O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
piątek, 21 marca 2014

Dziś jak przystało na pierwszy dzień wiosny i Międzynarodowy Dzień Lasu była prześliczna pogoda. O dniu wagarowicza słychać było za pośrednictwem mediów sporo, natomiast Święto Lasu nie było tak nagłośnione. A przecież jak wynika z wyliczeń ONZ, od lasów uzależniony jest byt 1,6 mld ludzi na świecie oraz spora część światowej gospodarki.

Niezawodna w sprawie lasów po raz kolejny okazała się radiowa Jedynka. Sporo czasu antenowego poświęciła lasom i rozmowom  dziennikarzy z leśnikami. „Chciałbym złamać ten stereotyp, który lansuje telewizja, że leśniczy ma psa, dubeltówkę i nic innego nie robi, tylko chodzi sobie po lesie i obserwuje ptaki oraz zwierzęta. Prawda jest całkiem inna" - mówił w radiowej Jedynce Waldemar Paszkiewicz z leśniczówki Nowa Wieś.

 Z zainteresowaniem słuchałem chwilę rozmowy z leśniczym i po raz kolejny doszedłem do wniosku, że w naszym kraju jest wielu leśniczych, którzy potrafią ciekawie i z pasją opowiadać o lesie bez zbędnego zadęcia. Kolega leśniczy bardzo fajnie opowiadał o lesie i pracy leśników, a szczególnie spodobał się mi jego trafny podział roku nie na cztery, ale na trzy pory: „Są to: pora śniegu, błota i kurzu. Najpierw jest zima i jest problem z dojazdem, potem taplamy się w błocie, a na koniec jest kurz i komary”. Dołożyłbym  do pory kurzu jeszcze meszki i zwiększony ruch turystyczny, ale co tam…

Nie miałem jednak dziś (jak zwykle zresztą) zbytnio chwili wolnego czasu na śledzenie medialnych doniesień o świętowaniu bo w lesie wszędzie była niezbędna moja obecność. Przecież sadzą w wielu miejscach naraz, zrywają, wywożą drewno, a na biurku rośnie sterta pilnych dokumentów. Odbierałem dziś prace przy zakończonych czyszczeniach wczesnych i późnych, pokazywałem jak należy zaorać ostatni zrąb, który został do posadzenia i kontrolowałem posadzone już powierzchnie.

Gdy zajechałem na zeszłoroczną uprawę, gdzie były wykonywane poprawki dwuletnią sosną i brzozą zobaczyłem taki widok:

Cały rząd  sadzonek sosnowych wzdłuż lasu miał połamane wierzchołki! Co za czort?- pomyślałem sobie. Wczoraj sadzonki pięknie stały, bo byłem tam w trakcie sadzenia, a co dziś się tam stało? Pomyślałem sobie, że może ktoś złośliwie zniszczył sadzonki. Naraz olśniło mnie- „No tak, dziś Dzień Wagarowicza, może jakieś dzieciaki chciały napsocić? Ale skąd tutaj, w takim odległym od miejscowości zakątku lasu wagarowicze?

Gdy obejrzałem jednak dokładnie  kilka sadzonek wszystko już było jasne. Wstyd się mi zrobiło, że posądziłem nawet w myślach dzieciaki o tak niecny występek. Sosnowe sadzonki nosiły ślady zębów i były zwyczajnie zżarte! Podobnie sadzonki brzozy były poobgryzane bardzo mocno:

Stałem chwilę na skraju uprawy i naraz zobaczyłem szkodnika:

Poznajecie? Oto on w całej okazałości:

To właśnie dzikie króliki- w tym przypadu szkodniki, choć wyglądają bardzo milutko... Co chwilę któryś przemykał w trawach, pomimo pełni dnia. Kilka lat temu w pobliżu myśliwi wpuścili do lasu sporą ilość dzikich królików, aby odbudować populację wyniszczoną chorobami. Jak widać króliki zadomowiły się tu i mają się dobrze. Nie bały się mnie zbytnio, gdy nie wykonywałem gwałtownych ruchów:

 Wokół są w większości ubogie, sosnowe bory, na polach nic ciekawego do przekąszenia nie widać, to świeże, zielone sadzonki okazały się dla nich bardzo apetyczne. Gdy obejrzałem sąsiedztwo ich nor:

to zauważyłem, że wszelkie zielone gałązki, jakie leżały w okolicy były skrupulatnie „obżarte do zera” z kory.

 Króliki żyją społecznie w norach, które kopią sobie jedna obok drugiej i ciągle jedzą. To sympatyczne zwierzątka i fajnie, że są w mojej okolicy, ale żeby tak zeżreć świeżo posadzone sadzonki i to jeszcze w Międzynarodowy Dzień Lasu? Nie mogły pójść sobie na wagary i poszukać innego żeru? Wprawdzie w polskich lasach sadzimy rocznie 500 mln drzewek, ale raczej nie dla zaspokojenia apetytu królików!

 Chyba muszę pomyśleć nad dostarczeniem im innej karmy niż sadzonki, aby ratować uprawę. Dlatego leśniczy nie ma czasu, aby  świętować, nawet w tak ważny dzień jak dziś,  albo wybierać się na wagary, bo las go wciąż potrzebuje. Wygląda na to, że trzeba będzie się nieźle natrudzić, zanim tu wyrośnie młody las… Jak przystało na pierwszy dzień wiosny zakwitły moje ulubione fiołki:

Skoro to zauważyłem, to nie jestem jednak tak strasznie zagoniony. Martwi mnie, że nie widać jeszcze w gniazdach bocianów. Mam nadzieję, że te pszczewskie nie trafiły pod lufy idiotów, którzy chwalą się fotografiami z niechlubnych dla ludzkości "bocianich pokotów"...

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

22:33, lesniczy.lp
Link Komentarze (11) »
niedziela, 16 marca 2014

W poniedziałek po raz kolejny w Irlandii, a także w naszym kraju i wielu zakątkach Europy będziemy świętować Dzień Świętego Patryka. Nie jestem zwolennikiem globalizacji, unifikacji, nowej mody, a raczej tradycjonalistą i pamiętam dobrze słowa Juliusza Słowackiego z „Grobu Agamemnona”, który surowo ocenił współczesną sobie Polskę:

 

„Polsko! lecz ciebie błyskotkami łudzą;

Pawiem narodów byłaś i papugą,

A teraz jesteś służebnicą cudzą.”

 

Jednak to święto, związane z afirmacją zieleni jest według mnie miłe i sympatyczne, tym bardziej, że przypomina o kulturze Celtów, którzy wywarli wielki wpływ na nas, Polaków.

 Celtowie to lud indoeuropejski, za którego kolebkę uważa się obszar alpejski. Pierwotny język celtycki przetrwał w takich językach jak szkocki, walijski, irlandzki i bretoński. Niezwykłością tego narodu było to, że mimo dominacji na dużym obszarze Europy nigdy  nie stanowił jednego organizmu państwowego. Celtowie zamieszkiwali żyzne, zasobne ziemie i tworzyli szereg plemion, zachowując jednak daleko posuniętą jedność tradycji oraz kultury. Na ziemie polskie Celtowie przybyli już w IV tysiącleciu przed narodzinami Chrystusa.  Dotarli do nas z południa, z szeroko rozumianego obszaru Kotliny Karpackiej, a konkretnie z dzisiejszych Czech i Moraw. Byli pokojowo nastawieni i nic nie słyszałem o konfliktach z naszymi słowiańskimi przodkami.

 Zawdzięczamy im podobno wiele wynalazków, choćby beczki z klepek, mydło oraz wiele narzędzi. Przede wszystkim wprowadzili na teren polski ulepszoną metodę wytopu żelaza, czyli piece dymarskie, a także umiejętność wyrobu naczyń na kole garncarskim. Okolice Pszczewa i Borowego Młyna znane są archeologom właśnie z odkryć dawnych pieców, gdzie wykorzystywano w produkcji rudę darniową to może i tutaj Celtowie bobrowali po lasach dzisiejszego leśnictwa Pszczew?

 Czytając różne ciekawostki przyrodnicze wiele razy natykałem się na ślady mądrych celtyckich druidów, którzy m.in. doskonale znali i wykorzystywali właściwości roślin. Kultura celtycka urzeka mnie barwnością legend, żywością folkloru i zamiłowaniem do tradycji. Celtowie mają wielki wkład w chrystianizacji Europy, a św. Patryk wykorzystał symbol zielonej, trójlistnej koniczynki do tłumaczenia istnienia Trójcy Świętej…

W "leśnym wydaniu" zawsze przypomina się mi koniczyna Św. Patryka, gdy spoglądam na łany szczawika zajęczego:

 

Niebawem już znowu w pełni zakwitnie. Podobno świetnie nadaje się na sałatkę ale jakoś nie zebrałem się nigdy, aby to sprawdzić w praktyce. Dawniej stosowano go jako odtrutkę przy zatruciach rtęcią… Napój ze świeżych liści łagodzi gorączkę, można  też świeże liście przykładać na rany, ale nie można go nadużywać, bo w dużych ilościach jest toksyczny.

A jak nasza przyroda przygotowała się na zielone święto Patryka?

Zaczyna kwitnąć forsycja, a dereń jadalny jest w pełni kwitnienia. Na moim trawniku przed leśniczówką kwitną jeszcze krokusy i przebiśniegi ale już pojawiły się cudne cebulice:

W środę oglądałem już wiele kolorowych motyli, m.in. rusałkę żałobnik.

Żurawie już pozajmowały tereny lęgowe, a jest ich co roku więcej i tańczą swoje flamenco:

Przyleciały już perkozy dwuczube, gągoły tokują namiętnie i kręci się wiele par gęgaw:

W poniedziałek obserwowałem niedaleko Szarcza krążącą na niebie kanię rudą:

Przyleciała dość wcześnie, podobnie jak długodzioba słonka, która wystartowała w środę z szumem spod niewielkiego świerka na skraju zrębu, gdy odbierałem „gałęziówkę”.

Na niebie ruch niesamowity i wciąż ciągną pary, stada i klucze ptaków. Widać tam także wielkie ożywienie pośród "stalowych ptaków":

Sikory opuściło sąsiedztwo ludzi i szukając w lesie swojego „M1” zaglądają i wybierają. Spodobały się im dziuple w brzozach. Może tu?:

 

A może jednak tam?:

Bocianów jeszcze u mnie nie ma, choć strażacy z OSP Pszczew przygotowali już lipę na ich przybycie, wycinając gałęzie przeszkadzające ptakom w lądowaniu na gnieździe. Mieli sporo pracy, bo ostatnio pomagali tym bocianom trzy lata temu. Na strażakach jednak zawsze można polegać! Ich patronem jest wprawdzie św. Florian ale może za dobry uczynek i św.Patryk będzie im sprzyjał?

Dla mnie zielone święto Patryka to oprócz koniczynki i spotkań z przyjaciółmi przede wszystkim zielone sadzonki, które ledwo zadołowane w dole-lodowni już dziś rosną na nowej uprawie.

 Wyrośnie z nich nowy las tam, gdzie kiedyś był być może gaj celtyckiego druida.

 

Miłego zielonego święta!

 

  Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

16:13, lesniczy.lp
Link Komentarze (12) »
sobota, 15 marca 2014

Takie pytanie szczególnie teraz, wiosną słyszy pewnie większość leśniczych. Bo „drzewo” na wsi to podstawa bytu i zanim jeszcze skończy się jeden sezon grzewczy, już trzeba myśleć o następnym. Po zimowych cięciach, szczególnie zrębowych, w lesie zostaje sporo gałęzi, które są atrakcyjnym paliwem do wszelkich pieców i kominków. Leśnicy pozyskując drewno w ramach planowanych cięć prowadzą swojego rodzaju proces produkcyjny, którego finałem są różne sortymenty drzewne. Wszyscy przecież wiemy, że drewno ma około 30 tysięcy zastosowań!

Ogół czynności związanych ze ścięciem drzew, wyrobieniem i przygotowaniem drewna do sprzedaży nazywają PKS- jest to pozyskanie kosztem skarbu. Część tego drewna, głownie wałki opałowe, jest przeznaczona do sprzedaży detalicznej, na potrzeby lokalnego rynku, prowadzonej w leśniczówkach, a czasem także w nadleśnictwach.

 

Wałki jednak nie dla każdego są atrakcyjnym towarem, choć i na nie popyt jest bardzo duży. Szczególnie, gdy są to sosnowe wałki ze spałami żywiczarskimi, już coraz rzadziej spotykane w naszych lasach:

 

 Po zakończeniu tych podstawowych prac i wywiezieniu drewna do tartaków i firm drzewnych, przychodzi pora na niezbędne uporządkowanie powierzchni, gdzie pozyskiwano drewno i wtedy jest czas na PKN.

 Ten tajemniczy skrót PKN może niektórym kojarzyć się  z pewnym koncernem lub znanym manifestem lipcowym. Jednak w tym przypadku chodzi o  Pozyskanie Kosztem Nabywcy, czyli trochę niezgrabnie nazywany „samowyrób”, głównie drewna opałowego, przeznaczanego  na potrzeby gospodarstwa domowego. Każde nadleśnictwo w Polsce ma precyzyjnie określone zasady takiej formy nabywania drewna przez zainteresowane osoby. Aby je poznać, trzeba zgłosić się do najbliższej leśniczówki i tam od leśnika uzyskamy informacje oraz wiedzę niezbędną do legalnego zaopatrzenia się w drewno na nasze potrzeby.

 Kiedyś, przynajmniej na wsi, wszyscy wiedzieli doskonale jak przygotowuje się drewno na opał, jak się je suszy, magazynuje, pali. Znali właściwości drewna i jego przydatność do ogrzewania, wędzenia czy „produkcji” narzędzi lub sprzętów niezbędnych w gospodarstwie Dziś ta wiedza nie jest już tak powszechna. Boleśnie przekonuje się o tym „mieszczuch”, który staje się posiadaczem domku letniskowego z kominkiem, lub nawet weekendowy turysta, który chciałby spędzić wieczór przy ognisku. Bo skąd wziąć drewno do kominka i cieszyć oko równo ułożonym sągiem brzozowych lub bukowych szczap pod tarasem wymarzonego wiejskiego domku? Jak zaopatrzyć się w gałęzie niezbędne do rozpalenia ogniska na wędkarskim pikniku i skąd zdobyć kilka żerdzi tak potrzebnych do naprawy nadwątlonej kładki nad ulubionym leśnym jeziorkiem? Problem aktualny cały rok, a chłodne wieczory wiosną czy  jesienią każą pamiętać o legalnym zaopatrzeniu w drewno. Bo wejść „w szkodę” zbierając chrust, szyszki czy łamiąc gałęzie niesłychanie łatwo, a reguluje to prawnie ustawa o lasach oraz o ochronie przyrody, a art. 153 kodeksu wykroczeń brzmi groźnie:

Kto w nie należącym do niego lesie zbiera gałęzie, korę, mech, ściółkę,  szyszki, obdziera korę, łamie gałęzie itd. podlega karze grzywny do 250zł.

Zainteresowanie pozyskaniem drewna na własne potrzeby jest bardzo różne, w zależności od regionu, przyzwyczajeń i  lokalnych tradycji, a w szczególności od ilości lasów w pobliżu siedzib ludzkich. Duże znaczenie ma też zasobność portfela, bo to zwykle ludzie mniej zamożni, których nie stać na założenie instalacji gazowej czy olejowej, wyrabiają sobie drewno w lesie. Dużym zainteresowaniem cieszą się gałęzie liściaste:

Ale nawet cienkie drzewka z czyszczeń lub cieniutkie gałęzie i suche sęki na zrębach są skrzętnie zbierane:

Jest tu pewnego rodzaju konflikt interesów, bo przyrodnicy i ekolodzy wciąż naciskają leśników i nakazują zwiększanie udziału drewna martwego w lesie. Okoliczna ludność z kolei zarzuca leśnikom niegospodarność i marnowanie drewna. „Panie leśniczy, pan mówi, że nie ma drzewa do wyrobienia, a tam tyle suszek gnije, że strach!”. Każdy ma swój punkt widzenia, a leśniczy musi znaleźć złoty środek…

 Leśnicy starają się zrozumieć lokalne potrzeby i wychodzą naprzeciw mieszkańcom okolicznych wsi, tak kalkulując ceny drewna pkn i ilości przeznaczone do takiego zagospodarowania, aby zachować równowagę pomiędzy przyrodą, gospodarką i ludźmi. Dodatkowo drewno wyrabiane kosztem nabywcy przysparza leśniczemu wiele pracy. Trzeba precyzyjnie wskazać miejsce, gdzie się ono znajduje, zajrzeć tam w trakcie pracy, a potem odebrać czasem nawet kilkadziesiąt niewielkich stosów.

 Każda ”kupka” gałęzi musi zostać zmierzona z dokładnością do centymetra i na każdej nabija się plastikową pytkę.

Potem przyjmuje się drewno na stan magazynowy leśnictwa, sporządzając w rejestratorze leśniczego rejestr odbioru drewna i wprowadza drewno  do systemu. Należy to zrobić odpowiednio wcześniej, bo zwykle zgodnie z zarządzeniem nadleśniczego musi ono pojawić się na liście magazynowej kilka dni przed planowaną sprzedażą, aby umożliwić ewentualną kontrolę odbiórki drewna przez leśniczego.

„Gałęziarz” też nie ma łatwo, bo musi poddać się pewnej procedurze. Należy zgłosić się do leśniczówki, przestrzegając godzin urzędowania, które każdy leśniczy podaje do wiadomości na drzwiach swojego biura. Tam leśniczy wystawia pisemne pozwolenie na pozyskanie drewna i określa precyzyjnie co można wyrobić w wskazanym fragmencie lasu,  co musi pozostać nietknięte, oraz określa termin wykonania pracy. Pozwolenie jest jednocześnie zezwoleniem na wjazd do lasu i wpisuje się tam numer rejestracyjny pojazdu. Osoba pracująca przy pozyskiwaniu drewna opałowego kładzie wtedy dokument za szybą samochodu i wiadomo, że ma prawo pozostawić pojazd w pobliżu miejsca pracy.

 Leśniczy udziela też instruktażu z zakresu bezpieczeństwa i higieny pracy, potencjalnych zagrożeń, zachowania bezpieczeństwa przeciwpożarowego i użycia właściwych narzędzi. Wyrabiający drewno podpisuje oświadczenie, że został przeszkolony na odwrocie pozwolenia, gdzie znajduje wypisany „na wszelki wypadek” zbiór podstawowych zasad.  Leśniczy określa też zasady przygotowania drewna do odbiórki, informuje o aktualnych cenach drewna i terminach sprzedaży. Wciąż nie słabnie zainteresowanie wyrobem „gałęziówki”, a chyba raczej widać wzrost. To swojego rodzaju miara zamożności społeczeństwa… A gdy zdarzy się zrąb, gdzie wycięto bardzo atrakcyjnie opałowo robinię akacjową?:

Dzielę wtedy po kawałku powierzchnię zrębu, podobnie jak przy rębniach gniazdowych, gdzie każde 20-30 arowe gniazdo „wyrabia” ktoś inny. Wyrobione drewno po sprzedaży wyjeżdża z lasu różnymi pojazdami. Czasem to dobra okazja do poznania siły sąsiedzkiej pomocy:

Czasami też ludzie radzą sobie z transportem „gałęziówki” przy pomocy przyczepek do samochodów osobowych lub samodzielnie skonstruowanych pojazdów:

Segregator z pozwoleniami pęcznieje w oczach. Trudno się dziwić. Metr przestrzenny wyrobionego drewna kosztuje zwykle tylko kilka złotych i przy wielu wiejskich domach można zobaczyć taki obrazek:

Z wielkiego stosu gałęzi po pocięciu zostaje już dużo mniej polan, a zatem „gałęziarz” znowu niebawem pyta leśniczego: „Da pan zrobić drzewa?”

No i trzeba dać, choć jadą samochody z sadzonkami, wyjeżdżają z lasu inne, z wcześniej pozyskanym drewnem, trwają grodzenia, prace odnowieniowe i czyszczenia wczesne oraz późne w młodnikach. Każdy leśniczy doskonale wie, że drewno na wsi to podstawa bytu…

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

15:55, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
wtorek, 11 marca 2014

Po bardzo pracowitym dla leśników czasie zimy, gdy warczały piły, harwestery i silniki samochodów wywożących drewno z lasu, szybko zawitała w tym roku wiosna. Wiosna w lesie jest bardzo pracowita. Czyszczenia wczesne i późne, naprawy starych i wykonywanie nowych ogrodzeń upraw, no i oczywiście czas odnowień, zalesień, podsadzeń i poprawek.

Dziś dojechały już do mnie pierwsze sadzonki brzozy i dębu, a zatem nie ma chwili oddechu. Rano sprzedaż detaliczna, telefony od kierowców jadących po drewno tartaczne i „rzutem na taśmę” wpadłem na naradę… Narada dotyczyła głównie spraw związanych z odnowieniami, choć jak zwykle takze sporo było o drewnie.

Po południu przygotowałem całą logistykę tegorocznych odnowień, bo jutro jestem umówiony na dokładne uzgodnienia prac z leśnikiem Mikołajem, kierującym działaniami pracowników zula-a. Plany zawarte w szkicach przyszłych upraw musimy przełożyć na leśny grunt. Przygotowałem oczywiście "papierowy" komplet wytycznych, ale wszystko muszę przecież dokładnie wskazać w terenie.

Gleba do sadzenia została przygotowana w większości jesienią, planowane ogrodzenia już ukończone- tylko sadzić! W tym roku w moim leśnictwie jest do wysadzenia 120 tysięcy sadzonek różnych gatunków, czyli „średniawka”. Bywało już dobrze ponad 200 tysięcy…

To będzie jak co roku, gorączkowy czas i kumulacja zadań do wykonania, udokumentowania i „papierowego” rozliczenia. Potem natychmiast dalsze prace przy szacunkach brakarskich, planowanie zabiegów na 2015 rok itd. Może z racji całorocznego natłoku obowiązków warto zaplanować sobie dużo wcześniej „mały przerywnik”?  Idealną okazją, naturalnie oprócz  dłuższego urlopu z rodziną (choć coraz trudniej wyrwać się na niby-obowiązkowy 10 dniowy odpoczynek) jest coroczny Ogólnopolski Rajd Leśników.

 Ta niepowtarzalna impreza organizowana od wielu lat przez Związek Leśników Polskich w RP, przy współpracy z co roku inną regionalną dyrekcją LP, jest świetnym pretekstem na oderwanie się od codziennych obowiązków.  Jak wyczytałem na jednym z rajdów na koszulce "najtrudniejszy jest pierwszy raz":

Gdy ktoś połknie rajdowego bakcyla, to "później każdy rajd jest już nasz":

Nie przeszkadza ogrom obowiązków, „kubiki” zalegające w lesie, szacunki brakarskie do wykonania, plany „do dopięcia” czy też niezbyt zachwycona żona lub mąż… Rajd wzywa nas, a zatem trzeba jechać bez względu na miejsce, pogodę, czy warunki zakwaterowania.

Polska jest taka piękna i jak miło poznawać ją w towarzystwie leśnych rajdowiczów wie tylko ten, kto choć raz założył rajdową koszulkę i przypiął znaczek do kapelusza:

 

 

W tym roku na Jantarowy szlak zapraszają leśnicy z gdańskiej RDLP  takimi słowami:

„Jeszcze nie umilkły echa jubileuszowego XXV Rajdu Leśnika a już mamy przyjemność zaprosić Was w dniach 11-13 września 2014 roku na następne spotkanie leśnej braci stanowiące wstęp do kolejnych 25-ciu lat wspólnych rajdów. Jeszcze większym zaszczytem jest dla nas fakt, że organizacja XXVI rajdu przypada w roku Jubileuszu 90-lecia Lasów Państwowych, których historię, teraźniejszość i przyszłość tworzą wspólnie całe pokolenia polskich leśników. W swych rajdowych wyjazdach mieliśmy niewątpliwą przyjemność przemierzać drogi i bezdroża wszystkich regionów naszego kraju - no prawie wszystkich. Jest jeden region, który w długiej historii Rajdu Leśnika nie dostąpił jeszcze zaszczytu miana gospodarza tej zacnej imprezy – Regionem tym jest Ziemia Gdańska. Co prawda bywało w przeszłości, że w swych rajdowych wyprawach po ościennych dyrekcjach leśnicy z całej Polski nawiedzali pogranicze Kociewia, Kaszub czy też Żuław ale były to, używając rycerskiej nomenklatury, " jeno nieśmiałe podjazdy pod krzyżackie włości...".

Dzisiaj otwieramy przed Wami szeroko wrota do krainy znanej z literatury, filmu i legend, krainy od czasów starożytnego Rzymu kojarzonej z cennym klejnotem morza - jantarem. To bursztynowe złoto towarzyszyć Wam będzie na wielu trasach prowadzących zakątkami gdańskiej dyrekcji. PrzyjdzieWam skosztować trudów ciężkiego życia ludzi morza zmagających się codziennie z kaprysami Neptuna.

Doświadczycie nie tylko słonego smaku morskiej wody ale również wartkiego nurtu pomorskich rzek, którymi spławimy Was na różne możliwe sposoby. Skosztujecie skarbów naszej ziemi zarówno tych danych przez naturę jak i tych stworzonych rękami miejscowych społeczności. Poznacie tajniki warsztatu pracy bursztyniarzy, garncarzy, piwowarów, cieśli i żeglarzy. Wielu z Was pozna tajniki średniowiecznego rycerstwa potykając się pieszo lub konno aby po trudach ciężkiego dnia zasiąść z wesołą kompanią przy stołach pełnych jadła i napitku w rytmach muzyki mniej lub bardziej historycznej. Tym zaś, których nie pociąga walka o rycerskie zaszczyty i łaskawość dam dworu, proponujemy podróż ścieżkami nadmorskich rezerwatów gdzie roi się od fok, morświnów i kormoranów. Poczujecie się jak na Saharze przemierzając bezkresne, wędrujące wydmy. Pokażemy Wam miejsca świadczące o świetności naszego regionu budowanej przez mieszkańców Europy przybyłych na nasze ziemie na przestrzeni wieków.

Niektórym z Was dane będzie unieść się do gwiazd idąc śladami mistrzów Kopernika i Heweliusza. Wielu wyląduje w średniowiecznych lochach zaś inni poczują się jak polscy zesłańcy na Syberię, emigranci w Kanadzie czy partyzanci Pomorskiego Gryfa. Jeśli ktoś z Was zechce przypomnieć sobie internackie i akademickie czasy odwiedzi dom do góry nogami zaś tym, którzy inaczej postrzegają swą szkolną przeszłość polecamy w "nagrodę" drezyny.

Jednak ponad wszystko spotkacie tu tych za którymi tęsknicie. Spotkacie przyjaciół ze szkolnej ławki, dawnych znajomych z pracy, których zawodowe wybory lub porywy serca rzuciły na drugi koniec Polski. Wspomnicie stare przyjaźnie, zawrzecie nowe by trwały przez kolejne 25 rajdów.

Po prostu przez te kilka dni po raz kolejny będziecie razem - tym razem na Jantarowym Szlaku.”

Na tak piękne zaproszenie nie można być głuchym! Szczegóły organizacyjne rajdu znajdziecie na stronie www.zlpwrp.pl oraz na stronie gdańskiej dyrekcji. I nawet jeśli organizatorzy nie zakwaterują Was tu:

to z pewnością Ziemia Gdańska okaże się fascynująca i gościnna. Bogactwo rajdowych tras z pewnością pozwoli wybrać najciekawszy wariant. Warto też pamiętać, że to rajd w roku jubileuszu 90 lat istnienia Lasów Państwowych. Do zobaczenia na rajdowym szlaku!

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

22:28, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
sobota, 08 marca 2014

Dziś Święto Kobiet i oczywiście Płci Pięknej chciałbym poświęcić ten wpis. No ale zaraz, zaraz… Sprawy płci to bardzo drażliwa kwestia. Od dłuższego już czasu nieznany wcześniej szerszemu gronu tzw. normalnych ludzi termin „gender” znajduje się na ustach wszystkich. Mówią o nim (o niej?) najróżniejsi ludzie: feministki, faceci, biskupi, wierni, ateiści, naukowcy, drwale, ideolodzy,politycy, konserwatyści, szowiniści i geje.

Gender jest wszechobecne w naszym codziennym życiu. Pytanie tylko: co to właściwie jest?

 Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) definiuje gender tak: „stworzone przez społeczeństwo role, zachowania, działania i atrybuty, jakie dane społeczeństwo uznaje za odpowiednie dla mężczyzn i kobiet”. No niech będzie, że to zrozumiałe dla każdego wyjaśnienie…

Swojego czasu bardzo sympatyczna wykładowczyni przedmiotu „Różnorodność kulturowa- perspektywa gender” pani Beata Grudzińska z Poznania wkładała mi w głowę wiedzę na temat stereotypów, uprzedzeń, nierówności i dyskryminacji. Pamiętam z wykładów, że pomimo unifikacji płci, z którą zmagamy się od kultury Majów, pomimo ciągłej walki o równość społeczną, to wciąż mechanizmem różnic w statusie mężczyzn i kobiet rządzi ekonomia. Bo to główne przesłanie „Państwa” Platona – gdy jakaś grupa jest mniej uposażona, lub gdy kobiety zarabiają mniej niż faceci, to nie jest to równe traktowanie i równe szanse w rozwoju społeczeństwa demokratycznego. To w zasadzie cała teoria gender.

A ludzie sami dokonują wyborów, z sobie znanych powodów. Jedna kobieta lubi, gdy pracuje na nią facet, a sama woli być kurą domową, inna świetnie czuje się w roli „bizneswoman” i nie tyka niczego w kuchni. Czasem też świat staje na głowie i faceci pragną być dziewczynkami i nosić warkoczyki i inne takie:

Ale ja, jako człowiek lasu, który wyrósł w normalnych warunkach przyrodniczych bardzo szanuję kobiety i uważam, że to sprawa ich wyboru kim są w domu, rodzinie i społeczności. Sprawę wyboru wolnych związków partnerskich u facetów absolutnie pomijam…

Choć niedawno miałem pewną przygodę, jakby medialną, no i zostałem posądzony zupełnie niesłusznie o męski szowinizm. Otóż udzielałem telefonicznego wywiadu dziennikarce z internetowego portalu, który twierdzi, że reprezentuje męski punkt widzenia. Opowiadałem o blaskach i cieniach zawodu leśniczego. Pani dziennikarka napisała, że to zawód dla facetów, twardzieli, co to niczego się nie boją i zrobiła się afera.  Panie leśniczki oburzone pisały listy i komentarze na mój temat i już prawie wybierały mi mrowisko albo suchą, ale solidną gałąź (bo trochę ważę) aby wymierzyć własną, wyemancypowaną sprawiedliwość… Nie zamierzałem i nie zamierzam się tłumaczyć, że nie jestem wielbłądem, bo tez nie uważam się za szowinistę. Znam wiele kobiet, które świetnie radzą sobie w lesie na różnych stanowiskach. Rządzą facetami z energią i wielką znajomością leśnego rzemiosła, a raczej leśnej sztuki:

Wiele dziewczyn pracuje w działach technicznych i jako specjaliści Służby Leśnej zajmując się hodowlą, ochroną lasu czy edukacją przyrodniczą. Są kobiety, które doskonale prowadzą leśnictwa. Znam nawet takie jak Elżbieta, która zwiała od białej koszuli i zielonej spódniczki z biura nadleśnictwa w teren i objęła leśnictwo po ojcu. Są dziewczyny, które są podleśniczymi i w moro, ciężkich butach pracują w kurzu, błocie oraz śniegu przy ciągłej odbiórce drewna:

To także ich wybór, choć często to właśnie ekonomia, obok zamiłowania do lasu skłania dziewczyny do podejmowania takich decyzji. Jednak najczęściej leśniczki są w naszej branży mocno eksponowane, także na scenie

Podczas spotkań leśników kobiety także naturalnie zajmują pierwsze szeregi:

W mojej ocenie to jest właśnie właściwe miejsce dla kobiety. I to w każdej branży. Bo zwyczajnie żal mi kobiet, które ciężko pracują w przemyśle przy maszynach lub w terenie, w deszczu, błocie, upale i na mrozie, bo przecież z natury są delikatniejsze i bardziej wrażliwe. Ale skoro już wybrały same czasem ciężką pracę leśnika w terenie, to tylko chylić przed nimi czoła. Chociaż są pewne problemy, bo jedni preferują tytuł nadleśnicza czy leśnicza, a inni mówią pani nadleśniczy czy pani leśniczy, no i jednak kobiety, nie tylko z tego powodu w leśnej profesji wciąż stanowią mniejszość. Wcale to nie jest sprawa męskiego szowinizmu i braku szacunku dla kobiet ale sprawa ich własnych wyborów.

 W dniu dzisiejszego święta składam wszystkim leśniczkom, leśniczynom i leśniczankom najserdeczniejsze życzenia. Wszystkie dziewczyny, panie i kobiety zaglądające na ten blog z powodu związków z lasem, leśnikami czy zwyczajnie z racji fascynacji lasem oraz przyrodą serdecznie pozdrawiam i życzę miłego świętowania 8 marca. To przemiłe święto i okazja do uhonorowania wszystkich bliskich nam Pań.

 Także kwiatami:

 Wszystkiego najlepszego!

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

 

 

13:18, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »
wtorek, 04 marca 2014

Uchwalona w ekspresowym tempie zmiana ustawy o lasach, dzięki której rząd niejako ”pod choinkę” zasilił będący w potrzebie budżet państwa wieloletnimi oszczędnościami leśników, wywołała medialną burzę. Z zainteresowaniem czytałem rozmaite teksty, nawet pochodzące z gazet, których zwykle nie biorę do ręki. Bo często parafrazuję moją ulubioną Budkę Suflera mrucząc (bo śpiewać się nie odważam): „Nie wierz nigdy gazecie…”

W mojej służbowej e-poczcie mam zaprenumerowaną usługę o nazwie „monitoring mediów”, stąd mam przegląd wszelkich publikacji, w zawartości których  pojawiają się lasy i leśnicy. Brakuje czasu, aby je wnikliwie czytać, ale czasem wpadnie w moje oko jakiś ciekawy tekst. Było w ostatnim czasie niesłychanie wiele takich tekstów. Kiedyś, już wiele lat temu miałem „socjologicznie ciekawą” przygodę z pewną „kolorową”, bardzo popularną gazetą i ta przygoda była nawet kanwą wykładu mojego zacnego przyjaciela z Poznania, Andrzeja Niczyperowicza. Moja przygoda wydawała się mi wtedy szczytem dziennikarskiej manipulacji i „wodolejstwa” autora wywiadu ze mną, a rzecz dotyczyła pozornie bardzo błahej rzeczy: mojego poglądu na sens zmiany czasu z zimowego na letni. Dziennikarz tak zmanipulował i przeinaczył moją wypowiedź na ten temat, tak nakombinował z fotografiami, że chyba sam był zdumiony tym, co wyszło z tego tekstu…

Jędruś Niczyperowicz jest „kowalem” od lat ciężko wykuwającym (choć działa z wielkim znawstwem rzeczy i polotem) najbardziej cięte pióra (teraz raczej klawiatury) naszego kraju i Europy. Uczy młodych ludzi prawdziwego dziennikarstwa i w swojej pracy wiele miejsca poświęca manipulacji oraz prowokacji w mediach. Ostatnie publikacje dotyczące lasów i leśników to niesłychanie ciekawy materiał dydaktyczny do nauki dziennikarstwa. Nie zamierzam jednak oceniać tekstów czy materiałów o lasach i leśnikach, które ostatnio ukazały się w mediach. Nie użalam się nad zarzutami, które rzuca pod nogi leśników jakiś „ekologista” mieszkający w drewnianym domku w parku narodowym, gdzie „normalni ludzie” kupują bilety do lasu. Nie dziwię się nawet temu, że znalazłem w tych tekstach ważną informację, z której wynika, że dwa razy więcej Polaków chodzi do lasu uprawiać seks niż polować…

W swojej naiwności sądziłem, że medialny szum wokół lasów będzie  znakomitą okazją do dyskusji, do dialogu o przyszłości polskich lasów i roli leśników. Od kilku lat trwały rozmowy o zmianie ustawy o lasach, o strategii rozwoju polskiego leśnictwa, które jest wzorem dla przynajmniej Europy. Pamiętacie o nagrodzie Unesco, którą otrzymały Lasy Państwowe w końcu 2013 roku? „Jest to szczególnie prestiżowa nagroda, która nie tylko podkreśla dorobek Lasów Państwowych na arenie międzynarodowej ale utwierdza nas w słuszności przemian, jakie nastąpiły w naszym leśnictwie po Szczycie Ziemi w Rio de Janeiro w 1992 r. (…) Cieszy mnie, że gospodarka leśna polskich lasów, oparta na podstawach ekologicznych i ekonomicznych przynosi efekty i uznanie ważne nie tylko dla naszego kraju, ale także dla całego świata” – zacytowałem tu wypowiedź podsekretarza stanu w Ministerstwie Środowiska, Janusza Zaleskiego.

 Przecież to właśnie w tym roku obchodzimy jubileusz 90 lat istnienia Lasów Państwowych. Trudno o lepszą okazję do rozmowy o przeszłości i przyszłości lasów.  Chyba to nie jest powtarzanie pustego hasła, że polskie lasy są nas wszystkich, a nie tylko leśników, a zmiana ustawy dotyczy wielu działań wprawdzie najczęściej inspirowanych przez leśników, ale mających szeroki wydźwięk społeczny?

Ale wydaje się mi, że chyba na marne poszła wieloletnia praca leśników zajmujących się edukacją leśną. Bo okazuje się przy tej okazji, że ludzie wciąż bardzo niewiele wiedzą o lesie, o tym jak jest zagospodarowany, jakie pełni funkcje. Edukacja i dotychczasowa promocja polskiego leśnictwa chyba nie zdały egzaminu. Zajmuje się nią wielu leśników i tylko niewielka część robi to w zakresie własnych obowiązków służbowych, a większość społecznie, jako dodatkowe, ponad obowiązkowe zajęcie. Od lat edukację przyrodniczo-leśną my, leśnicy, finansujemy z własnych środków, a to niebagatelna kwota. W 2013 roku wydaliśmy na ten cel około 25 milionów złotych. Budżet państwa do tej działalności dołożył nam 10 tysięcy złotych… Musimy w inny sposób zajmować się PR, pamiętając, że to promocja reputacji. Wielu z nas zapomniało, że istnieje dawne słowo „reputacja”… Według słownika języka polskiego reputacja - to opinia; dobre imię; sława. My, leśnicy pracując z ludźmi w małych, wiejskich środowiskach wiemy, że na dobrą reputację pracuje się latami.

W edukacji i tworzeniu dobrego wizerunku lasów wspiera nas od lat wielu przyjaciół i pomagają powszechnie znane oblicza tzw. „celebrytów”.

Od razu jednak przypomina się mi „Biała flaga” Republiki:

Gdzie oni są, ci wszyscy moi przyjaciele - Ele - Ele...

Zabrakło ich, choć zawsze był ich niewielu - Elu - Elu - Elu…

A czytając medialne komentarze można dalej „myśleć Republiką”:

Co za pan tak kulturalnie opowiada jak i siedzieć, i wysławiać.

Ach co za ton, co za utwór, co za wiara w każdym zdaniu –Aniu…

I jakie mądre przekonania - Ania...

Bo tak się jakoś składa, że nikt z tych ważnych ludzi: gwiazd ekranu, sceny artystycznej czy politycznej, nie uważał za stosowne podjąć się roli prowadzącego dyskusję o przyszłości naszych lasów. Nie słyszałem nic o próbach zrozumienia efektów takich, a nie innych decyzji wpływających na ochronę przyrody, turystykę czy kulturotwórczą rolę lasów. Krążą za to różne, prawie mityczne opowieści o zarobkach leśników, o tym, że za dużo tną, albo za mało tną, o leśniczówkach, drogach leśnych itd. Tak łatwo to sprawdzić. Przecież wystarczy zajrzeć np. do najnowszego rocznika statystycznego i samodzielnie  poznać przez ten pryzmat polskie  leśnictwo, służę linkiem:

http://www.stat.gov.pl/gus/5840_1540_PLK_HTML.htm

Leśnicy nie są przecież tylko obrońcami zwierzątek, nie po to są umundurowanymi przedstawicielami administracji państwowej, aby rozdawać ulotki, zakładki, drewniane ołówki i wręczać kordelasy politykom.

 Jesteśmy wykształconą kadrą zarządzającą, nieustannie kontrolowaną i ocenianą z ogromną listą obowiązków. Zarządzamy transparentnie, przy otwartej kurtynie, ogromnym narodowym majątkiem i jesteśmy fachowcami od wszystkiego, co ma związek z lasem. Skoro brakuje publicznej, opartej o argumenty dyskusji o lasach i leśnictwie, to może warto warto , aby każdy z nas samodzielnie zbudował sobie prawdziwy obraz?

 Nie narzekam, ani nie użalam się nad swoim  i innych leśników losem. W nasz zawód wpisany jest spokój i cierpliwość. Chętnie tłumaczymy, wyjaśniamy, doradzamy. Ale kto jak nie leśnicy ma zachęcać do zrozumienia znaczenia roli lasu dla życia każdego człowieka? Do poznania prawdziwego oblicza polskiego leśnictwa. Po to jest m.in. tyle publikacji, filmów, po to istnieje prasa leśna, a ja, zwykły leśniczy, po to wieczorami siadam do zapisków w Blogu Leśniczego… Każdy z nas, leśników, poddaje się osądowi społecznemu, nie obraża się na czasem nawet ostrą krytykę naszych działań, każdy chętnie tłumaczy sens takich, a nie innych prac prowadzonych w lasach. Chyba to dobrze działa, skoro Lasy jako firma są określane jako godne zaufania, skoro leśnikom ufa się bardziej niż wielu służbom mundurowym, instytucjom, politykom, naukowcom? To dlaczego nikt nie chce z nami rozmawiać o lesie? Gdzie są nasi przyjaciele? Wszyscy wiedzą lepiej od nas jak chronić przyrodę, budować leśne drogi, udostępniać las turystycznie, sprzątać śmieci i przede wszystkim jak pozyskiwać wszystkim potrzebne drewno. Mam wrażenie, że wszyscy znakomicie znają się na lesie, a leśnicy nie są partnerami do rozmowy, a raczej „chłopakami do bicia” (dziewczyny pomijam przez szacunek, a nie szowinizm- no bo jak: dziewczyny do bicia?)

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

20:46, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
piątek, 28 lutego 2014

Luty był dla mnie bardzo pracowitym miesiącem. Pracownicy zula działali jednocześnie czasem nawet w kilkunastu miejscach. Wykonywali ogrodzenie uprawy dębowej, rozgradzali inne uprawy, rozbierali stare płoty, które już spełniły swoją rolę, odzyskiwali z nich siatkę, wykonywali trzebieże i czyszczenia, likwidowali efekty grudniowego działania „Ksawerego”. Wszędzie musiałem być, aby należycie dopilnować wykonania prac, choć współpraca z wykonawcami prac układa się pomyślnie i bez zgrzytów.  Harwestery, forwardery, piły i ciągniki warczały jednocześnie na czterech zrębach.

Popołudnia i wieczory spędzałem przed monitorem komputera, przy wydatnej pomocy żony „wklepując” do rejestratora leśniczego odbierane drewno. Było tego trochę, bo w lutym zrobiłem przychód ponad 2800 m3 drewna. Mój sąsiad z leśnictwa za miedzą, także pozyskał ponad 3 tysiące m3 drewna. Dawniej, gdy były mniejsze leśnictwa (po 700- 1000 ha) to tyle pozyskiwało się w roku…

 Naturalnie jednocześnie działo się wiele innych spraw, np. dziś minął termin „wklepania” do SILP, czyli systemu informatycznego lasów szacunków brakarskich dla zrębów planowanych na 2015 rok. Dziś wysłałem zaplanowane zręby, dopracowałem szkice, potem odebrałem porównania i dalej będę zajmował się szacunkami, bo to dopiero początek tej żmudnej pracy. Skoro tak dużo drewna pojawiło się przy drogach wywozowych to wciąż dzwonią przewoźnicy, którzy wywożą je z lasu:

 Wczoraj pojechało ode mnie 10 samochodów, a dziś rano już dobrze przed godz. 7 miałem gotowy kwit na wóz trzymetrowych kłód sosnowych. Przewoźnik i tak burczał, że to późno, bo jemu się śpieszy… Zapomniał już jak czekałem na niego bezskutecznie do późnego popołudnia, choć umówił się po 14. Większość kierowców jest jednak bardzo w porządku i dogadujemy się zgodnie. No bo cóż, całodobowy nie jestem, a tak się złożyło, że od wczoraj i przez cały najbliższy tydzień nie mogę liczyć na pomoc podleśniczego i muszę sobie radzić sam. To nic nowego!

Gdy wracałem z oddziału 49 coś mignęło mi na leśnej drodze i zniknęło za zakrętem. Zatrzymałem samochód i sięgnąłem po aparat, choć w lesie było jeszcze szaro i mgliście. Za zakrętem zobaczyłem na drodze rozjechanej wcześniej przez samochody z drewnem rude zwierzątko:

Wiewiórka wyglądała na bardzo zaspaną i ruszała się na ziemi wolno i dość niezgrabnie jak na tę rudą baletnicę. Podbiegła do zamarzniętej kałuży i zaczęła ją z zainteresowaniem obwąchiwać:

Pewnie obudziła się dopiero ze snu zimowego i dlatego była taka niemrawa. Obserwowałem spokojnie jej poczynania, ostrożnie i wolno zbliżając się do niej coraz bliżej. Wiewiórka mocowała się chwilę z zamarzniętą kałużą i w końcu oderwała kawałek lodu. Usiadła sobie wygodnie i zaczęła chrupać „loda”, choć nie przypominał tego z nadmorskiej budki:

Była tak zajęta pochłanianiem „zmrzliny” jak to mówią Słowacy, że zbliżyłem się do niej na jakieś trzy metry:

Z braku słońca i ciekawego tła fotki nie są jednak zbyt porywające…

Po chwili uroczy rudzielec odłupał kolejny kawałek lodu i kolejny, a potem z zadowolonym fuknięciem dopadł się do wody, która pojawiła się w kałuży. Długą chwilę wiewiórka chłeptała dość głośno wodę, mrużąc z zadowoleniem oczy:

Widocznie po zimowym śnie strasznie męczyło ją pragnienie. Zamiast jednak wody leśna droga miała w ofercie tylko lody... Dobrze, że sprytne zwierzątko umiało sobie poradzić i dobrało się do wody. Gdy „zatankowała” jej zapas do rudego brzuszka już znacznie zgrabniej wskoczyła do pobliskiego młodnika i zniknęła w gałęziach:

 Jak widać, powiedzenie, że woda daje życie ma swoje głębsze znaczenie.

Miłego weekendu!

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

20:17, lesniczy.lp
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 24 lutego 2014

 

Do tej pory byłem dość sceptycznie nastawiony do tak wczesnej wiosny, ale chyba już rzeczywiście zima do nas nie wróci. Poranki są rześkie i pachną absolutnie wiosennie, trawa zazieleniła się już soczyście, kwitnie coraz więcej kwiatów, ale przede wszystkim wiosnę wieszczą żurawie!

Pierwsze przyleciały 8 lutego, a teraz już na każdej łączce i podmokłym fragmencie pola widać parę lub kilka szarych, pięknych ptaków:

 Na szczęście liczebność żurawi w naszym kraju wyraźnie rośnie. Jestem przekonany, że duża w tym zasługa leśników. W Polsce jest wiele instytucji i organizacji , które statutowo lub deklaratywnie zajmują się ochroną przyrody. Ale kto robi coś konkretnie? Przepisów chroniących przyrodę mamy moc, ale przysłowiowego konia z rzędem temu, kto wie i pokaże, jak je skutecznie egzekwować. W lasach ochrona przyrody zależy nie od „papierowych” zapisów i mapek elegancko poukładanych w segregatorach, ale od wiedzy i wyobraźni leśniczego oraz podleśniczego, którzy bezpośrednio nadzorują wszelkie prace leśne. Bo to leśnik wyznacza w terenie szlak zrywkowy i musi to zrobić tak, aby dostrzec i uchronić np. stanowisko widłaka lub paprotki. Gdy wyznacza drzewa do wycięcia w ramach trzebieży, musi pomyśleć, że tu oto, w tej właśnie dziupli, mogą kryć się nietoperze lub gągoł — dziwna kaczka, która zakłada gniazda właśnie w dziuplach, nawet daleko od wody.

 

Trzeba więc dopilnować, aby np. stary, suchy i spróchniały dąb nie został pocięty na klocki i nie trafił do pieca, ale pozostał w lesie. Może ten dąb zostanie zasiedlony przez trzycentymetrowe żuki pachnicy dębowej, która jest na skraju wyginięcia, głównie z powodu braku takich drzew? A w jego spękaniach i licznych dziuplach schronią się nietoperze, różne ptaki, owady, w korzeniach jaszczurki i węże… Leśniczy powinien też zadbać o drzewa z gniazdami ptaków, dzikie drzewa owocowe, a nawet porosty. Duże znaczenie ma w tej mierze edukacja ludzi pracujących w lesie. W moim leśnictwie od lat przedstawiciel zakładu usług leśnych podpisuje protokół uzgodnień, gdzie sporo miejsca poświęcam oprócz spraw bhp także ochronie przyrody. Jest tam zapis, który nieustannie przypominam podczas nadzorowania prac, o ochronie oraz zgłaszaniu Służbie Leśnej wszelkich nieznanych i nietypowych roślin, a także drzew dziuplastych i z widocznymi gniazdami ptaków.

 

Dla każdej powierzchni, gdzie występuje chroniona roślina lub zwierzę sporządza się szkic z zaznaczoną bezpieczną strefą. Ważną sprawą jest rozsądne planowanie prac leśnych w czasie. Trzeba je wykonać tak, aby nie przeszkadzać bielikowi w tokach i poprawianiu gniazda. A olchową trzebież najlepiej zrobić w grudniu lub styczniu, bo wtedy bagno jest podmarznięte, ale też trzeba wiedzieć, że już w połowie lutego pojawiają się już tam pierwsze żurawie. Skoro w tym roku pojawiły się wcześniej, to też wcześniej należy zakończyć tam prace, aby żurawie spokojnie wybrały sobie miejsce na lęgi. To ważna sprawa i choć komplikuje ona leśnikom realizację planów gospodarczych, ma wielkie znaczenie dla populacji żurawia.

Piękne ptaki śpieszą się by jak najwcześniej powrócić na własne „śmieci”. Czasem jest to bagienko, starorzecze lub też rozległe torfowisko, a ostatnio nawet zajmują terytorium blisko ludzi:

pośród odkrytych pól z kępami trzcin i traw, aby szybko po raz kolejny przystąpić do lęgów. Zwiększenie liczebności powoduje konkurencję w wybieraniu miejsc lęgowych. W miejscach, gdzie występuje mozaika terenów podmokłych, lasów i pól uprawnych liczba par lęgowych silnie wzrosła. Żurawie zajmują terytorium tak, że najbliższa odległość między dwoma gniazdami nierzadko sięga 300 m a czasem nawet bliżej. Tworzą się w ten sposób lokalne skupiska, w których zagęszczenie sięga 40 par lęgowych/100 km2.

 Dlatego żurawie starają się jak najszybciej wracać z zimowisk, aby zająć jak najlepsze miejsce na lęgi. Tym bardziej, że na zimowiskach nie powodzi się im rewelacyjnie. Żurawie zimują w północnej Afryce, Izraelu i w Hiszpanii. Zimowiska kurczą się i są coraz uboższe. Dzieje się tak w związku z intensyfikacją rolnictwa w Hiszpanii.  Gaje z  dębem korkowym i dużą ilością żołędzi, które są zimowym pokarmem żurawi zastępuje się uprawami eukaliptusa. To tak jak u nas, gdzie na dawnych łąkach rosną rachityczne olchy udające las, a zamiast mozaiki pól spotykamy orzechy włoskie i marne sady. Jednak dzięki wyobraźni leśników i przyrodników żurawie wciąż do nas chętnie powracają... Powracają do przekształconych przez człowieka dolin rzecznych, osuszonych bagien, zanikających torfowisk i tułają się czasem po ostatnich niewielkich mokradłach:

 Ale też, na szczęście, odwrócono się od pomysłów, że każdy nieuprawiany kawałek ziemi musi być lasem i produkować drewno. Dlatego leśnicy wiele miejsc pozostawiają przyrodzie i chętnie korzystają z tego żurawie. Każdy leśniczy prowadzi ewidencję stanowisk żurawia i otacza je opieką, umożliwiając spokoje lęgi. To bardzo ważne, bo żurawie niepokojone pracami leśnymi zakładają gniazda pośród pól, bliżej ludzi, a tam ich jaja lub pisklęta stają się pokarmem dla włóczących się wiejskich kundelków, lisów, norek i coraz liczniejszych szopów.

Gdy leśnicy stworzą dobre warunki do lęgów żurawi i dobrze chronią ich ostoje, korzysta na tym cała przyroda. Tereny wokół gniazd żurawi z powodzeniem bowiem wykorzystują do lęgów bąki, bociany czarne, gęgawy:

 kaczki, szczególnie cyranka, ptaki drapieżne, samotniki,  krwawodzioby  i wiele drobnych ptaków, w tym również wodniczka, która jest na liście gatunków zagrożonych wyginięciem. Są tu także miejsca istotne dla płazów i tarliska wielu gatunków ryb. Na lęgowiskach żurawi spotkamy też wiele gatunków chronionych i rzadkich gatunków roślin.

Żurawie to piękne i lubiane przez ludzi ptaki, choć kiedyś polowano na nie i często trafiały na stoły naszych przodków. O popularności tego ptaka wśród ludzi może świadczyć fakt, że aż 69 miejscowości w Polsce wywodzi swe nazwy od tego gatunku. Nieopodal Pszczewa było kiedyś leśnictwo Żurawiniec nad okolonym bagnami i torfowiskami prześlicznym jeziorem Piecniewo.

Wiosna zawitała już na dobre i otacza nas pięknem. Kwitnące przebiśniegi odwiedzają w południe pszczoły:

Zdarza się czasem piękna tęcza w lutowe popołudnie,nieliczne które spędziłem zamiast w dokumentach, z żoną na spacerze:

Co może być jednak piękniejszego od zamglonego, świeżego poranka, gdy zza ściany drzew można usłyszeć rozdzierający, metaliczny okrzyk przechodzący w dźwięczne trąbienie. Gdy dobiegnie do nas nagle z otoczonego lasem mokradła, albo z pokrytej poranną mgłą łąki, odbity od ściany olch, wzmocniony w pobliskim borze jak w rezonansowym pudle, może niejednego przestraszyć… To niesamowity, jedyny w swoim rodzaju dźwięk. Warto go poznać!

A toki żurawi? Po powrocie na miejsce lęgowe, żurawie początkowo trzymają  się w stadach, a toki odbywają się w grupach. Żurawie wykonują wtedy charakterystyczny taniec podobny do baletowego. Ptaki podskakują i kłaniają się sobie z rozpiętymi skrzydłami. Samce pionowo trzymają dziób i w dostojnym marszu kroczą za samicą. Wydaje się wtedy, że  słychać stukot kastanietów...

 Podobno charakterystyczne hiszpańskie flamenco  pochodzi właśnie z podglądania tańców żurawi, a nie jak mylnie wskazuje nazwa od flamingów.Może to dlatego tancerki tak chętnie wpinają czerwony kwiat w czarne włosy. To barwy podpatrzone najwyraźniej od żurawi. Zresztą wiele tanecznych kroków podpatrzycie obserwując wiosną żurawie tańce:

 Takie flamenco na śródleśnej łące to zapewne ciekawsze widowisko niż popularny telewizyjny „Taniec z gwiazdami”… Pamiętajcie, że za scenariusz, scenografię i po części reżyserię tego wspaniałego widowisko odpowiadają leśnicy. Dlatego żurawie wdzięcznie grają im hejnał i dziękują klangorem.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

23:11, lesniczy.lp
Link Komentarze (12) »
środa, 19 lutego 2014

Coraz częściej pojawiają się informacje o spotkaniach z wilkami lub  śladami ich bytowania na zachodzie kraju, także w moich okolicach. Podczas zimowych polowań zbiorowych moi koledzy leśnicy widywali wilki w okolicach Wyszanowa i Stołunia. To właśnie tam, w okolicach Wyszanowa pod Międzyrzeczem, na terenie Nadleśnictwa Trzciel znajduje się jedyny w Polsce, prawdopodobnie także w Europie pomnik wilka.

Stołuń i obwód dzierżawiony przez koło łowieckie „Ponowa”, gdzie widziano ostatnio  wilka to teren mojego leśnictwa! Nie spotkałem się jeszcze "oko w ślepia" z wilkiem, ani nie trafiłem na ślady jego działalności w moim leśnictwie, choć widywałem już wilcze tropy w okolicy:

 Pojawienie się , a raczej powrót wilka na te ziemie, to dobra wiadomość, choć ludzie czasem ze strachem przyjmują takie informacje.

Medialne doniesienia o strachu, jaki budzą w ludziach wilki, o ich strasznej szkodliwości, włóżmy jednak pomiędzy bajki. Najlepiej blisko tej o Czerwonym Kapturku...  Nie dajmy się zwariować, bo to przecież oczywiste, że choć ludzie korzystają z lasu, to należy pamiętać, że jest on generalnie miejscem schronienia zwierząt. Wilki w dzisiejszym, coraz bardziej zurbanizowanym świecie nie mają jednak łatwo. Ich odwieczne szlaki poprzecinane są coraz większą siecią ogrodzonych autostrad i domostwami ludzi. W lasach i puszczach jest też  coraz więcej ludzi. Ale pomimo to szare drapieżniki potrafią znaleźć dla siebie miejsce obok człowieka. I nie patrzą na człowieka „wilkiem”, bo przecież od 70 już lat nie zanotowano przypadku zaatakowania człowieka przez wilka. Trzeba dobrze poznać ich zwyczaje i biologię, aby im pomóc istnieć obok nas. W naszych lasach nie ma niebezpiecznych dla ludzi wielkich  drapieżników, jadowitych węży czy pająków. Po co bać się wilka? Wilkowi człowiek zwyczajnie śmierdzi i mądre drapieżniki  unikają z nim wszelkiego kontaktu. Ich brązowe ślepia wypatrzą nas wcześniej, a ich doskonały słuch oraz węch pozwolą zachować bezpieczny dla obu stron dystans. Hodowcy zwierząt muszą, niestety,  przewidzieć, że wilki mogą zainteresować się ich podopiecznymi i należycie je zabezpieczać.

Warto pamiętać, że wilki były tu obecne od wieków. Świadczą o tym nazwy miejscowości, uroczysk, leśnictw, a także liczne podania i legendy. Wojciech Łysiak w książce „Mnisia Góra. Podania i bajki warciańsko-noteckiego międzyrzecza”  przytacza opowieści o polowaniach na wilki w Jeziercach, Goszczanowie i okolicach Skwierzyny. Według jego opowieści ostatni wilk w okolicy Skwierzyny został zastrzelony w 1843 roku.Za zabicie wilka wypłacano wtedy nagrody, zgodnie z  bardzo szczegółowym aktem prawnym, jakim było wydane 29 sierpnia 1815 roku przez Królewsko-Pruskiego Naczelnego Prezesa Wielkiego Księstwa Poznańskiego „Obwieszczenie tyczące się wygubienia zagęszczających się coraz bardziey wilków” oraz z rozporządzeniem Królewsko-Pruskiej Regencji z 7 marca 1817 roku „względem nagród za zabicie wilków”. Nagrody wypłacano(po  okazaniu obciętych uszu) za ubicie dorosłego wilka, młodego, nawet szczenięcia i to z dozwoleniem stosowania wszelkich metod. Jako najskuteczniejszą metodę tępienia wilków uznawano wtedy sporządzanie trucizn, a służbom leśnym wyznaczono nawet rygor kar w przypadku niedopełnienia obowiązku zabijania wilków. Takie przepisy i gorliwe ich wypełnianie doprowadziły do szybkiego wytępienia wilków.

Ostatniego wilka w powiecie międzyrzeckim upolowano w okolicy Wyszanowa (gm. Międzyrzecz, woj. lubuskie) 18 lipca 1852 roku. Wilk, który przywędrował w rejon Wyszanowa i Bukowca z południowo-zachodniej Wielkopolski wyrządzał duże szkody pośród domowych zwierząt należących do rolników z okolicznych wiosek.  Zorganizowano polowanie w bukowieckich borach i myśliwy z Lusowa Jan Ungier strzelił ostatniego wilka w starym borze, na wzgórzu. Wdzięczni mieszkańcy wiosek postawili w tym miejscu pamiątkowy 3 metrowy obelisk:

 Umieszczono na nim okolicznościową płytę z napisem w języku polskim i niemieckim:

 

 Watahę wilków nazywano gwarowo komuną, stąd wilka określano jako komunistę. Przewodnik turystyczny z 1936 roku informuje, że od tego czasu w borach międzyrzeckich wilki się już nie pojawiły. Las, gdzie na wzgórzu postawiono obelisk nazwano borem wilka i okoliczni mieszkańcy odnosili się do niego z czcią i bojaźnią. Mój ojciec, zaraz po II wojnie światowej był leśniczym w Leśnictwie Czarny Bocian. Rodzice mieszkali nieopodal pomnika w leśniczówce, która stoi tam do dziś:

 Czarny Bocian to ciekawa miejscowość, oznakowana stojącą przy drodze powiatowej zieloną tablicą, a składa sie z jednego, jedynego budynku, właśnie tej dawnej leśniczówki. Mieszka tam dziś podleśniczy Robert z żoną Dagmarą i dziećmi.

Gdy byłem dzieckiem, tata opowiadał mi wiele o lesie i jego mieszkańcach, a szczególnie chętnie o Borze Wilka. Opisywał wspaniałe rykowiska jeleni, które się w nim odbywały, mówił też, że ludzie bardzo niechętnie tam się wybierali. Wierzyli, że ponownie mogą tam natknąć się na szare  drapieżniki. Rodzice po kilkunastu latach życia w samotnej leśniczówce, wyprowadzili się inne miejsce, choć także niedaleko Międzyrzecza.

 Pomnik ostatniego wilka, postawiony pierwotnie na wzgórzu w starym lesie, zarósł gąszczem sosnowego młodnika. Po bolesnych wspomnieniach drugiej wojny obelisk z niemieckim napisem  nie budził niczyjego szacunku. Wszystko co „poniemieckie” źle się wtedy kojarzyło. Pomnik został częściowo zniszczony i przez wiele lat był w opłakanym stanie. Leśnicy z Nadleśnictw Trzciel i Międzyrzecz podjęli wspólną inicjatywę odbudowy pomnika i przywrócenia go do dawnej świetności. Przecież to rzadki dowód wielkiego szacunku dla zwierzęcia i umiłowania historii łowiectwa. Odsłonięto go po renowacji podczas narady łowieckiej RDLP Szczecin 22.04.2005 roku.

Warto go odwiedzić i w borze wilka podumać o losie tego wspaniałego drapieżnika, który powraca do naszych lasów. Jak tam trafić? Pomnik można  znaleźć ok. 7km na południowy wschód od Międzyrzecza. Jadąc z miasta w kierunku na Bukowiec, dojeżdżamy do skrzyżowania z drogą do Wyszanowa. Jedziemy dalej prosto, a około 400m za skrzyżowaniem trzeba skręcić z szosy pierwszą leśną drogą w lewo. Potem leśnym duktem trzeba iść prosto około 900 metrów i zobaczymy obelisk po prawej stronie. Samochód należy  zostawić na pobliskim leśnym parkingu. Pomnik stoi dziś na terenie Leśnictwa Czarny Bocian w Nadleśnictwie Trzciel, w oddziale 33, tuż obok granicy z Nadleśnictwem Międzyrzecz.

Ten pomnik to wyraz szacunku ludzi dla zwierzęcia. W przyrodzie jest przecież miejsce dla wszystkich gatunków, także dla wilka, który pełni ważną funkcję w lasach. Można się z nim nawet zaprzyjaźnić:

 Teren naszego powiatu i całego regionu stał się w ostatnich latach ostoją coraz bardziej licznych bobrów. Gryzonie stają się coraz częściej sprawcami istotnych strat w drzewostanach, szczególnie dębowych. Ścinają spore fragmenty lasów wzdłuż jezior, rzek, a nawet wąskich strug i  rowów melioracyjnych. Forsują ogrodzenia i dobierają się do cennych  gniazd dębowych zakładanych przez leśników oraz do sadów, ogrodów i zadrzewień wokół domostw. Ich naturalnym reduktorem jest w zasadzie tylko wilk. Leśnicy z jego obecnością wiążą nadzieje na wprowadzenie równowagi w przyrodzie.  Wilki zapewne też poprawią jakość populacji zwierzyny płowej (saren, danieli i jeleni), która często zagraża bytowi upraw i młodników. Obecność szarego drapieżcy powoduje też zwiększoną czujność i ruchliwość zwierzyny.

Ludzie muszą zrozumieć, że wilki też chcą żyć obok nich, a leśnicy i myśliwi  muszą tak gospodarzyć w lasach, aby znalazło się w nim miejsce także dla wilka. Naturalnie w zrównoważonych ilościach, bo cała przyroda musi być w równowadze. Wilkowi trzeba znaleźć godne, bezpieczne dla niego i ludzi miejsce. Nie tylko dla tego ostatniego, któremu postawiono pomnik w  naszym powiecie. Cieszmy się z obecności wilków w polskich lasach, jeden pomnik przecież wystarczy. 

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl          

 

 

 

20:46, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
niedziela, 16 lutego 2014

Kiedyś często spotykałem się z medialnymi doniesieniami z zimowego lasu typu: „czas leśnych żniw”, „nadeszła pora zbiorów” itp. Rzeczywiście zimą intensywniej pozyskuje się drewno, szczególnie na zrębach, bo jakość techniczna tego naturalnego surowca z zimowych cięć jest wyższa. W związku z potrzebami lasu, wciąż rosnącym zapotrzebowaniem na drewno i z racji innej organizacji pracy, spowodowanej coraz powszechniejszym wykorzystaniem maszyn przy pozyskaniu drewna, drzewa jednak ścinamy cały rok. Jednak zima w lesie, choć nie jest czasem żniw, bywa bardzo pracowita dla leśników i pracowników "zuli".

 Trochę mnie śmieszą medialne spekulacje dotyczące wydumanego zwiększenia rozmiaru cięć i pozyskania drewna w związku z nałożoną przez zmianę ustawy o lasach dodatkowa wpłatą do budżetu. To nie jest tak sobie pstryknąć w palce i wyciąć dodatkowe parę tysięcy hektarów lasu! W lesie wszystko jest policzone i zaplanowane ze sporym wyprzedzeniem, stąd zmiany też trwają i nie są takie łatwe do przeprowadzenia.

Ostatni tydzień był dla mnie bardzo pracowity. Jednocześnie trwały prace na czterech, niedużych zrębach i przy czyszczeniach, trzebieżach oraz rozgradzaniu upraw. Dopiero w połowie stycznia została podpisana umowa z zakładem usług leśnych, który wygrał przetarg na wykonywanie prac leśnych w moim leśnictwie. Zanim zostały zakończone wszelkie formalne uzgodnienia i zorganizowana praca, styczeń prawie minął. Dlatego luty to czas bardzo intensywnej pracy. W tym roku w moim sporym leśnictwie mam jak zwykle do wykonania około 200 hektarów zabiegów związanych z pozyskaniem drewna, co powinno przynieść ponad 12 tysięcy m3 drewna w różnych sortymentach. Dlatego w styczniu siłą rzeczy prace są bardzo intensywne. Przez dwa tygodnie odebrałem ponad 1500 m3, a blisko drugie tyle jest na etapie zrywki do dróg wywozowych. Wykorzystałem czas dość silnych mrozów i wykonałem zrąb olchowo-brzozowy w podtopionym fragmencie:

Na bagno obok zrębu wprowadził się niedawno bóbr, stąd najbardziej podtopiony kawałek tego lasu został niewycięty, bo stoi tam bobrowa chatka. Bóbr napracował się solidnie przy budowie:

Jest ich w okolicy coraz więcej i ślady bobrzej działalności widać nawet na wąziutkich rowach melioracyjnych z dala od jezior i rzek.

Przy drodze koło zrębu bieli się wiele stosów drewna, a mygły z długimi brzozami i olchami czekają na wyjazd do tartaku:

 Zakończyłem już zrąb w kępie akacji, toteż w najbliższy wtorek będzie wielu klientów na „opał” liściasty.

W minionym tygodniu wyjechało z mojego leśnictwa ponad 400 m3 drewna. Czasem wydawałem drewno do późnego wieczora, czasem jak tylko się zaczynało rozwidniać:

Sporo czasu musiałem poświecić na sprawy wywozu drewna, bo każdy wystawiony kwit na samochód załadowany drewnem to ponad godzina pracy. To czas  związany z oczekiwaniem na samochód, doprowadzeniem go do miejsca złożenia drewna, dopilnowaniem załadunku i sporządzeniem kwitu w rejstratorze oraz wydruk i podpisanie 4 egzemplarzy przez kierowcę. W tym roku pojechało ode mnie do odbiorców już blisko 50 zestawów wyładowanych drewnem:

Dlatego nieco zaniedbałem blogowe zapiski, ale zapewniam Was, że sytuacja normuje się, choć wciąż praca wre. Na jednym zrębie, gdzie wycinane są trzy 26-arowe gniazda, harwester tnie sosny w kłody 4 i 5 metrowe:

Na drugim, zupełnym zrębie ścięte wcześniej „dłużycowe” sosny i kłody 3 metrowe forwarder zwozi w stosy:

Na skraju zrębu pozostawiłem przyrodzie grube, krzywe i dziuplaste sosny oraz wielopienny dąb, co pewnie dostrzeżecie na fotografii:

 Wiosną będą miały zapewne wielu mieszkańców. Rozbierane są teraz stare, zbędne już ogrodzenia, a siatkę do ponownego wykorzystania do ogrodzenia innych leśnych upraw pracownicy „zula” przywożą na przechowanie na podwórze leśniczówki. Nowe, świeżo ogrodzone gniazda, które niebawem zostaną obsadzone dębem, mierzyliśmy w piątek z kolega z nadleśnictwa przy użyciu bardzo nowoczesnego sprzętu:

Czasem geodezyjny GPS miał kłopot ze znalezieniem sygnału satelitarnego pod dachem sosnowego boru, ale poszło nam sprawnie. Tym bardziej, że czekał już kierowca kolejnego samochodu, a na „wklepanie” do rejestratora leśniczego wiele stosów i dłużyc, które odbierał także w innym końcu leśnictwa podleśniczy Krzysiek.

W trzebieżach pracuje też kilka ekip "zulowców", a trzeba tam na bieżąco wyznaczać szlaki operacyjne, po których poruszają się potem ciągniki zrywkowe:

oraz tak wskazywać miejsca składowania drewna, aby bez problemów szybko wywieźć je z lasu. Muszę przy okazji dopilnować poszerzenia dróg i linii oddziałowych oraz wyjazdów na główne drogi. W ferworze pracy trzeba także pamiętać o ochronie przyrody, bo to bardzo ważna kwestia. Gdy trwają tak intensywne prace trzeba zadbać też o bezpieczeństwo stanowisk rzadkich okazów przyrodniczych. Dlatego tam, gdzie pracuje mały, trzebieżowy harwester Vimek oznakowałem pomalowanymi na pomarańczowo patykami stanowisko paprotki zwyczajnej. Po sośnie pnie się tam także nieduży okaz bluszczu:

W pobliżu jest też sporo stanowisk chronionego barwinka i mahonii północnej, dlatego obszedłem je z operatorem maszyny:

Telefon wciąż dzwoni, bo umawiają się przewoźnicy, indywidualni klienci na „opał” i jest wciąż wielu chętnych na wyrabianie drewna kosztem nabywcy. Doglądając wszystkich prac wykonywanych jednocześnie w różnych miejscach leśnictwa trzeba uważnie obserwować las. Znalazłem dzięki temu kolejne, nieznane mi dotąd stanowisko chronionego widłaka goździstego:

Wokół słychać warkot pił i ciągników zrywkowych. Trzeba wykorzystać zimowy czas, bo wiosna coraz bliżej. Zabiegi, czyli trzebieże i czyszczenia, należy wykonać terminowo i prawidłowo, zręby należy wyciąć z zastosowaniem zasady maksymalnego wykorzystania surowca drzewnego, ale też trzeba przy tym szanować przyrodę. Wszędzie trzeba czuwać nad bezpiecznym dla ludzi i przyrody oraz zgodnym ze sztuką leśną przebiegiem prac. Dlatego leśniczy nie ma chwili wolnego czasu w zimowym czasie, gdy w lesie praca wre…

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

00:53, lesniczy.lp
Link Komentarze (8) »