś czuje się zadowolony ze swojej pomysłowości, dlaczego nie czuje się źle, że podrzuca komuś nieszczęście? Przecież oprócz tego, że to zwykłe zaśmiecanie lasu czy pola żelastwem, to także stwarzanie ogromnego zagrożenia dla innych i sprowadzanie nieszczęścia. Już kilka razy o tym m.in. tutaj pisałem, ale zjawisko nie umiera, a wręcz przeciwnie przybiera na sile, choć może się wydawać, że ponad 70 lat po wojnie już wszystko zostało wykopane.

Okazuje się jednak, że nie. Niedawno „Gazeta Lubuska”, najbardziej popularny dziennik w mojej okolicy przekazała informację, że grzybiarz natrafił na 116 granatów moździerzowych z okresu drugiej wojny światowej. Leżały na skraju sporego okopu, który powstał w czasie działań wojennych. Niewypały zabezpieczyli i wywieźli jak zwykle saperzy z Krosna Odrzańskiego. Od wielu lat przyjeżdżają w te strony, już tak długo, że niektórzy żołnierze dowodzący patrolami saperskimi, których dobrze pamiętam z częstych wizyt w lesie są już emerytami.

„Gazeta Lubuska” informuje: Granaty miały ponad 70 lat, ale wciąż były groźne. Prawdopodobnie odkopali je poszukiwacze skarbów i militariów, którzy przeczesują Puszczę Notecka z wykrywaczami metalu. Zostawili pociski na miejscu. Potem natrafił na nie grzybiarz, który zaalarmował leśników. Pracownicy Nadleśnictwa Międzychód wezwali patrol rozminowywania z 5. Kresowego Batalionu Saperów, który jest jednym z bojowych ogniw 17. Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej.

 

No właśnie, poszukiwacze szukali szczęścia, a potencjalne nieszczęście zostawili innym, a szczególnie leśnikom. Jak można być tak lekkomyślnym? Grzybiarz zachował się bardzo rozsądnie wobec znalezionych „owoców” poszukiwań z piszczałką, ale czy zawsze tak będzie? A wymierne straty, gdy czasem wiele kilometrów przemierzają saperzy, sprzątając po poszukiwaczach szczęścia? Saperzy czasem mają też inne zadania i wtedy policjanci, bywa, że przez wiele godzin pilnują wykopanych moździerzy, zamiast pilnować porządku. No i też kwestia bezpieczeństwa leśników i pracowników leśnych.

Kiedyś omal nie wszedłem na minę przeciwpiechotną, którą porzucono koło wykopu. Innym razem natknąłem się na rakietowy niszczyciel czołgów i granaty moździerzowe. Podczas wyznaczania trzebieży, czyli podczas klasyfikacji drzew do pozostawienia lub usunięcia leśnik wciąż zagląda w korony. Gdy oderwałem wzrok od koron i spojrzałem pod nogi spostrzegłem ze zgrozą, że czubek mojego buta dotyka zapalnika moździerza.

5672

Wprawdzie zaprzyjaźniony chorąży – saper pouczał mnie jak wygląda bojowy zapalnik, a jak ebonitowy „czubek”, wkręcany w granat na czas transportu, nigdy nie można być pewnym.

 W sieci z kolei pełno „mądrych porad” jak podczas wypadów z piszczałką uniknąć spotkania z leśnikiem… Choć leśnicy najczęściej pochłonięci ogromem innych obowiązków nie mają możliwości upilnować lasu przed inwazją poszukiwaczy. Może należy w końcu piętnować takie zachowania i nie dawać na nie społecznego przyzwolenia? Duża w tym rola wszelkich mediów. Ale nasze media mają zwykle ciekawsze informacje „do sprzedania” niż relacje o krzywdzie wyrządzonej przyrodzie, o zwiększonych przez czyjąś niefrasobliwość obowiązkach leśników, policjantów czy żołnierzy.

Rozmawiałem niedawno z jednym z poszukiwaczy, który opowiadał pełen emocji, że ktoś z jego kręgu „piszczałkowców” znalazł na polu pierścionek. „Bo przecież jak ludzie grzebią w ziemi to zawsze coś zgubią…” Często widzimy takich poszukiwaczy na plażach nadmorskich czy na kąpieliskach nad jeziorami. Tacy ludzie budzą we mnie niesmak, bo szukają szczęścia w czyimś nieszczęściu.

Czy wzbogacenie się kosztem czyjegoś nieszczęścia, smutku, przygnębienia może cieszyć? Nie chciałbym, aby po moim polu, gdzie pracowała moja babcia i mama, gdzie może zsunął się im z palca pierścionek lub zerwał łańcuszek, łaził jakiś facet z wykrywaczem i szukał tam szczęścia.

Po lesie także chodzą ludzie, którzy zostawiają po sobie różne znaleziska, takie jak składowisko ręcznych granatów

56731

 

Czasem, o zgrozo, spotykam w lesie pozostawione przez poszukiwaczy ludzkie kości.

5674

Wzbudza to mój ogromny niesmak. Czy to przypadek, czy świadome poszukiwania? Może poszukiwacze znaleźli tam obrączkę, sygnet, złoty ząb? Kości zostały porzucone, bo jak widać nie każdego obchodzi spokój zmarłych. Niebawem listopad, który rozpoczyna się dniem Wszystkich Świętych. Stojąc przy grobach nawet nie dopuszczamy do siebie myśli, że kiedyś kości naszych bliskich odkopie ktoś, komu w tym miejscu zapiszczy wykrywacz. To bardzo przykre, że ludzie z bliżej nieokreślonego powodu tracą wszelkie uczucia. Czy nie lepiej szukać szczęścia w leśnych widokach jesiennej przyrody?

5675

Oczywiście zdarzają się pośród poszukiwaczy pasjonaci historii i porządni ludzie, którzy tropią wydarzenia, zapomniane bitwy, odtwarzają losy ludzi. Kierują się etyką, kulturą i zasadami. Znam takich wielu, ale są chyba w mniejszości. Jak ich jednak rozpoznać i odróżnić od ludzi, którzy chodzą z „piszczałką” ogarnięci wizją wzbogacenia się? W lasach wciąż pełno jest wykopanych dołków, dołów, wygrzebanych blach, konserw czy drutów. Może ktoś znalazł tam swoje szczęście. Ale ile to niesie nieszczęść? Dla ludzi, dla przyrody, dla lasu.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

21:59, lesniczy.lp
Link Komentarze (6) »
niedziela, 15 października 2017

566min

 

Czy wiecie, że są róże, po które nie trzeba wybierać się do kwiaciarni, całkiem ładne brewki, które nie są dziełem kosmetyczki i guzy, których nikt nie nabijał? Aby je poznać wystarczy przyjrzeć się korze naszych polskich drzew. Niedawno, bo 10 października obchodziły one swoje święto. Od 2002 r. właśnie 10 października obchodzony jest na świecie, również w Polsce jako Dzień Drzewa. Święto Drzewa czy Dzień Drzewa wymyślił Amerykanin Julius Sterling Morton w 1872 r. Już w XIX wieku twierdził: Inne święta służą jedynie przypomnieniu, Dzień Drzewa wskazuje zaś na przyszłość. Pomysł Mortona spotkał się szerokim odzewem. Obchody tego dnia polegały głównie na sadzeniu nowych drzew. To oczywiste, że drzewa są naszą przyszłością i żywymi pomnikami świadczącymi o ludziach, którzy je posadzili. Ich skóra, czyli kora, podobnie jak skóra ludzi poryta bruzdami i zmarszczkami, świadczy o kolejach losu, które przechodziło drzewo w różnych fazach swojego życia. Róże, brewki, zabitki, pęknięcia- wszystko to ma swoją ukrytą wewnątrz pnia historię i jest sekretem, który można odkryć przy pewnej dozie wiedzy o drzewach i przyrodzie. Trzeba też dbać o istniejące drzewa, a będziemy to robić umiejętnie, jeśli wciąż będziemy rozwijać swoją wiedzę przyrodniczą. Znakomitą ku temu okazją mógł być czwarty Europejski Tydzień Leśny, który trwał w dniach 9-13 października.

5661

W jego ramach w naszym kraju zaplanowano szereg wydarzeń pokazujących bogactwo polskiej przyrody. Wszystkie osoby zainteresowane tematyką leśną mogły, między innymi, wziąć udział w zajęciach edukacyjnych w wielu polskich nadleśnictwach, a także uczestniczyć w dniach otwartych w parkach narodowych. Otwarcie IV Europejskiego Tygodnia Leśnego odbyło się w Warszawie podczas Konferencji „Las 2017”

5662

Konferencja „Las2017” to Wspólna Sesja Komitetu do spraw Lasów i Przemysłu Drzewnego EKG ONZ oraz Europejskiej Komisji do Spraw Leśnictwa FAO. Dla naszego kraju to bardzo ważne wydarzenie, gdyż po raz pierwszy Wspólna Sesja odbywała się w Polsce. Była to sesja jubileuszowa, ponieważ w 2017 roku obchodzono 70 rocznicę współpracy EKG/FAO. Gospodarzem tego wydarzenia było Ministerstwo Środowiska Rzeczypospolitej Polskiej. Miałem ogromną przyjemność uczestniczyć na zaproszenie Ministra Środowiska w tym ważnym dla przyrody i lasów całego świata wydarzeniu. Przyjechałem do Warszawy razem z uczestnikami konferencji z ponad 50 krajów świata, w tym z ministrami odpowiedzialnymi za kwestie środowiska i leśnictwa oraz przedstawicielami nauki, krajowego i zagranicznego przemysłu drzewnego oraz organizacji pozarządowych. Podczas konferencji wiele dobrego mówiono o polskim modelu gospodarowania lasami, o tym, że lasy jako wspólne dobro są stymulatorem wszelkiego rozwoju i wciąż podkreślano, że troska o ich zrównoważony rozwój i maksymalną bioróżnorodność jest obowiązkiem nas wszystkich.

Polska szkoła leśna ma ponad 100 lat i choć przecież tak jak na całym świecie wycinamy drzewa, to jesteśmy wzorem dla innych w trosce o drzewa. Uczestnicy konferencji podkreślali, że kwestie zrównoważonego rozwoju obszarów leśnych są obecne w ONZ od 1992 roku. Ze względu na wielkie zaangażowanie Polski w promocję zrównoważonego rozwoju i troski o lasy, właśnie naszemu krajowi powierzono rolę gospodarza tak ważnych wydarzeń jak Konferencja Las 2017 i IV Europejki Tydzień Leśny. Andrij Vasiliew z Europejskiej Komisji Gospodarczej Organizacji Narodów Zjednoczonych oraz Ewa
Müller, dyrektor Wydziału Gospodarki Leśnej, Polityki i Produktów Leśnych
Departamentu Leśnictwa FAO
zgodnie podkreślali wielkie zaangażowanie polskiego ministerstwa w przygotowanie tego wydarzenia, szczególnie dziękując ministrowi Andrzejowi Koniecznemu za wielki wkład w Europejski Tydzień Leśny.

Dla mnie, leśnika, to nic dziwnego, bo przecież Podsekretarz Stanu Andrzej Konieczny w imieniu Ministra Środowiska nadzoruje działalność leśników i związanych z nimi wszelkich branż. To leśnik z krwi i kości, który swoją karierę zawodową związał z Lasami Państwowymi, gdzie od 1996 roku pracował na różnych stanowiskach i w różnych nadleśnictwach m.in. w Nadleśnictwie Białowieża.

 

Każdy leśnik, czy pracuje w ministerstwie, dyrekcji generalnej czy regionalnej, czy jest na szczycie, czy na samym dole leśnej hierarchii, zna i rozumie las, wszystkie jego składniki oraz szczególnie drzewa. Drzewa, nie tylko w dniu ich święta czy z okazji Tygodnia Leśnego są fascynujące i tajemnicze. Leśnicy potrafią wiele wyczytać m.in. z kory drzew, poznać ich sekrety, które są nie mniej intrygujące jak dość poczytna książka niemieckiego leśnika „ Sekretne życie drzew”.

Pomijając metafizykę i opowieści o porozumiewaniu się drzew, ich ogromne znaczenie przyrodnicze dla lasu i otaczającej nas rzeszy wszelkich gatunków zdajemy sobie sprawę z tego, że wielką rolą drzew jest dostarczanie nam drewna. Wszyscy go potrzebujemy, bowiem drewno ma ponad 30 tysięcy zastosowań i jest doskonałym, odnawialnym, cennym surowcem. Łatwo krytykować leśników za to, że wycinają drzewa, łatwo im zarzucać, że traktują las jako „plantację desek” i sadzą drzewa w rządkach itd. Trudniej rozumieć las i prawa przyrody, które są pozbawione emocji. Trudniej znać i szanować drzewa, które tak jak ludzie kiedyś umierają.

5663

Mądrością leśników, którzy zarządzają tym przyrodniczym skarbem w imieniu nas wszystkich jest zachowanie trwałego, bioróżnorodnego, wielofunkcyjnego lasu ale też dostarczanie wszystkim tak potrzebnego drewna. Drewno pochodzi naturalnie z wyciętych drzew, które są w pewnym momencie u krańca swojej naturalnej drogi lub zostały w trakcie tej drogi zostały zakwalifikowane jako zbędne lub nawet szkodliwe dla ekosystemu leśnego. Rolą leśnika jest znać drzewa, ich wymagania, biologię, rolę w przyrodzie ale też znać je pod kątem drewna. Zajmuje się tym dziedzina sztuki leśnej zwana brakarstwem.

Wszyscy leśnicy, oprócz wykształcenia leśnego przechodzą dodatkowe szkolenia z brakarstwa, osiągając kolejno różne poziomy wtajemniczenia. Brakarz potrafi bezbłędnie rozpoznawać gatunki drzew i drewna oraz zauważać i odpowiednio klasyfikować jego cechy, to znaczy wady i zalety.

Bo jak każdy z nas ma wady i zalety, tak jak ma je drzewo i drewno, które powstaje po jego ścięciu. Leśnik- brakarz klasyfikuje zatem pod kątem oceny jakości i ilości drewna jeszcze rosnące drzewa. To wielka sztuka w pozornie krzywej, mało urodziwej sośnie, olszy czy jesionie dostrzec kawałek drewna, który posłuży do wytworzenia pięknej okleiny lub instrumentu muzycznego.

Pień drzewa bywa pokryty sękami otwartymi, które łatwo dostrzec. Sęki są istotną wadą drewna. Wypadają z deski i wtedy nie zrobimy z takiej dziurawej deski np. łodzi. Powodują osłabienie wytrzymałości belki lub łaty wykorzystywanej na cele budowlane. Czasem potrzebujemy szczególnego drewna bez wad.   Co to są zatem wady drewna? To po prostu takie cechy drewna, w większości widoczne jeszcze na rosnącym drzewie, które uniemożliwiają jego zastosowanie w danym celu. Wady drewna mają różną genezę powstawania. Podzielono je na pierwotne oraz wtórne. Wady pierwotne tworzą się już za życia drzewa. Są to np. właśnie sęki lub zgnilizny wywołane przez grzyby. Wady wtórne powstają zaś od momentu ścięcia drzewa, podczas jego wstępnej wyróbki w lesie i przerobu na drewno obróbki w tartaku czy zakładzie drzewnym ( będą to np. pęknięcia).

Podstawowy podział obejmuje 7 wad drewna. Wyróżnić tu można: sęki, pęknięcia, wady kształtu, wady budowy, zgnilizny, zabarwienia oraz uszkodzenia mechaniczne.

Sęki są pozostałością po gałęziach, które stopniowo, w miarę wzrostu drzewa pojawiają się , a potem odpadają, wrastając w pień drzewa. Mogą one być widoczne na odsłoniętym drewnie pnia po okrzesaniu go (obcięciu z gałęzi jako sęki otwarte.

5664

Ważna jest ich zdrowotność, bo sęki zdrowe w mniejszym stopniu stanowią istotną wadę drewna, natomiast nadpsute i zepsute są większym problemem dla drzewiarzy. Są też sęki niewidoczne na tzw. pobocznicy pnia (czyli bocznej płaszczyźnie pnia) czy na jego czołach, czyli początku (czoło grubszego końca) i końcu pnia (czoło cieńszego końca). Te niewidoczne sęki nazywamy sękami zarośniętymi.

5665

Maja one postać guzów, róż i brewek. Ciekawe nazwy, prawda?

Niewidoczne sęki, podobnie jak inne wady są jednak widoczne dla doświadczonego leśnika, który zna drzewa, uważnie obserwuje je latami i czasem potrafi z nimi rozmawiać. To rozmowa naturalnie niewerbalna, duchowa, wewnętrzna, a że jest to możliwe stwierdził dość dawno temu nieżyjący już flamandzki pisarz i duchowny Phil Bosmans mówiąc:

“Człowiek, który potrafi rozmawiać z drzewem, nie potrzebuje psychiatry. Niestety, sporo ludzi uważa inaczej.”

Leśnik na podstawie różnych symptomów potrafi przewidzieć obecność zgnilizny wewnątrz pnia drzewa, a jego wprawne oko bez problemu wyszuka guzy. Występują one u wszystkich gatunków drzew. Guzy zapamiętane z nabijanych na własnej głowie podczas zbierania doświadczeń w dzieciństwie to nic innego jak wypukłość na drzewie zakrywająca zarośnięty sęk. Wielkość guza jest dla leśnika podstawą do oceny wymiarów i głębokości zalegania zarośniętego sęka. Im większa jest długość podstawy guza i im niższa jego wysokość, tym sęk zalega głębiej.

Czasem w lesie wypatrzymy różę. Nie chodzi tu jednak o kwiat lecz o kolisto-promieniowe zmarszczenia kory na boku pnia niektórych gatunków drzew (np. dąb, sosna) zakrywające leżący pod zmarszczeniem sęk. Na podstawie wyglądu róży można ocenić wielkość i głębokość zalegania sęka. Im większa średnica róży, tym większy zalegający pod nią sęk. Im zmarszczenia korowiny wyraźniejsze, tym sęk zalegania płycej. Niewyraźna róża skrywa dawno zarośnięty sęk.

5666

Róże, nazywane też rozetami lub rozetkami występują głównie na pniach gatunków drzew o grubej korze, choć czasem występują także na dolnej części pnia drzew o raczej cienkiej korze (brzoza, klon, świerk, nawet buk)

Dla drzew o cienkiej korze (np. brzoza, buk) charakterystycznym objawem sęka zarośniętego są brewki. Są one na tyle widoczne, ze spacerując pomiędzy drzewami czasem mamy wrażenie jakbyśmy byli obserwowani. Brewki to zakrywające zarośnięty sęk symetryczne pasma ukośnych zmarszczeń kory, biegnące stycznie do okrągłej, owalnej lub trójkątnej blizny. Najczęściej różnią się od kory pnia ciemniejszym zabarwieniem.

5667

Na podstawie długości brewek można w miarę dokładnie określić długość i średnicę sęka. Szczególnie dla brzozy długość jednego ramienia brewki w centymetrach odpowiada w przybliżeniu średnicy sęka w milimetrach. Ogólnie przyjmuje się, że im brewki są dłuższe, tym dłuższy sęk i jego średnica. Na podstawie kąta rozwarcia brewek można wnioskować o głębokości zalegania sęka, bo im kąt jest większy, tym głębokość zalegania jest większa.

Ludzi i drzewa łączy wiele. Zarówno ludzie, jak i drzewa oprócz zmarszczek i bruzd mają na sobie blizny po przebytych wypadkach, chorobach i urazach. Ostatnio panuje powszechna moda na tatuaże. Kto lubi, to ma...  Ale w lesie widać, że jeszcze w czasach, gdy tatuaże wiązano tylko z środowiskami przestępców ludzie tatuowali drzewa. Nawet jeśli tatuaż wykonał ktoś zakochany to zrobił drzewu krzywdę

5668

Niektóre drzewa noszą zatem też blizny po ludzkiej głupocie. Ale na korze drzew znajdziemy także takie blizny, które świadczą o różnych przebytych urazach. Pęknięcie, biegnące w postaci szczeliny czasami niemalże na całej długości pnia drzewa może być pęknięciem mrozowym.

5669

Powstaje ono w wyniku działanie bardzo niskich temperatur na drzewa. Gdy pęka drzewo roznosi się głośny huk, podobny do armatniego wystrzału. Czasem w lutową noc lub o wczesnym poranku słychać np. w buczynach głośną kanonadę. Powstałe pęknięcie zostanie na drzewach, w postaci zagojonej blizny, już na zawsze, choć z czasem stają się coraz mniej widoczne. Takie głębokie rany tworzą się czasem również na skutek uderzenia pioruna (listwa po piorunowa) lub obtarcia pnia.

56610

Silne obdarcie pnia na sporej powierzchni to zabitka. Powstaje ona w wyniku pożaru, silnego nasłonecznienia, urazów mechanicznych ( także w wyniku ocierania się zwierząt np. dzików po kąpieli w błocie).

566111

Czasem towarzyszy zabitce inna wada budowy drewna- zakorek. Bywa, że w lesie napotkamy sosnę kołnierzykowatą

56612

Przyczyna takiej specyficznej deformacji jest w zasadzie nieznana, choć niektórzy naukowcy sądzą, że może mieć to związek z rożnym nasłonecznieniem poszczególnych płatów kory na pniu. Niektórzy też przypuszczają, że jest to spowodowane przez wzmożony przyrost na grubość na żyznych siedliskach, co jest przyczyną tworzenia się walcowatych guzów dookoła pnia i odginanie się w tych miejscach kory na zewnątrz. Ale to już temat na inna opowieść.

Aby bliżej poznać brewki i róże warto szczególnie teraz, jesienią zajrzeć tam, gdzie rosną dęby czerwone.

56613

To obcy u nas gatunek, ale na grubszej korowinie odziomkowej części zobaczymy tam róże, natomiast na tym samym drzewie, tam, gdzie cienka, gładka korowina dostrzeżemy brewki. A jesienią czerwone dęby uraczą nas najpiękniejszymi barwami jesiennych liści. Czasem dojrzymy na nich kolorowe galasy, ale to też temat na inną opowieść.

56614

Las wszystkich nas uczy spostrzegawczości oraz tego, że ludzkiego życia mało, aby poznać jego wszystkie sekrety. Staram się już od wielu lat przekazać wszystkim, którzy tu zaglądają, choć część wiedzy polskich leśników o lesie i przyrodzie oraz nauczyć wszystkich chętnych rozumienia lasu. A skoro mowa o nauczaniu, to przecież wczoraj był Dzień Edukacji Narodowej! Wielu nauczycieli tu zagląda, a zatem wszystkim, którzy nauczają i edukują życzę wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Nauczyciela. Naturalnie zachęcam także do ciągłej edukacji w jesiennym, coraz barwniejszym lesie. Mrugam brewką, kładę różę i nie szukam guza…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

22:42, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 09 października 2017

565min

W czwartek 5 października nad niektórymi rejonami kraju przeszedł orkan nazywany swojsko Ksawerym. Miałem okazję poznać go bliżej, bo mało łaskawym okiem, a raczej złym tchnieniem uraczył Ziemię Lubuską. Dopiero kilka godzin temu wróciło zasilanie elektryczne i życie do domów, choć chyba nie wszyscy mają jeszcze komfort normalnego życia…

Wracałem akurat do domu, gdy zaczynało dmuchać. Drzewa kłaniały się wiatrowi prawie do ziemi i próbowały go ugłaskać, tracąc pojedyncze gałęzie. Drogą zasłaną igliwiem i drobnymi gałęziami szczęśliwie dojechałem do domu i schowałem samochód w garażu. Potem z niepokojem słuchałem ryku orkanu i zaraz po tym wycia strażackich syren. Światło zgasło około godziny 18 i zostaliśmy w egipskich ciemnościach bez prądu, wody, telefonu, internetu i wielu innych wydaje się zwykłych rzeczy. Siedząc razem z żoną przy świeczce miałem czas na refleksje i wieczorne przemyślenia. Szczęśliwym trafem leśniczyna Renia została wcześniej obdarowana przez nasze córki radioodbiornikiem na baterie. Zakupiłem je jednak w piątek rano, razem ze sporym zapasem świec i wody mineralnej.

Wieczorem słuchaliśmy zatem radia, graliśmy przy świecach w „scrabble” i „memory”, no i dużo rozmawialiśmy. Bo przecież ludzie jakoś jakże mało rozmawiają ze sobą, uciekając  w świat telewizji, portali społecznościowych, sms czy mms. Dobrze zatem wykorzystaliśmy ten w zasadzie bardzo trudny czas, który zafundowała nam Natura.

Ale  okazuje się, że wielogodzinny brak prądu staje się dla wszystkich ogromnym problemem. Wody nie ma, stąd nie ma jak myć się i korzystać z toalety. Gotować nie ma na czym, bo kuchenka najczęściej jest elektryczna. Palić w piecu nie można, bo wymuszony obieg centralnego ogrzewania wymaga pompy zasilanej prądem elektrycznym, stąd w wielu domach zimno, ciemno, głodno, chłodno i brudno…  Nie jesteśmy przygotowani na trudne i kryzysowe sytuacje ani indywidualnie, ani jako społeczność.

Dlatego takie chwile dowodzą, że gdy Natura grozi nam palcem i pokazuje swoją moc, a naszą słabość, niejako przy okazji zmusza nas do refleksji nad tym, jak czasem głupio rozstajemy się z pewnym dorobkiem przodków. „Z przeżytkami”, jak mawiali i o których zawzięcie dyskutowali Kargul i Pawlak w niezapomnianej komedii.

Nasz kontakt z orkanem Ksawery był bolesnym doświadczeniem, bo zginęli i zostali ranni ludzie. Ogromne połacie lasów i wiele drzew z zadrzewień po raz kolejny zostały połamane i wywrócone. Przecież w wielu miejscach jeszcze leżą i stoją tysiące hektarów zniszczonych podczas sierpniowego kataklizmu. To z pewnością kolejna tragedia dla ludzi i dla przyrody oraz lekcja pokory.

W piątek wcześnie rano miałem wyjechać w podróż służbową, ale jak ruszać w Polskę, gdy wiele dróg nieprzejezdnych, zasłanych konarami i pniami powalonych drzew?  Ruszyłem zatem do lasu rozejrzeć się w sytuacji.

Las nad jeziorem Cegielnianym koło Pszczewa, gdzie od lat harcerze ze Zbąszynka rozbijają obóz został bardzo mocno przerzedzony.

1

Wiatr połamał stare, ponad 150- letnie sosny. Poukręcał pnie brzóz i robinii akacjowych tarasując drogi. Padające drzewa zniszczyły linię energetyczną i telefoniczną, złamały słupy.

2

 W leśnictwie Pszczew tylko według pierwszych szacunków straty przekraczają tysiąc m3  zniszczonych drzew, podobnie w sąsiednich leśnictwach Silna i Borowy Młyn. Zniszczeniu uległy młodniki, drągowiny, ogrodzenia upraw, tablice i znaki. Najbliższe dni w pełni potwierdzą rozmiar szkód.

3

Przyroda i orkan Ksawery pokazali swoją potęgę… A refleksja płynąca z tych wydarzeń i przesłanie Natury? W mojej ocenie to dowód na to, że nie powinniśmy zbytnio oddalać się od Natury i bezgranicznie wierzyć, w jak się okazuje, czasem tylko pozorne dobrodziejstwa cywilizacji.

My, leśnicy, od lat żyjący blisko Natury, na szczęście mamy nieco inną filozofię życiową. Przecież żyjemy i pracujemy najczęściej w odosobnionych leśniczówkach, położonych pośród lasów lub w małych miejscowościach. Niesie to wiele niedogodności i ma swoją cenę, co można łatwo zauważyć właśnie w takich sytuacjach jak obecna. Wiadomo przecież, że linia energetyczna zostanie najpierw naprawiona dla mieszkańców miasta, potem miasteczka, wsi, a na końcu dla pojedynczej leśniczówki. Podobnie będzie z wodą i innymi dobrami.

Dlatego w naszej kuchni „od zawsze” obok kuchenki elektrycznej stoi kaflowa kuchnia opalana drewnem. Pomimo braku prądu udało się ugotować obiad, zagrzać wodę na kawę i herbatę oraz do mycia. Woda była, bo mamy zawsze spory zapas czystej deszczówki, łapanej z rynien do dużego pojemnika.

Mamy też własne ujęcie wody, ale cóż, silnik hydroforu jest też na prąd… Dlatego pomyślmy wszyscy, dlaczego polikwidowano ręczne pompy do wody praktycznie we wszystkich miejscowościach? Kiedyś w kilku miejscach każdej wsi, a także na ulicach miast stały sympatyczne pompy. Woda była osiągalna i ludzie mieli okazję się spotkać… No tak, ale teraz kto ma pompy utrzymać i kto za nie zapłaci? Każdy ma własny kran i licznik, ale okazuje się, że to rozwiązanie bywa zawodne.

Sieć ręcznych pomp to chyba było jednak dobre rozwiązanie. Wszyscy wiemy, że bez wody nie ma życia. Ale gdy nie ma prądu to w kranach robi się sucho. No chyba, że zaopatrzymy się w agregaty prądotwórcze lub wzorem amerykańskich „ranczerów” będziemy wykorzystywać siłę wiatru do napędu pomp. Ale jak być „ranczerem” w miejskim bloku?

 Wyciągnijmy wnioski z lekcji, której udzielił nam orkan Ksawery i przyroda. To  także pamiętna lekcja dla samorządów lokalnych, które realizując wciąż  „ważne inwestycje”, czasem zapominają o niesieniu pomocy w podstawowych potrzebach mieszkańcom sołectwa czy gminy. Jesteśmy jako społeczeństwo raczej kiepsko przygotowani na wypadek kryzysu. Najczęściej trzeba liczyć tylko na siebie.  Warto mieć zatem w domu zapas baterii i świec, alternatywne ujęcie wody lub jej zapas, choćby zagospodarowując deszczówkę. Dobrze też pamiętać o różnych „przeżytkach” typu kaflowa kuchnia opalana drewnem lub zapas żywności w słoikach. Nie zapominajmy o dawnych sposobach życia. Także o pomaganiu sobie nawzajem i dobrze zorganizowanym życiu społecznym.

 Bo okazuje się, że trudna sytuacja weryfikuje nasze dotychczasowe życie. Doceniamy dobrobyt, który nas otacza ale też ze zdumieniem stwierdzamy, że można żyć inaczej. Bez telewizji i internetu, ale bliżej ludzi.  Stare, sprawdzone rozwiązania, pomimo powszechnego korzystania z nowoczesnych technik i technologii, wcale nie muszą być zbędne czy śmieszne.

 Przekonali się o tym nasi znajomi, mieszkający w pobliskim domu „w pełni uzależnionym elektrycznie” gdy zaprosiliśmy ich do naszej kuchni. W trudnych chwilach należy sobie pomagać, a w grupie zawsze raźniej i łatwiej. Drewno płonące pod kuchenną płytą i ciepło z ceramicznych kafli przecież w niczym nie ustępuje elegancji „indukcji” z nowoczesnej kuchni czy urokowi kominka z płaszczem wodnym. Długo o tym rozmawialiśmy przy kubku herbaty z pigwą.

Kryzys minął, choć jego skutki pewnie jeszcze długo będą widoczne. Łatwiej naprawić linię telefoniczną czy elektryczną niż zniszczony las, choć jestem pełen podziwu dla energetyków, że tak szybko przywrócili prąd i pozostałe media.  

Dziś jednak już nie tylko przy świecach i cieple kuchennego pieca z uwagą obejrzałem regionalne i krajowe wiadomości. Kolejny raz w informacjach o ludziach pracujących przy usuwaniu skutków orkanu nikt nie wspomniał leśników i pracowników leśnych. Przecież to właśnie oni czasem wspólnie ze strażakami i drogowcami, a czasem samodzielnie odblokowują drogi pomiędzy wsiami lub domami porozrzucanymi pośród lasów. Dbają też o bezpieczeństwo ludzi, szybko usuwając drzewa wiszące nad drogami lub budynkami. Już w sobotę nad jeziorem Cegielnianym warczały piły i maszyny. Leśnicy wspierają też energetyków, wskazując uszkodzone linie i zwyczajnie pomagają ludziom. Czasem wystarczy choćby wytłumaczyć  jak unikać grozy naturalnych zjawisk i doradzić stosowanie naturalnych sposobów rozwiązywania problemów. Taka natura ludzi lasu, na szczęście nie tylko w obliczu groźnej Natury.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

00:55, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »