O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
czwartek, 06 grudnia 2012

Dziś nad pszczewskie lasy nadciągnęła przepisowa zima. W nocy przymroziło w okolicach 7 stopni poniżej zera. Niebo ozdobione połówką księżyca rozgwieździło się plejadami, mgławicami i różnorodnymi obiektami do których wzdychają astronomowie, dziwnie je nazywając. Według mnie to po prostu gwiazdy… Widać było w nocy jakiś ruch na niebie, ale zrozumiałem o co chodzi dopiero rano, gdy spojrzałem na kalendarz: 6 grudnia- Mikołaja! To pewnie On pomykał dostojnie swoim zaprzęgiem po niebie, jak ja od czasu do czasu, po autostradzie A2 swoim fordem focusem.

W lesie zawiało na biało i cały dzień sobie prószy śnieżek:

 Wokół leśniczówki uwijają się tabuny sikor, którym wywiesiłem przezornie wczoraj tłuszczowe „pyzy” z nasionami. Po porannych telefonach i transferze danych do nadleśnictwa ruszyłem do lasu.  Harwester zakończył ścinkę na dodatkowym zrębie, który niedawno uruchomiłem:

Teraz forwarder pracowicie zwozi drewno do drogi i układa stosy kłód 5 i 4 metrowych oraz „papierówki”:

Na drugim, wcześniej zakończonym zrębie pomierzyłem ostatnie stosy drewna i pozaglądałem w wiele stron leśnictwa.

W jednym z oddziałów spotkałem Mikołaja. Często spotykam Mikołaja w lesie, bo to sympatyczny leśnik, koordynator mojego ZUL-a. Tym razem spotkałem innego. Był duży, brodaty, w czerwonym wdzianku. Niestety, nie towarzyszyły mu sympatyczne hostessy zwane Śnieżynkami ani nawet renifer Rudolf. Był sam i taki jakiś …nabzdyczony.

 „Ostrzegam, że znam ustawę o ochronie danych osobowych i zastrzegam sobie ochronę wizerunku, toteż schowaj aparat. Wiem, że ciągle włóczysz się po lesie i nieustannie też coś fotografujesz”. Ale mnie przywitał! "Szanowny Mikołaju, skoro już się spotkaliśmy to może odpalisz jakiś prezencik skromnemu leśniczemu?” „Hohoho”- zajodłował po swojemu. „A grzeczny był? Ani mi się śni rozdawać cokolwiek tak za darmochę! Szczególnie leśniczemu”.  No nieźle mnie przywitał. Różne osoby spotykam w lesie toteż nie obraziłem się, bo i za co? „Może jednak Święty Mikołaju, zgodnie z tradycją obdarzysz mnie jakimś prezentem?” Podrapał się po brodzie i otrzepał ze śniegu, który wciąż prószył. „No dobra, starasz się, w lesie porządek masz i robisz wiele pożytecznych dla ludzi i Natury rzeczy. Na tym swoim blogu leśniczego wypisujesz różności. Trochę ludzi to czyta i powiem Tobie, że to niegłupie jest. Wiem, bo zaglądam czasem”. 

 Poszperał w różnych zakamarkach czerwonego kubraka wielkiego jak namiot wojskowy. „Mam dla Ciebie propozycję. Zostawiam Tobie trzy książeczki z facetem na okładce dziwnie podobnym do Ciebie:

 Obdaruj nimi swoich czytelników, którzy oceniają Twój blog. Jak to zrobisz, spotkamy się w przyszłym roku pod kapliczką Świętego Huberta, którą postawiłeś w oddziale 53, bo obiecałem, że odwiedzę poczciwinę. Stoi tam często taki samotny. Jak się dobrze sprawisz, to „cośtamcośtam” wysupłam dla ciebie, żebyś na mnie nie narzekał”.

Usłyszałem tupot racic:

No tak mój Rudolf zakończył wizytę u swoich koleżanek, musimy lecieć dalej. Popatrz jaka damska ekipa go odprowadza!” Zadowolony Rudolf wytargał sanki z zasypanych śniegiem świerków i pojechali w stronę Stołunia. „Trzymaj się Jarek do przyszłego roku, czyli po waszemu: Darz Bór!”- dobiegło z oddali. Ale spotkanie...

No i co mam robić? Pomóżcie drodzy blogowi goście, bo może ja też coś dostanę od Świętego Mikołaja? Dla trzech osób mam w podarunku od Mikołaja fajne i ładnie ilustrowane książeczki „Jak leśnicy dbają o las?”

Otrzymają je autorzy trzech najciekawszych komentarzy oceniających ten blog. Piszcie co Wam się podoba, a co nie. Czego za dużo, a czego za mało. Co Was interesuje w lesie i pracy leśników. Bez zbędnej wazeliny i złośliwości. Na komentarze czekam zawsze, ale na te konkursowe do końca dnia 7 grudnia 2012, czyli do północy. Potem wybiorę najlepsze według komisji konkursowej, czyli mnie i mojej żony. Poproszę w sobotę 8 grudnia autorów trzech najciekawszych wpisów o emaila do mnie na erysiowy adres oraz podanie „namiarów” potrzebnych do dostarczenia książeczki.

Miłych spotkań ze Świętym Mikołajem, nie zawiedźcie mnie, bo  i tak muszę czekać rok...

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

13:22, lesniczy.lp
Link Komentarze (8) »
niedziela, 02 grudnia 2012

Wczoraj zaczął się nam grudzień i nastała pora dopinania wszelkich prac leśnych. Trzeba zakończyć zaplanowane na ten rok zadania gospodarcze, zmieścić się w planie kosztów oraz dostosować to wszystko do podpisanej umowy z firmą wykonującą usługi leśne. Nie jest to łatwe, tak jak wszelkie prace wykonywane w lesie. To problem leśników, a tymczasem wykonawcy usług leśnych mają inne dylematy. Właśnie rozpoczął się okres rozstrzygania przetargów rozpisywanych według reguł ustalonych w ustawie o zamówieniach publicznych na wykonanie prac w poszczególnych leśnictwach na najbliższy rok. Zdarza się, że przetargi ogłaszane  na usługi rozpisane są na 2-3 lata. To „być albo nie być” dla firm usługowych, których właściciele może nie szukają natchnienia w dylematach opiewanych przez Szekspira, ale martwią się o przyszłość swoich przedsiębiorstw.  Praca leśnego robotnika to ciężki kawałek chleba:

 Ale jak się przegra przetarg to co robić? Można tę pracę porównać do pracy górnika czy hutnika, bo jest podobnie trudna i niebezpieczna. Wymaga siły fizycznej, odporności na ekstremalne warunki pogodowe, umiejętności radzenia sobie w różnych sytuacjach i… szerokiej wiedzy. Obecnie prace leśne wykonują w Lasach Państwowych Zakłady Usług Leśnych, które realizują zlecone przez leśników czynności. Są to prywatne firmy wykonujące wszystkie zadania związane z ochroną, hodowlą  i użytkowaniem lasu. Właścicieli i pracowników ZUL  określa się mianem” zulowców”, a czasem żartobliwie  ”zulusów”. To ZUL-e zatrudniają pracowników leśnych, którzy wykonującą trudne, ale ważne dla bytu lasu prace w lesie:

 Początek lat dziewięćdziesiątych XX wieku to czas wielkich przemian w kraju. Zlikwidowano Państwowe Gospodarstwa Rolne i zmiany nastąpiły także na leśnym rynku pracy. Wcześniej w Lasach Państwowych było wielu robotników zatrudnianych przez nadleśnictwa jako pracownicy stali, sezonowi, a nawet interwencyjni- ściągani do pilnych prac z innych części kraju. Pracowali w lasach jako drwale, zrywkarze, żywiczarze oraz na szkółkach leśnych i składnicach drewna. Od lat w naszych leśnictwach nie ma już praktycznie robotników zatrudnianych przez LP. Wszelkie prace wykonują „zulusi”. Zadania zleca im i nadzoruje ich wykonanie leśniczy. Usługi leśne to praca na „żywym organizmie”, w zmieniających się warunkach przyrodniczych i gospodarczych. Reguły współpracy leśniczego i ZUL-a  narzuca obu stronom także oprócz umowy wiele przepisów związanych m.in. z zasadami hodowli lasu, instrukcją bhp oraz zasadami certyfikacji lasów. Leśniczy musi to wszystko umiejętnie połączyć, realizując plany zadań na 100% i w dodatku spełniając wymagania odbiorców drewna. Udana współpraca leśniczego i „Zulusów” to fundament dobrej gospodarki leśnej. Dobrze jak jest to współpraca wieloletnia, bo wtedy znane są wzajemne oczekiwania. Duże znaczenie ma także znajomość specyfiki terenu. Zdarza się też, że co roku inny ZUL jest wykonawcą prac w jednym leśnictwie. Wtedy także trzeba sobie ułożyć współpracę, ale potrzeba na to czasu. Stąd przełom roku, w który właśnie wkraczamy kojarzy się nam z nerwowym pośpiechem i niepewnością. Właśnie zapadają decyzje jaki ZUL będzie wykonywał wszystkie prace w moim leśnictwie przez najbliższy rok. To bardzo ważne dla organizacji pracy, bo „zulusi” są rozmaici i dysponują różnym sprzętem oraz poziomem wiedzy. "Zulus” musi umieć perfekcyjnie ścinać drzewa, bo cały rok wykonuje zręby, trzebieże i czyszczenia. Może to robić ręcznie:

Ale dziś trudno wyobrazić sobie intensywne prace bez harwestera:

 Potem należy ścięte drzewa ściągnąć, czyli zerwać do drogi wywozowej i wyrobić z nich różne sortymenty drzewne . Zulusi mogą mieć taki sprzęt do zrywki drewna:

Choć lepiej jak mają taki, a to już normalny obrazek w moich stronach:

Aby być wiarygodnym partnerem dla leśników, właściciel ZUL-a musi mieć dużo specjalistycznego sprzętu i profesjonalną grupę pracowników. Nie jest to łatwe, bo praca jest bardzo ciężka i mało atrakcyjna:

 W kabinie harwestera czy forwardera może nie jest źle, ale wiele prac nadal wykonuje się ręcznie, dźwigając ciężkie wałki czy machając siekierą lub łopatą. To praca na mrozie, w upale, kurzu, deszczu. Gryzą meszki, kleszcze i komary, no i trzeba być dyspozycyjnym nieustannie, bo przecież „zulusi” uczestniczą także w dogaszaniu pożarów czy zabiegach chemicznych. Trzeba zainwestować sporo pieniędzy w harwestery, forwardery, pługi, konie, ciągniki, wykaszarki czy pilarki, a głównie w ludzi, którzy muszą wykonywać prace odpowiednio przygotowani. Przetarg wygrywa się najczęściej oferując najniższą cenę za usługi wykonane z gwarancją najwyższej jakości i staranności . Leśny przedsiębiorca musi być zatem znakomitym ekonomistą i menadżerem, aby utrzymać się na leśnym rynku usług. Leśni robotnicy to ludzie, którzy sami się nauczyli swojego fachu, bo na razie nie ma w Polsce szkoły, która w pełni kształci „zulusów”. Mają ukończone szkolenia operatorów pilarek i harwesterów, posiadają uprawnienia do wykonywania zabiegów chemicznych, ale reszty muszą, najczęściej błyskawicznie, nauczyć się sami pod czujnym okiem leśniczego. A każdy leśniczy wie, że trzeba docenić i uszanować pracę, którą wykonują ZUL-e. Staram się jak mogę, aby stworzyć najlepsze warunki współpracy i traktować ZUL- a jak równorzędnego partnera. Bo „Zulusi” to twardy, dumny naród jak afrykańskie plemię Zulu, które swojego czasu podbiło prawie całą Afrykę. Niebawem dowiem się kto będzie podbijał moje leśnictwo w 2013 roku.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

21:40, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
czwartek, 29 listopada 2012

Zaczęło się już, od dwóch dni już się zaczęło. Co takiego zapytacie? Ostra jazda po leśnych drogach. Wystarczyły dwa dni i tam, gdzie była całkiem fajna, gruntowa, równa droga powstał „tor offroadowy”. Tam gdzie można było mknąć 60, a w porywach więcej „kaemów” na godzinę, zrobił się błotny tor, gdzie koła ułożone w koleinach nie pozwalają na zbędne skręty. Z kolei tam, gdzie koleiny są płytsze, łatwo o poślizg i jazdę bokiem w kierunku szybko zbliżającego się drzewa, których trochę w lesie, jakby nie było, jest. Ale cóż, ludzie płacą niezłą kasę, za możliwość podnoszenia sobie adrenaliny w trakcie jazdy „terenówką” błotnistym torem a tutaj te doznania każdy leśniczy ma w gratisie… No może nie całkiem w gratisie, bo doznania owszem, ale auto trzeba sobie sprawić i utrzymać na swój, dość bolesny koszt. Bo jesień w lesie to czas testowania samochodów i umiejętności kierowców. Dotyczy to leśników jak i przewoźników drewna. Szpadel, siekiera i lina to konieczny sprzęt w aucie do lasu.   Bo już drugi dzień pada, leje, siąpi i znowu leje. Inaczej nie będzie aż do czasu, gdy błoto zastąpi śnieg, a mróz skuje ziemię.  Drogi napiły się deszczówki jak turysta piwa wieczorową porą po trudzie wakacyjnego wypoczynku i świecą złośliwie taflami kałuż. Ale to normalna sprawa o tej porze roku, przynajmniej dla leśnika. Trzeba sobie radzić, bo przecież każdego dnia zarówno ja, jak każdy inny leśnik przemierzam rzadziej kilkanaście, a najczęściej kilkadziesiąt kilometrów drogami o różnej jakości. Pozyskanie drewna jest o tej porze roku intensywne:

W wielu miejscach leśnictwa drewno czeka na wywóz, a do końca roku coraz mniej dni. To kłody przygotowane dla tartaku:

Przygotowane drewno odbierają firmy drzewne, a wynajmowani przez nich przewoźnicy mają coraz lepsze i potężniejsze samochody , wymagające dobrych dróg. Terminy umów muszą być dochowane i drewno musi wyjechać na czas z lasu, a zatem deszcz nie może być przeszkodą. Zresztą to, że deszcz pada w listopadzie to nic dziwnego, bo kiedyś padać musi. Wszyscy wiemy, że jest deficyt wody w przyrodzie… Dziś przyjechały trzy samochody po surowiec na zrębki. Drewno było przygotowane do wywozu przy szerokiej piaszczystej drodze. Forwarder zwiózł je w ponad „stumetrowy” stos:

Z rana jeszcze nie było tak źle, ale jak drogą przejechały dwa duże samochody to krajobraz nieco zmienił się:

 

W efekcie mniejszy samochód z dźwigiem wywoził drewno kilka kilometrów :

Potem  przekładał je na drugi, z wielką naczepą. Wywóz nadzorował podleśniczy, który korzysta z osobowej „marabelki” jeżdżąc po lesie. Latem autko jakoś sobie radzi, bo ma duży prześwit i jest lekkie.  Po dwukrotnym przejeździe ciężarowego samochodu jego „prawie terenowa bryka” ugrzęzła w trakcie powrotu w niewinnie wyglądającej kałuży. Metoda na „zielone gałęzie” i na „żółty piasek” nie dały rezultatów. Dobrze, że jego telefon miał „pole” i wezwał mnie na pomoc:

Zahaczyłem linę i powlokłem go jakieś czterysta metrów do najbliższej bocznej drogi, aby zrobić przejazd dla ciężarówki z drewnem. Mój Rokuś radzi sobie dobrze, bo terenowe opony, napęd 4x4 i silnik 2800 robią swoje:

Ma spory prześwit i sprawnie forsuje spore kałuże błota:

Jednak koszt utrzymania i eksploatacji takiego auta to już nie jest przyjemność i wywołuje niezłe turbulencje w domowym budżecie. Nadleśnictwo  wypłaca nam ryczałt, czyli tzw. „kilometrówkę” uzależnioną od rozmiaru zadań i stawki za 1 km ustalanej przez ministra. Maksymalny ryczałt dla leśnika to 1500 km, ale bywa, że jest to 800-1000 km. Stawka wynosi 0,8358 zł za przejechany kilometr i została ustalona w 2007 roku. Jest taka sama dla urzędnika, który jeździ po asfalcie autem o pojemności np. 1200 i dla mnie, jeżdżącego „offroadowym” torem po błocie, śniegu i piachu autem z silnikiem 2800. Wiecie co się dzieje z cenami paliw i ile one wzrosły od 2007 roku... A ostatnio minister Zalewski z MŚ powiedział jasno, że nie spodziewa się aby minister finansów w tym czy przyszłym roku zdecydował się na zmianę stawki. Czyli adrenalina rośnie co najmniej podwójnie podczas ostrej jazdy błotną porą po leśnych drogach. Szczególnie intensywnie, gdy spoglądam na szybko opadający w kierunku zera wskaźnik paliwa… Jednak nie narzekam, choć to podobno narodowy sport Polaków, bo nic to nie da. Taki leśniczego los i profesja, że trzeba ganiać po lesie. Pieszo, rowerem albo konno ponad 2000 ha ogarnąć się nie da. Auto terenowe w moich warunkach to podstawowe narzędzie pracy. Dla zdrowia psychicznego lepiej jest nie liczyć przejechanych kilometrów po leśnych drogach i bezdrożach. A przecież wielu entuzjastów ekstremalnej jazdy po leśnych drogach i duktach nie może spełnić swojej zachcianki, bo powstrzymuje ich ustawowy zakaz wjazdu oraz nadzoruje czujne oko kamery monitoringu. No to czemu mam narzekać?   

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

21:19, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 26 listopada 2012

Kilka dni minionego tygodnia spędziłem w Spale, w pięknym Centralnym Ośrodku Sportu. Ale nie dla mnie były boiska, hale, siłownie i baseny. Odbywał się tam bowiem V Zjazd Sprawozdawczo-Wyborczy Związku Leśników Polskich (przemawia Jerzy Przybylski):

 a ja byłem tam delegatem z regionu zachodniego i miałem mandat nr 100. Razem ze mną do Spały przybyło 140 delegatów z całej Polski, reprezentujących ponad 10 tysięcy leśników zrzeszonych w związku:

Delegaci byli rozmaici: z różnych stanowisk, regionów, w różnym wieku. Przecież związek składa się z  379 organizacji zakładowych zgrupowanych w 17 regionach i w organizacji Związku Leśników Polskich Parków Narodowych. Na sali obrad pojawiły się też uśmiechnięte delegatki, szczególnie zadowolone,  gdy tak jak Ewa Dembiczak zostały odznaczone Złotym Znakiem Związku:

 

Credo ideowe naszego związku powstało w okresie międzywojennym, bo ZLP będzie w przyszłym roku świętował 95 rocznicę istnienia. Celem związku jest wyrażanie wspólnego stanowiska wobec organów władzy, administracji państwowej i samorządowej oraz obrona praw, godności zawodowej i interesów członków Związku i ich rodzin. Zadaniem związku jest także podnoszenie poziomu kulturalnego i kwalifikacji zawodowych leśników oraz obrona interesów polskiego leśnictwa, w tym stała troska o jego rozwój. To szczytne cele, może bardzo nieprzystające do obecnych, bardzo komercyjnych czasów. Nie jest łatwo społecznie występować w obronie idei i ideałów, samemu będąc pracownikiem. Jednak leśnicy to naród twardy i… hardy, mający poczucie własnej wartości, wierny ideałom wywodzącym się z tradycji patriotycznych. Na zjeździe krajowym można spotkać znakomitych leśników z całego kraju i z przyjemnością witałem się z góralami, bieszczadnikami, wielkopolanami czy kolegami z Puszczy Białowieskiej. Zjazd to był szczególny, bo wyborczy, co można było zauważyć już przy wejściu po objawach kampanii wyborczej:

Obradowano nad sprawami płacowymi, mieszkaniowymi i nad szczególnie nurtującym leśników problemem kosztów utrzymania samochodów prywatnych używanych do celów służbowych. Obradom przewodniczył bieszczadzki leśniczy Jerzy Miliszewski( na fot. z prawej, a z lewej B. Sasin):

Wywiązywał się z tej roli znakomicie, a nie było łatwo utrzymać w ryzach 140 indywidualności! Podjęto szereg uchwał i zgłoszono wiele wniosków, które będzie realizowała Rada Krajowa ZLP przez najbliższy rok. Gośćmi zjazdu byli: podsekretarz stanu w ministerstwie środowiska Janusz Zaleski, doradca dyrektora generalnego LP Zofia Chrempińska i dyrektor łódzkiej RDLP Edward Janusz. Zjazd Krajowy ZLP spośród trzech zgłoszonych kandydatów zdecydowanie wybrał nowego przewodniczącego związku, którym został Bronisław Sasin ze Szczecina.  Jego kandydaturę zarekomendował dotychczasowy przewodniczący Jerzy Przybylski, który kierował związkiem od 1993 roku, a niebawem wybiera się na emeryturę. Obaj przewodniczący współpracowali ze sobą wiele lat:

Nic dziwnego, że po ogłoszeniu wyników wyborów zrobili sympatycznego „misia”:

Od lat współpracuję z Bronisławem Sasinem, bo jestem jego zastępcą w regionie zachodnim.  Bogate doświadczenie zawodowe Marka ( bo tak go nazywają bliscy), ogromne zaangażowanie w sprawy związkowe i dobre relacje społeczne są gwarancją mądrego kierowania tak licznym związkiem oraz dobrej współpracy z kierownictwem LP. Zjazd, podejmując  stosowną uchwałę, nadał Jerzemu Przybylskiemu godność Honorowego Przewodniczącego Związku. Obaj przewodniczący- Bronisław Sasin oraz Jerzy Przybylski w imieniu uczestników zjazdu złożyli wiązankę kwiatów pod spalskim pomnikiem poległych i zamęczonych w trakcie II wojny światowej leśników oraz drzewiarzy polskich. Towarzyszyliśmy im razem z Janiną Sobczak, która ze znakomitym wynikiem została wybrana do krajowej komisji rewizyjnej. Oto ta chwila po pomnikiem:

 A ja, oprócz normalnych obowiązków delegata jak zwykle- formułowałem wnioski zjazdowe, robiłem zdjęcia, rozmawiałem z leśnikami i zapisywałem ciekawostki… Ileż nasłuchałem się opowieści! Jurek Miliszewski opowiadał mi o niedźwiedziu co połamał mu jabłonkę koło jego leśniczówki w nadleśnictwie Rymanów i użyczył mi wspaniałego przepisu na kiełbasę z dziczyzny. Zdobyłem też kilka ciekawych przepisów na nalewki. Leśnicy to ciekawi ludzie, a członkowie związku szczególnie.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

  

 

 

 

 

 

 

22:21, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 listopada 2012

Cóż stało się! Nadeszła szara i ponura jesień zasmucająca niebo burymi chmurami, zasnuwająca świat lepką i zimną mgłą. Dni są krótkie, słońce rzadko przedziera się przez szarą zasłonę i trudno zmobilizować się do wyprawy w las. Jednak na spacer warto wybrać się o każdej porze roku i przy każdej pogodzie. Stąd jak zwykle zachęcam do wędrowania po lesie, choć jesienią trzeba to robić szczególnie roztropnie i wybierać krótkie rasy. Dlaczego? Bo jesienne dni są krótkie i łatwo stracić orientację w zamglonym, ciemnym lesie. Ale podpowiem Wam jak miło i bezpiecznie wędrować i teraz, podśpiewując sobie (ale cichutko) do siebie:  „O gwiazdo (hmmm…) młodości, nie zagiń we mgle…”

Trwają ptasie wędrówki i zawsze można wypatrzyć coś ciekawego. Dziś słyszałem jeszcze nawołujące się żurawie, choć w zasadzie powinno już ich u nas nie być. Kilka dni temu spotkałem także chmurę czajek. Na moją jabłonkę tuż przy leśniczówce wpadło spore stadko jemiołuszek. Przybyły do nas jako do ciepłych krajów! Nie zawiodły się, bo czerwieni się tam jeszcze sporo jabłek. Niestety mglista szarość nie pozwoliła na ładną fotkę ale oto zimowe jemiołuszki na tej samej jabłoni, przy wcinaniu pozostawionych dla nich jabłuszek:

W czasie jesiennych przelotów zawsze można spotkać jakiegoś ciekawego ptaka lub obserwować ciekawe zjawisko przyrodnicze np. grudniową tęczę:

Wędrują grupami ptaki drapieżne, można spotkać ciekawe gatunki kaczek i brodźców. Często są to gatunki, które nie gnieżdżą się w naszej okolicy i można je zobaczyć tylko jesienią. Przed oknami mojej leśniczówki na jeziorze pojawił się np. perkoz zausznik:

  Zwierzęta leśne także są aktywne i gromadzą zapasy tłuszczu na zimę. Myśliwi rozpoczęli już dokarmianie i pod paśnikami pojawiły się posiekane buraki i ziarna zbóż:

Zanim wybierzemy się teraz na spacer do lasu warto wcześniej przejrzeć mapę terenu, który mamy zamiar poznać bliżej. Można też sięgnąć do folderu przygotowanego przez leśników lub zajrzeć na stronę internetową nadleśnictwa. Poznamy  w ten sposób bliżej potencjalne niebezpieczeństwa. Dowiemy się jakie zwierzęta mają tam ostoje, gdzie są bagna i źródliska i ocenimy wielkość kompleksu leśnego. Często na terenach leśnych są bazy wojskowe, strzelnice i poligony. Warto zaplanować wcześniej trasę wycieczki i zapamiętać nazwy miejscowości początkowych i końcowych. Dziś coraz bardziej popularne stają się nawigacje GPS dla pieszych turystów. Gdy nie lubimy nowinek technicznych to zabieramy ze sobą mapę, może też przydać się kompas gdy wybieramy się na dłuższą wyprawę. Pomocne mogą być też tory kolejowe, które ułatwiają orientację, oczywiście jak potrafimy rozróżnić kierunki świata. Z nasypu kolejowego korzystają także zwierzęta domowe, bo często spotykam psiaki wracające „po szynie”, nawet takiej krzywej jak ta, do domu. Oczywiście należałoby się zapytać ich właścicieli dlaczego wędrują po lesie bez smyczy i kagańca:

Mapy okolicy często są dostępne w postaci tablic ustawianych przed leśniczówkami czy na leśnych parkingach. Warto sfotografować taką tablicę w trakcie wycieczki, nawet aparatem wbudowanym w telefon. Zabezpieczy nas to przed zbędnym kluczeniem po leśnych drogach lub nawet zabłądzeniem. Telefon komórkowy, najlepiej z wyciszonymi dźwiękami także może się przydać, choć nie zawsze jest „pole”. Warto też zadbać, aby w telefonie mieć zapisany numer miejscowego leśniczego lub nawet kilku leśników. Znajdziemy je w folderze nadleśnictwa, czasem na tablicy informacyjnej lub na stronie internetowej nadleśnictwa. W razie „w” leśnicy z pewnością pomogą bezpiecznie wrócić z leśnej wycieczki i pomogą "namierzyć się"  w lesie zbłąkanemu turyście. 

Gdy zgubisz się w lesie i nie masz ze sobą telefonu komórkowego, aby zadzwonić do leśniczego nie wpadaj w panikę. Usiądź chwilę, zbierz myśli i przypomnij sobie opis terenu w którym jesteś. Warto wytężyć słuch, bo czasem słychać z daleka szum głównej drogi, pociąg lub odgłosy miasta. Dokładnie zapamiętaj miejsce gdzie aktualnie jesteś i spróbuj ustalić kierunki świata. Pomogą w tym wiadomości z geografii i astronomii. Popatrz na stare drzewa, które są zwykle omszone od północnej strony. Spójrz na położenie słońca i zegarek, wiadomo już będzie gdzie jest południe lub zachód, bo najczęściej gubimy się w godzinach popołudniowych. Dobrze jest zaopatrzyć się wcześniej w mapę leśną, którą wcale nie tak trudno zdobyć. Może być szczególnie przydatna teraz, gdy nie ma czasu na eksperymenty przy wyborze trasy z racji krótkiego dnia. Co innego latem! Kolorami są tam oznaczone gatunki drzew, można odczytać wiek drzewostanu, co ułatwia orientację,  a przede wszystkim nr oddziału leśnego. Łatwo ustalić  w terenie w jakim oddziale jesteśmy, bo w południowo-zachodnim narożniku każdego oddziału znajdziemy słupek oddziałowy, gdzie na białym tle czarną farbą wypisane są nr okolicznych oddziałów:

 Gdy nie masz mapy ani kompasu to poczciwy słupek oddziałowy pozwoli z łatwością ustalić kierunek północny. Gdy na słupku są numery czterech oddziałów to narożnik kamienia pomiędzy dwoma najniższymi numerami wskazuje północ. Znajdziesz wtedy drogę do domu bez problemu.

W trakcie leśnych spacerów o tej porze roku możemy napotkać polujących myśliwych:

 Jeśli jest to polowanie zbiorowe, to warto wykazać się zrozumieniem oraz taktem i wybrać inną trasę spaceru, zachowując bezpieczny dystans. Można zaczekać na zakończenie pędzenia i wtedy kontynuować spacer. Las służy do rekreacji i wypoczynku, spełnia wiele rozmaitych funkcji społecznych, ale jest także jednocześnie obwodem łowieckim, gdzie mogą być wykonywane polowania. Nie ma powodu, aby nie lubić myśliwych tylko dlatego, że trzeba zmienić trasę spaceru. Nie można żądać od myśliwych zaprzestania polowania, ale także myśliwi muszą tolerować i przewidzieć obecność ludzi w lesie. Nie ma przepisów regulujących kwestie oznakowania miejsca polowań i wprowadzania zakazów wstępu do lasu w trakcie wykonywania polowania. Regulamin polowań rygorystycznie określa jednak zasady oddawania strzałów, wykonywania polowania i w pełni zabezpiecza bezpieczeństwo ludzi. W mglistym, listopadowym czy grudniowym lesie najlepiej teraz trzymać się często uczęszczanych, wyznaczonych tras turystycznych i nie zapędzać się zbyt daleko. Uroczyska i dzikie ostępy zostawmy sobie na inne pory roku.  

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl  

 

21:38, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
sobota, 17 listopada 2012

Na przełomie roku trwają szczególnie intensywne prace zrębowe w lesie, bo drewno z zimowych cięć ma przecież najwyższą wartość techniczną. Na drogach widujemy często samochody z drewnem, a w lasach leżą mygły z przygotowanym surowcem dla przemysłu drzewnego. Czasem odczuwamy żal, że naszego znajomego lasu już nie ma, ale taka kolej rzeczy. Pantha rei- wszystko płynie, jak przekonywał dawno temu Heraklit. Według jego koncepcji zmiana jest centralnym elementem świata. Twórcą zmiany krajobrazu ze starego lasu na zrąb jest drwal. Pewnie nie wszyscy go znacie tak jak ja. Poznajmy zatem bliżej współczesnego drwala… Wyobrażamy go sobie zwykle jako potężnego chłopa o muskularnych ramionach, dźwigającego wielką siekierę. Podobno w krajach skandynawskich poznaje się doświadczenie i fachowość drwala po jego wadze. Im cięższy i silniejszy, tym lepiej zna leśne rzemiosło. Czasami kojarzymy go sobie jako dużego faceta ( kobiety zwykle dodają - przystojnego) z wielką pilarką, krojącego drewno na polana do kominka. Inni myśląc o drwalu, przywołują w pamięci postać Blaszanego Drwala, towarzyszącego Dorotce w wędrówce po bajkowej Krainie Oz. To jest dobre skojarzenie i może warto przypomnieć sobie przygody tej bajkowej postaci? Jedna z pierwszych powieści dla dzieci z gatunku „fantasy”, opowieść autorstwa L. F. Bauma „Czarnoksiężnik z Krainy Oz” przybliża nam sympatyczną postać drwala. Blaszany Drwal był kiedyś człowiekiem i pracował przy wyrębie lasu. Z zapamiętaniem całymi dniami ścinał drzewa ostrą siekierą, stąd też ulegał ciągłym wypadkom i tracił po kolei różne części ciała. Wymieniano je na blaszane, aż z człowieka stał się Blaszanym Drwalem, który w końcu zardzewiał i znieruchomiał z uniesioną siekierą. Bajki zwykle dobrze się kończą i zawierają ukryte przesłanie. Warto zwrócić uwagę, że autor powieści trafnie ocenił drwala jako zawód bardzo niebezpieczny, ale też zaliczył go do pozytywnych bohaterów. Naszym drwalom, wciąż pracującym  w lasach, przy użyciu ręcznych narzędzi i pilarek spalinowych, nikt nie gwarantuje serwisu  blaszanych części zamiennych. Ich praca jest wciąż bardzo niebezpieczna i co roku notuje się w lasach kilkadziesiąt wypadków przy pracy, w tym także, niestety, śmiertelnych. Może właśnie powieść Bauma przyczyniła się do pomysłu, aby to maszyna, czyli właśnie całkowicie „blaszany drwal” wykonywał za człowieka tę niebezpieczną i wymagająca wielkiego wysiłku pracę. Od lat zastanawiano się jak najdoskonalej stworzyć  blaszanego drwala. W latach 60 XX wieku pojawiły się pierwsze ścinarki i maszyny układające drewno. Podejmowano próby konstruowania różnych głowic, kleszczy hydraulicznych, montowanych na ładowarkach czołowych lub ciągnikach gąsiennicowych. Jednak to wciąż drwale, przy pomocy coraz bardziej doskonałych pilarek wykonywali większość prac na zrębach i w trzebieżach. Poszukiwano jednak  maszyny wszechstronnej, pracującej podobnie jak kombajn na polu, która wykonałaby cały proces pozyskania drewna, sterowany przez jednego człowieka z bezpiecznej kabiny. Wreszcie skonstruowano harwester- samobieżną maszynę na kołach, wyposażoną w głowicę ścinającą, chwytak podtrzymujący i układający drzewa oraz w system pomiarowo-sterujący, obsługiwany przez człowieka za pomocą manipulatora z  ergonomicznej kabiny. Nazwa maszyny została wzięta z języka angielskiego, gdzie słowo harvester oznacza żniwiarkę. Pierwszy harwester zaprezentowano w 1974 roku na targach Elma Wood w Szwecji. Od tego czasu nastąpił ogromny rozwój uniwersalnych blaszanych drwali. Dziś szacuje się, że w Europie jest kilkanaście tysięcy harwesterów, a w Polsce kilkaset i ich liczba szybko rośnie. Najwięcej maszyn jest na Mazurach i Zachodniej Polsce, ale wjeżdżają już one do lasów całego kraju. Moja znajomość z harwesterem zaczęła się w 2007 roku, gdy pierwsza maszyn „położyła” drzewa na pagórkowatym zrębie w oddziale 65:

 Teraz w moim leśnictwie to stały element krajobrazu:

 Wprowadzenie „żniwarek” do lasu budziło pewne emocje i niepokoje. Podobnie było, gdy spalinowe pilarki zaczęły wypierać siekiery i piły ręczne ”moja - twoja”.  Ludzie wtedy i teraz bali się, że stracą pracę. Jest to wprawdzie maszyna bardzo droga, ale zastępuje w lesie kilku, a nawet kilkunastu drwali. Nie ma obaw, bo drwale pracujący pilarkami jeszcze wiele lat będą mieli zajęcie. Drzewne kombajny są coraz lepiej przystosowane do pracy w środowisku leśnym. Konstruktorzy dbają o bezpieczeństwo człowieka, wydajność i rentowność urządzenia, ale także o to, aby maszyna wyrządzała jak najmniej szkód w przyrodzie. Harwester podjeżdża do drzewa na zrębie, obejmuje kleszczami pień:

z głowicy wysuwa się prowadnica z łańcuchem tnącym i ścina drzewo:

 Zostaje ono obalone:

 później rolki przesuwają pień przez głowicę i strzała zostaje oczyszczona z gałęzi i pocięta na odpowiednie odcinki.

Operator harwestera nie musi być dziś silny fizycznie jak drwal z siekierą, ale doskonale wyszkolony z zakresu mechaniki i informatyki. Oto jego miejsce pracy:

Musi także mieć podstawową wiedzę o manipulacji i klasyfikacji drewna. Jego przygotowanie zawodowe zbliżone jest do poziomu technika-leśnika, stąd średnie szkoły leśne zmieniają profil i szkolą teraz przyszłych operatorów blaszanych drwali. Liderem jest tu Zespół Szkół Leśnych w Rogozińcu, gdzie kończyłem (ech…w jakże fajnych czasach!) technikum leśne. Oczywiste jest, że harwestery nie mogą w pełni zastąpić człowieka i drwal z siekierą oraz piłą wciąż będzie widoczny w lasach. Nie ma jednak powodu do podejrzeń, że harwestery sieją zniszczenie w lesie. Potężna maszyna o wielkich kołach mruczy basem silnika, miga licznymi lampami i zwinnie przesuwa się między drzewami. Cicho brzęczy głowica, przesuwają się po pniach zębate koła, a wszędzie leżą powalone drzewa. Są wielkie harwestery przeznaczone do cięcia zrębów:

Są także nieduże, o szerokości ok. 1,80 metra, podobne do rolniczych ciągników, zbudowane do cięć trzebieżowych pielęgnujących las:

  Coraz częściej będziemy widywać takie maszyny w trakcie leśnych spacerów. Dawniej zdarzało się, że ktoś dzwonił do nadleśnictwa z informacją, że spotkał w lesie UFO…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

21:15, lesniczy.lp
Link Komentarze (8) »
środa, 14 listopada 2012

Cały dzień wędrowałem dziś po leśnych uprawach, szczególną uwagę zwracając na stan ogrodzeń z siatki, tam, gdzie zostały zbudowane. Bo ogrodzenia fragmentów upraw to konieczna i kosztowna sprawa, stąd należy o nie troszczyć się starannie. Leśniczy musi być czujny i maksymalnie często tam zaglądać. w moim leśnictwie jest aktualnie ponad 30 km ogrodzeń. No cóż, na takim obszarze lasu... Co chwilę jakiś fragment siatkowego płotu „sponiewiera” chmara jeleni, dzicza wataha albo grzybiarz, który przecina sobie przejście pędząc za borowikiem czy poszukiwacz jelenich „rogów”. Dzisiejszy dość solidny przymrozek kładzie raczej  kres grzybowym spacerom. Choć spotkałem jeszcze dziś całkiem dobrze wyglądające maślaki, kanie- sowy i solidnie zmrożone opieńki:

Zajrzałem dziś w naprawdę wiele miejsc i przemierzyłem sporo kilometrów i „Rokusiem”, który taplał się po błotnistych dołkach, i „piechty” jak mawiał pewien mój znajomy drwal. Wdrapałem się także na moją najwyżej położoną uprawę nad jeziorem Chłop:

Na pozłoconych przez jesień modrzewiach uwijały się raniuszki i różne gatunki sikor. Widziałem modraszkę, sosnówkę i czubatkę, ale fajnie przed obiektywem pozowała bogatka:

Zdobyłem także strome wzgórze pomiędzy jeziorem Stołuń i Białym, gdzie oprócz wspaniałej panoramy:

z troska oglądałem ścieżki wydeptane w uprawach i młodnikach przez sarny i jelenie. Ale od wieków był las i była zwierzyna, to nie ma się co nadmiernie martwić. Najcenniejsze uprawy w lesie chronią ogrodzenia i tylko trzeba ich często doglądać gospodarskim okiem. Jedna dziura lub choćby ugięcie siatki spowodowane przez wywrócone drzewo lub złamany konar niweczy trud włożony w założenie uprawy. Bo młode dęby, klony, lipy lub drzewa owocowe kuszą swoim smakiem daniele, jelenie i sarny. Z samochodu przeglądu zrobić się nie da i stąd trzeba wędrować wzdłuż siatki po nizinach i pagórkach. Ma to swoje dobre strony, bo oprócz... nieustannej poprawy kondycji fizycznej leśniczego staje się także okazją do ciekawych obserwacji. Każda chwila spędzona w lesie może być dobrze wykorzystana. Szczególnie teraz, w pełni jesieni, która za chwilę niepostrzeżenie wprowadzi nas w zimę. Na razie koło leśniczówki wiszą jeszcze późne jabłuszka, które czekają na sobotę, aby zmienić zakwaterowanie z wygiętej gałązki na półkę w piwnicy:

Bo skoro w lesie  opadły już liście i zakończyła wegetację bujna roślinność zielna, łatwiej wypatrzyć oznaki chorób, szkodników, pojawiający się posusz i ciekawe, chronione rośliny. W każdym nadleśnictwie jest opracowany program ochrony przyrody, gdzie m.in. jest ewidencja rzadkich i chronionych roślin. Każdy leśniczy co jakiś czas dokonuje przeglądu tych stanowisk na terenie swojego leśnictwa i chroni je przed uszkodzeniem podczas prac leśnych. W trakcie każdego pobytu w lesie warto uważnie spoglądać pod nogi, bo można natrafić na unikalne, nowe stanowisko ciekawej rośliny. Wiele z nich, to skromne, niepozorne, ale jakże cenne elementy rodzimej przyrody. Dziś znalazłem kolejne, nieznane mi dotąd stanowisko paprotki zwyczajnej:

To niezbyt okazała paproć, którą spotkać można najczęściej na wilgotnych skałach i cienistych zboczach górskich Karpat. Jest dość pospolita także na niżu i rośnie w świetlistych lasach, szczególnie na skarpach i zboczach, gdzie są żyźniejsze fragmenty gleby. Dzisiejsze znalezisko to trzy placyki po metrze kwadratowym na skarpie jeziora Białego, tuż przy starym sosnowym borze:

Charakterystyczne liście paprotki są w zarysie trójkątne, pierzastodzielne, o listkach równowąskolancetowatych. Wyrastają z czołgającego się kłącza na długim ogonku liściowym. Są nieduże, mają przeważnie 10-30 cm (wyjątkowo do 60). Roślina objęta jest ścisłą ochroną gatunkową. Po powrocie do domu wypełniłem specjalny formularz i w ten sposób kolejne stanowisko chronionej rośliny zostanie dopisane do programu ochrony przyrody. Moje „dreptanie” po zakamarkach leśnictwa stało się dzięki temu ważne i potrzebne dla przyszłych pokoleń. To stanowisko już na stałe zostanie wpisane w program ochrony przyrody i będzie miało wpływ na przyszłe zagospodarowanie tego fragmentu lasu. Paprotka zwyczajna to ciekawa roślina. W medycynie ludowej stosowano dawniej jej kłącze do leczenia gruźlicy. To także skuteczny środek żółciopędny, którego stosowanie zalecane jest w dolegliwościach ze strony wątroby. Ponadto jeszcze wywar z suszonych kłączy to specyfik wykrztuśny, słaby przeciwrobaczny i przeczyszczający. Trzeba jednak zaopatrzyć się w niego w aptece lub sklepie zielarskim, bo pomimo dawniej pospolitego występowania dziś paprotka staje się rzadkością. Może się zdarzyć, że zostanie  nieświadomie zniszczona w trakcie prac leśnych, dlatego trzeba dobrze poznać jej miejsca występowania. Niedawno spotkałem niewielkie stanowisko paprotki w lesie prywatnym, gdzie jego właściciel wykonywał właśnie trzebież. Tuż obok leżały ścięte drzewa, gotowe do zrywki. Zanim ustaliłbym właściciela działki i dotarł do wykonawcy prac ,mogłoby być za późno. Napisałem farbą na drzewie wskazówkę dla właściciela lasu, który uchronił roślinę:

Paprotka ma się tam dobrze do dziś i gdy tamtędy przejeżdżam mam wrażenie, że wdzięczy się do mnie… Jesień to dobra pora na wyszukiwanie zimozielonych rzadkich roślin, np. widłaków, stąd spoglądajcie pod nogi podczas spacerów. No i wypatrujcie paprotki zwyczajnej, która wcale taka zwyczajna nie jest.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

  

21:39, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
niedziela, 11 listopada 2012

Narodowe Święto Niepodległości to polskie święto, obchodzone co roku 11 listopada, dla upamiętnienia rocznicy odzyskania przez Naród Polski niepodległego bytu. Stało się to po 123 latach braku Polski na mapie, spowodowanego dokonaniem rozbioru naszej Ojczyzny przez Austrię, Prusy i Rosję.  Wielu historyków spiera się, jaka data byłaby lepsza do obchodów Dnia Niepodległości, typując różne dni roku. W moim odczuciu dzisiejszy dzień to dobry wybór. 11 listopada 1918 nastąpiło przekazanie przez Radę Regencyjną władzy wojskowej (będącej częścią zwierzchniej władzy państwowej) Józefowi Piłsudskiemu. Piłsudski zostaje Naczelnym Dowódcą Wojsk Polskich. Po pertraktacjach Piłsudskiego z Centralną Radą Żołnierską wojska niemieckie zaczęły wycofywać się z Królestwa Polskiego. Tego dnia rozbrojono nocą niemiecki garnizon stacjonujący w Warszawie, a fotel nadburmistrza Poznania zajął Polak, Jarogniew Drwęski. To święto to pewnego rodzaju symbol, dla każdego inny, bo różne symbole utożsamiają się nam z odzyskaniem niepodległości. Dla jednych był to Piłsudski, legiony, Paderewski, a dla innych powstanie wielkopolskie. Mieszkam na pograniczu Ziemi Lubuskiej i tutaj pamięć o tym powstaniu jest bardzo żywa i przekazywana z pokolenia na pokolenie. Na szczęście, bo historia to nie tylko rozpamiętywanie tragicznej przeszłości. To także przekazywane ustnie wzorce, tradycja i symbole. Dziś ludzie coraz mniej rozmawiają ze sobą, stąd przekaz tradycji zdaje się rozmywać w sms, mejlach i unijnym szumie. Dlatego też tak ważna jest nasza dbałość o symbole.

Najbardziej oczywistym symbolem polskości dla wszystkich Polaków jest nasza flaga narodowa. Nie dajmy wmówić sobie, że to nowy, amerykańsko-skandynawski zwyczaj. Polacy od wieków szanowali flagę i symbole polskości.  Choć gdy spojrzycie na swoją miejscowość podczas niedzielnego spaceru to nie jest to tak oczywiste. Flagi powiewają na instytucjach państwowych, samorządowych, a na domach Polaków już nie tak często… Na mojej leśniczówce wisi dumna biało-czerwona! Pamiętam zawsze o ważnych datach, bo uważam to za patriotyczny obowiązek każdego Polaka. Flagę narodową wywieszam w towarzystwie flagi z logo Lasów Państwowych, aby podkreślić powszechną wśród leśników troskę o symbole. Narodowe barwy podobno bardziej niż inne symbole przemawiają do młodego pokolenia, integrują. Wystarczy spojrzeć na imprezy sportowe, gdzie wszyscy kibice są biało-czerwoni, łącznie z pięknymi kibickami, które po tym wydarzeniu stają się nawet celebrytkami. Ale w dzień występów Małysza, siatkarzy czy piłkarskiej reprezentacji jest więcej symboli na domach niż dziś.

 Szanujmy wszelkie symbole bo to dowód naszej wrażliwości i istniejących więzi społecznych. Nie wstydźmy się patriotyzmu i cieszmy wolną Polską. Dziś pozornie powszechne jest „narzekactwo”, brak wiary w siebie i ludzi. Trzeba szanować się nawzajem, kreować autorytety i z uzasadnioną dumą mówić: „jestem Polakiem!” Polacy powinni dbać o narodowe tradycje,  szanować się i jednoczyć wokół symboli. Nas, spotykających się na tym blogu połączył leśny wortal, którego symbolem jest ryś Eryś:

Moje ulubione Tatry symbolizuje skromna szarotka:

Podziwiam zawsze gorący patriotyzm i szacunek do tradycji, wiary i symboli jaki widać u mieszkańców Podhala. Nie tylko na Rysach, Giewoncie czy w obiektach kultu religijnego ale nawet na poboczu zwykłej, na pozór, drogi spotkacie tam takie symbole pamięci:

W czasie górskich wędrówek, ale także włóczęg po leśnych ścieżkach całego kraju nawet w miejscach bardzo odległych od ludzkich siedzib spotkacie różne symbole:

Bardzo często jest to przejaw troski o pamięć historyczną ze strony leśników, którzy dbają o krzyże, kapliczki, dawne mogiły. W ważne dla każdego Polaka i patrioty dni odwiedzają  takie miejsca, zapalają tam znicze i kładą kwiaty. Leśnicy od początków istnienia „zielonej” społeczności są silnie emocjonalnie związani z Ojczyzną i zawsze walczyli o polskość z każdym, kto chciał ją nam odebrać. Demonstrowali to w każdym okresie Rzeczpospolitej, dbając o symbole polskości nawet w taki sposób, a było to przy okazji organizacji Dnia Lasu:

Las to miejsce, gdzie jest wiele symboli kulturowych i historycznych wydarzeń. Także rośliny, zwierzęta i różne elementy lasu są inspiracją do powstawania takich symboli.

 W Pszczewie i jego okolicach w różnych momentach historii, ale szczególnie w czasach po podpisaniu traktatu wersalskiego istniały silne organizacje bojowników o polskość tych ziem. Wtedy nie można było wieszać polskiej flagi na własnym domu. Warto choćby w imię tego, pamiętać co symbolizował znak rodła i co to była hakata:

Młodzi ludzie walczący w okresie międzywojennym o polskość tych ziem, do znaku rodła dołożyli lipowy liść jako symbol ciągłego odradzania się:

 

Na pszczewskim rynku stoi kapliczka Świętego Józefa z dzieciątkiem. To także symbol dla tych, którzy znają historię i chcą pamiętać o pamiatkach polskości. Postawił ją tam polski wójt Wojciech Krupski w 1896 roku jako symbol wiary i polskości po tym, jak niemieccy zaborcy w pobliżu postawili popiersie cesarza Wilhelma I. W 1900 obsadzono ją wianuszkiem lip, które trwają tam do dziś, w przeciwieństwie do popiersia ustawionego przez zaborców:

 Bo poczciwa, polska lipa to symbol trwania, wiary ale też niewinności i domowego ogniska. Dbajmy stale o nasze wszelkie symbole, szczególnie o flagę narodową - tak jak dbamy o swój dom - nie tylko przy święcie. Choć w Święto Niepodległości szczególnie warto pamiętać o symbolach Ojczyzny.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

18:01, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 05 listopada 2012

Jak-  to takie dzikie zwierzę z rodziny krętorogich, nazywane chrząkającym wołem, które żyje w górach Tybetu. Nie straszna mu podobno ( bo osobiście nie poznałem tych miłych zwierzątek ważących od 500-1000kg) temperatura poniżej 50 stopni Celsjusza. Przed mrozami dzikie jaki chroni grube futro i ciepło produkowane w trakcie procesu fermentacji w jego żołądku:

fot Wikipedia

 Z ludźmi jest nieco inaczej. Nie mogą liczyć na grube futro, którego pozbawił nas proces ewolucji ani na ciepło z żołądka, bo jemy w pośpiechu i to najczęściej na zimno…  Wszyscy wiemy co nas czeka w najbliższym czasie: zbliża się nieuchronnie zima i trzeba pomyśleć o opale do pieca, kominka czy kotła C.O…

Szczęśliwcy z miasta odkręcają zawory w grzejnikach i nie zastanawiają się jak… powstaje to ciepło.  Ale muszą cierpliwie znosić wyrwy w  budżecie domowym, płacąc z pokorą rachunki za ogrzewanie. Ludzie z mniejszych miejscowości muszą sami martwić się o to, czym załadować piec, aby dał miłe ciepełko:

 A jak? Jak najtaniej!  Olej opałowy, węgiel czy gaz to paliwa, które stały się bardzo drogie. Dlatego wszyscy dopytują się w leśniczówkach o drewno, bo to najtańszy opał. Na wsi drewno to w ogóle podstawa bytu:

 Często to przez pryzmat szczap do kominka oceniamy leśników i bywa, że mamy różne uczucia po udanej lub nie transakcji. Bo nie każdy rozumie, że z drewna powstaje nie tylko opał i są limity sprzedaży drewna opałowego.  Nie zawsze chcemy przyjąć do wiadomości, że leśniczówka to nie sklepik z drewnem, a zwykle źródłem problemów jest niewiedza kupującego. Leśniczy najczęściej bardzo zajęty ogromem leśnych obowiązków nie ma czasu na cierpliwe tłumaczenie jak to jest z tym drewnem na opał…

 Moje pokłady cierpliwości są ogromne, a zatem postaram się Wam przybliżyć temat zaopatrzenia w opał, no i przedstawię JAKI...

 Aby zimą było nam ciepło i żeby z sympatią wspominać kontakty z leśnikami wystarczy poznać trzy JAKI, czyli:

1.     JAK-  jak kupić gotowe drewno w wałkach?

Dla klientów, którzy potrzebują dużo drewna, np. prowadzących działalność gospodarczą (związaną z przerobem drewna) sprzedaż odbywa się poprzez Portal Leśno-Drzewny (www.zilp.lasy.gov.pl/drewno), na którym nabywcy po zarejestrowaniu się składają swoje oferty zakupu. Nadleśnictwa dodatkowo organizują przetargi na drewno w serwisie www.e-drewno.pl, w których mogą brać udział zarówno firmy jak i osoby fizyczne. Dla klientów detalicznych każde nadleśnictwo posiada w sprzedaży drewno opałowe i drobne ilości drewna użytkowego (żerdzie, papierówka, kopalniak, czasem słupki grodzeniowe). Sprzedaż detaliczna odbywa się tylko na podstawie gotówkowej zapłaty za drewno przed wydaniem go z lasu. Zajmują się tym leśniczowie w swoich kancelariach w wyznaczone dni tygodnia, jest też możliwość zakupu w biurze nadleśnictwa. Także w każdym leśnictwie jest możliwość samodzielnego wyrobienia i zakupienia drobnicy czy trzebionki opałowej w atrakcyjnych cenach (drewno PKN) według lokalnie ustalonych zasad.

2.     JAK- jak wyrobić samemu i wykupić przygotowane drewno?

Samowyrób drewna czyli pozyskanie drewna w systemie PKN (pozyskanie kosztem i staraniem nabywcy) to najtańszy sposób zaopatrzenia się w drewno. Każde leśnictwo w kraju, oprócz sprzedaży drewna opałowego pozyskanego kosztem skarbu (gotowe do wywozu wałki opałowe) posiada określoną pulę drewna  (najczęściej drobnicy- gałęzi i trzebionki opałowej) przeznaczoną do zaopatrzenia w drewno opałowe lokalnego rynku. W tym celu należy zgłosić się do miejscowego leśniczego, który wyznaczy miejsce wyrobu drewna (gałęzie i odpady drzewne po wykonanym zrębie, trzebieży lub czyszczeniu), przeszkoli z zasad bhp, ustali zasady przygotowania drewna i wystawi pisemne zezwolenie na wyrób. Jest ono jednocześnie zezwoleniem na wjazd do lasu  w celu dotarcia do miejsca wyrobu drewna. W wyznaczonym terminie leśniczy dokona pomiaru i wyceny drewna i sprzeda je nabywcy, wystawiając dokument-  asygnatę będący dowodem zakupu. Nie każde drewno w lesie przeznaczone jest na opał, dlatego to leśniczy wyznacza nabywcy miejsce i rodzaj drewna do samowyrobu oraz określa zasady współpracy, których należy ściśle przestrzegać.

3.     JAK- jak dobrze wybrać odpowiednie dla siebie drewno?

Jakie drewno jest lepsze? Co wybrać: tańsze - iglaste, czy może droższe liściaste? Czy kupić grube, czy cienkie? Ze zrębu, czy raczej posuszowe, pochodzące z trzebieży?

Wartość opałowa drewna zależy od wielu czynników, a każdy klient leśniczówki ma swoje indywidualne preferencje co do rodzaju drewna opałowego. Wartość opałowa drewna jest tym wyższa, im więcej zawiera żywic i ligniny. Dlatego wygrywa tu drewno iglaste. Z kolei drewno liściaste ma wyższą gęstość i jego wartość grzewcza w przeliczeniu na metr przestrzenny jest wyższa niż dla drewna iglastego. Mniejsza ilość „liścia” powinna dać tyle samo ciepła co dużo więcej sosnowych polan. Drewno iglaste jest jednak zwykle tańsze w zakupie, niż drewno liściaste  twarde (np. dąb, buk) co równa ich atrakcyjność. Które drewno jest lepsze zależy także od rodzaju pieca i paleniska. Drewno jest paliwem stałym, ale spala się głównie jako gaz drzewny wysokim płomieniem, stąd do dobrego spalania potrzebne jest duże palenisko, które zapewnia odpowiednią ilość bogatego w tlen powietrza. Piec przygotowany do spalania węgla czy koksu nie spełnia tej roli.  Najważniejszą jednak sprawą jest wilgotność drewna. Piękny, liściasty „opał” będzie spalał się kiepsko, gdy nie jest należycie wysezonowany, czyli wysuszony. W świeżo ściętym, „zielonym” drewnie nawet połowę wagi może stanowić woda. Wartość energetyczna drewna zależy od jego wilgotności i gęstości, a w mniejszym stopniu od rodzaju i sposobu przygotowania. Dlatego drewno w postaci grubych czy cienkich wałków, liściaste lub iglaste będzie dobrym materiałem opałowym, jeśli dostosujemy jego wilgotność i wymiary polan do pieca. To właśnie źle wysuszone drewno wpływa na osadzanie się smoły w kominie, na szybie kominka czy elementach pieca. Nie ma znaczenia czy jest to drewno bukowe, dębowe, olchowe czy sosnowe. Wiele osób uważa drewno akacjowe za „złote drewno”, świetne jako opał. To prawda, jest rzeczywiście świetne dlatego, że nawet świeże zawiera bardzo mało wody. Zatem odpowiednia wilgotność drewna stanowi o jego jakości opałowej. Dlatego należy wcześniej zaopatrywać się w opał, dobrze go wysuszyć, a dopiero potem spalać w piecu.

Znając odpowiedź na wszystkie trzy JAKI dokonamy dobrego wyboru i spokojnie przetrwamy zimę, choć nie mamy takiego ”wyposażenia antymrozowego” jak tybetański jak. Prawie każde drewno nas zadowoli, a leśniczy dodatkowo udzieli fachowej porady jak technicznie poradzić sobie z opałem. W końcu to ogień i ciepło ogniska zawsze łączyło i łączy ludzi…

 

Leśniczy Jarek-lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

19:25, lesniczy.lp
Link Komentarze (8) »
piątek, 02 listopada 2012

Dziś Zaduszki, szczególny dzień, gdy wspomina się tych, których już nie ma… To dzień, kiedy każdy z nas wraca myślami do bliskich, a czasem nawet zupełnie obcych osób, których odejście, jak to uroczo określają górale: „przejście na drugą stronę grani”, wywarło na nas wrażenie. W prasie i telewizji wspomina się wybitnych aktorów, noblistów oraz innych wielkich tego świata. Oczywiście myślę o moich bliskich, szczególnie o moich Rodzicach, ale wspomnę tu odejście zwykłego Człowieka i Jego Żony, którzy w tragicznych okolicznościach odeszli z tego świata w marcu tego roku. Spoczęli pośród drzew gdzie żyli mądrze i spokojnie, na Cmentarzu Leśników w leśnictwie Płociczno (RDLP Piła). Smutną i zarazem bulwersującą historię śmierci leśniczego Zdzisława Krause i jego żony znajdziecie w moim wpisie z 23.03.2012 roku. Cmentarz Leśników znajduje się na terenie leśnictwa Płociczno, między Piłą a Dobrzycą, bardzo blisko leśniczówki, gdzie zamordowano leśniczego Krause. Wcześniej, w 1945 roku w progu tego samego budynku na skraju lasu i wsi został zabity przez żołnierzy rosyjskich niemiecki leśniczy i jego żona. Oni także zostali pochowani na leśnym cmentarzu. Położona między liściastymi drzewami, około dwustuletnia nekropolia jest świadectwem tolerancji i mądrości leśników z Nadleśnictwa Zdrojowa Góra. To właśnie oni swoją wspólną pracą i za składkowe pieniądze zadbali o pamięć, aby tak jak głosi napis przy wejściu na cmentarz była ona niezbędnym dobrem życia":

 

 fot Jarosław Ramucki (http://obiezyswiat.org – znajdziecie tam więcej świetnych fotografii)

     Niewielki teren cmentarza ogrodzony jest drewnianym płotkiem, cierpliwie naprawianym przez leśników i niewysokim, kamiennym murem z polnych kamieni, który otacza miejsce pochówków od początku istnienia cmentarza. Z kilkunastu grobów, jakie się tutaj znajdują, zostało niewiele. Widać zaledwie kilka tablic z niewyraźnymi napisami. Najstarszy grób pochodzi z 1868 roku. Jarosław Ramucki opiekuje się tym miejscem i gospodarzy na nieodległej szkółce:

Gdy oprowadzał mnie we wrześniu po cmentarzu wspólnie z  członkami Rady Krajowej Związku Leśników Polskich, mówił ze smutkiem, że to, co udało się zachować i odbudować leśnikom staje się nadal łupem złodziei. Ukradziono postawiony przez nich płotek, metalowe, oczyszczone krzyże, nawet postumenty z piaskowca. Ręce opadają…

Leśnicy napracowali się solidnie porządkując cmentarz:

 

jeszcze jedna fotka pana Jarosława Ramuckiego, tym razem nie z 2006, a z 2010 roku:

 

Fot. Jarosław Ramucki (j.w.)

Leśnicy uporządkowali cmentarz z okazji 60-lecia Nadleśnictwa Zdrojowa Góra, ale potem postanowili co roku  kontynuować dzieło. Wzdłuż cmentarnej alejki ustawili kamienie z nazwiskami leśników z Nadleśnictwa Zdrojowa Góra, którzy odeszli do innego świata. Każdy ma swój:

 Wspólny kamień wszystkich leśników:

 został odsłonięty w dzień Świętego Huberta- 3 listopada 2006 roku, kiedy otwarto odrestaurowany cmentarz.

 To miejsce symboliczne dla ludzi lasu. Niezależnie, czy administracyjnie była to Polska czy Niemcy, wszyscy oni żyjąc i pracując, dbali o ten las oraz otaczającą dziś nas i ich prochy  przyrodę. To magiczne miejsce gdzie można poczuć jak nasze życie jest bardzo blisko związane z naturą. Na takim cmentarzu przemijanie wydaje się być naturalnym, oczywistym rytmem Natury. Wielu z nas przecież wierzy, że każde życie odradza się wciąż od nowa lub dusza istnieje nadal, ale zaklęta w innej formie. Ten leśny cmentarz sprawia, że możemy wierzyć, że każdy, kto został tam pochowany pośród drzew odradza się z każdym skrawkiem pojawiającej się młodej zieleni. Drga młodym liściem, milczy kamieniem, ogrzewa nas płomieniem znicza, trwa trwałością tego lasu… 

 Gdy Was kiedyś zaniesie w okolice Dobrzycy i Piły odwiedźcie koniecznie to miejsce. Jedyną świeżą mogiłą jest grób państwa Krauze:

Pan Zdzisław, gdy wraz z innymi leśnikami pracował przy porządkowaniu cmentarza mówił m.in. do Jarosława Ramuckiego, że chciałby kiedyś właśnie tu spocząć... Czasami marzenia spełniają się złowrogo szybko. Nikt nie myślał, że cmentarz będzie nie tylko symboliczny.

 Ostatni pochówek miał tu miejsce w 1945 roku, gdy grzebano niemieckiego leśniczego Hansa Kosanke i jego żonę. 29 marca tego roku spoczął tam polski leśniczy Zdzisław z małżonka Aleksandrą. Złożyłem tam wtedy kwiaty i znicze z grupą kolegów, ale potem wróciłem tam jeszcze sam i długo stałem pośród drzew i dusz leśników na tym magicznym cmentarzu. Nie mogłem dziś tego nie wspomnieć…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

15:14, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »