O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
środa, 22 stycznia 2014

W wielu zakątkach kraju mocno spadła temperatura, a co gorsza pada marznący deszcz i drzewa oraz krzewy są pokryte lodem. W zasadzie to mamy styczeń i to nic dziwnego, że mamy obecnie zimę, o czym niedawno przekonywała nas pewna pani polityk z wysokiego szczebla, ale to trudny czas dla ptaków. Mam nadzieję, że wielu z Was posiada dobrze zaopatrzone karmniki i spogląda przez okno na sikory kołyszące się na zawieszonej słonince. Długie zimowe wieczory to także dobry czas, aby w inny sposób pomóc ptakom w naszym otoczeniu i nie tylko ptakom…

Pomimo tego, że trudno odmówić leśnikom przyrodniczej aktywności i troski o los ptaków i zwierząt, w naszych lasach wciąż mamy niedostatek dziuplastych drzew. No a w mieście, gdzie wciąż wycina się lub przycina stare drzewa przy ulicach i w parkach? Pomiędzy domami, gdzie stare drzewa, szczególnie wypróchniałe i dziuplaste zagrażają ludziom oraz są systematycznie wymieniane na młode? Ptaki, które wiją gniazda w dziuplach i chronią się tam przed zimnem oraz wrogami, mają kiepski wybór lokum, a deweloperów „mieszkanek” dla nich nie widać…

Dziupla to najlepsze, naturalne miejsce lęgu i schronienia ptaków oraz  różnych zwierząt, stąd leśnicy bardzo o nie dbają.  Tam, gdzie brakuje dziuplastych drzew, np. w młodszych fragmentach lasu, wywieszają budki lęgowe różnych typów dla ptaków:

 oraz schrony dla nietoperzy:

Schrony dla bardzo pożytecznych „skrzydlatych myszy” wyglądają wewnątrz tak:

 

Są przystosowane do zawisania w nich nietoperzy głową w dół. Dla tych mało znanych zwierząt, które należą do jednej z najbardziej zagrożonych grup ssaków wieszamy także schrony z trocinobetonu:

 Mają one nie okrągły otwór jak budki dla ptaków, a wąską, prostokątną szczelinę i ich wywieszanie jest skuteczną metodą pomocy dla pożytecznych „batmanów”. Schrony i budki cieszą się sporym zainteresowaniem lokatorów, bo co roku każdy leśniczy zleca oraz dopilnowuje czyszczenia budek ze starych gniazd i przy okazji sprawdza ich zasiedlenie. W grudniu w moim leśnictwie było ogółem 355 budek lęgowych, które były w sezonie zasiedlone w 76 procentach. To bardzo dobry wynik! Co roku, właśnie zimą zawieszamy też nowe budki i schrony:

Schrony dla nietoperzy są wykorzystywane przez pożytecznych „batmanów” prawie w 100 procentach i w zasadzie nie trzeba ich czyścić. Nietoperze korzystają także chętnie, szczególnie późnym latem, z ptasich budek, aby spokojnie spędzić tam dzień. Wieczorem polują i zjadają mnóstwo nielubianych przez nas komarów. Warto im pomagać, a gdzie mają podziać się w mieście?

Ptaki nie mają dziuplastych drzew, a nietoperze nie mają dostępu do zakamarków dachów, obitych dokładnie blachą, ani do strychów, bo wiele z nich przerobiono na mieszkania. Wszystko zaklejono silikonem, uszczelniono pianką, obłożono styropianem. Warto pomyśleć jak im pomóc, bo w lesie łatwiej sobie poradzą, ale bliżej ludzi mają już nieco gorzej. Sztuczne dziuple to pomysł niemieckiego ornitologa H. F. Berlepscha z końca XIX wieku. Wzorował się on na dziupli dzięcioła i prowadził eksperymenty nad zasiedlaniem budek. Były różne pomysły na sztuczne dziuple:

 

Ta z prawej, to przedwojenna, „poniemiecka” dziupla ceramiczna, którą gdzieś zdobył mój Tata i przekazał mi w spadku, razem z zamiłowaniem do lasu i przyrody. Z lewej strony fotografii zobaczycie współczesną, toczoną w brzozowym drewnie dziuplę w kształcie żołędzia. Obie wiszą w mojej kancelarii leśniczego. Najczęściej w lesie spotkacie jednak popularne skrzynki dla ptaków:

 

 Ideę takich sztucznych skrzynek lęgowych rozpropagował w Polsce w XX wieku znany ornitolog prof. Jan Sokołowski. Warto poczytać w rozmaitych książkach lub poszperać w internecie na temat przeznaczenia i wymiarów budek dostosowanych dla różnych ptaków. Często takie informacje znajdziecie na ścieżkach przyrodniczych przygotowanych przez leśników:

 

Może warto zacząć budowanie tradycji dbania o ptaki w miastach poprzez zawieszanie im budek lęgowych? W mojej ocenie na razie niewiele ich widać poza lasem, na działkach czy w parkach. Niekoniecznie trzeba na ten cel wydawać pieniądze, szukać w specjalnych „salonach” czy zamawiać budki w sklepie internetowym. Łatwo zrobić je samemu, a wspólne budowanie budki dla ptaków czy schronu może być świetną, rodzinną zabawą! W każdym domu znajdzie się parę deseczek czy listew z jakiegoś opakowania. Może to być np. taka budka, z sosnowych deseczek po „Dębowej”:

Nie jest to naturalnie reklama wyrobu! W Zakopanem, na cmentarzu przy Pęksowym Brzyzku wisi budka w wersji „de luxe”:

Pomysłów może być wiele, warto je tylko dostosować wymiarami otworu do potencjalnego, spodziewanego lokatora, z czym z pewnością sobie poradzicie. W mieście warto np. wieszać skrzynki dla pustułek i jerzyków, bo to ich prawie naturalne środowisko!

To świetna okazja, aby pożytecznie i wspólnie spędzić zimowy czas przy budowaniu budki lub schronu, a potem obserwowaniu, kto z niej korzysta niedaleko naszego domu:

 Nic tak nie łączy ludzi jak wspólna praca i pasja. Z pewnością będziecie zdumieni, że ptaki tak szybko zaczną korzystać z naszego, niepowtarzalnego „lokalu”. Można także przy okazji zrobić np. prostą półkę dla jaskółki oknówki lub kopciuszka (naturalnie tam, gdzie nie będą kłopotliwymi dla ludzi lokatorami) lub mały karmnik, bo przecież zima dopiero się zaczęła. Obserwowanie ptaków to fantastyczne zajęcie, a przy własnoręcznie przygotowanej budce jeszcze bardzo pożyteczne.

 Pewnie nie powiesicie ich tyle, ile leśnicy mają w swojej ewidencji, ale warto własnoręcznie pomóc ptakom i nietoperzom. Wrażenia estetyczne z obserwacji pięknych ptaków są bardzo ważne, ale dodatkowo będzie pożytek dla parku, sadu i dla Was. Pamiętacie rycinę „z dawnej książki do przyrody” z sikorą, która siedziała na szalce wagi, a po drugiej stronie w równowadze jest sterta włochatych gąsienic? Także każdy nietoperz zjada co noc tyle owadów, ile wynosi masa jego ciała. Warto im pomagać…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

22:17, lesniczy.lp
Link Komentarze (13) »
piątek, 17 stycznia 2014

W zasadzie sprawdziły się moje prywatne prognozy, oparte na archiwum fotograficznym. Początek stycznia wyjątkowo ciepły i wilgotny nie zapowiadał nadejścia zimy. W nocy z 14/15 stycznia zawitała jednak do Pszczewa biała zima. Wieczorem zaczął prószyć, a potem już solidnie i obficie padać śnieg. Krajobraz zmienił się radykalnie.

Rankiem 15 stycznia las zmienił radykalnie swoje oblicze. Wyruszyłem  z leśniczówki, otoczonej świeżą bielą:

 jak tylko rozwidniło się, bo co może być piękniejszego jak ponowa- świeży, puszysty śnieg? Leśne drogi wyglądały jak z baśni Andersena:

Oglądałem tropy zwierząt i ślady żerowania jeleni na powalonych przez grudniowy huragan Ksawery drzewach i konarach. Właśnie z tego powodu nie śpieszę się z usuwaniem wywrotów i złomów w miejscach koncentracji zwierzyny. Zwierzyna płowa ma apetyczną i bogatą w sole mineralne gotową młodą korę sosen i nie dobiera się do młodników i upraw. Świeży śnieg ułatwia ocenę rozmieszczenia zwierzyny, stąd skrzętnie wykorzystałem okazję. Przeszedłem spory kawał torem kolejowym, bo z wysokości nasypu dobrze widać tropy jeleni przecinające kolejowy trakt. Widok był urzekający:

Tegoroczna styczniowa zima trwała jednak dwa dni! Dziś już cały dzień padał deszcz, a temperatura podniosła się do 8 stopni w plusie. Droga przy torze kolejowym stała się mniej bajkowa:

Zrąb w  starym sosnowy borze, gdzie na odbiór czeka sporo drewna, który niedawno wyglądał tak:

Dziś radykalnie zmienił oblicze, a droga dojazdowa do mygieł i stosów drewna stała się korytem pełnym gliniastego „ciasta”:

Połowa stycznia to czas intensywnych wywozów drewna, przygotowanego w końcówce roku. W intensywnych leśnictwach zapas ponad 1000 „kubików” drewna to norma. Dlatego na drogach widać teraz wiele samochodów jadących po drewno  dłużycowe i stosowe:

Zima i temperatura w okolicach zera obudziła we mnie i w wielu innych leśnikach nadzieje na wywóz zapasów drewna unieruchomionego przez błotnistą jesień. Jednak nic z tego! Dziś znowu mamy jesień i leśne drogi wyglądają tak:

Gdy wychodziłem dziś z samochodu to zapadłem się po koniec cholewy gumowych butów nie w świeży śnieg, ale w błotną maź. Dobrze, że wybrałem wysokie buty!

O tym, że znowu mamy jesień po dwudniowej zimie świadczy wysyp kurek! Widziałem je w kilku miejscach, a tę fotkę z okolic Trzciela, zrobioną 9 stycznia  przysłał mi zaprzyjaźniony badacz historii Maksymilian:

Nie warto ich jednak zbierać, bo do konsumowania raczej nie nadają się, a zatem lepiej przyglądać się teraz ptakom. Kręci się teraz wiele drapieżników. Często spotykam bieliki, a 13, w dniu moich urodzin obserwowałem nad jeziorem Miejskim pięknego rybołowa!

Skoro o ptakach mowa, to pomimo „jesieni zimą” warto o nich pomyśleć i sypnąć „cośtamcośtam” do karmnika, bo niebawem kolejne Zimowe Liczenie Ptaków. Bierze w nim udział wielu ornitologów, ale też zwykłych miłośników ptaków, w gronie których jest bardzo wielu leśników.  W tym roku liczymy zimą ptaki już po raz dziesiąty. Pierwsza edycja akcji odbyła się w ostatni weekend stycznia 2005. Warto poświęcić w sobotę lub niedzielę przynajmniej godzinę na policzenie ptaków w jednym z miejsc znajdujących się w bezpośrednim sąsiedztwie człowieka.

Zimowe Ptakoliczenie odbywać się będzie nie w lesie czy w polu lecz w bezpośrednim sąsiedztwie człowieka. Ptaki będziemy liczyć np. :

 przy karmniku (nawet przez okno, nie wychodząc z domu),

 w ogrodzie,

 na skwerze, podwórku,

 w parku,

 nad miejskim stawem, jeziorem czy nad miejskim odcinkiem rzeki.

Zachęcam do fajnej i pożytecznej zabawy przy obserwacji skrzydlatych przyjaciół:

Wszelkie szczegóły dotyczące Ptakoliczenia znajdziecie np. tu: http://www.otop.org.pl

 

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

 

 

22:34, lesniczy.lp
Link Komentarze (8) »
wtorek, 14 stycznia 2014

Lasy Państwowe, po dość burzliwym okresie przygotowań do zorganizowania tego państwowego przedsiębiorstwa, zostały powołane rozporządzeniem Prezydenta Rzeczypospolitej z 28 czerwca 1924 roku. W tym roku przypada zatem jubileusz 90 lat ich istnienia w niezmiennej, trwałej  strukturze organizacyjnej. Polski model leśnictwa, ukształtowany 90 lat temu jest obiektem życzliwej zazdrości leśników, przyrodników i społeczeństw wielu krajów. Nasze lasy są dobrem bardzo cennym przynajmniej dla Europy, a istotnym dla świata.

Wiem, że jubileusze, opowieści typu „rys historyczny” czy opisy akademii „ku czci” są nudne i nie o tym chcielibyście czytać na tym blogu. Ale jubileusz istnienia Lasów Państwowych to nie święto leśników i okazja do imprezowania przy ognisku i muzyce, wręczenia medali czy innych odznaczeń, lecz święto i sukces całego polskiego narodu. Bo lasy są nas wszystkich, a nie stanowią własności leśników…

Jubileuszowy rok jednak zapowiada się smutno. Pisałem już wcześniej o planach rządu dotyczących nałożenia na Lasy Państwowe obowiązku solidnych, dodatkowych wpłat do budżetu państwa. Projekt, który czeka obecnie w Sejmie RP na dalsze procedowanie, nad którego pierwszym czytaniem będzie obradowała prawdopodobnie 23 stycznia Sejmowa Komisja Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa przygotowano w takim kształcie:

Ministerstwo Środowiska przygotowało projekt ustawy o zmianie ustawy o lasach, który został  zatwierdzony przez Radę Ministrów w dn. 7 stycznia br.

Projekt utrzymuje zasadę samofinansowania Lasów Państwowych ale jednocześnie nakłada na Lasy Państwowe konieczność wpłaty do budżetu państwa po 800 mln zł rocznie w roku 2014 i 2015. Lasy Państwowe byłyby również zobowiązane do wpłat,
począwszy od 2016 r., corocznej 2 % wartości sprzedaży drewna tj. ok 150 mln zł.

 

 

 

 

 

Kierownictwo LP nie rozdziera szat i nie tragizuje. Leśnicy rozumieją trudną sytuację budżetu państwa i są skłonni do jego wsparcia. Przez tyle lat działalności w zmieniających się warunkach „przyszło przywyknąć”… Smutek tego jubileuszu nie polega jednak tylko na tym, że leśnicy boją się o swoje posady i warunki pracy. Rzecznik LP Anna Malinowska tak przedstawia stanowisko leśników: „Rozumiemy konieczność podzielenia się pieniędzmi z budżetem państwa, ale przedstawiony mechanizm zakłada obowiązek dokonywania wpłaty 100 min zł bez względu na to, czy Lasy mają zysk, czy stratę. Ponadto obowiązek wypłaty 1,6 mld zł w dwóch najbliższych latach bardzo ograniczy nasze możliwości inwestycyjne. Już teraz musimy zrewidować prowizorium planu finansowo-gospodarczego na 2014 r., w którym zakładaliśmy około 1 mld zł na budowę środków trwałych, głównie na drogi. Jeśli ustawa wejdzie w życie, stracimy taką możliwość. Lasy tracą również margines bezpieczeństwa w postaci zapasów w sytuacjach klęsk żywiołowych, które zdarzają się w lasach".

Znaczące ograniczenie działalności LP także znacząco odbije się na regionach i lokalnych społecznościach, to oczywiste. Lasy Państwowe przez 90 lat przechodziły różne koleje losu. W latach 20 XX wieku z trudem scalały polskie lasy, zdewastowane działalnością trzech zaborców w jedną całość, budowały siłę ekonomiczną przedsiębiorstwa kierowanego przez Adama Loreta i kształciły kadry polskich leśników. Nasze leśnictwo i przemysł drzewny szybko stały się potęgą w ówczesnej Europie. Spójrzcie tylko na leśną mapę z Nadleśnictwa Bolewice, pochodzącą z 1938 roku, o której pisałem na blogu 24.11.13.

Czas II wojny światowej był naznaczony bohaterstwem leśników, których tak wielu wtedy zginęło. Zaraz po wojnie z pasją zaczęli zagospodarowywać zniszczone polskie lasy, aby za chwilę znowu mierzyć się z nakazową gospodarką socjalistyczną nastawioną na szybki zysk i 300% normy, bez zważania na przyrodę i kulturę. Był to także czas smutny dla munduru i honoru polskiego leśnika, bo czas biedy oraz ciągłych prób deprecjonowania zawodu i tradycji polskiego leśnictwa. Płace leśników były wtedy bardzo niskie. Mało kto pamięta, że we wrześniu 1993 średnia płaca wynosiła 80% średniej krajowej. Leśnicy, aby utrzymać rodzinę prowadzili gospodarstwa rolne na zwykle kiepskich, leśnych glebach i hodowali krowy, świnie, drób. Sami remontowali za własne pieniądze leśniczówki, gdzie mieszkają często ponad 40 lat, których zwykle tak im się zazdrości, zapominając, że na koniec służby w lasach trzeba ją opuścić w ciągu max pół roku… Bardzo ważną datą dla leśników jest 28 września 1991 roku, bo wtedy wprowadzono ustawę o lasach, która zreformowała model leśnictwa, a szczególnie funkcje naszych lasów, przesuwając wagę na te pozaprodukcyjne, niedrzewne…

Lesistość Polski w okresie powojennym wzrosła z 21 do 30 procent, czyli przybyło nam dobrze ponad 2 miliony hektarów lasów. Ich zasobność, czyli zapas m3 drewna „na pniu” uległ podwojeniu, a to ewidentnie zasługa leśników, którzy  profesjonalnie zarządzają zasobami leśnymi. Wszyscy widzicie jak zmieniają się nasze lasy, jak pięknieją, są coraz bardziej zróżnicowane, bogate przyrodniczo i coraz mniej przypominają „fabrykę drewna”. Nasze lasy, tak cenne i ciekawe dają wiele korzyści społeczeństwu i są powszechnie dostępne. Bardzo istotne jest też to, że leśnicy są bardzo związani ze społecznościami lokalnymi i solidnie pracują dla ich dobra. Są radnymi, sołtysami, pomagają parafiom, szkołom, turystom i mieszkającym wokół ludziom…

 Nie wierzcie w opowieści o „wielkim bogactwie” leśników w „służbowych furach” i mieszkających za darmo w luksusowych leśniczówkach.

 Leśniczowie zarządzając lasami na obszarze około 1-2,5  tysięcy hektarów,  od około 20 lat jeżdżą do pracy prywatnymi samochodami, a służbowe auta są w ilości 1-2 w nadleśnictwie.  Jest ich przecież ponad 400 w Polsce, czyli tych samochodów nie ma tak wiele... Służbowe mieszkania mają obecnie tylko nadleśniczowie i leśniczowie, którzy jednak nie mają szans na ich wykup, a po przejściu na emeryturę muszą je najczęściej opuścić.

  Polskie lasy są zarządzane na zasadzie samofinansowania się, czyli nie są wspierane z budżetu, a wręcz przeciwnie. Leśnicy płacą szereg podatków na rzecz społeczeństwa i środowiska o łącznej wartości około 2 miliardów złotych (VAT, CIT, podatek leśny i rolny, od nieruchomości). Wspierają nieustannie lokalne samorządy sporo inwestują w zagospodarowanie turystyczne lasów, obiekty edukacyjne, ochronę przyrody, drogi leśne, utrzymanie czystości w lasach i... wiele innych, o których często pisałem na blogu.

Jeżeli nasz Sejm RP uchwali ustawę w proponowanym kształcie to Lasom Państwowym nie pozostanie nic innego jak płacić do budżetu oszczędzane przez lata pieniądze. To dobrze, jeśli trafią one do budżetów lokalnych samorządów na budowę dróg. Ale z pewnością nie w całości. Zresztą samorządy muszą mieć także pieniądze na udział własny w takiej inwestycji. Choć pewnie na wielu z tych dróg, jeśli zostaną zbudowane,  staną znaki zakazu dla pojazdów cięższych jak 7 ton, czyli nie będą to drogi dla przewoźników drewna, rolników, którzy mają coraz cięższy sprzęt, lokalnych firm, żwirowni itd.  Jakim kosztem powstaną te drogi dla lasów, przyrody, społeczeństwa i leśników to pokażą kolejne lata…

Wiele leśnych organizacji, a szczególnie Związek Leśników Polskich bardzo aktywnie pracuje nad odstąpieniem rządu od tego pomysłu. Podjęto wiele działań, odbyło się szereg spotkań, wystosowano m.in. petycje do przewodniczących wszystkich poselskich klubów, które będą procedowały tę ustawę. Warto zajrzeć na www.zlpwrp.pl

 To już kolejna próba zmiany statusu prawnego Lasów, ale szczególna, bo przygotowana w wielkim pośpiechu (projekt ustawy ukazał się tuż przed Bożym Narodzeniem) i w roku jubileuszowym. Podejmowano je za czasów rządów premiera Buzka na fali prywatyzacji, ale wtedy jeden głos przechylił szalę podczas głosowania na Radzie Ministrów. W końcu 1999 r. powstała pierwsza społeczna inicjatywa ustawodawcza, przyjęta przez Sejm w zapisach ustawy o zachowaniu narodowego charakteru strategicznych zasobów naturalnych kraju, gdzie na pierwszym miejscu znalazły się lasy państwowe. Warto pamiętać, że oprócz wielu innych ustaw  w tym ustawy i finansach publicznych jest taka ustawa... Potem w końcu 2010 roku był pomysł włączenia lasów do sfery finansów publicznych i manifestacja zdecydowanej postawy ponad 6,5 tysiąca leśników pod Sejmem:

  Dlaczego w demokratycznym kraju właśnie tak stanowi się prawo? Prawo dotyczące tak cenego, wieloletniego bogactwa całego narodu? Wszyscy wiemy, że pieniądze to nie wszystko...

  Polskie Towarzystwo Leśne należy do najstarszych tego typu organizacji w Europie bo działa od 1882 r. Jego członkowie, a są to głównie leśnicy ale też przyrodnicy i przyjaciele lasów (ponad 400 z nich posiada stopnie i tytuły naukowe) pracują społecznie zgodnie z dewizą „Pro bono silvae” (dla dobra lasów). Sformułowało ono takie stanowisko, które zacytuję:

Zasoby materialne i finansowe Lasów Państwowych to znacząca część majątku Skarbu Państwa; nie są one własnością konkretnego ministerstwa i rządu, zasoby leśne gromadzone są od dziesiątków, a nawet setek lat, stanowią zasób strategiczny, stanowią podstawowy element infrastruktury ekologicznej kraju, przez większość społeczeństwa traktowane są jako dobro narodowe, dlatego tak zdecydowanie przez nie są bronione przed ewentualną prywatyzacją i reprywatyzacją. Powinnością państwa jest dbałość o ich zrównoważony rozwój, aby mogły w sposób trwały być użytkowane i pełnić różnorodne funkcje gospodarcze, społeczne i ochronne.

 Doraźne, bardzo wysokie, nadzwyczajne obciążenie Lasów Państwowych wpłatami na rzecz budżetu państwa, zaburza i utrudnia ich rozwój. Społeczność leśników uważa, że taka decyzja podjęta w rocznicę 90-lecia ustanowienia Lasów Państwowych, gdy zaplanowano obchody tego jubileuszu, jubileuszu firmy dobrze i racjonalnie gospodarującej w imieniu społeczeństwa obszarami leśnymi od lat, cieszącej się dużym prestiżem w kraju i za granicą, jest bardzo poważnym dysonansem i zbyt pochopnie podjętą decyzją, bez uwzględnienia szerszego tła społecznego, gospodarczego i środowiskowego.”

Nic dodać, nic ująć…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

09:55, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »
środa, 08 stycznia 2014

Dziś na termometrze za moim oknem blisko dziesięć stopni, naturalnie w plusie i kilkakrotnie popadywał rzęsisty deszczyk. Deszczyk absolutnie nie jest mile widziany, bo leśne drogi są mocno błotniste, a na piątek szykuje się do mnie kilka firm po odbiór drewna. Wczoraj była piękna, słoneczna pogoda, która zupełnie nie przypomina zimy. Chociaż…

Wokół słychać o zmianach klimatycznych, anomaliach pogodowych i każdy portal internetowy czy stacja radiowa inaczej przepowiada pogodę na najbliższe tygodnie. Wiele osób pyta mnie czy zima będzie. Pewnie, że będzie! Jak nie w tym roku, to w następnym… „A co to ja wróżka?” – powiadał Pawlak w znanej polskiej komedii wszechczasów. Przecież taka wiosenna pogoda w pierwszej połowie stycznia to nic nowego i w ostatnich latach często tak bywało. Nasza pamięć jest zwykle bardzo obciążona i szkoda prywatnych RAM-ów na utrwalanie sobie tam pogody, jaka towarzyszyła nam w ostatnich latach, ale twardy dysk komputera pamięta więcej! Mam zewnętrzny dysk z pokaźnym archiwum fotograficznym i chętnie wracam do zdarzeń utrwalonych za pomocą aparatu fotograficznego. To dobry sposób na analizę tego co było… Przejrzałem wczoraj wieczorem styczniowe foldery z ostatnich lat i co się okazuje?

Zima w styczniu 2005 i 2006 była mroźna i śnieżna, czyli taka jak być powinna i wyglądała tak:

Widać wyraźnie na fotografii, że z powodu dużej pokrywy śnieżnej jeleniom brakowało soczystej karmy i objadały natychmiast każdą złamaną wiatrem lub nadmiarem śniegu sosnową gałąź z kory. Z kolei w styczniu 2007 było wiosennie jak teraz. Na trawniku przed leśniczówką kwitły w najlepsze stokrotki, a mój złotlin złocił się aż miło:

Zmiana pogody z „ciepełka” na srogą zimę objawiła się potężną wichurą, która tylko w moim leśnictwie powaliła drzewa o masie blisko 6 tysięcy m3. To ponad połowa tego, co pozyskuję w roku na zrębach i we wszystkich planowanych trzebieżach. Wichura wyrwała z korzeniami piękny krzew rokitnika i powaliła dorodne świerki rosnące od lat tuż przy leśniczówce:

Początek stycznia 2008 i 2009 były podobne do siebie. Temperatury były początkowo zbliżone do zera w dzień i ze spadkami w nocy, a potem przycisnął solidny mróz ale było prawie bezśnieżnie. Podczas rodzinnego spaceru 4 stycznia 2009 na położony naprzeciw leśniczówki półwysep Katarzyna, owiany ciekawymi legendami, utrwaliłem taki widok:

Jezioro było zamarznięte, tylko naprzeciw półwyspu było „oczko” pozbawionej lodu wody, gdzie kłębił się tłum kaczek i łabędzi. Śniegu praktycznie nie było.

Co innego w styczniu 2010! Okoliczne bory wyglądały jak syberyjska tajga i tylko śpiewać ze Skaldami: „z kopyta kulig rwie…”:

Rok później, w styczniu 2011 oglądałem i fotografowałem widoki zupełnie jakby z wczorajszego dnia:

Przebiśniegi nie musiały przebijać śniegu:

W 2012 roku wiosna także przyszła do nas w styczniu. Żonkile i tulipany wyrywały się na świat:

Kiedy wybrałem się 8 stycznia do Parku Narodowego Ujścia Warty w towarzystwie kolegi Artura- leśniczego z Nadleśnictwa Ośno, to w okolicach Słońska podziwiałem takie widoki:

Kręciły się dzikie gęsi, czaple białe, nawoływały się nieustannie żurawie, a  różne drobne ptaki baraszkowały wokół jak, nie przymierzając, w kwietniu!

Początek stycznia 2013 także wyglądał bardzo wiosennie. Po kilku mroźnych dniach dobrze zaopatrzyłem karmnik i powiesiłem „pyzy” dla ptaków, ale było ciepło i słonecznie. Sikory przeciągały się leniwie w pięknym słońcu, a kowalik mrugał do mnie filuternie i zdawał się mówić: „Wyrywny jesteś! Zimy nie będzie…”

 Ale kowalik to nie dobrze poinformowany Krecik, ani zgrabna pogodynka co się zna na rzeczy ( czyli na przewidywaniu pogody) i zdziwił się, gdy 15 stycznia zaczęła się porządna zima:

 Podobnie jak rok wcześniej kowalik, wczoraj spoglądał na mnie kwiczoł, który rozsiadł się na trawniku przed moim oknem i zaglądał mi w obiektyw aparatu jak w styczniowe słońce:

Czy historia powtórzy się i po połowie stycznia zasypie nas na biało? „Pożiwiom, uwidiom”- jak mawiają na wschodzie… Z całą pewnością warto jednak fotografować i przeglądać  fotografie z wcześniejszych lat, bo to zajęcie pozwalające na wyciąganie ciekawych wniosków. Zobaczcie jakie to proste! Kiedyś przewidywano pogodę wnikliwie obserwując przyrodę, teraz wystarczy zajrzeć do fotograficznego archiwum. No i czasem, na wszelki wypadek można posłuchać mojego imiennika Kreta. Dlatego styczeń, czy zimowy, czy wiosenny, zawsze inspiruje do spacerów na świeżym powietrzu po czasie świąteczno-noworocznego leniuchowania. Także po to, aby sfotografować dzisiejszą pogodę i przyrodę.

 

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

 

 

 

 

22:10, lesniczy.lp
Link Komentarze (9) »
piątek, 03 stycznia 2014

Przełom roku 2013 i 2014 niezależnie od wystrzałów rac, petard i korków od szlachetnych lub mniej wykwintnych szampanów stał się głośny w „leśnym świecie” z powodu stosowania starej maksymy: „Dura lex sed lex - Twarde prawo, ale prawo” . To ulubione powiedzenie osób zawodowo zajmujących się stosowaniem prawa w różnych aspektach i dziedzinach życia społecznego. Czasem powtarzają je też leśnicy, zmuszeni podejmować interwencje w przypadku różnych przejawów leśnego szkodnictwa i łamania zapisów np. ustawy o lasach. Czasem też je słyszą…

To powiedzenie, uważane za rzymską zasadę prawniczą przypisuje się Ulpianowi, sławnemu juryście i pisarzowi epoki cesarstwa, który był  jednym z pięciu wielkich rzymskich autorytetów prawniczych. Zgodnie z tą zasadą absolutnej nadrzędności ustalonych norm prawa należy bezwzględnie stosować się do przepisów ustawy, niezależnie od jej uciążliwości oraz konsekwencji dla osoby podporządkowanej temu aktowi prawnemu. Brzmi to groźnie i skomplikowanie bo tak rzeczywiście jest.

Pamiętacie mój bardzo tragiczny wpis z  23.03.2012 roku- Zamordowano leśniczego i jego żonę ? Do cichej leśniczówki Płociczno w Nadleśnictwie Zdrojowa Góra (RDLP w Pile) położonej na skraju wsi przyszli 21 marca zwyrodnialcy, aby zabić leśniczego i jego żonę Aleksandrę, która była nauczycielką katechezy w szkole podstawowej. Przyszli z nożami  zabić dla 200 euro i 100 dolarów. 

Napisałem wtedy:  Mam nadzieję, że sprawcy tej zbrodni zostaną szybko schwytani. Nie warto ich stawiać przed sądem, lepiej starym leśnym zwyczajem posadzić na mrowisko i obciążyć granitowymi słupkami oddziałowymi, żeby zbyt szybko nie wstali… Mrówki czyszczą las z każdej padliny”. Stało się jednak inaczej, bo dwóch pozbawionych wszelkich uczuć mężczyzn, którzy zamordowali leśniczego Zdzisława i jego żonę Sąd Okręgowy w Poznaniu 30.12.2012 roku skazał na kary dożywotniego więzienia. Skazani mają też zapłacić 900 tys. zł zadośćuczynienia dla spadkobierców ofiar oraz 74 tys. zł odszkodowania za zniszczone mienie. Utrzymywali się z kradzieży i nie mają żadnego majątku to z czego to zapłacą? No ale:  Dura lex sed lex… Temida jest przecież podobno ślepa, choć nie zawsze:

  Zamordowani mieli troje dzieci. Serce najstarszego syna nie wytrzymało tej tragedii, a ich córka straciła nienarodzone dziecko… Jak to wycenić zgodnie z prawem i jego twardymi zasadami? Grób zamordowanych znajduje się w lesie, niedaleko miejsca mordu, na Cmentarzu Leśników, odrestaurowanym z inicjatywy także leśniczego Zdzisława i każdy może go oglądać:

Wizerunku morderców nie możemy oglądać, bo sąd nie wyraził na to zgody pomimo wniosku syna leśniczego. Dura lex sed lex… Choć kiedyś pręgierz i klatka hańby świetnie się sprawdzały!

30 stycznia Dyrektor Generalny LP wysłał list do leśników, gdzie pisał m.in. :  Ministerstwo Środowiska przygotowało projekt ustawy o zmianie ustawy o lasach, został on opublikowany tydzień temu na stronach ministerstwa: http://www.mos.gov.pl/g2/big/2013_12/09b2d5a81c27aa3315059112ba4295d7.pdf

Projekt utrzymuje zasadę samofinansowania Lasów Państwowych. Jednocześnie nakłada na Lasy Państwowe konieczność corocznej wpłaty do budżetu państwa 100 mln zł, począwszy od 2016 r. LP byłyby również zobowiązane do dwóch wpłat po 800 mln zł rocznie w roku 2014 i 2015. W szczególnych, uzasadnionych przypadkach, wynikających z konieczności zapewnienia sprawnego i pełnego wykonywania zadań Lasów Państwowych, Rada Ministrów może zmniejszyć te kwoty lub od nich odstąpić.”

Dziś w kolejnym liście Dyrektor Generalny pisze:

„2 stycznia odbyło się spotkanie ministra środowiska Macieja Grabowskiego i wiceministra środowiska Janusza Zaleskiego z kierownictwem Lasów Państwowych, dyrektorami regionalnych dyrekcji LP, przedstawicielami Towarzystwa Przyjaciół Lasu, Polskiego Towarzystwa Leśnego, Instytutu Badawczego Leśnictwa, Biura Urządzania Lasu i Geodezji Leśnej, Związku Leśników Polskich w RP oraz KSZNiL NSZZ Solidarność dotyczące projektu nowelizacji ustawy o lasach. Minister środowiska wskazał na konieczność wsparcia budżetu przez Lasy Państwowe, uzasadniając to nadwyżkami finansowymi, którymi dysponują LP. Projekt nowelizacji ustawy o lasach, zgodnie z propozycją resortu środowiska, przewiduje dwie wpłaty po 800 mln zł: jedną w roku 2014, drugą - w 2015. Na kolejne lata wiceminister środowiska Janusz Zaleski przedstawił 3 propozycje rozwiązań:

- coroczną wpłatę w wysokości 100 mln zł rocznie;

- coroczną wpłatę w wysokości 40 proc. zysku netto Lasów Państwowych;

- coroczną wpłatę w wysokości 2 proc. przychodów ze sprzedaży drewna przez Lasy Państwowe;

Janusz Zaleski zaznaczył, że pieniądze pozyskane z Lasów Państwowych zostaną przeznaczone na budowę i utrzymanie dróg lokalnych.”

Dura lex sed lex - Twarde prawo, ale prawo”…

 Leśnicy doskonale rozumieją trudną sytuację budżetu państwa i jak najbardziej chcą dzielić się zyskami ze swojej działalności, pomimo tego, że i tak płacą ponad 1 mld podatków i opłat rocznie. Zgodnie mówią, że należy mądrze i rozsądnie opracować systemowe rozwiązania w zakresie przekazywania nadwyżek finansowych do budżetu państwa, bo przecież państwo jest właścicielem lasów. Projekt zmiany ustawy o lasach powstał 18 grudnia, a na stronach ministerstwa opublikowano go 23 grudnia. Trudno go opiniować 2 stycznia i trwać w przekonaniu, że tak pośpiesznie uchwalane prawo zachowa wysoką jakość. Ale cóż, to Ulpian wymyślił:

„Dura lex sed lex - Twarde prawo, ale prawo”…

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

  

22:17, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »
wtorek, 31 grudnia 2013

Sylwestrowym obyczajem ( choć dziś w kalendarzu także jest święto Melanii i warto o tym wspomnieć w świetle medialnych sporów „genderowych” aby nie być posądzonym o zaściankową ciemnotę braku szacunku do płci) chcę choć króciutko złożyć wszystkim Czytelnikom zaglądającym stale i okazjonalnie do Blogu Leśniczego tradycyjne życzenia: Dosiego Roku! W ostatnich chwilach kończącego się roku-w dniu Melanii i Sylwestra życzę wystrzałowej, szampańskiej zabawy w otoczeniu miłych Wam ludzi!

Chwile kończące rok 2013 miło spędzać na hucznym balu, ale także fajnie jest posiedzieć w gronie rodziny, przyjaciół i znajomych na „domówce”, a potem zaraz po północy wyjść przed dom i spotkać się z sąsiadami wołając tradycyjne:

„Szczęśliwego Nowego Roku!”

Skoro mowa o tradycji to przypomnę, że w naszej staropolskiej kulturze sylwestrowy wieczór nie był czasem balów ale spotkań połączonych z wróżbami, laniem wosku (tak, tak!) oraz cyny i ołowiu, czyli  przepowiadaniem przyszłości Nowego Roku. Panny, które wykazały się odwagą i w samotności o północy zaglądały w zwierciadło (ale tylko w stroju ”Ewy”!) miały szansą zobaczyć tam przyszłego męża lub…diabła, jak nie zasłużyły sobie dobrym sprawowaniem na poznanie przyszłości małżeńskiej. Na stołach zaścielonych białym obrusem kładziono bochen chleba i sól, aby nie zabrakło tego nikomu w nowym roku. Jest wiele obyczajów regionalnych na tę noc- wieszanie u powały zwierzątek z ciasta, drobnych podarunków zwanych dawniej kolędami, odwiedzin sąsiedzkich, sypania ziarna na szczęście, obrzędowych drobnych kradzieży, np. bram i furtek, co dobrze pamiętam z dzieciństwa…

Starym obyczajem jest też hałasowanie i zabawy ogniem- czyli race, sztuczne ognie i fajerwerki:

To właśnie w tę noc złe moce i wszelkie demony mogły szkodzić ludziom. Odstraszano je hukiem i ogniem. Stąd tradycja strzelania z batów, walenia kijami po płotach, dudnienia w blachy. Przebierańcy chodzący po wsiach w Nowy Rok hałasem starali się przepędzić wszelkie zło starego roku, a ich przebrania symbolizowały dostatek i dobroć nowego roku.

Noworoczne fajerwerki są zatem jak najbardziej na miejscu i piękne kolorowe race to fajna sprawa. Niektórzy krytykują ten zwyczaj i mówią, że to marnotrawienie pieniędzy. Jak we wszystkim należy zachować po prostu umiar. Gdyby tak zawsze „praktycznie” myśleć to nie należałoby nigdy kupować kwiatów, bo przecież i tak zwiędną lub nie myć się , bo i tak się pobrudzimy…  Kupuję kwiaty, myję się i kupuję zawsze kilka kolorowych rac, aby na ulicy w otoczeniu bliskich osób, przyjaciół i sąsiadów witać Nowy Rok. Nie cierpię z kolei, podobnie jak większość normalnych ludzi oraz zwierząt zarówno leśnych jak domowych, potężnych, strasznie hałaśliwych petard. Szczególnie tych wybuchających w mieście pomiędzy blokami,  czasem nogami przechodniów. To skrajna głupota, a nie tradycja…

Życzę Wam wszystkiego najmilszego w tę szczególną noc słowami jednej z czytelniczek bloga (bardzo dziękuję Asi z Bytomia), która nadesłała takie urocze życzenia i uznałem, że warto podzielić się nimi z Wami:

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

14:48, lesniczy.lp
Link Komentarze (11) »
piątek, 27 grudnia 2013

W marcu 2011 rozpoczęła działalność Akademia Leśniczego. Pisałem o tym wcześniej, bo jestem absolwentem  pierwszej edycji, stąd z zainteresowaniem śledzę dalsze losy tego ciekawego projektu. Właśnie zakończyła się trzecia edycja i rozpoczęto nabór na czwartą. Wiem, że wielu leśników interesuje ten temat, a dla innych branż może być to świetny przykład inwestowania w pracowników.

W wielu firmach bowiem mówi się o zarządzaniu zasobem ludzkim (A fe! bardzo nie lubię tego określenia) i tworzy specjalne komórki w tym celu. Powszechnie znane jest hasło: „celem zarządzania zasobami ludzkimi jest  umożliwienie firmie osiągnięcia sukcesu dzięki zatrudnionym w niej ludziom”. W Lasach Państwowych nie tylko mówi się tak, ale też działa! Leśniczy staje się dla firmy cennym zasobem, jeśli ma wszechstronną wiedzę i potrafi z niej znakomicie korzystać, pamiętając inne, ważne zdanie: Pracownik sam w sobie nie jest kapitałem, lecz dopiero jego zdolności, doświadczenia, wiedza, umiejętności i inne pozytywne cechy”. Armia amerykańska ma swoją prestiżową West Point, bez ukończenia której trudno robić karierę w wojsku, a nawet polityce, a leśnicy - Akademię Leśniczego i jestem przekonany, że uzyskanie tego dyplomu to ważny krok w karierze każdego leśniczego:

 Do tej pory Akademię Leśniczego ukończyło łącznie 546 leśniczych. Docelowo status absolwenta ma uzyskać łącznie 1500 leśniczych spośród ok. 5,5 tys. zatrudnionych. To tylko nieco ponad ¼ leśniczych, którzy są typowani przez nadleśniczych do studiowania w tej prestiżowej Akademii. Nadleśniczowie kierują tam swoich wyróżniających się leśniczych, którzy mają perspektywy dalszego rozwoju. Nie ma tu znaczenia wiek, ani wykształcenie, liczy się zaangażowanie leśniczych w poszerzanie wiedzy i zdobywanie nowych umiejętności. Na wykładach pojawiają się młodzi, dobrze wykształceni leśniczowie i doświadczeni praktycy, którzy pomimo braku dyplomu wyższej uczelni są znakomitymi fachowcami. Podczas wspólnych zajęć, które najczęściej prowadzone są w formie warsztatowej, oprócz czerpania z wiedzy wykładowców także uczą się od siebie nawzajem. Szczególnie widać to przy realizacji bloku związanego z mapami cyfrowymi, informatyką, GPS, obsługą rejestratorów, nowymi aplikacjami itd.:

 Tematyka zajęć obejmuje  pełen przekrój aktualnej, wciąż zmieniającej się wiedzy leśnej oraz zagadnienia tzw. ”miękkie”, czasem zupełnie nowe dla niektórych leśniczych: z komunikacji społecznej, technik asertywności czy zarządzania sobą w czasie. Część zajęć odbywa się także w sposób praktyczny, tak np. leśniczowie doskonalą się w umiejętnościach prowadzenia zajęć z edukacji przyrodniczej:

 Akademia Leśniczego to pomysł Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych, zmierzający do wyszkolenia specjalistów, którzy swoimi wysokimi kompetencjami zagwarantują utrzymywanie leśnictwa na stale wysokim poziomie. Głównym założeniem Akademii jest podnoszenie kwalifikacji zawodowych najliczniejszej grupy stanowisk w LP – leśniczych, ale też wykształcenie ich w dziedzinach dotąd mniej znanych, takich jak komunikacja społeczna i autoprezentacja, szeroko pojęty PR, marketing oraz dbałość o wizerunek LP i leśników:

 Nie bez znaczenia jest też to, że jest to znakomita okazja do wymiany doświadczeń pomiędzy leśniczymi, którzy są  praktykami z różnych nadleśnictw, a nawet dyrekcji. Leśniczym jest bardzo potrzebna wymiana poglądów, bo przecież pracują głównie samotnie i umocnienie się w świadomości własnej wartości. Takie spotkanie ludzi w różnym wieku, o różnym doświadczeniu zawodowym, ale o jednej pasji, jaką jest praca w lesie, są bardzo pożyteczne dla nich samych i dla firmy, której są kluczowym elementem.

 Leśniczy, aby był dobrym leśniczym,  musi być człowiekiem o bardzo szerokiej wiedzy zarówno teoretycznej jak i praktycznej, którą nie zawsze (niestety)  gwarantuje dyplom, choćby najlepszej uczelni. Wiedza i kompetencje przychodzą z latami pracy, doświadczeniem i chęcią uczenia się. Akademia Leśniczego realizowana jest w formule podobnej do „podyplomówki”. Z poziomu regionalnej dyrekcji typowane są nadleśnictwa, z których leśniczowie typowani są do kolejnej edycji AL. Warto zainteresować się sprawą, bo już z początkiem 2014 roku rusza czwarta edycja. Polskę podzielono tak jak dotychczas na sześć obszarów i wytypowano sześć leśnych ośrodków, gdzie odbywają się zajęcia: w Orzechowie Morskim k. Ustki, Malinówce k. Ełku, Jedlni Letnisko k. Radomia, Janowie Lubelskim k. Zamościa oraz Łagowie k. Świebodzina:

 

Leśniczowie mają zajęcia w tym samym ośrodku, położonym najbliżej ich nadleśnictwa. Wykładowcy, którzy są także praktykami w dziedzinach które przybliżają słuchaczom Akademii, dojeżdżają do wszystkich ośrodków. Akademia działa w formie 6 zjazdów i składa się z 6 bloków zajęć po 24 godziny wykładowe każdy. Zjazdy są rozsądnie wkomponowane w cykl rocznych zajęć leśniczych i odbywają się w dniach roboczych. Udział w zajęciach jest bezpłatny dla uczestnika i finansowany z Funduszu Leśnego.

   Cykl szkoleń realizowany jest przez Ośrodek Rozwojowo-Wdrożeniowy Lasów Państwowych w Bedoniu – Zespół Szkoleń i turystyki, na zlecenie Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych. Szefowa zespołu Pani Miłoslawa Hyży zawsze zapina wszystko na ostatni guzik, a każdy dzień zajęć jest świetnie przemyślany i zaprojektowany z wielką dokładnością przez Tomasza Białego- opiekuna całej Akademii ze strony ORWLP Bedoń:

Student- leśniczy powinien uczestniczyć we wszystkich spotkaniach, każde z nich kończy się egzaminem sprawdzającym zdobytą wiedzę. Po zaliczeniu wszystkich 6 egzaminów, każdy uczestnik otrzymuje dyplom ukończenia Akademii wydawany przez Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych. Zwykle pierwsze spotkanie leśniczych- studentów AL cechuje niepewność i pewien stres przed wykładami i egzaminami, natomiast ostatnie zawsze pełne jest żalu, że to już koniec fajnej przygody. Wszystkie szczegóły dotyczące tego ciekawego przedsięwzięcia  znajdziecie na stronie LP w zakładce ORWLP Bedoń pod adresem:

 http://bedon.lasy.gov.pl/pl/414,akademia-lesniczego.html

 Akademia Leśniczego niebawem po raz czwarty rozpocznie działalność i choć bez hucznego „Gaudeamus igitur”, ale to nie pieśń, ale  wiedza, którą zdobędą tam leśniczowie odbije się echem w polskich lasach. Nie bez powodu symbolem Akademii jest sowa…

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

18:17, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 23 grudnia 2013

Kończy się rok, kolejny rok moich spotkań z Czytelnikami zapisków o tym, co w lesie piszczy, czyli  odwiedzających Blog Leśniczego. Jutro Wigilia, mój ulubiony dzień roku, szczególny, magiczny, bardzo rodzinny dzień.

 

 

Tegoroczne święta raczej nie będą z gatunku „białych świąt”. Takie widoki w świąteczny dzień raczej się nam nie zdarzą:

Naturalnie myślę o Ziemi Lubuskiej, bo w innych zakątkach kraju kto wie?

Jak wiecie, staropolski  piernik według przepisu Grzegorza Russaka dojrzewa w kuchni leśniczówki, skąd wydobywają się też inne, świąteczne zapachy. Córki zjechały już do rodzinnej leśniczówki i wspólnie ubraliśmy wczoraj choinkę:

Na tarasie od strony jeziora zawisła jemioła:

Bombki skrzą się w światłach lampek:

 i na stoliku czeka przygotowana na jutro płyta z leśnymi kolędami, nagrana przez leśników z Zielonej Góry. Każdy, kto jest czytelnikiem czasopisma „Głos Lasu” znalazł ją dołączoną do świątecznego numeru. Na jutrzejszą pierwszą, wieczorną gwiazdkę czeka też biały opłatek:

Wszystkim, których miałem okazję poznać i spotkać w kończącym się roku, wszystkim którzy odwiedzili tę leśniczówkę:

osobiście lub wirtualnie, zaglądając do blogu leśniczego, składam najserdeczniejsze życzenia:  WESOŁYCH śWIĄT!

Życzę Wam także miłych odwiedzin Świętego Mikołaja z wymarzonymi prezentami! Choć z jego wypraw saniami, które ciągną renifery, z najbardziej znanym posród nich Rudolfem, nie wszyscy są zadowoleni:

Miłych spotkań w gronie najbliższych i wesołego kolędowania przy zielonej choince!

 

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

 

 

20:37, lesniczy.lp
Link Komentarze (11) »
sobota, 21 grudnia 2013

Wyobraźcie sobie, że własnie zorientowałem się, że to już mój wpis nr 300 na Blogu Leśniczego! Stali czytelnicy, którzy systematycznie czytają o tym, co w lesie piszczy, pewnie przez ten czas sporo dowiedzieli się o lesie i pracy leśników. Ale z pewnością nikt z Was nie zastanawiał się nad tym i nie pomyślał, że jeden oddział leśny, który ma około 20 hektarów, wycina się zrębem przez okres równy jednemu pokoleniu leśników?

Koniec roku sprzyja podsumowaniom i przemyśleniom. Tak się złożyło, że od kilku dni jestem na zwolnieniu lekarskim ( choć w łóżku nie leżę i nie nudzę się), stąd mam chwilkę wolnego czasu  na różne refleksje. Porządkowałem dokumenty w kancelarii i układałem sobie plany na rozpoczęcie roku 2014. Bo rok 2013 praktycznie został zamknięty. Nie udało się zakończyć zrębu w oddziale 57 i zostało tam nieco drewna stosowego do zrywki, no i „gałęziówka” do wyrobienia. Trzeba to pilnie wykonać i dokończyć początkiem roku, bo zrąb zaplanowany jest do odnowienia wiosną, gdyż „mocne” siedlisko, czyli dobra jakość gleby i wilgotność nie pozwalają na jego przelegiwanie.

Popatrzyłem na mapę i przypomniałem sobie historię tego oddziału od początku mojej pracy w tym leśnictwie. Jest ono jak każde podzielone na oddziały leśne, które na mapie i z lotu ptaka wyglądają jak prostokątne klocki. Na nizinach mają one zwykle 20-35 hektarów i są podzielone na pododdziały, w zależności od zróżnicowania rosnącego tam lasu. Oddziały ponumerowane są cyframi i liczbami, a pododdziały oznaczone literami alfabetu, poczynając od literki „a”. Oddział 57 mojego leśnictwa, którego najstarszy fragment porasta sosna w wieku 137 lat ma powierzchnię ponad 22 hektary. Dziś, czyli według planu urządzania lasu i mapy wykonanej według stanu na 01.01.2007 wygląda tak:

Kiedy obejmowałem Leśnictwo Pszczew w 1993 roku oddział 57 wyglądał tak:

Maksymalna powierzchnia zrębu wynosiła wtedy 6 ha, a nawrót cięć, czyli czas rozdzielający poszczególne zręby wynoszący ogólnie 3 lata, w moim leśnictwie wynosi 5 lat ( wydłużony z racji położenia lasów na terenie chronionym w formie parku krajobrazowego). Cały oddział 57 według mapy i planu ze stycznia 1987 porastał dojrzały bór sosnowy w wieku 110 lat. Wyjątkiem było nieco młodsze wydzielenie „a” oraz „c”, gdzie wcześniej była mała szkółka gospodarcza, gdzie „produkowano” sadzonki na potrzeby Leśnictwa Pszczew, a potem było to poletko łowieckie, obsiewane mieszanką roślin motylkowych, chętnie zgryzanych przez zwierzynę leśną. Pierwszy zrąb o powierzchni blisko 6 ha wycięto tam w 1988 roku. Potem wspólnie z pochodzącym z Kresów, nieżyjącym już dziś podleśniczym, Bolesławem Zinkiewiczem:

 wyznaczałem tam kolejną, ponad 4-hektarową działkę zrębową, wyciętą w 1995 roku. Pan Bolesław odszedł już wtedy w stan spoczynku i cieszył się dobrodziejstwem stanu emerytalnego. Gdy wyznaczaliśmy granice działki zrębowej i wykonywaliśmy szacunki brakarskie w trawie sięgającej mi do ramion, krzycząc głośno wymiary drzew, zapisywane przez moją żonę, stojącą na pagórku, stary leśnik mówił mi: „Ta zobacz, toż to zrąb  i oddział emerytów! Ja już praktycznie emeryt, a ty zanim dojedziesz do końca oddziału, też będziesz już wyglądał za listonoszem i nie będziesz tak ganiał od drzewa do drzewa jak chart, czyli tak jak teraz. No, ale nie wiadomo, co te przemądrzałe magistry wymyślą jeszcze do tego czasu…”

Myślałem sobie: „Co on gada? Za pięć lat wytnę następny pasek i potem  następny i po sprawie. Gdzie mi do emerytury, jak za piętnaście lat będzie tu już młody las, a mi będzie jeszcze daleko do pięćdziesiątki? To zresztą wyżywicowany drzewostan, a drzewa ze spałami żywiczarskimi nie powinny tak długo stać w lesie i może wytnę go nawet szybciej?”:

Kolejne urządzanie lasu przyniosło zmianę planów gospodarczych oraz zmiany w podziale na pododdziały, stąd oddział 57 w 1997 roku wyglądał tak:

Tak jak przewidywał pan Bolesław, „magistry wymyśliły” innowacje. Zmniejszono powierzchnię zrębów do 4 ha i wprowadzono na szeroką skalę rębnię III-gniazdową. Zgodnie z zasadami tej rębni na działce zrębowej wycina się 30% starego drzewostanu w postaci kilkunastoarowych gniazd, rozmieszczonych według określonych zasad, potem odnawia się je dębem. Potem trzeba poczekać aż dąb na gniazdach wyrośnie, zwykle trwa to 8-10 lat i wtedy wycina się pozostałą część starego drzewostanu. W tym roku wykonałem cięcie uprzątające stary drzewostan na przedostatnie działce:

 Na ostatniej są wycięte gniazda obsadzone dębem, ale nadal pozostaje stary, wyżywicowany  drzewostan. Żywicę pozyskiwano w oddz. 57 ostatnio na początku lat 90 XX wieku. Po zakończeniu żywicowania zwykle niezwłocznie wycinano stare sosny. Kto by wtedy pomyślał, że taki stary las ze spałami żywiczarskimi postoi jeszcze tyle lat? Na tegorocznym zrębie odcinałem odziomki ze spałami i trafiały one do tartaku, gdzie robiono z nich znakomity surowiec budowlany na więźby dachowe:

Takie przeżywiczone drewno jest bardzo trwałe i nie potrzebuje impregnacji. Drewno pod spałą, porąbane na drobne szczapki jest doskonałą podpałką do rozpalania drew w kominku lub piecu:

 

 W 2014 roku wycięty zrąb zostanie odnowiony i pomiędzy gniazdami dębowymi posadzimy sosny. Za 6-8 lat, czyli nie wcześniej niż w 2020 roku ostatnie stare sosny z oddziału 57 trafią pod żniwiarkę bo po angielsku harwester to właśnie żniwiarka. Jednak część starych drzew zostanie do ich biologicznej śmierci, bo w czasie cięć uprzątających pozostawiam 5% z nich w postaci biogrup:

Na fotografii powyżej widać biogrupę starych sosen w tle. Za mygłą zerwanego drewna są gniazda dębowe, po prawej stronie 18-letni młodnik z pododdziału „g”, a po lewej stronie ostatni pasek zrębu pododdziału „d”, który zostanie odnowiony około 2023 roku.

Pierwsze cięcie w 57 rozpoczęto w 1998 roku w 110-letnim borze, ostatnie prace w tym oddziale prowadzone będą około 35 lat później. To zrąb długości jednego pokolenia leśniczych! Pomyślcie chwilę przy świątecznej choince o tym ile lat pracy poświęcają leśnicy jednemu leśnemu oddziałowi!

   Dziś zwykle zostaje się  leśniczym mając około 30 lat na karku, po skończonych studiach, stażu i kilku latach pracy na stanowisku np. podleśniczego. Skoro 35 lat potrzeba na przejście ze zrębami jednego, niewielkiego oddziału, jest to równoznaczne z jednym pokoleniem leśniczych, którzy według obecnych przepisów odchodzą na emeryturę mając 67 lat.

 Miał rację pan Bolesław mówiąc, że 57 to leśny oddział emerytów… W moim leśnictwie jest 88 oddziałów leśnych. Każdy z nich wymaga od leśniczego starannej opieki i poświęcenia mnóstwa czasu. Choć nie każdy jest w jednym wieku, jak oddział 57, którego historię poznaliście bliżej.

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

21:21, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
wtorek, 17 grudnia 2013

Gdy wchodziłem dziś do kuchni leśniczówki, zaraz po otwarciu drzwi poczułem błogi i smaczny zapach. Miód, goździki, rodzynki… To piernik, wspaniały staropolski piernik pachnie od trzech dni w naszej kuchni. Przypominam, że to już najwyższa pora, aby upiec piernik, który musi „dojrzeć” do magicznego, wigilijnego wieczoru. To nie to samo, co pierniczki zakupione w sklepie.  W lesniczówce pachnie szczególnym piernikiem, upieczonym według receptury Grzegorza  Russaka:

Ten znakomity znawca kulinariów, a szczególnie staropolskiej kuchni, opartej na dziczyźnie i wszelkich darach naszych lasów od wielu lat jest przyjacielem naszego domu:

Dziś, gdy oglądamy telewizję, to łatwo zauważymy, że na gotowaniu i pieczeniu zna się każdy tzw. „celebryta”. Wielu z nich ma nawet swoje autorskie programy, prowadzi kulinarne porady na blogu lub „fejsbuku”. Ich wartość użytkowa jest dość… różna i z całą pewnością trzeba zachować umiar w korzystaniu z tych „wzorców”. Cóż, gotować  każdy może, no i opowiadać o tym także…

 Nikt (przynajmniej według mnie) jednak nie ma tak szerokiej i wszechstronnej wiedzy i nikt nie umie tak barwnie, ciekawie i zajmująco opowiadać o świecie kuchni jak Grzegorz. Przyjechał do nas ze swoją nową książką:

Niebawem pojawi się, lub może już pojawiła się na rynku wydawniczym kolejna jego książka, o tajemnicach nalewek. Grzegorz opowiadał nam cały wieczór, jak to on, o wrażeniach z pobytu w różnych zakątkach naszego kraju, no i o pysznych potrawach, które ostatnio wyszły spod jego ręki. Mówił, że właśnie wypiekał piernik na świąteczny stół, a przepis jest znany jego rodzinie od pokoleń. 

Tłumaczył cierpliwie zasłuchanej w jego opowieści mojej Regince: „Tylko zrób ze sześć, żeby wam coś dotrwało do świąt, bo nie da się przejść koło niego obojętnie. A piernik musi dojrzeć, aby był pyszny i rozpływający się w ustach. Im starszy, tym lepszy! Zupełnie jak ja… To najwyższa pora, aby go przygotować do świątecznej kawy!”

Grzegorz w południe następnego dnia pojechał do pięknie położonego ośrodka Leśnik w lubuskim Łagowie. Miał tam spotkanie z leśniczymi, którzy po raz ostatni spotkali się  na już szóstym zjeździe Akademii Leśniczego. Pod czujnym okiem Tomasza Białego z Ośrodka Rozwojowo-Wdrożeniowego Lasów Państwowych w Bedoniu:

 

który na zlecenie Dyrekcji Generalnej LP realizuje program szkolenia leśniczych,dzielił się swoją wiedzą o tradycyjnej kuchni staropolskiej, sposobach umiejętnego korzystania z wszelkich darów lasu i zachwalał zalety dziczyzny. Dwie uczestniczące w szkoleniu panie leśnicze i leśniczowie słuchali z przejęciem:

Serdecznie pozdrawiam panie i panów leśniczych, których miałem okazję bliżej poznać. Do wykładu dołączyła też załoga ośrodka, bo jak nie korzystać z tak świetnego źródła wiedzy?

Była też okazja nabycia pięknie wydanej  książki ”Wielka kuchnia myśliwska” i uzyskania unikalnego autografu od autora:

To z pewnością doskonały prezent pod choinkę! Słuchacze zapisali wiele ciekawych przepisów i zdobyli praktyczną wiedzę, a na wykładzie zapachniało także staropolskim piernikiem. Podaję Wam zatem przepis na ten specjał, naturalnie według receptury Grzegorza Russaka i zachęcam do wykorzystania, bo to ostatni moment:

Piernik staropolski wg Grzegorza Russaka:

W rondelku na kuchni podgrzewamy trzy szklanki miodu i szklankę cukru. Dodajemy mielone przyprawy piernikowe, to znaczy: 2 łyżki stołowe goździków, łyżeczkę od herbaty świeżo tarkowanej gałki muszkatołowej, łyżeczkę pieprzu mielonego, 2 łyżki stołowe dobrego kakao. Dodajemy tabliczkę czekolady, jak wszystko się połączy - studzimy. Zawartość rondelka wlewamy do makutry, ucierając dodajemy mąkę - zmieszane dwie szklanki mąki pszennej i dwie szklanki mąki żytniej, do tego dodajemy 6 jaj, 25 dag masła oraz 4 łyżki oliwy. Wybijamy to przez pół godziny, aby na końcu dodać bakalie, obtoczone w mące, aby nie opadły na dno w cieście: orzechy, rodzynki, pokrojone figi (po 20dkg) i łyżkę czubatą od herbaty sody rozpuszczonej w kieliszku mleka (ok. 150ml). Gdy ciasto jest rzadkie, dosypujemy mąki pszennej do uzyskania konsystencji gęstej śmietany. Wlewamy ciasto na dwie blachy i pieczemy w niezbyt gorącym piekarniku (170 stopni) 1-1,5 godziny. Pamiętajmy, że piernik im starszy, tym lepszy. W dniu Wigilii możemy przełożyć go kremem lub polać czekoladą.

Moje wrodzone łakomstwo nie pozwoliło mi nie spróbować ledwo ostygniętego piernika i wiem, że jest przepyszny:

Gorąco polecam! Nasz piernik we Wigilię zostanie przełożony powidłami węgierkowymi…

Zapach piernika unosi się w już kuchni i sprawia, że pomimo tego, że nie ma śniegu i mrozu, to pachnie świętami. To najpiękniejsze i najbardziej rodzinne święta w roku. Zadbajcie o to, aby oprócz zapachu choinki, smażonej ryby, barszczu, kapusty i innych specjałów, kojarzyły się też z zapachem domowego piernika, upieczonego na maśle i miodzie (najlepiej gryczanym). Coraz bliżej święta…

 

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

 

 

20:11, lesniczy.lp
Link Komentarze (6) »