O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
sobota, 05 kwietnia 2014

Tydzień minął mi jakby z bicza trzasł, stąd dopiero dziś mogę chwilę przeanalizować ostanie wydarzenia. W ubiegłą sobotę o tej porze razem z ponad setką leśników z całej Polski uczestniczyłem w zjeździe krajowym Związku Leśników Polskich w Rzeczypospolitej Polskiej. Niedawno w tym samym miejscu, w Sękocinie Starym pod Warszawą odbyła uroczystość 95-lecia istnienia związku, który zrzesza ponad 10 tysięcy leśników, pracowników zakładów, parków narodowych, Instytutu Badawczego Leśnictwa oraz Biura Urządzania Lasu i Geodezji Leśnej.

Koniec  marca to czas odnowień i bardzo pracowity okres w leśnictwie, ale przecież ostatnie wydarzenia społeczno-polityczne wokół lasów, o których Wam pisałem, to także „gorący temat”, wymagający wiedzy o sytuacji oraz zaangażowania podobnego jak kampania odnowieniowa. W pierwszej kolejności te właśnie wydarzenia i ich medialne echa były przedmiotem obrad Rady Krajowej. Dawniej za sprawą króla Stanisława Augusta Poniatowskiego odbywały się obiady czwartkowe, zwane „mądrymi obiadami” lub „czwartkami”, które były spotkaniami intelektualistów. Spotkaliśmy się wprawdzie także w czwartek, jednak już po obiedzie, bo delegaci zjechali przecież z wszystkich zakątków kraju. Razem z innymi członkami ponad 30-osobowej Rady Krajowej w czwartkowy wieczór  musiałem mocno wytężać swój intelekt, ponieważ dyskutowaliśmy i rozstrzygaliśmy sprawy ważne, trudne i skomplikowane. Nic dziwnego, że obrady, które rozpoczęły się o 19.30 przeciągnęły się do godzin nocnych. Tematem wiodącym było zaskarżenie uchwalonej w ekspresowym tempie zmiany ustawy o lasach z dnia 24 stycznia 2014 do Trybunału Konstytucyjnego. Szeroko rozważano plusy i minusy takiej decyzji i atmosfera była gorąca. Jednak ostatecznie tylko przy dwóch głosach wstrzymujących podjęto uchwałę o treści:

UCHWAŁA

RADY KRAJOWEJ

ZWIĄZKU LEŚNIKÓW POLSKICH W RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ

z dnia 27 marca 2014r.

w sprawie wystąpienia do Trybunału Konstytucyjnego z wnioskiem o stwierdzenie niezgodności z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej ustawy z dnia 24 stycznia 2014r.  o zmianie ustawy o lasach (Dz. U. z 2014r. Nr 0, poz. 222), a w szczególności art. 2 i 3 tej ustawy oraz art. 58a ustawy o lasach z dnia 28 września 1991r. (Dz.U. z 1991r. Nr 101, poz. 444), w brzmieniu nadanym ustawą z dnia 24 stycznia 2014r. o zmianie ustawy o lasach (Dz.U. z 2014r. Nr 0, poz. 222).

Uchwała ma na celu wyeliminowanie zaskarżonych przepisów z porządku prawnego. Przygotowanie wniosku do TK i reprezentowanie tam Związku Leśników Polskich powierzono kancelarii prawnej.

Nazajutrz, w piątek 28 marca o godzinie 10 rozpoczęły się obrady Zjazdu Krajowego, które  otworzył Przewodniczący ZLP Bronisław Sasin.

Wprowadzono sztandar ZLP, a warto zauważyć, że poczet sztandarowy wierny był modnej idei gender:

Przedstawiciele dyrektora generalnego zapowiadali szybką (choć zapewne nie tak szybką jak ta ostatnia) kolejną zmianę ustawy o lasach, bardzo oczekiwaną przez leśników. Potwierdzał to także obecny na zjeździe tylko jeden z posłów, Cezary Olejniczak:

 

Leśnicy życzliwie przyjęli i wysoko ocenili jego wystąpienie, znajomość leśnych tematów oraz rozsądek, jaki wynikał z jego  wypowiedzi. Pan poseł, choć jednoosobowo (zaproszeni zostali posłowie z wszelkich opcji politycznych) reprezentował bardzo dobrze i godnie świat polityki, tak odległy i różny od naszego, leśnego świata. Jednak to nie świat przyrody, ale polityki i gospodarki istotnie kreuje przyszłość polskich lasów…

  Zapowiadana zmiana ustawy o lasach dotyczy sposobu zatrudniania zastępcy nadleśniczego, głównego księgowego nadleśnictwa, inżyniera nadzoru i leśniczego z powołania na umowę o pracę. 5 marca grupa posłów PO i PSL złożyła do Marszałka Sejmu projekt ustawy w tej sprawie. To od lat oczekiwana przez leśników zmiana sposobu zatrudnienia, którzy nie bardzo wierzą w jej realizację, bo tyle już było tych obietnic!

 Ostatnio tak wiele mówiło się w mediach o leśnikach, ich zarobkach, jednak tej kwestii nikt nie poruszał. Podobnie jak sprawy leśniczówek, których tak wiele osób nam zazdrości. Mało kto jednak wie, że leśniczego można w każdej chwili odwołać z funkcji, co jest równoważne z rozwiązaniem stosunku pracy i wtedy w ciągu trzech miesięcy należy opuścić leśniczówkę. Gdy leśniczy po ponad 40 latach służby w lasach odejdzie na emeryturę ma sześć miesięcy na opuszczenie leśniczówki, o którą dbał przez tyle lat, gdzie wychował dzieci, najczęściej z dala od zdobyczy cywilizacji. Nadleśniczy może zaproponować mu inny, zamienny lokal, ale wiele mieszkań już sprzedano i wciąż trwa ich sprzedaż. Ale nie dla leśniczych, bo oni nie zostali zaliczeni do grona uprawnionych do kupna mieszkań, które mają tylko w użyczeniu na czas pełnienia swojej funkcji. A po służbie „mają iść gdzie pieprz rośnie”, jak to gorzko, ale konkretnie  napisali w  swoim liście do uczestników zjazdu leśniczowie, którzy niebawem przejdą na emeryturę. Zostają sami z problemem mieszkaniowym, bo przez lata nie udało się tej sprawy rozwiązać podobnie jak to zrobiono w różnych służbach mundurowych. A leśnicy wiedzą najlepiej, że nie przesadza się starych drzew… Jednak w piśmie wysłanym do przewodniczącego ZLP 27 marca 2014  minister środowiska pisze:

"Odnośnie do propozycji, aby pracownikom Lasów Państwowych opuszczającym mieszkania służbowe przysługiwała odprawa w określonej wysokości, jeżeli nie będą korzystali z zasobów mieszkaniowych Lasów Państwowych informuję, że Ministerstwo Środowiska nie planuje wprowadzenia takich regulacji. Nie ma również intencji, aby zmienić przepisy uprawniające pracowników Służby Leśnej do bezpłatnego mieszkania."

 

Bo leśniczowie i pewnie nadleśniczowie chcieliby być przynajmniej lokatorami mieszkań na podstawie umowy najmu...

Leśnicy w dyskusji i czasem nawet bardzo emocjonalnych wystąpieniach poruszali wiele ważnych dla nich kwestii: zadaniowego czasu pracy, który niektórzy nazywają ukrytym wyzyskiem, kwestii zaufania do ich uczciwości i ogromu różnorodnych obowiązków, których nie da się wypełnić w „normalnym” czasie pracy kosztem rodziny, zdrowia psychicznego i rezygnacji z wszelkich poza zawodowych pasji. Nie było to wcale roszczeniowe narzekanie, bo przecież kochamy swoją pracę i chcemy ją wykonywać jak najlepiej, w zamian za partnerskie i uczciwe traktowanie przez przełożonych i licznych kontrolujących.

Głos zabierał między innymi Andrzej Piesyk, leśniczy-poeta ( na fotce siedzący w środku, z filiżanką):

Andrzej, zakochany w swoich krotoszyńskich dębach, tak o nich  pisze:

Moje dęby umiłowane jeszcze

są bez liści.

Dzięcioł w pień pusty dudni

dając znaki wiośnie

Ptaki gardła zdzierają, ciepło słońca głoszą

Bąk w kokorycz się wtula, wargi jej całując

Biel z żółcią w zawilcach dywany rozściela.

Pszczoła zawilca kosztuje nie musi się wtulać,

cały jest otwarty, bo czas jego krótki!

Dęby stoją i patrzą same zadziwione

bo błękity przylaszczek niebo z ziemią mylą.

Soki swe w pąki tłoczą z lekkim niepokojem

by konarów oczami sycić kolor wiosny

Barwy buty im szyją, kroków zabraniają

jeszcze chwila dni kilka gdy wzrok swój nasycą,

zieleń liści dna wesołość wchłonie.

Moje dęby umiłowane …!

            Mądrość Twoja Płonie…!

Tak,tak, skoro zjechało się 117 leśników-delegatów z nadleśnictw i zakładów całej Polski, to na sali obrad są ludzie o przeróżnych zainteresowaniach i umiejętnościach…

Drugi dzień zjazdu, czyli sobota, to praca nad uchwałami wnioskami zjazdu.

 Trwały gorące dyskusje, polemiki i walka na argumenty, bo każdy region kraju, a także każda grupa zawodowa leśników ma swoje problemy i pomysły na ich rozwiązanie. Można zapoznać się z podjętymi uchwałami i wnioskami odwiedzając stronę związku leśników: www.zlpwr.pl.

Rada Krajowa i Przewodniczący ZLP Bronisław Sasin będą mieli wiele pracy, aby wprowadzić je w życie i sprawić, że z „papierowych zapisów” staną się kierunkami działania oraz satysfakcjonującej wszystkie strony pracy z pasją, którą od 90 lat poświęcają się członkowie Braci Leśnej.

Leśniczy Jarek-lesniczy@erys.pl

14:48, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 03 kwietnia 2014

Wiosna to czas wielkiego pośpiechu i błyskawicznych zmian. Dni pędzą gwałtownie, a przyroda zmienia się z praktycznie z godziny na godzinę. Nie dziwcie się zatem, że trudno było znaleźć chwilę na blogową „twórczość”. Jednak z drugiej strony dzieje się tyle ciekawych rzeczy i bardzo korci mnie, aby pokazać i opisać je tym, którzy nie mają szansy, aby słyszeć co rano klangor żurawi, „cilcalpowanie” pierwiosnka, który zaraz po przylocie wyśpiewuje namiętnie swoją zwrotkę oraz wieczornych koncertów kosów.

W sobotę 29 marca przyleciały już bociany i zasiedliły wszystkie okoliczne gniazda, perkozy i łyski siadają na jajach, choć miały pewien kłopot z wyborem miejsca na gniazdo, bo na jeziorze koło leśniczówki wykoszono i tak mizerne łany trzcin. Jeszcze większy kłopot będzie miał „ptasi drobiazg”, szczególnie trzciniaki. W poniedziałek, w ostatni dzień marca posadziłem ostatnią sadzonkę i podziękowałem ekipie pani Magdy, która bardzo sprawnie i co najważniejsze porządnie zajmowała się odnowieniami. Posadzili blisko 20 ha podsadzeń bukowych, prawie 4 ha zrębów zupełnych, prawie 5 ha zrębów złożonych, odnowili jedną lukę i poprawili kilka zeszłorocznych zrębów (ten nękany przez króliki także), sadząc tam także blisko 2 ha. Łącznie posadzono blisko 150 tysięcy sadzonek. W całych Lasach Państwowych co roku sadzi się 500 mln drzew! Wiecie, że przeciętny leśniczy w trakcie swojej całej służby lasom zostawia kolejnym pokoleniom 500-600 ha młodego lasu, który wyhodował i wypielęgnował?

Na „moich” uprawach stoją już równo posadzone młode sosenki, które cieszą oko żywą zielenią:

 Pomyśleć, że 18 marca stały tu jeszcze stosy gałęziówki, a ciągnik z rozdrabniaczem dopiero kruszył gałęzie i pozostałości zrębowe. Całkiem niedawno wyjechały wozy z ostatnimi dłużycami tartacznymi, które były jeszcze w lutym gonnymi sosnami… W końcu stycznia ekipa filmowa TVN 24 kręciła właśnie tu materiał do programu „Czarno na białym” i była przerażona strasznymi koleinami i ”księżycowym” krajobrazem zrębu. Dziś po koleinach nie ma śladu, a zrąb jest już piękną uprawą. Gdy szef ZUL-a pan Jan po mistrzowsku kroił pługiem zgrabne bruzdy na pofałdowanym zrębie z jednej strony, to już z drugiej strony ekipa pani Magdy sadziła sosny.

Paliki, które według przygotowanego przeze mnie szkicu powbijał podleśniczy Irek, oddzielają sosnę od kęp buka, sadzonego w bardziej zacienionych miejscach:

Sadzonki buka strzelą za chwilę zielenią w niebo i sójki w lesie będą wrzeszczeć, że buk się rodzi:

To zrąb zagospodarowany rębnią złożoną, gniazdową i było to ostatnie, uprzątające cięcie. Wcześniej trafiły już tu dęby, które stanowią 30% przyszłego lasu i młode drzewka mają już teraz 3-4 metry. Na obrzeżach dębowych gniazd posadziliśmy młode lipy:

Staramy się przywrócić ten gatunek okolicznym borom, nie tylko jako pojedyncze okazy czy aleje. Ostatnia sadzona w tym roku uprawa pięknie wygląda w porannym słońcu:

To, że została tam posadzona ostatnia sadzonka wcale nie znaczy, że leśniczy może zapomnieć o istnieniu uprawy, a las będzie rósł sam. Na uprawie jest wiele drobnych, zielonych gałęzi, a pług poprzerywał sosnowe korzenie. Wokół unosi się balsamiczny zapach świeżej żywicy, która zapewne zwabi obudzone coraz mocniej przygrzewającym słońcem szeliniaki. Szeliniak sosnowiec to barczysty, brązowy chrząszcz, który chętnie ogryza korę z pędów młodych sosenek:

Taka sadzonka zwykle usycha. Uprawa założona zaraz po zakończeniu zrębu jest bardzo narażona na liczne pojawienie się żarłocznych owadów, które „na pieszo” idą od sadzonki, do sadzonki. Z drugiej strony nie mogłem czekać rok na odnowienie zrębu, bo to mocne siedlisko, które służy także znakomitemu rozwojowi chwastów: trzcinnika, paproci, malin i jeżyn. Tak źle i tak niedobrze! Las także radzi sobie sam z uzupełnianiem młodego pokolenia, bo wszędzie widać latające sosnowe nasionka:

Tam gdzie znajdzie się kawałek wolnej przestrzeni i odkrytej gleby pojawi się siewka sosny. Trzeba jednak o nią także zadbać, dlatego wszędzie jest potrzebny leśniczy…  Jeżdżą wciąż samochody z drewnem, trzeba pilnie kończyć szacunki brakarskie, sprawdzić zmineralizowanie pasów przeciwpożarowych wzdłuż dróg i torów kolejowych, stan dróg pożarowych i punktów czerpania wody itd. A co najważniejsze, posadzenie ostatniej sadzonki to jeszcze nie koniec odnowień. Trzeba wykonać przecież jeszcze całą „papierową robotę”: zestawienia, WZ, RW, protokoły itd.

A w przyrodzie czas godów i budowania gniazd. Po jeziorach pływają grupki i pary gęsi gęgaw:

Niebawem już będą z nimi pływać pisklęta, bo zwykle pojawiają się na początku kwietnia. Nad trzcinowiskiem charakterystycznym, „motylim” lotem krążył błotniak stawowy ze skrzydłami ułożonymi w literę V. Tak wygląda z góry:

A tak z dołu:

W pewnym momencie spikował w trzciny:

Pewnie już przygotował tam sobie gniazdo. Niedaleko pływała para perkozów dwuczubych i para gągołów. Bo wiosna w przyrodzie i nie tylko, to czar par…

 

Leśniczy Jarek - lesniczy@erys.pl

 

20:23, lesniczy.lp
Link Komentarze (1) »
środa, 26 marca 2014

Jutro Międzynarodowy Dzień Ziemi. Nasza Zielona Planeta potrzebuje jednak nas, ludzi i naszej pomocy codziennie, a nie tylko od święta. Dlatego jutro szczególnie, ale też każdego dnia pamiętajmy, że to od nas zależy przyszłość otaczającej nas przyrody. Pamiętajmy też, że człowiek jest także cząstką przyrody i to jak ważną…

Dlaczego zatem nieustannie śmiecimy, niszczymy i psujemy harmonię przyrody? Czy nie lepiej zachwycać się całością przyrody, fenomenem jej trwałości i różnorodności oraz każdą jej najmniejszą cząstką z osobna?

Człowiek, skoro jest myślącą i decydującą cząstką przyrody powinien być odpowiedzialny i rozumnie z przyrody korzystać. Najczęściej jest inaczej, gdyż tylko wydaje się nam, że znamy i rozumiemy otaczający nas świat przyrody. Warto wciąż na nowo poznawać magię roślin, zwierząt, krajobrazów, kamieni i wód. Warto nauczyć się cieszyć obcowaniem z przyrodą. Ruszać do lasu, kiedy tylko można, aby ją jak najpełniej poznać:

Bo jest to magia i swojego rodzaju mistyka. Dlatego uczmy się rozumienia przyrody i zachwytu nad każdym jej najmniejszym kawalątkiem. Czy jest to piękny krajobraz, drzewo, urocza  roślina czy pozornie brzydka ropucha…

Tegoroczna wczesna wiosna bardzo temu sprzyja. Przyszła wcześnie i rozpieszcza nas ciepłem, choć wczoraj dostałem fotkę ze Szklarskiej Poręby, gdzie mój zacny przyjaciel Janusz ukazuje mi zasypaną śniegiem krainę… Wiosna zwykle najzgrabniej zachęca nas do spacerów i poznawania na nowo świata przyrody. Dlatego Dzień Ziemi został ustanowiony w wiosenny czas.

Ciekaw jestem jak minął Wam ten szczególny dzień- Święto Ziemi. Czy był to dzień jak co dzień, czy udało się Wam choć na chwilę pochylić nad jakąś cząstką świata przyrody. Może ktoś w Was w jakiś szczególny sposób uczcił to święto? Podzielcie się proszę wrażeniami…

Wczoraj w wiejskim kinie w Pszczewie kilkadziesiąt osób obejrzało moje przyrodnicze fotografie i wysłuchało opowieści o „Magii pszczewskich lasów”. Na zaproszenie Klubu Przyjaciół Pszczewa przygotowałem taką prelekcję, która zostało bardzo ciepło i z wielkim zainteresowaniem przyjęta:

 To właśnie z okazji Dnia Ziemi i na chwałę magicznej przyrodzie... Bo przyroda jest mądra i nie nudzi się nigdy. Nigdy jej też do końca nie poznamy i na tym polega jej fenomen. Nie trzeba wiele, aby godnie uczcić naszą Ziemię. Trzeba ją tylko szanować i rozumieć. Nie tylko od święta. Pomyślcie o tym w Dzień Ziemi!

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

23:07, lesniczy.lp
Link Komentarze (1) »
piątek, 21 marca 2014

Dziś jak przystało na pierwszy dzień wiosny i Międzynarodowy Dzień Lasu była prześliczna pogoda. O dniu wagarowicza słychać było za pośrednictwem mediów sporo, natomiast Święto Lasu nie było tak nagłośnione. A przecież jak wynika z wyliczeń ONZ, od lasów uzależniony jest byt 1,6 mld ludzi na świecie oraz spora część światowej gospodarki.

Niezawodna w sprawie lasów po raz kolejny okazała się radiowa Jedynka. Sporo czasu antenowego poświęciła lasom i rozmowom  dziennikarzy z leśnikami. „Chciałbym złamać ten stereotyp, który lansuje telewizja, że leśniczy ma psa, dubeltówkę i nic innego nie robi, tylko chodzi sobie po lesie i obserwuje ptaki oraz zwierzęta. Prawda jest całkiem inna" - mówił w radiowej Jedynce Waldemar Paszkiewicz z leśniczówki Nowa Wieś.

 Z zainteresowaniem słuchałem chwilę rozmowy z leśniczym i po raz kolejny doszedłem do wniosku, że w naszym kraju jest wielu leśniczych, którzy potrafią ciekawie i z pasją opowiadać o lesie bez zbędnego zadęcia. Kolega leśniczy bardzo fajnie opowiadał o lesie i pracy leśników, a szczególnie spodobał się mi jego trafny podział roku nie na cztery, ale na trzy pory: „Są to: pora śniegu, błota i kurzu. Najpierw jest zima i jest problem z dojazdem, potem taplamy się w błocie, a na koniec jest kurz i komary”. Dołożyłbym  do pory kurzu jeszcze meszki i zwiększony ruch turystyczny, ale co tam…

Nie miałem jednak dziś (jak zwykle zresztą) zbytnio chwili wolnego czasu na śledzenie medialnych doniesień o świętowaniu bo w lesie wszędzie była niezbędna moja obecność. Przecież sadzą w wielu miejscach naraz, zrywają, wywożą drewno, a na biurku rośnie sterta pilnych dokumentów. Odbierałem dziś prace przy zakończonych czyszczeniach wczesnych i późnych, pokazywałem jak należy zaorać ostatni zrąb, który został do posadzenia i kontrolowałem posadzone już powierzchnie.

Gdy zajechałem na zeszłoroczną uprawę, gdzie były wykonywane poprawki dwuletnią sosną i brzozą zobaczyłem taki widok:

Cały rząd  sadzonek sosnowych wzdłuż lasu miał połamane wierzchołki! Co za czort?- pomyślałem sobie. Wczoraj sadzonki pięknie stały, bo byłem tam w trakcie sadzenia, a co dziś się tam stało? Pomyślałem sobie, że może ktoś złośliwie zniszczył sadzonki. Naraz olśniło mnie- „No tak, dziś Dzień Wagarowicza, może jakieś dzieciaki chciały napsocić? Ale skąd tutaj, w takim odległym od miejscowości zakątku lasu wagarowicze?

Gdy obejrzałem jednak dokładnie  kilka sadzonek wszystko już było jasne. Wstyd się mi zrobiło, że posądziłem nawet w myślach dzieciaki o tak niecny występek. Sosnowe sadzonki nosiły ślady zębów i były zwyczajnie zżarte! Podobnie sadzonki brzozy były poobgryzane bardzo mocno:

Stałem chwilę na skraju uprawy i naraz zobaczyłem szkodnika:

Poznajecie? Oto on w całej okazałości:

To właśnie dzikie króliki- w tym przypadu szkodniki, choć wyglądają bardzo milutko... Co chwilę któryś przemykał w trawach, pomimo pełni dnia. Kilka lat temu w pobliżu myśliwi wpuścili do lasu sporą ilość dzikich królików, aby odbudować populację wyniszczoną chorobami. Jak widać króliki zadomowiły się tu i mają się dobrze. Nie bały się mnie zbytnio, gdy nie wykonywałem gwałtownych ruchów:

 Wokół są w większości ubogie, sosnowe bory, na polach nic ciekawego do przekąszenia nie widać, to świeże, zielone sadzonki okazały się dla nich bardzo apetyczne. Gdy obejrzałem sąsiedztwo ich nor:

to zauważyłem, że wszelkie zielone gałązki, jakie leżały w okolicy były skrupulatnie „obżarte do zera” z kory.

 Króliki żyją społecznie w norach, które kopią sobie jedna obok drugiej i ciągle jedzą. To sympatyczne zwierzątka i fajnie, że są w mojej okolicy, ale żeby tak zeżreć świeżo posadzone sadzonki i to jeszcze w Międzynarodowy Dzień Lasu? Nie mogły pójść sobie na wagary i poszukać innego żeru? Wprawdzie w polskich lasach sadzimy rocznie 500 mln drzewek, ale raczej nie dla zaspokojenia apetytu królików!

 Chyba muszę pomyśleć nad dostarczeniem im innej karmy niż sadzonki, aby ratować uprawę. Dlatego leśniczy nie ma czasu, aby  świętować, nawet w tak ważny dzień jak dziś,  albo wybierać się na wagary, bo las go wciąż potrzebuje. Wygląda na to, że trzeba będzie się nieźle natrudzić, zanim tu wyrośnie młody las… Jak przystało na pierwszy dzień wiosny zakwitły moje ulubione fiołki:

Skoro to zauważyłem, to nie jestem jednak tak strasznie zagoniony. Martwi mnie, że nie widać jeszcze w gniazdach bocianów. Mam nadzieję, że te pszczewskie nie trafiły pod lufy idiotów, którzy chwalą się fotografiami z niechlubnych dla ludzkości "bocianich pokotów"...

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

22:33, lesniczy.lp
Link Komentarze (11) »
niedziela, 16 marca 2014

W poniedziałek po raz kolejny w Irlandii, a także w naszym kraju i wielu zakątkach Europy będziemy świętować Dzień Świętego Patryka. Nie jestem zwolennikiem globalizacji, unifikacji, nowej mody, a raczej tradycjonalistą i pamiętam dobrze słowa Juliusza Słowackiego z „Grobu Agamemnona”, który surowo ocenił współczesną sobie Polskę:

 

„Polsko! lecz ciebie błyskotkami łudzą;

Pawiem narodów byłaś i papugą,

A teraz jesteś służebnicą cudzą.”

 

Jednak to święto, związane z afirmacją zieleni jest według mnie miłe i sympatyczne, tym bardziej, że przypomina o kulturze Celtów, którzy wywarli wielki wpływ na nas, Polaków.

 Celtowie to lud indoeuropejski, za którego kolebkę uważa się obszar alpejski. Pierwotny język celtycki przetrwał w takich językach jak szkocki, walijski, irlandzki i bretoński. Niezwykłością tego narodu było to, że mimo dominacji na dużym obszarze Europy nigdy  nie stanowił jednego organizmu państwowego. Celtowie zamieszkiwali żyzne, zasobne ziemie i tworzyli szereg plemion, zachowując jednak daleko posuniętą jedność tradycji oraz kultury. Na ziemie polskie Celtowie przybyli już w IV tysiącleciu przed narodzinami Chrystusa.  Dotarli do nas z południa, z szeroko rozumianego obszaru Kotliny Karpackiej, a konkretnie z dzisiejszych Czech i Moraw. Byli pokojowo nastawieni i nic nie słyszałem o konfliktach z naszymi słowiańskimi przodkami.

 Zawdzięczamy im podobno wiele wynalazków, choćby beczki z klepek, mydło oraz wiele narzędzi. Przede wszystkim wprowadzili na teren polski ulepszoną metodę wytopu żelaza, czyli piece dymarskie, a także umiejętność wyrobu naczyń na kole garncarskim. Okolice Pszczewa i Borowego Młyna znane są archeologom właśnie z odkryć dawnych pieców, gdzie wykorzystywano w produkcji rudę darniową to może i tutaj Celtowie bobrowali po lasach dzisiejszego leśnictwa Pszczew?

 Czytając różne ciekawostki przyrodnicze wiele razy natykałem się na ślady mądrych celtyckich druidów, którzy m.in. doskonale znali i wykorzystywali właściwości roślin. Kultura celtycka urzeka mnie barwnością legend, żywością folkloru i zamiłowaniem do tradycji. Celtowie mają wielki wkład w chrystianizacji Europy, a św. Patryk wykorzystał symbol zielonej, trójlistnej koniczynki do tłumaczenia istnienia Trójcy Świętej…

W "leśnym wydaniu" zawsze przypomina się mi koniczyna Św. Patryka, gdy spoglądam na łany szczawika zajęczego:

 

Niebawem już znowu w pełni zakwitnie. Podobno świetnie nadaje się na sałatkę ale jakoś nie zebrałem się nigdy, aby to sprawdzić w praktyce. Dawniej stosowano go jako odtrutkę przy zatruciach rtęcią… Napój ze świeżych liści łagodzi gorączkę, można  też świeże liście przykładać na rany, ale nie można go nadużywać, bo w dużych ilościach jest toksyczny.

A jak nasza przyroda przygotowała się na zielone święto Patryka?

Zaczyna kwitnąć forsycja, a dereń jadalny jest w pełni kwitnienia. Na moim trawniku przed leśniczówką kwitną jeszcze krokusy i przebiśniegi ale już pojawiły się cudne cebulice:

W środę oglądałem już wiele kolorowych motyli, m.in. rusałkę żałobnik.

Żurawie już pozajmowały tereny lęgowe, a jest ich co roku więcej i tańczą swoje flamenco:

Przyleciały już perkozy dwuczube, gągoły tokują namiętnie i kręci się wiele par gęgaw:

W poniedziałek obserwowałem niedaleko Szarcza krążącą na niebie kanię rudą:

Przyleciała dość wcześnie, podobnie jak długodzioba słonka, która wystartowała w środę z szumem spod niewielkiego świerka na skraju zrębu, gdy odbierałem „gałęziówkę”.

Na niebie ruch niesamowity i wciąż ciągną pary, stada i klucze ptaków. Widać tam także wielkie ożywienie pośród "stalowych ptaków":

Sikory opuściło sąsiedztwo ludzi i szukając w lesie swojego „M1” zaglądają i wybierają. Spodobały się im dziuple w brzozach. Może tu?:

 

A może jednak tam?:

Bocianów jeszcze u mnie nie ma, choć strażacy z OSP Pszczew przygotowali już lipę na ich przybycie, wycinając gałęzie przeszkadzające ptakom w lądowaniu na gnieździe. Mieli sporo pracy, bo ostatnio pomagali tym bocianom trzy lata temu. Na strażakach jednak zawsze można polegać! Ich patronem jest wprawdzie św. Florian ale może za dobry uczynek i św.Patryk będzie im sprzyjał?

Dla mnie zielone święto Patryka to oprócz koniczynki i spotkań z przyjaciółmi przede wszystkim zielone sadzonki, które ledwo zadołowane w dole-lodowni już dziś rosną na nowej uprawie.

 Wyrośnie z nich nowy las tam, gdzie kiedyś był być może gaj celtyckiego druida.

 

Miłego zielonego święta!

 

  Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

16:13, lesniczy.lp
Link Komentarze (12) »
sobota, 15 marca 2014

Takie pytanie szczególnie teraz, wiosną słyszy pewnie większość leśniczych. Bo „drzewo” na wsi to podstawa bytu i zanim jeszcze skończy się jeden sezon grzewczy, już trzeba myśleć o następnym. Po zimowych cięciach, szczególnie zrębowych, w lesie zostaje sporo gałęzi, które są atrakcyjnym paliwem do wszelkich pieców i kominków. Leśnicy pozyskując drewno w ramach planowanych cięć prowadzą swojego rodzaju proces produkcyjny, którego finałem są różne sortymenty drzewne. Wszyscy przecież wiemy, że drewno ma około 30 tysięcy zastosowań!

Ogół czynności związanych ze ścięciem drzew, wyrobieniem i przygotowaniem drewna do sprzedaży nazywają PKS- jest to pozyskanie kosztem skarbu. Część tego drewna, głownie wałki opałowe, jest przeznaczona do sprzedaży detalicznej, na potrzeby lokalnego rynku, prowadzonej w leśniczówkach, a czasem także w nadleśnictwach.

 

Wałki jednak nie dla każdego są atrakcyjnym towarem, choć i na nie popyt jest bardzo duży. Szczególnie, gdy są to sosnowe wałki ze spałami żywiczarskimi, już coraz rzadziej spotykane w naszych lasach:

 

 Po zakończeniu tych podstawowych prac i wywiezieniu drewna do tartaków i firm drzewnych, przychodzi pora na niezbędne uporządkowanie powierzchni, gdzie pozyskiwano drewno i wtedy jest czas na PKN.

 Ten tajemniczy skrót PKN może niektórym kojarzyć się  z pewnym koncernem lub znanym manifestem lipcowym. Jednak w tym przypadku chodzi o  Pozyskanie Kosztem Nabywcy, czyli trochę niezgrabnie nazywany „samowyrób”, głównie drewna opałowego, przeznaczanego  na potrzeby gospodarstwa domowego. Każde nadleśnictwo w Polsce ma precyzyjnie określone zasady takiej formy nabywania drewna przez zainteresowane osoby. Aby je poznać, trzeba zgłosić się do najbliższej leśniczówki i tam od leśnika uzyskamy informacje oraz wiedzę niezbędną do legalnego zaopatrzenia się w drewno na nasze potrzeby.

 Kiedyś, przynajmniej na wsi, wszyscy wiedzieli doskonale jak przygotowuje się drewno na opał, jak się je suszy, magazynuje, pali. Znali właściwości drewna i jego przydatność do ogrzewania, wędzenia czy „produkcji” narzędzi lub sprzętów niezbędnych w gospodarstwie Dziś ta wiedza nie jest już tak powszechna. Boleśnie przekonuje się o tym „mieszczuch”, który staje się posiadaczem domku letniskowego z kominkiem, lub nawet weekendowy turysta, który chciałby spędzić wieczór przy ognisku. Bo skąd wziąć drewno do kominka i cieszyć oko równo ułożonym sągiem brzozowych lub bukowych szczap pod tarasem wymarzonego wiejskiego domku? Jak zaopatrzyć się w gałęzie niezbędne do rozpalenia ogniska na wędkarskim pikniku i skąd zdobyć kilka żerdzi tak potrzebnych do naprawy nadwątlonej kładki nad ulubionym leśnym jeziorkiem? Problem aktualny cały rok, a chłodne wieczory wiosną czy  jesienią każą pamiętać o legalnym zaopatrzeniu w drewno. Bo wejść „w szkodę” zbierając chrust, szyszki czy łamiąc gałęzie niesłychanie łatwo, a reguluje to prawnie ustawa o lasach oraz o ochronie przyrody, a art. 153 kodeksu wykroczeń brzmi groźnie:

Kto w nie należącym do niego lesie zbiera gałęzie, korę, mech, ściółkę,  szyszki, obdziera korę, łamie gałęzie itd. podlega karze grzywny do 250zł.

Zainteresowanie pozyskaniem drewna na własne potrzeby jest bardzo różne, w zależności od regionu, przyzwyczajeń i  lokalnych tradycji, a w szczególności od ilości lasów w pobliżu siedzib ludzkich. Duże znaczenie ma też zasobność portfela, bo to zwykle ludzie mniej zamożni, których nie stać na założenie instalacji gazowej czy olejowej, wyrabiają sobie drewno w lesie. Dużym zainteresowaniem cieszą się gałęzie liściaste:

Ale nawet cienkie drzewka z czyszczeń lub cieniutkie gałęzie i suche sęki na zrębach są skrzętnie zbierane:

Jest tu pewnego rodzaju konflikt interesów, bo przyrodnicy i ekolodzy wciąż naciskają leśników i nakazują zwiększanie udziału drewna martwego w lesie. Okoliczna ludność z kolei zarzuca leśnikom niegospodarność i marnowanie drewna. „Panie leśniczy, pan mówi, że nie ma drzewa do wyrobienia, a tam tyle suszek gnije, że strach!”. Każdy ma swój punkt widzenia, a leśniczy musi znaleźć złoty środek…

 Leśnicy starają się zrozumieć lokalne potrzeby i wychodzą naprzeciw mieszkańcom okolicznych wsi, tak kalkulując ceny drewna pkn i ilości przeznaczone do takiego zagospodarowania, aby zachować równowagę pomiędzy przyrodą, gospodarką i ludźmi. Dodatkowo drewno wyrabiane kosztem nabywcy przysparza leśniczemu wiele pracy. Trzeba precyzyjnie wskazać miejsce, gdzie się ono znajduje, zajrzeć tam w trakcie pracy, a potem odebrać czasem nawet kilkadziesiąt niewielkich stosów.

 Każda ”kupka” gałęzi musi zostać zmierzona z dokładnością do centymetra i na każdej nabija się plastikową pytkę.

Potem przyjmuje się drewno na stan magazynowy leśnictwa, sporządzając w rejestratorze leśniczego rejestr odbioru drewna i wprowadza drewno  do systemu. Należy to zrobić odpowiednio wcześniej, bo zwykle zgodnie z zarządzeniem nadleśniczego musi ono pojawić się na liście magazynowej kilka dni przed planowaną sprzedażą, aby umożliwić ewentualną kontrolę odbiórki drewna przez leśniczego.

„Gałęziarz” też nie ma łatwo, bo musi poddać się pewnej procedurze. Należy zgłosić się do leśniczówki, przestrzegając godzin urzędowania, które każdy leśniczy podaje do wiadomości na drzwiach swojego biura. Tam leśniczy wystawia pisemne pozwolenie na pozyskanie drewna i określa precyzyjnie co można wyrobić w wskazanym fragmencie lasu,  co musi pozostać nietknięte, oraz określa termin wykonania pracy. Pozwolenie jest jednocześnie zezwoleniem na wjazd do lasu i wpisuje się tam numer rejestracyjny pojazdu. Osoba pracująca przy pozyskiwaniu drewna opałowego kładzie wtedy dokument za szybą samochodu i wiadomo, że ma prawo pozostawić pojazd w pobliżu miejsca pracy.

 Leśniczy udziela też instruktażu z zakresu bezpieczeństwa i higieny pracy, potencjalnych zagrożeń, zachowania bezpieczeństwa przeciwpożarowego i użycia właściwych narzędzi. Wyrabiający drewno podpisuje oświadczenie, że został przeszkolony na odwrocie pozwolenia, gdzie znajduje wypisany „na wszelki wypadek” zbiór podstawowych zasad.  Leśniczy określa też zasady przygotowania drewna do odbiórki, informuje o aktualnych cenach drewna i terminach sprzedaży. Wciąż nie słabnie zainteresowanie wyrobem „gałęziówki”, a chyba raczej widać wzrost. To swojego rodzaju miara zamożności społeczeństwa… A gdy zdarzy się zrąb, gdzie wycięto bardzo atrakcyjnie opałowo robinię akacjową?:

Dzielę wtedy po kawałku powierzchnię zrębu, podobnie jak przy rębniach gniazdowych, gdzie każde 20-30 arowe gniazdo „wyrabia” ktoś inny. Wyrobione drewno po sprzedaży wyjeżdża z lasu różnymi pojazdami. Czasem to dobra okazja do poznania siły sąsiedzkiej pomocy:

Czasami też ludzie radzą sobie z transportem „gałęziówki” przy pomocy przyczepek do samochodów osobowych lub samodzielnie skonstruowanych pojazdów:

Segregator z pozwoleniami pęcznieje w oczach. Trudno się dziwić. Metr przestrzenny wyrobionego drewna kosztuje zwykle tylko kilka złotych i przy wielu wiejskich domach można zobaczyć taki obrazek:

Z wielkiego stosu gałęzi po pocięciu zostaje już dużo mniej polan, a zatem „gałęziarz” znowu niebawem pyta leśniczego: „Da pan zrobić drzewa?”

No i trzeba dać, choć jadą samochody z sadzonkami, wyjeżdżają z lasu inne, z wcześniej pozyskanym drewnem, trwają grodzenia, prace odnowieniowe i czyszczenia wczesne oraz późne w młodnikach. Każdy leśniczy doskonale wie, że drewno na wsi to podstawa bytu…

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

15:55, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
wtorek, 11 marca 2014

Po bardzo pracowitym dla leśników czasie zimy, gdy warczały piły, harwestery i silniki samochodów wywożących drewno z lasu, szybko zawitała w tym roku wiosna. Wiosna w lesie jest bardzo pracowita. Czyszczenia wczesne i późne, naprawy starych i wykonywanie nowych ogrodzeń upraw, no i oczywiście czas odnowień, zalesień, podsadzeń i poprawek.

Dziś dojechały już do mnie pierwsze sadzonki brzozy i dębu, a zatem nie ma chwili oddechu. Rano sprzedaż detaliczna, telefony od kierowców jadących po drewno tartaczne i „rzutem na taśmę” wpadłem na naradę… Narada dotyczyła głównie spraw związanych z odnowieniami, choć jak zwykle takze sporo było o drewnie.

Po południu przygotowałem całą logistykę tegorocznych odnowień, bo jutro jestem umówiony na dokładne uzgodnienia prac z leśnikiem Mikołajem, kierującym działaniami pracowników zula-a. Plany zawarte w szkicach przyszłych upraw musimy przełożyć na leśny grunt. Przygotowałem oczywiście "papierowy" komplet wytycznych, ale wszystko muszę przecież dokładnie wskazać w terenie.

Gleba do sadzenia została przygotowana w większości jesienią, planowane ogrodzenia już ukończone- tylko sadzić! W tym roku w moim leśnictwie jest do wysadzenia 120 tysięcy sadzonek różnych gatunków, czyli „średniawka”. Bywało już dobrze ponad 200 tysięcy…

To będzie jak co roku, gorączkowy czas i kumulacja zadań do wykonania, udokumentowania i „papierowego” rozliczenia. Potem natychmiast dalsze prace przy szacunkach brakarskich, planowanie zabiegów na 2015 rok itd. Może z racji całorocznego natłoku obowiązków warto zaplanować sobie dużo wcześniej „mały przerywnik”?  Idealną okazją, naturalnie oprócz  dłuższego urlopu z rodziną (choć coraz trudniej wyrwać się na niby-obowiązkowy 10 dniowy odpoczynek) jest coroczny Ogólnopolski Rajd Leśników.

 Ta niepowtarzalna impreza organizowana od wielu lat przez Związek Leśników Polskich w RP, przy współpracy z co roku inną regionalną dyrekcją LP, jest świetnym pretekstem na oderwanie się od codziennych obowiązków.  Jak wyczytałem na jednym z rajdów na koszulce "najtrudniejszy jest pierwszy raz":

Gdy ktoś połknie rajdowego bakcyla, to "później każdy rajd jest już nasz":

Nie przeszkadza ogrom obowiązków, „kubiki” zalegające w lesie, szacunki brakarskie do wykonania, plany „do dopięcia” czy też niezbyt zachwycona żona lub mąż… Rajd wzywa nas, a zatem trzeba jechać bez względu na miejsce, pogodę, czy warunki zakwaterowania.

Polska jest taka piękna i jak miło poznawać ją w towarzystwie leśnych rajdowiczów wie tylko ten, kto choć raz założył rajdową koszulkę i przypiął znaczek do kapelusza:

 

 

W tym roku na Jantarowy szlak zapraszają leśnicy z gdańskiej RDLP  takimi słowami:

„Jeszcze nie umilkły echa jubileuszowego XXV Rajdu Leśnika a już mamy przyjemność zaprosić Was w dniach 11-13 września 2014 roku na następne spotkanie leśnej braci stanowiące wstęp do kolejnych 25-ciu lat wspólnych rajdów. Jeszcze większym zaszczytem jest dla nas fakt, że organizacja XXVI rajdu przypada w roku Jubileuszu 90-lecia Lasów Państwowych, których historię, teraźniejszość i przyszłość tworzą wspólnie całe pokolenia polskich leśników. W swych rajdowych wyjazdach mieliśmy niewątpliwą przyjemność przemierzać drogi i bezdroża wszystkich regionów naszego kraju - no prawie wszystkich. Jest jeden region, który w długiej historii Rajdu Leśnika nie dostąpił jeszcze zaszczytu miana gospodarza tej zacnej imprezy – Regionem tym jest Ziemia Gdańska. Co prawda bywało w przeszłości, że w swych rajdowych wyprawach po ościennych dyrekcjach leśnicy z całej Polski nawiedzali pogranicze Kociewia, Kaszub czy też Żuław ale były to, używając rycerskiej nomenklatury, " jeno nieśmiałe podjazdy pod krzyżackie włości...".

Dzisiaj otwieramy przed Wami szeroko wrota do krainy znanej z literatury, filmu i legend, krainy od czasów starożytnego Rzymu kojarzonej z cennym klejnotem morza - jantarem. To bursztynowe złoto towarzyszyć Wam będzie na wielu trasach prowadzących zakątkami gdańskiej dyrekcji. PrzyjdzieWam skosztować trudów ciężkiego życia ludzi morza zmagających się codziennie z kaprysami Neptuna.

Doświadczycie nie tylko słonego smaku morskiej wody ale również wartkiego nurtu pomorskich rzek, którymi spławimy Was na różne możliwe sposoby. Skosztujecie skarbów naszej ziemi zarówno tych danych przez naturę jak i tych stworzonych rękami miejscowych społeczności. Poznacie tajniki warsztatu pracy bursztyniarzy, garncarzy, piwowarów, cieśli i żeglarzy. Wielu z Was pozna tajniki średniowiecznego rycerstwa potykając się pieszo lub konno aby po trudach ciężkiego dnia zasiąść z wesołą kompanią przy stołach pełnych jadła i napitku w rytmach muzyki mniej lub bardziej historycznej. Tym zaś, których nie pociąga walka o rycerskie zaszczyty i łaskawość dam dworu, proponujemy podróż ścieżkami nadmorskich rezerwatów gdzie roi się od fok, morświnów i kormoranów. Poczujecie się jak na Saharze przemierzając bezkresne, wędrujące wydmy. Pokażemy Wam miejsca świadczące o świetności naszego regionu budowanej przez mieszkańców Europy przybyłych na nasze ziemie na przestrzeni wieków.

Niektórym z Was dane będzie unieść się do gwiazd idąc śladami mistrzów Kopernika i Heweliusza. Wielu wyląduje w średniowiecznych lochach zaś inni poczują się jak polscy zesłańcy na Syberię, emigranci w Kanadzie czy partyzanci Pomorskiego Gryfa. Jeśli ktoś z Was zechce przypomnieć sobie internackie i akademickie czasy odwiedzi dom do góry nogami zaś tym, którzy inaczej postrzegają swą szkolną przeszłość polecamy w "nagrodę" drezyny.

Jednak ponad wszystko spotkacie tu tych za którymi tęsknicie. Spotkacie przyjaciół ze szkolnej ławki, dawnych znajomych z pracy, których zawodowe wybory lub porywy serca rzuciły na drugi koniec Polski. Wspomnicie stare przyjaźnie, zawrzecie nowe by trwały przez kolejne 25 rajdów.

Po prostu przez te kilka dni po raz kolejny będziecie razem - tym razem na Jantarowym Szlaku.”

Na tak piękne zaproszenie nie można być głuchym! Szczegóły organizacyjne rajdu znajdziecie na stronie www.zlpwrp.pl oraz na stronie gdańskiej dyrekcji. I nawet jeśli organizatorzy nie zakwaterują Was tu:

to z pewnością Ziemia Gdańska okaże się fascynująca i gościnna. Bogactwo rajdowych tras z pewnością pozwoli wybrać najciekawszy wariant. Warto też pamiętać, że to rajd w roku jubileuszu 90 lat istnienia Lasów Państwowych. Do zobaczenia na rajdowym szlaku!

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

22:28, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
sobota, 08 marca 2014

Dziś Święto Kobiet i oczywiście Płci Pięknej chciałbym poświęcić ten wpis. No ale zaraz, zaraz… Sprawy płci to bardzo drażliwa kwestia. Od dłuższego już czasu nieznany wcześniej szerszemu gronu tzw. normalnych ludzi termin „gender” znajduje się na ustach wszystkich. Mówią o nim (o niej?) najróżniejsi ludzie: feministki, faceci, biskupi, wierni, ateiści, naukowcy, drwale, ideolodzy,politycy, konserwatyści, szowiniści i geje.

Gender jest wszechobecne w naszym codziennym życiu. Pytanie tylko: co to właściwie jest?

 Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) definiuje gender tak: „stworzone przez społeczeństwo role, zachowania, działania i atrybuty, jakie dane społeczeństwo uznaje za odpowiednie dla mężczyzn i kobiet”. No niech będzie, że to zrozumiałe dla każdego wyjaśnienie…

Swojego czasu bardzo sympatyczna wykładowczyni przedmiotu „Różnorodność kulturowa- perspektywa gender” pani Beata Grudzińska z Poznania wkładała mi w głowę wiedzę na temat stereotypów, uprzedzeń, nierówności i dyskryminacji. Pamiętam z wykładów, że pomimo unifikacji płci, z którą zmagamy się od kultury Majów, pomimo ciągłej walki o równość społeczną, to wciąż mechanizmem różnic w statusie mężczyzn i kobiet rządzi ekonomia. Bo to główne przesłanie „Państwa” Platona – gdy jakaś grupa jest mniej uposażona, lub gdy kobiety zarabiają mniej niż faceci, to nie jest to równe traktowanie i równe szanse w rozwoju społeczeństwa demokratycznego. To w zasadzie cała teoria gender.

A ludzie sami dokonują wyborów, z sobie znanych powodów. Jedna kobieta lubi, gdy pracuje na nią facet, a sama woli być kurą domową, inna świetnie czuje się w roli „bizneswoman” i nie tyka niczego w kuchni. Czasem też świat staje na głowie i faceci pragną być dziewczynkami i nosić warkoczyki i inne takie:

Ale ja, jako człowiek lasu, który wyrósł w normalnych warunkach przyrodniczych bardzo szanuję kobiety i uważam, że to sprawa ich wyboru kim są w domu, rodzinie i społeczności. Sprawę wyboru wolnych związków partnerskich u facetów absolutnie pomijam…

Choć niedawno miałem pewną przygodę, jakby medialną, no i zostałem posądzony zupełnie niesłusznie o męski szowinizm. Otóż udzielałem telefonicznego wywiadu dziennikarce z internetowego portalu, który twierdzi, że reprezentuje męski punkt widzenia. Opowiadałem o blaskach i cieniach zawodu leśniczego. Pani dziennikarka napisała, że to zawód dla facetów, twardzieli, co to niczego się nie boją i zrobiła się afera.  Panie leśniczki oburzone pisały listy i komentarze na mój temat i już prawie wybierały mi mrowisko albo suchą, ale solidną gałąź (bo trochę ważę) aby wymierzyć własną, wyemancypowaną sprawiedliwość… Nie zamierzałem i nie zamierzam się tłumaczyć, że nie jestem wielbłądem, bo tez nie uważam się za szowinistę. Znam wiele kobiet, które świetnie radzą sobie w lesie na różnych stanowiskach. Rządzą facetami z energią i wielką znajomością leśnego rzemiosła, a raczej leśnej sztuki:

Wiele dziewczyn pracuje w działach technicznych i jako specjaliści Służby Leśnej zajmując się hodowlą, ochroną lasu czy edukacją przyrodniczą. Są kobiety, które doskonale prowadzą leśnictwa. Znam nawet takie jak Elżbieta, która zwiała od białej koszuli i zielonej spódniczki z biura nadleśnictwa w teren i objęła leśnictwo po ojcu. Są dziewczyny, które są podleśniczymi i w moro, ciężkich butach pracują w kurzu, błocie oraz śniegu przy ciągłej odbiórce drewna:

To także ich wybór, choć często to właśnie ekonomia, obok zamiłowania do lasu skłania dziewczyny do podejmowania takich decyzji. Jednak najczęściej leśniczki są w naszej branży mocno eksponowane, także na scenie

Podczas spotkań leśników kobiety także naturalnie zajmują pierwsze szeregi:

W mojej ocenie to jest właśnie właściwe miejsce dla kobiety. I to w każdej branży. Bo zwyczajnie żal mi kobiet, które ciężko pracują w przemyśle przy maszynach lub w terenie, w deszczu, błocie, upale i na mrozie, bo przecież z natury są delikatniejsze i bardziej wrażliwe. Ale skoro już wybrały same czasem ciężką pracę leśnika w terenie, to tylko chylić przed nimi czoła. Chociaż są pewne problemy, bo jedni preferują tytuł nadleśnicza czy leśnicza, a inni mówią pani nadleśniczy czy pani leśniczy, no i jednak kobiety, nie tylko z tego powodu w leśnej profesji wciąż stanowią mniejszość. Wcale to nie jest sprawa męskiego szowinizmu i braku szacunku dla kobiet ale sprawa ich własnych wyborów.

 W dniu dzisiejszego święta składam wszystkim leśniczkom, leśniczynom i leśniczankom najserdeczniejsze życzenia. Wszystkie dziewczyny, panie i kobiety zaglądające na ten blog z powodu związków z lasem, leśnikami czy zwyczajnie z racji fascynacji lasem oraz przyrodą serdecznie pozdrawiam i życzę miłego świętowania 8 marca. To przemiłe święto i okazja do uhonorowania wszystkich bliskich nam Pań.

 Także kwiatami:

 Wszystkiego najlepszego!

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

 

 

13:18, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »
wtorek, 04 marca 2014

Uchwalona w ekspresowym tempie zmiana ustawy o lasach, dzięki której rząd niejako ”pod choinkę” zasilił będący w potrzebie budżet państwa wieloletnimi oszczędnościami leśników, wywołała medialną burzę. Z zainteresowaniem czytałem rozmaite teksty, nawet pochodzące z gazet, których zwykle nie biorę do ręki. Bo często parafrazuję moją ulubioną Budkę Suflera mrucząc (bo śpiewać się nie odważam): „Nie wierz nigdy gazecie…”

W mojej służbowej e-poczcie mam zaprenumerowaną usługę o nazwie „monitoring mediów”, stąd mam przegląd wszelkich publikacji, w zawartości których  pojawiają się lasy i leśnicy. Brakuje czasu, aby je wnikliwie czytać, ale czasem wpadnie w moje oko jakiś ciekawy tekst. Było w ostatnim czasie niesłychanie wiele takich tekstów. Kiedyś, już wiele lat temu miałem „socjologicznie ciekawą” przygodę z pewną „kolorową”, bardzo popularną gazetą i ta przygoda była nawet kanwą wykładu mojego zacnego przyjaciela z Poznania, Andrzeja Niczyperowicza. Moja przygoda wydawała się mi wtedy szczytem dziennikarskiej manipulacji i „wodolejstwa” autora wywiadu ze mną, a rzecz dotyczyła pozornie bardzo błahej rzeczy: mojego poglądu na sens zmiany czasu z zimowego na letni. Dziennikarz tak zmanipulował i przeinaczył moją wypowiedź na ten temat, tak nakombinował z fotografiami, że chyba sam był zdumiony tym, co wyszło z tego tekstu…

Jędruś Niczyperowicz jest „kowalem” od lat ciężko wykuwającym (choć działa z wielkim znawstwem rzeczy i polotem) najbardziej cięte pióra (teraz raczej klawiatury) naszego kraju i Europy. Uczy młodych ludzi prawdziwego dziennikarstwa i w swojej pracy wiele miejsca poświęca manipulacji oraz prowokacji w mediach. Ostatnie publikacje dotyczące lasów i leśników to niesłychanie ciekawy materiał dydaktyczny do nauki dziennikarstwa. Nie zamierzam jednak oceniać tekstów czy materiałów o lasach i leśnikach, które ostatnio ukazały się w mediach. Nie użalam się nad zarzutami, które rzuca pod nogi leśników jakiś „ekologista” mieszkający w drewnianym domku w parku narodowym, gdzie „normalni ludzie” kupują bilety do lasu. Nie dziwię się nawet temu, że znalazłem w tych tekstach ważną informację, z której wynika, że dwa razy więcej Polaków chodzi do lasu uprawiać seks niż polować…

W swojej naiwności sądziłem, że medialny szum wokół lasów będzie  znakomitą okazją do dyskusji, do dialogu o przyszłości polskich lasów i roli leśników. Od kilku lat trwały rozmowy o zmianie ustawy o lasach, o strategii rozwoju polskiego leśnictwa, które jest wzorem dla przynajmniej Europy. Pamiętacie o nagrodzie Unesco, którą otrzymały Lasy Państwowe w końcu 2013 roku? „Jest to szczególnie prestiżowa nagroda, która nie tylko podkreśla dorobek Lasów Państwowych na arenie międzynarodowej ale utwierdza nas w słuszności przemian, jakie nastąpiły w naszym leśnictwie po Szczycie Ziemi w Rio de Janeiro w 1992 r. (…) Cieszy mnie, że gospodarka leśna polskich lasów, oparta na podstawach ekologicznych i ekonomicznych przynosi efekty i uznanie ważne nie tylko dla naszego kraju, ale także dla całego świata” – zacytowałem tu wypowiedź podsekretarza stanu w Ministerstwie Środowiska, Janusza Zaleskiego.

 Przecież to właśnie w tym roku obchodzimy jubileusz 90 lat istnienia Lasów Państwowych. Trudno o lepszą okazję do rozmowy o przeszłości i przyszłości lasów.  Chyba to nie jest powtarzanie pustego hasła, że polskie lasy są nas wszystkich, a nie tylko leśników, a zmiana ustawy dotyczy wielu działań wprawdzie najczęściej inspirowanych przez leśników, ale mających szeroki wydźwięk społeczny?

Ale wydaje się mi, że chyba na marne poszła wieloletnia praca leśników zajmujących się edukacją leśną. Bo okazuje się przy tej okazji, że ludzie wciąż bardzo niewiele wiedzą o lesie, o tym jak jest zagospodarowany, jakie pełni funkcje. Edukacja i dotychczasowa promocja polskiego leśnictwa chyba nie zdały egzaminu. Zajmuje się nią wielu leśników i tylko niewielka część robi to w zakresie własnych obowiązków służbowych, a większość społecznie, jako dodatkowe, ponad obowiązkowe zajęcie. Od lat edukację przyrodniczo-leśną my, leśnicy, finansujemy z własnych środków, a to niebagatelna kwota. W 2013 roku wydaliśmy na ten cel około 25 milionów złotych. Budżet państwa do tej działalności dołożył nam 10 tysięcy złotych… Musimy w inny sposób zajmować się PR, pamiętając, że to promocja reputacji. Wielu z nas zapomniało, że istnieje dawne słowo „reputacja”… Według słownika języka polskiego reputacja - to opinia; dobre imię; sława. My, leśnicy pracując z ludźmi w małych, wiejskich środowiskach wiemy, że na dobrą reputację pracuje się latami.

W edukacji i tworzeniu dobrego wizerunku lasów wspiera nas od lat wielu przyjaciół i pomagają powszechnie znane oblicza tzw. „celebrytów”.

Od razu jednak przypomina się mi „Biała flaga” Republiki:

Gdzie oni są, ci wszyscy moi przyjaciele - Ele - Ele...

Zabrakło ich, choć zawsze był ich niewielu - Elu - Elu - Elu…

A czytając medialne komentarze można dalej „myśleć Republiką”:

Co za pan tak kulturalnie opowiada jak i siedzieć, i wysławiać.

Ach co za ton, co za utwór, co za wiara w każdym zdaniu –Aniu…

I jakie mądre przekonania - Ania...

Bo tak się jakoś składa, że nikt z tych ważnych ludzi: gwiazd ekranu, sceny artystycznej czy politycznej, nie uważał za stosowne podjąć się roli prowadzącego dyskusję o przyszłości naszych lasów. Nie słyszałem nic o próbach zrozumienia efektów takich, a nie innych decyzji wpływających na ochronę przyrody, turystykę czy kulturotwórczą rolę lasów. Krążą za to różne, prawie mityczne opowieści o zarobkach leśników, o tym, że za dużo tną, albo za mało tną, o leśniczówkach, drogach leśnych itd. Tak łatwo to sprawdzić. Przecież wystarczy zajrzeć np. do najnowszego rocznika statystycznego i samodzielnie  poznać przez ten pryzmat polskie  leśnictwo, służę linkiem:

http://www.stat.gov.pl/gus/5840_1540_PLK_HTML.htm

Leśnicy nie są przecież tylko obrońcami zwierzątek, nie po to są umundurowanymi przedstawicielami administracji państwowej, aby rozdawać ulotki, zakładki, drewniane ołówki i wręczać kordelasy politykom.

 Jesteśmy wykształconą kadrą zarządzającą, nieustannie kontrolowaną i ocenianą z ogromną listą obowiązków. Zarządzamy transparentnie, przy otwartej kurtynie, ogromnym narodowym majątkiem i jesteśmy fachowcami od wszystkiego, co ma związek z lasem. Skoro brakuje publicznej, opartej o argumenty dyskusji o lasach i leśnictwie, to może warto warto , aby każdy z nas samodzielnie zbudował sobie prawdziwy obraz?

 Nie narzekam, ani nie użalam się nad swoim  i innych leśników losem. W nasz zawód wpisany jest spokój i cierpliwość. Chętnie tłumaczymy, wyjaśniamy, doradzamy. Ale kto jak nie leśnicy ma zachęcać do zrozumienia znaczenia roli lasu dla życia każdego człowieka? Do poznania prawdziwego oblicza polskiego leśnictwa. Po to jest m.in. tyle publikacji, filmów, po to istnieje prasa leśna, a ja, zwykły leśniczy, po to wieczorami siadam do zapisków w Blogu Leśniczego… Każdy z nas, leśników, poddaje się osądowi społecznemu, nie obraża się na czasem nawet ostrą krytykę naszych działań, każdy chętnie tłumaczy sens takich, a nie innych prac prowadzonych w lasach. Chyba to dobrze działa, skoro Lasy jako firma są określane jako godne zaufania, skoro leśnikom ufa się bardziej niż wielu służbom mundurowym, instytucjom, politykom, naukowcom? To dlaczego nikt nie chce z nami rozmawiać o lesie? Gdzie są nasi przyjaciele? Wszyscy wiedzą lepiej od nas jak chronić przyrodę, budować leśne drogi, udostępniać las turystycznie, sprzątać śmieci i przede wszystkim jak pozyskiwać wszystkim potrzebne drewno. Mam wrażenie, że wszyscy znakomicie znają się na lesie, a leśnicy nie są partnerami do rozmowy, a raczej „chłopakami do bicia” (dziewczyny pomijam przez szacunek, a nie szowinizm- no bo jak: dziewczyny do bicia?)

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

20:46, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
piątek, 28 lutego 2014

Luty był dla mnie bardzo pracowitym miesiącem. Pracownicy zula działali jednocześnie czasem nawet w kilkunastu miejscach. Wykonywali ogrodzenie uprawy dębowej, rozgradzali inne uprawy, rozbierali stare płoty, które już spełniły swoją rolę, odzyskiwali z nich siatkę, wykonywali trzebieże i czyszczenia, likwidowali efekty grudniowego działania „Ksawerego”. Wszędzie musiałem być, aby należycie dopilnować wykonania prac, choć współpraca z wykonawcami prac układa się pomyślnie i bez zgrzytów.  Harwestery, forwardery, piły i ciągniki warczały jednocześnie na czterech zrębach.

Popołudnia i wieczory spędzałem przed monitorem komputera, przy wydatnej pomocy żony „wklepując” do rejestratora leśniczego odbierane drewno. Było tego trochę, bo w lutym zrobiłem przychód ponad 2800 m3 drewna. Mój sąsiad z leśnictwa za miedzą, także pozyskał ponad 3 tysiące m3 drewna. Dawniej, gdy były mniejsze leśnictwa (po 700- 1000 ha) to tyle pozyskiwało się w roku…

 Naturalnie jednocześnie działo się wiele innych spraw, np. dziś minął termin „wklepania” do SILP, czyli systemu informatycznego lasów szacunków brakarskich dla zrębów planowanych na 2015 rok. Dziś wysłałem zaplanowane zręby, dopracowałem szkice, potem odebrałem porównania i dalej będę zajmował się szacunkami, bo to dopiero początek tej żmudnej pracy. Skoro tak dużo drewna pojawiło się przy drogach wywozowych to wciąż dzwonią przewoźnicy, którzy wywożą je z lasu:

 Wczoraj pojechało ode mnie 10 samochodów, a dziś rano już dobrze przed godz. 7 miałem gotowy kwit na wóz trzymetrowych kłód sosnowych. Przewoźnik i tak burczał, że to późno, bo jemu się śpieszy… Zapomniał już jak czekałem na niego bezskutecznie do późnego popołudnia, choć umówił się po 14. Większość kierowców jest jednak bardzo w porządku i dogadujemy się zgodnie. No bo cóż, całodobowy nie jestem, a tak się złożyło, że od wczoraj i przez cały najbliższy tydzień nie mogę liczyć na pomoc podleśniczego i muszę sobie radzić sam. To nic nowego!

Gdy wracałem z oddziału 49 coś mignęło mi na leśnej drodze i zniknęło za zakrętem. Zatrzymałem samochód i sięgnąłem po aparat, choć w lesie było jeszcze szaro i mgliście. Za zakrętem zobaczyłem na drodze rozjechanej wcześniej przez samochody z drewnem rude zwierzątko:

Wiewiórka wyglądała na bardzo zaspaną i ruszała się na ziemi wolno i dość niezgrabnie jak na tę rudą baletnicę. Podbiegła do zamarzniętej kałuży i zaczęła ją z zainteresowaniem obwąchiwać:

Pewnie obudziła się dopiero ze snu zimowego i dlatego była taka niemrawa. Obserwowałem spokojnie jej poczynania, ostrożnie i wolno zbliżając się do niej coraz bliżej. Wiewiórka mocowała się chwilę z zamarzniętą kałużą i w końcu oderwała kawałek lodu. Usiadła sobie wygodnie i zaczęła chrupać „loda”, choć nie przypominał tego z nadmorskiej budki:

Była tak zajęta pochłanianiem „zmrzliny” jak to mówią Słowacy, że zbliżyłem się do niej na jakieś trzy metry:

Z braku słońca i ciekawego tła fotki nie są jednak zbyt porywające…

Po chwili uroczy rudzielec odłupał kolejny kawałek lodu i kolejny, a potem z zadowolonym fuknięciem dopadł się do wody, która pojawiła się w kałuży. Długą chwilę wiewiórka chłeptała dość głośno wodę, mrużąc z zadowoleniem oczy:

Widocznie po zimowym śnie strasznie męczyło ją pragnienie. Zamiast jednak wody leśna droga miała w ofercie tylko lody... Dobrze, że sprytne zwierzątko umiało sobie poradzić i dobrało się do wody. Gdy „zatankowała” jej zapas do rudego brzuszka już znacznie zgrabniej wskoczyła do pobliskiego młodnika i zniknęła w gałęziach:

 Jak widać, powiedzenie, że woda daje życie ma swoje głębsze znaczenie.

Miłego weekendu!

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

20:17, lesniczy.lp
Link Komentarze (11) »