O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
piątek, 16 grudnia 2016

 

502min

Las i jego mieszkańcy są przedmiotem mojej fascynacji od czasu, kiedy zacząłem używać rozumu nie tylko do zaspokojenia potrzeb znajdujących się w podstawie piramidy Maslowa. Kiedy wylazłem z bieli pieluch i wyjrzałem zza butelki również białego mleka, zauroczyła mnie zieleń lasu. Patrzyłem z zachwytem na las z okna rodzinnego domu. Z przejęciem słuchałem opowieści rodziców o życiu w leśniczówce, wspomnień związanych z wizytami saren i zajęcy w ogrodzie czy z rykowiskami jeleni w Borze Wilka. Kopałem bez słowa sprzeciwu dżdżownice dziadkowi, emerytowanemu drwalowi i zapalonemu wędkarzowi w zamian za opowieści o lesie i jego mieszkańcach. Słuchałem wspomnień o żywicowaniu korowaniu papierówki, układaniu stosów i przygodach leśnych robotników. Potem odkryłem świat książek i bogactwo wiedzy przyrodniczej w nich zawartej. Byłem najmłodszy w rodzinie, stąd w domu było wiele książek, z „Elementarzem” Falskiego na czele

5021

Szybko zatem nauczyłem się czytać, niechętnie przyjmując pomoc starszych braci. Pewnie dlatego mówili o mnie złośliwie, że jestem uparty jak kozioł…

Gdy byłem uczniem „podstawówki” szybko przeszukałem skromne zasoby szkolnej biblioteki, chłonąc książki o lesie. Byłem też pilnym i stałym klientem biblioteki pana Muchajera położonej tuż przy tzw. „klubokawiarni” prowadzonej pod szyldem Robotniczej Spółdzielni Wydawniczej. Zasoby wiejskiej biblioteki nie były zbyt bogate, ale książek o lesie było sporo. Z niecierpliwością czekałem na powracające od innych czytelników opowiadania o losach Tomka Wilmowskiego i jego przyjaciół pośród  lasów Amazonii, Afryki czy  Nowej Gwinei. Poznałem też bogatą, pachnącą żywicą twórczość Arkadego Fiedlera. Najbardziej fascynowały mnie jednak powieści Tytusa Karpowicza i jego wspaniałe opowieści o naszych dzikach, jeleniach, wilkach, rysiach i Bałabuszce- złotym lisie, zebrane w Księgę Puszczy.

Było też wielu innych autorów opowieści o lesie, pracy leśników, obyczajach zwierząt W jesienne i zimowe popołudnia i wieczory czytałem, czytałem, czytałem… Nie natrafiłem jednak nigdy na magiczną książkę, która zupełnie niedawno ponownie pojawiła się na rynku za sprawą wydawnictwa Zysk i S-ka.

Książka jest bardzo poetycka, magiczna, baśniowa, a z drugiej strony niesłychanie prawdziwa, pełna solidnej wiedzy o lesie. Pewnie dlatego bardzo mnie zainteresowała i zauroczyła. Czytałem ją tak jak dawniej, późnym wieczorem, choć w czasach gdy byłem uczniakiem, sprytnie chowałem się przed mamą z książką i lampką nocną pod kocem …

Książka Bogdana Dyakowskiego jest też z jednej strony historycznym zapisem obrazu lasu sprzed ponad 100 lat, a z drugiej strony jest niesłychanie aktualna, choć została wydana w 1898 roku. Potem było jeszcze 6 przedwojennych wznowień tego niezwykłego dzieła i tylko jedno po wojnie, w 1947 roku. To najnowsze wydanie, które zawdzięczamy wydawnictwu Zysk i S-ka ukazało się 14 listopada 2016 roku. Zostało pięknie wydane w twardej, atrakcyjnej okładce i na dobrym papierze. Ale nie tylko to stanowi o atrakcyjności tego dzieła. Jego rangę dodatkowo podnoszą zdjęcia mistrza Włodzimierza Puchalskiego, co jest także sygnałem dla czytelnika, że to wyjątkowa treść, skoro ilustrują ją tak niezwykłe fotografie. Twórczość fotograficzna i literacka Włodzimierza Puchalskiego została niedawno  pięknie zaprezentowana  dzięki działalności Tomasza Ogrodowczyka i Ośrodka Rozwojowo-Wdrożeniowego Lasów Państwowych.

5024

Warto w tym celu zajrzeć na stronę:

http://www.sklep.bedon.lasy.gov.pl/

 

Bohdan Dyakowski wzbogacił swoje teksty cytatami z wielu wierszy i tekstów piosenek ludowych. Pokazał też, jak szczególnym znawcą przyrody był nasz wieszcz Adam Mickiewicz, ilustrując swoje opowieści fragmentami „Pana Tadeusza” i innych utworów poety. Sięgnął też z wielką znajomością rzeczy do poezji Teofila Lenartowicza, Jana Kochanowskiego, Marii Konopnickiej, Ignacego Krasickiego. Zwracając się do drzew woła raz słowami Mickiewicza, kiedy indziej Wincentego Pola, a nawet sięga do „Nocy Listopadowej” Stanisława Wyspiańskiego:

Na urwiskach jałowiec i sosna,

przygięta wichrem, drży…

Krzew zwarzył wicher ostry

i szron bieluchny mży…

Sądzę, że dziś wielu z nas nie pamięta kim był autor tej książki. Bohdan Dyakowski to przyrodnik, naukowiec i społecznik, dydaktyk ale też wielki miłośnik lasu. Wspaniały gawędziarz posiadający ogromną wiedzę praktyczną ale też ogromna wrażliwość płynącą z romantycznej duszy. Z jednej strony zwolennik pracy od podstaw, bardzo twórczy publicysta, autor setek artykułów i ponad 50 książek, a z drugiej strony poetycki przyrodnik sięgający do legend i sentymentalnych, bardzo osobistych ocen.

5022

Jestem przekonany, że z tej publikacji można nauczyć się jak ze swadą i polotem, okraszonym romantycznym duchem, można opowiadać o lesie i jego mieszkańcach. Jak pokazywać naukowo piękno przyrody, legendą opowiadać o mysikróliku, lisa nazywać „mistrzem forteli” i pokazać prawdziwy obraz człowieka w lesie. Dyakowski pięknie i obrazowo opisuje sprawę wycinania drzew w lesie, mówi o roli owadów i człowieka, który usiłuje sobie wciąż podporządkować przyrodę. Lektura dla wszystkich, którzy nie potrafią zrozumieć sprawy Puszczy Białowieskiej i niesłusznie oskarżają leśników. To także obowiązkowa  i z pewnością pasjonująca lektura dla nauczycieli, ludzi zajmujących się edukacją przyrodniczą i leśną, przyrodników, miłośników lasu, myśliwych oraz praktyczny podręcznik dla wszystkich leśników. Bo z tej książki dowiemy się rzeczy, o których pewnie nawet niektórzy z leśników nie słyszeli. Bo kto dziś pamięta co to smółka? Czy wszyscy wiedzą dlaczego kukułka jest wyjątkowo potrzebna w lesie? Czy dobrze znamy sorki czyli pilchy?

Książka „Nasz las i jego mieszkańcy” wydawnictwa Zysk i S-ka to obowiązkowa ale niesłychanie przyjemna lektura dla każdego, kto nie zważając na mróz, deszcz, suszę, komary i kleszcze każdą wolną chwilę spędza w lesie bo jest w nim z pasją zakochany.

Z pewnością dla wielu miłośników lasu ale też dla ludzi, którzy lasu zupełnie nie znają, będzie to doskonały prezent pod choinkę. Podobnie jak książki i płyty ze wspomnianego sklepiku ORWLP Bedoń. Bo choć wydaje się nam, że jest mnóstwo książek o lesie, choć wydaje się wielu ludziom, że doskonale znają las i jego mieszkańców i potrafią doskonale o nim pisać, to nie wszystkim, ale wielu rzeczywiście się wydaje. Z pewnością natomiast nie budzi wątpliwości doskonałość dzieł Bohdana Dyakowskiego i Włodzimierza Puchalskiego.

 Do księgarń zatem, bo przecież Boże Narodzenie tuż, tuż…

5023

 

Wzorem wielkich znawców kina i literatury zachęcających do oglądania oraz czytania klasyków, mogę z wielką radością i przyjemnością zakrzyknąć po lekturze książki do sympatycznych czytelników blogowych zapisków leśniczego:

Gorąco polecam!

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

 

18:44, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
niedziela, 11 grudnia 2016

501min

Pomimo tego, że dziś na termometrze przy leśniczówce zobaczyłem temperaturę plus 10 stopni i od rana gęsto pada deszcz, mamy czas zimy i powoli ogarnia nas świąteczny nastrój. Słychać melodie kolęd, wiele domów zostało już świątecznie przystrojonych i coraz częściej ludzie pytają o choinki. Przecież za dwa tygodnie Wigilia… Choć coraz bardziej odzwyczajamy się od nucenia piosenki „Białe święta” ( to młodsze roczniki) lub Skaldów „Z kopyta kulig rwie” (to ci, co pamiętają więcej).

Niezależnie od pogody jest jednak zima i niebawem będą najpiękniejsze polskie święta Bożego Narodzenia. Chętnie wspominam przedświąteczny czas mojego dzieciństwa. Zwykle na dwa tygodnie przed świętami budowałem podsypy dla kuropatw, które przychodziły przez śnieżne zaspy pod same okna mojego domu rodzinnego w Brójcach. Pomagałem w ten sposób im, a przy okazji innym ptakom,  przetrwać srogą zimę. No ale pewnie dziś niewiele osób pamięta co to podsyp…

5011

Podsyp, inaczej posyp, daszek lub plewisko - to miejsce wykładania karmy dla  kuropatw i bażantów, przykryte konstrukcją w formie jedno lub dwuspadowego daszku. Wysypywało się tam poślad, czyli zboże gorszej jakości, z którego oddzielono wcześniej lepsze, dorodniejsze ziarna. Czasem poślad mieszałem z plewami i innymi nasionami. Wysypywałem go pod daszkiem, aby kuropatwy nie tylko pojadły, ale też ogrzały sobie łapki na warstwie plew. Obserwowałem je potem przez kuchenne okno. Bo zimy były srogie: mroźne i białe od śniegu, który zalegał miesiącami. Wtedy moim ulubionym zajęciem było tropienie na świeżym śniegu zwanym ponową.

Oglądałem na nim tropy- czyli odbicie ptasich i zwierzęcych kończyn oraz ślady- czyli dowody bytności i żerowania zwierząt. Ze śladów można odczytać biologię i obyczaje zwierząt, odtworzyć ich zachowanie i zwyczaje podyktowane codzienną walką o byt oraz przetrwanie gatunku. Moje dzieciństwo to ciągła praktyczna nauka biologii. Szedłem przykładowo po tropach kuropatw, które wracały spod mojego podsypu w krzaki porastające dawny cmentarz ewangelicki i czytałem z nich ich przygody. Ostra krecha na śniegu świadczyła o ataku jastrzębia, a sznurek lisich tropów

5017

 i mocne odbicie łapek kuropatwy wskazywały na konieczność porzucenia pieszej wędrówki i rejteradę na skrzydłach przed atakiem rudzielca.

Często po sznurku lisich łapek szedłem nawet kilka kilometrów, aby poznać lokalizację nory ostrożnego mykity. W jej otoczeniu znajdowałem ślady, które obrazowały menu lisa i jego indywidualne upodobania. Wracałem tam potem latem, aby obserwować małe liski przy norze. Podglądanie ich treningów przed norą to świetna zabawa, choć dla zwierząt to niezbędne zajęcia, przygotowujące je do samodzielnego życia.

5012

Chętnie tropiłem też kuny, które tylko czasem schodzą z drzew na ziemię, zostawiając bardzo charakterystyczny trop, nazywany czasem ośladą

50111

Kuny i inne łasicowate zostawiają trop, który można obrazowo nazwać „dwie dziurki, dwie dziurki”. Podobny trop zostawiają myszy, ale tam często dziurkom towarzyszy kreska ogona. Czytanie tropów i śladów to fantastyczna nauka przyrody. Jeśli poświęci się jej sporo czasu, nabiera się doświadczenia, które powoduje, że na podstawie złamanej gałązki, pozostawionych resztek pożywienia, odcisków łap, odchodów czy wypluwek poznajemy sekretne życie zwierząt. Budujemy w ten sposób własną, praktyczną wiedzę o świecie zwierząt. Przecież prowadzą one najczęściej skryty, nocny tryb życia. Spora jego część odbywa się w gąszczu drzew i krzewów. Umiejętność czytania śladów i tropów powoduje, że możemy łatwo rozpoznać jakie zwierzęta zamieszkują okoliczne lasy, ale też odwiedzają w nocy otoczenie naszego domu i ogrodu. To umiejętność porównywalna do rozpoznawania ptasich głosów. Warto się uczyć zarówno rozpoznawania głosów, jak i tropienia od innych, doświadczonych obserwatorów przyrody, bo to dość trudna sztuka, ale dająca wiele satysfakcji.

No cóż, od czegoś należy zacząć, a przecież dość łatwo jest tropić na mokrym piasku pośród gruntowych dróg i pól

5013

Lub na świeżym śniegu ponowy

5014

 Ale czy można tropić zwierzęta np. na pozbawionych śniegu asfaltowych drogach lub na torach  kolejowych?

5015

Wydaje się to mało realne, ale pewnie, że można!

Sprawdzałem w czwartek wykonanie czyszczeń i trzebieży w okolicach linii kolejowej przecinającej moje leśnictwo. Zabrałem ze sobą aparat fotograficzny, bo już nieraz na torach spotykałem niecodzienne widoki. Kiedyś dokładnie w samo południe przedefilowały mi przez ten tor trzy borsuki, które przecież prowadzą zdecydowanie nocny tryb życia

5016

Spotykałem tam dziki, lisy, wiewiórki, daniele i … złomiarzy, którzy próbowali kraść nakrętki z wielkich śrub na torowisku lub krzyże Św. Andrzeja.

W czwartkowy poranek na torach oraz wokół nich panowała cisza i spokój. Popiskiwały tylko cicho sikory, nawoływało się stado raniuszków i kilka razy wrzasnęła ostrzegawczo sójka. Nic ciekawego. Sprawdziłem wykonanie zabiegów i przy okazji skontrolowałem stan sanitarny lasu. Zapisałem sobie spore gniazdo posuszu w oddziale 70 i wracałem do samochodu, który zostawiłem ponad kilometr dalej.

Ale gdy fotografowałem tory kolejowe moją uwagę przykuł widok jednej szyny. Gdy spojrzałem na nią pod odpowiednim kątem, moim oczom ukazał się jakby ciąg chińskich znaków. Co to takiego? Przyjrzałem się dokładniej i ujrzałem sznurek tropów odbitych na wilgotnej od rosy metalowej powierzchni.

5018

Gdy podszedłem bliżej, światło odbijające się od metalu uniemożliwiło obserwację tropów. Zbliżyłem je sobie zatem poprzez zoom aparatu

5019

Oglądałem chwilę te tropy przez obiektyw aparatu, bo „na żywo” praktycznie były niewidoczne. Zwierzę maszerowało tą samą szyną dość długi odcinek, tam i z powrotem. Druga szyna była pozbawiona tropów. Trop był niezbyt niewyraźny i rozmazany. Trudno jednoznacznie i z całą pewnością określić, kto o poranku spacerował sobie po szynie pokrytej rosą. Brak odciśniętych pazurów wskazywałby na domowego kota, choć trop był w mojej ocenie raczej większy niż koci. No i było to daleko od najbliższej wsi. Podobny trop zostawia jenot, lis i szop pracz, choć zwykle odciskają pazury. No ale czemu zwierzak spacerował po szynie kolejowej? Tropy lisa są nieco inne. Jenoty o tej porze zapadają w sen, choć przy tak wysokich temperaturach bywają aktywne. Mogła to być także wydra zmierzająca do rzeczki Obry, która malowniczo wije się w pobliżu.

Coraz częściej widuję w mojej okolicy szopy pracze. Czasem znajduję je potrącone przy drodze

50110

Może zatem to szop pracz spacerował sobie z gracją baletnicy kolejową szyną? Może ruszył na spotkanie z lokomotywą jak to swojego czasu zrobił Sted- Stachura? Niech zostanie to zagadką...

Mam nadzieję, że ta przygoda i nierozwiązana zagadka będzie zachętą i inspiracją dla wszystkich tropicieli, aby pomimo braku śnieżnego puchu nawet na kolejowych szynach szukali zapisów życia lasu.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

11:53, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
wtorek, 06 grudnia 2016

500min

Za oknami nieco mroźnie, czasem szaro i mokro, kiedy indziej biało i ślisko. Dzień krótszy od poprzedniego mija bardzo szybko, poganiany nerwowym pośpiechem i natłokiem spraw. Charakterystyczny tupot Rudolfa i typowe dla jowialnego Mikołaja „hohohoho”, oraz zauważalna i odczuwalna najbardziej w reklamach magia świąt, wskazują, że to już grudzień…

 To miesiąc kojarzący się leśniczemu z nerwowym pośpiechem i nieustannymi telefonami. Dotyczą one w równym stopniu choinek jak drewna. Bo dla wielu ludzi leśniczy kojarzy się głównie z osobą zawodowo związaną z „produkcją” choinek. Wolą ich szukać w leśniczówce, a nie w centrum handlowym. Choć dla leśniczego zdecydowanie ważniejsze są teraz sprawy drewna, naturalnie tego w skali makro.

5001

Grudzień to przecież miesiąc kojarzący się leśniczemu już od wielu lat z porą dopinania umów na dostawy drewna do odbiorców. To także pora kiedy należy zakończyć precyzyjnie zaplanowane na ten rok wszelkie prace leśne. W ich wyniku powstaje drewno, na które zwykle niecierpliwie czekają odbiorcy. Zamówili je dokładnie określając ilość i jakość. Leśniczy musi je terminowo przygotować, dokładnie pomierzyć, odebrać i wywiązać się z umów podpisanych na styku leśnicy-drzewiarze.

5002

Zadania gospodarcze należy wykonać na 100 procent, zmieścić się w planie kosztów oraz dostosować to wszystko do podpisanej umowy z firmą wykonującą usługi leśne. Bo przecież to nie leśniczy z podleśniczym przygotowuje drewno, wykonuje zadania gospodarcze i wszelkie zabiegi pielęgnacyjne w lasach.

Wszelkie prace leśne wykonują w Lasach Państwowych Zakłady Usług Leśnych, które realizują zlecone przez leśników czynności. Są to prywatne firmy wykonujące wszystkie zadania związane z ochroną, hodowlą i użytkowaniem lasu. Właścicieli i pracowników ZUL: drwali, zrywkarzy, operatorów różnych maszyn, a czasem także „operatorów” siekier, tasaków, łopat czy kos, określa się mianem „zulowców”. To ZUL-e zatrudniają dziś pracowników leśnych, którzy wykonującą trudne, niebezpieczne i jakże  ważne dla bytu lasu fizyczne prace w lesie.

5003

Choć nie zawsze tak było. Zmieniła to jednak uchwalona w 1991 roku ustawa o lasach. Powstała ona po znaczących przemianach ustrojowych naszego kraju, w realiach gospodarki rynkowej. Wcześniej pracowników leśnych wykonujących prace fizyczne zatrudniały Lasy Państwowe. Tak samo jak dzisiejszych leśników, którzy zajmują się zarządzaniem, planowaniem prac, projektowaniem różnych działań w lesie i nadzorem nad nimi, kosztorysowaniem i rozliczaniem zadań. Leśników zaliczanych do Służby Leśnej, noszących zielone mundury wspierają pracownicy administracji. W całej ogólnopolskiej organizacji zatrudnienie znajduje dziś ponad 25 tysięcy ludzi z kadry zarządzającej. To około 5,5 tysiąca leśniczych, podobna liczba podleśniczych, 430 nadleśniczych, wielu specjalistów i pracowników nadleśnictw, zakładów oraz dyrekcji. Tylu pracowników pozostało z 116,5 tyś. osób jakie Lasy Państwowe zatrudniały w początku lat 90 XX wieku. Zupełnie inaczej wyglądała wtedy praca leśników i drwali. Grudzień w tamtych latach kojarzył się z dymem ognisk płonących na zrębach, zapachem choinek zwożonych na plac leśniczówki lub nadleśnictwa, spokojem i ciszą zimowego lasu. Rok gospodarczy kończył się w marcu i wszystko było zorganizowane inaczej, choć to nie znaczy, że lepiej… To już jednak historia i dziś w lesie, oprócz praw natury także bardzo ważne są prawa rynku.

 5008

Ojciec praw rynku, bo tak wielu nazywa Adama Smitha - szkockiego doktora ekonomii i zarządzania, chyba jako pierwszy je zrozumiał i przedstawił  filozofię działania tej koncepcji. Zrobił to w wydanej w roku 1776 książce „Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów”.  Smith właśnie w tej książce podkreślał wielką rolę konkurencji. Nazwał ją tam „niewidzialną ręką rynku − prowadzącą naturalne interesy oraz wskazującą inklinacje ludzi do tego, co najbardziej odpowiada interesom całego społeczeństwa. Interes własny działa jak siła napędzająca, kierująca ludzi do takiej pracy, której efekty są potrzebne społeczeństwu”.

Wskazana przez Smitha „niewidzialna ręka rynku” odegrała wielką rolę w reformach wielu dziedzin życia społecznego początku lat 90, w tym w reorganizacji Lasów Państwowych ale także np. Państwowych Gospodarstw Rolnych. W przeciągu krótkiego czasu z Lasów Państwowych odeszło kilkadziesiąt tysięcy pracowników. Zakładali wtedy małe, prywatne, często rodzinne firmy leśne lub zaczynali od jednoosobowej działalności gospodarczej. Zaczęła się era przetargów na usługi leśne i odtąd w grudniu, zarówno leśniczy, zulowiec- właściciel firmy  jak drwal czy zrywkarz w niej pracujący nucą sobie rozsławiony niezapomnianym głosem Marka Grechuty wiersz „Niepewność” Adama Mickiewicza:

Gdy cię nie widzę, nie wzdycham, nie płaczę,

Nie tracę zmysłów, kiedy cię zobaczę;

Jednakże gdy cię długo nie oglądam,

Czegoś mi braknie, kogoś widzieć żądam

Każdy leśniczy zapewne chętnie „domruczy” sobie własną dalszą kompozycję:

I tęskniąc sobie zadaję pytanie:

Kto moim zulowcem w tym roku zostanie?

 

Przecież skoro wszelkie prace wykonują „zulowcy” to oczywistym nie tylko się wydaje ale absolutnie prawdziwe jest stwierdzenie, że fundamentem dobrej gospodarki leśnej jest udana współpraca leśniczego i firmy leśnej.

5004

 

Usługi leśne to praca na „żywym organizmie”, w zmieniających się warunkach przyrodniczych, rynkowych i gospodarczych. Wszelkie prace i zadania zleca „zulowcom” leśniczy i nadzoruje ich wykonanie. Reguły współpracy leśniczego i ZUL-a narzucają obu stronom prawa rynku, a szczególnie ustawa o zamówieniach publicznych. Oprócz umowy, podpisanej po rozstrzygnięciu publicznego przetargu szczegóły  współpracy reguluje wiele przepisów związanych m.in. z zasadami hodowli lasu, instrukcją bhp oraz wymogami ochrony przyrody i certyfikacji lasów. Leśniczy musi to wszystko umiejętnie połączyć, realizując plany zadań na 100% i w dodatku spełniając wymagania odbiorców drewna. Jestem przekonany, że nie jest to możliwe bez zgodnej współpracy z profesjonalną firmą leśną. Ale sztywne reguły zamówień publicznych i „urzędnicze normy” nie zawsze temu sprzyjają. Przetarg wygrywa się najczęściej oferując najniższą cenę za usługi wykonane z gwarancją najwyższej jakości i staranności . Leśny przedsiębiorca musi być zatem znakomitym ekonomistą i menadżerem, aby utrzymać się na leśnym rynku usług. Aby być wiarygodnym partnerem dla leśników musi mieć dużo specjalistycznego sprzętu i profesjonalną grupę pracowników. Nie jest to łatwe, bo praca jest bardzo ciężka i dla wielu mało atrakcyjna. Kadra leśnych pracowników nie jest stabilna i przewidywalna…

Dlatego ta „leśna piechota” pracuje często na zasadzie rodzinnych tradycji i z powodu trudno dla niektórych zrozumiałej miłości do lasu. Drwal czy kierowca ciągnika lub operator harwestera pracuje najczęściej z podobną pasją i umiłowaniem lasu jak leśniczy. Choć z pewnością to trudniejsza praca.

5005

 W kabinie harwestera czy forwardera może nie jest źle, ale wiele prac nadal wykonuje się ręcznie, dźwigając ciężkie wałki czy machając siekierą lub łopatą. To praca na mrozie, w upale, kurzu, deszczu. Gryzą meszki, kleszcze i komary, no i trzeba być nieustannie dyspozycyjnym, bo przecież „zulowcy” razem z leśnikami uczestniczą także w nocnym dogaszaniu pożarów czy bardzo porannych zabiegach chemicznych. Trzeba zainwestować sporo pieniędzy w harwestery, forwardery, pługi, frezy. Czasem też w trudne do zastąpienia konie, ciągniki, wykaszarki czy pilarki, a głównie w ludzi, którzy muszą wykonywać prace odpowiednio przygotowani i wyposażeni w sprzęt ochrony osobistej.

Dlatego grudzień kojarzy się ludziom lasu z niepewnością współpracy. Widmo corocznych zmian nie sprzyja dobrej i wydajnej pracy.

Ale takie są zasady i trzeba sobie radzić z tym i innymi wyzwaniami.  Dekadencja związana z corocznie podpisywaną umową utrudnia i tak trudne relacje na styku leśniczy- przedsiębiorca leśny.

Dobrze jak jest to współpraca wieloletnia, bo wtedy znane są wzajemne oczekiwania. Duże znaczenie ma także znajomość specyfiki terenu. Praktycznie każde leśnictwo w kraju jest inne. Różni są też leśniczowie, choć sztuka leśna pozornie ta sama... Ale można prace leśne wykonywać jako tzw. „rowerowy zul”, korzystając z siły własnych mięśni oraz jednego konia

5006

Można także korzystać ze świetnie wykształconej kadry i nowoczesnego sprzętu

5007

Wiele zależy naturalnie od specyfiki leśnictwa i lokalnych uwarunkowań. Zdarza się jednak często, że co roku inny ZUL jest wykonawcą prac w jednym leśnictwie i nie zawsze reguły przetargów pozwalają na wybór tego, którego uważamy za najlepszego. Wtedy także trzeba sobie ułożyć współpracę, ale potrzeba na to czasu i cierpliwości. Przełom roku, w który właśnie wkraczamy kojarzy się nam leśniczym, ale także (a może bardziej) zulowcom, z nerwowym pośpiechem i mało poetycką niepewnością…

Pozdrawiam grudniowo i Mikołajkowo  wszystkich czytelników blogowych zapisków leśniczego z okazji wpisu nr 500 na przestrzeni blisko 6 lat.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

00:04, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
niedziela, 27 listopada 2016

499min

Minęło już wiele lat od zakończenia II wojny światowej. Zapętleni w codziennych, stale rosnących obowiązkach, zwykle mamy niewiele czasu na rozmyślania o sytuacji gospodarczej i politycznej na świecie. Choć czasem z niepokojem wsłuchujemy się w medialne informacje. Bo zdarza się, że w bliższym czy dalszym zakątku świata dochodzi do konfliktów, starć zbrojnych, czy aktów terroryzmu. Wtedy zwracamy uwagę na stan naszej armii, która jest gwarantem bezpieczeństwa kraju.

Choć dziś coraz mniej osób zna się na sprawach wojska i obronności. Żołnierz to obecnie zawód jak każdy inny. Obronność kraju wydaje się sprawą tylko ludzi zawodowo związanych z ta profesją. Słowa Norwida o tym, że „ Ojczyzna to wielki, zbiorowy obowiązek” wydają się być dla wielu z nas tylko szkolnym sloganem... Czy rzeczywiście tak jest?

Jestem przedstawicielem roczników, które odbywały obowiązkową, dwuletnią zasadniczą służbę wojskową. Dostałem powołanie do wojska, gdy pracowałem już jako podleśniczy. Mieszkaliśmy z żoną sami na skraju niewielkiej, lubuskiej miejscowości. W lutym urodziła się nasza pierwsza córka, a w kwietniu poszedłem „w kamasze” jak zwyczajowo mówiło się wtedy o służbie wojskowej. Żona została na dwa lata sama z małą córeczką w leśnej chałupie. Dziś ta córeczka już jest dorosła i też ma męża i dziecko. Ona i młodzi ludzie z jej pokolenia często rozmawiają o strachu przed wojną. Bo ten strach jest, choć nie zawsze otwarcie o nim mówimy. Młodzi ludzie nie idą dziś do wojska, raczej słabo znają się na sprawach wojskowych ale lęk przed wojną w nich tkwi. Na jednym z budynków w Ustce zauważyłem niedawno taki napis:

4991

Każdy pewnie rozumie go inaczej, ale ja, jako leśnik rozumiem obawy przed wojną. Daleko mi oczywiście do teorii spiskowych czy przesadnych spekulacji ale sprawy bezpieczeństwa kraju są dla mnie i pewnie wielu z nas bardzo ważne. Jesteśmy jako kraj chyba w podobnej sytuacji jak w latach 30 XX wieku. Mamy stosunkowo niewielką, zawodową armię i różne porozumienia polityczne, w które musimy wierzyć, ale czy wierzymy?

Od lat nasz kraj jest reformowany, wiele się zmienia wokół nas. Także w sprawach obronności i armii. Podejmowane są próby tworzenia Obrony Cywilnej, Narodowych Sił Rezerwowych, ostatnio także Obrony Terytorialnej Kraju. Ale spójnego systemu nie widać. Gdy byłem kapralem w wojsku dowodziłem kompanią w czasie alarmu bojowego zanim dotarł do niej ktoś z kadry zawodowej. Zwykle trwało to bardzo krótko i już pojawiał się porucznik czy kapitan. Obserwowałem ćwiczenia rezerwistów lub sam wręczałem im koperty z obowiązkiem stawienia się w koszarach. Dziś działa to inaczej, co nie oznacza, że dobrze.

Od pewnego czasu wielu leśników upomina się o wskrzeszenie Przysposobienia Wojskowego Leśników, którego logo wyglądało tak

4992

O tej przedwojennej paramilitarnej organizacji tak pisze dobrze znany leśnikom płk Zbigniew Zieliński- żołnierz batalionu AK ,,LAS":

 Przysposobienie Wojskowe Leśników (PWL) przygotowywało swoich członków na wypadek wojny do działań w konspiracji. Po wybuchu II wojny światowej leśnicy jako jedni z pierwszych organizowali opór przeciwko okupantowi, byli dowódcami licznych oddziałów partyzanckich. Walczyli na wielu frontach, służyli w formacjach specjalnych jako komandosi, a także w wywiadzie AK, m.in. zbierali materiały i informacje o niemieckiej tajnej broni V1 i V2.

W 1933 roku Naczelny Dyrektor Lasów Państwowych - Adam Loret podpisał z ministrem spraw wojskowych gen. dyw. Tadeuszem Kasprzyckim umowę o zorganizowaniu szkolenia wojskowego leśników - PWL. Celem tej organizacji, która pozostawała pod wspólnym zarządem poszczególnych Dyrekcji Lasów Państwowych i odnośnych Dowództw Okręgów Korpusów (DOK), było - oprócz krzewienia kultury fizycznej i sportu przygotowanie leśników do zadań, które miały być im przydzielone w czasie wojny. Szczególny nacisk kładziono na przygotowanie bojowe w specyficznych warunkach jakie stwarza las w czasie wojny oraz organizowanie sabotażu na tyłach wroga. Przysposobienie Wojskowe Leśników miało na celu nie tylko przygotowanie bojowe ludzi lasu, lecz także propagowanie kultury fizycznej, sportu, wzajemnej pomocy i kształtowanie świadomych postaw obywatelskich.

Na terenie całego kraju było przeszkolonych ok. 11 tys. leśników, którzy byli oficerami i podoficerami Wojska Polskiego. Każdy leśnik miał przydział na wypadek wojny do poszczególnych jednostek. Zajęcia dla leśników zatrudnionych na różnych stanowiskach zarówno w lasach państwowych jak i prywatnych prowadziło 500 wyszkolonych instruktorów w oparciu o 464 lokalne koła.

Specjalistyczny program szkolenia był przeprowadzany w większych ośrodkach, przeważnie na terenie szkół dla leśniczych, na zorganizowanych w tym celu sześciotygodniowych kursach. W niektórych ośrodkach szkolono leśników w wywiadzie i kontrwywiadzie, m.in. w Zagórzu, Kłobucku koło Częstochowy.

 

Na komendantów takich kursów wyznaczono przeważnie inżynierów leśników, oficerów rezerwy, których powoływano również na ćwiczenia wojskowe. Kursy odbywały się np. w nieodległym ode mnie Margoninie koło Poznania, gdzie szefem wyszkolenia PWL był por. inż. Mieczysław Tarchalski i ppor. inż. Florian Budniak.

Późniejszy major, inżynier-leśnik Mieczysław Tarchalski to znakomity przykład patrioty i bojownika, który wywodząc się ze środowiska leśników, walczył z Niemcami, a potem zmagał się z sowieckim reżimem. Tarchalski to wręcz legendarny partyzant o pseudonimie „Marcin”, który do wybuchu II wojny światowej był nadleśniczym w graniczącym z Niemcami Rychtale. Po kampanii wrześniowej, unikając aresztowania, trafił do prywatnych lasów majątku Gajerów w Dąbrowie Zielonej, gdzie pracował jako leśniczy. Tam w maju 1940 r. został dowódcą placówki i Szkoły Podchorążych Związku Walki Zbrojnej. Dwa lata później ukrywał się przez kilka miesięcy w Krakowie, unikając sideł gestapo.

 Za wydanie inż. Tarchalskiego wyznaczono wysoką nagrodę. Wśród poszukiwanych znalazły się także jego żona i 11-letnia córka Marysia, która jako łączniczka – tzw. konny goniec, dziewczyna ułan – była najmłodszym żołnierzem AK na ziemi kieleckiej. W roku 1944 r.  Tarchalski- „Marcin” awansował na stanowisko zastępcy dowódcy batalionu szturmowego „Tygrys” a następnie przejął dowodzenie nad I Baonem „Las” 74. Pułku Piechoty AK.

 Zgrupowania dowodzone przez „Marcina” zapisały na swoim koncie 63 różnego rodzaju starcia, akcje i potyczki z hitlerowskim okupantem. Najsłynniejszą z nich była pięciodniowa zwycięska bitwa pod Kossowem, gdzie w starciu z partyzantami przeważające siły niemieckie poniosły dotkliwą klęskę. Była to wspaniała lekcja taktyki i woli walki, gdzie wsławił się m.in. I Baon „Las” kpt. „Marcina”. Opisuje to wspomniany płk Zbigniew Zieliński w swojej książce

4993

 W historii naszego kraju znajdziemy wiele wątków związanych z bohaterską postawą leśników w czasie II wojny. Choć nie zawsze walka polegała tylko na użyciu karabinów i granatów. Leśnicy znający puszcze i lasy jak własną kieszeń, od początku wojny z ogromnym zaangażowaniem działali w konspiracji i nigdy nie odmawiali pomocy partyzantom. Jako świetni organizatorzy i ludzie obdarzeni bystrym umysłem oraz szeroką wiedzą różnymi sposobami walczyli z okupantem i wspierali ruch oporu. Opisuje to m.in. Z. Zieliński. Robotnikom pracującym w czasie wojny przy wyrębie drzew na potrzeby Niemców przysługiwały przydziały żywnościowe, a za wydawanie tych racji odpowiadali właśnie leśnicy. Na listach sporządzanych przez leśników, zaczęły się pojawiać setki osób, które wprawdzie pracowały w lasach, ale nie z siekierami, a z bronią w ręku. W ten sposób wspierali partyzantów, którzy za ich pomocą jako robotnicy leśni otrzymywali od Niemców racje słoniny, oleju, cukru, wódki i papierosów. „Koncept” leśników zawsze słynął z ułańskiej fantazji okraszonej humorem.

 Nie sposób jednak pominąć zbrojnego bohaterstwa chociaż jednej kompanii PWL z Suwałk. Została ona postawiona w stan pogotowia bojowego 31 sierpnia 1939 w pełnym umundurowaniu, uzbrojona w dwa karabiny maszynowe, karabiny, pistolety i granaty. Została włączona do batalionu KOP (Korpusu Ochrony Pogranicza) o kryptonimie "Sejny" pod dowództwem podpułkownika Osmana. Od września 1939 r leśna kompania odpierała ataki niemieckie ze strony północno - wschodnich Prus, a od 17 września walczyła przeciwko Armii Czerwonej. Polegli wszyscy, bo sowieci nie zabierali jeńców, szczególnie rannych…

Bo leśnicy zarówno wtedy, jak i dziś są wierni słowom: „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Już w 1924 roku, czyli gdy powstała dzisiejsza Służba Leśna, leśnicy opracowali Rotę Przysięgi Służby Leśnej, Hymn Leśny, Katechizm Leśny i Kodeks Leśnika. Zarówno tamte jak i dzisiejsze teksty pisane przez leśników są pełne zwrotów podkreślających wpływ Boga na piękno przyrody oraz na odpowiedzialność leśników za jej utrzymanie dla potomnych. Może zatem także pora przywrócić wojskową tradycję szkolenia leśników?

W moich stronach już coś się dzieje w tym temacie. Otóż, w nieodległym Technikum Leśnym w Rogozińcu, którego jestem absolwentem

4994

14 listopada 2016 roku odbyły się pilotażowe zajęcia z Przysposobienia Wojskowego Leśników, prowadzone przez żołnierzy z 7 batalionu Strzelców Konnych Wielkopolskich. Na stronie internetowej 17 Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej z Międzyrzecza - http://17wbz.wp.mil.pl/pl/1_1681.html

Czytamy:

Strzelcy szkolą uczniów  już od 2014r. Do tej pory podstawą współpracy było porozumienie zawarte pomiędzy 17 Wielkopolską Brygadą Zmechanizowaną z Międzyrzecza a Szkołą Leśną. Cykl szkoleń spotkał się jednak z tak dużym zainteresowaniem ze strony uczniów, dlatego w tym roku podjęta została decyzja o usystematyzowaniu szkolenia. Za przykład posłużył przedwojenny program PWL. Rozwiązanie systemowego wprowadzenia PWL-u do szkół,  przedstawione zostało  na konferencji w Rogozińcu, w której uczestniczyli przedstawiciele Wojska oraz Leśników.

 

Myślę, że to doskonały pomysł, aby szczególnie na poziomie kształcenia następców dzisiejszych podleśniczych, leśniczych ale też nadleśniczych i dyrektorów zadbać o wyszkolenie wojskowe młodych leśników. Bliska współpraca żołnierzy i leśników trwa od bardzo dawna i takie spotkania to częsty widok

4995

Leśne szkoły już przecież  od lat  wzorują się na wojskowych zasadach. Ważna jednak jest nie tylko umiejętność musztry, strzelania i rzucania granatów. To także kształcenie patriotycznej postawy, umiejętność kierowania zespołem ludzi i podejmowania trudnych decyzji. Leśnicy z przygotowaniem wojskowym z pewnością będą bardziej pomocni ludziom nie tylko w czasie wojennych działań militarnych ale takie przeszkolenie przyda się do stałej, codziennej współpracy z wojskiem i innymi służbami. Już nieraz takie umiejętności okazywały się potrzebne przy poszukiwaniu zaginionych w leśnych ostępach czy podczas klęsk żywiołowych. Bo każdy leśnik ma w sobie romantyczną duszę patrioty i żołnierską fantazję partyzanta. Warto to wykorzystać z pożytkiem dla Ojczyzny.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

10:40, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 21 listopada 2016

498min

Obietnica zimy nieco postraszyła nas przymrozkami i śniegiem ale znowu zrobiło się ciepło i w miarę pogodnie, przynajmniej w moich stronach. Zulowcy uwijają się przy różnych pracach, jak to w ostatnim kwartale roku. Ten rok jest dla mnie specyficzny, bo wraz z nim kończy się też 10-letni plan urządzania lasu w naszym nadleśnictwie. Wszystkie zadania musza być wykonane na 100 procent. Niektóre zręby czekają już na wiosenne odnowienia, poorane w równe bruzdy. Ale na innym jeszcze rosną mygły dłużyc sosnowych i dębowych oraz stosy kłód.

4981

Pracujemy w ostatnich trzebieżach wczesnych i późnych. Większość prac z zagospodarowania lasu już zakończona, np. pielęgnacje upraw czy czyszczenia, ale sporo się dzieje w ochronie lasu. To dobry czas na jesienne poszukiwania szkodników (pisałem o nich niedawno), które pierwsze przymrozki zachęciły do zejścia z koron sosen do ściółki. Tam właśnie szukamy i liczymy zimujące strzygonie, osnuje, zawisaki czy boreczniki. Pilnie obserwujemy też zjawisko zamieranią pędów sosen i stan sanitarny lasu. Pozbawione liści dolne piętro lasu nie zasłania pni i koron drzew, stąd łatwiej teraz wypatrzeć chore i osłabione sosny czy świerki. Ale są też i inne pilne zajęcia w lesie. Listopad to przecież np. dobry czas na czyszczenie budek lęgowych.

4982

 Ich systematyczne czyszczenie jest koniecznością, bo ptaki niechętnie zasiedlają budki, w których za dużo jest pozostałości po poprzednich gniazdach. Nieusunięty materiał, czasem martwe pisklęta lub zaziębione jaja są siedliskiem pasożytów i czynią budkę niezdatną dla lokatorów. Dlatego co roku, późną jesienią, najlepiej na przełomie października i listopada, ostrożnie otwieramy budkę i usuwamy z niej całą zawartość.

4983

Dlatego przednia ścianka budki musi być wyjmowana i przymocowana wkrętami lub zamykana na „inny patent”, np. zagięty gwóźdź widoczny na fot 2.

 Nie należy zabierać się za czyszczenie budek zbyt wcześnie, np. we wrześniu, bo często korzystają z nich także nietoperze, lepiej im nie przeszkadzać zanim polecą na zimowiska. W budkach o większych otworach znajdziemy czasem koszatkę czy popielicę. Bywa, że zajrzy tam także ciekawska wiewiórka

4984

Podczas czyszczenia budek, które są przeze mnie i każdego leśniczego wpisane do specjalnej ewidencji, notujemy, które są zasiedlone, a które nie. Potem wypełniam specjalny formularz i ustalam procent zasiedlenia budek w całym leśnictwie. Zwykle jest to przedział pomiędzy 75 a 95 procent wywieszonych budek. Często spotykam w nich także gniazda os czy szerszeni. Szczególnie chętnie zasiedlają schrony dla nietoperzy, gdzie zamiast okrągłego otworu wlotowego jest prostokątna szczelina

4985

 

To pewnie dlatego, że owady nie mają się gdzie podziać. W naszym coraz bardziej uporządkowanym świecie brakuje im kryjówek. Likwidujemy stare szopy czy pomieszczenia gospodarcze, w przydomowych ogrodach brakuje martwych drzew lub nawet ich części. A można zrobić tak

4986

Zamiast palić lub wyrzucać kawałki starego drewna lub gałęzie, złóżmy je w ogrodzie. Wtedy zagnieżdża się tam owady, ale także inne stworzenia, np. jaszczurki. Może schronić się tam zaskroniec lub „przytuptać nocą jeż”. W naszych wypielęgnowanych ogrodach dominują iglaki i wystrzyżone trawniki, dlatego warto znaleźć czas i miejsce na taką pożyteczną budowlę przeznaczoną dla owadów i płazów

4987

 Jesienią zobaczycie czasem na drodze leśniczego lub pracownika zakładu usług leśnych z taką deweloperską ofertą dla ptaków.

4988

 Ale zamiast tylko biernie obserwować, czy nie warto brać przykład z leśników i cieszyć się na działce czy w sąsiedztwie domu z takich wizyt?

 4989

 

Dlatego warto zostać deweloperem i zadbać o mieszkania dla ptaków, zwierzaków i owadów wokół siebie. Jak zrobić domek dla owadów już wiemy. Warto zadbać też o kryjówki dla jeży. Wiele satysfakcji da nam bliskość budki lęgowej, gdzie będziemy spotykać sikory (mamy ich 6 gatunków), szpaki, dzięcioły, kowaliki czy muchołówki.

 Mimo że w wielu sklepach ogrodniczych można łatwo kupić różne modele budek lęgowych dla ptaków, to jednak zachęcam do samodzielnego zrobienia budki i wywieszenia jej w najbliższej okolicy. Nie jest to zadanie ani trudne, ani pracochłonne. Budowa budki jest dobrą okazją do świetnej zabawy dla całej rodziny. Zdobycie kilku deseczek nie powinno być wielkim problemem, możemy przecież skorzystać z materiałów pochodzących z recyklingu, czyli z elementów palet czy opakowań różnych produktów (patrz fotografia nr 1).

 

 Przycięcie i zbicie kilku deseczek zajmie nam najwyżej godzinę lub dwie, a satysfakcja ze wspólnej pracy jest gwarantowana na długi czas. Potem czeka nas obserwacja ptaków w rodzinnym gronie i zadowolenie z kolejnych lęgów, które będą opuszczały naszą budkę.

 

Potrzebne będą:

 

  1. Nieheblowane deski, najlepiej z drewna liściastego; można także użyć drewna iglastego, o które zwykle łatwiej. Płyty wiórowe czy sklejki nie nadają się, bo są najczęściej nieodporne na wilgoć i już po pierwszych deszczach się rozlecą.
  2. Ręczna piła do drewna.
  3. Młotek i nieduże gwoździe. Jeszcze lepiej zastosować wkręty do drewna. Użycie wkrętów ułatwi nam późniejszy demontaż przedniej ścianki, aby wyczyścić wnętrze budki.
  4. Wiertarka i wyrzynarka do otworów o średnicy odpowiadającej otworowi wlotowemu.
  5. Tarnik i papier ścierny do drewna, które wyrównają krawędzie budki i nadadzą jej estetyczny wygląd.

Nie używamy ani farb, ani lakierów czy impregnatów, bo mogą zaszkodzić ptakom. Można ewentualnie zaimpregnować daszek, np. pokostem, ale nie jest to konieczne. Nie pokrywamy niczym dachu, np. papą czy gumoleum. Najlepiej pozostawić drewno w stanie naturalnym.

 Budujemy:

 Budowę budki zaczynamy od wywiercenia (najlepiej zrobić to wyrzynarką) otworu wlotowego w przedniej ściance. Wlot nie powinien mieć żadnych zadziorów, natomiast wnętrze może być chropowate. Będzie wtedy łatwiej wydostać się ptakom z budki.

Pod otworem wlotowym nie umieszczamy żadnych podpórek czy patyczków, które miałyby ułatwić ptakom wchodzenie do budki. Ptaki świetnie sobie poradzą bez nich, a utrudniony dostęp będą za to miały drapieżniki, np. kuny czy koty.

Otwór wlotowy umieszczamy możliwie najwyżej od dna budki i osłaniamy przybitymi wewnątrz budki dwoma dwucentymetrowej grubości kawałkami drewna. Dzięki temu do jaj czy piskląt nie sięgnie żaden drapieżnik.

Przybijamy wszystkie ścianki do podłogi, pamiętając, aby choć jedna z nich (najlepiej przednia) została zamocowana wkrętami. Wszystkie deski powinny być równo przycięte i ściśle do siebie przylegać, aby wnętrze było osłonięte przed przeciągami i jak najlepiej wytłumione, co zachęci ptaki do zamieszkania.

Dach montujemy pod lekkim skosem, wysuwając go na 3–5 cm nad przednią ściankę, by chronił wlot budki przed deszczem i zakrywał cały domek. Na samym końcu do tylnej ścianki przybijamy wąską deseczkę lub listwę, która będzie wystawała kilka centymetrów zarówno ponad budką, jak i pod nią. Posłuży do przymocowania budki do drzewa bez użycia gwoździ, najlepiej opaską zaciskową lub linką.

W zależności od tego, które ptaki chcemy zachęcić do zasiedlenia naszej budki, wybieramy jej typ, wyrzynamy otwór i przycinamy deski na odpowiedniej wielkości kawałki.

 

Typ A1 (sikora modra, muchołówka żałobna)

Otwór wlotowy – 2,8 cm.

Dno – kwadrat o boku 11 cm.

Ściana przednia – wysoka na 28 cm, szeroka na 11 cm.

Ściana tylna – wysoka na 30 cm, szeroka na 11 cm.

Ściany boczne – szerokie na 11 cm + grubość deski przedniej i tylnej. Wysokość dopasowana do przedniej i tylnej ścianki (górna część będzie pod lekkim skosem).

 

Typ A (sikora bogatka, mazurek, wróbel)

Otwór wlotowy – 33 mm, pozostałe wymiary jak wyżej.

 

Typ B (szpak, kowalik, pleszka, krętogłów)

Otwór wlotowy – 47 mm.

Dno – kwadrat o boku 14 cm.

Ściana przednia – wysoka na 36 cm, szeroka na 14 cm.

Ściana tylna – wysoka na 38 cm, szeroka na 14 cm.

Ściany boczne – szerokie na 14 cm + grubość deski przedniej i tylnej.

 

Istnieją jeszcze budki typu D, przeznaczone dla gołębia siniaka i dudka, o wymiarach otworu wlotowego 85 cm i dna – 17 x 17 cm, oraz typu E – dla gągoła, tracza lub puszczyka, o otworze wlotowym średnicy 150 mm. Budując jednak lokal dla ptaków we własnym zakresie, ograniczamy się najczęściej do budek dla mniejszych ptaków, pozostawiając troskę o sowy czy kaczki przyrodnikom i leśnikom.

 

Gdzie i kiedy powiesić

 

Na wielu ścieżkach przyrodniczych zwykle przygotowanych i urządzonych przez leśników zobaczymy tablice informacyjne na temat skrzynek lęgowych i zasad ich wieszania

49810 

Zbudowaną przez nas budkę należy zamontować sztywno na drzewie (najlepiej nie wbijając w nie gwoździ), w lesie, parku lub ogrodzie na wysokości 3–5 metrów nad ziemią, lekko pochyloną do przodu, z otworem wlotowym skierowanym na południowy wschód lub na północ.

 

Domek dla ptaków najlepiej powiesić teraz, jesienią, tak aby niektóre ptaki, a nawet ssaki  mogły z niego korzystać już zimą jak z noclegowni. Można to zrobić także wiosną, ale odpowiednio wcześnie przed okresem lęgowym. Jeśli zbudujemy więcej budek, należy je odpowiednio rozmieścić,  bo ptaki mają swoje obyczaje i nie lubią zbytniego zagęszczenia gniazd. Konkurują ze sobą w zdobywaniu pokarmu i dlatego zajmują określone terytorium. Para bogatek wymaga obszaru o powierzchni od 0,8 do 3 ha, dla dzięcioła dużego jest to już areał od 5 do 30 ha, a dla puszczyka – od 30 do nawet 300 ha.

Naturalnie można także samodzielnie zbudować karmnik dla ptaków, ustawiając go tak, aby dokarmiane ptaki z kolei nie stały się pokusą dla innych sympatycznych zwierząt

49811

Zadbajmy jesienią o naszych braci mniejszych, tak jak leśnicy dbają o mieszkańców lasu. Podczas leśnych spacerów z szacunkiem spoglądajmy na wywieszone przez nas budki i schrony dla nietoperzy. Nie zabierajmy ich do domu lub na działkę, jak czasem się to zdarza ale raczej naśladujmy Adama Słodowego. Posługując się jego hasłem: „zrób to sam” zachęcam do dobrej zabawy przy budowie domków dla ptaków czy karmników i obserwacji „tych co skaczą i fruwają”. Tak je przynajmniej nazywał Michał Sumiński w pamiętnym programie „Zwierzyniec”.

 

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

22:45, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
wtorek, 15 listopada 2016

497min

Listopad to szczególny okres każdego roku. To miesiąc kiedy przyroda sama zwalnia swoje tętno, to specyficzny czas nostalgii, której sprzyjają poranne i wieczorne mgły oraz srebro pierwszych przymrozków. To właśnie w listopadzie wokół nas nastaje łagodna, pełna zadumy cisza, która sprzyja pielęgnowaniu pamięci o tych, którzy już od nas odeszli. Nie bez powodu pierwszy dzień listopada jest świętem Wszystkich Świętych, nazywany przez niektórych także Świętem Zmarłych. Bo to właśnie przykład na to, że jest sacrum i jest profanum.

Człowiek bez sacrum, czyli świętości, a zatem spraw większych niż on, sam nie potrafi żyć. Jeżeli bez sacrum nie może istnieć człowiek, to także cała społeczność nie potrafi funkcjonować bez świętości, bez poszanowania dla sacrum...

W święcie człowiek odnajduje święty wymiar życia w jego ludzkiej pełni, w święcie człowiek przeżywa świętość ludzkiego istnienia postrzeganego jako stworzenie boskie- tak stwierdza Mircea Eliade w „Sacrum i profanum”.

Eliade to znany rumuński myśliciel, a jego dzieło, to przedmiot studiów wielu ludzi, którzy zastanawiają się nad wartościami ludzkiej osobowości. Czy w naszym codziennym zabieganym życiu, w pracy, domu, kościele, w każdej dziedzinie życia, umiemy dostrzec rzeczy, które stanowią sacrum?

Sacrum- to pojęcie pochodzące od łacińskiego słowa sacer- czyli to co święte. Z kolei profanum – to powszednie, świeckie, zwyczajne, codzienne życie społeczne, gospodarcze, polityka, jednym słowem- funkcjonowanie państw i nas wszystkich..

Natomiast kultura, która dba o dorobek i tradycje przodków, pewne wartości, które stanowią o naszym człowieczeństwie oraz religia, wiara, która utrwala spójność społeczną - to właśnie sacrum- świętość, która pozwala nam żyć pełnią życia.

Żyjemy coraz szybciej, na coraz wyższym poziomie, wciąż zmieniamy własną hierarchię wartości. Bo przecież każdy z nas ma chyba jakieś wartości? Mamy zwykle niewiele czasu na rozmyślania, na analizy, na wspomnienia. Ale to tylko od nas zależy. Czy pamiętamy, że coś takiego jak sacrum w ogóle istnieje? Może właśnie po to jest listopad- miesiąc spokojnej zadumy, aby o tym pomyśleć?

Przez cały listopad w parafiach katolickich odmawiane są ''wspominki''. Inaczej mówimy o nich czasem „wypominki” (w Wielkopolsce – wymienianki, na Śląsku – zalecki). Ten szczególny sposób uczczenia pamięci o zmarłych polega na wyczytywaniu imion lub nazwisk osób nieżyjących. Modlitwa za zmarłych, wspominanych w wypominkach praktykowana jest w kościele katolickim bardzo dawno, bo od II wieku.

Ale nie tylko w kościele można szanować sacrum, nie jest to też sfera zarezerwowana tylko dla ludzi bardzo religijnych. Każdy z nas, najlepiej właśnie w listopadzie może zbliżyć się do tej sfery wspominając tych, których już nie ma. Można odwiedzić szczególne miejsca, jak np. kamień mojego kolegi, leśniczego Zbyszka, widoczny na pierwszej fotografii. Stoi w lesie niedaleko Wyszanowo jako wspomnienie o leśniku, który dobrze zapisał się w pamięci ludzi i lasu…

Pamiętajmy o ludziach i wspominajmy ich. Nie zawsze jest konieczne wypisywanie na kartce imion i nazwisk ludzi nam bliskich, nie trzeba tych wypominek wspierać drobnym datkiem.Choć to swobodny wybór każdego z nas. Czasem starczy tylko chwila zatrzymania się, najlepiej w otoczeniu listopadowej przyrody. Bo czy nie jest to sacrum?

4971

Często wspominam w lesie moich bliskich, którzy odeszli. Właśnie  w lesie, w otoczeniu drzew zapłakanych jesiennym deszczem, oklejonych mgiełką pajęczyn lub roślin posrebrzonych przymrozkiem

4972

 Wspominam ojca leśnika, który zaraził mnie miłością do lasu, mamę, która gospodarzyła w samotnej leśniczówce w powojennym czasie i wielu znajomych leśników, których już nie ma. Czasem zatrzymuję się na chwilę przy kapliczce Św. Huberta, którą budowaliśmy na skraju leśnictwa Pszczew wokół drewnianej rzeźby, wspólnie z nieżyjącym już Kazimierzem Kochem…

4973

Święty Hubert jest patronem ludzi lasu, głównie myśliwych, ale każdy, kto kocha las może powierzyć mu swoje myśli i wspomnienia. Niebawem, już za kilka dni będzie inna, dobra okazja, aby to uczynić, zbliżając się do sfery sacrum.

Każdy kto tu mieszka, komu blisko jest do pięknej Ziemi Międzyrzeckiej niech skorzysta z tego zaproszenia

4974

Podczas wieczornego spotkania w słynącym z fresków kościele Św. Jana w Międzyrzeczu odbędą się wypominki, wspominające ludzi lasu Ziemi Międzyrzeckiej, których już nie ma pośród nas. Ale właśnie ten wypominkowy wieczór będzie świadectwem, że choć ich już nie ma, żyją w pamięci nas, którzy nie zapominamy o sacrum.

Wypominki odbędą się w towarzystwie Świętego Huberta, bo właśnie tego sobotniego wieczoru,  w Międzyrzeczu,19 listopada o godzinie 16, odbędzie się odsłonięcie drewnianej płaskorzeźby Św. Huberta. Ufundowali ją myśliwi, leśnicy, przyjaciele lasu. Potem w zabytkowych wnętrzach kościoła zabrzmią głosy muzyków oraz rogi myśliwskie i będzie okazja do wysłuchania koncertu leśnej muzyki w wykonaniu zespołu „DeLuxe” pod kierownictwem Agnieszki Rybickiej. Odtąd w kościele Św. Jana, w bocznej nawie będzie stałe miejsce, gdzie Św. Hubert otoczy opieką wszystkich, którzy szanują las i jego mieszkańców.

Serdecznie zapraszam na listopadowy wieczór wspomnień i leśne wypominki do Międzyrzecza oraz zachęcam do chwili zatrzymania w otoczeniu jesiennej przyrody i aury sacrum.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

21:57, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
sobota, 12 listopada 2016

496min

Czy zastanawialiście się kiedyś kogo lub co nazywamy szkodnikiem? Sądzę, że wcale nie jest tak łatwo zdefiniować to tylko pozornie proste pojęcie. Bo jeśli wczoraj, w Dniu Święta Niepodległości, ktoś nie wywiesił flagi narodowej i w żaden sposób nie uczcił tego ważnego dla kraju dnia, możemy nazwać go szkodnikiem? A gdy zobaczymy, że w naszym ogrodzie ktoś oberwał wszystkie owoce i połamał gałęzie jabłoni, to nazwiemy go szkodnikiem? Mamy go bezwzględnie tępić? Czy szkodnikiem jest wilk, który porwał ze stada owiec jedno jagnię? Zgryzł sarnę lub daniela? Czy szkodnikiem jest kuna, która ponadgryzała nam przewody w aucie, ale z drugiej strony zachwyca nas swoim zwinnym pięknem, gdy skacze po gałęziach drzewa obok naszego domu?

 

Długie, jesienne wieczory pozwalają na chwilę zadumy i skłaniają do rozmyślań. Piękno jesiennego lasu zachęca do troski o jego przyszłość. Zainteresujmy się pojęciem leśnego szkodnika…

Gdy poszukamy encyklopedycznej lub słownikowej definicji szkodnika, to chyba także nie rozjaśni się nam obraz tego pojęcia. Według Słownika Języka Polskiego szkodnik to:

  1. «osoba wyrządzająca szkodę komuś lub czemuś»
  2. «o osobie lub zwierzęciu, których działanie powoduje jakąś niezbyt dotkliwą szkodę»
  3. «zwierzę wyrządzające szkody gospodarce ludzkiej, np. gąsienice owadów niszczące lasy lub zboża»

Na portalu ekologia.pl znajdziemy taką, według mnie dość pogmatwaną definicję, powtarzaną w wielu innych miejscach wirtualnej sieci:

 „Szkodniki to organizmy żywe wpływające niszcząco na organizmy związane z działalnością człowieka. Są nimi rośliny (grzyby, bakterie, wyższe rośliny pasożytnicze, chwasty) i zwierzęta (owady, ślimaki, tasiemce, niektóre ssaki itp.) doprowadzające do obniżenia plonów lub ich całkowitego zniszczenia.”

A co z pojęciem szkodnika w lesie, w przyrodzie? Jak tutaj stosować powyższą definicję w odniesieniu nie do człowieka, ale do współczesnego lasu? Bo dawniej, gdy człowiek jeszcze nie zachwiał przyrodniczej równowagi, wszystko było proste. Jak coś pojawiło się w nadmiarze, zaraz znalazł się naturalny wróg, który regulował równowagę przyrodniczą poprzez opór środowiska. Gdy masowo pojawił się jakiś owad, zjadały go ptaki, gdy było za dużo ptaków, zjadał je jakiś drapieżnik. Ale to przeszłość, bo człowiek wytępił wiele drapieżników, głównie przez to, że nie rozumiał ich roli.

Dlatego obecnie w lesie jest dużo różnego rodzaju szkodników i szkód. Jednak wiele razy na mojej zawodowej drodze spotkałem się z poglądami, że w lesie nie ma szkodników, które należy niszczyć. Bo każde stworzenie ma swoje miejsce w przyrodzie. Choć np. po co komu pędraki- larwy chrabąszczy, które potrafią unicestwić piękną uprawę, a nawet młodnik, ogryzając korzenie młodych drzewek?

4961

To także kwestia nazewnictwa. Bo np. mówimy, że nie niszczymy owadów, lecz regulujemy wielkość ich populacji. Jednak w literaturze naukowej, szczególnie w entomologii- nauce o owadach, wielokrotnie natykamy się na pojęcie szkodnika. Są szkodniki pierwotne, wtórne i techniczne, ssące i gryzące, nocne i dzienne, drzew liściastych i iglastych. Leśnicy mają z nimi mnóstwo pracy. Trzeba je nieustannie monitorować, liczyć, sprawdzać różnego rodzaju pułapki i powierzchnie kontrolne. Niedawno zakończyliśmy poszukiwania szkodników korzeni, a za chwilę będzie czas na jesienne poszukiwania szkodników sosny. Ale szkodnikami są nie tylko owady. To także różne grzyby. Szkodnikiem w lesie bywa też susza i podtopienia, przymrozki i wysokie temperatury. Sprawcą szkód są także silne wiatry, śnieżyce i ulewy. Ogromnym zagrożeniem dla lasu jest ogień.

 Szkodnikiem bywa też człowiek i jego działalność: zaśmiecanie, szkody przemysłowe i wzniecane głównie przez ludzi pożary.

4962

Osobną grupą szkodników są zwierzęta. Choć jak nazywać szkodnikiem uroczą wiewiórkę? Ale i jej zdarzają się czasem różne grzeszki, bo wyjada pączki i nasiona, a czasem też plądruje ptasie gniazda.

4963

Albo czy można uznać za szkodnika zgrabną sarnę przemykającą w poszukiwaniu młodych pędów, jelenia czy daniela? Cóż, zapewniam, że można, czasami nawet trzeba. Dzik, w zasadzie pożyteczny w lesie, także potrafi wyrywać świeżo posadzone dęby czy buki, ale na polach jest istotnym szkodnikiem. To świeżo posiana kukurydza wyjedzona przez dziki przez jedną noc

4964

Pozornie sympatyczne bobry potrafią zniszczyć stare drzewa nad jeziorami ale także czasem wycinają całe łany młodników, np. dębowych jak widać poniżej

4965

Te dęby rosły ponad 30 lat! Czasem nawet daleko od wody dobierają się do drzew nad drogami, stwarzając zagrożenie dla podróżujących samochodami

 4966

To głównie w odniesieniu dla szkód wyrządzanych w lesie przez zwierzęta leśnicy stworzyli pojęcie szkód gospodarczo znośnych. To taki poziom uszkodzeń, przy którym drzewa regenerują się, bądź są usuwane w ramach cięć pielęgnacyjnych, a podstawowe funkcje lasu nie są zagrożone.

Najbardziej istotne szkody w lesie wyrządzają duże ssaki z rodziny jeleni, ale czasem także te mniejsze, np. zające lub dzikie króliki. Te ostatnie wyglądają bardzo niewinnie

4967

Jednak zdarzają się takie miejsca, gdzie wyrządzają istotne szkody. Mam taką niedużą uprawę leśną w pobliżu samotnego gospodarstwa. Królików biega tam moc i w pełni dnia spotkałem ich tam blisko 20. Najbezpieczniej czują się tuż przy zabudowaniach

4968

Gdy oglądałem uprawę i mocno ogryzione przez zwierzątka drzewka, szkodniki - króliki z ironią spoglądały na mnie i wymieniały poglądy z kurami

49610

Tak wyglądają niedawno posadzone tam brzozy.

4969

 Króliki zjadają wszystko, nawet odrośla robinii akacjowej, pędy krzewów czarnego bzu, no i oczywiście wszelkie drzewka.  Ze zgrozą zauważyłem, że ścinają tuż przy ziemi kępy trzcinnika. Jak tam wyprowadzić nowe pokolenie lasu?

Po naradzie z nadleśniczym postanowiłem ogrodzić część uprawy mocną, ocynkowana siatką o gęstych oczkach

496111

Pracownicy zakładu usług leśnych wyorali ciągnikiem bruzdę, w której zakopali słupki i dokładnie naciągnęli siatkę wkopaną nieco w ziemię

49612

Króliki uparcie próbują dostać się do drzewek podkopując siatkę, ale wtedy natrafiają na mocne druty, które uniemożliwiają dalsze szkodnictwo

49613

Tam gdzie rosną brzozy założyliśmy na drzewka indywidualne, czworokątne osłonki

496143

Zabezpieczą one pnie drzewek przed zębami szkodników-królików i stworzą dobre warunki do szybkiego rozwoju młodego lasu. Wiosną zaplanowałem tam wykonanie poprawek i dosadzę nowe sadzonki w miejsca, gdzie żerowały króliki. Bo wbrew temu co sądzą niektórzy, las nie urośnie sam. Trzeba się nim nieustannie opiekować, doglądać, ponosić koszty i zabezpieczać przed działalnością szkodników. Dlatego nie bójmy się słowa „szkodnik”. Nie wahajmy się mówić o zwalczaniu szkodników, zmniejszaniu ich ilości i zapobieganiu szkodom. Choć nie jest łatwo zapobiegać różnym szkodom, podobnie jak trudno otwarcie mówić o tym, że szkodniki w lesie są. Bo są i zapewne długo będą. Dlatego nazywajmy je po imieniu, bez zażenowania mówiąc o sposobach rozwiązywania problemów, które stwarzają.

 Co wcale nie znaczy, że należy wytępić wszystkie grzyby, owady czy zwinne wiewiórki, zgrabne sarny lub sympatyczne króliki. Nikt nie chce ich wystrzelać, podobnie jak my, leśnicy, nie zamierzamy wyciąć lasów. Z pewnością tego nie zrobimy ale potrzebujemy społecznej akceptacji swoich działań, zrozumienia oraz zaufania. Wtedy żaden szkodnik, niezależnie od definicji czy nazwy nie będzie nam straszny i nie zagrozi trwałości naszych, wspólnych lasów.  

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

23:12, lesniczy.lp
Link Komentarze (6) »
niedziela, 06 listopada 2016

495min

W latach 70 i 80 XX wieku, czyli wtedy gdy każdą wolną chwilę przeznaczałem na poznawanie lasu (nawet kosztem kopania piłki) mówiło się powszechnie, że życie jest „szare jak papier toaletowy i długie jak kolejki po niego”. Czy zastanawialiście się kiedyś jak powstaje papier, bez którego trudno dziś się obejść? Jaki związek mają arkusze i rolki papieru z wałkami drewna, zwanymi potocznie papierówką? Czy oszczędzanie papieru służy ochronie lasów?

Naturalnie papier ma bardzo wiele różnych zastosowań i nie może kojarzyć się tylko z rolką papieru toaletowego. Choć takie skojarzenie z pewnością może się przydarzyć pamiętającym czasy PRL-u. Bo wtedy, gdy ktoś szedł ulicą obwieszony rolkami papieru z pewnością patrzono na niego z większą zazdrością niż na samochód i konto jakiegoś np. Rockefellera. W okresie PRL-u kolejki po papier toaletowy stały się jednym z bardziej charakterystycznych symboli kryzysu ekonomicznego. Rolki papieru, na który zawsze jest zapotrzebowanie były wtedy ważniejsze jak banknoty. Bo w sklepach niewiele można było kupić za pieniądze, a za papier toaletowy (traktowany wtedy jako łapówka) dało się osiągnąć wiele…

Kiedy zajrzymy na stronę polskiej encyklopedii humoru, czyli Nonsensopedii, dowiemy się, że papier ma bardzo szerokie zastosowanie, począwszy od higieny osobistej człowieka aż do zastosowań przemysłowych z przewagą sektora spożywczego. O papierze toaletowym w czasach PRL pisano bowiem tam tak:

Był on wówczas towarem wysoko deficytowym, gdyż większość produkcji była zużywana do produkcji parówek, pasztetu drobiowego z jelenia i paprykarza szczecińskiego. Ci, którzy przegrali walkę o miejsce w kolejce, szli kupić ocet. Właśnie wtedy papier toaletowy cieszył się największym kultem i sławą.”

4951

 

Ale zostawiam na razie rolki tego papieru. Bo papier to dość trwały, lekki, niedrogi i powszechnie dostępny materiał. Papier w postaci różnego rozmiaru kart, rolek czy arkuszy jest nam niezbędny. Codziennie korzystamy z niego w domu, na ulicy i w pracy. Z papieru są ręczniki, chusteczki higieniczne, tapety ścienne, opakowania i banknoty. Choć powoli wypierany przez inne materiały i elektroniczne gadżety,  jest przecież wciąż ważnym, wręcz genialnym wynalazkiem ludzkości.

Papier towarzyszy przecież ludziom od XIX stuleci. Historia papieru sięga bowiem 105 roku naszej ery. Badania archeologiczne wskazują jednak, że papier mógł być znany już wcześniej, około 8 roku przed naszą erą. Na taki okres datowany jest skrawek papieru pokryty 20-stoma chińskimi znakami, jaki został odnaleziony w Nefrytowej Bramie. Jednak powszechnie za twórcę papieru uważany jest kancelista Tsai Lun (62-121 r. n.e.) pochodzący z prowincji Hunan w południowych Chinach, który pracował na dworze cesarza He Di. Próbując zastąpić niewygodne i nietrwałe deszczułki w cesarskiej bibliotece innym, bardziej poręcznym materiałem pisarskim Tsai Lun postanowił wykorzystać surowce roślinne. Wynalazca papieru stworzył papier składający się z łyka drzewnego, odpadów konopnych oraz sieci rybackich. Metody i technologie produkcji papieru nieustannie modyfikowano, jednak idea produkcji papieru stworzona przez Tsai Luna pozostała niezmienna w zasadzie do dziś.

 

Historia papiernictwa jest długa i ciekawa. Papier produkowano z różnych materiałów: włókna papirusu, palm, lnu, konopi. Używano też łyko, różnego rodzaju stare szmaty, miazgę drzewną, słomę itp. Stosowano także różne kleje roślinne i zwierzęce oraz dodatki, pigmenty i wypełniacze mineralne np. kredę. Tajemnicę produkcji papieru z czasem przejęli od Chińczyków Arabowie. Z Azji i Afryki przeniesiono produkcję papieru na nasz kontynent. Pierwsze papiernie zakładane przez Arabów pojawiły się w połowie XII wieku na terenie obecnej Hiszpanii oraz Włoch. W XV w. papiernictwo zrodziło się w Anglii Szwajcarii, Austrii, Czechach i trafiło do Polski.

Prawdziwą rewolucją w papiernictwie okazało się wykorzystanie w produkcji nowego surowca. Przemysł papierniczy przestawił się bowiem na masowe wykorzystanie drewna.

4952

 Pierwsze arkusze z tego surowca powstały w 1844 roku. Pomogła w tej przemianie przyroda i umiejętność jej wnikliwego podglądania. Francuski uczony R. A. F. de Reaumur obserwując osy zwrócił uwagę, iż budowane przez nie gniazda są podobne do papieru produkowanego przez człowieka. To takie same szare gniazda jak często spotykane dziś na strychach,  w budkach lęgowych dla ptaków i schronach dla nietoperzy

4953

Reaumur zbadał, że osy budują swoje gniazda z przetworzonych zdrewniałych części roślin i drewna. Podjęto wtedy prace zmierzające do opracowania takiej technologii, która umożliwiłaby wykorzystanie drewna do wyrobu papieru. Już w latach 80-tych XVIII w. we Francji w jednej z papierni zaczęto wytwarzać w skali produkcyjnej masę włóknistą pochodząca z traktowanego chemikaliami drewna topolowego, z której następnie produkowano papier. Spowodowało to ogromne zapotrzebowanie na drewno do produkcji papieru. Odtąd zaczęto powszechnie stosować masę drzewną wyrabianą najczęściej z drzew iglastych, choć nie tylko

4954

Obecnie połowa drewna będącego w obrocie handlowym na całym świecie wykorzystywana jest do produkcji papieru. W naszych lasach spotykamy często stosy, czasem nawet bardzo duże, drewna papierówkowego

4955 

 Nie nadaje się ono do wykorzystania w meblarstwie czy budownictwie, ale można je lepiej wykorzystać niż tylko na opał.  Jedzie ono zatem do zakładów papierniczych, gdzie jest rozdrabniane i w wyniku mechanicznej oraz chemicznej obróbki z użyciem dużych ilości wody przetwarzane na masę celulozową i ścier drzewny. Z tych dwóch surowców uzyskuje się większość papieru na świecie. Statystyczny Polak zużywa rocznie około 100 kg papieru. Polskie firmy wykorzystują miesięcznie ponad 11 milionów ryz papieru A4, co odpowiada zużyciu ponad 5,5 miliarda kartek.

Naturalnie wraz z masowym wykorzystywaniem drewna do produkcji potrzebnego wszystkim papieru powstał niepokój o lasy. Niektórzy wyliczają, że z jednego drzewa powstaje 8500 kartek papieru i twierdzą, że na produkcję tony papieru potrzeba 17 drzew. Dlatego powstała nawet pewnego rodzaju histeria, związana z hasłem: „oszczędzaj papier bo wtedy oszczędzasz lasy”. To tak jak z akcją wyłączania na godzinę wszystkich żarówek. Ich ponowne zapalenie niweczy całą oszczędność i akcja nie ma praktycznie żadnego znaczenia oprócz szumu medialnego. Oszczędzanie papieru ma jednak rzeczywiście wielki wpływ na ochronę środowiska, ale praktycznie jest nieistotne dla trwałości lasów. Problemem przy produkcji papieru jest raczej duże zużycie wody i używanie ogromnych  ilości środków chemicznych, a nie wycinka drzew.

4956

Bo drzewa, z których najpierw powstają wałki drewna, a potem rolki i arkusze papieru i tak trzeba wyciąć. Pielęgnowanie lasu polega przecież na nieustannych cięciach. Drewno przeznaczane na produkcję papieru, potocznie nazywane „papierówką” pochodzi z cięć w młodych drzewostanach i jest najgorszej jakości. Przerzedzamy młodniki sosnowe, świerkowe, brzozowe czy olchowe, wycinając najsłabsze drzewa. Te najcieńsze są rozdrabniane na wióry i trafiają do firm produkujących np. płyty meblowe. Te nieco grubsze, ale obarczone różnymi wadami technicznymi trafiają do papierni. Ale najpierw są stosami papierówek, które jadą wielkimi samochodami po naszych drogach

4957

Polski przemysł papierniczy jest największym pojedynczym odbiorcą i wytwórcą energii odnawialnej w Europie. Ponad połowa całkowitego zużycia energii w tym przemyśle opiera się na biomasie. Jeżeli chcemy pomóc polskim lasom i przyrodzie nie obrażajmy się na leśników za to, że wycinają drzewa. Bo przecież wszyscy potrzebujemy papieru, a ten nie powstaje z najlepszych drzew.

Kartkę papieru oraz długopis zawsze mamy pod ręką, aby zapisać ważną sprawę, informację czy numer telefonu. Papier służy nam do zapisywania myśli. To według mnie znacznie lepsze niż nagrywanie głosu czy obrazu.

W każdym domu są też gazety i książki, bez których, pomimo istnienia innych kanałów informacji, wciąż trudno nam żyć. Każda gazeta powstaje zatem z drewna

4958

Uszlachetniony chemicznie ścier drzewny wykorzystuje się na papier gazetowy, który zawiera sporo ligniny. Luźno splecione włókna nadają miękkości serwetkom i rolkom papieru toaletowego. Wrócę zatem nieśmiało do papieru toaletowego, zwanego potocznie „srolką”. Jak kiedyś ludzie mogli się bez niego obejść? Dziś jest nam niezbędny i powszechnie dostępny, choć pierwszy fabryczny papier toaletowy pojawił się w Stanach Zjednoczonych dopiero w 1857 roku. Był to papier w formie arkuszy, na których znajdowało się nazwisko jego twórcy – Josepha Gayetty.

4959

fot ze strony http://alchetron.com/

 Ponad 30 lat później pojawił się papier toaletowy na rolce. Mówi się, że wszyscy Europejczycy rocznie zużywają 22 miliardy rolek papieru toaletowego, czyli ilość, która mogłaby opleść kulę ziemską 12 000 razy. Ale bez obaw. Nie zamienimy drzew w „srolki”. Lasów nam wciąż przybywa i zasoby drewna także rosną. Naturalnie nie namawiam do nadmiernej oszczędności, szczególnie papieru toaletowego. Jednak z całą pewnością warto zająć się recyklingiem i po przeczytaniu gazety, czasopisma czy książki zanieśmy ją do właściwego pojemnika. Recykling tony papieru pozwala zaoszczędzić 17 drzew i 26,5 tys. litrów wody potrzebnej do jego produkcji. To także o wiele mniej zużytych środków chemicznych. Choć jakże wiele ich trzeba zużyć także do produkcji laptopa czy tabletu bardzo nam potrzebnego, aby poczytać w blogowych zapiskach leśniczego o papierze i papierówce...

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

19:37, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
niedziela, 30 października 2016

494min

Układ kalendarza spowodował, że w zasadzie już od wczoraj rozpoczęliśmy czas odwiedzin miejsc ostatniego spoczynku naszych bliskich. Porządkujemy mogiły, zapalamy znicze i świeczki, stawiamy kwiaty oraz stroiki. Często korzystamy przy tym z darów natury: zielonych gałązek, kolorowych pędów, mchów, owoców krzewów leśnych. Najbardziej popularnym materiałem służącym do zdobienia grobów jest stroisz. Tak nazywamy gałązki drzew i krzewów liściastych. Bardzo popularna jest jodła, świerk, sosna, różne gatunki żywotników ale także cis, który jest (przypomnę!) na stanowiskach naturalnych chroniony od 1423 roku, czyli od czasów Króla Jagiełły.

4941

Czasem kupujemy ozdoby, wianki czy stroisz w różnych, często nawet doraźnie urządzonych punktach handlowych. Innym razem jadąc na cmentarze zdobywamy je sami, świadomie lub nieświadomie wyrządzając krzywdę przyrodzie. Wcale nie krytykuję zdobienia grobów zielonymi gałązkami i nie zachęcam do zastąpienia ich plastikiem. Warto przecież podkreślić, że ozdoby wykonane ze stroiszu ulegają biodegradacji i nie są tak szkodliwe dla środowiska jak tworzywa sztuczne. No i oczywiste wydaje się, że to, co pochodzi z lasu jest piękniejsze, naturalne i bardziej dostojne.

Strażnicy leśni są właśnie zaangażowani w szczególną ochronę lasów i ta akcja nosi kryptonim „Stroisz”. Leśniczowie mają również uprawnienia strażnika leśnego i choć z reguły zamiast nakładać mandaty karne wolą tłumaczyć, edukować i pouczać, zatem i ja pragnę przekazać nieco informacji przydatnych w tym czasie. Dbając bowiem o groby, szanując pamięć o tych, których już nie ma pośród nas, musimy szanować nasze otoczenie i obowiązujące prawo.

Dlaczego zatem sprzątając cmentarze wyrzucamy śmieci za jego ogrodzenie lub wyrzucamy w najbliższym lesie? Dlaczego zatrzymujemy się po drodze na cmentarz przy uprawie lub młodniku jodłowym i łamiemy gałązki dla siebie, niszcząc wieloletnią pracę leśników? Dlaczego okazjonalni „przedsiębiorcy” zamiast kupić stroisz w nadleśnictwie sami „zaopatrują się” po kryjomu w lesie w gałązki, mech, niszcząc nawet chronione widłaki?

 4942

Leśnicy wykonują różne zabiegi gospodarcze, które polegają na usuwaniu słabszych, osłabionych drzewek. Jeśli jest zapotrzebowanie na stroisz leśniczy tak zaplanuje prace, że tuż przed świętem Wszystkich Świętych będą świeże, zielone gałęzie jodeł czy świerków do legalnej sprzedaży za niewielkie pieniądze. Wystarczy tylko wcześniej zgłosić się do gospodarza lasu. Co roku patrole leśników i ukryte w lesie kamery monitoringu namierzają sprawców wykroczeń przeciwko prawu. Ale to nie tylko sprawa przestrzegania prawa i mandatów do 500 zł. To także kwestia etyki, szacunku dla zmarłych i pamięci o nich. Dlatego należy interesować się podejrzanie tanimi wiązkami stroiszu czy nawet gotowymi stroikami, zniczami, doniczkami kwiatów. Czy chcemy szanować pamięć zmarłych poprzez brak szacunku dla lasu, przyrody? Czy chcemy ozdobić groby bliskich krzywdą lasu? Nie wspomnę już o cmentarnych kradzieżach… Złodzieje, nazywani niesłusznie „hienami” (bo czym sobie zasłużyła sympatyczna przecież hiena na takie porównanie?) kradną stroiki, doniczki z kwiatami, znicze, wazony, nawet mosiężne elementy nagrobków. Byłem niedawno w Słowińskim Parku Narodowym i odwiedziłem przepiękny skansen chroniący kulturę Słowińców  w Klukach. Tuż przed skansenem jest stary cmentarz. Brama cmentarna jest zamknięta na łańcuch i kłódkę, bo ludzie kradli stare, żeliwne krzyże.

4943

 Bez komentarza…

Warto też pamiętać o tym, że gdy spotkamy w lesie przydatne nam łany barwinka, pędy bluszczu czy krzaczek cisa, może być to wspomnienie po dawnej mogile lub starym cmentarzyku. Las pełen jest przecież anonimowych mogił, pełno w nim błąkających się dusz. Kradnąc zatem gałązki czy wykopując paprocie, barwinek lub bluszcz możemy okradać czyjś grób.

Leśnicy dbają o wiele takich cmentarzy czy mogił. Chronią pamięć o nich, historie związane z losem tam pochowanych osób, troszczą się o symbole. Pięknie pisze o tym Edward Marszałek na stronie: http://www.lasy.gov.pl/informacje/aktualnosci/czas-pamieci-o-lesnych-cmentarzach

Jak co roku wracam też pamięcią do Cmentarza Leśników w leśnictwie Płociczno (RDLP Piła). Położona między liściastymi drzewami prawie dwustuletnia nekropolia znajduje się między Piłą a Dobrzycą. Jest pięknym świadectwem tolerancji i mądrości leśników z Nadleśnictwa Zdrojowa Góra. To oni własną pracą i za składkowe pieniądze zadbali o pamięć, aby – tak jak głosi napis przy wejściu na cmentarz – była ona „niezbędnym dobrem życia”.

49441

Niewielki teren cmentarza ogrodzony jest drewnianym płotem, cierpliwie naprawianym przez leśników, i niewysokim murem z kamieni polnych. Z kilkunastu grobów, które się tutaj znajdują, niewiele zostało. Widać zaledwie kilka tablic z niewyraźnymi napisami. Najstarszy grób pochodzi z 1868 r. Cmentarzem opiekuje się i gospodarzy w nieodległej szkółce leśniczy Jarosław Ramucki (na fot powyżej) . Opowiadał mi kiedyś, że to, co udało się zachować i odbudować leśnikom, nadal staje się łupem złodziei. Ukradziono postawiony przez nich płotek, metalowe, oczyszczone krzyże, nawet postumenty z piaskowca. Dla chciwych ludzi nie ma żadnych świętości!  Ręce opadają…

 Jednak z drugiej strony są też mądrzy, szlachetni ludzie, którzy potrafią szanować i przyrodę, i pamięć o tych, którzy odeszli. Dlatego dziś i w najbliższych dniach, na wielu pozornie opuszczonych mogiłach w kątkach cmentarzy, przy samotnych krzyżach w lasach, parkach czy obok dawnych domostw zapłoną znicze. Tam gdzie były kiedyś żydowskie kirkuty, cmentarze wyznawców różnych religii, nawet bezimienne krzyże czy resztki mogił, także zobaczymy oznaki szacunku dla zmarłych. Czasem zobaczymy nawet dowody pamięci istnienia ludzkich siedzib, gdzie splatało się życie i śmierć. Oto kamień ustawiony na terenach poligonowych Nadleśnictwa Sulęcin przypominający o istnieniu tam leśniczówki Wiklerów, stojącej w cieniu lipy

4945

Jestem dumny z tego że w Pszczewie, który z racji przygranicznego położenia był świadkiem wielu wydarzeń historycznych, gdzie żyli i pracowali wyznawcy różnych religii, szanuje się pamięć o wszystkich. Jest tu stary cmentarz parafialny, gdzie obok grobów współczesnych zmarłych mieszkańców Pszczewa znajdziemy weteranów I wojny światowej leżących pod nagrobkami z niemieckimi napisami.  Leży tam także bohater Bitwy Warszawskiej  1920 roku, żołnierze I i II Armii Wojska Polskiego i wielu, wielu innych, którzy przybyli tu po wojnie z Pomorza, Wielkopolski, w ramach Akcji Wisła oraz repatrianci zza Buga. Leżą tu także tutejsi, miejscowi od lat, niezależni od granic administracyjnych i ustaleń polityków, nazywani autochtonami. Obok kościoła znajdziemy też taki nagrobek:

49461

 W Pszczewie jest też kamień upamiętniający istnienie cmentarza żydowskiego, cmentarza ewangelickiego oraz miejsce pochówku żołnierzy Wielkiej Armii Napoleona.

4947

Jak każdy leśniczy znam w okolicznych lasach wiele miejsc, gdzie w tych dniach należy zapalić znicz lub przynajmniej pochylić się w chwili zadumy. Bo las jest pełen mogił. Czasem są jeszcze dawne cmentarzyki, zadbane jak ten pod Stołuniem, w oddziale 14 leśnictwa Pszczew

4948

Są też takie jak ten ewangelicki niedaleko Silnej, które wymagają sporej troski żyjących

4949

 

 Nieopodal jest parking urządzony przez leśników z Bolewic „Na dawnej granicy państwa”, gdzie zginął 1 września 1939 roku plutonowy Antoni Paluch. W rocznicę jego śmierci i tam płoną znicze

49410

Parę kilometrów dalej, tam, pod dębem, pochowany jest dawny leśniczy, pod akacjami żołnierze napoleońscy, gdzie indziej rozbiła się "latająca forteca", a dalej spoczywa pilot niemieckiego samolotu rozstrzelany przez Rosjan. Stare lipy pozostałe po folwarku Sophienhof szumią nad losami rodziny Haza Radlic, która osiedliła się tu w XVIII wieku

49411

Las jest pełen pamięci o tych, których nie ma. Las pamięta. Dlatego apeluję do Was, jak każdy leśniczy, który stara się być łącznikiem pomiędzy lasem i ludźmi: szanujmy każdą jego cząstkę, każdą roślinę, a nawet jej część, bo szacunek dla przyrody jest też szacunkiem dla ludzi. Dla ludzi, którzy już odeszli ale też dla tych, którzy żyją.  

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

14:55, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 24 października 2016

493min

Drogi w lesie są bardzo drogie leśniczemu. Bo to fundament dobrego gospodarzenia w lesie. Ale leśne drogi to także swojego rodzaju szyfr do skarbca piękna, ciszy i duchowego bogactwa przyrodniczego… Leśniczy przytłoczony ogromem swoich zadań najczęściej patrzy na las okiem gospodarza. Aby chronić przyrodę, zajmować się ochroną, hodowlą, pozyskaniem drewna, zagospodarowaniem turystycznym trzeba przecież dojechać do każdego zakątka leśnictwa.

 Dziś, gdy leśniczy jednoosobowo, korzystając tylko z pomocy podleśniczego, zarządza około 2 tysiącami hektarów lasu, nie ma możliwości aby chodzić pieszo lub poruszać się rowerem czy konno. Równe i przejezdne przez cały rok drogi to przedmiot marzeń wszystkich leśniczych z ponad 5 tysięcy polskich leśnictw. Choć oczywiście inaczej gospodarzy się w górach, a inaczej na nizinach. Inne funkcje mają drogi przecinające górskie stoki,  urozmaicone puszcze, a inne biegnące przez lubuskie bory. Sieć dróg pokrywających teren każdego leśnictwa przywodzi na myśl nasz krwiobieg. Bo drogi są tak potrzebne dla dobrego funkcjonowania lasu jak krew, która dostarcza tlenu i pokarmu dla naszego organizmu. Tymi drogami dojeżdżają do pracy drwale, zrywkarze i pracownicy zakładów leśnych wykonujący wszelkie prace leśne. Drogami leśnymi wyjeżdża  z lasu potrzebne wszystkim drewno. Drogi zapewniają też bezpieczeństwo leśnym ostępom na wypadek pożaru. Nic dziwnego, że leśniczy marzy zatem o takich drogach w lesie:

4931

Ale nie zawsze drogowy krwiobieg funkcjonuje doskonale. Czasem jeden zniszczony przepust powoduje zator lub zapaść. Zdarza się też, że jedna droga przebiega przez grunty różnej własności. Wtedy może grozić nawet zawał. Bo drogi często wytyczono w czasach, gdy wszystko było państwowe. Co ma począć leśniczy, gdy droga wychodząca z jego leśnictwa we fragmencie staje się prywatna, gminna lub powiatowa i właściciel tego traktu nie dba o jego stan? Czasem też staje na niej znak zakazu lub choćby nieprzyjazny kierowcom ciężarówek z drewnem znak z czerwoną obwódką, ograniczający tonaż pojazdu. Nasze drogi są solidnie obstawione wszelkimi znakami, szczególnie te ostatnio remontowane, „ozdobione” dodatkowo tablicami informującymi o wykonanych projektach unijnych. Dziś była wspaniałą pogoda, wszystkie fotki ilustrujące tekst wykonane zostały dzisiaj i o tym świadczą. Ale po 19 zaczęło padać.

Pierwsze jesienne, solidne deszcze, choć często długo wyczekiwane, przysparzają kłopotów wielu leśniczym. Bo zwykle oznaczają kłopoty z drogami, a jakość leśnych dróg ma wielkie znaczenie dla prowadzenia gospodarki leśnej. Niezależnie od tego czy jest to kamienista stokówka w Bieszczadach, dylówka biegnąca środkiem podlaskich bagien czy granitowa, równa jak stół tłuczniówka przecinająca Puszczę Notecką, każda z tych dróg jest droga sercu leśniczego. Przecież to leśniczy własnym samochodem każdego dnia przemierza lasy korzystając z tych dróg. Zna na tam każdy zakręt, każdą dziurę, zapadnięty przepust, piaszczysty podjazd czy bagniste zaniżenie. Leśne drogi to swojego rodzaju wizytówka leśniczego. Jeśli są zarośnięte, zakrzaczone lub nawet zdarzy się na którejś z nich przewrócone dawno temu drzewo tarasujące przejazd, źle to świadczy o gospodarzu lasu. Choć kto z nas nie lubi dzikich, niedostępnych dla ludzi uroczysk, do których prowadzi prawie niewidoczny trakt?

49331

 Dlatego czasem dobry gospodarz lasu chroni ich tajemnice i nie udostępnia ich powszechnie poprzez brak dojazdu. To czasem jedyny sposób, aby las i jego mieszkańcy mogli żyć spokojnie bez presji ludzi. Ale nie każdemu to odpowiada… Drogi leśne budzą różne ludzkie emocje. Bywają tacy ludzie, co opierają wizerunek leśników na drogach i kierują się emocjami, czasem skrajnymi. Kto mieszka w lesie i gruntową drogą jeździ do pracy, sklepu, czy wozi dzieci do przedszkola inaczej spogląda na drogę niż turysta, przyrodnik czy grzybiarz. Cóż, przecież wizerunek, autorytet i reputacja każdego, leśniczego także, opierają się na wrażeniach i emocjach...

To do leśniczych kierują pretensje okoliczni mieszkańcy i to ich winią za stan dróg i udostępnienie, lub nie do powszechnego korzystania. Jak droga dziurawa i rozjechana- budzi to niechęć i niezadowolenie, choć przecież to część lasu gospodarczego. Jak piękna i nowa - ludzie są oburzeni, że służy tylko gospodarce leśnej i mają za złe leśnikom, że nie wpuszczają na nią prywatnych samochodów.

Ale leśne drogi to nie tylko gospodarka, zarządzanie i bezpieczeństwo pożarowe. Leśne drogi to romantyczny szlak do piękna, to trasa, która wiedzie nas do najwyższych wartości.

4934

Spacer leśną drogą to o każdej porze dnia i roku źródło wspaniałych przeżyć, doznań i wzruszeń. A teraz, gdy jesień ubarwiła nawet pozornie nieciekawy, sosnowy bór wspaniałymi barwami?

4935

Kiedy promienie słońca podświetlają firankę traw, pióropusze schnących już paproci, gdy w lesie obok szarości i zieleni pojawia się miedź i złoto a czasem też srebro pierwszych przymrozków?

4936

Ale aby to zauważyć, trzeba choć na chwilę zatrzymać się w biegu codziennego dnia. Wyłączyć telefon i nie nasłuchiwać jego dzwonków lecz skrzeczenia sójki lub krzyku dzikich gęsi ponad lasem

4937

Nie wpatrywać się godzinami w tablet, smartfon czy ekran laptopa lecz spoglądać szeroko otwartymi oczami i duszą na leśną drogę, gdzie na piaszczystym lub błotnistym fragmencie możemy czytać jak z książki

4938

Bo na tej drodze są zapisane kopytkami, racicami, pazurami i łapkami rozmaite historie. Co najmniej równie ciekawe i sensacyjne jak te, które z zapartym tchem codziennie śledzimy na portalu społecznościowym. Jeżeli potrafimy z kolei jeszcze słuchać i to nie tylko szelestu dokumentów lub banknotów, ale potrafimy się zasłuchać w odgłosach jesiennego lasu, usłyszymy i zauważymy np. spadające na drogę żołędzie efektownie teraz wyglądającego dębu czerwonego

4939

A może gdy będziemy cichutko usłyszymy też spacerujące obok sarny i ucieszymy oczy ich naturalnym pięknem?

49310

Jeżeli masz w sobie jeszcze choć nieco romantyka, jeżeli cywilizacja ze swoim pośpiechem nie zabiła wrażliwości na piękno, zakosztuj koniecznie czaru leśnej, jesiennej drogi. Przed nami ostatnie, pogodne dni złotej jesieni. Warto wykorzystać szansę na spotkanie z urokami lasu. Choć nie ma borowików czy rydzów możesz zachwycić się czerwienią muchomora

49311

Prawda, że przepiękny? Podczas wędrowania uroczymi leśnymi traktami i smakowania uroków październikowej przyrody masz szansę spotkać ślady pracy leśnych ludzi

49312

Spójrz z szacunkiem na stosy sosnowych lub dębowych wałków. Pomyśl jak bardzo różni się praca drwala od pracy urzędnika czy sprzedawcy. To nie gwałt na przyrodzie, to nie rany zadane lasowi lecz przemyślane i skomplikowane zadania wykonywane twardymi rękami pracowników leśnych. Kiedy przyjdziesz tu za rok, na kolejny spacer kolejną jesienią, nie będzie już znaku po piłach, traktorach i stosach. A las będzie jeszcze piękniejszy, dorodniejszy. A człowiek będzie jeszcze mądrzejszy, bo czar jesiennej leśnej drogi wspaniale działa na ciało i umysł…

49313

Podczas takiego spaceru można wspaniale odpocząć i wiele wyczytać z otoczenia leśnej drogi. A o to czego nie zrozumiemy i czego nie potrafimy nazwać, zawsze możemy zapytać leśniczego.

Serdecznie zapraszam

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

 

22:02, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 62