O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
czwartek, 14 marca 2013

 

Kto to widział, aby 14 marca było za oknem minus 14, a miejscami nawet minus 20? Zamiast wdzięczących się perkozów na jeziorze za oknem oglądam skutą lodem taflę! Tak, jezioro kolejny raz zamarzło. Na prawa Natury nie ma mocnych i musimy jej wyroki z pokorą przyjmować. Dowiesiłem ptakom paski słoniny i wysypałem ostatnie jabłka z piwnicy. Momentalnie obsiadły je kosy i kwiczoły, pojawił się także drozd śpiewak. Regularnie przylatuje kilka dzięciołów dużych i już codziennie towarzyszy im para dzięciołków. Wcześniej widywałem dzięciołki sporadycznie latem, ale teraz są stałymi bywalcami. Zapewne spodobał się im sad przy leśniczówce. Żurawie, jakby smętnie dłubią w śniegu na polu rzepakowym:

Gęgawy, kormorany i gągoły kręciły się po jeziorze ale dziś muszą szukać gdzie indziej azylu. Krajobraz polny okolic Stołunia wygląda obecnie tak:

  Wczoraj „ustawiałem” prace w lesie, bo wyjeżdżam na kilka dni, a terminy wciąż gonią. Przecież ciągle nie będzie zima!

 Harwester kończy prace na ponad 5 ha powierzchni trzebieżowej:

Przygotowane przez niego wiązki wałków zbiera forwarder:

Przyjechał samochód po „końcówkę” papierówki s2b o długości 2,40:

Nadal trwają prace przy budowie ogrodzeń upraw. Gdy oglądałem i obmyślałem strategię kolejnej trzebieży zobaczyłem czarną plamę:

W luce pomiędzy sosnami stały dziki, a największa locha wpatrywała się we mnie badawczo:

„Śmignęły” za chwilę w dół i skryły się w gęstym młodniku. Naturalnie znowu jeden leżał w mrowisku!

Gdy sprawdzałem wykonanie trzebieży zobaczyłem brzozę, ściętą przez harwester:

Piękne sople wiosny! Poznajecie? To oskoła- sok brzozowy, zamarznięty w efektowne sople. Takich lodów jeszcze nie jadłem, choć bardzo lubię oskołę w postaci napoju. To bardzo zdrowe, warto spróbować. Sok z brzozy jest do zdobycia  tylko wczesną wiosną, gdy rusza wegetacja roślin. Zbiera się go do naczynia po wywierceniu otworu w pniu drzewa założeniu odpowiedniej rurki lub rynienki. Można też skośnie uciąć gałązkę i włożyć ją do butelki. Z dużego 20-letniego drzewa można otrzymać bez szkody dla rośliny 150-200 l soku. Po zebraniu soku otwór w drzewie należy silnie zakorkować. Oczywiście nie można działać samowolnie bez zgody właściciela drzewa lub zarządcy lasu. Leśnik pewnie chętnie wskaże brzozy, które niebawem tak trzeba wyciąć, wykonując czyszczenia lub trzebieże.  Sok brzozowy można przechowywać w lodówce kilka dni. Jest źródłem niezbędnych dla naszego organizmu witamin i mikroelementów w postaci cukrów naturalnych (glukoza i fruktoza), soli mineralnych, związków potasu, magnezu, fosforu, wapnia, żelaza miedzi oraz witamin z grupy B. Samo zdrowie!

Medyczne zalety brzozy znane były od tysiącleci. Już na początku naszej ery stosowali ją chętnie Rzymianie. Wymieniana jest także w średniowiecznych zielnikach. Pożyteczne działanie mają świeże brzozowe liście oraz pączki.

Oskoła - sok brzozowy, była tradycyjnym napitkiem spożywanym o tej porze roku przez wszystkich Słowian. Przed II wojną światową nie było porządnej restauracji w Polsce, w której nie podawano by oskoły. Sok z brzozy był ceniony za swoje walory smakowe i gościł na większości polskich stołów. Wspomina o niej Zagłoba w „Potopie”, mówiąc, że „Radziwiłł sok brzozowy popija”.

No ale lodowe sople oskoły, kojarzącej się z wiosną, to chyba coś nowego nawet dla Zagłoby!

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

09:34, lesniczy.lp
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 11 marca 2013

Całkiem niedawno zamieściłem leśny raport o wiośnie, kwiatkach, ptakach i pędzie
przyrody do rozkwitu zieleni, a dziś rankiem złapało mnie wielkie „zdziwko”!
Przez noc napadało tyle śniegu, że całą zimę tyle nie było. Drogi leśne solidnie zasypane, a publiczne wyślizgane kołami aut ludzi śpieszących rankiem do pracy. Jadąc do lasu zobaczyłem na środku pola rudel 14 saren, a obok parę żurawi jakby zdziwionych otaczającą je bielą:

Gdy  tylko wjechałem do lasu spotkałem daniele:

9 łań z cielakami spacerowało po pasie gazociągu Płw. Jamał- Europa Zachodnia. Na
czas budowy w latach 1995-96 wycinałem pas roboczy o szerokości 32 metry. Teraz rośnie już tam spory młodnik, tylko 8 m pas nad zakopaną tam rurą o średnicy blisko 1,5 m pozostał niezalesiony. Kawałek dalej, niedaleko paśnika zobaczyłem 3 daniele-byki:

Oglądałem je chwilę, dwa z nich miały łopaty, a jeden to niewysoki szpicak. Oba byki to według wyglądu poroża klasyczne selekty. Nie pozwoliły się zbyt długo oglądać i dały dyla:

Poszedłem kawałek po ich tropach, bo byłem ciekaw  gdzie „stacjonowały”. Na pagórku był wytopiony śnieg w miejscu gdzie odpoczywały, a tropy doprowadziły mnie do drzewek wyłożonych dla jeleni. Widać, że daniele też z nich chętnie korzystają:

Jedna z ekip pracowników Zula działała, nie zważając na śnieg przy grodzeniu wyciętych jesienią gniazd:

Gdy zniknie śnieg zazielenia się młodymi dębami, ale skoro jest tyle danieli to siatka jest konieczna. Panowie targali jej zwoje poprzez świeży śnieg:

Trzy oddziały dalej inna grupa pracowników Zula pracowała w trzebieży wczesnej.
Wycinali szlaki operacyjne w kierunku których będą układane wiązki surowca na zrębki:

Szlakami będzie niebawem jeździł ciągnik zrywkowy. Jednak jutro wysyłam ekipę w inną, starszą trzebież, bo  tutaj śnieg sypie się im za kołnierz. Warunki pogodowe są nadal trudne, a w starszym drzewostanie łatwiej pracować. Trzeba wypatrywać wiosny, tak jak to robią żurawie, daniele i sarny. Wszystkim znudziła się już zima.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

21:53, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »
piątek, 08 marca 2013

Ciągle jeszcze bez
zmarszczek

Pachnące perfumami

Kompetentne i oddane
swej pracy

Która potem pożera ich
duszę

Codziennie ubywa Wam
coś z was samych

Włos bądź kropelka
urody

Już prawie nikt nie
daje Wam kwiatów

A miało być tak
pięknie

To tylko ten rycerz,
ten królewicz z bajki

Zwyczajnie nie
dojechał na czas

Tak o kobietach w wierszu „Kobiety XXI wieku” pisze leśniczy Zbigniew Smoczek.  Coraz mniej ludzi pisze wiersze, coraz mniej ludzi je czyta, choć może to tylko pozory i dajemy sobie to wmówić przedstawicielom marnych komunikatorów, że żyjemy w czasach społeczeństwa obrazków, esemesów i fejsbuka? Dlatego, może na przekór temu osądowi, wszystkim Panienkom, Paniom, Dziewczynom, Kobietom- wszystkim pochodzącym z planety Wenus, z okazji Święta Kobiet zadedykowałem wiersz leśniczego Zbyszka. To niesłychanie ciekawa postać, dlatego opowiadam o nim właśnie przy okazji Święta Pań.

 Zadzwonił do mnie niedawno pozytywnie zaskoczony moja pewną wypowiedzią na temat: czym jest dla mnie las… Odtąd rozmawiamy sobie czasem telefonicznie, bo choć pracujemy w tej samej dyrekcji, to nie mamy przecież czasu na spotkania. Kiedyś było inaczej i jak pisze leśniczy- poeta w tomiku „Okruszyny” z 2012 roku: ”Leśnicy spotykali się po pracy, biesiadowali razem i razem pili wódkę. Byli biedni, ledwo wiązali koniec z końcem, ale wydawali się dziwnie
szczęśliwi”
… To prawda, święta prawda leśny poeto! Tomik „Okruszyny” to notatnik leśniczego pisany prozą poetycką, ilustrowany świetnymi fotografiami Zbyszka Pajewskiego, także leśniczego z Puszczy Bukowej.

 Zbigniew Smoczek całe swoje życie związał z lasem. Urodził się nad Zalewem Szczecińskim, jego mama była nauczycielką, a ojciec najpierw leśniczym, a potem nadleśniczym w Kliniskach. Młodość Zbyszka Smoczka upłynęła na łowieniu ryb, jeździe na motocyklu i polowaniu do utraty
tchu, jak sam pisze. Ukończył studia na Wydziale Leśnym ówczesnej AR w Poznaniu i osiadł w Kliniskach, gdzie jest leśniczym do spraw łowieckich w Leśnym Kompleksie Promocyjnym ”Puszcze Szczecińskie”. Pan Zbyszek szczególnie chętnie recytuje swoje wiersze koleżankom i kolegom leśnikom z Regionalnej Dyrekcji LP w Szczecinie:

Nie odmawia jednak spotkań z miłośnikami poezji w innych stronach Polski. Wydał już 8 tomików wierszy:

Oto ostatni tomik, jak niektóre wcześniej, pięknie ilustrowany wymownymi obrazami artysty malarza Wacława Jagielskiego:

Leśniczowie to jak mówią niektórzy, dziwni ludzie. Samotnicy, twardziele ale też romantycy. Radzą sobie w różnych sytuacjach życiowych, mają twarde karki, często radykalne ale zdrowe
poglądy, mają też w sobie wiele subtelności. Posiadają zazwyczaj znakomity talent organizatorski, inżynierski „pomyślunek” ale także potrafią zachwycić się krajobrazem, kwiatkiem czy zasłuchać w leśną ciszę. Stąd wielu leśniczych fotografuje, maluje, rysuje, śpiewa, pisze wiersze no i prozę…

Kobiety zawsze miały i mają ważne oraz poczesne miejsce w życiu leśnika. Leśniczyna- czyli żona leśniczego jest zawsze ostoją, pomocą i doradcą w wielu sprawach. To uosobienie Dobra i mądrości… Leśniczanki- córki leśniczego z kolei szokują rówieśników swoją wiedzą praktyczną i przyrodniczą, umiejętnością radzenia sobie w życiu oraz szacunkiem do tradycji oraz ludzi wokół. Matka dla leśniczego jest Osobą Bardzo Szczególną- polecam tomik Z. Smoczka „Wiersze dla mojej Mamy”…

Leśniczego–poetę możecie poznać bliżej zaglądając na stronę http://www.smoczek.art.pl/index.php Znajdziecie tam także wszelkie namiary na leśniczówkę w Łęsku koło Goleniowa, bo zapewne zechcecie poznać owoce jego twórczości, pachnące bukami, rybią łuską i mgłą poranka.

Wszystkim Kobietom zaglądającym na strony Blogu Leśniczego w Dniu Ich Święta ( ale nie tylko dziś)  ścielę leśnym kwieciem życiowe ścieżki i życzę dębowego zdrowia!

 

Leśniczy
Jarek- lesniczy@erys.pl

08:16, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »
wtorek, 05 marca 2013

Ranki oszronione odchodzącą zimą i południe z lazurem nieba, wieczory rozgwizdane pieśniami kosów i szpaków oraz gwar mazurków w trakcie dnia. Na niebie widać "krzyże" kormoranów i klucze gęsi. Żurawie odzywają się rankiem i pojawiają się sporadycznie ale na razie tylko te, które lecą dalej. Te „nasze” nie pojawiły się jeszcze w swoich stałych ostojach. Sprawdziłem wczoraj śródleśne łączki i na żadnej jeszcze nie było pary szarych, dostojnych ptaków. Może to przepowiednia nawrotu zimy?

W lesie mocno podniósł się poziom wody gruntowej. W wielu miejscach gdzie przez lata było sucho, w tej chwili stoi woda, w większości jeszcze skuta lodem:

Wierzby pokryte są kotkami, kwitną w pełni leszczyny i na olchach widać karminowe kotki:

Przebiśniegi pysznią się bielą bielszą niż śnieg:

Mazurki ćwierkają zapamiętale przy upatrzonych dla siebie budkach lęgowych:

Na jeziorze przy leśniczówce harcują zalotnie gągoły i kręcą się dwie pary traczy nurogęsi. Latają już eskadry kormoranów, których charakterystyczna sylwetka w locie przypomina krzyż:

Na rozlewiskach Obry niedaleko Trzciela obserwowałem dziś gęsi, choć one także obserwowały mnie:

Dobrały się już parami:

 

Zalecają się, gęgają namiętnie i demonstrują swoją sprawność:

Jelenie zaczęły już zrzucać poroże, a zatem spoglądajcie uważnie pod nogi, bo ich zrzuty można znaleźć w zupełnie nieprzewidywalnych miejscach:

Rogacze z kolei chętnie wychylają się z lasu i raczą coraz śmielej grzejącym marcowym słońcem:

Ich poroże, czyli parostki pokryte jest mchem scypułu, ale w maju będzie już pięknie wytarte. Promienie słońca obudziły już mrówki:

One także chętnie  szukają promieni słońca:

Pewnie spoglądają zatroskane na mrowiska. Obejrzałem ich dziś sporo i większość jest mocno uszkodzona przez dziki:

Niektóre mają wykopane długie tunele, prowadzące w głąb królestwa pracowitych owadów. To z pewnością dzięcioł zielony plądrował mrowisko i wyjadał mrówki, które stanowią jego podstawowe pożywienie.

Jutro zaczynam prace przy budowie ogrodzeń upraw. Dziś był dzień sprzedaży detalicznej, a potem wyjazd do firmy i moc spraw biurowych. Przywiozłem dziś z magazynu nadleśnictwa gwoździe i skoble do przybijania siatki, która łącznie ze słupkami czeka od dawna na podwórzu leśniczówki. W tym roku mam do zbudowania ponad 2 km ogrodzeń w 4 oddziałach. To w porównaniu z innymi latami nie tak dużo i muszę gonić robotę, bo najlepiej uporać się z tym zanim zaczną się prace odnowieniowe. Wtedy, gdy w powietrzu unosi się zapach świeżo wzruszonej, leśnej gleby, słychać skowronki borowe i szczęk kosturów oraz szpadli dzwoniących o kamienie, już z całą pewnością będzie w lesie wiosna…

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

20:14, lesniczy.lp
Link Komentarze (6) »
niedziela, 03 marca 2013

Pierwszy marca dla każdego z nas powinien być dniem szczególnym. Zwykle ranek „pierwszo marcowy” zaczyna się już hejnałem żurawim. Tak było i w tym roku! Wyszedłem na taras leśniczówki około 6.30 i miła mojemu sercu fanfara obwieściła, że zima zmierza ku końcowi. Żurawie krzyczą już odtąd regularnie za jeziorem, gwiżdżą szpaki i zaczęły koncertować kosy. Budki lęgowe wokół leśniczówki są już co chwilę odwiedzane:

Jednak pierwszy dzień marca od trzech lat powinien być dla nas dniem szczególnym z powodu szczególnego święta - Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Przez wiele lat, bardzo wiele, wpajano nam wszystkim, że ci, którzy walczyli o inną Polskę niż Polska komunistyczna to najgorsi bandyci. Prześladowano, mordowano ich, a potem nawet wszelkimi sposobami zabijano pamięć o nich. Leśnicy mieli wiele wspólnego z Żołnierzami Wyklętymi. Przecież każdy ukrywający się potrzebował wsparcia, pomocy, łączności. Leśnicy świetnie nadawali się do takiej pomocy, wystarczy poczytać o losach „Inki”- Danuty Siedzikówny, córki leśniczego i pracownicy Nadleśnictwa Miłomłyn i wielu, wielu innych. Ostatni partyzant antykomunistycznego podziemia Józef Franczak- „Lalek” został zamordowany w październiku 1963 roku! Los Żołnierzy Wyklętych zawsze mnie przerażał. Co mogło być straszniejszego od śmierci z rąk współbraci? Śmierć spotykała już w czasie pokoju dzielnych ludzi, którzy walczyli o wolną Polskę z faszystami, cierpieli w obozach, skakali jako „cichociemni”, walczyli w powstaniu… Wiele też wycierpieli leśnicy w czasie wojny. Tylko w ciągu dwóch lat sowieckiej okupacji na polskich ziemiach wschodnich wywieziono stamtąd „na białe niedźwiedzie” ponad 50 tysięcy leśników wraz z rodzinami!

Na Ziemiach Zachodnich zaraz po drugiej wojnie leśnicy mieli do czynienia z resztkami Werhwolfu, potem pojawiali się w leśniczówkach członkowie różnych grup m.in. Związku Byłych Partyzantów „Warta”, gdzie dowodził Rudolf Majewski ps. „Leśniak” czy Polskiego Związku Wojskowego „Maria”. Czasami w leśniczówce można było spotkać takich partyzantów, a za chwilę zajeżdżał tak gazik z oficerami UB i milicji, którzy przyjeżdżali na polowanie. Opowiadali mi te historie rodzice, którzy mieszkali w latach 1947-1956 w leśniczówce Czarny Bocian, pomiędzy Międzyrzeczem a Bukowcem. Leśnicy też wiele wiedzą od ludzi, którzy wspominali różne historie wojenne i powojenne, opowiadali o zestrzelonych samolotach, potyczkach i bitwach. Wielu z nich ma zacięcie historyczne i dba o ciekawe miejsca w lesie:

 Warto troszczyć się o prawdę historyczną i zachować te wspomnienia, bo pamięć bywa zawodna, a czasem różni ludzie według swojego uznania i interesu piszą własną historię, która z braku materiałów źródłowych staje się powszechnie uznawaną historią. Nie można do tego dopuścić! Na terenie mojego leśnictwa wydarzyło się wiele w czasie wojny i zaraz po wojnie. Staram się zbierać różne opowieści i materiały historyczne. W styczniu 1945 roku w lasach pod Polickiem miała miejsce spora bitwa stoczona pomiędzy uciekającym z Pszczewa Niemcami, a Rosjanami, którzy przełamali Trzcielską Pozycję Przesłaniania. Oto oryginalne fotografie z tej bitwy pochodzące z rosyjskiego archiwum, które otrzymałem od Tomasza Czabańskiego z poznańskiego stowarzyszenia „Pomost”:

 

Kiedy pokazałem te fotografie mojemu koledze, regionaliście i właścicielowi Wydawnictwa Literat z Międzyrzecza Andrzejowi Chmielewskiemu, ten zapalił się do pomysłu zebrania wiedzy na temat tej bitwy. Zbierał z mozołem informacje, rozmawiał z ludźmi i szperał w archiwach. Chętnie podzieliłem się z nim swoją wiedzą i pomogłem na ile to było możliwe. Autora wspierali i pomagali w zbieraniu materiałów też członkowie Stowarzyszenia Pomost oraz amatorzy- poszukiwacze, którzy tropią historię z wykrywaczami metalu. Sporo pisałem o nich na tym blogu i wiem, że tu zaglądają! Chwała im za troskę o zachowanie prawdziwego oblicza historii. Naturalnie mówię tu o poszukiwaczach-pasjonatach historii ( czyli tych „porządnych”, stosujących się do Kodeksu Poszukiwacza), a nie o hienach szukających dla zysku złotych zębów i obrączek…

Kilka dni przed Świętem Żołnierzy Wyklętych ukazała się książeczka Andrzeja Chmielewskiego „1945 Policko-Krwawa pułapka” jako druga cześć serii Germania. Znajdziecie ją tu: http://www.wydawnictwo-literat.cba.pl/ksiegarnia.htm

 

To bardzo wartościowa pozycja i dobry przykład dbałości o prawdę historyczną. Część ludzi, których wspomnienia tam znajdziemy nie ma już pośród nas… Jeszcze kilkanaście lat temu, gdy wycinałem zrąb w starym borze w pobliżu miejsca bitwy w wielu sosnach tkwiły odłamki pocisków i bomb lotniczych. Dziś rośnie już tam młodnik, a z dawnej leśniczówki Waldecke niewiele już zostało… Opowiem Wam kiedyś historię o niemieckim leśniczym z tej leśniczówki. Zachęcam wszystkich, a szczególnie leśników do troski o prawdę historyczną. To nasz obowiązek, aby ocalić pamięć o ludziach i ich czynach. Proch niepamięci szybko pokrywa prawdę.  Szczególnie, gdy skrywa ją jeszcze mrok lasu.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

20:23, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
środa, 27 lutego 2013

Ostatnie dwa dni świadczą o tym, że zwiewna Pani Wiosna coraz bliżej. Kwitną leszczyny, dzięcioły bębnią na sękach donośne werble, ożywienia zapanowało pośród dzikich gęsi, których większość  widzianych w mojej okolicy „celuje” w ujście Warty i zmierza w okolice Słońska. Niektóre robią przedwiosenny zwiad na polach:

Przez wczorajszy dzień prawie zupełnie zniknął śnieg z trawnika przed leśniczówką i natychmiast w pełni zakwitły przebiśniegi:

Wystartowały także krokusy:

Pora pomyśleć o ptakach, które niedawno chętnie korzystały z  naszej pomocy w napełnianiu kolorowych brzuszków:

Ostatnie dni białej zimy ściągnęły w okolice leśniczówki dzięciołka:

Dzięciołek, czyli dzięcioł mały to najmniejszy przedstawiciel rodziny leśnych kowali wielkości wróbla. Jest bardzo charakterystyczny, bo nie ma czerwieni na podogoniu, a samica pozbawiona czerwonej czapeczki tym bardziej jest zdecydowanie czarnobiała:

To gatunek osiadły związany z drzewami liściastymi ale zachowuje się raczej dyskretnie i trudno go wypatrzyć. Nie łatwo go także sfotografować, toteż moje „dzięciołkowe”  fotki nie są najwyższych lotów…

Pośród ptaków zapanowało mocne ożywienie. Kowalik krzyczy donośnie i biega po pniach drzew liściastych wybierając miejsce dla towarzyszki życia godowego. Bo wiele ptaków, a także zwierząt rozpoczyna okres troski o potomstwo. Dlatego warto im pomóc. W przekształconym przez człowieka środowisku coraz mniej mamy dziuplastych, starych drzew, szczególnie w miastach i parkach. Wciąż widzimy wokół nas pniaki po starych drzewach, a lipy, cisy, wiązy, graby czy kasztanowce zastępują egzotyczne krzewy i iglaki. W lasach leśnicy bardzo dbają o miejsca lęgowe dla ptaków, stąd często zobaczycie tam różne budki, skrzynki i schrony zastępujące naturalne dziuple, których nie wystarcza na „potrzeby lokalowe” ptaków i nietoperzy:

 Sztuczne dziuple to pomysł niemieckiego ornitologa H. F. Berlepscha z końca XIX wieku. Wzorował się on na dziupli dzięcioła i prowadził eksperymenty nad zasiedlaniem budek lęgowych  w swoim parku. W 1906 osiągnął wynik 800 par na 10 ha. Ideę sztucznych skrzynek lęgowych rozpropagował w Polsce w XX wieku prof. Jan Sokołowski. Jest wiele typów sztucznych gniazd, z różnorodnych materiałów, a najczęściej wykonane są z desek, drążonych klocków drewna, trocinobetonu. Są to skrzynki typu Sokołowskiego o różnych wymiarach i średnicach otworu wlotowego w zależności od gatunku ptaka, dziuple drążone horyzontalnie dla sikor, pełzacza czy kowalika i dzięciołów, skrzynki lęgowe o większych otworach dla sów, pustułki czy gągoła. Używa się także skrzynek półotwartych zasiedlanych chętnie przez rudzika, muchołówki, kopciuszka czy pliszki. Co  roku wywieszamy nowe budki lęgowe i schrony dla nietoperzy oraz późną jesienią czyścimy stare. W trakcie czyszczenia budek i schronów sprawdza się ich stan techniczny i w razie potrzeby naprawia oraz ustala stopień ich zasiedlenia. W moim leśnictwie, gdzie jest jeszcze wiele starych drzewostanów i nie brakuje dziuplastych drzew tak potrzebnych ptakom, jesienią wyczyszczono 334 budki różnych typów. Mam także „na stanie” 27 schronów dla nietoperzy. Budki są dobrze wywieszone i przydatne ptakom, bo 78% z nich było zasiedlone. Zimą dowiesiłem kolejne 50 sztuk  w młodych drzewostanach, gdzie trudno o drzewo z dziuplą:

Kilka powiesiłem też na drzewach  w pobliżu leśniczówki i dwie godziny po zawieszeniu już zaglądały do nich bogatki i modraszki!

Z budek korzysta wiele gatunków ptaków o czym informują tablice edukacyjne przygotowane przez leśników  na ścieżkach przyrodniczych:

Budki i skrzynki dla ptaków można wywieszać cały rok, ale teraz, gdy pora zakończyć dokarmianie skrzydlatych przyjaciół to idealny czas, aby zamienić karmnik na budkę i nadal cieszyć się obecnością ptaków w naszej okolicy. Wiem, że mój serdeczny kolega Rafał, który pięknie i barwnie opowiada Wam o ptakach na blogu Skrzydlate Myśli – www.skrzydlatemysli.erys.pl przygotował cykl o budkach lęgowych. Zachęcam Was do poznania idei i zasad wieszania budek oraz pomagania w ten sposób ptakom, a Rafał Wam w tym doradzi i pomoże. Włączcie się umiejętnie w działania, które od lat podejmują leśnicy z korzyścią dla przyrody. Budki dla ptaków zasiedlają też owady oraz bardzo chętnie kryją się tam i zimują małe ssaki- koszatki, popielice czy żołędnice. Wiadomo, że pomysł Berlepscha nie zastąpi naturalnych dziupli, ale z pewnością okazał się przyjazny dla ptaków i innych mieszkańców lasu. Budki mogą być przeróżne, od takich na pokaz:

jak ta z lewej, do historycznych- jak "poniemiecka", ceramiczna, z prawej strony, z początku XX wieku. Obie wiszą w mojej kancelarii leśniczego w celach edukacyjnych.

Wielu z nas pamięta stary podręcznik szkolny do nauczania przyrody, gdzie na rycinie przedstawiano sikorę, która siedziała na szalce wagi, a po drugiej stronie w równowadze była sterta włochatych gąsienic. Także każdy nietoperz zjada co noc tyle owadów ile wynosi masa jego ciała. Tysiące, miliony sikor i nietoperzy zjadałyby tony owadów. Dlatego zamiast wybierać środki chemiczne oraz miejsce na lądowiska dla samolotów opryskujących lasy, zamiast „chemią” traktować przydomowe ogródki i sady warto cały rok dbać o ptaki i o pożyteczne latające myszy - „ batmany”, czyli nasze sympatyczne nietoperze. Czasem do budowy budek możemy użyć surowców wtórnych:

Wszyscy musimy troszczyć się o nasze ptaki, nie tylko leśnicy, bo jak pisał w leśniczówce Pranie K. I. Gałczyński,  dla wszystkich „bije olbrzymie, zielone serce przyrody”.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

11:10, lesniczy.lp
Link Komentarze (12) »
sobota, 23 lutego 2013

Zima trzyma i wciąż jest biało, śnieżnie i… zimno w lesie. Nic dziwnego, że zwierzyna leśna intensywnie żeruje i potrzebuje pożywienia. Wciąż padający śnieg zasypuje jednak jagodniki i wrzosowiska, żołędzie w większości już zjedzone to zwierzyna płowa dobiera się do młodników i spałuje korę z drzewek. Czasami jelenie dobierają się nawet do dość grubych świerków, bo ich gładka kora bardzo im jak widać smakuje:

Młodniki sosnowe, szczególnie ich skraje lub przerzedzone partie także bielą się bliznami po jelenich żerowiskach:

Aby temu zapobiec zleciłem pracownikom zakładu usług leśnych wyłożyć drzewa zgryzowe. Zrobiłem listę fragmentów lasu, gdzie w tym roku będę wykonywał czyszczenia późne oraz  trzebieże i poleciłem drwalom wyciąć tam po kilkadziesiąt drzew. W ten sposób nie wycinam drzew na próżno, bo wybieram miejsca w lesie , gdzie i tak w tym roku trzeba przerzedzić drzewostan. Drzewa ścina się, okrzesuje- czyli pozbawia pień gałęzi i pozostawia w lesie, aby jeleni mogły je sobie ogryzać, nie niszcząc drzewek w młodniku. Czytałem ostatnio w miesięczniku Głos Lasu ciekawy artykuł o spałowaniu młodników przez jelenie. Wyobrażacie sobie, że jedno drzewo o długości 20 m i średnicy 23 cm umożliwia jeleniowi zgryzienie 8,7 kg kory? Aby zjeść jej tyle samo musiałby ospałować ponad 1700 drzewek w młodniku! A kora drzew jest ważnym składnikiem diety jelenia, szczególnie zimą. Drzewa zgryzowe najlepiej ścinać na krzyż, opierając jedne na drugim, bo wtedy jest więcej kory do ogryzienia:

 Za jakiś czas drwale wrócą w to miejsce i wtedy okorowane drzewka razem z innymi zostaną wyrobione na sortymenty drzewne i zerwane do drogi. Prace przy wykładaniu nadzorował podleśniczy, ale wybrałem się wczoraj sprawdzić wykonanie zadania.

Poruszać się po liniach oddziałowych i leśnych dróżkach nie jest teraz łatwo:

Tam, gdzie auto ma kłopot z przedarciem się przez rozrastający się młodnik także warto właśnie teraz wyciąć przeszkadzające drzewka, bo one także mogą służyć za stołówkę dla jeleni, danieli i saren:

Naturalnie nie wszędzie wjeżdżam autem, to sporo kilometrów zrobiłem pieszo. Założyłem rano nowe stuptuty, które zakupiłem w sklepie internetowym  firmy Carpatus:

To świetny zakup i sprzęt nieodzowny dla każdego trapera, wędrowca, a szczególnie leśnika! Zajrzyjcie sobie na www.carpatus.com

Obszedłem sporą część leśnictwa i zatrzymałem się na chwilę bo usłyszałem tupot raciczek. To nieduży, „czteroosobowy” rudelek saren przeciął moją ścieżkę. Pomyślałem z uznaniem, że są bardzo ostrożne, bo szedłem cicho, a one już ze sporej odległości „namierzyły mnie”. Zajrzałem w kilka młodników, obejrzałem ustawione tam lizawki z solą dla zwierzyny i postanowiłem wrócić inną drogą do auta, bo jakże inaczej? Wskrobałem się stromym stokiem pagórka do drzewostanu, gdzie wcześniej wykonywałem podsadzenia, aby obejrzeć efekty pracy. Naraz usłyszałem trzask łamanych gałęzi i tętent dziczych biegów! Spory wycinek ostro wystartował z barłogu, gdzie ułożył się na drzemkę. Podniosłem szybko aparat do oka, ale nie chciał pozować i zniknął błyskawicznie w młodniku :

Zmierzyłem odległość do jego legowiska:

Podpuścił mnie na 7 kroków! Chyba dobrze mu się spało...

Pojechałem w inny koniec leśnictwa i gdy przejeżdżałem wąską drożyną zobaczyłem coś czarnego. Spora locha spoglądała na mnie ze wzgórka! Za chwilę zobaczyłem następnego dzika i następnego, razem 7 sztuk. Zatrzymałem się, a one zbiegły w dół i zniknęły w gęstym, modrzewiowym młodniku.  Podszedłem na pagórek i zobaczyłem ich legowiska. Były pojedyncze (po lewej stronie fotki):

A także podwójne (po prawej), gdzie leżały mniejsze dziki.

Śnieg był wytopiony, a barłogi jeszcze ciepłe. Szkoda, że je wystraszyłem, ale nic nie poradzę, to nasz wspólny las!  Jeden dzik zaległ w dużym, znanym mi wcześniej mrowisku zbudowanym przez pracowite owady wokół pnia:

 Opowiadałem Wam niedawno o takim dziczym obyczaju, pisząc o SPA dla leśnych zwierząt. Sami widzicie, że zwierzęta radzą sobie dobrze w lesie. No i przypominam, że w zimowy, trudny czas nie warto zapuszczać się w głąb lasu bo po co wyganiać dziki z barłogów, nawet jeśli jest on urządzony w mrowisku! A spotkanie z dzikiem na 7 kroków może być stresujące, choć i tym razem nie potwierdziło się, że  „dzik jest dziki, dzik jest zły…”, bo on po prostu zszedł mi z drogi.

Miłej niedzieli!

 

17:22, lesniczy.lp
Link Komentarze (7) »
czwartek, 21 lutego 2013

Dziś obchodzimy Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego (Międzynarodowy Dzień Dziedzictwa Językowego) – jak podaje Wikipedia:  „coroczne święto obchodzone 21 lutego. Zostało ustanowione przez UNESCO 17 listopada 1999. Jego data upamiętnia wydarzenia w Bangladeszu, gdzie w 1952 roku zginęło pięciu studentów podczas demonstracji w której domagano się nadania językowi bengalskiemu statusu języka urzędowego”.  Dlaczego o tym piszę w Blogu Leśniczego? Bo wszyscy, całe życie powinniśmy uczyć się i wciąż rozwijać swoją wiedzę, nabywać nowych kompetencji, nieustannie dbając o piękny  język polski.

Leśniczowie z racji różnorodnych zadań i bardzo szerokiej sfery niezbędnych umiejętności doskonale znają i stosują zasadę: "nie wiem - chcę się dowiedzieć – szukam - uczę się". Chętnie uczą się, poszerzają zakres swoich kompetencji i nabywają nowych umiejętności, które kiedyś nie były potrzebne. Bo kiedyś leśnicy mniej uwagi poświęcali misji społecznej, edukacji przyrodniczo-leśnej, turystyce itd. Dziś są łącznikami pomiędzy przyrodą, a społeczeństwem i to ważne, odpowiedzialne zadanie wymaga od nich szczególnych umiejętności.

 Wcześniej w szkole leśnej, czy to średniej, czy wyższej, nie było potrzeby zdobywać wiedzy z zakresu nauk o komunikowaniu, marketingu czy public relations. Choć uczciwie przyznaję się, że nie lubię tego ostatniego słowa i lepiej mówić, szczególnie w dniu dzisiejszym - z racji święta języka ojczystego, że PR - to znaczy nie public relations, a promocja reputacji. Reputacja to ładne, staropolskie, choć wywodzące się z łaciny może nieco zapomniane słowo, pewnie tak jak i jego znaczenie…

Według słownika języka polskiego reputacja to opinia, jaką ktoś lub coś ma wśród ludzi. Leśnicy przykładają wielką wagę do swojej reputacji pośród społeczeństwa, bo to przecież ono ich najęło do opieki nad lasem i ludźmi, którzy z tego lasu korzystają.

Leśniczowie, od początku istnienia w obecnym ustroju prawnym organizacji Lasy Państwowe, czyli od 1924 roku, chętnie uczyli się,  uczestniczyli w rozmaitych kursach, szkoleniach i sympozjach. Zobaczcie fotografię z kursu dla leśników organizowanego w 1926 roku, którą wyszperał w domowym archiwum mój serdeczny kolega, Włodzimierz Rudawski, na której jest jeden z członków jego rodziny:

 

W Lasach Państwowych od 2011 roku funkcjonuje Akademia Leśniczego, o której opowiadałem Wam już wcześniej. Jestem zresztą absolwentem jej pierwszej edycji, podobnie jak 124 innych leśniczych. W 2012 roku Akademię ukończyło 210 osób i tyle samo leśniczych rozpoczęło zajęcia w tym roku. Przed Akademią roztacza się wizja tytanicznej pracy, bo przecież w Polsce jest pokoło 5,5 tysiąca leśniczych! Wiele czasu minie, zanim choć niewielka ich część zdobędzie prestiżowy dyplom.  W styczniu pierwszy zjazd dla leśniczych ze środkowej Polski odbył się w Jedlni, niedaleko Radomia:

Każdy student otrzymuje tak przygotowane:

 Materiały do zajęć na poszczególnych zjazdach. Sześć zeszytów, wzbogaconych notatkami słuchacza stanie w specjalnym segregatorze na półce w kancelarii leśniczego, ale najważniejsze jest to, co zostanie w jego głowie. Ważną zaletą akademii jest też integracja leśniczych i wymiana doświadczeń podczas zjazdów. Każde nadleśnictwo i leśnictwo ma swoją specyfikę, stąd studenci dużo uczą się też od siebie nawzajem. Całość zajęć organizuje Ośrodek Rozwojowo-Wdrożeniowy LP w Bedoniu, a studentami opiekuje się z pełnym zaangażowaniem Tomasz Biały:

Wczoraj zakończył się pierwszy zjazd leśniczych z zachodniej Polski, którzy spotkają się łącznie sześć razy w pięknym Łagowie Lubuskim:

Pozostałe miejsca akademickich wykładów to Orzechowo Morskie, Malinówka koło Ełku, Janów Lubelski i Ustroń-Jaszowiec:

 Akademia Leśniczego to pomysł Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych, zmierzający do wykreowania specjalistów, którzy swoimi wysokimi kompetencjami zagwarantują utrzymywanie leśnictwa na stale wysokim poziomie. Absolwenci  AL z pewnością chętnie podzielą się swoją wiedzą z kolegami. Poznaliście już nieco specyfikę i złożoność pracy i życia leśniczego. Wiecie już, że łatwiej wymienić to, co nie jest obiektem naszej troski i zainteresowania niż to, co mamy w zakresie obowiązków lub… pasji. Bo to oczywiste, że leśniczy to człowiek z pasją do aktywnego życia z lasem i ludźmi.  W Polsce jest około 5,5 tysiąca leśniczych i to właśnie oni są wizytówką Lasów Państwowych w terenie. Dlatego pomimo tego, że są to znakomici praktycy, dobrze wykształceni i świetnie znający sztukę leśną, nadal muszą się uczyć. Akademia Leśniczego to 6 szkoleń 3 dniowych po 24 godziny lekcyjne każda. Każde z nich kończy się egzaminem, co potwierdza stosowne zaświadczenie. Zorganizowana jest na podobieństwo „podyplomówki” i na koniec każdy uczestnik otrzymuje dyplom ukończenia podpisany przez dyrektora generalnego LP. To mądra inwestycja w leśniczych. Tematyka zajęć obejmuje  pełen przekrój wiedzy leśnej oraz zagadnienia z komunikacji, public relations, autoprezentacji, technik asertywności i zarządzania sobą w czasie. Wykładowcami są specjaliści z DG, naukowcy z Instytutu Badawczego Leśnictwa, z leśnych uczelni oraz praktycy z poszczególnych dyscyplin, czasem także leśniczowie... Pewnie dlatego atmosfera w czasie zajęć jest zwykle bardzo sympatyczna:

Leśniczowie uczą się także zachowania przed kamerą, wystąpień publicznych i sposobów „sprzedawania” swojej wiedzy o lesie, a wykładowcy przykładają dużą wagę do dbałości o czystość i piękno języka ojczystego. Bo po co kaleczyć go obcymi, często niezrozumiałymi zwrotami, skrótami czy terminami, skoro nasz polski język jest tak barwny i ciekawy jak… las. Dlatego leśnicy zawsze pamiętają, aby opowiadać o lesie i o sobie w sposób podpowiedziany przez Juliusza Słowackiego w „Beniowskim”:  Chodzi mi o to, aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa

 Wszystkim studentom Akademii Leśniczego: dawnym, obecnym i przyszłym przesyłam serdeczne pozdrowienia z pszczewskiej leśniczówki!

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl





20:50, lesniczy.lp
Link Komentarze (8) »
niedziela, 17 lutego 2013

Co roku o tej porze leśniczowie i myśliwi zrzeszeni w Polskim Związku Łowieckim dokonują inwentaryzacji zwierzyny łownej na terenie obwodów łowieckich w całym kraju. Współpraca jest tu konieczna bo obwód łowiecki zajmuje powierzchnię kilku (najczęściej 4-5 tys.ha), a do gospodarowania i oceny populacji zwierzęcia (np. jelenia) jest potrzebne szersze pole widzenia. Nadleśnictwo położone jest na obszarze najczęściej zbliżonym do 20 tys. ha, stąd to właśnie nadleśniczy nadzoruje gospodarkę łowiecką i zarządza inwentaryzację zwierzyny. Może się to wydawać dziwne i nieprawdopodobne! Jak można policzyć dziki ukryte w przepastnych młodnikach - skryte pośród jałowców i żarnowców, wilki schowane  pod wykrotami w puszczańskiej głuszy, czy choćby nasze poczciwe sarny, rozproszone w mozaice pól? Zapewniam Was, że jest to możliwe i wcale nie takie skomplikowane jakby się to mogło wydawać „na pierwszy rzut ucha i oka”. Inwentaryzacja zwierzyny jest bardzo potrzebna, bo stanowi ważne źródło wiedzy dla myśliwych, ale także leśników, dlatego wykonywana jest wspólnie. Las i zwierzyna muszą istnieć jednocześnie, choć pogodzenie tego związku nie jest łatwe. Wiecie już jednak, że praca leśniczego do łatwych nie należy. W przyrodzie panują rozmaite relacje pomiędzy jej elementami, a leśniczy dba, aby las pełen zwierza tworzył symbiozę. Przypominam definicję: Symbioza – zjawisko ścisłego współżycia przynajmniej dwóch gatunków organizmów, które przynosi korzyść każdej ze stron lub jednej, ale drugiej nie szkodzi.

Zwierzęta liczy się po to, by wiedzieć, jakie są tendencje w symbiozie z lasem, oraz w danej populacji. Daje nam ona wiedzę na temat: czy zwierząt przybywa, czy ubywa, jaka jest struktura płci i wieku, w jakiej zwierzęta są kondycji itd. Wiedza ta pozwala tworzyć plany łowieckie oraz  wieloletnie plany hodowlane. Plany te wbrew pozorom są nie tylko planami odstrzałów. Wiedza na temat zwierząt jest także konieczna do dobrego zarządzania leśnictwem. Trzeba wiedzieć, które uprawy i młodniki trzeba zabezpieczać przed szkodami od zwierząt, a które nie są narażone na ich presję. To ważna i generująca wysokie koszty część gospodarki leśnej, stąd wiedza o leśnej zwierzynie ma tu kapitalne znaczenie. Dlatego leśnicy  muszą wciąż pamiętać o istnieniu zwierząt, doskonale znać ich biologię oraz obyczaje. Niezależnie od tego, czy chcą być  myśliwymi, czy nie, w procesie leśnej edukacji uczą się podstaw łowiectwa, a potem wciąż doskonalą swoją wiedzę o biologii, obyczajach i zachowaniu zwierząt. Dzięki tej wiedzy i stałej obecności w lesie policzenie zwierzaków to wcale nie taki problem. Inwentaryzację przeprowadza się wg usankcjonowanych przez sztukę leśną metod:

- obserwacji całorocznych

- pędzeń próbnych na reprezentatywnych dla inwentaryzowanego obszaru powierzchniach

- metod statystycznych bazujących na tropieniu

Obecnie stosuje się także monitoring wybranych obszarów. Jak fascynuje podglądanie zwierząt „na żywo” wie każdy, kto zagląda do gniazda bielików i na  http://www.lasy.gov.pl/zubr Wczoraj, w sobotni wieczór, ok. godz. 22 jednocześnie żubry przy sianie obserwowało blisko 700 osób!

 Na przełomie 2011/2012 roku na terenie RDLP Kraków testowano innowacyjną metodę inwentaryzowania zwierząt z wykorzystaniem kamery termowizyjnej umieszczonej na pokładzie samolotu. Jak widać metod jest wiele, ale całość opiera się na żmudnie budowanej, wieloletniej  wiedzy leśniczego.

 Przez cały rok przyglądam się przecież zwierzętom, a nie tylko w dzień inwentaryzacji:

 Zwracam uwagę na tropy i ślady bytowania zwierzyny. Kręcąc się po lesie na bieżąco monitoruję stany i kondycję zwierzyny. Często liczę np. sarny spotykane podczas obejścia 3, 4, czy 5 oddziałów leśnych. W ten sposób obliczam sobie ile saren jest w całym leśnictwie. Pamiętam spotkane chmary jeleni, bo przecież każda ma swój specyficzny skład płci. Spotkane często w dzień, choć też ostrożne daniele łatwo rozpoznaję, szczególnie gdy są to byki:

 Zwracam uwagę na odciśnięte w śniegu czy piasku leśnej drogi tropy dziczych rapci, czy spotykane w różnych miejscach przelatki, lochy, wycinki, pojedynki i watahy:

 stąd także orientuję się w ich ilości.  Wiem, że zwierzyna migruje w poszukiwaniu atrakcyjnej karmy, ale czasem także szuka spokoju, gdy np. jest wysyp grzybów. Wtedy szuka azylu w polach, trzcinowiskach czy bagnach. Dlatego w niektórych okresach roku zwierzyna pozornie znika z lasu. Ale tylko pozornie, a potem „nachodzi”, jak mówią myśliwi:

 W zeszłym roku razem ze wszystkimi leśnikami terenowymi uczestniczyłem w próbnych pędzeniach, które odbywały się w naszym nadleśnictwie pod fachowym okiem profesora Henryka Okarmy. Leśnicy obstawiali określony fragment lasu i część przechodziła przez las prowokując zwierzynę do przemieszczania się:

Przypominało to nieco polowanie, ale nikt nie nosił broni ale mapki i notatniki. Reszta leśników i pomagających im myśliwych stała na liniach i drogach licząc zwierzaki według określonych reguł. Ten sposób pozwala naprawdę dokładnie poznać ilość i zróżnicowanie leśnej fauny. Szczególnie myśliwi byli zdziwieni ilością spotykanej zwierzyny. Nasze lasy są pełne zwierza i nie jest to tylko slogan reklamowy. Inwentaryzację zwierzyny odnotowuje się na specjalnym formularzu, a wyniki zestawia dla obwodu łowieckiego, nadleśnictwa, dyrekcji lasów i kraju. W ten sposób wiemy, że w całej Polsce mamy 195 tysięcy jeleni, 268 tysięcy dzików i blisko 600 tysięcy zajęcy. Nikt już nie powie, że w lesie to nie policzone!

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

10:01, lesniczy.lp
Link Komentarze (10) »
czwartek, 14 lutego 2013

Pisałem Wam wcześniej o przetargach na usługi leśne i o zakładach usług leśnych. Przełom roku to zawsze czas „ustawiania” prac, podpisywania umów i rozkręcanie sfery usług. Otacza ją sporych rozmiarów dokumentacja i biurokracja, wymuszona przez ustawę o zamówieniach publicznych, certyfikację usług i inne przepisy. W moim nadleśnictwie rynek usług uległ istotnej zmianie i trochę to ”ustawianie” trwało. Było mi to nawet na rekę, bo chwila przestoju w pracach wcale nie oznacza, że w  lesie wieje nudą, a leśniczy  z podleśniczym w kapciach siedzą z kawą w garści przed komputerem. Takiego zagrożenia nie ma!

Przecież trwa czas sporządzania szacunków brakarskich. To ważne zadanie leśników, które musi być, jak w zasadzie każda „leśna robota”, wykonane bardzo precyzyjnie. Ten termin wcale nie oznacza szacowania braków, ani tez wybrakowanego szacunku. Według encyklopedycznej definicji: „Szacunek brakarski - jest to szacunkowe ustalenie za pomocą określonych metod ilości i jakości sortymentów drewna okrągłego możliwych do pozyskania z drzew (drzewostanów) przeznaczonych do wycięcia w danym, najczęściej kolejnym roku. Przy wykonywaniu szacunku brakarskiego określa się także warunki i sposób pozyskiwania oraz wywozu drewna, a także przybliżony termin wykonywania prac. Zestawienia szacunku brakarskiego są podstawą do sporządzania rzeczowego i finansowego planu pozyskania drewna oraz dostarczają danych do krajowego bilansu drewna”.

Mówiąc „ludzkim”, zrozumiałym językiem szacunek brakarski -  to plan ilościowy i jakościowy drewna przewidzianego do pozyskania w roku gospodarczym przy okazji realizacji zadań gospodarczych określonych w PUL, czyli w dziesięcioletnim planie urządzania lasu. Szacunek to także podstawa planu sprzedaży, czyli ważne narzędzie dla marketingu drewna. Ustalamy przecież rodzaj, ilość drewna i sortymenty możliwe do pozyskania. Planowanie sposobu cięć, rodzaju i odległości zrywki drewna stanowi też fundament do wyliczenia kosztów tej działalności. W trakcie wyliczania ilości i jakości drewna leśniczy musi także pomyśleć, co zostanie nie wycięte i pozostawione przyrodzie w formie biogrup, drzew ekologicznych itp. Planuje także sieć szlaków technologicznych:

 Szlaki wyznacza się w celu ochrony drzewostanu podczas prac, są one dostosowane do wielkości planowanych do użycia maszyni rodzaju zrywki drewna, o której niedawno pisałem. Leśniczy też już w czasie szacunków ustala miejsca składowania drewna i drogi jego wywozu. Może to wydawać się nie takie pracochłonne i skomplikowane, ale… naprawdę jest co robić. Plany cięć zapisane na 10 lat w tzw. „operacie”  i naniesione na mapy:

Trzeba przenieść w trakcie wykonywania szacunków do lasu, malując na drzewach to, co zapisano wcześniej na papierze.

  Warto też pamiętać, że warunki pogodowe nie sprzyjają, a dni są krótkie. Czasem pada deszcz lub śnieg i bywa, że w podtopiony lub zasypany śniegiem las trudno dotrzeć. A terminy gonią… Każde leśnictwo posiada określony w planie urządzania rozmiar zadań, który pozwala wyliczyć tzw. etat cięć. Etat cięć to ilość drewna, którą możemy „wyjąć” z lasu bez wyrządzenia mu szkody. Etat jest zawsze niższy od przyrostu masy drewna ( stąd nazywamy to etatem miąższościowym) ale także powierzchni ( to z kolei etat powierzchniowy) i dlatego pomimo tego, że ludzie mówią: „ te leśniki to wciąż rąbią ten las”, wciąż mamy więcej drewna liczonego w m3, a lesistość kraju (powierzchnia lasów) także nieustannie rośnie. Jednym słowem szacunki brakarskie wykonujemy z szacunku dla lasu i dbałości o jego trwałość, a nie z pazerności i chęci „wyjęcia” jak największych mas drewna. Pozyskane drewno:

 trzeba jak najlepiej spieniężyć, bo pieniądze uzyskane z jego sprzedaży finansują całą działalność prowadzoną w lasach, łącznie z wszystkimi funkcjami społecznymi lasu. To za „kasę„ uzyskaną z drewna budujemy drogi, parkingi leśne, obiekty turystyczne i edukacyjne, wydajemy foldery, kalendarze, a przede wszystkim hodujemy istniejące drzewostany oraz sadzimy nowy las:

Pomiarem i wyceną drewna, które niebawem pozyskamy zajmuje się gałąź sztuki leśnej zwana brakarstwem. Opiera się ona na znajomości wad drewna (sęków, zgnilizn, krzywizn itd.) oraz umiejętności manipulacji pnia drzewa na odcinki odpowiadające życzeniom nabywców. W pozornie obniżających wartość drewna  wadach może być zaklęte zabawne skojarzenie:

  Szacowanie drzewostanów wymaga szerokiej wiedzy i doświadczenia. Dziś wykonuje się je głównie poprzez porównanie, opierając się na żmudnie tworzonej przez leśników bazie danych, ukrytej w przestworzach  systemu informatycznego. Dlatego sporą część prac wykonuję siedząc przy takim stanowisku:

Ale nie myślcie, że to takie proste i komfortowe! Mój powierzchniowy,  roczny etat cięć w leśnictwie wynosi: około 17 ha zrębów i 170 ha trzebieży oraz czyszczeń z masą drewna. Masowo daje to średnią na 10 lat powyżej 10 tysięcy m3 drewna rocznie. Każde wydzielenie objęte trzebieżą czy czyszczeniem trzeba obejść, wyznaczyć trwale granice, określić rosnące tam gatunki, zaplanować szczegóły prac, no i porównać „na gruncie” z wynikami uzyskanymi z sytemu informatycznego. Czasem zdarzy się nietypowa powierzchnia, np. bardzo zróżnicowany wiekowo i gatunkowo drzewostan i wtedy trzeba obejrzeć i zmierzyć każde drzewo tzw. "metodą posztuczną".

No i najważniejszy i najbardziej pracochłonny element: drzewa do wycięcia podczas trzebieży i czyszczeń trzeba wyznaczyć, trwale to oznaczając. W niektórych regionach kraju wykonuje się to farbą w spraju, szczególnie w drzewostanach liściastych, w innych tak jak u mnie, drzewa oznacza się za pomocą siekierki, wykonując zaciosy z dwóch stron drzewa:

Wiecie ile trzeba przemierzyć kilometrów i ile namachać się siekierką, aby wyznaczyć do wycięcia drzewa na powierzchni 170 ha? To ciężka, fizyczna praca, wykonywana najcześciej przez podleśniczych.

Zręby na 2014 rok już wyszacowałem, bo termin zakończenia tych prac szef, czyli nadleśniczy wyznaczył na koniec lutego, a trzebieże i czyszczenia muszą być perfekcyjnie dopracowane do końca maja. Pracownicy firmy o swojskiej nazwie „Drwal” zabrali się już do pracy:

Tną trzebieże wyznaczone rok temu i zabiorą się niebawem za zrąb w najstarszej części mojego leśnictwa, gdzie stoją ponad 140-letnie, wyżywicowane sosny:

 Każdą chwilę wolną od innych zajęć poświęcamy teraz szacunkom brakarskim. Przecież pomimo świeżo nasypanego do lasu śniegu:

Który zmusił liska do południowego poszukiwania myszy, zima niebawem ustąpi. Kwitną już leszczyny i sikory „dzwonią” o przedwiośniu. Tokują kruki i bieliki. Gdy tylko zrobi się bardziej wiosennie, oprócz innych prac zabierzemy się za odnowienia na powierzchni blisko 20 ha. Dlatego teraz pracujemy ostro przy szacunkach brakarskich, robionych sumiennie z szacunku dla lasu. Bo wszystko co robimy w lesie musi być przemyślane, zaplanowane i perfekcyjnie wykonane, przecież las to żywy organizm, który nie toleruje "bylejakości".

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

  

21:17, lesniczy.lp
Link Komentarze (8) »