O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
niedziela, 22 lutego 2015

 

 

389_min

Wczoraj były aż dwa ważne i istotne, pewnie nie tylko dla mnie, święta. Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego obchodzony jest od piętnastu lat. Został proklamowany na 30. Sesji Konferencji Generalnej UNESCO 17 listopada 1999 roku dla podkreślenia bogactwa różnorodności językowej świata i promocji wielojęzyczności, a także w celu zwrócenia uwagi na liczbę języków zagrożonych i ginących, do których zalicza się 43 procent wszystkich aktualnie używanych. Ponad 200 znalazło się na liście języków całkowicie wymarłych w ciągu życia zaledwie trzech ostatnich pokoleń. Wielu leśników, wbrew temu co myślą o nich ludzie, pracuje słowem.

Bo leśnicy są nie tylko samotnymi dziwakami mieszkającymi w odludnej głuszy. Ludzie w zielonych mundurach zajmują się też edukacją przyrodniczo-leśną , chętnie współpracują z przyrodnikami, organizacjami pozarządowymi i wielu ludziom opowiadają o lesie i przyrodzie. Dlatego szanują piękno polskiego języka i starają się go używać jak najpoprawniej. Nie jest to wprawdzie łatwe, bo po latach pracy łatwo wpaść w sidła fachowego żargonu, który czerpie z licznych zapożyczeń, szczególnie z tradycji niemieckiego i austriackiego leśnictwa.

Jednak ludzie chętnie słuchają leśników, bo oni szanują piękno polskiego języka:

3891

Zwykle licznie też odwiedzają wszelkie stoiska leśników przy okazji różnych imprez, jarmarków, festynów czy targów:

3892

Nie zawsze chodzi tu o gadżety reklamowe lecz o chwilę rozmowy, bo leśnicy opowiadają ciekawe rzeczy i używają pięknej polszczyzny.

Nie bez powodu jeden z leśników, Edward Marszałek z regionalnej dyrekcji w Krośnie otrzymał m.in. zaszczytny tytuł Mistrza Mowy Polskiej 2014.

Kolega Edward jest tu dobrym przykładem także z innego powodu. Oprócz wielu innych wcieleń jest on także przewodnikiem górskim. A wczoraj obchodziliśmy także Międzynarodowy Dzień Przewodnika Turystycznego. Dzień ten został ustanowiony w Nikozji na Cyprze podczas III Konwencji Światowej Federacji Stowarzyszeń Przewodników Turystycznych w 1989 roku. Zgodnie z ideą tego święta, w tym czasie przewodnicy oprowadzają bezpłatnie miejscową ludność po okolicy, a lokalnym społecznościom i władzom pokazują, na czym polega działalność przewodnika. Przewodnicy odgrywają ważną rolę w obsłudze turystów, kreowaniu wizerunku miasta czy regionu oraz w zachowaniu dziedzictwa naszego narodu.

Wielu leśników ma swój istotny wkład w tym dziele i dlatego wczoraj mogli obchodzić oba te święta.

Leśnicy tworzą przecież warunki do jak najlepszego, bezpiecznego korzystania z szerokiej oferty funkcji lasu. Budują urządzenia turystyczne, obiekty edukacyjne, wytyczają szlaki turystyczne oraz ścieżki historyczno-przyrodnicze. To kosztowne ale bardzo ważne inwestycje.

Mało kto wie, że to ludzie lasu ponoszą koszty ich urządzenia i utrzymania. Jednak równie ważne jest zachowanie wiedzy o regionie i troska o legendy, ciekawostki turystyczne i historyczne, a nawet tradycyjne kulinaria. A leśnicy bardzo chętnie dzielą się swoją wiedzą, o czym wiedzą wszyscy odwiedzający Blog Leśniczego…

  Pomimo ich wysiłków i działań edukacyjnych wciąż jednak tylko zaledwie jedna czwarta Polaków systematycznie odwiedza lasy. Według ostatnich badań aż 33 %Polaków deklaruje, że nie odwiedza lasów, a 44 % robi to okazjonalnie.  Może dlatego, że przez wiele lat drogi biegnące przez lasy budziły w ludziach strach? Jeszcze w XVIII wieku wierzono w istnienie wszelkiego rodzaju „sił nieczystych", które szkodzą ludziom korzystającym z leśnych traktów. Stąd często przy tych drogach stawiano kapliczki, wieszano krzyże na pamiątkę różnych wydarzeń lub też nazywano drzewa czy głazy związane z historycznymi wydarzeniami. Leśnicy dbają o zachowanie tych obiektów i udostępniają je turystom.  Są przewodnikami po świecie przyrody, ale także po świecie tradycji, historii i kultury, a opowiadają o nim w polskim języku. To tak  samo ważne i pożyteczne dla ludzi zadanie leśników jak dostarczanie drewna.

Wybierajcie się do lasu szukać ciszy, piękna i wytchnienia. Obcowanie z przyrodą i widoki pierwszych żurawi :

3893

Także krajobraz zazieleniających się łąk, gdzie trwają już zaloty dzikich gęsi:

3894

świetnie wpływa na nasze samopoczucie, relaksuje, a to ma wpływ na nasz język. Bo pośpiech, nierozładowane emocje, ciągły stres powodują także ubożenie naszego słownictwa. Piszemy tylko krótkie komunikaty i pośpieszne emaile pełne emotikonów. Mało ze sobą rozmawiamy, bo nie ma czasu… Nie czytamy książek, zapomnieliśmy o istnieniu poezji. A ona jest w lesie. Przecież pisał Harasymowicz, że „wszystkie wiersze są w bukach".  Na szczęście nie wszyscy tak postępujemy, dlatego czasem warto uczcić święto ojczystego języka oraz święto przewodników po pięknie naszego kraju.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

21:49, lesniczy.lp
Link Komentarze (7) »
wtorek, 17 lutego 2015

min

Czas szybko pędzi i właśnie mija miesiąc od dnia, w którym odbył się na wrocławskim stadionie Bal Sportowca „Słowa Sportowego”. Oczywiście momentem kulminacyjnym tego wieczoru było rozstrzygnięcie Plebiscytu na Najpopularniejszego Sportowca i Trenera na Dolnym Śląsku w roku 2014.

W plebiscycie startowała Karolina Kowalczyk, córka leśniczego Andrzeja z Nadleśnictwa Bogdaniec o czym pisałem w poście z 3 grudnia 2014 tu:

http://www.blox.pl/beta/editEntry/lesniczowka/10614299

 Zachęcałem wtedy wszystkich czytelników tego blogu do wspierania Karoliny w sportowej rywalizacji i głosowania na nią w plebiscycie. No i Karolina po raz kolejny w swojej sportowej karierze stanęła na podium! Tym razem obyło się jednak bez strzelania, choć to Karolina potrafi robić znakomicie:

388_1

Karolina Kowalczyk zdobyła drugie miejsce w Plebiscycie na Najpopularniejszego Sportowca i Trenera na Dolnym Śląsku w roku 2014. To znakomity wynik, zważywszy na to, że strzelectwo jest przecież raczej niszową dyscypliną sportową w naszym kraju. Pasjonujemy się najczęściej piłką nożną, skokami narciarskimi, żużlem. Zawodów strzeleckich nie transmitują nasze stacje telewizyjne i bardzo rzadko czytamy o nich w czasopismach. A pomyśleć, że w okresie międzywojennym to właśnie strzelectwo i jazda konna były sportową dumą Rzeczypospolitej.

Karolina z Bogdańca ma szansę stać się ambasadorem sportu strzeleckiego, bo pokonała w plebiscycie nawet znanego piłkarza Sebastiana Milę, o którym było ostatni bardzo głośno. Oto wyniki plebiscytu:

1. Natalia Czerwonka (Cuprum Lubin)    łyżwiarstwo szybkie

2. Karolina Kowalczyk (Śląsk Wrocław)    strzelectwo sportowe

3. Sebastian Mila (Śląsk Wrocław)    piłka nożna

4. Bartłomiej Matysiak (CCC Sprandi Polkowice)    kolarstwo szosowe

5. Paulina Bieć (Gym Fight)    kickboxing

 

Zdobywczyni drugiego miejsca pozowała dumnie fotoreporterom na tle murawy stadionu Śląska Wrocław, którego barwy reprezentuje od 2000 roku:

388_3

Zaczynała sportową karierę jako zawodniczka gorzowskiego klubu Kadet, ale potem przeniosła się do Śląska Wrocław, bo to jedyny klub, który posiada strzelnicę sportową, spełniającą wszelkie wymogi.

Przygodę ze strzelectwem rozpoczęła w szkole podstawowej zupełnie przypadkiem. Już jako dziecko jeździła z tatą na strzelnicę myśliwską. Leśniczy Andrzej znakomicie  strzelał wielobój myśliwski i bywało, że z całą rodziną często spędzał czas na gorzowskiej strzelnicy przy ul. Myśliborskiej. Państwo Kowalczyk często zabierali brata Karoliny i jego kolegę na strzelnicę, a dzisiejsza mistrzyni jeździła z nimi tylko dla towarzystwa. Przyglądała się jednak uważnie strzelcom,  aż w końcu pozwolono jej spróbować. Później Karolina wzięła udział w szkolnych zawodach strzeleckich  i to jej tata dostrzegł w niej talent. Rodzice sporo inwestowali w jej treningi, wyjazdy, broń i amunicję, a to drogi sport, bo jedna kulka do karabinka kosztuje kilka złotych.

Córka leśniczego kontynuowała tradycje rodzinne i rozpoczęła naukę w Technikum Leśnym w Starościnie koło Rzepina. W tej szkole o wojskowym rygorze mieszkała w internacie, a na treningi strzeleckie do Wrocławia dojeżdżała tylko podczas wakacji i ferii zimowych. Edukacja w leśnej szkole pomogła jej zapewne w wyrobieniu twardego charakteru, samodyscypliny i innych cech niezbędnych w sporcie. Po ukończeniu szkoły wybrała jednak wojskowy mundur i jako żołnierz trenuje w WKS Śląsk Wrocław, a od kilkunastu lat reprezentuje Polskę w strzelectwie sportowym.

Tata Andrzej jest bardzo dumny z sukcesów córki i z zachwytem oglądał trofeum z plebiscytu:

 388_21

W jego imieniu oraz naturalnie w imieniu Karoliny dziękuję wszystkim, którzy głosowali na córkę leśniczego w plebiscycie.

Karolinie życzę dalszych sportowych sukcesów na międzynarodowych strzelnicach i miłych chwil wytchnienia spędzanych z rodziną w leśniczówce w Bogdańcu.

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

 

 

22:30, lesniczy.lp
Link Komentarze (6) »
czwartek, 12 lutego 2015

387min

Pamiętacie staropolskie przysłowie, które mówi: „Powiedział Bartek, że dziś tłusty czwartek, a Bartkowa uwierzyła, dobrych pączków nasmażyła”. Leśniczyna Reginka już wczoraj nasmażyła pysznych pączków z węgierkowymi powidłami, to jak nie wierzyć w siłę tradycji?  Do tego o takim smaku?

 Tłusty czwartek rozpoczyna ostatni tydzień karnawału i wedle polskiej tradycji, w tym dniu dozwolone, a wręcz nakazane jest objadanie się. Zapomnijmy choć na jeden dzień o liczeniu kalorii, a domowe pączki z pewnością nie zaszkodzą, nawet w słusznej ilości. Co więcej istnieje od dawna przekonanie, że jeśli ktoś w tłusty czwartek nie zje ani jednego pączka – w dalszym życiu nie będzie mu się wiodło. Po co ryzykować? Zobaczcie dzieło mojej Reginki, prawda, że to pyszny widok?

 3871

Innym czwartkowym smakołykiem są chrusty lub faworki. Oto przepis na moje ulubione chrusty serwowane czasem, nie tylko w dzisiejsze święto przez moją Renię.  Pochodzi on od jej babci i mamy. To kruchy, delikatny i pyszny dodatek do zimowej kawy lub herbaty z pigwą czy maliną.

3872

Leśniczyna Renia dyktuje zatem przepis dla Was:

„Składniki na chrusty:

500 g mąki pszennej

5 żółtek (z raczej niedużych jaj)

6 łyżek gęstej śmietany 18%

1 łyżka masła

1 łyżeczka cukru pudru

szczypta soli

1 łyżka spirytusu lub octu

1 litr oleju rzepakowego

cukier puder do posypania

Wykonanie:

Na stolnicę lub do miski przesiewamy mąkę, dodajemy żółtka, śmietanę, łyżkę masła, cukier puder, sól i ocet, zagniatamy na jednolite ciasto. Formujemy kulę, przykrywamy folią spożywczą, odstawiamy na ok. 50 min. Chodzi o to, aby ciasto zmiękło i było bardziej elastyczne (podobne do ciasta na pierogi). Następnie ciasto wykładamy na delikatnie oprószoną mąką stolnicę i rozpoczynamy wałkowanie. Wałkujemy ciasto, składamy i ponownie wałkujemy, powtarzając czynności kilkakrotnie. Robimy to po to, aby napowietrzyć ciasto, dzięki temu w trakcie smażenia na powierzchni chrustów pojawią się pęcherzyki i staną się one pysznie chrupiące i delikatne. Niektóre gospodynie osiągają ten efekt poprzez uderzanie ciasta z każdej strony wałkiem. Najlepiej połączyć obie techniki i przez 10 minut wałkować i składać ciasto, a następnie okładać je wałkiem przez kolejne 5 minut. Wymaga to trochę wysiłku, ale dzięki temu chrusty wychodzą idealne. Drugą tajemnicą udanych domowych chruścików jest bardzo cienkie rozwałkowanie ciasta. Aby ułatwić sobie pracę odrywamy ciasto małymi porcjami i rozwałkowujemy je cienko do uzyskania odpowiedniej grubości, a raczej cienkości. Rozwałkowane ciasto tniemy na pasy, w środku robimy nacięcie i przewlekamy przez nie koniec ciasta, nadając faworkom charakterystyczny  kształt.

Olej rozgrzewamy długo i mocno, na małym płomieniu i ostrożnie wrzucamy przygotowane faworki. Aby zbytnio nie obniżyć temperatury tłuszczu smażymy je niewielkimi porcjami po 4-5 sztuk, z obu stron na złoty kolor. Układamy je na ręczniku papierowym, odsączając nadmiar tłuszczu, przestudzone posypujemy według gustu, obficie lub mniej cukrem pudrem.

Gorąco polecam ten prosty przepis i życzę dobrej zabawy przy smażeniu i chrupaniu. Wspólne, rodzinne lub towarzyskie pieczenie chrustów może być także świetną zabawą na np. karnawałowy wieczór”

 

Mam nadzieję, że skorzystacie z przepisu Reginki, a nazajutrz koniecznie na spacer, aby spalić jednak nieco kalorii no i przywitać wiosnę!

Wszystko wskazuje, że wiosna wkracza już na pola i do lasu, przynajmniej w naszych, lubuskich okolicach. Na polach zielono i brykają po nich sarny, które nie muszą odkopywać oziminy spod śniegu:

 38731

Przebiśniegi też nie muszą przebijać się spod śniegu i kwitną już w najlepsze:

 38741

Krokusy już także zazieleniły się i pędzą w górę. Gdy wracałem dziś z lasu i fotografowałem kwiaty na trawniku przed leśniczówką w kadr co chwilę właził mi któryś z kotów:

3875

Tu obok przebiśniegów pozuje akurat Blondynka, która otrzymała takie imię z racji koloru bardzo mięciutkiej sierści. Pisałem już o tym kociaku wcześniej, gdy ktoś go nam podrzucił pod leśniczówkę  mokrego, jesiennego popołudnia. Zaopiekowaliśmy się nim i teraz oba z Grubym chodzą i pomiałkują do siebie bo choć to jeszcze nie marzec, to koty już się marcują.

Na jeziorze obok leśniczówki łyski i kaczki robią wielki rwetes. Czasem z powodu bielika, który często tu zagląda ale dziś wyglądało to na bardziej matrymonialny zamęt. Kaczory wyraźnie umizgują się do kaczek

3876

Przeganiają się nawzajem, czyszczą nieustannie pióra i krążą wokół kaczek, których jest wyraźnie mniej niż kaczorków. Czasem tak się rozpalają, że muszą sobie chłodzić głowę

3877

Dziś jednak, oprócz pączków i chrustów zobaczyłem inny, bardzo miły obrazek. To para żurawi pojawiła się na podmokłej łące koło tzw. „Kochówki”, czyli siedziby rodziny Kochów:

3878

Co roku na tym  zabagnionym pastwisku okolonym olchami pojawia się para żurawi. Dziś, jakby to była pełnia wiosny, szare ptaki spacerowały sobie po łące:

 387101

 Kilka razy widziałem przelatujące żurawie ale ta dwójka to nie zbłąkani wędrowcy, lecz wyraźnie para, która wróciła do swojego miejsca lęgowego. Bardzo ucieszył mnie ten widok, bo żurawie to fantastyczne ptaki. Samiec w pewnym momencie zaczął biegać wokół samicy, rozkładać skrzydła i stroszyć pióra.

 38791

Wyglądało to jak próba generalna przed tokami, a wtedy, zwykle wiosennym świtem, możemy obserwować piękny, baletowy spektakl. Nie wiem jak w innych regionach kraju, ale w okolicach lubuskiego Pszczewa dziś zapachniało nie tylko pączkami, ale prawdziwą wiosną.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

19:43, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
sobota, 07 lutego 2015

386min

Jestem zadziwiony potęga mediów! Kiedy napisałem na blogowych stronach „białej i mroźnej zimy wciąż nie widać w pszczewskich lasach” reakcja była natychmiastowa. Już następnego dnia po takim wyznaniu zrobiło się biało, a dziś w nocy na termometrze zobaczyłem ósemkę w minusie. „Przypadek?”- jak pytają kabareciarze… Żarty żartami ale faktycznie mamy białą zimę i krajobraz uległ szybkiej i istotnej zmianie. 25 stycznia okolice oddziału 14 nieopodal Szarcza, czyli przy wschodniej części jeziora Białego wyglądały tak: 

 38611

4 lutego krajobraz widziany z tego samego miejsca zmienił się na zimowy: 

 38621

W zasadzie nie jestem zachwycony śnieżną zimą, bo w lesie jak zwykle pracy moc. Ledwo zakończyłem prace na zrębie, to harwester wjechał w sporą trzebież i kroi sosny na 4 i 3 metrowe kłody. Podleśniczowie odbierają wielkie stosy drewna, a ja drukuję kolejne ROD (rejestry odebranego drewna) i transferuję je do systemu informatycznego nadleśnictwa, czyli powiększam stany magazynu drewna. Już sporo ponad tysiąc metrów drewna czeka na wywóz.

W kolejce czeka też około 100 ha trzebieży do wyznaczenia w ramach szacunków brakarskich na rok 2016. Trzeba tam oznaczyć drzewa do wycięcia, wybrać i oznakować w terenie cenne sortymenty, wymalować granice trzebieży itd. Na każdą powierzchnię trzeba dotrzeć i zaplanować wszelkie czynności oraz koszty. O ilości koniecznych do zrobienia dokumentów i szkiców nie wspominam… Zima w borze trzyma. Śnieg co jakiś czas popaduje i uzupełnia to, co topi w południe słońce: 

3866

Drogi z błotnistych zrobiły się lodowe i śliskie. Przekonałem się o tym wczoraj dość boleśnie. Złapałem poślizg na łuku drogi i „wniosło mnie” Rockym na solidny pniak. Wgniotłem próg, rozszczelniłem skrzynię rozdzielczą i urwałem stopień. Mój znajomy mechanik Irek tylko pokiwał głową: „ Mógłbyś choć zimą trochę wolniej pędzić po tym lesie”… Po starej znajomości szybko doprowadził samochód do używalności. Jednak „zabolało” to na 150 złotych.

Mimo mocno absorbujących tzw. „czynności służbowych” staram się jak każdy leśniczy choć chwilę poświęcić na obserwację tego, co dzieje się w przyrodzie. W czwartek obserwowałem z zaciekawieniem stadko grzywaczy żerujące na ściernisku kukurydzy. To dość niezwykły widok na początku lutego:

3863

 

Karol Linneusz w 1758 roku nazwał grzywacza gołębiem leśnym. Tak właśnie brzmi naukowa, łacińska nazwa grzywacza - Columba palumbus. Na zimę leśne gołębie w zasadzie odlatują na południe lub zachód Europy. W czasie wędrówek tworzą olbrzymie stada liczące nawet kilkanaście tysięcy ptaków. Można je obserwować jesienią na ścierniskach. Do Polski wracają w zależności od warunków pogodowych w końcu lutego lub w marcu. Czasami zimują w kraju, szczególnie grzywacze „miejskie” i być może to były właśnie takie spotkałem na zaśnieżonym ściernisku:

38610

  Te piękne gołębie są w zasadzie mieszkańcami borów mieszanych i lasów liściastych. Jednak z czasem rozpoczęła się ich ekspansja do środowisk miejskich, najpierw do śródpolnych zadrzewień i skrajów lasów, potem sadów, parków i ogródków działkowych, a z czasem stały się pospolitymi ptakami miejskimi w całej Europie. Grzywacze lubią jednak wędrować bo mają bardzo bogatą dietę, która zmienia się sezonowo. Zimą zjadają głównie pędy warzyw ale spotkamy je także w winnicach, plantacjach borówek i obsianych zbożami polach. Największym wzięciem u grzywaczy zimujących w zachodniej Europie cieszy się brukselka i szpinak.

Niejeden plantator- Włoch, Francuz i Hiszpan wymachuje pięścią lub sięga po strzelbę. Nikt przecież nie kupi naddziobanej brukselki. Dlatego wiele z nich ginie przedwcześnie w ramach obrony zasiewów i z racji smacznego mięsa, choć grzywacze dożywają do 30 lat. Są inteligentne i bardzo ostrożne. Naturalnych wrogów nie mają na szczęście wielu. Gołębie obserwowane przeze mnie koło Szarcza szybko mnie zauważyły i zwiały za jezioro.

Może to i dobrze, bo chwilę po ich odlocie na miejsce ich żerowania przydyndał lis: 

3864

Wietrzył z lubością zapach grzywaczy. Wokół otwarta przestrzeń i biel śniegu, a zatem on także szybko mnie zauważył i tylko mignął kitą między drzewami lasu

 38651

Musiałem wracać do leśniczówki bo terminy gonią i pracy moc. Co roku obiecuję sobie, że jak nastaną długie zimowe wieczory nadgonię zaległości w lekturach, bo tyle ciekawych książek czeka cierpliwie w kolejce. Muszę ze wstydem przyznać, że ta kolejka wciąż jednak wydłuża się bo nawet białą zimą nie nudzę się no i ciągle dokupuję coś nowego. Szczególnie gdy pojawiają się nowości z literatury regionalnej.

W środę 4 lutego wieczorem odwiedziłem Muzeum w Międzyrzeczu, gdzie w budynku dawnego starostwa przy zamku piastowskim odbyło się spotkanie z autorem i promocja kolejnej książki Alfreda Siateckiego. 

 38671

Autor to dziennikarz i literat, tropiciel szerokiej wiedzy o województwie lubuskim. W swojej piątej już książce otwiera kolejnym kluczem kolejną bramę dotyczącą regionalnej historii. Opowiada o niej w formie rozmowy z ważnymi dla regionu, już nieżyjącymi postaciami. W poprzedniej książce rozmawiał ze słynnym atletą ze Stołunia Leonem Pineckim, którego rzeżba stojąca przed izbą pamięci w Stołuniu powstała na podwórzu mojej leśniczówki. W najnowszej książce rozmawia m.in. z Alfem Kowalskim- założycielem i obecnym patronem muzeum międzyrzeckiego. W sali muzealnej pełnej unikalnych portretów trumiennych, które ocalił zaraz po drugiej wojnie światowej pierwszy międzyrzecki kustosz, autor Alfred Siatecki ( na fotografii po prawej) rozmawiał z Alfem Kowalskim: 

3868

W postać Alfa świetnie wcielił się Andrzej Kirmiel, obecny dyrektor muzeum. Założył charakterystyczny dla Alfa beret i okulary, ale nie zdecydował się na ogolenie głowy, choć Kowalski był łysy jak kolano. Z dialogu pisarza z pierwszym kustoszem i dyrektorem międzyrzeckiego muzeum dowiedzieliśmy się wielu fascynujących historii. A to tylko fragment rozmowy! Autor książki rozmawia w niej również m.in. z marszałkiem Żukowem, Zdzisławem Morawskim, Witoldem Piwońskim czy pisarką Christą Wolf. To książka, którą musi posiadać każdy miłośnik lubuskiego regionu. Nic dziwnego, że po spotkaniu Alfred Siatecki podpisywał wiele egzemplarzy swoich książek i zapowiada kolejną powieść: 

 38692

Lubuskie to region pełen ciekawych ludzi, obfitujący w rozmaite ciekawostki no i to przecież najbardziej zalesiony region kraju. A las skrywa wiele fascynujących tajemnic. Spróbujcie je poznać białą zimą, dlatego zachęcam do lektury ciekawych książek i konfrontacji teorii z praktyką podczas zimowych spacerów po zaśnieżonych lasach. Na leśnych drogach dopuszczonych do ruchu samochodowego uważajcie jednak na koleiny, kamienie, no a szczególnie na pniaki.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

20:22, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 lutego 2015

385min

Białej i mroźnej zimy wciąż nie widać w pszczewskich lasach. Las jest szarobury i jakby nieco smętny. W powietrzu wisi wilgoć, która zresztą powoduje, że cześć leśnych dróg zmieniła się  w mokradła. Może to z powodu Światowego Tygodnia Mokradeł, który się dziś kończy?

Bardzo lubię wszelkie bagienka, torfowiska i „oczka wodne” w lesie, bo kwitnie tam życie i zawsze spotykam tam ciekawą roślinę lub rzadki gatunek ptaka. Ale mokradła na leśnych drogach to inna bajka. Co jakiś czas odbieram telefon od przewoźnika drewna lub z działu technicznego nadleśnictwa i słyszę pytanie, które doprowadza do pasji każdego leśniczego: „ A drewno u was wyjezdne???”

Bo skoro w lutym nie ma mrozów i lutej zimy to drogi w lutym często wyglądają tak:

3851

A w lesie drewna czekającego na wywóz moc, stąd z nadzieją spoglądam na termometr i czekam na zapowiadane „pięć w minusie”.  Jednak dziś pomimo temperatury plusowej cały dzień spędziłem przy wywozach i wróciłem od ostatniego samochodu po  godzinie 17. Pojechało dziś 180 metrów papierówek.

 3852

Jutro przed 7 już będzie na mnie czekał z kolei pan Leszek, który od lat wozi drewno z mojego leśnictwa. Wykorzystuję też dodatnie temperatury na prace przy grodzeniu upraw, które będą zakładane tej wiosny. Dziś pierwsze słupki trafiły do wykopanych dołków:

3853

Pomiędzy rozmowami telefonicznymi, których dziś odbyłem całe mnóstwo i załadunkiem samochodów z drewnem, złapałem chwilę „myślowego oddechu” przy drodze wybiegającej z lasu na pola otaczające Stołuń. I przypomniały się mi słowa klasyka Adama z jego wiersza „Romantyczność”:

 

Martwe znasz prawdy, nieznane dla ludu,

 

Widzisz świat w proszku, w każdej gwiazd iskierce.

 

Nie znasz prawd żywych, nie obaczysz cudu!

 

Miej serce i patrzaj w serce!

 

Bo pośpieszny świat wokół nas, pęd życia w XXI wieku, ogrom obowiązków wspomagany przez telefon komórkowy pełen kontaktów, sms i emaili bardziej lub mniej skutecznie zabija w nas romantyzm. Nie mamy chwili na zajrzenie wewnątrz siebie, na chwilę zastanowienia i coraz bardziej funkcjonujemy, a coraz mniej żyjemy. „A co to to, co to to, kto to tak pcha?” możemy zapytać się Tuwimem…

Przystanąłem chwilę przy kamiennym drogowskazie, chyba ostatnim zachowanym w okolicy:

3854

Ile ciekawych rzeczy przez lata działo się w jego sąsiedztwie? Ilu ludzi tędy przeszło, ile par spotykało się tu na randki, jak wiele zdarzyło się dobrych i złych wydarzeń? Gdyby umiał przypomnieć, opowiedzieć? Tylko czy mielibyśmy czas słuchać…

Zachwycamy się czarem maja, nostalgią października i urokiem śnieżnej zimy, a przecież romantyzm zaklęty jest w każdym, pozornie nieciekawym elemencie wokół nas.

Bo spójrzcie na rozczochrany porost- brodaczkę uczepioną gałązki

 3855

Albo na sikorę, która cichutkim popiskiwaniem przerywa milczenie zimowego lasu

 38561

Ze stołuńskiego jeziora niesie się nawoływanie dzikich gęsi, które pytają się pewnie nawzajem:  Czy to jeszcze będzie zima?

3857

Pod jabłonią pośród pól kilka kwiczołów pokłóciło się o ostatnie jabłka:

3858

Czy te wszystkie obrazy pozornie szaroburego lasu i pola nie mają w sobie zaklętego romantycznego piękna? Trzeba być ślepym aby tego nie dostrzec, ale trzeba się na chwilę zatrzymać… Wiem, wiem, nie każdy może być panem własnego czasu i nie każdy może poświecić chwilę dla siebie. Nie każdy ma przyrodę na wyciągnięcie ręki, bo niektórym towarzyszą tylko tramwaje, pędzące samochody i tłum milczących ludzi zapatrzonych w reklamy i zasłuchanych w dźwięki słuchawki „wtykniętej w ucho”. Mnie towarzyszyły popiskujące przyjaźnie sikory i sarny, które spoglądały na mnie jakby lekko znudzone brakiem zieleni wokół nich

3859

Dlatego fajnie jest być leśniczym. Pomimo stresów, rosnących wymagań, ciągłych kontroli i odzywającego się głosem puszczyka telefonu. Bo czasem można choć na chwilę wyrwać chwilę dla siebie i swoich myśli. Naturalnie pod warunkiem, że udało się zachować w sobie potrzebę romantycznego spojrzenia na świat wokół nas. Bo nie zawsze patrzeć, znaczy widzieć…

Zapewniam, że świat, przyroda i las wokół Was nawet w taki szarobury czas jest piękny, kolorowy i pełen romantyzmu. Tylko nie pozwólcie go sobie zabrać! Tego romantyzmu…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

23:28, lesniczy.lp
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 26 stycznia 2015

384min

Od kilku dni w wirtualnej sieci i w niektórych mediach królują lasy. W bardzo różnej postaci. Nasze lasy mają swoje „pięć minut” jak to bywa czasem u celebrytów. Zauważyłem to z pewnym zdumieniem, gdy zajrzałem w końcu tygodnia do statystyk bloga. Pojawiło się tam mnóstwo odsłon, szczególnie z portalu Wykop.pl.

Nawet ktoś napisał tam komentarz, że pewnie będę zaskoczony ilością odsłon bloga. Fakt, rzeczywiście byłem zaskoczony, nawet przyjemnie, nadzwyczajną ilością odsłon, tym bardziej, że mogłem to odebrać jako prezent imieninowy. Liczba odsłon zaczęła rosnąć w środę 21 stycznia, a tym dniu w kalendarzach figuruje Dzień Babci ale też Agnieszki i Jarosława…

Skąd to nagłe zainteresowanie moim blogiem i ogólnie lasami?

Tego dnia na Wykopie pojawiło się kilka wpisów z linkami do tekstów opisujących, że pieniądze z domniemywanej sprzedaży Lasów Państwowych mają zostać przeznaczone na odszkodowania dla Żydów za mienie utracone w Polsce. Wszystko to wzięło się z szumu medialnego wokół grudniowego, nocnego głosowania w Sejmie, kiedy to zaledwie pięcioma głosami przeciwnymi nie udało się dokonać zmiany Konstytucji RP dotyczącej sprawy lasów państwowych. Tego też dnia posłowie odrzucili wniosek o referendum w sprawie lasów i sprzedaży ziemi, poparty podpisami 2,5 mln obywateli.  

W sieci pojawiło się mnóstwo głosów na ten temat, choć dyskusja- jak to w niby anonimowym internecie bywa- nie zawsze bywała merytoryczna i sensowna. Dwa spośród wpisów na ten temat zostało „wykopanych” jako ciekawe znalezisko na stronę główną portalu Wykop, po czym jeden z nich z niej zniknął. Moderatorzy uznali, że jest to duplikat już zamieszczonej informacji i przesunęli go na dalsze miejsca portalu. Jednak w środę wieczorem niektórzy użytkownicy Wykopu uznali, że usunięcie ze strony głównej wpisu o Lasach Państwowych to próba cenzury treści ze strony moderatorów i rozpoczęli akcję protestacyjną.

Pośród internautów został rozpropagowany protest polegający na dodawaniu i „wykopywaniu” wpisów związanych, czasem nawet w odległy i  zupełnie absurdalny sposób z lasami. Były tam najróżniejsze ciekawostki o drzewach, ptakach i czasem bardzo egzotycznych leśnych ssakach, kolęda „Las Kristmas”, stary przebój YT pt. „Gdzie Stachu pieniądze są za las”  i wiele, wiele innych. W tym zestawie pojawiły się też różne posty z blogu leśniczego i wywiady z kilkoma leśnikami oraz panią Rzecznik LP.

Żubry z Nadleśnictwa Browsk, dostępne online już trzeci sezon na stronie www.lasy.gov.pl  zanotowały mnóstwo kolejnych odsłon i polubień na  www.lubzubryonline.pl

Już ponad milion użytkowników zagląda na polanę, gdzie pojawiają się żubry, ale też dziki, jeleni i wilki.

Można je też podziwiać w rysunkach Tomasza Samojlika na profilu FC oraz tu niżej i na pierwszym obrazku:

 38411

Wykop wcześniej, bo w maju 2013 roku na kilka dni został zalany wpisami o zbożu i betonie, gdy była afera z sesją zdjęciową modelki związanej w pewien sposób z portalem, pozującej na tle łanów zboża. Teraz zrobiło się głośno o lasach, a portal jest dość popularny, bo jak wynika ze statystyk Megapanelu PBI/Gemius w listopadzie 2014 roku odwiedziło go blisko 1,9 mln internautów, którzy dokonali ponad 76 mln odsłon.

Cóż, nie wnikam w spekulacje polityczne, ani też nie do końca przemawia do mnie badanie popularności na podstawie kliknięć, tzw. real users i innych takich tam…

Cały ten szum wokół lasów i protest internautów to dla mnie i wielu innych dobra okazja do nauki oraz wniosków. Bo skoro wrzucano na portal znaleziska kojarzące się z lasem łatwo z nich odszyfrować odpowiedź na pytanie: z czym przeciętnemu internaucie kojarzy się las?

Muszę ze smutkiem przyznać, że „wykopane” skojarzenia niekoniecznie czynią mnie spokojnym o wysoki poziom wiedzy o lesie przeciętnego internauty. Kto jest ciekaw niech tropi „wykopany”  wirtualny las…

Mam nadzieję, że tym sposobem mój blog zyska nowych czytelników, a zainteresowanie lasami będzie trwało nadal. Rzetelne informacje o bieżącej sytuacji Lasów Państwowych przekazywał ostatnio za pośrednictwem radiowej Jedynki nasz dyrektor generalny. Z kolei politycy z Wiejskiej dopytują się o przeznaczenie pieniędzy wpłacanych przez LP na mocy wcześniej zmienionej ustawy o lasach. Część z nich miała trafić na drogi, z których większość po modernizacji otrzymuje takie znaki, bardzo „ułatwiające” życie szczególnie kierowcom ciężarówek z drewnem ale też innym „ciężarowcom” oraz rolnikom, którzy mają coraz cięższy sprzęt:

3842

A w lesie już kwitną leszczyny, dzień coraz dłuższy i uwijają się przy pracy drwale kolejnego ZUL-a, który ze mną współpracuje po rozstrzygniętym przetargu. Urząd Gminy w Pszczewie sprawnie uporządkował pomnikową topolę, którą pokonał niedawno wiatr:

3843

W sobotę spotkałem w lesie zaaferowanego lisa, który pięknie pozował siedząc na kicie :

 38441

 

Ale także przypatrując się mi ze znudzoną miną:

3845

Powiedzcie zatem sami: Lepiej poznawać samodzielnie prawdziwy las, chłonąć jego obrazy, dźwięki i zapachy zamiast go wirtualnie WYKOPywać czy szukać plotek i „sensacji” w internetowej sieci.

Pozdrawiam i zapraszam do boru, który z pewnością będzie Wam darzył!

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

22:01, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
wtorek, 20 stycznia 2015

383min

 

POMNIKAMI PRZYRODY, w rozumieniu aktualnych przepisów o ochronie przyrody są pojedyncze twory przyrody żywej i nieożywionej lub ich skupienia o szczególnej wartości naukowej, kulturowej, historyczno-pamiątkowej i krajobrazowej oraz odznaczające się  indywidualnymi cechami, wyróżniającymi się wśród innych tworów.  Mają nie tylko duże znaczenie dla nauki, ale znacząco poprawiają estetykę krajobrazu, bo zwiększają jego różnorodność i podnoszą atrakcyjność. Często są one związane z określonymi wydarzeniami historycznymi lub wybitnymi postaciami naszej kultury narodowej.

Najczęściej są to sędziwe i okazałych rozmiarów pojedyncze drzewa, rzadziej krzewy lub  grupy jak np. te wiązy z okolic Wierzbna:

3831

Pomnikami przyrody bywają także aleje, głazy narzutowe i skałki, źródła i wywierzyska, wodospady, jary, jaskinie. Za pomnik przyrody mogą zostać także uznane niewielkie powierzchnie (do 2 ha) wymagające ochrony ze względu na występujące na nich szczególnie rzadkie i cenne z przyrodniczego punktu widzenia zespoły roślinne (np. torfowiska, murawy) Najczęściej jednak z pomnikiem przyrody kojarzy się nam potężny, pojedynczy dąb:

3832

Ostatnio bezmyślni ludzie zniszczyli kilka z nich wzniecając pożary. Tak zginęły lubuskie sławne dęby Napoleon i Chrobry.

Twórcą pojęcia „pomnik przyrody” jest niemiecki przyrodnik, podróżnik i geograf Alexander von Humboldt (1769-1859). Z odbytej do Ameryki południowej słynnej wyprawy naukowej sporządził szczegółowy opis, w którym m.in. przedstawił rosnące w Wenezueli olbrzymie drzewo z rodziny Mimosaceae zwane „Zamang”. Uważając je najstarsze i najpotężniejsze w tym kraju, porównywał je z drzewem smoczym (Dracena draco) z okolicy Orotawy na Wyspach Kanaryjskich i nazwał „pomnikiem przyrody”. Humboldt pisał:

„ Widok sędziwych drzew posiada w sobie coś wielkiego i wzniosłego, dlatego też naruszenie tych pomników przyrody (…) jest surowo karane.”

Ale czy można ukarać wiatr?

Wczoraj przeglądałem różne zakątki mojego leśnictwa planując szacunki brakarskie na 2016 rok, kończący 10-letni plan zadań ustalony dla mojego leśnictwa. Zadzwonił do mnie podleśniczy Irek z informacją, że w oddz. 84 wiatr połamał potężną topolę. Pojechałem tam sprawdzić co się wydarzyło, choć topola rośnie w towarzystwie drugiej poza lasem, przy gruntowej drodze gminnej. Obie tworzą pewnego rodzaju bramę przy dawnym trakcie i już wiele lat temu zostały uznane za pomniki przyrody.

Czy wiecie jak ustanowić pomnik przyrody?

Ustanowienie pomnika przyrody od sierpnia 2009 r. następuje wyłącznie w formie uchwały rady gminy, określającej nazwę danego pomnika, jego położenie, sprawującego nadzór, szczególne cele ochrony i inne szczegóły. Uchwała wymaga uzgodnienia z Regionalnym Dyrektorem Ochrony Środowiska. Wcześniej istniał także tryb ustanawiania pomnika przyrody w drodze rozporządzenia wojewody, obecnie już nie funkcjonujący.

Zgłoszenia pomnika przyrody (poprzez wypełnienie wniosku i złożenie go w urzędzie gminy) może dokonać każdy (zarówno osoby prywatne jak np. szkoły czy stowarzyszenia). Przed złożeniem wniosku warto upewnić się w urzędzie gminy, nadleśnictwie czy u Wojewódzkiego Konserwatora Przyrody czy drzewo nie jest objęte już ochroną.  Do wniosku należy dołączyć dokładny szkic, umożliwiający odnalezienie wnioskowanego obiektu w terenie oraz fotografie. Gdy jest to drzewo lub grupa drzew warto też pomierzyć ich obwody lub pierśnice ( średnice na wysokości piersi, czyli ok. 1,30m), choć nie jest to najważniejsze kryterium uznania za pomnik przyrody. Podane w specjalnej tabeli wymiary dla poszczególnych gatunków są tylko wskazówką. Jeśli drzewo jest wyjątkowo dorodne, rozłożyste, rośnie w interesującym, często odwiedzanym punkcie i w jakiś sposób zaistniało w świadomości lokalnej społeczności, można je uznać za pomnik przyrody mimo mniejszych niż podane dolne pierśnice. I odwrotnie – jeśli drzewo rośnie w okolicy obfitującej w okazałe drzewa tego samego gatunku, a wiele z nich, znacznie okazalszych, zostało już uznanych za pomniki przyrody, to mimo osiągnięcia odpowiednich rozmiarów nie musi być uznane za pomnik przyrody.

 

Dotychczas w Polsce za pomniki przyrody uznano blisko 35 tysięcy obiektów, w tym ponad 10 tysięcy utworzonych zostało w Lasach Państwowych.

Gdy dojechałem w okolice Policka do topól przy gminnej drodze zobaczyłem smutny widok:

3833

Jedna z topól praktycznie przestała istnieć. Wiatr pogruchotał ją na kawałki. Połamane potężne konary całkowicie zatarasowały drogę:

3834

Przypomniałem sobie, że w styczniu 2007 roku obie topole ucierpiały już od wiatru, który wtedy powalił w moim leśnictwie drzew na ponad 5 tys. m3 drewna:

3835

Straty były tak duże, że reportaż na ten temat nakręciła gorzowska TVP 3. Skutki wichury stojąc na tle połamanych topól relacjonował wtedy młody reporter Mateusz Karkoszka:

3836

Mateusz do dziś interesuje się sprawami przyrody i jest wiodącym dziennikarzem w regionalnej telewizji. Urzędnicy z UG Pszczew zajęli się wtedy topolami i po zabiegach konserwatorskich stały one kolejne lata ciesząc oko miejscowych i turystów swoją potęgą. Cóż, topole nie są jednak długowiecznymi drzewami i teraz pozornie nie taki silny wiatr łatwo pokonał pomnikowe drzewo. Zostało kompletnie zniszczone:

3837

Zadzwoniłem do urzędu gminy z informacją o zdarzeniu. Pomnikowe drzewo przestało istnieć, została tylko z niego sterta drewna.  Rada gminy może również, ale tylko po uzgodnieniu z Regionalnym Dyrektorem Ochrony Środowiska, znieść wcześniej ustanowiony pomnik przyrody w przypadku utraty jego wartości przyrodniczych i krajobrazowych. Może też to zrobić w przypadku gdy jego zniesienie jest niezbędne dla zapewnienia powszechnego bezpieczeństwa lub w sytuacji,  gdy koliduje on z realizacją inwestycji celu publicznego. Tym razem pomnik uległ siłom przyrody, a krajobraz okolic Policka istotnie zmienił się. Dobrze, że w okolicy jest wiele potężnych drzew, szczególnie dębów, ale szkoda, że topola została pozbawiona towarzystwa siostry.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

23:26, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »
piątek, 16 stycznia 2015

382min

Początek roku powitał nas wiosenną pogodą i silnymi wiatrami. Nietypowe na styczeń, wysokie temperatury obudziły wichurę. Wiało solidnie, szczególnie nad morzem, gdzie podobno flądry wywiewało z wody na bałtycki klif. To akurat nic strasznego, ale psotny wiatr połamał wiele słupów energetycznych, „zabierając” prąd tysiącom domostw i firm, a także nabroił solidnie w niektórych lasach i zadrzewieniach.

Wietrzna sytuacja utrzymywała się przez kilka dni, przysparzając wiele dodatkowej pracy także leśnikom. Bo zwykle we wszelkich wiadomościach pokazuje się strażaków i energetyków przy pracy, gdy usuwają powalone drzewa. Część dróg odblokowują także leśnicy. A gruntowe drogi biegnące przez lasy, o które stale troszczą się leśnicy? Wiadomo, że nie są one tak ważne jak miejskie arterie. Jednak gruntowymi drogami jeździ wielu ludzi. Dojeżdżają do pracy, sklepu, lekarza, wożą dzieci do szkoły. Dlatego po silnych wiatrach leśnicy natychmiast ruszają w teren i sprawdzają m.in. przejezdność dróg.

Drogi leśne, których część w każdym nadleśnictwie jest udostępniona do publicznego ruchu samochodowego służą lokalnej społeczności, są potrzebne też do wywozu drewna ale przede wszystkim zapewniają lasom bezpieczeństwo na wypadek pożaru. Dlatego muszą być stale przejezdne i bez przykrych niespodzianek np. w postaci złamanego konaru wiszącego nad pasem drogi.

Kilka dni sprawdzałem z podleśniczymi wszystkie zakątki na obszarze ponad 2 tysięcy hektarów mojego leśnictwa. Oprócz dróg są tam też budynki, budowle i cenne ogrodzenia upraw leśnych, a cały ten majątek trzeba stale monitorować. Należało obejść i dokładnie sprawdzić stan ogrodzeń, bo jedno złamane drzewo położone na siatce otwiera szeroko drogę dla saren i jeleni.

3821

 Młode dęby, buki czy modrzewie przez lata zabezpieczone płotem w ten sposób stają się miejscem, gdzie chętnie żeruje zwierzyna spragniona zimą soczystej karmy. Trzeba jak najszybciej zlokalizować takie miejsca, szybko usunąć powalone drzewa i naprawić ogrodzenie. Nie jest to proste w pierwszych dniach roku bo oprócz wiatru bardzo kłopotliwa jest też „biurokracja”. W wielu nadleśnictwach dopiero są rozstrzygane przetargi na usługi leśne, podpisywane umowy regulujące zasady współpracy i zlecania prac, dlatego czasem leśniczy nie ma komu zlecić naprawę ogrodzenia czy odblokowanie drogi zawalonej drzewami.

Bez podpisanej umowy i załatwienia wszelkich, bardzo licznych  „papierowych” czynności nie można wystawić zlecenia na leśne prace. Podobnie jak na sprzątanie leśnych parkingów, gdzie po świętach i świątecznych „porządkach” przybyło wiele worów ze śmieciami.

 38221

 Bo tak jest łatwo i wygodnie, a przecież leśnicy i tak wywożą stamtąd śmieci…  Było tyle szumu medialnego, gdy zmieniała się ustawa ”śmieciowa”, ale tu nie o przepis i papierowy zapis chodzi, a o uczciwość i swoistą mentalność ludzi. Cierpliwie sprzątamy nadal śmieci z lasu. W moim leśnictwie wiatr na szczęście nie wyrządził większych szkód. Połamał lub wywrócił tylko pojedyncze drzewa.

3823

 Kilka dróg było jednak nieprzejezdnych, no i oczywiście ucierpiało także parę ogrodzeń. Udało się jednak własnymi siłami naprawić skutki wichury, bo chyba dopiero od poniedziałku będzie możliwe zlecanie prac przedsiębiorcy leśnemu z którym rozpoczynam współpracę w tym roku. To już szósta albo siódma firma z kolei, z którą będę współpracował w tym roku. Muszę jeszcze do poniedziałku przygotować sporo dokumentów, aby wszystko było w zgodzie z przepisami i instrukcjami.

Należy spisać protokół uzgodnień z zakresie stosowania się do zasad bhp, ochrony przeciwpożarowej i wymogów standardów certyfikacji prac leśnych. Muszę też wyjąć z segregatorów wcześniej wykonane szkice zrębowe i szkice szlaków w trzebieżach zaplanowanych na ten rok. Potrzebne będzie też zestawienie zaplanowanych stref i odległości zrywki, projekt czyszczeń wczesnych i późnych oraz mapka z naniesionymi zrębami i trzebieżami zaplanowanymi na ten rok. Potem będzie czas na szkice upraw i mnóstwo dokumentów związanych z tegorocznymi odnowieniami.

Zdecydowana większość leśniczych nie lubi tego dłubania w dokumentach, bo jest to żmudne i bardzo pracochłonne zajęcie. Czasem trzeba jednak zakopać się na długie godziny w kancelarii leśnictwa :

3824

Dokumentów jest coraz więcej i trzeba je cierpliwie i dokładnie przygotowywać, gromadzić w odpowiedni sposób, archiwizować. Wszyscy wiemy, że są ważne i potrzebne, ale to zło konieczne.  Leśniczy jest przecież bardziej potrzebny w lesie, bo tam trzeba podejmować decyzje, instruować pracowników ZUL i wydawać drewno, które wyjeżdża do różnych firm. To także wymaga tworzenia dokumentów, które w lesie leśniczy drukuje z rejestatora leśniczego przy użyciu przenośnej drukarki termicznej.

 38261

Do stworzenia kwitu wywozowego potrzeba mnóstwa danych zawartych w wielu dokumentach: pozycji planu, numeru umowy odbiorcy drewna, daty  i numeru upoważnienia dla przewoźnika drewna, numeru partii wywozowej, która jest wcześniej awizowana itd. Nic dziwnego, że w kancelarii leśniczego stoi tyle szaf z dokumentami.

Ale powoli zmienia się ta sytuacja i jest szansa, że niebawem dokumentów będzie znacznie mniej. Od stycznia obowiązuje leśników nowe zarządzenie dyrektora generalnego w sprawie instrukcji kancelaryjnej i archiwizowania dokumentów. Sankcjonuje ono także przekazywanie dokumentów w formie cyfrowej. Przecież dziś w każdej kancelarii leśniczego stoi komputerowe stanowisko pracy z dostępem do internetu, są mapy cyfrowe i najczęściej dwa rejestratory danych

3825

Leśniczowie coraz lepiej radzą sobie z nowoczesnymi technologiami i chętnie uczą się nowych rozwiązań. Niespełna 50% podleśniczych i ponad 50% leśniczych posiada już dyplom szkoły wyższej, a wszyscy łatwo przyswajają nowe umiejętności. Może będzie to przyczynkiem do tego, że będziemy malować mniej mapek przy użyciu szkolnych kredek, tworzyć mniej różnych dokumentów „na wszelki wypadek”, a świetny przepływ informacji z wykorzystaniem poczty elektronicznej wykluczy zajmowanie się jedną sprawą w kilku komórkach firmy i wielokrotne jej rejestrowanie.

To leśniczy, który jest na samym dole trójszczeblowego podziału firmy najlepiej wie ile do niego trafia, często sprzecznych ze sobą lub wykluczających się, zarządzeń, instrukcji czy postanowień. Już nie wspomnę o dokumentach tworzonych na potrzeby rozmaitych kontroli, a przecież leśników stale kontroluje kilkanaście różnych instytucji.

Każdy dokument jest ważny, stąd trzeba do przeczytać, wpiąć gdzie trzeba, aby go potem szybko znaleźć i najczęściej przygotować w odpowiedzi na jego postanowienia szereg innych, niezbędnych dokumentów. A w tym czasie w lesie dzieje się tyle ciekawych i ważnych rzeczy. Chęć czynu i  ciekawość lasu odrywa od segregatorów i teczek do zapachu świeżej żywicy, warkotu pił i ciągników oraz ciszy zimowego lasu. Dusza leśnego romantyka rwie się do krajobrazów sosnowych borów, szeleszczących suchymi trzcinami jezior śródleśnych i tajemnic mieszkańców lasu.

Szanujemy wszyscy dokumenty i rozumiemy potrzebę ich istnienia, naturalnie we wciąż zmniejszającej się ilości... Jednak gdy zamiast wpatrywania się w tabelki excela czy analizy rozbioru strzały sosny dokonane przez program acer zapatrzymy się w las, zobaczymy ciekawsze rzeczy. Oko leśniczego, choć wspierane przez „oko Wielkiego Brata”

3827

najlepiej w wersji „na żywo i bezpośrednio” oceni stan lasu i dostrzeże bezpośrednie zagrożenia dla jego kondycji i trwałości.

 

 A gdy leśniczy przysiądzie sobie gdzieś na chwilę przy ludziach pracujących jak dawniej, piłą i siekierą, zdobędzie wiedzę, której nie uczą na uniwersytetach i akademiach. To rzecz tak samo ważna jak „te wszystkie papiery”, a także mająca ogromne znaczenie dla wizerunku leśnika i dobrej komunikacji z otoczeniem, o czym powinni pamiętać wszyscy tworzący tabelki, sprawozdania i nie zawsze ważne dokumenty.

 Leśniczy, choć oczywiście wypełnia dobrze rolę nowoczesnego menedżera, musi mieć czas nie tylko na komputer i dokumenty lecz także czas dla lasu, ludzi i siebie. Czasem musi mieć chwilę na wsłuchanie się w las i własne myśli.  Gdy z kolei czasem stanie na chwilę sam w ciszy lasu ma szansę na spotkanie takie, jakiego doświadczył niedawno mój kolega leśniczy Jurek z leśnictwa Darów w beskidzkim Rymanowie:

3828

Niedźwiedź przyszedł do niego na 10 metrów, a potem gdy zobaczył leśniczego błyskawicznie uskoczył w młodnik. Bo zwierz leśny i leśniczy chodzą swoimi drogami i krzywdy sobie na ogół nie robią… Jurek na szczęście miał przy sobie aparat fotograficzny i użyczył mi „dokumentację” z tego spotkania. Patrzę na tę piękną, niezwykłą fotkę Jurka i szczerze mu zazdroszczę taaakiego spotkania...

Tymczasem kończę porządki w segregatorach i wynoszę teczki przygotowane do archiwizacji oraz worki ze zbędnymi  „papierzyskami” przeznaczone na makulaturę. Zbliża się już coraz bardziej termin wykonywania szacunków brakarskich, a to kolejne teczki wydruków z programu Brakarz. Ach, te papiery! To pewnie jednak jeszcze na jakiś czas wierny towarzysz leśniczego i najlepiej  go po prostu polubić…

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

13:46, lesniczy.lp
Link Komentarze (1) »
sobota, 10 stycznia 2015

 

381min_1

Wielu z nas, choć  pracujących w różnych branżach, nie lubi wszelkiego rodzaju szkoleń. Bo to nuda monotonnych wykładów i „łykanie” potężnych dawek teorii, czasem nawet  bardzo odstającej od praktyki.  No i  jest to nie dla każdego miła konieczność czasem długiego dojazdu do miejsca szkolenia, okupiona jeszcze stresem związanym ze zdawaniem kolejnego w życiu egzaminu. Bywają jednak szczególne szkolenia, które dowodzą, że podnoszenie kwalifikacji i zdobywanie nowych umiejętności może być trzy razy P, czyli: pożyteczne, potrzebne i przyjemne.

Według tej zasady funkcjonuje od 2011 roku Akademia Leśniczego, organizowana na zlecenie Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych. Akademia to swojego rodzaju „podyplomówka”,  unikalny cykl szkoleń dedykowanych leśniczym z Lasów Państwowych, niezależnie od ich wykształcenia, wieku czy stażu zawodowego. Studentów AL typują nadleśniczowie niektórych nadleśnictw, którzy  udział w zajęciach wybranych leśniczych traktują jako ważne i przydatne poszerzenie wiedzy z zakresu szeroko rozumianego leśnictwa oraz formę wyróżnienia.

W Polsce jest obecnie około 5,5 tysiąca leśniczych, a docelowo akademię ma ukończyć 1500 spośród nich, czyli około 30%. Akademia, której symbolem jest ulubiony ptak leśników- sowa, osiągnęła właśnie półmetek, bo do tej pory status jej absolwenta uzyskało 755 leśniczych. Od lutego 2015 rusza kolejna, piąta edycja, a w szkoleniach weźmie udział 210 leśniczych z całej Polski.

Zajęcia dla leśniczych organizuje Ośrodek Rozwojowo-Wdrożeniowy Lasów Państwowych w Bedoniu pod czujnym okiem Miłosławy Hyży- zastępcy dyrektora ORWLP i jednocześnie kierownika Zespołu Szkoleń i Turystyki.

3811

Szkolenia realizowane są na terenie całej Polski w 6 ośrodkach szkoleniowo-wypoczynkowych lub edukacyjnych LP. Leśniczowie dojeżdżają na zajęcia do najbliższych sobie ośrodków. Znajdują się one w Orzechowie Morskim k. Ustki, Malinówce k. Ełku, Nagórzycach k. Tomaszowa Mazowieckiego, Janowie Lubelskim k. Zamościa oraz Łagowie k. Świebodzina. Akademia składa się z 6 bloków różnorodnych szkoleń, które odbywają się w 3 dniach roboczych, a każdy z nich kończy się egzaminem. Zajęcia odbywają się w formie wykładów, warsztatów, czasem także w terenie. W każdym z 6 ośrodków spotykają się podczas akademickich zjazdów  leśniczowie z terenu różnych nadleśnictw i dyrekcji regionalnych LP. Na co dzień pracują samotnie, w rozproszeniu, przytłoczeni bagażem rozlicznych obowiązków, stąd taka wymiana poglądów i doświadczeń pomiędzy Bracią Leśną stanowi wielki atut akademii.

Zjazdy zawsze perfekcyjnie przygotowuje Tomasz Biały z Zespołu Szkoleń ORWLP, który dba o studentów, wykładowców i wszelkie detale organizacyjne, których jest przecież mnóstwo. To dobry duch akademii:

 38121

Program szkoleń skupionych w 6 blokach tematycznych jest bardzo szeroki. Oprócz wielu zagadnień związanych z aktualizacją wiedzy leśniczych z zakresu hodowli, ochrony lasu, pozyskania drewna, certyfikacji prac leśnych  oraz ochrony przyrody, zawiera wiele innych, czasem zupełnie nowych umiejętności. Przecież niektórzy z nas, leśniczych kończyli leśne uczelnie już wiele lat temu, a po drodze tak wiele zmieniło się wokół nas.  Dlatego wielkim zainteresowaniem cieszą się zajęcia związane z obsługą rejestratorów, komputerowego stanowiska leśniczego, map numerycznych, wykorzystania GPS i GIS

3813

 Czasem warto przypomnieć sobie lub poznać współczesne zasady eksploatacji, oznakowania, konserwacji oraz budowy nowych dróg leśnych i ta dziedzina wykładana oraz praktycznie okazywana w terenie przez dra Grzegorza Trzcińskiego budzi wielkie zainteresowanie uczestników szkolenia:

 3814

 

Ważnym zadaniem AL jest utrzymanie właściwego i pozytywnego wizerunku Lasów Państwowych oraz prestiżu leśniczego, który jest ambasadorem marki leśników w terenie. Stąd wiele godzin wykładów poświęca się na dziedziny w zasadzie nieobecne w kanonie nauk leśnych: autoprezentacja i komunikacja społeczna, zarządzanie sobą w czasie, wystąpienia publiczne i umiejętność kontaktów z przedstawicielami mediów. Warsztaty z udziałem Przemysława Przybylskiego, który był wcześniej rzecznikiem LP oraz Magdy Sawicz, eksperta ds. PR i autoprezentacji są zawsze wysoko oceniane przez leśniczych

3815

Czasem warto sobie przypomnieć zasady savoir vivre, obyczaje związane z wręczaniem wizytówek, lekcje stylu związane z doborem obuwia, krawatów, a nawet przeznaczenia szklanych naczyń:

3816

Sprawy dbałości o wizerunek, zasady noszenia mundurów, ceremoniał leśny, właściwa polityka informacyjna nabierają coraz większego znaczenia. Podobnie jak umiejętności związane z PR, pojmowanym jako promocja leśnej reputacji i marketing, który w leśnictwie jest dziedziną „dziewiczą” oraz kojarzoną tylko z rynkiem drzewnym. Warto zadbać o posiadanie innych, „poza leśnych” umiejętności, bo dziś szerokie kompetencje to solidny atut. „Zasoby ludzkie” to ogromny kapitał, ale to nie sami ludzie są wartością lecz to, co w siebie zainwestowali. Warto pamiętać tezę, którą już dawno temu sprecyzowali teoretycy marketingu. Według nich pracownik sam w sobie nie jest kapitałem, lecz dopiero jego zdolności, doświadczenia, wiedza, umiejętności i inne wybitne cechy, które posiada i które potrafi wykorzystać.

 

Umiejętność przekazywania informacji społeczeństwu o tym co robimy w lesie jest tak samo ważna jak umiejętność prowadzenia racjonalnej gospodarki leśnej na podstawach przyrodniczych. Skoro dbamy o to, aby lasy były dla ludzi, jesteśmy ludziom winni dokładną i zrozumiałą informację o tym co, jak i po co robimy w lesie. Tego właśnie m.in. uczą się leśniczowie podczas zajęć Akademii Leśniczego.

Bo cóż z tego, że świetnie dbamy o państwowe lasy i ojczystą przyrodę, skoro ludzie o tym nie wiedzą? Osobnym rozdziałem jest solidna dbałość o wizerunek, markę i tożsamość naszej firmy. Aby o nie dbać, trzeba je poznać i zrozumieć ich sens. Wizerunek- są to przecież ulotne wrażenia i emocje, obraz jaki mają w świadomości ludzie. To jest to, co społeczeństwo myśli na temat leśników i Lasów Państwowych, z mozołem budowane, a łatwe do stracenia przez nawet drobny epizod. Tożsamość firmowa - to elementy, za pomocą których ludzie identyfikują leśników, wyróżniają ich spośród innych branż i służb (logo, mundury, kolor firmowy itp.) Razem składają się one na kulturę firmy, a jej fundamentem jest szacunek dla człowieka. Dlatego marketing leśny i promocja leśnictwa są coraz ważniejszymi dziedzinami w pracy leśniczego:

 38171

Promocji leśnictwa sprzyjają kontakty ze znanymi osobami, stąd i słuchaczy AL odwiedzają czasem z krótkim wykładem osoby powszechnie znane, jak choćby ekspert polskiej, tradycyjnej kuchni Grzegorz Russak

 381_81

Leśniczowie na czas zjazdów choć na chwilę odrywają się od codziennych, bardzo absorbujących zajęć, co pozwala na nabranie dystansu i świeżego spojrzenia na codzienne obowiązki. Wolny czas po zakończonych wykładach mogą poświęcić na wymianę doświadczeń i informacji ale także jest to okazja do poznania miejscowych atrakcji turystycznych. To zadziwiające, ale jakże często sprawdza się powiedzenie: „cudze chwalicie, swego nie znacie” i dlatego organizatorzy akademii organizują np. wyprawy do bunkrów MRU uczestnikom szkoleń w Łagowie Lubuskim lub do Muzeum Żywieckiego leśniczym spotykającym się w Ustroniu-Jaszowcu.

Czas studiowania w Akademii Leśniczego to fajna przygoda i zdobycie dodatkowych kompetencji, bo wykładowcami są doskonali eksperci i praktycy w swoich dziedzinach: pracownicy naukowi uczelni, trenerzy oraz pracownicy wszystkich szczebli Lasów Państwowych -od dyrekcji generalnej po podleśniczego. Jestem dumny, że posiadam status absolwenta pierwszej edycji AL i dyplom jej ukończenia, podpisany przez dyrektora generalnego:

3819

Serdecznie pozdrawiam poznanych w Łagowie w 2011 roku kolegów leśniczych z dyrekcji zielonogórskiej, poznańskiej, wrocławskiej no i oczywiście szczecińskiej. Czasem spoglądam na akademicką fotografię i z sympatią wspominam miłe chwile spędzone w otoczeniu łagowskich buczyn i Zamku Joannitów

38110

Potem spotykałem wielu innych leśniczych z całego kraju i wszyscy bardzo pozytywnie oceniają ideę takiego doskonalenia leśnej wiedzy. Sądzę, że inne branże mogą zazdrościć leśnikom takiej unikalnej akademii. Wyjazdy integracyjne, dni firmowe, szkolenia i różnego rodzaju imprezy integracyjne są dość popularne. Także w LP, bo w tak dużej, ogólnopolskiej firmie, gdzie pracuje ponad 25 tysięcy ludzi wciąż trzeba się szkolić. Akademia Leśniczego jest jednak wyjątkowo solidną inwestycją firmy w leśniczych i dowodem, że to właśnie oni są ważną oraz prestiżową grupą zawodową w Lasach Państwowych.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

21:07, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 06 stycznia 2015

 

370min

Wczoraj wieczorem byli u nas na noworocznej kawie znajomi. Spotkanie przerwało nam jednak wezwanie adresowane ze sztabu kryzysowego do Mietka, który pracuje w urzędzie gminy. Zajmuje się tam sprawami obronności, straży pożarnej i zarządzania w sytuacjach kryzysowych. Okazuje się, że i on, tak jak strażacy i leśnicy jest na służbie cała dobę. Musiał zająć się wywieszaniem szczegółowych informacji dla pacjentów z naszej gminy i organizowaniem strażaków, którzy zostali postawieni w stan gotowości do transportu chorych do szpitala powiatowego.

Na szczęście nie mam zwyczaju ani też czasu chorować… Choć wiem, że to tylko sfera pobożnych życzeń. Nasze zdrowie nie jest sferą, na którą mamy decydujący wpływ. Tryb i styl życia, jakość usług medycznych, a przede wszystkim to co jemy- to czynniki decydujące o naszym zdrowiu.  To jednak denerwujące, że wszyscy przy każdej okazji życzymy sobie zdrowia, wciąż słuchamy o kolejnych kampaniach zdrowotnych i braku działań profilaktycznych z naszej strony. Co z tego, że płacimy wysokie składki zdrowotne, gdy potem czekamy miesiącami do specjalistów i w efekcie nie mamy u kogo się leczyć, no chyba, że wybierzemy prywatny gabinet. Oglądamy wszechobecne reklamy „cudownych” leków dostępnych wszędzie i składamy się dla znajomych i nieznajomych na kosztujące krocie kuracje zdrowotne.

 Niebawem zagra po raz kolejny WOŚP, a ja zupełnie niedawno czynnie uczestniczyłem w kolejnym koncercie na rzecz leczenia Mirki Górnej, o której już tu kiedyś pisałem.

Zajrzyjcie  tu aby poznać bliżej Mirkę:

http://www.fundacjaavalon.pl/nasi_beneficjenci/lista/gorna_miroslawa.html

Mirka to świetna dziewczyna i warto jej pomóc, bo sama, choć wspierana przez rodzinę i licznych przyjaciół, nie poradzi sobie z SMA. Nie poddaje się jednak chorobie i niedawno wróciła z kuracji z Indii. Zbiera fundusze na kolejny cykl leczenia…

Niebawem zaczniemy wszyscy wypełniać PIT-y i wtedy koniecznie wypełnijmy rubrykę WNIOSEK O PRZEKAZANIE 1% PODATKU NALEŻNEGO NA RZECZ ORGANIZACJI POŻYTKU PUBLICZNEGO (OPP).

W tej rubryce należy wpisać następujące dane:

numer KRS:0000270809

cel szczegółowy: proszę wpisać GÓRNA, 607

Można także wspierać Mirkę wpłacając darowizny na konto „Fundacja Avalon Bezpośrednia Pomoc Niepełnosprawnym Michała Kajki 80/82/1 04-620 Warszawa nr konta 62 1600 1286 0003 0031 8642 6001 – tytuł wpłaty: Mirosława Górna, Górna 607".

 

Warto zatem nie oglądać się na lekarzy i pomagać potrzebującym ale też zadbać  o własne zdrowie oraz profilaktykę zdrowotną. My, leśnicy, mamy swoje doświadczenia w tej kwestii. Mieszkamy przecież często daleko od szpitala, a nawet gabinetu lekarza rodzinnego. Dlatego w wielu kwestiach nauczyliśmy się sami sobie radzić, wykorzystując wiedzę i doświadczenie przodków. Medycyna naturalna czy ziołolecznictwo to nie wiedza tajemna lecz dziedzina, która otwiera przed nami szerokie możliwości.

Zdrowie często uratuje nam las i jego różnorodne elementy. To nie jest ściema! Wystarczy tylko nieco wiedzy i własnego zaangażowania. Las to przychodnia bez recept, kolejek i skierowań. Choć teraz trudno w nim się zaopatrzyć w naturalne leki bo to nie ta pora.  Wczoraj rano w lesie była jeszcze biała zima:

37011

Przed południem jednak las wyglądał już tak:

37021

To efekt padającego deszczu, który jakby nie wiedział, że przyjeżdża do mnie kilka samochodów po drewno. Przejazd pierwszego zrobił z dobrej leśnej drogi „czołgowisko”, które z trudem sforsował mój Rocky.

3703

 Reszta samochodów musiała zrezygnować z wywozu drewna, bo nie było szans na wyjazd z lasu. Trzeba czekać na ochłodzenie. Gdy wracałem z wywozu natrafiłem na stertę gruzu i śmieci, które wywiózł jakiś żałosny „ktoś” do lasu:

 37044

 

 Zgłosiłem ten przejaw szkodnictwa kolegom ze Straży Leśnej. Mam nadzieję, że uda się namierzyć sprawcę zaśmiecenia lasu. Czyżby on nie wiedział, że las oprócz innych walorów i funkcji także zapobiega chorobom i leczy w razie potrzeby?  Sam tego doświadczyłem w świąteczny czas.

Przed samymi świętami miałem szczególny natłok spraw i zadań. Dodatkowo przyplątała się do mnie jakaś infekcja. Miałem zaatakowane gardło, stan podgorączkowy, bolała mnie głowa i „gnaty”. Potem przyszła silna gorączka i potężna „klucha” w gardle. Wyciągnąłem ze spiżarni aromatyczny syrop z kwiatów czarnego bzu:

 37054

 

Uzdrawiające właściwości czarnego bzu znane są od najdawniejszych czasów. Nazywano go nawet drzewem życia, jego wycięcie sprowadzało podobno nieszczęście, a uprawiany był praktycznie w każdym ogrodzie. Mimo iż medycy wielokrotnie podchodzą do ziół i roślin leczniczych z dużą rezerwą, czarny bez jest zachwalany i polecany także przez profesjonalistów. Każda nieomal część tej rośliny zawiera pierwiastki wspierające nasz organizm. Zastosowałem do kuracji sok z kwiatów ale podobnie działa sok z owoców bzu:

 37064

Sok należy stosować podczas chrypki, kataru, kaszlu i gorączki. Ma lekkie działanie moczopędne, wiec zalecany jest także podczas chorób pęcherza lub nerek. Wpływa także korzystnie na drogi oddechowe. Jak nie korzystać z tak doskonałego daru lasu? Przepis na sok z owoców zebranych z leśnych krzewów bzu jest bardzo prosty:

Owoce umyć, oczyścić, a potem parować w sokowniku, uzyskując sok o pięknej barwie.  Na 1 litr soku dodać 0,60 dag cukru, sok z jednej cytryny i skórkę z 1/2 cytryny ( wyszorować szczoteczką , sparzyć, otrzeć na tarce). Można też dodać 20ml nalewki z czarnej porzeczki, najlepiej nie z ogrodowej lecz z dziko rosnącego krzewu, który spotkacie w podmokłym olsie.  Składniki soku wlej do garnka i zagotuj. Rozlej gotowy wyrób do butelek lub małych słoiczków i pasteryzuj ok. 15 min. W czasie zimowych problemów ratuje zdrowie, wiem coś o tym.

Łykałem także miodek z kwiatów „mlecza” czyli mniszka lekarskiego, który szybko przegonił mi kluchę z gardła oraz syrop z pędów sosny, przygotowany z pędów zbieranych w maju:

 37073

Można także zrobić sobie syrop z zielonych szyszek sosny. Szyszki należy zebrać także w maju, kiedy są jeszcze miękkie i zielone.

 37091

 To niezastąpione lekarstwo w infekcjach górnych dróg oddechowych, przynoszące ulgę w kaszlu, anginie czy grypie. Jak je przygotować?

Zbieramy 4 kg zielonych szyszek (najlepiej z samosiewów na skraju lasu i pola). Potrzebujemy też ok. 2 kg cukru i 2 szklanki spirytusu. Szyszki sosnowe kroimy w plasterki i umieszczamy je w słoiku warstwowo, to znaczy zasypujemy je na przemian z cukrem, tak by cukier zawsze zakrywał daną warstwę szyszek. Słoik lekko zakręcamy lub przykrywamy gazą i umieszczamy w ciemnym miejscu na 3 tygodnie. Szyszki puszczają sporo soku, który zlewamy, dodajemy spirytus ( można też dodać nieco miodu) i zlewamy do butelek. Chowamy je w ciemne miejsce i wyciągamy zimą.

Syrop z bzu czy sosny oraz miodek z mlecza rozcieńczamy przegotowaną wodą i pijemy do woli. Możemy przy tym zagłębić się w lekturze blogowych zapisków leśniczego lub innej ciekawej literaturze:

3708

Wieczorem dostawałem silnej gorączki, którą szybko zwalczyłem naparem z lipy. Dziś koło domu ludzie sadzą niskie krzewy i najczęściej iglaki, bo nie śmiecą obfitością liści… Kiedyś sadzono obowiązkowo czarny bez, morwy, brzozy i lipy. Dawniej te piękne drzewa mądrzy  ludzie sadzili w pobliżu domów, żeby mieć zawsze pod ręką naturalną aptekę, a także żywy, zielony parasol chroniący przed upałem, kurzem i słońcem. Lipowy nektar wabił pszczoły, a miód lipowy uchodzi za jeden z najzdrowszych. Napar z kwiatów lipy jest doskonałym lekarstwem na wszelkie przeziębienia i gorączkę.

 370101

Dodawałem do niego konfiturę z leśnej maliny. Herbatka lipowa pomaga też zasnąć, rozgrzewa, uśmierza ból gardła i „gnatów”. Już sam jej słoneczny zapach uzdrawia – można więc napar dolewać do wanny zamiast płynu kąpielowego. Świetny relaks. Moja infekcja na trzeci dzień poszła sobie do lasu i na pewno nie będę jej szukał… Obyło się bez lekarza, apteki i antybiotyków. Weźcie sobie do serca mądrość naszych przodków, a ja zapewniam Was, że ta naturalna, leśna medycyna działa i to bez skutków ubocznych. Wystarczy tylko pomyśleć wcześniej o przygotowaniu sobie zapasu naturalnych leków.

37012

Z mojego zapasu syropu z ziela dziurawca, sporządzanego według starego przepisu, który Wam wcześniej polecałem skorzystał mój kolega Marek. Wpadł do mnie wieczorem bardzo „kiepsko wyglądający”. Mówił, że znajomy poczęstował go smażonym łososiem i źle się czuje po tym poczęstunku. Wlałem 30 kropel mikstury do kieliszka:

370111

 i dopełniłem do pełna przegotowaną wodą. Sobie zaaplikowałem profilaktycznie mały kieliszek nalewki z pędów sosny. Spełniliśmy noworoczny toast życząc sobie wzajemnie zdrowia. Po niespełna pół godzinie Marek odzyskał kolory na twarzy i poczuł się dużo lepiej.

Las może nas leczyć i zapobiegać chorobom, ręczę za to. Należy tylko umiejętnie korzystać z jego dobrodziejstw. Pamiętajcie o tym i opierając się na doświadczeniach przodków zaopatrujcie domową apteczkę w zioła, nalewki i syropy. Mam też nadzieję, że już niebawem każdemu z nas także lekarz rodzinny będzie służył radą i pomocą oraz chronił nasze zdrowie parasolem usług medycznych tak skutecznym jak korona polskiej lipy.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

21:22, lesniczy.lp
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 47