O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
niedziela, 17 stycznia 2016

447min

  Biała zima za oknem i długie wieczory sprzyjają lekturze i oglądaniu telewizji. Bo przyroda jest mądrzejsza od nas i po to są pory roku, aby rytm naszego życia był im podporządkowany. Po czasie intensywnej pracy i długich dniach lata oraz wczesnej jesieni przychodzi czas odpoczynku. Choć ludzie wymyślili sztuczne światło i zdarzają się nie zważać na to, co dyktuje im przyroda, to siłą rzeczy zimą inaczej funkcjonujemy.

W mojej codziennej pracy leśniczego ostatnie dni były także nieco spokojniejsze, bo nie licząc codziennych wywozów drewna z lasu inne prace jeszcze nie ruszyły. W piątek jednak została podpisana umowa z zakładem usług leśnych i jutro rozpoczynam współpracę z nowym, kolejnym już przedsiębiorcą. Od nowa musimy poukładać współpracę, bo leśnictwo Pszczew zalicza się do bardziej intensywnych  i mocno obciążonych zadaniami, a zatem wiele się dzieje jednocześnie. Dobrze zorganizowana współpraca pomiędzy leśniczym, a wykonawcami prac leśnych to podstawa, a zatem od poniedziałku wspólnie zabieramy się do dzieła.

Zatem niebawem, już od poniedziałku  „znów ruszą dla mnie dni i pory roku zaczną krążyć znów” jak pisał Stachura i ruszą prace przy trzebieżach, czyszczeniach, melioracjach agrotechnicznych i innych pracach leśnych… Sobota i niedziela to na szczęście czas, gdy można nieco zmienić tok myślenia i znaleźć choć kilka chwil dla siebie( choć  leśniczego obowiązuje zadaniowy czas pracy i różnie to bywa). Śnieg i mróz za oknem oraz krótki (choć już coraz dłuższy) dzień sprzyjają spotkaniom towarzyskim, lekturze i oglądaniu telewizji. No i oczywiście szperaniu w globalnej sieci, gdzie oprócz zajmujących blogów znajdujemy szereg interesujących informacji. Mnie szczególnie pasjonuje szperanie w cyfrowych archiwach i bibliotekach, gdzie znajduję wiele ciekawostek z historii regionu, leśnictwa i innych, ciekawiących mnie dziedzin.

Pomimo tych cyfrowych udogodnień wciąż jednak przedkładam szelest kartek nad fascynację  ekranem komputera czy telewizora, stąd częściej sięgam po „papierową” książkę. Jestem tradycjonalistą i choć czasem czytam książki czy czasopisma w formie e-booków, to jednak zapach papieru i farby drukarskiej ma swoją magię. Czytam bardzo różne książki, ale najchętniej sięgam oczywiście po pozycje związane z przyrodą, lasem i leśnikami. Zebrałem już cały regał pozycji odkładanych „na potem” do poczytania, bo na rynku wydawniczym ukazuje się tyle ciekawych nowości, a ostatnio sporo też wyszukałem w antykwariatach i internetowych ogłoszeniach.

Niedawno zakupiłem w księgarni internetowej Ośrodka Kultury Leśnej w Gołuchowie k. Kalisza wydaną tam bardzo interesującą książkę Jarosława Krawczyka „Leśnicy w rolach głównych”

4471

Jarosław Krawczyk- znany leśnik i rzecznik prasowy białostockiej dyrekcji regionalnej LP ma także zainteresowania filmowe oraz teatralne. Wykorzystał swoją wiedzę oraz umiejętności i zebrał w tej książce informacje o leśnikach, którzy zostali przedstawieni w kinematografii polskiej po II wojnie światowej. Do atrakcyjnie wydanej książki została dołączona płyta dvd:

4472

Znajdziemy tam cztery ciekawe filmy z sześciu, gdzie w powojennej historii Polski leśnicy zagrali główne role. Nie jest łatwo odszukać w programach stacji telewizyjnych te pozycje tym bardziej, że ostatni z tych filmów został nakręcony w 1986 roku.

Polskie lasy pełnią ważną rolę w zasobach przyrodniczych Europy. W naszym kraju są gminy, gdzie lesistość przekracza 80 % ich powierzchni. W wielu zakątkach kraju las jest ważnym i bywa, że jedynym pracodawcą i żywi drwali, zrywkarzy, przewoźników drewna, tartaczników, miejscową ludność i oczywiście leśników. Były czasy, że gdy ktoś wchodził lutą zimą wieczorem np. do „Siekierezady” w Cisnej, jego wzrok napotykał tylko leśników i drwali, z rzadka przeplecionych poetą lub bardem z gitarą, bo turyści odkryli ją dopiero później. Dziś wygląda to nieco inaczej, tym niemniej w wielu leśnych zakątkach kraju, szczególnie poza dużymi miastami leśnicy są ważnymi częściami lokalnych społeczności. Zmieniła się też rola i znaczenie leśników.

 Sądzę, że łatwo dostrzeżemy różnicę, gdy obejrzymy filmy dołączone do książki.

 Mnie szczególnie zainteresowały dwa odcinki (6 i 7) serialu „Punkt widzenia” z roku 1980. To filmowa opowieść o tym, jak ułożyły się losy grupy absolwentów Uniwersytetu Warszawskiego w siedem lat po opuszczeniu uczelni. Przez siedem odcinków śledzimy normalne losy młodych ludzi z wyższym wykształceniem. Są wśród nich m.in. przyszli prawnicy - Maria, Ania i Marek; lekarze - Łysy i Sieradzki; leśnik - Włodek; aktorka – Liliana, muzyk - Wieżan i inni. To inżynierowie lekarze i humaniści, którzy mają własne myśli, refleksje i plany,  którzy mają własne "punkty widzenia" na teraźniejszość i przyszłość.

Scenariusz odcinków 6 i 7 napisała Małgorzata Niezabitowska- rzeczniczka rządu Tadeusza Mazowieckiego, która jest także autorem przedmowy do książki:

44710

 Choć urodziła się w Warszawie i nie jest leśnikiem to znakomicie i wiernie przedstawia leśnika Włodka oraz ówczesne środowisko leśników. Nic w tym w zasadzie dziwnego, bo ze zdumieniem odkryłem, że jej dziadek, Mieczysław Niezabitowski był leśnikiem i to dyrektorem RDLP Toruń. Od powstania toruńskiej dyrekcji w dniu 1.02.1925 roku był jej trzecim z kolei dyrektorem w okresie od 7.02.1945 r. do 15.11. 1948 roku.

Z jeszcze większym zdumieniem przeczytałem, że leśnik Włodek, który uciekł ze swoim doktoratem z miasta na wieś i objął posadę leśniczego jest w scenariuszu pracownikiem „mojego” Nadleśnictwa Trzciel :

4473

(kadr z filmu)

 Wprawdzie zdjęcia kręcono nie w Trzcielu lecz na Mazurach, jednak gdy na ścianie filmowego nadleśnictwa zobaczyłem tablicę z napisem „ L P Nadleśnictwo Trzciel” zrobiło się mi bardzo miło. W rolę leśniczego Włodka broniącego przed wycięciem cennego lasu obok rezerwatu świetnie wcielił się znany filmowy „twardziel” Bogusław Linda:

4474

(kadr z filmu)

 

Bardziej znamy jego taki wizerunek:

4475

( fot ze strony www.wykop.pl)

Jednak w tym serialu gra leśniczego, który pracując w lesie z bardzo roszczeniowymi drwalami i wozakami dobrze radzi sobie z prozą życia, choć głowę ma pełną ideałów. Związał się z tam z miejscową nauczycielką 0lgą, ale jest to tylko próba oszukania samotności i swego uczucia do żony Marii, która pozostała w Warszawie. Wraca do niej w noc sylwestrową przełomu 1979/1980 roku. I ten "twardziel" znany z wymachiwania broną, ostrej mowy, twardej ręki i szorstkości świetnie pokazał szlachetność uczuć i romantyczną duszę leśniczego.

Pozostałe filmy na płycie złączonej do książki:

4476

także są warte obejrzenia.

Można się tylko dziwić, że od tak wielu lat żaden leśnik nie zainspirował filmowców do nakręcenia filmu z człowiekiem w zielonym mundurze w roli głównej.

A przecież dziś leśnicy mają bardzo szerokie, wielokierunkowe zadania i są też mocno związani z lokalnymi społecznościami. Są znani, najczęściej szanowani i dobrze rozpoznawalni na wsiach i w małych społecznościach jednak w dużych środowiskach miejskich są postrzegani przez pryzmat różnych stereotypów. Jednak dziś trudno spoglądać na leśników przez pryzmat stereotypowego wizerunku na zielono ubranego człowieka z flintą, zielonym kapeluszem i z pieskiem, zajętego tylko drewnem i raportówką, z której wystaje szklane opakowanie. Leśnicy zajmują się dziś wieloma ważnymi dla wszystkich zadaniami: turystyką, udostępnieniem lasu, ochroną przyrody, edukacją i chętnie dzielą się z wszystkimi swoją szeroką wiedzą o lesie i przyrodzie.

Jednak ludzie często o tym nie wiedzą i zwyczajnie nie znają leśników. Dlatego ważną sprawą jest ich obecność w mediach oraz w szeregach bohaterów popularnych, powszechnie oglądanych filmowych seriali.

 

Leśnicy pojawiają się jednak bardzo sporadycznie w teraźniejszych filmowych serialach i zwykle nie są to postacie, z którymi chciałbym się zarówno ja, jak moi koledzy utożsamiać. Najlepszym przykładem jest tu filmowa niedojda - leśniczy Michał Auguścik z serialu „Blondynka”

4477

(Fot ze strony www. film.interia.pl)

Nieco lepiej choć nadal irytująco dla leśników postać leśnika zaprezentowano w „Życiu nad rozlewiskiem”. Znajdziemy tam starszego, emerytowanego leśniczego oraz postać jego następcy, który jest podobno przystojny i atrakcyjny dla kobiet, szczególnie podczas rąbania drewna:

4478

( fot ze strony www.swiatseriali.interia.pl)

Jednak oprócz zasiadania za kierownicą terenowego samochodu, brzdąkania na gitarze, romansów i strojenia fochów nie zajmuje się niczym związanym z pracą leśnika i tworzy zupełnie wypaczony obraz ludzi lasu.

Nieco inny obraz leśnika pokazano w ostatnich odcinkach serialu „M jak miłość”. Leśniczy Franek Zarzycki z Grabiny

4479

 ( fot ze strony www.telemagazyn.pl)

 przedstawiony jest bardzo pozytywnie jako odważny i opiekuńczy człowiek, który m.in. opiekuje się ciężarną Natalką.

Jest zatem szansa, aby leśnik na srebrnym ekranie pojawiał się jak najczęściej i w dobrym świetle oraz rzetelnie odzwierciedlał wizerunek jednej z najwyżej ocenianych pod względem uczciwości i zaufania branż. Bo nawet jeden, niewielki filmowy epizod pokazujący w pozytywny sposób leśnika oglądają miliony ludzi. Dlatego warto czasem zwrócić na leśników oko kamery i światło scenicznych reflektorów. Leśnicy wprawdzie kochają ciszę i niezbyt chętnie odrywają się od swoich licznych, leśnych zajęć ale mają także świadomość potrzeby budowania pozytywnego wizerunku. Dlatego warto zajrzeć do książki Jarosława Krawczyka…

 Po 30 latach nieobecności może pojawi się na srebrnym ekranie jakiś leśnik jako główny bohater filmowego serialu? Może tak jak serialowy ojciec Mateusz, który rozsławił stan duchowny, rowery oraz piękny Sandomierz, tym razem leśnik stanie się ambasadorem piękna polskiej przyrody i dobrej marki gospodarzy polskich lasów?

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

20:34, lesniczy.lp
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 11 stycznia 2016

446min

 

Zima, która w pszczewskich lasach rozpanoszyła się w pierwszą noc nowego, 2016 roku trwa na dobre. Choć jest zmienną, nieodgadnioną i zaskakującą, jak na kobietę przystało. Raz mrozi suchym mrozem, potem zasypuje białym puchem, który za chwilę topi się i na powrót marznie w śliskie tafle. Bo chyba zima, szczególnie obserwowana w lesie jest kobietą?

W mojej ocenie z pewnością tak. I myślę o niej jak Grechuta, który śpiewa niby o wiośnie ale jakże ciepło w tym utworze zwraca się do zimy:

Stoję w oknie, wypatruję nagle dzwonek u mych drzwi  Zima, zima wchodźże szybciej, ogrzej się na parę chwil 

 Właśnie dziś sobie rozmyślałem o kobiecości zimy, gdy czekałem na kolejny samochód, który jechał do mnie po odbiór drewna. Łudziłem się, że po bardzo pracowitym roku choć początkiem stycznia będę miał nieco więcej czasu na różne prace leśne i biurowe, nieustannie przekładane, odkładane choć nie zapomniane, oj nie, nie. Wszystkie prace z 2015 roku zakończone, umowa z nowym zakładem usług leśnych wyłonionym w przetargu jeszcze nie podpisana – idealna pora na sprawy drobne choć ważne. Ale przecież w lesie stoją stosy wałków, leżą dłużyce w mygłach- to jak mogę mieć czas na sprawy drobne? Skoro 4 stycznia „urealniłem” rejestrator leśniczego na rok 2016 i „załadowałem” nowe pozycje planów na bieżący rok, w tym także pozycję planu zatytułowaną „wywóz drewna”, to natychmiast rozdzwonili się kierowcy. Już 5 stycznia od rana „ładowała się papierówka 2,40”. Co z tego, że zima i śnieg?

Nie ma czasu aby stać w oknie i po poetycku wypatrywać zimy. Trzeba wstać rano i odśnieżyć drogę do kancelarii interesantom,  których także nie brakuje. A z ulicy do drzwi leśniczówki jest spory kawałek:

4461

Dobrze, że pomaga mi podleśniczy Irek, który także mieszka w tym samym budynku. Potem trzeba „jechać” z szuflą w drugą stronę, mając w uszach znaną wszystkim pieśń A. Rosiewicza „ wstawaj Zenek, śnieg na dworze”, aby odgarnąć biały puch i wyjechać z garażu. Bo wyjechać trzeba, gdyż dzwonią po drewno S2A, S2B czy po dłużyce. Co tam zima? Leśniczy musi być wciąż w lesie i wciąż jest tam potrzebny.

Dziś z kolei kokietka zima zaskoczyła wszystkim zręcznie przygotowanym lodowiskiem. Wczoraj wieczorem kropił deszcz i sporo śniegowych płacht zmieniło się w brudnobiałe szmatki. Rano jednak ledwo dotarłem do klamki samochodu, mniej lub bardziej kontrolując ślizg na butach w kierunku zbliżonym do garażu. Pomimo dobrych opon i napędu na cztery koła, nie używając zupełnie pedału hamulca i tak musiałem nieźle majtać kierownicą, aby dotrzeć do spragnionego papierówki samochodu pana Leszka.

Stał w umówionym miejscu i choć było jeszcze zupełnie ciemno odczepiał przyczepę od ciężarówki, a ja odpalałem rejestrator i wystawiałem kwit wywozowy sporo przed 7 rano.

Za chwilę dzwonił już pan Arek, który jechał po papierówkę sortowaną S2b i kolejny kierowca zainteresowany dłużycą do tartaku. Razem pięć samochodów w różnych zakątkach leśnictwa, a w międzyczasie telefony klientów zainteresowanych zakupem opału ( to plan na jutro) i kilka spraw drobnych choć ważnych: sprawozdanie z nadzoru nad lasami niepaństwowymi, mapka trzebieży zaplanowanych na bieżący rok, zestawienie pasów przeciwpożarowych typu A, analizy intensywności wykonania zabiegów, plan zrębów do szacunków brakarskich za które już należy się zabrać itd.

Z pola spoglądały na mnie sarny, zgorszone pewnie zbędnym pośpiechem:

4462

Ale nie, nie po to zima jest kobietą, aby nie poświęcić jej choć chwili. Nie po to chyba każdy leśnik ma duszę romantyka, aby choć nieco nie zachwycić się zimą w lesie. Bo zima jest piękna, subtelna i mądra- jak to kobieta i należy poświecić jej choć nieco uwagi oraz zachwytu.

Choć zimą trzeba szuflować śnieg, ślizgać się na zblokowanych kołach samochodu (pomimo, że z terenowym bieżnikiem)  i podeszwach butów ( z równie terenowym bieżnikiem) po złośliwie schowanych pod śniegiem korzeniach i gałęziach… Pomiędzy 6 i 7 sprawą drobną choć ważną oraz samochodem 3 a 4 zatrzymałem auto i ruszyłem pieszo w las.

Spotkałem sporą chmarę jeleni, przemknął rudy lis, a czarny kos przyglądał się mi chwilę, a potem rozkrzyczał po swojemu:

4463

 

Potem spojrzałem w oczy sarnie, która obserwowała mnie spod nawisu sosnowych gałęzi:

4464

Zajrzałem do starego boru sosnowego, gdzie blisko 150 letnie sosny mają pięknie tafelkowane pnie

4465

Takie tafelki na korze mają tylko stare, dobrze ponad 100 letnie sosny. Jak na zamówienie na króciuteńką chwilę zaświeciło słońce:

4466

I było tak jak pisał Stachura dawno temu w Siekierezadzie:

Było jakoś tak niesamowicie uroczyście. Fantastycznie solennie. Chwila, chwila i miejsce, chwila, miejsce i czas były na złożenie jakiegoś przyrzeczenia. Co też uczyniłem…

Bo szczególnie zimą dobrze jest zachwycić się ciszą lasu i majestatem starych drzew

4468

 Koniecznie trzeba zatrzymać na chwilę zasłuchanym w siebie. Przecież to początek roku i czas noworocznych przyrzeczeń. Należy przyrzekać sobie, a nie komuś i cieszyć kontaktem z zimowym lasem. Zima, zima, ach to ty…

Przypomniało się mi uwielbienie natury płynące z wiersza Stachury „Gloria”:

Chwała wam ptaszki śpiewające  Chwała wam ryby pluskające  Chwała wam zające na łące  Zakochane w biedronce  Chwała wam: zimy, wiosny, lata i jesienie  Chwała temu co bez gniewu idzie  Poprzez śniegi, deszcze, blaski oraz cienie  W piersi pod koszulą - całe jego mienie  Gloria! Gloria! Gloria!

Zadzwonił jednak telefon i przerwał króciutką przerwę poetycką. Trzeba było pędzić do kolejnych obowiązków. Spojrzałem tylko szybko na taflę zamarzniętego jeziora Cegielnianego:

4467

Latem rozłoży się tu obóz harcerski i druhowie ze Zbąszynka będą się chlapać w czystej wodzie, łowić ryby oraz spoglądać z podziwem na pokryte taflami kory pnie starych sosen tak jak ja teraz. Choć zimą, pomimo, że jest zimno to jest tu bardziej dostojnie, elegancko, wyjątkowo. To jest właśnie ten fenomen lasu i natury. Bo w przyrodzie wszystko jest potrzebne, nawet pozornie nieprzyjazna ludziom zima. Potwierdza to także stare, ludowe przysłowie:

I wiosna by tak nie smakowała, gdyby przedtem zimy nie było

Zachwycajmy się naszą, zmienną, tylko pozornie zimną ale po kobiecemu atrakcyjną zimą. Zapewniam Was też, że warto przystanąć właśnie w zimowym lesie, na początku roku nad własnymi myślami.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

22:04, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
środa, 06 stycznia 2016

445min

Dziś kolejny wolny od pracy dzień i na grubym, ściennym kalendarzu widnieje czerwona cyferka- 6 styczeń 2016 roku. W świąteczny dzień mamy zwykle więcej czasu dla siebie i na różne przemyślenia. Za oknem dziś zrobiło się bardzo biało i część moich przemyśleń powstała w czasie szuflowania i odmiatania śniegu, który sypie cały dzień. No ale w końcu to zima, a zatem nic dziwnego, że pada śnieg i jest minus 10 kresek na termometrze. No i jest zimowo, dostojnie, pięknie:

4451

Przy fajnej muzyce i w zimowej scenerii widocznej za oknem:

4452

warto powspominać to, co wydarzyło się w 2015 roku.

 To mój pierwszy blogowy wpis w tym roku, a zatem nie można w zasadzie zatytułować go inaczej jak „Pora podsumowań”. Pewnie warto też pokusić się o podtytuł, bo ta „pora podsumowań” brzmi mało oryginalnie. Zatem niech będzie „Pora podsumowań, czyli medytacje wiejskiego leśniczego”:

 Pamiętacie Skaldów i ich chyba największy przebój skomponowany przez Andrzeja Zielińskiego do tekstu Leszka Aleksandra Moczulskiego w grudniu 1968 roku?:

Ludzie listy piszą nawet w małej wiosce

Listy szare, białe, kolorowe…

Skoro medytacje wiejskiego listonosza tak zapadły w pamięć ludziom, to może i medytacje leśniczego wzbudzą zainteresowanie? Przez cały rok pisałem do Was na blogu leśniczego listy szare, białe, kolorowe, a najczęściej zielone, bo o życiu i pracy leśniczego, lasu, zwierząt. Sporo w tych listach było też o ludziach, bo przecież jak każdy leśniczy, tak wielu spotykam ich w każdym dniu swojej pracy. I właśnie ludzie to główny temat medytacji leśniczego na początku kolejnego roku.

 Po tylu latach spędzonych w lesie „przyszło przywyknąć” do codziennych obowiązków leśniczego i z ich realizacją raczej nie mam problemów. Choć wcale nie popadłem w rutynę, bo w tej branży nie ma takiej możliwości. No i moje bardzo intensywne leśnictwo na to nie pozwala. Blisko 2200 ha lasów państwowych w 83 oddziałach leśnych i ponad 200 ha lasów prywatnych nie pozwala na nudę w żaden dzień roku. „Moje” nadleśnictwo Trzciel wykonało praktycznie wszystkie zaplanowane na 2015 rok zadania, a w wyniku ich realizacji pozyskało ponad 90 tys. m3 drewna. Z tego najwięcej, bo 12 tys. m3 pochodzi z mojego leśnictwa. Wystawiłem w minionym roku około 400 kwitów wywozowych, niezbędnych do wywiezienia drewna i 300 asygnat na drewno zakupione detalicznie w leśniczówce. Poznałem w ten sposób wielu przewoźników drewna, „gałęziarzy” i nabywców drewna opałowego.

Przez cały rok wiele wydarzyło się w pszczewskim lesie. Kilka hektarów starego lasu zamieniło się w mygły i stosy drewna, ale też w młode uprawy, które pięknie zielenią się. Ponad 70 hektarów najmłodszych fragmentów lasu w minionym roku było pielęgnowanych i usuwaliśmy tam chwasty i zbędna naloty. Sporo ponad 40 hektarów młodników zostało wypielęgnowanych poprzez czyszczenia wczesne i późne. Z kolei w starszych drzewostanach wykonywaliśmy trzebieże pielęgnujące las i łącznie było ich ponad 130 ha. Wymaga to wielu godzin spędzonych w lesie i każdy leśniczy, pomimo pomocy i wysiłków 1 czy 2 podleśniczych musi osobiście wszędzie zajrzeć. Przedeptałem zatem wiele kilometrów leśnymi bezdrożami, co jest znacznie przyjemniejsze i ciekawsze niż ślęczenie nad dokumentami czy stukaniem w klawiaturę komputera.  Przejechałem wiele kilometrów leśnymi drogami, gdzie ustawiamy stosy drewna:

4454

Różnie te drogi wyglądają w zależności od warunków atmosferycznych i pory roku ale są coraz lepsze. W minionym roku równiarka naprawiła kilkanaście kilometrów dróg leśnych, kilka błotnistych odcinków zostało utwardzonych kamieniem, a  sporo czasu zajął mi nadzór nad budową nowej drogi przez moje leśnictwo. W ostatnich dniach roku był odbiór techniczny pierwszego, ponad 3 kilometrowego etapu:

4455

To piękna droga, która przez lata będzie służyć do udostępnienia lasu, zapewni jego bezpieczeństwo i pomoże sprawniej wywozić drewno. Mam nadzieję, że nikt i nic nie pokrzyżuje planów nadleśniczego, który zaprojektował drugi etap budowy drogi na rok 2016.

Spotykałem przez ten miniony rok wielu ciekawych ludzi. Miałem też naturalnie kontakty i czasem trudne rozmowy także z tymi mniej ciekawymi, którzy pojawiają się w leśniczówce, a jeszcze częściej w lesie z problemami, pretensjami, czasem nawet pogróżkami. Kontakty z ludźmi to także ważna część pracy leśniczego i choć każdy z nas zwykle woli rozmawiać z drzewami lub leśną ciszą, musi także umieć się porozumieć z różnymi ludźmi, rozładowywać konfliktowe sytuacje i trafnie, szybko podejmować decyzje. Poznałem w tym roku wielu leśniczych z całej Polski i były to bardzo miłe, motywujące spotkania. Miniony rok był rokiem wielkich, ważnych zmian w całym kraju, które także nie ominęły leśników. Zmieniło się wiele przepisów, zarządzeń, instrukcji. Pojawiły się także ważne zmiany kadrowe. Zmienił się minister środowiska, Dyrektor Generalny Lasów Państwowych, którego niedawno miałem okazję poznać:

4456

w towarzystwie innych leśniczych z całego kraju.

RDLP w Szczecinie, która obejmuje aż 35 nadleśnictw (w tym „moje” nadleśnictwo Trzciel) i lasy od Bałtyku po Wielkopolskę, ma także nowego dyrektora. Jestem przekonany, że te zmiany okażą się dobre i pożyteczne dla polskich lasów i leśników.

To był ciekawy rok, brzemienny w wiele wydarzeń, także osobistych. Wiele i intensywnie działo się w moim życiu wiejskiego leśniczego. W kancelarii leśnictwa Pszczew i w lesie towarzyszyła mi przez tydzień kamera filmowa ekipy „Las Bliżej Nas”. Przez trzy filmowe odcinki pojawiałem się na ekranie w TVP 1 i TV Polonia w towarzystwie wielu, wielu ludzi. Działo się też wiele w sferze mojej aktywności społecznej, regionalnej, dziennikarskiej, rodzinnej. Młodsza córka Iga wyszła za mąż, odbyliśmy z żoną sporo ciekawych podróży po Polsce i wiele godzin spędziliśmy przy upiększaniu naszego ogrodu. No ale ten rok minął mi przede wszystkim w towarzystwie niedużego faceta, z którym się bardzo lubimy i fajnie dogadujemy:

4453

Wnuk Julian, choć na razie mówi niewiele, jest za to znakomitym słuchaczem i wyraźnie zakochał się od pierwszego widzenia w polskiej przyrodzie, a szczególnie w ptakach. Z wielkim zamiłowaniem ogląda je w moim towarzystwie z okna leśniczówki. Szczególnie lubi sroki i mazurki:

4457

Chętnie wysłuchuje moich opowieści, które są najczęściej wynikiem medytacji wiejskiego leśniczego. Tylko niektórymi z nich podzieliłem się z Wami dzisiaj. Bo tyle dzieje się przez rok mojego życia i pracy. Wiele tych spraw, ludzi i wydarzeń poznaliście przez 5 lat blogowych spotkań.  Jakże wiele wydarzeń i postaci zostało zapisane w moim zielonym kalendarzu w 2015 roku… Warto je wspominać, przypominać, zastanawiać się nad nimi, choć często brakuje czasu. Dlatego warto jest nieraz, tak jak w dzisiejszy zimowy wieczór, zatrzymać się, podsumować jakiś etap i spojrzeć za siebie. Ale nowy, zielony kalendarz już rozpoczęty. Oby w nim, tak jak w kalendarzu każdego z Was, wydrukowano tylko szczęśliwe i dobre kartki.

Najlepszego Wam wszystkim w Nowym 2016 Roku!

 

Leśniczy Jarek-lesniczy@erys.pl

 

22:04, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
czwartek, 31 grudnia 2015

444min

 

Za kilka godzin minie kolejny rok, już piaty, jak spotykam się tu z wszystkimi, którzy kochają las i przyrodę. Od stycznia 2011 roku opowiadam wszystkim, którzy zaglądają do blogowej leśniczówki Pszczew o tym co w lesie piszczy. Przede wszystkim staram się opowiadać o lesie i wszystkich jego elementach, ale też o pracy leśników i ludziach, których jako leśniczy spotykam w lesie i wokół niego.

W historii ludzkości las zawsze był i pewnie jeszcze długo pozostanie obiektem zainteresowania wielu ludzi. Niezależnie od wieku, wykształcenia i wykonywanego zawodu, najczęściej traktujemy las z wielkim szacunkiem. Zwykle nie zdajemy sobie nawet sprawy z tego, jak wiele daje nam las. Jego bogactwo i pełna gama pożytków są dla nas najczęściej czymś naturalnym, jednak nie zawsze pamiętamy o racjonalnym korzystaniu z tych dobrodziejstw. W lesie, oprócz drewna, grzybów, jagód i innych wymiernych korzyści, szukamy spokoju i wytchnienia. Zmęczeni pędem życia, znużeni monotonią mijających dni, utrudzeni codzienną, wielogodzinną pracą czerpiemy z niego siłę i spokój. Można zadać sobie pytanie: co jest tego przyczyną? Dlaczego człowiek tak potrzebuje kontaktu z Naturą? Czyżby to wynikało z genetycznego zaprogramowania? A może człowiek nieustannie szuka najlepszego połączenia i kontaktu z systemem, którego od wieków jest częścią? Pamiętam z dzieciństwa takie powiedzenie: „Las ojciec nasz, my dzieci jego, więc chodźmy do niego”. Korzystając z wszelkich darów lasu traktujmy go z szacunkiem i czułością należną rodzicowi. Nie zawsze jednak tak jest… Człowiek od początku swojego istnienia uzurpował sobie prawo do panowania nad światem i Naturą. To odpowiedzialna misja. Musimy jak najszybciej zrozumieć naszą odpowiedzialną rolę i znaczenie wpływu jaki wywieramy na otaczające nas lasy. Jako leśnik i przyrodnik, jako człowiek, który od wielu już lat żyje bardzo blisko lasu staram się być Waszym przewodnikiem po leśnych sprawach i pomagać w rozważaniach o zgodnym współistnieniu lasu i ludzi.

Nie jest to łatwa rola, bo każdy rozumie las inaczej. Blog leśniczego ma swoją specyfikę i jest przecież bardzo subiektywny. Mam wiele zajęć i nie zawsze mogę tyle czasu poświęcić na blogowe zapiski, ile chciałbym. Załączam sporo własnych fotografii, bo piękno lasu lepiej pokazywać niż o nim mówić, choć najlepiej obcować z nim na żywo.

444_1

  Czasem ktoś nie rozumie mojego spojrzenia na las transmitowanego przez pryzmat wiedzy leśniczego, innym razem leśnicy irytują się, że piszę o rzeczach tak oczywistych i banalnych. Otrzymuję wiele listów i pytań, cieszę się z licznych komentarzy, choć pośród miłych i mądrych zdarzają się czasem złośliwe… Przez 5 lat blogowania poznałem wielu, wielu nowych ludzi, zajrzałem do wielu blogów. To bardzo ciekawe, nowe doświadczenie, szczególnie dla leśnika, który żyje na co dzień w jakże realnym, konkretnym świecie. Dlatego też inaczej spoglądam teraz na las, nauczony Waszymi pytaniami, inspirowany komentarzami i ocenami. Dziękuję Wam bardzo za tę naukę…

Za kilka godzin zakończy się rok i nowy, gruby kalendarz zawiśnie na ścianie. W przyrodzie i w lesie w zasadzie nic się nie zmieni. W lesie nie wisi kalendarz, zegar nie odlicza sekund. To my, ludzie, wymyśliliśmy kalendarze, daty, zegary, godziny i pośpiech. Ale inaczej nie potrafimy już żyć.

Życzę Wam jak najlepszych dni w Waszych kalendarzach, samych dobrych godzin na zegarach i inspirowania się lasem, szukaniem tam spokoju, wzorów postępowania i mądrości. Bo las to ojciec nasz…

Najlepszego Nowego Roku 2016

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

18:01, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »
czwartek, 24 grudnia 2015

443min

 

Wróciłem właśnie z podwórza, gdzie zakończyłem właśnie ostatnie porządki. Wszystko wokół zamiecione, zagrabione, poukładane… choć jest ciepło jak wiosną powiesiłem kilka nowych pyz dla sikor i mazurków, które przekomarzały się ze mną z okolicznych krzewów. Niech mają na wigilijny stół. W ogrodzie zauważyłem, że pigwowce rozpuściły pączki, zazieleniła się też trawa i pokrzywy, toteż narwałem parę garści kurom. To tak w ramach dzielenia się zielenią- prawie jak opłatkiem.

 

 Leśniczyna Renia wołała do mnie przez uchylone okno podczas moich prac z grabiami i miotłą: „Zachowujesz się zupełnie jak mój tata”. Bo to przecież taka wiejska tradycja, że ojciec dba o porządki wokół domu, aby również na zewnątrz było świątecznie i inaczej. Z kuchni docierają do mnie pyszne, inne niż zwykle zapachy. Za chwilę i ja tam dołożę się skromnie do kulinarnych wyczynów Reni, choć to na co dzień jej królestwo. Bo w święta, a szczególnie w wigilijny dzień powinno być inaczej niż zwykle, choć naturalnie w zgodzie z polską tradycją. Bo na tym polegają święta.

Dzieci już jadą ze swoich miast do nas, do rodzinnego domu, docierają też wciąż nowe emaile i sms. Pod choinką pachnącą lasem leży też spory stosik kartek napisanych do nas ręką bliskich, przyjaciół i znajomych. To szczególnie cenne pozdrowienia. Pod choinką nasze zwierzątka przygotowują sobie mowy na wigilijny wieczór:

4431

Bo w ten jedyny w roku wieczór zwierzęta mogą mówić to, co myślą o nas, ludziach. Dlatego dbajmy o zwierzęta cały rok, żeby nas nie zganiły za niestosowne zachowanie…

Ludzie też dziś, w przedświątecznej atmosferze zachowują się inaczej niż zwykle i mówią do siebie ludzkim głosem. Wszyscy wszystkim ślą życzenia i życzą sobie na różne sposoby, czasem dość eksperymentalne: „Wesołych Świąt”

4432

 

Jako tradycjonalista wolę jednak klasyczne życzenia i choć bardzo chciałbym choć jedno słowo od siebie wysłać każdemu, kto zagląda  tu stale lub choć raz zajrzał do blogowej pszczewskiej leśniczówki, to zwrócę się do Was słowami ks. Jana Twardowskiego:

 

Pomódlmy się w Noc Betlejemską,

w Noc Szczęśliwego Rozwiązania,

by wszystko się nam rozplątało,

węzły, konflikty, powikłania.

 

Oby się wszystkie trudne sprawy

porozkręcały jak supełki,

własne ambicje i urazy

zaczęły śmieszyć jak kukiełki.

 

Oby w nas paskudne jędze

pozamieniały się w owieczki,

a w oczach mądre łzy stanęły

jak na choince barwnej świeczki.

 

Niech anioł podrze każdy dramat

aż do rozdziału ostatniego,

i niech nastraszy każdy smutek,

tak jak goryle niemądrego.

 

Aby się wszystko uprościło -

było zwyczajne - proste sobie -

by szpak pstrokaty, zagrypiony,

fikał koziołki nam na grobie.

4433

Przypomniała mi dziś ten wiersz miła blogowa koleżanka Ismena, która prowadzi blog  http://szimena.bloog.pl/ Dzielę się zatem nim oraz Dobrem z niego płynącym z Wami, bo jakie słowa leśniczego dorównają takim mistrzom słowa jak Norwid, Stachura, Gałczyński, Tuwim czy właśnie ks. Twardowski?

Niech magia świąt poprostuje supełki w naszych wszelkich sprawach, niech dopisze szczęśliwe epilogi do codziennych dramatów, a my w rodzinnym gronie wypatrujmy pierwszej gwiazdki. To mało istotne, że w tym roku nie mamy „białych świąt” i nie możemy jak ta sarna wypatrywać pierwszej gwiazdki z zaśnieżonego lasu:

4434

 

Istotne, aby mieć wokół siebie bliskich: rodzinę, przyjaciół, znajomych. A gdy zdarzy się komuś samotnie wypatrywać tej gwiazdki niech pomyśli o tych, którzy teraz myślą o nim. To jest istota Świąt Bożego Narodzenia, według mnie najbardziej rodzinnych ze świąt. Bo przecież każdy ma kogoś, kto razem z nim wypatruje pierwszej gwiazdki. Z całą pewnością każdy…

 

Życzę Wam Miłego świętowania i radosnego wypatrywania pierwszej gwiazdki

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

14:15, lesniczy.lp
Link Komentarze (1) »
niedziela, 20 grudnia 2015

 

442minDzisiejsza niedziela, ostatnia przed Świętami Bożego Narodzenia była pewnie dla wielu z nas świetną okazją do przygotowań przedświątecznych. Niektórzy zapewne wybrali się na zakupy, inni może do lasu na poszukiwanie dekoracji za świąteczny stół. Bo przecież we fragmentach lasu, gdzie niedawno ścinano drzewa można znaleźć czasem jemiołę, a praktycznie zawsze gałązki sosnowe czy świerkowe. Po co kupować je w sklepie lub na bazarze jak można poszukać ich w lesie, naturalnie po uzyskaniu zgody leśniczego. Część z Was poświęciło niedzielę na ustawianie i ubieranie wcześniej zakupionej choinki, oraz pakowanie prezentów, Niektórzy może poświęcili niedzielę na przygotowanie potraw na wigilijny stół? Wokół nas już od jakiegoś czasu unoszą się zapachy, zwiastujące magię tych szczególnych, świątecznych dni. Bo czy zastanawialiście się kiedyś z jakim zapachem lub zapachami kojarzą się Wam święta? Jaki najbardziej zapamiętaliście z dzieciństwa, z domu rodzinnego? A który z tych zapachów (a może wszystkie lub nawet więcej) zapamiętają Wasze dzieci? Nie zaniedbujmy tradycji i nie szukajmy usprawiedliwień typu „brak czasu”, „przecież taniej kupić gotowe”, „po co sobie brudzić kuchnię” itd.

Magia świąt to nie tylko choinka, kolędy i prezenty. To także kuchenne zapachy i wspólne przygotowanie potraw. Przecież już latem czy jesienią planujemy święta i zbieramy składniki wigilijnych potraw. Wiele z nich pochodzi z lasu. Najpiękniejsze grzyby suszymy czy marynujemy na wigilijny stół oraz jako dodatek do np. świątecznego bigosu. Podobnie postępujemy z owocami i przetworami.

W naszej leśniczówce już przed dwoma tygodniami pachniało bigosem, który leśniczyna Renia przygotowuje według starej, tradycyjnej receptury. Znajdziecie ją w archiwum bloga tu:

http://lesniczowka.blox.pl/2013/12/Pachnie-swiatecznym-piernikiem.html

 

Także dużo wcześniej warto upiec staropolski piernik, który dojrzewa i zmienia smak, a im starszy- tym lepszy. Wygląda znakomicie:

 4421

Smakuje jeszcze lepiej niż wygląda, a jak pachnie…

Oto przepis na ten piernik, naprawdę warto napełnić dom jego miodowo-korzennym zapachem:

Piernik staropolski

W rondelku na kuchni podgrzewamy trzy szklanki miodu i szklankę cukru. Dodajemy mielone przyprawy piernikowe, to znaczy: 2 łyżki stołowe goździków, łyżeczkę od herbaty świeżo tarkowanej gałki muszkatołowej, łyżeczkę pieprzu mielonego, 2 łyżki stołowe dobrego kakao. Dodajemy tabliczkę czekolady, jak wszystko się połączy - studzimy. Zawartość rondelka wlewamy do makutry, ucierając dodajemy mąkę - zmieszane dwie szklanki mąki pszennej i dwie szklanki mąki żytniej, do tego dodajemy 6 jaj, 25 dag masła oraz 4 łyżki oliwy. Wybijamy to przez pół godziny, aby na końcu dodać bakalie, obtoczone w mące, aby nie opadły na dno w cieście: orzechy, rodzynki, pokrojone figi (po 20dkg) i łyżkę (czubatą) od herbaty sody rozpuszczonej w kieliszku mleka (ok. 150ml). Gdy ciasto jest rzadkie, dosypujemy mąki pszennej do uzyskania konsystencji gęstej śmietany. Wlewamy ciasto na dwie blachy i pieczemy w niezbyt gorącym piekarniku (170 stopni) 1-1,5 godziny. W dniu Wigilii możemy przełożyć go kremem, dżemem lub polać czekoladą. Pycha!

Innym ciastem , które wypełnia zapachem dom w dzień Wigilii, bo musi być świeże, jest drożdżowy, zawijany makowiec nazywany też struclą z  makiem:

4422

To fantastyczne drożdżowe ciasto Renia przygotowuje w zasadzie nie z przepisu lecz jak to leśniczyna ma w zwyczaju „na oko”, lub raczej „na garść”. Jednak inspiracją do tego wypieku z leśniczówki stał się przepis, który pochodzi z przepisów czytelników „Poradnika Domowego” wydanych w formie wielu książeczek. Stoją one na półce w leśniczówce już od wielu lat. Strucla z makiem wg oryginalnej receptury Zenony Szklarz pochodzi ze zbioru zimowych przepisów z 1992 roku.

4423

Ciasto drożdżowe Renia robi po swojemu i to jej „flagowy wyrób”, ale „książkowy przepis” pewnie niejednemu się przyda, zresztą kiedyś prosiła mnie o niego szczególnie Mira z lasu, a zatem bardzo proszę:

4424

Kilka dni temu pachniało nie tylko  drożdżami ale kapustą, bo w leśniczówce trwała produkcja pierogów z kapustą i grzybami:

4425

Teraz zamrożone czekają na wigilijny wieczór, kiedy zostaną ugotowane i podsmażone na złoto i lekko chrupiąco na klarowanym maśle. Farsz do pierogów osobno zamrożony przyda się do innego wigilijnego zapachu- drożdżowych kapuśniaczków, które są zawsze ozdobą wigilijnego stołu:

4426

Kapuśniaczki intensywnie pachnące i lekko brązowiące się w kuchennym piekarniku zapowiadają zbliżającą się porę wigilijnej wieczerzy:

4427

Podobnie jak zapach smażących się ryb:

4428

W naszym domu od lat smażymy nie karpia lecz sandacza i miętusa, natomiast karp musi być (jak dyktuje tradycja) ale w postaci wędzonej. Tak to już nasza, domowa, prywatna tradycja.

Dziś pojawił się także świąteczny zapach świerkowego drzewka. Bo czasem stawiamy sosnę, a czasem świerk. W tym roku ustawiłem świerkową choinkę, właśnie dziś, w niedzielę:

4429

Potem zapachnie też siankiem, które podarowane nam przez kolegę Edka czeka na włożenie pod obrus. Tradycją jest także strojenie wigilijnego stołu jemiołą. Jemioła nie pachnie może intensywnie ale także czeka na swoją kolej „wyhodowana” na jabłoni w sadzie. Przyglądała się jej dziś sikora bogatka, którą spotkałem  w sadzie podczas spaceru w niedzielne południe:

44210

Pogoda dziś była zupełnie nie licująca z atmosferą Bożego Narodzenia, przynajmniej w moich, lubuskich okolicach, bo wiem, że np. w Tatrach i Beskidach zrobiło się biało. U nas, choć sikory odwiedzają tłuszczowe „pyzy” z nasionami wiszące koło leśniczówki pośród bombek, było słonecznie i ciepło, a w lesie i w naszym sadzie leszczyny pokryte są już kotkami:

44211

Pogoda dziś jak na Wielkanoc, a nie Boże Narodzenie. Latały też różne owady, co jest pewnego rodzaju anomalią, a na szybie okiennej przysiadł jakiś pluskwiak.

44212

 Nie wiem jaki to gatunek, ale to bez znaczenia, bo grudzień to nie pora na pluskwiaki. Nie lubię ich ze względu na zapach. Pamiętam go z dzieciństwa, gdy pluskwiak wpadł mi do słoika z poziomkami. Skaził mi zupełnie zapach i smak długo zbieranych, pysznych poziomek. Feee! Wolę go jednak i teraz nie wąchać, bo jego zapach nie przypomina zupełnie zapachu świąt. Już coraz bardziej pachnie świętami. Zadbajcie proszę, o zachowanie tradycji świątecznych zapachów w Waszych domach. Niech nam wszystkim jak najlepiej i najprzyjemniej pachną święta. Choinką, siankiem, piernikiem, lasem, bo wiele świątecznych zapachów pochodzi z lasu i przede wszystkim rodzinnym domem…

 

Leśniczy Jarek - lesniczy@erys.pl

 

23:13, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
wtorek, 15 grudnia 2015

441min

Dzisiejszy krótki, grudniowy dzień minął mi przy sprawach związanych z nadzorem nad lasami prywatnymi. Tak potocznie nazywamy lasy, które nie stanowią własności Skarbu Państwa, a gospodarkę w nich zgodnie z ustawą o lasach nadzoruje starosta. W niektórych starostwach pracują leśnicy i w imieniu starosty nadzorują zgodność gospodarki leśnej z zasadami ustalonymi ustawą o lasach i innymi aktami prawnymi. W przypadku nadleśnictwa w którym pracuję starosta podpisał porozumienie z nadleśniczym, przekazując leśnikom nadzór nad tymi lasami.

Czasem w nadleśnictwie jest odrębne stanowisko leśniczego do spraw lasów niepaństwowych. Wtedy to on zajmuje się całością spraw związanych z gospodarką w tych lasach. Kontroluje wykonanie prac, udziela porad właścicielom lasów, wystawia świadectwa legalności pozyskanego drewna itd.

Częściej jednak i tak też jest u nas, właściwemu terytorialnie leśniczemu szef powierza nadzór nad lasami prywatnymi położonymi w zasięgu „jego” leśnictwa. W moim przypadku do około 2200 ha lasów państwowych dochodzi ponad 200 ha lasów niepaństwowych położonych w pobliżu kilku wsi. To dodatkowe pracochłonne  i dość kłopotliwe obowiązki. Leśniczy nie ma żadnych dodatkowych „apanaży” z tego powodu ale problemów wiele. Co jakiś czas należy przecież kontrolować te lasy i sprawdzać wykonanie zadań zaplanowanych w uproszczonym planie urządzania lasu. Bardzo często są one bardzo rozdrobnione i dotarcie do kawałka takiego lasu położonego wśród łąk, pól czy działek rekreacyjnych nie jest łatwe. Wystarczy spojrzeć na mapę:

4411

Odszukanie takiego brzozowego (niebieskiego), wąziutkiego paska o powierzchni 0,26 ha, a co ważniejsze dokładne ustalenie jego granic, jest bardzo skomplikowane. Bo na leśnej mapie lasy niepaństwowe to białe plamy pośród państwowych lasów

4412

Z kolei na mapie lasów prywatnych są naniesione i pokolorowane tylko fragmenty z tymi lasami, a reszta, czyli lasy państwowe to białe plamy. Ciekawe, prawda? Mapy leśne i te, które są załącznikami do planów urządzania lasów prywatnych różnią się dość istotnie, czyli jak to się mówi w „nowomowie” – nie są kompatybilne… Dziś pomagają nam coraz dostępniejsze GPS i mapy cyfrowe, ale ich dokładność wciąż pozostawia wiele do życzenia. Pomyłkowe wycięcie nawet jednego drzewa z działki sąsiada może kosztować wiele tysięcy złotych i być źródłem poważnych kłopotów.

Dlatego dziś rano, gdy zadzwonił do mnie właściciel prywatnego lasu sąsiadującego z oddziałem leśnym „mojego” leśnictwa i zgłosił mi kłopot z ustaleniem granicy, musiałem się tym jak najpilniej zająć. Odłożyłem zaplanowane na dziś sprawy, zabrałem dokładną mapę, na którą leśnicy mówią „piątka”, bo jest w skali 1:5000 oraz tablet z GPS i mapą cyfrową no i pojechałem w okolice oddziału 65.

Wspólnie odszukaliśmy kamienie graniczne z krzyżykiem

4413

 i korzystając z odblaskowej farby ustaliliśmy optymalny przebieg granicy. W przyszłym roku, czyli już niedługo będę tam wykonywał trzebież późną i wyznaczone do wycinki drzewa obudziły czujność właściciela prywatnego lasu. Granica w jednym fragmencie rzeczywiście wymagała uzgodnień, stąd spotkanie okazało się bardzo potrzebne. Pagórkowaty teren i kamienie graniczne przykryte opadłymi dębowymi liśćmi nie ułatwiały zadania, ale wszystko przebiegło bez problemów.

 4414

 Wróciłem zadowolony do leśniczówki, bo lepsze poszukiwanie granic i spotkanie z bardzo sympatycznym właścicielem lasu niż ślęczenie nad sprawozdaniami. Bo sprawy nadzoru nad lasami prywatnymi to bardzo wiele godzin spędzonych pośród dokumentów. Szczególnie o tej porze roku, gdy w lesie kończymy wszystkie zadania gospodarcze i wymaga to osobistego zaangażowania oraz nadzoru leśniczego, ślęczenie nad „papierami” bardzo denerwuje i przeszkadza. Do zrobienia są sprawozdania ”gusowskie”:

4415

Naturalnie razem z załącznikami:

4416

Nawet rady i porady udzielane właścicielom lasów przez leśniczego wymagają udokumentowania.

4419

Dokumenty związane z lasami prywatnymi zapełniają segregatory, a same uproszczone plany urządzania lasu i inwentaryzacje stanu lasu wypełniają półki szafy, bo jest ich sporo:

4417

Naturalnie gdy wystawiam w trakcie roku świadectwa legalności pozyskanego drewna, odnotowuję w planach wykonanie:

4418

Bo plan określa limit pozyskania drewna na każdej działce w ciągu najbliższych 10 lat. Dlatego należy ewidencjonować pozyskane tam drewno i nie dopuszczać do nieuzasadnionych przekroczeń. Choć czasem przyroda poprzez wiatry czy działalność grzybów lub owadów szybko weryfikuje te plany. Na drewno pochodzące z lasów prywatnych nabijam niebieskie oznaczniki, z których też trzeba się rozliczyć i prowadzić ich ewidencję.

44110

 Czyli z tymi prywatnymi lasami „państwowi” leśniczowie mają naprawdę wiele pracy. Natomiast na „moich” 2200 hektarach leśnictwa Pszczew kończą się tegoroczne zabiegi gospodarcze.

 Pozyskanie blisko 13 tysięcy m3 drewna zakończone, zaplanowane zadania ochroniarskie i hodowlane wykonane, jutro zostaną zrobione ostatnie talerze na powierzchni, która będzie odnawiana wiosną. Przetarg na usługi leśne już rozstrzygnięty i wygląda na to, że w przyszłym roku będę współpracował z nowym dla mnie, kolejnym „zulem”. Za kilka dni będzie odbiór nowej drogi. Obejrzałem dziś dokładnie każdy jej fragment i przekazałem uwagi wykonawcy. Muszę też rozejrzeć się za jakąś choinką bo przecież święta już coraz bliżej… Lepiej uniknąć mruczenia o szewcu, co w podartych butach chodzi! Bez obaw- choinka to nie problem, a widziałem też wcześniej dorodną jemiołę na brzozie. Święta coraz bliżej choć chyba białe nie będą, bo w lesie - zarówno państwowym jak i w prywatnym - szaro, mokro i błotniście.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

22:48, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 grudnia 2015

440min

Każdy, kto  przynajmniej od czasu do czasu zagląda do moich blogowych zapisków z całą pewnością przyzna, że leśniczowie mają naprawdę wiele spraw na głowie i raczej nie mogą nudzić się w lesie. Gospodarka drewnem, jego pozyskanie w ramach prowadzenia różnych zabiegów gospodarczych, odbiórka czy sprzedaż zajmuje wiele czasu leśniczego i pomagającego mu podleśniczego. W dużych, intensywnych leśnictwach czasem pracuje nawet dwóch podleśniczych, którzy głównie wyznaczają trzebieże, odbierają i wydają z lasu drewno.  Las to jednak nie tylko drewno i leśnicy mają jeszcze wiele, równie ważnych jak gospodarka drewnem zadań. Każdy leśniczy wiele uwagi oraz czasu poświęca zdobywaniu wiedzy dotyczącej procesów zachodzących w przyrodzie, bo one znacząco wpływają na aktualny stan lasu. Nieustannie też kontroluje stan lasu i stara się przeciwdziałać różnym zagrożeniom. Jest wiele zagrożeń dla lasu i jego trwałości, a ich wykrycie i wczesna diagnoza mają kapitalne znaczenie dla stanu środowiska.

 

Każdego roku leśniczowie podejmują różne działania, które gwarantują trwałość istnienia lasu i zwiększają jego naturalną odporność na czynniki szkodotwórcze. Jakie to czynniki? Możemy je podzielić na trzy grupy.

Pierwsza- to czynniki antropogeniczne, bo sporym zagrożeniem dla lasu jest człowiek. Bo to ludzie wywołują pożary, zaśmiecają las i degradują go poprzez rozwój przemysłu.

Druga grupa- to czynniki abiotyczne, głównie ekstremalne zjawiska atmosferyczne (np. silne wiatry, śnieg, ulewne deszcze, wysokie i niskie temperatury, susza)

Trzecia grupa to czynniki biotyczne, czyli oddziaływanie na las owadów,  grzybów patogenicznych i  ssaków roślinożernych.

  Las jest miejscem życia wielu gatunków owadów, stąd entomologia jest dla leśniczego ważną dziedziną wiedzy.  W specyficznych warunkach niektóre z owadów stanowią istotne zagrożenie dla lasu. Dlatego leśnicy bacznie przypatrują się owadom przez cały rok. Mój kolega ze Szklarskiej Poręby, który ma dom z najpiękniejszym widokiem na Szrenicę, ale kocha lubuskie jeziora i lasy zawsze podśmiechuje się ze mnie: „ Bo wy w tym lesie wciąż liczycie jakieś robaki”. To prawda i Janusz to sprytnie podpatrzył. Cały rok przypatrujemy się chrabąszczom i ich larwom-pędrakom, szeliniakom, zwójkom, borecznikom, cetyńcom i wielu, wielu innym owadom. Leśne owady dzielimy na:

  • szkodniki pierwotne, które atakują zdrowe drzewa – są to np. foliofagi, czyli owady zjadające liście czy igły drzew
  • szkodniki wtórne – atakujące i zasiedlające drzewa, które zostały osłabione w skutek działania innych czynników (suszy, przymrozków, uderzenia pioruna czy zanieczyszczeń przemysłowych).
  •  

Dlatego leśniczowie bacznie przyglądają się dzięciołom ostukującym drzewa, dzikom, które buchtują w dnie lasu i szukają tam nie tylko żołędzi czy bukwi ale też owadów. Zaglądają w korony drzew i na ich pnie, gdzie przesiadują motyle brudnice mniszki lub barczatki. Wypełniają przy tym wiele formularzy, kart i innych ważnych dokumentów, których zadaniem jest gromadzenie wiedzy o rozwoju i biologii owadów oraz zapobieganie gradacjom.

4401

Tak nazywamy okresowe, masowe występowanie niektórych gatunków owadów, które stanowi poważne zagrożenie dla trwałości lasu lub jego części.

Właśnie dziś oddałem w nadleśnictwie formularz nr 11- wyniki jesiennych poszukiwań pierwotnych szkodników sosny oraz pudełka ze zebranymi owadami. To ważne zadanie, wykonywane późną jesienią, po przymrozkach, które zmuszają owady do zimowania w glebie, ściole, a czasem także w zakamarkach kory dolnych części pnia. W wielu kancelariach leśniczych zobaczymy takie gablotki

4402

Utrwalają one wiedzę leśników i przypominają jakich owadów i w jakich postaciach możemy spodziewać się w trakcie jesiennych poszukiwań. Prowadzi się je na partiach kontrolnych, które reprezentują las, będący przedmiotem diagnozy. W moim leśnictwie 83 oddziały leśne reprezentuje 11 partii kontrolnych. Co roku w tych partiach kontrolnych szuka się owadów na dziesięciu półmetrowych powierzchniach próbnych rozmieszczonych w lesie w sposób schematyczny. Pracownicy „zula” pod nadzorem leśnika ( u mnie co roku zajmuje się tym podleśniczy Krzysztof) dokładnie, centymetr po centymetrze  przeszukują ściółkę leśną. Połowa powierzchni znajduje się przy pniach drzew (tam przeszukuje się także pień drzewa do wysokości 1,5 m). Druga połowa przeszukiwanych fragmentów lasu leży w odległości 1,5 metra od pni. Do dokładnego określenia położenia dziesięciu powierzchni do przeszukania służy ramka o wymiarach pół metra na metr, układana wg specjalnego schematu.

4403

Miejsce przykryte ramką jest przeszukiwane centymetr po centymetrze. Najpierw przegląda się ściółkę, potem także wierzchnią warstwę gleby.

 Podczas poszukiwań znajduje się tam zielonkawe lub brunatne poczwarki poprocha cetyniaka, strzygonii choinówki z dwoma kolcami na końcu i okazałe zawisaka borowca.

 4404

 W ściole znajdujemy także larwy osnui gwiaździstej, beczułkowate kokony boreczników i gąsienice barczatki sosnówki.

Wszystkie znalezione larwy, poczwarki czy kokony zbiera się do tekturowych pudełek. Są one dokładnie opisane (nadleśnictwo, leśnictwo, oddział i numer partii kontrolnej). Wyniki wpisuje się do formularza nr 11 i  dostarcza się do biura nadleśnictwa, które wszystkie zebrane na swoim terenie materiały przekazuje do właściwego zespołu ochrony lasu (ZOL).

4405

W ZOL specjaliści określają gatunek oraz zdrowotność, żywotność i potencjał rozrodczy znalezionych owadów. Jeśli w jakiejś części lasu pojawi się większa ilość zagrażających trwałości lasu owadów, a ich potencjał rozrodczy jest duży, to  poszukiwania będą powtórzone wiosną. Leśnicy wtedy obserwują tzw. „opór środowiska” i zachowanie zwierząt odżywiających się poczwarkami i larwami. Nie na darmo mówi się o dzikach, że to wrogowie pól i przyjaciele lasów. Nie dość, że poprzez intensywne buchtowanie wskazują leśnikom zagrożenie, to także często same rozprawiają się z nadmiarem poczwarek lub larw. Nie ma wtedy potrzeby organizowania zabiegów rozrzedzających populacje owada. Są to:

  • wykładanie i kontrola różnego rodzaju pułapek (feromonowych i klasycznych),
  • wyznaczanie i szybkie usuwanie z lasu drzew opanowanych przez owady
  • opryski preparatami, które uzyskały certyfikat dopuszczający ich stosowanie w lasach

 

Nasze, lubuskie lasy są raczej zdrowe i już od wielu lat podczas starannie przeprowadzonych jesiennych poszukiwań znajdujemy niewiele owadów. To świadectwo dobrej pracy leśników i harmonii panującej w przyrodzie. Kolejne zadanie wykonane i nieuchronnie zbliża się koniec roku. W domach pojawiają się już świąteczne akcenty, bo przecież już chodził szczodry Św. Mikołaj

4406

Kończymy ostatnie trzebieże i pora wybierać choinkę, bo przecież już niebawem będą najbardziej rodzinne święta Bożego Narodzenia.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

23:24, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
środa, 02 grudnia 2015

439min

Nie wiem czy zwróciliście uwagę na samochody z drewnem, których tak wiele widać na naszych drogach. Ostatnio coraz rzadziej widuje się samochody z dłużycami, przynajmniej w zachodniej Polsce, a coraz częściej z kłodami. Wiem, pewnie większość ludzi powie: „drewno jak drewno, co za różnica kłoda czy dłużyca?”  Dla leśników to istotna różnica, bo przygotowanie do odbioru i wywozu z lasu dłużyc oraz kłód mocno się różni i wymaga innego nakładu czasu pracy.

Królową naszych lasów jest sosna, stąd siłą rzeczy zdecydowana większość drewna, które wyjeżdża z polskich lasów to drewno sosnowe. Pozyskanie drewna, czyli zamiana drzew w drewno jest trudnym tematem. Wielokrotnie go poruszałem w blogowych zapisach i choć wiem, że wielu czytelników ma leśnikom za złe, że wciąż wycinają drzewa, to jednak inaczej raczej nie będzie. Pozyskanie drewna w Polsce wciąż rośnie i pewnie będzie rosło. W tym roku wyjedzie z polskich lasów około 38 mln m3 drewna. Jak to wygląda na przestrzeni lat najlepiej zilustruje ten rysunek:

4391

Jednak bez obaw, nie zniszczymy, nie wytniemy, nie zubożymy naszych państwowych lasów, bo ich wciąż przybywa, są coraz starsze i coraz zasobniejsze w drewno. Spójrzmy na inną ilustrację:

4392

Często posądza się leśników o pazerność, chęć wycinania drzew w celu osiągnięcia dodatkowych dochodów. To oczywiście nieprawda, choć kiedyś był stosowany akcydens. To pojęcie, które kojarzy się nam z poligrafią, drukami okolicznościowymi. Słowo akcydens  jednak w dawnej polszczyźnie oznaczało także coś dodatkowego. W czasach istnienia dawnej służby leśnej lasów rządowych akcydens był to dodatek do uposażenia ówczesnych leśników. Bywał przyznawany przez właściciela lasów jako udział w dochodach pochodzących ze sprzedaży drewna. To jednak historia i dziś płace leśników ustalane są według innych zasad.

Drewno, czy to w postaci dłużyc, kłód czy wałków, a nawet gałęzi zabiera wiele czasu pracy leśnika. Szczególnie, gdy jest wyrabiane i odbierane w postaci kłód.

Co to jest kłoda?

4393

 Czasem nawet na niektórych ludzi mówi się, ze są jak kłoda drewna. Są to ludzie nieczuli, pozbawieni uczuć, bardziej przypominający robota lub manekina niż szczęśliwego człowieka.

Kłoda drewna według naszej, leśnej terminologii to sztuka drewna okrągłego o długości do 6 metrów. Jest to bardzo uproszczona definicja, bo dziś, w czasach gospodarki rynkowej, reguluje ją każdorazowo umowa pomiędzy leśnikami, a odbiorcami drewna. Dlatego kłody wyrabiane są w bardzo różnych długościach np.: 2m, 2,10, 2,40, 3,50, 5, 6m itd.

Dawniej (choć obecnie także wyrabia się dłużyce) drewno wielkowymiarowe, czyli „tartaczne” wyrabiano powszechnie w dłużycach. Był to cały pień ściętego drzewa o długości powyżej 6 m, o średnicy w górnym, czyli cieńszym końcu 14 cm. Pozostała część wierzchołkowa jest cięta w wałki papierówki czy opałowe (fragmenty krzywe i z wadami ). Ścięte drzewa wyrabiane w dłużycach mierzy najczęściej bezpośrednio na zrębie. Taśmą mierzy się długość, a średnicomierzem, czyli klupą średnicę w połowie długości. Potem ciągnik zrywkowy dociąga lub dowozi dłużycę do drogi wywozowej i układa je w tzw. mygły. Stamtąd jadą do tartaku. Odbiórka czyli pomiar i klasyfikacja drewna to podstawowe zajęcie podleśniczego

4394

To on, niezależnie od pory roku i warunków atmosferycznych nadzoruje bezpośrednio pracę maszyn lub drwali i dba o dokładność. Doskonale zna wady drewna, wymagania jakościowe i wymiarowe odbiorców oraz zasady manipulacji surowca, które mają na celu jak najkorzystniejszą jego sprzedaż.

 Dłużyce gdy trafią na plac manipulacyjny w tartaku są tam klasyfikowane i rozcinane na mniejsze kawałki, czyli kłody. Jedne na więźbę dachową, inne na stolarkę czy na surowiec do budowy architektury ogrodowej. Wymaga to zatrudnienia ludzi, fachowego dozoru i powoduje straty drewna. Dlatego odbiorcy drewna już dawno temu postanowili te nakłady przerzucić na leśników i kupują kłodowane drewno.

4395

Zamawiają drewno o konkretnych wymiarach, które musi być przygotowane z dokładnością czasem nawet do 1 cm. Przykładowe wymagania:

„ Praktycznie proste, bez pęknięć, o średnicy  14-24 cm, długość 3m + nadmiar długości nie przekraczający 5 cm. Ilość wywozowa 27 m3”.

Drewno w kłodach musi być bardzo dokładnie okrzesane, końce równo przycięte prostopadle do osi kłody

4396

Wszelkie pęknięcia dyskwalifikują sortyment, szczególnie rozłupy

4397

 

Wszystko wydaje się proste, logiczne i w zasadzie łatwe do wykonania, gdyby w miesiącu należało pozyskać 30-50 m3 kłód. A co gdy pozyskuje się 500, 800, 1000 m3? Pracę wykonują wtedy najczęściej harwestery, które pracują w gałęziach, trudnych warunkach terenowych i pogodowych. Podleśniczy, który nadzoruje ich pracę co jakiś czas razem z operatorem harwestera kontroluje długość kłód

43981

 

 

Każdą kłodę trzeba dokładnie obejrzeć, bo odbiorcy są bardzo wymagający. Maszyna jednak może okazać się czasem zawodna, szczególnie gdy ma już parę lat pracy za sobą. Pracuje ona także „późnymi popołudniami” i w soboty, gdy leśnicy, czasem teoretycznie mają czas wolny… Czasem niektórzy odbiorcy grymaszą, że kłody są przygotowane przy użyciu harwestera, bo według nich na pobocznicy pnia pozostają ślady po rolkach głowicy, które powodują mikropęknięcia w drewnie.

 

4399

Cóż, takie jest prawo kupującego, że może grymasić i stawiać warunki. Ale dziś, gdy w jednym leśnictwie pozyskuje się 10-15 tysięcy m3 drewna w sortymentach o takiej rozpiętości, że nie mieszczą się na kartce formatu A4 nie ma innej możliwości. Od maszyn pewnie nie ma odwrotu, tak jak od intensywnego pozyskiwania drewna z naszych lasów.

 Bardzo pracochłonna jest też odbiórka kłód i przygotowanie ich do wywozu. Wcześniej każdą kłodę odbierano posztucznie (mierzono długość i średnicę w połowie długości) i nadawano jej osobny numer. Pamiętam grudzień  2008 roku, gdy musiałem przygotować ponad 300 m3 kłód. Na każdej z nich po pomiarze trzeba było napisać nr lubryką (kredą do znakowania drewna), ponieważ odbiorca nie chciał plastikowych oznaczników, zanieczyszczających mu gotowy wyrób. Układaliśmy kłody w stosy, wyliczając masę potrzebną do załadowania jednego samochodu i oznakowując je liczbami rzymskimi.

43914

 Bo na każdy samochód trzeba wystawić kwit wywozowy z numerami załadowanych sztuk. Ile czasu trzeba poświęcić na odczytanie numerów nieraz nawet ponad 200 kłód i „wrzucenie” ich do rejestratora wie każdy leśniczy, a jeszcze lepiej podleśniczy, bo oni to robili najczęściej. A przecież o tej porze roku dzień jest krótki dlatego samochody przyjeżdżają po drewno bladym świtem

43910

Bywa także, że kłody ładowane są ciemną nocą

43911

 

Dziś kłody odbiera się sposobem, który nazywa się grupowo w stosach. Jest nieco łatwiej, bo na stos nabija się tylko jeden numer, ale trzeba przymiarem liniowym zmierzyć średnicę każdej kłody na cieńszym czole. Pomiar wykonywany jest po najmniejszej średnicy. Musi być dokładny, bo skrupulatnie sprawdzają to nabywcy. Wynik zapisuje się lubryką na czole każdej kłody. Potem, najlepiej w składzie dwuosobowym spisuje się pomiary, zaznaczając kreską policzone sztuki i zapisując: 14-28, 15-36, 16-42 itd.

43912

 Taki zapis oznacza, że było w tym stosie 28 sztuk kłód o średnicy 14 cm, 36 sztuk o średnicy 15 cm itd. Wyniki wprowadza się do rejestratora, gdzie jest specjalny tablet graficzny do odbiórki kłód. Specjalny programik oblicza masę pomierzonych i policzonych kłód wpisanych do ROD (rejestr odebranego drewna). Dane z rejestratora leśniczy łączami telefonii komórkowej transferuje do systemu nadleśnictwa i tam „wchodzą one” na magazyn drewna leśnictwa pod numerem nabitym w lesie za pomocą plastikowego oznacznika. Stos kłód figuruje tam np. jako So WBCKG 3,90 w rozbiciu na trzy klasy wymiarowe…

Potem wystarczy tylko umówić się z przewoźnikiem drewna, ustalić czy odbiorca wpłacił pieniądze i można wydać mu drewno. Do sporządzenia kwitu wywozowego potrzebne są dane odbiorcy, numer umowy z nadleśnictwem, dane przewoźnika, nr rejestracyjny samochodu, nr i data upoważnienia na przewóz. Kierowca zaopatrzony w kwit wywozowy wyjeżdża z lasu na szosę

43913

I tam właśnie widzicie drewno wyjeżdżające z naszych lasów najczęściej w postaci pracochłonnych kłód. Podleśniczy mierzy następne kłody dla innego odbiorcy, leśniczy wystawia zlecenie dla wykonawcy robót na kolejną trzebież gdzie będą kłody i jedzie do innych spraw. Przecież w innym zakątku leśnictwa wykonują ostatnie czyszczenia, ciągnik orze zrąb, który będzie odnowiony wiosną, trzeba wydać wykupiony „opał”, a pracownicy szkoły przyjechali po choinki…

Wieczorem dzwoni kierowca i pyta: „ Panie leśniczy, a drewno u pana wyjezdne? Bo bym był tak przed 7 rano…” No i jadą kolejne kłody.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

21:16, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 23 listopada 2015

438min

 

Las na przełomie jesieni i zimy jest bardzo cichy i wydaje się pusty. Oczywiście jeśli mamy na myśli odgłosy przyrody. Nie słychać już gwaru ptasich głosów, bo przecież trele skrzydlatych mieszkańców lasu są związane głównie z czasem godów. Zresztą większość ptaków już odleciała, czasem tylko popiskują sikory, nawołuje dzięcioł lub ostrzegawczo skrzeczy sójka. Nie słychać też zwierząt, czasem tylko oszczeka nas spłoszony rogacz. Dzień jest coraz krótszy, często zamglony lub skryty w deszczowych chmurach to i leśne zwierzęta nie jest łatwo wypatrzyć pośród drzew.

  W części leśnictwa Pszczew jest jednak teraz  hałaśliwie. Jednak to odgłosy ludzi, a nie przyrody. Wcale nie chodzi mi tu o warkot pił czy ciągników pracujących przy pozyskaniu drewna, choć i to słychać w jesiennym lesie. Trwa przecież budowa nowej drogi leśnej, która docelowo ma spiąć dwie drogi powiatowe. Jej główne przeznaczenie to transport drewna ale znakomicie będzie służyła także turystom i pomoże w udostępnieniu ludziom tej części lasu. Jej ważną funkcją będzie także zabezpieczenie przeciwpożarowe lasu i ułatwienie dojazdu wozów bojowych w razie pożaru.

Jednak teraz jest tam jeszcze plac budowy

4381

Dudnią silniki różnych maszyn i samochodów, których widać tam sporo:

4382

Nawołują się ludzie i słychać szum kamieni wysypywanych z wywrotek. Drogi, którymi ciężarówki wypełnione kamieniem dojeżdżają do placu budowy pokryły się błotem. Po ostatnich deszczach powstały głębokie koleiny. Naturalnie zostaną naprawione po zakończeniu budowy, ale na razie nie jest łatwo z nich korzystać, nawet mój Rocky porusza się po nich z trudem

4383

Nie jest łatwo pokonać je nawet w poprzek, jak widać na załączonym obrazku, a czasami trzeba:

4384

Przejechałem na drugą stronę drogi i zostawiłem samochód na linii oddziałowej. Poszedłem sprawdzić wykonanie niedawno zakończonej trzebieży. Niedaleko kręcili się pracownicy firmy budującej drogę. Gdy tylko odszedłem parę kroku od samochodu zobaczyłem "coś" ciekawego pomiędzy sosnami:

4385

A to mistrz kamuflażu!- pomyślałem sobie i obserwowałem chwilę to „coś” skrywające się pomiędzy pniami szarych sosen. Poznajecie?

4386

To daniel wcisnął się pomiędzy pnie sosen i udawał, że go nie ma. Spoglądał w stronę robotników kręcących się na drodze i przesuwał się wolniutko tak, że oni go nie dostrzegli, a on kontrolował ich obecność. Pewnie znudziło się mu uciekanie przed ludźmi i maszynami, a zatem postanowił skorzystać ze świetnie znanej zwierzętom, a także niektórym ludziom (np. komandosom) sztuki kamuflażu.

Przez nikogo nie zauważony spokojnie skubał sobie trawę i krył przed wzrokiem ludzi pomiędzy szarością pni sosen. Przyzwyczajony od kilku tygodni do obecności ludzi na drodze nie spodziewał się pewnie, że ktoś pojawi się za jego plecami od strony lasu. Ale od tego jest leśniczy, żeby pojawiać się niepostrzeżenie nawet dla zwierzęcia. Gdy zaszedłem go z boku i zobaczyłem całą sylwetkę:

4387

mogłem w pełni docenić walory kamuflażu w jaki zaopatrzyła daniela przyroda. Nie zawsze trzeba przecież uciekać przed zagrożeniem, a ruch powoduje utratę energii i zmniejsza zapas tłuszczu, gromadzonego pod skórą na czas zimy. Daniel o tym wiedział, dlatego sprytnie wykorzystywał sztukę kamuflażu. Doskonale zlewał się z otoczeniem i naprawdę nie było łatwo go wypatrzeć. Zrobiło się mi go żal, bo przez swoje niespodziewane pojawienie popsułem mu misterny plan. Stałem bez ruchu, ale daniel natychmiast mnie zobaczył. Jednak nie wpadł w panikę i nie rzucił się do ucieczki. Odszedł wolno, spoglądając spokojnie to na mnie, to na robotników na drodze.

4388

Wiele razy już miałem okazję przekonać się , że różne zwierzęta potrafią świetnie korzystać ze sztuki kamuflażu i nie zawsze reagują ucieczką. Dlatego czasem myślimy, że las jest pusty, cichy i pozbawiony mieszkańców ale to tylko pozory. Miejmy świadomość, że bardzo często śledzą ludzi niewidzialne dla nas oczy, ślepia, patry i zachowujmy się w lesie cicho, spokojnie, a nie będziemy zmuszać zwierzyny do niepotrzebnej utraty energii. Sztuka kamuflażu pomaga im przetrwać trudny czas mniejszej ilości pożywienia i zimy, która już coraz bliżej.

 

Leśniczy Jarek   - lesniczy@erys.pl  

 

 

22:33, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »