O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
poniedziałek, 21 marca 2016

458min

Gdy spojrzałem dziś w swój zielony kalendarz, po który sięgnąłem aby zapisać kolejną partię sadzonek, która dojechała ze szkółki, zauważyłem sporą kumulację przyrodniczych świąt. Choć dzień leśniczego wcale dziś nie miał posmaku święta, bo wokół sadzą, wożą sadzonki, ścinają drzewa, zrywają. Pojechały trzy samochody z drewnem, dwa „sprytne” forwardery „Vimki”  ustawiają kolejne stosy, a mój telefon odzywa się raz po raz… Wiosną życie leśniczego radykalnie nabiera tempa, choć cały rok nie jest nudno… Pomimo, że na zegarze wskazówka  minęła  dawno godzinę 15 na koniec pracy się nie zanosi.  Ale o tak ważnych świętach należy pamiętać!

Zgromadzenie Ogólne ONZ w 2012 roku ustanowiło dzień 21 marca każdego roku Międzynarodowym Dniem  Lasów. To święto obchodzone w tym roku po raz czwarty jest dedykowane roli lasów, jaką pełnią w zaopatrywaniu Ziemi w życiodajną wodę.

Polska jest w europejskiej czołówce pod względem powierzchni lasów.

 4581

  W połowie XX w. lasy zajmowały nieco ponad jedną piątą obszaru Polski, a dziś już niewiele mniej niż jedną trzecią. Choć w lasach wciąż wycina się drzewa, bo to normalne i korzystne dla przyrody zjawisko (nawet w Puszczy Białowieskiej) to lasów wciąż przybywa.  Każdego roku polscy leśnicy sadzą aż 500 mln nowych drzew,  czyli średnio… 57 tys. na godzinę. Dlatego nasze lasy zajmują ponad 29 proc. terytorium kraju, a rosną na obszarze 9,2 mln ha. Ponad połowa to lasy o charakterze ochronnym, w tym wodochronne, którym jest szczególnie dedykowane tegoroczny Dzień Lasów. Lasy zachowują się jak szczególny filtr, ponieważ zatrzymują wodę przeciwdziałając powodziom, obniżają temperaturę, tym samym zapobiegają ociepleniu klimatu, ale też zatrzymując zanieczyszczenia w ściółce oczyszczają wodę, a korzysta z niej mniej więcej jedna trzecia największych miast świata! Lasy także zatrzymując wodę minimalizują erozję gleby.

4582

Blisko 80 proc. światowej ludzkiej populacji odczuwa niedobór wody, czyli 8 na 10 ludzi nie zawsze ma pod ręką szklankę z wodą pitną lub leśny strumyk szemrzący kaskadą źródlanej wody. Warto też pamiętać, że tereny leśne,  nie tylko źródliska i mokradła, dostarczają 75 proc. świeżej wody dostępnej na Ziemi, która jest wykorzystywana w gospodarstwach domowych oraz przemyśle.

Leśnicy rozumieją nie tylko od święta znaczenie lasów  w ogólnym bilansie wody, a także bilansie węgla, ale to odrębna kwestia. Dlatego Lasy Państwowe od lat aktywnie uczestniczą w programach przeciwdziałających powodziom. Aż w  ponad połowie polskich nadleśnictw, czyli w 230 realizowane są programy tzw. małej retencji nizinnej i małej retencji górskiej. Dzięki tym programom realizowanym przez leśników oprócz ich normalnych obowiązków, lasy magazynują ok. 44 mln m sześc. wody.

4583

Innym dzisiejszym świętem jest Pierwszy Dzień Wiosny. Kalendarzowo wypada to 21 marca, ale astronomiczna wiosna rozpoczyna się bez spoglądania w kalendarz- w równonoc. W niedzielę 20 marca o godz. 5.30 Słońce weszło w znak Barana i tym samym na całej kuli ziemskiej poza biegunami dzień i noc trwały po równe 12 godzin. Przez najbliższe kilkadziesiąt lat będziemy rozpoczynać wiosnę kalendarzowo o jeden dzień wcześniej, a potem nawet 19 marca. Dziej się tak dlatego, że ruch Ziemi wokół własnej osi jest niezależny od jej obrotu wokół Słońca.

 Tegoroczna wiosna trwać będzie do 20 czerwca, czyli 94 dni. Tegoroczna wiosna trwać będzie 94 dni. Choć na razie jest chłodno i mało wiosennie. Kwitną wprawdzie przebiśniegi, krokusy i fiołki

4584

Przyleciały już żurawie, czajki, szpaki i skowronki. Spóźniają się za to bociany

4585

Zgodnie z ludową tradycją bocian jest najważniejszym zwiastunem wiosny. Mówiono dawniej:

Jak na Gertrudę (17.III) bociek na gnieździe siędzie, wiosna szybko przybędzie.

Gdy bocian na święty Józef (19.III) przybędzie, to śniegu już nie będzie.

Tym razem, według meteorologów najbliższe prawdy będzie to ludowe przysłowie:

Na Zwiastowanie (25.III) zlatują się bocianie.

Choć są i tacy, co mówią, że bociany pojawią się dopiero w kwietniu, razem z jaskółkami.

Dla leśników oznaką pierwszych dni wiosny oprócz ptaków i roślin  są samochody z sadzonkami ze szkółki, narady z zulowcami co i gdzie sadzić oraz biurka pełne dokumentów związanych z odnowieniami, grodzeniami upraw czy pozyskaniem drewna.

Wcześniej było inne, „zielone” święto. 17 marca to Dzień Świętego Patryka- irlandzkie święto narodowe i religijne. Tego dnia Irlandczycy w wielu miastach organizują festyny i uliczne pochody, w których dominuje kolor zielony, będący narodową barwą Irlandii. Głównym symbolem święta jest trójlistna koniczynka- stosowana przez Św. Patryka jako pomoc przy tłumaczeniu pierwszym irlandzkim chrześcijanom pojęcia Trójcy Świętej. To święto, coraz bardziej popularne także w Polsce, związane jest z coraz bardziej kultywowaną celtycką tradycją i zielonym kolorem. W Dzień Świętego Patryka każdego roku odbywają się  liczne imprezy w pubach i klubach. Tradycyjnym trunkiem jest wówczas zielone piwo oraz irlandzka whiskey. Ale czy nie lepiej zamiast malować się na zielono i raczyć zielonym piwem w zatłoczonym pubie, zachwycać się czarem wiosny i świeżą zielenią wiosny w polskich lasach?

4586

Wiosną spotkamy także wiele barwnych ptaków. Szczególną uwagę każdego z nas zwróci zapewne bażant- kogut

4587

Choć szare niepozorne ptaszki mają swój urok, a niektóre nawet zasłużyły sobie na odrębne święto.  Wczoraj, 20 marca było bowiem jeszcze inne święto, związane z przyrodą. Tego dnia obchodzimy Międzynarodowy Dzień Wróbla. Nasz przesympatyczny wróbel domowy to jeden z najbardziej rozpowszechnionych gatunków na świecie, zasiedlający niemal wszystkie kontynenty. Z lewej wróbel domowy, a z prawej- mazurek, który ma charakterystyczną plamkę na policzku:

4588

 Towarzyszy człowiekowi od kilkunastu tysięcy lat i pojawiał się tam, gdzie ludzie zaczynali uprawiać rolę: na pustynnych oazach, wysepkach na oceanie czy potem także w wielkich miastach. Wszędzie dawał sobie radę ale ostatnio liczebność tego skromnego ptaka zaczęła sukcesywnie spadać. Łatwo to zauważyć podczas wiosennych spacerów, bo w gęstych krzewach, jeszcze pozbawionych liści widać gromady szarych ptaków, lecz są to głównie mazurki- krewniacy wróbla domowego.

4589

 Idea Święta Wróbla narodziła się w 2010 roku w Indiach, w celu nagłaśniania zjawiska zanikania tego gatunku, propagowania jego aktywnej ochrony oraz zwrócenie uwagi na problemy ekologiczne środowiska.  

Tak pisał o wróblu Jan Brzechwa:

We wsi Duże Kałuże

 Siedział wróbel na murze

 I ćwierkał wniebogłosy:

„Jestem nagi i bosy,

 Nie mam dachu nad głową,

Nie mam nic, daję słowo!”

Hałaśliwy sposób bycia i obyczaj stadnego życia nie zawsze podobał się ludziom, którzy bywa, że tępili wróbelki, a przecież to ptaszki niezwykle użyteczne. Przekonano się o tym w Chinach, gdzie wytępiono tę małą kruszynę, a później szarańcza, niespożywana przez ptactwo, pochłonęła plony, czego efektem była głodowa śmierć 30 milionów ludzi!

Swoją przygodę z wróblami mieli także mieszkańcy Śląska, a szczególnie Sosnowca-Porąbki. Opowiada o tym taka legenda:

Niegdyś Porąbkę zwano "wróblą wsią", a to z tego powodu, że tak w wiosce, jak i w okolicy najbliższej, przebywały gromady wróbli, które swoim świergotem wyczyniały takie piekło, aż uszy puchły. Toteż Fryderyk Wielki patentem z dnia 8 kwietnia 1744 roku wprowadził na obszarze swego państwa podatek w naturze, w postaci główek wróblich. Każdy mieszkaniec obowiązany był dostarczyć 6 wróbli, ogrodnicy 8, owczarze, pastuchy i inna służba po 4 wróble rocznie. Za każdego niedostarczonego wróbla z ukręconą głową ściągano przymusowo jeden grosz. Wtedy Ślązacy z Mysłowic i pogranicznych wsi śląskich wędrowali do Porąbki i tutaj kupowali wróble, których było mrowie,  płacąc za trzy do czterech sztuk jeden grosz. Przez dwa lata mieszkańcy wioski tłukli bez miłosierdzia nieszczęsne wróble, sprzedając je Ślązakom, aż wreszcie nie zostało ani jednego, bowiem niedobitki opuściły niewdzięczną osadę. Przez długie lata w wiosce głucho było w porze letniej a także i zimowej. Nie słychać było krzyku ćwierkałów, nie słychać było śpiewu i świergotu ptasząt, które omijały instynktownie wioskę, gdzie na ich życie czatowano dla marnego zysku.  Dopiero w kilkanaście lat później, zaczęło ptactwo powracać do wioski witane z sympatią i ulgą przez jej mieszkańców, zawstydzonych swoją chciwością…

Jak widać wróble chętnie przytulają się do człowieka, nawet jak ich zbytnio nie kocha: podskakują na drogach i podwórkach, ćwierkają na płotach, zbierają nasiona chwastów i owady, szczególnie gdy karmią swoje młode. Nie trzeba jednak być naukowcem ani bystrym obserwatorem, aby zauważyć, że jest ich coraz mniej i mniej. Czyha na nie wiele drapieżników, szczególnie tępią je domowe koty, ale przede wszystkim wróble nie mają gdzie mieszkać – stosowanie nowoczesnych technologii sprawiło, że te szare drobinki nie mają gdzie wić swoich gniazd. Może warto uczcić to święto, a także pierwszy dzień wiosny wieszając budki dla wróbli w pobliżu naszych osad? A zielone Święto Patryka połączyć z Międzynarodowym Dniem Lasów i poznawać oraz podziwiać zielone bogactwo, które nas otacza? Bo wszystkie te święta zwracają naszą uwagę na problemy przyrody i jej elementów, których przyczyną jest prawie zawsze człowiek…

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

 

 

 


 

22:02, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
wtorek, 15 marca 2016

457min

Wiosna to generalnie pora roku, która zdecydowanej większości z nas miło się kojarzy. Przyroda budzi się po zimie nieśmiałą zielenią, nawoływaniem sikor, bębnieniem w sęki dzięciołów i żurawim klangorem. Dni stają się coraz dłuższe, bardziej słoneczne i możemy bezkarnie zapominać rękawiczek i szalików. Choć „w marcu jak w garncu”- to znane wszystkim przysłowie ma jak najbardziej praktyczne zastosowanie. Bo choć dziś w południe bór był ozłocony słońcem, w południe łkały na polach skowronki i kwiliły czajki, wieczorem pada lekki deszczyk, to całkiem niedawno pszczewski las był czarno biały z przewagą białego:

4571

W poniedziałek o świcie mróz skuł szyby samochodowe ale dziś ani śladu zimy, a ja oglądałem już mrówki, które biegały po mrowisku jak leśniczy na wiosnę.

4572

Bo wiosna to pora roku, która wprawia leśniczego w nieustanny pośpiech.  W pszczewskim lesie jak w każdym zapewne leśnictwie w kraju dzieje się wiele i to naraz. Trwają prace zrębowe i jeżdżą samochody z drewnem:

4573

Dziś już przed 6 rano jechałem na spotkanie z kierowcą, który przyjechał po „papierówkę S2a 2,40”. Wróciłem do leśniczówki o 7.30, a tam już czekał na mnie spory tłum detalicznych nabywców drewna opałowego. Szybko przestawiłem rejestrator, odpaliłem komputer i kasę fiskalną. Kilkunastu klientów zatrzymało mnie w kancelarii prawie do 11. A po drewno jechał już kolejny samochód, tym razem to S2b 1,80. Musiałem oderwać od odbiórki na zrębie podleśniczego Irka, choć tam dwa forwardery wspierane przez poczciwe LKT- czyli mocny ciągnik zrywkowy

4574

Wszystkie te maszyny ciągną do drogi wywozowej dłużyce sosnowe i dębowe, kłody różnej długości, papierówki i wałki opałowe, na które czekają kolejni klienci w kolejny wtorek. Bo we wtorek walki sosnowe, brzozowe, dębowe i czasem inne znajdują kolejnych nabywców. A leśniczy nerwowo spoglądając na zegarek drukuje asygnaty, paragony fiskalne, raporty, historie pracy i pędzi  do biura nadleśnictwa, a zaraz po rozliczeniu sprzedaży na powrót w las. Bo tam też coraz bardziej zielono:

4575

Przecież to już czas odnowień! Każdego dnia odwiedzam teraz to miejsce na skraju lasu:

4576

Poznajecie? To dół- przechowalnia sadzonek. W środku czekają dwulatki sosny, trzyletnie dęby i buki

4577

Dziś większość z nich trafiła na niedawne zręby, a teraz już nowe uprawy leśne. Jutro przyjeżdżają kolejne sadzonki od leśniczego Stasia z naszej szkółki leśnej

4578

ZUL-owcy uwijają się mocno, bo sadzić nowy las trzeba dokładnie i szybko, aby dobrze skorzystać z wiosennej wilgoci. Pracy jest teraz moc, stąd nic dziwnego, że temu pośpiechowi ze zdziwionymi dziobami przyglądają się dzikie gęsi, które spokojnie zabierają się za lęgi

4579

Żurawie ze stoickim spokojem spacerują po polu tuż pod zboczem pszczewskiej Góry Wysokiej, o której opowiadałem ostatnio. Od kilku dni zbiera się ich tam kilkanaście. Tańczą, nawołują się, umizgują do siebie i pewnie dobierają w pary. Nie śpieszą się i słusznie, bo łączą się w stałe związki, a to wymaga rozwagi…

45710

Widoczny w tle za żurawim stadkiem głęboki rów w zboczu góry, nazywany przez niektórych „rowem czołgowym” ma znacznie wcześniejszy niż czołgi rodowód i związany jest z dawnym traktem oraz pobieraniem opłat z korzystanie z niego. Bez obaw- publikację – przewodnik po ścieżce przyrodniczej wokół góry w wolnej chwili przygotuję dla Was do pobrania w formie pliku pdf. Ale cóż, na razie są bardziej terminowe zadania do wykonania. Bo w lesie teraz ścinają, ściągają, wożą, grodzą, sadzą i wszędzie jest potrzebny leśniczy.

Pszczewskie lasy są teraz poznaczone dużymi tropami. Tegoroczną wiosną bardzo uaktywniły się wilki i wciąż spotykam ich tropy i ślady. W minioną sobotę dwa wilki pojawiły się na zrębie i spokojnie przyglądały się pracy drwali. Spotykam też ślady ich udanych polowań

45711

Tyle zostało z daniela. Pobocza dróg pokrywają wilcze tropy, które wyglądają tak

45712

Dla porównania zobaczcie tropy psa:

45713

Idąc tropem wilczych łap możemy zobaczyć na leśnej drodze odciśnięte racice spłoszonych danieli, a nieco dalej odciski szpil watahy przelatków, czyli zeszłorocznych dzików. O tropach wilków można wiele dowiedzieć się zaglądając tu: http://www.polskiwilk.org.pl/download/SdN_Wilk_TropienieEduFin.pdf

O pszczewskich wilkach opowiem Wam innym razem, bo mimo późnej pory czeka na mnie jeszcze kilka tabelek związanych z nadzorem nad lasami prywatnymi no i zestaw szkiców zakładanych upraw, które jutro zazielenią się sadzonkami. Wiosenny las to mrówki, wilki, żurawie ale też wielka kumulacja prac leśnych. Dlatego teraz każdy leśniczy wciąż się śpieszy, spogląda na zegarek ale jak wszyscy cieszy się wiosną. Bo wiosna to miła pora roku…

Leśniczy Jarek-lesniczy@erys.pl

 

 

 

22:53, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
piątek, 11 marca 2016

456min

Każdy z nas ma swoją górę. Może to być góra możliwości, słabości ale pozostańmy w sferze góry istniejącej fizycznie i geograficznie. Ma ją przecież każdy region, okolica, miejscowość, nawet jeśli nie jest ona zbyt okazała czy wybitna. Bo zawsze jest jakaś góra… Może być to góra do zdobycia, do przebycia, do pokonania. Niezależnie od tego jak góra jest wysoka i trudna, jej pokonanie zwykle jest źródłem wielkiej satysfakcji. Bo z góry zawsze lepiej widać i zwykle z każdą górą wiążą się różne ciekawe historie. Miejscowość Pszczew, w której mieszkam od blisko ćwierć wieku też ma swoją górę.

Góra Wysoka, nazywana też Ozem Pszczewskim, który ukształtował lodowiec miliony lat temu, ma wysokość 101 m n.p.m. Może nie jest to imponująca wysokość, ale z jej wierzchołka roztacza się przepiękna panorama na rozległe jezioro Chłop. Ponad 300 ha czystej wody skrzy się obiecująco w słońcu.

4561

W budowie geologicznej ozu, obok piasków i żwirów oraz głazów, bierze udział także glina zwałowa, mułki oraz iły. To jest główny powód bogactwa gatunków, bo znajdziemy tu różne gatunki drzew oraz krzewów iglastych i liściastych, ale też spotkamy około 50 gatunków ssaków i ponad 100 – ptaków. Góra Wysoka znajduje się w bardzo ciekawej także pod względem historycznym okolicy. U jej podnóża wije się dawny trakt, którym przechodzili Celtowie i Rzymianie, kupcy i wojowie. Szedł tędy Św. Wojciech, Otton III, Mieszko I oraz Napoleon. Przebiegała też tędy droga dyliżansu którym podróżował m.in. Fryderyk Chopin.

Góra znajduje się nieopodal Pszczewa, widać ją z okien leśniczówki, a zatem to dogodny obiekt edukacyjny. Bogactwo urozmaiconych lasów, kilka czystych jezior, dostojna cisza i powiew historii oraz licznych legend- cóż potrzeba więcej? Wystarczyło postawić 10 tablic edukacyjnych, które sfinansowało nadleśnictwo Trzciel, ławkę w połowie drogi dla komfortu wypoczynku, oznakować pięciokilometrową trasę i na szlak!

Wycieczka zaczyna się i kończy przy pszczewskiej leśniczówce, a na spacer należy przeznaczyć od 2 do 5 godzin. Aby ułatwić turystom poznawanie okolicy i elementów przyrody, napisałem niewielki przewodnik po zaprojektowanej przeze mnie ścieżce. Jednak od dawna wydawał się mi on zbyt skromny i lakoniczny, toteż postanowiłem napisać bogatszą wersję. No tak, tylko kiedy się za to zabrać, skoro każdy dzień jest zapchany zadaniami, terminami, sprawami. Sprawę ułatwił mi mój organizm, który postanowił zastrajkować w postaci zapalenia oskrzeli.

Późną jesienią, przez ponad tydzień, choroba nałożyła „areszt na waszeci”… Wykorzystałem ten czas na zredagowanie tekstu i wybór fotografii.

 Nadleśnictwo Trzciel zleciło i sfinansowało  druk publikacji, a resztą zajęło się Wydawnictwo „Literat” Andrzeja Chmielewskiego z Międzyrzecza.

4562

W pierwszych dniach 2016 roku publikacja trafiła do leśników, a od nas do osób zainteresowanych przyrodą i historią okolicy. Książeczka nie jest sprzedawana lecz jako materiał promujący region, przyrodę i pracę leśników stanowi narzędzie edukacji przyrodniczej. Z tej skromnej publikacji, która ma 32 strony tekstu i zawiera 30 fotografii  się przecież sporo dowiedzieć o okolicach Pszczewa.

W pierwszych dniach marca zadzwoniła do mnie pani dyrektor gminnego ośrodka kultury i zaproponowała udział mój i „górskiej” publikacji jako „gwiazdy” wieczoru adresowanego do pań. Bo data 8 marca zobowiązuje!  Dyrektor Wanda Żaguń ciekawie to wymyśliła, a zatem nie pozostało mi nic innego jak się zgodzić i już następnego dnia ujrzałem takie plakaty:

4563

Od lat zbieram informacje o naszym regionie. Przygotowałem prezentację złożoną ze starych map, pocztówek i moich fotografii przyrodniczych.

4564

 Miałem tylko problem z wyborem wątków do wykładu, bo wokół Góry Wysokiej drzemie przecież tak wiele atrakcji przyrodniczych i historycznych. Promocja publikacji odbyła się w kameralnej, przytulnej sali w pszczewskim kinie „Przystań”. Myślę, że to fenomen, że ono jest i wciąż prężnie działa. Stałe kino w malutkim Pszczewie (niespełna 2 tys. mieszkańców) działa przecież nieprzerwanie od 1952 r. Sala na  90 miejsc ma świetną akustykę, idealną na takie kameralne spotkania. Panie przed wejściem do kina były obdarowane cukierkiem i kwiatkiem

4565

Papierowe kwiaty przygotowały pszczewskie przedszkolaki. Na początek wiele znanych wszystkim, „wpadających w ucho” utworów muzycznych pięknie zaprezentowały panie z pszczewskiego chóru „Bel Canto”

4566

Potem przywitałem uczestników spotkania klangorem żurawi, urokiem leśnych oraz polnych krajobrazów, legendami i wydarzeniami historycznymi od IX do XXI wieku. Na widowni zasiadło około 70 osób. Widzowie żywo reagowali na moją gawędę oraz przyrodnicze fotografie

4567

Przyjechały nawet koleżanki z moich rodzinnych Brójec. Razem ze swoją córką do Pszczewa wybrała się także pani Stenia, która pracowała wiele lat, aż do emerytury w Nadleśnictwie Trzciel. To miłe odwiedziny, a panie dodatkowo deklarowały, że są stałymi czytelniczkami bloga leśniczego... Godzina minęła niepostrzeżenie. Zgodnie z zapowiedzią na zakończenie spotkania wszyscy chętni zostali obdarowani publikacją.

4568

Niektórzy prosili o dedykację na książeczce. Panie bardzo dobrze odebrały wykład na temat spaceru wokół pszczewskiej Góry Wysokiej  i cierpliwie czekały na podpisaną publikację. „Dla Elizy” - to popularny tytuł Bagateli a-moll, jednej z najbardziej znanych w literaturze muzycznej miniatur fortepianowych, którą skomponował Ludwig van Beethoven. A ja wpisywałem dedykację dla Luizy, córki pani Steni

4569

5 kilometrów przyrodniczej i historycznej edukacji to świetna przygoda dla każdego, na każdą porę roku. 10 tablic na trasie ścieżki i ta skromna publikacja z pewnością ułatwi zrozumienie i poszanowanie przyrody oraz będą pomocne w poczuciu ducha historii. To także dowód na szeroką i społeczną działalność leśników, którzy są nie tylko „nastawionymi na zysk deskorobami”, jak uważają niektórzy, ale także bezinteresownie realizują edukacyjną misję społeczną. Miło, że właśnie tak udało się uczcić Święto Kobiet. Wszystkim Paniom zaglądającym do blogowych zapisków leśniczego składam najserdeczniejsze życzenia i żyję nadzieją, że dla panów bez wyjątku to oczywiste, że kobiece święto trwa cały rok… Warto zatem wybrać się na spacer wokół pszczewskiej góry we dwoje każdego dnia, do czego zachęcam w zakończeniu książeczki.

 45610

 A wieczorem panowie, nie tylko 8 marca, warto przygotować taką aranżację wnętrza…

45611

Wino to wyrób z niedawno reaktywowanej pszczewskiej winnicy założonej na terenie folwarku Pszczew. Można tam zajrzeć wirtualnie:  www.folwark.pszczew.com.pl

 Fotografii z promocji publikacji użyczyła mi Ania Borowy- GOK Pszczew, serdecznie dziękuję.

 Publikacja jest „do zdobycia” w pszczewskiej leśniczówce.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@ erys.pl

13:28, lesniczy.lp
Link Komentarze (7) »
piątek, 04 marca 2016

455min

Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego obchodzimy wprawdzie w lutym, ale to dziś, w piękny, marcowy dzień rozmyślałem sobie o naszej polszczyźnie. Przecież każdego dnia, nie tylko od święta warto troszczyć się o piękno i czystość naszego języka. To zadanie dla każdego Polaka, a wystarczy złapać jakąkolwiek gazetę lub czasopismo, zajrzeć do portalu internetowego lub posłuchać wiadomości radiowych, a można się przerazić.  Pełno tam obcych, zapożyczonych, dziwnych słów, gdy tymczasem nasz język jest bardzo bogaty i barwny.

Słuchałem rano wiadomości na antenie Radia Zachód i usłyszałem informacje o dzisiejszych obchodach tego święta przez młodzież uniwersytecką w Zielonej Górze. Miłośnikom skrótów „siemka”  czy „nara”, twórcom „mejli” i  „newsów” rodem z „fejsbuka” przyda się z całą pewnością nieco troski o promocję poprawnego języka polskiego. To bardzo ważne nie tylko dla młodzieży. Każdy z nas każdego dnia popełnia zresztą pewnie jakieś błędy w mowie lub piśmie…

Rozmyślałem o naszym języku ojczystym skrobiąc zamarznięte szyby samochodu (wcześnie rano było około minus 5 stopni), a potem także, gdy  zmierzałem do lasu w promieniach  coraz milej przygrzewającego słońca. Na skraju lasu, tam gdzie kończy się pole zatrzymałem się chwilę, bo zobaczyłem myszołowa, który przysiadł na konarze sosny

4552

Obserwowałem go chwilkę ale drapieżnik zaraz ruszył dalej, patrolując pole wzdłuż lasu. Nie poszedłem w jego ślady, bo na skraj lasu wyszła sarna

4551

Nad głową przeciągnął mi spory tabun dzikich gęsi, z pobliskiego trzcinowiska odzywały się żurawie, a para czajek fikała koziołki nad polem. Z oziminy zerwał się szary ptaszek i za chwilę zawisł jak krzyżyk na niebieskim niebie

4553

Popłynęła w las i pole pieśń skowronka z żurawim klangorem oraz popiskiwaniem czajek w tle. Zajrzałem za róg lasu i zobaczyłem tam stadko dzikich gęsi skubiących oziminę. Stały na styku lasu i pola, podobnie jak para żurawi. Oto fenomen ekotonu- pomyślałem sobie… Z lasu wychyliła się druga sarna, ale natychmiast mnie zobaczyła

4554

Jednak spokojnie, bez paniki, świadoma dobrego kamuflażu skryła się w suchych badylach na styku lasu i pola.

4555

 Postanowiłem pójść dalej skrajem lasu i sprawdzić kto jeszcze korzysta z bogactwa ekotonu. Spotkałem tam dzierzbę srokosza, trznadla, a w suchych trawach dostrzegłem jakiś ruch. Za chwilę jednak  badawczo obserwujące mnie gęsi, choć siedzące w bezpiecznej odległości na polu, zaczęły gęgać ostrzegawczo  i zając wystrzelił susem z miedzy

4556

Pewnie spieszył się do swojej zajęczycy… Choć niektóre są już zajęte wychowywaniem pierwszego rzutu młodych, nazywanych marczakami, to trwają zajęcze gody i często spotkamy teraz pary lub grupki zajęcy. Nieco dalej zobaczyłem kolejną sarnę. Stała blisko innego stadka gęsi

4557

Postanowiłem sprawdzić swoje „indiańskie”  umiejętności i podejść nieco bliżej do niej. Trwało to chwilę, nie było łatwo, bo gęsi są czujniejsze niż sarny ale było warto, bo wyszło piękne marcowe słońce i w jego promieniach sarna pozowała do kolejnych fotografii. Powstała z tego całkiem fajna sesja zdjęciowa sarny. Nie chciałem jej płoszyć, a podszedłem naprawdę blisko zanim mnie spostrzegła. Popatrzyła chwilę na mnie wilgotnym wzrokiem

4558

Potem spokojnie weszła w gęste krzewy rosnące na styku lasu i pola. Oto fenomen ekotonu- pomyślałem ponownie. Gęsi poderwały się i odleciały nad pobliskie jezioro, a ja rozmyślając o ekotonie, podziwiałem piękne wierzbowe bazie na tle błękitnego nieba

4559

Chyba nadeszła już pora wyjaśnić co znaczy słowo ekoton?

Zgodnie z definicją słownika języka polskiego ekoton - to strefa przejściowa między dwoma środowiskami, np. lasem i łąką.

Wprawdzie jest to słowo pochodzące z języka greckiego, ale już od dawno zakorzeniło się w naszym języku ojczystym, razem z narodzinami ekologii. Ekologia to  nauka o porządku, a czasem także nieporządku w przyrodzie oraz o wzajemnych relacjach pomiędzy przyrodą, środowiskiem i człowiekiem.  Wielowiekowa działalność człowieka i związany z nią nieustanny wyrąb lasu i zdobywanie nowych przestrzeni do życia ludzi spowodował powstanie antropogenicznej granicy lasu. Ekoton to swojego rodzaju „drzwi do lasu” na styku otwartej przestrzeni i zbiorowiska drzew.

Przejście między różnymi ekosystemami odbywa się na pewnej, zwykle bardzo zróżnicowanej przestrzeni. Skład gatunkowy ekotonu jest mieszaniną form występujących w otaczających ekosystemach. To przejście z wysokich drzew w niższe, potem w krzewy, krzewinki, aż do roślinności zielnej i traw. Ponadto w ekotonie spotyka się często gatunki roślin i zwierząt specyficzne, które nie występują w żadnym z sąsiadujących ekosystemów, a w ekotonie znalazły dogodne warunki wzrostu i rozwoju. To jest właśnie fenomen ekotonu, który leśnicy chronią, a w razie potrzeby tworzą od podstaw, wprowadzając nowe pokolenie lasu na granicy z otwartą przestrzenią.

Strefa ekotonowa chroni las np. przed wiatrami, mrozami, zakłóceniem stosunków wodnych i pozwala wytworzyć w lesie swoisty mikroklimat. Leśnicy o tym wiedzą i dlatego dbają o tzw. okrajek leśny, zbudowany z zewnętrznego szeregu drzew o gęstych i nisko osadzonych koronach. Las wykształcając na obrzeżu okrajek przeciwstawia się bocznym wpływom atmosfery. Choć ludziom się to często nie podoba, bo nisko osadzone korony drzew rzucają cień na pole i żądają wtedy od leśników obcięcia gałęzi na granicy pole-las. Podobno ma to związek ze zmniejszaniem areału pola i naliczaniem dopłat bezpośrednich… To jest jednak fenomen pieniądza, a nie ekotonu jako bufora pomiędzy dwoma środowiskami. Jak wtedy tłumaczyć rolnikowi, że ze względu na funkcje i pozytywne cechy stref ekotonowych należy je chronić wszędzie tam gdzie one występują?

Najlepiej wybrać się na spacer tak jak ja dziś, stykiem lasu i pola i obserwować bogactwo form życia oraz różnorodność gatunków tu występujących. Zajęło mi to kilkadziesiąt minut i przyniosło jeszcze miłą pamiątkę. Gdy szybko wracałem do swoich codziennych obowiązków ponaglany telefonem, że mogę odebrać transfer danych z nadleśnictwa, na styku lasu i pola zobaczyłem dziwna gałąź. Spojrzałem przez nią przez obiektyw aparatu, bo w pośpiechu nawet nie zabrałem, lornetki. I cóż zobaczyłem na zielonej oziminie?

45510

To jeleń- byk zrzucił jedną z tyk swojego poroża właśnie na styku lasu i pola. Zrzut był zupełnie świeży, o czym świadczy zabarwienie „pieczęci”- spodniej strony róży poroża

45511

A zatem nie zawsze trzeba ganiać po młodnikach, bagnach, gąszczach krzewów, aby znaleźć poroże jelenia. Choć to upragnione trofeum dla wielu osób. Wystarczy poznać fenomen ekotonu…

Miłych spacerów na styku pole-las, choć zima nie wszędzie jeszcze ustąpiła wiośnie.

 

Leśniczy Jarek-lesniczy@erys.pl

23:00, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 lutego 2016

454min

Dzisiejszy pięciostopniowy mrozik i rankiem zamarznięte szyby w moim Rockym dobitnie świadczą o tym, że zima trzyma. Choć bez przesady z zimowymi nastrojami, bo wiosna z całą pewnością wisi w powietrzu, a o jej objawach informowałem we wcześniejszych wpisach. Wieczorami i o poranku koncertują już pięknie kosy, szpaki gwiżdżą zalotnie, a żurawie pojawiły się w swoich lęgowych rewirach w pierwszych dniach lutego. W sąsiednim nadleśnictwie widziałem już pary zulowców na niedawnym zrębie, którzy kopali jamki pod sadzonki brzozy czyli rozpoczęli odnowienia. Ale to chyba zbytni pośpiech, bo zmarznięta gleba uszkadza delikatne włośniki sadzonek. Choć wczesnowiosenna wilgoć, tak potrzebna na starcie delikatnym sadzonkom, jest bardzo cenna, szczególnie na uboższych siedliskach borów. Warto jednak jeszcze zaczekać na rozpoczęcie sadzenia nowego pokolenia lasu bo dziś droga do lasu wyglądała tak:

4541

Sypał drobny śnieg i mroźny wiatr czerwienił policzki, gdy dojechałem do oddziału 77 praktycznie równo z „moimi” zulowcami. Niedawno zakończyli rozgradzanie młodników dębowych, które troskliwie pielęgnowane, po blisko 10 latach wzrostu w ogrodzeniach „uciekły spod pyska jeleniom”. Można zatem zdjąć już siatkę, zwinąć ją w rulon:

4542

 Niebawem wykorzystamy ją ponownie do zabezpieczenia dębów, które zostaną posadzone tej wiosny. Gdy zajrzałem do karty grodzenia, którą zakładamy dla każdego kawałka lasu zabezpieczonego siatką, zauważyłem, że ta sama siatka zostanie użyta już po raz trzeci.

Na razie trzeba wykopać lub wywiercić przy pomocy ciężkiego świdra

4543

sporo otworów, w które trafią trzymetrowe słupki dębowe lub akacjowe. Słupki trzeba roznieść wzdłuż przyszłego ogrodzenia, a w moim pagórkowatym leśnictwie to naprawdę bardzo ciężka praca. Tam gdzie jest to możliwe zulowcy korzystają z ciągnika, bo przy zachowaniu 4-5 metrowych odstępów przy ponad kilometrowym ogrodzeniu trzeba wkopać i roznieść kilkaset słupków. Jest co dźwigać!

4544

Świder ułatwia pracę, bo kopanie szpadlem prawie metrowych dziur w kamienistej i ciężkiej glebie poprzeplatanej korzeniami drzew to nie w kij dmuchał… Jednak świder to też ciężkie i nieporęczne urządzenie o spalinowym napędzie, a zatem zulowcy muszą się z nim, nieźle natańczyć. Wiercenie otworów w gliniastej glebie, na stromych zboczach pagórków to ciężka praca, która jednak wygląda jak taniec. Wykonuje się ją w parze i „z ramą”, choć nie jest to rama z ramion tancerzy lecz metalowa rura, na której osadzony jest długi świder

4545

Zulowcy po tych „tańcach” zabrali się za napinanie siatki, która niebawem zacznie kolejny żywot jako strażnik młodych dębów, a ja ruszyłem do innych pracowników ZUL, którzy rozpoczynali kolejną trzebież. Wytłumaczyłem im co należy wyciąć, co zostawić, gdzie zerwać i jak wymanipulować drewno i ruszyłem dalej. Drogę przebiegło mi kilka danieli. Jednak moja uwagę zwróciły szare, dostojne ptaki stojące pod myśliwską amboną

4546

To żurawie, które w tej chwili odbywają toki. Pary zazwyczaj od razu po przylocie zajmują swoje terytoria i manifestują to donośnym krzykiem, nazywanym klangorem. Samce żurawi, podobnie jak wielu innych gatunków ptaków, chcąc zdobyć względy swojej partnerki robią wszystko, by zwrócić jej uwagę. Bardzo charakterystycznym i  niezwykle ciekawym widowiskiem jest wiosenny taniec żurawi, choć nie zawsze się wiąże z okresem godowym.

4547

 Wystarczy, że ptaki są czymś szczególnie podekscytowane, aby w zabawnych podskokach, przysiadach i skłonach dać upust swoim emocjom. Ale czy mogą być większe emocje niż piękna partnerka, którą żuraw samiec wybiera sobie na całe życie? Albo gniew, gdy jakiś amant pojawi się przy niej i przy bagienku, gdzie znajoma kępa traw z ochotą przyjmie pod opiekę zwykle dwa żurawie jaja? Samiec krąży wokół swojej samicy z uniesionym dziobem, oba ptaki rozkładają skrzydła, wymachują szyjami w górę i dół

4548

Często prężą szyje i trąbią w niebo swój klangor, który jest dla mnie najpiękniejszą melodią wiosny

4549

Wiosenne toki to także charakterystyczne podskoki, nawet na kilka metrów, a potem powolne opadanie przypominające wirowanie jesiennego liścia

45410

Przyglądałem się chwilę żurawim pląsom, w których brały udział trzy pary szarych ptaków. Jedna z nich odbiegła w las

45411

Pozostałe tańczyły nadal, a potem trąbiąc triumfalnie zniknęły w pobliskim bagnie

45412

Co roku więcej żurawich par pojawia się w moich okolicach. Przed wieloma laty żuraw był skrajnie nielicznym gatunkiem. Tam gdzie była jego jedyna, nieduża ostoja istniało leśnictwo o nazwie Żurawiniec. Leśnicy jednak od lat prowadzą ewidencję ich stanowisk, ale też otaczają czynną opieką ich rewiry. Wystarczy odpowiednio, racjonalnie planować działania gospodarcze, pozostawiać dla przyrody w lesie i na polu bagienka, oczka wodne i kępy wysokich traw czy trzcin oraz nie przeszkadzać żurawiom w czasie składania i wysiadywania jaj. Nagrodą jest piękny widok tych majestatycznych ptaków, ich taniec, który stał się inspiracją do powstania charakterystycznego hiszpańskiego flamenco i głos, słyszany z odległości nawet ponad kilometra. Dźwięk klangoru słyszy się i można odwzorować jako głębokie „grus grus” – taka też jest nazwa łacińska żurawia.

 Kto raz usłyszał żurawi klangor i hejnał żurawi, ten głosu tego nie zapomni już nigdy" – pisał swego czasu krajoznawca Lechosław Herz. Bo trąbiący klangor żurawi służy do ostrzegania, manifestowania i komunikacji między ptakami.

Z kolei „hejnału” żurawi trąbionego o wschodzie i zachodzie słońca nie można pomylić z żadnym innym głosem wydawanym przez ptaki. To, że krzyk żurawi słychać dobrze nawet z odległości ponad kilometra, zawdzięczają niezwykłej budowie tchawicy. Jest ona długa kilkukrotnie zwinięta w jamie mostka  i składa się z 350 pierścieni chrzęstnych. To doskonałe urządzenie rezonansowe, które powoduje, że słyszymy żurawie wędrujące wysoko w chmurach i obwieszczające zachód słońca ze środka rozległych bagien.

 Mamy bardzo bogatą symbolikę związaną z żurawiem. Znajdziemy go w utworach literackich, choćby w „Iliadzie” Homera i na wielu płótnach malarskich mistrzów. Spotykamy go też np. na średniowiecznych herbach i godłach. Zwykle jest to  wizerunek żurawia trzymającego w nodze kamień i z podpisem „ut alii dormant”, czyli „aby inni odpoczęli”. To symbol czujności tego ptaka i jego poświęcenia dla rodziny. Bo żurawie trzymają straż na zmianę, strzegąc swego rewiru, gniazda i przy okazji bezpieczeństwa innych. To dlatego sarny nawet popatrują co chwilę na żurawie, bo wiedzą, że ich czujność jest nie tylko przysłowiowa ale bardzo skuteczna w dzień, a nawet w nocy.

45413

Dawniej wierzono, że stojący zwykle na jednej nodze żuraw, aby uniknąć utraty czujności i nie zasnąć w drugiej trzyma kamień. Była ona dla niepoznaki podkulona i schowana w piórach. Gdy zapadał w sen, kamień upadał na stojącą nogę i go budził. W ten sposób nasz dzielny wartownik nigdy nie stracił swej czujności…

Zachwycajcie się żurawiami i wiosną, która pomimo ostatnich podrygów zimy za chwilę rozkwitnie w całej okazałości. Szanujcie też trudną pracę zulowców, którzy choć nie tańczą z taką gracją jak żurawie, to jednak są z całą pewnością jak one dobrymi strażnikami lasów i niezastąpionym partnerami leśników.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

22:36, lesniczy.lp
Link Komentarze (6) »
środa, 17 lutego 2016

453min

Wiele osób profesję leśnika łączy głównie ze zwierzętami. Jest w tym wiele prawdy, choć zadania leśników są bardzo szerokie i różnorodne. I choć opieka nad zwierzętami, dokarmianie, zwalczanie kłusownictwa i racjonalne gospodarowanie populacjami zwierząt to domena myśliwych, ale jest to także istotna część pracy leśnika. Wielu z nas, szczególnie w okresie zimowym stara się także pomagać leśnej zwierzynie. Dobrą okazją jest chociażby Dzień Dokarmiania Zwierzyny Leśnej, obchodzony co roku 12 lutego. Jednak dokarmianie dzikich zwierząt nie jest sprawą prostą i warto pomagać zwierzętom w porozumieniu z leśnikami i myśliwymi. Zachęca do tego chociażby Iza Wielicka na swoim atrakcyjnym portalu www.wielkopolska-country.pl , na który z całą pewnością warto zaglądać. Wpis znajdziecie tu:

http://www.wielkopolska-country.pl/component/k2/item/392-dzien-dokarmiania-zwierzyny-lesnej

 Leśnicy nadzorują gospodarkę łowiecką prowadzoną przez myśliwych, a w niektórych obwodach sami ją prowadzą poprzez ośrodki hodowli zwierzyny. Naturalnie gospodarka łowiecka nie polega tylko na strzelaniu, a dzięki leśnym OHZ wciąż spotykamy np. żubry, zające, kuropatwy, głuszce czy cietrzewie. Zadania leśników związane z populacjami zwierząt są bardzo szerokie i ważne dla zgodnego i trwałego istnienia bioróżnorodnego lasu oraz różnych gatunków zwierzyny. Bo właśnie zadaniem leśników jest takie zarządzanie lasem, aby istniał i las, i zwierzyna. Do wykonania tego zadania niezbędna jest jak najdokładniejsza wiedza o liczebności zwierzyny.

Znamy zapewne popularne powiedzenie: „Co w lesie i w wodzie- to niepoliczone” Nic bardziej mylnego. W lesie praktycznie każdy zasób można policzyć, zmierzyć, zinwentaryzować. Drewno, obiekty chronione, owady, rośliny itd. Także leśne zwierzaki, które co jakiś czas są inwentaryzowane różnymi sposobami. Pisałem wcześniej o letnich obserwacjach zwierzyny, jakie wykonywaliśmy z ambon myśliwskich. Ostatnią sobotę i niedzielę czyli 13-14 lutego spędziliśmy na liczeniach zwierzyny metodą próbnych pędzeń.

To okazja, aby dostrzec, że termin „służba leśna” to nie tylko puste hasło. Bo gdy sobota i niedziela to dla wielu ludzi czas relaksu i odpoczynku, leśnicy, bywa, nawet w takie dni służą ludziom i lasom. W sobotę o poranku spotkaliśmy się liczną grupą pod leśniczówką Borowy Młyn na zbiórce

4531

Leśniczowie i podleśniczowie, strażnicy leśni, niektórzy pracownicy z biura nadleśnictwa wspierani byli przez myśliwych z okolicznych kół łowieckich. Na zbiórce pojawili się też sympatycy lasów, a spośród nich wyróżniała się szczególnie sympatyczna Zuzia- córka leśniczego Stanisława. Ustalono zasady inwentaryzacji metodą próbnych pędzeń w wylosowanych częściach lasu. Wyniki liczenia znakomicie ułatwią planowanie łowieckie  i będą służyły do precyzyjnego określenia stanu liczebnego populacji zwierzyny. Ta wiedza jest niezbędna do opracowania Wieloletnich Łowieckich Planów Hodowlanych na lata 2017 – 2027.

Do sprawnie przeprowadzonych pędzeń potrzeba ok 50-osobowej grupy. Na mapy naniesiono wcześniej wylosowane oddziały leśne, są reprezentatywną próbą. Te fragmenty lasów należało otoczyć ludźmi, z których część przechodziła przez las i liczyła pojawiające się zwierzęta. To spory wysiłek, bo należało przemierzyć wiele kilometrów w trudnym terenie:

4532

Część uczestników inwentaryzacji pozostawała na nieruchomych stanowiskach obserwatorów także liczących zwierzynę opuszczającą obstawioną część lasu według specjalnego systemu, który uniemożliwia dublowanie wyników

4533

To wcale nie takie łatwe zadanie, bo dni liczenia były wilgotne i mgliste. Nie tak łatwo dostrzec przemykającego cicho dzika, a jeszcze trudniej zrobić dokumentację fotograficzną:

4535

Sarny także potrafiły dobrze ukryć się w młodniku i wtedy na leśników spoglądało „tajemnicze oko lasu”

4536

Przy tej okazji można dobrze poznać zjawisko mimikry i dostosowanie się zwierzyny do lasu. Nie tak łatwo dostrzec sarnę w sosnowym borze

4537

Choć i np. daniele nie tak łatwo wypatrzeć gdy „śmigają” szybko przez wąską leśną drogę

4538

Spotykaliśmy liczne sarny, daniele, jelenie, dziki, lisy, zające. Podczas jednego z przejazdów leśniczy Robert dostrzegł szary cień, prawdopodobnie był to wilk. Coraz częściej i liczniej spotykamy je w naszych lasach.

W przerwach między pędzeniami leśnicy żywo komentowali wyniki wpisywane do specjalnych formularzy obserwacji i dzielili się spostrzeżeniami

4534

Sobota i niedziela minęła zatem na spotkaniach ze zwierzętami, a pogoda okazała się i tak sprzyjająca. Bo dziś powróciła zima, która pewnie zaskoczyła żurawie, które już w najlepsze zajęły rewiry lęgowe czy dzikie gęsi, które już także wybierają miejsca na gniazdowanie. Dzisiejszy wieczór za moim oknem wygląda tak

4539

A już myślałem, że to wiosna i zabrałem się za przygotowania do wiosennych odnowień, ale trzeba jeszcze poczekać...  Sarny zbite w spore rudle kręcą się po polach rzepaku, a kilka zajrzało do sadu przy leśniczówce. Lis siedział zafrasowany takim obrotem sprawy na kicie przy samej drodze, gdy wracałem sporo po 16 od ostatniego samochodu załadowanego „papierówką”. Pojechało ich dziś 5, razem 130 m3… Na drogach zrobiło się znów nieprzyjemnie ślisko.  Ale od godziny pada już „śniegodeszcz” (według nomenklatury mojego imiennika Jarosława Kreta) to może to już ostatnie podrygi zimy. To dobrze, bo w sobotę 27 lutego kolejna, „normalna”, coroczna inwentaryzacja zwierzyny przeprowadzana przez leśników wspólnie z przedstawicielami kół łowieckich na podstawie całorocznych obserwacji. To podstawa do ustalenia rocznego planu łowieckiego. Jak widać, leśnicy w lesie wszystko mają dobrze policzone…

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

 

 

 

 

23:51, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
czwartek, 11 lutego 2016

452min

Choć przyroda od późnej jesieni do przedwiośnia nieco zwalnia, popada w uśpienie i zwalnia wszelkie procesy to człowiek nie! Choć każdy z nas czuje się częścią przyrody, to najczęściej mało skromnie uważamy, że człowiek jest jej lepszą i mądrzejszą częścią. Może dlatego my nie zwalniamy. Bo nie ma czasu, bo pęd życia, bo tyle jest do zrobienia, bo musimy…

Czy znajdziemy racjonalne uzasadnienie do tego, że jesteśmy najmądrzejszym tworem przyrody? Bo przecież tyle głupot robimy… Zacytuję tu  może mojego ulubionego Steda – Edwarda Stachurę:

 Na głupotę nie zawsze pomaga mądrość. Na głupotę często pomaga głupota.

Ale bez obaw, nie zamierzam być moralizatorem, ani też prawić kazań, bo nie od tego jest ten blog i nie po to leśniczy siada do komputera, aby smęcić. Nieustanny kontakt z przyrodą i jej zależnościami, twardymi, jednoznacznymi prawami w pewien sposób nas, leśników, szczególnie uwrażliwia, no i też skłania do refleksji. W przyrodzie przecież wszystko jest proste, zrozumiałe i oczywiste. Kto jest słabszy (ma pecha) staje się pokarmem silniejszego (tego, co miał fart). Nie ma sentymentów. To mądrość przyrody. A jak jest u ludzi? Nami raczej rządzi głupota, jak to dostrzegł Sted.

Ktoś pijany wsiada do auta i kończy się to śmiercią lub kalectwem, i to zwykle nie sprawcy, lecz ofiary. Ktoś głupi i nieodpowiedzialny chwyta za zapałki lub grzebie w instalacji elektrycznej czy gazowej i w jednej chwili pożar zabiera dorobek całego życia. Ktoś nieodpowiedzialny lekceważy objawy lub przez zaniedbanie i lenistwo hoduje śmiertelną chorobę, czasem zaraża nią innych. Głupoty wokół nas mnóstwo. A głupota rodzi nieszczęście, łamie życie jak patyk, za jej sprawą w jednej chwili kolorowy świat staje się inny, szary, beznadziejny, bolesny. Nieszczęścia i bólu wokół nas jest mnóstwo, choć zwykle staramy się go nie dostrzegać, bo tak wygodniej…

Kochamy życie, śpieszymy korzystać z jego uroków, bo każdy z nas chce dobrze żyć i być szczęśliwym, bogatym, pięknym. Nie każdemu jednak jest to dane.

Widać to szczególnie teraz, w zimowym, spowolnionym czasie. Widać to szczególnie teraz, bo nadchodzi czas rozliczeń podatkowych. Teraz właśnie szczególnie często pojawiają się nieśmiałe prośby o pomoc tych, którzy mieli pecha…

Jest ich wokół nas wielu, jak bardzo wielu. Choć nie wszyscy wołają o pomoc. Bo niektórzy nie mają siły i ich nie usłyszymy. Niektórzy z kolei nie potrafią pogodzić się z bezradnością i za wszelką cenę nie ugną się, aby żebrać pośród ludzi o dobro, nawet jeśli proszą o dobro dla innych. Bo przecież człowiek to brzmi tak dumnie.

Znowu zacytuję Stachurę:

Nie ma nic bardziej tragicznego niż żebranie o gest, o uśmiech od ukochanej Istoty. Przy tej tragiczności blednie wielka inna tragiczność, tragiczność cielesnego kalectwa, tragiczność duchowego kalectwa... wielka tragiczność blednie przy tragiczności żebrania o miłość.

Jednak moim zdaniem jest coś bardziej tragicznego niż wołanie o miłość, o której pisze Sted. To wołanie o pomoc dla ukochanej osoby, którą trawi ciężka choroba, łamie kalectwo, niszczy nieszczęście.

Rozdzierający jak tygrysa pazur antylopy plecy – jest smutek człowieczy…

Jaki smutek ogarnia żonę, także żonę leśnika, która opiekuje się nim przez lata jak dzieckiem, karmi i pielęgnuje silnego do niedawna mężczyznę? Jaki smutek ogarnia męża czy ojca gdy dowiaduje się, że choroba wydała wyrok na ukochaną kobietę? To jeden moment, chwila, gdy mały ruch kierownicą samochodu powoduje złamanie kręgosłupa, uraz czaszki, amputację nóg. To jedna chwila gdy lekarz przedstawia diagnozę, która wsadza na inwalidzki wózek ukochaną kobietę, jedyne dziecko, towarzysza życia, który był opiekunem, szczęściem, ostoją.

Ale TO się zdarza. TO jest wokół nas, blisko, najbliżej. Nie udawajmy, że nie wiemy, nie widzimy, nie rozumiemy. Przecież my łatwo możemy pomóc. Człowiek rzeczywiście jest mądry, dlatego wymyślił społeczność, podglądając przyrodę i to, że w grupie jest łatwiej żyć. Kierując się tą mądrością możemy komuś pomóc, możemy ufundować zdrowie, szczęście, nawet życie. Dlatego wokół nas istnieją fundacje.

Choć zwykle tego nie lubimy, jednak wszyscy musimy płacić podatki.  Zgodnie z ustawą o działalności organizacji pożytku publicznego możemy pomniejszyć wyliczony podatek należny, który deklarujemy w rocznym zeznaniu podatkowym PIT o malutki 1 %. Ten malutki 1% staje się czasem naszym solidny wkładem na rzecz wybranej organizacji pożytku publicznego lub osoby, która znajduje się pod opieką jakiejś np. fundacji lub stowarzyszenia. To takie proste, a może być źródłem wielkiego dobra dla osoby dotkniętej nieszczęściem.

Właśnie zaczyna się czas rozliczeń podatkowych, może warto choć wtedy pomyśleć o kimś wokół nas. Lepiej pomagać niż szukać pomocy.  Nieszczęścia dotykają wszystkich, także leśników i ich bliskich. Nie na darmo leśnicy mówią osobie Brać Leśna.  Dlatego leśnicy z terenu „mojej”, największej spośród 17 regionalnych dyrekcji Lasów Państwowych RDLP w Szczecinie już w 2005 roku postanowili powołać do życia organizację pożytku publicznego. Jest to organizacja o nazwie „Fundacja Pomocy Leśnikom i ich rodzinom im. Huberta Jurczyszyna w Szczecinie”.

Oto „namiary” fundacji:

Szczecin, ul. Słowackiego 2 (biuro RDLP)

 tel. 91- 4328 763

nr  KRS 0000 227907

konto: Bank BPH  96 1060 0076 0000 3260 0172 4403

 4523

 

Możemy tak łatwo podzielić się dobrem i stać się fundatorem zdrowia, a nawet życia.

Wystarczy wpisać w druku PIT za 2015 r. nr KRS /0000227907/ oraz kwotę, a darowizna zostanie przekazana przez Urząd Skarbowy na konto właśnie tej Fundacji.

O rok wcześniej powstała inna leśna fundacja, w przeciwległym od Szczecina zakątku kraju, czyli w Bieszczadach:

Fundacja Pomoc Leśnikom

Bieszczadzka 2

38 - 400 Krosno

telefon: +13 43 73 935

fax: +13 / 4373 902

e-mail: fundacja@krosno.lasy.gov.pl

konto Fundacji:

BGŻ S.A. Krosno 24203000451110000000246150

Nr KRS Fundacji: 0000040564

 4522 

Wystarczy wpisać w druku PIT za 2015 r. nr KRS /0000040564/ oraz kwotę, a darowizna zostanie przekazana przez Urząd Skarbowy na konto właśnie tej Fundacji.

Fundacje są organizacjami non-profit, nie prowadzą działalności gospodarczej i nie zatrudniają pracowników. Pomagają wielu osobom, a leśnicy, którzy za pośrednictwem fundacji pomagają potrzebującym czynnym i byłym pracownikom lasów oraz członkom ich rodzin pracują społecznie.

Działalność fundacji jest jawna, a corocznie sprawozdania składane do Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej - Departament Pożytku Publicznego są dostępne na stronie http://bopp.pozytek.gov.pl

W działania fundacji zaangażowanych jest wiele znanych osób z kręgu leśników. Wszyscy aktywnie działają i czynią dobro. Jednak fundacja z Krosna kojarzy się mi nieodparcie z moim zacnym kolegą z Nadleśnictwa Rymanów Jerzym Miliszewskim

4521

Jurek po ukończeniu szkoły leśnej chciał wyrwać się z miasta i żyć życiem lasu. No i posmakować „kowbojskiego” życia pośród uroczych Beskidów i czartów oraz aniołów Bieszczadów.

4525

W pełni zrealizował plany i tak zeszło mu w Darowie i okolicach sporo ponad 40 lat. Już niedługo jako emerytowany leśniczy będzie doglądał działalności fundacji i swojej górskiej pasieki, skąd pochodzi niezrównany miód spadziowy…

Z kolei fundacja szczecińska to także praca wielu osób: m.in. dobrze mi znanych Joli Michnowicz, Sławka Kucala, Karola Jurczyszyna, Bernarda Piecyka ale w szczególności Marka Bronisława Sasina:

4524

Marek jest przewodniczącym Związku Leśników Polskich w RP, którzy zrzesza blisko 11 tysięcy leśników ale od lat mocno angażuje się także w działalność fundacji.

Bo tak niewiele potrzeba, aby pokazać, że człowiek to stworzenie rozumne, społeczne i odporne na głupotę, o której tak przekornie pisał Stachura. Właśnie po to są fundacje leśników, których głównym zadaniem jest pomoc ludziom w nieszczęściach, które tak chętnie czyhają wokół. Pamiętajcie o nich, ale też o wielu innych gdy zabierzecie się za wypełnianie PIT. A ja  przy okazji bardzo proszę: nie zatwardzajcie serc Waszych na wołanie o pomoc. Każdy z nas może zostać fundatorem zdrowia, szczęścia, życia.

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

22:35, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
niedziela, 07 lutego 2016

451min

Dziś niedzielny poranek za moim oknem i w okolicach pszczewskiej leśniczówki obiecuje wiosnę. Wszystko wskazuje na to, że zima już była. Jeśli chodzi o moje skromne zdanie, to nie mam absolutnie nic przeciwko. Nie jestem wielkim fanem zimy. Były już przecież kilkunastostopniowe mrozy, było biało, nawet był czas i warunki na rodzinne spacery po „białej stopie” i wożenie naszego Juliana na sankach

4511

Krótka, ale mroźna i  śnieżna  zima jest korzystna dla przyrody, leśnej zwierzyny i leśników. Zadań mamy mnóstwo, a przecież lasu i leśnych dróg nikt nie odśnieża. Dlatego zawsze z ulgą witam pierwsze objawy wiosny. Sikory dzwonią dziś za oknem zupełnie wiosennie, świeci pięknie słońce, a za domami słychać przelatujące dzikie gęsi i nawołujące się żurawie. Zresztą żurawie widywałem i słyszałem także w listopadzie i w grudniu. Jednak od 1 lutego obserwuję już pary szarych, majestatycznych ptaków w miejscach, gdzie co roku odbywają lęgi.

Dzisiejszy piękny dzień wiele osób wykorzystało na spacer

4512

Bo świat momentalnie nabrał kolorów i wszędzie widać oznaki ożywienia w przyrodzie. Wystarczy tylko wychylić nos z domu. Naturalnie barwnych kwiatów i świeżo zielonych liści może jeszcze nie zobaczymy, chociaż…

4513

Leszczyny już kwitną w najlepsze. Wystarczy też spojrzeć na ścianę drzew i krzewów, gdzie widać zmianę barw

4514

Na wierzbach widać już bledziutką zieleń, nabrzmiewają pączki brzóz. Wyróżniają się olchy pokryte fioletowymi „gąsienicami”. To kotki, kwiatostany męskie olchy, które są także doskonałym wskaźnikiem przedwiośnia.

4515

 Kwiatostany żeńskie powstają z krótkich kotków, które po przekwitnięciu drewnieją i przypominają mała szyszkę. Zauważyłem, że niektóre z fioletowych kotków powiększają się, stają się już zielonkawe, prześwitujące, a to oznaka, że wysypuje się z nich pyłek.

4516

 Pylenie z tych kotków to kłopotliwy czas dla alergików uczulonych na pyłek leszczyny i olchy. Ale są też dobre strony tych wczesnojesiennych „kwiatków”. To świetny surowiec zielarski, od lat stosowany w medycynie ludowej. Warto właśnie teraz nazbierać kwiatów leszczyny i kwiatów męskich olchy, a potem sporządzić z nich syrop. Trochę miodu lub cukru, wina lub innego alkoholu, który utrwali syrop i można go z powodzeniem stosować w kaszlu, przeziębieniu i chrypce. Są też tacy, którzy stosują leszczynę i olchę przy problemach z trądzikiem. Sprawdzają się też te kotki w leczeniu kamicy moczowej, problemach z przerostem gruczołu krokowego i zwalczaniem objawów przekwitania. Warto zawsze poczytać i posłuchać co mówią ci, co się znają profesjonalnie na rzeczy. Dr Henryk Różański radzi na swoim znanym blogu tak:

Napar z kwiatów leszczyny i kwiatów męskich olchy: 1-2 łyżki kwiatów zalać 1 szklanką wrzącego mleka lub wody, odstawić na 20 minut pod przykryciem, przecedzić, osłodzić miodem. Pić przy przeziębieniu, bezsenności, depresji, osłabieniu i chorobach skórnych na tle zaburzeń hormonalnych i przemiany materii, 2-4 szklanki naparu dziennie.

Napar z kwiatów leszczyny można podawać niemowlętom przy kaszlu i zapaleniu gardła oraz oskrzeli (osłodzić sokiem owocowym) w ilości 1-2 łyżeczek 3-4 razy dziennie.

Czytałem też, że można podczas takiego wczesnowiosennego spaceru podjadać sobie na surowo fioletowe kotki olchy. To podobno najpierwsze nowalijki, które są bogatym źródłem minerałów i witamin, ale też wspierają organizm w walce z pasożytami. Nie zauważyłem u siebie takich objawów toteż nie skusiłem się na taką przekąskę, ale warto o tym wiedzieć!

W czasie niedzielnego spaceru przyglądałem się uważnie roślinom, ale jak zawsze bardziej interesowały mnie ptaki. Ciągnął nade mną klucz gęsi, a na krzewie na miedzy obserwatorium urządziła sobie dzierzba- srokosz

 Nieopodal spacerowały po łące sroki, pojawiła się też grupka szpaków i sierpówek. W krzewach baraszkowało spore stadko wróbli, które zupełnie nie bały się, choć przechodziliśmy z żoną blisko nich:


4518

Przeważały w stadzie mazurki z charakterystyczna plamką na policzku choć było też kilka wróbli domowych, które są coraz rzadsze. Na jednej z jabłoni w sadzie przysiadł sobie trznadel


45191

Ale co to? Nad lasem pojawiły się sylwetki trzech sporych ptaków drapieżnych. To para myszołowów przeganiała bielika, który pojawił się od strony jeziora Chłop

45110

To czas godów bielików, które wracają do swoich gniazd i rewirów lub poszukują nowych stanowisk. Dzięki wieloletnim staraniom leśników, którzy chronili bieliki w czasach, gdy ekolog, Natura 2000, strefa ochronna to były puste, obco brzmiące słowa, ich liczebność nieustannie rośnie. Spotykam je praktycznie codziennie w pobliżu dużych jezior, ale zawsze z radością obserwuję ciężki lot naszego herbowego „orła”, bo tak się potocznie mówi. Zatem warto wciąż powtarzać, że bielik należy do orłanów, a nie do orłów. Według systematyki ptaków orłami są tylko jastrzębiowate z podrodziny Aquila (łac. orzeł), a bielik należy do podrodziny Haliaeetus (po polsku orłan).

Bielik to wspaniały ptak, a jego herbowe pochodzenie jest wielkim atutem w jego ochronie.  Legenda mówi o naszym praojcu Lechu, który w okolicach Poznania ujrzał na tle zachodzącego słońca białego orła z młodymi, co go zainspirowało do założenia grodu Gniezno i wyboru orła na symbol wszystkich Polaków. Wszystko wskazuje na to, że to był bielik, choć mógł być to np. jasno ubarwiony rybołów. To przecież nieistotne dla nas, bo naszym herbem jest orzeł biały i już…

Rybołowy są obecnie skrajnie nieliczne, a zatem może dobrze mówić, że to i one mogły być wzorem dla naszego herbu? Pisałem wcześniej o 2 sztucznych platformach dla rybołowa, które zbudowaliśmy wspólnie z ornitologami na terenie mojego leśnictwa. Może wiosną pojawi się tam para rybołowów? Obserwuję platformy z uwagą.

Bielik samotnie przemknął szybko nad lasem i nie miał ochoty na loty tokowe. Jednak bezspornym objawem wiosny jest marcowanie, którego objawy już słychać, widać i czuć, ku utrapieniu mojej Reginki. Marcowanie kotów domowych zaczęło się już w pierwszych dniach lutego. Do naszej kotki  Blondynki przychodzi kilku okolicznych kocich amantów. Gdy wracaliśmy ze spaceru jeden z nich sprytnie schowany wyglądał za Blondynką




 Pomimo spryskiwania schodów przed domem gotowymi preparatami i stosowania różnych domowych sposobów (np. cytrusów) wokół unosi się „aura” kocich godów. Czyli to już chyba wiosna?

 

Leśniczy Jarek -      lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

18:49, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
środa, 03 lutego 2016

450min

 

Styczeń i pierwsze dni lutego to czas intensywnej pracy, bo nowy Zakład Usług Leśnych, który pracuje w tym roku w moim leśnictwie ostro zabrał się do realizacji umowy. To także czas żmudnych prac przy szacunkach brakarskich na 2017 rok. Trudno już zliczyć z którym „zulem” przyszło mi współpracować… To w zasadzie nieistotne, bo choć było ich już wiele od 1993 roku, czyli od czasu gdy zostałem leśniczym Leśnictwa Pszczew, to współpracę z każdym z nich w zasadzie miło wspominam. Mam też nadzieje, że to odwzajemnione miłe wspomnienia. Początek roku to także czas intensywnych wywozów, choć samochody z drewnem jada praktycznie cały rok. Skoro co roku w moim leśnictwie pozyskuje się 10 tysięcy m3 drewna i więcej, a samochód przeciętnie zabiera 25-27 m3 to łatwo policzyć, że w roku wyjeżdża z lasów leśnictwa Pszczew 400 samochodów.

Drewno wozi wielu kierowców, samochodami różnych marek i pod szyldem rozmaitych firm przewozowych. Od wielu lat my, leśnicy, sprzedajemy drewno wszelkim odbiorcom w systemie loco las, czyli drewno znajduje się w lesie. To nabywca decyduje kto i czym je wywiezie. Posiada czasem własny transport, a najczęściej wynajmuje samochód jednej ze specjalistycznych firm transportowych. Wystawia firmie przewozowej pisemne upoważnienie do odbioru drewna z nadleśnictwa i z tym upoważnieniem kierowca zgłasza się do leśniczego, który wskazuje miejsce położenia drewna i drogi dojazdowe.

Bardzo szanuję kierowców wywożących drewno z lasu, bo oni lekko nie mają… Często ich szef powiadamia ich sms wieczorem, że nazajutrz mają się zgłosić np. w leśnictwie Pszczew po odbiór drewna dla firmy XYZ. Kierowca dzwoni do leśniczego, bywa, że dość późnym wieczorem, a przecież leśniczy też człowiek i ciągle nie może być w pracy oraz pamiętać o każdym stosie i każdej mygle drewna.

4501

 A żeby precyzyjnie umówić się z kierowcą, trzeba pamiętać o jaki sortyment drewna chodzi, gdzie ono jest ustawione, z której strony dojechać, aby łatwiej je było załadować i dojechać do głównej drogi. Leśniczy musi także sprawdzić, czy odbiorca drewna jest uprawniony do jego odbioru, czyli czy do działu księgowości  nadleśnictwa trafił przelew z jego konta. Często także musi porozumieć się z działem technicznym nadleśnictwa, aby na kwicie wywozowym wpisać właściwy numer umowy, nr listu przewozowego, upoważnienia kierowcy itp. Jak ma to zrobić np. o godzinie 20 lub 21?

Zwykle jednak udaje się wszystko jakoś ułożyć, a jest też wielu kierowców, którym udaje się sporo wcześniej umówić na wywóz z leśniczym, który ma czas aby wszystko sprawnie przygotować. Bo leśniczy lub podleśniczy musi być obecny przy każdym samochodzie, wystawić kwit wywozowy, dopilnować aby właściwe drewno zostało załadowane, wskazać kierowcy dojazd i wyjazd, pilotując go tam i zwykle też z powrotem do „cywilizacji”:

4502

 

 No a przecież  nie tylko wywozem drewna leśnik się zajmuje, choć to bardzo ważna, no i jak widać czasochłonna czynność.

Kierowcy dużych ciężarówek wjeżdżają do lasu na często wąskie, kręte, o różnej jakości drogi leśne. Dużo zależy od pory roku i pogody. Chyba najtrudniej jest zimą:

4503

Choć jesienny czas mgieł, dżdżu a czasem i solidnych ulew zamienia leśne drogi w błotniste szlaki:

4504

Czasami samochody z drewnem wjeżdżają do lasu w nocy lub nad ranem. Wynika to z różnych przyczyn: dalekich tras do pokonania, tarczki tacho”, a najczęściej złej organizacji pracy lub wyzysku ludzi. To problem i dla leśnika, i dla kierowcy. Z mojego doświadczenia wynika, że takie „nocne manewry” najczęściej źle się kończą. Noc ma swoje prawa i daje się we znaki zwykłe zmęczenie.

4507

 Zawodzi też ocena sytuacji i zdarza się, że nawet najlepszy kierowca ma kłopoty. To zawadzi o drzewa, wjedzie w dziurę lub stary okop, nie zauważy znacznego przechyłu drogi i wywróci przyczepę. Jak tylko mogę odwodzę kierowców od nocnych wypraw po drewno.

Nie zawsze mogą lub chcą słuchać. Ostatnio jeszcze ciemną nocą obudził mnie telefon kierowcy, który przyjechał dzień wcześniej niż się umawialiśmy. Wiedział gdzie jest drewno, bo często i sukcesywnie przyjeżdża do mojego leśnictwa. Umówiliśmy się na znanej mu jednej z leśnych dróg. Rozwidniało się, gdy dojechałem na miejsce spotkania. Stała tam załadowana już przyczepa, a kierowcy i samochodu z dźwigiem nie było. Po drodze zobaczyłem ślady nocnych kłopotów „mojego” kierowcy:

4505

Ze śladów łatwo odczytałem przebieg zdarzeń. Pusty samochód z załadowaną przyczepą zsunął się z ubłoconego odcinka drogi. Kłonice „zaszły” za dwie rosnące na skraju drogi brzozy. Kierowca musiał je ściąć aby uwolnić się z pułapki. Dodatkowo kładł świeże gałęzie pod koła, aby złapać przyczepność w błotnistej mazi. Wytargał przyczepę do głównej drogi, a teraz pojechał załadować samochód. Po chwili dojechałem do niego.

4506

Samochód zsunął się z drogi i wrył  w miękkie pobocze. Dodatkowo dwie „kopalniakowe” sosny wplątały się w kłonice, a jedna zaparła o belkę dźwigu.

4508

 Kierowca chodził zaaferowany wokół pojazdu i znosił gałęzie pod koła.

  No widzi pan jak to jest z nocnymi jazdami?- przywitałem się z kierowcą.

 A to pech- mówił zasmucony. Jak na złość jeszcze piła nie chce mi odpalić i tzw. „zima”…

Spokojnie panie Leszku, coś zaradzimy. Złapię kogoś z zula, to może podjedzie z piłą, bo żadnego ciągnika nie ma w zasięgu najbliższych 10 km.-  starałem się uspokoić kierowcę.

Niestety, okazało się, że jedna grupa już zakończyła pracę i pojechała do innego leśnictwa, a z drugiej nikt nie odbierał telefonu. Trzeba sobie radzić samemu. Trzeba było poświęcić te sosny. Nie jadę do lasu bez łopaty i siekiery. Szkoda, że nie ma żadnego bobra w pobliżu- żartowałem. Ostrą  siekierą, jak za dawnych czasów, ściąłem 2 sosny.

4509

 Kierowca podniósł samochód na „łapach” dźwigu i podłożyliśmy pod koła kawałki drewna i grube gałęzie. Niech pan rozłoży dźwig i wyrwie z korzeniami tą trzecią sosnę, będzie szybciej- poradziłem kierowcy. Udało się. Odkopaliśmy wspólnie z błota koła samochodu, obsypaliśmy je piaskiem i nakładliśmy zielonych gałęzi pod koła. Operacja trwała ze dwie godziny. Jednak koła samochodu oklejone błotem mieliły maź i samochód przesuwał się zaledwie o centymetry. Ciężka sprawa… Nie ma rady, trzeba rozładować samochód. W czasie rozładunku usłyszeliśmy warkot ciągnika. Ale traf! To gospodarz obwodu łowieckiego wracał z objazdu paśników. Chętnie pomógł „umordowanemu” kierowcy. Zahaczył linę do żółtego Ursusa C-80 i z trudem wyszarpał samochód pozbawiony z obciążenia z błota. Wysłałem kierowcę pod inny stos, gdzie droga była w lepszym stanie i tam załadował się ponownie. Przyjechał do lasu przed 5 rano, a wyjechał około godziny 15. Tak, kierowca w lesie nie ma lekko…

  Jazda po leśnych drogach wymaga wysokich umiejętności i dużego doświadczenia. To nie to samo co jazda po asfaltowych drogach i autostradach. Łatwo też ponieść straty- urwać spojler, zderzak, lusterko, zbić klosz lampy czy zniszczyć przewód hydrauliczny.

45010

 Bywa, że awaria zdarzy się podczas załadunku. Doświadczyłem tego kiedyś na własnej skórze, gdy spisywałem numery z płytek dłużyc. Kierowca zaczął rozkładać dźwig i zahaczył przewodem hydraulicznym o dębowy konar. Olej z rozerwanego przewodu ochlapał mnie od stóp do głów… Leśniczy też nie ma lekko jak widać… Zniszczony przewód to częsta awaria i kierowca leśnego TIR-a musi umieć to sam naprawić lub wymienić w lesie. Wozi ze sobą narzędzia i części zamienne bo może liczyć tylko na siebie.

45011

Jazda po leśnych drogach to prawdziwie wyższa szkoła jazdy i choć po takich jesiennych wywozach czasem zostają takie drogi:

45012

Kierowcom pojazdów z drewnem należy się niski ukłon za ich fachowość i wysokie umiejętności. Drogi leśne są często naprawiane, a wbrew pozorom za jakiś czas same się równają w wyniku działania deszczu i słońca. Zresztą one temu właśnie służą i nie można obrażać się na kierowców, że je celowo niszczą.

Wiedzą o tym leśnicy, którzy przecież używają do celów służbowych prywatnych samochodów i przejeżdżają nimi tysiąc, a bywa, że dwa tysiące kilometrów w miesiącu. Oni także muszą być bardzo dobrymi kierowcami i także lekko nie mają… Ślady wielkich opon i czasem głębokie koleiny na leśnych drogach przeszkadzają turystom, szczególnie miłośnikom rowerowych wycieczek. Cóż jednak począć - wszyscy przecież potrzebujemy drewna, które musi jakoś wyjechać z lasu. Nie ma się co denerwować i obrażać. Należy się za to raczej szacunek kierowcom samochodów wywożących drewno z lasu, bo przecież to oczywiste, że lekko nie mają…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

22:59, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 stycznia 2016

449min

Wielu z nas śledzi trwającą już od dawna dyskusję dotyczącą Puszczy Białowieskiej. Mowa o tym w każdym wydaniu wiadomości, mnożą się wypowiedzi wszelkich ekspertów medialnych, którzy nie zawsze są ekspertami... Ludzie są skołowani i nie bardzo wiedzą komu wierzyć i jak to wreszcie jest z tą puszczą. Stanem Puszczy Białowieskiej zainteresowała się nawet Unia Europejska, która zaniepokojona o jej przyszłość przysłała pytania do polskiego ministerstwa środowiska. No cóż, przecież Puszcza Białowieska to nie tylko bogactwo naszego kraju, Europy ale obiekt z Listy Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Ekolodzy wołają: :”Wycinać puszczę to jak burzyć Wawel” lub „naszej puszczy nie oddamy”.  Obywają się demonstracje, marsze, np. w Warszawie przebrani za drzewa demonstranci tańczyli, śpiewali i nawoływali do obrony pierwotnego zakątka naszego kraju przed leśnikami, którzy chcą puszczę przerobić na deski. Bo leśnicy w sporze o teraźniejszość i przyszłość puszczy stali się symbolem pazerności i antyekologicznego myślenia. Taki wizerunek im stworzono. Tym samym leśnikom, którzy od wielu lat chronią polską przyrodę przed szkodnictwem, głupotą i pazernością różnych ludzi ale także pożarami i inwazjami różnych owadów, w tym również kornika drukarza. Bo to właśnie kornik drukarz, a raczej sposób ograniczenia jego gwałtownie rosnącej populacji wpuścił do Puszczy ekologiczny i medialny problem.

Niektórzy ludzie ufają leśnikom i ich wiedzy. Dlatego zdarzają się też kontrmanifestacje, zwykle organizowane przez samorządy i mieszkańców puszczańskich miejscowości. Bo mieszkańcy puszczańskich wiosek, którzy żyją w puszczy lub blisko niej rozumieją przyrodę i mają swoją rację. Jednym głosem popierają racje leśników, których znają i szanują, ale co znaczy głos mieszkańca wioski czy puszczańskiego leśnika wobec głosu ekologa lub autorytetu naukowego?

No właśnie, a może tym razem ja zamiast opowiadać o lesie, rozwiewać przyrodnicze wątpliwości zwyczajnie zapytam Czytelników jak prosty leśnik ze wsi: kto to jest ekolog?

Pewnie wielu z Was, zresztą absolutnie słusznie, uważa się za przyrodnika czy ekologa. Czy jednak potraficie odpowiedzieć na postawione przeze mnie pytanie?

Określenia ekolog, ekologia, ekologiczny mają według mnie szeroki i czasem nieprecyzyjny sens znaczeniowy i są często używane w języku potocznym ale czy potrafimy te słowa zdefiniować? Czy znamy w swoim otoczeniu ekologów, którzy są autentycznymi fachowcami i są godni naszego zaufania?

Mieszkam w najbardziej zalesionym kawałku naszego kraju, czyli w województwie lubuskim. U nas gdzie okiem sięgnąć to las i zieleń:

 4491

Ale i tu nie znam osoby, którą nazwałbym ekologiem i do której mógłbym zwrócić się z konkretnym problemem dotyczącym ekologii i wzajemnych relacji człowiek- środowisko. Bo to do ekologa powinniśmy zwrócić się o pomoc, gdy bezsensownie wycinane są drzewa w mieście lub gminie, wysypywane śmieci, wylewane ścieki, męczone zwierzęta… Gdy wypadnie wyrośnięte pisklę z gniazda, samochód potrąci sarnę lub lis wejdzie na posesję. Ale czy znamy adres ekologa czy instytucji ekologicznej, która zajmuje się realnie, prawdziwie i na co dzień takimi sprawami? Dlatego ludzie z takimi sprawami trafiają najczęściej do leśników, choć takie działania nie mieszczą się w ich zawodowych obowiązkach. No ale czy leśnik to ekolog, przyrodnik, przyjaciel lasu i zwierząt? Oczywiście, że tak, ale to moje- leśniczego subiektywne zdanie. Warto zatem poszukać co myślą, sądzą i piszą o tym inni.

Szukałem cierpliwie w książkach i wirtualnej sieci definicji ekologa. Trafiłem na tekst z wiele obiecującym tytułem Kto to jest „ekolog”? opublikowany na stronie:

http://pracownia.org.pl/dzikie-zycie-numery-archiwalne,2300,article,5253

 

autorstwa mojego wielkiego autorytetu prof. dr hab. Ludwika Tomiałojcia. Pana profesora mile wspominam szczególnie z lat mojej wielkiej fascynacji ornitologią i „kariery” przyrodnika, zresztą współzałożyciela słynnego niegdyś Lubuskiego Klubu Przyrodników ( tak, to prawda, dzisiejszy Klub Przyrodników powstał w latach 80 XX wieku w lubuskim Świebodzinie, przy walnym udziale leśników w składzie założycielskim)

Warto wczytać się w tekst z 2011 roku „Kto to jest ekolog” , który zaczyna się tak:

Media i Internet ujawniają zdumiewającą niewiedzę Polaków o tym, co to jest ekologia i kim są ekolodzy. Ten niepokojący stan (nie)świadomości istnieje pomimo trwającej od kilku dziesięcioleci edukacji ekologicznej we wszelkich szkołach. Jest on jednak również efektem trwającej już ponad dziesięć lat sabotażowej antyedukacji, prowadzonej w ogólnokrajowych mediach i w Internecie zajmujących się głównie naśmiewaniem się z ekologizmu lub nazywaniem go „ekoterroryzmem”. Odbywa się to przy całkowitym przemilczaniu powszechnego zaczadzania umysłów obywateli ze strony agresywnej i rzekomo nieomylnej argumentacji wąskoekonomicznej, pomijającej dalekosiężne konsekwencje społeczne i ekologiczne dzisiejszych decyzji (G. Kołodko 2010, „Świat na wyciągnięcie myśli”).

Potem następuje klarowny wywód kto jest ekologiem, a kto nim nie jest, odesłanie do literatury tematu i podział ekologów na różne kategorie. M. in znajdziemy w tym tekście taką kategorię ekologów:

  • „Znachorzy ekologii”, czyli ludzie bez odpowiedniego przygotowania, podszywający się pod ekologię, aby na tej idei w jakiś sposób skorzystać (np. odsunąć budowę drogi koniecznej dla ogółu akurat koło ich domu), zarobić lub zdobyć popularność. Tu można też zaliczyć niektórych pracowników administracji ochrony środowiska i przyrody, tych mianowicie, którym los dzikiej przyrody i środowiska jest obojętny, gdyż w duchu bywają oni wyznawcami priorytetu pieniądza i dominacji technokratyzmu. Tu można zaliczyć nawet niektórych leśników, w ich własnym środowisku zwanych „deskorobami”, a rozpoznawalnych po tym, że: a) głoszą uporczywie, iż żaden las rezerwatowy nie może rosnąć bez topora leśnika, a korniki niechybnie zjedzą nam lasy, oraz b) wręcz nienawidzą ekologii i wszelkich „ekologów”, zamiast z nimi współpracować dla zachowania naturalnej przyrody i dobrego stanu środowiska.

 

W świetle dzisiejszych dyskusji o losie Puszczy Białowieskiej znajdą się tacy, którzy ten tekst z 2011 roku uznają za proroczy i szybko zakwalifikują leśników jako  „znachorów ekologii” i w konsekwencji „deskorobów”. Choć świerki opanowane przez korniki nie zawsze nadają się na deski, a ich usunięcie i terminowe wywiezienie z lasu generuje ogromne koszty:

 4492

Zwracam jednak uwagę na jedno słowo, za które jestem Panu Profesorowi bardzo wdzięczny. Chodzi mianowicie o niektórych leśników.

Jestem przekonany, że ten pogląd o leśnikach, jako „znachorach ekologii” został wysnuty na podstawie obserwacji bardzo niektórych leśników, którzy już dziś nie gospodarzą w naszych lasach.

Przypomnę też rok 2009 i komiks  Blues żubra, wydany przez Pracownię na Rzecz Wszystkich Istot. On także miał ośmieszyć niektórych leśników. Ten komiks to 32 strony czarnego scenariusza dla "rozwoju" terenów Puszczy Białowieskiej, zdominowanego przez walkę z kornikiem i opiętkiem, realizowanego przez opętanych żądzą pieniędzy lokalnych notabli no i naturalnie niektórych leśników.

 

Dziś wszyscy leśnicy, którzy realnie oceniają zagrożenie Puszczy Białowieskiej, chronionej przez nich od lat na podstawie rzetelnej wiedzy przyrodniczej, z pewnością zasługują na inną kategorię ekologa i przyrodnika. Nie będę nudny i daruję sobie wywody o tym, jak leśnicy chronili naszą przyrodę i jej elementy w czasach gdy nie było sieci Natura 2000, przepisów prawnych oraz stowarzyszeń ekologów i przyrodników. Świadczą o tym bieliki, żubry, rysie, głuszce, sokoły wędrowne i bogactwo różnych form ochrony przyrody w naszych lasach.

Nie rozumiem tylko tego, mam nadzieję, pozornie powszechnego braku zaufania do leśników. Bo gdy idziemy do lekarza, czy to stomatologa, czy internisty, czy specjalisty- ufamy mu i oddajemy mu w opiekę swoje zdrowie. Gdy jedziemy do mechanika- powierzamy mu bez dyskusji swoje auto do naprawy. Bez wahania oddajemy komputer do wglądu informatykowi. Każdy z nas powinien robić to, na czym się zna, wtedy będzie normalnie na świecie. Dlaczego zatem leśnicy, którzy latami gospodarzą w naszych lasach, uważanych za wzór dla Europy i traktowanych jako światowe dziedzictwo nie zasługują na zaufanie? Kto i po co podaje w wątpliwość to, że są ekologami, przyrodnikami i znawcami lasu? To, że są znawcami lasu, a nie znachorami upoważnia ich do walki z kornikiem, który nie czytając gazet, nie zastanawiając się nad definicją ekologa, już niebawem wyleci z zarażonych świerków w Puszczy Białowieskiej i zasiedli kolejne, dziś jeszcze zielone drzewa. I wcale nie chodzi to o chęć zysku, przerób desek, obrażanie się na siebie nawzajem ani udowadnianie kto ma rację. Tu chodzi o Puszczę Białowieską, która jest tak bardzo nasza, że nie wiadomo czyja.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

21:54, lesniczy.lp
Link Komentarze (10) »