O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
niedziela, 14 maja 2017

526min

Do tej pory aura wybitnie nam nie sprzyjała i czułem się wręcz okradziony z powodu braku możliwości zachwytu majem. Bo wciąż szare i ponure dni przywodzące na myśl listopad, przenikliwy wiatr, zimne noce i poranki posrebrzone przymrozkiem- przecież to chyba nie maj?

Brakowało mi łkania słowików i sadów białych od kwiecia, pachnących bzów i grania owadów kręcących się przy kwitnących drzewach, wieczornych koncertów żab i kumaków. Wyjątkowo zimny maj zabrał nam ten piękny czas.

Choć jako urodzony optymista odnajduję w tych dniach także dobre strony. W takie majowe dni wciąż brzmi mi w uszach genialny utwór Maanam, do którego fantastyczne słowa napisała Kora Jackowska:

„Wyjątkowo zimny maj”:

Dzień za dniem pada deszcz

Słońce śpi, nie ma cię

Jest mi bardzo, bardzo źle

Zimny kraj, zimny maj

Koty śpią, miasto śpi

Czarodziejskie śnią się sny

Bardzo lubię ten utwór. Ale jeśli chodzi o wyjątkowo zimny maj w przyrodzie to możemy śmiało nucić za Marylą Rodowicz: „Ale to już było i nie wróci więcej…”, bo od wczoraj maj rozkwitł ciepłymi barwami i pełnią wszelkiego piękna. Zauważyły to moje koty, bo Blondyna postanowiła zażyć słońca na dachu garażu:

5261

Gruby z kolei zdumiony przyglądał się temu lenistwu i podziwiał z wysokości dachu ptaki w ogrodzie

5262

Bo nawet w ogrodzie widać i słychać, że to pełnia maja. Kukają kukułki, słychać fletowe tony wilg, czasem dudek zajrzy na grządki, nawołują się dzięciołki, polują dzierzby gąsiorki (na pierwszej fotce). Wokół nas pokrzewki, pliszki, kopciuszki, barwne pleszki…

5263

A co dopiero dzieje się w majowym lesie?

Dla leśniczych to czas przyglądania się chrabąszczom i szeliniakom ale też pilny przegląd upraw, bo po obfitych opadach rosnąca gwałtownie temperatura spowodowała szybki wzrost roślinności zielnej. Pora przystąpić do pielęgnowania najmłodszego pokolenia lasu. Gwałtownie rosnące wszelkie chwasty szybko zagłuszą młode dęby, sosny czy buki. Należy odpowiednio wcześniej rozpocząć pielęgnowanie, dostosowując jego termin i sposób do biologii chronionych drzewek i tempa rozwoju chwastów. Zbyt późne rozpoczęcia pielęgnowania upraw mocno utrudnia zadanie zulowcom i niesie za sobą ryzyko uszkodzenia części drzewek. Dlatego leśniczowie nie mogą teraz usiedzieć w domu i kancelarii, choć po zakończonych szacunkach brakarskich już czekają w kolejce do wykonania projekty wszystkich zabiegów gospodarczych.

Trzeba dokładnie zaplanować wszystkie czyszczenia, odnowienia, porządkowanie lasu i pielęgnowanie upraw na przyszły rok. Zaplanować potrzebne sadzonki, wszelkie materiały i policzyć koszty działania. Wymaga to spędzenia wielu godzin za biurkiem i przed komputerem. A przecież dopiero zaczął się i zaraz skończy kwietny, barwny i pachnący maj w lesie!

Osobną zaletą jest wiele ciekawych spotkań z przedstawicielami świata zwierząt. Za chwilę coraz wyższe zboża, rzepaki czy trawy świetnie je ukryją i nie będzie okazji aby przyjrzeć się takiemu np. rogaczowi

5264

Nie można tego przegapić, bo przecież wiemy, że nic nie zdarza się dwa razy, a zresztą nikt nie chce znowu czekać cały rok…

Maj kojarzy się zwykle z maturami i kwitnącymi kasztanowcami. Matura zwykle przywodzi na myśl urocze, młodzieńcze czasy, które miło nam się kojarzą. A z czym kojarzy się Wam majowy las? Stały kontakt z majową przyrodą jest przecież także gwarancją, że dłużej zachowamy młodość, dobre zdrowie i humor oraz siły witalne. Wystarczy tylko umiejętnie korzystać z tej oferty majowej przyrody.

Dla mnie, leśnika, majowy las kojarzy się naturalnie z łanami konwalii majowej i jej odurzającym, charakterystycznym zapachem. To magiczna roślina. Przypisywano jej boskie pochodzenie, może dlatego, że białe kwiatki w kształcie dzwonków ułożone są na łodydze w kształcie drabinki. Może być to drabina do nieba… Jedna z opowieści mówi o tym, że kiedy Matka Boska opłakiwała ukrzyżowanie swojego syna, to jej łzy dotykając ziemi zmieniały się w małe kwiatki konwalii. W niektórych regionach wierzono, że konwalie powstały z łez wygnanej z raju Ewy. Konwalia jest przez wielu uznawana za symbol czystości i niewinności. Dekorowano nią portrety świętych i ołtarze. Była symbolem szczęścia i pomyślności. W średniowieczu symbolizowała sztukę lekarską oraz wiedzę. Jej niezwykłe właściwości znane były już w starożytnych Chinach.

Piękny, zmysłowy zapach konwalii uznawany jest za silny afrodyzjak i chętnie wykorzystuje się go w produkcji kosmetyków.

5265

Konwalia jest znanym od wieków składnikiem maści, balsamów i wszelkich kosmetyków stosowanych podczas zabiegów odmładzających i ujędrniających skórę. W dawnych czasach młode dziewczyny używały konwalii do nacierania policzków. Dzięki temu miały na twarzach piękne rumieńce, które przyciągały oczy młodzieńców i świadczyły o dobrym zdrowiu. Według dawnych przesądów bukiecik konwalii w domu chroni przed staropanieństwem. Ich zapach przyciąga powodzenie i chroni przed złą energią, zapewnia odpowiedni poziom sił witalnych.

Od wieków konwalie wykorzystywane były w uzdrawianiu. Mają one właściwości moczopędne i działanie uspokajające. Działają wspomagająco przy leczeniu chorób serca, układu krążenia, chorób skórnych i reumatyzmu, neutralizują obrzęki.

Kąpiel z dodatkiem olejku konwaliowego pobudza intelekt i jasność widzenia oraz wzmaga tak ważną dziś kreatywność. Taka kąpiel z konwaliowym zapachem bardzo uspokaja, wzmacnia i pomaga w odcinaniu się od przeszłości, o której chcemy szybko zapomnieć.

Po odebraniu niemiłego telefonu czy emaila, po trudzie nerwowego dnia przysiądźmy w lesie przy łanie bajkowo pięknej i pachnącej konwalii. Zielone łany z białymi dzwonkami kwiatów pomagają w ukojeniu nerwów i przy przyspieszonym pulsie.

5266

Dlatego w dzisiejszym nerwowym i pośpiesznym świecie korzystajmy z jej pachnących kwiatów, które znajdziemy w cienistym, liściastym lesie. Ostrożnie jednak ze zrywaniem konwalii.

Wprawdzie od 2015 roku nie jest już w spisie roślin prawnie chronionych, jednak konwalia i wszystkie jej części, w tym czerwone owoce jest trująca, pomimo tego, że jest rośliną leczniczą. Szkodliwa może być nawet woda z wazonu, w której stały jej piękne kwiaty. Zatrucie może być szczególnie groźne dla dzieci.

Pamiętajmy o tym i leczmy się konwalią w kontakcie z lekarzem. Choć z wysuszonych kwiatów lub liści możemy samodzielnie zrobić nalewkę, która spożywana w „aptecznych” ilościach nie zaszkodzi, a wspomoże naszą odporność i siły witalne.

Jak ją zrobić? Kwiaty zbierane w suchy, najlepiej pochmurny dzień (silne światło pozbawia konwalię właściwości leczniczych) wysuszone w cieniu zalewamy na 3-4 tygodnie 70% alkoholem. Spożywamy 2 razy dziennie po 30 kropli rozcieńczonych w kieliszku wodą.

Maj to czas kiedy zbieramy młode pokrzywy. To niedocenione i bardzo zdrowe „zielsko”.

5267

Jej li­ście, ło­dy­gi i ko­rze­nie to bo­gac­two mi­kro­ele­men­tów i wi­ta­min ta­kich jak: A, B2, K czy C. Po­krzy­wa wzmac­nia włosy i pa­znok­cie, od­ży­wia i oczysz­cza skórę, re­du­ku­je nad­mier­ny ło­jo­tok, dzia­ła prze­ciw­za­pal­nie, re­du­ku­je obrzę­ki i po­pra­wia mi­kro­krą­że­nie skóry. Po­krzy­wa to cu­dow­ny środek dla skóry po­pra­wia­ją­cy stan wło­sów, świet­nie wpły­wa rów­nież na me­ta­bo­lizm. Aby po­bu­dzić pracę jelit, pij napar ze świe­żych po­krzyw (2-3 łyżki świe­żej po­krzy­wy na jeden litr wrząt­ki) trzy razy dzien­nie, mię­dzy po­sił­ka­mi. Świet­nie dzia­ła na cały układ po­kar­mo­wy, także na żo­łą­dek i wą­tro­bę. Her­bat­ka z po­krzy­wy to napój bardzo popularny w świecie mody i celebrytów. Z pewnością dla­te­go, że świet­nie wpły­wa nie tylko na cerę czy włosy, ale też do­star­cza or­ga­ni­zmo­wi wielu cen­nych skład­ni­ków, których brakuje ludziom z okładek i ekranów, „dbającym o siebie”...

To napój stwo­rzo­ny dla ko­biet, ze wzglę­du na wy­so­ką za­war­tość że­la­za, choć chyba lepsza jest sałatka z młodych pędów „ala szpinak” o której pisałem kiedyś w blogowych zapiskach. Warto teraz nasuszyć sobie młodych, majowych liści pokrzyw i potem używać ich stale w kuchni, choćby do oprószenia sobie czasem ziemniaków. Podobnie cenne są dla nas młode liście brzozy

5268

Warto ich sobie nasuszyć razem z liśćmi pokrzywy. Polecam w tym celu używanie elektrycznej suszarki do grzybów. Liście zachowują kolor, nie brunatnieją i dobrze się przechowują. O leczniczych właściwościach brzozy także pisałem wcześniej, zatem warto poszperać w blogowym archiwum. Znajdziecie tam także przepis na syrop z majowych pędów sosny.

Właśnie teraz, gdy pędy są pełne soku i mają długość około 10 cm, to dobry czas, aby zrobić z nich własny syrop „Pini” dla dzieci, a potem pędy zalać alkoholem i zrobić lecznicza nalewkę o żywicznym smaku dla dorosłych. Pamiętajcie jednak, aby nie narobić szkód i nie zrywać młodych pędów z sosen w leśnych młodnikach.

5269

Lepiej pozyskać pędy sosnowe z drzewek, które obsiały się na obecnych nieużytkach, bo pewnie z czasem i tak te sosny zostaną wycięte. Należy po prostu zapytać leśniczego lub właściciela terenu o zgodę. W maju warto też zainteresować się młodymi, zielonymi szyszeczkami sosny. Pisałem wcześniej o dobroczynnych właściwościach sosnowego pyłku, który pochodzi z „kwiatostanów” męskich. Żeńskie, które w postaci najpierw czerwonych, a potem zielonych szyszeczek powstają na końcach pędów rozwijają się dwa lata. Po zapyleniu z liści zarodniowych i łusek wspierających powstaje mała, nabrzmiewająca w maju miękka szyszeczka. Zbieramy je w maju i czerwcu (dopóki są miękkie i dają się kroić nożykiem) na takich samych zasadach jak pędy sosnowe. Warto z nich przygotować znakomity dżem z zielonych szyszek sosny, który polecam na podrażnione gardło. Jest zdecydowanie lepszy i pewnie zdrowszy niż reklamowany „polecany dla operujących głosem czyli lektorów, wykładowców i aktorów” aptekowy specyfik.

Oto przepis:

1 kubek zielonych szyszek sosnowych ( należy usunąć ogonki, bo mają nutę goryczy)

1 lub nawet dwa kubki cukru, najlepiej nierafinowanego

Dodać łyżkę miodu, najlepiej spadziowego z górskiej pasieki, choć może być każdy inny i 1-2 łyżeczki soku z cytryny.

Miękkie szyszki sosnowe rozdrobnić, najlepiej zmiksować w blenderze. Można je pokroić i ucierać kulą w makutrze (choć coraz mniej osób wie co to jest). Dodać cukier i miód, dokładnie wymieszać i gotowe. Warto dżemik przełożyć w malutkie słoiczki i pasteryzować chwilkę bo wtedy możemy go dłużej przechować.

Smak sosnowego dżemu jest bardzo specyficzny, intensywnie żywiczy, lekko kwaskowaty. Łyżka dżemiku potrzymana chwilę w ustach jest balsamem dla podrażnionego gardła i kubków smakowych.

W pełni kwitną już „mlecze” czyli mniszki lekarskie.

52610

Warto zrobić z ich kwiatów "miodek", znakomity na przeziębienie.

52611

Kwitną już także poziomki i borówki:

52612

Owoce borówki brusznicy pomagają przy bólach brzucha, natomiast czarne jagody, czyli owoce borówki czarnej są znakomite m.in. na zachowanie dobrego wzroku. Obowiązkowo jedli je piloci nocnych bombowców w czasie II wojny światowej.

W majowym lesie znajdziecie mnóstwo naturalnych specyfików. To darmowa, otwarta całą dobę apteka bez recept. Można do woli upajać się zapachem wszelkiego kwiecia, ziół i olejków eterycznych. Cieszyć pięknem przyrody, głosami ptaków i koić zmysły spokojem. Nie zwracajcie uwagi na komary czy meszki, nie bójcie się kleszczy czy wilków. Aby czuć się bezpiecznie najlepiej korzystajcie z parkingów, obiektów, szlaków i z szerokiej oferty turystycznej przygotowanej przez leśników.

52613

Las jest piękny, zdrowy i przyjazny. Korzystajcie z niego do woli…

Tymczasem jestem już w drodze na urlop, zresztą zaległy z zeszłego roku. Wiele razy czytałem trylogię Sienkiewicza i marzyłem, aby zobaczyć tamte strony. Bo uroki polskiego, majowego lasu znam doskonale. Pora realizować także inne marzenia. Najbliższy tydzień spędzę zatem zwiedzając Ukrainę, min. Chocim, Kamieniec Podolski, Lwów i Zbaraż.

A zatem ruszam na Zbaraż z żoną i miłymi towarzyszami podróży z Pszczewa, śladami Skrzetuskiego i „Jaremy” Wiśniowieckiego!

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

16:14, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
wtorek, 09 maja 2017

kawaek_nieba

Kawałek nieba jest w każdym uśmiechu,

W każdym życzliwym słowie,

I przyjaznym geście,

W każdym pomocnym czynie.

Kawałek raju jest w każdym sercu,

Które stanowi zbawienny port dla nieszczęśliwego.

W każdym domu z chlebem, winem i serdecznym ciepłem.

Bóg włożył swoją miłość w twoje ręce,

Jak klucz do raju.

Phil Bosmans

Gdy otworzyłem dziś służbową skrzynkę poczty elektronicznej zastałem tam jak każdego dnia wiele emaili. Jednak moją uwagę natychmiast przykuła korespondencja od naszej rzecznik Anny Malinowskiej. List był zatytułowany tak: POMOC DLA KUBUSIA W WALCE Z GUZEM MÓZGU

Bardzo mnie poruszyła jego treść, przeczytajcie zresztą sami, bo co tu opowiadać?:

„Kubuś to wnuk naszego leśniczego. W wieku 6 miesięcy stwierdzono u niego guza mózgu w okolicy drogi wzrokowej i podwzgórza. Skomplikowany zabieg przeszedł w Oddziale Neurochirurgii Dziecięcej w Szczecińskim Szpitalu „Zdroje”, z częściowym sukcesem.

Dalsze leczenie to uciążliwa dla dziecka chemioterapia.  Guz się odnawia i zmienność samopoczucia wymusza okresowe pobyty w szpitalu. Skutkami ubocznymi choroby są utrata wzroku i opóźnienie rozwoju. Szansą dla Kuby jest leczenie protonowe w Monachium.

W tej kwestii prowadzona jest korespondencja w sprawie zakwalifikowania małego pacjenta do leczenia w Niemczech.

Ponoszone na dotychczasowe leczenie wydatki zmuszają rodzinę do poszukiwania wsparcia. Tą drogą zwracam się do Kolegów i Koleżanek Nadleśniczych o pomoc finansową, licząc na zrozumienie bardzo trudnej sytuacji. dziecka i rodziny, czyli na wrażliwość serca.

Opieką małego pacjenta objęła Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym ”Kawałek Nieba”, a pomoc przekazać można za pośrednictwem:

Bank Zachodni WBK S.A. numer rachunku:

31 1090 2835 0000 0001 2173 1374

Tytułem: “884 pomoc dla Kubusia Gzeli”

 

Od kilku dni Kuba jest też półsierotą- zmarł mu ojciec.

 

                                                                                              Bronisław Szneider

                                                                       Nadleśniczy Nadleśnictwa Lubichowo

 

 

Cała historia Kuby zamieszczona jest na stronie http://www.kawalek-nieba.pl/kubus-gzela/

 

 

Co czułem, gdy otworzyłem powyższy link? Zapewne to, co każdy z Was… Co zrobiłem?

Po tej poruszającej wyobraźnię lekturze mogłem zrobić tylko jedno. Otworzyłem stronę mojego banku i zrobiłem przelew. Nie wątpię też, że wielu leśników czynnie odpowie na apel nadleśniczego Bronisława Schneidera.

Gdyby też choć co druga zaglądająca tu osoba zrobiła przelew lub w innej formie pomogła Kubusiowi Gzeli, to pewnie już niebawem pojedzie on z mamą do Monachium po swój kawałek nieba. Musi go mieć…

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

 

 

21:17, lesniczy.lp
Link Komentarze (1) »
czwartek, 04 maja 2017

524min

Pierwsze dni maja niezupełnie były takie jak planowaliśmy, spoglądając w kalendarz ubarwiony na czerwono świątecznymi dniami. Maj, który nadszedł po wyjątkowo zimnym kwietniu, srebrzonym przymrozkami, przywitał nas chłodem i deszczem. Nie było w majówkę słonecznych dni i barw majowych kwiatów, a zimny wiatr łopotał flagami wywieszonymi tylko na części domów. Bo pomimo już dość długiej tradycji Święta Flagi i znacznie dłuższej Święta Konstytucji, nie wszyscy Polacy dbają o narodowe symbole na swoich domach. A przecież pierwsze dni maja to nie tylko wyśmienita okazja do leniuchowania i grillowania. To także okazja do chwili zastanowienia nad naszą ciekawą historią i narodowymi tradycjami Polaków…

Mam nadzieję, że wielu z Was wybrało się w te pierwsze majowe dni do lasu. Bo jak słusznie mawia mój teść- „W lesie zawsze miło, swojsko i ciepło jak w przytulnej, wiejskiej chałupie”. Pomimo chłodnych dni wyprawa do lasu zawsze niesie ze sobą wiele ciekawych wrażeń.

W zaciszu lasu olśniewa biel kwitnących drzew

5241

Przyleciały już prawie wszystkie ptaki, piszę prawie, bo nie słyszałem jeszcze fletowych tonów wilg, choć już na nie pora. Słychać już za to kukułki i poranne „hupkanie” pięknych dudków

5242_

A skoro są dudki, to uważnie obserwując las możemy zobaczyć takie otworki

5243

To chrabąszcze majowe z pędraków przekształciły się w glebie w poczwarki a potem w imago- czyli postać doskonałą, w postaci brązowych chrząszczy. Choć leśnicy i działkowcy nie uważają ich za doskonałość, bo chrabąszcze obsiadają krzewy i drzewa, obżerając liście w trakcie żeru uzupełniającego

5244

Jednak to ich larwy- żarłoczne pędraki przez blisko cztery lata spędzone pod ziemią są źródłem sporych kłopotów leśników i rolników.

Dlatego pierwsze dni maja dla leśników to czas uważnej obserwacji lokalnej populacji chrabąszczy, w czym pomagają im m.in. feromonowe pułapki.

52411

Brązowe chrząszcze wabione zapachem wpadają do plastikowych butelek i ich liczebność pozwala ocenić skalę wielkości miejscowego szczepu.

W pierwszych dniach maja spotykamy też w lesie udane odnowienia sztuczne, a coraz częściej też naturalne. Dzięki wieloletniej pracy leśników przy hodowli lasu i dobremu planowaniu racjonalnych cięć możemy cieszyć oczy zielenią młodych sosen

5245

Ale równolegle możemy zobaczyć pomiędzy młodymi sosenkami świeże, sosnowe wałki.

5246

Nikt ich tam nie zapomniał, ani beztrosko nie porzucił. Dowodzi tego choćby oznakowanie ich palikami i takie rozmieszczenie na odnowionej powierzchni, aby można je łatwo i często odwiedzać. Są to bowiem wałki- pułapki na szeliniaka sosnowca, groźnego dla młodych sosen, modrzewi i świerków żarłocznego chrząszcza. Możemy je spotkać na młodej, świeżej korze sosnowych wałków

5247

Wykłada się je właśnie po to, aby zwabić do nich szeliniaki i uchronić delikatne siewki, które te owady mogą mocno uszkodzić przez ogryzanie płatami kory na cienkich strzałkach.

Jak widzicie leśnicy przygotowują się do majówki poprzez obserwacje przyrodnicze i przewidywanie różnych zjawisk w lesie. Obserwują też piękno przyrody, bo przecież dostojne żurawie kroczą już z jeszcze mocno niezdarnymi pomarańczowymi pisklętami

5248

W trawie można często zobaczyć pięknie ubarwione koguty bażantów

5249

Częściej można je jednak usłyszeć, bo teraz ochryple pieją, szczególnie rano i wieczorem. Kury, czyli samice bażanta są ciche i skromnie ubarwione i nie jest łatwo je zobaczyć przemykające pomiędzy coraz wyższą roślinnością.

52410

Niebawem będą prowadzić stadko szarych, bażancich dziatek. W lesie teraz co kawałek spotykam zaaferowanych rodziców, którzy biegają w poszukiwaniu owadów dla wydzierającej się w gniazdach młodzieży. Pojawiły się już małe liski, a sarny są w mocno zaawansowanej ciąży.

Maj to miesiąc, który warto spędzić w ogrodzie i sadzie. To świetna forma odpoczynku, choć nie każdy lubi pracować fizycznie i „dłubać w ziemi”. Ale przecież już kilka wieków wcześniej Francis Bacon mawiał:

 

„Wszechmogący Bóg najpierw stworzył ogród. Istotnie – jest to najczystsza z ludzkich przyjemności”.

 

Wystarczy spojrzeć na tego młodzieńca:

52412 

A jedno z chińskich powiedzeń mówi:

"Jeśli chcesz być szczęśliwy jeden dzień - upij się.

 

Jeśli chcesz być szczęśliwy przez rok - ożeń się.

 

Jeśli chcesz przez całe życie być szczęśliwy - załóż sobie ogród."

 

Majówkę rozpocząłem zatem pracowicie w naszym ogrodzie, gdzie wspólnie z leśniczyną Renią sadziliśmy borówki. Wykorzystaliśmy pożytecznie wolny czas i posadziliśmy 30 krzewów. Pomimo nie najlepszej pogody cieszyliśmy się przede wszystkim pięknem kwiatów oraz nieśmiało kwitnących krzewów i drzew owocowych.

52413

Potem jednak już tylko świętowaliśmy rodzinnie również w ogrodach, ale naszych przyjaciół Krystyny i Józka, gdzie można czerpać inspiracje, zgodnie z zachęcającym plakatem na gościnnej bramie

52414

Zajrzycie sobie na ich otwarty profil na FB : https://www.facebook.com/InspiracjeOgrodowe

Najlepiej jednak wybrać się tam osobiście… Zupełnie jak do lasu, bo można czytać książki i blogi, oglądać filmy i fotografie ale nic nie zastąpi majowego wieczoru lub poranka spędzonego pośród bogactwa i piękna przyrody.

Maj dopiero otwiera nam drzwi do lasu i ogrodu. Korzystajmy do woli z bogatej ofert otaczającej nas przyrody.

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

20:28, lesniczy.lp
Link Komentarze (8) »
niedziela, 23 kwietnia 2017

 

523_min

Mija kwiecień, który od wielu już lat jest dla leśników, a szczególnie leśniczych miesiącem bardzo wytężonej pracy. Prace odnowieniowe w większości leśnictw już zakończone i rozliczone ale myśli leśniczych są teraz skupione na szacunkach brakarskich. Zwykle bowiem w maju należy zakończyć całość prac na przyszły rok i to stanowi podstawę do planowania planu kosztów działania leśników, planu sprzedaży drewna, szacunki stanowią też istotny element umów zawieranych z przedsiębiorcami leśnymi. Dlatego leśniczowie od początku roku kalendarzowego każdą wolna chwilę poświęcają szacunkom.

Szacunek brakarski jest bowiem czynnością zmierzającą do określenia ilości i jakości planowanego do pozyskania drewna na podstawie różnych metod pomiarowych i porównawczych. To proces, który jest opracowaniem planu zamiany drzew w drewno: ustalenie rodzaju i sposobu cięć, wycena wartości drewna i kosztów jego pozyskania, ale co niesłychanie ważne, także zaplanowanie odnowienia wyciętych fragmentów lasu. To bardzo ważne zadanie leśniczych i bardzo pracochłonne zajęcie, któremu różni leśnicy poświęcają kilka miesięcy pracy w roku. Różni leśnicy, bo przy szacunkach pracuje leśniczy- wybierając działki zrębowe i powierzchnie przeznaczone do trzebieży, wyznacza je w terenie z pomocą podleśniczego i także z nim dokonuje pomiarów. Podleśniczy potem znakuje granice zabiegów, drzewa do usunięcia, oznacza cenne sortymenty drewna, dokonuje pomiarów wysokości i pierśnic drzew przeznaczonych do wycięcia. Materiały opracowane przez leśniczych w ich kancelariach

5231

trafiają potem do działów technicznych nadleśnictw i są „obrabiane” przez pracujących tam specjalistów z użyciem specjalnych programów komputerowych, które porównują je do wcześniej wykonywanych zrębów i trzebieży. To porównanie do fragmentów lasu o zbliżonych warunkach wzrostu drzew, gdzie powstaje potencjalnie podobne drewno wymaga jednak ponownej korekty w terenie. Materiały wracają zatem ponownie do leśnictw i leśniczy ponownie wraca z nimi w każdy zakątek lasu.

W jednym leśnictwie to najczęściej kilkanaście hektarów zrębów i ponad 100 hektarów trzebieży wczesnych i późnych. Sporządzenie szacunków wymaga naprawdę wiele wiedzy ale też czasu. To bardzo ważna czynność, bo przecież drzewa rosły wiele lat, aby powstało z nich potrzebne wszystkim drewno. Leśniczy sporządzając szacunki brakarskie klasyfikuje jeszcze rosnące drzewa na sortymenty drzewne, które z założenia mają jak najlepiej wykorzystać drewno i które należy jak najlepiej sprzedać.

Środki uzyskane ze sprzedaży drewna pokrywają koszty gospodarzenia w lesie, czyli koszty np. ochrony, hodowli i użytkowania lasu ale też finansują wiele innych zadań realizowanych przez leśników. Lasy Państwowe zarządzając lasami w imieniu społeczeństwa troszczą się o las i całą przyrodę, finansując wiele działań społecznych lub wspierając inne służby i organy administracji państwa. W tym roku sprzedaż ponad 40 mln m3 drewna pozwoli m.in. na dofinansowanie działalności parków narodowych niebagatelną kwotą 70 mln złotych. Ponad 200 mln złotych w 2017 roku przeznaczono na inwestycje wspólne jednostek organizacyjnych LP i samorządów. Wiele milionów złotych pochłaniają nakłady na udostępnienie lasów społeczeństwu: budowa obiektów i urządzeń, nakłady na turystykę i edukację. Co roku leśnicy usuwają z lasów około 140-180 tysięcy m3 śmieci. Aby je załadować, potrzeba ponad tysiąc wypełnionych po brzegi wagonów kolejowych, a ich zbieranie i wywóz na wysypisko kosztuje blisko 20 mln złotych.

Szacunki brakarskie robimy zatem z szacunku do lasu, aby każde drzewo dobrze wykorzystać i zamienić je w cenne drewno ale pamiętamy także o tym, że i przyroda ma swoje wymagania oraz potrzeby. Dokładnie oglądamy i mierzymy każde drzewo przeznaczone do wycięcia

5232

Zaplanowane zręby są oznakowane i opisane na narożnym drzewie

5233

Taki opis możemy wykorzystać podczas wędrówek po lesie do ustalenia oddziału leśnego w którym się aktualnie znajdujemy( na dole opisu- oddz. 67 m). Gdy jest to rębnia III czyli gniazdowa, jak w powyższym opisie, nie wycinany całego starego lasu, lecz tylko jego część, zakładając gniazda o powierzchni 30-40 arów. Ich granice wyznaczamy farbą, numerując założone gniazda i wskazując przebieg granicy zrębu

5234

Potem to oznakowanie zniknie wraz z drzewem. Drzewa cenne dla tartaczników znaczymy kropkami farby i widoczna poniżej sosna z dwoma kropkami oznacza, że jej drewno odpowiada wymogom klasy B surowca wielkowymiarowego.

5235

W czasie wykonywania szacunków na zrębach zupełnych pozostawiamy tam kępy starego lasu, tzw. biogrupy, o powierzchni minimum 6 arów. Stanowią one rezerwuar życia biologicznego dla nowego pokolenia lasu i wyznaczamy je pozostawiając w miarę możliwości cenne dla przyrody drzewa dziuplaste, drzewa i krzewy owocowe lub fragmenty z podszytem, mrowiskami, norami borsuków itp.. Choć czasem na ubogich sośninach nie ma takiej możliwości.

Dobrze widać to spoglądając na las z góry

5236

W trakcie wykonywania szacunków brakarskich dla każdego zrębu sporządzamy szkic, gdzie korzystając ze specjalnego programu komputerowego nanosimy elementy niezbędne do planu cięć ale także odnowień i ochrony przyrody.

52310

Zaznaczamy tam bowiem miejsca składowania drewna, kierunek zrywki i wywozu, ale także stanowiska chronionych roślin i zwierząt lub pozostawianych fragmentów cennych przyrodniczo. Są to tzw. pnsw- powierzchnie nie stanowiące wydzielenia, czyli właśnie np. wspomniane biogrupy, bagienka, remizy krzewów lub kępy cennych przyrodniczo drzew. Naturalnie nie występują one na każdym zrębie ale jeśli je pozostawiamy należy się z nich rozliczyć na odwrocie każdego szkicu.

52311

Planując trzebieże do wykonania dawniej znaczyliśmy najpierw kropkami farby drzewa dorodne, czyli te najbardziej cenne dla istnienia lasu. Pod ich kątem wyznaczano potem drzewa do usunięcia kwalifikując je jako pożyteczne, szkodliwe lub obojętne. Taki kropkowany las

5237

nie wyglądał jednak dobrze ani atrakcyjnie. Od lat już zatem nie znakujemy trwale drzew dorodnych, ale leśniczy sam je wybiera klasyfikując i znakując tylko drzewa konieczne do usunięcia, czyli wadliwe, nie przydatne do dalszej hodowli, chore i obumierające. W trakcie szacunków brakarskich powierzchni trzebieżowych, leśniczy sporządza szkic sieci szlaków operacyjnych, po których poruszają się maszyny i zaznacza obiekty lub obszary cenne przyrodniczo, które należy chronić w czasie prac.

 Jak widać szacowanie nie jest prostą sprawą i wymaga szerokiej wiedzy przyrodniczej i leśnej, znajomości specjalistycznego sprzętu: programów komputerowych, map cyfrowych, GPS, wysokościomierzy, którymi mierzy się wysokość drzew

 52381

Trzeba też oprócz siedzenia przy komputerze czy spoglądania w ekranik rejestratora i GPS zwyczajnie „przedeptać” wiele kilometrów w mrozie, deszczu lub upale, w krzakach, błocie albo w skwarze. Pod pachą taszcząc symbol leśników „klupę” - średnicomierz do mierzenia pierśnicy, czyli średnicy drzewa na wysokości piersi. Różnie bywa z warunkami pracy, bo gdy u nas na nizinach dokucza już wiosenne słońce, meszki i komary to np. u kolegi Jerzego w Nadleśnictwie Rymanów zima w najlepsze

5239

Szacunki jednak zrobić trzeba jak najdokładniej i terminowo, bo robimy je z szacunku dla drzew, lasu ale też ludzi, którzy te drzewa dla nas posadzili, wyhodowali i troszczyli się o nie latami, aby służyły innym ludziom i polskiej przyrodzie. Dlatego moment, kiedy drzewa zamieniają się w drewno nie jest tylko bezmyślnym aktem wykonania wyroku na żywym drzewie lecz fragmentem pożytecznego procesu przyrodniczego. Dlatego z szacunkiem robimy szacunki…

Miłej niedzieli

 

Leśniczy Jarek-lesniczy@erys.pl

 

13:22, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
sobota, 15 kwietnia 2017

522min

Już minęło południe dnia poprzedzającego dzień Zmartwychwstania Pańskiego. Nasz Julian wrócił z rodzicami z wiejskiego kościoła, gdzie odbyła się krótka ceremonia poświęcenia pokarmów. Rezolutny trzylatek z dumą niósł koszyczek ze święconką i rozglądał się po kościele. „Czemu w tym domu nie ma komputera?”- zapytał jak na dziecko z miasta przystało…

No cóż, wnuk leśniczego powinien rozglądać się raczej za zającem lub podziwiać leśne kraszanki

5221

Całe szczęście, że przyjeżdża coraz częściej i chętniej do leśniczówki oraz do lasu, to komputer będzie go mniej interesował, choć rodzice poświęcają mu wiele uwagi. A to, że jest moim i leśniczyny Reni pupilem, to oczywista oczywistość… Podczas świątecznego spaceru z pewnością będziemy razem zachwycać się pięknem naszej przyrody, a może spotkamy Zajączka, niekoniecznie tylko takiego leśnego, choć to przecież miłe spotkania

5223

Dzieci wolą jednak takiego, który znosi do gniazdka ich ulubione smakołyki, np. „kinder jaja”. Poszukamy ich oczywiście  w ogrodzie!

Aura nie zapowiada się na jutro i pojutrze najwyższej jakości, ale najważniejsze, aby nam wszystkim dopisała pogoda ducha podczas świątecznych spotkań. Pora zatem zacząć świętowanie!

Wszystkim, którzy zaglądają do zapisków leśniczego życzę z okazji Świąt Wielkanocnych miłego i radosnego wypoczynku w gronie najbliższych, smacznego jajka, będącego symbolem nowego życia i mokrego dyngusa.

Zasyłam moc życzeń pachnących wiosną, która objawia się świeżą, nieskażoną niczym zielenią

5222

Warto to sprawdzić podczas rodzinnego spaceru po śniadaniu wielkanocnym, które należy rozpocząć tradycyjnym stuknięciem się jajem.

Jajo wielkanocne to jedno z najważniejszych symboli świąt Wielkiej Nocy. Nieodzowny składnik menu wielkanocnego, który nie tylko służy, jako pokarm, ale jest także ozdobą wielkanocnego stołu. Znamy wielkanocne jaja w przeróżnej postaci, także czekoladowe, ale to zwykłe, najlepiej przyniesione z własnego kurnika i także własnoręcznie ozdobione, ma szczególna wartość. Jest przecież symbolem odradzającego się życia, zmartwychwstania Chrystusa, zdrowia, dostatku i pomyślności. Jajo to znak przezwyciężenia śmierci porównanego do przebijania skorupki. Dlatego też stuknijmy się jajem na szczęście!

Wesołych Świąt!

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

14:06, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »
czwartek, 13 kwietnia 2017

521min

Ostatnie dni są znakomitą ilustracją do powiedzenia: „kwiecień plecień, bo przeplata, trochę zimy, trochę lata”. Raz jest zimno i deszczowo, bywa też, że pada grad. Jednak zdarzają się też chwile, kiedy słońce już solidnie przygrzewa i z PAD nadleśnictwa, czyli Punktu Alarmowo-Dyspozycyjnego płyną komunikaty o „trójce”, czyli trzecim, najwyższym stopniu zagrożenia pożarowego. Należy być teraz szczególnie czujnym, o czym przekonałem się kilka dni temu.

Przyjechałem do domu i zacząłem się przebierać, a tu zadzwonił dyżurny z PAD: „Zgłoszono mi dym pomiędzy Stołuniem a Szarczem, jedzie tam już strażnik leśny…” Szybko odpowiedziałem: „OK, jadę!” Nie czekałem na resztę komunikatu i na powrót zacząłem się ubierać. Za chwilę jechałem w kierunku Szarcza. Na miejscu był już podleśniczy Krzysiek, który mieszka niedaleko i bojowy samochód strażacki z OSP Pszczew. Paliła się ścioła pod linią energetyczną. Zadzwoniłem natychmiast na posterunek energetyczny, aby wyłączono prąd. Energetycy wysłali także patrol do zagrożenia, a ja przestrzegałem strażaków, aby mimo wszystko zachowali ostrożność, lejąc wodę w pobliżu linii. Paliło się dokładnie pod przewodami energetycznymi linii biegnącej przez las. Okazało się, że to Krzysiek zobaczył dym wracając do domu z pracy, zgłosił to do PAD i wezwał strażaków. Całe szczęście, że tak się stało, bo dzięki szybkiej reakcji obyło się bez strat w lesie. Strażacy-ochotnicy szybko, w zarodku stłumili pożar. Za chwilę dojechał wóz PSP z Międzyrzecza i strażnik leśny. Strażacy szybko dogasili tlącą się ściółkę. Jeden z nich przyniósł kawałki ceramicznego izolatora.

Wiatr zrzucił przewód z uszkodzonego izolatora na ramię słupa, zrobił się „spinak” i iskry spadły na suchą ściołę leśną, która zaczęła się palić. Dobrze, że Krzysiek to zauważył i szybko zareagował. Spaliły się tylko 2 ary ścioły, ale to dowód, że ciepłe dni mogą przynosić różne zagrożenia.

Dziś co chwilę padało, ale chwilami też wychodziło słońce. Las ogrzewany promieniami kwietniowego słońca „dymił” jak ścioła pod linią

5211

Zieleni się coraz bardziej w dnie lasu i rozwijają się zakręcone paprocie

5212

Górne piętro lasu także pokrywa się zielenią, bo rozwijają się liście brzóz i buków, a kasztanowiec, który rośnie w lesie przy dawnym, dyliżansowy trakcie okrywa się „nietoperzami”

5213

Prawda, że rozwijające się liście kasztanowca przypominają nietoperze?

W wielu zakątkach pojawia się już biel kwiatów, czasem na skraju lasu i pola

5214

Innym razem zobaczymy w głębi lasu obsypana białymi kwiatami czereśnię ptasią, czyli trześnię

5215

Posadził ja tam przezorny leśnik, który zna jej wielkie znaczenie dla przyrody, ale też ludzi. To jeden z najcenniejszych rodzimych gatunków drzew leśnych. Tam, gdzie dobrze rośnie trześnia, występują bardzo dobre i żyzne gleby. Jest to drzewo o dużej wartości biocenotycznej, które wzbogaca nasze lasy i wzmacnia ich odporność na szkodniki i choroby. Pięknie kwitnie razem z rozwojem liści właśnie teraz. Owoce trześni są ulubionym smakołykiem dla wielu gatunków ptaków: szpaków, kosów, kwiczołów, ściągając je na tereny leśne. Są także cennym źródłem witamin dla zwierząt i ludzi.

Zwykle trześnie to małe drzewka, ale czasem wyrastają z nich piękne drzewa o ciekawym i cennym drewnie. Drewno czereśni ptasiej służy bowiem do produkcji mebli artystycznych, boazerii, używane jest w stolarstwie i tokarstwie. Kiedyś z drewna trześni wyrabiano instrumenty muzyczne, pojazdy konne, używano je w kołodziejstwie oraz do wytwarzania bogato rzeźbionych ram do obrazów.

Nacieszyłem oczy białymi kwiatami trześni i zajrzałem ostrożnie na pas gazociągu biegnącego z Płw. Jamał do Europy Zachodniej, przecinający całe leśnictwo Pszczew.

5216

Zaglądam tam często, bo zwykle spotykam tam daniele lub dziki. Dziś jednak natknąłem się inne zwierzę… Coś szarego przemknęło przez wąski pas. To wilk! Niestety, nie zdążyłem nawet włączyć aparatu… Ale niedaleko, za pagórkiem, dostrzegłem inny ruch

5217

Wszystko jasne, to pewnie jelenie wzbudziły zainteresowanie wilka, który pas gazociągu uznał za dobra ścieżkę podchodową.

Kika dni temu wcześnie rano spotkałem się z pięknym wilkiem, który schodził z pól pod wsią. Bardzo rzadko wychodzę z domu bez aparatu i właśnie ten przypadek zdarzył się wtedy... A miałem wilka na 40 metrów!

Ale na tym samym pasie gazociągu, wcześniej spotkałem pięknego ptaka, o którym wspomniałem już wcześniej. To pięknie ubarwiony krzyżodziób świerkowy

5218

Krzyżodzioby są ptakami nieco większymi od wróbla, o masywnych głowach i krępych sylwetkach charakterystycznych dla wielu łuszczaków. Samce są niemal jednolicie ceglastoczerwone bądź pomarańczowe z ciemnymi skrzydłami i ogonem. Samice zaś są oliwkowozielone z jaśniejszą kreskowaną piersią. To jednak ptaki niezwykłe, rzadkie na naszych ziemiach, szczególnie na nizinach, wędrowne, czyli żyjące po cygańsku i uzależnione od nasion świerka, którymi się głównie odżywiają. Aby zręcznie wyłuskiwać nasiona świerka z szyszek natura wyposażyła je w oryginalne, dość dziwaczne w ptasim świecie dzioby.

Są mocne i grube, ale w odróżnieniu od innych łuszczaków ich końce są cieńsze, wydłużone, lekko zagięte i wzajemnie się krzyżują. Co ciekawe u niektórych osobników dolna szczęka przechodzi z prawej strony górnej części dzioba, u innych zaś z lewej. Są więc różne krzyżodzioby świerkowe. Jedne prawoskrętne, inne lewoskrętne i chyba nie ma to nic wspólnego z ich poglądami politycznymi. Niezwykłe ptaki o skrzyżowanym dziobie nazywane są też inaczej: krzywonos, ziarnojad krzywodziób, grubodziób krzywodziób, krzywonos zwyczajny. Krzyżodzioby zwane krzywonosami kojarzą się mi ze znanym atamanem kozackim. Maksym Krzywonos to bowiem postać historyczna, która wystąpiła w „Ogniem i Mieczem” Henryka Sienkiewicza. W filmie świetnie zagrał go Maciej Kozłowski. Krzywonos wzbudzał w swoich podkomendnych strach oraz uwielbienie, bowiem Kozacy chętnie wielbili persony groźne, odważne, a wręcz szalone.

Nasz krzyżodziób to jednak łagodny i piękny ptak o łacińskiej nazwie Loxia curvirostra. W "Ptakach Polski" znanego ornitologa Andrzeja Kruszewicza znajdziemy takie tłumaczenie tej nazwy: "pochodzi od greckiego słowa loxos i oznacza coś krzywego, wygiętego na boki. Nazwa gatunkowa curvirostra pochodzi od łacińskich słów: curvus - krzywy, zakręcony i rostrum - ryj, dziób." Oryginalne, prawda?

Co ciekawe, małe krzyżodzioby, które legną się w gniazdach z daszkiem, uwitych na świerkach, przychodzą na świat zimą (wtedy jest urodzaj świerkowych nasion) z zupełnie prostymi dziobami. Krzywonosami zostają wtedy, gdy zaczynają dłubać w świerkowych szyszkach…

Wiele można by opowiadać o tym ciekawym ptaku, ale przecież teraz same ciekawe rzeczy dzieją się w przyrodzie. Codziennie spotykam nowe gatunki ptaków powracających z wędrówek. Bociany maszerują pośród coraz bujniejszych łąk, przyleciały już dudki, kręcą się kanie, a błotniaki wiją gniazda pośród trzcinowisk

5219

W trawach zaczynają już kwitnąć mniszki, a w mokrych miejscach widać złoto kaczeńców

52110

Nie przegapcie wiosny siedząc w domu, warto wybrać się w plener bez względu na to co kwiecień naplótł, no i Wielkanoc tuż, tuż…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

22:48, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
sobota, 08 kwietnia 2017

520min

Minęło kilka, dokładnie 10 dni od ostatniego wpisu. Dawno nie było tak długiej przerwy w blogowych zapiskach, ale cóż, wiele się działo!

Wspomniałem ostatnio o zjeździe krajowym Związku Leśników Polskich, który został ze względu na pewne komplikacje statutowe zmieniony na zjazd wyborczy. Blisko 150 delegatów z całej Polski podejmowało ważne decyzje i między innymi wybierany był nowy przewodniczący ZLP w RP. Dotychczasowy przewodniczący, Bronisław Sasin, zamierza niebawem wpaść w błogi stan emerytalny i należało wybrać kogoś, kto stanie na czele ponad 11 tysięcznej Braci Leśnej zrzeszonej w ZLP.

No i stało się, Wasz leśniczy został nowym przewodniczącym Związku Leśników Polskich w Rzeczpospolitej Polskiej.

5201

No nie, chyba nie uważacie, że to „tragiedia”? Mam nadzieję, że nie usłyszę jęku zawodu i nie spadnie na mnie lawina tzw. hejtu?

Jestem leśnikiem z ponad 30-letnim stażem pracy w Lasach Państwowych, od wielu lat działam w ZLP, m.in będąc członkiem Rady Krajowej. Długo, bardzo długo zastanawiałem się nad kandydowaniem na najwyższe w związku stanowisko. Jednak z niezrozumiałego nawet dla mnie powodu lubię nowe wyzwania i podjąłem taką decyzję, uzyskując aprobatę zdecydowanej większości delegatów z całego kraju.

Co to oznacza? Sam nie wiem, bo muszę się teraz mocno przeorganizować. Zmienię z pewnością stanowisko pracy, bo nie sposób być leśniczym i jednocześnie kierować tak dużym, ogólnopolskim zrzeszeniem. To odpowiedzialne stanowisko, absorbujące zapewne wiele czasu i energii. Z pewnością nie oznacza to, że zostanę „bladym, smutnym facetem ze świata polityki”. Od początku mojego świadomego życia, czyli jak ktoś nieco złośliwy może ironicznie zauważyć: „prawie od początku dziejów”, służę przyrodzie i ludziom. Tak z pewnością zostanie, bo przyroda jest moją pasją, zupełnie tak samo jak kontakty z ludźmi.

Już następnego dnia po wyborach, podczas drugiego dnia zjazdu krajowego nawiązałem dobre relacje z Dyrektorem Generalnym LP Konradem Tomaszewskim

5202

Potem uczestniczyłem w naradzie leśnych dyrektorów z całej Polski i w części terenowej, poświęconej szlakom operacyjnym dla harwesterów i forwarderów miałem okazję dodatkowo podumać przy kapliczce naszego Patrona Jana Gwalberta.

5204

Znałem ją wcześniej tylko z teorii, toteż z przyjemnością podziwiałem na własne oczy kapliczkę zbudowaną na cześć naszego, w zasadzie mało znanego, duchowego opiekuna. Niedawno miałem okazję podziwiać inną, postawioną przez leśników z Nadleśnictwa Zwierzyniec

5205

Byłem tam we wrześniu, podczas wędrówki po wschodzie naszego pięknego kraju, odwiedzając także kościółek na wodzie, również blisko związany z Janem Gwalbertem.

Poznałem wtedy i teraz wielu ciekawych ludzi. Podczas narady podszedł do mnie i rozpoznał „bez pudła” miejscowy nadleśniczy i nieco opowiedział o tym bardzo ciekawym zakątku kraju. Tomasz Sot- nadleśniczy z Puszczy Kozienickiej bardzo bowiem dba o turystyczne udostępnienie lasów turystom. Świetnie zdaje sobie sprawę z tego, że lasy Puszczy Kozienickiej są jednym z największych, zwartych kompleksów leśnych w centralnej części Polski. Nic dziwnego zatem, że znajdziemy tu wiele ciekawostek i atrakcji turystycznych udostępnionych turystom przez leśników. Tereny Puszczy Kozienickiej były ulubionym terenem polowań Władysława Jagiełły. Powstałe wówczas dworki w Jedlni i Kozienicach były miejscami postojów króla i jego świty podczas podróży lub polowań. Na pamiątkę, bijące w Puszczy źródełko nazwano „Królewskim Źródłem". Legenda głosi, że właśnie tutaj król wielokrotnie gasił swoje pragnienie. Przez ostatnie pół roku to miejsce odwiedziło ok. 50 tysięcy ludzi.

Z racji zbliżających się świąt wielkanocnych złożyliśmy sobie nawzajem życzenia w towarzystwie Św. Franciszka. Także i ten święty, patron przyrodników, ekologów, a zatem także leśników, ma swoje godne miejsce w lasach Nadleśnictwie Kozienice

5203

 

Bez obaw zatem, póki co… Leśniczym się jest, a nie tylko bywa, zatem niebawem odezwę się, bo jestem Wam winny opowieść o spotkaniu z krzyżodziobem świerkowym, którego szybko i sprawnie rozpoznaliście na fotografii. Jestem pełen podziwu, bo nie było to łatwe zadanie. Tak samo jak nie będzie łatwo leśniczemu być przewodniczącym… Tymczasem zmykam do ogrodu i czekam na odwiedziny mojego najmilszego pupila- wnuka Juliana.

5206

 

Leśniczy Jarek –lesniczy@erys.pl

 

 

 

10:54, lesniczy.lp
Link Komentarze (9) »
środa, 29 marca 2017

519min

Marzec był dla mnie, jak zapewne dla zdecydowanej większości leśników, bardzo pracowitym miesiącem. W zachodniej Polsce wiosna dość szybko pozwoliła na rozpoczęcie najważniejszych prac leśnych w roku. Dni mijały niepostrzeżenie bo przecież to czas odnowień... Dla lasu, ale też dla leśniczego to bardzo istotne, ważne i absorbujące mnóstwo czasu prace. Nieustanne telefony ze szkółki, od pracujących przy odnowieniach zulowców, przewoźników drewna. Tam, na niedawnym zrębie, gdzie jeszcze na początku miesiąca leżały gałęzie, dziś rosną już czteroletnie dęby szypułkowe. Wcześniej warczał tam wielki ciągnik z maszyną, która je rozdrabnia, potem z pługiem frezowym. Słychać było gwar pracowników montujących ogrodzenie, a potem ekipę pani Magdy- która dowodziła ludźmi odnawiającymi zrąb.

Dziś obok dębów rosną tam także jabłonie, które wyrosną spokojnie w ogrodzeniu, a za około 10 lat, gdy zostanie ono rozebrane będą rodziły potrzebne wielu stworzeniom owoce.

5191

Nas, ludzi, ale także owady, będą cieszyły bogactwem kwiatów. Obok rosną też lipy i dzika róża.

5192

Każdy leśnik odnawiając zrąb stara się jak najpełniej wykorzystać możliwości siedliska leśnego i jak najbardziej „bioróżnorodnie” zaprojektować nowe pokolenie lasu, wspierając w tym przyrodę. Bo nie tylko o "produkcję "drewna tu chodzi...

Przyroda w dużej mierze radzi sobie sama, ale przecież skoro możemy racjonalnie wyprzedzić lub wesprzeć te procesy, to dlaczego tego nie czynić?

W ferworze licznych prac miałem niewiele czasu na zaglądanie do bloga. Trzeba być w wielu miejscach na raz, bo w marcu jest jeszcze wiele innych prac do wykonania. Wolałem wszystkiego dojrzeć, ale też skupić się choć na chwilę na obserwowaniu przyrody, bo przecież wielokrotnie Was przestrzegałem: „Uważaj, abyś wiosny nie przegapił!”

Spotykam codziennie ciekawe zjawiska przyrodnicze, podziwiam piękne krajobrazy, obserwuję rozwijające się rośliny i ptaki. Tuż obok odnawianej powierzchni, przy naturalnym wodopoju spotkałem ciekawy gatunek ptaka związanego z lasami świerkowymi. Napił się wody w towarzystwie czyży i zięb i przysiadł na moment na gałęzi

5193

To bardzo ciekawy ptak, może ktoś z Was rozpozna co to za gatunek? Opowiem o nim następnym razem, bo po rozliczeniu prac odnowieniowym i „papierowym zamknięciu” miesiąca wyjeżdżam dziś na ważne spotkanie leśników. W podwarszawskim Sękocinie spotka się około 150 leśników z całej Polski na Zjeździe Krajowym Związku Leśników Polskich. Przybędzie tam także Dyrektor Generalny LP Konrad Tomaszewski i zapadnie wiele istotnych dla lasu i ludzi decyzji.

5194

Związek Leśników Polskich będzie w przyszłym roku obchodził jubileusz 100-lecia istnienia, a należy do niego blisko 12 tysięcy ludzi lasu.

5195

Obserwujcie zatem uważnie wiosenną przyrodę i czekajcie na informacje z ważnych wydarzeń zjazdowych.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

09:28, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
wtorek, 21 marca 2017

518min

Tak jak informowałem w poprzednim wpisie właśnie rozpoczęła się kalendarzowa i astronomiczna wiosna. W poniedziałek obchodziliśmy Międzynarodowy Dzień Wróbla. To dzień, który przypomina nam o problemach małego, sympatycznego ale coraz rzadszego ptaszka, który od zarania żyje blisko ludzi. Z kolei dziś, 21 marca obchodzimy Międzynarodowy Dzień Lasów, ustanowiony przez Zgromadzenie Ogólne ONZ. W tym roku MDL jest poświęcony lasom jako źródłu energii. Zrównoważona gospodarka leśna jest kluczem do zwiększenia roli lasu, jako źródła energii odnawialnej. Drewno to wspaniały, odnawialny, naturalny i potrzebny wszystkim surowiec, mający około 30 tysięcy zastosowań. Dlatego w tym roku Lasy Państwowe oferują ludziom 40,5 mln m3 drewna pochodzącego z naszych, państwowych lasów. Dla przemysłu to wciąż za mało, dla ludzi kochających przyrodę zawsze za dużo. Bo wolą drzewa niż drewno. Przerażają ich wielkie stosy drewna w lesie, które można oglądać na moich fotografiach. Ale oni także potrzebują drewna. Siedzą na drewnianych krzesłach, podkładają do kominka... Prawie połowa światowej produkcji drewna jest zużywana do gotowania, ogrzewania czy wytwarzania energii elektrycznej. Lasy dysponują zapasem energii dziesięciokrotnie przewyższającym roczne zużycie energii na całym świecie.

 

Zgromadzenie Ogólne ONZ, choćby przy okazji Dnia Lasów zwraca uwagę, że ważna jest nie tylko powierzchnia lasów, ale również zadrzewienia w mieście i na wsi. Drzewa wokół naszych domów poprawiają komfort życia, zacieniają budynki i mają wiele różnych pożytecznych funkcji. Choć nie wszyscy uważają, że drzewa są zawsze pożyteczne, stąd wycinają je, jeśli tylko znajdzie się jakiś powód. Czasem nawet bez powodu, dlatego już jakiś czas trwa „polska masakra piłą mechaniczną”… W miastach i wsiach, wzdłuż dróg i w parkach, na cmentarzach czy skwerach. Już dość długo toczy się nasycona wielkimi emocjami dyskusja na temat „rzezi drzew”. Zwykle mało merytoryczna i rzeczowa, nasycona raczej dążeniem do pozornej sensacji i pragnieniem dokopania komuś niż pokazaniem prawdy. Nie uczestniczyłem w niej dotąd czynnie, może ku zaskoczeniu i zdziwieniu czytelników moich blogowych zapisków. Dlaczego? Przecież wielokrotnie zabierałem w blogowych tekstach głos w sprawie wycinki drzew. Wiem jakie emocje targają ludźmi, którzy podczas kolejnej wyprawy do ulubionego zakątka lasu zamiast starych, dobrze znanych sosen czy buków zobaczyli zrąb, czyli świeże pniaki, połamane gałęzie i ślady wielkich opon.

5182

Wszyscy wtedy odczuwamy smutek i żal. Wierzcie mi, że leśniczy i zulowiec- drwal czy operator wielkiego harwestera, także…

Podobne uczucia targają nami gdy natrafimy na ślady trzebieży, która przerzedziła znaną nam od dawna sośninę, buczynę czy dąbrowę. Często taki widok budzi złe emocje i bunt, wywołuje poczucie krzywdy oraz pretensje do leśników. Czemu wciąż wycinają drzewa? Jak można tak radykalnie zmieniać, a może wręcz niszczyć tak piękny las?

Sztuka leśna, bo tak zasady utrzymania trwałości lasu i podaży drewna nazywają leśnicy, to dziś dziedzina skomplikowana i zróżnicowana, złożona z wielu gałęzi nauki i praktyki. Trudno jednoznacznie określić dokładnie kiedy się narodziła, ale umownie można przyjąć, że na przełomie XVIII i XIX wieku. Człowiek już wiele lat temu podporządkował sobie świat przyrody i korzysta z niego nieustannie pod kątem swoich potrzeb. Pewnie dlatego, że od wieków uważa się za pana wszelkiego stworzenia. Może dlatego już dawno temu w mitologii pojawił się Pan, czyli wywodzący się z Arkadii bożek opiekuńczy lasów i pól. Przedstawiany w postaci pół człowieka i pół zwierzęcia przebywał w zaciszu drzew i nakazywał o nie dbać. W każdym z nas tkwi atawistyczny szacunek dla starych drzew i lasu, który jest źródłem życia, pożywienia oraz zapewniał od wieków ludziom schronienie. Po okresie plądrowniczej i mało racjonalnej gospodarki w lasach zaczęto stosować zasady, które świadczyły o celowości gospodarowania w nich człowieka. To właśnie leśnicy i zasady sztuki leśnej dowodzą, że aby umiejętnie korzystać z tego żywego tworu, trzeba go hodować, chronić, leczyć, a przede wszystkim obserwować i rozumieć. Wtedy trwa wiecznie i nieustannie się rozwija. Zamiana drzew w drewno to sprawa zupełnie naturalna w tym procesie i rzecz o wycinaniu drzew, jako sentencję trwałości lasu bardzo zgrabnie ujął już dawno temu Ignacy Krasicki. Oprócz talentu literackiego był on także znającym się doskonale na sprawach lasu oraz drewna biskupem warmińskim. Krasicki pisał tak:

„Jest to stary błąd, na tym utrzymanie lasu zasadzać, żeby żadnego drzewa nie tykać. Każda rzecz w przyrodzeniu ma swój kres, do którego przyszedłszy, trwa czas niejaki w doskonałym stanie, ten przebywszy, psuć się musi. Drzewo przestarzałe staje się niezdatnym i próżno miejsce zalega: trzeba go więc w czasie doskonałej jego pory wycinać, ale w tym wycinaniu tak poczynać roztropnie, żeby aktualna korzyść dalszej nie przeszkadzała.”

Przyrodnicy i ekolodzy wciąż jednak zarzucają leśnikom, że dewastują lasy, nadmiernie je wycinając. Czasem tworzą medialny obraz leśnika jako rzemieślnika z siekierą oraz piłą. Bywa, że podejrzewa się leśników o to, że mocno tną lasy, pozyskują ogromne ilości drewna z chęci zysku i zapewniają sobie w ten sposób wpływy do budżetu. Nic bardziej mylnego. Lasy Państwowe są jednostką samofinansująca się i pokrywającą koszty szerokiej działalności z własnych przychodów. Taką wiedzę ma jednak tylko 12% Polaków, z kolei 53% twierdzi, że lasów w Polsce ubywa, choć zielone zasoby wciąż rosną. A leśnicy, którzy z jednej strony są obdarzani dużym zaufaniem społecznym, a z drugiej wciąż podejrzewani o niecne zamiary, wykonują wiele pożytecznych zadań i udostępniają las wszystkim, którzy chcą z niego i jego różnych funkcji prawidłowo korzystać.

Powszechna wycinka drzew, z którą ostatnio mamy do czynienia odbywa się według medialnych doniesień podobno na mocy zmiany ustawy o ochronie przyrody, nazywanej „lex Szyszko”. Nazywa się ją rzezią, a mnie skojarzyła się z serią horrorów, czyli z „Teksańską masakrą piłą mechaniczną”. Czy jednak jest tak naprawdę? Nie wszyscy biegają z piłą wokół swoich drzew. Znam pewne starsze małżeństwo, które od lat nie pozbyło się lipy rosnącej na wprost drzwi garażu

5181

Choć wiem, że nieraz kupowali kolejne detale do uszkodzonego kontaktem z tym drzewem auta. Po liberalizacji przepisów ochrony przyrody nadal nie usunęli drzewa. Zatem nie wszyscy są wrogami drzew i zwolennikami wycinki. Choć oczywiście znajdzie się wiele dowodów ludzkiej głupoty...

Z zainteresowaniem ale też ze zdumieniem czytałem i czytam codzienne informacje na temat wycinki drzew. We wszelkich doniesieniach jednak do jednego worka wrzucono wycinanie drzew na prywatnych podwórkach, ulicach i miejskich skwerach, przy drogach publicznych i w lasach. Pisze się tam o „zulowcach”, którzy ponoć nie mogą sprostać zleceniom wycinki na prywatnych posesjach, a tuż obok o wyciętych przez leśników stu dębach w Puszczy Białowieskiej. Pokazuje obrazy wyciętych alei przy drogach czy pniaki na miejskich skwerach, ale to przecież wycinki, które nie mają nic wspólnego z przepisem zezwalającym na wycinkę drzew osobom prywatnym na własnej działce.

Dlaczego leśniczy ze zdumieniem czyta te doniesienia? Bo wyziera z nich wielka niewiedza na temat drzew, gospodarki leśnej i ochrony przyrody. Może zatem na nic nasze wieloletnie starania i zwykle społeczna praca w edukacji leśno-przyrodniczej? Może na nic pogawędki o lesie w przedszkolach i szkołach, taszczenie ze sobą jelenich „rogów” i spotkania przy ogniskach? Jakość informacji o wycinkach drzew, a szczególnie komentarzy czytelników pod nimi świadczy dobitnie o wciąż kiepskim stanie wiedzy przyrodniczej naszego społeczeństwa. Jest też dowodem na to, że nasze starania edukacyjne należy kierować przede wszystkim w stronę dziennikarzy i urzędników, szczególnie tych z dużych miast. Bo ludzie ze wsi, wychowani w kontakcie z przyrodą, z całą pewnością nie zrobią jej krzywdy. Jestem o tym przekonany, bo żyję już pół wieku na wsi, w najbardziej zalesionym i zadrzewionym zakątku Polski.

Nie mnie, leśniczemu, oceniać walory zmiany prawnej, podpisanej przez ministra środowiska i pozwalającej ludziom dysponować swoją własnością. Ale co złego jest w tym, że ktoś, nie pytając się urzędnika usuwa drzewo, które zagraża czy przeszkadza? Drzewo, które sam posadził? Wycina samosiejki porastające zaniedbaną albo niedawno kupioną rolę? A jak było do tej pory? Trzeba było przejść urzędniczą procedurę, która i tak w przeważającej części kończyła się wycięciem drzewa. Niektórzy wcześniej „pomagal”i drzewu uschnąć, podlewając je różnymi specyfikami, kalecząc szyję korzeniową itd. Dlatego we wszystkim należy zachować umiar. Mądry człowiek jeśli usunie drzewo, które sam posadził, zasadzi inne- mniejsze lub mniej kłopotliwe. Człowiek-szkodnik, zawsze znajdzie sposób, aby pozbyć się drzewa i będzie biegał z piłą jak filmowy, teksański morderca…

Problemem jest przede wszystkim to, że nie mamy porządnego systemu czynnej ochrony przyrody i nadzoru nad przestrzeganiem prawa. Przecież nie chodzi tylko o „lex Szyszko”! Spójrzmy choćby do planów miejscowych regulujących zagospodarowanie miejsc publicznych i prywatnych posesji. Jest tam dokładne określenie rozmieszczenia zieleni wysokiej i niskiej, powierzchnia zabudowy, uregulowana kwestia ogrodzeń, że nie wspomnę o rodzaju ogrzewania( ważne w dobie mody na smog) i kolorze dachówki. Ale kto egzekwuje te przepisy? Czy ktoś zna gminę, gdzie dobrze działa ochrona przyrody?

Szanuję urzędników i wcale się z nich nie naśmiewam, ale raczej skupiają się oni na „działalności administracyjnej”: procedurach, terminach, pismach. Czy obrońcami przyrody są ci, którzy teraz podjęli głośną, medialną wrzawę o rzezi drzew? Przyrodę chroni się jako całość, jej elementem jest także człowiek i jego dobro. Dlatego każdy z nas musi uczestniczyć w ochronie przyrody, a do tego potrzebna jest wiedza, czyli ciągła nauka, edukacja przyrodnicza oraz chęć do działania. Należy przecież wywierać presję na sąsiedzie, który wycina wszystko zielone wokół siebie, zarządcy drogi, który wyrzyna bez potrzeby piękne aleje, rolniku niszczącym śródpolne remizy oraz na urzędnikach, którzy swoimi decyzjami usuwają drzewa z miasta.

Trzeba jednak chęci, odwagi i wiedzy. Wszyscy Polacy znają się podobno na leczeniu, piłce nożnej, ostatnio także na skokach narciarskich. Okazało się teraz, że wszyscy są także ekspertami od Puszczy Białowieskiej, wycinki drzew i prawa ochrony przyrody, znacznie lepszymi niż minister z profesorskim tytułem. Medialny rwetes wywarł presję na politykach, którzy zapowiedzieli zmianę prawa, co spowodowało jeszcze większy pęd do pił. Czy nie lepiej było zająć się edukacją przyrodniczą wszystkich podwórkowych drwali? Rzetelnie przedstawić argumenty na solidnych, przyrodniczych podstawach? Ale to jest jak dobro- ciche i niewidoczne, a medialny szum sprzyja politycznym rozgrywkom i kreowaniu popularności.

W Polsce są tysiące hektarów lasów, gdzie nie wycina się drzew. To parki narodowe, rezerwaty, ostoje ksylobiontów ( organizmów żyjących wyłącznie na martwym drewnie), biogrupy pozostawiane na zrębach przez leśników. Łatwo zauważyć, że takie lasy są zwykle bardzo nieprzyjazne i wręcz nieprzydatne człowiekowi. Gęsty podszyt i podrost, powalone pnie, duża ilość gałęzi nie sprzyja turystycznemu czy rekreacyjnemu korzystaniu z tego lasu. Szlachetne gatunki szybko tam giną i osika wypiera dąb, a trzcinnik storczyki. Zwykle nie można tam zbierać jagód czy grzybów, a najczęściej w ogóle nie ma tam wstępu dla człowieka. A lasy są przecież dla ludzi. Stąd ze zdumieniem możemy zauważyć, że lasy kształtowane przez leśników poprzez wycinanie drzew, są dla nas wszystkich bardziej atrakcyjne.

Praca leśnika zaczyna się niepostrzeżenie w cieniu starych drzew, jest głośna i widoczna w postaci pniaków po ścince i zamyka się ciszą kolejnego pokolenia lasu. Pniaki po wyciętych drzewach szybko zarastają, uprawy zamieniają się w młodniki, a te szybko dojrzewają w dorodne bory, dąbrowy, buczyny. Wbrew temu, co sądzą niektórzy, którzy kreują się na znawców ochrony przyrody na tym polega fenomen lasu, w którym gospodarzą leśnicy. Tak samo może być w zadrzewieniach miejskich i wiejskich, ale oprócz piły należy też uzbroić się w wiedzę i pokorę wobec przyrody…Potrzeba na to czasu i dobrej woli. Może przedstawiciele nauki i mediów pomogą  w edukacji swoją rzetelnością i zaangażowaniem?

Ale to mój pogląd, wyrażony w tak szczególnym dniu, który to pogląd leśniczego zapewne nie wszyscy podzielają. Pewnie „rozstrzelacie mnie” w licznych komentarzach. Przecież leśniczych jest w Polsce tylko nieco ponad 5 tysięcy...

Leśniczy Jarek   - lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

 

 

20:26, lesniczy.lp
Link Komentarze (8) »
czwartek, 16 marca 2017

517min

Wszyscy zwykle dość niecierpliwie wyczekujemy wiosny. Choć zapracowani i zagonieni terminami z ulgą witamy długie jesienne, a potem zimowe wieczory. Łudzimy się, że wtedy będzie czas na bujniejsze życie rodzinne i towarzyskie, ciekawą lekturę przy ulubionej muzyce czy choćby na zwykłe leniuchowanie. Niestety, proza życia niesie nam inne rozwiązania i zwykle nie udaje się spełniać skrytych marzeń… Jestem tego, może nieco naiwnego ale przyjemnego planowania, dobitnym przykładem. Na mojej półce coraz wyższy stos ciekawych, ale wciąż nieprzeczytanych książek, spore zaległości w spotkaniach towarzyskich i jak da się zauważyć, także w blogowych zapiskach. A tu już wiosna…

Pierwszy dzień astronomicznej i kalendarzowej wiosny to w zasadzie wręcz symboliczne wydarzenie w naszym życiu. Jednak przyroda ma za nic ludzkie normy, terminy, zegary i kalendarze, bo to ona i jej składniki jest wyznacznikiem pór roku.

Choć kwitną w najlepsze przebiśniegi

5171

Choć w czasem jeszcze jednak pokryte szronem poranki odbywają się już toki żurawi

5172

To dopiero za kilka dni będzie wiosna. Astronomiczna wiosna przypada przecież w dzień równonocy wiosennej. Oznacza to, że dzień i noc trwają tyle samo. Od pierwszego dnia wiosny astronomicznej dzień wydłużać się będzie jeszcze przez trzy miesiące. W tym roku ten dzień przypadał będzie 20 marca. Punktualnie o godzinie 11.29 możemy ogłosić początek astronomicznej wiosny.

Niekiedy pierwszy dzień astronomicznej wiosny i rozpoczęcie wiosny kalendarzowej zbiegają się w czasie. Jednak nie zawsze, ponieważ kalendarz, którym się posługujemy, nie uwzględnia ruchu planet. Kiedy więc zaczyna się wiosna kalendarzowa 2017? Dzień ten corocznie wypada 21 marca, jednak tak naprawdę to pogoda i cała przyroda jest jego wyznacznikiem.

Co tam terminy i kalendarze! Co tam dywagacje dziennikarzy i synoptyków. Każdy z nas ma własne symbole i indywidualne podejście do wiosny. Po swojemu ją traktuje i najczęściej lubi. Cieszymy się wiosną. Dlatego po prostu obserwujmy przyrodę, aby nie przegapić jej początku.

Wiosenny las jest pełen zapachów, dźwięków i barw. Na razie jest tam biało od przebiśniegów

5173

Słychać wiosenne nawoływania sikor, bębnienie dzięciołów, odzywają się też skowronki borowe. W polu śpiewają w najlepsze skowronki, nawołują kanie rude, kwilą czajki, kiwają ogonkami pliszki siwe. Wiosnę zwiastują też rolnicy, którzy na pełnym gazie ruszyli do prac polowych

5174

Dla leśnika początkiem wiosny są prace odnowieniowe i telefon ze szkółki, że do leśnictw wyjeżdżają pierwsze sadzonki

5175

Równolegle trwają prace przy grodzeniach domieszek liściastych. Wszędzie tam, gdzie sadzimy w dużych kępach dęby, buki, klony, lipy i drzewa owocowe, montujemy siatkę, chroniącą młode drzewka przed zwierzyną leśną. Sarny, daniele i jelenie znajdą sobie pożywienie na pozostałym obszarze lasu, a tu zulowcy sprawnie budują ogrodzenia

5176

Gdy tylko kończą pracę, zaraz wkraczają tam inni, bo w moim dole- chłodni na sadzonki już czekają czteroletnie dęby szypułkowe, które należy jak najszybciej posadzić

5177

Nieustannie  wyjeżdża z lasu drewno z zimowych cięć, a stoją tam spore stosy papierówek

5178

Obserwuję je bacznie, bo to drewno w dużej mierze z cięć usuwających posusz z lasu. Posuszu, czyli martwych lub obumierających drzew jest naprawdę sporo na zaplanowanych wcześniej powierzchniach trzebieżowych (czyli takich, gdzie przerzedza się las, zwykle w wieku 40-80 lat, wycinając drzewa chore i nieprzydatne do dalszej hodowli lasu)

5179

W ostatnich latach były spore zachwiania w stosunkach wodnych, pojawiło się też nowe zjawisko zamierania drzew iglastych i nasiliły szkody od grzybów. Dlatego takie osłabione drzewa należy szybko usuwać z lasu, aby choroby nie przenosiły się na inne jego fragmenty. Naturalnie trzebieże to nie tylko wycinanie suchych drzew, bo wycina się także zdrowe drzewa, ale nieprzydatne do dalszego życia lasu. Klasyfikuje je leśnik, wyznaczając paskiem farby drzewa do wycięcia.

 W sosnowych borach sadzimy 10 tysięcy sadzonek na hektar, z odnowień naturalnych siewek, a potem małych drzewek jest znacznie więcej. Warto wiedzieć, że w dojrzałym lesie w wieku około 90 lat pozostaje ich na hektarze 350-500 i to jest optymalna liczba. Dlatego w lasach konieczne są ciągłe cięcia, bo tak pielęgnuje się drzewa i nie jest to nic złego. Każdy kto o tym wie, nie podda się medialnej histerii na temat wycinki drzew, bo w tych sensacyjnych doniesieniach jest bardzo wiele przekłamań. O medialnych „sensacjach” o „rzezi drzew” może innym razem, bo teraz warto bystro rozglądać się po lesie i szukać objawów wiosny.

Wczoraj na leśnej drodze spotkałem ropuchę, która prężnie maszerowała do pobliskiego strumyka

51710

Ropucha szara najwcześniej ze wszystkich polskich płazów rozpoczyna wiosenne wędrówki, stąd jest też symbolem wiosny. Te spore płazy są mocno przywiązane do konkretnego zbiornika wodnego, który potrafią odnaleźć w wiosennym lesie z odległości wielu kilometrów. Pierwsze przybywają do niego samce, potem docierają tam samice i pozostawiają tam dwa sznury skrzeku. Wiele z nich ginie na drogach, które przecinają szlak ich wędrówki. Kroczą spokojnie do celu, bo skaczą tylko w sytuacji zagrożenia, a znalezienie ulubionego zbiornika ułatwia im węch i szczególny zmysł magnetyczny. Wzrok jest im tylko potrzebny do omijania przeszkód. Poczekałem zatem cierpliwie aż samiec ropuchy wolno przemaszerował przez drogę i ruszyłem sprawdzić efekt pracy dwóch harwesterów pracujących w trzebieżach niedaleko Kuligowa. Prace trwają, wszystko było w porządku, a zatem mogłem niewielką chwilę poświęcić na dalsze obserwacje przyrodnicze.

Nad jeziorem Żółwińskim obserwowałem norkę, która buszowała w trzcinach

51711

Wyszła na chwilę na wędkarski pomost, ale nie chciała zbytnio pozować przed moim obiektywem i zwiała do wody.

51712

Od wielu lat często i praktycznie na wszystkich okolicznych jeziorach spotykam norki amerykańskie, które wyparły już chyba zupełnie nasze, europejskie. Podobnie też bardzo rzadkie stały się już piżmaki. Norka amerykańska to obcy dla polskiej przyrody gatunek.

 W naszym ojczystym języku funkcjonuje zwrot: „obśmiać się jak norka”, czyli dobrze uśmiać się, zabawić. Wbrew powiedzeniu te zwierzątka nie śmieją się, bo norki nie wydają dźwięków, które mogłyby komukolwiek przypominać śmiech. Niektórzy uważają, że prawdopodobnie ten zwrot pochodzi od „uśmiechniętego” pyszczka tych zwierząt. W mojej ocenie trudno jednak uważać je za sympatyczne stworzenia. Są bardzo żarłoczne i raczej tylko plądrują ptasie gniazda, nory raków (o ile jeszcze są) i wszelkie zakamarki blisko wody. 

Moje wiosenne obserwacje przyrodnicze przerwał natarczywie dzwoniący telefon. Okazało się, że jadą do mnie cztery samochody po drewno stosowe. Umówiłem ich z podleśniczym, ale rejestrator i drukarka niezbędne do wystawienia kwitów wywozowych zostały w leśniczówce. Skąd mogłem przewidzieć, że właśnie teraz będą potrzebne? Trzeba pędzić blisko 20 kilometrów. Trudno obśmiać się jak norka… Za chwilę zadzwonił też kierowca wiozący kolejną partię sadzonek, a po nim inny kierowca- przewoźnik drewna, który pytał o kłody 4 metrowe. Za chwilę dzwonili także z działu technicznego i księgowości nadleśnictwa. Specjalistka ochrony lasu przypominała też o przeglądzie dróg pożarowych i punktów czerpania wody. Trzeba też zmineralizować pasy wokół obiektów turystycznych. Tak, tak, to już wiosna…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

20:56, lesniczy.lp
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 61