O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
środa, 02 grudnia 2015

439min

Nie wiem czy zwróciliście uwagę na samochody z drewnem, których tak wiele widać na naszych drogach. Ostatnio coraz rzadziej widuje się samochody z dłużycami, przynajmniej w zachodniej Polsce, a coraz częściej z kłodami. Wiem, pewnie większość ludzi powie: „drewno jak drewno, co za różnica kłoda czy dłużyca?”  Dla leśników to istotna różnica, bo przygotowanie do odbioru i wywozu z lasu dłużyc oraz kłód mocno się różni i wymaga innego nakładu czasu pracy.

Królową naszych lasów jest sosna, stąd siłą rzeczy zdecydowana większość drewna, które wyjeżdża z polskich lasów to drewno sosnowe. Pozyskanie drewna, czyli zamiana drzew w drewno jest trudnym tematem. Wielokrotnie go poruszałem w blogowych zapisach i choć wiem, że wielu czytelników ma leśnikom za złe, że wciąż wycinają drzewa, to jednak inaczej raczej nie będzie. Pozyskanie drewna w Polsce wciąż rośnie i pewnie będzie rosło. W tym roku wyjedzie z polskich lasów około 38 mln m3 drewna. Jak to wygląda na przestrzeni lat najlepiej zilustruje ten rysunek:

4391

Jednak bez obaw, nie zniszczymy, nie wytniemy, nie zubożymy naszych państwowych lasów, bo ich wciąż przybywa, są coraz starsze i coraz zasobniejsze w drewno. Spójrzmy na inną ilustrację:

4392

Często posądza się leśników o pazerność, chęć wycinania drzew w celu osiągnięcia dodatkowych dochodów. To oczywiście nieprawda, choć kiedyś był stosowany akcydens. To pojęcie, które kojarzy się nam z poligrafią, drukami okolicznościowymi. Słowo akcydens  jednak w dawnej polszczyźnie oznaczało także coś dodatkowego. W czasach istnienia dawnej służby leśnej lasów rządowych akcydens był to dodatek do uposażenia ówczesnych leśników. Bywał przyznawany przez właściciela lasów jako udział w dochodach pochodzących ze sprzedaży drewna. To jednak historia i dziś płace leśników ustalane są według innych zasad.

Drewno, czy to w postaci dłużyc, kłód czy wałków, a nawet gałęzi zabiera wiele czasu pracy leśnika. Szczególnie, gdy jest wyrabiane i odbierane w postaci kłód.

Co to jest kłoda?

4393

 Czasem nawet na niektórych ludzi mówi się, ze są jak kłoda drewna. Są to ludzie nieczuli, pozbawieni uczuć, bardziej przypominający robota lub manekina niż szczęśliwego człowieka.

Kłoda drewna według naszej, leśnej terminologii to sztuka drewna okrągłego o długości do 6 metrów. Jest to bardzo uproszczona definicja, bo dziś, w czasach gospodarki rynkowej, reguluje ją każdorazowo umowa pomiędzy leśnikami, a odbiorcami drewna. Dlatego kłody wyrabiane są w bardzo różnych długościach np.: 2m, 2,10, 2,40, 3,50, 5, 6m itd.

Dawniej (choć obecnie także wyrabia się dłużyce) drewno wielkowymiarowe, czyli „tartaczne” wyrabiano powszechnie w dłużycach. Był to cały pień ściętego drzewa o długości powyżej 6 m, o średnicy w górnym, czyli cieńszym końcu 14 cm. Pozostała część wierzchołkowa jest cięta w wałki papierówki czy opałowe (fragmenty krzywe i z wadami ). Ścięte drzewa wyrabiane w dłużycach mierzy najczęściej bezpośrednio na zrębie. Taśmą mierzy się długość, a średnicomierzem, czyli klupą średnicę w połowie długości. Potem ciągnik zrywkowy dociąga lub dowozi dłużycę do drogi wywozowej i układa je w tzw. mygły. Stamtąd jadą do tartaku. Odbiórka czyli pomiar i klasyfikacja drewna to podstawowe zajęcie podleśniczego

4394

To on, niezależnie od pory roku i warunków atmosferycznych nadzoruje bezpośrednio pracę maszyn lub drwali i dba o dokładność. Doskonale zna wady drewna, wymagania jakościowe i wymiarowe odbiorców oraz zasady manipulacji surowca, które mają na celu jak najkorzystniejszą jego sprzedaż.

 Dłużyce gdy trafią na plac manipulacyjny w tartaku są tam klasyfikowane i rozcinane na mniejsze kawałki, czyli kłody. Jedne na więźbę dachową, inne na stolarkę czy na surowiec do budowy architektury ogrodowej. Wymaga to zatrudnienia ludzi, fachowego dozoru i powoduje straty drewna. Dlatego odbiorcy drewna już dawno temu postanowili te nakłady przerzucić na leśników i kupują kłodowane drewno.

4395

Zamawiają drewno o konkretnych wymiarach, które musi być przygotowane z dokładnością czasem nawet do 1 cm. Przykładowe wymagania:

„ Praktycznie proste, bez pęknięć, o średnicy  14-24 cm, długość 3m + nadmiar długości nie przekraczający 5 cm. Ilość wywozowa 27 m3”.

Drewno w kłodach musi być bardzo dokładnie okrzesane, końce równo przycięte prostopadle do osi kłody

4396

Wszelkie pęknięcia dyskwalifikują sortyment, szczególnie rozłupy

4397

 

Wszystko wydaje się proste, logiczne i w zasadzie łatwe do wykonania, gdyby w miesiącu należało pozyskać 30-50 m3 kłód. A co gdy pozyskuje się 500, 800, 1000 m3? Pracę wykonują wtedy najczęściej harwestery, które pracują w gałęziach, trudnych warunkach terenowych i pogodowych. Podleśniczy, który nadzoruje ich pracę co jakiś czas razem z operatorem harwestera kontroluje długość kłód

43981

 

 

Każdą kłodę trzeba dokładnie obejrzeć, bo odbiorcy są bardzo wymagający. Maszyna jednak może okazać się czasem zawodna, szczególnie gdy ma już parę lat pracy za sobą. Pracuje ona także „późnymi popołudniami” i w soboty, gdy leśnicy, czasem teoretycznie mają czas wolny… Czasem niektórzy odbiorcy grymaszą, że kłody są przygotowane przy użyciu harwestera, bo według nich na pobocznicy pnia pozostają ślady po rolkach głowicy, które powodują mikropęknięcia w drewnie.

 

4399

Cóż, takie jest prawo kupującego, że może grymasić i stawiać warunki. Ale dziś, gdy w jednym leśnictwie pozyskuje się 10-15 tysięcy m3 drewna w sortymentach o takiej rozpiętości, że nie mieszczą się na kartce formatu A4 nie ma innej możliwości. Od maszyn pewnie nie ma odwrotu, tak jak od intensywnego pozyskiwania drewna z naszych lasów.

 Bardzo pracochłonna jest też odbiórka kłód i przygotowanie ich do wywozu. Wcześniej każdą kłodę odbierano posztucznie (mierzono długość i średnicę w połowie długości) i nadawano jej osobny numer. Pamiętam grudzień  2008 roku, gdy musiałem przygotować ponad 300 m3 kłód. Na każdej z nich po pomiarze trzeba było napisać nr lubryką (kredą do znakowania drewna), ponieważ odbiorca nie chciał plastikowych oznaczników, zanieczyszczających mu gotowy wyrób. Układaliśmy kłody w stosy, wyliczając masę potrzebną do załadowania jednego samochodu i oznakowując je liczbami rzymskimi.

43914

 Bo na każdy samochód trzeba wystawić kwit wywozowy z numerami załadowanych sztuk. Ile czasu trzeba poświęcić na odczytanie numerów nieraz nawet ponad 200 kłód i „wrzucenie” ich do rejestratora wie każdy leśniczy, a jeszcze lepiej podleśniczy, bo oni to robili najczęściej. A przecież o tej porze roku dzień jest krótki dlatego samochody przyjeżdżają po drewno bladym świtem

43910

Bywa także, że kłody ładowane są ciemną nocą

43911

 

Dziś kłody odbiera się sposobem, który nazywa się grupowo w stosach. Jest nieco łatwiej, bo na stos nabija się tylko jeden numer, ale trzeba przymiarem liniowym zmierzyć średnicę każdej kłody na cieńszym czole. Pomiar wykonywany jest po najmniejszej średnicy. Musi być dokładny, bo skrupulatnie sprawdzają to nabywcy. Wynik zapisuje się lubryką na czole każdej kłody. Potem, najlepiej w składzie dwuosobowym spisuje się pomiary, zaznaczając kreską policzone sztuki i zapisując: 14-28, 15-36, 16-42 itd.

43912

 Taki zapis oznacza, że było w tym stosie 28 sztuk kłód o średnicy 14 cm, 36 sztuk o średnicy 15 cm itd. Wyniki wprowadza się do rejestratora, gdzie jest specjalny tablet graficzny do odbiórki kłód. Specjalny programik oblicza masę pomierzonych i policzonych kłód wpisanych do ROD (rejestr odebranego drewna). Dane z rejestratora leśniczy łączami telefonii komórkowej transferuje do systemu nadleśnictwa i tam „wchodzą one” na magazyn drewna leśnictwa pod numerem nabitym w lesie za pomocą plastikowego oznacznika. Stos kłód figuruje tam np. jako So WBCKG 3,90 w rozbiciu na trzy klasy wymiarowe…

Potem wystarczy tylko umówić się z przewoźnikiem drewna, ustalić czy odbiorca wpłacił pieniądze i można wydać mu drewno. Do sporządzenia kwitu wywozowego potrzebne są dane odbiorcy, numer umowy z nadleśnictwem, dane przewoźnika, nr rejestracyjny samochodu, nr i data upoważnienia na przewóz. Kierowca zaopatrzony w kwit wywozowy wyjeżdża z lasu na szosę

43913

I tam właśnie widzicie drewno wyjeżdżające z naszych lasów najczęściej w postaci pracochłonnych kłód. Podleśniczy mierzy następne kłody dla innego odbiorcy, leśniczy wystawia zlecenie dla wykonawcy robót na kolejną trzebież gdzie będą kłody i jedzie do innych spraw. Przecież w innym zakątku leśnictwa wykonują ostatnie czyszczenia, ciągnik orze zrąb, który będzie odnowiony wiosną, trzeba wydać wykupiony „opał”, a pracownicy szkoły przyjechali po choinki…

Wieczorem dzwoni kierowca i pyta: „ Panie leśniczy, a drewno u pana wyjezdne? Bo bym był tak przed 7 rano…” No i jadą kolejne kłody.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

21:16, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 23 listopada 2015

438min

 

Las na przełomie jesieni i zimy jest bardzo cichy i wydaje się pusty. Oczywiście jeśli mamy na myśli odgłosy przyrody. Nie słychać już gwaru ptasich głosów, bo przecież trele skrzydlatych mieszkańców lasu są związane głównie z czasem godów. Zresztą większość ptaków już odleciała, czasem tylko popiskują sikory, nawołuje dzięcioł lub ostrzegawczo skrzeczy sójka. Nie słychać też zwierząt, czasem tylko oszczeka nas spłoszony rogacz. Dzień jest coraz krótszy, często zamglony lub skryty w deszczowych chmurach to i leśne zwierzęta nie jest łatwo wypatrzyć pośród drzew.

  W części leśnictwa Pszczew jest jednak teraz  hałaśliwie. Jednak to odgłosy ludzi, a nie przyrody. Wcale nie chodzi mi tu o warkot pił czy ciągników pracujących przy pozyskaniu drewna, choć i to słychać w jesiennym lesie. Trwa przecież budowa nowej drogi leśnej, która docelowo ma spiąć dwie drogi powiatowe. Jej główne przeznaczenie to transport drewna ale znakomicie będzie służyła także turystom i pomoże w udostępnieniu ludziom tej części lasu. Jej ważną funkcją będzie także zabezpieczenie przeciwpożarowe lasu i ułatwienie dojazdu wozów bojowych w razie pożaru.

Jednak teraz jest tam jeszcze plac budowy

4381

Dudnią silniki różnych maszyn i samochodów, których widać tam sporo:

4382

Nawołują się ludzie i słychać szum kamieni wysypywanych z wywrotek. Drogi, którymi ciężarówki wypełnione kamieniem dojeżdżają do placu budowy pokryły się błotem. Po ostatnich deszczach powstały głębokie koleiny. Naturalnie zostaną naprawione po zakończeniu budowy, ale na razie nie jest łatwo z nich korzystać, nawet mój Rocky porusza się po nich z trudem

4383

Nie jest łatwo pokonać je nawet w poprzek, jak widać na załączonym obrazku, a czasami trzeba:

4384

Przejechałem na drugą stronę drogi i zostawiłem samochód na linii oddziałowej. Poszedłem sprawdzić wykonanie niedawno zakończonej trzebieży. Niedaleko kręcili się pracownicy firmy budującej drogę. Gdy tylko odszedłem parę kroku od samochodu zobaczyłem "coś" ciekawego pomiędzy sosnami:

4385

A to mistrz kamuflażu!- pomyślałem sobie i obserwowałem chwilę to „coś” skrywające się pomiędzy pniami szarych sosen. Poznajecie?

4386

To daniel wcisnął się pomiędzy pnie sosen i udawał, że go nie ma. Spoglądał w stronę robotników kręcących się na drodze i przesuwał się wolniutko tak, że oni go nie dostrzegli, a on kontrolował ich obecność. Pewnie znudziło się mu uciekanie przed ludźmi i maszynami, a zatem postanowił skorzystać ze świetnie znanej zwierzętom, a także niektórym ludziom (np. komandosom) sztuki kamuflażu.

Przez nikogo nie zauważony spokojnie skubał sobie trawę i krył przed wzrokiem ludzi pomiędzy szarością pni sosen. Przyzwyczajony od kilku tygodni do obecności ludzi na drodze nie spodziewał się pewnie, że ktoś pojawi się za jego plecami od strony lasu. Ale od tego jest leśniczy, żeby pojawiać się niepostrzeżenie nawet dla zwierzęcia. Gdy zaszedłem go z boku i zobaczyłem całą sylwetkę:

4387

mogłem w pełni docenić walory kamuflażu w jaki zaopatrzyła daniela przyroda. Nie zawsze trzeba przecież uciekać przed zagrożeniem, a ruch powoduje utratę energii i zmniejsza zapas tłuszczu, gromadzonego pod skórą na czas zimy. Daniel o tym wiedział, dlatego sprytnie wykorzystywał sztukę kamuflażu. Doskonale zlewał się z otoczeniem i naprawdę nie było łatwo go wypatrzeć. Zrobiło się mi go żal, bo przez swoje niespodziewane pojawienie popsułem mu misterny plan. Stałem bez ruchu, ale daniel natychmiast mnie zobaczył. Jednak nie wpadł w panikę i nie rzucił się do ucieczki. Odszedł wolno, spoglądając spokojnie to na mnie, to na robotników na drodze.

4388

Wiele razy już miałem okazję przekonać się , że różne zwierzęta potrafią świetnie korzystać ze sztuki kamuflażu i nie zawsze reagują ucieczką. Dlatego czasem myślimy, że las jest pusty, cichy i pozbawiony mieszkańców ale to tylko pozory. Miejmy świadomość, że bardzo często śledzą ludzi niewidzialne dla nas oczy, ślepia, patry i zachowujmy się w lesie cicho, spokojnie, a nie będziemy zmuszać zwierzyny do niepotrzebnej utraty energii. Sztuka kamuflażu pomaga im przetrwać trudny czas mniejszej ilości pożywienia i zimy, która już coraz bliżej.

 

Leśniczy Jarek   - lesniczy@erys.pl  

 

 

22:33, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »
środa, 18 listopada 2015

437min

 

Wielu z nas nie lubi polityki i związanego z nią zamętu, szczególnie widocznego w mediach. Uciekamy przed nią jak najdalej, często chroniąc się w lesie i objęciach przyrody. Jednak i cała przyroda, i las w jakiś sposób mają związki z polityką. Bo na przyrodę i las wywierają wpływ ludzie, a zatem także politycy tworzący prawo. Nasz kraj po wyborach najpierw prezydenckich, a także parlamentarnych przeżywa czas zmian. Na ile istotnych- czas pokaże.

Dla przyrody i środowiska naturalnego ważną, pewnie najważniejszą osobą,  jest minister środowiska. Od listopada 2013 roku pełnił tę funkcję Maciej Grabowski. Od dwóch dni ministrem środowiska jest profesor Jan Szyszko, którego na to stanowisko powołał Prezydent RP Andrzej Duda.

Jan Szyszko, który od 10 lat nieprzerwanie jest posłem, obejmuje stanowisko ministra środowiska po raz trzeci. Pełnił tę funkcję w latach 1997-1999 oraz 2005-2007. To bardzo znana postać w kręgach przyrodników i leśników:

4371

 W 1966 roku ukończył Wydział Leśny SGGW w Warszawie i z tą uczelnią związał swoją karierę naukową. Od 2001 roku jest profesorem zwyczajnym nauk leśnych.

Nowo powołany minister środowiska wczoraj, 17 listopada, powołał na stanowisko dyrektora generalnego Lasów Państwowych Konrada Tomaszewskiego.

4372

fot. E.Pudlis- www.lasy.gov.pl

 Nowy „generał”  leśników także związany jest z SGGW i posiada tytuł doktora inżyniera nauk leśnych. Zastąpił on Adama Wasiaka, który pełnił tę funkcję od 7 lutego 2012 r. Dyrektor Konrad Tomaszewski pełnił dotąd wiele funkcji związanych z lasami: pracował w Instytucie Badawczym Leśnictwa, był doradcą ministra w Ministerstwie Ochrony Środowiska Zasobów Naturalnych i Leśnictwa,  pracował na różnych stanowiskach w Dyrekcji Generalnej LP, był zastępcą, a w latach 1998-2001 był już dyrektorem generalnym Lasów Państwowych

Był pomysłodawcą i autorem pierwszej obywatelskiej ustawy uchwalonej przez Sejm: o strategicznych zasobach naturalnych kraju, a także jednym z głównych autorów obowiązującej do dziś ustawy o lasach z 28 września 1991 roku. To ta ustawa jest podstawowym dokumentem dla wszystkich właścicieli i zarządców lasów.

Sama ustawa jednak nie jest gwarancją dobrej gospodarki w lasach, bo prowadzą ją ludzie. A jak i z jakim pożytkiem dla przyrody, to w głównej mierze decyduje o tym minister środowiska i dyrektor generalny Lasów Państwowych. Dlatego uznałem, że warto przekazać Wam informację o tych osobach.

Zapewne wszystkim nam zależy, aby obaj panowie podejmowali jak najlepsze i najkorzystniejsze dla przyrody oraz także ludzi decyzje.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

 

21:51, lesniczy.lp
Link Komentarze (1) »
czwartek, 12 listopada 2015

 

436min

Już jutro w niewielkiej miejscowości o przyrodniczej nazwie Niedźwiedź, malowniczo położonej niedaleko lubuskiego Łagowa i Świebodzina odbędzie się święto branży leśnej. Przez dwa dni będzie działo się wiele, a głównym przyczynkiem „Międzyzakładowego Spotkania Branży Leśnej” w Niedźwiedziu jest 15- lecie firmy ZULAS. Zakład Usług Leśnych ZULAS został założony przez Tomasza Karataja 6 listopada 2000 roku. Dzisiejszy właściciel sporej firmy leśnej, która oferuje szeroką gamę usług zaczynał od jednej pilarki i ciągnika Ursus 4011 rocznik 1967…

Imprezę otworzy pokaz nowej serii maszyn wielooperacyjnych, ciągników i przyczep Oniar. Bo dziś zestaw „pilarka i ciągnik” to przeszłość. Przecież taki widok w lesie nie dziwi już dziś nikogo:

4361                                                                       

 Choć czasem jeszcze w niektórych zakątkach kraju spotkamy takie pojazdy zrywkowe:

4362

W lasach pracuje już też na szczęście coraz mniej koni, które zastępują maszyny

4363

W Niedźwiedziu będzie też można podziwiać samochody użytkowe, bo czymś do lasu dojechać trzeba:

4364

„Kuźnia Niedźwiedź” to miejsce, gdzie niebawem będzie można zaopatrzyć się we wszystko, co jest potrzebne do pracy ludziom lasu. W piątek 13 listopada ( nie wierzcie w przesądy) będzie dzień otwarty nowo otwartego centrum handlowo-usługowego. Jednak chyba najbardziej istotnym punktem tego dnia będzie wieczorne spotkanie właścicieli zakładów usług leśnych. Rozpoczyna się właśnie czas przetargów, które ogłaszają nadleśnictwa na usługi leśne. Wszyscy z branży leśnej wiedzą, że dla „być albo nie być” zulowców ważna jest polityka kierownictwa Lasów Państwowych, tak mocno ostatnio krytykowana podczas protestów drwali ale zdecydowanie ważniejsze jest porozumienie pomiędzy usługodawcami.

4365

 Jeśli właściciele zakładów usług leśnych dogadają się między sobą i w konsekwencji przestaną się nawzajem wyniszczać, to rozsądne i solidarne zachowanie się w trakcie przetargów pozwoli na upragnioną przez leśników i zulowców stabilizację rynku usług. A trwa to od ponad 20 lat. Najłatwiej szukać wokół winnych i narzekać głównie na leśników, a przecież wystarczy twórczo rozmawiać w gronie przedsiębiorców.

4366

W Niedźwiedziu warunku ku temu będą przednie, bo zaplanowano w piątek wieczór branżowy, a w sobotę odbędzie się Bal Drwala. Obowiązkowy będzie tam strój drwala/leśnika/chłopa. Organizatorzy nie stawiają wymagań co do stroju towarzyszących pań, ale one mają przecież wrodzone poczucie estetyki, taktu, no i zawsze łagodzą obyczaje…

Będzie się zatem działo w piątek i sobotę w lubuskim Niedźwiedziu, a Tomasz Karataj wspólnie z nadleśniczym ze Świebodzina Lechem Kołdyką zebrał zacne grono współorganizatorów i patronów. O wszystkich szczegółach dowiecie się zaglądając na stronę www.zulas.pl

Serdecznie życzę wszystkim zulowcom owocnych rozmów i szampańskich humorów nie tylko na Balu Drwala, bo to oczywiste, ale po rozstrzygnięciu przetargów na usługi leśne.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

20:26, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 listopada 2015

435min

Minął już rok, jak przekazywałem smutną informację o zdecydowanie przedwczesnej śmierci leśniczego Zbyszka Mudreckiego. Mój serdeczny kolega przegrał walkę z chorobą nowotworową. Bardzo sympatyczny, skromny, pomimo niedużego wzrostu był z całą pewnością Wielkim Człowiekiem. Pewnie dlatego w dniu jego pogrzebu w niewielkim Wyszanowie koło Międzyrzecza pojawiło się tak wielu ludzi. Bo Zbyszek był świetnym leśnikiem, który żył sprawami lasu, ale także ludzi. Bardzo aktywnie uczestniczył w życiu wsi i pomagał w jej rozwoju. Remontował z innymi zarówno kościół, cmentarz, jak remizę strażacką czy świetlicę wiejską. Przychylny ludziom, rozmowny i wrażliwy na los innych. Pamiętamy wszyscy jego wesołe usposobienie i fascynację lasem:

4351

Każdą chwilę najchętniej spędzałby w lesie. Godził to jakoś z miłością do swojej Doroty, córki Dagmary, potem też dwójki wnuczek, z którymi także spędzał wiele czasu. Doglądał z pasją leśnictwa Wyszanowo, gdzie był leśniczym od dnia jego utworzenia. Znał każdy zakamarek, każdą ścieżkę i las nie miał przed nim tajemnic. Szczególnie fascynowało go zawsze rykowisko jeleni. Fotografował i filmował wszystkie jelenie-byki, które pojawiły się w okolicach Wyszanowa. Na swojej ulubionej „czarnej ambonie” niedaleko leśniczówki słuchał odzywających się jeleni nawet wtedy, gdy był już bardzo chory. Pasjonowało go łowiectwo w jego najbardziej etycznej i prawej odsłonie. Przez wiele lat był bardzo koleżeńskim ale i bardzo wymagającym łowczym Koła Łowieckiego „Jeleń” Międzyrzecz. Kochał leśny mundur ale wielu ludzi kojarzy go także ze strojem myśliwskim:

4352

Może to dlatego myśliwi postanowili upamiętnić leśniczego Zbyszka w szczególny sposób? Bo pewnie znamy wszyscy myśl kardynała Wyszyńskiego:

„Kiedy gaśnie pamięć ludzka, niech dalej mówią kamienie…”

Wielu ludzi szybko odchodzi, przemija i nie zawsze słuchamy słynnego powiedzenia Ks. Jana Twardowskiego. Nie zawsze kochamy ludzi i szanujemy pamięć o nich. O leśnikach z pewnością pamiętają drzewa i one są świadectwem naszego życia i pracy. Ale Ks. Twardowski pisał także tak:

 

„Brzozo nazbyt wieśniacza aby rosnąć w mieście

dyskretny grabie w sam raz na szpalery

jarzębino dla drozdów dzwoniących i szpaków

akacjo z której nie złote tylko białe miody

olcho co jedna masz przy liściach szyszki

głogu co chronisz gajówkę krewniaczkę słowika

jesionie co pierwszy tracisz liście zbliżając nam jesień

Poproście Matkę Bożą, abyśmy po śmierci

w każdą wolną sobotę chodzili po lesie

bo niebo nie jest niebem jeśli wyjścia nie ma”

 

Zbyszek pewnie nadal czuwa nad wyszanowskimi lasami i to nie tylko w wolne soboty, ale czy my, żyjący będziemy należycie pamiętać o nim?

Różnie to bywa z ludzką pamięcią i nie każdy przestrzega zasad, które ustanowił marszałek Józef Piłsudski:

Kto nie szanuje i nie ceni swojej przeszłości,

ten nie jest godzien szacunku teraźniejszości,

ani nie ma prawa do przyszłości...”

 

 

A przeszłość to historia, kultura, tradycja ale także ludzie.  Dlatego ważna jest pamięć o tych, którzy byli. O tej pamięci rozmawiamy szczególnie jesienią, w listopadowe dni zadumy. Odwiedzamy cmentarze i samotne mogiły, zapalamy światełka pamięci. Ale znicze wypalają się, kwiaty więdną, pamięć blaknie. Najtrwalsza jest pamięć zaklęta w kamieniu.

W minioną sobotę, 7 listopada, odbyło się odsłonięcie kamienia pamięci leśniczego Zbyszka Mudreckiego. W rok po jego śmierci koledzy ustawili ten szczególny kamień w jego ulubionym zakątku lasu na terenie leśnictwa Wyszanowo w Nadleśnictwie Trzciel:

4353

Spotkaliśmy się w jesiennym lesie na skromnej uroczystości. Rodzina, przyjaciele, koledzy Zbyszka. Kamień odsłoniła żona Dorota w asyście prezesa koła Józefa oraz leśniczego Krzysztofa, który jest następcą Zbyszka w wyszanowskich lasach:

4354

Były myśliwskie fanfary. Były słowa pełne wzruszenia i emocji, pamiątkowa fotografia:

4355

Pozostał kamień przy leśnej drodze. Kamień, który na wieki utrwali pamięć o Zbyszku Mudreckim. Leśna droga zaprowadzi tam ludzi, którzy jakby wbrew temu, co przeczytamy na nagrobku Zbyszka:

4356

będą po latach zastanawiać się kim był Zbyszek i jakie drogi swoim życiem wytyczył dla potomnych. Teraz kroczy własnymi, nowymi drogami ale pamięć o nim zaklęta w kamieniu zostanie. Jestem o tym absolutnie przekonany.

 Gdy będziecie kiedyś na Ziemi Międzyrzeckiej, skręćcie w stronę Wyszanowa. Droga biegnąca obok cmentarza w las zaprowadzi Was do kamienia Zbyszka. Nie każdy zasłużył sobie tak jak on, nie każdy potrafi zbudować taką pamięć o sobie, którą należy zakląć w kamień. Ale Zbyszek Mudrecki był Człowiekiem i dlatego ma swój kamień przy leśnej drodze.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

 

22:27, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
czwartek, 05 listopada 2015

434min

Jesień to czas, gdy wokół nas coraz mniej zwierząt i ptaków. Ptaki odleciały lub odlatują na zimowiska. W lesie panuje cisza, którą czasem tylko przerywa popiskiwanie sikor, nawoływanie dzięcioła lub ostrzegawczy skrzek sójki. Wiele zwierząt przygotowuje się do zimowego czasu, który część z nich spędza w stanie hibernacji. Dlatego coraz rzadziej spotykam w lesie wiewiórki, nie widać też borsuków, które pewnie zgromadziły już odpowiedni zapas tłuszczyku pod skórą i wybrały norę do snu zimowego. To już pewnie ostatnie dni, gdy słońce ozłaca kolorowy las:

4341

Niebawem nastanie zima, a jej zapowiedzą są coraz chłodniejsze noce i poranne przymrozki. Zwierzęta gromadzą zapasy tłuszczu na trudne czasy, a te, które zimę przesypiają szukają pilnie miejsca na sen zimowy. Jednym ze zwierząt, które przesypia zimę jest także jeż:

4342

 To jakże sympatyczny owadożerca, krewniak kreta i ryjówki. W przeciwieństwie do nich nie czyni szkód w ogródku, a jest bardzo pożyteczny zjadając ogromne ilości owadów. Wielu z nas ma utrwalony przesądami obrazek jeża wędrującego przez ogródek z jabłkiem nadzianym na kolce. Ale bez obaw. Jeśli jeż zamieszka w naszym ogrodzie nie musimy się obawiać o zbiory owoców, za to skutecznie pozbędziemy się ślimaków i wielu uciążliwych owadów. Kolczaste ssaki są w zasadzie wszystkożerne. Nie pogardzą płazami, jajami ptasimi, czasem ( ale raczej rzadko) interesują się też grzybami i owocami.

Jeż chyba jako jedyny ssak potrafi zjadać ropuchy, gdyż jest niewrażliwy na ich jad. Także dlatego słynie z umiejętności polowania na węże. Chętnie zadawala się też mięsem martwych zwierząt, czasem na swoją zgubę. Jeż, szukając padliny na szosach, często staje się ofiarą samochodów. Kierowcy łudzą się, że zwierzę ucieknie i dlatego na drogach spotykamy tyle zabitych zwierząt. Jeż ma bowiem taki zwyczaj unikania niebezpieczeństwa, że zwija się w kulkę i czeka, aż zagrożenie minie. Bojowe, kolczaste uzbrojenie czasem pomaga:

4343

 ale oprócz dróg pełnych samochodów, wrogami jeży są także psy, lisy, borsuki i ptaki drapieżne.

Wrogiem jeży bywa także człowiek, najczęściej szkodząc im nieświadomie. Bo ludzie czasem zapominają, że jeże potrzebują własnej przestrzeni do życia, wychowania młodych i snu zimowego. Żyją przecież w dnie lasów liściastych, choć spotykam je też czasem w młodnikach sosnowych ale ich ulubionym miejscem są parki, sady i ogrody. Jednak ludzie hołdują ostatnio modzie na uporządkowany i starannie wypielęgnowany ogród. Gdzie ma tuptać nocą jeż, ale też wić gniazda ptaki skoro każdy krzew jest starannie przycięty, wszystkie liście wygrabione a chwasty i gałązki spalone na ognisku lub przerobione w kompostowniku?

 

 Właśnie teraz w listopadzie, a często już w  październiku jeż zapada w sen zimowy. Trudny dla wielu zwierząt czas mrozów i śniegów spędza najczęściej w wyścielonej liśćmi norce ukrytej pod korzeniami drzew lub w stercie chrustu. Otulony mchem, trawą i liśćmi budzi się zwykle dopiero w kwietniu. Na ten czas jego metabolizm maksymalnie zwalnia – temperatura ciała zmniejsza się z 36 °C do blisko 1 °C, krew dużo wolniej krąży. Serce małego drapieżnika bije tylko 20 zamiast 180 razy na minutę.  Ale gdzie znaleźć norkę i suche liście jak wszystko wygrabione, wyrównane, wygłaskane? Jak szukać schronienia na zimę gdy wszędzie szerokie wstęgi szos, autostrad,”esek”? Nie ma łatwo nasz pożyteczny „iglak”…

Wczoraj leśniczyna Renia zajrzała do starej szafki na tarasie leśniczówki, gdzie chłodne noce spędzają nasze koty. Ze zdziwieniem zobaczyła tam nowego lokatora:

4344

Okazało się, że jeż wdrapał się po schodach  tarasu i znalazł sobie miejsce, które wydało się mu zapewne odpowiednie na sen zimowy. Nasze koty były mniej zachwycone takim pomysłem. Pewnie dlatego jeż próbował dyskretnie skryć się w rogu tarasu:

4345

Jednak zimna posadzka i tylko nieco lipowych liści nie zachęciły go do pozostania tam na dłużej.

4346

 Wybrał się na trawnik pod tarasem eskortowany przez bardzo ciekawskiego Małego:

4347

Zwinął się tam w kulkę i ani myślał ruszać dalej. Wokół leśniczówki zakamarków sporo, ale przecież to już pora, aby jeż miał gotowe zimowe lokum. Musiałem mu pomóc. W rogu drewutni urządziłem mu domek. Ułożyłem arkusz styropianu, nakryłem go deskami, położyłem kawałek starego koca, wysypałem obficie suchymi liśćmi. Całość ogrodziłem kilkoma deskami przed wścibstwem kotów, zostawiając małą szparę na wyjście dla jeża, który potrafi się bardzo zgrabnie przeciskać. Włożyłem tam jeża, który łypnął na mnie z wdzięcznością ( tak mi się zdawało) czarnym oczkiem i szybko ale też zgrabnie wgramolił się w liście:

4348

Po chwili nie było ani śladu po jego kolczastym futerku:

4349

 Sprawdziłem dziś dyskretnie, czy został i spodobało się mu to lokum. Siedzi zaryty w kocu i liściach. Będzie mu tu z pewnością dobrze. Miłych snów o wiosennych pędrakach i ślimakach.

W gazetach, blogach, różnych witrynach internetowych i programach telewizyjnych (polecam „Maja w ogrodzie” ) znajdziecie mnóstwo porad jak pomagać jeżom. Są porady jak budować domki dla jeży, opiekować się chorymi czy osłabionymi osobnikami. Najlepiej jednak można pomóc jeżom w naturalny sposób. Nie wtrącać się zbytnio w ich jeżowy świat, nie dokarmiać na siłę mlekiem czy sztuczną karmą dla kotów, nie budować zagród czy „bloków” dla jeży. Wystarczy zrozumieć ich potrzeby i pamiętać takie przesłanie:

43410

A w ogrodzie, sadzie czy w przydomowych zaroślach zostawić choć mały ale dziki kawałek, gdzie będzie nieco chrustu, suchej trawy i sterta suchych liści. Wtedy jeż będzie sobie tam tupał letnimi wieczorami, prowadził gromadkę młodych, a gdy śnieg zasypie ogródek śniegiem, ucinał spokojnie zimową drzemkę. To naprawdę niewiele kosztuje, a jeże z pewnością docenią taką formę pomocy i poznają się na naszych dobrych intencjach. Może właśnie dlatego ten jeż przytupał do leśniczówki?

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

 

 

 

21:43, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
piątek, 30 października 2015

433min

Jesień jest naturalnym hamulcem pędu i pospiechu, który uważamy za symbol współczesnych nam czasów. Dzień staje się coraz krótszy, słońce oddaje nam coraz mniej energii. Ustaje proces wegetacji roślin i nasze życie też nieco zwalnia. I całe szczęście, że przyroda daje nam jesień i jej spokój. Bo to piękna i pożyteczna dla nas pora roku. Co roku pocieszam się, że gdy nadejdą długie, jesienne wieczory nadrobię braki w lekturach i spotkaniach towarzyskich. Choć wiadomo, że w deklaracjach i teoriach wszyscy jesteśmy świetni, a z realizacją tych założeń różnie, oj różnie bywa…

Przełom października i listopada sprzyja zadumie, nostalgii oraz przemyśleniom ze względu na dwa ważne dni. To Dzień Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny, które to oba dni zgodnie z polskim, utrwalonym naszą tradycją obyczajem mają charakter bardzo refleksyjny. Od wieków ten dzień był radosnym i pogodnym wspomnieniem wszystkich świętych, którzy żyli cicho, skromnie ale z pożytkiem dla nas wszystkich. Kto to jest święty? Nie łatwo jednoznacznie odpowiedzieć, bo ilu ludzi tyle poglądów, sądów, wiar i przekonań. Najlepiej chyba świętych definiuje ksiądz i poeta Jan Twardowski:

Święci- to także ludzie, a nie żadne gąsienice- dziwaczki. Potrafią żyć i nie dziwić się odchodzącym, potrafią umierać i nie odchodzić…

 Ich zasługi nie zawsze wyniosły ich na ołtarze i zostały należycie docenione przez ludzi, dlatego w IX wieku papież Grzegorz IV ustanowił 1 listopada jako uroczystość Wszystkich Świętych. Święto to nam wszystkim kojarzy się z odwiedzaniem cmentarzy i paleniem zniczy. Palenie ognia to zwyczaj, który wywodzi się z czasów pogańskich, chrześcijanie kojarzą go ze światłością wiekuistą. Jednak chyba ważniejsza jest pamięć o zmarłych, szczególnie żywa w ten właśnie jesienny dzień.

 „Ojczyzna to ziemia i groby.

Narody, tracąc pamięć, tracą życie.”

Słowa te zapisano na drewnianej tabliczce przed wejściem  na jeden z najsłynniejszych cmentarzy – to Stary Cmentarz na Pęksowym Brzyzku w Zakopanem. Ich autorstwo przypisuje się francuskiemu marszałkowi Ferdynandowi Foch’owi. Cóż one oznaczają? Każdy z nas inaczej je zapewne odczyta. Właśnie teraz, jesienią, gdy drzewa zrzucają liście, gdy umierają kwiaty i mgły otulają ciszą lasy czy pola, warto pamiętać o tej pamięci. W pośpiechu każdego dnia pracy, w pędzie do lepszego życia bardzo rzadko mamy czas na refleksje i wspomnienia, a po to właśnie przyroda dała nam jesień. Zaduma i melancholia związana z dniem Wszystkich Świętych oraz wspomnienia o zmarłych nie muszą koniecznie być związane tylko z naszymi wizytami na cmentarzach i grobach bliskich.

Wokół nas jest tyle samotnych i bezimiennych wspomnień zamkniętych w mogiłach, zaklętych w drzewach, które nad nimi szumią czy kamieniach:

4331

Nie każdy z nich ma inskrypcję, nie każda mogiła ma nagrobek czy krzyż. Wokół nas, szczególnie w lasach jest mnóstwo wspomnień po ludziach, których już nie ma…

Są tam mogiły żołnierzy, powstańców, partyzantów. Są tam miejsca mordów i egzekucji.  Są stare cmentarzyki związane z różnymi wierzeniami i kulturami jak choćby ten nieopodal Trzciela:

4332

 

O  wielu takich miejscach w Polsce pamiętają leśnicy i troszczą się o materialne dowody szacunku dla ludzi. Pięknie o tym pisze Edward Marszałek tu:

http://www.lasy.gov.pl/informacje/aktualnosci/pamietaja-o-lesnych-cmentarzach

W lasach znajdziemy też często bywa, bezimienne, mogiły leśników a czasem też skrywają się w nich cmentarzyki leśników, z których szczególnie jest mi bliski cmentarz leśników w leśnictwie Płociczno (RDLP Piła):

4333

 Położona między liściastymi drzewami, około dwustuletnia nekropolia jest świadectwem tolerancji i mądrości leśników z Nadleśnictwa Zdrojowa Góra. To właśnie oni swoją wspólną pracą i za składkowe pieniądze zadbali o pamięć, aby tak jak głosi napis przy wejściu na cmentarz była ona „niezbędnym dobrem życia".

W Polsce jest więcej takich cmentarzyków, ale ten wydaje się mi szczególny, stąd często go wspominam. To magiczne miejsce gdzie można poczuć jak nasze życie jest bardzo blisko związane z naturą. Na takim cmentarzu przemijanie wydaje się być naturalnym, oczywistym rytmem Natury. Wielu z nas przecież wierzy, że każde życie odradza się wciąż od nowa lub dusza istnieje nadal, ale zaklęta w innej formie. Ten leśny cmentarz sprawia, że możemy wierzyć, że każdy, kto został tam pochowany pośród drzew odradza się z każdym skrawkiem pojawiającej się młodej zieleni. Drga młodym liściem, milczy kamieniem, ogrzewa nas płomieniem znicza, trwa trwałością tego lasu…

Wokół nas jest wiele symboli związanych z tymi, których nie ma. Znajdziemy je bardzo często np. przy  górskich szlakach, a dla mnie szczególnym miejscem jest sąsiedztwo kościółka na Wiktorówkach:

4334

Na wielu drzewach powieszono malutką kapliczkę czy krzyżyk. Pośród lasów całej Polski znajdziemy liczne bezimienne mogiły, krzyże czy kamienie. Ale nie zawsze muszą być symbole czyjejś tu obecności. Czasem pamięć o kimś zostaje zachowana w choćby w pędzie bluszczu, łanie barwinka czy polanie pokrytej chrobotkiem:

4335

Pomyślmy o tych, których nie ma nie tylko na cmentarzu, przy blasku płonącego znicza czy przy wiązance kwiatów złożonej na nazwanej tabliczką mogile. Wspomnijmy wszystkich bardziej i mniej świętych, ale bliskich nam ludzi, którzy wciąż żyją w naszych wspomnieniach, w otoczeniu jesiennej przyrody. W różnobarwnej buczynie, białej brzezinie, szaroburym sosnowym borze.

4336

Las pielęgnowany przez pokolenia leśników sam w sobie jest pamiątką wielu ludzkich istnień i wspomnieniem ich życia. To tam szukajmy zadumy i wspomnień, a nie tylko gałązek stroiszu czy okazji na pozbycie się śmieci, co zdarza się , niestety, także w tych szczególnych dniach.

 

Leśniczy Jarek-lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

 

 

18:43, lesniczy.lp
Link Komentarze (7) »
niedziela, 25 października 2015

392min1

Wyszedłem dziś rano przed leśniczówkę jak zwykle zdarza się mi w niedzielę i spojrzałem na zamglone jezioro. Pływało po nim parę krzyżówek, a na słupku wbitym przez wędkarza do przywiązywania łódki suszył skrzydła kormoran. Potem usłyszałem charakterystyczny ostry gwizd i mignął mi szmaragd zimorodka. Przysiadł na moment na gałęzi robinii ale nie pozował dłużej niż kilka sekund i popędził w stronę półwyspu Katarzyna:

392_1

Zajrzałem na obsypaną złotymi liśćmi lip i kasztanowców ulicę. Leśniczówka leży na skraju miejscowości, przy ulicy Kasztanowej. To znany w średniowieczu szlak handlowy, zwany drogą frankfurcką, prowadzącą z Poznania przez Międzyrzecz do Frankfurtu i Lubusza. Ten stary piastowski szlak handlowy funkcjonował aż do XVIII wieku, a o jego znaczeniu świadczy m.in. fakt, że w roku 1000 wędrował tędy wraz ze swym orszakiem cesarz Otton III, pielgrzymując do grobu św. Wojciecha w Gnieźnie. Wcześniej transportowano tędy żelazo z pobliskich niewielkich ośrodków hutniczych, a wytapianie żelaza według legend nauczyli miejscowych Celtowie.  Maszerowali tędy kupcy, o czym świadczą znajdowane monety rzymskie, wojowie różnych wojsk i jeździły rozmaite pojazdy. W XIX wieku traktem tym prowadziła trasa dyliżansu kursującego między Poznaniem a Berlinem. Kto by pomyślał, że ulicę, którą codziennie przejeżdżam moim Rockym:

3922

przemierzał dwukrotnie Mistrz Fryderyk Chopin?

 Niedawno zakończył się XVII Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina, a w tym roku obchodzimy 205 rocznicę urodzin genialnego muzyka. W niedzielne popołudnie warto wspomnieć jego muzykę i umiłowanie lasu oraz przyrody. Czy dacie wiarę, że wątły Fryderyk był myśliwym i uczestniczył w polowaniach? Odkryłem ten fakt zupełnym przypadkiem. W pszczewskim muzeum znajdują się dokumenty potwierdzające dwukrotny przejazd  Chopina trasą dyliżansu. Pszczewskie muzeum to obowiązkowy punkt programu każdej wycieczki po regionie. Każdy, kto trafi do Pszczewa, Międzyrzecza czy Międzychodu powinien odwiedzić nasze muzeum, nazywane „Domem Szewca” czy domem mieszczańskim. Niepozorny, niewielki budynek zaskoczy zapewne każdego bogactwem i różnorodnością historii  z przestrzeni co najmniej dziesięciu wieków oraz subtelnym, unikalnym urokiem, charakterystycznym dla Pszczewa.

We wrześniu 1828 roku Chopin, wraz z przyjacielem ojca, profesorem zoologii Feliksem Jarockim, wybrał się do Berlina na kongres naukowy badaczy natury. Podróżowali w obie strony dyliżansem, który przemierzając Wielkopolskę przejeżdżał między innymi przez Pojezierze Międzychodzko-Sierakowskie i Pszczew ulicą Kasztanową:

3923

 W oddalonej o 4 km od pszczewskiej leśniczówki wsi Silna, gdzie była stacja przeprzęgowa połączona z gospodą, pianista wraz z profesorem, oraz niemiecki prawnik i pruski agronom ( bo dyliżans zabierał 4 osoby) odpoczywali, czekając na zmianę koni. W pszczewskim muzeum przechowywane są dokumenty, potwierdzające to wydarzenie, a na budynku w Silnej powieszono w 2010 roku- Roku Chopina, pamiątkową tablicę:

3924

Gdy przeczytałem, że Chopin wybrał się do Berlina na „kongres naturalistów” jak to wtedy określano przyrodników  w towarzystwie profesora zoologii, jak miałem się tym nie zainteresować?

 Skąd to zainteresowanie przyrodą? Szperałem w wielu publikacjach ale najwięcej ciekawych wątków z biografii Wielkiego Muzyka można wyczytać z licznych publikacji autorstwa Henryka F. Nowaczyka, regionalisty, historyka, który z wielką pasją od lat podąża śladami Chopina. Tam tez przeczytałem ze zdumieniem: Było to w Poznańskiem, w otoczonym wielkimi lasami zamku księcia Radziwiłła, w nielicznym, ale bardzo doborowym towarzystwie. Rano polowaliśmy, wieczorem muzykowaliśmy”.

Tak w 1840 roku w Paryżu wspomina Chopin swój pobyt w pałacu w Antoninie, u księcia Antoniego Radziwiłła. Pianista, który miał wtedy 19 lat, wpisał się tam do księgi gości 26 października 1829 roku. Wcześniej zatrzymał się w Strzyżewie, u Wiesiołowskich, gdzie dotarł dyliżansem z Warszawy. W swoich listach, szczególnie adresowanych do Tytusa Woyciechowskiego, wielokrotnie wspomina urzekające dziesięć dni spędzonych w antonińskim raju. Wyjechał stamtąd, ponaglany terminem zakończenia komponowania Koncertu f-moll. W jego finale muzycy wyodrębniają dwukrotnie słyszaną frazę wykonaną na waltorni, przypominającą sygnał myśliwski odbity przez echo. Być może jest to dźwięk myśliwskiego rogu, który słyszał i zapamiętał muzyk podczas antonińskiego polowania.

Przecież w trakcie pobytu muzyka w Antoninie odbyło się uroczyste polowanie hubertowskie i naganiacze z Przygodzic pędzili zwierzynę na stanowiska strzelców: księcia Antoniego i jego syna Władysława, księcia Adolfa von Kleista i zapewne też Chopina.  Nie znamy, niestety, bliżej szczegółów tego polowania w Antoninie.

Książę A. Radziwiłł, namiestnik królewski Wielkiego Księstwa Poznańskiego był wielkim miłośnikiem sztuki, kompozytorem, rysownikiem i wiolonczelistą. Był także znakomitym myśliwym, stąd w modrzewiowym pałacu głównym jego elementem jest potężna dorycka kolumna, która jest także kominkiem z dwoma paleniskami. Ozdabiająca wnętrze kolekcja trofeów myśliwskich jest szeroko znana. Pośród tych wspaniałych trofeów, przy płonących w kominku szczapach, Chopin rozmawiał z księciem o muzyce i analizował swój utwór na fortepian, skrzypce i wiolonczelę, który potem księciu zadedykował. Pianista miał wtedy dopiero 19 lat, ale już okryty był sławą wybitnego muzyka. Zawsze wątły i słabego zdrowia, zatem może trudno wyobrazić go sobie w myśliwskim rynsztunku , biorącego udział w hubertowskim polowaniu, używającego strzelby. Dlatego też H. Nowaczyk poprosił swojego czasu ostrowskiego grafika, Józefa Bendziechę, aby ten inspirowany portretem Fryderyka Chopina narysowanym w Antoninie przez księżniczkę Elizę, wykonał podobiznę muzyka w „myśliwskiej wersji”. Rysunek był po raz pierwszy reprodukowany w czasopiśmie „Ziemia Kaliska” nr 52 z 1993 roku.

3925

Myśliwski wątek pojawia się  wcześniej w biografii Chopina, w listach do jego szkolnego kolegi Jasia Matuszyńskiego. Wynika jednoznacznie z tej korespondencji, że Chopin już w wieku 15 lat, w czasie wakacji spędzanych w Szafarni pod Toruniem miał strzelbę w ręku i potrafił zrobić z niej użytek. W sierpniu 1825 roku po otrzymaniu listu od kolegi, który chwalił się upolowaniem zająca tak do niego pisał: „ jeżeliś Ty mi Twymi Puławami i zającem strachu chciał narobić, moim Toruniem i zającem, ale na pewno większym od Twego i czterema kuropatwami, którem onegdaj z pola przyniósł, upokorzyć owego niedoświadczonego strzelca zamyślam”. Podczas dwukrotnych wakacji w Szafarni Fryderyk zetknął się z bogactwem przyrody, urokiem i obrzędami wsi polskiej, uczestniczył w weselu wiejskim oraz dożynkach. Słuchał muzyki ludowej i obserwował przyrodę. Być może to właśnie było inspiracją do jego mazurków, które właśnie tam zaczął pisać.

Chopin, wątły i słabego zdrowia, uskarżał się w swoich listach na trudy podróży i „jazdę na drążkach”, bo dyliżans nie był pojazdem komfortowym.

3926

 Podróż z Warszawy do Berlina trwała od 9 do 15 września i przebiegała głównie nieutwardzonymi, kiepskiej jakości traktami. Profesor Jarocki i towarzyszący mu Fryderyk  wykonali też ważną dla kraju misję. Dostarczyli  do Berlina list od Juliana Ursyna Niemcewicza, oraz dokumenty umożliwiające przeniesienie zwłok biskupa Ignacego Krasickiego z Berlina do katedry gnieźnieńskiej. Sprawą zajmował się i doprowadził ją do końca arcybiskup Teofil Wolicki, którego podróżni odwiedzili wracając z Berlina w pałacu arcybiskupim na Ostrowie Tumskim w Poznaniu. Wtedy też Chopin uczestniczył w przekazaniu prezentu, jaki arcybiskup przywiózł zza granicy księżniczce Elizie Radziwiłłównie od jej przyjaciółki. Była to sadzonka bardzo egzotycznej wtedy na ziemiach polskich amerykańskiej sosny wejmutki. Posadzono ją w pobliżu pałacu, zapewne z udziałem Chopina. Jakoś nigdy nie udało się mi sprawdzić czy na poznańskim Ostrowie Tumskim przetrwała do dziś jakaś wejmutka  To jednak kolejny przyrodniczy element w biografii wielkiego muzyka.

„Rodem Warszawianin, sercem Polak, a talentem świata Obywatel” jak napisał  o nim w 1849 roku w „Nekrologu”  C.K. Norwid , wszystkim chyba w naturalny sposób kojarzy się z polską wierzbą. Pomnik Chopina pod mazowiecką wierzbą, to znana w Europie i świecie wizytówka Polski. Bo czy można wyobrazić sobie coś bardziej polskiego niż wierzba przydrożna i chopinowski mazurek? Wierzby przez wieki sadzono przy traktach podróżnych, także przy tych, które dyliżansem przemierzał Chopin. W całej Polsce, kiedy spacerujemy dawnymi szlakami widzimy tylko marne resztki dawnych, wspaniałych alei wierzbowych. Dziś w dobie pośpiechu i autostrad, polne i leśne trakty straciły swoje znaczenie. O wierzby, rosochate i pokręcone polne drzewa, chyba najbardziej charakterystyczne dla polskiego krajobrazu, w zasadzie nikt nie dba.

3927

Zadbajmy o to, aby wierzby nie zniknęły z naszego krajobrazu. To takie proste, bo czasem wystarczy wetknąć wierzbowy patyk w wilgotną glebę, a wyrośnie z niego nasz narodowy symbol. Trzeba też wykazać się troską o istniejące drzewa i otoczyć je opieką. Wierzby płaczące nad wodą, rosnące na miedzach, zadumane nad leśnym, czy polnym traktem będą trwały nadal i przypominając postać Wielkiego Muzyka, szumiały jego mazurkami.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

15:21, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »
czwartek, 22 października 2015

431min

W lesie króluje Pani Jesień pełna mgieł, wilgoci (bardzo potrzebnej po długotrwałej suszy) i kolorów. Bo jest teraz wszędzie gdzie spojrzymy rudo, brązowo, żółto. Pomiędzy drzewami panuje cisza lepka od mgieł i pajęczyn. Lubię tę ciszę i nostalgię jesieni, choć wciąż zbyt wiele się dzieje, aby cieszyć się jej spokojem.

Pracownicy ZUL – kończą ostatnie w tym roku czyszczenia wczesne i późne. Warczą wykaszarki na uprawach, gdzie trzeba wykosić ostatnie chwasty, aby nie przykryły wilgotnym dywanem sadzonek i w efekcie ich nie zaparzyły. Buczą też harwestery, bo o tej porze roku trwają jak zawsze intensywne prace w trzebieżach późnych, czyli w pewnym uproszczeniu- w lasach starszych niż 40 lat. Na drodze leśnej budowanej na nowo w  moim leśnictwie trwają intensywne prace. Umowa podpisana według reguł zamówień publicznych i konieczność dyscypliny budżetowej zmusza do zamknięcia i rozliczenia inwestycji w tym roku. Pracuje tam jednocześnie wiele maszyn:

4311

Wielkie ciężarówki wożą kamień, bo droga leśna może być budowana tylko z naturalnych surowców:

4312

Na czas budowy drogi zaszła konieczność chwilowego zamknięcia miejsca postoju pojazdów utrzymywanego przez nadleśnictwo. Parking znajduje się tuż przy budowanej drodze i jeżdżą tam wielkie maszyny, składowany jest kamień, a zatem w trosce o bezpieczeństwo turystów lepiej go chwilowo zamknąć.

Zresztą grzybów nie ma, a jesienny las kusi niewielu turystów. Choć przecież i ta pora roku ma swoje uroki i warto odwiedzić nawet zapłakany deszczem las.

 Jednym z objawów późnej jesieni są także spadające kasztany. Już w zasadzie zakończyły się kasztanowe żniwa i wszystkie spadły z drzew. Mieszkam przy ulicy Kasztanowej i moja leśniczówka otoczona jest starymi kasztanowcami. Obserwuję codziennie dzieci chętnie zbierające kasztany. To fajna, rodzinna zabawa.

4313

 Dlatego chętnie powtarzam wiersz Ewy Szelburg- Zarębiny:

Weź brązowe paletko,

synku kochany.

Pójdziemy do parku

zbierać kasztany.

Leżą tam jak małe,

zielone jeże.

Kto z nas, synku, prędzej

i więcej zbierze?

Czyje będą ciemne,

a czyje w łatki?

Czy twoje, syneczku,

czy twojej matki?

I co z nich zrobimy:

krówki czy konie?

I kto przy tym bardziej poplami dłonie?

Kto je potem czyściej

w domu umyje?

Kto się komu pierwszy

rzuci na szyję?

 

Robienie kasztanowych ludzików przerabiałem wiele lat temu z moimi córkami, a na razie nasz wnuk Julian jest za mały na takie zabawy. Kasztany jednak leżą zawsze przy moim komputerze i przy łóżku, bo to naturalne odpromienniki. Pewnie wszyscy wiedzą, że kasztany kumulują i pochłaniają negatywną energię. Jednak musimy pamiętać, aby co jakiś czas, wymieniać je na nowe, ponieważ, jeśli nasycą się i napełnią, zaczynają oddawać nagromadzoną, negatywną energię, działając jak generator. Nie należy też gromadzić ich zbyt dużo wokół siebie.

4314

 Warto je także nosić przy sobie (ale najwyżej 2-3), bo regulują podobno ciśnienie krwi i zapobiegają bólom stawów. Kasztany bardzo się przydadzą na moje stawy, bo dziś cale popołudnie spędziłem w sadzie, gdzie sadziłem wiśnie, derenie jadalne i borówki amerykańskie.

Kasztany to ulubiony pokarm danieli.

4315

 Choć podjadają je chętnie także sarny, jelenie, dziki, a nawet lisy i jenoty. Niektórzy uważają, że są dla zwierząt tym, czym dla nas cukierki. Zwierzęta znają się na rzeczy, bo brązowe kulki są bogate w witaminy B, C, E, PP i K. Zawierają również kwasy organiczne, magnez, potas, sód i miedź. Dlatego dziś wywiozłem kilka toreb wypełnionych kasztanami do lasu.

 Dostałem je od dzieci moich sąsiadów- Moniki i Władzia (wielkie dzięki w imieniu danieli!) z misją, aby wywieźć je do lasu pod jeden z paśników. No cóż, spełniłem prośbę choć nie jestem zwolennikiem sztucznego dokarmiania zwierzyny. Jednak na terenie mojego leśnictwa nie ma zbyt wiele kasztanowców, a skoro zwierzęta leśne lubią cukierki…

 Obejrzałem dokładnie otoczenie kilku z nich, rosnących w głębi lasu, w miejscu gdzie dawniej był folwark Sophienhof:

4316

Obecność właśnie kasztanowców, drzew owocowych, lip czy bzów w głębi lasu jest często pamiątką po dawnej, już nie istniejącej osadzie. Pod drzewami, które kiedyś otaczały dawny folwark leżały kolczaste łupiny, ale brązowego kasztana nie znalazłem ani jednego. Pełno tam za to było tropów danieli i saren. A zatem to rzeczywiście atrakcyjny pokarm. Wysypałem kasztany pod najbliższym paśnikiem:

4317

Potem odbierałem drewno, kontrolowałem wykonywanie czyszczeń i trzebieży. W lesie już cisza i praktycznie nie słychać ptaków, bo wiele z nich już odleciało. Słychać czasem gęganie gęsi lecących całymi tabunami i świst ich lotek. Gdy sprawdzałem trzebieże w okolicach jeziora Białego usłyszałem wielki harmider. Na niebie zobaczyłem najpierw sznur, który przypomniał mi piosenkę Piotra Szczepanika:

4318

Dzień gaśnie w szarej mgle,

wiatr strąca krople z drzew.

Sznur kormoranów w locie splątał się,

pożegnał ciepły dzień,

ostatni dzień w mazurskich stronach…

To nie mazurskie strony, ale lubuskie, jednak i tu za chwilę niebo poczerniało od kormoranów

4319

Były ich tysiące! Zrywały się z drzew porastających brzegi jeziora.

Gdy odleciały, zszedłem nad jezioro. Krzewy podszytu i trzciny były białe jakby ktoś opryskał je wapnem:

43110

 Ale to nie dlatego, że rosną nad jeziorem Białym. Były białe z powodu czarnych kormoranów. Może to dobrze, że już odlatują? Jak widzicie różne są objawy jesieni w pszczewskich lasach…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

 

 

 

 

23:04, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
piątek, 16 października 2015

429min

Kiedy jesień fantazyjnie złoci i czerwieni liście różnych drzew, a przymrozkami także srebrzy dno lasu, możemy w jego najmłodszych fragmentach zobaczyć drzewka pochlapane białym płynem.42911 Większość upraw leśnych wygląda teraz tak jakby ktoś je pochlapał farbą emulsyjną. Czasem w kilku czy kilkunastoletnich młodnikach sosnowych niektóre główne pędy pozbawione już igieł także są pokryte biała mazią. W jakim celu i komu chce się mazać jasną cieczą okółki sosenek w młodnikach i spryskiwać nią wierzchołki dębów, buków czy sosen w uprawach leśnych?

To nie przejaw szkodnictwa ani sposób na pozbycie się zbędnej farby. To pracownicy zakładów usług leśnych na zlecenie leśniczych zabezpieczają uprawy i młodniki przed skutkami nadmiernej presji zwierzyny leśnej. Wciąż  przecież poszukujemy jak najlepszych sposobów na zachowanie równowagi w relacjach las-zwierzyna. Człowiek dawno temu zakłócił równowagę w przyrodzie poprzez intensywną gospodarkę w lasach ale też na polach. Grzechem ludzi wobec przyrody można nazwać  wytępienie dużych drapieżników- rysia, wilka czy niedźwiedzia. Być może z braku presji tych pięknych zwierząt niektóre grupy roślinożerców dynamicznie się rozwijają, zakłócając harmonię przyrody. Coraz większym problemem dla lasu, a szczególnie dla jego młodego pokolenia są duże ssaki kopytne.

 

 Zgryzają uprawy, zarówno naturalnego pochodzenia jak i ze sztucznego sadzenia, niszczą wierzchołkowe pędy, a czasem całe drzewka. Spałują dorodne młodniki- zdzierając korę z pni drzewek, najczęściej naszej najpospolitszej sosny.

4291

 Głównie chodzi tu o jelenie i sarny, czasami także o łosie, żubry, ostatnio również o coraz liczniejsze daniele. Zdarza się, że, że szkody wyrządzają także dziki, wyrywając świeżo posadzone w uprawach  sadzonki dębów pachnące żołędziami.  

 

 Biała ciecz to repelenty, które są substancjami zniechęcającymi zwierzynę płową czyli wszelkie jeleniowate do zgryzania i spałowania drzewek. Produkowane zwykle na bazie gorszej jakości emulsji, odstraszają skutecznie zwierzynę smakiem i zapachem. Na rynku są ich różne rodzaje:

4292

Stosuje się je w uprawach- smarując części wierzchołkowe pędu głównego

4293

Zgryziony odcinek wierzchołkowy i uszkodzony główny pączek przyczynia się do istotnej deformacji drzewka oraz wymusza w efekcie wykształcenie wykrzywionego pędu głównego, odrastającego z zachowanych pączków bocznych. W ostateczności tak uszkodzone drzewko może zupełnie uschnąć. Czasem zostaje tylko zabezpieczony repelentem „pędzelek”.

4294

 W młodnikach nanosi się preparat na międzyokółki, z których opadły już igły i które są pokryte młodą, jeszcze niezdrewniałą korą. Do zabezpieczenia repelentem wybiera się w praktyce pędy najładniejszych drzewek, które znajdują się  na wysokości jeleniego pyska. Zarówno soczyste pączki wierzchołkowe na pędzie głównym, jak i młoda kora drzew zawierają wodę oraz sole mineralne niezbędne dla jeleniowatych, stąd to atrakcyjna karma dla saren, jeleni, danieli i łosi. Dlatego często spotykamy w młodnikach takie sosny, które noszą ślady żerowania zwierzyny leśnej:

4295

 

Spałowanie czyli zdzieranie młodej kory z sosen powoduje groźne dla nich rany, przez które do wnętrza drzewa mogą przedostać się bakterie czy grzyby. Tak uszkodzone drzewka mają zakłócony wzrost, są osłabione a czasem  całkowicie zamierają. Dlatego ich racjonalna ochrona za pomocą repelentów ma duże znaczenie dla jakości i trwałości lasu.

 

 Czasami smaruje się też repelentami szyję korzeniową drzewek dla zabezpieczenia przed szkodami od gryzoni. To kolejne zwierzęta, które są często utrapieniem leśnika. W moim leśnictwie często gryzonie atakują buki wprowadzane w podsadzeniach pod okapem starszego drzewostanu. Teraz jesienią dolne, bukowe piętro lasu pyszni się wspaniałymi kolorami.

4296

 Często jednak już wcześniej buki brązowieją i zamierają, bo myszy obgryzają skutecznie ich dolne części strzałek. Jednak najbardziej „dołujące” dla leśnika jest pojawienie się gryzoni w ogrodzonej siatką, pięknej uprawie liściastej. Wtedy zamiast repelentów, których przecież nie stosujemy w ogrodzeniach, trwałość uprawy gwarantuje właściwa pielęgnacja drzewek i umiejętne wykaszanie chwastów. Warto też po wykoszeniu chwastów przygotować kilka słupków z poprzeczką dla myszołowów i sów, które szybko przetrzepią gryzoniom futerka. Czasami zdarzają się w uprawach drobne szkody od zajęcy, które też potrafią „wedrzeć się” w ogrodzenie lub dobrać do strefy ekotonowej, na styku pole- las, ale nie są to zwykle szkody istotne. Coraz częściej mamy też do czynienia ze szkodami wyrządzanymi przez bobry, których populacja gwałtownie rośnie, ale to zupełnie inny problem. Drzewa przed bobrowymi strugami uchroni tylko gęsta, metalowa siatka…

Ważną sprawą jest właściwe i terminowe nanoszenie repelentów na drzewka. Bo należy je nanosić na w miarę suchą powierzchnię pędów (istotnie wpływa to na  skuteczność zabiegu), po zakończonej wegetacji, ale tak, aby zdążyć przed mrozami. Trzeba koniecznie pamiętać o właściwej konsystencji i dobrym wymieszaniu środka.

 Sposobów nanoszenia jest bardzo wiele- używane są pędzle, smarownice, szczotki, pęczki pakuł, rozmaite rękawice.

4297

 Istotny jest wybór zabezpieczanych drzewek- oby to nie były te, które niebawem zostaną usunięte w trakcie czyszczeń oraz ich rozsądna ilość. Bo dla zwierząt też musi coś pozostać, dlatego repelenty nanosimy tylko na część drzewek w uprawie czy w młodniku. To kosztowny zabieg, bo repelenty są dość drogie, a „chlapanie” nimi wymaga sporego nakładu pracy. Jednak cóż cenniejszego i piękniejszego ponad drzewa? Dlatego nie dziwcie się, gdy w jesiennym lesie zobaczycie uprawy i młodniki pochlapane na biało. Leśnicy wiedzą co robią.

4298

Spotykamy w lasach nie tylko pochlapane repelentami drzewka ale też całą gamę indywidualnych osłon zabezpieczających je przed zwierzyną. Są to osłonki z tworzyw- tuby z tekpolu, spirale czy osłonki perforowane.

 4299

 Są one dość drogie, ale bardzo skuteczne, wymagają jednak stałej troski leśnika, bo trzeba je nieustannie poprawiać oraz niezwłocznie przenosić na inne drzewka, gdy te zabezpieczone już uciekną spod pyska zwierzyny. Drzewka dobrze chronią także drewniane paliki -pojedyncze, po kilka, czasem połączone poprzeczkami. Czasami stosuje się „jeże” z chrustu, podwiązuje gałęzie sosnowe lub świerkowe do narażonych na spałowanie drzewek.

Godny polecenia jest sposób ochrony upraw stosowany m.in. w Puszczy Noteckiej na terenie Nadleśnictwie Międzychód. Wierzchołkowe pędy  puszczańskich sosen owija się małymi pasemkami wełny owczej. ”Owca” nie smakuje i śmierdzi jeleniowatym, a nadleśniczy Piotr Bielanowski mówi z uśmiechem, że tak zabezpieczone uprawy mają owczy pęd do wzrostu, a on rozpoznaje je z daleka podczas oceny upraw. Jest to sposób dość tani, bo kilogram „owcy” kosztuje kilka złotych  i co najważniejsze naturalny, pozbawiony chemii. Innym ciekawym sposobem także stosowanym w tym nadleśnictwie, ale też w innych będących  m.in. w zasięgu RDLP Szczecin, jest zabezpieczanie młodników poprzez nacinanie ( rysakowanie, skaryfikację) kory sosny. Metodę tą i urządzenie do nacinania opatentowali Lech i Daria Wyrembalscy w Urzędzie Patentowym RP w czerwcu 1996 roku.

Ta metoda zabezpieczenia drzewek polega nie na chlapaniu repelentem, ale na wzdłużnym, jednorazowym nacięciu międzyokółków drzewek zagrożonych spałowaniem przy użyciu specjalnego noża z wieloma ostrzami.

42910

 Nacięcie wykonuje się na całym obwodzie strzałki, w odstępach 8-12 mm, do głębokości drewna bielastego. Po nacięciu wydziela się sok komórkowy i żywica zasklepiająca to uszkodzenie. Strzałka zabliźnia się i robi się porowata, co w połączeniu z gorzkim smakiem skutecznie zniechęca jelenie, które praktycznie nie spałują tak zabezpieczonych drzewek. Zabieg należy wykonać po zakończonej wegetacji sosny. Z dotychczasowych obserwacji i opinii wynika, że metoda Wyrembalskich jest skuteczna, stosunkowo tania i bez skutków ubocznych. No i nie trzeba się zastanawiać kto i po co pochlapał te drzewka…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

   

22:57, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »