O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
poniedziałek, 03 września 2012

Dziś przed południem na szosie powiatowej przecinającej moje leśnictwo znalazłem kolejnego borsuka potrąconego przez samochód. To trzeci w krótkim czasie znaleziony przeze mnie lub zgłoszony przez okolicznych mieszkańców. Dzisiejszy nieszczęśnik wracał zapewne do swojej nory w pagórku borsuków, który pozostawiłem nietknięty podczas wycinania zrębu w minioną zimę. Pagórek był bardzo blisko, ale borsuk musiał przejść przez jezdnię. Niestety, nie udało mu się:

 Dlatego, gdy jedziesz samochodem i jesteś na łuku, szczególnie drogi biegnącej przez las, zachowaj wielką ostrożność. W każdej chwili może pojawić się zwierzę na drodze. Wprawdzie „wielkie powroty” z wakacji już w zasadzie za nami i dziś rozpoczął się rok szkolny, ale przecież podróżujemy cały rok. Samochodów na drogach przybywa, a z przezornością kierowców jest różnie.

Trzeba uważać na duże zwierzęta:

Ale także na małe, szczególnie na leśne maluszki, takie jak ten „pasiak”, który nie zdążył za dziczą mamą i zginął pod kołami:

Często też znajduję na drogach potrącone wiewiórki, dziś także jedna ruda baletnica leżała na „betonówce” niedaleko Stołunia:

To bardzo smutny widok, bo cóż jest piękniejszego od uroczej wiewiórki?  Zabrałem ją z drogi, zawsze tak robię, gdy zobaczę martwe zwierzę na drodze. Warto odsunąć zwierzę z jezdni choć na pobocze, oczywiście nie dotykając go bezpośrednio, bo  inni kierowcy próbując ominąć zwierzę mogą spowodować wypadek. Często inne zwierzęta lub ptaki, które zbierają jako swój łup rozjechanych pechowców także giną potem pod kołami. Zauważyliście, że wcześnie rano ptaki lubiące mięso np. kruki patrolują z powietrza pobocza dróg? Wypatrują potrąconych zwierząt, uderzonych ptaków , żab itd. To swoista służba sanitarna, która szybko oczyszcza teren. Podobnie zachowują się lisy i często zajęte i zaaferowane znaleziskiem giną także na drodze:

O znalezionym borsuku powiadomiłem Krzyśka- kolegę leśnika z naszego nadleśnictwa. Waży, mierzy, określa płeć i wiek oraz szczegółowo ogląda każdego znalezionego borsuka. To dla niego cenny materiał badawczy.  Od kilku lat zajmuje się on obserwowaniem populacji borsuka na terenie Nadleśnictwa Trzciel. W tej chwili zbiera materiał, który posłuży mu do pracy doktorskiej. Według jego wnikliwych obserwacji na terenie Nadleśnictwa Trzciel występuje 150-200 borsuków. Znaleziony przeze mnie zwierzak był 19 osobnikiem znalezionym w tym roku na terenie nadleśnictwa, który zginął w wyniku kolizji z samochodem.Niedawno Krzysiek, po moim telefonie badał innego, bardzo zresztą dużego borsuka, który wybrał się na przydrożne śliwki i też zginął na drodze:

 To dużo, to bardzo dużo. Wynika z tego, że 10% populacji borsuka ginie na drodze! Wiadomo też, że nie wszystkie takie przypadki udaje się ujawnić, bo część borsuków zapewne ginie bez świadków. Są naturalnie także inne przyczyny śmierci borsuków: polowania, choroby itd. Jeżeli ktoś znajdzie borsuka na terenie Nadleśnictwa Trzciel to proszę zatem o pilny kontakt z wykorzystaniem poniższego emaila. Szkoda,że u borsuków występuje tak wysoka śmiertelność, bo to piękny i ciekawy zwierzak.

 Dlatego bardzo uważajcie podróżując lokalnymi drogami przez lasy i pola. Zwracajcie uwagę na świecące oczy w przydrożnych trawach i bądźcie bardzo ostrożni, gdy jedno zwierzę pojawi się na drodze, bo często zanim idzie następne, i następne. Szczególnie trzeba uważać w miejscach, gdzie gęste młodniki graniczą z szosą po obu jej stronach, bo to ulubione miejsca przejść zwierząt. Choć wszędzie trzeba być ostrożnym i przewidującym. 

 Przełom lata i jesieni to czas intensywnego żerowania zwierzyny gromadzącej zapasy na zimę i okres wychowywania niesfornej „młodzieży”. Młode zwierzęta często są ciekawskie i  nie wiedzą, że pędzące głośne i świecące „coś” to dla nich śmierć. Z całą pewnością nie tylko tak wiele borsuków ginie pod kołami, że jest to istotne dla całej populacji. Byt i przyszłość  innych zwierząt także zależy od naszej rozwagi „za kółkiem”. Dlatego pomyśl o borsuku, wiewiórce, lisie, jeżu gdy pędzisz błyszczącym autkiem…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl  

20:37, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
wtorek, 28 sierpnia 2012

Kończy się już lato, to nieuchronne, choć Pogodynki i mój imiennik Krecik zapowiadają jeszcze ciepłe dni. Rankiem jest mgliście, pajęczyście, chłodno, a żurawie krzyczą smętnie za jeziorem. Bociany sejmikują i planują trasy wędrówek, tak aby ominąć samoloty i wszelkie ciała metalowe, których mnóstwo kręci się po niebie. Szpaki latają w „chmurach”, a jaskółki medytują nad terminem odlotu „wyrzędowane” na sieciach napowietrznych dawnej „TPSa”…  W powietrzu wisi jesień, to oczywiste także dlatego, że w informacjach radiowych wciąż mówią o szkolnych wyprawkach. Szkoda tylko, że zwykle mowa o „pierwszakach”, ich wyprawkach za 300 zeta  i tornistrach, a nie policzą ile kosztuje dwoje dzieci na studiach… Kto ma to wie, ale na szczęście to już za mną.

W lesie trwają prace przy pielęgnacjach upraw i coraz śmielej po letniej przerwie rozkręca się pozyskanie drewna. Wielu leśników gorączkowo pracuje przy usuwaniu skutków letnich nawałnic. Mnie na szczęście tym razem ominęło, ale wiem co to znaczy, bo w 2007 roku „zdmuchnęło„ w moim leśnictwie prawie 6000m3 drewna. Wszyscy leśniczowie po czasie letnich wiatrów kontrolują teraz drzewostany wzdłuż dróg publicznych, miejsc postoju i wszelkich obiektów turystycznych oraz edukacyjnych. Dbamy o odwiedzających nasze lasy. Warto sprawdzić fachowym okiem czy nie wisi gdzieś złamana gałąź, suchy konar czy nadłamane drzewo, bo o nieszczęście łatwo.

Monitorując potencjalne zagrożenia zwracamy także przy okazji uwagę na stanowiska chronionych roślin, obiekty przyrodnicze i pomniki ludzkiej kultury: kapliczki i krzyże przydrożne, stare osady leśne oraz dawne leśniczówki. Leśnicy od lat ewidencjonują i starają się chronić takie miejsca. Często łatwo je odszukać po pozostałościach sadów, starych drzew owocowych i ozdobnych. Wiodą do nich aleje lip czy kasztanowców ale także śliw węgierek czy jabłoni. Znajdziemy tam piękne krzewy leszczyny, gdzie brązowią się laskowe orzechy:

Warto chronić i te materialne ślady ludzkiej historii, i dawne smaki, pamiętane czasem z dzieciństwa, a dla wielu ludzi zupełnie nieznane. Dzisiejsze pozornie piękne śliwy kupowane na straganie to nie to samo co stare, poczciwe węgierki zerwane własnoręcznie na śródpolnej alei, albo w pozostałościach sadu po dawnej osadzie leśnej:

Powidła usmażone z takich złociutkich, pachnących lasem i polnym zielem śliwek to poezja smaku. Moja żona właśnie robi zimowe zapasy tego cudownego specyfiku, odparowując węgierki na płycie kaflowej kuchni opalanej drewnem:

 

Współczuję z całego serca wszystkim tym, którzy nie poznali smaku prawdziwych powideł… Z węgierek, tych z samego wierzchołka starej śliwy, można także wyczarować fantastyczną nalewkę. To bardzo prosty przepis: rozpołowione, pozbawione pestek owoce wrzucamy do słoja do 2/3 jego objętości, można w owocach zostawić kilka pestek, bo zmienia to ciekawie smak wyrobu, zasypujemy cukrem, można dodać trochę miodu. Zalewamy owoce najpierw wódką a po kilku dniach spirytusem w proporcji: 0,5 litra wódki na 1 litr spirytusu. Słój stawiamy w ciemne miejsce, co jakiś czas potrząsając, aby cukier się rozpuścił. Po 4 tygodniach nalewkę zlewamy, odcedzamy i przechowujemy w ciemnych butelkach z dala od słońca, bo nalewka utleni się i zmieni smak oraz kolor. Im dłużej odstoi to smaczniejsza, ale pewnie długo nie postoi bo jest pyszna… Naturalnie nalewka z węgierek to szlachetny specyfik, który może być spożywany tylko w maleńkich ilościach i przy wyjątkowych okazjach. Owoce możemy nalać ponownie, a potem wykorzystać je do nadziewania mięs, chleba pieczonego w domu, a najlepsze są do ciasta. Zwykły murzynek z dodatkiem węgierek z nalewki staje się królewskim ciastem, ale nie polecam go w większych ilościach kierowcom… Na starych drzewach znajdziemy niepowtarzalny smak złotych i szarych renet, gruszek a czasami podczas wędrówki po smakach natkniemy się na krzew derenia jadalnego:

Sok z derenia czy nalewka to coś, co trudno opisać, choć starałem się to zrobić we wcześniejszych wpisach na blogu. W lesie znajdziemy teraz także pyszne, pachnące czarne jeżyny. Zrywane prosto z kolczastych gałązek i zjadane z rosą zostawiają ślady na paluszkach i… w pamięci.To nie to samo co owoce zakupione w sklepie. W moim sadzie przy leśniczówce dojrzewają brzoskwinie:

Trafiają potem do słoików- „weków”, stojących rzedem w piwnicy leśniczówki choć coraz mniej osób wie co to jest domowy kompot, bo przecież napoje są w kartonach:

Krzewy pigwowca pełne są aromatycznych „jabłuszek”:

One także są znakomite na nalewki i jako sok- dodatek do zimowej herbaty. Jest jeszcze wiele innych pyszności w bezmiarze lasów, śródlesnych łąk i pól. Przełom lata i jesieni to czas na jedyne i niepowtarzalne smaki lasu i pola. Starajcie się je poznać, zachować dla innych i przekazać je swoim dzieciom. Muszą mieć wspomnienia z rodzinnego domu i pamiętać smak powideł, twardość laskowych orzechów i piękno szyszeczek dzikiego chmielu zaplatanego w jarzębinie:

Leśnicy dbają o wiele spraw, także o te smaki i piękno kwiatów oraz owoców. Służą one ludziom ale także zwierzetom i ptakom. Dlatego leśnicy chronią stare drzewa owocowe, krzewy i sadzą nowe, aby te niepowtarzalne smaki nie zginęły nam w gąszczu reklam, nowości i promocji.

  Skosztujcie tych smaków z przełomu lata i jesieni, zabierzcie swoich bliskich pomiędzy lasy i pola w ich poszukiwaniu i zachwyćcie się nimi. Węgierki, laskowe orzechy czy sok ze starych odmian jabłoni mają smak, który na zawsze pozostaje w pamięci. Nie znajdziecie go pomiędzy colą, chipsami  czy popcornem…

 

Leśniczy Jarek-lesniczy@erys.pl

 

 

18:31, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
piątek, 24 sierpnia 2012

Powoli kończy się lato o czym świadczy dzisiejszy rzęsisty deszcz dzwoniący o parapety okien leśniczówki i chłód zachęcający do rozpalenia w kominku. To także zapowiedź zbliżającego się wysypu grzybów w naszych lubuskich lasach, które są wielką atrakcją dla turystów i źródłem dodatkowych dochodów dla miejscowych. Grzyby, a właściwie ich owocniki są chyba najbardziej rozpoznawalnym symbolem lasu. Najczęściej to właśnie one kuszą nas smakiem, aromatem i pięknem:

Zachęcają do zanurzenia się w leśne ostępy i stanowią bodziec do rozstania się z kapciami, pilotem i ulubionym fotelem. Nie ma w Europie narodu, który tak chętnie wyrusza na grzybobranie i zachwyca się ich smakiem w tradycyjnej kuchni, jak Polacy. Większość obywateli Europy nie zbiera grzybów, a na ich stołach pojawiają się gatunki hodowlane takie jak pieczarki czy boczniaki. W Polsce występuje około tysiąca jadalnych grzybów, choć powszechnie zbiera się kilkanaście popularnych gatunków. Nie można zbierać tylko tych, które są na liście gatunków chronionych jak choćby szmaciaki:

Szmaciak gałęzisty (inna nazwa siedzeń sosnowy) , zwany u nas  „kozią brodą” rośnie w pobliżu pnia starej sosny ale pamiętajmy, że jest ściśle chroniony i choć raczej smaczny, nie może trafić na nasz stół. Wyglądem przypomina kalafior, waży zwykle kilka kilogramów, choć może czasem osiągnąć wagę nawet około 20kg!

Warto wiedzieć, że nie w każdym kraju można bez ograniczeń i za darmo zbierać grzyby w lasach tak jak u nas. W Niemczech i W. Brytanii są ograniczenia ilościowe zezwalające na zebranie tylko 1-2 kg grzybów. W Austrii są limity czasowe, we Francji za zbiór grzybów w lasach państwowych trzeba płacić, a w Belgii i Holandii wiele obszarów jest objętych całkowitym zakazem zbioru. Wielu europejczyków chodzi na grzyby do marketu. Czy wyobrażacie sobie jednak, ze zamiast pójść do pachnącego, wielobarwnego lasu na poszukiwanie licznych gatunków grzybów o zróżnicowanym smaku mielibyście wybrać się na grzyby do hali sklepowej czy produkcyjnej, gdzie leżą identyczne, jota w jotę takie same, sztucznie wyhodowane pieczarki? Zbieranie grzybów jest często traktowane jako narodowy sport Polaków. Jest to zajęcie mocno osadzone w naszej tradycji i kulturze. Grzyby łatwo dostrzec na stołach wszystkich regionów kraju. Są składnikiem wielu potraw polskiej kuchni uznanej i cenionej w świecie. Przodujemy jednak także w Europie pod względem ilości zatruć  grzybami. Bo, niestety, już nie każdy zna gatunki grzybów i zasady obowiązujące przy ich zbieraniu. Warto przygotować się teoretycznie do wyprawy po borowiki, kurki czy rydze:

Wiedza i dobra umiejętność rozpoznawania gatunków jest niezbędna smakoszom leśnych grzybów. Należy wiedzieć, że poszczególne gatunki grzybów związane są z określonymi gatunkami drzew i rosną zwykle w charakterystycznych dla siebie miejscach i czasie.  Rydze rosną w młodnikach sosnowych, czasem świerkowych, szczególnie na ich skrajach. Koźlarz czerwony, zwany krawcem lub szewcem, pyszni się swoją urodą pośród bieli brzóz:

 Podgrzybek- symbol Puszczy Noteckiej, to grzyb ubogich sośnin, pozbawionych podszytu liściastego:

 Kurki znajdziemy także w pobliżu sosen, szczególnie tam, gdzie rośnie mech i łany borówki czarnej.  Wzrost i rozwój pięknych owocników grzybów kapeluszowych zależy od gatunku drzewa, ale także od wilgotności gleby, powietrza i temperatury. Istotna jest także pora roku, bo ten sam grzyb w zależności od warunków rozwoju pojawia się w różnych partiach lasu. Przykładem może być tu borowik, który współżyje z różnymi drzewami i pojawia się w różnych miejscach. W czerwcu znajdziemy go w dąbrowach, jest wtedy gruby, twardy, ale najczęściej  robaczywy. Gdy jest sucha jesień borowik rośnie w zasadzie tylko w żyznych buczynach i dąbrowach, a gdy jesień jest ciepła i mocno roszona deszczami znajdziemy go na żwirkach borów sosnowych pomiędzy łanami szarych porostów lub zielonymi poduszkami mchów. Późną jesienią, gdy jest mało ciepła, rośnie wprost na leśnych drogach  lub nasłonecznionych skrajach borów:

 Podobnie na zmienność warunków reagują także inne grzyby. Pierwsze kurki pojawiają się czasem w maju, a zwykle w czerwcu w sosnowych, suchych młodnikach pomiędzy mchem i porostami. Jesienią rosną w starych borach sosnowych z żyznymi fragmentami porośniętymi łanami borówki. Niektóre gatunki grzybów preferują także określoną glebę. Znakomity kulinarnie borowik ceglastopory, który rośnie w świerkowych borach, szczególnie górskich:

 wybiera bardzo kwaśną glebę, a z kolei czubajka kania, zwana sową, o ogromnych owocnikach przyrządzanych jak polskie tradycyjne „schaboszczaki”, woli glebę wapienną i liściowe podłoże:

Późną jesienią warto wybrać się na gąski zielonki. Rosną one także w borach sosnowych i bardzo lubią miejsca żwirowe, gdzie kopią nory lisy lub dzikie króliki. Warto zatem w październiku penetrować okolice  zwierzęcych „wykopalisk” bo zielonki to znakomite grzyby, szczególnie marynowane lub podane w postaci mielonych kotletów. O grzybach można snuć wiele opowieści, wrócę jeszcze do „grzybowego” tematu i postaram się przekazać Wam praktyczną wiedzę. Zachęcam Was do gromadzenia informacji i wiedzy o naszych grzybach przed wyprawą do lasu z wiklinowym koszem( nie foliową torebką!). Zbieranie grzybów to przecież świetny relaks na świeżym leśnym powietrzu w gronie rodziny lub przyjaciół. A dobrze przyrządzone i przechowane grzyby są smacznym wspomnieniem z lasu. Ciąg dalszy nastąpi…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

17:56, lesniczy.lp
Link Komentarze (6) »
wtorek, 21 sierpnia 2012

Nie było mnie tu kilka dni i mam cichą nadzieję, że brakowało Wam wieści z życia leśniczego? Tyle się działo w te urlopowe dni i nadal dzieje, że nie było czasu stukać w klawiaturę… Mój urlop jeszcze trwa, na szczęście, bo tyle chciałoby się zrobić i nie ma czasu na nudę. Muszę jednak podzielić się z Wami pewnymi refleksjami. Na urlopie na wiele wydarzeń i spraw spogląda się inaczej i to właśnie znakomita pora na refleksje, przemyślenia i retrospekcje.

W czasie gdy wędrowaliśmy po przepięknych Tatrach zwracałem uwagę na zachowanie turystów i ich sposoby korzystania z bogactwa Natury. Wniosek nasuwa się jeden i jednoznaczny: generalnie ludzie bardzo mało wiedzą o przyrodzie. W pędzie codziennego dnia i zamiłowaniu do wygody zapomnieli o korzeniach i związkach z przyrodą. Nie znają elementów przyrody, nie rozumieją zjawisk i nie doceniają mądrości Natury. Wiem, mam świadomość, że jest pewne niebezpieczeństwo w takim uogólnianiu. Bo przecież wielu z Was, czytających w miarę regularnie tego bloga, to znakomici przyrodnicy i ludzie wrażliwi na piękno Natury. Nie obrażajcie się proszę, ale myślę, że macie świadomość, że jesteście znakomitą mniejszością. Ludzie bardzo daleko odeszli od świata przyrody i często nie potrafią do niego wrócić, a jeszcze częściej nie wiedzą jak to zrobić. Dlatego potrzebne są działania nazywane często „zielonym marketingiem”. Takim rodzajem marketingu powinni zajmować się głównie leśnicy, pracownicy parków narodowych i przyrodnicy- zarówno profesjonalni jak i amatorzy. Moje zdjęcie z drewnianym rysiem ze słowackiej „Świstowej Krainki”:

 świetnie przygotowanego edukacyjnego placu zabaw znajdującego się na wysokości ponad 1800m n.p.m można uznać za marketing Lasu Rysia E-rysia… To dość skomplikowana materia, bo „zielony marketing” to nowa dziedzina wiedzy, nie mająca ustalonych wzorów i schematów.  Z drugiej strony to może i dobrze, bo czy Natura powiela wciąż te same schematy? To przecież żywy organizm i wciąż dzieje się w niej tyle nowego. Ludzie bardzo potrzebują kontaktu z Naturą ale czasem nawet o tym nie wiedzą. Dlatego trzeba pomóc im w powrocie do korzeni i w zmianie sposobu myślenia poprzez działania marketingowe. Podczas górskich wędrówek zauważyłem, że ludzie zatracili umiejętność pożytecznego dla siebie obserwowania przyrody oraz odwieczny instynkt łowiecki i nie potrafią dostrzegać, wypatrywać i cieszyć się taką „zdobyczą”. Przejdą obojętnie obok motyla, kwiatka, kozicy, świstaka czy jelenia bo ich nawet nie zauważą. Bo w sumie po co? Wielu idzie szlakiem po to, aby go przejść, „zaliczyć” i pstryknąć fotkę pod tytułem „tu byłem”. Mało kto po drodze dostrzeże skromną szarotkę, których coraz mniej w Tatrach:

Albo też inną endemiczną roślinę, której nie spotka się nigdzie indziej. Ludzie nie zauważą świstaka, bo nie wiedzą gdzie go szukać i nie znają nawet charakterystycznego głosu „gwizdocza”. Obserwowałem jak wypatrywali świstaków w kosówce, zaintrygowani głosem… pustułki, która patrolowała teren. Często wydaje się, że świstak to mały gryzoń wielkości „większego szczura”. Tymczasem to spory gryzoń:

Wielu turystów odwiedzających Zamek Spiski, nieopodal bajkowego miasta Lewoczy, obserwując liczne tam susły, jest przekonanych, że to świstaki. A nieco się różnią:

Na rynku wydawniczym mamy mnóstwo barwnych, ciekawych publikacji. Leśnicy i przyrodnicy w całej Europie budują ścieżki dydaktyczne i stawiają tablice objaśniające napotykane cuda przyrody:

Niewielu turystów jednak wnikliwie czyta i korzysta z informacji. Czasem wolą tam zamieszczać swoje „informacje”, zamiast słuchać przestróg dotyczących nie potulnego misia, ale groźnego niedźwiedzia żyjącego w Tatrach:

 Bardzo chętnie z kolei pytają i słuchają wyjaśnień człowieka. Najlepiej takiego, który jest autorytetem: przewodnika tatrzańskiego, przyrodnika, leśnika… Stąd przed edukacją przyrodniczo-leśną i zielonym marketingiem rysuje się wielka przyszłość. Potrzeba tylko do tego ludzi, którzy mają czas, chęć i wiedzę do przekazania. Bo z całą pewnością najlepszym narzędziem zielonego marketingu jest człowiek i żywy przekaz. Wpadł w moje oko i obiektyw ciekawy pomysł Słowaków, którzy przed leśniczówkami „Tanapu” czyli słowackiego odpowiednika Tatrzańskiego Parku Narodowego, stawiają tabliczki z nazwiskiem mieszkającego tam leśnika:

To dobry pomysł świadczący także o tym, że w zarządzaniu przyrodą i „sprzedawaniu wiedzy” o jej bogactwie ważna jest stabilność kadrowa. Jestem przekonany, że wiedza poparta dużym doświadczeniem nabytym przy praktycznym obcowaniu z przyrodą to "atrakcyjny towar" dla wielu ludzi. Leśnicy i przyrodnicy muszą tylko nauczyć się jego sprzedaży, aby podaż równoważyła się z popytem. Wasze komentarze, listy i niesłabnące zainteresowanie moim blogiem jest najlepszym dowodem na to, że zielony marketing jest ważny i potrzebny. Także, a może szczególnie w czasie urlopów i wakacji. Bo to czas na odmianę i inne spojrzenie na wiele spraw.  Bardzo dziękuję wszystkim za miłe dla mnie życzenia udanego urlopu, które sprawiły, że tatrzański (aktywny) wypoczynek  był bardzo udany.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

14:34, lesniczy.lp
Link Komentarze (11) »
wtorek, 14 sierpnia 2012

Urlop w Tatrach to świetny pomysł, choć każdy naturalnie inaczej pojmuje odpoczynek. Ktoś kocha polskie morze i leżenie plackiem na piasku, ktoś woli pod palmą sączyć egzotyczne drinki, a ktoś inny wybiera wakacje pod sosną w leśnej głuszy. Z racji tego, że cały rok przebywam w leśnych ostępach ( no, z małymi przerwami) i wdycham balsamiczny zapach borów, wybieram dla odmiany górskie powietrze i odpoczywam chłonąc takie widoki:

To Szeroka Przełęcz Bielska (1826 m n.p.m.) do której dochodzi się ze Zdziaru po blisko 4 godzinach pokonywania 1000 m deniwelacji. Potem był Szalony Przechód (1933m), Przełęcz pod Kopą i Dolina Przednich Koperszadów itd. czyli ponad 8 godzinna wycieczka. Wczoraj razem z żoną przemierzyliśmy tą trasą wspaniałe Tatry Bielskie po słowackiej stronie Tatr. Kilkanaście lat chodzimy co roku po Tatrach i coraz częściej wybieramy szlaki w słowackiej części Tatr, bo tam jest więcej gór, a mniej ludzi. Choć nic nie zastąpi wieczoru na Rusinowej Polanie i poranku na szczycie Kopieńca, atmosfery Wiktorówek i zapachu potoku Olczyskiego.

Tatrzańkie „wyrypy” zawsze niosą coś nowego, ciekawego. Oglądam górskie lasy, przyglądam się sposobom ich zagospodarowania, podziwiam górskie rośliny i zwierzęta. Po drodze przyglądałem się jak słowaccy drwale usuwają suche świerki i w jaki sposób manipulują drewno:

Zawsze w Tatrach uda się poznać kolejną przyrodniczą lub historyczną ciekawostkę. Tym razem podczas jednej wycieczki spotkaliśmy około 70 kozic! To niebywałe. Najpierw dostrzegłem pojedyncze kozice daleko pod Płaczliwą Skałą, potem stado blisko 30 sztuk: 

 

Dalej była grupka bardzo blisko szlaku:

Kolejne kozice spacerowały jak w ZOO, nie zwracając uwagi na turystów, którzy wyciągali aparaty z plecaków:

„Kamzikom”, bo tak Słowacy nazywają kozice, nic nie przeszkadzało, stąd zrobiłem bez problemu z odległości poniżej 10 m m.in. taki portret:

Łącznie spotkaliśmy około 70 kozic. To doskonały dowód na to, że mądrze prowadzona ochrona przyrody daje efekty. Przecież kilka-kilkanascie lat temu trzeba było mieć niebywałe szczęście, żeby z daleka zobaczyć pojedynczą kozicę. A tu takie widoki!

Niedaleko przełęczy często słyszeliśmy także przeciągłe, charakterystyczne gwizdy. To ostrzegały się wzajemnie „gwizdocze” czyli świstaki. One nie były już takie łaskawe jak kozice, ale wypatrzyłem kilka okiem obiektywu podręcznego „kompaktu”, choć to już nie jest prawdziwy portret:

Tatry Bielskie są fantastyczne i jedyne w swoim rodzaju, a obecność tylu kozic, obok fantastycznych widoków, mnóstwa pięknych roślin i bogactwa ptaków, motyli oraz uroczych świstaków jest magnesem przyciągającym turystów. Bo prawdziwy, „honorny” turysta zachwyca się przyrodą i stara się ją bliżej poznać. Cieszę się, że mogłem Wam przybliżyć piękno choć części Tatr i ich mieszkańców. Hej!

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

19:32, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
sobota, 11 sierpnia 2012

Tyle słyszymy wszyscy o anomaliach pogody i niepokojących zjawiskach atmosferycznych. Leje deszcz i grad, wieją potężne wiatry, następują radykalne skoki temperatur. Na polach wciąż stoją łany zbóż, których nie ma możliwości skosić, rzepak czekał bardzo długo na swoje żniwa, łąki są podtopione, a w ziemniakach także stoi woda. To jest bardzo niepokojące zjawisko dotyczące nas wszystkich, bo wbrew pozorom żywność, która trafia na nasz stół nie rodzi się w markecie, ale na polu…

Huraganowe wiatry, które nawiedziły ostatnio Polskę dokonały wielkich zniszczeń. Strasznie ucierpiały Bory Tucholskie, ogromne starty zanotowano także m.in. na terenie RDLP Olsztyn, gdzie  rozmiar strat szacuje się na co najmniej 100 tys. metrów sześciennych drewna. To tak, jakby wiatr zniszczył całkowicie 360 hektarów lasu…

5 sierpnia w niedzielę potężna nawałnica nawiedziła także zachodnią Polskę i okolice Pszczewa:

Ucierpiały drzewa i linie energetyczne:

Zatarasowane zostały drogi publiczne i leśne, ale także wiele powalonych drzew uszkodziło ogrodzenia upraw leśnych:

Moje leśnictwo wichura jakoś ominęła i tylko pojedyncze drzewa zostały połamane. Natychmiast po ustaniu wiatru wszyscy leśnicy inwentaryzowali szkody i naliczyłem w swoim leśnictwie zaledwie 20-30 m3 strat, czyli tyle co nic. Nieopodal Pszczewa, w sąsiednim nadleśnictwie wiele drzewostanów zostało mocno przetrzebionych. Tam szkody trzeba liczyć w tysiącach metrów sześciennych drewna. Jest jednak inny wymiar działalności wiatru. Drzewa urosną , zerwane dachy da się naprawić…

 W sąsiednim leśnictwie mojego nadleśnictwa doszło do tragedii, bo złamane drzewo spadło na namiot i w wyniku tego wypadku straciła życie 11- letnia dziewczynka, uczestniczka obozu harcerskiego. Wypadek ten spowodował medialny szum i dywagacje dziennikarzy na temat przyczyn, skutków i odpowiedzialności. Prokuratura wszczęła postępowanie wyjaśniające. Na siły Natury ludzie nie mają jednak wpływu i mogą tylko bezradnie spoglądać na ich skutki…  Obozy harcerskie od wielu, wielu lat są lokalizowane w lesie, ale to pierwszy taki tragiczny wypadek w okolicy. Bardzo to smutne… Las po wichurze jest nadal niebezpieczny. Uważajcie podczas leśnych spacerów na wiszące gałęzie i lepiej nie zbliżajcie się do naprężonych wywrotów, dopóki leśnicy ich nie uprzątną!

Wcześniej strażacy odblokowali drogi, energetycy naprawili linie przesyłowe, a zaraz potem leśnicy szybko zabrali się za usuwanie skutków wichury. Prace zapewne długo potrwają bo to trudna i niebezpieczna misja.

Przejechałem dziś blisko 700 kilometrów przez Polskę i obserwowałem różne zjawiska po drodze: podtopione pola, połamane drzewa i prace przy żniwach. Szczęśliwie dobrnąłem do celu podróży i moje ukochane Tatry powitały mnie ulewnym deszczem, mgłą i chłodem. Ostatnie miesiące były dla mnie bardzo pracowite i jestem przekonany, że tatrzański urlop niezależnie od pogody będzie udany. Z całą pewnością pobyt w Tatrach naładuje „moje akumulatory”  i zregeneruje zdrowie psychiczne oraz fizyczne, choć zamierzam przemierzyć przez najbliższy tydzień wiele „honornych” szlaków. Wszystko zapowiada się dobrze, bo w naszym ulubionym pensjonacie Willa Mery w pod zakopiańskiej Cyrhli przywitał mnie i żonę sam Janosik:

Zapewnił nas, że Natura wróciła do naturalnego rytmu i przestanie dokuczać ludziom. Bo nie można obrażać się na deszcz, wiatr czy słońce, choć czasem są przyczyną tragedii… Człowiek jest na to zbyt mały.

Sierpień to czas wakacji, urlopów i odpoczynku po ciężkiej pracy. Najlepiej odpoczywa się w górach, bo jak pisał Harasymowicz:

W górach jest wszystko co kocham

Wszystkie wiersze są w bukach

Zawsze kiedy tam wracam

Biorą mnie klony za wnuka

 

Zawsze kiedy tam wracam

Siedzę na ławce z księżycem

I szumią brzóz kropidła

Dalekie miasta są niczem…”

 

Jak  nie wierzyć i poecie, i góralowi?

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

18:10, lesniczy.lp
Link Komentarze (6) »
środa, 08 sierpnia 2012

Sierpień w Pszczewie już od  lat kojarzy się z zapachem świeżego drewna, warkotem pił, stukaniem pobijaków, - czyli z obecnością rzeźbiarzy i Pszczewskim Plenerem Dużej Rzeźby w Drewnie. Dziś po raz 11 spotkałem się z rzeźbiarzami na otwarciu kolejnego pleneru. Wspominaliśmy jak to było we wrześniu 2002 roku, gdy z trudem udało się wspólnie zrealizować pomysł, który zrodził się podczas któregoś z moich, zwykle twórczych  spotkań z Wandą Żaguń- Dyrektorką Gminnego Ośrodka Kultury w Pszczewie. Organizowałem w życiu wiele imprez mniejszych i większych, sportowych i kulturalnych, festynów i zawodów, ale do plenerów rzeźbiarskich mam wciąż wielki sentyment. Drewno to wspaniały surowiec, kto jak nie leśnicy mają je promować przy każdej okazji? Stąd też kolejne plenery chętnie wspierały nadleśnictwa Trzciel i Bolewice. Leśnicy są też częstymi gośćmi rzeźbiarzy pracujących przy kłodach. Dlatego dziś, po wykonaniu najpilniejszych zadań i wydaniu dwóch zestawów papierówki, która pojechała z mojego leśnictwa do wielkiej firmy drzewnej, śpieszyłem się na plac Magdaleński obok pszczewskiego kościoła, gdzie odbywa się plener:

 Rzeźbiarze powitali mnie z radością i sympatią. W końcu znamy się tyle lat. Na tegoroczny plener przyjechali do Pszczewa:

Henryk Grudzień z Gardzka k. Strzelec Krajeńskich- w jego pracowni zobaczymy rozmaite diabły i piękne kobiety, rzeźbi małe kwiaty i potężne podobizny  świętych oraz zwierząt.

Stefan Szymoniak z Tuczna k. Strzelec Krajeńskich – jego ulubionym motywem są rzeźby ludowe i pełne zadumy świątki, doskonale radzi sobie w dużej formie rzeźbiąc wojów, świętych i baśniowe postaci.

Jerzy Kopeć z Przytocznej- absolwent szkoły w Cieplicach, wszechstronny twórca, specjalista od rzeźb sakralnych zdobiących wiele kościołów  oraz autor  m.in. potężnej rzeźby Leona Pineckiego- siłacza i utytułowanego zapaśnika z okresu międzywojennego w urodzonego w pobliskim Stołuniu.

Tadeusz Bardelas z Rusinowa k. Świebodzina- spod jego dłuta wyszło wiele postaci spotykanych w różnych miejscowościach Polski, bardzo dba o detale rzeźby, które mają specyficzny charakter.

Grzegorz Hadzicki ze Świdnicy k. Zielonej Góry- fascynują go korzenie, gałęzie i kształty, które Natura nadała drewnu, wyszukuje je podczas wypraw do lasu i wyczarowuje z nich zwierzęta oraz rozmaite, często baśniowe  motywy. Zajmuje się też tradycyjną dużą rzeźbą.

Janusz Orzepowski z Lubska – absolwent szkoły im. Kenara w Zakopanem, pracownik domu Kultury w Lubsku, zwolennik rozmytych form, mistrz niedopowiedzenia i aluzji, świetny kompan do rozmów o sztuce. Ma swój niepowtarzalny styl rzeźbienia.

Łukasz Bęben z Nowej Soli- talent rzeźbiarski odziedziczył po ojcu, wieloletnim komisarzu pszczewskich plenerów, specjalizuje się w zwierzętach.

 Miałem okazję poznać wielu rzeźbiarzy z całego kraju i chętnie zatrzymuję się przed ciekawą rzeźbą. Magia drewna jest niesamowita! Zachęcam Was do zainteresowania się tą formą artystyczną. Warto chwycić choć na chwilę dłuto oraz  młotek i spróbować wydobyć kształt własnej myśli z drewna. Zapach i dotyk świeżego drewna to nowe doświadczenie. Jakie to fascynujące przyglądać się jak z potężnej kłody topolowej, lipowej czy dębowej wyłaniają się kształty osoby, zwierzęcia czy rośliny. Zadziwia mnie zawsze jak twórca wpada  na pomysł i jak dostrzega w bezkształtnej bryle drewna, krzywiźnie gałęzi czy pozornym chaosie korzenia inspirację do powstania artystycznego wyrazu… Przez pięć lat plenery odbywały się w otoczeniu pszczewskiej leśniczówki:

Był to tydzień „wyrwany z życiorysu” w sensie życia zawodowego i rodzinnego ale z drugiej strony, niesłychanie ciekawe doświadczenie. Pomimo tego, że mam całe życie do czynienia z drzewami i drewnem, kontakt z rzeźbiarzami i długie w noc dyskusje o sztuce kształtowania drewna sprawiły, że spoglądam inaczej na ten piękny surowiec. Bo nie tylko drzewa mają duszę, drewno także… Pracujących rzeźbiarzy w trakcie  każdego pleneru odwiedza wielu różnych ludzi. Przyglądają się jak powstają rzeźby, fotografują i rozmawiają z rzeźbiarzami. Co roku powstają rzeźby o innej tematyce. Wielkim zainteresowaniem cieszył się np. sympatyczny osiołek, który stał się po zakończeniu pleneru ozdobą pszczewskiego przedszkola:

Codziennie zaglądają do pracujących rzeźbiarzy mieszkańcy Pszczewa i okolic, turyści, leśnicy, myśliwi, ludzie o różnych zainteresowaniach i w różnym wieku, aby przyglądać się i podziwiać jak w tak krótkim czasie z prostej topolowej kłody powstają wspaniałe rzeźby, które przez lata będą zdobić teren naszej gminy. Plener trwa do 12 sierpnia. Wokół jak obłok unosi się specyficzna, artystyczna atmosfera. To właśnie magia drewna…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

22:43, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 06 sierpnia 2012

Opowiadałem Wam o podziale przestrzennym lasu i znaczeniu linii oddziałowych, a tu właśnie nadszedł czas korzystania z nich w celach ochrony lasu. Bo leśnicy muszą chronić las przed wieloma przejawami szkodnictwa i szkodnikami w różnych postaciach. Najgroźniejszym szkodnikiem w lesie jest, niestety, człowiek,  ale  tym razem chodzi o ochronę przed mniszką. Nie, nie przywołujcie sobie obrazu skromnej mniszki w habicie żyjącej w klasztornej celi. Chodzi tu o brudnicę mniszkę- Lymantria monacha, szarego motyla, który jest groźnym szkodnikiem drzewostanów iglastych:

  Gąsienice mniszki żywią się igłami sosen i świerków, choć w przypadku masowego pojawu nie gardzą także  liśćmi różnych drzew liściastych. Leśnicy kontrolują wielkość populacji mniszki m.in. poprzez obserwację pułapek kontrolnych w postaci lejków z wabiącym feromonem:

Pułapki kontroluje się dwa razy w tygodniu i liczy odłowione motyle, są to głównie samce. Czasem przez 2-3 dni znajdujemy w pułapce 200-300 motyli. Wyniki kontroli leśniczy zapisuje w specjalnym formularzu. W momencie gdy liczba odłowionych samców spada, a na drzewach można zaobserwować siedzące samice możemy uznać, że jest to kulminacja rójki. Przystępujemy wtedy do oceny zagrożenia drzewostanów ze strony brudnicy mniszki stosując tzw. „metodę jednorazowych przejść” lub „metodę 20 drzew”, wykorzystując właśnie  linie oddziałowe. W ostatnim czasie uaktywnił się także inny szkodnik, którego motyle pojawiają się w podobnym czasie co mniszka, choć zazwyczaj nieco wcześniej. To barczatka sosnówka:

Ryciny obu motyli pochodzą z "klasyka" biblioteczki leśnika - czeskiego "Atlasu szkodników owadzich drzew leśnych" z 1975 roku.

Barczatka – Dendrolimus pini  to duży ( rozpiętość skrzydeł 5-8 cm) , krępy motyl koloru czerwonobrunatnego. Gdy siedzi na korze sosny jest trudny do zauważenia, gdyż jego barwa bardzo przypomina kolor kory sosny. Takie zjawisko nazywa się zjawiskiem mimikry. Leśnicy mają jednak doskonały wzrok i wiedzą czego szukają, zatem przystąpili właśnie do kontroli drzewostanów iglastych szukając mniszki i barczatki. Obserwację prowadzi się we wszystkich oddziałach poruszając się liniami oddziałowymi. Szczególną uwagę zwraca się na części lasu- wydzielenia, gdzie wcześniej obserwowano motyle lub żer gąsienic. Przejście całego leśnictwa liniami oddziałowymi ma na celu wychwycenie tych wydzieleń (pododziałów)gdzie pojawiło się najwięcej samic. Wtedy rejestruje się ich ilość na 20 losowo wybranych drzewach. 10 drzew wybieramy wzdłuż linii oddziałowej, a 10 prostopadle do niej- w głąb drzewostanu. Trzeba się dobrze przyglądać:

 Wyniki obserwacji groźnych dla lasu motyli rejestrowane w formularzu podczas przejść liniami oddziałowymi leśniczy przekazuje do nadleśnictwa. Stamtąd po zebraniu danych z wszystkich leśnictw i opracowaniu wysyłane są do regionalnej dyrekcji LP i Zespołu Ochrony Lasu. Kontrola lotu brudnicy i barczatki to ważna i odpowiedzialna czynność, która ma wielkie znaczenie dla przyszłości lasu. Dane trzeba przechowywać w aktach i wykreślone na mapach, bo są one bardzo pomocne dla monitorowania zmian w populacji motyli. Wiadomo jednak, że najważniejsza jest spostrzegawczość i pamięć leśniczego, bo to najpewniejsza baza danych. Przegląd całego leśnictwa to okazja do obserwacji borowych motyli, ale także do monitoringu innych zjawisk, których tyle mamy w lesie.

 Z leśnej linii oddziałowej wiele widać:

Zapisałem sobie wiele cennych spostrzeżeń z różnych zakamarków lasu, a także zaznaczyłem na mapie zarośnięte linie oddziałowe wymagające odświeżenia. Motyli znalazłem niewiele i na razie nie ma powodów do niepokoju o stan zdrowotny pszczewskich borów.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

22:26, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
czwartek, 02 sierpnia 2012

... czyli jak nie zgubić się w zakamarkach lasu. Lato w pełni i pewnie wielu z Was spędza wakacje lub urlop w lesie. To doskonały pomysł, choć wielu ludzi nieswojo czuje się w głębi lasu i obawia się zabłądzenia. Warto posiadać minimum wiedzy na temat ładu przestrzennego lasu, bo łatwiej wtedy się w nim poruszać. Zawsze dobrze mieć przy sobie naładowany telefon i czuwać, aby mieć tzw. „pole” czyli być w zasięgu sieci komórkowej, bo różnie to w terenie bywa…

My, leśnicy mamy swoje sposoby, żeby łatwiej było korzystać z gościnności lasu, no i gospodarzyć w nim. Dlatego lasy posiadają dokładne mapy z wieloma pożytecznymi informacjami i są dobrze „urządzone” z wykorzystaniem wiedzy części sztuki leśnej nazywanej urządzaniem lasu przy wydatnej pomocy geodezji leśnej.

Ten komu było dane oglądać las z powietrza:

 

szczególnie z niezbyt dużej wysokości wie, że las jest podzielony na prostokąty. Spoglądając z pokładu niedużego samolotu, kosza balonu, motolotni lub śmigłowca zobaczymy taki widok:

 

Pewnie niewielu z Was orientuje się jak leśnicy nazywają te prostokąty. Są to oddziały leśne, które tworzą kolejno: ostępy, leśnictwa, obręby leśne i nadleśnictwa. Trochę to może wydawać się skomplikowane , prawda? Ale tylko pozornie.

Kompleksy leśne, w których gospodarzymy są najczęściej duże, utrudnia to dostęp do drzewostanów, prowadzenie zabiegów i orientowanie się w terenie. Aby uniknąć tych trudności, las dzieli się właśnie na oddziały. Wielkość oddziałów zależy głównie od intensywności gospodarowania. Na nizinach oddział ma przeważnie 10-35 ha, natomiast w górach 10-50 ha. Jest to ład przestrzenny lasu nazywany podziałem powierzchniowym. Taki podział tworzą linie ostępowe i oddziałowe, które łącznie budują sieć podziału powierzchniowego, dzieląc las na wspomniane prostokąty oddziałów. Linie ostępowe przebiegają mniej więcej ze wschodu na zachód, mają szerokość 4-10 m. Linie oddziałowe biegną prostopadle do ostępowych, czyli z północy na południe i mają szerokość 3-5 metrów.
Każdy leśniczy dba o linie oddziałowe i ostępowe, oczyszczając je z krzewów i nalotów przy okazji różnych zabiegów gospodarczych.

Dobrze widoczne linie są przydatne i dla turystów i dla leśników:

Często są one wykorzystywane jako drogi czy szlaki zrywkowe. Wszystkie oddziały w nadleśnictwie są ponumerowane. Na mapie wygląda to tak: 

 Najniższy numer ma oddział najbardziej wysunięty na północny-wschód, po czym numerowane są kolejno oddziały w tym ostępie, czyli idąc na zachód rośnie numeracja. Jeśli chodzi o kolejność pasów ostępowych to postępuje ona z północy na południe.

Podział powierzchniowy utrwala się w terenie przez umieszczenie w północno-wschodnim rogu skrzyżowania linii, słupków kamiennych lub betonowych z numerami przylegających oddziałów. Słupek wygląda tak:

 

Czasem spotkacie w lesie betonowe lub granitowe kamienie z krzyżykiem:

To są z kolei kamienie graniczne, rozgraniczające granice własności gruntu.  Dzięki słupkom oddziałowym możemy się łatwiej zorientować w terenie, ponieważ  mapy leśne posiadają naniesioną numerację oddziałów. W przypadku braku mapy możemy przy ich pomocy określić strony świata. Jeżeli na słupku mamy numery czterech różnych oddziałów to narożnik słupka między dwoma najniższymi numerami wskazuje północ.

Najmniejszą  i chyba najważniejszą jednostką podziału powierzchniowego lasu jest wydzielenie. Jest to fragment lasu jednorodny pod względem siedliska, składu gatunkowego, wieku drzewostanu i innych cech, na której wykonujemy ściśle określone zabiegi gospodarcze. Są zaplanowane w planie 10-letnim, przygotowywanym dla każdego nadleśnictwa i leśnictwa, a co roku weryfikowane przez leśniczego. Wydzielenia w ramach każdego oddziału na mapach leśnych są opisywane małymi literami, a przy nich w postaci ułamka zapisano podstawowe cechy drzewostanu. Przykładowo:

 

    8 so 120 - 0,9

d ——————

         5,25


Poszczególne symbole znaczą: d- litera wydzielenia 8So 120 – gatunkiem dominującym (80% drzewostanu) jest sosna w wieku 120 lat 0,9 – zadrzewienie 0,9 (jest to stosunek masy rzeczywistej drzewostanu do masy teoretycznej dla danego gatunku i wieku) 5,25 – powierzchnia wydzielenia w hektarach.

 

Gdy mamy do dyspozycji mapę leśną, to posiadając minimum wiedzy wyczytamy z niej sporo informacji o terenie, w którym spacerujemy, no i zapewne pewniej czujemy się w leśnych ostępach. Gdy odszukamy w terenie skrzyżowanie linii i słupek oddziałowy z numerami, to także odszukamy szybko na mapie punkt w którym się znajdujemy. Mam nadzieję, że teraz po tych wyjaśnieniach łatwiej będzie Wam orientować się w lesie. Na wszelki wypadek dobrze mieć w telefonie numer telefonu miejscowego leśniczego…

Miłych wędrówek między słupkami oddziałowymi!

 

Leśniczy Jarek-  leśniczy@erys.pl

 

21:20, lesniczy.lp
Link Komentarze (6) »
sobota, 28 lipca 2012

Ostatnie dni były bardzo gorące i trudno wytrzymać w południe w lesie. Pracownicy Zul-a wykonujący prace przy pielęgnowaniu upraw rozpoczynają pracę wcześnie rano i kończą wcześniej, czasem po południu jadą na „drugą zmianę”. Pozyskanie drewna nie jest w tej chwili intensywne, ale trwa, stąd operatorzy harwesterów i forwarderów w skupieniu machają dżojstikami. Nie ma zmiłuj się- pracują w akordzie i gdy „nie robią- nie zarobią”… Koszty funkcjonowania firmy są stałe i raty za sprzęt trzeba płacić niezależnie od pogody.

 Ostatnie dni trwał intensywny wywóz drewna i obaj z podleśniczym Irkiem ganialiśmy od samochodu do samochodu. W efekcie padł rekord mojego leśnictwa- zapas drewna zwykle wynosi ponad 1000 m3, najczęściej minimum 600 m3 a teraz stopniał do 35m3. Tego jeszcze nie było! To dobrze, bo ciepło i wilgoć powodują szybkie zasinienie drewna i stwarzają dogodne warunki do rozwoju owadów. Nie ma jednak obaw, że nie będzie czym handlować, bo harwester Vimek „położył” już z 200 m3, a 2 ekipy tną wczesne trzebieże i pozyskują surowiec na zrębki.

Pomimo okropnego upału i niemiłosiernie tnących oraz  bzyczących nad uchem owadów krążyłem pomiędzy bagnami. Wcale nie miałem ochoty zostać królem bagien jak bajkowy Shrek:

 

Źródło obrazka- www. extra-bajki.pl

Jednak ten rok jest wyjątkowy jeżeli chodzi o wodę w lesie, a raczej jej nadmiar, stąd trafiło do mnie kolejne pismo z RDLP Szczecin dotyczące podtopień: „W związku z licznymi sygnałami z nadleśnictw dotyczącymi podtopień części drzewostanów w różnych stadiach rozwojowych prowadzących do ich stopniowego zamierania prosi się o przygotowanie informacji na ten temat w terminie…” Dlatego pomimo upału i innych ważnych zajęć trzeba było objechać i obejść całe 2200 ha leśnictwa, aby "zdiagnozować problem". Przecież nie można dopuścić do sytuacji, że las stanie się królestwem Shreka…

 A w niektórych miejscach stało się zielono jak w bajce:

Bagna i podtopione olsy w lesie to normalna sprawa:

Jednak sporo fragmentów drzewostanów, gdzie do tej pory było tylko jakieś zaniżenie stało się zbiornikami wodnymi:

Długotrwałe zalanie drzewostanów i systemów korzeniowych drzew prowadzi do ich zamierania. Drzewa chorują, redukują ulistnienie, a w końcu umierają. Osłabione drzewa atakują także różne owady, przyśpieszając ich zamieranie. Trzeba poznać skalę zjawiska i podjąć działania ratownicze. Na pniach drzew widać wahania poziomu wody:

Gospodarka wodą w lesie to skomplikowana sprawa i wymaga troski o strugi, rowy melioracyjne, przepusty i zastawki. Sprawę komplikuje także to, że ten system jest połączony z siecią rowów i urządzeń położonych na polach i mających wielu właścicieli. Nie wszyscy są zainteresowani ponoszeniem kosztów utrzymania systemu. Dlatego raz las cierpi z powodu suszy, a innym razem , tak jak teraz, problemem jest nadmiar wody. Czasami można przezornie uniknąć tego kłopotu i gdy jest niewiele takich fragmentów, rzeczywiście można je pozostawić jako królestwo Shreka.

Ekologiczne podstawy leśnictwa pozwalają uznać części lasu za ostoje ksylobiontów lub powierzchnie referencyjne. W trosce o zachowanie bioróżnorodności i naturalnych procesów przyrodniczych oraz bogactwo  gatunków wyłącza się te tereny z użytkowania gospodarczego. Pozostają one w swojej naturalnej postaci dla przyrody. Drewno tam pozostawione rozkłada się i tworzą się tam warunki dla rozwoju roślinności bagiennej i torfowiskowej. W przypadku mojego leśnictwa przezornie już wcześniej zdecydowaną większość obecnie podtopionych drzewostanów zakwalifikowałem jako ostoje ksylobiontów. Niektóre są także ostojami żurawia lub zostały włączone do sieci Natura 2000 z powodu występowanie chronionych siedlisk lub gatunków. Chętnie korzystają z nich także zwierzęta: zwierzyna płowa i dziki, które w kąpielach błotnych pozbywają się natrętnych insektów i szukają ochłody:

 Nie znalazłem w swoim leśnictwie podtopionych, umierających drzewostanów, wymagających pilnego usunięcia drzew w trosce o stan sanitarny lasu. Wiem jednak, że u moich kolegów takie występują, bo zostały podtopione uprawy czy młodniki, czasem na sporym obszarze. Przywrócenie do życia zalanych wodą fragmentów lasu to trudna i skomplikowana praca. W innych miejscach usuwane są skutki ostatnich huraganów i ślady po przejściu trąb powietrznych. Jak widzicie leśnicy nigdy się nie nudzą i daleko im do sielanki znanej z bajkowych opowieści o Shreku z bagien.

Miłego weekendu!

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

13:44, lesniczy.lp
Link Komentarze (7) »