O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
niedziela, 15 października 2017

566min

 

Czy wiecie, że są róże, po które nie trzeba wybierać się do kwiaciarni, całkiem ładne brewki, które nie są dziełem kosmetyczki i guzy, których nikt nie nabijał? Aby je poznać wystarczy przyjrzeć się korze naszych polskich drzew. Niedawno, bo 10 października obchodziły one swoje święto. Od 2002 r. właśnie 10 października obchodzony jest na świecie, również w Polsce jako Dzień Drzewa. Święto Drzewa czy Dzień Drzewa wymyślił Amerykanin Julius Sterling Morton w 1872 r. Już w XIX wieku twierdził: Inne święta służą jedynie przypomnieniu, Dzień Drzewa wskazuje zaś na przyszłość. Pomysł Mortona spotkał się szerokim odzewem. Obchody tego dnia polegały głównie na sadzeniu nowych drzew. To oczywiste, że drzewa są naszą przyszłością i żywymi pomnikami świadczącymi o ludziach, którzy je posadzili. Ich skóra, czyli kora, podobnie jak skóra ludzi poryta bruzdami i zmarszczkami, świadczy o kolejach losu, które przechodziło drzewo w różnych fazach swojego życia. Róże, brewki, zabitki, pęknięcia- wszystko to ma swoją ukrytą wewnątrz pnia historię i jest sekretem, który można odkryć przy pewnej dozie wiedzy o drzewach i przyrodzie. Trzeba też dbać o istniejące drzewa, a będziemy to robić umiejętnie, jeśli wciąż będziemy rozwijać swoją wiedzę przyrodniczą. Znakomitą ku temu okazją mógł być czwarty Europejski Tydzień Leśny, który trwał w dniach 9-13 października.

5661

W jego ramach w naszym kraju zaplanowano szereg wydarzeń pokazujących bogactwo polskiej przyrody. Wszystkie osoby zainteresowane tematyką leśną mogły, między innymi, wziąć udział w zajęciach edukacyjnych w wielu polskich nadleśnictwach, a także uczestniczyć w dniach otwartych w parkach narodowych. Otwarcie IV Europejskiego Tygodnia Leśnego odbyło się w Warszawie podczas Konferencji „Las 2017”

5662

Konferencja „Las2017” to Wspólna Sesja Komitetu do spraw Lasów i Przemysłu Drzewnego EKG ONZ oraz Europejskiej Komisji do Spraw Leśnictwa FAO. Dla naszego kraju to bardzo ważne wydarzenie, gdyż po raz pierwszy Wspólna Sesja odbywała się w Polsce. Była to sesja jubileuszowa, ponieważ w 2017 roku obchodzono 70 rocznicę współpracy EKG/FAO. Gospodarzem tego wydarzenia było Ministerstwo Środowiska Rzeczypospolitej Polskiej. Miałem ogromną przyjemność uczestniczyć na zaproszenie Ministra Środowiska w tym ważnym dla przyrody i lasów całego świata wydarzeniu. Przyjechałem do Warszawy razem z uczestnikami konferencji z ponad 50 krajów świata, w tym z ministrami odpowiedzialnymi za kwestie środowiska i leśnictwa oraz przedstawicielami nauki, krajowego i zagranicznego przemysłu drzewnego oraz organizacji pozarządowych. Podczas konferencji wiele dobrego mówiono o polskim modelu gospodarowania lasami, o tym, że lasy jako wspólne dobro są stymulatorem wszelkiego rozwoju i wciąż podkreślano, że troska o ich zrównoważony rozwój i maksymalną bioróżnorodność jest obowiązkiem nas wszystkich.

Polska szkoła leśna ma ponad 100 lat i choć przecież tak jak na całym świecie wycinamy drzewa, to jesteśmy wzorem dla innych w trosce o drzewa. Uczestnicy konferencji podkreślali, że kwestie zrównoważonego rozwoju obszarów leśnych są obecne w ONZ od 1992 roku. Ze względu na wielkie zaangażowanie Polski w promocję zrównoważonego rozwoju i troski o lasy, właśnie naszemu krajowi powierzono rolę gospodarza tak ważnych wydarzeń jak Konferencja Las 2017 i IV Europejki Tydzień Leśny. Andrij Vasiliew z Europejskiej Komisji Gospodarczej Organizacji Narodów Zjednoczonych oraz Ewa
Müller, dyrektor Wydziału Gospodarki Leśnej, Polityki i Produktów Leśnych
Departamentu Leśnictwa FAO
zgodnie podkreślali wielkie zaangażowanie polskiego ministerstwa w przygotowanie tego wydarzenia, szczególnie dziękując ministrowi Andrzejowi Koniecznemu za wielki wkład w Europejski Tydzień Leśny.

Dla mnie, leśnika, to nic dziwnego, bo przecież Podsekretarz Stanu Andrzej Konieczny w imieniu Ministra Środowiska nadzoruje działalność leśników i związanych z nimi wszelkich branż. To leśnik z krwi i kości, który swoją karierę zawodową związał z Lasami Państwowymi, gdzie od 1996 roku pracował na różnych stanowiskach i w różnych nadleśnictwach m.in. w Nadleśnictwie Białowieża.

 

Każdy leśnik, czy pracuje w ministerstwie, dyrekcji generalnej czy regionalnej, czy jest na szczycie, czy na samym dole leśnej hierarchii, zna i rozumie las, wszystkie jego składniki oraz szczególnie drzewa. Drzewa, nie tylko w dniu ich święta czy z okazji Tygodnia Leśnego są fascynujące i tajemnicze. Leśnicy potrafią wiele wyczytać m.in. z kory drzew, poznać ich sekrety, które są nie mniej intrygujące jak dość poczytna książka niemieckiego leśnika „ Sekretne życie drzew”.

Pomijając metafizykę i opowieści o porozumiewaniu się drzew, ich ogromne znaczenie przyrodnicze dla lasu i otaczającej nas rzeszy wszelkich gatunków zdajemy sobie sprawę z tego, że wielką rolą drzew jest dostarczanie nam drewna. Wszyscy go potrzebujemy, bowiem drewno ma ponad 30 tysięcy zastosowań i jest doskonałym, odnawialnym, cennym surowcem. Łatwo krytykować leśników za to, że wycinają drzewa, łatwo im zarzucać, że traktują las jako „plantację desek” i sadzą drzewa w rządkach itd. Trudniej rozumieć las i prawa przyrody, które są pozbawione emocji. Trudniej znać i szanować drzewa, które tak jak ludzie kiedyś umierają.

5663

Mądrością leśników, którzy zarządzają tym przyrodniczym skarbem w imieniu nas wszystkich jest zachowanie trwałego, bioróżnorodnego, wielofunkcyjnego lasu ale też dostarczanie wszystkim tak potrzebnego drewna. Drewno pochodzi naturalnie z wyciętych drzew, które są w pewnym momencie u krańca swojej naturalnej drogi lub zostały w trakcie tej drogi zostały zakwalifikowane jako zbędne lub nawet szkodliwe dla ekosystemu leśnego. Rolą leśnika jest znać drzewa, ich wymagania, biologię, rolę w przyrodzie ale też znać je pod kątem drewna. Zajmuje się tym dziedzina sztuki leśnej zwana brakarstwem.

Wszyscy leśnicy, oprócz wykształcenia leśnego przechodzą dodatkowe szkolenia z brakarstwa, osiągając kolejno różne poziomy wtajemniczenia. Brakarz potrafi bezbłędnie rozpoznawać gatunki drzew i drewna oraz zauważać i odpowiednio klasyfikować jego cechy, to znaczy wady i zalety.

Bo jak każdy z nas ma wady i zalety, tak jak ma je drzewo i drewno, które powstaje po jego ścięciu. Leśnik- brakarz klasyfikuje zatem pod kątem oceny jakości i ilości drewna jeszcze rosnące drzewa. To wielka sztuka w pozornie krzywej, mało urodziwej sośnie, olszy czy jesionie dostrzec kawałek drewna, który posłuży do wytworzenia pięknej okleiny lub instrumentu muzycznego.

Pień drzewa bywa pokryty sękami otwartymi, które łatwo dostrzec. Sęki są istotną wadą drewna. Wypadają z deski i wtedy nie zrobimy z takiej dziurawej deski np. łodzi. Powodują osłabienie wytrzymałości belki lub łaty wykorzystywanej na cele budowlane. Czasem potrzebujemy szczególnego drewna bez wad.   Co to są zatem wady drewna? To po prostu takie cechy drewna, w większości widoczne jeszcze na rosnącym drzewie, które uniemożliwiają jego zastosowanie w danym celu. Wady drewna mają różną genezę powstawania. Podzielono je na pierwotne oraz wtórne. Wady pierwotne tworzą się już za życia drzewa. Są to np. właśnie sęki lub zgnilizny wywołane przez grzyby. Wady wtórne powstają zaś od momentu ścięcia drzewa, podczas jego wstępnej wyróbki w lesie i przerobu na drewno obróbki w tartaku czy zakładzie drzewnym ( będą to np. pęknięcia).

Podstawowy podział obejmuje 7 wad drewna. Wyróżnić tu można: sęki, pęknięcia, wady kształtu, wady budowy, zgnilizny, zabarwienia oraz uszkodzenia mechaniczne.

Sęki są pozostałością po gałęziach, które stopniowo, w miarę wzrostu drzewa pojawiają się , a potem odpadają, wrastając w pień drzewa. Mogą one być widoczne na odsłoniętym drewnie pnia po okrzesaniu go (obcięciu z gałęzi jako sęki otwarte.

5664

Ważna jest ich zdrowotność, bo sęki zdrowe w mniejszym stopniu stanowią istotną wadę drewna, natomiast nadpsute i zepsute są większym problemem dla drzewiarzy. Są też sęki niewidoczne na tzw. pobocznicy pnia (czyli bocznej płaszczyźnie pnia) czy na jego czołach, czyli początku (czoło grubszego końca) i końcu pnia (czoło cieńszego końca). Te niewidoczne sęki nazywamy sękami zarośniętymi.

5665

Maja one postać guzów, róż i brewek. Ciekawe nazwy, prawda?

Niewidoczne sęki, podobnie jak inne wady są jednak widoczne dla doświadczonego leśnika, który zna drzewa, uważnie obserwuje je latami i czasem potrafi z nimi rozmawiać. To rozmowa naturalnie niewerbalna, duchowa, wewnętrzna, a że jest to możliwe stwierdził dość dawno temu nieżyjący już flamandzki pisarz i duchowny Phil Bosmans mówiąc:

“Człowiek, który potrafi rozmawiać z drzewem, nie potrzebuje psychiatry. Niestety, sporo ludzi uważa inaczej.”

Leśnik na podstawie różnych symptomów potrafi przewidzieć obecność zgnilizny wewnątrz pnia drzewa, a jego wprawne oko bez problemu wyszuka guzy. Występują one u wszystkich gatunków drzew. Guzy zapamiętane z nabijanych na własnej głowie podczas zbierania doświadczeń w dzieciństwie to nic innego jak wypukłość na drzewie zakrywająca zarośnięty sęk. Wielkość guza jest dla leśnika podstawą do oceny wymiarów i głębokości zalegania zarośniętego sęka. Im większa jest długość podstawy guza i im niższa jego wysokość, tym sęk zalega głębiej.

Czasem w lesie wypatrzymy różę. Nie chodzi tu jednak o kwiat lecz o kolisto-promieniowe zmarszczenia kory na boku pnia niektórych gatunków drzew (np. dąb, sosna) zakrywające leżący pod zmarszczeniem sęk. Na podstawie wyglądu róży można ocenić wielkość i głębokość zalegania sęka. Im większa średnica róży, tym większy zalegający pod nią sęk. Im zmarszczenia korowiny wyraźniejsze, tym sęk zalegania płycej. Niewyraźna róża skrywa dawno zarośnięty sęk.

5666

Róże, nazywane też rozetami lub rozetkami występują głównie na pniach gatunków drzew o grubej korze, choć czasem występują także na dolnej części pnia drzew o raczej cienkiej korze (brzoza, klon, świerk, nawet buk)

Dla drzew o cienkiej korze (np. brzoza, buk) charakterystycznym objawem sęka zarośniętego są brewki. Są one na tyle widoczne, ze spacerując pomiędzy drzewami czasem mamy wrażenie jakbyśmy byli obserwowani. Brewki to zakrywające zarośnięty sęk symetryczne pasma ukośnych zmarszczeń kory, biegnące stycznie do okrągłej, owalnej lub trójkątnej blizny. Najczęściej różnią się od kory pnia ciemniejszym zabarwieniem.

5667

Na podstawie długości brewek można w miarę dokładnie określić długość i średnicę sęka. Szczególnie dla brzozy długość jednego ramienia brewki w centymetrach odpowiada w przybliżeniu średnicy sęka w milimetrach. Ogólnie przyjmuje się, że im brewki są dłuższe, tym dłuższy sęk i jego średnica. Na podstawie kąta rozwarcia brewek można wnioskować o głębokości zalegania sęka, bo im kąt jest większy, tym głębokość zalegania jest większa.

Ludzi i drzewa łączy wiele. Zarówno ludzie, jak i drzewa oprócz zmarszczek i bruzd mają na sobie blizny po przebytych wypadkach, chorobach i urazach. Ostatnio panuje powszechna moda na tatuaże. Kto lubi, to ma...  Ale w lesie widać, że jeszcze w czasach, gdy tatuaże wiązano tylko z środowiskami przestępców ludzie tatuowali drzewa. Nawet jeśli tatuaż wykonał ktoś zakochany to zrobił drzewu krzywdę

5668

Niektóre drzewa noszą zatem też blizny po ludzkiej głupocie. Ale na korze drzew znajdziemy także takie blizny, które świadczą o różnych przebytych urazach. Pęknięcie, biegnące w postaci szczeliny czasami niemalże na całej długości pnia drzewa może być pęknięciem mrozowym.

5669

Powstaje ono w wyniku działanie bardzo niskich temperatur na drzewa. Gdy pęka drzewo roznosi się głośny huk, podobny do armatniego wystrzału. Czasem w lutową noc lub o wczesnym poranku słychać np. w buczynach głośną kanonadę. Powstałe pęknięcie zostanie na drzewach, w postaci zagojonej blizny, już na zawsze, choć z czasem stają się coraz mniej widoczne. Takie głębokie rany tworzą się czasem również na skutek uderzenia pioruna (listwa po piorunowa) lub obtarcia pnia.

56610

Silne obdarcie pnia na sporej powierzchni to zabitka. Powstaje ona w wyniku pożaru, silnego nasłonecznienia, urazów mechanicznych ( także w wyniku ocierania się zwierząt np. dzików po kąpieli w błocie).

566111

Czasem towarzyszy zabitce inna wada budowy drewna- zakorek. Bywa, że w lesie napotkamy sosnę kołnierzykowatą

56612

Przyczyna takiej specyficznej deformacji jest w zasadzie nieznana, choć niektórzy naukowcy sądzą, że może mieć to związek z rożnym nasłonecznieniem poszczególnych płatów kory na pniu. Niektórzy też przypuszczają, że jest to spowodowane przez wzmożony przyrost na grubość na żyznych siedliskach, co jest przyczyną tworzenia się walcowatych guzów dookoła pnia i odginanie się w tych miejscach kory na zewnątrz. Ale to już temat na inna opowieść.

Aby bliżej poznać brewki i róże warto szczególnie teraz, jesienią zajrzeć tam, gdzie rosną dęby czerwone.

56613

To obcy u nas gatunek, ale na grubszej korowinie odziomkowej części zobaczymy tam róże, natomiast na tym samym drzewie, tam, gdzie cienka, gładka korowina dostrzeżemy brewki. A jesienią czerwone dęby uraczą nas najpiękniejszymi barwami jesiennych liści. Czasem dojrzymy na nich kolorowe galasy, ale to też temat na inną opowieść.

56614

Las wszystkich nas uczy spostrzegawczości oraz tego, że ludzkiego życia mało, aby poznać jego wszystkie sekrety. Staram się już od wielu lat przekazać wszystkim, którzy tu zaglądają, choć część wiedzy polskich leśników o lesie i przyrodzie oraz nauczyć wszystkich chętnych rozumienia lasu. A skoro mowa o nauczaniu, to przecież wczoraj był Dzień Edukacji Narodowej! Wielu nauczycieli tu zagląda, a zatem wszystkim, którzy nauczają i edukują życzę wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Nauczyciela. Naturalnie zachęcam także do ciągłej edukacji w jesiennym, coraz barwniejszym lesie. Mrugam brewką, kładę różę i nie szukam guza…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

22:42, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 09 października 2017

565min

W czwartek 5 października nad niektórymi rejonami kraju przeszedł orkan nazywany swojsko Ksawerym. Miałem okazję poznać go bliżej, bo mało łaskawym okiem, a raczej złym tchnieniem uraczył Ziemię Lubuską. Dopiero kilka godzin temu wróciło zasilanie elektryczne i życie do domów, choć chyba nie wszyscy mają jeszcze komfort normalnego życia…

Wracałem akurat do domu, gdy zaczynało dmuchać. Drzewa kłaniały się wiatrowi prawie do ziemi i próbowały go ugłaskać, tracąc pojedyncze gałęzie. Drogą zasłaną igliwiem i drobnymi gałęziami szczęśliwie dojechałem do domu i schowałem samochód w garażu. Potem z niepokojem słuchałem ryku orkanu i zaraz po tym wycia strażackich syren. Światło zgasło około godziny 18 i zostaliśmy w egipskich ciemnościach bez prądu, wody, telefonu, internetu i wielu innych wydaje się zwykłych rzeczy. Siedząc razem z żoną przy świeczce miałem czas na refleksje i wieczorne przemyślenia. Szczęśliwym trafem leśniczyna Renia została wcześniej obdarowana przez nasze córki radioodbiornikiem na baterie. Zakupiłem je jednak w piątek rano, razem ze sporym zapasem świec i wody mineralnej.

Wieczorem słuchaliśmy zatem radia, graliśmy przy świecach w „scrabble” i „memory”, no i dużo rozmawialiśmy. Bo przecież ludzie jakoś jakże mało rozmawiają ze sobą, uciekając  w świat telewizji, portali społecznościowych, sms czy mms. Dobrze zatem wykorzystaliśmy ten w zasadzie bardzo trudny czas, który zafundowała nam Natura.

Ale  okazuje się, że wielogodzinny brak prądu staje się dla wszystkich ogromnym problemem. Wody nie ma, stąd nie ma jak myć się i korzystać z toalety. Gotować nie ma na czym, bo kuchenka najczęściej jest elektryczna. Palić w piecu nie można, bo wymuszony obieg centralnego ogrzewania wymaga pompy zasilanej prądem elektrycznym, stąd w wielu domach zimno, ciemno, głodno, chłodno i brudno…  Nie jesteśmy przygotowani na trudne i kryzysowe sytuacje ani indywidualnie, ani jako społeczność.

Dlatego takie chwile dowodzą, że gdy Natura grozi nam palcem i pokazuje swoją moc, a naszą słabość, niejako przy okazji zmusza nas do refleksji nad tym, jak czasem głupio rozstajemy się z pewnym dorobkiem przodków. „Z przeżytkami”, jak mawiali i o których zawzięcie dyskutowali Kargul i Pawlak w niezapomnianej komedii.

Nasz kontakt z orkanem Ksawery był bolesnym doświadczeniem, bo zginęli i zostali ranni ludzie. Ogromne połacie lasów i wiele drzew z zadrzewień po raz kolejny zostały połamane i wywrócone. Przecież w wielu miejscach jeszcze leżą i stoją tysiące hektarów zniszczonych podczas sierpniowego kataklizmu. To z pewnością kolejna tragedia dla ludzi i dla przyrody oraz lekcja pokory.

W piątek wcześnie rano miałem wyjechać w podróż służbową, ale jak ruszać w Polskę, gdy wiele dróg nieprzejezdnych, zasłanych konarami i pniami powalonych drzew?  Ruszyłem zatem do lasu rozejrzeć się w sytuacji.

Las nad jeziorem Cegielnianym koło Pszczewa, gdzie od lat harcerze ze Zbąszynka rozbijają obóz został bardzo mocno przerzedzony.

1

Wiatr połamał stare, ponad 150- letnie sosny. Poukręcał pnie brzóz i robinii akacjowych tarasując drogi. Padające drzewa zniszczyły linię energetyczną i telefoniczną, złamały słupy.

2

 W leśnictwie Pszczew tylko według pierwszych szacunków straty przekraczają tysiąc m3  zniszczonych drzew, podobnie w sąsiednich leśnictwach Silna i Borowy Młyn. Zniszczeniu uległy młodniki, drągowiny, ogrodzenia upraw, tablice i znaki. Najbliższe dni w pełni potwierdzą rozmiar szkód.

3

Przyroda i orkan Ksawery pokazali swoją potęgę… A refleksja płynąca z tych wydarzeń i przesłanie Natury? W mojej ocenie to dowód na to, że nie powinniśmy zbytnio oddalać się od Natury i bezgranicznie wierzyć, w jak się okazuje, czasem tylko pozorne dobrodziejstwa cywilizacji.

My, leśnicy, od lat żyjący blisko Natury, na szczęście mamy nieco inną filozofię życiową. Przecież żyjemy i pracujemy najczęściej w odosobnionych leśniczówkach, położonych pośród lasów lub w małych miejscowościach. Niesie to wiele niedogodności i ma swoją cenę, co można łatwo zauważyć właśnie w takich sytuacjach jak obecna. Wiadomo przecież, że linia energetyczna zostanie najpierw naprawiona dla mieszkańców miasta, potem miasteczka, wsi, a na końcu dla pojedynczej leśniczówki. Podobnie będzie z wodą i innymi dobrami.

Dlatego w naszej kuchni „od zawsze” obok kuchenki elektrycznej stoi kaflowa kuchnia opalana drewnem. Pomimo braku prądu udało się ugotować obiad, zagrzać wodę na kawę i herbatę oraz do mycia. Woda była, bo mamy zawsze spory zapas czystej deszczówki, łapanej z rynien do dużego pojemnika.

Mamy też własne ujęcie wody, ale cóż, silnik hydroforu jest też na prąd… Dlatego pomyślmy wszyscy, dlaczego polikwidowano ręczne pompy do wody praktycznie we wszystkich miejscowościach? Kiedyś w kilku miejscach każdej wsi, a także na ulicach miast stały sympatyczne pompy. Woda była osiągalna i ludzie mieli okazję się spotkać… No tak, ale teraz kto ma pompy utrzymać i kto za nie zapłaci? Każdy ma własny kran i licznik, ale okazuje się, że to rozwiązanie bywa zawodne.

Sieć ręcznych pomp to chyba było jednak dobre rozwiązanie. Wszyscy wiemy, że bez wody nie ma życia. Ale gdy nie ma prądu to w kranach robi się sucho. No chyba, że zaopatrzymy się w agregaty prądotwórcze lub wzorem amerykańskich „ranczerów” będziemy wykorzystywać siłę wiatru do napędu pomp. Ale jak być „ranczerem” w miejskim bloku?

 Wyciągnijmy wnioski z lekcji, której udzielił nam orkan Ksawery i przyroda. To  także pamiętna lekcja dla samorządów lokalnych, które realizując wciąż  „ważne inwestycje”, czasem zapominają o niesieniu pomocy w podstawowych potrzebach mieszkańcom sołectwa czy gminy. Jesteśmy jako społeczeństwo raczej kiepsko przygotowani na wypadek kryzysu. Najczęściej trzeba liczyć tylko na siebie.  Warto mieć zatem w domu zapas baterii i świec, alternatywne ujęcie wody lub jej zapas, choćby zagospodarowując deszczówkę. Dobrze też pamiętać o różnych „przeżytkach” typu kaflowa kuchnia opalana drewnem lub zapas żywności w słoikach. Nie zapominajmy o dawnych sposobach życia. Także o pomaganiu sobie nawzajem i dobrze zorganizowanym życiu społecznym.

 Bo okazuje się, że trudna sytuacja weryfikuje nasze dotychczasowe życie. Doceniamy dobrobyt, który nas otacza ale też ze zdumieniem stwierdzamy, że można żyć inaczej. Bez telewizji i internetu, ale bliżej ludzi.  Stare, sprawdzone rozwiązania, pomimo powszechnego korzystania z nowoczesnych technik i technologii, wcale nie muszą być zbędne czy śmieszne.

 Przekonali się o tym nasi znajomi, mieszkający w pobliskim domu „w pełni uzależnionym elektrycznie” gdy zaprosiliśmy ich do naszej kuchni. W trudnych chwilach należy sobie pomagać, a w grupie zawsze raźniej i łatwiej. Drewno płonące pod kuchenną płytą i ciepło z ceramicznych kafli przecież w niczym nie ustępuje elegancji „indukcji” z nowoczesnej kuchni czy urokowi kominka z płaszczem wodnym. Długo o tym rozmawialiśmy przy kubku herbaty z pigwą.

Kryzys minął, choć jego skutki pewnie jeszcze długo będą widoczne. Łatwiej naprawić linię telefoniczną czy elektryczną niż zniszczony las, choć jestem pełen podziwu dla energetyków, że tak szybko przywrócili prąd i pozostałe media.  

Dziś jednak już nie tylko przy świecach i cieple kuchennego pieca z uwagą obejrzałem regionalne i krajowe wiadomości. Kolejny raz w informacjach o ludziach pracujących przy usuwaniu skutków orkanu nikt nie wspomniał leśników i pracowników leśnych. Przecież to właśnie oni czasem wspólnie ze strażakami i drogowcami, a czasem samodzielnie odblokowują drogi pomiędzy wsiami lub domami porozrzucanymi pośród lasów. Dbają też o bezpieczeństwo ludzi, szybko usuwając drzewa wiszące nad drogami lub budynkami. Już w sobotę nad jeziorem Cegielnianym warczały piły i maszyny. Leśnicy wspierają też energetyków, wskazując uszkodzone linie i zwyczajnie pomagają ludziom. Czasem wystarczy choćby wytłumaczyć  jak unikać grozy naturalnych zjawisk i doradzić stosowanie naturalnych sposobów rozwiązywania problemów. Taka natura ludzi lasu, na szczęście nie tylko w obliczu groźnej Natury.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

00:55, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
sobota, 30 września 2017

564min

Polska, złota jesień zadomowiła się już na dobre. Poranne mgły, coraz bardziej kolorowe liście i szpaki szwargoczące do siebie w sadach, świadczą o tym dobitnie. Korzystajmy jak najpełniej z jej piękna, bo po chłodzie poranka jest rześko i słonecznie przez całe, coraz krótsze jesiennie dni. Dobra energia płynąca z pokolorowanych jesienią drzew i słonecznych promyków jest nam potrzebna na słotną jesień i zimę tak samo jak zapasy drewna, przetworów i suszonych grzybów. Jutro już pojawi się w naszych kalendarzach październik…

Wczoraj byliśmy wieczorem z leśniczyną Renią na bardzo miłym koncercie. Razem z naszymi sympatycznymi sąsiadami, sporą grupą znajomych, mieszkańców Pszczewa i nie tylko, żegnaliśmy muzycznie lato, które już przecież minęło. Piękną oprawę muzyczną symbolicznego przejścia ze słonecznego lata do wielobarwnej jesieni zapewniły Anna Żebrowska i Marta Sokołowska- Smuś.

Światem zaczęła rządzić jesień,

Topi go w żółci i czerwieni,

A ja tak pragnę czemu nie wiem,

Uciec pociągiem od jesieni…

Słowami Remedium obdarzone cudownymi głosami wokalistki przeniosły nas ze „złotopiaskowych” pszczewskich plaż, znad jezior o błękitnej wodzie i zielonych borów naszych pięknych okolic w nostalgię jesieni i do kawiarenki.

Pracownicy Gminnego Ośrodka Kultury stworzyli bowiem świetny klimat wieczoru, przygotowując dla widowni stoły z herbatą i ciastkami, więc wszyscy przy nich wspólnie nuciliśmy:

A kiedy już przyjdzie czas, pełne po brzegi są kawiarenki.

Pod okna ich, pełne gwiazd,

gdzieś w zakamarki wielkich miast ciągnie nas.

 

Kawiarenki, na, na, na, kawiarenki na, na, na

Małe tak, że zaledwieś wszedł, zniżasz głos aż po szept.

Mimochodem, kamień w wodę,

wpadnie coś z bardzo wielkich spraw

w czarną toń małych kaw...

 

Warto zajrzeć na http://annazebrowska.com/ i poszperać na YT aby bliżej poznać Artystki Jesiennego Wieczoru, zachęcam…

Skoro pożegnaliśmy lato i powitaliśmy jesień, to oczywiście zachęcam niezmiennie do korzystania z uroków jesiennego lasu. Na kawiarenkę i filiżankę kawy lub herbaty z pigwą

5641

mamy czas, bo przecież wieczory coraz dłuższe, ale las zmienia się teraz gwałtownie i nie możemy przeoczyć tego misterium. W naszych lasach trwa teraz inne misterium przyrody. Nie przeraźmy się wczesnym  porankiem lub wieczorem słyszanymi w lesie dziwnymi odgłosami, bo jelenie są właśnie w pełni rykowiska

5642

W jesiennym lesie sójki oraz wiewiórki robią zapasy różnych nasion i grzybów, ukrywając je w różnych zakamarkach. Dziki, lisy, a szczególnie borsuki chętnie korzystają z bogactwa owoców w lesie i w pobliżu lasu, ale one zapasy magazynują… pod skórą. Wiele zwierząt jest teraz łojnych, jak nazywają to w swojej gwarze leśnicy i myśliwi. Łojny zwierz - czyli tłusty, w dobrej kondycji i zdrowy. Bo to co teraz oferują nam jesienią krzewy i drzewa, nie dość, że jest piękne i smaczne, to jeszcze bardzo zdrowe. Nie tylko dla zwierząt, ale także dla nas. Coraz więcej ludzi nie kupuje już słodkich napojów w plastikowych butlach i dżemów, które oprócz cukru nie zawierają zbyt wiele owoców, a gotuje i pasteryzuje kompoty, soki i smaży powidła.

W naszych stronach minione już lato nie obdarzyło nas bogactwem owoców i wszystko cokolwiek udało się zebrać jest wyjątkowo cenne. Oberwałem już także pięknie dojrzałe aromatyczne owoce pigwowca

5643

Będzie z nich doskonała konfitura do herbaty. Zachęcam Was do wyprawy do lasu po owoce czarnego bzu, czyli jak to mówią w wielkopolskich stronach- hyćki. Z kolei w kieleckim czarny bez nazywają je bziną. Najlepszy jest z głębi lasu, nieskażony „cywilizacją”:

5644

Uzdrawiające właściwości czarnego bzu znane są od najdawniejszych czasów. Nazywano go nawet drzewem życia, jego wycięcie sprowadzało nieszczęście, a uprawiany był praktycznie w każdym ogrodzie. Mimo iż medycy wielokrotnie podchodzą do ziół i roślin leczniczych z dużą rezerwą, czarny bez jest rekomendowany także przez profesjonalistów. Zobaczcie jakie ma piękne owoce:

5645

Każda nieomal część tej rośliny, szczególnie cennej dla osób dbających o dietę i wagę, zawiera pierwiastki wspierające nasz organizm. Najważniejszym jednak według mnie jej elementem są owoce – działają przeciwbólowo, pomagają w odtruwaniu organizmu i delikatnie przeczyszczają. UWAGA! Wszystkie części rośliny są toksyczne. Zawierają glikozyd - sambunigrynę, która jednak całkowicie ginie w czasie gotowania. Szczególnie dużo zawierają jej zielone i niedojrzałe owoce bzu, dlatego warto przygotować sobie sok tylko z pełni dojrzałych owoców, najlepiej zebranych na słonecznym skraju lasu.

Owoce czarnego bzu zawierają witaminy: B1, B2, PP, H, M i C. Przygotowany z nich sok działa napotnie, nieco rozwalniająco, i przeciwskurczowo. Sok należy także stosować podczas chrypki, kataru, kaszlu i gorączki. Ma lekkie działanie moczopędne, wiec zalecany jest także podczas chorób pęcherza lub nerek. Wpływa także korzystnie na drogi oddechowe. Jak nie korzystać z tak doskonałego daru lasu?

W naszej spiżarni mamy już sok z kwiatów czarnego bzu i leczniczą nalewkę, zatem teraz pora na sok. Przepis jest bardzo prosty:

Owoce umyć, oczyścić, a potem parować w sokowniku, uzyskując sok o pięknej barwie.

Na 1 litr soku dodać 0,60 dag cukru, sok z jednej cytryny i skórkę z 1/2 cytryny (, wyszorować szczoteczką , sparzyć, otrzeć na tarce). Można też dodać 20ml nalewki z czarnej porzeczki. To także pyszna nalewka, która jest już w mojej spiżarni!

Składniki soku wlej do garnka i zagotuj. Rozlej gotowy wyrób do butelek lub małych słoiczków i pasteryzuj ok. 15 min.

 Dawniej soku z owoców używano też do podbarwiania win i farbowania tkanin, szczególnie jedwabiu, a kobiety kolorowały sobie nim brwi i rzęsy.

Z racji braku innych owoców w tym roku, krzewy bzu rosnące wokół leśniczówki zostały bardzo szybko ogołocone z owoców przez ptaki. Wiele z nich już odleciało, ale szpaki i sójki codziennie zaglądają do ogrodu. W związku z posiadaniem tak rozlicznych i wybitnych właściwości dla ludzi i zwierząt czarny bez jest chętnie widziany w lesie przez leśników. Często sadzimy go w remizach, ogniskach biocenotycznych na nowozakładanych uprawach i jako pożyteczny podszyt, pod okapem już istniejącego lasu. Choć ostatnio wiele czytamy o tym jak to leśnicy sadzą nie las, a „plantację desek w rządkach”. Bez ma mnóstwo różnych zastosowań, tak jak i inne owoce drzew i krzewów leśnych, o istnienie których w ramach troski o bioróżnorodność bardzo dbają leśnicy. Znajdziecie teraz w lesie lub na jego skraju, np. efektowne jagody kaliny

5646

czy rokitnika nazywanego złotem Syberii

5647

Ale podczas wypraw do lasu nie skupiajmy się tylko na zbieraniu wszelkich darów i grzybobraniu, choć wszelkich grzybów u nas wciąż wielki dostatek. Co może być bowiem piękniejszego niż spacer przez różnobarwny, wyciszony las lub park, zrudziały, pozłocony, zamglony, zasnuty pajęczynami i… pełen rudych kasztanów.

Pszczewska leśniczówka, otoczona parkiem ze starymi drzewami stoi nad jeziorem przy ulicy Kasztanowej. Może zatem dlatego dla mnie bardzo charakterystycznym symbolem jesieni są kasztanowce. Szczególnym sentymentem darzę leżące wokół kolczaste, zielone na zewnątrz oraz połyskujące brązem ze środka puchowych poduch kasztany.

5648

Kasztanowce- piękne drzewa, popularnie nazywane są w Polsce „kasztanami” od nazwy ich owoców. Do całego rodzaju należy 25 gatunków. Najpopularniejszym gatunkiem w Polsce jest kasztanowiec pospolity, nazwa łacińska: AESCULUS HIPPOCASTANUM. Powiadają, że nazwa „koński kasztan”, bo tak można tłumaczyć łacińską nazwę, wzięła się od podobieństwa liścia tego drzewa do odcisku końskiej podkowy. Inni wywodzą tę nazwę od tureckiego „af kastanesi” i zwyczaju Turków, którzy karmili, a nawet leczyli swoje bachmaty kasztanami.

 Ojczyzną kasztanowca są Bałkany i Azja Mniejsza, gdzie rośnie w cienistych i wilgotnych lasach górskich dolin. Według różnych źródeł kasztanowiec, podobnie jak prawoślaz i nasz przemiły bez lilak, trafił do Europy w wyniku tureckiej ekspansji. Sulejman Wspaniały podarował kasztanowca ze swoich ogrodów w Istambule wiedeńczykom. Do Polski przywiózł go najprawdopodobniej Jan III Sobieski. W naszym kraju jest to jedno z pierwszych drzew obcego pochodzenia, w pełni zadomowiony ,powszechnie uważany za drzewo rodzime i traktowany jak swojskie, nie tylko w miejskich parkach i alejach, ale także w krajobrazie wiejskim, a nawet w lasach. W leśnictwie Pszczew kasztanowce rosną także w kilku miejscach głęboko w lesie, głównie tam, gdzie były kiedyś osady ludzkie. Zobaczymy je obok pomnikowej lipy np. w miejscu istnienia dawnego folwarku Sophienhof, należącego do rodziny Haza Radlic.

Kasztanowce to drzewa, które w szerokim zakresie są wykorzystywane w medycynie, szczególnie w homeopatii. Surowcem są kora, kwiaty i oczywiście nasiona, czyli kasztany. To ciekawe, że kwitnące kasztanowce kojarzą się z pełnią wiosny i szkołą, bo gdy zakwitają, to przecież czas matur. Gdy teraz, w czasie jesieni z drzew spadają kolczaste, zielone „jeże” z połyskującymi, rudymi kasztanami wewnątrz, oznacza to czas powrotu uczniów do szkoły. Najpierw intensywnie zielone, a teraz już brązowe „jeże” to owoce kasztanowca - kulista torebka z miękkimi kolcami, wewnątrz której w białym miąższu znajduje się 1-3 spłaszczonych, brązowych nasion – popularnych kasztanów.

5699

Kasztany budzą sympatię i nawet odruchowo schylamy się po nie, bo są miłe w dotyku i emanują dobrą energią. Warto połyskujące rudo-brązowe kasztany stawiać na telewizorze, przy komputerze lub kłaść pod poduszkę czy materac. Włóżmy chociaż kilka do kieszeni. Nie wiem jak Wy, ale ja wierzę, że neutralizują „złe” promieniowanie i wysyłają pozytywne fluidy.

Kasztany są też świetnym „cementem” dla rodziny. Kto z nas swojego czasu nie „tworzył” z brązowych kasztanów, zielonych żołędzi i zapałek rozmaite zwierzątka, zabawki, ludziki? To świetna zabawa dla całej rodziny i okazja najpierw do wspólnego spaceru w poszukiwaniu materiałów, a potem wieczoru spędzonego razem. Dziś żyjemy tak, że wspólny, rodzinny wieczór staje się rzadkością i nabiera dużej wartości. Przecież gdy nasze dzieci dorosną, będą wspominać takie radosne wieczory. Najlepiej wtedy, gdy już z własnymi dziećmi będą zbierać jesienne kasztany, dlatego nie przegapcie czasu jesieni, gdy lecą z drzew kolorowe liście i kasztany…

Zapraszam zatem do barwnego lasu, zanim słoty i pluchy pozbawią go uroku, a wieczorem warto zajrzeć do kawiarenki, choć pewnie nie każdego dnia będzie to w muzycznej oprawie Anny Żebrowskiej. Warto wtedy zadbać o równowagę duchową, często zachwianą pośpiechem i nadmiarem stresujących obowiązków. Róbmy to czasem ściskając w ręku kamyk zielony, a czasem kasztany. Pomimo tego, że autorom wielu tekstów piosenek oraz poetom spadające kasztany kojarzą się z jesienią uczuć, czasem życia, smutkiem i nostalgią, jest to także radosna oznaka przyrodniczej jesieni, która jest taka ciekawa i urocza.

 56410

Każda pora roku ma swoje zalety, każda jest piękna i zachęca do korzystania z bliskości otaczającej nas Natury.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

13:31, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
wtorek, 26 września 2017

563min

Niedawno na jednym z informacyjnych portali internetowych przeczytałem tekst o „charakterze poradnikowym” dotyczącym wjazdów do lasu. Tekst dla mnie leśnika, znającego dokładnie te zasady może niezbyt interesujący ale komentarze czytelników pod nim wprawiły mnie w spore zdumienie. Po chwili namysłu doszedłem do wniosku, że autorami komentarzy są pewnie ludzie, którzy chyba nigdy nie byli w lesie i nie jest ich pasją zbieranie grzybów w naszych lasach.

Bo czytamy w tych komentarzach:

1.Lasy należą do wszystkich Polaków, nie tylko do leśniczych i myśliwych, i dlatego rola leśnych dziadów powinna kończyć się na pilnowaniu porządku, nie mylić z zamykaniem lasu dla ludzi

2.Lasy powinny wyznaczyć miejsca parkingowe dla zbieraczy. Dojąc grubą kasę z majątku narodowego, muszą być zobligowani do wytyczenia dróg dla przejazdu zbieraczy, miejsc zatrzymywania itp. Na dzień dzisiejszy, lasy nie są dla obywateli lecz dla namaszczonych. Podobnie jest w parkach narodowych.

  1. Leśniczy czy gmina powinni zrobić miejsca parkingowe dla wjeżdżających do lasu. I jeszcze kibelek wybudować.

 Ale zdarzają się też wypowiedzi w innym tonie:

  1. a może z czystej przyzwoitości w poszanowaniu dla przyrody dałbyś sobie spokój z wjeżdżaniem do lasu mądralo, tylko człowiek twojego pokroju musi mieć znak , ja jeżdżę do lasu na grzyby rowerem i jak widzę całe tabuny grzybiarzy wysiadających z samochodów to mnie cho,,,,,ra bierze
  2. Proponuję nauczyć się od Norwegów i ich prawa Allemansrätten. Przyroda jest dla wszystkich. Trzeba tylko umieć z nią współistnieć i ją szanować. Tylko kiedy my Polacy zmienimy swoją mentalność?
  3. Mieszkam przy lesie, ba nawet posiadam auto terenowe, ale na grzyby jeżdżę rowerem ponieważ szanuje to że LAS jest miejscem do życia zwierząt i roślin a warkot silników oraz spaliny na pewno im nie służą .My ludzie staliśmy się strasznie egoistyczni twierdząc że wszystko co państwowe należy nam się bez ograniczeń i zapomnieliśmy o tym że w LESIE , DOMU DZIKIEJ PRZYRODY, jesteśmy tylko gośćmi .

 Czyli jak to bywa pośród naszych rodaków, znamy się na wszystkim i jesteśmy podzieleni na różne, zwykle przeciwstawne obozy. Tylko skąd w nas tyle jadu? W zasadzie wszyscy wiemy, że jesteśmy dość młodą demokracją i ciągle uczymy się jej zasad. Ustawa o lasach, która kształtuje zasady korzystania z lasów powstała dość dawno, bo w 1991 roku. Uchwalił ją demokratycznie wybrany Sejm RP, a powinnością leśników jest dbałość o przestrzeganie ustanowionych tą ustawą zasad.

Co wynika z tej ustawy? Do lasu najlepiej wybrać się pieszo lub rowerem, a gdy wybierzemy wygodny dojazd autem, bezwzględnie musimy je zostawić tylko na wyznaczonym parkingu, oznakowanym charakterystyczną niebieską tablicą. Choć nie wszystkim podobają się tablice ustawiane przez leśników

5631

Leśnicy wydali i nadal wydają bardzo dużo pieniędzy na urządzenie i utrzymanie parkingów oraz miejsc postoju. Wszystko po to, aby nasze samochody były bezpieczne i zaparkowane obok lasu zgodnie z prawem.

5632

Organizują nawet doraźne „grzyboparkingi”, aby umożliwić ludziom korzystanie z dobrodziejstw lasu. Wiele osób denerwuje się na leśników, że stanowczo przestrzegają tej zasady i nie pozwalają na pozostawianie aut przy leśnych drogach. Pewnie stąd powstają czasem nawet bardzo niewybredne oceny naszych działań i przykre komentarze…

Dziś prawie każda polska rodzina posiada samochód, czasem dwa lub więcej. Jak wyglądałby las, gdyby w jakiś ranek choć co czwarta rodzina z miasta wybrała się na grzyby do lasu samochodem, parkując go według uznania? Przecież w lesie szukamy ciszy i balsamicznej woni drzew, a nie chcemy czuć się jak na osiedlowym parkingu. Zasady udostępniania lasów społeczeństwu precyzyjnie ustalono w rozdziale piątym ustawy o lasach.

Z ustawowych zapisów wynika, że ruch motorowerem, pojazdem silnikowym (także quadem), a nawet zaprzęgiem konnym, dopuszczalny jest tylko drogami publicznymi. Dopuszcza się jazdę konną po lesie, jednak tylko drogami wyznaczonymi przez właściwego nadleśniczego. Każdym pojazdem można wjechać do lasu drogą leśną tylko wtedy, gdy jest wyraźnie oznaczona drogowskazami dopuszczającymi ruch ( np. wskazany jest kierunek i odległość dojazdu do miejscowości, ośrodka wypoczynkowego czy parkingu leśnego). Nie ma, niestety, jednolitego i czytelnego systemu oznakowania dróg publicznych biegnących przez lasy, a jest to obowiązek zarządcy drogi. Są to przecież drogi gminne, powiatowe, wojewódzkie. Na drogach leśnych nie muszą być ustawione szlabany i znaki zakazujące poruszania się po nich, a zakaz poruszania się nimi obowiązuje cały rok, nie tylko w okresie zagrożenia pożarowego.

5633

Choć w wielu atrakcyjnych dla ludzi miejscach leśnicy zmuszeni są do ustawiania szlabanów, chroniąc w ten sposób przyrodę przed wielką presją ludzi. Dziś wiele dróg leśnych przeznaczonych do wywozu drewna lub traktowanych jako drogi pożarowe ma dobrą nawierzchnię i są one świetnie utrzymane. Nie można jednak z nich swobodnie korzystać dla innych celów. Należy stosować ogólną zasadę, że droga nieoznakowana nie jest dopuszczona do ruchu. Te przepisy nie dotyczą pracowników nadleśnictw, właścicieli lasów w ich własnych lasach, osób wykonujących i kontrolujących gospodarkę leśną, służb ratujących zdrowie i mienie ludzkie (policja, straż pożarna, pogotowie ratunkowe), myśliwych wykonujących zadania gospodarcze oraz właścicieli pasiek zlokalizowanych w lasach. Dlatego nie należy pozostawiać samochodów przed szlabanami i na poboczach dróg, nawet jeśli są one dopuszczone do ruchu, ponieważ utrudnia to ich gospodarcze wykorzystanie.

Spacerując po lesie pieszo lub obserwując przyrodę z siodełka roweru także nie wszędzie można zajrzeć. Nie każdy fragment lasu jest, niestety, dostępny dla turystów. Z zapisów ustawy o lasach wynika, że stale nie wolno wchodzić na obszary zagrożone erozją, a najczęściej są to niebezpieczne dla ludzi osuwiska. Nie zaglądajmy też na wszystkie uprawy leśne zanim nie osiągną 4 metrów wysokości, szczególnie w te ogrodzone, bo łatwo zniszczyć młode drzewka. Nie wchodźmy do oznakowanych ostoi zwierząt.

Podobnie oznakowane są, ale tylko czasowo miejsca, gdzie aktualnie trwają prace leśne. Nie należy zbliżać się tam do pracujących maszyn leśnych, samochodów z drewnem w trakcie załadunku oraz do pracujących drwali i zrywkarzy. Prace leśne są szczególnie niebezpieczne dla ludzi i przyglądając się im w trakcie spaceru zawsze należy zachować od nich bezpieczną odległość minimum dwóch wysokości otaczających nas drzew. Zakaz wstępu może pojawić się także okresowo, wprowadzony przez nadleśniczego w związku z ogromnym zagrożeniem pożarowym, klęskami żywiołowymi ( np. aktualnie usuwane złomy i wywroty po huraganowych wiatrach) oraz wykonywanymi zabiegami chemicznymi. Takie zakazy są ustanowione w trosce o życie i zdrowie ludzi odwiedzających las i stąd należy ich koniecznie przestrzegać.

5634

Leśnicy, zarówno Straż Leśna specjalnie stworzona dla ochrony lasów formacja, jak i leśnicy wchodzący w skład umundurowanej Służby Leśnej (np. podleśniczy, leśniczy, inżynier nadzoru, nadleśniczy) mają uprawnienia strażnika leśnego i mogą interweniować m.in. w przypadku łamania zapisów ustawy i nakładać mandaty. Jednak rzadko sięgają po mandatowy bloczek, choć interweniują często, ale zwykle cierpliwie tłumaczą zasady korzystania z lasu i pouczają niefrasobliwych grzybiarzy czy turystów. Jeśli muszą nałożyć mandat, bo występek jest wyjątkowy i nie można być pobłażliwym, to nie robią tego ze złośliwości albo z chęci zysku dla Lasów Państwowych, bo należność za mandat stanowi dochód skarbu państwa.

Na koniec jeszcze jeden komentarz czytelnika:

A kto dostał mandat od leśnika???? Wszędzie piszą, co leśnicy MOGĄ ale nikt nie pisze, że zwykle kończy się pouczeniem. Leśnicy to zazwyczaj mili ludzie, którzy potrafią być empatyczni i rozumieją, że ludzie jadą na grzyby, czy jagody. Dopiero, jak się trafi mądrala, to używają kar…

Nic dodać, nic ująć, a zatem życzę wszystkim udanego grzybobrania

5635

i miłego pobytu w jesiennym lesie, naturalnie z poszanowaniem praw przyrody oraz praw ludzkich, ustalonych ustawami, kodeksami czy rozporządzeniami. Leśnicy troszczą się o las i ludzi, którzy w nim przebywają. Las to dla nas wszystkich powszechnie dostępne i darmowe SPA, miejsce wypoczynku, wzruszeń, doznań estetycznych i inspiracja do działania. Aktywny wypoczynek w lesie i pełne uroku poznawanie tajemnic przyrody, najlepiej w rodzinnym gronie, wymaga tylko nieco wiedzy i poszanowanie prawa, które należy poznać.

5637

Czas poświęcony na przygotowanie się do wyprawy do lasu kosztuje minimum 20 mln złotych. Tyle co roku leśnicy wydają na sprzątanie lasów ze śmieci. Są to śmieci nas wszystkich, a nie leśników.

5636

Z pewnością drugie tyle, a nawet więcej wydają na akcje uświadamiające, metalowe szlabany i znaki zakazu. Czasem zmuszeni są nakładać mandaty, ale chyba po prostu lepiej zrozumieć, że o nasze lasy należy wspólnie dbać… Przecież lepiej niech leśnicy budują kolejne „grzyboparkingi”, wiaty dla turystów, szlaki turystyczne, których jest w lasach blisko 30 tysięcy km czy sztuczne platformy dla rybołowów, puchaczy i sokołów. Będziemy wtedy korzystać z szerokiej oferty różnych funkcji lasu i podziwiać rzadkie ptaki nad borem, gdy wyruszymy na kolejną wyprawę dookoła leśnego, zielonego świata, pozbawionego śmieci, hałasu oraz widma mandatu.

 

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

09:14, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
środa, 13 września 2017

Czy pamiętamy dziś kto to jest szeryf ? Jak dla mnie to facet, który nieodparcie kojarzy się z filmowymi wspomnieniami z dzieciństwa, czyli westernami, gdzie było dużo hałasu, wystrzałów i konnych pościgów. Kto z mojego pokolenia nie pamięta silnych wrażeń przy oglądaniu serialu „Bonanza” i fascynacji kowbojami z błyszczącymi „koltami”? Był to czas, kiedy odznaka, czyli gwiazda szeryfa wycięta z blachy znaczyła dla chłopaka o wiele więcej niż dziś najlepszy smartfon…

Czasem porównuje się leśników z szeryfem, bo m.in. leśnicy tak jak szeryf dbają o porządek i przestrzeganie prawa w określonym obszarze lasu. Choć szeryf ze Stanów Zjednoczonych ma chyba lepiej, bo np. może iść na emeryturę już po 20 latach służby, a leśnik musi pracować o wiele dłużej. Szeryfem może zostać każdy obywatel i nie musi być to policjant. Są oni zwykle wybierani spośród mieszkańców określonego hrabstwa na 4 lata przez ludzi i mają spore uprawnienia. Taki np. szeryf Los Angeles jest ważną figurą, bo to największe hrabstwo w Stanach, liczące około 10 mln mieszkańców.

5625

Dlaczego o tym piszę? Bo mój kolega, leśnik ze Śląska, z powiatu mikołowskiego - inżynier nadzoru z Nadleśnictwa Kobiór - Piotr Chrzęszczyk, właśnie wrócił ze Stanów Zjednoczonych, a konkretnie z Los Angeles. Przywiózł stamtąd 4 medale i… gwiazdę szeryfa, którą podarowali mu amerykańscy „mundurowi”. Dostałem ją od niego w prezencie i z zaciekawieniem słuchałem jego kolejnej opowieści o sportowej rywalizacji.

Piotrek uczestniczył kolejny raz w Mistrzostwach Świata Służb Mundurowych (World Police & Fire Games), które trwały od 6 do 16 sierpnia i odbywały się właśnie w Los Angeles. Biorą w nich udział policjanci, strażacy, strażnicy graniczni z różnych krajów no i nasz leśnik Piotr.

5621

To bardzo wysportowany leśnik i specjalista rozmaitych dziedzin sportu: świetnie biega, rzuca, skacze, wiosłuje. Gra w siatkówkę plażową, badmintona i rzuca dyskiem.

Czterokrotnie stawał na podium i zawsze oprócz flagi w biało-czerwonych barwach narodowych miał ze sobą zieloną flagę ze znakiem „Związek Leśników Polskich w Rzeczypospolitej Polskiej”

5623

Związek wspomaga go finansowo ale też mentalnie, bo gdy Piotr wyjeżdża na kolejne zawody koleżanki i koledzy trzymają kciuki za jego powodzenie. Kolejny już raz przywiózł ze sportowych zmagań medale, a my jesteśmy z niego zwyczajnie dumni. Bo leśnik okazuje się lepszy od szeryfów, policjantów czy strażaków z całego świata. World Police & Fire Games odbywają się co dwa lata, a bierze w nich udział zwykle około 10 tysięcy zawodniczek i zawodników z ponad 60 krajów świata.

Piotr zdobył brąz w rzucie dyskiem

5622

To dla niego wielka satysfakcja, bo konkurencja była bardzo silna, a złoto zdobył inny Polak, swojego czasu mistrz olimpijski. Brązowy medal zawisł też na jego szyi za indywidualny start w wioślarstwie na 500 m, a w parze z policjantem ze szkoły policyjnej z Katowic wywiosłował srebro na dystansie 1000 metrów. W innej konkurencji wioślarskiej w parze ze strażaczką z Rumunii Adrianą Paraschiv także zdobył srebrny medal. Zajął z kolei nielubiane przez sportowców czwarte miejsce w mikście oraz piąte w singlu i deblu w badmintona. Walczył też z pełnym zaangażowanie na piaszczystym boisku do siatkówki plażowej, ale nie zdobył medalu. To bardzo wymagająca dziedzina sportowa i bardzo mi bliska, bo min. przez kilka lat organizowałem na pszczewskich plażach turnieje „plażówki”.

To wielkie osiągnięcie naszego kolegi i dowód na to, że leśnicy to ludzie o rozmaitych pasjach i umiejętnościach. Udany występ leśnika pośród utalentowanych mundurowych z całego świata, no i szeryfów z Los Angeles, to rzeczywiście wyjątkowa sprawa. Gdy Piort opowiadał o sportowej rywalizacji koledzy przymierzali do mojego munduru pamiątkową odznakę szeryfa

5624

Jednak zostanie ona w innym miejscu, bo mundur leśnika najlepiej zdobi godność jego właściciela i szacunek, okazywany przez innych ludzi, a nie odznaki, choćby najbardziej atrakcyjne. Udowodnił to wielkim zaangażowaniem, wysokimi umiejętnościami i hartem ducha nasz utalentowany kolega Piotr Chrzęszczyk. Wszyscy leśnicy mogą być z niego autentycznie dumni, a ja życzę Piotrowi kolejnych sukcesów we wszelkich dziedzinach, którymi zajmuje się z właściwą sobie pasją.

Powodzenia, Piotrze, w codziennej leśnej pracy i w sportowej rywalizacji na kolejnych mistrzostwach.

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

P. S. fotografie, oprócz ostatniej pochodzą z archiwum Piotra Chrzęszczyka

 

 

 

21:42, lesniczy.lp
Link Komentarze (1) »
środa, 06 września 2017

 

561min

Dni mijają niepostrzeżenie, a daty w kalendarzu wskazują, że nieuchronnie zbliża się jesień. Świadczą o tym opustoszałe plaże nad jeziorami, puste parkingi przy turystycznych atrakcjach, a z kolei pełne przy szkołach. O nadciągającej jesieni informuje nas początek roku szkolnego, kolejna - już 78 i jakże bolesna - rocznica wybuchu II wojny światowej, ale przede wszystkim przyroda...

Pierwszego września, jak co roku zapaliłem znicz pod pomnikiem bojowników o polskość Ziemi Międzyrzeckiej, który stoi skromnie na pszczewskim rynku. Był to tam jedyny znicz… Głaz ustawiony naprzeciw urzędu gminy z inskrypcją poświęconą patriotom i bohaterom był dawniej wyznacznikiem pobliskiej granicy polsko-niemieckiej. Strzegło jej polskie wojsko i straż graniczna, a jej komisariat znajdował się we wsi Silna. Pomiędzy Silną a Pszczewem na posterunku granicznym, wczesnym rankiem 1 września 1939 roku zginął na posterunku komendant strażnicy plutonowy Antoni Paluch. Była to jedna z pierwszych ofiar II wojny światowej, naturalnie nie licząc bestialskiego ludobójstwa dokonanego przez Niemców w Wieluniu.

Co ciekawe, archiwalne dokumenty niemieckie podają w zestawieniach strat z tego odcinka tylko jednego żołnierza, który zginął w miejscu nazywanych przez nich „Betsche- Schilnn” czyli Pszczew- Silna. Prawdopodobnie to efekt oporu Antoniego Palucha, który otworzył ogień do oddziału niemieckiego przekraczającego granicę. Komendant Paluch zginął od niemieckiej serii i został pochowany na cmentarzu w Silnej, a obecnie jego prochy spoczywają na nekropoli parafii Miedzichowo, nieopodal siedziby Nadleśnictwa Trzciel. W miejscu dawnego posterunku granicznego z mojej inicjatywy ale dzięki zaangażowaniu organizacyjnemu i finansowemu leśników z Nadleśnictwa Bolewice został zbudowany parking leśny „Na dawnej granicy państwa polskiego”. Pisałem o tym wcześniej.

Również pod tablicą w języku polskim i niemieckim, opowiadającą o historii tego miejsca i postaci Antoniego Palucha stawiam co roku, 1 września znicz i jak widać nie tylko ja pojawiam się tam tego dnia

5618

Przyroda także ukazuje coraz więcej jesiennych akcentów. Brązowieją liście, milkną ptaki, lecą z drzew jabłka i kasztany, ale przede wszystkim lecą żurawie. Spośród porannej, już jesiennej mgły słychać charakterystyczny głos żurawi- klangor. Swój charakterystyczny trąbiący i donośny głos żurawie zawdzięczają specyficznej budowie mostka i tchawicy. Tchawica tego ptaka działa na zasadzie wykorzystywanej w instrumentach dętych. Dźwięk wydawany prze te piękne ptaki ulega w niej wzmocnieniu jak w puszce rezonansowej. Dlatego klangor słychać z bardzo daleka. Żuraw jako pierwszy wita wschód słońca, a jego klangor obwieszcza światu początek dnia. Teraz, jesienią, żurawi klangor jest również sygnałem do odlotu i tym samym obwieszcza nam, że to już koniec lata. Dostojne żurawie tym głosem zwołują się też na zloty. To charakterystyczne dla nich zachowanie obserwujemy zwykle dopiero w październiku, choć czasem już we wrześniu. Żurawie zbierają się teraz w stada na tzw. zlotach czy zlotowiskach. Wybierają sobie znanym sposobem dogodne miejsca na zloty. Zlotowiska bywają bardzo liczne, liczą czasami po kilka tysięcy ptaków. Za chyba najbardziej znane miejsce zlotów można uznać PN Ujście Warty, choć czasem na zebranie żurawi wystarczy ściernisko lub łąka. Na tych zebraniach żurawie z różnych rodzin tańczą, nawołują się do odlotu i łączą w pary na długie lata.

5611

Żurawiowi przypisuje się wiele ludzkich cech i ten ptak z racji swojego piękna oraz dostojeństwa posiada bardzo szeroka symbolikę w wierzeniach i kulturze wielu narodów. Żuraw uważany jest za atrybut bogów i bohaterów, np. egipskiego Totha, Hermesa jako boga podróżnych, wędrowców i pielgrzymów, Demeter, Artemidy, Ateny, Perseusza. Według mitu greckiego Palamedes, mądry doradca Greków pod Troją, uzupełnił alfabet literowy Kadmosa, biorąc za wzór do liter kształty kluczy żurawi (wg innych uczynił to Hermes). Może też z tego mitu wziął się związek żurawi i Hermesa z pismem i z poezją? Jeśli o poezji mowa to pamiętacie „Grób Agamemnona” Słowackiego?

„Żurawie! (...) wyście mi były niegdyś ukochane, wyście jesienną moją były harfą!"

Skoro o wieszczach mowa, to przytoczę też słowa Mickiewicza z Epilogu „Pana Tadeusza”:

„Jak bajeczne żurawie nad dzikim ostrowem, nad zaklętym pałacem przelatując wiosną i słysząc zaklętego chłopca skargę głośną, każdy ptak chłopcu jedno pióro zrucił, on zrobił skrzydła i do swoich wrócił"

Można odczytać z tych słów, że żuraw jest dla poety symbolem miłosierdzia i dobroczynności. Cechy ludzkie żurawi czyli antropomorfizm dostrzegają w tych ptakach także ci, którzy uważają, że uosabiają one arystokratyczne, wyniosłe maniery, ale też spostrzegawczość, czujność, opiekuńczość i miłość oraz wierność małżeńską. Ta ostatnia cecha od lat fascynuje ludzi. Żurawie łącza się bowiem w pary na całe życie. Jeden partner na całe życie, a przecież według japońskich legend ptaki te żyją tysiąc lat! Żurawiom w różnych wierzeniach przypisywano długowieczność, a czasem nawet nieśmiertelność. Postrzegano je jako ptaki odprowadzające dusze zmarłych na miejsce przeznaczenia, może dlatego dla Celtów był oznaką nieszczęścia? Także Chińczycy widzą w nim przewodnika dusz zmarłych do Zachodniego Raju.

Nauka naturalnie nie potwierdza tych wierzeń i aż takiej długowieczności tajemniczych ptaków ale monogamia jest faktem i najczęściej żurawie spotykamy w parach.

56141

Kiedy się w nie łączą? Nie tak łatwo to stwierdzić bo żurawie bytują głównie na moczarach, bagnach i rozlewiskach, a z racji przysłowiowej wręcz ostrożności nie jest łatwo poznawać ich biologię i obyczaje. Prawdopodobnie dobierają się w pary właśnie podczas jesiennych zlotów, które w tym roku rozpoczynają się dość wcześnie. Może wróżą wczesną zimę?

5619

W jedno miejsce- na łąkę lub ściernisko zlatują się trwale połączone pary z przychówkiem, nawołują się, tańczą i może właśnie wtedy żurawia młodzież wybiera sobie partnerów? Wiosenny taniec godowy tych ptaków to miłosne misterium par. To połączenie niezwykłych ukłonów, podskoków, przytuleń przypominających objęcia partnerów oraz piruetów z rozpostartymi skrzydłami.

56110

Jesienne, tłumne zloty żurawi to przygotowanie do odlotu. Według badań ornitologów żurawie potrafią w ciągu kilkunastu godzin przebyć ponad 1000 kilometrów. Żuraw należy do ptaków wędrownych i jest bardzo wytrwałym lotnikiem. To kolejna cecha tych ptaków cecha dostrzeżona i odnaleziona w wielu mitach i legendach. W wierzeniach narodów słowiańskich żurawie pełniły rolę przewodników, znających dobrze drogi nad lądami i morzami. Wskazywały właściwy kierunek dla strudzonych wędrowców i stały się symbolem szczęśliwej, bezpiecznej podróży. Latają w charakterystycznych kluczach, podobnie jak wiele większych ptaków np. dzikie gęsi czy kormorany                                                                                   

 5615

Żurawie podczas jesiennych zlotów dobierają się w klucze i „umawiają” przewodników. Klucz złożony w kształcie charakterystycznej litery „V” o jednym boku dłuższym pozwala ptakom łatwiej pokonać odległość i opory powietrza. Najtrudniej ma przewodnik, który prowadzi klucz, dlatego ptaki zmieniają się na tej pozycji. Jesienne niebo czasem pełne jest wędrujących ptaków. Już od wielu wieków ludzie interesowali się tym zjawiskiem, a lecące kluczem żurawie oraz klangor wędrujących ptaków budzą wielką nostalgię. Dla wielu z nas symbolem wędrówki jest droga

5612

Leśna droga w otoczeniu początków jesieni kusi obietnicą poznania nowych miejsc, spraw, ludzi lub tajemnic przyrody. Czasem linia kolejowa bywa symbolem zdobywania nowych przestrzeni i zachętą do podróży.

5613

Coraz częściej jednak korzystamy z połączeń lotniczych i niebo poznaczone jest gęsto drogami samolotów. Choć warto zauważyć, że coraz częściej żyjemy w świecie pozbawionym widoku nieba. W mieście głośnym i sztucznie oświetlonym rzadko spoglądamy w niebo przysłonięte sufitami marketów, podziemnych przejść i wielkimi budowlami. Dlatego spoglądajmy przy każdej możliwej okazji szczególnie w jesienne niebo, wypatrując nie tylko samolotów lecz kluczy ptaków, szczególnie żurawi.

Ich pojawienie się na niebie traktowano od wieków jak wróżbę, symbolizującą już w starożytności np. początek wiosny, a żuraw przedstawiany podczas lotu w stronę słońca bywa symbolem dążenia do awansu społecznego. Klucz żurawi na niebie w niespokojnym dla ludzi czasie zapowiadał zakończenie wojny. Dla mnie zwrot użyty w tytule nieodparcie kojarzy się ze starym filmem o wojnie i miłości…

"Lecą żurawie" to piękna, nagrodzona w 1958 roku na XI MFF w Cannes "Złotą Palmą", historia romantycznej i głęboko tragicznej miłości pary kochanków, których szczęściu przeszkodziła wojna. Ten radziecki pełnometrażowy melodramat Kałatazowa odniósł pod koniec lat 50-tych wielki światowy sukces i zapadł w moja pamięć także poprzez żurawie.

5616

Odebrano go na całym świecie jako najgłębszy protest przeciwko wojnie, który nie miał sobie równego w żadnym z dotychczasowych filmów wyprodukowanych wcześniej w byłym już ZSRR. Pewnie dlatego jako jedyny pełnometrażowy film radziecki otrzymał główną nagrodę festiwalu w Cannes.

Zapamiętałem szczególnie jedna filmową scenę jak zakochani w sobie młodzi ludzie spoglądają na lecące żurawie. Klimat podkreśla ciekawa muzyka, warto poszukać jej w globalnej sieci

5617

Borys zgłasza się niebawem jako ochotnik na front, Weronika w dniu swoich urodzin zostaje sama. Wojna zbiera swe okrutne żniwo i Borys ginie od kuli. Weronika zaś poślubia jego brata Marka, któremu uległa w chwili stresu wywołanego nalotami bombowymi. Jej małżeństwo nie może być szczęśliwe bo przecież wszystkie myśli i uczucia dziewczyny zabrał ze sobą Borys. Myśli o nim w każdej chwili, a szczególne wspomnienia przywołują lecące żurawie…

Obserwujmy zatem misterium żurawich zlotów i klucze pięknych ptaków na niebie. To ostatnia okazja, aby posłuchać ich głosu, bo jesień trąbi na nas nie tylko żurawim klangorem.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

21:58, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
sobota, 26 sierpnia 2017

560min

Ostatnio pisałem o smutnych faktach, problemach i sprawach, a przecież mamy lato i czas miłego odpoczynku po trudach i kłopotach całego roku. Nieuchronnie zbliża się koniec wakacji, o czym świadczy spory ruch w dużych sklepach oraz wokół obiektów szkolnych. Jednak koniec wakacji to nie powód, aby nie myśleć o wypoczynku i urlopie. Wiem z własnego doświadczenia, że koniec sierpnia i wrzesień to znakomity czas na urlop i odpoczynek, szczególnie dla ludzi, którzy swoje pociechy z sukcesem przeprowadzili przez proces edukacyjny. Każdy z nas ma własne upodobania i pomysł na miejsce wypoczynku. Jedni jadą nad morze i wdychają jod na pozbawionych tłumów plażach

56011

Inni łowią ryby nad jeziorami i zbierają grzyby ciesząc się ciszą kwatery ukrytej w lesie lub gospodarstwa agroturystycznego w małej wiosce. Jednak przełom sierpnia i września to idealny czas na górskie wyprawy. Niezależnie czy to Sudety, Bieszczady, Beskidy czy Tatry. Choć Tatry najbardziej kuszą magią ostrych szczytów oraz spokojem dolinek, no i przecież co roku w końcu sierpnia pod Giewontem odbywa się fantastyczna impreza pod nazwą: Międzynarodowy Festiwal Folkloru Ziem Górskich

5602

Niedawno jednak trafiłem do miejsca, które wydaje się idealne do wypoczynku i łączy wszelkie aspekty „ładowania ludzkich akumulatorów”. To miasto Nikifora i Kiepury, czyli Krynica Zdrój. W sierpniu dodatkową atrakcją jest tam festiwal im. Jana Kiepury. To największe i najważniejsze wydarzenie kulturalne, odbywające się w Krynicy-Zdroju corocznie od już 50 lat. Pierwsza edycja festiwalu odbyła się 2-3 września 1967 roku, a gościem honorowym była zona Jana, Marta Eggerth-Kiepura. W tym roku po raz 51 odbył się festiwal, który nawiązuje do przedwojennych tradycji uzdrowiska. Naturalnie co roku pojawia się tam Marta Eggert, w którą w tym roku wcieliła się Katarzyna Laskowska – sopran oraz sam Jan Kiepura, w którego znakomicie wcielił się znany artysta Adam Sobierajski. Tenor mistrza Jana i sopran jego małżonki znakomicie brzmiał na krynickim deptaku

5603

Wjeżdżali tam na pokładzie stuletniej limuzyny Dogge z 1917 roku i śpiewali w towarzystwie Krynickiej Orkiestry Zdrojowej pod dyrekcją Mieczysława Smydy. Czasem najpiękniejsze i mniej znane arie oraz duety z repertuaru Jana Kiepury śpiewane były także z udziałem wypełniającej deptak publiczności, zaopatrzonej prze organizatorów w śpiewniki. Wspaniałe wydarzenie muzyczne, a widzowie usłyszeli także wiele ciekawych anegdot z życia pary śpiewaków, w tym historie związane z Krynicą. Spotkałem także Adama Sobierajskiego już nie jako Kiepurę ale zwyczajnego turystę stojącego w kolejce po lody na szczycie Góry Parkowej (732 m n.p.m.) Nie przeszkadzałem mu w wypoczynku i zachwycałem piękną panoramą okolicy

5604

Wjeżdża się tam „klimatyczną” kolejką linowo-terenową, podobną do zakopiańskiej Gubałówki ale tutaj wagoniki z 1937 roku zabierają tylko 50 osób.

5605

Można wybrać się na Górę Parkową pieszo ale frajda z krótkiej przejażdżki wagonikiem jest także godna polecenia. Park na stokach góry fascynuje czterema jeziorkami, słynącą łaskami figurą Matki Bożej zaprojektowaną przez Artura Grottgera oraz zachowanym pierwotnym układ ścieżek. Figura Matki Bożej Łaskawej stanęła w 1864 roku, a jej fundatorką była opiekunka ubogich Seweryna hr. Badenii. Co ciekawe Seweryna zamówiła dwie takie figury i jedna stanęła na Placu Mariackim we Lwowie, a druga właśnie w Krynicy. W latach dwudziestych XX wieku z inicjatywy E. Chodzickiego (profesora Akademii Rolniczej z Krakowa) park został zmodernizowany. Wówczas poszerzono ścieżki, zasadzono egzotyczne drzewa, jak również wytyczono trasę kolejki na Górę Parkową, ciekawe trasy narciarskie i zbudowano tor saneczkowy. Naturalnie zwróciłem uwagę na przyrodę parkową. Park porastają świerki, jodły, sosny, modrzewie, a w dolnych partiach buki, klony i lipy. W okolicy Polany Michasiowej można znaleźć egzotyczne okazy sosny wydmowej czy jodły olbrzymiej, a także cyprysiki, daglezje czy choiny kanadyjskie. Ciszę przerywają tylko głosy ptaków choć na szczycie Góry Parkowej jest gwarno, bo nie brakuje tam atrakcji, szczególnie dla najmłodszych

 56061

W Krynicy nie brakuje atrakcji na lato i na zimę, bo kolej gondolowa na Jaworzynę Krynicką czy Arena Słotwiny zapewnia transport w góry letnim turystom i narciarzom zimą. To także punkt wyjścia na liczne szlaki turystyczne i możliwość podziwiania pięknej okolicy z góry.

Dlaczego o tym tutaj piszę? Bo w Krynicy tuż za pomnikiem Jana Kiepury zobaczycie przy ulicy Podgórnej świetne sanatorium z wielkim zielonym neonem na dachu i napisem nad drzwiami: Leśnik- Drzewiarz.

5607

To miejsce, gdzie można wspaniale i w komfortowych warunkach wypocząć i jeszcze poprawić swoje zdrowie korzystając z szerokiej oferty sanatorium dostępnej na http://www.lesnik-drzewiarz.pl/

Sanatorium jest prowadzone i z sukcesami zarządzane wspólnie przez Związek Leśników Polskich w RP oraz Związek Meblarzy w RP. Ale nie tylko leśnicy i drzewiarze mogą tu wypoczywać i dbać o swoje zdrowie. Oferta sanatorium skierowana jest zarówno dla pacjentów NFZ, ZUS, PFRON, jak również osób planujących indywidualnie poprawę swojego zdrowia oraz rodzinny wypoczynek. Recepcja i pracownicy sanatorium z jego szefem, Pawłem Macurem czekają na chętnych do skorzystania z atrakcyjnej oferty leśników i drzewiarzy

5608

Szkoda, że tak mało leśników terenowych czyli leśniczych i podleśniczych korzysta tego sanatorium. Ale zwyczajnie brakuje czasu i ciągle trudno wyrwać się z kieratu codziennych obowiązków… Wiem jak to jest, bo i ja dotąd nie skorzystałem z turnusu sanatoryjnego, choć podczas krótkiego, służbowego pobytu poznałem całą ofertę ośrodka. Warto jednak zaplanować urlop właśnie tam, w Krynicy Zdrój. Sanatorium oferuje świetne jedzenie i warunki hotelowe, całodobową opiekę lekarską, kontakt z najlepszymi terapeutami i możliwość rozmaitych form wypoczynku. Dysponuje sporym parkingiem, bo w Krynicy nie jest łatwo zaparkować auto, zewnętrzna siłownią i terenami zielonymi do wypoczynku. Wokół, jak to wokół leśników i ich siedzib, kręcą się czasem zwierzęta, szczególnie daniele

5609

Jesienią zaczyna pracę najnowszy nabytek sanatorium- bardzo nowoczesna kriokomora czyli komora do leczenia zimnem. Krioterapia- leczenie zimnem pozwala zapomnieć o bólu, odzyskać radość życia i odmłodnieć. Wszystko dzięki temu, że krew zacznie krążyć 4 razy szybciej niż zwykle. Krioterapia to metoda leczenia skuteczna w terapii chorób stawów i mięśni oraz w leczeniu bólu. Polecam relaksujące masaże i spacery po okolicach bliższych i dalszych. Wizyty w rozmaitych pijalniach wód, których jest tu dostatek i to nie tylko przy okazji festiwalu Kiepury. Niedaleko stąd do Tylicza, Piwnicznej Zdroju, Wysowej i Muszyny. Szczególnie Muszyna zachwyciła mnie ogrodami. Odwiedziłem Muszyńskie Ogrody Biblijne, o których możecie poczytać tutaj http://www.muszynskieogrodybiblijne.pl/

56010

Wielkie wrażenie zrobiły na mnie Ogrody Zmysłów w Muszynie

560111

Kompleks ogrodów sensorycznych „Zapopradzie” malowniczo rozpościera się na wzniesieniu nad Muszyną. Roztacza się stąd przepiękny krajobraz na Dolinę Popradu oraz uzdrowisko. Park to kompleks alejek spacerowych, ścieżek rowerowych oraz urządzeń do ćwiczeń na wolnym powietrzu. Do tego strumień z kaskadami, sztuczne stawy, altanki, ławeczki i stylowe latarnie. Widok z 11,5 metrowej platformy widokowej zapiera dech w piersiach

56012

W Piwnicznej Zdroju na starym cmentarzu odkryłem taką tabliczkę

 560131

Krynica to wyjątkowy, bardzo ciekawy kurort. W holu sanatorium Leśnik- Drzewiarz znajdziecie ofertę ciekawych wycieczek w okolice: w Tatry, do Wieliczki, Krakowa, na spływ Dunajcem, na Węgry czy Słowację, bo Krynica jest tak położona, że stąd wszędzie blisko i wszędzie ciekawie. Można też wybrać się Szlakiem Drewnianych Cerkwi

56014

Właśnie ten sposób trafiłem razem z towarzyszącą mi leśniczyną Renią, podróżując szlakiem cerkwi z Krynicy i gościnnego Leśnika- Drzewiarza, do miejsca znanego mi dotąd tylko ze słów Adama Ziemianina i poetyckiej muzyki Starego Dobrego Małżeństwa:

W Leluchowie - miła

Czereśnie dziko krwawią

Tam granicy pilnuje

Całkiem wesoły anioł

 

W Leluchowie - miła

Zaczyna się koniec świata

Tam anioł traci głowę

Z brzozami się brata

 

Ale o Leluchowie moi mili i nietoperzach z cerkwi, opowiem innym razem…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

22:34, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
piątek, 25 sierpnia 2017

559min

Wciąż trwa szacowanie szkód i warczą piły w lasach, gdzie w nocy z 11 na 12 sierpnia szalały żywioły. Jutro mija 25 rocznica innej wielkiej tragedii w historii polskiego leśnictwa.

Największy pożar lasu jaki miał miejsce w Polsce oraz Europie Środkowej po II wojnie światowej rozpoczął się 26 sierpnia 1992 ok. godziny 14 przy linii kolejowej łączącej Racibórz z Kędzierzynem–Koźlem.

To okolice miejscowości Solarnia, teren leśnictwa Kiczowa, nadleśnictwo Rudy Raciborskie. Jak później ustalono, jego przyczyną były iskry z zablokowanych kół przejeżdżającego pociągu. Powstaniu i gwałtownemu rozprzestrzenianiu się ognia sprzyjały warunki pogodowe. Panował wtedy wielka susza i dochodząca do 40 stopni Celsjusza wysoka temperatura. Po niespełna 2,5 godzinach pożar objął już powierzchnię 180 ha. Leśna ściółka była bardzo sucha. Ogień rozprzestrzeniał się zatem w zastraszającym tempie.

W dwa dni powierzchnia pożaru zwiększyła się 10-krotnie, a ogień w ponad dwa tygodnie strawił blisko 10 tys. hektarów lasu. Obroniono jednak ponad 40 tys. ha lasu, a także wszystkie wsie i przysiółki położone w obrębie szalejącego żywiołu. Nie spalił się ani jeden dom czy choćby budynek gospodarczy, uratowano zakłady chemiczne i azotowe oraz skład paliwa. Koszt akcji, choć trudny do wyceny, oszacowano na ponad 50 mln złotych.

Straty w lasach, oprócz niewymiernych, przyrodniczych to koszt około 300 mln złotych. Ale jak wycenić śmierć strażaków, cierpienie ratujących lasy?

5591

Przecież 25 lat temu do szpitali trafiło 50 poszkodowanych w pożarze osób, a ok. 2 tys. odniosło drobne urazy, które zaopatrzyli w miejscu akcji lekarze. W całą akcję gaśniczą zaangażowanych było ponad 10 tys. strażaków, żołnierzy, policjantów, funkcjonariuszy obrony cywilnej i leśników. Walka z żywiołem należała do największych przedsięwzięć w historii polskiej straży pożarnej - uczestniczyli w niej ratownicy z 30 ówczesnych województw. Korzystali z 1,1 tys. samochodów pożarniczych, ośmiu śmigłowców, dwunastu czołgów, pługów i spychaczy, 26 samolotów typu "Dromader" oraz 50 cystern kolejowych i sześciu lokomotyw. Spaliło się 15 wozów gaśniczych i 26 motopomp.

Rozwój pożaru udało się zatrzymać dopiero 30 sierpnia. Przez kolejne dni, do 2 września, ratownicy posuwali się w głąb pożarzyska, dogaszając kolejne ogniska pożaru. Akcja dogaszania trwała do 12 września.

Znamienne jest, że właśnie w tym szczególnym dla wspomnienia tych wydarzeń roku, przypada również jubileusz 25 – lecia powołania Państwowej Straży Pożarnej. Składam z tej okazji życzenia wszelkiej pomyślności druhom strażakom i przypominam słowa dawnej modlitwy strażackiej, anonimowego autora:

Gdy obowiązek wezwie mnie

Tam wszędzie, gdzie się pali,

Ty mi, o Panie, siłę daj,

Bym życie ludzkie ocalił.

 

Pozwól, niech dziecko póki czas

Z płomieni cało wyniosę,

Przerażonego starca daj

Ustrzec przed strasznym losem.

 

Daj, Panie, czujność, abym mógł

Najsłabszy słyszeć krzyk,

Daj sprawność i przytomność bym

Ugasił pożar w mig.

 

Swe powołanie pełnić chcę

I wszystko z siebie dać:

Sąsiadów, bliźnich w biedzie strzec

I o ich mienie dbać.

 

A jeśli taka wola Twa,

Bym życie dał w ofierze,

Ty bliskich mych w opiece miej.

O to Cię proszę szczerze.

 

Modlitwa pochodzi z książki: Richarda Picciotto "Ostatni z żywych"

 

5592

 

Na bazie tragedii sprzed ćwierć wieku pomiędzy leśnikami, a właśnie strażakami, ale też żołnierzami i policjantami wytworzyła się swoista, ale jakże bardzo pożyteczna symbioza. Ma ona ogromne znaczenie w dalszym budowaniu zasad dobrej, pożytecznej i potrzebnej współpracy, która powstała w oparciu o to bolesne doświadczenie. Niewiele jednak dotąd mówiono o trudzie leśników, którzy czynnie uczestniczyli w akcji ratowniczej, a potem przywrócili przyrodzie i ludziom teren tego ogromnego pożarzyska. Ten trud oparty na wiedzy i doświadczeniu jest stale potrzebny, bo przecież to, czego nie strawił pożar 25 lat temu, spustoszyły huraganowe wiatry w tym roku na terenie nadleśnictwa Rudy Raciborskie, ale też wielu innych. Od lat ten jeden z największych w Europie obszarów odradzanego lasu odwiedzają ludzie, aby zobaczyć jak na ten obszar coraz bardziej dynamicznie wraca życie. Ten obraz mówi o pracy leśników więcej niż najpiękniejsze i najbardziej wyszukane słowa...

Uczestniczyłem w wielu pożarach lasu, od wielu lat jestem członkiem Ochotniczych Straży Pożarnych i jak pewnie wszyscy leśnicy bardzo szanuję strażaków. Po prostu chylę zatem czoła przed wszystkimi, którzy ratowali las 25 lat temu i przypominam czytelnikom zapisków leśniczego to smutne wydarzenie...

Szczególne podziękowania należą się wszystkim leśnikom i ich współpracownikom, którzy swoją wieloletnią pracą skutecznie odbudowali zniszczony las z pożytkiem dla przyrody oraz ludzi. Warto wybrać się na to miejsce i spojrzeć na zielony krajobraz, bo zieleń wróciła i niech tam już zostanie.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

18:34, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
czwartek, 17 sierpnia 2017

558min

Nawałnice jakie przeszły nad Polską w nocy z 11 na 12 sierpnia 2017 roku pokazały jaką moc mają żywioły, a jak bezradni wobec nich jesteśmy my, ludzie... Stały się przyczyną ludzkich tragedii i klęski dla naszej przyrody. Mamy do czynienia z największą klęską w dziejach polskiego leśnictwa, a być może w dziejach leśnictwa europejskiego – mówił wczoraj Konrad Tomaszewski, dyrektor generalny LP, podczas specjalnej konferencji prasowej na temat szkód wywołanych huraganowymi wiatrami. Szkody powstały w lasach, ale też w ludzkich siedzibach, drogach, infrastrukturze.

5581

Według danych ze środy 16 sierpnia na ok. 44,3 tys. ha powierzchni lasów z terenów regionalnych dyrekcji Lasów Państwowych w Toruniu, Gdańsku, Poznaniu i Szczecinku leży ok. 8,2 mln m sześc. drewna. Najwięcej w nadleśnictwach Lipusz (2 mln m3) i Rytel (1,5 mln m3).

Oto mapa zniszczeń aktualna na 16.08.2017:

 5582

W wyniku klęski ucierpiały również lasy będące w zarządzie parków narodowych, przede wszystkim te położone na terenie Parku Narodowego Bory Tucholskie. Szacuje się, że ok. 20 procent powierzchni parku (ok. 700 ha) zostało zniszczonych w różnym stopniu przez nawałnicę.

Klęska dotknęła też zadrzewienia, tereny zielone wokół miejscowości i lasy prywatne (na terenie np. dyrekcji toruńskiej LP jest ich ok. 2-3 tys. ha). Podczas konferencji dyrektor Konrad Tomaszewski deklarował wolę pomocy ze strony leśników właścicielom tych lasów w pracach przy zagospodarowaniu terenów klęskowych.

Szkody wyrządzone przez nawałnice mają różny charakter: najczęściej są to szkody powierzchniowe, gdzie zniszczone są całe drzewostany ale występują także połamane i wywrócone z korzeniami pojedyncze drzewa, czasem dorodne dęby lub buki czy stare sosny.

5583

Powstały też ogromne, trudne do wycenienia straty przyrodnicze: zniszczone zostały siedliska cennych gatunków, gniazda ptaków i legowiska czy ostoje dzikich zwierząt. Nawałnice zniszczyły rezerwaty i chronione przez leśników strefy wokół stanowisk gatunków chronionych np. bielików czy bocianów czarnych. Na terenach objętych klęską leśnicy wciąż odnajdują martwe zwierzęta, którym nie udało się uciec przed huraganem.

Leśnicy i pracownicy zakładów usług leśnych mają przed sobą ogrom pracy do wykonania. Od momentu kiedy tylko ucichła nawałnica intensywnie pracują, usuwając powalone na drogi i linie teleenergetyczne drzewa, pomagają też mieszkańcom terenów dotkniętych klęską i pilnie inwentaryzują szkody.

Tylko leśnik wie, jak smutny i przerażający jest widok zniszczonej uprawy, młodnika czy kawałka szczególnie bliskiemu jego sercu lasu, któremu poświecił wiele lat swojej pracy. Jak boli widok zniszczonego pomnika przyrody, cennego drzewa, rozwalonego gniazda czy zabitego zwierzęcia. To także zwykły, ludzki problem ich samych oraz rodzin, bo przecież jakże często leśnicy, pracownicy zakładów usług leśnych czy emerytowani pracownicy nadleśnictw mieszkają w osadach porozrzucanych pośród lasów. Nie ma tam teraz dojazdu, prądu, łączności… Są za to szkody i problemy.

W całej Polsce, w nadleśnictwach, na terenie których wystąpiły znaczne szkody, wre praca i powoływane są zespoły kryzysowe, które zajmą się organizacją i koordynacją działań zmierzających do zabezpieczenia terenów poklęskowych przed szkodnictwem leśnym, uprzątnięcia powalonych drzew z dróg leśnych, przeprowadzenia dokładnej inwentaryzacji szkód (m.in. przy użyciu śmigłowców i dronów). Zajmują się od zaraz opracowaniem planu działań pozwalających szybko zagospodarować drewno z wiatrołomów. Potem należy jak najszybciej przystąpić do odnawiania zniszczonych drzewostanów, bo życie musi toczyć się dalej.

Wszystkie te działania nie dość, że wymagają ogromnego wysiłku i zaangażowania to ogromny koszt. Niewiele osób przywiązuje wagę do tego, że Lasy Państwowe nie dostają dotacji budżetowych. Nie są nastawione na zysk, lecz na prowadzenie gospodarki leśnej, która jednocześnie służy ochronie różnorodności biologicznej i udostępnianiu lasów ludziom. Gospodarkę leśną prowadzi się w różnych sytuacjach, także takich klęsk jak teraz. Niech wszyscy ci, którzy w ostatnim czasie tak gorliwie szukali pod każdym pretekstem wrogów pośród leśników, posądzali o działania nastawione na zysk i wygodne życie na państwowej posadzie przyjrzą się teraz naszej pracy…

Naszym obowiązkiem jest teraz pomoc poszkodowanym, zabezpieczenie mienia i doprowadzenie do tego, żeby tam, gdzie był las, powrócił las i realizujemy te obowiązki w każdych warunkach.

Dyrektor generalny uważa, że uprzątanie terenów dotkniętych skutkami huraganu zakończy się w połowie 2019 roku. Wydał 16 sierpnia 2017 roku specjalną decyzję nr 211 w tej sprawie. Zniszczone obszary zostaną uprzątnięte i odnowione przez Lasy Państwowe przy wykorzystaniu ich własnych środków. Przed leśnikami, pracownikami zakładów usług leśnych, przewoźnikami drewna i drzewiarzami stoi ogromne wyzwanie zagospodarowania cennego drewna. Pieniądze uzyskane ze sprzedaży drewna poklęskowego zostaną przeznaczone na pokrycie kosztów prac na terenach dotkniętych nawałnicą. Ale tak jak mało atrakcyjnym towarem są suche świerki z Puszczy Białowieskiej tak i to drewno połamane, poskręcane i popękane jest trudne do pozyskania, przerobu i sprzedaży. Połamane zwykle w połowie pnie są kiepskim materiałem, który jest niechętnie widziany przez drzewiarzy bo drewno ma wiele pęknięć

5586

Zagospodarowanie milionów „kubików” tego drewna wymaga ogromnego wysiłku leśników: zmian w planach urządzania lasu, sposobach gospodarki leśnej, planach sprzedaży, w zamówieniach publicznych itd. W wyniku prac przy uprzątaniu wywrotów i złomów będzie też bardzo dużo pozostałości drzewnych, tzw. drobnicy, która może być wykorzystana przez miejscową ludność.

5584

Zgodnie z deklaracją dyrektora Tomaszewskiego będziemy sprzedawali tę drobnicę okolicznej ludności po symbolicznej cenie, tak aby pomóc tym, którzy zostali poszkodowani przez żywioł. Leśnicy wystąpili również z inicjatywą szerokiej zbiórki publicznej dla osób, które ucierpiały w wyniku nawałnicy, bo przecież wielu z nich straciło dorobek całego życia. Zachęcam i Was do zainteresowania się tematem i wspierania w miarę możliwości poszkodowanych przez nawałnice.

W tej jednak chwili najważniejsze jest bezpieczeństwo osób, które przebywają lub mogą znaleźć się na terenie po huraganowym czy w jego pobliżu. Miejsca, gdzie prowadzone są prace porządkowe, zawsze są oznakowane specjalnymi tablicami ostrzegawczymi. Dla własnego bezpieczeństwa bezwzględnie nie należy zbliżać się do pracujących tam drwali oraz do maszyn i samochodów z drewnem.

5585

Aktualizowana na bieżąco mapa nadleśnictw, gdzie obowiązują zakazy wstępu do lasu znajduje się tu:

http://www.lasy.gov.pl/pl/informacje/zakazy-wstepu-do-lasow

 

Unikajcie lepiej tych terenów do czasu, aż leśnicy i „zulowcy” przywrócą je ludziom oraz przyrodzie. To także forma pomocy w tym trudnym czasie, tym bardziej, że tak wielkie nagromadzenie drewna na określonym obszarze powoduje gwałtowny wzrost zagrożenia pożarowego. Po ryku wiatru ryczeć będą tam piły i silniki maszyn, ale niebawem wróci tam cisza i zieleń. Wymaga to jednak ogromnego zaangażowania i ciężkiej pracy leśników, wysiłku i potu drwali oraz przedsiębiorców leśnych, no i zrozumienia oraz szacunku dla tego trudu ze strony nas, Polaków. To niby tak niewiele, ale jak wiele może nam pomóc i znaczyć…

Leśniczy Jarek –lesniczy@erys.pl

 

 

14:26, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
czwartek, 10 sierpnia 2017

557min

Lato w tym roku jest bardzo zróżnicowane pogodowo i gorące dni przeplatane są ulewami oraz spadkami temperatury. Trudno układać urlopowe czy wakacyjne plany ale to przecież drobiazg w porównaniu z problemami rolników. Mamy szczególny rok dla rolników. Wiosenne przymrozki narobiły wiele szkód. Potem wciąż lało, a jak przestawało, natychmiast robiła się susza. Gdy zbliżał się czas zbioru plonów, pogoda stała się zupełnie nieprzewidywalna. Rzepaki bardzo długo czekały na „małe żniwa” i rolnicy z troską spoglądali na wielkie łany tej rośliny przerośnięte zielskiem i zalane wodą. Gdy zaczęły twardnieć kłosy jęczmienia czy żyta wciąż lało i pola pokryły się wodą. Co kombajny wyjechały w pole to deszczowe chmury nakazywały odwrót. Leśnikom zawsze było blisko do rolników, stąd z troską przyglądam się ich kłopotom. Nie jest to łatwy kawałek chleba, a przecież rolnicy troszczą się właśnie o to, aby każdy z nas miał kawałek chleba. Potargane wichurami i czarne od nadmiaru deszczu łany zbóż nie rokują dobrego ziarna, a bez dobrego ziarna nie będzie dobrej mąki. Chleb smakuje chyba każdemu z nas i pajda dobrego, prawdziwego i pozornie zwyczajnego chleba pozostawia w tyle wszelkie rarytasy.

5571

Moim największym przysmakiem jest pajda chleba i… rude grzyby.

5572

 

Znacie tę piosenkę?

Przez cały czas zielony las

Coś plecie z wiatrem trzy po trzy

I nawet nie wie, że gdzieś pod drzewem

Samotny rydzek śpi

 

O rudy, rudy, rudy rydz

Jaka piękna sztuka

Rudy, rudy, rudy rydz

A ja rydzów szukam

O rudy, rudy, rudy rydz

Mam na rydza smaczek

Rudy, rudy, rudy rydz

Lepszy niż maślaczek

O gdyby chciał i gdyby tak zerwać się dać o Boże

Lecz na to rydz nie mówi nic bo mówić wszak nie może

O rudy ,rudy, rudy rydz już go nie uproszę rudy, rudy, rudy rydz chyba pójdę z koszem

To znana od lat piosenka Heleny Majdaniec (słowa piosenki- Adam Hosper), choć rydze nie wszyscy znają i potrafią znaleźć. Jak dla mnie nie ma pyszniejszego grzyba i gdy tylko zobaczę w trawie lub ściole rudy kapelusz to oczami wyobraźni od razu widzę jego spotkanie z klarowanym masłem na mojej patelni. Do tego pajda świeżego chleba… Cóż może być pyszniejszego? No chyba tylko smardze, szczególnie gdy wyrosną nam w ogródku, bo z naturalnych stanowisk nie można ich zbierać.

5573

To także poezja smaku, ale przecież to o rydzach czytamy w „Panu Tadeuszu”:

Wszyscy dybią na r y d z a;

ten wzrostem skromniejszy

I mniej sławny w piosenkach, za to najsmaczniejszy…

Właśnie pojawiły się w moich okolicach pierwsze rydze i choć nie jest to jeszcze solidny wysyp to jest szansa, że można już uraczyć podniebienie tym wytwornym daniem. Bywa też, że pierwsze rydze przeczą powiedzeniu: „zdrów jak rydz” i bywają mocno dziurawe… Jednak warto rozglądać się za nimi na poboczach dróg i na skrajach młodników wrzynających się w pastwiska lub pola. Wielu wytrawnych grzybiarzy twierdzi, że najlepszym wskaźnikiem obecności rydzów jest pojawienie się czerwonych muchomorów w białe kropki

5574

Wszystkim wam życzę miłych spotkań z rudymi grzybami na skraju lasu, a potem przy stole. Czas żniw, kiedy to zamiast łanów zbóż na pustych polach widzimy tylko baloty słomy

5575

oprócz widoku  muchomorów stanowi informację, że pora rozglądać się za rudymi grzybami. Wcale nie trzeba zapuszczać się głęboko w las. Rydze w moich stronach rosną na poboczach dróg, brzegach łąk i pól, a nie głęboko w lesie. Czasem rydze można znaleźć nawet na ściernisku. Spotykam je także wokół paśników na skraju lasu, gdzie dokarmiana jest zwierzyna leśna.

Mleczaj rydz to charakterystyczny grzyb, trudno go pomylić z innym, choć bardzo podobny jest do niego mleczaj wełnianka i mleczaj dołkowany. Naszego pysznego rydza najłatwiej poznać po i odróżnić od niejadalnego „wełniaka” oraz trującego mleczaja dołkowanego po pomarańczowym, charakterystycznym mleczku. Wycieka ono z przeciętego nożem, pustego w środku trzona mleczaja rydza, zwanego też ryżykiem, rycerzykiem czy prawdziwym rydzem. Uszkodzony kapelusz prawdziwego rydza natychmiast przebarwia się na szmaragdowozielony kolor. Przecięty mleczaj wełnianka ma białe, bardzo piekące mleczko, a kapelusz pokryty jest białą wełenką.

Rydze rosną głównie pod sosnami i te są zdecydowanie smaczniejsze. Są też rydze, które żyją w symbiozie ze świerkami. Co roku, gdy bywam w Tatrach, Mery- moja przesympatyczna gaździna z Cyrli namawia mnie, abym wybrał się na rydze. Do wyprawy w Tatry, szczególnie gdy przy okazji można nazbierać rudych grzybów (naturalnie poza parkiem narodowym) nie trzeba mnie namawiać, a zatem chętnie idę. Świerkowe rydze spotykam czasem w towarzystwie pięknych dziewięćsiłów.

5576

Nie są jednak tak smaczne jak te nizinne, bo mają leciutką nutkę goryczy, ale to drobiazg.  No ale jak wrócę z gór po całodziennej wędrówce i usmaży je Mery na klarowanym masełku, smakują co najmniej równie dobrze jak te, które przyrządza leśniczyna Renia. Choć wielu znawców twierdzi, że grzyby są niezbyt wartościowe ale to według mnie tacy, którzy nie smakowali rydzów z patelni… Jak dla mnie są dużo smaczniejsze niż borowiki czy kurki.

Choć również dobrze smakują smażone grzyby kilku gatunków: np. borowiki, maślaki, podgrzybki i kurki usmażone na patelni postawionej na dobrze nagrzanym blacie kuchni opalanej drewnem. Oto tradycyjny przepis na smażone grzyby leśniczyny Reni :

  • 1 kg świeżych grzybów
  • 1 łyżka masła
  • 2-3 cebule
  • Sól i pieprz

Starannie oczyszczone i tylko zdrowe grzyby myjemy i kroimy. Na patelni rozpuszczamy masło, wrzucamy grzyby na 20-30 min. Połowę cebuli dodajemy od razu, czekamy aż rozgotuje się. Resztę dodajemy jak grzyby się „zeszklą” czyli „dobrze „zblanszują”. Koniecznie trzeba potrawę wręcz leciutko przypalić. Można dodać według uznania śmietanę lub jajka zagęszczając nimi grzyby. Podajemy je ze świeżym chlebem, choć też dobrze smakują z ziemniakami oprószonymi zielonym koperkiem lub suszoną pokrzywą.

Według mnie młode borowiki, kurki lub kozie brody czyli szmaciaki (już nie są chronione i można legalnie i do woli degustować ich delikatne owocniki) najlepiej smakują bez dodatków, ale to jak zwykle rzecz gustu.

Rydze, szczególnie te zbierane pod sosnami są fantastyczną marynatą i taki słoiczek marynowanych rydzów, ale także maślaków, borowików czy kurek otwarty w środku zimy to smaczne wspomnienie późnego lata lub jesieni.

 5577

Przepis Reni na grzyby zaprawiane w zalewie octowej :

  • Zaprawa octowa w proporcji: 1 część octu do 3 – 4 części wody
  • Cebula
  • Pieprz czarny, ziele angielskie, listek laurowy, gorczyca
  • Sól, cukier

Przygotowanie zalewy to połączenie wody, octu i przypraw. Na słoik marynowanych grzybów trzeba min. 1 łyżeczkę cukru i szczyptę grubej soli. Grzyby myjemy, gotujemy 10-15 min, potem odcedzamy. Gorące łączymy z wcześniej przygotowaną zalewą, zagotowujemy i rozlewamy w słoiki. Następnie zakręcamy pokrywki i odwracamy do góry dnem na kilka godzin. Aby wydobyć głęboki, ciekawszy smak z zaprawianych grzybów, warto grzyby połączone z zalewą octową odstawić na dobę w chłodne miejsce. Wtedy potrawa dokładnie zmaceruje się, a grzyby nabiorą niepowtarzalnego smaku. Umiejętne łączenie smaków kwaśnego, słodkiego i słonego w zaprawianych grzybach daje niesamowite efekty kulinarne.

Leśniczyna Renia od lat zaprawia grzyby na zimę pasteryzowane w słoikach, zalane tylko słoną wodą. Otwarte w środku zimy smakują jakby były prosto z lasu. To bardzo prosty przepis:

Oczyszczone i grubo pokrojone grzyby po opłukaniu gotuje się w słonej wodzie. Włożone do słoików zalewa się także słoną wodą ( na litr wody czubata łyżka soli) i pasteryzuje się 15-20 minut. Można je zimą używać tak jak świeże, jesienne grzyby jako dodatek do mięs lub podawać jako samodzielną potrawę z ziemniakami i ciemnym sosem. Super jest także zupa z takich grzybów zrobiona na bazie bulionu z drobiu lub wołowiny.

Ruszajcie zatem skrajem lasu, pola, łąki pod sosny i świerki z wiklinowym koszem, bo zaczyna się czas rudych i nie tylko grzybów. Udanych zbiorów i miłych wrażeń z kontaktu z przyrodą, a potem wspaniałych kulinarnych doznań.

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

21:43, lesniczy.lp
Link Komentarze (6) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 64