O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
czwartek, 30 maja 2013

Dziś Boże Ciało i  dzień wolny od pracy. Wielu z nas w jutrzejszy dzień także nie pracuje, a zatem jest świetna okazja na długą wyprawę do lasu. Przyroda jest w pełni rozkwitu i wokół nas kwiaty, ptaki, motyle… Nasze lasy już w pełni zielone i z kompletem ptasich wędrowców wyglądają bardzo tajemniczo:

Jest ciepło i słonecznie, choć czasami chmurzy się:

Często też błyskawice przecinają niebo świetlistymi zygzakami, a potem w lesie spotykamy miejsce, gdzie piorun rozdarł skórę sosny:

Jeśli czasem nawet trochę popada, ale to nic strasznego, bo przecież ciepły, majowy deszcz spływa po każdym jak po kaczce:

W lesie praca wre przy zabiegach pielęgnacyjnych: czyszczeniach i wykaszaniu chwastów. Warczą też piły i mruczą silniki harwesterów przy wykonywaniu trzebieży. Trzeba się nieźle uwijać, bo ciepło i wilgoć powodują szybki rozwój grzybów, stąd drewno od momentu ścięcia nie powinno dłużej zalegać w lesie niż 2 tygodnie. Bo gdy leży zbyt długo wygląda tak:

Gdy ma trafić do pieca, to nie jest to problem, ale gdy ma się stać deską, krokwią czy klepką na parkiet, to istotna wada!

Dlatego też wywozy drewna cały rok zajmują dużo czasu pracy leśników, a teraz stały się szczególnie ważne, tak jak właściwa rotacja drewna. W rejestratorze leśniczego na liście magazynowej drewna przy każdej sztuce i stosie jest informacja jak długo znajduje się ona na stanie leśnictwa. Trzeba bardzo pilnować, aby wywozić drewno we właściwej kolejności, aby nie wyglądało jak to na zdjęciu powyżej. Jutro rano przed 7 jestem umówiony z kierowcami, a wczoraj do późnego popołudnia byłem przy wywozie kłód tartacznych.

Kierowcy muszą teraz bardzo uważać na wszystkich drogach, zwłaszcza tych biegnących przez lasy. Bo szczególnie po deszczu na asfalcie lub na drodze gruntowej można spotkać różne stworzenia:

To coraz rzadsza ropucha paskówka, a może to zaklęty książę? Trzeba bardzo uważać na zwierzęta, ptaki gady i płazy. Na leśnej drodze prawie nie widać jaszczurki:

Podobnie jak w  gęstej trawie:

 

W lesie, na łące i w polach pojawiło się mnóstwo młodych. Możemy spotkać już ptasie podloty, ktore opuściły gniazdo. Czasem podloty asekurują troskliwi rodzice, tak jak ten szczygieł:

Wszędzie też pełno młodych roślin, które łatwo zniszczyć. Zobaczcie na maleńkie siewki sosny, które po wyjściu z nasionka pną się ku światłu:

Patrzcie uważnie pod nogi podczas spacerów i pobytu w lesie czy na łące. Wczoraj, gdy przygotowywałem kwity wywozowe na drewno, położyłem na chwilę w trawie swój kalendarz. Po chwili zobaczyłem na nim coś brązowego:

To mały padalec. Pojawił się na świecie wyjątkowo szybko, bo zwykle młode padalce rodzą się w końcu czerwca, poprzez lato, do nawet września. Padalec jest gatunkiem jajożyworodnym. Kojarzenie zachodzi po opuszczeniu przez padalce kryjówek zimowych. Najczęściej przypada na okres między kwietniem a majem. Ciąża trwa około 11 - 13 tygodni. Po tym okresie samica rodzi młode, w liczbie od 5 –do ponad 20 sztuk. Całkowita długość młodych po urodzeniu wynosi od 7 do 9 cm. Zobaczcie jaki to maluch, w porównaniu do wielkości  szyszeczek olchowych:

 

Padalec z  uwagi na brak kończyn przez wielu ludzi jest niesłusznie uważany za węża. Jaszczurka ta, w odróżnieniu od węży ma jednak otwory uszne oraz ruchome powieki. Przez wiele lat brany był za jadowitą żmiję i powszechnie tępiony, obecnie podobnie jak inne krajowe gady podlega całkowitej ochronie. Dorasta do pół metra i ukrywa się w norach i pod kamieniami czy korzeniami. Jest dość powolny, stąd żywi się najczęściej owadami i dżdżownicami.

Podobnie jak wiele innych jaszczurek w sytuacji zagrożenia może odrzucić swój ogon, który poruszając się jeszcze zwraca uwagę napastnika i umożliwia ucieczkę jaszczurce. Po zabliźnieniu się rany ogon odrasta, zawsze jest jednak krótszy niż ten pierwotny. Mały padalec posiedział chwilę na moim kalendarzu, pomrugał oczkami i niespiesznie popełzł sobie dalej…

Jak widzicie w leśnej ściółce, na drodze leśnej czy łące toczy się życie i można spotkać tam wiele ciekawych osobników świata roślin i zwierząt. Patrzcie uważnie pod nogi, aby je bliżej poznać i nie zrobić nikomu, ani niczemu  krzywdy.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

19:17, lesniczy.lp
Link Komentarze (11) »
niedziela, 26 maja 2013

Dziś jest Dzień Matki, toteż nisko kłaniam się wszystkim Mamom zaglądającym do blogu leśniczego,  traktującego o tym, co w lesie piszczy… Wiem, że wiele szanownych mam interesuje się lasem, wynika to z listów i komentarzy, ale szczególnie serdecznie pozdrawiam mamy leśników. Wczoraj odwiedziłem moją mamę na cmentarzu, ale miałem kłopot ze złożeniem kwiatów, bo okazało się, że jakiś żałosny „ktoś” ukradł granitowy wazon z nagrobka moich rodziców. Mówi się o takich „ktosiach” - hieny cmentarne, ale to bardzo obraźliwe dla pożytecznych zwierząt…

Skoro dziś obchodzimy Święto Mam, to pochwalę się, że w piątek uczestniczyłem w Regionalnym Święcie Lasu, które odbyło się na terenie  Nadleśnictwa Sulęcin w województwie lubuskim. Leśnicy to raczej skromni ludzie, stąd próżno szukać w kalendarzu adnotacji: Dzień Leśnika. W wielu miejscach kalendarza, pod rozmaitymi datami znajdziecie różne święta związane z lasem i leśnikami, ale konkretnego Dnia Leśnika nie ma. Organizujemy jednak centralne Święto Lasu, które w tym roku odbyło się w Niepołomicach i regionalne, na terenie poszczególnych RDLP. Są to imprezy przygotowane dla społeczności, promujące lasy i zrównoważone leśnictwo. Piątkowa uroczystość organizowana była w ramach największej w Polsce RDLP Szczecin, złożonej z 35 nadleśnictw. Odbyła się w Sulęcinie, bo właśnie mija 20 lat istnienia tego nadleśnictwa. Już od rana na rynku w Sulęcinie można było poznać ciekawe i zróżnicowane lasy całej dyrekcji, zaglądając na stoiska poszczególnych nadleśnictw i poznając szeroką ofertę leśników. Potem uroczystości odbyły się na terenie bazy woskowej Wędrzyn, gdzie leśnicy opanowali nawet garnizonowy kościółek:

Nadleśniczy Nadleśnictwa Sulęcin Witold Wasylków czuwał nad całością uroczystości:

Nie było łatwo zorganizować takie święto, ale leśnicy to ludzie zaprawieni w planowaniu, zarządzaniu i logistyce. Witold Wasylków jest szefem nadleśnictwa od samego początku, czyli od 1993 roku. Nadleśnictwo Sulęcin powstało w ramach kolejnej reorganizacji, których było kilka w ciągu blisko 90 lat istnienia Lasów Państwowych. W latach 70 XX wieku likwidowano małe nadleśnictwa, gdy wprowadzano piły mechaniczne zamiast ręcznych „twoja- moja”. Potem w latach 90 była kolejna reorganizacja związana z likwidacją PGR i przemianami ustrojowymi w kraju. Miało to także związek z likwidacją rosyjskich i przeobrażeniami polskich jednostek wojskowych i poligonów. Lasy Nadleśnictwa Sulęcin przechodziły różne koleje losu i należały do wielu nadleśnictw, a przed 1945 roku wiele z nich stanowiło własność ziemską czy chłopską. Dziś obejmują około 20 tysięcy hektarów urozmaiconych, świetnie zagospodarowanych terenów. Dużą część nadleśnictwa do dziś stanowi teren poligonowy, stąd na uroczystości widać było wiele wojskowych mundurów, a dyrektor RDLP Szczecin Witold Koss serdecznie witał wysokich oficerów:

Widać było też mundury różnych służb i uśmiechnięte twarze licznych gości ze świata administracji, nauki, polityki i mediów. W Wędrzynie funkcjonuje  Ośrodek Szkolenia Wojsk Lądowych, gdzie jednorazowo może ćwiczyć cała brygada na urządzeniach przygotowujących do m.in. walk na terenach zurbanizowanych. Nic dziwnego, że można tu spotkać żołnierzy z wielu elitarnych jednostek naszej armii oraz różnych wojsk NATO. Atrakcją imprezy był obiad w wojskowej stołówce, w której serwowano oczywiście pyszną, zawiesistą grochówkę. Leśnicy, liczni goście, wojskowi, policjanci, strażacy i samorządowcy grzecznie stali z tacami w kolejce do okienka z grochówką. Wszyscy z szacunkiem spoglądaliśmy na solidnie zbudowanych komandosów, którzy wychodzili ze stołówki. Budzili respekt i nie wyglądali na grzecznych chłopców…  Swojego czasu bywał tu aktor Piotr Małaszyński, gdy wędrzyński poligon udawał Afganistan i kręcono zdjęcia do filmu „Misja Afganistan”.

Potem był czas na wspólną fotografię uczestników Święta Lasu:

Dyrektor W. Koss powitał licznych gości, przedstawił działalność leśników z całej szczecińskiej dyrekcji i walory najbardziej zalesionej części kraju.  Nadleśniczy Wasylków przygotował obszerną prezentację o urokach nadleśnictwa Sulęcin, a miał o czym opowiadać. Są tu ciekawe, urozmaicone przez działalność lodowca krajobrazy: wzgórza o wysokości ponad 200 m, piękne, czyste jeziora z podwodnymi łąkami ramienic i rozległe wrzosowiska na poligonach. Zobaczycie tu ponad 4 tysiące hektarów dorodnych buczyn, wspaniałe dęby, sosny i daglezje. Nadleśnictwo podzielone na 11 leśnictw wypracowało nawet własną rębnię, zwaną sulęcińską. Nadleśniczy z pasją opowiadał o historii, walorach przyrodniczych okolicznych lasów i doskonałej współpracy ze społecznością lokalną i wojskiem. Potem zastąpił go na mównicy burmistrz Sulęcina Michał Deptuch, a na baczność postawił nadleśniczego pułkownik, odczytujący rozkaz ministra obrony narodowej, awansujący Witolda Wasylkowa do stopnia porucznika rezerwy:

Święto Lasu to świetna okazja do miłego spotkania leśników i ich przyjaciół oraz możliwość poznania zasad gospodarowania w lasach. Często też jest to jedyna możliwość, aby spotkać dyrektora regionalnego, nadleśniczego czy choćby kolegę ze studiów lub czasów nauki w szkole leśnej. Leśnicy rozproszeni na terenie ogromnej szczecińskiej dyrekcji, położonej w zasięgu trzech województw rzadko mają okazję świętować i powspominać dawne dzieje:

Błyskały flesze aparatów i rozmowom nie było końca. Dyrektor Koss i nadleśniczy Wasylków sprawnie podzielili wspaniały tort przygotowany na dwudziestolecie nadleśnictwa Sulęcin:

Było to prawdziwe święto lasu i leśników. Jest nas tylko około 25 tysięcy, a lasy pokrywają trzecią część kraju. Ludzie wciąż mało wiedzą o naszej pracy, a w zasadzie służbie dla lasów i ludzi, którzy z tych lasów czerpią pełnymi garściami. Gorąco zachęcam: korzystajcie z takich świąt, gdy będą organizowane w Waszej okolicy, bo to dobra lekcja wiedzy o lesie i pracy leśników.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

21:35, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
czwartek, 23 maja 2013

W lesie jak przez cały rok trwają intensywne prace. Warczą wykaszarki na uprawach, gdzie odsłaniamy z morza chwastów sadzonki pokryte młodziutkim listowiem. W innych miejscach prowadzone są czyszczenia wczesne, gdzie przerzedza się kilkuletnie sosny, usuwa zbędne naloty brzozy i formuje kępy naturalnych odnowień dębowych. W starszych młodnikach, kilkunastoletnich, wykonuje się czyszczenia późne, gdzie oprócz przerzedzenia i usuwania nadmiernie wyrośniętych „rozpieraczy”, reguluje się skład gatunkowy i usuwa drzewka porażone przez grzyby.

 Kończę prace przy szacunkach brakarskich  wykonywanych dla wszystkich cięć planowanych na przyszły rok. Wymaga to wielu godzin spędzonych przed komputerem i przy tak nielubianych przez leśniczych „papierach”, które zapełniają biurko. A niebawem zabiorę się za planowanie wszystkich zabiegów gospodarczych na przyszły rok… Inwentaryzuję  podtopione fragmenty lasu i szkody wyrządzone w uprawach i młodnikach przez zwierzynę. To ciekawsze zajęcie, bo w terenie!

 Sprawdzając uprawy klasyfikuję przy okazji ich kolejność do tegorocznych pielęgnacji, a młodniki do czyszczeń na przyszły rok. Widać w wielu miejscach w lesie efekty działania bobrów oraz jeleni i danieli. Fragment uprawy sosnowo- brzozowej założonej w tym roku, mocno „przycięły” dzikie króliki, których kolonia jest w pobliżu. Las żyje teraz pośpiechem rodziców znoszących zewsząd pokarm dla wiecznie głodnych piskląt:

Czasami także rodzic zbierający pożywienie dla młodzieży z myśliwego staje się zdobyczą, bo nie wszyscy zadowolą się gąsieniczkami. Oto co zostało z dzięcioła dużego:

W lesie coraz ciemniej i bardziej zielono i dlatego warto czasem wyjrzeć na zewnątrz. Bardzo ciekawym miejscem jest styk lasu i pola. Koniec maja to czas pięknych krajobrazów i intensywnych kolorów na polu:

Niebo nad modrzewiami pokrytymi soczystą zielenią młodych igieł pokryte jest fantazyjnymi chmurami:

W polu pieją bażanty, śpiewają wciąż skowronki i czasem pojawi się za zasłoną ostów coś szarego:

To szarak wytrzeszczał swoje patry (czyli oczy), kładąc słuchy (czyli uszy) na grzbiecie udając, że wcale go nie ma:

Szedłem skrajem wolniutko i doszedłem do niego na 8-10 metrów. Pewnie chciał udowodnić, że wcale nie jest tak tchórzliwy jak mówi przysłowie. Kiedy nacieszył się już swoją odwagą „wyciął” ostro z kotlinki, wzbijając tuman kurzu:

Zatrzymał się jednak po 30- 40 metrach i spoglądał na mnie z ironią stając słupka:

Na polu można obejrzeć ciekawe gatunki ptaków, których nie zobaczymy najczęściej w głębi lasu. Na suchym krzewie przysiadł samiec dzierzby gąsiorek:

To pięknie ubarwiony i bardzo  sprawny drapieżnik. Poluje głównie na owady- pasikoniki i różne chrząszcze, ale też łowi nornice, myszy, jaszczurki. Mimo niedużych rozmiarów potrafi zapolować na ptaki niewiele mniejsze od niego, szczególnie chętnie na pisklęta i z łatwością pokonuje żaby. Mniejszą zdobycz zjada od razu, a większą przechowuje nadzianą na kolec tarniny lub drut z siatki ogrodzeniowej. Chętnie korzysta też z ogrodzeń jako czatowni. Spotkałem dziś taką parę:

Dzierzby polują z zasiadki lub przeszukując teren na pieszo. Samicy na ziemi prawie nie widać, bo nie jest tak kontrastowo ubarwiona jak kolorowy samiec:

Inna para dzierzb korzystała z balotów ze słomą jako czatowni:

Terytorium lęgowe gąsiorka nie jest zbyt duże i co 100 metrów można spotkać inną parę. Przylatuje do nas dość późno, a liczebność populacji zależy od stopnia rozwoju rolnictwa, bo ten z kolei determinuje ilość owadów, które są podstawowym pożywieniem gąsiorków. Lęgną się raz w roku i co ciekawe, bardzo często do gniazda gąsiorka podrzuca swoje jajo kukułka. Słychać je dziś było co chwilę. Na styku lasu i pola jest nieustanny ruch i gwar. Śpiewają trznadle, ortolany, szczygły. Kręcą się sarny i czasem przemknie lis.

Na przejściu pole-las często też spotkacie żurawie, które prowadzą już pisklęta oraz błotniaki zawisające jak motyle nad ziemią:

Warto wyjrzeć na chwilę z lasu i nacieszyć oczy takimi widokami. Wszystko dzieje się tak szybko, wiele roślin już przekwitło, niebawem niektóre ptaki umilkną, choć słowiki w moim sadzie wciąż pięknie koncertują. Nie przegapcie wiosny w lesie, polu i ogrodzie.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

20:35, lesniczy.lp
Link Komentarze (8) »
sobota, 18 maja 2013

Wiosna gwałtownie wypełniła las życiem i wydaje się niemożliwe, że jeszcze 10 kwietnia żurawie stały po kolana w śniegu. Dziś wokół wszystko zieleni się i kwitnie, odnowienia zakończone, sosny, jak zauważyliście na tytułowej fotografii bardzo szybko przyrastają i nawet późno rozwijające się liście morwy i orzecha są już w pełni rozwinięte. Ale nie tylko drzewa, które budują las, rozwijają się w bardzo szybkim tempie. W liściastych lasach, szczególnie pod dębami pojawiły się piękne łany konwalii majowej:


Widać także ślady działalności tych, którzy nie szanują przyrody:


Przypominam, że konwalia znajduje się pod częściową ochroną, czyli chroni się stanowiska roślin dziko rosnących i to już od 1957 roku. Konwalia majowa lokalnie jest dość pospolita, ale zaczęto ją chronić dlatego, że jest ważnym surowcem zielarskim. To doskonały lek na serce, stosowany już przed wiekami w chińskiej medycynie ludowej (korzeń i ziele). Napar z kwiatów konwalii w winie nazywano „złotą wodą” i stosowano także dla poprawy pamięci i w stanach zapalnych oczu. Nie wolno jednak stosować domowego wyrobu surowców leczniczych z konwalii, gdyż jej przedawkowanie grozi zatruciem.

Bujnie pojawiają się też w lesie rośliny konkurujące z roślinnością drzewiastą o przestrzeń, światło, pokarm i wilgoć, czyli tzw. chwasty:


 Do najbardziej pospolitych i niechętnie widzianych przez leśnika chwastów zalicza się: wrzos, malinę, jeżynę, żarnowiec a z traw: trzcinnik, perz, śmiałek, mietlicę, kostrzewę, trzęślicę, turzyce oraz sity, orlicę,  wierzbówkę i pokrzywę. Pełna lista jest znacznie dłuższa. W morzu zieleni ledwo widać żerującego bociana:


A przecież w gnieździe pani bocianowa czeka na pożywienie. W gęstej roślinności ginie nawet sarna, która niebawem doczeka się potomstwa:


 Do najbardziej niebezpiecznych dla młodych drzewek należą chwasty silnie rozrastające się w górę i na boki, silnie i głęboko ukorzeniające się, rozmnażające się za pomocą rozłogów, kłączy lub przez obfity obsiew oraz tworzące zbitą darń. Czasem jako chwast należy traktować gatunki drzewiaste, niepożądane w tym akurat miejscu i będą to np. naloty brzozowe czy osikowe lub sosnowe, które pojawią się w cennej domieszce dębowej. Dlatego właśnie teraz, gdy drzewa szybko przyrastają, a las tonie w różnorodnych odcieniach zieleni:


należy pomóc małym drzewkom w uprawach leśnych, poprzez niszczenie konkurujących z nimi chwastów. Taki zabieg nazywamy pielęgnowaniem upraw.

Są różne sposoby niszczenia chwastów: najczęściej stosowane koszenie- kiedyś sierpem lub kosą, dziś kosą mechaniczną z zastosowaniem rozmaitych głowic i noży. Skuteczne, ale pracochłonne, a co za tym idzie drogie jest motyczenie. Zapobiega ono rozrastaniu się chwastów oraz sprzyja utrzymaniu gleby w wysokiej sprawności poprzez zapobieganie wyparowywaniu wody oraz jej napowietrzenie. Stosuje się także wyrywanie, łamanie i wydeptywanie- (szczególnie późną jesienią).  W terenie równym, ale tylko na międzyrzędach stosuje się brony talerzowe zaczepiane do ciągnika. W moim leśnictwie, ze względu na konfigurację terenu i mozaikowatość siedlisk generalnie stosuje się wykaszanie przy użyciu wykaszarek leśnych. Usuwa się chwasty porastające międzyrzędy, a także te rosnące pomiędzy sadzonkami w rzędzie. Praca powinna być wykonana starannie, ze względu na możliwość uszkodzenia sadzonek:


 Wycinanie wykonuje się wiosną i wczesnym latem, gdzie wysokie chwasty zbyt zacieniają sadzonki i zabierają im wodę i pokarm oraz początkiem jesieni, bo mogą przygnieść drzewka, gdy zostaną obciążone śniegiem w porze zimowej. Podczas całego sezonu wykaszania nie można działać szablonowo, bo  czasami chwasty można wykorzystać jako sojusznika i obrońcę naszych drzewek w uprawie.

Dziwne? Nie, bo czasami chwast to sojusznik leśników. Na powierzchniach, gdzie od lat występuje chrabąszcz majowy, korzenie traw i innych chwastów są alternatywną bazą żerową dla pędraków. W czasie gdy pędraki żerują płytko pod powierzchnią ziemi i są jeszcze małe, chętnie ogryzają korzenie traw i chwastów, dlatego wtedy nie można wykaszać uprawy, bo niejako zmuszamy pędraki do zainteresowania się korzeniami naszych drzewek.  Co więcej, w przypadku, gdy chwastów tam nie ma należy wysiewać np. żyto lub grykę, aby oszukać pędraka i odwieść od sadzonek. W zaniżeniach terenu, gdzie przy ryzyku  późnych przymrozków tworzą się lokalne zmrozowiska, szczególnie groźne dla młodych buków, dębów i modrzewi także warto rozsądnie zabrać się do wykaszania chwastów. Tym bardziej, że każdy szanujący się leśnik wie, że inaczej trzeba pielęgnować światłożądną sosnę:


inaczej lubiącego ocienienie buka, którego chwasty „zmuszają” do wykształcenia pożądanej formy drzewiastej i osłaniają przed zgryzaniem przez zwierzynę, a jeszcze inaczej dęba:


 który lubi boczne ocienienie i wystarczy, że „ ma odkrytą głowę”. Wykoszenie uprawy dębowej, dokładnie tak samo jak sosnowej może przynieść więcej szkody niż pożytku. Otóż chwasty ocieniając dęby, zmuszają je do walki o światło i pełnią funkcję „podgonu” . Zabezpieczają dęby przed przymrozkami, ale także przed równie szkodliwym silnym, palącym słońcem letnim. Czarne od spóźnionych przymrozków liście i przemarznięte pędy po pewnym czasie regenerują się i powstają świeże „pędy świętojańskie”. Jeżeli w czasie upalnego lata zniszczymy zupełnie chwasty i odsłonimy dęby z takimi wrażliwymi pędami, słońce je natychmiast poparzy i takie drzewka mają nikłe szanse na dalszy prawidłowy rozwój. Jest jeszcze jedna obserwacja związana z tą sprawą. Czy zauważyliście, że tam gdzie dęby rosną w osłonie chwastów poza ogrodzeniem lub  w zwartej kępie pędów odroślowych, nie są tak intensywnie zgryzane przez zwierzynę? Natomiast tam, gdzie są w pełni odsłonięte przez wykoszenie chwastów, są natychmiast mocno zgryzane. Pewnie jest to sprawa łatwego dostępu, ale przypuszczam, że może mieć to też związek z różnymi walorami smakowymi ocienionego i nasłonecznionego pędu dębowego.

Wycinanie niektórych chwastów, np. jeżyn czy żarnowca, pobudza je do szybszego i bujniejszego odrastania. Podobnie jest z nalotami brzozy i osiki, czy odroślami czeremchy. Dlatego trzeba wybrać odpowiednią porę odsłonięcia sadzonek, żeby zabieg był efektywny i nie był przyczyną nadmiernych kosztów. A jaka pora jest odpowiednia? To już praktyczna szkoła sztuki leśnej i potwierdzenie tezy, że przyroda wciąż wymaga od  leśniczego szerokiej wiedzy, doświadczenia i wyczucia w podejmowaniu decyzji.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 
18:49, lesniczy.lp
Link Komentarze (6) »
niedziela, 12 maja 2013

W niedzielny, majowy poranek można wreszcie nieco zażyć życia domowego. Bardzo lubię takie dni, kiedy jest trochę spokoju, nie dzwonią telefony i nie trzeba nigdzie pędzić… Rano wychodzę na taras, aby posłuchać odgłosów maja- nawołują się kopciuszki, łka słowik, gwiżdżą szpaki, słychać „hupkanie” dudka za jeziorem, czasem w trzcinach huczy bąk. Pachnie kwitnący na czerwono pigwowiec, a trawnik jest żółty od kwitnących mniszków. Żona krząta się w kuchni, przygotowując śniadanie, a na parapecie stoi bateria przygotowanych przez nią słoiczków z „ miodkiem” właśnie z kwiatów mniszka. Teraz będzie pora na ”produkcję” syropu z pędów sosny, z kwiatów czarnego bzu, suszenie kwiatków lipy. Żona leśniczego, czyli leśniczyna Renia jest świetną gospodynią i pomimo, że pracuje zawodowo, ma mnóstwo pracy przy sprzątaniu, praniu, gotowaniu i przygotowaniu wszelkich zapraw. Leśniczyna to skarb pilnie strzeżony:


W naszym domu dominują tradycyjne, polskie, proste potrawy. Nie zachwycamy się sushi, owocami morza, ani wszelkimi „wynalazkami zza oceanu”. To co zdrowe i doskonałe na innym kontynencie, niekoniecznie musi być dobre dla nas. Renia lepi świetne pierogi i piecze genialne drożdżowe ciasto:


Każdy je lubi, ale nie każdy potrafi je zrobić! Słoiki z syropem z mniszka przypomniały mi, że warto Wam o tym opowiedzieć. Teraz jest najlepsza pora, aby zrobić zapasy tego, co daje nam od wieków polska przyroda i las w trosce o nasze zdrowie. Może właśnie dlatego przypomnijmy sobie o  darach polskiego lasu. Wiele z nich jest na półce spiżarni leśniczyny. W lesie i pośród łąk i pól znajdziemy surowce do doskonałych  i zdrowych potraw, przetworów i deserów. Możemy czerpać z nich do woli, naturalnie w ramach obowiązującego prawa, korzystając z leśnych owoców, grzybów, kwiatów, ziół, pędów i liści drzew. Człowiek korzystał z lasu od zarania dziejów, stąd nasze organizmy są przyzwyczajone do takiej żywności, uznając ją za naturalną, a zatem zdrową. Las to także świetna apteka, gdzie nie trzeba recept, ale trzeba mieć wiedzę. Kiedyś leśne zioła były podstawowym lekiem w domowych apteczkach. Dziś także zamiast kupować je w aptece w postaci gotowych mieszanek, do których dodaje się zwykle inne składniki, lepiej samemu zbierać je podczas porannego spaceru. Może to być nawet pokrzywa:


Zwykła pokrzywa, zbierana teraz głęboko w lesie, najlepiej w maju, jest doskonałym źródłem żelaza i można przyrządzać ją jak szpinak lub suszyć i potem pokruszoną dodawać do gotowanych ziemniaków. Kwitnie już też jaskółcze ziele:


To znakomity, naturalny lek na kurzajki i brodawki, podobnie jak wilczomlecz sosnka.

 Niebawem będzie też pora na zbieranie kwiatów czarnego bzu. Potem warto też zaprawić owoce, a przetwory przypominają czarne borówki, które właśnie kwitną:


Ziołolecznictwo przeżywa dziś renesans, a leśne zioła wracają też do polskiej kuchni. Warto uratować od zapomnienia rodzinne tajemne receptury na naturalne przysmaki i specyfiki służące zdrowiu, których składnikami są czasem jakieś korzonki, liście czy rośliny, pogardliwie nazywane chwastami. Bo zioła to nie tylko „zielsko” ale też kora, korzenie czy łodygi roślin naszych lasów. Rosnące z dala od miast, dróg, nieskażone cywilizacją borówki, pokrzywy, berberys, dziurawiec, kruszyna, jałowiec czy bez czarny są składnikami ciekawych potraw i bywają antidotum na różne, nawet bardzo poważne schorzenia.

Moja Renia o tym wie! W polskich lasach rośnie około 150 gatunków roślin leczniczych. Owoce leśne są bardzo bogate w witaminy. Zioła i owoce leśne często łączy się z miodem, który też jest z lasu. Można nie zawracając głowy pszczołom, i samemu, tak jak zrobiła to Renia, robić bardzo zdrowy „miodek” z właśnie kwitnących mniszków lekarskich:


Wystarczy zebrać 100 żółtych kwiatków na łące jak najdalej od szosy i „wszelkiej cywilizacji”, dodać cukru, cytryny i macie produkt prawie jak ze spiżarni leśniczyny Reni:


Teraz też ostatni dzwonek, aby przygotować bardzo zdrowy syrop z pędów sosny. W ludowych przekazach olejki i syropy z pędów sosny opisywane były jako świetne lekarstwo wykrztuśne i przeciwbakteryjne. Syrop swe znakomite walory zawdzięcza bogactwu olejku sosnowego, zawierającego m.in. pinen i borneol. Syrop ten zaleca się w nieżycie górnych dróg oddechowych, chrypce, suchym, męczącym kaszlu. Niesie ulgę w przeziębieniu, grypie, katarze, zapaleniu oskrzeli i gardła. Działa napotnie. Z uwagi na bogactwo witaminy C i soli mineralnych, syrop ten wpływa ogólnie wzmacniająco na organizm i warto stosować go profilaktycznie. Podawano go zawsze chętnie w dzieciom. Pewnie znacie i pamiętacie syrop Pini z apteki? Można go przygotować samemu.

 Pędy sosny na syrop  nie powinny być zbyt małe (najlepiej zbierać je na początku maja), jak również nie powinny przekraczać 10 cm. Zbieramy takie które nie wypuściły jeszcze igieł, o brązowo-żółtym kolorze:


Powinny być lekko lepkie, czyli zawierać w sobie maksymalną ilość soku. Pędy należy lekko oczyścić z brązowych łuseczek - nie myjemy ich, ale pozbywamy się mrówek i innych owadów. Kroimy pędy na mniejsze kawałki, a że są dość łamliwe, więc można je po prostu połamać w rękach. Wrzucamy je do szklanego słoja, przesypując dość obficie cukrem i ubijając drewnianym tłuczkiem, bo łatwiej puszczą sok. Słój napełniamy do ok. 3/4, wierzch dokładnie zasypujemy grubą warstwą cukru. Przykrywamy kilkakrotnie złożoną gazą i obwiązujemy albo zakładamy lekko zakrętkę, ale nie zakręcamy mocno. Odstawiamy na parapet okienny na ok. 3 do 6 tygodni - tam w promieniach słońca, syrop szybciej się wytworzy. Zlewamy czysty syrop, filtrujemy przez gęste płótno i rozlewamy do słoiczków albo butelek.

Przechowujemy tak jak nalewki- zawsze w ciemnym miejscu! Gdy syrop przeznaczamy tylko dla dorosłych można, dla lepszej konserwacji, dodać trochę spirytusu, np. kilka łyżek na 1 litr syropu. Można też pędy po zlaniu czystego syropu nalać alkoholem i zrobić z nich nalewkę. Syrop z pędów sosny stosuje się także do przyrządzania naparów, musów i deserów o leśnym aromacie, można nim polać lody, a także jako zaprawkę do sporządzania nalewki "na szpilkach" - 200ml syropu na 500ml alkoholu z łyżeczką ulubionego miodu i dodatkiem kilku kropel cytryny. Pycha!

Starajmy się podczas zbioru nie obrywać większości pędów z jednego drzewka sosny, aby mu nie zaszkodzić. Pamiętajmy, że drzewo ma rosnąć dalej i nie możemy go zniszczyć. Nie dopuszczalne jest także łamanie gałęzi w celu pozyskania pędów - lepiej poszukać mniejszych drzewek i zapytać leśniczego, który wskaże miejsce, gdzie można je bezpiecznie dla lasu zebrać. Można przecież zrywać młode pędy z gałęzi drzew ściętych w trakcie wykonywania trzebieży czy czyszczeń.

Warto też zainteresować się świeżymi liśćmi z drzew naszych lasów. Młode liście lipy, szczególnie te z odrostów, są doskonałe jako składnik diety dla osób cierpiących na zaburzenia pracy jelit. Apetyczne są także młode liście buków, które smakują podobnie jak szczaw. W leczeniu i oczyszczaniu skażonego cywilizacją organizmu pomagają też liście innych gatunków, kiszone czy gotowane lub spożywane jako sałatki. Liście morwy są np. najlepszym naturalnym lekiem na obniżenie cukru we krwi. Morwa też rośnie przy naszej leśniczówce.

Miłej niedzieli!

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

15:50, lesniczy.lp
Link Komentarze (12) »
środa, 08 maja 2013

Świąteczny początek maja minął w lesie niepostrzeżenie i niestety, mało świątecznie. Trzeba przecież wykonać wszystkie wiosenne prace, które mocno skumulowała krótka wiosna. Najważniejsze wiosną w lesie są zalesienia i odnowienia. Zalesienia- czyli sadzenie lasu tam, gdzie go do tej pory nie było (np. na gruntach dotychczas uprawianych przez rolników) mnie ominęły, ale odnowień było sporo. Odnawiałem wcześniej wycięte zręby. Były to zręby zupełne, gdzie wycina się cały drzewostan, pozostawiając biogrupy dla istnienia życia biologicznego oraz zręby złożone, gdzie np. wycina się gniazda, obsadzane potem dębem z domieszką buka, jaworu, lipy i drzew owocowych.

Zaraz po dniu Święta Pracy, czyli 2 maja przywieziono ze szkółki ostatnie sadzonki buka i żołędzie do siewu na ostatnim zrębie:

 Natychmiast zawiozłem żołędzie na zrąb w oddziale 2, bo tam już czekała grupa, która miała je wysiać we wcześniej przygotowanym ogrodzeniu. Żołędzie przesypaliśmy do wiader i do pracy:

Nasiona dębu sieje się kupkowo, po trzy żołędzie, gdzie po odgarnięciu ściółki i suchego piasku, układa się je trójkami i przysypuje 3-4 cm warstwą ziemi. Sieje się je w więźbie (czyli w odległości w rzędzie i między rzędami) 1,5 na 1,1 metra, co daje w efekcie pożądaną liczbę siewek 6 tysięcy na hektar. Pewnie nie wiecie jak wylicza się więźbę, potrzebną, aby uzyskać określoną liczbę sadzonej na hektar? To proste! 10 tysięcy metrów (tyle jest w hektarze) dzielimy przez rozstaw wyoranych rzędów (najczęściej ok. 1,50m) oraz przez rozstaw siewek lub sadzonek w rzędzie. Czyli: 10 000: 1,5: 1,1= 6060 szt. Jasna sprawa! Tyle właśnie zaleca się sadzić lub siać, tak jak w moim przypadku, dęba na hektar.  Najlepiej do siewu używać do tego małej motyki:

Inna grupa sadziła ostatnie sadzonki buka w podsadzeniach i przebudowie. Podsadzenia produkcyjne to sadzenie sadzonek, najczęściej właśnie cienioznośnego buka, czasem świerka i innych gatunków pod okapem już istniejącego drzewostanu, który jest zwykle w wieku 40-60 lat i po cięciach trzebieżowych. Uzyskuje się w ten sposób drugie piętro drzewostanu, najczęściej na dobrych siedliskach, gdzie z różnych powodów rośnie dotychczas jednogatunkowy las. Drugie piętro poprawia bioróżnorodność, dobrze wpływa na glebę leśną, „podgania” rosnące już drzewa w górę i służy ptakom i zwierzętom. Pełni funkcje pielęgnacyjne. Sadzi się je często na skrajach kompleksu leśnego i na styku z polami, co pozwala wytworzyć pożądany ekoton.

Gdy podsadza się drzewostan lukowaty, nękany przez grzyby i owady, co często zdarza  się na gruntach porolnych, zagęszcza się więźbę i sadzi więcej buka na hektar, aby uzyskać drzewostan, który w przyszłości wejdzie w skład następnej generacji drzewostanu. Nazywa się taki zabieg przebudową pod okapem i traktuje posadzone drzewka jak normalną uprawę. Co roku sadzę kilka-kilkanaście hektarów podsadzeń i przebudów. Wcześnie wykonaliśmy już poprawki w ubiegłorocznych uprawach, a zatem w czasie Wielkiej Majówki zakończyliśmy kampanię odnowieniową. Teraz trwa tworzenie dokumentacji związanej z odnowieniami, a młode sosny pięknie rosną:

W trakcie majówki należało wyłożyć pułapki na szeliniaka, który jest wrogiem młodziutkich sosen:

Wyłożyliśmy 58 wałków i w wyniku dzisiejszej kontroli okazało się, że pod jednym metrowym wałkiem „przycupnęło” nawet 15 szeliniaków! Trzeba się nimi pilnie zająć.

 Harwester pracuje pilnie w starszej trzebieży, a forwarder:

 wywozi do drogi 4-metrowe kłody, które są układane po 25 m3, bo tyle zabiera jeden samochód:

Przeglądałem dziś uprawy, które błyskawicznie zielenią się, także chwastami i niebawem trzeba będzie rozpocząć ich pielęgnowanie. Moją uwagę zwróciły świeżo wykopane jamy w liściastym drzewostanie:

To poszukiwacze z wykrywaczami metali mieli także pracowitą majówkę:

Powiedzcie sami, że taki widok nie budzi sympatii do poszukiwaczy u każdego miłośnika lasu, a szczególnie u leśnika…

Niszczą przecież runo, gdzie pięknie kwitną barwinki:

Łatwo też mogą zniszczyć taki ptasi skarb:

Przy jednej z wykopanych dziur dostrzegłem wykopany "skarb":

Bo niektórzy ludzie są właśnie tępi jak ta siekiera! Nie obrażając pożytecznego narzędzia…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

18:11, lesniczy.lp
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 06 maja 2013

Ciepłe i słoneczne dni pełni wiosny sprawiają, że chętnie wygrzewamy się w słońcu, spragnieni ciepła i ożywczej energii. Podobnie robią węże, które teraz łatwo spotkać na leśnych ścieżkach, szczególnie w podmokłych rejonach. Większość z nas z odrazą i strachem myśli o spotkaniu z wężem. Nie lubimy gadów i mamy w świadomości zakorzeniony lęk przed pełzającymi stworzeniami. Nie ma racjonalnych powodów, aby traktować je inaczej niż ptaki czy zwierzęta. Warto też pamiętać, że wszystkie nasze węże są pod ochroną gatunkową i nie wolno robić im krzywdy. Jednak spacerując pośród wysokich traw czy ścieżką wzdłuż jeziora wzdrygamy się na szelest suchych liści lub traw…

Pewnie dlatego, że mało wiemy o obyczajach i biologii naszych węży. W Polsce występuje kilka gatunków węży oraz padalec, który jest jaszczurką pomimo „wężowego” wyglądu. Zwykle każde pełzające stworzenie uważamy jednak za niebezpieczną żmiję. Warto wiedzieć jak rozpoznawać węże. Poszukajmy w książkach czy w zasobach internetu tej wiedzy niezbędnej każdemu wędrowcowi i zainteresujmy się naszymi wężami. Przecież to także ciekawi mieszkańcy lasu i do tego bardzo pożyteczni. Najczęściej spotykamy zaskrońce:

 

 Zaskroniec zwyczajny jest najpospolitszym, a zatem najczęściej spotykanym polskim wężem. Jego bardzo charakterystyczną cechą są dwie żółte (czasami prawie białe), czarno obwiedzione plamy z tyłu głowy, czyli „za skroniami”. Wierzch ciała ma szarawy, czasami prawie granatowy lub lekko brunatny, bardzo często z ciemnymi plamami. Występuje tu spora zmienność ubarwienia. W zależności od podgatunku jak i populacji można spotkać zarówno węże o dość jednolitym ubarwieniu jak i takie, u których plamisty wzór jest wyraźnie widoczny. Często wtedy ludzie biorą ten wyraźny wzór za charakterystyczną cechę rozpoznawczą i sądzą, że to  żmija zygzakowata.

Zaskrońce rosną do 100-120 cm, jednak zwykle spotykane są okazy 60-80cm. Żmija jest podobnej wielkości, ale bardziej krępa. Zaskroniec ma raczej szczupłą budowę i głowę nie tak wyraźnie oddzieloną od reszty ciała, sercowatą jak żmija, bo nie ma tak jak ona gruczołów jadowych za oczami:

To niegroźny i niejadowity wąż, który ma według mnie dobrotliwie spoglądające „z portretu” oczy z okrągłą źrenicą:

Żmija ma inne oczy - z pionową, soczewkowatą źrenicą. Jest jednolicie, choć zmiennie ubarwiona - najczęściej szara, popielata, czasem brunatna, rzadziej prawie czarna, z bardzo charakterystycznym zygzakim, który ciągnie się przez całe ciało żmii. U czarnych osobników zygzak jest mało widoczny ale żmija nigdy nie ma plamek na głowie.

Zaskroniec  preferuje zarośnięte okolice zbiorników wodnych, stąd najczęściej jest spotykany w pobliżu wody. Niekiedy spotykany jest w dalszej odległości od wody, w lasach mieszanych i na skraju polan, w parkach, ogrodach lub na wilgotnych łąkach. Aktywny w ciągu dnia, przy czym rano przeważnie wygrzewa się na słońcu:

 później wyrusza na polowanie. Na lądzie szybki i zwinny, w wodzie doskonale pływa, a nawet nurkuje:

 Spośród innych krajowych węży jest najsilniej związany z wodą, chociaż mniej niż inne europejskie gatunki zaskrońców. Zagrożony ucieka, kryjąc się w wodzie:

 lub w gęstych zaroślach a osaczony stara się przestraszyć przeciwnika sycząc i unosząc przednią część ciała jak żmija. Gdy to nie pomaga zwraca nadtrawiony pokarm lub wyrzuca cuchnącą wydzielinę z gruczołów odbytowych. Nie jest to miłe i okropnie cuchnie!  Jest mistrzem w stosowaniu powszechnej w przyrodzie  tanatozy – czyli zdając sobie sprawę z praktycznej bezbronności - udaje martwego. Wywraca się na grzbiet, przewraca oczy i wywiesza język z półotwartego pyska. Nieruchomy wygląda jakby dostał ataku serca. Zaskoczony intruz z reguły rzuca go w takim momencie na ziemię. Drapieżniki najczęściej nie interesują się padliną…  Wąż w ułamku sekundy ożywa i czmycha do wody lub w zarośla. Spogląda potem przekornie z wody:

Próbuje kąsać tylko w ostateczności. W naszej strefie klimatycznej zimuje, przeważnie od końca września lub początku października do przełomu marca i kwietnia. Najczęściej zimuje w stertach kompostu, w norach pod korzeniami lub w wypróchniałych kłodach pokrytych mchem. Teraz, na przełomie kwietnia i maja ma gody, a po nich samica składa od kilkunastu do kilkudziesięciu jaj w stertach liści lub pryzmach kompostu. Żywi się płazami, kijankami, nie pogardzi małą rybką czy drobnym gryzoniem. Zaskroniec połyka swoje ofiary żywcem bo przecież nie ma jadu ani możliwości duszenia.

 W środowiskach wiejskich zaskroniec traktowany jest przyjaźnie, bo to ludzie z miasta zapomnieli o przekazach przodków i boją się węży „na wszelki wypadek”. Na terenie naszego kraju zaskroniec występuje od kilku tysięcy lat i już w średniowieczu był traktowany z wielkim szacunkiem. Wierzono że przynosi szczęście w domu, który odwiedza. Według wierzeń i obyczajów np. Łemków w każdym domostwie żyje pod piecem zaskroniec przynoszący szczęście, który jest tak zżyty z domownikami, że pija mleko razem z dziećmi z jednej miski. Jeszcze do niedawna, a może nadal, w niektórych wsiach wystawia się w progu domu miseczkę mleka  dla zaskrońca aby go zaprosić do gospodarstwa.

 W moich stronach rzadko spotyka się żmije, stąd nie mam jej fotografii, ale  licznie występują  zaskrońce, padalce, czasem uda się zobaczyć miedziankę- gniewosza plamistego. Warto poczytać o wężach zanim wybierzemy się na leśny spacer, wtedy wiemy czego się spodziewać. Jak uniknąć spotkania z groźną żmiją? To nie takie trudne:

Żmiję zygzakowatą możemy spotkać przede wszystkim w podmokłych fragmentach lasów, pośród rumowisk skalnych, na wilgotnych łąkach, torfowiskach, obrzeżach bagien i na zrębach. Lubi miejsca dobrze naświetlone, gdzie w ciągu dnia wygrzewa się na słońcu. Dlatego możemy rzeczywiście spotkać ją na środku leśnej ścieżki, gdzie wygrzewając się ma nieco uśpioną czujność. Trzeba to przewidzieć i nie zaczepiać węży! Żmije są bardziej ostrożne niż my i unikają jakiegokolwiek kontaktu z ludźmi. Nigdy bez powodu nie atakują człowieka, a ich ewentualna agresja jest spowodowana strachem czy zaskoczeniem nagłą sytuacją.

Zaniepokojona naszymi krokami żmija, zazwyczaj szybko znika w pobliskiej norze bądź w stercie kamieni. Czasami jednak gdy przezorność i szybkość ją zawiedzie,  próbuje odstraszyć potencjalnego napastnika. Zwija swoje ciało, unosi głowę i głośno syczy. Zachowując dystans co najmniej jednego metra, nie należy wykonywać gwałtownych ruchów i drażnić jej, wtedy żmija nas nie zaatakuje, a my możemy spokojnie wycofać się i uniknąć ugryzienia. W miejscach, gdzie chcemy usiąść lub spodziewamy się ją spotkać, patrzmy uważnie pod nogi.  Warto ubierać wysokie, solidne buty bo żmija atakuje tylko do wysokości naszej kostki. Gdy wędrujemy w  ciężkich butach żmije usłyszą nas z daleka.  W większości przypadków ukąszenie prowokuje człowiek, drażniąc ją, lub próbując chwytać. Pamiętajmy też, że Natura nie jest rozrzutna. Jad żmii przeznaczony jest dla małej myszy, a nie do uśmiercenia człowieka. Żmija nie zaczepia ludzi tylko broni się przed ich niestosownym zachowaniem. Lepiej podziwiać zaskrońce podczas wędkowania lub plażowania nad wodą, a żmije obserwować bezpiecznie- przez lornetkę...

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

11:35, lesniczy.lp
Link Komentarze (19) »
środa, 01 maja 2013

Rozpoczyna się kolejna wielka majówka, która nieodparcie kojarzy się z polskim filmem z 1981 roku „Wielka majówka” i świetną muzyką grupy Maanam. W mediach plączą się informacje o tragediach na drogach, którymi jedziemy na wypoczynek, pogodzie i pomysłach na spędzenie wolnego czasu. Oczywiście też słyszymy, czytamy i oglądamy mnóstwo przestróg, które mają nas zniechęcić lub zachęcić… Trudno dociec prawdy. Nie jest łatwo zdecydować jak najprzyjemniej i najpożyteczniej spędzić wolny czas, bo reklama jest wszechogarniająca. Każdy z nas inaczej wypoczywa i ma własny gust. Nie dajmy porwać się modzie, nurtowi podpowiedzi i nie czekajmy na gotowe propozycje. Najlepiej spędzać wolny czas według własnego pomysłu, robiąc to, na co mamy ochotę , a nie to co wypada lub narzuca nam moda.   Zachęcam Was do kontaktu z przyrodą, spaceru do lasu, parku, nad ciche jezioro lub rzekę. Wieczór można spędzić w gronie przyjaciół, na koncercie, imprezie, ale dzień warto przeznaczyć na leśny relaks. Kontakt z majową, świeżą przyrodą- rozśpiewaną ptasimi głosami, wypełnioną zapachami i barwami da nam z pewnością wytchnienie i pozwoli na świetny relaks. Ale wszędzie przestrzegają nas przed zagrożeniami! Podobno wszędzie atakują nas kleszcze, niemiłosiernie tną meszki, pełzają groźne żmije. Bądźcie ostrożni, ale bez paniki. Czy są jednak powody do obaw? Czy może lepiej unikać lasu? Nie dajmy się zwariować, nasze lasy są jednymi z najbardziej bezpiecznych na świecie.

 

Kleszcze zagrażają nam nie tylko w lesie, równie groźne są dla nas na łące, w ogrodzie, parku, trawniku pomiędzy miejskimi blokami lub nad wodą. Czyhają na ofiarę wszędzie tam, gdzie są trawy, paprocie, szczególnie lubią liście leszczyn. Wiszą na źdźbłach traw lub spodach liści i czekają na swoich żywicieli. Między bajki można włożyć opowieści o ich ścisłym związku z lasem,  oraz o tym, że kleszcze żyją na drzewach, skąd skaczą na swoje ofiary. Zmiany środowiska i klimatu powodują, że możemy je spotkać praktycznie wszędzie, a zatem nie bójmy się wypraw do lasu i majówki w bezpośrednim kontakcie z przyrodą. Suche bory sosnowe są bardziej bezpieczne jak miejski park. Od dziecka włóczę się po lasach i zaledwie kilka razy poczułem ugryzienie kleszcza. Na szczęście nie mam problemów z boreliozą- chorobą zawodową leśników. Zatem można uniknąć kłopotów i w pełni cieszyć się kontaktem z lasem!

Leśny spacer to doskonały sposób na naładowanie wewnętrznych akumulatorów i regenerację organizmu osłabionego długą zimą. Można odetchnąć świeżym powietrzem, nacieszyć oczy pięknymi krajobrazami, czasem spotkać urocze zwierzątko:

 

Naturalnie pamiętamy, że to dzikie zwierzę, a nie „pluszak”, stąd nie dotykamy, a nawet nie zbliżamy się nadmiernie.

 Warto do takiej pieszej wędrówki odpowiednio się przygotować. Dzięki temu unikniemy stresu, wizyt u lekarza, a spacer przez las czy łąkę będzie się nam kojarzył wyłącznie z dobrze spędzonym czasem. Uchronimy się przed wszelkimi kłopotami z kleszczami i innymi owadami, stosując odpowiednie ubranie, najlepiej jaśniejszego koloru - bo widać na nim owady (długie spodnie, koszula z długim rękawem, dobre, kryte buty, czapka lub kapelusz) i zabezpieczając się profilaktycznym środkiem chemicznym zakupionym w aptece. Po powrocie ze spaceru w miejscach, gdzie można spodziewać się kleszczy niezbędna jest kontrola ciała. Jeśli już dojdzie do ukąszenia, należy jak najszybciej usunąć kleszcza  z naszego ciała. Jest to zabieg prosty, bezbolesny i nie wymaga pomocy lekarskiej. Obecnie wszędzie są dostępne  rozmaite przedmioty ułatwiające usunięcie kleszcza ze skóry. Są to między innymi różnego rodzaju lassa, haczyki czy przyssawki:

 

 Możemy go usunąć także zwykłymi szczypczykami. Kleszcza należy uchwycić jak najbliżej skóry, następnie wyciągać go wzdłuż osi wkłucia, lekko obracając. Gdy uda nam się wyciągnąć pajęczaka w całości, rankę należy przemyć środkiem odkażającym, natomiast ręce umyć wodą z mydłem. Domowe metody polegające na smarowaniu kleszcza różnymi specyfikami nie są godne polecenia. Ułatwiają wprawdzie usunięcie pasożyta, lecz jednocześnie odcinają mu dostęp do powietrza i zwiększa u niego wydzielanie śliny i wymiocin wstrzykiwanych do krwi człowieka. To skutkuje zwiększonym ryzykiem zakażenia poważnymi chorobami. Po usunięciu kleszcza ze skóry należy dokładnie sprawdzić, czy nie ma ich w naszym ciele więcej. Przez 30 dni po ugryzieniu należy zwracać uwagę na wystąpienie niepokojących objawów: rumienia czy podwyższonej temperatury oraz objawów podobnych do grypy.  Gdy takie wystąpią, wtedy należy zgłosić się do lekarza.

 

W lesie spotkamy teraz wiele ciekawych i pięknych owadów. Latają kolorowe motyle, przemykają żuki:

pożyteczne biegacze ale też bzyczą już komary oraz pojawiają niewątpliwie najbardziej „wredne” meszki. To malutkie owady, występujące w wielkich „chmurach”, są szczególnie aktywne o określonych porach dnia, zwłaszcza przed deszczem i burzą. Samice meszek do rozwoju jaj potrzebują krwi i bez żadnych zahamowań atakują ludzi:

 Doskonale wyczuwają drobne ranki i skaleczenia.  Należy na nie bardzo uważać, bo ukąszenia meszek mogą być nawet groźne dla życia. Owad wpuszcza do ciała „ofiary” ślinę, która powoduje w organizmie reakcję podobną do alergicznej. Liczne ukąszenia powodują złe samopoczucie, bóle głowy i dolegliwości sercowe. Szczególnie zagrożone są małe dzieci.  Naukowcy obliczyli, że około 20 tysięcy ukąszeń jest w stanie zabić krowę! Dodatkowo meszki, podobnie jak komary mogą przenosić groźne choroby i rozmaite pasożyty. Trzeba na nie uważać, zabezpieczając się przed nimi podobnie jak przed kleszczami. Najlepiej korzystać ze szlaków i ścieżek przygotowanych przez leśników:

Zalecam Wam, aby nie przedzierać się przez zarośla, nie siadać na kępach traw czy pniakach. Uchroni nas to także przed ingerowaniem w życie rodzinne zwierząt, które właśnie wydają potomstwo oraz przed spotkaniem z mrówkami, pająkami oraz z wężami- żmiją czy sympatycznym zaskrońcem:

 

 Wiedza czyni las bezpiecznym, stąd przygotujcie się teoretycznie do spotkania z przyrodą przed lub nawet w trakcie leśnej majówki. Wciąż staram się Wam w tym pomagać. Przyjemnego wypoczynku!

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

13:21, lesniczy.lp
Link Komentarze (7) »
sobota, 27 kwietnia 2013

Kiedy wiosną, szczególnie tak wytęsknioną jak tego roku, szukamy jej symptomów, warto zwrócić uwagę na mrówki. Mrówki to wyjątkowe owady żyjące w licznych, nawet milionowych społecznościach. Jest to z pewnością jedna z ważniejszych grup owadów, które spotkamy w większości środowisk, najczęściej jednak w lesie. Zwykle  nie interesujemy się nimi bliżej lub wręcz unikamy, pamiętając przygodę Telimeny z „Pana  Tadeusza”. Boimy się zbliżać do mrowiska, bo kontakt z rudymi lub czarnymi owadami bywa bolesny. To dość tajemnicze dla nas owady, ale jakże ważne dla życia lasu. Warto zatrzymać się przy mrowisku podczas spaceru i zainteresować ich życiem. W tym roku mrówki nie mogły się doczekać wiosny, tak jak zresztą większość z nas:

 Małe, pracowite owady to budowniczowie lasu, którzy łączą w całość poszczególne elementy ekosystemu i uczestniczą w większości procesów przyrodniczych. Ich znaczenie w przyrodzie jest ogromne. Silnie oddziałują na różne grupy roślin, bezkręgowców, wpływają na właściwości chemiczne i fizyczne gleb. Są pokarmem dla ptaków i zwierząt, mają ścisły związek z ich biologią.  Słusznie uważane są za „sanitariuszki” naszych lasów. Potrafią szybko i sprawnie obrać z tkanek martwe zwierzę ale także regulują liczebność innych owadów, często zapobiegając gradacjom gatunków żerujących na naszych drzewach. W niektórych krajach budzą nawet strach i uważane są za szkodniki, a ich masowe przemarsze zaliczane są do klęsk żywiołowych, podobnie jak naloty szarańczy. Nasze mrówki nie są jednak tak zaborcze i agresywne, stąd raczej budzą sympatię:

 Najczęściej kojarzą się nam z lasem, szczególnie z borem sosnowym, gdzie budują swoje kopce z drobnych gałązek i igieł sosnowych:

 Spotkamy je też w mieście, gdzie czasem w budynkach dobierają się nam do żywności, żyją pod kamieniem w parku lub w pniu drzewa. W Polsce oznaczono obecnie ponad 100 gatunków mrówek, których znakomita większość żyje w lasach, a tylko 5 korzysta z wielkomiejskich wygód, zamieszkując z nami w budynkach. Skromne, pracowite mrówki dbają o nasze lasy jak leśnicy. Owady sprawnie i szybko reagują na zmiany zachodzące w środowisku, stąd zamieszkiwane przez nie lasy są one coraz zdrowsze i bardziej zróżnicowane. Wynika to stąd, że mrówki potrafią porozumiewać się z sobą. Korzystają z różnych form komunikacji: dotykają się czułkami, posługują się zmysłem wzroku, produkują substancje zapachowe, zwane feromonami i wydają dźwięki. Działając zespołowo potrafią nawet hodować mszyce, których wydzielina (spadź), jest ich przysmakiem. To ciekawa symbioza, bo mszyce dostarczają mrówkom słodkiego pożywienia, a te bronią mszyce przed drapieżnikami. Spadź to gęsta, słodkawa i lepka ciecz pojawiająca się wiosną i latem na liściach i pędach niektórych drzew liściastych. To połączenie wydalin mszyc oraz soku  komórkowego, wyciekającego z liści nakłutych przez te owady. Mrówki chętnie podjadają spadź, która jest jednocześnie pokarmem dla innych owadów, m.in. dla pszczół, które „produkują” nam zdrowy miód spadziowy. Jednak mrówki w większości przypadków są owadami drapieżnymi, stąd dzięki swojej wysokiej liczebności oraz świetnej organizacji społecznej odgrywają ogromną rolę profilaktyczną w ochronie lasu.

Tam gdzie jest odpowiednio dużo mrówek w wyniku rozsądnej gospodarki leśnej, tam rośnie zdrowy las. To mrówki w przypadku gradacji (masowych  pojawów owadów) bardzo szybko dostosowują się do zmiany pokarmu i mocno redukują populację potencjalnego szkodnika. Występują w postaci „oporu środowiska” wobec nalotu groźnych dla lasu owadów. Gdy jeden z gatunków potencjalnego „szkodnika” za moment może okazać się zagrożeniem dla lasu, natychmiast stanowi on blisko 100% menu mrówek. Widać to doskonale w trakcie gradacji z pokładu np. śmigłowca, bo pośród drzew o przerzedzonych lub żółtych koronach można obserwować zielone plamy. To zdrowe drzewa wokół silnych kolonii mrówek. Pokarm zwierzęcy zawierający białko jest konieczny mrówkom do rozwoju larw, a wcześniej dla królowych, składających jaja (nawet 300 dziennie). Dlatego też chętnie zjadają padlinę, oczyszczając las z martwych zwierząt różnej wielkości. W ciągu tygodnia potrafią np. oczyścić z tkanek miękkich całą sarnę. Łatwo to sprawdzić. Wystarczy położyć w pobliżu mrowiska np. rybę, aby po krótkim czasie oglądać pięknie wyczyszczony szkielet, pachnący kwasem mrówkowym. Dawni traperzy- myśliwi i wędkarze, korzystali z tej naturalnej metody preparacji rozmaitych trofeów.

Mrówki budują także las poprzez rozsiewanie nasion roślin. Obliczono, że mrówki z jednego kopca potrafią w ciągu jednego sezonu wegetacyjnego rozprzestrzenić nawet 30 tysięcy nasion. Robotnice transportują do mrowiska nasiona brzóz, sosen czy świerków, czasami porzucając je po drodze. W ten sposób także budują bogaty w gatunki las. Podobnie rozsiewają rośliny runa, istotnie wzbogacając bioróżnorodność i przy okazji upiększając las kwiatami fiołków, zawilców czy śnieżyczek. Na trawniku przy mojej leśniczówce rozsiewają niebieskie cebulice. No i jak nie porównywać je do leśników, skoro tak dbają o bioróżnorodność?

Niektóre gatunki mrówek, np. gmachówki zasiedlają obumarłe pniaki lub leżące pnie drzew, przyśpieszając ich rozkład i obieg materii:

 Dlatego tak potrzebne są martwe drzewa w lesie, których pozostawianie przyrodzie wielu ludzi postrzega jako marnowanie drewna. Choć czasem leśnicy narzekają na nadgorliwość mrówek, gdy dobierają się do dobrego surowca drzewnego, wyrządzając w nim nawet szkody techniczne. Z kolei inne mrówki drążące korytarze i komory w ziemi, znacznie polepszają właściwości fizyczne oraz chemiczne ubogich gleb leśnych. Przy okazji poprawiają także warunki powietrzne gleby, rozluźniają ją i wzbogacają w materię organiczną. To także ważna dla lasu rola mrówek.  A zatem nie dość, że bronią las przed szkodliwymi owadami, usuwają martwe zwierzęta to jeszcze stwarzają doskonałe warunki hodowlane dla wzrostu nowych gatunków, których nasiona znoszą w okolice mrowiska. Mrówki w pełni zasługują na głęboką wdzięczność leśników, którzy bardzo o nie dbają ale także nas wszystkich i nawet zwierząt!

 Pamiętacie jak opowiadałem Wam o dziczym SPA i o tym, że zwierzęta zimą zagrzebują się w mrowiskach aby się ogrzać? Wiosną i latem dziki oraz inne zwierzęta tarzają się w mrowisku i wylegują w oczekiwaniu na zabieg higieniczny. Mrówki wybierają z ich sierści wszelkie drobne pasożyty, a „suknia” zwierzęcia nasączona zapachem kwasu mrówkowego długo odstrasza potencjalnych intruzów. Owady muszą jednak potem mozolnie od podstaw odbudowywać swoje kopce:

 Z kolei ptaki w podobnym celu chwytają mrówki  dziobem i rozgniatając je, nacierają sobie pióra. Podobno dawniej nawet ludzie nacierali się roztartymi mrówkami, aby chronić się przed uciążliwymi pasożytami.

 Kwas mrówkowy jest substancją drażniącą, a nawet żrącą , ale ma też działanie bakteriobójcze i niszczące grzyby oraz wirusy. Ludzie stosowali go od dawna do garbowania skór, farbowania tkanin i jako środka grzybobójczego. Zapobiegano, a nawet leczono kiedyś łagodne formy kataru poprzez delikatne wdychanie oparów kwasu mrówkowego. Wystarczyło na chwilę położyć na mrowisku chusteczkę do nosa, lekko ja przycisnąć, aby mrówki broniły się przed „intruzem” strzykając kwasem. Aby pozbyć się infekcji wystarczy wdychać mrówczany zapach z chusteczki. Naturalnie trzeba to robić bardzo ostrożnie i nie przedawkować, bo należy pamiętać, że kwas ma właściwości żrące, stąd łatwo uszkodzić delikatną śluzówkę nosa. Wiosną mrówki chętnie wędrują i zakładają nowe kolonie. Najcześciej budują je wokół pniaka:

 Patrzcie uważnie pod nogi spacerując po lesie i dbajcie o te bardzo pożyteczne owady.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

20:17, lesniczy.lp
Link Komentarze (12) »
środa, 24 kwietnia 2013

Jeszcze dwa tygodnie temu w lesie było mnóstwo śniegu a teraz jest barwnie, świeżo, gwarnie.  Nasza zielona planeta z okazji niedawnego Międzynarodowego Dnia Ziemi przystroiła się w kolory wiosny i zachwyca nas pięknem, ptasimi trelami oraz specyficznym pośpiechem. W lasach trwają gorączkowe prace przy spóźnionych odnowieniach.Nie ma wolnej chwili, stad nie odzywałem się kilka dni.  Wczoraj do późna rozliczałem dwa ostatnie ogrodzenia i pięć odnowionych zrębów. Dziś dojechało 20 tysięcy sadzonek sosny i 8 tysięcy buka, który trafi pod okapem starych drzewostanów jako podsadzenie. Do końca kwietnia większość zaplanowanych nasadzeń uda się zakończyć, a trzeba się śpieszyć, bo zaraz w lesie zrobi się sucho. Dlatego tak kieruję pracami, aby w pierwszej kolejności sadzić zręby o najsłabszych glebach.

Codziennie też wyjeżdża z lasu drewno i udało się już wywieźć praktycznie  cały zapas z zimowych cięć. To ważne, bo obudziły się też owady, które zasiedlają stare drewno, a wilgoć i ciepło sprzyja rozwojowi sinizn, które dyskwalifikują np. sortowane papierówki.

 Trawnik przed leśniczówką błyskawicznie zmienia barwy. Najpierw zabielił się przebiśniegami, wystającymi spośród śniegu, potem był niebieski od cebulic, a teraz jest cały fiołkowy:

Fiołki pachną niesamowicie i stoję nieraz chwilę zanim wejdę do domu zachwycając się nimi:

Łkają już słowiki, odzywają się wilgi a dziś po raz pierwszy słyszałem także huczącego bąka. Jego głos przypomina dmuchanie w butelkę, a to tajemniczy, kryjący się w trzcinach ptak z rodziny czapli. Trudno go wypatrzyć, bo niechętnie lata, a gdy stanie wyprostowany w trzcinach nie sposób go zauważyć. Potrafi nawet kołysać się tak jak trzciny poruszane podmuchem wiatru… Na rozlewiskach jeziora Wielkiego koło Trzciela widziałem dziś kilkanaście jego krewniaczek- czapli białych:

Trzcinowisko patrolował błotniak stawowy:

Tokują bekasy, ciągną słonki, jest cudownie!

Żurawie przechadzają się  już pojedynczo, co oznacza, że cierpliwie wysiadują jaja i niebawem pojawią się pomarańczowe pisklaki:

Łanie- samice jelenia  intensywnie żerują, bo jedzą za siebie i cielęta, które w czerwcu przyjdą na świat. Jest szansa, aby zobaczyć je na polu przy blasku wieczornego słońca:

Na podmokłych łąkach pojawiły się już kaczeńce

 i ta informacja na pewno zainteresuje mojego druha Marcina o pseudonimie Hapsfuji…

W grądach i buczynach robi się barwnie od przylaszczek, zawilców:

Szczególnie wieczorem dno lasu wygląda uroczo:

Już niedługo będzie tam mniej słońca, bo buki pokrywają się świeżą zielenią:

Korzystajcie z wiosny, zachwycajcie się jej świeżością, zapachami i kolorami, to fantastyczna pora roku, choć bardzo pracowita.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

23:51, lesniczy.lp
Link Komentarze (8) »