O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
czwartek, 11 czerwca 2015

408min

Gdy widzimy w lesie plastik to zwykle nie budzi on miłych skojarzeń, bo przecież w lesie szukamy kontaktu z naturą, świeżej zieleni i spokoju. Plastik kojarzy się raczej ze śmieciami, z hałasem i wątpliwym urokiem miejskiej cywilizacji. Czasem jednak plastik w lesie bywa bardzo pożyteczny, szczególnie w połączeniu z feromonami.

Czym są feromony?

Feromony to naturalnie występujące, lotne substancje chemiczne wydzielane przez organizmy żywe. Bywają podstawą komunikacji zapachowej pomiędzy osobniki tego samego gatunku i służą do wymiany informacji. Wytwarzane w okresie rozrodczym odpowiadają za łączenie się par i trwałość gatunku. Powodują, że w świecie zwierząt samiec jest zdolny do zlokalizowania partnerki, nawet z dużych odległości, często przekraczających kilometry.

 Ludzie wykorzystują je od wielu lat dla podniesienia własnej atrakcyjności. Czyste feromony mają specyficzny, rozpoznawalny zapach. Jest on jednak różnie odbierany, bo według badań naukowców około 30% ludzkiej populacji w ogóle nie wyczuwa feromonów. Pozostali określają ten zapach jako rzadką, intrygującą woń. Wielu z nas chce pachnieć świeżo i uwodzicielsko, dlatego feromony znajdują się w składzie perfum damskich i męskich. W przeciwieństwie do tradycyjnych perfum, te z dodatkiem feromonów działają na poziomie podświadomym. Docierają prosto do mózgu i wywołują silne reakcje: najczęściej to uczucia sympatii, relaksu, a nawet zakochania. Wcale też nie musimy poczuć zapachu feromonów, żeby znaleźć się pod ich wpływem.

Leśnicy zwykle pachną lasem i żywicą, choć naturalnie używają także kosmetyków z dodatkiem feromonów. Wykorzystują jednak feromony do ochrony lasów przed szkodliwymi owadami stosując rozmaite pułapki feromonowe. Połączyli plastikowe elementy z substancjami nasączanymi odpowiednim zapachem i w ten sposób powstał bardzo pożyteczny plastik spotykany czasem w lesie.

 Stosowane substancje wabiące są wybiórcze i oddziałują tylko na określony gatunek owada imitując zapach samicy lub kuszą obietnicą atrakcyjnego żeru jak np. często spotykane pułapki na korniki

4081

Szczególnie łatwo je zobaczyć w górskich rejonach kraju. Mają one różne kształty: skrzynkowe, rurowe, lejkowe. Feromony żerowe zawierają również rurowe pułapki na szeliniaka

4082

Zastępują one wykładane w najmłodszych, sosnowych uprawach wałki drewna

4083

Wabią one aromatem żywicy groźne dla małych sosenek, modrzewi czy świerków chrząszcze szeliniaka sosnowca

4084

Pułapki feromonowe stosowane przez nas w lasach umożliwiają  ograniczanie liczebności szkodliwych owadów oraz spełniają rolę prognostyczną. Leśniczy po ilości złapanych w pułapkę osobników poszczególnych gatunków jest w stanie określić stopień zagrożenia lasu. Obserwacja pułapki umożliwia też określenie dynamiki rójki i jej kulminacyjny moment, co jest bardzo ważne w przypadku konieczności stosowania zabiegów ograniczających populację owada.

W maju wiele czasu i uwagi poświęcałem pułapkom feromonowym na chrabąszcze

4085

Zawieszona pomiędzy płatami plastiku brązowa płytka została nasączona feromonem wabiącym nawet ze sporej odległości brązowe chrząszcze

4086

Na szczęście w tym roku wpadało ich tam niewiele i przyroda sama sobie poradziła z miejscową populacją chrabąszczy.

4087

 Plastikowe pułapki bardzo pomogły mi w obserwacji tegorocznej rójki. Schowałem je w magazynku przy leśniczówce, bo następna rójka chrabąszczy będzie dopiero za cztery lata.

Latem można spotkać w sosnowych młodnikach najczęściej w wieku 6-12 lat białe, plastikowe daszki

4088

To z kolei pułapki na zwójki sosnowe, małe motylki, których larwy wygryzają wnętrze pączków szczytowych i młodych pędów. Powstają wtedy charakterystyczne, kolanowate pędy na małych sosnach.

40811

Pułapki na zwójki mają wewnątrz daszków plastikową płytkę z lepem pośrodku którego umieszczony jest czerwony, gumowy „koreczek” nasączony feromonem. Zapach samicy zwabia motylki, które przyklejają się do lepu.

4089

Pułapki trzeba często kontrolować i analizować wyniki obserwacji. Dlatego nie dotykajcie pożytecznego plastiku podczas leśnych spacerów a feromony niech lepiej wabią owady, a nie ludzi. Na początku lipca pojawią się w lesie plastikowe lejki z feromonem wabiącym brudnicę mniszkę. Po wielkiej gradacji z lat 80 XX wieku na razie nie pojawia się masowo, choć jej krewniaczka, brudnica nieparka właśnie pustoszy Białoruś.

Zdarza się, ze z pułapek na mniszkę giną plastikowe worki, w które łapią się motyle. Nie zabierajcie ich z lasu, bo to ważne narzędzie dla ochrony lasu przed owadami, a przechowywanie w nich grzybów czy jagód nie służy zdrowiu. Dary lasu zbieramy do koszyków z wikliny, a plastik i feromony choć pożyteczne dla lasu, omijajmy łukiem bo ich dokładną obserwację lepiej zostawić leśnikom.

Lepiej wypatrywać poziomek, bo już można rozkoszować się ich aromatem oraz cieszyć oczy pięknymi krajobrazami wczesnego lata

40812

W lesie, na łące i w polu jest teraz najpiękniej. Wokół nas jest mnóstwo kolorowych kwiatów, motyli i ptaków. Korzystajmy do woli z uroków przyrody, bo niebawem kurz upalnego lata schowa barwny  świat, a ptaki umilkną, gdyż feromony przestaną działać po wychowaniu młodych.

 

Leśniczy Jarek - lesniczy@erys.pl

 

 

21:46, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 04 czerwca 2015

407min

Rozpoczyna się nieco dłuższy koniec tygodnia, bo dziś Boże Ciało, ważne święto w kościele katolickim i dzień wolny od pracy. Wielu z nas skorzystało z urlopu wypoczynkowego w piątek i w ten sposób mamy cztery dni na wypoczynek.

Maj był zimny i nie nastrajał do majówek oraz wypoczynku w plenerze, a zatem warto to nadrobić na początku czerwca. Wczoraj przed dużymi sklepami były tłumy i trudno było znaleźć miejsce do zaparkowania samochodu. Wyjeżdżały z marketów pełne koszyki napojów, a dominował tam złocisty napój z nutą chmielu, wystawały worki z węglem drzewnym i pęta kiełbas. Bo podobno spędzamy wolny czas przy grillu, a potem siadamy przed telewizorem… To niekoniecznie prawda, bo już wczoraj widziałem wielu ludzi pochylonych nad grządkami w ogrodach oraz wielu rowerzystów zmierzających na leśne ścieżki wyznaczone i oznakowane przez leśników. Gdzie znajdziemy spokój, ciszę i najlepiej odpoczniemy? Oczywiście- w lesie!

Rowerem, pieszo, konno- jak kto lubi. Bo przecież

4071

W lesie, najwspanialszym tworze natury dominuje teraz świeża zieleń

4072

Oprócz upragnionej ciszy i spokoju, świeżego powietrza oraz pięknych krajobrazów, oprócz widoku zwierząt i kolorowych ptaków czy motyli wyprawa do lasu może okazać się także pożyteczna. Owocują już aromatyczne leśne poziomki, kwitnie czarny bez, z którego kwiatów można przygotować wiele zdrowych przetworów. To ostatni moment aby skorzystać z dobroczynnych właściwości młodych liści brzóz, choć najlepiej zrobić to w połowie maja.

4073

Ale i teraz jest dobry czas na zbiór młodych liści brzozy  oraz wykorzystanie ich walorów zdrowotnych. Zawierają one liczne związki czynne: m.in. flawonoidy, garbniki, saponiny, kwasy organiczne, olejki eteryczne i sole mineralne. Dlatego teraz warto zrobić sobie zapas na cały rok. Świeżo zerwane, najlepiej w lekko słoneczny dzień, suche i zdrowe listki brzozy rozłożyć na papierze (nie na gazetach, bo farba drukarska je nam zanieczyści) lub na płótnie, w miejscu zacienionym i przewiewnym. Po wyschnięciu, czyli, gdy liście będą kruszyć się w palcach,  zamknąć w szczelnym, szklanym naczyniu lub zwykłej, koniecznie papierowej torbie. Picie naparów z liści brzozy powoduje zwiększone wydalanie moczu, a wraz z nim jonów sodu, chloru i kwasu moczowego, szkodliwych produktów przemiany materii. Liście brzozy chronią też wątrobę, powodują zwiększone wydalanie żółci, działają lekko napotnie.

Można też zrobić z nich unikalną nalewkę:

W szklanym słoju 0,70 litra umieścić rozdrobnione, najlepiej ręcznie podarte świeże liście brzozy, lekko je ugnieść i wypełnić nimi nieco ponad połowę słoja. Podgrzać dość mocno ćwiartkę wódki i zalać nią liście. Macerować około 7 dni, przecedzić. Stosować 2-3 razy dziennie, w dawce ok. 10 ml rozpuszczonej w szklance wody lub dodając do herbaty.

Jednak nawet bez zbierania owoców czy ziół las obdarzy nas zdrowiem. Olejki eteryczne zawarte w sosnowych igłach mają także dobroczynny wpływ na organizm. Warto zatem wybrać się na spacer, a najpełniej i - co ważne-  najbezpieczniej wybrać się do lasu korzystając z przygotowanych przez leśników tras i szlaków

4074

W lasach znajdziecie wiele szlaków, miejsc i obiektów turystycznych zaprojektowanych i przygotowanych przez leśników po to, aby ludzie jak najlepiej korzystali z tego najdoskonalszego tworu natury. W okolicach Pszczewa poznanie lasów i uroczych jezior, podziwianie bardzo urozmaiconego krajobrazu umożliwiają wieże widokowe, jak np. ta, zbudowana na Górze Trębaczej nieopodal Zielomyśla:

4075

Staraniem gminy Pszczew, przy współpracy z okolicznymi nadleśnictwami zbudowano ostatnio trzy drewniane wieże widokowe.

Leśnicy z całego kraju wielką wagę przywiązują do udostepnienia lasów ludziom, współpracują przy tym z różnymi organizacjami  i zachęcają do korzystania z wszelkich funkcji lasów. Na przykład w  okolicach Janowa Lubelskiego zachęcają do poznawania bogactw przyrody, a także historii naszego kraju dbając o miejsce największej bitwy partyzanckiej, która odbyła się w czasie II wojny światowej na Porytowym Wzgórzu:

4076

Potem można odwiedzić przesympatyczne koniki polskie w Szklarni, których ochronę także wspierają leśnicy

4077

Leśnicy serdecznie zapraszają do lasów na nizinach i wzgórzach, w jary i wąwozy, na górskie wycieczki, w  okolice wielkich, mazurskich jezior, w puszcze oraz w nadmorskie bory porastające wydmy, ale po wyznaczonych szlakach

4078

Polskie lasy w każdym zakamarku naszego pięknego kraju zapraszają do zdrowego wypoczynku, a leśnicy starają się go jak najlepiej zorganizować. Oczywiście zapraszam serdecznie do pszczewskich lasów położonych w powiecie międzyrzeckim, bo przecież to najbardziej zalesiona część kraju, gdzie splata się bogactwo przyrody, różnorodność kultur i lokalny patriotyzm

4079

Urok i cisza okolicznych lasów ( szczególnie w leśnictwie Pszczew), fascynujące podziemia Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego, tajemniczość Muzeum i Zamku w Międzyrzeczu, ciekawostki Skansenu Pszczelarskiego i Muzeum „Chata Szewca” w Pszczewie czekają na Was.

Miłego wypoczynku!

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

11:37, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 01 czerwca 2015

406min

Dziś, 1 czerwca mamy Dzień Dziecka i każdy kto jest rodzicem, kieruje myśli w stronę swoich pociech, niezależnie od ich wieku. Wszyscy jesteśmy dziećmi, a zatem to święto każdego z nas i każdemu życzę z tej okazji wszystkiego najlepszego! W niedzielę w pełnym rodzinnym gronie wspominaliśmy dzieciństwo naszych córek, obserwując raczkującego wnuka Juliana i uczciliśmy jak należy to święto. Dziś niewiele już miałem czasu na rozmyślanie o Dniu Dziecka, bo cały dzień spędziłem w lesie naglony przez terminy ważnych zadań. Ledwo uporałem się z szacunkami brakarskimi i planowaniem zrębów i trzebieży na przyszły rok a tu do końca miesiąca trzeba zaprojektować wszelkie zabiegi hodowlane i ochroniarskie na 2016. Jutro dzień sprzedaży detalicznej drewna, stąd dziś mój telefon odzywał się co chwilę, a ja długo przygotowywałem stosy drewna dla jutrzejszych klientów. Kończyłem dziś także m.in. inwentaryzację szkód od zwierzyny leśnej w uprawach i młodnikach.

Gdy tak przeglądałem najmłodsze pokolenie lasu wspinając się na kolejny pagórek sosnowej uprawy i przedzierając przez gąszcz sąsiedniego młodnika pomyślałem sobie, że leśne uprawy są jak dzieci. Dla każdego rodzica dzieci są najważniejsze i najcenniejsze. Wymagają czasu, wiedzy i wielkiej cierpliwości. Trzeba zainwestować w nie wiele sił, energii i pieniędzy. Zupełnie jak w leśne uprawy!

Każde nowe pokolenie lasu jest w pewien sposób dzieckiem leśniczego. Często się mówi leśniczemu: „Pokaż swoje uprawy, a powiem jakim jesteś leśnikiem”. Dlatego każda nowa uprawa to przysłowiowe „oczko w głowie” leśniczego.  W jej założenie leśnik wkłada wiele serca, umiejętności i cierpliwości, poświęca jej mnóstwo czasu i uwagi. Uprawa leśna to dość kosztowna inwestycja, szczególnie na początku, bo przygotowanie gleby, sadzonek i ich posadzenie sporo kosztuje. Potem jest czas pielęgnacji drzewek, poprawek, niszczenia głuszących je chwastów i ochrona przed owadami, zwierzętami czy grzybami. To jakby czas żłobka i przedszkola u dzieci.

Bo początki życia są zwykle jednakowo trudne dla ludzi, ale też dla lasu. Zanim wyrośnie piękny, bukowy las pełen szarych, smukłych pni dojrzałych buków:

4061

Małe, delikatne siewki muszą wychylić się spośród liści zaścielających dno lasu:

4062

Na młode drzewka czy to buka, czy innego gatunku czyha wiele niebezpieczeństw. Bo zielone, młode listki podrośniętego już buka może błyskawicznie zniszczyć spóźniony przymrozek:

4063

Od lat wprowadzamy do lasu rodzime, cenne gatunki, np. lipy i każdego leśnika cieszy taki widok:

4064

Ale wieczorny przemarsz chmary jeleni  radykalnie zmienia wygląd dorodnej lipki:

4065

Dziś właśnie inwentaryzowałem obserwowane wcześniej szkody w uprawach i młodnikach wyrządzane przez sarny, jelenie, daniele. To jedno z zadań leśniczego, które należy zakończyć do końca maja. Najmłodsze pokolenie lasu, czyli te szczególne „dzieci leśniczego” nie mają łatwo zanim nieco podrosną. Czyha na nie przymrozek, silne słońce, susza, czasem grad. Młode korzenie i pędy często atakują grzyby. Obgryzają je różne owady i zwierzęta, które też depczą, łamią drzewka, wyrywają lub wycierają o nie poroże. W fazie uprawy, czyli najmłodszym stadium rozwojowym nowego pokolenia lasu, zwierzęta chętnie zjadają młode pędy drzewek. Nazywamy to zgryzaniem. Najdotkliwiej dla lasu młode pędy zgryza zwierzyna płowa, czyli jelenie, daniele i sarny. Czasem także sprawcą szkód są mniejsze zwierzęta:

4066

To dzikie króliki, które wyglądają milutko, ale potrafią czasem mocno zaszkodzić leśnym uprawom. Aby miały bliżej na żer wolą kopać nory na środku leśnej uprawy i wtedy wokół nich nie uchowa się nic zielonego:

4067

Małe sosenki, które miały kontakt z króliczymi zębami nie przypominają tych gonnych i pokrytych zielonymi igłami drzewek, które niedawno cieszyły leśniczego.

4068

 Trudno jednak coś na to poradzić, bo las i zwierzyna muszą istnieć równolegle. Jelenie z kolei chętnie spałują młodniki, czyli zgryzają korę z młodych sosen, bo jest ona dla nich atrakcyjną karmą:

4069

Czasem też wycierają poroże o pędy drzewek jak ten daniel:

40610

Nazywamy to osmykiwaniem lub czemchaniem i tak wygląda mała sosenka, o którą wycierał swoje poroże, czyli parostki rogacz sarny:

40611

To spore uszkodzenie drzewka, które może nawet doprowadzić do zupełnego jego obumarcia. Dlatego trzeba o nie dbać i chronić przed zagrożeniami z rodzicielską troską.

Dlatego nasze ludzkie dzieci posyłamy do żłobka, przedszkola lub zajmujemy się nimi sami w domu lub na ogrodzonym placu zabaw, a leśne uprawy grodzimy siatką, aby bezpiecznie wyrosły. Jednak gdy „dzieci leśniczego” są już pozornie duże i krzepkie jak przysłowiowy dąb, to też może przydarzyć się im coś złego. Bo nawet krzepki, już prawie dojrzały dąb może zostać powalony przez wiatr, uderzenie pioruna czy twarde, bobrowe strugi, czyli zęby:

40612

Zakończyłem niedawno, „późnym popołudniem” wprowadzanie do SILP, czyli leśnego systemu informatycznego formularzy z inwentaryzacją szkód od zwierzyny, która czasem trapi „leśne dzieci”. Widać ślady bytowania zwierzyny w lesie, ale rozmiar szkód ostatecznie okazał się  niewielki. Grodzenia upraw i racjonalna gospodarka leśna powoduje, że utrzymują się one na znośnym dla lasu poziomie i nie zagrażają jego trwałości. Leśne dzieci są bezpieczne i otaczane troską nie tylko w dniu Święta Dziecka. Leśniczy jak na rodzica przystało troszczy się o nie jednak szczególnie i z satysfakcją spogląda właśnie w Dzień Dziecka. Odpłacą się pewnie za tę troskę szmerem liści, żywicznym zapachem igieł i pięknem dojrzałego lasu…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

23:01, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
niedziela, 24 maja 2015

405min

Las to fantastycznie złożony, skomplikowany i jakże ciekawy organizm. Składa się on z ogromnej ilości różnych przedstawicieli świata roślin i zwierząt,  występujących w określonym środowisku. Zwykle w lesie najbardziej interesują nas drzewa i duże zwierzęta, ale nie zapominajmy też o innych, czasem niepozornych i maleńkich  jego elementach. Właśnie, nie zapominajmy… Nie zapominajmy o niezapominajkach, która właśnie kwitną.

4051

Drobna, niepozorna roślinka, czyli niezapominajka nazywana też niezabudką należy do rodziny ogórecznikowatych, zwanej też  szorstkolistnymi. Jest mało wymagająca, zatem może dlatego na niemal wszystkich kontynentach występuje  około 100 gatunków rodzaju niezapominajka, choć większość z nich woli jednak cieniste, chłodne stanowiska.  Spotkać je można także w strefie bagiennej w pobliżu zbiorników wodnych, na suchych łąkach czy w strefie alpejskiej. Całe rośliny pokryte są włoskami, co jest typowe dla  ogórecznikowatych. Najczęściej spotykamy niezapominajki o malutkich kwiatach w różnych odcieniach koloru niebieskiego z żółtymi środkami, ale są również białe czy różowe, choć rzadziej występujące. Kwiatek niezapominajki jest szczególny, bo u nasady płatków ma żółte twory nazywane osklepkami. Zdobią one dodatkowo urocze kwiatki ale też wskazują owadom drogę do nektaru.

4052

W naszych lasach najczęściej spotykamy dwuletnią niezapominajkę leśną- nazwa łacińska Myosotis sylvatica. Wjęzyku greckim słowo myosotis oznacza mysie uszko… Także ten gatunek jest często uprawiamy w ogrodach na bogatych w próchnicę, wilgotnych glebach. Niezabudki dobrze jednak rosną nawet w niezbyt żyznym podłożu. Najlepiej sadzić niezapominajki w miejscach cienistych bo na suchych, mocno nasłonecznionych stanowiskach szybko przekwitają. Rozmnaża się je przez nasiona wysiewane na rozsadniku od maja do lipca. Gdy pojawią się siewki, pikuje się je w rozstawie 5 x 10 cm. We wrześniu młode niezapominajki przesadza się (w rozstawie 15 x 25cm) najlepiej od razu na miejsce stałe. Na zimę ogrodowe niezapominajki lepiej przykryć gałązkami sosny, świerka lub suchymi liśćmi.

Dlaczego tak często spotykamy ją w ogródkach i obdarowujemy się bukiecikami, które podkreślają pamięć o drugiej osobie? Niezapominajka symbolizuje bowiem miłość, wierność i dobre życzenia. Uważa się, że te niepozorne kwiatki dodają energii, poprawiają pamięć, symbolizują dobrą komunikację pomiędzy ludźmi, szczególnie w sytuacjach konfliktowych i pełnych emocji… Kontakt z niezapominajkami uwalnia nas także od dręczącego niepokoju, usuwa bolesne wspomnienia, łagodzi konflikty, a budzi pozytywne uczucia.

Bukiecik niezapominajek jest zachętą aby tworzyć silne, głębokie więzi z najbliższym ale też szczere przyjaźnie z ludźmi z bliższego i dalszego otoczenia. Skromna roślina naszych lasów przypomina też o szacunku jaki powinniśmy żywić dla otaczającej nas przyrody.

To właśnie ją wybrał Andrzej Zalewski, redaktor radiowej Jedynki, prowadzący "Ekoradio", gdy 15 maja w 2002 roku po raz pierwszy otwierał święto polskiej przyrody- Dzień Polskiej Niezapominajki.

Doroczne święto, którego symbolem jest niezapominajka ma na celu promowanie walorów ojczystej przyrody, stałe przypominanie o ochronie środowiska i zachowaniu różnorodności biologicznej Polski. Święto Polskiej Niezapominajki ma również na celu zachowanie od zapomnienia ludzi o ważnych dokonaniach dla polskiej przyrody, tak jak właśnie zmarły w 2011 roku redaktor Zalewski.

Skromna niezapominajka nie pozwala zapomnieć o ludziach, pięknie przyrody i od wieków bywała natchnieniem dla poetów, malarzy, nawet architektów. Pamiętacie z dzieciństwa wiersz Marii Konopnickiej?

Niezapominajki

to są kwiatki z bajki!

Rosną nad potoczkiem,

patrzą rybim oczkiem.

 

Gdy się płynie łódką,

Śmieją się cichutko

I szepcą mi skromnie:

„Nie zapomnij o mnie”.

A kto nie zna niezapomnianych strof Kazimierza Przerwy-Tetmajera?

A kiedy będziesz moją żoną,

umiłowaną, poślubioną,

wówczas się ogród nam otworzy,

ogród świetlisty, pełen zorzy.

Ubiorę ciebie w błękit kwiatów,

niezapominek i bławatów,

ustroję ciebie w paproć młodą

i świat rozświetlę twą urodą.

Niezapominajki wspomina też Juliusz Słowacki w swoim poemacie dygresyjnym Beniowski, który jest głosem poety w sporze z Adamem Mickiewiczem i innym obrazem polskości niż ten, narysowany strofami Pana Tadeusza.

Moim poetyckim skojarzeniem z niezapominajkami są słowa ulubionego Cypriana Kamila Norwida:

Dlatego lubię kwiat nie-zapominek.

 Bo rwą go zwykle ręce wiarołomne!

 - I lubię nagły w znużeniu spoczynek,

 Bo - uprzytomnia śmierć, pierwej... nim w s p o m n ę.

Motyw niezapominajki przewija się też w licznych legendach. Jedna z nich mówi, że gdy Bóg był zajęty tworzeniem świata i nazywaniem wszelkich istot zapomniał o drobnym kwiatuszku. Wtedy maluszek odezwał się z żałością z dna lasu: "Panie Boże, a ja? Jak ja się będę nazywać?" Wtedy Bóg trochę zawstydzony odpowiedział: "Ty odtąd będziesz niezapominajką i wszyscy będą o tobie pamiętać"

Inna opowieść  mówi, że niezapominajki są odzwierciedleniem i przypomnieniem niebieskich oczu Matki Boskiej…

Niezapominajka, czy ta z lasu, czy z ogródka jest zatem skromną ale jakże ciekawą rośliną i nie należy o niej zapominać. Powszechnie jest uważana za ładną, delikatną roślinę ozdobną ale pewnie mało kto wie, że ten kwiatuszek to także całe bogactwo zdrowotne, zawierający szczególnie dużo krzemu.

Ale na surowo nie podjadajmy niebieskich kwiatków, a zresztą są wyjątkowo niesmaczne. Niezapominajki są lekko trujące, co  znaczy, że  się od nich zaraz nie umrze, jednak zawierają w małej dawce pewne alkaloidy. Są one  podobne do trującej kurary, używanej przez Indian w dżunglach Południowej Ameryki do zatruwania grotów strzał. Czytałem też gdzieś, że niezapominajka alpejska jest naprawdę trująca.

Jak to w przyrodzie bywa rośliny niesmaczne czy trujące są zbawienne dla naszego zdrowia. Jak pisze dr Henryk Różański, ekspert medycyny dawnej i naturalnej „ziele niezapominajki zbierane w czasie kwitnienia zawiera kwas kawowy, chlorogenowy i romarynowy, śluzy oraz saponiny triterpenowe i krzemionkę.

Ze świeżego i suchego ziela niezapominajki sporządzano nalewkę niezapominajkową – Tinctura Myosotis. Przepis znalazłem na stronie dra Różańskiego www.rozanski.li ale przyznaję, że sam jej jeszcze nie stosowałem.

Jak zrobić niezapominajkową nalewkę?

W tym celu dawniej  brano 1 część rozdrobnionego surowca i zalewano 5 częściami alkoholu 40-60%. Po tygodniu nalewkę filtrowano. Zażywano po 1/2 łyżeczki 4-5 razy dziennie przy uporczywym kaszlu, zapaleniu oskrzeli, gruźlicy, zapaleniu krtani i gardła, oraz przy krwotokach z nosa.

Kwiatuszek niezapominajki zawiera całe bogactwo krzemu. Jest on nam bardzo potrzebny do prawidłowego funkcjonowania. Oznaką jego braku jest obgryzanie paznokci, zgrzytanie zębami i pojawianie się żylaków. Krzem tworzy tkankę łączną, białka kolagenu, wzmacnia włosy i paznokcie, a także usprawnia pracę mózgu. Jest bardzo ważny dla naszej skóry- usuwa jej szorstkość, zapewnia dobre nawilżenie i niweluje pękanie naskórka.

Dawniej, bo o właściwościach niezapominajki  poczytamy już w zielniku Syreńskiego z 1613 stosowano także napar i odwar. Dr Różański zaleca odwar, aby krzemionka lepiej przeszła do wyciągu:

1 łyżkę rozdrobnionego ziela zalewano 1 szklanką wrzącej wody, parzono 20 minut lub gotowano kilka minut na małym ogniu. Po przecedzeniu wodny wyciąg pito po 1/2-2/3 szklanki kilka razy dziennie. Warto dodać do naparu lub odwaru nieco soku malinowego lub miodu.

Skromna leśna roślina ma tyle ciekawych właściwości, że nie sposób zapomnieć o jej istnieniu. Warto ją podziwiać teraz w lesie bo każda chyba  droga prowadzi przecież do lasu i zachęca do majowego spaceru

 

4053

oraz najlepiej posiać sobie w ogródku, a teraz jest sprzyjający ku temu czas.

Bliskość kwiatów niezapominajki usuwa stres i niepokój oraz działa na nas uspokajająco. Ma też zbawienny wpływ na urodę pań i przystojność panów!

Kąpiel w zielu niezapominajki likwiduje bezsenność, usuwa koszmary senne, zapewnia zdrowy, głęboki sen. Napar z rośliny likwiduje skutki przepracowania i niedospania. Okład ze świeżych płatków niezapominajki położony na oczy doda im blasku i zlikwiduje tak zwane worki pod oczami oraz zapobiega zmarszczkom.

Może dlatego mówi się : „masz oczy jak niezabudki” ?

Nie zapominajcie zatem o leśnej niezapominajce i wypatrujcie jej podczas majowych spacerów.

 

Leśniczy Jarek-lesniczy@erys.pl

 

 

19:35, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 18 maja 2015

404min

Na progu każdej wiosny obiecuję sobie, a zapewne nie tylko ja tak robię, że tej wiosny z pewnością nie przegapię. Snuję plany odwiedzin ciekawych miejsc, w które od dawna nie zaglądałem, obiecuję sobie wypad do lasu o świcie, absolutnie nie związany z wydawaniem drewna lub innymi obowiązkami leśniczego. Marzę o tym, aby jak najpełniej nacieszyć się świeżością wiosny, obserwować z zachłannością i zachwytem rozwój liści, kwiatów oraz wzmożoną aktywność zwierząt.

Rzeczywistość wokół mnie szybko weryfikuje te plany. Nieustannie dzwoniący telefon, presja terminów, które są zawsze za krótkie i piętrzące się sprawy nie pozwalają na swobodną obserwację zwiewnej wiosny. Dzień jest wciąż za krótki, a wieczór mija niepostrzeżenie, bo wciąż jest coś ważnego do zrobienia. Wiem, że wielu ludzi uważa, że leśniczy nigdzie się nie śpieszy, nie wie co to stres i pośpiech, że wiedzie spokojne życie pośród drzew. Wygląda to zupełnie inaczej i praktycznie każdy dzień jest rozpisany na szereg zadań, które szczelnie wypełniają kalendarz i zegarek.

Ale oczywiście nie narzekam, ani nie użalam się, bo lubię ten pośpiech podgrzewany adrenaliną, tę zmienność i niepowtarzalność każdego dnia, spotkania z nowymi sprawami, problemami i wciąż innymi ludźmi. Tak wygląda dzień każdego leśniczego i pomimo pośpiechu, czasem zdenerwowania czy stresu to właśnie stanowi o uroku tej pracy.

Choć żal, że minął już świeżutki kwiecień, który ubarwiony zawilcami, przylaszczkami i kaczeńcami:

4041

budzi do życia przyrodę. Przemija też zielony maj, bo przecież choć niedawno było biało w sadach i na skrajach lasu, gdzie czasem przycupnie owocowe drzewko:

4042

To przyroda pędzi i nie czeka na człowieka, nawet na leśniczego…

Kukliki, które wyglądały spośród suchych do niedawna traw:

4043

Giną już teraz w oceanie zieleni, która otacza nas wszystkich. Warto choć chwilę przyjrzeć się zającom, które po narodzinach pierwszego rzutu młodzieży nazywanej marczakami, ponownie rozglądają się za płcią przeciwną. To już ostatni moment, bo za chwilę trudno będzie je wypatrzyć w bezmiarze traw i zbóż. Wiadomo przecież, że „Święta Zofija kłosy zawija” i zboża pędzą już coraz mocniej w górę. A zające to ciekawy obiekt obserwacji:

 40451

W lesie i na polu kręci się teraz wiele zwierząt. Spotykam często jelenie, daniele, czasem przemknie lis lub borsuk, a praktycznie codziennie miga mi pośród drzew coś rudego:

4046

Coraz barwniej jest w lesie i na polach bo kwitnie już większość kwiatów. Przysiadają na nich motyle, które dodatkowo upiększają majowe pejzaże:

4047

Ich pewnie nie dotyczy pośpiech i nerwowość, bo to domena ludzi. Jutro od wczesnego rana mam w leśnictwie ruch na całego. Przed godziną 7 będą dwa samochody po papierówki, za chwilę dojadą dwa inne po drewno tartaczne, a równolegle będę prowadził sprzedaż detaliczną, bo dziś umówiło się ze mną kilkunastu nabywców drewna opałowego. Kierowcy wydzwaniali całe popołudnie i grymasili, że będą musieli chwile zaczekać na kwit wywozowy.

 Ale leśniczy jest jeden i ma do dyspozycji jeden rejestrator za pośrednictwem którego drukuje asygnaty na drewno przy sprzedaży detalicznej i kwity wywozowe dla kierowców odbierających drewno. Od dziś obowiązują też bardziej surowe zasady ruchu drogowego i należy jeździć wolniej, szczególnie w obszarze zabudowanym. Jutro samochody z drewnem będą „do obsłużenia” przeze mnie i podleśniczych w dwóch miejscach (chyba, że rano się okaże, że pojawią się kolejne) oddalonych od siebie o 15 kilometrów. Potem muszę pędzić do nadleśnictwa z rozliczeniem sprzedaży, a o godzinie 12 jest narada leśniczych i szkolenie na terenie innego leśnictwa.

A wokół kwitną konwalie i bzy:

4048

Jak żal, że tak mało mam czasu na dotykanie zielonego maja, choć przecież codziennie jestem w lesie…

 Kwitnące cudnie kasztanowce na szczęście mam pod nosem, bo mieszkam na ulicy Kasztanowej:

 40491

Czy zauważyliście przemijanie zielonego maja? Warto zatrzymać się choć na chwilę. Wiem, że każdy z nas to Wujek Dobra Rada i łatwo radzić innym, a trudniej samemu korzystać z uroków wiosny. Za chwilę jednak wszelkie odcienie zieleni poszarzeją i pokryją się kurzem wczesnego lata. A my z tęsknotą będziemy czekać cały rok na świeżość kolejnego maja, który tak szybko przemija. Szczególnie leśniczemu…

Korzystajcie zatem z uroków maja, zostało go jeszcze 12 dni i ruszajcie na spotkanie z wszelkimi odcieniami zieleni ubarwionej kolorami kwiatów, motyli, ptaków, pięknych jak pleszka ogrodowa poniżej i innych zwierząt.

40410

Leśniczy Jarek -lesniczy@erys.pl

 

22:44, lesniczy.lp
Link Komentarze (7) »
niedziela, 10 maja 2015

403min

Dziś jest bardzo szczególna niedziela, bo wybieramy prezydenta naszego kraju, który będzie reprezentował nas wszystkich przez najbliższe 5 lat. W Pszczewie oprócz ruchu przy lokalach wyborczych wielki ruch na małym, uroczym ryneczku. Po raz 32 organizowana jest „Pszczewska Dwudziestka”, wcześniej bieg na dystansie 20 kilometrów, a dziś półmaraton. Towarzyszą mu występy artystyczne, biegi dla dzieci i młodzieży no i przesympatyczny „gwóźdź programu” –mini bieg przedszkolaków rynkową uliczką. Zdarzają się tam komiczne sytuacje, najczęściej przy wydatnej pomocy rodziców i przedszkolanek. Do biegu głównego na trasie półmaratonu zgłosiło się ponad 300 uczestników. Startują także sprawni inaczej na wózkach.

Rano, gdy jak zwykle wyszedłem przed leśniczówkę rozejrzeć się po okolicy, usłyszałem straszny harmider. To kwiczoły, które od lat gnieżdżą się luźną kolonią na okolicznych drzewach przeganiały srokę, która naruszyła ich rewir. Pewnie czarno-biała wielbicielka cudzych jaj i piskląt zbytnio zbliżyła się do któregoś z gniazd. Szybko pogoniły ją z zasięgu wzroku i zajęły się jak co dzień, regulacją populacji chrabąszczy. Od kilku dni przyglądam się jak kwiczoły polują z upodobaniem na chrabąszcze. Zbierają je pod wielkim dębem rosnącym na podwórzu leśniczówki, czasem nawet otrząsają je z gałęzi i po rozdziobaniu niosą do swoich gniazd:

4031

Chrabąszczami żywią się także inne ptaki oraz ssaki, szczególnie nietoperze. Obserwacje pod dębem przerwało mi inne zdarzenie. Tuż przy brzegu jeziora Miejskiego, pod sama leśniczówką pojawił się pilarz z załogą:

4032

To troskliwa mama - tracz nurogęś wypłynęła na połów rybek z gromadką 11 piskląt. To ciekawa, jedna z naszych piękniej ubarwionych kaczek, wielkości gęsi. Szczególnie samiec pyszni się barwnymi piórami, kontrastem śnieżnej bieli oraz czerni z zielonym kontrastem i karminem dzioba. Gnieżdżą się nad tym jeziorem już od kilku lat. Poza sezonem lęgowym obserwuję stado liczące kilkanaście osobników lecz lęg wyprowadza tylko jedna para, bo lęgowe tracze nie są zbyt towarzyskie. Gniazda zakładają najczęściej w dziuplach, często odziedziczonych po dzięciołach czarnych. Choć ostatnio brzegi jeziora zostały „uporządkowane” ze starych i nie tylko starych drzew oraz potem zabetonowane staraniem gminnych urzędników, tracze jakoś sobie poradziły.

403_3

 Czasem korzystają też z wykrotów, nor, skałek, fragmentów muru, budek lęgowych (jeśli są) oraz również ze starych gniazd dużych ptaków, założonych nawet kilometr od wody. Wyprowadzają jeden leg w roku i składają do 15 jaj. Pisklęta zwykle dobę po wykluciu wyskakują z wysokiego gniazda i idą z matką nad wodę. Od razu potrafią pływać i nurkować, a gdy chcą odpocząć ładują się opiekuńczej mamie na grzbiet. Czasem tworzą dwie warstwy:

4034

Gromadka przy leśniczówce pojawiła się dziś po raz pierwszy w tym sezonie lęgowym. Życzę powodzenia małym „pilarzom”, bo w zeszłym roku z 12 piskląt wychowała się 7. Czasem padają łupem suma lub dużego szczupaka, a czasem zapoluje na nie jakaś kuna lub coraz liczniejsze szopy pracze.

Tracz nurogęś to piękny i ciekawy ptak ale też ciekawostka językowa. Język polski, piękny i ciekawy jest pełen zawiłych tajemnic i pułapek. Bo w zasadzie w nazwie tego ptaka jest ciekawy splot językowy, gdyż chyba należy mówić: ten tracz,  ale chyba ta nurogęś? Podobnie pewnie bywa przy nazwie krzewu dereń świdwa lub innego ptaka nazwanego dzierzba gąsiorek…

Tracz- bierze swoją nazwę od dzioba, wzdłuż którego krawędzi ciągnie się rząd ząbków przypominających piłę „twoja-moja”. Pomaga to tej kaczce, podobnie jak haczykowate zagięcie dzioba przytrzymać śliską rybę. Poluje na nie w ciekawy sposób, zanurzając głowę tak jak na pierwszej fotografii. W dobie powszechnie dostępnych pił łańcuchowych ludzie zapomnieli co to ręczna piła „twoja- moja” lub tartaczna piła tnąca pnie drzew na deski nazywana trakiem. Człowiek obsługujący piłę to "pilarz", albo właśnie "tracz". No i z pewnością jest rodzaju męskiego.

Nurogęś po polsku, choć nie tylko ( po łacinie nazywa się Mergus menganser)  złożona jest ze słowa związanym z nurkowaniem i drugiego, mówiącego, że mamy do czynienia z gęsią.  Choć biologicznie tracze należą do rodziny kaczkowatych. Jednak i gęś, i kaczka należą do rodzaju żeńskiego. Dlatego mówimy: ten tracz, ale ta nurogęś…

Niezależnie od meandrów językowych bardzo cieszę się, że „pilarz”, a właściwie jego żona, bo to samica zajmuje się pisklętami, pływa przed leśniczówką ze swoją załogą:

4035

Tracz nurogęś jest pod ścisłą ochroną i jego populację w Polsce szacuje się na około 1000 par. Warto dbać o stare drzewa nad wodami, bo w ten sposób dbamy o istnienie wielu rzadkich, ciekawych i pięknych gatunków. Leśnicy robią to od lat, szkoda, że inni ich w tym nie naśladują. Choć coraz więcej ludzi czynnie pomaga przyrodzie i zachowuje wrażliwość na jej problemy. Wczoraj zadzwonił do mnie znajomy weterynarz pan Ryszard z Międzyrzecza z informacją, że trafiła do niego sowa po wypadku komunikacyjnym. Nie wiedział komu ją przekazać i zadzwonił do mnie. Warto wiedzieć, że decyzją Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska z dnia 19.09.2013 został utworzony w Zespole Szkół Leśnych w Rogozińcu (woj. lubuskie) Ośrodek Rehabilitacji Zwierząt.

 W Ośrodku są leczone i rehabilitowane ptaki, należące do rzędów: sokołowate i sowy. Jestem absolwentem TL Rogoziniec, a mój kolega z klasy Rysiek jest tam nauczycielem przedmiotów zawodowych. Zadzwoniłem do kolegi, a weterynarz Ryszard ze znalazcami pechowej sowy dostarczył ją niebawem do Rogozińca. Czasem pozornie bardzo trudna sprawa staje się prosta i dobrze się kończy… Szkoda tylko, że nasze media zamiast przekazywać ważne informacje jak np. namiar na taki ośrodek, wciąż tropią pozorne afery i pozorne sensacje.

4036

Widok „pilarza” z puszystą załogą na grzbiecie matki i pływającej wokół, może nie jest sensacją, ale w niedzielne przedpołudnie warto podzielić się z Wami taką przyrodniczą radością. Bo inne media mają dziś dzień wyborczy, zatem zaglądajcie do blogu leśniczego także po inne ciekawostki. Miłej niedzieli!

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

13:28, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »
czwartek, 07 maja 2015

402min

Słońce coraz śmielej dogrzewa i pozłaca zieleń lasu ale początek maja przynosi naszym borom też  inne złoto. Brzegi leśnych dróg, wszelkie skarpy, czasem wrzosowiska i wydmy pokrywają teraz złote plamy. Właśnie zakwitają łany żarnowca miotlastego (nazwa łacińska-Cytisus scoparius) To zimozielony, zwykle niewielki krzew, niekiedy nawet drzewko, który w sprzyjających warunkach osiąga wysokość do 5 m. Należy on do rodziny bobowatych i roślin motylkowych, czyli jest krewniakiem fasoli i grochu.  Rodzina żarnowców liczy około 50 gatunków, wywodzących się jeszcze ze starożytności, w Europie spotkamy 30 z nich. W Polsce reprezentowany jest wyłącznie żarnowiec miotlasty, inne gatunki żarnowców nie występują. Spotkamy go na naturalnych stanowiskach przede wszystkim na zachodzie kraju, stąd  w leśnictwie Pszczew w maju i czerwcu można cieszyć oczy takim widokiem:

4021

Żarnowiec miotlasty rośnie także w ogrodach i jest chętnie rozmnażany w lasach  całego kraju. Ze względu na wciąż zielone pędy często bywa sadzony w lesie i spełnia rolę pożywienia dla dzikich zwierząt. Tam gdzie brak podszytów i zielonego runa, żarnowiec jest świetnym pokarmem letnim i zimowym dla zwierzyny płowej oraz zajęcy. Gdy rośnie w dużych, zwartych łanach chętnie zalegają w nim dziki. Dlatego bywa sadzony lub siany w lasach. Choć pamiętam czasy, gdy był rośliną niezbyt mile widzianą w lasach ze względu na zagłuszanie upraw i młodników. W czasie obowiązkowych praktyk w technikum leśnym mozolnie wycinaliśmy tasakami łany żarnowca z upraw sosnowych w Nadleśnictwie Świebodzin.   Nie dał się jednak zupełnie wytępić i całe szczęście…

Nadal najczęściej można go spotkać na naturalnych stanowiskach zachodniej Polski oraz w środkowej części kraju, na pogórzu i nad Bałtykiem. Występowanie tej rośliny na piaszczystych wydmach w rejonach nadmorskich jest bardzo pożądane, bo korzenie żarnowca doskonale utrwalają piaszczyste gleby. Dobrze rośnie też  w piaszczystych widnych lasach, na brzegach wąwozów, nasłonecznionych wzgórzach, wrzosowiskach i miedzach. Ma niewielkie wymagania siedliskowe. Dobrz rośnie na piaszczystych terenach i zadawala go gleba przepuszczalna i niezbyt żyzna. Gatunek ten nie znosi podłoży wapiennych i kwitnie bujnie tylko na stanowisku słonecznym.

4022

Łodygi żarnowca to rózgowate gałązki, bruzdkowane, kanciaste, zimozielone. Liście możemy jednak zobaczyć tylko wiosną na młodych pędach. Podczas letnich suszy krzew zazwyczaj je gubi by ograniczyć utratę wody. Brak liści rekompensują intensywnie zielone łodygi. Cecha ta świadczy o wybitnie sucholubnym charakterze tej rośliny. Z gałęzi żarnowca chętnie produkowano dawniej miotły, rzekomo również miotły czarownic robione były także z Cytisus scoparius.

Kształt liści różni się w zależności od miejsca, z którego wyrastają – na szczytach gałązek są pojedyncze, a u ich podstawy trójlistkowe. W kątach liści, pojedynczo lub parami, tworzą się kwiaty o długości ok. 3 cm. Każdy ma pięć płatków: górny nazywamy żagielkiem, dwa boczne – skrzydełkami, a parę dolnych – łódeczką.

4023

Przy kwiatach, które pojawiają się teraz, w maju i czasem zobaczymy je jeszcze w sierpniu, chętnie kręcą się pszczoły, bo żarnowiec jest rośliną miododajną. Chociaż żarnowiec jest też rośliną trującą, ma duże znaczenie w lecznictwie. Jego kwiaty stosowane są we współczesnej medycynie jako środek oczyszczający, moczopędny i regulujący poprawny rytm serca. Ziele przykładane miejscowo znieczula ból i można je stosować w postaci okładów na bolesne wrzody i czyraki.  Preparaty z żarnowca są silne i skuteczne w działaniu leczniczym, jednak ich przyjmowanie należy koniecznie  skonsultować z lekarzem.

W wielu krajach żarnowiec uważany jest za antidotum na jad żmii. Dawniej zebranym podczas pełni zielem okadzano miejsca nawiedzane przez zmory.  Liście i kwiaty żarnowca wykorzystuje się jako dodatek do piwa i afrodyzjak. Żarnowiec jest rośliną włóknodajną, niegdyś otrzymywano z niego mocne włókno do wyrobu worków i tkanin. Z jego łodyg wyplatano różne użytkowe przedmioty

Owoce żarnowca dojrzewają w sierpniu, są nimi strąki długości ok. 5 cm początkowo zielone, jedwabisto owłosione, później czerwono - brunatne. Stojąc w gorący letni dzień w pobliżu krzewów, można usłyszeć charakterystyczne trzaski. To odgłosy pękających strąków, które z dużą siłą wyrzucają nasiona. Nasiona są bardzo trwałe i mogą leżeć w ziemi nawet dziesiątki lat. Można je wysiewać w marcu i hodować własne krzewy pięknego żarnowca. Część nasion czasem przeleguje i wschodzi dopiero w następnym roku. Warto zainteresować się tym pozornie pospolitym, lecz przecież niezbyt często spotykanym w stanie dzikim rodzimym krzewem. Złote kwiaty pięknie harmonizują ze świeżą zielenią brzóz

 40241

Z wielką sympatią zatrzymuję się w lesie przy krzewach obsypanych złotem. Dbajmy wszyscy o pożyteczny żarnowiec, zwany również szczodrzeńcem miotlastym, karniakiem, zajęczym grochem, mietlichą lub szczodrzykiem bo to ciekawy gatunek z polskiego lasu. Warto też mieć go w swoim ogródku zamiast pozornie mało kłopotliwych iglaków czy egzotycznych gatunków. Mówi się przecież, że ludzie kochają złoto, a żarnowiec ozłaca lasy i ogrody.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

23:11, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
sobota, 02 maja 2015

 

401min

Wielu ludzi uważa maj za najpiękniejszy miesiąc roku. Trudno mieć inne zdanie, szczególnie gdy o poranku las przepełniony gwarem ptasich głosów, ozłocony blaskiem wschodzącego słońca pachnie świeżością bujnej zieleni. Łkają słowiki, zaczynają kwitnąć bzy i kasztanowce, a wieczorem bezszelestnie przemykają nietoperze. Chętnie uganiają się za chrabąszczami, które szczelnie wypełniły mój terminarz zajęć w ostatnich dwóch tygodniach. Obserwowałem bacznie ich rójkę, stąd nie miałem chwilki czasu na blogowe zapiski.

Jednak brązowe chrząszcze:

4011

Pojawiły się w tym roku w niewielkiej, wcale nie masowej ilości. Nasze zabiegi z 2011 roku okazały się na tyle skuteczne, że populacja chrabąszczy jest na poziomie znośnym dla ludzi i środowiska. Przyroda radzi sobie sama i nie wymaga interwencji leśników. Taką decyzję podjęła komisja złożona z leśników z różnych stanowisk i poziomów zarządzania Lasów Państwowych oraz przedstawicieli Zespołu Ochrony Lasu, której przedstawiłem wyniki obserwacji rójki chrabąszcza:

4012

Wspólnie przejrzeliśmy miejsca, gdzie w latach rójki było mnóstwo brązowych chrząszczy, a tym razem tylko czasem spotkaliśmy resztki twardych, chitynowych pancerzy. To efekt działania ptaków, nietoperzy, lisów i innych amatorów owadów, które są dla nich smacznym kąskiem.

Nadal będę obserwował co dzieje się z chrabąszczem, ale raczej nie zakończy się to  zabiegiem ograniczania liczebności.

 Poranki i wieczory w lesie, które spędzam dodatkowo przy obserwacji chrabąszczy, oprócz normalnych, całodziennych  obowiązków leśniczego, są świetną okazją do wielu ciekawych obserwacji przyrodniczych. Słucham rozmaitych, skrzydlatych śpiewaków i cieszę się urokami wiosny. Często tylko przeszkadza mi nieustannie dzwoniący telefon, bo jak zawsze wiele dzieje się w moim leśnictwie. W czasie komisyjnych obrad nad chrabąszczem z lasu tylko tego jednego dnia wyjechało 10 wielkich samochodów z papierówkami. Zajmował się nimi głównie podleśniczy Irek, ale organizacja i koordynacja tzw. „logistyki” wywozu to już moja rzecz. W poniedziałek przyjadą następne samochody.

 Ale wczoraj zaczęła się trzydniowa majówka i każdy, kto zawiesił na swoim domu flagę narodową ma okazję na chwilę oddechu. Czasem ktoś planuje weekendowy wyjazd w ciekawe, bywa, że nawet egzotyczne miejsce, ale majówkę najlepiej spędzić w naszych lasach. Bo w polskich lasach czeka na nas tyle ciekawych miejsc, tyle fascynujących obiektów, a wiele z nich przygotowali dla turystów leśnicy. Las sam w sobie jest piękny i ciekawy, szczególnie majowym porankiem

 40131

Spotkamy tam wiele ciekawych krajobrazów, z pewnością spotkamy tam ciszę i spokój, ale także przedstawicieli różnych gatunków zwierząt. Spośród różnych dźwięków na skraju lasu wyróżnia się teraz pianie kogutów bażancich. Bardzo lubię ich zawadiacki okrzyk i wypatruję kolorowych rycerzy. Czasem spotykam też skromne, brązowoszare kury:

4014

Siedzą teraz na jajkach i niebawem będą prowadzić gromadkę piskląt. Podobnie zresztą zachowuje się większość ptasich mam.

Zwykle majowy weekend oznacza dla nas początek intensywnych spacerów i zachęca do wyciągnięcia rowerów z piwnic i garaży. Leśne drogi otoczone szpalerami drzew zachęcają do spacerów i rowerowych wypraw.

4015

Czasem na końcu takiej drogi czekają różne atrakcje, przygotowane przez leśników, którzy udostępniają ludziom lasy i dbają o zachowanie świadectw kultury, historii i tradycji regionu.

Gdy otoczone pięknymi lasami drogi, położone w sąsiedztwie wielkich jezior zawiodą was kiedyś na kraniec Polski, do Nadleśnictwa Czerwony Dwór i w waszych telefonach pojawi się komunikat o bliskości granicy z Rosją zobaczycie na końcu drogi piramidę

4016

Bo nie trzeba jechać do Egiptu, aby odpocząć w cieniu piramidy. Leśnicy z Nadleśnictwa Czerwony Dwór przygotowali ścieżkę edukacyjną, która w otoczeniu 18 tablic edukacyjnych i wiaty, gdzie można schronić się przed deszczem prowadzi z parkingu wprost do piramidy.

4017

Piramida to grobowiec rodziny Farenheit. Znajduje się w miejscowości Rapa około 9 kilometrów  od Bań Mazurskich, tuż przy granicy z Rosją (obwód kaliningradzki). Na stronie www.mazury.info czytamy:

„W pierwszej połowie XVIIIw. Farenheitowie wykupili wieś Angerapp od Christopha von Rap (stąd nazwa miejscowości) i zbudowali w pobliżu neoklasycystyczny pałac w Bejnunach.

Właściciele majątku należeli do ludzi wykształconych, którzy dużo podróżowali po Europie i wprowadzali wiele nowych rozwiązań w swojej posiadłości. Ich również jak starożytnych przyciągała magia wiecznego "życia po życiu" w związku z tym chcieli zbudować grobowiec wzorując się na piramidach egipskich. Na początku XIXw, w odległości ok.5km od pałacu wzniesiono piramidę według projektu Bartela Thorwaldsena. W grobowcu w 1811r. jako pierwsza została pochowana 3-letnia córeczka Farenheita być może z myślą zapewnienia jej nieśmiertelności. Następnie tam pochowano kilku członków rodu budowniczego piramidy Friedricha Heinricha.

Celem budowy grobowca - piramidy było stworzenie warunków sprzyjających mumifikacji ciała. 

Wyliczenia starożytnych budowniczych podają, że typowa piramida powinna odpowiadać m. in. następującym warunkom:

powierzchnia każdej ściany bocznej równa powierzchni kwadratu o boku równym wysokości ściany bocznej piramidy

kąt pochylenia ścian 51°52'

odpowiednie ułożenie zwłok

właściwe rozmieszczenie kanałów wentylacyjnych

odpowiednia głębokość osadzenia sarkofagu

Piramida mazurska:

ma wysokość 15,9m

podstawa kwadratowa 10,4 x 10,4m

trzy otwory wentylacyjne

trumny ułożone są na płaskim podłożu

kąt pochylenia ścian zewnętrznych 68-70° (wewnętrznych 51°52')”

4018

Piramida w Rapie to miejsce o wielkiej mocy koncentracji pozytywnego promieniowania energii Ziemi i Kosmosu. Pozytywne promieniowanie jest wzmacniane w piramidzie przez odpowiedni kształt sklepienia wewnętrznego pod kątem 51°52' - a więc jak w piramidach egipskich, a negatywne działanie energii eliminuje podstawa z kamienia polnego. Przecinają się tam trzy linie silnego promieniowania geomantycznego łączące miejsca mocy. W latach wojen grobowiec został zdewastowany przez Rosjan, a trumny porozbijano. Wejście do grobowca zabezpieczono, a dziś leśnicy zapraszają do wyprawy leśną ścieżką, która wiedzie do piramidy w Rapie. Informacje o tym szczególnym miejscu leśnicy zamieścili  na tablicy

 40192

To tylko jeden przykład fascynujących obiektów, które można znaleźć w polskich lasach. Warto zatem spędzić majówkę w lesie?

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

11:18, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
środa, 22 kwietnia 2015

400min

Nieśmiało zaczynają już zielenić się brzozy, modrzewie i buczyny, a ich młode liście  skrywają cieniem srebrne konary. W lesie coraz barwniej i każdego dnia słychać więcej ptasich dźwięków. W  sadach zaczynają kwitnąć czereśnie i jabłonie, a poranki są coraz cieplejsze. I to jest właśnie sygnał dla leśników, że pomimo oszałamiającego piękna i świeżości wiosennej przyrody, pomimo podziwu dla fenomenu trwałości życia w naturze, pomimo zachwytu nad pięknem  barw i zapachów, w całym tym poetyckim uniesieniu, trzeba pamiętać o prozie obowiązków.

 Bo razem z kwiatami jabłoni i młodziutkimi listkami buków, pojawiają się chrabąszcze- majowe chrząszcze, nie bez powodu bardzo nielubiane przez leśników, gdyż są niesłychanie groźne dla trwałości lasu.

4001

Co roku meszki i komary przeszkadzają nam w majówkach, spacerach, pracy na działce, a przedstawicielom niektórych zawodów także w codziennej pracy. W tym roku prawdopodobnie będziemy oganiać się także od brzęczących wokół brązowych chrząszczy. Chrabąszcze roją się bowiem co roku, ale ich główny, lokalny szczep w niektórych okolicach, a w moich z całą pewnością, masowo pojawia się raz na cztery lata.

 40021

Ta szczególna, okresowa reaktywacja wynika z ich biologii. Kiedy świat na zewnątrz zaczyna kusić majowym urokiem, gdy zakwitają jabłonie i dęby, a temperatura gleby osiąga 8-10 stopni Celsjusza roją się chrabąszcze.  Wychodzą z ziemi na świat okrągłym otworkiem o średnicy ok. 1,5 cm

 40031

 Lecą potem w korony drzew na żer. Korzystają  z miękkich, świeżych liści, które właśnie pojawiły się na drzewach. Ich przysmak to klony, dęby, brzozy, buki, także modrzewie, ale w czasie masowej rójki chrząszcze można spotkać praktycznie wszędzie. Oblepione chrabąszczami, ogołocone z liści drzewa to smutny widok, ale wbrew pozorom to nie z tego powodu leśnicy tak nie lubią tego majowego chrząszcza. Żer w koronach drzew trwa około dwóch  tygodni i  w zasadzie nie czyni drzewom większej krzywdy, gdyż ich korony szybko się regenerują. Istotnym problemem są żerujące przez lata pod ziemią pędraki - larwy chrabąszczy.

 40061

 Występują u nas dwa gatunki chrabąszcza- majowy i kasztanowiec, bardzo do siebie podobne,  odznaczające się dużą zmiennością osobniczą i nieznacznie różniące się w wyglądzie. Pędraki obu gatunków są w zasadzie identyczne: brudnobiałe, tłuste, workowate larwy, silnie łukowato wygięte o żółtobrunatnej głowie. Osiągają długość nawet do ponad 6 cm i przechodzą 3 stadia rozwojowe. Żyją sobie bezpiecznie pod ziemią przez cztery lata, żywiąc się korzeniami początkowo traw, potem drzew, w miarę swojego wzrostu dobierając się do coraz grubszych korzeni, stanowiąc ogromne zagrożenie nie tylko dla upraw, ale też młodników! Często wyrządzają też istotne szkody w ogrodach i sadach.

Ostatnią zimę cyklu rozwojowego spędzają  pod ziemią w postaci imago- owada doskonałego, w którego po przepoczwarczeniu zamienia się tłusty pędrak. Walka z chrabąszczami i ich larwami jest bardzo skomplikowana i wymagająca sporej wiedzy oraz wyobraźni. Pomimo naturalnego oporu środowiska i wielu działań podejmowanych przez leśników w zakresie hodowli i ochrony lasu, czasami trzeba radykalnie ograniczać ich populację. Szansa na to jest tylko raz na cztery lata i leśnicy mają na działanie niewiele czasu.

 Trzeba dobrze wykorzystać bardzo krótki czas pomiędzy pojawieniem się chrząszczy, a zniesieniem jaj przez samicę. Cała sztuka walki z chrabąszczem polega bowiem na tym, aby podejmować ją w czasie, gdy samice opuściły już podziemne schronienie, ale nie zdążyły jeszcze złożyć jaj. Czasami  jest to zaledwie kilka dni, a przecież jest o co walczyć, bo  jedna samica potrafi znieść do ziemi przeciętnie 50, a bywa, że nawet do 80 jaj, z których wylęgnie się 80 żarłocznych pędraków! Generalnie jednak chodzi nie o całkowite zniszczenie  populacji chrabąszcza, a na utrzymaniu jej na poziomie, który nie będzie zagrażał trwałości lasów. Są różne sposoby ograniczania liczebności populacji: metody biologiczne, czyli wykorzystywanie naturalnego oporu środowiska, mechaniczne: bezpośrednie zbieranie chrabąszczy oraz najbardziej skuteczne- chemiczne.

 W niektórych okolicznych nadleśnictwach szczecińskiej regionalnej dyrekcji  ( najwięcej w nadleśnictwie Trzciel) wstępnie wytypowano część lasów do chemicznego ograniczania liczebności chrabąszczy. Leśnicy na razie bacznie obserwują przebieg rójki chrabąszczy i w zależności od jej dynamiki, oporu środowiska i pogody, po konsultacji z naukowcami podejmą decyzję o zabiegu, jeśli okaże się to naprawdę konieczne.

Prowadzę w moim leśnictwie punkt obserwacyjny rójki chrabąszczy. Przygotowałem dwie powierzchnie 2 na 5 metrów, wygrabione i oznakowane palikami gdzie codziennie sprawdzam i liczę pojawiające się otworki po chrabąszczach:

4004

Gdy owady zaczną się pojawiać masowo przychodzi pora na inne czynności. Przygotowałem już pułapki z feromonem zwabiające chrabąszcze. Wieczorami, po zachodzie słońca, w stałych punktach ( drogi na granicy lasu i pola) obserwuję i liczę przez 5 minut przelatujące owady. Z kolei wcześnie rano, bezpośrednio po wschodzie słońca zbieram codziennie próbkę min. 100 chrabąszczy i określam stosunek samic i samców, które różnią się  budową czułków. Samiec ma buławkę czułków wachlarzowatą, dużo większą niż samica, której buławka wygląda skromnie i bardziej nitkowato. Kiedy samic jest więcej niż samców, a ich odwłoki są nabrzmiałe od jaj to sygnał, że pora na nasze działanie.

 Zabieg agrolotniczy ( przy użyciu samolotów i śmigłowców) planowany jest na pierwszą i drugą dekadę maja. Lotów należy się spodziewać wcześnie rano i późno po południu. Są one konieczne do wykonania, choć równolegle będą stosowane inne, naturalne metody chroniące lasy i tereny rolnicze przed nadmiernym rozmnożeniem chrabąszczy. Obszar na którym będą przeprowadzane zabiegi zostanie specjalnie oznakowany, a informacje na jego temat zostaną przekazane wszystkim zainteresowanym tak jak 4 lata temu.

 40051

 Środek ograniczający liczebność chrabąszcza działa selektywnie, czyli jest zupełnie nieszkodliwy dla ludzi, zwierząt i pszczół i nie ma powodów do obaw. Szczegółowe informacje dla wszystkich zainteresowanych, szczególnie pszczelarzy będą dostępne w nadleśnictwach. Leśnicy zawsze proszą mieszkańców regionu i wszelkie instytucje o współpracę i zrozumienie dla podejmowanych przez nich działań. Nadmierna ilość chrabąszczy jest niesłychanie groźna dla trwałości oraz przyszłości naszych lasów, przydomowych ogródków, sadów i pól. Czasem leśnikom pomaga też sama przyroda, która oprócz ptaków i zwierząt do walki z chrabąszczami wzywa …pogodę. Długotrwałe słoty i chłody w czasie rójki skutecznie osłabiają energię rozrodczą szkodnika, sprzyjają też infekcji mikroorganizmów.

 Bywa, że ludzie, nie znając biologii owada i nie wiedząc, że pojawia się co cztery lata  utyskują na leśników, że przez nich chrabąszcze „w tym roku nie obrodziły”. Bowiem od wielu lat w maju chłopcy straszą nimi dziewczęta, a wędkarze traktują je jako wspaniałą przynętę na jazie i klenie. Dlatego mimo całej szkodliwości chrabąszczy i naszej szczególnej niechęci do paskudnych pędraków, trudno sobie wyobrazić maj bez widoku brązowego chrząszcza.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

20:09, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
czwartek, 16 kwietnia 2015

399min

Miałem wczoraj w lesie dość nietypowe zdarzenie. Przydarzył się mi mianowicie stos drewna- drobnicy sosnowej na zrębki z granatem. Stosów różnego drewna w moim leśnictwie zwykle jest wiele, ale stos z granatem trafił się po raz pierwszy. I wcale nie był to owoc granatu położony na stosie. To był granat moździerzowy kalibru 80 mm.

 

Po zimowych cięciach stan magazynowy drewna w moim leśnictwie jest dość wysoki i trwają intensywne wywozy drewna. Pojechało dziś z lasu kilka samochodów z drewnem, np. z dłużycami ze zrębu:

3995

Wyjechały też kłody długości 2,50, papierówki 2,40 a także pracownicy jednej z firm rąbali drewno na zrębki. Podjeżdżają pod stos drobnicy na zrębki ciągnikiem dużej mocy z zaczepionym rębakiem.

3993

 Wrzucają do niego tyczki i żerdzie, a z wylotu rębaka skierowanego na zabudowaną blachą naczepę ciężarówki lecą wióry.

3996

 Będą z nich potem np. płyty meblowe. Wystawiłem kwit wywozowy dla kolejnego samochodu ze zrębkami, wydrukowałem i zostawiłem go podleśniczemu, który czekał na zakończenie załadunku. Sam musiałem pojechać przygotować „powierzchnie  otworkowe” do obserwacji rójki chrabąszcza, która niebawem się rozpocznie. Odjechałem od mocno hałasującego rębaka może z kilometr gdy zadzwonił podleśniczy z informacją, że „zrębkarze” w stosie drobnicy, pomiędzy równo ułożonymi tyczkami odkryli granat moździerzowy!

Wróciłem tam natychmiast i okazało się, że rzeczywiście pomiędzy tyczkami leży pamiętający II wojnę światową zardzewiały granat moździerzowy kaliber 80.

3991

Szczęście, że nie trafił do rębaka!  Zgłosiłem natychmiast znalezisko dyżurnemu policjantowi, dzwoniąc pod numer 997. Umówiłem się z policjantami nieopodal Pszczewa i zaprowadziłem ich na miejsce, gdzie stał „granatowy” stos. Samochód załadowany rozdrobnionym drewnem już pojechał, a policjanci musieli zabezpieczyć granat do czasu przyjazdu saperów. To przecież bardzo niebezpieczne znalezisko. Granat moździerzowy posiada zapalnik uderzeniowy i każde mocniejsze stuknięcie może go zdetonować. Nigdy nie dotykajcie takich znalezisk. Nikt przecież nie wie czy to np. granat bez zapalnika zgubiony w czasie transportu czy niewybuch… Należy powiadomić policję, a oni wiedzą co począć z taką zardzewiałą śmiercią.

 39921

Zastanawiałem się skąd się wziął granat w stosie.  Nikt go tam przecież chyba celowo nie przyniósł...

Według mnie granat leżał w lesie od czasów II wojny światowej i położono na nim w trakcie prac leśnych wiązkę tyczek. Gdy zrywkarz kładł na wózek wiązkę, zabrał chwytakiem także zagrzebany w ściółce leśnej granat moździerzowy. Tak wygląda wózek z chwytakiem zaczepiany do ciągnika rolniczego w trakcie zrywki papierówki.

 39941

 Potem razem z wiązką tyczek granat trafił do stosu. Szczęście, że obsługa rębaka zachowała się rozsądnie i zachowała należytą ostrożność. Odwiedziłem rankiem policjantów, a niebawem saperzy zabrali nietypowe znalezisko. Teraz będziemy pewnie długo mówili: spotkamy się na drodze obok tego granatowego stosu…

 

Leśniczy Jarek-lesniczy@erys.pl

21:58, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »