O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
czwartek, 28 lipca 2016

480min

Przez ostatnie dni pogoda jaka panuje w lubuskich lasach sprawia, że można próbować naśladować słynnego podróżnika Wojciecha Cejrowskiego i tak jak on boso ruszać w świat. Niestety, lasy leśnictwa Pszczew to nie dżungla z filmowego planu. Leśniczy nie obserwuje spokojnie i w zamyśleniu tak jak podróżnik na wakacjach co dzieje się w lesie i co porabiają w nim tubylcy lecz gania pomiędzy zadaniami, które jedno jest ważniejsze od drugiego. Trwa usuwanie wywrotów i złomów, budujemy nową drogę przez leśnictwo, temperatura i wysoka wilgotność powodują, że trawy rosną jak szalone i wre praca przy pielęgnowaniu upraw.

 Telefon dzwoni nieustannie: pytają mnie budowniczowie drogi- Panie leśniczy, gdzie mamy wywozić karpy wyrwane z pasa drogi?, zulowiec 1 - Kończymy właśnie wykaszać pokazane nam uprawy, co teraz będzie do koszenia?, zulowiec 2- Panie leśniczy- kontener na śmieci pełen, proszę to pilnie zgłosić w komunalce bo nie ma gdzie pakować śmieci, a te turysty to wie pan co wywożą do lasu!, zulowiec 3- kłoda 2,50 i 2,90 zrobiona, S2b 1,80 także, co teraz wyrabiać z wywrotów?, zulowiec 4- nie wiemy gdzie zrywać papierówkę, bo ci od drogi zatarasowali dokumentnie przejazd... Dzwonią co chwilę kolejni przewoźnicy drewna, wciąż nie słabnie zainteresowanie drewnem opałowym, a kilka godzin musiałem poświęcić brakarzowi z dużej firmy, który przyjechał oglądać stosy z „papierówką”. Warto było, bo protokołem przekazania drewna „sprzedałem” mu ponad 270 m3 drewna.

 Tak, spokojnie i boso przez świat nie da się chodzić ( choć lubię ten program i z sympatią słucham podróżnika WC oraz jestem po lekturze chyba wszystkich jego książek). Ganiam samochodem z jednego końca leśnictwa na drugi, a piechotą przez las też przemierzam sporo kilometrów, bo trzeba kontrolować pułapki feromonowe na brudnicę mniszkę i odbierać wykonane prace przy pielęgnowaniu upraw i czyszczeniach. Upał, duchota i wysoka wilgotność powietrza powoduje, że zieloną ( a nie kwiaciastą jak słynny podróżnik) koszulę mam nieustannie mokrą, a wszystkie bzyczące stworzenia kąsają jak jasny gwint bez żadnych skrupułów.

Wciąż nawracam do słynnego podróżnika, bo latem nasze lasy też nieco przypominają południowoamerykańskie ostępy. Jest zielono, gorąco i mokro. Na szczęście u nas nie ma jadowitych węży, pająków wielkości zająca i przebiegłych tygrysów. Mamy za to wszelakiej maści muchy, bąki, gzy i inne takie, które niepomne na wszelkie specyfiki w spraju i sztyfcie kąsają każdy odkryty kawałek skóry. Nic nie poradzimy. Najłatwiej po prostu przywyknąć i nie zwracać uwagi na takie drobiazgi. Trzeba mieć też solidne buty, długie spodnie i koszulę z długim rękawem bo pokrzywy, jeżyny i inne czepialskie rośliny podobnie jak owady nie pozwalają na komfort szortów i koszulki typu „chłopcy z plaży”… Nie jest łatwo, ale nie narzekam, bo lubię swoją pracę. No i u nas nie ma sjesty, a raczej nieustanny, nerwowy pośpiech napędzany wciąż dzwoniącym telefonem. Ostatnio „Lato z radiem” w Jedynce postanowiło przedstawić  radiosłuchaczom postać leśniczego. Naturalnie na antenie nie gościł autentyczny leśniczy lecz o naszej pracy opowiadał pewien aktor. Jego obraz leśniczego jest tak zbliżony do rzeczywistego jak porównanie pszczewskiego lasu do amazońskiej puszczy.  Oczywiście wrócę do tematu innym razem, bo warto o tym rozmawiać

W tym miesiącu odebraliśmy z podleśniczym Irkiem ponad 200 stosów z drewnem.

4801

To ogrom pracy, bo każdy taki stos to wiele pomiarów, oględzin i sterta dokumentów do przerobienia. Latem odbiorcy drewna bardzo grymaszą i chętnie składają reklamacje na jakość drewna. A to pojawią się plamki sinizny, to kłoda zamiast 2,65 m ma 2,64 lub zamiast średnicy 28 cm ma 27,9 cm, czyli według umownych zasad powinna być liczona jako 27 cm, a to poważne uchybienie… Szczególnie w sytuacji gdy w miesiącu odbieramy kilkanaście zestawów wywozowych kłód, a każdy z nich liczy 100- 200 sztuk. Każdą kłodę trzeba obejrzeć, sprawdzić wymiary i zmierzyć przymiarem średnicę w cieńszym końcu, przykładając miarkę w miejscu, gdzie jest najmniejsza średnicy. Jest co robić! Większość prac przy pomiarach drewna i bezpośredniej odbiórce oraz nadzór nad drwalami i zrywkarzami to zadanie podleśniczego.

4802

 Cała dokumentacja, ochrona, hodowla lasu, sprzedaż drewna, turystyka i wiele innych zadań zostaje dla leśniczego. Ale pomimo nawału zajęć trzeba znaleźć choć moment na obserwację otaczającej nas przyrody, bo to tak samo ważne zadanie leśniczego jak odbiórka czy sprzedaż drewna.

Gdy przejeżdżałem z jednego oddziału leśnego do innego na łączce pod lasem zauważyłem coś brązowego. Zatrzymałem się na chwilę i zobaczyłem wolno sznurującego lisa

4803

To niby nic wielkiego ale gdy lepiej przyjrzałem się, zauważyłem, że dość blisko myszkującego lisa przycupnął zając

4804

Lis nie zwracał na niego uwagi, wcale nie zamierzał na niego polować i wolniutko sznurował sobie przez łąkę, co chwilę przystając

4805

 Rudzielec to drapieżnik, który zjada dziennie do kilograma pożywienia. Podstawowym pokarmem lisa są gryzonie, ale żywi się również owadami, płazami i gadami. Interesują go podobnie jak ornitologów ptaki i ich lęgi. Chętnie zjada też padlinę i dlatego często go spotykamy wzdłuż dróg jak zbiera różnych nieszczęśników, którzy mieli bliskie spotkania z pojazdami. Bardzo chętnie zjada owoce, zarówno leśne jak i te z naszych sadów. Kiedy w norach, które kopie sam, a często także gotowe podkrada borsukom pojawiają się takie urocze lisięta

4806

Zagląda wtedy w pobliże ludzkich osad i szpera w śmietnikach lub podkrada drób. Okazyjnie interesuje się młodymi sarnami, zającami lub królikami, ale tym razem nawet nie spojrzał na zająca, który na wszelki wypadek nieco przykucnął.

4807

Lis przeszedł koło niego mijając go na 7-8 metrów. Szedł ze znudzoną miną i pozornie nie zwracał uwagi na otoczenie. Doszedł do mnie na około 40 metrów i przystanął na chwilę

4808

Powiał lekki wietrzyk i pewnie poniósł ze sobą nutę mojego zapachu. Chyba lisowi nie spodobała się nuta mojej wody toaletowej bo ze znudzonego, wolno sznurującego mykity przeobraził się w rudą strzałę, który momentalnie wbiła się w wysoką trawę. Nie na darmo wszyscy uważamy go za rudego cwaniaka. Zając zachował większy spokój. Z uwaga przyglądał się ucieczce lisa

4809

Potem z godnością pokicał w drugą stronę. Skoro lis nie patrzył na niego wilkiem, a zielono ubrany człowiek nie wymachiwał strzelbą to po co się denerwować i śpieszyć?

Las i jego mieszkańcy mają swoją filozofię i obyczaje. Warto je poznawać oraz rozumieć jak usiłują to robić badacze i podróżnicy podczas egzotycznych wypraw. Nasz las jest równie ciekawy i fascynujący jak odległa dżungla i nie potrzeba lecieć do niego samolotem z paszportem w garści. Wystarczy tylko być dobrym obserwatorem i zatrzymać się na chwilę w pędzie codziennego dnia, co czasem nawet dla leśniczego jest, niestety, tak trudne jak zorganizowanie wyjazdu w dżunglę.

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

 

23:57, lesniczy.lp
Link Komentarze (1) »
czwartek, 21 lipca 2016

 

479min

Lato w pełni i okolice Pszczewa pełne są turystów. Przed mapą okolicy, która stoi przed leśniczówką co jakiś czas jakaś para lub grupka turystów zastanawia się nad wyborem trasy spaceru. Często turyści pukają do kancelarii pytając o szczegóły lub o atrakcje godne obejrzenia. Las to bardzo atrakcyjny „towar turystyczny”, naturalnie w zależności od gustów, potrzeb i wiedzy odwiedzających go turystów, należy go tylko umiejętnie udostępnić ludziom. Do tego niezbędna jest sieć dróg biegnących przez lasy. Można po nich spacerować w rodzinnym gronie

4791

Można też jeździć rowerem lub biegać, zażywając do woli czystego powietrza, a nawet bezpłatnej aromaterapii pośród drzew iglastych

4792

Naturalnie leśne drogi służą także do prowadzenia gospodarki leśnej i zabezpieczenia przeciwpożarowego obszarów leśnych oraz mają wiele innych zastosowań. Drogi są dla lasu tym, czym żyły i tętnice dla naszego organizmu. Dlatego trzeba o nie bardzo dbać oraz czasem budować nowe.

W zeszłym roku na obszarze leśnictwa Pszczew został wybudowany pierwszy odcinek drogi leśnej spinającej dwie drogi powiatowe. Jest ona bardzo potrzebna turystom oraz przewoźnikom drewna, bo większość okolicznych dróg lokalnych ma solidne ograniczenia tonażu. Widać to na załączonej mapce, na której na niebiesko zaznaczyłem projektowaną nową drogę

4793

Właśnie ruszyły prace przy drugim odcinku, który rozpoczyna się w oddziale 58. To mniej więcej połowa nowej drogi, odkreślona czerwoną kreską. Wcześniej wyznaczyłem pas lasu, który należało wyciąć, aby nowa droga była wystarczająco szeroka, dobrze naświetlona i aby zmieściły się tam także rowy odprowadzające wodę.

4794

Wyznaczałem pas nowej drogi poszerzając już istniejącą drogę leśną tak, aby przebiegała możliwie prosto, a wykorzystując naturalne luki w lesie starałem się wycinać jak najmniej drzew. Drewno należało bardzo szybko wywieźć z lasu, a potem przyszła pora na usunięcie gałęzi i chrustu. Pomimo solidnie padającego deszczu w czwartek i piątek trwały tam intensywne prace. Pracownicy „zula” składali w stosy gałęzie, a dwa nieduże forwardery Vimek ładowały je na siebie i wywoziły poza wytyczona drogę.

4795

 W poniedziałek na „plac budowy” weszła firma wykonująca drogę i rozpoczęły się prace związane z usuwaniem karp drzew i wstępne profilowanie korony drogi oraz poboczy. Niebawem rozpocznie się układanie włókniny i zwożenie kamienia potrzebnego na nawierzchnię drogi, bo leśne trakty muszą być budowane z naturalnych surowców.

4796

Dziś ten kilkusetmetrowy odcinek wygląda już tak

4797

Po naszych (zulowcy i leśnicy) pracach został 14 metrowej szerokości pas z dawną drogą i oczyszczony z gałęzi ale naszpikowany pniakami po drzewach

4798

Dziś wygląda to już zgoła inaczej, choć to dopiero pierwszy etap prac

4799

Pracujemy nadal przy przygotowaniu dalszego odcinka pod budowę tej drogi, choć równolegle usuwamy złomy i wywroty, których wciąż jeszcze wiele czeka na interwencję piły drwala lub „blaszanego drwala” czyli harwestera

47910

W pierwszej kolejności usunęliśmy te drzewa, które stwarzały jakiekolwiek zagrożenie dla bezpieczeństwa ludzi. Przecież latem w pszczewskich lasach spotykam wielu korzystających z szerokiej oferty zielonych obszarów. Lato i wakacje w pełni, a zatem turyści indywidualni czy zorganizowane grupy chętnie zagłębiają się w las. Niestety, stopień zainteresowania lasem można ocenić także po ilości śmieci, które z niego sprzątamy, a szczególnie z miejsc postoju pojazdu i parkingów leśnych. Pewnie niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego ile nakładów sił i środków wymaga urządzenie, utrzymanie i konserwacja takich miejsc, które ułatwiają ludziom korzystanie z lasu. Urządzenia na parkingach są często bezmyślnie niszczone, stąd co jakiś czas trzeba je odnawiać lub wymieniać.

 

Aby jednak ułatwić odwiedziny i udostępnić las zmotoryzowanym turystom odnowiliśmy ostatnio dwa miejsca postoju. Stare ławostoły zostały wymienione na nowe, zadaszone. Dla rowerzystów ustawiliśmy drewniane stojaki na rowery i dodatkowe kosze na śmieci.

47911

 Bo śmieci to prawdziwa zmora letniego lasu. Gdy po paru godzinach od odbioru prac wstąpiłem ponownie na miejsca postoju zastałem tam taki widok.

47912

Zulowiec Darek, który ze swoimi pomocnikami systematycznie sprząta leśne parkingi i ich najbliższą okolicę szybko napełnił busa workami ze śmieciami. Wozi je na wysypisko gminne, gdzie został ustawiony specjalny, sporych rozmiarów kontener. Gdy się wypełni śmieciami, zgłaszam to do zakładu usług komunalnych, a ten za każde jego opróżnienie wystawia fakturę. Za usługę płaci nadleśnictwo, a są to spore pieniądze bo w tym miesiącu już po raz piąty śmieci z „naszego lasu” wypełniły duży kontener.

To pewna niefrasobliwość ludzi, którzy wbrew zasadom „ustawy śmieciowej” usiłują oszczędzać wywożąc śmieci do lasu. Wysokie koszty ich usuwania (a w skali całych Lasów Państwowych to kilkanaście milionów złotych) ponoszą nadleśnictwa, a przecież za te pieniądze można byłoby budować inne leśne drogi, obiekty turystyczne czy edukacyjne.

Dlatego bardzo proszę korzystajcie z oferty leśników i skręcajcie w las na widok takich znaków

479131

Jednak jest to miejsce, które służy nam do odpoczynku i rekreacji, bezpiecznego pozostawienia samochodu czy roweru, a nie do pozbycia się starych czy niepotrzebnych przedmiotów z domu. My, leśnicy, cierpliwie naprawiamy stare, budujemy wciąż nowe drogi i urządzenia turystyczne dla ludzi odwiedzających lasy. Jednak pomimo wieloletnich, kosztownych starań nie potrafimy zbudować u ludzi zrozumienia i potrzeby wspólnej troski o nasze, wspólne lasy. Najwyższa pora, aby te zmiany mentalne następowały tak szybko jak szybko powstaje nowa droga przez las.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

22:13, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
piątek, 15 lipca 2016

478min

 

Leśne drogi to „coś” bardzo ważnego, potrzebnego i w zasadzie trudnego do zdefiniowania. Dziwne? Wcale nie! Dla turysty, trampa, leśnego włóczęgi drogi w lesie to obietnica przygody, dotarcia do nieznanego miejsca i odkrycia kolejnej tajemnicy lasu. Fascynują obietnicą przygody, kuszą nieznanym, intrygują tajemnicą. Działają tak na wytrawnego turystę, ale także na tego przypadkowego, nazywanego „niedzielnym”, kuszą zarówno miejscowego jak mieszkańca dużego, odległego od lasu miasta. Kogo nie kusi taki widok?

4781

Zachęcają każdego do zagłębienia się w nieznany las i poznania jego niewątpliwych uroków. Dla grzybiarza to możliwość dostępu do borowikowego eldorado, dla wędkarza- fajna trasa nad śródleśne jezioro. Dla każdego- obietnica obcowania z ciszą, spokojem i majestatem kojącej zmysły zieleni lasu. Gdy poruszamy się pieszo lub rowerem to świetny wybór i bez wahania ruszamy przed siebie, w las. Jednak gdy zasiadamy za kierownicą samochodu zwykle mamy dylemat. Można jechać, czy nie? Rozglądamy się za znakiem zakazu lub za drogowskazem, ale nie zawsze go odnajdziemy i co wtedy? 

Co formalnie oznacza termin „droga leśna”? Zgodnie z treścią art. 6 ust. 1 pkt 8 ustawy o lasach drogi leśne, to „drogi położone w lasach niebędące drogami publicznymi w rozumieniu przepisów o drogach publicznych”. Zgodnie z kolei z art. 3 ust. 2 ustawy o lasach każdy grunt związany z gospodarką leśną jest traktowany jako las i podlega opodatkowaniu podatkiem leśnym. Przecież tam gdzie dziś jest droga leśna, potrzebna do hodowli lasu za chwilę może rosnąć las, a tam, gdzie dziś jest las może być niebawem droga lub szlak zrywkowy. To normalne zjawisko. Dla leśnika – to zatem część lasu służąca do zarządzania, gospodarki, ochrony lasu ale także transportu drewna i dojazdu do pożaru.

Drogi leśne mają też ogromne znaczenie dla nas wszystkich. Udostępniają bowiem ludziom zielone obszary i służą również do pieszego i rowerowego ruchu turystycznego. Mają też wielkie znaczenie dla społeczności lokalnej, szczególnie dla mieszkańców śródleśnych osad i kolonii, dlatego leśnicy wspólnie z gminami i miastami realizują wiele inwestycji i projektów modernizujących właśnie te drogi gruntowe. Część z nich to drogi pożarowe, zapewniające swobodny dostęp do obszarów leśnych w razie zagrożeń. Jednak drogi stanowiące integralną część lasów służą głównie dla celów gospodarki leśnej i to normalne, że czasem mogą być rozjechane przez ciężkie maszyny i samochody związane z gospodarka leśną, ale niestety, nie każdy może po nich swobodnie i dowolnie poruszać się pojazdami silnikowymi.

 

Zasady udostępniania lasów społeczeństwu precyzyjnie ustalono w ustawie o lasach w rozdziale 5.  Z ustawy wynika, że ruch motorowerem, pojazdem silnikowym (także quadem)  i zaprzęgiem konnym dopuszczalny jest tylko drogami publicznymi. Każdym pojazdem można wjechać do lasu drogą leśną tylko wtedy, gdy jest wyraźnie oznaczona drogowskazami dopuszczającymi ruch ( np. wskazany jest kierunek i odległość dojazdu do miejscowości, ośrodka wypoczynkowego czy parkingu leśnego).

4782

 Nie dotyczy to inwalidów, którzy poruszają się pojazdami przystosowanymi do ich potrzeb. Konno można poruszać się tylko po specjalnie wyznaczonych szlakach. Na drogach leśnych nie muszą być ustawione szlabany i  znaki zakazujące poruszania się po nich, gdyż zakaz ten wynika wprost z zapisów ustawy o lasach. To uregulowanie prawne dotyczy lasów wszelkiej własności. Obowiązuje ono cały rok, nie tylko w okresie zagrożenia pożarowego. Te przepisy nie dotyczą pracowników nadleśnictw, właścicieli lasów w ich własnych lasach, osób wykonujących i kontrolujących gospodarkę leśną, służb ratujących zdrowie i mienie ludzkie (policja, straż pożarna, pogotowie ratunkowe), myśliwych wykonujących zadania gospodarcze oraz właścicieli pasiek zlokalizowanych w lasach.

 Przepis pozornie jasny, ale jak odróżnić drogę publiczną biegnącą przez lasy od drogi, która jest faktycznie lasem, choć czasem jest świetnie utrzymaną „szutrówką”?

4783

 Nie ma, niestety, jednolitego i czytelnego systemu oznakowania dróg publicznych biegnących przez lasy. Jest to obowiązek zarządcy drogi, który powinien oznakować drogę zgodnie z zasadami wynikającymi z przepisów ruchu drogowego oraz ustawy o lasach. Różnie to jednak bywa w praktyce. Stąd częste dylematy kierowców samochodów, zza kierownicy których chcemy poznawać uroki leśnych dróg. Bo nie wszyscy chcemy i możemy chodzić pieszo lub poruszać się rowerem. Najlepiej zatem kierować się ogólną zasadą wjeżdżania samochodem do lasu tylko tam, gdzie wyraźnie pozwalają na to znaki drogowe i zakładać, że droga nieoznakowana nie jest dopuszczona do ruchu.

Nadleśnictwa, które zarządzają lasami państwowymi zwykle ustawiają tablice informacyjne z wyznaczonymi drogami do ruchu i miejscami parkingowymi. Bo nawet jeśli jedziemy drogą leśną dopuszczoną do ruchu to parkować nie możemy w dowolnym miejscu, np. na jej poboczu lecz tylko w miejscu tak oznaczonym

4784

Każde nadleśnictwo przygotowuje sieć parkingów leśnych oraz miejsc parkowania pojazdów. Takie informacje można znaleźć na stronie internetowej nadleśnictwa. Najłatwiej tam trafić wpisując adres www.lasy.gov.pl, a potem wybierając odpowiednią dyrekcję regionalną i nadleśnictwo. Leśnicy ponoszą koszty urządzenia i utrzymania tych miejsc, których w polskich lasach jest naprawdę wiele. W 2012 roku powstał nawet specjalny program pod nazwą AUL- Aktywne Udostępnianie Lasu, który realizują nadleśnictwa w całym kraju.

Cele tego programu:

1.Zapewnienie społeczeństwu możliwości wypoczynku, rekreacji, uprawiania turystyki oraz krajoznawstwa z wykorzystaniem lasów Skarbu Państwa poprzez budowę parkingów leśnych i miejsc postoju pojazdów,

2.Wzrost efektywności edukacji leśnej społeczeństwa oraz promocji polskiego modelu leśnictwa, w tym promocji Lasów Państwowych,

3.Urzeczywistnienie misji Lasów Państwowych w kooperacji z organami i instytucjami lokalnymi i powinności publicznych w zakresie rozwoju terenów niezurbanizowanych.

  1. Ograniczenie antropopresji poprzez ukierunkowanie ruchu turystycznego na obszarach leśnych w celu przeciwdziałania zagrożeniu trwałości i ciągłości funkcjonowania lasu.

4785

Korzystajmy z rozsądkiem z tych miejsc i dróg biegnących przez lasy pamiętając o ustawowych zasadach. To nie wymysł czy „sobiepaństwo” leśników lecz zdrowe reguły prawne, które należy znać, choć różnie z tym bywa. Dlatego pozwoliłem sobie je przypomnieć w wakacyjnym czasie gdy lasy kuszą pięknem, chłodem i bogactwem wszelkich darów.

Wjazd pojazdami do lasu posiada zatem pewne ograniczenia, ale ich znajomość ułatwi prawidłowe korzystanie i zapewni nam komfort wypoczynku. To zasady obowiązujące w całym kraju, a z naszych lasów, w których gospodarzą leśnicy warto korzystać jak najczęściej i najpełniej.

 Z kolei nie ma żadnych ograniczeń, aby skorzystać z innej, ciekawej, wakacyjnej oferty na znakomity wypoczynek. Warto bowiem ruszyć do Pszczewa na Jarmark Magdaleński. To już w najbliższą sobotę i niedzielę!

Na pszczewskim rynku trwają ostatnie przygotowania

 4786

Dziś ustawiane są już stragany na całym rynku

4787

W niedzielę zapełni się on folklorem i gwarem uczestników Jarmarku.

4788

 Rzeźbiarze będą rzeźbić w drewnie, kowale będą wykuwać podkówki na szczęście, zapachnie świeżym miodem. Zagrają folkowe zespoły i orkiestry dęte, a na licznych stoiskach zobaczymy wszystko, co ludzie potrafią wykonać rękami zgodnie z wielowiekową tradycją. Jednym słowem będą cuda i wianki…

4789

Organizatorzy Jarmarku, który jest organizowany w obecnej wersji od 1994 roku na wzór średniowiecznych jarmarków zadbali także o najmłodszych, no i o miejsca parkingowe.

47810

 Ruszajcie zatem do Pszczewa wszystkimi drogami jakie znacie. Szczegóły tej unikalnej imprezy znajdziecie na www.pszczew.pl oraz  na plakacie

47811

Po jarmarku zachęcam do odwiedzenia pięknych, pszczewskich lasów i czystych śródleśnych jezior. Naturalnie do lasu wjeżdżamy i parkujemy pod sosnami czy dębami tylko zgodnie z zasadami, które wyżej przypomniałem.

Wspaniałych wrażeń!

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

23:15, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 lipca 2016

477min

Lipcowe ciepłe dni zachęcają do korzystania z uroków pszczewskich jezior ale i las ma swoją ciekawą ofertę. Pojawiły się bowiem pierwsze grzyby. Donoszę o tym z prawdziwą przyjemnością, bo większość z nas lubi je zbierać. Na razie nie można mówić o wielkim wysypie i nie ma szans na poważne zbiory, bo to przecież lipiec. No ale kto nie skusi się na tak dorodną czubajkę kanię?

4771

Tym bardziej, że kanie rosną przecież na skraju lasu i nie trzeba w ich poszukiwaniu przemierzać bezkresnych kniei. Można je zbierać np. podczas rowerowej wycieczki, korzystając ze szlaków turystycznych, których przecież wiele biegnie przez nasze lasy. Dębowe borowiki również rosną na skraju lasu, a jeszcze częściej wprost na drodze. Skoro ja bez problemu wypatrzyłem zlewającego się z suchymi dębowymi liśćmi borowika zza kierownicy „Rockiego”, to podczas spaceru pewnie zdarzy się ich więcej.

4772

Pojawiły się też kurki, choć tylko w zaniżeniach terenu i w mchach oraz we wrzosowiskach. Znalazłem także kilka podgrzybków, ale były mało atrakcyjne i popękane, to nie to co jesienne soczyste „grubasy” o matowych, podobnych do borowikowych kapeluszach. Warto wybrać się na pierwsze grzybobranie, a przy okazji można poplamić ręce czarnymi borówkami. Wysypało nimi pięknie w pszczewskich borach

47711

Jednak coraz mniej ludzi zbiera już borówki. Może to napędzany przez medialne doniesienia strach przed kleszczami, a może zwykłe wygodnictwo? Nie widać w jagodnikach ani turystów, ani miejscowych, za to w pszczewskiej „Biedronce” owoce mają wielkie wzięcie. No cóż, ja jednak wolę borówki prosto z krzaczka, choć nie mają certyfikatu i paragonu…

Jednak nie bardzo mam chwilę aby się nimi raczyć bo pracy w lesie wciąż moc. Po ostatniej wichurze z 25 czerwca na sporej części leśnictwa wciąż pozostaje wiele złomów i wywrotów do usunięcia. Złamane konary uszkodziły kilkanaście ogrodzeń upraw

4773

To z fotografii i większość pozostałych już są naprawione, ale trzeba sprawdzić wszystkie, a to kilkadziesiąt kilometrów do przejścia. W pierwszej kolejności usuwamy złomy i wywroty przy bardziej uczęszczanych drogach. Przecież stanowią realne zagrożenie dla wszystkich, którzy spacerują po lasach. Dlatego bardzo proszę: uważajcie na połamane i wywrócone drzewa i wiszące konary tam, gdzie wichura dokonała zniszczeń w lesie! W leśnictwie Pszczew to głównie okolice Szarcza i Stołunia, ale miejscowe zagrożenia mogą przydarzyć się także w innych zakątkach lasu.

Naturalnie to przestroga  dotycząca znanego mi lasu, ale są też miejsca w kraju, gdzie żywioł dokonał dużo większych zniszczeń. Dlatego wybierając się z koszyczkiem na pierwsze grzyby czy po czarne borówki zachowajcie wielką ostrożność. My, leśnicy, maszynami i rękami pracowników zakładów usług leśnych staramy się jak najszybciej uprzątnąć połamane i wywrócone drzewa. Ale wciąż nowe pojawiają się w lesie. W piątek, około godziny 16 wracałem od wywozu drewna. Nagle zaczęły spadać drobne gałęzie i większe konary i zobaczyłem jak rozłamuje się sosna o podwójnym pniu. Runęła w poprzek linii kolejowej

4774

Jeżdżą tam wprawdzie tylko towarowe składy, ale co będzie gdy maszynista zbyt późno zobaczy zagrożenie? Zadzwoniłem natychmiast na alarmowy nr 112 i zgłosiłem problem. Dyżurny z punktu dyspozycyjnego przełączył rozmowę do PSP i wytłumaczyłem dokładnie strażakowi gdzie leży drzewo. Szybko je usunięto. Podobnie szybko porządkujemy złomy i wywroty w lesie. Niedawno leśna droga wyglądała tak

4775

Po kilku dniach krajobraz uległ zmianie, a przy drodze pojawiły się stosy sosnowych kłód

4776

Tam gdzie niedawno był wał połamanych drzew

4777

Dziś równo ułożone wałki czekają na forwarder, który zwiezie je w stos

4778

Usuwanie połamanych drzew to niebezpieczna praca. Naprężone pnie i gałęzie, popękane włókna drzewa i połamane gałęzie zawieszone wysoko w koronach mogą stanowić śmiertelne zagrożenie. Pomimo, że w zespole zul pracują świetni fachowcy przed rozpoczęciem prac przypomniałem im zasady bezpiecznej pracy i przestrzegałem przed zagrożeniami. Szczególnie niebezpieczne są złomy bramowe

4779

Wiszące czasem tylko na pasemku łyka fragmenty pnia mogą znienacka spaść w wyniku drgania od piły. Dlatego przy pozyskaniu drewna, także niebezpiecznych złomów pracują minimum dwuosobowe zespoły drwali. Pracy jeszcze moc, bo oszacowałem uszkodzenia od wiatrów na 1000-1200 m3. Dodatkowo równolegle trwają prace przy przygotowaniu pasa pod budowę drugiego etapu nowej drogi leśnej

47710

Tam także należy poświęcić wiele uwagi na właściwe wykorzystanie drewna, dochowanie wymiarów zamówionych przez odbiorców sortymentów i najwyższą jakość pracy. W innych częściach leśnictwa naprawiamy ogrodzenia, trwają pielęgnowania upraw, no i wciąż jadą samochody z drewnem. Wywiesiliśmy już pułapki feromonowe na brudnicę mniszkę, a w kolejce czekają usychające sosny, osłabione suszą i zamieraniem pędów.

Nad jeziorem Cegielnianym rozbili obóz harcerze ze Zbąszynka, po Pszczewie spaceruje wiele grup, często przejeżdżają grupy rowerzystów i motocyklistów. W lesie spotykam wielu turystów, a leśne parkingi nieustannie wymagają sprzątania i wywożenia śmieci. To lato pośród uroków pszczewskich jezior i lasów…

Warto z nich korzystać ale nie lekceważcie takich czy innych tablic ostrzegawczych

47712

W lesie o tej porze roku jest pięknie i ciekawie, od nas zależy aby było także bezpiecznie.

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

 

18:11, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
czwartek, 07 lipca 2016

 

476minW Stanach odbędą się niebawem uroczystości związane z patronem leśników- świętym Janem Gwalbertem. Każdy z nas powinien mieć duchowego opiekuna, który jest wsparciem, opoką, wzorem do naśladowania. Czasem śmiejemy się z tego, traktując istnienie duchowego patrona jako zabobon i raczej wierzymy w magię internetu czy telewizji, wzorując się na celebryckich idolach. Każdy z nas ma własną filozofię życia ale chyba też każdy, niezależnie od wiary i poglądów wzywał kiedyś na pomoc jakiegoś świętego. Zwykle dyżurnym „adresatem westchnień” jest święty Antoni, szczególnie gdy spóźnieni np. do pracy szukamy kluczy do auta… Jest jednak wokół nas wielu opiekunów, patronów, świętych. Patronem leśników, choć mam wrażenie mało znanym, jest od 1951 roku Jan Gwalbert. To znana postać w Stanach. Naturalnie nie w Stanach Zjednoczonych Ameryki lecz w Stanach położonych w naszym województwie podkarpackim. Właśnie we wsi Stany, która leży w województwie podkarpackim,w powiecie stalowowolskim i gminie Bojanów istnieje należąca do diecezji sandomierskiej parafia rzymskokatolicka, której patronuje Jan Gwalbert.

Proboszcz tej parafii, ksiądz Zbigniew Mistak przysłał mi takie miłe zaproszenie:

4761

Znam wielu leśników z tych okolic, szczególnie z Puszczy Sandomierskiej. Nazywają ich Lasowiakami, choć rdzenni mieszkańcy tych ziem, będący z całą pewnością ludźmi lasu nazywają siebie Lesiokami. Chętnie uczciłbym 10 rocznicę obchodów święta Jana Gwalberta w Stanach i spotkał z miejscowymi, a pewnie nie tylko z miejscowymi leśnikami. Jednak nadmiar obowiązków i spora odległość od lubelskiej dyrekcji lasów, nie pozwoli na tę przyjemność. W imieniu organizatorów, spełniając prośbę księdza Zbigniewa zapraszam jednak wszystkich, którym bliski jest patron leśników- Święty Jan Gwalbert do Stanów, w niedzielę 10 lipca . W ramach odpustu parafialnego odbędzie się tam zorganizowany wspólnymi siłami parafii, leśników i władz samorządowych Piknik Leśny, pełen atrakcji, zabaw i wydarzeń artystycznych. Wystarczy zerknąć na plakat

4762

Zachęcam wszystkich leśników oraz przyjaciół lasu do uczczenia mało znanego, skromnego Patrona Leśników i udziału w pikniku leśnym. Z całą pewnością będzie to ciekawa uroczystość, a niewiele jest miejsc, gdzie wspomina się Jana Gwalberta.

W „Żywocie świętego Jana Gwalberta, Zakonodawcy” spisanym przez Ks. Piotra Skargę i innych, wydanym w 1910 roku w Mikołowie czytamy:

„Obchodzi Kościół święty pamiątkę następujących Świętych Pańskich, zamieszczonych w rzymskiem martyrologium:

Dnia 12-go lipca w klasztorze Passignano uroczystość św. J a n a Gwalberta, Opata i Założyciela Zakonu Wallombroza.”

Nie tylko w tym klasztorze i nie tylko podczas uroczystości w parafii Stany warto tego dnia wspomnieć historię tej zacnej postaci i poznać filozofię patrona leśników. Każde miejsce jest dobre, a szczególnie las. Cisza, mistyka i wielkość lasu zachęcają do zajrzenia we własną duchowość i do chwil refleksji. Kto uważa to za stosowne może zwrócić się do patrona leśników słowami starej modlitwy, którą znajdziemy w cytowanym wyżej dziele p. Skargi:

Boże i Panie mój. Spraw miłościwie, abyśmy za wstawieniem się za nami świętego Jana Gwalberta, Opata, poleceni zostali miłosierdziu Twemu, i wszystko, czego własnemi zasługami otrzymać nie jesteśmy godni, za jego pośrednictwem dostąpili. Przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa. Amen.

Kto nie chce lub nie umie się modlić niech choć tego dnia poczyta o życiu i działalności benedyktyńskiego opata z Vallombrozjo, nazywanego bohaterem przebaczenia. A można też uczcić to święto patrona leśników wybierając się na spacer do lasu. A tam wystarczy zachwycić się pięknem przyrody, spojrzeć na nią z szacunkiem, nacieszyć się ciszą lasu i pomilczeć…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

22:33, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 czerwca 2016

 

475min

Od jakiegoś czasu zauważyłem w lesie gwałtownie rosnącą liczbę sosen o żółtych koronach. Takie usychające lub zupełnie suche drzewa my, leśnicy, nazywamy posuszem i staramy się jak najszybciej usuwać z lasu. Posusz może być czynny- czyli zasiedlony przez szybko rozmnażające się owady, a zatem szczególnie niebezpieczny dla całego lasu lub opuszczony- to już zupełnie martwe drzewa, gdzie po owadach destrukcyjne działanie rozpoczęły rozkładające je grzyby. Szczególnie posusz czynny jest bacznie obserwowany przez leśnika. Są to bowiem drzewa bardzo niebezpieczne dla innych i stają się źródłem chorób dla całego lasu. Suche drzewo opanowane przez grzyby i owady w lesie to jak trędowaty lub zarażony dżumą czy ospą człowiek w społeczeństwie. Zaatakowane, chore drzewo szybko zaraża kolejne i kolejne. Zdarza się, że od jednego chorego drzewa powstaje duże gniazdo posuszu, a czasem rodzi to konieczność wycinania zrębu aby ratować las. Bo wbrew temu, co mówią i piszą „pseudoekolodzy”, wycinanie drzew to najczęściej nie barbarzyństwo czy pazerność leśników lecz normalne zabiegi gospodarcze, a często także ratowanie lasu. W zielonym dachu lasu zaczęły się pojawiać w wielu miejscach rdzawe plamy

4751

To problem także sąsiednich nadleśnictw. Niektórzy koledzy nawet obserwowali las za pomocą dronów lub z pokładu samolotu. Dlatego po konsultacjach z innymi leśnikami postanowiłem poznać przyczynę problemu w moim leśnictwie. W piątek, razem z zastępcą nadleśniczego i koleżanką zajmującą się w nadleśnictwie ochroną lasu ruszyliśmy „badać wroga”. Jak sprawdzić co dzieje się w koronach starych sosen? Nie ma innego sposobu, trzeba ściąć kilka takich rudziejących drzew i  dokładnie obejrzeć ich korony, pędy, igły i pnie

4752

Drzewa, które pozornie były jeszcze żywe, pokryte były wyciekami żywicy i chodnikami owadzimi. Gdy przecięliśmy drzewo pod koroną, okazało się, że jest już opanowane przez grzyby i zasinione. To zapewne efekt m.in. problemów z wodą w lesie. Utrzymująca się długo susza osłabia drzewa, które stają się podatne na choroby grzybowe i atak owadów.

4753

Nie ma innej rady jak szybko przystąpić do usuwania usychających drzew, dopóki można jeszcze racjonalnie wykorzystać ich cenne drewno. Inaczej zasinione i pokryte chodnikami owadzimi będzie nadawało się tylko na opał. Największym jednak zagrożeniem jest możliwość rozniesienia chorób na większy obszar.

Ustaliłem zatem z moim szefem sposób postępowania na najbliższy czas, przesuwając inne, planowane cięcia na później. Stan sanitarny lasu to bardzo istotna kwestia. Od poniedziałku planowałem się zabierać za redukcję rudych sosen. Stało się jednak inaczej…

W sobotę, podczas emocjonującego meczu Polska- Szwajcaria rozpętała się solidna burza. Zerwał się gwałtowny wiatr, lunął straszny deszcz, który przeszedł w grad. Z nieba leciały wielkie lodowe kule. W niektórych miejscach miały wielkość kurzych jaj! Wybijały szyby w samochodach, uszkodziły dachy, a nawet elewacje budynków. Tak wyglądają dziś niektóre domy w okolicach Pszczewa

4754

Straż pożarna i inne służby miały pełne ręce pracy. Usuwano połamane drzewa i konary. Na szczęście nikt bezpośrednio nie ucierpiał od rozszalałego żywiołu. Zdarzyło się natomiast kilka wypadków samochodowych, nawet bojowy wóz strażacki miejscowej OSP podrzucony podmuchem wiatru uderzył w drzewo. W lesie słychać było tylko trzask łamanych pni i łoskot drzew wywracanych z korzeniami.

W poniedziałek zamiast zabrać się za usuwanie posuszu od wczesnego ranka rozpocząłem liczenie strat w lesie. W wielu miejscach czekały na mnie smętne widoki zniszczonych drzew

4755

Wiele dróg zostało zawalonych połamanymi pniami. Szybko zorganizowałem drwali do ich usuwania. Przez dwa dni przecinali główne drogi

4766

Połamane drzewa uszkodziły też ogrodzenia upraw, wyrządziły też szkody w młodnikach i najmłodszym pokoleniu lasu. Niektóre wywrócone zostały z korzeniami ( to w języku leśników wywroty), ale też wiele drzew zostało połamanych w połowie (takie drzewa nazywamy złomami). Grube sosny czy brzozy, sporadycznie także dęby zostały powalone wiatrem, połamane, powykręcane. Według mojej szacunkowej oceny połamane i wywrócone drzewa to około 1000m3 drewna. Tyle drewna można uzyskać z około 4 hektarów zrębu założonego w starym, dorodnym lesie.

 Trzeba jak najszybciej wyciąć i wyrobić złomy oraz wywroty, aby nie zmarnowało się drewno. A wilgoć i wysokie temperatury powodują, że popękane drewno bardzo szybko sinieje. Połamane i wiszące konary stanowią też realne zagrożenie dla odwiedzających las

 4757

Unikajcie takich miejsc. Nie wybierajcie się na razie do lasu wszędzie tam, gdzie wichura wyrządziła szkody. Dopiero za jakiś czas okaże się, czy opady gradu nie uszkodziły dodatkowo drzew, które także zaczną rudzieć…

Las sponiewierany przez grad i wichurę wygląda naprawdę przygnębiająco.

4758

Trzeba bardzo szybko usunąć zagrożenia, oczyścić wszystkie drogi, naprawić ogrodzenia. To skomplikowana, kosztowna i niebezpieczna praca. W lesie jednak jak widać, nie zawsze jest uroczo, romantycznie i sympatycznie. Ale bywało już znacznie gorzej. W 2007 roku wichura połamała i wywróciła w leśnictwie Pszczew blisko 6 tysięcy m3 drewna. Wtedy szybko uporaliśmy się ze złomami i wywrotami to i teraz damy radę.

Od jutra zabieramy się z zulowcami do intensywnej roboty. Tak nasza służba…

 

Leśniczy Jarek-lesniczy@erys.pl

 

23:40, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
niedziela, 26 czerwca 2016

 

474min

Wczorajsza sobota była dniem wielkich emocji sportowych. Nasza piłkarska reprezentacja walczyła na francuskim stadionie o wejście do finałowej ósemki mistrzostw Europy. Choć szwajcarscy piłkarze starali się grać z precyzją właściwą temu krajowi to gol Kuby Błaszczykowskiego, a potem rzuty karne wykonywane z naszą, polską precyzją i fantazją zdecydowały o zwycięstwie biało-czerwonych. Ulice zamarły, bo wszyscy zasiedli przez telewizorami. Niektórym gwałtowna burza i bardzo obfite opady deszczu, a nawet gradu popsuły nieco nastrój lub nawet uniemożliwiły oglądanie transmisji. Pomimo przerw spowodowanych burzą wszyscy kibicowali piłkarzom, choć czasem niektórym przyszło tylko słuchać meczu w samochodowym radioodbiorniku. Nawet nasz dwuletni wnuk Julian kibicował naszym i krzyczał „Polska!!!” przed telewizorem…  

Z kolei poprzednia sobota, 18 czerwca minęła pod znakiem Regionalnego Święta lasu i innych, leśnych jubileuszy. Tego dnia na terenie Nadleśnictwa Rzepin, a konkretnie w Starościnie zorganizowano szczecińskie, Regionalne Dni Lasu, połączone z obchodami Jubileuszu 70-lecia Nadleśnictwa Rzepin i Jubileuszu 60-lecia Technikum Leśnego w Starościnie. Obchody uroczystości rozpoczęła Msza Święta podczas której poświęcono i wręczono sztandar leśnikom z Nadleśnictwa Rzepin. Na zakończenie mszy Metropolita Szczecińsko-Kamieński ks. Arcybiskup Andrzej Dzięga wręczył Panu Prof. Janowi Szyszko, Ministrowi Środowiska - Order św. Ottona, przyznawany osobom zasłużonym dla Kościoła na Pomorzu Zachodnim. Potem z racji tego, że leśnicy „od zawsze” byli i są gorącymi patriotami i czynnymi obrońcami Ojczyzny zostały złożone kwiaty pod tablicą „Ku czci poległych Polskich Leśników w walkach o niepodległość i wolność Ojczyzny w latach 1914-1945".

Potem przemaszerowano z kościoła na teren Technikum Leśnego w Rzepinie-Starościnie, gdzie ks. Biskup Stanisław Stefanek w obecności wszystkich uczestników, a w szczególności absolwentów TL poświęcił kapliczkę z figurą Chrystusa Frasobliwego.

Ze sceny ustawionej na stadionie TL w Starościnie przemawiało wiele, wiele osób. List Prezydenta RP Andrzeja Dudy, pełen ciepłych słów uznania dla pracy leśników odczytała pani Poseł RP Anna Paluch. Przemawiał Sławomir Wencel -dyrektor największej i najbardziej zapracowanej w kraju RDLP Szczecin, obejmującej 35 nadleśnictw położonych w obszarze pomiędzy Bałtykiem aż po Wielkopolskę. Wysłuchaliśmy także medialnego przesłania Dyrektora Generalnego LP Konrada Tomaszewskiego, który chwaląc Brać Leśną spod znaku zachodniopomorskiego gryfa mówił m.in. : Nigdy nie miałem problemów z funkcjonowaniem Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Szczecinie, tutaj doskonale realizowano wszystkie przedsięwzięcia rozwojowe.

W podobnym tonie o pracy leśników z najbardziej zalesionego zakątka Polski mówił także minister Jan Szyszko:

4741

Potem wręczał odznaczenia państwowe, którymi zostali odznaczeni m.in. Piotr Bielanowski i Lech Jankowiak z sąsiedniego Nadleśnictwa Międzychód:

4742

Złoty Medal za Długoletnią Służbę otrzymali m.in. moi koledzy: leśniczy Lech Antkowiak z Nadleśnictwa Myślibórz oraz Marek Sasin- przewodniczący Związku Leśników Polskich w RP

4743

Patrząc na Lecha z wyprężoną do odznaczenia „klapą i klatą” myślałem sobie: Niedawno byliśmy młodymi chłopakami zafascynowanymi przyrodą, lasem i leśnictwem, a dziś jesteśmy poważnymi facetami, którym przypinają medale…  

Bo czy Lech- prawie mój rówieśnik pasuje do wizerunku człowieka o długoletniej służbie? Wciąż ma w oczach młodzieńczy błysk i posiada czarną czuprynę.

47412

Popatrzyłem przy tym na dzisiejszych uczniów TL kręcących się wokół uroczystości. Pewnie myślą o nas jak o eksponatach dydaktycznych… Ale nie ma tak dobrze, pewnie w wielu dziedzinach możemy zagonić młodzież w kozi róg, bo ponad 30 lat w zielonym mundurze to niezła szkoła życia. Dopóki służy nam zdrowie, jest fantazja i dobry humor to wciąż czujemy się młodzi i pełni energii do pracy w lesie oraz realizowania wielu innych pasji.

Wręczono też Kordelasy Leśnika Polskiego. Może je przyznawać dyrektor generalny lub dyrektorzy regionalni LP. Jeden z nich, nadany przez Dyrektora Generalnego LP otrzymał Jerzy Pawliszak- nadleśniczy z sąsiedniego Międzyrzecza:

47441

 

 Kordelas Leśnika Polskiego to obecnie najwyższe wyróżnienie w leśnej branży. Nawiązuje do honorowej i paradnej broni noszonej przez leśników w okresie II RP. Od 1930 roku był to stały element umundurowania leśnika, a jego rękojeści drewniane, żelazne i srebrne świadczyły o randze i zajmowanym stanowisku. Kordelas jako wyróżnienie przyznawany jest od 1996 roku na mocy zarządzenia nr 25 Dyrektora Generalnego LP. Nie wiążą się z nim żadne gratyfikacje pieniężne, bo jest to nagroda wyłącznie prestiżowa. Mogą otrzymywać go zarówno sami leśnicy, jak i osoby spoza tego środowiska, które w szczególny sposób przyczyniają się do rozwoju Lasów Państwowych.

Dlatego było mi bardzo miło, gdy w gronie odznaczonych Kordelasem Leśnika zobaczyłem wieloletniego wicewojewodę lubuskiego Jana Świrepo

 

4745

Bardzo zaangażowany w pracę na rzecz rozwoju regionu, wcześniej był także posłem ale z drugiej strony zawsze był i jest pomimo, że przebywa już na emeryturze, wielkim przyjacielem leśników i lasu. Na uroczystości pojawiło się zresztą spore grono takich osób: przedstawiciele administracji rządowej i samorządowej, zaprzyjaźnione służby mundurowe, przedsiębiorcy leśni, drzewiarze, ludzie nauki i wykładowcy, przyrodnicy i myśliwi.

4746

W dalszych rzędach widowni także napotkałem wiele, wiele znajomych twarzy, choć naturalnie przeważali absolwenci TL Starościn. W towarzystwie kolegów z Bolewic: Grzegorza i Krzysztofa zobaczyłem ulubionego barda mojej żony Reginki- Macieja Wróblewskiego.

4747

To także absolwent TL Starościn, który po części oficjalnej pojawił się na scenie z gitarą, dostarczając swoim wspaniałym głosem i mądrymi tekstami wspaniałych artystycznych wzruszeń leśnej widowni.

W trakcie tej uroczystości spotkałem wielu znajomych, choć nie jestem absolwentem TL Starościn. Spędziłem 5 pamiętnych  lat  w TL Rogoziniec.

 „Moje” Nadleśnictwo Trzciel reprezentowali tego dnia oprócz zastępcy nadleśniczego Sławomira Millera i mnie także Iwona i Radek, którzy są małżeństwem. Radek to absolwent Starościna.

47410

Wiele razy na scenie pojawiał się tego dnia dyrektor tego TL Przemysław Jarosik.

47411

Odebrał wiele wyróżnień i powiedział wiele ciepłych słów o dawnych, obecnych i przyszłych leśnikach. Ma przecież leśnictwo w genach. Warto dodać, że graniczę przez rzekę Obrę z leśnictwem Policko, gdzie swojego czasu „leśniczowała” jego siostra Małgosia, a nieżyjący już ojciec, Mieczysław Jarosik przez wiele lat był nadleśniczym w Nadleśnictwie Trzciel…

Spore grono leśników czynnych i tych, którzy już tylko spokojnie spacerują po lasach otrzymało tego dnia zasłużone nagrody i podziękowania. Kordelasem odznaczono też emerytowanego inżyniera z Nadleśnictwa Bolewice Michała Tybiszewskiego

4748

Michał to znany w środowisku leśnik, przyrodnik, długoletni działacz lokalny i związkowy, a obecnie zakochany (naturalnie oprócz żony) w ogrodach i aktywnej działalności Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Na scenie w gronie uhonorowanych Kordelasem zobaczyłem także leśniczego Andrzeja Kowalczyka z Nadleśnictwa Bogdaniec. Pamiętacie mój wpis z grudnia 2014 roku

http://333052.www.blox.pl/html/8519681,11141122,1159.html?10614299

 

o jego córce, Karolinie, która po mistrzowsku strzela?

Gratulowałem Andrzejowi wyróżnienia a tym razem to Karolina kibicowała i towarzyszyła ojcu w dniu jego sukcesu, na który, tak jak w sporcie, pracuje się latami:

4749

Spotkałem też przesympatycznego Olgierda Popiela z Nadleśnictwa Kłodawa. To świetny leśnik, ale też gawędziarz, kucharz i kompan. Gdy razem z bratem bliźniakiem Ryszardem zasiądą z gitarą przy ognisku to można tylko słuchać, słuchać i słuchać. Olo to chyba jedyny podleśniczy w Polsce, który otrzymał w 2011 roku od Prezydenta RP Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski za działalność w strukturach gorzowskiej „Solidarności”. Nosi go z dumą na leśnym mundurze

47413

 Naturalnie orderami odznaczeni zostali obaj bracia, bo bliźniacy działali razem w nielegalnych wtedy podziemnych strukturach. Ryszard i Olgierd mają też „na koncie” Odznaki Honorowe Za Zasługi Dla Miasta Gorzowa”.

Regionalne Dni Lasu to okazja do wielu spotkań leśników i ich przyjaciół. Z wielką przyjemnością oglądałem rozmaite powitania, próby rozpoznania się po latach i pełne wzruszenia twarze. To także okazja do spotkania przedstawicieli różnych leśnych pokoleń. Czy to nie wzruszające obraz, gdy młody uczeń technikum leśnego w mundurze wspiera dziadka- leśnika?

47414

Takie uroczyste spotkanie leśników to także okazja, aby spotkać tych, którzy już od dawna nie są czynni zawodowo ale mają ogromny dorobek zamknięty w koronach naszych lasów. To emerytowani dyrektorzy, nadleśniczowie ale także leśniczowie, dawni drwale, żywiczarze, zrywkarze i gajowi. Czy ktoś dziś pamięta gajowych? To leśnik, którego znakiem rozpoznawczym była charakterystyczna skórzana raportówka. Zobaczcie sami, wyłowiłem taką postać z tego licznego zgromadzenia leśników...

474151

 Gajowi zniknęli już w mroku borów i dziś praktycznie nie ma ludzi pracujących na tym stanowisku, choć oficjalnie jeszcze ono istnieje w naszej organizacji. Opowiem o gajowych, ciekawych ludziach lasu następnym razem.

 

Leśniczy Jarek   -lesniczy@erys.pl

 

16:20, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 19 czerwca 2016

473min

 

Mamy już prawie lato, które wg układu planet rozpocznie się za kilkadziesiąt godzin. Za nami już nawet czas suszy i wysokich temperatur. Jednak wciąż do leśniczówki przychodzą ludzie lub przez nieustannie dzwoniący telefon zadają mi pytanie: ma pan drzewo? Wiadomo, że nie chodzi tu o rosnące drzewo lecz o drewno opałowe. Wielu ludzi potocznie o drewnie mówi „drzewo”…

Latem często drewno staje się niezbędne, aby rozpalić bezpieczne ognisko nad jeziorem. Potrzebne są też patyki do smażenia kiełbasek. Drewno to jednak przede wszystkim najstarszy znany ludzkości materiał opałowy. Zdecydowana większość wiejskich domków opalana jest właśnie nim. Choć i w miastach, szczególnie w domach jednorodzinnych stosuje się często piece opalane drewnem. Wokół Pszczewa mocno rozwinęło się budownictwo domków letniskowych i zdecydowana większość z nich jest ogrzewana kominkiem. Najlepszym opałem jest dla nich odpowiednio wysezonowane drewno liściaste. Coraz częściej zatem można zobaczyć rozpoczęty plac budowy domku, a tuż obok sąg drewna, które jest sezonowane i przygotowywane do ogrzewania tego dopiero budowanego domu. Stąd te częste pytania o „drzewo”

4731

Przy wielu domach stoją drewutnie wypełnione szczapami lub stosy wałków zgromadzone i sezonowane na czas zimy. Czasem zmagazynowane drewno pełni rolę ogrodzenia lub dodatkowo ociepla budynek. Brzozowe czy dębowe wałki to bardzo poszukiwany towar. Dlatego różni interesanci wciąż pytają mnie o drewno. Potrzebują też różnych informacji na ten temat. Ale drewno przydaje się w domu nie tylko na opał. Czasem potrzebny jest brzozowy klocek lub rozgałęziony konar na kwietnik, nieco olchy do wędzenia ryb, chrust do wyplecenia ogrodowego płotu lub żerdzie do budowy kładki wędkarskiej.  Kogo o nie mają pytać potencjalni nabywcy jak nie leśniczego? Czasem potrzebna jest tylko chwila rozmowy i garść porad. Płonący ogień łączy ludzi.

4732

 Kiedyś ludzie wiedzieli doskonale, jak przygotowuje się drewno na opał, jak się je suszy, magazynuje, spala. Znali właściwości drewna i jego przydatność do ogrzewania, wędzenia czy wytwarzania narzędzi lub sprzętów niezbędnych w gospodarstwie. Dziś ta wiedza nie jest już tak powszechna. Mieszkaniec współczesnego wielkiego miasta rzadko zastanawia się skąd pochodzi ciepło ogrzewające jego dom, pozwalające na odprężającą kąpiel czy przygotowanie posiłku. Odkręca grzejnik, kran w łazience lub włącza palnik kuchenki i już! W zasadzie dawno przestał zaprzątać  sobie głowę takimi dociekaniami. Na wsi życie toczy się inaczej i w wielu gospodarstwach domowych zaopatrzenie w opał to kwestia bardzo istotna, by nie rzec, podstawa bytu.

 Każdy zdany jest na siebie i wtedy pojawiają się liczne pytania.  Jak zaopatrzyć się w drewno, potrzebne do wielu zastosowań, stąd nazywane surowcem wszechczasów? Skąd wziąć drewno do kominka i cieszyć oko równo ułożonym sągiem brzozowych lub bukowych szczap pod tarasem wymarzonego wiejskiego domku? Gdzie zaopatrzyć się w gałęzie niezbędne do rozpalenia ogniska na wędkarskim pikniku i zdobyć kilka żerdzi tak potrzebnych do naprawy nadwątlonej kładki nad ulubionym leśnym jeziorkiem? Nie można ich tak po prostu pozbierać.

 Często jednak nie wiadomo do kogo należy czy kto zarządza pobliskim lasem. Lepiej zapytać leśniczego. Do leśniczówki zwykle łatwo trafić. Zbierając chrust, szyszki czy łamiąc gałęzie w lesie, łatwo złamać zapisy ustawy o lasach i ustawy o ochronie przyrody, a art. 153 § 1 Kodeksu wykroczeń brzmi groźnie: Kto w nienależącym do niego lesie: 1) wydobywa żywicę lub sok brzozowy, obrywa szyszki, zdziera korę, nacina drzewo lub w inny sposób je uszkadza, 2) zbiera mech lub ściółkę, 3) zbiera gałęzie, korę, wióry, trawę, wrzos, szyszki lub zioła albo zdziera darń (…) podlega karze grzywny do 250 złotych albo karze nagany.

 

Każde nadleśnictwo w Polsce ma precyzyjnie określone zasady detalicznego nabywania drewna przez zainteresowane osoby. Trzeba zgłosić się do najbliższej leśniczówki i tam od leśnika uzyskamy informacje i wiedzę niezbędną do legalnego zaopatrzenia się w drewno. Możemy zakupić przygotowane do sprzedaży wałki opałowe lub wyrobić sobie ( jednak przy sporym nakładzie czasu i sił) drobnicę opałową, czyli gałęzie.

4733

       Gdy chcemy drewno sami przygotować drewno, leśniczy wystawia pisemne pozwolenie na jego pozyskanie i określa precyzyjnie, co można wyrobić we wskazanym fragmencie lasu oraz w jakim terminie. Pozwolenie jest jednocześnie zezwoleniem na wjazd do lasu z podanym numerem rejestracyjnym pojazdu. Leśniczy udziela też instruktażu z zakresu bezpieczeństwa i higieny pracy, ewentualnych zagrożeń, zachowania bezpieczeństwa przeciwpożarowego i użycia właściwych narzędzi. Określa zasady przygotowania drewna do odbiórki, informuje o aktualnych cenach drewna i terminach sprzedaży.

      Czasem dochodzi do nieporozumień, bo ludzie często mylą metr przestrzenny z metrem sześciennym drewna, czyli popularnym „kubikiem”. W leśnictwie od dawna podstawową jednostką miary jest m3, czyli „kubik”. Jest to miara stosowana do określania objętości litego drewna, to znaczy bez pustych przestrzeni, które występują pomiędzy wałkami ułożonymi w stosie. Kubik to sześcian litego drewna w odróżnieniu od metra przestrzennego, w którym mierzy się drewno wraz z pustymi przestrzeniami. Metry przestrzenne pomierzonego drewna przelicza się na kubiki za pomocą odpowiednich współczynników. Na przykład 1 m przestrzenny wałków sosnowych o długości 1 m (czyli 1 x 1 x 1 m) to 0,65 m3 drewna, a taki sam 1 mp gałęzi sosnowych to 0,25 m3, bo gałęzie są zwykle krzywe i w stosie jest więcej wolnych przestrzeni. Metr sześcienny drewna jest jego podstawową, oficjalną miarą, służąca do ewidencji ilości drewna. Cena przy zakupie jest naliczana według ilości metrów sześciennych.

Leśniczy mierzy, klasyfikuje wyrobione drewno i wprowadza je do ewidencji, a potem wystawia asygnatę, dokument uprawniający do wywozu drewna z lasu w ustalony dzień sprzedaży. Posługuje się cennikiem ustalonym przez zarządzenie nadleśniczego i wystawiając asygnatę, inkasuje należność. Pieniądze trafiają poprzez kasę fiskalną na konto nadleśnictwa. Tak samo wygląda sprzedaż wałków opałowych, które powstają w czasie różnych cięć w lesie. Z krzywych, obarczonych różnymi wadami, niewymiarowych kawałków pnia, których nie można wykorzystać w przemyśle, ustawiane są stosy wałków opałowych.

4734

Jednak to także atrakcyjny dla wielu towar. Piece czy kominki potrzebują sporej ilości drewna, aby ogrzać nasze domy. Coraz więcej osób chce mieć też w domu kuchnię opalaną drewnem, taką z fajerkami, wyskakującymi iskierkami i promieniującą ciepłem rozżarzonych polan drewna.

4737

 Niektórzy sami budują sobie grille ogrodowe, niewielkie suszarnie grzybów czy owoców lub małe wędzarnie. Wszyscy wtedy potrzebują „drzewa”, o które pytają leśniczego.

Niektórzy z nich porównują swoją drewutnię do piwniczki z winem lub spiżarni z przetworami. Z dumą pokazują zgromadzone w wielkim porządku szczapy - osobno sosnowe, bukowe, dębowe, brzozowe czy nawet gatunków owocowych. A do leśniczówek przychodzą klienci, którzy dopytują się o drewno grabowe czy jesionowe, w zasadzie „egzotyczne” w niektórych regionach kraju. Dlatego zawsze warto mieć na względzie strukturę gatunkową lasów i pamiętać, że królową polskich lasów jest sosna.

Trudno bowiem tam, gdzie dominują suche bory, szukać drewna grabu czy dębu i mieć pretensje do leśniczego, że oferuje tylko sosnowe wałki. Wciąż aktualne jest pytanie zadawane często leśniczemu:

Jakie drewno jest najlepsze na opał?

Wartość opałowa drewna zależy od wielu czynników, zaś nabywca, który trafia do leśniczówki może, rzecz jasna, kierować się indywidualnymi preferencjami. Generalnie jest tak, że wartość opałowa drewna jest tym wyższa, im więcej zawiera żywic i ligniny. W tej konkurencji wygrywa drewno iglaste. Z kolei drewno liściaste ma wyższą gęstość i jego wartość grzewcza w przeliczeniu na metr przestrzenny jest wyższa niż drewna iglastego. A zatem mniejsza ilość drewna liściastego powinna dać tyle samo ciepła, co dużo większa ilość sosnowych polan. Zwykle jednak drewno iglaste jest tańsze w zakupie, niż drewno liściaste twarde (np. dąb, buk) – to wyrównuje ich atrakcyjność. No i iglaste łatwiej kupić.

Które drewno będzie dla nas lepsze, zależy także od rodzaju pieca, wielkości przewodu kominowego i paleniska. Sosnowe, modrzewiowe czy świerkowe polana lepiej nadają się do pieców kuchennych, bo zawierają dużo żywicy i szybko można uzyskać wysoką temperaturę. Drobniutko połupane i połamane, są świetną rozpałką, szczególnie gdy trafimy na silnie przeżywiczony fragment, np. dawną spałę żywiczarską.

4735

 Na rozpałkę świetnie nadają się też kora brzozy lub suche wióry drzew iglastych jednak najlepsza jest przeżywiczona, drobno połupana sosna sosna - czyli „drzazga, smolak, smolniak”:

4736

Niezwykle ważna jest wilgotność drewna. Piękny, liściasty „opał” będzie spalał się kiepsko, jeśli nie zostanie należycie wysezonowany, czyli wysuszony. Suche drewno daje żółto-niebieski ogień, nie będzie dymić, odkładać smoły w kominie czy brudzić szyb kominka - w kolejce do pieca powinno czekać dwa, a nawet trzy lata. Składujmy je w miejscach przewiewnych (najlepiej w zadaszonej wiacie o utwardzonym podłożu), możliwie nasłonecznionych, osłoniętych przed deszczem. Warto pamiętać, że drewno wstępnie wysuszone, trzymane na powietrzu, po jakimś czasie znowu chłonie wilgoć, co nie oznacza, że należy je szczelnie przykrywać folią czy plandekami. Wtedy, podobnie jak drewno zbyt szybko wrzucone do kotłowni, nie tylko nie przesycha, ale również dochodzi do jego rozkładu przez grzyby. Dlatego rzędy ułożonego drewna powinny być odsunięte od siebie na szerokość dłoni, aby powietrze mogło swobodnie cyrkulować i odprowadzać wilgoć. Szczególnie szybko ulega destrukcji, źle przechowywane, wrażliwe na wilgoć, drewno brzozy, olchy czy buka.

W świeżo ściętym, „zielonym” drewnie nawet połowę wagi może stanowić woda. Każde – czy to w postaci grubych czy cienkich wałków, liściaste lub iglaste - będzie dobrym materiałem opałowym, o ile tylko będzie miało odpowiednią wilgotność, w przy tym wymiary polan dostosujemy do pieca. Za „złote drewno”, świetne jako opał, wiele osób uważa drewno akacjowe (czyli robinii akacjowej). To prawda, doskonale nadaje się do tego celu, a to dlatego, że nawet świeże zawiera bardzo mało wody. Ale już jego wadą jest duży udział kory (nawet do 22 proc., podczas gdy np. grabu - 7 proc.). Bardzo często przy kominku zobaczymy drewno brzozowe, bo pali się nawet nieco wilgotne, a przy tym… ładnie wygląda.

Teoretyczne rozważania o wyższości grabiny nad dębiną, złotej „akacji” nad osiką, starej sosny ze zrębu nad gałęziówką, zwykle jednak idą na bok, gdy zderzą się w praktyce z zasobnością naszego portfela.

Z polskich lasów pozyskuje się rocznie ponad 4 mln m sześc. drewna opałowego, a zapotrzebowanie na nie wciąż rośnie. Różnie to wygląda w poszczególnych leśnictwach na terenie kraju ale w moich stronach co roku pozyskuję z pszczewskich lasów i sprzedaję licznym klientom sporo ponad 1000 m3. Wymaga to sporego nakładu czasu pracy i bardzo często słyszę pytanie: „ma pan drzewo?”

Jednak to także ważna część pracy leśniczego, stąd poświęcam jej wiele uwagi. Drewno jest zbyt cennym materiałem, aby każdy, nawet najmniejszy wiórek nie został dobrze wykorzystany. Dlatego zawczasu pomyślcie o zgromadzeniu drewna na zimę, a o wszystkie szczegóły związane z jego jak najlepszym wykorzystaniem pytajcie „swojego” leśniczego. Po okresie fascynacji innymi źródłami energii drewno wraca do łask, bo jest ekologiczne, odnawialne i w dodatku tańsze niż węgiel czy gaz. Po odkrywkach węgla brunatnego czy kopalniach węgla kamiennego pozostają trwałe, bardzo kłopotliwe „pamiątki” w ziemi, których kosztowna rekultywacja ciągnie się lata i nie zawsze zresztą kończy się powodzeniem.

Ale wciąż pokutuje błędne przekonanie, że wycinanie drzew jest złem samym w sobie, a lasów na skutek tego ubywa. Dlatego wciąż warto przypominać, że drewno jest materiałem w pełni naturalnym – powstaje dzięki procesowi fotosyntezy, z wykorzystaniem energii słonecznej. Wycięte drzewa są zastępowane nowymi, bo las jest systematycznie odnawiany. W trakcie spalania drewna powstają tylko śladowe ilości dwutlenku siarki i dwadzieścia razy mniej popiołu niż przy spalaniu węgla. Popiół drzewny jest nietoksyczny i może być wykorzystywany jako nawóz. Warto go wysypywać nie do śmietnika lecz na kompostownik lub bezpośrednio pod drzewa lub krzewy.

Dlatego pytanie: czy palić, czy nie palić, zostawmy tylko dla palenia papierosów, a o drewno opałowe pytajcie długo przed zimą najbliższego leśniczego.

Miłej niedzieli!

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

09:01, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
sobota, 11 czerwca 2016

 

472minMiniony tydzień minął mi zupełnie przysłowiowo, czyli jak z bicza trzasł…  Zajrzałem bardzo późnym wieczorem do blogowych zapisków i zauważyłem, że ostatnio odzywałem się 4 czerwca. Równy tydzień, który jakże szybko minął.  Spojrzałem do kalendarza oraz terminarza w telefonie i odtworzyłem sobie co działo się u mnie przez miniony tydzień. Niby nic szczególnego, beż żadnych szczególnych wydarzeń, ale ile to spraw za mną, ile spotkanych ludzi i do ilu zakamarków lasu zajrzałem przez minione 7 dni.

 

Poniedziałek.

 Rozpocząłem dzień od spotkania z szefem ZUL - zakładu usług leśnych. Wcześniej usiadłem do komputera i przygotowałem zlecenia na prace z zagospodarowania lasu czyli: porządkowanie parkingów leśnych, pielęgnowanie upraw, czyszczenia wczesne, wykoszenie i uporządkowanie ścieżki przyrodniczej i drobne naprawy. Wspólnie z jednym z  pracowników  ZUL ruszyliśmy w teren, bo nie wystarczy opowiadać, należy wszystko pokazać w terenie. Wskazałem uprawy do pielęgnowania, zaczynając od najpilniejszych, gdzie chwast niebezpiecznie schowały małe sosny i dęby. Potem czyszczenia wczesne, gdzie należy uformować kępy dębowe i usunąć samosiew brzozy, robinii akacjowej i kępy leszczyny wdzierające się w rzędy dębów, grabów i buków. Pokazałem też ławkę na punkcie widokowym ścieżki turystycznej uszkodzoną przez „pseudo-turystów”. W trakcie przeglądu upraw wstąpiliśmy na chwilę w oddział 106, bo wykonawcy prac musiałem okazać granice trzebieży. Wcześniej pokazywałem je operatorowi harwestera, ale solidny stok wiodący na wzniesienie o wysokości dochodzącej do 100 m n.p.m. poprzecinany okopami z czasów II wojny światowej oraz bardzo gęsty podszyt uniemożliwił pracę harwestera. Usapaliśmy się solidnie po obejściu tej powierzchni, a nawet małą chwilę odpoczynku uniemożliwiły roje much, zwabionych naszym ciepłem. Zdjąłem 3 kleszcze ze spoconego karku, koszulę z pleców, bo słońce podniosło się wyżej i zaczęło solidnie przygrzewać i ogłosiłem małą przerwę w objeździe, bo zadzwonił przewoźnik drewna.

Szef zula pojechał do swoich zajęć, pan Sławek zabrał się za naprawę ławki a ja pojechałem po rejestrator i drukarkę do leśniczówki, a potem do samochodów zabierających papierówkę 2,40. Gdy wróciłem po wydaniu kwitów wywozowych ławka już była naprawiona:

4721

Ruszyliśmy już tylko z panem Sławkiem na kolejne uprawy wymagające koszenia. Po godzinie zadzwonił kolejny kierowca. Udało się jednak pokazać wszystkie uprawy wymienione w zleceniu. Obok jednej z nich zauważyłem spory łan żywokostu lekarskiego

4722

To ciekawa i bardzo pożyteczna roślina, co zarówno żywi jak i goi kość, według ludowego powiedzenia. Żywokost jest stosowany w medycynie od wieków, głównie przy problemach z tkanką kostną – skutecznie leczy choroby kręgosłupa, stawów biodrowych, kolan, bóle reumatyczne oraz rwę kulszową. Pomaga przy leczeniu złamań oraz  zwichnięć i stłuczeń. Jest niezastąpiony w stanach zapalnych ścięgien i zakrzepowym zapaleniu żył. Jest także wspaniałym kosmetykiem przeciw zmarszczkowym, szczególnie dobrze działa na zmarszczki wokół oczu, odbudowuje tkankę i likwiduje przebarwienia. Warto go sobie nasuszyć, choć szczególnie dobrym surowcem jest korzeń żywokostu.

Po rozstaniu z zulowcem Sławkiem objechałem i obszedłem stosy z drewnem opałowym, bo jutro dzień sprzedaży detalicznej. Trzeba przygotować się na wymagania klientów, bo ktoś chce cienkie wałki, ktoś inny z kolei tylko ceni grube. Trzeba też przypomnieć sobie przy jakiej drodze stoją poszczególne  stosy. Na niektórych piszę od razu lubryką (specjalną kredą do drewna) inicjały nabywców, którzy wcześniej telefonicznie deklarowali zakup. Także na liście magazynowej znaczę sobie który stos dla kogo, bo wtedy sprawniej idzie wystawianie asygnat na drewno. Popołudnie, które przeciągnęło się do „późnego popołudnia” spędziłem nad mapą cięć i materiałami, które w piątek przekazał mi zastępca nadleśniczego. Muszę się przecież dobrze przygotować do jutrzejszego spotkania z urządzeniowcami (pracownikami Biura Urządzania Lasu i Geodezji Leśnej) na uzgodnienia planów nowego operatu. Tak potocznie nazywamy PUL- Plan Urządzania Lasu, który właśnie zacznie obowiązywać od przyszłego roku na kolejne 10 lat. To bardzo ważna kwestia, bo będę te plany realizował przez najbliższe 10 lat. Szczególnie ważne są uzgodnienia związane z działkami zrębowymi, bo układ cięć rębnych zależy od wielu czynników i determinuje bardzo ważny, tzw. ład przestrzenny lasu.

 

Wtorek

 

Wstałem wcześnie, bo zanosi się na sporą sprzedaż detaliczną, a muszę bez spóźnienia dojechać do oddalonego o 18 km nadleśnictwa na godzinę 10.30, bo tak umówiłem się z urządzeniowcami. Cóż z tego planu, gdy dzwoni kierowca, że jedzie po kłody? Do wydania kwitu wywozowego potrzebny jest ten sam rejestrator, za pomocą którego wydaje się asygnaty na drewno opałowe. Ułożyliśmy plan działania z podleśniczym Irkiem i on pojechał wydawać kłody a ja zająłem się klientami detalicznymi. Miałem ich 12 tego dnia i sprzedałem około 100 m3 drewna. Każdą asygnatę drukuje się w trzech egzemplarzach ( klient, nadleśnictwo, leśnictwo), potem „nabijam” należność na kasę fiskalną, drukuję paragon, umawiam z klientem datę wywozu i czas i miejsce spotkania, bo przecież muszę mu pokazać zakupione drewno. Część klientów obejrzała ze mną drewno wcześniej.

Większość zakupionego drewna to wałki pochodzące z posuszu- sosen, rosnących na tzw.”gruntach porolnych”, gdzie pierwsze pokolenie lasu zaatakowały grzyby i owady. Po zakończonej sprzedaży drukuję raport dobowy z kasy fiskalnej, transferuję dane do systemu nadleśnictwa i natychmiast wsiadam do auta. W nadleśnictwie szybko wpadam do działu technicznego, a potem do księgowości. O 10.30 rozkładam mapę „moich” ponad 2000 ha lasu i pochylam się razem ze sporą grupą osób nad działkami zrębowymi w 83 oddziałach leśnych. Z nadleśnictwa wychodzę kilka minut przed 15. W leśniczówce odbieram czekające na serwerze dane z systemu nadleśnictwa do mojego rejestratora, sprawdzam szybko służbową pocztę i stany drewna po sprzedaży detalicznej, a potem jadę pokazać drewno jednemu z klientów. Czeka na mnie jeszcze spory stos dokumentów, które przywiozłem z nadleśnictwa…

Środa

Zaczynam dzień od spotkania z szefem ZUL, bo musimy ustalić jakie sortymenty drzewne będą pozyskiwane w zaplanowanych i pokazanych w terenie trzebieżach. Uzgodniłem wczoraj w dziale technicznym jakie sortymenty potrzebują odbiorcy drewna i dyktuje wymiary szefowi ZUL: kłody sosnowe2,90, 2,6 i 2,50, papierówki s2a oraz S2b, surowiec na zrębki. Potem jedziemy obejrzeć pas lasu, który trzeba wyciąć, bo zaczynamy niebawem budowę drugiego odcinka nowej drogi przez leśnictwo. Sprawdzam przy okazji, czy są zamknięte szlabany zabezpieczające przejazdy kolejowe.

 Odpowiadam za bezpieczeństwo na tych przejazdach, z czego skrupulatnie rozliczają mnie i cale nadleśnictwo kolejarze, a zdarza się, że ktoś własnym sposobem forsuje szlabany i pozostawia je otwarte. Bo pierwszy odcinek pięknie wykonanej, równej drogi leśnej kusi amatorów nielegalnych przejażdżek

4729

To jednak droga leśna, zgodnie z ustawą o lasach udostępniona pieszym i rowerzystom.

Potem ruszam na przegląd upraw, bo muszę wytypować kolejne do pielęgnacji. Część z tych, które były dokładnie wypielęgnowane w maju zarasta już ponownie trzcinnikiem, malinami i paprociami. Oglądam uprawę, gdzie spore szkody wyrządzają dzikie króliki. Fragmenty są mocno zniszczone

4724

Mimo, że to pełnia dnia, bez problemu spotykam „winowajców:

4725

Króliki wyglądają bardzo sympatycznie, ale dla małych drzewek nie są przyjaciółmi. Rozwiązywanie problemu jak pogodzić istnienie lasu z istnieniem różnych gatunków zwierząt nigdy nie było proste… Niebawem wracam do leśniczówki, do której mam z tego oddziału ponad 16 km bo przyjechał samochód po drewno- tym razem to sortowane papierówki S2b.

 

Czwartek

Od rana wyznaczam ostatnią część pasa do wycięcia pod budowę nowej drogi. Nie jest łatwo, bo jest kilka miejsc styku z prywatnymi gruntami oraz przejście przez gruntową drogę powiatową, a kamieni wyznaczających granice nie widać. Musze jednak przerwać pracę bo dzwoni przewoźnik, że wybiera się po drewno. Tym razem to papierówka olchowa 2,40. Szukam upoważnienia w grubej teczce, dzwonię i uzgadniam z działem technicznym nadleśnictwa numer umowy i sprawdzam, czy odbiorca drewna nie zalega z płatnościami. Rejestrator i drukarkę przekazuje podleśniczemu Irkowi na jednym z leśnych skrzyżowań. On zajmie się wskazaniem drewna, zaprowadzi tam samochody i pokaże im wyjazd z lasu. Wracam do swojej pracy, pomaga mi podleśniczy Krzysiek. Mówi, że wczoraj widział wilczycę i dwa małe wilczki w jednym z oddziałów naszego leśnictwa. No proszę, nie tylko od czasu do czasu będziemy spotykać wilki. Nie na darmo w tej okolicy znaleźliśmy dwa zagryzione daniele, łanię i sarnę!

Pas do wycinki drzew wyznaczony, potem precyzyjnie na potrzeby budowy wyznaczy go geodeta. Spotykam się z operatorem harwestera, pokazuję mu co jest do wycinki i tłumaczę mu jakie sortymenty drzewne ma wymanipulować ze ściętych drzew. Pokazuję mu też miejsca, gdzie należy zerwać przygotowane drewno. Jadę potem do pana Darka, który wykonuje trzebieże 2 klas wieku, czyli trzebieże w młodszych lasach, zwykle nie przekraczających 40 lat. Sprawdzam wykonanie dotychczasowych prac i wiozę go na kolejne oddziały. Obchodzimy dokładnie granice, tłumaczę mu zasady wykonania trzebieży, ustalam sortymenty i miejsca składowania drewna. Muchy strasznie nam dokuczają, tną jak diabli i całe roje latają wokół nas.

W lesie jest bardzo sucho i strasznie się kurzy na drogach. Może spadnie deszcz? Potem ruszam na przegląd upraw, bo muszę sprawdzić, które wymagają poprawek w przyszłym roku. Do końca miesiąca muszę sporządzić projekty planów wszystkich prac gospodarczych na przyszły rok. Trzeba dojrzeć wszystkie potrzeby lasu w terenie, a potem przelać to do systemu informatycznego w postaci kodów grup czynności i konkretnych czynności oraz materiałów. Muszę zaplanować ile i czego będę sadził, aby na szkółce czekały wiosną kolejnego roku sadzonki. Wcześniej trzeba zaplanować przygotowanie gleby: ile kilometrów pasów należy wyorać i jakim pługiem, ile talerzy trzeba wykonać tam, gdzie nie wjedzie ciągnik. Planuję też  grodzenia upraw: ilość słupków i gwoździ, metry siatki, hektary, godziny… Muszę także zaplanować czyszczenia wczesne i późne, melioracje agrotechniczne. Także wszelkie inne prace z hodowli lasu, ochrony lasu, ochrony przeciwpożarowej i zagospodarowania turystycznego.

 

Piątek

Rano czekał na mnie przed kancelarią mieszkaniec jednej z okolicznych wsi. Był zaniepokojony drzewem przechylonym  w kierunku jego posesji. Pojechaliśmy tam, obejrzałem źródło problemu, wyznaczyłem w pobliżu kilka innych suchych i złamanych drzew, które trzeba będzie przy okazji usunąć. Umówiłem ZUL na przyszły tydzień. Pojada tam drwale i mocny ciągnik z długa liną. Pojechałem sprawdzić wykonane niedawno trzebieże i skontrolować stany drewna. Wszystko było w porządku, ale nachodziłem się solidnie. Naraz zobaczyłem jakiś ruch w koronie sporej sosny. Zobaczyłem jakiś dziwny zarys o metalicznym połysku. Sądziłem, że to jakaś folia lub balon. Sięgnąłem do Rockiego po lornetkę. Nie zabrałem jednak ze sobą aparatu fotograficznego. Szkoda, bo gdy dobrze się przyjrzałem stwierdziłem, że to przecież ptak! Bocian czarny przykucnął dziwnie przygarbiony za pniem sosny, stąd nie rozpoznałem go gołym okiem. Wyraźnie mnie obserwował i chciał pozostać niezauważony. Potem chyłkiem sfrunął na ziemię i na pieszo oddalił się ode mnie.

Potem widziałem go kołującego wysoko nad lasem:

4726

 Podleśniczy Irek mówił mi wcześniej, że także go widział w tym rejonie. Może się gdzieś u zagnieździł? Obszedłem wolno  spory kawał lasu, ale gniazda bociana nie zauważyłem. Kolejny tego dnia telefon oderwał mnie od poszukiwań. Musiałem wydać drewno zakupione na fakturę przez właściciela składu opałowego. Potem wskazywałem drewno- gałęzie pozostałe po trzebieży do wyróbki kosztem nabywcy i szkoliłem z zasad pozyskania mieszkańca Stołunia. Podpisał druk zezwolenia i przy okazji prosił o porady dotyczące gospodarki w jego prywatnym lesie. Przecież jestem leśniczym, który oprócz 2200 ha państwowych lasów nadzoruje gospodarkę leśną na ponad 200 ha lasów niepaństwowych… Ruszyłem na dalszy obchód upraw i młodników, wybierając te, gdzie należy zaplanować prace na przyszły rok. Zadzwoniła potem jeszcze pani z jednego z ośrodków wypoczynkowych w okolicy prosząc o zgodę na wypuszczenie wieczorem zapalonych lampionów. „Bo to tak ładnie i romantycznie…” Wytłumaczyłem jej, że lampiony są ładne i romantyczne, ale spadając na wody jeziora skutecznie je zaśmiecają, a spadając na las, niechybnie mogą stać się źródłem pożaru, bo przecież mamy trzeci, najwyższy stopień zagrożenia pożarowego. Chyba zrozumiała… Z sosnowych młodników przeniosłem się w olsy nad rzeką Obrą:

 4727

Zatrzymałem się chwilę nad wodą w przyjemnym cieniu i usłyszałem charakterystyczne „hupkanie”. Po chwili zobaczyłem po drugiej stronie rzeki kolorowego dudka:

4728

Zrobiłem kilka fotek ale po chwili musiałem jednak jechać w inną część leśnictwa bo przyjechał długo oczekiwany samochód po kłodę 4 metrową. Gdy wydrukowałem kwity wywozowe było już sporo po 14, a jeszcze tyle do zrobienia!

47210

 Jak dobrze, że jutro sobota, bo wokół domu i w ogrodzie  mam tyle do zrobienia. Zajrzałem do skrzynki emailowej w telefonie i na blogowe strony. Zaraz, zaraz! To już tydzień od ostatniego wpisu? Jak szybko minęło te 7 dni, a gdyby je bardziej  szczegółowo opisać i dodać więcej obrazów to pewnie wyszłaby z tego sporej objętości opowieść.

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

 

 

17:50, lesniczy.lp
Link Komentarze (1) »
sobota, 04 czerwca 2016

471min

Ostatni tydzień to  wiele odebranych przeze mnie telefonów i wizyt ludzi zatroskanych o los leśnej młodzieży. Przecież to właśnie teraz, na przełomie maja i czerwca podczas spacerów przez lasy i pola możemy natknąć się na młode zające, sarny, daniele, a czasem nawet na cielęta jeleni. Niesłychanie zatroskani o ich los spacerowicze zgłaszają się najczęściej do leśniczego z prośbą o zaopiekowanie się maleństwami. No bo do kogo mają pójść? Zdarza się nawet, że przynoszą do leśniczówki sarenkę, zajączka, młodą kunę, wiewiórkę, a nawet liska.

4711

Pomimo lat prowadzonej przez leśników edukacji przyrodniczej wciąż zdarzają się takie sytuacje, ale z drugiej strony świadczy to dobrze o ludzkiej wrażliwości i o zainteresowaniu przyrodą. Warto jednak wciąż zdobywać wiedzę przyrodniczą, bo wtedy nie będziemy intruzami w lesie i polu, a także swoim nieświadomym działaniem nie wyrządzimy nikomu krzywdy.

Przesympatyczne wiewiórki często teraz przebywają w pobliżu ludzi, bo łatwiej im o pożywienie.

4712

 Czasem nawet potrafią zajrzeć do domu przez otwarte okno, skuszone widokiem owoców lub orzechów. Zdarza się, że wizyty w okolice ludzkich siedzib przypłacają życiem, bo wiele z nich, niestety, ginie teraz na drogach

 4713

Jeśli chcemy im pomóc, to zachowajmy szczególną ostrożność za kierownicą samochodu czy motocykla. To będzie zdecydowanie bardziej pomocne, niż dotykanie, zabieranie młodych zwierzą i inne próby „niesienia pomocy” Przecież nie są to zwierzęta domowe. Mają swoje obyczaje, biologię i zachowania nie zawsze znane nam i zrozumiałe dla człowieka, ale ukształtowane przez naturę i zapewniające trwanie gatunku. Leśne wiewiórki na przykład wiodą zupełnie inny żywot niż wiewiórki spotykane często w parkach. Ludzie, którzy o tym nie wiedzą i zabierają zwierzęta z lasu, wyrządzają im krzywdę i przysparzają kłopotów leśnikom. To nie maskotki, czy zabawkowe „pluszaki” beztrosko porzucone przez rodziców. Nie zbliżajmy się do zwierząt i absolutnie nie dotykajmy. Zapach, który rozsiejemy w pobliżu zwierzęcia, może spowodować tak silny stres u jego rodziców, że porzucą potomstwo lub na długo pozostawią bez opieki. Zostawmy je w ich naturalnym środowisku, które jest ich domem!

      Pozostawianie, pozornie bez opieki, małych saren czy zajączków przez rodziców to naturalne zachowanie zwierząt. Młoda sarna nie wydziela zapachu, kropkowana sukienka doskonale ją maskuje w środowisku. Tak sarenkę przystosowała do życia natura. Wcale nie została porzucona ani osierocona. Koza-matka celowo przychodzi do swego dziecka tylko na czas karmienia, aby swoją stałą obecnością nie narażać go na niebezpieczeństwo. Młode daniele są intensywnie cętkowane, co doskonale maskuje je na dnie lasu, choć nimi rodzice opiekują się dość starannie.

4714

 Tak jak sarna-koza zachowuje się również  zajęczyca, odwiedzająca tylko od czasu do czasu swoje zajączki. Obserwuje jednak bacznie najbliższą okolicę

4715

Zwykle tylko raz na dobę zagląda do swojej kotlinki, gdzie leżą w bezruchu malcy oczekujący na mleko matki. Podobnie rzecz się ma z niektórymi ptakami. Na przykład pisklę żurawia zaraz po obeschnięciu opuszcza gniazdo i podąża za rodzicami. Ludzie, widząc pozornie bezradne żurawiątko, myślą, że wypadło z gniazda lub zostało porzucone. Kiedyś  z tego powodu przyniesiono do leśniczówki pomarańczowe pisklę żurawia, a nawet prawie już lotnego młodzieńca.

Warto wiedzieć, ze pisklę żurawia zaraz po obeschnięciu opuszcza gniazdo i podąża za rodzicami.

4716

 Dorosłe żurawie bardzo troskliwie się nim zajmują, odsuwają kamienie i patyki na jego drodze i znoszą smakołyki. Młode szybko rośnie i nawet jeśli nie da rady uciec, potrafi się bronić. Przestrzegam przed próba chwytania żurawiego podlota. W sytuacji zagrożenia przewraca się na grzbiet, nastawia ostry dziób i wierzga silnymi nogami. Nieświadomy tego agresor, a także ”obrońca” może solidnie ucierpieć.

 W tym czasie możemy zobaczyć wiele ptasich podlotów, które próbują samodzielnego życia. Coć niektórymi rodzice opiekują się bardzo troskliwie i nawet biorą je „na barana”

4717

 Czasem młode sójki, drozdy czy zięby wypadną z gniazda, które nie wytrzymało rozpychania kilku młodzieńców, ale to naturalna sprawa. Rodzice są zawsze w pobliżu i dokarmiają oraz strzegą bezpieczeństwa młodych. Nie każdy jednak o tym wie.  Zdarza się, że ludzie próbują łapać słabo latające ptasie podlotki, nie bacząc na protesty znajdujących się w pobliżu rodziców. Rozumiem, że są wrażliwi i chcą pomóc, ale można naprawdę bardzo zaszkodzić przyrodzie.  Przecież to normalne, że podloty opuszczają gniazdo i uczą się samodzielnego życia pod okiem ojca i matki. Dlatego jeśli nie znamy obyczajów zwierząt, nie ingerujmy w prawa przyrody. Przypominam o tym co roku, ale wciąż odbieram takie sygnały:

„Jarek? Musisz natychmiast przyjechać koło boiska bo a tam jest porzucona sarenka? Coooooo? Nie ruszać? No, co ty… „

Cierpliwie tłumaczę sarnie obyczaje i po jakimś czasie kolega znowu dzwoni: „Wiesz, miałeś rację. Obserwowałem tę sarenkę, bo tobie nie wierzyłem i myślałem, że nie chce się tobie po prostu przyjeżdżać, a rzeczywiście przyszła matka i odprowadziła ją w zboże”

 4718

     Wyszło jednak na moje...  Można sobie wyobrazić, jak wielki stres przeżywają rodzice zwierzęcia, gdy widzą, jak ludzie zabierają ich dziecko. Często trafia ono do leśniczówki. To wielki kłopot dla leśnika, który musi podjąć decyzję, czy zwrócić malucha naturze, czy wychowywać w sposób zastępczy, bo nie ma już szans na jego akceptację przez rodziców. Najczęściej, niestety, oznacza to dożywocie w klatce ogrodu zoologicznego.

Czasem zwyczajnie nie możemy pomóc maluchom. Bo np. silny wiatr zwali gniazdo z ledwo wyklutymi pisklakami. Pozbawione nawet puchu, nagie pisklęta nie mają szans, aby przetrwać. Rodzice powtórzą zwykle lęg, nic na to nie poradzimy. Bywa też i tak, że nielot trafi w szpony lub pazury drapieżnika. Tak jest „zorganizowana” przyroda. Kuna ma w dziupli swoje małe, a w norze lisa oczekują na powrót rudej matki z polowania wciąż głodne małe liski. W gnieździe kruka, puchacza czy krogulca pisklęta także czekają na mięsną zdobycz. Rodzice drapieżników nie przynoszą pokarmu z supermarketu. Dlatego nie wtrącajmy się w naturę i biologię zwierząt. Zostawmy je w ich domu. Jeżeli natomiast uzasadnione jest podejrzenie, że zginęła matka zwierzęcia czy zostało uszkodzone ptasie gniazdo z wyrośniętymi już pisklętami, wtedy należy zawiadomić leśników. Na pewno podejmą właściwą decyzję. Czasem sami próbujemy pomóc zwierzętom nawet wtedy jeśli tej pomocy nie potrzebują i nieopatrznie wyrządzamy im krzywdę np. poprzez podawanie nieodpowiedniej karmy

4719

Leśnicy chronią las i jego mieszkańców przed wieloma niebezpieczeństwami. Najtrudniej jednak chronić go przed ludźmi, którzy nie rozumieją lub nie szanują praw natury, nawet jeśli robią to w dobrej wierze. Pamiętajmy o tym podczas letnich spacerów.

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

 

 

17:16, lesniczy.lp
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 56