O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
środa, 08 maja 2013

Świąteczny początek maja minął w lesie niepostrzeżenie i niestety, mało świątecznie. Trzeba przecież wykonać wszystkie wiosenne prace, które mocno skumulowała krótka wiosna. Najważniejsze wiosną w lesie są zalesienia i odnowienia. Zalesienia- czyli sadzenie lasu tam, gdzie go do tej pory nie było (np. na gruntach dotychczas uprawianych przez rolników) mnie ominęły, ale odnowień było sporo. Odnawiałem wcześniej wycięte zręby. Były to zręby zupełne, gdzie wycina się cały drzewostan, pozostawiając biogrupy dla istnienia życia biologicznego oraz zręby złożone, gdzie np. wycina się gniazda, obsadzane potem dębem z domieszką buka, jaworu, lipy i drzew owocowych.

Zaraz po dniu Święta Pracy, czyli 2 maja przywieziono ze szkółki ostatnie sadzonki buka i żołędzie do siewu na ostatnim zrębie:

 Natychmiast zawiozłem żołędzie na zrąb w oddziale 2, bo tam już czekała grupa, która miała je wysiać we wcześniej przygotowanym ogrodzeniu. Żołędzie przesypaliśmy do wiader i do pracy:

Nasiona dębu sieje się kupkowo, po trzy żołędzie, gdzie po odgarnięciu ściółki i suchego piasku, układa się je trójkami i przysypuje 3-4 cm warstwą ziemi. Sieje się je w więźbie (czyli w odległości w rzędzie i między rzędami) 1,5 na 1,1 metra, co daje w efekcie pożądaną liczbę siewek 6 tysięcy na hektar. Pewnie nie wiecie jak wylicza się więźbę, potrzebną, aby uzyskać określoną liczbę sadzonej na hektar? To proste! 10 tysięcy metrów (tyle jest w hektarze) dzielimy przez rozstaw wyoranych rzędów (najczęściej ok. 1,50m) oraz przez rozstaw siewek lub sadzonek w rzędzie. Czyli: 10 000: 1,5: 1,1= 6060 szt. Jasna sprawa! Tyle właśnie zaleca się sadzić lub siać, tak jak w moim przypadku, dęba na hektar.  Najlepiej do siewu używać do tego małej motyki:

Inna grupa sadziła ostatnie sadzonki buka w podsadzeniach i przebudowie. Podsadzenia produkcyjne to sadzenie sadzonek, najczęściej właśnie cienioznośnego buka, czasem świerka i innych gatunków pod okapem już istniejącego drzewostanu, który jest zwykle w wieku 40-60 lat i po cięciach trzebieżowych. Uzyskuje się w ten sposób drugie piętro drzewostanu, najczęściej na dobrych siedliskach, gdzie z różnych powodów rośnie dotychczas jednogatunkowy las. Drugie piętro poprawia bioróżnorodność, dobrze wpływa na glebę leśną, „podgania” rosnące już drzewa w górę i służy ptakom i zwierzętom. Pełni funkcje pielęgnacyjne. Sadzi się je często na skrajach kompleksu leśnego i na styku z polami, co pozwala wytworzyć pożądany ekoton.

Gdy podsadza się drzewostan lukowaty, nękany przez grzyby i owady, co często zdarza  się na gruntach porolnych, zagęszcza się więźbę i sadzi więcej buka na hektar, aby uzyskać drzewostan, który w przyszłości wejdzie w skład następnej generacji drzewostanu. Nazywa się taki zabieg przebudową pod okapem i traktuje posadzone drzewka jak normalną uprawę. Co roku sadzę kilka-kilkanaście hektarów podsadzeń i przebudów. Wcześnie wykonaliśmy już poprawki w ubiegłorocznych uprawach, a zatem w czasie Wielkiej Majówki zakończyliśmy kampanię odnowieniową. Teraz trwa tworzenie dokumentacji związanej z odnowieniami, a młode sosny pięknie rosną:

W trakcie majówki należało wyłożyć pułapki na szeliniaka, który jest wrogiem młodziutkich sosen:

Wyłożyliśmy 58 wałków i w wyniku dzisiejszej kontroli okazało się, że pod jednym metrowym wałkiem „przycupnęło” nawet 15 szeliniaków! Trzeba się nimi pilnie zająć.

 Harwester pracuje pilnie w starszej trzebieży, a forwarder:

 wywozi do drogi 4-metrowe kłody, które są układane po 25 m3, bo tyle zabiera jeden samochód:

Przeglądałem dziś uprawy, które błyskawicznie zielenią się, także chwastami i niebawem trzeba będzie rozpocząć ich pielęgnowanie. Moją uwagę zwróciły świeżo wykopane jamy w liściastym drzewostanie:

To poszukiwacze z wykrywaczami metali mieli także pracowitą majówkę:

Powiedzcie sami, że taki widok nie budzi sympatii do poszukiwaczy u każdego miłośnika lasu, a szczególnie u leśnika…

Niszczą przecież runo, gdzie pięknie kwitną barwinki:

Łatwo też mogą zniszczyć taki ptasi skarb:

Przy jednej z wykopanych dziur dostrzegłem wykopany "skarb":

Bo niektórzy ludzie są właśnie tępi jak ta siekiera! Nie obrażając pożytecznego narzędzia…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

18:11, lesniczy.lp
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 06 maja 2013

Ciepłe i słoneczne dni pełni wiosny sprawiają, że chętnie wygrzewamy się w słońcu, spragnieni ciepła i ożywczej energii. Podobnie robią węże, które teraz łatwo spotkać na leśnych ścieżkach, szczególnie w podmokłych rejonach. Większość z nas z odrazą i strachem myśli o spotkaniu z wężem. Nie lubimy gadów i mamy w świadomości zakorzeniony lęk przed pełzającymi stworzeniami. Nie ma racjonalnych powodów, aby traktować je inaczej niż ptaki czy zwierzęta. Warto też pamiętać, że wszystkie nasze węże są pod ochroną gatunkową i nie wolno robić im krzywdy. Jednak spacerując pośród wysokich traw czy ścieżką wzdłuż jeziora wzdrygamy się na szelest suchych liści lub traw…

Pewnie dlatego, że mało wiemy o obyczajach i biologii naszych węży. W Polsce występuje kilka gatunków węży oraz padalec, który jest jaszczurką pomimo „wężowego” wyglądu. Zwykle każde pełzające stworzenie uważamy jednak za niebezpieczną żmiję. Warto wiedzieć jak rozpoznawać węże. Poszukajmy w książkach czy w zasobach internetu tej wiedzy niezbędnej każdemu wędrowcowi i zainteresujmy się naszymi wężami. Przecież to także ciekawi mieszkańcy lasu i do tego bardzo pożyteczni. Najczęściej spotykamy zaskrońce:

 

 Zaskroniec zwyczajny jest najpospolitszym, a zatem najczęściej spotykanym polskim wężem. Jego bardzo charakterystyczną cechą są dwie żółte (czasami prawie białe), czarno obwiedzione plamy z tyłu głowy, czyli „za skroniami”. Wierzch ciała ma szarawy, czasami prawie granatowy lub lekko brunatny, bardzo często z ciemnymi plamami. Występuje tu spora zmienność ubarwienia. W zależności od podgatunku jak i populacji można spotkać zarówno węże o dość jednolitym ubarwieniu jak i takie, u których plamisty wzór jest wyraźnie widoczny. Często wtedy ludzie biorą ten wyraźny wzór za charakterystyczną cechę rozpoznawczą i sądzą, że to  żmija zygzakowata.

Zaskrońce rosną do 100-120 cm, jednak zwykle spotykane są okazy 60-80cm. Żmija jest podobnej wielkości, ale bardziej krępa. Zaskroniec ma raczej szczupłą budowę i głowę nie tak wyraźnie oddzieloną od reszty ciała, sercowatą jak żmija, bo nie ma tak jak ona gruczołów jadowych za oczami:

To niegroźny i niejadowity wąż, który ma według mnie dobrotliwie spoglądające „z portretu” oczy z okrągłą źrenicą:

Żmija ma inne oczy - z pionową, soczewkowatą źrenicą. Jest jednolicie, choć zmiennie ubarwiona - najczęściej szara, popielata, czasem brunatna, rzadziej prawie czarna, z bardzo charakterystycznym zygzakim, który ciągnie się przez całe ciało żmii. U czarnych osobników zygzak jest mało widoczny ale żmija nigdy nie ma plamek na głowie.

Zaskroniec  preferuje zarośnięte okolice zbiorników wodnych, stąd najczęściej jest spotykany w pobliżu wody. Niekiedy spotykany jest w dalszej odległości od wody, w lasach mieszanych i na skraju polan, w parkach, ogrodach lub na wilgotnych łąkach. Aktywny w ciągu dnia, przy czym rano przeważnie wygrzewa się na słońcu:

 później wyrusza na polowanie. Na lądzie szybki i zwinny, w wodzie doskonale pływa, a nawet nurkuje:

 Spośród innych krajowych węży jest najsilniej związany z wodą, chociaż mniej niż inne europejskie gatunki zaskrońców. Zagrożony ucieka, kryjąc się w wodzie:

 lub w gęstych zaroślach a osaczony stara się przestraszyć przeciwnika sycząc i unosząc przednią część ciała jak żmija. Gdy to nie pomaga zwraca nadtrawiony pokarm lub wyrzuca cuchnącą wydzielinę z gruczołów odbytowych. Nie jest to miłe i okropnie cuchnie!  Jest mistrzem w stosowaniu powszechnej w przyrodzie  tanatozy – czyli zdając sobie sprawę z praktycznej bezbronności - udaje martwego. Wywraca się na grzbiet, przewraca oczy i wywiesza język z półotwartego pyska. Nieruchomy wygląda jakby dostał ataku serca. Zaskoczony intruz z reguły rzuca go w takim momencie na ziemię. Drapieżniki najczęściej nie interesują się padliną…  Wąż w ułamku sekundy ożywa i czmycha do wody lub w zarośla. Spogląda potem przekornie z wody:

Próbuje kąsać tylko w ostateczności. W naszej strefie klimatycznej zimuje, przeważnie od końca września lub początku października do przełomu marca i kwietnia. Najczęściej zimuje w stertach kompostu, w norach pod korzeniami lub w wypróchniałych kłodach pokrytych mchem. Teraz, na przełomie kwietnia i maja ma gody, a po nich samica składa od kilkunastu do kilkudziesięciu jaj w stertach liści lub pryzmach kompostu. Żywi się płazami, kijankami, nie pogardzi małą rybką czy drobnym gryzoniem. Zaskroniec połyka swoje ofiary żywcem bo przecież nie ma jadu ani możliwości duszenia.

 W środowiskach wiejskich zaskroniec traktowany jest przyjaźnie, bo to ludzie z miasta zapomnieli o przekazach przodków i boją się węży „na wszelki wypadek”. Na terenie naszego kraju zaskroniec występuje od kilku tysięcy lat i już w średniowieczu był traktowany z wielkim szacunkiem. Wierzono że przynosi szczęście w domu, który odwiedza. Według wierzeń i obyczajów np. Łemków w każdym domostwie żyje pod piecem zaskroniec przynoszący szczęście, który jest tak zżyty z domownikami, że pija mleko razem z dziećmi z jednej miski. Jeszcze do niedawna, a może nadal, w niektórych wsiach wystawia się w progu domu miseczkę mleka  dla zaskrońca aby go zaprosić do gospodarstwa.

 W moich stronach rzadko spotyka się żmije, stąd nie mam jej fotografii, ale  licznie występują  zaskrońce, padalce, czasem uda się zobaczyć miedziankę- gniewosza plamistego. Warto poczytać o wężach zanim wybierzemy się na leśny spacer, wtedy wiemy czego się spodziewać. Jak uniknąć spotkania z groźną żmiją? To nie takie trudne:

Żmiję zygzakowatą możemy spotkać przede wszystkim w podmokłych fragmentach lasów, pośród rumowisk skalnych, na wilgotnych łąkach, torfowiskach, obrzeżach bagien i na zrębach. Lubi miejsca dobrze naświetlone, gdzie w ciągu dnia wygrzewa się na słońcu. Dlatego możemy rzeczywiście spotkać ją na środku leśnej ścieżki, gdzie wygrzewając się ma nieco uśpioną czujność. Trzeba to przewidzieć i nie zaczepiać węży! Żmije są bardziej ostrożne niż my i unikają jakiegokolwiek kontaktu z ludźmi. Nigdy bez powodu nie atakują człowieka, a ich ewentualna agresja jest spowodowana strachem czy zaskoczeniem nagłą sytuacją.

Zaniepokojona naszymi krokami żmija, zazwyczaj szybko znika w pobliskiej norze bądź w stercie kamieni. Czasami jednak gdy przezorność i szybkość ją zawiedzie,  próbuje odstraszyć potencjalnego napastnika. Zwija swoje ciało, unosi głowę i głośno syczy. Zachowując dystans co najmniej jednego metra, nie należy wykonywać gwałtownych ruchów i drażnić jej, wtedy żmija nas nie zaatakuje, a my możemy spokojnie wycofać się i uniknąć ugryzienia. W miejscach, gdzie chcemy usiąść lub spodziewamy się ją spotkać, patrzmy uważnie pod nogi.  Warto ubierać wysokie, solidne buty bo żmija atakuje tylko do wysokości naszej kostki. Gdy wędrujemy w  ciężkich butach żmije usłyszą nas z daleka.  W większości przypadków ukąszenie prowokuje człowiek, drażniąc ją, lub próbując chwytać. Pamiętajmy też, że Natura nie jest rozrzutna. Jad żmii przeznaczony jest dla małej myszy, a nie do uśmiercenia człowieka. Żmija nie zaczepia ludzi tylko broni się przed ich niestosownym zachowaniem. Lepiej podziwiać zaskrońce podczas wędkowania lub plażowania nad wodą, a żmije obserwować bezpiecznie- przez lornetkę...

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

11:35, lesniczy.lp
Link Komentarze (19) »
środa, 01 maja 2013

Rozpoczyna się kolejna wielka majówka, która nieodparcie kojarzy się z polskim filmem z 1981 roku „Wielka majówka” i świetną muzyką grupy Maanam. W mediach plączą się informacje o tragediach na drogach, którymi jedziemy na wypoczynek, pogodzie i pomysłach na spędzenie wolnego czasu. Oczywiście też słyszymy, czytamy i oglądamy mnóstwo przestróg, które mają nas zniechęcić lub zachęcić… Trudno dociec prawdy. Nie jest łatwo zdecydować jak najprzyjemniej i najpożyteczniej spędzić wolny czas, bo reklama jest wszechogarniająca. Każdy z nas inaczej wypoczywa i ma własny gust. Nie dajmy porwać się modzie, nurtowi podpowiedzi i nie czekajmy na gotowe propozycje. Najlepiej spędzać wolny czas według własnego pomysłu, robiąc to, na co mamy ochotę , a nie to co wypada lub narzuca nam moda.   Zachęcam Was do kontaktu z przyrodą, spaceru do lasu, parku, nad ciche jezioro lub rzekę. Wieczór można spędzić w gronie przyjaciół, na koncercie, imprezie, ale dzień warto przeznaczyć na leśny relaks. Kontakt z majową, świeżą przyrodą- rozśpiewaną ptasimi głosami, wypełnioną zapachami i barwami da nam z pewnością wytchnienie i pozwoli na świetny relaks. Ale wszędzie przestrzegają nas przed zagrożeniami! Podobno wszędzie atakują nas kleszcze, niemiłosiernie tną meszki, pełzają groźne żmije. Bądźcie ostrożni, ale bez paniki. Czy są jednak powody do obaw? Czy może lepiej unikać lasu? Nie dajmy się zwariować, nasze lasy są jednymi z najbardziej bezpiecznych na świecie.

 

Kleszcze zagrażają nam nie tylko w lesie, równie groźne są dla nas na łące, w ogrodzie, parku, trawniku pomiędzy miejskimi blokami lub nad wodą. Czyhają na ofiarę wszędzie tam, gdzie są trawy, paprocie, szczególnie lubią liście leszczyn. Wiszą na źdźbłach traw lub spodach liści i czekają na swoich żywicieli. Między bajki można włożyć opowieści o ich ścisłym związku z lasem,  oraz o tym, że kleszcze żyją na drzewach, skąd skaczą na swoje ofiary. Zmiany środowiska i klimatu powodują, że możemy je spotkać praktycznie wszędzie, a zatem nie bójmy się wypraw do lasu i majówki w bezpośrednim kontakcie z przyrodą. Suche bory sosnowe są bardziej bezpieczne jak miejski park. Od dziecka włóczę się po lasach i zaledwie kilka razy poczułem ugryzienie kleszcza. Na szczęście nie mam problemów z boreliozą- chorobą zawodową leśników. Zatem można uniknąć kłopotów i w pełni cieszyć się kontaktem z lasem!

Leśny spacer to doskonały sposób na naładowanie wewnętrznych akumulatorów i regenerację organizmu osłabionego długą zimą. Można odetchnąć świeżym powietrzem, nacieszyć oczy pięknymi krajobrazami, czasem spotkać urocze zwierzątko:

 

Naturalnie pamiętamy, że to dzikie zwierzę, a nie „pluszak”, stąd nie dotykamy, a nawet nie zbliżamy się nadmiernie.

 Warto do takiej pieszej wędrówki odpowiednio się przygotować. Dzięki temu unikniemy stresu, wizyt u lekarza, a spacer przez las czy łąkę będzie się nam kojarzył wyłącznie z dobrze spędzonym czasem. Uchronimy się przed wszelkimi kłopotami z kleszczami i innymi owadami, stosując odpowiednie ubranie, najlepiej jaśniejszego koloru - bo widać na nim owady (długie spodnie, koszula z długim rękawem, dobre, kryte buty, czapka lub kapelusz) i zabezpieczając się profilaktycznym środkiem chemicznym zakupionym w aptece. Po powrocie ze spaceru w miejscach, gdzie można spodziewać się kleszczy niezbędna jest kontrola ciała. Jeśli już dojdzie do ukąszenia, należy jak najszybciej usunąć kleszcza  z naszego ciała. Jest to zabieg prosty, bezbolesny i nie wymaga pomocy lekarskiej. Obecnie wszędzie są dostępne  rozmaite przedmioty ułatwiające usunięcie kleszcza ze skóry. Są to między innymi różnego rodzaju lassa, haczyki czy przyssawki:

 

 Możemy go usunąć także zwykłymi szczypczykami. Kleszcza należy uchwycić jak najbliżej skóry, następnie wyciągać go wzdłuż osi wkłucia, lekko obracając. Gdy uda nam się wyciągnąć pajęczaka w całości, rankę należy przemyć środkiem odkażającym, natomiast ręce umyć wodą z mydłem. Domowe metody polegające na smarowaniu kleszcza różnymi specyfikami nie są godne polecenia. Ułatwiają wprawdzie usunięcie pasożyta, lecz jednocześnie odcinają mu dostęp do powietrza i zwiększa u niego wydzielanie śliny i wymiocin wstrzykiwanych do krwi człowieka. To skutkuje zwiększonym ryzykiem zakażenia poważnymi chorobami. Po usunięciu kleszcza ze skóry należy dokładnie sprawdzić, czy nie ma ich w naszym ciele więcej. Przez 30 dni po ugryzieniu należy zwracać uwagę na wystąpienie niepokojących objawów: rumienia czy podwyższonej temperatury oraz objawów podobnych do grypy.  Gdy takie wystąpią, wtedy należy zgłosić się do lekarza.

 

W lesie spotkamy teraz wiele ciekawych i pięknych owadów. Latają kolorowe motyle, przemykają żuki:

pożyteczne biegacze ale też bzyczą już komary oraz pojawiają niewątpliwie najbardziej „wredne” meszki. To malutkie owady, występujące w wielkich „chmurach”, są szczególnie aktywne o określonych porach dnia, zwłaszcza przed deszczem i burzą. Samice meszek do rozwoju jaj potrzebują krwi i bez żadnych zahamowań atakują ludzi:

 Doskonale wyczuwają drobne ranki i skaleczenia.  Należy na nie bardzo uważać, bo ukąszenia meszek mogą być nawet groźne dla życia. Owad wpuszcza do ciała „ofiary” ślinę, która powoduje w organizmie reakcję podobną do alergicznej. Liczne ukąszenia powodują złe samopoczucie, bóle głowy i dolegliwości sercowe. Szczególnie zagrożone są małe dzieci.  Naukowcy obliczyli, że około 20 tysięcy ukąszeń jest w stanie zabić krowę! Dodatkowo meszki, podobnie jak komary mogą przenosić groźne choroby i rozmaite pasożyty. Trzeba na nie uważać, zabezpieczając się przed nimi podobnie jak przed kleszczami. Najlepiej korzystać ze szlaków i ścieżek przygotowanych przez leśników:

Zalecam Wam, aby nie przedzierać się przez zarośla, nie siadać na kępach traw czy pniakach. Uchroni nas to także przed ingerowaniem w życie rodzinne zwierząt, które właśnie wydają potomstwo oraz przed spotkaniem z mrówkami, pająkami oraz z wężami- żmiją czy sympatycznym zaskrońcem:

 

 Wiedza czyni las bezpiecznym, stąd przygotujcie się teoretycznie do spotkania z przyrodą przed lub nawet w trakcie leśnej majówki. Wciąż staram się Wam w tym pomagać. Przyjemnego wypoczynku!

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

13:21, lesniczy.lp
Link Komentarze (7) »
sobota, 27 kwietnia 2013

Kiedy wiosną, szczególnie tak wytęsknioną jak tego roku, szukamy jej symptomów, warto zwrócić uwagę na mrówki. Mrówki to wyjątkowe owady żyjące w licznych, nawet milionowych społecznościach. Jest to z pewnością jedna z ważniejszych grup owadów, które spotkamy w większości środowisk, najczęściej jednak w lesie. Zwykle  nie interesujemy się nimi bliżej lub wręcz unikamy, pamiętając przygodę Telimeny z „Pana  Tadeusza”. Boimy się zbliżać do mrowiska, bo kontakt z rudymi lub czarnymi owadami bywa bolesny. To dość tajemnicze dla nas owady, ale jakże ważne dla życia lasu. Warto zatrzymać się przy mrowisku podczas spaceru i zainteresować ich życiem. W tym roku mrówki nie mogły się doczekać wiosny, tak jak zresztą większość z nas:

 Małe, pracowite owady to budowniczowie lasu, którzy łączą w całość poszczególne elementy ekosystemu i uczestniczą w większości procesów przyrodniczych. Ich znaczenie w przyrodzie jest ogromne. Silnie oddziałują na różne grupy roślin, bezkręgowców, wpływają na właściwości chemiczne i fizyczne gleb. Są pokarmem dla ptaków i zwierząt, mają ścisły związek z ich biologią.  Słusznie uważane są za „sanitariuszki” naszych lasów. Potrafią szybko i sprawnie obrać z tkanek martwe zwierzę ale także regulują liczebność innych owadów, często zapobiegając gradacjom gatunków żerujących na naszych drzewach. W niektórych krajach budzą nawet strach i uważane są za szkodniki, a ich masowe przemarsze zaliczane są do klęsk żywiołowych, podobnie jak naloty szarańczy. Nasze mrówki nie są jednak tak zaborcze i agresywne, stąd raczej budzą sympatię:

 Najczęściej kojarzą się nam z lasem, szczególnie z borem sosnowym, gdzie budują swoje kopce z drobnych gałązek i igieł sosnowych:

 Spotkamy je też w mieście, gdzie czasem w budynkach dobierają się nam do żywności, żyją pod kamieniem w parku lub w pniu drzewa. W Polsce oznaczono obecnie ponad 100 gatunków mrówek, których znakomita większość żyje w lasach, a tylko 5 korzysta z wielkomiejskich wygód, zamieszkując z nami w budynkach. Skromne, pracowite mrówki dbają o nasze lasy jak leśnicy. Owady sprawnie i szybko reagują na zmiany zachodzące w środowisku, stąd zamieszkiwane przez nie lasy są one coraz zdrowsze i bardziej zróżnicowane. Wynika to stąd, że mrówki potrafią porozumiewać się z sobą. Korzystają z różnych form komunikacji: dotykają się czułkami, posługują się zmysłem wzroku, produkują substancje zapachowe, zwane feromonami i wydają dźwięki. Działając zespołowo potrafią nawet hodować mszyce, których wydzielina (spadź), jest ich przysmakiem. To ciekawa symbioza, bo mszyce dostarczają mrówkom słodkiego pożywienia, a te bronią mszyce przed drapieżnikami. Spadź to gęsta, słodkawa i lepka ciecz pojawiająca się wiosną i latem na liściach i pędach niektórych drzew liściastych. To połączenie wydalin mszyc oraz soku  komórkowego, wyciekającego z liści nakłutych przez te owady. Mrówki chętnie podjadają spadź, która jest jednocześnie pokarmem dla innych owadów, m.in. dla pszczół, które „produkują” nam zdrowy miód spadziowy. Jednak mrówki w większości przypadków są owadami drapieżnymi, stąd dzięki swojej wysokiej liczebności oraz świetnej organizacji społecznej odgrywają ogromną rolę profilaktyczną w ochronie lasu.

Tam gdzie jest odpowiednio dużo mrówek w wyniku rozsądnej gospodarki leśnej, tam rośnie zdrowy las. To mrówki w przypadku gradacji (masowych  pojawów owadów) bardzo szybko dostosowują się do zmiany pokarmu i mocno redukują populację potencjalnego szkodnika. Występują w postaci „oporu środowiska” wobec nalotu groźnych dla lasu owadów. Gdy jeden z gatunków potencjalnego „szkodnika” za moment może okazać się zagrożeniem dla lasu, natychmiast stanowi on blisko 100% menu mrówek. Widać to doskonale w trakcie gradacji z pokładu np. śmigłowca, bo pośród drzew o przerzedzonych lub żółtych koronach można obserwować zielone plamy. To zdrowe drzewa wokół silnych kolonii mrówek. Pokarm zwierzęcy zawierający białko jest konieczny mrówkom do rozwoju larw, a wcześniej dla królowych, składających jaja (nawet 300 dziennie). Dlatego też chętnie zjadają padlinę, oczyszczając las z martwych zwierząt różnej wielkości. W ciągu tygodnia potrafią np. oczyścić z tkanek miękkich całą sarnę. Łatwo to sprawdzić. Wystarczy położyć w pobliżu mrowiska np. rybę, aby po krótkim czasie oglądać pięknie wyczyszczony szkielet, pachnący kwasem mrówkowym. Dawni traperzy- myśliwi i wędkarze, korzystali z tej naturalnej metody preparacji rozmaitych trofeów.

Mrówki budują także las poprzez rozsiewanie nasion roślin. Obliczono, że mrówki z jednego kopca potrafią w ciągu jednego sezonu wegetacyjnego rozprzestrzenić nawet 30 tysięcy nasion. Robotnice transportują do mrowiska nasiona brzóz, sosen czy świerków, czasami porzucając je po drodze. W ten sposób także budują bogaty w gatunki las. Podobnie rozsiewają rośliny runa, istotnie wzbogacając bioróżnorodność i przy okazji upiększając las kwiatami fiołków, zawilców czy śnieżyczek. Na trawniku przy mojej leśniczówce rozsiewają niebieskie cebulice. No i jak nie porównywać je do leśników, skoro tak dbają o bioróżnorodność?

Niektóre gatunki mrówek, np. gmachówki zasiedlają obumarłe pniaki lub leżące pnie drzew, przyśpieszając ich rozkład i obieg materii:

 Dlatego tak potrzebne są martwe drzewa w lesie, których pozostawianie przyrodzie wielu ludzi postrzega jako marnowanie drewna. Choć czasem leśnicy narzekają na nadgorliwość mrówek, gdy dobierają się do dobrego surowca drzewnego, wyrządzając w nim nawet szkody techniczne. Z kolei inne mrówki drążące korytarze i komory w ziemi, znacznie polepszają właściwości fizyczne oraz chemiczne ubogich gleb leśnych. Przy okazji poprawiają także warunki powietrzne gleby, rozluźniają ją i wzbogacają w materię organiczną. To także ważna dla lasu rola mrówek.  A zatem nie dość, że bronią las przed szkodliwymi owadami, usuwają martwe zwierzęta to jeszcze stwarzają doskonałe warunki hodowlane dla wzrostu nowych gatunków, których nasiona znoszą w okolice mrowiska. Mrówki w pełni zasługują na głęboką wdzięczność leśników, którzy bardzo o nie dbają ale także nas wszystkich i nawet zwierząt!

 Pamiętacie jak opowiadałem Wam o dziczym SPA i o tym, że zwierzęta zimą zagrzebują się w mrowiskach aby się ogrzać? Wiosną i latem dziki oraz inne zwierzęta tarzają się w mrowisku i wylegują w oczekiwaniu na zabieg higieniczny. Mrówki wybierają z ich sierści wszelkie drobne pasożyty, a „suknia” zwierzęcia nasączona zapachem kwasu mrówkowego długo odstrasza potencjalnych intruzów. Owady muszą jednak potem mozolnie od podstaw odbudowywać swoje kopce:

 Z kolei ptaki w podobnym celu chwytają mrówki  dziobem i rozgniatając je, nacierają sobie pióra. Podobno dawniej nawet ludzie nacierali się roztartymi mrówkami, aby chronić się przed uciążliwymi pasożytami.

 Kwas mrówkowy jest substancją drażniącą, a nawet żrącą , ale ma też działanie bakteriobójcze i niszczące grzyby oraz wirusy. Ludzie stosowali go od dawna do garbowania skór, farbowania tkanin i jako środka grzybobójczego. Zapobiegano, a nawet leczono kiedyś łagodne formy kataru poprzez delikatne wdychanie oparów kwasu mrówkowego. Wystarczyło na chwilę położyć na mrowisku chusteczkę do nosa, lekko ja przycisnąć, aby mrówki broniły się przed „intruzem” strzykając kwasem. Aby pozbyć się infekcji wystarczy wdychać mrówczany zapach z chusteczki. Naturalnie trzeba to robić bardzo ostrożnie i nie przedawkować, bo należy pamiętać, że kwas ma właściwości żrące, stąd łatwo uszkodzić delikatną śluzówkę nosa. Wiosną mrówki chętnie wędrują i zakładają nowe kolonie. Najcześciej budują je wokół pniaka:

 Patrzcie uważnie pod nogi spacerując po lesie i dbajcie o te bardzo pożyteczne owady.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

20:17, lesniczy.lp
Link Komentarze (12) »
środa, 24 kwietnia 2013

Jeszcze dwa tygodnie temu w lesie było mnóstwo śniegu a teraz jest barwnie, świeżo, gwarnie.  Nasza zielona planeta z okazji niedawnego Międzynarodowego Dnia Ziemi przystroiła się w kolory wiosny i zachwyca nas pięknem, ptasimi trelami oraz specyficznym pośpiechem. W lasach trwają gorączkowe prace przy spóźnionych odnowieniach.Nie ma wolnej chwili, stad nie odzywałem się kilka dni.  Wczoraj do późna rozliczałem dwa ostatnie ogrodzenia i pięć odnowionych zrębów. Dziś dojechało 20 tysięcy sadzonek sosny i 8 tysięcy buka, który trafi pod okapem starych drzewostanów jako podsadzenie. Do końca kwietnia większość zaplanowanych nasadzeń uda się zakończyć, a trzeba się śpieszyć, bo zaraz w lesie zrobi się sucho. Dlatego tak kieruję pracami, aby w pierwszej kolejności sadzić zręby o najsłabszych glebach.

Codziennie też wyjeżdża z lasu drewno i udało się już wywieźć praktycznie  cały zapas z zimowych cięć. To ważne, bo obudziły się też owady, które zasiedlają stare drewno, a wilgoć i ciepło sprzyja rozwojowi sinizn, które dyskwalifikują np. sortowane papierówki.

 Trawnik przed leśniczówką błyskawicznie zmienia barwy. Najpierw zabielił się przebiśniegami, wystającymi spośród śniegu, potem był niebieski od cebulic, a teraz jest cały fiołkowy:

Fiołki pachną niesamowicie i stoję nieraz chwilę zanim wejdę do domu zachwycając się nimi:

Łkają już słowiki, odzywają się wilgi a dziś po raz pierwszy słyszałem także huczącego bąka. Jego głos przypomina dmuchanie w butelkę, a to tajemniczy, kryjący się w trzcinach ptak z rodziny czapli. Trudno go wypatrzyć, bo niechętnie lata, a gdy stanie wyprostowany w trzcinach nie sposób go zauważyć. Potrafi nawet kołysać się tak jak trzciny poruszane podmuchem wiatru… Na rozlewiskach jeziora Wielkiego koło Trzciela widziałem dziś kilkanaście jego krewniaczek- czapli białych:

Trzcinowisko patrolował błotniak stawowy:

Tokują bekasy, ciągną słonki, jest cudownie!

Żurawie przechadzają się  już pojedynczo, co oznacza, że cierpliwie wysiadują jaja i niebawem pojawią się pomarańczowe pisklaki:

Łanie- samice jelenia  intensywnie żerują, bo jedzą za siebie i cielęta, które w czerwcu przyjdą na świat. Jest szansa, aby zobaczyć je na polu przy blasku wieczornego słońca:

Na podmokłych łąkach pojawiły się już kaczeńce

 i ta informacja na pewno zainteresuje mojego druha Marcina o pseudonimie Hapsfuji…

W grądach i buczynach robi się barwnie od przylaszczek, zawilców:

Szczególnie wieczorem dno lasu wygląda uroczo:

Już niedługo będzie tam mniej słońca, bo buki pokrywają się świeżą zielenią:

Korzystajcie z wiosny, zachwycajcie się jej świeżością, zapachami i kolorami, to fantastyczna pora roku, choć bardzo pracowita.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

23:51, lesniczy.lp
Link Komentarze (8) »
czwartek, 18 kwietnia 2013

W najbliższą sobotę, 20 kwietnia o godzinie 7.00 TVP1 pokaże już siódmy odcinek programu „Las bliżej nas”, realizowanego we współpracy z Lasami Państwowymi. Serdecznie zapraszam Was przed telewizory, bo to odcinek nakręcony w znanej Wam już pszczewskiej leśniczówce i lasach, o których już jakiś czas opowiadam:

 Nie wiem czy oglądacie ten „serial” na ekranach telewizorów, ale w sieci także łatwo go odszukać i odżałować 15 minut na seans. Do 8 czerwca kolejne odcinki będzie można oglądać w Jedynce w każdą sobotę o godzinie 7.00 rano. Można poszperać w Internecie i sięgnąć też po wcześniejsze, już archiwalne odcinki kręcone w lasach całej Polski. Łatwo je znaleźć na kanale „YouTube” Lasów Państwowych pod adresem: www.youtube.com/LasyPanstwowe

Program „Las bliżej nas” prowadzi Piotr Baron, dziennikarz i prezenter radiowej Trójki, jedna z najbardziej charakterystycznych osobowości Polskiego Radia:

 Towarzyszy mu za kamerą Piotr Świtek, który potrafi genialnie uwiecznić w cyfrowych obrazach piękno lasu i Bartek Wiśniowski, świetny „dźwiękowiec” o niezrównanym poczuciu humoru.

 Gdy już wszystko zarejestruje kamera, całość zdjęć zatwierdza fachowym okiem Iwona Pastwa z TVP1:

Jak widzicie na fotce powyżej, w roli cenzora wspierał ją nawet komendant ZHP Zbąszynek Zbyszek Buśko, który także wystapił w programie.

Wyprawy Piotra Barona i wydarzenia na planach zdjęciowych śledzić można także na profilu programu w serwisie Facebook: www.facebook.com/lasblizejnas

Zapewniam, że warto poznać wszystkie odcinki! To program o polskich lasach i leśnikach. Każdy z kilkunastominutowych odcinków poświęcony jest  wybranemu zagadnieniu z dziedziny „sztuki leśnej” i ukazuje fragment pracy leśników. Piotr Baron w swobodnej rozmowie z ludźmi lasu i ich przyjaciółmi stara się wyjaśnić cel i sposób działania Lasów Państwowych, a także ukazać walory przyrodnicze i turystyczne polskich lasów w różnych regionach kraju.  Ludzi opiekujących się lasami zwykle mało znamy i niewiele wiemy o ich pracy. Szczególnie mało wiemy o leśnikach,  jeśli nieopatrznie nie znamy Blogu Leśniczego i nie staramy na bieżąco dowiedzieć  się, co w lesie piszczy… 

 W tym odcinku opowiadam i podpowiadam jak najlepiej przygotować się do wyprawy do lasu. Wyjaśniam co należy zabrać ze sobą, jak nie zabłądzić w lesie i co ciekawego można w nim zobaczyć. A wiecie, że można… W roli głównej wystąpiła raportówka, mapnik, stuptuty, kompas i apteczka:

 Statystowały z wdziękiem daniele, zaskroniec i pszczewskie krajobrazy.

W niedzielny poranek trafiliśmy na rajd zuchów i harcerzy organizowany przez pszczewską szkołę:

 Wybraliśmy się także z ekipą filmową do pobliskiej Puszczy Noteckiej, gdzie spotkaliśmy biegających leśników Olę i Tomka:

Kasia Rolbiecka z Nadleśnictwa Międzychód opowiadała o nieistniejącej puszczańskiej wsi Radusz i urokach Puszczy Noteckiej. Piotr Baron namawiał wilka na wywiad:

Pogoda dopisała, a gdy na moment pokropił deszcz Piotr Świtek nagrywał płonące w lesie ognisko (naturalnie w bezpiecznym, wyznaczonym miejscu):

 Trzy dni zdjęciowe okazały się dla mnie nową,  świetną przygodą i obfitowały w ciekawe, a nawet zabawne zdarzenia. Obejrzyjcie sami w sobotni poranek co zgotowali dla Was w lesie Baron z blogerem. Już niebawem, w sobotę – TVP 1, 7.00 rano. Czekam na Wasze oceny i komentarze!

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

18:55, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »
środa, 17 kwietnia 2013

W ubiegłym roku 13 kwietnia zakończyłem ostatnie prace przy odnowieniach i każda zaplanowana sadzonka była już dokładnie posadzona. W tym roku dopiero od dziś ruszyło sadzenie. Trzeba bardzo sprawnie wszystko rozegrać, bo czasu tej wiosny mamy niewiele. Zaraz przecież będzie maj i upały, susza… Łącznie mam ponad 20 ha powierzchni leśnej przeznaczonej do odnowienia, podsadzenia, przebudowy i poprawek. Dziś ekipa pana Krzysztofa sadziła sadzonki olchy, sosny i brzozy, która szybko będzie rozwijać liście. Było fantastycznie słonecznie i ciepło, a przecież jeszcze tydzień temu były w lesie  zwały śniegu.

Gdy jechałem od samochodów, które przyjechały po surowiec na zrębki i papierówkę, moją uwagę zwrócił kolorowy ruch przy brzozach. To kępa brzóz rosnąca na skraju lasu, dobrze nasłoneczniona. Zatrzymałem się tam zaciekawiony na 10 minut i patrzcie:

Kilka motyli rusałki żałobnik przysiadło na pniu brzozy i z lubością raczyło się sokiem brzozowym- oskołą , spływającą z długiego pęknięcia w korze:

Jeszcze bliżej:

 

Żałowałem, że nie miałem lustrzanki ze szkiełkiem do makro i musiałem podziwiać amatorów oskoły przez oko podręcznego kompaktu. Oto kolejny:

I jeszcze jeden w towarzystwie biedronki:

Rusałka pawik lizała pień brzozy razem z taką rudą:

Potem do rudej przysiadła się taka mała – granatowa:

Wszystkim smakował zdrowy sok brzozowy. Nie dziwię się, bo też go lubię.  Aż chciałoby się przyłączyć!

Zadzwonił mój telefon – była to informacja, że jutro będzie kolejny „rzut” kilkunastu tysięcy sadzonek. Warto sadzić każdy gatunek  drzew, bo jak widać las żyje pełnią życia, wystarczy się tylko uważnie przyjrzeć. Choć najczęściej nie mamy czasu na takie obserwacje, bo wciąż depcze po pietach pośpiech.  Korzystając z moich 10 minut, zobaczcie ile na skromnej brzozie jest amatorów wiosennej słodyczy…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

20:41, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Kilka ostatnich dni byłem bardzo zajęty ale o tym opowiem Wam w następnym wpisie, bo przecież najważniejsze, że już wiosna! Dziś było ponad 20 stopni i słońce grzało, że aż miło. Jutro przyjeżdżają ze szkółki pierwsze sadzonki i zabieramy się ostro za odnowienia zrębów. Pierwsze wiosnę wypatrzyły daniele, które tęsknie jej wyglądały:

Grzywacze zbierają ostatnie „drobiazgi” do swoich niewyszukanych i mało skomplikowanych konstrukcyjnie gniazd:

Na drutach siedzą już jaskółki, bociany stoją na gniazdach, a nad łąkami kołują czajki. Przyleciały już barwne dudki, pierwiosnki, piecuszki i błotniaki. Wczoraj przysiadłem porankiem na chwilę w obserwatorium nad jeziorem i cieszyłem się wiosną:

Krokusy wabią pszczoły:

Pysznią się żółcią:

Rzadko się zdarza na moim trawniku, że zanim przekwitną przebiśniegi pojawiają się już cebulice:

Ale wiosna będzie próbowała nadganiać czas zabrany przez zimę.

Mrówki dość wcześnie wyjrzały na świat, pomimo okowów zimy. Jednak dopiero teraz biegają ostro po leśnej ściółce i rozglądają się z pniaczka za „zaopatrzeniem”:

Wiosenne ciepełko wywabiło zaskrońca, który wylegiwał się na ścieżce, ale spłoszony krokami zwiał pod pień drzewka i syczał po swojemu:

To zuchy i harcerze w pierwszą wiosenną niedzielę ruszyli na rajd pieszy, pośród pszczewskich borów i jezior, trasą zaprojektowanej przeze mnie scieżki historyczno przyrodniczej Nadleśnictwa Trzciel:

 To świetny pomysł na niedzielę. Całą rodziną ruszyliśmy także na leśny spacer. Wybierajcie się i Wy w las, bo wiosna będzie krótka. Cieszmy się ile tylko się da słońcem, kwiatami i śpiewem ptaków.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

19:47, lesniczy.lp
Link Komentarze (7) »
środa, 10 kwietnia 2013

Dziś rocznica katastrofy smoleńskiej… Wtedy, trzy lata temu, w pamiętną sobotę woziłem drewno z podwórza do piwnicy i słuchałem wiadomości z samochodowego auta. Nie wierzyłem. Włączyłem szybko komputer, telewizor i z napięciem śledziłem napływające informacje. Straszne informacje… Dziś wokół nas, przy okazji tej rocznicy mówi się o pomnikach, upamiętnieniu, symbolach. Wielu Polaków krzywi się na tę, podobno nadmierną, martyrologię. Uważam, że tak trzeba.  Choć naturalnie bez przesady. Należy jednak pamiętać o naszej historii, dbać o materialne symbole pamięci, bo taki oto napis czytałem kilka tygodni temu na pomniku w Ełku:

Jakiś czas temu regionalista, patriota, historyk i emerytowany dyrektor szkoły podstawowej w Pszczewie, pan Franciszek Leśny, przyszedł do mnie z podpowiedzią upamiętnienia ważnych wydarzeń historycznych z naszej okolicy. Historia okolic Pszczewa, sięgająca VIII w. zawiera wiele ciekawych wydarzeń. Pszczew to miejscowość, która około 800 lat przynależała do państwa polskiego. Potem przyszedł czas zaborów i Pszczew nazwano Betsche.

 Niedaleko mojej leśniczówki przebiegała granica polsko-niemiecka ustalona Traktatem Wersalskim i następna wieś, Silna, była już w Polsce. Wcześniej, gdy Polska odzyskała niepodległość w listopadzie 1918 roku, obudziły się nadzieje mieszkańców Silnej i Pszczewa  na powrót do Ojczyzny. Powstańcy Wielkopolscy i wspierające ich działania Polskie Oddziały Zbrojne oswobodziły okolice Lewic i Silnej. Oddział pod dowództwem kapitana Józefa Furmanka dotarł na przedmieścia Pszczewa nad jezioro Cegielniane. Nie doszło jednak do wyzwolenia Pszczewa, a sprawa wytyczenia zachodniej granicy Polski budziła wielkie emocje i była przedmiotem rozmów dyplomatycznych.

Miejscowi polscy działacze (Kazimierz Kowalski, Ludwik Wittchen, Feliks Paździorek,  Wojciech Poczekaj) złożyli w sierpniu 1919 roku na ręce członków delegacji Międzynarodowej Komisji Granicznej udokumentowany memoriał i protest przeciwko włączeniu Pszczewa do Niemiec. Pod nadzorem tej komisji w gminie Pszczew przeprowadzono referendum ludowe ( Volksabstimmung). Pomimo, że odbyła się także polska manifestacja patriotyczna w Pszczewie, jego mieszkańcy opowiedzieli się za przynależnością do Niemiec. Mieszkańcy wsi Silna, Świechocin, Stoki i Nowa Silna zdeklarowali swoją przynależność do Polski.

Podpisany 28 czerwca 1918 roku Traktat Wersalski podzielił granicą gminę Pszczew według wyników referendum na Niemcy i Polskę. W pobliskim Trzcielu granica podzieliła na pół jeden z budynków, gdzie był dom i warsztat  wikliniarski Alberta Konopki. Dziś, w zjednoczonej Europie nie ma granic. Można swobodnie podróżować i korzystać z uroków lasów, jezior oraz podziwiać piękno krajobrazu. Czas zatarł ślady dawnej granicy polsko-niemieckiej. Mało kto pamięta dziś  w Pszczewie, gdzie była granica. Teren, gdzie zlokalizowane były strażnice: drewniana polska, oraz murowana niemiecka porasta dziś las zarządzany przez leśników z Nadleśnictwa Bolewice. Wcześniej,  w latach 30 granica wyglądała tak:

Dziś, spośród korzeni drzew wystają jeszcze resztki fundamentów  niemieckiej strażnicy:

Warto zachować w pamięci to świadectwo historii. Niebawem w tym miejscu staraniem leśników powstanie leśny parking „Na dawnej granicy państwa polskiego”. To pożyteczna forma upamiętnienia dawnej granicy. Niegdyś wytyczały ją specjalne kamienne graniczniki:

 Na mocy ustaleń traktatu wersalskiego granica oznakowana była kamieniami granicznymi o określonych wymiarach.  Były kamienie graniczne główne: 175 x 40 x 40, pomiędzy nimi ustawiano mniejsze kamienie normalne o wymiarach: 125 x 25 x 25 i jeszcze mniejsze kamienie pomocnicze: 93 x 18 x 18. Na kamieniu są wykute litery „P” (Polska) i „D” (Deutschland), litera oznaczenia sekcji granicznej, kolejny numer kamienia oraz napis „Versailles 28.6.1919” ( czyli data podpisania traktatu przez Niemców). Niektóre kamienie miały na szczycie otwór i wyryty schemat przebiegu granicy w okolicy miejsca usytuowania granicznika. Jedyny znany mi, zachowany w okolicy kamień, znajduje się w miejscowości Wierzbno gmina Przytoczna. Jest ustawiony przed  neoklasycystycznym pałacem z końca XIX w., usytuowanym w podworskim parku:

Nadleśniczy z Bolewic Tadeusz Szymański i jego zastępca Grzegorz Roszkowiak chętnie przyjęli moją propozycję urządzenia parkingu w tym historycznym miejscu. To wspólne przedsięwzięcie leśników z nadleśnictw Trzciel i Bolewice, choć zlokalizowane na terenie bolewickiego leśnictwa Silna. Okolice słyną z pięknych krajobrazów, a lasy obfitują w grzyby, stąd parking z pewnością będzie cieszył się zainteresowaniem. Powstaje tu niebawem miejsce dla bezpiecznego parkowania samochodów, pozostawienia rowerów i edukacji przyrodniczej oraz historycznej.

Jest to też fragment lasu związany z mało znaną historią jednej z pierwszych ofiar II wojny światowej, na tym najdalej na zachód wysuniętym odcinku granicy. To historia plutonowego Antoniego Palucha- kierownika posterunku Straży Granicznej z Silnej:

Wczesnym rankiem 1 września 1939 roku pełnił służbę przy bramce granicznej. Pojawił się samolot niemiecki, który zrzucił trzy bomby, ale nie wyrządziły one szkód. Około 4.45 od strony Pszczewa pojawił się oddział Wermachtu. Plutonowy Antoni Paluch oddał w stronę zbliżającego się oddziału strzał ostrzegawczy, a Niemcy odpowiedzieli ogniem. Polak zginął od postrzału w głowę. Na płycie jego nagrobka napisano:

„Niewidoczny oku, a bliski sercu”

Antoni Paluch

Kierownik Straży Granicznej

Ur. 4.6.1891 r. Poległ 1.9.1939 r.

Sądzę, że to ciekawy przykład dbałości leśników o turystyczne zagospodarowanie lasu, a jednocześnie troski o zachowanie pamiątek historycznych. Każdy, kto odwiedzi to miejsce chętnie pozna i  wspomni dawne zdarzenia historyczne i z pewnością z szacunkiem będzie korzystał z piękna okolicznych lasów.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

22:13, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
sobota, 06 kwietnia 2013

Wszyscy z ogromną niecierpliwością wyczekujemy barwnej wiosny i mamy ogromną ochotę na wypad do lasu pachnącego wszelkimi aromatami Kwietnej Pani. Jak na razie musimy obejść się smakiem, bo wciąż jest biało, a nie soczyście zielono. Moje bogatki i mazurki zrobiły sobie przerwę w krzątaninie wokół budek. Szpaki siedzą osowiałe rządkiem na drutach telefonicznych. Żurawie smętnie dłubią w zaśnieżonym kukurydzisku:

Wróciłem właśnie z lasu, gdzie pomimo pozornie wolnej soboty prace trwają w najlepsze. Jedna ekipa kończy trzebież wykonywaną z użyciem harwestera, inna kończy ostatnie ogrodzenie uprawy, a jeszcze inna porządkuje obiekty turystyczne i edukacyjne. Po lesie chodzi się i jeździ  fatalnie, bo gruba warstwa mokrego ale też przemrożonego śniegu bardzo przeszkadza. Na łukach dróg i górkach auto niesie, że hoho, stąd należy w praktyce stosować rady sympatycznego Krzysztofa Hołowczyca, aby nie klepać blach. Na polach też biało, co niezbyt podoba się gęgawom:

Do leśniczówki zajrzały dziś gile i jak kolorowe jabłuszka obsiadły brzoskwinie:

Pożywiały się chwilę pączkami brzoskwiń i poleciały dalej szukać wiosny, której wciąż nie widać za jeziorem. Wszystko jednak wskazuje na to, że niebawem sytuacja ulegnie zmianie i do lasu wybierzemy się na wiosenną wyprawę wcześniej niż na majówkę. Warto wykorzystać ten czas na to, aby wskoczyć na chwilę do banku. Nie, niekoniecznie po to, aby zaopatrzyć się w gotówkę lub zaciągnąć kredyt. No i nie trzeba nawet nigdzie iść. Wystarczy tylko klikać myszką! Zapraszam Was do Banku Danych o Lasach. To portal internetowy, który znajdziecie tu:  http://www.bdl.info.pl

Wielu z Was narzekało na brak dostępu do map i kłopot z uzyskaniem informacji o lasach. Zauważcie też, że lasy pokrywają blisko 30% naszego kraju i 80% z nich stanowią Lasy Państwowe. Pozostaje jeszcze jednak 20% lasów prywatnych, komunalnych i innych własności. Skąd ma jednak wiedzieć przyrodnik, turysta, spacerowicz w jakim znajduje się lesie, bo dla niego las jest lasem, bez względu na formę własności. Chciałby także go bliżej poznać i korzystać z jego uroków.  Choć często do lasu prywatnego trudno wejść bo bywa ogrodzony lub obwarowany tablicami zakazu:

Lasy Państwowe już w 1967 roku rozpoczęły prace nad bankiem danych o lasach. Lesnicy pracowali nad tym wiele lat, wprowadzając m.in. SILP- system informatyczny LP. Wydali mnóstwo książek, publikacji, zestawień, folderów, map. Leśnicy bardzo starają się, aby każdy mógł jak najlepiej poznać lasy i ich bogactwo. 

 Warto jednak pamiętać, że ustawa o lasach z 1991 roku i inne akty prawne odnoszą się do wszystkich lasów, bez względu na ich formę własności. W  lasach niepaństwowych także tkwi ogromny potencjał, którego nie znamy bliżej, bo brak zupełnie danych o tych zasobach. Obecny rozwój techniki i nowoczesnych technologii znakomicie ułatwia prace nad tworzeniem szczególnego banku wiedzy o lasach. Jest ona potrzebna nie tylko leśnikom, ale wszystkim korzystającym z lasu. Zajrzy tu leśnik, przyrodnik i turysta, ale także przedsiębiorca, inwestor, planista i urzędnik gminny.

 Na stronie głównej portalu przeczytacie: „Głównym celem budowanego Banku Danych o Lasach jest dostarczanie informacji dotyczących stanu lasu, zmian stanu lasu i gospodarki leśnej w lasach wszystkich form własności w powiązaniu z ochroną przyrody i stanem środowiska przyrodniczego, na potrzeby różnych szczebli organizacji i zarządzania w leśnictwie, ochrony środowiska, nauki oraz na potrzeby statystyki publicznej i międzynarodowej, a także planowania przestrzennego i społeczeństwa".

Biuro Urządzania Lasu i Geodezji Leśnej zrealizowało usługę zamówioną przez Dyrekcję Generalną Lasów Państwowych pod nazwą: Wdrożenie koncepcji budowy i funkcjonowania banku danych o zasobach leśnych i stanie lasów wszystkich form własności – I etap prac (pilotaż). Oczywiście należy pamiętać, że portal jest w fazie rozwoju ale już teraz warto go poznać i korzystać z jego dobrodziejstw.

 Każdemu z Was przyda się dokładna mapka ulubionego lasu z naniesionymi drogami, liniami podziału przestrzennego i opisem:

Lasy Państwowe udostępniły portal w marcu. Przypomina on nieco geoportal (www.geoportal.gov.pl) ale jest znacznie bogatszy, bo zawiera informację o obszarach, obiektach chronionych, zabytkach oraz zestawienia, publikacje itd. No i naprawdę dokładne mapy lasów!

Zachęcam Was do jego poznania i korzystania przed wyprawą do lasu. Poznacie przy pomocy tego banku dobrze las, rozkład dróg, wód, miejscowości i wyszukacie atrakcyjne miejsca. Można ściągnąć sobie potrzebne dane na tablet czy telefon komórkowy i wyruszyć tak uzbrojonym na leśny wypad. Proponuję Wam jednak, aby przed pójściem do lasu wskoczyć do banku po wiedzę o lesie, „zapisać” ją w głowie, uzupełnić także w inny sposób, poprzez lekturę folderów, przewodników i wydrukować sobie mapkę wyprawy. 

 W lesie zamiast stukać w tablet czy telefon, rozglądać się za stukającym dzięciołem, płochliwą łanią, chłonąć wszystkimi zmysłami piękno Natury, wpatrywać w prawdziwie kaczeńcowe kaczeńce, fiołkowe fiołki i poziomkowe poziomki. Z lasem, przyrodą, naturą trzeba kontaktować się naturalnie, a nie wirtualnie. Żal tracić każdego ułamka czasu, który dane nam jest spędzić w kontakcie z przyrodą. Wrażenia i emocje są bezcenne. Nawet najpiękniejsza fotografia, filmik czy rycina nie odda piękna przeżytej chwili, którą udało się nam spędzić w lesie… Warto się dobrze przygotować na takie spotkanie, także przy pomocy Banku Danych o Lasach.

Życzę Wam samych pięknych chwil w wiosennym lesie. Pewnie już niebawem!

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

16:18, lesniczy.lp
Link Komentarze (17) »