O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
niedziela, 10 listopada 2013

Mole to utrapienie, którego obawia się chyba każda pani, a także pan domu. Ostatnio molowy problem odnotowała na swoim orzechowym blogu Nuxy i podrzuciła mi niechcący temat wpisu z gatunku tzw. „tematów na czasie”. Bo mole to kłopotliwi goście.  Pojawienie się tych małych ciemek zwiastuje bowiem prawdopodobnie szybkie  pożegnanie się z ulubionym sweterkiem, cenną, jedwabną bluzką czy absolutnie drogocennym futrem. Mole spożywcze interesują się też suszonymi grzybami. Może nawet mole dobiorą się do flagi narodowej przechowywanej w czeluściach szafy i co wywiesimy z okazji jutrzejszego święta? Sądzę, że to właśnie przez mole na tak niewielu domach w nasze Narodowe Święto Niepodległości wiszą białoczerwone flagi…

 Dlatego warto wcześniej zabezpieczyć się przed molami, bo sweterek czy bluzkę łatwo odkupimy, futra np. z lisów czy norek lepiej nie nosić, aby nie narazić się obrońcom zwierząt, ale flaga narodowa to rzecz bezcenna i dobrze wiedzieć, jak ją chronić. Pomogą w tym najlepiej naturalne dary lasu, dlatego podpowiem Wam kilka przepisów i sposobów zwalczania uciążliwych motylków.

Mole mogą żyć nawet 300 dni. Latająca ciemka, którą najczęściej spotykamy w domu, jest dla nas jednak najmniej groźna, choć to jej widok budzi trwogę. Biegamy za nią po domu i „bijemy brawo”, próbując się jej pozbyć. Największe spustoszenia czynią jednak larwy moli, których najczęściej nie zauważamy. Ważna rada: nie pozbędziesz się moli, jeżeli nie wykryjesz, w którym miejscu założyły swoje gniazdo.Motylki są na tyle małe, że nie da się wszystkich pozbyć za pomocą klaskania i pewnie gdzieś złożą jaja. Gdzie? Mole lubią zamieszkiwać ciepłe i ciemne zakamarki- w szafkach, obiciach mebli, w starej odzieży, futrach, załamaniach ciężkich zasłon, nawet w butach!

Walka z molami jest niezmiernie trudna, warto więc stosować sprawdzoną zasadę: lepiej zapobiegać niż tępić. Najważniejszym zabiegiem jest wietrzenie mebli i trzepanie dywanów przynajmniej dwa razy w roku. Z tą samą częstotliwością należy wietrzyć wszelką odzież odwracając ją na lewą stronę i wystawiając na działanie promieni słonecznych. Jeśli jest środek lata, pozostaw je na słońcu. Jeśli zima, niech poleżą kilka godzin na mrozie. Zarówno bardzo wysoka jak i bardzo niska temperatura niszczą jaja moli.

Jak zapobiegać pojawieniu się moli? Zapachem! W zasadzie wszystkie mocne zapachy odstraszają mole, ale gdy po generalnych porządkach i  wymyciu zakamarków wodą z dodatkiem detergentów i octu pojawi się tam żywiczny zapach terpentyny- mamy je z głowy i z szafy.

Można użyć chemicznej terpentyny ale lepsze będą świeże gałązki drzew iglastych, drewno cedrowe, a najlepsze drobne szczapki silnie przeżywiczonej sosny czyli „smolaki”. Zapachy: lawendy, goździków, chmielu:

piołunu, mięty, kamfory, ruty, orzecha włoskiego, tymianku, macierzanki, bylicy, wrotyczy, szałwii, igieł sosnowych:

bergamotki skutecznie odstraszają mole. Można więc zaopatrzyć się w większość z nich podczas leśnych spacerów i zrobić samemu bukieciki z ziół czy woreczki nimi wypchane i dodatkowo nasączone zapachami. Potem wystarczy poukładać je w szafie pomiędzy ubraniami. Można powkładać zasuszone gałązki bezpośrednio do kieszeni płaszczy lub kurtek. Skuteczne są też ponacinane cytrusy, ale zwabiają z kolei także uciążliwe muszki owocówki.

Podczas jesiennych spacerów dobrze też zaopatrzyć się w kasztany:

 i poukładać je w szafach. Można z nich zrobić wspólnie z dziećmi kasztanowych strażników i wtedy własnoręcznie wykonane ludziki będą skutecznie strzec naszych „ciuchów”. Dawniej w walce z molami skutecznie pomagała roślina rosnąca na bagnach i torfowiskach- bagno zwyczajne:

 Nazywana jest też leśnym rozmarynem- jej ładny i wyrazisty zapach zaskakuje i powoduje iż roślina staje się ziołem nie do pomylenia z innymi. Jednak- co bardzo ważne- bagno zwyczajne jest od 2004 roku objęte ochroną i nie można go zbierać z naturalnych stanowisk, a dodatkowo jest rośliną trującą dla człowieka.

Prostym sposobem na mole jest umieszczenie w szafie mydła, szczególnie lawendowego. Wystarczy pokroić kostkę na mniejsze kawałki i umieścić je na półkach. Możemy użyć też sprawdzonych kuchennych przypraw- ziela angielskiego, liścia laurowego lub goździków. Mole nie lubią też zapachu farby drukarskiej, stąd warto w szafie umieścić świeżą, prosto z drukarni gazetę. Pewnie nie będą to „Echa Leśne” lub „Głos Lasu”, bo są na tyle ciekawe, że będą przeczytane „od deski do deski”, a to pozbawi je zapachu farby.

Jesień to ostatni moment na generalne porządki i wietrzenie odzieży w promieniach słońca. Koniecznie wyciągnijcie z zakamarków szaf białoczerwone flagi i wywieście je już dziś na swoich domach. Nie tylko ze względu na mole… 11 listopada to bardzo ważny dzień dla każdego Polaka i poprzez wywieszenie flagi należy pokazać, że Ojczyzna i patriotyzm to słowa wciąż aktualne i nie nadgryzione przez mole.

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

 

 

13:41, lesniczy.lp
Link Komentarze (10) »
piątek, 08 listopada 2013

Pisałem wydaje się, że zupełnie niedawno, bo w sierpniu, o wojsku i leśnikach. Obiecałem Wam wtedy opowieść o leśnikach z poligonu. Każdy dzień przynosi jednak coś nowego, życie pędzi tak szybko, tak wiele ciekawego dzieje się w lesie, że nie było kiedy wywiązać się z obietnicy. Wypada jednak dotrzymać słowa...

Wędrując po lasach pewnie zdarza się Wam spotykać żółte, ostrzegawcze tablice zakazujące wstępu do lasu ze względu na jego militarne przeznaczenie. Jak zatem prowadzić tam gospodarkę leśną, gdy leśną ciszę mącą wybuchy pocisków, serie z broni maszynowej i warkot potężnych silników? Przeciez las znajduje się za płotami i metalowymi bramami, drogi rozjeżdżone są przez czołgi i transportery opancerzone? Zawsze mnie to intrygowało. Spodziewałem się też, że w poligonowym lesie jest wiele potrzaskanych pociskami drzew, co kawałek widać ślady pożarów i wszędzie walają się łuski…

Gdy wybrałem się na poligon w Wędrzynie koło Sulęcina w towarzystwie mojego kolegi, leśniczego Grzegorza Kota byłem pozytywnie zaskoczony. Poligonowy las wyglądał zupełnie tak samo jak w moim leśnictwie z wyjątkiem pasów taktycznych pozbawionych drzew. To na pozór leśnictwo jak każde inne. Powierzchnia leśnictwa Długoszynek to 1568 ha, roczne pozyskanie- około 9500 m3 drewna. Jak na naszą szczecińską dyrekcję to przeciętne leśnictwo. Leśniczy Grzegorz od wielu lat gospodarzy jednak nieco inaczej w  „poligonowym” leśnictwie, którego tylko dwa oddziały znajdują się poza strefą militarną:

Jego syn jest także leśnikiem, pracuje w sąsiednim leśnictwie Żubrów jako podleśniczy. Grzegorzowi z kolei pomaga podleśniczy Janusz Kowalewski:

Jak się gospodarzy w lesie na spółkę z wojskiem? – pytam leśniczego Grzegorza. Wojskowi żartują, że mamy czas na swobodną gospodarkę leśną w kwietniu i październiku, bo wtedy nie odbywają się strzelania- odpowiada. To oczywiste, że poligon i obecność wojska odbiera swobodę gospodarowania i sprawia problemy przy wykonywaniu narzuconych planem zadań, które przecież muszą być wykonane. Aby je w pełni i terminowo wykonać często leśnikom, a szczególnie pracownikom ZUL-a zdarza się  pracować w soboty, a nawet w niedziele, bo wtedy wojsko nie ma zajęć. Leśniczy opowiadał mi też, że:

„ Co tydzień dostajemy z komendy poligonu harmonogram strzelań i musimy do niego dostosować swoje obowiązki. Największy problem stanowi  brak swobodnego dostępu do lasu i zachowanie właściwej rotacji drewna przy wywozie. Gdy pojawi się przewoźnik po zamówione drewno jedziemy tam, gdzie nie ma akurat strzelań.  Choć zdarza się, że czasem i tak trzeba poczekać przy jednej z poligonowych dróg i wtedy przewoźnik denerwuje się stratą czasu.”

Kiedyś zdarzały się stosy z drewnem rozwalane przez niedoświadczonych wojaków, ale od czasu gdy nasza armia postawiła na zawodowych żołnierzy nie ma takich problemów. Wojskowi dobrze współpracują z leśnikami i wiedzą, że aby istniał las, trzeba o niego stale dbać. Nigdy też leśniczy nie czuł się zagrożony, realizując swoje zadania w tak specyficznym leśnictwie. W zasadzie nie ma w jego gospodarstwie problemu „postrzelanego” drewna, bo ukształtowanie terenu przygotowało naturalne kulochwyty, choć w leśnictwie Walewice, które znajduje się za pasami taktycznymi i strzelnicami czasem drewno przeznaczone do sprzedaży sprawdza się wykrywaczem metali.

Co ciekawe, gry wojenne dobrze służą przyrodzie. Teren poligonu to piękne, atrakcyjne przyrodniczo drzewostany, w sporej części bukowe, z których około połowa leży w sieci Natura 2000:

 Wojskowi dbając o pasy robocze na linii strzału wycinają samosiewy brzozy i sosny. W ten sposób chronią dorodne wrzosowiska, zajmujące sporą powierzchnię poligonu, a są one cenne dla przyrody oraz pszczelarzy, którzy ustawiają tu przewoźne pasieki:

 Prawo ochrony środowiska obliguje wojsko do zapewnienia ochrony roślin oraz zwierząt w toku szkolenia, zgodnie ze sporządzanym co 4 lata „Planem ochrony środowiska poligonu wojskowego”. Pasy taktyczne pozbawione drzew i otwarte tereny porośnięte wrzosem i trawami są także przydatne dla wielu gatunków roślin i zwierząt. Leśniczy spogląda z pagórków poligonu na swoje gospodarstwo:

 Na poligonie są stanowiska ciekawych roślin, liczne ostoje bielika, żurawi, a leśniczego Grzegorza cieszą często spotykane lelki kozodoje, które wieczorem zrywają się z utwardzonych dróg.

Militarny las dobrze wpływa też na stany zwierzyny. Na terenie „poligonowego” Nadleśnictwa Sulęcin jest jedna z większych populacji jelenia w lubuskim, a w zasadzie nie ma problemu szkód w uprawach i młodnikach. Brak dróg publicznych i penetracji ludzkiej sprawia, że jelenie, sarny i dziki swobodnie żerują na dawnych polach zarośniętych głogami, zdziczałymi gruszami i jabłoniami, zostały tam też resztki łubinu.

Co może wydawać się dziwne, na poligonie nie ma zupełnie problemu z pożarami. Na terenie wojskowym stoi maszt z leśną kamerą:

 a wojsko użyczyło miejsce w swoim  budynku dla obserwatora ppoż. „Strażacki” Landrover nadleśnictwa patroluje teren, a kierowcy- leśnikowi towarzyszy wojskowy strażak. W komendzie poligonu odbierane są radiowe komunikaty z punktu ppoż nadleśnictwa o zagrożeniu pożarowym i gdy jest ogłoszona „trójka”, czyli najwyższy stopień zagrożenia nie odbywają się szkolenia z użyciem ostrej amunicji.

Jak widać leśnicy i wojsko zgodnie gospodarzą i wspólnie realizują swoje, wydawać się może, zgoła odmienne, zadania w poligonowym lesie. Przyroda na tym zyskuje, a leśnicy z Sulęcina doskonale radzą sobie  z zarządzaniem takim nietypowym lasem jak i z presją dyscypliny wojskowej.

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

20:28, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
niedziela, 03 listopada 2013

W piątek było Wszystkich Świętych, potem Zaduszki i szczególny czas nostalgicznych wspomnień, a dziś Dzień Świętego Huberta- patrona leśników i myśliwych. We wszystkich kołach łowieckich odbywa się dziś lub w okolicach tego dnia Hubertus- zbiorowe polowanie, rozpoczynające pełny sezon polowań zbiorowych w tradycyjnej myśliwskiej oprawie, z psami, sygnałami myśliwskimi, często rozpoczynające się mszą myśliwską. Wtedy myśliwi w kościołach, czasem w lesie podczas polowych mszy lub pod kapliczką poświęconą swojemu patronowi odmawiają MODLITWĘ DO ŚWIĘTEGO HUBERTA:

Święty Hubercie, Patronie myśliwych i leśników, polecam się w szczególny sposób Twojej opiece i proszę, abyś swoim wstawiennictwem przed Bogiem wspierał mnie we wszystkich potrzebach. Wyjednaj mi łaskę naśladowania Twoich cnót. Kieruj moim umysłem, prowadź moje oczy i ręce, abym wypełniał swoje zadania zgodnie z prawem Stwórcy. Strzeż mnie od złych przygód i doprowadź do zbawienia wiecznego. Amen.

(Ks. W. Fratczak. Patroni myśliwych. Wydawnictwo Duszpasterstwa Rolników

Minęło już wiele lat kiedy w leśnictwie Pszczew staraniem moim i wielu przyjaciół lasu stanęła na rozstaju dróg ta kapliczka:

Pisałem o niej i kulcie Świętego Huberta tu: Leśny Patron Hubert

W polskich lasach jest wiele śladów kultu Huberta, bardzo znana jest grota Św. Huberta w lesie pomiędzy Spałą i Inowłodzem. Pośród strzelistych sosen, także ze spałami żywiczarskimi stoi monument z głazów poświęcony temu patronowi:

Dwa głazy z inicjałami cara Aleksandra III z datą 1894-IX-14 wskazują na przypisanie monumentu czasom polowań carskich w lasach rezydencji spalskiej. Całą grotę zbudowano jednak w 1933 roku wykorzystując kilka pamiątkowych głazów z czasów carskiej bytności na tych terenach. Leśnicy spalscy ufundowali tablicę z brązu wraz ze stosowną  dedykacją w podziękowaniu  Prezydentowi Ignacemu Mościckiemu za szczególne zasługi w krzewieniu tradycji myśliwskiej św. Huberta.

Różne motywy kultu Św. Huberta spotkamy także w kościołach, pozornie zupełnie nie związanych z myśliwymi i leśnikami jak np. w kościółku garnizonowym w Wędrzynie koło lubuskiego Sulęcina:

Jednak pomimo tego, że wiele osób tak uważa, to Święty Hubert nie jest oficjalnym patronem leśników. Warto zainteresować się hagiografią, czyli nauką zajmującą się podaniami i żywotami świętych oraz opisami ich cudów. Wg tej nauki w powoływaniu świętych na patronów różnych profesji obowiązują określone zasady. Nowych patronów mianowali kolejni papieże, ale patroni pojawiali się również w wyniku indywidualnych lub grupowych działań wierzących ludzi z różnych krajów świata.

 Co istotne, świętych patronów można przyrównać do „niebiańskich ambasadorów”, wypraszających dla nas łaski przed obliczem Boga. Dlatego też pragniemy modlić się do patrona i prosić o jego wstawiennictwo w ważnych dla nas sprawach. Pewnie każdy z nas  najczęściej wzdycha do Św. Antoniego, w chwili  gdy nerwowo szuka dokumentów lub kluczy do auta… Do świętych modlą się określone grupy ludzi, stąd błędem jest przypisywanie patronów do pewnych dziedzin życia czy nauki, bo to przecież ludzie modlą się i proszą o wstawiennictwo, stąd to ludzie mają swoich świętych.

 Z patronem leśników jest jednak pewien kłopot. Przecież leśnik to człowiek wykonujący wiele rozmaitych zawodów, a jeszcze więcej ma pasji! Bo leśnik to nie tylko leśniczy, który swoją drogą jest każdego dnia i kierowcą, gleboznawca, mierniczym, i także przyrodnikiem, ekonomistą, matematykiem i humanistą. Często leśnicy są myśliwymi, stąd ten silny kult Huberta, ale przecież wielu z nich zajmuje się np. pszczelarstwem. Wtedy chętnie zwracają się do Św. Ambrożego:

Patronem pszczelarzy jest także Św. Walenty, kojarzony jednak najczęściej z zakochanymi. No ale czy leśniczy nie może być zakochany? Nawet powinien, szczególnie w lesie i przyrodzie, choć nie tylko… Ale nie tylko leśniczy jest leśnikiem. Jest nim także księgowa, sekretarka nadleśniczego, drwal, kierowca, magazynier i specjalista np. od budownictwa czy zamówień publicznych. Stąd leśnicy mogą wzywać w zasadzie wszystkich świętych, choć 1 listopada to nie jest dzień patrona leśników!

 Gdy kiedyś wybierzecie się do pięknie położonego Gołuchowa w okolicach Kalisza, gdzie jest Ośrodek Kultury Leśnej oprócz zwiedzenia Muzeum Leśnictwa:

pewnie poznacie także twórczość artystyczną leśników i wtedy z całą pewnością zauważycie zainteresowanie różnymi patronami, których nawet nie podejrzewaliście o związki z leśnikami:

Bo oto Św. Jerzy, patron rycerzy, jest także uważany za patrona leśników i myśliwych, szczególnie tych, którzy mają związek z hodowlą koni. Św. Józef- stolarz i cieśla jest także patronem drwali i inżynierów. Za patrona drwali uważa się także Św. Wincentego z Saragossy. Leśnicy hodujący psy zwracają się do Św. Rocha. Ci, co wołają „Chwal ćwik”! ( pozdrowienie sokolników) czyli hodowcy sokołów czy jastrzębi wołają na pomoc Św. Symforiana lub Św. Tryfona, gdy ptak nie wraca na rękawicę. Jest jeszcze Św. Eustachy- patron leśników i myśliwych, rzymski centurion z czasów cesarza Hadriana i wielu innych, Św. Idzi, a szczególnie Św. Franciszek z Asyżu- patron ekologów i przyrodników, czyli także leśników.  

Jednak oficjalnym patronem leśników, strażników leśnych i wszystkich ludzi pracujących w lesie jest opat Jan Gwalbert. W języku hebrajskim to imię znaczy „Bóg jest litościwy”, a jego dzień przypada na 12 lipca. W 1951 roku papież Pius XII ogłosił Św. Jana Gwalberta oficjalnym patronem ludzi lasu.

 Jan Paweł II w homilii wygłoszonej do leśników i strażników leśnych podczas Mszy św. wotywnej odprawionej w Dolomitach, w lipcu 1987 roku w miejscowości Val Visdende przed kościółkiem Matki Boskiej Śnieżnej przypomniał życiorys św. Jana Gwalberta. Papież powiedział m.in.: „Oddając się tej pracy, uczniowie św. Jana Gwalberta poznawali prawa rządzące życiem i wzrostem lasu. W czasach, kiedy nie istniała jeszcze żadna norma dotycząca leśnictwa, zakonnicy z Vallombrosa, pracując cierpliwie i wytrwale, odnajdywali właściwe metody pomnażania leśnych bogactw” („L’Osserv. Romano” 8, 1987).

 Atrybutem patrona leśników jest krzyż w dłoni, czasem trzyma w ręku sadzonkę drzewa liściastego.  Jednak jego wizerunek nie jest tak często spotykany w naszych lasach jak Huberta. Nie znam kapliczek ani innych form kultu Św. Jana Gwalberta w mojej okolicy. Znana mi niewielka kapliczka autorstwa Piotra Chwalińskiego, według projektu Rafała Walendowskiego znajduje się na potężnym dębie w otoczeniu zamku w Gołuchowie:

Powieszono ją tam w 2005 roku ale nie na gwoździu czy haku, lecz, co bardzo ważne, na sprężynującej taśmie stalowej, nie raniącej drzewa. Może warto częściej mówić o świętych związanych z leśnikami i o patronie Janie Gwalbercie?

Wiele informacji można wyczytać w pięknej publikacji „Kulturotwórcza rola lasu”, a jeden z autorów- leśnik, dawny wykładowca Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu Jerzy Wiśniewski, od wielu już lat apeluje i do leśników, i do Episkopatu o godne uczczenie tego właściwego patrona ludzi lasu. Całym sercem jestem za apelem zacnego profesora i dlatego  przytoczę jego słowa: „Warto by na rozstajach dróg, w rodzimych borach i lasach stawiano nie tylko kapliczki poświęcone patronowi myśliwych, ale także nieznanemu patronowi leśników. Będą to miejsca należnego kultu, a także podziękowania za pracę w lesie, który jest boskim dziełem stworzenia. A kiedy nadejdą ciemne chmury związane z pracą codzienną, reorganizacjami, bezrobociem, będzie można zawsze prosić o pomoc i wsparcie św. Jana Gwalberta, któremu losy leśników nie są obce”.

Zachęcam zatem do poznania i oddawania czci nie tylko Św. Hubertowi, którego bardzo poważam ale i innym patronom, bo mamy ich tak wielu. Trzeba ich tylko bliżej  poznać i znaleźć chwilę na chwilę zatrzymania... 

Jednak wszyscy członkowie Braci Leśnej i przyjaciele lasu powinni szczególnie sławić imię Św. Jana Gwalberta- patrona ludzi lasu, raczej słabo nam znanego i mało popularnego.

 Niech nas, prosimy cię Panie, wstawienie się św. Gwalberta Opata, poleci miłosierdziu Twemu, abyśmy to, czego własnymi zasługami otrzymać nie jesteśmy godni, za jego pośrednictwem dostąpili”.

Modlitwa umieszczona w „Żywotach Świętych Pańskich na wszystkie dni roku z przydaniem do każdego pożytku duchownego i właściwej modlitwy” wydanych w  1882 roku.

 

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

 

 

 

 

22:49, lesniczy.lp
Link Komentarze (10) »
środa, 30 października 2013

Zbliża się Święto Zmarłych- 1 listopada i wszyscy będziemy odwiedzać groby bliskich, cmentarze, czasem także samotne, opuszczone mogiły. Będziemy rozmyślać o tych, których już nie ma pośród nas, o przemijaniu, urokach życia i tajemnicy śmierci. We wszystkich mediach już dominuje „żywy” temat śmierci. W różnych postaciach…

Czytałem dziś z pewnym zdumieniem w poważnym tygodniku opinii o e-zmarłych. Ludzie dziś żyją razem z hasłami, loginami, kodami dostępu. Kiedy umierają, wirtualne życie ich haseł i kont nadal trwa. Stąd podobno staje się problemem, że w sieci „wiszą” konta na portalach społecznościowych i innych, założone i obwarowane hasłem przez osoby, które już nie żyją. Ale już stworzono aplikacje, które rozwiązują ten problem. Wystarczy wysłać link do strony z e-nekrologiem lub e-akt zgonu. W sieci zresztą są już elektroniczne cmentarze z e-zniczami, e-kwiatkami itd. Trochę mnie  przeraża ten e-smutek i e-nostalgia… Jak dla mnie to za mało ludzkie.

Z kolei zdarzają się przeciwstawne pomysły. Bo są też już w Europie leśne cmentarze. Wykupuje się tam drzewo, pod którym rozsypywane są prochy zmarłego. Można też zakopać tam urnę i powiesić na drzewie tabliczkę ze wspomnieniem istnienia osoby, która odeszła. Bliscy mają świadomość, że zmarły może powrócić w innej formie do nowego życia.  W młodych listkach tego drzewa pojawiających się każdej wiosny jest przecież cząsteczka tych, którzy odeszli… Nie słyszałem jak na razie o takim cmentarzu w Polsce.

Nasze lasy jednak kryją w sobie wiele mogił, często bezimiennych. Są świadkami wielu tragedii, dawnych i zupełnie świeżych. Należy zadbać o takie miejsca i pamiętać o nich nie tylko raz w roku.  Jednak szczególnie w okolicach Dnia Zmarłych warto zapalić tam znicz i przekazywać innym pamięć o wydarzeniach z nimi związanych. Wielu leśników, ale także regionalistów i lokalnych patriotów chroni te szczególne miejsca: stare cmentarzyki, dawne domostwa, mogiły powstańcze, partyzanckie czy inne smutne miejsca.  Co roku zapalam znicz w lesie, pośród klonów i lip, obok dawnej leśniczówki Suszkowo (Waldecke) koło Policka, gdzie zginął w 1945 roku niemiecki leśniczy:

Kiedy będziecie odwiedzać w najbliższe dni cmentarze, zwróćcie też uwagę, że są one często oazami życia. Cmentarze to szczególne oazy życia biologicznego i doskonałe miejsce bytowania małych zwierząt, a szczególnie ptaków. Stare drzewa, często tworzące aleje, gęste krzewy i panujący wokół spokój sprawiają, że zwierzęta czują się tu znakomicie. Biegają wiewiórki i tupią jeże, czasem przemknie kuna lub łasica. Wiosną i latem słychać mnóstwo ptasich głosów. Często to jedyny fragment zróżnicowanej zieleni w okolicy.

Tak jest w moich rodzinnych Brójcach w powiecie międzyrzeckim. Mój dom rodzinny stoi przy ulicy Cmentarnej. Obok niej jest do dziś istniejący stary cmentarz ewangelicki, gdzie spoczywają dawni mieszkańcy Brójec- dziś wsi, a dawniej królewskiego miasta o ciekawej historii. Dookoła są bory sosnowe i mało atrakcyjne dla ptaków tereny. Właśnie tam zdobywałem wiedzę przyrodniczą od najmłodszych lat. Słuchałem łkania słowików, obserwowałem dzierzby i kosy, tropiłem dzikie króliki i dokarmiałem kuropatwy. Społeczność wsi jakiś czas temu uporządkowała ten cmentarz realizując jeden z projektów unijnych:

Pomagał w tym urząd gminy i leśnicy z Nadleśnictwa Trzciel. Obecnie stary cmentarz jest celem spacerów i kontaktu z historią wsi oraz miejscem, gdzie można poznawać rodzimą przyrodę:

Dziś odbyła się tam skromna uroczystość pogrzebania niedawno ekshumowanych szczątków ofiar tragicznych wydarzeń z 1945 roku:

Na starym cmentarzu spotkali się dawni i dzisiejsi mieszkańcy Brójec, gdzie nad, do tej pory bezimienną mogiłą, modlili się wspólnie pod przewodnictwem katolickiego księdza i ewangelickiego pastora:

Wszyscy- Polacy i Niemcy - podali sobie ręce i stworzyli krąg wokół mogiły, gdzie spoczęły szczątki kilkudziesięciu osób:

 Bo cmentarze są miejscem, gdzie spotykamy się ze śmiercią, są także oazą życia biologicznego dla licznych gatunków, ale również są pomostem łączącym ludzi różnych narodowości i wyznań:

 To szczególne miejsca, gdzie przeplata się życie i śmierć, gdzie liczy się zespół, społeczność, a nie jednostka. Tak jak w przyrodzie, gdzie martwe przemienia się w żywe, gdzie śmierć jednego staje się życiem dla wielu…

Odwiedzajcie groby bliskich, spotykajcie się z żywymi, wspólnie wspominając tych, co „już się minęli” i podróżujcie bezpiecznie. Kilka dni temu w drodze na groby bliskich zginęło w wypadku samochodowym małżeństwo leśników z Nadleśnictwa Bierzwnik- Krystyna i Marcin Południewscy. Jutro, o godz. 12 w Dobiegniewie odbędzie się ich pogrzeb.

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

 

21:35, lesniczy.lp
Link Komentarze (6) »
piątek, 25 października 2013

Swojego czasu Wojciech Młynarski apelował: „Dziewczyny! Bądźcie dla nas dobre na wiosnę…” No a teraz, jesienią? No i nie tylko dziewczyny powinny być dobre! Może jesienią wszyscy ludzie powinni być dobrzy dla siebie? Wszyscy przecież mówimy o długich jesiennych wieczorach, potrzebie kontaktu z bliźnimi i konieczności zatrzymania się w pędzie. Powtarzamy to jak mantrę, radzimy sobie wzajemnie, tylko trudno wprowadzić takie zmiany do własnego życia…

Żyjemy w poczuciu braku czasu i pośpiechu, często trochę egoistycznie zainteresowani tylko swoimi problemami. Może podczas spaceru po dywanie z kolorowych liści:

albo w jesienny wieczór przy ciepłym piecu lub kominku warto nieco pomyśleć o sobie, a także o innych?

Spójrzmy jak to jest w przyrodzie. Jesień to przecież czas dobrobytu, zbierania plonów, owoców pracy i… spokoju. Kończy się czas wegetacji roślin, które wydały owoce z nasionami, zwierzęta wychowały potomstwo i zgromadziły zapasy pożywienia lub tłuszczu pod skórą, ptaki umilkły po czasie godów i chowania piskląt, wiele z nich odleciało na zimowy wypoczynek. Wszystko zwolniło tempo, nic nie pędzi jak wiosną czy latem, a raczej z rozwagą korzysta ze zgromadzonego dobrodziejstwa. Czy my, ludzie tak potrafimy?

Wiele zwierząt jesienią zbija się w  większe grupy, bo przygotowuje się w ten sposób do przetrwania zimy. Sarny zbijają się w rudle, jelenie w chmary, a dziki w watahy. Ptaki odlatujące do ciepłych krajów czy też bardziej przyjaznych regionów też działają w zespołach. Gęsi, żurawie czy bociany zmieniają się w szyku, bo w ten sposób zachowują więcej sił. Ptak lecący na czele klucza pokonuje opór powietrza i dlatego traci najwięcej sił. Nawet drobne ptaszki, których już teraz, a potem zimą, wiele można spotkać na chwastach „trzymają się kupą” np. kolorowe szczygły:

W ten sposób łatwiej znaleźć pożywienie i strzec się przed drapieżnikami. Ludziom także łatwiej, gdy wspólnie pracują, rozwiązują problemy i pomagają sobie nawzajem. Dawniej, szczególnie na wsi, gdzie ludzie ciężko pracowali fizycznie, praca zespołowa była konieczna, aby zebrać zapasy na zimę. Dziś żyjemy w innych czasach i coraz bardziej indywidualnie. Czy to dobrze? Chyba jesień to dobra pora, aby o tym pomyśleć...

Wokół nas spotykamy też wielu ludzi, którzy oczekują pomocy innych. Czasem denerwują nas prośby, apele i wołania o datki, składki i nasze podatki. Bo jest wielu naciągaczy, cwaniaków, ale jest też wielu naprawdę potrzebujących. Jest takie „oklepane”, ale mądre hasło: „warto pomagać…” Pomagajmy innym, szczególnie jesienią, bo szczególnie jesienią ludzie powinni być dla siebie dobrzy.

W Pszczewie mieszka Mirka Górna, która pilnie potrzebuje pomocy. Mirka jest śliczną, pogodną dziewczyną, która nazwę "rdzeniowy zanik mięśni” (SMA) usłyszała pierwszy raz ponad 20 lat temu. Od tylu lat ją znam…  Jako mała dziewczynka poruszała się samodzielnie, potem przy pomocy innych, delikatnie się o nich opierając. Pamiętam jak jej tata- Zbyszek instruował mnie jak służyć za podpórkę dla Mirki. Odwiedzała wtedy często moje córki z siostrą Anią i bratem Darkiem. Bawili się w „bazie” ze starego schronu zrębowego na podwórzu leśniczówki, a wieczorami układali cuda z kasztanów, żołędzi i klocków Lego, które wtedy trafiły do nas:

Mała Mirka marzyła wtedy, że będzie projektantką mody i z zapałem „stylizowała” lalki i szyła im różne kreacje. Przecież jej mama, Ewa pracowała w małej szwalni u prawie nikomu wtedy nieznanej, a dziś słynnej projektantki Evy Minge!  Mama Ewa i tata Zbyszek całe swoje życie podporządkowali Mirce.  Trzeba było czasem jechać do szkoły i pomagać jej zmienić klasę, choć tu zawsze w pogotowiu byli koledzy szkolni i nauczyciele, szczególnie Pani Irena K. Wiele pomagał jej też dziadek Stasiu, którego już, niestety, nie ma... Zbyszek poszukał pracy w administracji szkoły, bo łatwiej mu było mieć na oku Mirkę. Jeździli z nią wciąż na kolejne wizyty i rehabilitacje.

 Z czasem jednak Mirka musiała przesiąść się na wózek. Mimo niepokojących prognoz lekarzy nie poddała się chorobie, choć było jej coraz trudniej. Zdała maturę i zaczęła studia.  Początkowo studiowała za pośrednictwem internetu w Wyższej Szkole Zarządzania w Legnicy, gdzie zdobyła licencjat. Magisterkę zrobiła jednak na dziennych studiach na Uniwersytecie Zielonogórskim. Teraz pracuje, choć do pracy trzeba ją dowozić kilkanaście kilometrów. To twarda, choć zawsze uśmiechnięta i mądra dziewczyna:

Niedawno, zupełnie przypadkiem odkryła w sobie talent snajpera. Wystartowała w turnieju strzeleckim osób niepełnosprawnych i zdobyła od razu drugie miejsce w Pucharze Polski! Strzela przy użyciu specjalnej podpórki (bo przez chorobę ma niedowład rąk) z karabinku pneumatycznego i osiąga coraz lepsze wyniki w gorzowskim klubie Start. Mirka jest po poważnej operacji kręgosłupa i licznych zabiegach, codziennie ciężko ćwiczy i nieustannie uczestniczy w zajęciach rehabilitacyjnych.

Szansą, wielką szansą dla Mirki jest terapia komórkami macierzystymi, którą prowadzi ośrodek w New Dehli w Indiach. Ta placówka osiąga najlepsze na świecie wyniki w walce z SMA, bo tak nazywa się w skrócie choroba Mirki. Zabiegi dają 80% szans na spowolnienie procesu chorobowego, a nawet mogą spowodować zatrzymanie choroby. Mirka na miesięczną terapię potrzebuje ok. 140 tys.zł. To duża kwota, którą od jakiegoś czasu próbują uskładać wszyscy, którym Mirka jest bliska. Odbywają się zbiórki,koncerty charytatywne i wszyscy wierzymy, że Mirka pojedzie do Indii i będzie to strzał w dziesiątkę bez specjalnej podpórki…

Jesienią powinniśmy być dobrzy dla innych ludzi… Wiem, że czytacie wiele takich apeli, dostajecie emaile i ulotki do skrzynek w drzwiach. Może jednak ktoś z Was zechce pomóc Mirce?

Oto nr konta, na który można wpłacać darowizny lub przekazywać 1% podatku:

FUNDACJA AVALON- Bezpośrednia Pomoc Niepełnosprawnym

Michała Kajki 80/82/1

04-620 Warszawa

Nr konta: 62 1600 1286 0003 0031 8642 6001 z dopiskiem „Mirosława Górna, Górna 607”.

KRS: 0000270809

Czy słyszeliście może o Oliwce? Oliwka Gandecka to mała dziewczynka chora na białaczkę:

Jej największym marzeniem jest otrzymanie na szóste urodziny, które przypadają niebawem, bo 27 października, jak największej liczby kartek urodzinowych. To tak niewiele, a może bardzo uszczęśliwić Oliwkę i jej rodziców! Ślijcie do niej urodzinowe kartki! Oto jej adres:

Oliwia Gandecka

ul. M.C. Skłodowskiej 11/26

65-001 Zielona Góra

W lesie o jego przyszłości, trwałości i harmonii decyduje zgodna współpraca wszystkich elementów. Zwierzętom do rozwoju i przeżycia potrzebne są zwykle inne zwierzęta. Pomyślcie jesienią, szczególnie w dzisiejszy wieczór, przed jutrzejszą zmianą czasu, gdy dostaniemy godzinę „w prezencie”, o innych ludziach. Bo człowiekowi do szczęścia jest zwykle potrzebny inny człowiek…

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

 

 

20:20, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »
niedziela, 20 października 2013

No tak, pewnie pomyślicie, że jakiś minister, gwiazdor telewizyjny czy przynajmniej Ważny Ktoś, nazywany „celebrytą” odwiedził moją leśniczówkę. Nic z tych rzeczy! Choć do leśniczówki trafiają różni goście, a w sobotę co chwilę ktoś odrywał mnie od zajęć wokół domu. Jednak w niedzielne przedpołudnie kręciłem się spokojnie po domu.

 Słuchałem najnowszej płyty Michała Bajora „Moje podróże”, którą zakupiliśmy z żoną wczoraj w gorzowskim teatrze po świetnym koncercie naszego ulubionego Artysty. Polecam! Płyta pojawiła się na rynku bardzo niedawno, bo 14 października. Słuchając Michała, który śpiewał 13 utworów, do których słowa napisał Wojciech Młynarski, zbierałem do torby różne dary sadu oraz ogrodu. Razem z domowym chlebem, pyszną szarlotką i paroma innymi „skarbami” ze wsi mieliśmy je zawieźć do miasta, dla starszej córki i zięcia. Kto ma dzieci w mieście, nawet już całkiem podrośnięte, to wie jak to jest… Naraz usłyszałem wołanie mojej małżonki: „Jarek, zobacz co się dzieje w łazience!” Cóż mogło się dziać? Wszedłem do łazienki, gdzie rzeczywiście było słychać jakiś harmider. Na skraju wanny siedział gość:

Bogatka „wpadła” do nas, choć bez zaproszenia w gości przez uchylone okno i nieco poprzewracała kosmetyki na półkach. Takiego gościa jeszcze nie było. Zdarzył się już nietoperz w sypialni, jaskółka dymówka, zaskroniec na progu leśniczówki, ale przez łazienkę jeszcze nikt nas nie odwiedzał.

Złapałem aparat, aby zrobić pamiątkową fotkę gościowi. Bogatka musiała już chwilę być w łazience, bo była bardzo wystraszona i zdyszana. Zabrałem parę drobiazgów z parapetu, aby ją szybko wypuścić, bo żal mi było wystraszonego ptaszka. Gdy otwierałem okno trzepotanie ptaka ucichło. Sikory nigdzie nie było. Zajrzałem we wszystkie zakamarki i nic. Spojrzałem na sufit i zobaczyłem wystający zza lampy ogon i dziób:

Wystraszony ptak znalazł sobie azyl:

Odsunąłem firanę z okna, aby ją wypuścić na wolność i naraz poczułem pazurki na plecach:

Sikora uznała jak widać moje plecy za bardzo bezpieczne miejsce. Stałem chwilę nieruchomo, żeby uspokoiła się i odpoczęła. Kręciła się na moich plecach ale siedziała spokojnie, mocno zasapana po „łazienkowych wojażach”. Zrobiłem sobie w takim razie jeszcze fotkę z gatunku „celebryckich”- czyli sfotografowałem siebie odbitego w lustrze ale z pewnością przebijam wszystkich, bo kto ma fotografię w łazience z sikorą bogatką na plecach?:

Przesunąłem się wolno do okna i sikora „furnęła” sobie na wolność. Przysiadła na gałązce modrzewia naprzeciw łazienkowego okna i łypała na mnie czarnym oczkiem:

No cóż przyznacie, że to dość nietypowe odwiedziny, nawet w leśniczówce. Został po nich lekki bałagan w łazience i podrapany sufit wokół lampy. Ale plecy leśniczego zostały uznane za wyjątkowo bezpieczne miejsce i to wprawiło mnie dziś w doskonały humor.

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

21:19, lesniczy.lp
Link Komentarze (13) »
piątek, 18 października 2013

Leśne drogi to „coś” bardzo ważnego, potrzebnego i trudnego do zdefiniowania. Dziwne? Wcale nie! Dla turysty, trampa, leśnego włóczęgi drogi w lesie to obietnica przygody, dotarcia do nieznanego miejsca i odkrycia kolejnej tajemnicy lasu. Dla grzybiarza to trasa do borowikowego eldorado, dla wędkarza- fajna trasa nad śródleśne jezioro. Dla leśnika - część lasu służąca do zarządzania, gospodarki, ochrony lasu ale także transportu drewna i dojazdu do pożaru… Dla wójta gminy położonej pośród lasów, drogi leśne to pretekst do szukania pieniędzy w kieszeni „potentata i bogacza”, bo tak często nazywa się Lasy Państwowe, który „zmienia klasyfikację gruntów i udaje, że drogi to nie drogi”…

Tak ostatnio napisali samorządowcy zrzeszeni w Związku Gmin Wiejskich w RP. Zrobiło się mi trochę wstyd za moich kolegów samorządowców z powodu tak kiepskiej znajomości prawa, bo skoro podejmują decyzje, zajmują stanowiska i reprezentują lokalne społeczności powinni wciąż dokształcać się i wiedzieć więcej niż „przeciętny Kowalski”. Można jeszcze zrozumieć radnego z wiejskiej gminy, który może czegoś do końca nie wiedzieć, bo nikt alfą i omegą w społecznej pracy nie jest.  Ale pan wójt czy pan burmistrz siedzący w pięknym garniturze, w eleganckim gabinecie i korzystający z doradztwa radcy prawnego?

 Wystarczy poświęcić chwilę na lekturę ustawy o lasach z 1991 roku, która obowiązuje nie tylko w LP. ale we wszystkich lasach naszego kraju. Także prywatnych i gminnych!  Co bowiem oznacza termin „droga leśna”? Zgodnie z treścią art. 6 ust. 1 pkt 8 ustawy o lasach drogi leśne, to „drogi położone w lasach niebędące drogami publicznymi w rozumieniu przepisów o drogach publicznych”. Zgodnie z kolei z art. 3 ust. 2 ustawy o lasach każdy grunt związany z gospodarką leśną jest traktowany jako las i podlega opodatkowaniu podatkiem leśnym. Przecież tam gdzie dziś jest droga leśna, potrzebna do hodowli lasu za chwilę może rosnąć las, a tam, gdzie dziś jest las może być niebawem droga lub szlak zrywkowy. To normalne zjawisko.  Z kolei odpowiednie rozporządzenie odpowiedniego ministra jasno określa zasady ewidencji gruntów i budynków, stąd zarzut o „chytrej” zmianie klasyfikacji gruntów, za ewidencję których odpowiada starosta jest zupełnie bezzasadny i bezsensowny. Samorządowcy często mają wielkie oczekiwania i żądania wobec leśników, jakby zapominając o milionach wpłacanych do gmin podatków ( w 2012- około 200mln zł) i różnych, pożytecznych formach współpracy. Leśnicy wspólnie z gminami i miastami realizują wiele inwestycji i projektów, szczególnie właśnie na drogach lokalnych. Bo drogi leśne służą do pieszego i rowerowego ruchu turystycznego, ale głownie dla gospodarki leśnej i mogą wyglądać tak:

Jednak przecież leśnicy najczęściej z nich korzystają, dlatego też nieustannie je naprawiają i budują nowe drogi. Dlatego za jakiś czas, często związany z tym, że LP zarządzają państwowymi lasami z ramienia Skarbu Państwa i wydanie publicznych pieniędzy podlega zasadom zamówień publicznych to samo miejsce wygląda tak:

Co jakiś czas w moim leśnictwie naprawiam różnymi sposobami drogi leśne. Czasem przyjeżdża ekipa fachowców od miejscowego „łatania” błotnistych fragmentów dróg:

Robią wykop, wymianę podłoża, kładą geowłókninę i sypią kamienny kliniec zagęszczony żwirem i dokładnie go ubijają. To bardzo potrzebne działanie, bo często jeden torfiasty lub gliniasty dołek nie pozwala na korzystanie z drogi, która w pozostałej części jest całkiem przyzwoita. Jedna taka łata o długości kilku czy kilkunastu metrów umożliwia swobodne korzystanie z leśnej drogi:

Wszędzie tam, gdzie po intensywnych pracach droga wygląda tak:

Za jakiś czas pojawiają się równiarki:

Cała sztuka, aby nie uchybić w niczym procedurze przetargowej ( która dość długo trwa) i trafić na właściwą porę i pogodę do równania dróg leśnych. Bo nie da się tego zrobić podczas ulew, ani w czasie, gdy jest bardzo sucho. W ubiegłym tygodniu zjechała do mojego leśnictwa ekipa drogowa i zabrała się do roboty. Jest lekko wilgotno, czyli warunki w sam raz! Najpierw drogą leśną jedzie mocny ciągnik i „talerzuje” całą szerokość drogi:

Zaraz po nim pojawiają się wielkie, zwykle żółte równiarki, które nadają drodze równy profil, odpowiedni kąt do odprowadzenia wody i napychają ziemię z górek w dołki:

Potem pojawia się ciężki walec z wibratorem, który zagęszcza nawierzchnę drogi i równa ją „na gotowo”:

 Na zakończenie wjeżdża jeszcze „Fadroma” z wielką łyżką, która profiluje wyjazdy z bocznych dróg, robi odpływy na wodę i w razie potrzeby kopie doły chłonne, które odbierają nadmiar wilgoci. Bo tam, gdzie na drodze leśnej stoi kałuża, za chwilę jest wielka dziura… Gotowa, wyrównana droga wygląda tak:

Przejechałem z szefem firmy wykonawczej zaplanowane do wyrównania drogi i pokazałem jak je należy naprawić. Ustaliłem niezbędne zjazdy, „mijanki” i miejsca odpływów wody. Teraz wiecie, że w procesie edukacji leśników okazują się bardzo potrzebne drogownictwo, budownictwo, gleboznawstwo i inne takie tam…  Prace są już za połową, a do wyrównania jest 14 km dróg. Wydaje się to dużo, ale spójrzcie ile to jest w skali leśnictwa o powierzchni dobrze ponad 2000 ha:

Ale dobre i to, bo jak sukcesywnie naprawiamy najważniejsze odcinki, to komunikacja działa bez zarzutu. Drogi do równania zaznaczone są na roboczej mapce na granatowo (jeden egzemplarz ma także wykonawca) i obejmują 8 odcinków. Część z nich to drogi pożarowe, z niektórych, oprócz leśników, zulowców i przewoźników drewna korzystają też często ludzie mieszkający w gospodarstwach położonych pośród lub na skraju lasów. Pieszo i rowerem porusza się po nich wielu turystów, grzybiarzy, wędkarzy itd.  Gruntowe, leśne drogi służą przyrodzie i ludziom, wielu ludziom, którzy traktują je jako część lasu. Bo leśne drogi to to bardzo ważna oraz potrzebna część lasu .

 

 

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

 

21:11, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 14 października 2013

Jesień zabarwiła las wszelkimi odcieniami brązu, czerwieni i żółci. Szczególnie ciekawie prezentują się teraz bory sosnowe, gdzie pod dachem dojrzewających sosen rosną różne krzewy i małe drzewka o wielobarwnych liściach. Spotkacie z różnymi nazwami tej warstwy lasu: podszyt, podrost, drugie piętro lasu, podsadzenia… Czy wiecie jak jest ich rola? Po co pną się w górę pod parasolami sosen?

Czasami wydaje się  ludziom, że gdy w pocie czoła uda założyć się uprawę leśną, przebrnąć przez pielęgnacje, zwalczanie chwastów, a potem przez etap czyszczeń to już czas na tzw. „luzik”. Las sam rośnie, a my cierpliwie czekamy na „leśne żniwa”. Nic bardziej mylnego, bo w lesie nieustannie  czeka na nas praca, nawet w takim, gdzie rosną już całkiem dorodne, „półkubiczne” drzewa. Tylko pozornie główny drzewostan skupia naszą uwagę i determinuje wszelkie działania. Dobry gospodarz lasu dobrze wie, że w lesie wszystko jest ważne i potrzebne, każda jego warstwa, najdrobniejszy element.

Współczesny, wielofunkcyjny las, aby miał jak najlepszą jakość, zdrowotność i najpełniej służył przyrodzie oraz ludziom musi być przecież maksymalnie zróżnicowany. Najlepiej jak wygląda tak:

 Zdarza się jednak , że brakuje w nim piętra podszytu i podrostów. Można, a czasem koniecznie trzeba przebudować las nawet w starszym wieku.

 W czasach, gdy las sadzono tylko po to, aby produkował drewno dla socjalistycznej gospodarki państwa zwykle nie pamiętano o roli podszytu. Las rósł dla desek, kopalniaka i papierówki. Teraz należy naprawiać te błędy. Z kolei lite bory świerkowe najczęściej także nie mają podszytu, ponieważ drzewa są tam wysokie, zwarte gęstymi koronami i tworzą ciemny, zimny las niesprzyjający rozwojowi mniejszych roślin i krzewów. Tutaj nic nie poradzimy na takie warunki i możemy młodsze drzewka lub  krzewy wprowadzać tylko na obrzeżach, lub w miejscach powstających luk w drzewostanie.

Warto się trudzić, bo krzewy i małe drzewka z podszytu pełnią w lesie ważną rolę biocenotyczną (wzmacniają las i wzmagają jego ogólną  odporność) i fitomelioracyjną (chronią glebę leśną przed wysychaniem i zarastaniem). Głóg, leszczyna czy bez dają też smaczne owoce, z których korzystają mieszkańcy lasu, ale też i ludzie. W krzewach ptaki wiją gniazda i chowają się tam rozmaite leśne zwierzęta. Istnienie podrostu coraz częściej gwarantuje nam też ciągłość leśnych pokoleń:

 Podrost to przecież oprócz krzewów także młode pokolenie drzew gatunków lasotwórczych. Gdy „wypada” jakieś drzewo zabite przez szkodnika owadziego lub grzybowego, w powstałą lukę natychmiast pnie się młode drzewko z niższego piętra lasu. To piętro w dobrze zagospodarowanym lesie często powstaje naturalnie, z samosiewu i to jest najlepsza opcja. Gdy nie można go uzyskać naturalnie lub wcześniej nie stworzono ku temu warunków, powstaje ze sztucznych podsadzeń.

Właśnie teraz, jesienią, w wielu około 40-50-letnich borach trwają takie prace. Czasem ze zdziwieniem zobaczycie poorany bruzdami całkiem dojrzały las:

 Stąd leśnicy w dorastających drzewostanach wprowadzają podsadzenia i podszyty, czasem naprawiając błędy poprzedników.

Drzewostan, w którym sztucznie wprowadzimy czwarte piętro należy najpierw poddać zabiegowi trzebieży. Wykonujemy ją rok lub dwa lata wcześniej, przerzedzając drzewostan i usuwając nieprzydatne do dalszej hodowli drzewa. Przygotowujemy też wtedy sieć szlaków zrywkowych, aby nie niszczyć w przyszłości nowego piętra drzewostanu. Do podsadzeń przeznaczamy zwykle około 50% powierzchni drzewostanu, wybierając miejsca bardziej żyzne i z większym dostępem światła. W ten sposób powstają płaty, często różnych gatunków znoszących ocienienie (buk, świerk, jodła, dąb i inne)

Przed posadzeniem  2-3 letnich sadzonek należy przygotować  glebę do sadzenia. Wykorzystuje się tu jeszcze czasem pługi konne lub ciągnikowe, ale lekkie i nieduże, zaczepiane do małego ciągnika. Nie można przecież wyrządzić szkód w lesie poprzez odzieranie rosnących już drzew. Podsadzany las w wieku około 50 lat jest jeszcze przecież dość gęsty.  Usługowe firmy leśne mają w swojej ofercie także specjalne pługi do orki pod okapem, a nieraz wystarczy tylko użycie rozdrabniacza do gałęzi, używanego na zrębach. Na powierzchniach porolnych, gdzie pospolicie występuje huba korzeniowa nawet lepiej sadzić bez przygotowania gleby. Unikamy wtedy kaleczenia korzeni drzew, co sprzyja rozprzestrzenianiu huby.

Leśniczy planujący płaty podsadzeń zawsze maksymalnie wykorzystuje mikrosiedliska i rozmieszcza je w drzewostanie nieszablonowo.  Trzeba przy tej okazji odsłonić istniejące już samosiewy i krzewy oraz rozrzedzać lub zagęszczać więźbę sadzenia w zależności od warunków świetlnych. Sadzimy zwykle 4-5 tysięcy sadzonek na hektar.

Wiosną w jednym z oddziałów leśnictwa posadziłem sadzonki buka. Rozwijają się dobrze:

Teraz uzupełnię jeszcze las sadzonkami dęba i niebawem, gdy zakończy się wegetacja drzewek zostaną one wyjęte ze szkółki i trafią na przygotowane już bruzdy otoczone siatką. Bo uprawa założona pod dachem lasu jest traktowana równorzędnie jak ta na powierzchni otwartej. Dlatego musi mieć dobrą udatność, pokrycie i jakość sadzonek. Czasem pomaga w tym siatka.

 Zwierzyna płowa chętnie korzysta z liściastych sadzonek. Jelenie, daniele i sarny z zapałem ogryzają młode pędy, a samce wycierają o nie poroże. Dlatego czasami płaty, szczególnie cenne, dębowe trzeba grodzić:

Dziś właśnie zakończono grodzenie, gleba przygotowana jak trzeba, niebawem będziemy sadzić. Powstanie w moim leśnictwie kolejna uprawa, którą nazywamy uprawą pod okapem drzewostanu. Mam ich wiele, bo moje leśnictwo położone jest w kompleksie dobrych gleb, a 12 jezior zapewnia też dobrą wilgotność dla "liściaków".  W przyszłości buki i dęby, po latach pracy leśników, pewnie zastąpią tu sosny. Zanim to jednak nastąpi, oprócz spełniania licznych funkcji podszytowych, gonią rosnące już tu sosny w górę, zmuszając je do wykształcania smukłych, dobrze oczyszczonych z gałęzi pni i wąskich koron. Sosnowe bory z dodatkowym piętrem pięknych buków są także najbardziej odpowiednie dla zdrowego wypoczynku:

 Wdychając aromat żywicznych olejków eterycznych mamy także do dyspozycji lekko wilgotne, ożywcze powietrze oczyszczone przez filtr bukowych liści. Jesienią cieszą nasze oczy wspaniałymi barwami:

 Lasy dla ludzi to nie tylko krótkotrwałe, puste hasło medialne. Społeczna funkcja lasu coraz wyraźniej przeważa nad produkcją drewna. Także w podsadzeniach, które choć nazywane podsadzeniami produkcyjnymi budują nową jakość naszych lasów. Otwierają je i uatrakcyjniają dla ludzi. To ważne piętro lasu oprócz „kubików”, zawiera w sobie tak wiele pożytecznych funkcji, że warto je żmudnie budować twardymi rękami „zulowców” pod nadzorem przewidujących przyrodę leśników.

Już dość późno i dzień kończy się, ważny dzień w roku bo przecież dziś było Święto Edukacji. Wszystkim nauczycielom i ludziom związanym z edukacją życzę satysfakcji z trudu włożonego w nauczanie. Wszystkiego najlepszego!

 

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

22:44, lesniczy.lp
Link Komentarze (7) »
czwartek, 10 października 2013

Lubię jesień, bo tchnie smutkiem, pachnie przemijaniem i nastraja do zadumy. To czas w przyrodzie i siłą rzeczy w życiu człowieka, który pozwala  nam zatrzymać się choć na chwilę w pędzie codzienności. Nastają długie wieczory, mamy zwykle więcej czasu dla siebie i do własnych przemyśleń. Najlepszym miejscem do takiego zatrzymania  jest las, a rozmyślaniom towarzyszą wtedy drzewa.

Jesienny las jest szczególny, zamyślony, pogrążony w ciszy, mgle i lepkiej wilgoci. Jeszcze chwilę pozłocony i barwny, świetlisty i ciepły

 a za moment czarno-biały, zimny i mrocznie ponury:

 A drzewa? Drzewa, które towarzyszą nam przez całe życie, bo rosną wokół nas i w mieście, i na wsi. Czy nie warto wtedy także pomyśleć o drzewach? Z szacunkiem, życzliwością i wdzięcznością?

Czasem spoglądam na starą, wyżywicowaną sosnę, na powykręcaną wierzbę przy polnej drodze wpadającej do lasu lub  dąb rosnący na rozstaju dróg i zastanawiam się co widziały te drzewa w swoim długim życiu. Czy tak jak ja jesienią nie odczuwacie potrzeby bliższego kontaktu z drzewami, które za chwilę pozbawione owoców i liści zapadną w zimowy letarg? Spójrzcie na drzewa wokół Was i zastanówcie się chwilkę…

 

 

 Może to właśnie dlatego jesienią, w październiku jest taki dzień, o którym panowie z Czerwonych Gitar śpiewają tak:

Jest taki dzień,

W którym radość wita wszystkich,

Dzień, który już

Każdy z nas zna od kołyski…

 

Ale czy rzeczywiście każdy z nas wie, pamięta od kołyski, że dziś, 10 października  jest Święto Drzewa?

 W mediach cisza! Przejrzałem kilka portali internetowych, nic też do mnie nie dotarło z radiowych wieści... Może wieczorem? Choć może ja, siedząc w lesie i pędząc od zajęcia do zajęcia nie usłyszałem, nie zobaczyłem, nie przeczytałem…

W każdym razie dziś z rana, zanim popędziłem do lasu, przeczytałem sobie po raz kolejny ciekawy  wiersz Włodzimierza Ścisłowskiego, poety, o którym już Wam kiedyś opowiadałem, oddający hołd polskim drzewom:

Dzień dobry, drzewa, polskie drzewa!

Wiatr wam ballady swoje śpiewa

i rozczesuje wasze liście

co w oczach mienią się srebrzyście.

 

Dzień dobry, drzewa, polskie drzewa!

Wiosenna poi was ulewa,

A potem grzeje ciepłe słońce

I słychać znów słowików koncert.

 

Dzień dobry, drzewa, polskie drzewa!

Już was niejeden wiersz opiewał

Pod lipą siedział Kochanowski

I w poszum liści zmieniał głoski

 

Dzień dobry, drzewa, polskie drzewa!

Wiosna was szczodrze przyodziewa

I trwajcie tak na naszej ziemi

Na przemian w bieli i zieleni!

 

Włodzimierz Ścisłowski

 

Dzień Drzewa wymyślił Amerykanin Juliusz Morton w 1872 roku. Tak więc już w XIX wieku właśnie J. Morton stwierdził, że: „inne święta służą jedynie przypomnieniu, Dzień Drzewa wskazuje zaś na przyszłość”. Bo to oczywiste, że drzewa to nasza przyszłość i żywe pomniki świadczące o ludziach, którzy je posadzili. Jego pomysł spotkał się szerokim odzewem. Tylko w 1872 roku w USA posadzono ponad milion drzew. W 1951 roku święto „Dzień Drzewa” zawitało w Europie. FAO - Organizacja ds. Wyżywienia i Rolnictwa ONZ postanowiła, że we wszystkich krajach członkowskich obchodzony będzie każdego roku Światowy Dzień Drzewa. Od 2002 roku w dniu 10 października w Polsce obchodzony jest Dzień Drzewa. Akcja sadzenia drzew z okazji tego święta jest organizowana przez Klub Gaja od 2003 roku. Od początku jej partnerem są Lasy Państwowe, bo leśnicy bardzo szanują drzewa:

 

 W tym roku na świecie trwa kampania pod hasłem Siedem Miliardów Drzew dla Planety i ludzie sadzą drzewa nie tylko w dniu ich święta. Uczcijcie dzisiejsze święto najlepiej jak potraficie. Może sadząc drzewa, opiekując się już istniejącymi, może grabiąc liście spod kasztanowców nękanych przez szrotówki czy choćby poprzez poświęcenie  im choć chwili wolnego czasu i małej „chmurki” myśli… Nasze, polskie drzewa zasługują na szacunek nie tylko w święto, ale przecież w Dzień Drzewa należy je szczególnie uszanować i otoczyć opieką.

 

Leśniczy Jarek -  leśniczy@erys.pl

12:59, lesniczy.lp
Link Komentarze (9) »
środa, 09 października 2013

Trwa złota jesień. Każdą wolną chwilę warto przeznaczyć na spacer i ruch na świeżym powietrzu, bo wokół coraz wyraźniej unosi się nastrój przemijania. Liści na drzewach coraz mniej, choć za to mienią się przeróżnymi barwami. Pomyśleć, że tak niedawno cieszyłem się ze świeżutkiej, wiosennej zieleni brzóz, lip i klonów…

Poranki są mgliste i lepkie od wilgoci, ale słońce szybko osusza i opromienia blaskiem las:

W lesie nadal jest sucho, co obserwowałem dziś podczas przygotowania gleby pod wprowadzenie drugiego piętra lasu. Niewielki ciągnik z zaczepionym pługiem kroił leśną glebę w ok. 50- letnim drzewostanie. Właśnie przez suszę jest kłopot z prawidłowym wyoraniem bruzd. W lesie piach  jak na plaży w Międzyzdrojach! Wcześniej zrobiłem tam trzebież, doświetlając nieco dno lasu i przygotowując miejsce na wprowadzenie sadzonek pod już istniejącym drzewostanem. Niebawem będziemy sadzić młode dęby, które ogrodzone siatką (niestety, to początkowo konieczne)  będą swobodnie się rozwijać, pielęgnując glebę, goniąc w górę sosny i tworząc swoisty mikroklimat w lesie. Susza jednak utrudnia orkę w lesie. Przekłada się też na liche efekty w koszykach grzybiarzy. Trzeba się mocno starać, aby zrobić zimowy zapas suszonych grzybów. Wprawdzie dziś znalazłem kilka rydzów, ale taka ilość tylko działa na wyobraźnię i pobudza kubki smakowe, bo nie ma na co grzać patelni!

Wciąż jadą z mojego leśnictwa samochody z drewnem i dziś gdy jechałem na spotkanie z kolejnym kierowcą zobaczyłem przy powiatowej, betonowej drodze coś dziwnego:

Wprawdzie to nie teren leśny, czyli w zasadzie nie moja sprawa ale zastanowiło mnie kto i po co pościnał cały rząd osik. Dobrze się nam współpracuje z zarządem dróg powiatowych, a zatem chciałem wyjaśnić zagadkę. Komu się chciało walić siekierą te drzewa przy samej drodze i po co?- pomyślałem sobie. No i dlaczego nie ma gałęzi? Przecież drogowcy używają pił i rozdrabniają gałęzie za pomocą rębaka! Wrzuciłem wsteczny i zatrzymałem się obok pni osikowych. Spojrzałem na wióry przy pniakach i zobaczyłem wydeptaną ścieżkę prowadzącą do jeziora. Wszystko jasne - to sprawka bobrów! Ale przecież osiki rosły około 100 metrów od wody i bobry musiały przeciągnąć gałęzie przez drogę:

 A potem przez sosnowy młodnik:

Poszedłem wydeptaną ścieżką, która prowadziła prosto do jeziora Stołuńskiego:

W wodzie pływało kilka osikowych gałęzi objedzonych z kory:

Reszta pewnie została schowana w norze. No tak, bobry kosztem drogowców przygotowują sobie na zimę zapas osikowych gałęzi. Wokół jeziora Stołuńskiego jest już coraz mniej drzew nietkniętych bobrowymi strugami. Ścinają osiki, olchy, brzozy, solidne, grube dęby. Jedno z liściastych wydzieleń mojego leśnictwa położone wzdłuż jeziora zostało już prawie pozbawione drzew i nie wymaga wykonywania żadnego zabiegu trzebieżowego. Co dziwne, bobry dobierają się nawet do sosen i wycięły spory fragment kilkunastoletniego młodnika, a także okorowały odziomki kilku grubych, tartacznych sosen. Dobierają się też co jakiś czas do pomostu przeciwpożarowego nad jeziorem:

Brzeg jeziora pokrywają kikuty drzew liściastych i już tylko czasem widać stojące „suchary” pomiędzy sosnami:

 Co jakiś czas muszę kontrolować przejezdność jedynej drogi wzdłuż jeziora, bo często jest zatarasowana obalonymi przez bobry drzewami. No ale cóż, las musi być także i dla nich, przecież są pod ochroną i budzą sympatię. Choć leśnika boli serce, gdy piękne, strzeliste dęby schną lub lecą w wodę jeziora. Z melancholią na bobrowe porządki spoglądał też zadumany kormoran, który pozbawiony wygodnego punktu obserwacyjnego na liściastym drzewie musiał zadowolić się małym kikutem, pozostałym po bobrzym ucztowaniu:

Nie wiem jak drogowcy przyjmą wieść o tym, że bobry planują „opękać” zimowy czas kosztem osik z pasa powiatowej drogi. Może będą zadowoleni, że nie muszą występować do gminy o decyzję o wycince drzew, których jest sporo blisko jezdni. Swoją drogą te gryzonie mają świetnych i odważnych wywiadowców, skoro znalazły osiki tak daleko od wody. To także dowód na to, że czują się bezpieczne na lądzie i nie mają wrogów. Zresztą pewnie wielu z Was oglądało w sieci m.in. głośny filmik „Niech ginie” o wizycie bobra w mieście. Jest ich coraz więcej i często będą zbliżać się do ludzi. Kierowcy, uważajcie zatem na bobry poruszające się z osikowymi gałęziami na drodze Pszczew-Stołuń.

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

21:50, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »