O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
wtorek, 21 marca 2017

518min

Tak jak informowałem w poprzednim wpisie właśnie rozpoczęła się kalendarzowa i astronomiczna wiosna. W poniedziałek obchodziliśmy Międzynarodowy Dzień Wróbla. To dzień, który przypomina nam o problemach małego, sympatycznego ale coraz rzadszego ptaszka, który od zarania żyje blisko ludzi. Z kolei dziś, 21 marca obchodzimy Międzynarodowy Dzień Lasów, ustanowiony przez Zgromadzenie Ogólne ONZ. W tym roku MDL jest poświęcony lasom jako źródłu energii. Zrównoważona gospodarka leśna jest kluczem do zwiększenia roli lasu, jako źródła energii odnawialnej. Drewno to wspaniały, odnawialny, naturalny i potrzebny wszystkim surowiec, mający około 30 tysięcy zastosowań. Dlatego w tym roku Lasy Państwowe oferują ludziom 40,5 mln m3 drewna pochodzącego z naszych, państwowych lasów. Dla przemysłu to wciąż za mało, dla ludzi kochających przyrodę zawsze za dużo. Bo wolą drzewa niż drewno. Przerażają ich wielkie stosy drewna w lesie, które można oglądać na moich fotografiach. Ale oni także potrzebują drewna. Siedzą na drewnianych krzesłach, podkładają do kominka... Prawie połowa światowej produkcji drewna jest zużywana do gotowania, ogrzewania czy wytwarzania energii elektrycznej. Lasy dysponują zapasem energii dziesięciokrotnie przewyższającym roczne zużycie energii na całym świecie.

 

Zgromadzenie Ogólne ONZ, choćby przy okazji Dnia Lasów zwraca uwagę, że ważna jest nie tylko powierzchnia lasów, ale również zadrzewienia w mieście i na wsi. Drzewa wokół naszych domów poprawiają komfort życia, zacieniają budynki i mają wiele różnych pożytecznych funkcji. Choć nie wszyscy uważają, że drzewa są zawsze pożyteczne, stąd wycinają je, jeśli tylko znajdzie się jakiś powód. Czasem nawet bez powodu, dlatego już jakiś czas trwa „polska masakra piłą mechaniczną”… W miastach i wsiach, wzdłuż dróg i w parkach, na cmentarzach czy skwerach. Już dość długo toczy się nasycona wielkimi emocjami dyskusja na temat „rzezi drzew”. Zwykle mało merytoryczna i rzeczowa, nasycona raczej dążeniem do pozornej sensacji i pragnieniem dokopania komuś niż pokazaniem prawdy. Nie uczestniczyłem w niej dotąd czynnie, może ku zaskoczeniu i zdziwieniu czytelników moich blogowych zapisków. Dlaczego? Przecież wielokrotnie zabierałem w blogowych tekstach głos w sprawie wycinki drzew. Wiem jakie emocje targają ludźmi, którzy podczas kolejnej wyprawy do ulubionego zakątka lasu zamiast starych, dobrze znanych sosen czy buków zobaczyli zrąb, czyli świeże pniaki, połamane gałęzie i ślady wielkich opon.

5182

Wszyscy wtedy odczuwamy smutek i żal. Wierzcie mi, że leśniczy i zulowiec- drwal czy operator wielkiego harwestera, także…

Podobne uczucia targają nami gdy natrafimy na ślady trzebieży, która przerzedziła znaną nam od dawna sośninę, buczynę czy dąbrowę. Często taki widok budzi złe emocje i bunt, wywołuje poczucie krzywdy oraz pretensje do leśników. Czemu wciąż wycinają drzewa? Jak można tak radykalnie zmieniać, a może wręcz niszczyć tak piękny las?

Sztuka leśna, bo tak zasady utrzymania trwałości lasu i podaży drewna nazywają leśnicy, to dziś dziedzina skomplikowana i zróżnicowana, złożona z wielu gałęzi nauki i praktyki. Trudno jednoznacznie określić dokładnie kiedy się narodziła, ale umownie można przyjąć, że na przełomie XVIII i XIX wieku. Człowiek już wiele lat temu podporządkował sobie świat przyrody i korzysta z niego nieustannie pod kątem swoich potrzeb. Pewnie dlatego, że od wieków uważa się za pana wszelkiego stworzenia. Może dlatego już dawno temu w mitologii pojawił się Pan, czyli wywodzący się z Arkadii bożek opiekuńczy lasów i pól. Przedstawiany w postaci pół człowieka i pół zwierzęcia przebywał w zaciszu drzew i nakazywał o nie dbać. W każdym z nas tkwi atawistyczny szacunek dla starych drzew i lasu, który jest źródłem życia, pożywienia oraz zapewniał od wieków ludziom schronienie. Po okresie plądrowniczej i mało racjonalnej gospodarki w lasach zaczęto stosować zasady, które świadczyły o celowości gospodarowania w nich człowieka. To właśnie leśnicy i zasady sztuki leśnej dowodzą, że aby umiejętnie korzystać z tego żywego tworu, trzeba go hodować, chronić, leczyć, a przede wszystkim obserwować i rozumieć. Wtedy trwa wiecznie i nieustannie się rozwija. Zamiana drzew w drewno to sprawa zupełnie naturalna w tym procesie i rzecz o wycinaniu drzew, jako sentencję trwałości lasu bardzo zgrabnie ujął już dawno temu Ignacy Krasicki. Oprócz talentu literackiego był on także znającym się doskonale na sprawach lasu oraz drewna biskupem warmińskim. Krasicki pisał tak:

„Jest to stary błąd, na tym utrzymanie lasu zasadzać, żeby żadnego drzewa nie tykać. Każda rzecz w przyrodzeniu ma swój kres, do którego przyszedłszy, trwa czas niejaki w doskonałym stanie, ten przebywszy, psuć się musi. Drzewo przestarzałe staje się niezdatnym i próżno miejsce zalega: trzeba go więc w czasie doskonałej jego pory wycinać, ale w tym wycinaniu tak poczynać roztropnie, żeby aktualna korzyść dalszej nie przeszkadzała.”

Przyrodnicy i ekolodzy wciąż jednak zarzucają leśnikom, że dewastują lasy, nadmiernie je wycinając. Czasem tworzą medialny obraz leśnika jako rzemieślnika z siekierą oraz piłą. Bywa, że podejrzewa się leśników o to, że mocno tną lasy, pozyskują ogromne ilości drewna z chęci zysku i zapewniają sobie w ten sposób wpływy do budżetu. Nic bardziej mylnego. Lasy Państwowe są jednostką samofinansująca się i pokrywającą koszty szerokiej działalności z własnych przychodów. Taką wiedzę ma jednak tylko 12% Polaków, z kolei 53% twierdzi, że lasów w Polsce ubywa, choć zielone zasoby wciąż rosną. A leśnicy, którzy z jednej strony są obdarzani dużym zaufaniem społecznym, a z drugiej wciąż podejrzewani o niecne zamiary, wykonują wiele pożytecznych zadań i udostępniają las wszystkim, którzy chcą z niego i jego różnych funkcji prawidłowo korzystać.

Powszechna wycinka drzew, z którą ostatnio mamy do czynienia odbywa się według medialnych doniesień podobno na mocy zmiany ustawy o ochronie przyrody, nazywanej „lex Szyszko”. Nazywa się ją rzezią, a mnie skojarzyła się z serią horrorów, czyli z „Teksańską masakrą piłą mechaniczną”. Czy jednak jest tak naprawdę? Nie wszyscy biegają z piłą wokół swoich drzew. Znam pewne starsze małżeństwo, które od lat nie pozbyło się lipy rosnącej na wprost drzwi garażu

5181

Choć wiem, że nieraz kupowali kolejne detale do uszkodzonego kontaktem z tym drzewem auta. Po liberalizacji przepisów ochrony przyrody nadal nie usunęli drzewa. Zatem nie wszyscy są wrogami drzew i zwolennikami wycinki. Choć oczywiście znajdzie się wiele dowodów ludzkiej głupoty...

Z zainteresowaniem ale też ze zdumieniem czytałem i czytam codzienne informacje na temat wycinki drzew. We wszelkich doniesieniach jednak do jednego worka wrzucono wycinanie drzew na prywatnych podwórkach, ulicach i miejskich skwerach, przy drogach publicznych i w lasach. Pisze się tam o „zulowcach”, którzy ponoć nie mogą sprostać zleceniom wycinki na prywatnych posesjach, a tuż obok o wyciętych przez leśników stu dębach w Puszczy Białowieskiej. Pokazuje obrazy wyciętych alei przy drogach czy pniaki na miejskich skwerach, ale to przecież wycinki, które nie mają nic wspólnego z przepisem zezwalającym na wycinkę drzew osobom prywatnym na własnej działce.

Dlaczego leśniczy ze zdumieniem czyta te doniesienia? Bo wyziera z nich wielka niewiedza na temat drzew, gospodarki leśnej i ochrony przyrody. Może zatem na nic nasze wieloletnie starania i zwykle społeczna praca w edukacji leśno-przyrodniczej? Może na nic pogawędki o lesie w przedszkolach i szkołach, taszczenie ze sobą jelenich „rogów” i spotkania przy ogniskach? Jakość informacji o wycinkach drzew, a szczególnie komentarzy czytelników pod nimi świadczy dobitnie o wciąż kiepskim stanie wiedzy przyrodniczej naszego społeczeństwa. Jest też dowodem na to, że nasze starania edukacyjne należy kierować przede wszystkim w stronę dziennikarzy i urzędników, szczególnie tych z dużych miast. Bo ludzie ze wsi, wychowani w kontakcie z przyrodą, z całą pewnością nie zrobią jej krzywdy. Jestem o tym przekonany, bo żyję już pół wieku na wsi, w najbardziej zalesionym i zadrzewionym zakątku Polski.

Nie mnie, leśniczemu, oceniać walory zmiany prawnej, podpisanej przez ministra środowiska i pozwalającej ludziom dysponować swoją własnością. Ale co złego jest w tym, że ktoś, nie pytając się urzędnika usuwa drzewo, które zagraża czy przeszkadza? Drzewo, które sam posadził? Wycina samosiejki porastające zaniedbaną albo niedawno kupioną rolę? A jak było do tej pory? Trzeba było przejść urzędniczą procedurę, która i tak w przeważającej części kończyła się wycięciem drzewa. Niektórzy wcześniej „pomagal”i drzewu uschnąć, podlewając je różnymi specyfikami, kalecząc szyję korzeniową itd. Dlatego we wszystkim należy zachować umiar. Mądry człowiek jeśli usunie drzewo, które sam posadził, zasadzi inne- mniejsze lub mniej kłopotliwe. Człowiek-szkodnik, zawsze znajdzie sposób, aby pozbyć się drzewa i będzie biegał z piłą jak filmowy, teksański morderca…

Problemem jest przede wszystkim to, że nie mamy porządnego systemu czynnej ochrony przyrody i nadzoru nad przestrzeganiem prawa. Przecież nie chodzi tylko o „lex Szyszko”! Spójrzmy choćby do planów miejscowych regulujących zagospodarowanie miejsc publicznych i prywatnych posesji. Jest tam dokładne określenie rozmieszczenia zieleni wysokiej i niskiej, powierzchnia zabudowy, uregulowana kwestia ogrodzeń, że nie wspomnę o rodzaju ogrzewania( ważne w dobie mody na smog) i kolorze dachówki. Ale kto egzekwuje te przepisy? Czy ktoś zna gminę, gdzie dobrze działa ochrona przyrody?

Szanuję urzędników i wcale się z nich nie naśmiewam, ale raczej skupiają się oni na „działalności administracyjnej”: procedurach, terminach, pismach. Czy obrońcami przyrody są ci, którzy teraz podjęli głośną, medialną wrzawę o rzezi drzew? Przyrodę chroni się jako całość, jej elementem jest także człowiek i jego dobro. Dlatego każdy z nas musi uczestniczyć w ochronie przyrody, a do tego potrzebna jest wiedza, czyli ciągła nauka, edukacja przyrodnicza oraz chęć do działania. Należy przecież wywierać presję na sąsiedzie, który wycina wszystko zielone wokół siebie, zarządcy drogi, który wyrzyna bez potrzeby piękne aleje, rolniku niszczącym śródpolne remizy oraz na urzędnikach, którzy swoimi decyzjami usuwają drzewa z miasta.

Trzeba jednak chęci, odwagi i wiedzy. Wszyscy Polacy znają się podobno na leczeniu, piłce nożnej, ostatnio także na skokach narciarskich. Okazało się teraz, że wszyscy są także ekspertami od Puszczy Białowieskiej, wycinki drzew i prawa ochrony przyrody, znacznie lepszymi niż minister z profesorskim tytułem. Medialny rwetes wywarł presję na politykach, którzy zapowiedzieli zmianę prawa, co spowodowało jeszcze większy pęd do pił. Czy nie lepiej było zająć się edukacją przyrodniczą wszystkich podwórkowych drwali? Rzetelnie przedstawić argumenty na solidnych, przyrodniczych podstawach? Ale to jest jak dobro- ciche i niewidoczne, a medialny szum sprzyja politycznym rozgrywkom i kreowaniu popularności.

W Polsce są tysiące hektarów lasów, gdzie nie wycina się drzew. To parki narodowe, rezerwaty, ostoje ksylobiontów ( organizmów żyjących wyłącznie na martwym drewnie), biogrupy pozostawiane na zrębach przez leśników. Łatwo zauważyć, że takie lasy są zwykle bardzo nieprzyjazne i wręcz nieprzydatne człowiekowi. Gęsty podszyt i podrost, powalone pnie, duża ilość gałęzi nie sprzyja turystycznemu czy rekreacyjnemu korzystaniu z tego lasu. Szlachetne gatunki szybko tam giną i osika wypiera dąb, a trzcinnik storczyki. Zwykle nie można tam zbierać jagód czy grzybów, a najczęściej w ogóle nie ma tam wstępu dla człowieka. A lasy są przecież dla ludzi. Stąd ze zdumieniem możemy zauważyć, że lasy kształtowane przez leśników poprzez wycinanie drzew, są dla nas wszystkich bardziej atrakcyjne.

Praca leśnika zaczyna się niepostrzeżenie w cieniu starych drzew, jest głośna i widoczna w postaci pniaków po ścince i zamyka się ciszą kolejnego pokolenia lasu. Pniaki po wyciętych drzewach szybko zarastają, uprawy zamieniają się w młodniki, a te szybko dojrzewają w dorodne bory, dąbrowy, buczyny. Wbrew temu, co sądzą niektórzy, którzy kreują się na znawców ochrony przyrody na tym polega fenomen lasu, w którym gospodarzą leśnicy. Tak samo może być w zadrzewieniach miejskich i wiejskich, ale oprócz piły należy też uzbroić się w wiedzę i pokorę wobec przyrody…Potrzeba na to czasu i dobrej woli. Może przedstawiciele nauki i mediów pomogą  w edukacji swoją rzetelnością i zaangażowaniem?

Ale to mój pogląd, wyrażony w tak szczególnym dniu, który to pogląd leśniczego zapewne nie wszyscy podzielają. Pewnie „rozstrzelacie mnie” w licznych komentarzach. Przecież leśniczych jest w Polsce tylko nieco ponad 5 tysięcy...

Leśniczy Jarek   - lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

 

 

20:26, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
czwartek, 16 marca 2017

517min

Wszyscy zwykle dość niecierpliwie wyczekujemy wiosny. Choć zapracowani i zagonieni terminami z ulgą witamy długie jesienne, a potem zimowe wieczory. Łudzimy się, że wtedy będzie czas na bujniejsze życie rodzinne i towarzyskie, ciekawą lekturę przy ulubionej muzyce czy choćby na zwykłe leniuchowanie. Niestety, proza życia niesie nam inne rozwiązania i zwykle nie udaje się spełniać skrytych marzeń… Jestem tego, może nieco naiwnego ale przyjemnego planowania, dobitnym przykładem. Na mojej półce coraz wyższy stos ciekawych, ale wciąż nieprzeczytanych książek, spore zaległości w spotkaniach towarzyskich i jak da się zauważyć, także w blogowych zapiskach. A tu już wiosna…

Pierwszy dzień astronomicznej i kalendarzowej wiosny to w zasadzie wręcz symboliczne wydarzenie w naszym życiu. Jednak przyroda ma za nic ludzkie normy, terminy, zegary i kalendarze, bo to ona i jej składniki jest wyznacznikiem pór roku.

Choć kwitną w najlepsze przebiśniegi

5171

Choć w czasem jeszcze jednak pokryte szronem poranki odbywają się już toki żurawi

5172

To dopiero za kilka dni będzie wiosna. Astronomiczna wiosna przypada przecież w dzień równonocy wiosennej. Oznacza to, że dzień i noc trwają tyle samo. Od pierwszego dnia wiosny astronomicznej dzień wydłużać się będzie jeszcze przez trzy miesiące. W tym roku ten dzień przypadał będzie 20 marca. Punktualnie o godzinie 11.29 możemy ogłosić początek astronomicznej wiosny.

Niekiedy pierwszy dzień astronomicznej wiosny i rozpoczęcie wiosny kalendarzowej zbiegają się w czasie. Jednak nie zawsze, ponieważ kalendarz, którym się posługujemy, nie uwzględnia ruchu planet. Kiedy więc zaczyna się wiosna kalendarzowa 2017? Dzień ten corocznie wypada 21 marca, jednak tak naprawdę to pogoda i cała przyroda jest jego wyznacznikiem.

Co tam terminy i kalendarze! Co tam dywagacje dziennikarzy i synoptyków. Każdy z nas ma własne symbole i indywidualne podejście do wiosny. Po swojemu ją traktuje i najczęściej lubi. Cieszymy się wiosną. Dlatego po prostu obserwujmy przyrodę, aby nie przegapić jej początku.

Wiosenny las jest pełen zapachów, dźwięków i barw. Na razie jest tam biało od przebiśniegów

5173

Słychać wiosenne nawoływania sikor, bębnienie dzięciołów, odzywają się też skowronki borowe. W polu śpiewają w najlepsze skowronki, nawołują kanie rude, kwilą czajki, kiwają ogonkami pliszki siwe. Wiosnę zwiastują też rolnicy, którzy na pełnym gazie ruszyli do prac polowych

5174

Dla leśnika początkiem wiosny są prace odnowieniowe i telefon ze szkółki, że do leśnictw wyjeżdżają pierwsze sadzonki

5175

Równolegle trwają prace przy grodzeniach domieszek liściastych. Wszędzie tam, gdzie sadzimy w dużych kępach dęby, buki, klony, lipy i drzewa owocowe, montujemy siatkę, chroniącą młode drzewka przed zwierzyną leśną. Sarny, daniele i jelenie znajdą sobie pożywienie na pozostałym obszarze lasu, a tu zulowcy sprawnie budują ogrodzenia

5176

Gdy tylko kończą pracę, zaraz wkraczają tam inni, bo w moim dole- chłodni na sadzonki już czekają czteroletnie dęby szypułkowe, które należy jak najszybciej posadzić

5177

Nieustannie  wyjeżdża z lasu drewno z zimowych cięć, a stoją tam spore stosy papierówek

5178

Obserwuję je bacznie, bo to drewno w dużej mierze z cięć usuwających posusz z lasu. Posuszu, czyli martwych lub obumierających drzew jest naprawdę sporo na zaplanowanych wcześniej powierzchniach trzebieżowych (czyli takich, gdzie przerzedza się las, zwykle w wieku 40-80 lat, wycinając drzewa chore i nieprzydatne do dalszej hodowli lasu)

5179

W ostatnich latach były spore zachwiania w stosunkach wodnych, pojawiło się też nowe zjawisko zamierania drzew iglastych i nasiliły szkody od grzybów. Dlatego takie osłabione drzewa należy szybko usuwać z lasu, aby choroby nie przenosiły się na inne jego fragmenty. Naturalnie trzebieże to nie tylko wycinanie suchych drzew, bo wycina się także zdrowe drzewa, ale nieprzydatne do dalszego życia lasu. Klasyfikuje je leśnik, wyznaczając paskiem farby drzewa do wycięcia.

 W sosnowych borach sadzimy 10 tysięcy sadzonek na hektar, z odnowień naturalnych siewek, a potem małych drzewek jest znacznie więcej. Warto wiedzieć, że w dojrzałym lesie w wieku około 90 lat pozostaje ich na hektarze 350-500 i to jest optymalna liczba. Dlatego w lasach konieczne są ciągłe cięcia, bo tak pielęgnuje się drzewa i nie jest to nic złego. Każdy kto o tym wie, nie podda się medialnej histerii na temat wycinki drzew, bo w tych sensacyjnych doniesieniach jest bardzo wiele przekłamań. O medialnych „sensacjach” o „rzezi drzew” może innym razem, bo teraz warto bystro rozglądać się po lesie i szukać objawów wiosny.

Wczoraj na leśnej drodze spotkałem ropuchę, która prężnie maszerowała do pobliskiego strumyka

51710

Ropucha szara najwcześniej ze wszystkich polskich płazów rozpoczyna wiosenne wędrówki, stąd jest też symbolem wiosny. Te spore płazy są mocno przywiązane do konkretnego zbiornika wodnego, który potrafią odnaleźć w wiosennym lesie z odległości wielu kilometrów. Pierwsze przybywają do niego samce, potem docierają tam samice i pozostawiają tam dwa sznury skrzeku. Wiele z nich ginie na drogach, które przecinają szlak ich wędrówki. Kroczą spokojnie do celu, bo skaczą tylko w sytuacji zagrożenia, a znalezienie ulubionego zbiornika ułatwia im węch i szczególny zmysł magnetyczny. Wzrok jest im tylko potrzebny do omijania przeszkód. Poczekałem zatem cierpliwie aż samiec ropuchy wolno przemaszerował przez drogę i ruszyłem sprawdzić efekt pracy dwóch harwesterów pracujących w trzebieżach niedaleko Kuligowa. Prace trwają, wszystko było w porządku, a zatem mogłem niewielką chwilę poświęcić na dalsze obserwacje przyrodnicze.

Nad jeziorem Żółwińskim obserwowałem norkę, która buszowała w trzcinach

51711

Wyszła na chwilę na wędkarski pomost, ale nie chciała zbytnio pozować przed moim obiektywem i zwiała do wody.

51712

Od wielu lat często i praktycznie na wszystkich okolicznych jeziorach spotykam norki amerykańskie, które wyparły już chyba zupełnie nasze, europejskie. Podobnie też bardzo rzadkie stały się już piżmaki. Norka amerykańska to obcy dla polskiej przyrody gatunek.

 W naszym ojczystym języku funkcjonuje zwrot: „obśmiać się jak norka”, czyli dobrze uśmiać się, zabawić. Wbrew powiedzeniu te zwierzątka nie śmieją się, bo norki nie wydają dźwięków, które mogłyby komukolwiek przypominać śmiech. Niektórzy uważają, że prawdopodobnie ten zwrot pochodzi od „uśmiechniętego” pyszczka tych zwierząt. W mojej ocenie trudno jednak uważać je za sympatyczne stworzenia. Są bardzo żarłoczne i raczej tylko plądrują ptasie gniazda, nory raków (o ile jeszcze są) i wszelkie zakamarki blisko wody. 

Moje wiosenne obserwacje przyrodnicze przerwał natarczywie dzwoniący telefon. Okazało się, że jadą do mnie cztery samochody po drewno stosowe. Umówiłem ich z podleśniczym, ale rejestrator i drukarka niezbędne do wystawienia kwitów wywozowych zostały w leśniczówce. Skąd mogłem przewidzieć, że właśnie teraz będą potrzebne? Trzeba pędzić blisko 20 kilometrów. Trudno obśmiać się jak norka… Za chwilę zadzwonił też kierowca wiozący kolejną partię sadzonek, a po nim inny kierowca- przewoźnik drewna, który pytał o kłody 4 metrowe. Za chwilę dzwonili także z działu technicznego i księgowości nadleśnictwa. Specjalistka ochrony lasu przypominała też o przeglądzie dróg pożarowych i punktów czerpania wody. Trzeba też zmineralizować pasy wokół obiektów turystycznych. Tak, tak, to już wiosna…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

20:56, lesniczy.lp
Link Komentarze (1) »
środa, 08 marca 2017

516min

Dziś Dzień Kobiet! Wszystkim Kobietom, Paniom, Dziewczynom zaglądającym do blogowych zapisków leśniczego, w dniu ich wiosennego, kobiecego święta, składam najserdeczniejsze życzenia wszelkiej pomyślności.

Załączam skromny, leśny kwiatek dla ponad 7 tysięcy kobiet pracujących w Lasach Państwowych, ale też wokół nich, żonom, matkom, córkom i wnuczkom leśników ale też wszystkim paniom, które całą swoją wrażliwością po prostu, zwyczajnie kochają i szanują las. Cieszę się, że wiele spośród Was odwiedza ten blog…

5161

Dzień Kobiet to miłe i bardzo sympatyczne święto, dalekie od wyśmiewanego schematu „rajstopki i gwoździk”…

Życzę Paniom, aby nie tylko dzisiejszego dnia były urocze jak wiosenny las

5162

Zgrabne jak leśne wiewiórki

5163

Bystre, ostrożne i płochliwe jak sarny

5164

Pełne wdzięku i elegancji  jak tokujący żuraw

5165

Wesołe jak szczygieł

5166

Delikatne i pełne uroku jak wiosenne kwiaty

 5167

Ale skoro o porównaniu do kwiatów mowa, to bardzo proszę w imieniu męskiej społeczności, aby Panie nie były dla nas jak te kwiaty z piosenki Piotra Bukartyka:

Kobiety jak te kwiaty, kto żonaty ten wie

Powąchać tak, dotykać nie…

Bo my, faceci nie chcemy aby dzisiejszego dnia było drętwo i smutno, a zatem lepiej nie postępować jak w tej piosence:

Gdy przyjdzie wiosna

Przyjmij ten cios na klatę

Wciąż bardzo staramy się sprostać kobiecym wymaganiom, choć:

Ona ogląda się za tymi

No wiesz, lepiej ubranymi

Och to prawdopodobnie geje

Tak, taką masz nadzieję.

Wydasz ostatnie zaskórniaki

Bo chcesz nadrobić braki

A ona wzrusza ramionami

Więc przykro ci czasami

 

Świętujmy zatem tego wieczoru razem z Paniami. Zachwycajmy się nimi jednak nie tylko tego jednego dnia lecz cały rok, pamiętając, że kobiety są jak przyroda: zawsze piękne, naturalne, mądre, bliskie sercu, silne i jednocześnie kruche, wymagające ochrony oraz szacunku.

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

 

 

20:55, lesniczy.lp
Link Komentarze (7) »
niedziela, 05 marca 2017

515min

Sobota, choć pierwsza w marcu, okazała się też pierwszym, prawdziwie wiosennym dniem. Było ciepło, wokół nawoływały się żurawie i sikory, gwizdały szpaki, dzięcioły bębniły z pełnym zaangażowaniem. Choć w tym samym czasie na Polanie Jakuszyckiej odbywał się Bieg Piastów i było tam biało oraz zimowo. Ale to taki urok geografii. Jeśli w zachodniej Polsce zakwitają przebiśniegi, żurawie moszczą gniazda, a bajecznie kolorowe zimorodki karmią już młode, na wschodzie kraju bywa jeszcze mroźnie, a w Karkonoszach czy Tatrach zobaczymy jeszcze mocno zaśnieżone szczyty. Wolę jednak urok moich, lubuskich okolic o umiarkowanym klimacie. Przecież jeśli zapragnę spojrzeć na góry to po niespełna trzech godzinach jazdy mogę podziwiać górską panoramę ze Szklarskiej Poręby. Po takiej samej podróży mogę słuchać szumu bałtyckich fal. Lubuskie bezkresne lasy są za to jedyne w swoim rodzaju, szczególnie gdy zaczyna się czas ptasich powrotów. W sobotę widziałem już wracające kanie rude. Żurawie wędrują jeszcze w sporych stadach, ale te miejscowe już wróciły na lęgowiska. Tam, gdzie w pobliżu olsów znajdzie się kawałek trzcin szare ptaki przygotowują się do lęgów

5151

Żurawie zaczynają już tańce godowe i zewsząd słychać ich hejnał

5152

Choć w sobotę na oziminie zobaczyłem innego szarego ptaka

5153

To czapla przysiadła tam sobie na odpoczynek. To dość rzadki obrazek i raczej spotykam czaple nie na polu, ale na jeziornych płyciznach, tym bardziej, że jeziora są już wolne od lodu. Może szukała towarzystwa żurawia? Bo naturalnie od razu przyszła mi na myśl bajka Jana Brzechwy „Żuraw i czapla”. W bajkowej opowieści oba szare ptaki żyły obok siebie, chodziły tymi samymi drogami, ale nie mogły dogadać się w ważnej dla obu stron kwestii… Pomyślałem sobie także, że nawet jeśli czapla i żuraw nie mogą się ze sobą porozumieć, to leśniczy musi zawsze rozumieć potrzeby ptaków i znać ich obyczaje. Bo przecież leśniczy nie może postępować z żurawiami jak czapla z pamiętnej bajki. W relacjach pomiędzy żurawiem i innymi leśnymi zwierzętami, a leśniczym jest inaczej. Już dawno obie strony osiągnęły porozumienie i żyją obok siebie w ścisłym, zgodnym związku.

Leśniczy musi znać obyczaje wielu ptaków i posiadać wiedzę na temat ich biologii. Pozwala to przewidzieć miejsce i porę ich pojawienia. Dlatego leśniczy nieustannie obserwuje przyrodę i tak prowadzi prace w lesie, aby jej jak najmniej zaszkodzić. Leśnicy to także ludzie, którzy zwykle mają duszę romantyka. Potrafią zachwycić się pięknym zachodem słońca, cichą pieśnią strzyżyka czy słowika, drobnym niepozornym kwiatkiem. Dlatego rozumieją przyrodę i starają się chronić każdy, nawet pozornie mało istotny jej element. Choć wielu ludzi z otoczenia leśników uważa, że to raczej „techniczny” zawód polegający na wycinaniu drzew i „produkowaniu” potrzebnego wszystkim drewna.

5154

A przecież leśnik o wrażliwej duszy ale też szerokiej wiedzy przyrodniczej wyprzedza swoimi działaniami ważne naturalne procesy i dba o zgodne współistnienie lasu oraz zwierząt. Tak pielęgnuje i użytkuje las, aby ludzie czerpali z niego pożytki, ale też troszczy się o zachowanie i dobrą kondycję wszystkich gatunków. Nie jest to gra pozorów jak w bajce Brzechwy, lecz konkretne i jakże istotne dla zachowania zasobów przyrody racjonalne działanie leśników.

Są one prowadzone w różnych zakątkach lasu, czasem nawet pozornie mało atrakcyjnych przyrodniczo. Bo jeśli mamy zrąb założony późną jesienią lub początkiem zimy na ubogim borze sosnowym, to i tam razem z pierwszymi objawami wiosny, pośród pozostawionych tam zwałów sosnowych gałęzi możemy spotkać nasłuchującego leśniczego. Wiadomo, że o tej porze wielu z nas chętnie przystanie w polu nasłuchując pierwszych strofek skowronka - ptasiego symbolu wiosny.

5155

Po co leśniczy kręci się i czego nasłuchuje na tym ubogim siedlisku? Przecież tam pewnie z trudnością będą gramolić się w górę, do światła najwyżej wątłe siewki sosen? Leśniczy wie co robi, bo nasłuchuje najpiękniejszej fletowej pieśni skowronka, ale borowego, zwanego lerką. Najłatwiej zlokalizować go nocą, bo ten malutki, mniejszy od wróbla szary ptaszek śpiewa także wtedy, przysiadając na sosnowej gałęzi.

Był czas, kiedy ten ptak był skrajnie nieliczny. Spowodowane to było intensywnym zalesianiem ugorów i słabych łąk, likwidacją wrzosowisk, a po części szybkim odnawianiem wyciętych zrębów. Po latach leśnicy zorientowali się w sytuacji, zmienili zasady gospodarki oraz rozpoczęli intensywną ochronę lerki. Celowo pozostawiają fragmenty wrzosowisk, a wycięte, nieodnowione zręby przelegują pokryte gałęziami czasem nawet kilka lat. Warto właśnie tak chronić miejsca występowania lerki, bo korzystają z tego także inne ptaki, m.in. tajemniczy, nocny lelek kozodój.

Pewnie pamiętamy wszyscy z jakimi problemami i oporami wprowadzano w naszym kraju Naturę 2000. Wdrożenie takiej formy ochrony przyrody i określenie chronionych siedlisk oraz areałów występowania gatunków w dużej mierze było możliwe dzięki społecznej pracy wielu leśników. Paradoksalnie solidnie prowadzona inwentaryzacja i ochrona siedlisk chronionych utrudnia teraz pracę leśnikom. Przy każdym zabiegu, przejeździe maszyny czy wejściu robotników w najmniejszy zakątek lasu należy pamiętać i zadbać o chroniony gatunek rośliny, owada, płaza czy ptaka. Ale to dla leśników nic nowego. W czasach, gdy nie było w modzie słowo „ekolog”, gdy nie było sieci Natura ani unijnych czy ogólnopolskich przepisów chroniących przyrodę, leśnicy także o nią dbali. Każdy leśnik oprócz znajomości sztuki leśnej, prawa, ekonomii i wielu innych dziedzin, musi być po trosze botanikiem, zoologiem, entomologiem, ornitologiem. Zdaje sobie bowiem sprawę z tego, że ekosystem leśny jest złożoną strukturą składającą się z wielu organizmów powiązanych ze sobą tysiącami zależności. Najlepszym tego przykładem jest drapieżnictwo. Ludzie mają wrodzony lęk przed drapieżnikami: niedźwiedziem, wilkiem ale nawet ptakami z ostrym, zakrzywionym dziobem: sowami, orłami, jastrzębiami. Pewnie nawet przed malutką pustułką, którą w piątek zobaczyłem przy drodze. Zapewne właśnie wróciła z zimowiska, choć część populacji jest osiadła.

Czasem ludzie prześladują ptaki bez powodu. Leśnicy jednak chronią je od lat i rozumieją ich rolę w przyrodzie. Wiedzą też, że drapieżnikiem potrzebnym w lesie jest również dzięcioł, sikora czy nawet malutki mysikrólik. Zjadają tony larw owadów, których nadmiar mógłby zagrozić lasom. Ptaki szponiaste i sowy zjadają niewyobrażalną ilość gryzoni. Szczególnie zasłużone są w tym puszczyk i myszołów, które potrafią rocznie z 1 km2 przeciętnego lasu usunąć 200-300 kg myszy. W skali całego kraju to setki ton gryzoni i tysiące hektarów ocalonych upraw, gdzie mogą one sprawiać kłopoty.

Dlatego leśnicy uważnie obserwują życie zwierząt, tworzą dla nich spokojne ostoje i chronią gniazda ptaków. Ta świadomość leśników i czynna ochrona w lasach pozwoliła np. na ogromny wzrost populacji bielika. W ciągu ostatnich 100 lat liczebność bielika w Polsce wzrosła 25-krotnie. Strefy ochronne wokół jego gniazd i innych ptaków leśnicy z własnej inicjatywy zakładali już w latach 70 XX wieku. Dziś, kiedy jest to już formalnie uregulowane w naszych lasach napotkamy ponad 3000 stref, które są ostoją dla wielu najrzadszych gatunków zwierząt, m.in. rybołowów, orlików, bielików, bocianów czarnych, sóweczek i puchaczy. Co istotne, wszystkie strefy znajdują się na terenie zarządzanym przez Lasy Państwowe, choć przecież blisko 18% naszych lasów to lasy prywatne. Tworzenie stref w naszych lasach jest praktyczną realizacją zasad ochrony przyrody i zrównoważonego rozwoju. Oznacza też rezygnację leśników z korzyści ekonomicznych na rzecz ochrony przyrody i zachowania rzadkich gatunków zwierząt. Choć przecież zarzuca się nam bardzo często ekonomiczne spojrzenie na las i nazywa „producentami desek”…

W Polsce mamy wielu ekologów i mnóstwo „ekologicznych” aktów prawnych. Jest jednak problem z czynną, praktyczną ochroną przyrody. Dlatego to do leśników przychodzą ludzie z rannym zwierzęciem czy z innym problemem przyrodniczym. Istnieje wiele dowodów na globalne i racjonalne myślenie leśników o ochronie przyrody. Jednak bardzo istotne jest ich lokalne, „gospodarcze” działanie, bo ochrona przyrody zależy nie od „papierowych” zapisów i mapek występowania gatunków. Przyszłość roślin i zwierząt zależy od wiedzy i wyobraźni leśników, którzy bezpośrednio nadzorują wszelkie prace leśne. To leśniczy i podleśniczy wyznaczają szlaki zrywkowe i muszą to zrobić tak, aby dostrzec i uchronić stanowisko widłaka lub paprotki czy gniazdo długodziobej słonki.

Zobaczyć tajemnicza słonkę nie jest łatwo. Pliszka siwa, co chętnie ogonkiem kiwa jest z kolei bardzo łatwa do zauważenia.

5156

Jeśli wiemy, że słonka pojawia się w naszych lasach w tym samym czasie co pliszka siwa, to wystarczy wieczorem przystanąć przy podmokłej śródleśnej łączce. Charakterystyczny lot tokowy słonki i jej „chrapanie” zakończone gwiżdżącym „psykaniem” potwierdzi jej obecność w tym fragmencie lasu. Wtedy należy ostrożnie planować tam prace wiosną, szczególnie gdy są świerki w podszycie, bo pod nimi możemy spodziewać się gniazda słonki.

Leśnicy w czasie wszelkich prac chronią też mrowiska, a mrówki już  obudziły się z zimowego letargu

5157

Tak samo warto obserwować zachowanie kruków, które podobnie jak inne „czarne wrony” nie cieszą się zbytnią sympatią ludzi. Był czas, że były już nieliczne, a przecież pełnią w przyrodzie rolę nieocenionego sanitariusza. Warto obserwować ich loty tokowe i miejsca gniazdowania, aby nie zniszczyć lęgu np. podczas wykonywania trzebieży.

5158

Dlatego leśnicy pilnie wypatrują gniazd w koronach drzew i chronią drzewa z widocznymi gniazdami. W gnieździe kruka, który wcześnie wyprowadza młode może też pojawić się potem np. wspomniana pustułka lub kobuz.

Biblioteki są wypełnione dziełami biologów i przyrodników opisującymi teoretyczne metody ochrony wszelkich form życia leśnych gatunków. Jednak zwykle trudno się je czyta i mało tam praktycznych wskazówek dla ludzi, którzy nie są z zawodu biologami. Media pełne są informacji o akcjach, protestach i wystąpieniach ekologów troszczących się o las. Ale gdzie konkretne i praktyczne działania? Leśnicy, którzy zwykle nie oddzielają pracy od życia prywatnego zwyczajnie kochają las, dlatego go szanują, znają i rozumieją. Dlatego też każdego dnia czynnie go chronią, jak i całą przyrodę.

A wiosna właśnie do nas woła wszelkimi przyrodniczymi sygnałami: "Wiosna wokół pani/panie leśniczy... Przyglądajmy się jej uważnie"

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

22:51, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 27 lutego 2017

514min

W niedzielę odwiedził kolega Andrzej, leśniczy z Nadleśnictwa Sława. To serdeczny druh z niezapomnianych lat nauki w Technikum Leśnym w Rogozińcu. Utrzymujemy już zatem od wielu lat sympatyczne relacje i spotykamy się co jakiś czas. Andrzej przyjechał do nas razem  z żoną Katarzyną i miło spędziliśmy niedzielne popołudnie. Naturalnie zapytałem go zaraz o zaginionego leśniczego Zbyszka Kowalczuka, bo to kolega z tego samego nadleśnictwa. Zbyszek jakiś czas pracował nawet z Andrzejem w tym samym leśnictwie. Niestety, usłyszałem smutne wieści…

W piątek 24 lutego około godziny 15 ludzie spacerujący nad jeziorem Sławskim przy głównej plaży zobaczyli obok zjeżdżalni leżące ciało człowieka. Jak opowiadał jeden ze świadków „„leżało przy wodzie, tak jakby lody i woda wypuściły je po roztopach”…

Natychmiast przyjechała policyjna grupa dochodzeniowo- śledcza i prokurator. Zwłoki po jakimś czasie zostały zidentyfikowane. Rzecznik lubuskiej policji kom. Marcin Maludy przekazał przedstawicielom mediów informację, że jest to zaginiony w nocy 26 stycznia 49-letni leśniczy Zbyszek Kowalczuk.

W miejscu znalezienia zwłok długo pracował prokurator oraz technicy kryminalistyczni. Zabezpieczyli ciało oraz wszelkie ślady z nim związane. Żadne szczegóły i okoliczności śmierci leśnika nie są jednak do tej pory wyjaśnione. To w zasadzie nieistotne, bo cóż po szczegółach, gdy pozostaje tylko żal, że zaginiony kolega nie odnalazł się cały i zdrów…

Przykro mi, że przekazuję Wam tak smutne wieści.

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

21:38, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
środa, 22 lutego 2017

513min

Zima to pora, kiedy możemy choć nieco zwolnić pęd życia i dać sobie chwilę wytchnienia. Przyroda i naturalny rytm pór roku niejako zmusza nas do tego. Długie popołudnia i wieczory są po to, aby odpocząć i mieć czas na kontakty z przyjaciółmi i rodziną. Wiąże się to także z tradycją, obyczajami i układem świątecznych dni w kalendarzu. Jednak ludzie w mieście, którzy przestali zwracać uwagę na odwieczny, przyrodniczy rytm życia wymyślili sztuczne światło i hale produkcyjne, aby można pracować całą dobę. Po pracy zamknęli się w we własnych domach i świecie telewizji oraz internetu. W ten sposób ograniczyli maksymalnie bezpośrednie kontakty z innymi ludźmi. Przecież od tego są portale… Po co rozmawiać jak można tam sprawdzić co u znajomych lub napisać sms-a czy emaila? Trzeba się jednak przed tym bronić, pamiętając, że „człowiek to zwierzę stadne”. Nie jest jednak łatwo, bo obowiązki stale rosną, a lista zadań wydłuża się. Dotyczy to także leśniczego, który w powszechnym mniemaniu ma niesłychanie spokojna pracę. To oczywiście bardzo odbiega od prawdy, bo poprzez nawał licznych, codziennych spraw nawet nie zauważyłem jak minęła zima. Zupełnie nie poczułem uroku zimowych, długich wieczorów. Na półce coraz bardziej piętrzy się stos ciekawych książek, które czekały na zimę, a tu już pachnie wiosną…

Leszczyny już dawno zakwitły. Olchy pysznią się już fioletem baziek, które mocną pylą, ku rozpaczy alergików

5131

To męskie kwiatostany, początkowo fioletowe, potem żółtobrązowe. Kwiaty żeńskie tworzą maleńkie, jajowate szyszeczki. W tej chwili są fioletowo purpurowe i świeże

5132

Potem drewnieją i są bardzo charakterystyczne, pozwalające nam bez wahania rozpoznać, ze mamy do czynienia z olchą.  Zdrewniałe szyszeczki koloru brązowego lub czarniawego o długości do 2 cm utrzymują się na drzewie przez cały rok. Można też po nich rozpoznać gatunek. Bo u olszy czarnej są one umieszczone na wyraźnych, ok. 1cm trzoneczkach. Z kolei u olszy szarej szyszeczki są niemal siedzące.

Szyszki to ważny surowiec zielarski, wybitnie ściągający, czyli przydatny przy biegunce, opuchniętych łydkach, zastoju limfy i nadwadze na tle retencji płynów. Warto nazbierać sobie ciemnych szyszeczek bo mają działanie bakteriobójcze, hamują rozwój wirusów oraz leczą trądzik. Jeśli męczy Cię katar i mokry kaszel, jeśli masz wrażenie, że topisz się w płynach ustrojowych – szybko wypróbuj odwar z szyszek olchy. Szyszki olchy czarnej często zobaczymy także w akwarium! Są z powodzeniem stosowane w akwarystyce ze względu na zawartość garbników, zakwaszanie wody oraz jej dezynfekcję. Przyjęło się, że 1 szyszka olchy wystarcza do redukcji pH i odkażenia około 10 litrów wody. Dobrze wpływają one na kondycję ryb (pomagają przy schorzeniach i w początkowych stadiach niektórych chorób), mają działanie osłonne dla ikry ryb. Polecane w akwariach z krewetkami gdzie działają dezynfekująco nie robiąc krzywdy delikatnym krewetkom i raczkom. Przydają się jednak nie tylko rybom i raczkom, ale także nam.  Szyszki olchy to bowiem znakomity naturalny środek przeciwko wypadaniu włosów. Jak go zrobić?

 2 łyżki zdrewniałych szyszeczek olchowych zalać 2-3 szklankami wody, gotować 5 minut, odstawić do ostygnięcia na 30 minut, przecedzić. Przechowywać go w lodówce, najlepiej w szklanym opakowaniu. Wcierać go w skórę głowy- nie uczula, nie powoduje przetłuszczania włosów, warto spróbować !

Olch nie lubią alergicy, ale cenią zielarze. Z pewnością nie potrzebuje jednak wywaru z olchowych szyszek ruda wiewiórka, którą dziś spotkałem w lesie. Nawet po zimowym śnie była puszysta i śliczna

5133

Sąsiedztwo olch bardzo lubią żurawie, którym z pewnością nie przeszkadza ich pyłek. Krzyczą już od tygodnia co rano, bo zabiegają o względy partnerów i wieszczą wczesną wiosnę

5134

Przyleciały już skowronki i czajki. Szpaki gwiżdżą wesoło z wierzchołków drzew. Sroki budują gniazda, kruki tokują. Sierpówki, które w zimowym czasie smętnie i najczęściej samotnie przechadzały się w naszym ogrodzie wyraźnie się ożywiły i szukają towarzystwa

5135

Leśne drogi już zostały odmrożone, ale teraz dla odmiany pokryte są warstwa błota. Warunki do wywozu drewna są zatem nieciekawe, ale jutro przyjedzie kilka samochodów, bo odbiorcy czekają na surowiec. Drwale solidnie pracują, warczą też dwa harwestery i forwardery wywożące kłody oraz wałki różnych papierówek. Jutro muszę sporo czasu poświęcić na sporządzanie ROD, czyli rejestrów odebranego drewna, a potem będę nadal pracował przy szacunkach brakarskich na rok 2018. I jak tu nie marzyć o długich popołudniach z ciekawą książką i spokoju zimowych wieczorów?

Jednak w naszym domu, pomimo wielu zajęć i obowiązków zawsze staramy się tak układać rozkład dnia, aby choć raz na jakiś czas wygospodarować wieczór na kontakty rodzinne czy towarzyskie. Daje to przypływ dobrej energii i sprzyja rozwojowi osobistemu. Staropolska tradycja i dobry obyczaj nakazuje, aby spotkać się w domu i razem wygodnie zasiąść przy stole. Choć niektórzy cenią tzw. „clubbing” i urok knajpek i kawiarni, wyskakując „na miasto”. W naszym domu, prowadzonym głównie przez leśniczynę Renię  jednak raczej rzadko jada się posiłki poza domem, bo jak na wsi wyskoczyć coś zjeść „na mieście”? Choć to oczywiście nie problem, bo mamy blisko choćby do znakomitego „Spichlerza Smaków Folwarku Pszczew”  czy „Villi Toscania” ale po co, skoro w kuchni codziennie pachnie czymś znakomitym?

Wieczorne spotkania rodzinne i towarzyskie, szczególnie teraz w czasie karnawału są bardzo miłe, ale w trakcie miło jest coś schrupać. Oczywiście nie chipsy czy słone paluszki. Polecam moje ulubione chrusty, chruściki, faworki, smażone przez Renię na złoty kolor. Ich chrupanie w miłym towarzystwie niesłychanie wciąga, a chociaż moja małżonka jest raczej pedantyczną panią domu to cukier puder pozostały na ubraniu, a nawet obrusie jej nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie, budzi miłe wspomnienia.

5136

Dlaczego? Najlepiej jak leśniczyna sama opowie o chrustach:

Przepis na chrusty pochodzi od mojej babci i mamy, a jest to kruchy i delikatny dodatek do zimowej kawy lub herbaty z pigwą czy maliną.

Składniki na chrusty:

500 g mąki pszennej

5 żółtek (z raczej niedużych jaj)

6 łyżek gęstej śmietany 18%

1 łyżka masła

1 łyżeczka cukru pudru

szczypta soli

1 łyżka spirytusu lub octu

1 litr oleju rzepakowego

cukier puder do posypania

Wykonanie:

Na stolnicę lub do miski przesiewamy mąkę, dodajemy żółtka, śmietanę, łyżkę masła, cukier puder, sól i ocet, zagniatamy na jednolite ciasto. Formujemy kulę, przykrywamy folią spożywczą, odstawiamy na ok. 50 min. Chodzi o to, aby ciasto zmiękło i było bardziej elastyczne (podobne do ciasta na pierogi). Następnie ciasto wykładamy na delikatnie oprószoną mąką stolnicę i rozpoczynamy wałkowanie. Wałkujemy ciasto, składamy i ponownie wałkujemy, powtarzając czynności kilkakrotnie. Robimy to po to, aby napowietrzyć ciasto, dzięki temu w trakcie smażenia na powierzchni chrustów pojawią się pęcherzyki i staną się one pysznie chrupiące i delikatne. Niektóre gospodynie osiągają ten efekt poprzez uderzanie ciasta z każdej strony wałkiem. Postanowiłam połączyć obie techniki, co polecam i przez 10 minut wałkuję i składałam ciasto, a następnie okładałam je wałkiem przez kolejne 5 minut. Wymaga to trochę wysiłku, ale dzięki temu chrusty wychodzą idealne. Drugą tajemnicą udanych domowych chruścików jest bardzo cienkie rozwałkowanie ciasta. Aby ułatwić sobie pracę odrywamy ciasto małymi porcjami i rozwałkowujemy je cienko do uzyskania odpowiedniej grubości, a raczej cienkości. Każda gospodyni, nawet niedoświadczona szybko to „skuma”, a wspólne, rodzinne lub towarzyskie pieczenie chrustów może być świetną zabawą. Rozwałkowane ciasto tniemy na pasy, w środku robimy nacięcie i przewlekamy przez nie koniec ciasta, nadając faworkom „firmowy” kształt.

5137

Olej rozgrzewamy długo i mocno, na małym płomieniu i ostrożnie wrzucamy przygotowane faworki. Aby zbytnio nie obniżyć temperatury tłuszczu smażymy je niewielkimi porcjami po 4-5 sztuk, z obu stron na złoty kolor. Układamy je na ręczniku papierowym, odsączając nadmiar tłuszczu, przestudzone posypujemy obficie cukrem pudrem.

Gorąco polecam ten przepis i życzę dobrej zabawy przy smażeniu i chrupaniu.

Podobną propozycją, także z rodzinnego zeszytu leśniczyny są małe pączki serowe. Są z dodatkiem twarogu, bez żadnego nadzienia w środku ale  niesamowicie puszyste i z chrupiącą skórką z wierzchu. Podczas smażenia pachną jak te prawdziwe,  drożdżowe

5138

Uwielbiam pączki według przepisu „babci Heli”, jak mawiają nasze córki,  ale te serowe też są znakomite i nie wymagają dużo czasu na mozolne wyrabianie i wyrastanie ciasta.  Wystarczy tylko zgodnie z przepisem z zeszytu Reni połączyć składniki:

  • 250 g zmielonego półtłustego twarogu
  • 1 jajko
  • 6 łyżek mąki pszennej
  • 2-3 łyżki cukru
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia lub sody
  • szczypta soli

Potrzebna będzie też mąka do podsypywania, cukier puder do oprószenia i oczywiście dobry olej do smażenia.

Pączki serowe robi się bardzo łatwo:

Jajko roztrzepać z cukrem, mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia na stolnicę, dodać twaróg, jajko z cukrem, sól,  i zagnieść ciasto. Ciasto będzie kleić się do rąk i do stolnicy, dlatego podczas zagniatania podsypywać dodatkową mąką. Formować kulki wielkości orzecha włoskiego i smażyć w głębokim oleju z obydwu stron, osączyć na papierowym ręczniku, jeszcze ciepłe oprószyć cukrem pudrem. Jeśli ktoś chce pączki jednakowej wielkości, wtedy ciasto można również rozwałkować na grubość 2-3 cm i wykrawać małe kółeczka.

Jeśli ktoś lubi cynamon, można dodać odrobinę zaraz po usmażeniu i posypaniu „pudrowym cukrem” jak mawiała moja babcia.

Miłych spotkań w zimowe wieczory!

Następnego dnia warto spalić kalorie i wybrać się na spacer do lasu, aby nie przegapić pierwszych objawów wiosny.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

22:10, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
czwartek, 16 lutego 2017

512min

Od czwartku 26.01.2017r. poszukujemy naszego kolegi, Zbigniewa Kowalczuka, Leśniczego w Nadleśnictwie Sława Śląska, który w tym dniu nad ranem wyszedł z domu i ślad po nim zaginął. Z upoważnienia jego małżonki proszę o rozesłanie do wszystkich jednostek PGL Lasy Państwowe apelu o pomoc w poszukiwaniu zaginionego. Ktokolwiek zdobędzie informację o miejscu jego pobytu jest proszony o kontakt z najbliższą jednostką Policji.

Taki komunikat- apel zamieścił Nadleśniczy  Wiesław Daszkiewicz z Nadleśnictwa Sława położonego na pograniczu Ziemi Lubuskiej i Dolnego Śląska.

Zbyszek Kowalczuk to sympatyczny, uśmiechnięty leśnik. Dopiero półtora miesiąca temu został leśniczym w Tarnowie Jeziernym.

 512__2_

 Wraz z rodziną mieszka w Sławie, woj. lubuskie. 26 stycznia 2017 wyszedł z domu w nocy, prawdopodobnie  po godzinie 3.00 nad ranem. Mężczyzna pieszo oddalił się w nieznanym kierunku. Przypuszczalnie był ubrany w służbową zimową, zieloną kurtkę, typową dla leśników oraz brązowe buty.

5121

 Na co dzień nosił okulary, których tego dnia nie zabrał ze sobą, podobnie jak dokumentów i telefonu komórkowego oraz innych rzeczy, które mogłyby świadczyć o celowym, świadomym opuszczeniu miejsca zamieszkania. Nie wiadomo dlaczego wyszedł samotnie w nocy, trudno o racjonalny powód, może stracił pamięć?

Jego żona, Lidia, dopuszcza możliwość utraty świadomości i ma nadzieję, że zaginiony leśniczy  przebywa gdzieś w kraju. W zasadzie nie można uprawdopodobnić jakiejkolwiek hipotezy dotyczącej losu jej męża. Liczy na to, że może przebywać w miejscach, gdzie udziela się schronienia i daje  ciepły posiłek.

Natychmiast po zaginięciu leśniczego zostały podjęte poszukiwania. Komendant Powiatowy Policji we Wschowie wszczął alarm natychmiast po zgłoszeniu zaginięcia. Technicy kryminalistyki zabezpieczyli odzież, obuwie poszukiwanego, ślady DNA.  Do działań policjantów przyłączyli się strażnicy miejscy, leśnicy i strażnicy leśni, WOPR-owcy, ratownicy wodni ze Sławy, myśliwi, przyjaciele i znajomi. W poszukiwania zaangażowało się w sumie blisko 200 osób. Sprawdzano kompleksy leśne, pustostany, drogi wyjazdowe ze Sławy oraz pobliskich miejscowości, szpitale, dworce, przystanki. Do działań przyłączyła się policyjna grupa poszukiwawcza z Poznania z psami tropiącymi oraz Samodzielne Pododdziały Prewencji Policji z Komendy Wojewódzkiej w Gorzowie Wielkopolskim. Do poszukiwań włączony został śmigłowiec z Komendy Głównej Policji. Piloci sprawdzali z góry tereny pól, ogromny akwen jeziora Sławskiego i  innych, oblodzonych zbiorników wodnych, kompleksy leśne, drogi.  

I nic…

Leśnicy, którzy przecież świetnie znają  teren przejrzeli wszelkie możliwe miejsca, gdzie mógłby trafić leśniczy Zbyszek.

Minęło już sporo czasu, a jego wciąż nie ma i nie natrafiono na żaden ślad. Może ktoś z blogowych czytelników, miłośników lasu i przyrody go widział?

Leśniczy Zbigniew Tadeusz Kowalczuk ma 49 lat, około 174 cm wzrostu, jest średniej budowy ciała, ma zielone oczy i szpakowate włosy.

51231

(wszystkie fotografie pochodzą z materiałów prasowych)

 Wszelkie osoby, które widziały zaginionego, wiedzą gdzie przebywa lub cokolwiek mogą pomóc w poszukiwaniach, proszone są o kontakt z najbliższą jednostką policji. W poszukiwaniach pomaga także Fundacja ITAKA.

Bardzo Was wszystkich proszę o pomoc. Może rozpozna go ktoś w mieście, na dworcu, może ktoś z leśników czy przyrodników  spotka go w lesie?

Mam nadzieję, że niebawem będę mógł tutaj zamieścić informację, że mój kolega szczęśliwie powrócił do domu…

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

20:08, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
niedziela, 12 lutego 2017

511min

Zima zagościła początkiem stycznia i wciąż trzyma. Jest biało i zimno nawet w lubuskich lasach, o  łagodnym, charakterystycznym dla zachodnich krańców Polski klimacie. Moi koledzy leśnicy z górskich zakątków kraju donoszą, że u nich jest znacznie mroźniej. No i śnieg zalega znacznie powyżej „gumofilców”. Cieszą się z tego narciarze i miłośnicy snowboardu, szczególnie w czasie szkolnych ferii. Ale przecież dla wszystkich lepiej, że biała zima towarzyszy nam  teraz, niż w np. marcu.

Choć wszystkim nam brakuje słońca w te krótkie, często szare i dość ponure zimowe dni. Drogi leśne są pokryte gruba warstwą lodu. W niektórych, szczególnie w zacienionych miejscach, są przyprószone warstewką  śnieżnego puchu. Sprawia to, że jest na nich bardzo ślisko. Poruszanie się na pieszo jest bardzo utrudnione i męczące, bo nawet solidne terenowe buty nie gwarantują dobrej przyczepności. Podobnie jest z jazdą samochodem. Prace leśne trwają w kilku miejscach naraz, a zatem trzeba nieustanie przemieszczać się na przestrzeni blisko 20 kilometrów. Trudno panować nad moim Rockym, szczególnie na łukach drogi i na stromych pochyłościach, których nie brakuje w moim leśnictwie.

5111

 Pracujemy teraz w olchowych trzebieżach, wykorzystując zimowy czas do ich wykonania, bo wiosną będzie tam zbyt mokro, no i pojawią się tam żurawie. Ich pojawienie się na śródleśnych łączkach jest dla leśniczego czytelnym sygnałem do zmiany lokalizacji prac leśnych. Należy je wtedy przenieść w inny zakątek leśnictwa. Taka metoda ochrony żurawich lęgowisk stosowana przez leśników od lat jest bardzo skuteczna, stąd ich liczebność znacznie wzrosła. Obok żurawia żyje też wiele innych gatunków ptaków, które chętnie korzystają ze stworzonych w ten sposób ostoi spokoju. To np. wiele ptaków brodzących takich jak łęczak-brodziec leśny, stalugwa- czyli samotnik, ptak z rodziny bekasowatych gnieżdżący się chętnie na drzewach pośród bagien czy rzadko spotykana kaczka - cyraneczka.

  5112

W sosnową trzebież o powierzchni ponad 8 hektarów wjechał harwester. Tuż obok znajdują się łąki i pasy olchowych lasów. Tam także spodziewam się żurawi, a dodatkowo w ubiegłym roku kilkakrotnie spotykałem tam bociany czarne. Wykonanie właśnie tej trzebieży teraz, na początku roku, ma też inne powody. Pojawiło się tam bowiem wiele suchych sosen- to efekt wahań w poziomie wody gruntowej, które szybko wykorzystują grzyby i owady, atakując osłabione drzewa. Ich szybkie usunięcie jest gwarancją dobrego wykorzystania drewna oraz nie dopuści do zainfekowania innych drzew. Wciąż z pewnym niesmakiem czytam doniesienia medialne dziennikarzy atakujących leśników posądzeniami o pazerność i nadmierną wycinkę drzew. Gdyby choć czasem dziennikarze spróbowali zrozumieć pewne mechanizmy przyrodnicze i zasady sztuki leśnej, z pewnością ich poglądy byłyby inne. Gdy zobaczą harwester i szlaki operacyjne usłane sosnowymi wałkami, liczą pieniądze, a nie ogniska opieńki, żerowiska przypłaszczka granatka i gniazda żurawi. Leśniczy wyznaczając rok, a nawet dwa lata wcześniej właśnie ten zakątek lasu do wykonania trzebieży, musi przewidzieć i uwzględnić takie przyrodnicze uwarunkowania. To zabieg zaplanowany w planie urządzania lasu i oczywiście zmierzający do pozyskania drewna, ale jego termin i sposób wykonania musi uwzględniać wiele innych spraw, o których musi pomyśleć leśniczy. Dlatego też musi wszędzie zajrzeć i dopilnować właściwego wykonania. Po oblodzonych leśnych drogach porusza się własnym samochodem w zamian za „kilometrówkę”, a stawka jednostkowa za przejechany kilometr właśnie obchodziła jubileusz 10 lat istnienia w niezmienionej postaci. Obijam wciąż swojego leciwego Rockiego o zamarznięte koleiny, czasem i o inne rzeczy, brnę przez piachy i śniegi ale muszę przecież wszędzie dotrzeć.

5113

Jeszcze gorzej mają jednak kierowcy samochodów wywożących drewno. Ale cóż, musimy pracować, a jazda po gruntowych, leśnych drogach, niezależnie od warunków pogodowych to przecież codzienność. Trzeba też stale monitorować Obrę i kilkanaście jezior pomiędzy lasami leśnictwa, bo okolice Pszczewa są obszarem zagrożonym ptasią grypą. Stwierdzono  wirus tej groźnej choroby u jednego z martwych łabędzi niemych. Dlatego również z tego powodu wszyscy wyglądamy objawów wiosennego ocieplenia, bo wtedy mija ryzyko rozwoju ptasiej grypy. Stęskniliśmy się jednak przede wszystkim za ciepłymi, słonecznymi promieniami i zielenią wiosny, której wszystkim nam już bardzo brakuje.

  Jak jednak zorientować się, że zima już ustąpiła i nieśmiało pojawia się wiosna w zwiewnej sukience świeżej zieleni?  Nie jest to takie proste i jednoznaczne ale mamy przecież fenologię. To dziedzina nauki, która zajmuje się związkiem między zmianami w rozwoju roślin oraz zwierząt, a zmianami klimatycznymi zachodzącymi na określonym obszarze. Fenolodzy, inaczej niż my spoglądają na podział roku i wyróżniają w nim nie cztery, ale osiem, a czasem nawet dwanaście okresów. Dokonując takiego podziału uważnie obserwują przyrodę i biorą pod uwagę więcej zjawisk. Przyglądają się zatem np. kiełkowaniu i kwitnięciu  określonych roślin, pojawianiu, obyczajom i lęgom ptaków, rozwijaniu i zrzucaniu liści. Jakże też pięknie brzmią nazwy nadawane przez nich niektórym fenologicznym porom roku. Bo to nie tylko wiosna ale mamy : przedzimek, spodzimek, pierwiośnie, pełnię wiosny. Pory roku i towarzyszące im zjawiska przyrodnicze obserwują i opisują nie tylko naukowcy, bo bywają one także przedmiotem zainteresowania artystów.

Wszyscy zaglądamy za zakwitającą leszczyną i olchą, wypatrujemy krokusów i przebiśniegów, tokujących kruków i bielików, nasłuchujemy w polu pierwszych skowronków. Ale nawet artyści zwrócili uwagę na werbel dzięcioła, albo dzięciołka

5114

Znacie zapewne ten wiersz K I. Gałczyńskiego, szczególnie w wersji śpiewanej przez Marylę Rodowicz w rytm muzyki napisanej przez Adama Sławińskiego w 1969 roku:

Dzięcioł w drzewo stukał,

dziewczę płakało;

dzięcioł w drzewo stukał,

dziewczę płakało;

dzięcioł w drzewo, proszę, proszę,

a dziewczynie łzy jak groszek

albo jak te perły…

Są różne interpretacje tego utworu, nawet polityczne, bo w tekście wiersza oprócz dzięcioła pojawia się też premier. Istotny jest jednak dzięcioł stukający w drzewa. Robi to cały rok, a dlaczego? Bo jest także „doktorem drzew i wrogiem korników” jak słyszymy w piosence dla dzieci śpiewanej przez Irenę Santor:

 Dzięcioł w drzewo stuka

Stuk, stuk, stuk

I korników szuka

Puk, puk, puk

Patrzy, które drzewo chore

I ogląda chorą korę

 

Stuku puku, stuku puk

Dzięcioł to korników wróg

Jednak dzięcioł stuka w drzewa także w innych celach i na różne sposoby. Bo gdy szuka owadów, szczególnie tłustych larw, uderza w drzewo z boku, odłupując nawet spore drzazgi. Podobnie uderza w drzewo wykuwając dziuple. Wszystkie, w zasadzie prawie wszystkie, dzięcioły gnieżdżą się bowiem w samodzielnie przygotowanych dziuplach. Piszę wszystkie, bo w Polsce mamy aż 10 gatunków dzięciołów. Najpospolitszy jest dzięcioł pstry duży

5115

Duży jest tylko z nazwy, bo „gabarytowo”, czyli wymiarami i ciężarem największy jest dzięcioł czarny. Najmniejszy jest dzięciołek ważący tyle, co wróbel i zbliżony do niego wielkością, chętnie korzystający zimą ze słoniny koło leśniczówki:

5116

Pomiędzy dużym i małym dzięciołem pstrym sytuuje się dzięcioł średni. W ostatnim ćwierćwieczu przybył do nas z południa Europy i Bliskiego Wschodu nowy gatunek dzięcioła – białoszyi, zwany też syryjskim. Nie spotykany w dużych kompleksach leśnych, a raczej w parkach i sadach, chętnie osiedla się w miastach i krzyżuje z dzięciołem dużym.

 Najrzadszy, ale chyba najbardziej słynny jest dzięcioł trójpalczasty. Lubi suche świerki, a ich obecności w lesie nie lubimy my, leśnicy. Spotykany jest w Puszczy Białowieskiej, gdzie obecnie o suche świerki nietrudno i stał się sławny jako symbol sporu na linii „ekologów” i leśników. Leśników nikt nie musi przekonywać o znaczeniu martwych drzew dla przyrody i z pewnością pozostawiają ich w lesie tyle, że dzięcioł trójpalczasty z naszych lasów nie zginie. Na brzozach we wschodniej Polsce możemy spotkać inną pstrą rzadkość- dzięcioła białogrzbietego. Bardzo ciekawym i zupełnie nietypowym dzięciołem jest krętogłów. Odlatuje na zimę do Afryki, i to on jako jedyny nie kuje dziupli oraz siada na gałęzi w poprzek, a nie wzdłuż jak inne dzięcioły. Wygląda jak szarobrązowa ćma i syczy jak wąż.

Dzięcioł zielonego częściej zobaczycie na ziemi niż na drzewie. Szuka tam mrówek, czasem też owoców

5117

Jest bardzo podobny do innego dzięcioła- zielonosiwego, z którym czasem się krzyżujące. Gdy zobaczycie w lesie mrowisko z taką dziurą

5118

 zazwyczaj jest to sprawka dzięcioła zielonego lub czarnego, bo ich głównym pożywieniem są mrówki.

5119

 Dzięcioł czarny jest też swojego rodzaju deweloperem, bo wykuwa duże dziuple w grubych drzewach, chętnie zasiedlane przez wiele gatunków ptaków oraz zwierząt (kuny, wiewiórki, popielice, nietoperze). Otwór wejściowy ma średnicę około 10 cm, a głębokość dziupli sięga 50 cm. Często kuje dziuple w sosnach, chętnie w grubych bukach

51110

Bywa, że wtedy zasiedlają je rzadkie leśne gołębie- siniaki. To nieduże, mniejsze od grzywacza gołębie, które prowadzą skryty tryb życia. Dzięcioł duży z kolei woli kuć w miękkim drewnie, np. w osikach i olchach, także w sosnach. Często jego dziuple mieszczą się w drewnie porażonym przez grzyby, częściowo spróchniałym, a otwór wejściowy umieszczają pod owocnikiem huby, który tworzy praktyczny daszek osłaniający wlot.

51111

 Drążąc dziuplę dzięcioły pracują bardzo szybko i wytrwale po kilka, kilkanaście godzin dziennie. Jest ona gotowa nawet w zaledwie kilka dni. Czasem w ich mózgu, chronionym w specjalny sposób gąbczastym obszarem pomiędzy czaszką, a dziobem przed 10 tysiącami wstrząsów dziennie, pojawia się myśl wręcz inżynierska

51112

Prawda, że świetny pomysł na wykorzystanie starej, zarastającej spały żywiczarskiej? Ale bywa, że się mylą, wybierając żerowisko lub miejsce na dziuplę. Czasem, szczególnie młode osobniki dzięciołów robią szkody w domach położonych na skraju młodego lasu. Z braku starych i chorych drzew przysiadają na ścianach budynków i… potrafią wytłuc dziury w elewacji ocieplonego, pięknego domu. Dźwięk powstający przy opukiwaniu pokrytego tynkiem styropianu bardzo przypomina im dźwięk spróchniałego pnia. To zachęta, aby w pobliżu domu zachowywać stare drzewa i nie wycinać każdego suchego konaru w sadzie podczas wiosennych porządków.

Dzięcioł duży miewa też własną kuźnię. To specyficzne miejsce na pniu drzewa, w których dzięcioł duży zaklinowuje szyszki. Gdy przylatuje z nową, pełną nasion, usuwa z niej już wyjedzoną. Pod drzewem z czynną kuźnią zobaczymy, szczególnie zimą sterty szyszek. Można je zbierać do dekoracji ogrodu lub na podpałkę do kominka.

51113

Każdy gatunek dzięcioła ma swoje specyficzne cechy i zwyczaje, które czynią go wyjątkowym i interesującym. Warto je obserwować i poznawać ich zwyczaje, szczególnie zimą, gdy nie ma liści, a dzięcioły odwiedzają ludzkie siedziby.

Jednak niebawem, gdy zima zacznie ustępować wczesnej wiośnie, czyli gdy spodzimek styka się z pierwiośniem dzięcioły są też wyznacznikiem kończącej się zimy. Czy znacie bowiem dźwięk werbli dzięciołów?

Zwiastuje on początek zainteresowania czasem godów, bo dzięcioły są w zasadzie samotnikami i nie przejawiają w ciągu roku zainteresowania towarzystwem, nawet płci odmiennej. Na czym polega to werblowanie?  Kiedy dzięcioł stuka w pień szukając pożywienia, odłupuje drzazgi uderzeniami z boku. Jeśli natomiast bębni werblem uderza dziobem pionowo w drzewo (i nie tylko w drzewo). W tym celu ptak z rozmysłem wybiera suchy sęk lub gałąź i uderza dziobem wprowadzając ją w charakterystyczne, daleko słyszalne wibracje. Dzięcioł duży wybiera czasem dość niezwykłe instrumenty do grania – czasem bębni na metalowej latarni ulicznej, rynnach i innych, zwykle metalowych przedmiotach.

Ornitolodzy ten szczególny głos dzięcioła nazywają werblem albo mówią, że dzięcioł bębni. Werbel rozlega się w lesie, parku lub ogrodzie z zasady wyłącznie z końcem zimy i wiosną, jest to bowiem godowy głos dzięcioła. Gdy większość ptaków w tym czasie śpiewa, dzięcioł gra na perkusji. Bębnienie służy dzięciołom do znaczenia terytorium i przywabiania samicy, tak jak innym ptakom śpiew Każdy gatunek dzięcioła inaczej wybija werble. Jednak nie jest łatwo po tym dźwięku rozpoznać gatunek perkusisty. Bębnią samce, a u niektórych gatunków także samice.  Dzięcioł duży -samiec uderza dziobem nawet 20 razy na sekundę po czym następuje przerwa 2-3 minutowa. Samica też bębni, ale wolniej. Dzięcioł średni z reguły  nie bębni wcale. Rekordzistą w częstotliwości bębnienia jest dzięciołek, który uderza dziobem nawet 30 razy na sekundę, co człowiek odbiera jako pojedynczy dźwięk, w odstępach 5-sekundowych. Bębni samiec i samica. Werble dzięcioła czarnego dość łatwo rozpoznamy po głośnym i donośnym bębnieniu w grube, suche konary. Bębni powoli, samiec – 17 uderzeń na sekundę, samica – 14. Dzięcioł zielony bębni bardzo rzadko, zajęty poszukiwaniem mrówek. Odzywa się za to przeciągłym gwizdem.

51114

Dzięcioły mają jeszcze inny zwyczaj, który jest symbolem budzącej się wiosny. Praktycznie wszystkie dzięcioły na przedwiośniu obrączkują drzewa. Cóż to takiego? Obrączkowanie drzew przez dzięcioły polega  na wykonaniu nakłuć wokół obwodu pnia, najczęściej brzozy lub osiki. Nakłuwa je ostrym dziobem w celu utoczenia z nich słodkiego soku. Regularnie odwiedzają zaobrączkowane przez siebie drzewa i uzupełniają owadzią dietę o cenne cukry i minerały. Słodki, intensywnie wyciekający wiosną syrop zwabia też różne owady, a zatem dzięcioł przy przygotowanej obrączce ma urozmaicone, wykwintne menu. Pojawiają się tam muchy, pszczoły, chrząszcze oraz motyle, w tym rzadka i przepiękna rusałka żałobnik

51115

 Wypatrujmy zatem obrączek na drzewach i nasłuchujmy werbli dzięciołów, bo to oznacza, że zima ustępuje wreszcie przed magią i misterium wiosny.

 

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

 

13:31, lesniczy.lp
Link Komentarze (8) »
środa, 08 lutego 2017

510_2_min

Tak jak zapowiadałem 31 stycznia w pszczewskim kinie „Przystań” odbyło się moje spotkanie autorskie, związane z wydaniem książki „Rok leśniczego”. Nie chodziło tu jednak o promocję książki, a tym bardziej autora. Postanowiłem wykorzystać zainteresowanie książką, lasem i leśnikami także w innym celu. Dlatego obok mnie, przed licznie zgromadzoną publicznością stanęła Mirka Górna, a właściwie jej wózek…

Jest mi bardzo miło, że na to spotkanie przyszło tak wiele osób. Zostałem zaskoczony tak dużym zainteresowaniem. Kilkadziesiąt egzemplarzy książki rozeszło się w mig. Pomagająca mi jak zwykle moja małżonka, leśniczyna Regina Renata, rozdawała je za darmo. Ale na stoliku stała karteczka przygotowana przez pracowników Gminnego Ośrodka Kultury w Pszczewie: „Książka- cegiełka na wsparcie leczenia Mirki Górnej”. Praktycznie każdy wrzucił coś do stojącej obok skarbonki Mirki. Skarbonką interesowali się nawet ci, dla których nie wystarczyło książek lub dostali ją już wcześniej. Zabrałem także wcześniej wydaną przez Nadleśnictwo Trzciel książeczkę „Wokół Pszczewskiej Góry Wysokiej”, także mojego autorstwa. Również ona cieszyła się dużym zainteresowaniem. Kameralna, przytulna sala pszczewskiego kina wypełniła się różnymi ludźmi

5101

Przyszli niezawodni członkowie Klubu Przyjaciół Pszczewa, przyrodnicy, dziennikarze, przyjaciele lasu, Mirki i moi… Przyjechał emerytowany nadleśniczy Tadeusz z żoną Genowefą i wnukiem, przyszedł także dawny nadleśniczy, a potem dyrektor Pszczewskiego Parku Krajobrazowego Henryk z wciąż pełną energii żoną Wandą i córką, która jest nauczycielką. Była zresztą spora reprezentacja nauczycieli, ale także ludzie różnych innych zawodów i w różnym wieku. Specjalnie z dość odległego Zbąszynia przyjechało sympatyczne małżeństwo. Okazało się, że to stali czytelnicy Bloga Leśniczego. Fantastyczna sprawa… Blisko sceny zasiadła Marta- wnuczka dawnego leśniczego, która w przerwie chwaliła się znajomością nazw łacińskich drzew, ptaków i roślin. Nauczyła ją tego siedząca obok mama. Marta jako jedna z pierwszych przybiegła po wpis do książki

5102

Byli naturalnie także okoliczni leśnicy i to ze swoimi potomkami, tak jak np. leśniczy Maurycy z Nadleśnictwa Bolewice. Specjalnie na to krótkie spotkanie przyjechał aż z Nadleśnictwa Krzyż, z pilskiej regionalnej dyrekcji, leśniczy Paweł z synem.

5103

 

Wielkie dzięki za takie poświęcenie, nie tylko w celu zdobycia książki „Rok leśniczego”… Mówił mi potem, po spotkaniu, kolega leśniczy Paweł, że jego syn zastanawia się czy też zostać leśniczym? Sądzę, że to spotkanie z pewnością bardzo pomogło mu w podjęciu dobrej decyzji. Bo opowiadałem tego wieczoru zebranej publiczności o lesie, o powstawaniu książki, ale także o tym jak to jest być leśniczym. Starałem się uświadomić uczestnikom czy znają odpowiedź na pytanie: „Czy znasz swojego leśniczego?” Publiczność, choć w sporej części już wcześniej słuchała moich innych wykładów o lesie, spontanicznie reagowała na moje opowieści i prezentowane fotografie

5104

Kika zdań o sobie powiedziała też Mirka. Towarzyszyli jej rodzice, Ewa i Zbyszek. Wyglądała na bardzo zadowoloną i szczęśliwą. Z pewnością nie tylko z powodu zebrania blisko 1200 złotych na tak jej potrzebne leczenie. Także z tego, że od ludzi zebranych w małym , wiejskim kinie płynęły fluidy dobrej energii...

Wrażenia ze spotkania utrwalił dziennikarz Gazety Lubuskiej Dariusz Brożek. Znajdziecie je tu:

http://www.gazetalubuska.pl/wiadomosci/miedzyrzecz/a/lesnik-i-jego-przyjaciele-pomagaja-chorej-mirce,11770724/

Oprócz relacji znajdziecie tam prośbę o dalszą pomoc dla Mirki. Bo cóż to jedno spotkanie, choć miłe, sympatyczne i jeszcze pożyteczne...

Już wielokrotnie nawoływałem: „nie zatwardzajcie serc waszych”… Wielu może więcej. Pomagajcie innym, zaprzeczając ludzkiej obojętności i znieczulicy. Pomimo tego, że wołających o pomoc jest wielu i czasem, niestety, bywają pośród nich nieuczciwi ludzie. A zatem „grosz do grosza, a będzie kokosza”- jak mawiali już dawno temu mądrzy ludzie. Zbliża się przecież czas rozliczeń podatkowych. W naszych skrzynkach e-pocztowych znajdujemy różne nawoływania, prośby o wsparcie. Warto pomagać, bo lepiej pomagać niż wołać samemu. W pomoc zaangażowane są też fundacje leśników. Już kilkanaście lat temu leśnicy z „mojej”, szczecińskiej RDLP postanowili powołać do życia organizację pożytku publicznego o nazwie „Fundacja Pomocy Leśnikom i ich Rodzinom im. Huberta Jurczyszyna w Szczecinie”. W jej powstanie był bardzo zaangażowany właśnie nieżyjący już Hubert Jurczyszyn. Był to wspaniały człowiek i prawdziwy leśnik- uczył mnie urządzana lasu w Technikum Leśnym w Rogozińcu, a jego ojciec Zygmunt uczył mnie m.in. łowiectwa. Hubert był wieloletnim nadleśniczym w Strzelcach Krajeńskich. Teraz jego dzieło kontynuuje w fundacji żona, a synowie są leśnikami i kontynuatorami fascynacji muzyką myśliwską. Oto ich wspólna fotka z 2007 roku

5107

Gdy Hubert zachorował leśnicy z całej dyrekcji organizowali zbiórkę na jego leczenie. Wtedy narodził się pomysł stworzenia fundacji. Gdy od nas odszedł, nazwano ją imieniem Huberta, bo jaki inny patron mógłby być bardziej tego godny? Zasadniczym celem leśnej fundacji jest ochrona zdrowia oraz pomoc społeczna pracownikom, byłym pracownikom oraz ich rodzinom z nadleśnictw i zakładów wchodzących w skład Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Szczecinie. Warto ją wspierać 1% ale także innymi datkami. Co miesiąc z mojej i wielu innych leśników wypłaty wpływa drobne wsparcie dla potrzebujących. Pomagajmy sobie. O pomoc dla córki Marty prosi m.in. Marcin Kubiszyn, który jest pracownikiem Nadleśnictwa Sulęcin.

5105

Marta jest dzieckiem objętym pomocą z Fundacji Pomocy Leśnikom i ich Rodzinom w Szczecinie. Dlatego rodzice proszą o wpłatę 1% podatku właśnie na tę fundację: KRS 0000227907, koniecznie z dopiskiem Marta Kubiszyn.

To tylko jeden przykład będących w potrzebie…

Podobną fundacją, która jednak pomaga leśnikom z całej Polski, jest założono w 2004 r. przy RDLP w Krośnie Fundacja „Pomoc Leśnikom”. Działalność obu fundacji wspiera kilkadziesiąt jednostek Lasów Państwowych oraz wiele osób fizycznych. Fundacje nie mają pracowników i nie generują dla nich zysków. Są po to, aby pomagać ludziom w nieszczęściach. Szczegółowe wiadomości o obu fundacjach można znaleźć na stronach internetowych regionalnych dyrekcji LP w Szczecinie i Krośnie.

Wieczór w pszczewskim kinie pokazał, że fajnie jest słuchać, czytać o lesie, poznawać tajniki lasu, jego mieszkańców i pracy leśników, ale też fajnie jest pomagać. Nie mogli w nim uczestniczyć właściciele pszczewskiego folwarku

http://folwark.pszczew.com.pl/

Żaneta i Łukasz Robak pojechali z dziećmi na zimowisko, bo przecież to czas ferii. Wiele razy pomagali już Mirce i nie tylko jej. Byli wielokrotnie wyróżniani za swoją szeroką, różnorodną działalność. Niedawno zdobyli w ogólnopolskim konkursie, gdzie startowało blisko 300 rolników z kraju tytuł „Farmer Roku 2017” za najlepsze gospodarstwo agroturystyczne. Choć ich nie było w Pszczewie tego wieczoru, pomogli jednak Mirce inaczej. Ufundowali pyszne ciasto, kawę i herbatę przy której można było po zakończeniu wykładu porozmawiać z Mirką, no i z leśniczyną Renią oraz leśniczym Jarkiem…

Długo jeszcze trwały rozmowy przy kawie. Spotkanie zorganizowała prężnie działająca i przesympatyczna załoga pszczewskiego GOK. Dyrektor Wanda Żaguń po moim wykładzie obdarowała mnie w imieniu słuchaczy i czytelników książki pięknym bukietem

5106

Spotkanie i ten wieczór z pewnością zapadnie mi głęboko w pamięci. Dziękuję wszystkim za udział, zaangażowanie, za pomoc Mirce i za to ciepło, które popłynęło z waszych serc.

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 


20:53, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »
środa, 01 lutego 2017

509min

Styczeń minął mi bardzo szybko i dziś luty zapukał już do okna leśniczówki. Ostatnie dni szczelnie wypełniały mi głównie biurowe prace, związane z nowelizacją planu urządzania lasu. Leśnictwo Pszczew, które miało wcześniej numer 06 w nadleśnictwie teraz jest numerem 1. „Moje” 06 ma Nowy Świat, gdzie rozpoczynałem swoją leśną karierę i pracowałem na stanowisku podleśniczego. Zmiana numeracji wydaje się  tylko mało, albo nic nie znaczącym detalem, ale to tylko pozory. Bo wcześniej do numeru 06 było przypisanych wiele ewidencji, np. ogrodzenia upraw, grunty rolne i łąki, budynki, przedmioty nietrwałe w użytkowaniu itd. Należy je teraz wszystkie sprawdzić i przyjrzeć się, czy są dobrze przyporządkowane do leśnictw. To także konieczność wymiany oznaczników do drewna, które są przecież traktowane jak druki ścisłego zarachowania. Plastikowe plakietki przybijane do każdego stosu drewna i do każdej dłużycy mają kolejny numer w roku w jednej linii, a w drugiej jest zakodowane miejsce skąd pochodzi drewno. Spójrzmy na płytkę poniżej:

5091

5184 to numer kolejny stosów i dłużyc odebranych w danym roku w tym leśnictwie

Odszyfruję drugą linię cyfr:

10- to Regionalna Dyrekcja LP Szczecin

29- Nadleśnictwo Trzciel

06- Leśnictwo Pszczew dotąd, a od 1 stycznia 2017 będzie to płytka leśnictwa Nowy Świat.

Co miesiąc każdy leśniczy szczegółowo rozlicza się z wykorzystanych płytek. Teraz, w czasie zmian numeracji musieliśmy nawzajem poprzekazywać sobie płytki do drewna dopasowując je do poszczególnych leśnictw. Naturalnie wymaga to wielu dokumentów. Zmiana numeracji leśnictw to jeszcze nie taki wielki problem. Bardziej istotna jest zmiana numeracji oddziałów leśnych. Las podzielony jest na prostokąty oddziałów, z których każdy ma swój numer, poczynając od 1. Z kolei każdy oddział jest podzielony na pododdziały, czyli wydzielenia numerowane literami alfabetu, czyli a, b, c, d itd.

50911

 Pododdział to fragment lasu wymagający jednakowego traktowania gospodarczego i jednolity pod względem ważnych gospodarczo cech (np. wiek, skład gatunkowy drzewostanu). To bardzo ważna jednostka opisująca las, stanowiąca ważny element planowania. A w lesie, jak wielokrotnie pisałem, planowanie to podstawa. Dlatego „siedzę kamieniem” nad planem na lata 2017-2026 i przeglądam wydzielenie po wydzieleniu oraz sprawdzam uzgodnienia, które wcześniej, latem poczyniłem z taksatorami.

5092

 Ponad 2 tysiące hektarów lasu leśnictwa Pszczew podzielono na ponad 80 oddziałów, a każdy z nich na prawie cały alfabet… „Przetłumaczyłem” na nową numerację już wszystkie ogrodzenia upraw, dokładnie sprawdziłem działki zrębowe na najbliższe 10 lat, przejrzałem zaplanowane zabiegi: czyszczenia, pielęgnacje, melioracje. Co jakiś czas musze zajrzeć do biura nadleśnictwa. A las? Przecież tam wciąż się coś dzieje. Dodatkowo dziś i jutro wyjeżdżają samochody z papierówkami, to i tym należy sią zająć, choć w wywozie pomaga podleśniczy Irek. Z radością wyrwałem się zza biurka kancelarii leśniczego, ale najpierw musiałem pędzić do nadleśnictwa. Może nie tak znowu pędzić, bo na lokalnej drodze zupełne lodowisko

5093

Jak najszybciej załatwiłem konieczne sprawy, pokonałem 18 kilometrów „drogowego lodowiska” i z ochotą zanurzyłem się w lutowy las. Grupa drwali wycinała suche sosny opanowane przez grzyby i owady. Inna wycina melioracje na zrębie

5094

To zabieg przygotowujący fragment starego lasu do cięć rębnych. Usuwa się tam przeszkadzające krzewy i podszyty oraz drzewa niebezpieczne, zagrażające pracującym ludziom. Sprawdziłem czy została zachowana strefa bez cięć wokół niedużego bagienka oraz obejrzałem oznakowanie pozostawionej biogrupy. To rezerwuar życia biologicznego, które będzie rozwijać się w otoczeniu nowego pokolenia lasu.

Niedaleko ciągnik zrywkowy zwoził wycięte drzewka na stos. Nad lasem szybkim lotem przeciągnęły dwa kruki. Wykonywały w powietrzu efektowne ewolucje. Zaczynają już toki, bo kruki wcześnie składają jaja i zaczynają wychowywać młodzież. Słyszałem też dudniącego werblem dzięcioła dużego. No tak, pomimo dopiero rozpoczynającego się miesiąca lutego niektórym już w głowie wiosna… Usłyszałem chrobot kory i ujrzałem rudą baletnicę zbiegająca na ziemię. No proszę, pomimo dopiero początku lutego nie chce jej się spać. Szybko mnie zobaczyła i zwiała na drzewo. Nie chciała pozować, kryjąc się szczelnie za pniem.

5095

 Dałem jej spokój. Nie straszyłem jej i nie zmuszałem do zbędnego wydatku energii. Tak właśnie należy zachować się wobec zwierząt zimą. Nie przeszkadzajmy im w tym trudnym czasie, niech spokojnie zajmują się swoimi sprawami.

Wyjrzałem na pobliskie pola, gdzie żerowały sarny

 
50961

Korzystały z odsłoniętych fragmentów oziminy, napełniając żołądki. Nie jest im teraz łatwo, bo topniejący, a potem zamarzający śnieg pokrywa las i pola twardą skorupą. Dalej na pagórkowatych ugorach, prawie pozbawionych śniegu spotkałem inne sarny

5097

Świetnie zlewały się z otoczeniem i nie jest łatwo je wypatrzyć gdy pozostają w bezruchu. Obok na krzewach bzu przysiadło stadko dzwońców.

5098

 Bo właśnie takie ugory są teraz naturalnym karmnikiem wielu ptaków. Przetrząsają je w poszukiwaniu nasion i resztek owoców. W lesie jest prawie idealna cisza, bo trudno tam teraz o pożywienie. Nawet sikor nie słychać. Wiele z nich przesunęło się na skraj lasu lub do przydomowych ogrodów.

Te ptaki, które mieszkają blisko ludzi mogą liczyć na naszą pomoc

5099

Dlatego też koło leśniczówki kręciło się dziś wiele sikor

50910

Ale i tam muszą być czujne, bo często zagląda tu krogulec, a i znajoma kotka też czasem ma udane polowanie


509121

Nakrzyczałem na „Blondynę”, bo przecież miskę ma zawsze pełną. Karmnik ma zabezpieczenie „antykotowe” ale jakoś udało się jej, niestety, upolować modraszkę. Z kolei „Gruby”, jak na statecznego kocura przystało, przechadza się z wdziękiem i nie rzuca się na ptaki.

50913

 Choć mazurki na wszelki wypadek miały i na niego „oko”

50914

Pamiętajcie o dokarmianiu, bo ptakom nie jest łatwo zdobyć pożywienie, no i pilnujcie kotów, aby nie brały przykładu z naszej „Blondyny”. Niebawem, 11 lutego jest Dzień Dokarmiania Zwierzyny Leśnej, to może warto choć symbolicznie podrzucić coś zwierzakom? Naturalnie od dawna trwa dyskusja nad wadami i zaletami sztucznego dokarmiania. Dlatego my, leśnicy, wycinamy właśnie teraz rękami „zulowców” drzewka w czyszczeniach i wykonujemy melioracje na zaplanowanych na ten rok zrębach, aby leżące krzewy i drzewka służyły zwierzynie za karmę.

W lesie wciąż się wiele dzieje, bez względu na zimę i zalegające na biurku leśniczego sterty map i planów. W kolejce czekają szacunki brakarskie i wiele innych spraw, ale przecież nawet najważniejsze biurowe sprawy nie mogą być ważniejsze od lasu. Zaglądajcie zatem do lasu także w lutym, bo cisza jest tam tylko pozorna. Nawet w zimowym, zasypanym śniegiem ( na szczęście niezbyt grubo) lesie wciąż tętni życie i dzieją się ciekawe rzeczy.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

22:12, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 60