O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
środa, 05 października 2016

490min

Już drugi dzień za oknem słychać kap, kap, kap… Nareszcie! Leśne drogi pokryte popiołem kurzu, zakurzone uprawy i młodniki, trzeszcząca ściółka chłoną upragnioną wilgoć. Tak długo nie padało, słońce wciąż pieściło nas gorącymi promieniami, że można było zapomnieć, że to już od dwóch tygodni jesień. Przed południem jeszcze nie padało, a zatem przejechałem i przeszedłem sporą część leśnictwa, zaglądając w różne zakamarki. Muszę przecież nadrobić niewielkie „tyły” związane z moim niedawno zakończonym urlopem. Spędziłem go z żoną we fantastycznej, wschodniej części naszej pięknej Polski. Odwiedziłem koniki biłgorajskie

4901

Spotkałem się w Zwierzyńcu ze swoim patronem Janem Gwalbertem

4902

Potem przejechałem różne miasta, atrakcje i puszcze Podlasia, Suwalszczyzny oraz Mazur. Spojrzałem też z zachwytem w bezmiar Śniardw

4903

Zajrzałem też do Bemowa Piskiego położonego na skraju słynnego poligonu w Orzyszu, gdzie swojego czasu szkoliłem się na żołnierza w Centrum Szkolenia Specjalistów Wojsk Obrony Przeciwlotniczej Kraju.

4904

 Jest co wspominać, szczególnie w jesienne dni, tchnące melancholią… O wycieczce po wschodniej ścianie kraju i o moich wrażeniach stamtąd opowiem pewnie innym razem.

Wczoraj i dziś zulowcy zabrali się ostro do pracy, bo zapas drewna w leśnictwie stopniał poniżej niezbędnego minimum, a do końca roku zostało jeszcze sporo trzebieży do wykonania. W poniedziałek spotkałem się z ich szefem przy pakiecie zleceń na październik i ustaliłem zakres prac na najbliższy czas. Oprócz zaplanowanych trzebieży zostało jeszcze nieco złomów i wywrotów do usunięcia po czerwcowej wichurze. Ale nie tylko wykonanie cięć i pozyskanie drewna jest ważne i terminowe, bo trzeba rozpocząć rozdrabnianie gałęzi na zrębach, przygotowując je do orki przed zimą. Trzeba też zrobić ostatnie pielęgnacje upraw i czyszczenia młodników i zająć się ochroną lasu: wyszukać opanowane przez owady drzewa, przygotować się do czyszczenia budek lęgowych i wywieszania nowych, sprawdzić ogrodzenia upraw.

 Okazało się dziś także, że jeden ze szlabanów zabezpieczających bezpieczeństwo przejazdu kolejowego skorodował i przewrócił się.

4905

 Wczoraj wszystko było w porządku, bo zaglądam na te przejazdy codziennie dopilnowując, aby były stale zamknięte. To także jeden z codziennych obowiązków leśniczego. Trzeba zatem szybko naprawić lub wymienić uszkodzony metalowy szlaban.

 Zajrzałem też jak każdego dnia do wykonawców nowej drogi leśnej, która wygląda coraz okazalej. Dziś trwały prace przy włączaniu się w betonową drogę powiatową Szarcz- Stołuń, a zatem finał budowy coraz bliżej

4906

Ale pomimo różnych spraw i często odzywającego się telefonu przyjrzałem się dziś w lesie melancholii jesieni. Bo w zasadzie każdy leśniczy oprócz tego, że jest świetnym fachowcem od wszelkich spraw lasu, dobrym organizatorem prac i logistykiem, ma także duszę romantyka.

Jesień ze swoją nutą melancholii, mgłami, pajęczynkami i paletą barw jest balsamem dla każdej romantycznej duszy. Warto znaleźć chwilę czasu aby nacieszyć się jej urokiem. Liście drzew przebarwiają się już i w lesie zaczyna dominować brąz, żółć i czerwień. Modrzewie – jako jedyne z iglaków zaczynają tracić swoje igły. Czasami w dole pysznią się barwami dojrzałe owoce, np. berberysu lub trzmieliny

4907

Czerwienią się też jarzębiny i kaliny. Przekwitły już z kolei fiołkowe wrzosy i dno lasu zostało przytłumione szarością, spotęgowaną przez unoszący się wokół suchy pył. Ale właśnie odświeża kolory lasu i spłukuje pył jesienny deszcz, który swoją melancholią nieodparcie nawiązuje do znanej pieśni, napisanej w 1943 roku przez Mariana Matuszkiewicza:

Deszcz, jesienny deszcz

Smutne pieśni gra,

Mokną na nim karabiny,

Hełmy kryje rdza

Ale skoro mamy na szczęście czas pokoju- to lepiej wrócić myślami do znanego wiersza L. Staffa:

 

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...

Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną

 

Jesień, która nas właśnie otula lepką wilgocią po pędzie słonecznego lata spowalnia nas, wycisza, sprowadza na nas spokój. Szczególnie jesień obserwowana w lesie. Choć kto szczęśliwie mieszka na wsi kojarzy jesień z zapachem świeżo wykopanych ziemniaków, zapachem wilgotnego ogrodu i ostatnimi jabłkami wyglądającymi spośród żółtych liści w sadzie.

4908

Jesień to także kolorowe dynie, którymi chętnie dekorujemy wnętrza i otoczenie naszych domów. W niedzielę odbyło się Święto Dyni w przepięknych ogrodach Inspiracji Ogrodowych w Starym Dworze

4909

Kto nie był i nie zachwycił się czarem ogrodów urządzanych pomysłami oraz rękami Krystyny i Józefa niech choć czasem zajrzy na https://www.facebook.com/InspiracjeOgrodowe/

W tych ogrodach jest wiele pomysłów zainspirowanych lasem i naturą. Warto czerpać z tej mądrości i słuchać podpowiedzi przyrody, wystarczy tylko spokojnie pomyśleć, a najlepiej to wychodzi, gdy za oknem cicho szumi jesienny deszcz. Jesień nie jest szara, smutna i przygnębiająca. Raczej refleksyjna i poetycka, cieszmy się nią zatem, bo przecież nic nie trwa wiecznie.

Za chwilę pięknie ubarwione przez jesień drzewa staną się łyse i rozczochrane. Ani się obejrzymy, a gruby dywan liści pokryje śnieg. Korzystajmy do woli z jesiennego lasu, nawet jak mży deszcz i pozornie nic nie zachęca do wyjścia z domu. Warto choć na chwilę spotkać się z jesienną melancholią, nacieszyć oczy barwami jesieni, nazbierać sobie relaksujących kasztanów.

 Spotkać się z jesienią w lesie choćby po to, aby potem po powrocie do domu zasiąść przy filiżance herbaty i spokojnie zatopić się w myślach. Bo ani się obejrzymy, a spokój i melancholia jesieni ustąpi chłodnej, pośpiesznej zimie, a już niebawem ruszymy na spotkanie wczesnej wiosny mrucząc do siebie słowami „Lilki” Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej:

Pójdę w park rozszumiały w przedwiosennej trwodze,

z piórkami traw wschodzących w podścielisku chorem,

z myślą, że spotkam kogo na klonowej drodze

i że nie będę smutna powracać wieczorem...

Melancholia jesieni jest świetnym lekiem na pośpiech, codzienny stres i zmęczenie, a zatem choć nie reklamują jej w telewizji i nie przepisują tego specyfiku lekarze, warto z niej do woli korzystać dla własnego dobra.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

22:14, lesniczy.lp
Link Komentarze (1) »
czwartek, 29 września 2016

489min

Zdecydowana większość obszaru leśnictwa Pszczew pokrywa się z granicami parku krajobrazowego. Czyli staje się oczywiste, że lasy i park krajobrazowy to jedno. Krajobrazy są tu bardzo różne, ale wszystkie przepiękne… Czy zastanawialiście się kiedyś co oznacza słowo krajobraz?

KRAJOBRAZ to wg encyklopedii Larousse’a zewnętrzny wygląd powierzchni ziemi, której poszczególne elementy – rzeźba, gleba, klimat, wody, świat roślinny, zwierzęcy i człowiek – tworzą jedną całość.

Inna definicja określa krajobraz jako fizjonomię powierzchni Ziemi będącą syntezą elementów przyrodniczych i działalności człowieka. Jeszcze inna określa  krajobraz jako całokształt odbieranego przez zmysły zespołu różnych zjawisk. Jest tych definicji przynajmniej kopa, czyli sześćdziesiąt, a może zdecydowanie więcej? Bo przecież każdy z nas inaczej spogląda na kawałek świata, otaczającej nas najbliższej przestrzeni ograniczonej tylko przez horyzont lub ramy okienne…

A co oznacza skrót PPK? To Pszczewski Park Krajobrazowy, który został utworzony w 1986 roku taką oto uchwałą wojewódzkiej rady narodowej:

4891

Park krajobrazowy tworzy się, aby chronić walory przyrodnicze ( głównie florę i faunę) i kulturowe (obiekty historyczne) oraz popularyzować w społeczeństwie wiedzę na temat tych walorów i konieczności ich ochrony. Parki krajobrazowe to forma ochrony przyrody niższej rangi. Możliwa jest w nich realizacja różnych zadań, jak gospodarka leśna, rolnictwo, turystyka czy różna działalność gospodarcza. Dopuszcza się to zgodnie z zasadą zrównoważonego rozwoju, czyli takiego, w którym elementy przyrodnicze, ekonomiczne i społeczne pozostają w równowadze. W parku narodowym, który jest najwyższą formą ochrony przyrody jest ona absolutnym priorytetem. Ludzie czasem mylą park narodowy z parkiem krajobrazowym lub stawiają pomiędzy nimi znak równości. Bo zwykle nie bardzo mamy czas i potrzebę zainteresowania się co niesie za sobą akt prawny ustanawiający park, rezerwat czy inna formę ochrony przyrody.

Pszczewski park położony na styku województwa lubuskiego i wielkopolski został ustanowiony przez wojewódzką radę narodową dawnego województwa gorzowskiego. Czyli stało się to jeszcze w innym ustroju, w czasach, gdzie rozpoczynały się przemiany ustrojowe w kraju.

Oto mapa parku

4892

Pszczewski park otoczył opieką krajobraz przyrodniczy i kulturowy w dość niecodziennym czasie. To przecież okres przemian ustrojowych w naszym kraju. Jego utworzenie, jak na ironię, zbiegło się z szalonym pomysłem ówczesnych władz stworzenia w okolicach Międzyrzecza śmietnika atomowego. Miał on powstać w Międzyrzeckim Rejonie Umocnionym, znanym dziś na całym świecie z militarnych fortyfikacji i bogactwa nietoperzy. Także w tym czasie powstał tam ich pierwszy rezerwat. Zimą 1987 roku mieszkańcy Międzyrzecza i okolic wyszli na ulice protestować przeciwko planom zamiany bunkrów w składowisko odpadów radioaktywnych. Naukowcy z agencji atomistyki próbowali przekonywać mieszkańców, że składowanie odpadów radioaktywnych jest całkowicie bezpieczne. PRL-owskie władze oczywiście popierały plany atomowe, ale z drugiej strony wojewoda gorzowski ustanowił tam w drugiej połowie lat 80. drugi rezerwat nietoperzy. Ludzie nagłośnili na cały świat próby zniszczenia ich otoczenia do czego walnie przyczynił się protest głodowy prowadzony w kościele Św. Wojciecha. Władze ustąpiły dopiero pod wpływem efektów katastrofy w Czarnobylu. Wiosną 1986 r. wybuchł wodór w jednym z reaktorów. Na pograniczu Ukrainy, Białorusi i Rosji skażeniu promieniotwórczemu uległ obszar wielkości prawie połowy Polski. Chmura radioaktywna dotarła nad całą Europę. Przesiedlono ok. 350 tys. ludzi. W 1988 r. fizycy jądrowi z Polskiej Akademii Nauk ogłosili, że MRU nie jest już brany pod uwagę jako składowisko odpadów radioaktywnych.

Potem były czasy Okrągłego Stołu, powstawania samorządnej Polski, upadania PGR, czyli Państwowych Gospodarstw Rolnych i nikt nie miał głowy do interesowaniem się krajobrazem. Wielonarodowa i wielokulturowa społeczność Pszczewa, która kształtowała się na nowo po zawieruchach II wojny szybko zżyła się ze sobą. Gdy powstała gminna Polska, mieszkańcy poczuli się gospodarzami na tych ziemiach i zaczęli dbać o swoje domy i otoczenie jak o starą własność rodzinną. Inaczej niż np. na Dolnym Śląsku, gdzie wśród osiedleńców przeważało poczucie tymczasowości pobytu w nowym miejscu. Miało i ma  to także wielkie znaczenie dla troski o przyrodę i historię regionu. Bo nie potrzeba zarządzeń jakiejś bliżej nieznanej rady narodowej, aby dbać o krajobraz, przyrodę, historię i kulturę ziemi wokół domu rodzinnego. Należy je przecież zachować dla dzieci i wnuków.

 4893

 

 To pozornie tak proste…

Choć nie zawsze było tak różowo! Pamiętam spory na linii samorząd gminny – park krajobrazowy, na początku istnienia parku i w pierwszej kadencji samorządu gminnego 1990-1994. Potem wszystko ułożyło się już pomyślnie i zgodnie dbano o przyrodę i piękno krajobrazu. Wiele lat byłem z ramienia samorządu członkiem Rady Parków Krajobrazowych Województwa Lubuskiego. Samorządność narodziła się w marcu 1990 roku i to wcale nie od razu taka świadoma i poukładana. Bo w małym pisemku, które ukazywało się na terenie gminy Pszczew „Nasza Gmina”, w numerze 2 z maja 1991 roku, redagowanym przez dziś powszechnie znanego publicystę i dziennikarza Włodzimierza Nowaka, czytamy:

„Kolejna odchudzająca sesja Rady Gminy Pszczew. Od rana do wieczora bez kawałka chleba. Zdrowie radnych jest poważnie zagrożone. Radny Śramkiewicz w trakcie spotkania z przedstawicielami Pszczewskiego Parku Krajobrazowego zrzucił podobno ze 4 kg”. Problemy wynikały z prób wspólnego ustalenia zasad funkcjonowania i planu ochrony parku. Nie było łatwo osiągnąć porozumienie i w pewnym momencie reprezentujący Radę Parku i Radę Gminy Miedzichowo pan Zawierucha podsumował spory tak: „ Jak będziecie się tak upierali to zarząd parku zmieni status i  zamiast parku  krajobrazowego utworzy park narodowy i wtedy nikt nie będzie z wami dyskutował.”

 Wiele działo się jeszcze później i jest co wspominać, a okazja była, bo Zespół Parków Krajobrazowych Województwa Lubuskiego zorganizował w Pszczewie w dniach 8 i 9 września  konferencję naukową związaną z jubileuszem 30 lat istnienia pszczewskiego parku i 20 lat Gryżyńskiego Parku Krajobrazowego. Wcześniej grupa autorów przygotowała monografie obu parków

4894

Zostałem poproszony o napisanie rysu historycznego Pszczewa i okolic, który rozpoczyna monografię PPK. Zaprosiłem do współpracy historyka dr Karolinę Korendę–Gojdź, od urodzenia mieszkającą w Pszczewie i w ten sposób powstał chyba ciekawy rozdział. Jest on ilustrowany moimi oraz archiwalnymi fotografiami i nosi tytuł „Pszczew plszczy historią i przyrodą”.

Konferencję uświetniło swoją obecnością wielu gości. Znaleźli się wśród nich m.in. Stanisław Tomczyszyn – Wicemarszałek Województwa Lubuskiego, leśnicy: zastępca dyrektora RDLP Szczecin Maria Brzozowska, zastępca dyrektora RDLP Zielona Góra Krzysztof Poczekaj, nadleśniczowie lub ich przedstawiciele z okolicznych nadleśnictw oraz starostowie, wójtowie,  a także twórcy monografii obu parków krajobrazowych. Oprócz pracowników Zespołu Lubuskich Parków Krajobrazowych:

4895

byli też dawni pracownicy parków, dyrektorzy i przedstawiciele parków krajobrazowych z obszaru całej Polski oraz przedstawiciele różnych instytucji współpracujących i mediów. Na stronie http://www.zpkwl.gorzow.pl czytamy:

Podczas sesji referatowej odbyły się prelekcje autorów obu monografii na temat walorów historycznych, krajobrazowych oraz przyrodniczych Pszczewskiego i Gryżyńskiego Parku Krajobrazowego. Pośród licznych wystąpień mieliśmy przyjemność wysłuchać m.in. Pana Jarosława Szałatę, który opowiadał o historii Pszczewa i okolic, oraz Pana Wojciecha Zieleniewskiego – z wykładem na temat jezior i ryb jako bogactwa omawianego parku. Redaktor naczelny monografii Gryżyńskiego Parku Krajobrazowego Pan Marek Maciantowicz wypowiadał się m.in. o historii i ochronie opisywanego parku. Z kolei Pani Jolanta Kijowska scharakteryzowała środowisko abiotyczne parku, Pan Michał Smoczyk - świat roślin i grzybów, a Pan Ryszard Orzechowski przedstawił świat zwierząt Gryżyńskiego Parku Krajobrazowego.

 

Ochrona przyrody i wszelkich jej składników oraz ochrona krajobrazu każdego regionu naszego kraju pozostaje w ścisłym związku z wrażeniami, emocjami i uczuciami ludzi. Bo to ludzie kształtują praktycznie każdy krajobraz i zmieniają go pod kątem swoich potrzeb. Choć okolice Pszczewa, który nieustannie zmienia się i pięknieje w zasadzie niewiele się zmieniły. To Pszczew z okresu międzywojennego:

4896

A to podobna, współczesna panorama

4897

Konferencja i publikacje, które powstały w roku jubileuszu parków krajobrazowych może uświadomią nam to, co wprawdzie oczywiste, ale o czym czasem zapominamy. Zawarłem to w ostatnich zdaniach rozdziału monografii PPK:

Prawdziwym bogactwem są jeziora i lasy oraz pasjonujące wydarzenia historyczne, o których pamięć warto przechowywać. Właśnie to najbardziej przyciąga turystów, a  pszczewianom i ich gościom daje wielką radość mieszkania w tak pięknym otoczeniu przyrody. Radości obcowania z przyrodą szczególnego smaku dodają okruchy wspomnień o ludziach, wydarzeniach i sprawach wprawdzie minionych, ale zapisanych w ludzkiej pamięci i zaklętych w lasach, wodach, wzgórzach, drogach i drzewach. Dbajmy o nie i pamięć o nich  tak samo jak o nieskażoną przyrodę i piękno krajobrazu.

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

 

 

21:41, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 20 września 2016

488min

 

Pędrak- tak mówimy na bardzo nielubianą przez leśników, działkowców, rolników ale także wszystkich posiadaczy ogródków i trawników larwę niektórych chrząszczy. Najbardziej znanym i też chyba najbardziej nielubianym pędrakiem jest larwa chrabąszcza. W niektórych miejscach łatwo je spotkać w ziemi w sporych ilościach

4881

Larwa chrabąszcza majowego i kasztanowca ( bo oba te gatunki równolegle u nas występują ) jest stosunkowo duża (osiąga nawet 6 cm), o ciele wygiętym w kształcie litery C, jest mało ruchliwa. Głowę ma ciemno zabarwioną i silnie schitynizowaną, reszta ciała jest barwy białożółtej. Ten właśnie pędrak doprowadza do rozpaczy właścicieli ogrodów i trawników, gdyż odżywia się korzeniami roślin, niszcząc przedmiot dumy hodowców. Zamiast pięknego zielonego dywanu widzimy żółte place usychającej trawy. Piękne kwiaty, warzywa i wszelkie rośliny na ukochanej działce więdną. Nawet na polu ziemniaczanym widać czasem szkody od pędraków, bo dorosła larwa ogryza korzenie, a nawet wyżera dziury w smacznych bulwach. I nici z placków, frytek, chipsów…  A co mają mówić leśnicy, jeśli pędraki pojawią się masowo w różnych miejscach lasu po majowej rójce chrabąszczy?

4882

Chrabąszcze roją się bowiem masowo raz na cztery lata. Choć co roku należy być czujnym, bo pojawiają się tzw. „szczepy poboczne”, które trudno „namierzyć” co do roku regularnej rójki. Kiedy świat na zewnątrz zaczyna kusić majowym urokiem, gdy zakwitają jabłonie i dęby, a temperatura gleby osiąga 8-10 stopni Celsjusza, wyłazi nasz chrabąszcz z ziemi na świat okrągłym otworkiem o średnicy ok. 1,5 cm

4883

 Potem leci w korony drzew na żer. Korzysta  z miękkich, świeżych liści, które pojawiły się na drzewach. Jego przysmak to klony, dęby, brzozy, buki, także modrzewie, ale w czasie masowej rójki chrząszcze można spotkać praktycznie wszędzie. Oblepione chrabąszczami, ogołocone z liści drzewa to smutny widok, ale wbrew pozorom to nie z tego powodu leśnicy tak nie lubią tego majowego chrząszcza. Żer w koronach drzew trwa około dwóch  tygodni i  w zasadzie nie czyni drzewom większej krzywdy, gdyż ich korony szybko się regenerują. Istotnym problemem są żerujące przez lata pod ziemią pędraki. Występujące u nas dwa gatunki chrabąszcza- majowy i kasztanowiec, są bardzo do siebie podobne,  odznaczają się dużą zmiennością osobniczą i nieznacznie różnią się w wyglądzie. Pędraki obu gatunków są w zasadzie identyczne: brudnobiałe, tłuste, workowate, silnie łukowato wygięte o żółtobrunatnej głowie. Osiągają długość nawet do ponad 6 cm i przechodzą 3 stadia rozwojowe. Żyją sobie bezpiecznie pod ziemią przez cztery lata, żywiąc się szczątkami roślin i korzeniami, początkowo traw, potem drzew, w miarę swojego wzrostu dobierając się do coraz grubszych korzeni.  W ten sposób stanowią ogromne zagrożenie nie tylko dla szkółek i najmłodszych upraw, ale też młodników! Często wyrządzają też istotne szkody w rolnictwie, ogrodach i sadach. Ostatnią zimę cyklu rozwojowego spędzają  pod ziemią w postaci imago- owada doskonałego, w którego po przepoczwarczeniu zamienia się tłusty pędrak. Walka z pędrakami jest bardzo skomplikowana i wymagająca wielkiej wiedzy oraz wyobraźni. Pomimo naturalnego oporu środowiska i wielu działań podejmowanych przez leśników w zakresie hodowli i ochrony lasu, czasami trzeba radykalnie ograniczać ich populację. Szansa na to jest tylko raz na cztery lata i leśnicy mają na działanie niewiele czasu. Trzeba mądrze wykorzystać bardzo krótki czas, pomiędzy pojawieniem się chrząszczy, a zniesieniem jaj przez samicę. Cała sztuka walki z chrabąszczem polega bowiem na tym, aby podejmować ją w czasie, gdy samice opuściły już podziemne schronienie, ale nie zdążyły jeszcze złożyć jaj. Czasami  jest to zaledwie kilka dni, a przecież jest o co walczyć, bo  jedna samica potrafi znieść do ziemi do 80 jaj, z których wylezie 80 żarłocznych pędraków.

Warto też pamiętać, że pierwsze pojawiają się samce, które wcześniej wychodzą z ziemi niż samice

4884

 Generalnie jednak chodzi nie o całkowite zniszczenie populacji chrabąszcza, a na utrzymaniu jej na poziomie, który nie będzie zagrażał trwałości lasów i nie będzie nadmiernie uporczywy dla nikogo.

 

Co roku, właśnie teraz, we wrześniu, leśnicy wykonują kontrolę występowania szkodników korzeni. Wykonuje się ją zasadniczo pomiędzy 15.08, a 30.09 bo potem pędraki schodzą głęboko do ziemi. Na powierzchniach, gdzie niebawem pojawi się nowe pokolenie i zachodzi podejrzenie, że chrabąszcze mogły znieść tam jaja, lasu kopie się doły kontrolne o wymiarach: 1m x 1m x 0,5m głębokości. Pracę wykonują pracownicy zakładów usług leśnych pod nadzorem leśniczego lub podleśniczego. Każdy „sztych" łopaty trzeba dokładnie przejrzeć, uważnie przegrabiając ściółkę i leśną glebę

4885

Szkodniki korzeni są różne i choć najczęściej znajdujemy pędraki chrabąszczy, to zwracamy uwagę także na mniejsze pędraki guniaka czerwczyka, a także larwy wałkarza lipczyka, ogrodnicy, jedwabka i listnika.

Wyznaczamy co najmniej 6 dołów na hektar kontrolowanej powierzchni, a jeśli znajdziemy pędraki w części przeszukiwanej powierzchni- zwiększamy ilość dołów, aby zlokalizować dokładnie zagrożony obszar. Chrabąszcze lubią składać jaja szczególnie na suchych, nasłonecznionych zboczach pagórków o wystawie południowo-zachodniej.

Miejsce kopania zaznaczamy na dokładnym szkicu, numerując poszczególne doły i wypełniamy odpowiedni formularz. Wpisujemy tam ilość wykopanych dołów oraz liczbę znalezionych w dole larw. Znalezione pędraki umieszczamy w plastikowych, opisanych pojemnikach wypełnionych solanką, czyli mocno nasyconym roztworem soli kuchennej.

 

 Spakowane w dokładnie opisaną paczkę oddajemy w nadleśnictwie specjaliście ochrony lasu, który przekaże pojemniki z wszystkich leśnictw ekspertom z Zespołu Ochrony Lasu. Pracownicy ZOL poddają analizie dostarczony materiał, określają gatunki, stopień rozwoju i zdrowotność larw. Na podstawie specjalnej tabeli liczb krytycznych i dotychczasowych doświadczeń określają zagrożenie ze strony szkodników korzeni dla każdej projektowanej uprawy oraz przygotowują zalecenia dalszych działań dla leśników.

W tym roku szczególnie uważnie należy wykonać kontrolę występowania pędraków. Stosownym zarządzeniem Dyrektor Generalny Lasów Państwowych Konrad Tomaszewski zmienił nieco Instrukcję Ochrony Lasu, ważny dla leśników dokument i nakazał wyznaczyć w lasach uporczywe pędraczyska. To obszary lasu, gdzie pędraki występują szczególnie licznie i uporczywie, stanowiąc zagrożenie dla trwałości lasu. Tam siewki, które wyrosły z obsiewu nasion lub posadzone sadzonki podżerane przez pędraki dostają charakterystyczny, „ospowaty” wygląd, zamierają i żółkną

4886

Jeśli spróbujemy wyrwać taką małą sosenkę, uczynimy to bez trudu, bo praktycznie ma zjedzone korzenie i pęd główny

4887

Takie miejsca należy poprawiać, dosadzając cierpliwie czasem przez kilka lat nowe sadzonki. To spore koszty i to wszystko przez żarłoczność uporczywych pędraków. Od wielu lat zmagam się z chrabąszczami i ich pędrakami i wiem jak trudna to walka, ale widać już jej pozytywne efekty. Powierzchnia niegdyś stałych, a dziś uporczywych pędraczysk wciąż maleje. Oprócz ograniczania liczebności chrabąszczy podczas majowych rójek my, leśnicy, zmniejszamy ilość pędraków mądrze wykorzystując siły przyrody. Pędraki to przysmak wielu ptaków, szczególnie pięknych dudków, ale także kretów, jeży, lisów, borsuków czy dzików. Uważnie obserwujemy przyrodę, pomagamy ptakom i zwierzętom, dobrze sterujemy pielęgnowaniem upraw, dostarczając pędrakom alternatywnego dla korzeni drzew żeru. Dlatego mam nadzieję, że choć pędraki są rzeczywiście bardzo groźne i uporczywe, to w dołach próbnych znajdzie się ich w tym roku niewiele.  

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

20:48, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
niedziela, 11 września 2016

 

W piątek zakończyła się w Pszczewie konferencja naukowa związana z obchodami 30-lecia istnienia Pszczewskiego Parku Krajobrazowego. Miałem tam okazję wystąpić z referatem i pisałem jeden z rozdziałów pięknej monografii wydanej przez Zespół Parków Krajobrazowych Województwa Lubuskiego. O szczegółach tego miłego wydarzenia opowiem może innym razem. Jednak chwila refleksji nad krajobrazem okolic Pszczewa i kolejna wizyta córki i zięcia z Julianem, zakochanych w pszczewskich lasach i jeziorach nasunęła mi taką oto myśl: „Czy może być coś piękniejszego nad Polski krajobraz?”

Naturalnie pomijam kategorie pięknych ludzi, aut, czy innych cudów świata. Pomijam piękno światowych zabytków architektury czy unikalnych, egzotycznych krajobrazów w zasadzie nieosiągalnych dla zwyczajnego człowieka.  Natomiast jeśli chodzi o piękno, którym możemy zachwycić się bez wydania oszczędności całego życia i bez wielogodzinnego podróżowania samolotem to jesteśmy wielkimi szczęściarzami. Bo nasza Polska jest niewiarygodnie piękna. Bo nasze rodzime krajobrazy potrafią zachwycić bardziej niż zieleń palm, lazur ciepłych mórz, osty kontur piramid…

Uświadomiła mi to także moja córka Olga, która po już ponad 10 latach mieszkania w mieście zachwyca się teraz każdą chwilą spędzoną w leśniczówce, nad jeziorem czy w lesie. Zagonieni, zapędzeni pośpiechem nie mamy zwykle czasu na takie refleksje, ale przecież wokół nas jest tak pięknie. Ostatnie tygodnie dopisuje nam słońce i mamy przedsmak złotej jesieni. W pszczewskich lasach choć nie widać grzybów to pięknie kwitną wrzosy i czerwienią się borówki brusznice. Leśne drogi zachęcają do spacerów kusząc urokiem starych drzew

4871

To miejsce, gdzie kiedyś tętniło życie i istniał dawny folwark Sophienhof, zwany też Zofiówką. Nazwał go tak dawny właściciel z rodu Haza Radlic na cześć swojej matki. Dziś rosną tam stare lipy i kasztanowce, a spacerując tam wrześniowym rankiem możemy zachwycać się także jesiennymi pajęczynkami

4872

 Pośród pól i charakterystycznych  wzgórz okolic Stołunia, który wziął swoją nazwę od prasłowiańskiego słowa „stol” (płaskie wzgórze) także znajdziemy piękne widoki, okraszone ciepłą żółcią kwitnącej nawłoci

48731

W lasach niebawem będzie królowała słoneczna żółć liści brzóz i brąz dębów ale na razie zachwyt budzą łany wrzosów

4874

Od poniedziałku zaczynam swój chyba zasłużony, dwutygodniowy urlop i może będę miał nieco więcej czasu na podziwianie różnych krajobrazów. Charakter mojej pracy na szczęście umożliwia bardzo częsty, jak nie stały kontakt z przyrodą, ale komfort swobodnego dysponowania czasem warto czasem docenić. Tuż przed urlopem planowałem pracę dla usługodawców i wskazywałem im zadania do wykonania w najbliższym czasie. Pan Darek, który wykonuje czyszczenia wczesne i wycina nadmiar młodych brzóz w kępach dębowych opowiedział mi ciekawe zdarzenie:

Weszli z synem (bo pracują od kilku lat w zespole ojciec+syn) do ogrodzonej siatką kępy dębów, aby je odsłonić i wyciąć zbędne naloty brzozowe oraz sosnowe. W gąszczu brzóz i jeżyn usłyszeli ruch zwierzęcia. Aby go niepotrzebnie nie stresować próbowali go zachęcić do opuszczenia kępy, stąd rzucili w jego stronę kilka patyków. Zwierzę jednak nie wyszło i wydawało jakieś dziwne dźwięki. Podeszli wtedy bliżej i zobaczyli coś szarego pomiędzy zaroślami. „Pewnie nieduży dzik”- tak się im wydawało… Naraz usłyszeli coś w rodzaju szczeknięcia i ich oczom ukazał się wilk! Spojrzał na nich z dezaprobatą, podniósł pyskiem siatkę ogrodzenia i poszedł sobie w las. To kolejne spotkanie obu panów z wilkami na terenie leśnictwa Pszczew. Tym razem był jeden, ale widzieli go już zimą, w towarzystwie drugiego, mniejszego, bardziej jasnego.

To przykład, że w lesie wciąż może wydarzyć się coś ciekawego, a  wilki już na stałe na powrót wpisały się w krajobraz okolic Pszczewa. W pracy wszystko poukładane. Piękna pogoda ma utrzymać się jeszcze przez najbliższy czas, stąd mam gwarancję udanego urlopu. Choć jakby nie było nie narzekam na pogodę i jestem przekonany, że pośród uroczych zakątków naszego kraju można wspaniale odpocząć. Bo czy wypoczywamy pośród zielonych, bieszczadzkich  wzgórz nad Soliną

 

Czy spędzamy urlop na bałtyckiej plaży, wędrujemy po Puszczy Noteckiej, Borach Tucholskich lub pośród skałek Rudaw Janowickich czy Karkonoszy, czy spoglądamy na zamyślony Giewont z mojej ulubionej zakopiańskiej Cyrhli

Zawsze możemy zachwycić się pięknem naszego lasu, polskiej przyrody i ciekawego krajobrazu. Podczas spacerów, rajdów rowerowych, spływów kajakowych czy odpoczynku pośród ciszy lasu natykamy się na efekty pracy leśników i różne elementy ojczystej przyrody. Możemy się nią zachwycać do woli niezależnie od tego czy obserwujemy ciekawą roślinę, kłąb motyli, bobra przemykającego obok kajaka, wilka umykającego z kępy dębowej, zająca, łosia, jelenia czy konika biłgorajskiego- potomka tarpanów

Kiedy wieczorem obserwujemy zachód słońca, to niezależnie od tego, czy słońce topi się w falach jeziora Szarcz koło Pszczewa, jeziora Łaśmiady w Malinówce koło Ełku

Czy jest to zachód słońca kryjącego się w falach Bałtyku za wąską plażą ukrytą za stromym klifem w Orzechowie Morskim

Możemy zachwycić się pięknem przyrodniczego spektaklu, który w każdym miejscu jest wprawdzie inny, ale nieodmiennie piękny.

Niedawno miałem okazję po raz pierwszy odwiedzić Krainę w Kratkę i bliżej poznać Kaszuby

Najpierw wdrapaliśmy się razem z moją Reginką na górę Rowokół, czczoną i uważaną za świętą już w czasach pogańskich. Z usytuowanej tam metalowej, dwudziestometrowej wieży widokowej z zapartym tchem obserwowaliśmy piękno Słowińskiego Parku Narodowego

Widać z niej Bałtyk, słowińskie wydmy, jezioro Gardno i ogromne jezioro Łebskie- nr 3 w Polsce pod względem powierzchni. Potem pojechaliśmy do wsi Kluki i spędziliśmy kilka godzin w pięknym skansenie, gdzie utrwalono część czasem bolesnej historii i wiele z ciekawych obyczajów, kultury i tradycji Słowińców i Słowinek

Gdy wyjeżdżaliśmy ze skansenu oczarowani pięknem regionu i mądrością oraz pracowitością Kaszubów wypatrzyłem przy drodze tablicę postawioną przez leśników

Bo niezależnie czy jest to w górach, nad Bałtykiem czy pośród krętych rzek i czystych jezior to lasy są chyba najbardziej atrakcyjnym elementem polskiego krajobrazu. Leśnicy gospodarzą w nich tak, aby umożliwić każdemu chętnemu racjonalne korzystanie z ich piękna i udostępniają je turystom do bezpiecznego dla nich samych i dla lasu wypoczynku. Kto lubi dalekie wojaże niech rusza na ciepłe morza, do Ameryki Południowej, do Włoch, Grecji czy na Kubę. Jutro z rana ruszamy z żoną na krótko w Polskę, bo choć wokół Pszczewa jest pięknie to czasem warto zobaczyć jak żyją inni i co ciekawego oferują nam inne zakątki kraju. Od lat zachęcam Was do korzystania z piękna polskich krajobrazów, szczególnie teraz, podczas początków pięknej, złotej jesieni. Ruszajmy zatem razem do lasu, bo tam zawsze jest ciekawie, choć mam świadomość, że nie wszyscy korzystają z dobrodziejstw urlopowego czasu.

Miłych wrażeń.

 

Leśnicy Jarek- lesniczy@erys.pl

20:48, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
środa, 07 września 2016

486min

To już, niestety kolejny, w moich stronach rok, który nie jest łaskawy dla grzybiarzy. Okoliczne, piękne lasy nie darzą bogactwem borowików i podgrzybków jak to bywało wcześniej. Naturalnie zdarzają się 2-3 dni, gdzie można nazbierać garstkę kurek czy nieco podgrzybków ale są to „ilości kolekcjonerskie” a nie solidny wysyp jak to drzewiej bywało…

4867

 Może to kwestia zmian klimatycznych, może deficyt wilgoci ale optymistycznie zakładam, że to stan tylko przejściowy i znowu w pszczewskich lasach za brązowi się od wysypu jesiennych podgrzybków.

Skoro jednak nie ma podgrzybków to warto wybrać się na Święto Podgrzybka do Świniar w gminie Skwierzyna? Na pewno warto, bo to bardzo atrakcyjna impreza plenerowa, która doskonale łączy i integruje środowisko leśników i mieszkańców okolicznych gmin oraz rzesze turystów. Jest również symbolem różnorodności i bogactwa Puszczy, o którą dbają leśnicy oraz kultury, tradycji i umiejętności ludzi, którzy wokół niej mieszkają

Święto Podgrzybka organizowane jest od 2001 r. w Puszczy Noteckiej. Jest to największa w tej części Polski impreza leśników, myśliwych, grzybiarzy oraz wszystkich, którzy darzą szacunkiem Naturę.

Puszcza Notecka to duża, zielona plama na mapie Polski – dziki, rzadko zaludniony kompleks borów sosnowych w widłach Noteci i Warty. Gospodarzami Puszczy Noteckiej, obejmującej 122 tys. ha lasów państwowych i 7 tys. lasów prywatnych, są leśnicy. Puszcza to siedem nadleśnictw: Karwin, Krucz, Międzychód, Oborniki, Potrzebowice, Sieraków i Wronki, wchodzących w skład trzech regionalnych dyrekcji Lasów Państwowych – w Pile, Poznaniu i Szczecinie. Administracyjnie Puszcza Notecka znajduje się na terenie dwu województw, siedmiu powiatów i piętnastu gmin. Ale puszcza, podobnie jak cała Natura, nie dzieli, lecz łączy ludzi, którzy zafascynowani jej urokiem spotykają się na dorocznym Święcie Podgrzybka, integrującym lokalne społeczności, zarówno części lubuskiej, jak i wielkopolskiej.

 

 Kiedy w 2001 r. burmistrz Skwierzyny w województwie lubuskim i burmistrz Międzychodu w województwie wielkopolskim, zainspirowani pomysłem posłanki III kadencji Sejmu RP Ewy Freyberg,  zapraszali wspólnie na I Święto Podgrzybka, wyrażali nadzieję, że będzie to początek corocznych spotkań na skraju Puszczy Noteckiej.  I tak się stało, bo w tym roku już po raz 15 spotkamy się na święcie, którego symbolem stał się skromny, puszczański podgrzybek. Oto program tegorocznej imprezy w Świniarach:

4861

 

Puszczańskie święto rozpoczyna barwny korowód, prowadzony przez orkiestrę dętą i piękne amazonki na koniach.

4862

 

Zielenią się w nim mundury leśników. Maszerują  władze samorządowe województw, powiatów i gmin położonych wokół puszczy, zespoły w barwnych strojach, starsi Cechu Rzemieślników oraz  liczni goście. Leśnicy uroczyście przekazują pieczę nad puszczą burmistrzom Skwierzyny i Międzychodu.  Rozpalane jest tradycyjne ognisko, a festyn szybko nabiera rumieńców. Już od rana tego dnia trwa Gimnazjada, podczas której uczniowie z kilkunastu puszczańskich szkół zbierają podgrzybki i borowiki( oby były w tym roku), strzelają z łuku, uczestniczą w licznych konkursach przyrodniczych.

Imprezie towarzyszy ceremoniał myśliwski, gala jazdy konnej, prezentacje artystyczne oraz konkursy kulinarne. Niestety, ze swoim pięknym i pysznym stoiskiem z darami puszczy nie pojawi się już puszczański leśnik Wojtek Mysiak. Nie ma go już pomiędzy nami…

4863

 

Tysiące uczestników święta mają okazję zapoznać się z prezentacjami puszczańskich nadleśnictw, kół łowieckich, rękodzielników, gospodarstw agroturystycznych. Co roku pojawia się coś nowego. Zawsze obecne są liczne stoiska z miodem, rzeźbą, malarstwem i kulinariami. O tytuł Najsilniejszego Człowieka Puszczy zmierzą się siłacze

4864

Drwale i ich warczące piły budzą wielkie zainteresowanie kibiców

4865

Przy stoiskach leśników z puszczańskich nadleśnictw też gromadzi się wielu chętnych do rozmowy i zdobycia wiedzy o tajnikach gospodarowania puszczańską przyrodą

4866

Wszyscy korzystamy z puszczy, czerpiąc z niej drewno, zwierzynę, grzyby, ale też ciszę i spokój, tak dziś potrzebne i deficytowe. Dlatego co roku, choć w ten jeden dzień warto wziąć udział w Święcie Podgrzybka, aby podziękować puszczy za rozliczne dary i pochylić się przed jej majestatem. Serdecznie zapraszam.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

22:16, lesniczy.lp
Link Komentarze (1) »
sobota, 03 września 2016

485min

 

Jesień zbliża się nieuchronnie, choć dziś, tak jak i w ostatnie dni jest słonecznie i ciepło. Jednak poranne mgiełki, jaskółki sejmikujące sporymi grupami na drutach i tęsknie nawołujące się żurawie zwiastują zbliżającą się jesień. Nieśmiało zaczynają się już odzywać jelenie- byki, bo zbliża się pora rykowiska. Zaczęły porykiwać w chłodne poranki, ale fala ocieplenia nieco je wyhamowała. Jesień to pora wspomnień i nostalgii, to spowolnienie po wielkim pędzie czasu wiosny i pełni lata, to wytchnienie i czas na zatrzymanie się… Pęd życia, o którym wszyscy mówimy, na który czasem narzekamy ale nie potrafimy w zasadzie żyć inaczej niż w pośpiechu, sprawia, że z ulgą witamy jesień.

Cóż, może budzić zdziwienie, że jeszcze mamy lato, jeszcze słońce całkiem solidnie przygrzewa, a ja już wyglądam jesieni z jej nostalgią i smutkiem. Ale trudno się dziwić takim nastrojom, bo w poniedziałek przyszło mi żegnać się z serdecznym kolegą, leśniczym Tadeuszem Ślozowskim. Wydaje się, że to tak niedawno żegnaliśmy go pełnym składem koleżanek i kolegów z Nadleśnictwa Trzciel. Ledwo niewiele ponad rok minął od majowego popołudnia, gdy Tadeusz żegnał się z nami przechodząc na emeryturę. Zaprosił wszystkich współpracowników do sympatycznej karczmy i bardzo mu zależało, aby wszyscy dobrze bawili się w ten pożegnalny wieczór. Prosił mnie o pomoc w organizacji spotkania i był bardzo przejęty uroczystością. Towarzyszyła mu, jak praktycznie we wszystkich jego działaniach, żona Tereska

4851

Tadeusz Ślozowski przepracował 46 lat w Nadleśnictwie Trzciel. Jakiś czas zajmował się nadzorem nad lasami niepaństwowymi, ale przez zdecydowaną większość drogi zawodowej był leśniczym. Las był dla niego nie tylko pracą, ale też życiową pasją, w którą angażował swoją całą rodzinę. Mam zamknięty pod powiekami obraz Tadeusza jak prowadzi swojego czerwonego Poloneza, którym jeździł przez wiele lat, a obok niego siedzi Tereska, która pomagała mu w wielu leśnych pracach. Zabierali ze sobą do lasu dzieci, potem także wnuki, bo całą rodziną pracowali np. przy szacunkach brakarskich. Miłością do lasu zaraził syna, Rafała, który także jest leśniczym w tym samym nadleśnictwie.

 Tadeusz kochał las chyba nawet bardziej niż konie, które także były jego wielką, życiową  miłością.

 Często zaprzęgał je latem do bryczki, a córki i wnuczki wskakiwały w siodła.

4852

Z kolei zimą czasem wyruszał ze swojej leśniczówki saniami w las

4853

Spoglądał zawsze z miłością na konie i snuł plany na przyszłość…

W pożegnalny wieczór, gdy żegnał się z nami odchodząc na emeryturę wszyscy zgodnie i szczerze zazdrościliśmy mu wspaniałej kondycji i ciekawych planów na barwną jesień życia. Wszyscy pamiętamy szczególny  tort, a na nim zdjęcia Tadeusza, z których jedno utrwaliło go jako młodego chłopaka w wojskowym mundurze.

4855

Tadeusz był dla nas wszystkich wielkim autorytetem w wielu, nie tylko leśnych sprawach. Był Dobrym Człowiekiem, budzącym szacunek i zaufanie, dodatkowo zawsze eleganckim, szarmanckim i pełnym humoru.

Jak dziwnie pisać o nim, że był… Kilka dni temu rozległy zawał zabrał nam leśniczego Tadeusza. Na pogrzeb przybyło wielu, wielu bliskich, krewnych, znajomych. Przyszli praktycznie wszyscy aktualni i wielu byłych pracowników naszego nadleśnictwa, w pogrzebie uczestniczyło też wielu innych leśników, a zatem było zielono w kondukcie. Przyszło mi pożegnać Tadeusza w imieniu kierownictwa, koleżanek i kolegów z Nadleśnictwa Trzciel. Trudne to i wyjątkowo smutne zadanie…

 Koleżeński i powszechnie lubiany Tadeusz pracował aktywnie w Związku Leśników Polskich. Za pełną zaangażowania wieloletnią działalność został uhonorowany srebrną odznaką „Zasłużony Dla Leśników Polskich”. Żegnałem go zatem także w imieniu Rady Krajowej i Zarządu Regionu Zachodniego Związku Leśników Polskich w Rzeczpospolitej Polskiej. Leśniczy Tadeusz był znaną, aktywną i rozpoznawalną postacią w społeczności lokalnej i także tam pozostanie po nim trudna do wypełnienia wyrwa, stąd żegnałem go także w imieniu samorządu Powiatu Międzyrzeckiego.

Spoglądałem na długi, bardzo długi kondukt pogrzebowy, który przechodził obok budynku nadleśnictwa, odprowadzając Tadeusza na cmentarz. Mnóstwo delegacji, wieńców i kwiatów. Były inne pożegnania, asysta honorowa kolegów w leśnych i myśliwskich mundurach, oprawa muzyczna sygnalistów. A Tadeusz pewnie spoglądał na nas z góry z tym  swoim dobrotliwym uśmiechem i gładził swojego malutkiego, charakterystycznego wąsika. Pewnie spotkał się już TAM z leśniczym Zbyszkiem

48542

Wydaje się to nieprawdopodobne, że obu ich już nie ma z nami.

Każdy z nas, nie tylko pogrążona w smutku najbliższa rodzina zadaje sobie pewnie pytanie: dlaczego odszedł?

Dlaczego tak szybko, zdecydowanie za szybko… Tyle było planów, pomysłów, tyle jeszcze chciał zdziałać.

Ktoś chciał jednak inaczej. Przecież w niebiańskich lasach też ktoś musi pracować i troskliwie, z wielką znajomością leśnego kunsztu je pielęgnować. W Krainie Wiecznych Łowów ktoś musi przecież opiekować się zwierzyną. Na niebiańskich polanach także hasają konie i potrzebują dobrego opiekuna. Panu wszechświata nie mogą służyć tylko chorzy, niedołężni i starzy ludzie…

Pewnie dlatego leśniczy Tadeusz za swoje znaczące ziemskie zasługi został wezwany na Wieczną Służbę w Rajskich Lasach i będzie żył wiecznie zarówno tam, jak w naszej pamięci oraz wdzięcznym szumie lasu, któremu poświęcił przecież swoje całe życie.

Odpoczywaj w pokoju drogi kolego Tadeuszu i żyj wiecznie pośród niebiańskich lasów  

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

22:29, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
czwartek, 25 sierpnia 2016

484min

Wszystkie znaki przyrodnicze i zapowiedzi meteorologów wskazują, że przed nami ostatni prawdziwie letni koniec tygodnia. Jaskółki zbijają się już w spore stada i chętnie okupują druty wiszące nad polnymi drogami, opustoszały bocianie gniazda, żurawie nawołują się tęskni… O świcie mgły lepko otulają ciszę poranka, a wieczory stają się coraz chłodniejsze. Tak, dzieciakom kończą się wakacje, a nam wszystkim kończące się lato nieuchronnie przecieka przez palce. Nie lubię upałów i niemiłosiernie prażącego słońca, ale zachęcam do korzystania z ostatnich letnich dni. Zatem kto tu mieszka- niech korzysta, a zamiejscowych zapraszam do pszczewskich lasów i jezior. To zapewne ostatnia okazja, aby zażyć kąpieli w wodach czystych jezior, w których przyglądają lasy najbardziej zielonego zakątka Polski. Bo u nas na Ziemi Międzyrzeckiej, a na szczęście nie tylko u nas, bo i w całej Polsce jest przepięknie.

W borach zapłonęło fiołkową rudością wrzosów

4841

Gruntowe drogi kręto biegnące przez opustoszałe już w większości pola zachęcają do zagłębienia się w las

4842

Ostatni miesiąc moje życie koncentrowało się wokół innej drogi tak bardzo, że pewnie mógłbym napisać powieść lub scenariusz filmu o drodze. To naturalnie droga leśna przecinająca pszczewskie leśnictwo, sprawnie budowana przez ekipę budowlaną dowodzoną przez pana Radosława

4843

„Moi” zulowcy zakończyli już wszystkie zaplanowane prace związane z budową drogi, ale ja nadal codziennie tam zaglądam i obserwuję jak czarna, kamienna wstęga rozwija się coraz dalej i dalej. Jeszcze sporo pracy przy jej budowie, ale pewnie za miesiąc będzie już blisko finału i cały, blisko siedmiokilometrowy odcinek będzie zachęcał do zagłębienia się w las.

4844

Jednak dziś, późnym słonecznym popołudniem wybrałem inną drogę do lasu

4845

To droga naznaczona fioletem wrzosów rosnących na skarpach lasu ale też fiołkowo rudą barwą węgierek, które oblepiły stare drzewa

4846

Szybko nazbierałem pełen kosz tego aromatycznego bogactwa

4847

Leśniczyna Renia smaży fantastyczne powidła, których zapach wypełnia dziś nasz dom

4848

Spory zapas stoi już prze zejściu do piwnicy, bo stare, poczciwe węgierki rosną też w naszym sadzie

4849

A ja nie wyobrażam sobie zakończenia śniadania bez aromatu węgierkowych powideł…

48410

Renia dziś zabrała się także za marynowanie węgierek. Węgierki w occie to rewelacyjna przystawka do każdego rodzinnego posiłku czy spotkania towarzyskiego. Wyglądają pięknie na stole, a podkreślą smak każdej potrawy swoim korzennym smakiem jeśli zamarynujemy je dodając nieco bakalii: fig, moreli, orzechów włoskich czy skórki pomarańczowej. Szczególnie smakują do pieczeni, którą Renia przygotowuje w kamionkowej „gąsce” w piekarniku naszej kaflowej kuchni. Przepis na takie węgierki jest bardzo stary i co ważne, prosty. Oto składniki i sposób przygotowania:

                   3 kg śliwek węgierek (najlepiej tylko lekko dojrzałych)

                   0,5 l octu 10%

                   1 l wody

                   1 kg cukru

                    kilka goździków

                   nieco kory cynamonowej (ewentualnie, według gustu no i bakalie, o których wyżej mowa)

Wykonanie:

Śliwki umyć, osączyć, przekroić i wyjąć pestki, przełożyć do sporego naczynia     ( np. kamiennego garnka). Wodę, ocet, cukier i przyprawy zagotować. Gorącym płynem zalać śliwki. Następnego dnia zalewę zlać, zagotować i ponownie zalać śliwki. Czynność tę powtórzyć cztery razy (łącznie pięć razy zlewamy i zalewamy śliwki). Po ostatnim zlaniu, śliwki przełożyć do słoików, dopełnić płynem i dokładnie zakręcić słoiki. Jeśli po ostatnim zalaniu śliwek, zostanie zalewy, warto ją  sobie zostawić, a później używać np. do marynowania mięsa na pieczeń. Tak, tę samą, do której wybornie smakują marynowane śliwki.

Śliwkowo wrzosową drogą warto ruszyć zatem do lasu, aby po drodze nazrywać węgierek, ale nie tylko po to. Przecież rozpoczął się sezon podgrzybkowy!

48411

W miniony weekend nasz Julek zarządził wyjazd do lasu, nie zważając na to, że to dla mnie teoretycznie dzień wolny od pracy…

48412

Wgramolił się na tylną kanapę Rockiego, nie przeszkadzał mu nawet brak fotelika i stwierdził, że: „jezioro później, do lasu chcesz…”

48413

Jak można komuś takiemu odmówić? Ruszyliśmy zatem na spotkanie z podgrzybkami, śliwkami i przygodami, w które obfituje każda wycieczka do lasu. Ruszajcie zatem i Wy jedną z dróg do lasu, może także śliwkowo-wrzosową? Najlepiej pieszo lub rowerem, bo wtedy nie grozi kolizja z art. 29 ustawy o lasach:

  1. Ruch pojazdem silnikowym, zaprzęgowym i motorowerem w lesie dozwolony jest jedynie drogami publicznymi, natomiast drogami leśnymi jest dozwolony tylko wtedy, gdy są one oznakowane drogowskazami dopuszczającymi ruch po tych drogach. Nie dotyczy to inwalidów poruszających się pojazdami przystosowanymi do ich potrzeb.

1a. Jazda konna w lesie dopuszczalna jest tylko drogami leśnymi wyznaczonymi przez nadleśniczego.

  1. Postój pojazdów, o których mowa w ust. 1, na drogach leśnych jest dozwolony wyłącznie w miejscach oznakowanych.

Wchodząc do lasu pieszo więcej widać i słychać, można poczuć zapach lasu i cieszyć się jego ciszą.

Leśniczy jest nieustannie w pracy, a miłość do lasu nie pozwala mu obejść się bez niego nawet w wolnych chwilach, dlatego Julek wiedział co robi zarządzając sobotni wyjazd do lasu. Bierzcie z niego przykład, choć to oczywiste, że nie każdy jest wnukiem leśniczego…

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

 

19:13, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »
czwartek, 18 sierpnia 2016

483min

Rokitnik to skromny krzew lub małe drzewko z rodziny oliwnikowatych. Pozornie pospolity, mało znany, a przecież to witaminowa bomba. O jego właściwościach i zastosowaniach należałoby napisać książkę, a nie skromny, blogowy post… Warto go zatem poznać, dlatego postanowiłem go bliżej przedstawić, o co prosiła mnie kilkakrotnie blogowa czytelniczka Danka.

 Rokitnik jest jedną z tych wyjątkowych roślin, których liście i owoce zawierają praktycznie wszystkie występujące w naturze witaminy. To prawdziwy fenomen, bo  zawiera w sobie aż 190 bioaktywnych składników. Zawiera znacznie większą zawartość witamin niż inne zdrowe rośliny czy owoce. Na przykład – witaminy A ma 3 razy więcej niż marchew, witaminy C – 10 razy więcej niż pomarańcze, a przeciwstarzeniowej witaminy E  czterokroć więcej niż pestki słonecznika.

Znajduje bardzo, bardzo wiele zastosowań jako naturalny lek i kosmetyk. Znany od wieków m.in. w medycynie tybetańskiej. Jego fenomenalne właściwości prozdrowotne doceniono już w czasach wypraw i wojennych podbojów Aleksandra Wielkiego, które miały miejsce ponad 300 lat p.n.e. Wyczerpani wyprawami żołnierze zauważyli, że ich konie jedzą owoce z nieznanego im krzewu. Postanowili więc sami ich spróbować. Po kilku dniach, zarówno żołnierze, jak i ich konie, odzyskali siły. Od tego czasu krzew ten zyskał łacińską nazwę hippophae, którą można przetłumaczyć jako „błyszczący koń“ (nazwa łacińska pochodzi z greckiego hippos – koń, pháo – błyszczę). Aleksander Wielki po tych wojennych doświadczeniach sprowadził krzewy rokitnika do Europy.

 W naturze rokitnik rośnie obecnie na wybrzeżach morskich i w dolinach rzek Europy i Azji. Wybiera sobie sąsiedztwo wody, bowiem jego liście odparowują ogromne ilości wilgoci.

W Polsce najczęściej spotykany wzdłuż linii brzegowej Bałtyku- na wydmach, klifach i w tych naturalnych miejscach jest gatunkiem chronionym. Do ustawowej ochrony został włączony już w 1983 roku. Do 2014r. znajdował się nawet pod ochroną ścisłą. Rokitnik podlega obecnie ochronie częściowej (poz. 2.230 wg aktualnego rozporządzenia z 2014 roku) Jednak bez zbędnych obaw!

W rozporządzeniu o ochronie gatunkowej roślin, w tabeli GATUNKI ROŚLIN OBJĘTYCH OCHRONĄ CZĘŚCIOWĄ, KTÓRE MOGĄ BYĆ POZYSKIWANE, ORAZ SPOSOBY ICH POZYSKIWANIA czytamy:

Rokitnik - dopuszczalny zbiór owoców, bez uszkadzania krzewów, poza siedliskami wydmowymi i klifowymi.

Zatem poza wydmami i klifami możemy zbierać spokojnie niesłychanie zdrowe owoce rokitnika, które oblepiają gałązki. Właśnie dlatego Rosjanie, którzy bardzo cenią rokitnik nazywają go oblepichą, ale także ananasem lub złotem Syberii.

4833

 Radzieccy kosmonauci sok z owoców rokitnika zabierali ze sobą poza ziemską orbitę, by ich chronił przed szkodliwym promieniowaniem. Mieszkańcy Syberii i Ałtaju zaparzone liście stosowali jako lekarstwo przy anemii, gnilcu (szkorbut), chorobach reumatycznych, chorobach zapalnych żołądka i przewodu pokarmowego. Olej z rokitnika wykorzystywany był z dobrymi efektami do leczenia oparzeń popromiennych po wybuchu w Czarnobylu. Z kolei podczas I wojny światowej suszone owoce zastępowały syntetyczną witaminę C. Nasi przodkowie także szybko poznali się na rokitniku.  W podręczniku autorstwa Stanisława Wodzickiego z 1818 roku pt.: O chowaniu, użytku, mnożeniu i poznawaniu drzew, krzewów, roślin i ziół celniejszych ku ozdobie ogrodów przy zastosowaniu do naszej strefy czytamy:

W piaszczystych kraiach, dlatego, że kolczysty, żywe z niego robią płoty. W angielskich ogrodach przydatny do klombów, gdzie seled liści barwą odbija dziwnie od zieloności drzew innych. Nim także utwierdzaią piaszczyste morza brzegi, ażeby się nieusypywały. Że to drzewko doskonale zimę naszą wytrzymuje, nie można dosyć Amatorom naszym polecić iego hodowanie”(pisownia oryginalna).

Podobno Dżingis-Chan, władca Mongolii i twórca jednego z największych XIII-wiecznych imperiów mawiał, że polega na trzech fundamentach w życiu: dobrze zorganizowanej armii, silnej dyscyplinie i rokitniku...

Nic dziwnego, że dziś wielu z nas poszukuje rokitnika i jego jakże zdrowych owoców. Nie jest zbytnio popularny w naszych lasach. Znajdziemy go jednak często w terenach zurbanizowanych wzdłuż dróg, w żywopłotach, parkach i ogrodach. Może najlepiej posadzić go sobie samemu w ogrodzie?

Trzeba tylko pamiętać, że rokitnik jest rośliną dwupienną. To oznacza, że na jednych krzewach mamy kwiaty żeńskie i tam też wiążą się owoce, na drugich zaś kwiaty męskie, które produkują pyłek do zapłodnienia kwiatów żeńskich. Aby dochować się własnych pomarańczowych owoców wystarczy jednak posadzić jedno męskie drzewko na pięć żeńskich. Należy wybrać raczej wilgotne miejsce i często rokitniki podlewać.  Dajmy mu słońce i przestrzeń, bo rokitnik, szczególnie w młodym wieku nie lubi sąsiedztwa innych roślin. My, leśnicy, często sadzimy rokitniki w strefach ekotonowych, czyli w strefie przejścia pomiędzy lasem, a powierzchnią otwartą. Właśnie w takich miejscach najlepiej szukać owocujących rokitników, bo tych rosnących w zadrzewieniach przydrożnych nie polecam z racji skażenia cywilizacją. Oto rokitnik ze skraju pszczewskiego lasu

4831

Jak rozpoznać ten silnie rozgałęziony, ciernisty krzew o lancetowatych, szarozielonych liściach? Najlepiej szukać go właśnie teraz, na progu jesieni. Poznamy go bardzo łatwo po gałęziach oblepionych malutkimi pomarańczowymi jagodami.

4832

Owoce rokitnika zawierają "witaminę młodości" - E, i witaminę C, którą zachowują nawet podczas przechowywania i przetwarzania, bo jagody nie zawierają niszczącego ją enzymu askorbinazy. Można zrobić z nich sok, dżem, syrop, wino i nalewki. Suszone warto dodawać do herbat i kompotów, łącząc ze słodkimi owocami, np. jabłkami i gruszkami, lub kandyzować. W Rosji używa się rokitnika jako przyprawy do mięs, a na Syberii spożywa go na surowo z cukrem. Świeże owoce rokitnika zbiera się jednak z dużym trudem. Są mocno przytwierdzone do pędu, do tego gałązki mają ostre ciernie. Naturalna i niezwykle zdrowa multiwitamina godna jest jednak tego trudu, a łatwiej zbiera się owoce po silnych mrozach, bo są wtedy także mniej cierpkie. Jak zrobić z nich sok?

Kilogram owoców rokitnika należy zasypać kilogramem cukru i odstawić na 7-8 godzin. Wsypać do dość wysokiego garnka i postawić na piecu, najlepiej kaflowej kuchni opalanej drewnem. Następnie powoli doprowadzić do wrzenia i na małym ogniu pogotować przez 20-30 minut. Przecedzić sok, zlać do butelek z ciemnego szkła lub kamionki, pasteryzować i odstawić w ciemne miejsce.

Liście rokitnika zebrane w okresie letnim i wysuszone w cieniu, stosowane są jako surowiec do zaparzania aromatycznej, wielowitaminowej herbaty. Można ją popijać w jesienne i zimowe wieczory ale także wykorzystać do przemywania skóry w celu pielęgnacji anty starzeniowej oraz w przypadku trudno gojących się ran czy problemów skórnych.

Wzmacniająca herbatka z rokitnika:

Po solidnej łyżce wysuszonych owoców i liści rokitnika wsypujemy do termosu. Susz zalewamy 0,7 litra wrzącej wody i pozostawiamy do zaparzenia na około 20-25 minut. Przed podaniem możemy ją wzbogacić łyżeczką miodu.

Nalewka zdrowotna

1 kg owoców zasyp 1,5 kg cukru w garnku i odstaw na 6-8 godzin. Po tym czasie garnek postaw na piecu i wolno gotuj zdejmując szumowiny. Potem rokitnikową zupę wlej ostrożnie do mocnego słoja i dodaj 2 litry wódki rozrobionej ze spirytusem do stężenia około 70%. Po miesiącu stania nalewki w ciemnym miejscu zlej wyrób i odciśnij owoce. Można je wykorzystać do mięs lub ciasta.  Nalewkę odstaw na pół roku.

 (Przepis pochodzi z receptariusza E. Senderskiego).

 

Za znanym zapewne wielu czytelnikom bloga Łukaszem Łuczajem polecam z jego "Dzikiej kuchni”:

 Miód z rokitnikiem

ok 200ml słoik dobrego nieskrystalizowanego miodu z pasieki

      (rzepakowy, wielokwiatowy lub inny o łagodnym smaku)

4-5 łyżek świeżych owoców rokitnika

 

Owoce rokitnika przełóż do miseczki i lekko rozgnieć widelcem. Wymieszaj z miodem i to cała robota...

Miód podczas krystalizacji zamknie w sobie owoce rokitnika i słoik będzie przepięknie wyglądał. Miód z rokitnikiem należy przechowywać w lodówce. Podawaj na kromce najlepiej ciemnego chleba. Dla zdrowia i smaku warto zjadać w sezonie jesienno- zimowym jedną kromkę dziennie. Na zdrowie!

Zainteresujmy się zatem rokitnikiem i wypatrujmy takich krzewów lub drzewek

4834

Warto także poszukać innych przepisów z wykorzystaniem tej bomby witaminowej i np. zrobić własnoręcznie olej czy ocet rokitnikowy.

  To znakomity przykład jak wspaniałe, fenomenalne składniki naszej diety możemy znaleźć w polskim lesie. Za darmo, bez recepty i na zdrowie…

 Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

23:49, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
czwartek, 11 sierpnia 2016

482min

Zgrabna, delikatna i subtelna. Długonoga o smukłej szyi. Naturalnie piękna, bez silikonu, botoksu, ostrego makijażu i przypudrowanego noska. Zwinnie przemyka, można powiedzieć płynie pośród morza traw lub oceanu zbóż, zalotnie skubiąc delikatne listki świeżych ziół. Śle aksamitne powabne spojrzenia spod ciemnych rzęs i ma delikatny, choć wciąż nieco wilgotny nosek.

Ciemnoruda latem i szarobrunatna zimą. To sarna- nazywana leśną Dianą, jedno z naszych najpiękniejszych dzikich zwierząt. Wcale nie jest żoną jelenia, bo to zupełnie odrębne, choć blisko spokrewnione gatunki. Samiec sarny to nie „mały jelonek”, lecz kozioł lub rogacz. Spotykana w środku lasu zarówna latem jak i srogą zimą

4821

Przystosowuje się do życia w różnych środowiskach. Wytworzył się nawet swoisty podgatunek nazywany sarną polną, która rzadko zagląda do lasu. Samica sarny, czyli koza śle spojrzenie ze środka łanu zbóż

4822

Samiec, czyli rogacz, także czuje się królem bezkresu traw

4823

Są raczej płochliwe i co najwyżej możemy zobaczyć je z daleka, jak leniwie pasą się na skraju lasu lub pośrodku łąki. Najczęściej widzimy je dopiero w czasie ucieczki, gdy zwinnie skaczą wśród traw, zbóż, drzew i zarośli. Mają dobry węch – zapach człowieka wyczuwają na 300-400 m, wzrok podobno najsłabszy pośród jeleniowatych, ale i tak świetny bo wyraźnie widzą na 500 m. Słuch to ich mocna strona. Odgłos kroków, łamanych gałęzi czy rozmowy słyszą z odległości 400-500 m. Bardzo trudno je zatem podejść.

 Ale przy znajomości ich obyczajów, cierpliwości i wytrwałości możemy nawet z niewielkiej odległości z przyjemnością obserwować piękną miss lasu i pola

4824

Przez większość roku sarna prowadzi dość regularny tryb życia, przestrzega ściśle godzin posiłków i korzysta z tych samych ścieżek do codziennych żerowisk, a zatem mając taką wiedzę i cierpliwość, mamy szansę na bliskie spotkanie.

Właśnie kończy się bardzo dogodny czas do obserwacji pięknych kóz i dumnych rogaczy. To ich okres rui, gdy kozły wytarły już o drzewka i krzewy swoje poroże (nazywane parostkami), różnymi znakami, szczególnie zapachowymi oznaczyły granice zajmowanego terytorium i ruszyły w zaloty do saren-kóz. Pilnują swojego terytorium, wystawiając co chwilę głowę spośród zarośli czy zbóż

Gdyby wtargnął do niego jakiś uzbrojony w parostki rywal, z całą bezwzględnością przepędzają go natychmiast. Gdy zachodzi potrzeba, staczają zacięte walki, które czasem kończą się nawet zrogowaniem, czyli śmiercią rywala. Ruja trwa zwykle w lipcu i do połowy sierpnia, czyli właśnie teraz.

Kozy, które poczują „zew natury” zapominają o właściwej im subtelności oraz elegancji i cichym popiskiwaniem oznajmiają gotowość do kontaktu z kozłem. Pisk kozy nazywany mikotem wywabia z gąszczu lasu czy bezmiaru pól nawet najbardziej ostrożne i doświadczone rogacze. Kozioł usłyszawszy ciche popiskiwanie często reaguje na nie natychmiast i pędzi gwałtownie na spotkanie z kozą, wydając chrapliwie odgłosy. Czasem ciągnie w jej kierunku jak po sznurku, zapominając o wszelkim niebezpieczeństwie, gotów nawet przewrócić stojącego na drodze człowieka.  Jest to zatem świetna pora na bliskie spotkania z elegancką miss, czyli sarną i ostrożnym, przebiegłym cwaniakiem, czyli rogaczem.  Możemy teraz obserwować je w pełnym słońcu, bo zwykle stare rogacze pojawiają na otwartej przestrzeni tylko o zmroku, chowają się w chaszcze przed wschodem słońca i są bardzo ostrożne.

4825

Mój nauczyciel łowiectwa z technikum leśnego Zygmunt Jurczyszyn mawiał, że do podejścia starego rogacza trzeba mieć anielską cierpliwość, wielką mądrość i co najmniej troje oczu: jednym nieustannie obserwujemy rogacza, drugim spoglądamy pod nogi, aby np. nie nadepnąć na suchą gałąź, trzecim wciąż lustrujemy okolicę, aby inne sarny ucieczką nie wystraszyły „naszego” rogacza…

Warto wykorzystać czas sarnich zalotów, aby bliżej poznać piękne sarny, ostrożne rogacze i ich obyczaje. Choć to pozornie często spotykane i pospolite zwierzęta naszych lasów i pól, to ich obserwowanie jest wielką przyjemnością.

Letnie wieczory spędzone na śródleśnej łące, poświęcone na obserwowanie sarnich godów oraz sierpniowej przyrody to znakomity odpoczynek. Wtedy nawet najbardziej „miastowy”, ucywilizowany człowiek może wsłuchać się w rytm natury i poczuć jej prawdziwą, nieskalaną dzikość. Im niżej nad horyzontem wisi czerwona kula słońca, tym bardziej milkną odgłosy ludzkiego dnia, szumu samochodów, ujadania psów. W zakamarkach łąki unosi się wolno wilgotna mgiełka i tłumi wieczorny hejnał żurawi, krzątaninę dzierzby gąsiorka i dźwięczne nawoływanie trznadla. Gorące powietrze przecina świst bocianich lotek i klekot zadowolonej bocianicy, która w towarzystwie już wyrośniętych młodych czeka na gnieździe. Nawet roje bzyczących i chętnie kąsających insektów nie są w stanie zepsuć nastroju wspaniałego widowiska. Bo gdy z lasu wybiegnie zgrabna miss o wilgotnych oczach, a za nią dumny rogacz w brązowej sukni i wysokich, pięknie uperlonych parostkach rozgrywa się na naszych oczach przyrodnicze misterium. To wszystko dzieje się  tak bardzo blisko, tuż za opłotkami pobliskiej wsi, czasem tuż przy naszym domu

4826

Korzystajmy z pięknych chwil sierpniowych wieczorów i sarniego misterium w otoczeniu polskiej przyrody. Cieszmy do woli nasze oczy widokiem miss pola i lasu, której przecież prawie nie znamy…

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

                                                                        

 

22:07, lesniczy.lp
Link Komentarze (9) »
piątek, 05 sierpnia 2016

481min

Deszcz dziś leje od rana i praktycznie nie ustaje. Za nic ma sobie stare ludowe porzekadło: ”Poranny deszcz trwa tyle, co starej baby taniec”… Nie wiem ile trwa taki taniec, ale deszcz leje już wiele godzin. Ale taki mokry dzień wcale nie oznacza, że mamy „święto lasu”. Często słyszę, że jak pada deszcz to ludzie pracujący w lesie mają „wolne i mogą spokojnie siedzieć w domu”. Nic bardziej mylnego! Piły zulowców warczały grubo przed 6 rano, a wtórowały im silniki forwarderów i harwestera poszerzającego pas drogi. Przecież wszyscy pracują po to, aby zarobić, a gdy nie ma „kubików” czyli metrów sześciennych drewna, hektarów wykonanych prac przy zagospodarowaniu lasu i przepracowanych godzin- nie pojawia się nic na koncie. Dla mnie i podleśniczego Irka deszcz także nie przyniósł wytchnienia. Podleśniczy mierzył średnice zwożonych forwarderami sosnowych  kłód i mierzył stosy „papierówek”. A ja zająłem się pozostałymi sprawami, głównie wywozem drewna, bo pojawił się samochód po kłody długości 2,50, a potem także dwukrotnie po „papierówkę z wyboru”. Wybierałem także uprawy leśne do wykonania pielęgnacji w najbliższym czasie, bo lejący deszcz i ciepło oznacza dynamiczny przyrost wszelkiego zielska. Dlatego sporo godzin przeglądałem uprawy i przypatrywałem się bacznie młodym drzewkom i wszelkiemu zielsku spod kaptura nieprzemakalnej kurtki.

Firma budująca nową drogę leśną także nie zważała na lejący deszcz, a koparki i ciężarówki uwijały się jak w ukropie.

4811

Postęp prac na blisko 3, 5 kilometrowym odcinku drogi jest widoczny

4812

Spotkałem się z geodetą, który wyznaczał zjazdy w boczne drogi i wbijał paliki na drodze oraz z inspektorem budowlanym nadzorującym szybko postępujące prace. Niebawem będzie tam układana geowłóknina i wielkie ciężarówki zaczną wozić kamienny grys na nawierzchnię. Dlatego zulowcy poszerzający pas pod budowę drogi i wywożący z niego gałęzie tak bardzo śpieszą się z pracami. Jednak około południa musieli skapitulować, bo przemokli do nitki pomimo właściwych ubrań i sprzętu ochrony osobistej. Maszyny także zjechały z lasu

4813

Gdy wystawiałem kwity wywozowe i drukowałem je na małej, przenośnej drukarce miałem małe kłopoty techniczne. Musiałem szybko przesłać dane do systemu informatycznego nadleśnictwa. Jednak transfer danych „nie chciał przejść” w terenie i musiałem pilnie wracać ponad 10 km do leśniczówki. Tam udało się usunąć kłopoty techniczne i za chwilę znowu wracałem do wielkiego samochodu załadowanego wałkami drewna. Gdy pojechał, na chwilę oparłem się o szary pień brzozy, aby zaczerpnąć z niej dobrej energii. Potem pojechałem do dalszych zadań, ale wkrótce zatrzymałem się w moim ulubionym zakątku lasu pośród starych dębów, lip i klonów. Szary, pozbawiony słońca dzień odbiera nam energię, a szumiący deszcz działa nużąco i depresyjnie. Dlatego warto pobyć choć chwilę sam na sam ze starymi drzewami.

Warto nauczyć się nawiązywać bliski, głęboki kontakt z drzewami, czerpać z nich siłę i dobrą energię. Mam czasem taką potrzebę, szczególnie w takie dni jak dzisiejszy, choć przecież nieustannie przebywam pośród drzew.

W moim przekonaniu to świetna, indywidualna psychoterapia. Drzewa znakomicie wpływają na nasz stan ducha, ale także wspomagają zdrowie fizyczne. Trzeba tylko wyciszyć się, zrelaksować duchowo, pomyśleć o czymś przyjemnym, o kimś miłym, przywołać dobre myśli i wspomnienia. Należy wtedy wsłuchać się w szum liści drzewa, chłonąć jego zapach, nawet rozmawiać z nim jak z bliskim przyjacielem. Dotyk chropowatej kory, zapach garbników, soków, żywicy czy kwitnących kwiatów, piękno drzewa i jego potęga dają pozytywną energię. Nie jest ważne jakie to drzewo, intuicja nam podpowie do którego z nich zbliżyć się, dotknąć, z którego czerpać siłę i spokój. Każde drzewo jest przecież prawdziwym magazynem dobrej energii i naturalnego światła słonecznego. Emanuje tą przyjazną energią i uzdrawiającą siłą, którą chętnie nam oddaje w bezpośrednim kontakcie. Wystarczy je dotknąć dłonią, można przyłożyć czoło lub wtulić się całym ciałem w pień i konary. To nic nie kosztuje, a korzyści dla ciała i ducha mogą przejść nasze najśmielsze oczekiwania…

Warto zatrzymać się na chwilę pośród drzew, bardzo do tego zachęcam. Bo drzewa i krzewy w całości, ale także ich liście, pączki, kora, korzenie to znakomite i od wieków znane specyfiki wspierające nasze zdrowie i urodę.

Gdy oglądałem dziś uprawy do pielęgnacji zwróciłem uwagę na „zielsko” rosnące u stóp drzew. Bo w dnie lasu zobaczymy jeszcze kwitnący dziurawiec, który bywa nazywany „zielem na wszystko”. Już wcześniej uzbierałem w głębi lasu spory bukiet i powiesiłem w cieniu do wyschnięcia

4814

Na skraju sosnowego boru spotkamy także wilczomlecza sosnkę

4815

Jego mleczny sok od pokoleń jest używany do leczenia brodawek, kurzajek, wywabiania piegów. Stosowany jest także w homeoterapii, ale ostrożnie bo jego nieumiejętne stosowanie może spowodować zatrucia. Możemy jednym tchem wymienić cały szereg skromnych, ale jakże pożytecznych roślin, które spotkamy w lesie lub na poboczu drogi biegnącej przez lasy i pola

4816

Warto się przyjrzeć takim miejscom, bo tamtejsze bogactwo pożytecznych roślin może wydawać się nieprawdopodobne. Będzie to np. babka- nieoceniona jako opatrunek przy drobnych zranieniach, skaleczeniach i leczeniu wrzodów

4817

Podobnie działa też krwawnik

4818

Choć to niepozorne „zielsko” ma wiele innych zastosowań dla naszego zdrowia, ale też urody, bo krwawnik znajduje się w składzie szamponów, maseczek, past do zębów i mieszanek do kąpieli relaksacyjnych. Znakomicie reguluje też trawienie, pomaga w niestrawnościach, braku apetytu i w chorobach wrzodowych. Warto nasuszyć sobie listków krwawnika i dodawać je do sosów i zup. Mają korzenny, lekko gorzkosłony smak. Gdy byłem dzieckiem opiekowałem się małymi indykami, które są bardzo wrażliwe i często chorują. Zbierałem dla nich krwawnik i dodawałem im do jedzenia, a szybko i zdrowo rosły na dorodne indyczki i indory.

Obok krwawnika często rośnie sobie szczaw.

4819

To znakomity odpowiednik szpinaku, doskonały na zdrową zupę. Jest ceniony w kosmetyce, bo dzięki zawartym w szczawiu flawonoidom oraz dużej dawce witaminy C nasza skóra dostaje spory zastrzyk energii. Działa też świetnie na sprężystość skóry i świetnie ją nawilża. Szczaw działa zatem wybitnie przeciwstarzeniowo na nasza cerę i usuwa z niej niechciane przebarwienia (poprzez przykładanie gotowanych liści). Dodatkowo przyspiesza gojenie ran i leczenie złamań kości, znajdziemy go także w składzie syropów na kaszel i katar.

Tyle dobra mamy na wyciągnięcie ręki, a w zasadzie na schylenie się. Czerpiąc dobrą energię z drzew, wdychając opary olejków eterycznych zainteresujmy się zatem leśnym „zielskiem”. Może się ono okazać nie tylko konkurencją o światło i wilgoć dla drzewek w uprawach leśnych ale też cennym kosmetykiem i lekiem bez recepty. Wystarczy odrobina wiedzy. Kiedyś przekazywano ją praktycznie z pokolenia na pokolenie podczas wspólnej pracy i wypoczynku. Dziś mamy liczne książki, internet i blogi… To nie to samo, bo łatwiej jak ktoś pokaże, zaprowadzi, da posmakować. Zachowajmy zatem ostrożność przy samodzielnych doświadczeniach w rozpoznawaniu i kosztowaniu „zielska”, ale warto próbować i korzystać z tego, co natura ściele do stóp drzewom. I rozmawiajcie z drzewami, nie tylko w smutne, deszczowe dni, gdzie łatwo o chandrę czy początki depresji. Rozmawiajcie z drzewami także wtedy gdy jest ciepło, radośnie i wesoło, dzielcie się radościami i pozytywnymi emocjami. To wdzięczni słuchacze i niewiele mówią, stąd są znakomitymi kompanami w dzisiejszym głośnym, pospiesznym i chaotycznym świecie.

Niebawem spotkam się z nimi znowu, bo dzisiejszy, piątkowy wieczór i sobotni wczesny ranek spędzę pośród drzew. W tym czasie biorę udział jak zdecydowana większość leśników w kraju w akcji liczenia zwierzyny z ambon.

48110

Pod amboną, na której i dziś zasiądę, w zeszłym roku oprócz dzików, jeleni i saren pojawiały się także inne zwierzęta jak widać, ale te nie podlegały inwentaryzacji.

Podczas tych dwóch wyjść- dziś, od godziny 19.30 do pełnego zmroku, czyli do ok 22 i jutro od wschodu słońca( ok godz. 4.00) do późnego poranka wypełnię specjalne karty obserwacji. Jeden obserwator przypada na ok 500 ha terenu, a potem wyniki naniesione na karty obserwacji zostaną zsumowane dając w miarę prawdziwy obraz liczebności zwierzyny. Deszczowy dzień nie będzie zatem krótszym, a raczej znacznie dłuższym dniem pracy dla leśników. Oprócz zwierzyny będę wypatrywał także pożytecznego zielska, no i nowych tematów do blogowych zapisków leśniczego

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

17:20, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »