O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
czwartek, 25 sierpnia 2016

484min

Wszystkie znaki przyrodnicze i zapowiedzi meteorologów wskazują, że przed nami ostatni prawdziwie letni koniec tygodnia. Jaskółki zbijają się już w spore stada i chętnie okupują druty wiszące nad polnymi drogami, opustoszały bocianie gniazda, żurawie nawołują się tęskni… O świcie mgły lepko otulają ciszę poranka, a wieczory stają się coraz chłodniejsze. Tak, dzieciakom kończą się wakacje, a nam wszystkim kończące się lato nieuchronnie przecieka przez palce. Nie lubię upałów i niemiłosiernie prażącego słońca, ale zachęcam do korzystania z ostatnich letnich dni. Zatem kto tu mieszka- niech korzysta, a zamiejscowych zapraszam do pszczewskich lasów i jezior. To zapewne ostatnia okazja, aby zażyć kąpieli w wodach czystych jezior, w których przyglądają lasy najbardziej zielonego zakątka Polski. Bo u nas na Ziemi Międzyrzeckiej, a na szczęście nie tylko u nas, bo i w całej Polsce jest przepięknie.

W borach zapłonęło fiołkową rudością wrzosów

4841

Gruntowe drogi kręto biegnące przez opustoszałe już w większości pola zachęcają do zagłębienia się w las

4842

Ostatni miesiąc moje życie koncentrowało się wokół innej drogi tak bardzo, że pewnie mógłbym napisać powieść lub scenariusz filmu o drodze. To naturalnie droga leśna przecinająca pszczewskie leśnictwo, sprawnie budowana przez ekipę budowlaną dowodzoną przez pana Radosława

4843

„Moi” zulowcy zakończyli już wszystkie zaplanowane prace związane z budową drogi, ale ja nadal codziennie tam zaglądam i obserwuję jak czarna, kamienna wstęga rozwija się coraz dalej i dalej. Jeszcze sporo pracy przy jej budowie, ale pewnie za miesiąc będzie już blisko finału i cały, blisko siedmiokilometrowy odcinek będzie zachęcał do zagłębienia się w las.

4844

Jednak dziś, późnym słonecznym popołudniem wybrałem inną drogę do lasu

4845

To droga naznaczona fioletem wrzosów rosnących na skarpach lasu ale też fiołkowo rudą barwą węgierek, które oblepiły stare drzewa

4846

Szybko nazbierałem pełen kosz tego aromatycznego bogactwa

4847

Leśniczyna Renia smaży fantastyczne powidła, których zapach wypełnia dziś nasz dom

4848

Spory zapas stoi już prze zejściu do piwnicy, bo stare, poczciwe węgierki rosną też w naszym sadzie

4849

A ja nie wyobrażam sobie zakończenia śniadania bez aromatu węgierkowych powideł…

48410

Renia dziś zabrała się także za marynowanie węgierek. Węgierki w occie to rewelacyjna przystawka do każdego rodzinnego posiłku czy spotkania towarzyskiego. Wyglądają pięknie na stole, a podkreślą smak każdej potrawy swoim korzennym smakiem jeśli zamarynujemy je dodając nieco bakalii: fig, moreli, orzechów włoskich czy skórki pomarańczowej. Szczególnie smakują do pieczeni, którą Renia przygotowuje w kamionkowej „gąsce” w piekarniku naszej kaflowej kuchni. Przepis na takie węgierki jest bardzo stary i co ważne, prosty. Oto składniki i sposób przygotowania:

                   3 kg śliwek węgierek (najlepiej tylko lekko dojrzałych)

                   0,5 l octu 10%

                   1 l wody

                   1 kg cukru

                    kilka goździków

                   nieco kory cynamonowej (ewentualnie, według gustu no i bakalie, o których wyżej mowa)

Wykonanie:

Śliwki umyć, osączyć, przekroić i wyjąć pestki, przełożyć do sporego naczynia     ( np. kamiennego garnka). Wodę, ocet, cukier i przyprawy zagotować. Gorącym płynem zalać śliwki. Następnego dnia zalewę zlać, zagotować i ponownie zalać śliwki. Czynność tę powtórzyć cztery razy (łącznie pięć razy zlewamy i zalewamy śliwki). Po ostatnim zlaniu, śliwki przełożyć do słoików, dopełnić płynem i dokładnie zakręcić słoiki. Jeśli po ostatnim zalaniu śliwek, zostanie zalewy, warto ją  sobie zostawić, a później używać np. do marynowania mięsa na pieczeń. Tak, tę samą, do której wybornie smakują marynowane śliwki.

Śliwkowo wrzosową drogą warto ruszyć zatem do lasu, aby po drodze nazrywać węgierek, ale nie tylko po to. Przecież rozpoczął się sezon podgrzybkowy!

48411

W miniony weekend nasz Julek zarządził wyjazd do lasu, nie zważając na to, że to dla mnie teoretycznie dzień wolny od pracy…

48412

Wgramolił się na tylną kanapę Rockiego, nie przeszkadzał mu nawet brak fotelika i stwierdził, że: „jezioro później, do lasu chcesz…”

48413

Jak można komuś takiemu odmówić? Ruszyliśmy zatem na spotkanie z podgrzybkami, śliwkami i przygodami, w które obfituje każda wycieczka do lasu. Ruszajcie zatem i Wy jedną z dróg do lasu, może także śliwkowo-wrzosową? Najlepiej pieszo lub rowerem, bo wtedy nie grozi kolizja z art. 29 ustawy o lasach:

  1. Ruch pojazdem silnikowym, zaprzęgowym i motorowerem w lesie dozwolony jest jedynie drogami publicznymi, natomiast drogami leśnymi jest dozwolony tylko wtedy, gdy są one oznakowane drogowskazami dopuszczającymi ruch po tych drogach. Nie dotyczy to inwalidów poruszających się pojazdami przystosowanymi do ich potrzeb.

1a. Jazda konna w lesie dopuszczalna jest tylko drogami leśnymi wyznaczonymi przez nadleśniczego.

  1. Postój pojazdów, o których mowa w ust. 1, na drogach leśnych jest dozwolony wyłącznie w miejscach oznakowanych.

Wchodząc do lasu pieszo więcej widać i słychać, można poczuć zapach lasu i cieszyć się jego ciszą.

Leśniczy jest nieustannie w pracy, a miłość do lasu nie pozwala mu obejść się bez niego nawet w wolnych chwilach, dlatego Julek wiedział co robi zarządzając sobotni wyjazd do lasu. Bierzcie z niego przykład, choć to oczywiste, że nie każdy jest wnukiem leśniczego…

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

 

19:13, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
czwartek, 18 sierpnia 2016

483min

Rokitnik to skromny krzew lub małe drzewko z rodziny oliwnikowatych. Pozornie pospolity, mało znany, a przecież to witaminowa bomba. O jego właściwościach i zastosowaniach należałoby napisać książkę, a nie skromny, blogowy post… Warto go zatem poznać, dlatego postanowiłem go bliżej przedstawić, o co prosiła mnie kilkakrotnie blogowa czytelniczka Danka.

 Rokitnik jest jedną z tych wyjątkowych roślin, których liście i owoce zawierają praktycznie wszystkie występujące w naturze witaminy. To prawdziwy fenomen, bo  zawiera w sobie aż 190 bioaktywnych składników. Zawiera znacznie większą zawartość witamin niż inne zdrowe rośliny czy owoce. Na przykład – witaminy A ma 3 razy więcej niż marchew, witaminy C – 10 razy więcej niż pomarańcze, a przeciwstarzeniowej witaminy E  czterokroć więcej niż pestki słonecznika.

Znajduje bardzo, bardzo wiele zastosowań jako naturalny lek i kosmetyk. Znany od wieków m.in. w medycynie tybetańskiej. Jego fenomenalne właściwości prozdrowotne doceniono już w czasach wypraw i wojennych podbojów Aleksandra Wielkiego, które miały miejsce ponad 300 lat p.n.e. Wyczerpani wyprawami żołnierze zauważyli, że ich konie jedzą owoce z nieznanego im krzewu. Postanowili więc sami ich spróbować. Po kilku dniach, zarówno żołnierze, jak i ich konie, odzyskali siły. Od tego czasu krzew ten zyskał łacińską nazwę hippophae, którą można przetłumaczyć jako „błyszczący koń“ (nazwa łacińska pochodzi z greckiego hippos – koń, pháo – błyszczę). Aleksander Wielki po tych wojennych doświadczeniach sprowadził krzewy rokitnika do Europy.

 W naturze rokitnik rośnie obecnie na wybrzeżach morskich i w dolinach rzek Europy i Azji. Wybiera sobie sąsiedztwo wody, bowiem jego liście odparowują ogromne ilości wilgoci.

W Polsce najczęściej spotykany wzdłuż linii brzegowej Bałtyku- na wydmach, klifach i w tych naturalnych miejscach jest gatunkiem chronionym. Do ustawowej ochrony został włączony już w 1983 roku. Do 2014r. znajdował się nawet pod ochroną ścisłą. Rokitnik podlega obecnie ochronie częściowej (poz. 2.230 wg aktualnego rozporządzenia z 2014 roku) Jednak bez zbędnych obaw!

W rozporządzeniu o ochronie gatunkowej roślin, w tabeli GATUNKI ROŚLIN OBJĘTYCH OCHRONĄ CZĘŚCIOWĄ, KTÓRE MOGĄ BYĆ POZYSKIWANE, ORAZ SPOSOBY ICH POZYSKIWANIA czytamy:

Rokitnik - dopuszczalny zbiór owoców, bez uszkadzania krzewów, poza siedliskami wydmowymi i klifowymi.

Zatem poza wydmami i klifami możemy zbierać spokojnie niesłychanie zdrowe owoce rokitnika, które oblepiają gałązki. Właśnie dlatego Rosjanie, którzy bardzo cenią rokitnik nazywają go oblepichą, ale także ananasem lub złotem Syberii.

4833

 Radzieccy kosmonauci sok z owoców rokitnika zabierali ze sobą poza ziemską orbitę, by ich chronił przed szkodliwym promieniowaniem. Mieszkańcy Syberii i Ałtaju zaparzone liście stosowali jako lekarstwo przy anemii, gnilcu (szkorbut), chorobach reumatycznych, chorobach zapalnych żołądka i przewodu pokarmowego. Olej z rokitnika wykorzystywany był z dobrymi efektami do leczenia oparzeń popromiennych po wybuchu w Czarnobylu. Z kolei podczas I wojny światowej suszone owoce zastępowały syntetyczną witaminę C. Nasi przodkowie także szybko poznali się na rokitniku.  W podręczniku autorstwa Stanisława Wodzickiego z 1818 roku pt.: O chowaniu, użytku, mnożeniu i poznawaniu drzew, krzewów, roślin i ziół celniejszych ku ozdobie ogrodów przy zastosowaniu do naszej strefy czytamy:

W piaszczystych kraiach, dlatego, że kolczysty, żywe z niego robią płoty. W angielskich ogrodach przydatny do klombów, gdzie seled liści barwą odbija dziwnie od zieloności drzew innych. Nim także utwierdzaią piaszczyste morza brzegi, ażeby się nieusypywały. Że to drzewko doskonale zimę naszą wytrzymuje, nie można dosyć Amatorom naszym polecić iego hodowanie”(pisownia oryginalna).

Podobno Dżingis-Chan, władca Mongolii i twórca jednego z największych XIII-wiecznych imperiów mawiał, że polega na trzech fundamentach w życiu: dobrze zorganizowanej armii, silnej dyscyplinie i rokitniku...

Nic dziwnego, że dziś wielu z nas poszukuje rokitnika i jego jakże zdrowych owoców. Nie jest zbytnio popularny w naszych lasach. Znajdziemy go jednak często w terenach zurbanizowanych wzdłuż dróg, w żywopłotach, parkach i ogrodach. Może najlepiej posadzić go sobie samemu w ogrodzie?

Trzeba tylko pamiętać, że rokitnik jest rośliną dwupienną. To oznacza, że na jednych krzewach mamy kwiaty żeńskie i tam też wiążą się owoce, na drugich zaś kwiaty męskie, które produkują pyłek do zapłodnienia kwiatów żeńskich. Aby dochować się własnych pomarańczowych owoców wystarczy jednak posadzić jedno męskie drzewko na pięć żeńskich. Należy wybrać raczej wilgotne miejsce i często rokitniki podlewać.  Dajmy mu słońce i przestrzeń, bo rokitnik, szczególnie w młodym wieku nie lubi sąsiedztwa innych roślin. My, leśnicy, często sadzimy rokitniki w strefach ekotonowych, czyli w strefie przejścia pomiędzy lasem, a powierzchnią otwartą. Właśnie w takich miejscach najlepiej szukać owocujących rokitników, bo tych rosnących w zadrzewieniach przydrożnych nie polecam z racji skażenia cywilizacją. Oto rokitnik ze skraju pszczewskiego lasu

4831

Jak rozpoznać ten silnie rozgałęziony, ciernisty krzew o lancetowatych, szarozielonych liściach? Najlepiej szukać go właśnie teraz, na progu jesieni. Poznamy go bardzo łatwo po gałęziach oblepionych malutkimi pomarańczowymi jagodami.

4832

Owoce rokitnika zawierają "witaminę młodości" - E, i witaminę C, którą zachowują nawet podczas przechowywania i przetwarzania, bo jagody nie zawierają niszczącego ją enzymu askorbinazy. Można zrobić z nich sok, dżem, syrop, wino i nalewki. Suszone warto dodawać do herbat i kompotów, łącząc ze słodkimi owocami, np. jabłkami i gruszkami, lub kandyzować. W Rosji używa się rokitnika jako przyprawy do mięs, a na Syberii spożywa go na surowo z cukrem. Świeże owoce rokitnika zbiera się jednak z dużym trudem. Są mocno przytwierdzone do pędu, do tego gałązki mają ostre ciernie. Naturalna i niezwykle zdrowa multiwitamina godna jest jednak tego trudu, a łatwiej zbiera się owoce po silnych mrozach, bo są wtedy także mniej cierpkie. Jak zrobić z nich sok?

Kilogram owoców rokitnika należy zasypać kilogramem cukru i odstawić na 7-8 godzin. Wsypać do dość wysokiego garnka i postawić na piecu, najlepiej kaflowej kuchni opalanej drewnem. Następnie powoli doprowadzić do wrzenia i na małym ogniu pogotować przez 20-30 minut. Przecedzić sok, zlać do butelek z ciemnego szkła lub kamionki, pasteryzować i odstawić w ciemne miejsce.

Liście rokitnika zebrane w okresie letnim i wysuszone w cieniu, stosowane są jako surowiec do zaparzania aromatycznej, wielowitaminowej herbaty. Można ją popijać w jesienne i zimowe wieczory ale także wykorzystać do przemywania skóry w celu pielęgnacji anty starzeniowej oraz w przypadku trudno gojących się ran czy problemów skórnych.

Wzmacniająca herbatka z rokitnika:

Po solidnej łyżce wysuszonych owoców i liści rokitnika wsypujemy do termosu. Susz zalewamy 0,7 litra wrzącej wody i pozostawiamy do zaparzenia na około 20-25 minut. Przed podaniem możemy ją wzbogacić łyżeczką miodu.

Nalewka zdrowotna

1 kg owoców zasyp 1,5 kg cukru w garnku i odstaw na 6-8 godzin. Po tym czasie garnek postaw na piecu i wolno gotuj zdejmując szumowiny. Potem rokitnikową zupę wlej ostrożnie do mocnego słoja i dodaj 2 litry wódki rozrobionej ze spirytusem do stężenia około 70%. Po miesiącu stania nalewki w ciemnym miejscu zlej wyrób i odciśnij owoce. Można je wykorzystać do mięs lub ciasta.  Nalewkę odstaw na pół roku.

 (Przepis pochodzi z receptariusza E. Senderskiego).

 

Za znanym zapewne wielu czytelnikom bloga Łukaszem Łuczajem polecam z jego "Dzikiej kuchni”:

 Miód z rokitnikiem

ok 200ml słoik dobrego nieskrystalizowanego miodu z pasieki

      (rzepakowy, wielokwiatowy lub inny o łagodnym smaku)

4-5 łyżek świeżych owoców rokitnika

 

Owoce rokitnika przełóż do miseczki i lekko rozgnieć widelcem. Wymieszaj z miodem i to cała robota...

Miód podczas krystalizacji zamknie w sobie owoce rokitnika i słoik będzie przepięknie wyglądał. Miód z rokitnikiem należy przechowywać w lodówce. Podawaj na kromce najlepiej ciemnego chleba. Dla zdrowia i smaku warto zjadać w sezonie jesienno- zimowym jedną kromkę dziennie. Na zdrowie!

Zainteresujmy się zatem rokitnikiem i wypatrujmy takich krzewów lub drzewek

4834

Warto także poszukać innych przepisów z wykorzystaniem tej bomby witaminowej i np. zrobić własnoręcznie olej czy ocet rokitnikowy.

  To znakomity przykład jak wspaniałe, fenomenalne składniki naszej diety możemy znaleźć w polskim lesie. Za darmo, bez recepty i na zdrowie…

 Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

23:49, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
czwartek, 11 sierpnia 2016

482min

Zgrabna, delikatna i subtelna. Długonoga o smukłej szyi. Naturalnie piękna, bez silikonu, botoksu, ostrego makijażu i przypudrowanego noska. Zwinnie przemyka, można powiedzieć płynie pośród morza traw lub oceanu zbóż, zalotnie skubiąc delikatne listki świeżych ziół. Śle aksamitne powabne spojrzenia spod ciemnych rzęs i ma delikatny, choć wciąż nieco wilgotny nosek.

Ciemnoruda latem i szarobrunatna zimą. To sarna- nazywana leśną Dianą, jedno z naszych najpiękniejszych dzikich zwierząt. Wcale nie jest żoną jelenia, bo to zupełnie odrębne, choć blisko spokrewnione gatunki. Samiec sarny to nie „mały jelonek”, lecz kozioł lub rogacz. Spotykana w środku lasu zarówna latem jak i srogą zimą

4821

Przystosowuje się do życia w różnych środowiskach. Wytworzył się nawet swoisty podgatunek nazywany sarną polną, która rzadko zagląda do lasu. Samica sarny, czyli koza śle spojrzenie ze środka łanu zbóż

4822

Samiec, czyli rogacz, także czuje się królem bezkresu traw

4823

Są raczej płochliwe i co najwyżej możemy zobaczyć je z daleka, jak leniwie pasą się na skraju lasu lub pośrodku łąki. Najczęściej widzimy je dopiero w czasie ucieczki, gdy zwinnie skaczą wśród traw, zbóż, drzew i zarośli. Mają dobry węch – zapach człowieka wyczuwają na 300-400 m, wzrok podobno najsłabszy pośród jeleniowatych, ale i tak świetny bo wyraźnie widzą na 500 m. Słuch to ich mocna strona. Odgłos kroków, łamanych gałęzi czy rozmowy słyszą z odległości 400-500 m. Bardzo trudno je zatem podejść.

 Ale przy znajomości ich obyczajów, cierpliwości i wytrwałości możemy nawet z niewielkiej odległości z przyjemnością obserwować piękną miss lasu i pola

4824

Przez większość roku sarna prowadzi dość regularny tryb życia, przestrzega ściśle godzin posiłków i korzysta z tych samych ścieżek do codziennych żerowisk, a zatem mając taką wiedzę i cierpliwość, mamy szansę na bliskie spotkanie.

Właśnie kończy się bardzo dogodny czas do obserwacji pięknych kóz i dumnych rogaczy. To ich okres rui, gdy kozły wytarły już o drzewka i krzewy swoje poroże (nazywane parostkami), różnymi znakami, szczególnie zapachowymi oznaczyły granice zajmowanego terytorium i ruszyły w zaloty do saren-kóz. Pilnują swojego terytorium, wystawiając co chwilę głowę spośród zarośli czy zbóż

Gdyby wtargnął do niego jakiś uzbrojony w parostki rywal, z całą bezwzględnością przepędzają go natychmiast. Gdy zachodzi potrzeba, staczają zacięte walki, które czasem kończą się nawet zrogowaniem, czyli śmiercią rywala. Ruja trwa zwykle w lipcu i do połowy sierpnia, czyli właśnie teraz.

Kozy, które poczują „zew natury” zapominają o właściwej im subtelności oraz elegancji i cichym popiskiwaniem oznajmiają gotowość do kontaktu z kozłem. Pisk kozy nazywany mikotem wywabia z gąszczu lasu czy bezmiaru pól nawet najbardziej ostrożne i doświadczone rogacze. Kozioł usłyszawszy ciche popiskiwanie często reaguje na nie natychmiast i pędzi gwałtownie na spotkanie z kozą, wydając chrapliwie odgłosy. Czasem ciągnie w jej kierunku jak po sznurku, zapominając o wszelkim niebezpieczeństwie, gotów nawet przewrócić stojącego na drodze człowieka.  Jest to zatem świetna pora na bliskie spotkania z elegancką miss, czyli sarną i ostrożnym, przebiegłym cwaniakiem, czyli rogaczem.  Możemy teraz obserwować je w pełnym słońcu, bo zwykle stare rogacze pojawiają na otwartej przestrzeni tylko o zmroku, chowają się w chaszcze przed wschodem słońca i są bardzo ostrożne.

4825

Mój nauczyciel łowiectwa z technikum leśnego Zygmunt Jurczyszyn mawiał, że do podejścia starego rogacza trzeba mieć anielską cierpliwość, wielką mądrość i co najmniej troje oczu: jednym nieustannie obserwujemy rogacza, drugim spoglądamy pod nogi, aby np. nie nadepnąć na suchą gałąź, trzecim wciąż lustrujemy okolicę, aby inne sarny ucieczką nie wystraszyły „naszego” rogacza…

Warto wykorzystać czas sarnich zalotów, aby bliżej poznać piękne sarny, ostrożne rogacze i ich obyczaje. Choć to pozornie często spotykane i pospolite zwierzęta naszych lasów i pól, to ich obserwowanie jest wielką przyjemnością.

Letnie wieczory spędzone na śródleśnej łące, poświęcone na obserwowanie sarnich godów oraz sierpniowej przyrody to znakomity odpoczynek. Wtedy nawet najbardziej „miastowy”, ucywilizowany człowiek może wsłuchać się w rytm natury i poczuć jej prawdziwą, nieskalaną dzikość. Im niżej nad horyzontem wisi czerwona kula słońca, tym bardziej milkną odgłosy ludzkiego dnia, szumu samochodów, ujadania psów. W zakamarkach łąki unosi się wolno wilgotna mgiełka i tłumi wieczorny hejnał żurawi, krzątaninę dzierzby gąsiorka i dźwięczne nawoływanie trznadla. Gorące powietrze przecina świst bocianich lotek i klekot zadowolonej bocianicy, która w towarzystwie już wyrośniętych młodych czeka na gnieździe. Nawet roje bzyczących i chętnie kąsających insektów nie są w stanie zepsuć nastroju wspaniałego widowiska. Bo gdy z lasu wybiegnie zgrabna miss o wilgotnych oczach, a za nią dumny rogacz w brązowej sukni i wysokich, pięknie uperlonych parostkach rozgrywa się na naszych oczach przyrodnicze misterium. To wszystko dzieje się  tak bardzo blisko, tuż za opłotkami pobliskiej wsi, czasem tuż przy naszym domu

4826

Korzystajmy z pięknych chwil sierpniowych wieczorów i sarniego misterium w otoczeniu polskiej przyrody. Cieszmy do woli nasze oczy widokiem miss pola i lasu, której przecież prawie nie znamy…

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

                                                                        

 

22:07, lesniczy.lp
Link Komentarze (9) »
piątek, 05 sierpnia 2016

481min

Deszcz dziś leje od rana i praktycznie nie ustaje. Za nic ma sobie stare ludowe porzekadło: ”Poranny deszcz trwa tyle, co starej baby taniec”… Nie wiem ile trwa taki taniec, ale deszcz leje już wiele godzin. Ale taki mokry dzień wcale nie oznacza, że mamy „święto lasu”. Często słyszę, że jak pada deszcz to ludzie pracujący w lesie mają „wolne i mogą spokojnie siedzieć w domu”. Nic bardziej mylnego! Piły zulowców warczały grubo przed 6 rano, a wtórowały im silniki forwarderów i harwestera poszerzającego pas drogi. Przecież wszyscy pracują po to, aby zarobić, a gdy nie ma „kubików” czyli metrów sześciennych drewna, hektarów wykonanych prac przy zagospodarowaniu lasu i przepracowanych godzin- nie pojawia się nic na koncie. Dla mnie i podleśniczego Irka deszcz także nie przyniósł wytchnienia. Podleśniczy mierzył średnice zwożonych forwarderami sosnowych  kłód i mierzył stosy „papierówek”. A ja zająłem się pozostałymi sprawami, głównie wywozem drewna, bo pojawił się samochód po kłody długości 2,50, a potem także dwukrotnie po „papierówkę z wyboru”. Wybierałem także uprawy leśne do wykonania pielęgnacji w najbliższym czasie, bo lejący deszcz i ciepło oznacza dynamiczny przyrost wszelkiego zielska. Dlatego sporo godzin przeglądałem uprawy i przypatrywałem się bacznie młodym drzewkom i wszelkiemu zielsku spod kaptura nieprzemakalnej kurtki.

Firma budująca nową drogę leśną także nie zważała na lejący deszcz, a koparki i ciężarówki uwijały się jak w ukropie.

4811

Postęp prac na blisko 3, 5 kilometrowym odcinku drogi jest widoczny

4812

Spotkałem się z geodetą, który wyznaczał zjazdy w boczne drogi i wbijał paliki na drodze oraz z inspektorem budowlanym nadzorującym szybko postępujące prace. Niebawem będzie tam układana geowłóknina i wielkie ciężarówki zaczną wozić kamienny grys na nawierzchnię. Dlatego zulowcy poszerzający pas pod budowę drogi i wywożący z niego gałęzie tak bardzo śpieszą się z pracami. Jednak około południa musieli skapitulować, bo przemokli do nitki pomimo właściwych ubrań i sprzętu ochrony osobistej. Maszyny także zjechały z lasu

4813

Gdy wystawiałem kwity wywozowe i drukowałem je na małej, przenośnej drukarce miałem małe kłopoty techniczne. Musiałem szybko przesłać dane do systemu informatycznego nadleśnictwa. Jednak transfer danych „nie chciał przejść” w terenie i musiałem pilnie wracać ponad 10 km do leśniczówki. Tam udało się usunąć kłopoty techniczne i za chwilę znowu wracałem do wielkiego samochodu załadowanego wałkami drewna. Gdy pojechał, na chwilę oparłem się o szary pień brzozy, aby zaczerpnąć z niej dobrej energii. Potem pojechałem do dalszych zadań, ale wkrótce zatrzymałem się w moim ulubionym zakątku lasu pośród starych dębów, lip i klonów. Szary, pozbawiony słońca dzień odbiera nam energię, a szumiący deszcz działa nużąco i depresyjnie. Dlatego warto pobyć choć chwilę sam na sam ze starymi drzewami.

Warto nauczyć się nawiązywać bliski, głęboki kontakt z drzewami, czerpać z nich siłę i dobrą energię. Mam czasem taką potrzebę, szczególnie w takie dni jak dzisiejszy, choć przecież nieustannie przebywam pośród drzew.

W moim przekonaniu to świetna, indywidualna psychoterapia. Drzewa znakomicie wpływają na nasz stan ducha, ale także wspomagają zdrowie fizyczne. Trzeba tylko wyciszyć się, zrelaksować duchowo, pomyśleć o czymś przyjemnym, o kimś miłym, przywołać dobre myśli i wspomnienia. Należy wtedy wsłuchać się w szum liści drzewa, chłonąć jego zapach, nawet rozmawiać z nim jak z bliskim przyjacielem. Dotyk chropowatej kory, zapach garbników, soków, żywicy czy kwitnących kwiatów, piękno drzewa i jego potęga dają pozytywną energię. Nie jest ważne jakie to drzewo, intuicja nam podpowie do którego z nich zbliżyć się, dotknąć, z którego czerpać siłę i spokój. Każde drzewo jest przecież prawdziwym magazynem dobrej energii i naturalnego światła słonecznego. Emanuje tą przyjazną energią i uzdrawiającą siłą, którą chętnie nam oddaje w bezpośrednim kontakcie. Wystarczy je dotknąć dłonią, można przyłożyć czoło lub wtulić się całym ciałem w pień i konary. To nic nie kosztuje, a korzyści dla ciała i ducha mogą przejść nasze najśmielsze oczekiwania…

Warto zatrzymać się na chwilę pośród drzew, bardzo do tego zachęcam. Bo drzewa i krzewy w całości, ale także ich liście, pączki, kora, korzenie to znakomite i od wieków znane specyfiki wspierające nasze zdrowie i urodę.

Gdy oglądałem dziś uprawy do pielęgnacji zwróciłem uwagę na „zielsko” rosnące u stóp drzew. Bo w dnie lasu zobaczymy jeszcze kwitnący dziurawiec, który bywa nazywany „zielem na wszystko”. Już wcześniej uzbierałem w głębi lasu spory bukiet i powiesiłem w cieniu do wyschnięcia

4814

Na skraju sosnowego boru spotkamy także wilczomlecza sosnkę

4815

Jego mleczny sok od pokoleń jest używany do leczenia brodawek, kurzajek, wywabiania piegów. Stosowany jest także w homeoterapii, ale ostrożnie bo jego nieumiejętne stosowanie może spowodować zatrucia. Możemy jednym tchem wymienić cały szereg skromnych, ale jakże pożytecznych roślin, które spotkamy w lesie lub na poboczu drogi biegnącej przez lasy i pola

4816

Warto się przyjrzeć takim miejscom, bo tamtejsze bogactwo pożytecznych roślin może wydawać się nieprawdopodobne. Będzie to np. babka- nieoceniona jako opatrunek przy drobnych zranieniach, skaleczeniach i leczeniu wrzodów

4817

Podobnie działa też krwawnik

4818

Choć to niepozorne „zielsko” ma wiele innych zastosowań dla naszego zdrowia, ale też urody, bo krwawnik znajduje się w składzie szamponów, maseczek, past do zębów i mieszanek do kąpieli relaksacyjnych. Znakomicie reguluje też trawienie, pomaga w niestrawnościach, braku apetytu i w chorobach wrzodowych. Warto nasuszyć sobie listków krwawnika i dodawać je do sosów i zup. Mają korzenny, lekko gorzkosłony smak. Gdy byłem dzieckiem opiekowałem się małymi indykami, które są bardzo wrażliwe i często chorują. Zbierałem dla nich krwawnik i dodawałem im do jedzenia, a szybko i zdrowo rosły na dorodne indyczki i indory.

Obok krwawnika często rośnie sobie szczaw.

4819

To znakomity odpowiednik szpinaku, doskonały na zdrową zupę. Jest ceniony w kosmetyce, bo dzięki zawartym w szczawiu flawonoidom oraz dużej dawce witaminy C nasza skóra dostaje spory zastrzyk energii. Działa też świetnie na sprężystość skóry i świetnie ją nawilża. Szczaw działa zatem wybitnie przeciwstarzeniowo na nasza cerę i usuwa z niej niechciane przebarwienia (poprzez przykładanie gotowanych liści). Dodatkowo przyspiesza gojenie ran i leczenie złamań kości, znajdziemy go także w składzie syropów na kaszel i katar.

Tyle dobra mamy na wyciągnięcie ręki, a w zasadzie na schylenie się. Czerpiąc dobrą energię z drzew, wdychając opary olejków eterycznych zainteresujmy się zatem leśnym „zielskiem”. Może się ono okazać nie tylko konkurencją o światło i wilgoć dla drzewek w uprawach leśnych ale też cennym kosmetykiem i lekiem bez recepty. Wystarczy odrobina wiedzy. Kiedyś przekazywano ją praktycznie z pokolenia na pokolenie podczas wspólnej pracy i wypoczynku. Dziś mamy liczne książki, internet i blogi… To nie to samo, bo łatwiej jak ktoś pokaże, zaprowadzi, da posmakować. Zachowajmy zatem ostrożność przy samodzielnych doświadczeniach w rozpoznawaniu i kosztowaniu „zielska”, ale warto próbować i korzystać z tego, co natura ściele do stóp drzewom. I rozmawiajcie z drzewami, nie tylko w smutne, deszczowe dni, gdzie łatwo o chandrę czy początki depresji. Rozmawiajcie z drzewami także wtedy gdy jest ciepło, radośnie i wesoło, dzielcie się radościami i pozytywnymi emocjami. To wdzięczni słuchacze i niewiele mówią, stąd są znakomitymi kompanami w dzisiejszym głośnym, pospiesznym i chaotycznym świecie.

Niebawem spotkam się z nimi znowu, bo dzisiejszy, piątkowy wieczór i sobotni wczesny ranek spędzę pośród drzew. W tym czasie biorę udział jak zdecydowana większość leśników w kraju w akcji liczenia zwierzyny z ambon.

48110

Pod amboną, na której i dziś zasiądę, w zeszłym roku oprócz dzików, jeleni i saren pojawiały się także inne zwierzęta jak widać, ale te nie podlegały inwentaryzacji.

Podczas tych dwóch wyjść- dziś, od godziny 19.30 do pełnego zmroku, czyli do ok 22 i jutro od wschodu słońca( ok godz. 4.00) do późnego poranka wypełnię specjalne karty obserwacji. Jeden obserwator przypada na ok 500 ha terenu, a potem wyniki naniesione na karty obserwacji zostaną zsumowane dając w miarę prawdziwy obraz liczebności zwierzyny. Deszczowy dzień nie będzie zatem krótszym, a raczej znacznie dłuższym dniem pracy dla leśników. Oprócz zwierzyny będę wypatrywał także pożytecznego zielska, no i nowych tematów do blogowych zapisków leśniczego

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

17:20, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »
czwartek, 28 lipca 2016

480min

Przez ostatnie dni pogoda jaka panuje w lubuskich lasach sprawia, że można próbować naśladować słynnego podróżnika Wojciecha Cejrowskiego i tak jak on boso ruszać w świat. Niestety, lasy leśnictwa Pszczew to nie dżungla z filmowego planu. Leśniczy nie obserwuje spokojnie i w zamyśleniu tak jak podróżnik na wakacjach co dzieje się w lesie i co porabiają w nim tubylcy lecz gania pomiędzy zadaniami, które jedno jest ważniejsze od drugiego. Trwa usuwanie wywrotów i złomów, budujemy nową drogę przez leśnictwo, temperatura i wysoka wilgotność powodują, że trawy rosną jak szalone i wre praca przy pielęgnowaniu upraw.

 Telefon dzwoni nieustannie: pytają mnie budowniczowie drogi- Panie leśniczy, gdzie mamy wywozić karpy wyrwane z pasa drogi?, zulowiec 1 - Kończymy właśnie wykaszać pokazane nam uprawy, co teraz będzie do koszenia?, zulowiec 2- Panie leśniczy- kontener na śmieci pełen, proszę to pilnie zgłosić w komunalce bo nie ma gdzie pakować śmieci, a te turysty to wie pan co wywożą do lasu!, zulowiec 3- kłoda 2,50 i 2,90 zrobiona, S2b 1,80 także, co teraz wyrabiać z wywrotów?, zulowiec 4- nie wiemy gdzie zrywać papierówkę, bo ci od drogi zatarasowali dokumentnie przejazd... Dzwonią co chwilę kolejni przewoźnicy drewna, wciąż nie słabnie zainteresowanie drewnem opałowym, a kilka godzin musiałem poświęcić brakarzowi z dużej firmy, który przyjechał oglądać stosy z „papierówką”. Warto było, bo protokołem przekazania drewna „sprzedałem” mu ponad 270 m3 drewna.

 Tak, spokojnie i boso przez świat nie da się chodzić ( choć lubię ten program i z sympatią słucham podróżnika WC oraz jestem po lekturze chyba wszystkich jego książek). Ganiam samochodem z jednego końca leśnictwa na drugi, a piechotą przez las też przemierzam sporo kilometrów, bo trzeba kontrolować pułapki feromonowe na brudnicę mniszkę i odbierać wykonane prace przy pielęgnowaniu upraw i czyszczeniach. Upał, duchota i wysoka wilgotność powietrza powoduje, że zieloną ( a nie kwiaciastą jak słynny podróżnik) koszulę mam nieustannie mokrą, a wszystkie bzyczące stworzenia kąsają jak jasny gwint bez żadnych skrupułów.

Wciąż nawracam do słynnego podróżnika, bo latem nasze lasy też nieco przypominają południowoamerykańskie ostępy. Jest zielono, gorąco i mokro. Na szczęście u nas nie ma jadowitych węży, pająków wielkości zająca i przebiegłych tygrysów. Mamy za to wszelakiej maści muchy, bąki, gzy i inne takie, które niepomne na wszelkie specyfiki w spraju i sztyfcie kąsają każdy odkryty kawałek skóry. Nic nie poradzimy. Najłatwiej po prostu przywyknąć i nie zwracać uwagi na takie drobiazgi. Trzeba mieć też solidne buty, długie spodnie i koszulę z długim rękawem bo pokrzywy, jeżyny i inne czepialskie rośliny podobnie jak owady nie pozwalają na komfort szortów i koszulki typu „chłopcy z plaży”… Nie jest łatwo, ale nie narzekam, bo lubię swoją pracę. No i u nas nie ma sjesty, a raczej nieustanny, nerwowy pośpiech napędzany wciąż dzwoniącym telefonem. Ostatnio „Lato z radiem” w Jedynce postanowiło przedstawić  radiosłuchaczom postać leśniczego. Naturalnie na antenie nie gościł autentyczny leśniczy lecz o naszej pracy opowiadał pewien aktor. Jego obraz leśniczego jest tak zbliżony do rzeczywistego jak porównanie pszczewskiego lasu do amazońskiej puszczy.  Oczywiście wrócę do tematu innym razem, bo warto o tym rozmawiać

W tym miesiącu odebraliśmy z podleśniczym Irkiem ponad 200 stosów z drewnem.

4801

To ogrom pracy, bo każdy taki stos to wiele pomiarów, oględzin i sterta dokumentów do przerobienia. Latem odbiorcy drewna bardzo grymaszą i chętnie składają reklamacje na jakość drewna. A to pojawią się plamki sinizny, to kłoda zamiast 2,65 m ma 2,64 lub zamiast średnicy 28 cm ma 27,9 cm, czyli według umownych zasad powinna być liczona jako 27 cm, a to poważne uchybienie… Szczególnie w sytuacji gdy w miesiącu odbieramy kilkanaście zestawów wywozowych kłód, a każdy z nich liczy 100- 200 sztuk. Każdą kłodę trzeba obejrzeć, sprawdzić wymiary i zmierzyć przymiarem średnicę w cieńszym końcu, przykładając miarkę w miejscu, gdzie jest najmniejsza średnicy. Jest co robić! Większość prac przy pomiarach drewna i bezpośredniej odbiórce oraz nadzór nad drwalami i zrywkarzami to zadanie podleśniczego.

4802

 Cała dokumentacja, ochrona, hodowla lasu, sprzedaż drewna, turystyka i wiele innych zadań zostaje dla leśniczego. Ale pomimo nawału zajęć trzeba znaleźć choć moment na obserwację otaczającej nas przyrody, bo to tak samo ważne zadanie leśniczego jak odbiórka czy sprzedaż drewna.

Gdy przejeżdżałem z jednego oddziału leśnego do innego na łączce pod lasem zauważyłem coś brązowego. Zatrzymałem się na chwilę i zobaczyłem wolno sznurującego lisa

4803

To niby nic wielkiego ale gdy lepiej przyjrzałem się, zauważyłem, że dość blisko myszkującego lisa przycupnął zając

4804

Lis nie zwracał na niego uwagi, wcale nie zamierzał na niego polować i wolniutko sznurował sobie przez łąkę, co chwilę przystając

4805

 Rudzielec to drapieżnik, który zjada dziennie do kilograma pożywienia. Podstawowym pokarmem lisa są gryzonie, ale żywi się również owadami, płazami i gadami. Interesują go podobnie jak ornitologów ptaki i ich lęgi. Chętnie zjada też padlinę i dlatego często go spotykamy wzdłuż dróg jak zbiera różnych nieszczęśników, którzy mieli bliskie spotkania z pojazdami. Bardzo chętnie zjada owoce, zarówno leśne jak i te z naszych sadów. Kiedy w norach, które kopie sam, a często także gotowe podkrada borsukom pojawiają się takie urocze lisięta

4806

Zagląda wtedy w pobliże ludzkich osad i szpera w śmietnikach lub podkrada drób. Okazyjnie interesuje się młodymi sarnami, zającami lub królikami, ale tym razem nawet nie spojrzał na zająca, który na wszelki wypadek nieco przykucnął.

4807

Lis przeszedł koło niego mijając go na 7-8 metrów. Szedł ze znudzoną miną i pozornie nie zwracał uwagi na otoczenie. Doszedł do mnie na około 40 metrów i przystanął na chwilę

4808

Powiał lekki wietrzyk i pewnie poniósł ze sobą nutę mojego zapachu. Chyba lisowi nie spodobała się nuta mojej wody toaletowej bo ze znudzonego, wolno sznurującego mykity przeobraził się w rudą strzałę, który momentalnie wbiła się w wysoką trawę. Nie na darmo wszyscy uważamy go za rudego cwaniaka. Zając zachował większy spokój. Z uwaga przyglądał się ucieczce lisa

4809

Potem z godnością pokicał w drugą stronę. Skoro lis nie patrzył na niego wilkiem, a zielono ubrany człowiek nie wymachiwał strzelbą to po co się denerwować i śpieszyć?

Las i jego mieszkańcy mają swoją filozofię i obyczaje. Warto je poznawać oraz rozumieć jak usiłują to robić badacze i podróżnicy podczas egzotycznych wypraw. Nasz las jest równie ciekawy i fascynujący jak odległa dżungla i nie potrzeba lecieć do niego samolotem z paszportem w garści. Wystarczy tylko być dobrym obserwatorem i zatrzymać się na chwilę w pędzie codziennego dnia, co czasem nawet dla leśniczego jest, niestety, tak trudne jak zorganizowanie wyjazdu w dżunglę.

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

 

23:57, lesniczy.lp
Link Komentarze (6) »
czwartek, 21 lipca 2016

 

479min

Lato w pełni i okolice Pszczewa pełne są turystów. Przed mapą okolicy, która stoi przed leśniczówką co jakiś czas jakaś para lub grupka turystów zastanawia się nad wyborem trasy spaceru. Często turyści pukają do kancelarii pytając o szczegóły lub o atrakcje godne obejrzenia. Las to bardzo atrakcyjny „towar turystyczny”, naturalnie w zależności od gustów, potrzeb i wiedzy odwiedzających go turystów, należy go tylko umiejętnie udostępnić ludziom. Do tego niezbędna jest sieć dróg biegnących przez lasy. Można po nich spacerować w rodzinnym gronie

4791

Można też jeździć rowerem lub biegać, zażywając do woli czystego powietrza, a nawet bezpłatnej aromaterapii pośród drzew iglastych

4792

Naturalnie leśne drogi służą także do prowadzenia gospodarki leśnej i zabezpieczenia przeciwpożarowego obszarów leśnych oraz mają wiele innych zastosowań. Drogi są dla lasu tym, czym żyły i tętnice dla naszego organizmu. Dlatego trzeba o nie bardzo dbać oraz czasem budować nowe.

W zeszłym roku na obszarze leśnictwa Pszczew został wybudowany pierwszy odcinek drogi leśnej spinającej dwie drogi powiatowe. Jest ona bardzo potrzebna turystom oraz przewoźnikom drewna, bo większość okolicznych dróg lokalnych ma solidne ograniczenia tonażu. Widać to na załączonej mapce, na której na niebiesko zaznaczyłem projektowaną nową drogę

4793

Właśnie ruszyły prace przy drugim odcinku, który rozpoczyna się w oddziale 58. To mniej więcej połowa nowej drogi, odkreślona czerwoną kreską. Wcześniej wyznaczyłem pas lasu, który należało wyciąć, aby nowa droga była wystarczająco szeroka, dobrze naświetlona i aby zmieściły się tam także rowy odprowadzające wodę.

4794

Wyznaczałem pas nowej drogi poszerzając już istniejącą drogę leśną tak, aby przebiegała możliwie prosto, a wykorzystując naturalne luki w lesie starałem się wycinać jak najmniej drzew. Drewno należało bardzo szybko wywieźć z lasu, a potem przyszła pora na usunięcie gałęzi i chrustu. Pomimo solidnie padającego deszczu w czwartek i piątek trwały tam intensywne prace. Pracownicy „zula” składali w stosy gałęzie, a dwa nieduże forwardery Vimek ładowały je na siebie i wywoziły poza wytyczona drogę.

4795

 W poniedziałek na „plac budowy” weszła firma wykonująca drogę i rozpoczęły się prace związane z usuwaniem karp drzew i wstępne profilowanie korony drogi oraz poboczy. Niebawem rozpocznie się układanie włókniny i zwożenie kamienia potrzebnego na nawierzchnię drogi, bo leśne trakty muszą być budowane z naturalnych surowców.

4796

Dziś ten kilkusetmetrowy odcinek wygląda już tak

4797

Po naszych (zulowcy i leśnicy) pracach został 14 metrowej szerokości pas z dawną drogą i oczyszczony z gałęzi ale naszpikowany pniakami po drzewach

4798

Dziś wygląda to już zgoła inaczej, choć to dopiero pierwszy etap prac

4799

Pracujemy nadal przy przygotowaniu dalszego odcinka pod budowę tej drogi, choć równolegle usuwamy złomy i wywroty, których wciąż jeszcze wiele czeka na interwencję piły drwala lub „blaszanego drwala” czyli harwestera

47910

W pierwszej kolejności usunęliśmy te drzewa, które stwarzały jakiekolwiek zagrożenie dla bezpieczeństwa ludzi. Przecież latem w pszczewskich lasach spotykam wielu korzystających z szerokiej oferty zielonych obszarów. Lato i wakacje w pełni, a zatem turyści indywidualni czy zorganizowane grupy chętnie zagłębiają się w las. Niestety, stopień zainteresowania lasem można ocenić także po ilości śmieci, które z niego sprzątamy, a szczególnie z miejsc postoju pojazdu i parkingów leśnych. Pewnie niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego ile nakładów sił i środków wymaga urządzenie, utrzymanie i konserwacja takich miejsc, które ułatwiają ludziom korzystanie z lasu. Urządzenia na parkingach są często bezmyślnie niszczone, stąd co jakiś czas trzeba je odnawiać lub wymieniać.

 

Aby jednak ułatwić odwiedziny i udostępnić las zmotoryzowanym turystom odnowiliśmy ostatnio dwa miejsca postoju. Stare ławostoły zostały wymienione na nowe, zadaszone. Dla rowerzystów ustawiliśmy drewniane stojaki na rowery i dodatkowe kosze na śmieci.

47911

 Bo śmieci to prawdziwa zmora letniego lasu. Gdy po paru godzinach od odbioru prac wstąpiłem ponownie na miejsca postoju zastałem tam taki widok.

47912

Zulowiec Darek, który ze swoimi pomocnikami systematycznie sprząta leśne parkingi i ich najbliższą okolicę szybko napełnił busa workami ze śmieciami. Wozi je na wysypisko gminne, gdzie został ustawiony specjalny, sporych rozmiarów kontener. Gdy się wypełni śmieciami, zgłaszam to do zakładu usług komunalnych, a ten za każde jego opróżnienie wystawia fakturę. Za usługę płaci nadleśnictwo, a są to spore pieniądze bo w tym miesiącu już po raz piąty śmieci z „naszego lasu” wypełniły duży kontener.

To pewna niefrasobliwość ludzi, którzy wbrew zasadom „ustawy śmieciowej” usiłują oszczędzać wywożąc śmieci do lasu. Wysokie koszty ich usuwania (a w skali całych Lasów Państwowych to kilkanaście milionów złotych) ponoszą nadleśnictwa, a przecież za te pieniądze można byłoby budować inne leśne drogi, obiekty turystyczne czy edukacyjne.

Dlatego bardzo proszę korzystajcie z oferty leśników i skręcajcie w las na widok takich znaków

479131

Jednak jest to miejsce, które służy nam do odpoczynku i rekreacji, bezpiecznego pozostawienia samochodu czy roweru, a nie do pozbycia się starych czy niepotrzebnych przedmiotów z domu. My, leśnicy, cierpliwie naprawiamy stare, budujemy wciąż nowe drogi i urządzenia turystyczne dla ludzi odwiedzających lasy. Jednak pomimo wieloletnich, kosztownych starań nie potrafimy zbudować u ludzi zrozumienia i potrzeby wspólnej troski o nasze, wspólne lasy. Najwyższa pora, aby te zmiany mentalne następowały tak szybko jak szybko powstaje nowa droga przez las.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

22:13, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
piątek, 15 lipca 2016

478min

 

Leśne drogi to „coś” bardzo ważnego, potrzebnego i w zasadzie trudnego do zdefiniowania. Dziwne? Wcale nie! Dla turysty, trampa, leśnego włóczęgi drogi w lesie to obietnica przygody, dotarcia do nieznanego miejsca i odkrycia kolejnej tajemnicy lasu. Fascynują obietnicą przygody, kuszą nieznanym, intrygują tajemnicą. Działają tak na wytrawnego turystę, ale także na tego przypadkowego, nazywanego „niedzielnym”, kuszą zarówno miejscowego jak mieszkańca dużego, odległego od lasu miasta. Kogo nie kusi taki widok?

4781

Zachęcają każdego do zagłębienia się w nieznany las i poznania jego niewątpliwych uroków. Dla grzybiarza to możliwość dostępu do borowikowego eldorado, dla wędkarza- fajna trasa nad śródleśne jezioro. Dla każdego- obietnica obcowania z ciszą, spokojem i majestatem kojącej zmysły zieleni lasu. Gdy poruszamy się pieszo lub rowerem to świetny wybór i bez wahania ruszamy przed siebie, w las. Jednak gdy zasiadamy za kierownicą samochodu zwykle mamy dylemat. Można jechać, czy nie? Rozglądamy się za znakiem zakazu lub za drogowskazem, ale nie zawsze go odnajdziemy i co wtedy? 

Co formalnie oznacza termin „droga leśna”? Zgodnie z treścią art. 6 ust. 1 pkt 8 ustawy o lasach drogi leśne, to „drogi położone w lasach niebędące drogami publicznymi w rozumieniu przepisów o drogach publicznych”. Zgodnie z kolei z art. 3 ust. 2 ustawy o lasach każdy grunt związany z gospodarką leśną jest traktowany jako las i podlega opodatkowaniu podatkiem leśnym. Przecież tam gdzie dziś jest droga leśna, potrzebna do hodowli lasu za chwilę może rosnąć las, a tam, gdzie dziś jest las może być niebawem droga lub szlak zrywkowy. To normalne zjawisko. Dla leśnika – to zatem część lasu służąca do zarządzania, gospodarki, ochrony lasu ale także transportu drewna i dojazdu do pożaru.

Drogi leśne mają też ogromne znaczenie dla nas wszystkich. Udostępniają bowiem ludziom zielone obszary i służą również do pieszego i rowerowego ruchu turystycznego. Mają też wielkie znaczenie dla społeczności lokalnej, szczególnie dla mieszkańców śródleśnych osad i kolonii, dlatego leśnicy wspólnie z gminami i miastami realizują wiele inwestycji i projektów modernizujących właśnie te drogi gruntowe. Część z nich to drogi pożarowe, zapewniające swobodny dostęp do obszarów leśnych w razie zagrożeń. Jednak drogi stanowiące integralną część lasów służą głównie dla celów gospodarki leśnej i to normalne, że czasem mogą być rozjechane przez ciężkie maszyny i samochody związane z gospodarka leśną, ale niestety, nie każdy może po nich swobodnie i dowolnie poruszać się pojazdami silnikowymi.

 

Zasady udostępniania lasów społeczeństwu precyzyjnie ustalono w ustawie o lasach w rozdziale 5.  Z ustawy wynika, że ruch motorowerem, pojazdem silnikowym (także quadem)  i zaprzęgiem konnym dopuszczalny jest tylko drogami publicznymi. Każdym pojazdem można wjechać do lasu drogą leśną tylko wtedy, gdy jest wyraźnie oznaczona drogowskazami dopuszczającymi ruch ( np. wskazany jest kierunek i odległość dojazdu do miejscowości, ośrodka wypoczynkowego czy parkingu leśnego).

4782

 Nie dotyczy to inwalidów, którzy poruszają się pojazdami przystosowanymi do ich potrzeb. Konno można poruszać się tylko po specjalnie wyznaczonych szlakach. Na drogach leśnych nie muszą być ustawione szlabany i  znaki zakazujące poruszania się po nich, gdyż zakaz ten wynika wprost z zapisów ustawy o lasach. To uregulowanie prawne dotyczy lasów wszelkiej własności. Obowiązuje ono cały rok, nie tylko w okresie zagrożenia pożarowego. Te przepisy nie dotyczą pracowników nadleśnictw, właścicieli lasów w ich własnych lasach, osób wykonujących i kontrolujących gospodarkę leśną, służb ratujących zdrowie i mienie ludzkie (policja, straż pożarna, pogotowie ratunkowe), myśliwych wykonujących zadania gospodarcze oraz właścicieli pasiek zlokalizowanych w lasach.

 Przepis pozornie jasny, ale jak odróżnić drogę publiczną biegnącą przez lasy od drogi, która jest faktycznie lasem, choć czasem jest świetnie utrzymaną „szutrówką”?

4783

 Nie ma, niestety, jednolitego i czytelnego systemu oznakowania dróg publicznych biegnących przez lasy. Jest to obowiązek zarządcy drogi, który powinien oznakować drogę zgodnie z zasadami wynikającymi z przepisów ruchu drogowego oraz ustawy o lasach. Różnie to jednak bywa w praktyce. Stąd częste dylematy kierowców samochodów, zza kierownicy których chcemy poznawać uroki leśnych dróg. Bo nie wszyscy chcemy i możemy chodzić pieszo lub poruszać się rowerem. Najlepiej zatem kierować się ogólną zasadą wjeżdżania samochodem do lasu tylko tam, gdzie wyraźnie pozwalają na to znaki drogowe i zakładać, że droga nieoznakowana nie jest dopuszczona do ruchu.

Nadleśnictwa, które zarządzają lasami państwowymi zwykle ustawiają tablice informacyjne z wyznaczonymi drogami do ruchu i miejscami parkingowymi. Bo nawet jeśli jedziemy drogą leśną dopuszczoną do ruchu to parkować nie możemy w dowolnym miejscu, np. na jej poboczu lecz tylko w miejscu tak oznaczonym

4784

Każde nadleśnictwo przygotowuje sieć parkingów leśnych oraz miejsc parkowania pojazdów. Takie informacje można znaleźć na stronie internetowej nadleśnictwa. Najłatwiej tam trafić wpisując adres www.lasy.gov.pl, a potem wybierając odpowiednią dyrekcję regionalną i nadleśnictwo. Leśnicy ponoszą koszty urządzenia i utrzymania tych miejsc, których w polskich lasach jest naprawdę wiele. W 2012 roku powstał nawet specjalny program pod nazwą AUL- Aktywne Udostępnianie Lasu, który realizują nadleśnictwa w całym kraju.

Cele tego programu:

1.Zapewnienie społeczeństwu możliwości wypoczynku, rekreacji, uprawiania turystyki oraz krajoznawstwa z wykorzystaniem lasów Skarbu Państwa poprzez budowę parkingów leśnych i miejsc postoju pojazdów,

2.Wzrost efektywności edukacji leśnej społeczeństwa oraz promocji polskiego modelu leśnictwa, w tym promocji Lasów Państwowych,

3.Urzeczywistnienie misji Lasów Państwowych w kooperacji z organami i instytucjami lokalnymi i powinności publicznych w zakresie rozwoju terenów niezurbanizowanych.

  1. Ograniczenie antropopresji poprzez ukierunkowanie ruchu turystycznego na obszarach leśnych w celu przeciwdziałania zagrożeniu trwałości i ciągłości funkcjonowania lasu.

4785

Korzystajmy z rozsądkiem z tych miejsc i dróg biegnących przez lasy pamiętając o ustawowych zasadach. To nie wymysł czy „sobiepaństwo” leśników lecz zdrowe reguły prawne, które należy znać, choć różnie z tym bywa. Dlatego pozwoliłem sobie je przypomnieć w wakacyjnym czasie gdy lasy kuszą pięknem, chłodem i bogactwem wszelkich darów.

Wjazd pojazdami do lasu posiada zatem pewne ograniczenia, ale ich znajomość ułatwi prawidłowe korzystanie i zapewni nam komfort wypoczynku. To zasady obowiązujące w całym kraju, a z naszych lasów, w których gospodarzą leśnicy warto korzystać jak najczęściej i najpełniej.

 Z kolei nie ma żadnych ograniczeń, aby skorzystać z innej, ciekawej, wakacyjnej oferty na znakomity wypoczynek. Warto bowiem ruszyć do Pszczewa na Jarmark Magdaleński. To już w najbliższą sobotę i niedzielę!

Na pszczewskim rynku trwają ostatnie przygotowania

 4786

Dziś ustawiane są już stragany na całym rynku

4787

W niedzielę zapełni się on folklorem i gwarem uczestników Jarmarku.

4788

 Rzeźbiarze będą rzeźbić w drewnie, kowale będą wykuwać podkówki na szczęście, zapachnie świeżym miodem. Zagrają folkowe zespoły i orkiestry dęte, a na licznych stoiskach zobaczymy wszystko, co ludzie potrafią wykonać rękami zgodnie z wielowiekową tradycją. Jednym słowem będą cuda i wianki…

4789

Organizatorzy Jarmarku, który jest organizowany w obecnej wersji od 1994 roku na wzór średniowiecznych jarmarków zadbali także o najmłodszych, no i o miejsca parkingowe.

47810

 Ruszajcie zatem do Pszczewa wszystkimi drogami jakie znacie. Szczegóły tej unikalnej imprezy znajdziecie na www.pszczew.pl oraz  na plakacie

47811

Po jarmarku zachęcam do odwiedzenia pięknych, pszczewskich lasów i czystych śródleśnych jezior. Naturalnie do lasu wjeżdżamy i parkujemy pod sosnami czy dębami tylko zgodnie z zasadami, które wyżej przypomniałem.

Wspaniałych wrażeń!

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

23:15, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 lipca 2016

477min

Lipcowe ciepłe dni zachęcają do korzystania z uroków pszczewskich jezior ale i las ma swoją ciekawą ofertę. Pojawiły się bowiem pierwsze grzyby. Donoszę o tym z prawdziwą przyjemnością, bo większość z nas lubi je zbierać. Na razie nie można mówić o wielkim wysypie i nie ma szans na poważne zbiory, bo to przecież lipiec. No ale kto nie skusi się na tak dorodną czubajkę kanię?

4771

Tym bardziej, że kanie rosną przecież na skraju lasu i nie trzeba w ich poszukiwaniu przemierzać bezkresnych kniei. Można je zbierać np. podczas rowerowej wycieczki, korzystając ze szlaków turystycznych, których przecież wiele biegnie przez nasze lasy. Dębowe borowiki również rosną na skraju lasu, a jeszcze częściej wprost na drodze. Skoro ja bez problemu wypatrzyłem zlewającego się z suchymi dębowymi liśćmi borowika zza kierownicy „Rockiego”, to podczas spaceru pewnie zdarzy się ich więcej.

4772

Pojawiły się też kurki, choć tylko w zaniżeniach terenu i w mchach oraz we wrzosowiskach. Znalazłem także kilka podgrzybków, ale były mało atrakcyjne i popękane, to nie to co jesienne soczyste „grubasy” o matowych, podobnych do borowikowych kapeluszach. Warto wybrać się na pierwsze grzybobranie, a przy okazji można poplamić ręce czarnymi borówkami. Wysypało nimi pięknie w pszczewskich borach

47711

Jednak coraz mniej ludzi zbiera już borówki. Może to napędzany przez medialne doniesienia strach przed kleszczami, a może zwykłe wygodnictwo? Nie widać w jagodnikach ani turystów, ani miejscowych, za to w pszczewskiej „Biedronce” owoce mają wielkie wzięcie. No cóż, ja jednak wolę borówki prosto z krzaczka, choć nie mają certyfikatu i paragonu…

Jednak nie bardzo mam chwilę aby się nimi raczyć bo pracy w lesie wciąż moc. Po ostatniej wichurze z 25 czerwca na sporej części leśnictwa wciąż pozostaje wiele złomów i wywrotów do usunięcia. Złamane konary uszkodziły kilkanaście ogrodzeń upraw

4773

To z fotografii i większość pozostałych już są naprawione, ale trzeba sprawdzić wszystkie, a to kilkadziesiąt kilometrów do przejścia. W pierwszej kolejności usuwamy złomy i wywroty przy bardziej uczęszczanych drogach. Przecież stanowią realne zagrożenie dla wszystkich, którzy spacerują po lasach. Dlatego bardzo proszę: uważajcie na połamane i wywrócone drzewa i wiszące konary tam, gdzie wichura dokonała zniszczeń w lesie! W leśnictwie Pszczew to głównie okolice Szarcza i Stołunia, ale miejscowe zagrożenia mogą przydarzyć się także w innych zakątkach lasu.

Naturalnie to przestroga  dotycząca znanego mi lasu, ale są też miejsca w kraju, gdzie żywioł dokonał dużo większych zniszczeń. Dlatego wybierając się z koszyczkiem na pierwsze grzyby czy po czarne borówki zachowajcie wielką ostrożność. My, leśnicy, maszynami i rękami pracowników zakładów usług leśnych staramy się jak najszybciej uprzątnąć połamane i wywrócone drzewa. Ale wciąż nowe pojawiają się w lesie. W piątek, około godziny 16 wracałem od wywozu drewna. Nagle zaczęły spadać drobne gałęzie i większe konary i zobaczyłem jak rozłamuje się sosna o podwójnym pniu. Runęła w poprzek linii kolejowej

4774

Jeżdżą tam wprawdzie tylko towarowe składy, ale co będzie gdy maszynista zbyt późno zobaczy zagrożenie? Zadzwoniłem natychmiast na alarmowy nr 112 i zgłosiłem problem. Dyżurny z punktu dyspozycyjnego przełączył rozmowę do PSP i wytłumaczyłem dokładnie strażakowi gdzie leży drzewo. Szybko je usunięto. Podobnie szybko porządkujemy złomy i wywroty w lesie. Niedawno leśna droga wyglądała tak

4775

Po kilku dniach krajobraz uległ zmianie, a przy drodze pojawiły się stosy sosnowych kłód

4776

Tam gdzie niedawno był wał połamanych drzew

4777

Dziś równo ułożone wałki czekają na forwarder, który zwiezie je w stos

4778

Usuwanie połamanych drzew to niebezpieczna praca. Naprężone pnie i gałęzie, popękane włókna drzewa i połamane gałęzie zawieszone wysoko w koronach mogą stanowić śmiertelne zagrożenie. Pomimo, że w zespole zul pracują świetni fachowcy przed rozpoczęciem prac przypomniałem im zasady bezpiecznej pracy i przestrzegałem przed zagrożeniami. Szczególnie niebezpieczne są złomy bramowe

4779

Wiszące czasem tylko na pasemku łyka fragmenty pnia mogą znienacka spaść w wyniku drgania od piły. Dlatego przy pozyskaniu drewna, także niebezpiecznych złomów pracują minimum dwuosobowe zespoły drwali. Pracy jeszcze moc, bo oszacowałem uszkodzenia od wiatrów na 1000-1200 m3. Dodatkowo równolegle trwają prace przy przygotowaniu pasa pod budowę drugiego etapu nowej drogi leśnej

47710

Tam także należy poświęcić wiele uwagi na właściwe wykorzystanie drewna, dochowanie wymiarów zamówionych przez odbiorców sortymentów i najwyższą jakość pracy. W innych częściach leśnictwa naprawiamy ogrodzenia, trwają pielęgnowania upraw, no i wciąż jadą samochody z drewnem. Wywiesiliśmy już pułapki feromonowe na brudnicę mniszkę, a w kolejce czekają usychające sosny, osłabione suszą i zamieraniem pędów.

Nad jeziorem Cegielnianym rozbili obóz harcerze ze Zbąszynka, po Pszczewie spaceruje wiele grup, często przejeżdżają grupy rowerzystów i motocyklistów. W lesie spotykam wielu turystów, a leśne parkingi nieustannie wymagają sprzątania i wywożenia śmieci. To lato pośród uroków pszczewskich jezior i lasów…

Warto z nich korzystać ale nie lekceważcie takich czy innych tablic ostrzegawczych

47712

W lesie o tej porze roku jest pięknie i ciekawie, od nas zależy aby było także bezpiecznie.

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

 

18:11, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
czwartek, 07 lipca 2016

 

476minW Stanach odbędą się niebawem uroczystości związane z patronem leśników- świętym Janem Gwalbertem. Każdy z nas powinien mieć duchowego opiekuna, który jest wsparciem, opoką, wzorem do naśladowania. Czasem śmiejemy się z tego, traktując istnienie duchowego patrona jako zabobon i raczej wierzymy w magię internetu czy telewizji, wzorując się na celebryckich idolach. Każdy z nas ma własną filozofię życia ale chyba też każdy, niezależnie od wiary i poglądów wzywał kiedyś na pomoc jakiegoś świętego. Zwykle dyżurnym „adresatem westchnień” jest święty Antoni, szczególnie gdy spóźnieni np. do pracy szukamy kluczy do auta… Jest jednak wokół nas wielu opiekunów, patronów, świętych. Patronem leśników, choć mam wrażenie mało znanym, jest od 1951 roku Jan Gwalbert. To znana postać w Stanach. Naturalnie nie w Stanach Zjednoczonych Ameryki lecz w Stanach położonych w naszym województwie podkarpackim. Właśnie we wsi Stany, która leży w województwie podkarpackim,w powiecie stalowowolskim i gminie Bojanów istnieje należąca do diecezji sandomierskiej parafia rzymskokatolicka, której patronuje Jan Gwalbert.

Proboszcz tej parafii, ksiądz Zbigniew Mistak przysłał mi takie miłe zaproszenie:

4761

Znam wielu leśników z tych okolic, szczególnie z Puszczy Sandomierskiej. Nazywają ich Lasowiakami, choć rdzenni mieszkańcy tych ziem, będący z całą pewnością ludźmi lasu nazywają siebie Lesiokami. Chętnie uczciłbym 10 rocznicę obchodów święta Jana Gwalberta w Stanach i spotkał z miejscowymi, a pewnie nie tylko z miejscowymi leśnikami. Jednak nadmiar obowiązków i spora odległość od lubelskiej dyrekcji lasów, nie pozwoli na tę przyjemność. W imieniu organizatorów, spełniając prośbę księdza Zbigniewa zapraszam jednak wszystkich, którym bliski jest patron leśników- Święty Jan Gwalbert do Stanów, w niedzielę 10 lipca . W ramach odpustu parafialnego odbędzie się tam zorganizowany wspólnymi siłami parafii, leśników i władz samorządowych Piknik Leśny, pełen atrakcji, zabaw i wydarzeń artystycznych. Wystarczy zerknąć na plakat

4762

Zachęcam wszystkich leśników oraz przyjaciół lasu do uczczenia mało znanego, skromnego Patrona Leśników i udziału w pikniku leśnym. Z całą pewnością będzie to ciekawa uroczystość, a niewiele jest miejsc, gdzie wspomina się Jana Gwalberta.

W „Żywocie świętego Jana Gwalberta, Zakonodawcy” spisanym przez Ks. Piotra Skargę i innych, wydanym w 1910 roku w Mikołowie czytamy:

„Obchodzi Kościół święty pamiątkę następujących Świętych Pańskich, zamieszczonych w rzymskiem martyrologium:

Dnia 12-go lipca w klasztorze Passignano uroczystość św. J a n a Gwalberta, Opata i Założyciela Zakonu Wallombroza.”

Nie tylko w tym klasztorze i nie tylko podczas uroczystości w parafii Stany warto tego dnia wspomnieć historię tej zacnej postaci i poznać filozofię patrona leśników. Każde miejsce jest dobre, a szczególnie las. Cisza, mistyka i wielkość lasu zachęcają do zajrzenia we własną duchowość i do chwil refleksji. Kto uważa to za stosowne może zwrócić się do patrona leśników słowami starej modlitwy, którą znajdziemy w cytowanym wyżej dziele p. Skargi:

Boże i Panie mój. Spraw miłościwie, abyśmy za wstawieniem się za nami świętego Jana Gwalberta, Opata, poleceni zostali miłosierdziu Twemu, i wszystko, czego własnemi zasługami otrzymać nie jesteśmy godni, za jego pośrednictwem dostąpili. Przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa. Amen.

Kto nie chce lub nie umie się modlić niech choć tego dnia poczyta o życiu i działalności benedyktyńskiego opata z Vallombrozjo, nazywanego bohaterem przebaczenia. A można też uczcić to święto patrona leśników wybierając się na spacer do lasu. A tam wystarczy zachwycić się pięknem przyrody, spojrzeć na nią z szacunkiem, nacieszyć się ciszą lasu i pomilczeć…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

22:33, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 czerwca 2016

 

475min

Od jakiegoś czasu zauważyłem w lesie gwałtownie rosnącą liczbę sosen o żółtych koronach. Takie usychające lub zupełnie suche drzewa my, leśnicy, nazywamy posuszem i staramy się jak najszybciej usuwać z lasu. Posusz może być czynny- czyli zasiedlony przez szybko rozmnażające się owady, a zatem szczególnie niebezpieczny dla całego lasu lub opuszczony- to już zupełnie martwe drzewa, gdzie po owadach destrukcyjne działanie rozpoczęły rozkładające je grzyby. Szczególnie posusz czynny jest bacznie obserwowany przez leśnika. Są to bowiem drzewa bardzo niebezpieczne dla innych i stają się źródłem chorób dla całego lasu. Suche drzewo opanowane przez grzyby i owady w lesie to jak trędowaty lub zarażony dżumą czy ospą człowiek w społeczeństwie. Zaatakowane, chore drzewo szybko zaraża kolejne i kolejne. Zdarza się, że od jednego chorego drzewa powstaje duże gniazdo posuszu, a czasem rodzi to konieczność wycinania zrębu aby ratować las. Bo wbrew temu, co mówią i piszą „pseudoekolodzy”, wycinanie drzew to najczęściej nie barbarzyństwo czy pazerność leśników lecz normalne zabiegi gospodarcze, a często także ratowanie lasu. W zielonym dachu lasu zaczęły się pojawiać w wielu miejscach rdzawe plamy

4751

To problem także sąsiednich nadleśnictw. Niektórzy koledzy nawet obserwowali las za pomocą dronów lub z pokładu samolotu. Dlatego po konsultacjach z innymi leśnikami postanowiłem poznać przyczynę problemu w moim leśnictwie. W piątek, razem z zastępcą nadleśniczego i koleżanką zajmującą się w nadleśnictwie ochroną lasu ruszyliśmy „badać wroga”. Jak sprawdzić co dzieje się w koronach starych sosen? Nie ma innego sposobu, trzeba ściąć kilka takich rudziejących drzew i  dokładnie obejrzeć ich korony, pędy, igły i pnie

4752

Drzewa, które pozornie były jeszcze żywe, pokryte były wyciekami żywicy i chodnikami owadzimi. Gdy przecięliśmy drzewo pod koroną, okazało się, że jest już opanowane przez grzyby i zasinione. To zapewne efekt m.in. problemów z wodą w lesie. Utrzymująca się długo susza osłabia drzewa, które stają się podatne na choroby grzybowe i atak owadów.

4753

Nie ma innej rady jak szybko przystąpić do usuwania usychających drzew, dopóki można jeszcze racjonalnie wykorzystać ich cenne drewno. Inaczej zasinione i pokryte chodnikami owadzimi będzie nadawało się tylko na opał. Największym jednak zagrożeniem jest możliwość rozniesienia chorób na większy obszar.

Ustaliłem zatem z moim szefem sposób postępowania na najbliższy czas, przesuwając inne, planowane cięcia na później. Stan sanitarny lasu to bardzo istotna kwestia. Od poniedziałku planowałem się zabierać za redukcję rudych sosen. Stało się jednak inaczej…

W sobotę, podczas emocjonującego meczu Polska- Szwajcaria rozpętała się solidna burza. Zerwał się gwałtowny wiatr, lunął straszny deszcz, który przeszedł w grad. Z nieba leciały wielkie lodowe kule. W niektórych miejscach miały wielkość kurzych jaj! Wybijały szyby w samochodach, uszkodziły dachy, a nawet elewacje budynków. Tak wyglądają dziś niektóre domy w okolicach Pszczewa

4754

Straż pożarna i inne służby miały pełne ręce pracy. Usuwano połamane drzewa i konary. Na szczęście nikt bezpośrednio nie ucierpiał od rozszalałego żywiołu. Zdarzyło się natomiast kilka wypadków samochodowych, nawet bojowy wóz strażacki miejscowej OSP podrzucony podmuchem wiatru uderzył w drzewo. W lesie słychać było tylko trzask łamanych pni i łoskot drzew wywracanych z korzeniami.

W poniedziałek zamiast zabrać się za usuwanie posuszu od wczesnego ranka rozpocząłem liczenie strat w lesie. W wielu miejscach czekały na mnie smętne widoki zniszczonych drzew

4755

Wiele dróg zostało zawalonych połamanymi pniami. Szybko zorganizowałem drwali do ich usuwania. Przez dwa dni przecinali główne drogi

4766

Połamane drzewa uszkodziły też ogrodzenia upraw, wyrządziły też szkody w młodnikach i najmłodszym pokoleniu lasu. Niektóre wywrócone zostały z korzeniami ( to w języku leśników wywroty), ale też wiele drzew zostało połamanych w połowie (takie drzewa nazywamy złomami). Grube sosny czy brzozy, sporadycznie także dęby zostały powalone wiatrem, połamane, powykręcane. Według mojej szacunkowej oceny połamane i wywrócone drzewa to około 1000m3 drewna. Tyle drewna można uzyskać z około 4 hektarów zrębu założonego w starym, dorodnym lesie.

 Trzeba jak najszybciej wyciąć i wyrobić złomy oraz wywroty, aby nie zmarnowało się drewno. A wilgoć i wysokie temperatury powodują, że popękane drewno bardzo szybko sinieje. Połamane i wiszące konary stanowią też realne zagrożenie dla odwiedzających las

 4757

Unikajcie takich miejsc. Nie wybierajcie się na razie do lasu wszędzie tam, gdzie wichura wyrządziła szkody. Dopiero za jakiś czas okaże się, czy opady gradu nie uszkodziły dodatkowo drzew, które także zaczną rudzieć…

Las sponiewierany przez grad i wichurę wygląda naprawdę przygnębiająco.

4758

Trzeba bardzo szybko usunąć zagrożenia, oczyścić wszystkie drogi, naprawić ogrodzenia. To skomplikowana, kosztowna i niebezpieczna praca. W lesie jednak jak widać, nie zawsze jest uroczo, romantycznie i sympatycznie. Ale bywało już znacznie gorzej. W 2007 roku wichura połamała i wywróciła w leśnictwie Pszczew blisko 6 tysięcy m3 drewna. Wtedy szybko uporaliśmy się ze złomami i wywrotami to i teraz damy radę.

Od jutra zabieramy się z zulowcami do intensywnej roboty. Tak nasza służba…

 

Leśniczy Jarek-lesniczy@erys.pl

 

23:40, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 57