O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
środa, 08 stycznia 2014

Dziś na termometrze za moim oknem blisko dziesięć stopni, naturalnie w plusie i kilkakrotnie popadywał rzęsisty deszczyk. Deszczyk absolutnie nie jest mile widziany, bo leśne drogi są mocno błotniste, a na piątek szykuje się do mnie kilka firm po odbiór drewna. Wczoraj była piękna, słoneczna pogoda, która zupełnie nie przypomina zimy. Chociaż…

Wokół słychać o zmianach klimatycznych, anomaliach pogodowych i każdy portal internetowy czy stacja radiowa inaczej przepowiada pogodę na najbliższe tygodnie. Wiele osób pyta mnie czy zima będzie. Pewnie, że będzie! Jak nie w tym roku, to w następnym… „A co to ja wróżka?” – powiadał Pawlak w znanej polskiej komedii wszechczasów. Przecież taka wiosenna pogoda w pierwszej połowie stycznia to nic nowego i w ostatnich latach często tak bywało. Nasza pamięć jest zwykle bardzo obciążona i szkoda prywatnych RAM-ów na utrwalanie sobie tam pogody, jaka towarzyszyła nam w ostatnich latach, ale twardy dysk komputera pamięta więcej! Mam zewnętrzny dysk z pokaźnym archiwum fotograficznym i chętnie wracam do zdarzeń utrwalonych za pomocą aparatu fotograficznego. To dobry sposób na analizę tego co było… Przejrzałem wczoraj wieczorem styczniowe foldery z ostatnich lat i co się okazuje?

Zima w styczniu 2005 i 2006 była mroźna i śnieżna, czyli taka jak być powinna i wyglądała tak:

Widać wyraźnie na fotografii, że z powodu dużej pokrywy śnieżnej jeleniom brakowało soczystej karmy i objadały natychmiast każdą złamaną wiatrem lub nadmiarem śniegu sosnową gałąź z kory. Z kolei w styczniu 2007 było wiosennie jak teraz. Na trawniku przed leśniczówką kwitły w najlepsze stokrotki, a mój złotlin złocił się aż miło:

Zmiana pogody z „ciepełka” na srogą zimę objawiła się potężną wichurą, która tylko w moim leśnictwie powaliła drzewa o masie blisko 6 tysięcy m3. To ponad połowa tego, co pozyskuję w roku na zrębach i we wszystkich planowanych trzebieżach. Wichura wyrwała z korzeniami piękny krzew rokitnika i powaliła dorodne świerki rosnące od lat tuż przy leśniczówce:

Początek stycznia 2008 i 2009 były podobne do siebie. Temperatury były początkowo zbliżone do zera w dzień i ze spadkami w nocy, a potem przycisnął solidny mróz ale było prawie bezśnieżnie. Podczas rodzinnego spaceru 4 stycznia 2009 na położony naprzeciw leśniczówki półwysep Katarzyna, owiany ciekawymi legendami, utrwaliłem taki widok:

Jezioro było zamarznięte, tylko naprzeciw półwyspu było „oczko” pozbawionej lodu wody, gdzie kłębił się tłum kaczek i łabędzi. Śniegu praktycznie nie było.

Co innego w styczniu 2010! Okoliczne bory wyglądały jak syberyjska tajga i tylko śpiewać ze Skaldami: „z kopyta kulig rwie…”:

Rok później, w styczniu 2011 oglądałem i fotografowałem widoki zupełnie jakby z wczorajszego dnia:

Przebiśniegi nie musiały przebijać śniegu:

W 2012 roku wiosna także przyszła do nas w styczniu. Żonkile i tulipany wyrywały się na świat:

Kiedy wybrałem się 8 stycznia do Parku Narodowego Ujścia Warty w towarzystwie kolegi Artura- leśniczego z Nadleśnictwa Ośno, to w okolicach Słońska podziwiałem takie widoki:

Kręciły się dzikie gęsi, czaple białe, nawoływały się nieustannie żurawie, a  różne drobne ptaki baraszkowały wokół jak, nie przymierzając, w kwietniu!

Początek stycznia 2013 także wyglądał bardzo wiosennie. Po kilku mroźnych dniach dobrze zaopatrzyłem karmnik i powiesiłem „pyzy” dla ptaków, ale było ciepło i słonecznie. Sikory przeciągały się leniwie w pięknym słońcu, a kowalik mrugał do mnie filuternie i zdawał się mówić: „Wyrywny jesteś! Zimy nie będzie…”

 Ale kowalik to nie dobrze poinformowany Krecik, ani zgrabna pogodynka co się zna na rzeczy ( czyli na przewidywaniu pogody) i zdziwił się, gdy 15 stycznia zaczęła się porządna zima:

 Podobnie jak rok wcześniej kowalik, wczoraj spoglądał na mnie kwiczoł, który rozsiadł się na trawniku przed moim oknem i zaglądał mi w obiektyw aparatu jak w styczniowe słońce:

Czy historia powtórzy się i po połowie stycznia zasypie nas na biało? „Pożiwiom, uwidiom”- jak mawiają na wschodzie… Z całą pewnością warto jednak fotografować i przeglądać  fotografie z wcześniejszych lat, bo to zajęcie pozwalające na wyciąganie ciekawych wniosków. Zobaczcie jakie to proste! Kiedyś przewidywano pogodę wnikliwie obserwując przyrodę, teraz wystarczy zajrzeć do fotograficznego archiwum. No i czasem, na wszelki wypadek można posłuchać mojego imiennika Kreta. Dlatego styczeń, czy zimowy, czy wiosenny, zawsze inspiruje do spacerów na świeżym powietrzu po czasie świąteczno-noworocznego leniuchowania. Także po to, aby sfotografować dzisiejszą pogodę i przyrodę.

 

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

 

 

 

 

22:10, lesniczy.lp
Link Komentarze (9) »
piątek, 03 stycznia 2014

Przełom roku 2013 i 2014 niezależnie od wystrzałów rac, petard i korków od szlachetnych lub mniej wykwintnych szampanów stał się głośny w „leśnym świecie” z powodu stosowania starej maksymy: „Dura lex sed lex - Twarde prawo, ale prawo” . To ulubione powiedzenie osób zawodowo zajmujących się stosowaniem prawa w różnych aspektach i dziedzinach życia społecznego. Czasem powtarzają je też leśnicy, zmuszeni podejmować interwencje w przypadku różnych przejawów leśnego szkodnictwa i łamania zapisów np. ustawy o lasach. Czasem też je słyszą…

To powiedzenie, uważane za rzymską zasadę prawniczą przypisuje się Ulpianowi, sławnemu juryście i pisarzowi epoki cesarstwa, który był  jednym z pięciu wielkich rzymskich autorytetów prawniczych. Zgodnie z tą zasadą absolutnej nadrzędności ustalonych norm prawa należy bezwzględnie stosować się do przepisów ustawy, niezależnie od jej uciążliwości oraz konsekwencji dla osoby podporządkowanej temu aktowi prawnemu. Brzmi to groźnie i skomplikowanie bo tak rzeczywiście jest.

Pamiętacie mój bardzo tragiczny wpis z  23.03.2012 roku- Zamordowano leśniczego i jego żonę ? Do cichej leśniczówki Płociczno w Nadleśnictwie Zdrojowa Góra (RDLP w Pile) położonej na skraju wsi przyszli 21 marca zwyrodnialcy, aby zabić leśniczego i jego żonę Aleksandrę, która była nauczycielką katechezy w szkole podstawowej. Przyszli z nożami  zabić dla 200 euro i 100 dolarów. 

Napisałem wtedy:  Mam nadzieję, że sprawcy tej zbrodni zostaną szybko schwytani. Nie warto ich stawiać przed sądem, lepiej starym leśnym zwyczajem posadzić na mrowisko i obciążyć granitowymi słupkami oddziałowymi, żeby zbyt szybko nie wstali… Mrówki czyszczą las z każdej padliny”. Stało się jednak inaczej, bo dwóch pozbawionych wszelkich uczuć mężczyzn, którzy zamordowali leśniczego Zdzisława i jego żonę Sąd Okręgowy w Poznaniu 30.12.2012 roku skazał na kary dożywotniego więzienia. Skazani mają też zapłacić 900 tys. zł zadośćuczynienia dla spadkobierców ofiar oraz 74 tys. zł odszkodowania za zniszczone mienie. Utrzymywali się z kradzieży i nie mają żadnego majątku to z czego to zapłacą? No ale:  Dura lex sed lex… Temida jest przecież podobno ślepa, choć nie zawsze:

  Zamordowani mieli troje dzieci. Serce najstarszego syna nie wytrzymało tej tragedii, a ich córka straciła nienarodzone dziecko… Jak to wycenić zgodnie z prawem i jego twardymi zasadami? Grób zamordowanych znajduje się w lesie, niedaleko miejsca mordu, na Cmentarzu Leśników, odrestaurowanym z inicjatywy także leśniczego Zdzisława i każdy może go oglądać:

Wizerunku morderców nie możemy oglądać, bo sąd nie wyraził na to zgody pomimo wniosku syna leśniczego. Dura lex sed lex… Choć kiedyś pręgierz i klatka hańby świetnie się sprawdzały!

30 stycznia Dyrektor Generalny LP wysłał list do leśników, gdzie pisał m.in. :  Ministerstwo Środowiska przygotowało projekt ustawy o zmianie ustawy o lasach, został on opublikowany tydzień temu na stronach ministerstwa: http://www.mos.gov.pl/g2/big/2013_12/09b2d5a81c27aa3315059112ba4295d7.pdf

Projekt utrzymuje zasadę samofinansowania Lasów Państwowych. Jednocześnie nakłada na Lasy Państwowe konieczność corocznej wpłaty do budżetu państwa 100 mln zł, począwszy od 2016 r. LP byłyby również zobowiązane do dwóch wpłat po 800 mln zł rocznie w roku 2014 i 2015. W szczególnych, uzasadnionych przypadkach, wynikających z konieczności zapewnienia sprawnego i pełnego wykonywania zadań Lasów Państwowych, Rada Ministrów może zmniejszyć te kwoty lub od nich odstąpić.”

Dziś w kolejnym liście Dyrektor Generalny pisze:

„2 stycznia odbyło się spotkanie ministra środowiska Macieja Grabowskiego i wiceministra środowiska Janusza Zaleskiego z kierownictwem Lasów Państwowych, dyrektorami regionalnych dyrekcji LP, przedstawicielami Towarzystwa Przyjaciół Lasu, Polskiego Towarzystwa Leśnego, Instytutu Badawczego Leśnictwa, Biura Urządzania Lasu i Geodezji Leśnej, Związku Leśników Polskich w RP oraz KSZNiL NSZZ Solidarność dotyczące projektu nowelizacji ustawy o lasach. Minister środowiska wskazał na konieczność wsparcia budżetu przez Lasy Państwowe, uzasadniając to nadwyżkami finansowymi, którymi dysponują LP. Projekt nowelizacji ustawy o lasach, zgodnie z propozycją resortu środowiska, przewiduje dwie wpłaty po 800 mln zł: jedną w roku 2014, drugą - w 2015. Na kolejne lata wiceminister środowiska Janusz Zaleski przedstawił 3 propozycje rozwiązań:

- coroczną wpłatę w wysokości 100 mln zł rocznie;

- coroczną wpłatę w wysokości 40 proc. zysku netto Lasów Państwowych;

- coroczną wpłatę w wysokości 2 proc. przychodów ze sprzedaży drewna przez Lasy Państwowe;

Janusz Zaleski zaznaczył, że pieniądze pozyskane z Lasów Państwowych zostaną przeznaczone na budowę i utrzymanie dróg lokalnych.”

Dura lex sed lex - Twarde prawo, ale prawo”…

 Leśnicy doskonale rozumieją trudną sytuację budżetu państwa i jak najbardziej chcą dzielić się zyskami ze swojej działalności, pomimo tego, że i tak płacą ponad 1 mld podatków i opłat rocznie. Zgodnie mówią, że należy mądrze i rozsądnie opracować systemowe rozwiązania w zakresie przekazywania nadwyżek finansowych do budżetu państwa, bo przecież państwo jest właścicielem lasów. Projekt zmiany ustawy o lasach powstał 18 grudnia, a na stronach ministerstwa opublikowano go 23 grudnia. Trudno go opiniować 2 stycznia i trwać w przekonaniu, że tak pośpiesznie uchwalane prawo zachowa wysoką jakość. Ale cóż, to Ulpian wymyślił:

„Dura lex sed lex - Twarde prawo, ale prawo”…

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

  

22:17, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »
wtorek, 31 grudnia 2013

Sylwestrowym obyczajem ( choć dziś w kalendarzu także jest święto Melanii i warto o tym wspomnieć w świetle medialnych sporów „genderowych” aby nie być posądzonym o zaściankową ciemnotę braku szacunku do płci) chcę choć króciutko złożyć wszystkim Czytelnikom zaglądającym stale i okazjonalnie do Blogu Leśniczego tradycyjne życzenia: Dosiego Roku! W ostatnich chwilach kończącego się roku-w dniu Melanii i Sylwestra życzę wystrzałowej, szampańskiej zabawy w otoczeniu miłych Wam ludzi!

Chwile kończące rok 2013 miło spędzać na hucznym balu, ale także fajnie jest posiedzieć w gronie rodziny, przyjaciół i znajomych na „domówce”, a potem zaraz po północy wyjść przed dom i spotkać się z sąsiadami wołając tradycyjne:

„Szczęśliwego Nowego Roku!”

Skoro mowa o tradycji to przypomnę, że w naszej staropolskiej kulturze sylwestrowy wieczór nie był czasem balów ale spotkań połączonych z wróżbami, laniem wosku (tak, tak!) oraz cyny i ołowiu, czyli  przepowiadaniem przyszłości Nowego Roku. Panny, które wykazały się odwagą i w samotności o północy zaglądały w zwierciadło (ale tylko w stroju ”Ewy”!) miały szansą zobaczyć tam przyszłego męża lub…diabła, jak nie zasłużyły sobie dobrym sprawowaniem na poznanie przyszłości małżeńskiej. Na stołach zaścielonych białym obrusem kładziono bochen chleba i sól, aby nie zabrakło tego nikomu w nowym roku. Jest wiele obyczajów regionalnych na tę noc- wieszanie u powały zwierzątek z ciasta, drobnych podarunków zwanych dawniej kolędami, odwiedzin sąsiedzkich, sypania ziarna na szczęście, obrzędowych drobnych kradzieży, np. bram i furtek, co dobrze pamiętam z dzieciństwa…

Starym obyczajem jest też hałasowanie i zabawy ogniem- czyli race, sztuczne ognie i fajerwerki:

To właśnie w tę noc złe moce i wszelkie demony mogły szkodzić ludziom. Odstraszano je hukiem i ogniem. Stąd tradycja strzelania z batów, walenia kijami po płotach, dudnienia w blachy. Przebierańcy chodzący po wsiach w Nowy Rok hałasem starali się przepędzić wszelkie zło starego roku, a ich przebrania symbolizowały dostatek i dobroć nowego roku.

Noworoczne fajerwerki są zatem jak najbardziej na miejscu i piękne kolorowe race to fajna sprawa. Niektórzy krytykują ten zwyczaj i mówią, że to marnotrawienie pieniędzy. Jak we wszystkim należy zachować po prostu umiar. Gdyby tak zawsze „praktycznie” myśleć to nie należałoby nigdy kupować kwiatów, bo przecież i tak zwiędną lub nie myć się , bo i tak się pobrudzimy…  Kupuję kwiaty, myję się i kupuję zawsze kilka kolorowych rac, aby na ulicy w otoczeniu bliskich osób, przyjaciół i sąsiadów witać Nowy Rok. Nie cierpię z kolei, podobnie jak większość normalnych ludzi oraz zwierząt zarówno leśnych jak domowych, potężnych, strasznie hałaśliwych petard. Szczególnie tych wybuchających w mieście pomiędzy blokami,  czasem nogami przechodniów. To skrajna głupota, a nie tradycja…

Życzę Wam wszystkiego najmilszego w tę szczególną noc słowami jednej z czytelniczek bloga (bardzo dziękuję Asi z Bytomia), która nadesłała takie urocze życzenia i uznałem, że warto podzielić się nimi z Wami:

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

14:48, lesniczy.lp
Link Komentarze (11) »
piątek, 27 grudnia 2013

W marcu 2011 rozpoczęła działalność Akademia Leśniczego. Pisałem o tym wcześniej, bo jestem absolwentem  pierwszej edycji, stąd z zainteresowaniem śledzę dalsze losy tego ciekawego projektu. Właśnie zakończyła się trzecia edycja i rozpoczęto nabór na czwartą. Wiem, że wielu leśników interesuje ten temat, a dla innych branż może być to świetny przykład inwestowania w pracowników.

W wielu firmach bowiem mówi się o zarządzaniu zasobem ludzkim (A fe! bardzo nie lubię tego określenia) i tworzy specjalne komórki w tym celu. Powszechnie znane jest hasło: „celem zarządzania zasobami ludzkimi jest  umożliwienie firmie osiągnięcia sukcesu dzięki zatrudnionym w niej ludziom”. W Lasach Państwowych nie tylko mówi się tak, ale też działa! Leśniczy staje się dla firmy cennym zasobem, jeśli ma wszechstronną wiedzę i potrafi z niej znakomicie korzystać, pamiętając inne, ważne zdanie: Pracownik sam w sobie nie jest kapitałem, lecz dopiero jego zdolności, doświadczenia, wiedza, umiejętności i inne pozytywne cechy”. Armia amerykańska ma swoją prestiżową West Point, bez ukończenia której trudno robić karierę w wojsku, a nawet polityce, a leśnicy - Akademię Leśniczego i jestem przekonany, że uzyskanie tego dyplomu to ważny krok w karierze każdego leśniczego:

 Do tej pory Akademię Leśniczego ukończyło łącznie 546 leśniczych. Docelowo status absolwenta ma uzyskać łącznie 1500 leśniczych spośród ok. 5,5 tys. zatrudnionych. To tylko nieco ponad ¼ leśniczych, którzy są typowani przez nadleśniczych do studiowania w tej prestiżowej Akademii. Nadleśniczowie kierują tam swoich wyróżniających się leśniczych, którzy mają perspektywy dalszego rozwoju. Nie ma tu znaczenia wiek, ani wykształcenie, liczy się zaangażowanie leśniczych w poszerzanie wiedzy i zdobywanie nowych umiejętności. Na wykładach pojawiają się młodzi, dobrze wykształceni leśniczowie i doświadczeni praktycy, którzy pomimo braku dyplomu wyższej uczelni są znakomitymi fachowcami. Podczas wspólnych zajęć, które najczęściej prowadzone są w formie warsztatowej, oprócz czerpania z wiedzy wykładowców także uczą się od siebie nawzajem. Szczególnie widać to przy realizacji bloku związanego z mapami cyfrowymi, informatyką, GPS, obsługą rejestratorów, nowymi aplikacjami itd.:

 Tematyka zajęć obejmuje  pełen przekrój aktualnej, wciąż zmieniającej się wiedzy leśnej oraz zagadnienia tzw. ”miękkie”, czasem zupełnie nowe dla niektórych leśniczych: z komunikacji społecznej, technik asertywności czy zarządzania sobą w czasie. Część zajęć odbywa się także w sposób praktyczny, tak np. leśniczowie doskonalą się w umiejętnościach prowadzenia zajęć z edukacji przyrodniczej:

 Akademia Leśniczego to pomysł Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych, zmierzający do wyszkolenia specjalistów, którzy swoimi wysokimi kompetencjami zagwarantują utrzymywanie leśnictwa na stale wysokim poziomie. Głównym założeniem Akademii jest podnoszenie kwalifikacji zawodowych najliczniejszej grupy stanowisk w LP – leśniczych, ale też wykształcenie ich w dziedzinach dotąd mniej znanych, takich jak komunikacja społeczna i autoprezentacja, szeroko pojęty PR, marketing oraz dbałość o wizerunek LP i leśników:

 Nie bez znaczenia jest też to, że jest to znakomita okazja do wymiany doświadczeń pomiędzy leśniczymi, którzy są  praktykami z różnych nadleśnictw, a nawet dyrekcji. Leśniczym jest bardzo potrzebna wymiana poglądów, bo przecież pracują głównie samotnie i umocnienie się w świadomości własnej wartości. Takie spotkanie ludzi w różnym wieku, o różnym doświadczeniu zawodowym, ale o jednej pasji, jaką jest praca w lesie, są bardzo pożyteczne dla nich samych i dla firmy, której są kluczowym elementem.

 Leśniczy, aby był dobrym leśniczym,  musi być człowiekiem o bardzo szerokiej wiedzy zarówno teoretycznej jak i praktycznej, którą nie zawsze (niestety)  gwarantuje dyplom, choćby najlepszej uczelni. Wiedza i kompetencje przychodzą z latami pracy, doświadczeniem i chęcią uczenia się. Akademia Leśniczego realizowana jest w formule podobnej do „podyplomówki”. Z poziomu regionalnej dyrekcji typowane są nadleśnictwa, z których leśniczowie typowani są do kolejnej edycji AL. Warto zainteresować się sprawą, bo już z początkiem 2014 roku rusza czwarta edycja. Polskę podzielono tak jak dotychczas na sześć obszarów i wytypowano sześć leśnych ośrodków, gdzie odbywają się zajęcia: w Orzechowie Morskim k. Ustki, Malinówce k. Ełku, Jedlni Letnisko k. Radomia, Janowie Lubelskim k. Zamościa oraz Łagowie k. Świebodzina:

 

Leśniczowie mają zajęcia w tym samym ośrodku, położonym najbliżej ich nadleśnictwa. Wykładowcy, którzy są także praktykami w dziedzinach które przybliżają słuchaczom Akademii, dojeżdżają do wszystkich ośrodków. Akademia działa w formie 6 zjazdów i składa się z 6 bloków zajęć po 24 godziny wykładowe każdy. Zjazdy są rozsądnie wkomponowane w cykl rocznych zajęć leśniczych i odbywają się w dniach roboczych. Udział w zajęciach jest bezpłatny dla uczestnika i finansowany z Funduszu Leśnego.

   Cykl szkoleń realizowany jest przez Ośrodek Rozwojowo-Wdrożeniowy Lasów Państwowych w Bedoniu – Zespół Szkoleń i turystyki, na zlecenie Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych. Szefowa zespołu Pani Miłoslawa Hyży zawsze zapina wszystko na ostatni guzik, a każdy dzień zajęć jest świetnie przemyślany i zaprojektowany z wielką dokładnością przez Tomasza Białego- opiekuna całej Akademii ze strony ORWLP Bedoń:

Student- leśniczy powinien uczestniczyć we wszystkich spotkaniach, każde z nich kończy się egzaminem sprawdzającym zdobytą wiedzę. Po zaliczeniu wszystkich 6 egzaminów, każdy uczestnik otrzymuje dyplom ukończenia Akademii wydawany przez Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych. Zwykle pierwsze spotkanie leśniczych- studentów AL cechuje niepewność i pewien stres przed wykładami i egzaminami, natomiast ostatnie zawsze pełne jest żalu, że to już koniec fajnej przygody. Wszystkie szczegóły dotyczące tego ciekawego przedsięwzięcia  znajdziecie na stronie LP w zakładce ORWLP Bedoń pod adresem:

 http://bedon.lasy.gov.pl/pl/414,akademia-lesniczego.html

 Akademia Leśniczego niebawem po raz czwarty rozpocznie działalność i choć bez hucznego „Gaudeamus igitur”, ale to nie pieśń, ale  wiedza, którą zdobędą tam leśniczowie odbije się echem w polskich lasach. Nie bez powodu symbolem Akademii jest sowa…

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

18:17, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 23 grudnia 2013

Kończy się rok, kolejny rok moich spotkań z Czytelnikami zapisków o tym, co w lesie piszczy, czyli  odwiedzających Blog Leśniczego. Jutro Wigilia, mój ulubiony dzień roku, szczególny, magiczny, bardzo rodzinny dzień.

 

 

Tegoroczne święta raczej nie będą z gatunku „białych świąt”. Takie widoki w świąteczny dzień raczej się nam nie zdarzą:

Naturalnie myślę o Ziemi Lubuskiej, bo w innych zakątkach kraju kto wie?

Jak wiecie, staropolski  piernik według przepisu Grzegorza Russaka dojrzewa w kuchni leśniczówki, skąd wydobywają się też inne, świąteczne zapachy. Córki zjechały już do rodzinnej leśniczówki i wspólnie ubraliśmy wczoraj choinkę:

Na tarasie od strony jeziora zawisła jemioła:

Bombki skrzą się w światłach lampek:

 i na stoliku czeka przygotowana na jutro płyta z leśnymi kolędami, nagrana przez leśników z Zielonej Góry. Każdy, kto jest czytelnikiem czasopisma „Głos Lasu” znalazł ją dołączoną do świątecznego numeru. Na jutrzejszą pierwszą, wieczorną gwiazdkę czeka też biały opłatek:

Wszystkim, których miałem okazję poznać i spotkać w kończącym się roku, wszystkim którzy odwiedzili tę leśniczówkę:

osobiście lub wirtualnie, zaglądając do blogu leśniczego, składam najserdeczniejsze życzenia:  WESOŁYCH śWIĄT!

Życzę Wam także miłych odwiedzin Świętego Mikołaja z wymarzonymi prezentami! Choć z jego wypraw saniami, które ciągną renifery, z najbardziej znanym posród nich Rudolfem, nie wszyscy są zadowoleni:

Miłych spotkań w gronie najbliższych i wesołego kolędowania przy zielonej choince!

 

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

 

 

20:37, lesniczy.lp
Link Komentarze (11) »
sobota, 21 grudnia 2013

Wyobraźcie sobie, że własnie zorientowałem się, że to już mój wpis nr 300 na Blogu Leśniczego! Stali czytelnicy, którzy systematycznie czytają o tym, co w lesie piszczy, pewnie przez ten czas sporo dowiedzieli się o lesie i pracy leśników. Ale z pewnością nikt z Was nie zastanawiał się nad tym i nie pomyślał, że jeden oddział leśny, który ma około 20 hektarów, wycina się zrębem przez okres równy jednemu pokoleniu leśników?

Koniec roku sprzyja podsumowaniom i przemyśleniom. Tak się złożyło, że od kilku dni jestem na zwolnieniu lekarskim ( choć w łóżku nie leżę i nie nudzę się), stąd mam chwilkę wolnego czasu  na różne refleksje. Porządkowałem dokumenty w kancelarii i układałem sobie plany na rozpoczęcie roku 2014. Bo rok 2013 praktycznie został zamknięty. Nie udało się zakończyć zrębu w oddziale 57 i zostało tam nieco drewna stosowego do zrywki, no i „gałęziówka” do wyrobienia. Trzeba to pilnie wykonać i dokończyć początkiem roku, bo zrąb zaplanowany jest do odnowienia wiosną, gdyż „mocne” siedlisko, czyli dobra jakość gleby i wilgotność nie pozwalają na jego przelegiwanie.

Popatrzyłem na mapę i przypomniałem sobie historię tego oddziału od początku mojej pracy w tym leśnictwie. Jest ono jak każde podzielone na oddziały leśne, które na mapie i z lotu ptaka wyglądają jak prostokątne klocki. Na nizinach mają one zwykle 20-35 hektarów i są podzielone na pododdziały, w zależności od zróżnicowania rosnącego tam lasu. Oddziały ponumerowane są cyframi i liczbami, a pododdziały oznaczone literami alfabetu, poczynając od literki „a”. Oddział 57 mojego leśnictwa, którego najstarszy fragment porasta sosna w wieku 137 lat ma powierzchnię ponad 22 hektary. Dziś, czyli według planu urządzania lasu i mapy wykonanej według stanu na 01.01.2007 wygląda tak:

Kiedy obejmowałem Leśnictwo Pszczew w 1993 roku oddział 57 wyglądał tak:

Maksymalna powierzchnia zrębu wynosiła wtedy 6 ha, a nawrót cięć, czyli czas rozdzielający poszczególne zręby wynoszący ogólnie 3 lata, w moim leśnictwie wynosi 5 lat ( wydłużony z racji położenia lasów na terenie chronionym w formie parku krajobrazowego). Cały oddział 57 według mapy i planu ze stycznia 1987 porastał dojrzały bór sosnowy w wieku 110 lat. Wyjątkiem było nieco młodsze wydzielenie „a” oraz „c”, gdzie wcześniej była mała szkółka gospodarcza, gdzie „produkowano” sadzonki na potrzeby Leśnictwa Pszczew, a potem było to poletko łowieckie, obsiewane mieszanką roślin motylkowych, chętnie zgryzanych przez zwierzynę leśną. Pierwszy zrąb o powierzchni blisko 6 ha wycięto tam w 1988 roku. Potem wspólnie z pochodzącym z Kresów, nieżyjącym już dziś podleśniczym, Bolesławem Zinkiewiczem:

 wyznaczałem tam kolejną, ponad 4-hektarową działkę zrębową, wyciętą w 1995 roku. Pan Bolesław odszedł już wtedy w stan spoczynku i cieszył się dobrodziejstwem stanu emerytalnego. Gdy wyznaczaliśmy granice działki zrębowej i wykonywaliśmy szacunki brakarskie w trawie sięgającej mi do ramion, krzycząc głośno wymiary drzew, zapisywane przez moją żonę, stojącą na pagórku, stary leśnik mówił mi: „Ta zobacz, toż to zrąb  i oddział emerytów! Ja już praktycznie emeryt, a ty zanim dojedziesz do końca oddziału, też będziesz już wyglądał za listonoszem i nie będziesz tak ganiał od drzewa do drzewa jak chart, czyli tak jak teraz. No, ale nie wiadomo, co te przemądrzałe magistry wymyślą jeszcze do tego czasu…”

Myślałem sobie: „Co on gada? Za pięć lat wytnę następny pasek i potem  następny i po sprawie. Gdzie mi do emerytury, jak za piętnaście lat będzie tu już młody las, a mi będzie jeszcze daleko do pięćdziesiątki? To zresztą wyżywicowany drzewostan, a drzewa ze spałami żywiczarskimi nie powinny tak długo stać w lesie i może wytnę go nawet szybciej?”:

Kolejne urządzanie lasu przyniosło zmianę planów gospodarczych oraz zmiany w podziale na pododdziały, stąd oddział 57 w 1997 roku wyglądał tak:

Tak jak przewidywał pan Bolesław, „magistry wymyśliły” innowacje. Zmniejszono powierzchnię zrębów do 4 ha i wprowadzono na szeroką skalę rębnię III-gniazdową. Zgodnie z zasadami tej rębni na działce zrębowej wycina się 30% starego drzewostanu w postaci kilkunastoarowych gniazd, rozmieszczonych według określonych zasad, potem odnawia się je dębem. Potem trzeba poczekać aż dąb na gniazdach wyrośnie, zwykle trwa to 8-10 lat i wtedy wycina się pozostałą część starego drzewostanu. W tym roku wykonałem cięcie uprzątające stary drzewostan na przedostatnie działce:

 Na ostatniej są wycięte gniazda obsadzone dębem, ale nadal pozostaje stary, wyżywicowany  drzewostan. Żywicę pozyskiwano w oddz. 57 ostatnio na początku lat 90 XX wieku. Po zakończeniu żywicowania zwykle niezwłocznie wycinano stare sosny. Kto by wtedy pomyślał, że taki stary las ze spałami żywiczarskimi postoi jeszcze tyle lat? Na tegorocznym zrębie odcinałem odziomki ze spałami i trafiały one do tartaku, gdzie robiono z nich znakomity surowiec budowlany na więźby dachowe:

Takie przeżywiczone drewno jest bardzo trwałe i nie potrzebuje impregnacji. Drewno pod spałą, porąbane na drobne szczapki jest doskonałą podpałką do rozpalania drew w kominku lub piecu:

 

 W 2014 roku wycięty zrąb zostanie odnowiony i pomiędzy gniazdami dębowymi posadzimy sosny. Za 6-8 lat, czyli nie wcześniej niż w 2020 roku ostatnie stare sosny z oddziału 57 trafią pod żniwiarkę bo po angielsku harwester to właśnie żniwiarka. Jednak część starych drzew zostanie do ich biologicznej śmierci, bo w czasie cięć uprzątających pozostawiam 5% z nich w postaci biogrup:

Na fotografii powyżej widać biogrupę starych sosen w tle. Za mygłą zerwanego drewna są gniazda dębowe, po prawej stronie 18-letni młodnik z pododdziału „g”, a po lewej stronie ostatni pasek zrębu pododdziału „d”, który zostanie odnowiony około 2023 roku.

Pierwsze cięcie w 57 rozpoczęto w 1998 roku w 110-letnim borze, ostatnie prace w tym oddziale prowadzone będą około 35 lat później. To zrąb długości jednego pokolenia leśniczych! Pomyślcie chwilę przy świątecznej choince o tym ile lat pracy poświęcają leśnicy jednemu leśnemu oddziałowi!

   Dziś zwykle zostaje się  leśniczym mając około 30 lat na karku, po skończonych studiach, stażu i kilku latach pracy na stanowisku np. podleśniczego. Skoro 35 lat potrzeba na przejście ze zrębami jednego, niewielkiego oddziału, jest to równoznaczne z jednym pokoleniem leśniczych, którzy według obecnych przepisów odchodzą na emeryturę mając 67 lat.

 Miał rację pan Bolesław mówiąc, że 57 to leśny oddział emerytów… W moim leśnictwie jest 88 oddziałów leśnych. Każdy z nich wymaga od leśniczego starannej opieki i poświęcenia mnóstwa czasu. Choć nie każdy jest w jednym wieku, jak oddział 57, którego historię poznaliście bliżej.

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

21:21, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
wtorek, 17 grudnia 2013

Gdy wchodziłem dziś do kuchni leśniczówki, zaraz po otwarciu drzwi poczułem błogi i smaczny zapach. Miód, goździki, rodzynki… To piernik, wspaniały staropolski piernik pachnie od trzech dni w naszej kuchni. Przypominam, że to już najwyższa pora, aby upiec piernik, który musi „dojrzeć” do magicznego, wigilijnego wieczoru. To nie to samo, co pierniczki zakupione w sklepie.  W lesniczówce pachnie szczególnym piernikiem, upieczonym według receptury Grzegorza  Russaka:

Ten znakomity znawca kulinariów, a szczególnie staropolskiej kuchni, opartej na dziczyźnie i wszelkich darach naszych lasów od wielu lat jest przyjacielem naszego domu:

Dziś, gdy oglądamy telewizję, to łatwo zauważymy, że na gotowaniu i pieczeniu zna się każdy tzw. „celebryta”. Wielu z nich ma nawet swoje autorskie programy, prowadzi kulinarne porady na blogu lub „fejsbuku”. Ich wartość użytkowa jest dość… różna i z całą pewnością trzeba zachować umiar w korzystaniu z tych „wzorców”. Cóż, gotować  każdy może, no i opowiadać o tym także…

 Nikt (przynajmniej według mnie) jednak nie ma tak szerokiej i wszechstronnej wiedzy i nikt nie umie tak barwnie, ciekawie i zajmująco opowiadać o świecie kuchni jak Grzegorz. Przyjechał do nas ze swoją nową książką:

Niebawem pojawi się, lub może już pojawiła się na rynku wydawniczym kolejna jego książka, o tajemnicach nalewek. Grzegorz opowiadał nam cały wieczór, jak to on, o wrażeniach z pobytu w różnych zakątkach naszego kraju, no i o pysznych potrawach, które ostatnio wyszły spod jego ręki. Mówił, że właśnie wypiekał piernik na świąteczny stół, a przepis jest znany jego rodzinie od pokoleń. 

Tłumaczył cierpliwie zasłuchanej w jego opowieści mojej Regince: „Tylko zrób ze sześć, żeby wam coś dotrwało do świąt, bo nie da się przejść koło niego obojętnie. A piernik musi dojrzeć, aby był pyszny i rozpływający się w ustach. Im starszy, tym lepszy! Zupełnie jak ja… To najwyższa pora, aby go przygotować do świątecznej kawy!”

Grzegorz w południe następnego dnia pojechał do pięknie położonego ośrodka Leśnik w lubuskim Łagowie. Miał tam spotkanie z leśniczymi, którzy po raz ostatni spotkali się  na już szóstym zjeździe Akademii Leśniczego. Pod czujnym okiem Tomasza Białego z Ośrodka Rozwojowo-Wdrożeniowego Lasów Państwowych w Bedoniu:

 

który na zlecenie Dyrekcji Generalnej LP realizuje program szkolenia leśniczych,dzielił się swoją wiedzą o tradycyjnej kuchni staropolskiej, sposobach umiejętnego korzystania z wszelkich darów lasu i zachwalał zalety dziczyzny. Dwie uczestniczące w szkoleniu panie leśnicze i leśniczowie słuchali z przejęciem:

Serdecznie pozdrawiam panie i panów leśniczych, których miałem okazję bliżej poznać. Do wykładu dołączyła też załoga ośrodka, bo jak nie korzystać z tak świetnego źródła wiedzy?

Była też okazja nabycia pięknie wydanej  książki ”Wielka kuchnia myśliwska” i uzyskania unikalnego autografu od autora:

To z pewnością doskonały prezent pod choinkę! Słuchacze zapisali wiele ciekawych przepisów i zdobyli praktyczną wiedzę, a na wykładzie zapachniało także staropolskim piernikiem. Podaję Wam zatem przepis na ten specjał, naturalnie według receptury Grzegorza Russaka i zachęcam do wykorzystania, bo to ostatni moment:

Piernik staropolski wg Grzegorza Russaka:

W rondelku na kuchni podgrzewamy trzy szklanki miodu i szklankę cukru. Dodajemy mielone przyprawy piernikowe, to znaczy: 2 łyżki stołowe goździków, łyżeczkę od herbaty świeżo tarkowanej gałki muszkatołowej, łyżeczkę pieprzu mielonego, 2 łyżki stołowe dobrego kakao. Dodajemy tabliczkę czekolady, jak wszystko się połączy - studzimy. Zawartość rondelka wlewamy do makutry, ucierając dodajemy mąkę - zmieszane dwie szklanki mąki pszennej i dwie szklanki mąki żytniej, do tego dodajemy 6 jaj, 25 dag masła oraz 4 łyżki oliwy. Wybijamy to przez pół godziny, aby na końcu dodać bakalie, obtoczone w mące, aby nie opadły na dno w cieście: orzechy, rodzynki, pokrojone figi (po 20dkg) i łyżkę czubatą od herbaty sody rozpuszczonej w kieliszku mleka (ok. 150ml). Gdy ciasto jest rzadkie, dosypujemy mąki pszennej do uzyskania konsystencji gęstej śmietany. Wlewamy ciasto na dwie blachy i pieczemy w niezbyt gorącym piekarniku (170 stopni) 1-1,5 godziny. Pamiętajmy, że piernik im starszy, tym lepszy. W dniu Wigilii możemy przełożyć go kremem lub polać czekoladą.

Moje wrodzone łakomstwo nie pozwoliło mi nie spróbować ledwo ostygniętego piernika i wiem, że jest przepyszny:

Gorąco polecam! Nasz piernik we Wigilię zostanie przełożony powidłami węgierkowymi…

Zapach piernika unosi się w już kuchni i sprawia, że pomimo tego, że nie ma śniegu i mrozu, to pachnie świętami. To najpiękniejsze i najbardziej rodzinne święta w roku. Zadbajcie o to, aby oprócz zapachu choinki, smażonej ryby, barszczu, kapusty i innych specjałów, kojarzyły się też z zapachem domowego piernika, upieczonego na maśle i miodzie (najlepiej gryczanym). Coraz bliżej święta…

 

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

 

 

20:11, lesniczy.lp
Link Komentarze (6) »
sobota, 14 grudnia 2013

Dzień 13 grudnia kojarzy się każdemu Polakowi z rokiem 1981 i wprowadzeniem stanu wojennego. Dobrze pamiętam ten mroczny czas. Na ulicach pojawili się uzbrojeni żołnierze i ”zomowcy”, a na drogach czołgi oraz transportery opancerzone. Wprowadzono godzinę milicyjną, cenzurowano listy i rozmowy telefoniczne, legitymowano ludzi przy byle okazji. Wtedy Wojciech Jaruzelski wygłaszał komunikaty w generalskim mundurze, a za chwilę wszyscy spikerzy TVP także czytali wiadomości tylko w wojskowych mundurach. Warto jednak kojarzyć 13 grudnia nie tylko z mundurem wojskowym i moro „zomowca” ale z  ważną  datą w blisko 200 –letniej historii munduru leśnika.

Mundur leśnika jest raczej słabo znany, bo w zasadzie ludzie rzadko mają okazję widywać leśników w wyjściowym mundurze. Kiedyś warszawskie Centrum Badania Opinii Społecznej przeprowadziło badanie rozpoznawalności munduru leśnika. Ankieterzy pokazali zdjęcie leśnika w mundurze wyjściowym:

I zadawali pytanie: „Z funkcjonariuszem jakiej służby kojarzy się Panu/Pani ten mundur?” Ludzie rozpoznający zielony mundur określali je w 21-22% jako mundury celników, służby granicznej i leśników. 12% ankietowanych mówiło, że to żołnierz, ok. 7%, że policjant, a niecałe 15% nie umiało odpowiedzieć precyzyjnie na pytanie. Jasne jest zatem, że tylko ok. 22% ludzi zna mundur leśnika.

Przywilej noszenia munduru jest wyrazem dowartościowania zawodu leśnika. Mundur leśnika to jego strój służbowy, wyróżnik ważnej społecznie roli i symbol zawodowej dumy. W zasadzie każdy mundur kojarzy się zwykle militarnie, bo jak czytamy w słowniku:

„Mundur wojskowy – charakterystyczny jednolity dla danej formacji wojskowej ubiór żołnierza. W języku polskim określenie to pojawiło się w XVIII w. i pochodzi z języka francuskiego – la monture lub niemieckiego – die Montur.”

My, leśnicy, nosimy go z dumą i tak jak wojskowi dbamy o to, by munduru nigdy nie splamić i dbać o jego, a tym samym o swój honor. Wszyscy „borowi” o tym doskonale wiedzą i śpiewają hymn leśników: „Ich mundur zielony, rycerska postawa, jak grom uderzenie prawicy, zarówno im praca, przyjemność, zabawa, to maszerują leśnicy…”.

Obecnie stoimy przed pewnymi zmianami we wzorach munduru, bo na ukończeniu są prace związane z wprowadzeniem nowego rozporządzenia ministra środowiska w tej sprawie. Bo to właśnie minister środowiska określa wzorzec leśnego munduru, odznaki, dystynkcje i osoby uprawnione do jego noszenia.

Warto jednak poznać ciekawą historię leśnego munduru związaną z datą 13 grudnia. Data ta jest swoistą cezurą dziejów leśnego uniformu. Według stosowanego dawniej w Rosji starego stylu kalendarza to właśnie 13 grudnia 1819 roku ujrzał światło dzienne dekret ustanawiający polski mundur leśny. Dlaczego według rosyjskiego kalendarza?

Historia polskiego munduru leśnego sięga czasów Królestwa Polskiego (Kongresowego). Pamiętacie co to Kongresówka? Było to „kadłubowe państwo polskie”, istniejące jako część składowa Imperium Rosyjskiego. Zostało utworzone decyzją kongresu wiedeńskiego. Wbrew obiegowym opiniom Królestwo Polskie było państwem suwerennym i niepodległym (do 1832 r.), posiadającym własną konstytucję, Sejm, wojsko, monetę i szkolnictwo z Uniwersytetem Warszawskim, a czynności urzędowe odbywały się w języku polskim. Imperator Rosji był jednocześnie Królem Polski i pod takim tytułem występował w Królestwie, którego symbolem była Polska Korona Cesarska.

 Mundur leśny ustanowił dekretem Aleksander I Romanow - car Rosji i król Polski, podnosząc jednocześnie status Administracji Leśnej Rządowej do rangi Królewskiego Korpusu Leśnego. Mundur ówczesnych leśników polskich wyglądał tak:

 

Określono wtedy wzory dystynkcji służbowych, krój oraz zieloną barwę stroju leśnika i zostało to zachowane do dziś. Od czasów Królestwa Polskiego aż po czasy nam współczesne polscy leśnicy noszą mundury z dystynkcjami i czapkami ozdobionymi haftem srebrnym, przedstawiającym liście dębowe i żołędzie. Godłem leśników od początku do dziś jest godło narodowe w postaci orła.

 Mundur XIX-wieczny był bardzo zbliżony do mundurów wojskowych okresu napoleońskiego. Pomimo faktu, że oficjalnym godłem Królestwa był czarny dwugłowy orzeł carski z polską tarczą herbową umieszczoną na jego piersiach, to godłem wojskowym pozostał Orzeł Biały. To właśnie ten orzeł znalazł się na białych guzikach mundurów oficerów leśnych oraz na ładownicach i czakach, stanowiących nakrycie głowy strzelców i strażników leśnych. Co ciekawe Imperialny Korpus Leśny w Rosji powołany został dopiero w 1837 roku, a wzorował się w organizacji i mundurach na doświadczeniu polskich leśników.

Więcej interesujących informacji  o historii munduru leśnego znajdziecie na stronie www.lesnymundur.zafriko.pl której autorem jest Leszek S. Pręcikowski.

Dziś godło i barwy narodowe wciąż towarzyszą leśnikom w niezmiennie zielonych mundurach:

Także panie w leśnych mundurach przywiązują wielką wagę do narodowego symbolu. Moja koleżanka, Ewa Wysocka z nadleśnictwa Chojna jest gorącą zwolenniczką takiej wersji damskiego krawatu do munduru:

Krawatnik jest oczywiście spięty guzikiem z orzełkiem. Leśny mundur przechodził różne metamorfozy. Bezpośrednio po zakończeniu II wojny leśnicy korzystali z mundurów z demobilu i np. w latach 50 XX wieku wyglądali tak:

Potem był czas wzorów typowo militarnych z "pagonami", gdzie mundur leśny bardzo przypominał wojskowy ale wyróżniały nas dystynkcje:

Wersja letnia i terenowa to pamiętna „olimpijka”, także zaczerpnięta z wojska:

Dzisiejsze mundury wyjściowe są rodzajem eleganckiego garnituru:

Mundur terenowy jest dziś „łaciaty” i ludzie mylą leśników z myśliwymi i wędkarzami:

Niebawem to się zmieni i mundur codzienny oraz terenowy będzie jednolicie zielony. Wprowadzona zostanie także koszula mundurowa na lato, aby nie pocić się w marynarce podczas upałów i wiele innych zmian, raczej na lepsze.

Mam nadzieję, że leśny mundur w każdej wersji (codziennej, terenowej i wyjściowej) nadal pozostanie mundurem i nie zostanie nazwany np. strojem korporacyjnym. Tradycyjne nawiązanie do munduru militarnego, jest wyróżnikiem  polskiego leśnictwa w Europie i podkreśleniem związku leśników z naszym państwem oraz ich uczuć  patriotycznych. Strój korporacyjny to określenie związane raczej ze sferą usługową, a nie z administracją państwową reprezentującą Skarb Państwa.

Ciekaw jestem Waszej znajomości leśnego munduru oraz oceny jego wyglądu i rozpoznawalności. Czekam na opinie i komentarze na zamieszczane na blogu oraz pod adresem jak niżej:

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

 

 

 

 

 

 

 

 

 

18:46, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
wtorek, 10 grudnia 2013

W piątek powinien do nas dotrzeć Święty Mikołaj w towarzystwie Czerwononosego Rudolfa  i uroczych Śnieżynek. Niestety, 6 grudnia około godziny 16, zamiast niego pojawił się z przeraźliwym wyciem i mrokiem śniegowych chmur orkan Ksawery. Słychać było tylko ryk wiatru, trzask pękających gałęzi i wycie strażackich syren. Zgasło światło i trwało pełne napięcia oczekiwanie na odejście niesympatycznego Ksawerego.

Strażacy mieli wiele pracy z odblokowaniem dróg, bo wiele z nich tarasowały powalone drzewa. Energetycy przecinali drzewa leżące na drutach:

Kolejarze musieli oczyścić z powalonych drzew linie kolejowe:

Jak widzicie wycinanie pasa 15 metrowego wzdłuż toru, o którym Wam wcześniej opowiadałem ma sens.

Mój podleśniczy Krzysiek dopiero w niedzielne popołudnie mógł korzystać z pomysłu Tomasza Edisona, porządnie napalić w piecu i ogolić się , bo wiadomo, że jedna chałupa w lesie musi do końca czekać w kolejce na naprawę linii energetycznej...

W niedzielę i poniedziałek zrobiłem po leśnictwie ponad 200 km wykonując inwentaryzację szkód. Niektóre drogi leśne także były nieprzejezdne:

Nad innymi, choć przejezdnymi,  zawisły drzewa, które też trzeba szybko usunąć, bo stwarzają realne zagrożenie:

Oszacowałem straty  w lesie na ponad 320 m3 połamanych i wywróconych drzew:

Wredny Ksawery pokładł też drzewa na ogrodzenia upraw:

Trzeba je szybko usunąć z siatki, ponieważ powstaje w ten sposób „brama” dla zwierząt leśnych- danieli, jeleni i saren, które chętnie skorzystają z apetycznych pędów dębów, klonów czy lip, oglądanych dotychczas tylko przez siatkę. Kilka lat hodowli i wydane pieniądze mogą pójść na marne…

W wielu miejscach widać pojedyncze, połamane drzewa:

 

Ksawery narobił też szkód w leśniczówce. Zerwał fragment dachu z budynku gospodarczego i odrzucił go na ocalałą część:

 

Pozrywał też rynny z garażu oraz papę z innego dachu:

Dziś cały dzień trwało sprzątanie po przykrej wizycie Ksawerego. Robienie porządków po huraganie potrwa jeszcze długo, ale najważniejsze straty zostały zniwelowane.  Drogi są odblokowane, ogrodzenia naprawione. Z dachem to już trudniejsza sprawa…

Zdecydowanie wolę wizyty Świętego Mikołaja, bo każdy z nas lubi prezenty, no i towarzystwo zwykle towarzyszących mu Śnieżynek. Rudolfa naturalnie też lubię. Leśnicy byli grzeczni, to ich Śnieżynki z okazji Mikołajkowego święta zasłużenie obdarowały skromnymi prezentami:

To na osłodę niemiłej wizyty szalonego wiatru... Ksawery niech lepiej już nie wraca i nie pokazuje się leśnikom, bo wystarczająco narozrabiał w lesie i nie tylko.

 

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

 

 

 

16:03, lesniczy.lp
Link Komentarze (8) »
czwartek, 05 grudnia 2013

Kiedy spacerujecie po naszych lasach, a szczególnie gdy często podróżujecie polskimi drogami, szczególnie tymi lokalnymi korzystacie z leśnych parkingów. Na wielu z nich, fajnie i gustownie urządzonych przez leśników, pomimo ich wysiłków i zwykle dobrej współpracy z zarządami dróg i okolicznymi mieszkańcami- panuje bałagan. Porozrzucane  śmieci, pozostawione stare opony i sprzęt agd, często zdemolowane urządzenia parkingu- to pospolity widok. Wiele z obiektów jest monitorowanych i bywa, że dowiadujecie się za pośrednictwem mediów, że „żałosny ktoś”, czyli taki leśny szkodnik został nagrany i ukarany za swój niecny proceder. Wszystkich parkingów i innych leśnych obiektów nie da się monitorować kamerami, stąd trzeba szukać innych rozwiązań.

Dlatego na leśnym parkingu, usytuowanym pomiędzy Pszczewem a Silną pojawił się strażnik:

Wyposażony w lornetkę lustruje teren leśnictwa Silna w Nadleśnictwie Bolewice i swoją postawą odstrasza potencjalnych „szkodników”, a miłych gości zachęca do zatrzymania się na leśnym parkingu „Na dawnej granicy państwa polskiego, o którym wcześniej, w czerwcu  pisałem na blogu  http://bloglesniczego.erys.pl/blog/?p=1&id_blog=3&lang_id=5&id_post=3505

 Parking i inicjatywa leśników z Bolewic okazały się doskonałym pomysłem. To bardzo pożyteczna forma upamiętnienia dawnej granicy ustanowionej Traktatem Wersalskim i przy okazji  turystycznego udostępnienia lasów ludziom. Okolice słyną  przecież z pięknych krajobrazów, a lasy obfitują w grzyby, stąd parking cieszy się dużym zainteresowaniem. Powstało „klimatyczne” miejsce dla bezpiecznego parkowania samochodów, pozostawienia rowerów i edukacji przyrodniczej oraz historycznej. Łatwo tam trafić, bo  Zarząd Dróg Powiatowych ustawił nieco ponad 2 km za Pszczewem, przy szosie do Silnej  brązową tablicę informującą o tym atrakcyjnym miejscu turystycznym.

 To szczególny obiekt turystyczny, na którym oprócz zadaszonych ławostołów, koszy na śmieci i stojaków na rowery stoi także graniczny kamień wersalski, biało czerwony szlaban i tablica historyczna. Spośród drzew wystają troskliwie odsłonięte fundamenty dawnej strażnicy granicznej. Leśnicy z Bolewic utwardzili kamieniem spory plac i gustownie urządzili parking z myślą o wszystkich odwiedzających las oraz o miłośnikach historii. 

Na początku października to historyczne miejsce zostało wzbogacone o dodatkowy element. Na leśnym parkingu historycznym stanęła okazała, drewniana rzeźba polskiego strażnika granicznego. Stoi na posterunku granicznym tak jak stał tam Antoni Paluch 1 września 1939 roku. Każdy jednak kto jedzie tą drogą ma wrażenie, że zza zakrętu wyłania się postać leśnika czy strażnika strzegącego parkingu. Może to właśnie dlatego na parkingu jest zawsze czysto? 

 Rzeźba powstała na tegorocznym, już 12 plenerze rzeźbiarskim w Pszczewie. Jej autorem jest znany rzeźbiarz z Gardzka k. Strzelec Krajeńskich- Henryk Grudzień. Drewniany strażnik graniczny został dobrze zaimpregnowany, a potem osadzony na granitowym cokole tuż przy kamieniu granicznym przez pracowników Zakładu Usług Komunalnych w Pszczewie. Rzeźbę ustawiali w „silnieńskim lesie” panowie: Górny, Jorkstas, Cop i Rządkowski:

 

W naturalnych barwach drewna strażnik był jednak mało widoczny:

Dlatego leśnicy z Bolewic poprosili autora rzeźby, aby ją pokolorował i sfinansowali to przedsięwzięcie. Henryk Grudzień nadał inny wyraz strażnikowi poprzez zastosowanie różnych impregnatów:

 Warto wybrać się na spacer w to historyczne miejsce. Strażnik graniczny strzeże leśnego parkingu i  chętnie pozuje do pamiątkowej fotografii.

 

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

 

10:27, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »