O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
poniedziałek, 23 grudnia 2013

Kończy się rok, kolejny rok moich spotkań z Czytelnikami zapisków o tym, co w lesie piszczy, czyli  odwiedzających Blog Leśniczego. Jutro Wigilia, mój ulubiony dzień roku, szczególny, magiczny, bardzo rodzinny dzień.

 

 

Tegoroczne święta raczej nie będą z gatunku „białych świąt”. Takie widoki w świąteczny dzień raczej się nam nie zdarzą:

Naturalnie myślę o Ziemi Lubuskiej, bo w innych zakątkach kraju kto wie?

Jak wiecie, staropolski  piernik według przepisu Grzegorza Russaka dojrzewa w kuchni leśniczówki, skąd wydobywają się też inne, świąteczne zapachy. Córki zjechały już do rodzinnej leśniczówki i wspólnie ubraliśmy wczoraj choinkę:

Na tarasie od strony jeziora zawisła jemioła:

Bombki skrzą się w światłach lampek:

 i na stoliku czeka przygotowana na jutro płyta z leśnymi kolędami, nagrana przez leśników z Zielonej Góry. Każdy, kto jest czytelnikiem czasopisma „Głos Lasu” znalazł ją dołączoną do świątecznego numeru. Na jutrzejszą pierwszą, wieczorną gwiazdkę czeka też biały opłatek:

Wszystkim, których miałem okazję poznać i spotkać w kończącym się roku, wszystkim którzy odwiedzili tę leśniczówkę:

osobiście lub wirtualnie, zaglądając do blogu leśniczego, składam najserdeczniejsze życzenia:  WESOŁYCH śWIĄT!

Życzę Wam także miłych odwiedzin Świętego Mikołaja z wymarzonymi prezentami! Choć z jego wypraw saniami, które ciągną renifery, z najbardziej znanym posród nich Rudolfem, nie wszyscy są zadowoleni:

Miłych spotkań w gronie najbliższych i wesołego kolędowania przy zielonej choince!

 

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

 

 

20:37, lesniczy.lp
Link Komentarze (11) »
sobota, 21 grudnia 2013

Wyobraźcie sobie, że własnie zorientowałem się, że to już mój wpis nr 300 na Blogu Leśniczego! Stali czytelnicy, którzy systematycznie czytają o tym, co w lesie piszczy, pewnie przez ten czas sporo dowiedzieli się o lesie i pracy leśników. Ale z pewnością nikt z Was nie zastanawiał się nad tym i nie pomyślał, że jeden oddział leśny, który ma około 20 hektarów, wycina się zrębem przez okres równy jednemu pokoleniu leśników?

Koniec roku sprzyja podsumowaniom i przemyśleniom. Tak się złożyło, że od kilku dni jestem na zwolnieniu lekarskim ( choć w łóżku nie leżę i nie nudzę się), stąd mam chwilkę wolnego czasu  na różne refleksje. Porządkowałem dokumenty w kancelarii i układałem sobie plany na rozpoczęcie roku 2014. Bo rok 2013 praktycznie został zamknięty. Nie udało się zakończyć zrębu w oddziale 57 i zostało tam nieco drewna stosowego do zrywki, no i „gałęziówka” do wyrobienia. Trzeba to pilnie wykonać i dokończyć początkiem roku, bo zrąb zaplanowany jest do odnowienia wiosną, gdyż „mocne” siedlisko, czyli dobra jakość gleby i wilgotność nie pozwalają na jego przelegiwanie.

Popatrzyłem na mapę i przypomniałem sobie historię tego oddziału od początku mojej pracy w tym leśnictwie. Jest ono jak każde podzielone na oddziały leśne, które na mapie i z lotu ptaka wyglądają jak prostokątne klocki. Na nizinach mają one zwykle 20-35 hektarów i są podzielone na pododdziały, w zależności od zróżnicowania rosnącego tam lasu. Oddziały ponumerowane są cyframi i liczbami, a pododdziały oznaczone literami alfabetu, poczynając od literki „a”. Oddział 57 mojego leśnictwa, którego najstarszy fragment porasta sosna w wieku 137 lat ma powierzchnię ponad 22 hektary. Dziś, czyli według planu urządzania lasu i mapy wykonanej według stanu na 01.01.2007 wygląda tak:

Kiedy obejmowałem Leśnictwo Pszczew w 1993 roku oddział 57 wyglądał tak:

Maksymalna powierzchnia zrębu wynosiła wtedy 6 ha, a nawrót cięć, czyli czas rozdzielający poszczególne zręby wynoszący ogólnie 3 lata, w moim leśnictwie wynosi 5 lat ( wydłużony z racji położenia lasów na terenie chronionym w formie parku krajobrazowego). Cały oddział 57 według mapy i planu ze stycznia 1987 porastał dojrzały bór sosnowy w wieku 110 lat. Wyjątkiem było nieco młodsze wydzielenie „a” oraz „c”, gdzie wcześniej była mała szkółka gospodarcza, gdzie „produkowano” sadzonki na potrzeby Leśnictwa Pszczew, a potem było to poletko łowieckie, obsiewane mieszanką roślin motylkowych, chętnie zgryzanych przez zwierzynę leśną. Pierwszy zrąb o powierzchni blisko 6 ha wycięto tam w 1988 roku. Potem wspólnie z pochodzącym z Kresów, nieżyjącym już dziś podleśniczym, Bolesławem Zinkiewiczem:

 wyznaczałem tam kolejną, ponad 4-hektarową działkę zrębową, wyciętą w 1995 roku. Pan Bolesław odszedł już wtedy w stan spoczynku i cieszył się dobrodziejstwem stanu emerytalnego. Gdy wyznaczaliśmy granice działki zrębowej i wykonywaliśmy szacunki brakarskie w trawie sięgającej mi do ramion, krzycząc głośno wymiary drzew, zapisywane przez moją żonę, stojącą na pagórku, stary leśnik mówił mi: „Ta zobacz, toż to zrąb  i oddział emerytów! Ja już praktycznie emeryt, a ty zanim dojedziesz do końca oddziału, też będziesz już wyglądał za listonoszem i nie będziesz tak ganiał od drzewa do drzewa jak chart, czyli tak jak teraz. No, ale nie wiadomo, co te przemądrzałe magistry wymyślą jeszcze do tego czasu…”

Myślałem sobie: „Co on gada? Za pięć lat wytnę następny pasek i potem  następny i po sprawie. Gdzie mi do emerytury, jak za piętnaście lat będzie tu już młody las, a mi będzie jeszcze daleko do pięćdziesiątki? To zresztą wyżywicowany drzewostan, a drzewa ze spałami żywiczarskimi nie powinny tak długo stać w lesie i może wytnę go nawet szybciej?”:

Kolejne urządzanie lasu przyniosło zmianę planów gospodarczych oraz zmiany w podziale na pododdziały, stąd oddział 57 w 1997 roku wyglądał tak:

Tak jak przewidywał pan Bolesław, „magistry wymyśliły” innowacje. Zmniejszono powierzchnię zrębów do 4 ha i wprowadzono na szeroką skalę rębnię III-gniazdową. Zgodnie z zasadami tej rębni na działce zrębowej wycina się 30% starego drzewostanu w postaci kilkunastoarowych gniazd, rozmieszczonych według określonych zasad, potem odnawia się je dębem. Potem trzeba poczekać aż dąb na gniazdach wyrośnie, zwykle trwa to 8-10 lat i wtedy wycina się pozostałą część starego drzewostanu. W tym roku wykonałem cięcie uprzątające stary drzewostan na przedostatnie działce:

 Na ostatniej są wycięte gniazda obsadzone dębem, ale nadal pozostaje stary, wyżywicowany  drzewostan. Żywicę pozyskiwano w oddz. 57 ostatnio na początku lat 90 XX wieku. Po zakończeniu żywicowania zwykle niezwłocznie wycinano stare sosny. Kto by wtedy pomyślał, że taki stary las ze spałami żywiczarskimi postoi jeszcze tyle lat? Na tegorocznym zrębie odcinałem odziomki ze spałami i trafiały one do tartaku, gdzie robiono z nich znakomity surowiec budowlany na więźby dachowe:

Takie przeżywiczone drewno jest bardzo trwałe i nie potrzebuje impregnacji. Drewno pod spałą, porąbane na drobne szczapki jest doskonałą podpałką do rozpalania drew w kominku lub piecu:

 

 W 2014 roku wycięty zrąb zostanie odnowiony i pomiędzy gniazdami dębowymi posadzimy sosny. Za 6-8 lat, czyli nie wcześniej niż w 2020 roku ostatnie stare sosny z oddziału 57 trafią pod żniwiarkę bo po angielsku harwester to właśnie żniwiarka. Jednak część starych drzew zostanie do ich biologicznej śmierci, bo w czasie cięć uprzątających pozostawiam 5% z nich w postaci biogrup:

Na fotografii powyżej widać biogrupę starych sosen w tle. Za mygłą zerwanego drewna są gniazda dębowe, po prawej stronie 18-letni młodnik z pododdziału „g”, a po lewej stronie ostatni pasek zrębu pododdziału „d”, który zostanie odnowiony około 2023 roku.

Pierwsze cięcie w 57 rozpoczęto w 1998 roku w 110-letnim borze, ostatnie prace w tym oddziale prowadzone będą około 35 lat później. To zrąb długości jednego pokolenia leśniczych! Pomyślcie chwilę przy świątecznej choince o tym ile lat pracy poświęcają leśnicy jednemu leśnemu oddziałowi!

   Dziś zwykle zostaje się  leśniczym mając około 30 lat na karku, po skończonych studiach, stażu i kilku latach pracy na stanowisku np. podleśniczego. Skoro 35 lat potrzeba na przejście ze zrębami jednego, niewielkiego oddziału, jest to równoznaczne z jednym pokoleniem leśniczych, którzy według obecnych przepisów odchodzą na emeryturę mając 67 lat.

 Miał rację pan Bolesław mówiąc, że 57 to leśny oddział emerytów… W moim leśnictwie jest 88 oddziałów leśnych. Każdy z nich wymaga od leśniczego starannej opieki i poświęcenia mnóstwa czasu. Choć nie każdy jest w jednym wieku, jak oddział 57, którego historię poznaliście bliżej.

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

21:21, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
wtorek, 17 grudnia 2013

Gdy wchodziłem dziś do kuchni leśniczówki, zaraz po otwarciu drzwi poczułem błogi i smaczny zapach. Miód, goździki, rodzynki… To piernik, wspaniały staropolski piernik pachnie od trzech dni w naszej kuchni. Przypominam, że to już najwyższa pora, aby upiec piernik, który musi „dojrzeć” do magicznego, wigilijnego wieczoru. To nie to samo, co pierniczki zakupione w sklepie.  W lesniczówce pachnie szczególnym piernikiem, upieczonym według receptury Grzegorza  Russaka:

Ten znakomity znawca kulinariów, a szczególnie staropolskiej kuchni, opartej na dziczyźnie i wszelkich darach naszych lasów od wielu lat jest przyjacielem naszego domu:

Dziś, gdy oglądamy telewizję, to łatwo zauważymy, że na gotowaniu i pieczeniu zna się każdy tzw. „celebryta”. Wielu z nich ma nawet swoje autorskie programy, prowadzi kulinarne porady na blogu lub „fejsbuku”. Ich wartość użytkowa jest dość… różna i z całą pewnością trzeba zachować umiar w korzystaniu z tych „wzorców”. Cóż, gotować  każdy może, no i opowiadać o tym także…

 Nikt (przynajmniej według mnie) jednak nie ma tak szerokiej i wszechstronnej wiedzy i nikt nie umie tak barwnie, ciekawie i zajmująco opowiadać o świecie kuchni jak Grzegorz. Przyjechał do nas ze swoją nową książką:

Niebawem pojawi się, lub może już pojawiła się na rynku wydawniczym kolejna jego książka, o tajemnicach nalewek. Grzegorz opowiadał nam cały wieczór, jak to on, o wrażeniach z pobytu w różnych zakątkach naszego kraju, no i o pysznych potrawach, które ostatnio wyszły spod jego ręki. Mówił, że właśnie wypiekał piernik na świąteczny stół, a przepis jest znany jego rodzinie od pokoleń. 

Tłumaczył cierpliwie zasłuchanej w jego opowieści mojej Regince: „Tylko zrób ze sześć, żeby wam coś dotrwało do świąt, bo nie da się przejść koło niego obojętnie. A piernik musi dojrzeć, aby był pyszny i rozpływający się w ustach. Im starszy, tym lepszy! Zupełnie jak ja… To najwyższa pora, aby go przygotować do świątecznej kawy!”

Grzegorz w południe następnego dnia pojechał do pięknie położonego ośrodka Leśnik w lubuskim Łagowie. Miał tam spotkanie z leśniczymi, którzy po raz ostatni spotkali się  na już szóstym zjeździe Akademii Leśniczego. Pod czujnym okiem Tomasza Białego z Ośrodka Rozwojowo-Wdrożeniowego Lasów Państwowych w Bedoniu:

 

który na zlecenie Dyrekcji Generalnej LP realizuje program szkolenia leśniczych,dzielił się swoją wiedzą o tradycyjnej kuchni staropolskiej, sposobach umiejętnego korzystania z wszelkich darów lasu i zachwalał zalety dziczyzny. Dwie uczestniczące w szkoleniu panie leśnicze i leśniczowie słuchali z przejęciem:

Serdecznie pozdrawiam panie i panów leśniczych, których miałem okazję bliżej poznać. Do wykładu dołączyła też załoga ośrodka, bo jak nie korzystać z tak świetnego źródła wiedzy?

Była też okazja nabycia pięknie wydanej  książki ”Wielka kuchnia myśliwska” i uzyskania unikalnego autografu od autora:

To z pewnością doskonały prezent pod choinkę! Słuchacze zapisali wiele ciekawych przepisów i zdobyli praktyczną wiedzę, a na wykładzie zapachniało także staropolskim piernikiem. Podaję Wam zatem przepis na ten specjał, naturalnie według receptury Grzegorza Russaka i zachęcam do wykorzystania, bo to ostatni moment:

Piernik staropolski wg Grzegorza Russaka:

W rondelku na kuchni podgrzewamy trzy szklanki miodu i szklankę cukru. Dodajemy mielone przyprawy piernikowe, to znaczy: 2 łyżki stołowe goździków, łyżeczkę od herbaty świeżo tarkowanej gałki muszkatołowej, łyżeczkę pieprzu mielonego, 2 łyżki stołowe dobrego kakao. Dodajemy tabliczkę czekolady, jak wszystko się połączy - studzimy. Zawartość rondelka wlewamy do makutry, ucierając dodajemy mąkę - zmieszane dwie szklanki mąki pszennej i dwie szklanki mąki żytniej, do tego dodajemy 6 jaj, 25 dag masła oraz 4 łyżki oliwy. Wybijamy to przez pół godziny, aby na końcu dodać bakalie, obtoczone w mące, aby nie opadły na dno w cieście: orzechy, rodzynki, pokrojone figi (po 20dkg) i łyżkę czubatą od herbaty sody rozpuszczonej w kieliszku mleka (ok. 150ml). Gdy ciasto jest rzadkie, dosypujemy mąki pszennej do uzyskania konsystencji gęstej śmietany. Wlewamy ciasto na dwie blachy i pieczemy w niezbyt gorącym piekarniku (170 stopni) 1-1,5 godziny. Pamiętajmy, że piernik im starszy, tym lepszy. W dniu Wigilii możemy przełożyć go kremem lub polać czekoladą.

Moje wrodzone łakomstwo nie pozwoliło mi nie spróbować ledwo ostygniętego piernika i wiem, że jest przepyszny:

Gorąco polecam! Nasz piernik we Wigilię zostanie przełożony powidłami węgierkowymi…

Zapach piernika unosi się w już kuchni i sprawia, że pomimo tego, że nie ma śniegu i mrozu, to pachnie świętami. To najpiękniejsze i najbardziej rodzinne święta w roku. Zadbajcie o to, aby oprócz zapachu choinki, smażonej ryby, barszczu, kapusty i innych specjałów, kojarzyły się też z zapachem domowego piernika, upieczonego na maśle i miodzie (najlepiej gryczanym). Coraz bliżej święta…

 

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

 

 

20:11, lesniczy.lp
Link Komentarze (6) »
sobota, 14 grudnia 2013

Dzień 13 grudnia kojarzy się każdemu Polakowi z rokiem 1981 i wprowadzeniem stanu wojennego. Dobrze pamiętam ten mroczny czas. Na ulicach pojawili się uzbrojeni żołnierze i ”zomowcy”, a na drogach czołgi oraz transportery opancerzone. Wprowadzono godzinę milicyjną, cenzurowano listy i rozmowy telefoniczne, legitymowano ludzi przy byle okazji. Wtedy Wojciech Jaruzelski wygłaszał komunikaty w generalskim mundurze, a za chwilę wszyscy spikerzy TVP także czytali wiadomości tylko w wojskowych mundurach. Warto jednak kojarzyć 13 grudnia nie tylko z mundurem wojskowym i moro „zomowca” ale z  ważną  datą w blisko 200 –letniej historii munduru leśnika.

Mundur leśnika jest raczej słabo znany, bo w zasadzie ludzie rzadko mają okazję widywać leśników w wyjściowym mundurze. Kiedyś warszawskie Centrum Badania Opinii Społecznej przeprowadziło badanie rozpoznawalności munduru leśnika. Ankieterzy pokazali zdjęcie leśnika w mundurze wyjściowym:

I zadawali pytanie: „Z funkcjonariuszem jakiej służby kojarzy się Panu/Pani ten mundur?” Ludzie rozpoznający zielony mundur określali je w 21-22% jako mundury celników, służby granicznej i leśników. 12% ankietowanych mówiło, że to żołnierz, ok. 7%, że policjant, a niecałe 15% nie umiało odpowiedzieć precyzyjnie na pytanie. Jasne jest zatem, że tylko ok. 22% ludzi zna mundur leśnika.

Przywilej noszenia munduru jest wyrazem dowartościowania zawodu leśnika. Mundur leśnika to jego strój służbowy, wyróżnik ważnej społecznie roli i symbol zawodowej dumy. W zasadzie każdy mundur kojarzy się zwykle militarnie, bo jak czytamy w słowniku:

„Mundur wojskowy – charakterystyczny jednolity dla danej formacji wojskowej ubiór żołnierza. W języku polskim określenie to pojawiło się w XVIII w. i pochodzi z języka francuskiego – la monture lub niemieckiego – die Montur.”

My, leśnicy, nosimy go z dumą i tak jak wojskowi dbamy o to, by munduru nigdy nie splamić i dbać o jego, a tym samym o swój honor. Wszyscy „borowi” o tym doskonale wiedzą i śpiewają hymn leśników: „Ich mundur zielony, rycerska postawa, jak grom uderzenie prawicy, zarówno im praca, przyjemność, zabawa, to maszerują leśnicy…”.

Obecnie stoimy przed pewnymi zmianami we wzorach munduru, bo na ukończeniu są prace związane z wprowadzeniem nowego rozporządzenia ministra środowiska w tej sprawie. Bo to właśnie minister środowiska określa wzorzec leśnego munduru, odznaki, dystynkcje i osoby uprawnione do jego noszenia.

Warto jednak poznać ciekawą historię leśnego munduru związaną z datą 13 grudnia. Data ta jest swoistą cezurą dziejów leśnego uniformu. Według stosowanego dawniej w Rosji starego stylu kalendarza to właśnie 13 grudnia 1819 roku ujrzał światło dzienne dekret ustanawiający polski mundur leśny. Dlaczego według rosyjskiego kalendarza?

Historia polskiego munduru leśnego sięga czasów Królestwa Polskiego (Kongresowego). Pamiętacie co to Kongresówka? Było to „kadłubowe państwo polskie”, istniejące jako część składowa Imperium Rosyjskiego. Zostało utworzone decyzją kongresu wiedeńskiego. Wbrew obiegowym opiniom Królestwo Polskie było państwem suwerennym i niepodległym (do 1832 r.), posiadającym własną konstytucję, Sejm, wojsko, monetę i szkolnictwo z Uniwersytetem Warszawskim, a czynności urzędowe odbywały się w języku polskim. Imperator Rosji był jednocześnie Królem Polski i pod takim tytułem występował w Królestwie, którego symbolem była Polska Korona Cesarska.

 Mundur leśny ustanowił dekretem Aleksander I Romanow - car Rosji i król Polski, podnosząc jednocześnie status Administracji Leśnej Rządowej do rangi Królewskiego Korpusu Leśnego. Mundur ówczesnych leśników polskich wyglądał tak:

 

Określono wtedy wzory dystynkcji służbowych, krój oraz zieloną barwę stroju leśnika i zostało to zachowane do dziś. Od czasów Królestwa Polskiego aż po czasy nam współczesne polscy leśnicy noszą mundury z dystynkcjami i czapkami ozdobionymi haftem srebrnym, przedstawiającym liście dębowe i żołędzie. Godłem leśników od początku do dziś jest godło narodowe w postaci orła.

 Mundur XIX-wieczny był bardzo zbliżony do mundurów wojskowych okresu napoleońskiego. Pomimo faktu, że oficjalnym godłem Królestwa był czarny dwugłowy orzeł carski z polską tarczą herbową umieszczoną na jego piersiach, to godłem wojskowym pozostał Orzeł Biały. To właśnie ten orzeł znalazł się na białych guzikach mundurów oficerów leśnych oraz na ładownicach i czakach, stanowiących nakrycie głowy strzelców i strażników leśnych. Co ciekawe Imperialny Korpus Leśny w Rosji powołany został dopiero w 1837 roku, a wzorował się w organizacji i mundurach na doświadczeniu polskich leśników.

Więcej interesujących informacji  o historii munduru leśnego znajdziecie na stronie www.lesnymundur.zafriko.pl której autorem jest Leszek S. Pręcikowski.

Dziś godło i barwy narodowe wciąż towarzyszą leśnikom w niezmiennie zielonych mundurach:

Także panie w leśnych mundurach przywiązują wielką wagę do narodowego symbolu. Moja koleżanka, Ewa Wysocka z nadleśnictwa Chojna jest gorącą zwolenniczką takiej wersji damskiego krawatu do munduru:

Krawatnik jest oczywiście spięty guzikiem z orzełkiem. Leśny mundur przechodził różne metamorfozy. Bezpośrednio po zakończeniu II wojny leśnicy korzystali z mundurów z demobilu i np. w latach 50 XX wieku wyglądali tak:

Potem był czas wzorów typowo militarnych z "pagonami", gdzie mundur leśny bardzo przypominał wojskowy ale wyróżniały nas dystynkcje:

Wersja letnia i terenowa to pamiętna „olimpijka”, także zaczerpnięta z wojska:

Dzisiejsze mundury wyjściowe są rodzajem eleganckiego garnituru:

Mundur terenowy jest dziś „łaciaty” i ludzie mylą leśników z myśliwymi i wędkarzami:

Niebawem to się zmieni i mundur codzienny oraz terenowy będzie jednolicie zielony. Wprowadzona zostanie także koszula mundurowa na lato, aby nie pocić się w marynarce podczas upałów i wiele innych zmian, raczej na lepsze.

Mam nadzieję, że leśny mundur w każdej wersji (codziennej, terenowej i wyjściowej) nadal pozostanie mundurem i nie zostanie nazwany np. strojem korporacyjnym. Tradycyjne nawiązanie do munduru militarnego, jest wyróżnikiem  polskiego leśnictwa w Europie i podkreśleniem związku leśników z naszym państwem oraz ich uczuć  patriotycznych. Strój korporacyjny to określenie związane raczej ze sferą usługową, a nie z administracją państwową reprezentującą Skarb Państwa.

Ciekaw jestem Waszej znajomości leśnego munduru oraz oceny jego wyglądu i rozpoznawalności. Czekam na opinie i komentarze na zamieszczane na blogu oraz pod adresem jak niżej:

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

 

 

 

 

 

 

 

 

 

18:46, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
wtorek, 10 grudnia 2013

W piątek powinien do nas dotrzeć Święty Mikołaj w towarzystwie Czerwononosego Rudolfa  i uroczych Śnieżynek. Niestety, 6 grudnia około godziny 16, zamiast niego pojawił się z przeraźliwym wyciem i mrokiem śniegowych chmur orkan Ksawery. Słychać było tylko ryk wiatru, trzask pękających gałęzi i wycie strażackich syren. Zgasło światło i trwało pełne napięcia oczekiwanie na odejście niesympatycznego Ksawerego.

Strażacy mieli wiele pracy z odblokowaniem dróg, bo wiele z nich tarasowały powalone drzewa. Energetycy przecinali drzewa leżące na drutach:

Kolejarze musieli oczyścić z powalonych drzew linie kolejowe:

Jak widzicie wycinanie pasa 15 metrowego wzdłuż toru, o którym Wam wcześniej opowiadałem ma sens.

Mój podleśniczy Krzysiek dopiero w niedzielne popołudnie mógł korzystać z pomysłu Tomasza Edisona, porządnie napalić w piecu i ogolić się , bo wiadomo, że jedna chałupa w lesie musi do końca czekać w kolejce na naprawę linii energetycznej...

W niedzielę i poniedziałek zrobiłem po leśnictwie ponad 200 km wykonując inwentaryzację szkód. Niektóre drogi leśne także były nieprzejezdne:

Nad innymi, choć przejezdnymi,  zawisły drzewa, które też trzeba szybko usunąć, bo stwarzają realne zagrożenie:

Oszacowałem straty  w lesie na ponad 320 m3 połamanych i wywróconych drzew:

Wredny Ksawery pokładł też drzewa na ogrodzenia upraw:

Trzeba je szybko usunąć z siatki, ponieważ powstaje w ten sposób „brama” dla zwierząt leśnych- danieli, jeleni i saren, które chętnie skorzystają z apetycznych pędów dębów, klonów czy lip, oglądanych dotychczas tylko przez siatkę. Kilka lat hodowli i wydane pieniądze mogą pójść na marne…

W wielu miejscach widać pojedyncze, połamane drzewa:

 

Ksawery narobił też szkód w leśniczówce. Zerwał fragment dachu z budynku gospodarczego i odrzucił go na ocalałą część:

 

Pozrywał też rynny z garażu oraz papę z innego dachu:

Dziś cały dzień trwało sprzątanie po przykrej wizycie Ksawerego. Robienie porządków po huraganie potrwa jeszcze długo, ale najważniejsze straty zostały zniwelowane.  Drogi są odblokowane, ogrodzenia naprawione. Z dachem to już trudniejsza sprawa…

Zdecydowanie wolę wizyty Świętego Mikołaja, bo każdy z nas lubi prezenty, no i towarzystwo zwykle towarzyszących mu Śnieżynek. Rudolfa naturalnie też lubię. Leśnicy byli grzeczni, to ich Śnieżynki z okazji Mikołajkowego święta zasłużenie obdarowały skromnymi prezentami:

To na osłodę niemiłej wizyty szalonego wiatru... Ksawery niech lepiej już nie wraca i nie pokazuje się leśnikom, bo wystarczająco narozrabiał w lesie i nie tylko.

 

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

 

 

 

16:03, lesniczy.lp
Link Komentarze (8) »
czwartek, 05 grudnia 2013

Kiedy spacerujecie po naszych lasach, a szczególnie gdy często podróżujecie polskimi drogami, szczególnie tymi lokalnymi korzystacie z leśnych parkingów. Na wielu z nich, fajnie i gustownie urządzonych przez leśników, pomimo ich wysiłków i zwykle dobrej współpracy z zarządami dróg i okolicznymi mieszkańcami- panuje bałagan. Porozrzucane  śmieci, pozostawione stare opony i sprzęt agd, często zdemolowane urządzenia parkingu- to pospolity widok. Wiele z obiektów jest monitorowanych i bywa, że dowiadujecie się za pośrednictwem mediów, że „żałosny ktoś”, czyli taki leśny szkodnik został nagrany i ukarany za swój niecny proceder. Wszystkich parkingów i innych leśnych obiektów nie da się monitorować kamerami, stąd trzeba szukać innych rozwiązań.

Dlatego na leśnym parkingu, usytuowanym pomiędzy Pszczewem a Silną pojawił się strażnik:

Wyposażony w lornetkę lustruje teren leśnictwa Silna w Nadleśnictwie Bolewice i swoją postawą odstrasza potencjalnych „szkodników”, a miłych gości zachęca do zatrzymania się na leśnym parkingu „Na dawnej granicy państwa polskiego, o którym wcześniej, w czerwcu  pisałem na blogu  http://bloglesniczego.erys.pl/blog/?p=1&id_blog=3&lang_id=5&id_post=3505

 Parking i inicjatywa leśników z Bolewic okazały się doskonałym pomysłem. To bardzo pożyteczna forma upamiętnienia dawnej granicy ustanowionej Traktatem Wersalskim i przy okazji  turystycznego udostępnienia lasów ludziom. Okolice słyną  przecież z pięknych krajobrazów, a lasy obfitują w grzyby, stąd parking cieszy się dużym zainteresowaniem. Powstało „klimatyczne” miejsce dla bezpiecznego parkowania samochodów, pozostawienia rowerów i edukacji przyrodniczej oraz historycznej. Łatwo tam trafić, bo  Zarząd Dróg Powiatowych ustawił nieco ponad 2 km za Pszczewem, przy szosie do Silnej  brązową tablicę informującą o tym atrakcyjnym miejscu turystycznym.

 To szczególny obiekt turystyczny, na którym oprócz zadaszonych ławostołów, koszy na śmieci i stojaków na rowery stoi także graniczny kamień wersalski, biało czerwony szlaban i tablica historyczna. Spośród drzew wystają troskliwie odsłonięte fundamenty dawnej strażnicy granicznej. Leśnicy z Bolewic utwardzili kamieniem spory plac i gustownie urządzili parking z myślą o wszystkich odwiedzających las oraz o miłośnikach historii. 

Na początku października to historyczne miejsce zostało wzbogacone o dodatkowy element. Na leśnym parkingu historycznym stanęła okazała, drewniana rzeźba polskiego strażnika granicznego. Stoi na posterunku granicznym tak jak stał tam Antoni Paluch 1 września 1939 roku. Każdy jednak kto jedzie tą drogą ma wrażenie, że zza zakrętu wyłania się postać leśnika czy strażnika strzegącego parkingu. Może to właśnie dlatego na parkingu jest zawsze czysto? 

 Rzeźba powstała na tegorocznym, już 12 plenerze rzeźbiarskim w Pszczewie. Jej autorem jest znany rzeźbiarz z Gardzka k. Strzelec Krajeńskich- Henryk Grudzień. Drewniany strażnik graniczny został dobrze zaimpregnowany, a potem osadzony na granitowym cokole tuż przy kamieniu granicznym przez pracowników Zakładu Usług Komunalnych w Pszczewie. Rzeźbę ustawiali w „silnieńskim lesie” panowie: Górny, Jorkstas, Cop i Rządkowski:

 

W naturalnych barwach drewna strażnik był jednak mało widoczny:

Dlatego leśnicy z Bolewic poprosili autora rzeźby, aby ją pokolorował i sfinansowali to przedsięwzięcie. Henryk Grudzień nadał inny wyraz strażnikowi poprzez zastosowanie różnych impregnatów:

 Warto wybrać się na spacer w to historyczne miejsce. Strażnik graniczny strzeże leśnego parkingu i  chętnie pozuje do pamiątkowej fotografii.

 

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

 

10:27, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 02 grudnia 2013

Zadzwonił dziś do mnie pewien znajomy i zapytał o sprzedaż choinek. Aż mnie zamurowało. Jak to, już trzeba myśleć o choinkach? No tak, przecież od wczoraj w kalendarzu mamy grudzień! Rok minął jak puknięcie młotkiem w stos papierówki… W otaczającej nas przyrodzie, w lesie, widać ostatnie chwile jesieni i czającą się chłodną,białą Panią Zimę.

Tyle dzieje się wokół, że nie ma chwili czasu na rozmyślania, obserwacje, a co dopiero podsumowania związane z końcem roku. Ale jak nie można przegapić wiosny, tak i warto śledzić przełom jesieni i zimy. Dlatego warto zatrzymać się chwilę i rozejrzeć wokół siebie, bo nic nie zdarza się dwa razy. Jesień, nawet już taka późna to czas wędrówek ptaków i okres przygotowania zwierząt do zimy.  Zapewne już niedługo śnieg pokryje lasy i pola, a jesień 2013 odejdzie do wspomnień. Świadczą o tym coraz bardziej malownicze przymrozki:

Zimy wypatruje już nastroszony z powodu chłodu myszołów, który obserwuje przemykające tu i tam polne myszy:

 Siedzi sobie na dzikiej jabłoni w towarzystwie jemioły, która niebawem będzie poszukiwanym „towarem”.

Czasem słychać jeszcze wędrujące żurawie, choć te „nasze” już dawno odleciały i widać klucze gęsi:

Czasem przysiadają na polach skubiąc oziminę lub nocują na środku jeziora, szczególnie podczas mgły, a rano ruszają w drogę z wielkim hałasem. Kręci się sporo przelotnych ptaków drapieżnych: błotniaki, kobuzy, któregoś dnia przemknął mi rybołów, ale nie dał się sfotografować. Chętnie pozują za to majestatyczne czaple białe:

Choć to nie oznacza, że są mało płochliwe. Na polach pusto, szaro i panuje tam zupełna cisza. Czasem tylko smutny krajobraz ubarwi tęczowa plama koguta bażanta:

Ten nie wytrzymał jednak w kadrze i zwiał w kępę krzaków rosnących przy miedzy…

Coraz mniej ludzi wie, co to miedza. Pośród pól widać też często sarny, które zaczęły już zbijać się w rudle (czyli stada):

 Są teraz bardziej szare, w gęstej, zimowej sukni, a wzajemne, liczne towarzystwo ułatwi rudlowi przetrwanie zimy.

Wokół domu coraz więcej ptaków, sikory dopominają się o słonecznik, „pyzy” i słoninkę, a kosy, kwiczoły i inne drozdy sprawdzają ile zostawiłem im jabłek w sadzie:

W lesie teraz wilgotno, mgliście i czasem dżdżyście:

Panuje tam prawie absolutna cisza, którą tylko czasem przerwie nawoływanie dzięcioła, popiskiwanie stada sikor, raniuszków lub chrobotanie sosnowej kory, której zakamarki przeszukuje pełzacz leśny:

Wszystkie zręby, które będą sadzone wiosną są już zaorane i chłoną wilgoć jesiennych deszczy oraz pierwszych przymrozków:

Często widuję teraz daniele, ale dorodny byk nie chciał wpisać się do mojej kolekcji dobrych ujęć:

Przeszedł mi chyłkiem przez drogę i zniknął na pograniczu dąbrowy i sosnowych młodników. Przypuszczałem dokąd idzie i zrobiłem około kilometrową „przebieżkę”, aby zdążyć zaczaić się na niego na przesmyku. Okazał się sprytniejszy ode mnie, bo zauważył mnie wcześniej niż ja jego. Zamiast pięknego portretu łopatacza pstrykąłem szarą, rozmazaną plamę wycofującego się daniela. Innym razem…

Wracałem także „lekkim galopem” do samochodu, bo dzwonił już pan Leszek, który czekał na mnie przed swoim wielkim samochodem. Zabierał ostatni kurs papierówki olchowej i musiałem go pilotować do kolejnych stosów. Mam jeszcze do wywiezienia do końca roku dobrze ponad 1000m3 papierówek, czyli około 40 samochodów pana Leszka.

Jutro sprzedaż detaliczna i pełna kancelaria kupujących drewno na zimę. No i kiedy tu pomyśleć o choinkach?

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

20:44, lesniczy.lp
Link Komentarze (7) »
piątek, 29 listopada 2013

Leśniczowie, którzy na terenie swoich leśnictw mają czynne linie kolejowe sporo swojego czasu poświęcili ostatnio na spacerowanie po pasach. Wcale nie były to „zebry” wymalowane na drogach, czyli przejścia dla pieszych, lecz pasy przeciwpożarowe. To zwiększone zainteresowanie liniami kolejowymi spowodowane jest sporym ruchem inwestycyjno-remontowym, jaki poprzez wsparcie Unii Europejskiej widać na żelaznych drogach, ale także poprzez zmianę przepisów.

Ogień od początku istnienia towarzyszy człowiekowi i jest jego towarzyszem ale też i wrogiem. Dlatego trzeba go używać rozsądnie i w kontrolowany sposób. Już królowa Bona wydawała nakazy gromadzenia w domach sprzętu gaśniczego. Prekursorem ochrony przeciwpożarowej był (o dziwo!) pisarz Andrzej Frycz Modrzewski. W swoim znanym dziele „O poprawie Rzeczypospolitej” sporo miejsca poświęcił pożarom i nawoływał do tworzenia straży ogniowych. Może dlatego wielu leśników jest dobrymi humanistami ale też ściśle współpracuje ze strażakami, często na różne sposoby wspierając działalność miejscowych OSP. Czasem także działają razem z drogowcami i kolejarzami przy utrzymaniu pasów ppoż. To konieczna współpraca.

   Co to jest pas przeciwpożarowy?

To odpowiednio przygotowany i zagospodarowany fragment lasu w pobliżu drogi, toru kolejowego lub obiektu (np. parkingu leśnego), który zapobiega rozprzestrzenianiu się potencjalnego ognia, jak również ułatwia akcję gaśniczą w przypadku powstania pożaru. Wygląda to tak:

 Są różne typy pasów, w zależności od występującego zagrożenia, a ich urządzenie polega na oczyszczeniu pasa lasu z łatwopalnych materiałów i wyorywaniu pługiem zaczepionym do ciągnika bruzd w ziemi. Takie pasy zmineralizowanego gruntu są doskonałym izolatorem zabezpieczającym las przed wadliwymi środkami transportu (zablokowane hamulce wagonu sypiące iskrami) lub głupotą ludzką (niedopałki papierosów wyrzucane z samochodu). Gdy ktoś odpoczywa na leśnym parkingu i zostawi tlącego się „peta”, to sucha trawa  lub ściółka wypali się do szerokiej, pozbawionej palnych materiałów bruzdy ziemi i pożar ugasi się sam. Wzdłuż toru kolejowego często widać wypalone sąsiedztwo torowiska, ale pożar nie rozprzestrzenia się dalej, bo gaśnie na dobrze przygotowanym pasie kolejowym. Gorzej, gdy ten pas nie jest dobrze przygotowany!

 Niedawno minęła dwudziesta rocznica największego i najtragiczniejszego pożaru lasu w powojennej Polsce. Katastrofa w 1992 roku w Kuźni Raciborskiej pochłonęła ponad 9 tys. ha lasów. Zginęło dwóch strażaków, a pożar powstał przy linii kolejowej i rozprzestrzenił się dalej, bo nie był prawidłowo przygotowany pas typu Kienitza. Jest on wykonywany równolegle do linii kolejowej w formie dwóch pasów- przeoranych  bruzd o szerokości co najmniej 2 m, odległych od siebie od 10 do 15 m i połączonych ze sobą co 25 do 50 m pasami poprzecznymi tej samej szerokości. Wygląda to tak:

 Tor jest po lewej stronie zdjęcia, potem jeden zaorany pas, drzewa liściaste, które są mniej „palne” i pełnią rolę przeciwpożarowego pasa biologicznego, drugi zaorany pas i droga gruntowa, która również może pełnić rolę pasa, jeśli nie będzie zarośnięta trawą. Dotychczas był to podstawowy sposób zabezpieczenia przeciwpożarowego lasów przy liniach kolejowych. Pożary wybuchające przy torach kolejowych są bardzo groźne dla lasu, bo rozprzestrzeniają się szerokim frontem na długim odcinku:

 Pociąg z np. uszkodzonym hamulcem jedzie przecież i „sieje” iskrami setkami lub tysiącami metrów…

W kwietniu 2013 roku zmieniły się zasady urządzania i utrzymywania pasów przeciwpożarowych wprowadzone zarządzeniem ministra transportu. Teraz wystarczy tylko jeden pas, ale szerokości minimum 4 metry, położony w odległości maksymalnie 5 metrów od krawędzi nasypu. Nie określono jasno, czy pasy „po nowemu” mają urządzać kolejarze, czy leśnicy. Jakiś czas trwała ożywiona wymiana korespondencji, bo jak zwykle przepisy prawa można różnie interpretować. Szybko jednak stało się jasne, że urządzenie pasów wg nowych zasad jest bezspornie obowiązkiem kolejarzy.

 Zgodnie z innym rozporządzeniem z 2008 roku należy też usunąć drzewa i krzewy z pasa o szerokości 15 metrów od osi skrajnego toru. Jak widać, będzie co robić:

Część tych drzew rośnie na terenie pasa PKP, a część na gruncie leśnym. Na szczeblu regionalnej dyrekcji porozumieliśmy się z kolejarzami, że wspólnie wyznaczymy w lesie pas 15-metrowy i nowe pasy ppoż.

W moim leśnictwie jest ponad 8 km nowego pasa do założenia i jego wyznaczenie okazało się wcale nie takim łatwym zadaniem. Dwa dni chodziłem po torach wspólnie z kolejarzami:

Lepiej nie mówić, ile razy sam przemierzyłem lasy wzdłuż toru… Precyzyjne określenie granicy własności i przyporządkowanie konkretnego drzewa sprawiało problemy, bo kamienie graniczne, które wyglądają tak:

rozmieszczone są dość rzadko i w pofałdowanym terenie. Jest też wiele innych kamieni, np. takie:

których nie ma na mapie (kamienie graniczne oznaczone są na leśnej mapie kółeczkiem). Były kłopoty z jednoznacznym wytyczeniem granicy, ale wreszcie uzgodniliśmy przebieg i wymalowaliśmy pasy farbą, poziomymi "odblaskowymi" paskami. Szkoda, że kolejarze nie dysponowali mapami pasa kolejowego, który ma zróżnicowaną szerokość...

Wiele z tych gruntów przechodziło przez różne formy własności, jak to na Ziemiach Zachodnich. Zachowało się tam sporo kamieni, które wyznaczały dawne granice, dziś już nieistniejące. Należało jednak bardzo dokładnie pomierzyć długość pasa, policzyć drzewa do wycięcia w sztukach i w m3, dodatkowo w rozbiciu na „leśne" i "kolejowe”. Nie było łatwo i przemierzyłem kilometry linii kolejowej pieszo i samochodem wiele razy. Właśnie przy tej „robocie” zagrzebałem w torfie mojego Rokusia:

jak zresztą widzieliście we wcześniejszym wpisie  i musiałem go w pocie czoła odkopywać z błota, zanim ciągnik wyszarpnął mnie na „suchy ląd”.

 Z wielką ulgą oddałem wypełnione tabelki, notatki i mapy specjalistce od ochrony ppoż w nadleśnictwie, czyli Wandzie, które je zestawiła razem dla całego nadleśnictwa i odesłała do dyrekcji. Warto jednak było się trudzić, bo skoro jeżdżą przez „mój las” takie cysterny:

to wszystko się może zdarzyć, jak śpiewa Anita Lipnicka…

Niebawem pasy, które dziś mają najczęściej dwa metry szerokości zostaną poszerzone do minimum czterech metrów i zapewnią bezpieczeństwo naszym lasom. Od dziecka słyszymy przecież hasło: "Las rośnie wolno, a płonie szybko”, stąd lepiej zapobiegać niż gasić!

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

19:39, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
niedziela, 24 listopada 2013

Unikalna, artystyczna „Mapa Lasów Polskich”, stylizowana według XVII-wiecznych wzorów została wydrukowana w 1938 roku na zlecenie Dyrekcji Naczelnej Lasów Państwowych. Miała być w latach 1939-1940 ozdobą Wystawy Światowej w Nowym Jorku i prezentować bogactwo polskich lasów oraz reklamować leśnictwo, łowiectwo i przemysł drzewny. Prawie cały nakład został jednak szybko wycofany i zniszczony w wyniku protestu ambasad ZSRR i III Rzeszy. Dziś na świecie zostało zaledwie kilka egzemplarzy. Jeden z nich zaledwie od miesiąca znajduje się w siedzibie Nadleśnictwa Bolewice, czyli najbliższych sąsiadów „mojego” Nadleśnictwa Trzciel.

Zadzwonił do mnie, bardzo zresztą ucieszony, zastępca nadleśniczego Grzegorz Roszkowiak przekazując  wieści, że leśnikom z Bolewic udało się nabyć tę niezwykła mapę. Widziałem już wcześniej oryginał tej mapy w Ośrodku Kultury Leśnej w Gołuchowie, ale nie zdawałem sobie sprawy z niezwykłości tej mapy. Wyszukałem we wszystkich możliwych źródłach informacje na jej temat i wtedy zrozumiałem, że to najprawdziwszy unikat, jakże cenny dla historii polskiego leśnictwa trafił do siedziby leśników z Bolewic.

 „Wylądowanie białego kruka” właśnie tam, to efekt ich pasji poznawania historii leśnictwa oraz regionu i długoletniej współpracy z dr Wojciechem Lizakiem, właścicielem antykwariatu Wu-eL w Szczecinie. Tadeusz Szymański- nadleśniczy z Bolewic i Grzegorz Roszkowiak- jego zastępca, to leśnicy, którzy oprócz hodowli znanej „sosny bolewickiej” przywiązują wielką wagę do funkcji społecznej lasu i dbają o zabytki kultury. Dlatego w izbie edukacyjnej i na ścianach nadleśnictwa w Bolewicach zobaczymy stare, oryginalne litografie okolicznych miejscowości i leśne mapy z różnych lat. Oto mapa drzewostanowa z 1925 roku, wykreślona przy sporządzaniu pierwszych polskich planów leśnych czyli „operatu urządzania” zaraz po odzyskaniu niepodległości, co było efektem Powstania Wielkopolskiego 1919:

Niektóre z eksponatów trafiły tu w wyniku współpracy z dr Lizakiem i są bardzo pomocne w edukacji historyczno-przyrodniczej, którą chętnie zajmują się leśnicy z Bolewic. Pamiętacie przecież moje informacje o leśnym parkingu na dawnej granicy państwa polskiego? Niebawem opowiem Wam dalszy ciąg, a leśnicy z najbardziej na południe wysuniętego nadleśnictwa RDLP Szczecin mają inne, ambitne plany…  

Mapa lasów polskich 1938, której autorami są malarz Eliasz Kanarek i kartograf Tadeusz Lipski, których wizerunki uwieczniono na mapie:

 

 została wydrukowana na zlecenie leśników jako dowód ich dbałości o promocję lasów, polskiego leśnictwa, drzewnictwa i walorów przyrodniczych naszego kraju. Wynika z niej, że już wtedy leśnicy doceniali znaczenie misji społecznej, wytyczyli sobie za cel edukację społeczeństwa i promowali kulturotwórczą rolę lasu. Świadczy ona  zarówno o gorących uczuciach patriotycznych leśników, jak i o ich wielkiej trosce o zachowanie dorobku narodowej kultury:

Zawiera graficzne przedstawienie praktycznie wszystkich walorów lasu, jego mieszkańców i profesji związanych z lasem. Zaznaczono na niej rozmieszczenie różnych zwierząt, rzeźbę krajobrazu, granice państwa, ważniejsze miasta- znajdziecie na niej wawelskiego smoka, a oto warszawska Syrenka:

Autorzy zaznaczyli na niej około 50 zakładów przemysłu leśnego, w tym największy wtedy w Europie Centralnej zakład w Hajnówce. Przesłanie mapy zawiera łacińska inskrypcja umieszczona w lewym górnym narożniku:

 w wolnym tłumaczeniu brzmi to tak: „Polonia - wielkie królestwo obfitości lasów, raj polowań. Zachwyca widokami przyrody i historią dawnego kraju. Podróżnym życzliwa i gościnna”.

Mapa powstała w okresie silnych zawirowań politycznych i w atmosferze nastrojów wojennych. Nazwano na niej sąsiadów Polski, a autorzy mapy zachodnie i wschodnie rubieże kraju opatrzyli bardzo sugestywnymi grafikami i wymownymi tekstami. Oto co znajdziecie na wschodzie:

W tłumaczeniu ten napis brzmi: „wschodnie tereny zamieszkałe przez ludożerców”. Widać na mapie wizjonerską przepowiednię niedalekiej agresji, bo na wschodzie narysowano watahę wilków na granicy Polski:

oraz pluton NKWD w trakcie egzekucji:

na zachodzie z kolei hordy Germanów z hitlerowskim gestem powitania kroczą w stronę Polski:

Wydanie tej mapy przez ówczesnych leśników było  bardzo odważnym  posunięciem politycznym. Wizjonerskie przesłanie spowodowało oczywiście interwencję dyplomatyczną przyszłych agresorów i w ten sposób wycofana z obiegu mapa nigdy nie trafiła na Wystawę Światową! Urzędnicy pod naciskiem przyszłych okupantów gorliwie zniszczyli, na szczęście tylko prawie cały, nakład tej niezwykłej mapy. W maju tego roku, podczas wernisażu wystawy „200 lat leśnej kartografii”, zorganizowanej przez Instytut Badawczy Leśnictwa padło stwierdzenie, że zostały tylko 3 egzemplarze tej mapy... Trudno to jednoznacznie ustalić. Jednak prócz leśnej mapy w oryginalnym  formacie, istniały inne wersje- np.57x45 cm, nazywana mapą łowiecką, czasem też turystyczną.  Z kolei mapa polskich lasów w formacie 35x45,5 cm, stanowiła załącznik do folderu otrzymywanego wraz z zaproszeniami na nowojorską wystawę.

Z pewnością mapa z Bolewic jest jedną z kilku na świecie, których istnienie jest znane. Inne egzemplarze mapy znajdują się w bibliotece IBL w Sękocinie, Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie, Muzeum Miejskim w Zabrzu, oraz w prywatnych zbiorach.  Jeden egzemplarz mapy, który pierwotnie wisiał w gabinecie prezydenta Ignacego Mościckiego na Zamku Królewskim w Warszawie, 26 czerwca tego roku trafił w ręce Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego. Dotychczasowy właściciel tego egzemplarza mapy- Bohdan Jasiewicz- słynny myśliwy, publicysta i dziennikarz postanowił go przekazać jako darowiznę wraz z zadziwiającą historią jej losów. Mapa, która z gabinetu przedwojennego prezydenta trafiła do Londynu, Toronto i powróciła do Warszawy, stanie się teraz ozdobą Pałacyku Myśliwskiego w Wiśle.

 

 To prawdziwe zrządzenie losu, że ten biały kruk sfrunął właśnie do Bolewic. Przed wybuchem II wojny był tu najbardziej na zachód wysunięty  punkt terytorium Polski, zresztą bardzo blisko parkingu na dawnej granicy. Na mapie teren dzisiejszego nadleśnictwa Bolewice znajduje pomiędzy granicą, a stojącym na tylnych badylach (nogach) jeleniem:

 Mapa, która trafiła do Nadleśnictwa Bolewice ma format 74x57,2 cm:

 

 Takie same wymiary ma mapa z gabinetu prezydenta Ignacego Mościckiego, którą ocalił dla nas najpierw Arkady Brzezicki- znany dziennikarz, a potem Bohdan Jasiewicz. Szczegółowo opisuje on jej dzieje w czasopiśmie „Brać Łowiecka”. Oryginał- pierwowzór mapy wykonano tuszem i akwarelą w różnych kolorach na papierze o wymiarach 130x100 cm. Naklejono go na sklejkę i do 1972 roku przechowywano w Krakowie jako ciekawy eksponat. Potem trafił do OKL w Gołuchowie, gdzie w 1989 roku poddano go renowacji. Dziś ta szczególna mapa zdobi wnętrze Muzeum Leśnictwa w Gołuchowie i miałem okazję ją tam oglądać.

A historia egzemplarza mapy z Bolewic? Zadzwoniłem do dr Lizaka i wypytałem go o wszystko, co wie o jej historii. Szczeciński antykwariusz już kilka lat temu zakupił na aukcji w Monachium egzemplarz tej unikalnej mapy. Przypuszcza, że trafiła ona tam z archiwum, gdzie przechowywano ją jako przykład antyniemieckiej propagandy Polaków. Wcześniej była prawdopodobnie własnością jednego z zarządców dawnych lasów prywatnych. Gdy dr Lizak postanowił się z nią rozstać, pomyślał o zaprzyjaźnionych leśnikach. W Bolewicach nie zastanawiano się długo, bo przecież treść i przesłanie tej unikalnej mapy są aktualne i bardzo ważne do dziś, zarówna dla leśników, jak dla każdego Polaka. Chwałą im za to! 

 Czy to nie zadziwiające, że już w 1938 roku zadbano o promocję wszelkich darów naszego lasu, że leśnicy pokazali swoją otwartość na sprawy świata i ludzi i że już wtedy, szczególnie wtedy, w burzliwym historycznie czasie tak zdecydowanie pokazali swoje patriotyczne uczucia?

Leśnicy z Bolewic ocalili mapę i pamięć o tym fragmencie historii naszego kraju. Jej przesłanie jest wciąż aktualne i będzie kontynuowane w nadleśnictwie położonym na granicy Wielkopolski i Ziemi Lubuskiej, w najbardziej zalesionej części kraju. Jego siedziba to pięknie odrestaurowany budynek z 1850 roku, jest tam też izba edukacyjna:

Mapa będzie tam bezpiecznie i z pożytkiem przechowywana, a leśnicy przez wiele lat będą ją z dumą pokazywać każdemu, kto zechce poznać jej fascynującą historię.

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

 

 

20:48, lesniczy.lp
Link Komentarze (6) »
piątek, 22 listopada 2013

Przełom jesieni i zimy oznacza co roku straszny nawał pracy w lesie. Nieuchronnie zbliża się koniec roku i dlatego trzeba koniecznie kończyć w leśnictwie wszystkie zaplanowane prace. Większość zabiegów wiąże się z pozyskaniem drewna. Odbiorcy wożą je do swoich firm i wołają o kolejne, aby zdążyć przed śniegiem i wygaśnięciem umów. Tylko dziś pojechało sześć wielkich samochodów. Dlatego brakowało chwili, aby napisać Wam relację z ostatnich dni. A dzieje się teraz w lesie wiele kazdego dnia!

Zakończyłem jesienne sadzenie dęba i ponad 11 tysięcy sadzonek wzbogaci bór sosnowy. Wcześniej płaty dębowe zostały ogrodzone siatką. We wtorek była narada koordynująca pozyskanie drewna do końca roku. Wszystkie trzebieże muszą być wykonane, a ilość drewna dopasowana do umów zawartych z odbiorcami. Nie można także wyciąć więcej niż zaplanowano- to tzw. etat cięć w nadleśnictwie, który w zasadzie jest nieprzekraczalny. Termin prac musi być dostosowany do harmonogramu wynikającego z umów i możliwości finansowych odbiorców. Na naradzie koordynujemy dostawy drewna i pełną realizację prac we wszystkich jedenastu leśnictwach, planując bardzo dokładnie masę poszczególnych sortymentów drzewnych. Pomimo tego, że prace trwają w wielu miejscach mojego leśnictwa,  zostało jeszcze do pozyskania ponad 1500 m3 drewna na zrębie i w trzebieżach. Wycinam teraz stary, wyżywicowany wiele lat temu sosnowy las:

Stare sosny mają pokręcone konary, na które czekają już z niecierpliwością „gałęziarze”:

Moja kancelaria jest wciąż oblegana przez klientów zainteresowanych zakupem wałków opałowych i „samowyrobem” drobnicy, która pozostaje w lesie po wykonaniu trzebieży i czyszczeń. To przecież najtańszy opał, choć trzeba się solidnie przy nim napracować, zanim trafi do pieca. Mieszkańcy Pszczewa i okolicznych wsi, którzy wcześniej przygotowali sobie drewno wożą je teraz do domu:

Korzystają nieraz z samodzielnie skonstruowanych, unikalnych pojazdów:

Leśne drogi, nawet te niedawno pięknie wyrównane, zamieniają się miejscami w grzęzawisko:

Kierowcy samochodów wywożących drewno nie mają łatwo! Łopaty i liny często są w użyciu, gdy kierowca nie ma tzw. „fartu”… Pecha miał również operator harwestera pracujący na zrębie. Wielka maszyna uległą poważnej awarii:

Stoi teraz na pagórku zrębu, a obok leży ważący ponad cztery tony dźwig. Popękały śruby trzymające ramię dźwigu:

Naprawa pewnie długo potrwa, dlatego przyjechała inna maszyna i pracuje intensywnie, bo dni mamy coraz krótsze. Forwarder wywozi też pozyskane wcześniej „papierówki”, a wielkie, sosnowe dłużyce ciągnie do drogi kultowy ciągnik zrywkowy LKT 81 Turbo:

Już coraz rzadziej widać w lasach te czeskie, przegubowe ciągniki zrywkowe, bo ustąpiły miejsca forwarderom.

Ostatnie dni były jakieś pechowe i nawet mnie przydarzyła się niemiła przygoda. W ciągłym pośpiechu chciałem zaoszczędzić nieco czasu na dojazd do jednej z upraw i pojechałem na skróty pasem przeciwpożarowym wzdłuż toru kolejowego. Bok samochodu zsunął się ze stromej skarpy i wpadłem jak „w masło” w torfowisko, które powstało wokół zarwanego przepustu pod nasypem kolejowym:

 Mój Rokuś po raz pierwszy w karierze musiał wyjechać ”na sznurku”, zaczepiony do wezwanego ciągnika zrywkowego. Wcześniej ponad godzinę odkopywałem go z błota, bo inaczej pewnie i ciągnik nie dałby rady… Nie był to taki wielki pech ( bo przecież profilaktycznie urodziłem się trzynastego), bo w to miejsce dociera (na szczęście!) sygnał telefonii komórkowej i mogłem poprosić ciągnik o pomoc. Gdy wracałem do leśniczówki umazany błotem, spoglądałem na spokojnie wylegującą się na górce sarnę:

Spoglądała na mnie z filozoficzną zadumą, nie tracąc czasu, ani zgromadzonego pod skórą zapasu tłuszczu na zbędną ucieczkę. Czy to takie dziwne, że w końcu listopada jest mgliście i błotniście? Zawsze tak było i sarna o tym wie, dlatego oszczędza energię na zimę, która ma się pojawić już w najbliższych dniach.

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl  

20:52, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »