O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
wtorek, 20 czerwca 2017

550_min

Upał był dziś niemiłosierny ale nie przeszkodził w organizacji pięknej i pożytecznej imprezy. Powiat Międzyrzecki organizował dziś Eko Wtorek- bardzo ciekawy festyn dla najmłodszych ale także, jak się potem okazało, również dla sporej grupy dorosłych. Nie spodziewałem się takich tłumów i gdy zajrzałem na zielony bulwar nad Obrą, nieopodal międzyrzeckiego zamku, aż mnie zatkało z wrażenia

5501

Okazuje się, że sprawy troski o środowisko naturalne, segregacji odpadów i szeroko pojętej ekologii interesują wszystkich, od przedszkolaków po seniorów. Bulwar nieopodal piastowskiego zamku i międzyrzeckiego muzeum szczelnie wypełniły przedszkolaki oraz uczniowie szkół podstawowych i gimnazjalnych z terenu całego powiatu. Były rozmaite konkursy na maskotkę z odpadów i mnie osobiście bardzo spodobała się żyrafa

5502

Był pokaz mody ekologicznej, gdzie pośród wielu pomysłów pojawiła się nawet potencjalna panna młoda w sukni z płatków kosmetycznych oraz druhna w spódniczce z plastikowych kubków

5503

Były konkursy plastyczne i konkurs na najciekawsze hasło ekologiczne. Obok dzieci na festynie ekologicznym pojawiał się spora i bardzo sympatyczna reprezentacja „sprawnych inaczej” , głównie z domów pomocy społecznej, których jest aż sześć na terenie powiatu. Wpadło mi w oko hasło z Domu Pomocy Społecznej „Leśna Polana” z Jasieńca koło Trzciela, który niedawno obchodził 25-lecie istnienia

5504

Pomiędzy pokazami mody ekologiczne miałem swój mały udział w tym wydarzeniu, bo organizatorzy poprosili mnie o mini wykład związany ze śmieciami w lesie. Dzieci ze zdumieniem słuchały o tym, że plastikowa butelka rozkłada się kilkaset lat, a nawet niewinnie wyglądająca chusteczka higieniczna jest neutralizowana przez przyrodę przez wiele miesięcy. Opowiadałem o bocianach zaplątujących się w nylonowe sznurki wyrzucone przez lekkomyślnych ludzi i o tym, że leśnicy co roku wywożą z lasów górę śmieci wielkości co najmniej warszawskiego Pałacu Kultury i Nauki. Likwidowanie efektów niefrasobliwego śmiecenia kosztuje rocznie kilkadziesiąt milionów złotych. Czy nie lepiej wydać te pieniądze choćby na edukację najmłodszych? Widać gołym okiem, że międzyrzecki „Eko Wtorek” okazał się wyjątkowym wydarzeniem. Starania organizatorów i wylany pot ( dosłownie, bo upał przekraczał 30 stopni) z pewnością przyniosą efekty w przyszłości. Zaangażowanie i zainteresowanie dzieci, nauczycieli oraz rodziców sprawami ochrony środowiska i zagospodarowania odpadów było ogromne, a zatem fantastyczna przyroda naszego powiatu z pewnością zostanie zachowana.

W sobotę z kolei czynnie uczestniczyłem w Święcie Chłopa. I nie chodziło tu wcale o uczczenie jakiegoś chłopa lecz przepięknego jeziora Chłop.

5505

To wyjątkowej urody czyste jezioro rynnowe otoczone lasami, o ciekawej linii brzegowej, której zarys nadaje mu kształt przypominający śpiącego chłopa. Jezioro ma ponad 4 kilometry długości i powierzchnię powyżej 220 hektarów. Święto Chłopa wymyślili mieszkańcy wsi Borowy Młyn, którzy pod wodzą swojego sołtysa- pani Renaty przygotowali atrakcyjny festyn z wieloma atrakcjami. Wieś ma bardzo ciekawą historię, a moją rolą było jej przedstawienie, szczególnie dla gości festynu, którzy szczelnie wypełnili plażę przy ośrodku wypoczynkowym Borowa Zatoka. Szczególnie zaciekawiła słuchaczy legenda o damie, która co około sto lat wynurza się z fal jeziora, zwiastując nadzwyczajne wydarzenia. Na pamiątkę jednej z takich wizyt tajemniczej Damy okoliczni mieszkańcy ufundowali kapliczkę postawioną przy półwyspie Jelenia Głowa. Można przy niej pomodlić się o dobre zdrowie słowami zapisanymi tam przez Tadeusza Bryszkowskiego

5506

To nieżyjący już Dobry Człowiek, założyciel pszczewskiego Skansenu Pszczelarskiego, wielbiciel regionu i zdrowego trybu życia. Jego skansen znajduje się u podnóża Góry Wysokiej, drzemiącej nad jeziorem Chłop, o którym istnieje wiele legend i ciekawych historii.

Okolice Pszczewa gęsto porośnięte ciekawymi, pięknymi lasami, poprzeplatane dwudziestoma czystymi jeziorami emanują wybitnie zdrowym klimatem. Nie na darmo to miejsce przed wiekami wybrali na swoją rezydencję biskupi poznańscy, choć historia okolic, w tym Borowego Młyna sięga ery kamienia łupanego. Jednak Borowy Młyn stał się słynny w erze żelaza, bo funkcjonowały tu prymitywne dymarki, co potwierdziły wykopaliska Edwarda Dąbrowskiego, prowadzone w latach 50 XX wieku. Przyroda i historia splata się przedziwnie i jakże ciekawie w naszych stronach, stąd z pewnością jest potrzeba organizowania tu rozmaitych świąt i festynów. Pomagają one zdobywać wiedzę i budzić świadomość, stąd zarówno Święto Chłopa jak i dzisiejszy międzyrzecki Eko Wtorek muszą być kontynuowane i stać się tradycją.

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

22:39, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
środa, 14 czerwca 2017

549min

Od wczoraj córka leśniczego stała się tak niesłychanie popularną i rozpoznawalną osobistością, numerem jeden pośród tzw. „celebrytów”, że nie sposób ją pominąć w moich leśnych zapiskach. Dlatego postanowiłem zachęcić wszystkich, aby zajrzeli do letniego lasu na zaproszenie córki leśniczego…

Przekazywanie koperty z tajemniczym listem córki leśniczego przez polityków stało się kanwą medialnych sensacji, wszelkich spekulacji i rozmaitych, zwykle mało wybrednych czyli zwyczajnie chamskich, komentarzy. Zdaniem znakomitej większości komentujących to wydarzenie (przynajmniej tych, których komentarze przeczytałem) chodziło o posadę, pieniądze, jakiś spektakularny interes. Dlaczego właśnie takie przypuszczenia? Znam wiele córek leśniczego, a szczególnie upoważnia mnie do oceny sytuacji to, że sam jestem ojcem dwóch córek. No nie, uprzedzając ewentualne pytania, żadna z nich nie poszła w ślady ojca i nie zostały leśniczkami. Tradycja rodzinna nie doczekała się kontynuacji, choć jest jeszcze nadzieja we wnukach…

Choć moje córki pracują w innych zawodach, choć mieszkają w miastach, to jednak mają charakterystyczną, dość twardą i hardą, doprawioną subtelną nutą zdroworozsądkowego myślenia, silną osobowość. Nie pisałem do nikogo listów, bo leśnicy nie mają takich zwyczajów, a moje córki same pisały podania o pracę. Od ponad 30 lat pracuję w tym samym nadleśnictwie, bo dla leśników charakterystyczne jest to, że leśnikiem się jest, a nie tylko bywa na chwilę Każdy, kto zna się nieco na ludziach i miał z nimi kontakt z pewnością przyzna, że córki leśników mają w genach to, co daje ludziom lasu nieustanny kontakt z Naturą: szacunek dla ludzi i przyrody, zdrowy rozsądek i logikę w działaniach, umiłowanie niezależności i poczucie własnej wartości. Córki leśników wychowane w kontakcie ze sprawami lasu i ludzi są szczególnymi dziewczynami. One zawsze wiedzą i nikt im tego nie odbierze, że w przeciwieństwie do sztucznego świata polityki, mediów i tzw. „wielkiego świata” ich świat, stworzony przez rodziców jest prawdziwy. Wiedzą, że człowiekiem się jest, a kiepskim politykiem lub „celebrytą” się tylko bywa, wiedzą, że cele osiąga się dzięki własnej pracy i wiedzą też, że najwyższym dobrem jest zdrowie, rodzina i honor. Nie trzeba ich uczyć za pośrednictwem mediów i sloganów otaczającego nas świata hierarchii wartości.

Dlatego pewnie ze zdumieniem, choć z właściwym ludziom lasu spokojem śledzą medialne zainteresowanie i z politowaniem czytają najczęściej idiotyczne komentarze. Ich treść i spekulacje na temat zawartości listu córki leśniczego tylko świadczą o żenującej „małości” ich autorów. Dziwne też, że nikt nie potrafił ustalić autora, ani treści listu. Ale za to teraz wszyscy „używają sobie” na leśnikach, nazywając nas kłamliwie „polityczną rodziną” i obrażając nasze córki.

Trudno się nawet dziwić marnej jakości myślenia różnych „trolli internetowych”, jednak z wielkim zdumieniem i raczej z zażenowaniem czytałem słowa jednego ze znanych polityków. Słowa kiedyś wicepremiera i ministra edukacji, dziś znanego adwokata, który chciał zdejmować uczniom kaptury z głów, a dziś zabłysnął twórczością „poetycką”. Opublikował bowiem na swojej stronie internetowej coś na kształt wiersza o córce leśniczego, „która przez knieje przemyka, w jednym ręku strzelba, a w drugim ręku wnyka…

Nie będę dalej rozwodził się nad tymi „sensacjami”, zupełnie nie interesuje mnie treść tego listu i nie jestem ciekaw, czy rzeczywiście napisała go córka leśniczego. Przekonany jestem jednak, że wszystkim zainteresowanym tym „wydarzeniem”, a szczególnie autorom chamskich komentarzy potrzebna jest wizyta w letnim lesie. Niech zatem córka leśniczego zachęci wszystkich do zanurzenia się w zieloność, bo ona uspokaja, koi, leczy, uszlachetnia, pozbawia stresu i pozwala zachować równowagę ducha, wspomagając zdrowie ciała.

Nawet najodporniejsze na wszelkie terapie egzemplarze „homo sapiens” mimowolnie poddają się terapii lasu. Zieleń, poprzetykana barwami kwiatów, motyli i ptaków działa uzdrawiająco

5491

Widok bogactwa zieleni, które możemy podziwiać podczas pieszej wycieczki, rowerowej wyprawy lub kajakowego spływu

5492

może mieć i z pewnością ma dla potrzebujących zbawienny wpływ. A z całą pewnością dla ludzi zatrutych jadem fałszu, obłudy i braku szacunku dla innych.

Otoczenie przyrody i sąsiedztwo roślin oraz zwierząt w przeciwieństwie do nieustannego kontaktu z ludźmi i ekranami telewizorów czy komputerów, z całą pewnością uleczy każdą duszę i ciało.

Widok sarny w powodzi traw

5493

Spotkanie z zającem lub borsukami na leśnej drodze

5494

Czy obserwowanie daniela z… córką

5495

Przyczyni się na pewno do przeorientowania naszej hierarchii wartości i zrozumienia sensu życia. Las w połowie czerwca wybucha bogactwem zieleni, mieni się jeszcze barwami kwiatów, które niebawem przyćmi pył upalnych dni. To ostatni moment, aby cieszyć się pięknem świeżej przyrody, która w miarę rozwoju lata dojrzewa i zmienia się. To czas macierzyństwa i wokół nas mnóstwo ptasich rodzin, opiekujących się podlotami. Możemy spotkać młode sarny, dziki, zające lub lisy

5496

Możemy korzystać z darów letniego lasu, bo o tej porze znajdziemy tam wiele ziół, niebawem pojawią się poziomki i inne owoce no i uwaga:

Pojawiły się już wszystkim znane, smaczne i żółte kurki czyli owocniki pieprznika jadalnego.

Oprócz innych drzew i krzewów właśnie kwitnie pełen znakomitych właściwości czarny bez.

5497

Jeżeli znacie jakąś córkę lub żonę leśniczego i ją poprosicie, to z pewnością chętnie użyczy przepisu na znakomity dla wszystkich: dzieci i dorosłych, doskonały na przeziębienie ale też do gaszenia pragnienia w upały, sok z kwiatów czarnego bzu.

Oto przepis na zdrowy sok z kwiatów czarnego bzu:

Składniki

  • 30 baldachów dojrzałego, obsypanego żółtym pyłkiem czarnego bzu (kwiatostany czarnego bzu najlepiej zbierać w suchy poranek na nasłonecznionym skraju lasu, z dala od dróg i siedzib ludzkich)
  • 1 kg cukru
  • 1 litr wody
  • sok z 1 cytryny i jedna cała cytryna

Przygotowanie syropu

  1. Po zebraniu kwiatów, sprawdź dokładnie czy nie ma w nich żadnych owadów, można je delikatnie strzepnąć ale nie należy ich płukać wodą.
  2. Odetnij drobne gałązki z kwiatami (należy pozbyć się grubszych zielonych łodyg, które nadają syropowi gorzki posmak)
  3. Kwiaty włóż do odpowiedniej wielkości garnka.
  4. Zagotuj wodę, dodaj cukier i zalej kwiaty, tak by całe były przykryte przygotowanym roztworem. Potem dodaj sok z cytryny i można także dodatkowo pokrojone kawałki cytryny. Syrop odstaw w chłodne miejsce na 1-2 dni.
  5. Po tym czasie przecedź syrop przez sito, można go też dodatkowo przefiltrować przez filtr do kawy lub gazę. Syrop do bieżącego wykorzystania przechowuj w lodówce, a jeśli zrobimy większą ilość w podanych wyżej proporcjach składników, należy go przelać w małe słoiczki i chwilę pasteryzować.

Warto w trosce o zdrowie przygotować większy zapas. To świetny i smaczny syrop służący jako dodatek do herbaty, deserów, lodów oraz z połączeniu z zimną wodą znakomity napój.

Wyjątkowo wcześnie zaczyna kwitnąć też lipa, a zatem nie przegapcie terminu zebrania miodowo pachnącego skarbu do przyrządzania zimowej herbaty.

W letnim lesie jest wiele dobra. Szukajcie tam spokoju, wytchnienia i dobrych myśli. Spacerowanie po lesie jest znacznie zdrowsze i mądrzejsze niż ślęczenie przed komputerem lub telewizorem. Odgłosy lasu i piękno przyrody nie ogłupiają, nie manipulują nami i nie okłamują, jak próbują to czynić niektóre media. No i zawsze macie szansę za darmo nazbierać kurek, kwiatów czarnego bzu i spotkać nie tylko Czerwonego Kapturka czy Dziewczynkę z Zapałkami ale też słynną Córkę Leśniczego…

5498

Ale jest ryzyko, że córka leśniczego nie odezwie się do leśnego przechodnia, jak to ma w zwyczaju, czyli z życzliwością okraszoną szczerym uśmiechem, lecz zrażona medialną wrzawą wypowie rozsławioną przez Bogusława Lindę kwestię:

„nie chce mi się z tobą gadać…”

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

22:30, lesniczy.lp
Link Komentarze (9) »
środa, 07 czerwca 2017

528min

Każda profesja ma własne, charakterystyczne narzędzia pracy, które często stają się jej symbolem. Fryzjer ma nożyczki, kelner tacę, dyrektor laptopa i wielkie biurko, a kolejarz pociąg. Leśnik kojarzy się zapewne, oprócz zielonego munduru, z wieloma tajemniczymi narzędziami i sprzętami. Dawniej znakiem rozpoznawczym leśnika był rower, wąsy i torba-raportówka przewieszona przez ramię. W tej torbie oprócz drugiego śniadania mieściła się praktycznie cała ważna dokumentacja leśniczego: brulion odbiórki, kwitariusz, asygnariusz i książka służbowa. Do tego miarka tzw. „calówka”, ryszpak (nóż do nacinania i znakowania drewna), lubryka, czyli kreda do opisywania drewna. Do roweru leśnik przywiązywał „kraczkę”, czyli coś przypominające duży cyrkiel (o ile pamiętamy co to cyrkiel) o rozstawie jednego metra i klupę, czyli średnicomierz.

Ale to zamierzchła przeszłość z czasów, gdy każde leśnictwo dało się obejść podczas jednego dnia pracy, a rowerem objechać nawet w pół dnia. Leśniczemu pomagało też czasem kilku gajowych, których dziś już praktycznie nie ma w strukturze pracowniczej leśników. Współczesny leśniczy to człowiek z kadry zarządzającej, czyli bardziej menager z telefonem, laptopem i biurkiem niż dawny „borus” w moro… Choć wielu z nas leśników nie jest zachwyconych taką zmianą i najlepiej czuje się pośród zapachu żywicy, kurzu, błota i warkotu pił czy maszyn. Milej też realizować obowiązki pośród pracujących drwali niż tabelek Excela czy raportów. Każdy z nas woli też zdecydowanie przemierzać leśne dróżki niż pokonywać zza biurka meandry SILP, czyli Systemu Informatycznego Lasów Państwowych.

Dziś zapewne większość ludzi mieszkających w pobliżu lasu kojarzy leśnika z jego samochodem. Bo dziś samochód stał się podstawowym narzędziem pracy leśnika.

5281

Tak samo ważnym i koniecznym jak długopis, kalendarz, telefon czy komputer. Nie da się zarządzać obszarem 1200- 2500 ha, a czasem więcej bez samochodu. Samochody służbowe leśników to już zamierzchła przeszłość. W moim przypadku pożegnałem ostatnie służbowe auto, a było to rumuńskie „Aro” w 1995 roku.

Pozostały już tylko nieliczne samochody służbowe Straży Leśnej, patrolowe w nadleśnictwie na potrzeby ochrony lasu przed pożarami, czasem na potrzeby nadleśniczego, który odpowiada za obszar około 20 tysięcy hektarów lasu. Znakomita większość leśników używa do celów służbowych własne, prywatne pojazdy. Dlatego każdy leśnik już w pierwszych dniach swojej pracy musi zakupić samochód. Zwykle nie jeden, a dwa. Przecież nasza praca jest związana z zamieszkaniem blisko lasu, czasem w środku dużego kompleksu lasów, czyli w powszechnym odbiorze „z dala od cywilizacji”.

Drugi samochód jest potrzebny choćby po to, aby żona dojechała do pracy, dzieci do szkoły, koleżanek i kolegów. Czasem jest też potrzebny, aby pojechać na zakupy, miedzy ludzi ale też naradę, spotkanie, do kościoła… Bo ten używany do celów służbowych, którym jeździmy nie tylko po leśnych drogach, ale też, a czasem tylko, po bezdrożach, ścieżkach, szlakach zrywkowych i liniach oddziałowych nie bardzo się do tego nadaje. Ten „leśny” samochód zwykle jest ubłocony, zakurzony, poobijany i wyładowany sprzętem koniecznym do pracy w lesie.

5282

Ten drugi, bardziej „niedzielny” jest też konieczny na czas usunięcia awarii tego „leśnego”, co przy takich warunkach jazdy zdarza się, niestety, często.

5283

Dlatego samochód jest ważnym narzędziem pracy leśniczego, ale też kosztownym i drążącym jego budżet. Leśnicy mają tzw. ”kilometrówkę”, która w założeniu powinna być zwrotem poniesionych kosztów. Jej górny limit to 1500 km miesięcznie. Stawkę za kilometr określa ministerialne rozporządzenie, które ustaliło jej wysokość w …2007 roku. Od tego czasu kilometr przejechany w celach służbowych samochodem o pojemności silnika powyżej 900 cm3 wynosi 0,8358 złotego. Czyli jest to wciąż ta sama stawka dla ministra lub wójta jeżdżącego po szosie samochodem 1,2 jak i dla listonosza. Leśnika, lekarza czy weterynarza jeżdżących „z musu” samochodami terenowymi pojemności 2,0, 3,0 i więcej. To nie szpan czy fanaberia lecz konieczność.

5284

Realne koszty przejechanego kilometra w nawet niezbyt trudnym terenie to 3- 3 złote. Pracować trzeba, a co za tym idzie trzeba jeździć. I nie chodzi tu o dojazd do pracy, bo wielu z nas dojeżdża lecz o realizację codziennych obowiązków, które są związane z nieustannym przemieszczaniem się. Dziś nie zobaczymy już listonosza z torbą na ramieniu, który nieśpiesznie podąża z domu do domu. Każdy z nich ma tak wielki obszar, że gania samochodem do późnego popołudnia w wielkim pospiechu. Leśnik też coraz mniej wysiada z samochodu, choć nie ma nic przyjemniejszego niż wolne patrolowanie lasu, bo przecież z samochodu widać znacznie mniej. Jednak spore powierzchniowo i często mocno rozdrobnione leśnictwa zmuszają do ciągłych rozjazdów. Każdy samochód, który wyjeżdża z lasu z drewnem wymaga obecności leśniczego, tak samo trzeba być przy wykonywaniu wszelkich prac, kontrolować występujące zagrożenia, sprawdzać zabiegi. Naturalnie każdy kawałek lasu jest inny i każde leśnictwo ma swoją specyfikę. Inaczej jest w Borach Tucholskich, inaczej w środkowej Polsce, a jeszcze inaczej w Tatrach czy Bieszczadach.

Jednak leśnicy, tak jak wiele innych branż sporo dokładają z własnej kieszeni do kosztów dojazdów i niszczą swoje samochody wykonując codzienne, służbowe obowiązki. Od lat trwa dyskusja w sprawie sprawiedliwej stawki zwrotu kosztów. Niedawno, 24 maja miałem okazję przyglądać się pracy posłów z sejmowej Komisji Infrastruktury.

Razem z kolegami leśnikami Pawłem i Urbanem oraz reprezentującym pocztowców Robertem przysłuchiwaliśmy się z uwagą wystąpieniom posłów. Projekt uzasadniał poseł Andrzej Kobylarz z Kukiz’15, który w porozumieniu z Komitetem Inicjatywy Ustawodawczej „Kilometrówka”, doprowadził do prac nad ustawą, która ma doprowadzić do waloryzacji „zamrożonych” od 2007 roku stawek kilometrówki.

5286

Według tego posła „użytkowane przez pracowników leśnych czy pocztowców auta prywatne, są w ramach obowiązków służbowych eksploatowane w sposób bardzo intensywny. Niezrozumiałe jest dla mnie, że pomimo wzrostu kosztów eksploatacji aut na przestrzeni lat, stawki kilometrówki pozostają niezmienne”. Reprezentujący stronę rządową podsekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury i Budownictwa Jerzy Szmit, negatywnie opiniował projekt ustawy. W imieniu pocztowców wypowiadał się na posiedzeniu komisji Robert Czyż, a ja przedstawiłem sytuację leśników i ich jazd po leśnych bezdrożach.

Posłowie zdecydowali, że trzeba powołać 9 –osobową podkomisję, a my deklarowaliśmy udział w dalszym procedowaniu ustawy. Przewodniczącym podkomisji został Piotr Król z PiS.

Warto śledzić losy tej ustawy, warto kontaktować się z posłami, w których głowach, rękach i przyciskach do głosowania jest los uczciwej stawki kilometrówki. Warto im też uświadamiać, że nie jest to dochód, intratny interes ani próba zyskania dodatkowych dochodów, lecz zwrot poniesionych nakładów. Wystarczy podzielić kwotę zakupu starego, używanego auta za np. 10 tysięcy złotych przez wspomniane 0,8358. Wychodzi na to, ze pracodawca musi wypłacić pracownikowi kilometrówkę za 12tysięcy kilometrów, aby zwrócił się koszt zakupu. A ubezpieczenie, przeglądy, naprawy, części, amortyzacja, paliwo? Choć paliwo, wbrew pozorom, stanowi tylko około 30% wagi kosztów utrzymania prywatnego auta do celów służbowych.

5287

Dlatego leśnicy, pocztowcy, weterynarze, geodeci i inni z nadzieją spoglądają na druk sejmowy 819 i znany gmach na stołecznej ulicy Wiejskiej. Wierzą, że zwrot kosztów przestanie być "zwrotem"...

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

 

 

 

22:17, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
sobota, 27 maja 2017

527_min_Podhorce1

Nie było nie tu trochę… Tydzień urlopu, a potem jak zwykle nawał czekających spraw, które nie mogą czekać ani zostać odłożone. Dziękuję wszystkim, którzy życzyli udanego urlopu, bo rzeczywiście były to szczere, bo w pełni spełnione życzenia. To była moja pierwsza wyprawa na „zieloną Ukrainę”. Zrozumiałem teraz w pełni, co to znaczy „zielona Ukraina”, poczułem się jeszcze bardziej dumny z tego, że jestem Polakiem i… znakomicie odpocząłem razem z moją Reginką. Choć program wycieczki przygotowany przez znakomitego przewodnika Aleksandra Zagórskiego był bardzo ambitny i nie zakładał pobytu w SPA, ani wylegiwania się na leżakach. Sasza Zagórski to zdecydowanie wyjątkowy człowiek.

1Aleksander_przed_Cm._Orlt

Na fotografii stoi przed Cmentarzem Orląt Lwowskich- przy tablicach, których treść budziła tyle emocji. Jego doskonała znajomość historii Polski, Ukrainy i świata, także historii sztuki, piękna polszczyzna z lwowskim akcentem i fantastyczne poczucie humoru sprawiły, że ta kresowa wyprawa zapadnie jej uczestnikom z pewnością bardzo długo w pamięć. Aleksander to Polak i patriota o udokumentowanym od XVII wieku polskim rodowodzie. Studiował historię w Polsce, także na studiach doktoranckich, lecz jego wiedza nie jest „akademicka”, lecz wynika z wielkiego zamiłowania do naszej Ojczyzny.

Zwiedzanie zaczęliśmy od Przemyśla, nazywanego drugim Lwowem i twierdzy Przemyśl, a dokładnie zbudowanego w latach 1882 – 1886 Fortu XII „Werner” w Żurawicy. Fort jest bardzo dobrze zachowany, został tylko częściowo wysadzony pod koniec oblężenia. Jego wnętrza kryją wiele eksponatów i zdjęć związanych z historią Twierdzy Przemyśl, a oprowadzał nas po nim przewodnik Bogdan Motyl. Z jego wielu opowieści szczególnie zaciekawiła mnie historia związana z Fortem XIII "Sans Rideau".

Dwaj rosyjscy oficerowie dostali się do austriackiej niewoli. Ograbiono ich ze wszystkiego i wepchnięto do niewielkiej celi w podziemiach fortu. W czasie bombardowania lub artyleryjskiego ostrzału drzwi do ich więzienia zostały zasypane gruzem. Było to w roku 1915. Latem 1923 roku przystąpiono rozbiórki fortu XIII i wydobywano z niego żelazo i stal, czyli grasowali tam znani nam „złomiarze”. Jeden z robotników otworzył żelazne drzwi i stanął twarzą w twarz z upiorem. Był to rosyjski oficer liniowy nieznanego nazwiska, który przeżył w podziemiach osiem lat. Towarzyszył mu tam sztabskapitan Nowikow, który jednak popełnił po latach samobójstwo. Wydobyty na świat oficer zmarł po kilkunastu minutach i został po nim pamiętnik pisany w zeszycie. W zasadzie była to właściwie książka rozrachunkowa austriackiego podoficera zaopatrzeniowego, pełna zapisów magazynowych. Jednak na wolnych kartkach zasypany nieszczęśnik po rosyjsku zaczął prowadzić swoje własne zapiski, początkowo bardzo starannym charakterem pisma, które jednak w miarę upływu czasu stawało się coraz bardziej rozchwiane, aż wreszcie zupełnie nieczytelne. W zeszycie schowana była fotografia młodej kobiety, na odwrotnej stronie której można było odczytać fragmenty dedykacji pisanej po rosyjsku: „...strzeże Bóg i moja miłość... wszędzie z Tobą... zawsze Twoja... 25/VII – 1914” . To niezwykłe zdarzenie stało się zresztą nawet kanwą filmu fabularnego z 1984 roku Grzegorza Królikiewicza „Fort 13” z udziałem m.in. Leona Niemczyka i Grażyny Szapołowskiej.

Z przemyskiej twierdzy ruszyliśmy na Lwów, przekraczając sprawnie granicę kraju w Medyce. Drugiego dnia od rana zwiedzaliśmy to piękne miasto. Moja Reginka zwróciła mi uwagę na kasztanowce, które w Lwowie pięknie kwitły, nie mając na liściach ani jednej rdzawej plamki. Nasze, choćby te najbardziej nam znane, przy ulicy Kasztanowej w Pszczewie, są nie tak pięknie zielone ale zupełnie rude od żerowania larw szrotówka kasztanowcowiaczka.

Lwów i jego zabytki, szczególnie Cmentarz Łyczakowski i Orląt Lwowskich, gdzie pomiędzy wieloma innymi znalazłem mogiłę młodego leśnika to doskonała lekcja historii i polskości.

2_Orlta_

Bohaterstwo Orląt przejmująco upamiętnił poeta Artur Oppman w wierszu „Orlątko”:

O mamo, otrzyj oczy,

Z uśmiechem do mnie mów,

Ta krew, co z piersi broczy,

Ta krew – to za nasz Lwów!

 

… ja biłem się tak samo

Jak starsi – mamo chwal!

… Tylko mi ciebie mamo,

Tylko mi Polski żal!…

 

Z prawdziwym karabinem

U pierwszych stałem czat…

O, nie płacz nad twym synem,

Co za Ojczyznę padł!…

 

Z krwawą na kurtce plamą

Odchodzę dumny w dal…

Tylko mi ciebie, mamo,

Tylko mi Polski żal!

Za chwilę jednak było spotkanie z inną poezją, bo ze Lwowa ruszyliśmy do Krzemieńca i chodziliśmy ścieżkami Juliusza Słowackiego. Wieczorem wybraliśmy się z Reginką na spacer i obserwowałem dzięcioła dużego, jak osłuchiwał drewniany słup telegraficzny

3_Dzicio_z_Krzemieca

W wielu miejscach spotykaliśmy też wielkie liście barszczu Sosnowskiego

4_Barszcz_Sosnowskiego

Po drodze na niezwykle widokową Górę Królowej Bony przechodziliśmy obok tablic edukacyjnych ustawionych przez ukraińskich ekologów z ministerstwa Ekologii

5_Krzemieniecka_gra_1

Zatem kraje Europy coraz mniej różnią się od siebie. Jednak pomimo, że widziałem co jakiś czas tablice nawołujące aby nie śmiecić w lesie, widziałem tablice informujące o siedzibach leśnych urzędów, jednak Państwowa Agencja Zasobów Leśnych nie działa tak jak nasze Lasy Państwowe…

Widok z Góry na Krzemieniec zapiera jednak dech w piersiach

6_Panorama__Krzemienca_z__gry_Bony_2

Co ciekawe, przez tydzień na Ukrainie nie widziałem żadnego zająca, sarny, żurawia. Zapytałem o to naszego przewodnika Aleksandra. Odpowiedział mi, że przez 40 lat swojego życia na Ukrainie nie widział sarny, ale za to w Polsce widuje je codziennie. Ogromnym problemem na Ukrainie jest kłusownictwo, którego rozmiar jest ogromny.

Gdy oddalaliśmy się od granic Polski i zbliżaliśmy się do Podola pojawiło się sporo bocianich gniazd. Jaki to swojski obrazek. Także gawron spotkany w Poczajowie był zupełnie jak nasze „gapy”

7_Gawron_z_Lawry

Swoim czarnym upierzeniem stanowił sporą przeciwwagę do kapiącej złotem Ławry Poczajowskiej

8_awra_Poczajowska

To najważniejszy ośrodek prawosławnego życia monastycznego na Wołyniu i drugi na całej Ukrainie po Ławrze Peczerskiej w Kijowie. Pojedynczy mnisi osiedlali się na wzgórzu już w XII w. Po 1240 miejsce, gdzie powstał monaster, było już uważane przez miejscową ludność jako teren szczególnie wybrany przez Matkę Bożą. W 1597, dzięki wsparciu finansowemu Anny Hojskiej z Kozińskich, w Poczajowie mógł powstać prawosławny klasztor. Fundatorka Anna przekazała wspólnocie Poczajowską Ikonę Matki Bożej, czczoną w Kościele prawosławnym jako cudotwórczą, która obok kamienia z odbitą stopą Matki Bożej stanowi o wartości duchowej tego ośrodka kultu.

Zwiedziliśmy wiele ciekawych miejsc historycznych. Ruszyliśmy także na Zbaraż śladem Skrzetuskiego

9_Zbara

Twierdza wygląda zupełnie inaczej niż w ekranizacji powieści Sienkiewicza. Główna ekspozycja zamkowa oddawała to, co zawierało wielkie hasło zawieszone na bramie twierdzy: „Chwała Ukraińskiemu Kozactwu”. Zajrzałem wprawdzie w oczy Bohunowi i Chmielnickiemu, ale dopiero w Kamieńcu Podolskim ze wzruszeniem oglądałem tablicę poświęconą pamięci Małego Rycerza i jego przyjaciół:

10_Woodyjowski_i_przyjaciele

Jerzy Wołodyjowski to autentyczna postać. Był to szlachcic polski herbu Korczak, stolnik przemyski, żołnierz i zagończyk, rotmistrz, od 1669 pułkownik, kawalerzysta w chorągwi hetmana Jana Sobieskiego.

Na tej postaci jest wzorowany jeden z głównych bohaterów Trylogii Henryka Sienkiewicza, Michał Jerzy Wołodyjowski. Obok katedry Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Kamieńcu Podolskim stoi pomnik Jerzego Wołodyjowskiego, gdzie cztery ścięte pnie symbolizują rozbiory Polski i stan wojenny…

W Księdze Hioba można przeczytać, że: "Drzewo może mieć nadzieję: choć jest ścięte, znowu się odradza, a jego pędy rosną dalej". My, leśnicy, dobrze o tym wiemy, wciąż odnawiając wycięte lasy. Wiedzą też o tym wszyscy patrioci, którzy zawsze wierzą w odrodzenie Ojczyzny. Nic więc dziwnego, że naród po odzyskaniu niepodległości w 1918 r., bo wtedy postawiono pomnik, liczył na odrodzenie się potęgi Rzeczpospolitej.

Spójrzmy jednak obok pomnika, bo stoi tam pewnie jedyny nagrobek, na którym napisano, że „cholera umarła”

11_Cmentarz_w_Kamiecu_Podolskim_

Nad tym wszystkim góruje katedra Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Kamieńcu Podolskim, która została wybudowana za czasów biskupa Jakuba Buczackiego w XVI wieku w stylu renesansowym.

12_Katedra_witych_Apostow_Piotra_i_Pawa_w_Kamiecu_Podolskim_

W 1672, podczas okupacji tureckiej tych ziem, obok przekształconej w meczet świątyni dobudowano minaret. W 1756 roku na minarecie ustawiono sprowadzoną z Gdańska (przywiezioną ją końmi) miedzianą figurę Matki Boskiej o wysokości 4,5 metra. Na galerię widokową minaretu o wysokości prawie 37 metrów prowadzi 180 schodów. Jednak ksiądz Roman Twaróg bardzo rzadko pozwala z wysokości minaretu spojrzeć na Kamieniec Podolski. A widok zapiera dech w piersiach, szczególnie gdy spojrzałem na Zamek Kamieniecki i znowu wspomniałem Wołodyjowskiego

13_zamek_Krzemienieck_

Potem obraliśmy kurs tam gdzie blisko siebie płynie Zbrucz

14_Zbrucz_obok_Okopw

Nacieszyliśmy oczy pięknem tej rzeki ale z drugiej strony mamy przecież Dniestr

15_Dniestr_koo_Okopw

Dotarliśmy zatem do Okopów św. Trójcy – twierdzy, które miała za zadanie blokowanie Kamieńca, okupowanego przez Turków (w tej miejscowości Zygmunt Krasiński umieścił akcję „Nie-Boskiej Komedii”). Tutaj czuć polskość w sposób zupełnie wyjątkowy, tutaj można historię przeżywać i poznawać wszystkimi zmysłami. Do tej maleńkiej wioski Okopy św. Trójcy przyjechać powinien każdy Polak. Był to przedwojenny narożnik cywilizowanego świata. To przecież tutaj w latach 20. XX wieku zbiegały się granice Polski, Rumunii i Rosji Radzieckiej. Tutaj właśnie, w widłach Dniestru i Zbrucza, można pochylić się nad śladami po niegdysiejszej polskiej twierdzy, która broniła naszych przedwojennych granic i pomodlić się za Polskę.

Twierdza powstała na wysokich brzegach Dniestru i Zbrucza według niektórych źródeł nie na pustym miejscu. Na rozkaz cesarza rzymskiego Trajana, na ówczesnej północnej granicy Imperium Romanum zbudowano w I w n.e. wał, który Polacy tylko podwyższyli i umocnili. Prace prowadzone na polecenie króla Jana III Sobieskiego zakończono w roku1699. Zniszczona została w 1769 r. podczas konfederacji barskiej. To właśnie w Okopach Świętej Trójcy Kazimierz Pułaski w przekształconej w twierdzę barokowej świątyni bronił się ze swoimi żołnierzami przeciwko Rosjanom. Rosjanie zajęli ją jednak mordując wszystkich rannych konfederatów, którym nie udało się zbiec. W 1903 r. kościół został odbudowany. Przetrwał do 1945 r., kiedy to został spalony przez członków UPA.

Jeszcze do niedawna wokoło ruin świątyni (były tylko trzy ściany bez dachu) pasły się krowy i kozy. Dzięki upartym ale szlachetnym Polakom z Podola oraz wsparciu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego 15 czerwca 2014 r. miała miejsce uroczysta rekonsekracja kościoła Świętej Trójcy w Okopach. I polska świątynia istnieje nadal, chociaż miejscowość ma nazwę skróconą do pierwszego członu: Okopy.

Gdy spoglądałem na Dniestr z wału Okopów Św. Trójcy zakwiliła pustułka. Rozpoznałem ją jako leśnik i ornitolog, ale także spojrzałem na tego ptaka z rodziny sokołów jako Polak. Podobnie było podczas zwiedzania fantastycznie położonej twierdzy Chocim, gdzie wokół dachu krążyła para sokołów

16Pustuka_z_Chocimia

Brzmi w uszach głos Leszka Herdegena:

W stepie szerokim, którego okiem

Nawet sokolim nie zmierzysz

Wstań, unieś głowę, wsłuchaj się w słowa

Pieśni o małym rycerzu

 

Chocim jest przepięknie położony nad Dniestrem i nie chciało się stamtąd wyjeżdżać.

17_Chocim

Krzemieniec, Kamieniec, Skała Podolska, Zbaraż, Lwów. Tarnopol, Trembowla i wiele innych miejscowości sprawiły, że jeszcze bardziej poczułem się Polakiem i patriotą. Spoglądałem też na zieloną Ukrainę oczami leśnika, ciekawego świata przyrody, jednak doznania patriotyczne okazały się silniejsze. Była to wzruszająca i pamiętna lekcja historii, wiary i polskości. Warto tam pojechać, pomimo sporej odległości i dziurawych dróg…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

 

23:35, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
niedziela, 14 maja 2017

526min

Do tej pory aura wybitnie nam nie sprzyjała i czułem się wręcz okradziony z powodu braku możliwości zachwytu majem. Bo wciąż szare i ponure dni przywodzące na myśl listopad, przenikliwy wiatr, zimne noce i poranki posrebrzone przymrozkiem- przecież to chyba nie maj?

Brakowało mi łkania słowików i sadów białych od kwiecia, pachnących bzów i grania owadów kręcących się przy kwitnących drzewach, wieczornych koncertów żab i kumaków. Wyjątkowo zimny maj zabrał nam ten piękny czas.

Choć jako urodzony optymista odnajduję w tych dniach także dobre strony. W takie majowe dni wciąż brzmi mi w uszach genialny utwór Maanam, do którego fantastyczne słowa napisała Kora Jackowska:

„Wyjątkowo zimny maj”:

Dzień za dniem pada deszcz

Słońce śpi, nie ma cię

Jest mi bardzo, bardzo źle

Zimny kraj, zimny maj

Koty śpią, miasto śpi

Czarodziejskie śnią się sny

Bardzo lubię ten utwór. Ale jeśli chodzi o wyjątkowo zimny maj w przyrodzie to możemy śmiało nucić za Marylą Rodowicz: „Ale to już było i nie wróci więcej…”, bo od wczoraj maj rozkwitł ciepłymi barwami i pełnią wszelkiego piękna. Zauważyły to moje koty, bo Blondyna postanowiła zażyć słońca na dachu garażu:

5261

Gruby z kolei zdumiony przyglądał się temu lenistwu i podziwiał z wysokości dachu ptaki w ogrodzie

5262

Bo nawet w ogrodzie widać i słychać, że to pełnia maja. Kukają kukułki, słychać fletowe tony wilg, czasem dudek zajrzy na grządki, nawołują się dzięciołki, polują dzierzby gąsiorki (na pierwszej fotce). Wokół nas pokrzewki, pliszki, kopciuszki, barwne pleszki…

5263

A co dopiero dzieje się w majowym lesie?

Dla leśniczych to czas przyglądania się chrabąszczom i szeliniakom ale też pilny przegląd upraw, bo po obfitych opadach rosnąca gwałtownie temperatura spowodowała szybki wzrost roślinności zielnej. Pora przystąpić do pielęgnowania najmłodszego pokolenia lasu. Gwałtownie rosnące wszelkie chwasty szybko zagłuszą młode dęby, sosny czy buki. Należy odpowiednio wcześniej rozpocząć pielęgnowanie, dostosowując jego termin i sposób do biologii chronionych drzewek i tempa rozwoju chwastów. Zbyt późne rozpoczęcia pielęgnowania upraw mocno utrudnia zadanie zulowcom i niesie za sobą ryzyko uszkodzenia części drzewek. Dlatego leśniczowie nie mogą teraz usiedzieć w domu i kancelarii, choć po zakończonych szacunkach brakarskich już czekają w kolejce do wykonania projekty wszystkich zabiegów gospodarczych.

Trzeba dokładnie zaplanować wszystkie czyszczenia, odnowienia, porządkowanie lasu i pielęgnowanie upraw na przyszły rok. Zaplanować potrzebne sadzonki, wszelkie materiały i policzyć koszty działania. Wymaga to spędzenia wielu godzin za biurkiem i przed komputerem. A przecież dopiero zaczął się i zaraz skończy kwietny, barwny i pachnący maj w lesie!

Osobną zaletą jest wiele ciekawych spotkań z przedstawicielami świata zwierząt. Za chwilę coraz wyższe zboża, rzepaki czy trawy świetnie je ukryją i nie będzie okazji aby przyjrzeć się takiemu np. rogaczowi

5264

Nie można tego przegapić, bo przecież wiemy, że nic nie zdarza się dwa razy, a zresztą nikt nie chce znowu czekać cały rok…

Maj kojarzy się zwykle z maturami i kwitnącymi kasztanowcami. Matura zwykle przywodzi na myśl urocze, młodzieńcze czasy, które miło nam się kojarzą. A z czym kojarzy się Wam majowy las? Stały kontakt z majową przyrodą jest przecież także gwarancją, że dłużej zachowamy młodość, dobre zdrowie i humor oraz siły witalne. Wystarczy tylko umiejętnie korzystać z tej oferty majowej przyrody.

Dla mnie, leśnika, majowy las kojarzy się naturalnie z łanami konwalii majowej i jej odurzającym, charakterystycznym zapachem. To magiczna roślina. Przypisywano jej boskie pochodzenie, może dlatego, że białe kwiatki w kształcie dzwonków ułożone są na łodydze w kształcie drabinki. Może być to drabina do nieba… Jedna z opowieści mówi o tym, że kiedy Matka Boska opłakiwała ukrzyżowanie swojego syna, to jej łzy dotykając ziemi zmieniały się w małe kwiatki konwalii. W niektórych regionach wierzono, że konwalie powstały z łez wygnanej z raju Ewy. Konwalia jest przez wielu uznawana za symbol czystości i niewinności. Dekorowano nią portrety świętych i ołtarze. Była symbolem szczęścia i pomyślności. W średniowieczu symbolizowała sztukę lekarską oraz wiedzę. Jej niezwykłe właściwości znane były już w starożytnych Chinach.

Piękny, zmysłowy zapach konwalii uznawany jest za silny afrodyzjak i chętnie wykorzystuje się go w produkcji kosmetyków.

5265

Konwalia jest znanym od wieków składnikiem maści, balsamów i wszelkich kosmetyków stosowanych podczas zabiegów odmładzających i ujędrniających skórę. W dawnych czasach młode dziewczyny używały konwalii do nacierania policzków. Dzięki temu miały na twarzach piękne rumieńce, które przyciągały oczy młodzieńców i świadczyły o dobrym zdrowiu. Według dawnych przesądów bukiecik konwalii w domu chroni przed staropanieństwem. Ich zapach przyciąga powodzenie i chroni przed złą energią, zapewnia odpowiedni poziom sił witalnych.

Od wieków konwalie wykorzystywane były w uzdrawianiu. Mają one właściwości moczopędne i działanie uspokajające. Działają wspomagająco przy leczeniu chorób serca, układu krążenia, chorób skórnych i reumatyzmu, neutralizują obrzęki.

Kąpiel z dodatkiem olejku konwaliowego pobudza intelekt i jasność widzenia oraz wzmaga tak ważną dziś kreatywność. Taka kąpiel z konwaliowym zapachem bardzo uspokaja, wzmacnia i pomaga w odcinaniu się od przeszłości, o której chcemy szybko zapomnieć.

Po odebraniu niemiłego telefonu czy emaila, po trudzie nerwowego dnia przysiądźmy w lesie przy łanie bajkowo pięknej i pachnącej konwalii. Zielone łany z białymi dzwonkami kwiatów pomagają w ukojeniu nerwów i przy przyspieszonym pulsie.

5266

Dlatego w dzisiejszym nerwowym i pośpiesznym świecie korzystajmy z jej pachnących kwiatów, które znajdziemy w cienistym, liściastym lesie. Ostrożnie jednak ze zrywaniem konwalii.

Wprawdzie od 2015 roku nie jest już w spisie roślin prawnie chronionych, jednak konwalia i wszystkie jej części, w tym czerwone owoce jest trująca, pomimo tego, że jest rośliną leczniczą. Szkodliwa może być nawet woda z wazonu, w której stały jej piękne kwiaty. Zatrucie może być szczególnie groźne dla dzieci.

Pamiętajmy o tym i leczmy się konwalią w kontakcie z lekarzem. Choć z wysuszonych kwiatów lub liści możemy samodzielnie zrobić nalewkę, która spożywana w „aptecznych” ilościach nie zaszkodzi, a wspomoże naszą odporność i siły witalne.

Jak ją zrobić? Kwiaty zbierane w suchy, najlepiej pochmurny dzień (silne światło pozbawia konwalię właściwości leczniczych) wysuszone w cieniu zalewamy na 3-4 tygodnie 70% alkoholem. Spożywamy 2 razy dziennie po 30 kropli rozcieńczonych w kieliszku wodą.

Maj to czas kiedy zbieramy młode pokrzywy. To niedocenione i bardzo zdrowe „zielsko”.

5267

Jej li­ście, ło­dy­gi i ko­rze­nie to bo­gac­two mi­kro­ele­men­tów i wi­ta­min ta­kich jak: A, B2, K czy C. Po­krzy­wa wzmac­nia włosy i pa­znok­cie, od­ży­wia i oczysz­cza skórę, re­du­ku­je nad­mier­ny ło­jo­tok, dzia­ła prze­ciw­za­pal­nie, re­du­ku­je obrzę­ki i po­pra­wia mi­kro­krą­że­nie skóry. Po­krzy­wa to cu­dow­ny środek dla skóry po­pra­wia­ją­cy stan wło­sów, świet­nie wpły­wa rów­nież na me­ta­bo­lizm. Aby po­bu­dzić pracę jelit, pij napar ze świe­żych po­krzyw (2-3 łyżki świe­żej po­krzy­wy na jeden litr wrząt­ki) trzy razy dzien­nie, mię­dzy po­sił­ka­mi. Świet­nie dzia­ła na cały układ po­kar­mo­wy, także na żo­łą­dek i wą­tro­bę. Her­bat­ka z po­krzy­wy to napój bardzo popularny w świecie mody i celebrytów. Z pewnością dla­te­go, że świet­nie wpły­wa nie tylko na cerę czy włosy, ale też do­star­cza or­ga­ni­zmo­wi wielu cen­nych skład­ni­ków, których brakuje ludziom z okładek i ekranów, „dbającym o siebie”...

To napój stwo­rzo­ny dla ko­biet, ze wzglę­du na wy­so­ką za­war­tość że­la­za, choć chyba lepsza jest sałatka z młodych pędów „ala szpinak” o której pisałem kiedyś w blogowych zapiskach. Warto teraz nasuszyć sobie młodych, majowych liści pokrzyw i potem używać ich stale w kuchni, choćby do oprószenia sobie czasem ziemniaków. Podobnie cenne są dla nas młode liście brzozy

5268

Warto ich sobie nasuszyć razem z liśćmi pokrzywy. Polecam w tym celu używanie elektrycznej suszarki do grzybów. Liście zachowują kolor, nie brunatnieją i dobrze się przechowują. O leczniczych właściwościach brzozy także pisałem wcześniej, zatem warto poszperać w blogowym archiwum. Znajdziecie tam także przepis na syrop z majowych pędów sosny.

Właśnie teraz, gdy pędy są pełne soku i mają długość około 10 cm, to dobry czas, aby zrobić z nich własny syrop „Pini” dla dzieci, a potem pędy zalać alkoholem i zrobić lecznicza nalewkę o żywicznym smaku dla dorosłych. Pamiętajcie jednak, aby nie narobić szkód i nie zrywać młodych pędów z sosen w leśnych młodnikach.

5269

Lepiej pozyskać pędy sosnowe z drzewek, które obsiały się na obecnych nieużytkach, bo pewnie z czasem i tak te sosny zostaną wycięte. Należy po prostu zapytać leśniczego lub właściciela terenu o zgodę. W maju warto też zainteresować się młodymi, zielonymi szyszeczkami sosny. Pisałem wcześniej o dobroczynnych właściwościach sosnowego pyłku, który pochodzi z „kwiatostanów” męskich. Żeńskie, które w postaci najpierw czerwonych, a potem zielonych szyszeczek powstają na końcach pędów rozwijają się dwa lata. Po zapyleniu z liści zarodniowych i łusek wspierających powstaje mała, nabrzmiewająca w maju miękka szyszeczka. Zbieramy je w maju i czerwcu (dopóki są miękkie i dają się kroić nożykiem) na takich samych zasadach jak pędy sosnowe. Warto z nich przygotować znakomity dżem z zielonych szyszek sosny, który polecam na podrażnione gardło. Jest zdecydowanie lepszy i pewnie zdrowszy niż reklamowany „polecany dla operujących głosem czyli lektorów, wykładowców i aktorów” aptekowy specyfik.

Oto przepis:

1 kubek zielonych szyszek sosnowych ( należy usunąć ogonki, bo mają nutę goryczy)

1 lub nawet dwa kubki cukru, najlepiej nierafinowanego

Dodać łyżkę miodu, najlepiej spadziowego z górskiej pasieki, choć może być każdy inny i 1-2 łyżeczki soku z cytryny.

Miękkie szyszki sosnowe rozdrobnić, najlepiej zmiksować w blenderze. Można je pokroić i ucierać kulą w makutrze (choć coraz mniej osób wie co to jest). Dodać cukier i miód, dokładnie wymieszać i gotowe. Warto dżemik przełożyć w malutkie słoiczki i pasteryzować chwilkę bo wtedy możemy go dłużej przechować.

Smak sosnowego dżemu jest bardzo specyficzny, intensywnie żywiczy, lekko kwaskowaty. Łyżka dżemiku potrzymana chwilę w ustach jest balsamem dla podrażnionego gardła i kubków smakowych.

W pełni kwitną już „mlecze” czyli mniszki lekarskie.

52610

Warto zrobić z ich kwiatów "miodek", znakomity na przeziębienie.

52611

Kwitną już także poziomki i borówki:

52612

Owoce borówki brusznicy pomagają przy bólach brzucha, natomiast czarne jagody, czyli owoce borówki czarnej są znakomite m.in. na zachowanie dobrego wzroku. Obowiązkowo jedli je piloci nocnych bombowców w czasie II wojny światowej.

W majowym lesie znajdziecie mnóstwo naturalnych specyfików. To darmowa, otwarta całą dobę apteka bez recept. Można do woli upajać się zapachem wszelkiego kwiecia, ziół i olejków eterycznych. Cieszyć pięknem przyrody, głosami ptaków i koić zmysły spokojem. Nie zwracajcie uwagi na komary czy meszki, nie bójcie się kleszczy czy wilków. Aby czuć się bezpiecznie najlepiej korzystajcie z parkingów, obiektów, szlaków i z szerokiej oferty turystycznej przygotowanej przez leśników.

52613

Las jest piękny, zdrowy i przyjazny. Korzystajcie z niego do woli…

Tymczasem jestem już w drodze na urlop, zresztą zaległy z zeszłego roku. Wiele razy czytałem trylogię Sienkiewicza i marzyłem, aby zobaczyć tamte strony. Bo uroki polskiego, majowego lasu znam doskonale. Pora realizować także inne marzenia. Najbliższy tydzień spędzę zatem zwiedzając Ukrainę, min. Chocim, Kamieniec Podolski, Lwów i Zbaraż.

A zatem ruszam na Zbaraż z żoną i miłymi towarzyszami podróży z Pszczewa, śladami Skrzetuskiego i „Jaremy” Wiśniowieckiego!

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

16:14, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
wtorek, 09 maja 2017

kawaek_nieba

Kawałek nieba jest w każdym uśmiechu,

W każdym życzliwym słowie,

I przyjaznym geście,

W każdym pomocnym czynie.

Kawałek raju jest w każdym sercu,

Które stanowi zbawienny port dla nieszczęśliwego.

W każdym domu z chlebem, winem i serdecznym ciepłem.

Bóg włożył swoją miłość w twoje ręce,

Jak klucz do raju.

Phil Bosmans

Gdy otworzyłem dziś służbową skrzynkę poczty elektronicznej zastałem tam jak każdego dnia wiele emaili. Jednak moją uwagę natychmiast przykuła korespondencja od naszej rzecznik Anny Malinowskiej. List był zatytułowany tak: POMOC DLA KUBUSIA W WALCE Z GUZEM MÓZGU

Bardzo mnie poruszyła jego treść, przeczytajcie zresztą sami, bo co tu opowiadać?:

„Kubuś to wnuk naszego leśniczego. W wieku 6 miesięcy stwierdzono u niego guza mózgu w okolicy drogi wzrokowej i podwzgórza. Skomplikowany zabieg przeszedł w Oddziale Neurochirurgii Dziecięcej w Szczecińskim Szpitalu „Zdroje”, z częściowym sukcesem.

Dalsze leczenie to uciążliwa dla dziecka chemioterapia.  Guz się odnawia i zmienność samopoczucia wymusza okresowe pobyty w szpitalu. Skutkami ubocznymi choroby są utrata wzroku i opóźnienie rozwoju. Szansą dla Kuby jest leczenie protonowe w Monachium.

W tej kwestii prowadzona jest korespondencja w sprawie zakwalifikowania małego pacjenta do leczenia w Niemczech.

Ponoszone na dotychczasowe leczenie wydatki zmuszają rodzinę do poszukiwania wsparcia. Tą drogą zwracam się do Kolegów i Koleżanek Nadleśniczych o pomoc finansową, licząc na zrozumienie bardzo trudnej sytuacji. dziecka i rodziny, czyli na wrażliwość serca.

Opieką małego pacjenta objęła Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym ”Kawałek Nieba”, a pomoc przekazać można za pośrednictwem:

Bank Zachodni WBK S.A. numer rachunku:

31 1090 2835 0000 0001 2173 1374

Tytułem: “884 pomoc dla Kubusia Gzeli”

 

Od kilku dni Kuba jest też półsierotą- zmarł mu ojciec.

 

                                                                                              Bronisław Szneider

                                                                       Nadleśniczy Nadleśnictwa Lubichowo

 

 

Cała historia Kuby zamieszczona jest na stronie http://www.kawalek-nieba.pl/kubus-gzela/

 

 

Co czułem, gdy otworzyłem powyższy link? Zapewne to, co każdy z Was… Co zrobiłem?

Po tej poruszającej wyobraźnię lekturze mogłem zrobić tylko jedno. Otworzyłem stronę mojego banku i zrobiłem przelew. Nie wątpię też, że wielu leśników czynnie odpowie na apel nadleśniczego Bronisława Schneidera.

Gdyby też choć co druga zaglądająca tu osoba zrobiła przelew lub w innej formie pomogła Kubusiowi Gzeli, to pewnie już niebawem pojedzie on z mamą do Monachium po swój kawałek nieba. Musi go mieć…

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

 

 

21:17, lesniczy.lp
Link Komentarze (1) »
czwartek, 04 maja 2017

524min

Pierwsze dni maja niezupełnie były takie jak planowaliśmy, spoglądając w kalendarz ubarwiony na czerwono świątecznymi dniami. Maj, który nadszedł po wyjątkowo zimnym kwietniu, srebrzonym przymrozkami, przywitał nas chłodem i deszczem. Nie było w majówkę słonecznych dni i barw majowych kwiatów, a zimny wiatr łopotał flagami wywieszonymi tylko na części domów. Bo pomimo już dość długiej tradycji Święta Flagi i znacznie dłuższej Święta Konstytucji, nie wszyscy Polacy dbają o narodowe symbole na swoich domach. A przecież pierwsze dni maja to nie tylko wyśmienita okazja do leniuchowania i grillowania. To także okazja do chwili zastanowienia nad naszą ciekawą historią i narodowymi tradycjami Polaków…

Mam nadzieję, że wielu z Was wybrało się w te pierwsze majowe dni do lasu. Bo jak słusznie mawia mój teść- „W lesie zawsze miło, swojsko i ciepło jak w przytulnej, wiejskiej chałupie”. Pomimo chłodnych dni wyprawa do lasu zawsze niesie ze sobą wiele ciekawych wrażeń.

W zaciszu lasu olśniewa biel kwitnących drzew

5241

Przyleciały już prawie wszystkie ptaki, piszę prawie, bo nie słyszałem jeszcze fletowych tonów wilg, choć już na nie pora. Słychać już za to kukułki i poranne „hupkanie” pięknych dudków

5242_

A skoro są dudki, to uważnie obserwując las możemy zobaczyć takie otworki

5243

To chrabąszcze majowe z pędraków przekształciły się w glebie w poczwarki a potem w imago- czyli postać doskonałą, w postaci brązowych chrząszczy. Choć leśnicy i działkowcy nie uważają ich za doskonałość, bo chrabąszcze obsiadają krzewy i drzewa, obżerając liście w trakcie żeru uzupełniającego

5244

Jednak to ich larwy- żarłoczne pędraki przez blisko cztery lata spędzone pod ziemią są źródłem sporych kłopotów leśników i rolników.

Dlatego pierwsze dni maja dla leśników to czas uważnej obserwacji lokalnej populacji chrabąszczy, w czym pomagają im m.in. feromonowe pułapki.

52411

Brązowe chrząszcze wabione zapachem wpadają do plastikowych butelek i ich liczebność pozwala ocenić skalę wielkości miejscowego szczepu.

W pierwszych dniach maja spotykamy też w lesie udane odnowienia sztuczne, a coraz częściej też naturalne. Dzięki wieloletniej pracy leśników przy hodowli lasu i dobremu planowaniu racjonalnych cięć możemy cieszyć oczy zielenią młodych sosen

5245

Ale równolegle możemy zobaczyć pomiędzy młodymi sosenkami świeże, sosnowe wałki.

5246

Nikt ich tam nie zapomniał, ani beztrosko nie porzucił. Dowodzi tego choćby oznakowanie ich palikami i takie rozmieszczenie na odnowionej powierzchni, aby można je łatwo i często odwiedzać. Są to bowiem wałki- pułapki na szeliniaka sosnowca, groźnego dla młodych sosen, modrzewi i świerków żarłocznego chrząszcza. Możemy je spotkać na młodej, świeżej korze sosnowych wałków

5247

Wykłada się je właśnie po to, aby zwabić do nich szeliniaki i uchronić delikatne siewki, które te owady mogą mocno uszkodzić przez ogryzanie płatami kory na cienkich strzałkach.

Jak widzicie leśnicy przygotowują się do majówki poprzez obserwacje przyrodnicze i przewidywanie różnych zjawisk w lesie. Obserwują też piękno przyrody, bo przecież dostojne żurawie kroczą już z jeszcze mocno niezdarnymi pomarańczowymi pisklętami

5248

W trawie można często zobaczyć pięknie ubarwione koguty bażantów

5249

Częściej można je jednak usłyszeć, bo teraz ochryple pieją, szczególnie rano i wieczorem. Kury, czyli samice bażanta są ciche i skromnie ubarwione i nie jest łatwo je zobaczyć przemykające pomiędzy coraz wyższą roślinnością.

52410

Niebawem będą prowadzić stadko szarych, bażancich dziatek. W lesie teraz co kawałek spotykam zaaferowanych rodziców, którzy biegają w poszukiwaniu owadów dla wydzierającej się w gniazdach młodzieży. Pojawiły się już małe liski, a sarny są w mocno zaawansowanej ciąży.

Maj to miesiąc, który warto spędzić w ogrodzie i sadzie. To świetna forma odpoczynku, choć nie każdy lubi pracować fizycznie i „dłubać w ziemi”. Ale przecież już kilka wieków wcześniej Francis Bacon mawiał:

 

„Wszechmogący Bóg najpierw stworzył ogród. Istotnie – jest to najczystsza z ludzkich przyjemności”.

 

Wystarczy spojrzeć na tego młodzieńca:

52412 

A jedno z chińskich powiedzeń mówi:

"Jeśli chcesz być szczęśliwy jeden dzień - upij się.

 

Jeśli chcesz być szczęśliwy przez rok - ożeń się.

 

Jeśli chcesz przez całe życie być szczęśliwy - załóż sobie ogród."

 

Majówkę rozpocząłem zatem pracowicie w naszym ogrodzie, gdzie wspólnie z leśniczyną Renią sadziliśmy borówki. Wykorzystaliśmy pożytecznie wolny czas i posadziliśmy 30 krzewów. Pomimo nie najlepszej pogody cieszyliśmy się przede wszystkim pięknem kwiatów oraz nieśmiało kwitnących krzewów i drzew owocowych.

52413

Potem jednak już tylko świętowaliśmy rodzinnie również w ogrodach, ale naszych przyjaciół Krystyny i Józka, gdzie można czerpać inspiracje, zgodnie z zachęcającym plakatem na gościnnej bramie

52414

Zajrzycie sobie na ich otwarty profil na FB : https://www.facebook.com/InspiracjeOgrodowe

Najlepiej jednak wybrać się tam osobiście… Zupełnie jak do lasu, bo można czytać książki i blogi, oglądać filmy i fotografie ale nic nie zastąpi majowego wieczoru lub poranka spędzonego pośród bogactwa i piękna przyrody.

Maj dopiero otwiera nam drzwi do lasu i ogrodu. Korzystajmy do woli z bogatej ofert otaczającej nas przyrody.

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

20:28, lesniczy.lp
Link Komentarze (8) »
niedziela, 23 kwietnia 2017

 

523_min

Mija kwiecień, który od wielu już lat jest dla leśników, a szczególnie leśniczych miesiącem bardzo wytężonej pracy. Prace odnowieniowe w większości leśnictw już zakończone i rozliczone ale myśli leśniczych są teraz skupione na szacunkach brakarskich. Zwykle bowiem w maju należy zakończyć całość prac na przyszły rok i to stanowi podstawę do planowania planu kosztów działania leśników, planu sprzedaży drewna, szacunki stanowią też istotny element umów zawieranych z przedsiębiorcami leśnymi. Dlatego leśniczowie od początku roku kalendarzowego każdą wolna chwilę poświęcają szacunkom.

Szacunek brakarski jest bowiem czynnością zmierzającą do określenia ilości i jakości planowanego do pozyskania drewna na podstawie różnych metod pomiarowych i porównawczych. To proces, który jest opracowaniem planu zamiany drzew w drewno: ustalenie rodzaju i sposobu cięć, wycena wartości drewna i kosztów jego pozyskania, ale co niesłychanie ważne, także zaplanowanie odnowienia wyciętych fragmentów lasu. To bardzo ważne zadanie leśniczych i bardzo pracochłonne zajęcie, któremu różni leśnicy poświęcają kilka miesięcy pracy w roku. Różni leśnicy, bo przy szacunkach pracuje leśniczy- wybierając działki zrębowe i powierzchnie przeznaczone do trzebieży, wyznacza je w terenie z pomocą podleśniczego i także z nim dokonuje pomiarów. Podleśniczy potem znakuje granice zabiegów, drzewa do usunięcia, oznacza cenne sortymenty drewna, dokonuje pomiarów wysokości i pierśnic drzew przeznaczonych do wycięcia. Materiały opracowane przez leśniczych w ich kancelariach

5231

trafiają potem do działów technicznych nadleśnictw i są „obrabiane” przez pracujących tam specjalistów z użyciem specjalnych programów komputerowych, które porównują je do wcześniej wykonywanych zrębów i trzebieży. To porównanie do fragmentów lasu o zbliżonych warunkach wzrostu drzew, gdzie powstaje potencjalnie podobne drewno wymaga jednak ponownej korekty w terenie. Materiały wracają zatem ponownie do leśnictw i leśniczy ponownie wraca z nimi w każdy zakątek lasu.

W jednym leśnictwie to najczęściej kilkanaście hektarów zrębów i ponad 100 hektarów trzebieży wczesnych i późnych. Sporządzenie szacunków wymaga naprawdę wiele wiedzy ale też czasu. To bardzo ważna czynność, bo przecież drzewa rosły wiele lat, aby powstało z nich potrzebne wszystkim drewno. Leśniczy sporządzając szacunki brakarskie klasyfikuje jeszcze rosnące drzewa na sortymenty drzewne, które z założenia mają jak najlepiej wykorzystać drewno i które należy jak najlepiej sprzedać.

Środki uzyskane ze sprzedaży drewna pokrywają koszty gospodarzenia w lesie, czyli koszty np. ochrony, hodowli i użytkowania lasu ale też finansują wiele innych zadań realizowanych przez leśników. Lasy Państwowe zarządzając lasami w imieniu społeczeństwa troszczą się o las i całą przyrodę, finansując wiele działań społecznych lub wspierając inne służby i organy administracji państwa. W tym roku sprzedaż ponad 40 mln m3 drewna pozwoli m.in. na dofinansowanie działalności parków narodowych niebagatelną kwotą 70 mln złotych. Ponad 200 mln złotych w 2017 roku przeznaczono na inwestycje wspólne jednostek organizacyjnych LP i samorządów. Wiele milionów złotych pochłaniają nakłady na udostępnienie lasów społeczeństwu: budowa obiektów i urządzeń, nakłady na turystykę i edukację. Co roku leśnicy usuwają z lasów około 140-180 tysięcy m3 śmieci. Aby je załadować, potrzeba ponad tysiąc wypełnionych po brzegi wagonów kolejowych, a ich zbieranie i wywóz na wysypisko kosztuje blisko 20 mln złotych.

Szacunki brakarskie robimy zatem z szacunku do lasu, aby każde drzewo dobrze wykorzystać i zamienić je w cenne drewno ale pamiętamy także o tym, że i przyroda ma swoje wymagania oraz potrzeby. Dokładnie oglądamy i mierzymy każde drzewo przeznaczone do wycięcia

5232

Zaplanowane zręby są oznakowane i opisane na narożnym drzewie

5233

Taki opis możemy wykorzystać podczas wędrówek po lesie do ustalenia oddziału leśnego w którym się aktualnie znajdujemy( na dole opisu- oddz. 67 m). Gdy jest to rębnia III czyli gniazdowa, jak w powyższym opisie, nie wycinany całego starego lasu, lecz tylko jego część, zakładając gniazda o powierzchni 30-40 arów. Ich granice wyznaczamy farbą, numerując założone gniazda i wskazując przebieg granicy zrębu

5234

Potem to oznakowanie zniknie wraz z drzewem. Drzewa cenne dla tartaczników znaczymy kropkami farby i widoczna poniżej sosna z dwoma kropkami oznacza, że jej drewno odpowiada wymogom klasy B surowca wielkowymiarowego.

5235

W czasie wykonywania szacunków na zrębach zupełnych pozostawiamy tam kępy starego lasu, tzw. biogrupy, o powierzchni minimum 6 arów. Stanowią one rezerwuar życia biologicznego dla nowego pokolenia lasu i wyznaczamy je pozostawiając w miarę możliwości cenne dla przyrody drzewa dziuplaste, drzewa i krzewy owocowe lub fragmenty z podszytem, mrowiskami, norami borsuków itp.. Choć czasem na ubogich sośninach nie ma takiej możliwości.

Dobrze widać to spoglądając na las z góry

5236

W trakcie wykonywania szacunków brakarskich dla każdego zrębu sporządzamy szkic, gdzie korzystając ze specjalnego programu komputerowego nanosimy elementy niezbędne do planu cięć ale także odnowień i ochrony przyrody.

52310

Zaznaczamy tam bowiem miejsca składowania drewna, kierunek zrywki i wywozu, ale także stanowiska chronionych roślin i zwierząt lub pozostawianych fragmentów cennych przyrodniczo. Są to tzw. pnsw- powierzchnie nie stanowiące wydzielenia, czyli właśnie np. wspomniane biogrupy, bagienka, remizy krzewów lub kępy cennych przyrodniczo drzew. Naturalnie nie występują one na każdym zrębie ale jeśli je pozostawiamy należy się z nich rozliczyć na odwrocie każdego szkicu.

52311

Planując trzebieże do wykonania dawniej znaczyliśmy najpierw kropkami farby drzewa dorodne, czyli te najbardziej cenne dla istnienia lasu. Pod ich kątem wyznaczano potem drzewa do usunięcia kwalifikując je jako pożyteczne, szkodliwe lub obojętne. Taki kropkowany las

5237

nie wyglądał jednak dobrze ani atrakcyjnie. Od lat już zatem nie znakujemy trwale drzew dorodnych, ale leśniczy sam je wybiera klasyfikując i znakując tylko drzewa konieczne do usunięcia, czyli wadliwe, nie przydatne do dalszej hodowli, chore i obumierające. W trakcie szacunków brakarskich powierzchni trzebieżowych, leśniczy sporządza szkic sieci szlaków operacyjnych, po których poruszają się maszyny i zaznacza obiekty lub obszary cenne przyrodniczo, które należy chronić w czasie prac.

 Jak widać szacowanie nie jest prostą sprawą i wymaga szerokiej wiedzy przyrodniczej i leśnej, znajomości specjalistycznego sprzętu: programów komputerowych, map cyfrowych, GPS, wysokościomierzy, którymi mierzy się wysokość drzew

 52381

Trzeba też oprócz siedzenia przy komputerze czy spoglądania w ekranik rejestratora i GPS zwyczajnie „przedeptać” wiele kilometrów w mrozie, deszczu lub upale, w krzakach, błocie albo w skwarze. Pod pachą taszcząc symbol leśników „klupę” - średnicomierz do mierzenia pierśnicy, czyli średnicy drzewa na wysokości piersi. Różnie bywa z warunkami pracy, bo gdy u nas na nizinach dokucza już wiosenne słońce, meszki i komary to np. u kolegi Jerzego w Nadleśnictwie Rymanów zima w najlepsze

5239

Szacunki jednak zrobić trzeba jak najdokładniej i terminowo, bo robimy je z szacunku dla drzew, lasu ale też ludzi, którzy te drzewa dla nas posadzili, wyhodowali i troszczyli się o nie latami, aby służyły innym ludziom i polskiej przyrodzie. Dlatego moment, kiedy drzewa zamieniają się w drewno nie jest tylko bezmyślnym aktem wykonania wyroku na żywym drzewie lecz fragmentem pożytecznego procesu przyrodniczego. Dlatego z szacunkiem robimy szacunki…

Miłej niedzieli

 

Leśniczy Jarek-lesniczy@erys.pl

 

13:22, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
sobota, 15 kwietnia 2017

522min

Już minęło południe dnia poprzedzającego dzień Zmartwychwstania Pańskiego. Nasz Julian wrócił z rodzicami z wiejskiego kościoła, gdzie odbyła się krótka ceremonia poświęcenia pokarmów. Rezolutny trzylatek z dumą niósł koszyczek ze święconką i rozglądał się po kościele. „Czemu w tym domu nie ma komputera?”- zapytał jak na dziecko z miasta przystało…

No cóż, wnuk leśniczego powinien rozglądać się raczej za zającem lub podziwiać leśne kraszanki

5221

Całe szczęście, że przyjeżdża coraz częściej i chętniej do leśniczówki oraz do lasu, to komputer będzie go mniej interesował, choć rodzice poświęcają mu wiele uwagi. A to, że jest moim i leśniczyny Reni pupilem, to oczywista oczywistość… Podczas świątecznego spaceru z pewnością będziemy razem zachwycać się pięknem naszej przyrody, a może spotkamy Zajączka, niekoniecznie tylko takiego leśnego, choć to przecież miłe spotkania

5223

Dzieci wolą jednak takiego, który znosi do gniazdka ich ulubione smakołyki, np. „kinder jaja”. Poszukamy ich oczywiście  w ogrodzie!

Aura nie zapowiada się na jutro i pojutrze najwyższej jakości, ale najważniejsze, aby nam wszystkim dopisała pogoda ducha podczas świątecznych spotkań. Pora zatem zacząć świętowanie!

Wszystkim, którzy zaglądają do zapisków leśniczego życzę z okazji Świąt Wielkanocnych miłego i radosnego wypoczynku w gronie najbliższych, smacznego jajka, będącego symbolem nowego życia i mokrego dyngusa.

Zasyłam moc życzeń pachnących wiosną, która objawia się świeżą, nieskażoną niczym zielenią

5222

Warto to sprawdzić podczas rodzinnego spaceru po śniadaniu wielkanocnym, które należy rozpocząć tradycyjnym stuknięciem się jajem.

Jajo wielkanocne to jedno z najważniejszych symboli świąt Wielkiej Nocy. Nieodzowny składnik menu wielkanocnego, który nie tylko służy, jako pokarm, ale jest także ozdobą wielkanocnego stołu. Znamy wielkanocne jaja w przeróżnej postaci, także czekoladowe, ale to zwykłe, najlepiej przyniesione z własnego kurnika i także własnoręcznie ozdobione, ma szczególna wartość. Jest przecież symbolem odradzającego się życia, zmartwychwstania Chrystusa, zdrowia, dostatku i pomyślności. Jajo to znak przezwyciężenia śmierci porównanego do przebijania skorupki. Dlatego też stuknijmy się jajem na szczęście!

Wesołych Świąt!

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

14:06, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »
czwartek, 13 kwietnia 2017

521min

Ostatnie dni są znakomitą ilustracją do powiedzenia: „kwiecień plecień, bo przeplata, trochę zimy, trochę lata”. Raz jest zimno i deszczowo, bywa też, że pada grad. Jednak zdarzają się też chwile, kiedy słońce już solidnie przygrzewa i z PAD nadleśnictwa, czyli Punktu Alarmowo-Dyspozycyjnego płyną komunikaty o „trójce”, czyli trzecim, najwyższym stopniu zagrożenia pożarowego. Należy być teraz szczególnie czujnym, o czym przekonałem się kilka dni temu.

Przyjechałem do domu i zacząłem się przebierać, a tu zadzwonił dyżurny z PAD: „Zgłoszono mi dym pomiędzy Stołuniem a Szarczem, jedzie tam już strażnik leśny…” Szybko odpowiedziałem: „OK, jadę!” Nie czekałem na resztę komunikatu i na powrót zacząłem się ubierać. Za chwilę jechałem w kierunku Szarcza. Na miejscu był już podleśniczy Krzysiek, który mieszka niedaleko i bojowy samochód strażacki z OSP Pszczew. Paliła się ścioła pod linią energetyczną. Zadzwoniłem natychmiast na posterunek energetyczny, aby wyłączono prąd. Energetycy wysłali także patrol do zagrożenia, a ja przestrzegałem strażaków, aby mimo wszystko zachowali ostrożność, lejąc wodę w pobliżu linii. Paliło się dokładnie pod przewodami energetycznymi linii biegnącej przez las. Okazało się, że to Krzysiek zobaczył dym wracając do domu z pracy, zgłosił to do PAD i wezwał strażaków. Całe szczęście, że tak się stało, bo dzięki szybkiej reakcji obyło się bez strat w lesie. Strażacy-ochotnicy szybko, w zarodku stłumili pożar. Za chwilę dojechał wóz PSP z Międzyrzecza i strażnik leśny. Strażacy szybko dogasili tlącą się ściółkę. Jeden z nich przyniósł kawałki ceramicznego izolatora.

Wiatr zrzucił przewód z uszkodzonego izolatora na ramię słupa, zrobił się „spinak” i iskry spadły na suchą ściołę leśną, która zaczęła się palić. Dobrze, że Krzysiek to zauważył i szybko zareagował. Spaliły się tylko 2 ary ścioły, ale to dowód, że ciepłe dni mogą przynosić różne zagrożenia.

Dziś co chwilę padało, ale chwilami też wychodziło słońce. Las ogrzewany promieniami kwietniowego słońca „dymił” jak ścioła pod linią

5211

Zieleni się coraz bardziej w dnie lasu i rozwijają się zakręcone paprocie

5212

Górne piętro lasu także pokrywa się zielenią, bo rozwijają się liście brzóz i buków, a kasztanowiec, który rośnie w lesie przy dawnym, dyliżansowy trakcie okrywa się „nietoperzami”

5213

Prawda, że rozwijające się liście kasztanowca przypominają nietoperze?

W wielu zakątkach pojawia się już biel kwiatów, czasem na skraju lasu i pola

5214

Innym razem zobaczymy w głębi lasu obsypana białymi kwiatami czereśnię ptasią, czyli trześnię

5215

Posadził ja tam przezorny leśnik, który zna jej wielkie znaczenie dla przyrody, ale też ludzi. To jeden z najcenniejszych rodzimych gatunków drzew leśnych. Tam, gdzie dobrze rośnie trześnia, występują bardzo dobre i żyzne gleby. Jest to drzewo o dużej wartości biocenotycznej, które wzbogaca nasze lasy i wzmacnia ich odporność na szkodniki i choroby. Pięknie kwitnie razem z rozwojem liści właśnie teraz. Owoce trześni są ulubionym smakołykiem dla wielu gatunków ptaków: szpaków, kosów, kwiczołów, ściągając je na tereny leśne. Są także cennym źródłem witamin dla zwierząt i ludzi.

Zwykle trześnie to małe drzewka, ale czasem wyrastają z nich piękne drzewa o ciekawym i cennym drewnie. Drewno czereśni ptasiej służy bowiem do produkcji mebli artystycznych, boazerii, używane jest w stolarstwie i tokarstwie. Kiedyś z drewna trześni wyrabiano instrumenty muzyczne, pojazdy konne, używano je w kołodziejstwie oraz do wytwarzania bogato rzeźbionych ram do obrazów.

Nacieszyłem oczy białymi kwiatami trześni i zajrzałem ostrożnie na pas gazociągu biegnącego z Płw. Jamał do Europy Zachodniej, przecinający całe leśnictwo Pszczew.

5216

Zaglądam tam często, bo zwykle spotykam tam daniele lub dziki. Dziś jednak natknąłem się inne zwierzę… Coś szarego przemknęło przez wąski pas. To wilk! Niestety, nie zdążyłem nawet włączyć aparatu… Ale niedaleko, za pagórkiem, dostrzegłem inny ruch

5217

Wszystko jasne, to pewnie jelenie wzbudziły zainteresowanie wilka, który pas gazociągu uznał za dobra ścieżkę podchodową.

Kika dni temu wcześnie rano spotkałem się z pięknym wilkiem, który schodził z pól pod wsią. Bardzo rzadko wychodzę z domu bez aparatu i właśnie ten przypadek zdarzył się wtedy... A miałem wilka na 40 metrów!

Ale na tym samym pasie gazociągu, wcześniej spotkałem pięknego ptaka, o którym wspomniałem już wcześniej. To pięknie ubarwiony krzyżodziób świerkowy

5218

Krzyżodzioby są ptakami nieco większymi od wróbla, o masywnych głowach i krępych sylwetkach charakterystycznych dla wielu łuszczaków. Samce są niemal jednolicie ceglastoczerwone bądź pomarańczowe z ciemnymi skrzydłami i ogonem. Samice zaś są oliwkowozielone z jaśniejszą kreskowaną piersią. To jednak ptaki niezwykłe, rzadkie na naszych ziemiach, szczególnie na nizinach, wędrowne, czyli żyjące po cygańsku i uzależnione od nasion świerka, którymi się głównie odżywiają. Aby zręcznie wyłuskiwać nasiona świerka z szyszek natura wyposażyła je w oryginalne, dość dziwaczne w ptasim świecie dzioby.

Są mocne i grube, ale w odróżnieniu od innych łuszczaków ich końce są cieńsze, wydłużone, lekko zagięte i wzajemnie się krzyżują. Co ciekawe u niektórych osobników dolna szczęka przechodzi z prawej strony górnej części dzioba, u innych zaś z lewej. Są więc różne krzyżodzioby świerkowe. Jedne prawoskrętne, inne lewoskrętne i chyba nie ma to nic wspólnego z ich poglądami politycznymi. Niezwykłe ptaki o skrzyżowanym dziobie nazywane są też inaczej: krzywonos, ziarnojad krzywodziób, grubodziób krzywodziób, krzywonos zwyczajny. Krzyżodzioby zwane krzywonosami kojarzą się mi ze znanym atamanem kozackim. Maksym Krzywonos to bowiem postać historyczna, która wystąpiła w „Ogniem i Mieczem” Henryka Sienkiewicza. W filmie świetnie zagrał go Maciej Kozłowski. Krzywonos wzbudzał w swoich podkomendnych strach oraz uwielbienie, bowiem Kozacy chętnie wielbili persony groźne, odważne, a wręcz szalone.

Nasz krzyżodziób to jednak łagodny i piękny ptak o łacińskiej nazwie Loxia curvirostra. W "Ptakach Polski" znanego ornitologa Andrzeja Kruszewicza znajdziemy takie tłumaczenie tej nazwy: "pochodzi od greckiego słowa loxos i oznacza coś krzywego, wygiętego na boki. Nazwa gatunkowa curvirostra pochodzi od łacińskich słów: curvus - krzywy, zakręcony i rostrum - ryj, dziób." Oryginalne, prawda?

Co ciekawe, małe krzyżodzioby, które legną się w gniazdach z daszkiem, uwitych na świerkach, przychodzą na świat zimą (wtedy jest urodzaj świerkowych nasion) z zupełnie prostymi dziobami. Krzywonosami zostają wtedy, gdy zaczynają dłubać w świerkowych szyszkach…

Wiele można by opowiadać o tym ciekawym ptaku, ale przecież teraz same ciekawe rzeczy dzieją się w przyrodzie. Codziennie spotykam nowe gatunki ptaków powracających z wędrówek. Bociany maszerują pośród coraz bujniejszych łąk, przyleciały już dudki, kręcą się kanie, a błotniaki wiją gniazda pośród trzcinowisk

5219

W trawach zaczynają już kwitnąć mniszki, a w mokrych miejscach widać złoto kaczeńców

52110

Nie przegapcie wiosny siedząc w domu, warto wybrać się w plener bez względu na to co kwiecień naplótł, no i Wielkanoc tuż, tuż…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

22:48, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 61