O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
środa, 13 września 2017

Czy pamiętamy dziś kto to jest szeryf ? Jak dla mnie to facet, który nieodparcie kojarzy się z filmowymi wspomnieniami z dzieciństwa, czyli westernami, gdzie było dużo hałasu, wystrzałów i konnych pościgów. Kto z mojego pokolenia nie pamięta silnych wrażeń przy oglądaniu serialu „Bonanza” i fascynacji kowbojami z błyszczącymi „koltami”? Był to czas, kiedy odznaka, czyli gwiazda szeryfa wycięta z blachy znaczyła dla chłopaka o wiele więcej niż dziś najlepszy smartfon…

Czasem porównuje się leśników z szeryfem, bo m.in. leśnicy tak jak szeryf dbają o porządek i przestrzeganie prawa w określonym obszarze lasu. Choć szeryf ze Stanów Zjednoczonych ma chyba lepiej, bo np. może iść na emeryturę już po 20 latach służby, a leśnik musi pracować o wiele dłużej. Szeryfem może zostać każdy obywatel i nie musi być to policjant. Są oni zwykle wybierani spośród mieszkańców określonego hrabstwa na 4 lata przez ludzi i mają spore uprawnienia. Taki np. szeryf Los Angeles jest ważną figurą, bo to największe hrabstwo w Stanach, liczące około 10 mln mieszkańców.

5625

Dlaczego o tym piszę? Bo mój kolega, leśnik ze Śląska, z powiatu mikołowskiego - inżynier nadzoru z Nadleśnictwa Kobiór - Piotr Chrzęszczyk, właśnie wrócił ze Stanów Zjednoczonych, a konkretnie z Los Angeles. Przywiózł stamtąd 4 medale i… gwiazdę szeryfa, którą podarowali mu amerykańscy „mundurowi”. Dostałem ją od niego w prezencie i z zaciekawieniem słuchałem jego kolejnej opowieści o sportowej rywalizacji.

Piotrek uczestniczył kolejny raz w Mistrzostwach Świata Służb Mundurowych (World Police & Fire Games), które trwały od 6 do 16 sierpnia i odbywały się właśnie w Los Angeles. Biorą w nich udział policjanci, strażacy, strażnicy graniczni z różnych krajów no i nasz leśnik Piotr.

5621

To bardzo wysportowany leśnik i specjalista rozmaitych dziedzin sportu: świetnie biega, rzuca, skacze, wiosłuje. Gra w siatkówkę plażową, badmintona i rzuca dyskiem.

Czterokrotnie stawał na podium i zawsze oprócz flagi w biało-czerwonych barwach narodowych miał ze sobą zieloną flagę ze znakiem „Związek Leśników Polskich w Rzeczypospolitej Polskiej”

5623

Związek wspomaga go finansowo ale też mentalnie, bo gdy Piotr wyjeżdża na kolejne zawody koleżanki i koledzy trzymają kciuki za jego powodzenie. Kolejny już raz przywiózł ze sportowych zmagań medale, a my jesteśmy z niego zwyczajnie dumni. Bo leśnik okazuje się lepszy od szeryfów, policjantów czy strażaków z całego świata. World Police & Fire Games odbywają się co dwa lata, a bierze w nich udział zwykle około 10 tysięcy zawodniczek i zawodników z ponad 60 krajów świata.

Piotr zdobył brąz w rzucie dyskiem

5622

To dla niego wielka satysfakcja, bo konkurencja była bardzo silna, a złoto zdobył inny Polak, swojego czasu mistrz olimpijski. Brązowy medal zawisł też na jego szyi za indywidualny start w wioślarstwie na 500 m, a w parze z policjantem ze szkoły policyjnej z Katowic wywiosłował srebro na dystansie 1000 metrów. W innej konkurencji wioślarskiej w parze ze strażaczką z Rumunii Adrianą Paraschiv także zdobył srebrny medal. Zajął z kolei nielubiane przez sportowców czwarte miejsce w mikście oraz piąte w singlu i deblu w badmintona. Walczył też z pełnym zaangażowanie na piaszczystym boisku do siatkówki plażowej, ale nie zdobył medalu. To bardzo wymagająca dziedzina sportowa i bardzo mi bliska, bo min. przez kilka lat organizowałem na pszczewskich plażach turnieje „plażówki”.

To wielkie osiągnięcie naszego kolegi i dowód na to, że leśnicy to ludzie o rozmaitych pasjach i umiejętnościach. Udany występ leśnika pośród utalentowanych mundurowych z całego świata, no i szeryfów z Los Angeles, to rzeczywiście wyjątkowa sprawa. Gdy Piort opowiadał o sportowej rywalizacji koledzy przymierzali do mojego munduru pamiątkową odznakę szeryfa

5624

Jednak zostanie ona w innym miejscu, bo mundur leśnika najlepiej zdobi godność jego właściciela i szacunek, okazywany przez innych ludzi, a nie odznaki, choćby najbardziej atrakcyjne. Udowodnił to wielkim zaangażowaniem, wysokimi umiejętnościami i hartem ducha nasz utalentowany kolega Piotr Chrzęszczyk. Wszyscy leśnicy mogą być z niego autentycznie dumni, a ja życzę Piotrowi kolejnych sukcesów we wszelkich dziedzinach, którymi zajmuje się z właściwą sobie pasją.

Powodzenia, Piotrze, w codziennej leśnej pracy i w sportowej rywalizacji na kolejnych mistrzostwach.

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

P. S. fotografie, oprócz ostatniej pochodzą z archiwum Piotra Chrzęszczyka

 

 

 

21:42, lesniczy.lp
Link Komentarze (1) »
środa, 06 września 2017

 

561min

Dni mijają niepostrzeżenie, a daty w kalendarzu wskazują, że nieuchronnie zbliża się jesień. Świadczą o tym opustoszałe plaże nad jeziorami, puste parkingi przy turystycznych atrakcjach, a z kolei pełne przy szkołach. O nadciągającej jesieni informuje nas początek roku szkolnego, kolejna - już 78 i jakże bolesna - rocznica wybuchu II wojny światowej, ale przede wszystkim przyroda...

Pierwszego września, jak co roku zapaliłem znicz pod pomnikiem bojowników o polskość Ziemi Międzyrzeckiej, który stoi skromnie na pszczewskim rynku. Był to tam jedyny znicz… Głaz ustawiony naprzeciw urzędu gminy z inskrypcją poświęconą patriotom i bohaterom był dawniej wyznacznikiem pobliskiej granicy polsko-niemieckiej. Strzegło jej polskie wojsko i straż graniczna, a jej komisariat znajdował się we wsi Silna. Pomiędzy Silną a Pszczewem na posterunku granicznym, wczesnym rankiem 1 września 1939 roku zginął na posterunku komendant strażnicy plutonowy Antoni Paluch. Była to jedna z pierwszych ofiar II wojny światowej, naturalnie nie licząc bestialskiego ludobójstwa dokonanego przez Niemców w Wieluniu.

Co ciekawe, archiwalne dokumenty niemieckie podają w zestawieniach strat z tego odcinka tylko jednego żołnierza, który zginął w miejscu nazywanych przez nich „Betsche- Schilnn” czyli Pszczew- Silna. Prawdopodobnie to efekt oporu Antoniego Palucha, który otworzył ogień do oddziału niemieckiego przekraczającego granicę. Komendant Paluch zginął od niemieckiej serii i został pochowany na cmentarzu w Silnej, a obecnie jego prochy spoczywają na nekropoli parafii Miedzichowo, nieopodal siedziby Nadleśnictwa Trzciel. W miejscu dawnego posterunku granicznego z mojej inicjatywy ale dzięki zaangażowaniu organizacyjnemu i finansowemu leśników z Nadleśnictwa Bolewice został zbudowany parking leśny „Na dawnej granicy państwa polskiego”. Pisałem o tym wcześniej.

Również pod tablicą w języku polskim i niemieckim, opowiadającą o historii tego miejsca i postaci Antoniego Palucha stawiam co roku, 1 września znicz i jak widać nie tylko ja pojawiam się tam tego dnia

5618

Przyroda także ukazuje coraz więcej jesiennych akcentów. Brązowieją liście, milkną ptaki, lecą z drzew jabłka i kasztany, ale przede wszystkim lecą żurawie. Spośród porannej, już jesiennej mgły słychać charakterystyczny głos żurawi- klangor. Swój charakterystyczny trąbiący i donośny głos żurawie zawdzięczają specyficznej budowie mostka i tchawicy. Tchawica tego ptaka działa na zasadzie wykorzystywanej w instrumentach dętych. Dźwięk wydawany prze te piękne ptaki ulega w niej wzmocnieniu jak w puszce rezonansowej. Dlatego klangor słychać z bardzo daleka. Żuraw jako pierwszy wita wschód słońca, a jego klangor obwieszcza światu początek dnia. Teraz, jesienią, żurawi klangor jest również sygnałem do odlotu i tym samym obwieszcza nam, że to już koniec lata. Dostojne żurawie tym głosem zwołują się też na zloty. To charakterystyczne dla nich zachowanie obserwujemy zwykle dopiero w październiku, choć czasem już we wrześniu. Żurawie zbierają się teraz w stada na tzw. zlotach czy zlotowiskach. Wybierają sobie znanym sposobem dogodne miejsca na zloty. Zlotowiska bywają bardzo liczne, liczą czasami po kilka tysięcy ptaków. Za chyba najbardziej znane miejsce zlotów można uznać PN Ujście Warty, choć czasem na zebranie żurawi wystarczy ściernisko lub łąka. Na tych zebraniach żurawie z różnych rodzin tańczą, nawołują się do odlotu i łączą w pary na długie lata.

5611

Żurawiowi przypisuje się wiele ludzkich cech i ten ptak z racji swojego piękna oraz dostojeństwa posiada bardzo szeroka symbolikę w wierzeniach i kulturze wielu narodów. Żuraw uważany jest za atrybut bogów i bohaterów, np. egipskiego Totha, Hermesa jako boga podróżnych, wędrowców i pielgrzymów, Demeter, Artemidy, Ateny, Perseusza. Według mitu greckiego Palamedes, mądry doradca Greków pod Troją, uzupełnił alfabet literowy Kadmosa, biorąc za wzór do liter kształty kluczy żurawi (wg innych uczynił to Hermes). Może też z tego mitu wziął się związek żurawi i Hermesa z pismem i z poezją? Jeśli o poezji mowa to pamiętacie „Grób Agamemnona” Słowackiego?

„Żurawie! (...) wyście mi były niegdyś ukochane, wyście jesienną moją były harfą!"

Skoro o wieszczach mowa, to przytoczę też słowa Mickiewicza z Epilogu „Pana Tadeusza”:

„Jak bajeczne żurawie nad dzikim ostrowem, nad zaklętym pałacem przelatując wiosną i słysząc zaklętego chłopca skargę głośną, każdy ptak chłopcu jedno pióro zrucił, on zrobił skrzydła i do swoich wrócił"

Można odczytać z tych słów, że żuraw jest dla poety symbolem miłosierdzia i dobroczynności. Cechy ludzkie żurawi czyli antropomorfizm dostrzegają w tych ptakach także ci, którzy uważają, że uosabiają one arystokratyczne, wyniosłe maniery, ale też spostrzegawczość, czujność, opiekuńczość i miłość oraz wierność małżeńską. Ta ostatnia cecha od lat fascynuje ludzi. Żurawie łącza się bowiem w pary na całe życie. Jeden partner na całe życie, a przecież według japońskich legend ptaki te żyją tysiąc lat! Żurawiom w różnych wierzeniach przypisywano długowieczność, a czasem nawet nieśmiertelność. Postrzegano je jako ptaki odprowadzające dusze zmarłych na miejsce przeznaczenia, może dlatego dla Celtów był oznaką nieszczęścia? Także Chińczycy widzą w nim przewodnika dusz zmarłych do Zachodniego Raju.

Nauka naturalnie nie potwierdza tych wierzeń i aż takiej długowieczności tajemniczych ptaków ale monogamia jest faktem i najczęściej żurawie spotykamy w parach.

56141

Kiedy się w nie łączą? Nie tak łatwo to stwierdzić bo żurawie bytują głównie na moczarach, bagnach i rozlewiskach, a z racji przysłowiowej wręcz ostrożności nie jest łatwo poznawać ich biologię i obyczaje. Prawdopodobnie dobierają się w pary właśnie podczas jesiennych zlotów, które w tym roku rozpoczynają się dość wcześnie. Może wróżą wczesną zimę?

5619

W jedno miejsce- na łąkę lub ściernisko zlatują się trwale połączone pary z przychówkiem, nawołują się, tańczą i może właśnie wtedy żurawia młodzież wybiera sobie partnerów? Wiosenny taniec godowy tych ptaków to miłosne misterium par. To połączenie niezwykłych ukłonów, podskoków, przytuleń przypominających objęcia partnerów oraz piruetów z rozpostartymi skrzydłami.

56110

Jesienne, tłumne zloty żurawi to przygotowanie do odlotu. Według badań ornitologów żurawie potrafią w ciągu kilkunastu godzin przebyć ponad 1000 kilometrów. Żuraw należy do ptaków wędrownych i jest bardzo wytrwałym lotnikiem. To kolejna cecha tych ptaków cecha dostrzeżona i odnaleziona w wielu mitach i legendach. W wierzeniach narodów słowiańskich żurawie pełniły rolę przewodników, znających dobrze drogi nad lądami i morzami. Wskazywały właściwy kierunek dla strudzonych wędrowców i stały się symbolem szczęśliwej, bezpiecznej podróży. Latają w charakterystycznych kluczach, podobnie jak wiele większych ptaków np. dzikie gęsi czy kormorany                                                                                   

 5615

Żurawie podczas jesiennych zlotów dobierają się w klucze i „umawiają” przewodników. Klucz złożony w kształcie charakterystycznej litery „V” o jednym boku dłuższym pozwala ptakom łatwiej pokonać odległość i opory powietrza. Najtrudniej ma przewodnik, który prowadzi klucz, dlatego ptaki zmieniają się na tej pozycji. Jesienne niebo czasem pełne jest wędrujących ptaków. Już od wielu wieków ludzie interesowali się tym zjawiskiem, a lecące kluczem żurawie oraz klangor wędrujących ptaków budzą wielką nostalgię. Dla wielu z nas symbolem wędrówki jest droga

5612

Leśna droga w otoczeniu początków jesieni kusi obietnicą poznania nowych miejsc, spraw, ludzi lub tajemnic przyrody. Czasem linia kolejowa bywa symbolem zdobywania nowych przestrzeni i zachętą do podróży.

5613

Coraz częściej jednak korzystamy z połączeń lotniczych i niebo poznaczone jest gęsto drogami samolotów. Choć warto zauważyć, że coraz częściej żyjemy w świecie pozbawionym widoku nieba. W mieście głośnym i sztucznie oświetlonym rzadko spoglądamy w niebo przysłonięte sufitami marketów, podziemnych przejść i wielkimi budowlami. Dlatego spoglądajmy przy każdej możliwej okazji szczególnie w jesienne niebo, wypatrując nie tylko samolotów lecz kluczy ptaków, szczególnie żurawi.

Ich pojawienie się na niebie traktowano od wieków jak wróżbę, symbolizującą już w starożytności np. początek wiosny, a żuraw przedstawiany podczas lotu w stronę słońca bywa symbolem dążenia do awansu społecznego. Klucz żurawi na niebie w niespokojnym dla ludzi czasie zapowiadał zakończenie wojny. Dla mnie zwrot użyty w tytule nieodparcie kojarzy się ze starym filmem o wojnie i miłości…

"Lecą żurawie" to piękna, nagrodzona w 1958 roku na XI MFF w Cannes "Złotą Palmą", historia romantycznej i głęboko tragicznej miłości pary kochanków, których szczęściu przeszkodziła wojna. Ten radziecki pełnometrażowy melodramat Kałatazowa odniósł pod koniec lat 50-tych wielki światowy sukces i zapadł w moja pamięć także poprzez żurawie.

5616

Odebrano go na całym świecie jako najgłębszy protest przeciwko wojnie, który nie miał sobie równego w żadnym z dotychczasowych filmów wyprodukowanych wcześniej w byłym już ZSRR. Pewnie dlatego jako jedyny pełnometrażowy film radziecki otrzymał główną nagrodę festiwalu w Cannes.

Zapamiętałem szczególnie jedna filmową scenę jak zakochani w sobie młodzi ludzie spoglądają na lecące żurawie. Klimat podkreśla ciekawa muzyka, warto poszukać jej w globalnej sieci

5617

Borys zgłasza się niebawem jako ochotnik na front, Weronika w dniu swoich urodzin zostaje sama. Wojna zbiera swe okrutne żniwo i Borys ginie od kuli. Weronika zaś poślubia jego brata Marka, któremu uległa w chwili stresu wywołanego nalotami bombowymi. Jej małżeństwo nie może być szczęśliwe bo przecież wszystkie myśli i uczucia dziewczyny zabrał ze sobą Borys. Myśli o nim w każdej chwili, a szczególne wspomnienia przywołują lecące żurawie…

Obserwujmy zatem misterium żurawich zlotów i klucze pięknych ptaków na niebie. To ostatnia okazja, aby posłuchać ich głosu, bo jesień trąbi na nas nie tylko żurawim klangorem.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

21:58, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
sobota, 26 sierpnia 2017

560min

Ostatnio pisałem o smutnych faktach, problemach i sprawach, a przecież mamy lato i czas miłego odpoczynku po trudach i kłopotach całego roku. Nieuchronnie zbliża się koniec wakacji, o czym świadczy spory ruch w dużych sklepach oraz wokół obiektów szkolnych. Jednak koniec wakacji to nie powód, aby nie myśleć o wypoczynku i urlopie. Wiem z własnego doświadczenia, że koniec sierpnia i wrzesień to znakomity czas na urlop i odpoczynek, szczególnie dla ludzi, którzy swoje pociechy z sukcesem przeprowadzili przez proces edukacyjny. Każdy z nas ma własne upodobania i pomysł na miejsce wypoczynku. Jedni jadą nad morze i wdychają jod na pozbawionych tłumów plażach

56011

Inni łowią ryby nad jeziorami i zbierają grzyby ciesząc się ciszą kwatery ukrytej w lesie lub gospodarstwa agroturystycznego w małej wiosce. Jednak przełom sierpnia i września to idealny czas na górskie wyprawy. Niezależnie czy to Sudety, Bieszczady, Beskidy czy Tatry. Choć Tatry najbardziej kuszą magią ostrych szczytów oraz spokojem dolinek, no i przecież co roku w końcu sierpnia pod Giewontem odbywa się fantastyczna impreza pod nazwą: Międzynarodowy Festiwal Folkloru Ziem Górskich

5602

Niedawno jednak trafiłem do miejsca, które wydaje się idealne do wypoczynku i łączy wszelkie aspekty „ładowania ludzkich akumulatorów”. To miasto Nikifora i Kiepury, czyli Krynica Zdrój. W sierpniu dodatkową atrakcją jest tam festiwal im. Jana Kiepury. To największe i najważniejsze wydarzenie kulturalne, odbywające się w Krynicy-Zdroju corocznie od już 50 lat. Pierwsza edycja festiwalu odbyła się 2-3 września 1967 roku, a gościem honorowym była zona Jana, Marta Eggerth-Kiepura. W tym roku po raz 51 odbył się festiwal, który nawiązuje do przedwojennych tradycji uzdrowiska. Naturalnie co roku pojawia się tam Marta Eggert, w którą w tym roku wcieliła się Katarzyna Laskowska – sopran oraz sam Jan Kiepura, w którego znakomicie wcielił się znany artysta Adam Sobierajski. Tenor mistrza Jana i sopran jego małżonki znakomicie brzmiał na krynickim deptaku

5603

Wjeżdżali tam na pokładzie stuletniej limuzyny Dogge z 1917 roku i śpiewali w towarzystwie Krynickiej Orkiestry Zdrojowej pod dyrekcją Mieczysława Smydy. Czasem najpiękniejsze i mniej znane arie oraz duety z repertuaru Jana Kiepury śpiewane były także z udziałem wypełniającej deptak publiczności, zaopatrzonej prze organizatorów w śpiewniki. Wspaniałe wydarzenie muzyczne, a widzowie usłyszeli także wiele ciekawych anegdot z życia pary śpiewaków, w tym historie związane z Krynicą. Spotkałem także Adama Sobierajskiego już nie jako Kiepurę ale zwyczajnego turystę stojącego w kolejce po lody na szczycie Góry Parkowej (732 m n.p.m.) Nie przeszkadzałem mu w wypoczynku i zachwycałem piękną panoramą okolicy

5604

Wjeżdża się tam „klimatyczną” kolejką linowo-terenową, podobną do zakopiańskiej Gubałówki ale tutaj wagoniki z 1937 roku zabierają tylko 50 osób.

5605

Można wybrać się na Górę Parkową pieszo ale frajda z krótkiej przejażdżki wagonikiem jest także godna polecenia. Park na stokach góry fascynuje czterema jeziorkami, słynącą łaskami figurą Matki Bożej zaprojektowaną przez Artura Grottgera oraz zachowanym pierwotnym układ ścieżek. Figura Matki Bożej Łaskawej stanęła w 1864 roku, a jej fundatorką była opiekunka ubogich Seweryna hr. Badenii. Co ciekawe Seweryna zamówiła dwie takie figury i jedna stanęła na Placu Mariackim we Lwowie, a druga właśnie w Krynicy. W latach dwudziestych XX wieku z inicjatywy E. Chodzickiego (profesora Akademii Rolniczej z Krakowa) park został zmodernizowany. Wówczas poszerzono ścieżki, zasadzono egzotyczne drzewa, jak również wytyczono trasę kolejki na Górę Parkową, ciekawe trasy narciarskie i zbudowano tor saneczkowy. Naturalnie zwróciłem uwagę na przyrodę parkową. Park porastają świerki, jodły, sosny, modrzewie, a w dolnych partiach buki, klony i lipy. W okolicy Polany Michasiowej można znaleźć egzotyczne okazy sosny wydmowej czy jodły olbrzymiej, a także cyprysiki, daglezje czy choiny kanadyjskie. Ciszę przerywają tylko głosy ptaków choć na szczycie Góry Parkowej jest gwarno, bo nie brakuje tam atrakcji, szczególnie dla najmłodszych

 56061

W Krynicy nie brakuje atrakcji na lato i na zimę, bo kolej gondolowa na Jaworzynę Krynicką czy Arena Słotwiny zapewnia transport w góry letnim turystom i narciarzom zimą. To także punkt wyjścia na liczne szlaki turystyczne i możliwość podziwiania pięknej okolicy z góry.

Dlaczego o tym tutaj piszę? Bo w Krynicy tuż za pomnikiem Jana Kiepury zobaczycie przy ulicy Podgórnej świetne sanatorium z wielkim zielonym neonem na dachu i napisem nad drzwiami: Leśnik- Drzewiarz.

5607

To miejsce, gdzie można wspaniale i w komfortowych warunkach wypocząć i jeszcze poprawić swoje zdrowie korzystając z szerokiej oferty sanatorium dostępnej na http://www.lesnik-drzewiarz.pl/

Sanatorium jest prowadzone i z sukcesami zarządzane wspólnie przez Związek Leśników Polskich w RP oraz Związek Meblarzy w RP. Ale nie tylko leśnicy i drzewiarze mogą tu wypoczywać i dbać o swoje zdrowie. Oferta sanatorium skierowana jest zarówno dla pacjentów NFZ, ZUS, PFRON, jak również osób planujących indywidualnie poprawę swojego zdrowia oraz rodzinny wypoczynek. Recepcja i pracownicy sanatorium z jego szefem, Pawłem Macurem czekają na chętnych do skorzystania z atrakcyjnej oferty leśników i drzewiarzy

5608

Szkoda, że tak mało leśników terenowych czyli leśniczych i podleśniczych korzysta tego sanatorium. Ale zwyczajnie brakuje czasu i ciągle trudno wyrwać się z kieratu codziennych obowiązków… Wiem jak to jest, bo i ja dotąd nie skorzystałem z turnusu sanatoryjnego, choć podczas krótkiego, służbowego pobytu poznałem całą ofertę ośrodka. Warto jednak zaplanować urlop właśnie tam, w Krynicy Zdrój. Sanatorium oferuje świetne jedzenie i warunki hotelowe, całodobową opiekę lekarską, kontakt z najlepszymi terapeutami i możliwość rozmaitych form wypoczynku. Dysponuje sporym parkingiem, bo w Krynicy nie jest łatwo zaparkować auto, zewnętrzna siłownią i terenami zielonymi do wypoczynku. Wokół, jak to wokół leśników i ich siedzib, kręcą się czasem zwierzęta, szczególnie daniele

5609

Jesienią zaczyna pracę najnowszy nabytek sanatorium- bardzo nowoczesna kriokomora czyli komora do leczenia zimnem. Krioterapia- leczenie zimnem pozwala zapomnieć o bólu, odzyskać radość życia i odmłodnieć. Wszystko dzięki temu, że krew zacznie krążyć 4 razy szybciej niż zwykle. Krioterapia to metoda leczenia skuteczna w terapii chorób stawów i mięśni oraz w leczeniu bólu. Polecam relaksujące masaże i spacery po okolicach bliższych i dalszych. Wizyty w rozmaitych pijalniach wód, których jest tu dostatek i to nie tylko przy okazji festiwalu Kiepury. Niedaleko stąd do Tylicza, Piwnicznej Zdroju, Wysowej i Muszyny. Szczególnie Muszyna zachwyciła mnie ogrodami. Odwiedziłem Muszyńskie Ogrody Biblijne, o których możecie poczytać tutaj http://www.muszynskieogrodybiblijne.pl/

56010

Wielkie wrażenie zrobiły na mnie Ogrody Zmysłów w Muszynie

560111

Kompleks ogrodów sensorycznych „Zapopradzie” malowniczo rozpościera się na wzniesieniu nad Muszyną. Roztacza się stąd przepiękny krajobraz na Dolinę Popradu oraz uzdrowisko. Park to kompleks alejek spacerowych, ścieżek rowerowych oraz urządzeń do ćwiczeń na wolnym powietrzu. Do tego strumień z kaskadami, sztuczne stawy, altanki, ławeczki i stylowe latarnie. Widok z 11,5 metrowej platformy widokowej zapiera dech w piersiach

56012

W Piwnicznej Zdroju na starym cmentarzu odkryłem taką tabliczkę

 560131

Krynica to wyjątkowy, bardzo ciekawy kurort. W holu sanatorium Leśnik- Drzewiarz znajdziecie ofertę ciekawych wycieczek w okolice: w Tatry, do Wieliczki, Krakowa, na spływ Dunajcem, na Węgry czy Słowację, bo Krynica jest tak położona, że stąd wszędzie blisko i wszędzie ciekawie. Można też wybrać się Szlakiem Drewnianych Cerkwi

56014

Właśnie ten sposób trafiłem razem z towarzyszącą mi leśniczyną Renią, podróżując szlakiem cerkwi z Krynicy i gościnnego Leśnika- Drzewiarza, do miejsca znanego mi dotąd tylko ze słów Adama Ziemianina i poetyckiej muzyki Starego Dobrego Małżeństwa:

W Leluchowie - miła

Czereśnie dziko krwawią

Tam granicy pilnuje

Całkiem wesoły anioł

 

W Leluchowie - miła

Zaczyna się koniec świata

Tam anioł traci głowę

Z brzozami się brata

 

Ale o Leluchowie moi mili i nietoperzach z cerkwi, opowiem innym razem…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

22:34, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
piątek, 25 sierpnia 2017

559min

Wciąż trwa szacowanie szkód i warczą piły w lasach, gdzie w nocy z 11 na 12 sierpnia szalały żywioły. Jutro mija 25 rocznica innej wielkiej tragedii w historii polskiego leśnictwa.

Największy pożar lasu jaki miał miejsce w Polsce oraz Europie Środkowej po II wojnie światowej rozpoczął się 26 sierpnia 1992 ok. godziny 14 przy linii kolejowej łączącej Racibórz z Kędzierzynem–Koźlem.

To okolice miejscowości Solarnia, teren leśnictwa Kiczowa, nadleśnictwo Rudy Raciborskie. Jak później ustalono, jego przyczyną były iskry z zablokowanych kół przejeżdżającego pociągu. Powstaniu i gwałtownemu rozprzestrzenianiu się ognia sprzyjały warunki pogodowe. Panował wtedy wielka susza i dochodząca do 40 stopni Celsjusza wysoka temperatura. Po niespełna 2,5 godzinach pożar objął już powierzchnię 180 ha. Leśna ściółka była bardzo sucha. Ogień rozprzestrzeniał się zatem w zastraszającym tempie.

W dwa dni powierzchnia pożaru zwiększyła się 10-krotnie, a ogień w ponad dwa tygodnie strawił blisko 10 tys. hektarów lasu. Obroniono jednak ponad 40 tys. ha lasu, a także wszystkie wsie i przysiółki położone w obrębie szalejącego żywiołu. Nie spalił się ani jeden dom czy choćby budynek gospodarczy, uratowano zakłady chemiczne i azotowe oraz skład paliwa. Koszt akcji, choć trudny do wyceny, oszacowano na ponad 50 mln złotych.

Straty w lasach, oprócz niewymiernych, przyrodniczych to koszt około 300 mln złotych. Ale jak wycenić śmierć strażaków, cierpienie ratujących lasy?

5591

Przecież 25 lat temu do szpitali trafiło 50 poszkodowanych w pożarze osób, a ok. 2 tys. odniosło drobne urazy, które zaopatrzyli w miejscu akcji lekarze. W całą akcję gaśniczą zaangażowanych było ponad 10 tys. strażaków, żołnierzy, policjantów, funkcjonariuszy obrony cywilnej i leśników. Walka z żywiołem należała do największych przedsięwzięć w historii polskiej straży pożarnej - uczestniczyli w niej ratownicy z 30 ówczesnych województw. Korzystali z 1,1 tys. samochodów pożarniczych, ośmiu śmigłowców, dwunastu czołgów, pługów i spychaczy, 26 samolotów typu "Dromader" oraz 50 cystern kolejowych i sześciu lokomotyw. Spaliło się 15 wozów gaśniczych i 26 motopomp.

Rozwój pożaru udało się zatrzymać dopiero 30 sierpnia. Przez kolejne dni, do 2 września, ratownicy posuwali się w głąb pożarzyska, dogaszając kolejne ogniska pożaru. Akcja dogaszania trwała do 12 września.

Znamienne jest, że właśnie w tym szczególnym dla wspomnienia tych wydarzeń roku, przypada również jubileusz 25 – lecia powołania Państwowej Straży Pożarnej. Składam z tej okazji życzenia wszelkiej pomyślności druhom strażakom i przypominam słowa dawnej modlitwy strażackiej, anonimowego autora:

Gdy obowiązek wezwie mnie

Tam wszędzie, gdzie się pali,

Ty mi, o Panie, siłę daj,

Bym życie ludzkie ocalił.

 

Pozwól, niech dziecko póki czas

Z płomieni cało wyniosę,

Przerażonego starca daj

Ustrzec przed strasznym losem.

 

Daj, Panie, czujność, abym mógł

Najsłabszy słyszeć krzyk,

Daj sprawność i przytomność bym

Ugasił pożar w mig.

 

Swe powołanie pełnić chcę

I wszystko z siebie dać:

Sąsiadów, bliźnich w biedzie strzec

I o ich mienie dbać.

 

A jeśli taka wola Twa,

Bym życie dał w ofierze,

Ty bliskich mych w opiece miej.

O to Cię proszę szczerze.

 

Modlitwa pochodzi z książki: Richarda Picciotto "Ostatni z żywych"

 

5592

 

Na bazie tragedii sprzed ćwierć wieku pomiędzy leśnikami, a właśnie strażakami, ale też żołnierzami i policjantami wytworzyła się swoista, ale jakże bardzo pożyteczna symbioza. Ma ona ogromne znaczenie w dalszym budowaniu zasad dobrej, pożytecznej i potrzebnej współpracy, która powstała w oparciu o to bolesne doświadczenie. Niewiele jednak dotąd mówiono o trudzie leśników, którzy czynnie uczestniczyli w akcji ratowniczej, a potem przywrócili przyrodzie i ludziom teren tego ogromnego pożarzyska. Ten trud oparty na wiedzy i doświadczeniu jest stale potrzebny, bo przecież to, czego nie strawił pożar 25 lat temu, spustoszyły huraganowe wiatry w tym roku na terenie nadleśnictwa Rudy Raciborskie, ale też wielu innych. Od lat ten jeden z największych w Europie obszarów odradzanego lasu odwiedzają ludzie, aby zobaczyć jak na ten obszar coraz bardziej dynamicznie wraca życie. Ten obraz mówi o pracy leśników więcej niż najpiękniejsze i najbardziej wyszukane słowa...

Uczestniczyłem w wielu pożarach lasu, od wielu lat jestem członkiem Ochotniczych Straży Pożarnych i jak pewnie wszyscy leśnicy bardzo szanuję strażaków. Po prostu chylę zatem czoła przed wszystkimi, którzy ratowali las 25 lat temu i przypominam czytelnikom zapisków leśniczego to smutne wydarzenie...

Szczególne podziękowania należą się wszystkim leśnikom i ich współpracownikom, którzy swoją wieloletnią pracą skutecznie odbudowali zniszczony las z pożytkiem dla przyrody oraz ludzi. Warto wybrać się na to miejsce i spojrzeć na zielony krajobraz, bo zieleń wróciła i niech tam już zostanie.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

18:34, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
czwartek, 17 sierpnia 2017

558min

Nawałnice jakie przeszły nad Polską w nocy z 11 na 12 sierpnia 2017 roku pokazały jaką moc mają żywioły, a jak bezradni wobec nich jesteśmy my, ludzie... Stały się przyczyną ludzkich tragedii i klęski dla naszej przyrody. Mamy do czynienia z największą klęską w dziejach polskiego leśnictwa, a być może w dziejach leśnictwa europejskiego – mówił wczoraj Konrad Tomaszewski, dyrektor generalny LP, podczas specjalnej konferencji prasowej na temat szkód wywołanych huraganowymi wiatrami. Szkody powstały w lasach, ale też w ludzkich siedzibach, drogach, infrastrukturze.

5581

Według danych ze środy 16 sierpnia na ok. 44,3 tys. ha powierzchni lasów z terenów regionalnych dyrekcji Lasów Państwowych w Toruniu, Gdańsku, Poznaniu i Szczecinku leży ok. 8,2 mln m sześc. drewna. Najwięcej w nadleśnictwach Lipusz (2 mln m3) i Rytel (1,5 mln m3).

Oto mapa zniszczeń aktualna na 16.08.2017:

 5582

W wyniku klęski ucierpiały również lasy będące w zarządzie parków narodowych, przede wszystkim te położone na terenie Parku Narodowego Bory Tucholskie. Szacuje się, że ok. 20 procent powierzchni parku (ok. 700 ha) zostało zniszczonych w różnym stopniu przez nawałnicę.

Klęska dotknęła też zadrzewienia, tereny zielone wokół miejscowości i lasy prywatne (na terenie np. dyrekcji toruńskiej LP jest ich ok. 2-3 tys. ha). Podczas konferencji dyrektor Konrad Tomaszewski deklarował wolę pomocy ze strony leśników właścicielom tych lasów w pracach przy zagospodarowaniu terenów klęskowych.

Szkody wyrządzone przez nawałnice mają różny charakter: najczęściej są to szkody powierzchniowe, gdzie zniszczone są całe drzewostany ale występują także połamane i wywrócone z korzeniami pojedyncze drzewa, czasem dorodne dęby lub buki czy stare sosny.

5583

Powstały też ogromne, trudne do wycenienia straty przyrodnicze: zniszczone zostały siedliska cennych gatunków, gniazda ptaków i legowiska czy ostoje dzikich zwierząt. Nawałnice zniszczyły rezerwaty i chronione przez leśników strefy wokół stanowisk gatunków chronionych np. bielików czy bocianów czarnych. Na terenach objętych klęską leśnicy wciąż odnajdują martwe zwierzęta, którym nie udało się uciec przed huraganem.

Leśnicy i pracownicy zakładów usług leśnych mają przed sobą ogrom pracy do wykonania. Od momentu kiedy tylko ucichła nawałnica intensywnie pracują, usuwając powalone na drogi i linie teleenergetyczne drzewa, pomagają też mieszkańcom terenów dotkniętych klęską i pilnie inwentaryzują szkody.

Tylko leśnik wie, jak smutny i przerażający jest widok zniszczonej uprawy, młodnika czy kawałka szczególnie bliskiemu jego sercu lasu, któremu poświecił wiele lat swojej pracy. Jak boli widok zniszczonego pomnika przyrody, cennego drzewa, rozwalonego gniazda czy zabitego zwierzęcia. To także zwykły, ludzki problem ich samych oraz rodzin, bo przecież jakże często leśnicy, pracownicy zakładów usług leśnych czy emerytowani pracownicy nadleśnictw mieszkają w osadach porozrzucanych pośród lasów. Nie ma tam teraz dojazdu, prądu, łączności… Są za to szkody i problemy.

W całej Polsce, w nadleśnictwach, na terenie których wystąpiły znaczne szkody, wre praca i powoływane są zespoły kryzysowe, które zajmą się organizacją i koordynacją działań zmierzających do zabezpieczenia terenów poklęskowych przed szkodnictwem leśnym, uprzątnięcia powalonych drzew z dróg leśnych, przeprowadzenia dokładnej inwentaryzacji szkód (m.in. przy użyciu śmigłowców i dronów). Zajmują się od zaraz opracowaniem planu działań pozwalających szybko zagospodarować drewno z wiatrołomów. Potem należy jak najszybciej przystąpić do odnawiania zniszczonych drzewostanów, bo życie musi toczyć się dalej.

Wszystkie te działania nie dość, że wymagają ogromnego wysiłku i zaangażowania to ogromny koszt. Niewiele osób przywiązuje wagę do tego, że Lasy Państwowe nie dostają dotacji budżetowych. Nie są nastawione na zysk, lecz na prowadzenie gospodarki leśnej, która jednocześnie służy ochronie różnorodności biologicznej i udostępnianiu lasów ludziom. Gospodarkę leśną prowadzi się w różnych sytuacjach, także takich klęsk jak teraz. Niech wszyscy ci, którzy w ostatnim czasie tak gorliwie szukali pod każdym pretekstem wrogów pośród leśników, posądzali o działania nastawione na zysk i wygodne życie na państwowej posadzie przyjrzą się teraz naszej pracy…

Naszym obowiązkiem jest teraz pomoc poszkodowanym, zabezpieczenie mienia i doprowadzenie do tego, żeby tam, gdzie był las, powrócił las i realizujemy te obowiązki w każdych warunkach.

Dyrektor generalny uważa, że uprzątanie terenów dotkniętych skutkami huraganu zakończy się w połowie 2019 roku. Wydał 16 sierpnia 2017 roku specjalną decyzję nr 211 w tej sprawie. Zniszczone obszary zostaną uprzątnięte i odnowione przez Lasy Państwowe przy wykorzystaniu ich własnych środków. Przed leśnikami, pracownikami zakładów usług leśnych, przewoźnikami drewna i drzewiarzami stoi ogromne wyzwanie zagospodarowania cennego drewna. Pieniądze uzyskane ze sprzedaży drewna poklęskowego zostaną przeznaczone na pokrycie kosztów prac na terenach dotkniętych nawałnicą. Ale tak jak mało atrakcyjnym towarem są suche świerki z Puszczy Białowieskiej tak i to drewno połamane, poskręcane i popękane jest trudne do pozyskania, przerobu i sprzedaży. Połamane zwykle w połowie pnie są kiepskim materiałem, który jest niechętnie widziany przez drzewiarzy bo drewno ma wiele pęknięć

5586

Zagospodarowanie milionów „kubików” tego drewna wymaga ogromnego wysiłku leśników: zmian w planach urządzania lasu, sposobach gospodarki leśnej, planach sprzedaży, w zamówieniach publicznych itd. W wyniku prac przy uprzątaniu wywrotów i złomów będzie też bardzo dużo pozostałości drzewnych, tzw. drobnicy, która może być wykorzystana przez miejscową ludność.

5584

Zgodnie z deklaracją dyrektora Tomaszewskiego będziemy sprzedawali tę drobnicę okolicznej ludności po symbolicznej cenie, tak aby pomóc tym, którzy zostali poszkodowani przez żywioł. Leśnicy wystąpili również z inicjatywą szerokiej zbiórki publicznej dla osób, które ucierpiały w wyniku nawałnicy, bo przecież wielu z nich straciło dorobek całego życia. Zachęcam i Was do zainteresowania się tematem i wspierania w miarę możliwości poszkodowanych przez nawałnice.

W tej jednak chwili najważniejsze jest bezpieczeństwo osób, które przebywają lub mogą znaleźć się na terenie po huraganowym czy w jego pobliżu. Miejsca, gdzie prowadzone są prace porządkowe, zawsze są oznakowane specjalnymi tablicami ostrzegawczymi. Dla własnego bezpieczeństwa bezwzględnie nie należy zbliżać się do pracujących tam drwali oraz do maszyn i samochodów z drewnem.

5585

Aktualizowana na bieżąco mapa nadleśnictw, gdzie obowiązują zakazy wstępu do lasu znajduje się tu:

http://www.lasy.gov.pl/pl/informacje/zakazy-wstepu-do-lasow

 

Unikajcie lepiej tych terenów do czasu, aż leśnicy i „zulowcy” przywrócą je ludziom oraz przyrodzie. To także forma pomocy w tym trudnym czasie, tym bardziej, że tak wielkie nagromadzenie drewna na określonym obszarze powoduje gwałtowny wzrost zagrożenia pożarowego. Po ryku wiatru ryczeć będą tam piły i silniki maszyn, ale niebawem wróci tam cisza i zieleń. Wymaga to jednak ogromnego zaangażowania i ciężkiej pracy leśników, wysiłku i potu drwali oraz przedsiębiorców leśnych, no i zrozumienia oraz szacunku dla tego trudu ze strony nas, Polaków. To niby tak niewiele, ale jak wiele może nam pomóc i znaczyć…

Leśniczy Jarek –lesniczy@erys.pl

 

 

14:26, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
czwartek, 10 sierpnia 2017

557min

Lato w tym roku jest bardzo zróżnicowane pogodowo i gorące dni przeplatane są ulewami oraz spadkami temperatury. Trudno układać urlopowe czy wakacyjne plany ale to przecież drobiazg w porównaniu z problemami rolników. Mamy szczególny rok dla rolników. Wiosenne przymrozki narobiły wiele szkód. Potem wciąż lało, a jak przestawało, natychmiast robiła się susza. Gdy zbliżał się czas zbioru plonów, pogoda stała się zupełnie nieprzewidywalna. Rzepaki bardzo długo czekały na „małe żniwa” i rolnicy z troską spoglądali na wielkie łany tej rośliny przerośnięte zielskiem i zalane wodą. Gdy zaczęły twardnieć kłosy jęczmienia czy żyta wciąż lało i pola pokryły się wodą. Co kombajny wyjechały w pole to deszczowe chmury nakazywały odwrót. Leśnikom zawsze było blisko do rolników, stąd z troską przyglądam się ich kłopotom. Nie jest to łatwy kawałek chleba, a przecież rolnicy troszczą się właśnie o to, aby każdy z nas miał kawałek chleba. Potargane wichurami i czarne od nadmiaru deszczu łany zbóż nie rokują dobrego ziarna, a bez dobrego ziarna nie będzie dobrej mąki. Chleb smakuje chyba każdemu z nas i pajda dobrego, prawdziwego i pozornie zwyczajnego chleba pozostawia w tyle wszelkie rarytasy.

5571

Moim największym przysmakiem jest pajda chleba i… rude grzyby.

5572

 

Znacie tę piosenkę?

Przez cały czas zielony las

Coś plecie z wiatrem trzy po trzy

I nawet nie wie, że gdzieś pod drzewem

Samotny rydzek śpi

 

O rudy, rudy, rudy rydz

Jaka piękna sztuka

Rudy, rudy, rudy rydz

A ja rydzów szukam

O rudy, rudy, rudy rydz

Mam na rydza smaczek

Rudy, rudy, rudy rydz

Lepszy niż maślaczek

O gdyby chciał i gdyby tak zerwać się dać o Boże

Lecz na to rydz nie mówi nic bo mówić wszak nie może

O rudy ,rudy, rudy rydz już go nie uproszę rudy, rudy, rudy rydz chyba pójdę z koszem

To znana od lat piosenka Heleny Majdaniec (słowa piosenki- Adam Hosper), choć rydze nie wszyscy znają i potrafią znaleźć. Jak dla mnie nie ma pyszniejszego grzyba i gdy tylko zobaczę w trawie lub ściole rudy kapelusz to oczami wyobraźni od razu widzę jego spotkanie z klarowanym masłem na mojej patelni. Do tego pajda świeżego chleba… Cóż może być pyszniejszego? No chyba tylko smardze, szczególnie gdy wyrosną nam w ogródku, bo z naturalnych stanowisk nie można ich zbierać.

5573

To także poezja smaku, ale przecież to o rydzach czytamy w „Panu Tadeuszu”:

Wszyscy dybią na r y d z a;

ten wzrostem skromniejszy

I mniej sławny w piosenkach, za to najsmaczniejszy…

Właśnie pojawiły się w moich okolicach pierwsze rydze i choć nie jest to jeszcze solidny wysyp to jest szansa, że można już uraczyć podniebienie tym wytwornym daniem. Bywa też, że pierwsze rydze przeczą powiedzeniu: „zdrów jak rydz” i bywają mocno dziurawe… Jednak warto rozglądać się za nimi na poboczach dróg i na skrajach młodników wrzynających się w pastwiska lub pola. Wielu wytrawnych grzybiarzy twierdzi, że najlepszym wskaźnikiem obecności rydzów jest pojawienie się czerwonych muchomorów w białe kropki

5574

Wszystkim wam życzę miłych spotkań z rudymi grzybami na skraju lasu, a potem przy stole. Czas żniw, kiedy to zamiast łanów zbóż na pustych polach widzimy tylko baloty słomy

5575

oprócz widoku  muchomorów stanowi informację, że pora rozglądać się za rudymi grzybami. Wcale nie trzeba zapuszczać się głęboko w las. Rydze w moich stronach rosną na poboczach dróg, brzegach łąk i pól, a nie głęboko w lesie. Czasem rydze można znaleźć nawet na ściernisku. Spotykam je także wokół paśników na skraju lasu, gdzie dokarmiana jest zwierzyna leśna.

Mleczaj rydz to charakterystyczny grzyb, trudno go pomylić z innym, choć bardzo podobny jest do niego mleczaj wełnianka i mleczaj dołkowany. Naszego pysznego rydza najłatwiej poznać po i odróżnić od niejadalnego „wełniaka” oraz trującego mleczaja dołkowanego po pomarańczowym, charakterystycznym mleczku. Wycieka ono z przeciętego nożem, pustego w środku trzona mleczaja rydza, zwanego też ryżykiem, rycerzykiem czy prawdziwym rydzem. Uszkodzony kapelusz prawdziwego rydza natychmiast przebarwia się na szmaragdowozielony kolor. Przecięty mleczaj wełnianka ma białe, bardzo piekące mleczko, a kapelusz pokryty jest białą wełenką.

Rydze rosną głównie pod sosnami i te są zdecydowanie smaczniejsze. Są też rydze, które żyją w symbiozie ze świerkami. Co roku, gdy bywam w Tatrach, Mery- moja przesympatyczna gaździna z Cyrli namawia mnie, abym wybrał się na rydze. Do wyprawy w Tatry, szczególnie gdy przy okazji można nazbierać rudych grzybów (naturalnie poza parkiem narodowym) nie trzeba mnie namawiać, a zatem chętnie idę. Świerkowe rydze spotykam czasem w towarzystwie pięknych dziewięćsiłów.

5576

Nie są jednak tak smaczne jak te nizinne, bo mają leciutką nutkę goryczy, ale to drobiazg.  No ale jak wrócę z gór po całodziennej wędrówce i usmaży je Mery na klarowanym masełku, smakują co najmniej równie dobrze jak te, które przyrządza leśniczyna Renia. Choć wielu znawców twierdzi, że grzyby są niezbyt wartościowe ale to według mnie tacy, którzy nie smakowali rydzów z patelni… Jak dla mnie są dużo smaczniejsze niż borowiki czy kurki.

Choć również dobrze smakują smażone grzyby kilku gatunków: np. borowiki, maślaki, podgrzybki i kurki usmażone na patelni postawionej na dobrze nagrzanym blacie kuchni opalanej drewnem. Oto tradycyjny przepis na smażone grzyby leśniczyny Reni :

  • 1 kg świeżych grzybów
  • 1 łyżka masła
  • 2-3 cebule
  • Sól i pieprz

Starannie oczyszczone i tylko zdrowe grzyby myjemy i kroimy. Na patelni rozpuszczamy masło, wrzucamy grzyby na 20-30 min. Połowę cebuli dodajemy od razu, czekamy aż rozgotuje się. Resztę dodajemy jak grzyby się „zeszklą” czyli „dobrze „zblanszują”. Koniecznie trzeba potrawę wręcz leciutko przypalić. Można dodać według uznania śmietanę lub jajka zagęszczając nimi grzyby. Podajemy je ze świeżym chlebem, choć też dobrze smakują z ziemniakami oprószonymi zielonym koperkiem lub suszoną pokrzywą.

Według mnie młode borowiki, kurki lub kozie brody czyli szmaciaki (już nie są chronione i można legalnie i do woli degustować ich delikatne owocniki) najlepiej smakują bez dodatków, ale to jak zwykle rzecz gustu.

Rydze, szczególnie te zbierane pod sosnami są fantastyczną marynatą i taki słoiczek marynowanych rydzów, ale także maślaków, borowików czy kurek otwarty w środku zimy to smaczne wspomnienie późnego lata lub jesieni.

 5577

Przepis Reni na grzyby zaprawiane w zalewie octowej :

  • Zaprawa octowa w proporcji: 1 część octu do 3 – 4 części wody
  • Cebula
  • Pieprz czarny, ziele angielskie, listek laurowy, gorczyca
  • Sól, cukier

Przygotowanie zalewy to połączenie wody, octu i przypraw. Na słoik marynowanych grzybów trzeba min. 1 łyżeczkę cukru i szczyptę grubej soli. Grzyby myjemy, gotujemy 10-15 min, potem odcedzamy. Gorące łączymy z wcześniej przygotowaną zalewą, zagotowujemy i rozlewamy w słoiki. Następnie zakręcamy pokrywki i odwracamy do góry dnem na kilka godzin. Aby wydobyć głęboki, ciekawszy smak z zaprawianych grzybów, warto grzyby połączone z zalewą octową odstawić na dobę w chłodne miejsce. Wtedy potrawa dokładnie zmaceruje się, a grzyby nabiorą niepowtarzalnego smaku. Umiejętne łączenie smaków kwaśnego, słodkiego i słonego w zaprawianych grzybach daje niesamowite efekty kulinarne.

Leśniczyna Renia od lat zaprawia grzyby na zimę pasteryzowane w słoikach, zalane tylko słoną wodą. Otwarte w środku zimy smakują jakby były prosto z lasu. To bardzo prosty przepis:

Oczyszczone i grubo pokrojone grzyby po opłukaniu gotuje się w słonej wodzie. Włożone do słoików zalewa się także słoną wodą ( na litr wody czubata łyżka soli) i pasteryzuje się 15-20 minut. Można je zimą używać tak jak świeże, jesienne grzyby jako dodatek do mięs lub podawać jako samodzielną potrawę z ziemniakami i ciemnym sosem. Super jest także zupa z takich grzybów zrobiona na bazie bulionu z drobiu lub wołowiny.

Ruszajcie zatem skrajem lasu, pola, łąki pod sosny i świerki z wiklinowym koszem, bo zaczyna się czas rudych i nie tylko grzybów. Udanych zbiorów i miłych wrażeń z kontaktu z przyrodą, a potem wspaniałych kulinarnych doznań.

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

21:43, lesniczy.lp
Link Komentarze (6) »
czwartek, 03 sierpnia 2017

556min

Lato to czas nieodparcie kojarzący się z wakacjami, czasem swobody, odpoczynku i regeneracji strudzonego całoroczną pracą organizmu. Nic bardziej nie służy naszemu zdrowiu jak odpoczynek w lesie. Szczególnie letni las jest celem licznych, rodzinnych wędrówek. Wspaniałe widoki, kojąca cisza ozdobiona odgłosami mieszkańców lasu, uspokajająca wszechobecna zieleń. Czy możemy czuć się bezpiecznie w naszym polskim lesie?

Wystarczy posiadać nieco wiedzy i przestrzegać podstawowych zasad zachowania się w lesie, a pobyt tam będzie miły i zupełnie bezpieczny. Nasze lasy należą przecież do jednych z najbezpieczniejszych. Nie spotkamy w nich wielkich, agresywnych i groźnych dla ludzi drapieżników, kłębowisk jadowitych węży czy śmiercionośnych pająków. Mamy w nich sieć szlaków turystycznych, dróg i ścieżek, parkingi, obiekty edukacyjne, tablice, znaki, drogowskazy, które przygotowali dla nas leśnicy. Czujemy się tam bezpiecznie, swojsko i naturalnie. Możemy zatem mówić z dużą dozą pozytywnych uczuć, że to „nasz” las…

Od dłuższego czasu trwa publiczna dyskusja o lasach i zasadach gospodarzenia w nich polskich leśników. Nie tylko w Puszczy Białowieskiej… Szanuję wszelkie poglądy, opinie i oceny, bo każdy z nas ma do nich prawo. Ważne jest jednak, aby był to samodzielny pogląd wykreowany w oparciu o wiedzę, a nie powielanie strzępów informacji, stwierdzeń wyrwanych z kontekstu czy zwyczajnych plotek. Naturalnie chodzi tu o wiedzę o lesie oraz o wiedzę na temat: co w tym „naszym” lesie robią leśnicy. Lasy państwowe nie są zawłaszczone tylko przez leśników, nie są źródłem czerpania zysków lecz zasobem. Za umiejętne zarządzanie tym bogactwem i godzenie interesów przyrody i ludzi leśnicy dostają pieniądze. To jest ich zawód. Z drugiej jednak strony wkładają w tę pełną zaangażowania pracę ogromny pokład uczuć, wielką pasję i wiedzę, którą wciąż uzupełniają.

Często zarzuca się leśnikom, że mówią: „nasze lasy”… Budzi to czasem wielkie emocje i wyrzuty. Czy to coś złego, że leśnik o lesie, w którym latami gospodarzy mówi „mój las”? Ludzie lasu żyją i pracują w nich przez kilkadziesiąt lat, a zatem czują się tam jak w domu, u siebie. Czasem mieszkają w środku lasu, w użyczonej na czas pracy w lesie leśniczówce, którą po zakończonej pracy muszą opuścić, bo przyjdzie tam młody następca. Czy to dziwne, że na dom, o który dbają kilkadziesiąt lat, gdzie przyszły na świat dzieci, a czasem też wnuki, mówią „moja leśniczówka”?

5561

Czasem ta leśniczówka z biegiem lat staje się zbędna, budynek zwyczajnie zużywa się lub zmieniają się granice administracyjne nadleśnictw i leśnictw. Wtedy zdarza się, że leśnik ma szansę wykupić tę „swoją” leśniczówkę. Czy to coś złego? Czy w innych branżach lub przy gospodarowaniu gminnymi zasobami mieszkaniowymi nie stosuje się takich rozwiązań? Najczęściej jednak leśnik musi ją opuścić po zakończeniu wieloletniej służby lasom i ludziom, a wtedy nikt nie interesuje się co dzieje się dalej z tym, kto opiekował się „naszym” lasem. Czy nie jest to prawdziwe stwierdzenie? Warto się nad nim zastanowić…

5562

Polskie lasy to dobro nas wszystkich, zdobywajmy wciąż wiedzę o nich, nie dajmy łapać się na lep plotek i „medialnych sensacji”. W ostatnim czasie wiele krzywdy właśnie w ten sposób wyrządzono polskim leśnikom. Rzadko ktoś nas pyta o zdanie i daje nam rację, bo przecież na ”naszym lesie” znają się wszyscy. Tak samo na pracy leśników, którzy funkcjonują w obecnej formie organizacyjnej już blisko 100 lat, czerpiąc też z doświadczeń poprzedników. Ale co wiemy o pracy leśników? Wystarczy tylko zrobić przegląd ostatnich informacji w prasie, internecie i wszelkich przekaźnikach wiedzy. Może pisać w przeglądarkę internetową pytanie: kto to jest leśniczy?

5563

Poziom wiedzy, którą tam znajdziemy zwykle nas nie oszołomi, a raczej rozbawi...

Wielu z nas uważa się za ekologów i obrońców przyrody, stąd bardzo chętnie wyrażamy troskę o „nasz” las poprzez krytykowanie mało znanych poczynań leśników, którzy przecież (o zgrozo!) traktują „nasz las” jak swój.

Należy z „naszego lasu” umiejętnie i zgodnie z prawem korzystać. To zapewnia jego ochro4nę i jest wyrazem troski o las. Zasady obowiązują gospodarzących w lasach leśników, czy to z Lasów Państwowych czy z Parków Narodowych oraz posiadaczy lasów innych własności. Ustala je głównie ustawa o lasach, ale też wiele innych aktów: ustaw, rozporządzeń i zarządzeń. Normy prawne obowiązują też wszystkich korzystających z lasów, szczególnie z powszechnie dostępnych lasów państwowych. Są one przecież znakomicie zagospodarowane przez leśników, przygotowane do pełnienia funkcji przyrodniczych, turystycznych, krajobrazowych ale też gospodarczych i społecznych. Lasy są dla ludzi, to nie tylko slogan reklamowy leśników.

 Od 2011 roku przekonuję wszystkich zaglądających do blogowych zapisków leśniczego, że tak rzeczywiście jest. Gdy ktoś przejrzy zawartość archiwum tego bloga, które zawiera już blisko 600 wpisów, to łatwo zorientuje się jak wiele spraw, problemów i różnorodnych zadań krzyżuje się w umyśle i sercu każdego leśniczego. Bo zarówno umysł jak i serce jest angażowane w każdej chwili pobytu w lesie, w każdym działaniu leśniczego ale też wszystkich odwiedzających las. Nieustannie do tych odwiedzi zachęcam, bo każda wizyta w lesie pozwala go poznać i zrozumieć coraz lepiej, ale też pozwala zrozumieć działania leśników. Jest to nam bardzo potrzebne w każdym dniu naszej pracy, przy każdym kontakcie z ludźmi, których tak wielu spotyka na swojej drodze każdy leśnik. No i mam nadzieję, z wzajemnością.

Las jest piękny i ciekawy o każdej porze roku i w każdym zakątku naszego kraju. Gwarantuje nam relaks i wytchnienie, daje też liczne pożytki, które opatruje z automatu marką zdrowych oraz ekologicznych. To, czy wrócimy z leśnych spacerów zadowoleni, zdrowi i pełni tylko pozytywnych wrażeń zależy tylko i wyłącznie od nas, naszych wrażeń, emocji i wiedzy. Ponad 95% lasów w Polsce i w Europie to lasy gospodarcze, które chronią przyrodę ale ich ważną rolą jest też to dostarczają mnóstwa drewna. Polscy leśnicy od wielu lat skutecznie opiekują się lasami gospodarczymi i warto umieć je odróżnić od innych lasów. Warto wiedzieć, że opiekują się skutecznie i dobrze, bo „nasze lasy” w odróżnieniu od lasów Azji, Afryki czy Ameryki mają się całkiem nieźle ale też są zagospodarowane ludzką ręką i „ucywilizowane”…

5564

 Nie wyważajmy zatem otwartych drzwi do wiedzy i po prostu poznajmy sami, a nie tylko poprzez „gazetową wiedzę” nasze lasy i leśników. W mojej ocenie kluczem do tych drzwi i bezmiaru pozytywnych wrażeń w wakacyjnym, ale nie tylko lesie, jest zrozumienie, że na pojęcie „nasz las” składa się wiele znaczeń. To wielkoskładnikowe bogactwo natury oraz zarządzanie nim dla dobra przyrody i ludzi sercem oraz umysłem leśnika. Dlatego najlepiej spotkajmy się w „naszym” lesie z „naszym” leśniczym, a wtedy zrozumiemy co to są drzwi do lasu…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

14:11, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
sobota, 29 lipca 2017

555min

Lato w pełni, choć urlopowy nastrój mącą nieustanne ulewy, burze i plaga komarów. Jak podaję radiowa Jedynka na drogach wciąż tłok, prace drogowe i czasem, niestety, również wypadki. Jednak od tego jest lato aby podróżować, poznawać nowe miejsca lub wracać tam, gdzie pozostawiliśmy miłe wspomnienia. Z wielką ochotą wracamy do miejsc atrakcyjnych przyrodniczo, bo któż nie zna powiedzenia, że „każdego z nas ciągnie jak wilka- do lasu…” Las jest nieodmiennie atrakcyjny o każdej porze roku, ale teraz szczególnie kusi nas wręcz nieodparcie wszelkimi odcieniami zieleni, ale też granatem czarnych borówek, żółcią kurek i rudością rydzów, które zaczynają się pojawiać. Spacerujemy zatem pomiędzy sosnami, brzozami, ochoczo zanurzymy się w cień dębów i buków. Czasem zauważymy na drzewach i pomiędzy nimi różne tajemnicze znaki. Nie zawsze zwracamy na nie uwagę, a najczęściej nie wiemy skąd się wzięły i co oznaczają, bo nie jest łatwo wszystkie je rozszyfrować…

Czasem są to znaki ludzkiej bezmyślności i dowody braku szacunku dla przyrody. Zobaczymy bowiem napisy wyryte na srebrnej korze buków, brzozy obdarte z kory lub pokaleczone ostrymi narzędziami pnie sosen czy świerków. Ostatnio, na szczęście, młodzi ludzie wolą pisać sms i emaile, ale dawniej chętnie pozostawiali informacje na korze drzew. Szczególnie srebrna kora buków bywała ekranem dla wzniosłych, miłosnych wyznań, niewybrednych epitetów lub dat czy inicjałów.

5551

Napisy rosły razem z drzewem i dziś pewnie niejednemu „twórcy” wstyd na nie spoglądać i słusznie

Napotkamy też leżące w dnie lasu puszki, butelki oraz foliowe torebki zaplątane w gałęziach drzew, szeleszczące głośniej niż liście. To także znaki i oznaki, ale jakże niechlubne. Czasem też znaki pozostawiają działający nielegalnie poszukiwacze bursztynu lub „skarbów historycznych”. Wyprawy do lasu z wykrywaczem metali, choć niezgodne z prawem są zauważalne w postaci „odkrywek” w dnie lasu oraz stert żelastwa układanego przy pniach drzew. Takie jednak znaki spotykane w lesie budzą naszą słuszną irytację i niesmak.

Są jednak inne znaki, pozostawione na drzewach, które wzbudzają naszą ciekawość i zainteresowanie swoją tajemniczą wymową. Niektóre z nich powstały już wiele lat temu i świadczą o trwałości lasu oraz o ciągłych poszukiwaniach jak najlepszych metod korzystania z niego. Inne są dowodem na realizowanie różnych, czasem skomplikowanych zadań przez leśników, ale przy okazji mogą okazać się znakami informacyjnymi dla wszystkich korzystających z lasu.

Pewnie wszyscy dobrze znamy znaki, za pomocą których wyznaczane są szlaki turystyczne. Różnokolorowe pasy w otoczeniu bieli wyznaczają trasy piesze czy rowerowe. Bardzo wiele z nich ( łącznie około 50 tysięcy kilometrów) znajdziemy w polskich państwowych lasach. Szczególnie popularne są tam szlaki rowerowe. Spotkamy na nich samotnych turystów, rodzinne grupy ale także sportowców. Warto pamiętać, że światowa organizacja kolarstwa górskiego wyróżniła jako jedyny obiekt z Europy, wyznaczoną na pograniczu Polski i Czech sieć ścieżek Singltrek pod Smrekiem w Izerach. Liczącą blisko 40 km sieć oznakowanych ścieżek umieściła na liście siedmiu tras rekomendowanych do uprawiania terenowej turystyki rowerowej w górach. Jednak jazda rowerem po lesie to nie tylko sportowe wyczyny ale fantastyczny wypoczynek. Rower to jeden z nielicznych pojazdów przyjaznych naturze, który pozwala na swobodne przemieszczanie się pośród lasów. Najbezpieczniej jednak poruszać się nim po wyznaczonych szlakach.

5552

Znajdziemy ich w lesie ponad 22 tysiące kilometrów, niewiele mniej niż pieszych, wykorzystywanych do trekkingu lub np. do uprawiania pożytecznego dla ciała i ducha sportu z kijami- nordic walking. Również jazda konna po lesie może odbywać się tylko po wyznaczonych przez nadleśniczych szlakach, oznakowanych zwykle piktogramem z wizerunkiem konia ( jest kilka tysięcy kilometrów takich tras).

Wszystkie szlaki turystyczne są dobrze oznakowane kolorami, a przypomnę, że pierwsze takie oznaczenia pojawiły się na górskich szlakach już około 1880 roku. Ich kolory nie świadczą o trudności szlaku, choć mają swoją szczególną wymowę w terenach górskich i ich kolorowy porządek jest raczej umowny. Kolorem czerwonym oznacza się szlak główny, często graniowy, który wiedzie przez najwyższe wzniesienia danego pasma np. Orla Perć. To szlak obejmujący swym przebiegiem miejsca szczególnie atrakcyjne pod względem krajobrazowym, i przyrodniczym. Barwy czarna oraz żółta oznacza szlak, który pełni funkcję łącznika lub dojścia. Zazwyczaj są to krótsze szlaki od czerwonych i niebieskich, bo za pomocą koloru niebieskiego przeważnie oznacza się szlak długodystansowy (np. międzynarodowy szlak niebieski E3, biegnący przez Sudety, Kaczawy i Rudawy Janowickie. Pozostaje jeszcze kolor zielony, za pomocą którego oznacza się dojście do charakterystycznych punktów i wyróżniających się atrakcyjnością miejsc w okolicy.

5553

Leśnicy, aby ułatwić turystom korzystanie z dobrodziejstw lasu wyznaczają w całym kraju najczęściej tym kolorem ścieżki przyrodnicze, historyczne, dojścia do ciekawych obiektów przyrodniczych, miejsc bitew, starych cmentarzy czy dawnych osad. Oznaczają je dodatkowo w terenie tablicami informacyjnymi i specjalnymi piktogramami. Zawierają one ważne, cenne dla turysty wskazówki, dlatego nie bądźmy wobec nich obojętni. Zapisane są na nich pożyteczne informacje dotyczące lasu, także zwykle przez nas nielubiane zakazy i nakazy. Niewielu z nas przecież pamięta, że istnieje ustalony w ustawie o lasach zakaz wstępu na uprawy i w młodniki leśne do 4 metrów wysokości oraz do oznakowanych ostoi zwierzynę leśnej.

5554

Szczególnie ważną tablicą w lesie jest ostrzeżenie o odbywających się pracach leśnych, najczęściej związanych z wycinką drzew. Las, gdzie odbywają się prace leśne jest mało atrakcyjny i niebezpieczny dla turysty.

5555

Dlatego zanim zobaczymy tablice ostrzegawcze zwróćmy uwagę na inne znaki: świeże, zielone gałęzie, stosy z drewnem czy ślady szerokich opon maszyn leśnych. Prace leśne są zwykle koncentrowane w określonej części lasu, a zatem stosujmy się do znaków i tablic, nie obrażajmy się na leśników, a zawsze znajdziemy w innym zakątku lasu spokój i ciszę.

W lesie napotkamy bardzo wiele znaków pozostawianych przez leśników oraz przez pracowników leśnych. Chyba najbardziej widoczne jest drewno pozyskiwane w lasach różnej własności, stojące w stosach lub leżące w postaci kłód czy dłużyc zgrupowanych w mygłach przy leśnych drogach. Skąd ono pochodzi poznamy po plastikowej plakietce przybijanej do każdej sztuki lub stosu drewna. Drewno z lasu prywatnego posiada niebieską plakietkę, z parku narodowego zieloną, a z lasu państwowego czerwoną. Czerwona plakietka posiada dwa rzędy cyfr: górny, nieco większy to kolejny numer sztuki/stosu w leśnictwie w tym roku, a dolny ciąg to kod pochodzenia drewna. Przykładowo kod 102906 oznacza: 10- RDLP Szczecin, 29- Nadleśnictwo Trzciel, 06- Leśnictwo Pszczew.

5556

Obok płytki na drewnie widzimy naniesiony farbą opis sortymentu drzewnego i długości wałków. Czasem zobaczymy napisaną lubryką (kredą do drewna) masę drewna w stosie lub także lubryką zrobione kreski (to miejsce pomiaru wysokości).

Gdy zdarzy się komuś nieopatrznie zejść z oznakowanego szlaku, zabłądzić nie stosując się do zaleceń leśników to napotkana płytka może wiele pomóc. Wystarczy zadzwonić do leśniczego lub nadleśnictwa, ewentualnie na alarmowy nr 112 i podać kod z płytki znajdującej się w pobliżu. Prawda, że to pożyteczny leśny znak? Jest ich w lesie wiele i niektóre z nich pozostają tam wiele, wiele lat. Już coraz rzadziej, ale jeszcze spotykamy w naszych lasach sosny, które na dolnej części pnia, pozbawionej kory, mają nacięcia ułożone w jodełkę. Czasem na tych nacięciach, zwanych żłobkami zobaczymy zaschniętą kropelkę o bursztynowej barwie i przyjemnym, balsamicznym zapachu. To spały żywiczarskie i ślady pracy żywiczarzy- robotników leśnych, którzy po 1994 roku musieli znaleźć sobie inne zajęcie.

5557

Czasem spotkamy z kolei w lesie tablice informujące o istnieniu tam od wielu lat powierzchni doświadczalnych objętych ustawowym zakazem wstępu. Zobaczymy tam tablice, dziwne symbole i numery na drzewach.

5558

Przykładowo na terenie Nadleśnictwa Trzciel znajduje się ciekawa, jedyna w Europie stała badawcza powierzchnia doświadczalna, która została założona w 1914 r. przez profesora J. Bussego z Tharandtu. Jest ona teraz pod opieką UP w Poznaniu. Powstała celem zbadania wpływu wieku sosny matecznej na wzrost i rozwój potomstwa. Busse użył w doświadczeniu nasion drzew tego samego pochodzenia, lecz zebranych z drzew o różnym wieku (od 16 do 170 lat) i dlatego drzewa są trwale opisane farbą.

5559

Leśnicy w całej Polsce przykładają wielką wagę do spraw związanych z nasiennictwem i selekcją, stąd podczas pobytów w lesie zapewne zauważycie, drzewa z opaskami i numerami malowanymi żółtą farbą.

55510

To są właśnie obiekty selekcyjne: wyłączone i gospodarcze drzewostany nasienne, drzewa doborowe czy uprawy pochodne, oznakowane też charakterystycznymi słupkami z opisem. To tam pozyskuje się sprawdzony genetycznie materiał nasienny do budowania nowych pokoleń lasu.

Zanim powstanie nowe pokolenia należy dobrze przygotować do tego las, założyć działkę zrębową i z pożytkiem wykorzystać drewno pochodzące ze starych, dokonujących żywota drzew. Zajmuje się tym dziedzina sztuki leśnej nazywana brakarstwem. To moment, w którym leśniczy w hodowanym przez lata drzewie musi oszacować ilość i jakość drewna, które można z niego uzyskać. Jest to ten czas, kiedy drzewo zaczyna być drewnem, a wykonanie szacunku brakarskiego to pisanie scenariusza do dwóch ważnych czynności: pozyskanie drewna i odnowienie lasu. Wykonując szacunki brakarskie odpowiadamy na pytania: kiedy, jak, ile i jakim kosztem pozyskamy drewno ze starego lasu, który niebawem zostanie odnowiony, za pomocą wiedzy czerpanej z genetyki i nasiennictwa. Tam, gdzie założono w czasie szacunków działkę zrębową zobaczymy opisane drzewo narożne z wieloma informacjami.

55511 

Stare drzewa, przeznaczone do wycięcia znakujemy ryszpakiem lub farbą. Zmierzone drzewa znaczy się ukośną rysą ryszpaka (rysaka).

Co to takiego ryszpak? To odchodzące w zapomnienie narzędzie leśników i drwali, nazywane w „Słowniku Leśnym, Bartnym, Bursztyniarskim i Orylskim autorstwa Wiktora Kozłowskiego (Wydawnictwo Sylwan, Warszawa 1846) tak: "Skobliczka, rynszpak, jest to małe dłutko żłobiaste, zgięte w kształcie sierpa; służące do wyrzynania liter, liczb i znaków na drzewie." Dawniej ryszpaki leśnicy wykonywali sobie sami, zwykle adoptując żłobiki żywiczarzy, oprawione w kawałek liściastego drewna. Potem były fabryczne, składane i z drewnianymi okładkami, aż nastał czas ebonitowych czy plastikowych okładzin ryszpaków. Każdy leśnik miał w swojej raportówce ryszpak. Służył on przy szacunkach brakarskich oraz do manipulacji drewna, bo jego rysą znaczyło się dla drwala miejsce przecięcia lub fragment pnia z wadą drewna.

55512

Ale ryszpaki i raportówki odeszły już lub odchodzą w zapomnienie.

Dziś zamiast ryszpaka powszechnie używa się farby. Znakowanie jest konieczne, aby uniknąć wielokrotnego zmierzenia tego samego drzewa, a dodatkowo znaczy się cenne wyszacowane sortymenty, np. rzymska II nacięta ryszpakiem na korze sosny, oznacza klasę B jakości, a litera S- surowiec łuszczarski. Farbą oznaczamy drzewa kropkami: jedna oznacza najwyższą jakościowo klasę A drewna spodziewanego do uzyskania, dwie kropki oznaczają klasę B.

55513 

Podobnie jak w dojrzałych, rębnych, tak i też w lasach młodszych wiekiem wykonuje się szacunki. Tutaj jednak trzeba poddać szacowaniu brakarskiemu tylko drzewa, które będziemy usuwać, jako nieprzydatne dla dalszego bytu lasu. Usuwanie drzew wykonuje się w formie czyszczeń późnych i trzebieży: wczesnych- w drzewostanach w wieku do 40 lat, oraz   późnych - w drzewostanach starszych. Drzewa, które należy wyciąć zaznaczamy zaciosem siekierką, a ostatnio powszechnie ukośną kreską jaskrawej farby. Aby las nie był przesadnie wypełniony znakami działalności leśników ślady farby zobaczymy na drzewach, które niedługo będą i tak usunięte z lasu. Użycie farby w lesie reguluje specjalne zarządzenie dyrektora generalnego. W trakcie cięć usuwamy wyznaczone drzewa chore i osłabione, uszkodzone przez wiatr czy szkodliwe owady. W żółto oznakowanych gospodarczych drzewostanach nasiennych, podczas cięć sanitarno-selekcyjnych usuwamy także wyznaczone drzewa wadliwe i nieprzydatne dla dalszego życia lasu.

To tylko niektóre ze znaków, które w postaci tablic, kropek i pasków zostawiają w lesie ludzie. Jest ich znacznie więcej bo istnieje choćby system oznakowania leśnych dróg pożarowych. Drogi pożarowe są oznakowane tabliczkami lub czerwonymi literami malowanymi na drzewach na białym tle

55514

Niebieska litera W oznacza punkt czerpania wody, są też liczne znaki wynikające z zadań ochrony lasu. Przykładowo litery PK z numerem oznaczają partię kontrolną do obserwacji rozwoju jakiegoś owada, litery BM- stałe miejsca, gdzie wywieszamy pułapki feromonowe do obserwacji lotu motyli brudnicy mniszki. Jest ich jeszcze wiele…

Jeśli znamy powód ich pozostawiania stają się mniej tajemnicze i pewnie przyznamy rację twierdzeniu, że są ważne oraz pożyteczne. Najważniejsze jednak są znaki, które w lesie pozostawia przyroda. Tablice, paski i kropki pozostawione przez ludzi służą tylko naszemu bezpieczeństwu w lesie, a pozostawiane są głównie po to, by dobrze poznać i zrozumieć otaczającą nas przyrodę.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

22:59, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
czwartek, 20 lipca 2017

554min

Jakże ten czas leci… Ledwo się obejrzałem, a tu od 1 lipca minęło tyle dni! Dlaczego wspominam 1 lipca? Bo wtedy był jubileusz 70 lat istnienia Technikum Leśnego w Rogozińcu. Tego dnia dopiero można było zauważyć jak szybko mijają dni…

Dostojne Panie Absolwentki, zacni Panowie Absolwenci wspominali jak to jeszcze wczoraj ganiali po arboretum, psocili na praktykach, ujeżdżali konnym wozem Zenka lub pchali Pragę- osinobus pana Ziarko, który to „wspaniały wóz” nie zawsze chciał odpalać. Każdy rocznik szkoły, każdy absolwent, których tak wielu wyszło stad w świat ma własne wspomnienia. Jak to szybko minęło…

Iluż stąd wyfrunęło ciekawych postaci, którzy zapisali się różnokolorowymi zgłoskami w historii polskiego leśnictwa i wielu innych profesji. Bo na zjeździe absolwentów spotykają się dyrektorzy regionalni, nadleśniczowie, leśniczowie i pracownicy różnych stanowisk w nadleśnictwach ale też żołnierze, policjanci, przedsiębiorcy leśni (i nie tylko), poważni biznesmeni, urzędnicy i rolnicy. Stanęli na placu, który nieodmiennie kojarzy się z małym asfaltowym boiskiem, gdzie graliśmy w „nogę” do późnej nocy, a potem kapaliśmy się w zimnej wodzie w kamiennych korytach umywalni, stanęli przy tabliczkach z datami roczników

5541

Jak zawsze, szczególnie dopisali najstarsi absolwenci, choć jest ich, niestety, coraz mniej. Minęło już przecież 70 lat od dnia jak nasza szkoła została założona jako 2-letnie Liceum I-go stopnia w Rogozińcu na bazie dotychczasowego Gimnazjum Leśnego w Margoninie. Powstała w dawnych koszarach cesarskich Niemiec z czasów przed I wojną światową. Obok, w okolicznych lasach były wcześniej magazyny uzbrojenia, które stanowiły jedną z największych w czasach I wojny światowej budowli militarnych.

Szkoła powstała, aby miał kto pracować w polskich lasach po zawierusze II wojny światowej. W historii szkoły bowiem czytamy: „Leśnictwo polskie w okresie drugiej wojny światowej poniosło ogromne straty. Były to nie tylko straty ekonomiczne (rabunkowa polityka okupanta) ale przede wszystkim zginęło wielu dobrych fachowców - leśników. Niemalże kompletnie została zniszczona i zdewastowana cała baza szkoleniowa. Okupant nie oszczędził nauczycieli, profesorów i innych pracowników szkolnictwa leśnego. Najwięcej zginęło pracowników terenowych, głównie leśniczych i gajowych (25% zaginionych to personel leśny i 31% to personel kierowniczy i inżynieryjno-techniczny). Należało po wojnie rozwiązać poważny problem kadrowy. Znaczna część leśników nie posiadała dostatecznego przygotowania zawodowego. Trudności te wystąpiły przy zagospodarowaniu lądów ziem Zachodnich i Północnych. Zrodziła się potrzeba kształcenia i dokształcania kwalifikowanych kadr dla krajowej gospodarki leśnej, w celu obsadzenia stanowisk w administracji leśnej. Władze centralne szybko zorganizowały szkolnictwo - od doraźnych kursów począwszy, poprzez szkoły zawodowe średnie - do wyższych włącznie”.

No i te „kwalifikowane kadry” zjechały się na jubileusz! Mój rocznik 1984 reprezentowało kilkanaście osób.

5542

Z wielkim sentymentem witaliśmy na uroczystości dawnego, powszechnie lubianego kierownika internatu „Wąsa”, który „ścigał” nas za zbyt długie włosy i bałagan w szafkach oraz naszego przesympatycznego wuefistę „Wacka”. Wacław Adamski usiłował dać nam w kość, ucząc wszelkich dyscyplin sportowych, zimowych i letnich. Zaliczaliśmy pełną lekką atletykę czyli biegi, skoki i rzuty, graliśmy we wszelkie gry zespołowe, a zimą Wacek siadał na „składaka” i jechał do wsi Rogoziniec, a my biegliśmy przodem z łyżwami i hokejami na to zaimprowizowane lodowisko. Niektórzy przypinali narty- biegówki, a inni grali w kopnym śniegu w piłkę bo powszechnie wiadomo, że „noga” jest ponad wszystko. Wacek często grywał z nami- to były czasy…

Podczas jubileuszu obaj: „Wąs”- Józef Jaśkowski i „Wacek”- Wacław Adamski otrzymali z rąk absolwenta TL Rogoziniec Dyrektora RDLP Zielona Góra Leszka Banacha Kordelasy Leśnika Polskiego. Wyróżnienie otrzymał też obecny dyrektor TL

5543

Jubileusz to świetna okazja do spotkań i wspominek. Oto rocznik Henia, Ludwika i Witolda dumnie pozuje do zdjęcia w towarzystwie koleżanek:

5544

Przed budynkiem szkoły młodsze roczniki ściskały się serdecznie, oto ekipa mojego kolego Rafała- rocznik 1994

5545

Moi klasowi koledzy zebrali się na chwilę na ławce w szkolnym arboretum, wspominając naukę jazdy ciągnikiem „Kulesia”, wyprawy towarowym pociągiem do międzyrzeckiego „medyka” czy różne przygody podczas leśnych praktyk. No i wspominali wyprawę z Rogozińca na moje wesele, bo jako pierwszy z rocznika zdecydowałem się na ten krok. No i te draby zjechały się w Rogozińcu, zrobiły wyskok na ogródki po kwiaty i wieczorem silną grupą wtargnęli na wesele. Się działo, a moja Renia, a zwłaszcza jej mama czyli moja teściowa Helenka latami wspominała, że jeszcze nigdy w życiu się tak nie wytańczyła…

5546

Potem przenieśliśmy się z arboretum do gabinetu ochrony lasu, wspominając godzinami naszego niezapomnianego wychowawcę Tadeusza Wasylewicza- „Kokona”.Do gabinetu co chwilę zaglądali inni absolwenci. Od lewej w kadrze zmieścił się Witek, za nim kawałek Łysego, Chmurka, Mirek, Antek, Świder, Rysiek Kindor, Rysio, no i ja…

Teraz w tym gabinecie gospodarzy nasz klasowy kolega Rysio, który jak na „profesora” przystało występował na biało i w zielonym krawacie…

Wspomnienia trwały długo w noc, bo pięć wspólnych lat zapadło każdemu z nas głęboko w pamięć. Niech żałują ci, co nie dojechali, ale pewnie za jakiś czas spotkamy się znowu i liczniej na kolejnym zjeździe naszego najlepszego rocznika TL Rogoziniec 1984…

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

21:24, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
wtorek, 11 lipca 2017

 

553min

Temat Puszczy Białowieskiej od dawna przewija się w medialnych doniesieniach i codziennych rozmowach. Budzi on w ludziach wielkie emocje i jakże często jest powodem negatywnej oceny leśników. Wydaje się to oczywiste, że aby oceniać i krytykować należy dobrze znać przedmiot dyskusji, ale zwykle różnie z tym bywa…

Leśnicy opiekują się Puszczą Białowieską od blisko 100 lat. Przecież to dzięki staraniom Lasów Państwowych utworzono w 1921 roku najpierw leśnictwo Rezerwat, które przekształcono potem w Białowieski Park Narodowy. Obejmuje on nieco ponad 10 tys. hektarów powierzchni leśnej. Część Puszczy, którą zarządzają nadleśnictwa ma w sumie ponad 50 tys. hektarów lasów gospodarczych, z czego 12 tys. hektarów to utworzone przez leśników rezerwaty i dodatkowo leśnicy wyznaczyli blisko 6 tysięcy hektarów powierzchni referencyjnych, gdzie rządzi przyroda, a nie ludzie, bo ingerencję ludzi ograniczono tam do minimum. Czyli 1/3 Puszczy Białowieskiej zarządzanej przez Lasy Państwowe jest pozostawiona działaniom sił przyrody, a nie ludzi. Jeśli dodamy do tego teren Białowieskiego Parku Narodowego okaże się, że blisko 45% Puszczy pozostawiono przyrodzie. Warto też poznać historię puszczy i poczytać tam o leśnikach, a nie o ekologach, bo przecież to leśnicy tworzyli park i wyznaczali rezerwaty, to leśnicy chronili i chronią Puszczę przed różnymi zagrożeniami.

Gospodarzą w niej według zaleceń naukowców, by odtwarzać jej jak najbardziej naturalny, zróżnicowany charakter i ściśle współpracują z lokalną społecznością. To leśnicy dbają o trwałość wszelkich gatunków roślin i zwierząt, m.in. przywrócili Puszczy i ogólnie polskim lasom żubra.

 

Także to my, leśnicy, odnawialiśmy Puszczę po dewastacyjnych wyrębach Niemców, Rosjan czy brytyjskiej kompanii The Century, która dostała koncesję na wyrąb 4 mln m3 drewna z Puszczy. Wycinka najlepszych jakościowo drzew bez nasadzeń prowadziła do niemal całkowitego wyniszczenia Puszczy Białowieskiej. Na szczęście 29 maja 1929 r. rozwiązano jednostronnie umowę z firma angielską wypłacając odszkodowanie w wysokości 375 tys. funtów szterlingów, co w przeliczeniu wówczas wynosiło 6,2 ml. Zł. Z tej kwoty potrącono niespłacone przez firmę podatki w wysokości 1,5 mln. zł. Dokonał tego nie kto inny jak leśnik- Adam Loret, dyrektor generalny powołanych w 1924 roku Lasów Państwowych. Ten wybitny leśnik uratował w ten sposób Puszczę Białowieską, a dziś wiele doniesień medialnych przekazuje informacje o żądnych „kubików i złotówek” leśnikach, nazywanych złośliwie deskorobami…

Okres 5 lat (1924-1929), w którym to Century Timber Company wycięła i wywiozła ponad 2,5 mln m³ samej tarcicy zaliczany jest do najgorszych w historii Puszczy Białowieskiej. Anglicy zdegradowali wtedy powierzchnię ok. 7000 ha zrębów zupełnych, które to znacznie i długotrwale wpłynęły na stan zdrowotny Puszczy Białowieskiej i doprowadziły do zachwiania funkcjonowania ekosystemów. Zakładane przez nich zręby miały szerokość 100 m, a ich długość sięgała do 1 km. Dziś my, leśnicy w lasach gospodarczych zakładamy zręby zupełne, których powierzchnia nie może przekroczyć 4 hektarów...  Ale pewnie m.in. dziennikarze nie pamiętają o wybitnym leśniku Adamie Lorecie, nie znają zasad zakładania zrębów oraz tajników sztuki leśnej.

Trudno zresztą komukolwiek obiektywnie rozmawiać o miejscach i sprawach, których nie udało się samodzielnie poznać. Zatem gorąco do tego zachęcam. Letni czas wakacji i urlopów jest szczególnie dogodny do wyjazdów i poznawania uroków naszego pięknego kraju. Wydaje się oczywiste, że wypoczynek pośród drzew i w bezpośrednim kontakcie z przyrodą jest z pewnością dla wielu z nas najlepszym relaksem. Poznajmy zatem sami Puszczę Białowieską i wybierzmy się tam pod fachową opieką leśników, którzy zachęcają:

Przyjedź na wakacje do Puszczy Białowieskiej i chodź do lasu razem z nami!

Właśnie w te wakacje, na obszarze nadleśnictw Puszczy Białowieskiej, w każdą sobotę oraz niedzielę organizowane są rajdy piesze z leśnikami.

Rajdy będą się odbywały co tydzień w innym puszczańskim nadleśnictwie, ukazując piękno lasu oraz naszą pracę jaką w nim wykonujemy. Start rajdów po puszczy w towarzystwie leśników odbył się w sobotę 08.07.2017 r. w Nadleśnictwie Białowieża, po tygodniu będzie okazja do puszczańskiej wyprawy w Nadleśnictwie Hajnówka, a następnie w Nadleśnictwie Browsk. Potem od nowa, bo w Nadleśnictwie Białowieża pieszy rajd odbędzie się również w niedzielę 13.08.2017 r. To znacznie lepsza od biernego śledzenia medialnych doniesień forma poznawania Puszczy Białowieskiej.

Rajdy rozpoczynają się w znanych i popularnych turystycznie miejscach w Puszczy Białowieskiej: Nadleśnictwo Białowieża - Ośrodek Edukacji Leśnej "Jagiellońskie", Nadleśnictwo Hajnówka - Uroczysko Krynoczka, Nadleśnictwo Browsk - parking LP przy herbarium.

5532

Co godzinę wszystkich chętnych leśnik-przewodnik przeprowadzi po duktach Puszczy Białowieskiej i pokaże jak rzeczywiście wygląda ten zakątek kraju. Ostatnie wejście rozpoczyna się o godzinie 13.00.

Wstęp do lasu jest oczywiście wolny, zachęcam wszystkich do takiej formy poznawania Puszczy Białowieskiej, do rozmów z leśnikami, prawdziwymi przyrodnikami i miejscową ludnością. Wtedy sami zobaczymy na co choruje Puszcza Białowieska i czy potrzebna jest jej pomoc szamana z kolorowymi ozdóbkami i powtarzającego rymowane zaklęcia, czy lekarza znającego sztukę leśną, niezbędną do dobrej diagnozy oraz specjalistycznego leczenia.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

13:31, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 62