O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
środa, 06 lutego 2013

Wizerunek leśnika jest Wam bliski, stąd liczne i sympatyczne komentarze pojawiły się pod konkursowym wpisem. Dostałem też wiele listów świadczących o tym, że dobrze oceniacie leśników. Leśniczy to człowiek otwarty, szczery i romantyczny, tak  pięknie scharakteryzowała nas „Ma-gosia” z Jeleniej Góry. Pisze m.in. tak: „Człowiek lasu... musi być do lasu podobny. Skupiony, wyciszony, trochę tajemniczy, trochę dziki a jednocześnie silny,  wrażliwy, opiekuńczy i dobry. I choć pewnie, jak każdy człowiek, również leśnik nie jest pozbawiony słabości i wad, to mam wrażenie, że samo otoczenie przyrody i mocna,  cudowna energia  drzew powodują trwałe, pozytywne zmiany w jego osobowości…” Małgosiu- jak tu zachować obiektywizm komisji konkursowej czytając taką charakterystykę? Wygrałaś konkurs bezapelacyjnie i zostajesz nagrodzona szczególnym, zielonym pendrivem…

Yolka_k , która stale zagląda do  blogu i prowadzi ze mną sympatyczne dialogi w komentarzach, już wcześniej ujawniła, że jest mamą leśniczego. Choć bywa, że leśniczowie też „robią za mamę”:

 Z moich opowieści jeszcze dokładniej poznaje specyfikę pracy leśniczego i w rewanżu za wieści z pszczewskiego lasu, przysłała  bardzo ciekawy wiersz, publikowany w 1998, w dodatku do Gazety Wyborczej, autorstwa Pani Małgorzaty Gozdeckiej:

 Liczy leśniczy sosny co wiosny-

może, daj Boże, w borze wyrosły

nowe, sosnowe, malutkie drzewa?

Leśniczy liczy, cichutko śpiewa.

A za to, w lato rachuje tuje.

W lesie, w notesie tuje notuje.

Z kalkulatorem wędruje borem,

po borze krąży, bo może zdąży

leśniczy zliczyć tuje wieczorem.

Wrzesień - i jesień po lecie skwarnym.

Leśniczy liczy po lesie sarny.

Drepcze po rosie, depcze po wrzosie,

staje, poznaje łosie po głosie.

Wreszcie zima. Leśniczyna wyszywa obrusy.

Ma człek czas, a śnieg las przykrywa po uszy.

Cóż - leśniczy już nie liczy, ile dzików kwiczy

w dziczy,

Ile wnyków kłusowników skrywa perz,

bo w spokoju na oboju chętnie ćwiczy, ćwiczy,

ćwiczy

i na tubie lubi smętnie grywać też.

W ogromnym tłoku kolejki po rozum, giętki język i dobry humor nadepnięto mi na ucho. Nie dość, że nie dosłyszałem, czy zostałem obdarzony tymi przymiotami po odstaniu swego w kolejce, to jeszcze absolutnie nie mam talentu do muzyki. Nawet mruczę fałszywie, to jak miałbym ćwiczyć na oboju i tubie? Choć tak, oczywiście, że tak, to przecież o mnie, bo czasem słucham muzyki na internetowej „jutubie”… Yolka_k zdobywa także fajny upominek!

Mój sympatyczny znajomy-nieznajomy z sieci fantastycznie komentujący moje wpisy oraz podpisujący się pod ciekawym blogiem jako mtmckinley pisze tak:   

„Drewniana leśniczówka, i owszem. Weranda, i owszem. Dodać tylko panią leśniczynę (dlaczego samotnie? życia w celibacie mam człowiekowi życzyć?), jakieś okazałe poroże nad werandą, ziemniaki ze zsiadłym mlekiem, karmnik na poręczy (tu chyba trafiłem) i paśnik nieopodal drewnianej leśniczówki… W każdym razie w życiu nie wyobrażałem sobie leśniczego, piszącego blog (po pierwsze czasu nie ma, po drugie woli iść do lasu, po trzecie w szanującej się drewnianej leśniczówce pośrodku ostępów leśnych nie ma Internetu), ale bardzo się cieszę, że zostałem wyprowadzony z (żeby to jednego) błędu.” Drogi mtmckinley, proszę wybacz mi ten Internet, zapewniam Cię że w lesie spędzam więcej czasu słuchając warkotu pił i stukania dzięciołów, niż stukając w ciszy i skupieniu w klawiaturę… Wyślij proszę swój adres pocztowy na mojego emaila, a obdaruję Ciebie leśnym kalendarzem z pięknymi fotografiami.

Michał z kolei napisał:

„Leśnik to człowiek, który ponad wszystko kocha las :) czasem tylko żona myśli inaczej:) A tak poważnie to profesjonalista w każdym calu znający swój kawałek lasu na pamięć z zamkniętymi oczami. Praca w lasach to pasja…” Michale- ujawnij także swój adres!

A czasem leśniczowie, szczególnie ze Świeradowa, na własnych plecach demonstrują, że kochają las:

 Mój imiennik ~jarek jako jedyny miał inne zdanie i według niego „leśniczy to rozkapryszony król lasu”. Jeśli do mnie napiszesz i ujawnisz swój adres, prześlę Tobie jakąś ciekawą publikację, abyś zmienił zdanie o leśnikach... Bo leśnicy, tak jak mówią o sobie leśniczowie z nadleśnictwa Gościeradów, to ludzie raczej skromni:

Ciekawie wizerunek leśniczego opisała także Bożena z Hajnówki oraz stały czytelnik – Patryk z okolic Górna w woj. Świętokrzyskim. Oni także zostaną wyróżnieni. Wszystkich nie sposób wyróżnić, bo doręczyciele- pocztowcy musieliby prosić o pomoc renifera Rudolfa, a śniegu nic a nic, stąd bardzo, bardzo dziękuję Wam wszystkim za udział we wspólnej zabawie.

Wynika z niej, że pewnie za sprawą 5,5 tysiąca wszechstronnie aktywnych leśniczych w naszym kraju, przy niewielkim udziale mojego blogu, prawdziwy wizerunek leśniczego jest coraz bardziej znany i co najważniejsze pozytywny. Kamień z serca, bo inaczej chyba „bym się trachnął”  jak mawiał kreowany na idiotę leśniczy z jednego z polskich seriali tv, który chodził z panią weterynarz na rykowisko w maju!

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

21:23, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
niedziela, 03 lutego 2013

Ostatnio pisałem Wam i prosiłem abyście podzielili się swoim wyobrażeniem leśnika. Wrócimy oczywiście do sprawy, bo umówiony termin przysyłania Waszych wrażeń jeszcze nie minął. Dziś zgodnie z inną,  wcześniejszą obietnicą spełniam Wasze prośby i zamieszczam małe „conieco” na temat swojej leśniczówki.

Nie ma formalnej, jednoznacznej definicji leśniczówki. Zwykle rozumiemy leśniczówkę jako dom, gdzie mieszka leśniczy. Choć leśniczowie mieszkają czasem w wielorodzinnych blokach, w środku miasta lub w domach zupełnie inaczej wyglądających jak baśniowa leśniczówka. A jak wyobrażacie sobie taką baśniową, klasyczną leśniczówkę? Najczęściej kojarzy się nam wszystkim obraz leśniczówki widzianej jako zagubiony pośród bezmiaru lasu drewniany dom, obrośnięty dzikim winem, położony nad jeziorem, oaza ciszy i spokoju…

Leśniczówka Pszczew gdzie mieszkam od 20 lat:

Położona jest w dawnym mieście, a dziś bardzo atrakcyjnej wsi Pszczew. Zbudowana została na wzgórzu, nad jeziorem Kochle (Miejskim), nad którym zlokalizowany jest cały Pszczew. Leśniczówka leży na skraju miejscowości, przy ulicy Kasztanowej, która kiedyś stanowiła średniowieczny trakt handlowy zwany frankfurckim. Potem przebiegałą tu trasa dyliżansu Poznań- Berlin i  przejeżdżał tędy sam Chopin. W okresie powojennym zmieniono nazwę ulicy na ulicę ZBOWID-u, czyli nazwano ją na pamiątkę Związku Bojowników o Wolność i Demokrację. Czuję się Polakiem i patriotą i absolutnie nie mam nic do bojowników, ale gdy zostałem radnym gminnym walnie przyłożyłem się do powrotu nazwy ulicy do "Kasztanowa". Tym bardziej, że rzeczywiście rośnie tu stara aleja kasztanowców, gdzie w ich dziuplach gnieździ się wiele ptaków, np, puszczyki.Leśniczówka razem z podwórzem, parkiem wokół budynku i sadem leży na działce ponad 1 ha i najlepiej widać to z góry. Wykonałem tę fotkę z pokładu śmogłowca:

W centrum kadru jest leśniczówka, schowana pośród starych drzew, obok( na prawo od leśniczówki) widać budynek gospodarczy, po lewej stronie budynku wije się promenada spacerowa, która oddziela miejscowość od jeziora. Naprzeciw leśniczówki widać bardzo charakterystyczny półwysep Katarzyna o bardzo ciekawej historii, owiany licznymi legendami.

Długo by opowiadać…

 Spoglądam na niego latem z tarasu, a zimą z okna kuchni.

Tak wyglądała leśniczówka dawniej, na pocztówce wydanej w okresie międzywojennym:

Przewodniki turystyczne opisują leśniczówkę tak:

„Jednym z przykładów XIX-wiecznej architektury rezydencjonalnej jest niewielki pałacyk położony nad Jeziorem Miejskim w Pszczewie, który obecnie stanowi własność leśnictwa. Pałacyk ten wybudował dawny właściciel dóbr biskupich hrabia Wilhelm von Dohne dla swojej teściowej. Jest to budynek jednokondygnacyjny z dachem mansardowym i ozdobnymi lukarnami. Otoczenie pałacyku porasta drzewostan. Pod względem architektonicznym jest to jeden z ciekawszych i godnych zauważenia obiektów budowlanych.”

Leśniczówka nie odstaje architektonicznie od miejskiej zabudowy pszczewskiego ryneczku:

Co więcej, sądzę, że jest ozdobą miejscowości o każdej porze roku!  

 Wokół leśniczówki jest mnóstwo pracy, bo trzeba nabiegać się z kosiarką, dbać o kwiaty:

Jesienią z kolei jest tu mnóstwo liści do sprzątnięcia. Jednak mieszkanie w takim domu ma swój nieodparty urok... Jest tu cały rok pięknie i wszystkim, którzy tu trafią opowiadam tak:

„Znajdujesz się przed wybudowanym w latach 1901-1903 roku urokliwym budynkiem- siedzibą Leśnictwa Pszczew, które jest jednym z 11 leśnictw, tworzących Nadleśnictwo Trzciel w Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Szczecinie. W latach 1945-1973 była to siedziba Nadleśnictwa Pszczew. Jest to ciekawy przykład reprezentacyjnej XIX wiecznej architektury- dwukondygnacyjny, piękny budynek z mansardami i lukarnami w otoczeniu parkowego drzewostanu, który tworzą: stare lipy, akacje, potężny dąb, piękna morwa i limba, która, niestety, niedawno uschła".

Zimą jest szansa spojrzeć na leśniczówkę od strony jeziora:

Spójrzcie z innej strony na leśniczówkę w blasku zimowego słońca:

To ozdobione kolumnami wejście główne, a z lewej strony widać taras z widokiem na jezioro.  A tak wygląda leśniczówka zimową  nocą, oświetloną lampami LED przez mojego przyjaciela Janusza Stańczyka ze Szklarskiej Poręby, właściciela firmy LBL  :

Więcej fotek znajdziecie tutaj -  http://www.lbl.is24.pl/pl/lbl-realizacje/lesniczowka-w-pszczewie/realizacje

Leśniczówka Pszczew to piękny dom z duszą, dlatego nie sposób opowiedzieć o niej w skrócie, a zatem czekajcie cierpliwie na ciąg dalszy, który niewątpliwie nastąpi.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

21:36, lesniczy.lp
Link Komentarze (10) »
środa, 30 stycznia 2013

Bardzo jestem ciekaw jakie jest Wasze wyobrażenie leśnika. Bo dla większości ludzi to postać bardzo tajemnicza, nieznana, czasem nawet dziwaczna. Żyje samotnie w lesie, w  leśniczówce z drewnianą werandą, pośród zwierząt, warkotu pił ale też w spokoju, ciszy i za pan brat z Naturą. Leśnik, gajowy, leśniczy, nadleśniczy, łowczy, borowy- to różne nazwy, których, chyba najczęściej, ludzie nie rozróżniają. Choć wiele zmieniło się w ostatnich latach… Leśnicy są coraz bardziej znani, aktywni w wielu dziedzinach życia i widoczni przy bardzo rozmaitych przedsięwzięciach. Ostatnie badania opinii publicznej wskazują, że leśnicy są dobrze odbierani, obdarzani zaufaniem i cenieni za uczciwość oraz  wysokie kompetencje. Ludzie lepiej niż leśników oceniają tylko strażaków, ale z kolei ludzie w zielonych mundurach są obdarzani większym zaufaniem niż policjanci, lekarze, nauczyciele, że o politykach nie wspomnę. Wyobrażenia leśnika są bardzo różne. Od lat pokutuje taki wizerunek:

Pewnie dlatego najczęściej leśnik i myśliwy to dla wielu synonim, a wcale tak nie jest!

Czasem spotkamy taki obrazek, ale to już raczej nie ta epoka:

Bo dziś leśnik w terenie wygląda raczej tak:

Czasem także tak, bo pracujemy w różnych warunkach pogodowych:

Przy okazji różnych uroczystości  z kolei tak:

Leśników w galowych mundurach nie zobaczycie zresztą w lesie, bo tam nie miejsce na białe koszule,  ale także w takich miejscach:

Jesteśmy raczej otwarci na kontakty z ludźmi, służymy radą i pomocą, szczególnie, gdy mundur przyciąga panie:

Choć czasem może być odwrotnie, bo panie także są leśnikami:

Już dość długo opowiadam Wam o lesie i o leśnikach. Może teraz Wy podzielicie się obrazem leśnika, który żyje w Waszej wyobraźni? Będzie to dla mnie bardzo interesujące i pouczające. Napiszcie albo w komentarzach, albo pisząc na mój adres e-poczty: lesniczy@erys.pl i opowiedzcie jak kojarzy się Wam leśnik i jak go sobie wyobrażacie. Może znacie jakiś wierszyk opisujący leśników lub zabawne powiedzenie, obrazowe określenie? Naturalnie nie wchodzą w grę jakieś obraźliwe lub mało kulturalne… Podzielcie się  teraz Wy swoją wiedzą o leśnikach. Czekam na owoce Waszej wyobraźni do końca tygodnia, czyli do niedzielnego wieczora. Autorów najciekawszych wypowiedzi, listów czy komentarzy obdaruję małymi upominkami, np. kalendarzami leśnymi. Będę czekał na opis wizerunku leśnika w wykonaniu przyjaciół Blogu Leśniczego  w zadumie, podobnej do zadumy leśnika nad rosnącą uprawą, którego przedstawia tytułowa fotografia przy dzisiejszym wpisie. Bo wizerunek leśnika w oczach innych członków społeczności to ważna i ciekawa sprawa…

 Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

23:16, lesniczy.lp
Link Komentarze (8) »
sobota, 26 stycznia 2013

Wiele osób twierdzi, że w lesie i w wodzie. to niepoliczone… Jak tłumaczę, że w każdym leśnictwie w Polsce, my, leśniczowie, wiemy ile mamy budek lęgowych i schronów dla nietoperzy, czy są one zasiedlane, mamy ewidencję mrowisk i ogrodzeń upraw, to ludzie spoglądają z niedowierzaniem. a to najprawdziwsza prawda. Co więcej, znamy wszystkie obiekty chronione, pozostawiony posusz i bagna oraz uroczyska. O ewidencji drewna w sztukach i stosach nie wspominam, ale mamy także wiedzę ile na każdym hektarze lasy rośnie drzew, przeliczonych na m3 drewna oraz ile przyrasta rocznie. Dziś wszystko można przeliczyć, choć nie zawsze jest to potrzebne i spójne z pewną romantyką leśnictwa, która także jest bardzo ważna. Ale to zupełnie inne dobro i kategoria funkcji lasu.

Dziś liczymy ptaki, bo warto wiedzieć ile i jakich ptaków mamy w naszym kraju. Wielu leśników włącza się  w tą ważną akcję, ale każdy z Was, zaglądających do tego blogu może się przyłączyć. Wszelkie informacje znajdziecie na stronie  Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków - http://www.otop.org.pl/obserwacje/wlacz-sie/zimowe-ptakoliczenie/

Na stronie OTOP przeczytacie:

„Zimowe Ptakoliczenie (dawniej Zimowe Liczenie Ptaków w Parkach i Ogrodach) jest coroczną akcją wzorowaną na brytyjskim "Big Garden Birdwatch". Odbywa się, podobnie jak jego brytyjski odpowiednik, zawsze w ostatni weekend stycznia. Nie ma żadnych ograniczeń dla chcących uczestniczyć w liczeniu - każdy może notować, ilu przedstawicieli którego gatunku odwiedza jego karmnik, ogród, skwer przed blokiem czy okoliczny park. Liczenie przeprowadzić można indywidualnie, w gronie znajomych, czy też podczas bezpłatnej wycieczki ornitologicznej z przewodnikiem. W ramach tego  pragniemy skupić się na tych gatunkach, które zimą można spotkać jak najbliżej człowieka. Dzięki wynikom dostarczanym przez uczestniczących w akcji wolontariuszy możemy tworzyć zestawienia najliczniej spotykanych o tej porze w parkach i ogrodach ptaków. Możliwe jest również zauważanie ciekawych zjawisk zachodzących w ptasim świecie. Np. w 2007 roku kwiczoł znalazł się na pierwszym miejscu w kraju, jeśli chodzi o liczebność, a rok wcześniej zajmował pozycję 15…”

Na moje jabłuszka przylatują chętnie kwiczoły i zawzięcie odganiają kosy. Kwiczoły wpadają stadem, czasem w uporządkowanym szyku:

Dzięki zebranym co roku przez nas wszystkich danym na temat naszych ptaków, możemy śledzić potencjalne zmiany i sprawdzać, czy pokrywają się one z wynikami ściśle naukowych opracowań wykonywanych przez profesjonalnych ornitologów. Warto zachować wyniki liczenia w domowym archiwum i prowadzić „mini badania” na użytek swojego podwórka, balkonu, parku, czy kawałka lasu. Zgromadzony przez parę lat materiał buduje naszą lokalną wiedzę o liczebności ptaków i może pozwoli na wyciagnięcie subiektywnych wniosków?  Można włączyć miłą muzykę, grzać plecy o kaloryfer lub kominek i obserwować ptaki przy kominku. Podciągniemy się nieco z techniki liczenia, bo to wcale nie takie łatwe, no i rozpoznawania gatunków. U mnie za oknem właśnie sójka traci głowę dla jedzenia:

Ale za chwilę rozgląda się czujnie, bo właśnie pojawiły się moje oba koty:

Możemy liczyć przy karmniku mazurki i sikory:

Czasem jednak nawet przy karmniku pojawi się ciekawy gość, tak jak ten krogulec:

Wczoraj wpadł na chwilę dzięciołek i kilka gili, ale nie zechciały poczekać na gotowość mojego obiektywu...

Warto dokładnie policzyć wróble domowe, bo pamiętacie, że ich liczebność gwałtownie spada. Może mróz nie będzie taki straszny i uda się zajrzeć tam, gdzie gromadzą się ptaki wodne:

W każdym razie warto właśnie dzisiaj szczególnie przyjrzeć się skrzydlatemu towarzystwu, bo wszystkim nam leży na sercu ich świetlana i uskrzydlona naszą wiedzą... przyszłość.

 

Leśniczy Jarek - lesniczy@erys.pl

13:57, lesniczy.lp
Link Komentarze (14) »
czwartek, 24 stycznia 2013

Zima to trudny czas dla zwierząt i ptaków. Dotyczy to głównie zwierząt leśnych, ale nawet te domowe nie mają łatwo. Szczególnie takie ”zimnego chowu”. Są to najczęściej zwierzęta chowane w gospodarstwach czy przy pojedynczych osadach z dala od skupisk ludzkich. Psy w kiepsko zabezpieczonych przed zimnem budach:

 wypuszczane nocą „na swobodę”, aby same zdobyły sobie pokarm. To okropne traktowanie psów i ogromne zagrożenie dla innych zwierząt, które i tak mają trudne życie zimą. Osłabione głodem sarny i zające z trudem poruszają się w kopnym śniegu. Stają się teraz łatwym łupem dla psów:

Psy muszą teraz spacerować pod szczególnym nadzorem, aby nie zagrażały dzikim zwierzętom. Nie puszczajmy ich luzem w polu, i oczywiście w lesie. Przypominam, że niezależnie od innych aktów prawnych, także ustawa o lasach stosownym zapisem, popartym art. 166 kodeksu wykroczeń zabrania puszczania psów luzem w lesie, nawet w takim, którego jesteśmy właścicielem, poza czynnościami związanymi z polowaniem. Dlatego ze względu na potrzebę ochrony zwierząt dziko żyjących możemy po lesie spacerować z psem, który prowadzony jest na smyczy. W praktyce za dopuszczalne traktuje się rozwiązanie, że pies idzie swobodnie obok właściciela pod warunkiem, że w każdej chwili jest możliwe przywołanie go i założenie smyczy. Należy też pamiętać, że nawet mały, pozornie spokojny pies to drapieżnik, który ma w genach polowanie: pogoń i zabijanie.

 Już dłuższy czas są tęgie mrozy i co chwilę „dopaduje” śniegu, którego zmrożone, grube warstwy utrudniają ucieczkę i zdobywanie pożywienia, stąd jest teraz najtrudniej dzikim zwierzętom:

 Nawet ptaki mają kłopoty i pomimo regularnego dokarmiania, co jakiś czas znajduję obok leśniczówki martwego kosa, sikorę, a nawet jemiołuszki:

 Giną także większe zwierzęta i szybko… stają się pokarmem dla innych. Przecież zwierzęta i ptaki nie chodzą na zakupy do działu mięsnego w supermarkecie. W przyrodzie nic się nie marnuje i każdy kawałek mięsa szybko staje się atrakcją dla drapieżników i padlinożerców. Szybko wypatrzą je ptaki drapieżne, kruki czy sroki. Nawet drobne ptaki: sikory czy kowaliki chętnie pożywiają się na padłych zwierzętach.  Czasami można mieć dylemat, czy zgłaszać i usuwać martwe zwierzę, czy zostawić je dla przyrody, która ma swoich sanitariuszy. Jednego dnia moją uwagę zwróciło wielkie stado kruków na polu. Było ich około 30. Podjechałem bliżej i zobaczyłem siedzące na oziminie także dwa bieliki. A aparat został w domu… Okazało się, że to samochód potrącił sarnę i ona ściągnęła ptaki na żer. Sądząc po śladach stało się to wcześnie rano, a ze sarny przed południem już niewiele zostało:

 Sarny zbijają się teraz w spore stada (rudle), bo zespołowo łatwiej zdobywać im pokarm i strzec się przed wszelkim niebezpieczeństwem. Kopią pracowicie cewkami w zmrożonym śniegu, aż widać obok tuman białego pyłu:

 i jak już przebiją się przez śnieg do czegoś zielonego:

 to niechętnie oddalają się od żerowiska. Wykorzystują to skrzętnie puszczone samopas psy…   Nic dziwnego, że często napotykamy zimą na takie obrazy jak powyżej. Wybaczcie dzisiejsze, smutne zdjęcia, ale tak to naprawdę wygląda.

Często dzwonią do leśniczówek kierowcy, przypadkowi przechodnie, a nawet przedstawiciele różnych służb, którzy nie bardzo wiedzą jak poradzić sobie z takim problemem:

Pamiętajmy zatem, że:

1.Jeśli znajdziesz w lesie padłe zwierzę lub  nawet jego część, niezależnie od tego czy jest to zwierzę domowe czy leśne nie przechodź obok obojętnie. Może to objaw wystąpienia choroby zakaźnej? Nie wolno dotykać ani zabierać takiego znaleziska.  Koniecznie trzeba powiadomić w pierwszej kolejności urząd gminy, także nadleśnictwo, ewentualnie policję, gdy zdarzenie ma miejsce np. wieczorem i urząd jest nieczynny. Usunięcie i utylizacja martwych zwierząt (leśnych i domowych)  zgodnie z ustawą o utrzymaniu czystości i porządku w gminach należy do obowiązkowych zadań własnych gminy. O znalezionym martwym zwierzęciu należy jednak powiadomić także nadleśnictwo, bo ubytek zwierzyny w obwodzie łowieckim należy uwzględnić w planach łowieckich. Leśnicy sprawdzą także przyczynę śmierci zwierzęcia i w razie potrzeby zawiadomią inne służby, np. inspekcję weterynaryjną.

2. Jeśli zwierzę znajdziemy poza lasem, przy drodze, w polu lub w granicach administracyjnych miejscowości, to nie dzwońmy i nie alarmujmy leśniczego lecz urząd gminy. To urzędnicy zajmą się tym zwierzęciem i w razie potrzeby zawiadomią także leśników, myśliwych czy służby weterynaryjne.

3. Jeśli jedziemy autem i zobaczymy na drodze potrącone, martwe zwierzę to w miarę możliwości usuńmy je z drogi, aby nie stanowiło zagrożenia dla innych. Warto mieć w aucie rękawice i nie dotykać zwierzęcia bezpośrednio, bo przecież mogło być osłabione chorobą i dlatego zginęło pod kołami. Należy powiadomić policję o zagrożeniu.

4. Kierowca samochodu, który potrącił domowe zwierzę, powinien ustalić jego właściciela. Jeśli jest to zwierzę, którego właścicielem jest rolnik , istnieje możliwość uzyskania odszkodowania z ubezpieczenia OC gospodarstwa rolnego. Jeśli jest to dzikie zwierzę, żyjące w stanie wolnym, to stanowi własność skarbu państwa, który zgodnie z orzeczeniem Sądu Najwyższego nie odpowiada za takie szkody. Na odszkodowanie możemy liczyć tylko w przypadku gdy mamy odpowiednią polisę AC lub  gdy szkoda powstała w związku z wykonywaniem polowania. Wtedy odpowiedzialność za szkodę ponosi zarządca obwodu łowieckiego, od którego możemy domagać się odszkodowania w oparciu o ustawę prawo łowieckie (art. 46). Pamiętajcie, że zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt kierowca auta, który potrącił zwierzę powinien zapewnić mu stosowną pomoc i zawiadomić w razie potrzeby służby weterynaryjne oraz policję. Nie ma potrzeby wzywać leśników, co często się zdarza, bo obowiązek usunięcia zwierzęcia z drogi spoczywa na zarządcy drogi oraz gminie.

Kiedy widzicie na poboczu drogi kłębiące się stado ptaków, to zachowajcie ostrożność. Pewnie leży tam wcześniej potrącony nieszczęśnik. Często zdarza się, że w ferworze walki o pożywienie inny zwierzak lub ptak traci życie pod kołami auta.

 Bardzo proszę: szczególnie zimą bądźcie wrażliwi na trudną sytuację zwierząt, pilnujcie swoich psów, zachowujcie ostrożność za kierownicą, a wtedy nie będzie problemu co zrobić, gdy znajdziecie martwe zwierzę.

Leśniczy Jarek-lesniczy@erys.pl

 

 

21:58, lesniczy.lp
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 21 stycznia 2013

 

  Dziś nie o lesie, ptakach i zwierzakach ale o nieszczęściach…

 Bo tyle ich wokół nas. Dotykają także leśników i ich bliskich, dlatego piszę o nich na tym właśnie blogu... W mojej służbowej e-skrzynce bardzo często napotykam na błagania o pomoc. Niebawem czas rozliczeń podatkowych, może warto choć wtedy pomyśleć o kimś wokół nas. Lepiej pomagać niż szukać pomocy. Może zechcecie pomóc leśnikom i ich rodzinom? Tyle jest ludzkich tragedii wokół nas… A co może być gorszego od bezradności? Szczególnie dla leśników, twardych ludzi czynu. Ale i ich nie omijają nieszczęścia. Zostaje wtedy tylko wołanie o pomoc.

 Leśnik tak pisze o chorobie swojej żony:  „Stwardnienie rozsiane jest chorobą autoimmunologiczną, w której układ odpornościowy gospodarza zwalcza komórki własnego organizmu, w tym przypadku w tkance nerwowej i doprowadza do obezwładnienia kończyn górnych i dolnych…”. Inny, 29-letni pracownik wrocławskiej RDLP pisze tak: „W grudniu 2006 roku, uległem poważnemu wypadkowi samochodowemu w efekcie którego złamałem kręgosłup. Od tamtego dnia poruszam się wyłącznie na wózku inwalidzkim. Możliwość utrzymania się w dobrej kondycji fizycznej i dalszej walki o powrót do zdrowia daje długotrwała i intensywna rehabilitacja”. Małżeństwo leśników błaga o pomoc dla synka: „Wojtuś cierpi na nieuleczalną chorobę genetyczną jaką jest mukowiscydoza. Choroba ta mimo stałego przyjmowania leków, ciągle postępuje. Niezwykle ważne jest utrzymanie chorego w dobrej kondycji zdrowotnej. Wymaga to wielu nakładów finansowych (sprzęt do rehabilitacji, enzymy trzustkowe, antybiotyki, witaminy, odżywki). Chorzy niejednokrotnie wydają na leczenie od 800 nawet do 3000 zł miesięcznie.”  Moja serdeczna koleżanka Janeczka ma inny problem: „Choruję na sarkoidozę płuc i jak co roku proszę o przekazanie 1% podatku na Fundację Pomocy Leśnikom i ich Rodzinom. Fundacja od początku choroby pomaga mi w ponoszeniu kosztów mojego leczenia. To dzięki 1% podatku mogę się leczyć, choroba z którą się zmagam już od 5 lat jest chorobą nieuleczalną i wymaga wielu badań i leków. Sarkoidoza  jest chorobą układu odpornościowego… Te teksty mówią wszystko! Każdy z nas może pomóc, choć zdaję sobie sprawę ile takich wołań słyszy wielu z nas. Sprawa jest prosta, bo przecież nie o to chodzi, żeby na każdy apel odpowiadać wypełnionym przelewem bankowym.

Zgodnie z ustawą o działalności organizacji pożytku publicznego, osoby płacące podatek dochodowy od osób fizycznych mogą pomniejszyć podatek należny, deklarowany w rocznym zeznaniu podatkowym o 1 %, przekazując tę kwotę na rzecz wybranej organizacji pożytku publicznego. Jedną z takich organizacji jest „Fundacja Pomocy Leśnikom i ich rodzinom”

Zasadniczym celem założonej przez leśników fundacji  jest  ochrona zdrowia oraz  pomoc społeczna głównie pracownikom, byłym pracownikom oraz ich rodzinom, z nadleśnictw i zakładów wchodzących w skład Regionalnej  Dyrekcji Lasów  Państwowych w Szczecinie. Fundacja  powstała w 2005 roku i do 31.12.2012 r. z jej kasy przyznano pomoc finansową 69 pracownikom i członkom ich rodzin w wysokości 642 tys. zł, na pokrycie kosztów leczenia i rehabilitacji lub pomocy np. po pożarze domu.

Fundacja Pomocy Leśnikom i ich Rodzinom w Szczecinie ul. Słowackiego 2  (siedziba RDLP)

                                   nr  KRS 0000 227907                      

           konto do wszelkich  wpłat : Bank BPH  96 1060 0076 0000 3260 0172 4403

Wystarczy wpisać w druku PIT za 2012 r.    nr KRS /0000227907/    oraz kwotę, a darowizna zostanie przekazana  przez Urząd Skarbowy na konto Fundacji. Można także wskazać wybraną osobę ( należy podać imię i nazwisko )  a Fundacja przekaże całą zebraną kwotę tej właśnie osobie.

                                            

Podobną fundacją, która pomaga leśnikom z całej Polski, choć siłą rzeczy częściej tym z  południowej i wschodniej części kraju jako, że założono ją przy RDLP Krosno, jest fundacja  „Pomoc Leśnikom” , adres pocztowy: ul. Bieszczadzka 2, 38 - 400 Krosno. Zasady są takie same, jeśli komuś bliżej sercem do Krosna to proszę wpisać na PIT:

Nr KRS Fundacji: 0000040564,   można też dokonywać dowolnych  wpłat na  konto: BGŻ S.A. Krosno 24203000451110000000246150

Szczegółowe wiadomości o fundacjach  można znaleźć na stronach www regionalnych dyrekcji LP w Szczecinie (pełnej informacji udzieli telefonicznie B. Sasin)  i Krośnie ( doskonale zorientowany będzie leśniczy Jerzy Miliszewski). Fundacje nie mają pracowników i nie generują dla nich zysków. Są po to, aby pomagać ludziom w nieszczęściach, które czyhają wokół nas.   A ja Was bardzo proszę: nie zatwardzajcie serc Waszych na wołanie o pomoc…

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

   

23:47, lesniczy.lp
Link Komentarze (6) »
czwartek, 17 stycznia 2013

Zima trzyma. Całe szczęście, bo przecież mamy połowę stycznia i nie powinny kwitnąć stokrotki, a niebo nie może przypominać burego łacha pobrudzonego wycieraniem lepkiej mgły i błota. Dziś było śnieżnie, lekko "mroziście", a w południe z kolei słonecznie. Leśniczówka otoczona oszronionymi drzewami i krzewami ozdobionymi śnieżnymi czapami uśmiechała się w południe oczami okien:

Jezioro znowu zamarzło ku szczeremu zdziwieniu mew, które przyglądają się z niedowierzaniem w cienkim lodzie:

Cały dzień spędziłem w lesie, bo wciąż jadą z mojego leśnictwa wozy z drewnem:

Podleśniczowie padli ofiarą grypy, ale ja trzymam się zdrowo i nie zamierzam chorować. Mam mnóstwo pracy biurowej przy szacunkach brakarskich, ale tak piękny, zimowy dzień nie mogę przecież przesiedzieć w kancelarii, wertując księgę operatu… Mój ulubiony i bardzo solidny przewoźnik pan Leszek codziennie wywozi dwa wozy papierówki, choć na leśnych drogach nie jest teraz łatwo:

Gdy spadnie więcej śniegu łatwo można stracić orientację, bo krajobraz bardzo się zmienia, a drogowskazów w lesie zwykle nie ma! Pomagam tak przewoźnikom, żeby nie zmylili drogi, wracając  załadowanym samochodem:

Wczoraj jechałem na umówione z przewoźnikiem spotkanie w oddziale 41 i spoglądałem po drodze na pozostałe stosy papierówki, licząc w pamięci, czy wystarczy na załadowanie kolejnego samochodu. Na moment odwróciłem uwagę od drogi, którą wyślizgały solidnie koła ciężarówki pana Leszka. Zarzuciło potężnie moim Rokusiem i impet wrzucił przód samochodu na skarpę. Bokiem wjeżdżałem na coraz bardziej stromą skarpę, uzyskując „coraz większe skrzywienie horyzontu”, a w dodatku bardzo szybko grubiała w moich oczach zbliżająca się do maski auta wielka sosna. W ostatniej chwili udało się jednak skontrować kierownicą, bo złapałem przyczepność i spadłem ze skarpy na cztery koła kilka metrów przed grubą sosną. Chyba jednak trzeba czujnie obserwować drogę i wolniej  jechać…

W zimowym lesie jest co obserwować, ale najlepiej poruszając się pieszo. Dziki ryją leśne dogi, szczególnie tam, gdzie są dęby:

Mają świetny „radar”, bo zobaczcie co tam było jesienią:

Dziki pamiętają, że w tym roku był urodzaj żołędzi i szukają ich chętnie w lesie. Nie wkraczają wtedy do ogródków, ani do miast i nie ma potrzeby ich sztucznie dokarmiać. Dlatego leśnicy pozostawiają wzdłuż dróg i brzegów upraw pojedyncze dęby, gdy projektują zręby, aby urodzaj żołędzi był spiżarnią także dla dzików, choć korzysta z nich wiele innych zwierząt i ptaków. Dziki radzą sobie także tam, gdzie żołędzi było mniej. Można to wyczytać na śniegu. Trop dzika jest bardzo charakterystyczny:

 

Zaciekawiły mnie ślady piasku przy odciskach dziczych rapci. Poszedłem po wstecznym tropie, aby sprawdzić skąd dzik nabrał na swoje biegi (nogi) i suknię (sierść) ten piasek. Okazało się, że z braku żołędzi, pod młodymi dąbkami w pozostawionej po zrębie biogrupie wyrył sobie solidną jamę i dokopał się do smakowitych korzonków. Widać, że zabawił tam dość długo:

 Niedaleko zobaczyłem tropy danieli:

Były bardzo świeże, to postanowiłem zrobić łuk i zajść im drogę. Podejrzewałem gdzie się kierują. Nie myliłem się i zobaczyłem młodego byczka i trzy łanie z dwoma cielakami ale szybko zwiały. Kawałek dalej, gdy wychyliłem się zza pagórka zobaczyłem dwa daniele- byki z niezłymi już łopatami. Niestety, nie chciały pozować:

Uciekły, a ja zrobiłem kolejny łuk, bo wiedziałem gdzie mierzą, a w pobliżu była i tak powierzchnia do trzebieży na 2014 rok, którą chciałem obejrzeć. Marszobiegiem przeleciałem z 1,5 km ale daniele były szybsze i schroniły się już w sosnowych młodnikach. No cóż, biegałem kiedyś na długich dystansach „w przełajach”, ale to było dawno. Obejrzałem ich żerowiska w drzewostanie dębowym. Śnieg było solidnie przewrócony i na pozór wygląda to tak, jakby buchtowały tam dziki. Na wzgórzach widać wykopane w śniegu i wytopione ciałami danieli legowiska, gdzie odpoczywają po trudach zimowego żerowania:

Leżą w pobliżu żerowiska, a ze wzgórza dobrze widzą okolicę i szybko wypatrzą, wywęszą i usłyszą niebezpieczeństwo. Dalej, w sosnowym, starym borze oglądałem tropy saren. Ta widać przechadzała się spokojnie, ciągnąc wolno cewki (nogi) po śniegu i pozostawiając rysy pomiędzy odciskami zgrabnych raciczek:

Odkopane ze śniegi jagodniki świadczą o tym, że stołują się tu sarny i jelenie, bo było też sporo ich tropów. Obok młodnika przekicał sobie zajączek:

Przednie łapki stawia bardzo blisko siebie, a potem przerzuca tylnie skoki, tak, że laik zwykle nie rozpozna w którą stronę szedł. Potem wyraźnie przyspieszył i dawał spore susy. Nic dziwnego, obok jego tropów przesznurował lis:

Ale spokojnie drogi zajączku, taki równy sznureczek i ślady lisiej kity na śniegu świadczą  o tym, że rudy mykita sznurował sobie spokojnie na odpoczynek do nory, a nie rzucił się w pogoń, bo wtedy trop wyglądałby inaczej.

W lesie jest teraz cicho, pięknie i bajkowo. Ptaki myślą już o wiośnie, bo dzięcioł rozpoczął budowę nowego lokalu, choć nie wiadomo, kto się tam wiosną wprowadzi:

 Zwierzęta piszą na świeżym śniegu swoje historie.  No a ja pokazałem Wam, ile można wyczytać z zapisów zimowego lasu, a to przecież tylko kilka stron…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

23:17, lesniczy.lp
Link Komentarze (20) »
niedziela, 13 stycznia 2013

Dziś jak zwykle zimowym, niedzielnym porankiem obserwowałem ptaki za oknem leśniczówki, które natychmiast gdy zrobiło się jasno ruszyły konsumować  to, co znalazły w karmnikach, no i nie tylko. Przed obiadem moja żona, Renia wystawiła na taras garnek ze świeżo ugotowanymi ziemniakami, aby je schłodzić, a potem przerobić na kluski śląskie. Gdy poszła po nie za pół godziny, okazało się, że część podziobały i wyniosły… sójki. A to złodziejki! Dobrze, że przyniosłem więcej ziemniaków z piwnicy. Renia uzupełniła wczoraj stan słoneczniku w karmnikach  i dziś jest tam pełna frekwencja:

Nawet grubodziób jak przymurowany „młócił” czarne ziarenka przez kilkanaście minut:

Dowiesiłem też nowych kul, bo na krzewach powiewały tylko puste siatki i tam także "sikorzy" ruch od rana:

 

Gdy było ledwo szaro kilkanaście kwiczołów penetrowało jałowce na trawniku. Zajadały się ich aromatycznymi kulkami, które są świetnym dodatkiem do mięsa i kiełbasy, no i wyjadły wszystko. Dobrze, że mam nieco suszonych.... Potem przeniosły się pod jabłoń, gdzie zostały już marne resztki jabłek. Kwiczoły odganiają ostro kosy, które także liczą  na śniadanie z jabłek. Znowu pojawiły się jemiołuszki, które w godzinę zredukowały mocno liczbę jabłuszek. Dorzucam im co jakiś czas pod drzewa, z moich zapasów, zgromadzonych w piwnicy. W mojej piwnicy jest spory zapas różnych darów jesieni pochodzących z ogrodu, a przede wszystkim z lasu. Zwierzęta i ptaki mają fajnie, bo nie muszą robić zapasów na zimę. Spotkałem kiedyś wiewiórkę jak taszczyła sporego „goldena”, którego porwała na moich oczach z parapetu domku letniskowego:

 Byłem ciekaw co z nim zrobi, bo wiewiórki przygotowują sobie zapasy na zimę, choć często zapominają o nich. Wiewiórka pobiegła z nim na pobliski dąb i najspokojniej w świecie skonsumowała jabłko, wypluwając z gracją (jak to wiewiórka) tylko ogonek. Ani jej było w głowie robienie kompotu, smażenie powideł:

Ani upychanie w słoiki kurek:

Warto się jednak trudzić, bo teraz, gdy wszyscy wokół chodzą z czerwonymi nosami, chrypią i psikają zawartość spiżarni w leśniczówce chroni nas znakomicie przed choróbskami. Syrop z pędów sosny, „miodzik” z kwiatów mniszka, syrop z bzu czarnego, pigwa do herbaty, no a nalewki z darów lasu to osobny rozdział. Nie chcę Wam robić apetytu, ale zobaczcie taki zestaw win i nalewek z ziół oraz owoców leśnych Puszczy Noteckiej:

  

Warto posiadać należytą wiedzę przyrodniczą i znać tajemne zakamarki oraz sekrety borów? Pewnie, że warto! Trzeba się jeszcze napracować przy zbiorze i robieniu przetworów, ale cóż cenniejszego nad zdrowie?  Podczas wypraw w las możemy czerpać do woli z leśnego bogactwa i kosztować jagód, poziomek czy grzybów. Każdy, kto smakował leśne czarne jeżyny, czy niewielkie, ale niesłychanie aromatyczne maliny, doskonale rozumie o co chodzi. Często nie doceniamy tego bogactwa i nie zdajemy sobie sprawy z tego jak wiele tracą ci, którzy nigdy nie zrywali malin czy borówek prosto z krzaka. Leśnicy starają się też uratować od zapomnienia regionalne, a nawet rodzinne tajemne receptury na naturalne przysmaki i specyfiki służące zdrowiu, których składnikami są czasem jakieś korzonki, liście czy rośliny, pogardliwie nazywane chwastami. Bo zioła to nie tylko „zielsko” ale też kora, korzenie czy łodygi roślin naszych lasów. Rosnące z dala od miast, dróg, nieskażone cywilizacją borówki, pokrzywy, berberys, dziurawiec, kruszyna, jałowiec czy bez czarny są składnikami ciekawych potraw i bywają antidotum na różne, nawet bardzo poważne schorzenia. W polskich lasach rośnie około 150 gatunków roślin leczniczych. Owoce leśne są bardzo bogate w witaminy i choć nie są tak piękne i okazałe jak tropikalne owoce leżące w sklepie, biją je na głowę swoimi właściwościami. Czasem można je zakupić na imprezach organizowanych przez leśników:

 Choć wiadomo, że to co sami przygotujemy jest najlepsze. Dereniówka czy pigwówka na leśnym miodzie, doprawiona sobie tylko znanym listkiem czy korzeniem, to poezja smaku, zapachu  i gwarancja zdrowia. Zwierzęta aby przetrwać zimę czasem zapadają w sen zimowy jak susły, niedźwiedzie, czy nasze przesympatyczne jeże. Te ostatnie śpią nawet pięć miesięcy i zasypiają czasem już w początkach października. One nie muszą zapełniać spiżarni, martwią się tylko, aby ludzie zbyt dokładnie nie sprzątali działek i ogrodów, bo w sen zimowy zapadają w stertach słomy lub liści. Warto wykorzystać zimę także do zgromadzenia wiedzy na temat dobrodziejstw darów lasu, aby  potem zbierać i przetwarzać je na domowe potrzeby. Najlepiej czyta się przy rozpalonym kominku, podjadając konfitury z borówek lub śliwkowe powidła, popijając herbatą z lipy, doprawioną miodem i pigwą. Późnym popołudniem dobrze zrobi maleńki łyczek nalewki z leśnych malin lub derenia. Warto mieć tak zaopatrzoną  spiżarnię. Mam nadzieję, że narobiłem Wam apetytu…

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

19:49, lesniczy.lp
Link Komentarze (25) »
środa, 09 stycznia 2013

Szare, pochmurne dni tegorocznego stycznia, pełne wilgoci, a pozbawione słońca, nie nastrajają pozytywnie do spacerowania po lesie. Jednak wciąż tak nie będzie. No i nie tylko wilka ciągnie do lasu. Każdemu znudzi się telewizor, biesiadowanie przy stole, komputer, a nawet lektura mojego blogu może wreszcie znużyć.  Choć właściwie to jest raczej mało prawdopodobne… Wtedy, gdy tak się stanie, pomimo wszelkich przeciwności losu ruszymy w las, żądni przygód, ciekawych plenerów i spotkań z mieszkańcami lasu. Bo przecież trzeba wypróbować nową lornetkę/ aparat/obiektyw/statyw  (wybieramy właściwe), które znaleźliśmy pod choinką. Jednak las o tej porze nie jest zbyt przyjazny dla ludzi. Na drogach błoto jak w krainie Shreka, dzień króciutki i ponury, a w lesie cisza. Przyzwyczajeni do wiosennego czy letniego gwaru stajemy zaskoczeni brakiem objawów życia. Bo w styczniowym lesie cisza. Czasem słychać popiskiwanie sikor i raniuszków, pełzacz „szmera” płatkami kory albo dzięcioł ostukuje suchy konar sosny. Las wydaje się wymarły i nie widać zwierząt. To co tu obserwować? Fotografie będą szare i brzydkie bo światło praktycznie nieobecne. Po co moknąć, babrać się w błocie i pętać po lesie bez pożytku? Nie zrażajcie się tak łatwo! Las żyje cały rok, a zwierzaki przecież nie wyprowadziły się do miasta i nie koczują w noclegowni, ani nie wyemigrowały do ciepłych krajów. One są i obserwują nasze wysiłki z uznaniem i ciekawością tak jak ta łańka daniela o ciekawej, czekoladowej sukni:

Czasem spoglądają z góry, bo w cieplejsze dni wiewiórki budzą się i podjadają zgromadzone zapasy:

Gdy nie znamy ich obyczajów, nie potrafimy cicho poruszać się po lesie oraz odpowiednio zachować to przechodzimy obok i niczego nie widzimy. Ale las spogląda na nas oczami różnych zwierząt. Bo gdzie mają się schować? Zwierzęta zimą bardzo szanują energię i nie są nadmiernie ruchliwe. Trzymają się blisko swoich żerowisk i starają się nie tracić sił na niepotrzebną ucieczkę. Gdy znamy ich zachowanie, sami zachowujemy się rozważnie i nie nadużywamy zaufania możemy przeżyć ciekawą przygodę. Różne zwierzęta szukają sobie teraz specyficznych kryjówek, chroniących je przed wilgocią i deszczem lub śniegiem. Chętnie zalegają teraz pod świerkami lub pośród jałowców. Sarny trzymają się tam, gdzie są nisko zwisające gałęzie i spoglądają stamtąd na nas swoim świecami, bo tak mówi się na oczy zwierzyny płowej (saren i jeleni):

 W lesie jest teraz pełno spoglądających na nas oczu, a zwierzyna jest trudna do wypatrzenia. Pomaga im w tym zimowe ubarwienie, które sprawia, że są słabo widoczne dla ludzi. Spójrzcie na daniele w zimowej szacie:

Bardzo łatwo przejść obok takiej chmary i nic nie zauważyć. Dziki królik, gdy wychyli się z nory i znieruchomieje na bezśnieżnej ściółce jest także niezauważalny:

 Podobnie jak jego krewniak, zając szarak, który niezależnie od pory roku jest mistrzem kamuflażu:

Potrafi zrobić się płaski jak flądra i przycupnąć za drzewem, obracając się wokół pnia za przechodzącym intruzem, odprowadzając do wytrzeszczonymi patrami. Tak się mówi na oczy zająca- inaczej trzeszcze, wybałuchy, gały, blaski. Do zimy świetnie dopasował się zając bielak, którego można spotkać w półn-wsch Polsce, bo zimą jego futro jest zupełnie białe. Tak jak  podobny do łasicy gronostaj, który brązowy latem, na zimę staje się zupełnie biały. Ma tylko zawsze, niezależnie od pory roku, bardzo charakterystyczny czarno zakończony ogonek, doskonale znany w środowisku akademickim. Bo strojem rektora czy dziekana jest toga, a tzw. mucet wykonywany jest z futra gronostajów (dziś to raczej imitacja futra, ale charakterystyczne czarne cętki ogonków rzucają się w oczy):

Nasz dzik, duże i głośne zwierzę, także jest trudny do wypatrzenia w lesie pozbawionym śniegu. Spójrzcie sami:

Jego suknia doskonale zlewa się z zimowym lasem i gdy trwa bez ruchu przejdziemy obok nawet nie podejrzewając jego obecności. Dziki odpoczywają teraz po trudach huczki, a lochy przygotowują się do wydania na świat pasiastych warchlaków. Ich pozornie wzorzyste umaszczenie także pozwala im się doskonale ukrywać przed naszymi oczami w dnie lasu, gdzie tańczą plamki światła. Wybierają nieraz zaskakujące miejsca na kryjówki.

 Zdarzyło się mi je spotkać ukryte pod złamanym konarem, wykrotem zwalonego drzewa albo zagrzebane w mrowisku. Dziki bardzo chętnie cały rok korzystają z mrowisk, bo pozbywają się tam pasożytów i zabezpieczają przed nimi zapachem kwasu mrówkowego, a zimą jest tam im po prostu ciepło. Podszedłem kiedyś na kilka metrów do dużego mrowiska i zwróciłem uwagę na jego dziwny kształt. Ze zdumieniem zauważyłem , że mrowisko ma oko! Za moment z pomrukiem niezadowolenia wystartował z niego spory wycinek i „świńskim truchtem” skrył się w pobliskich świerkach. Innym razem zwróciłem uwagę na kupkę zielonych gałęzi w sosnowej drągowinie. Myślałem, że ktoś może nielegalnie wyciął tam drzewo i naniósł gałęzi, aby ukryć pniak. Gdy podszedłem bliżej, zauważyłem coś ciemnego. Był to fragment głowy dzika. Za chwilę spośród gałęzi błysnęło oko, patrzące na mnie uważnie. Charakterystyczne fuknięcie i kupka gałęzi rozprysła się na cztery urodzone rok wcześniej dziczki, czyli przelatki. Okazało się, że nagarnęły sobie połamanych przez wiatr gałęzi i pokładły pośród nich jeden na drugim, „na zakładkę”, bo w ten sposób było im ciepło. Nieopodal był pas zaporowy, czyli zaorany, długi pas ziemi, gdzie wysypuje się kukurydzę i ziemniaki w trakcie orki pługiem talerzowym. Karma wymieszana z ziemią zmusza dziki do pracowitego rycia i wybierania ziarenek z długiego pasa, zakładanego najczęściej na linii oddziałowej.  Przygotowuje się je po to, aby zwierzyna miała pokarm zimą i nie szukała go na polach, gdzie wyrządza szkody w uprawach rolnych. Jak widzicie zimowy las także może być atrakcyjny i obfitować w różne przygody. Choć nie każdy ucieszy się, gdy ze zbyt małej odległości zobaczy oko dzika…. Słusznie, bo lepiej słuchać takich opowieści siedząc w wygodnym fotelu i spoglądając na fotkę dzika na monitorze, niż na własnej skórze sprawdzać cierpliwość dzika. Spacerując po zimowym lesie wypatrujcie zatem z dala obserwujących Was oczu i korzystajcie sami z mądrości zwierząt oraz przyrody, która je przystosowała do życia.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

22:53, lesniczy.lp
Link Komentarze (22) »
niedziela, 06 stycznia 2013

Dziś nad drzwiami wielu domów pojawiają się naniesione białą kredą dla niektórych tajemnicze napisy K+M+B 2013. To świadectwo dzisiejszej uroczystości Objawienia Pańskiego, zwanej też świętem Trzech Króli. Nazwę Trzech Króli zaakceptowała tradycja wielu narodów świata. Dlaczego tym piszę, wkradając się niepostrzeżenie w sferę sacrum? Bo to święto, oprócz innych zalet ma bardzo wiele wspólnego z lasem i zwierzętami! Zgodnie z tradycją Jezus najpierw objawił się zwierzętom, potem narodowi wybranemu (pasterze), a na końcu poganom w osobach trzech króli. Kacper, Melchior i Baltazar, których to inicjały przedzielone znakiem krzyża, wypisujemy dziś nad drzwiami:

 kredę przyniesioną z kościoła w dniu Objawienia Pańskiego, reprezentowali trzy kontynenty znane światu w czasie  współczesnym Chrystusowi. Były to Europa, Afryka i Azja i królowie z tych kontynentów, którzy przybyli prowadzeni przez tajemniczą gwiazdę do miejsca narodzenia Jezusa oddali mu hołd jako królowi całej Ziemi. Trzej królowie – mędrcy przynieśli Jezusowi w darze to, co było wtedy najcenniejsze na świecie, czyli złoto, kadzidło i mirrę. Złoto to do dziś powszechnie znany symbol bogactwa i cenny metal związany z przyrodą. Czy wiecie, że do 2010 roku wydobyto na świecie 166 tys. ton tego bardzo plastycznego żółtego metalu? Mirra jest mniej znaną, wonną żywicą kolczastego krzewu „Commiphora myrrha” występującego na sawannie Afryki Wschodniej i Północnej oraz na Płw. Arabskim. Owoce, podobne do oliwek, są gorzkie co po arabsku oznacza „murr”, stąd pewnie nazwa mirra.  Z nacięć lub ran naturalnych krzewu (ta była najcenniejsza)  wycieka obficie gęsty płyn żywiczny, który zastyga tworząc czerwono-żółte grudki, czasem całe nawisy. Mirra w tej postaci była przedmiotem ożywionego handlu od czasów starożytnych, a także cennym darem, jakim wielcy tego świata obdarowywali się dla pozyskania życzliwości. Była też wyznacznikiem statusu i gwarantującym nieśmiertelność obiektem pożądania mieszkańców starożytnego Egiptu. Zgodnie z relacjami świadków, podczas otwierania grobowca Tutenchamona aromat mirry był wciąż wyczuwalny. Według wierzeń Egipcjan mirrę przyniósł na Ziemię Bóg Horus, podobnie boskie pochodzenie aromatycznym roślinom nadawali Grecy. W Starym Testamencie zawarta jest receptura olejku do namaszczania, którego głównym składnikiem jest mirra. Dziś wiadomo, że mirra jest silnym środkiem przeciwbólowym, obniża mocno poziom cholesterolu i jest lekiem przeciwko nowotworom, szczególnie piersi. Św. Marek powiada, że wino mirrowe (winum murratum) podali Chrystusowi rzymscy żołnierze przed ukrzyżowaniem, aby uśmierzyć jego ból, ale Chrystus nim wzgardził.

 Z kolei kadzidło to znana od wieków mieszanina, na którą składają się głównie składniki pochodzenia roślinnego: żywice i zioła, a także kwiaty, drewno, nasiona, owoce, liście, korzenie, kłącza oraz olejki esencjonalne. Można do niego dodawać składniki pochodzenia zwierzęcego czyli ambrę, piżmo czy wieczko (operculum). Wszystko co ludzkie, wiąże się z lasem…

W kulcie okadzanie kadzidłem należy do prastarych zwyczajów. W wielu religiach traktowane jest jako znak bliskości z sacrum, komunikowanie się z nim człowieka. Są różne rodzaje kadzideł w kościele katolickim i każdy ksiądz ma swoją recepturę, ale zawsze w jej składzie są żywice drzew. Najczęściej naszej sosny:

 Mój dawny proboszcz, w czasach gdy biegałem w komży ministranta twierdził, że najlepszy jest sproszkowany bursztyn i części roślin o cytrusowym zapachu. Sadził różne krzewy w ogrodzie przy plebani.

 Święto Trzech Króli kończy czas świętych wieczorów i dwunastu pustych dni trwających od Bożego Narodzenia. Te wieczory poświęcano życiu towarzyskiemu oraz rodzinnemu i nie wolno było pracować po zachodzie słońca. Mówiono, że: „kto w te wieczory przędzie i mota, temu wilk do obory załomota”. Z kolei pogoda panująca w czasie tych 12 dni była wróżbą na dwanaście miesięcy roku. Jest przysłowie: „gdy Trzy Króle pogodą obdarzą, nie zasypiaj ranków gospodarzu”. Dziś u mnie jest, niestety, deszczowo, szaro i ponuro mgliście…

Z dniem Trzech Króli wiąże się mnóstwo obyczajów, obrzędów, zabaw: odwiedzanie szopek, śpiewanie kolęd, obdarowywanie się prezentami, pieczenie różnych smakołyków i wybieranie „migdałowego króla”.  No i przede wszystkim chodzenie po kolędzie, nie tylko jako wizyta duszpasterska poprzedzona dzwonkami ministrantów, ale chodzenie z turoniem, Herodem, niedźwiedziem, kozą czy bocianem. Zwierzęta były zawsze blisko związane z ludźmi, stąd ich silne usytuowanie w tradycji. Dziś zupełnie odrywamy się od korzeni tradycji ludowych, choć czasem korzystamy np.z wilczych skór:

Często, szczególnie w miastach, taki świąteczny czas traktujemy tylko jako dni wolne od pracy i nie rozumiemy ich znaczenia. Nie zamykajmy się w domach i nie spędzajmy wolnego czasu przy kolejnym filmie. O czym będziemy opowiadać dzieciom, wnukom? Może dziś spotkacie kolędników w skórach i ze zwierzętami oraz „mędrców wschodu” poprzedzanych gwiazdą na patyku?  Trzej królowie nazywają się wtedy swojsko: Kasper, Majcher i Bajtazy. Jeden z nich jest zwykle wysmarowany sadzą. Jednak popłoch zwykle czyni turoń z niedźwiadkiem. Turoń to tradycyjny „ludozwierz”, który jest swoistym wyrzutem sumienia ludzi, związanym z wytępieniem u nas tura. Kolędnik, który zastępuje prawdziwego tura odziany jest w skórę i kłapie paszczęką, przydają się solidne rogi:

 Nie, te to rogi afrykańskiego bawoła, a nie tura. Ostatniego tura ubito pod Sochaczewem w 1620 roku. Przedtem pachołkowie - kolędnicy poprzebierani w wilcze i niedźwiedzie skóry prowadzili ze sobą płowe turoniątko i małego niedźwiadka, których sporo było w kniei, stąd hodowano je też przy dworach. Polska wieś kochała tura, bo to protoplasta naszej krowy-żywicielki:

 Stąd zapewne kult turonia, choć są pewnie i inne przyczyny. Spotkamy go w wielu dziełach literackich, choćby u Żeromskiego, a na początku roku życzymy sobie, abyśmy byli mocni i zdrowi jak tur.

Inicjały KMB pisane święconą kredą nad drzwiami i na węgłach zagród chroniły od wieków dom przed wichurami ( jakże to dziś potrzebne!) bo: „Trzej Królowie wichry ciszą i krzyżyki na drzwiach piszą”, a także przed złymi duchami i wizytami niechcianych w gospodarstwie zwierząt czyli niedźwiedzi i wilków:

Z kolei poświęcona w ten dzień woda także chroniła dom przed wszelkimi nieszczęściami, stawiana pomiędzy wschodzącym zbożem zapewniała urodzaj w polu, a zawieszona w pojemniku w sadzie sprawiała, że „ostatek mrozu nie niszczył kwiecia”.

Dzisiejszy wieczór kończy „święte wieczory”, a rozpoczyna staropolskie zapusty, czyli karnawał. Pamiętajmy w nim także o ucztach dla ptaków i dokarmiajmy je stale:

 

Podczas zimowych spacerów podrzućmy do paśników lub na skraj lasu marchewkę, jabłka lub parę kolb kukurydzy dla naszych „braci mniejszych”, o których tak dobrze pamięta i pięknie opowiada przy różnych okazjach polska, narodowa tradycja.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

16:43, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »