O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
wtorek, 10 grudnia 2013

W piątek powinien do nas dotrzeć Święty Mikołaj w towarzystwie Czerwononosego Rudolfa  i uroczych Śnieżynek. Niestety, 6 grudnia około godziny 16, zamiast niego pojawił się z przeraźliwym wyciem i mrokiem śniegowych chmur orkan Ksawery. Słychać było tylko ryk wiatru, trzask pękających gałęzi i wycie strażackich syren. Zgasło światło i trwało pełne napięcia oczekiwanie na odejście niesympatycznego Ksawerego.

Strażacy mieli wiele pracy z odblokowaniem dróg, bo wiele z nich tarasowały powalone drzewa. Energetycy przecinali drzewa leżące na drutach:

Kolejarze musieli oczyścić z powalonych drzew linie kolejowe:

Jak widzicie wycinanie pasa 15 metrowego wzdłuż toru, o którym Wam wcześniej opowiadałem ma sens.

Mój podleśniczy Krzysiek dopiero w niedzielne popołudnie mógł korzystać z pomysłu Tomasza Edisona, porządnie napalić w piecu i ogolić się , bo wiadomo, że jedna chałupa w lesie musi do końca czekać w kolejce na naprawę linii energetycznej...

W niedzielę i poniedziałek zrobiłem po leśnictwie ponad 200 km wykonując inwentaryzację szkód. Niektóre drogi leśne także były nieprzejezdne:

Nad innymi, choć przejezdnymi,  zawisły drzewa, które też trzeba szybko usunąć, bo stwarzają realne zagrożenie:

Oszacowałem straty  w lesie na ponad 320 m3 połamanych i wywróconych drzew:

Wredny Ksawery pokładł też drzewa na ogrodzenia upraw:

Trzeba je szybko usunąć z siatki, ponieważ powstaje w ten sposób „brama” dla zwierząt leśnych- danieli, jeleni i saren, które chętnie skorzystają z apetycznych pędów dębów, klonów czy lip, oglądanych dotychczas tylko przez siatkę. Kilka lat hodowli i wydane pieniądze mogą pójść na marne…

W wielu miejscach widać pojedyncze, połamane drzewa:

 

Ksawery narobił też szkód w leśniczówce. Zerwał fragment dachu z budynku gospodarczego i odrzucił go na ocalałą część:

 

Pozrywał też rynny z garażu oraz papę z innego dachu:

Dziś cały dzień trwało sprzątanie po przykrej wizycie Ksawerego. Robienie porządków po huraganie potrwa jeszcze długo, ale najważniejsze straty zostały zniwelowane.  Drogi są odblokowane, ogrodzenia naprawione. Z dachem to już trudniejsza sprawa…

Zdecydowanie wolę wizyty Świętego Mikołaja, bo każdy z nas lubi prezenty, no i towarzystwo zwykle towarzyszących mu Śnieżynek. Rudolfa naturalnie też lubię. Leśnicy byli grzeczni, to ich Śnieżynki z okazji Mikołajkowego święta zasłużenie obdarowały skromnymi prezentami:

To na osłodę niemiłej wizyty szalonego wiatru... Ksawery niech lepiej już nie wraca i nie pokazuje się leśnikom, bo wystarczająco narozrabiał w lesie i nie tylko.

 

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

 

 

 

16:03, lesniczy.lp
Link Komentarze (8) »
czwartek, 05 grudnia 2013

Kiedy spacerujecie po naszych lasach, a szczególnie gdy często podróżujecie polskimi drogami, szczególnie tymi lokalnymi korzystacie z leśnych parkingów. Na wielu z nich, fajnie i gustownie urządzonych przez leśników, pomimo ich wysiłków i zwykle dobrej współpracy z zarządami dróg i okolicznymi mieszkańcami- panuje bałagan. Porozrzucane  śmieci, pozostawione stare opony i sprzęt agd, często zdemolowane urządzenia parkingu- to pospolity widok. Wiele z obiektów jest monitorowanych i bywa, że dowiadujecie się za pośrednictwem mediów, że „żałosny ktoś”, czyli taki leśny szkodnik został nagrany i ukarany za swój niecny proceder. Wszystkich parkingów i innych leśnych obiektów nie da się monitorować kamerami, stąd trzeba szukać innych rozwiązań.

Dlatego na leśnym parkingu, usytuowanym pomiędzy Pszczewem a Silną pojawił się strażnik:

Wyposażony w lornetkę lustruje teren leśnictwa Silna w Nadleśnictwie Bolewice i swoją postawą odstrasza potencjalnych „szkodników”, a miłych gości zachęca do zatrzymania się na leśnym parkingu „Na dawnej granicy państwa polskiego, o którym wcześniej, w czerwcu  pisałem na blogu  http://bloglesniczego.erys.pl/blog/?p=1&id_blog=3&lang_id=5&id_post=3505

 Parking i inicjatywa leśników z Bolewic okazały się doskonałym pomysłem. To bardzo pożyteczna forma upamiętnienia dawnej granicy ustanowionej Traktatem Wersalskim i przy okazji  turystycznego udostępnienia lasów ludziom. Okolice słyną  przecież z pięknych krajobrazów, a lasy obfitują w grzyby, stąd parking cieszy się dużym zainteresowaniem. Powstało „klimatyczne” miejsce dla bezpiecznego parkowania samochodów, pozostawienia rowerów i edukacji przyrodniczej oraz historycznej. Łatwo tam trafić, bo  Zarząd Dróg Powiatowych ustawił nieco ponad 2 km za Pszczewem, przy szosie do Silnej  brązową tablicę informującą o tym atrakcyjnym miejscu turystycznym.

 To szczególny obiekt turystyczny, na którym oprócz zadaszonych ławostołów, koszy na śmieci i stojaków na rowery stoi także graniczny kamień wersalski, biało czerwony szlaban i tablica historyczna. Spośród drzew wystają troskliwie odsłonięte fundamenty dawnej strażnicy granicznej. Leśnicy z Bolewic utwardzili kamieniem spory plac i gustownie urządzili parking z myślą o wszystkich odwiedzających las oraz o miłośnikach historii. 

Na początku października to historyczne miejsce zostało wzbogacone o dodatkowy element. Na leśnym parkingu historycznym stanęła okazała, drewniana rzeźba polskiego strażnika granicznego. Stoi na posterunku granicznym tak jak stał tam Antoni Paluch 1 września 1939 roku. Każdy jednak kto jedzie tą drogą ma wrażenie, że zza zakrętu wyłania się postać leśnika czy strażnika strzegącego parkingu. Może to właśnie dlatego na parkingu jest zawsze czysto? 

 Rzeźba powstała na tegorocznym, już 12 plenerze rzeźbiarskim w Pszczewie. Jej autorem jest znany rzeźbiarz z Gardzka k. Strzelec Krajeńskich- Henryk Grudzień. Drewniany strażnik graniczny został dobrze zaimpregnowany, a potem osadzony na granitowym cokole tuż przy kamieniu granicznym przez pracowników Zakładu Usług Komunalnych w Pszczewie. Rzeźbę ustawiali w „silnieńskim lesie” panowie: Górny, Jorkstas, Cop i Rządkowski:

 

W naturalnych barwach drewna strażnik był jednak mało widoczny:

Dlatego leśnicy z Bolewic poprosili autora rzeźby, aby ją pokolorował i sfinansowali to przedsięwzięcie. Henryk Grudzień nadał inny wyraz strażnikowi poprzez zastosowanie różnych impregnatów:

 Warto wybrać się na spacer w to historyczne miejsce. Strażnik graniczny strzeże leśnego parkingu i  chętnie pozuje do pamiątkowej fotografii.

 

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

 

10:27, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 02 grudnia 2013

Zadzwonił dziś do mnie pewien znajomy i zapytał o sprzedaż choinek. Aż mnie zamurowało. Jak to, już trzeba myśleć o choinkach? No tak, przecież od wczoraj w kalendarzu mamy grudzień! Rok minął jak puknięcie młotkiem w stos papierówki… W otaczającej nas przyrodzie, w lesie, widać ostatnie chwile jesieni i czającą się chłodną,białą Panią Zimę.

Tyle dzieje się wokół, że nie ma chwili czasu na rozmyślania, obserwacje, a co dopiero podsumowania związane z końcem roku. Ale jak nie można przegapić wiosny, tak i warto śledzić przełom jesieni i zimy. Dlatego warto zatrzymać się chwilę i rozejrzeć wokół siebie, bo nic nie zdarza się dwa razy. Jesień, nawet już taka późna to czas wędrówek ptaków i okres przygotowania zwierząt do zimy.  Zapewne już niedługo śnieg pokryje lasy i pola, a jesień 2013 odejdzie do wspomnień. Świadczą o tym coraz bardziej malownicze przymrozki:

Zimy wypatruje już nastroszony z powodu chłodu myszołów, który obserwuje przemykające tu i tam polne myszy:

 Siedzi sobie na dzikiej jabłoni w towarzystwie jemioły, która niebawem będzie poszukiwanym „towarem”.

Czasem słychać jeszcze wędrujące żurawie, choć te „nasze” już dawno odleciały i widać klucze gęsi:

Czasem przysiadają na polach skubiąc oziminę lub nocują na środku jeziora, szczególnie podczas mgły, a rano ruszają w drogę z wielkim hałasem. Kręci się sporo przelotnych ptaków drapieżnych: błotniaki, kobuzy, któregoś dnia przemknął mi rybołów, ale nie dał się sfotografować. Chętnie pozują za to majestatyczne czaple białe:

Choć to nie oznacza, że są mało płochliwe. Na polach pusto, szaro i panuje tam zupełna cisza. Czasem tylko smutny krajobraz ubarwi tęczowa plama koguta bażanta:

Ten nie wytrzymał jednak w kadrze i zwiał w kępę krzaków rosnących przy miedzy…

Coraz mniej ludzi wie, co to miedza. Pośród pól widać też często sarny, które zaczęły już zbijać się w rudle (czyli stada):

 Są teraz bardziej szare, w gęstej, zimowej sukni, a wzajemne, liczne towarzystwo ułatwi rudlowi przetrwanie zimy.

Wokół domu coraz więcej ptaków, sikory dopominają się o słonecznik, „pyzy” i słoninkę, a kosy, kwiczoły i inne drozdy sprawdzają ile zostawiłem im jabłek w sadzie:

W lesie teraz wilgotno, mgliście i czasem dżdżyście:

Panuje tam prawie absolutna cisza, którą tylko czasem przerwie nawoływanie dzięcioła, popiskiwanie stada sikor, raniuszków lub chrobotanie sosnowej kory, której zakamarki przeszukuje pełzacz leśny:

Wszystkie zręby, które będą sadzone wiosną są już zaorane i chłoną wilgoć jesiennych deszczy oraz pierwszych przymrozków:

Często widuję teraz daniele, ale dorodny byk nie chciał wpisać się do mojej kolekcji dobrych ujęć:

Przeszedł mi chyłkiem przez drogę i zniknął na pograniczu dąbrowy i sosnowych młodników. Przypuszczałem dokąd idzie i zrobiłem około kilometrową „przebieżkę”, aby zdążyć zaczaić się na niego na przesmyku. Okazał się sprytniejszy ode mnie, bo zauważył mnie wcześniej niż ja jego. Zamiast pięknego portretu łopatacza pstrykąłem szarą, rozmazaną plamę wycofującego się daniela. Innym razem…

Wracałem także „lekkim galopem” do samochodu, bo dzwonił już pan Leszek, który czekał na mnie przed swoim wielkim samochodem. Zabierał ostatni kurs papierówki olchowej i musiałem go pilotować do kolejnych stosów. Mam jeszcze do wywiezienia do końca roku dobrze ponad 1000m3 papierówek, czyli około 40 samochodów pana Leszka.

Jutro sprzedaż detaliczna i pełna kancelaria kupujących drewno na zimę. No i kiedy tu pomyśleć o choinkach?

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

20:44, lesniczy.lp
Link Komentarze (7) »
piątek, 29 listopada 2013

Leśniczowie, którzy na terenie swoich leśnictw mają czynne linie kolejowe sporo swojego czasu poświęcili ostatnio na spacerowanie po pasach. Wcale nie były to „zebry” wymalowane na drogach, czyli przejścia dla pieszych, lecz pasy przeciwpożarowe. To zwiększone zainteresowanie liniami kolejowymi spowodowane jest sporym ruchem inwestycyjno-remontowym, jaki poprzez wsparcie Unii Europejskiej widać na żelaznych drogach, ale także poprzez zmianę przepisów.

Ogień od początku istnienia towarzyszy człowiekowi i jest jego towarzyszem ale też i wrogiem. Dlatego trzeba go używać rozsądnie i w kontrolowany sposób. Już królowa Bona wydawała nakazy gromadzenia w domach sprzętu gaśniczego. Prekursorem ochrony przeciwpożarowej był (o dziwo!) pisarz Andrzej Frycz Modrzewski. W swoim znanym dziele „O poprawie Rzeczypospolitej” sporo miejsca poświęcił pożarom i nawoływał do tworzenia straży ogniowych. Może dlatego wielu leśników jest dobrymi humanistami ale też ściśle współpracuje ze strażakami, często na różne sposoby wspierając działalność miejscowych OSP. Czasem także działają razem z drogowcami i kolejarzami przy utrzymaniu pasów ppoż. To konieczna współpraca.

   Co to jest pas przeciwpożarowy?

To odpowiednio przygotowany i zagospodarowany fragment lasu w pobliżu drogi, toru kolejowego lub obiektu (np. parkingu leśnego), który zapobiega rozprzestrzenianiu się potencjalnego ognia, jak również ułatwia akcję gaśniczą w przypadku powstania pożaru. Wygląda to tak:

 Są różne typy pasów, w zależności od występującego zagrożenia, a ich urządzenie polega na oczyszczeniu pasa lasu z łatwopalnych materiałów i wyorywaniu pługiem zaczepionym do ciągnika bruzd w ziemi. Takie pasy zmineralizowanego gruntu są doskonałym izolatorem zabezpieczającym las przed wadliwymi środkami transportu (zablokowane hamulce wagonu sypiące iskrami) lub głupotą ludzką (niedopałki papierosów wyrzucane z samochodu). Gdy ktoś odpoczywa na leśnym parkingu i zostawi tlącego się „peta”, to sucha trawa  lub ściółka wypali się do szerokiej, pozbawionej palnych materiałów bruzdy ziemi i pożar ugasi się sam. Wzdłuż toru kolejowego często widać wypalone sąsiedztwo torowiska, ale pożar nie rozprzestrzenia się dalej, bo gaśnie na dobrze przygotowanym pasie kolejowym. Gorzej, gdy ten pas nie jest dobrze przygotowany!

 Niedawno minęła dwudziesta rocznica największego i najtragiczniejszego pożaru lasu w powojennej Polsce. Katastrofa w 1992 roku w Kuźni Raciborskiej pochłonęła ponad 9 tys. ha lasów. Zginęło dwóch strażaków, a pożar powstał przy linii kolejowej i rozprzestrzenił się dalej, bo nie był prawidłowo przygotowany pas typu Kienitza. Jest on wykonywany równolegle do linii kolejowej w formie dwóch pasów- przeoranych  bruzd o szerokości co najmniej 2 m, odległych od siebie od 10 do 15 m i połączonych ze sobą co 25 do 50 m pasami poprzecznymi tej samej szerokości. Wygląda to tak:

 Tor jest po lewej stronie zdjęcia, potem jeden zaorany pas, drzewa liściaste, które są mniej „palne” i pełnią rolę przeciwpożarowego pasa biologicznego, drugi zaorany pas i droga gruntowa, która również może pełnić rolę pasa, jeśli nie będzie zarośnięta trawą. Dotychczas był to podstawowy sposób zabezpieczenia przeciwpożarowego lasów przy liniach kolejowych. Pożary wybuchające przy torach kolejowych są bardzo groźne dla lasu, bo rozprzestrzeniają się szerokim frontem na długim odcinku:

 Pociąg z np. uszkodzonym hamulcem jedzie przecież i „sieje” iskrami setkami lub tysiącami metrów…

W kwietniu 2013 roku zmieniły się zasady urządzania i utrzymywania pasów przeciwpożarowych wprowadzone zarządzeniem ministra transportu. Teraz wystarczy tylko jeden pas, ale szerokości minimum 4 metry, położony w odległości maksymalnie 5 metrów od krawędzi nasypu. Nie określono jasno, czy pasy „po nowemu” mają urządzać kolejarze, czy leśnicy. Jakiś czas trwała ożywiona wymiana korespondencji, bo jak zwykle przepisy prawa można różnie interpretować. Szybko jednak stało się jasne, że urządzenie pasów wg nowych zasad jest bezspornie obowiązkiem kolejarzy.

 Zgodnie z innym rozporządzeniem z 2008 roku należy też usunąć drzewa i krzewy z pasa o szerokości 15 metrów od osi skrajnego toru. Jak widać, będzie co robić:

Część tych drzew rośnie na terenie pasa PKP, a część na gruncie leśnym. Na szczeblu regionalnej dyrekcji porozumieliśmy się z kolejarzami, że wspólnie wyznaczymy w lesie pas 15-metrowy i nowe pasy ppoż.

W moim leśnictwie jest ponad 8 km nowego pasa do założenia i jego wyznaczenie okazało się wcale nie takim łatwym zadaniem. Dwa dni chodziłem po torach wspólnie z kolejarzami:

Lepiej nie mówić, ile razy sam przemierzyłem lasy wzdłuż toru… Precyzyjne określenie granicy własności i przyporządkowanie konkretnego drzewa sprawiało problemy, bo kamienie graniczne, które wyglądają tak:

rozmieszczone są dość rzadko i w pofałdowanym terenie. Jest też wiele innych kamieni, np. takie:

których nie ma na mapie (kamienie graniczne oznaczone są na leśnej mapie kółeczkiem). Były kłopoty z jednoznacznym wytyczeniem granicy, ale wreszcie uzgodniliśmy przebieg i wymalowaliśmy pasy farbą, poziomymi "odblaskowymi" paskami. Szkoda, że kolejarze nie dysponowali mapami pasa kolejowego, który ma zróżnicowaną szerokość...

Wiele z tych gruntów przechodziło przez różne formy własności, jak to na Ziemiach Zachodnich. Zachowało się tam sporo kamieni, które wyznaczały dawne granice, dziś już nieistniejące. Należało jednak bardzo dokładnie pomierzyć długość pasa, policzyć drzewa do wycięcia w sztukach i w m3, dodatkowo w rozbiciu na „leśne" i "kolejowe”. Nie było łatwo i przemierzyłem kilometry linii kolejowej pieszo i samochodem wiele razy. Właśnie przy tej „robocie” zagrzebałem w torfie mojego Rokusia:

jak zresztą widzieliście we wcześniejszym wpisie  i musiałem go w pocie czoła odkopywać z błota, zanim ciągnik wyszarpnął mnie na „suchy ląd”.

 Z wielką ulgą oddałem wypełnione tabelki, notatki i mapy specjalistce od ochrony ppoż w nadleśnictwie, czyli Wandzie, które je zestawiła razem dla całego nadleśnictwa i odesłała do dyrekcji. Warto jednak było się trudzić, bo skoro jeżdżą przez „mój las” takie cysterny:

to wszystko się może zdarzyć, jak śpiewa Anita Lipnicka…

Niebawem pasy, które dziś mają najczęściej dwa metry szerokości zostaną poszerzone do minimum czterech metrów i zapewnią bezpieczeństwo naszym lasom. Od dziecka słyszymy przecież hasło: "Las rośnie wolno, a płonie szybko”, stąd lepiej zapobiegać niż gasić!

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

19:39, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
niedziela, 24 listopada 2013

Unikalna, artystyczna „Mapa Lasów Polskich”, stylizowana według XVII-wiecznych wzorów została wydrukowana w 1938 roku na zlecenie Dyrekcji Naczelnej Lasów Państwowych. Miała być w latach 1939-1940 ozdobą Wystawy Światowej w Nowym Jorku i prezentować bogactwo polskich lasów oraz reklamować leśnictwo, łowiectwo i przemysł drzewny. Prawie cały nakład został jednak szybko wycofany i zniszczony w wyniku protestu ambasad ZSRR i III Rzeszy. Dziś na świecie zostało zaledwie kilka egzemplarzy. Jeden z nich zaledwie od miesiąca znajduje się w siedzibie Nadleśnictwa Bolewice, czyli najbliższych sąsiadów „mojego” Nadleśnictwa Trzciel.

Zadzwonił do mnie, bardzo zresztą ucieszony, zastępca nadleśniczego Grzegorz Roszkowiak przekazując  wieści, że leśnikom z Bolewic udało się nabyć tę niezwykła mapę. Widziałem już wcześniej oryginał tej mapy w Ośrodku Kultury Leśnej w Gołuchowie, ale nie zdawałem sobie sprawy z niezwykłości tej mapy. Wyszukałem we wszystkich możliwych źródłach informacje na jej temat i wtedy zrozumiałem, że to najprawdziwszy unikat, jakże cenny dla historii polskiego leśnictwa trafił do siedziby leśników z Bolewic.

 „Wylądowanie białego kruka” właśnie tam, to efekt ich pasji poznawania historii leśnictwa oraz regionu i długoletniej współpracy z dr Wojciechem Lizakiem, właścicielem antykwariatu Wu-eL w Szczecinie. Tadeusz Szymański- nadleśniczy z Bolewic i Grzegorz Roszkowiak- jego zastępca, to leśnicy, którzy oprócz hodowli znanej „sosny bolewickiej” przywiązują wielką wagę do funkcji społecznej lasu i dbają o zabytki kultury. Dlatego w izbie edukacyjnej i na ścianach nadleśnictwa w Bolewicach zobaczymy stare, oryginalne litografie okolicznych miejscowości i leśne mapy z różnych lat. Oto mapa drzewostanowa z 1925 roku, wykreślona przy sporządzaniu pierwszych polskich planów leśnych czyli „operatu urządzania” zaraz po odzyskaniu niepodległości, co było efektem Powstania Wielkopolskiego 1919:

Niektóre z eksponatów trafiły tu w wyniku współpracy z dr Lizakiem i są bardzo pomocne w edukacji historyczno-przyrodniczej, którą chętnie zajmują się leśnicy z Bolewic. Pamiętacie przecież moje informacje o leśnym parkingu na dawnej granicy państwa polskiego? Niebawem opowiem Wam dalszy ciąg, a leśnicy z najbardziej na południe wysuniętego nadleśnictwa RDLP Szczecin mają inne, ambitne plany…  

Mapa lasów polskich 1938, której autorami są malarz Eliasz Kanarek i kartograf Tadeusz Lipski, których wizerunki uwieczniono na mapie:

 

 została wydrukowana na zlecenie leśników jako dowód ich dbałości o promocję lasów, polskiego leśnictwa, drzewnictwa i walorów przyrodniczych naszego kraju. Wynika z niej, że już wtedy leśnicy doceniali znaczenie misji społecznej, wytyczyli sobie za cel edukację społeczeństwa i promowali kulturotwórczą rolę lasu. Świadczy ona  zarówno o gorących uczuciach patriotycznych leśników, jak i o ich wielkiej trosce o zachowanie dorobku narodowej kultury:

Zawiera graficzne przedstawienie praktycznie wszystkich walorów lasu, jego mieszkańców i profesji związanych z lasem. Zaznaczono na niej rozmieszczenie różnych zwierząt, rzeźbę krajobrazu, granice państwa, ważniejsze miasta- znajdziecie na niej wawelskiego smoka, a oto warszawska Syrenka:

Autorzy zaznaczyli na niej około 50 zakładów przemysłu leśnego, w tym największy wtedy w Europie Centralnej zakład w Hajnówce. Przesłanie mapy zawiera łacińska inskrypcja umieszczona w lewym górnym narożniku:

 w wolnym tłumaczeniu brzmi to tak: „Polonia - wielkie królestwo obfitości lasów, raj polowań. Zachwyca widokami przyrody i historią dawnego kraju. Podróżnym życzliwa i gościnna”.

Mapa powstała w okresie silnych zawirowań politycznych i w atmosferze nastrojów wojennych. Nazwano na niej sąsiadów Polski, a autorzy mapy zachodnie i wschodnie rubieże kraju opatrzyli bardzo sugestywnymi grafikami i wymownymi tekstami. Oto co znajdziecie na wschodzie:

W tłumaczeniu ten napis brzmi: „wschodnie tereny zamieszkałe przez ludożerców”. Widać na mapie wizjonerską przepowiednię niedalekiej agresji, bo na wschodzie narysowano watahę wilków na granicy Polski:

oraz pluton NKWD w trakcie egzekucji:

na zachodzie z kolei hordy Germanów z hitlerowskim gestem powitania kroczą w stronę Polski:

Wydanie tej mapy przez ówczesnych leśników było  bardzo odważnym  posunięciem politycznym. Wizjonerskie przesłanie spowodowało oczywiście interwencję dyplomatyczną przyszłych agresorów i w ten sposób wycofana z obiegu mapa nigdy nie trafiła na Wystawę Światową! Urzędnicy pod naciskiem przyszłych okupantów gorliwie zniszczyli, na szczęście tylko prawie cały, nakład tej niezwykłej mapy. W maju tego roku, podczas wernisażu wystawy „200 lat leśnej kartografii”, zorganizowanej przez Instytut Badawczy Leśnictwa padło stwierdzenie, że zostały tylko 3 egzemplarze tej mapy... Trudno to jednoznacznie ustalić. Jednak prócz leśnej mapy w oryginalnym  formacie, istniały inne wersje- np.57x45 cm, nazywana mapą łowiecką, czasem też turystyczną.  Z kolei mapa polskich lasów w formacie 35x45,5 cm, stanowiła załącznik do folderu otrzymywanego wraz z zaproszeniami na nowojorską wystawę.

Z pewnością mapa z Bolewic jest jedną z kilku na świecie, których istnienie jest znane. Inne egzemplarze mapy znajdują się w bibliotece IBL w Sękocinie, Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie, Muzeum Miejskim w Zabrzu, oraz w prywatnych zbiorach.  Jeden egzemplarz mapy, który pierwotnie wisiał w gabinecie prezydenta Ignacego Mościckiego na Zamku Królewskim w Warszawie, 26 czerwca tego roku trafił w ręce Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego. Dotychczasowy właściciel tego egzemplarza mapy- Bohdan Jasiewicz- słynny myśliwy, publicysta i dziennikarz postanowił go przekazać jako darowiznę wraz z zadziwiającą historią jej losów. Mapa, która z gabinetu przedwojennego prezydenta trafiła do Londynu, Toronto i powróciła do Warszawy, stanie się teraz ozdobą Pałacyku Myśliwskiego w Wiśle.

 

 To prawdziwe zrządzenie losu, że ten biały kruk sfrunął właśnie do Bolewic. Przed wybuchem II wojny był tu najbardziej na zachód wysunięty  punkt terytorium Polski, zresztą bardzo blisko parkingu na dawnej granicy. Na mapie teren dzisiejszego nadleśnictwa Bolewice znajduje pomiędzy granicą, a stojącym na tylnych badylach (nogach) jeleniem:

 Mapa, która trafiła do Nadleśnictwa Bolewice ma format 74x57,2 cm:

 

 Takie same wymiary ma mapa z gabinetu prezydenta Ignacego Mościckiego, którą ocalił dla nas najpierw Arkady Brzezicki- znany dziennikarz, a potem Bohdan Jasiewicz. Szczegółowo opisuje on jej dzieje w czasopiśmie „Brać Łowiecka”. Oryginał- pierwowzór mapy wykonano tuszem i akwarelą w różnych kolorach na papierze o wymiarach 130x100 cm. Naklejono go na sklejkę i do 1972 roku przechowywano w Krakowie jako ciekawy eksponat. Potem trafił do OKL w Gołuchowie, gdzie w 1989 roku poddano go renowacji. Dziś ta szczególna mapa zdobi wnętrze Muzeum Leśnictwa w Gołuchowie i miałem okazję ją tam oglądać.

A historia egzemplarza mapy z Bolewic? Zadzwoniłem do dr Lizaka i wypytałem go o wszystko, co wie o jej historii. Szczeciński antykwariusz już kilka lat temu zakupił na aukcji w Monachium egzemplarz tej unikalnej mapy. Przypuszcza, że trafiła ona tam z archiwum, gdzie przechowywano ją jako przykład antyniemieckiej propagandy Polaków. Wcześniej była prawdopodobnie własnością jednego z zarządców dawnych lasów prywatnych. Gdy dr Lizak postanowił się z nią rozstać, pomyślał o zaprzyjaźnionych leśnikach. W Bolewicach nie zastanawiano się długo, bo przecież treść i przesłanie tej unikalnej mapy są aktualne i bardzo ważne do dziś, zarówna dla leśników, jak dla każdego Polaka. Chwałą im za to! 

 Czy to nie zadziwiające, że już w 1938 roku zadbano o promocję wszelkich darów naszego lasu, że leśnicy pokazali swoją otwartość na sprawy świata i ludzi i że już wtedy, szczególnie wtedy, w burzliwym historycznie czasie tak zdecydowanie pokazali swoje patriotyczne uczucia?

Leśnicy z Bolewic ocalili mapę i pamięć o tym fragmencie historii naszego kraju. Jej przesłanie jest wciąż aktualne i będzie kontynuowane w nadleśnictwie położonym na granicy Wielkopolski i Ziemi Lubuskiej, w najbardziej zalesionej części kraju. Jego siedziba to pięknie odrestaurowany budynek z 1850 roku, jest tam też izba edukacyjna:

Mapa będzie tam bezpiecznie i z pożytkiem przechowywana, a leśnicy przez wiele lat będą ją z dumą pokazywać każdemu, kto zechce poznać jej fascynującą historię.

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

 

 

20:48, lesniczy.lp
Link Komentarze (6) »
piątek, 22 listopada 2013

Przełom jesieni i zimy oznacza co roku straszny nawał pracy w lesie. Nieuchronnie zbliża się koniec roku i dlatego trzeba koniecznie kończyć w leśnictwie wszystkie zaplanowane prace. Większość zabiegów wiąże się z pozyskaniem drewna. Odbiorcy wożą je do swoich firm i wołają o kolejne, aby zdążyć przed śniegiem i wygaśnięciem umów. Tylko dziś pojechało sześć wielkich samochodów. Dlatego brakowało chwili, aby napisać Wam relację z ostatnich dni. A dzieje się teraz w lesie wiele kazdego dnia!

Zakończyłem jesienne sadzenie dęba i ponad 11 tysięcy sadzonek wzbogaci bór sosnowy. Wcześniej płaty dębowe zostały ogrodzone siatką. We wtorek była narada koordynująca pozyskanie drewna do końca roku. Wszystkie trzebieże muszą być wykonane, a ilość drewna dopasowana do umów zawartych z odbiorcami. Nie można także wyciąć więcej niż zaplanowano- to tzw. etat cięć w nadleśnictwie, który w zasadzie jest nieprzekraczalny. Termin prac musi być dostosowany do harmonogramu wynikającego z umów i możliwości finansowych odbiorców. Na naradzie koordynujemy dostawy drewna i pełną realizację prac we wszystkich jedenastu leśnictwach, planując bardzo dokładnie masę poszczególnych sortymentów drzewnych. Pomimo tego, że prace trwają w wielu miejscach mojego leśnictwa,  zostało jeszcze do pozyskania ponad 1500 m3 drewna na zrębie i w trzebieżach. Wycinam teraz stary, wyżywicowany wiele lat temu sosnowy las:

Stare sosny mają pokręcone konary, na które czekają już z niecierpliwością „gałęziarze”:

Moja kancelaria jest wciąż oblegana przez klientów zainteresowanych zakupem wałków opałowych i „samowyrobem” drobnicy, która pozostaje w lesie po wykonaniu trzebieży i czyszczeń. To przecież najtańszy opał, choć trzeba się solidnie przy nim napracować, zanim trafi do pieca. Mieszkańcy Pszczewa i okolicznych wsi, którzy wcześniej przygotowali sobie drewno wożą je teraz do domu:

Korzystają nieraz z samodzielnie skonstruowanych, unikalnych pojazdów:

Leśne drogi, nawet te niedawno pięknie wyrównane, zamieniają się miejscami w grzęzawisko:

Kierowcy samochodów wywożących drewno nie mają łatwo! Łopaty i liny często są w użyciu, gdy kierowca nie ma tzw. „fartu”… Pecha miał również operator harwestera pracujący na zrębie. Wielka maszyna uległą poważnej awarii:

Stoi teraz na pagórku zrębu, a obok leży ważący ponad cztery tony dźwig. Popękały śruby trzymające ramię dźwigu:

Naprawa pewnie długo potrwa, dlatego przyjechała inna maszyna i pracuje intensywnie, bo dni mamy coraz krótsze. Forwarder wywozi też pozyskane wcześniej „papierówki”, a wielkie, sosnowe dłużyce ciągnie do drogi kultowy ciągnik zrywkowy LKT 81 Turbo:

Już coraz rzadziej widać w lasach te czeskie, przegubowe ciągniki zrywkowe, bo ustąpiły miejsca forwarderom.

Ostatnie dni były jakieś pechowe i nawet mnie przydarzyła się niemiła przygoda. W ciągłym pośpiechu chciałem zaoszczędzić nieco czasu na dojazd do jednej z upraw i pojechałem na skróty pasem przeciwpożarowym wzdłuż toru kolejowego. Bok samochodu zsunął się ze stromej skarpy i wpadłem jak „w masło” w torfowisko, które powstało wokół zarwanego przepustu pod nasypem kolejowym:

 Mój Rokuś po raz pierwszy w karierze musiał wyjechać ”na sznurku”, zaczepiony do wezwanego ciągnika zrywkowego. Wcześniej ponad godzinę odkopywałem go z błota, bo inaczej pewnie i ciągnik nie dałby rady… Nie był to taki wielki pech ( bo przecież profilaktycznie urodziłem się trzynastego), bo w to miejsce dociera (na szczęście!) sygnał telefonii komórkowej i mogłem poprosić ciągnik o pomoc. Gdy wracałem do leśniczówki umazany błotem, spoglądałem na spokojnie wylegującą się na górce sarnę:

Spoglądała na mnie z filozoficzną zadumą, nie tracąc czasu, ani zgromadzonego pod skórą zapasu tłuszczu na zbędną ucieczkę. Czy to takie dziwne, że w końcu listopada jest mgliście i błotniście? Zawsze tak było i sarna o tym wie, dlatego oszczędza energię na zimę, która ma się pojawić już w najbliższych dniach.

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl  

20:52, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »
niedziela, 17 listopada 2013

Wiem, że relacje z imprez, narad czy  akademii są nudne i interesują co najwyżej tylko tych, którzy tam byli i to czasem nie wszystkich… Jednak muszę napisać choć króciutko o uroczystościach związanych z jubileuszem 95 lat Związku Leśników Polskich, które obchodziliśmy w Regionie Zachodnim . W ostatnim czasie wiele mówiło się o związkach zawodowych, najczęściej źle i niezbyt prawdziwie. Może warto napisać jak to wygląda u leśników?

  W środowisku leśników działają 4 liczące się  związki zawodowe, które układają się z wszystkimi pracodawcami, z dyrektorem generalnym na czele. W Lasach Państwowych pracuje ponad 25 tysięcy ludzi, a zasady ich pracy ustalone są m.in. w ustawie o lasach oraz Ponadzakładowym Układzie Zbiorowym Pracy. Najliczniejszy ze związków- Związek Leśników Polskich liczy około 11 tysięcy członków i właśnie obchodzi jubileusz 95 lat istnienia!  Lasy Państwowe jako firma zarządzająca lasami Skarbu Państwa, działająca na zasadzie samofinansowania się i realizująca wiele zadań, nawet luźno związanych z gospodarką leśną, w przyszłym roku obchodzić będzie 90 lat. Wciąż mówi się i pisze, że związkowcy to banda nierobów, darmozjadów i karierowiczów. W Związku Leśników Polskich, liczącym 11 tysięcy leśników  praktycznie nie ma etatów, bo jest etat księgowej, część etatu pracownika biurowego, a przewodniczący ZLP w Rzeczpospolitej Polskiej w osobie Bronisława Sasina ze Szczecina, zgodnie z możliwościami jakie daje ustawa o związkach zawodowych jest oddelegowany do pełnienia obowiązków związkowych, zachowując etat w dyrekcji regionalnej. Pozostali związkowcy w organizacjach zakładowych, czyli nadleśnictwach czy zespołach składnic, parkach narodowych pracują tak jak wszyscy, a zajmują się związkami społecznie. Pewnie nie każdy to wie, ale u leśników te rozdmuchane w mediach przywileje, bonusy, profity i ochronki stosunku pracy to raczej iluzja, bo trzeba po prostu pracować, wykonywać  zadania i robić dobrą robotę. Ten, kto pełni funkcje, wychodzi przed szereg i jest widoczny musi szczególnie dobrze wykonywać te obowiązki, choćby z szacunku dla samego siebie…

W dniach 15-16 listopada 2013 przebywałem razem z innymi leśnikami w pięknie położonym, nadmorskim ośrodku „Bażyna” w Pogorzelicy- Nadleśnictwo Gryfice, RDLP Szczecin:

 Odbyło się tam uroczyste spotkanie Rady Regionu Zachodniego Związku Leśników Polskich. Spotkanie, na które przybyło 75 delegatów:

 reprezentujących 37 organizacji zakładowych połączono z uroczystą akademią z okazji jubileuszu 95-lecia istnienia ZLP.

 Początki leśnych związków sięgają 19 lutego 1918 roku, kiedy to na walnym zebraniu członków Wydziału Leśnego Centralnego Towarzystwa Rolniczego podjęto uchwałę o powołaniu zrzeszenia zawodowego skupiającego wyłącznie leśników. Władze okupacyjne nie zaakceptowały jednak przygotowanego statutu. Do wyboru legalnych władz mogło dojść dopiero 10 listopada 1918 r., gdy w Warszawie trwało rozbrajanie Niemców. Tworzenie ogólnopolskich struktur Związku Leśników trwało jednak jakiś czas.

 Poprzednicy dzisiejszych członków Regionu Zachodniego ZLP, czyli leśnicy z Pomorza, dzisiejszej Ziemi Lubuskiej oraz Wielkopolski  mogli przyłączyć się do niego dopiero po zjeździe swoich delegatów. Odbył się on w dniach 31 X – 1 XI 1920 r., a udział w nim wzięło 300 uczestników reprezentujących leśników z lasów państwowych oraz także prywatnych, którzy utworzyli filię ZLP. Istniały wtedy tylko 4 koła terenowe: radomskie, kieleckie, cieszyńskie i ta filia pomorsko-wielkopolska. 

Wichry historii rozmaicie kształtowały struktury leśnego związku i pozwalały na jego zróżnicowaną aktywność. Przerwała ją II wojna, potem czasy realnego i mniej realnego socjalizmu i ZLP reaktywował się dopiero po okresie przemian, czyli we wrześniu 1992 roku. Obecnie- od listopada 2012 przewodniczącym ZLP jest Bronisław Sasin:

Związek działa w 17 regionach, a nasz Region Zachodni obejmujący Pomorze, Ziemię Lubuską i część Wielkopolski jest najliczniejszy, bo liczy 1060 członków działających we wszystkich 35 nadleśnictwach, biurze regionalnej dyrekcji i organizacji Straży Leśnej. Mamy sztandar, który  nadano i poświęcono w "moim" Pszczewie w 2010 roku:

Jego uroczyste wprowadzenie przez sympatyczny poczet sztandarowy:


rozpoczęło akademię poświęconą 95-leciu ZLP. Przybył Dyrektor RDLP Szczecin Witold Koss, naczelnik Wydziału  Organizacji i Kadr Sławomir Kucal i kilku nadleśniczych z terenu dyrekcji. Były sprawozdania, przemówienia i odznaczenia. Mój sympatyczny kolega leśniczy z Bogdańca (nie, nie Macko- choć tak się kojarzy z „Krzyżaków”) Waldemar Jedynak otrzymał najwyższe odznaczenie leśne- Kordelas Leśnika Polskiego. Prezentował go dumnie w otoczeniu „leśnych seniorów”-emerytowanych leśniczych Ludwika i Henryka:

Z odznaczenia „Zasłużony Dla Leśników Polskich” ucieszyli się też moi koledzy Tadeusz i Artur, koleżanka Renia- kadrowa z naszego nadleśnictwa, a szczególnie Edek- strażnik leśny o solidnej posturze:

W związku jest też wiele pań, np. Dorota i Janina z Ośna, którym towarzyszył w dekorowaniu odznaką leśniczy Jacek:

Wśróodznaczonych znalazł się także Kazimierz Mendak- leśniczy z Nctwa Gryfino, który jako członek ZLP bierze udział w międzynarodowych mistrzostwach w golfa. Niedawno podczas prestiżowego, mocno obsadzonego turnieju w RPA zdobył 2 miejsce. Zebrał od koleżanek i kolegów zasłużone brawa. Stoi zadowolony na poniższej fotce, a pierwszy rząd obsadzili sympatyczni delegaci i miłe delegatki z Nadleśnictwa Międzychód:

 

Podczas uroczystej kolacji leśnicy z zachodniego Pomorza, Ziemi Lubuskiej i Wielkopolski wspominali dawnych kolegów i historię związku, wymieniali poglądy i dyskutowali o współczesnym leśnictwie. Rozmawiali jak to przy spotkaniach leśników- głównie o lesie, planach, „zulowcach”,  „kubikach” i codziennej pracy, ale też o rodzinach, zainteresowaniach, ludzkich kłopotach i radościach. W bardzo obciążonej obowiązkami szczecińskiej dyrekcji rzadko jest okazja na chwilę rozmowy w tak szerokim gronie leśniczek i leśników: „terenowców” i pracowników biur nadleśnictw oraz RDLP. Wszyscy, w pełnym składzie umówili się na kolejne spotkanie- w jubileusz 100-lecia, życząc 100 lat nawzajem sobie i naszemu Związkowi Leśników Polskich. Niech życzenia się spełniają!

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

 

 

20:27, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »
niedziela, 10 listopada 2013

Mole to utrapienie, którego obawia się chyba każda pani, a także pan domu. Ostatnio molowy problem odnotowała na swoim orzechowym blogu Nuxy i podrzuciła mi niechcący temat wpisu z gatunku tzw. „tematów na czasie”. Bo mole to kłopotliwi goście.  Pojawienie się tych małych ciemek zwiastuje bowiem prawdopodobnie szybkie  pożegnanie się z ulubionym sweterkiem, cenną, jedwabną bluzką czy absolutnie drogocennym futrem. Mole spożywcze interesują się też suszonymi grzybami. Może nawet mole dobiorą się do flagi narodowej przechowywanej w czeluściach szafy i co wywiesimy z okazji jutrzejszego święta? Sądzę, że to właśnie przez mole na tak niewielu domach w nasze Narodowe Święto Niepodległości wiszą białoczerwone flagi…

 Dlatego warto wcześniej zabezpieczyć się przed molami, bo sweterek czy bluzkę łatwo odkupimy, futra np. z lisów czy norek lepiej nie nosić, aby nie narazić się obrońcom zwierząt, ale flaga narodowa to rzecz bezcenna i dobrze wiedzieć, jak ją chronić. Pomogą w tym najlepiej naturalne dary lasu, dlatego podpowiem Wam kilka przepisów i sposobów zwalczania uciążliwych motylków.

Mole mogą żyć nawet 300 dni. Latająca ciemka, którą najczęściej spotykamy w domu, jest dla nas jednak najmniej groźna, choć to jej widok budzi trwogę. Biegamy za nią po domu i „bijemy brawo”, próbując się jej pozbyć. Największe spustoszenia czynią jednak larwy moli, których najczęściej nie zauważamy. Ważna rada: nie pozbędziesz się moli, jeżeli nie wykryjesz, w którym miejscu założyły swoje gniazdo.Motylki są na tyle małe, że nie da się wszystkich pozbyć za pomocą klaskania i pewnie gdzieś złożą jaja. Gdzie? Mole lubią zamieszkiwać ciepłe i ciemne zakamarki- w szafkach, obiciach mebli, w starej odzieży, futrach, załamaniach ciężkich zasłon, nawet w butach!

Walka z molami jest niezmiernie trudna, warto więc stosować sprawdzoną zasadę: lepiej zapobiegać niż tępić. Najważniejszym zabiegiem jest wietrzenie mebli i trzepanie dywanów przynajmniej dwa razy w roku. Z tą samą częstotliwością należy wietrzyć wszelką odzież odwracając ją na lewą stronę i wystawiając na działanie promieni słonecznych. Jeśli jest środek lata, pozostaw je na słońcu. Jeśli zima, niech poleżą kilka godzin na mrozie. Zarówno bardzo wysoka jak i bardzo niska temperatura niszczą jaja moli.

Jak zapobiegać pojawieniu się moli? Zapachem! W zasadzie wszystkie mocne zapachy odstraszają mole, ale gdy po generalnych porządkach i  wymyciu zakamarków wodą z dodatkiem detergentów i octu pojawi się tam żywiczny zapach terpentyny- mamy je z głowy i z szafy.

Można użyć chemicznej terpentyny ale lepsze będą świeże gałązki drzew iglastych, drewno cedrowe, a najlepsze drobne szczapki silnie przeżywiczonej sosny czyli „smolaki”. Zapachy: lawendy, goździków, chmielu:

piołunu, mięty, kamfory, ruty, orzecha włoskiego, tymianku, macierzanki, bylicy, wrotyczy, szałwii, igieł sosnowych:

bergamotki skutecznie odstraszają mole. Można więc zaopatrzyć się w większość z nich podczas leśnych spacerów i zrobić samemu bukieciki z ziół czy woreczki nimi wypchane i dodatkowo nasączone zapachami. Potem wystarczy poukładać je w szafie pomiędzy ubraniami. Można powkładać zasuszone gałązki bezpośrednio do kieszeni płaszczy lub kurtek. Skuteczne są też ponacinane cytrusy, ale zwabiają z kolei także uciążliwe muszki owocówki.

Podczas jesiennych spacerów dobrze też zaopatrzyć się w kasztany:

 i poukładać je w szafach. Można z nich zrobić wspólnie z dziećmi kasztanowych strażników i wtedy własnoręcznie wykonane ludziki będą skutecznie strzec naszych „ciuchów”. Dawniej w walce z molami skutecznie pomagała roślina rosnąca na bagnach i torfowiskach- bagno zwyczajne:

 Nazywana jest też leśnym rozmarynem- jej ładny i wyrazisty zapach zaskakuje i powoduje iż roślina staje się ziołem nie do pomylenia z innymi. Jednak- co bardzo ważne- bagno zwyczajne jest od 2004 roku objęte ochroną i nie można go zbierać z naturalnych stanowisk, a dodatkowo jest rośliną trującą dla człowieka.

Prostym sposobem na mole jest umieszczenie w szafie mydła, szczególnie lawendowego. Wystarczy pokroić kostkę na mniejsze kawałki i umieścić je na półkach. Możemy użyć też sprawdzonych kuchennych przypraw- ziela angielskiego, liścia laurowego lub goździków. Mole nie lubią też zapachu farby drukarskiej, stąd warto w szafie umieścić świeżą, prosto z drukarni gazetę. Pewnie nie będą to „Echa Leśne” lub „Głos Lasu”, bo są na tyle ciekawe, że będą przeczytane „od deski do deski”, a to pozbawi je zapachu farby.

Jesień to ostatni moment na generalne porządki i wietrzenie odzieży w promieniach słońca. Koniecznie wyciągnijcie z zakamarków szaf białoczerwone flagi i wywieście je już dziś na swoich domach. Nie tylko ze względu na mole… 11 listopada to bardzo ważny dzień dla każdego Polaka i poprzez wywieszenie flagi należy pokazać, że Ojczyzna i patriotyzm to słowa wciąż aktualne i nie nadgryzione przez mole.

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

 

 

13:41, lesniczy.lp
Link Komentarze (10) »
piątek, 08 listopada 2013

Pisałem wydaje się, że zupełnie niedawno, bo w sierpniu, o wojsku i leśnikach. Obiecałem Wam wtedy opowieść o leśnikach z poligonu. Każdy dzień przynosi jednak coś nowego, życie pędzi tak szybko, tak wiele ciekawego dzieje się w lesie, że nie było kiedy wywiązać się z obietnicy. Wypada jednak dotrzymać słowa...

Wędrując po lasach pewnie zdarza się Wam spotykać żółte, ostrzegawcze tablice zakazujące wstępu do lasu ze względu na jego militarne przeznaczenie. Jak zatem prowadzić tam gospodarkę leśną, gdy leśną ciszę mącą wybuchy pocisków, serie z broni maszynowej i warkot potężnych silników? Przeciez las znajduje się za płotami i metalowymi bramami, drogi rozjeżdżone są przez czołgi i transportery opancerzone? Zawsze mnie to intrygowało. Spodziewałem się też, że w poligonowym lesie jest wiele potrzaskanych pociskami drzew, co kawałek widać ślady pożarów i wszędzie walają się łuski…

Gdy wybrałem się na poligon w Wędrzynie koło Sulęcina w towarzystwie mojego kolegi, leśniczego Grzegorza Kota byłem pozytywnie zaskoczony. Poligonowy las wyglądał zupełnie tak samo jak w moim leśnictwie z wyjątkiem pasów taktycznych pozbawionych drzew. To na pozór leśnictwo jak każde inne. Powierzchnia leśnictwa Długoszynek to 1568 ha, roczne pozyskanie- około 9500 m3 drewna. Jak na naszą szczecińską dyrekcję to przeciętne leśnictwo. Leśniczy Grzegorz od wielu lat gospodarzy jednak nieco inaczej w  „poligonowym” leśnictwie, którego tylko dwa oddziały znajdują się poza strefą militarną:

Jego syn jest także leśnikiem, pracuje w sąsiednim leśnictwie Żubrów jako podleśniczy. Grzegorzowi z kolei pomaga podleśniczy Janusz Kowalewski:

Jak się gospodarzy w lesie na spółkę z wojskiem? – pytam leśniczego Grzegorza. Wojskowi żartują, że mamy czas na swobodną gospodarkę leśną w kwietniu i październiku, bo wtedy nie odbywają się strzelania- odpowiada. To oczywiste, że poligon i obecność wojska odbiera swobodę gospodarowania i sprawia problemy przy wykonywaniu narzuconych planem zadań, które przecież muszą być wykonane. Aby je w pełni i terminowo wykonać często leśnikom, a szczególnie pracownikom ZUL-a zdarza się  pracować w soboty, a nawet w niedziele, bo wtedy wojsko nie ma zajęć. Leśniczy opowiadał mi też, że:

„ Co tydzień dostajemy z komendy poligonu harmonogram strzelań i musimy do niego dostosować swoje obowiązki. Największy problem stanowi  brak swobodnego dostępu do lasu i zachowanie właściwej rotacji drewna przy wywozie. Gdy pojawi się przewoźnik po zamówione drewno jedziemy tam, gdzie nie ma akurat strzelań.  Choć zdarza się, że czasem i tak trzeba poczekać przy jednej z poligonowych dróg i wtedy przewoźnik denerwuje się stratą czasu.”

Kiedyś zdarzały się stosy z drewnem rozwalane przez niedoświadczonych wojaków, ale od czasu gdy nasza armia postawiła na zawodowych żołnierzy nie ma takich problemów. Wojskowi dobrze współpracują z leśnikami i wiedzą, że aby istniał las, trzeba o niego stale dbać. Nigdy też leśniczy nie czuł się zagrożony, realizując swoje zadania w tak specyficznym leśnictwie. W zasadzie nie ma w jego gospodarstwie problemu „postrzelanego” drewna, bo ukształtowanie terenu przygotowało naturalne kulochwyty, choć w leśnictwie Walewice, które znajduje się za pasami taktycznymi i strzelnicami czasem drewno przeznaczone do sprzedaży sprawdza się wykrywaczem metali.

Co ciekawe, gry wojenne dobrze służą przyrodzie. Teren poligonu to piękne, atrakcyjne przyrodniczo drzewostany, w sporej części bukowe, z których około połowa leży w sieci Natura 2000:

 Wojskowi dbając o pasy robocze na linii strzału wycinają samosiewy brzozy i sosny. W ten sposób chronią dorodne wrzosowiska, zajmujące sporą powierzchnię poligonu, a są one cenne dla przyrody oraz pszczelarzy, którzy ustawiają tu przewoźne pasieki:

 Prawo ochrony środowiska obliguje wojsko do zapewnienia ochrony roślin oraz zwierząt w toku szkolenia, zgodnie ze sporządzanym co 4 lata „Planem ochrony środowiska poligonu wojskowego”. Pasy taktyczne pozbawione drzew i otwarte tereny porośnięte wrzosem i trawami są także przydatne dla wielu gatunków roślin i zwierząt. Leśniczy spogląda z pagórków poligonu na swoje gospodarstwo:

 Na poligonie są stanowiska ciekawych roślin, liczne ostoje bielika, żurawi, a leśniczego Grzegorza cieszą często spotykane lelki kozodoje, które wieczorem zrywają się z utwardzonych dróg.

Militarny las dobrze wpływa też na stany zwierzyny. Na terenie „poligonowego” Nadleśnictwa Sulęcin jest jedna z większych populacji jelenia w lubuskim, a w zasadzie nie ma problemu szkód w uprawach i młodnikach. Brak dróg publicznych i penetracji ludzkiej sprawia, że jelenie, sarny i dziki swobodnie żerują na dawnych polach zarośniętych głogami, zdziczałymi gruszami i jabłoniami, zostały tam też resztki łubinu.

Co może wydawać się dziwne, na poligonie nie ma zupełnie problemu z pożarami. Na terenie wojskowym stoi maszt z leśną kamerą:

 a wojsko użyczyło miejsce w swoim  budynku dla obserwatora ppoż. „Strażacki” Landrover nadleśnictwa patroluje teren, a kierowcy- leśnikowi towarzyszy wojskowy strażak. W komendzie poligonu odbierane są radiowe komunikaty z punktu ppoż nadleśnictwa o zagrożeniu pożarowym i gdy jest ogłoszona „trójka”, czyli najwyższy stopień zagrożenia nie odbywają się szkolenia z użyciem ostrej amunicji.

Jak widać leśnicy i wojsko zgodnie gospodarzą i wspólnie realizują swoje, wydawać się może, zgoła odmienne, zadania w poligonowym lesie. Przyroda na tym zyskuje, a leśnicy z Sulęcina doskonale radzą sobie  z zarządzaniem takim nietypowym lasem jak i z presją dyscypliny wojskowej.

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

20:28, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
niedziela, 03 listopada 2013

W piątek było Wszystkich Świętych, potem Zaduszki i szczególny czas nostalgicznych wspomnień, a dziś Dzień Świętego Huberta- patrona leśników i myśliwych. We wszystkich kołach łowieckich odbywa się dziś lub w okolicach tego dnia Hubertus- zbiorowe polowanie, rozpoczynające pełny sezon polowań zbiorowych w tradycyjnej myśliwskiej oprawie, z psami, sygnałami myśliwskimi, często rozpoczynające się mszą myśliwską. Wtedy myśliwi w kościołach, czasem w lesie podczas polowych mszy lub pod kapliczką poświęconą swojemu patronowi odmawiają MODLITWĘ DO ŚWIĘTEGO HUBERTA:

Święty Hubercie, Patronie myśliwych i leśników, polecam się w szczególny sposób Twojej opiece i proszę, abyś swoim wstawiennictwem przed Bogiem wspierał mnie we wszystkich potrzebach. Wyjednaj mi łaskę naśladowania Twoich cnót. Kieruj moim umysłem, prowadź moje oczy i ręce, abym wypełniał swoje zadania zgodnie z prawem Stwórcy. Strzeż mnie od złych przygód i doprowadź do zbawienia wiecznego. Amen.

(Ks. W. Fratczak. Patroni myśliwych. Wydawnictwo Duszpasterstwa Rolników

Minęło już wiele lat kiedy w leśnictwie Pszczew staraniem moim i wielu przyjaciół lasu stanęła na rozstaju dróg ta kapliczka:

Pisałem o niej i kulcie Świętego Huberta tu: Leśny Patron Hubert

W polskich lasach jest wiele śladów kultu Huberta, bardzo znana jest grota Św. Huberta w lesie pomiędzy Spałą i Inowłodzem. Pośród strzelistych sosen, także ze spałami żywiczarskimi stoi monument z głazów poświęcony temu patronowi:

Dwa głazy z inicjałami cara Aleksandra III z datą 1894-IX-14 wskazują na przypisanie monumentu czasom polowań carskich w lasach rezydencji spalskiej. Całą grotę zbudowano jednak w 1933 roku wykorzystując kilka pamiątkowych głazów z czasów carskiej bytności na tych terenach. Leśnicy spalscy ufundowali tablicę z brązu wraz ze stosowną  dedykacją w podziękowaniu  Prezydentowi Ignacemu Mościckiemu za szczególne zasługi w krzewieniu tradycji myśliwskiej św. Huberta.

Różne motywy kultu Św. Huberta spotkamy także w kościołach, pozornie zupełnie nie związanych z myśliwymi i leśnikami jak np. w kościółku garnizonowym w Wędrzynie koło lubuskiego Sulęcina:

Jednak pomimo tego, że wiele osób tak uważa, to Święty Hubert nie jest oficjalnym patronem leśników. Warto zainteresować się hagiografią, czyli nauką zajmującą się podaniami i żywotami świętych oraz opisami ich cudów. Wg tej nauki w powoływaniu świętych na patronów różnych profesji obowiązują określone zasady. Nowych patronów mianowali kolejni papieże, ale patroni pojawiali się również w wyniku indywidualnych lub grupowych działań wierzących ludzi z różnych krajów świata.

 Co istotne, świętych patronów można przyrównać do „niebiańskich ambasadorów”, wypraszających dla nas łaski przed obliczem Boga. Dlatego też pragniemy modlić się do patrona i prosić o jego wstawiennictwo w ważnych dla nas sprawach. Pewnie każdy z nas  najczęściej wzdycha do Św. Antoniego, w chwili  gdy nerwowo szuka dokumentów lub kluczy do auta… Do świętych modlą się określone grupy ludzi, stąd błędem jest przypisywanie patronów do pewnych dziedzin życia czy nauki, bo to przecież ludzie modlą się i proszą o wstawiennictwo, stąd to ludzie mają swoich świętych.

 Z patronem leśników jest jednak pewien kłopot. Przecież leśnik to człowiek wykonujący wiele rozmaitych zawodów, a jeszcze więcej ma pasji! Bo leśnik to nie tylko leśniczy, który swoją drogą jest każdego dnia i kierowcą, gleboznawca, mierniczym, i także przyrodnikiem, ekonomistą, matematykiem i humanistą. Często leśnicy są myśliwymi, stąd ten silny kult Huberta, ale przecież wielu z nich zajmuje się np. pszczelarstwem. Wtedy chętnie zwracają się do Św. Ambrożego:

Patronem pszczelarzy jest także Św. Walenty, kojarzony jednak najczęściej z zakochanymi. No ale czy leśniczy nie może być zakochany? Nawet powinien, szczególnie w lesie i przyrodzie, choć nie tylko… Ale nie tylko leśniczy jest leśnikiem. Jest nim także księgowa, sekretarka nadleśniczego, drwal, kierowca, magazynier i specjalista np. od budownictwa czy zamówień publicznych. Stąd leśnicy mogą wzywać w zasadzie wszystkich świętych, choć 1 listopada to nie jest dzień patrona leśników!

 Gdy kiedyś wybierzecie się do pięknie położonego Gołuchowa w okolicach Kalisza, gdzie jest Ośrodek Kultury Leśnej oprócz zwiedzenia Muzeum Leśnictwa:

pewnie poznacie także twórczość artystyczną leśników i wtedy z całą pewnością zauważycie zainteresowanie różnymi patronami, których nawet nie podejrzewaliście o związki z leśnikami:

Bo oto Św. Jerzy, patron rycerzy, jest także uważany za patrona leśników i myśliwych, szczególnie tych, którzy mają związek z hodowlą koni. Św. Józef- stolarz i cieśla jest także patronem drwali i inżynierów. Za patrona drwali uważa się także Św. Wincentego z Saragossy. Leśnicy hodujący psy zwracają się do Św. Rocha. Ci, co wołają „Chwal ćwik”! ( pozdrowienie sokolników) czyli hodowcy sokołów czy jastrzębi wołają na pomoc Św. Symforiana lub Św. Tryfona, gdy ptak nie wraca na rękawicę. Jest jeszcze Św. Eustachy- patron leśników i myśliwych, rzymski centurion z czasów cesarza Hadriana i wielu innych, Św. Idzi, a szczególnie Św. Franciszek z Asyżu- patron ekologów i przyrodników, czyli także leśników.  

Jednak oficjalnym patronem leśników, strażników leśnych i wszystkich ludzi pracujących w lesie jest opat Jan Gwalbert. W języku hebrajskim to imię znaczy „Bóg jest litościwy”, a jego dzień przypada na 12 lipca. W 1951 roku papież Pius XII ogłosił Św. Jana Gwalberta oficjalnym patronem ludzi lasu.

 Jan Paweł II w homilii wygłoszonej do leśników i strażników leśnych podczas Mszy św. wotywnej odprawionej w Dolomitach, w lipcu 1987 roku w miejscowości Val Visdende przed kościółkiem Matki Boskiej Śnieżnej przypomniał życiorys św. Jana Gwalberta. Papież powiedział m.in.: „Oddając się tej pracy, uczniowie św. Jana Gwalberta poznawali prawa rządzące życiem i wzrostem lasu. W czasach, kiedy nie istniała jeszcze żadna norma dotycząca leśnictwa, zakonnicy z Vallombrosa, pracując cierpliwie i wytrwale, odnajdywali właściwe metody pomnażania leśnych bogactw” („L’Osserv. Romano” 8, 1987).

 Atrybutem patrona leśników jest krzyż w dłoni, czasem trzyma w ręku sadzonkę drzewa liściastego.  Jednak jego wizerunek nie jest tak często spotykany w naszych lasach jak Huberta. Nie znam kapliczek ani innych form kultu Św. Jana Gwalberta w mojej okolicy. Znana mi niewielka kapliczka autorstwa Piotra Chwalińskiego, według projektu Rafała Walendowskiego znajduje się na potężnym dębie w otoczeniu zamku w Gołuchowie:

Powieszono ją tam w 2005 roku ale nie na gwoździu czy haku, lecz, co bardzo ważne, na sprężynującej taśmie stalowej, nie raniącej drzewa. Może warto częściej mówić o świętych związanych z leśnikami i o patronie Janie Gwalbercie?

Wiele informacji można wyczytać w pięknej publikacji „Kulturotwórcza rola lasu”, a jeden z autorów- leśnik, dawny wykładowca Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu Jerzy Wiśniewski, od wielu już lat apeluje i do leśników, i do Episkopatu o godne uczczenie tego właściwego patrona ludzi lasu. Całym sercem jestem za apelem zacnego profesora i dlatego  przytoczę jego słowa: „Warto by na rozstajach dróg, w rodzimych borach i lasach stawiano nie tylko kapliczki poświęcone patronowi myśliwych, ale także nieznanemu patronowi leśników. Będą to miejsca należnego kultu, a także podziękowania za pracę w lesie, który jest boskim dziełem stworzenia. A kiedy nadejdą ciemne chmury związane z pracą codzienną, reorganizacjami, bezrobociem, będzie można zawsze prosić o pomoc i wsparcie św. Jana Gwalberta, któremu losy leśników nie są obce”.

Zachęcam zatem do poznania i oddawania czci nie tylko Św. Hubertowi, którego bardzo poważam ale i innym patronom, bo mamy ich tak wielu. Trzeba ich tylko bliżej  poznać i znaleźć chwilę na chwilę zatrzymania... 

Jednak wszyscy członkowie Braci Leśnej i przyjaciele lasu powinni szczególnie sławić imię Św. Jana Gwalberta- patrona ludzi lasu, raczej słabo nam znanego i mało popularnego.

 Niech nas, prosimy cię Panie, wstawienie się św. Gwalberta Opata, poleci miłosierdziu Twemu, abyśmy to, czego własnymi zasługami otrzymać nie jesteśmy godni, za jego pośrednictwem dostąpili”.

Modlitwa umieszczona w „Żywotach Świętych Pańskich na wszystkie dni roku z przydaniem do każdego pożytku duchownego i właściwej modlitwy” wydanych w  1882 roku.

 

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

 

 

 

 

22:49, lesniczy.lp
Link Komentarze (10) »