O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
środa, 03 kwietnia 2013

 

Leśniczy jest pierwszą, a często też jedyną osobą spośród leśników, którą spotyka w lesie turysta czy mieszkaniec okolicznych miejscowości. Reprezentuje godnie leśników oraz lasy państwowe jako firmę i  jest osobą powszechnie rozpoznawalną oraz najczęściej bardzo szanowaną. Dlatego na wsi mówi się „nasz leśniczy”, a mieszkańcy wsi przychodzą do leśniczówki z różnymi sprawami i to nie tylko służbowymi. Leśniczy najczęściej wiele lat czynnie działa  na swoim stanowisku i szybko zżywa się ze społecznością. Z „ptoka”, który przyleciał czasem z miasta lub innej części kraju, po latach staje się „krzakiem”, a nieraz nawet „pniakiem”. Taki podział stosuje się w społecznościach z różnych regionów kraju. Mówił mi ostatnio bardzo sympatyczny kolega Bogusław- leśniczy z serca Kurpiowszczyzny, że w jego wsi jest zwyczaj zapraszania leśniczego na każde wesele. Bo on po 20 latach bycia kurpiowskim leśniczym jest tam uważany za „krzoka”. W moim przypadku 1 lipca przypadnie także jubileusz 20 lat w leśnictwie Pszczew. Był czas okrzepnąć, bo będąc w nieustannym kontakcie z takimi krzepkimi drzewami:

                    

Nie da się chyba inaczej…

 

 Ale oprócz leśniczych są też przecież  i inni leśnicy, których możecie spotkać w lesie. Może opowiem Wam nieco o hierarchii leśników na poziomie nadleśnictwa?  W naszym kraju w państwowej jednostce organizacyjnej o nazwie Państwowe Gospodarstwo Leśne Lasy Państwowe pracuje około 25 tysięcy osób. Nazywamy ich wszystkich leśnikami, choć pracują na rozmaitych stanowiskach. Niektórzy noszą zielone, piękne mundury z naszytymi dystynkcjami, po których można poznać jaką pełnią funkcję. Różnią się one ilością haftowanych gwiazdek, gałązek i kolorem wypustek:

 

 

 Choć są także leśnicy bez mundurów- referenci, kasjerzy, księgowe itd., których praca jest także ważna i potrzebna, choć mniej eksponowana.  Dziś przybliżę Wam jednak mundurowych leśników. To oni sprawują zarząd nad lasami i gospodarzą w nich w naszym imieniu na mocy ustawy o lasach. Model organizacyjny zarządzania lasami został wykształcony blisko 90 lat temu i polega na podziale kraju na 17 regionalnych dyrekcji, które z kolei dzielą się na nadleśnictwa. Całością "dowodzi" dyrekcja generalna w Warszawie. Obecnie Dyrektorem Generalnym LP jest Adam Wasiak:

 

W kraju jest 430 nadleśnictw o przeciętnej powierzchni 17,5 tysiąca hektarów. Nadleśniczy:

 prowadzi na tym obszarze zgodnie z zapisem ustawy samodzielną gospodarkę leśną i odpowiada za całość nadleśnictwa. To bardzo odpowiedzialna funkcja, obarczona ogromem obowiązków. Pomaga mu jego zastępca:

 

który wspierany przez inżyniera nadzoru:

 

nadzoruje praktycznie całość gospodarki leśnej oraz działania leśniczych:

 

 

Leśniczowie są zatrudniani przez nadleśniczego na zasadzie powołania i pełnią funkcję gospodarza leśnictwa. Jest ich obecnie w kraju około 5400.

 

 Zajmują się tym wszystkim, o czym opowiadam Wam na tym blogu. Wiecie już dobrze, że jest o czym opowiadać... Leśniczemu pomaga podleśniczy:

 

Ma on wiele pracy przy wyznaczaniu trzebieży, odbiórkach drewna, pomiarach i nadzorze nad pracami wykonywanymi przez ludzi z firm usługowych. Pewnie też często spotykacie go w lesie. Rozporządzenie ministra środowiska z 2003 roku w sprawie stanowisk i stopni Służby Leśnej wymienia jeszcze stanowisko gajowego:

 

To najniższe stanowisko w hierarchii nadleśnictwa. Jednak niebawem już nie spotkamy leśnika w stopniu gajowego, bo od wielu lat nie zatrudnia się nikogo na tym stanowisku.  Gajowy odchodzi w mrok lasu, a z nim ciekawy rozdział leśnictwa. Przed wojną gajowy pełnił funkcje strażnika części lasu, rzetelnie odpowiadając za powierzony mu obchód, stanowiący część leśnictwa. Chronił las przed szkodnictwem i był leśnikiem „pierwszego kontaktu”. Po wojnie gajowi, zwykle awansowani z robotników leśnych także pomagali leśniczym i nadal dbali o obchody. Niektórzy gajowi zajmowali to najniższe stanowisko pomimo dobrego przygotowania zawodowego zdobytego przed wojną. Jednak wtedy często „poprawność polityczna” decydowała o miejscu w hierarchii. Wejście w życie ustawy o lasach z 1991 roku zmieniło wymogi w stosunku do Służby Leśnej. Wielu dotychczasowych gajowych uzupełniło wykształcenie i awansowało. Dziś przygodę z leśnictwem rozpoczyna się od stanowiska podleśniczego. W szczecińskiej RDLP nie pracuje już żaden leśnik z jedną gwiazdką na mundurowych patkach. Niebawem ostatni gajowy w kraju odejdzie na emeryturę, ale pozostanie nam ciepłe wspomnienie po oddanych państwowym lasom ludziach z nieodłączną raportówką. Spójrzcie na archiwalną fotografię dawnych leśników:

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

 

22:10, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
sobota, 30 marca 2013

Wydawać się może, że wszelkie pomysły w sprawie kraszanek czy pisanek wielkanocnych zostały już spełnione i wyczerpane. Ale czy widzieliście kiedyś takie leśne kraszanki jak na załączonych fotografiach? To dzieło Anny Kasprowicz, młodej artystki związanej ze środowiskiem leśników z Nadleśnictwa Trzciel. Te arcydzieła o leśnej tematyce powstają z jaj gęsich i strusich w sposób w pełni ekologiczny. Jajka czyszczone są wodą z szarym mydłem i barwione łupinami cebuli lub wywarem z owoców czarnego bzu. Potem pani Anna igłą, nożykiem lub skalpelem wyskrobuje z niesamowitą precyzją wizerunek zająca, wiewiórki:

lub brudnicy mniszki, zwójki czy cetyńca, gdzie artystka wiernie odtwarza każdą plamkę ubarwienia czy włosek:

Można z nich w trakcie świąt uczyć się entomologii, biologii, łowiectwa czy botaniki. No i jak tu nie mówić, że las i to, co robią w nim leśnicy nie są  znakomitą inspiracją dla wszelkich form artystycznych? Jestem zauroczony leśnymi kraszankami…

 (fot 3 powyżej i miniatura Włodzimierz Rudawski)

Śnieg nam wszystkim popsuł szyki

Przykrył jajka i koszyki

A kurczakom zmarzły nóżki

Więc się tulą do rzeżuszki.

Lecz choć śnieg nam pada w święta

I pogoda niby wstrętna

My święconym się dzielimy

I radości wszem życzymy

Z leśniczówki już Wam znanej!

 

Miłych Świąt życzy Wam leśniczy Jarek z żoną Reginą i całą rodziną…

 

Posłuchajcie także świątecznej, wielkanocnej opowieści o osice, która ma drżące liście:

 

 

 

 „Gdy Żydzi chodzili po lesie wypatrując, z czego by wyciosać krzyż dla Chrystusa, wszystkie drzewa drżały z przerażenia i żadne nie chciało być krzyżem.
Nie zadrżała jedna tylko osiczyna - więc uczynili z niej krzyż i przybili na nim Chrystusa.
Od tego czasu nawet w chwilach największej ciszy w lesie, gdy wszystkie drzewa stoją spokojnie, osiczyna drży i trzęsie się zawsze.
I dawno byłaby już wyschła i nie stałoby jej na świecie, gdyby nie to, że wszystkie dusze ludzkie, które za życia były dla kogoś krzyżem, Chrystus zmienia po śmierci w osiczyny, by nie zaznały spokoju i drżąc wiecznie czekały na sąd.
Albowiem nie wolno jest być drzewem na niczyj krzyż”

Henryk Sienkiewicz- „Osiczyna”

Osika  (Populus tremula L.) nazywana jest też osiną, osiczyną, czy topolą drżącą. To najpopularniejsza z naszych topól, których w Polsce mamy 4 rodzime gatunki: biała, czarna , szara i osika. Rośnie niemal we wszystkich polskich lasach, także na terenach zurbanizowanych i nad wodami.  Jest drzewem pionierskim i bardzo ekspansywnym- szybko pojawia się na nieużytkach i nieodnowionych zrębach, bardzo szybko przyrastając, nawet 1m rocznie. Leśnicy jej nie lubią, bo za jej sprawą niektóre uprawy i młodniki pustoszy groźna rdza-  skrętak sosny.  Ma prosty, strzelisty pień o oliwkowo szarej, gładkiej korze. Jest raczej krótkowieczna, dożywa zwykle maksymalnie do 100 lat. Najgrubsze 2 osiki w Lasach Państwowych znajdują się w pobliżu miejscowości Jastrew, w Nadleśnictwie Brzesko, w województwie małopolskim. Najgrubsza ma wysokość 35 m i obwód 461 cm, druga jest nieco mniejsza, ma obwód 410 cm.  Charakterystyczną cechą tego gatunku są drżące liście, które kołyszą się nawet przy zupełnie bezwietrznej pogodzie.

Z osiką i drżeniem jej liści związane są liczne opowieści, podania ludowe i legendy, o których warto przypomnieć szczególnie teraz, w przeddzień Wielkiej Nocy:

 Bo kiedy źli ludzie szukali w onym czasie drzewa na Krzyż i Mękę Pańską, wszystkie drzewa i cały las ogarnęło przerażenie. A ludzie chodzili po lesie i namyślali się w jakie drzewo uderzyć toporem i uczynić z niego Krzyż. Nie mógł być to dąb- bo drzewo to mocarne i symbolizujące wiekuistość. Nie mogła być to lipa- drzewo poetów i zakochanych, pełna słodyczy, dająca miód oraz  schronienie ptakom. Ani brzoza- biała i niewinna, ani sosna zalana żywicznymi łzami, ani jesion- drzewo walki, z którego są rycerskie kopie. „Zostawcie nas w pokoju”- szumiały smukłe olchy wznoszące ramiona ku niebu. Żadne z drzew nie chciało Męki Pańskiej i wszystkie trzęsły się od zgrozy nad postępowaniem okrutnych ludzi. Kiedy noc zapadła nad lasem i ludzie wracali do domu bez krzyża, napotkali na powrotnej drodze jedno drzewo, które nie zadrżało na ich widok. Była to osika. Zrąbali ją w milczeniu i pośpiesznie. Z jej drzewa uczynili Krzyż. I ukrzyżowali na nim Zbawiciela Świata. Odkąd osikowe drzewo zbryzgała Krew Najświętsza, wszystkie osiny dygocą z lęku, że znowu źli ludzie przyjdą i ten straszny dzień się powtórzy. Trzęsą się ze wstydu i żalu, a gdy nadejdzie jesień, liście osikowe są koloru krwi, na pamiątkę tej Krwi, która spłynęła po drzewie krzyża…

Istnieje wierzenie ludowe, popularne szczególnie na Ukrainie, że na osice powiesił się Judasz. Wszystkie inne drzewa odmówiły zdrajcy Jezusa swoich gałęzi. Teraz  osika żałuje swojego postępowania i drży przed Bożym gniewem. Inne podanie ludowe mówi o związku osiki z ucieczką Świętej Rodziny do Egiptu. Kiedy Rodzina uciekająca przed okrutnym Herodem chciała się schronić pod osiką, ta zaczęła trząść się ze strachu przed gniewem władcy i nie przyjęła ich. Wygnańcom pomogła leszczyna, a osika trzęsie się do dzisiaj… Z osiką wiąże się jeszcze całe mnóstwo podań, gdzie zwykle jest ona przedstawiana w negatywnym świetle. Przekazy mówią, że Kain zabił Abla osikowym kołkiem. Pamiętamy przecież opowieści, w których osikowe kołki wbijane w wampiry i wiedźmy, wystarczy wspomnieć Rzędziana z „Ogniem i mieczem”, który w pamiętnej scenie wbił osinowy kołek w Horpynę.  Zabijano także trumny kołkami z drewna osikowego, aby zmarły nie stał się upiorem. Na grobach samobójców wbijano osinowy kij, który nie pozwalał by nieszczęśnik straszył po śmierci ludzi. Podobno osika to ulubione drzewo diabła, który lubi na niej przesiadywać, a ona wtedy trzęsie się, aby nas ostrzec przed Złem. Może zatem i w niej, jak w każdym drzewie tkwi Dobro i pozytywna energia? Zresztą z jej drewna były wyrabiane słynne husarskie kopie, tak symboliczne dla Polaków.  Z czasów Augusta II mamy szczegółowy opis kopii husarskiej: „ była blisko trzy sążnie długa, gruba u tuleii jak ramię, a lekka i składna. Drzewco miała z młodej prostej osiki, wydrążone u spodu, żółto pokostowane”. Osika jest także i dziś wciąż pożyteczna dla człowieka poprzez rozmaite zastosowania. Drewno jest cennym surowcem w przemyśle zapałczanym i celulozowym. Cenią  je też rzeźbiarze oraz bobry:

 Młode liście to ulubiony pokarm owiec, są też przysmakiem głuszców, pięknych, chronionych kuraków. Miazga osiki jest dość pożywna, toteż w okresach głodu w Europie dodawano ją do mąki i pieczono z niej chleb, a nawet spożywano na surowo. Zobaczycie ją praktycznie w każdym zakątku kraju, warto ją zatem poznać i podumać nad bogactwem legend… Zachęcam do bliższego poznania osiki -  drżącej topoli o srebrzystej korze podczas rodzinnych, wielkanocnych spacerów. Nie zrażajcie się pogodą! A nuż pomimo śniegu i mało wiosennej aury przycupnął pod osiką jakiś sympatyczny, Wielkanocny Zajączek?

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

12:54, lesniczy.lp
Link Komentarze (11) »
wtorek, 26 marca 2013

Grodzenie upraw leśnych siatką jest dziś powszechnie stosowane w leśnictwie, pomimo tego, że jest to kosztowna działalność. Metr bieżący ogrodzenia wymaga nakładów finansowych na poziomie 6-8 złotych. Praktyka jednak wykazała, że jest to dobra inwestycja. Taka forma zabezpieczania zakładanych upraw przed presją zwierzyny nie jest wcale nowym pomysłem. Wcześniej, w latach 60 i 70 XX wieku, gdy zalesiano połacie porolnych gruntów, często po pełnej orce wykonywanej nawet ciągnikami gąsiennicowymi, także używano siatki grodzeniowej. Zwykle były to jednak monokultury sosnowe o dużej powierzchni. Spotykam jeszcze czasem w lasach ślady takich dawnych płotów.

 Dzisiejsze ogrodzenia z siatki stosowane są raczej tylko do zabezpieczania cennych domieszek liściastych. Służą one często do przebudowy monokultur i powrotu do pierwotnych, mieszanych drzewostanów: dąbrów, grądów czy lasów z jaworem oraz lipą. Przecież dopiero od około dwudziestu lat zaczęto na dużą skalę wprowadzać do lasu, wszędzie gdzie jest to możliwe, gatunki liściaste. A skala ogrodzeń? Obecnie w moim urozmaiconym siedliskowo leśnictwie o powierzchni blisko 2200 ha ogrodzenia zajmują 62 hektary, a ich łączna długość to ponad 33 km. To chyba niezbyt wiele? Każde ogrodzenie w leśnictwie ma założoną specjalną kartę, gdzie odnotowuje koszty jego budowy, przeglądy i konserwację. Na odwrocie karty jest szczegółowa mapka usytuowania grodzenia, a wszystkie płoty w leśnictwie naniesione są na specjalną  mapę. Leśne  płoty są na bieżąco kontrolowane i doglądane, szczególnie po silnych wiatrach czy po sezonie polowań zbiorowych. Każda ogrodzona uprawa jest przedmiotem szczególnej troski leśniczego, który świadomy kosztów grodzenia, dba o jej pielęgnację i poświęca jej wiele uwagi. Takie zróżnicowane uprawy, gdzie znajdziemy dęby, buki, klony, drzewa owocowe i krzewy mają ogromne znaczenie dla przyszłości i trwałości lasów o wielu funkcjach.  Grodzenie upraw leśnych siatką  jest najbardziej  skutecznym, radykalnym, ale też chyba najdroższym sposobem zachowania trwałości lasu. Dlatego wykonane przez pracowników zakładu usług leśnych ogrodzenia należy starannie odbierać i precyzyjnie rozliczyć. Całość prac przy odbiórce ogrodzeń  wykonuje leśniczy, ale podlegają one sprawdzeniu przez szereg osób. W poniedziałek, pomimo wciąż zalegającego śniegu,  ruszyłem pomierzyć zakończone ogrodzenia. Jedno powstało na zrębie położonym pośród gruntów prywatnych i tuż  przy torze kolejowym:

Brnąłem przez solidny śnieg nasypem kolejowym ale w pewnej chwili musiałem ustąpić z drogi, bo pojawił się pociąg towarowy:

Zabrałem się do mierzenia ogrodzenia przy użyciu różnych urządzeń:

Od kilku lat używam dalmierza nitkowego Walktax:

 

To prosty przyrząd do pomiaru odległości w terenie. Pomiar rozpocząłem od przywiązania nitki w narożniku ogrodzenia. Walktaxa zaczepiłem na pasku, a wysnuwająca sie nitka uruchomiła licznik wskazujący przebytą odległość Nitka na szpulce wystarcza na 2,5 km, a wykonana jest z bawełny, więc można pozostawić ją w środowisku, bo szybko rozłoży się. Idąc wzdłuż ogrodzenia i rozwijając nitkę, liczyłem słupki za pomocą innego prostego urządzenia:

Swojego czasu reklamował je znany aktor, „zaliczając” przy jego pomocy dziewczyny… Mijając każdy słupek ogrodzenia, przyciskałem przycisk, a na końcu okazało się, że do zbudowania ponad 400 metrów ogrodzenia potrzeba było 118 słupków, razem z drabiną konieczną do wejścia wewnątrz płotu.

Pomiary kontrolowałem dalmierzem laserowym:

Przez lunetkę namierza się na „krzyż celownika” charakterystyczny punkt, np. słupek na rogu ogrodzenia, trzymając podczas pomiaru przycisk na górze dalmierza. Po zgraniu krzyża ze słupkiem zwalnia się przycisk, a w „oku” lunetki wyświetla się odległość. Obszedłem ogrodzenie szybkim krokiem, bo było zimno i wiał mroźny wiatr:

Potem przejechałem w inny oddział i zabrałem się za pomiar czterech wyciętych gniazd, gdzie niebawem (gdy wreszcie nadejdzie wiosna) będę sadził dęby:

Nie pamiętam odbiórki ogrodzeń w takim śniegu! Szybko obszedłem ponad 800 metrów płotów, co z pewnością odbije się na poprawie mojej kondycji, uśpionej lenistwem zimy:

Dziś wypełniłem szereg dokumentów niezbędnych do rozliczenia ogrodzeń, bo przecież to koniec miesiąca i czas sporządzania dokumentacji płacowej. Pomimo śniegu i mrozu wolę jednak marsz z Walktaxem niż żmudne wypelnianie dokumentów przy biurku…

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

23:33, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
piątek, 22 marca 2013

21 marca Zgromadzenie Narodowe ONZ ustanowiło Międzynarodowym Dniem Lasów. Tego dnia leśnicy na całym świecie informują każdego, kto zechce ich słuchać i oglądać o znaczeniu lasów dla życia ludzkiego oraz przyszłości świata. Jak wylicza ONZ, od lasów uzależniony jest byt 1,6 mld ludzi na świecie oraz najbardziej  istotna część globalnej gospodarki. Nasi leśnicy od dawna, przez blisko 90 lat istnienia Lasów Państwowych starali się mądrze czcić Dni Lasu:

Polskie lasy, jedne z najlepiej zachowanych i zagospodarowanych w Europie zajmują prawie 30% powierzchni naszego kraju. Rosną na obszarze 9,1 mln ha, z czego 7,6 mln ha zarządzane jest przez Lasy Państwowe, czyli stanowią własność nas wszystkich. A nie wszędzie można swobodnie korzystać z piękna przyrody:

 28% Polaków wcale nie bywa w lesie, a 38% bywa tam sporadycznie. Wiedza Polaków na temat lasów także nie zwala z nóg, ale oczywiście nie dotyczy to czytelników Blogu Leśniczego, którzy wnikliwie śledzą, na różne sposoby, to co opowiadam o lesie :

Wielu ludzi narzeka na leśników, że "wciąż tną i tną i niedługo nie będzie już starych lasów". Wy doskonale wiecie, że powierzchnia lasów w Polsce wciąż się zwiększa, a średni wiek także rośnie. Na przestrzeni 68 lat udało się zwiększyć lesistość kraju z 21 proc. w roku 1945 do blisko 30% obecnie. Lasy zapewniają nam też konkretne, namacalne korzyści w każdej dziedzinie życia i w niemal każdym miejscu – od kuchni, przez aptekę, po skład opałowy i plac budowy. Najważniejszym leśnym produktem jest jednak potrzebne wszystkim drewno, które ma około 30 tysięcy zastosowań.

Bez obaw, nie zaleję Was oceanem cyfr i faktów, nie będę informował z nutą „przemądrzalstwa”, tylko opowiem Wam o tym, że nasza bliskość z Naturą jest naturalna. Choc coraz częściej, może z wygodnictwa, o tym zapominamy...  Można przecież, a nawet trzeba, zachwycać się każdym, nawet pozornie zwyczajnym jej elementem:

 Tęskno do uroków Natury szczególnie teraz, gdy zima wciaż trzyma. Zauważyłem ze zdumieniem, że prawie wszystkie moje wpisy z tego miesiąca mają w tytule wiosnę. Czekam na nią z utęsknieniem, jak większość z Was:

 Nic dziwnego! Taka nasza natura… Przecież wiosna świeżą zielenią szybko zaciera wspomnienia krótkich, zimowych dni a pierwsze cieplutkie promienie słońca wlewają w ludzi optymizm i mobilizują do aktywności:

 

Ruszamy na leśne spacery, zachwycamy powrotem ptaków i kolorami kwiatów, porządkujemy ogródki, otoczenie domów, no i mówimy: zbliżamy się do NATURY !

Wiosną zdejmujemy stopniowo warstwy odzienia, których przyzwyczajeni do niskich temperatur już nie zdołaliśmy liczyć, a zdejmowanie oczywiście zależy od wieku, bo przecież gimnazjalistki poprzestają na jednej cienkiej warstwie, która patrząc na długość nigdy nie zasłania pępka. Nieco starsze roczniki -  im starsze tym mniej chętnie redukują warstwy - ale wszyscy w pewnym momencie, często z przerażeniem odkrywamy jakąś fałdkę, czasem fałdę! Powziąłem także własne, niewzruszone postanowienie redukcji „złóż odnawialnych” w okolicach brzusia… Nieraz są to już zwały i wtedy szperając w ulubionej lodówce szybko zmieniamy menu mówiąc: wracam do NATURY!

 

Ale czy ten powrót do natury jest jeszcze możliwy?

Cywilizacja w swoim pędzie do zmian, przeobrażeń i udoskonaleń już tak bardzo zmieniła nasze życie, nasze przyzwyczajenia, całą naszą tożsamość. Zamiast po kompot do piwnicy lecimy do Biedronki, zamiast robić sałatkę odkręcamy słoik z promocji w Lidlu, zamiast zagniatać ciasto na kluski wyciągamy mrożonkę z Netto i tak ciągle zamiast, zamiast...

Można przy tym zamiast zanucić za E. Geppert: „zamiast, ersatz, cholera, nie życie...”

Wracamy jednak coraz częściej do korzeni, do tzw. Matki Natury i zastanawiamy się ile marchewki jest w marchewce, z niepokojem śledzimy skład produktu na opakowaniu, zastanawiamy się co można jeść bezpiecznie i pijemy zieloną herbatę, bo zdrowa ( choć niektórym nie bardzo smakuje) Zbliżamy się na powrót do Natury, której wciąż jesteśmy częścią, choć często o tym zapominamy, zbliżamy się i oby nie tylko z tego powodu, że niepokoimy się o swój dalszy los.

Chcemy być zdrowi, szczupli, wysportowani, opaleni i po to tak chętnie wracamy do tej Matki – Natury. Jednak z okazji Międzynarodowego Święta Lasu warto zapytać: „Człowieku, ty niedobry egoisto!!! Co Matce – naturze dajesz w zamian?”

Przyozdabiasz ją foliówkami, puszkami i innym śmieciem z wspomnianych marketów. Palisz jej skórę bezmyślnie wypalając trawę i pozostałości roślinne mimo wszelkich medialnych akcji typu „Ratujmy skowronki”.  Wywalasz bez skrupułów to, co tobie zbędne gdziekolwiek jesteś. Myjesz samochód nad jeziorem bo tak wygodniej. Trujesz ją skutecznie, godząc się na tańszy sposób pozbywania ścieków i śmieci. Pomyśl o lesie choćby w świąteczny dzień, tak jak to robili nasi poprzednicy już w latach 30 XX wieku:

 

Popatrzmy może życzliwie na tę bliską sercu Naturę i rozejrzyjmy się wokół. Nie tylko od święta. Tylko głupiec nie dostrzeże piękna otaczającej nas przyrody i będzie dawał przyzwolenie na jej bezczeszczenie. W kwietniu będzie Dzień Ziemi, we wrześniu Sprzątanie Świata,a na świecie organizuje się wiele akcji i jest mnóstwo organizacji propagujących  ochronę przyrody. Jednak to wciąż za mało, aby Natura trwała wiecznie.

Zerwijmy z egoizmem i traktujmy przyrodę życzliwie każdego dnia, a ona odwdzięczy się nam swoim bezgranicznym pięknem, z  którego trzeba tylko umieć czerpać. Starajmy się poznawać i rozumieć las oraz jego mieszkańców, poznawajmy świat zwierząt, ptaków, owadów i roślin. Zachwycajmy się czystością wód i majestatem gór. Wielki Człowiek i Polak, Jan Paweł II mówił, patrząc na piękno gór: Człowiekowi jest potrzebne piękno krajobrazu!

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

18:21, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
środa, 20 marca 2013

Nie dajmy się zwieść pozorom zimy, bo przecież jutro pierwszy dzień wiosny! No tak, ale wszyscy wiemy, że te "pozory" to minus 5 w dzień i duuużo śniegu. Dawno nie było takiej zimowej wiosny… Wróciłem wczoraj z Krynicy Górskiej, gdzie obradowała Rada Krajowa Związku Leśników Polskich. Po drodze, wzdłuż autostrady A4 pomiędzy Wrocławiem a Katowicami było zielono i bezśnieżnie. Fruwały sobie skowronki i czajki. Ale już w okolicach Krakowa znowu zrobiło się biało, a w Krynicy zupełnie zimowo. Obrady trwały od 9 do 20 z malutką przerwą na obiad, to nie było szans wyjrzeć na zewnątrz. Ale nie można oglądać świata tylko przez szyby!   Drugiego dnia zerwałem się przed 6 rano i wyszedłem chwilę rozejrzeć się po mieście i parku zdrojowym. Było cicho i uroczo, ale gdzie ta wiosna?

Warto też pamiętać, że dziś, 20 marca, jest Międzynarodowy Dzień Wróbla:

Coraz mniej wokół nas uroczych i skromnych wróbelków. Zadbajmy o nie, nie tylko od święta, bo ich populacja też staje się skromna.

Dziś cały dzień spędziłem w lesie i wyglądałem wiosny. Dwie uprawy zaplanowane do sadzenia wiosną już zostały ogrodzone. Jeszcze nie zdarzyło się, abym w takim śniegu odbierał wiosenne płoty:

 Mierzyłem solidne stosy papierówki. Ten zawiera ponad 150 m3, czyli aby go wywieźć potrzeba prawie sześciu wielkich samochodów.  Myślałem, że z wysokości 2,60 m wypatrzę wiosnę ale jednak nie:

Gęgawy na polu też z tęsknotą wyglądają Kwietnej Pani i martwią się, że im jajka zmarzną:

Wypatrzyłem dziś jednak objaw wiosny w zimowym lesie. W sosnowym młodniku mignęło coś czarnego:

Podszedłem bliżej i okazało się, że leśnym mrówkom nie straszny śnieg i mróz. Aż parowało z mrowiska, gdzie kłębiły się pracowite owady:

Objechałem i obszedłem dziś wiele zakamarków leśnictwa. Odwiedziłem wszystkie pracujące grupy zulowców, bo pomimo grubej pokrywy śniegu na leśnych drogach i zaśnieżonych koron drzew, ostro pracują. Wydałem dwa samochody papierówki i odebrałem sporo stosowego drewna. Gdy wracałem do domu z planem „wklepania” odebranego drewna do rejestratora zadzwonił pan Leszek z prośbą o wydanie surowca na zrębki. Mam go już dość długo na zapasie, to nie chciałem odmawiać mimo późnej pory.

 Wpadłem do leśniczówki na szybki obiad i znowu ruszyłem w las. Dwa wielkie samochody przyjechały po godzinie 17. Zima ma swoje prawa i niewielka górka okazała się problemem. Koła Scani mieliły śnieg bezskutecznie.  Jednak metody:  „łopatologiczna” polegająca na dokopaniu się do piasku i „na zielone gałęzie”. które układa się pod koła:

Okazały się skuteczne, ale trochę czasu zeszło… Załadunek drewna rozpoczął się przy sztucznym świetle, bo na świecie zapadła już noc:

Drewno było w kilku miejscach, stąd długo trwało napełnienia cienkimi tyczkami i żerdkami ogromnych samochodów.

 Wracałem do domu przed 20, a kierowcy po spięciu pasami ładunku i „wykopaniu” się z lasu „bliżej cywilizacji” postanowili spędzić noc w kabinach samochodów, aby wcześnie rano ruszyć do odbiorcy drewna. To ciężka praca! A jutro znowu ruszą do lasu któregoś leśnictwa. Wracałem do domu w scenerii godnej pędzla mistrza Fałata:

Wiosny jednak nie spotkałem…

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

22:42, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »
czwartek, 14 marca 2013

 

Kto to widział, aby 14 marca było za oknem minus 14, a miejscami nawet minus 20? Zamiast wdzięczących się perkozów na jeziorze za oknem oglądam skutą lodem taflę! Tak, jezioro kolejny raz zamarzło. Na prawa Natury nie ma mocnych i musimy jej wyroki z pokorą przyjmować. Dowiesiłem ptakom paski słoniny i wysypałem ostatnie jabłka z piwnicy. Momentalnie obsiadły je kosy i kwiczoły, pojawił się także drozd śpiewak. Regularnie przylatuje kilka dzięciołów dużych i już codziennie towarzyszy im para dzięciołków. Wcześniej widywałem dzięciołki sporadycznie latem, ale teraz są stałymi bywalcami. Zapewne spodobał się im sad przy leśniczówce. Żurawie, jakby smętnie dłubią w śniegu na polu rzepakowym:

Gęgawy, kormorany i gągoły kręciły się po jeziorze ale dziś muszą szukać gdzie indziej azylu. Krajobraz polny okolic Stołunia wygląda obecnie tak:

  Wczoraj „ustawiałem” prace w lesie, bo wyjeżdżam na kilka dni, a terminy wciąż gonią. Przecież ciągle nie będzie zima!

 Harwester kończy prace na ponad 5 ha powierzchni trzebieżowej:

Przygotowane przez niego wiązki wałków zbiera forwarder:

Przyjechał samochód po „końcówkę” papierówki s2b o długości 2,40:

Nadal trwają prace przy budowie ogrodzeń upraw. Gdy oglądałem i obmyślałem strategię kolejnej trzebieży zobaczyłem czarną plamę:

W luce pomiędzy sosnami stały dziki, a największa locha wpatrywała się we mnie badawczo:

„Śmignęły” za chwilę w dół i skryły się w gęstym młodniku. Naturalnie znowu jeden leżał w mrowisku!

Gdy sprawdzałem wykonanie trzebieży zobaczyłem brzozę, ściętą przez harwester:

Piękne sople wiosny! Poznajecie? To oskoła- sok brzozowy, zamarznięty w efektowne sople. Takich lodów jeszcze nie jadłem, choć bardzo lubię oskołę w postaci napoju. To bardzo zdrowe, warto spróbować. Sok z brzozy jest do zdobycia  tylko wczesną wiosną, gdy rusza wegetacja roślin. Zbiera się go do naczynia po wywierceniu otworu w pniu drzewa założeniu odpowiedniej rurki lub rynienki. Można też skośnie uciąć gałązkę i włożyć ją do butelki. Z dużego 20-letniego drzewa można otrzymać bez szkody dla rośliny 150-200 l soku. Po zebraniu soku otwór w drzewie należy silnie zakorkować. Oczywiście nie można działać samowolnie bez zgody właściciela drzewa lub zarządcy lasu. Leśnik pewnie chętnie wskaże brzozy, które niebawem tak trzeba wyciąć, wykonując czyszczenia lub trzebieże.  Sok brzozowy można przechowywać w lodówce kilka dni. Jest źródłem niezbędnych dla naszego organizmu witamin i mikroelementów w postaci cukrów naturalnych (glukoza i fruktoza), soli mineralnych, związków potasu, magnezu, fosforu, wapnia, żelaza miedzi oraz witamin z grupy B. Samo zdrowie!

Medyczne zalety brzozy znane były od tysiącleci. Już na początku naszej ery stosowali ją chętnie Rzymianie. Wymieniana jest także w średniowiecznych zielnikach. Pożyteczne działanie mają świeże brzozowe liście oraz pączki.

Oskoła - sok brzozowy, była tradycyjnym napitkiem spożywanym o tej porze roku przez wszystkich Słowian. Przed II wojną światową nie było porządnej restauracji w Polsce, w której nie podawano by oskoły. Sok z brzozy był ceniony za swoje walory smakowe i gościł na większości polskich stołów. Wspomina o niej Zagłoba w „Potopie”, mówiąc, że „Radziwiłł sok brzozowy popija”.

No ale lodowe sople oskoły, kojarzącej się z wiosną, to chyba coś nowego nawet dla Zagłoby!

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

09:34, lesniczy.lp
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 11 marca 2013

Całkiem niedawno zamieściłem leśny raport o wiośnie, kwiatkach, ptakach i pędzie
przyrody do rozkwitu zieleni, a dziś rankiem złapało mnie wielkie „zdziwko”!
Przez noc napadało tyle śniegu, że całą zimę tyle nie było. Drogi leśne solidnie zasypane, a publiczne wyślizgane kołami aut ludzi śpieszących rankiem do pracy. Jadąc do lasu zobaczyłem na środku pola rudel 14 saren, a obok parę żurawi jakby zdziwionych otaczającą je bielą:

Gdy  tylko wjechałem do lasu spotkałem daniele:

9 łań z cielakami spacerowało po pasie gazociągu Płw. Jamał- Europa Zachodnia. Na
czas budowy w latach 1995-96 wycinałem pas roboczy o szerokości 32 metry. Teraz rośnie już tam spory młodnik, tylko 8 m pas nad zakopaną tam rurą o średnicy blisko 1,5 m pozostał niezalesiony. Kawałek dalej, niedaleko paśnika zobaczyłem 3 daniele-byki:

Oglądałem je chwilę, dwa z nich miały łopaty, a jeden to niewysoki szpicak. Oba byki to według wyglądu poroża klasyczne selekty. Nie pozwoliły się zbyt długo oglądać i dały dyla:

Poszedłem kawałek po ich tropach, bo byłem ciekaw  gdzie „stacjonowały”. Na pagórku był wytopiony śnieg w miejscu gdzie odpoczywały, a tropy doprowadziły mnie do drzewek wyłożonych dla jeleni. Widać, że daniele też z nich chętnie korzystają:

Jedna z ekip pracowników Zula działała, nie zważając na śnieg przy grodzeniu wyciętych jesienią gniazd:

Gdy zniknie śnieg zazielenia się młodymi dębami, ale skoro jest tyle danieli to siatka jest konieczna. Panowie targali jej zwoje poprzez świeży śnieg:

Trzy oddziały dalej inna grupa pracowników Zula pracowała w trzebieży wczesnej.
Wycinali szlaki operacyjne w kierunku których będą układane wiązki surowca na zrębki:

Szlakami będzie niebawem jeździł ciągnik zrywkowy. Jednak jutro wysyłam ekipę w inną, starszą trzebież, bo  tutaj śnieg sypie się im za kołnierz. Warunki pogodowe są nadal trudne, a w starszym drzewostanie łatwiej pracować. Trzeba wypatrywać wiosny, tak jak to robią żurawie, daniele i sarny. Wszystkim znudziła się już zima.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

21:53, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »
piątek, 08 marca 2013

Ciągle jeszcze bez
zmarszczek

Pachnące perfumami

Kompetentne i oddane
swej pracy

Która potem pożera ich
duszę

Codziennie ubywa Wam
coś z was samych

Włos bądź kropelka
urody

Już prawie nikt nie
daje Wam kwiatów

A miało być tak
pięknie

To tylko ten rycerz,
ten królewicz z bajki

Zwyczajnie nie
dojechał na czas

Tak o kobietach w wierszu „Kobiety XXI wieku” pisze leśniczy Zbigniew Smoczek.  Coraz mniej ludzi pisze wiersze, coraz mniej ludzi je czyta, choć może to tylko pozory i dajemy sobie to wmówić przedstawicielom marnych komunikatorów, że żyjemy w czasach społeczeństwa obrazków, esemesów i fejsbuka? Dlatego, może na przekór temu osądowi, wszystkim Panienkom, Paniom, Dziewczynom, Kobietom- wszystkim pochodzącym z planety Wenus, z okazji Święta Kobiet zadedykowałem wiersz leśniczego Zbyszka. To niesłychanie ciekawa postać, dlatego opowiadam o nim właśnie przy okazji Święta Pań.

 Zadzwonił do mnie niedawno pozytywnie zaskoczony moja pewną wypowiedzią na temat: czym jest dla mnie las… Odtąd rozmawiamy sobie czasem telefonicznie, bo choć pracujemy w tej samej dyrekcji, to nie mamy przecież czasu na spotkania. Kiedyś było inaczej i jak pisze leśniczy- poeta w tomiku „Okruszyny” z 2012 roku: ”Leśnicy spotykali się po pracy, biesiadowali razem i razem pili wódkę. Byli biedni, ledwo wiązali koniec z końcem, ale wydawali się dziwnie
szczęśliwi”
… To prawda, święta prawda leśny poeto! Tomik „Okruszyny” to notatnik leśniczego pisany prozą poetycką, ilustrowany świetnymi fotografiami Zbyszka Pajewskiego, także leśniczego z Puszczy Bukowej.

 Zbigniew Smoczek całe swoje życie związał z lasem. Urodził się nad Zalewem Szczecińskim, jego mama była nauczycielką, a ojciec najpierw leśniczym, a potem nadleśniczym w Kliniskach. Młodość Zbyszka Smoczka upłynęła na łowieniu ryb, jeździe na motocyklu i polowaniu do utraty
tchu, jak sam pisze. Ukończył studia na Wydziale Leśnym ówczesnej AR w Poznaniu i osiadł w Kliniskach, gdzie jest leśniczym do spraw łowieckich w Leśnym Kompleksie Promocyjnym ”Puszcze Szczecińskie”. Pan Zbyszek szczególnie chętnie recytuje swoje wiersze koleżankom i kolegom leśnikom z Regionalnej Dyrekcji LP w Szczecinie:

Nie odmawia jednak spotkań z miłośnikami poezji w innych stronach Polski. Wydał już 8 tomików wierszy:

Oto ostatni tomik, jak niektóre wcześniej, pięknie ilustrowany wymownymi obrazami artysty malarza Wacława Jagielskiego:

Leśniczowie to jak mówią niektórzy, dziwni ludzie. Samotnicy, twardziele ale też romantycy. Radzą sobie w różnych sytuacjach życiowych, mają twarde karki, często radykalne ale zdrowe
poglądy, mają też w sobie wiele subtelności. Posiadają zazwyczaj znakomity talent organizatorski, inżynierski „pomyślunek” ale także potrafią zachwycić się krajobrazem, kwiatkiem czy zasłuchać w leśną ciszę. Stąd wielu leśniczych fotografuje, maluje, rysuje, śpiewa, pisze wiersze no i prozę…

Kobiety zawsze miały i mają ważne oraz poczesne miejsce w życiu leśnika. Leśniczyna- czyli żona leśniczego jest zawsze ostoją, pomocą i doradcą w wielu sprawach. To uosobienie Dobra i mądrości… Leśniczanki- córki leśniczego z kolei szokują rówieśników swoją wiedzą praktyczną i przyrodniczą, umiejętnością radzenia sobie w życiu oraz szacunkiem do tradycji oraz ludzi wokół. Matka dla leśniczego jest Osobą Bardzo Szczególną- polecam tomik Z. Smoczka „Wiersze dla mojej Mamy”…

Leśniczego–poetę możecie poznać bliżej zaglądając na stronę http://www.smoczek.art.pl/index.php Znajdziecie tam także wszelkie namiary na leśniczówkę w Łęsku koło Goleniowa, bo zapewne zechcecie poznać owoce jego twórczości, pachnące bukami, rybią łuską i mgłą poranka.

Wszystkim Kobietom zaglądającym na strony Blogu Leśniczego w Dniu Ich Święta ( ale nie tylko dziś)  ścielę leśnym kwieciem życiowe ścieżki i życzę dębowego zdrowia!

 

Leśniczy
Jarek- lesniczy@erys.pl

08:16, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »
wtorek, 05 marca 2013

Ranki oszronione odchodzącą zimą i południe z lazurem nieba, wieczory rozgwizdane pieśniami kosów i szpaków oraz gwar mazurków w trakcie dnia. Na niebie widać "krzyże" kormoranów i klucze gęsi. Żurawie odzywają się rankiem i pojawiają się sporadycznie ale na razie tylko te, które lecą dalej. Te „nasze” nie pojawiły się jeszcze w swoich stałych ostojach. Sprawdziłem wczoraj śródleśne łączki i na żadnej jeszcze nie było pary szarych, dostojnych ptaków. Może to przepowiednia nawrotu zimy?

W lesie mocno podniósł się poziom wody gruntowej. W wielu miejscach gdzie przez lata było sucho, w tej chwili stoi woda, w większości jeszcze skuta lodem:

Wierzby pokryte są kotkami, kwitną w pełni leszczyny i na olchach widać karminowe kotki:

Przebiśniegi pysznią się bielą bielszą niż śnieg:

Mazurki ćwierkają zapamiętale przy upatrzonych dla siebie budkach lęgowych:

Na jeziorze przy leśniczówce harcują zalotnie gągoły i kręcą się dwie pary traczy nurogęsi. Latają już eskadry kormoranów, których charakterystyczna sylwetka w locie przypomina krzyż:

Na rozlewiskach Obry niedaleko Trzciela obserwowałem dziś gęsi, choć one także obserwowały mnie:

Dobrały się już parami:

 

Zalecają się, gęgają namiętnie i demonstrują swoją sprawność:

Jelenie zaczęły już zrzucać poroże, a zatem spoglądajcie uważnie pod nogi, bo ich zrzuty można znaleźć w zupełnie nieprzewidywalnych miejscach:

Rogacze z kolei chętnie wychylają się z lasu i raczą coraz śmielej grzejącym marcowym słońcem:

Ich poroże, czyli parostki pokryte jest mchem scypułu, ale w maju będzie już pięknie wytarte. Promienie słońca obudziły już mrówki:

One także chętnie  szukają promieni słońca:

Pewnie spoglądają zatroskane na mrowiska. Obejrzałem ich dziś sporo i większość jest mocno uszkodzona przez dziki:

Niektóre mają wykopane długie tunele, prowadzące w głąb królestwa pracowitych owadów. To z pewnością dzięcioł zielony plądrował mrowisko i wyjadał mrówki, które stanowią jego podstawowe pożywienie.

Jutro zaczynam prace przy budowie ogrodzeń upraw. Dziś był dzień sprzedaży detalicznej, a potem wyjazd do firmy i moc spraw biurowych. Przywiozłem dziś z magazynu nadleśnictwa gwoździe i skoble do przybijania siatki, która łącznie ze słupkami czeka od dawna na podwórzu leśniczówki. W tym roku mam do zbudowania ponad 2 km ogrodzeń w 4 oddziałach. To w porównaniu z innymi latami nie tak dużo i muszę gonić robotę, bo najlepiej uporać się z tym zanim zaczną się prace odnowieniowe. Wtedy, gdy w powietrzu unosi się zapach świeżo wzruszonej, leśnej gleby, słychać skowronki borowe i szczęk kosturów oraz szpadli dzwoniących o kamienie, już z całą pewnością będzie w lesie wiosna…

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

20:14, lesniczy.lp
Link Komentarze (6) »
niedziela, 03 marca 2013

Pierwszy marca dla każdego z nas powinien być dniem szczególnym. Zwykle ranek „pierwszo marcowy” zaczyna się już hejnałem żurawim. Tak było i w tym roku! Wyszedłem na taras leśniczówki około 6.30 i miła mojemu sercu fanfara obwieściła, że zima zmierza ku końcowi. Żurawie krzyczą już odtąd regularnie za jeziorem, gwiżdżą szpaki i zaczęły koncertować kosy. Budki lęgowe wokół leśniczówki są już co chwilę odwiedzane:

Jednak pierwszy dzień marca od trzech lat powinien być dla nas dniem szczególnym z powodu szczególnego święta - Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Przez wiele lat, bardzo wiele, wpajano nam wszystkim, że ci, którzy walczyli o inną Polskę niż Polska komunistyczna to najgorsi bandyci. Prześladowano, mordowano ich, a potem nawet wszelkimi sposobami zabijano pamięć o nich. Leśnicy mieli wiele wspólnego z Żołnierzami Wyklętymi. Przecież każdy ukrywający się potrzebował wsparcia, pomocy, łączności. Leśnicy świetnie nadawali się do takiej pomocy, wystarczy poczytać o losach „Inki”- Danuty Siedzikówny, córki leśniczego i pracownicy Nadleśnictwa Miłomłyn i wielu, wielu innych. Ostatni partyzant antykomunistycznego podziemia Józef Franczak- „Lalek” został zamordowany w październiku 1963 roku! Los Żołnierzy Wyklętych zawsze mnie przerażał. Co mogło być straszniejszego od śmierci z rąk współbraci? Śmierć spotykała już w czasie pokoju dzielnych ludzi, którzy walczyli o wolną Polskę z faszystami, cierpieli w obozach, skakali jako „cichociemni”, walczyli w powstaniu… Wiele też wycierpieli leśnicy w czasie wojny. Tylko w ciągu dwóch lat sowieckiej okupacji na polskich ziemiach wschodnich wywieziono stamtąd „na białe niedźwiedzie” ponad 50 tysięcy leśników wraz z rodzinami!

Na Ziemiach Zachodnich zaraz po drugiej wojnie leśnicy mieli do czynienia z resztkami Werhwolfu, potem pojawiali się w leśniczówkach członkowie różnych grup m.in. Związku Byłych Partyzantów „Warta”, gdzie dowodził Rudolf Majewski ps. „Leśniak” czy Polskiego Związku Wojskowego „Maria”. Czasami w leśniczówce można było spotkać takich partyzantów, a za chwilę zajeżdżał tak gazik z oficerami UB i milicji, którzy przyjeżdżali na polowanie. Opowiadali mi te historie rodzice, którzy mieszkali w latach 1947-1956 w leśniczówce Czarny Bocian, pomiędzy Międzyrzeczem a Bukowcem. Leśnicy też wiele wiedzą od ludzi, którzy wspominali różne historie wojenne i powojenne, opowiadali o zestrzelonych samolotach, potyczkach i bitwach. Wielu z nich ma zacięcie historyczne i dba o ciekawe miejsca w lesie:

 Warto troszczyć się o prawdę historyczną i zachować te wspomnienia, bo pamięć bywa zawodna, a czasem różni ludzie według swojego uznania i interesu piszą własną historię, która z braku materiałów źródłowych staje się powszechnie uznawaną historią. Nie można do tego dopuścić! Na terenie mojego leśnictwa wydarzyło się wiele w czasie wojny i zaraz po wojnie. Staram się zbierać różne opowieści i materiały historyczne. W styczniu 1945 roku w lasach pod Polickiem miała miejsce spora bitwa stoczona pomiędzy uciekającym z Pszczewa Niemcami, a Rosjanami, którzy przełamali Trzcielską Pozycję Przesłaniania. Oto oryginalne fotografie z tej bitwy pochodzące z rosyjskiego archiwum, które otrzymałem od Tomasza Czabańskiego z poznańskiego stowarzyszenia „Pomost”:

 

Kiedy pokazałem te fotografie mojemu koledze, regionaliście i właścicielowi Wydawnictwa Literat z Międzyrzecza Andrzejowi Chmielewskiemu, ten zapalił się do pomysłu zebrania wiedzy na temat tej bitwy. Zbierał z mozołem informacje, rozmawiał z ludźmi i szperał w archiwach. Chętnie podzieliłem się z nim swoją wiedzą i pomogłem na ile to było możliwe. Autora wspierali i pomagali w zbieraniu materiałów też członkowie Stowarzyszenia Pomost oraz amatorzy- poszukiwacze, którzy tropią historię z wykrywaczami metalu. Sporo pisałem o nich na tym blogu i wiem, że tu zaglądają! Chwała im za troskę o zachowanie prawdziwego oblicza historii. Naturalnie mówię tu o poszukiwaczach-pasjonatach historii ( czyli tych „porządnych”, stosujących się do Kodeksu Poszukiwacza), a nie o hienach szukających dla zysku złotych zębów i obrączek…

Kilka dni przed Świętem Żołnierzy Wyklętych ukazała się książeczka Andrzeja Chmielewskiego „1945 Policko-Krwawa pułapka” jako druga cześć serii Germania. Znajdziecie ją tu: http://www.wydawnictwo-literat.cba.pl/ksiegarnia.htm

 

To bardzo wartościowa pozycja i dobry przykład dbałości o prawdę historyczną. Część ludzi, których wspomnienia tam znajdziemy nie ma już pośród nas… Jeszcze kilkanaście lat temu, gdy wycinałem zrąb w starym borze w pobliżu miejsca bitwy w wielu sosnach tkwiły odłamki pocisków i bomb lotniczych. Dziś rośnie już tam młodnik, a z dawnej leśniczówki Waldecke niewiele już zostało… Opowiem Wam kiedyś historię o niemieckim leśniczym z tej leśniczówki. Zachęcam wszystkich, a szczególnie leśników do troski o prawdę historyczną. To nasz obowiązek, aby ocalić pamięć o ludziach i ich czynach. Proch niepamięci szybko pokrywa prawdę.  Szczególnie, gdy skrywa ją jeszcze mrok lasu.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

20:23, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »