O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
niedziela, 19 listopada 2017

570_min

Pogoda wciąż łata figle. Ostatnie dwa dni z powodu silnych wiatrów mrugała do nas złośliwie wciąż gasnącymi żarówkami, a co gorsza przyczyniła się do dwudniowej przerwy w kontakcie z globalna siecią. Psotna, kapryśna jesień uczy ludzi pokory wobec przyrody. Dzisiejsza noc i poranek stały się zwiastunem nieuchronnie zbliżającej się zimy. Trawa posrebrzona przymrozkiem chrzęściła pod nogami, a lodowaty, przenikliwy wiatr przypomniał, że nie wypada już wychodzić z domu bez czapki. Spadło wiele kolorowych liści z drzew, ale przecież dawno tak nie było, aby w drugiej połowie listopada klony czy brzozy stały wystrojone w barwne liście. Naturalnie odnoszę się do drzew z zachodniej Polski, bo wiem od zaprzyjaźnionego gazdy Staszka, że w Tatrach od dawna „kurzy” i mrozi na biało…

U nas, jak dla mnie, wystarczy piękne, naturalne srebro zamiast bieli

5701

Ale to nie z powodu zbliżającej się zimy i coraz chłodniejszych dni zachęcam w tytule wpisu do szanowania rąk leśniczego. Nie chodzi tu też o rękawiczki i krem ochronny na dłonie leśniczego. Rękami leśniczego nazywamy bowiem pracowników leśnych, którzy wykonują wszelkie prace zlecone przez leśniczego. Dziwne?

Leśniczowie, szczególnie gdy od wielu lat gospodarzą w jednym leśnictwie, co jest na szczęście wciąż jeszcze dość powszechnym zjawiskiem, mawiają tak: „ mój las”, „moje młodniki”, „ moja leśniczówka” itd. Czasem niektórzy ludzie irytują się na takie dictum człowiek ubranego na zielono i ,bywa, z nutą złośliwości usiłują wyprowadzić leśnika z błędu, przypominając mu, że lasy są państwowe, czyli wspólne. Słyszymy czasem: „zawłaszczacie dla siebie państwowe lasy, tylko tam tniecie na potęgę i wydaje się wam, że wszystkie rozumy zjedliście i że to wszystko wasze”. Tniemy, oczywiście, że tniemy, ale polskie lasy, wbrew malkontentom i sceptykom są coraz piękniejsze oraz zasobniejsze w bogactwa przyrodnicze i drewno. To dzięki leśnikom, ale także pracownikom leśnym, którzy są wykonawcami wszelkich prac w lesie. „Zulowcy”, czyli właściciele i pracownicy zakładów usług leśnych, zewnętrznych firm współpracujących z nadleśnictwami, są skryci cieniu leśników, ale stanowią ważne ogniwo w zarządzaniu polskimi lasami.

5702

My, polscy leśnicy, zarządzamy lasami gospodarczymi, realizując politykę leśną państwa w ramach istniejących już od blisko 100 lat Lasów Państwowych. Dbamy o przyrodę, nie roniąc z niej żadnego gatunku, realizujemy całą gamę zadań wynikających z troski o trwałość lasu i realizację jego rozmaitych funkcji. Wycinamy też drzewa realizując potrzebne lasom zabiegi, wynikające z 10-letnich planów gospodarczych, zatwierdzanych podpisem ministra środowiska. Pozyskujemy z tych wyciętych drzew na zakładanych zrębach, ale także podczas wykonywanych cięć pielęgnacyjnych potrzebne wszystkim drewno, które sprzedawane pozwala nam samodzielnie finansować podstawowa działalność i wspierać rozmaite inicjatywy przyrodnicze, społeczne, turystyczne, kulturalne, historyczne. Leśnicy wykonują w lesie rozmaite zabiegi gospodarcze i mówią wtedy: „posadziłem, zrobiłem czyszczenie, przygotowałem glebę, ogrodziłem, pielęgnowałem itd.”

Czy to znaczy, że leśniczy własnymi rękami sadzi, kosi, wycina? Oczywiście nie, bo skoro na terenie przeciętnego leśnictwa rocznie wykonuje się po kilkadziesiąt hektarów czyszczeń, zakładania i pielęgnowania upraw, czasem 100 a nawet blisko 200 ha trzebieży to potrzeba leśniczemu innych sprawnych i wprawnych rąk do wykonania tak wielu zadań.

Dlatego rękami leśniczego nazywamy pracowników zakładów usług leśnych, którzy wykonują wszelkie prace w oparciu o podpisane umowy i zlecenia wystawione przez leśniczego. Są to drwale, zrywkarze, operatorzy maszyn i pilarek, ludzie pracujący siekierami, motykami, łopatami. Wykonują w lesie wszelkie prace z zakresu pozyskania i zrywki drewna, hodowli, ochrony, zagospodarowania turystycznego, ochrony przeciwpożarowej i innych działów gospodarki leśnej. Są świetnymi fachowcami od wszystkiego: ścinają drzewa, wyorują bruzdy pod nowe pokolenie lasu, wieszają budki lęgowe, budują ogrodzenia, sprzątają lasy i pobocza dróg ze śmieci. Czasem uczestniczą w skomplikowanych zabiegach ratujących lasy przed nadmiarem jakiegoś patogenicznego grzyba lub owada, dogaszają pożary, remontują i budują ogrodzenia lub obiekty turystyczne i pomagają leśnikom przy różnych akcjach, np. inwentaryzowania zwierzyny. To właśnie oni czasem mruczą coś pod nosem, jak słyszą, że leśniczy przechwala się i mówi: „zrobiłem, wykosiłem, zaorałem, posprzątałem…” Słuch mam dobry i czasem z tego „zulowskiego” mruczenia wyłowię: „Tak, zrobiłeś… Moimi rękami, piłą i łopatą!”

Ma w zasadzie rację. Ale każdy z nas ma swoje obowiązki. Jedziemy przecież, jak to się fajnie mówi, „na jednym wózku”. Do każdej pracy, także do kierowania wózkiem jest potrzebny komplet: głowa i ręce. Leśniczy jest głową, a pracownik leśny - rękami. Głowa, choćby o najtęższym umyśle nic nie zdziała przy realizacji konkretnych prac bez rąk. Dlatego należy uczciwie powiedzieć, że pracownicy leśni to są właśnie ręce leśniczego, które należy bardzo szanować.

5703

O pracownikach leśnych mówi się bardzo mało. Nie pokazuje się ich w telewizji, nie pisze o nich w gazetach. Trudno ich spotkać w lesie, bo pracują często bardzo wcześnie rano, czasem też popołudniami, a zwykle dostępu do nich broni żółta tablica zakazująca wstępu w ten zakątek lasu

570_4

W zasadzie nie ma nawet jednoznacznej i rozpoznawalnej nazwy tego zawodu. Pracownik leśny, zulowiec, czyli pracownik zakładu usług leśnych, pilarz, ale przecież pilarz za chwilę łapie inne narzędzie i okrzesuje, ustawia stosy, kopie łopatą, wierci świdrem glebowym, zakłada osłonki, wiesza budki dla ptaków i schrony dla nietoperzy. Drwal- raczej kojarzy się każdemu z siłaczem dźwigającym wielką siekierę. Ale drwal to także człowiek wykonujący precyzyjne cięcia pilarką, a także operator harwestera, który ścina drzewa operując manipulatorem w najeżonej skomplikowaną elektroniką kabinie. Kto z ludzi niezwiązanych zawodowo z lasem wie kto to jest zrywkarz? Co to znaczy wykonywanie pielęgnowania upraw czy czyszczeń wczesnych lub późnych?

Trzeba wymyślić nazwę dla tych „rąk leśniczego” ,stworzyć system edukacji pracowników leśnych i sieć szkół, dobre zasady programowe do nauczania tego potrzebnego zawodu. Jest to według mnie z całą pewnością zawód potrzebny i są to to ręce cenne i ważne nie tylko dla leśniczego. Przecież lasów mamy na szczęście coraz więcej. Pracownicy leśni są potrzebni także w lasach parków narodowych, komunalnych i prywatnych. Pracownicy z takimi umiejętnościami są potrzebni także w ogrodach, parkach, zadrzewieniach. Ale wykwalifikowanych pracowników leśnych dziś praktycznie nie ma. Coraz częściej pojawiają się też w lasach sezonowi pracownicy zza granicy naszego kraju, wiadomo, że nie zza zachodniej. Albo tacy, dla których praca w lesie to jedyna możliwość, bo nie mają żadnego zawodu, żadnych kwalifikacji. Czasem tak bywa, że gdy komuś coś w życiu się nie uda, lub nie znajdzie nigdzie innej pracy- idzie do lasu. Szybki kurs operatora pilarki, badania lekarskie i do ZUL-a. Ale ani przedsiębiorcy leśnemu, ani leśnikom nie chodzi tu o ludzi przypadkowych, na chwilę. Potrzebujemy wykwalifikowanych, odpowiedzialnych ludzi, którzy potrafią i chcą z pasją zajmować się leśnym rzemiosłem, które do łatwych nie należy.

5705 

Ręce do prac leśnych stają się bardzo potrzebne, wręcz niezbędne w przedsiębiorczości leśnej i sferze usług związanych z wykonawstwem prac leśnych. Od początku lat 90 XX wieku, kiedy to Lasy Państwowe zaczęły prywatyzować całą sferę robotników leśnych jakby zapomniano o szkolnictwie zawodowym. Pierwsze Zakłady Usług Leśnych zakładali, najczęściej jednoosobowo lub w malutkich grupach dawni pracownicy fizyczni LP. Byli wyszkoleni, z kwalifikacjami i wysokimi umiejętnościami. Często pomagali im w pracy synowie, kuzynowie i szwagrowie, działali wspólnie na zasadzie firm rodzinnych. Założyciele ZUL-i to dziś leśni weterani. Ciężka praca fizyczna zniszczyła im zdrowie i zabrała siły. Pracują przecież bardzo ciężko i w trudnych, niebezpiecznych warunkach. Ulegają wypadkom, doznają kontuzji i obrażeń, gryzą ich kleszcze, komary, meszki i szerszenie. Pracują „w otwartym zakładzie”, także otwartym na deszcze, śniegi, upały i mrozy. Pracowałem kilka lat jako podleśniczy, potem kierowałem „brygadą pozyskaniową”, złożoną z drwali oraz zrywkarzy i dobrze poznałem tych ludzi. Jako leśniczy poznałem właścicieli i pracowników kilkunastu zakładów usług leśnych. Wielu z nich, choć nie mieli matur i dyplomów to bardzo mądrzy i inteligentni ludzie lasu. Czas robi jednak swoje i zdecydowana większość z tych jeszcze wykształconych przez Lasy Państwowe zulowców jest „stypendystami ZUS”.

5706

Powstaje trudna do wypełnienia pustka i zaczyna brakować leśnikom rąk. Młodzi, którzy popróbowali tej leśnej pracy najczęściej uciekli w „inne profesje”, często wyjechali za granicę albo pokończyli szkoły wyższe. Choć czasem są jeszcze małe firmy leśne, złożone np. z ojca i syna. Znakomicie sobie radzą z wszystkimi leśnymi pracami np. Darek z synem Adrianem z Policka. Darek jest m.in. świetnym specjalistą od czyszczeń młodników

5707

Potrafi umiejętnie przekazać praktyczną wiedzę leśną synowi, który chętnie uczy się leśnego fachu. Choć często młodzi ludzie po jakimś czasie, zwykle też namawiani przez rodziców, rozumiejących trud tej pracy, wybierają się do szkoły, często wyższej. Z kolei na każdej wyższej uczelni przekonuje się studenta do tego, aby miał poczucie własnej wartości, wyjątkowości i znalazł sobie miejsce na rynku pracy adekwatne do dobrego wykształcenia. Kto zatem ma pracować fizycznie i wykonywać czyszczenia, sadzenia, grodzić uprawy, wykaszać chwasty i wykonywać mnóstwo leśnych, jakże poważnych prac? Dziś najczęściej usługi leśne wykonują ludzie bez zawodu lub o innym niż leśne wykształceniu, którzy sami nauczyli się leśnego rzemiosła. Przygotowanie zawodowe i kompetencje takiego pracownika mają wielkie znaczenie dla jakości prac i sposobu prowadzenia gospodarki leśnej. Zupełnie inaczej wygląda współpraca leśniczego z pracownikiem o podstawowej wiedzy leśnej, który potrafi odróżnić dęba od osiki, wie co to ekoton czy poradzi sobie ze znalezieniem właściwego oddziału leśnego. Posiada prawo jazdy i potrafi obsługiwać pilarkę ale też wszelkie maszyny leśne. Zupełnie inaczej, gdy jest to ktoś, kto las zna tylko ze spacerów lub grzybobrania…

To paląca, pilna potrzeba, aby wykształcić i szanować te ręce leśniczego. Wykwalifikowana kadra pracowników leśnych jest konieczna do tego, aby rynek usług leśnych sprostał coraz wyższym wymaganiom nowoczesnego leśnictwa, standardom certyfikacji i oczekiwaniom odbiorców drewna. Wielkie maszyny, które często budzą niechęć wśród odwiedzających lasy, choć są przyjazne dla przyrody i wyręczają ludzi przy ciężkich i niebezpiecznych pracach wszystkich prac nie wykonają. Leśniczy, niezależnie od postępu technicznego, chyba zawsze będzie potrzebował rąk do wykonywania przeróżnych prac leśnych, bo wszelkie maszyny i narzędzia ktoś musi obsługiwać tak dobrze, jak robią to Sławek i Stanisław

 5708

Dobrze wyszkoleni i wykształceni w tej dziedzinie wykonawcy usług są bardzo cenni i wydatnie odciążą terenową służbę leśną, przytłoczoną nadmiarem obowiązków. Będą partnerami leśników w realizacji wciąż rosnących zadań i w sytuacji coraz częstszych zdarzeń losowych, przy likwidacji skutków nawałnic czy powodzi. Należy budować właściwy status społeczny pracownika leśnego jako partnera leśników w trosce o ogólnodostępne lasy. Choć to trudna i żmudna droga, bo przecież ostatnio obserwujemy także zaciekły atak na godność i etos pracy leśników…

Szacunek dla pracowników leśnych to naturalnie także sprawa konstrukcji przetargów na usługi, a przede wszystkim poziomu wynagrodzeń. Dziś wielu robotników o wysokich kwalifikacjach bardzo dobrze zarabia i są mocno poszukiwani na rynku pracy. Pracownik leśny także nie może być najniżej w hierarchii pracowniczej i przede wszystkim musi być godziwie opłacany. To nie tylko sprawa wykształcenia i świadectw. W naszym szkolnictwie już jakiś czas temu dość bezkrytycznie przyjęto wzór wylansowany wiele lat temu w dawnym Kraju Rad: „wsie na uniwersytety”. Może z tego powodu ten twór się rozpadł, bo nie miał kto tam pracować? Opowiada się czasem dowcip o pracownikach budowlanych, którzy nie chcieli do pracy kolejnego faceta po studiach wyższych, bo potrzebowali takiego, który umie włączyć betoniarkę. Dlatego rynek pracy domaga się wykwalifikowanych stolarzy, murarzy, wszelkich budowlańców, hydraulików i także pracowników leśnych.

5709

Potrzeba nie tylko dyplomów, certyfikatów i zaświadczeń, lecz po prostu fachowców różnych branż, także w dziedzinie pracowników leśnych. Aby ich zdobyć, należy stworzyć jak najszybciej spójny system edukacji teoretycznej i praktycznej oraz potrzeba okazać szacunek dla ich twardych rąk, a nie jest to zjawisko powszechne. Zachęcam do zainteresowania się leśną szarą piechotą, o której rzadko rozmawiamy. Szanujcie ich i ich pracę podczas pobytów w lesie, bo te ręce sobie na to z pewnością zasłużyły.

                                                                                                      Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

22:17, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 listopada 2017

569min

Już w zasadzie za nami czas grzybobrania, dla którego ten rok okazał się bardzo sprzyjający. Grzybobranie to według wielu narodowy sport Polaków, a zatem wszyscy, lub prawie wszyscy znamy grzyby. Czy zadaliście sobie kiedyś proste pytanie: co to są grzyby? Dla zdecydowanej większości ludzi to po prostu borowiki, kurki, rydze. Czasem myśląc o grzybach przypominamy sobie huby na drzewach lub grzyb zjadający drewno w naszym zawilgoconym domu. Ale zdecydowanie w naszej wyobraźni dominują grzyby leśne, a raczej pięknie wykształcone, barwne owocniki grzybów wyższych zaopatrzone w kapelusz, zalotnie wystający spod liści czy traw.

5691

Owocnik to jednak tylko organ wytwarzający zarodniki, służący do reprodukcji grzybów. Właściwy organizm to grzybnia, składająca się z nitkowatych strzępek o różnym kształcie. Grzyby znacznie różnią się od roślin, które mają zdolność fotosyntezy. Przy pomocy chlorofilu i światła słonecznego z prostej materii organicznej rośliny wytwarzają związki potrzebne im do życia. Grzyby nie mają ciałek zieleni, stąd muszą radzić sobie inaczej. Niezbędny dla istnienia pokarm pobierają z materii organicznej wytworzonej przez rośliny i zwierzęta. Z tego powodu są uważane przez wielu naukowców za trzeci, obok roślin i zwierząt, zupełnie odrębny świat organiczny.

Grzyby są obecne praktycznie wszędzie. Nie tylko w lesie, ale na polach, łąkach, w wodzie, składowiskach drewna. Także w naszych samochodach (przecież odgrzybiamy klimatyzację) i mieszkaniach oraz na zewnątrz, na domach, murach i kamieniach. Właśnie tam spotkamy porosty. To bardzo stare grzyby, bo pojawiały się na Ziemi około 400 milionów lat temu. Bo porosty to także grzyby. Choć przez wiele lat utożsamiano je raczej z mszakami i jeszcze w latach 80 XX wieku zaliczano do roślin zarodnikowych, to obecnie porosty należą do bogatego, różnorodnego Królestwa Grzybów. Porosty spotkamy praktycznie wszędzie: na podłożu naturalnym (gleba, kamień, drewno) ale też na powierzchniach, które stworzył człowiek (beton, styropian, plastik, metal). Możemy je obserwować cały rok, bo ich wegetacja trwa przez wszystkie pory roku. Nawet teraz, gdy nastały szare, chłodne i zamglone całodzienną mżawką dni możemy spoglądać na te ciekawe, choć mało okazałe grzyby.

5692

Choć rzadko zwracamy na nie uwagę to mają wiele piękna w sobie i są czasem bardzo pożyteczne dla ludzi. Dla przykładu chroniona dziś mąkla tarniowa, występująca na drzewach i drewnie używana była do produkcji perfum i jako dodatek do chleba. Poprawiała znacznie smak ciasta i zapewniała długą świeżość chleba. Znajdziemy ją także w składzie wielu męskich wód, którymi pachną panowie po wyjściu z łazienki. Jest również składnikiem olejku do lamp zapachowych. Niektóre porosty stosowano do garbowania skór, barwienia skór, papieru, świec, a nawet do produkcji piwa.

5693

Wiele gatunków porostów stosowano przez lata w medycynie, ich lecznicze działanie opisywał już Linneusz w XVIII w. Chyba najbardziej znane leki na choroby płuc pochodzą z płucnicy islandzkiej. Porosty świetnie działają bakteriobójczo i wiedzą o tym ptaki, wykorzystując plechy porostów do budowy gniazd. Właśnie teraz jest dogodny czas na czyszczenie budek lęgowych. Z wielu z nich wyciągnięcie np. brodaczki, które coraz częściej spotykamy w naszych lasach. Właśnie w lasach, bo porosty to szczególne grzyby, które są znakomitymi bioindykatorami i określają stan sanitarny powietrza. Wszyscy wiemy, ze w naszych lasach jest świeże i zdrowe powietrze, stąd spotykamy tam wiele porostów i innych grzybów.

5694

Najwięcej jest ich w lasach, bo tam oprócz świeżego powietrza znajdują mnóstwo pożywienia z racji bogactwa obumarłych szczątków. Grzyby dla nas ludzi mają wiele znaczeń i zastosowań, także w kuchni, gdy w towarzystwie klarowanego masła trafiają jak rydze na patelnię

5695

Przede wszystkim odgrywają jednak ogromną rolę w zachowaniu równowagi w przyrodzie. Gdyby nie to, że to właśnie grzyby przetwarzają ogromne ilości materii organicznej, rozkładają ligniny i celulozy, to las przysłoniłyby zwały liści, gałęzi, czy szczątków zwierząt. Pełnią rolę reducentów i są ostatnim ogniwem w łańcuchu pokarmowym obiegu materii w przyrodzie. Mnogość ich funkcji w przyrodzie powoduje bogactwo gatunków Szacuje się, że na świecie istnieje ponad milion gatunków grzybów. Do tej pory opisano ponad 100 tysięcy gatunków. Badania trwają jednak nadal i co roku przybywa ich około tysiąca. Półkula południowa naszego globu i ogromne obszary lasów tropikalnych są jeszcze niedostatecznie spenetrowane przez naukowców.

Nauka o grzybach nazywa się mykologią, a ogół grzybów występujących w danym środowisku nazywamy mykoflorą. Co roku korzystamy z niej z ochotą i zbieramy około 100 tysięcy ton jadalnych grzybów. Kto jednak wie, naturalnie oprócz mykologów, ile jest grzybków w naszych lasach, które nie trafiają do bigosu czy zupy?

Grzyby mają fundamentalne znaczenie dla hodowli lasu. Rozkładając masę organiczną, wzbogacają glebę w związki nieorganiczne i przyczyniają się do wytworzenia warstwy próchnicy. Gdy np. wygrabimy ściółkę spod drzew we fragmencie lasu od razu zauważymy znaczenie próchnicy i reakcję lasu na jej brak. Próchnicę wytwarzają głównie grzyby i zawiera ona dużo kwasów organicznych, szkodliwych dla bakterii. Grzyby pełnią rolę saprofitów, które zajmują się rozkładem i gniciem materii. Inne z kolei wchodzą w związki symbiotyczne.

Symbioza polega na współpracy kilku organizmów, dostarczającej im wzajemnych korzyści. To zjawisko niesłychanie ważne dla trwałości lasu. Łatwo to potwierdzić sadząc drzewa leśne na roli pozbawionej ściółki leśnej, próchnicy i także grzybów. Nie wyrośnie nam zdrowy, piękny las. Pierwsze pokolenie drzew jest w zasadzie przedplonem, którego rolą jest wykształcenie gleby leśnej, grzybów i ich wzajemnych powiązań. Związki grzybów z korzeniami roślin nazywamy mikoryzą. Grzyb-saprofit, rozkładający materię organiczną, udostępnia roślinie niezbędne dla niej składniki mineralne. Z kolei drzewo poprzez swoje korzenie dostarcza grzybowi produktów fotosyntezy- cukrów, aminokwasów i innych związków organicznych.

Strzępki grzyba tworzą na korzeniach drzew charakterystyczną opilśń, która wspomaga włośniki w zdobywaniu wody z rozpuszczonymi solami mineralnymi. Grzyby wytwarzają też enzymy, specjalne substancje umożliwiające rozkład substancji odżywczych ukrytych w glebie, a niedostępnych bezpośrednio dla korzeni drzew. Enzymy grzybowe wykorzystuje się także przy produkcji proszków do prania i ulubionej przez wielu Coca-coli. Odkrycia i opisania mikoryzy dokonał polski przyrodnik , botanik Franciszek Kamieński w 1880 roku. Wykorzystuję się ją teraz powszechnie w rolnictwie i sadownictwie.

Mikoryza to powszechne zjawisko u naszych drzew leśnych. Uważny zbieracz grzybów kapeluszowych pewnie dawno już rozszyfrował pewne zażyłości istniejące pomiędzy drzewami, a pysznymi, jadalnymi grzybami i umiejętnie to wykorzystuje. Kto szuka maślaków powinien wiedzieć, że współdziałają one z sosnami w młodym wieku, stąd wybiera się z koszem do młodnika. Amator koźlarzy, szczególnie czerwonych „szewców”, zwanych też „krawcami” zajrzy pod młode brzozy. Rozmaite formy borowików współdziałają z sosną, brzozą, dębem i grabem. W warunkach górskich borowiki i fantastycznie smaczne rydze żyją w symbiozie ze świerkiem.

Zjawisko mikoryzy muszą też poznać wielbiciele storczyków. Przepiękne storczyki naszych lasów, a jest ich około 40 gatunków lubią świetliste, wilgotne lasy i gleby zasobne wapń. Kiełkują jednak tylko w obecności grzybni. Nasiona storczyków należą do najmniejszych w świecie roślin i nie zawierają substancji odżywczych. Aby skiełkowały, strzępki grzyba muszą je przekłuć. Malutkie storczyki są nadal wspierane przez grzyby w pobieraniu wody i soli mineralnych. Jeżeli ktoś zechce hodować piękne storczyki w ogródku, naturalnie nie wyrywając ich z lasu, bo są pod ścisłą ochroną, to musi zacząć od wyhodowania grzybów w glebie ogródka. Znane są także symbiotyczne układy grzybów z owadami: mrówkami, termitami, które potrafią nawet hodować potrzebne im grzyby. Bardzo często zbierając grzyby odkrywamy pod ich kapeluszem „wstrętne robaki”. One tam zwyczajnie mieszkają i są to larwy owadów żywiących się grzybnią podobnie jak ślimaki.

Smak grzybów zna wiele leśnych zwierząt: sarny, jelenie, dziki, wiewiórki. Symbioza polega na tym, że zwierzęta odwdzięczają się grzybom za ich wyborny smak wydalając ich zarodniki i przenosząc je czasem na spore odległości. Grzyby oprócz tego, że są saprofitami i żyją w symbiozie, mogą być także pasożytami. Żyją wtedy kosztem żywych roślin, zwierząt, a nawet człowieka, bo słyszeliście zapewne o grzybicy stóp?

Najlepszym przykładem pasożyta jest opieńka miodowa, grzybek znany jako znakomity przysmak serwowany w marynacie z octem.

5696

Obrasta pniaki po ściętych drzewach, a czasem owocniki opieńki wyrastają ze ściółki, bywa, że jeszcze późną jesienią. Warto je zbierać bo są smaczne, a jednocześnie ogranicza się populację tego groźnego dla lasu, niszczącego całe połacie młodników, grzyba. Grzybnia opieńki jest największym organizmem żyjącym na Ziemi. Jak wyczytałem w ciekawej publikacji „Las-człowiek…, człowiek-las” T. Podgórskiej i Z. Sieroty, żyjący w Oregonie pojedynczy osobnik opieńki zajmuje powierzchnię około 9 km2 i ma masę ponad 600 ton. Niezły grzybek! Pasożytnicza działalność grzybów powoduje wielkie straty w rolnictwie i leśnictwie. Dlatego poświęca się im ważną część ochrony lasu i zajmuje się tym specjalna nauka zwana fitopatologią.

Czasem spotykamy w lesie coś dziwnego: niby to kwiat- niby grzyb? Bezpośrednio z podłoża wyrasta niezwykle blada, mięsista, wyprostowana i krucha, bladożółta łodyga o wysokości kilkunastu centymetrów. Pokryta jest zredukowanymi, łuskowatymi liśćmi, ciasno przylegającymi do pędu. Na wysokości kwiatostanu łodyga zagina się łukowato do dołu. Ale chyba to nie kwiat- bez kolorów i zielonych liści?

Życie roślin to przecież ciałka zieleni: chloroplasty, bez których nie może na ogół samodzielnie żyć, ani przetrwać żadna roślina. Na ogół, bo są też rośliny całkowicie pozbawione chlorofilu. Zapytacie zatem jak one są zdolne utrzymać się przy życiu, rosnąć, kwitnąć i owocować? Istnieje w przyrodzie mało znana, mało liczna grupa roślin bezzieleniowych, pozbawionych chlorofilu i będących najczęściej półpasożytami. Żyją one w symbiozie z odpowiednim dla siebie grzybem, czerpiąc pokarm z gleby lub rzadziej są pasożytami całkowitymi, czerpiącymi substancje pokarmowe z korzeni drzew. Spotkana przez nas czasem roślina to korzeniówka pospolita

5697

Występuje na rozproszonych stanowiskach w lasach iglastych całej Polski, preferuje miejsca o grubej warstwie próchnicy, cieniste i wilgotne. Kwitnie właśnie teraz, czyli w czerwcu i lipcu, a właściwie nie tyle kwitnie, co raczej pojawia się na powierzchni ziemi. To wieloletnia roślina o mięsistych podziemnych kłączach pachnących wanilią. Kwiaty skupione są po kilka na krótkich szypułkach i zebrane w szczycie rośliny w gęste, jednostronnie zwisające grona. Późnym popołudniem i wieczorem intensywnie pachną wanilią. Korzeniówka nie ma chlorofilu i pomimo dostatku słońca i wilgoci nie jest zdolna do samodzielnej produkcji żadnej substancji.

Korzeniówka pospolita pobiera składniki pokarmowe bezpośrednio z gleby leśnej. Odbywa się to za pomocą nitek grzybni, która ciasno oplata silnie rozgałęzione korzenie i szeroko przerasta glebę leśną. Nitki grzybni pobierają z podłoża wodę i zawarte w niej sole mineralne oraz mają szczególną zdolność przetwarzania martwej materii organicznej ze ściółki leśnej na próchnicę. W ten sposób korzeniówka otrzymuje znaczne ilości składników pokarmowych z przemiany materii grzybni, choć grzyb nie ma z tego w sumie żadnej korzyści. Podobną rośliną jest łuskiewnik różowy:

5698

To oryginalna roślina o fioletowo-różowych, gęstych, jednostronnych kwiatostanach, wyrastająca wczesną wiosną u podnóża grabów i leszczyn w grądach. Wyrastające kwiatostany wybrzuszają ziemię na podobieństwo kreciego kopczyka, by przebić się potem na jej powierzchnię. Co ciekawe, łuskiewnik różowy osiąga stadium kwitnienia dopiero po 10 latach. Łuskiewnik jest gatunkiem przywiązanym do lepiej zachowanych płatów grądów i może być uważany za ich roślinę wskaźnikową.

Grąd – to wielogatunkowy i wielowarstwowy las liściasty zazwyczaj z przewagą grabu i dębu oraz z udziałem różnych innych gatunków, także wcześniej wspomnianej leszczyny. Wykształcają się na siedliskach żyznych, dlatego najczęściej dawne grądy zostały kiedyś w ogromnej większości zniszczone przez człowieka i zajęte przez grunty rolne lub łąki. Grądy stanowią dziś siedlisko przyrodnicze chronione w sieci Natura 2000 i leśnicy starają się zwiększyć ich powierzchnię i zachować te, które przetrwały. Ich ochrona polega także na wycinaniu innych, niepożądanych w tym miejscu gatunków krzewów i drzew, co starają się robić leśnicy np. w lasach gospodarczych Puszczy Białowieskiej. Ale skutecznie przeszkadza nam w tym tak wielu ludzi i z takim zapałem, że pewnie coraz rzadziej zobaczymy łuskiewniki w puszczańskim grądzie. Dlatego wszystkie informacje o występowaniu łuskiewnika wskazującego na istnienie tego siedliska są cenne. Warto je zatem podziwiać i zapamiętać wygląd:

Leśne grzyby to ciekawy, skomplikowany świat, który warto poznać nie tylko przez pryzmat kuchennej patelni. Widzę w ich poznawaniu wielkie podobieństwo do społecznego zainteresowania zawodem leśnika. Las i gospodarzenie w nim leśników w towarzystwie różnorodnych przyrodniczych gatunków oraz łączących ich wzajemnych zależności to obszar wiedzy jeszcze bardziej rozległy niż grzybnia opieńki. No i tak jak u grzybów widzimy tylko niewielką część i to zwykle najbardziej efektowną, jak dorodny owocnik grzybów kapeluszowych, tak w naszej pracy leśników widzimy i oceniamy tylko spektakularną i podobno bardzo dochodową wycinkę drzew.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

22:45, lesniczy.lp
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 30 października 2017

568_min

Już niebawem, już coraz bliżej Wszystkich Świętych. To czas refleksji, zadumy i pamięci o tych, którzy „już się minęli”, jak to określają górale. Właśnie dni, które nadchodzą, czyli przełom października i listopada sprzyjają zadumie, nostalgii oraz przemyśleniom ze względu na dwa ważne dni. To Dzień Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny, które to oba dni zgodnie z polskim, utrwalonym naszą tradycją obyczajem, mają charakter bardzo refleksyjny. Od dawna pierwszy dzień listopada jest radosnym i pogodnym wspomnieniem wszystkich ludzi, bardziej lub mniej świętych, którzy żyli cicho, skromnie ale z pożytkiem dla nas wszystkich. Każdy z nich w jakiś sposób przeżył swoje życie. Zwykle dobrze, choć nie tylko dobrzy ludzie chodzili i chodzą po ziemi. Ale jednakowo wspominamy ich w dzień nazywany Dniem Wszystkich Świętych. Czasem piętnujemy bardzo haniebne i złe dla świata czyny, ale czasem też doceniamy zasługi, które wyniosły ich na ołtarze. Pewnie to właśnie dlatego w IX wieku papież Grzegorz IV ustanowił dzień 1 listopada uroczystością Wszystkich Świętych.

Święto to nam wszystkim kojarzy się z zadumą, wspomnieniami, odwiedzaniem cmentarzy i paleniem zniczy. Palenie ognia to zwyczaj, który wywodzi się z czasów pogańskich, chrześcijanie kojarzą go ze światłością wiekuistą. Pamięć o zmarłych, szczególnie żywa w ten właśnie jesienny dzień, refleksja nad ich dokonaniami powinna być jednak także okazją do zadumy nad własnym życiem. Nad tym co nas teraz otacza, nad tym co dzieje się wokół nas. Nie zawsze jest to światłość…

Dzisiejszy dzień, melancholijny, mglisty i jesienny, dobrze nastroił mnie do takich rozmyślań. Pamięć o ludziach i życiu należy przecież pielęgnować nie tylko na cmentarzach i w otoczeniu marmurowych nagrobków, pięknych wazonów czy okazałych zniczy.

5681

Szczególnie refleksja nad życiem może przyjść do każdego z nas w każdym, dowolnym miejscu, należy jej to tylko umożliwić i zatrzymać się na chwilę. Dlatego po powrocie z pracy usiadłem na chwilę w ciszy, a potem włączyłem najnowszą płytę Michała Bajora, mojego ulubionego pieśniarza.

5682

To pamiątka z sobotniego, wspaniałego i kolejnego już koncertu w gorzowskim teatrze, na który wybrałem się z żoną. Już od wielu lat nie przepuszczamy żadnego koncertu Michała. Każdy, kto zna twórczość Michała Bajora wie, że to znakomity Artysta, który potrafi każdego  nastroić do refleksji i stworzyć doskonały nastrój.

Sporo ostatnio podróżowałem i uczestniczyłem w ważnych wydarzeniach związanych z ludźmi i przyrodą. Brałem udział w wielu dyskusjach o zarządzaniu przyrodą, o jej nieokiełznanych i nieprzewidywalnych zjawiskach, pracy leśników i oczekiwaniach ludzi wobec przyrody. Mam też po wielu latach życia blisko lasu, ale też ludzi, ogromną świadomość, jak wielkie niezrozumienie towarzyszy temu, co robimy w lesie my, leśnicy. Spędzamy przecież praktycznie całe życie zawodowe i prywatne w lesie, oddając mu i poświęcając swoje myśli, siły, energię i duszę… Troszczymy się o ten las jak o swoje prywatne podwórko, choć on przecież nigdy tak naprawdę nie jest nasz. Mówimy jednak i myślimy codziennie „nasz las”.

Ostatnie wydarzenia związane z szeroką dyskusją o Puszczy Białowieskiej są bolesnym dowodem na to, jak ludzie mało wiedzą o zarządzaniu przyrodą. Choć czy to właściwe słowo „zarządzanie”? Czy raczej trafniej jest mówić, że troszczymy się o przyrodę, a nie zarządzamy nią? Jednak okazuje się, że inaczej troszczą się o przyrodę „ekolodzy”, inaczej dziennikarze, jeszcze inaczej politycy, a zupełnie inaczej leśnicy. Oglądam, słucham i czytam wszelkie doniesienia o tym co dzieje się w Puszczy. Chłonę wszelkie informacje od wszystkich troszczących się o nią na różne sposoby i im więcej tej wiedzy posiadam, mniej rozumiem.

Bo skoro troska o przyrodę przejawia się jako troska o ochronę bogactwa wszelkiego życia, w każdej postaci: drzewa, żubra, owada, umiłowania najmniejszej rośliny i najmniejszego zwierzęcia, to skąd ta nienawiść? Przecież miłości do przyrody nie można oddzielić od miłości do człowieka. Dlatego zatem ludzie tak bezkompromisowo i bez żadnych hamulców tak źle mówią o leśnikach, z taką jadowitą nienawiścią posądzają nas o rzeczy i sprawy, które nigdy nie miały miejsca? Wystarczy tylko spojrzeć na obrazki z blokowania sprzętu leśnego, puszczańskich dróg i manifestacji „ w obronie Puszczy przed leśnikami”

Tyle się mówi, że dobro człowieka jest najważniejsze. Przecież miłość do przyrody to także miłość do człowieka, do kraju, do Ojczyzny. W przyszłym roku mamy jubileusz 100 lat odzyskania niepodległości. Możemy wreszcie sami, nie pytając nikogo, decydować o sobie i sami wybierać ścieżki swojego życia. Mamy demokrację, która pozwala nam samodzielnie myśleć, wyrażać swoje zdanie i swobodnie zrzeszać się i dokonywać wyborów. Dlaczego z niej nie korzystamy? Pozwalamy manipulować sobą i swoim życiem? Dlaczego zatem krocząc własną, samodzielnie wybraną drogą spychamy z niej innych, nie zważamy na nich, krzywdzimy, odsądzamy od czci i wiary, bo myślą inaczej niż my? Mamy swoje racje, jesteśmy do nich wprawdzie przekonani, ale czy nie widzimy, że nasza racja nie zawsze jest prawdą? Co gorsza, bardzo często ta racja zbudowana jest na kłamstwie, plotce, pomówieniu.

Tę, czasem tylko pozornie naszą, rację budują za nas zwykle inni ludzie, jej obraz malują nam nie zawsze rzetelni i obiektywni przedstawiciele mediów, którzy już dawno temu przestali dążyć do prawdy. Bo dla wielu liczy się nie prawda, a szeroko pojęty interes, jakaś sensacja wyrażana przez pełne emocji racje. Prawda jest przecież dobrem wspólnym, wiemy o tym doskonale, choć prowadzą do niej różne drogi. Trzeba ich samodzielnie szukać, kierując się racjami, ale najważniejsze jest poznanie prawdy, a nie tylko próby jej szukania.

Widać te czasem niedoskonałe i ułomne poszukiwania prawdy najlepiej na przykładzie nas, leśników. Od wielu lat robimy dla ludzi i przyrody wiele pożytecznych rzeczy, angażujemy się w mnóstwo pożytecznych przedsięwzięć, mamy szerokie grono przyjaciół, ale otacza nas także matnia nieprawdziwych racji. Od blisko 100 lat troszczymy się o polskie lasy samodzielnie finansując tę działalność. Działamy wspólnie z ludźmi w wielu sferach życia społecznego, bardzo często wykraczając poza ramy naszej podstawowej działalności. Wiedzą o tym zainteresowani choć Dobro jest ciche. Dbamy od wieku o przyrodę, nie roniąc z niej żadnego gatunku, a przywracając europejskiej wspólnocie odbudowane populacje bielika, żubra, wilka, rysia, głuszca itd.. Ostatnio, podczas konferencji z okazji jubileuszu 25 lat istnienia Barlinecko- Gorzowskiego Parku Krajobrazowego snuliśmy też z jednym z profesorów biologii plany powrotu dropia na polskie ziemie. To najcięższy ptak Europy, a jego ostatni lęg odnotowano w Polsce w 1986 roku. Więcej informacji o dropiu i wielu innych ptakach znajdziecie na świetnym blogu www.plamkamazurka.blox.pl, z którego pochodzi też ta fotografia Cezarego Pióro:

 5685

Chyba autor fotki i autor bloga kolega Krogulec 14 nie obrażą się na mnie... Naukowiec w przerwie konferencji opowiadał mi o swoich dotychczasowych ustaleniach w sprawie dropia z Dyrektorem Generalnym Lasów Państwowych. Czy nikt nie widzi tego pozytywnego zaangażowania leśników i czy te fakty nie skłaniają ludzi do refleksji?

Podczas snucia moich prywatnych refleksji skończyła się płyta Michała. Poszedłem do pokoju po inną i spojrzałem po drodze na ekran komputera, gdzie otwarte były bieżące wiadomości. Dostrzegłem tam leśny mundur. Obok widniała „informacja”, która poziomem żenady załamała mnie, w mojej ocenie opanowanego i przygotowanego na wiele człowieka lasu.

Dotyczyła ona Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych Konrada Tomaszewskiego i opatrzona została tytułem: „Kuzyn Kaczyńskiego dał sobie 70 tysięcy nagród” i podtytułem: „Konrad Tomaszewski (68 l.) pomylił las z Las Vegas?”. Cała ta „informacja” to stek kłamstw i bzdur. Zajrzałem na stronę www.lasy.gov.pl i zauważyłem, że dyrektor zdążył już zgodnie z Prawem Prasowym wystąpić do redaktora naczelnego o sprostowanie tego ordynarnego tekstu. Można zapoznać się ze sprostowaniem na http://www.lasy.gov.pl/pl/pro/informacje/aktualnosci/sprostowanie-do-artykulu-w-201esuper-expressie201d

No i to w zasadzie koniec moich dzisiejszych refleksji nad życiem… Bo skoro szacunek do człowieka, dążenie do prawdy i miłość do świata można opisać w taki sposób, jak powstał ten tekst o szlachetnym człowieku, który zarządza prawie 26 tysiącami ludzi to o jakie refleksje można się jeszcze pokusić?

„Ideał sięgnął bruku” jak pisał mój ulubiony Norwid. Ale to nie dyrektor Tomaszewski sięgnął bruku lecz prawda i my wszyscy, którzy przywalamy na pomiatanie i dyskredytowanie człowieka. Szczególnie tak ważnego i szlachetnego jak szef polskich leśników. Znam go osobiście i bardzo szanuję za ogromne zaangażowanie w dobro polskich lasów i leśników, poparte głęboką wiedzą leśną. Choć to mój szef, nie piszę o nim w ten sposób jako podwładny nasączony wazeliną. Każdy, kto choć trochę mnie zna nie posądzi mnie o to. Podkreślam jednak stanowczo, że nie ma z mojej strony przyzwolenia na takie pomiatanie człowiekiem. Leśnicy nie są jak łagodne sarenki

5684

Musimy walczyć o swoje dobre imię. Zostały przecież przekroczone wszelkie granice. To nie jest krytyka, to nie jest szukanie racji, to jest obrzydliwa, łamiąca wszelkie zasady gra. Godność człowieka, a w mojej i pewnie nie tylko mojej ocenie, godność leśnika została doszczętnie zbrukana. Zniszczono nasz dobry, budowany latami wizerunek leśnika, zniszczono autorytet, szacunek i społeczne zaufanie.

5683

Nie ma tu znaczenia, czy to dyrektor generalny, czy leśniczy, podleśniczy lub referent. Nie pozwolimy na takie traktowanie nas, leśników. Powinna się tym zająć niezwłocznie Rada Etyki Mediów i Rzecznik Praw Obywatelskich. Ten sam, który niedawno tak gorliwie ale nieskutecznie skarżył się do NSA na decyzje ministra środowiska, dotyczące aneksu do planu urządzenia lasu dla Nadleśnictwa Białowieża. W czasie gdy płoną znicze i snuje się wstążka refleksji, dymi się także stos kłamstwa i chamstwa. Wiem jednak, że Dobro choć ciche i delikatne zawsze zwycięży zło, choćby najbardziej rozkrzyczane i wyzywające. Niech to będzie puentą mojej dzisiejszej refleksji o życiu…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl  

 

 

21:13, lesniczy.lp
Link Komentarze (1) »
środa, 25 października 2017

567min

Obserwuję teraz obok obfitego wysypu grzybów, który jednak już się kończy, bo noce coraz chłodniejsze, także wysyp poszukiwaczy w lasach. Poszukiwacze, którzy szukają we własnym mniemaniu szczęścia i emocji jakich być może dostarcza wykopanie pamiątki historycznej, biżuterii czy może innej cennej rzeczy? W jednej ręce piszczałka, czyli wykrywacz metalu, w drugiej szpadelek, a w głowie gorączka złota… Choć dla niektórych podobno celem jest znalezienie militariów czy jakiegoś historycznego drobiazgu. Spotkałem też kiedyś poszukiwaczy, którzy z piszczałką w ręce przetrząsali nasyp kolejowy, bo jak twierdzili: „ czasem komuś spadła obrączka lub zegarek jak wychylał się z pociągu”, a z braku złotych znalezisk zbierali po prostu złom. Innym razem szukali tylko złomu i jeden chodził z wykrywaczem, a drugi próbował odkręcać wielkie nakrętki z szyn. Szkodnik do potęgi…

W lesie przemykają pośród leśnego podszytu i nie zważając na nic, kopią wszędzie tam, gdzie piszczałka zapiszczy. Zostają po nich dziury, zniszczona roślinność i często puszki, kawałki blach, kłębki drutu czy inne metalowe śmieci. Poszukiwacze także zapamiętale przeszukują pola, plaże, okolice opuszczonych domostw, pobocza dróg gruntowych. Bo skoro ktoś znalazł cały pociąg, to może choć jakaś obrączka, pierścionek ze złotego kruszcu się trafi? Czasem działają w grupie, idąc tyralierą przez pola. Częściej jednak niż szczęście, znajdują nieszczęście, szczególnie dla innych... Wiele razy znajdowałem sam lub otrzymywałem sygnały od okolicznych mieszkańców, o „skarbach” znalezionych i porzuconych przez poszukiwaczy. Czasem był to pancerfaust, granat moździerzowy

5671

lub granaty ręczne z czasów drugiej wojny światowej. Bo skoro poszukując szczęścia z dozą adrenaliny związanej z nielegalnym procederem ktoś czuje się zadowolony ze swojej pomysłowości, dlaczego nie czuje się źle, że podrzuca komuś nieszczęście? Przecież oprócz tego, że to zwykłe zaśmiecanie lasu czy pola żelastwem, to także stwarzanie ogromnego zagrożenia dla innych i sprowadzanie nieszczęścia. Już kilka razy o tym m.in. tutaj pisałem, ale zjawisko nie umiera, a wręcz przeciwnie przybiera na sile, choć może się wydawać, że ponad 70 lat po wojnie już wszystko zostało wykopane.

Okazuje się jednak, że nie. Niedawno „Gazeta Lubuska”, najbardziej popularny dziennik w mojej okolicy przekazała informację, że grzybiarz natrafił na 116 granatów moździerzowych z okresu drugiej wojny światowej. Leżały na skraju sporego okopu, który powstał w czasie działań wojennych. Niewypały zabezpieczyli i wywieźli jak zwykle saperzy z Krosna Odrzańskiego. Od wielu lat przyjeżdżają w te strony, już tak długo, że niektórzy żołnierze dowodzący patrolami saperskimi, których dobrze pamiętam z częstych wizyt w lesie są już emerytami.

„Gazeta Lubuska” informuje: Granaty miały ponad 70 lat, ale wciąż były groźne. Prawdopodobnie odkopali je poszukiwacze skarbów i militariów, którzy przeczesują Puszczę Notecka z wykrywaczami metalu. Zostawili pociski na miejscu. Potem natrafił na nie grzybiarz, który zaalarmował leśników. Pracownicy Nadleśnictwa Międzychód wezwali patrol rozminowywania z 5. Kresowego Batalionu Saperów, który jest jednym z bojowych ogniw 17. Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej.

 

No właśnie, poszukiwacze szukali szczęścia, a potencjalne nieszczęście zostawili innym, a szczególnie leśnikom. Jak można być tak lekkomyślnym? Grzybiarz zachował się bardzo rozsądnie wobec znalezionych „owoców” poszukiwań z piszczałką, ale czy zawsze tak będzie? A wymierne straty, gdy czasem wiele kilometrów przemierzają saperzy, sprzątając po poszukiwaczach szczęścia? Saperzy czasem mają też inne zadania i wtedy policjanci, bywa, że przez wiele godzin pilnują wykopanych moździerzy, zamiast pilnować porządku. No i też kwestia bezpieczeństwa leśników i pracowników leśnych.

Kiedyś omal nie wszedłem na minę przeciwpiechotną, którą porzucono koło wykopu. Innym razem natknąłem się na rakietowy niszczyciel czołgów i granaty moździerzowe. Podczas wyznaczania trzebieży, czyli podczas klasyfikacji drzew do pozostawienia lub usunięcia leśnik wciąż zagląda w korony. Gdy oderwałem wzrok od koron i spojrzałem pod nogi spostrzegłem ze zgrozą, że czubek mojego buta dotyka zapalnika moździerza.

5672

Wprawdzie zaprzyjaźniony chorąży – saper pouczał mnie jak wygląda bojowy zapalnik, a jak ebonitowy „czubek”, wkręcany w granat na czas transportu, nigdy nie można być pewnym.

 W sieci z kolei pełno „mądrych porad” jak podczas wypadów z piszczałką uniknąć spotkania z leśnikiem… Choć leśnicy najczęściej pochłonięci ogromem innych obowiązków nie mają możliwości upilnować lasu przed inwazją poszukiwaczy. Może należy w końcu piętnować takie zachowania i nie dawać na nie społecznego przyzwolenia? Duża w tym rola wszelkich mediów. Ale nasze media mają zwykle ciekawsze informacje „do sprzedania” niż relacje o krzywdzie wyrządzonej przyrodzie, o zwiększonych przez czyjąś niefrasobliwość obowiązkach leśników, policjantów czy żołnierzy.

Rozmawiałem niedawno z jednym z poszukiwaczy, który opowiadał pełen emocji, że ktoś z jego kręgu „piszczałkowców” znalazł na polu pierścionek. „Bo przecież jak ludzie grzebią w ziemi to zawsze coś zgubią…” Często widzimy takich poszukiwaczy na plażach nadmorskich czy na kąpieliskach nad jeziorami. Tacy ludzie budzą we mnie niesmak, bo szukają szczęścia w czyimś nieszczęściu.

Czy wzbogacenie się kosztem czyjegoś nieszczęścia, smutku, przygnębienia może cieszyć? Nie chciałbym, aby po moim polu, gdzie pracowała moja babcia i mama, gdzie może zsunął się im z palca pierścionek lub zerwał łańcuszek, łaził jakiś facet z wykrywaczem i szukał tam szczęścia.

Po lesie także chodzą ludzie, którzy zostawiają po sobie różne znaleziska, takie jak składowisko ręcznych granatów

56731

 

Czasem, o zgrozo, spotykam w lesie pozostawione przez poszukiwaczy ludzkie kości.

5674

Wzbudza to mój ogromny niesmak. Czy to przypadek, czy świadome poszukiwania? Może poszukiwacze znaleźli tam obrączkę, sygnet, złoty ząb? Kości zostały porzucone, bo jak widać nie każdego obchodzi spokój zmarłych. Niebawem listopad, który rozpoczyna się dniem Wszystkich Świętych. Stojąc przy grobach nawet nie dopuszczamy do siebie myśli, że kiedyś kości naszych bliskich odkopie ktoś, komu w tym miejscu zapiszczy wykrywacz. To bardzo przykre, że ludzie z bliżej nieokreślonego powodu tracą wszelkie uczucia. Czy nie lepiej szukać szczęścia w leśnych widokach jesiennej przyrody?

5675

Oczywiście zdarzają się pośród poszukiwaczy pasjonaci historii i porządni ludzie, którzy tropią wydarzenia, zapomniane bitwy, odtwarzają losy ludzi. Kierują się etyką, kulturą i zasadami. Znam takich wielu, ale są chyba w mniejszości. Jak ich jednak rozpoznać i odróżnić od ludzi, którzy chodzą z „piszczałką” ogarnięci wizją wzbogacenia się? W lasach wciąż pełno jest wykopanych dołków, dołów, wygrzebanych blach, konserw czy drutów. Może ktoś znalazł tam swoje szczęście. Ale ile to niesie nieszczęść? Dla ludzi, dla przyrody, dla lasu.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

21:59, lesniczy.lp
Link Komentarze (6) »
niedziela, 15 października 2017

566min

 

Czy wiecie, że są róże, po które nie trzeba wybierać się do kwiaciarni, całkiem ładne brewki, które nie są dziełem kosmetyczki i guzy, których nikt nie nabijał? Aby je poznać wystarczy przyjrzeć się korze naszych polskich drzew. Niedawno, bo 10 października obchodziły one swoje święto. Od 2002 r. właśnie 10 października obchodzony jest na świecie, również w Polsce jako Dzień Drzewa. Święto Drzewa czy Dzień Drzewa wymyślił Amerykanin Julius Sterling Morton w 1872 r. Już w XIX wieku twierdził: Inne święta służą jedynie przypomnieniu, Dzień Drzewa wskazuje zaś na przyszłość. Pomysł Mortona spotkał się szerokim odzewem. Obchody tego dnia polegały głównie na sadzeniu nowych drzew. To oczywiste, że drzewa są naszą przyszłością i żywymi pomnikami świadczącymi o ludziach, którzy je posadzili. Ich skóra, czyli kora, podobnie jak skóra ludzi poryta bruzdami i zmarszczkami, świadczy o kolejach losu, które przechodziło drzewo w różnych fazach swojego życia. Róże, brewki, zabitki, pęknięcia- wszystko to ma swoją ukrytą wewnątrz pnia historię i jest sekretem, który można odkryć przy pewnej dozie wiedzy o drzewach i przyrodzie. Trzeba też dbać o istniejące drzewa, a będziemy to robić umiejętnie, jeśli wciąż będziemy rozwijać swoją wiedzę przyrodniczą. Znakomitą ku temu okazją mógł być czwarty Europejski Tydzień Leśny, który trwał w dniach 9-13 października.

5661

W jego ramach w naszym kraju zaplanowano szereg wydarzeń pokazujących bogactwo polskiej przyrody. Wszystkie osoby zainteresowane tematyką leśną mogły, między innymi, wziąć udział w zajęciach edukacyjnych w wielu polskich nadleśnictwach, a także uczestniczyć w dniach otwartych w parkach narodowych. Otwarcie IV Europejskiego Tygodnia Leśnego odbyło się w Warszawie podczas Konferencji „Las 2017”

5662

Konferencja „Las2017” to Wspólna Sesja Komitetu do spraw Lasów i Przemysłu Drzewnego EKG ONZ oraz Europejskiej Komisji do Spraw Leśnictwa FAO. Dla naszego kraju to bardzo ważne wydarzenie, gdyż po raz pierwszy Wspólna Sesja odbywała się w Polsce. Była to sesja jubileuszowa, ponieważ w 2017 roku obchodzono 70 rocznicę współpracy EKG/FAO. Gospodarzem tego wydarzenia było Ministerstwo Środowiska Rzeczypospolitej Polskiej. Miałem ogromną przyjemność uczestniczyć na zaproszenie Ministra Środowiska w tym ważnym dla przyrody i lasów całego świata wydarzeniu. Przyjechałem do Warszawy razem z uczestnikami konferencji z ponad 50 krajów świata, w tym z ministrami odpowiedzialnymi za kwestie środowiska i leśnictwa oraz przedstawicielami nauki, krajowego i zagranicznego przemysłu drzewnego oraz organizacji pozarządowych. Podczas konferencji wiele dobrego mówiono o polskim modelu gospodarowania lasami, o tym, że lasy jako wspólne dobro są stymulatorem wszelkiego rozwoju i wciąż podkreślano, że troska o ich zrównoważony rozwój i maksymalną bioróżnorodność jest obowiązkiem nas wszystkich.

Polska szkoła leśna ma ponad 100 lat i choć przecież tak jak na całym świecie wycinamy drzewa, to jesteśmy wzorem dla innych w trosce o drzewa. Uczestnicy konferencji podkreślali, że kwestie zrównoważonego rozwoju obszarów leśnych są obecne w ONZ od 1992 roku. Ze względu na wielkie zaangażowanie Polski w promocję zrównoważonego rozwoju i troski o lasy, właśnie naszemu krajowi powierzono rolę gospodarza tak ważnych wydarzeń jak Konferencja Las 2017 i IV Europejki Tydzień Leśny. Andrij Vasiliew z Europejskiej Komisji Gospodarczej Organizacji Narodów Zjednoczonych oraz Ewa
Müller, dyrektor Wydziału Gospodarki Leśnej, Polityki i Produktów Leśnych
Departamentu Leśnictwa FAO
zgodnie podkreślali wielkie zaangażowanie polskiego ministerstwa w przygotowanie tego wydarzenia, szczególnie dziękując ministrowi Andrzejowi Koniecznemu za wielki wkład w Europejski Tydzień Leśny.

Dla mnie, leśnika, to nic dziwnego, bo przecież Podsekretarz Stanu Andrzej Konieczny w imieniu Ministra Środowiska nadzoruje działalność leśników i związanych z nimi wszelkich branż. To leśnik z krwi i kości, który swoją karierę zawodową związał z Lasami Państwowymi, gdzie od 1996 roku pracował na różnych stanowiskach i w różnych nadleśnictwach m.in. w Nadleśnictwie Białowieża.

 

Każdy leśnik, czy pracuje w ministerstwie, dyrekcji generalnej czy regionalnej, czy jest na szczycie, czy na samym dole leśnej hierarchii, zna i rozumie las, wszystkie jego składniki oraz szczególnie drzewa. Drzewa, nie tylko w dniu ich święta czy z okazji Tygodnia Leśnego są fascynujące i tajemnicze. Leśnicy potrafią wiele wyczytać m.in. z kory drzew, poznać ich sekrety, które są nie mniej intrygujące jak dość poczytna książka niemieckiego leśnika „ Sekretne życie drzew”.

Pomijając metafizykę i opowieści o porozumiewaniu się drzew, ich ogromne znaczenie przyrodnicze dla lasu i otaczającej nas rzeszy wszelkich gatunków zdajemy sobie sprawę z tego, że wielką rolą drzew jest dostarczanie nam drewna. Wszyscy go potrzebujemy, bowiem drewno ma ponad 30 tysięcy zastosowań i jest doskonałym, odnawialnym, cennym surowcem. Łatwo krytykować leśników za to, że wycinają drzewa, łatwo im zarzucać, że traktują las jako „plantację desek” i sadzą drzewa w rządkach itd. Trudniej rozumieć las i prawa przyrody, które są pozbawione emocji. Trudniej znać i szanować drzewa, które tak jak ludzie kiedyś umierają.

5663

Mądrością leśników, którzy zarządzają tym przyrodniczym skarbem w imieniu nas wszystkich jest zachowanie trwałego, bioróżnorodnego, wielofunkcyjnego lasu ale też dostarczanie wszystkim tak potrzebnego drewna. Drewno pochodzi naturalnie z wyciętych drzew, które są w pewnym momencie u krańca swojej naturalnej drogi lub zostały w trakcie tej drogi zostały zakwalifikowane jako zbędne lub nawet szkodliwe dla ekosystemu leśnego. Rolą leśnika jest znać drzewa, ich wymagania, biologię, rolę w przyrodzie ale też znać je pod kątem drewna. Zajmuje się tym dziedzina sztuki leśnej zwana brakarstwem.

Wszyscy leśnicy, oprócz wykształcenia leśnego przechodzą dodatkowe szkolenia z brakarstwa, osiągając kolejno różne poziomy wtajemniczenia. Brakarz potrafi bezbłędnie rozpoznawać gatunki drzew i drewna oraz zauważać i odpowiednio klasyfikować jego cechy, to znaczy wady i zalety.

Bo jak każdy z nas ma wady i zalety, tak jak ma je drzewo i drewno, które powstaje po jego ścięciu. Leśnik- brakarz klasyfikuje zatem pod kątem oceny jakości i ilości drewna jeszcze rosnące drzewa. To wielka sztuka w pozornie krzywej, mało urodziwej sośnie, olszy czy jesionie dostrzec kawałek drewna, który posłuży do wytworzenia pięknej okleiny lub instrumentu muzycznego.

Pień drzewa bywa pokryty sękami otwartymi, które łatwo dostrzec. Sęki są istotną wadą drewna. Wypadają z deski i wtedy nie zrobimy z takiej dziurawej deski np. łodzi. Powodują osłabienie wytrzymałości belki lub łaty wykorzystywanej na cele budowlane. Czasem potrzebujemy szczególnego drewna bez wad.   Co to są zatem wady drewna? To po prostu takie cechy drewna, w większości widoczne jeszcze na rosnącym drzewie, które uniemożliwiają jego zastosowanie w danym celu. Wady drewna mają różną genezę powstawania. Podzielono je na pierwotne oraz wtórne. Wady pierwotne tworzą się już za życia drzewa. Są to np. właśnie sęki lub zgnilizny wywołane przez grzyby. Wady wtórne powstają zaś od momentu ścięcia drzewa, podczas jego wstępnej wyróbki w lesie i przerobu na drewno obróbki w tartaku czy zakładzie drzewnym ( będą to np. pęknięcia).

Podstawowy podział obejmuje 7 wad drewna. Wyróżnić tu można: sęki, pęknięcia, wady kształtu, wady budowy, zgnilizny, zabarwienia oraz uszkodzenia mechaniczne.

Sęki są pozostałością po gałęziach, które stopniowo, w miarę wzrostu drzewa pojawiają się , a potem odpadają, wrastając w pień drzewa. Mogą one być widoczne na odsłoniętym drewnie pnia po okrzesaniu go (obcięciu z gałęzi jako sęki otwarte.

5664

Ważna jest ich zdrowotność, bo sęki zdrowe w mniejszym stopniu stanowią istotną wadę drewna, natomiast nadpsute i zepsute są większym problemem dla drzewiarzy. Są też sęki niewidoczne na tzw. pobocznicy pnia (czyli bocznej płaszczyźnie pnia) czy na jego czołach, czyli początku (czoło grubszego końca) i końcu pnia (czoło cieńszego końca). Te niewidoczne sęki nazywamy sękami zarośniętymi.

5665

Maja one postać guzów, róż i brewek. Ciekawe nazwy, prawda?

Niewidoczne sęki, podobnie jak inne wady są jednak widoczne dla doświadczonego leśnika, który zna drzewa, uważnie obserwuje je latami i czasem potrafi z nimi rozmawiać. To rozmowa naturalnie niewerbalna, duchowa, wewnętrzna, a że jest to możliwe stwierdził dość dawno temu nieżyjący już flamandzki pisarz i duchowny Phil Bosmans mówiąc:

“Człowiek, który potrafi rozmawiać z drzewem, nie potrzebuje psychiatry. Niestety, sporo ludzi uważa inaczej.”

Leśnik na podstawie różnych symptomów potrafi przewidzieć obecność zgnilizny wewnątrz pnia drzewa, a jego wprawne oko bez problemu wyszuka guzy. Występują one u wszystkich gatunków drzew. Guzy zapamiętane z nabijanych na własnej głowie podczas zbierania doświadczeń w dzieciństwie to nic innego jak wypukłość na drzewie zakrywająca zarośnięty sęk. Wielkość guza jest dla leśnika podstawą do oceny wymiarów i głębokości zalegania zarośniętego sęka. Im większa jest długość podstawy guza i im niższa jego wysokość, tym sęk zalega głębiej.

Czasem w lesie wypatrzymy różę. Nie chodzi tu jednak o kwiat lecz o kolisto-promieniowe zmarszczenia kory na boku pnia niektórych gatunków drzew (np. dąb, sosna) zakrywające leżący pod zmarszczeniem sęk. Na podstawie wyglądu róży można ocenić wielkość i głębokość zalegania sęka. Im większa średnica róży, tym większy zalegający pod nią sęk. Im zmarszczenia korowiny wyraźniejsze, tym sęk zalegania płycej. Niewyraźna róża skrywa dawno zarośnięty sęk.

5666

Róże, nazywane też rozetami lub rozetkami występują głównie na pniach gatunków drzew o grubej korze, choć czasem występują także na dolnej części pnia drzew o raczej cienkiej korze (brzoza, klon, świerk, nawet buk)

Dla drzew o cienkiej korze (np. brzoza, buk) charakterystycznym objawem sęka zarośniętego są brewki. Są one na tyle widoczne, ze spacerując pomiędzy drzewami czasem mamy wrażenie jakbyśmy byli obserwowani. Brewki to zakrywające zarośnięty sęk symetryczne pasma ukośnych zmarszczeń kory, biegnące stycznie do okrągłej, owalnej lub trójkątnej blizny. Najczęściej różnią się od kory pnia ciemniejszym zabarwieniem.

5667

Na podstawie długości brewek można w miarę dokładnie określić długość i średnicę sęka. Szczególnie dla brzozy długość jednego ramienia brewki w centymetrach odpowiada w przybliżeniu średnicy sęka w milimetrach. Ogólnie przyjmuje się, że im brewki są dłuższe, tym dłuższy sęk i jego średnica. Na podstawie kąta rozwarcia brewek można wnioskować o głębokości zalegania sęka, bo im kąt jest większy, tym głębokość zalegania jest większa.

Ludzi i drzewa łączy wiele. Zarówno ludzie, jak i drzewa oprócz zmarszczek i bruzd mają na sobie blizny po przebytych wypadkach, chorobach i urazach. Ostatnio panuje powszechna moda na tatuaże. Kto lubi, to ma...  Ale w lesie widać, że jeszcze w czasach, gdy tatuaże wiązano tylko z środowiskami przestępców ludzie tatuowali drzewa. Nawet jeśli tatuaż wykonał ktoś zakochany to zrobił drzewu krzywdę

5668

Niektóre drzewa noszą zatem też blizny po ludzkiej głupocie. Ale na korze drzew znajdziemy także takie blizny, które świadczą o różnych przebytych urazach. Pęknięcie, biegnące w postaci szczeliny czasami niemalże na całej długości pnia drzewa może być pęknięciem mrozowym.

5669

Powstaje ono w wyniku działanie bardzo niskich temperatur na drzewa. Gdy pęka drzewo roznosi się głośny huk, podobny do armatniego wystrzału. Czasem w lutową noc lub o wczesnym poranku słychać np. w buczynach głośną kanonadę. Powstałe pęknięcie zostanie na drzewach, w postaci zagojonej blizny, już na zawsze, choć z czasem stają się coraz mniej widoczne. Takie głębokie rany tworzą się czasem również na skutek uderzenia pioruna (listwa po piorunowa) lub obtarcia pnia.

56610

Silne obdarcie pnia na sporej powierzchni to zabitka. Powstaje ona w wyniku pożaru, silnego nasłonecznienia, urazów mechanicznych ( także w wyniku ocierania się zwierząt np. dzików po kąpieli w błocie).

566111

Czasem towarzyszy zabitce inna wada budowy drewna- zakorek. Bywa, że w lesie napotkamy sosnę kołnierzykowatą

56612

Przyczyna takiej specyficznej deformacji jest w zasadzie nieznana, choć niektórzy naukowcy sądzą, że może mieć to związek z rożnym nasłonecznieniem poszczególnych płatów kory na pniu. Niektórzy też przypuszczają, że jest to spowodowane przez wzmożony przyrost na grubość na żyznych siedliskach, co jest przyczyną tworzenia się walcowatych guzów dookoła pnia i odginanie się w tych miejscach kory na zewnątrz. Ale to już temat na inna opowieść.

Aby bliżej poznać brewki i róże warto szczególnie teraz, jesienią zajrzeć tam, gdzie rosną dęby czerwone.

56613

To obcy u nas gatunek, ale na grubszej korowinie odziomkowej części zobaczymy tam róże, natomiast na tym samym drzewie, tam, gdzie cienka, gładka korowina dostrzeżemy brewki. A jesienią czerwone dęby uraczą nas najpiękniejszymi barwami jesiennych liści. Czasem dojrzymy na nich kolorowe galasy, ale to też temat na inną opowieść.

56614

Las wszystkich nas uczy spostrzegawczości oraz tego, że ludzkiego życia mało, aby poznać jego wszystkie sekrety. Staram się już od wielu lat przekazać wszystkim, którzy tu zaglądają, choć część wiedzy polskich leśników o lesie i przyrodzie oraz nauczyć wszystkich chętnych rozumienia lasu. A skoro mowa o nauczaniu, to przecież wczoraj był Dzień Edukacji Narodowej! Wielu nauczycieli tu zagląda, a zatem wszystkim, którzy nauczają i edukują życzę wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Nauczyciela. Naturalnie zachęcam także do ciągłej edukacji w jesiennym, coraz barwniejszym lesie. Mrugam brewką, kładę różę i nie szukam guza…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

22:42, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 09 października 2017

565min

W czwartek 5 października nad niektórymi rejonami kraju przeszedł orkan nazywany swojsko Ksawerym. Miałem okazję poznać go bliżej, bo mało łaskawym okiem, a raczej złym tchnieniem uraczył Ziemię Lubuską. Dopiero kilka godzin temu wróciło zasilanie elektryczne i życie do domów, choć chyba nie wszyscy mają jeszcze komfort normalnego życia…

Wracałem akurat do domu, gdy zaczynało dmuchać. Drzewa kłaniały się wiatrowi prawie do ziemi i próbowały go ugłaskać, tracąc pojedyncze gałęzie. Drogą zasłaną igliwiem i drobnymi gałęziami szczęśliwie dojechałem do domu i schowałem samochód w garażu. Potem z niepokojem słuchałem ryku orkanu i zaraz po tym wycia strażackich syren. Światło zgasło około godziny 18 i zostaliśmy w egipskich ciemnościach bez prądu, wody, telefonu, internetu i wielu innych wydaje się zwykłych rzeczy. Siedząc razem z żoną przy świeczce miałem czas na refleksje i wieczorne przemyślenia. Szczęśliwym trafem leśniczyna Renia została wcześniej obdarowana przez nasze córki radioodbiornikiem na baterie. Zakupiłem je jednak w piątek rano, razem ze sporym zapasem świec i wody mineralnej.

Wieczorem słuchaliśmy zatem radia, graliśmy przy świecach w „scrabble” i „memory”, no i dużo rozmawialiśmy. Bo przecież ludzie jakoś jakże mało rozmawiają ze sobą, uciekając  w świat telewizji, portali społecznościowych, sms czy mms. Dobrze zatem wykorzystaliśmy ten w zasadzie bardzo trudny czas, który zafundowała nam Natura.

Ale  okazuje się, że wielogodzinny brak prądu staje się dla wszystkich ogromnym problemem. Wody nie ma, stąd nie ma jak myć się i korzystać z toalety. Gotować nie ma na czym, bo kuchenka najczęściej jest elektryczna. Palić w piecu nie można, bo wymuszony obieg centralnego ogrzewania wymaga pompy zasilanej prądem elektrycznym, stąd w wielu domach zimno, ciemno, głodno, chłodno i brudno…  Nie jesteśmy przygotowani na trudne i kryzysowe sytuacje ani indywidualnie, ani jako społeczność.

Dlatego takie chwile dowodzą, że gdy Natura grozi nam palcem i pokazuje swoją moc, a naszą słabość, niejako przy okazji zmusza nas do refleksji nad tym, jak czasem głupio rozstajemy się z pewnym dorobkiem przodków. „Z przeżytkami”, jak mawiali i o których zawzięcie dyskutowali Kargul i Pawlak w niezapomnianej komedii.

Nasz kontakt z orkanem Ksawery był bolesnym doświadczeniem, bo zginęli i zostali ranni ludzie. Ogromne połacie lasów i wiele drzew z zadrzewień po raz kolejny zostały połamane i wywrócone. Przecież w wielu miejscach jeszcze leżą i stoją tysiące hektarów zniszczonych podczas sierpniowego kataklizmu. To z pewnością kolejna tragedia dla ludzi i dla przyrody oraz lekcja pokory.

W piątek wcześnie rano miałem wyjechać w podróż służbową, ale jak ruszać w Polskę, gdy wiele dróg nieprzejezdnych, zasłanych konarami i pniami powalonych drzew?  Ruszyłem zatem do lasu rozejrzeć się w sytuacji.

Las nad jeziorem Cegielnianym koło Pszczewa, gdzie od lat harcerze ze Zbąszynka rozbijają obóz został bardzo mocno przerzedzony.

1

Wiatr połamał stare, ponad 150- letnie sosny. Poukręcał pnie brzóz i robinii akacjowych tarasując drogi. Padające drzewa zniszczyły linię energetyczną i telefoniczną, złamały słupy.

2

 W leśnictwie Pszczew tylko według pierwszych szacunków straty przekraczają tysiąc m3  zniszczonych drzew, podobnie w sąsiednich leśnictwach Silna i Borowy Młyn. Zniszczeniu uległy młodniki, drągowiny, ogrodzenia upraw, tablice i znaki. Najbliższe dni w pełni potwierdzą rozmiar szkód.

3

Przyroda i orkan Ksawery pokazali swoją potęgę… A refleksja płynąca z tych wydarzeń i przesłanie Natury? W mojej ocenie to dowód na to, że nie powinniśmy zbytnio oddalać się od Natury i bezgranicznie wierzyć, w jak się okazuje, czasem tylko pozorne dobrodziejstwa cywilizacji.

My, leśnicy, od lat żyjący blisko Natury, na szczęście mamy nieco inną filozofię życiową. Przecież żyjemy i pracujemy najczęściej w odosobnionych leśniczówkach, położonych pośród lasów lub w małych miejscowościach. Niesie to wiele niedogodności i ma swoją cenę, co można łatwo zauważyć właśnie w takich sytuacjach jak obecna. Wiadomo przecież, że linia energetyczna zostanie najpierw naprawiona dla mieszkańców miasta, potem miasteczka, wsi, a na końcu dla pojedynczej leśniczówki. Podobnie będzie z wodą i innymi dobrami.

Dlatego w naszej kuchni „od zawsze” obok kuchenki elektrycznej stoi kaflowa kuchnia opalana drewnem. Pomimo braku prądu udało się ugotować obiad, zagrzać wodę na kawę i herbatę oraz do mycia. Woda była, bo mamy zawsze spory zapas czystej deszczówki, łapanej z rynien do dużego pojemnika.

Mamy też własne ujęcie wody, ale cóż, silnik hydroforu jest też na prąd… Dlatego pomyślmy wszyscy, dlaczego polikwidowano ręczne pompy do wody praktycznie we wszystkich miejscowościach? Kiedyś w kilku miejscach każdej wsi, a także na ulicach miast stały sympatyczne pompy. Woda była osiągalna i ludzie mieli okazję się spotkać… No tak, ale teraz kto ma pompy utrzymać i kto za nie zapłaci? Każdy ma własny kran i licznik, ale okazuje się, że to rozwiązanie bywa zawodne.

Sieć ręcznych pomp to chyba było jednak dobre rozwiązanie. Wszyscy wiemy, że bez wody nie ma życia. Ale gdy nie ma prądu to w kranach robi się sucho. No chyba, że zaopatrzymy się w agregaty prądotwórcze lub wzorem amerykańskich „ranczerów” będziemy wykorzystywać siłę wiatru do napędu pomp. Ale jak być „ranczerem” w miejskim bloku?

 Wyciągnijmy wnioski z lekcji, której udzielił nam orkan Ksawery i przyroda. To  także pamiętna lekcja dla samorządów lokalnych, które realizując wciąż  „ważne inwestycje”, czasem zapominają o niesieniu pomocy w podstawowych potrzebach mieszkańcom sołectwa czy gminy. Jesteśmy jako społeczeństwo raczej kiepsko przygotowani na wypadek kryzysu. Najczęściej trzeba liczyć tylko na siebie.  Warto mieć zatem w domu zapas baterii i świec, alternatywne ujęcie wody lub jej zapas, choćby zagospodarowując deszczówkę. Dobrze też pamiętać o różnych „przeżytkach” typu kaflowa kuchnia opalana drewnem lub zapas żywności w słoikach. Nie zapominajmy o dawnych sposobach życia. Także o pomaganiu sobie nawzajem i dobrze zorganizowanym życiu społecznym.

 Bo okazuje się, że trudna sytuacja weryfikuje nasze dotychczasowe życie. Doceniamy dobrobyt, który nas otacza ale też ze zdumieniem stwierdzamy, że można żyć inaczej. Bez telewizji i internetu, ale bliżej ludzi.  Stare, sprawdzone rozwiązania, pomimo powszechnego korzystania z nowoczesnych technik i technologii, wcale nie muszą być zbędne czy śmieszne.

 Przekonali się o tym nasi znajomi, mieszkający w pobliskim domu „w pełni uzależnionym elektrycznie” gdy zaprosiliśmy ich do naszej kuchni. W trudnych chwilach należy sobie pomagać, a w grupie zawsze raźniej i łatwiej. Drewno płonące pod kuchenną płytą i ciepło z ceramicznych kafli przecież w niczym nie ustępuje elegancji „indukcji” z nowoczesnej kuchni czy urokowi kominka z płaszczem wodnym. Długo o tym rozmawialiśmy przy kubku herbaty z pigwą.

Kryzys minął, choć jego skutki pewnie jeszcze długo będą widoczne. Łatwiej naprawić linię telefoniczną czy elektryczną niż zniszczony las, choć jestem pełen podziwu dla energetyków, że tak szybko przywrócili prąd i pozostałe media.  

Dziś jednak już nie tylko przy świecach i cieple kuchennego pieca z uwagą obejrzałem regionalne i krajowe wiadomości. Kolejny raz w informacjach o ludziach pracujących przy usuwaniu skutków orkanu nikt nie wspomniał leśników i pracowników leśnych. Przecież to właśnie oni czasem wspólnie ze strażakami i drogowcami, a czasem samodzielnie odblokowują drogi pomiędzy wsiami lub domami porozrzucanymi pośród lasów. Dbają też o bezpieczeństwo ludzi, szybko usuwając drzewa wiszące nad drogami lub budynkami. Już w sobotę nad jeziorem Cegielnianym warczały piły i maszyny. Leśnicy wspierają też energetyków, wskazując uszkodzone linie i zwyczajnie pomagają ludziom. Czasem wystarczy choćby wytłumaczyć  jak unikać grozy naturalnych zjawisk i doradzić stosowanie naturalnych sposobów rozwiązywania problemów. Taka natura ludzi lasu, na szczęście nie tylko w obliczu groźnej Natury.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

00:55, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
sobota, 30 września 2017

564min

Polska, złota jesień zadomowiła się już na dobre. Poranne mgły, coraz bardziej kolorowe liście i szpaki szwargoczące do siebie w sadach, świadczą o tym dobitnie. Korzystajmy jak najpełniej z jej piękna, bo po chłodzie poranka jest rześko i słonecznie przez całe, coraz krótsze jesiennie dni. Dobra energia płynąca z pokolorowanych jesienią drzew i słonecznych promyków jest nam potrzebna na słotną jesień i zimę tak samo jak zapasy drewna, przetworów i suszonych grzybów. Jutro już pojawi się w naszych kalendarzach październik…

Wczoraj byliśmy wieczorem z leśniczyną Renią na bardzo miłym koncercie. Razem z naszymi sympatycznymi sąsiadami, sporą grupą znajomych, mieszkańców Pszczewa i nie tylko, żegnaliśmy muzycznie lato, które już przecież minęło. Piękną oprawę muzyczną symbolicznego przejścia ze słonecznego lata do wielobarwnej jesieni zapewniły Anna Żebrowska i Marta Sokołowska- Smuś.

Światem zaczęła rządzić jesień,

Topi go w żółci i czerwieni,

A ja tak pragnę czemu nie wiem,

Uciec pociągiem od jesieni…

Słowami Remedium obdarzone cudownymi głosami wokalistki przeniosły nas ze „złotopiaskowych” pszczewskich plaż, znad jezior o błękitnej wodzie i zielonych borów naszych pięknych okolic w nostalgię jesieni i do kawiarenki.

Pracownicy Gminnego Ośrodka Kultury stworzyli bowiem świetny klimat wieczoru, przygotowując dla widowni stoły z herbatą i ciastkami, więc wszyscy przy nich wspólnie nuciliśmy:

A kiedy już przyjdzie czas, pełne po brzegi są kawiarenki.

Pod okna ich, pełne gwiazd,

gdzieś w zakamarki wielkich miast ciągnie nas.

 

Kawiarenki, na, na, na, kawiarenki na, na, na

Małe tak, że zaledwieś wszedł, zniżasz głos aż po szept.

Mimochodem, kamień w wodę,

wpadnie coś z bardzo wielkich spraw

w czarną toń małych kaw...

 

Warto zajrzeć na http://annazebrowska.com/ i poszperać na YT aby bliżej poznać Artystki Jesiennego Wieczoru, zachęcam…

Skoro pożegnaliśmy lato i powitaliśmy jesień, to oczywiście zachęcam niezmiennie do korzystania z uroków jesiennego lasu. Na kawiarenkę i filiżankę kawy lub herbaty z pigwą

5641

mamy czas, bo przecież wieczory coraz dłuższe, ale las zmienia się teraz gwałtownie i nie możemy przeoczyć tego misterium. W naszych lasach trwa teraz inne misterium przyrody. Nie przeraźmy się wczesnym  porankiem lub wieczorem słyszanymi w lesie dziwnymi odgłosami, bo jelenie są właśnie w pełni rykowiska

5642

W jesiennym lesie sójki oraz wiewiórki robią zapasy różnych nasion i grzybów, ukrywając je w różnych zakamarkach. Dziki, lisy, a szczególnie borsuki chętnie korzystają z bogactwa owoców w lesie i w pobliżu lasu, ale one zapasy magazynują… pod skórą. Wiele zwierząt jest teraz łojnych, jak nazywają to w swojej gwarze leśnicy i myśliwi. Łojny zwierz - czyli tłusty, w dobrej kondycji i zdrowy. Bo to co teraz oferują nam jesienią krzewy i drzewa, nie dość, że jest piękne i smaczne, to jeszcze bardzo zdrowe. Nie tylko dla zwierząt, ale także dla nas. Coraz więcej ludzi nie kupuje już słodkich napojów w plastikowych butlach i dżemów, które oprócz cukru nie zawierają zbyt wiele owoców, a gotuje i pasteryzuje kompoty, soki i smaży powidła.

W naszych stronach minione już lato nie obdarzyło nas bogactwem owoców i wszystko cokolwiek udało się zebrać jest wyjątkowo cenne. Oberwałem już także pięknie dojrzałe aromatyczne owoce pigwowca

5643

Będzie z nich doskonała konfitura do herbaty. Zachęcam Was do wyprawy do lasu po owoce czarnego bzu, czyli jak to mówią w wielkopolskich stronach- hyćki. Z kolei w kieleckim czarny bez nazywają je bziną. Najlepszy jest z głębi lasu, nieskażony „cywilizacją”:

5644

Uzdrawiające właściwości czarnego bzu znane są od najdawniejszych czasów. Nazywano go nawet drzewem życia, jego wycięcie sprowadzało nieszczęście, a uprawiany był praktycznie w każdym ogrodzie. Mimo iż medycy wielokrotnie podchodzą do ziół i roślin leczniczych z dużą rezerwą, czarny bez jest rekomendowany także przez profesjonalistów. Zobaczcie jakie ma piękne owoce:

5645

Każda nieomal część tej rośliny, szczególnie cennej dla osób dbających o dietę i wagę, zawiera pierwiastki wspierające nasz organizm. Najważniejszym jednak według mnie jej elementem są owoce – działają przeciwbólowo, pomagają w odtruwaniu organizmu i delikatnie przeczyszczają. UWAGA! Wszystkie części rośliny są toksyczne. Zawierają glikozyd - sambunigrynę, która jednak całkowicie ginie w czasie gotowania. Szczególnie dużo zawierają jej zielone i niedojrzałe owoce bzu, dlatego warto przygotować sobie sok tylko z pełni dojrzałych owoców, najlepiej zebranych na słonecznym skraju lasu.

Owoce czarnego bzu zawierają witaminy: B1, B2, PP, H, M i C. Przygotowany z nich sok działa napotnie, nieco rozwalniająco, i przeciwskurczowo. Sok należy także stosować podczas chrypki, kataru, kaszlu i gorączki. Ma lekkie działanie moczopędne, wiec zalecany jest także podczas chorób pęcherza lub nerek. Wpływa także korzystnie na drogi oddechowe. Jak nie korzystać z tak doskonałego daru lasu?

W naszej spiżarni mamy już sok z kwiatów czarnego bzu i leczniczą nalewkę, zatem teraz pora na sok. Przepis jest bardzo prosty:

Owoce umyć, oczyścić, a potem parować w sokowniku, uzyskując sok o pięknej barwie.

Na 1 litr soku dodać 0,60 dag cukru, sok z jednej cytryny i skórkę z 1/2 cytryny (, wyszorować szczoteczką , sparzyć, otrzeć na tarce). Można też dodać 20ml nalewki z czarnej porzeczki. To także pyszna nalewka, która jest już w mojej spiżarni!

Składniki soku wlej do garnka i zagotuj. Rozlej gotowy wyrób do butelek lub małych słoiczków i pasteryzuj ok. 15 min.

 Dawniej soku z owoców używano też do podbarwiania win i farbowania tkanin, szczególnie jedwabiu, a kobiety kolorowały sobie nim brwi i rzęsy.

Z racji braku innych owoców w tym roku, krzewy bzu rosnące wokół leśniczówki zostały bardzo szybko ogołocone z owoców przez ptaki. Wiele z nich już odleciało, ale szpaki i sójki codziennie zaglądają do ogrodu. W związku z posiadaniem tak rozlicznych i wybitnych właściwości dla ludzi i zwierząt czarny bez jest chętnie widziany w lesie przez leśników. Często sadzimy go w remizach, ogniskach biocenotycznych na nowozakładanych uprawach i jako pożyteczny podszyt, pod okapem już istniejącego lasu. Choć ostatnio wiele czytamy o tym jak to leśnicy sadzą nie las, a „plantację desek w rządkach”. Bez ma mnóstwo różnych zastosowań, tak jak i inne owoce drzew i krzewów leśnych, o istnienie których w ramach troski o bioróżnorodność bardzo dbają leśnicy. Znajdziecie teraz w lesie lub na jego skraju, np. efektowne jagody kaliny

5646

czy rokitnika nazywanego złotem Syberii

5647

Ale podczas wypraw do lasu nie skupiajmy się tylko na zbieraniu wszelkich darów i grzybobraniu, choć wszelkich grzybów u nas wciąż wielki dostatek. Co może być bowiem piękniejszego niż spacer przez różnobarwny, wyciszony las lub park, zrudziały, pozłocony, zamglony, zasnuty pajęczynami i… pełen rudych kasztanów.

Pszczewska leśniczówka, otoczona parkiem ze starymi drzewami stoi nad jeziorem przy ulicy Kasztanowej. Może zatem dlatego dla mnie bardzo charakterystycznym symbolem jesieni są kasztanowce. Szczególnym sentymentem darzę leżące wokół kolczaste, zielone na zewnątrz oraz połyskujące brązem ze środka puchowych poduch kasztany.

5648

Kasztanowce- piękne drzewa, popularnie nazywane są w Polsce „kasztanami” od nazwy ich owoców. Do całego rodzaju należy 25 gatunków. Najpopularniejszym gatunkiem w Polsce jest kasztanowiec pospolity, nazwa łacińska: AESCULUS HIPPOCASTANUM. Powiadają, że nazwa „koński kasztan”, bo tak można tłumaczyć łacińską nazwę, wzięła się od podobieństwa liścia tego drzewa do odcisku końskiej podkowy. Inni wywodzą tę nazwę od tureckiego „af kastanesi” i zwyczaju Turków, którzy karmili, a nawet leczyli swoje bachmaty kasztanami.

 Ojczyzną kasztanowca są Bałkany i Azja Mniejsza, gdzie rośnie w cienistych i wilgotnych lasach górskich dolin. Według różnych źródeł kasztanowiec, podobnie jak prawoślaz i nasz przemiły bez lilak, trafił do Europy w wyniku tureckiej ekspansji. Sulejman Wspaniały podarował kasztanowca ze swoich ogrodów w Istambule wiedeńczykom. Do Polski przywiózł go najprawdopodobniej Jan III Sobieski. W naszym kraju jest to jedno z pierwszych drzew obcego pochodzenia, w pełni zadomowiony ,powszechnie uważany za drzewo rodzime i traktowany jak swojskie, nie tylko w miejskich parkach i alejach, ale także w krajobrazie wiejskim, a nawet w lasach. W leśnictwie Pszczew kasztanowce rosną także w kilku miejscach głęboko w lesie, głównie tam, gdzie były kiedyś osady ludzkie. Zobaczymy je obok pomnikowej lipy np. w miejscu istnienia dawnego folwarku Sophienhof, należącego do rodziny Haza Radlic.

Kasztanowce to drzewa, które w szerokim zakresie są wykorzystywane w medycynie, szczególnie w homeopatii. Surowcem są kora, kwiaty i oczywiście nasiona, czyli kasztany. To ciekawe, że kwitnące kasztanowce kojarzą się z pełnią wiosny i szkołą, bo gdy zakwitają, to przecież czas matur. Gdy teraz, w czasie jesieni z drzew spadają kolczaste, zielone „jeże” z połyskującymi, rudymi kasztanami wewnątrz, oznacza to czas powrotu uczniów do szkoły. Najpierw intensywnie zielone, a teraz już brązowe „jeże” to owoce kasztanowca - kulista torebka z miękkimi kolcami, wewnątrz której w białym miąższu znajduje się 1-3 spłaszczonych, brązowych nasion – popularnych kasztanów.

5699

Kasztany budzą sympatię i nawet odruchowo schylamy się po nie, bo są miłe w dotyku i emanują dobrą energią. Warto połyskujące rudo-brązowe kasztany stawiać na telewizorze, przy komputerze lub kłaść pod poduszkę czy materac. Włóżmy chociaż kilka do kieszeni. Nie wiem jak Wy, ale ja wierzę, że neutralizują „złe” promieniowanie i wysyłają pozytywne fluidy.

Kasztany są też świetnym „cementem” dla rodziny. Kto z nas swojego czasu nie „tworzył” z brązowych kasztanów, zielonych żołędzi i zapałek rozmaite zwierzątka, zabawki, ludziki? To świetna zabawa dla całej rodziny i okazja najpierw do wspólnego spaceru w poszukiwaniu materiałów, a potem wieczoru spędzonego razem. Dziś żyjemy tak, że wspólny, rodzinny wieczór staje się rzadkością i nabiera dużej wartości. Przecież gdy nasze dzieci dorosną, będą wspominać takie radosne wieczory. Najlepiej wtedy, gdy już z własnymi dziećmi będą zbierać jesienne kasztany, dlatego nie przegapcie czasu jesieni, gdy lecą z drzew kolorowe liście i kasztany…

Zapraszam zatem do barwnego lasu, zanim słoty i pluchy pozbawią go uroku, a wieczorem warto zajrzeć do kawiarenki, choć pewnie nie każdego dnia będzie to w muzycznej oprawie Anny Żebrowskiej. Warto wtedy zadbać o równowagę duchową, często zachwianą pośpiechem i nadmiarem stresujących obowiązków. Róbmy to czasem ściskając w ręku kamyk zielony, a czasem kasztany. Pomimo tego, że autorom wielu tekstów piosenek oraz poetom spadające kasztany kojarzą się z jesienią uczuć, czasem życia, smutkiem i nostalgią, jest to także radosna oznaka przyrodniczej jesieni, która jest taka ciekawa i urocza.

 56410

Każda pora roku ma swoje zalety, każda jest piękna i zachęca do korzystania z bliskości otaczającej nas Natury.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

13:31, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
wtorek, 26 września 2017

563min

Niedawno na jednym z informacyjnych portali internetowych przeczytałem tekst o „charakterze poradnikowym” dotyczącym wjazdów do lasu. Tekst dla mnie leśnika, znającego dokładnie te zasady może niezbyt interesujący ale komentarze czytelników pod nim wprawiły mnie w spore zdumienie. Po chwili namysłu doszedłem do wniosku, że autorami komentarzy są pewnie ludzie, którzy chyba nigdy nie byli w lesie i nie jest ich pasją zbieranie grzybów w naszych lasach.

Bo czytamy w tych komentarzach:

1.Lasy należą do wszystkich Polaków, nie tylko do leśniczych i myśliwych, i dlatego rola leśnych dziadów powinna kończyć się na pilnowaniu porządku, nie mylić z zamykaniem lasu dla ludzi

2.Lasy powinny wyznaczyć miejsca parkingowe dla zbieraczy. Dojąc grubą kasę z majątku narodowego, muszą być zobligowani do wytyczenia dróg dla przejazdu zbieraczy, miejsc zatrzymywania itp. Na dzień dzisiejszy, lasy nie są dla obywateli lecz dla namaszczonych. Podobnie jest w parkach narodowych.

  1. Leśniczy czy gmina powinni zrobić miejsca parkingowe dla wjeżdżających do lasu. I jeszcze kibelek wybudować.

 Ale zdarzają się też wypowiedzi w innym tonie:

  1. a może z czystej przyzwoitości w poszanowaniu dla przyrody dałbyś sobie spokój z wjeżdżaniem do lasu mądralo, tylko człowiek twojego pokroju musi mieć znak , ja jeżdżę do lasu na grzyby rowerem i jak widzę całe tabuny grzybiarzy wysiadających z samochodów to mnie cho,,,,,ra bierze
  2. Proponuję nauczyć się od Norwegów i ich prawa Allemansrätten. Przyroda jest dla wszystkich. Trzeba tylko umieć z nią współistnieć i ją szanować. Tylko kiedy my Polacy zmienimy swoją mentalność?
  3. Mieszkam przy lesie, ba nawet posiadam auto terenowe, ale na grzyby jeżdżę rowerem ponieważ szanuje to że LAS jest miejscem do życia zwierząt i roślin a warkot silników oraz spaliny na pewno im nie służą .My ludzie staliśmy się strasznie egoistyczni twierdząc że wszystko co państwowe należy nam się bez ograniczeń i zapomnieliśmy o tym że w LESIE , DOMU DZIKIEJ PRZYRODY, jesteśmy tylko gośćmi .

 Czyli jak to bywa pośród naszych rodaków, znamy się na wszystkim i jesteśmy podzieleni na różne, zwykle przeciwstawne obozy. Tylko skąd w nas tyle jadu? W zasadzie wszyscy wiemy, że jesteśmy dość młodą demokracją i ciągle uczymy się jej zasad. Ustawa o lasach, która kształtuje zasady korzystania z lasów powstała dość dawno, bo w 1991 roku. Uchwalił ją demokratycznie wybrany Sejm RP, a powinnością leśników jest dbałość o przestrzeganie ustanowionych tą ustawą zasad.

Co wynika z tej ustawy? Do lasu najlepiej wybrać się pieszo lub rowerem, a gdy wybierzemy wygodny dojazd autem, bezwzględnie musimy je zostawić tylko na wyznaczonym parkingu, oznakowanym charakterystyczną niebieską tablicą. Choć nie wszystkim podobają się tablice ustawiane przez leśników

5631

Leśnicy wydali i nadal wydają bardzo dużo pieniędzy na urządzenie i utrzymanie parkingów oraz miejsc postoju. Wszystko po to, aby nasze samochody były bezpieczne i zaparkowane obok lasu zgodnie z prawem.

5632

Organizują nawet doraźne „grzyboparkingi”, aby umożliwić ludziom korzystanie z dobrodziejstw lasu. Wiele osób denerwuje się na leśników, że stanowczo przestrzegają tej zasady i nie pozwalają na pozostawianie aut przy leśnych drogach. Pewnie stąd powstają czasem nawet bardzo niewybredne oceny naszych działań i przykre komentarze…

Dziś prawie każda polska rodzina posiada samochód, czasem dwa lub więcej. Jak wyglądałby las, gdyby w jakiś ranek choć co czwarta rodzina z miasta wybrała się na grzyby do lasu samochodem, parkując go według uznania? Przecież w lesie szukamy ciszy i balsamicznej woni drzew, a nie chcemy czuć się jak na osiedlowym parkingu. Zasady udostępniania lasów społeczeństwu precyzyjnie ustalono w rozdziale piątym ustawy o lasach.

Z ustawowych zapisów wynika, że ruch motorowerem, pojazdem silnikowym (także quadem), a nawet zaprzęgiem konnym, dopuszczalny jest tylko drogami publicznymi. Dopuszcza się jazdę konną po lesie, jednak tylko drogami wyznaczonymi przez właściwego nadleśniczego. Każdym pojazdem można wjechać do lasu drogą leśną tylko wtedy, gdy jest wyraźnie oznaczona drogowskazami dopuszczającymi ruch ( np. wskazany jest kierunek i odległość dojazdu do miejscowości, ośrodka wypoczynkowego czy parkingu leśnego). Nie ma, niestety, jednolitego i czytelnego systemu oznakowania dróg publicznych biegnących przez lasy, a jest to obowiązek zarządcy drogi. Są to przecież drogi gminne, powiatowe, wojewódzkie. Na drogach leśnych nie muszą być ustawione szlabany i znaki zakazujące poruszania się po nich, a zakaz poruszania się nimi obowiązuje cały rok, nie tylko w okresie zagrożenia pożarowego.

5633

Choć w wielu atrakcyjnych dla ludzi miejscach leśnicy zmuszeni są do ustawiania szlabanów, chroniąc w ten sposób przyrodę przed wielką presją ludzi. Dziś wiele dróg leśnych przeznaczonych do wywozu drewna lub traktowanych jako drogi pożarowe ma dobrą nawierzchnię i są one świetnie utrzymane. Nie można jednak z nich swobodnie korzystać dla innych celów. Należy stosować ogólną zasadę, że droga nieoznakowana nie jest dopuszczona do ruchu. Te przepisy nie dotyczą pracowników nadleśnictw, właścicieli lasów w ich własnych lasach, osób wykonujących i kontrolujących gospodarkę leśną, służb ratujących zdrowie i mienie ludzkie (policja, straż pożarna, pogotowie ratunkowe), myśliwych wykonujących zadania gospodarcze oraz właścicieli pasiek zlokalizowanych w lasach. Dlatego nie należy pozostawiać samochodów przed szlabanami i na poboczach dróg, nawet jeśli są one dopuszczone do ruchu, ponieważ utrudnia to ich gospodarcze wykorzystanie.

Spacerując po lesie pieszo lub obserwując przyrodę z siodełka roweru także nie wszędzie można zajrzeć. Nie każdy fragment lasu jest, niestety, dostępny dla turystów. Z zapisów ustawy o lasach wynika, że stale nie wolno wchodzić na obszary zagrożone erozją, a najczęściej są to niebezpieczne dla ludzi osuwiska. Nie zaglądajmy też na wszystkie uprawy leśne zanim nie osiągną 4 metrów wysokości, szczególnie w te ogrodzone, bo łatwo zniszczyć młode drzewka. Nie wchodźmy do oznakowanych ostoi zwierząt.

Podobnie oznakowane są, ale tylko czasowo miejsca, gdzie aktualnie trwają prace leśne. Nie należy zbliżać się tam do pracujących maszyn leśnych, samochodów z drewnem w trakcie załadunku oraz do pracujących drwali i zrywkarzy. Prace leśne są szczególnie niebezpieczne dla ludzi i przyglądając się im w trakcie spaceru zawsze należy zachować od nich bezpieczną odległość minimum dwóch wysokości otaczających nas drzew. Zakaz wstępu może pojawić się także okresowo, wprowadzony przez nadleśniczego w związku z ogromnym zagrożeniem pożarowym, klęskami żywiołowymi ( np. aktualnie usuwane złomy i wywroty po huraganowych wiatrach) oraz wykonywanymi zabiegami chemicznymi. Takie zakazy są ustanowione w trosce o życie i zdrowie ludzi odwiedzających las i stąd należy ich koniecznie przestrzegać.

5634

Leśnicy, zarówno Straż Leśna specjalnie stworzona dla ochrony lasów formacja, jak i leśnicy wchodzący w skład umundurowanej Służby Leśnej (np. podleśniczy, leśniczy, inżynier nadzoru, nadleśniczy) mają uprawnienia strażnika leśnego i mogą interweniować m.in. w przypadku łamania zapisów ustawy i nakładać mandaty. Jednak rzadko sięgają po mandatowy bloczek, choć interweniują często, ale zwykle cierpliwie tłumaczą zasady korzystania z lasu i pouczają niefrasobliwych grzybiarzy czy turystów. Jeśli muszą nałożyć mandat, bo występek jest wyjątkowy i nie można być pobłażliwym, to nie robią tego ze złośliwości albo z chęci zysku dla Lasów Państwowych, bo należność za mandat stanowi dochód skarbu państwa.

Na koniec jeszcze jeden komentarz czytelnika:

A kto dostał mandat od leśnika???? Wszędzie piszą, co leśnicy MOGĄ ale nikt nie pisze, że zwykle kończy się pouczeniem. Leśnicy to zazwyczaj mili ludzie, którzy potrafią być empatyczni i rozumieją, że ludzie jadą na grzyby, czy jagody. Dopiero, jak się trafi mądrala, to używają kar…

Nic dodać, nic ująć, a zatem życzę wszystkim udanego grzybobrania

5635

i miłego pobytu w jesiennym lesie, naturalnie z poszanowaniem praw przyrody oraz praw ludzkich, ustalonych ustawami, kodeksami czy rozporządzeniami. Leśnicy troszczą się o las i ludzi, którzy w nim przebywają. Las to dla nas wszystkich powszechnie dostępne i darmowe SPA, miejsce wypoczynku, wzruszeń, doznań estetycznych i inspiracja do działania. Aktywny wypoczynek w lesie i pełne uroku poznawanie tajemnic przyrody, najlepiej w rodzinnym gronie, wymaga tylko nieco wiedzy i poszanowanie prawa, które należy poznać.

5637

Czas poświęcony na przygotowanie się do wyprawy do lasu kosztuje minimum 20 mln złotych. Tyle co roku leśnicy wydają na sprzątanie lasów ze śmieci. Są to śmieci nas wszystkich, a nie leśników.

5636

Z pewnością drugie tyle, a nawet więcej wydają na akcje uświadamiające, metalowe szlabany i znaki zakazu. Czasem zmuszeni są nakładać mandaty, ale chyba po prostu lepiej zrozumieć, że o nasze lasy należy wspólnie dbać… Przecież lepiej niech leśnicy budują kolejne „grzyboparkingi”, wiaty dla turystów, szlaki turystyczne, których jest w lasach blisko 30 tysięcy km czy sztuczne platformy dla rybołowów, puchaczy i sokołów. Będziemy wtedy korzystać z szerokiej oferty różnych funkcji lasu i podziwiać rzadkie ptaki nad borem, gdy wyruszymy na kolejną wyprawę dookoła leśnego, zielonego świata, pozbawionego śmieci, hałasu oraz widma mandatu.

 

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

09:14, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
środa, 13 września 2017

Czy pamiętamy dziś kto to jest szeryf ? Jak dla mnie to facet, który nieodparcie kojarzy się z filmowymi wspomnieniami z dzieciństwa, czyli westernami, gdzie było dużo hałasu, wystrzałów i konnych pościgów. Kto z mojego pokolenia nie pamięta silnych wrażeń przy oglądaniu serialu „Bonanza” i fascynacji kowbojami z błyszczącymi „koltami”? Był to czas, kiedy odznaka, czyli gwiazda szeryfa wycięta z blachy znaczyła dla chłopaka o wiele więcej niż dziś najlepszy smartfon…

Czasem porównuje się leśników z szeryfem, bo m.in. leśnicy tak jak szeryf dbają o porządek i przestrzeganie prawa w określonym obszarze lasu. Choć szeryf ze Stanów Zjednoczonych ma chyba lepiej, bo np. może iść na emeryturę już po 20 latach służby, a leśnik musi pracować o wiele dłużej. Szeryfem może zostać każdy obywatel i nie musi być to policjant. Są oni zwykle wybierani spośród mieszkańców określonego hrabstwa na 4 lata przez ludzi i mają spore uprawnienia. Taki np. szeryf Los Angeles jest ważną figurą, bo to największe hrabstwo w Stanach, liczące około 10 mln mieszkańców.

5625

Dlaczego o tym piszę? Bo mój kolega, leśnik ze Śląska, z powiatu mikołowskiego - inżynier nadzoru z Nadleśnictwa Kobiór - Piotr Chrzęszczyk, właśnie wrócił ze Stanów Zjednoczonych, a konkretnie z Los Angeles. Przywiózł stamtąd 4 medale i… gwiazdę szeryfa, którą podarowali mu amerykańscy „mundurowi”. Dostałem ją od niego w prezencie i z zaciekawieniem słuchałem jego kolejnej opowieści o sportowej rywalizacji.

Piotrek uczestniczył kolejny raz w Mistrzostwach Świata Służb Mundurowych (World Police & Fire Games), które trwały od 6 do 16 sierpnia i odbywały się właśnie w Los Angeles. Biorą w nich udział policjanci, strażacy, strażnicy graniczni z różnych krajów no i nasz leśnik Piotr.

5621

To bardzo wysportowany leśnik i specjalista rozmaitych dziedzin sportu: świetnie biega, rzuca, skacze, wiosłuje. Gra w siatkówkę plażową, badmintona i rzuca dyskiem.

Czterokrotnie stawał na podium i zawsze oprócz flagi w biało-czerwonych barwach narodowych miał ze sobą zieloną flagę ze znakiem „Związek Leśników Polskich w Rzeczypospolitej Polskiej”

5623

Związek wspomaga go finansowo ale też mentalnie, bo gdy Piotr wyjeżdża na kolejne zawody koleżanki i koledzy trzymają kciuki za jego powodzenie. Kolejny już raz przywiózł ze sportowych zmagań medale, a my jesteśmy z niego zwyczajnie dumni. Bo leśnik okazuje się lepszy od szeryfów, policjantów czy strażaków z całego świata. World Police & Fire Games odbywają się co dwa lata, a bierze w nich udział zwykle około 10 tysięcy zawodniczek i zawodników z ponad 60 krajów świata.

Piotr zdobył brąz w rzucie dyskiem

5622

To dla niego wielka satysfakcja, bo konkurencja była bardzo silna, a złoto zdobył inny Polak, swojego czasu mistrz olimpijski. Brązowy medal zawisł też na jego szyi za indywidualny start w wioślarstwie na 500 m, a w parze z policjantem ze szkoły policyjnej z Katowic wywiosłował srebro na dystansie 1000 metrów. W innej konkurencji wioślarskiej w parze ze strażaczką z Rumunii Adrianą Paraschiv także zdobył srebrny medal. Zajął z kolei nielubiane przez sportowców czwarte miejsce w mikście oraz piąte w singlu i deblu w badmintona. Walczył też z pełnym zaangażowanie na piaszczystym boisku do siatkówki plażowej, ale nie zdobył medalu. To bardzo wymagająca dziedzina sportowa i bardzo mi bliska, bo min. przez kilka lat organizowałem na pszczewskich plażach turnieje „plażówki”.

To wielkie osiągnięcie naszego kolegi i dowód na to, że leśnicy to ludzie o rozmaitych pasjach i umiejętnościach. Udany występ leśnika pośród utalentowanych mundurowych z całego świata, no i szeryfów z Los Angeles, to rzeczywiście wyjątkowa sprawa. Gdy Piort opowiadał o sportowej rywalizacji koledzy przymierzali do mojego munduru pamiątkową odznakę szeryfa

5624

Jednak zostanie ona w innym miejscu, bo mundur leśnika najlepiej zdobi godność jego właściciela i szacunek, okazywany przez innych ludzi, a nie odznaki, choćby najbardziej atrakcyjne. Udowodnił to wielkim zaangażowaniem, wysokimi umiejętnościami i hartem ducha nasz utalentowany kolega Piotr Chrzęszczyk. Wszyscy leśnicy mogą być z niego autentycznie dumni, a ja życzę Piotrowi kolejnych sukcesów we wszelkich dziedzinach, którymi zajmuje się z właściwą sobie pasją.

Powodzenia, Piotrze, w codziennej leśnej pracy i w sportowej rywalizacji na kolejnych mistrzostwach.

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

P. S. fotografie, oprócz ostatniej pochodzą z archiwum Piotra Chrzęszczyka

 

 

 

21:42, lesniczy.lp
Link Komentarze (1) »
środa, 06 września 2017

 

561min

Dni mijają niepostrzeżenie, a daty w kalendarzu wskazują, że nieuchronnie zbliża się jesień. Świadczą o tym opustoszałe plaże nad jeziorami, puste parkingi przy turystycznych atrakcjach, a z kolei pełne przy szkołach. O nadciągającej jesieni informuje nas początek roku szkolnego, kolejna - już 78 i jakże bolesna - rocznica wybuchu II wojny światowej, ale przede wszystkim przyroda...

Pierwszego września, jak co roku zapaliłem znicz pod pomnikiem bojowników o polskość Ziemi Międzyrzeckiej, który stoi skromnie na pszczewskim rynku. Był to tam jedyny znicz… Głaz ustawiony naprzeciw urzędu gminy z inskrypcją poświęconą patriotom i bohaterom był dawniej wyznacznikiem pobliskiej granicy polsko-niemieckiej. Strzegło jej polskie wojsko i straż graniczna, a jej komisariat znajdował się we wsi Silna. Pomiędzy Silną a Pszczewem na posterunku granicznym, wczesnym rankiem 1 września 1939 roku zginął na posterunku komendant strażnicy plutonowy Antoni Paluch. Była to jedna z pierwszych ofiar II wojny światowej, naturalnie nie licząc bestialskiego ludobójstwa dokonanego przez Niemców w Wieluniu.

Co ciekawe, archiwalne dokumenty niemieckie podają w zestawieniach strat z tego odcinka tylko jednego żołnierza, który zginął w miejscu nazywanych przez nich „Betsche- Schilnn” czyli Pszczew- Silna. Prawdopodobnie to efekt oporu Antoniego Palucha, który otworzył ogień do oddziału niemieckiego przekraczającego granicę. Komendant Paluch zginął od niemieckiej serii i został pochowany na cmentarzu w Silnej, a obecnie jego prochy spoczywają na nekropoli parafii Miedzichowo, nieopodal siedziby Nadleśnictwa Trzciel. W miejscu dawnego posterunku granicznego z mojej inicjatywy ale dzięki zaangażowaniu organizacyjnemu i finansowemu leśników z Nadleśnictwa Bolewice został zbudowany parking leśny „Na dawnej granicy państwa polskiego”. Pisałem o tym wcześniej.

Również pod tablicą w języku polskim i niemieckim, opowiadającą o historii tego miejsca i postaci Antoniego Palucha stawiam co roku, 1 września znicz i jak widać nie tylko ja pojawiam się tam tego dnia

5618

Przyroda także ukazuje coraz więcej jesiennych akcentów. Brązowieją liście, milkną ptaki, lecą z drzew jabłka i kasztany, ale przede wszystkim lecą żurawie. Spośród porannej, już jesiennej mgły słychać charakterystyczny głos żurawi- klangor. Swój charakterystyczny trąbiący i donośny głos żurawie zawdzięczają specyficznej budowie mostka i tchawicy. Tchawica tego ptaka działa na zasadzie wykorzystywanej w instrumentach dętych. Dźwięk wydawany prze te piękne ptaki ulega w niej wzmocnieniu jak w puszce rezonansowej. Dlatego klangor słychać z bardzo daleka. Żuraw jako pierwszy wita wschód słońca, a jego klangor obwieszcza światu początek dnia. Teraz, jesienią, żurawi klangor jest również sygnałem do odlotu i tym samym obwieszcza nam, że to już koniec lata. Dostojne żurawie tym głosem zwołują się też na zloty. To charakterystyczne dla nich zachowanie obserwujemy zwykle dopiero w październiku, choć czasem już we wrześniu. Żurawie zbierają się teraz w stada na tzw. zlotach czy zlotowiskach. Wybierają sobie znanym sposobem dogodne miejsca na zloty. Zlotowiska bywają bardzo liczne, liczą czasami po kilka tysięcy ptaków. Za chyba najbardziej znane miejsce zlotów można uznać PN Ujście Warty, choć czasem na zebranie żurawi wystarczy ściernisko lub łąka. Na tych zebraniach żurawie z różnych rodzin tańczą, nawołują się do odlotu i łączą w pary na długie lata.

5611

Żurawiowi przypisuje się wiele ludzkich cech i ten ptak z racji swojego piękna oraz dostojeństwa posiada bardzo szeroka symbolikę w wierzeniach i kulturze wielu narodów. Żuraw uważany jest za atrybut bogów i bohaterów, np. egipskiego Totha, Hermesa jako boga podróżnych, wędrowców i pielgrzymów, Demeter, Artemidy, Ateny, Perseusza. Według mitu greckiego Palamedes, mądry doradca Greków pod Troją, uzupełnił alfabet literowy Kadmosa, biorąc za wzór do liter kształty kluczy żurawi (wg innych uczynił to Hermes). Może też z tego mitu wziął się związek żurawi i Hermesa z pismem i z poezją? Jeśli o poezji mowa to pamiętacie „Grób Agamemnona” Słowackiego?

„Żurawie! (...) wyście mi były niegdyś ukochane, wyście jesienną moją były harfą!"

Skoro o wieszczach mowa, to przytoczę też słowa Mickiewicza z Epilogu „Pana Tadeusza”:

„Jak bajeczne żurawie nad dzikim ostrowem, nad zaklętym pałacem przelatując wiosną i słysząc zaklętego chłopca skargę głośną, każdy ptak chłopcu jedno pióro zrucił, on zrobił skrzydła i do swoich wrócił"

Można odczytać z tych słów, że żuraw jest dla poety symbolem miłosierdzia i dobroczynności. Cechy ludzkie żurawi czyli antropomorfizm dostrzegają w tych ptakach także ci, którzy uważają, że uosabiają one arystokratyczne, wyniosłe maniery, ale też spostrzegawczość, czujność, opiekuńczość i miłość oraz wierność małżeńską. Ta ostatnia cecha od lat fascynuje ludzi. Żurawie łącza się bowiem w pary na całe życie. Jeden partner na całe życie, a przecież według japońskich legend ptaki te żyją tysiąc lat! Żurawiom w różnych wierzeniach przypisywano długowieczność, a czasem nawet nieśmiertelność. Postrzegano je jako ptaki odprowadzające dusze zmarłych na miejsce przeznaczenia, może dlatego dla Celtów był oznaką nieszczęścia? Także Chińczycy widzą w nim przewodnika dusz zmarłych do Zachodniego Raju.

Nauka naturalnie nie potwierdza tych wierzeń i aż takiej długowieczności tajemniczych ptaków ale monogamia jest faktem i najczęściej żurawie spotykamy w parach.

56141

Kiedy się w nie łączą? Nie tak łatwo to stwierdzić bo żurawie bytują głównie na moczarach, bagnach i rozlewiskach, a z racji przysłowiowej wręcz ostrożności nie jest łatwo poznawać ich biologię i obyczaje. Prawdopodobnie dobierają się w pary właśnie podczas jesiennych zlotów, które w tym roku rozpoczynają się dość wcześnie. Może wróżą wczesną zimę?

5619

W jedno miejsce- na łąkę lub ściernisko zlatują się trwale połączone pary z przychówkiem, nawołują się, tańczą i może właśnie wtedy żurawia młodzież wybiera sobie partnerów? Wiosenny taniec godowy tych ptaków to miłosne misterium par. To połączenie niezwykłych ukłonów, podskoków, przytuleń przypominających objęcia partnerów oraz piruetów z rozpostartymi skrzydłami.

56110

Jesienne, tłumne zloty żurawi to przygotowanie do odlotu. Według badań ornitologów żurawie potrafią w ciągu kilkunastu godzin przebyć ponad 1000 kilometrów. Żuraw należy do ptaków wędrownych i jest bardzo wytrwałym lotnikiem. To kolejna cecha tych ptaków cecha dostrzeżona i odnaleziona w wielu mitach i legendach. W wierzeniach narodów słowiańskich żurawie pełniły rolę przewodników, znających dobrze drogi nad lądami i morzami. Wskazywały właściwy kierunek dla strudzonych wędrowców i stały się symbolem szczęśliwej, bezpiecznej podróży. Latają w charakterystycznych kluczach, podobnie jak wiele większych ptaków np. dzikie gęsi czy kormorany                                                                                   

 5615

Żurawie podczas jesiennych zlotów dobierają się w klucze i „umawiają” przewodników. Klucz złożony w kształcie charakterystycznej litery „V” o jednym boku dłuższym pozwala ptakom łatwiej pokonać odległość i opory powietrza. Najtrudniej ma przewodnik, który prowadzi klucz, dlatego ptaki zmieniają się na tej pozycji. Jesienne niebo czasem pełne jest wędrujących ptaków. Już od wielu wieków ludzie interesowali się tym zjawiskiem, a lecące kluczem żurawie oraz klangor wędrujących ptaków budzą wielką nostalgię. Dla wielu z nas symbolem wędrówki jest droga

5612

Leśna droga w otoczeniu początków jesieni kusi obietnicą poznania nowych miejsc, spraw, ludzi lub tajemnic przyrody. Czasem linia kolejowa bywa symbolem zdobywania nowych przestrzeni i zachętą do podróży.

5613

Coraz częściej jednak korzystamy z połączeń lotniczych i niebo poznaczone jest gęsto drogami samolotów. Choć warto zauważyć, że coraz częściej żyjemy w świecie pozbawionym widoku nieba. W mieście głośnym i sztucznie oświetlonym rzadko spoglądamy w niebo przysłonięte sufitami marketów, podziemnych przejść i wielkimi budowlami. Dlatego spoglądajmy przy każdej możliwej okazji szczególnie w jesienne niebo, wypatrując nie tylko samolotów lecz kluczy ptaków, szczególnie żurawi.

Ich pojawienie się na niebie traktowano od wieków jak wróżbę, symbolizującą już w starożytności np. początek wiosny, a żuraw przedstawiany podczas lotu w stronę słońca bywa symbolem dążenia do awansu społecznego. Klucz żurawi na niebie w niespokojnym dla ludzi czasie zapowiadał zakończenie wojny. Dla mnie zwrot użyty w tytule nieodparcie kojarzy się ze starym filmem o wojnie i miłości…

"Lecą żurawie" to piękna, nagrodzona w 1958 roku na XI MFF w Cannes "Złotą Palmą", historia romantycznej i głęboko tragicznej miłości pary kochanków, których szczęściu przeszkodziła wojna. Ten radziecki pełnometrażowy melodramat Kałatazowa odniósł pod koniec lat 50-tych wielki światowy sukces i zapadł w moja pamięć także poprzez żurawie.

5616

Odebrano go na całym świecie jako najgłębszy protest przeciwko wojnie, który nie miał sobie równego w żadnym z dotychczasowych filmów wyprodukowanych wcześniej w byłym już ZSRR. Pewnie dlatego jako jedyny pełnometrażowy film radziecki otrzymał główną nagrodę festiwalu w Cannes.

Zapamiętałem szczególnie jedna filmową scenę jak zakochani w sobie młodzi ludzie spoglądają na lecące żurawie. Klimat podkreśla ciekawa muzyka, warto poszukać jej w globalnej sieci

5617

Borys zgłasza się niebawem jako ochotnik na front, Weronika w dniu swoich urodzin zostaje sama. Wojna zbiera swe okrutne żniwo i Borys ginie od kuli. Weronika zaś poślubia jego brata Marka, któremu uległa w chwili stresu wywołanego nalotami bombowymi. Jej małżeństwo nie może być szczęśliwe bo przecież wszystkie myśli i uczucia dziewczyny zabrał ze sobą Borys. Myśli o nim w każdej chwili, a szczególne wspomnienia przywołują lecące żurawie…

Obserwujmy zatem misterium żurawich zlotów i klucze pięknych ptaków na niebie. To ostatnia okazja, aby posłuchać ich głosu, bo jesień trąbi na nas nie tylko żurawim klangorem.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

21:58, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 63