O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
wtorek, 04 marca 2014

Uchwalona w ekspresowym tempie zmiana ustawy o lasach, dzięki której rząd niejako ”pod choinkę” zasilił będący w potrzebie budżet państwa wieloletnimi oszczędnościami leśników, wywołała medialną burzę. Z zainteresowaniem czytałem rozmaite teksty, nawet pochodzące z gazet, których zwykle nie biorę do ręki. Bo często parafrazuję moją ulubioną Budkę Suflera mrucząc (bo śpiewać się nie odważam): „Nie wierz nigdy gazecie…”

W mojej służbowej e-poczcie mam zaprenumerowaną usługę o nazwie „monitoring mediów”, stąd mam przegląd wszelkich publikacji, w zawartości których  pojawiają się lasy i leśnicy. Brakuje czasu, aby je wnikliwie czytać, ale czasem wpadnie w moje oko jakiś ciekawy tekst. Było w ostatnim czasie niesłychanie wiele takich tekstów. Kiedyś, już wiele lat temu miałem „socjologicznie ciekawą” przygodę z pewną „kolorową”, bardzo popularną gazetą i ta przygoda była nawet kanwą wykładu mojego zacnego przyjaciela z Poznania, Andrzeja Niczyperowicza. Moja przygoda wydawała się mi wtedy szczytem dziennikarskiej manipulacji i „wodolejstwa” autora wywiadu ze mną, a rzecz dotyczyła pozornie bardzo błahej rzeczy: mojego poglądu na sens zmiany czasu z zimowego na letni. Dziennikarz tak zmanipulował i przeinaczył moją wypowiedź na ten temat, tak nakombinował z fotografiami, że chyba sam był zdumiony tym, co wyszło z tego tekstu…

Jędruś Niczyperowicz jest „kowalem” od lat ciężko wykuwającym (choć działa z wielkim znawstwem rzeczy i polotem) najbardziej cięte pióra (teraz raczej klawiatury) naszego kraju i Europy. Uczy młodych ludzi prawdziwego dziennikarstwa i w swojej pracy wiele miejsca poświęca manipulacji oraz prowokacji w mediach. Ostatnie publikacje dotyczące lasów i leśników to niesłychanie ciekawy materiał dydaktyczny do nauki dziennikarstwa. Nie zamierzam jednak oceniać tekstów czy materiałów o lasach i leśnikach, które ostatnio ukazały się w mediach. Nie użalam się nad zarzutami, które rzuca pod nogi leśników jakiś „ekologista” mieszkający w drewnianym domku w parku narodowym, gdzie „normalni ludzie” kupują bilety do lasu. Nie dziwię się nawet temu, że znalazłem w tych tekstach ważną informację, z której wynika, że dwa razy więcej Polaków chodzi do lasu uprawiać seks niż polować…

W swojej naiwności sądziłem, że medialny szum wokół lasów będzie  znakomitą okazją do dyskusji, do dialogu o przyszłości polskich lasów i roli leśników. Od kilku lat trwały rozmowy o zmianie ustawy o lasach, o strategii rozwoju polskiego leśnictwa, które jest wzorem dla przynajmniej Europy. Pamiętacie o nagrodzie Unesco, którą otrzymały Lasy Państwowe w końcu 2013 roku? „Jest to szczególnie prestiżowa nagroda, która nie tylko podkreśla dorobek Lasów Państwowych na arenie międzynarodowej ale utwierdza nas w słuszności przemian, jakie nastąpiły w naszym leśnictwie po Szczycie Ziemi w Rio de Janeiro w 1992 r. (…) Cieszy mnie, że gospodarka leśna polskich lasów, oparta na podstawach ekologicznych i ekonomicznych przynosi efekty i uznanie ważne nie tylko dla naszego kraju, ale także dla całego świata” – zacytowałem tu wypowiedź podsekretarza stanu w Ministerstwie Środowiska, Janusza Zaleskiego.

 Przecież to właśnie w tym roku obchodzimy jubileusz 90 lat istnienia Lasów Państwowych. Trudno o lepszą okazję do rozmowy o przeszłości i przyszłości lasów.  Chyba to nie jest powtarzanie pustego hasła, że polskie lasy są nas wszystkich, a nie tylko leśników, a zmiana ustawy dotyczy wielu działań wprawdzie najczęściej inspirowanych przez leśników, ale mających szeroki wydźwięk społeczny?

Ale wydaje się mi, że chyba na marne poszła wieloletnia praca leśników zajmujących się edukacją leśną. Bo okazuje się przy tej okazji, że ludzie wciąż bardzo niewiele wiedzą o lesie, o tym jak jest zagospodarowany, jakie pełni funkcje. Edukacja i dotychczasowa promocja polskiego leśnictwa chyba nie zdały egzaminu. Zajmuje się nią wielu leśników i tylko niewielka część robi to w zakresie własnych obowiązków służbowych, a większość społecznie, jako dodatkowe, ponad obowiązkowe zajęcie. Od lat edukację przyrodniczo-leśną my, leśnicy, finansujemy z własnych środków, a to niebagatelna kwota. W 2013 roku wydaliśmy na ten cel około 25 milionów złotych. Budżet państwa do tej działalności dołożył nam 10 tysięcy złotych… Musimy w inny sposób zajmować się PR, pamiętając, że to promocja reputacji. Wielu z nas zapomniało, że istnieje dawne słowo „reputacja”… Według słownika języka polskiego reputacja - to opinia; dobre imię; sława. My, leśnicy pracując z ludźmi w małych, wiejskich środowiskach wiemy, że na dobrą reputację pracuje się latami.

W edukacji i tworzeniu dobrego wizerunku lasów wspiera nas od lat wielu przyjaciół i pomagają powszechnie znane oblicza tzw. „celebrytów”.

Od razu jednak przypomina się mi „Biała flaga” Republiki:

Gdzie oni są, ci wszyscy moi przyjaciele - Ele - Ele...

Zabrakło ich, choć zawsze był ich niewielu - Elu - Elu - Elu…

A czytając medialne komentarze można dalej „myśleć Republiką”:

Co za pan tak kulturalnie opowiada jak i siedzieć, i wysławiać.

Ach co za ton, co za utwór, co za wiara w każdym zdaniu –Aniu…

I jakie mądre przekonania - Ania...

Bo tak się jakoś składa, że nikt z tych ważnych ludzi: gwiazd ekranu, sceny artystycznej czy politycznej, nie uważał za stosowne podjąć się roli prowadzącego dyskusję o przyszłości naszych lasów. Nie słyszałem nic o próbach zrozumienia efektów takich, a nie innych decyzji wpływających na ochronę przyrody, turystykę czy kulturotwórczą rolę lasów. Krążą za to różne, prawie mityczne opowieści o zarobkach leśników, o tym, że za dużo tną, albo za mało tną, o leśniczówkach, drogach leśnych itd. Tak łatwo to sprawdzić. Przecież wystarczy zajrzeć np. do najnowszego rocznika statystycznego i samodzielnie  poznać przez ten pryzmat polskie  leśnictwo, służę linkiem:

http://www.stat.gov.pl/gus/5840_1540_PLK_HTML.htm

Leśnicy nie są przecież tylko obrońcami zwierzątek, nie po to są umundurowanymi przedstawicielami administracji państwowej, aby rozdawać ulotki, zakładki, drewniane ołówki i wręczać kordelasy politykom.

 Jesteśmy wykształconą kadrą zarządzającą, nieustannie kontrolowaną i ocenianą z ogromną listą obowiązków. Zarządzamy transparentnie, przy otwartej kurtynie, ogromnym narodowym majątkiem i jesteśmy fachowcami od wszystkiego, co ma związek z lasem. Skoro brakuje publicznej, opartej o argumenty dyskusji o lasach i leśnictwie, to może warto warto , aby każdy z nas samodzielnie zbudował sobie prawdziwy obraz?

 Nie narzekam, ani nie użalam się nad swoim  i innych leśników losem. W nasz zawód wpisany jest spokój i cierpliwość. Chętnie tłumaczymy, wyjaśniamy, doradzamy. Ale kto jak nie leśnicy ma zachęcać do zrozumienia znaczenia roli lasu dla życia każdego człowieka? Do poznania prawdziwego oblicza polskiego leśnictwa. Po to jest m.in. tyle publikacji, filmów, po to istnieje prasa leśna, a ja, zwykły leśniczy, po to wieczorami siadam do zapisków w Blogu Leśniczego… Każdy z nas, leśników, poddaje się osądowi społecznemu, nie obraża się na czasem nawet ostrą krytykę naszych działań, każdy chętnie tłumaczy sens takich, a nie innych prac prowadzonych w lasach. Chyba to dobrze działa, skoro Lasy jako firma są określane jako godne zaufania, skoro leśnikom ufa się bardziej niż wielu służbom mundurowym, instytucjom, politykom, naukowcom? To dlaczego nikt nie chce z nami rozmawiać o lesie? Gdzie są nasi przyjaciele? Wszyscy wiedzą lepiej od nas jak chronić przyrodę, budować leśne drogi, udostępniać las turystycznie, sprzątać śmieci i przede wszystkim jak pozyskiwać wszystkim potrzebne drewno. Mam wrażenie, że wszyscy znakomicie znają się na lesie, a leśnicy nie są partnerami do rozmowy, a raczej „chłopakami do bicia” (dziewczyny pomijam przez szacunek, a nie szowinizm- no bo jak: dziewczyny do bicia?)

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

20:46, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
piątek, 28 lutego 2014

Luty był dla mnie bardzo pracowitym miesiącem. Pracownicy zula działali jednocześnie czasem nawet w kilkunastu miejscach. Wykonywali ogrodzenie uprawy dębowej, rozgradzali inne uprawy, rozbierali stare płoty, które już spełniły swoją rolę, odzyskiwali z nich siatkę, wykonywali trzebieże i czyszczenia, likwidowali efekty grudniowego działania „Ksawerego”. Wszędzie musiałem być, aby należycie dopilnować wykonania prac, choć współpraca z wykonawcami prac układa się pomyślnie i bez zgrzytów.  Harwestery, forwardery, piły i ciągniki warczały jednocześnie na czterech zrębach.

Popołudnia i wieczory spędzałem przed monitorem komputera, przy wydatnej pomocy żony „wklepując” do rejestratora leśniczego odbierane drewno. Było tego trochę, bo w lutym zrobiłem przychód ponad 2800 m3 drewna. Mój sąsiad z leśnictwa za miedzą, także pozyskał ponad 3 tysiące m3 drewna. Dawniej, gdy były mniejsze leśnictwa (po 700- 1000 ha) to tyle pozyskiwało się w roku…

 Naturalnie jednocześnie działo się wiele innych spraw, np. dziś minął termin „wklepania” do SILP, czyli systemu informatycznego lasów szacunków brakarskich dla zrębów planowanych na 2015 rok. Dziś wysłałem zaplanowane zręby, dopracowałem szkice, potem odebrałem porównania i dalej będę zajmował się szacunkami, bo to dopiero początek tej żmudnej pracy. Skoro tak dużo drewna pojawiło się przy drogach wywozowych to wciąż dzwonią przewoźnicy, którzy wywożą je z lasu:

 Wczoraj pojechało ode mnie 10 samochodów, a dziś rano już dobrze przed godz. 7 miałem gotowy kwit na wóz trzymetrowych kłód sosnowych. Przewoźnik i tak burczał, że to późno, bo jemu się śpieszy… Zapomniał już jak czekałem na niego bezskutecznie do późnego popołudnia, choć umówił się po 14. Większość kierowców jest jednak bardzo w porządku i dogadujemy się zgodnie. No bo cóż, całodobowy nie jestem, a tak się złożyło, że od wczoraj i przez cały najbliższy tydzień nie mogę liczyć na pomoc podleśniczego i muszę sobie radzić sam. To nic nowego!

Gdy wracałem z oddziału 49 coś mignęło mi na leśnej drodze i zniknęło za zakrętem. Zatrzymałem samochód i sięgnąłem po aparat, choć w lesie było jeszcze szaro i mgliście. Za zakrętem zobaczyłem na drodze rozjechanej wcześniej przez samochody z drewnem rude zwierzątko:

Wiewiórka wyglądała na bardzo zaspaną i ruszała się na ziemi wolno i dość niezgrabnie jak na tę rudą baletnicę. Podbiegła do zamarzniętej kałuży i zaczęła ją z zainteresowaniem obwąchiwać:

Pewnie obudziła się dopiero ze snu zimowego i dlatego była taka niemrawa. Obserwowałem spokojnie jej poczynania, ostrożnie i wolno zbliżając się do niej coraz bliżej. Wiewiórka mocowała się chwilę z zamarzniętą kałużą i w końcu oderwała kawałek lodu. Usiadła sobie wygodnie i zaczęła chrupać „loda”, choć nie przypominał tego z nadmorskiej budki:

Była tak zajęta pochłanianiem „zmrzliny” jak to mówią Słowacy, że zbliżyłem się do niej na jakieś trzy metry:

Z braku słońca i ciekawego tła fotki nie są jednak zbyt porywające…

Po chwili uroczy rudzielec odłupał kolejny kawałek lodu i kolejny, a potem z zadowolonym fuknięciem dopadł się do wody, która pojawiła się w kałuży. Długą chwilę wiewiórka chłeptała dość głośno wodę, mrużąc z zadowoleniem oczy:

Widocznie po zimowym śnie strasznie męczyło ją pragnienie. Zamiast jednak wody leśna droga miała w ofercie tylko lody... Dobrze, że sprytne zwierzątko umiało sobie poradzić i dobrało się do wody. Gdy „zatankowała” jej zapas do rudego brzuszka już znacznie zgrabniej wskoczyła do pobliskiego młodnika i zniknęła w gałęziach:

 Jak widać, powiedzenie, że woda daje życie ma swoje głębsze znaczenie.

Miłego weekendu!

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

20:17, lesniczy.lp
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 24 lutego 2014

 

Do tej pory byłem dość sceptycznie nastawiony do tak wczesnej wiosny, ale chyba już rzeczywiście zima do nas nie wróci. Poranki są rześkie i pachną absolutnie wiosennie, trawa zazieleniła się już soczyście, kwitnie coraz więcej kwiatów, ale przede wszystkim wiosnę wieszczą żurawie!

Pierwsze przyleciały 8 lutego, a teraz już na każdej łączce i podmokłym fragmencie pola widać parę lub kilka szarych, pięknych ptaków:

 Na szczęście liczebność żurawi w naszym kraju wyraźnie rośnie. Jestem przekonany, że duża w tym zasługa leśników. W Polsce jest wiele instytucji i organizacji , które statutowo lub deklaratywnie zajmują się ochroną przyrody. Ale kto robi coś konkretnie? Przepisów chroniących przyrodę mamy moc, ale przysłowiowego konia z rzędem temu, kto wie i pokaże, jak je skutecznie egzekwować. W lasach ochrona przyrody zależy nie od „papierowych” zapisów i mapek elegancko poukładanych w segregatorach, ale od wiedzy i wyobraźni leśniczego oraz podleśniczego, którzy bezpośrednio nadzorują wszelkie prace leśne. Bo to leśnik wyznacza w terenie szlak zrywkowy i musi to zrobić tak, aby dostrzec i uchronić np. stanowisko widłaka lub paprotki. Gdy wyznacza drzewa do wycięcia w ramach trzebieży, musi pomyśleć, że tu oto, w tej właśnie dziupli, mogą kryć się nietoperze lub gągoł — dziwna kaczka, która zakłada gniazda właśnie w dziuplach, nawet daleko od wody.

 

Trzeba więc dopilnować, aby np. stary, suchy i spróchniały dąb nie został pocięty na klocki i nie trafił do pieca, ale pozostał w lesie. Może ten dąb zostanie zasiedlony przez trzycentymetrowe żuki pachnicy dębowej, która jest na skraju wyginięcia, głównie z powodu braku takich drzew? A w jego spękaniach i licznych dziuplach schronią się nietoperze, różne ptaki, owady, w korzeniach jaszczurki i węże… Leśniczy powinien też zadbać o drzewa z gniazdami ptaków, dzikie drzewa owocowe, a nawet porosty. Duże znaczenie ma w tej mierze edukacja ludzi pracujących w lesie. W moim leśnictwie od lat przedstawiciel zakładu usług leśnych podpisuje protokół uzgodnień, gdzie sporo miejsca poświęcam oprócz spraw bhp także ochronie przyrody. Jest tam zapis, który nieustannie przypominam podczas nadzorowania prac, o ochronie oraz zgłaszaniu Służbie Leśnej wszelkich nieznanych i nietypowych roślin, a także drzew dziuplastych i z widocznymi gniazdami ptaków.

 

Dla każdej powierzchni, gdzie występuje chroniona roślina lub zwierzę sporządza się szkic z zaznaczoną bezpieczną strefą. Ważną sprawą jest rozsądne planowanie prac leśnych w czasie. Trzeba je wykonać tak, aby nie przeszkadzać bielikowi w tokach i poprawianiu gniazda. A olchową trzebież najlepiej zrobić w grudniu lub styczniu, bo wtedy bagno jest podmarznięte, ale też trzeba wiedzieć, że już w połowie lutego pojawiają się już tam pierwsze żurawie. Skoro w tym roku pojawiły się wcześniej, to też wcześniej należy zakończyć tam prace, aby żurawie spokojnie wybrały sobie miejsce na lęgi. To ważna sprawa i choć komplikuje ona leśnikom realizację planów gospodarczych, ma wielkie znaczenie dla populacji żurawia.

Piękne ptaki śpieszą się by jak najwcześniej powrócić na własne „śmieci”. Czasem jest to bagienko, starorzecze lub też rozległe torfowisko, a ostatnio nawet zajmują terytorium blisko ludzi:

pośród odkrytych pól z kępami trzcin i traw, aby szybko po raz kolejny przystąpić do lęgów. Zwiększenie liczebności powoduje konkurencję w wybieraniu miejsc lęgowych. W miejscach, gdzie występuje mozaika terenów podmokłych, lasów i pól uprawnych liczba par lęgowych silnie wzrosła. Żurawie zajmują terytorium tak, że najbliższa odległość między dwoma gniazdami nierzadko sięga 300 m a czasem nawet bliżej. Tworzą się w ten sposób lokalne skupiska, w których zagęszczenie sięga 40 par lęgowych/100 km2.

 Dlatego żurawie starają się jak najszybciej wracać z zimowisk, aby zająć jak najlepsze miejsce na lęgi. Tym bardziej, że na zimowiskach nie powodzi się im rewelacyjnie. Żurawie zimują w północnej Afryce, Izraelu i w Hiszpanii. Zimowiska kurczą się i są coraz uboższe. Dzieje się tak w związku z intensyfikacją rolnictwa w Hiszpanii.  Gaje z  dębem korkowym i dużą ilością żołędzi, które są zimowym pokarmem żurawi zastępuje się uprawami eukaliptusa. To tak jak u nas, gdzie na dawnych łąkach rosną rachityczne olchy udające las, a zamiast mozaiki pól spotykamy orzechy włoskie i marne sady. Jednak dzięki wyobraźni leśników i przyrodników żurawie wciąż do nas chętnie powracają... Powracają do przekształconych przez człowieka dolin rzecznych, osuszonych bagien, zanikających torfowisk i tułają się czasem po ostatnich niewielkich mokradłach:

 Ale też, na szczęście, odwrócono się od pomysłów, że każdy nieuprawiany kawałek ziemi musi być lasem i produkować drewno. Dlatego leśnicy wiele miejsc pozostawiają przyrodzie i chętnie korzystają z tego żurawie. Każdy leśniczy prowadzi ewidencję stanowisk żurawia i otacza je opieką, umożliwiając spokoje lęgi. To bardzo ważne, bo żurawie niepokojone pracami leśnymi zakładają gniazda pośród pól, bliżej ludzi, a tam ich jaja lub pisklęta stają się pokarmem dla włóczących się wiejskich kundelków, lisów, norek i coraz liczniejszych szopów.

Gdy leśnicy stworzą dobre warunki do lęgów żurawi i dobrze chronią ich ostoje, korzysta na tym cała przyroda. Tereny wokół gniazd żurawi z powodzeniem bowiem wykorzystują do lęgów bąki, bociany czarne, gęgawy:

 kaczki, szczególnie cyranka, ptaki drapieżne, samotniki,  krwawodzioby  i wiele drobnych ptaków, w tym również wodniczka, która jest na liście gatunków zagrożonych wyginięciem. Są tu także miejsca istotne dla płazów i tarliska wielu gatunków ryb. Na lęgowiskach żurawi spotkamy też wiele gatunków chronionych i rzadkich gatunków roślin.

Żurawie to piękne i lubiane przez ludzi ptaki, choć kiedyś polowano na nie i często trafiały na stoły naszych przodków. O popularności tego ptaka wśród ludzi może świadczyć fakt, że aż 69 miejscowości w Polsce wywodzi swe nazwy od tego gatunku. Nieopodal Pszczewa było kiedyś leśnictwo Żurawiniec nad okolonym bagnami i torfowiskami prześlicznym jeziorem Piecniewo.

Wiosna zawitała już na dobre i otacza nas pięknem. Kwitnące przebiśniegi odwiedzają w południe pszczoły:

Zdarza się czasem piękna tęcza w lutowe popołudnie,nieliczne które spędziłem zamiast w dokumentach, z żoną na spacerze:

Co może być jednak piękniejszego od zamglonego, świeżego poranka, gdy zza ściany drzew można usłyszeć rozdzierający, metaliczny okrzyk przechodzący w dźwięczne trąbienie. Gdy dobiegnie do nas nagle z otoczonego lasem mokradła, albo z pokrytej poranną mgłą łąki, odbity od ściany olch, wzmocniony w pobliskim borze jak w rezonansowym pudle, może niejednego przestraszyć… To niesamowity, jedyny w swoim rodzaju dźwięk. Warto go poznać!

A toki żurawi? Po powrocie na miejsce lęgowe, żurawie początkowo trzymają  się w stadach, a toki odbywają się w grupach. Żurawie wykonują wtedy charakterystyczny taniec podobny do baletowego. Ptaki podskakują i kłaniają się sobie z rozpiętymi skrzydłami. Samce pionowo trzymają dziób i w dostojnym marszu kroczą za samicą. Wydaje się wtedy, że  słychać stukot kastanietów...

 Podobno charakterystyczne hiszpańskie flamenco  pochodzi właśnie z podglądania tańców żurawi, a nie jak mylnie wskazuje nazwa od flamingów.Może to dlatego tancerki tak chętnie wpinają czerwony kwiat w czarne włosy. To barwy podpatrzone najwyraźniej od żurawi. Zresztą wiele tanecznych kroków podpatrzycie obserwując wiosną żurawie tańce:

 Takie flamenco na śródleśnej łące to zapewne ciekawsze widowisko niż popularny telewizyjny „Taniec z gwiazdami”… Pamiętajcie, że za scenariusz, scenografię i po części reżyserię tego wspaniałego widowisko odpowiadają leśnicy. Dlatego żurawie wdzięcznie grają im hejnał i dziękują klangorem.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

23:11, lesniczy.lp
Link Komentarze (12) »
środa, 19 lutego 2014

Coraz częściej pojawiają się informacje o spotkaniach z wilkami lub  śladami ich bytowania na zachodzie kraju, także w moich okolicach. Podczas zimowych polowań zbiorowych moi koledzy leśnicy widywali wilki w okolicach Wyszanowa i Stołunia. To właśnie tam, w okolicach Wyszanowa pod Międzyrzeczem, na terenie Nadleśnictwa Trzciel znajduje się jedyny w Polsce, prawdopodobnie także w Europie pomnik wilka.

Stołuń i obwód dzierżawiony przez koło łowieckie „Ponowa”, gdzie widziano ostatnio  wilka to teren mojego leśnictwa! Nie spotkałem się jeszcze "oko w ślepia" z wilkiem, ani nie trafiłem na ślady jego działalności w moim leśnictwie, choć widywałem już wilcze tropy w okolicy:

 Pojawienie się , a raczej powrót wilka na te ziemie, to dobra wiadomość, choć ludzie czasem ze strachem przyjmują takie informacje.

Medialne doniesienia o strachu, jaki budzą w ludziach wilki, o ich strasznej szkodliwości, włóżmy jednak pomiędzy bajki. Najlepiej blisko tej o Czerwonym Kapturku...  Nie dajmy się zwariować, bo to przecież oczywiste, że choć ludzie korzystają z lasu, to należy pamiętać, że jest on generalnie miejscem schronienia zwierząt. Wilki w dzisiejszym, coraz bardziej zurbanizowanym świecie nie mają jednak łatwo. Ich odwieczne szlaki poprzecinane są coraz większą siecią ogrodzonych autostrad i domostwami ludzi. W lasach i puszczach jest też  coraz więcej ludzi. Ale pomimo to szare drapieżniki potrafią znaleźć dla siebie miejsce obok człowieka. I nie patrzą na człowieka „wilkiem”, bo przecież od 70 już lat nie zanotowano przypadku zaatakowania człowieka przez wilka. Trzeba dobrze poznać ich zwyczaje i biologię, aby im pomóc istnieć obok nas. W naszych lasach nie ma niebezpiecznych dla ludzi wielkich  drapieżników, jadowitych węży czy pająków. Po co bać się wilka? Wilkowi człowiek zwyczajnie śmierdzi i mądre drapieżniki  unikają z nim wszelkiego kontaktu. Ich brązowe ślepia wypatrzą nas wcześniej, a ich doskonały słuch oraz węch pozwolą zachować bezpieczny dla obu stron dystans. Hodowcy zwierząt muszą, niestety,  przewidzieć, że wilki mogą zainteresować się ich podopiecznymi i należycie je zabezpieczać.

Warto pamiętać, że wilki były tu obecne od wieków. Świadczą o tym nazwy miejscowości, uroczysk, leśnictw, a także liczne podania i legendy. Wojciech Łysiak w książce „Mnisia Góra. Podania i bajki warciańsko-noteckiego międzyrzecza”  przytacza opowieści o polowaniach na wilki w Jeziercach, Goszczanowie i okolicach Skwierzyny. Według jego opowieści ostatni wilk w okolicy Skwierzyny został zastrzelony w 1843 roku.Za zabicie wilka wypłacano wtedy nagrody, zgodnie z  bardzo szczegółowym aktem prawnym, jakim było wydane 29 sierpnia 1815 roku przez Królewsko-Pruskiego Naczelnego Prezesa Wielkiego Księstwa Poznańskiego „Obwieszczenie tyczące się wygubienia zagęszczających się coraz bardziey wilków” oraz z rozporządzeniem Królewsko-Pruskiej Regencji z 7 marca 1817 roku „względem nagród za zabicie wilków”. Nagrody wypłacano(po  okazaniu obciętych uszu) za ubicie dorosłego wilka, młodego, nawet szczenięcia i to z dozwoleniem stosowania wszelkich metod. Jako najskuteczniejszą metodę tępienia wilków uznawano wtedy sporządzanie trucizn, a służbom leśnym wyznaczono nawet rygor kar w przypadku niedopełnienia obowiązku zabijania wilków. Takie przepisy i gorliwe ich wypełnianie doprowadziły do szybkiego wytępienia wilków.

Ostatniego wilka w powiecie międzyrzeckim upolowano w okolicy Wyszanowa (gm. Międzyrzecz, woj. lubuskie) 18 lipca 1852 roku. Wilk, który przywędrował w rejon Wyszanowa i Bukowca z południowo-zachodniej Wielkopolski wyrządzał duże szkody pośród domowych zwierząt należących do rolników z okolicznych wiosek.  Zorganizowano polowanie w bukowieckich borach i myśliwy z Lusowa Jan Ungier strzelił ostatniego wilka w starym borze, na wzgórzu. Wdzięczni mieszkańcy wiosek postawili w tym miejscu pamiątkowy 3 metrowy obelisk:

 Umieszczono na nim okolicznościową płytę z napisem w języku polskim i niemieckim:

 

 Watahę wilków nazywano gwarowo komuną, stąd wilka określano jako komunistę. Przewodnik turystyczny z 1936 roku informuje, że od tego czasu w borach międzyrzeckich wilki się już nie pojawiły. Las, gdzie na wzgórzu postawiono obelisk nazwano borem wilka i okoliczni mieszkańcy odnosili się do niego z czcią i bojaźnią. Mój ojciec, zaraz po II wojnie światowej był leśniczym w Leśnictwie Czarny Bocian. Rodzice mieszkali nieopodal pomnika w leśniczówce, która stoi tam do dziś:

 Czarny Bocian to ciekawa miejscowość, oznakowana stojącą przy drodze powiatowej zieloną tablicą, a składa sie z jednego, jedynego budynku, właśnie tej dawnej leśniczówki. Mieszka tam dziś podleśniczy Robert z żoną Dagmarą i dziećmi.

Gdy byłem dzieckiem, tata opowiadał mi wiele o lesie i jego mieszkańcach, a szczególnie chętnie o Borze Wilka. Opisywał wspaniałe rykowiska jeleni, które się w nim odbywały, mówił też, że ludzie bardzo niechętnie tam się wybierali. Wierzyli, że ponownie mogą tam natknąć się na szare  drapieżniki. Rodzice po kilkunastu latach życia w samotnej leśniczówce, wyprowadzili się inne miejsce, choć także niedaleko Międzyrzecza.

 Pomnik ostatniego wilka, postawiony pierwotnie na wzgórzu w starym lesie, zarósł gąszczem sosnowego młodnika. Po bolesnych wspomnieniach drugiej wojny obelisk z niemieckim napisem  nie budził niczyjego szacunku. Wszystko co „poniemieckie” źle się wtedy kojarzyło. Pomnik został częściowo zniszczony i przez wiele lat był w opłakanym stanie. Leśnicy z Nadleśnictw Trzciel i Międzyrzecz podjęli wspólną inicjatywę odbudowy pomnika i przywrócenia go do dawnej świetności. Przecież to rzadki dowód wielkiego szacunku dla zwierzęcia i umiłowania historii łowiectwa. Odsłonięto go po renowacji podczas narady łowieckiej RDLP Szczecin 22.04.2005 roku.

Warto go odwiedzić i w borze wilka podumać o losie tego wspaniałego drapieżnika, który powraca do naszych lasów. Jak tam trafić? Pomnik można  znaleźć ok. 7km na południowy wschód od Międzyrzecza. Jadąc z miasta w kierunku na Bukowiec, dojeżdżamy do skrzyżowania z drogą do Wyszanowa. Jedziemy dalej prosto, a około 400m za skrzyżowaniem trzeba skręcić z szosy pierwszą leśną drogą w lewo. Potem leśnym duktem trzeba iść prosto około 900 metrów i zobaczymy obelisk po prawej stronie. Samochód należy  zostawić na pobliskim leśnym parkingu. Pomnik stoi dziś na terenie Leśnictwa Czarny Bocian w Nadleśnictwie Trzciel, w oddziale 33, tuż obok granicy z Nadleśnictwem Międzyrzecz.

Ten pomnik to wyraz szacunku ludzi dla zwierzęcia. W przyrodzie jest przecież miejsce dla wszystkich gatunków, także dla wilka, który pełni ważną funkcję w lasach. Można się z nim nawet zaprzyjaźnić:

 Teren naszego powiatu i całego regionu stał się w ostatnich latach ostoją coraz bardziej licznych bobrów. Gryzonie stają się coraz częściej sprawcami istotnych strat w drzewostanach, szczególnie dębowych. Ścinają spore fragmenty lasów wzdłuż jezior, rzek, a nawet wąskich strug i  rowów melioracyjnych. Forsują ogrodzenia i dobierają się do cennych  gniazd dębowych zakładanych przez leśników oraz do sadów, ogrodów i zadrzewień wokół domostw. Ich naturalnym reduktorem jest w zasadzie tylko wilk. Leśnicy z jego obecnością wiążą nadzieje na wprowadzenie równowagi w przyrodzie.  Wilki zapewne też poprawią jakość populacji zwierzyny płowej (saren, danieli i jeleni), która często zagraża bytowi upraw i młodników. Obecność szarego drapieżcy powoduje też zwiększoną czujność i ruchliwość zwierzyny.

Ludzie muszą zrozumieć, że wilki też chcą żyć obok nich, a leśnicy i myśliwi  muszą tak gospodarzyć w lasach, aby znalazło się w nim miejsce także dla wilka. Naturalnie w zrównoważonych ilościach, bo cała przyroda musi być w równowadze. Wilkowi trzeba znaleźć godne, bezpieczne dla niego i ludzi miejsce. Nie tylko dla tego ostatniego, któremu postawiono pomnik w  naszym powiecie. Cieszmy się z obecności wilków w polskich lasach, jeden pomnik przecież wystarczy. 

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl          

 

 

 

20:46, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
niedziela, 16 lutego 2014

Kiedyś często spotykałem się z medialnymi doniesieniami z zimowego lasu typu: „czas leśnych żniw”, „nadeszła pora zbiorów” itp. Rzeczywiście zimą intensywniej pozyskuje się drewno, szczególnie na zrębach, bo jakość techniczna tego naturalnego surowca z zimowych cięć jest wyższa. W związku z potrzebami lasu, wciąż rosnącym zapotrzebowaniem na drewno i z racji innej organizacji pracy, spowodowanej coraz powszechniejszym wykorzystaniem maszyn przy pozyskaniu drewna, drzewa jednak ścinamy cały rok. Jednak zima w lesie, choć nie jest czasem żniw, bywa bardzo pracowita dla leśników i pracowników "zuli".

 Trochę mnie śmieszą medialne spekulacje dotyczące wydumanego zwiększenia rozmiaru cięć i pozyskania drewna w związku z nałożoną przez zmianę ustawy o lasach dodatkowa wpłatą do budżetu. To nie jest tak sobie pstryknąć w palce i wyciąć dodatkowe parę tysięcy hektarów lasu! W lesie wszystko jest policzone i zaplanowane ze sporym wyprzedzeniem, stąd zmiany też trwają i nie są takie łatwe do przeprowadzenia.

Ostatni tydzień był dla mnie bardzo pracowity. Jednocześnie trwały prace na czterech, niedużych zrębach i przy czyszczeniach, trzebieżach oraz rozgradzaniu upraw. Dopiero w połowie stycznia została podpisana umowa z zakładem usług leśnych, który wygrał przetarg na wykonywanie prac leśnych w moim leśnictwie. Zanim zostały zakończone wszelkie formalne uzgodnienia i zorganizowana praca, styczeń prawie minął. Dlatego luty to czas bardzo intensywnej pracy. W tym roku w moim sporym leśnictwie mam jak zwykle do wykonania około 200 hektarów zabiegów związanych z pozyskaniem drewna, co powinno przynieść ponad 12 tysięcy m3 drewna w różnych sortymentach. Dlatego w styczniu siłą rzeczy prace są bardzo intensywne. Przez dwa tygodnie odebrałem ponad 1500 m3, a blisko drugie tyle jest na etapie zrywki do dróg wywozowych. Wykorzystałem czas dość silnych mrozów i wykonałem zrąb olchowo-brzozowy w podtopionym fragmencie:

Na bagno obok zrębu wprowadził się niedawno bóbr, stąd najbardziej podtopiony kawałek tego lasu został niewycięty, bo stoi tam bobrowa chatka. Bóbr napracował się solidnie przy budowie:

Jest ich w okolicy coraz więcej i ślady bobrzej działalności widać nawet na wąziutkich rowach melioracyjnych z dala od jezior i rzek.

Przy drodze koło zrębu bieli się wiele stosów drewna, a mygły z długimi brzozami i olchami czekają na wyjazd do tartaku:

 Zakończyłem już zrąb w kępie akacji, toteż w najbliższy wtorek będzie wielu klientów na „opał” liściasty.

W minionym tygodniu wyjechało z mojego leśnictwa ponad 400 m3 drewna. Czasem wydawałem drewno do późnego wieczora, czasem jak tylko się zaczynało rozwidniać:

Sporo czasu musiałem poświecić na sprawy wywozu drewna, bo każdy wystawiony kwit na samochód załadowany drewnem to ponad godzina pracy. To czas  związany z oczekiwaniem na samochód, doprowadzeniem go do miejsca złożenia drewna, dopilnowaniem załadunku i sporządzeniem kwitu w rejstratorze oraz wydruk i podpisanie 4 egzemplarzy przez kierowcę. W tym roku pojechało ode mnie do odbiorców już blisko 50 zestawów wyładowanych drewnem:

Dlatego nieco zaniedbałem blogowe zapiski, ale zapewniam Was, że sytuacja normuje się, choć wciąż praca wre. Na jednym zrębie, gdzie wycinane są trzy 26-arowe gniazda, harwester tnie sosny w kłody 4 i 5 metrowe:

Na drugim, zupełnym zrębie ścięte wcześniej „dłużycowe” sosny i kłody 3 metrowe forwarder zwozi w stosy:

Na skraju zrębu pozostawiłem przyrodzie grube, krzywe i dziuplaste sosny oraz wielopienny dąb, co pewnie dostrzeżecie na fotografii:

 Wiosną będą miały zapewne wielu mieszkańców. Rozbierane są teraz stare, zbędne już ogrodzenia, a siatkę do ponownego wykorzystania do ogrodzenia innych leśnych upraw pracownicy „zula” przywożą na przechowanie na podwórze leśniczówki. Nowe, świeżo ogrodzone gniazda, które niebawem zostaną obsadzone dębem, mierzyliśmy w piątek z kolega z nadleśnictwa przy użyciu bardzo nowoczesnego sprzętu:

Czasem geodezyjny GPS miał kłopot ze znalezieniem sygnału satelitarnego pod dachem sosnowego boru, ale poszło nam sprawnie. Tym bardziej, że czekał już kierowca kolejnego samochodu, a na „wklepanie” do rejestratora leśniczego wiele stosów i dłużyc, które odbierał także w innym końcu leśnictwa podleśniczy Krzysiek.

W trzebieżach pracuje też kilka ekip "zulowców", a trzeba tam na bieżąco wyznaczać szlaki operacyjne, po których poruszają się potem ciągniki zrywkowe:

oraz tak wskazywać miejsca składowania drewna, aby bez problemów szybko wywieźć je z lasu. Muszę przy okazji dopilnować poszerzenia dróg i linii oddziałowych oraz wyjazdów na główne drogi. W ferworze pracy trzeba także pamiętać o ochronie przyrody, bo to bardzo ważna kwestia. Gdy trwają tak intensywne prace trzeba zadbać też o bezpieczeństwo stanowisk rzadkich okazów przyrodniczych. Dlatego tam, gdzie pracuje mały, trzebieżowy harwester Vimek oznakowałem pomalowanymi na pomarańczowo patykami stanowisko paprotki zwyczajnej. Po sośnie pnie się tam także nieduży okaz bluszczu:

W pobliżu jest też sporo stanowisk chronionego barwinka i mahonii północnej, dlatego obszedłem je z operatorem maszyny:

Telefon wciąż dzwoni, bo umawiają się przewoźnicy, indywidualni klienci na „opał” i jest wciąż wielu chętnych na wyrabianie drewna kosztem nabywcy. Doglądając wszystkich prac wykonywanych jednocześnie w różnych miejscach leśnictwa trzeba uważnie obserwować las. Znalazłem dzięki temu kolejne, nieznane mi dotąd stanowisko chronionego widłaka goździstego:

Wokół słychać warkot pił i ciągników zrywkowych. Trzeba wykorzystać zimowy czas, bo wiosna coraz bliżej. Zabiegi, czyli trzebieże i czyszczenia, należy wykonać terminowo i prawidłowo, zręby należy wyciąć z zastosowaniem zasady maksymalnego wykorzystania surowca drzewnego, ale też trzeba przy tym szanować przyrodę. Wszędzie trzeba czuwać nad bezpiecznym dla ludzi i przyrody oraz zgodnym ze sztuką leśną przebiegiem prac. Dlatego leśniczy nie ma chwili wolnego czasu w zimowym czasie, gdy w lesie praca wre…

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

00:53, lesniczy.lp
Link Komentarze (8) »
niedziela, 09 lutego 2014

Kilka dni temu miałem okazję podróżować po drogach, gdzie ciężki sprzęt wyrył w śniegu tunel na szerokość jednego samochodu, a zaspy były wysokie na dwa metry. No ale to specyfika klimatu wschodniej Polski. Wokół mnie nie widać innych oznak zimy, a termometr pokazuje około 10 stopni w plusie. Jezioro przy leśniczówce jeszcze zupełnie zamarznięte choć lód wieczorem pęka i huczy głośno. Wciąż jednak łażą po nim nieodpowiedzialni ludzie…

Wczoraj jechałem już jednak zupełnie czarną drogą z Pszczewa do Poznania i oglądałem z okna samochodu coraz bardziej zielone pola. Na polu rzepaku siedział spory tabun gęsi, na jednym z pagórków bieliło się od łabędzi, no ale to zwyczajne widoki. Ale co to? Na kawałku pola pod lasem stała sobie para żurawi i porządkowała pióra. Był to dla mnie zaskakujący widok. Żurawie na polu 8 lutego to oznaka wiosny, czy jakaś anomalia?

Jednak po ujechaniu kilkunastu kilometrów zobaczyłem kolejną parę żurawi!

To dziwne, bo według mnie zima jeszcze będzie, bo tak dobrze nie ma, aby już sobie poszła na dobre. Wprawdzie sikory podśpiewują już zupełnie wiosennie, dzięcioły stukają werble na sękach i tokują już kruki, ale to nie są pewne oznaki wiosny. Choć nawet gawrony mają już takie jakieś „rozanielone miny” i swoim mało uroczym głosem próbują „śpiewać”:

Zobaczymy co przyniosą nam najbliższe dni. Oprócz napotkanych żurawi nie zauważyłem innych jednoznacznych oznak wiosny i na razie tylko rozmarza ziemia, a na leśnych drogach jest straszne błocko.

Gdy dojeżdżałem już do domu usłyszałem w radiowej Jedynce niesympatycznie brzmiącą, inną niż meteorologiczna, prognozę. Według niej, w tej chwili, co czwarty Polak obarczony jest wymiernym ryzykiem zachorowania na chorobę nowotworową. To choroba naszej cywilizacji, przed którą pomimo coraz bardziej rozwiniętej medycyny, trudno uchronić się. Praktycznie w każdej rodzinie pojawi się ten problem… Tyle jest ludzkich tragedii wokół nas. Choroba niesie za sobą strach i bezradność, a co może być gorszego od bezradności? Szczególnie dla leśników, zwykle twardych, aktywnych i zdecydowanych ludzi. Ale i ich nie omijają nieszczęścia: choroby, wypadki, problemy. W mojej służbowej e-skrzynce ostatnio bardzo często napotykam na błagania o pomoc oraz zawiadomienia o pogrzebach leśników w sile wieku. Rozmaite choroby dotykają leśników i ich bliskich, a  wtedy zostaje tylko wołanie o pomoc. Nie udawajmy, że to nas nie dotyczy, że to nie nasz problem. W czasie choroby każdy człowiek potrzebuje drugiego człowieka i oznak człowieczeństwa.

W tym roku 11 lutego, czyli już niebawem będziemy po raz 22 obchodzili Światowy Dzień Chorego. To wprawdzie katolickie święto, ustanowione 13 maja 1992 roku przez papieża Polaka Jana Pawła II, ale przecież chorujemy wszyscy, niezależnie od wiary, przekonań i wieku. Człowiek to, pomimo tego, że często myślimy inaczej, niedoskonałe stworzenie i choć został stworzony po to, aby żyć i być szczęśliwym, w jego życie czasem wkracza choroba, a na każdego z nas czeka śmierć.

Dlatego pamiętajmy o drugim człowieku, o jego problemach, chorobach, często powodujących także tarapaty finansowe i wraz z oznakami wiosny zdobądźmy się także na oznaki człowieczeństwa. Wspierajmy fundacje, szpitale, hospicja…  Niebawem będzie szczególnie dobra okazja.

Zgodnie z ustawą o działalności organizacji pożytku publicznego, osoby płacące podatek dochodowy od osób fizycznych mogą pomniejszyć podatek należny, deklarowany w rocznym zeznaniu podatkowym o 1 %, przekazując tę kwotę na rzecz wybranej organizacji pożytku publicznego.

Leśnicy maja także takie organizacje i powołali do życia fundacje, działające na zasadzie „non profit”, a niosące pomoc tym, którzy jej potrzebują.

Fundacja Pomocy Leśnikom i ich Rodzinom imienia Huberta Jurczyszyna w Szczecinie ul. Słowackiego 2 (siedziba RDLP)

nr KRS 0000 227907

konto do wszelkich wpłat : Bank BPH 96 1060 0076 0000 3260 0172 4403

Wystarczy wpisać w druku PIT za 2013 r. nr KRS /0000227907/ oraz kwotę, a darowizna zostanie przekazana przez Urząd Skarbowy na konto Fundacji. Można także wskazać wybraną osobę ( należy podać imię i nazwisko ) a Fundacja przekaże całą zebraną kwotę tej właśnie osobie.

Podobną fundacją, która pomaga leśnikom z całej Polski, choć siłą rzeczy częściej tym z południowej i wschodniej części kraju jako, że założono ją przy RDLP Krosno, jest fundacja „Pomoc Leśnikom” , adres pocztowy: ul. Bieszczadzka 2, 38 - 400 Krosno. Zasady są takie same, jeśli komuś bliżej sercem do Krosna to proszę wpisać na PIT:

Nr KRS Fundacji: 0000040564, można też dokonywać dowolnych wpłat na konto: BGŻ S.A. Krosno 24203000451110000000246150

Szczegółowe wiadomości o fundacjach można znaleźć na stronach www regionalnych dyrekcji LP w Szczecinie, klikając na link:

 http://www.szczecin.lasy.gov.pl/web/rdlp_szczecin/37354

 (pełnej informacji udzieli w razie potrzeby telefonicznie Bronisław Sasin) oraz Krośnie:

http://www.krosno.lasy.gov.pl/web/rdlp_krosno/fundacja-pomoc-lesnikom

 ( doskonale zorientowany będzie leśniczy Jerzy Miliszewski).

 Fundacje nie mają pracowników i nie generują dla nich zysków. Są po to, aby pomagać ludziom w nieszczęściach, które czyhają wokół nas. Naturalnie nie tylko fundacje leśników liczą na Wasze oznaki człowieczeństwa. Słyszycie pewnie apele fundacji i prośby ludzi, którzy proszą o wsparcie, bo jest tylu potrzebujących pośród nas…

A ja Was bardzo proszę: okażcie zrozumienie i nie zatwardzajcie serc ! Życzę też, abyście sami, ani Wasi bliscy, nie musieli korzystać z takich form pomocy i nie wyglądali oznak człowieczeństwa. Lepiej szukajmy oznak nadchodzącej wiosny…

 

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

 

 

17:30, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
piątek, 07 lutego 2014

Pamiętacie zapewne program telewizyjny „Piórkiem i węglem” gdzie niezapomniany profesor Wiktor Zin potrafił fascynująco opowiadać o tradycjach polskiej architektury i jednocześnie wspaniale szkicował? Jednak nie dajcie zwieść się tytułowi mojego wpisu, bo nie chodzi tu absolutnie o opowieść o leśniczym, który o brzasku rozkłada sztalugi na leśnej polanie lub o zachodzie słońca kreśli węglem na białym kartonie kreski, oddające urok architektury drewnianej leśniczówki. Nie o poetycki nastrój twórczy tu chodzi, lecz o zwyczajną prozę leśnego życia, niestety!

Leśniczowie też namiętnie szkicują ale to wcale nie znaczy, że jest to działalność artystyczna, a jej „owoce” zawisną w galeriach sztuki lub muzeach… Leśniczowie w codziennej pracy wykonują wiele szkiców, które nie mają, niestety, nic wspólnego z działalnością profesora Zina i jemu podobnych. To jeden z obowiązków leśniczego, oceniany m.in. podczas audytów certyfikacyjnych i innych, licznych kontroli.

Jednym z ważniejszych szkiców w teczce leśniczego jest szkic zakładanej uprawy leśnej. Najczęściej wykonuje się go już wtedy, gdy w miejscu planowanej uprawy rośnie jeszcze stary las. Chodzę wtedy po całym przyszłym zrębie, który wkrótce będzie uprawą i projektuję tam nowy las. Muszę także wypatrzyć tam wszystkie chronione i cenne elementy przyrody, których nie można zniszczyć podczas przygotowania gleby i sadzenia: mrowiska, nory borsuka czy norki tchórza, kupki kamieni, gdzie czasem chronią się łasice itp. Nieskromnie powiem, że wymaga większej inwencji i „natchnienia” niż niejedna praca artystyczna. Bo tam, gdzie dziś rośnie dziś stary las, wyobraźnia i znajomość gleby oraz wymagań siedliskowych, czy świetlnych i wilgotnościowych drzew musi podpowiedzieć leśniczemu kształt i skład nowego pokolenia. Trzeba wykorzystać wszelkie możliwości tego kawałka ziemi, aby w przyszłej uprawie znalazło się maksymalnie dużo gatunków, ale też skład tej uprawy musi być zgodny z tym, co podpowiada mapa glebowa i wzorzec dla krainy przyrodniczej , ustalony w zasadach hodowlanych. Taki szkic jak widzicie na tytułowym zdjęciu zawiera wiele informacji. Rysuję na nim pozostawione kępy starego lasu, czyli biogrupy (B), pozostawione dziuplaste, stare lub ogólnie pożyteczne dla przyrody drzewa ekologiczne (E). Zaznaczam rozmieszczenie gatunków, pamiętając, że w sytuacji gdy uprawa dotykać będzie pola, na jej skraju należy zaplanować strefę ekotonową z gatunków biocenotycznych (bioc). Będzie to pas najpierw małych, potem większych krzewów, a wreszcie drzew liściastych, który będzie łagodził przejście pola w las i spełniał wiele pożytecznych funkcji. To takie „drzwi do lasu”, chroniące go przed wysychaniem, wiatrami i pełniące pożyteczną rolę dla wielu stworzeń polnych i leśnych, dostarczając pożywienia i schronienia.

Na szkicu uprawy odpowiednimi kolorami zaznaczam miejsce posadzenia gatunków dobranych do warunków siedliskowych i założonego typu przyszłego drzewostanu. W nagłówku wpisuję informacje o przyszłej uprawie: lokalizację, powierzchnię, planowany skład gatunkowy nowego lasu, planuję sposób i czas przygotowania gleby:

Na odwrocie rozliczam powierzchnię całego wydzielenia leśnego, łącznie np. z pozostawionymi biogrupami i planuję ilość sadzonek poszczególnych gatunków do założenia uprawy:

 Jest to materiał wyjściowy do planu działania leśniczego szkółkarza, który musi zapewnić mi sadzonki odpowiedniego gatunku, wieku i jakości. Informacje od wszystkich leśniczych są zbierane i sumowane, a w ten sposób mój kolega leśniczy-szkólkarz Stasiu wie odpowiednio wcześniej, co wiosną będziemy potrzebowali do założenia nowych upraw. A jest tych sadzonek sporo, bo w moim tylko leśnictwie co roku sadzi się 150-200 tys. sadzonek. Dlatego szkic przygotowuję dużo wcześniej, gdy jeszcze rośnie tam las. Jeszcze wcześniej, przy planowaniu cięć przygotowuję dla tego samego fragmentu lasu szkic zrębowy:

Zaznaczam tam kierunek obalania i zrywki drzew, miejsce składowania drewna, kierunek jego wywozu, miejsce położenia apteczki i schronu dla pracowników. Na szkicu zaznaczam także wymagające ochrony rzadkie rośliny, drzewa z widocznymi gniazdami ptaków drapieżnych, pozostawione biogrupy czy drzewa ekologiczne.

Prawda, że potrzeba nieco wiedzy i wyobraźni do takiego szkicowania? Szkice zrębowe i zakładanych upraw sporządzamy już od wielu lat. Najstarszy szkic uprawy, który odszukałem w swoim "małym archiwum" pochodził z 1994 roku:

A to szkic uprawy z 1995 roku, zakładanej na fragmencie lasu, gdzie istniała wcześniej plantacja topolowa:

 Plantacje topoli był to wymysł „socjalistyczny”, polegający na szybkiej produkcji taniego drewna dla narodowego przemysłu. Często plantacje sadzono na siedliskach odpowiednich dla dębów, jesionów czy, nawet tak jak tutaj, na podmokłych olsach. Uprawa zaplanowana wtedy przeze mnie, gdy byłem dopiero od dwóch lat leśniczym, udała się znakomicie i rosną tam olchy, dęby, jesiony i modrzewie. Z olchowego młodnika w ubiegłym roku pozyskałem już w ramach czyszczeń późnych ponad 20m3 papierówki.

To z kolei szkic zrębowy z 1996 roku:

Pracowały wtedy małe, najczęściej jednoosobowe „zule”, dlatego na szkicu wyznaczałem działki zrębowe dla poszczególnych drwali. Najczęściej losowali działki, bo bywało, że potrafili nieźle pokłócić się przy podziale pracy. Szczególnie gdy w grę wchodziły solidne, „dwukubiczne” sosny obsypane szyszkami, które potem zbierał drwal, który je ścinał. Szyszki dostarczały nasion do produkcji sadzonek na szkółce i „dobrze płaciły”, stąd były łakomym kąskiem. Zdarzało się czasem, że drwale mało nie pobili się o sosnę, rosnącą na granicy działek. To były czasy… Dziś, gdy spoglądam na szkic wykonany 20 lat temu, odżywają dawne wspomnienia. Prawie takie, jakie towarzyszą nam gdy spoglądamy na szkic dawnej architektury, wykonany węglem przez profesora Zina.

Dziś, gdy powszechnie pracują w lesie harwestery i forwardery, trzeba też przy okazji szacunków brakarskich przygotowywać szkice szlaków gospodarczych. Jeżdżą po nich maszyny, a ich przebieg należy mądrze zaprojektować, aby wykorzystać naturalne luki w drzewostanie, wyrządzić jak najmniej szkód w lesie i ochronić cenne obiekty przyrodnicze. Gdy po raz pierwszy w listopadzie 2007 roku harwester pojawił się na zrębie w moim leśnictwie:

 nie myślałem, że stanie się tak trwałym elementem leśnego krajobrazu jak drwal z pilarką. Dlatego dziś wdrażam w życie przygotowane wcześniej szkice szlaków:

I rozmyślam nad kolejnymi, bo wciąż działam przy szacunkach brakarskich na 2015 rok. Rocznie wykonuję około 160-180 hektarów trzebieży i czyszczeń, to jest co szkicować, skoro szlaki zrywkowe są rozmieszczone co 20 metrów.  Szkicuję także na mapie leśnictwa rozmieszczenie zrębów, czyszczeń i trzebieży na kolejny rok:

Wtedy łatwiej przygotować logistykę prac oraz zaplanować drogi wywozu drewna. Szkice to spore ułatwienie wielu działań leśniczego, ale trzeba się trochę napracować i dobrze pomyśleć zanim powstaną. Dobrze byłoby je robić ze śmigłowca, bo las z góry wygląda tak:

 Widać wtedy dobrze kształt uprawy i wilgotniejsze zaniżenia, które  widziane z góry sa ciemniejsze. Z pewnością jednak wszelkie szkice nakreślone ręką leśniczego są swoistym „utrwalaczem” i archiwum jego skomplikowanej pracy oraz obrazem zmian towarzyszących rozwojowi sztuki leśnej.To swojego rodzaju "dzieło sztuki", choć leśnicy zbytnio nie lubią tej żmudnej pracy. Jednak warto szkicować, bo to z pożytkiem dla lasu... Może kiedyś, obok starych leśnych fotografii, szkice zrębów, projektowanych szlaków oraz upraw będą wyjątkowo cenną pamiątką?

Leśniczy Jarek-lesniczy@erys.pl

23:40, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
sobota, 01 lutego 2014

Dziś rano gwar ptasich głosów i ich radosne, „prawie wiosenne” nawoływania oznajmiły radykalne ocieplenie. Słońce przygrzewało, a termometr pokazywał 5 w plusie. To pierwszy dzień od dwóch tygodni, gdy zima nieco odpuściła. No tak, wszyscy narzekają, gdy w styczniu jest mokro i buro jak jesienią, ale gdy zima trzyma, to też szybko nam się nudzi i pragniemy ciepła. Jednak jest wciąż biało. Wokół karmników dotychczasowy, intensywny ruch nieco zelżał, bo gdy jest cieplej, to nie trzeba tyle jeść.

Uświadomiłem sobie, że dla zwierząt czas mroźnej i śnieżnej zimy to nieustanna walka o jedzenie. W zimowym lesie jedzenie to życie. Dla wielu zwierząt, szczególnie małych ptaków nawet krótki czas bez „wszamania” czegokolwiek oznacza śmierć. Dlatego kiedy w ostatnich dniach odwiedzałem pracowników ZUL-a na wykonywanych czyszczeniach, trzebieżach i zrębach wszędzie spotykałem ślady intensywnego żerowania mieszkańców lasu.

 Trwają prace leśne prowadzone równolegle na trzech zrębach. Gdy tylko mróz mocniej ścisnął rozpocząłem zrąb olchowo-brzozowy w podtopionym fragmencie lasu na samym końcu leśnictwa. Odkładany był już od kilku lat, bo wciąż pod drzewami było tam lustro wody. Wiele drzew już zamarło z powodu podtopienia i te najbardziej bagniste fragmenty zostaną pozostawione w stanie nienaruszonym dla przyrody. Brzeg zrębu opanowały bobry i nacięły spory zapas osikowych kołków. Muszą przecież coś jeść…

Kilka dni temu nad brzegiem malowniczo wijącej się rzeki Obry:

Obserwowałem jak udeptały brzeg rzeki, znosząc do wody kawałki pociętego buka:

Na skraju rzeki widać mnóstwo zatopionych patyków, które są zapasem żywności dla pracowitych gryzoni. Przecież muszą coś jeść!

 

 Cały brzeg rzeki nosi ślady bobrowych strugów. Grube, stare buki są okorowane o obgryzione na wysokość bobra. Nawet stare, stuletnie sosny zostały ogryzione przez bobry:

 Może sosnową żywicą leczą przeziębienie?

Na drodze prowadzącej do zrębu na bagnach leży sosna wywrócona przez wiatr

 Nie usuwałem jej od razu, bo to jadłodajnia dla jeleni i saren. Jej kora, zawierająca sole mineralne i mikroelementy jest teraz bardzo pożądaną karmą soczystą dla zwierzyny płowej. Sarny bardzo jej teraz potrzebują, aby przeżyć zimę, a rogacze jeszcze teraz nakładają nowe poroże czyli parostki:

Na opustoszałych polach pokrytych zmrozonym śniegiem znajda teraz niewiele pożywienia i dlatego trzymają się lasu. Gdy jechałem na drugi zrąb, a jest to kępa starych robinii akacjowych położona pośród gruntów prywatnych:

Kątem oka zobaczyłem coś ciemnego na skraju leśnej drogi:

Poznajecie ten charakterystyczny kuperek? To dzięcioł zielony:

Dzięcioły zielone rzadko kują pnie drzew w poszukiwaniu larw owadów, a bardzo chętnie kopią nory w mrowiskach:

Ta dziura w mrowisku, którą wypatrzyłem została chyba niedawno wykopana, bo była dość płytka. Czasami ten dzięcioł potrafi kopać około metrowy tunel w mrowisku, aby dostać się do smakowitych larw mrówek.  W ich zjadaniu pomaga mu specjalnie zbudowany język. Wysuwa się on poza dziób dzięcioła zielonego aż do 10 cm, zakończony jest rogowym grotem, a pokrywa go lepka wydzielina i dodatkowo rząd haczyków skierowanych do tyłu. Ten raczej nietypowy dzięcioł rzadko przebywa na drzewach, a częściej kica podobnie jak zając po ziemi, poszukując mrówek w różnych zakamarkach. Zimą kopie tunele w kopcach mrówek, bo aby żyć, trzeba jeść...

Dotarłem na trzeci zrąb, gdzie na trzech wyznaczonych gniazdach harwester zabiera się za wycinanie sosen i tnie je na 5 i 4-metrowe kłody. Na razie ciągniki wyciągają grube sosny, ścięte przez drwali piłami, bo z tak grubymi i mocno ugałęzionymi drzewami harwester sobie nie poradzi. Gdy wróciłem do domu zajrzałem do karmników koło leśniczówki. Ruch tam na całego, bo każdy ptak chce jeść. Uwijało się tam kilkadziesiąt dzwońców, sikory, jery i grubodziób. Kto nie dopcha się do słonecznika i nie napełni brzuszka może nie przetrwać nocy:

 Któregoś dnia moja Reginka obserwowała przez okno kuchni jak jedna bogatka usiadła nastroszona na ziemi, a po chwili położyła się i znieruchomiała… W karmnikach wciąż uzupełniamy nasiona słonecznika, a na krzewach wiszą ”pyzy” i słonina. Wciąż wielkim powodzeniem cieszą się jabłka, które są obstawione przez kwiczoły:

 choć czasem dopadnie do nich także zięba, sikora lub kilka kosów, które kręcą wciąż w pobliżu. Kawałkami słoniny interesują się sikory, kowaliki, dzięcioły duże, podjadają ją też chętnie sroki i sójki. Co jakiś czas pojawia się dzięcioł mały, czyli dzięciołek:

Wszyscy chcą jeść, bo szczególnie teraz, srogą zimą, jedzenie to życie. A jak widzicie, są różne rodzaje pokarmów dla różnych zwierząt. Pamiętajcie, aby tam gdzie można i gdzie jest taka potrzeba pomagać zwierzętom przetrwać zimę podrzucając im coś do jedzenia. Nie kopcie tylko tuneli w mrowiskach, zielone dzięcioły poradzą sobie same.

Miłej niedzieli!

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

19:20, lesniczy.lp
Link Komentarze (12) »
środa, 29 stycznia 2014

Wokół nas trwa medialna dyskusja i „wieczorne Polaków rozmowy” o ekspresowej zmianie ustawy o lasach, polegającej na nałożeniu na Lasy Państwowe dodatkowych opłat. Z zainteresowaniem czytam medialne doniesienia, a szczególnie komentarze zamieszczane pod nimi. To bardzo ciekawa lektura, bo można z niej poznać obraz lasu i leśników malowany ludzkimi poglądami. Na ile jest to prawdziwy i rzetelny obraz?

Stali czytelnicy systematycznie zaglądający na strony mojego blogu mają z pewnością swój punkt widzenia. Dziennikarze piszący niektóre teksty oraz komentatorzy bardzo często prezentują poglądy, z których wynika, że pojęcia nie mają, jak wygląda polski las i praca leśników. Ale cóż, nie każdy na wszystkim musi się doskonale znać… Dziennikarski warsztat bardzo często wypełniony jest manipulacją i prowokacją, choć głównie powinien opierać się na Prawdzie, misji społecznej i rzetelności. Dziennikarz podpisuje się jednak (najczęściej) imieniem i nazwiskiem pod tekstem i prezentuje swoje poglądy. Każdy z nas ma prawo do swoich poglądów i naturalnie trudno wymagać aby każdy był ekspertem od lasów i pisał peany na cześć leśników. Anonimowe komentarze, podpisane wymyślonym Nickiem, to już bardzo często „radosna twórczość” lub zamierzone manipulowanie jakiegoś „trolla”. Tam dopiero można sobie poużywać i dać upust emocjom, zwykle negatywnym. Mnóstwo tam też paskudnych kłamstw i dziwnych kłamstewek. Bo oto niedawno odebrałem emaila od sympatycznego Pawła D. z linkiem do strony, gdzie z jednego z komentarzy ze zdumieniem dowiedziałem się, że sprzedano moją leśniczówkę:

~zabrze49- 26.01 (12:30)

22 tys. -sprzedana lesniczowka przez lasy panstwowe....

 

Poznajecie tę fotografię? Całkiem niedawno była umieszczona na blogu leśniczego! Koleś napisał ewidentną bzdurę i aby ją uwiarygodnić, załączył skradzione z blogu zdjęcie… Moja leśniczówka nadal jest w niezbywalnych zasobach Lasów Państwowych, a ja gdy przestanę być leśniczym muszę ją opuścić w ciągu trzech miesięcy. Gdy uda się mi dotrwać do emerytury w wieku 67 lat będę miał na to sześć miesięcy... Zachęcam Was do czytania, oglądania i słuchania materiałów dziennikarskich na temat lasów i nałożonych na nich dodatkowych opłat. Warto czytać też komentarze, choć ostrożnie należy traktować płynącą z tego czytania wiedzę.

Wiele osób mówi, że obłożenie lasów obowiazkiem ogromnych wpłat do budżetu  to dobre posunięcie, bo skąd rząd miał wziąć pieniądze? Wiele osób mówi, że leśnicy stworzyli państwo w państwie i opływają w dostatki… Warto tylko pamiętać, że rząd nie zabiera pieniędzy leśnikom, a zabiera je państwowym lasom. To istotna różnica.  My, leśnicy damy sobie radę i będziemy spokojnie robić swoje. W latach 80 pracowaliśmy za grosze, prowadziliśmy gospodarstwa, aby przeżyć z rodziną bo pensje były bardzo marne, sporo poniżej średniej krajowej. Dziś za to, że jesteśmy na 24 godzinnej służbie dla ludzi i polskich lasów zarabiamy więcej, ale przecież nie krocie, jak usiłuje się to wmówić opinii publicznej, szafując cyframi oraz kwotami naszych zarobków. bo ludzie wciąz niewiele wiedzą o naszej pracy...

  Tak się złożyło, że kilka dni temu trafiła do mnie ekipa filmowa TVN 24, przygotowująca materiał do programu „Czarno na białym”, dotyczącego "wycinki leśnej kasy":

Ten program był emitowany wczoraj o 20.30 w TVN 24, ale można go też obejrzeć tu:

http://www.tvn24.pl/czarno-na-bialym,42,m/daleko-od-szosy,392292.html

Z materiału możecie poznać kilka kawałków mojego leśnictwa oraz obejrzeć parę epizodów z pracy leśniczego i sądzę, że sporo dowiedzieć się o gospodarce leśnej. To jeden z nielicznych programów, który pokazuje normalną, terenową pracę leśniczego. Bez scenariusza, powtarzania scen i białej koszuli… Zajrzyjcie na stronę tvn 24 i poznajcie cały materiał. Fajnie zabrzmiały tam dla mnie wyobrażenia o lesie studentów leśnictwa…

Jednak mówiło się tam też dużo o gospodarce finansowej, o przychodach, szczególnie w rozmowie z dyrektorem generalnym, o milionach wagonów drewna wyjeżdżających z lasów, ale szkoda, że nie mówiło się o kosztach leśnej działalności. To nie jest tak, że leśnicy wycinają te miliony wagonów drewna i stanowi to ich dochód i zysk! Lasy Państwowe w latach 2014 i w 2015 wpłacą do budżetu państwa po 800 milionów złotych, a w kolejnych latach będą odprowadzać po 2 proc. od zysku, czyli około 100-150 milionów złotych rocznie. 650 mln ma zostać przeznaczone na popularne „schetynówki” czyli rozbudowę dróg. A przecież lasy budowały dotąd drogi za kwoty dużo wyższe! Teraz już pewnie nie będą realizować takich pożytecznych inwestycji:

 Pieniądze mają trafić do samorządów, ale wiele z nich nie ma kasy na niezbędny udział własny w programie i pewnie z nich nie skorzysta. Tam gdzie buduje się nowe drogi pojawiają się zaraz takie znaki:

Głównie dlatego, że to  „lasy rozjeżdżają drogi wielkimi samochodami”. To nie "lasy" jeżdżą tymi samochodami, a mieszkancy gminy, np.pan Rysiek z sąsiedniej wsi, albo np.pan Zdzisiek- nasz sąsiad, który pracuje w firmie transportowej. Te drogi mają służyć ludziom, szczególnie tym z okolic, skoro buduje je lokalny samorząd, a nie powstawać dla przecinania wstęgi, pokropienia otwarcia podczas uroczystego obiadu czy dla wstawiania tablicy informacyjnej o tym wiekopomnym dziele. Przecież dziś nawet rolnicy mają powszechnie ciężkie i wielkie pojazdy!

 A skoro leśnicy mają przekazać pieniądze pochodzące z ich działalności na budowę dróg, to czy nie lepiej byłoby zamiast oddawać te pieniądze do budżetu państwa, stworzyć mechanizm przekazywania ich bezpośrednio z każdego nadleśnictwa do miejscowej gminy lub powiatu? Jeśli każde nadleśnictwo w Polsce ma przekazać w ciągu dwóch lat blisko 2 mln złotych do budżetu, to lepiej, aby te pieniądze zostały na miejscu, będą mniej wirtualne.  Ludzie „na dole” zawsze dogadają się i mądrze je spożytkują.

Dotychczas LP także płacą rocznie około 200 mln złotych podatków na rzecz lokalnych samorządów. Blisko 3 mld zł rocznie wpłacają do kasy państwa. A koszty? W ramach swojej działalności lasy finansują nieustannie, od wielu lat zadania państwa, bo 16 mln złotych przeznaczają na ochronę przyrody, tyle samo na turystykę leśną, czyli szlaki, obiekty i urządzenia umożliwiające zwiedzanie lasów, ponad 15 mln pochłonęła edukacja przyrodnicza, około 13 mln przeznaczono na cele społeczne- dofinansowanie samorządów, stowarzyszeń (np. straży pożarnych) i aż 88 mln na ochronę przeciwpożarową.

 Potrzeba czasu aby ocenić skutki takiego rozwiązania. Choć bardzo przypomina ta danina to, co już było - obowiązkowe kontyngenty, czyli odgórnie nakreślone plany dostaw w czasach budowania komunizmu w Polsce. Wtedy także narzucano obowiązkowe dostawy zboża, ziemniaków, mięsa…

Proszę Was, zdobywajcie rzetelną wiedzę na ten temat, bo warto interesować się przyszłością naszych, wspólnych lasów. Projekt ustawy ujrzał światło dzienne 23 grudnia, a 24 stycznia był po trzecim czytaniu w Sejmie. Nikt z naszych przedstawicieli nie konsultował się, nie słuchał leśników, nie pytał osób zainteresowanych, a przecież wszyscy jesteśmy zainteresowani, prawda? Dlatego musimy dobrze znać temat lasów państwowych, bo może nas wreszcie ktoś zapyta o zdanie?

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl




20:52, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
niedziela, 26 stycznia 2014

Moja opowieść o budkach lęgowych i schronach wzbudziła spore zainteresowanie. Szczególnie schrony dla nietoperzy okazały się swojego rodzaju ciekawostką, bo nietoperze to stworzenia nocne, tajemnicze i pewnie dlatego mało znane. Być może dlatego w  wielu  kulturach  przypisuje  im  się  cechy  demoniczne i nietoperze zupełnie niesłusznie cieszą  się  złą  sławą. Tak było już w starożytnej Babilonii, Rzymie oraz europejskim średniowieczu. W początkach chrześcijaństwa nietoperz  stał  się  jednym z  wcieleń  diabła i towarzyszem oraz  pomocnikiem czarownic. Chętnie sięgała po niego demonologia ludowa.  Wierzono powszechnie, że chętnie wysysają krew z niemowląt, wplątują  się  we  włosy, sieją  niepokój i przynoszą  nieszczęście. Pewnie są tacy, którzy wierzą w to do dziś… Choć, może dla równowagi, są kultury, gdzie nietoperz jest pozytywnym symbolem. Chińczycy uważają pojawienie się nietoperza w ich domu  za wyjątkowe bardzo pozytywne wydarzenie, a chiński symbol szczęścia jest otoczony wizerunkami czterech nietoperzy. Jedno jest pewne- to nietoperze powinny bać się ludzi, bo ci czynią im wiele złego, a nie odwrotnie.

Leśnicy od lat doceniają ich ogromną rolę w ograniczaniu liczebności owadów, które mają wielki wpływ na zdrowy las. Może dlatego w Gołuchowie, w Ośrodku Kultury Leśnej zobaczycie takiego ciekawego, blaszanego nietoperza:

Zajmując się edukacją leśną warto upowszechniać wiedzę o pożytecznym życiu tych nocnych ssaków. Przecież już w 1884 roku Karol Hostyński w pracy „Szanujmy nietoperze” pisał: „Niezliczone baśnie i przesądy o nietoperzach przechowywane uporczywie w tradycji naszego ludu (…) dając pochop do nieubłagalnego go niszczenia przy każdej sposobności.(…) Leśnicy mający dosyć sposobności do stykania się z ludem wiejskim, mogą w tym kierunku bacząc zarazem na swój własny interes, działać nader skutecznie”.

Kto z Was chce bliżej poznać się z nietoperzami niech zajrzy na bardzo ciekawą stronę opatrzoną takim logo:

Strona www.nietoperze.pl redagowana jest wspólnie z grupą pracowników naukowych UP w Poznaniu od 1997 roku przez leśniczkę Jolantę Węgiel, świetną znawczynię nietoperzy oraz specjalistkę do spraw promocji Wydziału Leśnego Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.

Zajrzyjcie koniecznie na  www.nietoperze.pl

Na świecie stwierdzono około tysiąca gatunków nietoperzy, z tego większość w strefie tropikalnej. W Europie występuje ich około 40, natomiast Polsce stwierdzono dotychczas 25 gatunków  tych tajemniczych zwierząt. Polskie nietoperze  należą do dwóch rodzin: podkowcowatych (2 gatunki) oraz mroczkowatych ( pozostałe 23). Wszystkie są pod ścisłą ochroną, którą gwarantuje im ustawa o ochronie przyrody. Głównym składnikiem pożywienia nietoperzy są owady. Wiadomo, ze wiele ptaków także odżywia się owadami. W dawnych podręcznikach do średnich i wyższych szkół leśnych można wyczytać, że ptaki w czasie karmienia piskląt zjadają aż 54 kg różnych gąsienic na 1 hektarze lasu. Kiedyś nawet poczciwe kury domowe wspierały rolników i leśników w walce z nadmiarem owadów:

 Kury bardzo lubią zielone gąsienice lub poczwarki poprocha cetyniaka. To 3-4 centymetrowy motylek, który należy do najgroźniejszych i najbardziej dokuczliwych szkodników sosnowych borów. Według badań naukowców w ciągu dnia jedna kura może zjeść nawet do 6000 poczwarek poprocha, a w ten sposób 200 kur całkowicie zniszczy populację groźnego motyla na hektarze lasu. Kury chętnie też rozprawiają się z żarłocznymi pędrakami chrabąszczy, których dostatek jest na moim podwórzu, a i w lesie ich nie brakuje.

Jednak nietoperze poprochów zwykle nie jedzą, bo to dzienny motyl i nie rywalizują z ptakami, ponieważ żerują nocą. Nocny tryb życia nietoperzy możliwy jest dzięki echolokacji - niezwykłej zdolności orientowania się w przestrzeni poprzez wydawanie przez nie dźwięków (pisków o określonej tonacji), a następnie wsłuchiwanie się w ich echo powracające od odbitych przedmiotów. Im bliżej zwierzęcia znajduje się przedmiot tym szybciej echo powraca, stąd nietoperz tworzy sobie w ten sposób obraz otoczenia nawet w kompletnej ciemności. Niektóre gatunki nietoperzy jednak pomagają sobie dodatkowo wzrokiem. Warto pamiętać, że te ssaki zjadają ogromne ilości komarów, a zatem zamiast myśleć o chemicznym zwalczaniu uciążliwych owadów może lepiej pomagać nietoperzom?

Instrukcja Ochrony Lasu- ważny dokument dla leśników i właścicieli lasów zaleca na stronie 35:

„Aktywna ochrona nietoperzy w lesie polega na:

a) zachowaniu środowiska ich występowania, zapewnianym przez mozaikowość środowiska leśnego, urozmaiconą granicę polno-leśną, zachowanie śródleśnych obszarów wilgotnych i zbiorników wodnych, renaturyzację potoków i preferowanie biologicznych metod ochrony lasu;

b) ochronie schronień:

– letnich – pozostawianie starych i dziuplastych drzew, remontowanie zasiedlonych budynków poza okresem rozrodu,

– zimowych – zabezpieczenie przed niekontrolowaną penetracją, przez zamykanie wejść na zimę,

– przejściowych i godowych;

c) tworzeniu nowych kryjówek – przede wszystkim skrzynek nadrzewnych, zalecanych tam, gdzie brakuje naturalnych schronień. Wykonuje się je najczęściej z drewna – powinny być szczelne, trwałe, z szorstką powierzchnią wewnętrzną i ciasnym szczelinowym wlotem (15–20 mm), zlokalizowanym w dolnej części.”

Wszystko co najważniejsze o schronach dla nietoperzy napisał Dariusz Łupicki w malutkiej publikacji, wydanej kiedyś przez Okręgowy Zarząd Ligi Ochrony Przyrody w Zielonej Górze. Poleca dwa typy schronów dla nietoperzy, w zależności od gatunku. Dla np. mopków i nocków Brandta dobry będzie typu o wymiarach zbliżonych do modelu Stratmann, natomiast schrony typu Issel będą odpowiednie dla gacków i nocków Bechsteina:

A oto zasady ich wieszania:

Warto też bacznie zwracać uwagę na to, co robią wokół domu nasze koty, bo czasem przynoszą takie „myszy”, które „zapisały się do lotników”:

Poznajmy bliżej nietoperze, bo to ciekawe i niesłychanie pożyteczne zwierzęta i nie bójmy się, że wkręcą się nam we włosy przy wieszaniu przeznaczonych dla nich schronów.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

19:36, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »