O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
środa, 19 listopada 2014

Tegoroczna jesień w zasadzie rozpieszcza nas dodatnimi temperaturami i sprzyjającą aurą. Na wielkiej lipie przed leśniczówką wciąż wiszą zielone liście! Nie było jesiennych szarug, porywistych wiatrów i przejmującego, wilgotnego zimna. Ludzie na wsi cieszą się, bo oszczędzają na opale choć przezornie ciągle pytają mnie o możliwość wyrobienia lub zakupienia drewna na opał. Przecież ciągle nie będzie „na plusie”…

Las, choć już coraz rzadziej pozłocony jesiennym słońcem, a raczej szary i zamglony cieszy kolorami:

Sezon dla grzybiarzy wciąż trwa i czasem spotykam w lesie amatorów kurek i zielonek. Dziś, gdy odbierałem „gałęziówkę” pracowicie ułożoną w stosy przez mieszkańca Szarcza, spotkałem całkiem fajnie wyglądające podgrzybki:

Rosną też czubajki kanie, nazywane u nas sowami. Jedna z nich, rosnąca pod starą sosną została udekorowana łezkami żywicy:

Ostanie dni byłem bardzo zajęty wywozami drewna. Z mojego leśnictwa w krótkim czasie wyjechało kilkaset metrów drewna stosowego. Codziennie wystawiałem po 6, a czasem nawet 9 kwitów wywozowych kierowcom samochodów z drewnem. Niektórzy szybko wracali po kolejny transport, bo wozili drewno na wagony kolejowe. Czasami przeładowują drewno z mniejszego samochodu, którym wywożą je z różnych zakątków lasu na większy, który jedzie z drewnem nawet poza granice naszego kraju:

Większość coraz krótszego dnia zabiera mi teraz organizacja wywozu drewna, pilotowanie samochodów, wystawianie kwitów, których już w tym roku wydrukowałem ponad 400. Dodatkowo trzeba teraz wciąż liczyć metry drewna i hektary wykonanych trzebieży i czyszczeń. Nie wolno przekraczać ustalonych planów powierzchniowych i limitów kosztów ale z drugiej strony wszystkie zabiegi muszą zostać wykonane w punkt, dokładnie rozliczone, a drewno sprzedane. Jest się przy czym uwijać. A gdy człowiek się spieszy to…

Dziś już dość późnym popołudniem wybrałem się sprawdzić stosy papierówek i gdy wyjechałem na stromy pagórek spotkałem tuż za nim niemiłą niespodziankę. Wpadłem w głębokie dziury, które ktoś wyrył kołami samochodu, nie mogąc pokonać stromizny pagórka. Płyta podłogowa zaryła się w żwirowe podłoże, a koła straciły przyczepność z podłożem. Zawiesiłem się na pagórku spodem samochodu i nie pomógł napęd na cztery koła, a nawet włączony reduktor.

 Odkopywałem kilkadziesiąt minut spód auta, podkładałem gałęzie pod koła ale nie było szans na uwolnienie Rockiego z pułapki. Szkoda mi było czasu na dalsze kopanie i musiałem wezwać posiłki.

Na szczęście w tym miejscu mój telefon „miał pole”. Przyjechał na pomoc najpierw podleśniczy, który wracał do domu i zobaczył zaryte auto. Jednak jego autko nie miało szans na wytarganie Rockiego. Mieszkający niedaleko kierowca dużego ciągnika obiecał pomoc najwcześniej za dwie godziny, bo pracował przy zrywce drewna w innym leśnictwie. Był na szczęście w domu mój serdeczny kolega Janek i za kilkanaście minut zaczepiał już przygotowaną linę do swojego auta. Jego Landrower, choć ze sporym mozołem, uratował mnie z opresji.

Zdążyłem dokończyć to co zaplanowałem na dziś i zajrzałem jeszcze na drugi koniec leśnictwa, gdzie niedawno firma budowlana naprawiała zarwane przepusty na leśnych rowach:

To ważna sprawa, bo jak nadejdą jesienne słoty to niedrożny przepust uniemożliwi korzystanie z drogi wywozowej. A w lesie wciąż jeszcze sporo ponad 1000 m3 drewna do wywiezienia.

Oznak nadchodzącej zimy jednak jeszcze nie widać. Staszek, mój kolega „spode  Tater”  mówił mi kilka dni temu, że u nich niedźwiedzie jeszcze nie myślą o śnie zimowym. U nas z braku niedźwiedzi trzeba obserwować inne zwierzęta. Codziennie spotykam w lesie wciąż bardzo aktywne wiewiórki:

One także nie myślą jeszcze o układaniu się do zimowego snu i baraszkują wśród konarów sosen. Jedna z rudych baletnic zadomowiła się na podwórzu leśniczówki i codziennie ją obserwuję z kuchennego okna. Wczoraj przybiegła z sosnową szyszką, którą obgryzała sobie na modrzewiu przed leśniczówką:

No i jak tu nie cieszyć się jesienią? Lepiej oglądać wiewiórki niż roześmiane twarze na wyborczych plakatach… Ruszajcie zatem do jesiennego lasu zanim zapadniecie w sen zimowy, bo jest tam wciąż ciekawie i kolorowo.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

20:20, lesniczy.lp
Link Komentarze (8) »
piątek, 14 listopada 2014

Pewnie wielu z nas z ulgą spogląda na kalendarz i cieszy się, że już niebawem pojawi się tam data: 16 listopada. To dzień wyborów samorządowych. Wokół nas z plakatów uśmiechają się kandydaci na radnych i szefów miast oraz gmin. Czasem pukają do naszych mieszkań lub na ulicy wręczają ulotki i wizytówki. W przekazach medialnych wciąż wybory…  Czasem bywa to męczące i nudne, dlatego już nieco niecierpliwie czekamy na dzień wyborów.

Ale to ważny i szczególny  dzień nie tylko dla kandydatów zaangażowanych w wybory. To dzień bardzo ważny dla każdego z nas, bo to przecież my wszyscy wybieramy ludzi, którzy będą podejmowali decyzje wpływające na naszą przyszłość. Dlatego w niedzielę wybierzmy się do lokalu wyborczego i postawmy po krzyżyku na każdej z czterech kart do głosowania. Nie robimy w ten sposób przysługi kandydatom lecz sobie. Kogo wybierzemy- tego będziemy mieli przez cztery lata!

Mój znajomy mówi, że urna wyborcza to taka magiczna skrzynka, gdzie przepadają nasze marzenia... Ale czy one muszą przepadać? To tylko od nas zależy. Bo samorządność to ciągła praca, a nie tylko pisanie programów, retuszowanie fotografii i redagowanie ulotek tuż przed wyborami. Potrzebujemy liderów, ludzi z pasją i powinniśmy ich kreować, wspierać oraz motywować do działania każdego dnia, a nie tylko w czasie tzw. kampanii wyborczej. Oni z kolei muszą wciąż rozwijać się, budować wiedzę i doświadczenie, no i rozmawiać z ludźmi, rozumieć ich potrzeby. Wtedy to będzie prawdziwa samorządność, a nie oczekiwanie na to, „że oni przyjdą i zrobią…”

Wielu leśników czynnie działa na różnych poziomach samorządu: od sołtysów i rad sołeckich po burmistrzów i radnych wojewódzkich. Od kilku kadencji około 600 leśników w kraju obejmuje mandaty społecznego zaufania. Choć obciążenie pracą zawodową jest tak duże, że coraz trudniej godzić liczne obowiązki. Wielu z nich aktywnie działa na rzecz swoich społeczności także wtedy, gdy nie są radnymi. Leśnicy są zapraszani do realizacji różnych projektów unijnych, wspierają działalność stowarzyszeń, służą radą, wiedzą i pomocą.

Czasem też radzą radzie i z ich opinią liczą się radni gminni czy powiatowi, chętnie czerpiąc z ich wiedzy. Na przedostatniej sesji rady powiatu międzyrzeckiego także było zielono od leśnych mundurów.

Powiat międzyrzecki, położony w najbardziej zalesionej części kraju przecież lasami stoi. W zasięgu administracyjnym powiatu lasami zarządza 5 nadleśnictw Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Szczecinie : Międzyrzecz, Trzciel, Skwierzyna, Międzychód i Bolewice. Dlatego w rocznym programie pracy rady powiatu znalazł się punkt pod nazwą „Stan lasów powiatu w roku jubileuszu 90 lat istnienia Lasów Państwowych”. Przewodniczący rady Lesław Hołownia i wicestarosta Remigiusz Lorenz wręczyli nadleśniczym pamiątkowe statuetki jako wyraz uznania za skuteczną troskę o lasy powiatu.

Radni, urzędnicy starostwa, dyrektorzy szkół średnich i kierownicy jednostek powiatowych wysłuchali mojego krótkiego wystąpienia o stanie lasów i codziennych problemach leśników oraz obejrzeli film „90 lat LP”. Nadleśniczy z Międzyrzecza Jerzy Pawliszak, ze Skwierzyny- Tadeusz Przybyłka oraz inżynier nadzoru z Nadleśnictwa Trzciel Włodzimierz Rudawski przybliżyli specyfikę pracy leśników. Potem radni pojechali zwiedzić jeden z obiektów edukacyjnych Nadleśnictwa Międzyrzecz na terenie leśnictwa Rojewo. O lesie znacznie  lepiej rozmawia się poza salą wykładową. Radni z wielkim zaciekawieniem wysłuchali opowieści o specyfice poszczególnych nadleśnictw. Rozmawiano o problemie śmieci, korzystaniu z dróg powiatowych przez samochody wywożące drewno oraz o pożarach.

 

Potem była pamiątkowa fotografia, gdzie wspólnie z leśnikami pozował przewodniczący Rady Powiatu Międzyrzeckiego oraz przewodniczący powiatowej rady organizacji pozarządowych:

Uczestnicy sesji zapoznali się z działalnością edukacyjną leśników i zwiedzili wiatę edukacyjną, wieżę widokową, z której podziwiali panoramę jeziora Głębokie oraz ścieżkę przyrodniczą. Przewodnikiem po ścieżce był leśniczy Edward Hassa, który pokazywał budki lęgowe dla ptaków, domki dla owadów i płazów, maszyny leśne, opowiadał o żywicowaniu i produkcji węgla drzewnego oraz codziennej pracy leśników.

 

Barwne opowieści nadleśniczego Jerzego Pawliszaka o międzyrzeckich wilkach oraz rysiu, który niedawno pojawił się w okolicy bardzo zaciekawiły słuchaczy:

To była szczególna sesja rady powiatu międzyrzeckiego spośród ponad 50, jakie odbyły się podczas tej kadencji. To także dowód na to, że leśnicy są ważnym ogniwem społeczności lokalnej i ich zaangażowanie w pracę samorządową nadaje jej inną jakość. Warto o tym pamiętać w niedzielę, gdy staniemy przy magicznej skrzynce, gdzie wcale nie muszą przepadać nasze marzenia…

Szukajcie znanych Wam leśników na listach do rad gmin i powiatów. Do Sejmiku Zachodniopomorskiego z okręgu wyborczego nr 2 obejmującego powiaty: Goleniowski, Gryficki, Kamieński, Łobeski i miasto Świnoujście kandyduje Sławomir Kucal, naczelnik z RDLP Szczecin

http://www.slawomirkucal.pl/   To wielki społecznik i bardzo zacny leśnik.

Zapewne dobrze znacie zaangażowanie różnych kandydatów, także leśników-społeczników w swojej okolicy i to z pewnością nie z plakatów czy ulotek wyborczych ale z ich pracy z pasją dla ludzi i przyrody. W wyborczą niedzielę dobrze wybierajcie dla siebie i swojej przyszłości.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

22:49, lesniczy.lp
Link Komentarze (1) »
wtorek, 11 listopada 2014

Dziś jest Dzień Święta Niepodległości i na wielu naszych domach powiewają biało-czerwone flagi, symbolizując nasz szacunek dla symboli narodowych i pamięć o dziejach naszego narodu. Oczywiście jest też wiele domów, gdzie tej flagi nie ma, a dzisiejszy dzień jest dla ich mieszkańców po prostu dniem wolnym od pracy.

Leśnicy to ludzie, którzy mają szczególny stosunek do wolności, swobody ale też żywią głębokie i patriotyczne uczucia do naszego państwa, czego wielokrotnie dawali wyraz. Może dlatego dla nas, leśników, noszących zielone mundury z orzełkami na guzikach, niepodległość naszego kraju, swoboda w wyrażaniu myśli i poglądów oraz szacunek dla historii są tak ważne. Tak jak szacunek dla godła. Ostatni pomysł, aby nasze leśne mundury pozbawić symboli naszego państwa bardzo oburzył leśników...

Codziennie chodzę po lasach położonych przy zachodnich granicach naszego kraju. W tych lasach i w okolicznych miejscowościach jest mnóstwo śladów i dowodów walki Polaków o niepodległość, wolność, która dziś wydaje się czymś zwykłym i oczywistym. Ostatnie wydarzenia na świecie i w Europie oraz różnego rodzaju niepokojące incydenty polityczne u każdego odpowiedzialnego człowieka wzbudzają głęboki niepokój. Bo wolność i pokój są przecież bardzo kruche…

W moich okolicach jest wiele śladów walki o tak pospolitą dziś, a dawniej okupioną krwią Polaków wolność naszego narodu. Niedawno obok pszczewskiego kościoła rodzina Górnych odrestaurowała mogiły swoich przodków - uczestników Powstania Styczniowego:

W bocznej kaplicy kościoła znajduje się tablica upamiętniająca poległych w czasie I wojny światowej. Są tam nazwiska brzmiące po polsku i niemiecku, bo takie są uroki pogranicza, że dostaje się powołanie do armii, która nie zawsze broni umiłowanej Ojczyzny... Na cmentarzu parafialnym są stare groby, gdzie pojawia się motyw niemieckiego hełmu ale leżą tam też powstańcy wielkopolscy, a nawet uczestnik Bitwy Warszawskiej 1920 roku odznaczony orderem Virtuti Militari. Skromna mogiła kryje szczątki bohatera. Przecież Virtuti to najstarsze na świecie i najwyższe polskie odznaczenie bojowe. Swoją drogą, właśnie na dzisiejszy dzień, 11 listopada przypada Święto Orderu Virtuti Militari.

W okolicznych lasach odbyło się wiele bitew, a zachowanie pamięci o tych miejscach to obowiązek każdego Polaka. Leśnicy z zaangażowaniem bardzo troszczą się o zachowanie pamięci i wszelkich materialnych śladów potyczek, bitew czy miejsc upamiętniających walkę o wolność naszego narodu. W moim leśnictwie jest Góra Oręża, przypominająca o bitwie stoczonej przed wiekami z Krzyżakami, są ślady po wojskach napoleońskich, powstańcach wielkopolskich, a czasem spotykam jeszcze w lesie pamiątki po II wojnie światowej:

W pobliżu miejsca, gdzie dziś stoi budynek biura Nadleśnictwa Trzciel przebiegała granica polsko-niemiecka, ustalona traktatem wersalskim:

W podzielonym Trzcielu granica dzieliła nawet na dwa państwa mieszkanie i zakład wikliniarski położone w jednym budynku, należącym do Alberta Konopki, co bardzo nagłaśniała niemiecka propaganda.

Minęło już wiele lat od ostatnich wydarzeń militarnych i należy się starać, aby to co się zdarzyło, nigdy już się nie powtórzyło. Dość już Polacy wycierpieli i przelewali krwi za wolność. Warto jednak pamiętać o różnych zdarzeniach historycznych i pielęgnować symbole naszego narodu. Bo nie zawsze można było z dumą i bezkarnie mówić: jestem Polakiem! Nie zawsze można było wieszać na swoim domu biało-czerwoną flagę czy przypinać do marynarki kokardę w takich barwach lub nosić wizerunek Orła Białego.

Z całą pewnością warto pamiętać  o prawdach, które zapisano na tablicy zawieszonej na kościele Św. Marcina (dzisiejszego solenizanta) we Wrocławiu:

Te proste, a jakże głębokie prawdy zostały uchwalone 6 marca 1938 roku na Kongresie w Berlinie przez Związek Polaków w Niemczech. Stały się one podstawą działania Związku. Stworzyły też uniwersalny i ponadczasowy wzór Polaka. Wydają się takie proste i oczywiste, ale czy dziś wszyscy się do nich stosujemy? Czy należycie cenimy naszą wolność?

Warto też wspomnieć o przywołanym w tekście z tablicy znaku Rodła, który obecnie został nieco zapomniany.

Gdy odwiedzicie kiedyś małe lecz ciekawe pszczewskie muzeum „Dom Szewca” mieszczące się w dawnym domu  szewca Paździorka,  to z pewnością zobaczycie znak Rodła na różnych pamiątkach z bogatej przeszłości Pszczewa:

 

Rodło jako symbol -  odpowiada kształtowi biegu rzeki Wisły z zaznaczonym Krakowem jako kolebką kultury polskiej i symbolem trwania oraz ciągłości Państwa Polskiego.

Od wieków wszystko zwyklim kłaść w ofierze,

Od wieków walczyć co dnia na nowo,

O okruch prawa, polskie w Boga wierzę.

O polską duszę, każde polskie słowo!

Jesteśmy Polakami i tego żadna moc nie zmieni...”

 

Pieśn Rodła- słowa Edmund Osmańczyk

 

Rodło powstało po przejęciu przez Adolfa Hitlera władzy w Niemczech. Na nazwę RODŁO złożyły się dwa słowa: ROdzina (Ród) i goDŁO. W sierpniu 1932 roku kierownictwo Związku Polaków w Niemczech przyjęło je za znak wszystkich Polaków zrzeszonych w związku. Dziś to symbol nieco zapomniany, ale powinien go znać każdy, kto czuje się Polakiem.

Naziści w ramach likwidacji struktury organizacyjnej Republiki Weimarskiej zmieniali także symbolikę wszystkich niemieckich organizacji i instytucji. Godłem państwowym Niemiec stała się swastyka, a pozdrowieniem podniesienie ręki oraz okrzyk "Heil Hitler". Wprowadzenia tej zewnętrznej symboliki naziści wymagali od wszystkich działających w III Rzeszy organizacji politycznych, kulturalnych i społecznych. Zakazali jednocześnie używania innych symboli z wyjątkiem tych, które sami proponowali. Obowiązywał także pruski zakaz używania przez Polaków w Niemczech znaku Orła Białego.

Związek Polaków w Niemczech stanął więc wobec problemu zaakceptowania nazistowskiej symboliki. W ocenie zarządu organizacji akceptacja ta byłaby zgodą na totalną germanizację związku oraz utratę jej polskiego charakteru. Dlatego też z inspiracji  Jana Kaczmarka, który pisał: „Swastyce przeciwstawimy się tylko wtedy, gdy będziemy mieli swój narodowy znak nie budzący wątpliwości, że łączy on tylko Polaków", działacze organizacji postanowili utworzyć nowy znak. W ten sposób dzięki współpracy i inwencji wielu członków Związku Polaków w Niemczech powstało Rodło, przedstawiające bieg Wisły i zewnętrznie wyglądające jak pół zmodyfikowanej swastyki, a jednocześnie nią nie będące. W ten sprytny sposób Polacy w Niemczech uniknęli przyjęcia symboliki nazistowskiej. W rzeczywistości bowiem pozornie podobny znak oznaczał łączność Polaków z Niemiec z macierzą i był przeciwstawiany swastyce.

"Niemcy początkowo nie bardzo rozumieli, co przedstawia ten znak. Niektórzy nawet uważali, że to pół swastyki. Inni, gdy się zorientowali, że ukazuje Wisłę, mówili na nas, że jesteśmy wiślanymi braćmi”- pisała Janina Kłopocka, autorka projektu graficznego Rodła.

Stał się on częścią składową znaków kilku organizacji polonijnych, polskiego harcerstwa w Niemczech, a także herbów kilku miast i samorządów terytorialnych (np. powiatu złotowskiego)

Młodzi Polacy używali też znaku Rodła w połączeniu z lipowym listkiem:

Dziś, kiedy mamy swobodę wypowiedzi, poglądów oraz zrzeszania się może należycie nie doceniamy wolności. Ale przynajmniej dziś wspomnijmy trudne chwile naszych przodków i przypomnijmy sobie różne bolesne wydarzenia. Pielęgnujmy pamięć o tym co było, głównie po to, aby to co złe już nigdy się nie powtórzyło.

Gdy wybieramy się do lasu zażyć swobody, przestrzeni i posłuchać swoich myśli, zwróćmy uwagę na pamiątki z przeszłości, o które dbają m.in. leśnicy z całego kraju.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

17:49, lesniczy.lp
Link Komentarze (1) »
piątek, 07 listopada 2014

 

Podobno śmierć jest nieuchronną częścią naszego życia i zjawiskiem naturalnym. Jednak śmierć Zbyszka dla Jego najbliższej rodziny, dla nas -Braci Leśnej - społeczności leśników, dla Jego licznych przyjaciół, znajomych, sąsiadów jest czymś nienaturalnym i boleśnie dziwnym. Jego niespożyta energia, pracowitość, wszelka aktywność, fantastyczna pogoda ducha i wola życia zostały pokonane przez raka…

Przeżył z nami 60 lat, tylko 60 lat…

Znaliśmy się od dziecka, pochodzimy przecież obaj z Brójec Lubuskich, a Zbyszek starszy ode mnie o 10 lat był dla mnie zawsze wzorem i Wielkim Przyjacielem.

Jego pasją był las. Nie tylko jako miejsce pracy ale jako obiekt fascynacji. Każdą wolną chwilę w nim spędzał, choć przecież żonę i jedyną córkę, a potem też wnuczki otaczał wielką miłością. Całe swoje życie związał z okolicznymi lasami.  Przez jakiś czas był podleśniczym w leśnictwie Czarny Bocian, a potem przez wiele lat leśniczym leśnictwa Wyszanowo w Nadleśnictwie Trzciel. Zamieszkał w Wyszanowie. Wrósł szybko w tą wieś, wybudował tam dom, gdzie miał spędzić jesień życia na zasłużonej emeryturze.

Stało się jednak inaczej i choroba nowotworowa napisała inny scenariusz dla leśniczego Zbyszka.

Tak wiele rozmów pozostało wpół słowa, tak wiele pomysłów czeka na realizację, ale Zbyszek był widocznie potrzebny gdzie indziej i Komuś innemu…

Nam pozostały pytania bez odpowiedzi… Bo jak będą rosły wyszanowskie lasy bez zaangażowania Zbyszka, który spędzał w nich każdą chwilę? Co to za jesienne rykowiska bez niedużej postaci w zielonym kapeluszu i Jego fascynacji tym misterium przyrody? Jak teraz będą wyglądały narady i spotkania leśników bez jego energii, aktywności, poczucia humoru?

Był dobrym mężem, ojcem, dziadkiem, znakomitym, odpowiedzialnym leśnikiem, ale przede wszystkim, choć skromnym i niepozornym, to Wielkim i Dobrym Człowiekiem.

Żegnamy Go wszyscy z wielkim bólem i żalem, jesteśmy jednak dumni, że razem pracowaliśmy, żyliśmy i mogliśmy przez tyle lat czerpać z jego mądrości, życzliwości i dobroci serca.

Odpoczywaj Zbyszku w Pokoju, a pamięć o Tobie pozostanie w naszych sercach i szumie okolicznych borów…

Pogrzeb Zbigniewa Mudreckiego odbędzie się 8 listopada 2014 roku, a smutna ceremonia rozpocznie się w kościele parafialnym w Wyszanowie koło Międzyrzecza o godzinie 14.00

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

09:56, lesniczy.lp
Link Komentarze (1) »
środa, 05 listopada 2014

Dziś wcześnie rano, gdy dopiero rozjaśniało się niebo wydawałem drewno, bo potem cały dzień byłem zajęty innymi sprawami. Właśnie trwają w leśnictwach inwentaryzacje przedmiotów nietrwałych, zapasów w magazynach, ogrodzeń itd. To  bardzo pracochłonne zajęcie, bo do zinwentaryzowania mam np. 32 kilometry ogrodzeń leśnych upraw i sporą biblioteczkę służbowych książek, instrukcji i różnych publikacji. Dwa dni trwała inwentaryzacja w moim leśnictwie, a teraz z kolegą sprawdzam zapasy innego leśniczego. Dlatego przed wyjazdem na inwentaryzację umówiłem się wcześnie rano z kierowcą, który wywozi z lasu przygotowane do odbioru drewno. Zależy mi, aby drewno wyjechało przed jesiennymi słotami i błockiem, bo mam w tej chwili w lesie ponad 1,5 tysiąca m3 surowca s2a 2,40 czyli papierówki. Stoją np. takie stosy długie na ponad 50 metrów i wysokie na 2,5 metra:

Wystarczy z niego drewna na załadowanie wielu samochodów! Rano było bardzo ciepło, a kierowca w samej koszuli uwijał się przy samochodzie i spinał taśmami wałki papierówki. Ale to już pewnie ostatnie takie ranki i niebawem czekają nas jesienne szarugi, pierwsze silne przymrozki oraz przejmujące wichury.

Nadchodzą trudne czasy dla leśnych zwierząt. Każdy szanujący się miłośnik przyrody powinien o nich szczególnie teraz pomyśleć. Ptaki, ale też inne zwierzęta, pojawiają się coraz bliżej naszych domów. Należy już wcześniej przygotować i wyczyścić  karmniki, które potem napełniamy zapasem odpowiedniej dla każdego gatunku karmy i stale ją uzupełniamy. Tam, gdzie brakuje dziuplastych drzew w lesie, o tej porze roku leśnicy wywieszają budki lęgowe dla ptaków i schrony dla nietoperzy. Na podwórzu leśniczówki leżą już nowe budki lęgowe, które czekają na wywieszenie w lesie. Spisała je komisja inwentaryzacyjna ale już niebawem pojadą do lasu.

Warto iść w ślady leśników, bo każdy z nas powinien troszczyć się o przyrodę. Budki z dziurką dla  ptaków, a schrony ze szczeliną dla niektórych ssaków są wykorzystywane głównie do wyprowadzania lęgów, ale często też służą jako schronienie na noc. Zimą z kolei chronią swoich lokatorów przed ostrym mrozem i zimnymi wiatrami. Bardzo rzadko można je spotkać poza lasem, dlatego warto dołożyć starań, aby chociaż czasem zobaczyć je w parku, na przydomowej działce czy cmentarzu. To niewiele kosztuje, a jest wymierną formą pomocy dla ptaków i drobnych ssaków.

Choć w wielu sklepach można łatwo zakupić bardzo różne modele budek lęgowych dla ptaków, zachęcam do samodzielnego zrobienia i wywieszenia budki w dogodnym miejscu.  Tylko pozornie wydaje się, że to zajęcie trudne i pracochłonne, a wcale tak nie jest.  Zbudowanie budki, to oprócz dobrego uczynku, także dobra okazja do świetnej zabawy dla całej rodziny. To pożyteczna propozycja na jesienny wieczór oraz okazja na rozszerzenie zainteresowań naszych dzieci. Nic tak przecież nie cieszy jak wspólna praca z pożytecznym efektem.

Pewnie niewiele osób pamięta telewizyjny program „Zrób to sam”. Jego pomysłodawca i wieloletni prowadzący (program nadawany był przez 24 lata:1959-1983, wyemitowano 505 odcinków) Adam Słodowy ma już ponad 90 lat. Krążył wtedy taki dowcip: "Kto jest największym wrogiem Gierka?  Adam Słodowy. Bo kiedy Gierek pytał: - Pomożecie?, to Słodowy odpowiadał: - Zrób to sam"

W pierwszym programie Adam Słodowy pokazywał jak zrobić karmik dla ptaków. Zachęcam do samodzielnego zbudowania budki lęgowej, bo zdobycie kilku deseczek to chyba niewielki problem, a możemy nawet skorzystać z materiałów wtórnych czyli z elementów palet czy opakowań po różnych produktach:

Przycięcie i zbicie kilku desek zajmie nam najwyżej godzinę lub dwie, a satysfakcja z wspólnej pracy gwarantowana na długi czas. Potem czeka nas  obserwacja ptaków w rodzinnym gronie i zadowolenie z kolejnych lęgów, które będą opuszczały naszą budkę.

Potrzebujemy:

1. Nieheblowane deski najlepiej z drewna liściastego, ale można także użyć iglastego, o które zwykle łatwiej. Płyty wiórowe czy  sklejki nie nadają się , bo najczęściej nie są odporne na wilgoć i bardzo łatwo się rozlecą już po pierwszych deszczach.

2.  Piłę do drewna, najbezpieczniejsza będzie ręczna.

3.  Młotek i nieduże gwoździe. Jeszcze lepiej zastosować wkrętarkę i wkręty do drewna. Użycie wkrętów ułatwi nam późniejszy demontaż przedniej ścianki, aby wyczyścić wnętrze budki.

4.  Wiertarka i wiertła do drewna o średnicy odpowiadającej otworowi wlotowemu.

5. Pilnik (tarnik) i papier ścierny do drewna, aby wyrównać krawędzie budki i nadać jej estetyczny wygląd

Nie używamy farb ani lakierów czy impregnatów bo może to zaszkodzić ptakom. Można ewentualnie zaimpregnować daszek np. pokostem, ale nie jest to konieczne. Nie pokrywamy niczym dachu np. papą czy gumoleum. Najlepiej pozostawić drewno w stanie naturalnym, przecież nic nie jest wieczne.

Budujemy:

Domek budujemy zaczynając od wywiercenia otworu wlotowego w przedniej ściance odpowiadającego przeznaczeniu budki. Jeżeli nie mamy wiertła do drewna o wymaganej średnicy, możemy napunktować obwód wlotu małym wiertłem, a następnie wybić go młotkiem, a krawędzie otworu wyrównać pilnikiem lub gruboziarnistym papierem ściernym. Otwór wlotowy nie powinien mieć żadnych zadziorów. Z kolei wnętrze budki powinno być chropowate, bo łatwiej wtedy wydostać się z niej ptakom.

Pod otworem wlotowym nie umieszczamy żadnych podpórek czy patyczków, które mają ułatwić ptakom wchodzenie do budki. Ptaki świetnie sobie poradzą bez nich, a ułatwiają one dostęp drapieżnikom np. kunom, wiewiórkom czy kotom.

Otwór wlotowy umieszczamy możliwie  jak najwyżej od dna budki i osłaniamy go przybitym wewnątrz budki bloczkiem drewna:

Można też nabić dodatkową deseczkę, która przewiercamy razem z przednią, wyjmowaną ścianką:

Dzięki temu do jaj czy piskląt nie sięgnie żaden drapieżnik.

Przybijamy wszystkie ścianki do podłogi, pamiętając aby choć jedna z nich (najlepiej przednia) została skręcona wkrętami lub była na inny sposób otwierana i zamykana.

Wszystkie deski powinny być równo przycięte i ściśle do siebie przylegać, aby wnętrze było osłonięte przed przeciągami i jak najlepiej wytłumione, co zachęci ptaki do zamieszkania. Dno budki można uszczelnić cienkimi listwami.

Dach - powinien być zamontowany pod lekkim skosem i wystawać na 3-5cm, aby chronić wlot budki przed deszczem i zakrywać cały domek. Przybijamy go jako ostatnią deskę, a na samym końcu, do tylnej ścianki przybijamy wąską deseczkę czy listwę, która będzie wystawała na kilka centymetrów zarówno z góry jak i z dołu budki. Będzie ona służyła do przymocowania budki do drzewa bez użycia gwoździ, najlepiej opaską zaciskową lub linką.

W zależności od tego jakie ptaki chcemy zachęcić do zasiedlenia naszej budki, wybieramy jej typ, wiercimy otwór  i przycinamy deski na odpowiedniej wielkości kawałki:

Typ A1-  sikora modra, muchołówka żałobna :

Otwór wlotowy – 28 mm

Dno - kwadrat o boku 11cm.

Ściana przednia - wysoka na 28cm, a szeroka na 11cm.

Ściana tylna - wysoka na 30cm, a szeroka na 11cm.

Ściany boczne - szerokie na 11cm + grubość deski przedniej i tylnej. Wysokość dopasowana do przedniej i tylnej ścianki (górna część będzie pod lekkim skosem).

Typ A- Sikora bogatka, mazurek, wróbel:

Otwór wlotowy 33 mm, pozostałe wymiary jak wyżej.

 

Typ B- szpak, kowalik, pleszka, krętogłów:

Otwór wlotowy 47 mm

Dno - kwadrat o boku 14cm

Ściana przednia - wysoka na 36 cm, a szeroka na  14 cm.

Ściana tylna - wysoka na 38 cm, a szeroka na 14 cm.

Ściany boczne - szerokie na 14cm + grubość deski przedniej i tylnej.

Istnieje jeszcze typ D- budka przeznaczona dla gołębia siniaka i dudka, o wymiarach otworu wlotowego 85 m i dna 17 na 17 cm, oraz typ E- duża budka dla gągoła, tracza lub puszczyka o otworze wlotowym średnicy 150 mm. Jednak budując lokal dla ptaków we własnym zakresie ograniczamy się najczęściej do budek dla mniejszych ptaków pozostawiając troskę o sowy czy kaczki przyrodnikom oraz leśnikom.

Gdzie i kiedy powiesić?

Zbudowaną przez nas budkę należy zamontować sztywno na drzewie, w lesie, parku lub ogrodzie na wysokości 3-5 metrów nad ziemią, lekko pochyloną do przodu, z otworem wlotowym najlepiej skierowanym na południowy wschód lub na północ. ( choć nie jest to aż tak ważne, zapewnia jednak budce ocienienie w czasie upałów

Domek dla ptaków najlepiej wieszać  jesienią, tak aby niektóre ptaki, a nawet ssaki  mogły z niego korzystać już zimą jak z noclegowni. Można to zrobić także wiosną, ale odpowiednio wcześniej przed okresem lęgowym. Jeśli zbudujemy więcej budek należy je odpowiednio rozmieścić,  bo ptaki mają swoje obyczaje i nie lubią zbytniego zagęszczenia gniazd. Ptaki konkurują ze sobą w zdobywaniu pokarmu i dlatego zajmują określone terytorium. Para bogatek  zajmuje np. obszar 0,8 do 3 ha, dla dzięcioła dużego dogodny areał to od 5 do 30 ha, a dla puszczyka - od 30 do nawet 300 ha.

Jak czyścić

Systematyczne czyszczenie budek lęgowych jest konieczne, bo ptaki niechętnie zasiedlają te, w których jest za dużo materiału gniazdowego. Nieusunięte gniazda, gdzie czasem są martwe pisklęta lub zaziębione jaja są siedliskiem pasożytów i nagromadzone po kilku lęgach wypełniają budkę, czyniąc ją niezdatną dla lokatorów. Dlatego należy co roku, późną jesienią, najlepiej na przełomie października i listopada  otworzyć budkę i wyrzucić z niej całą zawartość.

Nie należy zabierać się za jej sprzątanie zbyt wcześnie, np. we wrześniu bo często z nich korzystają nietoperze, zanim polecą na zimowiska.

Warto stworzyć sobie w jesienny wieczór rodzinny program „Zrób to sam”, pamiętając słowa Adama Słodowego:

Nie ma ludzi zdolnych i niezdolnych. Są ludzie cierpliwi i niecierpliwi"


Obserwowanie własnoręcznie zrobionej budki i uwijających się przy niej ptaków to wielka satysfakcja i radość dla całej rodziny. A zatem zrób to sam!

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

22:10, lesniczy.lp
Link Komentarze (8) »
wtorek, 28 października 2014

Czy zastanawialiście się kiedyś nad urokiem nostalgii, tej uroczej melancholii jesieni?  Szczególnie teraz, gdy kończy się październik ozłocony promieniami nisko zawieszonego nad polem słońca. Właśnie teraz, gdy krzyczące z szarych tabunów dzikie gęsi przypominają, że coś przemija… Lubię jesień z jej smuteczkiem przemijania i obietnicą zmian. Lubię mgły, wilgoć zawieszoną perłami na pajęczynie, pierwsze przymrozki i otaczająca nas ciszę.

Z tą cisza nie wszędzie mamy do czynienia, bo w „moim” lesie pracują bardzo intensywnie drwale, zrywkarze i rosną ogromne stosy drewna.

Dzisiaj kończyłem ostatnie odbiórki drewna, którego w tym miesiącu przybyło blisko 2 tysiące metrów. Ale te równo ułożone stosy i mygły drewna to też symbol jesieni i przemijania pokoleń lasu.

Tak jak wiosnę poznaję bliżej na śródleśnych łąkach lub w zakamarkach dna grądu czy buczyny, lato witam o świcie lub wieczorem w ciszy jeziora schowanego pośród lasów tak jesień smakuję na drodze…

Jesień spotykam najchętniej na leśnej drodze pokolorowanej bogactwem liści

Jednak droga wijąca się pośród sosnowych borów, posrebrzona kobiercem chrobotków, umajona zielenią sosnowych gałęzi i pozłocona żółcią świeżego drewna też ma swój urok

Nawet pozornie ponura, szarobura droga rozmoczona przez deszcze ma w sobie coś zajmującego

A czerń błocka wytaplanego przez wielkie ciągniki, otoczona porannym słońcem i kolorami buków oraz dębów? Czy to nie piękne spotkanie z jesienią?

Wiem, że takie rozjechane drogi irytują czasem ludzi, którzy narzekają na drwali, leśników i wielkie samochody z drewnem, ale to właśnie smak jesieni. Przedsiębiorcy leśni, leśnicy i przewoźnicy drewna wciąż korzystają z tych dróg, marzą błockiem swoje auta, które pędzą „od roboty do roboty”, urywają coś z nich  czasem ryjąc w rozjechanych koleinach. Drogi, które były niedawno naprawiane i równane wcale nie przypominają już pięknych, równych leśnych traktów

Ale taka jest właśnie jesień w lesie... Zima zmrozi błocko, uformuje koleiny i za chwilę zapomnimy, że leśna droga bardziej przypominała trasę dla czołgów i „Rosomaków”. Czasem rzadko używana leśna droga staje się jesienią pułapką nawet dla wielkich i krzepkich maszyn. Na takiej drodze biegnącej skrajem łąki „utopił się” wielki harwester

Długo trwała operacja wydobycia go z błocka, polegająca na podkopywaniu kół, podkładaniu wałków drewna i wyszarpywaniu go potężnym ciągnikiem z wciągarką. Ale zapach rozrytego błota wymieszany z wonią rozgrzanej maszyny to także nostalgia jesieni.

Jesień warto smakować nie tylko na obsypanych liśćmi i poznaczonych koleinami samochodów z drewnem leśnych drogach:

Warto też ruszyć na pokryte melancholią ściernisk pola. Zupełnie niedawno darły się tam żurawie, drgały zawieszone na niebie rozśpiewane skowronki, błyszczały brązem sarny. To polna droga nieopodal Stołunia, gdzie latem z upodobaniem słucham „pitpilitania” przepiórek:

Przepiórki to bardzo ciekawe ptaki, które rzadko można zobaczyć, ale łatwo je usłyszeć, właśnie zatrzymując się na drodze pośród pól. Trzeba tylko poznać jej charakterystyczny głos... Znany ornitolog prof. Jan Sokołowski w połowie ubiegłego wieku zapisywał ludowe powiedzonka odnoszące się do ptasich głosów.  Przepiórkę, która odzywa się najchętniej w czerwcu i lipcu, naśladowano słowami „pójdźcie żąć, pójdźcie żąć” Teraz jednak wybierając się na spotkanie z melancholią jesieni możemy spotkać na polnej drodze inne kuraki:

To kura bażanta z wyrośniętą już młodzieżą. Czmychnęły zgrabnie na mój widok w ocean chwastów. Na polnej drodze i w jej okolicy jest teraz szaro i bardzo cicho. Barwną plamą wyróżniał się tylko okazały krzew pięknie owocującego rokitnika:

Posadzony przez leśników w strefie ekotonowej, czyli na przejściu lasu w pole, oprócz wielu przyrodniczych i kulinarnych funkcji  pięknie zdobi jesienny krajobraz. Można się zachwycić nad takim jesiennym obrazem. Jesienną nostalgię spotkamy także na polnych drogach, które są dawnym traktami wyłożonymi polnymi kamieniami:

Gdy staniemy na takiej drodze w ciszy jesieni, z pewnością usłyszymy skrzypienie kupieckiego wozu, równy krok rzymskich, germańskich i piastowskich wojów, szuranie wojsk napoleońskich i trąbkę pocztmistrza z dyliżansu. Jak wiele wydarzeń widziała ta droga… Latem, gdy pędzą tędy samochody, motocykle, jadą rowerowe wycieczki lub z mozołem pną się rolnicze ciągniki nic nie słychać ale teraz, jesienią? Możemy tu spotkać się z własnymi myślami i wspomnieniami… Stojąc jesienią na drodze i wpatrując się w jej tonącą we mgle perspektywę, spoglądamy w przyszłość i przeszłość.  Bo jesień to czas, gdy wspominamy to co było i wspominamy ludzi, których już nie ma… Nie tylko w okolicy Wszystkich Świętych. Dziś właśnie mija kolejna rocznica, gdy odszedł mój Ojciec.

Gdy wracałem wczoraj z lasu zobaczyłem jakiś ruch na gruntowej drodze. Stał na niej tabun koni, które zwiały z pobliskiego ośrodka. Widocznie na nie także działa magia jesiennej drogi. Przeszkodziłem im chyba w spotkaniu z nostalgią października. Popatrzyły na mnie z dezaprobatą i poszły w pole

Zadzwoniłem do kierownika ośrodka, z którego według mnie zwiały konie. Dobrze obstawiłem i za chwilę właściciel koni pędził za nimi z pomocnikiem.

Dni są już coraz krótsze i coraz mniej czasu zostaje nam na spacery jesiennymi drogami. Ale to także nie mankament, a urok jesieni. Mamy więcej czasu dla siebie, dla bliskich i dla własnych myśli. Spróbujcie poukładać własne myśli spoglądając w dal polnej lub leśnej drogi.

W moich rozmyślaniach o nostalgii jesieni wciąż towarzyszy mi uważny wzrok. Od kilku dni mamy nowego lokatora w leśniczówce, który chętnie włazi mi na kolana albo zasypia na krześle w kuchni. Oto sympatyczny koci podrostek, kilka razy mniejszy od naszego Grubego:

Ktoś chyba bez serca porzucił go pod leśniczówką i co mieliśmy zrobić z biedakiem? Widać, że to kociak chowany w domu, delikatny ale też bardzo smutny. Ale  już ma coraz lepszy humor i Gruby tez go polubił. Przygarnęliśmy go, bo przecież stał sam na jesiennej drodze.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

21:59, lesniczy.lp
Link Komentarze (8) »
czwartek, 23 października 2014

Wczoraj przypadkiem poruszyłem skórą szopa, która wisi przy regale z książkami i odkryłem niechcianych gości. Szop to  eksponat dydaktyczny, bo wciąż niewiele osób wie, że te zwierzęta  na dobre zagościły w naszym kraju i stają się nowym, choć kłopotliwym elementem naszej przyrody. Pokazuję ją zatem niedowiarkom. Skóra wisząca w mojej kancelarii pochodzi z szopa rozjechanego przez samochód, a ostatnio spotkałem na drogach biegnących prze z moje leśnictwo dwie kolejne ofiary komunikacyjne. Gdy poruszyłem skóra szopa wyfrunęły z niej dwa małe motylki. Nie zwróciłem na nie uwagi, ale po południu moja żona też je zauważyła i ogłosiła alarm: mamy w domu mole!

Małe mole to przyczyna  dużego utrapienia i problem, którego obawia się chyba każda pani, a także jak widać, pan domu. Bo mole to w każdym domu kłopotliwi goście. A w leśniczówce? Na wieszaku w mojej kancelarii wisi kilka  kurtek na różne okazje, parę polarów czasem jakiś sweter. Żona wciąż mnie posądza o bałaganiarstwo i wynosi mi je do szafy, ale przecież w czymś trzeba do lasu jechać…  Dwa małe motylki stały się pretekstem do niezłego zamieszania i w efekcie mój wieszak opustoszał zupełnie. A mole na szczęście dla nas, ale dla nich pewnie na nieszczęście, zostały szybko wchłonięte przez odkurzacz

Mole choć takie małe i niepozorne, mogą żyć nawet 300 dni. Latająca niewielka ćma, którą najczęściej spotykamy w domu, jest dla nas jednak najmniej groźna, choć to jej widok budzi trwogę. Biegamy za nią po domu i „bijemy brawo”, próbując się jej pozbyć. To zwykle na nic i możemy tylko przypomnieć sobie poemat Norwida „Klaskaniem mając obrzękłe prawice, znudzony pieśnią, lud wołał o czyny…” Zatem do czynu przeciwko molom! Warto poznać proste sposoby, aby nie mieć z nimi kłopotu. Największe spustoszenia w naszym domu czynią jednak nie motylki, a larwy moli, których najczęściej nie zauważamy.

Podobno istnieje taka zasada: nie pozbędziesz się moli, jeżeli nie wykryjesz, w którym miejscu założyły swoje gniazdo. Motylki są na tyle małe, że nie da się wszystkich pozbyć za pomocą klaskania i pewnie gdzieś złożą jaja. Gdzie? Mole lubią zamieszkiwać ciepłe i ciemne zakamarki- kryją się zatem w odzieży, skórach, futrach, obiciach mebli, załamaniach ciężkich zasłon, a nawet w butach.

Walka z molami jest niezmiernie trudna, warto więc stosować sprawdzoną zasadę: lepiej zapobiegać niż zwalczać. Najważniejszym zabiegiem jest wietrzenie mebli i trzepanie dywanów przynajmniej dwa razy w roku. Z tą samą częstotliwością należy wietrzyć wszelką odzież odwracając ją na lewą stronę i wystawiając na działanie promieni słonecznych. Jeśli jest środek lata, pozostawmy ją na słońcu. Jeśli zima, niech poleżą kilka godzin na mrozie. Zarówno bardzo wysoka jak i bardzo niska temperatura niszczą jaja moli.

Mole spożywcze interesują się też suszonymi grzybami, które obowiązkowo wiszą w kuchni leśniczówki. Aby wredne motylki w nich nie zamieszkały, bezpieczniej trzymać je w słoju. Jak zapobiegać pojawieniu się moli? Zapachem!

Dlatego w spiżarni leśniczyny, oprócz słojów z grzybami i wielu ciekawych zapraw czy przetworów znajdują się także naturalne dary lasu przeciwko uciążliwym motylkom. Po przygodzie ze skóra szopa cześć z nich została przeniesiona ze spiżarni do zakamarków kancelarii leśniczego. W zasadzie wszystkie mocne zapachy odstraszają mole, ale gdy po generalnych porządkach i wymyciu zakamarków wodą z dodatkiem detergentów i octu pojawi się tam żywiczny zapach terpentyny- mamy je z głowy i… z szafy!

Oczywiście  można użyć chemicznej terpentyny ale nie w leśniczówce! Tu lepsze będą świeże gałązki drzew iglastych, a najlepsze drobne szczapki silnie przeżywiczonej sosny czyli tzw. „smolaki”:

Także zapachy: lawendy, goździków, chmielu, piołunu, mięty, kamfory, ruty, orzecha włoskiego, tymianku, macierzanki, bylicy, wrotyczy, szałwii, igieł sosnowych czy bergamotki skutecznie odstraszają mole. To najwyższa  pora, aby zrobić sobie zapasy antymolowe, np.z szyszek chmielu, które znajdziecie w olsach:

Można więc zaopatrzyć się w większość z nich podczas leśnych spacerów i zrobić samemu bukieciki z ziół czy woreczki nimi wypchane. Potem wystarczy poukładać je w szafie pomiędzy ubraniami. Można powkładać też zasuszone gałązki bezpośrednio do kieszeni płaszczy lub kurtek. Skuteczne są też podobno ponacinane cytrusy, ale zwabiają z kolei także uciążliwe muszki owocówki.

Podczas jesiennych spacerów dobrze też zaopatrzyć się w kasztany i poukładać je w szafach. Pamiętajcie też, że warto je położyć obok monitora bo są naturalnymi odpromiennikami

Można z nich przy pomocy zapałek „naprodukować”  kasztanowych strażników i wtedy własnoręcznie wykonane ludziki będą skutecznie strzec naszych szaf. Fajna zabawa w rodzinnym gronie, gdy razem zbieramy kasztany i żołędzie, a potem robimy konkurs na najciekawszego ludzika to dodatkowa motywacja do stosowania tej metody.  Dawniej w walce z molami skutecznie pomagała roślina rosnąca na bagnach i torfowiskach- bagno zwyczajne.

Nazywana jest też leśnym rozmarynem- jej ładny i wyrazisty zapach zaskakuje i powoduje iż roślina staje się ziołem nie do pomylenia z innymi. Jednak, co bardzo ważne, bagno zwyczajne jest od 2004 roku objęte ochroną i nie można go zbierać z naturalnych stanowisk, a dodatkowo należy pamiętać, że jest rośliną trującą dla człowieka.

 

Prostym sposobem na mole jest umieszczenie w szafie mydła, szczególnie lawendowego. Wystarczy pokroić kostkę na mniejsze kawałki i umieścić je na półkach. Możemy użyć też sprawdzonych kuchennych przypraw- ziela angielskiego, liścia laurowego lub goździków. Mole nie lubią też zapachu farby drukarskiej, stąd warto w szafie umieścić świeżą, prosto z drukarni gazetę. Pewnie nie będą to wydawane przez leśników „Echa Leśne” lub „Głos Lasu”, bo są na tyle ciekawe, że będą przeczytane „od deski do deski”, a to pozbawi je zapachu farby.

Wybierzcie dla siebie jeden ze sposobów antymolowych do zabezpieczenia mieszkania, bo pomni moich doświadczeń unikniecie „tajfunu w domu”, posądzenia o bałaganiarstwo i innych takich, a wszystko to dwa przez małe motylki.

 

Leśniczy Jarek-

lesniczy@erys.pl

 

21:08, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
sobota, 18 października 2014

Niedawno obchodziliśmy Dzień Edukacji Narodowej – polskie święto oświaty i szkolnictwa ustanowione 27 kwietnia 1972 roku. Przyczynkiem jego powstania były zapisy ustawy Karta Nauczyciela, a święto obchodzone 14 października wszyscy nazywamy Dniem Nauczyciela.

W szkołach odbywają się uroczyste apele, które często upamiętniają też rocznicę powstania Komisji Edukacji Narodowej, która została utworzona z inicjatywy króla Stanisława Augusta Poniatowskiego i zrealizowana przez Sejm Rozbiorowy w dniu 14 października 1773 r.  Zwykle też w ten dzień zajęcia zarówno dla uczniów, jak i dla nauczycieli  mają nieco inny charakter…

Dlaczego o tym tutaj piszę? Edukacja to sprawa priorytetowa dla naszej przyszłości, a jej częścią jest edukacja przyrodniczo leśna, którą zajmują się leśnicy. Edukacja leśna społeczeństwa to jeden z priorytetów Lasów Państwowych oraz wszystkich leśników, którym na sercu leży dobro naszej przyrody. Na jej potrzeby to my, leśnicy, utworzyliśmy ponad 6,5 tys. obiektów. W oficjalnych sprawozdaniach czytamy: „Każdego roku korzysta z tych obiektów około 1,5 mln osób. Obiekty wykorzystywane w Lasach Państwowych do edukacji leśnej to:

 

66 ośrodków edukacji leśnej,

1013 ścieżek edukacyjnych (dydaktycznych),

301 izb edukacji leśnej,

545 wiat edukacyjnych (tzw. zielone klasy),

106 parków i ogrodów dendrologicznych,

1840 punktów edukacyjnych,

2676 innych obiektów.

 

Przez cały rok odbywają się tam zajęcia przygotowywane przez leśników dla różnych grup wiekowych dzieci, młodzieży, dorosłych, także osób niepełnosprawnych. Można odwiedzać je także samodzielnie”

Każde z 430 nadleśnictw w kraju ma opracowany „Program edukacji leśnej społeczeństwa w nadleśnictwie”. Te programy, co ciekawe,  tylko w niewielkim stopniu realizują profesjonalni edukatorzy zatrudnieni w nadleśnictwach, a szczególnie w Leśnych Kompleksach Promocyjnych. Co to takiego? LKP to to duże, zwarte obszary lasu, wchodzące w skład jednego lub kilku nadleśnictw. Utworzone są na obszarze całego kraju, pokazują zmienność i różnorodność lasu i mnogość pełnionych przez niego funkcji. W ramach LKP leśnicy objaśniają i promują zrównoważoną gospodarkę leśną, wspierają badania naukowe i prowadzą edukację leśną społeczeństwa. Dzięki LKP, które stanowią także forum współpracy leśników ze społeczeństwem widać, że dzięki działalności podstawowej i edukacyjnej leśników można łatwo osiągnąć kompromis.  Bo skoro nasze lasy są w większości państwowe, to dla nas wszystkich ważny jest kompromis pomiędzy najważniejszymi zadaniami leśnictwa: gospodarką leśną mającą na celu m.in. produkcję drewna, ochroną przyrody, badaniami naukowymi i szeroko rozumianą edukacją.

Czym tak właściwie jest edukacja leśna i jak może się wpisywać w założenia edukacji dla zrównoważonego rozwoju?

Edukacja leśna to coś więcej niż nauczanie o lesie. To nie tylko wyuczone wykłady, prezentacje multimedialne, gry, zabawy edukacyjne i opowiadanie bajek o zwierzątkach i roślinkach. Choć jest to fajne, miłe i potrzebne. Zajmują się tym właśnie LKP oraz parki narodowe. Zwiedzałem niedawno ośrodek edukacyjny Tatrzańskiego PN i oglądałem fajną zabawę dla tropicieli zwierząt

Gdy wybierzemy sobie trop odbity na plastrze drewna i podążymy cierpliwie za nim, doprowadzi nas on do słupka z fotografią i nazwą tropionego zwierzęcia.

 W tym wypadku był to trop herbowego zwierzęcia blogu leśniczego czyli rysia. W ciekawie urządzonej hali wystawowej TPN można nauczyć się wiele o przyrodzie Tatr, obejrzeć bardzo interesujące filmy nagrane przez kamery ukryte w lesie. Spodobały się, jak widać nie tylko mnie, emitowane tam filmy animowane o zasadach zachowania się w lesie, szczególnie w przypadku spotkania na szlaku zwierząt

Warto uczyć się rozumienia lasu.  Las jest przecież najlepszym, może dla wielu niedościgłym wzorem, modelem zrównoważonego rozwoju. Dostarcza ludziom korzyści zarówno materialnych czyli drewna, grzybów, owoców i innych pożytków  jak i pozamaterialnych, zapewne czasem ważniejszych. Zaspokaja chyba wszystkie ludzkie potrzeby określone kiedyś w słynnej piramidzie potrzeb opracowanej dawno temu przez Abrahama Maslowa. Leśnicy, choć może nie wszyscy  świetnie znają dokonania amerykańskiego psychologa, doskonale znają i rozumieją potrzeby ludzi oraz wiedzą jak ważną rolę w ich zaspokajaniu pełni las.

 Rozumienia lasu najlepiej nauczyć się od leśników, którzy z zamiłowaniem i pasją zajmują się lasem. To właśnie leśnicy pracujący na co dzień w terenie: w deszczu, błocie, upale i kurzu, atakowani prze kleszcze, komary i natrętne telefony najlepiej rozumieją las. Dlatego to właśnie podleśniczowie i leśniczowie są głównymi realizatorami programów edukacyjnym praktycznie w każdym nadleśnictwie. To właśnie oni, oprócz codziennych, normalnych obowiązków związanych z prowadzeniem gospodarki leśnej uczą ludzi, oczywiście tych, którzy tego pragną, rozumienia lasu…

 Opowiadają szczerze, barwnie i naturalnie o życiu lasu, swojej pracy i niezwykłych doświadczeniach nabytych przez lata spędzone w otoczeniu przyrody i ludzi. Nie otrzymują za to dodatkowego wynagrodzenia, kwiatków z okazji Święta Edukacji ale mają poczucie misji, bo kochają las i to co w nim robią. Uczą ludzi rozumienia lasu przy każdej okazji. Nie tylko na specjalnie przygotowanym wykładzie, gdy przychodzą w wyjściowym mundurze, ale podczas codziennych, zwykłych spotkań w lesie.

 My, leśnicy, musimy uwzględnić w swojej codziennej pracy cztery aspekty zarządzania lasem, które są jak cztery nogi leśnego zwierzęcia. To aspekty:  ekologiczne, gospodarcze, kulturalne i społeczne. Las istnieje od wieków, a leśnicy przez 90 lat istnienia Lasów Państwowych w obecnej postaci nauczyli się korzystać z siły i wytrwałości każdej z tych nóg. Tylko 3% członków naszej społeczności deklaruje się, że miało kontakt z leśną edukacją. Przed leśnikami zatem wiele jeszcze do zrobienia… Wciąż powtarzam, że podpatrywanie i naśladowanie przyrody ma przed sobą wielką przyszłość, o czym doskonale wiedzą uważni czytelnicy tego blogu. Zagląda tu wielu nauczycieli, a zatem załączam, choć nieco spóźnione ale bardzo szczere, życzenia ciągłej satysfakcji z pracy edukacyjnej.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

12:06, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
niedziela, 12 października 2014

Początek października przynosi ważne święta dla każdego, kto szanuje przyrodę. Światowy Dzień Zwierząt, Dzień Drzewa no i Światowy Dzień Św. Franciszka – Patrona Leśników, Ekologów i Zwierząt, obchodzony 4 października.

Święty Franciszek z Asyżu, zwany "biedaczyną bożym", żył w latach 1181-1226. Zadziwiające jest to, że do dziś naukowcy zajmujący się ekologią i ludzie wrażliwi na przyrodę uczą się od niego rozumienia przyrody, interpretacji jej zjawisk i miłości do otaczającego nas świata istot żywych. Zapewne dzisiejsze idee ekologiczne były mu całkowicie obce, bo świat mu współczesny  przeżywał inne problemy niż obecnie. Nawet nie myślał o ekologii w dzisiejszym pojęciu, o problemie skażenia środowiska naturalnego czy o konieczności gatunkowej ochrony roślin i zwierząt.

Franciszek kochał Boga i świat przez niego stworzony- zwierzęta, ptaki, rośliny, człowieka i całą przyrodę. Zwykle przedstawia się go w otoczeniu zwierząt i ptaków.  Napisał w XIII wieku, krótko przed śmiercią kantyk religijny, najstarszy zabytek poezji w języku włoskim nazywany Pieśnią Słoneczną gdzie mówi:

Pochwalony bądź, mój Panie, ze wszystkimi Twymi stworzeniami,

nade wszystko z panem bratem Słońcem,

bo jest on lampą dnia i nim rozświetlasz naszą drogę.

W tym tak starym utworze i w wielu innych Św. Franciszek pomaga nam znaleźć odpowiedź na pytanie: „ Jak korzystać ze swobody życia, aby nie stać się niewolnikiem otaczającej nas cywilizacji? Jak chronić Ziemię przed człowiekiem?”.

 Odpowiedź jest niesłychanie prosta: na nic wielkie ruchy ekologiczne, na nic doskonałe przepisy jeśli każdy z nas, w swoim wnętrzu nie zasieje ziarna ekologicznego myślenia i nie nauczy się szacunku do natury, której jest częścią. Bo mówi nam patron ekologów:   „Nie można chronić ziemię, bo jeśli, ty, który jesteś koroną stworzenia, mężczyzną lub kobietą, żyjesz w nieuporządkowany sposób wewnątrz ciebie, to także twoje życie zewnętrzne i twoja relacja z naturą będzie nieuporządkowana”.

Ale czy tak myślą ludzie, którzy bez skrupułów porzucają  nad wodą, w polu, czy w lesie to, co jest im niepotrzebne:

Czy tak myślą ludzie, którzy zatruwają powietrze, rzeki i jeziora? Czy mają poczucie zagrożenia dla dalszych losów naszej planety? Czy zastanawiają się jak cierpi las, jego mieszkańcy i ludzie kochający przyrodę, gdy słyszą tam ryk motocykli crossowych, quadów czy off-roadowych samochodów:

Znalazłem na portalu www.swietostworzenia.pl taki przejmujący apel krakowskiego filozofa i poety:

Dawni

koczujący w lasach barbarzyńcy

najeżdżali i plądrowali

cywilizowane miasta

współcześni

cywilizowani barbarzyńcy

dokonują najazdów na lasy.

Na swych wrażych maszynach

zamieniają nagle

podniosłą ciszę lasu

w szyderczy rechot motorów.

Zmechanizowany troglodyto

który z lęku przed ciszą

wymyśliłeś quada

by bezkarnie i zuchwale

gwałcić

odwieczny lasu ład

bijąc rekordy w wyciu

i ryciu w podszyciu.

Poroniony płodzie bioewolucji

hybrydo człowieczeństwa

technokształtny mutancie

a swym megawarczącym wehikule

ucisz w sobie

proszę cię serdecznie

zmechanizowaną furię.

Fryderyk Hunia - lato 2013

 

( rysunek pochodzi z www.demotywatory.pl)

 

Filozofia, której autorem stał się Św. Franciszek sprawiła, że został ogłoszony Patronem ekologów. Uczynił to w 1979 roku papież Jan Paweł II w specjalnym liście „Inter sanctos”, gdzie czytamy między innymi:

„Słusznie św. Franciszka z Asyżu wymienia się wśród świętych i wybitnych mężów, którzy uważali przyrodę za przedziwny dar Boży ofiarowany ludziom. On szczególnie przeżywał wszystkie dzieła Stwórcy i jak gdyby z Bożego natchnienia wyśpiewał przepiękny Hymn stworzeń, w którym zwłaszcza przez brata słońce, księżyc i gwiazdy złożył należną cześć, chwałę i wszelkie uwielbienie najwyższemu, wszechmocnemu i dobremu Panu (...) Dlatego też ogłaszamy na zawsze św. Franciszka z Asyżu Patronem ekologów.”

Św. Franciszek został także w 1995 roku ogłoszony patronem polskich leśników i w wielu leśnych zakątkach obok kapliczek, krzyży czy innych form oddawania czci Św. Janowi Gwalbertowi czy Św. Hubertowi spotkamy także dowody szacunku dla Biedaczyny z Asyżu. Ni w tym dziwnego dla każdego, kto zna i chce stosować się do zasad  Dekalogu Świętego Franciszka z Asyżu:

1. Bądź człowiekiem pośród stworzenia, bratem miedzy braćmi.

2. Odnoś się z miłością i czcią do wszystkich istot stworzonych.

3. Ziemia została ci powierzona jako ogród; zarządzaj nią mądrze.

4. Z miłości do siebie samego troszcz się o człowieka, zwierzęta, rośliny, 

      wody i powietrze, aby ziemia nie została ich pozbawiona.

5. Używaj rzeczy oszczędnie, ponieważ marnotrawstwo nie zapewnia

     przyszłości.

6. Twoim zadaniem jest odsłanianie tajemnice pożywienia w taki

     sposób, ażeby życie karmiło się życiem.

7. Rozwiąż węzeł przemocy, abyś zrozumiał, jakie są prawa życia i    

     istnienia.

8. Pamiętaj, że stworzenie nie odzwierciedla twojego tylko 

     podobieństwa, lecz jest wyobrażeniem najwyższego Boga.

9. Ścinając drzewo, pozostaw jego pęd, aby całkiem nie zniszczyć  

     jego życia.

10. Z szacunkiem stąpaj po kamieniach, bo każda rzecz ma swoją 

     wartość.

Drewniana postać patrona leśników i ekologów stoi także za sprawą m.in. leśników w okolicach Pszczewa, a pisałem o niej na blogu we wpisie z 5 października 2011

http://bloglesniczego.erys.pl/blog/?p=1&id_blog=3&lang_id=5&id_post=3123

Napisałem dziś może wiele wzniosłych słów, ale wiele z nich pochodzi z cytatów i nie odbierajcie tego jako kazanie na niedzielę, bo to nie moja rola. Warto nieraz zatrzymać się chwilę i zajrzeć w głąb siebie, a ułatwia to z pewnością lektura tego, co napisali mądrzy ludzie, niezależnie od tego jakiej byli wiary czy narodowości. Dlatego przybliżam dziś myśl Św. Franciszka. Sięgnijcie czasem do jego ekologicznej nauki, aby nasze dzieci i wnuki mogły zachwycać się lasem i otaczającą nas przyrodą tak jak my dzisiaj.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

 

12:01, lesniczy.lp
Link Komentarze (7) »
wtorek, 07 października 2014

Wszyscy zainteresowani lasem oraz przyrodą znają i rozpoznają leśników  w zielonych mundurach. Ale czy znacie leśnych robotników, wykonawców wszystkich prac w lesie? Praca leśnego robotnika to ciężki kawałek chleba.

Można tę pracę porównać do pracy górnika czy hutnika, bo jest podobnie trudna i niebezpieczna. Wymaga siły fizycznej, odporności na ekstremalne warunki pogodowe, umiejętności radzenia sobie w różnych sytuacjach i… szerokiej wiedzy leśnej oraz zamiłowania do lasu. W zasadzie to wymagania bardzo podobne jak dla kandydatów na leśników. Robotnicy leśni to jednak prawdziwa „ szara piechota”, mało widoczna zarówno w lesie jak i w materiałach promujących działalność leśników. W lesie widać ich mało, bo tam, gdzie pracują nie ma wstępu dla spacerowiczów. Ich stanowiska pracy najczęściej są zamknięte dla oka takimi i innymi tablicami ostrzegawczymi:

To codzienni, czasem może niedoceniani partnerzy leśników oraz właścicieli innych niż państwowe lasów.

Obecnie praktycznie wszystkie prace leśne wykonują w Lasach Państwowych Zakłady Usług Leśnych (ZUL-e) , które realizują zlecone przez leśników czynności. Są to prywatne firmy wykonujące wszystkie zadania związane z ochroną, hodowlą i użytkowaniem lasu. Właścicieli i pracowników ZUL określa się najczęściej mianem „zulowców”, a czasem żartobliwie, choć chyba nie jest to trafione określenie: ”zulusów”. Właścicieli ZUL nazywamy przedsiębiorcami leśnymi. To właśnie oni, a nie nadleśnictwa zatrudniają pracowników leśnych, którzy wykonującą trudne, ale ważne dla bytu lasu prace w lesie.

Początek lat dziewięćdziesiątych XX wieku to czas wielkich przemian w kraju. Zlikwidowano Państwowe Gospodarstwa Rolne i zmiany nastąpiły także na leśnym rynku pracy. Wcześniej w Lasach Państwowych było wielu robotników zatrudnianych przez nadleśnictwa jako pracownicy stali, sezonowi, a nawet interwencyjni- ściągani do pilnych prac z innych części kraju.

Pracowali w lasach jako drwale, zrywkarze, żywiczarze oraz na szkółkach leśnych i składnicach drewna. To oni zostali „sprywatyzowani” w zakłady usług leśnych i rozpoczęli własna działalność gospodarczą, choć nie zawsze byli entuzjastami takiego rozwiązania. Najpierw były to jednoosobowe firmy, a z czasem te, które przetrwały na rynku usług rozrosły się w nawet bardzo duże przedsiębiorstwa. Od lat w naszych leśnictwach nie ma już praktycznie robotników zatrudnianych przez LP. Wszelkie prace wykonują „zulowcy”.

Zadania gospodarcze zleca im leśniczy na podstawie umowy podpisanej prze ZUL z nadleśniczym i nadzoruje prawidłowe wykonanie wszelkich prac. Usługi leśne to praca na „żywym organizmie”, w zmieniających się warunkach przyrodniczych i gospodarczych. Bo „zulowiec” musi być do dyspozycji w nocy, gdy wybuchnie pożar, który należy dozorować i w dzień świąteczny gdy np. wypadnie lotnicza akcja ograniczania liczebności owadów lub wiatr powali drzewa na drogi i linie energetyczne… Żywiołów nie sposób przewidzieć, zaplanować terminów, skutków i kosztów, a takie zasady narzucają zamówienia publiczne. Reguły współpracy leśniczego i ZUL-a określone w umowie wyznacza obu stronom także wiele przepisów związanych m.in. z zasadami hodowli lasu, instrukcją bhp oraz zasadami certyfikacji lasów. Leśniczy musi to wszystko połączyć, realizując plany zadań na 100% i w dodatku spełniając często zmieniające się wymagania odbiorców drewna. Udana współpraca leśniczego i „zulowców” to fundament dobrej gospodarki leśnej.

Aby być wiarygodnym partnerem dla leśników, właściciel ZUL-a musi mieć dużo specjalistycznego sprzętu i profesjonalną grupę pracowników.

Nie jest to łatwe, bo praca jest bardzo ciężka i w zasadzie mało atrakcyjna, a wiele prac nadal trzeba wykonywać ręcznie w zmiennych warunkach atmosferycznych.

W kabinie harwestera czy forwardera może nie jest źle, ale wiele prac nadal wykonuje się ręcznie, dźwigając ciężkie wałki czy machając siekierą lub łopatą. To praca na mrozie, w upale, kurzu, deszczu. Czasem na sporych pagórkach

a innym razem w warunkach górskich lub na bagnach. Gryzą meszki, kleszcze i komary, czasem jest upał, a innym razem siarczysty mróz. Trzeba zainwestować sporo pieniędzy w harwestery, forwardery, pługi, konie, ciągniki, wykaszarki czy pilarki, a głównie w ludzi, którzy muszą wykonywać prace odpowiednio przygotowani.

Przetarg wygrywa się najczęściej oferując najniższą cenę za usługi wykonane z gwarancją najwyższej jakości i staranności. Leśny przedsiębiorca musi być zatem znakomitym ekonomistą i menadżerem, aby utrzymać się na leśnym rynku usług. Leśni robotnicy to ludzie, którzy sami się nauczyli swojego fachu, często są to firmy rodzinne, bo zamiłowanie do pracy w lesie trzeba cierpliwie hodować. Wielu ludzi szybko rezygnuje z tej pracy i rotacja kadr jest tu bardzo duża. To osobny problem, ale jakże ważny, szczególnie dla leśniczego. A każdy rozsądny leśniczy wie, że trzeba doceniać i uszanować pracę, którą wykonują ZUL-e. Staram się jak mogę, aby stworzyć najlepsze warunki współpracy i traktować ZUL-a jak równorzędnego partnera. To ważny partner równorzędny leśnikom w trosce o trwałość lasu.

Właściciele i pracownicy firm usługowych już blisko ćwierć wieku pracują w polskich lasach i współpracują z leśnikami. W mojej ocenie warto jakoś jednoznacznie nazwać ten zawód. Bo ani „zulowiec”, ani tym bardziej „zulus” nie są sympatycznymi określeniami. Dziś pracownik zula wykonuje różne zadania i raz jest drwalem i pracuje piłą lub siekiera, innego dnia wsiada do ciągnika i jest zrywkarzem, czasem także operuje wykaszarką lub nawet siada w kabinie harwestera. Dlatego dobrze byłoby w zasobach pięknego, polskiego języka wyszukać nazwę dla ludzi od najtrudniejszych zadań wykonywanych  w lesie. Bardzo Was proszę o pomoc i pomysły na ciekawą nazwę dla „leśnej piechoty”. Napiszcie co sądzicie o trafnym nazwaniu tego trudnego zawodu. Według mnie zasłużyli sobie solidną pracą, na to, aby ich jednoznacznie i ładnie nazywać. Najciekawsze podpowiedzi postaram się nagrodzić drobnym upominkiem z szafy leśniczego. Czekam na Wasze pomysły i propozycje w komentarzach i pod stałym adresem :

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

22:57, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »