O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
sobota, 12 listopada 2016

496min

Czy zastanawialiście się kiedyś kogo lub co nazywamy szkodnikiem? Sądzę, że wcale nie jest tak łatwo zdefiniować to tylko pozornie proste pojęcie. Bo jeśli wczoraj, w Dniu Święta Niepodległości, ktoś nie wywiesił flagi narodowej i w żaden sposób nie uczcił tego ważnego dla kraju dnia, możemy nazwać go szkodnikiem? A gdy zobaczymy, że w naszym ogrodzie ktoś oberwał wszystkie owoce i połamał gałęzie jabłoni, to nazwiemy go szkodnikiem? Mamy go bezwzględnie tępić? Czy szkodnikiem jest wilk, który porwał ze stada owiec jedno jagnię? Zgryzł sarnę lub daniela? Czy szkodnikiem jest kuna, która ponadgryzała nam przewody w aucie, ale z drugiej strony zachwyca nas swoim zwinnym pięknem, gdy skacze po gałęziach drzewa obok naszego domu?

 

Długie, jesienne wieczory pozwalają na chwilę zadumy i skłaniają do rozmyślań. Piękno jesiennego lasu zachęca do troski o jego przyszłość. Zainteresujmy się pojęciem leśnego szkodnika…

Gdy poszukamy encyklopedycznej lub słownikowej definicji szkodnika, to chyba także nie rozjaśni się nam obraz tego pojęcia. Według Słownika Języka Polskiego szkodnik to:

  1. «osoba wyrządzająca szkodę komuś lub czemuś»
  2. «o osobie lub zwierzęciu, których działanie powoduje jakąś niezbyt dotkliwą szkodę»
  3. «zwierzę wyrządzające szkody gospodarce ludzkiej, np. gąsienice owadów niszczące lasy lub zboża»

Na portalu ekologia.pl znajdziemy taką, według mnie dość pogmatwaną definicję, powtarzaną w wielu innych miejscach wirtualnej sieci:

 „Szkodniki to organizmy żywe wpływające niszcząco na organizmy związane z działalnością człowieka. Są nimi rośliny (grzyby, bakterie, wyższe rośliny pasożytnicze, chwasty) i zwierzęta (owady, ślimaki, tasiemce, niektóre ssaki itp.) doprowadzające do obniżenia plonów lub ich całkowitego zniszczenia.”

A co z pojęciem szkodnika w lesie, w przyrodzie? Jak tutaj stosować powyższą definicję w odniesieniu nie do człowieka, ale do współczesnego lasu? Bo dawniej, gdy człowiek jeszcze nie zachwiał przyrodniczej równowagi, wszystko było proste. Jak coś pojawiło się w nadmiarze, zaraz znalazł się naturalny wróg, który regulował równowagę przyrodniczą poprzez opór środowiska. Gdy masowo pojawił się jakiś owad, zjadały go ptaki, gdy było za dużo ptaków, zjadał je jakiś drapieżnik. Ale to przeszłość, bo człowiek wytępił wiele drapieżników, głównie przez to, że nie rozumiał ich roli.

Dlatego obecnie w lesie jest dużo różnego rodzaju szkodników i szkód. Jednak wiele razy na mojej zawodowej drodze spotkałem się z poglądami, że w lesie nie ma szkodników, które należy niszczyć. Bo każde stworzenie ma swoje miejsce w przyrodzie. Choć np. po co komu pędraki- larwy chrabąszczy, które potrafią unicestwić piękną uprawę, a nawet młodnik, ogryzając korzenie młodych drzewek?

4961

To także kwestia nazewnictwa. Bo np. mówimy, że nie niszczymy owadów, lecz regulujemy wielkość ich populacji. Jednak w literaturze naukowej, szczególnie w entomologii- nauce o owadach, wielokrotnie natykamy się na pojęcie szkodnika. Są szkodniki pierwotne, wtórne i techniczne, ssące i gryzące, nocne i dzienne, drzew liściastych i iglastych. Leśnicy mają z nimi mnóstwo pracy. Trzeba je nieustannie monitorować, liczyć, sprawdzać różnego rodzaju pułapki i powierzchnie kontrolne. Niedawno zakończyliśmy poszukiwania szkodników korzeni, a za chwilę będzie czas na jesienne poszukiwania szkodników sosny. Ale szkodnikami są nie tylko owady. To także różne grzyby. Szkodnikiem w lesie bywa też susza i podtopienia, przymrozki i wysokie temperatury. Sprawcą szkód są także silne wiatry, śnieżyce i ulewy. Ogromnym zagrożeniem dla lasu jest ogień.

 Szkodnikiem bywa też człowiek i jego działalność: zaśmiecanie, szkody przemysłowe i wzniecane głównie przez ludzi pożary.

4962

Osobną grupą szkodników są zwierzęta. Choć jak nazywać szkodnikiem uroczą wiewiórkę? Ale i jej zdarzają się czasem różne grzeszki, bo wyjada pączki i nasiona, a czasem też plądruje ptasie gniazda.

4963

Albo czy można uznać za szkodnika zgrabną sarnę przemykającą w poszukiwaniu młodych pędów, jelenia czy daniela? Cóż, zapewniam, że można, czasami nawet trzeba. Dzik, w zasadzie pożyteczny w lesie, także potrafi wyrywać świeżo posadzone dęby czy buki, ale na polach jest istotnym szkodnikiem. To świeżo posiana kukurydza wyjedzona przez dziki przez jedną noc

4964

Pozornie sympatyczne bobry potrafią zniszczyć stare drzewa nad jeziorami ale także czasem wycinają całe łany młodników, np. dębowych jak widać poniżej

4965

Te dęby rosły ponad 30 lat! Czasem nawet daleko od wody dobierają się do drzew nad drogami, stwarzając zagrożenie dla podróżujących samochodami

 4966

To głównie w odniesieniu dla szkód wyrządzanych w lesie przez zwierzęta leśnicy stworzyli pojęcie szkód gospodarczo znośnych. To taki poziom uszkodzeń, przy którym drzewa regenerują się, bądź są usuwane w ramach cięć pielęgnacyjnych, a podstawowe funkcje lasu nie są zagrożone.

Najbardziej istotne szkody w lesie wyrządzają duże ssaki z rodziny jeleni, ale czasem także te mniejsze, np. zające lub dzikie króliki. Te ostatnie wyglądają bardzo niewinnie

4967

Jednak zdarzają się takie miejsca, gdzie wyrządzają istotne szkody. Mam taką niedużą uprawę leśną w pobliżu samotnego gospodarstwa. Królików biega tam moc i w pełni dnia spotkałem ich tam blisko 20. Najbezpieczniej czują się tuż przy zabudowaniach

4968

Gdy oglądałem uprawę i mocno ogryzione przez zwierzątka drzewka, szkodniki - króliki z ironią spoglądały na mnie i wymieniały poglądy z kurami

49610

Tak wyglądają niedawno posadzone tam brzozy.

4969

 Króliki zjadają wszystko, nawet odrośla robinii akacjowej, pędy krzewów czarnego bzu, no i oczywiście wszelkie drzewka.  Ze zgrozą zauważyłem, że ścinają tuż przy ziemi kępy trzcinnika. Jak tam wyprowadzić nowe pokolenie lasu?

Po naradzie z nadleśniczym postanowiłem ogrodzić część uprawy mocną, ocynkowana siatką o gęstych oczkach

496111

Pracownicy zakładu usług leśnych wyorali ciągnikiem bruzdę, w której zakopali słupki i dokładnie naciągnęli siatkę wkopaną nieco w ziemię

49612

Króliki uparcie próbują dostać się do drzewek podkopując siatkę, ale wtedy natrafiają na mocne druty, które uniemożliwiają dalsze szkodnictwo

49613

Tam gdzie rosną brzozy założyliśmy na drzewka indywidualne, czworokątne osłonki

496143

Zabezpieczą one pnie drzewek przed zębami szkodników-królików i stworzą dobre warunki do szybkiego rozwoju młodego lasu. Wiosną zaplanowałem tam wykonanie poprawek i dosadzę nowe sadzonki w miejsca, gdzie żerowały króliki. Bo wbrew temu co sądzą niektórzy, las nie urośnie sam. Trzeba się nim nieustannie opiekować, doglądać, ponosić koszty i zabezpieczać przed działalnością szkodników. Dlatego nie bójmy się słowa „szkodnik”. Nie wahajmy się mówić o zwalczaniu szkodników, zmniejszaniu ich ilości i zapobieganiu szkodom. Choć nie jest łatwo zapobiegać różnym szkodom, podobnie jak trudno otwarcie mówić o tym, że szkodniki w lesie są. Bo są i zapewne długo będą. Dlatego nazywajmy je po imieniu, bez zażenowania mówiąc o sposobach rozwiązywania problemów, które stwarzają.

 Co wcale nie znaczy, że należy wytępić wszystkie grzyby, owady czy zwinne wiewiórki, zgrabne sarny lub sympatyczne króliki. Nikt nie chce ich wystrzelać, podobnie jak my, leśnicy, nie zamierzamy wyciąć lasów. Z pewnością tego nie zrobimy ale potrzebujemy społecznej akceptacji swoich działań, zrozumienia oraz zaufania. Wtedy żaden szkodnik, niezależnie od definicji czy nazwy nie będzie nam straszny i nie zagrozi trwałości naszych, wspólnych lasów.  

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

23:12, lesniczy.lp
Link Komentarze (6) »
niedziela, 06 listopada 2016

495min

W latach 70 i 80 XX wieku, czyli wtedy gdy każdą wolną chwilę przeznaczałem na poznawanie lasu (nawet kosztem kopania piłki) mówiło się powszechnie, że życie jest „szare jak papier toaletowy i długie jak kolejki po niego”. Czy zastanawialiście się kiedyś jak powstaje papier, bez którego trudno dziś się obejść? Jaki związek mają arkusze i rolki papieru z wałkami drewna, zwanymi potocznie papierówką? Czy oszczędzanie papieru służy ochronie lasów?

Naturalnie papier ma bardzo wiele różnych zastosowań i nie może kojarzyć się tylko z rolką papieru toaletowego. Choć takie skojarzenie z pewnością może się przydarzyć pamiętającym czasy PRL-u. Bo wtedy, gdy ktoś szedł ulicą obwieszony rolkami papieru z pewnością patrzono na niego z większą zazdrością niż na samochód i konto jakiegoś np. Rockefellera. W okresie PRL-u kolejki po papier toaletowy stały się jednym z bardziej charakterystycznych symboli kryzysu ekonomicznego. Rolki papieru, na który zawsze jest zapotrzebowanie były wtedy ważniejsze jak banknoty. Bo w sklepach niewiele można było kupić za pieniądze, a za papier toaletowy (traktowany wtedy jako łapówka) dało się osiągnąć wiele…

Kiedy zajrzymy na stronę polskiej encyklopedii humoru, czyli Nonsensopedii, dowiemy się, że papier ma bardzo szerokie zastosowanie, począwszy od higieny osobistej człowieka aż do zastosowań przemysłowych z przewagą sektora spożywczego. O papierze toaletowym w czasach PRL pisano bowiem tam tak:

Był on wówczas towarem wysoko deficytowym, gdyż większość produkcji była zużywana do produkcji parówek, pasztetu drobiowego z jelenia i paprykarza szczecińskiego. Ci, którzy przegrali walkę o miejsce w kolejce, szli kupić ocet. Właśnie wtedy papier toaletowy cieszył się największym kultem i sławą.”

4951

 

Ale zostawiam na razie rolki tego papieru. Bo papier to dość trwały, lekki, niedrogi i powszechnie dostępny materiał. Papier w postaci różnego rozmiaru kart, rolek czy arkuszy jest nam niezbędny. Codziennie korzystamy z niego w domu, na ulicy i w pracy. Z papieru są ręczniki, chusteczki higieniczne, tapety ścienne, opakowania i banknoty. Choć powoli wypierany przez inne materiały i elektroniczne gadżety,  jest przecież wciąż ważnym, wręcz genialnym wynalazkiem ludzkości.

Papier towarzyszy przecież ludziom od XIX stuleci. Historia papieru sięga bowiem 105 roku naszej ery. Badania archeologiczne wskazują jednak, że papier mógł być znany już wcześniej, około 8 roku przed naszą erą. Na taki okres datowany jest skrawek papieru pokryty 20-stoma chińskimi znakami, jaki został odnaleziony w Nefrytowej Bramie. Jednak powszechnie za twórcę papieru uważany jest kancelista Tsai Lun (62-121 r. n.e.) pochodzący z prowincji Hunan w południowych Chinach, który pracował na dworze cesarza He Di. Próbując zastąpić niewygodne i nietrwałe deszczułki w cesarskiej bibliotece innym, bardziej poręcznym materiałem pisarskim Tsai Lun postanowił wykorzystać surowce roślinne. Wynalazca papieru stworzył papier składający się z łyka drzewnego, odpadów konopnych oraz sieci rybackich. Metody i technologie produkcji papieru nieustannie modyfikowano, jednak idea produkcji papieru stworzona przez Tsai Luna pozostała niezmienna w zasadzie do dziś.

 

Historia papiernictwa jest długa i ciekawa. Papier produkowano z różnych materiałów: włókna papirusu, palm, lnu, konopi. Używano też łyko, różnego rodzaju stare szmaty, miazgę drzewną, słomę itp. Stosowano także różne kleje roślinne i zwierzęce oraz dodatki, pigmenty i wypełniacze mineralne np. kredę. Tajemnicę produkcji papieru z czasem przejęli od Chińczyków Arabowie. Z Azji i Afryki przeniesiono produkcję papieru na nasz kontynent. Pierwsze papiernie zakładane przez Arabów pojawiły się w połowie XII wieku na terenie obecnej Hiszpanii oraz Włoch. W XV w. papiernictwo zrodziło się w Anglii Szwajcarii, Austrii, Czechach i trafiło do Polski.

Prawdziwą rewolucją w papiernictwie okazało się wykorzystanie w produkcji nowego surowca. Przemysł papierniczy przestawił się bowiem na masowe wykorzystanie drewna.

4952

 Pierwsze arkusze z tego surowca powstały w 1844 roku. Pomogła w tej przemianie przyroda i umiejętność jej wnikliwego podglądania. Francuski uczony R. A. F. de Reaumur obserwując osy zwrócił uwagę, iż budowane przez nie gniazda są podobne do papieru produkowanego przez człowieka. To takie same szare gniazda jak często spotykane dziś na strychach,  w budkach lęgowych dla ptaków i schronach dla nietoperzy

4953

Reaumur zbadał, że osy budują swoje gniazda z przetworzonych zdrewniałych części roślin i drewna. Podjęto wtedy prace zmierzające do opracowania takiej technologii, która umożliwiłaby wykorzystanie drewna do wyrobu papieru. Już w latach 80-tych XVIII w. we Francji w jednej z papierni zaczęto wytwarzać w skali produkcyjnej masę włóknistą pochodząca z traktowanego chemikaliami drewna topolowego, z której następnie produkowano papier. Spowodowało to ogromne zapotrzebowanie na drewno do produkcji papieru. Odtąd zaczęto powszechnie stosować masę drzewną wyrabianą najczęściej z drzew iglastych, choć nie tylko

4954

Obecnie połowa drewna będącego w obrocie handlowym na całym świecie wykorzystywana jest do produkcji papieru. W naszych lasach spotykamy często stosy, czasem nawet bardzo duże, drewna papierówkowego

4955 

 Nie nadaje się ono do wykorzystania w meblarstwie czy budownictwie, ale można je lepiej wykorzystać niż tylko na opał.  Jedzie ono zatem do zakładów papierniczych, gdzie jest rozdrabniane i w wyniku mechanicznej oraz chemicznej obróbki z użyciem dużych ilości wody przetwarzane na masę celulozową i ścier drzewny. Z tych dwóch surowców uzyskuje się większość papieru na świecie. Statystyczny Polak zużywa rocznie około 100 kg papieru. Polskie firmy wykorzystują miesięcznie ponad 11 milionów ryz papieru A4, co odpowiada zużyciu ponad 5,5 miliarda kartek.

Naturalnie wraz z masowym wykorzystywaniem drewna do produkcji potrzebnego wszystkim papieru powstał niepokój o lasy. Niektórzy wyliczają, że z jednego drzewa powstaje 8500 kartek papieru i twierdzą, że na produkcję tony papieru potrzeba 17 drzew. Dlatego powstała nawet pewnego rodzaju histeria, związana z hasłem: „oszczędzaj papier bo wtedy oszczędzasz lasy”. To tak jak z akcją wyłączania na godzinę wszystkich żarówek. Ich ponowne zapalenie niweczy całą oszczędność i akcja nie ma praktycznie żadnego znaczenia oprócz szumu medialnego. Oszczędzanie papieru ma jednak rzeczywiście wielki wpływ na ochronę środowiska, ale praktycznie jest nieistotne dla trwałości lasów. Problemem przy produkcji papieru jest raczej duże zużycie wody i używanie ogromnych  ilości środków chemicznych, a nie wycinka drzew.

4956

Bo drzewa, z których najpierw powstają wałki drewna, a potem rolki i arkusze papieru i tak trzeba wyciąć. Pielęgnowanie lasu polega przecież na nieustannych cięciach. Drewno przeznaczane na produkcję papieru, potocznie nazywane „papierówką” pochodzi z cięć w młodych drzewostanach i jest najgorszej jakości. Przerzedzamy młodniki sosnowe, świerkowe, brzozowe czy olchowe, wycinając najsłabsze drzewa. Te najcieńsze są rozdrabniane na wióry i trafiają do firm produkujących np. płyty meblowe. Te nieco grubsze, ale obarczone różnymi wadami technicznymi trafiają do papierni. Ale najpierw są stosami papierówek, które jadą wielkimi samochodami po naszych drogach

4957

Polski przemysł papierniczy jest największym pojedynczym odbiorcą i wytwórcą energii odnawialnej w Europie. Ponad połowa całkowitego zużycia energii w tym przemyśle opiera się na biomasie. Jeżeli chcemy pomóc polskim lasom i przyrodzie nie obrażajmy się na leśników za to, że wycinają drzewa. Bo przecież wszyscy potrzebujemy papieru, a ten nie powstaje z najlepszych drzew.

Kartkę papieru oraz długopis zawsze mamy pod ręką, aby zapisać ważną sprawę, informację czy numer telefonu. Papier służy nam do zapisywania myśli. To według mnie znacznie lepsze niż nagrywanie głosu czy obrazu.

W każdym domu są też gazety i książki, bez których, pomimo istnienia innych kanałów informacji, wciąż trudno nam żyć. Każda gazeta powstaje zatem z drewna

4958

Uszlachetniony chemicznie ścier drzewny wykorzystuje się na papier gazetowy, który zawiera sporo ligniny. Luźno splecione włókna nadają miękkości serwetkom i rolkom papieru toaletowego. Wrócę zatem nieśmiało do papieru toaletowego, zwanego potocznie „srolką”. Jak kiedyś ludzie mogli się bez niego obejść? Dziś jest nam niezbędny i powszechnie dostępny, choć pierwszy fabryczny papier toaletowy pojawił się w Stanach Zjednoczonych dopiero w 1857 roku. Był to papier w formie arkuszy, na których znajdowało się nazwisko jego twórcy – Josepha Gayetty.

4959

fot ze strony http://alchetron.com/

 Ponad 30 lat później pojawił się papier toaletowy na rolce. Mówi się, że wszyscy Europejczycy rocznie zużywają 22 miliardy rolek papieru toaletowego, czyli ilość, która mogłaby opleść kulę ziemską 12 000 razy. Ale bez obaw. Nie zamienimy drzew w „srolki”. Lasów nam wciąż przybywa i zasoby drewna także rosną. Naturalnie nie namawiam do nadmiernej oszczędności, szczególnie papieru toaletowego. Jednak z całą pewnością warto zająć się recyklingiem i po przeczytaniu gazety, czasopisma czy książki zanieśmy ją do właściwego pojemnika. Recykling tony papieru pozwala zaoszczędzić 17 drzew i 26,5 tys. litrów wody potrzebnej do jego produkcji. To także o wiele mniej zużytych środków chemicznych. Choć jakże wiele ich trzeba zużyć także do produkcji laptopa czy tabletu bardzo nam potrzebnego, aby poczytać w blogowych zapiskach leśniczego o papierze i papierówce...

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

19:37, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
niedziela, 30 października 2016

494min

Układ kalendarza spowodował, że w zasadzie już od wczoraj rozpoczęliśmy czas odwiedzin miejsc ostatniego spoczynku naszych bliskich. Porządkujemy mogiły, zapalamy znicze i świeczki, stawiamy kwiaty oraz stroiki. Często korzystamy przy tym z darów natury: zielonych gałązek, kolorowych pędów, mchów, owoców krzewów leśnych. Najbardziej popularnym materiałem służącym do zdobienia grobów jest stroisz. Tak nazywamy gałązki drzew i krzewów liściastych. Bardzo popularna jest jodła, świerk, sosna, różne gatunki żywotników ale także cis, który jest (przypomnę!) na stanowiskach naturalnych chroniony od 1423 roku, czyli od czasów Króla Jagiełły.

4941

Czasem kupujemy ozdoby, wianki czy stroisz w różnych, często nawet doraźnie urządzonych punktach handlowych. Innym razem jadąc na cmentarze zdobywamy je sami, świadomie lub nieświadomie wyrządzając krzywdę przyrodzie. Wcale nie krytykuję zdobienia grobów zielonymi gałązkami i nie zachęcam do zastąpienia ich plastikiem. Warto przecież podkreślić, że ozdoby wykonane ze stroiszu ulegają biodegradacji i nie są tak szkodliwe dla środowiska jak tworzywa sztuczne. No i oczywiste wydaje się, że to, co pochodzi z lasu jest piękniejsze, naturalne i bardziej dostojne.

Strażnicy leśni są właśnie zaangażowani w szczególną ochronę lasów i ta akcja nosi kryptonim „Stroisz”. Leśniczowie mają również uprawnienia strażnika leśnego i choć z reguły zamiast nakładać mandaty karne wolą tłumaczyć, edukować i pouczać, zatem i ja pragnę przekazać nieco informacji przydatnych w tym czasie. Dbając bowiem o groby, szanując pamięć o tych, których już nie ma pośród nas, musimy szanować nasze otoczenie i obowiązujące prawo.

Dlaczego zatem sprzątając cmentarze wyrzucamy śmieci za jego ogrodzenie lub wyrzucamy w najbliższym lesie? Dlaczego zatrzymujemy się po drodze na cmentarz przy uprawie lub młodniku jodłowym i łamiemy gałązki dla siebie, niszcząc wieloletnią pracę leśników? Dlaczego okazjonalni „przedsiębiorcy” zamiast kupić stroisz w nadleśnictwie sami „zaopatrują się” po kryjomu w lesie w gałązki, mech, niszcząc nawet chronione widłaki?

 4942

Leśnicy wykonują różne zabiegi gospodarcze, które polegają na usuwaniu słabszych, osłabionych drzewek. Jeśli jest zapotrzebowanie na stroisz leśniczy tak zaplanuje prace, że tuż przed świętem Wszystkich Świętych będą świeże, zielone gałęzie jodeł czy świerków do legalnej sprzedaży za niewielkie pieniądze. Wystarczy tylko wcześniej zgłosić się do gospodarza lasu. Co roku patrole leśników i ukryte w lesie kamery monitoringu namierzają sprawców wykroczeń przeciwko prawu. Ale to nie tylko sprawa przestrzegania prawa i mandatów do 500 zł. To także kwestia etyki, szacunku dla zmarłych i pamięci o nich. Dlatego należy interesować się podejrzanie tanimi wiązkami stroiszu czy nawet gotowymi stroikami, zniczami, doniczkami kwiatów. Czy chcemy szanować pamięć zmarłych poprzez brak szacunku dla lasu, przyrody? Czy chcemy ozdobić groby bliskich krzywdą lasu? Nie wspomnę już o cmentarnych kradzieżach… Złodzieje, nazywani niesłusznie „hienami” (bo czym sobie zasłużyła sympatyczna przecież hiena na takie porównanie?) kradną stroiki, doniczki z kwiatami, znicze, wazony, nawet mosiężne elementy nagrobków. Byłem niedawno w Słowińskim Parku Narodowym i odwiedziłem przepiękny skansen chroniący kulturę Słowińców  w Klukach. Tuż przed skansenem jest stary cmentarz. Brama cmentarna jest zamknięta na łańcuch i kłódkę, bo ludzie kradli stare, żeliwne krzyże.

4943

 Bez komentarza…

Warto też pamiętać o tym, że gdy spotkamy w lesie przydatne nam łany barwinka, pędy bluszczu czy krzaczek cisa, może być to wspomnienie po dawnej mogile lub starym cmentarzyku. Las pełen jest przecież anonimowych mogił, pełno w nim błąkających się dusz. Kradnąc zatem gałązki czy wykopując paprocie, barwinek lub bluszcz możemy okradać czyjś grób.

Leśnicy dbają o wiele takich cmentarzy czy mogił. Chronią pamięć o nich, historie związane z losem tam pochowanych osób, troszczą się o symbole. Pięknie pisze o tym Edward Marszałek na stronie: http://www.lasy.gov.pl/informacje/aktualnosci/czas-pamieci-o-lesnych-cmentarzach

Jak co roku wracam też pamięcią do Cmentarza Leśników w leśnictwie Płociczno (RDLP Piła). Położona między liściastymi drzewami prawie dwustuletnia nekropolia znajduje się między Piłą a Dobrzycą. Jest pięknym świadectwem tolerancji i mądrości leśników z Nadleśnictwa Zdrojowa Góra. To oni własną pracą i za składkowe pieniądze zadbali o pamięć, aby – tak jak głosi napis przy wejściu na cmentarz – była ona „niezbędnym dobrem życia”.

49441

Niewielki teren cmentarza ogrodzony jest drewnianym płotem, cierpliwie naprawianym przez leśników, i niewysokim murem z kamieni polnych. Z kilkunastu grobów, które się tutaj znajdują, niewiele zostało. Widać zaledwie kilka tablic z niewyraźnymi napisami. Najstarszy grób pochodzi z 1868 r. Cmentarzem opiekuje się i gospodarzy w nieodległej szkółce leśniczy Jarosław Ramucki (na fot powyżej) . Opowiadał mi kiedyś, że to, co udało się zachować i odbudować leśnikom, nadal staje się łupem złodziei. Ukradziono postawiony przez nich płotek, metalowe, oczyszczone krzyże, nawet postumenty z piaskowca. Dla chciwych ludzi nie ma żadnych świętości!  Ręce opadają…

 Jednak z drugiej strony są też mądrzy, szlachetni ludzie, którzy potrafią szanować i przyrodę, i pamięć o tych, którzy odeszli. Dlatego dziś i w najbliższych dniach, na wielu pozornie opuszczonych mogiłach w kątkach cmentarzy, przy samotnych krzyżach w lasach, parkach czy obok dawnych domostw zapłoną znicze. Tam gdzie były kiedyś żydowskie kirkuty, cmentarze wyznawców różnych religii, nawet bezimienne krzyże czy resztki mogił, także zobaczymy oznaki szacunku dla zmarłych. Czasem zobaczymy nawet dowody pamięci istnienia ludzkich siedzib, gdzie splatało się życie i śmierć. Oto kamień ustawiony na terenach poligonowych Nadleśnictwa Sulęcin przypominający o istnieniu tam leśniczówki Wiklerów, stojącej w cieniu lipy

4945

Jestem dumny z tego że w Pszczewie, który z racji przygranicznego położenia był świadkiem wielu wydarzeń historycznych, gdzie żyli i pracowali wyznawcy różnych religii, szanuje się pamięć o wszystkich. Jest tu stary cmentarz parafialny, gdzie obok grobów współczesnych zmarłych mieszkańców Pszczewa znajdziemy weteranów I wojny światowej leżących pod nagrobkami z niemieckimi napisami.  Leży tam także bohater Bitwy Warszawskiej  1920 roku, żołnierze I i II Armii Wojska Polskiego i wielu, wielu innych, którzy przybyli tu po wojnie z Pomorza, Wielkopolski, w ramach Akcji Wisła oraz repatrianci zza Buga. Leżą tu także tutejsi, miejscowi od lat, niezależni od granic administracyjnych i ustaleń polityków, nazywani autochtonami. Obok kościoła znajdziemy też taki nagrobek:

49461

 W Pszczewie jest też kamień upamiętniający istnienie cmentarza żydowskiego, cmentarza ewangelickiego oraz miejsce pochówku żołnierzy Wielkiej Armii Napoleona.

4947

Jak każdy leśniczy znam w okolicznych lasach wiele miejsc, gdzie w tych dniach należy zapalić znicz lub przynajmniej pochylić się w chwili zadumy. Bo las jest pełen mogił. Czasem są jeszcze dawne cmentarzyki, zadbane jak ten pod Stołuniem, w oddziale 14 leśnictwa Pszczew

4948

Są też takie jak ten ewangelicki niedaleko Silnej, które wymagają sporej troski żyjących

4949

 

 Nieopodal jest parking urządzony przez leśników z Bolewic „Na dawnej granicy państwa”, gdzie zginął 1 września 1939 roku plutonowy Antoni Paluch. W rocznicę jego śmierci i tam płoną znicze

49410

Parę kilometrów dalej, tam, pod dębem, pochowany jest dawny leśniczy, pod akacjami żołnierze napoleońscy, gdzie indziej rozbiła się "latająca forteca", a dalej spoczywa pilot niemieckiego samolotu rozstrzelany przez Rosjan. Stare lipy pozostałe po folwarku Sophienhof szumią nad losami rodziny Haza Radlic, która osiedliła się tu w XVIII wieku

49411

Las jest pełen pamięci o tych, których nie ma. Las pamięta. Dlatego apeluję do Was, jak każdy leśniczy, który stara się być łącznikiem pomiędzy lasem i ludźmi: szanujmy każdą jego cząstkę, każdą roślinę, a nawet jej część, bo szacunek dla przyrody jest też szacunkiem dla ludzi. Dla ludzi, którzy już odeszli ale też dla tych, którzy żyją.  

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

14:55, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 24 października 2016

493min

Drogi w lesie są bardzo drogie leśniczemu. Bo to fundament dobrego gospodarzenia w lesie. Ale leśne drogi to także swojego rodzaju szyfr do skarbca piękna, ciszy i duchowego bogactwa przyrodniczego… Leśniczy przytłoczony ogromem swoich zadań najczęściej patrzy na las okiem gospodarza. Aby chronić przyrodę, zajmować się ochroną, hodowlą, pozyskaniem drewna, zagospodarowaniem turystycznym trzeba przecież dojechać do każdego zakątka leśnictwa.

 Dziś, gdy leśniczy jednoosobowo, korzystając tylko z pomocy podleśniczego, zarządza około 2 tysiącami hektarów lasu, nie ma możliwości aby chodzić pieszo lub poruszać się rowerem czy konno. Równe i przejezdne przez cały rok drogi to przedmiot marzeń wszystkich leśniczych z ponad 5 tysięcy polskich leśnictw. Choć oczywiście inaczej gospodarzy się w górach, a inaczej na nizinach. Inne funkcje mają drogi przecinające górskie stoki,  urozmaicone puszcze, a inne biegnące przez lubuskie bory. Sieć dróg pokrywających teren każdego leśnictwa przywodzi na myśl nasz krwiobieg. Bo drogi są tak potrzebne dla dobrego funkcjonowania lasu jak krew, która dostarcza tlenu i pokarmu dla naszego organizmu. Tymi drogami dojeżdżają do pracy drwale, zrywkarze i pracownicy zakładów leśnych wykonujący wszelkie prace leśne. Drogami leśnymi wyjeżdża  z lasu potrzebne wszystkim drewno. Drogi zapewniają też bezpieczeństwo leśnym ostępom na wypadek pożaru. Nic dziwnego, że leśniczy marzy zatem o takich drogach w lesie:

4931

Ale nie zawsze drogowy krwiobieg funkcjonuje doskonale. Czasem jeden zniszczony przepust powoduje zator lub zapaść. Zdarza się też, że jedna droga przebiega przez grunty różnej własności. Wtedy może grozić nawet zawał. Bo drogi często wytyczono w czasach, gdy wszystko było państwowe. Co ma począć leśniczy, gdy droga wychodząca z jego leśnictwa we fragmencie staje się prywatna, gminna lub powiatowa i właściciel tego traktu nie dba o jego stan? Czasem też staje na niej znak zakazu lub choćby nieprzyjazny kierowcom ciężarówek z drewnem znak z czerwoną obwódką, ograniczający tonaż pojazdu. Nasze drogi są solidnie obstawione wszelkimi znakami, szczególnie te ostatnio remontowane, „ozdobione” dodatkowo tablicami informującymi o wykonanych projektach unijnych. Dziś była wspaniałą pogoda, wszystkie fotki ilustrujące tekst wykonane zostały dzisiaj i o tym świadczą. Ale po 19 zaczęło padać.

Pierwsze jesienne, solidne deszcze, choć często długo wyczekiwane, przysparzają kłopotów wielu leśniczym. Bo zwykle oznaczają kłopoty z drogami, a jakość leśnych dróg ma wielkie znaczenie dla prowadzenia gospodarki leśnej. Niezależnie od tego czy jest to kamienista stokówka w Bieszczadach, dylówka biegnąca środkiem podlaskich bagien czy granitowa, równa jak stół tłuczniówka przecinająca Puszczę Notecką, każda z tych dróg jest droga sercu leśniczego. Przecież to leśniczy własnym samochodem każdego dnia przemierza lasy korzystając z tych dróg. Zna na tam każdy zakręt, każdą dziurę, zapadnięty przepust, piaszczysty podjazd czy bagniste zaniżenie. Leśne drogi to swojego rodzaju wizytówka leśniczego. Jeśli są zarośnięte, zakrzaczone lub nawet zdarzy się na którejś z nich przewrócone dawno temu drzewo tarasujące przejazd, źle to świadczy o gospodarzu lasu. Choć kto z nas nie lubi dzikich, niedostępnych dla ludzi uroczysk, do których prowadzi prawie niewidoczny trakt?

49331

 Dlatego czasem dobry gospodarz lasu chroni ich tajemnice i nie udostępnia ich powszechnie poprzez brak dojazdu. To czasem jedyny sposób, aby las i jego mieszkańcy mogli żyć spokojnie bez presji ludzi. Ale nie każdemu to odpowiada… Drogi leśne budzą różne ludzkie emocje. Bywają tacy ludzie, co opierają wizerunek leśników na drogach i kierują się emocjami, czasem skrajnymi. Kto mieszka w lesie i gruntową drogą jeździ do pracy, sklepu, czy wozi dzieci do przedszkola inaczej spogląda na drogę niż turysta, przyrodnik czy grzybiarz. Cóż, przecież wizerunek, autorytet i reputacja każdego, leśniczego także, opierają się na wrażeniach i emocjach...

To do leśniczych kierują pretensje okoliczni mieszkańcy i to ich winią za stan dróg i udostępnienie, lub nie do powszechnego korzystania. Jak droga dziurawa i rozjechana- budzi to niechęć i niezadowolenie, choć przecież to część lasu gospodarczego. Jak piękna i nowa - ludzie są oburzeni, że służy tylko gospodarce leśnej i mają za złe leśnikom, że nie wpuszczają na nią prywatnych samochodów.

Ale leśne drogi to nie tylko gospodarka, zarządzanie i bezpieczeństwo pożarowe. Leśne drogi to romantyczny szlak do piękna, to trasa, która wiedzie nas do najwyższych wartości.

4934

Spacer leśną drogą to o każdej porze dnia i roku źródło wspaniałych przeżyć, doznań i wzruszeń. A teraz, gdy jesień ubarwiła nawet pozornie nieciekawy, sosnowy bór wspaniałymi barwami?

4935

Kiedy promienie słońca podświetlają firankę traw, pióropusze schnących już paproci, gdy w lesie obok szarości i zieleni pojawia się miedź i złoto a czasem też srebro pierwszych przymrozków?

4936

Ale aby to zauważyć, trzeba choć na chwilę zatrzymać się w biegu codziennego dnia. Wyłączyć telefon i nie nasłuchiwać jego dzwonków lecz skrzeczenia sójki lub krzyku dzikich gęsi ponad lasem

4937

Nie wpatrywać się godzinami w tablet, smartfon czy ekran laptopa lecz spoglądać szeroko otwartymi oczami i duszą na leśną drogę, gdzie na piaszczystym lub błotnistym fragmencie możemy czytać jak z książki

4938

Bo na tej drodze są zapisane kopytkami, racicami, pazurami i łapkami rozmaite historie. Co najmniej równie ciekawe i sensacyjne jak te, które z zapartym tchem codziennie śledzimy na portalu społecznościowym. Jeżeli potrafimy z kolei jeszcze słuchać i to nie tylko szelestu dokumentów lub banknotów, ale potrafimy się zasłuchać w odgłosach jesiennego lasu, usłyszymy i zauważymy np. spadające na drogę żołędzie efektownie teraz wyglądającego dębu czerwonego

4939

A może gdy będziemy cichutko usłyszymy też spacerujące obok sarny i ucieszymy oczy ich naturalnym pięknem?

49310

Jeżeli masz w sobie jeszcze choć nieco romantyka, jeżeli cywilizacja ze swoim pośpiechem nie zabiła wrażliwości na piękno, zakosztuj koniecznie czaru leśnej, jesiennej drogi. Przed nami ostatnie, pogodne dni złotej jesieni. Warto wykorzystać szansę na spotkanie z urokami lasu. Choć nie ma borowików czy rydzów możesz zachwycić się czerwienią muchomora

49311

Prawda, że przepiękny? Podczas wędrowania uroczymi leśnymi traktami i smakowania uroków październikowej przyrody masz szansę spotkać ślady pracy leśnych ludzi

49312

Spójrz z szacunkiem na stosy sosnowych lub dębowych wałków. Pomyśl jak bardzo różni się praca drwala od pracy urzędnika czy sprzedawcy. To nie gwałt na przyrodzie, to nie rany zadane lasowi lecz przemyślane i skomplikowane zadania wykonywane twardymi rękami pracowników leśnych. Kiedy przyjdziesz tu za rok, na kolejny spacer kolejną jesienią, nie będzie już znaku po piłach, traktorach i stosach. A las będzie jeszcze piękniejszy, dorodniejszy. A człowiek będzie jeszcze mądrzejszy, bo czar jesiennej leśnej drogi wspaniale działa na ciało i umysł…

49313

Podczas takiego spaceru można wspaniale odpocząć i wiele wyczytać z otoczenia leśnej drogi. A o to czego nie zrozumiemy i czego nie potrafimy nazwać, zawsze możemy zapytać leśniczego.

Serdecznie zapraszam

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

 

22:02, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 17 października 2016

492min

Jesień przywitała się już z nami pierwszymi przymrozkami i coraz krótszymi dniami, schowanymi za porannymi mgiełkami oraz kurtyną opadających liści. Jest jednak jak na razie łagodna i delikatna. Trzeba przecież przyznać, że nie zaatakowała gwałtownie i niespodziewanie, a raczej subtelnie skrada się, uprzedzając różnymi znakami. Minęła połowa października, a pomimo suchego lata na drzewach wciąż jeszcze zostało sporo liści. Wokół pszczewskiej leśniczówki rośnie wianuszek starych lip, są robinie akacjowe i potężny dąb.

4921

 Mieszkamy tu już sporo ponad 20 lat, a zatem opadające różnobarwne liście wyznaczają swojego rodzaju rytm jesieni oraz naszego aktywnego życia. Dywan liści trzeba sukcesywnie usuwać z chodnika i trawnika, a wymaga to sporego nakładu czasu i sił. Ale stanowi to o uroku tego miejsca bo przecież drzewa są naszymi przyjaciółmi i nie można mieć do nich pretensji, że przysparzają nam sporo pracy. Miarą jesieni dla mieszkańców leśniczówki jest zatem czas i tempo spadania liści. Wiemy kiedy opadają klony i lipy, kiedy sumak gubi barwne pióropusze, kiedy dąb najpierw brązowieje, a potem łysieje po solidniejszym przymrozku. Gdy jesień przychodzi bardzo wcześnie, na Wszystkich Świętych liści już nie ma nawet na wielkim dębie. Gdy jest dość wczesna, na Wszystkich Świętych lipy są zupełnie gołe, ale dąb szumi jeszcze suchymi liśćmi. Gdy przychodzi późno, dopiero po Wszystkich Świętych zabieramy się za usuwanie liści. 

4922

Tak to jest, gdy żyje się blisko drzew i z drzewami…

Inną oznaka jesieni są poranne i wieczorne mgły. Można je obserwować z okna leśniczówki, spoglądając na jezioro

4923

Mgły jednak są bardzo ważne dla kierowców i wszystkich użytkowników dróg, szczególnie tych biegnących przez lasy. Opadające, zalegające na drogach liście i mgły są sporym zagrożeniem na drogach. Ludzie siadający za kierownice samochodów, ale także piesi i rowerzyści zwykle nie zwracają uwagi na to, że przyszła jesień.

4924

 Należy o tym pamiętać w trakcie słonecznego, jesiennego dnia, ale szczególnie o zmierzchu. Dla własnego, ale nie tylko, bezpieczeństwa warto spostrzec, że lato już minęło. Każdego dnia rano i wieczorem spotykam samochody z niesprawnym oświetleniem. Codziennie spotykam pieszych i rowerzystów, którzy ciemno ubrani, jakże często bez żadnego oświetlenia i wymaganych odblasków przemieszczają się drogami pośród lasów. Jak bardzo i niepotrzebnie ryzykują!

Choćby jeden, niewielki odblaskowy pasek, przymocowany do ubrania lub roweru pozwoli nam spokojnie obserwować uroki jesieni tej, następnej i wielu następnych. Przecież często sami za chwilę siadamy za kierownicę samochodu i dziwimy się głupocie lub niefrasobliwości pieszego, który wchodzi na jezdnię tuż przed samochodem lub porusza drogą bez oświetlenia lub choćby odblaskowego elementu.

Leśnicy cenią wszelkie życie i zdrowie każdej istoty, a szczególnie ludzi, a zatem od dawna w ramach działań edukacyjnych rozdają m.in. takie praktyczne odblaskowe paski z logo LP

4925

Nie trzymajcie ich w szufladzie, a wykorzystujcie dla swojego bezpieczeństwa, szczególnie teraz, jesienią. Odblaskowy pasek owinięty wokół ręki, ramy roweru czy przyczepiony do torby może uratować życie. Kolorowo i profesjonalnie ubrany rowerzysta na jesiennej drodze biegnącej przez lasy to nie szpan lecz wymóg bezpieczeństwa

49212

Warto też przypomnieć, że szczególnie na początku jesieni należy bardzo uważać na drogach na zwierzęta leśne. Właśnie podczas występowania porannych i wieczornych mgieł wszelkie zwierzęta wyruszają na żer lub z niego wracają. Przecinają wtedy szlaki ludzkie: chodniki, ulice, drogi, linie kolejowe a czasem też tramwajowe. Czasem o tym nie wiemy i czasem nie pamiętamy ale bardzo często w tych spotkaniach giną zwierzęta, a bywa też, że także niestety ludzie...

4926

Zwierzęta wykorzystują wczesną jesień na zgromadzenie zapasu tkanki tłuszczowej, która pozwala im bezpiecznie przetrwać zimę. Niektóre robią sobie też zapasy żywności, jak np. wszędobylskie i bardzo teraz aktywne sójki.

4927

Dlatego leśnicy, w kontakcie z drogowcami i policjantami ustawiają przy drogach publicznych specjalne znaki ostrzegające np. przed zwierzyną i przypominają o bezpiecznym zachowaniu. Także poruszając się pieszo czy rowerem po leśnych drogach szczególnie jesienią bezwzględnie przestrzegajmy takich zakazów

 4928

Nie wolno zbliżać się do pracujących drwali czy maszyn, bo leśne prace są bardzo niebezpieczne. Także w ścisłej współpracy z drogowcami i policjantami jesienią, tak jak wiosną leśnicy dokonują przeglądu drzew wzdłuż dróg przebiegających przez lasy. Wypatrują złamanych, niebezpiecznie zwisających konarów lub wierzchołków, typują nadmierne pochylone lub usychające drzewa, które mogą stanowić zagrożenie dla podróżnych. Te najbardziej niebezpieczne natychmiast usuwają. Dlatego właśnie teraz, możecie zobaczyć na drodze policjanta, drogowca lub kogoś z leśników w takiej kamizelce wzywającego was do zatrzymania się

4929

Nie wolno ignorować takich sygnałów i zasłaniać się pośpiechem lub obawą przed spóźnieniem do pracy czy szkoły. Zdarzają się, niestety,  próby omijania osób kierujących ruchem, szczególnie gdy w zasięgu wzroku nie ma radiowozu. Czasem nie ma potrzeby, aby to policjanci pomagali w usuwaniu zagrażających drzew. Leśnicy samodzielnie, choć w porozumieniu z innymi służbami szybko i sprawnie usuną niebezpieczeństwo i czasem trzeba chwilę poczekać, a bezwzględnie należy zastosować się do sygnałów i poleceń osób kierujących ruchem. Nie jest to zwykle prosta operacja, ale jeśli nie przeszkadzamy swoim nieodpowiednim zachowaniem to drwale i leśnicy szybko zapewnią wszystkim bezpieczny przejazd.

49210

Naturalnie nie sposób usunąć wszystkie drzewa z poboczy dróg. Nie traktujmy ich jak wrogów czyhających na nasze życie. Drzewa rosną wokół nas i dla nas. Z całą pewnością nie po to, aby rozbić o nie nasze auto… Pamiętajmy o tym szczególnie jadąc piękną aleją, nawet wtedy gdy jest mokro i ślisko. Zachwycajmy się pięknem drzew jadąc przy nich po prostu wolniej. Szczególnie mglistą i mokrą jesienią, gdy na asfalcie są kałuże i kożuch kolorowych liści. Szanujmy drzewa nie tylko w ich święto, raz w roku, 10 października.

 Może się także zdarzyć, że jesienią w pobliżu dróg biegnących przez lasy zobaczycie sporo osób ubranych w „organizacyjną zieleń” oraz zaopatrzonych w kamizelki odblaskowe. Może to być polowanie zbiorowe lub przypominające polowanie liczenie zwierzyny w lesie. Wtedy także należy zachować daleko idącą ostrożność, bo przez drogę może przebiegać wataha dzików lub chmara jeleni wypłoszona ze swojej leśnej ostoi. Ostatnio wszyscy z wielką uwagą słuchamy medialnych doniesień o konieczności zmian w polskim łowiectwie, a z drugiej strony o problemie ASF czyli afrykańskiego pomoru świń.

Według informacji PAP minister środowiska wydał zalecenia dla myśliwych, aby zwiększyć odstrzał dzików do ponad 250 tysięcy sztuk rocznie. Dotychczas plan roczny odstrzału dzików wahał się pomiędzy 200 a 250 tysięcy.

 W informacji przygotowanej przez PAP czytamy: „Jak wynika z informacji MŚ w Polsce - zgodnie z rekomendacjami Unii Europejskiej - powinno żyć 135,5 tys. dzików (0,5 osobnika na km kw). Tymczasem według stanu stan na 10 marca 2016 jest ich ok. 245 tysięcy.”

492111

Jednak zanim zacznie obowiązywać ten zwiększony odstrzał, minister zarządził wielkoobszarową dokładną inwentaryzację dzików. Dlatego w najbliższą sobotę i niedzielę leśnicy wspierani przez myśliwych będą liczyć dziki metodą próbnych pędzeń. Uważajcie zatem na jesiennych drogach, szczególnie w ten weekend, bo nawet w środku dnia mogą się tam pojawić zwierzęta.

Leśnicy przez cały rok mają wiele pracy, służąc zarówno ludziom jak i przyrodzie. Nawet spokojna melancholia jesieni nie spowalnia tempa, a coraz krótszy dzień nawet „podkręca” rytm dnia tej tylko pozornie spokojnej profesji. W służbowej poczcie wciąż pojawiają się nowe zadania, oprócz tych wynikających z normalnego toku pracy. Jednak leśnicy dbając o ojczystą przyrodę i racjonalnie zarządzając lasem nieustannie troszczą się także o bezpieczeństwo ludzi. Warto o tym pomyśleć w jesienne wieczory i docenić ich starania poprzez rozumne stosowanie się do podpowiedzi, próśb i zaleceń leśników.

 

Leśniczy Jarek  -lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

 

 

 

21:52, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
sobota, 08 października 2016

491min

Wczoraj pięknie zaświeciło słońce i okoliczne bory rozświetliły się świeżymi barwami. Kilkudniowy deszcz spłukał pył i nadał świeżości każdej gałązce czy igiełce. Ale to nie wiosna, ani lato, bo w lesie panuje cisza. Za to na niebie tłoczno od ptasich wędrowców. Z rana zajrzałem dziś nad Obrę i ze zdumieniem obserwowałem kilkadziesiąt czapli białych, które szczelnie wypełniły brzeg tej malowniczej rzeczki. Stały obok siebie jak wędkarze na zawodach, wpatrując się w taflę wody. Jaka szkoda, że aparat fotograficzny został w samochodzie...

Od rana odwiedziłem zulowców pracujących przy wykonywaniu trzebieży. Musiałem jednak wrócić na chwilę do leśniczówki, bo czekał tam na mnie interesant i gdy ruszyłem znowu w teren, aparat zabrałem ze sobą. Jak się później okazało, warto było. Las wyglądał dziś tak jakby była pełnia lata

4911

Słońce, wilgoć unosząca się w powietrzu i zielony las… Brakowało tylko grzybów do kompletnego obrazu. Ale przecież od dłuższego czasu panowała susza i po trzech dniach opadów trudno optymistycznie zakładać, że pojawi się w lesie las borowików czy podgrzybków.

 Moją uwagę zwrócił pień martwego drzewa, który od wielu lat leży przy leśnej drodze do Kuligowa. Zadbałem o to, aby pozostał w lesie nietknięty, gdy blisko 10 lat temu planowałem tu trzebież. Pomyślałem, że warto go teraz sfotografować, aby za jakiś czas sprawdzić ile z niego ubyło na skutek naturalnego rozkładu.

4912

Podszedłem bliżej pnia, podziwiając porastające go mchy i porosty

4913

Ale oprócz zielonego kożucha na martwym pniu, inny szczegół zwrócił moją uwagę

4914

Przyjrzałem się uważnie dość nietypowemu grzybowi. Przecież to owocniki gwiazdosza! Gwiazdosze to grzyby, które należą do grupy Geasteromycetes, zwanych także "grzybami żołądkowymi." Są spokrewnione z purchawkami i raczej łatwe do rozpoznania w terenie ze względu na niezwykły kształt. Na pierwszy rzut oka przypominają niezidentyfikowany obiekt latający, czyli UFO.

4915

  Młode, zamknięte gwiazdosze mają kształt cebuli lub jaja . Ich perydium (skóra) jest złożone z trzech warstw. Warstwy te pozwalają gwiazdoszom robić coś czego żaden inny grzyb nie jest w stanie. Wyobraźcie sobie, że gwiazdosze mogą się poruszać. Kształt tych szczególnych grzybów wypracowała natura po to, żeby główka, w której mieszczą się zarodniki mogła znaleźć się powyżej poziomu gruntu. Ma to wielkie znaczenie dla lepszego efektu rozsiania zarodników przez wiatr. 

Gwiazdosze początkowo mają postać kulistą, na szczycie stożkowato uwypukloną  i są zagłębione w ziemi. Wtedy bardziej przypominają purchawkę lub jajo porzucone w ściółce. Gdy rosną,  wydostają się na powierzchnię i zewnętrzna osłona tzw. egzoperydium pęka  i odgina się – w ten sposób powstają gwiaździste ramiona, które wynoszą główkę – to ta część osłonięta endoperydium – ponad poziom gruntu. To jest właśnie to charakterystyczne dla gwiazdoszy poruszanie, które wynika także z reakcji na np. krople deszczu.

Jest wiele gatunków gwiazdoszy, z których najczęściej spotykanym jest gwiazdosz frędzelkowy. To wcale nie znaczy, że jest to grzyb pospolity i powszechnie spotykany. Do 2014 r. gwiazdosz frędzelkowany objęty był ochroną gatunkową. Obecnie znajduje się na czerwonej liście grzybów wielkoowocnikowych w Polsce ze statusem „R - rzadki". Inne gatunki  gniazdosza są traktowane jako wymierające. Nie wiadomo z jakiego powodu gwiazdosze przestały być traktowane w Polsce jako gatunki ściśle chronione: czy dlatego, że uznano je za wymarłe i nie było co chronić, czy dlatego, że stały się tak pospolite?

Spotkałem się z gwiazdoszem w lesie po raz pierwszy, dlatego też nie podejmuję się jednoznacznie określić gatunku, bo często na jednym stanowisku rośnie ich kilka, a ich cechy osobowe są zmienne. Wokół pnia martwego drzewa pod Kuligowem były różne okazy i pewnie dopiero jakiś dobry mykolog, czyli specjalista zajmujący się badaniem grzybów jednoznacznie potrafiłby je ponazywać.

4916

A może ktoś z blogowych czytelników spróbuje? Przy okazji to także dobry przykład na to, jak martwe drzewa są ważne dla życia lasu. Gdyby nie było rozkładającego się pnia, być może nie spotkałbym rzadkich gwiazdoszy. Pień martwego drzewa celowo pozostawiony przez leśniczego w lesie dał im zatem życie i ochronę. Choć to grzyby, które choć już nie chronione aktem prawnym, w pewien sposób chronią się same, bo są po prostu niejadalne. Są nieatrakcyjne kulinarnie z powodu ciągliwego i szybko rozpadającego się na pylistą masę całego wnętrza. Ale spotkanie z rzadkimi, kosmicznymi grzybami ucieszyło mnie bardziej niż znalezienie smacznych borowików czy rydzów.

Z gniazdoszami wiąże się też wiele opowieści ludowych o tzw. „jajach węża” napotykanych w lesie.  Dotyczą one właśnie tego grzyba, choć czasem także młodego sromotnika. Przecież młodociana postać tego gatunku jak już pisałem wyżej to twór przypominający jajo o lekko poszerzonej podstawie i średnicy dochodzącej nawet do 5 cm. Takie „jajo” po jakimś czasie ciemnieje i pęka do połowy wysokości na kilka ramion, tworzących coś w rodzaju gwiazdy z resztą „jaja” w środku. Kiedy to się dzieje w pełni wykształcony owocnik może osiągać nawet blisko 20 cm średnicy i wygląda naprawdę intrygująco.

Czasem zatem przypominają jajo węża, czasem obiekt kosmiczny, ale z pewnością warto zwrócić uwagę na gwiazdosze w naszych lasach. Niewiele można o nich wyczytać i często są to sprzeczne lub niepełne wiadomości. Niedawno czytałem na stronie www.lasy.gov.pl tekst o obserwacjach gwiazdoszy w nadleśnictwach: Hajnówka i Browsk. Cieszę się, że także w lasach leśnictwa Pszczew można spotkać tak intrygujące i rzadkie grzyby.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

14:20, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
środa, 05 października 2016

490min

Już drugi dzień za oknem słychać kap, kap, kap… Nareszcie! Leśne drogi pokryte popiołem kurzu, zakurzone uprawy i młodniki, trzeszcząca ściółka chłoną upragnioną wilgoć. Tak długo nie padało, słońce wciąż pieściło nas gorącymi promieniami, że można było zapomnieć, że to już od dwóch tygodni jesień. Przed południem jeszcze nie padało, a zatem przejechałem i przeszedłem sporą część leśnictwa, zaglądając w różne zakamarki. Muszę przecież nadrobić niewielkie „tyły” związane z moim niedawno zakończonym urlopem. Spędziłem go z żoną we fantastycznej, wschodniej części naszej pięknej Polski. Odwiedziłem koniki biłgorajskie

4901

Spotkałem się w Zwierzyńcu ze swoim patronem Janem Gwalbertem

4902

Potem przejechałem różne miasta, atrakcje i puszcze Podlasia, Suwalszczyzny oraz Mazur. Spojrzałem też z zachwytem w bezmiar Śniardw

4903

Zajrzałem też do Bemowa Piskiego położonego na skraju słynnego poligonu w Orzyszu, gdzie swojego czasu szkoliłem się na żołnierza w Centrum Szkolenia Specjalistów Wojsk Obrony Przeciwlotniczej Kraju.

4904

 Jest co wspominać, szczególnie w jesienne dni, tchnące melancholią… O wycieczce po wschodniej ścianie kraju i o moich wrażeniach stamtąd opowiem pewnie innym razem.

Wczoraj i dziś zulowcy zabrali się ostro do pracy, bo zapas drewna w leśnictwie stopniał poniżej niezbędnego minimum, a do końca roku zostało jeszcze sporo trzebieży do wykonania. W poniedziałek spotkałem się z ich szefem przy pakiecie zleceń na październik i ustaliłem zakres prac na najbliższy czas. Oprócz zaplanowanych trzebieży zostało jeszcze nieco złomów i wywrotów do usunięcia po czerwcowej wichurze. Ale nie tylko wykonanie cięć i pozyskanie drewna jest ważne i terminowe, bo trzeba rozpocząć rozdrabnianie gałęzi na zrębach, przygotowując je do orki przed zimą. Trzeba też zrobić ostatnie pielęgnacje upraw i czyszczenia młodników i zająć się ochroną lasu: wyszukać opanowane przez owady drzewa, przygotować się do czyszczenia budek lęgowych i wywieszania nowych, sprawdzić ogrodzenia upraw.

 Okazało się dziś także, że jeden ze szlabanów zabezpieczających bezpieczeństwo przejazdu kolejowego skorodował i przewrócił się.

4905

 Wczoraj wszystko było w porządku, bo zaglądam na te przejazdy codziennie dopilnowując, aby były stale zamknięte. To także jeden z codziennych obowiązków leśniczego. Trzeba zatem szybko naprawić lub wymienić uszkodzony metalowy szlaban.

 Zajrzałem też jak każdego dnia do wykonawców nowej drogi leśnej, która wygląda coraz okazalej. Dziś trwały prace przy włączaniu się w betonową drogę powiatową Szarcz- Stołuń, a zatem finał budowy coraz bliżej

4906

Ale pomimo różnych spraw i często odzywającego się telefonu przyjrzałem się dziś w lesie melancholii jesieni. Bo w zasadzie każdy leśniczy oprócz tego, że jest świetnym fachowcem od wszelkich spraw lasu, dobrym organizatorem prac i logistykiem, ma także duszę romantyka.

Jesień ze swoją nutą melancholii, mgłami, pajęczynkami i paletą barw jest balsamem dla każdej romantycznej duszy. Warto znaleźć chwilę czasu aby nacieszyć się jej urokiem. Liście drzew przebarwiają się już i w lesie zaczyna dominować brąz, żółć i czerwień. Modrzewie – jako jedyne z iglaków zaczynają tracić swoje igły. Czasami w dole pysznią się barwami dojrzałe owoce, np. berberysu lub trzmieliny

4907

Czerwienią się też jarzębiny i kaliny. Przekwitły już z kolei fiołkowe wrzosy i dno lasu zostało przytłumione szarością, spotęgowaną przez unoszący się wokół suchy pył. Ale właśnie odświeża kolory lasu i spłukuje pył jesienny deszcz, który swoją melancholią nieodparcie nawiązuje do znanej pieśni, napisanej w 1943 roku przez Mariana Matuszkiewicza:

Deszcz, jesienny deszcz

Smutne pieśni gra,

Mokną na nim karabiny,

Hełmy kryje rdza

Ale skoro mamy na szczęście czas pokoju- to lepiej wrócić myślami do znanego wiersza L. Staffa:

 

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...

Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną

 

Jesień, która nas właśnie otula lepką wilgocią po pędzie słonecznego lata spowalnia nas, wycisza, sprowadza na nas spokój. Szczególnie jesień obserwowana w lesie. Choć kto szczęśliwie mieszka na wsi kojarzy jesień z zapachem świeżo wykopanych ziemniaków, zapachem wilgotnego ogrodu i ostatnimi jabłkami wyglądającymi spośród żółtych liści w sadzie.

4908

Jesień to także kolorowe dynie, którymi chętnie dekorujemy wnętrza i otoczenie naszych domów. W niedzielę odbyło się Święto Dyni w przepięknych ogrodach Inspiracji Ogrodowych w Starym Dworze

4909

Kto nie był i nie zachwycił się czarem ogrodów urządzanych pomysłami oraz rękami Krystyny i Józefa niech choć czasem zajrzy na https://www.facebook.com/InspiracjeOgrodowe/

W tych ogrodach jest wiele pomysłów zainspirowanych lasem i naturą. Warto czerpać z tej mądrości i słuchać podpowiedzi przyrody, wystarczy tylko spokojnie pomyśleć, a najlepiej to wychodzi, gdy za oknem cicho szumi jesienny deszcz. Jesień nie jest szara, smutna i przygnębiająca. Raczej refleksyjna i poetycka, cieszmy się nią zatem, bo przecież nic nie trwa wiecznie.

Za chwilę pięknie ubarwione przez jesień drzewa staną się łyse i rozczochrane. Ani się obejrzymy, a gruby dywan liści pokryje śnieg. Korzystajmy do woli z jesiennego lasu, nawet jak mży deszcz i pozornie nic nie zachęca do wyjścia z domu. Warto choć na chwilę spotkać się z jesienną melancholią, nacieszyć oczy barwami jesieni, nazbierać sobie relaksujących kasztanów.

 Spotkać się z jesienią w lesie choćby po to, aby potem po powrocie do domu zasiąść przy filiżance herbaty i spokojnie zatopić się w myślach. Bo ani się obejrzymy, a spokój i melancholia jesieni ustąpi chłodnej, pośpiesznej zimie, a już niebawem ruszymy na spotkanie wczesnej wiosny mrucząc do siebie słowami „Lilki” Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej:

Pójdę w park rozszumiały w przedwiosennej trwodze,

z piórkami traw wschodzących w podścielisku chorem,

z myślą, że spotkam kogo na klonowej drodze

i że nie będę smutna powracać wieczorem...

Melancholia jesieni jest świetnym lekiem na pośpiech, codzienny stres i zmęczenie, a zatem choć nie reklamują jej w telewizji i nie przepisują tego specyfiku lekarze, warto z niej do woli korzystać dla własnego dobra.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

22:14, lesniczy.lp
Link Komentarze (1) »
czwartek, 29 września 2016

489min

Zdecydowana większość obszaru leśnictwa Pszczew pokrywa się z granicami parku krajobrazowego. Czyli staje się oczywiste, że lasy i park krajobrazowy to jedno. Krajobrazy są tu bardzo różne, ale wszystkie przepiękne… Czy zastanawialiście się kiedyś co oznacza słowo krajobraz?

KRAJOBRAZ to wg encyklopedii Larousse’a zewnętrzny wygląd powierzchni ziemi, której poszczególne elementy – rzeźba, gleba, klimat, wody, świat roślinny, zwierzęcy i człowiek – tworzą jedną całość.

Inna definicja określa krajobraz jako fizjonomię powierzchni Ziemi będącą syntezą elementów przyrodniczych i działalności człowieka. Jeszcze inna określa  krajobraz jako całokształt odbieranego przez zmysły zespołu różnych zjawisk. Jest tych definicji przynajmniej kopa, czyli sześćdziesiąt, a może zdecydowanie więcej? Bo przecież każdy z nas inaczej spogląda na kawałek świata, otaczającej nas najbliższej przestrzeni ograniczonej tylko przez horyzont lub ramy okienne…

A co oznacza skrót PPK? To Pszczewski Park Krajobrazowy, który został utworzony w 1986 roku taką oto uchwałą wojewódzkiej rady narodowej:

4891

Park krajobrazowy tworzy się, aby chronić walory przyrodnicze ( głównie florę i faunę) i kulturowe (obiekty historyczne) oraz popularyzować w społeczeństwie wiedzę na temat tych walorów i konieczności ich ochrony. Parki krajobrazowe to forma ochrony przyrody niższej rangi. Możliwa jest w nich realizacja różnych zadań, jak gospodarka leśna, rolnictwo, turystyka czy różna działalność gospodarcza. Dopuszcza się to zgodnie z zasadą zrównoważonego rozwoju, czyli takiego, w którym elementy przyrodnicze, ekonomiczne i społeczne pozostają w równowadze. W parku narodowym, który jest najwyższą formą ochrony przyrody jest ona absolutnym priorytetem. Ludzie czasem mylą park narodowy z parkiem krajobrazowym lub stawiają pomiędzy nimi znak równości. Bo zwykle nie bardzo mamy czas i potrzebę zainteresowania się co niesie za sobą akt prawny ustanawiający park, rezerwat czy inna formę ochrony przyrody.

Pszczewski park położony na styku województwa lubuskiego i wielkopolski został ustanowiony przez wojewódzką radę narodową dawnego województwa gorzowskiego. Czyli stało się to jeszcze w innym ustroju, w czasach, gdzie rozpoczynały się przemiany ustrojowe w kraju.

Oto mapa parku

4892

Pszczewski park otoczył opieką krajobraz przyrodniczy i kulturowy w dość niecodziennym czasie. To przecież okres przemian ustrojowych w naszym kraju. Jego utworzenie, jak na ironię, zbiegło się z szalonym pomysłem ówczesnych władz stworzenia w okolicach Międzyrzecza śmietnika atomowego. Miał on powstać w Międzyrzeckim Rejonie Umocnionym, znanym dziś na całym świecie z militarnych fortyfikacji i bogactwa nietoperzy. Także w tym czasie powstał tam ich pierwszy rezerwat. Zimą 1987 roku mieszkańcy Międzyrzecza i okolic wyszli na ulice protestować przeciwko planom zamiany bunkrów w składowisko odpadów radioaktywnych. Naukowcy z agencji atomistyki próbowali przekonywać mieszkańców, że składowanie odpadów radioaktywnych jest całkowicie bezpieczne. PRL-owskie władze oczywiście popierały plany atomowe, ale z drugiej strony wojewoda gorzowski ustanowił tam w drugiej połowie lat 80. drugi rezerwat nietoperzy. Ludzie nagłośnili na cały świat próby zniszczenia ich otoczenia do czego walnie przyczynił się protest głodowy prowadzony w kościele Św. Wojciecha. Władze ustąpiły dopiero pod wpływem efektów katastrofy w Czarnobylu. Wiosną 1986 r. wybuchł wodór w jednym z reaktorów. Na pograniczu Ukrainy, Białorusi i Rosji skażeniu promieniotwórczemu uległ obszar wielkości prawie połowy Polski. Chmura radioaktywna dotarła nad całą Europę. Przesiedlono ok. 350 tys. ludzi. W 1988 r. fizycy jądrowi z Polskiej Akademii Nauk ogłosili, że MRU nie jest już brany pod uwagę jako składowisko odpadów radioaktywnych.

Potem były czasy Okrągłego Stołu, powstawania samorządnej Polski, upadania PGR, czyli Państwowych Gospodarstw Rolnych i nikt nie miał głowy do interesowaniem się krajobrazem. Wielonarodowa i wielokulturowa społeczność Pszczewa, która kształtowała się na nowo po zawieruchach II wojny szybko zżyła się ze sobą. Gdy powstała gminna Polska, mieszkańcy poczuli się gospodarzami na tych ziemiach i zaczęli dbać o swoje domy i otoczenie jak o starą własność rodzinną. Inaczej niż np. na Dolnym Śląsku, gdzie wśród osiedleńców przeważało poczucie tymczasowości pobytu w nowym miejscu. Miało i ma  to także wielkie znaczenie dla troski o przyrodę i historię regionu. Bo nie potrzeba zarządzeń jakiejś bliżej nieznanej rady narodowej, aby dbać o krajobraz, przyrodę, historię i kulturę ziemi wokół domu rodzinnego. Należy je przecież zachować dla dzieci i wnuków.

 4893

 

 To pozornie tak proste…

Choć nie zawsze było tak różowo! Pamiętam spory na linii samorząd gminny – park krajobrazowy, na początku istnienia parku i w pierwszej kadencji samorządu gminnego 1990-1994. Potem wszystko ułożyło się już pomyślnie i zgodnie dbano o przyrodę i piękno krajobrazu. Wiele lat byłem z ramienia samorządu członkiem Rady Parków Krajobrazowych Województwa Lubuskiego. Samorządność narodziła się w marcu 1990 roku i to wcale nie od razu taka świadoma i poukładana. Bo w małym pisemku, które ukazywało się na terenie gminy Pszczew „Nasza Gmina”, w numerze 2 z maja 1991 roku, redagowanym przez dziś powszechnie znanego publicystę i dziennikarza Włodzimierza Nowaka, czytamy:

„Kolejna odchudzająca sesja Rady Gminy Pszczew. Od rana do wieczora bez kawałka chleba. Zdrowie radnych jest poważnie zagrożone. Radny Śramkiewicz w trakcie spotkania z przedstawicielami Pszczewskiego Parku Krajobrazowego zrzucił podobno ze 4 kg”. Problemy wynikały z prób wspólnego ustalenia zasad funkcjonowania i planu ochrony parku. Nie było łatwo osiągnąć porozumienie i w pewnym momencie reprezentujący Radę Parku i Radę Gminy Miedzichowo pan Zawierucha podsumował spory tak: „ Jak będziecie się tak upierali to zarząd parku zmieni status i  zamiast parku  krajobrazowego utworzy park narodowy i wtedy nikt nie będzie z wami dyskutował.”

 Wiele działo się jeszcze później i jest co wspominać, a okazja była, bo Zespół Parków Krajobrazowych Województwa Lubuskiego zorganizował w Pszczewie w dniach 8 i 9 września  konferencję naukową związaną z jubileuszem 30 lat istnienia pszczewskiego parku i 20 lat Gryżyńskiego Parku Krajobrazowego. Wcześniej grupa autorów przygotowała monografie obu parków

4894

Zostałem poproszony o napisanie rysu historycznego Pszczewa i okolic, który rozpoczyna monografię PPK. Zaprosiłem do współpracy historyka dr Karolinę Korendę–Gojdź, od urodzenia mieszkającą w Pszczewie i w ten sposób powstał chyba ciekawy rozdział. Jest on ilustrowany moimi oraz archiwalnymi fotografiami i nosi tytuł „Pszczew plszczy historią i przyrodą”.

Konferencję uświetniło swoją obecnością wielu gości. Znaleźli się wśród nich m.in. Stanisław Tomczyszyn – Wicemarszałek Województwa Lubuskiego, leśnicy: zastępca dyrektora RDLP Szczecin Maria Brzozowska, zastępca dyrektora RDLP Zielona Góra Krzysztof Poczekaj, nadleśniczowie lub ich przedstawiciele z okolicznych nadleśnictw oraz starostowie, wójtowie,  a także twórcy monografii obu parków krajobrazowych. Oprócz pracowników Zespołu Lubuskich Parków Krajobrazowych:

4895

byli też dawni pracownicy parków, dyrektorzy i przedstawiciele parków krajobrazowych z obszaru całej Polski oraz przedstawiciele różnych instytucji współpracujących i mediów. Na stronie http://www.zpkwl.gorzow.pl czytamy:

Podczas sesji referatowej odbyły się prelekcje autorów obu monografii na temat walorów historycznych, krajobrazowych oraz przyrodniczych Pszczewskiego i Gryżyńskiego Parku Krajobrazowego. Pośród licznych wystąpień mieliśmy przyjemność wysłuchać m.in. Pana Jarosława Szałatę, który opowiadał o historii Pszczewa i okolic, oraz Pana Wojciecha Zieleniewskiego – z wykładem na temat jezior i ryb jako bogactwa omawianego parku. Redaktor naczelny monografii Gryżyńskiego Parku Krajobrazowego Pan Marek Maciantowicz wypowiadał się m.in. o historii i ochronie opisywanego parku. Z kolei Pani Jolanta Kijowska scharakteryzowała środowisko abiotyczne parku, Pan Michał Smoczyk - świat roślin i grzybów, a Pan Ryszard Orzechowski przedstawił świat zwierząt Gryżyńskiego Parku Krajobrazowego.

 

Ochrona przyrody i wszelkich jej składników oraz ochrona krajobrazu każdego regionu naszego kraju pozostaje w ścisłym związku z wrażeniami, emocjami i uczuciami ludzi. Bo to ludzie kształtują praktycznie każdy krajobraz i zmieniają go pod kątem swoich potrzeb. Choć okolice Pszczewa, który nieustannie zmienia się i pięknieje w zasadzie niewiele się zmieniły. To Pszczew z okresu międzywojennego:

4896

A to podobna, współczesna panorama

4897

Konferencja i publikacje, które powstały w roku jubileuszu parków krajobrazowych może uświadomią nam to, co wprawdzie oczywiste, ale o czym czasem zapominamy. Zawarłem to w ostatnich zdaniach rozdziału monografii PPK:

Prawdziwym bogactwem są jeziora i lasy oraz pasjonujące wydarzenia historyczne, o których pamięć warto przechowywać. Właśnie to najbardziej przyciąga turystów, a  pszczewianom i ich gościom daje wielką radość mieszkania w tak pięknym otoczeniu przyrody. Radości obcowania z przyrodą szczególnego smaku dodają okruchy wspomnień o ludziach, wydarzeniach i sprawach wprawdzie minionych, ale zapisanych w ludzkiej pamięci i zaklętych w lasach, wodach, wzgórzach, drogach i drzewach. Dbajmy o nie i pamięć o nich  tak samo jak o nieskażoną przyrodę i piękno krajobrazu.

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

 

 

21:41, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 20 września 2016

488min

 

Pędrak- tak mówimy na bardzo nielubianą przez leśników, działkowców, rolników ale także wszystkich posiadaczy ogródków i trawników larwę niektórych chrząszczy. Najbardziej znanym i też chyba najbardziej nielubianym pędrakiem jest larwa chrabąszcza. W niektórych miejscach łatwo je spotkać w ziemi w sporych ilościach

4881

Larwa chrabąszcza majowego i kasztanowca ( bo oba te gatunki równolegle u nas występują ) jest stosunkowo duża (osiąga nawet 6 cm), o ciele wygiętym w kształcie litery C, jest mało ruchliwa. Głowę ma ciemno zabarwioną i silnie schitynizowaną, reszta ciała jest barwy białożółtej. Ten właśnie pędrak doprowadza do rozpaczy właścicieli ogrodów i trawników, gdyż odżywia się korzeniami roślin, niszcząc przedmiot dumy hodowców. Zamiast pięknego zielonego dywanu widzimy żółte place usychającej trawy. Piękne kwiaty, warzywa i wszelkie rośliny na ukochanej działce więdną. Nawet na polu ziemniaczanym widać czasem szkody od pędraków, bo dorosła larwa ogryza korzenie, a nawet wyżera dziury w smacznych bulwach. I nici z placków, frytek, chipsów…  A co mają mówić leśnicy, jeśli pędraki pojawią się masowo w różnych miejscach lasu po majowej rójce chrabąszczy?

4882

Chrabąszcze roją się bowiem masowo raz na cztery lata. Choć co roku należy być czujnym, bo pojawiają się tzw. „szczepy poboczne”, które trudno „namierzyć” co do roku regularnej rójki. Kiedy świat na zewnątrz zaczyna kusić majowym urokiem, gdy zakwitają jabłonie i dęby, a temperatura gleby osiąga 8-10 stopni Celsjusza, wyłazi nasz chrabąszcz z ziemi na świat okrągłym otworkiem o średnicy ok. 1,5 cm

4883

 Potem leci w korony drzew na żer. Korzysta  z miękkich, świeżych liści, które pojawiły się na drzewach. Jego przysmak to klony, dęby, brzozy, buki, także modrzewie, ale w czasie masowej rójki chrząszcze można spotkać praktycznie wszędzie. Oblepione chrabąszczami, ogołocone z liści drzewa to smutny widok, ale wbrew pozorom to nie z tego powodu leśnicy tak nie lubią tego majowego chrząszcza. Żer w koronach drzew trwa około dwóch  tygodni i  w zasadzie nie czyni drzewom większej krzywdy, gdyż ich korony szybko się regenerują. Istotnym problemem są żerujące przez lata pod ziemią pędraki. Występujące u nas dwa gatunki chrabąszcza- majowy i kasztanowiec, są bardzo do siebie podobne,  odznaczają się dużą zmiennością osobniczą i nieznacznie różnią się w wyglądzie. Pędraki obu gatunków są w zasadzie identyczne: brudnobiałe, tłuste, workowate, silnie łukowato wygięte o żółtobrunatnej głowie. Osiągają długość nawet do ponad 6 cm i przechodzą 3 stadia rozwojowe. Żyją sobie bezpiecznie pod ziemią przez cztery lata, żywiąc się szczątkami roślin i korzeniami, początkowo traw, potem drzew, w miarę swojego wzrostu dobierając się do coraz grubszych korzeni.  W ten sposób stanowią ogromne zagrożenie nie tylko dla szkółek i najmłodszych upraw, ale też młodników! Często wyrządzają też istotne szkody w rolnictwie, ogrodach i sadach. Ostatnią zimę cyklu rozwojowego spędzają  pod ziemią w postaci imago- owada doskonałego, w którego po przepoczwarczeniu zamienia się tłusty pędrak. Walka z pędrakami jest bardzo skomplikowana i wymagająca wielkiej wiedzy oraz wyobraźni. Pomimo naturalnego oporu środowiska i wielu działań podejmowanych przez leśników w zakresie hodowli i ochrony lasu, czasami trzeba radykalnie ograniczać ich populację. Szansa na to jest tylko raz na cztery lata i leśnicy mają na działanie niewiele czasu. Trzeba mądrze wykorzystać bardzo krótki czas, pomiędzy pojawieniem się chrząszczy, a zniesieniem jaj przez samicę. Cała sztuka walki z chrabąszczem polega bowiem na tym, aby podejmować ją w czasie, gdy samice opuściły już podziemne schronienie, ale nie zdążyły jeszcze złożyć jaj. Czasami  jest to zaledwie kilka dni, a przecież jest o co walczyć, bo  jedna samica potrafi znieść do ziemi do 80 jaj, z których wylezie 80 żarłocznych pędraków.

Warto też pamiętać, że pierwsze pojawiają się samce, które wcześniej wychodzą z ziemi niż samice

4884

 Generalnie jednak chodzi nie o całkowite zniszczenie populacji chrabąszcza, a na utrzymaniu jej na poziomie, który nie będzie zagrażał trwałości lasów i nie będzie nadmiernie uporczywy dla nikogo.

 

Co roku, właśnie teraz, we wrześniu, leśnicy wykonują kontrolę występowania szkodników korzeni. Wykonuje się ją zasadniczo pomiędzy 15.08, a 30.09 bo potem pędraki schodzą głęboko do ziemi. Na powierzchniach, gdzie niebawem pojawi się nowe pokolenie i zachodzi podejrzenie, że chrabąszcze mogły znieść tam jaja, lasu kopie się doły kontrolne o wymiarach: 1m x 1m x 0,5m głębokości. Pracę wykonują pracownicy zakładów usług leśnych pod nadzorem leśniczego lub podleśniczego. Każdy „sztych" łopaty trzeba dokładnie przejrzeć, uważnie przegrabiając ściółkę i leśną glebę

4885

Szkodniki korzeni są różne i choć najczęściej znajdujemy pędraki chrabąszczy, to zwracamy uwagę także na mniejsze pędraki guniaka czerwczyka, a także larwy wałkarza lipczyka, ogrodnicy, jedwabka i listnika.

Wyznaczamy co najmniej 6 dołów na hektar kontrolowanej powierzchni, a jeśli znajdziemy pędraki w części przeszukiwanej powierzchni- zwiększamy ilość dołów, aby zlokalizować dokładnie zagrożony obszar. Chrabąszcze lubią składać jaja szczególnie na suchych, nasłonecznionych zboczach pagórków o wystawie południowo-zachodniej.

Miejsce kopania zaznaczamy na dokładnym szkicu, numerując poszczególne doły i wypełniamy odpowiedni formularz. Wpisujemy tam ilość wykopanych dołów oraz liczbę znalezionych w dole larw. Znalezione pędraki umieszczamy w plastikowych, opisanych pojemnikach wypełnionych solanką, czyli mocno nasyconym roztworem soli kuchennej.

 

 Spakowane w dokładnie opisaną paczkę oddajemy w nadleśnictwie specjaliście ochrony lasu, który przekaże pojemniki z wszystkich leśnictw ekspertom z Zespołu Ochrony Lasu. Pracownicy ZOL poddają analizie dostarczony materiał, określają gatunki, stopień rozwoju i zdrowotność larw. Na podstawie specjalnej tabeli liczb krytycznych i dotychczasowych doświadczeń określają zagrożenie ze strony szkodników korzeni dla każdej projektowanej uprawy oraz przygotowują zalecenia dalszych działań dla leśników.

W tym roku szczególnie uważnie należy wykonać kontrolę występowania pędraków. Stosownym zarządzeniem Dyrektor Generalny Lasów Państwowych Konrad Tomaszewski zmienił nieco Instrukcję Ochrony Lasu, ważny dla leśników dokument i nakazał wyznaczyć w lasach uporczywe pędraczyska. To obszary lasu, gdzie pędraki występują szczególnie licznie i uporczywie, stanowiąc zagrożenie dla trwałości lasu. Tam siewki, które wyrosły z obsiewu nasion lub posadzone sadzonki podżerane przez pędraki dostają charakterystyczny, „ospowaty” wygląd, zamierają i żółkną

4886

Jeśli spróbujemy wyrwać taką małą sosenkę, uczynimy to bez trudu, bo praktycznie ma zjedzone korzenie i pęd główny

4887

Takie miejsca należy poprawiać, dosadzając cierpliwie czasem przez kilka lat nowe sadzonki. To spore koszty i to wszystko przez żarłoczność uporczywych pędraków. Od wielu lat zmagam się z chrabąszczami i ich pędrakami i wiem jak trudna to walka, ale widać już jej pozytywne efekty. Powierzchnia niegdyś stałych, a dziś uporczywych pędraczysk wciąż maleje. Oprócz ograniczania liczebności chrabąszczy podczas majowych rójek my, leśnicy, zmniejszamy ilość pędraków mądrze wykorzystując siły przyrody. Pędraki to przysmak wielu ptaków, szczególnie pięknych dudków, ale także kretów, jeży, lisów, borsuków czy dzików. Uważnie obserwujemy przyrodę, pomagamy ptakom i zwierzętom, dobrze sterujemy pielęgnowaniem upraw, dostarczając pędrakom alternatywnego dla korzeni drzew żeru. Dlatego mam nadzieję, że choć pędraki są rzeczywiście bardzo groźne i uporczywe, to w dołach próbnych znajdzie się ich w tym roku niewiele.  

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

20:48, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
niedziela, 11 września 2016

 

W piątek zakończyła się w Pszczewie konferencja naukowa związana z obchodami 30-lecia istnienia Pszczewskiego Parku Krajobrazowego. Miałem tam okazję wystąpić z referatem i pisałem jeden z rozdziałów pięknej monografii wydanej przez Zespół Parków Krajobrazowych Województwa Lubuskiego. O szczegółach tego miłego wydarzenia opowiem może innym razem. Jednak chwila refleksji nad krajobrazem okolic Pszczewa i kolejna wizyta córki i zięcia z Julianem, zakochanych w pszczewskich lasach i jeziorach nasunęła mi taką oto myśl: „Czy może być coś piękniejszego nad Polski krajobraz?”

Naturalnie pomijam kategorie pięknych ludzi, aut, czy innych cudów świata. Pomijam piękno światowych zabytków architektury czy unikalnych, egzotycznych krajobrazów w zasadzie nieosiągalnych dla zwyczajnego człowieka.  Natomiast jeśli chodzi o piękno, którym możemy zachwycić się bez wydania oszczędności całego życia i bez wielogodzinnego podróżowania samolotem to jesteśmy wielkimi szczęściarzami. Bo nasza Polska jest niewiarygodnie piękna. Bo nasze rodzime krajobrazy potrafią zachwycić bardziej niż zieleń palm, lazur ciepłych mórz, osty kontur piramid…

Uświadomiła mi to także moja córka Olga, która po już ponad 10 latach mieszkania w mieście zachwyca się teraz każdą chwilą spędzoną w leśniczówce, nad jeziorem czy w lesie. Zagonieni, zapędzeni pośpiechem nie mamy zwykle czasu na takie refleksje, ale przecież wokół nas jest tak pięknie. Ostatnie tygodnie dopisuje nam słońce i mamy przedsmak złotej jesieni. W pszczewskich lasach choć nie widać grzybów to pięknie kwitną wrzosy i czerwienią się borówki brusznice. Leśne drogi zachęcają do spacerów kusząc urokiem starych drzew

4871

To miejsce, gdzie kiedyś tętniło życie i istniał dawny folwark Sophienhof, zwany też Zofiówką. Nazwał go tak dawny właściciel z rodu Haza Radlic na cześć swojej matki. Dziś rosną tam stare lipy i kasztanowce, a spacerując tam wrześniowym rankiem możemy zachwycać się także jesiennymi pajęczynkami

4872

 Pośród pól i charakterystycznych  wzgórz okolic Stołunia, który wziął swoją nazwę od prasłowiańskiego słowa „stol” (płaskie wzgórze) także znajdziemy piękne widoki, okraszone ciepłą żółcią kwitnącej nawłoci

48731

W lasach niebawem będzie królowała słoneczna żółć liści brzóz i brąz dębów ale na razie zachwyt budzą łany wrzosów

4874

Od poniedziałku zaczynam swój chyba zasłużony, dwutygodniowy urlop i może będę miał nieco więcej czasu na podziwianie różnych krajobrazów. Charakter mojej pracy na szczęście umożliwia bardzo częsty, jak nie stały kontakt z przyrodą, ale komfort swobodnego dysponowania czasem warto czasem docenić. Tuż przed urlopem planowałem pracę dla usługodawców i wskazywałem im zadania do wykonania w najbliższym czasie. Pan Darek, który wykonuje czyszczenia wczesne i wycina nadmiar młodych brzóz w kępach dębowych opowiedział mi ciekawe zdarzenie:

Weszli z synem (bo pracują od kilku lat w zespole ojciec+syn) do ogrodzonej siatką kępy dębów, aby je odsłonić i wyciąć zbędne naloty brzozowe oraz sosnowe. W gąszczu brzóz i jeżyn usłyszeli ruch zwierzęcia. Aby go niepotrzebnie nie stresować próbowali go zachęcić do opuszczenia kępy, stąd rzucili w jego stronę kilka patyków. Zwierzę jednak nie wyszło i wydawało jakieś dziwne dźwięki. Podeszli wtedy bliżej i zobaczyli coś szarego pomiędzy zaroślami. „Pewnie nieduży dzik”- tak się im wydawało… Naraz usłyszeli coś w rodzaju szczeknięcia i ich oczom ukazał się wilk! Spojrzał na nich z dezaprobatą, podniósł pyskiem siatkę ogrodzenia i poszedł sobie w las. To kolejne spotkanie obu panów z wilkami na terenie leśnictwa Pszczew. Tym razem był jeden, ale widzieli go już zimą, w towarzystwie drugiego, mniejszego, bardziej jasnego.

To przykład, że w lesie wciąż może wydarzyć się coś ciekawego, a  wilki już na stałe na powrót wpisały się w krajobraz okolic Pszczewa. W pracy wszystko poukładane. Piękna pogoda ma utrzymać się jeszcze przez najbliższy czas, stąd mam gwarancję udanego urlopu. Choć jakby nie było nie narzekam na pogodę i jestem przekonany, że pośród uroczych zakątków naszego kraju można wspaniale odpocząć. Bo czy wypoczywamy pośród zielonych, bieszczadzkich  wzgórz nad Soliną

 

Czy spędzamy urlop na bałtyckiej plaży, wędrujemy po Puszczy Noteckiej, Borach Tucholskich lub pośród skałek Rudaw Janowickich czy Karkonoszy, czy spoglądamy na zamyślony Giewont z mojej ulubionej zakopiańskiej Cyrhli

Zawsze możemy zachwycić się pięknem naszego lasu, polskiej przyrody i ciekawego krajobrazu. Podczas spacerów, rajdów rowerowych, spływów kajakowych czy odpoczynku pośród ciszy lasu natykamy się na efekty pracy leśników i różne elementy ojczystej przyrody. Możemy się nią zachwycać do woli niezależnie od tego czy obserwujemy ciekawą roślinę, kłąb motyli, bobra przemykającego obok kajaka, wilka umykającego z kępy dębowej, zająca, łosia, jelenia czy konika biłgorajskiego- potomka tarpanów

Kiedy wieczorem obserwujemy zachód słońca, to niezależnie od tego, czy słońce topi się w falach jeziora Szarcz koło Pszczewa, jeziora Łaśmiady w Malinówce koło Ełku

Czy jest to zachód słońca kryjącego się w falach Bałtyku za wąską plażą ukrytą za stromym klifem w Orzechowie Morskim

Możemy zachwycić się pięknem przyrodniczego spektaklu, który w każdym miejscu jest wprawdzie inny, ale nieodmiennie piękny.

Niedawno miałem okazję po raz pierwszy odwiedzić Krainę w Kratkę i bliżej poznać Kaszuby

Najpierw wdrapaliśmy się razem z moją Reginką na górę Rowokół, czczoną i uważaną za świętą już w czasach pogańskich. Z usytuowanej tam metalowej, dwudziestometrowej wieży widokowej z zapartym tchem obserwowaliśmy piękno Słowińskiego Parku Narodowego

Widać z niej Bałtyk, słowińskie wydmy, jezioro Gardno i ogromne jezioro Łebskie- nr 3 w Polsce pod względem powierzchni. Potem pojechaliśmy do wsi Kluki i spędziliśmy kilka godzin w pięknym skansenie, gdzie utrwalono część czasem bolesnej historii i wiele z ciekawych obyczajów, kultury i tradycji Słowińców i Słowinek

Gdy wyjeżdżaliśmy ze skansenu oczarowani pięknem regionu i mądrością oraz pracowitością Kaszubów wypatrzyłem przy drodze tablicę postawioną przez leśników

Bo niezależnie czy jest to w górach, nad Bałtykiem czy pośród krętych rzek i czystych jezior to lasy są chyba najbardziej atrakcyjnym elementem polskiego krajobrazu. Leśnicy gospodarzą w nich tak, aby umożliwić każdemu chętnemu racjonalne korzystanie z ich piękna i udostępniają je turystom do bezpiecznego dla nich samych i dla lasu wypoczynku. Kto lubi dalekie wojaże niech rusza na ciepłe morza, do Ameryki Południowej, do Włoch, Grecji czy na Kubę. Jutro z rana ruszamy z żoną na krótko w Polskę, bo choć wokół Pszczewa jest pięknie to czasem warto zobaczyć jak żyją inni i co ciekawego oferują nam inne zakątki kraju. Od lat zachęcam Was do korzystania z piękna polskich krajobrazów, szczególnie teraz, podczas początków pięknej, złotej jesieni. Ruszajmy zatem razem do lasu, bo tam zawsze jest ciekawie, choć mam świadomość, że nie wszyscy korzystają z dobrodziejstw urlopowego czasu.

Miłych wrażeń.

 

Leśnicy Jarek- lesniczy@erys.pl

20:48, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 61