O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
poniedziałek, 21 stycznia 2013

 

  Dziś nie o lesie, ptakach i zwierzakach ale o nieszczęściach…

 Bo tyle ich wokół nas. Dotykają także leśników i ich bliskich, dlatego piszę o nich na tym właśnie blogu... W mojej służbowej e-skrzynce bardzo często napotykam na błagania o pomoc. Niebawem czas rozliczeń podatkowych, może warto choć wtedy pomyśleć o kimś wokół nas. Lepiej pomagać niż szukać pomocy. Może zechcecie pomóc leśnikom i ich rodzinom? Tyle jest ludzkich tragedii wokół nas… A co może być gorszego od bezradności? Szczególnie dla leśników, twardych ludzi czynu. Ale i ich nie omijają nieszczęścia. Zostaje wtedy tylko wołanie o pomoc.

 Leśnik tak pisze o chorobie swojej żony:  „Stwardnienie rozsiane jest chorobą autoimmunologiczną, w której układ odpornościowy gospodarza zwalcza komórki własnego organizmu, w tym przypadku w tkance nerwowej i doprowadza do obezwładnienia kończyn górnych i dolnych…”. Inny, 29-letni pracownik wrocławskiej RDLP pisze tak: „W grudniu 2006 roku, uległem poważnemu wypadkowi samochodowemu w efekcie którego złamałem kręgosłup. Od tamtego dnia poruszam się wyłącznie na wózku inwalidzkim. Możliwość utrzymania się w dobrej kondycji fizycznej i dalszej walki o powrót do zdrowia daje długotrwała i intensywna rehabilitacja”. Małżeństwo leśników błaga o pomoc dla synka: „Wojtuś cierpi na nieuleczalną chorobę genetyczną jaką jest mukowiscydoza. Choroba ta mimo stałego przyjmowania leków, ciągle postępuje. Niezwykle ważne jest utrzymanie chorego w dobrej kondycji zdrowotnej. Wymaga to wielu nakładów finansowych (sprzęt do rehabilitacji, enzymy trzustkowe, antybiotyki, witaminy, odżywki). Chorzy niejednokrotnie wydają na leczenie od 800 nawet do 3000 zł miesięcznie.”  Moja serdeczna koleżanka Janeczka ma inny problem: „Choruję na sarkoidozę płuc i jak co roku proszę o przekazanie 1% podatku na Fundację Pomocy Leśnikom i ich Rodzinom. Fundacja od początku choroby pomaga mi w ponoszeniu kosztów mojego leczenia. To dzięki 1% podatku mogę się leczyć, choroba z którą się zmagam już od 5 lat jest chorobą nieuleczalną i wymaga wielu badań i leków. Sarkoidoza  jest chorobą układu odpornościowego… Te teksty mówią wszystko! Każdy z nas może pomóc, choć zdaję sobie sprawę ile takich wołań słyszy wielu z nas. Sprawa jest prosta, bo przecież nie o to chodzi, żeby na każdy apel odpowiadać wypełnionym przelewem bankowym.

Zgodnie z ustawą o działalności organizacji pożytku publicznego, osoby płacące podatek dochodowy od osób fizycznych mogą pomniejszyć podatek należny, deklarowany w rocznym zeznaniu podatkowym o 1 %, przekazując tę kwotę na rzecz wybranej organizacji pożytku publicznego. Jedną z takich organizacji jest „Fundacja Pomocy Leśnikom i ich rodzinom”

Zasadniczym celem założonej przez leśników fundacji  jest  ochrona zdrowia oraz  pomoc społeczna głównie pracownikom, byłym pracownikom oraz ich rodzinom, z nadleśnictw i zakładów wchodzących w skład Regionalnej  Dyrekcji Lasów  Państwowych w Szczecinie. Fundacja  powstała w 2005 roku i do 31.12.2012 r. z jej kasy przyznano pomoc finansową 69 pracownikom i członkom ich rodzin w wysokości 642 tys. zł, na pokrycie kosztów leczenia i rehabilitacji lub pomocy np. po pożarze domu.

Fundacja Pomocy Leśnikom i ich Rodzinom w Szczecinie ul. Słowackiego 2  (siedziba RDLP)

                                   nr  KRS 0000 227907                      

           konto do wszelkich  wpłat : Bank BPH  96 1060 0076 0000 3260 0172 4403

Wystarczy wpisać w druku PIT za 2012 r.    nr KRS /0000227907/    oraz kwotę, a darowizna zostanie przekazana  przez Urząd Skarbowy na konto Fundacji. Można także wskazać wybraną osobę ( należy podać imię i nazwisko )  a Fundacja przekaże całą zebraną kwotę tej właśnie osobie.

                                            

Podobną fundacją, która pomaga leśnikom z całej Polski, choć siłą rzeczy częściej tym z  południowej i wschodniej części kraju jako, że założono ją przy RDLP Krosno, jest fundacja  „Pomoc Leśnikom” , adres pocztowy: ul. Bieszczadzka 2, 38 - 400 Krosno. Zasady są takie same, jeśli komuś bliżej sercem do Krosna to proszę wpisać na PIT:

Nr KRS Fundacji: 0000040564,   można też dokonywać dowolnych  wpłat na  konto: BGŻ S.A. Krosno 24203000451110000000246150

Szczegółowe wiadomości o fundacjach  można znaleźć na stronach www regionalnych dyrekcji LP w Szczecinie (pełnej informacji udzieli telefonicznie B. Sasin)  i Krośnie ( doskonale zorientowany będzie leśniczy Jerzy Miliszewski). Fundacje nie mają pracowników i nie generują dla nich zysków. Są po to, aby pomagać ludziom w nieszczęściach, które czyhają wokół nas.   A ja Was bardzo proszę: nie zatwardzajcie serc Waszych na wołanie o pomoc…

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

   

23:47, lesniczy.lp
Link Komentarze (6) »
czwartek, 17 stycznia 2013

Zima trzyma. Całe szczęście, bo przecież mamy połowę stycznia i nie powinny kwitnąć stokrotki, a niebo nie może przypominać burego łacha pobrudzonego wycieraniem lepkiej mgły i błota. Dziś było śnieżnie, lekko "mroziście", a w południe z kolei słonecznie. Leśniczówka otoczona oszronionymi drzewami i krzewami ozdobionymi śnieżnymi czapami uśmiechała się w południe oczami okien:

Jezioro znowu zamarzło ku szczeremu zdziwieniu mew, które przyglądają się z niedowierzaniem w cienkim lodzie:

Cały dzień spędziłem w lesie, bo wciąż jadą z mojego leśnictwa wozy z drewnem:

Podleśniczowie padli ofiarą grypy, ale ja trzymam się zdrowo i nie zamierzam chorować. Mam mnóstwo pracy biurowej przy szacunkach brakarskich, ale tak piękny, zimowy dzień nie mogę przecież przesiedzieć w kancelarii, wertując księgę operatu… Mój ulubiony i bardzo solidny przewoźnik pan Leszek codziennie wywozi dwa wozy papierówki, choć na leśnych drogach nie jest teraz łatwo:

Gdy spadnie więcej śniegu łatwo można stracić orientację, bo krajobraz bardzo się zmienia, a drogowskazów w lesie zwykle nie ma! Pomagam tak przewoźnikom, żeby nie zmylili drogi, wracając  załadowanym samochodem:

Wczoraj jechałem na umówione z przewoźnikiem spotkanie w oddziale 41 i spoglądałem po drodze na pozostałe stosy papierówki, licząc w pamięci, czy wystarczy na załadowanie kolejnego samochodu. Na moment odwróciłem uwagę od drogi, którą wyślizgały solidnie koła ciężarówki pana Leszka. Zarzuciło potężnie moim Rokusiem i impet wrzucił przód samochodu na skarpę. Bokiem wjeżdżałem na coraz bardziej stromą skarpę, uzyskując „coraz większe skrzywienie horyzontu”, a w dodatku bardzo szybko grubiała w moich oczach zbliżająca się do maski auta wielka sosna. W ostatniej chwili udało się jednak skontrować kierownicą, bo złapałem przyczepność i spadłem ze skarpy na cztery koła kilka metrów przed grubą sosną. Chyba jednak trzeba czujnie obserwować drogę i wolniej  jechać…

W zimowym lesie jest co obserwować, ale najlepiej poruszając się pieszo. Dziki ryją leśne dogi, szczególnie tam, gdzie są dęby:

Mają świetny „radar”, bo zobaczcie co tam było jesienią:

Dziki pamiętają, że w tym roku był urodzaj żołędzi i szukają ich chętnie w lesie. Nie wkraczają wtedy do ogródków, ani do miast i nie ma potrzeby ich sztucznie dokarmiać. Dlatego leśnicy pozostawiają wzdłuż dróg i brzegów upraw pojedyncze dęby, gdy projektują zręby, aby urodzaj żołędzi był spiżarnią także dla dzików, choć korzysta z nich wiele innych zwierząt i ptaków. Dziki radzą sobie także tam, gdzie żołędzi było mniej. Można to wyczytać na śniegu. Trop dzika jest bardzo charakterystyczny:

 

Zaciekawiły mnie ślady piasku przy odciskach dziczych rapci. Poszedłem po wstecznym tropie, aby sprawdzić skąd dzik nabrał na swoje biegi (nogi) i suknię (sierść) ten piasek. Okazało się, że z braku żołędzi, pod młodymi dąbkami w pozostawionej po zrębie biogrupie wyrył sobie solidną jamę i dokopał się do smakowitych korzonków. Widać, że zabawił tam dość długo:

 Niedaleko zobaczyłem tropy danieli:

Były bardzo świeże, to postanowiłem zrobić łuk i zajść im drogę. Podejrzewałem gdzie się kierują. Nie myliłem się i zobaczyłem młodego byczka i trzy łanie z dwoma cielakami ale szybko zwiały. Kawałek dalej, gdy wychyliłem się zza pagórka zobaczyłem dwa daniele- byki z niezłymi już łopatami. Niestety, nie chciały pozować:

Uciekły, a ja zrobiłem kolejny łuk, bo wiedziałem gdzie mierzą, a w pobliżu była i tak powierzchnia do trzebieży na 2014 rok, którą chciałem obejrzeć. Marszobiegiem przeleciałem z 1,5 km ale daniele były szybsze i schroniły się już w sosnowych młodnikach. No cóż, biegałem kiedyś na długich dystansach „w przełajach”, ale to było dawno. Obejrzałem ich żerowiska w drzewostanie dębowym. Śnieg było solidnie przewrócony i na pozór wygląda to tak, jakby buchtowały tam dziki. Na wzgórzach widać wykopane w śniegu i wytopione ciałami danieli legowiska, gdzie odpoczywają po trudach zimowego żerowania:

Leżą w pobliżu żerowiska, a ze wzgórza dobrze widzą okolicę i szybko wypatrzą, wywęszą i usłyszą niebezpieczeństwo. Dalej, w sosnowym, starym borze oglądałem tropy saren. Ta widać przechadzała się spokojnie, ciągnąc wolno cewki (nogi) po śniegu i pozostawiając rysy pomiędzy odciskami zgrabnych raciczek:

Odkopane ze śniegi jagodniki świadczą o tym, że stołują się tu sarny i jelenie, bo było też sporo ich tropów. Obok młodnika przekicał sobie zajączek:

Przednie łapki stawia bardzo blisko siebie, a potem przerzuca tylnie skoki, tak, że laik zwykle nie rozpozna w którą stronę szedł. Potem wyraźnie przyspieszył i dawał spore susy. Nic dziwnego, obok jego tropów przesznurował lis:

Ale spokojnie drogi zajączku, taki równy sznureczek i ślady lisiej kity na śniegu świadczą  o tym, że rudy mykita sznurował sobie spokojnie na odpoczynek do nory, a nie rzucił się w pogoń, bo wtedy trop wyglądałby inaczej.

W lesie jest teraz cicho, pięknie i bajkowo. Ptaki myślą już o wiośnie, bo dzięcioł rozpoczął budowę nowego lokalu, choć nie wiadomo, kto się tam wiosną wprowadzi:

 Zwierzęta piszą na świeżym śniegu swoje historie.  No a ja pokazałem Wam, ile można wyczytać z zapisów zimowego lasu, a to przecież tylko kilka stron…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

23:17, lesniczy.lp
Link Komentarze (20) »
niedziela, 13 stycznia 2013

Dziś jak zwykle zimowym, niedzielnym porankiem obserwowałem ptaki za oknem leśniczówki, które natychmiast gdy zrobiło się jasno ruszyły konsumować  to, co znalazły w karmnikach, no i nie tylko. Przed obiadem moja żona, Renia wystawiła na taras garnek ze świeżo ugotowanymi ziemniakami, aby je schłodzić, a potem przerobić na kluski śląskie. Gdy poszła po nie za pół godziny, okazało się, że część podziobały i wyniosły… sójki. A to złodziejki! Dobrze, że przyniosłem więcej ziemniaków z piwnicy. Renia uzupełniła wczoraj stan słoneczniku w karmnikach  i dziś jest tam pełna frekwencja:

Nawet grubodziób jak przymurowany „młócił” czarne ziarenka przez kilkanaście minut:

Dowiesiłem też nowych kul, bo na krzewach powiewały tylko puste siatki i tam także "sikorzy" ruch od rana:

 

Gdy było ledwo szaro kilkanaście kwiczołów penetrowało jałowce na trawniku. Zajadały się ich aromatycznymi kulkami, które są świetnym dodatkiem do mięsa i kiełbasy, no i wyjadły wszystko. Dobrze, że mam nieco suszonych.... Potem przeniosły się pod jabłoń, gdzie zostały już marne resztki jabłek. Kwiczoły odganiają ostro kosy, które także liczą  na śniadanie z jabłek. Znowu pojawiły się jemiołuszki, które w godzinę zredukowały mocno liczbę jabłuszek. Dorzucam im co jakiś czas pod drzewa, z moich zapasów, zgromadzonych w piwnicy. W mojej piwnicy jest spory zapas różnych darów jesieni pochodzących z ogrodu, a przede wszystkim z lasu. Zwierzęta i ptaki mają fajnie, bo nie muszą robić zapasów na zimę. Spotkałem kiedyś wiewiórkę jak taszczyła sporego „goldena”, którego porwała na moich oczach z parapetu domku letniskowego:

 Byłem ciekaw co z nim zrobi, bo wiewiórki przygotowują sobie zapasy na zimę, choć często zapominają o nich. Wiewiórka pobiegła z nim na pobliski dąb i najspokojniej w świecie skonsumowała jabłko, wypluwając z gracją (jak to wiewiórka) tylko ogonek. Ani jej było w głowie robienie kompotu, smażenie powideł:

Ani upychanie w słoiki kurek:

Warto się jednak trudzić, bo teraz, gdy wszyscy wokół chodzą z czerwonymi nosami, chrypią i psikają zawartość spiżarni w leśniczówce chroni nas znakomicie przed choróbskami. Syrop z pędów sosny, „miodzik” z kwiatów mniszka, syrop z bzu czarnego, pigwa do herbaty, no a nalewki z darów lasu to osobny rozdział. Nie chcę Wam robić apetytu, ale zobaczcie taki zestaw win i nalewek z ziół oraz owoców leśnych Puszczy Noteckiej:

  

Warto posiadać należytą wiedzę przyrodniczą i znać tajemne zakamarki oraz sekrety borów? Pewnie, że warto! Trzeba się jeszcze napracować przy zbiorze i robieniu przetworów, ale cóż cenniejszego nad zdrowie?  Podczas wypraw w las możemy czerpać do woli z leśnego bogactwa i kosztować jagód, poziomek czy grzybów. Każdy, kto smakował leśne czarne jeżyny, czy niewielkie, ale niesłychanie aromatyczne maliny, doskonale rozumie o co chodzi. Często nie doceniamy tego bogactwa i nie zdajemy sobie sprawy z tego jak wiele tracą ci, którzy nigdy nie zrywali malin czy borówek prosto z krzaka. Leśnicy starają się też uratować od zapomnienia regionalne, a nawet rodzinne tajemne receptury na naturalne przysmaki i specyfiki służące zdrowiu, których składnikami są czasem jakieś korzonki, liście czy rośliny, pogardliwie nazywane chwastami. Bo zioła to nie tylko „zielsko” ale też kora, korzenie czy łodygi roślin naszych lasów. Rosnące z dala od miast, dróg, nieskażone cywilizacją borówki, pokrzywy, berberys, dziurawiec, kruszyna, jałowiec czy bez czarny są składnikami ciekawych potraw i bywają antidotum na różne, nawet bardzo poważne schorzenia. W polskich lasach rośnie około 150 gatunków roślin leczniczych. Owoce leśne są bardzo bogate w witaminy i choć nie są tak piękne i okazałe jak tropikalne owoce leżące w sklepie, biją je na głowę swoimi właściwościami. Czasem można je zakupić na imprezach organizowanych przez leśników:

 Choć wiadomo, że to co sami przygotujemy jest najlepsze. Dereniówka czy pigwówka na leśnym miodzie, doprawiona sobie tylko znanym listkiem czy korzeniem, to poezja smaku, zapachu  i gwarancja zdrowia. Zwierzęta aby przetrwać zimę czasem zapadają w sen zimowy jak susły, niedźwiedzie, czy nasze przesympatyczne jeże. Te ostatnie śpią nawet pięć miesięcy i zasypiają czasem już w początkach października. One nie muszą zapełniać spiżarni, martwią się tylko, aby ludzie zbyt dokładnie nie sprzątali działek i ogrodów, bo w sen zimowy zapadają w stertach słomy lub liści. Warto wykorzystać zimę także do zgromadzenia wiedzy na temat dobrodziejstw darów lasu, aby  potem zbierać i przetwarzać je na domowe potrzeby. Najlepiej czyta się przy rozpalonym kominku, podjadając konfitury z borówek lub śliwkowe powidła, popijając herbatą z lipy, doprawioną miodem i pigwą. Późnym popołudniem dobrze zrobi maleńki łyczek nalewki z leśnych malin lub derenia. Warto mieć tak zaopatrzoną  spiżarnię. Mam nadzieję, że narobiłem Wam apetytu…

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

19:49, lesniczy.lp
Link Komentarze (25) »
środa, 09 stycznia 2013

Szare, pochmurne dni tegorocznego stycznia, pełne wilgoci, a pozbawione słońca, nie nastrajają pozytywnie do spacerowania po lesie. Jednak wciąż tak nie będzie. No i nie tylko wilka ciągnie do lasu. Każdemu znudzi się telewizor, biesiadowanie przy stole, komputer, a nawet lektura mojego blogu może wreszcie znużyć.  Choć właściwie to jest raczej mało prawdopodobne… Wtedy, gdy tak się stanie, pomimo wszelkich przeciwności losu ruszymy w las, żądni przygód, ciekawych plenerów i spotkań z mieszkańcami lasu. Bo przecież trzeba wypróbować nową lornetkę/ aparat/obiektyw/statyw  (wybieramy właściwe), które znaleźliśmy pod choinką. Jednak las o tej porze nie jest zbyt przyjazny dla ludzi. Na drogach błoto jak w krainie Shreka, dzień króciutki i ponury, a w lesie cisza. Przyzwyczajeni do wiosennego czy letniego gwaru stajemy zaskoczeni brakiem objawów życia. Bo w styczniowym lesie cisza. Czasem słychać popiskiwanie sikor i raniuszków, pełzacz „szmera” płatkami kory albo dzięcioł ostukuje suchy konar sosny. Las wydaje się wymarły i nie widać zwierząt. To co tu obserwować? Fotografie będą szare i brzydkie bo światło praktycznie nieobecne. Po co moknąć, babrać się w błocie i pętać po lesie bez pożytku? Nie zrażajcie się tak łatwo! Las żyje cały rok, a zwierzaki przecież nie wyprowadziły się do miasta i nie koczują w noclegowni, ani nie wyemigrowały do ciepłych krajów. One są i obserwują nasze wysiłki z uznaniem i ciekawością tak jak ta łańka daniela o ciekawej, czekoladowej sukni:

Czasem spoglądają z góry, bo w cieplejsze dni wiewiórki budzą się i podjadają zgromadzone zapasy:

Gdy nie znamy ich obyczajów, nie potrafimy cicho poruszać się po lesie oraz odpowiednio zachować to przechodzimy obok i niczego nie widzimy. Ale las spogląda na nas oczami różnych zwierząt. Bo gdzie mają się schować? Zwierzęta zimą bardzo szanują energię i nie są nadmiernie ruchliwe. Trzymają się blisko swoich żerowisk i starają się nie tracić sił na niepotrzebną ucieczkę. Gdy znamy ich zachowanie, sami zachowujemy się rozważnie i nie nadużywamy zaufania możemy przeżyć ciekawą przygodę. Różne zwierzęta szukają sobie teraz specyficznych kryjówek, chroniących je przed wilgocią i deszczem lub śniegiem. Chętnie zalegają teraz pod świerkami lub pośród jałowców. Sarny trzymają się tam, gdzie są nisko zwisające gałęzie i spoglądają stamtąd na nas swoim świecami, bo tak mówi się na oczy zwierzyny płowej (saren i jeleni):

 W lesie jest teraz pełno spoglądających na nas oczu, a zwierzyna jest trudna do wypatrzenia. Pomaga im w tym zimowe ubarwienie, które sprawia, że są słabo widoczne dla ludzi. Spójrzcie na daniele w zimowej szacie:

Bardzo łatwo przejść obok takiej chmary i nic nie zauważyć. Dziki królik, gdy wychyli się z nory i znieruchomieje na bezśnieżnej ściółce jest także niezauważalny:

 Podobnie jak jego krewniak, zając szarak, który niezależnie od pory roku jest mistrzem kamuflażu:

Potrafi zrobić się płaski jak flądra i przycupnąć za drzewem, obracając się wokół pnia za przechodzącym intruzem, odprowadzając do wytrzeszczonymi patrami. Tak się mówi na oczy zająca- inaczej trzeszcze, wybałuchy, gały, blaski. Do zimy świetnie dopasował się zając bielak, którego można spotkać w półn-wsch Polsce, bo zimą jego futro jest zupełnie białe. Tak jak  podobny do łasicy gronostaj, który brązowy latem, na zimę staje się zupełnie biały. Ma tylko zawsze, niezależnie od pory roku, bardzo charakterystyczny czarno zakończony ogonek, doskonale znany w środowisku akademickim. Bo strojem rektora czy dziekana jest toga, a tzw. mucet wykonywany jest z futra gronostajów (dziś to raczej imitacja futra, ale charakterystyczne czarne cętki ogonków rzucają się w oczy):

Nasz dzik, duże i głośne zwierzę, także jest trudny do wypatrzenia w lesie pozbawionym śniegu. Spójrzcie sami:

Jego suknia doskonale zlewa się z zimowym lasem i gdy trwa bez ruchu przejdziemy obok nawet nie podejrzewając jego obecności. Dziki odpoczywają teraz po trudach huczki, a lochy przygotowują się do wydania na świat pasiastych warchlaków. Ich pozornie wzorzyste umaszczenie także pozwala im się doskonale ukrywać przed naszymi oczami w dnie lasu, gdzie tańczą plamki światła. Wybierają nieraz zaskakujące miejsca na kryjówki.

 Zdarzyło się mi je spotkać ukryte pod złamanym konarem, wykrotem zwalonego drzewa albo zagrzebane w mrowisku. Dziki bardzo chętnie cały rok korzystają z mrowisk, bo pozbywają się tam pasożytów i zabezpieczają przed nimi zapachem kwasu mrówkowego, a zimą jest tam im po prostu ciepło. Podszedłem kiedyś na kilka metrów do dużego mrowiska i zwróciłem uwagę na jego dziwny kształt. Ze zdumieniem zauważyłem , że mrowisko ma oko! Za moment z pomrukiem niezadowolenia wystartował z niego spory wycinek i „świńskim truchtem” skrył się w pobliskich świerkach. Innym razem zwróciłem uwagę na kupkę zielonych gałęzi w sosnowej drągowinie. Myślałem, że ktoś może nielegalnie wyciął tam drzewo i naniósł gałęzi, aby ukryć pniak. Gdy podszedłem bliżej, zauważyłem coś ciemnego. Był to fragment głowy dzika. Za chwilę spośród gałęzi błysnęło oko, patrzące na mnie uważnie. Charakterystyczne fuknięcie i kupka gałęzi rozprysła się na cztery urodzone rok wcześniej dziczki, czyli przelatki. Okazało się, że nagarnęły sobie połamanych przez wiatr gałęzi i pokładły pośród nich jeden na drugim, „na zakładkę”, bo w ten sposób było im ciepło. Nieopodal był pas zaporowy, czyli zaorany, długi pas ziemi, gdzie wysypuje się kukurydzę i ziemniaki w trakcie orki pługiem talerzowym. Karma wymieszana z ziemią zmusza dziki do pracowitego rycia i wybierania ziarenek z długiego pasa, zakładanego najczęściej na linii oddziałowej.  Przygotowuje się je po to, aby zwierzyna miała pokarm zimą i nie szukała go na polach, gdzie wyrządza szkody w uprawach rolnych. Jak widzicie zimowy las także może być atrakcyjny i obfitować w różne przygody. Choć nie każdy ucieszy się, gdy ze zbyt małej odległości zobaczy oko dzika…. Słusznie, bo lepiej słuchać takich opowieści siedząc w wygodnym fotelu i spoglądając na fotkę dzika na monitorze, niż na własnej skórze sprawdzać cierpliwość dzika. Spacerując po zimowym lesie wypatrujcie zatem z dala obserwujących Was oczu i korzystajcie sami z mądrości zwierząt oraz przyrody, która je przystosowała do życia.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

22:53, lesniczy.lp
Link Komentarze (22) »
niedziela, 06 stycznia 2013

Dziś nad drzwiami wielu domów pojawiają się naniesione białą kredą dla niektórych tajemnicze napisy K+M+B 2013. To świadectwo dzisiejszej uroczystości Objawienia Pańskiego, zwanej też świętem Trzech Króli. Nazwę Trzech Króli zaakceptowała tradycja wielu narodów świata. Dlaczego tym piszę, wkradając się niepostrzeżenie w sferę sacrum? Bo to święto, oprócz innych zalet ma bardzo wiele wspólnego z lasem i zwierzętami! Zgodnie z tradycją Jezus najpierw objawił się zwierzętom, potem narodowi wybranemu (pasterze), a na końcu poganom w osobach trzech króli. Kacper, Melchior i Baltazar, których to inicjały przedzielone znakiem krzyża, wypisujemy dziś nad drzwiami:

 kredę przyniesioną z kościoła w dniu Objawienia Pańskiego, reprezentowali trzy kontynenty znane światu w czasie  współczesnym Chrystusowi. Były to Europa, Afryka i Azja i królowie z tych kontynentów, którzy przybyli prowadzeni przez tajemniczą gwiazdę do miejsca narodzenia Jezusa oddali mu hołd jako królowi całej Ziemi. Trzej królowie – mędrcy przynieśli Jezusowi w darze to, co było wtedy najcenniejsze na świecie, czyli złoto, kadzidło i mirrę. Złoto to do dziś powszechnie znany symbol bogactwa i cenny metal związany z przyrodą. Czy wiecie, że do 2010 roku wydobyto na świecie 166 tys. ton tego bardzo plastycznego żółtego metalu? Mirra jest mniej znaną, wonną żywicą kolczastego krzewu „Commiphora myrrha” występującego na sawannie Afryki Wschodniej i Północnej oraz na Płw. Arabskim. Owoce, podobne do oliwek, są gorzkie co po arabsku oznacza „murr”, stąd pewnie nazwa mirra.  Z nacięć lub ran naturalnych krzewu (ta była najcenniejsza)  wycieka obficie gęsty płyn żywiczny, który zastyga tworząc czerwono-żółte grudki, czasem całe nawisy. Mirra w tej postaci była przedmiotem ożywionego handlu od czasów starożytnych, a także cennym darem, jakim wielcy tego świata obdarowywali się dla pozyskania życzliwości. Była też wyznacznikiem statusu i gwarantującym nieśmiertelność obiektem pożądania mieszkańców starożytnego Egiptu. Zgodnie z relacjami świadków, podczas otwierania grobowca Tutenchamona aromat mirry był wciąż wyczuwalny. Według wierzeń Egipcjan mirrę przyniósł na Ziemię Bóg Horus, podobnie boskie pochodzenie aromatycznym roślinom nadawali Grecy. W Starym Testamencie zawarta jest receptura olejku do namaszczania, którego głównym składnikiem jest mirra. Dziś wiadomo, że mirra jest silnym środkiem przeciwbólowym, obniża mocno poziom cholesterolu i jest lekiem przeciwko nowotworom, szczególnie piersi. Św. Marek powiada, że wino mirrowe (winum murratum) podali Chrystusowi rzymscy żołnierze przed ukrzyżowaniem, aby uśmierzyć jego ból, ale Chrystus nim wzgardził.

 Z kolei kadzidło to znana od wieków mieszanina, na którą składają się głównie składniki pochodzenia roślinnego: żywice i zioła, a także kwiaty, drewno, nasiona, owoce, liście, korzenie, kłącza oraz olejki esencjonalne. Można do niego dodawać składniki pochodzenia zwierzęcego czyli ambrę, piżmo czy wieczko (operculum). Wszystko co ludzkie, wiąże się z lasem…

W kulcie okadzanie kadzidłem należy do prastarych zwyczajów. W wielu religiach traktowane jest jako znak bliskości z sacrum, komunikowanie się z nim człowieka. Są różne rodzaje kadzideł w kościele katolickim i każdy ksiądz ma swoją recepturę, ale zawsze w jej składzie są żywice drzew. Najczęściej naszej sosny:

 Mój dawny proboszcz, w czasach gdy biegałem w komży ministranta twierdził, że najlepszy jest sproszkowany bursztyn i części roślin o cytrusowym zapachu. Sadził różne krzewy w ogrodzie przy plebani.

 Święto Trzech Króli kończy czas świętych wieczorów i dwunastu pustych dni trwających od Bożego Narodzenia. Te wieczory poświęcano życiu towarzyskiemu oraz rodzinnemu i nie wolno było pracować po zachodzie słońca. Mówiono, że: „kto w te wieczory przędzie i mota, temu wilk do obory załomota”. Z kolei pogoda panująca w czasie tych 12 dni była wróżbą na dwanaście miesięcy roku. Jest przysłowie: „gdy Trzy Króle pogodą obdarzą, nie zasypiaj ranków gospodarzu”. Dziś u mnie jest, niestety, deszczowo, szaro i ponuro mgliście…

Z dniem Trzech Króli wiąże się mnóstwo obyczajów, obrzędów, zabaw: odwiedzanie szopek, śpiewanie kolęd, obdarowywanie się prezentami, pieczenie różnych smakołyków i wybieranie „migdałowego króla”.  No i przede wszystkim chodzenie po kolędzie, nie tylko jako wizyta duszpasterska poprzedzona dzwonkami ministrantów, ale chodzenie z turoniem, Herodem, niedźwiedziem, kozą czy bocianem. Zwierzęta były zawsze blisko związane z ludźmi, stąd ich silne usytuowanie w tradycji. Dziś zupełnie odrywamy się od korzeni tradycji ludowych, choć czasem korzystamy np.z wilczych skór:

Często, szczególnie w miastach, taki świąteczny czas traktujemy tylko jako dni wolne od pracy i nie rozumiemy ich znaczenia. Nie zamykajmy się w domach i nie spędzajmy wolnego czasu przy kolejnym filmie. O czym będziemy opowiadać dzieciom, wnukom? Może dziś spotkacie kolędników w skórach i ze zwierzętami oraz „mędrców wschodu” poprzedzanych gwiazdą na patyku?  Trzej królowie nazywają się wtedy swojsko: Kasper, Majcher i Bajtazy. Jeden z nich jest zwykle wysmarowany sadzą. Jednak popłoch zwykle czyni turoń z niedźwiadkiem. Turoń to tradycyjny „ludozwierz”, który jest swoistym wyrzutem sumienia ludzi, związanym z wytępieniem u nas tura. Kolędnik, który zastępuje prawdziwego tura odziany jest w skórę i kłapie paszczęką, przydają się solidne rogi:

 Nie, te to rogi afrykańskiego bawoła, a nie tura. Ostatniego tura ubito pod Sochaczewem w 1620 roku. Przedtem pachołkowie - kolędnicy poprzebierani w wilcze i niedźwiedzie skóry prowadzili ze sobą płowe turoniątko i małego niedźwiadka, których sporo było w kniei, stąd hodowano je też przy dworach. Polska wieś kochała tura, bo to protoplasta naszej krowy-żywicielki:

 Stąd zapewne kult turonia, choć są pewnie i inne przyczyny. Spotkamy go w wielu dziełach literackich, choćby u Żeromskiego, a na początku roku życzymy sobie, abyśmy byli mocni i zdrowi jak tur.

Inicjały KMB pisane święconą kredą nad drzwiami i na węgłach zagród chroniły od wieków dom przed wichurami ( jakże to dziś potrzebne!) bo: „Trzej Królowie wichry ciszą i krzyżyki na drzwiach piszą”, a także przed złymi duchami i wizytami niechcianych w gospodarstwie zwierząt czyli niedźwiedzi i wilków:

Z kolei poświęcona w ten dzień woda także chroniła dom przed wszelkimi nieszczęściami, stawiana pomiędzy wschodzącym zbożem zapewniała urodzaj w polu, a zawieszona w pojemniku w sadzie sprawiała, że „ostatek mrozu nie niszczył kwiecia”.

Dzisiejszy wieczór kończy „święte wieczory”, a rozpoczyna staropolskie zapusty, czyli karnawał. Pamiętajmy w nim także o ucztach dla ptaków i dokarmiajmy je stale:

 

Podczas zimowych spacerów podrzućmy do paśników lub na skraj lasu marchewkę, jabłka lub parę kolb kukurydzy dla naszych „braci mniejszych”, o których tak dobrze pamięta i pięknie opowiada przy różnych okazjach polska, narodowa tradycja.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

16:43, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »
czwartek, 03 stycznia 2013

Rozpoczynamy nasz wspólny, kolejny rok poznawania blasków i cieni życia leśniczego oraz podglądania tego, co w pszczewskim lesie i okolicach piszczy. Przez ponad dwieście wpisów na Blogu Leśniczego przybliżyłem Wam nieco leśnych tajemnic, no i chyba poznaliście bliżej moją profesję, choć  to kropla w morzu leśnych tematów. Wciąż jest o czym opowiadać i mam nadzieję, że nudą z tego blogu nie trąci, a ja zwykle mam kłopot jaki temat wybrać do opowieści z natłoku codziennych zdarzeń. Bo codziennie pisać, niestety, nie ma możliwości ze względu na nieustannie ciągnącą się karawanę obowiązków i mnogość zadań. Taka to profesja, że nigdy nie ma czasu na nudę, jedno zadanie przeplata się z drugim i wciąż pojawiają się nowe. Świadczą o tym karteczki z przypomnieniami, które kładę sobie na biurko a tyle ich, ile igieł w leśnej ściółce. Byłem dziś w nadleśnictwie z moim rejestratorem leśniczego, aby załadować do jego mało pojemnej pamięci listę pozycji planów na rok 2013. Bo każde miejsce w lesie, gdzie będę wykonywał jakiekolwiek zadania gospodarcze nazywa się pozycją planu i tegorocznych jeszcze dokładnie nie liczyłem, ale zwykle mam ich około 300-400. Dlatego często mój rejestrator bywa „zamyślony” i wtedy na ekranie pojawia się coś, co z niesmakiem traktowane jest jako zwiastun krótkotrwałej "śmierci" urządzenia, czyli klepsydra:

Żaden leśniczy tego nie lubi, bo trzeba odczekać „ileśtam” obrotów klepsydry, zanim rejestrator poukłada sobie dane w pamięci. A my "szybkie chłopaki" jesteśmy i nie lubimy czekać ! Jest jednak nadzieja na poprawę sytuacji, bo w tym roku wymieniamy nasz sprzęt na nowszy, to może te klepsydry nie będą nas prześladować. Przewoźnicy drewna kręcą już ostro numery… i telefonują do leśniczych, gdyż chcą wozić „papierówki”, których sporo stoi po grudniowych, intensywnych cięciach:

Nie wszyscy odbiorcy zawarli jednak umowy z nadleśnictwem i trzeba jeszcze kilka dni zaczekać z wywozem. Dziś cały dzień lało, co w połączeniu z dodatnią temperaturą sprawiło, że leśne drogi stały się błotnistymi potokami:

 Trzeba czekać na bardziej sprzyjające warunki i w pełni kompletne komplety dokumentów. Drewno to cenny towar, za który materialnie odpowiada leśniczy, a jeden transport ma wartość kilku, a nawet kilkanastu tysięcy złotych. Każdy wóz drewna wyjeżdża z lasu na podstawie kwitu wywozowego, sporządzanego przez leśniczego w oparciu o precyzyjne i szczegółowe dane odbiorcy oraz przewoźnika.

 Oddałem dziś w nadleśnictwie szereg dokumentów i odwrotnie sporo przywiozłem do swojej kancelarii. W nadleśnictwie każdy leśniczy ma swoją „dziuplę”, czyli półkę na regale, gdzie pracownicy biura nadleśnictwa zostawiają dokumenty i korespondencję. Nie wszystko jeszcze można przesłać pocztą elektroniczną. Dziś w mojej „dziupli” znalazłem także kolejne egzemplarze miesięczników „Echa Leśne” i „Głos Lasu”. Można je także pobierać w formacie PDF na stronie www.lasy.gov.pl. Po południu przejrzałem je i w moje oko wpadły mi zamieszczone w „Głosie Lasu” kolejne badania opinii Polaków o leśnikach.

 Już po raz kolejny dzięki ankiecie przeprowadzonej przez firmę PBS możemy się dowiedzieć, jak Polacy postrzegają leśników i las. Wyniki są bardzo miłe, bo okazuje się, że ludzie od lat obdarzają leśników społecznym zaufaniem. Lasy Państwowe jako firmę pozytywnie ocenia 75% ankietowanych, którzy leśników cenią wyżej niż Wojsko Polskie, policję, pracowników NBP, a nawet urząd Prezydenta RP. Leśnicy są wysoko ocenianą grupą zawodową i zdaniem Polaków są uczciwi (83%) oraz  kompetentni (85%). Lepiej oceniani są tylko strażacy:

Leśnicy są z kolei wyżej oceniani niż lekarze, nauczyciele czy policjanci. Jednak zmartwiła mnie niska wiedza ankietowanych na temat gospodarki leśnej i polskich lasów. Polacy wciąż uważają, że mamy coraz mniej lasów, które są według aż 41 % ankietowanych utrzymywane z budżetu państwa. To nie tak! Leśniczy to zawód wciąż tajemniczy, bo ludzie mają kłopot z odpowiedzią na pytanie: co leśniczy robi w lesie? W Polsce mamy ponad 5 tysięcy leśniczych. To co robią w naszych lasach wciąż okrywa tajemniczy mrok niewiedzy wzmocniony tworzoną przez lata wiarą w stereotypy. Wciąż jest aktualny i pokutuje w umysłach ludzi wizerunek leśniczego ze strzelbą i wiernym psem przy nodze:

 Zdaniem ankietowanych leśnik chroni przyrodę (59%), zajmuje się zwierzętami (57%), hoduje i chroni drzewa (55%) oraz pozyskuje drewno (28%). Ale nic dziwnego, że Polacy mają taką wiedzę skoro tylko 15 % z nich deklaruje udział w wydarzeniach organizowanych przez leśników, a logo firmy LP:

 Które wydaje się obecne wszędzie, gdzie okiem sięgnąć, spotkało wcześniej tylko 51% społeczeństwa. Wniosek z tej lektury jest dla mnie jednak niesłychanie miły...

 Przecież bardzo wielu z Was, zaglądających regularnie do mojego blogu znakomicie przewyższa ankietowanych rodaków wiedzą o lesie i leśnikach. Część z Was, którzy zajrzeli tu przypadkiem lub spotkali się ze mną lub innym leśniczym w „realu” ze zdziwieniem odkryli, że dzisiejszy leśniczy odbiega od utartego stereotypu:

 

Dobrym przykładem jest tu choćby wspaniała grupa z Szamotuł (wiem, że od naszego spotkania regularnie tu zaglądacie), a także każdy z Was, który czyta dzisiejszy wpis. Wasza wizyta tutaj i lektura bardziej lub mniej ciekawego wpisu, ilustrowanego udanym lub mniej udanym zdjęciem z życia lasu oraz leśników, buduje wciąż jakże cenną wiedzę.

 Na Nowy 2013 Rok, a może i dłużej,  rysuje się przede mną odpowiedzialna misja dalszego cierpliwego tłumaczenia Wam, co leśniczy robi w lesie i co w tym lesie piszczy… Bardzo cieszę się, że coraz więcej osób zagląda do Blogu Leśniczego i interesuje się lasem i pracą leśników.

To daje wielką satysfakcję i pozytywnego „kopa” do działania. Bardzo polubiłem tę misję i jestem przekonany, że wspólnie, z zadowoleniem, przeczytamy za rok kolejne wyniki podobnej ankiety. Z pewnością okaże się, że leśniczy, to „obiekt” już mniej tajemniczy, bo przecież i leśnicy, i lasy są otwarte dla ludzi. Otwarcie Wam o tym piszę...

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

22:31, lesniczy.lp
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 31 grudnia 2012

Ustalę nowy domu plan
od jutra - może już od dziś
nadchodzi słodka chwila zmian
tylko raz jeszcze proszę przyjdź…

To słowa śpiewającej poetki albo piszącej pieśniarki Barbary Stępniak – Wilk. Pochodzą z tomiku „Tyle nieba” ilustrowanego uroczymi fotografiami Zbyszka Pajewskiego- mojego kolegi, leśniczego z Puszczy Bukowej. Byłem niedawno na koncercie Pani Basi i wystawie fotografii Zbyszka Pajewskiego:

Opowiadałem Wam o tym niedawno na blogu. Niedawno… A było to w grudniu 2011 roku!  Minął rok... Jakże szybko! Jakże wiele zawarł w sobie wspomnień, obrazów z wydarzeń, spotkań z ludźmi, zamykających emocje, oby zawsze pozytywne. Minął kolejny rok i nadchodzi chwila zmian. Przez ten rok jak zwykle wiele wydarzyło się, przemierzyłem mnóstwo kilometrów, poznałem wielu ciekawych ludzi. Sporo fotografuję i co roku przygotowuję sobie własny zbiór fotografii ilustrujący wydarzenia roku. Łatwiej je wtedy umiejscowić w czasie, zapamiętać, no i potem wspominać, także wspólnie z najbliższymi. Folder o nazwie „Minął rok 2012” zawiera mnóstwo miłych zdarzeń zamkniętych w obrazach malowanych pikselami aparatu. Rok 2012 staje się z każdą mijającą godziną historią i wspomnieniem. Wspominam go bardzo miło. Przyniósł dla mnie wiele zmian i zdarzeń, stąd żywię nadzieję, że i Wy, Mili Czytelnicy, uważacie ten mijający rok za dobry. O północy nadejdzie chwila zmian. Tak nam się przynajmniej wydaje, bo to my, ludzie, wymyśliliśmy zegar, kalendarz i pośpiech…

W przyrodzie będzie to noc taka sama jak każda. W lesie nie będzie słychać hałasu sztucznych ogni:

Ani też gwaru rozbawionego towarzystwa. Utartym przez tysiące lat rytmem Natura będzie żyła tej nocy, jak zawsze,  swoim życiem... Jesteśmy jego maleńką cząstką, choć ważną. Wciąż wybieramy dla siebie właściwe ścieżki albo dajemy się wstawić na słuszny dla kogoś lub czegoś tor:

 Mamy wielki wpływ na Naturę i na to, aby nie zakłócić jej odwiecznego rytmu. Starałem się opowiadać o tym przez cały miniony rok i choć trochę przybliżyć niełatwe związki człowieka z Naturą. Każdy rozumie je inaczej. Są tacy ludzie, którym nic tłumaczyć nie trzeba i rozumieją je doskonale, może lepiej ode mnie. Są jednak tacy, którym Blog Leśniczego pozwala te relacje lepiej, łatwiej i szybciej rozumieć. Dla nich ta chwila rozumienia lasu i jego spraw staje się słodką chwilą zmian.

Ten miniony rok był dobrym rokiem także za sprawą kontaktu z Wami. Opowiadanie Wam o lesie i wszystkim, co ma związek z życiem leśniczego jest wielką przyjemnością i bardzo mobilizuje mnie do dalszego działania. Wasze listy, pytania, komentarze i opinie wiele uczą oraz kierunkują moje poglądy. Jestem Wam za to bardzo wdzięczny.

Życzę Wam, czytelnikom Bloga Leśniczego- stałym, okazjonalnym i zupełnie przypadkowym, aby dzisiejsza północ była momentem słodkiej chwili zmian we wszelkich dziedzinach Waszego życia. Bo wszystko jest ważne: zdrowie, rodzina, praca, uczucia, zainteresowania, emocje i wrażenia. Zaglądajcie tu przez kolejny rok i przeżywajcie razem ze mną dni następnego, już Nowego Roku 2013. Wypatrujcie dobrych dni, ludzi i chwil wzrokiem bystrym jak wzrok krogulca:

 Po czarnych przepowiedniach związanych z kalendarzem Majów, obecnie straszy się nas „feralną” trzynastką 2013 roku. Ze mną Wam nic nie grozi, urodziłem się 13 stycznia i nie wierzę w czarne przepowiednie, myśli i przysłowiowe czarne koty.

 Wszystkiego Szampańskiego!

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

14:56, lesniczy.lp
Link Komentarze (9) »
piątek, 28 grudnia 2012

Dziś wysłałem do komputerowej bazy nadleśnictwa ostatni transfer danych z mojego rejestratora dotyczących odbiórki drewna. Tym sposobem definitywnie zamknąłem rok gospodarczy. Wystawiłem ostatnie zestawienia prac, które także przesłałem via "zdalny transfer danych” do nadleśnictwa. Powstanie z nich  protokół odbioru robót wykonanych przez obecny ZUL, który w przyszłym roku nie będzie już ze mną współpracował, bo inny ZUL przedstawił korzystniejszą ofertę. Moje biurko wciąż jeszcze przykrywa warstwa dokumentów, ale po zakończeniu lwiej części prac nie mogłem zrobić nic innego jak nie „teleportować się” w teren leśnictwa. Wyszło dziś słońce i utrzymywał się lekki mrozik, a zatem jak siedzieć za biurkiem? Sprawdziłem część drewna, które czeka na sprzedaż już w nowym roku. Wszystko gra zgodnie ze stanem magazynowym, a widnieje na nim około 1000m3. Sprawdziłem przy okazji stan kilku ogrodzeń i zajrzałem do wielu zakątków leśnictwa. Życie leśniczego nie znosi próżni i w pierwszych dniach nowego roku zabieram się intensywnie za szacunki brakarskie na rok 2014. Muszę zaplanować i wyznaczyć w terenie wszystkie zabiegi związane z pozyskaniem drewna, czyli zręby, trzebieże, czyszczenia oraz cięcia sanitarne. Oglądałem około trzydziestoletni fragment lasu właśnie pod kątem ewentualnej trzebieży, gdy moją uwagę zwróciła wydeptana przez zwierzynę ścieżka. Czarna wstążka wiła się poprzez firankę świerków do polany porośniętej olchami:

Środek polany wyglądał jak kąpielisko borowinowe w sanatorium:

 Tak to sobie przynajmniej wyobraziłem, bo jak na razie NFZ nie kwapi się , aby mnie tam wysłać. Błotniste zagłębienia pełne były tropów dzików, choć widziałem także odciski racic jeleni. Dzicze tropy są bardzo charakterystyczne:

Było to spore babrzysko, czyli miejsce błotnej kąpieli dzików i jeleni. Zwierzęta uwielbiają babrać się w błocie i chętnie korzystają z takich kąpielisk zwanych także „brochowiskami”. Najczęściej korzystają z nich latem i szukają w chłodnym błocie ochrony przed upałami oraz starają się w ten sposób zabezpieczyć przed uciążliwymi pasożytami skóry. Takie błotne Spa mają duże znaczenie dla dzików, choć korzystają z nich chętnie jelenie, szczególnie byki. Bardzo często dziki przed wyruszeniem na żer wcześniej zażywają kąpieli. Rzadko zdarza się im to czynić na zakończenie żerowania. Wbrew pozorom takich błotnistych miejsc w lesie, wypełnionych rzadkim, lepkim błotem z niewielką domieszką wody jest najczęściej niewiele. Dziki korzystają wtedy także z kałuż na rozjechanych leśnych drogach lub szukają ochłody w śródpolnych bagienkach. Latem te błotne kąpiele są zrozumiałe, bo każdy szuka ochrony przed upałem no i insektami, ale dlaczego dziki tarzają się w błocie także zimą? Dziki to mądre stworzenia i wiedzą co robą. Zimą wyszukują właśnie takie błotniste fragmenty olsów, jak to dzisiejsze babrzysko, które nie zamarzają zbyt szybko. Po kąpieli w błocie zajmują się działalnością artystyczną i „malują” drzewa na czarno:

Takie „pomalowane” drzewa zwykle łatwo znajdziemy w pobliżu kąpielisk. Po pozostawionej w korze sierści możemy poznać jaki zwierz je „pomalował”, a po wysokości „malunku” możemy w miarę dokładnie ocenić wielkość dzika. „Malowanie” drzew ma na celu pozbycie się nadmiaru błota, a jest szczególnie intensywne w trakcie wymiany włosa w „sukni” zwierzęcia. Dziki szczególnie chętnie wcierają błoto w sierść zimą, bo to w połączeniu z żywicą z pokaleczonych sosen czy świerków tworzy na ich ciele pancerz. Samice wybierają raczej drzewa liściaste- olchy lub brzozy. Ocieranie się o drzewa iglaste, wydzielające żywicę jest ważne głównie dla odyńców ( starych dzików samców) i wycinków (trzyletnie dziki samce o wycinających się kłach, czyli szablach). Biorą one udział w huczce, walcząc o względy samic, czyli loch. Huczka dzików różnie przebiega, ale jej nasilenie przypada najczęściej na przełom listopada i grudnia czyli zimą. Dziki- samce toczą nieraz bardzo zażarte walki o samice. Obchodzą się wokół, napierają barkami i zadają rany ostrymi szablami. Pancerz z zaschniętego błota i żywicy na ciele odyńca znakomicie zabezpiecza jego narządy wewnętrzne przed uszkodzeniem. Malowane drzewa często też noszą ślady dzikich szabel, bo odyńce trenują na nich walkę z rywalem:

Leśnicy otaczają opieką takie miejsca i starają się nie przeszkadzać zwierzynie z ich użytkowania. Czasem wspólnie z myśliwymi pogłębiają bagniste dołki, aby zwierzyna miła tam także dostęp do wody pitnej. Błotne kąpieliska i latem, i zimą to dla dzika ważna sprawa… Należy unikać wchodzenia na takie miejsca, bo ludzki zapach odstrasza na jakiś czas zwierzęta. Dlatego wycofałem się szybko z tego dziczego „zimowego spa”.  Oczywiście wcześniej zapisałem je dobrze w pamięci ale z racji sporej zajętości "twardego dysku" także w kalendarzu leśnika to miejsce. Warto wędrować po lesie, który niby tak doskonale znany zawsze ukaże coś nowego. Ruszyłem dalej przez pszczewski bór. Może na spotkanie Nowego Roku, który już coraz bliżej?

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

22:25, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »
niedziela, 23 grudnia 2012

Dziś, pomimo wcześniejszych innych prognoz, posypało na biało śnieżnym puchem. W lesie udało się zakończyć wszelkie prace. Na poświąteczny czas zostało odebranie zaledwie kilku stosów, które zrywkarz obiecał "na wczoraj" ostatecznie przygotować do odbiórki. Napełniłem karmniki słonecznikiem i wywiesiłem solidny zapas tłuszczowych pyz. Przecież ludzie także przygotowują dla siebie pyszne potrawy na świąteczny stół i już jutro podzielą się białym opłatkiem.

 Pamiętam z czasów dzieciństwa jak chodziłem na plebanię po opłatek. Ksiądz Władysław wkładał w kopertę opłatek z kolorową opaską i tłumaczył: „Ten bielutki jest dla was, którzy zasiądziecie przy wigilijnym stole, a te kolorowe- zielone i różowe są dla zwierząt, które nam służą i dają pożywienie. Włóż je w wigilijny wieczór do ich karmy, żeby nie obgadały cię w tę radosną noc. Wiem, że kiedy możesz ganiasz do lasu, to nie zapomnij także o leśnych stworzeniach". Wracałem do domu i układałem na talerzyku udekorowanym świerkową łapką i listkiem jemioły zarówno biały, jak i kolorowy opłatek. W wigilijne południe zanosiłem kawałek zielonego opłatka do posypu dla kuropatw,  który ustawiłem z moim tatą w polach, tuż za domem i w pobliskie krzaki bzu, gdzie podchodziły zające, a czasem sarny. Różowy opłatek drobiłem świnkom i królikom.

 Dzielenie się opłatkiem w wigilijny wieczór to zwyczaj wywodzący się z czasów pierwszych chrześcijan, którzy łamali się chlebem. Łamanie się opłatkiem ze zwierzętami hodowlanymi i leśnymi, to także stary zwyczaj, sięgający XVI wieku. Wierzymy od wieków, że kolorowy opłatek, który w odróżnieniu od białego nie jest święcony, strzeże zwierzęta przed wszelkimi chorobami, wilkami i … złym spojrzeniem. Dzięki temu, że zwierzęta w wigilijną noc kosztują kolorowego opłatka mogą mówić ludzkim głosem i oceniać swoich gospodarzy. Nie wolno ich jednak podsłuchiwać… W różnych regionach Polski istnieją rozmaite zwyczaje dotyczące dzieleniem się ze zwierzętami pokarmami połączonymi z kawałkami opłatka.  W ten sposób dziękowano koniom za ciężką pracę, krowy proszono o mleko, a kurom dawano z opłatkiem groch, aby dobrze się niosły. Dlatego dzisiaj zadbałem o moje kury i o ptasie bractwo, które odwiedza leśniczówkę. Dzięcioł Antek z zadowoleniem przyjął nowa porcję pyz:

Jemiołuszki, kosy i kwiczoły posilają się jabłkami:

Nawet mazurek dogadał się z Antkiem i każdy dziobał ze swojego końca:

Kręci się mnóstwo sikor, dzwońców. Pojawił się dziś rudzik i sierpówki, które „podłączają się” do kurzego ziarna. Mam nadzieję, że ptaki nie będą na mnie narzekać w wigilijną noc. Córki zjechały z miasta do leśniczówki i pomagają Reni w przygotowaniach. Z kuchni dolatują boskie zapachy drożdżowego makowca, grzybów i innych specjałów:

 Dziś ubraliśmy już choinkę:

Według wierzeń przodków świerk, jodła i sosna zawierają w sobie życiodajne moce i mają cudowne właściwości, dlatego przynosimy je do domu. Świąteczna choinka to stary zwyczaj i wielu sądzi, że wcale nie przyjęty od Niemców w XX wieku. Przecież od wieków Słowianie wieszali u pułapu wierzchołek drzewka zwany w zależności od regionu podłaźniczką, jutką, jeglijką czy wiechą. To drzewko zastąpiono potem „odpatrzoną” rzeczywiście od Niemców pionowo stawianą choinką, która ma chronić dom od złych mocy. Każda ozdoba choinkowa oraz łańcuchy, jabłka, orzechy mają swoją symbolikę oraz historię. Podobnie inne świąteczne symbole. Na tarasie powiesiłem dziś oświetloną lampkami gałąź jemioły:

O symbolice jemioły pisałem Wam w minionym roku. Jak to szybko minęło! Na naszej choince jest wiele ozdób o pamiętnej historii i większość z nich wiąże się z miłymi wspomnieniami. Te „owocowe” kupiliśmy podczas majowego wypadu w Karkonosze i do uroczego Czeskiego Raju:

Najważniejszym momentem i faktycznym rozpoczęciem Świąt Bożego Narodzenia jest chwila dzielenia się opłatkiem. W Polsce to zwyczaj bardzo odrębny, jedyny w swoim rodzaju i mający znaczenie mistyczne. W dzieleniu się opłatkiem nie przeszkadzały nam wojny, rewolucje i inne zakręty dziejów. Łamano się nim na zsyłce w mrozach Syberii, w obozach koncentracyjnych, w okopach wojennych oraz na dalekiej emigracji. Opłatek wysyła się bliskim osobom, nieobecnym przy wigilijnym stole w listach, łącznie z świątecznymi życzeniami. Pięknie zdobione opłatki były główną ozdobą dawnych podłaźniczek. Wyrób opłatków to osobna dziedzina sztuki, gdzie przeplata się polska fantazja ze zręcznością artystów. W wigilijny wieczór dzielenie się opłatkiem rozpoczyna zawsze pan domu, który rozdaje białe kawałki każdemu z obecnych… Nie zapomnijcie podzielić się opłatkiem i karmą z ptakami oraz zwierzętami. W czasie świątecznego spaceru podrzućcie do paśnika marchewkę lub garść ziarna. Przy wigilijnym stole, gdy zabłyśnie pierwsza gwiazdka połamcie się opłatkiem i zasłuchajcie w kolędy z płyty „Leśna kolęda 2012”.

Życzę Wam rodzinnych i spokojnych Świąt przy zielonej choince, pod którą znajdziecie zapewne wymarzone prezenty. Wszystkiego świątecznego zasyła Wam z pszczewskiej leśniczówki leśniczy Jarek z całą rodziną. Wesołych Świąt!

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

21:08, lesniczy.lp
Link Komentarze (6) »
piątek, 21 grudnia 2012

Dziś ze zdumieniem zauważyłem, że nie sprawdziły się przepowiednie dotyczące końca świata i trzeba jak co roku ostatecznie zakończyć i rozliczyć wszelkie prace w leśnictwie. Nie odzywałem się kilka dni, bo wiele się działo się w moim leśnictwie i całej firmie. Bo tam, jak we wszystkich nadleśnictwach w kraju trwa gorączkowe liczenie. Specjaliści z działów technicznych dopinają umowy podpisane z odbiorcami drewna i obliczają ile kubików  potrzeba jeszcze do zamknięcia planu sprzedaży oraz ile można przyjąć na stan leśnictw, aby precyzyjnie wykonać plan pozyskania. Podobnie trzeba w punkt rozliczyć umowy zawarte z zulowcami na wykonanie usług leśnych. Leśniczowie nie rozstają się z kalkulatorami. Przecież to w leśnictwie jak w oku soczewki skupia się cała gospodarka leśna i towarzyszące jej zamierzenia remontowe oraz inwestycyjne. Do końca roku pozostało już niewiele dni i z wszystkim trzeba zdążyć i trafić w punkt.  Bo dzisiejsze leśnictwo, pomimo tego, że jest to praca na żywym, często nieprzewidywalnym organizmie, opiera się na bardzo precyzyjnym planowaniu. Obecnie straciło zupełnie aktualność powiedzenie: „W lesie i w wodzie- niepoliczone”.  Planuje się ilość, jakość i rodzaj drewna do pozyskania oraz do sprzedania w skali roku. Drewno powstaje z drzew wyciętych podczas zabiegów gospodarczych, które są dokładnie zaplanowane co do rodzaju i miejsca:

 Trzebieże czy czyszczenia muszą być wykonane w tym roku, bo należy w pełni realizować przygotowany na 10 lat plan urządzania lasu i ich roczny rozmiar jest elementem umowy podpisanej z ZUL-em. Wszystko to składa się na plan kosztów, którego wykonanie jest gwarancją osiągnięcia założonego wyniku finansowego. Brzmi to strasznie skomplikowanie i łatwe nie jest, ale każdy leśniczy, oprócz codziennych zadań terenowych musi poradzić sobie także w zmaganiach z logistyką, ekonomiką i rachunkowością. Co ważniejsze, wszelkie plany muszą być realizowane dokładnie, czyli  w punkt. Leśniczy to nie „stachanowiec”, ani nie Bronek Talar. Pamiętacie polski serial „Dom”? To tam w realiach odbudowującej się po wojnie Warszawy  znajdziecie opowieść o przodowniku pracy Bronku Talarze, który wyrabiał 130 % normy i więcej. Kiedyś, w innej sytuacji polityczno-gospodarczej także leśniczowie musieli wykonywać plany ponad normy. Przecież socjalistyczna ojczyzna potrzebowała drewna dla kopalń, hut i fabryk. Za przekroczenie zaplanowanej ilości pozyskiwanego drewna wypłacano leśniczemu i jego robotnikom  premie. Ale wtedy liczyło się tylko drewno i  nikt nie zawracał sobie głowy społecznymi funkcjami lasu. Dzisiaj czasy przekraczania norm w stylu Bronka Talara odeszły w niepamięć. Wszystko , co zaplanowano musi być w pełni zrealizowane i nie ma mowy o odstępstwach w górę czy w dół.  Hektary trzebieży, metry drewna i złotówki kosztów oraz przychodów muszą się zgodzić. Leśniczowie często spotykają się teraz na krótkich naradach, które nazywają giełdami. Bo tam trwa ruch jak na warszawskiej giełdzie  papierów wartościowych:

 Jeden leśniczy ma za mało kubików aby wykonać rozmiar trzebieży, innemu zostaje za dużo w planie pozyskania, ale nie ma już planowych zabiegów i nie może pozyskać potrzebnego drewna. Odbiorcy drewna naciskają na pełna realizację umów i pomimo śniegu czy błota wciąż jadą z leśnictw samochody z drewnem:

 Do tego dochodzi jeszcze pełna realizacja zadań z ochrony przeciwpożarowej, turystyki i hodowli lasu. Trzeba także pamiętać o czyszczeniu budek lęgowych i zawieszeniu nowych:

Zakończyć należało także awansowe przygotowanie gleby pod wiosenne odnowienia, no i wywiesić karmę dla ptaków, żeby nas nie obgadały w wigilijną noc, że o nie kiepsko dbamy. Wszystko musi idealnie pasować w skali nadleśnictwa. Oczywiście wszystko trzeba sumiennie udokumentować i przekazać prawidłowo sporządzone dokumenty do nadleśnictwa, a zapewniam Was, że nie jest to takie proste:

Coraz bliżej święta i zarówno w zimowym lesie, jak i na ulicach miast można poczuć magię świąt:

 

Na warszawskiej giełdzie dzwoni dzwon:

A na giełdzie leśniczych wciąż dzwonią telefony i przekazywane są pilne informacje  do podleśniczych i zulowców. To naprawdę ostatni dzwonek, aby wykonać wszelkie zadania na 100%. To nie koniec świata, jak powtarzał pan Popiołek w serialu „Dom”, ale łatwiej było przekraczać normy z kielnią w ręku jak Bronek Talar niż wszelkie zadania w leśnictwie wykonać w punkt. Ale leśniczowie potrafią to wykonać znakomicie…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

22:02, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »