O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
niedziela, 26 czerwca 2016

 

474min

Wczorajsza sobota była dniem wielkich emocji sportowych. Nasza piłkarska reprezentacja walczyła na francuskim stadionie o wejście do finałowej ósemki mistrzostw Europy. Choć szwajcarscy piłkarze starali się grać z precyzją właściwą temu krajowi to gol Kuby Błaszczykowskiego, a potem rzuty karne wykonywane z naszą, polską precyzją i fantazją zdecydowały o zwycięstwie biało-czerwonych. Ulice zamarły, bo wszyscy zasiedli przez telewizorami. Niektórym gwałtowna burza i bardzo obfite opady deszczu, a nawet gradu popsuły nieco nastrój lub nawet uniemożliwiły oglądanie transmisji. Pomimo przerw spowodowanych burzą wszyscy kibicowali piłkarzom, choć czasem niektórym przyszło tylko słuchać meczu w samochodowym radioodbiorniku. Nawet nasz dwuletni wnuk Julian kibicował naszym i krzyczał „Polska!!!” przed telewizorem…  

Z kolei poprzednia sobota, 18 czerwca minęła pod znakiem Regionalnego Święta lasu i innych, leśnych jubileuszy. Tego dnia na terenie Nadleśnictwa Rzepin, a konkretnie w Starościnie zorganizowano szczecińskie, Regionalne Dni Lasu, połączone z obchodami Jubileuszu 70-lecia Nadleśnictwa Rzepin i Jubileuszu 60-lecia Technikum Leśnego w Starościnie. Obchody uroczystości rozpoczęła Msza Święta podczas której poświęcono i wręczono sztandar leśnikom z Nadleśnictwa Rzepin. Na zakończenie mszy Metropolita Szczecińsko-Kamieński ks. Arcybiskup Andrzej Dzięga wręczył Panu Prof. Janowi Szyszko, Ministrowi Środowiska - Order św. Ottona, przyznawany osobom zasłużonym dla Kościoła na Pomorzu Zachodnim. Potem z racji tego, że leśnicy „od zawsze” byli i są gorącymi patriotami i czynnymi obrońcami Ojczyzny zostały złożone kwiaty pod tablicą „Ku czci poległych Polskich Leśników w walkach o niepodległość i wolność Ojczyzny w latach 1914-1945".

Potem przemaszerowano z kościoła na teren Technikum Leśnego w Rzepinie-Starościnie, gdzie ks. Biskup Stanisław Stefanek w obecności wszystkich uczestników, a w szczególności absolwentów TL poświęcił kapliczkę z figurą Chrystusa Frasobliwego.

Ze sceny ustawionej na stadionie TL w Starościnie przemawiało wiele, wiele osób. List Prezydenta RP Andrzeja Dudy, pełen ciepłych słów uznania dla pracy leśników odczytała pani Poseł RP Anna Paluch. Przemawiał Sławomir Wencel -dyrektor największej i najbardziej zapracowanej w kraju RDLP Szczecin, obejmującej 35 nadleśnictw położonych w obszarze pomiędzy Bałtykiem aż po Wielkopolskę. Wysłuchaliśmy także medialnego przesłania Dyrektora Generalnego LP Konrada Tomaszewskiego, który chwaląc Brać Leśną spod znaku zachodniopomorskiego gryfa mówił m.in. : Nigdy nie miałem problemów z funkcjonowaniem Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Szczecinie, tutaj doskonale realizowano wszystkie przedsięwzięcia rozwojowe.

W podobnym tonie o pracy leśników z najbardziej zalesionego zakątka Polski mówił także minister Jan Szyszko:

4741

Potem wręczał odznaczenia państwowe, którymi zostali odznaczeni m.in. Piotr Bielanowski i Lech Jankowiak z sąsiedniego Nadleśnictwa Międzychód:

4742

Złoty Medal za Długoletnią Służbę otrzymali m.in. moi koledzy: leśniczy Lech Antkowiak z Nadleśnictwa Myślibórz oraz Marek Sasin- przewodniczący Związku Leśników Polskich w RP

4743

Patrząc na Lecha z wyprężoną do odznaczenia „klapą i klatą” myślałem sobie: Niedawno byliśmy młodymi chłopakami zafascynowanymi przyrodą, lasem i leśnictwem, a dziś jesteśmy poważnymi facetami, którym przypinają medale…  

Bo czy Lech- prawie mój rówieśnik pasuje do wizerunku człowieka o długoletniej służbie? Wciąż ma w oczach młodzieńczy błysk i posiada czarną czuprynę.

47412

Popatrzyłem przy tym na dzisiejszych uczniów TL kręcących się wokół uroczystości. Pewnie myślą o nas jak o eksponatach dydaktycznych… Ale nie ma tak dobrze, pewnie w wielu dziedzinach możemy zagonić młodzież w kozi róg, bo ponad 30 lat w zielonym mundurze to niezła szkoła życia. Dopóki służy nam zdrowie, jest fantazja i dobry humor to wciąż czujemy się młodzi i pełni energii do pracy w lesie oraz realizowania wielu innych pasji.

Wręczono też Kordelasy Leśnika Polskiego. Może je przyznawać dyrektor generalny lub dyrektorzy regionalni LP. Jeden z nich, nadany przez Dyrektora Generalnego LP otrzymał Jerzy Pawliszak- nadleśniczy z sąsiedniego Międzyrzecza:

47441

 

 Kordelas Leśnika Polskiego to obecnie najwyższe wyróżnienie w leśnej branży. Nawiązuje do honorowej i paradnej broni noszonej przez leśników w okresie II RP. Od 1930 roku był to stały element umundurowania leśnika, a jego rękojeści drewniane, żelazne i srebrne świadczyły o randze i zajmowanym stanowisku. Kordelas jako wyróżnienie przyznawany jest od 1996 roku na mocy zarządzenia nr 25 Dyrektora Generalnego LP. Nie wiążą się z nim żadne gratyfikacje pieniężne, bo jest to nagroda wyłącznie prestiżowa. Mogą otrzymywać go zarówno sami leśnicy, jak i osoby spoza tego środowiska, które w szczególny sposób przyczyniają się do rozwoju Lasów Państwowych.

Dlatego było mi bardzo miło, gdy w gronie odznaczonych Kordelasem Leśnika zobaczyłem wieloletniego wicewojewodę lubuskiego Jana Świrepo

 

4745

Bardzo zaangażowany w pracę na rzecz rozwoju regionu, wcześniej był także posłem ale z drugiej strony zawsze był i jest pomimo, że przebywa już na emeryturze, wielkim przyjacielem leśników i lasu. Na uroczystości pojawiło się zresztą spore grono takich osób: przedstawiciele administracji rządowej i samorządowej, zaprzyjaźnione służby mundurowe, przedsiębiorcy leśni, drzewiarze, ludzie nauki i wykładowcy, przyrodnicy i myśliwi.

4746

W dalszych rzędach widowni także napotkałem wiele, wiele znajomych twarzy, choć naturalnie przeważali absolwenci TL Starościn. W towarzystwie kolegów z Bolewic: Grzegorza i Krzysztofa zobaczyłem ulubionego barda mojej żony Reginki- Macieja Wróblewskiego.

4747

To także absolwent TL Starościn, który po części oficjalnej pojawił się na scenie z gitarą, dostarczając swoim wspaniałym głosem i mądrymi tekstami wspaniałych artystycznych wzruszeń leśnej widowni.

W trakcie tej uroczystości spotkałem wielu znajomych, choć nie jestem absolwentem TL Starościn. Spędziłem 5 pamiętnych  lat  w TL Rogoziniec.

 „Moje” Nadleśnictwo Trzciel reprezentowali tego dnia oprócz zastępcy nadleśniczego Sławomira Millera i mnie także Iwona i Radek, którzy są małżeństwem. Radek to absolwent Starościna.

47410

Wiele razy na scenie pojawiał się tego dnia dyrektor tego TL Przemysław Jarosik.

47411

Odebrał wiele wyróżnień i powiedział wiele ciepłych słów o dawnych, obecnych i przyszłych leśnikach. Ma przecież leśnictwo w genach. Warto dodać, że graniczę przez rzekę Obrę z leśnictwem Policko, gdzie swojego czasu „leśniczowała” jego siostra Małgosia, a nieżyjący już ojciec, Mieczysław Jarosik przez wiele lat był nadleśniczym w Nadleśnictwie Trzciel…

Spore grono leśników czynnych i tych, którzy już tylko spokojnie spacerują po lasach otrzymało tego dnia zasłużone nagrody i podziękowania. Kordelasem odznaczono też emerytowanego inżyniera z Nadleśnictwa Bolewice Michała Tybiszewskiego

4748

Michał to znany w środowisku leśnik, przyrodnik, długoletni działacz lokalny i związkowy, a obecnie zakochany (naturalnie oprócz żony) w ogrodach i aktywnej działalności Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Na scenie w gronie uhonorowanych Kordelasem zobaczyłem także leśniczego Andrzeja Kowalczyka z Nadleśnictwa Bogdaniec. Pamiętacie mój wpis z grudnia 2014 roku

http://333052.www.blox.pl/html/8519681,11141122,1159.html?10614299

 

o jego córce, Karolinie, która po mistrzowsku strzela?

Gratulowałem Andrzejowi wyróżnienia a tym razem to Karolina kibicowała i towarzyszyła ojcu w dniu jego sukcesu, na który, tak jak w sporcie, pracuje się latami:

4749

Spotkałem też przesympatycznego Olgierda Popiela z Nadleśnictwa Kłodawa. To świetny leśnik, ale też gawędziarz, kucharz i kompan. Gdy razem z bratem bliźniakiem Ryszardem zasiądą z gitarą przy ognisku to można tylko słuchać, słuchać i słuchać. Olo to chyba jedyny podleśniczy w Polsce, który otrzymał w 2011 roku od Prezydenta RP Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski za działalność w strukturach gorzowskiej „Solidarności”. Nosi go z dumą na leśnym mundurze

47413

 Naturalnie orderami odznaczeni zostali obaj bracia, bo bliźniacy działali razem w nielegalnych wtedy podziemnych strukturach. Ryszard i Olgierd mają też „na koncie” Odznaki Honorowe Za Zasługi Dla Miasta Gorzowa”.

Regionalne Dni Lasu to okazja do wielu spotkań leśników i ich przyjaciół. Z wielką przyjemnością oglądałem rozmaite powitania, próby rozpoznania się po latach i pełne wzruszenia twarze. To także okazja do spotkania przedstawicieli różnych leśnych pokoleń. Czy to nie wzruszające obraz, gdy młody uczeń technikum leśnego w mundurze wspiera dziadka- leśnika?

47414

Takie uroczyste spotkanie leśników to także okazja, aby spotkać tych, którzy już od dawna nie są czynni zawodowo ale mają ogromny dorobek zamknięty w koronach naszych lasów. To emerytowani dyrektorzy, nadleśniczowie ale także leśniczowie, dawni drwale, żywiczarze, zrywkarze i gajowi. Czy ktoś dziś pamięta gajowych? To leśnik, którego znakiem rozpoznawczym była charakterystyczna skórzana raportówka. Zobaczcie sami, wyłowiłem taką postać z tego licznego zgromadzenia leśników...

474151

 Gajowi zniknęli już w mroku borów i dziś praktycznie nie ma ludzi pracujących na tym stanowisku, choć oficjalnie jeszcze ono istnieje w naszej organizacji. Opowiem o gajowych, ciekawych ludziach lasu następnym razem.

 

Leśniczy Jarek   -lesniczy@erys.pl

 

16:20, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 19 czerwca 2016

473min

 

Mamy już prawie lato, które wg układu planet rozpocznie się za kilkadziesiąt godzin. Za nami już nawet czas suszy i wysokich temperatur. Jednak wciąż do leśniczówki przychodzą ludzie lub przez nieustannie dzwoniący telefon zadają mi pytanie: ma pan drzewo? Wiadomo, że nie chodzi tu o rosnące drzewo lecz o drewno opałowe. Wielu ludzi potocznie o drewnie mówi „drzewo”…

Latem często drewno staje się niezbędne, aby rozpalić bezpieczne ognisko nad jeziorem. Potrzebne są też patyki do smażenia kiełbasek. Drewno to jednak przede wszystkim najstarszy znany ludzkości materiał opałowy. Zdecydowana większość wiejskich domków opalana jest właśnie nim. Choć i w miastach, szczególnie w domach jednorodzinnych stosuje się często piece opalane drewnem. Wokół Pszczewa mocno rozwinęło się budownictwo domków letniskowych i zdecydowana większość z nich jest ogrzewana kominkiem. Najlepszym opałem jest dla nich odpowiednio wysezonowane drewno liściaste. Coraz częściej zatem można zobaczyć rozpoczęty plac budowy domku, a tuż obok sąg drewna, które jest sezonowane i przygotowywane do ogrzewania tego dopiero budowanego domu. Stąd te częste pytania o „drzewo”

4731

Przy wielu domach stoją drewutnie wypełnione szczapami lub stosy wałków zgromadzone i sezonowane na czas zimy. Czasem zmagazynowane drewno pełni rolę ogrodzenia lub dodatkowo ociepla budynek. Brzozowe czy dębowe wałki to bardzo poszukiwany towar. Dlatego różni interesanci wciąż pytają mnie o drewno. Potrzebują też różnych informacji na ten temat. Ale drewno przydaje się w domu nie tylko na opał. Czasem potrzebny jest brzozowy klocek lub rozgałęziony konar na kwietnik, nieco olchy do wędzenia ryb, chrust do wyplecenia ogrodowego płotu lub żerdzie do budowy kładki wędkarskiej.  Kogo o nie mają pytać potencjalni nabywcy jak nie leśniczego? Czasem potrzebna jest tylko chwila rozmowy i garść porad. Płonący ogień łączy ludzi.

4732

 Kiedyś ludzie wiedzieli doskonale, jak przygotowuje się drewno na opał, jak się je suszy, magazynuje, spala. Znali właściwości drewna i jego przydatność do ogrzewania, wędzenia czy wytwarzania narzędzi lub sprzętów niezbędnych w gospodarstwie. Dziś ta wiedza nie jest już tak powszechna. Mieszkaniec współczesnego wielkiego miasta rzadko zastanawia się skąd pochodzi ciepło ogrzewające jego dom, pozwalające na odprężającą kąpiel czy przygotowanie posiłku. Odkręca grzejnik, kran w łazience lub włącza palnik kuchenki i już! W zasadzie dawno przestał zaprzątać  sobie głowę takimi dociekaniami. Na wsi życie toczy się inaczej i w wielu gospodarstwach domowych zaopatrzenie w opał to kwestia bardzo istotna, by nie rzec, podstawa bytu.

 Każdy zdany jest na siebie i wtedy pojawiają się liczne pytania.  Jak zaopatrzyć się w drewno, potrzebne do wielu zastosowań, stąd nazywane surowcem wszechczasów? Skąd wziąć drewno do kominka i cieszyć oko równo ułożonym sągiem brzozowych lub bukowych szczap pod tarasem wymarzonego wiejskiego domku? Gdzie zaopatrzyć się w gałęzie niezbędne do rozpalenia ogniska na wędkarskim pikniku i zdobyć kilka żerdzi tak potrzebnych do naprawy nadwątlonej kładki nad ulubionym leśnym jeziorkiem? Nie można ich tak po prostu pozbierać.

 Często jednak nie wiadomo do kogo należy czy kto zarządza pobliskim lasem. Lepiej zapytać leśniczego. Do leśniczówki zwykle łatwo trafić. Zbierając chrust, szyszki czy łamiąc gałęzie w lesie, łatwo złamać zapisy ustawy o lasach i ustawy o ochronie przyrody, a art. 153 § 1 Kodeksu wykroczeń brzmi groźnie: Kto w nienależącym do niego lesie: 1) wydobywa żywicę lub sok brzozowy, obrywa szyszki, zdziera korę, nacina drzewo lub w inny sposób je uszkadza, 2) zbiera mech lub ściółkę, 3) zbiera gałęzie, korę, wióry, trawę, wrzos, szyszki lub zioła albo zdziera darń (…) podlega karze grzywny do 250 złotych albo karze nagany.

 

Każde nadleśnictwo w Polsce ma precyzyjnie określone zasady detalicznego nabywania drewna przez zainteresowane osoby. Trzeba zgłosić się do najbliższej leśniczówki i tam od leśnika uzyskamy informacje i wiedzę niezbędną do legalnego zaopatrzenia się w drewno. Możemy zakupić przygotowane do sprzedaży wałki opałowe lub wyrobić sobie ( jednak przy sporym nakładzie czasu i sił) drobnicę opałową, czyli gałęzie.

4733

       Gdy chcemy drewno sami przygotować drewno, leśniczy wystawia pisemne pozwolenie na jego pozyskanie i określa precyzyjnie, co można wyrobić we wskazanym fragmencie lasu oraz w jakim terminie. Pozwolenie jest jednocześnie zezwoleniem na wjazd do lasu z podanym numerem rejestracyjnym pojazdu. Leśniczy udziela też instruktażu z zakresu bezpieczeństwa i higieny pracy, ewentualnych zagrożeń, zachowania bezpieczeństwa przeciwpożarowego i użycia właściwych narzędzi. Określa zasady przygotowania drewna do odbiórki, informuje o aktualnych cenach drewna i terminach sprzedaży.

      Czasem dochodzi do nieporozumień, bo ludzie często mylą metr przestrzenny z metrem sześciennym drewna, czyli popularnym „kubikiem”. W leśnictwie od dawna podstawową jednostką miary jest m3, czyli „kubik”. Jest to miara stosowana do określania objętości litego drewna, to znaczy bez pustych przestrzeni, które występują pomiędzy wałkami ułożonymi w stosie. Kubik to sześcian litego drewna w odróżnieniu od metra przestrzennego, w którym mierzy się drewno wraz z pustymi przestrzeniami. Metry przestrzenne pomierzonego drewna przelicza się na kubiki za pomocą odpowiednich współczynników. Na przykład 1 m przestrzenny wałków sosnowych o długości 1 m (czyli 1 x 1 x 1 m) to 0,65 m3 drewna, a taki sam 1 mp gałęzi sosnowych to 0,25 m3, bo gałęzie są zwykle krzywe i w stosie jest więcej wolnych przestrzeni. Metr sześcienny drewna jest jego podstawową, oficjalną miarą, służąca do ewidencji ilości drewna. Cena przy zakupie jest naliczana według ilości metrów sześciennych.

Leśniczy mierzy, klasyfikuje wyrobione drewno i wprowadza je do ewidencji, a potem wystawia asygnatę, dokument uprawniający do wywozu drewna z lasu w ustalony dzień sprzedaży. Posługuje się cennikiem ustalonym przez zarządzenie nadleśniczego i wystawiając asygnatę, inkasuje należność. Pieniądze trafiają poprzez kasę fiskalną na konto nadleśnictwa. Tak samo wygląda sprzedaż wałków opałowych, które powstają w czasie różnych cięć w lesie. Z krzywych, obarczonych różnymi wadami, niewymiarowych kawałków pnia, których nie można wykorzystać w przemyśle, ustawiane są stosy wałków opałowych.

4734

Jednak to także atrakcyjny dla wielu towar. Piece czy kominki potrzebują sporej ilości drewna, aby ogrzać nasze domy. Coraz więcej osób chce mieć też w domu kuchnię opalaną drewnem, taką z fajerkami, wyskakującymi iskierkami i promieniującą ciepłem rozżarzonych polan drewna.

4737

 Niektórzy sami budują sobie grille ogrodowe, niewielkie suszarnie grzybów czy owoców lub małe wędzarnie. Wszyscy wtedy potrzebują „drzewa”, o które pytają leśniczego.

Niektórzy z nich porównują swoją drewutnię do piwniczki z winem lub spiżarni z przetworami. Z dumą pokazują zgromadzone w wielkim porządku szczapy - osobno sosnowe, bukowe, dębowe, brzozowe czy nawet gatunków owocowych. A do leśniczówek przychodzą klienci, którzy dopytują się o drewno grabowe czy jesionowe, w zasadzie „egzotyczne” w niektórych regionach kraju. Dlatego zawsze warto mieć na względzie strukturę gatunkową lasów i pamiętać, że królową polskich lasów jest sosna.

Trudno bowiem tam, gdzie dominują suche bory, szukać drewna grabu czy dębu i mieć pretensje do leśniczego, że oferuje tylko sosnowe wałki. Wciąż aktualne jest pytanie zadawane często leśniczemu:

Jakie drewno jest najlepsze na opał?

Wartość opałowa drewna zależy od wielu czynników, zaś nabywca, który trafia do leśniczówki może, rzecz jasna, kierować się indywidualnymi preferencjami. Generalnie jest tak, że wartość opałowa drewna jest tym wyższa, im więcej zawiera żywic i ligniny. W tej konkurencji wygrywa drewno iglaste. Z kolei drewno liściaste ma wyższą gęstość i jego wartość grzewcza w przeliczeniu na metr przestrzenny jest wyższa niż drewna iglastego. A zatem mniejsza ilość drewna liściastego powinna dać tyle samo ciepła, co dużo większa ilość sosnowych polan. Zwykle jednak drewno iglaste jest tańsze w zakupie, niż drewno liściaste twarde (np. dąb, buk) – to wyrównuje ich atrakcyjność. No i iglaste łatwiej kupić.

Które drewno będzie dla nas lepsze, zależy także od rodzaju pieca, wielkości przewodu kominowego i paleniska. Sosnowe, modrzewiowe czy świerkowe polana lepiej nadają się do pieców kuchennych, bo zawierają dużo żywicy i szybko można uzyskać wysoką temperaturę. Drobniutko połupane i połamane, są świetną rozpałką, szczególnie gdy trafimy na silnie przeżywiczony fragment, np. dawną spałę żywiczarską.

4735

 Na rozpałkę świetnie nadają się też kora brzozy lub suche wióry drzew iglastych jednak najlepsza jest przeżywiczona, drobno połupana sosna sosna - czyli „drzazga, smolak, smolniak”:

4736

Niezwykle ważna jest wilgotność drewna. Piękny, liściasty „opał” będzie spalał się kiepsko, jeśli nie zostanie należycie wysezonowany, czyli wysuszony. Suche drewno daje żółto-niebieski ogień, nie będzie dymić, odkładać smoły w kominie czy brudzić szyb kominka - w kolejce do pieca powinno czekać dwa, a nawet trzy lata. Składujmy je w miejscach przewiewnych (najlepiej w zadaszonej wiacie o utwardzonym podłożu), możliwie nasłonecznionych, osłoniętych przed deszczem. Warto pamiętać, że drewno wstępnie wysuszone, trzymane na powietrzu, po jakimś czasie znowu chłonie wilgoć, co nie oznacza, że należy je szczelnie przykrywać folią czy plandekami. Wtedy, podobnie jak drewno zbyt szybko wrzucone do kotłowni, nie tylko nie przesycha, ale również dochodzi do jego rozkładu przez grzyby. Dlatego rzędy ułożonego drewna powinny być odsunięte od siebie na szerokość dłoni, aby powietrze mogło swobodnie cyrkulować i odprowadzać wilgoć. Szczególnie szybko ulega destrukcji, źle przechowywane, wrażliwe na wilgoć, drewno brzozy, olchy czy buka.

W świeżo ściętym, „zielonym” drewnie nawet połowę wagi może stanowić woda. Każde – czy to w postaci grubych czy cienkich wałków, liściaste lub iglaste - będzie dobrym materiałem opałowym, o ile tylko będzie miało odpowiednią wilgotność, w przy tym wymiary polan dostosujemy do pieca. Za „złote drewno”, świetne jako opał, wiele osób uważa drewno akacjowe (czyli robinii akacjowej). To prawda, doskonale nadaje się do tego celu, a to dlatego, że nawet świeże zawiera bardzo mało wody. Ale już jego wadą jest duży udział kory (nawet do 22 proc., podczas gdy np. grabu - 7 proc.). Bardzo często przy kominku zobaczymy drewno brzozowe, bo pali się nawet nieco wilgotne, a przy tym… ładnie wygląda.

Teoretyczne rozważania o wyższości grabiny nad dębiną, złotej „akacji” nad osiką, starej sosny ze zrębu nad gałęziówką, zwykle jednak idą na bok, gdy zderzą się w praktyce z zasobnością naszego portfela.

Z polskich lasów pozyskuje się rocznie ponad 4 mln m sześc. drewna opałowego, a zapotrzebowanie na nie wciąż rośnie. Różnie to wygląda w poszczególnych leśnictwach na terenie kraju ale w moich stronach co roku pozyskuję z pszczewskich lasów i sprzedaję licznym klientom sporo ponad 1000 m3. Wymaga to sporego nakładu czasu pracy i bardzo często słyszę pytanie: „ma pan drzewo?”

Jednak to także ważna część pracy leśniczego, stąd poświęcam jej wiele uwagi. Drewno jest zbyt cennym materiałem, aby każdy, nawet najmniejszy wiórek nie został dobrze wykorzystany. Dlatego zawczasu pomyślcie o zgromadzeniu drewna na zimę, a o wszystkie szczegóły związane z jego jak najlepszym wykorzystaniem pytajcie „swojego” leśniczego. Po okresie fascynacji innymi źródłami energii drewno wraca do łask, bo jest ekologiczne, odnawialne i w dodatku tańsze niż węgiel czy gaz. Po odkrywkach węgla brunatnego czy kopalniach węgla kamiennego pozostają trwałe, bardzo kłopotliwe „pamiątki” w ziemi, których kosztowna rekultywacja ciągnie się lata i nie zawsze zresztą kończy się powodzeniem.

Ale wciąż pokutuje błędne przekonanie, że wycinanie drzew jest złem samym w sobie, a lasów na skutek tego ubywa. Dlatego wciąż warto przypominać, że drewno jest materiałem w pełni naturalnym – powstaje dzięki procesowi fotosyntezy, z wykorzystaniem energii słonecznej. Wycięte drzewa są zastępowane nowymi, bo las jest systematycznie odnawiany. W trakcie spalania drewna powstają tylko śladowe ilości dwutlenku siarki i dwadzieścia razy mniej popiołu niż przy spalaniu węgla. Popiół drzewny jest nietoksyczny i może być wykorzystywany jako nawóz. Warto go wysypywać nie do śmietnika lecz na kompostownik lub bezpośrednio pod drzewa lub krzewy.

Dlatego pytanie: czy palić, czy nie palić, zostawmy tylko dla palenia papierosów, a o drewno opałowe pytajcie długo przed zimą najbliższego leśniczego.

Miłej niedzieli!

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

09:01, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
sobota, 11 czerwca 2016

 

472minMiniony tydzień minął mi zupełnie przysłowiowo, czyli jak z bicza trzasł…  Zajrzałem bardzo późnym wieczorem do blogowych zapisków i zauważyłem, że ostatnio odzywałem się 4 czerwca. Równy tydzień, który jakże szybko minął.  Spojrzałem do kalendarza oraz terminarza w telefonie i odtworzyłem sobie co działo się u mnie przez miniony tydzień. Niby nic szczególnego, beż żadnych szczególnych wydarzeń, ale ile to spraw za mną, ile spotkanych ludzi i do ilu zakamarków lasu zajrzałem przez minione 7 dni.

 

Poniedziałek.

 Rozpocząłem dzień od spotkania z szefem ZUL - zakładu usług leśnych. Wcześniej usiadłem do komputera i przygotowałem zlecenia na prace z zagospodarowania lasu czyli: porządkowanie parkingów leśnych, pielęgnowanie upraw, czyszczenia wczesne, wykoszenie i uporządkowanie ścieżki przyrodniczej i drobne naprawy. Wspólnie z jednym z  pracowników  ZUL ruszyliśmy w teren, bo nie wystarczy opowiadać, należy wszystko pokazać w terenie. Wskazałem uprawy do pielęgnowania, zaczynając od najpilniejszych, gdzie chwast niebezpiecznie schowały małe sosny i dęby. Potem czyszczenia wczesne, gdzie należy uformować kępy dębowe i usunąć samosiew brzozy, robinii akacjowej i kępy leszczyny wdzierające się w rzędy dębów, grabów i buków. Pokazałem też ławkę na punkcie widokowym ścieżki turystycznej uszkodzoną przez „pseudo-turystów”. W trakcie przeglądu upraw wstąpiliśmy na chwilę w oddział 106, bo wykonawcy prac musiałem okazać granice trzebieży. Wcześniej pokazywałem je operatorowi harwestera, ale solidny stok wiodący na wzniesienie o wysokości dochodzącej do 100 m n.p.m. poprzecinany okopami z czasów II wojny światowej oraz bardzo gęsty podszyt uniemożliwił pracę harwestera. Usapaliśmy się solidnie po obejściu tej powierzchni, a nawet małą chwilę odpoczynku uniemożliwiły roje much, zwabionych naszym ciepłem. Zdjąłem 3 kleszcze ze spoconego karku, koszulę z pleców, bo słońce podniosło się wyżej i zaczęło solidnie przygrzewać i ogłosiłem małą przerwę w objeździe, bo zadzwonił przewoźnik drewna.

Szef zula pojechał do swoich zajęć, pan Sławek zabrał się za naprawę ławki a ja pojechałem po rejestrator i drukarkę do leśniczówki, a potem do samochodów zabierających papierówkę 2,40. Gdy wróciłem po wydaniu kwitów wywozowych ławka już była naprawiona:

4721

Ruszyliśmy już tylko z panem Sławkiem na kolejne uprawy wymagające koszenia. Po godzinie zadzwonił kolejny kierowca. Udało się jednak pokazać wszystkie uprawy wymienione w zleceniu. Obok jednej z nich zauważyłem spory łan żywokostu lekarskiego

4722

To ciekawa i bardzo pożyteczna roślina, co zarówno żywi jak i goi kość, według ludowego powiedzenia. Żywokost jest stosowany w medycynie od wieków, głównie przy problemach z tkanką kostną – skutecznie leczy choroby kręgosłupa, stawów biodrowych, kolan, bóle reumatyczne oraz rwę kulszową. Pomaga przy leczeniu złamań oraz  zwichnięć i stłuczeń. Jest niezastąpiony w stanach zapalnych ścięgien i zakrzepowym zapaleniu żył. Jest także wspaniałym kosmetykiem przeciw zmarszczkowym, szczególnie dobrze działa na zmarszczki wokół oczu, odbudowuje tkankę i likwiduje przebarwienia. Warto go sobie nasuszyć, choć szczególnie dobrym surowcem jest korzeń żywokostu.

Po rozstaniu z zulowcem Sławkiem objechałem i obszedłem stosy z drewnem opałowym, bo jutro dzień sprzedaży detalicznej. Trzeba przygotować się na wymagania klientów, bo ktoś chce cienkie wałki, ktoś inny z kolei tylko ceni grube. Trzeba też przypomnieć sobie przy jakiej drodze stoją poszczególne  stosy. Na niektórych piszę od razu lubryką (specjalną kredą do drewna) inicjały nabywców, którzy wcześniej telefonicznie deklarowali zakup. Także na liście magazynowej znaczę sobie który stos dla kogo, bo wtedy sprawniej idzie wystawianie asygnat na drewno. Popołudnie, które przeciągnęło się do „późnego popołudnia” spędziłem nad mapą cięć i materiałami, które w piątek przekazał mi zastępca nadleśniczego. Muszę się przecież dobrze przygotować do jutrzejszego spotkania z urządzeniowcami (pracownikami Biura Urządzania Lasu i Geodezji Leśnej) na uzgodnienia planów nowego operatu. Tak potocznie nazywamy PUL- Plan Urządzania Lasu, który właśnie zacznie obowiązywać od przyszłego roku na kolejne 10 lat. To bardzo ważna kwestia, bo będę te plany realizował przez najbliższe 10 lat. Szczególnie ważne są uzgodnienia związane z działkami zrębowymi, bo układ cięć rębnych zależy od wielu czynników i determinuje bardzo ważny, tzw. ład przestrzenny lasu.

 

Wtorek

 

Wstałem wcześnie, bo zanosi się na sporą sprzedaż detaliczną, a muszę bez spóźnienia dojechać do oddalonego o 18 km nadleśnictwa na godzinę 10.30, bo tak umówiłem się z urządzeniowcami. Cóż z tego planu, gdy dzwoni kierowca, że jedzie po kłody? Do wydania kwitu wywozowego potrzebny jest ten sam rejestrator, za pomocą którego wydaje się asygnaty na drewno opałowe. Ułożyliśmy plan działania z podleśniczym Irkiem i on pojechał wydawać kłody a ja zająłem się klientami detalicznymi. Miałem ich 12 tego dnia i sprzedałem około 100 m3 drewna. Każdą asygnatę drukuje się w trzech egzemplarzach ( klient, nadleśnictwo, leśnictwo), potem „nabijam” należność na kasę fiskalną, drukuję paragon, umawiam z klientem datę wywozu i czas i miejsce spotkania, bo przecież muszę mu pokazać zakupione drewno. Część klientów obejrzała ze mną drewno wcześniej.

Większość zakupionego drewna to wałki pochodzące z posuszu- sosen, rosnących na tzw.”gruntach porolnych”, gdzie pierwsze pokolenie lasu zaatakowały grzyby i owady. Po zakończonej sprzedaży drukuję raport dobowy z kasy fiskalnej, transferuję dane do systemu nadleśnictwa i natychmiast wsiadam do auta. W nadleśnictwie szybko wpadam do działu technicznego, a potem do księgowości. O 10.30 rozkładam mapę „moich” ponad 2000 ha lasu i pochylam się razem ze sporą grupą osób nad działkami zrębowymi w 83 oddziałach leśnych. Z nadleśnictwa wychodzę kilka minut przed 15. W leśniczówce odbieram czekające na serwerze dane z systemu nadleśnictwa do mojego rejestratora, sprawdzam szybko służbową pocztę i stany drewna po sprzedaży detalicznej, a potem jadę pokazać drewno jednemu z klientów. Czeka na mnie jeszcze spory stos dokumentów, które przywiozłem z nadleśnictwa…

Środa

Zaczynam dzień od spotkania z szefem ZUL, bo musimy ustalić jakie sortymenty drzewne będą pozyskiwane w zaplanowanych i pokazanych w terenie trzebieżach. Uzgodniłem wczoraj w dziale technicznym jakie sortymenty potrzebują odbiorcy drewna i dyktuje wymiary szefowi ZUL: kłody sosnowe2,90, 2,6 i 2,50, papierówki s2a oraz S2b, surowiec na zrębki. Potem jedziemy obejrzeć pas lasu, który trzeba wyciąć, bo zaczynamy niebawem budowę drugiego odcinka nowej drogi przez leśnictwo. Sprawdzam przy okazji, czy są zamknięte szlabany zabezpieczające przejazdy kolejowe.

 Odpowiadam za bezpieczeństwo na tych przejazdach, z czego skrupulatnie rozliczają mnie i cale nadleśnictwo kolejarze, a zdarza się, że ktoś własnym sposobem forsuje szlabany i pozostawia je otwarte. Bo pierwszy odcinek pięknie wykonanej, równej drogi leśnej kusi amatorów nielegalnych przejażdżek

4729

To jednak droga leśna, zgodnie z ustawą o lasach udostępniona pieszym i rowerzystom.

Potem ruszam na przegląd upraw, bo muszę wytypować kolejne do pielęgnacji. Część z tych, które były dokładnie wypielęgnowane w maju zarasta już ponownie trzcinnikiem, malinami i paprociami. Oglądam uprawę, gdzie spore szkody wyrządzają dzikie króliki. Fragmenty są mocno zniszczone

4724

Mimo, że to pełnia dnia, bez problemu spotykam „winowajców:

4725

Króliki wyglądają bardzo sympatycznie, ale dla małych drzewek nie są przyjaciółmi. Rozwiązywanie problemu jak pogodzić istnienie lasu z istnieniem różnych gatunków zwierząt nigdy nie było proste… Niebawem wracam do leśniczówki, do której mam z tego oddziału ponad 16 km bo przyjechał samochód po drewno- tym razem to sortowane papierówki S2b.

 

Czwartek

Od rana wyznaczam ostatnią część pasa do wycięcia pod budowę nowej drogi. Nie jest łatwo, bo jest kilka miejsc styku z prywatnymi gruntami oraz przejście przez gruntową drogę powiatową, a kamieni wyznaczających granice nie widać. Musze jednak przerwać pracę bo dzwoni przewoźnik, że wybiera się po drewno. Tym razem to papierówka olchowa 2,40. Szukam upoważnienia w grubej teczce, dzwonię i uzgadniam z działem technicznym nadleśnictwa numer umowy i sprawdzam, czy odbiorca drewna nie zalega z płatnościami. Rejestrator i drukarkę przekazuje podleśniczemu Irkowi na jednym z leśnych skrzyżowań. On zajmie się wskazaniem drewna, zaprowadzi tam samochody i pokaże im wyjazd z lasu. Wracam do swojej pracy, pomaga mi podleśniczy Krzysiek. Mówi, że wczoraj widział wilczycę i dwa małe wilczki w jednym z oddziałów naszego leśnictwa. No proszę, nie tylko od czasu do czasu będziemy spotykać wilki. Nie na darmo w tej okolicy znaleźliśmy dwa zagryzione daniele, łanię i sarnę!

Pas do wycinki drzew wyznaczony, potem precyzyjnie na potrzeby budowy wyznaczy go geodeta. Spotykam się z operatorem harwestera, pokazuję mu co jest do wycinki i tłumaczę mu jakie sortymenty drzewne ma wymanipulować ze ściętych drzew. Pokazuję mu też miejsca, gdzie należy zerwać przygotowane drewno. Jadę potem do pana Darka, który wykonuje trzebieże 2 klas wieku, czyli trzebieże w młodszych lasach, zwykle nie przekraczających 40 lat. Sprawdzam wykonanie dotychczasowych prac i wiozę go na kolejne oddziały. Obchodzimy dokładnie granice, tłumaczę mu zasady wykonania trzebieży, ustalam sortymenty i miejsca składowania drewna. Muchy strasznie nam dokuczają, tną jak diabli i całe roje latają wokół nas.

W lesie jest bardzo sucho i strasznie się kurzy na drogach. Może spadnie deszcz? Potem ruszam na przegląd upraw, bo muszę sprawdzić, które wymagają poprawek w przyszłym roku. Do końca miesiąca muszę sporządzić projekty planów wszystkich prac gospodarczych na przyszły rok. Trzeba dojrzeć wszystkie potrzeby lasu w terenie, a potem przelać to do systemu informatycznego w postaci kodów grup czynności i konkretnych czynności oraz materiałów. Muszę zaplanować ile i czego będę sadził, aby na szkółce czekały wiosną kolejnego roku sadzonki. Wcześniej trzeba zaplanować przygotowanie gleby: ile kilometrów pasów należy wyorać i jakim pługiem, ile talerzy trzeba wykonać tam, gdzie nie wjedzie ciągnik. Planuję też  grodzenia upraw: ilość słupków i gwoździ, metry siatki, hektary, godziny… Muszę także zaplanować czyszczenia wczesne i późne, melioracje agrotechniczne. Także wszelkie inne prace z hodowli lasu, ochrony lasu, ochrony przeciwpożarowej i zagospodarowania turystycznego.

 

Piątek

Rano czekał na mnie przed kancelarią mieszkaniec jednej z okolicznych wsi. Był zaniepokojony drzewem przechylonym  w kierunku jego posesji. Pojechaliśmy tam, obejrzałem źródło problemu, wyznaczyłem w pobliżu kilka innych suchych i złamanych drzew, które trzeba będzie przy okazji usunąć. Umówiłem ZUL na przyszły tydzień. Pojada tam drwale i mocny ciągnik z długa liną. Pojechałem sprawdzić wykonane niedawno trzebieże i skontrolować stany drewna. Wszystko było w porządku, ale nachodziłem się solidnie. Naraz zobaczyłem jakiś ruch w koronie sporej sosny. Zobaczyłem jakiś dziwny zarys o metalicznym połysku. Sądziłem, że to jakaś folia lub balon. Sięgnąłem do Rockiego po lornetkę. Nie zabrałem jednak ze sobą aparatu fotograficznego. Szkoda, bo gdy dobrze się przyjrzałem stwierdziłem, że to przecież ptak! Bocian czarny przykucnął dziwnie przygarbiony za pniem sosny, stąd nie rozpoznałem go gołym okiem. Wyraźnie mnie obserwował i chciał pozostać niezauważony. Potem chyłkiem sfrunął na ziemię i na pieszo oddalił się ode mnie.

Potem widziałem go kołującego wysoko nad lasem:

4726

 Podleśniczy Irek mówił mi wcześniej, że także go widział w tym rejonie. Może się gdzieś u zagnieździł? Obszedłem wolno  spory kawał lasu, ale gniazda bociana nie zauważyłem. Kolejny tego dnia telefon oderwał mnie od poszukiwań. Musiałem wydać drewno zakupione na fakturę przez właściciela składu opałowego. Potem wskazywałem drewno- gałęzie pozostałe po trzebieży do wyróbki kosztem nabywcy i szkoliłem z zasad pozyskania mieszkańca Stołunia. Podpisał druk zezwolenia i przy okazji prosił o porady dotyczące gospodarki w jego prywatnym lesie. Przecież jestem leśniczym, który oprócz 2200 ha państwowych lasów nadzoruje gospodarkę leśną na ponad 200 ha lasów niepaństwowych… Ruszyłem na dalszy obchód upraw i młodników, wybierając te, gdzie należy zaplanować prace na przyszły rok. Zadzwoniła potem jeszcze pani z jednego z ośrodków wypoczynkowych w okolicy prosząc o zgodę na wypuszczenie wieczorem zapalonych lampionów. „Bo to tak ładnie i romantycznie…” Wytłumaczyłem jej, że lampiony są ładne i romantyczne, ale spadając na wody jeziora skutecznie je zaśmiecają, a spadając na las, niechybnie mogą stać się źródłem pożaru, bo przecież mamy trzeci, najwyższy stopień zagrożenia pożarowego. Chyba zrozumiała… Z sosnowych młodników przeniosłem się w olsy nad rzeką Obrą:

 4727

Zatrzymałem się chwilę nad wodą w przyjemnym cieniu i usłyszałem charakterystyczne „hupkanie”. Po chwili zobaczyłem po drugiej stronie rzeki kolorowego dudka:

4728

Zrobiłem kilka fotek ale po chwili musiałem jednak jechać w inną część leśnictwa bo przyjechał długo oczekiwany samochód po kłodę 4 metrową. Gdy wydrukowałem kwity wywozowe było już sporo po 14, a jeszcze tyle do zrobienia!

47210

 Jak dobrze, że jutro sobota, bo wokół domu i w ogrodzie  mam tyle do zrobienia. Zajrzałem do skrzynki emailowej w telefonie i na blogowe strony. Zaraz, zaraz! To już tydzień od ostatniego wpisu? Jak szybko minęło te 7 dni, a gdyby je bardziej  szczegółowo opisać i dodać więcej obrazów to pewnie wyszłaby z tego sporej objętości opowieść.

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

 

 

17:50, lesniczy.lp
Link Komentarze (1) »
sobota, 04 czerwca 2016

471min

Ostatni tydzień to  wiele odebranych przeze mnie telefonów i wizyt ludzi zatroskanych o los leśnej młodzieży. Przecież to właśnie teraz, na przełomie maja i czerwca podczas spacerów przez lasy i pola możemy natknąć się na młode zające, sarny, daniele, a czasem nawet na cielęta jeleni. Niesłychanie zatroskani o ich los spacerowicze zgłaszają się najczęściej do leśniczego z prośbą o zaopiekowanie się maleństwami. No bo do kogo mają pójść? Zdarza się nawet, że przynoszą do leśniczówki sarenkę, zajączka, młodą kunę, wiewiórkę, a nawet liska.

4711

Pomimo lat prowadzonej przez leśników edukacji przyrodniczej wciąż zdarzają się takie sytuacje, ale z drugiej strony świadczy to dobrze o ludzkiej wrażliwości i o zainteresowaniu przyrodą. Warto jednak wciąż zdobywać wiedzę przyrodniczą, bo wtedy nie będziemy intruzami w lesie i polu, a także swoim nieświadomym działaniem nie wyrządzimy nikomu krzywdy.

Przesympatyczne wiewiórki często teraz przebywają w pobliżu ludzi, bo łatwiej im o pożywienie.

4712

 Czasem nawet potrafią zajrzeć do domu przez otwarte okno, skuszone widokiem owoców lub orzechów. Zdarza się, że wizyty w okolice ludzkich siedzib przypłacają życiem, bo wiele z nich, niestety, ginie teraz na drogach

 4713

Jeśli chcemy im pomóc, to zachowajmy szczególną ostrożność za kierownicą samochodu czy motocykla. To będzie zdecydowanie bardziej pomocne, niż dotykanie, zabieranie młodych zwierzą i inne próby „niesienia pomocy” Przecież nie są to zwierzęta domowe. Mają swoje obyczaje, biologię i zachowania nie zawsze znane nam i zrozumiałe dla człowieka, ale ukształtowane przez naturę i zapewniające trwanie gatunku. Leśne wiewiórki na przykład wiodą zupełnie inny żywot niż wiewiórki spotykane często w parkach. Ludzie, którzy o tym nie wiedzą i zabierają zwierzęta z lasu, wyrządzają im krzywdę i przysparzają kłopotów leśnikom. To nie maskotki, czy zabawkowe „pluszaki” beztrosko porzucone przez rodziców. Nie zbliżajmy się do zwierząt i absolutnie nie dotykajmy. Zapach, który rozsiejemy w pobliżu zwierzęcia, może spowodować tak silny stres u jego rodziców, że porzucą potomstwo lub na długo pozostawią bez opieki. Zostawmy je w ich naturalnym środowisku, które jest ich domem!

      Pozostawianie, pozornie bez opieki, małych saren czy zajączków przez rodziców to naturalne zachowanie zwierząt. Młoda sarna nie wydziela zapachu, kropkowana sukienka doskonale ją maskuje w środowisku. Tak sarenkę przystosowała do życia natura. Wcale nie została porzucona ani osierocona. Koza-matka celowo przychodzi do swego dziecka tylko na czas karmienia, aby swoją stałą obecnością nie narażać go na niebezpieczeństwo. Młode daniele są intensywnie cętkowane, co doskonale maskuje je na dnie lasu, choć nimi rodzice opiekują się dość starannie.

4714

 Tak jak sarna-koza zachowuje się również  zajęczyca, odwiedzająca tylko od czasu do czasu swoje zajączki. Obserwuje jednak bacznie najbliższą okolicę

4715

Zwykle tylko raz na dobę zagląda do swojej kotlinki, gdzie leżą w bezruchu malcy oczekujący na mleko matki. Podobnie rzecz się ma z niektórymi ptakami. Na przykład pisklę żurawia zaraz po obeschnięciu opuszcza gniazdo i podąża za rodzicami. Ludzie, widząc pozornie bezradne żurawiątko, myślą, że wypadło z gniazda lub zostało porzucone. Kiedyś  z tego powodu przyniesiono do leśniczówki pomarańczowe pisklę żurawia, a nawet prawie już lotnego młodzieńca.

Warto wiedzieć, ze pisklę żurawia zaraz po obeschnięciu opuszcza gniazdo i podąża za rodzicami.

4716

 Dorosłe żurawie bardzo troskliwie się nim zajmują, odsuwają kamienie i patyki na jego drodze i znoszą smakołyki. Młode szybko rośnie i nawet jeśli nie da rady uciec, potrafi się bronić. Przestrzegam przed próba chwytania żurawiego podlota. W sytuacji zagrożenia przewraca się na grzbiet, nastawia ostry dziób i wierzga silnymi nogami. Nieświadomy tego agresor, a także ”obrońca” może solidnie ucierpieć.

 W tym czasie możemy zobaczyć wiele ptasich podlotów, które próbują samodzielnego życia. Coć niektórymi rodzice opiekują się bardzo troskliwie i nawet biorą je „na barana”

4717

 Czasem młode sójki, drozdy czy zięby wypadną z gniazda, które nie wytrzymało rozpychania kilku młodzieńców, ale to naturalna sprawa. Rodzice są zawsze w pobliżu i dokarmiają oraz strzegą bezpieczeństwa młodych. Nie każdy jednak o tym wie.  Zdarza się, że ludzie próbują łapać słabo latające ptasie podlotki, nie bacząc na protesty znajdujących się w pobliżu rodziców. Rozumiem, że są wrażliwi i chcą pomóc, ale można naprawdę bardzo zaszkodzić przyrodzie.  Przecież to normalne, że podloty opuszczają gniazdo i uczą się samodzielnego życia pod okiem ojca i matki. Dlatego jeśli nie znamy obyczajów zwierząt, nie ingerujmy w prawa przyrody. Przypominam o tym co roku, ale wciąż odbieram takie sygnały:

„Jarek? Musisz natychmiast przyjechać koło boiska bo a tam jest porzucona sarenka? Coooooo? Nie ruszać? No, co ty… „

Cierpliwie tłumaczę sarnie obyczaje i po jakimś czasie kolega znowu dzwoni: „Wiesz, miałeś rację. Obserwowałem tę sarenkę, bo tobie nie wierzyłem i myślałem, że nie chce się tobie po prostu przyjeżdżać, a rzeczywiście przyszła matka i odprowadziła ją w zboże”

 4718

     Wyszło jednak na moje...  Można sobie wyobrazić, jak wielki stres przeżywają rodzice zwierzęcia, gdy widzą, jak ludzie zabierają ich dziecko. Często trafia ono do leśniczówki. To wielki kłopot dla leśnika, który musi podjąć decyzję, czy zwrócić malucha naturze, czy wychowywać w sposób zastępczy, bo nie ma już szans na jego akceptację przez rodziców. Najczęściej, niestety, oznacza to dożywocie w klatce ogrodu zoologicznego.

Czasem zwyczajnie nie możemy pomóc maluchom. Bo np. silny wiatr zwali gniazdo z ledwo wyklutymi pisklakami. Pozbawione nawet puchu, nagie pisklęta nie mają szans, aby przetrwać. Rodzice powtórzą zwykle lęg, nic na to nie poradzimy. Bywa też i tak, że nielot trafi w szpony lub pazury drapieżnika. Tak jest „zorganizowana” przyroda. Kuna ma w dziupli swoje małe, a w norze lisa oczekują na powrót rudej matki z polowania wciąż głodne małe liski. W gnieździe kruka, puchacza czy krogulca pisklęta także czekają na mięsną zdobycz. Rodzice drapieżników nie przynoszą pokarmu z supermarketu. Dlatego nie wtrącajmy się w naturę i biologię zwierząt. Zostawmy je w ich domu. Jeżeli natomiast uzasadnione jest podejrzenie, że zginęła matka zwierzęcia czy zostało uszkodzone ptasie gniazdo z wyrośniętymi już pisklętami, wtedy należy zawiadomić leśników. Na pewno podejmą właściwą decyzję. Czasem sami próbujemy pomóc zwierzętom nawet wtedy jeśli tej pomocy nie potrzebują i nieopatrznie wyrządzamy im krzywdę np. poprzez podawanie nieodpowiedniej karmy

4719

Leśnicy chronią las i jego mieszkańców przed wieloma niebezpieczeństwami. Najtrudniej jednak chronić go przed ludźmi, którzy nie rozumieją lub nie szanują praw natury, nawet jeśli robią to w dobrej wierze. Pamiętajmy o tym podczas letnich spacerów.

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

 

 

17:16, lesniczy.lp
Link Komentarze (6) »
niedziela, 29 maja 2016

470min

Wreszcie nieco popadało i las pokryty nie tylko sosnowym pyłkiem ale też zwykłym kurzem stał się intensywniej zielony i świeży. Normą jakoś stały się upały w maju i długotrwała susza, a przecież woda jest niezbędna do wszelkiego życia, także życia lasu. Wiosenne odnowienia z ulgą przyjęły porcję majowego deszczu, choć wilgoć i światło słoneczne zachęcają także do intensywnego wzrostu chwasty. To bardzo pojemne pojęcie i to co dla jednego jest chwastem, dla drugiego może być pożyteczna rośliną. Co leśnik nazywa chwastem?

Z chwilą usunięcia starego lasu i powstaniem powierzchni otwartej, wymagającej odnowienia nowym pokoleniem lasu, pojawiają się tam rośliny wciąż konkurujące z roślinnością drzewiastą o przestrzeń, światło, pokarm i wilgoć, czyli właśnie chwasty. Do najbardziej pospolitych i niechętnie widzianych przez leśnika chwastów zalicza się: trzcinnik, żarnowiec, malinę i jeżynę, wierzbówkę czy pokrzywę. Do najbardziej niebezpiecznych dla młodych drzewek należą chwasty silnie rozrastające się w górę i na boki, silnie i głęboko ukorzeniające się, rozmnażające się za pomocą rozłogów, kłączy lub przez obfity obsiew oraz tworzące zbitą darń. Czasem jako chwast należy traktować gatunki drzewiaste, niepożądane akurat w tym miejscu i będą to np. naloty brzozowe czy osikowe lub sosnowe, gdy pojawią się w miejscu gdzie powinny  rosnąć dęby lub buki. Spore kłopoty czasem sprawia robinia akacjowa

4701

Stąd deszcz, który pobudza do wzrostu małe drzewka, sprzyja także chwastom i leśniczy musi być czujny i szybko reagować na ich nadmierny rozwój. Zakończenie odnowień i posadzenie sadzonek, posianie nasion oraz rozliczenie prac wcale nie oznacza końca troski o leśne uprawy. Wręcz przeciwnie… Kiedy rzędy sadzonek pysznią się zielenią nowych przyrostów, gdy nasiona pozyskane z miejscowych, starannie wybranych drzew kiełkują i dają początek młodym dębom czy bukom, leśniczy nie zapada w drzemkę w wygodnym fotelu na tarasie leśniczówki. Nie spaceruje sobie także z wolna z wiernym psem u nogi, słuchając jak las sam rośnie. O las trzeba nieustannie troszczyć się, dbać, trzeba go nieustannie pielęgnować. Inaczej zamiast rzędów dębów czy buków zobaczymy taki gąszcz:

4702

  Szczególnej troski wymaga przez pierwsze dziesięciolecia jego życia. Na młode drzewka czyha przecież wiele niebezpieczeństw. Trzeba je chronić poprzez stosowanie rozmaitych zabiegów przed owadami, grzybami, zwierzyną, negatywnymi skutkami klimatu, a szczególnie przed konkurencją chwastów w wyścigu o światło i wodę.

Czynności dotyczące pielęgnowania są ściśle ze sobą związane a realizuje się je poprzez eliminowanie chwastów i zbędnych domieszek ale utrzymując zwarcie pożądanych gatunków drzew. Co oznacza słowo „zwarcie”?

Zwarcie oznacza w lesie rodzaj i stopień wypełnienia przestrzeni przez korony pożądanych gatunków drzew. Pełni ono istotną rolę w powstawaniu i życiu lasu, wywiera wpływ na kształtowanie się drzew, ich wzajemne relacje oraz na otaczające je środowisko. W zależności od stopnia zwarcia pod koronami drzew wytwarzają się różne stosunki świetlne, cieplne i wilgotnościowe. Tworzą one odpowiednie warunki do życia różnych roślin, nie tylko drzew. Zwarcie wciąż zmienia się i zależy od wielu czynników, bo innego zwarcia wymagają drzewa w młodym, a innego w starszym wieku.  Zależy ono naturalnie także od gatunku, gdyż więcej miejsca potrzebują gatunki światłożądne np. modrzew, a inaczej sprawa wygląda u cienioznośnych np. u buka. Nieco to skomplikowane, prawda? Ale to ważna część wiedzy leśnej, którą wciąż doskonalą leśnicy i najważniejsze, żeby to oni potrafili pielęgnować las i utrzymywać odpowiednie zwarcie. Dlatego jest takie leśne powiedzenie: „dobry leśnik ma jasno w głowie (dużo wie, ale i tak wciąż się uczy) ale ciemno w lesie” ( czyli utrzymuje właściwe zwarcie). To istota pielęgnowania lasu, którego konieczność narodziła się wraz z erą lasów gospodarczych. Dawniej lasy zajmowały ogromne przestrzenie i tworzyły nieprzebrane puszczańskie ostępy, które żyły według pierwotnych praw natury. Drzewa rosły same, a te które umierały naturalną śmiercią dawały życie kolejnym. Jednak pewnego dnia do lasu wszedł człowiek ze swoimi pomysłami, potrzebami i prawami. Wtedy powstały lasy gospodarcze, które trzeba pielęgnować, hodować, choć nie wszystkim podoba się to wtrącanie w prawa przyrody i klasyfikowanie roślin na pożyteczne, obojętne i szkodliwe, czyli chwasty.

Choć taki łan trzcinnika, który potrafi zakryć samochód a nie tylko małe drzewka nie budzi sympatii leśnika

4703 

Pielęgnowanie lasu to ogół wielu czynności gospodarczych prowadzonych od momentu powstania nowego pokolenia lasu, aż do czasu osiągnięcia pełnej dojrzałości. To bardzo pracochłonny i kosztowny proces, ważny dla przyrody i człowieka, który przecież pragnie wyhodowania lasu z odpowiednimi gatunkami drzew o jak najwyższej jakości. Polega ono także na ciągłym wzbogacaniu składu gatunkowego głównej warstwy drzew, ale też  na stosowania cięć pielęgnacyjnych, utrzymujących właściwe zwarcie.

Od pierwszych chwil życia drzewom towarzyszą cięcia i dlatego leśnicy nieco przekornie mówią, że las pielęgnuje się siekierą i piłą. To w pełni prawdziwe stwierdzenie, bo przecież gdy powstaje nowe pokolenie sosnowego boru to na hektarze mamy 10 tysięcy małych sosenek. W dojrzałym wieku, czyli w 80-100 letnim borze na hektarze naliczymy 300-500 dorodnych sosen. Małe drzewka wciąż toczą zacięta walkę o byt. W warunkach silnej konkurencji chwastów i krzewów, różnych zagrożeń niekorzystnych warunków klimatycznych, bez pomocy z zewnątrz byłoby to bardzo trudne. Dlatego młody las pielęgnujemy kosą, niszcząc chwasty oraz tasakiem- wycinając głuszące drzewka krzewy i usuwając tzw. przedrosty i rozpieracze.

Do pielęgnowania zaliczamy także przerzedzanie siewów i samosiewów pożądanych gatunków drzew. To pracochłonny ale konieczny zabieg, często wykonywany ręcznie np. poprzez wyrywanie lub wycinanie sekatorem, siekierką czy tasakiem.

4705 

Eliminujemy wtedy słabe i zdeformowane siewki, a pozostawiamy najbardziej dorodne zapewniając im przestrzeń, światło i wilgoć. To konieczny zabieg, bo takie zagęszczenie sadzonek, czyli silne zwarcie spowoduje ich naturalną śmierć

4706

 Do przerzedzania sztucznych siewów przystępuje się w zwykle w trzecim roku od posiania uprawy. W odnowienia naturalne ingerujemy w drugim lub trzecim po usunięciu drzewostanu macierzystego, którego nasiona dały początek nowemu lasowi. W lesie zatem wciąż jest wiele do zrobienia, tak jak w przydomowym ogrodzie, tylko to inna skala i rozmiar prac. Takie zabiegi formujące siewy wykonujemy do około 8 roku życia drzewek. Natomiast zaraz w pierwszym roku życia nowej uprawy, często już w maju się przystępujemy do walki z chwastami.

470_4

  Są różne sposoby niszczenia chwastów: najczęściej stosowane jest koszenie- kiedyś sierpem lub kosą, dziś kosą mechaniczną z zastosowaniem rozmaitych głowic i noży. Skuteczne, ale pracochłonne, a co za tym drogie jest motyczenie. Zapobiega ono rozrastaniu się chwastów, wyparowywaniu wody oraz sprzyja utrzymaniu gleby w wysokiej sprawności poprzez jej napowietrzenie. Stosuje się także wyrywanie, łamanie i wydeptywanie- (szczególnie późną jesienią).  W terenie równym, ale tylko na międzyrzędach stosuje się brony talerzowe zaczepiane do ciągnika. Podczas tych prac pielęgnacyjnych nie można jednak działać szablonowo, bo  czasami chwasty można wykorzystać jako sojusznika i obrońcę naszych młodych drzewek. Na powierzchniach, gdzie licznie występuje chrabąszcz majowy, korzenie traw i wszelkich chwastów są alternatywną bazą żerową dla pędraków. W czasie gdy pędraki żerują płytko pod powierzchnią ziemi, chętnie ogryzają korzenie chwastów, dlatego wtedy nie można ich wykaszać, bo niejako zmuszamy pędraki do zainteresowania się korzeniami naszych drzewek. W zaniżeniach terenu, gdzie często tworzą się lokalne zmrozowiska, szczególnie groźne dla buka i dęba ale także modrzewia, który mocno cierpi od przymrozków, także warto później przystąpić do wykaszania chwastów bo osłonią nam drzewa przed mrozem. Chwasty zabezpieczają cenne dla nas dęby przed przymrozkami, często także przed nadmiernym zgryzaniem przed zwierzyną ale także przed równie szkodliwym silnym, palącym słońcem letnim. Każdy leśnik wie, że „dąb lubi być w kożuchu, ale z odkrytą głową”. Naturalnie chodzi o kożuch z traw czy samosiewów sosnowych lub brzozowych, które pełnią też rolę podgonu, zmuszając drzewko do szybkiego wzrostu w stronę światła.

4707

 Dąb lubi bowiem boczne ocienienie ale w odpowiednim czasie należy go jednak nieco odsłonić, bo zatraci pożądaną gonną formę drzewiastą. Najmłodsze pokolenie lasu, czy powstałe z samosiewu, czy sztucznie posadzone, pielęgnujemy poprzez niszczenie chwastów tak długo aż przestaną one zagrażać drzewkom. Istotne jest także niszczenie chwastów przed ich zakwitnięciem, bo wtedy nie rozsieją się. Warto też pamiętać, że wycinanie np. czeremchy czy żarnowca jeszcze bardziej pobudza ich zdolności odroślowe dlatego trzeba rozsądnie wybrać porę zabiegu. Dobrze pielęgnowana uprawa szybko stanie się młodnikiem.

4708

Wtedy wkraczamy tam z tasakiem oraz piłą. Pierwsze cięcia pielęgnacyjne wykonywane na początku rozwoju odnowień, jeszcze w fazie uprawy, do momentu dojścia do zwarcia, czyli do czasu gdy drzewka dotykają się koronami, nazywamy czyszczeniami wczesnymi. Jest to bardzo ważny zabieg, decydujący o kształcie i jakości nowego pokolenia lasu. Gdy drzewka dotykają się koronami w rzędach i między nimi oznacza to, że weszły już w fazę młodnika. Zabiegi pielęgnacyjne w młodnikach to czyszczenia późne, które potem, gdy zaczynamy już pozyskiwać drewno, płynnie przechodzą w trzebieże wczesne.

O dojrzewające, kilkudziesięcioletnie drzewostany także dbamy nazywając te zabiegi pielęgnacyjne trzebieżami późnymi. Przygotowują one głównie las do kolejnego obsiewu. Podstawowym celem czyszczeń jest normowanie składu gatunkowego i formy zmieszania oraz regulowanie zwarcia. Jako zasadę przyjmuje się popieranie grupowej formy zmieszania, czyli podczas czyszczeń usuwamy pojedyncze, niechciane osobników, np. brzozy czy osiki, które „biczują” sąsiednie drzewa i trwale je uszkadzają lub nawet zabijają. Z pożądanych jednogatunkowych grup usuwamy tłumiące je drzewka, które wyraźnie przerastają otoczenie. Takie drzewka nazywamy przedrostami (powstają z samosiewów) lub rozpieraczami. Są tego samego gatunku (spotkamy je pośród sosen, dębów i buków) lecz mają takie geny, że szybciej i silniej rozwijają się od innych. Rozpieracz wykształca dużą koronę z mocnymi, grubymi, poziomo rozłożonymi konarami. Jest bardzo sękaty, a jego drewno będzie niskiej jakości, a zatem nie jest mile widziany w młodniku.

4709

 Typowanie i eliminowanie rozpieraczy to bardzo ważny element czyszczeń, szczególnie późnych. Czasem jednak nie wycinamy ich zupełnie, aby nadal żyjąc ocieniały glebę oraz chroniły pozostałe drzewka przed zwierzyną. Siekierą, czasem piłą a najczęściej ostrym tasakiem ogławiamy je wtedy z głównych pędów, czasem pozbawiamy ostatnich 2-3 przyrostów, aby nie rosły w górę lub obrączkujemy (zdzieramy korę na pełnym obwodzie drzewka), co powoduje ich powolne zamieranie.

Cięcia w czyszczeniach powinny być jednak prowadzone w sposób umiarkowany. Usuwając nadmiar niepożądanych, wadliwych i chorych osobników, należy utrzymać określoną ilość drzewek, która jest potrzebna do zachowania zwarcia, ochrony gleby, a więc polepszenia i czasem nawet stymulowania warunków wzrostu i rozwoju gatunków będących podmiotem naszej troski. Zatem tu również, podobnie jak przy niszczeniu chwastów, nie można postępować schematycznie i trzeba podpatrywać przyrodę. Szczególną uwagę należy zwrócić na pielęgnowanie domieszek liściastych, zachowanie dzikich drzew owocowych i  formowanie kęp odroślowych, które często naturalnie wyrastają z pniaków pozostałych po poprzednim pokoleniu.

W młodym, tak niedawno zainicjowanym lesie przemiany zachodzą bardzo szybko. Leśnik musi go wciąż obserwować, aby niczego nie przegapić. Małe siewki i sadzonki szybko stają się drzewami, ale wymagają ciągłej troski. Pielęgnowanie lasu to nie wyuczone według sztywnych zasad rzemiosło, a raczej sztuka. Dlatego można przyrównać je do malowania obrazu. Każdy zabieg oparty o naszą wiedzę i umiejętność stosowania sztuki leśnej to jak pociągnięcie pędzla oraz dobór właściwych barw. Nasi następcy, spoglądając na galerię obrazów dojrzałego lasu zobaczą każdy zabieg, każde cięcie i z pewnością docenią sztukę pielęgnowania lasu. Choć w tej sztuce używamy kosy i tasaka, a nie piórka, pędzla czy ołówka…

 

Leśniczy Jarek-lesniczy@erys.pl

 

15:14, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 maja 2016

469min

Każdy z nas marzy o długim, wygodnym, szczęśliwym życiu bez chorób i trosk. Wszyscy staramy się dbać o zdrowie, zapobiegać chorobom i szukamy recept na długowieczność. Wciąż próbujemy diet, szukamy zasad zdrowego żywienia i różnych naturalnych specyfików, które mają nam pomóc w osiągnięciu tego celu. Z pewnością najsłynniejszym naturalnym specyfikiem, znanym szczególnie panom jest… żeń-szeń. Znany w medycynie chińskiej od 4 tysięcy lat nie bez powodu nazywany jest zamiennie wszechlekiem. Jednak „człowiek-korzeń” bo tak z chińskiego tłumaczy się żeń-szeń, dziko rośnie w Chinach, Japonii oraz w rosyjskim Kraju Nadmorskim i zlewni Ussuri. Po co przemierzać świat lub szukać go w sklepie lub aptece skoro można pójść na spacer do sosnowego boru?

 Od ponad sześciu lat przekonuję czytelników blogu leśniczego o wszechstronnym dobroczynnym działaniu lasu i różnych roślin na ciało i ducha człowieka. Rośliny, zwierzęta, las towarzyszą nam od zarania, a drzewem, które w wielu kulturach wręcz otaczano czcią, jest… sosna. Pospolita sosna, królowa polskich borów, która zajmuje ponad 70 procent powierzchni naszych lasów to wspaniałe drzewo, które dzieli się z nami całą sobą. Większość naszego drewna to drewno, które pochodzi właśnie z drzew sosny.

4691

Ludzie zawsze korzystali z jej drewna, jednak posiadając pewien zasób wiedzy warto też korzystać z jej kory, igliwia, szyszek, młodych pędów, pączków, żywicy i eterycznego olejku. Jednak największym skarbem sosny, z którym dzieli się z nami właśnie teraz, w maju jest jej unikalny pyłek.

Szczególnie widać go teraz, najlepiej po deszczu lub na wilgotnych kawałkach dróg, które są pokryte żółtym nalotem

4697

Pyłek pokrywa też szczelnie okna domów w pobliżu lasu, parapety i lakier samochodów. Ale to nic złego. Drzewa sosnowe rosną w czystym środowisku, dlatego korzystnie jest mieszkać w sąsiedztwie borów. Czyste, przesycone aromatem olejków eterycznych powietrze w sosnowym borze bardzo pozytywnie wpływa na nasze samopoczucie. Wszyscy odczuwamy, czasem wręcz chronicznie, przemęczenie i wyczerpanie nerwowe. Wiadomo od dawna, że bliskość sosen pomaga leczyć choroby układu oddechowego, dlatego zakłady lecznicze dla chorych na gruźlicę usytuowane są w suchych sosnowych borach. Igły sosny wydzielają lotne substancje o działaniu mikrobobójczym – fitoncydy. Dlatego gdy chodzimy po lesie rozkoszujemy się przyjemnym żywicznym zapachem, a przy tym oczyszczamy płuca. Warto to robić, bo w leśnym powietrzu jest do 70 razy mniej organizmów chorobotwórczych aniżeli w mieście.

Do lasu warto wybierać się o każdej porze roku, jednak to w maju jest najlepszy czas na spacery po sosnowym lesie. Pyłku w nich do woli, gdyż sosna - można powiedzieć- produkuje go w marnotrawnym nadmiarze, jakby nie tylko dla przetrwania swojego gatunku, ale jeszcze po coś. Kwiaty szpilkowych, czyli także sosny, nie są zapylane przez owady, lecz przez wiatr. Na jednej sośnie zobaczymy kwiaty męskie i żeńskie.

469_2

Kwiaty żeńskie, w postaci zielonkawych lub czerwonawych łusek zebranych w stojące, szyszeczkowate kwiatostany, wyrastają parami na końcach młodych pędów.

4693

 

 Kwiatostany męskie wyrastają w skupiskach, tzw. klastrach, na końcu gałęzi, przypominające kolby kukurydzy lub większą wierzbową bazię. Wytwarzają one żółty pyłek, który wiatr przenosi na kwiaty żeńskie, a jeden kwiatostan dostarcza ponad 5 milionów ziaren pyłku!  

4694

Stąd jego obfite chmury, czasem nawet uciążliwe choć zupełnie nieszkodliwe (choć może alergicy mają inne zdanie) zapewniają trwałość borów. Co tak szczególnego jest w sosnowym pyłku?

Jego unikalność polega na tym, że stanowi jedno z nielicznych naturalnych źródeł naturalnego testosteronu i jego prekursora – androstendionu. W wielu współczesnych kulturach widzi się w pyłku sosnowym „eliksir młodości” czy „męskiej mocy”, niektórzy nawet mówią o nim : „viagra dla całego ciała”. Systematycznie stosowany przez długi okres czasu działa odmładzająco, zapobiega przedwczesnemu starzeniu się organizmu, pobudza siły witalne bo przecież zwiększa poziom testosteronu.

W tradycyjnej medycynie chińskiej pyłek sosnowy uważany jest za prawdziwe panaceum w zasadzie na prawie wszystko. Zalecany jest jako środek wykrztuśny, przeciwbólowy, zwiększający wytrzymałość i odporność, poprawiający stan skóry, ułatwiający odchudzanie, zapobiegający przerostowi prostaty.

Można stosować również zewnętrznie w celu osuszania ran, zahamowania krwawień i leczenia chorób skórnych – wyprysków, liszaja, trądziku, odparzeń itp. Wystarczy rankę czy zmianę skórną posypać pyłkiem.

Zwolennicy medycyny naturalnej dowodzą, że pyłek sosnowy wyraźnie przeciwdziała zmęczeniu, wydłuża czas przeżycia w warunkach stresu, obniża stężenie cholesterolu całkowitego we krwi, poprawia jego profil, działa przeciw miażdżycowo, chroniąc ściany tętnic przed uszkodzeniami od wewnątrz.

Pyłek sosnowy ma wysoką wartość odżywczą. Zawiera liczne aminokwasy, witaminy i składniki mineralne. Pyłek sosnowy może być używany jako dodatek do żywności. Możemy rozpuścić go w miodzie lub w mleku. Bardzo dobrze działa na nasz organizm podawany w nalewce, która łatwo możemy sporządzić. Alkohol powoduje rozpad błon okalających poszczególne ziarenka pyłku, czyniąc go bardziej biodostępnym dla naszego organizmu. Wystarczy nazbierać pyłku otrząsając do słoika męskie kwiatostany i zalać go 40 % wódką. Po odstaniu 3-4 tygodni w ciemnym miejscu stosujemy z umiarem. Wystarczy wziąć kilka kropli nalewki i bez połykania poczekać aż przez błony śluzowe w ustach hormony z pyłku przenikną do krwiobiegu. Błona śluzowa ust (szczególnie strefa pod językiem) charakteryzuje się doskonałą zdolnością wchłaniania pewnych związków, np. alkoholi i rozpuszczonych w nich środków. W ten sposób unikniemy strat związanych z przejściem przez przewód pokarmowy.

Można naturalnie jeszcze wiele pożytków czerpać z sosny. Wspomnę tylko, ze maj to czas na syrop-miodek z młodych pędów, które potem można jeszcze zalać alkoholem i uzyskać świetna nalewkę.

4695

 Z młodych, zielonych szyszeczek warto zrobić dżemik bo to rewelacyjny lek na gardło.

 Węglowodany, białka, olejki eteryczne, witaminy i mikroelementy opakowane w piękną formę kwiatostanu męskiego sosny są doskonałą przekąską podczas spaceru po rozgrzanym majowym słońcem borze sosnowym. Tak, to nie żart! Warto spróbować.

Spacer pośród sosen to ruch, świeże powietrze i zastrzyk pozytywnej energii. Jeśli dodamy do tego przekąskę z kwiatu sosny pełnego żywicznego zapachu i dobroczynnego pyłku to mamy swojego rodzaju baton energetyczny i jednocześnie napój – kwiaty są tak soczyste, że nawet gaszą pragnienie.

Z pełnego pyłku kwiatostanu możemy nawet sporządzić świetną i oryginalną, luksusową przekąskę i zadziwić nią przyjaciół. Wyobrażacie sobie pełen naturalnego testosteronu i substancji odmładzających kwiat sosny w gorzkiej czekoladzie z dodatkiem miodu, cukru trzcinowego lub syropu klonowego i posypany odrobina czarnego pieprzu? Podany do popołudniowej lub wieczornej kawy? Możemy to bardzo łatwo samodzielnie zrobić:

Należy zebrać niewielką ilość kwiatów, najlepiej z sosny pochodzącej z samosiewu, rosnącej na nasłonecznionej roli, aby nie zrobić szkód w lesie. Wybieramy zamknięte kwiatostany, czyli takie, z których nie osypuje się pyłek w czasie zbierania. Można obciąć nieco twardszy czubeczek kwiatu. Roztapiamy dobrą, gorzką czekoladę i dodajemy nieco miodu lub syropu oraz sporą szczyptę świeżo zmielonego pieprzu. Polewamy soczyste kwiatostany sosnowe ułożone na małym talerzyku, dekorujemy według własnej fantazji np. listkiem mięty lub odrobina pomarańczy i…gotowe.

Idealne dla dojrzałego pana na romantyczny wieczór z towarzyszką życia!

To wcale nie żart, bo dobroczynny wpływ sosnowego pyłku najlepiej działa na panów w słusznym wieku, ze stwierdzonym obniżonym poziomem testosteronu.

Uwaga:

Nie mogą pyłku stosować młodociani, gdyż powoduje on zakłócenie wydzielania endogennego testosteronu. Przeciwwskazane jest to również u mężczyzn dotkniętych nadczynnością hormonalną. Pyłek sosnowy dobrze wpływa też na kobiety. Między innymi, dzięki temu, że zawiera androstendion może zapobiegać przedwczesnemu wygaśnięciu czynności jajników.

Wszyscy jednak możemy spacerować po sosnowych borach, bo sosna na każdego ma dobroczynny wpływ.

4696

 Ludzie wiedza o tym od dawna, bo np. już tysiące lat temu w Chinach i Japonii panował zwyczaj picia herbaty pod sosną na cześć dobrego ducha w niej mieszkającego, natomiast w starożytnej Grecji i Rzymie sosna poświęcona była bogini przyrody i płodności.

Może zatem zaczniemy budować nową tradycję majówek dla zdrowia? Wtedy zamiast grilla oraz piwa tuż przy domu będziemy stosować spacery po sosnowych borach, czekoladową przekąskę z sosnowego pyłku, syrop-miodek z pędów sosny, o którym pisałem już wcześniej no i nalewkę z pędów sosny lub z jej fantastycznego pyłku. Warto pomyśleć o tej leśnej ofercie jak najszybciej, bo niebawem dłuższy weekend.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

20:12, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
niedziela, 15 maja 2016

468_min

 

Dzisiaj, w niedzielę, 15 maja, w Leśnym Ośrodku Edukacyjnym im. red. Andrzeja Zalewskiego w Jedlni-Letnisku odbywają się po raz piętnasty główne obchody Święta Polskiej Niezapominajki.

Dzień Polskiej Niezapominajki – święto przyrody obchodzone corocznie właśnie 15 maja, ma na celu promowanie jej walorów, stałe przypominanie o ochronie środowiska i zachowaniu różnorodności biologicznej Polski.

Obchodzone jest od 2002 roku. Powstało dzięki inicjatywie Andrzeja Zalewskiego z Ekoradia. "Intencja święta jest jedna: niech niezapominajka zbliża ludzi i uczy Polaków wzajemnej serdeczności. Święto Niezapominajki, to święto ludzi serdecznych - serdecznych Polaków" - powiedział w 2006 roku nieżyjący już redaktor Zalewski.

Innym razem redaktor Zalewski zauważył, że:

„polska bioróżnorodność jest jeszcze na tyle bogata, że pozwala żyć niezapominajce w lasach, na bagnach, moczarach, przy stawach i rzekach, a także na polach, bo mamy odmianę polnej niezapominajki oraz w zacienionych częściach starych parków".

O tym święcie i o niezapominajkach, niepozornych ale ciekawych roślinach pisałem już wcześniej, np. tutaj:

http://lesniczowka.blox.pl/2015/05/Nie-zapomnij-o-niezabudkach.html

Powstała nawet nowa tradycja wysyłania w Dniu Polskiej Niezapominajki kartek-niezapominajek do ludzi, których darzymy serdecznymi uczuciami o których chcemy szczególnie pamiętać. Wysyłam zatem niezapominajkę dla wszystkich czytelników zapisków leśniczego:

46811

Drugą jednak dedykuję wilkowi, bo to szczególny symbol bioróżnorodności naszych lasów.

Dlaczego tegoroczną własną niezapominajkę podarowałem wilkowi?

W sekretnym języku kwiatów niebieski kolor zarezerwowany jest dla wzniosłych uczuć. W ten sposób te niepozorne ale piękne kwiaty stały się symbolem miłości człowieka dla przyrody, miłości do Ziemi i do innych ludzi. Ale zastanówmy się dlaczego Cyprian Kamil Norwid w fantazji „Za kulisami” napisał wierszem „Nie chcę już smutków, nie!...” tak:

Dlatego lubię kwiat niezapominek,

Bo rwą go tylko ręce wiarołomne!

O jakim wiarołomstwie pomyślał genialny poeta?

Dlaczego inny poeta, z którym dzielę wiele wspólnych poglądów, także miłość do Tatr, Kazimierz Przerwa –Tetmajer pisał?:

Gwiazdy są dla mnie jako modre kwiatki 

niezapominek posiadanych na grobie 

straconej wiary...

Być może chodzi tu o wiarołomność i straconą wiarę w ludzi, którzy krzywdzą przyrodę. Może obaj poeci znali historię wilka i wilczego prawa, które wobec szarego drapieżnika z polskich lasów stanowili ludzie? Ci sami ludzie, którzy chętnie deklarują, że kochają kwiatki, ptaszki, motyle, przyrodę… Wilk jest także częścią przyrody, w którą tak samo chętnie, jak często nieumiejętnie wtrącają się ludzie.

Kontynuując poprzedni wpis wysyłam swoją dzisiejszą „niezapominajkę” wilkowi, którego od wieków prześladowano w naszym kraju.

46821

Wilk, gdziekolwiek się pojawił, był i jest obecny w wierzeniach i kulturze narodów dzielących z nim miejsce na ziemi. Obecny jest w wierzeniach, legendach, obrzędach, imionach i nazwiskach, nazwach miejscowości, gór, rzek. Znamy wszyscy legendę o założycielach Rzymu wykarmionych przez wilczycę, a warto też pamiętać, że słynny mongolski cesarz Dżyngis Chan także szczycił się tym, że jest synem wilka. Szczególnym szacunkiem cieszył się wśród Indian i Eskimosów. Jednak w cywilizowanej Europie, no i siłą rzeczy w Polsce niemal od zawsze był prześladowany.

Najlepiej świadczą o tym akty prawne związane z wilkiem, które udało się mi odszukać i zebrać:

  • Pierwszy z nich, który pochodzi z I poł. XIX w i powstał w Wielkim Księstwie Poznańskim brzmi dość ponuro:

Za zabicie wilka wypłacano wtedy nagrody zgodnie z bardzo szczegółowym aktem prawnym, jakim było wydane 29 sierpnia 1815 roku przez Królewsko-Pruskiego Naczelnego Prezesa Wielkiego Księstwa Poznańskiego „Obwieszczenie tyczące się wygubienia zagęszczających się coraz bardziey wilków” oraz z rozporządzeniem Królewsko-Pruskiej Regencji z 7 marca 1817 roku „względem nagród za zabicie wilków”. Nagrody wypłacano za ubicie dorosłego wilka, młodego i  szczenięcia,  za okazaniem obciętych uszu, z dozwoleniem stosowania wszelkich metod. Jako najskuteczniejszą metodę tępienia wilków uznawano sporządzanie trucizn. Co szczególnie mnie przykro było czytać służbom leśnym wyznaczono wtedy nawet rygor kar w przypadku niedopełnienia obowiązku zabijania wilków.

Ale nie tylko Wielkopolska tak stanowiła „wilcze” prawo dla wilka.

„Królewska Pruska Regencyja” w Opolu 26 lutego 1817 roku ogłasza w Amtsblattcie - Dzienniku Urzędowym tak:

„Uwiadomienie względem wyniszczenia wilków, bo się bardzo rozmnożyły i względem nagród za to obiecanych”. Musiały jednak nieźle śląskim przodkom podpaść  nieszczęsne wilki, ponieważ wyznaczono solidne nagrody za ich zabicie. Wilk wilkowi nierówny, dlatego i nagrody były mocno zróżnicowane. Za starą wilczycę (waderę) płacono 12 talarów, za starego wilka (basiora) 10 talarów, za młodego wilka 8 talarów, a za szczenię 4 talary.

Wtedy trzeba było przedstawiać całą zabitą sztukę, chociaż zabijać można było, jak mówiło zarządzenie, jakimkolwiek sposobem... Wartość nagrody była duża, a najbardziej było opłacalne zniszczenie gniazda z młodymi i ich rodzicami. Można było zgarnąć nawet ponad 30 talarów. Dla porównania w lutym tegoż roku płacono w Raciborzu za korzec (Scheffel) pszenicy 2 talary i 18 groszy a za korzec owsa 1 talar i 4 grosze. Jeden korzec pruski to 54,961 litrów.

W 1846 roku pojawiła się carska ustawa o tępieniu wilków. Zalecane było używanie trucizn w bezlitosnym tępieniu wilków. Premie wypłacały powiatowe urzędy skarbowe, a ogon i uszy stanowiły dowody i podstawę do wypłaty nagrody. Opieszałych w zwalczaniu wilków dotkliwie karano.

Takie przepisy i gorliwe ich wypełnianie doprowadziły do szybkiego wytępienia wilków w Wielkopolsce, a także na Ziemi Lubuskiej. Ostatniego wilka w powiecie międzyrzeckim upolowano w okolicy Wyszanowa (gm. Międzyrzecz, woj. Lubuskie) 18 lipca 1852 roku. Podaje tę informację za kronikami niemieckimi Stefan Cyraniak z Międzyrzecza w swojej „Kronice dziejów Międzyrzecza i okolic” wydanej w 2 częściach w 2009 roku. Wilk, który przywędrował w rejon Wyszanowa i Bukowca z południowo-zachodniej Wielkopolski wyrządzał duże szkody pośród domowych zwierząt należących do rolników z okolicznych wiosek. Myśliwi zorganizowali polowanie w bukowieckich borach i myśliwy z Lusowa Jan Ungier strzelił ostatniego wilka w starym borze, na wzgórzu. Wdzięczni mieszkańcy wiosek postawili w tym miejscu pamiątkowy 3 metrowy obelisk z okolicznościową płytą i napisem w języku polskim i niemieckim. Pomnik wilka stoi tam do dziś i jest podobno jedynym pomnikiem wilka w Polsce i być może w Europie. Znajdziecie go na terenie Leśnictwa Czarny Bocian w Nadleśnictwie Trzciel, w oddziale 33 a, tuż obok granicy z Nadleśnictwem Międzyrzecz, w sąsiedztwie parkingu leśnego.

Wojciech Łysiak w książce „Mnisia Góra. Podania i bajki warciańsko-noteckiego międzyrzecza” przytacza opowieści o polowaniach na wilki w Jeziercach, Goszczanowie i okolicach Skwierzyny. Według tych opowieści ostatni wilk w okolicy Skwierzyny został zastrzelony w 1843 roku.

  • 3.XII.1927 roku – ukazuje się rozporządzenie Prezydenta Rzeczypospolitej wprowadzające nowe prawo łowieckie, jednolite dla całego państwa. Uznaje ono wilka za dzikie zwierzę łowne z całorocznym okresem polowań. Dopuszcza, a wręcz zaleca możliwość tępienia tego bezwzględnego szkodnika wszelkimi sposobami – można stosować żelaza, potrzaski, sidła, pułapki.

Może to w odwecie za te pułapki na wilki niektórzy stosowali w dawniejszych czasach takie nieprzyjemne pułapki na leśniczych

4683

 

Wykładano je (na szczęście bardzo rzadko) na leśnych ścieżkach, którymi leśnicy przemieszczali się rowerami służbowymi.

  • połowa lat 30-tych – dyskusje wokół nowelizacji ustawy łowieckiej: domagano się całkowitego wytępienia wilków jako bezwzględnych szkodników przy użyciu wszelkich możliwych sposobów lub ewentualnie trzymanie ich jedynie w rezerwatach. Przy ożywionej dyskusji pada też propozycja wprowadzenia czasowej ochrony.
  • 29.I.1955 r. - uchwała Rady Ministrów w sprawie tępienia wilków. Nałożyła ona obowiązek ich eksterminacji na Wojewódzkie Rady Narodowe. Ustalono nagrody za zabicie wilka (1000 zł w czasie polowania indywidualnego; 500 zł w trakcie polowania zbiorowego i 200zł za wybranie szczenięcia z gniazda. Średnia płaca w przemyśle w 1955 roku wynosiła 1100 zł. Władze PRL zobowiązane, wiadomo przez kogo, do „odwilczenia terenu” ludowej ojczyzny, powołały komisarzy do kierowania akcją tępienia drapieżników. W ciągu 10 lat zabito 2600 wilków.
  • 7.XII.1955 r. - wyłączono wilka ze spisu zwierząt łownych, a tym samym zupełnie wyjęto go spod prawa
  • 2.I.1956 r. - zarządzenie Ministra Leśnictwa i Przemysłu Drzewnego powołujące komisarzy wojewódzkich d/s tępienia wilków, także przy zastosowaniu trucizn.
  • 17.VI.1959 r. – Sejm uchwalił ustawę o hodowli, ochronie zwierząt łownych i prawie łowieckim. Status prawny wilka bez zmian - nie został uznany za zwierzę łowne.
  • 1960 r. – podniesienie wysokości nagród za zabicie wilka do 1200 zł
  • 1964 r. – kolejny wzrost wysokości nagród do 1500 zł.
  • początek lat 70-tych - pierwsze głosy w prasie i wydawnictwach naukowych wskazujące na konieczność ochrony wilka oraz niedopuszczenie do jego całkowitego wyginięcia.
  • 5.VII.1973 r. - zarządzenie Ministra Leśnictwa i Przemysłu Drzewnego w sprawie zmniejszenia liczby wilków. Złagodzono sposób traktowania wilków- odtąd wprowadzono zakaz trucia wilków. Zarządzenie przeniosło obowiązek zajmowania się tępieniem wilków z komisarzy na nadleśniczych, czyniąc ich odpowiedzialnymi za stan wilków w terenie. Na jego mocy leśnikom wypłacano nagrody zabicie wilka- w kwocie 3000 zł. W woj. rzeszowskim, białostockim i lubelskim utrzymano nagrodę w wysokości 1500 zł. W pozostałych województwach nawet tak wysokie nagrody (przeciętna płaca w przemyśle w 1974 r. wynosiła 2870 zł) straciły sens, bo wilków i tak już tam nie było. W latach siedemdziesiątych w Polsce zostało bowiem zaledwie ok. 100 wilków.
  • 17.XI.1975 r. - rozporządzenie Ministra Leśnictwa i Przemysłu Drzewnego - wpisano wilka na listę zwierząt łownych. Zniesiono nagrody za zabicie wilka oraz wprowadzono okres ochronny od 1 IV do 31 VII na terenie całego kraju z wyjątkiem województw: krośnieńskiego, przemyskiego i nowosądeckiego. To miejsca, gdzie wilki przetrwały w największej liczbie i nadal były tępione.
  • 30.XII.1981 r. – zmieniono rozporządzenie MLiPD z 1975 roku i wprowadzono okres ochronny dla wilka na terenie całego kraju
  • 1984 r. - wypłacanie myśliwym za zabicie wilka zgodnie z kalendarzem polowań tzw. zryczałtowanych kosztów pozyskania zwierzyny w wysokości 5000 zł
  • 1989r. - odstąpienie od centralnego wyznaczania odpłatności za pozyskanie zwierzyny, także wilka. Myśliwy musiał od tej pory płacić za odstrzał. Za udane polowanie trzeba było zapłacić sumę równą w przybliżeniu średniej miesięcznej płacy w sektorze uspołecznionym.
  • 13.IV.1992r. - rozporządzenie Wojewody Poznańskiego w sprawie gatunkowej ochrony zwierząt - wprowadzono ochronę wilka w województwie poznańskim. Niebawem, jeszcze w tym samym 1992 roku takie same rozporządzenia chroniące wilka wydali wojewoda gorzowski i pilski.
  • 6.I.1995 r. - rozporządzenie Ministra Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa w sprawie ochrony gatunkowej zwierząt - całkowita ochrona gatunkowa wilka z wyjątkiem województw: krośnieńskiego, przemyskiego i suwalskiego.
  • 20.II.1995 r. - rozporządzenie Ministra OSZNiL w sprawie okresów polowań na zwierzęta łowne- wprowadzenie okresu polowań od 1 XI do końca lutego na terenie województw: krośnieńskiego, przemyskiego i suwalskiego.
  • 30.IV.1995 r. - rozporządzenie Ministra OSZNiL w sprawie uznania niektórych gatunków dzikich zwierząt za łowne oraz wyłączenia niektórych gatunków ze spisu dzikich zwierząt łownych. Uznano wilka za dzikie zwierzę łowne na terenie województw: krośnieńskiego, przemyskiego i suwalskiego.
  • 1995 r. - rozporządzenia wojewodów przemyskiego i suwalskiego w sprawie ochrony gatunkowej wilka na terenie ich województw.

14.IV.1998 r. - rozporządzenie Ministra OSZNiL w sprawie ochrony gatunkowej zwierząt wprowadzające całkowitą ochronę gatunkową wilka na terenie całego kraju.

  07. XI. 2015 r. - zakaz zabijania polskich wilków na Słowacji przy granicy z Polską.

 Po 2000 roku pojawiły się informacje o pojawianiu się wilków w zachodniej Polsce, po wielu latach nieobecności. Znaleziono wilka potrąconego przez samochód na drodze pomiędzy Łagowem a Torzymiem. Można go dziś podziwiać spreparowanego w Nadleśnictwie Torzym. Wilki były spotykane coraz częściej w tamtejszych okolicach oraz obserwowano je także w lasach pod Bledzewem i Międzyrzeczem. Leśnicy i myśliwi wielokrotnie opowiadali mi o spotkaniach z wilkami w Puszczy Noteckiej, szczególnie w okolicach Międzychodu, Sierakowa i Wronek. Oglądałem amatorski film nakręcony przez myśliwego w 2004 roku w okolicach Sierakowa, gdzie samotny wilk pojawił się w Puszczy Noteckiej. Potem leśnicy widzieli małe wilczki i watahę liczącą 4-5 sztuk.

W pierwszych dniach grudnia 2009 roku na poboczu drogi nr 160 w okolicach Sowiej Góry, tuż przy granicy lubusko-wielkopolskiej, znaleziono martwego wilka.

 Wypatrzył go na poboczu drogi kierowca szkolnego autobusu. Zawiadomił natychmiast leśników z Międzychodu, którzy ocenili, że jest to ważący 46 kg basior. Jego wiek oceniono na 4 lata.

Można go podziwiać w całej okazałości w siedzibie Muzeum Puszczy Noteckiej

 W dawnej leśniczówce Mokrzec (na terenie nieistniejącej już puszczańskiej wsi Radusz) zorganizowali je leśnicy z Nadleśnictwa Międzychód wspólnie z lokalną społecznością.

Leśnicy z Bolewic też przekazali wilka, który zginął pod kołami samochodu do Centrum w Mniszkach. Wilki zatem stały się pełnoprawnymi mieszkańcami polskich lasów i musimy nauczyć się żyć w ich sąsiedztwie. Bo to od ludzi i ich zdrowego rozsądku zależą dalsze losy wilków.

 Ważne jest to, żeby ludzie ograniczali presję na wilki - podkreśla Sabina Nowak, która od lata zajmuje się badaniem populacji wilka.

 "Chodzi o to, żeby istniała wola dalszej ochrony gatunkowej, żeby leśnicy akceptowali obecność tych zwierząt w lasach i rozumieli, że mają w tym drapieżniku sojusznika w ochronie lasu przed nadmiernym żerowaniem jeleni i saren. Bez wsparcia ze strony leśników, bez jednoznacznego, negatywnego stosunku do kłusownictwa ze strony leśników, sytuacja wilków może się w każdej chwili pogorszyć" – tłumaczy dr Sabina Nowak.

Dlatego moja dzisiejsza niezapominajka trafiła w wilcze łapy

 

W przyrodzie najważniejsze jest zachowanie równowagi i rozumienie zachodzących w niej procesów, szczególnie przez człowieka, który nieustannie dostosowuje otoczenie do swoich potrzeb. Musi to rozumieć leśnik, myśliwy, przyrodnik, dziennikarz, nauczyciel i każdy, kto odwiedza las, gdzie mieszkają wilki. Nawet Czerwony Kapturek.

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

 

 

22:38, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
środa, 11 maja 2016

467min

Dla wielu z nas to symbol zła, który napawa nas niechęcią i lękiem. Nigdy go nie lubiano. Wilk- piękny, szary drapieżnik polskich lasów jako symbol zła występował od wieków w legendach, bajkach, przypowieściach i wielu innych przekazach. Choć nie jest największym drapieżnikiem w Europie, to ani niedźwiedź, ani ryś, ani żadne inne zwierzę nie budziło i nie budzi tylu negatywnych emocji. Mówimy czasem tak jak dawniej: „Tylko człowiek wilkiem patrzy, wilk głodem…” Nie chcemy chyba jednak dopuścić do siebie myśli, że w naszych lasach, obok nas, mogą znowu żyć wilki.

Jednak to staje się faktem i czy się nam podoba, czy nie, wilki wracają do lasów praktycznie całej Polski. Ostatnio zadomowiły się już na stałe w zachodniej Polsce i w zasadzie codziennie mogę spotkać ich ślady i tropy w pszczewskich lasach oraz okolicach. Kilka dni temu wilk pojawił się w Mniszkach, za sprawą leśników z Nadleśnictwa Bolewice. Ale nie żywy, bez obaw. To wilk, który niestety padł ofiarą ludzi, a dokładnie to uczestnik kolejnej kolizji drogowej. Moi koledzy z sąsiadującego z Trzcielem nadleśnictwa, słynącego z sosny bolewickiej, pomierzyli go, zważyli a następnie oddali do spreparowania. Przy okazji uzyskali pewność, że wilki zadomowiły się w lasach, w których racjonalnie gospodarują.

Wilczy dowód leżał na poboczu drogi wojewódzkiej nr 160 pomiędzy Łowyniem a Głażewem.

 4671

To właśnie w tym miejscu 17 listopada 2015 roku znaleziono martwego ważącego 30 kg samca wilka. O tym szczególnym znalezisku powiadomił leśników łowczy Koła Łowieckiego nr 98 „Ryś" z Międzychodu. Wilk- jak wielu jego szarych pobratymców- zginął w wyniku zderzenia z pojazdem. Potwierdził to lekarz weterynarii wezwany przez leśników, który ocenił wiek wilka na około 2 lat i pobrał próbki do badań genetycznych, które przeprowadziło potem stowarzyszenie dla Natury „Wilk".

Od kilkunastu lat Stowarzyszenie dla Natury „Wilk” pod okiem pani dr Sabiny Nowak prowadzi badania nad rozmieszczeniem, liczebnością i wybranymi elementami ekologii wilków w Polsce Zachodniej. Projekt rozpoczął się już w lecie 2001 roku. Wtedy pojawiły się tutaj pierwsze ślady obecności wilków. Według badaczy wiosną 2015 roku w lasach zachodniej Polski żyło już co najmniej 40 stałych, rozmnażających się grup rodzinnych wilków.

Naukowcy potwierdzili też, że głównym zagrożeniem dla wilków jest człowiek. Spośród 28 wilków, jakie dotąd w czasie trwania badań znaleziono martwe, 18 zginęło na drogach (były to głównie młode samce, jak ten z okolic Łowynia), siedem padło łupem kłusowników, a dwa zginęły z powodu chorób i innych przyczyn naturalnych.

Wilk po uzyskaniu przez leśników z Bolewic wszelkich zgód na spreparowanie i przetrzymywanie chronionego zwierzęcia służy teraz jako „obiekt” edukacyjny. Nadleśniczy Tadeusz Szymański uznał jednak, że jest w okolicy miejsce, gdzie wilk lepiej zostanie wyeksponowany i lepiej posłuży edukacji przyrodniczej niż w Izbie Edukacyjnej Nadleśnictwa Bolewice.

No i ponieśli wilka do Mniszek…

4672

Mniszki to dawny folwark, a obecnie wieś w wielkopolskiej gminie Międzychód, malowniczo położona w dolinie rzeczki Kamionki, w enklawie Pszczewskiego Parku Krajobrazowego. Nazwa wsi nawiązuje do czasów, gdy do pocz. XV wieku właścicielem Mnichów - sąsiedniej, nieco większej wsi. był klasztor w Paradyżu. Tuż obok leżą Tuczępy, kolejna ciekawa wieś i miejscowi żartobliwie nazywają położone obok Mnichy, Mniszki i Tuczępy – „trójmiastem”.

Do lat 90. XX w. na skraju Mniszek funkcjonowała przemysłowa tuczarnia trzody chlewnej. Od roku 2007 działa tu Centrum Edukacji Regionalnej i Przyrodniczej i właśnie tutaj bolewiccy leśnicy przekazali w darze pechowego wilka.

4673

To doskonałe miejsce dla wilka, który profesjonalnie spreparowany będzie żył drugim życiem w tym ciekawym ośrodku edukacyjnym. Centrum posiada zbiory, które mogą zainteresować każdego. Można przypomnieć sobie tutaj jak dawniej żyło się na wsi. Urządzono więc warsztaty: szewski, garncarski, wikliniarski, bednarski, kuźnię i kącik pszczelarski. Zobaczymy tu także wystawę sprzętu gospodarstwa domowego i urządzeń do przeróbki mleka,  urządzeń i sprzętu do prania, maglowania i prasowania, wystawę maszyn rolniczych. Leśnicy pomogli także w wyposażeniu stoiska z narzędziami drwala i żywiczarza. Odtworzono także wnętrze dawnej klasy szkolnej z ławkami, gdzie stał atrament i obsadka pióra oraz skład kolonialny „z mydłem i powidłem”. Wiele tu się dzieje przez cały rok, a sztandarową imprezą jest jesienne Wielkie Smażenie Powideł.

Skromna uroczystość z wilkiem w tle odbyła się tu 6 maja, przy okazji narady terenowej leśników z Bolewic. Nadleśniczy Tadeusz Szymański i jego zastępca Grzegorz Roszkowiak zaprosili na nią oprócz leśników także pracowników i sympatyków CEPiR oraz myśliwych i przyrodników. Przecież właśnie tutaj już od wiosny 2011 roku czynna jest diorama poświęcona rezerwatowi przyrody Dolina Kamionki, a od jesieni 2012 roku także izba edukacyjna dotycząca leśnictwa i myślistwa.

Nadleśniczy opowiedział historię wilka, który zapewne stanie się atrakcją Centrum w Mniszkach

4674

Przypomniał zebranym, że las jest dla wilków domem, daje im schronienie oraz pożywienie. Pojawienie się wilków na tym terenie jest dowodem dobrze prowadzonej gospodarki leśnej i łowieckiej. Wilki polują przecież od wieków na dzikie ssaki kopytne  i wybierają zwykle najsłabsze osobniki, przez co nie są konkurencją dla myśliwych , a pozytywnie wpływają na selekcję zwierzyny płowej.

Potem wilk został uroczyście przekazany kierownikowi Centrum Jackowi Kaczmarkowi.

46751

Wszyscy uczestnicy tego spotkania stanęli do pamiątkowej fotografii

4676

Pamiętajmy, że wilki nie stanowią zagrożenia dla ludzi i nie są powodem, aby unikać kontaktu z lasem. Wbrew pozorom nie jest łatwo spotkać wilka w lesie, a one nie są zainteresowane kontaktem z ludźmi. Od kilkudziesięciu lat nie zdarzył się przypadek agresywnego zachowania tego drapieżnika wobec człowieka. Raczej nigdy nie zdarzy się sytuacja, którą w satyrycznym żarciku zilustrował Andrzej Mleczko

4677

Pomimo to czytamy:  „Nie ma chyba w dziejach świata zwierzęcia, które miałoby u ludzi tak zszarganą reputację jak wilk – tak napisał kiedyś prof. Andrzej Bereszyński z poznańskiego Uniwersytetu Przyrodniczego. Dla nas, leśników, ta zszargana reputacja wilka stała się podwaliną budowania pozytywnego wizerunku i PR. Dlaczego?

Na dzieci i ich pojmowanie świata bardzo silnie oddziałują bajki. Pamiętajcie bajkę o Czerwonym Kapturku? Po raz pierwszy ukazała się pod tytułem „Mały Czerwony Kapturek” w zbiorze baśni Charlesa Perraulta dokładnie w 1697 roku, a potem powstało wiele innych wersji. W każdej z nich spotykamy jednak dobrego leśniczego, myśliwego lub gajowego (dla dzieci, a także wielu dorosłych to zwykle ta sama osoba), który, zabijając lub przepędzając złego wilka, staje się obrońcą bezbronnych ludzi.

  Nowszą wersję Czerwonego Kapturka stworzył Jan Brzechwa, w której dzielny gajowy nie zabija wilka i nie rozpruwa mu brzucha ale zdecydowanie skłania go do wyplucia babci i dziewczynki.  

Tak naprawdę już dawno temu w tępieniu wilków wpisaliśmy się na niechlubną kartę obok wielu europejskich krajów. Możemy się usprawiedliwiać, że to było dawno temu. Że to wszystko przez zaborców i komunizm. Jednak to prawda, że objęliśmy wilka ochroną gatunkową na terenie całego kraju dopiero w 1998 roku.

Ale wilki giną nadal, bo człowiek podporządkował sobie naturę i nic tego nie zmieni. Będzie coraz więcej domów, miast, dróg. Czy znajdzie się w tym świecie miejsce dla wilka? Bo ten znalazł sobie miejsce w Mniszkach

4679

Wilk o mało nie podzielił losu tura czy dropia… Opowiedziałem o historii wilka, jego prześladowaniu i o legendach z nim związanych uczestnikom uroczystości w Mniszkach, bo zaprosili mnie tam koledzy z Bolewic.

4678

 W najbliższym czasie podzielę się także z Wami opowieścią o „odwilczaniu” polskiej ziemi, wilczych komisarzach  wojewódzkich i aktach prawnych zmuszających leśników do tępienia szarych drapieżników. Wilki jednak to przetrwały. A mądrzy ludzie mawiają:

Kto boi się wilków, nie powinien chodzić do lasu...

 

Leśniczy Jarek-lesniczy@erys.pl 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

22:02, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »
sobota, 07 maja 2016

 

466min

Co roku 4 maja w dzień Świętego Floriana, swoje święto obchodzą strażacy. Bo jest to Międzynarodowy Dzień Strażaka, kiedy świętują zarówno zawodowi strażacy- zatrudnieni z Państwowej Straży Pożarnej, jak i ochotnicy- zrzeszeni w organizacji społecznej o długiej tradycji-Ochotniczej Straży Pożarnej. W wielu naszych miastach, gminach i wsiach brać strażacka integruje się w tych dniach podczas okolicznościowych apeli, uroczystości kościelnych, a później podczas festynów.

„Gdy obowiązek wezwie mnie

Tam wszędzie, gdzie się pali,

Ty mi, o Panie siłę daj,

Bym życie ludzkie ocalił...”

Ten fragment modlitwy strażaka, anonimowego autora w zasadzie mówi wszystko. To ryzykowny, odpowiedzialny zawód dla dobrze przygotowanych ludzi. Dlatego aby zostać strażakiem zawodowym należy ukończyć szkołę np. dla aspirantów, której absolwent zdobywa stopień młodszego aspiranta odpowiadający technikowi pożarnictwa lub Szkołę Główną Służby Pożarniczej, po której ukończeniu otrzymuje się stopień młodszego kapitana (mgr inż. pożarnictwa). Każdy strażak nieustannie szkoli się i ćwiczy, bo i tu znajduje zastosowanie powiedzenie: „im więcej potu na ćwiczeniach, tym mniej krwi w boju”.

Bo to trudny i niebezpieczny zawód.

4661

To nie tylko gaszenie pożarów, ale ratownictwo drogowe, a wypadków na drogach jest mnóstwo. To także likwidacja zagrożeń chemicznych, wyjazdy do niebezpiecznych owadów, czasem zwierząt i wiele innych obowiązków. Pomoc strażaków bywa nieoceniona, a zawsze bardzo potrzebna.

Niejednokrotnie na dźwięk syreny alarmowej do zagrożenia ruszają też strażacy-ochotnicy, zrzeszeni w OSP- Ochotniczych Strażach Pożarnych. To szczególnie na obszarach wiejskich często jedyna, prężnie działająca organizacja społeczna zrzeszająca mężczyzn ale także kobiety, młodzież, a nawet dzieci. W „moim” powiecie międzyrzeckim do OSP formalnie należy 1200 osób zrzeszonych w 39 jednostkach. Do tego należy doliczyć spore grono sympatyków i młodzieży zrzeszonej w Młodzieżowych Drużynach Pożarniczych. Strażacy ochotnicy mają w naszym powiecie do dyspozycji 56 samochodów bojowych różnego typu, a czasem swoje zamiłowanie do „strażactwa” okazują poprzez lifting prywatnych samochodów:

4668

 Ochotnicy niezależnie od pory dnia, święta i sytuacji, pozostawiają swoje domowe obowiązki, a czasem nawet pracę i ruszają z pomocą innym ludziom.

4669

 Czym się zajmują, najlepiej opisują słowa hymnu OSP " RYCERZE FLORIANA ":

Gdy trzeba - czuwamy po nocach:

Czy łuna na niebie nie wschodzi

W ulewach i rwących potokach-

Walczymy z żywiołem powodzi.

Bo wszędzie gdzie życie i mienie człowieka

Gotowy potargać na strzępy los zły -

Spieszymy z pomocą- bo nie ma co zwlekać-

Rycerze Floriana - to my !

 

Refren:

Strażacy - druhowie

I z miasta i wsi

Czuwają , by człowiek

Bezpiecznie mógł żyć.

 

Opatrzność nam sprzyja, więc raźniej -

Nieść pomoc, na którą ktoś czeka.

Strażacy potrafią odważnie

Przygarnąć do serca człowieka.

Umiemy żyć jasno, z honorem i dumnie,

Ożywiać marzenia i spełniać swe sny.

Więc trzeba świat kochać i strzec go rozumnie-

Rycerze Floriana - to my !

 

Refren:

Strażacy - druhowie

I z miasta i wsi

Czuwają by człowiek

Bezpiecznie mógł żyć

 

46610

Strażacy ochotnicy są widoczni nie tylko w akcjach bojowych ale podczas różnych uroczystości religijnych, samorządowych i państwowych. Często pomagają w zapewnieniu bezpieczeństwa na dużych i małych imprezach:

4662

 

Przechodzą przecież szereg specjalistycznych szkoleń, dzięki którym ich pomoc jest zawsze na wysokim poziomie. Uczą się od strażaków zawodowych, policjantów, wojskowych, ratowników medycznych, lekarzy, chemików i mechaników. Strażacy ochotnicy swoją pomoc niosą głównie na zasadach wolontariatu. Niektóre jednostki jednak mają za to wynagrodzenie za godziny wyjazdów ratowniczych, ale przeważnie jest ono przekazywane na konto straży i finansuje sprzęt oraz umundurowanie.

Strażacy z OSP kojarzą się nam także bardzo pozytywnie z siłą orkiestr dętych:

 46631

Strażacy to zatem rycerze Floriana, a kim był ich patron, święty Florian?

Według żywotu z VIII wieku, Florian był oficerem, dowódcą wojsk rzymskich, stacjonujących w Mantem, w pobliżu Krems. Podczas prześladowania chrześcijan przez Dioklecjana został aresztowany wraz z 40 żołnierzami i przymuszony do złożenia ofiary bogom. Wobec stanowczej odmowy wychłostano go i poddano torturom. Przywiedziono go do obozu rzymskiego w Lorch koło Wiednia. Namiestnik prowincji, Akwilin, starał się oficera rzymskiego wszelkimi środkami zmusić do odstępstwa od wiary: groźbami i obietnicami. Kiedy jednak te zawiodły, kazał go biczować, potem szarpać jego ciało żelaznymi hakami, wreszcie uwiązano kamień u jego szyi i zatopiono go w rzece Enns. Miało się to stać 4 maja 304 roku.

  Co prawda nie był strażakiem, ale legendy wokół jego osoby spowodowały, że stał się patronem osób, które wykonują niebezpieczne zawody, związane z ogniem. Florian jest szczególnie bliski mieszkańcom Krakowa i ma tam m.in. swoją ulicę i bramę.

W roku 1184 na prośbę księcia Kazimierza Sprawiedliwego, syna Bolesława Krzywoustego, Kraków otrzymał znaczną część relikwii św. Floriana. Ku ich czci wystawiono w dzielnicy miasta, zwanej Kleparz, okazałą świątynię. Kiedy w 1528 roku pożar strawił tę część Krakowa, ocalała jedynie ta świątynia. Odtąd zaczęto św. Floriana czcić w całej Polsce jako patrona podczas klęsk pożaru, powodzi i sztormów.

4664

Florian to także nasz patron, patron leśników. Bo każdy leśnik terenowy także bywa strażakiem. Pełnimy dyżury przeciwpożarowe, wypatrujemy dymów, dbamy o specjalnie oznakowane drogi pożarowe i punkty czerpania wody. Wielu z nas, ja także, jest członkami OSP. Bardzo często to właśnie my wzywamy na pomoc strażaków, zarówno zawodowych jak i ochotników, choć często sami sobie radzimy:

4665

Tak właśnie działa nasz leśny system przeciwpożarowy. Szczecińska Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych, tak jak każda z pozostałych 16 RDLP, ma doskonale opracowany i funkcjonujący system ochrony przeciwpożarowej. Obejmuje on przecież ogromną powierzchnię około 660 tys. ha, od Bolewic w Wielkopolsce, po Międzyzdroje nad Bałtykiem, której strzeże system szybkiego wykrywania i alarmowania o pożarze. Składa się on z ludzi, którzy mają do pomocy nowoczesną technikę: kilkadziesiąt kamer na 32– 40-metrowych masztach, sprzęt łączności, samochody gaśnicze i samochody patrolowo-gaśnicze, będące na wyposażeniu każdego nadleśnictwa.

Widać je często w lesie obok strażackich wozów bojowych

4666

 W czasie silnego zagrożenia pożarowego ten ogromny obszar patrolują także 2 samoloty patrolowe, 2 śmigłowce i 5 samolotów patrolowo-gaśniczych. Wszyscy leśnicy są częścią tego systemu, bo kiedy ktoś zgłosi pożar lub gdy któraś z kamer dostrzeże dym, trzeba natychmiast udać się w takie miejsce i sprawdzić, co się dzieje. Obserwatorzy śledzący obraz z kamer po zauważeniu dymu kontaktują się z sobą i bardzo precyzyjnie lokalizują powstałe zagrożenie. Dyżurują przy monitorach od rana do późnego wieczora – to też bardzo odpowiedzialna służba. Kamery są wysokiej jakości, pozwalają na zbliżenie obrazu i precyzyjne ustalenie współrzędnych pożaru.

Pożary i wszelkie zagrożenia zgłaszane są również telefonicznie, kiedy ludzie widzą podejrzany dym lub ogień.

Choć najlepiej nie szukać leśniczego ale dzwonić pod numer alarmowy 112 lub 998.

Zdarza się jednak często, że zaniepokojeni dymem lub ogniem ludzie, dzwonią bezpośrednio do leśniczego. To prawidłowe zachowanie, bo przecież pożar to największa katastrofa, jaka może się zdarzyć w lesie i przyrodzie. Dlatego i leśnikom patronuje święty Florian, choć my rzadko tego dnia świętujemy.

 

Leśniczy Jarek-lesniczy@erys.pl

                                                                                   

 

 

10:49, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
piątek, 29 kwietnia 2016

465min

 

Podobno Polacy bardzo lubią świętować i z utęsknieniem czekają na okazję, gdy sobocie i niedzieli towarzyszy inny wolny od pracy dzień. Najlepiej zwykle świętuje się w plenerze i przy dobrej pogodzie. Dymią wtedy grille lub ogniska na działkach i w przydomowych ogródkach. To świetna okazja do rodzinnych i towarzyskich spotkań. Zwykle pierwszą taką okazją jest majówka. Tak potocznie nazywamy od jakiegoś czasu  dni od 1 do 3 maja. Ze względu na bliskość Święta Pracy i Święta Konstytucji 3 Maja, które są dniami ustawowo wolnymi od pracy, przy sprzyjającym układzie kalendarza lub dobraniu sobie paru dni urlopu mamy dogodną okazję do wielodniowego wypoczynku. Każdy z nas, nawet największy pracuś, odczuwa czasem potrzebę leniuchowania i urlopowego luzu, szczególnie po zimie.

Formalnie majówka składa się z trzech świąt:

  1. Pierwszego maja obchodzone jest święto pracy. Jest to międzynarodowy dzień dla uhonorowania wszystkich, którzy walczyli o prawa dla robotników. Geneza tego święta wywodzi się z Chicago, gdzie w pierwszych dniach maja robotnicy strajkowali, aby wprowadzić ośmiogodzinny dzień pracy.1 maja jest świętem państwowym od 1950 roku. 
  2. Drugiego maja w Polsce obchodzony jest Dzień Flagi. To dość młode święto (ale nie jest to dzień wolny od pracy) wprowadzono 20 lutego 2004 roku. Tego dnia organizowane są akcje mające na celu propagowanie patriotyzmu. Warto wspomnieć, że to właśnie 2 maja 1945 roku Polacy umieścili biało-czerwoną flagę na Reichstagu w Berlinie.  
  3. Trzeciego maja obchodzone jest Święto Konstytucji Trzeciego Maja. Upamiętnia ono podpisanie 3 maja 1791 roku Konstytucji Trzeciego Maja. Od 1919 roku ten dzień jest świętem narodowym, jednak w 1950 roku władze komunistyczne zabroniły obchodów. Od roku 1981 wznowiono tradycję świętowania trzeciego maja.

Majówka stała się zatem świetną okazję do propagowania idei patriotyzmu, jednocześnie wielu Polaków wykorzystuje te kilka dni wolnego jako okazję do rodzinnego wypoczynku. W miastach organizowane są liczne spotkania patriotyczne, składanie kwiatów pod pomnikami, uroczyste msze, parady i pokazy Wojska Polskiego. Nie zapomnijmy wywiesić flag państwowych na swoich domach!

 Ostatnie dni kwietnia nie rozpieszczały nas wiosenną, słoneczną pogodą. Taki widok z okna kancelarii leśniczego roztaczał się jeszcze 24 kwietnia

4651

Dziś jednak jest już słonecznie i znacznie cieplej. Księżyc wyszedł już z fazy pełni, co o tej porze skutkuje zwykle nawet solidnymi przymrozkami. W tym czasie w lasach robi się bielutko nie tylko od przymrozków , bo kwitną tarniny:

4652

Nie tylko zresztą w lasach, bo na śródpolnych, starych alejach kwitną już także moje ulubione śliwki- węgierki

4653

Majówkę wielu ludzi spędza poza granicami kraju, na wycieczkach, prywatnych wypadach. Mój znajomy Czech kiedyś ze śmiechem komentował, że podczas majówki czeska Praga staje się absolutnie polska. Trudno wtedy na Złotej Uliczce lub Moście Karola usłyszeć inny język niż polski ...

Każdy wypoczywa jak lubi. Ktoś pragnie zwiedzać Pragę lub egzotyczne kraje, ktoś rozpala grilla na działce, ktoś inny pracuje w ogródku i rozmawia z drzewami w sadzie. Nieodmiennie, od lat, namawiam do spędzenia majówki w lesie bo jest ona na literę Z. Możemy się naprawdę zachwycić tym Z… Dlaczego?

Po pierwsze majówka w lesie jest na Z- bo Zielona:

Pierwsze dni maja to wybuch świeżej, soczystej zieleni. Przyroda budzi się do intensywnego życia i każda roślinka pobudzona wilgocią i majowym słońcem pędzi w górę. Las jest teraz zachwycająco piękny. Zakwitło już wiele kwiatów i oprócz uspokajającej nasze zmęczone cywilizacją zmysły zieleni, ucieszymy oczy całą paletą barw. W oczy rzucają się łany kaczeńców, czyli knieci błotnej

4655

Bogactwo barw zobaczymy też na skrzydłach motyli odwiedzających kwiaty, piórach ptaków, które uwijają się przy budowie gniazd i na zwierzętach, które też są teraz nadzwyczaj aktywne. Kręcą się zające, lisy, rude wiewiórki, czasem spotkamy także większe zwierzęta. Na do tej pory szarych sukniach saren zobaczymy już przebijającą się, charakterystyczną dla wiosny i lata rudość

4656

O tej porze w lesie, oprócz bujnej zieleni na nasze zmysły świetnie podziałają wiosenne dźwięki i zapachy. Bo pachnie świeżą trawą, kwiatami roślinności zielnej, pękającymi pąkami kwiatów krzewów i drzew , świeżo wzruszoną ziemią, wilgocią. Wokół słychać dźwięki wielu gatunków ptaków, które nawołują się, tokują, ostrzegają, oznajmiają o zajętym terytorium, straszą rywali lub wrogów. Huczą bąki ukryte w trzcinach, „hupkają” bajecznie kolorowe dudki, koncertują drozdy, strzyżyki, pokrzewki, pleszki, pieją bażanty-koguty

4657

Kogo teraz nie ma w lesie- ma czego żałować!

Po drugie majówka w lesie jest Z- jak Zdrowa:

Otaczająca nas zieleń niesie wytchnienie dla zmysłów ale też zdrowie. Sam kontakt z lasem, dobrą energią emitowaną przez drzewa, olejkami eterycznymi i ciszą jest zbawienny dla naszych organizmów. Ale możemy teraz zrobić zapasy liści, kwiatów czy pędów, które niosą nam zdrowie. Kwitną właśnie „mlecze” czyli mniszki lekarskie

46581

Całe rośliny są lecznicze ale teraz szczególnie warto zbierać kwiaty. Podawałem już wcześniej przepis na „miodek” z kwiatów mniszka. Warto też zbierać płatki kwiatów, układać je w słoiku i przesypując cukrem lub dodając nieco miodu. Na koniec można dodać łyżkę lub nieco więcej spirytusu, aby zakonserwować nasz zdrowy wyrób. Zażywać codziennie dla zdrowia łyżkę syropu razem ze słonecznymi  płatkami mniszka.

Syrop z mniszka lekarskiego jest skarbnicą witamin, minerałów i innych substancji, które mają działanie prozdrowotne. Może być stosowany w leczeniu wielu dolegliwości, ale bywa też źródłem nie tylko zdrowia, ale też przyjemności. Warto bowiem rozpuścić w garneczku parę tabliczek dobrej, gorzkiej czekolady i dodać do niej mniszkowych płatków z syropem. Całość wylać na tacę lub folię i na powrót zrobić tabliczki z czekoladą ale z unikalnym dodatkiem jakże zdrowych płatków. To dopiero zdrowy przysmak.

W lesie pojawiły się już pokrzywy, które są także bogactwem witamin i bardzo bogatym źródłem świetnie przyswajanego żelaza.

4659

 Warto nazbierać ich w środku lasu, z dala od dróg oraz pól i zrobić z nich bardzo zdrowe danie, szczególnie polecane kobietom i dawcom krwi:

Naścinać szczytowych części pokrzyw z głębi lasu przed ich zakwitnięciem (najlepsze są tylko stożki wzrostu). Potrzebna jest większa ilość, bo po ugotowaniu bardzo tracą na objętości. Wrzucić na chwilę do wrzątku, potem odcedzić i otrząsnąć z wody. Drobno posiekać, wyłożyć na rozgrzane klarowane masło, lekko poddusić  (tak jak przyrządza się szpinak), dodając posiekany czosnek, sól i pieprz. Wlać nieco śmietany (najlepiej wiejskiej – „od baby”), odparować i zaciągnąć całość jajkiem. Podawać na grzance umoczonej w mleku lub śmietanie, podsmażonej na złoty kolor. Posypać potarkowanym, gotowanym na twardo jajkiem i oprószyć zieleniną według uznania.

Warto też nasuszyć sobie liści pokrzywy i używać ich potem w kuchni jako uniwersalny dodatek do sałatek czy np. do oprószenia gotowanych ziemniaków.

Świeżą ale też zdrową zielenią pysznią się teraz brzozy

465102

Początek maja to najlepszy czas na zbiór młodych liści brzozy oraz wykorzystanie ich walorów zdrowotnych. Liście zawierają liczne związki czynne: m.in. flawonoidy, garbniki, saponiny, kwasy organiczne, olejki eteryczne i sole mineralne. To świetny surowiec do odtrucia naszego organizmu. Dlatego warto teraz zrobić sobie zapas na cały rok. Jakże zdrowo spędzimy majówkę, gdy podczas leśnego spaceru, obcując z zielenią drzew i barwami kwiatów, ptaków oraz motyli nazbieramy jeszcze zdrowych liści pokrzywy lub brzozy...

Świeżo zerwane, najlepiej w lekko słoneczny dzień, suche i zdrowe listki brzozy czy pokrzywy rozłożyć na papierze (nie na gazetach, bo farba drukarska nam je zanieczyści) lub na płótnie, w miejscu zacienionym i przewiewnym. Po wyschnięciu, czyli gdy liście będą się kruszyć w palcach, zamknąć w szczelnym szklanym naczyniu lub zwykłej, koniecznie papierowej torbie.

Picie naparów z liści brzozy powoduje zwiększone wydalanie moczu, a wraz z nim jonów sodu, chloru i kwasu moczowego, szkodliwych produktów przemiany materii. Liście brzozy chronią też wątrobę, powodują zwiększone wydalanie żółci, działają lekko napotnie.

Można też z nich zrobić wyjątkową nalewkę:

W szklanym słoju o pojemności 0,7 l umieścić do więcej niż połowy naczynia rozdrobnione, najlepiej ręcznie, świeże liście brzozy i lekko je ugnieść. Podgrzać dość mocno ćwiartkę wódki i zalać nią liście. Macerować około 7 dni, przecedzić. Stosować 2–3 razy dziennie w dawce około 10 ml rozpuszczonej w szklance wody lub w postaci dodatku do herbaty.

Można by tu jeszcze dodać całą księgę „zdrowych” przepisów na surowce, które możemy sami zdobyć z naszych lasach w trakcie majówki.

Po trzecie majówka w lesie jest Z, a nawet ZZ- Zaskakująco Zwyczajna…

Jestem przekonany, że po fascynacji egzotyką dalekich wyjazdów, urokiem obcych krajobrazów, smakami światowych kuchni tęsknimy za zwyczajnością. Pragniemy zwyczajnego odpoczynku w otoczeniu znanym od dziecka, tęsknimy do smaków kojarzonych z kuchnią babci i mamy, z ulgą wracamy do zwykłych miejsc, które kojarzą się nam z tym co było. Las to właśnie takie pozornie zwykłe ale jakże atrakcyjne miejsce. Czasem jest to las, który sami sadziliśmy jeszcze w szkole podstawowej, innym razem jest to las, gdzie chodziliśmy na pierwsze randki. Zawsze jest to jednak Zaskakująco Zwyczajny, polski las, który jest Zielony, Zdrowy i gwarantuje każdemu kto go lubi i szanuje najcudowniejszą majówkę, jaką można sobie wymarzyć.

Życzę zatem wszystkim cudownej, leśnej majówki!

 

Leśniczy Jarek-lesniczy@erys.pl

 

 

 

22:15, lesniczy.lp
Link Komentarze (10) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 56