O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
niedziela, 27 listopada 2016

499min

Minęło już wiele lat od zakończenia II wojny światowej. Zapętleni w codziennych, stale rosnących obowiązkach, zwykle mamy niewiele czasu na rozmyślania o sytuacji gospodarczej i politycznej na świecie. Choć czasem z niepokojem wsłuchujemy się w medialne informacje. Bo zdarza się, że w bliższym czy dalszym zakątku świata dochodzi do konfliktów, starć zbrojnych, czy aktów terroryzmu. Wtedy zwracamy uwagę na stan naszej armii, która jest gwarantem bezpieczeństwa kraju.

Choć dziś coraz mniej osób zna się na sprawach wojska i obronności. Żołnierz to obecnie zawód jak każdy inny. Obronność kraju wydaje się sprawą tylko ludzi zawodowo związanych z ta profesją. Słowa Norwida o tym, że „ Ojczyzna to wielki, zbiorowy obowiązek” wydają się być dla wielu z nas tylko szkolnym sloganem... Czy rzeczywiście tak jest?

Jestem przedstawicielem roczników, które odbywały obowiązkową, dwuletnią zasadniczą służbę wojskową. Dostałem powołanie do wojska, gdy pracowałem już jako podleśniczy. Mieszkaliśmy z żoną sami na skraju niewielkiej, lubuskiej miejscowości. W lutym urodziła się nasza pierwsza córka, a w kwietniu poszedłem „w kamasze” jak zwyczajowo mówiło się wtedy o służbie wojskowej. Żona została na dwa lata sama z małą córeczką w leśnej chałupie. Dziś ta córeczka już jest dorosła i też ma męża i dziecko. Ona i młodzi ludzie z jej pokolenia często rozmawiają o strachu przed wojną. Bo ten strach jest, choć nie zawsze otwarcie o nim mówimy. Młodzi ludzie nie idą dziś do wojska, raczej słabo znają się na sprawach wojskowych ale lęk przed wojną w nich tkwi. Na jednym z budynków w Ustce zauważyłem niedawno taki napis:

4991

Każdy pewnie rozumie go inaczej, ale ja, jako leśnik rozumiem obawy przed wojną. Daleko mi oczywiście do teorii spiskowych czy przesadnych spekulacji ale sprawy bezpieczeństwa kraju są dla mnie i pewnie wielu z nas bardzo ważne. Jesteśmy jako kraj chyba w podobnej sytuacji jak w latach 30 XX wieku. Mamy stosunkowo niewielką, zawodową armię i różne porozumienia polityczne, w które musimy wierzyć, ale czy wierzymy?

Od lat nasz kraj jest reformowany, wiele się zmienia wokół nas. Także w sprawach obronności i armii. Podejmowane są próby tworzenia Obrony Cywilnej, Narodowych Sił Rezerwowych, ostatnio także Obrony Terytorialnej Kraju. Ale spójnego systemu nie widać. Gdy byłem kapralem w wojsku dowodziłem kompanią w czasie alarmu bojowego zanim dotarł do niej ktoś z kadry zawodowej. Zwykle trwało to bardzo krótko i już pojawiał się porucznik czy kapitan. Obserwowałem ćwiczenia rezerwistów lub sam wręczałem im koperty z obowiązkiem stawienia się w koszarach. Dziś działa to inaczej, co nie oznacza, że dobrze.

Od pewnego czasu wielu leśników upomina się o wskrzeszenie Przysposobienia Wojskowego Leśników, którego logo wyglądało tak

4992

O tej przedwojennej paramilitarnej organizacji tak pisze dobrze znany leśnikom płk Zbigniew Zieliński- żołnierz batalionu AK ,,LAS":

 Przysposobienie Wojskowe Leśników (PWL) przygotowywało swoich członków na wypadek wojny do działań w konspiracji. Po wybuchu II wojny światowej leśnicy jako jedni z pierwszych organizowali opór przeciwko okupantowi, byli dowódcami licznych oddziałów partyzanckich. Walczyli na wielu frontach, służyli w formacjach specjalnych jako komandosi, a także w wywiadzie AK, m.in. zbierali materiały i informacje o niemieckiej tajnej broni V1 i V2.

W 1933 roku Naczelny Dyrektor Lasów Państwowych - Adam Loret podpisał z ministrem spraw wojskowych gen. dyw. Tadeuszem Kasprzyckim umowę o zorganizowaniu szkolenia wojskowego leśników - PWL. Celem tej organizacji, która pozostawała pod wspólnym zarządem poszczególnych Dyrekcji Lasów Państwowych i odnośnych Dowództw Okręgów Korpusów (DOK), było - oprócz krzewienia kultury fizycznej i sportu przygotowanie leśników do zadań, które miały być im przydzielone w czasie wojny. Szczególny nacisk kładziono na przygotowanie bojowe w specyficznych warunkach jakie stwarza las w czasie wojny oraz organizowanie sabotażu na tyłach wroga. Przysposobienie Wojskowe Leśników miało na celu nie tylko przygotowanie bojowe ludzi lasu, lecz także propagowanie kultury fizycznej, sportu, wzajemnej pomocy i kształtowanie świadomych postaw obywatelskich.

Na terenie całego kraju było przeszkolonych ok. 11 tys. leśników, którzy byli oficerami i podoficerami Wojska Polskiego. Każdy leśnik miał przydział na wypadek wojny do poszczególnych jednostek. Zajęcia dla leśników zatrudnionych na różnych stanowiskach zarówno w lasach państwowych jak i prywatnych prowadziło 500 wyszkolonych instruktorów w oparciu o 464 lokalne koła.

Specjalistyczny program szkolenia był przeprowadzany w większych ośrodkach, przeważnie na terenie szkół dla leśniczych, na zorganizowanych w tym celu sześciotygodniowych kursach. W niektórych ośrodkach szkolono leśników w wywiadzie i kontrwywiadzie, m.in. w Zagórzu, Kłobucku koło Częstochowy.

 

Na komendantów takich kursów wyznaczono przeważnie inżynierów leśników, oficerów rezerwy, których powoływano również na ćwiczenia wojskowe. Kursy odbywały się np. w nieodległym ode mnie Margoninie koło Poznania, gdzie szefem wyszkolenia PWL był por. inż. Mieczysław Tarchalski i ppor. inż. Florian Budniak.

Późniejszy major, inżynier-leśnik Mieczysław Tarchalski to znakomity przykład patrioty i bojownika, który wywodząc się ze środowiska leśników, walczył z Niemcami, a potem zmagał się z sowieckim reżimem. Tarchalski to wręcz legendarny partyzant o pseudonimie „Marcin”, który do wybuchu II wojny światowej był nadleśniczym w graniczącym z Niemcami Rychtale. Po kampanii wrześniowej, unikając aresztowania, trafił do prywatnych lasów majątku Gajerów w Dąbrowie Zielonej, gdzie pracował jako leśniczy. Tam w maju 1940 r. został dowódcą placówki i Szkoły Podchorążych Związku Walki Zbrojnej. Dwa lata później ukrywał się przez kilka miesięcy w Krakowie, unikając sideł gestapo.

 Za wydanie inż. Tarchalskiego wyznaczono wysoką nagrodę. Wśród poszukiwanych znalazły się także jego żona i 11-letnia córka Marysia, która jako łączniczka – tzw. konny goniec, dziewczyna ułan – była najmłodszym żołnierzem AK na ziemi kieleckiej. W roku 1944 r.  Tarchalski- „Marcin” awansował na stanowisko zastępcy dowódcy batalionu szturmowego „Tygrys” a następnie przejął dowodzenie nad I Baonem „Las” 74. Pułku Piechoty AK.

 Zgrupowania dowodzone przez „Marcina” zapisały na swoim koncie 63 różnego rodzaju starcia, akcje i potyczki z hitlerowskim okupantem. Najsłynniejszą z nich była pięciodniowa zwycięska bitwa pod Kossowem, gdzie w starciu z partyzantami przeważające siły niemieckie poniosły dotkliwą klęskę. Była to wspaniała lekcja taktyki i woli walki, gdzie wsławił się m.in. I Baon „Las” kpt. „Marcina”. Opisuje to wspomniany płk Zbigniew Zieliński w swojej książce

4993

 W historii naszego kraju znajdziemy wiele wątków związanych z bohaterską postawą leśników w czasie II wojny. Choć nie zawsze walka polegała tylko na użyciu karabinów i granatów. Leśnicy znający puszcze i lasy jak własną kieszeń, od początku wojny z ogromnym zaangażowaniem działali w konspiracji i nigdy nie odmawiali pomocy partyzantom. Jako świetni organizatorzy i ludzie obdarzeni bystrym umysłem oraz szeroką wiedzą różnymi sposobami walczyli z okupantem i wspierali ruch oporu. Opisuje to m.in. Z. Zieliński. Robotnikom pracującym w czasie wojny przy wyrębie drzew na potrzeby Niemców przysługiwały przydziały żywnościowe, a za wydawanie tych racji odpowiadali właśnie leśnicy. Na listach sporządzanych przez leśników, zaczęły się pojawiać setki osób, które wprawdzie pracowały w lasach, ale nie z siekierami, a z bronią w ręku. W ten sposób wspierali partyzantów, którzy za ich pomocą jako robotnicy leśni otrzymywali od Niemców racje słoniny, oleju, cukru, wódki i papierosów. „Koncept” leśników zawsze słynął z ułańskiej fantazji okraszonej humorem.

 Nie sposób jednak pominąć zbrojnego bohaterstwa chociaż jednej kompanii PWL z Suwałk. Została ona postawiona w stan pogotowia bojowego 31 sierpnia 1939 w pełnym umundurowaniu, uzbrojona w dwa karabiny maszynowe, karabiny, pistolety i granaty. Została włączona do batalionu KOP (Korpusu Ochrony Pogranicza) o kryptonimie "Sejny" pod dowództwem podpułkownika Osmana. Od września 1939 r leśna kompania odpierała ataki niemieckie ze strony północno - wschodnich Prus, a od 17 września walczyła przeciwko Armii Czerwonej. Polegli wszyscy, bo sowieci nie zabierali jeńców, szczególnie rannych…

Bo leśnicy zarówno wtedy, jak i dziś są wierni słowom: „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Już w 1924 roku, czyli gdy powstała dzisiejsza Służba Leśna, leśnicy opracowali Rotę Przysięgi Służby Leśnej, Hymn Leśny, Katechizm Leśny i Kodeks Leśnika. Zarówno tamte jak i dzisiejsze teksty pisane przez leśników są pełne zwrotów podkreślających wpływ Boga na piękno przyrody oraz na odpowiedzialność leśników za jej utrzymanie dla potomnych. Może zatem także pora przywrócić wojskową tradycję szkolenia leśników?

W moich stronach już coś się dzieje w tym temacie. Otóż, w nieodległym Technikum Leśnym w Rogozińcu, którego jestem absolwentem

4994

14 listopada 2016 roku odbyły się pilotażowe zajęcia z Przysposobienia Wojskowego Leśników, prowadzone przez żołnierzy z 7 batalionu Strzelców Konnych Wielkopolskich. Na stronie internetowej 17 Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej z Międzyrzecza - http://17wbz.wp.mil.pl/pl/1_1681.html

Czytamy:

Strzelcy szkolą uczniów  już od 2014r. Do tej pory podstawą współpracy było porozumienie zawarte pomiędzy 17 Wielkopolską Brygadą Zmechanizowaną z Międzyrzecza a Szkołą Leśną. Cykl szkoleń spotkał się jednak z tak dużym zainteresowaniem ze strony uczniów, dlatego w tym roku podjęta została decyzja o usystematyzowaniu szkolenia. Za przykład posłużył przedwojenny program PWL. Rozwiązanie systemowego wprowadzenia PWL-u do szkół,  przedstawione zostało  na konferencji w Rogozińcu, w której uczestniczyli przedstawiciele Wojska oraz Leśników.

 

Myślę, że to doskonały pomysł, aby szczególnie na poziomie kształcenia następców dzisiejszych podleśniczych, leśniczych ale też nadleśniczych i dyrektorów zadbać o wyszkolenie wojskowe młodych leśników. Bliska współpraca żołnierzy i leśników trwa od bardzo dawna i takie spotkania to częsty widok

4995

Leśne szkoły już przecież  od lat  wzorują się na wojskowych zasadach. Ważna jednak jest nie tylko umiejętność musztry, strzelania i rzucania granatów. To także kształcenie patriotycznej postawy, umiejętność kierowania zespołem ludzi i podejmowania trudnych decyzji. Leśnicy z przygotowaniem wojskowym z pewnością będą bardziej pomocni ludziom nie tylko w czasie wojennych działań militarnych ale takie przeszkolenie przyda się do stałej, codziennej współpracy z wojskiem i innymi służbami. Już nieraz takie umiejętności okazywały się potrzebne przy poszukiwaniu zaginionych w leśnych ostępach czy podczas klęsk żywiołowych. Bo każdy leśnik ma w sobie romantyczną duszę patrioty i żołnierską fantazję partyzanta. Warto to wykorzystać z pożytkiem dla Ojczyzny.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

10:40, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 21 listopada 2016

498min

Obietnica zimy nieco postraszyła nas przymrozkami i śniegiem ale znowu zrobiło się ciepło i w miarę pogodnie, przynajmniej w moich stronach. Zulowcy uwijają się przy różnych pracach, jak to w ostatnim kwartale roku. Ten rok jest dla mnie specyficzny, bo wraz z nim kończy się też 10-letni plan urządzania lasu w naszym nadleśnictwie. Wszystkie zadania musza być wykonane na 100 procent. Niektóre zręby czekają już na wiosenne odnowienia, poorane w równe bruzdy. Ale na innym jeszcze rosną mygły dłużyc sosnowych i dębowych oraz stosy kłód.

4981

Pracujemy w ostatnich trzebieżach wczesnych i późnych. Większość prac z zagospodarowania lasu już zakończona, np. pielęgnacje upraw czy czyszczenia, ale sporo się dzieje w ochronie lasu. To dobry czas na jesienne poszukiwania szkodników (pisałem o nich niedawno), które pierwsze przymrozki zachęciły do zejścia z koron sosen do ściółki. Tam właśnie szukamy i liczymy zimujące strzygonie, osnuje, zawisaki czy boreczniki. Pilnie obserwujemy też zjawisko zamieranią pędów sosen i stan sanitarny lasu. Pozbawione liści dolne piętro lasu nie zasłania pni i koron drzew, stąd łatwiej teraz wypatrzeć chore i osłabione sosny czy świerki. Ale są też i inne pilne zajęcia w lesie. Listopad to przecież np. dobry czas na czyszczenie budek lęgowych.

4982

 Ich systematyczne czyszczenie jest koniecznością, bo ptaki niechętnie zasiedlają budki, w których za dużo jest pozostałości po poprzednich gniazdach. Nieusunięty materiał, czasem martwe pisklęta lub zaziębione jaja są siedliskiem pasożytów i czynią budkę niezdatną dla lokatorów. Dlatego co roku, późną jesienią, najlepiej na przełomie października i listopada, ostrożnie otwieramy budkę i usuwamy z niej całą zawartość.

4983

Dlatego przednia ścianka budki musi być wyjmowana i przymocowana wkrętami lub zamykana na „inny patent”, np. zagięty gwóźdź widoczny na fot 2.

 Nie należy zabierać się za czyszczenie budek zbyt wcześnie, np. we wrześniu, bo często korzystają z nich także nietoperze, lepiej im nie przeszkadzać zanim polecą na zimowiska. W budkach o większych otworach znajdziemy czasem koszatkę czy popielicę. Bywa, że zajrzy tam także ciekawska wiewiórka

4984

Podczas czyszczenia budek, które są przeze mnie i każdego leśniczego wpisane do specjalnej ewidencji, notujemy, które są zasiedlone, a które nie. Potem wypełniam specjalny formularz i ustalam procent zasiedlenia budek w całym leśnictwie. Zwykle jest to przedział pomiędzy 75 a 95 procent wywieszonych budek. Często spotykam w nich także gniazda os czy szerszeni. Szczególnie chętnie zasiedlają schrony dla nietoperzy, gdzie zamiast okrągłego otworu wlotowego jest prostokątna szczelina

4985

 

To pewnie dlatego, że owady nie mają się gdzie podziać. W naszym coraz bardziej uporządkowanym świecie brakuje im kryjówek. Likwidujemy stare szopy czy pomieszczenia gospodarcze, w przydomowych ogrodach brakuje martwych drzew lub nawet ich części. A można zrobić tak

4986

Zamiast palić lub wyrzucać kawałki starego drewna lub gałęzie, złóżmy je w ogrodzie. Wtedy zagnieżdża się tam owady, ale także inne stworzenia, np. jaszczurki. Może schronić się tam zaskroniec lub „przytuptać nocą jeż”. W naszych wypielęgnowanych ogrodach dominują iglaki i wystrzyżone trawniki, dlatego warto znaleźć czas i miejsce na taką pożyteczną budowlę przeznaczoną dla owadów i płazów

4987

 Jesienią zobaczycie czasem na drodze leśniczego lub pracownika zakładu usług leśnych z taką deweloperską ofertą dla ptaków.

4988

 Ale zamiast tylko biernie obserwować, czy nie warto brać przykład z leśników i cieszyć się na działce czy w sąsiedztwie domu z takich wizyt?

 4989

 

Dlatego warto zostać deweloperem i zadbać o mieszkania dla ptaków, zwierzaków i owadów wokół siebie. Jak zrobić domek dla owadów już wiemy. Warto zadbać też o kryjówki dla jeży. Wiele satysfakcji da nam bliskość budki lęgowej, gdzie będziemy spotykać sikory (mamy ich 6 gatunków), szpaki, dzięcioły, kowaliki czy muchołówki.

 Mimo że w wielu sklepach ogrodniczych można łatwo kupić różne modele budek lęgowych dla ptaków, to jednak zachęcam do samodzielnego zrobienia budki i wywieszenia jej w najbliższej okolicy. Nie jest to zadanie ani trudne, ani pracochłonne. Budowa budki jest dobrą okazją do świetnej zabawy dla całej rodziny. Zdobycie kilku deseczek nie powinno być wielkim problemem, możemy przecież skorzystać z materiałów pochodzących z recyklingu, czyli z elementów palet czy opakowań różnych produktów (patrz fotografia nr 1).

 

 Przycięcie i zbicie kilku deseczek zajmie nam najwyżej godzinę lub dwie, a satysfakcja ze wspólnej pracy jest gwarantowana na długi czas. Potem czeka nas obserwacja ptaków w rodzinnym gronie i zadowolenie z kolejnych lęgów, które będą opuszczały naszą budkę.

 

Potrzebne będą:

 

  1. Nieheblowane deski, najlepiej z drewna liściastego; można także użyć drewna iglastego, o które zwykle łatwiej. Płyty wiórowe czy sklejki nie nadają się, bo są najczęściej nieodporne na wilgoć i już po pierwszych deszczach się rozlecą.
  2. Ręczna piła do drewna.
  3. Młotek i nieduże gwoździe. Jeszcze lepiej zastosować wkręty do drewna. Użycie wkrętów ułatwi nam późniejszy demontaż przedniej ścianki, aby wyczyścić wnętrze budki.
  4. Wiertarka i wyrzynarka do otworów o średnicy odpowiadającej otworowi wlotowemu.
  5. Tarnik i papier ścierny do drewna, które wyrównają krawędzie budki i nadadzą jej estetyczny wygląd.

Nie używamy ani farb, ani lakierów czy impregnatów, bo mogą zaszkodzić ptakom. Można ewentualnie zaimpregnować daszek, np. pokostem, ale nie jest to konieczne. Nie pokrywamy niczym dachu, np. papą czy gumoleum. Najlepiej pozostawić drewno w stanie naturalnym.

 Budujemy:

 Budowę budki zaczynamy od wywiercenia (najlepiej zrobić to wyrzynarką) otworu wlotowego w przedniej ściance. Wlot nie powinien mieć żadnych zadziorów, natomiast wnętrze może być chropowate. Będzie wtedy łatwiej wydostać się ptakom z budki.

Pod otworem wlotowym nie umieszczamy żadnych podpórek czy patyczków, które miałyby ułatwić ptakom wchodzenie do budki. Ptaki świetnie sobie poradzą bez nich, a utrudniony dostęp będą za to miały drapieżniki, np. kuny czy koty.

Otwór wlotowy umieszczamy możliwie najwyżej od dna budki i osłaniamy przybitymi wewnątrz budki dwoma dwucentymetrowej grubości kawałkami drewna. Dzięki temu do jaj czy piskląt nie sięgnie żaden drapieżnik.

Przybijamy wszystkie ścianki do podłogi, pamiętając, aby choć jedna z nich (najlepiej przednia) została zamocowana wkrętami. Wszystkie deski powinny być równo przycięte i ściśle do siebie przylegać, aby wnętrze było osłonięte przed przeciągami i jak najlepiej wytłumione, co zachęci ptaki do zamieszkania.

Dach montujemy pod lekkim skosem, wysuwając go na 3–5 cm nad przednią ściankę, by chronił wlot budki przed deszczem i zakrywał cały domek. Na samym końcu do tylnej ścianki przybijamy wąską deseczkę lub listwę, która będzie wystawała kilka centymetrów zarówno ponad budką, jak i pod nią. Posłuży do przymocowania budki do drzewa bez użycia gwoździ, najlepiej opaską zaciskową lub linką.

W zależności od tego, które ptaki chcemy zachęcić do zasiedlenia naszej budki, wybieramy jej typ, wyrzynamy otwór i przycinamy deski na odpowiedniej wielkości kawałki.

 

Typ A1 (sikora modra, muchołówka żałobna)

Otwór wlotowy – 2,8 cm.

Dno – kwadrat o boku 11 cm.

Ściana przednia – wysoka na 28 cm, szeroka na 11 cm.

Ściana tylna – wysoka na 30 cm, szeroka na 11 cm.

Ściany boczne – szerokie na 11 cm + grubość deski przedniej i tylnej. Wysokość dopasowana do przedniej i tylnej ścianki (górna część będzie pod lekkim skosem).

 

Typ A (sikora bogatka, mazurek, wróbel)

Otwór wlotowy – 33 mm, pozostałe wymiary jak wyżej.

 

Typ B (szpak, kowalik, pleszka, krętogłów)

Otwór wlotowy – 47 mm.

Dno – kwadrat o boku 14 cm.

Ściana przednia – wysoka na 36 cm, szeroka na 14 cm.

Ściana tylna – wysoka na 38 cm, szeroka na 14 cm.

Ściany boczne – szerokie na 14 cm + grubość deski przedniej i tylnej.

 

Istnieją jeszcze budki typu D, przeznaczone dla gołębia siniaka i dudka, o wymiarach otworu wlotowego 85 cm i dna – 17 x 17 cm, oraz typu E – dla gągoła, tracza lub puszczyka, o otworze wlotowym średnicy 150 mm. Budując jednak lokal dla ptaków we własnym zakresie, ograniczamy się najczęściej do budek dla mniejszych ptaków, pozostawiając troskę o sowy czy kaczki przyrodnikom i leśnikom.

 

Gdzie i kiedy powiesić

 

Na wielu ścieżkach przyrodniczych zwykle przygotowanych i urządzonych przez leśników zobaczymy tablice informacyjne na temat skrzynek lęgowych i zasad ich wieszania

49810 

Zbudowaną przez nas budkę należy zamontować sztywno na drzewie (najlepiej nie wbijając w nie gwoździ), w lesie, parku lub ogrodzie na wysokości 3–5 metrów nad ziemią, lekko pochyloną do przodu, z otworem wlotowym skierowanym na południowy wschód lub na północ.

 

Domek dla ptaków najlepiej powiesić teraz, jesienią, tak aby niektóre ptaki, a nawet ssaki  mogły z niego korzystać już zimą jak z noclegowni. Można to zrobić także wiosną, ale odpowiednio wcześnie przed okresem lęgowym. Jeśli zbudujemy więcej budek, należy je odpowiednio rozmieścić,  bo ptaki mają swoje obyczaje i nie lubią zbytniego zagęszczenia gniazd. Konkurują ze sobą w zdobywaniu pokarmu i dlatego zajmują określone terytorium. Para bogatek wymaga obszaru o powierzchni od 0,8 do 3 ha, dla dzięcioła dużego jest to już areał od 5 do 30 ha, a dla puszczyka – od 30 do nawet 300 ha.

Naturalnie można także samodzielnie zbudować karmnik dla ptaków, ustawiając go tak, aby dokarmiane ptaki z kolei nie stały się pokusą dla innych sympatycznych zwierząt

49811

Zadbajmy jesienią o naszych braci mniejszych, tak jak leśnicy dbają o mieszkańców lasu. Podczas leśnych spacerów z szacunkiem spoglądajmy na wywieszone przez nas budki i schrony dla nietoperzy. Nie zabierajmy ich do domu lub na działkę, jak czasem się to zdarza ale raczej naśladujmy Adama Słodowego. Posługując się jego hasłem: „zrób to sam” zachęcam do dobrej zabawy przy budowie domków dla ptaków czy karmników i obserwacji „tych co skaczą i fruwają”. Tak je przynajmniej nazywał Michał Sumiński w pamiętnym programie „Zwierzyniec”.

 

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

22:45, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
wtorek, 15 listopada 2016

497min

Listopad to szczególny okres każdego roku. To miesiąc kiedy przyroda sama zwalnia swoje tętno, to specyficzny czas nostalgii, której sprzyjają poranne i wieczorne mgły oraz srebro pierwszych przymrozków. To właśnie w listopadzie wokół nas nastaje łagodna, pełna zadumy cisza, która sprzyja pielęgnowaniu pamięci o tych, którzy już od nas odeszli. Nie bez powodu pierwszy dzień listopada jest świętem Wszystkich Świętych, nazywany przez niektórych także Świętem Zmarłych. Bo to właśnie przykład na to, że jest sacrum i jest profanum.

Człowiek bez sacrum, czyli świętości, a zatem spraw większych niż on, sam nie potrafi żyć. Jeżeli bez sacrum nie może istnieć człowiek, to także cała społeczność nie potrafi funkcjonować bez świętości, bez poszanowania dla sacrum...

W święcie człowiek odnajduje święty wymiar życia w jego ludzkiej pełni, w święcie człowiek przeżywa świętość ludzkiego istnienia postrzeganego jako stworzenie boskie- tak stwierdza Mircea Eliade w „Sacrum i profanum”.

Eliade to znany rumuński myśliciel, a jego dzieło, to przedmiot studiów wielu ludzi, którzy zastanawiają się nad wartościami ludzkiej osobowości. Czy w naszym codziennym zabieganym życiu, w pracy, domu, kościele, w każdej dziedzinie życia, umiemy dostrzec rzeczy, które stanowią sacrum?

Sacrum- to pojęcie pochodzące od łacińskiego słowa sacer- czyli to co święte. Z kolei profanum – to powszednie, świeckie, zwyczajne, codzienne życie społeczne, gospodarcze, polityka, jednym słowem- funkcjonowanie państw i nas wszystkich..

Natomiast kultura, która dba o dorobek i tradycje przodków, pewne wartości, które stanowią o naszym człowieczeństwie oraz religia, wiara, która utrwala spójność społeczną - to właśnie sacrum- świętość, która pozwala nam żyć pełnią życia.

Żyjemy coraz szybciej, na coraz wyższym poziomie, wciąż zmieniamy własną hierarchię wartości. Bo przecież każdy z nas ma chyba jakieś wartości? Mamy zwykle niewiele czasu na rozmyślania, na analizy, na wspomnienia. Ale to tylko od nas zależy. Czy pamiętamy, że coś takiego jak sacrum w ogóle istnieje? Może właśnie po to jest listopad- miesiąc spokojnej zadumy, aby o tym pomyśleć?

Przez cały listopad w parafiach katolickich odmawiane są ''wspominki''. Inaczej mówimy o nich czasem „wypominki” (w Wielkopolsce – wymienianki, na Śląsku – zalecki). Ten szczególny sposób uczczenia pamięci o zmarłych polega na wyczytywaniu imion lub nazwisk osób nieżyjących. Modlitwa za zmarłych, wspominanych w wypominkach praktykowana jest w kościele katolickim bardzo dawno, bo od II wieku.

Ale nie tylko w kościele można szanować sacrum, nie jest to też sfera zarezerwowana tylko dla ludzi bardzo religijnych. Każdy z nas, najlepiej właśnie w listopadzie może zbliżyć się do tej sfery wspominając tych, których już nie ma. Można odwiedzić szczególne miejsca, jak np. kamień mojego kolegi, leśniczego Zbyszka, widoczny na pierwszej fotografii. Stoi w lesie niedaleko Wyszanowo jako wspomnienie o leśniku, który dobrze zapisał się w pamięci ludzi i lasu…

Pamiętajmy o ludziach i wspominajmy ich. Nie zawsze jest konieczne wypisywanie na kartce imion i nazwisk ludzi nam bliskich, nie trzeba tych wypominek wspierać drobnym datkiem.Choć to swobodny wybór każdego z nas. Czasem starczy tylko chwila zatrzymania się, najlepiej w otoczeniu listopadowej przyrody. Bo czy nie jest to sacrum?

4971

Często wspominam w lesie moich bliskich, którzy odeszli. Właśnie  w lesie, w otoczeniu drzew zapłakanych jesiennym deszczem, oklejonych mgiełką pajęczyn lub roślin posrebrzonych przymrozkiem

4972

 Wspominam ojca leśnika, który zaraził mnie miłością do lasu, mamę, która gospodarzyła w samotnej leśniczówce w powojennym czasie i wielu znajomych leśników, których już nie ma. Czasem zatrzymuję się na chwilę przy kapliczce Św. Huberta, którą budowaliśmy na skraju leśnictwa Pszczew wokół drewnianej rzeźby, wspólnie z nieżyjącym już Kazimierzem Kochem…

4973

Święty Hubert jest patronem ludzi lasu, głównie myśliwych, ale każdy, kto kocha las może powierzyć mu swoje myśli i wspomnienia. Niebawem, już za kilka dni będzie inna, dobra okazja, aby to uczynić, zbliżając się do sfery sacrum.

Każdy kto tu mieszka, komu blisko jest do pięknej Ziemi Międzyrzeckiej niech skorzysta z tego zaproszenia

4974

Podczas wieczornego spotkania w słynącym z fresków kościele Św. Jana w Międzyrzeczu odbędą się wypominki, wspominające ludzi lasu Ziemi Międzyrzeckiej, których już nie ma pośród nas. Ale właśnie ten wypominkowy wieczór będzie świadectwem, że choć ich już nie ma, żyją w pamięci nas, którzy nie zapominamy o sacrum.

Wypominki odbędą się w towarzystwie Świętego Huberta, bo właśnie tego sobotniego wieczoru,  w Międzyrzeczu,19 listopada o godzinie 16, odbędzie się odsłonięcie drewnianej płaskorzeźby Św. Huberta. Ufundowali ją myśliwi, leśnicy, przyjaciele lasu. Potem w zabytkowych wnętrzach kościoła zabrzmią głosy muzyków oraz rogi myśliwskie i będzie okazja do wysłuchania koncertu leśnej muzyki w wykonaniu zespołu „DeLuxe” pod kierownictwem Agnieszki Rybickiej. Odtąd w kościele Św. Jana, w bocznej nawie będzie stałe miejsce, gdzie Św. Hubert otoczy opieką wszystkich, którzy szanują las i jego mieszkańców.

Serdecznie zapraszam na listopadowy wieczór wspomnień i leśne wypominki do Międzyrzecza oraz zachęcam do chwili zatrzymania w otoczeniu jesiennej przyrody i aury sacrum.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

21:57, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
sobota, 12 listopada 2016

496min

Czy zastanawialiście się kiedyś kogo lub co nazywamy szkodnikiem? Sądzę, że wcale nie jest tak łatwo zdefiniować to tylko pozornie proste pojęcie. Bo jeśli wczoraj, w Dniu Święta Niepodległości, ktoś nie wywiesił flagi narodowej i w żaden sposób nie uczcił tego ważnego dla kraju dnia, możemy nazwać go szkodnikiem? A gdy zobaczymy, że w naszym ogrodzie ktoś oberwał wszystkie owoce i połamał gałęzie jabłoni, to nazwiemy go szkodnikiem? Mamy go bezwzględnie tępić? Czy szkodnikiem jest wilk, który porwał ze stada owiec jedno jagnię? Zgryzł sarnę lub daniela? Czy szkodnikiem jest kuna, która ponadgryzała nam przewody w aucie, ale z drugiej strony zachwyca nas swoim zwinnym pięknem, gdy skacze po gałęziach drzewa obok naszego domu?

 

Długie, jesienne wieczory pozwalają na chwilę zadumy i skłaniają do rozmyślań. Piękno jesiennego lasu zachęca do troski o jego przyszłość. Zainteresujmy się pojęciem leśnego szkodnika…

Gdy poszukamy encyklopedycznej lub słownikowej definicji szkodnika, to chyba także nie rozjaśni się nam obraz tego pojęcia. Według Słownika Języka Polskiego szkodnik to:

  1. «osoba wyrządzająca szkodę komuś lub czemuś»
  2. «o osobie lub zwierzęciu, których działanie powoduje jakąś niezbyt dotkliwą szkodę»
  3. «zwierzę wyrządzające szkody gospodarce ludzkiej, np. gąsienice owadów niszczące lasy lub zboża»

Na portalu ekologia.pl znajdziemy taką, według mnie dość pogmatwaną definicję, powtarzaną w wielu innych miejscach wirtualnej sieci:

 „Szkodniki to organizmy żywe wpływające niszcząco na organizmy związane z działalnością człowieka. Są nimi rośliny (grzyby, bakterie, wyższe rośliny pasożytnicze, chwasty) i zwierzęta (owady, ślimaki, tasiemce, niektóre ssaki itp.) doprowadzające do obniżenia plonów lub ich całkowitego zniszczenia.”

A co z pojęciem szkodnika w lesie, w przyrodzie? Jak tutaj stosować powyższą definicję w odniesieniu nie do człowieka, ale do współczesnego lasu? Bo dawniej, gdy człowiek jeszcze nie zachwiał przyrodniczej równowagi, wszystko było proste. Jak coś pojawiło się w nadmiarze, zaraz znalazł się naturalny wróg, który regulował równowagę przyrodniczą poprzez opór środowiska. Gdy masowo pojawił się jakiś owad, zjadały go ptaki, gdy było za dużo ptaków, zjadał je jakiś drapieżnik. Ale to przeszłość, bo człowiek wytępił wiele drapieżników, głównie przez to, że nie rozumiał ich roli.

Dlatego obecnie w lesie jest dużo różnego rodzaju szkodników i szkód. Jednak wiele razy na mojej zawodowej drodze spotkałem się z poglądami, że w lesie nie ma szkodników, które należy niszczyć. Bo każde stworzenie ma swoje miejsce w przyrodzie. Choć np. po co komu pędraki- larwy chrabąszczy, które potrafią unicestwić piękną uprawę, a nawet młodnik, ogryzając korzenie młodych drzewek?

4961

To także kwestia nazewnictwa. Bo np. mówimy, że nie niszczymy owadów, lecz regulujemy wielkość ich populacji. Jednak w literaturze naukowej, szczególnie w entomologii- nauce o owadach, wielokrotnie natykamy się na pojęcie szkodnika. Są szkodniki pierwotne, wtórne i techniczne, ssące i gryzące, nocne i dzienne, drzew liściastych i iglastych. Leśnicy mają z nimi mnóstwo pracy. Trzeba je nieustannie monitorować, liczyć, sprawdzać różnego rodzaju pułapki i powierzchnie kontrolne. Niedawno zakończyliśmy poszukiwania szkodników korzeni, a za chwilę będzie czas na jesienne poszukiwania szkodników sosny. Ale szkodnikami są nie tylko owady. To także różne grzyby. Szkodnikiem w lesie bywa też susza i podtopienia, przymrozki i wysokie temperatury. Sprawcą szkód są także silne wiatry, śnieżyce i ulewy. Ogromnym zagrożeniem dla lasu jest ogień.

 Szkodnikiem bywa też człowiek i jego działalność: zaśmiecanie, szkody przemysłowe i wzniecane głównie przez ludzi pożary.

4962

Osobną grupą szkodników są zwierzęta. Choć jak nazywać szkodnikiem uroczą wiewiórkę? Ale i jej zdarzają się czasem różne grzeszki, bo wyjada pączki i nasiona, a czasem też plądruje ptasie gniazda.

4963

Albo czy można uznać za szkodnika zgrabną sarnę przemykającą w poszukiwaniu młodych pędów, jelenia czy daniela? Cóż, zapewniam, że można, czasami nawet trzeba. Dzik, w zasadzie pożyteczny w lesie, także potrafi wyrywać świeżo posadzone dęby czy buki, ale na polach jest istotnym szkodnikiem. To świeżo posiana kukurydza wyjedzona przez dziki przez jedną noc

4964

Pozornie sympatyczne bobry potrafią zniszczyć stare drzewa nad jeziorami ale także czasem wycinają całe łany młodników, np. dębowych jak widać poniżej

4965

Te dęby rosły ponad 30 lat! Czasem nawet daleko od wody dobierają się do drzew nad drogami, stwarzając zagrożenie dla podróżujących samochodami

 4966

To głównie w odniesieniu dla szkód wyrządzanych w lesie przez zwierzęta leśnicy stworzyli pojęcie szkód gospodarczo znośnych. To taki poziom uszkodzeń, przy którym drzewa regenerują się, bądź są usuwane w ramach cięć pielęgnacyjnych, a podstawowe funkcje lasu nie są zagrożone.

Najbardziej istotne szkody w lesie wyrządzają duże ssaki z rodziny jeleni, ale czasem także te mniejsze, np. zające lub dzikie króliki. Te ostatnie wyglądają bardzo niewinnie

4967

Jednak zdarzają się takie miejsca, gdzie wyrządzają istotne szkody. Mam taką niedużą uprawę leśną w pobliżu samotnego gospodarstwa. Królików biega tam moc i w pełni dnia spotkałem ich tam blisko 20. Najbezpieczniej czują się tuż przy zabudowaniach

4968

Gdy oglądałem uprawę i mocno ogryzione przez zwierzątka drzewka, szkodniki - króliki z ironią spoglądały na mnie i wymieniały poglądy z kurami

49610

Tak wyglądają niedawno posadzone tam brzozy.

4969

 Króliki zjadają wszystko, nawet odrośla robinii akacjowej, pędy krzewów czarnego bzu, no i oczywiście wszelkie drzewka.  Ze zgrozą zauważyłem, że ścinają tuż przy ziemi kępy trzcinnika. Jak tam wyprowadzić nowe pokolenie lasu?

Po naradzie z nadleśniczym postanowiłem ogrodzić część uprawy mocną, ocynkowana siatką o gęstych oczkach

496111

Pracownicy zakładu usług leśnych wyorali ciągnikiem bruzdę, w której zakopali słupki i dokładnie naciągnęli siatkę wkopaną nieco w ziemię

49612

Króliki uparcie próbują dostać się do drzewek podkopując siatkę, ale wtedy natrafiają na mocne druty, które uniemożliwiają dalsze szkodnictwo

49613

Tam gdzie rosną brzozy założyliśmy na drzewka indywidualne, czworokątne osłonki

496143

Zabezpieczą one pnie drzewek przed zębami szkodników-królików i stworzą dobre warunki do szybkiego rozwoju młodego lasu. Wiosną zaplanowałem tam wykonanie poprawek i dosadzę nowe sadzonki w miejsca, gdzie żerowały króliki. Bo wbrew temu co sądzą niektórzy, las nie urośnie sam. Trzeba się nim nieustannie opiekować, doglądać, ponosić koszty i zabezpieczać przed działalnością szkodników. Dlatego nie bójmy się słowa „szkodnik”. Nie wahajmy się mówić o zwalczaniu szkodników, zmniejszaniu ich ilości i zapobieganiu szkodom. Choć nie jest łatwo zapobiegać różnym szkodom, podobnie jak trudno otwarcie mówić o tym, że szkodniki w lesie są. Bo są i zapewne długo będą. Dlatego nazywajmy je po imieniu, bez zażenowania mówiąc o sposobach rozwiązywania problemów, które stwarzają.

 Co wcale nie znaczy, że należy wytępić wszystkie grzyby, owady czy zwinne wiewiórki, zgrabne sarny lub sympatyczne króliki. Nikt nie chce ich wystrzelać, podobnie jak my, leśnicy, nie zamierzamy wyciąć lasów. Z pewnością tego nie zrobimy ale potrzebujemy społecznej akceptacji swoich działań, zrozumienia oraz zaufania. Wtedy żaden szkodnik, niezależnie od definicji czy nazwy nie będzie nam straszny i nie zagrozi trwałości naszych, wspólnych lasów.  

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

23:12, lesniczy.lp
Link Komentarze (6) »
niedziela, 06 listopada 2016

495min

W latach 70 i 80 XX wieku, czyli wtedy gdy każdą wolną chwilę przeznaczałem na poznawanie lasu (nawet kosztem kopania piłki) mówiło się powszechnie, że życie jest „szare jak papier toaletowy i długie jak kolejki po niego”. Czy zastanawialiście się kiedyś jak powstaje papier, bez którego trudno dziś się obejść? Jaki związek mają arkusze i rolki papieru z wałkami drewna, zwanymi potocznie papierówką? Czy oszczędzanie papieru służy ochronie lasów?

Naturalnie papier ma bardzo wiele różnych zastosowań i nie może kojarzyć się tylko z rolką papieru toaletowego. Choć takie skojarzenie z pewnością może się przydarzyć pamiętającym czasy PRL-u. Bo wtedy, gdy ktoś szedł ulicą obwieszony rolkami papieru z pewnością patrzono na niego z większą zazdrością niż na samochód i konto jakiegoś np. Rockefellera. W okresie PRL-u kolejki po papier toaletowy stały się jednym z bardziej charakterystycznych symboli kryzysu ekonomicznego. Rolki papieru, na który zawsze jest zapotrzebowanie były wtedy ważniejsze jak banknoty. Bo w sklepach niewiele można było kupić za pieniądze, a za papier toaletowy (traktowany wtedy jako łapówka) dało się osiągnąć wiele…

Kiedy zajrzymy na stronę polskiej encyklopedii humoru, czyli Nonsensopedii, dowiemy się, że papier ma bardzo szerokie zastosowanie, począwszy od higieny osobistej człowieka aż do zastosowań przemysłowych z przewagą sektora spożywczego. O papierze toaletowym w czasach PRL pisano bowiem tam tak:

Był on wówczas towarem wysoko deficytowym, gdyż większość produkcji była zużywana do produkcji parówek, pasztetu drobiowego z jelenia i paprykarza szczecińskiego. Ci, którzy przegrali walkę o miejsce w kolejce, szli kupić ocet. Właśnie wtedy papier toaletowy cieszył się największym kultem i sławą.”

4951

 

Ale zostawiam na razie rolki tego papieru. Bo papier to dość trwały, lekki, niedrogi i powszechnie dostępny materiał. Papier w postaci różnego rozmiaru kart, rolek czy arkuszy jest nam niezbędny. Codziennie korzystamy z niego w domu, na ulicy i w pracy. Z papieru są ręczniki, chusteczki higieniczne, tapety ścienne, opakowania i banknoty. Choć powoli wypierany przez inne materiały i elektroniczne gadżety,  jest przecież wciąż ważnym, wręcz genialnym wynalazkiem ludzkości.

Papier towarzyszy przecież ludziom od XIX stuleci. Historia papieru sięga bowiem 105 roku naszej ery. Badania archeologiczne wskazują jednak, że papier mógł być znany już wcześniej, około 8 roku przed naszą erą. Na taki okres datowany jest skrawek papieru pokryty 20-stoma chińskimi znakami, jaki został odnaleziony w Nefrytowej Bramie. Jednak powszechnie za twórcę papieru uważany jest kancelista Tsai Lun (62-121 r. n.e.) pochodzący z prowincji Hunan w południowych Chinach, który pracował na dworze cesarza He Di. Próbując zastąpić niewygodne i nietrwałe deszczułki w cesarskiej bibliotece innym, bardziej poręcznym materiałem pisarskim Tsai Lun postanowił wykorzystać surowce roślinne. Wynalazca papieru stworzył papier składający się z łyka drzewnego, odpadów konopnych oraz sieci rybackich. Metody i technologie produkcji papieru nieustannie modyfikowano, jednak idea produkcji papieru stworzona przez Tsai Luna pozostała niezmienna w zasadzie do dziś.

 

Historia papiernictwa jest długa i ciekawa. Papier produkowano z różnych materiałów: włókna papirusu, palm, lnu, konopi. Używano też łyko, różnego rodzaju stare szmaty, miazgę drzewną, słomę itp. Stosowano także różne kleje roślinne i zwierzęce oraz dodatki, pigmenty i wypełniacze mineralne np. kredę. Tajemnicę produkcji papieru z czasem przejęli od Chińczyków Arabowie. Z Azji i Afryki przeniesiono produkcję papieru na nasz kontynent. Pierwsze papiernie zakładane przez Arabów pojawiły się w połowie XII wieku na terenie obecnej Hiszpanii oraz Włoch. W XV w. papiernictwo zrodziło się w Anglii Szwajcarii, Austrii, Czechach i trafiło do Polski.

Prawdziwą rewolucją w papiernictwie okazało się wykorzystanie w produkcji nowego surowca. Przemysł papierniczy przestawił się bowiem na masowe wykorzystanie drewna.

4952

 Pierwsze arkusze z tego surowca powstały w 1844 roku. Pomogła w tej przemianie przyroda i umiejętność jej wnikliwego podglądania. Francuski uczony R. A. F. de Reaumur obserwując osy zwrócił uwagę, iż budowane przez nie gniazda są podobne do papieru produkowanego przez człowieka. To takie same szare gniazda jak często spotykane dziś na strychach,  w budkach lęgowych dla ptaków i schronach dla nietoperzy

4953

Reaumur zbadał, że osy budują swoje gniazda z przetworzonych zdrewniałych części roślin i drewna. Podjęto wtedy prace zmierzające do opracowania takiej technologii, która umożliwiłaby wykorzystanie drewna do wyrobu papieru. Już w latach 80-tych XVIII w. we Francji w jednej z papierni zaczęto wytwarzać w skali produkcyjnej masę włóknistą pochodząca z traktowanego chemikaliami drewna topolowego, z której następnie produkowano papier. Spowodowało to ogromne zapotrzebowanie na drewno do produkcji papieru. Odtąd zaczęto powszechnie stosować masę drzewną wyrabianą najczęściej z drzew iglastych, choć nie tylko

4954

Obecnie połowa drewna będącego w obrocie handlowym na całym świecie wykorzystywana jest do produkcji papieru. W naszych lasach spotykamy często stosy, czasem nawet bardzo duże, drewna papierówkowego

4955 

 Nie nadaje się ono do wykorzystania w meblarstwie czy budownictwie, ale można je lepiej wykorzystać niż tylko na opał.  Jedzie ono zatem do zakładów papierniczych, gdzie jest rozdrabniane i w wyniku mechanicznej oraz chemicznej obróbki z użyciem dużych ilości wody przetwarzane na masę celulozową i ścier drzewny. Z tych dwóch surowców uzyskuje się większość papieru na świecie. Statystyczny Polak zużywa rocznie około 100 kg papieru. Polskie firmy wykorzystują miesięcznie ponad 11 milionów ryz papieru A4, co odpowiada zużyciu ponad 5,5 miliarda kartek.

Naturalnie wraz z masowym wykorzystywaniem drewna do produkcji potrzebnego wszystkim papieru powstał niepokój o lasy. Niektórzy wyliczają, że z jednego drzewa powstaje 8500 kartek papieru i twierdzą, że na produkcję tony papieru potrzeba 17 drzew. Dlatego powstała nawet pewnego rodzaju histeria, związana z hasłem: „oszczędzaj papier bo wtedy oszczędzasz lasy”. To tak jak z akcją wyłączania na godzinę wszystkich żarówek. Ich ponowne zapalenie niweczy całą oszczędność i akcja nie ma praktycznie żadnego znaczenia oprócz szumu medialnego. Oszczędzanie papieru ma jednak rzeczywiście wielki wpływ na ochronę środowiska, ale praktycznie jest nieistotne dla trwałości lasów. Problemem przy produkcji papieru jest raczej duże zużycie wody i używanie ogromnych  ilości środków chemicznych, a nie wycinka drzew.

4956

Bo drzewa, z których najpierw powstają wałki drewna, a potem rolki i arkusze papieru i tak trzeba wyciąć. Pielęgnowanie lasu polega przecież na nieustannych cięciach. Drewno przeznaczane na produkcję papieru, potocznie nazywane „papierówką” pochodzi z cięć w młodych drzewostanach i jest najgorszej jakości. Przerzedzamy młodniki sosnowe, świerkowe, brzozowe czy olchowe, wycinając najsłabsze drzewa. Te najcieńsze są rozdrabniane na wióry i trafiają do firm produkujących np. płyty meblowe. Te nieco grubsze, ale obarczone różnymi wadami technicznymi trafiają do papierni. Ale najpierw są stosami papierówek, które jadą wielkimi samochodami po naszych drogach

4957

Polski przemysł papierniczy jest największym pojedynczym odbiorcą i wytwórcą energii odnawialnej w Europie. Ponad połowa całkowitego zużycia energii w tym przemyśle opiera się na biomasie. Jeżeli chcemy pomóc polskim lasom i przyrodzie nie obrażajmy się na leśników za to, że wycinają drzewa. Bo przecież wszyscy potrzebujemy papieru, a ten nie powstaje z najlepszych drzew.

Kartkę papieru oraz długopis zawsze mamy pod ręką, aby zapisać ważną sprawę, informację czy numer telefonu. Papier służy nam do zapisywania myśli. To według mnie znacznie lepsze niż nagrywanie głosu czy obrazu.

W każdym domu są też gazety i książki, bez których, pomimo istnienia innych kanałów informacji, wciąż trudno nam żyć. Każda gazeta powstaje zatem z drewna

4958

Uszlachetniony chemicznie ścier drzewny wykorzystuje się na papier gazetowy, który zawiera sporo ligniny. Luźno splecione włókna nadają miękkości serwetkom i rolkom papieru toaletowego. Wrócę zatem nieśmiało do papieru toaletowego, zwanego potocznie „srolką”. Jak kiedyś ludzie mogli się bez niego obejść? Dziś jest nam niezbędny i powszechnie dostępny, choć pierwszy fabryczny papier toaletowy pojawił się w Stanach Zjednoczonych dopiero w 1857 roku. Był to papier w formie arkuszy, na których znajdowało się nazwisko jego twórcy – Josepha Gayetty.

4959

fot ze strony http://alchetron.com/

 Ponad 30 lat później pojawił się papier toaletowy na rolce. Mówi się, że wszyscy Europejczycy rocznie zużywają 22 miliardy rolek papieru toaletowego, czyli ilość, która mogłaby opleść kulę ziemską 12 000 razy. Ale bez obaw. Nie zamienimy drzew w „srolki”. Lasów nam wciąż przybywa i zasoby drewna także rosną. Naturalnie nie namawiam do nadmiernej oszczędności, szczególnie papieru toaletowego. Jednak z całą pewnością warto zająć się recyklingiem i po przeczytaniu gazety, czasopisma czy książki zanieśmy ją do właściwego pojemnika. Recykling tony papieru pozwala zaoszczędzić 17 drzew i 26,5 tys. litrów wody potrzebnej do jego produkcji. To także o wiele mniej zużytych środków chemicznych. Choć jakże wiele ich trzeba zużyć także do produkcji laptopa czy tabletu bardzo nam potrzebnego, aby poczytać w blogowych zapiskach leśniczego o papierze i papierówce...

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

19:37, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
niedziela, 30 października 2016

494min

Układ kalendarza spowodował, że w zasadzie już od wczoraj rozpoczęliśmy czas odwiedzin miejsc ostatniego spoczynku naszych bliskich. Porządkujemy mogiły, zapalamy znicze i świeczki, stawiamy kwiaty oraz stroiki. Często korzystamy przy tym z darów natury: zielonych gałązek, kolorowych pędów, mchów, owoców krzewów leśnych. Najbardziej popularnym materiałem służącym do zdobienia grobów jest stroisz. Tak nazywamy gałązki drzew i krzewów liściastych. Bardzo popularna jest jodła, świerk, sosna, różne gatunki żywotników ale także cis, który jest (przypomnę!) na stanowiskach naturalnych chroniony od 1423 roku, czyli od czasów Króla Jagiełły.

4941

Czasem kupujemy ozdoby, wianki czy stroisz w różnych, często nawet doraźnie urządzonych punktach handlowych. Innym razem jadąc na cmentarze zdobywamy je sami, świadomie lub nieświadomie wyrządzając krzywdę przyrodzie. Wcale nie krytykuję zdobienia grobów zielonymi gałązkami i nie zachęcam do zastąpienia ich plastikiem. Warto przecież podkreślić, że ozdoby wykonane ze stroiszu ulegają biodegradacji i nie są tak szkodliwe dla środowiska jak tworzywa sztuczne. No i oczywiste wydaje się, że to, co pochodzi z lasu jest piękniejsze, naturalne i bardziej dostojne.

Strażnicy leśni są właśnie zaangażowani w szczególną ochronę lasów i ta akcja nosi kryptonim „Stroisz”. Leśniczowie mają również uprawnienia strażnika leśnego i choć z reguły zamiast nakładać mandaty karne wolą tłumaczyć, edukować i pouczać, zatem i ja pragnę przekazać nieco informacji przydatnych w tym czasie. Dbając bowiem o groby, szanując pamięć o tych, których już nie ma pośród nas, musimy szanować nasze otoczenie i obowiązujące prawo.

Dlaczego zatem sprzątając cmentarze wyrzucamy śmieci za jego ogrodzenie lub wyrzucamy w najbliższym lesie? Dlaczego zatrzymujemy się po drodze na cmentarz przy uprawie lub młodniku jodłowym i łamiemy gałązki dla siebie, niszcząc wieloletnią pracę leśników? Dlaczego okazjonalni „przedsiębiorcy” zamiast kupić stroisz w nadleśnictwie sami „zaopatrują się” po kryjomu w lesie w gałązki, mech, niszcząc nawet chronione widłaki?

 4942

Leśnicy wykonują różne zabiegi gospodarcze, które polegają na usuwaniu słabszych, osłabionych drzewek. Jeśli jest zapotrzebowanie na stroisz leśniczy tak zaplanuje prace, że tuż przed świętem Wszystkich Świętych będą świeże, zielone gałęzie jodeł czy świerków do legalnej sprzedaży za niewielkie pieniądze. Wystarczy tylko wcześniej zgłosić się do gospodarza lasu. Co roku patrole leśników i ukryte w lesie kamery monitoringu namierzają sprawców wykroczeń przeciwko prawu. Ale to nie tylko sprawa przestrzegania prawa i mandatów do 500 zł. To także kwestia etyki, szacunku dla zmarłych i pamięci o nich. Dlatego należy interesować się podejrzanie tanimi wiązkami stroiszu czy nawet gotowymi stroikami, zniczami, doniczkami kwiatów. Czy chcemy szanować pamięć zmarłych poprzez brak szacunku dla lasu, przyrody? Czy chcemy ozdobić groby bliskich krzywdą lasu? Nie wspomnę już o cmentarnych kradzieżach… Złodzieje, nazywani niesłusznie „hienami” (bo czym sobie zasłużyła sympatyczna przecież hiena na takie porównanie?) kradną stroiki, doniczki z kwiatami, znicze, wazony, nawet mosiężne elementy nagrobków. Byłem niedawno w Słowińskim Parku Narodowym i odwiedziłem przepiękny skansen chroniący kulturę Słowińców  w Klukach. Tuż przed skansenem jest stary cmentarz. Brama cmentarna jest zamknięta na łańcuch i kłódkę, bo ludzie kradli stare, żeliwne krzyże.

4943

 Bez komentarza…

Warto też pamiętać o tym, że gdy spotkamy w lesie przydatne nam łany barwinka, pędy bluszczu czy krzaczek cisa, może być to wspomnienie po dawnej mogile lub starym cmentarzyku. Las pełen jest przecież anonimowych mogił, pełno w nim błąkających się dusz. Kradnąc zatem gałązki czy wykopując paprocie, barwinek lub bluszcz możemy okradać czyjś grób.

Leśnicy dbają o wiele takich cmentarzy czy mogił. Chronią pamięć o nich, historie związane z losem tam pochowanych osób, troszczą się o symbole. Pięknie pisze o tym Edward Marszałek na stronie: http://www.lasy.gov.pl/informacje/aktualnosci/czas-pamieci-o-lesnych-cmentarzach

Jak co roku wracam też pamięcią do Cmentarza Leśników w leśnictwie Płociczno (RDLP Piła). Położona między liściastymi drzewami prawie dwustuletnia nekropolia znajduje się między Piłą a Dobrzycą. Jest pięknym świadectwem tolerancji i mądrości leśników z Nadleśnictwa Zdrojowa Góra. To oni własną pracą i za składkowe pieniądze zadbali o pamięć, aby – tak jak głosi napis przy wejściu na cmentarz – była ona „niezbędnym dobrem życia”.

49441

Niewielki teren cmentarza ogrodzony jest drewnianym płotem, cierpliwie naprawianym przez leśników, i niewysokim murem z kamieni polnych. Z kilkunastu grobów, które się tutaj znajdują, niewiele zostało. Widać zaledwie kilka tablic z niewyraźnymi napisami. Najstarszy grób pochodzi z 1868 r. Cmentarzem opiekuje się i gospodarzy w nieodległej szkółce leśniczy Jarosław Ramucki (na fot powyżej) . Opowiadał mi kiedyś, że to, co udało się zachować i odbudować leśnikom, nadal staje się łupem złodziei. Ukradziono postawiony przez nich płotek, metalowe, oczyszczone krzyże, nawet postumenty z piaskowca. Dla chciwych ludzi nie ma żadnych świętości!  Ręce opadają…

 Jednak z drugiej strony są też mądrzy, szlachetni ludzie, którzy potrafią szanować i przyrodę, i pamięć o tych, którzy odeszli. Dlatego dziś i w najbliższych dniach, na wielu pozornie opuszczonych mogiłach w kątkach cmentarzy, przy samotnych krzyżach w lasach, parkach czy obok dawnych domostw zapłoną znicze. Tam gdzie były kiedyś żydowskie kirkuty, cmentarze wyznawców różnych religii, nawet bezimienne krzyże czy resztki mogił, także zobaczymy oznaki szacunku dla zmarłych. Czasem zobaczymy nawet dowody pamięci istnienia ludzkich siedzib, gdzie splatało się życie i śmierć. Oto kamień ustawiony na terenach poligonowych Nadleśnictwa Sulęcin przypominający o istnieniu tam leśniczówki Wiklerów, stojącej w cieniu lipy

4945

Jestem dumny z tego że w Pszczewie, który z racji przygranicznego położenia był świadkiem wielu wydarzeń historycznych, gdzie żyli i pracowali wyznawcy różnych religii, szanuje się pamięć o wszystkich. Jest tu stary cmentarz parafialny, gdzie obok grobów współczesnych zmarłych mieszkańców Pszczewa znajdziemy weteranów I wojny światowej leżących pod nagrobkami z niemieckimi napisami.  Leży tam także bohater Bitwy Warszawskiej  1920 roku, żołnierze I i II Armii Wojska Polskiego i wielu, wielu innych, którzy przybyli tu po wojnie z Pomorza, Wielkopolski, w ramach Akcji Wisła oraz repatrianci zza Buga. Leżą tu także tutejsi, miejscowi od lat, niezależni od granic administracyjnych i ustaleń polityków, nazywani autochtonami. Obok kościoła znajdziemy też taki nagrobek:

49461

 W Pszczewie jest też kamień upamiętniający istnienie cmentarza żydowskiego, cmentarza ewangelickiego oraz miejsce pochówku żołnierzy Wielkiej Armii Napoleona.

4947

Jak każdy leśniczy znam w okolicznych lasach wiele miejsc, gdzie w tych dniach należy zapalić znicz lub przynajmniej pochylić się w chwili zadumy. Bo las jest pełen mogił. Czasem są jeszcze dawne cmentarzyki, zadbane jak ten pod Stołuniem, w oddziale 14 leśnictwa Pszczew

4948

Są też takie jak ten ewangelicki niedaleko Silnej, które wymagają sporej troski żyjących

4949

 

 Nieopodal jest parking urządzony przez leśników z Bolewic „Na dawnej granicy państwa”, gdzie zginął 1 września 1939 roku plutonowy Antoni Paluch. W rocznicę jego śmierci i tam płoną znicze

49410

Parę kilometrów dalej, tam, pod dębem, pochowany jest dawny leśniczy, pod akacjami żołnierze napoleońscy, gdzie indziej rozbiła się "latająca forteca", a dalej spoczywa pilot niemieckiego samolotu rozstrzelany przez Rosjan. Stare lipy pozostałe po folwarku Sophienhof szumią nad losami rodziny Haza Radlic, która osiedliła się tu w XVIII wieku

49411

Las jest pełen pamięci o tych, których nie ma. Las pamięta. Dlatego apeluję do Was, jak każdy leśniczy, który stara się być łącznikiem pomiędzy lasem i ludźmi: szanujmy każdą jego cząstkę, każdą roślinę, a nawet jej część, bo szacunek dla przyrody jest też szacunkiem dla ludzi. Dla ludzi, którzy już odeszli ale też dla tych, którzy żyją.  

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

14:55, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 24 października 2016

493min

Drogi w lesie są bardzo drogie leśniczemu. Bo to fundament dobrego gospodarzenia w lesie. Ale leśne drogi to także swojego rodzaju szyfr do skarbca piękna, ciszy i duchowego bogactwa przyrodniczego… Leśniczy przytłoczony ogromem swoich zadań najczęściej patrzy na las okiem gospodarza. Aby chronić przyrodę, zajmować się ochroną, hodowlą, pozyskaniem drewna, zagospodarowaniem turystycznym trzeba przecież dojechać do każdego zakątka leśnictwa.

 Dziś, gdy leśniczy jednoosobowo, korzystając tylko z pomocy podleśniczego, zarządza około 2 tysiącami hektarów lasu, nie ma możliwości aby chodzić pieszo lub poruszać się rowerem czy konno. Równe i przejezdne przez cały rok drogi to przedmiot marzeń wszystkich leśniczych z ponad 5 tysięcy polskich leśnictw. Choć oczywiście inaczej gospodarzy się w górach, a inaczej na nizinach. Inne funkcje mają drogi przecinające górskie stoki,  urozmaicone puszcze, a inne biegnące przez lubuskie bory. Sieć dróg pokrywających teren każdego leśnictwa przywodzi na myśl nasz krwiobieg. Bo drogi są tak potrzebne dla dobrego funkcjonowania lasu jak krew, która dostarcza tlenu i pokarmu dla naszego organizmu. Tymi drogami dojeżdżają do pracy drwale, zrywkarze i pracownicy zakładów leśnych wykonujący wszelkie prace leśne. Drogami leśnymi wyjeżdża  z lasu potrzebne wszystkim drewno. Drogi zapewniają też bezpieczeństwo leśnym ostępom na wypadek pożaru. Nic dziwnego, że leśniczy marzy zatem o takich drogach w lesie:

4931

Ale nie zawsze drogowy krwiobieg funkcjonuje doskonale. Czasem jeden zniszczony przepust powoduje zator lub zapaść. Zdarza się też, że jedna droga przebiega przez grunty różnej własności. Wtedy może grozić nawet zawał. Bo drogi często wytyczono w czasach, gdy wszystko było państwowe. Co ma począć leśniczy, gdy droga wychodząca z jego leśnictwa we fragmencie staje się prywatna, gminna lub powiatowa i właściciel tego traktu nie dba o jego stan? Czasem też staje na niej znak zakazu lub choćby nieprzyjazny kierowcom ciężarówek z drewnem znak z czerwoną obwódką, ograniczający tonaż pojazdu. Nasze drogi są solidnie obstawione wszelkimi znakami, szczególnie te ostatnio remontowane, „ozdobione” dodatkowo tablicami informującymi o wykonanych projektach unijnych. Dziś była wspaniałą pogoda, wszystkie fotki ilustrujące tekst wykonane zostały dzisiaj i o tym świadczą. Ale po 19 zaczęło padać.

Pierwsze jesienne, solidne deszcze, choć często długo wyczekiwane, przysparzają kłopotów wielu leśniczym. Bo zwykle oznaczają kłopoty z drogami, a jakość leśnych dróg ma wielkie znaczenie dla prowadzenia gospodarki leśnej. Niezależnie od tego czy jest to kamienista stokówka w Bieszczadach, dylówka biegnąca środkiem podlaskich bagien czy granitowa, równa jak stół tłuczniówka przecinająca Puszczę Notecką, każda z tych dróg jest droga sercu leśniczego. Przecież to leśniczy własnym samochodem każdego dnia przemierza lasy korzystając z tych dróg. Zna na tam każdy zakręt, każdą dziurę, zapadnięty przepust, piaszczysty podjazd czy bagniste zaniżenie. Leśne drogi to swojego rodzaju wizytówka leśniczego. Jeśli są zarośnięte, zakrzaczone lub nawet zdarzy się na którejś z nich przewrócone dawno temu drzewo tarasujące przejazd, źle to świadczy o gospodarzu lasu. Choć kto z nas nie lubi dzikich, niedostępnych dla ludzi uroczysk, do których prowadzi prawie niewidoczny trakt?

49331

 Dlatego czasem dobry gospodarz lasu chroni ich tajemnice i nie udostępnia ich powszechnie poprzez brak dojazdu. To czasem jedyny sposób, aby las i jego mieszkańcy mogli żyć spokojnie bez presji ludzi. Ale nie każdemu to odpowiada… Drogi leśne budzą różne ludzkie emocje. Bywają tacy ludzie, co opierają wizerunek leśników na drogach i kierują się emocjami, czasem skrajnymi. Kto mieszka w lesie i gruntową drogą jeździ do pracy, sklepu, czy wozi dzieci do przedszkola inaczej spogląda na drogę niż turysta, przyrodnik czy grzybiarz. Cóż, przecież wizerunek, autorytet i reputacja każdego, leśniczego także, opierają się na wrażeniach i emocjach...

To do leśniczych kierują pretensje okoliczni mieszkańcy i to ich winią za stan dróg i udostępnienie, lub nie do powszechnego korzystania. Jak droga dziurawa i rozjechana- budzi to niechęć i niezadowolenie, choć przecież to część lasu gospodarczego. Jak piękna i nowa - ludzie są oburzeni, że służy tylko gospodarce leśnej i mają za złe leśnikom, że nie wpuszczają na nią prywatnych samochodów.

Ale leśne drogi to nie tylko gospodarka, zarządzanie i bezpieczeństwo pożarowe. Leśne drogi to romantyczny szlak do piękna, to trasa, która wiedzie nas do najwyższych wartości.

4934

Spacer leśną drogą to o każdej porze dnia i roku źródło wspaniałych przeżyć, doznań i wzruszeń. A teraz, gdy jesień ubarwiła nawet pozornie nieciekawy, sosnowy bór wspaniałymi barwami?

4935

Kiedy promienie słońca podświetlają firankę traw, pióropusze schnących już paproci, gdy w lesie obok szarości i zieleni pojawia się miedź i złoto a czasem też srebro pierwszych przymrozków?

4936

Ale aby to zauważyć, trzeba choć na chwilę zatrzymać się w biegu codziennego dnia. Wyłączyć telefon i nie nasłuchiwać jego dzwonków lecz skrzeczenia sójki lub krzyku dzikich gęsi ponad lasem

4937

Nie wpatrywać się godzinami w tablet, smartfon czy ekran laptopa lecz spoglądać szeroko otwartymi oczami i duszą na leśną drogę, gdzie na piaszczystym lub błotnistym fragmencie możemy czytać jak z książki

4938

Bo na tej drodze są zapisane kopytkami, racicami, pazurami i łapkami rozmaite historie. Co najmniej równie ciekawe i sensacyjne jak te, które z zapartym tchem codziennie śledzimy na portalu społecznościowym. Jeżeli potrafimy z kolei jeszcze słuchać i to nie tylko szelestu dokumentów lub banknotów, ale potrafimy się zasłuchać w odgłosach jesiennego lasu, usłyszymy i zauważymy np. spadające na drogę żołędzie efektownie teraz wyglądającego dębu czerwonego

4939

A może gdy będziemy cichutko usłyszymy też spacerujące obok sarny i ucieszymy oczy ich naturalnym pięknem?

49310

Jeżeli masz w sobie jeszcze choć nieco romantyka, jeżeli cywilizacja ze swoim pośpiechem nie zabiła wrażliwości na piękno, zakosztuj koniecznie czaru leśnej, jesiennej drogi. Przed nami ostatnie, pogodne dni złotej jesieni. Warto wykorzystać szansę na spotkanie z urokami lasu. Choć nie ma borowików czy rydzów możesz zachwycić się czerwienią muchomora

49311

Prawda, że przepiękny? Podczas wędrowania uroczymi leśnymi traktami i smakowania uroków październikowej przyrody masz szansę spotkać ślady pracy leśnych ludzi

49312

Spójrz z szacunkiem na stosy sosnowych lub dębowych wałków. Pomyśl jak bardzo różni się praca drwala od pracy urzędnika czy sprzedawcy. To nie gwałt na przyrodzie, to nie rany zadane lasowi lecz przemyślane i skomplikowane zadania wykonywane twardymi rękami pracowników leśnych. Kiedy przyjdziesz tu za rok, na kolejny spacer kolejną jesienią, nie będzie już znaku po piłach, traktorach i stosach. A las będzie jeszcze piękniejszy, dorodniejszy. A człowiek będzie jeszcze mądrzejszy, bo czar jesiennej leśnej drogi wspaniale działa na ciało i umysł…

49313

Podczas takiego spaceru można wspaniale odpocząć i wiele wyczytać z otoczenia leśnej drogi. A o to czego nie zrozumiemy i czego nie potrafimy nazwać, zawsze możemy zapytać leśniczego.

Serdecznie zapraszam

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

 

22:02, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 17 października 2016

492min

Jesień przywitała się już z nami pierwszymi przymrozkami i coraz krótszymi dniami, schowanymi za porannymi mgiełkami oraz kurtyną opadających liści. Jest jednak jak na razie łagodna i delikatna. Trzeba przecież przyznać, że nie zaatakowała gwałtownie i niespodziewanie, a raczej subtelnie skrada się, uprzedzając różnymi znakami. Minęła połowa października, a pomimo suchego lata na drzewach wciąż jeszcze zostało sporo liści. Wokół pszczewskiej leśniczówki rośnie wianuszek starych lip, są robinie akacjowe i potężny dąb.

4921

 Mieszkamy tu już sporo ponad 20 lat, a zatem opadające różnobarwne liście wyznaczają swojego rodzaju rytm jesieni oraz naszego aktywnego życia. Dywan liści trzeba sukcesywnie usuwać z chodnika i trawnika, a wymaga to sporego nakładu czasu i sił. Ale stanowi to o uroku tego miejsca bo przecież drzewa są naszymi przyjaciółmi i nie można mieć do nich pretensji, że przysparzają nam sporo pracy. Miarą jesieni dla mieszkańców leśniczówki jest zatem czas i tempo spadania liści. Wiemy kiedy opadają klony i lipy, kiedy sumak gubi barwne pióropusze, kiedy dąb najpierw brązowieje, a potem łysieje po solidniejszym przymrozku. Gdy jesień przychodzi bardzo wcześnie, na Wszystkich Świętych liści już nie ma nawet na wielkim dębie. Gdy jest dość wczesna, na Wszystkich Świętych lipy są zupełnie gołe, ale dąb szumi jeszcze suchymi liśćmi. Gdy przychodzi późno, dopiero po Wszystkich Świętych zabieramy się za usuwanie liści. 

4922

Tak to jest, gdy żyje się blisko drzew i z drzewami…

Inną oznaka jesieni są poranne i wieczorne mgły. Można je obserwować z okna leśniczówki, spoglądając na jezioro

4923

Mgły jednak są bardzo ważne dla kierowców i wszystkich użytkowników dróg, szczególnie tych biegnących przez lasy. Opadające, zalegające na drogach liście i mgły są sporym zagrożeniem na drogach. Ludzie siadający za kierownice samochodów, ale także piesi i rowerzyści zwykle nie zwracają uwagi na to, że przyszła jesień.

4924

 Należy o tym pamiętać w trakcie słonecznego, jesiennego dnia, ale szczególnie o zmierzchu. Dla własnego, ale nie tylko, bezpieczeństwa warto spostrzec, że lato już minęło. Każdego dnia rano i wieczorem spotykam samochody z niesprawnym oświetleniem. Codziennie spotykam pieszych i rowerzystów, którzy ciemno ubrani, jakże często bez żadnego oświetlenia i wymaganych odblasków przemieszczają się drogami pośród lasów. Jak bardzo i niepotrzebnie ryzykują!

Choćby jeden, niewielki odblaskowy pasek, przymocowany do ubrania lub roweru pozwoli nam spokojnie obserwować uroki jesieni tej, następnej i wielu następnych. Przecież często sami za chwilę siadamy za kierownicę samochodu i dziwimy się głupocie lub niefrasobliwości pieszego, który wchodzi na jezdnię tuż przed samochodem lub porusza drogą bez oświetlenia lub choćby odblaskowego elementu.

Leśnicy cenią wszelkie życie i zdrowie każdej istoty, a szczególnie ludzi, a zatem od dawna w ramach działań edukacyjnych rozdają m.in. takie praktyczne odblaskowe paski z logo LP

4925

Nie trzymajcie ich w szufladzie, a wykorzystujcie dla swojego bezpieczeństwa, szczególnie teraz, jesienią. Odblaskowy pasek owinięty wokół ręki, ramy roweru czy przyczepiony do torby może uratować życie. Kolorowo i profesjonalnie ubrany rowerzysta na jesiennej drodze biegnącej przez lasy to nie szpan lecz wymóg bezpieczeństwa

49212

Warto też przypomnieć, że szczególnie na początku jesieni należy bardzo uważać na drogach na zwierzęta leśne. Właśnie podczas występowania porannych i wieczornych mgieł wszelkie zwierzęta wyruszają na żer lub z niego wracają. Przecinają wtedy szlaki ludzkie: chodniki, ulice, drogi, linie kolejowe a czasem też tramwajowe. Czasem o tym nie wiemy i czasem nie pamiętamy ale bardzo często w tych spotkaniach giną zwierzęta, a bywa też, że także niestety ludzie...

4926

Zwierzęta wykorzystują wczesną jesień na zgromadzenie zapasu tkanki tłuszczowej, która pozwala im bezpiecznie przetrwać zimę. Niektóre robią sobie też zapasy żywności, jak np. wszędobylskie i bardzo teraz aktywne sójki.

4927

Dlatego leśnicy, w kontakcie z drogowcami i policjantami ustawiają przy drogach publicznych specjalne znaki ostrzegające np. przed zwierzyną i przypominają o bezpiecznym zachowaniu. Także poruszając się pieszo czy rowerem po leśnych drogach szczególnie jesienią bezwzględnie przestrzegajmy takich zakazów

 4928

Nie wolno zbliżać się do pracujących drwali czy maszyn, bo leśne prace są bardzo niebezpieczne. Także w ścisłej współpracy z drogowcami i policjantami jesienią, tak jak wiosną leśnicy dokonują przeglądu drzew wzdłuż dróg przebiegających przez lasy. Wypatrują złamanych, niebezpiecznie zwisających konarów lub wierzchołków, typują nadmierne pochylone lub usychające drzewa, które mogą stanowić zagrożenie dla podróżnych. Te najbardziej niebezpieczne natychmiast usuwają. Dlatego właśnie teraz, możecie zobaczyć na drodze policjanta, drogowca lub kogoś z leśników w takiej kamizelce wzywającego was do zatrzymania się

4929

Nie wolno ignorować takich sygnałów i zasłaniać się pośpiechem lub obawą przed spóźnieniem do pracy czy szkoły. Zdarzają się, niestety,  próby omijania osób kierujących ruchem, szczególnie gdy w zasięgu wzroku nie ma radiowozu. Czasem nie ma potrzeby, aby to policjanci pomagali w usuwaniu zagrażających drzew. Leśnicy samodzielnie, choć w porozumieniu z innymi służbami szybko i sprawnie usuną niebezpieczeństwo i czasem trzeba chwilę poczekać, a bezwzględnie należy zastosować się do sygnałów i poleceń osób kierujących ruchem. Nie jest to zwykle prosta operacja, ale jeśli nie przeszkadzamy swoim nieodpowiednim zachowaniem to drwale i leśnicy szybko zapewnią wszystkim bezpieczny przejazd.

49210

Naturalnie nie sposób usunąć wszystkie drzewa z poboczy dróg. Nie traktujmy ich jak wrogów czyhających na nasze życie. Drzewa rosną wokół nas i dla nas. Z całą pewnością nie po to, aby rozbić o nie nasze auto… Pamiętajmy o tym szczególnie jadąc piękną aleją, nawet wtedy gdy jest mokro i ślisko. Zachwycajmy się pięknem drzew jadąc przy nich po prostu wolniej. Szczególnie mglistą i mokrą jesienią, gdy na asfalcie są kałuże i kożuch kolorowych liści. Szanujmy drzewa nie tylko w ich święto, raz w roku, 10 października.

 Może się także zdarzyć, że jesienią w pobliżu dróg biegnących przez lasy zobaczycie sporo osób ubranych w „organizacyjną zieleń” oraz zaopatrzonych w kamizelki odblaskowe. Może to być polowanie zbiorowe lub przypominające polowanie liczenie zwierzyny w lesie. Wtedy także należy zachować daleko idącą ostrożność, bo przez drogę może przebiegać wataha dzików lub chmara jeleni wypłoszona ze swojej leśnej ostoi. Ostatnio wszyscy z wielką uwagą słuchamy medialnych doniesień o konieczności zmian w polskim łowiectwie, a z drugiej strony o problemie ASF czyli afrykańskiego pomoru świń.

Według informacji PAP minister środowiska wydał zalecenia dla myśliwych, aby zwiększyć odstrzał dzików do ponad 250 tysięcy sztuk rocznie. Dotychczas plan roczny odstrzału dzików wahał się pomiędzy 200 a 250 tysięcy.

 W informacji przygotowanej przez PAP czytamy: „Jak wynika z informacji MŚ w Polsce - zgodnie z rekomendacjami Unii Europejskiej - powinno żyć 135,5 tys. dzików (0,5 osobnika na km kw). Tymczasem według stanu stan na 10 marca 2016 jest ich ok. 245 tysięcy.”

492111

Jednak zanim zacznie obowiązywać ten zwiększony odstrzał, minister zarządził wielkoobszarową dokładną inwentaryzację dzików. Dlatego w najbliższą sobotę i niedzielę leśnicy wspierani przez myśliwych będą liczyć dziki metodą próbnych pędzeń. Uważajcie zatem na jesiennych drogach, szczególnie w ten weekend, bo nawet w środku dnia mogą się tam pojawić zwierzęta.

Leśnicy przez cały rok mają wiele pracy, służąc zarówno ludziom jak i przyrodzie. Nawet spokojna melancholia jesieni nie spowalnia tempa, a coraz krótszy dzień nawet „podkręca” rytm dnia tej tylko pozornie spokojnej profesji. W służbowej poczcie wciąż pojawiają się nowe zadania, oprócz tych wynikających z normalnego toku pracy. Jednak leśnicy dbając o ojczystą przyrodę i racjonalnie zarządzając lasem nieustannie troszczą się także o bezpieczeństwo ludzi. Warto o tym pomyśleć w jesienne wieczory i docenić ich starania poprzez rozumne stosowanie się do podpowiedzi, próśb i zaleceń leśników.

 

Leśniczy Jarek  -lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

 

 

 

21:52, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
sobota, 08 października 2016

491min

Wczoraj pięknie zaświeciło słońce i okoliczne bory rozświetliły się świeżymi barwami. Kilkudniowy deszcz spłukał pył i nadał świeżości każdej gałązce czy igiełce. Ale to nie wiosna, ani lato, bo w lesie panuje cisza. Za to na niebie tłoczno od ptasich wędrowców. Z rana zajrzałem dziś nad Obrę i ze zdumieniem obserwowałem kilkadziesiąt czapli białych, które szczelnie wypełniły brzeg tej malowniczej rzeczki. Stały obok siebie jak wędkarze na zawodach, wpatrując się w taflę wody. Jaka szkoda, że aparat fotograficzny został w samochodzie...

Od rana odwiedziłem zulowców pracujących przy wykonywaniu trzebieży. Musiałem jednak wrócić na chwilę do leśniczówki, bo czekał tam na mnie interesant i gdy ruszyłem znowu w teren, aparat zabrałem ze sobą. Jak się później okazało, warto było. Las wyglądał dziś tak jakby była pełnia lata

4911

Słońce, wilgoć unosząca się w powietrzu i zielony las… Brakowało tylko grzybów do kompletnego obrazu. Ale przecież od dłuższego czasu panowała susza i po trzech dniach opadów trudno optymistycznie zakładać, że pojawi się w lesie las borowików czy podgrzybków.

 Moją uwagę zwrócił pień martwego drzewa, który od wielu lat leży przy leśnej drodze do Kuligowa. Zadbałem o to, aby pozostał w lesie nietknięty, gdy blisko 10 lat temu planowałem tu trzebież. Pomyślałem, że warto go teraz sfotografować, aby za jakiś czas sprawdzić ile z niego ubyło na skutek naturalnego rozkładu.

4912

Podszedłem bliżej pnia, podziwiając porastające go mchy i porosty

4913

Ale oprócz zielonego kożucha na martwym pniu, inny szczegół zwrócił moją uwagę

4914

Przyjrzałem się uważnie dość nietypowemu grzybowi. Przecież to owocniki gwiazdosza! Gwiazdosze to grzyby, które należą do grupy Geasteromycetes, zwanych także "grzybami żołądkowymi." Są spokrewnione z purchawkami i raczej łatwe do rozpoznania w terenie ze względu na niezwykły kształt. Na pierwszy rzut oka przypominają niezidentyfikowany obiekt latający, czyli UFO.

4915

  Młode, zamknięte gwiazdosze mają kształt cebuli lub jaja . Ich perydium (skóra) jest złożone z trzech warstw. Warstwy te pozwalają gwiazdoszom robić coś czego żaden inny grzyb nie jest w stanie. Wyobraźcie sobie, że gwiazdosze mogą się poruszać. Kształt tych szczególnych grzybów wypracowała natura po to, żeby główka, w której mieszczą się zarodniki mogła znaleźć się powyżej poziomu gruntu. Ma to wielkie znaczenie dla lepszego efektu rozsiania zarodników przez wiatr. 

Gwiazdosze początkowo mają postać kulistą, na szczycie stożkowato uwypukloną  i są zagłębione w ziemi. Wtedy bardziej przypominają purchawkę lub jajo porzucone w ściółce. Gdy rosną,  wydostają się na powierzchnię i zewnętrzna osłona tzw. egzoperydium pęka  i odgina się – w ten sposób powstają gwiaździste ramiona, które wynoszą główkę – to ta część osłonięta endoperydium – ponad poziom gruntu. To jest właśnie to charakterystyczne dla gwiazdoszy poruszanie, które wynika także z reakcji na np. krople deszczu.

Jest wiele gatunków gwiazdoszy, z których najczęściej spotykanym jest gwiazdosz frędzelkowy. To wcale nie znaczy, że jest to grzyb pospolity i powszechnie spotykany. Do 2014 r. gwiazdosz frędzelkowany objęty był ochroną gatunkową. Obecnie znajduje się na czerwonej liście grzybów wielkoowocnikowych w Polsce ze statusem „R - rzadki". Inne gatunki  gniazdosza są traktowane jako wymierające. Nie wiadomo z jakiego powodu gwiazdosze przestały być traktowane w Polsce jako gatunki ściśle chronione: czy dlatego, że uznano je za wymarłe i nie było co chronić, czy dlatego, że stały się tak pospolite?

Spotkałem się z gwiazdoszem w lesie po raz pierwszy, dlatego też nie podejmuję się jednoznacznie określić gatunku, bo często na jednym stanowisku rośnie ich kilka, a ich cechy osobowe są zmienne. Wokół pnia martwego drzewa pod Kuligowem były różne okazy i pewnie dopiero jakiś dobry mykolog, czyli specjalista zajmujący się badaniem grzybów jednoznacznie potrafiłby je ponazywać.

4916

A może ktoś z blogowych czytelników spróbuje? Przy okazji to także dobry przykład na to, jak martwe drzewa są ważne dla życia lasu. Gdyby nie było rozkładającego się pnia, być może nie spotkałbym rzadkich gwiazdoszy. Pień martwego drzewa celowo pozostawiony przez leśniczego w lesie dał im zatem życie i ochronę. Choć to grzyby, które choć już nie chronione aktem prawnym, w pewien sposób chronią się same, bo są po prostu niejadalne. Są nieatrakcyjne kulinarnie z powodu ciągliwego i szybko rozpadającego się na pylistą masę całego wnętrza. Ale spotkanie z rzadkimi, kosmicznymi grzybami ucieszyło mnie bardziej niż znalezienie smacznych borowików czy rydzów.

Z gniazdoszami wiąże się też wiele opowieści ludowych o tzw. „jajach węża” napotykanych w lesie.  Dotyczą one właśnie tego grzyba, choć czasem także młodego sromotnika. Przecież młodociana postać tego gatunku jak już pisałem wyżej to twór przypominający jajo o lekko poszerzonej podstawie i średnicy dochodzącej nawet do 5 cm. Takie „jajo” po jakimś czasie ciemnieje i pęka do połowy wysokości na kilka ramion, tworzących coś w rodzaju gwiazdy z resztą „jaja” w środku. Kiedy to się dzieje w pełni wykształcony owocnik może osiągać nawet blisko 20 cm średnicy i wygląda naprawdę intrygująco.

Czasem zatem przypominają jajo węża, czasem obiekt kosmiczny, ale z pewnością warto zwrócić uwagę na gwiazdosze w naszych lasach. Niewiele można o nich wyczytać i często są to sprzeczne lub niepełne wiadomości. Niedawno czytałem na stronie www.lasy.gov.pl tekst o obserwacjach gwiazdoszy w nadleśnictwach: Hajnówka i Browsk. Cieszę się, że także w lasach leśnictwa Pszczew można spotkać tak intrygujące i rzadkie grzyby.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

14:20, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
środa, 05 października 2016

490min

Już drugi dzień za oknem słychać kap, kap, kap… Nareszcie! Leśne drogi pokryte popiołem kurzu, zakurzone uprawy i młodniki, trzeszcząca ściółka chłoną upragnioną wilgoć. Tak długo nie padało, słońce wciąż pieściło nas gorącymi promieniami, że można było zapomnieć, że to już od dwóch tygodni jesień. Przed południem jeszcze nie padało, a zatem przejechałem i przeszedłem sporą część leśnictwa, zaglądając w różne zakamarki. Muszę przecież nadrobić niewielkie „tyły” związane z moim niedawno zakończonym urlopem. Spędziłem go z żoną we fantastycznej, wschodniej części naszej pięknej Polski. Odwiedziłem koniki biłgorajskie

4901

Spotkałem się w Zwierzyńcu ze swoim patronem Janem Gwalbertem

4902

Potem przejechałem różne miasta, atrakcje i puszcze Podlasia, Suwalszczyzny oraz Mazur. Spojrzałem też z zachwytem w bezmiar Śniardw

4903

Zajrzałem też do Bemowa Piskiego położonego na skraju słynnego poligonu w Orzyszu, gdzie swojego czasu szkoliłem się na żołnierza w Centrum Szkolenia Specjalistów Wojsk Obrony Przeciwlotniczej Kraju.

4904

 Jest co wspominać, szczególnie w jesienne dni, tchnące melancholią… O wycieczce po wschodniej ścianie kraju i o moich wrażeniach stamtąd opowiem pewnie innym razem.

Wczoraj i dziś zulowcy zabrali się ostro do pracy, bo zapas drewna w leśnictwie stopniał poniżej niezbędnego minimum, a do końca roku zostało jeszcze sporo trzebieży do wykonania. W poniedziałek spotkałem się z ich szefem przy pakiecie zleceń na październik i ustaliłem zakres prac na najbliższy czas. Oprócz zaplanowanych trzebieży zostało jeszcze nieco złomów i wywrotów do usunięcia po czerwcowej wichurze. Ale nie tylko wykonanie cięć i pozyskanie drewna jest ważne i terminowe, bo trzeba rozpocząć rozdrabnianie gałęzi na zrębach, przygotowując je do orki przed zimą. Trzeba też zrobić ostatnie pielęgnacje upraw i czyszczenia młodników i zająć się ochroną lasu: wyszukać opanowane przez owady drzewa, przygotować się do czyszczenia budek lęgowych i wywieszania nowych, sprawdzić ogrodzenia upraw.

 Okazało się dziś także, że jeden ze szlabanów zabezpieczających bezpieczeństwo przejazdu kolejowego skorodował i przewrócił się.

4905

 Wczoraj wszystko było w porządku, bo zaglądam na te przejazdy codziennie dopilnowując, aby były stale zamknięte. To także jeden z codziennych obowiązków leśniczego. Trzeba zatem szybko naprawić lub wymienić uszkodzony metalowy szlaban.

 Zajrzałem też jak każdego dnia do wykonawców nowej drogi leśnej, która wygląda coraz okazalej. Dziś trwały prace przy włączaniu się w betonową drogę powiatową Szarcz- Stołuń, a zatem finał budowy coraz bliżej

4906

Ale pomimo różnych spraw i często odzywającego się telefonu przyjrzałem się dziś w lesie melancholii jesieni. Bo w zasadzie każdy leśniczy oprócz tego, że jest świetnym fachowcem od wszelkich spraw lasu, dobrym organizatorem prac i logistykiem, ma także duszę romantyka.

Jesień ze swoją nutą melancholii, mgłami, pajęczynkami i paletą barw jest balsamem dla każdej romantycznej duszy. Warto znaleźć chwilę czasu aby nacieszyć się jej urokiem. Liście drzew przebarwiają się już i w lesie zaczyna dominować brąz, żółć i czerwień. Modrzewie – jako jedyne z iglaków zaczynają tracić swoje igły. Czasami w dole pysznią się barwami dojrzałe owoce, np. berberysu lub trzmieliny

4907

Czerwienią się też jarzębiny i kaliny. Przekwitły już z kolei fiołkowe wrzosy i dno lasu zostało przytłumione szarością, spotęgowaną przez unoszący się wokół suchy pył. Ale właśnie odświeża kolory lasu i spłukuje pył jesienny deszcz, który swoją melancholią nieodparcie nawiązuje do znanej pieśni, napisanej w 1943 roku przez Mariana Matuszkiewicza:

Deszcz, jesienny deszcz

Smutne pieśni gra,

Mokną na nim karabiny,

Hełmy kryje rdza

Ale skoro mamy na szczęście czas pokoju- to lepiej wrócić myślami do znanego wiersza L. Staffa:

 

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...

Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną

 

Jesień, która nas właśnie otula lepką wilgocią po pędzie słonecznego lata spowalnia nas, wycisza, sprowadza na nas spokój. Szczególnie jesień obserwowana w lesie. Choć kto szczęśliwie mieszka na wsi kojarzy jesień z zapachem świeżo wykopanych ziemniaków, zapachem wilgotnego ogrodu i ostatnimi jabłkami wyglądającymi spośród żółtych liści w sadzie.

4908

Jesień to także kolorowe dynie, którymi chętnie dekorujemy wnętrza i otoczenie naszych domów. W niedzielę odbyło się Święto Dyni w przepięknych ogrodach Inspiracji Ogrodowych w Starym Dworze

4909

Kto nie był i nie zachwycił się czarem ogrodów urządzanych pomysłami oraz rękami Krystyny i Józefa niech choć czasem zajrzy na https://www.facebook.com/InspiracjeOgrodowe/

W tych ogrodach jest wiele pomysłów zainspirowanych lasem i naturą. Warto czerpać z tej mądrości i słuchać podpowiedzi przyrody, wystarczy tylko spokojnie pomyśleć, a najlepiej to wychodzi, gdy za oknem cicho szumi jesienny deszcz. Jesień nie jest szara, smutna i przygnębiająca. Raczej refleksyjna i poetycka, cieszmy się nią zatem, bo przecież nic nie trwa wiecznie.

Za chwilę pięknie ubarwione przez jesień drzewa staną się łyse i rozczochrane. Ani się obejrzymy, a gruby dywan liści pokryje śnieg. Korzystajmy do woli z jesiennego lasu, nawet jak mży deszcz i pozornie nic nie zachęca do wyjścia z domu. Warto choć na chwilę spotkać się z jesienną melancholią, nacieszyć oczy barwami jesieni, nazbierać sobie relaksujących kasztanów.

 Spotkać się z jesienią w lesie choćby po to, aby potem po powrocie do domu zasiąść przy filiżance herbaty i spokojnie zatopić się w myślach. Bo ani się obejrzymy, a spokój i melancholia jesieni ustąpi chłodnej, pośpiesznej zimie, a już niebawem ruszymy na spotkanie wczesnej wiosny mrucząc do siebie słowami „Lilki” Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej:

Pójdę w park rozszumiały w przedwiosennej trwodze,

z piórkami traw wschodzących w podścielisku chorem,

z myślą, że spotkam kogo na klonowej drodze

i że nie będę smutna powracać wieczorem...

Melancholia jesieni jest świetnym lekiem na pośpiech, codzienny stres i zmęczenie, a zatem choć nie reklamują jej w telewizji i nie przepisują tego specyfiku lekarze, warto z niej do woli korzystać dla własnego dobra.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

22:14, lesniczy.lp
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 58