O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
niedziela, 17 lutego 2013

Co roku o tej porze leśniczowie i myśliwi zrzeszeni w Polskim Związku Łowieckim dokonują inwentaryzacji zwierzyny łownej na terenie obwodów łowieckich w całym kraju. Współpraca jest tu konieczna bo obwód łowiecki zajmuje powierzchnię kilku (najczęściej 4-5 tys.ha), a do gospodarowania i oceny populacji zwierzęcia (np. jelenia) jest potrzebne szersze pole widzenia. Nadleśnictwo położone jest na obszarze najczęściej zbliżonym do 20 tys. ha, stąd to właśnie nadleśniczy nadzoruje gospodarkę łowiecką i zarządza inwentaryzację zwierzyny. Może się to wydawać dziwne i nieprawdopodobne! Jak można policzyć dziki ukryte w przepastnych młodnikach - skryte pośród jałowców i żarnowców, wilki schowane  pod wykrotami w puszczańskiej głuszy, czy choćby nasze poczciwe sarny, rozproszone w mozaice pól? Zapewniam Was, że jest to możliwe i wcale nie takie skomplikowane jakby się to mogło wydawać „na pierwszy rzut ucha i oka”. Inwentaryzacja zwierzyny jest bardzo potrzebna, bo stanowi ważne źródło wiedzy dla myśliwych, ale także leśników, dlatego wykonywana jest wspólnie. Las i zwierzyna muszą istnieć jednocześnie, choć pogodzenie tego związku nie jest łatwe. Wiecie już jednak, że praca leśniczego do łatwych nie należy. W przyrodzie panują rozmaite relacje pomiędzy jej elementami, a leśniczy dba, aby las pełen zwierza tworzył symbiozę. Przypominam definicję: Symbioza – zjawisko ścisłego współżycia przynajmniej dwóch gatunków organizmów, które przynosi korzyść każdej ze stron lub jednej, ale drugiej nie szkodzi.

Zwierzęta liczy się po to, by wiedzieć, jakie są tendencje w symbiozie z lasem, oraz w danej populacji. Daje nam ona wiedzę na temat: czy zwierząt przybywa, czy ubywa, jaka jest struktura płci i wieku, w jakiej zwierzęta są kondycji itd. Wiedza ta pozwala tworzyć plany łowieckie oraz  wieloletnie plany hodowlane. Plany te wbrew pozorom są nie tylko planami odstrzałów. Wiedza na temat zwierząt jest także konieczna do dobrego zarządzania leśnictwem. Trzeba wiedzieć, które uprawy i młodniki trzeba zabezpieczać przed szkodami od zwierząt, a które nie są narażone na ich presję. To ważna i generująca wysokie koszty część gospodarki leśnej, stąd wiedza o leśnej zwierzynie ma tu kapitalne znaczenie. Dlatego leśnicy  muszą wciąż pamiętać o istnieniu zwierząt, doskonale znać ich biologię oraz obyczaje. Niezależnie od tego, czy chcą być  myśliwymi, czy nie, w procesie leśnej edukacji uczą się podstaw łowiectwa, a potem wciąż doskonalą swoją wiedzę o biologii, obyczajach i zachowaniu zwierząt. Dzięki tej wiedzy i stałej obecności w lesie policzenie zwierzaków to wcale nie taki problem. Inwentaryzację przeprowadza się wg usankcjonowanych przez sztukę leśną metod:

- obserwacji całorocznych

- pędzeń próbnych na reprezentatywnych dla inwentaryzowanego obszaru powierzchniach

- metod statystycznych bazujących na tropieniu

Obecnie stosuje się także monitoring wybranych obszarów. Jak fascynuje podglądanie zwierząt „na żywo” wie każdy, kto zagląda do gniazda bielików i na  http://www.lasy.gov.pl/zubr Wczoraj, w sobotni wieczór, ok. godz. 22 jednocześnie żubry przy sianie obserwowało blisko 700 osób!

 Na przełomie 2011/2012 roku na terenie RDLP Kraków testowano innowacyjną metodę inwentaryzowania zwierząt z wykorzystaniem kamery termowizyjnej umieszczonej na pokładzie samolotu. Jak widać metod jest wiele, ale całość opiera się na żmudnie budowanej, wieloletniej  wiedzy leśniczego.

 Przez cały rok przyglądam się przecież zwierzętom, a nie tylko w dzień inwentaryzacji:

 Zwracam uwagę na tropy i ślady bytowania zwierzyny. Kręcąc się po lesie na bieżąco monitoruję stany i kondycję zwierzyny. Często liczę np. sarny spotykane podczas obejścia 3, 4, czy 5 oddziałów leśnych. W ten sposób obliczam sobie ile saren jest w całym leśnictwie. Pamiętam spotkane chmary jeleni, bo przecież każda ma swój specyficzny skład płci. Spotkane często w dzień, choć też ostrożne daniele łatwo rozpoznaję, szczególnie gdy są to byki:

 Zwracam uwagę na odciśnięte w śniegu czy piasku leśnej drogi tropy dziczych rapci, czy spotykane w różnych miejscach przelatki, lochy, wycinki, pojedynki i watahy:

 stąd także orientuję się w ich ilości.  Wiem, że zwierzyna migruje w poszukiwaniu atrakcyjnej karmy, ale czasem także szuka spokoju, gdy np. jest wysyp grzybów. Wtedy szuka azylu w polach, trzcinowiskach czy bagnach. Dlatego w niektórych okresach roku zwierzyna pozornie znika z lasu. Ale tylko pozornie, a potem „nachodzi”, jak mówią myśliwi:

 W zeszłym roku razem ze wszystkimi leśnikami terenowymi uczestniczyłem w próbnych pędzeniach, które odbywały się w naszym nadleśnictwie pod fachowym okiem profesora Henryka Okarmy. Leśnicy obstawiali określony fragment lasu i część przechodziła przez las prowokując zwierzynę do przemieszczania się:

Przypominało to nieco polowanie, ale nikt nie nosił broni ale mapki i notatniki. Reszta leśników i pomagających im myśliwych stała na liniach i drogach licząc zwierzaki według określonych reguł. Ten sposób pozwala naprawdę dokładnie poznać ilość i zróżnicowanie leśnej fauny. Szczególnie myśliwi byli zdziwieni ilością spotykanej zwierzyny. Nasze lasy są pełne zwierza i nie jest to tylko slogan reklamowy. Inwentaryzację zwierzyny odnotowuje się na specjalnym formularzu, a wyniki zestawia dla obwodu łowieckiego, nadleśnictwa, dyrekcji lasów i kraju. W ten sposób wiemy, że w całej Polsce mamy 195 tysięcy jeleni, 268 tysięcy dzików i blisko 600 tysięcy zajęcy. Nikt już nie powie, że w lesie to nie policzone!

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

10:01, lesniczy.lp
Link Komentarze (10) »
czwartek, 14 lutego 2013

Pisałem Wam wcześniej o przetargach na usługi leśne i o zakładach usług leśnych. Przełom roku to zawsze czas „ustawiania” prac, podpisywania umów i rozkręcanie sfery usług. Otacza ją sporych rozmiarów dokumentacja i biurokracja, wymuszona przez ustawę o zamówieniach publicznych, certyfikację usług i inne przepisy. W moim nadleśnictwie rynek usług uległ istotnej zmianie i trochę to ”ustawianie” trwało. Było mi to nawet na rekę, bo chwila przestoju w pracach wcale nie oznacza, że w  lesie wieje nudą, a leśniczy  z podleśniczym w kapciach siedzą z kawą w garści przed komputerem. Takiego zagrożenia nie ma!

Przecież trwa czas sporządzania szacunków brakarskich. To ważne zadanie leśników, które musi być, jak w zasadzie każda „leśna robota”, wykonane bardzo precyzyjnie. Ten termin wcale nie oznacza szacowania braków, ani tez wybrakowanego szacunku. Według encyklopedycznej definicji: „Szacunek brakarski - jest to szacunkowe ustalenie za pomocą określonych metod ilości i jakości sortymentów drewna okrągłego możliwych do pozyskania z drzew (drzewostanów) przeznaczonych do wycięcia w danym, najczęściej kolejnym roku. Przy wykonywaniu szacunku brakarskiego określa się także warunki i sposób pozyskiwania oraz wywozu drewna, a także przybliżony termin wykonywania prac. Zestawienia szacunku brakarskiego są podstawą do sporządzania rzeczowego i finansowego planu pozyskania drewna oraz dostarczają danych do krajowego bilansu drewna”.

Mówiąc „ludzkim”, zrozumiałym językiem szacunek brakarski -  to plan ilościowy i jakościowy drewna przewidzianego do pozyskania w roku gospodarczym przy okazji realizacji zadań gospodarczych określonych w PUL, czyli w dziesięcioletnim planie urządzania lasu. Szacunek to także podstawa planu sprzedaży, czyli ważne narzędzie dla marketingu drewna. Ustalamy przecież rodzaj, ilość drewna i sortymenty możliwe do pozyskania. Planowanie sposobu cięć, rodzaju i odległości zrywki drewna stanowi też fundament do wyliczenia kosztów tej działalności. W trakcie wyliczania ilości i jakości drewna leśniczy musi także pomyśleć, co zostanie nie wycięte i pozostawione przyrodzie w formie biogrup, drzew ekologicznych itp. Planuje także sieć szlaków technologicznych:

 Szlaki wyznacza się w celu ochrony drzewostanu podczas prac, są one dostosowane do wielkości planowanych do użycia maszyni rodzaju zrywki drewna, o której niedawno pisałem. Leśniczy też już w czasie szacunków ustala miejsca składowania drewna i drogi jego wywozu. Może to wydawać się nie takie pracochłonne i skomplikowane, ale… naprawdę jest co robić. Plany cięć zapisane na 10 lat w tzw. „operacie”  i naniesione na mapy:

Trzeba przenieść w trakcie wykonywania szacunków do lasu, malując na drzewach to, co zapisano wcześniej na papierze.

  Warto też pamiętać, że warunki pogodowe nie sprzyjają, a dni są krótkie. Czasem pada deszcz lub śnieg i bywa, że w podtopiony lub zasypany śniegiem las trudno dotrzeć. A terminy gonią… Każde leśnictwo posiada określony w planie urządzania rozmiar zadań, który pozwala wyliczyć tzw. etat cięć. Etat cięć to ilość drewna, którą możemy „wyjąć” z lasu bez wyrządzenia mu szkody. Etat jest zawsze niższy od przyrostu masy drewna ( stąd nazywamy to etatem miąższościowym) ale także powierzchni ( to z kolei etat powierzchniowy) i dlatego pomimo tego, że ludzie mówią: „ te leśniki to wciąż rąbią ten las”, wciąż mamy więcej drewna liczonego w m3, a lesistość kraju (powierzchnia lasów) także nieustannie rośnie. Jednym słowem szacunki brakarskie wykonujemy z szacunku dla lasu i dbałości o jego trwałość, a nie z pazerności i chęci „wyjęcia” jak największych mas drewna. Pozyskane drewno:

 trzeba jak najlepiej spieniężyć, bo pieniądze uzyskane z jego sprzedaży finansują całą działalność prowadzoną w lasach, łącznie z wszystkimi funkcjami społecznymi lasu. To za „kasę„ uzyskaną z drewna budujemy drogi, parkingi leśne, obiekty turystyczne i edukacyjne, wydajemy foldery, kalendarze, a przede wszystkim hodujemy istniejące drzewostany oraz sadzimy nowy las:

Pomiarem i wyceną drewna, które niebawem pozyskamy zajmuje się gałąź sztuki leśnej zwana brakarstwem. Opiera się ona na znajomości wad drewna (sęków, zgnilizn, krzywizn itd.) oraz umiejętności manipulacji pnia drzewa na odcinki odpowiadające życzeniom nabywców. W pozornie obniżających wartość drewna  wadach może być zaklęte zabawne skojarzenie:

  Szacowanie drzewostanów wymaga szerokiej wiedzy i doświadczenia. Dziś wykonuje się je głównie poprzez porównanie, opierając się na żmudnie tworzonej przez leśników bazie danych, ukrytej w przestworzach  systemu informatycznego. Dlatego sporą część prac wykonuję siedząc przy takim stanowisku:

Ale nie myślcie, że to takie proste i komfortowe! Mój powierzchniowy,  roczny etat cięć w leśnictwie wynosi: około 17 ha zrębów i 170 ha trzebieży oraz czyszczeń z masą drewna. Masowo daje to średnią na 10 lat powyżej 10 tysięcy m3 drewna rocznie. Każde wydzielenie objęte trzebieżą czy czyszczeniem trzeba obejść, wyznaczyć trwale granice, określić rosnące tam gatunki, zaplanować szczegóły prac, no i porównać „na gruncie” z wynikami uzyskanymi z sytemu informatycznego. Czasem zdarzy się nietypowa powierzchnia, np. bardzo zróżnicowany wiekowo i gatunkowo drzewostan i wtedy trzeba obejrzeć i zmierzyć każde drzewo tzw. "metodą posztuczną".

No i najważniejszy i najbardziej pracochłonny element: drzewa do wycięcia podczas trzebieży i czyszczeń trzeba wyznaczyć, trwale to oznaczając. W niektórych regionach kraju wykonuje się to farbą w spraju, szczególnie w drzewostanach liściastych, w innych tak jak u mnie, drzewa oznacza się za pomocą siekierki, wykonując zaciosy z dwóch stron drzewa:

Wiecie ile trzeba przemierzyć kilometrów i ile namachać się siekierką, aby wyznaczyć do wycięcia drzewa na powierzchni 170 ha? To ciężka, fizyczna praca, wykonywana najcześciej przez podleśniczych.

Zręby na 2014 rok już wyszacowałem, bo termin zakończenia tych prac szef, czyli nadleśniczy wyznaczył na koniec lutego, a trzebieże i czyszczenia muszą być perfekcyjnie dopracowane do końca maja. Pracownicy firmy o swojskiej nazwie „Drwal” zabrali się już do pracy:

Tną trzebieże wyznaczone rok temu i zabiorą się niebawem za zrąb w najstarszej części mojego leśnictwa, gdzie stoją ponad 140-letnie, wyżywicowane sosny:

 Każdą chwilę wolną od innych zajęć poświęcamy teraz szacunkom brakarskim. Przecież pomimo świeżo nasypanego do lasu śniegu:

Który zmusił liska do południowego poszukiwania myszy, zima niebawem ustąpi. Kwitną już leszczyny i sikory „dzwonią” o przedwiośniu. Tokują kruki i bieliki. Gdy tylko zrobi się bardziej wiosennie, oprócz innych prac zabierzemy się za odnowienia na powierzchni blisko 20 ha. Dlatego teraz pracujemy ostro przy szacunkach brakarskich, robionych sumiennie z szacunku dla lasu. Bo wszystko co robimy w lesie musi być przemyślane, zaplanowane i perfekcyjnie wykonane, przecież las to żywy organizm, który nie toleruje "bylejakości".

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

  

21:17, lesniczy.lp
Link Komentarze (8) »
niedziela, 10 lutego 2013

Pewnie pamiętacie ale przypominam, że jutro jest Dzień Dokarmiania Zwierzyny Leśnej. Jest to może dobra okazja, aby podrzucić małe „conieco” do paśnika w najbliższym lesie( jabłka, marchewkę lub ziarno), tam gdzie widujemy kręcące się zwierzęta leśne, ale najlepiej garść nasion słonecznika do karmnika za oknem. Zachęcam, aby w ten dzień lepiej zadbać o karmnik dla ptaków, zamiast ruszać samodzielnie do paśnika w lesie. Nie zniechęcam Was do pomagania zwierzetom, ale warto zrobić to umiejętnie i pożytecznie.Zwierzętom zimą nie jest łatwo:

Trzeba jednak posiadać minimum wiedzy o zwierzętach zanim zacznie się im pomagać. Podobnie jest z dokarmianiem ptaków. Pomoc to nie tylko sypanie karmy. Czasem pojawiają się przy karmniku inni goście:

Koty trzeba gonić od karmników bo dla nich jest np. „Whiskas” i inne takie… Warto pomyśleć o zabezpieczeniu karmników przed takimi wizytami, obijając np. słupek blachą. Z kolei takiego gościa:

 zostawmy w spokoju! Przecież drapieżnik nie przejdzie na wegetarianizm, ani nie kupi sobie konserwy i musi polować na sikory, mazurki czy dzwońce. Ten na fotografii kręci się często koło mojego karmnika, ale bardzo rzadko coś ułowi. Ten dzwoniec miał pecha...

 Dokarmianie zwierząt leśnych to nie taka prosta sprawa i najlepiej robić to będąc w kontakcie z leśnikami lub myśliwymi. Wykładanie złej karmy- np. spleśniałego chleba może przynieść więcej szkody niż pożytku. Warto lepiej pomyśleć właśnie w ten dzień, co można zrobić teraz i w przyszłości, aby pomóc zwierzętom przetrwać trudny dla nich czas. Bo dla zwierzyny leśnej ważne jest też to, co i jak człowiek uprawia na polach. Przecież wiele zwierząt bytuje i w polu, i w lesie urozmaicając tym samym swoje menu:

  Ostatnie dziesięć lat to ogromny rozwój technologiczny rolnictwa i drastyczne zmiany w ekosystemie polnym. Zniknęło wiele śródpolnych miedz, bagienek, remiz, alei drzew owocowych, tak charakterystycznych płaczących wierzb i kęp krzewów. Pojawiają się ogrodzenia, a zamiast mozaiki atrakcyjnych dla zwierzyny upraw jak okiem sięgnąć widać jednogatunkowe plantacje. Widzimy ogromne połacie jednego gatunku zboża, plantacje orzechów włoskich, a wiele pól zostało zalesionych i ogrodzonych. Do uprawy roli stosuje się potężne maszyny, agregaty, wciąż używa się wiele środków chemicznych.

 Pola stały się fabrykami produkującymi towar, a gospodarstwa rolne - przedsiębiorstwami nastawionymi na wysoko towarową gospodarkę i jak największy zysk. Przy funkcjonowaniu takiej fabryki nikt nie zaprząta sobie głowy pojedynczym drzewem, bagienkiem czy kępą krzaków. To właśnie zadanie dla nas, którzy uważamy się za miłośników przyrody i dbamy o ptaki, zwierzaki i inne robaki. Rolnik- przedsiębiorca najczęściej  nie postawi na terenie takiej fabryki posypu dla bażantów i kuropatw:

A korzystają z nich także zające i wiele ptaków, choćby trznadle, które widać na fotografii. My możemy to zrobić, choć dobrze uzgodnić to z właścicielem gruntu. Kogo interesuje co to jest ekoton, okrajek czy bioróżnorodność z nimi ściśle powiązana? Najlepiej wyciąć wszystko co przeszkadza przy manewrowaniu potężnymi agregatami i „podgolić” drzewa rosnące na granicy pole-las, bo rzucany przez nie cień „zmniejsza” areał pola, a tym samym dopłatę bezpośrednią do gruntu rolnego. Warto o tym rozmawiać…

 Klimat naszego kraju ogólnie nie jest groźny dla życia zwierząt, choć mówi się, że średnio w czasie zimy mamy 20-30 dni nazywanych dniami głodowymi. Wtedy zwierzęta leśne nie mają możliwości dostania się do pokarmu, lub mają dostęp do takiej jego ilości, że jest to poniżej połowy ich dziennego zapotrzebowania. Wtedy ludzie muszą im pomóc. Leśnicy i myśliwi utrzymują sieć paśników, gdzie wykładają liściarkę (pędy drzew i krzewów liściastych posypane solą), siano z roślin motylkowych i traw oraz sypią obok zboże, ziemniaki czy jabłka. Zwykle obok paśnika stoją lizawki słupowe, widać ją po lewej stronie fotki:

Bardzo dużą rolę w odżywianiu i zapobieganiu chorobom pełnią składniki mineralne zawarte w soli. Dlatego dostarczanie zwierzyny specjalnej soli jest bardzo ważne, szczególnie zimą, gdy zwierzęta nie mają dostępu do wody oraz karmy soczystej. Bryła soli umieszczana jest na szczycie drewnianego, najlepiej osikowego słupka, gdzie zrobiona jest ażurowa skrzynka z listew:

Lub specjalne wydrążenie w pniu z nacięciami, po których spływa solanka, z lubością zlizywana przez jelenie, sarny, ale też dziki i zające:

Widać po tropach, że jest tam ruch. Czasami myśliwi wykładają dla zwierząt buraki  wcześniej, zanim spadnie śnieg. Wysypują je razem z liśćmi na linii oddziałowej lub uzgodnionej z leśnikiem, nieużywanej drodze, aby dostarczyć zwierzętom zapas karmy soczystej, pobieranej stopniowo:

 Utrzymują też buchtowiska, głównie dla dzików i spulchniane pługiem talerzowym pasy zaporowe, gdzie „przyorywuje” się ziemniaki, buraki czy ziarna kukurydzy. Zobaczcie jak sarny potrafią wygryźć zamarzniętego buraka:

Dobra karmą dla zwierząt jest młoda kora sosny. Widać to szczególnie zimą, gdy jelenie, daniele czy sarny spałują, czyli zgryzają i zdzierają młodą korę z pędów drzewek iglastych, najczęściej jest to trzeci lub czwarty okółek (przyrost roczny) młodej sosny:

 Dlatego leśnicy zimą wycinają pewną ilość drzewek i pozostawiają je niewyrobione dla zwierząt, które je sobie spokojnie korują:

 W ten sposób nie niszczą młodników lub upraw, gdzie zgryzają nie zdrewniały jeszcze, soczysty pęd wierzchołkowy. Dobrym pomysłem jest też wycinanie pędów miękkiej osiki, którą zwierzęta bardzo chętnie zgryzają. Zimą opóźniam  także wydawanie pozwoleń na wyrobienie czubów i gałęzi do celów opałowych przez „gałęziarzy”  na powierzchniach trzebieżowych, bo każdy kawałek z młodą korą najpierw należy do zwierzyny:

Ale jak przyjdzie taka zima:

Kiedy spod śniegu wystają tylko wierzchołki sadzonek, to co zwierzęta mają jeść? Muszą sobie jakoś radzić i wtedy w naszym pojęciu wyrządzają szkody. Jednak mądra gospodarka leśna i rolnictwo oparte na wiedzy przyrodniczej, wyobraźnia wszystkich ludzi korzystających z przyrody pozwala na stworzenie przestrzeni dla zwierząt. Sztuczne dokarmianie to konieczność, ale lepiej niech zajmą się nim profesjonaliści. Jeśli chcemy w Dzień Dokarmiania pomóc zwierzętom- skontaktujmy się z najbliższym nadleśnictwem. Wszyscy samodzielnie najlepiej pomożemy zwierzętom dbając o przyrodę cały rok – nie niszcząc, nie śmiecąc, pamiętając, że las i pole to mieszkanie oraz jadalnia zwierząt.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

21:23, lesniczy.lp
Link Komentarze (8) »
piątek, 08 lutego 2013

Zwykle w zimowych miesiącach słyszymy lub widzimy  czasem, najczęściej  w jakiejś „minimini”- migawce telewizyjnej, że „zima to czas żniw w lesie i tnie się ostro drewno na zrębach”.  To prawda, bo choć teraz pozyskujemy drewno cały rok, wykonując rozmaite zabiegi gospodarcze w lasach, jednak 4 i 1 kwartał każdego w zasadzie roku, to szczególnie intensywny czas cięć. Zwykle w tle takiej wiadomości TV warczy piła, a teraz często mignie pracujący harwester lub forwarder. W listopadzie pisałem Wam o blaszanych drwalach- harwesterach, to dziś może zajrzymy do lasu, gdzie trwa zrywka drewna i poznajmy używany do niej sprzęt. Termin zrywka drewna kojarzy się dość dziwnie z drewnem, bo jak je się zrywa? Z drzewa jak owoce? Definicja encyklopedyczna brzmi tak: zrywka drewna- czynność transportu drewna okrągłego z miejsca pozyskania (od pnia) do miejsca załadunku, składowania, wstępnej obróbki itp. Mówiąc prostym językiem jest to „wyrwanie”, wyciągnięcie drewna z głębi lasu do drogi wywozowej, skąd pojedzie do odbiorcy tego cennego surowca: tartaku, firmy drzewnej czy szczęśliwego posiadacza kominka lub pieca c.o. opalanego drewnem. Przez lata zrywką drewna zajmowali się, oprócz etatowych pracowników leśnych, także rolnicy, którzy korzystając z zimowej przerwy w pracach polowych dostosowywali ciągniki rolnicze do tej pracy. Przez wiele lat wykorzystywano w zrywce drewna konie:

Dziś po ciężkiej pracy w lesie nie muszą przynajmniej ciągnąć wozu do domu, bo jadą w specjalnej przyczepie ciągnikowej, którą widzicie powyżej na zdjęciu. Choć różnie z nimi bywa… Wracałem kiedyś z pracy i dogoniłem na szosie ciągnik z przyczepką dla konia zrywkowego. Już miałem go wyprzedzić, gdy nagle coś zauważyłem! „Zamrugałem” światłami i ciągnik zatrzymał się. Otworzyłem drzwi przyczepki i zobaczyłem zziajanego konia, który usiłował „wskrobać się” na kawałki desek, które trzymały się jeszcze osi przyczepki. Okazało się, że ciężki koń załamał spróchniałe deski podłogi na jakiejś dziurze leśnej drogi i musiał biec za ciągnikiem! Szczęście, że kierowca-zrywkarz jechał wolno, a ja przy wyprzedzaniu zauważyłem migające pod spodem przyczepki białe „skarpetki” na nogach „Maćka”. Odjechałem kawałek od miejsca pracy, ale i tak koń pewnie niemile wspomina taką „przygodę”. Jego właściciel z pewnością zadba także o przegląd przyczepki, zanim wprowadzi tam konia…

  W wielu miejscach, szczególnie w warunkach górskich konie nadal ciężko pracują w lesie, bo wciąż trudno je zastąpić. Ale to nie znaczy, że nie można, bo pojawiają się takie:

Oraz podobne, bardzo różnorodne rozwiązania, które sprawiają, że poczciwego konia zrywkowego:

Zastępują „żelazne konie” mechaniczne. Zrywka wleczona, czyli taka, że cały pień drzewa ciągnie się po ziemi odchodzi już w niepamięć, bo powoduje zniszczenia gleby, runa leśnego i dróg:

Przez wiele lat stosowano skiddery, jeszcze spotykane w naszych lasach:

Najpopularniejszy z nich to czeski ciągnik LKT, prawdziwa „historia” zrywki:

 To ciągnik dużej mocy, przegubowo łamany, zwrotny, wyposażony we wciągarkę linową i mocną płytę oporową z tyłu. Opierały się o nią podciągane liną pnie drzew, zaczepiane przez pomocnika lub samego kierowcę ciągnika:

Była to trudna i niebezpieczna praca, a pomimo, że taka półpodwieszona zrywka była bardziej przyjazna przyrodzie, to i tak widoczne były zniszczenia w lesie.

Konie, ciągniki rolnicze z linkami czy łańcuchami zaczepowymi oraz skiddery zrywały całe strzały drzew do drogi i dopiero tam były one cięte na wałki lub manipulowane w „kopalniaki” czy dłużyce tartaczne. Czasami zdarzają się bardzo krzywe akacjowe pnie, gdzie pilarz musi się sporo natrudzić, aby wybrać proste kawałki na słupki grodzeniowe lub papierówkę:

Obecnie coraz powszechniej stosuje się zrywkę podwieszoną, gdzie drewno nie ma kontaktu z glebą. Drewno tnie się na odpowiednie wałki lub kłody i wywozi do drogi wywozowej przy użyciu specjalnych wózków lub kleszczy:

Czasami można to robić przy użyciu małego „ciapka” rolniczego ze specjalną, nowoczesną przyczepą:

Jednak coraz częściej stosowane są forwardery:

To ciągniki specjalnie skonstruowane do zrywki nasiębiernej drewna, które za pomocą żurawia ładują na siebie wałki lub kłody,a nawet dlużyce, czyli ponad 6 metrowe kawałki drewna. Wywożą je potem do drogi i układają w wielkie stosy:

Ten rodzaj zrywki jest najbardziej przyjazny środowisku i nie powoduje tak jak zrywka wleczona uszkodzeń runa, przemieszania warstw gleby i nie jest przyczyną erozji. Mankamentem jest tylko powierzchniowy nacisk wielkich kół na glebę i ślady opon na błotnistych drogach leśnych jesienią:

Oczywiście czasem stosuje się też inne sposoby, np. zrywkę ręczną za pomocą chwytaków i wózków, lub w górach- grawitacyjną, gdzie wałki drewna zrzucane są w dół przy użyciu ryzów drewnianych czy plastikowych. Sporadycznie zrywa się drewno z użyciem śmigłowców lub nawet balonów oraz specjalnych kolejek linowych. W innych krajach używa się słoni zamiast koni. Ale bez obaw, u nas w lesie słonia nie spotkacie. W naszych lasach obecnie nastała era forwardera. Zrywka drewna forwarderami różnej mocy i wielkości odbywa się teraz po specjalnie wyznaczanych, zwykle co 20 metrów szlakach, a las szybko się regeneruje po takiej zrywce.  Drewno jest nam wszystkim potrzebne, stąd musimy pogodzić się z tym, że czasem natkniemy się w lesie na ślady wielkich opon i poczujemy zapach świeżej żywicy.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

20:52, lesniczy.lp
Link Komentarze (13) »
środa, 06 lutego 2013

Wizerunek leśnika jest Wam bliski, stąd liczne i sympatyczne komentarze pojawiły się pod konkursowym wpisem. Dostałem też wiele listów świadczących o tym, że dobrze oceniacie leśników. Leśniczy to człowiek otwarty, szczery i romantyczny, tak  pięknie scharakteryzowała nas „Ma-gosia” z Jeleniej Góry. Pisze m.in. tak: „Człowiek lasu... musi być do lasu podobny. Skupiony, wyciszony, trochę tajemniczy, trochę dziki a jednocześnie silny,  wrażliwy, opiekuńczy i dobry. I choć pewnie, jak każdy człowiek, również leśnik nie jest pozbawiony słabości i wad, to mam wrażenie, że samo otoczenie przyrody i mocna,  cudowna energia  drzew powodują trwałe, pozytywne zmiany w jego osobowości…” Małgosiu- jak tu zachować obiektywizm komisji konkursowej czytając taką charakterystykę? Wygrałaś konkurs bezapelacyjnie i zostajesz nagrodzona szczególnym, zielonym pendrivem…

Yolka_k , która stale zagląda do  blogu i prowadzi ze mną sympatyczne dialogi w komentarzach, już wcześniej ujawniła, że jest mamą leśniczego. Choć bywa, że leśniczowie też „robią za mamę”:

 Z moich opowieści jeszcze dokładniej poznaje specyfikę pracy leśniczego i w rewanżu za wieści z pszczewskiego lasu, przysłała  bardzo ciekawy wiersz, publikowany w 1998, w dodatku do Gazety Wyborczej, autorstwa Pani Małgorzaty Gozdeckiej:

 Liczy leśniczy sosny co wiosny-

może, daj Boże, w borze wyrosły

nowe, sosnowe, malutkie drzewa?

Leśniczy liczy, cichutko śpiewa.

A za to, w lato rachuje tuje.

W lesie, w notesie tuje notuje.

Z kalkulatorem wędruje borem,

po borze krąży, bo może zdąży

leśniczy zliczyć tuje wieczorem.

Wrzesień - i jesień po lecie skwarnym.

Leśniczy liczy po lesie sarny.

Drepcze po rosie, depcze po wrzosie,

staje, poznaje łosie po głosie.

Wreszcie zima. Leśniczyna wyszywa obrusy.

Ma człek czas, a śnieg las przykrywa po uszy.

Cóż - leśniczy już nie liczy, ile dzików kwiczy

w dziczy,

Ile wnyków kłusowników skrywa perz,

bo w spokoju na oboju chętnie ćwiczy, ćwiczy,

ćwiczy

i na tubie lubi smętnie grywać też.

W ogromnym tłoku kolejki po rozum, giętki język i dobry humor nadepnięto mi na ucho. Nie dość, że nie dosłyszałem, czy zostałem obdarzony tymi przymiotami po odstaniu swego w kolejce, to jeszcze absolutnie nie mam talentu do muzyki. Nawet mruczę fałszywie, to jak miałbym ćwiczyć na oboju i tubie? Choć tak, oczywiście, że tak, to przecież o mnie, bo czasem słucham muzyki na internetowej „jutubie”… Yolka_k zdobywa także fajny upominek!

Mój sympatyczny znajomy-nieznajomy z sieci fantastycznie komentujący moje wpisy oraz podpisujący się pod ciekawym blogiem jako mtmckinley pisze tak:   

„Drewniana leśniczówka, i owszem. Weranda, i owszem. Dodać tylko panią leśniczynę (dlaczego samotnie? życia w celibacie mam człowiekowi życzyć?), jakieś okazałe poroże nad werandą, ziemniaki ze zsiadłym mlekiem, karmnik na poręczy (tu chyba trafiłem) i paśnik nieopodal drewnianej leśniczówki… W każdym razie w życiu nie wyobrażałem sobie leśniczego, piszącego blog (po pierwsze czasu nie ma, po drugie woli iść do lasu, po trzecie w szanującej się drewnianej leśniczówce pośrodku ostępów leśnych nie ma Internetu), ale bardzo się cieszę, że zostałem wyprowadzony z (żeby to jednego) błędu.” Drogi mtmckinley, proszę wybacz mi ten Internet, zapewniam Cię że w lesie spędzam więcej czasu słuchając warkotu pił i stukania dzięciołów, niż stukając w ciszy i skupieniu w klawiaturę… Wyślij proszę swój adres pocztowy na mojego emaila, a obdaruję Ciebie leśnym kalendarzem z pięknymi fotografiami.

Michał z kolei napisał:

„Leśnik to człowiek, który ponad wszystko kocha las :) czasem tylko żona myśli inaczej:) A tak poważnie to profesjonalista w każdym calu znający swój kawałek lasu na pamięć z zamkniętymi oczami. Praca w lasach to pasja…” Michale- ujawnij także swój adres!

A czasem leśniczowie, szczególnie ze Świeradowa, na własnych plecach demonstrują, że kochają las:

 Mój imiennik ~jarek jako jedyny miał inne zdanie i według niego „leśniczy to rozkapryszony król lasu”. Jeśli do mnie napiszesz i ujawnisz swój adres, prześlę Tobie jakąś ciekawą publikację, abyś zmienił zdanie o leśnikach... Bo leśnicy, tak jak mówią o sobie leśniczowie z nadleśnictwa Gościeradów, to ludzie raczej skromni:

Ciekawie wizerunek leśniczego opisała także Bożena z Hajnówki oraz stały czytelnik – Patryk z okolic Górna w woj. Świętokrzyskim. Oni także zostaną wyróżnieni. Wszystkich nie sposób wyróżnić, bo doręczyciele- pocztowcy musieliby prosić o pomoc renifera Rudolfa, a śniegu nic a nic, stąd bardzo, bardzo dziękuję Wam wszystkim za udział we wspólnej zabawie.

Wynika z niej, że pewnie za sprawą 5,5 tysiąca wszechstronnie aktywnych leśniczych w naszym kraju, przy niewielkim udziale mojego blogu, prawdziwy wizerunek leśniczego jest coraz bardziej znany i co najważniejsze pozytywny. Kamień z serca, bo inaczej chyba „bym się trachnął”  jak mawiał kreowany na idiotę leśniczy z jednego z polskich seriali tv, który chodził z panią weterynarz na rykowisko w maju!

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

21:23, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
niedziela, 03 lutego 2013

Ostatnio pisałem Wam i prosiłem abyście podzielili się swoim wyobrażeniem leśnika. Wrócimy oczywiście do sprawy, bo umówiony termin przysyłania Waszych wrażeń jeszcze nie minął. Dziś zgodnie z inną,  wcześniejszą obietnicą spełniam Wasze prośby i zamieszczam małe „conieco” na temat swojej leśniczówki.

Nie ma formalnej, jednoznacznej definicji leśniczówki. Zwykle rozumiemy leśniczówkę jako dom, gdzie mieszka leśniczy. Choć leśniczowie mieszkają czasem w wielorodzinnych blokach, w środku miasta lub w domach zupełnie inaczej wyglądających jak baśniowa leśniczówka. A jak wyobrażacie sobie taką baśniową, klasyczną leśniczówkę? Najczęściej kojarzy się nam wszystkim obraz leśniczówki widzianej jako zagubiony pośród bezmiaru lasu drewniany dom, obrośnięty dzikim winem, położony nad jeziorem, oaza ciszy i spokoju…

Leśniczówka Pszczew gdzie mieszkam od 20 lat:

Położona jest w dawnym mieście, a dziś bardzo atrakcyjnej wsi Pszczew. Zbudowana została na wzgórzu, nad jeziorem Kochle (Miejskim), nad którym zlokalizowany jest cały Pszczew. Leśniczówka leży na skraju miejscowości, przy ulicy Kasztanowej, która kiedyś stanowiła średniowieczny trakt handlowy zwany frankfurckim. Potem przebiegałą tu trasa dyliżansu Poznań- Berlin i  przejeżdżał tędy sam Chopin. W okresie powojennym zmieniono nazwę ulicy na ulicę ZBOWID-u, czyli nazwano ją na pamiątkę Związku Bojowników o Wolność i Demokrację. Czuję się Polakiem i patriotą i absolutnie nie mam nic do bojowników, ale gdy zostałem radnym gminnym walnie przyłożyłem się do powrotu nazwy ulicy do "Kasztanowa". Tym bardziej, że rzeczywiście rośnie tu stara aleja kasztanowców, gdzie w ich dziuplach gnieździ się wiele ptaków, np, puszczyki.Leśniczówka razem z podwórzem, parkiem wokół budynku i sadem leży na działce ponad 1 ha i najlepiej widać to z góry. Wykonałem tę fotkę z pokładu śmogłowca:

W centrum kadru jest leśniczówka, schowana pośród starych drzew, obok( na prawo od leśniczówki) widać budynek gospodarczy, po lewej stronie budynku wije się promenada spacerowa, która oddziela miejscowość od jeziora. Naprzeciw leśniczówki widać bardzo charakterystyczny półwysep Katarzyna o bardzo ciekawej historii, owiany licznymi legendami.

Długo by opowiadać…

 Spoglądam na niego latem z tarasu, a zimą z okna kuchni.

Tak wyglądała leśniczówka dawniej, na pocztówce wydanej w okresie międzywojennym:

Przewodniki turystyczne opisują leśniczówkę tak:

„Jednym z przykładów XIX-wiecznej architektury rezydencjonalnej jest niewielki pałacyk położony nad Jeziorem Miejskim w Pszczewie, który obecnie stanowi własność leśnictwa. Pałacyk ten wybudował dawny właściciel dóbr biskupich hrabia Wilhelm von Dohne dla swojej teściowej. Jest to budynek jednokondygnacyjny z dachem mansardowym i ozdobnymi lukarnami. Otoczenie pałacyku porasta drzewostan. Pod względem architektonicznym jest to jeden z ciekawszych i godnych zauważenia obiektów budowlanych.”

Leśniczówka nie odstaje architektonicznie od miejskiej zabudowy pszczewskiego ryneczku:

Co więcej, sądzę, że jest ozdobą miejscowości o każdej porze roku!  

 Wokół leśniczówki jest mnóstwo pracy, bo trzeba nabiegać się z kosiarką, dbać o kwiaty:

Jesienią z kolei jest tu mnóstwo liści do sprzątnięcia. Jednak mieszkanie w takim domu ma swój nieodparty urok... Jest tu cały rok pięknie i wszystkim, którzy tu trafią opowiadam tak:

„Znajdujesz się przed wybudowanym w latach 1901-1903 roku urokliwym budynkiem- siedzibą Leśnictwa Pszczew, które jest jednym z 11 leśnictw, tworzących Nadleśnictwo Trzciel w Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Szczecinie. W latach 1945-1973 była to siedziba Nadleśnictwa Pszczew. Jest to ciekawy przykład reprezentacyjnej XIX wiecznej architektury- dwukondygnacyjny, piękny budynek z mansardami i lukarnami w otoczeniu parkowego drzewostanu, który tworzą: stare lipy, akacje, potężny dąb, piękna morwa i limba, która, niestety, niedawno uschła".

Zimą jest szansa spojrzeć na leśniczówkę od strony jeziora:

Spójrzcie z innej strony na leśniczówkę w blasku zimowego słońca:

To ozdobione kolumnami wejście główne, a z lewej strony widać taras z widokiem na jezioro.  A tak wygląda leśniczówka zimową  nocą, oświetloną lampami LED przez mojego przyjaciela Janusza Stańczyka ze Szklarskiej Poręby, właściciela firmy LBL  :

Więcej fotek znajdziecie tutaj -  http://www.lbl.is24.pl/pl/lbl-realizacje/lesniczowka-w-pszczewie/realizacje

Leśniczówka Pszczew to piękny dom z duszą, dlatego nie sposób opowiedzieć o niej w skrócie, a zatem czekajcie cierpliwie na ciąg dalszy, który niewątpliwie nastąpi.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

21:36, lesniczy.lp
Link Komentarze (10) »
środa, 30 stycznia 2013

Bardzo jestem ciekaw jakie jest Wasze wyobrażenie leśnika. Bo dla większości ludzi to postać bardzo tajemnicza, nieznana, czasem nawet dziwaczna. Żyje samotnie w lesie, w  leśniczówce z drewnianą werandą, pośród zwierząt, warkotu pił ale też w spokoju, ciszy i za pan brat z Naturą. Leśnik, gajowy, leśniczy, nadleśniczy, łowczy, borowy- to różne nazwy, których, chyba najczęściej, ludzie nie rozróżniają. Choć wiele zmieniło się w ostatnich latach… Leśnicy są coraz bardziej znani, aktywni w wielu dziedzinach życia i widoczni przy bardzo rozmaitych przedsięwzięciach. Ostatnie badania opinii publicznej wskazują, że leśnicy są dobrze odbierani, obdarzani zaufaniem i cenieni za uczciwość oraz  wysokie kompetencje. Ludzie lepiej niż leśników oceniają tylko strażaków, ale z kolei ludzie w zielonych mundurach są obdarzani większym zaufaniem niż policjanci, lekarze, nauczyciele, że o politykach nie wspomnę. Wyobrażenia leśnika są bardzo różne. Od lat pokutuje taki wizerunek:

Pewnie dlatego najczęściej leśnik i myśliwy to dla wielu synonim, a wcale tak nie jest!

Czasem spotkamy taki obrazek, ale to już raczej nie ta epoka:

Bo dziś leśnik w terenie wygląda raczej tak:

Czasem także tak, bo pracujemy w różnych warunkach pogodowych:

Przy okazji różnych uroczystości  z kolei tak:

Leśników w galowych mundurach nie zobaczycie zresztą w lesie, bo tam nie miejsce na białe koszule,  ale także w takich miejscach:

Jesteśmy raczej otwarci na kontakty z ludźmi, służymy radą i pomocą, szczególnie, gdy mundur przyciąga panie:

Choć czasem może być odwrotnie, bo panie także są leśnikami:

Już dość długo opowiadam Wam o lesie i o leśnikach. Może teraz Wy podzielicie się obrazem leśnika, który żyje w Waszej wyobraźni? Będzie to dla mnie bardzo interesujące i pouczające. Napiszcie albo w komentarzach, albo pisząc na mój adres e-poczty: lesniczy@erys.pl i opowiedzcie jak kojarzy się Wam leśnik i jak go sobie wyobrażacie. Może znacie jakiś wierszyk opisujący leśników lub zabawne powiedzenie, obrazowe określenie? Naturalnie nie wchodzą w grę jakieś obraźliwe lub mało kulturalne… Podzielcie się  teraz Wy swoją wiedzą o leśnikach. Czekam na owoce Waszej wyobraźni do końca tygodnia, czyli do niedzielnego wieczora. Autorów najciekawszych wypowiedzi, listów czy komentarzy obdaruję małymi upominkami, np. kalendarzami leśnymi. Będę czekał na opis wizerunku leśnika w wykonaniu przyjaciół Blogu Leśniczego  w zadumie, podobnej do zadumy leśnika nad rosnącą uprawą, którego przedstawia tytułowa fotografia przy dzisiejszym wpisie. Bo wizerunek leśnika w oczach innych członków społeczności to ważna i ciekawa sprawa…

 Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

23:16, lesniczy.lp
Link Komentarze (8) »
sobota, 26 stycznia 2013

Wiele osób twierdzi, że w lesie i w wodzie. to niepoliczone… Jak tłumaczę, że w każdym leśnictwie w Polsce, my, leśniczowie, wiemy ile mamy budek lęgowych i schronów dla nietoperzy, czy są one zasiedlane, mamy ewidencję mrowisk i ogrodzeń upraw, to ludzie spoglądają z niedowierzaniem. a to najprawdziwsza prawda. Co więcej, znamy wszystkie obiekty chronione, pozostawiony posusz i bagna oraz uroczyska. O ewidencji drewna w sztukach i stosach nie wspominam, ale mamy także wiedzę ile na każdym hektarze lasy rośnie drzew, przeliczonych na m3 drewna oraz ile przyrasta rocznie. Dziś wszystko można przeliczyć, choć nie zawsze jest to potrzebne i spójne z pewną romantyką leśnictwa, która także jest bardzo ważna. Ale to zupełnie inne dobro i kategoria funkcji lasu.

Dziś liczymy ptaki, bo warto wiedzieć ile i jakich ptaków mamy w naszym kraju. Wielu leśników włącza się  w tą ważną akcję, ale każdy z Was, zaglądających do tego blogu może się przyłączyć. Wszelkie informacje znajdziecie na stronie  Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków - http://www.otop.org.pl/obserwacje/wlacz-sie/zimowe-ptakoliczenie/

Na stronie OTOP przeczytacie:

„Zimowe Ptakoliczenie (dawniej Zimowe Liczenie Ptaków w Parkach i Ogrodach) jest coroczną akcją wzorowaną na brytyjskim "Big Garden Birdwatch". Odbywa się, podobnie jak jego brytyjski odpowiednik, zawsze w ostatni weekend stycznia. Nie ma żadnych ograniczeń dla chcących uczestniczyć w liczeniu - każdy może notować, ilu przedstawicieli którego gatunku odwiedza jego karmnik, ogród, skwer przed blokiem czy okoliczny park. Liczenie przeprowadzić można indywidualnie, w gronie znajomych, czy też podczas bezpłatnej wycieczki ornitologicznej z przewodnikiem. W ramach tego  pragniemy skupić się na tych gatunkach, które zimą można spotkać jak najbliżej człowieka. Dzięki wynikom dostarczanym przez uczestniczących w akcji wolontariuszy możemy tworzyć zestawienia najliczniej spotykanych o tej porze w parkach i ogrodach ptaków. Możliwe jest również zauważanie ciekawych zjawisk zachodzących w ptasim świecie. Np. w 2007 roku kwiczoł znalazł się na pierwszym miejscu w kraju, jeśli chodzi o liczebność, a rok wcześniej zajmował pozycję 15…”

Na moje jabłuszka przylatują chętnie kwiczoły i zawzięcie odganiają kosy. Kwiczoły wpadają stadem, czasem w uporządkowanym szyku:

Dzięki zebranym co roku przez nas wszystkich danym na temat naszych ptaków, możemy śledzić potencjalne zmiany i sprawdzać, czy pokrywają się one z wynikami ściśle naukowych opracowań wykonywanych przez profesjonalnych ornitologów. Warto zachować wyniki liczenia w domowym archiwum i prowadzić „mini badania” na użytek swojego podwórka, balkonu, parku, czy kawałka lasu. Zgromadzony przez parę lat materiał buduje naszą lokalną wiedzę o liczebności ptaków i może pozwoli na wyciagnięcie subiektywnych wniosków?  Można włączyć miłą muzykę, grzać plecy o kaloryfer lub kominek i obserwować ptaki przy kominku. Podciągniemy się nieco z techniki liczenia, bo to wcale nie takie łatwe, no i rozpoznawania gatunków. U mnie za oknem właśnie sójka traci głowę dla jedzenia:

Ale za chwilę rozgląda się czujnie, bo właśnie pojawiły się moje oba koty:

Możemy liczyć przy karmniku mazurki i sikory:

Czasem jednak nawet przy karmniku pojawi się ciekawy gość, tak jak ten krogulec:

Wczoraj wpadł na chwilę dzięciołek i kilka gili, ale nie zechciały poczekać na gotowość mojego obiektywu...

Warto dokładnie policzyć wróble domowe, bo pamiętacie, że ich liczebność gwałtownie spada. Może mróz nie będzie taki straszny i uda się zajrzeć tam, gdzie gromadzą się ptaki wodne:

W każdym razie warto właśnie dzisiaj szczególnie przyjrzeć się skrzydlatemu towarzystwu, bo wszystkim nam leży na sercu ich świetlana i uskrzydlona naszą wiedzą... przyszłość.

 

Leśniczy Jarek - lesniczy@erys.pl

13:57, lesniczy.lp
Link Komentarze (14) »
czwartek, 24 stycznia 2013

Zima to trudny czas dla zwierząt i ptaków. Dotyczy to głównie zwierząt leśnych, ale nawet te domowe nie mają łatwo. Szczególnie takie ”zimnego chowu”. Są to najczęściej zwierzęta chowane w gospodarstwach czy przy pojedynczych osadach z dala od skupisk ludzkich. Psy w kiepsko zabezpieczonych przed zimnem budach:

 wypuszczane nocą „na swobodę”, aby same zdobyły sobie pokarm. To okropne traktowanie psów i ogromne zagrożenie dla innych zwierząt, które i tak mają trudne życie zimą. Osłabione głodem sarny i zające z trudem poruszają się w kopnym śniegu. Stają się teraz łatwym łupem dla psów:

Psy muszą teraz spacerować pod szczególnym nadzorem, aby nie zagrażały dzikim zwierzętom. Nie puszczajmy ich luzem w polu, i oczywiście w lesie. Przypominam, że niezależnie od innych aktów prawnych, także ustawa o lasach stosownym zapisem, popartym art. 166 kodeksu wykroczeń zabrania puszczania psów luzem w lesie, nawet w takim, którego jesteśmy właścicielem, poza czynnościami związanymi z polowaniem. Dlatego ze względu na potrzebę ochrony zwierząt dziko żyjących możemy po lesie spacerować z psem, który prowadzony jest na smyczy. W praktyce za dopuszczalne traktuje się rozwiązanie, że pies idzie swobodnie obok właściciela pod warunkiem, że w każdej chwili jest możliwe przywołanie go i założenie smyczy. Należy też pamiętać, że nawet mały, pozornie spokojny pies to drapieżnik, który ma w genach polowanie: pogoń i zabijanie.

 Już dłuższy czas są tęgie mrozy i co chwilę „dopaduje” śniegu, którego zmrożone, grube warstwy utrudniają ucieczkę i zdobywanie pożywienia, stąd jest teraz najtrudniej dzikim zwierzętom:

 Nawet ptaki mają kłopoty i pomimo regularnego dokarmiania, co jakiś czas znajduję obok leśniczówki martwego kosa, sikorę, a nawet jemiołuszki:

 Giną także większe zwierzęta i szybko… stają się pokarmem dla innych. Przecież zwierzęta i ptaki nie chodzą na zakupy do działu mięsnego w supermarkecie. W przyrodzie nic się nie marnuje i każdy kawałek mięsa szybko staje się atrakcją dla drapieżników i padlinożerców. Szybko wypatrzą je ptaki drapieżne, kruki czy sroki. Nawet drobne ptaki: sikory czy kowaliki chętnie pożywiają się na padłych zwierzętach.  Czasami można mieć dylemat, czy zgłaszać i usuwać martwe zwierzę, czy zostawić je dla przyrody, która ma swoich sanitariuszy. Jednego dnia moją uwagę zwróciło wielkie stado kruków na polu. Było ich około 30. Podjechałem bliżej i zobaczyłem siedzące na oziminie także dwa bieliki. A aparat został w domu… Okazało się, że to samochód potrącił sarnę i ona ściągnęła ptaki na żer. Sądząc po śladach stało się to wcześnie rano, a ze sarny przed południem już niewiele zostało:

 Sarny zbijają się teraz w spore stada (rudle), bo zespołowo łatwiej zdobywać im pokarm i strzec się przed wszelkim niebezpieczeństwem. Kopią pracowicie cewkami w zmrożonym śniegu, aż widać obok tuman białego pyłu:

 i jak już przebiją się przez śnieg do czegoś zielonego:

 to niechętnie oddalają się od żerowiska. Wykorzystują to skrzętnie puszczone samopas psy…   Nic dziwnego, że często napotykamy zimą na takie obrazy jak powyżej. Wybaczcie dzisiejsze, smutne zdjęcia, ale tak to naprawdę wygląda.

Często dzwonią do leśniczówek kierowcy, przypadkowi przechodnie, a nawet przedstawiciele różnych służb, którzy nie bardzo wiedzą jak poradzić sobie z takim problemem:

Pamiętajmy zatem, że:

1.Jeśli znajdziesz w lesie padłe zwierzę lub  nawet jego część, niezależnie od tego czy jest to zwierzę domowe czy leśne nie przechodź obok obojętnie. Może to objaw wystąpienia choroby zakaźnej? Nie wolno dotykać ani zabierać takiego znaleziska.  Koniecznie trzeba powiadomić w pierwszej kolejności urząd gminy, także nadleśnictwo, ewentualnie policję, gdy zdarzenie ma miejsce np. wieczorem i urząd jest nieczynny. Usunięcie i utylizacja martwych zwierząt (leśnych i domowych)  zgodnie z ustawą o utrzymaniu czystości i porządku w gminach należy do obowiązkowych zadań własnych gminy. O znalezionym martwym zwierzęciu należy jednak powiadomić także nadleśnictwo, bo ubytek zwierzyny w obwodzie łowieckim należy uwzględnić w planach łowieckich. Leśnicy sprawdzą także przyczynę śmierci zwierzęcia i w razie potrzeby zawiadomią inne służby, np. inspekcję weterynaryjną.

2. Jeśli zwierzę znajdziemy poza lasem, przy drodze, w polu lub w granicach administracyjnych miejscowości, to nie dzwońmy i nie alarmujmy leśniczego lecz urząd gminy. To urzędnicy zajmą się tym zwierzęciem i w razie potrzeby zawiadomią także leśników, myśliwych czy służby weterynaryjne.

3. Jeśli jedziemy autem i zobaczymy na drodze potrącone, martwe zwierzę to w miarę możliwości usuńmy je z drogi, aby nie stanowiło zagrożenia dla innych. Warto mieć w aucie rękawice i nie dotykać zwierzęcia bezpośrednio, bo przecież mogło być osłabione chorobą i dlatego zginęło pod kołami. Należy powiadomić policję o zagrożeniu.

4. Kierowca samochodu, który potrącił domowe zwierzę, powinien ustalić jego właściciela. Jeśli jest to zwierzę, którego właścicielem jest rolnik , istnieje możliwość uzyskania odszkodowania z ubezpieczenia OC gospodarstwa rolnego. Jeśli jest to dzikie zwierzę, żyjące w stanie wolnym, to stanowi własność skarbu państwa, który zgodnie z orzeczeniem Sądu Najwyższego nie odpowiada za takie szkody. Na odszkodowanie możemy liczyć tylko w przypadku gdy mamy odpowiednią polisę AC lub  gdy szkoda powstała w związku z wykonywaniem polowania. Wtedy odpowiedzialność za szkodę ponosi zarządca obwodu łowieckiego, od którego możemy domagać się odszkodowania w oparciu o ustawę prawo łowieckie (art. 46). Pamiętajcie, że zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt kierowca auta, który potrącił zwierzę powinien zapewnić mu stosowną pomoc i zawiadomić w razie potrzeby służby weterynaryjne oraz policję. Nie ma potrzeby wzywać leśników, co często się zdarza, bo obowiązek usunięcia zwierzęcia z drogi spoczywa na zarządcy drogi oraz gminie.

Kiedy widzicie na poboczu drogi kłębiące się stado ptaków, to zachowajcie ostrożność. Pewnie leży tam wcześniej potrącony nieszczęśnik. Często zdarza się, że w ferworze walki o pożywienie inny zwierzak lub ptak traci życie pod kołami auta.

 Bardzo proszę: szczególnie zimą bądźcie wrażliwi na trudną sytuację zwierząt, pilnujcie swoich psów, zachowujcie ostrożność za kierownicą, a wtedy nie będzie problemu co zrobić, gdy znajdziecie martwe zwierzę.

Leśniczy Jarek-lesniczy@erys.pl

 

 

21:58, lesniczy.lp
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 21 stycznia 2013

 

  Dziś nie o lesie, ptakach i zwierzakach ale o nieszczęściach…

 Bo tyle ich wokół nas. Dotykają także leśników i ich bliskich, dlatego piszę o nich na tym właśnie blogu... W mojej służbowej e-skrzynce bardzo często napotykam na błagania o pomoc. Niebawem czas rozliczeń podatkowych, może warto choć wtedy pomyśleć o kimś wokół nas. Lepiej pomagać niż szukać pomocy. Może zechcecie pomóc leśnikom i ich rodzinom? Tyle jest ludzkich tragedii wokół nas… A co może być gorszego od bezradności? Szczególnie dla leśników, twardych ludzi czynu. Ale i ich nie omijają nieszczęścia. Zostaje wtedy tylko wołanie o pomoc.

 Leśnik tak pisze o chorobie swojej żony:  „Stwardnienie rozsiane jest chorobą autoimmunologiczną, w której układ odpornościowy gospodarza zwalcza komórki własnego organizmu, w tym przypadku w tkance nerwowej i doprowadza do obezwładnienia kończyn górnych i dolnych…”. Inny, 29-letni pracownik wrocławskiej RDLP pisze tak: „W grudniu 2006 roku, uległem poważnemu wypadkowi samochodowemu w efekcie którego złamałem kręgosłup. Od tamtego dnia poruszam się wyłącznie na wózku inwalidzkim. Możliwość utrzymania się w dobrej kondycji fizycznej i dalszej walki o powrót do zdrowia daje długotrwała i intensywna rehabilitacja”. Małżeństwo leśników błaga o pomoc dla synka: „Wojtuś cierpi na nieuleczalną chorobę genetyczną jaką jest mukowiscydoza. Choroba ta mimo stałego przyjmowania leków, ciągle postępuje. Niezwykle ważne jest utrzymanie chorego w dobrej kondycji zdrowotnej. Wymaga to wielu nakładów finansowych (sprzęt do rehabilitacji, enzymy trzustkowe, antybiotyki, witaminy, odżywki). Chorzy niejednokrotnie wydają na leczenie od 800 nawet do 3000 zł miesięcznie.”  Moja serdeczna koleżanka Janeczka ma inny problem: „Choruję na sarkoidozę płuc i jak co roku proszę o przekazanie 1% podatku na Fundację Pomocy Leśnikom i ich Rodzinom. Fundacja od początku choroby pomaga mi w ponoszeniu kosztów mojego leczenia. To dzięki 1% podatku mogę się leczyć, choroba z którą się zmagam już od 5 lat jest chorobą nieuleczalną i wymaga wielu badań i leków. Sarkoidoza  jest chorobą układu odpornościowego… Te teksty mówią wszystko! Każdy z nas może pomóc, choć zdaję sobie sprawę ile takich wołań słyszy wielu z nas. Sprawa jest prosta, bo przecież nie o to chodzi, żeby na każdy apel odpowiadać wypełnionym przelewem bankowym.

Zgodnie z ustawą o działalności organizacji pożytku publicznego, osoby płacące podatek dochodowy od osób fizycznych mogą pomniejszyć podatek należny, deklarowany w rocznym zeznaniu podatkowym o 1 %, przekazując tę kwotę na rzecz wybranej organizacji pożytku publicznego. Jedną z takich organizacji jest „Fundacja Pomocy Leśnikom i ich rodzinom”

Zasadniczym celem założonej przez leśników fundacji  jest  ochrona zdrowia oraz  pomoc społeczna głównie pracownikom, byłym pracownikom oraz ich rodzinom, z nadleśnictw i zakładów wchodzących w skład Regionalnej  Dyrekcji Lasów  Państwowych w Szczecinie. Fundacja  powstała w 2005 roku i do 31.12.2012 r. z jej kasy przyznano pomoc finansową 69 pracownikom i członkom ich rodzin w wysokości 642 tys. zł, na pokrycie kosztów leczenia i rehabilitacji lub pomocy np. po pożarze domu.

Fundacja Pomocy Leśnikom i ich Rodzinom w Szczecinie ul. Słowackiego 2  (siedziba RDLP)

                                   nr  KRS 0000 227907                      

           konto do wszelkich  wpłat : Bank BPH  96 1060 0076 0000 3260 0172 4403

Wystarczy wpisać w druku PIT za 2012 r.    nr KRS /0000227907/    oraz kwotę, a darowizna zostanie przekazana  przez Urząd Skarbowy na konto Fundacji. Można także wskazać wybraną osobę ( należy podać imię i nazwisko )  a Fundacja przekaże całą zebraną kwotę tej właśnie osobie.

                                            

Podobną fundacją, która pomaga leśnikom z całej Polski, choć siłą rzeczy częściej tym z  południowej i wschodniej części kraju jako, że założono ją przy RDLP Krosno, jest fundacja  „Pomoc Leśnikom” , adres pocztowy: ul. Bieszczadzka 2, 38 - 400 Krosno. Zasady są takie same, jeśli komuś bliżej sercem do Krosna to proszę wpisać na PIT:

Nr KRS Fundacji: 0000040564,   można też dokonywać dowolnych  wpłat na  konto: BGŻ S.A. Krosno 24203000451110000000246150

Szczegółowe wiadomości o fundacjach  można znaleźć na stronach www regionalnych dyrekcji LP w Szczecinie (pełnej informacji udzieli telefonicznie B. Sasin)  i Krośnie ( doskonale zorientowany będzie leśniczy Jerzy Miliszewski). Fundacje nie mają pracowników i nie generują dla nich zysków. Są po to, aby pomagać ludziom w nieszczęściach, które czyhają wokół nas.   A ja Was bardzo proszę: nie zatwardzajcie serc Waszych na wołanie o pomoc…

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

   

23:47, lesniczy.lp
Link Komentarze (6) »