O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
piątek, 02 października 2015

427min

Rozpoczyna się jesień, a to zwykle zapowiedź zbliżającego się wysypu grzybów w naszych lasach. To wielka atrakcja dla turystów i źródło dodatkowych dochodów dla miejscowych. W tym roku jednak nie ma widoków na udane grzybobranie, przynajmniej w moich stronach. Wciąż przecież panuje susza w lesie. Gdy poruszam się po leśnych drogach nieustannie towarzyszy mi tuman kurzu. Grzyby potrzebują przecież do rozwoju wilgoci i ciepła. Dlatego rysują się w pszczewskich lasach marne widoki dla grzybiarzy…

Mój urlop minął szybciutko i dość pracowicie. Oprócz tak ważnego wydarzenia jak ślub córki, wypełniło go wiele domowych obowiązków i prac. Ale praca w sadzie czy ogrodzie i zbieranie ziemniaków, które nadzwyczaj obrodziły:

4271

także pozwalają odpocząć od codziennych obowiązków leśniczego. Bo może to dziwne, ale czasem nawet leśniczy musi odpocząć od lasu, a szczególnie od leśnych obowiązków narzucanych przez różnych ludzi, od natarczywych telefonów, spraw, problemów. Bo sam las i jego urok nie może przecież męczyć i nudzić…

Udało się mi pośród domowych zajęć i spraw wyskoczyć z żoną choć na trzy dni w Karkonosze. Bardzo lubimy Szklarską Porębę i z wielką radością odwiedziliśmy nasz ulubiony pensjonat „Marysieńka”, położony tuż przy wyciągu krzesełkowym na Szrenicę

4272

Ruszyliśmy z ochotą w góry. Na ścieżce biegnącej bokiem Szrenicy zostaliśmy miło zaskoczeni. Okazało się, że pośród kosówki i wielkich głazów zbocza Szrenicy i Łabskiego Szczytu trwa w najlepsze i to przez cały dzień rykowisko jeleni:

4273

Turyści przystawali czasem i zastanawiali się głośno, skąd wzięły się krowy tak wysoko i czemu tak ryczą? No cóż, nie jest łatwo wypatrzyć jelenia pośród gęstej kosówki i pewnie nie każdy potrafi rozpoznać głos tak dorodnego byka:

4274

Nie tylko ze względu na rykowisko warto wybrać się tam we wrześniu. Karkonosze, Szklarska Poręba i okolice mają moc atrakcji i to miejsce, gdzie naprawdę można odpocząć. Odwiedziliśmy także dawno nie widziane Rudawy Janowickie, do których dociera się malowniczymi, wąskimi dróżkami przez jesienne lasy. Ze zdumieniem przyjęliśmy zmiany, które tam zaszły przez 10 lat. Porozsiewane pośród skałek i uroczych, niedużych miejscowości zamki, pałace czy dworki ze smętnych ruin i resztek dawnej świetności przeistoczyły się w bajkową Krainę Pałaców i Ogrodów. To fantastyczna atrakcja Kotliny Jeleniogórskiej i warto zwiedzić tajemniczy Zamek Bolczów, Staniszów, Karpniki, Łomnicę czy Wojanów

4275

Nie chciało się stamtąd wracać, ale przecież wszystko ma kres, a do pszczewskich lasów też szybko jest tęskno. W domu zawsze najlepiej, a leśniczy zarówno w lesie, jak w leśniczówce czuje się najlepiej, jak to w domu…

Cały wczorajszy dzień spędziłem zatem w lesie, oglądając zmiany, które tam zaszły podczas nawet tak krótkiej mojej nieobecności. Pomimo suszy w lesie króluje już w pełni jesień. Jest coraz barwniej i jaśniej w koronach drzew i tak przerzedzonych w wyniku suszy. W lesie panuje już cisza,  słychać tylko głosy przelatujących ptaków migrujących na zimowiska. Pojawiły się w dnie lasu charakterystyczne dla jesieni pajęczynki

4276

Jednak to grzyby, a właściwie ich owocniki są chyba najbardziej rozpoznawalnym symbolem jesiennego lasu. Nie widać jednak zupełnie ani grzybów, a konsekwencji tego grzybiarzy, których o tej porze roku bez liku bywa w pszczewskich lasach. Na takie widoki tego roku nie ma już chyba szans:

4277

Jest naprawdę bardzo sucho, a pojawiły się też już przymrozki, które srebrzą dno lasu:

4278

 W naszych lasach spotkamy wiele gatunków rozmaitych grzybów, łącznie z hubami i tymi powodującymi siniznę drewna, co często jest przyczyną kłopotów leśników i drzewiarzy. Dary lasu, które jednak interesują grzybiarza jako owocnik trafiający na kuchenny stół, obejmują około tysiąca gatunków jadalnych grzybów. To bardzo dużo i każdy region kraju ma swoją specyfikę.

Moja ulubiona gaździna Mery Majerczyk, królująca w uroczej „Willi Mery” z zakopiańskiej Cyrhli, przynosi ze świerkowych lasów z podnóża Kopieńca bardzo egzotyczne dla mnie owocniki grzybów. Na wiele z nich nawet bym nie spojrzał w „swoich lasach”. Ale Mery je doskonale zna, potrafi odróżnić od tych mniej jadalnych i potem świetnie przyrządza, wypełniając smakowitymi zapachami wnętrze pensjonatu.  Nie odważyłbym się jednak ich zbierać, bo w moich stronach one nie występują. To właśnie w Tatrach, za sprawą Mery poznałem borowika ceglastoporego, który właśnie tam występuje i jest mało znany grzybiarzom na nizinach:

4279

 

Ale to nic dziwnego. Sam przecież od dziecka chodzę po lesie i uważam się za wytrawnego grzybiarza, a wcześniej go nie znałem. Skoro trudno w tym roku o praktyczne grzybobranie, to może warto zdobyć nieco wiedzy o grzybach? Przy okazji zatem kilka rad, które mogą się przydać w innym, sprzyjającym grzybobraniu czasie:

JAK ZOSTAĆ GRZYBIARZEM?

 Pierwsza kardynalną zasadą prawdziwego grzybiarza jest zbieranie tylko znanych nam grzybów. Unikniemy wtedy zatrucia tylko na pozór apetycznie wyglądającymi grzybami. Zbieramy tylko owocniki zdrowe, nieuszkodzone i młode, ale nie zbyt młode, bo wtedy trudno rozpoznać gatunek grzyba. Pozostawiamy w nienaruszonym stanie grzyby niejadalne, nieznane nam oraz osobniki stare, które pozostawiamy jako „nasienniki”. Najczęściej są i tak robaczywe. Wiecie dlaczego grzyby są robaczywe? Te „robaki”, które dziurawią nasze grzyby, szczególnie z letnich zbiorów to larwy (czerwie) muchówek. Właśnie w grzybach przechodzą część swojego rozwoju.  Warto także pamiętać, że owocniki grzybów to żyjące organizmy, które nawet po zerwaniu nadal rozwijają się i oddychają wydzielając dwutlenek węgla i wodę. Dlatego bardzo ważne jest prawidłowe przechowywanie owoców grzybobrania. Najlepsze są szerokie, wiklinowe koszyki, a nie plastikowe wiadra, torby czy woreczki. Nawet najpiękniejsze owocniki szlachetnych gatunków grzybów mogą być przyczyną zatrucia, gdy przechowywane będą w foliowej torebce i ulegną zaparzeniu. W trakcie kilku godzin spacerowania po lesie dochodzi do szybko postępujących procesów gnilnych, najczęściej wywołanych złym przechowywaniem grzybów. Wtedy wydzielają się toksyny, szkodliwe dla naszego zdrowia. Dlatego nawet powszechnie znane kurki mogą nam zaszkodzić, gdy je źle przechowamy

 Aby przynieść je do kuchni i pożytecznie spędzić czas warto choć nieco znać ich biologię. Poszczególne gatunki grzybów związane są z określonymi gatunkami drzew i rosną w charakterystycznych dla siebie miejscach i czasie.  Bardzo smaczne rydze rosną zazwyczaj w młodnikach sosnowych, czasem świerkowych, szczególnie na ich skrajach. Koźlarz czerwony, zwany krawcem lub szewcem, pyszni się swoją urodą pośród bieli brzóz.

42710

Podgrzybek- symbol Puszczy Noteckiej, który niewiele ustępuje zaletami kulinarnymi borowikom, to grzyb ubogich sośnin, pozbawionych podszytu liściastego. Żółciutkie kurki znajdziemy także w pobliżu sosen, szczególnie tam, gdzie rośnie mech i łany borówki czarnej.  W pobliżu pnia starej sosny znajdziemy również szmaciaka gałęzistego, zwanego „kozią brodą”. To coraz rzadszy grzyb w naszych lasach i choć od niedawna nie jest już prawnie chroniony i całkiem smaczny, to pamiętajmy, że zawiera śladowe ilości arszeniku oraz antybiotyk sparassol. Osiąga duże rozmiary, a rekordowy okaz znaleziony we Francji miał prawie 29 kg!

42711

 Grzyby chłoną szkodliwe metale – rtęć, ołów, kadm, dlatego należy unikać ich zbierania w pobliżu wysypisk śmieci i terenów przemysłowych oraz blisko ruchliwych dróg. Od wielu lat trwają też spory naukowców, dotyczące radioaktywności grzybów, szczególnie blisko związane z katastrofą w Czarnobylu. Wiadomo przecież wszystkim, że grzyby gromadzą w sobie niewielkie ilości radioaktywnego cezu. Najmniej gromadzi go borowik szlachetny, choć ma z kolei skłonności do koncentracji izotopu polonu.

Jednak bez obaw! Należałoby przecież jeść borowiki kilogramami, aby uzyskać zagrażające nam stężenie, a przecież większość z nas jada grzyby dość rzadko lub traktuje je jako smaczny dodatek kulinarny.

Wzrost i rozwój pięknych owocników grzybów kapeluszowych zależy od gatunku drzewa, ale także od wilgotności gleby, powietrza i temperatury. Istotna jest także pora roku, bo ten sam grzyb w zależności od warunków rozwoju pojawia się w różnych partiach lasu. Przykładem może być tu borowik, który współżyje z różnymi drzewami i pojawia się w różnych miejscach. W czerwcu znajdziemy go w dąbrowach, jest wtedy gruby, twardy, ale najczęściej  robaczywy. Gdy jest sucha jesień borowik rośnie w zasadzie tylko w żyznych buczynach i dąbrowach, a gdy jesień jest ciepła i mocno roszona deszczami, znajdziemy go na żwirkach borów sosnowych pomiędzy łanami szarych porostów lub zielonymi poduszkami mchów. Późną jesienią, gdy jest mało ciepła, rośnie wprost na leśnych drogach  lub nasłonecznionych skrajach borów.

W tym szczególnie suchym roku, gdy pojawiły się już przymrozki nie ma widoków na udane grzybobranie. Jest jeszcze słaba nadzieja, że uda się nazbierać opieniek.

42712

 Opieńka miodowa o smacznych owocnikach  ( najlepsze są młode, marynowane w occie) rośnie grupowo przy starych pniakach lub nawet wprost na zmurszałych kłodach. Grzyb ma charakterystyczne owocniki z kropkowanym wierzchem, młodsze mają białą błonę pod spodem kapeluszy. Często można szybko nazbierać duży kosz tych znakomitych grzybków i zrobić dodatkowo dobry uczynek, bo opieńka jest groźnym dla drzew pasożytem. Czasami zabija młode sosny na uprawie lub w młodniku. Jej grzybnia jest największym organizmem żyjącym na Ziemi i może zajmować powierzchnię kilku kilometrów kwadratowych. Zbierając owocniki opieńki nie dopuszczamy do wysiewu zarodników i zapobiegamy dalszemu rozwojowi grzyba.

Zbieranie grzybów to jak widać z różnych powodów pożyteczne zajęcie i świetny relaks na świeżym powietrzu. Dla jednych to samotne spotkanie z lasem, z innych w gronie rodziny lub przyjaciół. Prawdziwki pachnące podczas wigilijnej wieczerzy przypominają te chwile lepiej niż fotografia. To miłe wspomnienie kolejnego lata czy  jesieni. Leśne grzyby na naszym stole  są jak zakładka wyjęta spomiędzy kartek księgi lasu, którą wciąż czytamy i poznajemy na nowo. Nie martwy się, jeżeli właśnie tego roku ich nie nazbieramy. Cóż znaczy jeden rok w życiu lasu?

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

21:11, lesniczy.lp
Link Komentarze (6) »
wtorek, 22 września 2015

426min

W piątek nasza córka Iga poślubiła Pawła. Było nieduże, bardzo udane wesele w ośrodku nad pięknym jeziorem Chłop.

Spójrzcie sami:

4261

 

Nic dziwnego, że goście, szczególnie kuzynka Danka z mężem, urywali się na pogaduszki na pomost Borowej Zatoki:

4262

Po weselu była sesja ślubna w plenerze. A gdzie można zrobić najpiękniejsze fotki ślubne? Wiadomo, że w lesie i na tle drewna!

4263

Pani fotograf Linda także była zachwycona prostotą i urokiem leśnych plenerów. A ja w tle fotografowałem ich poczynania, służyłem za kierowcę i pomocnika Pani Młodej, trzymałem blendę oraz inne takie.

Chwila przerwy na stosie brzozowych wałków:

426_4

Skoro to wrzesień, to nie mogło zabraknąć fotek we wrzosach:

4265

 

Na skraju jeziora Gołyń było jesiennie, cicho i urokliwie:

 

4266

Nasze lasy i śródleśne jeziora są według mnie zdecydowanie ciekawszym miejscem do ślubnego pleneru niż brzegi ciepłych mórz i egzotyczne krajobrazy pod palmami. No ale to rzecz gustu…

Na koniec zajechaliśmy do folwarku Pszczew. To także bajkowe miejsce, przepełnione duchem historii Pszczewa, bo przecież był tam przed latami dwór arcybiskupa, nazywany zamkiem pszczewskim. Warto je odwiedzić, zajrzyjcie choćby tu: http://www.folwark.pszczew.com.pl/index.php/pl/

Robiliśmy tam fotki w łanach lawendy i w winnicy, gdzie rosną winorośle takie same jak za czasów pszczewskiego arcybiskupa

42671

Jak się Wam podoba sesja w lesie i pośród uroczych krajobrazów okolic Pszczewa?

Pozdrawiam z wrześniowego urlopu!

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

09:36, lesniczy.lp
Link Komentarze (9) »
środa, 16 września 2015

 

425min1

Opowiadałem już kiedyś o moim koledze, który jest autorem  fajnego powiedzenia: „Uważaj żebyś wiosny nie przegapił!” Bo wiosna  - ledwie rozpocznie się wieczorami pachnącymi bzami, nocami wypełnionymi łkaniem słowików oraz porankami ukwieconymi do granic możliwości – za chwilę znika pokryta kurzem lata. Łatwo ją zatem przegapić, stąd przestroga mojego kolegi Mieczysława. A jakże szkoda, bo uroki wiosny opiewane przez poetów, uwieczniane przez wszelkich artystów najlepiej poznać samemu. Nie jest to takie proste, bo wszyscy nieustannie śpieszymy się, gonimy, pędzimy nie wiadomo po co i za czym. Naturalnie wiemy, że tak być nie powinno, ale nie umiemy przestać, a czasem wręcz nie możemy.

Po wiośnie następuje lato, które kojarzy się z wakacjami i urlopami, choć nie każdemu udaje się wybrać „do ciepłych wód” lub hodować opaleniznę w cieniu palm… I zanim uda się nam zatrzymać w biegu już jesień puka do okna opadającymi kasztanami

 425111

 i okleja nam twarze nitkami babiego lata

 42514

Choć wielu ludziom leśniczy wciąż kojarzy się z człowiekiem, który przechadza się zadumany po lesie i ma nieprawdopodobnie spokojną pracę polegającą na zaglądaniu rozmarzonym wzrokiem w korony drzew, to nawet nie obejrzałem się jak szybko przeminęły wiosna i lato. Bo leśniczy ma każdego dnia tyle spraw do załatwienia, zajmuje się wieloma dziedzinami i na jego obowiązki składa się kilkanaście różnych zawodów. Wciąż wiele dzieje się w lesie i poza nim, obowiązków przybywa, ale doba ma niezmiennie 24 godziny (nawet wcześniejsze wstawanie nic tu nie pomoże). Ostatnio wiele czasu dodatkowo pochłaniał mi nadzór nad rozpoczynającą się w moim leśnictwie inwestycją- budową nowej drogi

 42521

Geodeci wyznaczyli teren budowy, który wprawdzie częściowo pokrywa się ze starą, już istniejącą drogą ale okazało się, że trzeba też usunąć pas drzew, przesunąć kilka ogrodzeń upraw i wyciąć nieco krzewów.

Do pracy ostro zabrał się harwester:

 42531

Sama maszyna i jej operator nie wystarczy, bo wycięcie każdego drzewa wymaga rozwagi i namysłu. Dlatego wielokrotnie przemierzyłem trasę pierwszego etapu budowy, a to spory kawałek bo cała droga będzie miała długość ponad 7 kilometrów. Na razie budujemy połowę, ale to i tak bardzo absorbujące czas zadanie. Trzeba dopilnować racjonalnego wykorzystania drewna i zwieźć je, czyli zerwać do miejsc, które umożliwią jego wywóz, pomimo trwającej budowy. Poza tym trwają inne prace w lesie. Wykonywane są czyszczenia i trzebieże, rozdrabniane są gałęzie na zrębach

 42541

To także czas ostatnich w tym sezonie pielęgnacji upraw, czyli wykaszania chwastów i zbędnych nalotów. Wszędzie musi być leśniczy i przygotować, nadzorować, odbierać wszelkie prace. Zakończono właśnie poszukiwanie szkodników korzeni w glebie, trwają prace nad nowym planem urządzania lasu na kolejne lata, na horyzoncie widać termin oceny upraw leśnych. Dodatkowo na moim biurku wciąż leży sterta dokumentów i choć niektóre znikają w segregatorach, to zaraz pojawiają się nowe. No i odbiórki, wywozy drewna, którego setki, tysiące „kubików” powstają w wyniku wykonywanych trzebieży.

Łatwo zatem przy nawale prac przegapić początek jesieni. Bo w przyrodzie już jesień. Po skąpanych w słońcu i pokrytych kurzem upalnych dniach lipca oraz sierpnia, wrzesień przywitał nas mglistymi porankami

 42551

Gdy usiadłem któregoś dnia nad jednym z śródleśnych jezior z telefonem i zielonym kalendarzem leśniczego, w którym zapisywałem przekazywane mi z działu technicznego nadleśnictwa informacje: wymiary kłód sosnowych, numery umów odbiorcy, namiary na przewoźników drewna itd., zauważyłem ze zdumieniem, że to już naprawdę jesień

4256

Przyszła cicho i niepostrzeżenie. Sosnowe bory wspaniale zapłonęły wrzosami

4257

Bardzo lubię wrzosy, które delikatnymi kwiatkami budzą właściwą jesieni zadumę i melancholię. Bo właśnie taka jest jesień- zadumana, wyciszona ale piękna i ubrana w subtelne zapachy oraz oryginalną biżuterię, jak na dojrzałą kobietę z klasą przystało

 42581

Bo jesień po frywolnej i rozszczebiotanej jak nastolatka wiośnie, skąpanym w słońcu i opalonym jak studentka na praktykach lecie, kojarzy się z piękną, dojrzała kobietą… Jesień jest tak jak ona - dostojna i elegancka. Jesień skłania do refleksji, spowalnia zarówno procesy przyrodnicze i życie wszystkich organizmów jak i wyhamowuje ludzi, skraca im dzień pracy, skłania ku dłuższemu wypoczynkowi. Dlatego właśnie dziś rozpoczynam swój urlop, bo początek jesieni to świetna pora na kilka dni dla siebie.

Jesień i ciepłe, wrześniowe dni zachęcają do spacerów i poznawania nowych szlaków

42510

Mam nadzieję, że uda się mi wybrać choć na kilka dni na górskie szlaki. Tęsknię za Tatrami, Sudetami, Bieszczadami… Ale fajnie jest też odpocząć w ogrodzie lub sadzie zrywając dojrzałe węgierki, piękne, rumiane jabłka czy winogrona. Na razie inne, ważne i przyjemne wydarzenie przede mną. Moja, a właściwie nasza córka Iga w najbliższy jesienny  piątek wychodzi za mąż

4259

Będzie się działo, a zatem może mnie tu chwilę nie być…

Pamiętajcie jednak, aby nie przespać jesieni, pełnej wrzosów, złota opadających liści i smaków dojrzałych owoców. No a dla mnie tegoroczna jesień zagra dodatkowo weselnym marszem.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

20:53, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
wtorek, 08 września 2015

424min

Od wielu już dni we wszystkich mediach kłębią się wiadomości o pociągu pełnym złota. Kłębią się jak dym z parowozu, który pociąg wypełniony kosztownościami/ skarbami/archiwaliami wciągnął do wąwozu. Co chwilę inna sensacyjna wiadomość pojawia się w telewizji, prasie czy w internetowych newsach. Z cała pewnością można poprzez to zdarzenie docenić powiedzenie, że media są władzą, że media kształtują ludzką świadomość, że media mogą wszystko…

W ślad za tymi doniesieniami w całej Polsce szeroką fala rozlała się epidemia gorączki złota. Bo skoro udało się znaleźć pociąg pełen skarbów, to może uda się odkryć choć jakąś skrzynkę, garnek, złoty pierścionek?

Obserwuję teraz zamiast wysypu grzybów wysyp poszukiwaczy w lasach, choć nie tylko w lasach. W jednej ręce piszczałka, czyli wykrywacz metalu, w drugim szpadelek, a w głowie gorączka złota. Przemykają pośród leśnego podszytu, ale także przeszukują pola, plaże, okolice opuszczonych domostw, pobocza dróg gruntowych. Bo skoro ktoś znalazł cały pociąg, to może choć jakaś obrączka, pierścionek ze złotego kruszcu się trafi?

Rozmawiałem niedawno z jednym z poszukiwaczy, który opowiadał pełen emocji, że ktoś znalazł na polu pierścionek. „Bo przecież jak ludzie grzebią w ziemi to zawsze coś zgubią…” Przypomniało się mi jak wiele lat temu, krótko po ślubie, zgubiłem ślubną obrączkę. Odtwarzałem sobie wtedy w myślach cały dzień, szukałem w myślach, a potem na placu, gdzie tego dnia kupowałem paszę dla kur. Bo podejrzewałem, że właśnie tam mogłem ją zgubić. Pamiętam to uczucie przygnębienia, smutku i poczucie straty czegoś ważnego, cennego nie tylko ze względu na koszt kilku gramów złota. Znalazłem swoją obrączkę na tym „geesowskim” placu późnym popołudniem, gdy już zapadał zmierzch. Jak bardzo ucieszyłem się, gdy znowu nałożyłem ją na palec!

Czy dziś, gdy jakiś poszukiwacz na polu, w lesie czy przy drodze znajdzie złoty pierścionek lub obrączkę cieszy się tak samo? Czy wzbogacenie się kosztem czyjegoś nieszczęścia, smutku, przygnębienia może cieszyć? Nie chciałbym, aby po moim polu, gdzie pracowała moja babcia i mama, gdzie może zsunął się im z palca pierścionek lub zerwał łańcuszek, łaził jakiś facet z wykrywaczem i szukał szczęścia w czyimś nieszczęściu…

Po lesie także chodzą ludzie, którzy zostawiają po sobie takie znaleziska

424_1

Może znaleźli tam obrączkę, sygnet, złoty ząb? Kości zostały, bo kogo obchodzi spokój zmarłych? Liczy się złoto i biznes. To przykre, że ludzie z powodu gorączki złota tracą wszelkie uczucia. Bo medialne sensacje, manipulacja, przekłamania niby podsycając uczucia skutecznie je zabijają. „Skoro inni znaleźli, to i ja mogę”- jakże łatwo znaleźć sobie usprawiedliwienie. Wprawdzie trzeba wydać parę złotych na sprzęt

4244

 

Ale potem potrzeba tylko nieco wolnego czasu, którego niektórzy mają w nadmiarze i fartu, aby znaleźć klucz do szczęścia w postaci upragnionego skarbu. Pod tym słowem kryją się różne znaleziska, bo nie wszystko złoto, co się świeci. Oczywiście zdarzają się pośród poszukiwaczy pasjonaci historii i porządni ludzie, którzy tropią wydarzenia, zapomniane bitwy, odtwarzają losy ludzi. Jak ich jednak rozpoznać i odróżnić od ludzi, którzy chodzą z „piszczałką” ogarnięci wizją wzbogacenia się?

  Dla nich cenne są choćby guziki, odznaczenia nawet nieśmiertelniki. Zajrzyjcie na jakiś serwis aukcyjny:  „Oferuję do sprzedaży oryginalny nieśmiertelnik SS GALIZEN jeden z ostatnich w moim posiadaniu. BARDZO CIEKAWY I RZADKI EKSPONAT KOLEKCJONERSKI”- cena 300 zł. Albo inne ogłoszenie okraszone fotką zestawu z pognieciona wojskową manierką, lornetką bez szkieł i garścią guzików i blaszek: „Witam przedstawiam taki zestaw jak na foto jesli komuś sie przyda to zapraszam mi to niepoczebne i nieznam sie natym” Cena 120 zł. Pisownia ogłoszenia- oryginalna…

 

Są zatem w naszych ziemiach rozmaite znaleziska, do których wiedzie poszukiwaczy gorączka złota podsycana medialnymi doniesieniami. Czasem także poszukiwacze znajdują tam takie „skarby”, które choć nie złote, ale  także mogą zaświecić człowiekowi  

4242

Mogą jednak zaświecić nie złotem ale błyskiem wybuchu, bo już nieraz zdarzało się, że ktoś ciekawski lub skuszony wizją dobrej ceny metali kolorowych w punkcie skupu majstrował przy takim znalezisku. Policjanci pilnowali tego dwa dni, zanim granaty zabrali saperzy. W krótkim czasie znowu natrafiłem w lesie na kolejne znalezisko poszukiwacza

4243

Znowu policjanci i saperzy zajmą się skarbem. W lasach pełno wykopanych dołków, dołów, wygrzebanych blach, konserw czy drutów.

4245

 W sieci pełno „mądrych porad” jak uniknąć spotkania z leśnikiem… Choć leśnicy najczęściej pochłonięci ogromem innych obowiązków nie mają możliwości upilnować lasu przed inwazją gorączki złota. Ale media nie donoszą o obowiązkach leśników, ani o tym, co dzieje się w przyrodzie, bo mają ciekawsze informacje „do sprzedania”.

Zatem ja, leśniczy Jarek donoszę Wam, że w lubuskich lasach zakwitły już pięknie wrzosy

4246

Przyroda po fali upałów i suszy zasnuwa się mgiełkami wczesnojesiennych poranków. Ptaki umilkły i wiele z nich zbiera się już do odlotu. Bociany białe zniknęły już  z gniazd, a ja widziałem niedawno bociana czarnego, który krążył nad lasem i wijącą się malowniczo rzeką Obrą.

4267

Wyglądał tak,  jakby żegnał się z bezmiarem pszczewskich lasów. A może spoglądał z góry z dezaprobatą na chciwych ludzi ogarniętych gorączką złota, którzy nie wiedzą co to szacunek dla piękna przyrody i uczuć ludzkich?

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

22:31, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »
piątek, 04 września 2015

423min

 

Wreszcie wszystko wróciło do normy i termometr za oknem pokazuje normalne temperatury. Nie jestem zwolennikiem upałów i palącego słońca opalającego ciała plażowiczów, nawet gdy przebywam na urlopie. Jednak urlop wciąż jest przede mną, pomimo końca wakacji. Bo już zabrzmiał pierwszy dzwonek i rano grupki dzieci z tornistrami wędrują do szkoły. Jaskółki sejmikują na drutach, ucichły żurawie i bociany i zapachniało jesienią. Wrzesień ma swoje prawa.

Pierwszego września z wielką satysfakcją przywitałem się z dawno nie widzianymi kałużami na leśnych drogach

4231

Choć nadal jest bardzo sucho i wystarczy tylko lekko ruszyć leśną ściółkę i pojawia się nie wilgotna gleba lecz pył. Pomimo sierpniowych upałów prace leśne realizowane były w zasadzie normalnie i w ich wyniku przybyło ponad 1000 metrów sześciennych drewna. Wciąż jadą samochody po drewno, bo pomimo kłopotów z zasilaniem, spowodowanych upałami firmy drzewne wciąż go potrzebują. Przy leśnych drogach leżą kłody sosnowe w różnych długościach i rozmaite papierówki. Wciąż także dzwonią klienci detaliczni, bo drewno każdemu jest bardzo potrzebne. Ważną rzeczą jest możliwość jego wywiezienia z lasu, dlatego każdy leśniczy dba o leśne drogi.

4232

Leśne drogi mają wiele funkcji i są dla lasu tym samym, co krwioobieg dla ciała. Bo drogi pozwalają korzystać z lasu, chronić go i pielęgnować. Poruszają się nimi turyści i miejscowa ludność, leśnicy i pracownicy firm usługowych a w razie potrzeby strażacy i inne służby. Biegną nimi szlaki turystyczne: piesze, rowerowe czy konne, ścieżki przyrodnicze, korzystają z nich ludzie uprawiający różne sporty. Dlatego należy o nie nieustannie dbać, konserwować, naprawiać a czasem nawet budować nowe.

Drogi leśne są integralną częścią lasu i przede wszystkim służą do prowadzenia gospodarki leśnej. Czasem ludzie mają za złe leśnikom, że leśne trakty poznaczone są śladami kół wielkich maszyn, pokryte gałęziami i trocinami. Ale przecież te drogi po to są! To nie jest ich celowe niszczenie ani bezmyślna „demolka”. Leśnymi drogami poruszają się leśnicy i pracownicy leśni, wielkie maszyny- harwestery i forwardery oraz samochody  wywożące drewno. Bo drogami publicznymi najczęściej nie mogą

4233

Zwróćcie proszę uwagę na mnogość znaków drogowych stojących przy asfaltówkach, brukach a czasem nawet i przy gruntowych drogach. Być może gminne czy powiatowe drogi muszą być tak solidnie oznakowane. Tym bardziej, że w wyniku rozlicznych programów pomocowych wyremontowano ich w ostatnim czasie sporo. Tylko dla kogo? Skoro w wyniku jakiegoś programu zostanie pięknie wyremontowana droga pomiędzy wioskami to zaraz pojawia się tam obok tablicy informującej o tym wydarzeniu także znak zakazu

4234

Z jednej strony trudno się dziwić takim decyzjom. Ludzie czasem latami czekają na remont drogi, którą dojeżdżają do pracy, szkoły czy na zakupy. Nie po to gmina czy powiat ją remontuje wprawdzie z „unijnych pieniędzy” ale także z niezbędnym wkładem finansowym ze swojego budżetu, czyli także naszych podatków, aby ją szybko zniszczyły ciężkie pojazdy. Ale ta droga ma służyć każdemu. Nie wszyscy jeżdżą tylko „osobówkami”. Kto ma jednak zgodnie z prawem korzystać z tej drogi?

 Rolnicy mają dziś wielkie ciągniki z wielkimi przyczepami i jeszcze większe kombajny. Duży, około 12 metrowy autokar bez pasażerów waży więcej niż 12 ton, to z wycieczką znacznie więcej i także nie może poruszać się taką drogą. A samochody dowożące piasek czy beton na budowę? No a samochody z drewnem? W moich stronach, w najbardziej zalesionej części kraju spotykamy ich wiele. Jakimi drogami jednak mają jeździć, skoro wszędzie widać znaki z ograniczeniami? Przypominam też, że to nie „lasy” rozjeżdżają drogi ciężkimi samochodami z drewnem lecz firmy transportowe. Odbiorcy drewna zakupionego w lasach wynajmują ich pojazdy, a przewoźnicy kupują coraz lepsze i większe samochody, aby ich działalność była opłacalna. Płacą  też gminom wysokie podatki od środków transportowych. Wywóz drewna to ich profesja, z której  żyją. Spójrzmy jednak na mapę mojego leśnictwa

4235

Na większości dróg powiatowych i gminnych obowiązuje zakaz poruszania się pojazdów powyżej 12 ton, czasem nawet 7 ton. Na jednej z dróg jest wiadukt, pod którym mieszczą się pojazdy o wysokości do 3,5 metra. Dziś praktycznie każdy samochód ciężarowy z dźwigiem do załadunku jest wyższy. To duży problem dla przewoźników drewna ale też dla leśników, którzy wskazują dojazd do drewna zakupionego przez klienta. Dlatego dbamy o drogi leśne i wykorzystujemy je maksymalnie do wywozu drewna. Planujemy ich sieć tak, aby jak najdogodniej dla przewoźników włączać się do dróg publicznych o dopuszczalnym, wysokim tonażu

4236

Wciąż remontujemy drogi biegnące przez lasy, łatamy, równamy, naprawiamy błotniste odcinki nawożąc je kamieniem układanym na geowłókninę:

4237

Bo w lasach nie możemy używać innych niż naturalne surowce, stąd nie wchodzi w rachubę gruz, rumosz asfaltowy czy odpady budowlane. Dlatego leśne drogi są bardzo drogie. Nie tylko drogie sercu leśniczego, choć tak jest praktycznie zawsze ale też drogie w sensie wysokich nakładów finansowych. A wciąż muszą być przejezdne i gotowe na przejazd wielkiej maszyny, samochodu wywożącego drewno ale także wozu strażackiego czy samochodu leśniczego, który musi nieustannie poruszać się nimi chroniąc liczące 1500 czy 2000 hektarów gospodarstwo. Trzeba także budować nowe drogi, skoro ruch publicznymi drogami nie jest dozwolony. Bo dawne, leśne drogi projektowane w ubiegłym wieku były dobre dla furmanek i starych Starów ale nie dla współczesnych pojazdów. Ale niektórzy uważają, że leśnicy „marnotrawią pieniądze, przeinwestowują, budują drogi donikąd…” Pozostawiam to bez komentarza.

Właśnie dziś geodeci skończyli wyznaczać pas budowy wbijając pomalowane na jaskrawy kolor paliki

4238

 Jutro rozpoczyna się długo oczekiwana budowa nowej drogi w moim leśnictwie. Będzie ona spinać dwie drogi powiatowe około 7 km odcinkiem drogi leśnej. Na razie będzie realizowany pierwszy etap, czyli połowa tej inwestycji. Gdy nadleśnictwo będzie miało możliwości finansowe zostanie wybudowana druga część. To na mapce powyżej droga zaznaczona grubą, niebieską krechą.

Czeka mnie wiele dodatkowej pracy przy tej inwestycji. Będę tam spędzał sporo czasu, bo to przecież ja znam dokładnie każdy kawałek lasu. Trzeba po gospodarsku wszystkiego dojrzeć, sprawdzić, dopilnować, bo przecież będzie to droga, która przez lata będzie bardzo potrzebna. Dlatego warto je budować choć są drogie. To nie marnotrawstwo ani zbędny wymysł leśników. Pomimo, że to leśniczy będzie korzystał z tej drogi najczęściej, od pojawienia się na niej projektanta, geodety czy pierwszej maszyny

4239

 Ale przecież nie tylko on, i pomimo tego, że każda leśna droga jest droga jemu sercu, to te leśne drogie, nowo budowane drogi mają wiele funkcji i służą wielu, wielu ludziom. Nie tylko leśniczemu i leśnikom, warto o tym pamiętać.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

21:40, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
środa, 26 sierpnia 2015

422min

Od wielu już lat opowiadam o lesie i pracy oraz życiu leśników miłym czytelnikom, którzy zaglądają do blogowych zapisków leśniczego. Mam stałych „odwiedzaczy”, z których niektórzy chętnie zostawiają w komentarzach ślady swoich wrażeń, mam też bywalców przypadkowych, okazjonalnych, co zaglądają od czasu do czasu w poszukiwaniu wiedzy lub rady. Z pewnością są też tacy, którzy do wirtualnej leśniczówki wpadli przypadkiem i szybko zniknęli, bo cóż mądrego mogą dowiedzieć się od leśniczego? Wszystkich szanuję i staram się dzielić swoją wiedza o lesie, przyrodzie, regionie. Z wieloma z Was zaprzyjaźniłem się, choć tylko wirtualnie, ale jest to uczucie raczej odwzajemnione, a upoważnia mnie do tego osądu lektura listów i paru tysięcy, najczęściej miłych komentarzy.

 Leśnik w blogosferze i wirtualnym świecie jest dość egzotycznym gatunkiem, wiem o tym doskonale i często sam sobie dziwię się , co pchnęło mnie, leśniczego w III klasie wieku ( oznacza to wiek lasu pomiędzy 40 a 60 rokiem życia) do podjęcia tego niecodziennego wyzwania. Stało się jednak i wcale tego nie żałuję. Opowiadam Wam chętnie i z przyjemnością  o lesie, jego mieszkańcach i ich obyczajach, prawach natury oraz o leśnikach i wszystkim z czym mają związek. A ludzie w zielonych mundurach mają związek z wieloma profesjami, to i z różnorodnymi sprawami, problemami, zagadnieniami, ludzkimi sprawami. Nieustannie też kontaktują się z rozmaitymi ludźmi, których tak wielu spotykają na swoich ścieżkach w lesie i poza nim. Opowiadam o tym w blogowych zapiskach, z pełną determinacją unikając jednak straszenia, narzekania, marudzenia, tanich sensacji i innych takich, których znajdziemy bez liku we współczesnych nam mediach. Nie chcę się wymądrzać, oceniać, tym bardziej krytykować. Dziś jednak muszę odezwać się w nieco innym tonie niż zwykle. Bo wygląda na to, że ktoś nie lubi leśników i próbuje zniszczyć nasz dobry wizerunek, który mozolnie budujemy od wielu, wielu lat. Jestem przecież facetem, który z pewnością nie pozwoli się przerobić na kaczy kuper, z bezradnie opuszczonymi rękami i łzą upokorzenia w modrym oku…

 Skąd taka deklaracja leśniczego? Jestem człowiekiem lasu od najmłodszych lat i to moja wymarzona profesja. Studiowałem jednak także komunikację społeczną i dziennikarstwo oraz zajmuję się wieloma sprawami społecznymi. Dlatego żywo interesuje mnie to, co ludzie mówią i piszą na temat lasu i pracy leśników. To naturalne, że są różne poglądy i różny poziom wiedzy na temat tej profesji. Choć przecież Lasy Państwowe istnieją od już ponad 90 lat, a leśników „wymyślono” dużo, dużo wcześniej niż powstała ta firma. Niektórzy jednak tak widzą leśniczego:

4221

Nie jest to ocena odosobniona, a wiele objawów wskazuje na to, że ludzie mają bardzo mgliste pojęcie o tym, czym zajmują się leśnicy. Trudno się dziwić, bo na wsi w zasadzie wszyscy znają leśniczego, często go spotykają,  ale w dużych miastach? Mieszkańcy miast znają leśnika raczej tylko z przekazów medialnych, a te są różnej jakości. Wizerunek leśnika pokazywany okazjonalnie w filmach i w różnych przekazach medialnych zwykle mocno różni się od prawdziwego. Tym bardziej, że rzadko bywa obiektywny. O dłuższego już bowiem czasu obserwuję doniesienia medialne dotyczące leśników, które jako żywo przypominają walenie w kaczy kuper. Zajrzałem do popularnego Wikisłownika, czyli podobno wolnego (bo co dziś jest wolne?) wielojęzycznego słownika internetowego i sprawdziłem co to oznacza.

WALIĆ JAK W KACZY KUPER:

(1.1) przen. pot. bić mocno bez umiaru, nie napotykając oporu

(1.2) przen. pot. wyżywać się na na czymś lub kimś, stanowiącym łatwy cel ataku

(1.3) przen. pot. zawzięcie coś zwalczać

 

  Czemu ktoś chce się na nas wyżywać, zwalczać, atakować? Leśnicy od lat zajmują wysokie miejsca w rankingach zaufania społecznego. Ludzie bardzo dobrze oceniają naszą uczciwość, kompetencje i pracę z pasją, której efektem są nieustannie piękne i zdrowe polskie lasy. Od wielu lat jesteśmy ważną częścią społeczności lokalnych i gorącymi patriotami. Dlatego do leśniczówek przychodzili i przychodzą ludzie szukając porady i pomocy w wielu sprawach. Do leśniczówek przychodzili także partyzanci i bojownicy o polskość w czasie wojen, powstań i przełomu, który wykreował nowy ład współczesnej Europy. To dlatego po leśników przychodzili gestapowcy, NKWD, a potem bezpieka i MO. Dziś, w czasie pokoju i spokoju logo LP znajdziemy na materiałach promujących wszystkie ważne przedsięwzięcia w kraju. Bo leśnicy angażują się w różnorodne zadania i wspierają wszelkie pozytywne działania. Są widoczni, aktywni, pożyteczni i nie sądzę, że można to uznać za czcze przechwałki…

  Dlaczego zatem ostatnio w mediach dominują „sensacyjne” doniesienia na temat płac leśników, krytyczne opinie dotyczące naszej działalności inwestycyjnej, realizowanych projektów? W Lasach Państwowych znajduje zatrudnienie około 25 tysięcy ludzi, którzy zarządzają mieniem Skarbu Państwa. Czy to źle, że są dobrze wynagradzani ze środków, które sami sobie wypracowują bez sięgania do budżetu?

Niedawno protestowali na krajowych drogach leśnicy zatrudnieni w polskich parkach narodowych. Budżet państwa od siedmiu lat nie podniósł im niskich płac, pomimo wielu zapewnień i obietnic. A właśnie ci świetnie wykształceni i o wysokich kompetencjach ludzie troszczą się o najcenniejsze skarby polskiej przyrody. Czemu o tym media nie donoszą? Czemu nie piszą ile zarabiają, czym jeżdżą, gdzie mieszkają leśnicy z takimi naszywkami na rękawach zielonych mundurów?

4222

 Przez wiele lat leśnicy klepali biedę. Choć dobrze i uczciwie pracowali. Mieszkali tylko „na państwowym”, uprawiali rolę na lichych, leśnych glebach VI klasy, hodowali krowy, drób i świnie, które  pozwalały im przetrwać. Nikt się tym nie interesował. Żony leśników, mieszkające z nimi w leśniczówkach, najczęściej z dala od miejskich ośrodków, nie miały i nadal nie mają szans na pracę zawodową, a tym bardziej na teatr czy kino. Jakoś nigdy nie zainteresowały się tym żadne organizacje feministyczne i zwolennicy teorii gender…  Dzieci wyrastające pośród lasów często nie znały innego świata i innej profesji oprócz leśnictwa. Dawniej było normą, że kontynuowały rodzinną tradycję i syn leśnika z dumą mówił, że jest z leśnego rodu jak ojciec i dziadek. Dziś mówi się o klikach, nepotyzmie i „leśnej sekcie”. Dlatego dzieci leśników już coraz częściej wybierają inne zawody. Nie wypada, nie można, nie godzi się pracować w tym samym nadleśnictwie co dziadek, ojciec, brat czy siostra. Bo syn leśnika nie może założyć firmy „Leśniczówka - Kowalski i synowie” jak robi to prawnik, lekarz czy handlowiec. Leśnik nie może „paść się na państwowym” jak to często słyszymy, bo to przecież nie jego własność… Lasy są przecież Państwowe i tu wszystko jest transparentne, jawne, poddane kontroli społecznej (tak jest i tak być powinno, szkoda tylko, że nie działa to tak doskonale w innych branżach)

 

 Nie tylko społecznej, bo leśników kontroluje nieustannie kilkanaście różnych instytucji łącznie z NIK. O wynikach ostatniej kontroli jest właśnie głośno w mediach. Sytuacja finansowo - majątkowa LP w latach 2011-2013 została oceniona „jako dobra i stabilna”. NIK jednak w swojej informacji zawarła różne stwierdzenia i wnioski, które szeroko komentowane w różnych mediach spowodowały, że leśnicy poczuli się w roli kaczego kupra. Szczegółową odpowiedź na te uwagi przygotował Krzysztof Trębski z Dyrekcji Generalnej LP i znajdziecie ją tu:

http://www.lasy.gov.pl/informacje/aktualnosci/nik

Warto zajrzeć w tym, ale nie tylko w tym celu na stronę www.lasy.gov

 Przy okazji można zobaczyć w różnych zakładkach strony internetowej ile jest działań, wydarzeń i spraw, w które angażują się leśnicy.  Zazwyczaj po godzinach pracy, społecznie, kosztem własnego wolnego czasu i życia rodzinnego. Nie dla pieniędzy, reklamy, poklasku. Media o tym raczej nie informują. A ludzie o szerokiej działalności leśników niewiele wiedzą, bo tylko kilka procent Polaków odwiedza tę stronę, zaledwie 3% deklaruje kontakt z edukacją przyrodniczą. Wiele osób z naszego otoczenia, pomimo tego chętnie krytykuje poczynania leśników i zasady gospodarzenia w lesie określone przecież ustawą o lasach. Przyrodnicy krzyczą wniebogłosy, że za wiele tniemy i mamy za mało martwego drewna w lesie, drzewiarze narzekają na zbyt małe ilości dostępnego drewna, ludzie wciąż dopominają się o możliwość zakupu drewna do kominka, na płot, pomost wędkarski i na pozostałe około 30 tysięcy zastosowań. NIK zarzuca leśnikom, że „upatrują szans na zwiększenie przychodów w sprzedawaniu coraz to większych ilości drewna”. A ja zapytam się jak zwykły leśniczy, który ma w lesie takie stosy drewna:

4223

 

Po co nam większe przychody, skoro nocną decyzją posłów zabrano nam z przychodów w dwóch kolejnych latach po 800 mln złotych z przeznaczeniem podobno na drogi lokalne?

Nie udało się znaleźć odpowiedzi na co wykorzystano te pieniądze, nowych dróg lokalnych raczej nie widać, a jeśli jakaś gmina wyremontuje drogę i szumnie ją otworzy tłum wszelkich dygnitarzy to zaraz pojawia się tam taki znak:

4224

Media także nie donosiły o reorganizacjach w polskich lasach. Wcześniej pracowało w LP sporo ponad 100 tysięcy  pracowników. Teraz zostało około 25 tysięcy osób bardzo dobrze wykształconej kadry zarządzającej. Wszystko co można, zostało przekazane do firm usługowych, które tworzyli drwale, wozacy, kierowcy, sprzątaczki, dotychczas pracujący w nadleśnictwach. Dlatego nasza średnia pensja jest wysoka, bo nie zaniżają jej sztucznie ludzie na najniższych stanowiskach w hierarchii firmy. Leśnicy nie mają samochodów służbowych, których zostało kilka na każde z 430 nadleśnictw. Używają do celów służbowych własne „wypasione fury”, którymi jeżdżą po lasach za 0,8358 zł za kilometr. Każdy może sobie kupić tak jak leśniczy Nissana, Toyotę czy Daihatsu i wtedy z niesmakiem dowie się ile kosztuje urwany teleskop, złamana półośka czy zbita lampa.  Ale o tym też nie donoszą media, które piszą o furach leśników.

 Do 2007 roku byłem leśniczym na niespełna 1200 ha i pozyskiwałem rocznie 3-5 tysięcy m3 drewna. Po reorganizacji mam ponad  2200 ha oraz nadzoruję gospodarkę w 200 ha lasów prywatnych. Rocznie pozyskuję 12-15 tysięcy m3. Będę wycinał coraz więcej, bo nasze lasy są coraz starsze i zasobniejsze, stąd pomimo tego, że wycinamy poniżej 60% z tego, co rocznie przyrasta, rozmiar pozyskania drewna wciąż rośnie. Oprócz pracy związanej z drewnem wciąż rośnie rozmiar rozlicznych zadań i wciąż dochodzą nowe. Uważni czytelnicy bloga wiedzą z iloma nawet dość egzotycznymi sprawami ma do czynienia leśniczy. Moje obowiązki wzrosły przynajmniej o 300 procent, a „koszty zarządu”, czyli płace wg danych z kontroli NIK o 26 procent…

Społeczność z upodobaniem czyta ile kto zarabia, ale nie wie, że leśniczy mieszka w leśniczówce użyczonej mu na czas służby w państwowym  lesie i po 40- 45 latach pracy ma 6 miesięcy na jej opuszczenie. To bajki, że każdy ma szansę kupić leśniczówkę. Sprzedano natomiast zbędne, zwykle mocno wyeksploatowane mieszkania, tak jak zrobiły to inne zakłady pracy i gminy. Bo leśniczówki i mieszkania nadleśniczych, siedziby nadleśnictw i dyrekcji nie są na sprzedaż, a stanowią mienie skarbu państwa. Dlatego są zadbane i przyzwoicie utrzymane. Wiszą na nich czerwone tablice z państwowym godłem.

 Ale lepiej nie wiedzieć, nie pytać, żyć medialną sensacją. To takie nasze. Myślę jednak, że niewielu jest ludzi, którzy nie lubią leśników. Bardzo w to wierzę. Dlatego nie dadzą się nabrać na medialne plewy. Zdecydowana większość z łatwością zorientuje się, że to kolejna medialna bańka mydlana, która szybko odpłynie lub pęknie. Choć mydło czasem szczypie w oczy, a igła pozornej sensacji kłuje prosto w serce. A leśnicy mają zwykle miękkie, wrażliwe serca, które zjednują im wielu przyjaciół ale też twarde ręce oraz inne części ciała... Od lat robią swoje, czyli podpatrują przyrodę i szanują ludzi, a w naszą profesję wpisana jest wielka cierpliwość i pokora. Dlatego próba medialnego walenia w nas jak w kaczy kuper z góry jest skazana na niepowodzenie.

 

Leśniczy Jarek  - lesniczy@erys.pl

23:10, lesniczy.lp
Link Komentarze (10) »
czwartek, 20 sierpnia 2015

 

421min

Ogromne upały już (chyba) za nami, bo temperatura spadła z okolic 35 stopni na „zaledwie” 26-28, ale od wielu dni w moich okolicach nie spadła ani kropla deszczu. Las pokryty jest kurzem, pyłem i z zielonego zmienił się na brudno rdzawy. Podobnie wygląda na polach, gdzie piękna zieleń ustąpiła żółci i brązowi. Zboża w ogromnej większości już skoszone i na ścierniskach miejscami widać jeszcze baloty słomy

4211

W wielu miejscach rolnicy zdążyli wykonać podorywki. Jednak nie wszędzie, bo susza spowodowała, że ziemia stała się twarda jak skała lub przesypuje się jak popiół, co uniemożliwia rolnikom prace. Krzaki ziemniaków momentalnie zbrązowiały, a kartofle, pyry, grule (do wyboru) są albo zielone lub wręcz ugotowane od wysokiej temperatury. W jednym i drugim przypadku nie nadają się do konsumpcji, stąd może być niebawem problem z frytkami… Łany kukurydzy szeleszczą suchymi liśćmi i zaschniętymi, cieniutkimi kolbami z wyschniętymi malutkimi ziarenkami

4212

Łąki i pastwiska są zupełnie wyschnięte, a zatem konie, krowy czy owce nie mają co jeść. Niektórzy rolnicy musieli sięgnąć do zapasów siana z pierwszych zbiorów. Ale co dadzą jeść zwierzętom zimą? Marnie egzystują warzywa, masowo spadają owoce z drzew. Nasza, naturalna i zdrowa żywność będzie towarem bardzo deficytowym. Smętnie to wszystko wygląda…

W lesie podobnie i zwierzęta także mają problem nie tylko z dostępem do wody, ale też z pożywieniem. Roślinność zielna w większości uschła. Nic dziwnego, skoro bagniste, wiecznie zalane wodą zaniżenia terenu, które kipiały zielenią i przypominały krainę baśniowego Shreka

4213

Wyschły zupełnie i zamiast kusić leśne zwierzęta obietnicą wodopoju i kąpieli, cuchną z daleka przykrym fetorem. Pokrywa je warstwa zaschniętego błotka i martwicy poznaczonej tropami zwierząt szukających wody

42141

Wciąż nie ma po co wybierać się na spacer do lasu, bo albo nałykamy się wszechobecnego kurzu, albo powita nas przykry zapach wyschniętych oczek wodnych i mocno przesuniętych brzegów jezior. Odsłoniły one dodatkowo mnóstwo śmieci, które ludzie ukradkiem porzucali podczas wypoczynku w dyskretny gąszcz traw i roślinności nadbrzeżnej. Śmieci, które powstały podczas minionego upalnego weekendu zebrane z pola biwakowego przez jego właściciela czekają przy leśnej drodze na wywiezienie ich na wysypisko.

4215

A ile ich zostało w okolicznych lasach i nad brzegami jezior? To potęguje przykry widok zmęczonego upałem i suszą lasu. Ale w lesie pracować trzeba, bo założone plany trzeba realizować, zadania gospodarcze muszą być w pełni wykonane i drewno wciąż potrzebne. Nikt się nie pyta jaka pogoda i warunki pracy. Drzewiarze naciskają leśników o dostawy. Leśniczowie wystawiają zlecenia, a pracownicy firm leśnych muszą je realizować.

Dziś wyjechały do tartaków cztery samochody z drewnem i klienci pytają o następne partie. Harwester wyciął parę hektarów trzebieży i teraz trwa zrywka kłód sosnowych o różnych długościach: 6, 4, 2,60, 2,40 metra. Podobnie jest z wałkami papierówek, które są układane w stosy, przygotowane dla różnych klientów. Kilka przejazdów maszyny powoduje, że leśna droga pokryta jest gęstym pyłem  

4216

Czy potraficie wypatrzyć samochód, który chwilę wcześniej tędy przejechał?

4217

Warunki w lesie są teraz takie, że wystarczy wysiąść z samochodu, aby natychmiast być bardzo brudnym… Gdy jadę leśną, piaszczystą drogą samochodem muszę długo czekać po zatrzymaniu aż opadnie kurz. Pieszy lub rowerzysta nie ma czym oddychać, a gdy spotka na swojej drodze samochód z drewnem, ciągnik zrywkowy lub pojazd leśniczego patrzy na nich bardzo złym okiem. A my musimy poruszać się po lesie!    

Dlatego turystów nie widać w lesie, bo lepiej wędrować pieszo, czy rowerem

4218

 skrajem lasu i pola. Przecież wszystkie letnie atrakcje lasu pokrył kurz. Na grzyby nie ma na razie szans. Aromatyczne, zdrowe maliny leśne, które kusiły niepowtarzalnym smakiem

4219

momentalnie wraz z fala upałów zeschły na wiór.

42110

 Czarne, pyszne jeżyny, które o tej porze kusiły wielu, zmarniały razem z liśćmi zanim stały się dojrzałe

42111

Mnie jednak bardziej niepokoi to, że obserwuję w lesie coraz więcej uschniętych dębów, jarzębin, brzóz, lip czy buków.

42112

 Susza niesie głód dla  zwierząt, może też dla ludzi i zagładę dla młodych drzewek. Wciąż jest bardzo silne zagrożenie pożarowe i nie rozstaję się ani na chwilę z telefonem. Codziennie rano leśniczowie zgłaszają w przeciwpożarowym punkcie dyspozycyjnym nadleśnictwa gotowość do dyżuru. Nie można oddalać się z leśnictwa i trzeba wciąż być gotowym do interwencji w razie sygnału alarmowego. Jednak świadomość, że susza zabija życie w lesie i na polu jest bardziej uciążliwa oraz przygnębiająca.  Leśnicy to ludzie czynu i bezradność jest dla nich okropnym uczuciem… Zaklinajmy zatem deszcz, może wreszcie zmyje z nas i lasu kurz oraz pesymizm.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

21:54, lesniczy.lp
Link Komentarze (6) »
czwartek, 13 sierpnia 2015

420min

Upał wciąż wypełnia las gorącym powietrzem i ostre słońce pali zieleń ostrymi promieniami. Zaczynają już usychać młode brzozy i dęby, a coraz więcej drzew zrzuca część liści, chroniąc się przed utratą wody. Poziom wody w jeziorach i wszelkich zbiornikach wciąż spada. Starym polskim obyczajem wciąż  narzekamy na pogodę i jakby nie było: czy deszczowo, czy upalnie,  to sobie chętnie marudzimy na ten temat. Nie jestem pewnie  wyjątkiem i też czasem marudzę, ale narzekam wyłącznie na upał. Często powtarzam leśne powiedzenie, że pogoda jest albo dobra, albo bardzo dobra (nie ma innych opcji).  Na szczęście wczoraj wieczorem trochę popadało i podmuchał chłodniejszy wiatr. Dziś rankiem było i rześko i gdy wychodziłem z leśniczówki sporo przed szóstą, powitał mnie przyjemny chłodek.

Bo w czas upałów wcześnie wybieram się do lasu, choć powoduje to stały deficyt snu. Przecież wieczorem tak przyjemnie posiedzieć i trudno zmobilizować się, aby trafić do łózka przed północą. Czasem też narzekają różni interesanci, którzy w okolicach godziny 7.30 czekają przed kancelarią leśnictwa. Ale przecież na drzwiach zostawiam zawsze numer telefonu i nie ma problemu z komunikacją.

Dziś wcześnie rano zabrałem rejestrator razem z przenośną drukarką i ruszyłem na spotkanie z przewoźnikiem wywożącym papierówkę sosnową. Czekał już na mnie przy jednej z przydrożnych kapliczek. Załadowaliśmy jeden stos papierówki i jechaliśmy do drugiego. Zauważyłem jakiś ruch w jeszcze nie całkiem rozjaśnionym nieśmiałym, porannym słońcem lesie. To dwa dziki schodziły z pól. Zdążyłem sięgnąć po aparat przewieszony przez fotel pasażera i pstryknąć im pospieszną fotkę, gdy  przebiegały przed moim Rockym

4201

Przy kolejnym stosie papierówki pękł wąż od żurawia i kierowca musiał zająć się naprawą. W lesie każdy musi potrafić sam rozwiązywać wszelkie kłopoty:

4202

Po załadowaniu samochodu i wystawieniu kwitu wywozowego pojechałem do pracującego harwestera, potem skontrolowałem kilka upraw, młodników i pojechałem do kolejnego samochodu, który przyjechał po zrębki. Rębak, w którego gardziel trafiały tyczki sosnowe huczał z daleka i pluł zrębkami, z których potem będą płyty meblowe. Tak jak każdego dnia odebrałem kilkadziesiąt telefonów i dzień, nawet upalny minął jak z bicza trzasł. Gdy wracałem do leśniczówki zajrzałem jeszcze do mojego ulubionego zakątka leśnictwa.

4203

Zawsze kiedy tam jestem przychodzi mi na myśl, że las to taki swojego rodzaju ogród. Choć to ogród szczególny, z różnymi, nieco większymi niż przydomowe roślinami. Nie bez powodu wielu leśników lubi ogrody i wypoczywa właśnie tam, w otoczeniu kwiatów, krzewów, drzewek.

Przeczytałem kiedyś na którymś z blogów i zachowałem sobie taki tekst:

Ogrody, ogrody, zielone azyle,

tu dzień Twój zmęczony przysiądzie na chwilę,

Ogrody, ogrody jak barwne motyle

świat z bajek dziecięcych wyjęty na chwilę,

gdy raz zauroczy Cię swoim oddechem

poczujesz jak stajesz się innym człowiekiem.

Tu czas się zatrzymał i spokój zamieszkał,

tu szczęście odnajdziesz na grządkach i ścieżkach...

Najprawdziwsza prawda, dlatego i ja mam swój zielony azyl, gdzie odpoczywamy razem z żoną Reginką

4214

O tym, że zieleń i różnobarwne kwiaty dają wytchnienie oraz skrywają w sobie endorfiny szczęścia wie nawet nasz Julian

4205

Choć pewnie nie zna jeszcze prawdy, która głosi znane chińskie przysłowie:

Chcesz być szczęśliwy jeden dzień - upij się, chcesz być szczęśliwy tydzień - ożeń się, chcesz być szczęśliwy całe życie - zostań ogrodnikiem.

Nasz ogród jest zwyczajny, wiejski i mamy w nim jeszcze wiele do zrobienia. Jednak to świetne miejsce, gdzie można wspaniale odpocząć i zaznać ciszy

4206

Lubię zwiedzać wszelkie ogrody i znam wiele z nich. Już dawno temu podziwiałem założony przez starego leśnika Izydora Kristiena Ogród Bajek w okolicach Międzygórza, ogrody parkowe i pałacowe w wielu zakątkach Europy. Chętnie odwiedzam arboretum w Kórniku i ogrody w zachodniopomorskich Przelewicach. Niedaleko jednak od pszczewskiej leśniczówki są wspaniałe, stosunkowo mało znane ogrody założone przez Krystynę i Józefa Jednorowiczów. Ich bajkowe gospodarstwo położone w Starym Dworze, w powiecie międzyrzeckim, sami gospodarze nazywają Inspiracje Ogrodowe. Na ponad 2 hektarach można zwiedzać 13 rodzajów ogrodów

 4207

 

Można zobaczyć ciekawe, niekonwencjonalne pomysły

4208

Spotkać różne zwierzęta

4209

Krystyna, którą znam od wielu, wielu lat z pasją opowiada o ogrodach i właściwościach różnych roślin

42010

To miejsce, które inspiruje podobnie jak las. Szczególnie mnie leśnika, ale nie tylko mnie, o czym świadczy mocno oblegany profil na FC: www.facebook.com/InspiracjeOgrodowe

Bardzo lubię tam zaglądać podobnie jak wielu, wielu ludzi. Ogrody wspaniale wpływają na nasze samopoczucie i pomagają się świetnie zregenerować, pomimo brudnych, czasem pokłutych rąk, zgiętych pleców czy odcisków od szpadla. Nie wszystkie muszą być tak piękne i zadbane jak te w Starym Dworze czy Przelewicach. Ważne, żeby kogoś inspirowały i miały w sobie zaklętą inspirację ich założyciela. To właśnie dlatego tak wielu leśników zakłada ogrody dendrologiczne, dba o rośliny wokół leśniczówek i lubi odpoczywać w sadzie. Bo chcą inspirować przyrodą innych... Jeszcze wiele ciekawych drzew i krzewów zobaczymy przy leśniczówkach. Szczególnie przy tych wiekowych, gdzie mieszkało kilka pokoleń leśników. Znajdziemy tam wiele dawnych, coraz rzadziej spotykanych odmian drzew owocowych, ciekawe krzewy ale też spokój i piękno. Ogrody rzeczywiście inspirują i dają szczęście tak jak przepowiada chińskie przysłowie. Warto to sprawdzić.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

23:20, lesniczy.lp
Link Komentarze (6) »
piątek, 07 sierpnia 2015

419min

Już dłuższy czas Ziemia Lubuska i powiat międzyrzecki ogarnięte są falą upałów. Dziś termometr w leśniczówce pokazuje ponad 35 stopni w cieniu. Kto może kryje się w chłodnych miejscach, których jest coraz mniej. Nie ma czym oddychać, bo powietrze przesycone jest gorączką. Drzewa pokryte są warstwą kurzu i pyłków, bo przecież tak dawno już nie padało!  Obowiązuje trzeci, najwyższy stopień zagrożenia pożarowego.

 

O ile drzewa wokół nas w ogóle są. Bo przecież tak wielu ludzi dało ponieść się fali niechęci, wręcz nienawiści do drzew. Powycinano je z najbliższego otoczenia domów- bo śmiecą liśćmi i zagrażają opadającymi gałęziami. Wycięto je nad brzegami jezior, bo przeszkadzają wczasowiczom, zrywają żyłki wędkarzom i zaśmiecają wodę. Usunięto je z poboczy dróg i unicestwiono piękne aleje- bo drzewa „atakowały” piękne, błyszczące samochody i drogie motocykle. Teraz można docenić ich znaczenie dla ludzi. Tam gdzie nie ma hodujących cień drzew, gdzie brakuje krzewów, kwiatów i trawy ale jest beton, kostka lub asfalt - nie da się żyć! Ale nie tylko tam. Chyba po raz pierwszy to czynię, ale proszę Was- nie chodźcie teraz do lasu!

Las zakurzony jest pyłem długotrwałego upału, trzeszczy zgryźliwie wyschniętą do granic możliwości ściółką i bucha żarem. Grzybów nie ma i pewnie długo jeszcze nie będzie, leśne owoce momentalnie zeschły, a leśne drogi i ścieżki pokryły się pyłem. Dlatego nie zachęcam teraz do leśnych spacerów, szczególnie do sosnowych borów, bo tam także szczególnie ciężko się teraz żyje.

Swoją drogą każdy, kto troszczy się o las i jego losy wie, że w tej sytuacji istnieje dla niego i jego mieszkańców ogromne zagrożenie pożarowe. Każdy wędrowiec i turysta, każdy pojazd, który porusza się po lesie czy w jego pobliżu niesie ryzyko wzniecenia pożaru. Wszyscy wiemy, że to największa katastrofa dla przyrody:

4191

 Leśnicy pełnią teraz całodobowe dyżury pożarowe i nie rozstają się z telefonem. W każdej chwili może okazać się, że pojawi się gdzieś dym, który trzeba sprawdzić lub co gorsza ogień, który trzeba jak najszybciej zgasić. Patrolują teren samoloty i śmigłowce, monitorują las kamery ale to oczywiste, że najlepiej ustrzeże las ludzka rozwaga i wyobraźnia. Dlatego nie chodźcie teraz do lasu…

Pszczewskie  plaże pełne są ludzi szukających chłodu w czystych jeziorach.

4192

Przecież to pełnia wakacji i czas urlopów. Nie dla wszystkich naturalnie, bo wielu z nas pracuje tak jak każdego dnia, choć długotrwały upał bardzo wszystkim doskwiera. Ciężko ludziom pracujących przy budowach budynków czy dróg, ciężko rolnikom, którzy właśnie żniwują, nie jest łatwo w różnych zakładach pracy, gdzie nie zawsze jest klimatyzacja ale chyba najtrudniej jest teraz robotnikom leśnym.   

4193

Pracować jednak muszą, bo wszyscy potrzebują drewna, las potrzebuje pielęgnacji i terminowego wykonania różnych zabiegów, a oni sami potrzebują pieniędzy na opłacenie kosztów swojej działalności gospodarczej i na utrzymanie rodzin. A nie będzie ich, jak nie będzie hektarów wykonanych pielęgnacji upraw i czyszczeń młodników, jak nie będzie „kubików” drewna itp. Dlatego pracownicy zakładów usług leśnych wstają teraz najczęściej o 3 nad ranem i ruszają w las do pracy, czasem jadą na „drugą zmianę” jeszcze wieczorem. Nawet ciągniki i maszyny odmawiają posłuszeństwa w tym skwarze i zulowcy mają z nimi kłopoty. A co dopiero ludzie? Niech ktoś spróbuje nawet nic nie robić, ale tylko potrzymać z  godzinę w tym upale „odpaloną” piłę spalinową lub wykaszarkę…

 Leśnicy muszą z kolei nadzorować wykonanie tych prac, zajmować się wywozem drewna:

4194

  oraz wykonywać szereg terminowych zadań. Wstaję teraz jak najwcześniej, aby wykorzystać chłód poranka, ale łatwo nie jest!  Właśnie zakończyłem w leśnictwie inwentaryzację szkód od bobrów, których nie brakuje nad każdym, nawet najmniejszym ciekiem i zbiornikiem wodnym. Nie jestem ich wrogiem, bo całego lasu nie zjedzą, ale przykro patrzeć na dęby z mozołem hodowane przez kilkanaście lat, które pocięte bobrowymi strugami na wałki znikają z pięknego dotąd młodnika:

4195

Bobry praktycznie nie mają wrogów naturalnych, prowadzone przez myśliwych na małą skalę odstrzały redukcyjne nie wpływają na ich populację, a zatem jest ich coraz więcej. Dobierają się nawet do starych sosen i buków

4196

Obserwujemy też bacznie latające właśnie teraz motyle barczatki sosnówki i brudnicy mniszki

4197

Często spotykam się teraz z pracownikami biura urządzania lasu, którzy pomimo upału taksują lasy mojego leśnictwa i przygotowują plany, czyli operat o którym niedawno pisałem. Dziś rankiem, już przed godziną  szóstą uzgadniałem wiele szczegółów z taksatorem Jackiem:

4198

Zaopatrzony w różne urządzenia elektroniczne, wysokościomierz, taśmę i notatki taksował oddział 78. Uzgadnialiśmy rano szczegółowo zaplanowane przez niego zabiegi na najbliższe 10 lat, bo ten plan zagospodarowania lasu to niesłychanie ważna sprawa. Na szczęście pan Jacek to nie tylko świetny fachowiec ale też sympatyczny człowiek, a zatem szybko osiągnęliśmy porozumienie:

4199

W lesie oprócz upału strasznie dokuczają teraz tzw. „ślepaki”. To owady z rzędu muchówek, z rodziny reprezentowanej w Polsce przez około 50 gatunków. Ugryzienia ślepaków (bąków, much końskich- funkcjonują różne nazwy) są bolesne i dokuczliwe. Wyszukują ciemne obiekty i reagują na ciepło i pot. Atakują konie i ciemno ubranych ludzi, np. rowerzystów. Gdy poczują ciepło od silnika mojego samochodu, otaczają go wielkim kłębowiskiem, a gdy wyjdę z samochodu nie dają żyć i tną niemiłosiernie. Latają przy tym praktycznie bezgłośnie i trudno się od nich opędzić. Są szczególnie aktywne przed burzą. To bardzo wredne stworzenia i zajmują drugie miejsce (po komarach) wśród owadów krwiopijnych, pod względem dokuczliwości dla człowieka i zwierząt domowych. Człowiek lub zwierzę atakowane przez ślepaki może na dobę utracić nawet 100-500 cm3 krwi! Ślina tych owadów, która wnika do rany, hamuje krzepnięcie krwi i zawiera dość silne związki, toksyczne dla naszych organizmów. Miejsce ukąszenie natychmiast czerwienieje i czasem mocno puchnie. Nie będę nikogo straszył fotografią pogryzionego leśniczego, ale nie jest to miłe, zapewniam. Warto na miejsce ugryzienia szybko przyłożyć wacik z octem.

To kolejny argument, aby posłuchać mojej rady i nie wybierać się teraz do lasu. Gorąco, kurz, nie ma czym oddychać, a jeszcze gryzą „paskudy”.  Ślepaki nie dość, że dotkliwie tną, to mogą także roznosić niektóre choroby bakteryjne i wirusowe. Aktywne są szczególnie w upały i znikają dopiero na początku września. Wtedy z pewnością warto będzie ruszyć do lasu bezpiecznie i zdrowo.

Jeszcze cały najbliższy tydzień ma być tak upalnie. Dbajcie o zdrowie swoje i bliskich, o zwierzęta domowe i drzewa wokół nas, które tak dobrze chronią nas przed upałem. Nie chodźcie teraz do lasu, a my - leśnicy zadbamy o niego, aby powitał nas po fali upałów wilgotnym, miłym chłodem i kojącą zielenią.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

20:21, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 03 sierpnia 2015

418min

Lato to czas odpoczynku, wakacji i urlopów. Beztroski odpoczynek i upał nie skłaniają do myślenia. Jednak nawet w czasie urlopowego luzu należy myśleć i przewidywać. Bo od tego zależy życie wielu zwierząt wokół nas. Dlatego odpoczywaj i nie zabijaj. Może to brzmi okrutnie ale cóż moje napomnienia skoro już biskup Krasicki wołał w jednej ze swoich bajek:

 „Przestańcie, bo się źle bawicie!

Dla was to jest igraszką, nam idzie o życie".

Latem codziennie widzę wiele zabitych zwierząt na drogach i ścieżkach. Publicznych, leśnych, polnych. Bo w trakcie wakacyjnych wojaży zabijamy, zwykle nieświadomie wiele zwierząt. Dużych i małych. Na asfaltowych drogach, szczególnie tych pośród lasów i pól leży teraz wielu nieszczęśników, którzy spotkali się z człowiekiem:

4181

Mamy coraz więcej dobrych dróg i autostrad. Ale w czasie urlopu jakże często wybieramy również takie trasy:

4182

W pełni lata gdy wokół nas bezmiar zbóż, kwiatów i traw, a my zrelaksowani błogostanem „nicnierobienia” wyłączamy z ulgą nasz wyeksploatowany rozum łatwo wyrządzić krzywdę „braciom mniejszym”. Czasem nawet nie wiemy, że pozbawiliśmy życia niewielkiego ssaka, węża, jaszczurkę czy drobnego ptaszka.  Przejedziemy go samochodem, rowerem, nadepniemy… Nie zawsze znamy biologię i obyczaje zwierząt, zatem nie jest łatwo  dostrzec na skraju drogi nawet sporego rogacza

4183

Czasem zwierzęta są przezorniejsze niż my i czym prędzej czmychają z naszej drogi zwykle  szybciej niż my je dostrzeżemy

4184

Ale bywa i tak, że nasza, panów świata niefrasobliwość pozbawia je życia, lub skazuje na cierpienie kalectwa. Spotykam teraz mnóstwo rozjechanych żab, jaszczurek i zaskrońców

4185

Wygrzewają się one na asfaltowych ale także piaszczystych dróżkach, po których poruszają się amatorzy wycieczek i dlatego giną. Wystarczy tylko nieco wyobraźni, aby zachować je przy życiu. Na drogach leżą też rozjechane kuny, wiewiórki, jeże. Czy nie lepiej spotykać i obserwować je żywe?

 4186

Czasem zając, kuropatwa lub kura bażanta zamiast zmykać w bok, pędzi przed kołami pojazdu, starając się uniknąć kontaktu z człowiekiem. Wtedy wystarczy zwolnić, czasem nawet zatrzymać się, pozwolić uciec, a w nocy zmienić oślepiające światła i zwierzę przeżyje to spotkanie.

4187

Czasem zwierzęta giną zupełnie przypadkowo ale bywa, że możemy  świadomie pozwolić im żyć wokół nas. Bo gdy wieczorem do mieszkania lub namiotu wleci ćma, to czy koniecznie trzeba ją gonić by zabić? Może wystarczy pozwolić jej uciec? Nawet jeśli jest to niezbyt lubiana przez leśników brudnica mniszka, barczatka sosnówka czy rolnica

4188

Przecież jeden motyl lasu nam nie zje. Wystarczy otworzyć okno, zgasić światło i niech sobie frunie z naszego w swój świat. Tak samo gdy w słoneczny dzień wpadnie do mieszkania pszczoła, trzmiel czy osa. Dajmy im żyć.

Opowiadał mi pewna pani o tym jak wieczorem nietoperz, zapewne zwabiony poświatą telewizyjnego ekranu i komarami, które być może przyleciały na wieczorny dziennik, wpadł jej do pokoju. Pani zamiast otworzyć okno i odsunąć firankę, aby nietoperz wrócił na swoje łowisko, sięgnęła po odkurzacz! Zassała do worka ze śmieciami pożytecznego ssaka, bo wyznała, że bała się, że wkręci się jej we włosy…

4189

 To nie jest raczej śmieszna historia. To przez nas wiele stworzeń ginie lub przeżywa męki. Dlatego warto pamiętać o wszelkich zwierzętach w naszym otoczeniu i nawet w wakacyjny, urlopowy czas myśleć o tym, że one także mają prawo do spokojnego życia. To obowiązek każdego z nas. Nie zabijaj człowieku, czy to nieświadomie, czy świadomie przez brak wyobraźni i wiedzy na temat zwierząt. Na drodze czy podczas koszenia trawnika w ogrodzie lub na działce. A szczególnie w czasie urlopu czy wakacji warto zanucić znany tekst Jana Kaczmarka rozsławiony przez kabaret Elita:

Zanim zniknie pod betonem osiedlowych skwerków reszta,

A w piwnicy odda ducha szara mysz,

Zanim wszystko co zielone, co w pachnącej trawie mieszka

Na podeszwach rozniesiemy wzdłuż i wszerz.

 

Do serca przytul psa,

Weź na kolana kota,

Weź lupę popatrz - pchła!

Daj spokój, pchła to też istota.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

23:45, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »