O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
środa, 21 listopada 2012

Cóż stało się! Nadeszła szara i ponura jesień zasmucająca niebo burymi chmurami, zasnuwająca świat lepką i zimną mgłą. Dni są krótkie, słońce rzadko przedziera się przez szarą zasłonę i trudno zmobilizować się do wyprawy w las. Jednak na spacer warto wybrać się o każdej porze roku i przy każdej pogodzie. Stąd jak zwykle zachęcam do wędrowania po lesie, choć jesienią trzeba to robić szczególnie roztropnie i wybierać krótkie rasy. Dlaczego? Bo jesienne dni są krótkie i łatwo stracić orientację w zamglonym, ciemnym lesie. Ale podpowiem Wam jak miło i bezpiecznie wędrować i teraz, podśpiewując sobie (ale cichutko) do siebie:  „O gwiazdo (hmmm…) młodości, nie zagiń we mgle…”

Trwają ptasie wędrówki i zawsze można wypatrzyć coś ciekawego. Dziś słyszałem jeszcze nawołujące się żurawie, choć w zasadzie powinno już ich u nas nie być. Kilka dni temu spotkałem także chmurę czajek. Na moją jabłonkę tuż przy leśniczówce wpadło spore stadko jemiołuszek. Przybyły do nas jako do ciepłych krajów! Nie zawiodły się, bo czerwieni się tam jeszcze sporo jabłek. Niestety mglista szarość nie pozwoliła na ładną fotkę ale oto zimowe jemiołuszki na tej samej jabłoni, przy wcinaniu pozostawionych dla nich jabłuszek:

W czasie jesiennych przelotów zawsze można spotkać jakiegoś ciekawego ptaka lub obserwować ciekawe zjawisko przyrodnicze np. grudniową tęczę:

Wędrują grupami ptaki drapieżne, można spotkać ciekawe gatunki kaczek i brodźców. Często są to gatunki, które nie gnieżdżą się w naszej okolicy i można je zobaczyć tylko jesienią. Przed oknami mojej leśniczówki na jeziorze pojawił się np. perkoz zausznik:

  Zwierzęta leśne także są aktywne i gromadzą zapasy tłuszczu na zimę. Myśliwi rozpoczęli już dokarmianie i pod paśnikami pojawiły się posiekane buraki i ziarna zbóż:

Zanim wybierzemy się teraz na spacer do lasu warto wcześniej przejrzeć mapę terenu, który mamy zamiar poznać bliżej. Można też sięgnąć do folderu przygotowanego przez leśników lub zajrzeć na stronę internetową nadleśnictwa. Poznamy  w ten sposób bliżej potencjalne niebezpieczeństwa. Dowiemy się jakie zwierzęta mają tam ostoje, gdzie są bagna i źródliska i ocenimy wielkość kompleksu leśnego. Często na terenach leśnych są bazy wojskowe, strzelnice i poligony. Warto zaplanować wcześniej trasę wycieczki i zapamiętać nazwy miejscowości początkowych i końcowych. Dziś coraz bardziej popularne stają się nawigacje GPS dla pieszych turystów. Gdy nie lubimy nowinek technicznych to zabieramy ze sobą mapę, może też przydać się kompas gdy wybieramy się na dłuższą wyprawę. Pomocne mogą być też tory kolejowe, które ułatwiają orientację, oczywiście jak potrafimy rozróżnić kierunki świata. Z nasypu kolejowego korzystają także zwierzęta domowe, bo często spotykam psiaki wracające „po szynie”, nawet takiej krzywej jak ta, do domu. Oczywiście należałoby się zapytać ich właścicieli dlaczego wędrują po lesie bez smyczy i kagańca:

Mapy okolicy często są dostępne w postaci tablic ustawianych przed leśniczówkami czy na leśnych parkingach. Warto sfotografować taką tablicę w trakcie wycieczki, nawet aparatem wbudowanym w telefon. Zabezpieczy nas to przed zbędnym kluczeniem po leśnych drogach lub nawet zabłądzeniem. Telefon komórkowy, najlepiej z wyciszonymi dźwiękami także może się przydać, choć nie zawsze jest „pole”. Warto też zadbać, aby w telefonie mieć zapisany numer miejscowego leśniczego lub nawet kilku leśników. Znajdziemy je w folderze nadleśnictwa, czasem na tablicy informacyjnej lub na stronie internetowej nadleśnictwa. W razie „w” leśnicy z pewnością pomogą bezpiecznie wrócić z leśnej wycieczki i pomogą "namierzyć się"  w lesie zbłąkanemu turyście. 

Gdy zgubisz się w lesie i nie masz ze sobą telefonu komórkowego, aby zadzwonić do leśniczego nie wpadaj w panikę. Usiądź chwilę, zbierz myśli i przypomnij sobie opis terenu w którym jesteś. Warto wytężyć słuch, bo czasem słychać z daleka szum głównej drogi, pociąg lub odgłosy miasta. Dokładnie zapamiętaj miejsce gdzie aktualnie jesteś i spróbuj ustalić kierunki świata. Pomogą w tym wiadomości z geografii i astronomii. Popatrz na stare drzewa, które są zwykle omszone od północnej strony. Spójrz na położenie słońca i zegarek, wiadomo już będzie gdzie jest południe lub zachód, bo najczęściej gubimy się w godzinach popołudniowych. Dobrze jest zaopatrzyć się wcześniej w mapę leśną, którą wcale nie tak trudno zdobyć. Może być szczególnie przydatna teraz, gdy nie ma czasu na eksperymenty przy wyborze trasy z racji krótkiego dnia. Co innego latem! Kolorami są tam oznaczone gatunki drzew, można odczytać wiek drzewostanu, co ułatwia orientację,  a przede wszystkim nr oddziału leśnego. Łatwo ustalić  w terenie w jakim oddziale jesteśmy, bo w południowo-zachodnim narożniku każdego oddziału znajdziemy słupek oddziałowy, gdzie na białym tle czarną farbą wypisane są nr okolicznych oddziałów:

 Gdy nie masz mapy ani kompasu to poczciwy słupek oddziałowy pozwoli z łatwością ustalić kierunek północny. Gdy na słupku są numery czterech oddziałów to narożnik kamienia pomiędzy dwoma najniższymi numerami wskazuje północ. Znajdziesz wtedy drogę do domu bez problemu.

W trakcie leśnych spacerów o tej porze roku możemy napotkać polujących myśliwych:

 Jeśli jest to polowanie zbiorowe, to warto wykazać się zrozumieniem oraz taktem i wybrać inną trasę spaceru, zachowując bezpieczny dystans. Można zaczekać na zakończenie pędzenia i wtedy kontynuować spacer. Las służy do rekreacji i wypoczynku, spełnia wiele rozmaitych funkcji społecznych, ale jest także jednocześnie obwodem łowieckim, gdzie mogą być wykonywane polowania. Nie ma powodu, aby nie lubić myśliwych tylko dlatego, że trzeba zmienić trasę spaceru. Nie można żądać od myśliwych zaprzestania polowania, ale także myśliwi muszą tolerować i przewidzieć obecność ludzi w lesie. Nie ma przepisów regulujących kwestie oznakowania miejsca polowań i wprowadzania zakazów wstępu do lasu w trakcie wykonywania polowania. Regulamin polowań rygorystycznie określa jednak zasady oddawania strzałów, wykonywania polowania i w pełni zabezpiecza bezpieczeństwo ludzi. W mglistym, listopadowym czy grudniowym lesie najlepiej teraz trzymać się często uczęszczanych, wyznaczonych tras turystycznych i nie zapędzać się zbyt daleko. Uroczyska i dzikie ostępy zostawmy sobie na inne pory roku.  

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl  

 

21:38, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
sobota, 17 listopada 2012

Na przełomie roku trwają szczególnie intensywne prace zrębowe w lesie, bo drewno z zimowych cięć ma przecież najwyższą wartość techniczną. Na drogach widujemy często samochody z drewnem, a w lasach leżą mygły z przygotowanym surowcem dla przemysłu drzewnego. Czasem odczuwamy żal, że naszego znajomego lasu już nie ma, ale taka kolej rzeczy. Pantha rei- wszystko płynie, jak przekonywał dawno temu Heraklit. Według jego koncepcji zmiana jest centralnym elementem świata. Twórcą zmiany krajobrazu ze starego lasu na zrąb jest drwal. Pewnie nie wszyscy go znacie tak jak ja. Poznajmy zatem bliżej współczesnego drwala… Wyobrażamy go sobie zwykle jako potężnego chłopa o muskularnych ramionach, dźwigającego wielką siekierę. Podobno w krajach skandynawskich poznaje się doświadczenie i fachowość drwala po jego wadze. Im cięższy i silniejszy, tym lepiej zna leśne rzemiosło. Czasami kojarzymy go sobie jako dużego faceta ( kobiety zwykle dodają - przystojnego) z wielką pilarką, krojącego drewno na polana do kominka. Inni myśląc o drwalu, przywołują w pamięci postać Blaszanego Drwala, towarzyszącego Dorotce w wędrówce po bajkowej Krainie Oz. To jest dobre skojarzenie i może warto przypomnieć sobie przygody tej bajkowej postaci? Jedna z pierwszych powieści dla dzieci z gatunku „fantasy”, opowieść autorstwa L. F. Bauma „Czarnoksiężnik z Krainy Oz” przybliża nam sympatyczną postać drwala. Blaszany Drwal był kiedyś człowiekiem i pracował przy wyrębie lasu. Z zapamiętaniem całymi dniami ścinał drzewa ostrą siekierą, stąd też ulegał ciągłym wypadkom i tracił po kolei różne części ciała. Wymieniano je na blaszane, aż z człowieka stał się Blaszanym Drwalem, który w końcu zardzewiał i znieruchomiał z uniesioną siekierą. Bajki zwykle dobrze się kończą i zawierają ukryte przesłanie. Warto zwrócić uwagę, że autor powieści trafnie ocenił drwala jako zawód bardzo niebezpieczny, ale też zaliczył go do pozytywnych bohaterów. Naszym drwalom, wciąż pracującym  w lasach, przy użyciu ręcznych narzędzi i pilarek spalinowych, nikt nie gwarantuje serwisu  blaszanych części zamiennych. Ich praca jest wciąż bardzo niebezpieczna i co roku notuje się w lasach kilkadziesiąt wypadków przy pracy, w tym także, niestety, śmiertelnych. Może właśnie powieść Bauma przyczyniła się do pomysłu, aby to maszyna, czyli właśnie całkowicie „blaszany drwal” wykonywał za człowieka tę niebezpieczną i wymagająca wielkiego wysiłku pracę. Od lat zastanawiano się jak najdoskonalej stworzyć  blaszanego drwala. W latach 60 XX wieku pojawiły się pierwsze ścinarki i maszyny układające drewno. Podejmowano próby konstruowania różnych głowic, kleszczy hydraulicznych, montowanych na ładowarkach czołowych lub ciągnikach gąsiennicowych. Jednak to wciąż drwale, przy pomocy coraz bardziej doskonałych pilarek wykonywali większość prac na zrębach i w trzebieżach. Poszukiwano jednak  maszyny wszechstronnej, pracującej podobnie jak kombajn na polu, która wykonałaby cały proces pozyskania drewna, sterowany przez jednego człowieka z bezpiecznej kabiny. Wreszcie skonstruowano harwester- samobieżną maszynę na kołach, wyposażoną w głowicę ścinającą, chwytak podtrzymujący i układający drzewa oraz w system pomiarowo-sterujący, obsługiwany przez człowieka za pomocą manipulatora z  ergonomicznej kabiny. Nazwa maszyny została wzięta z języka angielskiego, gdzie słowo harvester oznacza żniwiarkę. Pierwszy harwester zaprezentowano w 1974 roku na targach Elma Wood w Szwecji. Od tego czasu nastąpił ogromny rozwój uniwersalnych blaszanych drwali. Dziś szacuje się, że w Europie jest kilkanaście tysięcy harwesterów, a w Polsce kilkaset i ich liczba szybko rośnie. Najwięcej maszyn jest na Mazurach i Zachodniej Polsce, ale wjeżdżają już one do lasów całego kraju. Moja znajomość z harwesterem zaczęła się w 2007 roku, gdy pierwsza maszyn „położyła” drzewa na pagórkowatym zrębie w oddziale 65:

 Teraz w moim leśnictwie to stały element krajobrazu:

 Wprowadzenie „żniwarek” do lasu budziło pewne emocje i niepokoje. Podobnie było, gdy spalinowe pilarki zaczęły wypierać siekiery i piły ręczne ”moja - twoja”.  Ludzie wtedy i teraz bali się, że stracą pracę. Jest to wprawdzie maszyna bardzo droga, ale zastępuje w lesie kilku, a nawet kilkunastu drwali. Nie ma obaw, bo drwale pracujący pilarkami jeszcze wiele lat będą mieli zajęcie. Drzewne kombajny są coraz lepiej przystosowane do pracy w środowisku leśnym. Konstruktorzy dbają o bezpieczeństwo człowieka, wydajność i rentowność urządzenia, ale także o to, aby maszyna wyrządzała jak najmniej szkód w przyrodzie. Harwester podjeżdża do drzewa na zrębie, obejmuje kleszczami pień:

z głowicy wysuwa się prowadnica z łańcuchem tnącym i ścina drzewo:

 Zostaje ono obalone:

 później rolki przesuwają pień przez głowicę i strzała zostaje oczyszczona z gałęzi i pocięta na odpowiednie odcinki.

Operator harwestera nie musi być dziś silny fizycznie jak drwal z siekierą, ale doskonale wyszkolony z zakresu mechaniki i informatyki. Oto jego miejsce pracy:

Musi także mieć podstawową wiedzę o manipulacji i klasyfikacji drewna. Jego przygotowanie zawodowe zbliżone jest do poziomu technika-leśnika, stąd średnie szkoły leśne zmieniają profil i szkolą teraz przyszłych operatorów blaszanych drwali. Liderem jest tu Zespół Szkół Leśnych w Rogozińcu, gdzie kończyłem (ech…w jakże fajnych czasach!) technikum leśne. Oczywiste jest, że harwestery nie mogą w pełni zastąpić człowieka i drwal z siekierą oraz piłą wciąż będzie widoczny w lasach. Nie ma jednak powodu do podejrzeń, że harwestery sieją zniszczenie w lesie. Potężna maszyna o wielkich kołach mruczy basem silnika, miga licznymi lampami i zwinnie przesuwa się między drzewami. Cicho brzęczy głowica, przesuwają się po pniach zębate koła, a wszędzie leżą powalone drzewa. Są wielkie harwestery przeznaczone do cięcia zrębów:

Są także nieduże, o szerokości ok. 1,80 metra, podobne do rolniczych ciągników, zbudowane do cięć trzebieżowych pielęgnujących las:

  Coraz częściej będziemy widywać takie maszyny w trakcie leśnych spacerów. Dawniej zdarzało się, że ktoś dzwonił do nadleśnictwa z informacją, że spotkał w lesie UFO…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

21:15, lesniczy.lp
Link Komentarze (8) »
środa, 14 listopada 2012

Cały dzień wędrowałem dziś po leśnych uprawach, szczególną uwagę zwracając na stan ogrodzeń z siatki, tam, gdzie zostały zbudowane. Bo ogrodzenia fragmentów upraw to konieczna i kosztowna sprawa, stąd należy o nie troszczyć się starannie. Leśniczy musi być czujny i maksymalnie często tam zaglądać. w moim leśnictwie jest aktualnie ponad 30 km ogrodzeń. No cóż, na takim obszarze lasu... Co chwilę jakiś fragment siatkowego płotu „sponiewiera” chmara jeleni, dzicza wataha albo grzybiarz, który przecina sobie przejście pędząc za borowikiem czy poszukiwacz jelenich „rogów”. Dzisiejszy dość solidny przymrozek kładzie raczej  kres grzybowym spacerom. Choć spotkałem jeszcze dziś całkiem dobrze wyglądające maślaki, kanie- sowy i solidnie zmrożone opieńki:

Zajrzałem dziś w naprawdę wiele miejsc i przemierzyłem sporo kilometrów i „Rokusiem”, który taplał się po błotnistych dołkach, i „piechty” jak mawiał pewien mój znajomy drwal. Wdrapałem się także na moją najwyżej położoną uprawę nad jeziorem Chłop:

Na pozłoconych przez jesień modrzewiach uwijały się raniuszki i różne gatunki sikor. Widziałem modraszkę, sosnówkę i czubatkę, ale fajnie przed obiektywem pozowała bogatka:

Zdobyłem także strome wzgórze pomiędzy jeziorem Stołuń i Białym, gdzie oprócz wspaniałej panoramy:

z troska oglądałem ścieżki wydeptane w uprawach i młodnikach przez sarny i jelenie. Ale od wieków był las i była zwierzyna, to nie ma się co nadmiernie martwić. Najcenniejsze uprawy w lesie chronią ogrodzenia i tylko trzeba ich często doglądać gospodarskim okiem. Jedna dziura lub choćby ugięcie siatki spowodowane przez wywrócone drzewo lub złamany konar niweczy trud włożony w założenie uprawy. Bo młode dęby, klony, lipy lub drzewa owocowe kuszą swoim smakiem daniele, jelenie i sarny. Z samochodu przeglądu zrobić się nie da i stąd trzeba wędrować wzdłuż siatki po nizinach i pagórkach. Ma to swoje dobre strony, bo oprócz... nieustannej poprawy kondycji fizycznej leśniczego staje się także okazją do ciekawych obserwacji. Każda chwila spędzona w lesie może być dobrze wykorzystana. Szczególnie teraz, w pełni jesieni, która za chwilę niepostrzeżenie wprowadzi nas w zimę. Na razie koło leśniczówki wiszą jeszcze późne jabłuszka, które czekają na sobotę, aby zmienić zakwaterowanie z wygiętej gałązki na półkę w piwnicy:

Bo skoro w lesie  opadły już liście i zakończyła wegetację bujna roślinność zielna, łatwiej wypatrzyć oznaki chorób, szkodników, pojawiający się posusz i ciekawe, chronione rośliny. W każdym nadleśnictwie jest opracowany program ochrony przyrody, gdzie m.in. jest ewidencja rzadkich i chronionych roślin. Każdy leśniczy co jakiś czas dokonuje przeglądu tych stanowisk na terenie swojego leśnictwa i chroni je przed uszkodzeniem podczas prac leśnych. W trakcie każdego pobytu w lesie warto uważnie spoglądać pod nogi, bo można natrafić na unikalne, nowe stanowisko ciekawej rośliny. Wiele z nich, to skromne, niepozorne, ale jakże cenne elementy rodzimej przyrody. Dziś znalazłem kolejne, nieznane mi dotąd stanowisko paprotki zwyczajnej:

To niezbyt okazała paproć, którą spotkać można najczęściej na wilgotnych skałach i cienistych zboczach górskich Karpat. Jest dość pospolita także na niżu i rośnie w świetlistych lasach, szczególnie na skarpach i zboczach, gdzie są żyźniejsze fragmenty gleby. Dzisiejsze znalezisko to trzy placyki po metrze kwadratowym na skarpie jeziora Białego, tuż przy starym sosnowym borze:

Charakterystyczne liście paprotki są w zarysie trójkątne, pierzastodzielne, o listkach równowąskolancetowatych. Wyrastają z czołgającego się kłącza na długim ogonku liściowym. Są nieduże, mają przeważnie 10-30 cm (wyjątkowo do 60). Roślina objęta jest ścisłą ochroną gatunkową. Po powrocie do domu wypełniłem specjalny formularz i w ten sposób kolejne stanowisko chronionej rośliny zostanie dopisane do programu ochrony przyrody. Moje „dreptanie” po zakamarkach leśnictwa stało się dzięki temu ważne i potrzebne dla przyszłych pokoleń. To stanowisko już na stałe zostanie wpisane w program ochrony przyrody i będzie miało wpływ na przyszłe zagospodarowanie tego fragmentu lasu. Paprotka zwyczajna to ciekawa roślina. W medycynie ludowej stosowano dawniej jej kłącze do leczenia gruźlicy. To także skuteczny środek żółciopędny, którego stosowanie zalecane jest w dolegliwościach ze strony wątroby. Ponadto jeszcze wywar z suszonych kłączy to specyfik wykrztuśny, słaby przeciwrobaczny i przeczyszczający. Trzeba jednak zaopatrzyć się w niego w aptece lub sklepie zielarskim, bo pomimo dawniej pospolitego występowania dziś paprotka staje się rzadkością. Może się zdarzyć, że zostanie  nieświadomie zniszczona w trakcie prac leśnych, dlatego trzeba dobrze poznać jej miejsca występowania. Niedawno spotkałem niewielkie stanowisko paprotki w lesie prywatnym, gdzie jego właściciel wykonywał właśnie trzebież. Tuż obok leżały ścięte drzewa, gotowe do zrywki. Zanim ustaliłbym właściciela działki i dotarł do wykonawcy prac ,mogłoby być za późno. Napisałem farbą na drzewie wskazówkę dla właściciela lasu, który uchronił roślinę:

Paprotka ma się tam dobrze do dziś i gdy tamtędy przejeżdżam mam wrażenie, że wdzięczy się do mnie… Jesień to dobra pora na wyszukiwanie zimozielonych rzadkich roślin, np. widłaków, stąd spoglądajcie pod nogi podczas spacerów. No i wypatrujcie paprotki zwyczajnej, która wcale taka zwyczajna nie jest.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

  

21:39, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
niedziela, 11 listopada 2012

Narodowe Święto Niepodległości to polskie święto, obchodzone co roku 11 listopada, dla upamiętnienia rocznicy odzyskania przez Naród Polski niepodległego bytu. Stało się to po 123 latach braku Polski na mapie, spowodowanego dokonaniem rozbioru naszej Ojczyzny przez Austrię, Prusy i Rosję.  Wielu historyków spiera się, jaka data byłaby lepsza do obchodów Dnia Niepodległości, typując różne dni roku. W moim odczuciu dzisiejszy dzień to dobry wybór. 11 listopada 1918 nastąpiło przekazanie przez Radę Regencyjną władzy wojskowej (będącej częścią zwierzchniej władzy państwowej) Józefowi Piłsudskiemu. Piłsudski zostaje Naczelnym Dowódcą Wojsk Polskich. Po pertraktacjach Piłsudskiego z Centralną Radą Żołnierską wojska niemieckie zaczęły wycofywać się z Królestwa Polskiego. Tego dnia rozbrojono nocą niemiecki garnizon stacjonujący w Warszawie, a fotel nadburmistrza Poznania zajął Polak, Jarogniew Drwęski. To święto to pewnego rodzaju symbol, dla każdego inny, bo różne symbole utożsamiają się nam z odzyskaniem niepodległości. Dla jednych był to Piłsudski, legiony, Paderewski, a dla innych powstanie wielkopolskie. Mieszkam na pograniczu Ziemi Lubuskiej i tutaj pamięć o tym powstaniu jest bardzo żywa i przekazywana z pokolenia na pokolenie. Na szczęście, bo historia to nie tylko rozpamiętywanie tragicznej przeszłości. To także przekazywane ustnie wzorce, tradycja i symbole. Dziś ludzie coraz mniej rozmawiają ze sobą, stąd przekaz tradycji zdaje się rozmywać w sms, mejlach i unijnym szumie. Dlatego też tak ważna jest nasza dbałość o symbole.

Najbardziej oczywistym symbolem polskości dla wszystkich Polaków jest nasza flaga narodowa. Nie dajmy wmówić sobie, że to nowy, amerykańsko-skandynawski zwyczaj. Polacy od wieków szanowali flagę i symbole polskości.  Choć gdy spojrzycie na swoją miejscowość podczas niedzielnego spaceru to nie jest to tak oczywiste. Flagi powiewają na instytucjach państwowych, samorządowych, a na domach Polaków już nie tak często… Na mojej leśniczówce wisi dumna biało-czerwona! Pamiętam zawsze o ważnych datach, bo uważam to za patriotyczny obowiązek każdego Polaka. Flagę narodową wywieszam w towarzystwie flagi z logo Lasów Państwowych, aby podkreślić powszechną wśród leśników troskę o symbole. Narodowe barwy podobno bardziej niż inne symbole przemawiają do młodego pokolenia, integrują. Wystarczy spojrzeć na imprezy sportowe, gdzie wszyscy kibice są biało-czerwoni, łącznie z pięknymi kibickami, które po tym wydarzeniu stają się nawet celebrytkami. Ale w dzień występów Małysza, siatkarzy czy piłkarskiej reprezentacji jest więcej symboli na domach niż dziś.

 Szanujmy wszelkie symbole bo to dowód naszej wrażliwości i istniejących więzi społecznych. Nie wstydźmy się patriotyzmu i cieszmy wolną Polską. Dziś pozornie powszechne jest „narzekactwo”, brak wiary w siebie i ludzi. Trzeba szanować się nawzajem, kreować autorytety i z uzasadnioną dumą mówić: „jestem Polakiem!” Polacy powinni dbać o narodowe tradycje,  szanować się i jednoczyć wokół symboli. Nas, spotykających się na tym blogu połączył leśny wortal, którego symbolem jest ryś Eryś:

Moje ulubione Tatry symbolizuje skromna szarotka:

Podziwiam zawsze gorący patriotyzm i szacunek do tradycji, wiary i symboli jaki widać u mieszkańców Podhala. Nie tylko na Rysach, Giewoncie czy w obiektach kultu religijnego ale nawet na poboczu zwykłej, na pozór, drogi spotkacie tam takie symbole pamięci:

W czasie górskich wędrówek, ale także włóczęg po leśnych ścieżkach całego kraju nawet w miejscach bardzo odległych od ludzkich siedzib spotkacie różne symbole:

Bardzo często jest to przejaw troski o pamięć historyczną ze strony leśników, którzy dbają o krzyże, kapliczki, dawne mogiły. W ważne dla każdego Polaka i patrioty dni odwiedzają  takie miejsca, zapalają tam znicze i kładą kwiaty. Leśnicy od początków istnienia „zielonej” społeczności są silnie emocjonalnie związani z Ojczyzną i zawsze walczyli o polskość z każdym, kto chciał ją nam odebrać. Demonstrowali to w każdym okresie Rzeczpospolitej, dbając o symbole polskości nawet w taki sposób, a było to przy okazji organizacji Dnia Lasu:

Las to miejsce, gdzie jest wiele symboli kulturowych i historycznych wydarzeń. Także rośliny, zwierzęta i różne elementy lasu są inspiracją do powstawania takich symboli.

 W Pszczewie i jego okolicach w różnych momentach historii, ale szczególnie w czasach po podpisaniu traktatu wersalskiego istniały silne organizacje bojowników o polskość tych ziem. Wtedy nie można było wieszać polskiej flagi na własnym domu. Warto choćby w imię tego, pamiętać co symbolizował znak rodła i co to była hakata:

Młodzi ludzie walczący w okresie międzywojennym o polskość tych ziem, do znaku rodła dołożyli lipowy liść jako symbol ciągłego odradzania się:

 

Na pszczewskim rynku stoi kapliczka Świętego Józefa z dzieciątkiem. To także symbol dla tych, którzy znają historię i chcą pamiętać o pamiatkach polskości. Postawił ją tam polski wójt Wojciech Krupski w 1896 roku jako symbol wiary i polskości po tym, jak niemieccy zaborcy w pobliżu postawili popiersie cesarza Wilhelma I. W 1900 obsadzono ją wianuszkiem lip, które trwają tam do dziś, w przeciwieństwie do popiersia ustawionego przez zaborców:

 Bo poczciwa, polska lipa to symbol trwania, wiary ale też niewinności i domowego ogniska. Dbajmy stale o nasze wszelkie symbole, szczególnie o flagę narodową - tak jak dbamy o swój dom - nie tylko przy święcie. Choć w Święto Niepodległości szczególnie warto pamiętać o symbolach Ojczyzny.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

18:01, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 05 listopada 2012

Jak-  to takie dzikie zwierzę z rodziny krętorogich, nazywane chrząkającym wołem, które żyje w górach Tybetu. Nie straszna mu podobno ( bo osobiście nie poznałem tych miłych zwierzątek ważących od 500-1000kg) temperatura poniżej 50 stopni Celsjusza. Przed mrozami dzikie jaki chroni grube futro i ciepło produkowane w trakcie procesu fermentacji w jego żołądku:

fot Wikipedia

 Z ludźmi jest nieco inaczej. Nie mogą liczyć na grube futro, którego pozbawił nas proces ewolucji ani na ciepło z żołądka, bo jemy w pośpiechu i to najczęściej na zimno…  Wszyscy wiemy co nas czeka w najbliższym czasie: zbliża się nieuchronnie zima i trzeba pomyśleć o opale do pieca, kominka czy kotła C.O…

Szczęśliwcy z miasta odkręcają zawory w grzejnikach i nie zastanawiają się jak… powstaje to ciepło.  Ale muszą cierpliwie znosić wyrwy w  budżecie domowym, płacąc z pokorą rachunki za ogrzewanie. Ludzie z mniejszych miejscowości muszą sami martwić się o to, czym załadować piec, aby dał miłe ciepełko:

 A jak? Jak najtaniej!  Olej opałowy, węgiel czy gaz to paliwa, które stały się bardzo drogie. Dlatego wszyscy dopytują się w leśniczówkach o drewno, bo to najtańszy opał. Na wsi drewno to w ogóle podstawa bytu:

 Często to przez pryzmat szczap do kominka oceniamy leśników i bywa, że mamy różne uczucia po udanej lub nie transakcji. Bo nie każdy rozumie, że z drewna powstaje nie tylko opał i są limity sprzedaży drewna opałowego.  Nie zawsze chcemy przyjąć do wiadomości, że leśniczówka to nie sklepik z drewnem, a zwykle źródłem problemów jest niewiedza kupującego. Leśniczy najczęściej bardzo zajęty ogromem leśnych obowiązków nie ma czasu na cierpliwe tłumaczenie jak to jest z tym drewnem na opał…

 Moje pokłady cierpliwości są ogromne, a zatem postaram się Wam przybliżyć temat zaopatrzenia w opał, no i przedstawię JAKI...

 Aby zimą było nam ciepło i żeby z sympatią wspominać kontakty z leśnikami wystarczy poznać trzy JAKI, czyli:

1.     JAK-  jak kupić gotowe drewno w wałkach?

Dla klientów, którzy potrzebują dużo drewna, np. prowadzących działalność gospodarczą (związaną z przerobem drewna) sprzedaż odbywa się poprzez Portal Leśno-Drzewny (www.zilp.lasy.gov.pl/drewno), na którym nabywcy po zarejestrowaniu się składają swoje oferty zakupu. Nadleśnictwa dodatkowo organizują przetargi na drewno w serwisie www.e-drewno.pl, w których mogą brać udział zarówno firmy jak i osoby fizyczne. Dla klientów detalicznych każde nadleśnictwo posiada w sprzedaży drewno opałowe i drobne ilości drewna użytkowego (żerdzie, papierówka, kopalniak, czasem słupki grodzeniowe). Sprzedaż detaliczna odbywa się tylko na podstawie gotówkowej zapłaty za drewno przed wydaniem go z lasu. Zajmują się tym leśniczowie w swoich kancelariach w wyznaczone dni tygodnia, jest też możliwość zakupu w biurze nadleśnictwa. Także w każdym leśnictwie jest możliwość samodzielnego wyrobienia i zakupienia drobnicy czy trzebionki opałowej w atrakcyjnych cenach (drewno PKN) według lokalnie ustalonych zasad.

2.     JAK- jak wyrobić samemu i wykupić przygotowane drewno?

Samowyrób drewna czyli pozyskanie drewna w systemie PKN (pozyskanie kosztem i staraniem nabywcy) to najtańszy sposób zaopatrzenia się w drewno. Każde leśnictwo w kraju, oprócz sprzedaży drewna opałowego pozyskanego kosztem skarbu (gotowe do wywozu wałki opałowe) posiada określoną pulę drewna  (najczęściej drobnicy- gałęzi i trzebionki opałowej) przeznaczoną do zaopatrzenia w drewno opałowe lokalnego rynku. W tym celu należy zgłosić się do miejscowego leśniczego, który wyznaczy miejsce wyrobu drewna (gałęzie i odpady drzewne po wykonanym zrębie, trzebieży lub czyszczeniu), przeszkoli z zasad bhp, ustali zasady przygotowania drewna i wystawi pisemne zezwolenie na wyrób. Jest ono jednocześnie zezwoleniem na wjazd do lasu  w celu dotarcia do miejsca wyrobu drewna. W wyznaczonym terminie leśniczy dokona pomiaru i wyceny drewna i sprzeda je nabywcy, wystawiając dokument-  asygnatę będący dowodem zakupu. Nie każde drewno w lesie przeznaczone jest na opał, dlatego to leśniczy wyznacza nabywcy miejsce i rodzaj drewna do samowyrobu oraz określa zasady współpracy, których należy ściśle przestrzegać.

3.     JAK- jak dobrze wybrać odpowiednie dla siebie drewno?

Jakie drewno jest lepsze? Co wybrać: tańsze - iglaste, czy może droższe liściaste? Czy kupić grube, czy cienkie? Ze zrębu, czy raczej posuszowe, pochodzące z trzebieży?

Wartość opałowa drewna zależy od wielu czynników, a każdy klient leśniczówki ma swoje indywidualne preferencje co do rodzaju drewna opałowego. Wartość opałowa drewna jest tym wyższa, im więcej zawiera żywic i ligniny. Dlatego wygrywa tu drewno iglaste. Z kolei drewno liściaste ma wyższą gęstość i jego wartość grzewcza w przeliczeniu na metr przestrzenny jest wyższa niż dla drewna iglastego. Mniejsza ilość „liścia” powinna dać tyle samo ciepła co dużo więcej sosnowych polan. Drewno iglaste jest jednak zwykle tańsze w zakupie, niż drewno liściaste  twarde (np. dąb, buk) co równa ich atrakcyjność. Które drewno jest lepsze zależy także od rodzaju pieca i paleniska. Drewno jest paliwem stałym, ale spala się głównie jako gaz drzewny wysokim płomieniem, stąd do dobrego spalania potrzebne jest duże palenisko, które zapewnia odpowiednią ilość bogatego w tlen powietrza. Piec przygotowany do spalania węgla czy koksu nie spełnia tej roli.  Najważniejszą jednak sprawą jest wilgotność drewna. Piękny, liściasty „opał” będzie spalał się kiepsko, gdy nie jest należycie wysezonowany, czyli wysuszony. W świeżo ściętym, „zielonym” drewnie nawet połowę wagi może stanowić woda. Wartość energetyczna drewna zależy od jego wilgotności i gęstości, a w mniejszym stopniu od rodzaju i sposobu przygotowania. Dlatego drewno w postaci grubych czy cienkich wałków, liściaste lub iglaste będzie dobrym materiałem opałowym, jeśli dostosujemy jego wilgotność i wymiary polan do pieca. To właśnie źle wysuszone drewno wpływa na osadzanie się smoły w kominie, na szybie kominka czy elementach pieca. Nie ma znaczenia czy jest to drewno bukowe, dębowe, olchowe czy sosnowe. Wiele osób uważa drewno akacjowe za „złote drewno”, świetne jako opał. To prawda, jest rzeczywiście świetne dlatego, że nawet świeże zawiera bardzo mało wody. Zatem odpowiednia wilgotność drewna stanowi o jego jakości opałowej. Dlatego należy wcześniej zaopatrywać się w opał, dobrze go wysuszyć, a dopiero potem spalać w piecu.

Znając odpowiedź na wszystkie trzy JAKI dokonamy dobrego wyboru i spokojnie przetrwamy zimę, choć nie mamy takiego ”wyposażenia antymrozowego” jak tybetański jak. Prawie każde drewno nas zadowoli, a leśniczy dodatkowo udzieli fachowej porady jak technicznie poradzić sobie z opałem. W końcu to ogień i ciepło ogniska zawsze łączyło i łączy ludzi…

 

Leśniczy Jarek-lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

19:25, lesniczy.lp
Link Komentarze (8) »
piątek, 02 listopada 2012

Dziś Zaduszki, szczególny dzień, gdy wspomina się tych, których już nie ma… To dzień, kiedy każdy z nas wraca myślami do bliskich, a czasem nawet zupełnie obcych osób, których odejście, jak to uroczo określają górale: „przejście na drugą stronę grani”, wywarło na nas wrażenie. W prasie i telewizji wspomina się wybitnych aktorów, noblistów oraz innych wielkich tego świata. Oczywiście myślę o moich bliskich, szczególnie o moich Rodzicach, ale wspomnę tu odejście zwykłego Człowieka i Jego Żony, którzy w tragicznych okolicznościach odeszli z tego świata w marcu tego roku. Spoczęli pośród drzew gdzie żyli mądrze i spokojnie, na Cmentarzu Leśników w leśnictwie Płociczno (RDLP Piła). Smutną i zarazem bulwersującą historię śmierci leśniczego Zdzisława Krause i jego żony znajdziecie w moim wpisie z 23.03.2012 roku. Cmentarz Leśników znajduje się na terenie leśnictwa Płociczno, między Piłą a Dobrzycą, bardzo blisko leśniczówki, gdzie zamordowano leśniczego Krause. Wcześniej, w 1945 roku w progu tego samego budynku na skraju lasu i wsi został zabity przez żołnierzy rosyjskich niemiecki leśniczy i jego żona. Oni także zostali pochowani na leśnym cmentarzu. Położona między liściastymi drzewami, około dwustuletnia nekropolia jest świadectwem tolerancji i mądrości leśników z Nadleśnictwa Zdrojowa Góra. To właśnie oni swoją wspólną pracą i za składkowe pieniądze zadbali o pamięć, aby tak jak głosi napis przy wejściu na cmentarz była ona niezbędnym dobrem życia":

 

 fot Jarosław Ramucki (http://obiezyswiat.org – znajdziecie tam więcej świetnych fotografii)

     Niewielki teren cmentarza ogrodzony jest drewnianym płotkiem, cierpliwie naprawianym przez leśników i niewysokim, kamiennym murem z polnych kamieni, który otacza miejsce pochówków od początku istnienia cmentarza. Z kilkunastu grobów, jakie się tutaj znajdują, zostało niewiele. Widać zaledwie kilka tablic z niewyraźnymi napisami. Najstarszy grób pochodzi z 1868 roku. Jarosław Ramucki opiekuje się tym miejscem i gospodarzy na nieodległej szkółce:

Gdy oprowadzał mnie we wrześniu po cmentarzu wspólnie z  członkami Rady Krajowej Związku Leśników Polskich, mówił ze smutkiem, że to, co udało się zachować i odbudować leśnikom staje się nadal łupem złodziei. Ukradziono postawiony przez nich płotek, metalowe, oczyszczone krzyże, nawet postumenty z piaskowca. Ręce opadają…

Leśnicy napracowali się solidnie porządkując cmentarz:

 

jeszcze jedna fotka pana Jarosława Ramuckiego, tym razem nie z 2006, a z 2010 roku:

 

Fot. Jarosław Ramucki (j.w.)

Leśnicy uporządkowali cmentarz z okazji 60-lecia Nadleśnictwa Zdrojowa Góra, ale potem postanowili co roku  kontynuować dzieło. Wzdłuż cmentarnej alejki ustawili kamienie z nazwiskami leśników z Nadleśnictwa Zdrojowa Góra, którzy odeszli do innego świata. Każdy ma swój:

 Wspólny kamień wszystkich leśników:

 został odsłonięty w dzień Świętego Huberta- 3 listopada 2006 roku, kiedy otwarto odrestaurowany cmentarz.

 To miejsce symboliczne dla ludzi lasu. Niezależnie, czy administracyjnie była to Polska czy Niemcy, wszyscy oni żyjąc i pracując, dbali o ten las oraz otaczającą dziś nas i ich prochy  przyrodę. To magiczne miejsce gdzie można poczuć jak nasze życie jest bardzo blisko związane z naturą. Na takim cmentarzu przemijanie wydaje się być naturalnym, oczywistym rytmem Natury. Wielu z nas przecież wierzy, że każde życie odradza się wciąż od nowa lub dusza istnieje nadal, ale zaklęta w innej formie. Ten leśny cmentarz sprawia, że możemy wierzyć, że każdy, kto został tam pochowany pośród drzew odradza się z każdym skrawkiem pojawiającej się młodej zieleni. Drga młodym liściem, milczy kamieniem, ogrzewa nas płomieniem znicza, trwa trwałością tego lasu… 

 Gdy Was kiedyś zaniesie w okolice Dobrzycy i Piły odwiedźcie koniecznie to miejsce. Jedyną świeżą mogiłą jest grób państwa Krauze:

Pan Zdzisław, gdy wraz z innymi leśnikami pracował przy porządkowaniu cmentarza mówił m.in. do Jarosława Ramuckiego, że chciałby kiedyś właśnie tu spocząć... Czasami marzenia spełniają się złowrogo szybko. Nikt nie myślał, że cmentarz będzie nie tylko symboliczny.

 Ostatni pochówek miał tu miejsce w 1945 roku, gdy grzebano niemieckiego leśniczego Hansa Kosanke i jego żonę. 29 marca tego roku spoczął tam polski leśniczy Zdzisław z małżonka Aleksandrą. Złożyłem tam wtedy kwiaty i znicze z grupą kolegów, ale potem wróciłem tam jeszcze sam i długo stałem pośród drzew i dusz leśników na tym magicznym cmentarzu. Nie mogłem dziś tego nie wspomnieć…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

15:14, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 29 października 2012

W minioną sobotę odwiedziłem moje rodzinne Brójce. Urodziłem się w międzyrzeckim szpitalu ale wychowałem w Brójcach Lubuskich, w domu na skraju miejscowości, przy ulicy Cmentarnej. Brójce, ongiś królewskie miasto, dziś cicha wieś w powiecie międzyrzeckim przechodziły różne dzieje. Żyli tu Polacy, Niemcy, Żydzi. Byli chrześcijanie, ewangelicy, protestanci, ludzie wyznania mojżeszowego. Dlatego niewielkie Brójce ma do dziś dwa kościoły: jeden katolicki, drugi dawniej ewangelicki, a dziś służący katolikom jako parafialny, pod wezwaniem Św. Michała. Ulica Cmentarna wzięła swoją nazwę od dawnego cmentarza ewangelickiego.

 Wychowywałem się w zasadzie tam, pośród dawnych grobowców, nagrobków, metalowych, pięknie kutych płotków i murów z czerwonej cegły. Ale nie to mnie interesowało, lecz przyroda tego cmentarza. Wokół Brójec są monokultury sosnowe i to było i jest jedyne miejsce o charakterze parkowym. Rosną tam ciekawe drzewa, krzewy i kwiaty. To tam uczyłem się rozpoznawać ptasie głosy. Zachwycałem się trelami słowików, śledziłem pokrzewki, dzierzby, słuchałem głosu tajemniczego lelka kozodoja i szukałem gniazd w gęstwinie krzewów. Spotykałem tam wiewiórki, kuny, gronostaje, które kryły się w kamieniach. Przemykały tam dzikie króliki. Czasem zabłąkała się sarna lub nawet dzik.

 Przez lata na cmentarzu nic się nie działo. W latach 60- 70 kamieniarze zaczęli szabrować poniemieckie marmury, a działacze partyjni próbowali zrobić tam park wiejski. Dorośli w czynie partyjnym „porządkowali teren”, a dzieci szkolne podczas lekcji wywoziły na złom metalowe ogrodzenia cmentarnych kwater… Pieniądze ze sprzedaży trafiały na konto SKO, czyli szkolnej kasy oszczędności. Nagrobków nikt świadomie nie niszczył. Rozebrano jednak cmentarną kaplicę i część murów, bo pewnie komuś przydała się cegła…

Idea parku dość szybko padła i cmentarz trwał. Zarastał bzem lilakiem, zaginęły w nim cmentarne alejki, zapadły się w ziemię nagrobki. Rzadko ktoś tam zachodził, bo trudno było przedrzeć się przez gęste chaszcze. Aż do roku 2010, kiedy to powstała idea uporządkowania cmentarza. Rada Sołecka i miejscowa Ochotnicza Straż Pożarna uzyskała środki z Fundacji Wspomagania Wsi.

Cmentarz dzięki pracy i zaangażowaniu mieszkańców został uporządkowany. Powstała tam ścieżka przyrodnicza chroniąca i przedstawiająca faunę i florę starego cmentarza. Przy pomocy i doradztwie leśników z Nadleśnictwa Trzciel posadzono tam nowe drzewka, krzewy, pojawiły się budki i karmniki dla ptaków oraz tablice edukacyjne. Leśnicy zaangażowani w projekt zjawili się w mundurach na jego podsumowaniu w sobotnie popołudnie :

 

 Stary cmentarz spełnia nadal funkcję sakralną, bo pojawiają się tu ludzie, którzy zapalają świeczkę na grobie bliskich i modlą się, niezależnie od wyznawanej wiary. Postawiono tu duży, metalowy krzyż i kamień pamiątkowy:

Jest to miejsce dziedzictwa kulturowego, symbol tolerancji i ducha ekumenizmu. Spotykają się tu osoby duchowne i ludzie różnej narodowosci i wyznania. Przy porządkowaniu cmentarza pracowało wiele różnych osób z Brójec. Mieszkańcy, strażacy, młodzież szkolna, ludzie skupieni wokół parafii katolickiej… Co nimi kierowało, że chciało się im pracować przy „poniemieckim cmentarzu”? Przeciez nie porzadkowali grobów bliskich sobie osób.  Spotkali się tam, na dawnym cmentarzu, wszyscy w sobotę, na małej uroczystości i konferencji wieńczącej projekt. To pewnego rodzaju symbol, że było to kilka dni przed Świętem Zmarłych. Przed cmentarna bramą pojawili się mieszkańcy Brójec i całego powiatu, młodzież szkolna:

Z zainteresowaniem zwiedzali i oglądali dawny cmentarz. Wiele sie tu zmieniło... Pani Sołtys Emilia, bardzo zaangażowana w to przedsięwzięcie rozdawała obecnym publikację wydaną przez Radę Sołecką Brójec, sfinansowaną ze środków unijnych „Cmentarz ewangelicki w Brójcach. Przeszłość i pamięć”:

 Pomagała jej koordynatorka projektu, pani Halina. Uczestnicy konferencji, która po zwiedzaniu cmentarza odbyła się w motelu „Maria” wertowali publikację z zainteresowaniem:

Ludzie nauki- Dr Marceli Tureczek z Uniwersytetu Zielonogórskiego i Agnieszka Indycka z Muzeum w Międzyrzeczu opowiadali o historii i znaczeniu cmentarza. Z kolei ja opowiadałem zebranym o wczorajszym, dzisiejszym i przyszłym znaczeniu tego miejsca dla okolicznej natury, oceniając to z punktu widzenia  leśnika i przyrodnika oraz dawnego mieszkańca wsi.

Ten projekt to świetny przykład zmiany myślenia ludzi. To nie pełne patosu słowa o wspólnej Europie, duchu współpracy i tolerancji, a konkretny, realny dowód szacunku dla ludzi. Tych co byli i co są. Każdy cmentarz to styk, granica dwóch światów. Żywych i umarłych. Cmentarze łączą ludzi. Ten łączy także wiarę, kulturę, ludzką aktywność i rozumienie Natury. Bo przy okazji zadbano tutaj o przyrodę, z którą tak blisko związani są ludzie.Takie cmentarze jak ten dawny, brójecki, dawniej poniemiecki, a dziś wspólny, łączą ludzi w szczególny sposób. Pomyślcie o tym, zanim pójdziecie jak co roku, w Dzień Wszystkich świętych na swój cmentarz, pochylić się nad mogiłami bliskich, których nie ma wśród nas.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

22:12, lesniczy.lp
Link Komentarze (1) »
czwartek, 25 października 2012

Wycinanie drzew w lesie budzi wiele emocji i jest sprawą kontrowersyjną. Każdy z nas ma własny pogląd. Uważam podobnie jak wielu leśników, że rzecz o wycinaniu drzew, jako sentencję trwałości lasu, zgrabnie ujął już dawno temu Ignacy Krasicki, który był biskupem warmińskim znającym się doskonale na sprawach lasu oraz drewna. Powiedział tak:

 

Jest to stary błąd, na tym utrzymanie lasu zasadzać, żeby żadnego drzewa nie tykać. Każda rzecz w przyrodzeniu ma swój kres, do którego przyszedłszy, trwa czas niejaki w doskonałym stanie, ten przebywszy, psuć się musi. Drzewo przestarzałe staje się niezdatnym i próżno miejsce zalega: trzeba go więc w czasie doskonałej jego pory wycinać, ale w tym wycinaniu tak poczynać roztropnie, żeby aktualna korzyść dalszej nie przeszkadzała.”

 

 

Leśnicy kierują się tą sentencją i wiedzą wynikającą z doświadczeń pokoleń ludzi lasu. Gospodarzą w lesie i korzystają w naszym imieniu z jego darów podobnie jak rolnik na polu, czy każdy z nas … w przydomowym ogródku. Różnica polega tylko na wielkości uprawianych roślin i okresie produkcji, który w ogródku trwa kilka miesięcy, a w lesie kilkadziesiąt, a nawet kilkaset lat. Każdy gatunek drzewa ma różny, określony przez leśników wiek rębności. Jest to taki wiek, kiedy drzewo osiągnęło apogeum swojej dojrzałości, zakończyło swój przyrost, ale nie rozpoczęły się jeszcze istotne procesy destrukcyjne. Sosna może dożyć nawet do 350 lat, ale jej wiek rębności to zwykle 85-95 lat. Podobnie jest z bukiem, którego wiek rębności to najczęściej około 120 lat. Wiąże się to z jakością drewna starych drzew, ale także z ich siłami witalnymi koniecznymi do wydania potomstwa. Bo stare drzewo jak stary człowiek- choruje, niedomaga i nie może żyć tak długo jak chce. Wewnątrz pięknego na pozór pnia rozwijają się choroby, pojawiają szkodniki owadzie i postępuje destrukcja cennego drewna:

 

  Dlaczego nie korzystać z owoców pracy pokoleń ludzi, którzy dbali o las, skoro drewno jest tak wszystkim potrzebne? Byłoby nieracjonalne dopuścić do zmarnowania ogromnych mas drewna. Dlatego wszelkie sprawy związane z pozyskaniem drewna są szczegółowo uregulowane zasadami gospodarki leśnej. Rozpoczynając pozyskanie drewna na zrębie należy je tak wykonać, aby w przeciągu 5 lat powstała tam nowa uprawa. Bo wyobraźcie sobie, że leśniczy planując działki zrębowe i zakładając kolejne zręby kieruje się nie tylko koniecznością pozyskania określonej masy drewna, ale i hodowlą lasu oraz wyprowadzeniem kolejnego pokolenia lasu. To jest właśnie trwałość lasu, której ważną częścią jest wycinanie drzew. Każde starzejące się  drzewo, które osiągnęło wiek rębności, wykształca też coraz słabsze szyszki, orzeszki czy żołędzie, nie rokujące nadziei na powstanie zdrowych siewek odnawiających las.  Wytyczając działkę zrębu, gdzie jego maksymalna powierzchnia jest ograniczona zwykle do 4 ha, leśniczy planuje ją tak, aby jak najmądrzej wykorzystać istniejące już naloty i podrosty. Coraz częściej wykorzystuje się odnowienia naturalne, które pod każdym względem są lepsze niż sztuczne nasadzenia. Oczywiście, że wiele upraw powstaje także z nasadzeń. Jednak te, które powstały z samosiewu wymagają szczególnie szybkiej ingerencji w ilość siewek na hektarze. To tak samo jak w ogródku. Posiane w rządek nasionka zaraz po wzejściu musimy przerwać, aby wzmocnić i umożliwić wzrost tym, które mają dotrwać do zbioru. W lesie naturalne jest to, że rośnie on w zagęszczeniu i w zwarciu. Jest to konieczne dla utrzymania właściwych warunków życia wszystkich roślin, a szczególnie drzew, które produkują drewno. Aby wychodować taką dąbrowę trzeba mądrze planować cięcia:

 

 Drzewa rosnące w zwarciu tworzą swoisty mikroklimat, odpowiednią wilgotność i utrzymują właściwe warunki świetlne. Każdy leśnik o tym wie i wycina tylko tyle drzewek ile potrzeba. Pamięta o tym planując wszelkie cięcia, począwszy od przerzedzania siewów w 2- 3 roku życia  drzewek, po późne trzebieże i cięcia sanitarno-selekcyjne tuż przed zrębem. Wykonawcami tych prac są pracownicy zakładów usług leśnych, działający na podstawie umowy podpisanej z nadleśnictwem i szczegółowych zleceń wystawianych sukcesywnie przez leśniczego. Leśniczy też bezpośrednio nadzoruje te prace.  Zakładając uprawę sosnową sadzi się lub pozostawia nasianych naturalnie siewek około 10 tysięcy na hektar. Do zrębu pozostaje 300-500 drzew troskliwie pielęgnowanych przez długie lata. Pielęgnowanie polega na ciągłym wycinaniu. Usuwa się słabe i chore drzewka, zbędne domieszki niechciane gatunki i redukuje ilości drzewek. Przez ponad 80 lat w lesie jak w ogródku, trzeba pielęgnować, przerzedzać i wycinać zbędne drzewka, pozyskując przy tej okazji drewno. Z cięciami wchodzi się w każdy drzewostan co kilka-kilkanaście lat i są one różnie nazywane.  Najpierw wykonuje się w kilkuletnich młodnikach czyszczenia wczesne, potem - gdy młodnik osiąga zwarcie ( drzewka dotykają się koronami w rzędach i na międzyrzędach) - czyszczenia późne. W czyszczeniach, określanych jako CW(wczesne) i CP (późne) praktycznie nie pozyskuje się drewna, które rozkładając się, wzbogaca glebę leśną. Gdy drzewostan osiąga wiek  około 20 lat rozpoczynamy trzebieże wczesne (TW), które po kolejnych 20 latach przechodzą w trzebieże późne (TP). Są to tzw. „cięcia przedrębne”, prowadzone aż do osiągnięcia wieku rębnego. Jest pierwszy etap procesu zamiany drzew w drewno, bo potem przychodzi czas cieć rębnych, które są szczególnie niemile widziane przez miłośników lasu:

 Wierzcie mi jednak, ze to konieczność. Tak jak my, choć kochamy życie,  musimy pamiętać, że przychodzi jego kres, tak i drzewa nie mogą żyć wiecznie. Wierzcie mi też, że to szczególnie leśnikowi, który dbał o drzewa i pielęgnował je latami, robi się smutno, gdy widzi rzędy powalonych pni. Ale za chwilę pojawiają się tam rzędy zielonych sadzonek, życie toczy się dalej i na nowo trzeba ciąć…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

22:09, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »
wtorek, 23 października 2012

W piątek na stromej skarpie leśnej drogi spostrzegłem charakterystyczną rudość. Zatrzymałem samochód i wróciłem kilka metrów. Tak, dobrze oceniłem. Był to piękny, młody, ale sporych rozmiarów rydz. A już myślałem, że nie podjem sobie grzybów w tym roku. Obok znalazłem jeszcze cztery inne. Od razu zapachniało mi klarowane masełko i smażone rydze… Pyszności! Wracając z pracy do domu zajechałem na skraj niewielkiego młodnika schodzącego łagodnym zboczem w stronę łąki. To mój rydzowy matecznik. Spostrzegłem najpierw grupkę młodych kań, ale zostawiłem je innym:

Szedłem wolniutko brzegiem łąki, zataczając kółka, aby zajrzeć pod kępy trawy z różnych stron i oto efekt:

Oczywiście spotkały się niebawem z klarowanym masłem na mojej patelni. Coz może być pyszniejszego? To poezja smaku! Wam także życzę miłych spotkań z rudymi grzybami na skraju lasu, a potem przy stole. Bo rydze w moich stronach rosną na poboczach dróg, brzegach łąk i pól, a nie głęboko w lesie. Mleczaj rydz to charakterystyczny grzyb, trudno go pomylić z innym, choć bardzo podobny jest do niego mleczaj wełnianka i mleczaj dołkowany. Naszego pysznego rydza  najłatwiej poznać po i odróżnić od niejadalnego „wełniaka” oraz trującego mleczaja dołkowanego po pomarańczowym, charakterystycznym mleczku. Wycieka ono z przeciętego nożem, pustego w środku trzona mleczaja rydza, zwanego też ryżykiem, rycerzykiem czy prawdziwym rydzem. Uszkodzony kapelusz prawdziwego rydza natychmiast przebarwia się na szmaragdowozielony kolor. Przecięty mleczaj wełnianka ma białe, bardzo piekące mleczko, a kapelusz pokryty jest białą wełenką. Innych grzybów jest już bardzo niewiele, czasem zdarzy się jakiś podgrzybek lub nieco kurek. Sprawdza się zatem ludowe powiedzenie, że jak pokazały się zielonki i opieńki to innych grzybów już nie szukaj. Zielonki w tym roku są mocno dziurawe i niewiele z nich trafi do kuchni, ale pojawiły się już opieńki miodowe:

To pyszne grzybki, smaczne za młodu, choć niektórzy ludzie źle znoszą jej spożycie. Najlepiej dobrze ją odgotować, odcedzić i zlać wodę. Nie spożywać na surowo lub niedogotowane, bo to przyczyna kłopotów gastrycznych. Młode owocniki są miękkie i mięsiste, łagodne w smaku, jednak zostawiają cierpki posmak. Starsze owocniki są twarde i łykowate, trzony są praktycznie niejadalne. Opieńka miodowa to świetny grzyb do szybkiego zbioru. Rośnie czasem na powalonych pniach i pniakach po ściętych drzewach, wtedy bardzo szybko możemy naciąć kosz młodych owocników z charakterystyczna białą błoną pod kapeluszem:

Żółtawy kapelusz ma delikatne, brązowe cętki:

Opieńka ma właściwości lecznicze: bakteriobójcze, grzybobójcze, zwalcza m.in. pneumokoki. W medycynie chińskiej używano opieniek jako leku na choroby płuc, żołądka i wątroby. Zwalcza także kurzą ślepotę, zgagę wspomaga leczenie epilepsji. Zbierając owocniki opieńki chronicie też las, szczególnie młodniki. Oto efekt rozprzestrzeniania się grzybni opieńki:

Ten niepozorny owocnik pochodzi z grzybni, która może być największym organizmem żyjącym na ziemi. Według amerykańskich badaczy w Oregonie pojedynczy osobnik opieńki zajmuje powierzchnię około 9 km2 i ma masę ponad 600 ton. Początkiem tego kolosa był zarodnik pochodzący z niewinnego owocnika opieńki. Warto je zatem zbierać, aby chronić las. Czasami można spotkać w młodniku całe place charakterystycznych rudych drzewek. To właśnie efekt rozwoju grzybni opieńki, która powoduje zgniliznę korzeni sosen. Sznury grzybni nazywane ryzomorfami oplatają korzenie zabijanych drzew, a na końcach wytwarzają owocniki, które marynowane, solone czy wrzucone do zupy są smaczne i co najważniejsze, nie wydadzą nowych zarodników. Warto zatem sprawdzić organoleptycznie smak „opieńkowej zarazy” i tym razem nie dopuścić do pobicia rekordu giganta z Oregonu. Niech go zjadają inne narody…

Leśniczy Jarek-lesniczy@erys.pl

 

 

21:39, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »
czwartek, 18 października 2012

Spotkałem wczoraj w lesie sympatyczne małżeństwo z okolic Wałbrzycha. Spacerowali po sosnowym borze wprawdzie z koszyczkami i teoretycznie  poszukując  grzybów, ale jak mówili, był to tylko pretekst, aby wybrać się do lasu. Pogoda jest fantastyczna i rzeczywiście nie wypada siedzieć w domu. Jest słonecznie i bardzo kolorowo w lesie:

Sprawdzałem właśnie wykonanie zabiegu melioracji agrotechnicznych, czyli oczyszczania zrębu z krzewów. Bujnie rośnie tam czeremcha i robinia akacjowa, a zatem wycięcie krzewów było konieczne przed wejściem tam rozdrabniacza i pługa:

To ostatni zrąb, który został do zaorania i przygotowania do wiosennego odnowienia. Zatrzymałem się chwilkę i zapytałem spacerowiczów o efekty grzybobrania. Okazało się, że od lat przyjeżdżają w te okolice na letni wypoczynek, a jesienią na grzyby. Okolice Pszczewa, Stołunia i Trzciela zauroczyły ich ciszą i bezmiarem przyjaznych turystom lasów. Oceniali lubuskie lasy jako piękne i świetnie zagospodarowane.  Zapytali mnie jednak z wyraźnym przestrachem: „Panie leśniczy, dlaczego tutaj tniecie tak dużo drzew w lesie ? U nas nie widać tylu zrębów i trzebieży… Może nam pan to wyjaśnić?” Przystanąłem z nimi chwilkę i wytłumaczyłem dlaczego wycinamy drzewa. Chyba zrozumiale, bo widać było po moich rozmówcach, że dotarły do nich moje argumenty.Rzeczywiście drzewa trzeba wciąż ciąć, aby las trwał i trwał… Nie można inaczej. Posłuchajcie:

 Kiedy podczas kolejnej wyprawy do lasu zamiast starych, dobrze nam znanych sosen lub buków zobaczymy tylko pniaki, połamane gałęzie i ślady wielkich opon,  odczuwamy smutek i żal:

Często taki widok budzi złe emocje i bunt, wywołuje poczucie krzywdy i pretensje do leśników. Jak można niszczyć taki piękny las? Dlaczego nikt go nie ochronił przed siekierą, piłą i wielkimi maszynami?

 Każdy z nas jest w jakiś sposób wrażliwy na  piękno i tak właśnie reaguje, ale wycinanie drzew jest koniecznością oraz normalnym zabiegiem w lasach gospodarczych. Człowiek już wiele lat temu podporządkował sobie świat przyrody i korzysta z niego pod kątem swoich potrzeb. Lasy gospodarcze są tak zarządzane, aby oprócz spełniania wielu innych funkcji, dostarczały ludziom bardzo potrzebnego drewna. To kompromis pomiędzy odwiecznymi prawami Natury, a naszymi, ludzkimi potrzebami.

 Szczególnie widać to w mojej okolicy, bo przecież lubuskie to najbardziej zalesione województwo w kraju, a Regionalna Dyrekcja LP w Szczecinie skupia około 10 procent krajowych zasobów drzewnych:

 Pomimo tego, że korzystamy z naszych lasów zamieniając drzewa w drewno i sporo w nich wycinamy, nie ma powodów do obaw. Lasów w Polsce wciąż przybywa, a pozyskanie drewna to zabieg konieczny i niezbędny dla hodowli lasu oraz jego nieustannego trwania. Zapas drewna w kraju w 1967 roku szacowano na ok. 1 mld m3. W 2010 roku zapas wyliczono na ok. 2,3 mld m3. Ten ogromny wzrost nastąpił  pomimo rozwoju wielu form ochrony przyrody, w tym utworzenia sieci Natura 2000, spełniania przez las wielu funkcji pozaprodukcyjnych oraz czasem intensywnego użytkowania lasów. To najlepsze świadectwo dobrej pracy leśników. Drewno jest potrzebne nam wszystkim i ma ponad 30 tysięcy zastosowań. Przyrodnicy i ekolodzy wciąż zarzucają leśnikom, że dewastują lasy, nadmiernie je wycinając. Czasem tworzą medialny obraz leśnika jako rzemieślnika z siekierą oraz piłą. Z kolei przedstawiciele przemysłu drzewnego postrzegają leśników jako nieugiętych strażników przyrody i domagają się wzrostu cięć oraz zwiększonego pozyskania drewna. Bywa, że podejrzewa się leśników o to, że mocno tną lasy z chęci zysku i zapewniają sobie w ten sposób wpływy do budżetu. Nic bardziej mylnego. Nasze Lasy Państwowe traktowane jako firma, są jednostką samofinansująca się i pokrywającą koszty działalności z własnych przychodów. Zadania leśników są bardzo szerokie, a działania przez nich prowadzone mają ogromne znaczenie dla turystyki, wypoczynku, edukacji i ochrony przyrody. Są to nieprodukcyjne funkcje lasów, z których korzysta całe społeczeństwo. Gdyby nie pieniądze uzyskane ze sprzedaży pozyskanego drewna, nie byłoby leśnych parkingów i obiektów turystycznych, należytej ochrony przed pożarami, szerokiej działalności edukacyjnej i wydawniczej, czynnej ochrony przyrody realizowanej najczęściej właśnie przez leśników, a nie organizacje ekologiczne.

Leśnicy mówią nieraz przekornie, że las hoduje się siekierą i piłą. Bo tak faktycznie jest i tak jak przerywa się marchewkę posianą na grządce w ogródku, tak samo pielęgnuje się las, wycinając nieustannie drzewa. Przez minimum 80 lat w lesie jak w ogródku, trzeba pielęgnować, przerzedzać i wycinać zbędne drzewa, pozyskując przy tej okazji drewno. Nawroty cięć w każdym lesie są co kilka lat, zwykle nie rzadziej niż raz na dziesięciolecie.  Rozmiar pozyskiwanego rocznie drewna, weryfikowany co 10 lat i nazywany etatem cięć jest ściśle określony przepisami i nie ma tu żadnej dowolności. W polskich lasach wycina się co roku około 55 procent przyrostu rocznego, dlatego zasoby drzewne kraju wciąż rosną. Ma to niebagatelne znaczenie dla przyrody, klimatu, gospodarki wodą, a szczególnie dla trwałości lasu. W innych krajach Europy wycina się 70-80 procent tego, co rocznie przyrasta. Użytkowanie lasu polegające na pozyskiwaniu drewna to naprawdę nie jest nic złego. Las właśnie tak służy ludziom. Oprócz tego, ze dostarcza cennych pożytków, staje się bardziej dostępny, oczywiście wyłączając moment prowadzenia niebezpiecznych prac leśnych:

 

 W Polsce są tysiące hektarów lasów, gdzie nie wycina się drzew. Parki narodowe, rezerwaty, ostoje ksylobiontów, biogrupy pozostawiane na zrębach itd. Zauważyliście, że takie lasy są zwykle bardzo nieprzyjazne i wręcz nieprzydatne człowiekowi? Gęsty podszyt i podrost, powalone pnie, duża ilość gałęzi nie sprzyja turystycznemu czy rekreacyjnemu korzystaniu z tego lasu. Zwykle nie można tam zbierać jagód czy grzybów, a najczęściej w ogóle nie ma tam wstępu dla człowieka. A las ma służyć ludziom. Stąd ze zdumieniem możemy zauważyć, że lasy kształtowane przez leśników poprzez wycinanie drzew są dla nas bardziej atrakcyjne. Dlatego to właśnie w okolice Pszczewa przyjeżdżają turyści z Wałbrzycha i nie tylko… Pomimo tego, że przez ostatnie dwa dni wyjechało z mojego leśnictwa kilkaset m3 drewna:

Obiecuję, że ciąg dalszy rzeczy o wycinaniu drzew nastąpi, bo ta sprawa pewnie intryguje wielu z Was.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

22:24, lesniczy.lp
Link Komentarze (9) »