O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
niedziela, 22 maja 2016

469min

Każdy z nas marzy o długim, wygodnym, szczęśliwym życiu bez chorób i trosk. Wszyscy staramy się dbać o zdrowie, zapobiegać chorobom i szukamy recept na długowieczność. Wciąż próbujemy diet, szukamy zasad zdrowego żywienia i różnych naturalnych specyfików, które mają nam pomóc w osiągnięciu tego celu. Z pewnością najsłynniejszym naturalnym specyfikiem, znanym szczególnie panom jest… żeń-szeń. Znany w medycynie chińskiej od 4 tysięcy lat nie bez powodu nazywany jest zamiennie wszechlekiem. Jednak „człowiek-korzeń” bo tak z chińskiego tłumaczy się żeń-szeń, dziko rośnie w Chinach, Japonii oraz w rosyjskim Kraju Nadmorskim i zlewni Ussuri. Po co przemierzać świat lub szukać go w sklepie lub aptece skoro można pójść na spacer do sosnowego boru?

 Od ponad sześciu lat przekonuję czytelników blogu leśniczego o wszechstronnym dobroczynnym działaniu lasu i różnych roślin na ciało i ducha człowieka. Rośliny, zwierzęta, las towarzyszą nam od zarania, a drzewem, które w wielu kulturach wręcz otaczano czcią, jest… sosna. Pospolita sosna, królowa polskich borów, która zajmuje ponad 70 procent powierzchni naszych lasów to wspaniałe drzewo, które dzieli się z nami całą sobą. Większość naszego drewna to drewno, które pochodzi właśnie z drzew sosny.

4691

Ludzie zawsze korzystali z jej drewna, jednak posiadając pewien zasób wiedzy warto też korzystać z jej kory, igliwia, szyszek, młodych pędów, pączków, żywicy i eterycznego olejku. Jednak największym skarbem sosny, z którym dzieli się z nami właśnie teraz, w maju jest jej unikalny pyłek.

Szczególnie widać go teraz, najlepiej po deszczu lub na wilgotnych kawałkach dróg, które są pokryte żółtym nalotem

4697

Pyłek pokrywa też szczelnie okna domów w pobliżu lasu, parapety i lakier samochodów. Ale to nic złego. Drzewa sosnowe rosną w czystym środowisku, dlatego korzystnie jest mieszkać w sąsiedztwie borów. Czyste, przesycone aromatem olejków eterycznych powietrze w sosnowym borze bardzo pozytywnie wpływa na nasze samopoczucie. Wszyscy odczuwamy, czasem wręcz chronicznie, przemęczenie i wyczerpanie nerwowe. Wiadomo od dawna, że bliskość sosen pomaga leczyć choroby układu oddechowego, dlatego zakłady lecznicze dla chorych na gruźlicę usytuowane są w suchych sosnowych borach. Igły sosny wydzielają lotne substancje o działaniu mikrobobójczym – fitoncydy. Dlatego gdy chodzimy po lesie rozkoszujemy się przyjemnym żywicznym zapachem, a przy tym oczyszczamy płuca. Warto to robić, bo w leśnym powietrzu jest do 70 razy mniej organizmów chorobotwórczych aniżeli w mieście.

Do lasu warto wybierać się o każdej porze roku, jednak to w maju jest najlepszy czas na spacery po sosnowym lesie. Pyłku w nich do woli, gdyż sosna - można powiedzieć- produkuje go w marnotrawnym nadmiarze, jakby nie tylko dla przetrwania swojego gatunku, ale jeszcze po coś. Kwiaty szpilkowych, czyli także sosny, nie są zapylane przez owady, lecz przez wiatr. Na jednej sośnie zobaczymy kwiaty męskie i żeńskie.

469_2

Kwiaty żeńskie, w postaci zielonkawych lub czerwonawych łusek zebranych w stojące, szyszeczkowate kwiatostany, wyrastają parami na końcach młodych pędów.

4693

 

 Kwiatostany męskie wyrastają w skupiskach, tzw. klastrach, na końcu gałęzi, przypominające kolby kukurydzy lub większą wierzbową bazię. Wytwarzają one żółty pyłek, który wiatr przenosi na kwiaty żeńskie, a jeden kwiatostan dostarcza ponad 5 milionów ziaren pyłku!  

4694

Stąd jego obfite chmury, czasem nawet uciążliwe choć zupełnie nieszkodliwe (choć może alergicy mają inne zdanie) zapewniają trwałość borów. Co tak szczególnego jest w sosnowym pyłku?

Jego unikalność polega na tym, że stanowi jedno z nielicznych naturalnych źródeł naturalnego testosteronu i jego prekursora – androstendionu. W wielu współczesnych kulturach widzi się w pyłku sosnowym „eliksir młodości” czy „męskiej mocy”, niektórzy nawet mówią o nim : „viagra dla całego ciała”. Systematycznie stosowany przez długi okres czasu działa odmładzająco, zapobiega przedwczesnemu starzeniu się organizmu, pobudza siły witalne bo przecież zwiększa poziom testosteronu.

W tradycyjnej medycynie chińskiej pyłek sosnowy uważany jest za prawdziwe panaceum w zasadzie na prawie wszystko. Zalecany jest jako środek wykrztuśny, przeciwbólowy, zwiększający wytrzymałość i odporność, poprawiający stan skóry, ułatwiający odchudzanie, zapobiegający przerostowi prostaty.

Można stosować również zewnętrznie w celu osuszania ran, zahamowania krwawień i leczenia chorób skórnych – wyprysków, liszaja, trądziku, odparzeń itp. Wystarczy rankę czy zmianę skórną posypać pyłkiem.

Zwolennicy medycyny naturalnej dowodzą, że pyłek sosnowy wyraźnie przeciwdziała zmęczeniu, wydłuża czas przeżycia w warunkach stresu, obniża stężenie cholesterolu całkowitego we krwi, poprawia jego profil, działa przeciw miażdżycowo, chroniąc ściany tętnic przed uszkodzeniami od wewnątrz.

Pyłek sosnowy ma wysoką wartość odżywczą. Zawiera liczne aminokwasy, witaminy i składniki mineralne. Pyłek sosnowy może być używany jako dodatek do żywności. Możemy rozpuścić go w miodzie lub w mleku. Bardzo dobrze działa na nasz organizm podawany w nalewce, która łatwo możemy sporządzić. Alkohol powoduje rozpad błon okalających poszczególne ziarenka pyłku, czyniąc go bardziej biodostępnym dla naszego organizmu. Wystarczy nazbierać pyłku otrząsając do słoika męskie kwiatostany i zalać go 40 % wódką. Po odstaniu 3-4 tygodni w ciemnym miejscu stosujemy z umiarem. Wystarczy wziąć kilka kropli nalewki i bez połykania poczekać aż przez błony śluzowe w ustach hormony z pyłku przenikną do krwiobiegu. Błona śluzowa ust (szczególnie strefa pod językiem) charakteryzuje się doskonałą zdolnością wchłaniania pewnych związków, np. alkoholi i rozpuszczonych w nich środków. W ten sposób unikniemy strat związanych z przejściem przez przewód pokarmowy.

Można naturalnie jeszcze wiele pożytków czerpać z sosny. Wspomnę tylko, ze maj to czas na syrop-miodek z młodych pędów, które potem można jeszcze zalać alkoholem i uzyskać świetna nalewkę.

4695

 Z młodych, zielonych szyszeczek warto zrobić dżemik bo to rewelacyjny lek na gardło.

 Węglowodany, białka, olejki eteryczne, witaminy i mikroelementy opakowane w piękną formę kwiatostanu męskiego sosny są doskonałą przekąską podczas spaceru po rozgrzanym majowym słońcem borze sosnowym. Tak, to nie żart! Warto spróbować.

Spacer pośród sosen to ruch, świeże powietrze i zastrzyk pozytywnej energii. Jeśli dodamy do tego przekąskę z kwiatu sosny pełnego żywicznego zapachu i dobroczynnego pyłku to mamy swojego rodzaju baton energetyczny i jednocześnie napój – kwiaty są tak soczyste, że nawet gaszą pragnienie.

Z pełnego pyłku kwiatostanu możemy nawet sporządzić świetną i oryginalną, luksusową przekąskę i zadziwić nią przyjaciół. Wyobrażacie sobie pełen naturalnego testosteronu i substancji odmładzających kwiat sosny w gorzkiej czekoladzie z dodatkiem miodu, cukru trzcinowego lub syropu klonowego i posypany odrobina czarnego pieprzu? Podany do popołudniowej lub wieczornej kawy? Możemy to bardzo łatwo samodzielnie zrobić:

Należy zebrać niewielką ilość kwiatów, najlepiej z sosny pochodzącej z samosiewu, rosnącej na nasłonecznionej roli, aby nie zrobić szkód w lesie. Wybieramy zamknięte kwiatostany, czyli takie, z których nie osypuje się pyłek w czasie zbierania. Można obciąć nieco twardszy czubeczek kwiatu. Roztapiamy dobrą, gorzką czekoladę i dodajemy nieco miodu lub syropu oraz sporą szczyptę świeżo zmielonego pieprzu. Polewamy soczyste kwiatostany sosnowe ułożone na małym talerzyku, dekorujemy według własnej fantazji np. listkiem mięty lub odrobina pomarańczy i…gotowe.

Idealne dla dojrzałego pana na romantyczny wieczór z towarzyszką życia!

To wcale nie żart, bo dobroczynny wpływ sosnowego pyłku najlepiej działa na panów w słusznym wieku, ze stwierdzonym obniżonym poziomem testosteronu.

Uwaga:

Nie mogą pyłku stosować młodociani, gdyż powoduje on zakłócenie wydzielania endogennego testosteronu. Przeciwwskazane jest to również u mężczyzn dotkniętych nadczynnością hormonalną. Pyłek sosnowy dobrze wpływa też na kobiety. Między innymi, dzięki temu, że zawiera androstendion może zapobiegać przedwczesnemu wygaśnięciu czynności jajników.

Wszyscy jednak możemy spacerować po sosnowych borach, bo sosna na każdego ma dobroczynny wpływ.

4696

 Ludzie wiedza o tym od dawna, bo np. już tysiące lat temu w Chinach i Japonii panował zwyczaj picia herbaty pod sosną na cześć dobrego ducha w niej mieszkającego, natomiast w starożytnej Grecji i Rzymie sosna poświęcona była bogini przyrody i płodności.

Może zatem zaczniemy budować nową tradycję majówek dla zdrowia? Wtedy zamiast grilla oraz piwa tuż przy domu będziemy stosować spacery po sosnowych borach, czekoladową przekąskę z sosnowego pyłku, syrop-miodek z pędów sosny, o którym pisałem już wcześniej no i nalewkę z pędów sosny lub z jej fantastycznego pyłku. Warto pomyśleć o tej leśnej ofercie jak najszybciej, bo niebawem dłuższy weekend.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

20:12, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
niedziela, 15 maja 2016

468_min

 

Dzisiaj, w niedzielę, 15 maja, w Leśnym Ośrodku Edukacyjnym im. red. Andrzeja Zalewskiego w Jedlni-Letnisku odbywają się po raz piętnasty główne obchody Święta Polskiej Niezapominajki.

Dzień Polskiej Niezapominajki – święto przyrody obchodzone corocznie właśnie 15 maja, ma na celu promowanie jej walorów, stałe przypominanie o ochronie środowiska i zachowaniu różnorodności biologicznej Polski.

Obchodzone jest od 2002 roku. Powstało dzięki inicjatywie Andrzeja Zalewskiego z Ekoradia. "Intencja święta jest jedna: niech niezapominajka zbliża ludzi i uczy Polaków wzajemnej serdeczności. Święto Niezapominajki, to święto ludzi serdecznych - serdecznych Polaków" - powiedział w 2006 roku nieżyjący już redaktor Zalewski.

Innym razem redaktor Zalewski zauważył, że:

„polska bioróżnorodność jest jeszcze na tyle bogata, że pozwala żyć niezapominajce w lasach, na bagnach, moczarach, przy stawach i rzekach, a także na polach, bo mamy odmianę polnej niezapominajki oraz w zacienionych częściach starych parków".

O tym święcie i o niezapominajkach, niepozornych ale ciekawych roślinach pisałem już wcześniej, np. tutaj:

http://lesniczowka.blox.pl/2015/05/Nie-zapomnij-o-niezabudkach.html

Powstała nawet nowa tradycja wysyłania w Dniu Polskiej Niezapominajki kartek-niezapominajek do ludzi, których darzymy serdecznymi uczuciami o których chcemy szczególnie pamiętać. Wysyłam zatem niezapominajkę dla wszystkich czytelników zapisków leśniczego:

46811

Drugą jednak dedykuję wilkowi, bo to szczególny symbol bioróżnorodności naszych lasów.

Dlaczego tegoroczną własną niezapominajkę podarowałem wilkowi?

W sekretnym języku kwiatów niebieski kolor zarezerwowany jest dla wzniosłych uczuć. W ten sposób te niepozorne ale piękne kwiaty stały się symbolem miłości człowieka dla przyrody, miłości do Ziemi i do innych ludzi. Ale zastanówmy się dlaczego Cyprian Kamil Norwid w fantazji „Za kulisami” napisał wierszem „Nie chcę już smutków, nie!...” tak:

Dlatego lubię kwiat niezapominek,

Bo rwą go tylko ręce wiarołomne!

O jakim wiarołomstwie pomyślał genialny poeta?

Dlaczego inny poeta, z którym dzielę wiele wspólnych poglądów, także miłość do Tatr, Kazimierz Przerwa –Tetmajer pisał?:

Gwiazdy są dla mnie jako modre kwiatki 

niezapominek posiadanych na grobie 

straconej wiary...

Być może chodzi tu o wiarołomność i straconą wiarę w ludzi, którzy krzywdzą przyrodę. Może obaj poeci znali historię wilka i wilczego prawa, które wobec szarego drapieżnika z polskich lasów stanowili ludzie? Ci sami ludzie, którzy chętnie deklarują, że kochają kwiatki, ptaszki, motyle, przyrodę… Wilk jest także częścią przyrody, w którą tak samo chętnie, jak często nieumiejętnie wtrącają się ludzie.

Kontynuując poprzedni wpis wysyłam swoją dzisiejszą „niezapominajkę” wilkowi, którego od wieków prześladowano w naszym kraju.

46821

Wilk, gdziekolwiek się pojawił, był i jest obecny w wierzeniach i kulturze narodów dzielących z nim miejsce na ziemi. Obecny jest w wierzeniach, legendach, obrzędach, imionach i nazwiskach, nazwach miejscowości, gór, rzek. Znamy wszyscy legendę o założycielach Rzymu wykarmionych przez wilczycę, a warto też pamiętać, że słynny mongolski cesarz Dżyngis Chan także szczycił się tym, że jest synem wilka. Szczególnym szacunkiem cieszył się wśród Indian i Eskimosów. Jednak w cywilizowanej Europie, no i siłą rzeczy w Polsce niemal od zawsze był prześladowany.

Najlepiej świadczą o tym akty prawne związane z wilkiem, które udało się mi odszukać i zebrać:

  • Pierwszy z nich, który pochodzi z I poł. XIX w i powstał w Wielkim Księstwie Poznańskim brzmi dość ponuro:

Za zabicie wilka wypłacano wtedy nagrody zgodnie z bardzo szczegółowym aktem prawnym, jakim było wydane 29 sierpnia 1815 roku przez Królewsko-Pruskiego Naczelnego Prezesa Wielkiego Księstwa Poznańskiego „Obwieszczenie tyczące się wygubienia zagęszczających się coraz bardziey wilków” oraz z rozporządzeniem Królewsko-Pruskiej Regencji z 7 marca 1817 roku „względem nagród za zabicie wilków”. Nagrody wypłacano za ubicie dorosłego wilka, młodego i  szczenięcia,  za okazaniem obciętych uszu, z dozwoleniem stosowania wszelkich metod. Jako najskuteczniejszą metodę tępienia wilków uznawano sporządzanie trucizn. Co szczególnie mnie przykro było czytać służbom leśnym wyznaczono wtedy nawet rygor kar w przypadku niedopełnienia obowiązku zabijania wilków.

Ale nie tylko Wielkopolska tak stanowiła „wilcze” prawo dla wilka.

„Królewska Pruska Regencyja” w Opolu 26 lutego 1817 roku ogłasza w Amtsblattcie - Dzienniku Urzędowym tak:

„Uwiadomienie względem wyniszczenia wilków, bo się bardzo rozmnożyły i względem nagród za to obiecanych”. Musiały jednak nieźle śląskim przodkom podpaść  nieszczęsne wilki, ponieważ wyznaczono solidne nagrody za ich zabicie. Wilk wilkowi nierówny, dlatego i nagrody były mocno zróżnicowane. Za starą wilczycę (waderę) płacono 12 talarów, za starego wilka (basiora) 10 talarów, za młodego wilka 8 talarów, a za szczenię 4 talary.

Wtedy trzeba było przedstawiać całą zabitą sztukę, chociaż zabijać można było, jak mówiło zarządzenie, jakimkolwiek sposobem... Wartość nagrody była duża, a najbardziej było opłacalne zniszczenie gniazda z młodymi i ich rodzicami. Można było zgarnąć nawet ponad 30 talarów. Dla porównania w lutym tegoż roku płacono w Raciborzu za korzec (Scheffel) pszenicy 2 talary i 18 groszy a za korzec owsa 1 talar i 4 grosze. Jeden korzec pruski to 54,961 litrów.

W 1846 roku pojawiła się carska ustawa o tępieniu wilków. Zalecane było używanie trucizn w bezlitosnym tępieniu wilków. Premie wypłacały powiatowe urzędy skarbowe, a ogon i uszy stanowiły dowody i podstawę do wypłaty nagrody. Opieszałych w zwalczaniu wilków dotkliwie karano.

Takie przepisy i gorliwe ich wypełnianie doprowadziły do szybkiego wytępienia wilków w Wielkopolsce, a także na Ziemi Lubuskiej. Ostatniego wilka w powiecie międzyrzeckim upolowano w okolicy Wyszanowa (gm. Międzyrzecz, woj. Lubuskie) 18 lipca 1852 roku. Podaje tę informację za kronikami niemieckimi Stefan Cyraniak z Międzyrzecza w swojej „Kronice dziejów Międzyrzecza i okolic” wydanej w 2 częściach w 2009 roku. Wilk, który przywędrował w rejon Wyszanowa i Bukowca z południowo-zachodniej Wielkopolski wyrządzał duże szkody pośród domowych zwierząt należących do rolników z okolicznych wiosek. Myśliwi zorganizowali polowanie w bukowieckich borach i myśliwy z Lusowa Jan Ungier strzelił ostatniego wilka w starym borze, na wzgórzu. Wdzięczni mieszkańcy wiosek postawili w tym miejscu pamiątkowy 3 metrowy obelisk z okolicznościową płytą i napisem w języku polskim i niemieckim. Pomnik wilka stoi tam do dziś i jest podobno jedynym pomnikiem wilka w Polsce i być może w Europie. Znajdziecie go na terenie Leśnictwa Czarny Bocian w Nadleśnictwie Trzciel, w oddziale 33 a, tuż obok granicy z Nadleśnictwem Międzyrzecz, w sąsiedztwie parkingu leśnego.

Wojciech Łysiak w książce „Mnisia Góra. Podania i bajki warciańsko-noteckiego międzyrzecza” przytacza opowieści o polowaniach na wilki w Jeziercach, Goszczanowie i okolicach Skwierzyny. Według tych opowieści ostatni wilk w okolicy Skwierzyny został zastrzelony w 1843 roku.

  • 3.XII.1927 roku – ukazuje się rozporządzenie Prezydenta Rzeczypospolitej wprowadzające nowe prawo łowieckie, jednolite dla całego państwa. Uznaje ono wilka za dzikie zwierzę łowne z całorocznym okresem polowań. Dopuszcza, a wręcz zaleca możliwość tępienia tego bezwzględnego szkodnika wszelkimi sposobami – można stosować żelaza, potrzaski, sidła, pułapki.

Może to w odwecie za te pułapki na wilki niektórzy stosowali w dawniejszych czasach takie nieprzyjemne pułapki na leśniczych

4683

 

Wykładano je (na szczęście bardzo rzadko) na leśnych ścieżkach, którymi leśnicy przemieszczali się rowerami służbowymi.

  • połowa lat 30-tych – dyskusje wokół nowelizacji ustawy łowieckiej: domagano się całkowitego wytępienia wilków jako bezwzględnych szkodników przy użyciu wszelkich możliwych sposobów lub ewentualnie trzymanie ich jedynie w rezerwatach. Przy ożywionej dyskusji pada też propozycja wprowadzenia czasowej ochrony.
  • 29.I.1955 r. - uchwała Rady Ministrów w sprawie tępienia wilków. Nałożyła ona obowiązek ich eksterminacji na Wojewódzkie Rady Narodowe. Ustalono nagrody za zabicie wilka (1000 zł w czasie polowania indywidualnego; 500 zł w trakcie polowania zbiorowego i 200zł za wybranie szczenięcia z gniazda. Średnia płaca w przemyśle w 1955 roku wynosiła 1100 zł. Władze PRL zobowiązane, wiadomo przez kogo, do „odwilczenia terenu” ludowej ojczyzny, powołały komisarzy do kierowania akcją tępienia drapieżników. W ciągu 10 lat zabito 2600 wilków.
  • 7.XII.1955 r. - wyłączono wilka ze spisu zwierząt łownych, a tym samym zupełnie wyjęto go spod prawa
  • 2.I.1956 r. - zarządzenie Ministra Leśnictwa i Przemysłu Drzewnego powołujące komisarzy wojewódzkich d/s tępienia wilków, także przy zastosowaniu trucizn.
  • 17.VI.1959 r. – Sejm uchwalił ustawę o hodowli, ochronie zwierząt łownych i prawie łowieckim. Status prawny wilka bez zmian - nie został uznany za zwierzę łowne.
  • 1960 r. – podniesienie wysokości nagród za zabicie wilka do 1200 zł
  • 1964 r. – kolejny wzrost wysokości nagród do 1500 zł.
  • początek lat 70-tych - pierwsze głosy w prasie i wydawnictwach naukowych wskazujące na konieczność ochrony wilka oraz niedopuszczenie do jego całkowitego wyginięcia.
  • 5.VII.1973 r. - zarządzenie Ministra Leśnictwa i Przemysłu Drzewnego w sprawie zmniejszenia liczby wilków. Złagodzono sposób traktowania wilków- odtąd wprowadzono zakaz trucia wilków. Zarządzenie przeniosło obowiązek zajmowania się tępieniem wilków z komisarzy na nadleśniczych, czyniąc ich odpowiedzialnymi za stan wilków w terenie. Na jego mocy leśnikom wypłacano nagrody zabicie wilka- w kwocie 3000 zł. W woj. rzeszowskim, białostockim i lubelskim utrzymano nagrodę w wysokości 1500 zł. W pozostałych województwach nawet tak wysokie nagrody (przeciętna płaca w przemyśle w 1974 r. wynosiła 2870 zł) straciły sens, bo wilków i tak już tam nie było. W latach siedemdziesiątych w Polsce zostało bowiem zaledwie ok. 100 wilków.
  • 17.XI.1975 r. - rozporządzenie Ministra Leśnictwa i Przemysłu Drzewnego - wpisano wilka na listę zwierząt łownych. Zniesiono nagrody za zabicie wilka oraz wprowadzono okres ochronny od 1 IV do 31 VII na terenie całego kraju z wyjątkiem województw: krośnieńskiego, przemyskiego i nowosądeckiego. To miejsca, gdzie wilki przetrwały w największej liczbie i nadal były tępione.
  • 30.XII.1981 r. – zmieniono rozporządzenie MLiPD z 1975 roku i wprowadzono okres ochronny dla wilka na terenie całego kraju
  • 1984 r. - wypłacanie myśliwym za zabicie wilka zgodnie z kalendarzem polowań tzw. zryczałtowanych kosztów pozyskania zwierzyny w wysokości 5000 zł
  • 1989r. - odstąpienie od centralnego wyznaczania odpłatności za pozyskanie zwierzyny, także wilka. Myśliwy musiał od tej pory płacić za odstrzał. Za udane polowanie trzeba było zapłacić sumę równą w przybliżeniu średniej miesięcznej płacy w sektorze uspołecznionym.
  • 13.IV.1992r. - rozporządzenie Wojewody Poznańskiego w sprawie gatunkowej ochrony zwierząt - wprowadzono ochronę wilka w województwie poznańskim. Niebawem, jeszcze w tym samym 1992 roku takie same rozporządzenia chroniące wilka wydali wojewoda gorzowski i pilski.
  • 6.I.1995 r. - rozporządzenie Ministra Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa w sprawie ochrony gatunkowej zwierząt - całkowita ochrona gatunkowa wilka z wyjątkiem województw: krośnieńskiego, przemyskiego i suwalskiego.
  • 20.II.1995 r. - rozporządzenie Ministra OSZNiL w sprawie okresów polowań na zwierzęta łowne- wprowadzenie okresu polowań od 1 XI do końca lutego na terenie województw: krośnieńskiego, przemyskiego i suwalskiego.
  • 30.IV.1995 r. - rozporządzenie Ministra OSZNiL w sprawie uznania niektórych gatunków dzikich zwierząt za łowne oraz wyłączenia niektórych gatunków ze spisu dzikich zwierząt łownych. Uznano wilka za dzikie zwierzę łowne na terenie województw: krośnieńskiego, przemyskiego i suwalskiego.
  • 1995 r. - rozporządzenia wojewodów przemyskiego i suwalskiego w sprawie ochrony gatunkowej wilka na terenie ich województw.

14.IV.1998 r. - rozporządzenie Ministra OSZNiL w sprawie ochrony gatunkowej zwierząt wprowadzające całkowitą ochronę gatunkową wilka na terenie całego kraju.

  07. XI. 2015 r. - zakaz zabijania polskich wilków na Słowacji przy granicy z Polską.

 Po 2000 roku pojawiły się informacje o pojawianiu się wilków w zachodniej Polsce, po wielu latach nieobecności. Znaleziono wilka potrąconego przez samochód na drodze pomiędzy Łagowem a Torzymiem. Można go dziś podziwiać spreparowanego w Nadleśnictwie Torzym. Wilki były spotykane coraz częściej w tamtejszych okolicach oraz obserwowano je także w lasach pod Bledzewem i Międzyrzeczem. Leśnicy i myśliwi wielokrotnie opowiadali mi o spotkaniach z wilkami w Puszczy Noteckiej, szczególnie w okolicach Międzychodu, Sierakowa i Wronek. Oglądałem amatorski film nakręcony przez myśliwego w 2004 roku w okolicach Sierakowa, gdzie samotny wilk pojawił się w Puszczy Noteckiej. Potem leśnicy widzieli małe wilczki i watahę liczącą 4-5 sztuk.

W pierwszych dniach grudnia 2009 roku na poboczu drogi nr 160 w okolicach Sowiej Góry, tuż przy granicy lubusko-wielkopolskiej, znaleziono martwego wilka.

 Wypatrzył go na poboczu drogi kierowca szkolnego autobusu. Zawiadomił natychmiast leśników z Międzychodu, którzy ocenili, że jest to ważący 46 kg basior. Jego wiek oceniono na 4 lata.

Można go podziwiać w całej okazałości w siedzibie Muzeum Puszczy Noteckiej

 W dawnej leśniczówce Mokrzec (na terenie nieistniejącej już puszczańskiej wsi Radusz) zorganizowali je leśnicy z Nadleśnictwa Międzychód wspólnie z lokalną społecznością.

Leśnicy z Bolewic też przekazali wilka, który zginął pod kołami samochodu do Centrum w Mniszkach. Wilki zatem stały się pełnoprawnymi mieszkańcami polskich lasów i musimy nauczyć się żyć w ich sąsiedztwie. Bo to od ludzi i ich zdrowego rozsądku zależą dalsze losy wilków.

 Ważne jest to, żeby ludzie ograniczali presję na wilki - podkreśla Sabina Nowak, która od lata zajmuje się badaniem populacji wilka.

 "Chodzi o to, żeby istniała wola dalszej ochrony gatunkowej, żeby leśnicy akceptowali obecność tych zwierząt w lasach i rozumieli, że mają w tym drapieżniku sojusznika w ochronie lasu przed nadmiernym żerowaniem jeleni i saren. Bez wsparcia ze strony leśników, bez jednoznacznego, negatywnego stosunku do kłusownictwa ze strony leśników, sytuacja wilków może się w każdej chwili pogorszyć" – tłumaczy dr Sabina Nowak.

Dlatego moja dzisiejsza niezapominajka trafiła w wilcze łapy

 

W przyrodzie najważniejsze jest zachowanie równowagi i rozumienie zachodzących w niej procesów, szczególnie przez człowieka, który nieustannie dostosowuje otoczenie do swoich potrzeb. Musi to rozumieć leśnik, myśliwy, przyrodnik, dziennikarz, nauczyciel i każdy, kto odwiedza las, gdzie mieszkają wilki. Nawet Czerwony Kapturek.

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

 

 

22:38, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
środa, 11 maja 2016

467min

Dla wielu z nas to symbol zła, który napawa nas niechęcią i lękiem. Nigdy go nie lubiano. Wilk- piękny, szary drapieżnik polskich lasów jako symbol zła występował od wieków w legendach, bajkach, przypowieściach i wielu innych przekazach. Choć nie jest największym drapieżnikiem w Europie, to ani niedźwiedź, ani ryś, ani żadne inne zwierzę nie budziło i nie budzi tylu negatywnych emocji. Mówimy czasem tak jak dawniej: „Tylko człowiek wilkiem patrzy, wilk głodem…” Nie chcemy chyba jednak dopuścić do siebie myśli, że w naszych lasach, obok nas, mogą znowu żyć wilki.

Jednak to staje się faktem i czy się nam podoba, czy nie, wilki wracają do lasów praktycznie całej Polski. Ostatnio zadomowiły się już na stałe w zachodniej Polsce i w zasadzie codziennie mogę spotkać ich ślady i tropy w pszczewskich lasach oraz okolicach. Kilka dni temu wilk pojawił się w Mniszkach, za sprawą leśników z Nadleśnictwa Bolewice. Ale nie żywy, bez obaw. To wilk, który niestety padł ofiarą ludzi, a dokładnie to uczestnik kolejnej kolizji drogowej. Moi koledzy z sąsiadującego z Trzcielem nadleśnictwa, słynącego z sosny bolewickiej, pomierzyli go, zważyli a następnie oddali do spreparowania. Przy okazji uzyskali pewność, że wilki zadomowiły się w lasach, w których racjonalnie gospodarują.

Wilczy dowód leżał na poboczu drogi wojewódzkiej nr 160 pomiędzy Łowyniem a Głażewem.

 4671

To właśnie w tym miejscu 17 listopada 2015 roku znaleziono martwego ważącego 30 kg samca wilka. O tym szczególnym znalezisku powiadomił leśników łowczy Koła Łowieckiego nr 98 „Ryś" z Międzychodu. Wilk- jak wielu jego szarych pobratymców- zginął w wyniku zderzenia z pojazdem. Potwierdził to lekarz weterynarii wezwany przez leśników, który ocenił wiek wilka na około 2 lat i pobrał próbki do badań genetycznych, które przeprowadziło potem stowarzyszenie dla Natury „Wilk".

Od kilkunastu lat Stowarzyszenie dla Natury „Wilk” pod okiem pani dr Sabiny Nowak prowadzi badania nad rozmieszczeniem, liczebnością i wybranymi elementami ekologii wilków w Polsce Zachodniej. Projekt rozpoczął się już w lecie 2001 roku. Wtedy pojawiły się tutaj pierwsze ślady obecności wilków. Według badaczy wiosną 2015 roku w lasach zachodniej Polski żyło już co najmniej 40 stałych, rozmnażających się grup rodzinnych wilków.

Naukowcy potwierdzili też, że głównym zagrożeniem dla wilków jest człowiek. Spośród 28 wilków, jakie dotąd w czasie trwania badań znaleziono martwe, 18 zginęło na drogach (były to głównie młode samce, jak ten z okolic Łowynia), siedem padło łupem kłusowników, a dwa zginęły z powodu chorób i innych przyczyn naturalnych.

Wilk po uzyskaniu przez leśników z Bolewic wszelkich zgód na spreparowanie i przetrzymywanie chronionego zwierzęcia służy teraz jako „obiekt” edukacyjny. Nadleśniczy Tadeusz Szymański uznał jednak, że jest w okolicy miejsce, gdzie wilk lepiej zostanie wyeksponowany i lepiej posłuży edukacji przyrodniczej niż w Izbie Edukacyjnej Nadleśnictwa Bolewice.

No i ponieśli wilka do Mniszek…

4672

Mniszki to dawny folwark, a obecnie wieś w wielkopolskiej gminie Międzychód, malowniczo położona w dolinie rzeczki Kamionki, w enklawie Pszczewskiego Parku Krajobrazowego. Nazwa wsi nawiązuje do czasów, gdy do pocz. XV wieku właścicielem Mnichów - sąsiedniej, nieco większej wsi. był klasztor w Paradyżu. Tuż obok leżą Tuczępy, kolejna ciekawa wieś i miejscowi żartobliwie nazywają położone obok Mnichy, Mniszki i Tuczępy – „trójmiastem”.

Do lat 90. XX w. na skraju Mniszek funkcjonowała przemysłowa tuczarnia trzody chlewnej. Od roku 2007 działa tu Centrum Edukacji Regionalnej i Przyrodniczej i właśnie tutaj bolewiccy leśnicy przekazali w darze pechowego wilka.

4673

To doskonałe miejsce dla wilka, który profesjonalnie spreparowany będzie żył drugim życiem w tym ciekawym ośrodku edukacyjnym. Centrum posiada zbiory, które mogą zainteresować każdego. Można przypomnieć sobie tutaj jak dawniej żyło się na wsi. Urządzono więc warsztaty: szewski, garncarski, wikliniarski, bednarski, kuźnię i kącik pszczelarski. Zobaczymy tu także wystawę sprzętu gospodarstwa domowego i urządzeń do przeróbki mleka,  urządzeń i sprzętu do prania, maglowania i prasowania, wystawę maszyn rolniczych. Leśnicy pomogli także w wyposażeniu stoiska z narzędziami drwala i żywiczarza. Odtworzono także wnętrze dawnej klasy szkolnej z ławkami, gdzie stał atrament i obsadka pióra oraz skład kolonialny „z mydłem i powidłem”. Wiele tu się dzieje przez cały rok, a sztandarową imprezą jest jesienne Wielkie Smażenie Powideł.

Skromna uroczystość z wilkiem w tle odbyła się tu 6 maja, przy okazji narady terenowej leśników z Bolewic. Nadleśniczy Tadeusz Szymański i jego zastępca Grzegorz Roszkowiak zaprosili na nią oprócz leśników także pracowników i sympatyków CEPiR oraz myśliwych i przyrodników. Przecież właśnie tutaj już od wiosny 2011 roku czynna jest diorama poświęcona rezerwatowi przyrody Dolina Kamionki, a od jesieni 2012 roku także izba edukacyjna dotycząca leśnictwa i myślistwa.

Nadleśniczy opowiedział historię wilka, który zapewne stanie się atrakcją Centrum w Mniszkach

4674

Przypomniał zebranym, że las jest dla wilków domem, daje im schronienie oraz pożywienie. Pojawienie się wilków na tym terenie jest dowodem dobrze prowadzonej gospodarki leśnej i łowieckiej. Wilki polują przecież od wieków na dzikie ssaki kopytne  i wybierają zwykle najsłabsze osobniki, przez co nie są konkurencją dla myśliwych , a pozytywnie wpływają na selekcję zwierzyny płowej.

Potem wilk został uroczyście przekazany kierownikowi Centrum Jackowi Kaczmarkowi.

46751

Wszyscy uczestnicy tego spotkania stanęli do pamiątkowej fotografii

4676

Pamiętajmy, że wilki nie stanowią zagrożenia dla ludzi i nie są powodem, aby unikać kontaktu z lasem. Wbrew pozorom nie jest łatwo spotkać wilka w lesie, a one nie są zainteresowane kontaktem z ludźmi. Od kilkudziesięciu lat nie zdarzył się przypadek agresywnego zachowania tego drapieżnika wobec człowieka. Raczej nigdy nie zdarzy się sytuacja, którą w satyrycznym żarciku zilustrował Andrzej Mleczko

4677

Pomimo to czytamy:  „Nie ma chyba w dziejach świata zwierzęcia, które miałoby u ludzi tak zszarganą reputację jak wilk – tak napisał kiedyś prof. Andrzej Bereszyński z poznańskiego Uniwersytetu Przyrodniczego. Dla nas, leśników, ta zszargana reputacja wilka stała się podwaliną budowania pozytywnego wizerunku i PR. Dlaczego?

Na dzieci i ich pojmowanie świata bardzo silnie oddziałują bajki. Pamiętajcie bajkę o Czerwonym Kapturku? Po raz pierwszy ukazała się pod tytułem „Mały Czerwony Kapturek” w zbiorze baśni Charlesa Perraulta dokładnie w 1697 roku, a potem powstało wiele innych wersji. W każdej z nich spotykamy jednak dobrego leśniczego, myśliwego lub gajowego (dla dzieci, a także wielu dorosłych to zwykle ta sama osoba), który, zabijając lub przepędzając złego wilka, staje się obrońcą bezbronnych ludzi.

  Nowszą wersję Czerwonego Kapturka stworzył Jan Brzechwa, w której dzielny gajowy nie zabija wilka i nie rozpruwa mu brzucha ale zdecydowanie skłania go do wyplucia babci i dziewczynki.  

Tak naprawdę już dawno temu w tępieniu wilków wpisaliśmy się na niechlubną kartę obok wielu europejskich krajów. Możemy się usprawiedliwiać, że to było dawno temu. Że to wszystko przez zaborców i komunizm. Jednak to prawda, że objęliśmy wilka ochroną gatunkową na terenie całego kraju dopiero w 1998 roku.

Ale wilki giną nadal, bo człowiek podporządkował sobie naturę i nic tego nie zmieni. Będzie coraz więcej domów, miast, dróg. Czy znajdzie się w tym świecie miejsce dla wilka? Bo ten znalazł sobie miejsce w Mniszkach

4679

Wilk o mało nie podzielił losu tura czy dropia… Opowiedziałem o historii wilka, jego prześladowaniu i o legendach z nim związanych uczestnikom uroczystości w Mniszkach, bo zaprosili mnie tam koledzy z Bolewic.

4678

 W najbliższym czasie podzielę się także z Wami opowieścią o „odwilczaniu” polskiej ziemi, wilczych komisarzach  wojewódzkich i aktach prawnych zmuszających leśników do tępienia szarych drapieżników. Wilki jednak to przetrwały. A mądrzy ludzie mawiają:

Kto boi się wilków, nie powinien chodzić do lasu...

 

Leśniczy Jarek-lesniczy@erys.pl 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

22:02, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »
sobota, 07 maja 2016

 

466min

Co roku 4 maja w dzień Świętego Floriana, swoje święto obchodzą strażacy. Bo jest to Międzynarodowy Dzień Strażaka, kiedy świętują zarówno zawodowi strażacy- zatrudnieni z Państwowej Straży Pożarnej, jak i ochotnicy- zrzeszeni w organizacji społecznej o długiej tradycji-Ochotniczej Straży Pożarnej. W wielu naszych miastach, gminach i wsiach brać strażacka integruje się w tych dniach podczas okolicznościowych apeli, uroczystości kościelnych, a później podczas festynów.

„Gdy obowiązek wezwie mnie

Tam wszędzie, gdzie się pali,

Ty mi, o Panie siłę daj,

Bym życie ludzkie ocalił...”

Ten fragment modlitwy strażaka, anonimowego autora w zasadzie mówi wszystko. To ryzykowny, odpowiedzialny zawód dla dobrze przygotowanych ludzi. Dlatego aby zostać strażakiem zawodowym należy ukończyć szkołę np. dla aspirantów, której absolwent zdobywa stopień młodszego aspiranta odpowiadający technikowi pożarnictwa lub Szkołę Główną Służby Pożarniczej, po której ukończeniu otrzymuje się stopień młodszego kapitana (mgr inż. pożarnictwa). Każdy strażak nieustannie szkoli się i ćwiczy, bo i tu znajduje zastosowanie powiedzenie: „im więcej potu na ćwiczeniach, tym mniej krwi w boju”.

Bo to trudny i niebezpieczny zawód.

4661

To nie tylko gaszenie pożarów, ale ratownictwo drogowe, a wypadków na drogach jest mnóstwo. To także likwidacja zagrożeń chemicznych, wyjazdy do niebezpiecznych owadów, czasem zwierząt i wiele innych obowiązków. Pomoc strażaków bywa nieoceniona, a zawsze bardzo potrzebna.

Niejednokrotnie na dźwięk syreny alarmowej do zagrożenia ruszają też strażacy-ochotnicy, zrzeszeni w OSP- Ochotniczych Strażach Pożarnych. To szczególnie na obszarach wiejskich często jedyna, prężnie działająca organizacja społeczna zrzeszająca mężczyzn ale także kobiety, młodzież, a nawet dzieci. W „moim” powiecie międzyrzeckim do OSP formalnie należy 1200 osób zrzeszonych w 39 jednostkach. Do tego należy doliczyć spore grono sympatyków i młodzieży zrzeszonej w Młodzieżowych Drużynach Pożarniczych. Strażacy ochotnicy mają w naszym powiecie do dyspozycji 56 samochodów bojowych różnego typu, a czasem swoje zamiłowanie do „strażactwa” okazują poprzez lifting prywatnych samochodów:

4668

 Ochotnicy niezależnie od pory dnia, święta i sytuacji, pozostawiają swoje domowe obowiązki, a czasem nawet pracę i ruszają z pomocą innym ludziom.

4669

 Czym się zajmują, najlepiej opisują słowa hymnu OSP " RYCERZE FLORIANA ":

Gdy trzeba - czuwamy po nocach:

Czy łuna na niebie nie wschodzi

W ulewach i rwących potokach-

Walczymy z żywiołem powodzi.

Bo wszędzie gdzie życie i mienie człowieka

Gotowy potargać na strzępy los zły -

Spieszymy z pomocą- bo nie ma co zwlekać-

Rycerze Floriana - to my !

 

Refren:

Strażacy - druhowie

I z miasta i wsi

Czuwają , by człowiek

Bezpiecznie mógł żyć.

 

Opatrzność nam sprzyja, więc raźniej -

Nieść pomoc, na którą ktoś czeka.

Strażacy potrafią odważnie

Przygarnąć do serca człowieka.

Umiemy żyć jasno, z honorem i dumnie,

Ożywiać marzenia i spełniać swe sny.

Więc trzeba świat kochać i strzec go rozumnie-

Rycerze Floriana - to my !

 

Refren:

Strażacy - druhowie

I z miasta i wsi

Czuwają by człowiek

Bezpiecznie mógł żyć

 

46610

Strażacy ochotnicy są widoczni nie tylko w akcjach bojowych ale podczas różnych uroczystości religijnych, samorządowych i państwowych. Często pomagają w zapewnieniu bezpieczeństwa na dużych i małych imprezach:

4662

 

Przechodzą przecież szereg specjalistycznych szkoleń, dzięki którym ich pomoc jest zawsze na wysokim poziomie. Uczą się od strażaków zawodowych, policjantów, wojskowych, ratowników medycznych, lekarzy, chemików i mechaników. Strażacy ochotnicy swoją pomoc niosą głównie na zasadach wolontariatu. Niektóre jednostki jednak mają za to wynagrodzenie za godziny wyjazdów ratowniczych, ale przeważnie jest ono przekazywane na konto straży i finansuje sprzęt oraz umundurowanie.

Strażacy z OSP kojarzą się nam także bardzo pozytywnie z siłą orkiestr dętych:

 46631

Strażacy to zatem rycerze Floriana, a kim był ich patron, święty Florian?

Według żywotu z VIII wieku, Florian był oficerem, dowódcą wojsk rzymskich, stacjonujących w Mantem, w pobliżu Krems. Podczas prześladowania chrześcijan przez Dioklecjana został aresztowany wraz z 40 żołnierzami i przymuszony do złożenia ofiary bogom. Wobec stanowczej odmowy wychłostano go i poddano torturom. Przywiedziono go do obozu rzymskiego w Lorch koło Wiednia. Namiestnik prowincji, Akwilin, starał się oficera rzymskiego wszelkimi środkami zmusić do odstępstwa od wiary: groźbami i obietnicami. Kiedy jednak te zawiodły, kazał go biczować, potem szarpać jego ciało żelaznymi hakami, wreszcie uwiązano kamień u jego szyi i zatopiono go w rzece Enns. Miało się to stać 4 maja 304 roku.

  Co prawda nie był strażakiem, ale legendy wokół jego osoby spowodowały, że stał się patronem osób, które wykonują niebezpieczne zawody, związane z ogniem. Florian jest szczególnie bliski mieszkańcom Krakowa i ma tam m.in. swoją ulicę i bramę.

W roku 1184 na prośbę księcia Kazimierza Sprawiedliwego, syna Bolesława Krzywoustego, Kraków otrzymał znaczną część relikwii św. Floriana. Ku ich czci wystawiono w dzielnicy miasta, zwanej Kleparz, okazałą świątynię. Kiedy w 1528 roku pożar strawił tę część Krakowa, ocalała jedynie ta świątynia. Odtąd zaczęto św. Floriana czcić w całej Polsce jako patrona podczas klęsk pożaru, powodzi i sztormów.

4664

Florian to także nasz patron, patron leśników. Bo każdy leśnik terenowy także bywa strażakiem. Pełnimy dyżury przeciwpożarowe, wypatrujemy dymów, dbamy o specjalnie oznakowane drogi pożarowe i punkty czerpania wody. Wielu z nas, ja także, jest członkami OSP. Bardzo często to właśnie my wzywamy na pomoc strażaków, zarówno zawodowych jak i ochotników, choć często sami sobie radzimy:

4665

Tak właśnie działa nasz leśny system przeciwpożarowy. Szczecińska Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych, tak jak każda z pozostałych 16 RDLP, ma doskonale opracowany i funkcjonujący system ochrony przeciwpożarowej. Obejmuje on przecież ogromną powierzchnię około 660 tys. ha, od Bolewic w Wielkopolsce, po Międzyzdroje nad Bałtykiem, której strzeże system szybkiego wykrywania i alarmowania o pożarze. Składa się on z ludzi, którzy mają do pomocy nowoczesną technikę: kilkadziesiąt kamer na 32– 40-metrowych masztach, sprzęt łączności, samochody gaśnicze i samochody patrolowo-gaśnicze, będące na wyposażeniu każdego nadleśnictwa.

Widać je często w lesie obok strażackich wozów bojowych

4666

 W czasie silnego zagrożenia pożarowego ten ogromny obszar patrolują także 2 samoloty patrolowe, 2 śmigłowce i 5 samolotów patrolowo-gaśniczych. Wszyscy leśnicy są częścią tego systemu, bo kiedy ktoś zgłosi pożar lub gdy któraś z kamer dostrzeże dym, trzeba natychmiast udać się w takie miejsce i sprawdzić, co się dzieje. Obserwatorzy śledzący obraz z kamer po zauważeniu dymu kontaktują się z sobą i bardzo precyzyjnie lokalizują powstałe zagrożenie. Dyżurują przy monitorach od rana do późnego wieczora – to też bardzo odpowiedzialna służba. Kamery są wysokiej jakości, pozwalają na zbliżenie obrazu i precyzyjne ustalenie współrzędnych pożaru.

Pożary i wszelkie zagrożenia zgłaszane są również telefonicznie, kiedy ludzie widzą podejrzany dym lub ogień.

Choć najlepiej nie szukać leśniczego ale dzwonić pod numer alarmowy 112 lub 998.

Zdarza się jednak często, że zaniepokojeni dymem lub ogniem ludzie, dzwonią bezpośrednio do leśniczego. To prawidłowe zachowanie, bo przecież pożar to największa katastrofa, jaka może się zdarzyć w lesie i przyrodzie. Dlatego i leśnikom patronuje święty Florian, choć my rzadko tego dnia świętujemy.

 

Leśniczy Jarek-lesniczy@erys.pl

                                                                                   

 

 

10:49, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
piątek, 29 kwietnia 2016

465min

 

Podobno Polacy bardzo lubią świętować i z utęsknieniem czekają na okazję, gdy sobocie i niedzieli towarzyszy inny wolny od pracy dzień. Najlepiej zwykle świętuje się w plenerze i przy dobrej pogodzie. Dymią wtedy grille lub ogniska na działkach i w przydomowych ogródkach. To świetna okazja do rodzinnych i towarzyskich spotkań. Zwykle pierwszą taką okazją jest majówka. Tak potocznie nazywamy od jakiegoś czasu  dni od 1 do 3 maja. Ze względu na bliskość Święta Pracy i Święta Konstytucji 3 Maja, które są dniami ustawowo wolnymi od pracy, przy sprzyjającym układzie kalendarza lub dobraniu sobie paru dni urlopu mamy dogodną okazję do wielodniowego wypoczynku. Każdy z nas, nawet największy pracuś, odczuwa czasem potrzebę leniuchowania i urlopowego luzu, szczególnie po zimie.

Formalnie majówka składa się z trzech świąt:

  1. Pierwszego maja obchodzone jest święto pracy. Jest to międzynarodowy dzień dla uhonorowania wszystkich, którzy walczyli o prawa dla robotników. Geneza tego święta wywodzi się z Chicago, gdzie w pierwszych dniach maja robotnicy strajkowali, aby wprowadzić ośmiogodzinny dzień pracy.1 maja jest świętem państwowym od 1950 roku. 
  2. Drugiego maja w Polsce obchodzony jest Dzień Flagi. To dość młode święto (ale nie jest to dzień wolny od pracy) wprowadzono 20 lutego 2004 roku. Tego dnia organizowane są akcje mające na celu propagowanie patriotyzmu. Warto wspomnieć, że to właśnie 2 maja 1945 roku Polacy umieścili biało-czerwoną flagę na Reichstagu w Berlinie.  
  3. Trzeciego maja obchodzone jest Święto Konstytucji Trzeciego Maja. Upamiętnia ono podpisanie 3 maja 1791 roku Konstytucji Trzeciego Maja. Od 1919 roku ten dzień jest świętem narodowym, jednak w 1950 roku władze komunistyczne zabroniły obchodów. Od roku 1981 wznowiono tradycję świętowania trzeciego maja.

Majówka stała się zatem świetną okazję do propagowania idei patriotyzmu, jednocześnie wielu Polaków wykorzystuje te kilka dni wolnego jako okazję do rodzinnego wypoczynku. W miastach organizowane są liczne spotkania patriotyczne, składanie kwiatów pod pomnikami, uroczyste msze, parady i pokazy Wojska Polskiego. Nie zapomnijmy wywiesić flag państwowych na swoich domach!

 Ostatnie dni kwietnia nie rozpieszczały nas wiosenną, słoneczną pogodą. Taki widok z okna kancelarii leśniczego roztaczał się jeszcze 24 kwietnia

4651

Dziś jednak jest już słonecznie i znacznie cieplej. Księżyc wyszedł już z fazy pełni, co o tej porze skutkuje zwykle nawet solidnymi przymrozkami. W tym czasie w lasach robi się bielutko nie tylko od przymrozków , bo kwitną tarniny:

4652

Nie tylko zresztą w lasach, bo na śródpolnych, starych alejach kwitną już także moje ulubione śliwki- węgierki

4653

Majówkę wielu ludzi spędza poza granicami kraju, na wycieczkach, prywatnych wypadach. Mój znajomy Czech kiedyś ze śmiechem komentował, że podczas majówki czeska Praga staje się absolutnie polska. Trudno wtedy na Złotej Uliczce lub Moście Karola usłyszeć inny język niż polski ...

Każdy wypoczywa jak lubi. Ktoś pragnie zwiedzać Pragę lub egzotyczne kraje, ktoś rozpala grilla na działce, ktoś inny pracuje w ogródku i rozmawia z drzewami w sadzie. Nieodmiennie, od lat, namawiam do spędzenia majówki w lesie bo jest ona na literę Z. Możemy się naprawdę zachwycić tym Z… Dlaczego?

Po pierwsze majówka w lesie jest na Z- bo Zielona:

Pierwsze dni maja to wybuch świeżej, soczystej zieleni. Przyroda budzi się do intensywnego życia i każda roślinka pobudzona wilgocią i majowym słońcem pędzi w górę. Las jest teraz zachwycająco piękny. Zakwitło już wiele kwiatów i oprócz uspokajającej nasze zmęczone cywilizacją zmysły zieleni, ucieszymy oczy całą paletą barw. W oczy rzucają się łany kaczeńców, czyli knieci błotnej

4655

Bogactwo barw zobaczymy też na skrzydłach motyli odwiedzających kwiaty, piórach ptaków, które uwijają się przy budowie gniazd i na zwierzętach, które też są teraz nadzwyczaj aktywne. Kręcą się zające, lisy, rude wiewiórki, czasem spotkamy także większe zwierzęta. Na do tej pory szarych sukniach saren zobaczymy już przebijającą się, charakterystyczną dla wiosny i lata rudość

4656

O tej porze w lesie, oprócz bujnej zieleni na nasze zmysły świetnie podziałają wiosenne dźwięki i zapachy. Bo pachnie świeżą trawą, kwiatami roślinności zielnej, pękającymi pąkami kwiatów krzewów i drzew , świeżo wzruszoną ziemią, wilgocią. Wokół słychać dźwięki wielu gatunków ptaków, które nawołują się, tokują, ostrzegają, oznajmiają o zajętym terytorium, straszą rywali lub wrogów. Huczą bąki ukryte w trzcinach, „hupkają” bajecznie kolorowe dudki, koncertują drozdy, strzyżyki, pokrzewki, pleszki, pieją bażanty-koguty

4657

Kogo teraz nie ma w lesie- ma czego żałować!

Po drugie majówka w lesie jest Z- jak Zdrowa:

Otaczająca nas zieleń niesie wytchnienie dla zmysłów ale też zdrowie. Sam kontakt z lasem, dobrą energią emitowaną przez drzewa, olejkami eterycznymi i ciszą jest zbawienny dla naszych organizmów. Ale możemy teraz zrobić zapasy liści, kwiatów czy pędów, które niosą nam zdrowie. Kwitną właśnie „mlecze” czyli mniszki lekarskie

46581

Całe rośliny są lecznicze ale teraz szczególnie warto zbierać kwiaty. Podawałem już wcześniej przepis na „miodek” z kwiatów mniszka. Warto też zbierać płatki kwiatów, układać je w słoiku i przesypując cukrem lub dodając nieco miodu. Na koniec można dodać łyżkę lub nieco więcej spirytusu, aby zakonserwować nasz zdrowy wyrób. Zażywać codziennie dla zdrowia łyżkę syropu razem ze słonecznymi  płatkami mniszka.

Syrop z mniszka lekarskiego jest skarbnicą witamin, minerałów i innych substancji, które mają działanie prozdrowotne. Może być stosowany w leczeniu wielu dolegliwości, ale bywa też źródłem nie tylko zdrowia, ale też przyjemności. Warto bowiem rozpuścić w garneczku parę tabliczek dobrej, gorzkiej czekolady i dodać do niej mniszkowych płatków z syropem. Całość wylać na tacę lub folię i na powrót zrobić tabliczki z czekoladą ale z unikalnym dodatkiem jakże zdrowych płatków. To dopiero zdrowy przysmak.

W lesie pojawiły się już pokrzywy, które są także bogactwem witamin i bardzo bogatym źródłem świetnie przyswajanego żelaza.

4659

 Warto nazbierać ich w środku lasu, z dala od dróg oraz pól i zrobić z nich bardzo zdrowe danie, szczególnie polecane kobietom i dawcom krwi:

Naścinać szczytowych części pokrzyw z głębi lasu przed ich zakwitnięciem (najlepsze są tylko stożki wzrostu). Potrzebna jest większa ilość, bo po ugotowaniu bardzo tracą na objętości. Wrzucić na chwilę do wrzątku, potem odcedzić i otrząsnąć z wody. Drobno posiekać, wyłożyć na rozgrzane klarowane masło, lekko poddusić  (tak jak przyrządza się szpinak), dodając posiekany czosnek, sól i pieprz. Wlać nieco śmietany (najlepiej wiejskiej – „od baby”), odparować i zaciągnąć całość jajkiem. Podawać na grzance umoczonej w mleku lub śmietanie, podsmażonej na złoty kolor. Posypać potarkowanym, gotowanym na twardo jajkiem i oprószyć zieleniną według uznania.

Warto też nasuszyć sobie liści pokrzywy i używać ich potem w kuchni jako uniwersalny dodatek do sałatek czy np. do oprószenia gotowanych ziemniaków.

Świeżą ale też zdrową zielenią pysznią się teraz brzozy

465102

Początek maja to najlepszy czas na zbiór młodych liści brzozy oraz wykorzystanie ich walorów zdrowotnych. Liście zawierają liczne związki czynne: m.in. flawonoidy, garbniki, saponiny, kwasy organiczne, olejki eteryczne i sole mineralne. To świetny surowiec do odtrucia naszego organizmu. Dlatego warto teraz zrobić sobie zapas na cały rok. Jakże zdrowo spędzimy majówkę, gdy podczas leśnego spaceru, obcując z zielenią drzew i barwami kwiatów, ptaków oraz motyli nazbieramy jeszcze zdrowych liści pokrzywy lub brzozy...

Świeżo zerwane, najlepiej w lekko słoneczny dzień, suche i zdrowe listki brzozy czy pokrzywy rozłożyć na papierze (nie na gazetach, bo farba drukarska nam je zanieczyści) lub na płótnie, w miejscu zacienionym i przewiewnym. Po wyschnięciu, czyli gdy liście będą się kruszyć w palcach, zamknąć w szczelnym szklanym naczyniu lub zwykłej, koniecznie papierowej torbie.

Picie naparów z liści brzozy powoduje zwiększone wydalanie moczu, a wraz z nim jonów sodu, chloru i kwasu moczowego, szkodliwych produktów przemiany materii. Liście brzozy chronią też wątrobę, powodują zwiększone wydalanie żółci, działają lekko napotnie.

Można też z nich zrobić wyjątkową nalewkę:

W szklanym słoju o pojemności 0,7 l umieścić do więcej niż połowy naczynia rozdrobnione, najlepiej ręcznie, świeże liście brzozy i lekko je ugnieść. Podgrzać dość mocno ćwiartkę wódki i zalać nią liście. Macerować około 7 dni, przecedzić. Stosować 2–3 razy dziennie w dawce około 10 ml rozpuszczonej w szklance wody lub w postaci dodatku do herbaty.

Można by tu jeszcze dodać całą księgę „zdrowych” przepisów na surowce, które możemy sami zdobyć z naszych lasach w trakcie majówki.

Po trzecie majówka w lesie jest Z, a nawet ZZ- Zaskakująco Zwyczajna…

Jestem przekonany, że po fascynacji egzotyką dalekich wyjazdów, urokiem obcych krajobrazów, smakami światowych kuchni tęsknimy za zwyczajnością. Pragniemy zwyczajnego odpoczynku w otoczeniu znanym od dziecka, tęsknimy do smaków kojarzonych z kuchnią babci i mamy, z ulgą wracamy do zwykłych miejsc, które kojarzą się nam z tym co było. Las to właśnie takie pozornie zwykłe ale jakże atrakcyjne miejsce. Czasem jest to las, który sami sadziliśmy jeszcze w szkole podstawowej, innym razem jest to las, gdzie chodziliśmy na pierwsze randki. Zawsze jest to jednak Zaskakująco Zwyczajny, polski las, który jest Zielony, Zdrowy i gwarantuje każdemu kto go lubi i szanuje najcudowniejszą majówkę, jaką można sobie wymarzyć.

Życzę zatem wszystkim cudownej, leśnej majówki!

 

Leśniczy Jarek-lesniczy@erys.pl

 

 

 

22:15, lesniczy.lp
Link Komentarze (10) »
piątek, 22 kwietnia 2016

 

464min

Dzisiaj w Polsce obchodzimy Światowy Dzień Ziemi. Naszej ziemi, polskiej ziemi, po której stąpamy wolni, niezależni, samodzielni, mądrzy… Czy mądrzy? Tak z pewnością wydaje się każdemu z nas. Ale już od wielu lat mamy podobno demokrację i w zasadzie można mówić i myśleć co nam się podoba. Dlatego myślę sobie, że nie zawsze znajdziemy upoważnienie do tego, aby mówić, że jesteśmy mądrzy. Szczególnie gdy spojrzymy na naszą wspólną, polską ziemię. Gdy spojrzymy na otaczające nas lasy i wody, pola, łąki, otoczenie naszych domów. Wiem co mówię, bo od wielu już lat zaglądam w pozornie niedostępne zakamarki lasów, wód. Obcując na co dzień z przyrodą spotykam też nieustannie różne ślady ludzkiej działalności. Nie zawsze są to ślady chlubnej i mądrej działalności. Bo wszyscy możemy swobodnie i powszechnie korzystać z lasów i wód. No chyba, że natkniemy się na teren prywatny, ogrodzony i oznakowany… Korzystanie to nie zawsze mądre korzystanie, to zachowania czasem mało ludzkiei pozbawione szacunku do Matki Ziemi. Otacza nas wszystkich piękno świata przyrody. Czy umiemy z niego korzystać? Czy potrafimy docenić to co mamy na wyciągnięcie ręki?

W zasobach globalnej sieci przeczytamy:

Międzynarodowy Dzień Matki Ziemi (ang. International Mother Earth Day) to święto obchodzone corocznie 22 kwietnia, ustanowione przez Zgromadzenie Ogólne ONZ w 2009 roku rezolucją A/RES/63/278 z inicjatywy Boliwii, ogłoszone światu przez jej prezydenta Evo Moralesa Ayma. Rezolucja Zgromadzenia Ogólnego ONZ z 22 kwietnia 2009 roku uznała, że "Ziemia i jej ekosystemy są naszym domem", i że ustanowienie Dnia jest "niezbędne w celu promowania harmonii z naturą i Ziemią".

Termin "Matka Ziemia" został użyty, ponieważ "odzwierciedla współzależność, która istnieje między ludźmi a innymi żywymi gatunkami wspólnie zamieszkującymi naszą planetę". Ale zwykle to tylko ludzie uważają się za dzieci Matki Ziemi, nie licząc się z resztą otaczającego nas świata, zarówno żywego jak i składającego się z przyrody nieożywionej. Czy potrafimy uszanować otaczające nas piękno? Czy potrafimy pokłonić się zwierzętom, kwiatom, drzewom?

4641

Czy odpowiedzialnie i z szacunkiem obchodzimy się z naszą Matką-Ziemią?

Niszczymy jej piękno i bogactwa, eksploatujemy nie myśląc o jutrze, śmiecimy, tratujemy, demolujemy, bezmyślnie, palimy...

4642

 

Dzieje się tak chyba na całym świecie, nie tylko w Polsce.  Zbiorowa odpowiedzialność za planetę, do której wezwano narody na Szczycie Ziemi w 1992 została określona w słynnej deklaracji z Rio. Ale to tylko dokument, to tylko nasze, ludzi, deklaracje. Może choć dziś, tego jednego dnia warto pomyśleć o naszej Matce Ziemi? Pomyśleć o naszych działaniach, o dążeniu do harmonii z przyrodą. Celem tego świątecznego dnia jest przecież promowanie harmonii z naturą i Ziemią w celu osiągnięcia sprawiedliwej równowagi pomiędzy gospodarczymi, społecznymi i środowiskowymi potrzebami obecnych i przyszłych pokoleń ludzkości. To takie nieustanne poszukiwanie złotego środka pomiędzy potrzebami przyrody a różnorodnymi potrzebami ludzi. Jak każdy leśnik codziennie jestem takim szczególnym poszukiwaczem i sądzę, że po swojemu rozumiem tę harmonię.

 

Co roku 22 kwietnia w Polsce obchodzone jest to święto. Powiedzą nam o nim w wiadomościach, leśnicy i przyrodnicy zorganizują jakąś akcję, może włączą się w to święto szkoły. Zwykle taka akcja skupia się przede wszystkim na problemie śmiecenia i ponownym odzysku cennych surowców. W lesie znajdziemy czasem ogromne zasoby tego „bogactwa”

4643

Choć czasem powstaje dylemat jak odzyskać cenne surowce… Mierzyłem się z nim już w poniedziałek, bo zastanawiałem się co można odzyskać z dwóch kanap, które „żałosny ktoś” wywiózł do dębowego zakątka mojego leśnictwa

4644

Nic mi nie przychodziło do głowy, jakaś taka pustka mnie ogarnęła, a zatem wezwałem na pomoc pana Darka- pracownika zakładu usług leśnych i przekazaliśmy ten problem pod rozwagę pszczewskiemu „Pszokowi”. Wiecie co to PSZOK? To Punktu Selektywego Zbierania Odpadów Komunalnych, który jest w każdej gminie jako owoc świetnej, nowoczesnej ustawy „śmieciowej”. Mamy tam „swoje” kontenery na śmieci, za które nadleśnictwo otrzymuje faktury, fakt dostarczenia tam śmieci z lasu przez np. pana Darka potwierdza podpisem leśniczy. Sporo takich ”owoców” harmonii ludzi i natury dostarczamy do pszczewskiego PSZOKA. Czy te kanapy nie mógł ten "ktoś" dowieźć tam osobiście, zamiast wywalać je do lasu?  Osoby fizyczne, które dostarczają do PSZOK odpady tzw. ponadgabarytowe, nie mieszczące się do pojemników na śmieci nic za to nie płacą

 W skali całych Lasów Państwowych co roku wywozimy z polskich lasów tysiąc wagonów kolejowych śmieci pokrywających wciąż na nowo naszą Matkę-Ziemię. Płacimy za te śmieci milionami złotych z budżetu leśników, a przecież moglibyśmy je wydać na wiele innych, pożytecznych dla przyrody i ludzi rzeczy, bo nie wszystko jest za darmo.

Ale za darmo mamy piękno otaczającego nas świata, za darmo możemy podziwiać uroki ziemi, tej ziemi…

Szkoda tylko, że nie każdy z nas potrafi to docenić. Kiedy myślę o ziemi, o jej pięknie i trosce o nią, zwykle przychodzi ma na myśl pewne szczególne małżeństwo. To Alina i Józef Skrzekowie, którzy pochodzą ze Śląska. Może waśnie dlatego tak bardzo kochają przyrodę, ciszę i piękno naszej Matki Ziemi. Zachwycali się jej pięknem wiele razy w okolicach Pszczewa, pośród lubuskich lasów i wód. Józef to światowej sławy wspaniały muzyk, a Alina jest wrażliwą, mądrą kobietą, która czasem pisze teksty do Muzy Józefa.

4645

W pszczewskim kościele powstała jedna z płyt Józefa- „Maria z Magdali”.  Wcześniej, w 2006 roku ukazała się inna płyta J. Skrzeka pod tytułem „Słone perły” do której słowa napisała Alina Skrzek. Znajdziemy tam utwór dedykowany przez Alinę dzieciom Śląska - 

"O Ziemio”, który według mnie powinien zostać oficjalny hymnem Światowego Dnia Matki Ziemi:

„O Ziemio - Dzieciom Śląska”

słowa: Alina Skrzek  muzyka: Józef Skrzek

 

O ziemio niedobra, o ziemio przegrana

Jam ci wierny jak gołąb szybujący w niebo.

To blask pajęczyn, me serce krwawiące,

Dlaczego krzywdą opłacasz łzy moje.

To łzy nadziei, wołam, wielbię cię

Patrzę w niebo jaśniejsze niż zwykle.

Aż nagle chmura czarna pokryła twarz słońca.

Gołąb śnieżny lot zniżył, wirując ku ziemi ojczystej,

Zrzuć swe skrzydła w dusze nadziei

Kochanie już prawie noc…

 

Dbajmy wszyscy o polską ziemię, aby nie była ani niedobra, ani przegrana. Nie róbmy jej krzywdy żadnym nieprzemyślanym uczynkiem, bo nie godzi się tego robić Matce…

 

Leśniczy Jarek-lesniczy@erys.pl

 

14:22, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
sobota, 16 kwietnia 2016

463min

Przez ostatnie dni wiele słyszymy o 1050 rocznicy chrztu Polski. Dowiadujemy się nowych faktów, słuchamy różnych dywagacji o miejscach w kraju i Europie. związanych z tymi wydarzeniami. Lasy w okolicach Pszczewa mają bardzo ścisły i bliski związek z tym jakże ważnym wydarzeniem w historii naszego kraju. Choć było to tak dawno, że trudno oddzielić prawdę historyczna od legendy… Ale Andrzej Sapkowski pisał:

Tylko w legendach może przetrwać to, co w naturze przetrwać nie może. Tylko legenda i mit nie znają granic możliwości.

 O legendach opowiem dalej. Jednak to pewne, zbadane przez historyków, począwszy od prac Edwarda Dąbrowskiego w 1956 roku, a zatem udowodnione, że uwarunkowania geograficzne i przyrodnicze Pszczewa zapewniają mu znaczące miejsce w tym jubileuszu 1050-lecia Chrztu Polski. Bo przez Pszczew wędrował Mieszko I, Św. Wojciech, Otton III podążając właśnie tędy na Zjazd Gnieźnieński…

 Gęste lasy i nieprzebrane bogactwo wód, o których pisał m.in. Jan Długosz w swoich kronikach nazywając Pczewem jedno wielkie jezioro ciągnące się od dzisiejszego Trzciela, poprzez Pszczew po Przytoczną (nazwaną tak od konieczności przetaczania łodzi przez pasek lądu- dawniej Przetoczna) nadało tym ziemiom wielkie znaczenie.

Pośród nieprzebranych lasów, wód, bagien i trzęsawisk niewiele miejsc nadawało się na trakty i przeprawy dla pieszych czy konnych. Jednym z nich był przesmyk między jeziorami Chłop i Miejskim w Pszczewie. Tędy wiódł we wczesnym średniowieczu trakt, zwany frankfurckim a także lubuskim. Tędy wędrowali kupcy ze wschodu na zachód, tędy wiele razy wdzierały się do Polski różne, najczęściej zaborcze wojska. Ślady osadnictwa ciągłego w Pszczewie i jego najbliższej okolicy sięgają okresu rzymskiego. W odkrytej z tego okresu osadzie znaleziono pozostałości, świadczące o wytopie żelaza tzw. dymarki, czyli bardzo prymitywne piece hutnicze. Niektórzy mówią, że to Celtowie nauczyli dawnych mieszkańców Pszczewa wytopu cennego wtedy żelaza. Czasem znajduję w lesie bryły rudy, z której dawno temu wytapiano żelazo. Wiele pamiątek z dawnych dymarek oraz pozostałości ceramiki można obejrzeć w pszczewskim muzeum urządzonym w Chacie Szewca znajdującej się na naszym rynku.

Prowadzone w latach 1956-1959 prace wykopaliskowe wokół Pszczewa pozwoliły w miarę odtworzyć kształt systemu obronnego, zabezpieczającego przejście przez linię jezior. Główną warownią był gród, położony na półwyspie wrzynającym się w Jez. Miejskie od wschodu. Dziś ten półwysep nazywany jest Katarzyna.

Tak wygląda z podwórza leśniczówki:

 

 Otoczony był wałem drewnianym, wzmocnionym dodatkowo zasiekami z pali dębowych. Podczas stawiania tam szopy rybackiej w 1956 roku odkryto spore kawałki poczerniałego drewna. Na terenie grodu znaleziono też kawałki ceramiki, szczątki obuwia, narzędzia. Przy tym grodzie istniało też podgrodzie, którego mieszkańcy trudnili się hutnictwem. Gród ten istniał zapewne od VII - IX do XII wieku, kiedy został zniszczony podczas wyprawy wojennej Fryderyka Rudobrodego w 1157 r., która dotarła aż pod Poznań.

Z grodem i półwyspem Katarzyna związanych jest wiele legend. Jedna mówi o uroczej Katarzynie, córce znacznego woja, którą wbrew woli wydano za woja z sąsiedniego plemienia. Nie chciała sprzeciwić się woli ukochanego ojca i  rzuciła się ponoć w wody jeziora i słuch po niej zaginął. W księżycową noc można ją ujrzeć lub usłyszeć jej wołanie. Zrozpaczony ojciec wybudował tam kościółek imienia Katarzyny i czasem w ciemną noc słychać podobno z dna jeziora ciche bicie dzwonu.

    Zgodnie z inną legendą z grodu na półwyspie pochodzić miała piękna dziewczyna, która została jedną z pogańskich żon Mieszka I. Często ją odwiedzał w grodzie na pszczewskim półwyspie. Były to czasy, kiedy zapuszczali się tu chąśnicy. Tym określeniem nazywano słowiańskich wojowników, walczących na podobieństwo skandynawskich wikingów i łupiących wtedy grody i osady. Piastowskie wojska Mieszka I także bez żadnej litości łupiły okoliczne osady. Gród i jego otoczenie na półwyspie Katarzyna dziwnym trafem pozostał nietknięty, bo według legendy książę często odwiedzał tam piękną Katarzynę, nawet wtedy, gdy pojawiła się już w jego życiu Dobrawa. Dziś na półwyspie naprzeciw leśniczówki ustawiono głaz ze stosowną inskrypcją, dużą tablicę informacyjną i wielką, drewnianą rzeźbę legendarnej panny. Warto tam zajrzeć podczas pobytu w Pszczewie.

 Drugi gród wznosił się na zach. brzegu jeziora – opodal dzisiejszego kościoła i zespołu szkół. Również i przy nim istniało podgrodzie, stanowiące zwarty kompleks osadniczy. Oba grody stanowiły bardzo ważne ogniwo w systemie obronnym pierwszych władców Polski. Na zapleczu Pszczewa, na południe od miejscowości, znajdowały się grody broniące przejścia w Rybojadach. W oparciu o pszczewskie przejście powstał i rozwinął się w X w. ważny gród Piastów – Międzyrzecz, położony w widłach Obry i Paklicy

 

To właśnie w pobliżu tego piastowskiego zamku Św. Wojciech usytuował opactwo benedyktynów i tam powstał erem Pięciu Braci Międzyrzeckich, którzy zginęli męczeńską śmiercią. Dziś można zwiedzać dobrze zachowane ruiny zamku, gdzie wiele się dzieje za sprawą dyrektora i pracowników Muzeum Ziemi Międzyrzeckiej imienia Alfa Kowalskiego, które właśnie obchodzi 70-lecie istnienia.

 

Pszczewska leśniczówka położona jest przy ulicy Kasztanowej, czyli dawnym szlaku lubuskim. Codziennie nią przechodzę lub jeżdżę moim Rockym:

Gdy ruszymy tą ulicą w kierunku wsi Silna dojdziemy do wzgórza Św. Wojciecha. Znajduje się ono w rozwidleniu dróg na Silną i Świechocin.

 Miejscowa legenda związana z powstaniem pierwszego drewnianego kościoła na tym wzgórzu odwołuje się do postaci św. Wojciecha, który udając się z  misją chrześcijańską z Czech do Gniezna (niektóre źródła podają, że było to podczas jego wyprawy na Pomorze), prawdopodobnie zatrzymał się w Pszczewie.

 To on zachęcił mieszkańców Pszczewa do budowy najstarszego kościoła katolickiego na tym terenie. Gdy wybudowano potem do dziś istniejący zabytkowy kościół p.w. Marii Magdaleny, stara świątynia została rozebrana. W pobliżu kościoła na wzgórzu rosła „święta lipa”, która była otaczana czcią przez mieszkańców Pszczewa. Według miejscowej legendy wyrosła po tym jak św. Wojciech nocując na wzgórzu włożył kij podróżny w ziemię. Z pozostawionego pastorału wyrosły liście, a potem święta lipa.  Drzewo w czasie burzy w 1875 r. połamało się. Obok kapliczki rośnie do dziś lipa, która być może wyrosła z pnia pierwotnej świętej lipy. Jest to możliwe, bo lipa ma wielkie zdolności odroślowe i gdy stare drzewo umiera z jego pnia wyrastają odrosty, dające początek życia kolejnego drzewa. Są to zresztą długowieczne drzewa i często przekraczają wiek 400 lat. Między innymi jedna z takich pomnikowych lip rośnie przed pszczewską plebanią- ma ponad 350 lat i blisko 500 centymetrów w obwodzie.  Pszczewska święta lipa przez wiele lat była punktem orientacyjnym umieszczanym na starych mapach. Oto przykład mapy pochodzącej z 1893 roku, na której Pszczew nazywano „Prszczewo” i zaznaczono „Heilige linde”

Dawniej obok kościoła znajdował się  cmentarz, na którym grzebano zmarłych w trakcie epidemii dżumy i cholery, która dotknęła mieszkańców po zniszczeniu świętej lipy. Dla upamiętnienia istnienia kościoła Św. Wojciecha ustawiono w 1774 roku kapliczkę z figurą świętego, istniejącą do dnia dzisiejszego. Została ona odnowiona w 1999 roku staraniem Towarzystwa Przyjaciół Pszczewa. Na rozstaju dróg zobaczymy także drewnianą rzeźbę świętego Wojciecha autorstwa Janusza Orzepowskiego z Lubska. Powstała ona na podwórzu pszczewskiej leśniczówki podczas jednego z plenerów rzeźbiarskich.

Kiedy zajrzymy do Słownika historyczno-geograficznego ziem polskich w średniowieczu - edycja  elektroniczna, opracowana przez Instytut Historii PAN (2010-2014) znajdziemy tam potwierdzenie istnienia tego kościoła podczas opisu wizytacji kościelnej w 1603 roku.

Przy roku 1640 znajdziemy z kolei  taki wpis:

W pożarze z 16 V 1631 spłonął, wraz z miastem i dworem bpim, kościół par. Ś. Marii Magdaleny, więc nabożeństwa i sakramenty sprawowane są w kaplicy, czyli w kościele Ś. Wojciecha (in oratorio seu ecclesia), położonym za miastem (extra oppidum); kościół jest drewniany, ołtarze, główny i Ś. Anny, niekonsekrowane; są też relikwie Pięciu Braci Męczenników i 11000 Dziewic, zaś relikwie ś. Wojciecha [włożone] w krzyż są w posiadaniu plebana

 

Odwiedziłem dziś wzgórze Św. Wojciecha i spoglądałem na budynek, który stoi w miejscu dawnego szpitala szpital - przytuliska ufundowanego w 1566 roku dla mieszkańców Pszczewa przez biskupa poznańskiego Adama Konarskiego.

 W późniejszym czasie stanęły obok wzgórza mieszkania dla służby granicznej, pięknie zachowane do dziś, a obok powstał cmentarz ewangelicki, o czym przypomina obelisk postawiony przy drodze powiatowej Pszczew-Silna.

 Nieopodal, pomiędzy Pszczewem, a Silną przebiegała do 1945 roku granica polsko-niemiecka. W miejscu gdzie stały szlabany i budynki graniczne my, leśnicy, urządziliśmy parking leśny z elementami upamiętniającymi to historyczne miejsce. Warto tam zajrzeć i poznać związane z tym miejscem wydarzenia. Czy to nie fascynujące, że tyle historycznych śladów wielkich wydarzeń można znaleźć niedaleko leśniczówki i w pszczewskich lasach?

Na szczęście dziś mieszkańcy Pszczewa i okolic, czyli Ziemi Międzyrzeckiej są przyjaźni turystom i przybyszom, którzy chcą podziwiać piękno okolicznych  lasów, wód i zabytków. Bo dawniej było inaczej i stąd tak nieprzychylnie potraktowano w Pszczewie ponad tysiąc lat temu Wojciecha Sławnikowica, bo tak  faktycznie nazywał się Święty Wojciech.  Opowiada o tym piękna legenda spisana przez Marię Krüger:

Zatopione miasto   

W tym miejscu gdzie dziś rozlewa swe wody jezioro pod miasteczkiem Pszczewem, w województwie poznańskim, rozciągało się przed setkami lat duże miasto. Po czystych ulicach, przy których stały piękne domy, chodzili bogato odziani mieszczanie. Wszędzie dosyć było jadła, nikt nie miał w tym mieście powodu do smutku i zgryzoty. Aż któregoś dnia, w letnie syte popołudnie, szedł ulicami obcy człowiek. Był obdarty i wynędzniały, wspierał się na dużym kiju, wystruganym z gałęzi lipowej. Szedł ubogi i nieznany, łaknący widać pożywienia. Ale mieszczanie i mieszczki mijali go obojętnie, spoglądając z pogardliwym uśmiechem na jego nędzę. Gdy więc nikt nie kwapił się, aby mu okazać gościnność, nieznany przybysz sam zapukał do pierwszych z brzegu drzwi. Uchyliły się i wyjrzała zza nich rumiana, okrągła twarz gospodyni. Wędrowiec pokłonił się i powiedział:

- Strudzony jestem daleką drogą i głodny. Czybyście nie dali mi schronienie i posiłku?

Ale gospodyni zatrzasnęła drzwi. W innym zaś domu gruby gospodarz ofuknął nieznajomego, a w jeszcze innym nawet obiecali psami wyszczuć, gdyby upominał się o pożywienie i chciał dłużej stać przy wejściu. Poszedł więc dalej i dopiero na przedmieściu ośmielił się zapukać do jakiegoś niedużego domku. Mieszkała w nim staruszka. Przyjęła gościnnie wędrowca, podzieliła się z nim chlebem i postawiła przed nim misę dymiącej kaszy.

Wyszedł potem podróżny przed dom, pokłonił się pięknie gospodyni, podziękował za przyjęcie, opodal jej domu wbił w ziemię swój kij lipowy, sękaty. Kiedy patrzała na to zdumiona, rzekł:

- Niechaj z tego kija wyrośnie przy twoim gościnnym domu piękne drzewo lipowe. Ale gdy drzewo to uschnie, wraz z nim zginie i to miasto okrutne, i jego nielitościwi mieszkańcy!

Odszedł potem nieznajomy gościńcem w szarzejącym mroku, a nazajutrz stara kobieta ujrzała na miejscu, gdzie był wbity kij -piękną, rozłożystą lipę, wonnym kwieciem okrytą. Pokochała to dziwne drzewo gospodyni z domku na przedmieściu, siadywała w jego cieniu i pamiętając o słowach nieznanego wędrowca - pielęgnowała, aby nie uschło. I było piękne, i zieleniło się jeszcze przez kilka lat. Ale potem, gdy umarła stara kobieta, zaczęło schnąć, gdyż nikt już o nie dbał. Nikt nie pielęgnował pięknej lipy, mimo że gospodyni z domku na przedmieściu powtarzała wielokrotnie mieszczanom słowa dziwnego przybysza. Aż wreszcie w pewien dzień pochmurny i ponury... zerwał się ogromny wicher. Targana jego podmuchami lipa runęła, a jednocześnie małe jeziorko rozlało się nagle szeroko i jego ciemne, spienione fale pochłonęły złe miasto. Zapadło się ono, hen, w głąb ziemi i tylko jeden dom ocalał na przedmieściu. Dom starej kobiety.

 Później do tego domu wprowadzili się jacyś ludzie i zbudowano jeszcze inne domy w pobliżu - i tak z czasem powstało miasteczko Pszczew. Nigdy jednak nie osiągnęło ono świetności zatopionego miasta. I tylko czasem starzy ludzie w tamtej okolicy, gdy zaczną wsłuchiwać się w ciszę wieczorną - twierdzą, że słyszą bicie dzwonów w jego kościołach i gwar rozmów na podwodnych ulicach.

 

Swoistym żywotem Świętego Wojciecha można określić odlane w spiżu XII-wieczne Drzwi Gnieźnieńskie. Składają się one z 18 kaset ze scenami z jego życia, których kompozycja powstała na podstawie nieznanego nam żywotu św. Wojciecha. Jednak historia świętego, który jest jednym z trzech głównych katolickich patronów Polski oraz księcia Mieszka I, związana z rocznicą 1050 - lecia Chrztu Polski została w Ziemi Międzyrzeckiej. Błąka się po międzyrzeckim zamku, szumi w drzewach z pszczewskich lasów oraz w falach jeziora rozbijających się o brzeg półwyspu Katarzyna.

 

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

 

09:45, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
niedziela, 10 kwietnia 2016

462min

Przełom marca i kwietnia to w naszych lasach czas bardzo intensywnych prac odnowieniowych. Dzwonią o kamienie kostury i łopaty, jadą samochody z sadzonkami, czasem słychać ostatnie stukanie młotków przy budowie ogrodzeń nowych, cennych nasadzeń. Naturalnie wiele zależy od pogody, a prace odnowieniowe inaczej przebiegają w lasach lubuskich, mazurskich, bieszczadzkich czy tatrzańskich…

W moim leśnictwie prace w terenie właśnie zostały zakończone choć czeka mnie jeszcze „papierowe” rozliczenie ponad 100 tysięcy sadzonek. Dopiero teraz znalazłem chwilę na blogowe zapiski bo miniony tydzień był tak szczelnie wypełniony zajęciami, że nie było szans na spotkanie z Wami. Bardzo często za to odwiedzałem to miejsce

4621

To schron, w którym przechowujemy sadzonki, które po przywiezieniu ze szkółki są tu dołowane

4622

Zupełnie niedawno schron był wypełniony po brzegi sadzonkami sosny, buka, brzozy, dębów, lipy czy graba.  Czekają tam na swoją kolej sadzenia zanim trafią na niedawne zręby. Codziennie dokładnie zaplanowaną partię sadzonek zabierała grupa pracowników zakładu usług leśnych i w oparciu o przygotowany przeze mnie szkic-projekt  nowej uprawy wysadzała je w miejsca oznakowane dodatkowo palikami.

4623

Z jednej strony palika rosną sosny, a z drugiej buki. Odnowienie zrębów to nie taka prosta sprawa jak może się pozornie wydawać. Zasady hodowli lasu wciąż się zmieniają i są doskonalone przez leśników, którzy nieustannie podpatrują przyrodę i wyciągają wnioski z doświadczeń poprzedników. Każdy leśniczy analizuje błędy popełnione przez swoich poprzedników, a czasem także własne i stara się jak najlepiej zaplanować nowe pokolenie lasu. Chodzi o pełne wykorzystanie możliwości siedliska i warunków klimatycznych, glebowych, świetlnych, wilgotnościowych tak, aby wprowadzić maksymalnie dużo pożądanych w tym miejscu gatunków. Tam gdzie do tej pory rosły tylko sosny, w nowym pokoleniu lasu wprowadzamy domieszki liściaste, drzewa owocowe i krzewy. Na skraju lasu, na granicy z otwartą przestrzenią pól czy łąk projektujemy strefy ekotonowe złożone z krzewów i drzew liściastych.

Pogoda w tym roku była i jest bardzo sprzyjająca odnowieniu lasu. Dlatego sosny posadzone w najuboższych fragmentach lasu już pięknie zielenią się i rozbudowują system korzeniowy

4624

Od wielu lat już korzenie małych sosenek zabezpieczamy preparatem żelowym, który pomaga im chłonąć wilgoć z ubogiej gleby boru.

Tam gdzie gleba jest lepsza, zasobniejsza zakładamy kępy dębowe z domieszką grabu, buka, który lubi zacienione miejsca oraz drzew owocowych i lipy.

4625

Wszędzie gdzie siedlisko pozwala sadzę choć kilka lip i drzew owocowych bo to bardzo ważny składnik lasu. Lipa jest dość wymagająca i nie wszędzie można ją sadzić ale przecież to cenne i szlachetne drzewo naszych lasów. To przecież długowieczne drzewo obdarzone pozytywną energią, korzystnie wpływające na zdrowie człowieka. Dawni Słowianie uważali lipę za święte drzewo, które chroniło las przed piorunami i złymi duchami. Sam wierzę w szczególne właściwości lip i czasem przystaję w lesie na chwilę w ich towarzystwie. Znam też piękną legendę o pszczewskiej świętej lipie, której potomek rośnie niedaleko leśniczówki…

Dlatego i w tym roku posadziliśmy kilkaset lip.  Gdy młoda lipa po latach szczęśliwie zakwitnie, jej miododajne kwiaty zwabią pszczoły, także te dzikie, leśne, których populację leśnicy starają się usilnie odbudować.

Z kolei drzewa owocowe dostarczają pokarmu zwierzętom leśnym i dlatego w każdym ogrodzeniu staram się posadzić choć kilka dzikich jabłoni, trześni czy śliw. Właśnie zaczęły kwitnąć dzikie śliwy i ożywiają monotonię i szarość borów piękną bielą

4626

Zakładanie kęp dębowych to także sztuka, bo do możliwości siedliska należy dobrać rodzimy gatunek dębu. Dąb szypułkowy preferuje bowiem gleby świeże, głębokie, żyzne i wilgotne, znosi też okresowe zalewanie i ocienienie boczne choć jest światłolubny. Dąb bezszypułkowy rośnie z kolei na siedliskach mniej żyznych, czyli uboższych i bardziej suchych niż jego krewniak. Siłą rzeczy  jest także bardziej ciepłolubny. Sadziliśmy w tym roku oba gatunki, które są hodowane na naszej szkółce z żołędzi zebranych z tutejszych drzewostanów nasiennych. Rodzime pochodzenie zapewnia im jak najlepsze geny i rokuje na piękne dąbrowy w przyszłości. Dlatego dobrze, że mamy swoją szkółkę leśną, która zapewnia nam sadzonki najwyższej jakości. Odwiedziłem ją w piątek i spotkałem tam oczywiście leśniczego Stasia, który przygotowuje kwatery na kolejne zasiewy nasion

462_7

Uzgodniliśmy z kolegą szkółkarzem ilości odebranych przeze mnie sadzonek i chwilkę powspominaliśmy dawne czasy, bo przecież jesteśmy kolegami z jednej klasy z Technikum Leśnego w Rogozińcu. Jednak byłem umówiony na spotkanie z przewoźnikiem drewna i trzeba było wracać prędko do lasu. Kolejny wóz papierówki wyjechał z mojego leśnictwa. Zapas drewna bardzo mocno stopniał i jestem z tego bardzo zadowolony, bo łatwo teraz o zasinienie drewna, a dodatkowo pod korą zimowały przecież różne niesympatyczne owady, które siłą rzeczy po przerobieniu drewna nie rozmnożą się w lesie.

Gdy wracałem ze szkółki zajrzałem na moment do zakątka leśnictwa kolegi, gdzie kwitnie piękny łan kokoryczy pustej

4628

To bardzo ciekawa i w naszej okolicy rzadka roślina. Jest wprawdzie trująca lecz od wieków znane i cenione są jej lecznicze, kojące i nawilżające działania na suchą, popękaną skórę. Kokoryczą leczy się m.in. egzemy ale także chorobę Parkinsona. Na blogu doktora Henryka Różańskiego wyczytałem też, że składnik czynny kokoryczy – korydalina jest cenionym lekiem w stanach nadmiernego podniecenia nerwowego oraz ruchowego. Dr Różański podaje też przepis na lecznicze wino kokoryczowe:

5 dkg ziela lub 1 dkg bulw suchych lub świeżych rozdrobnić i zalać 100 ml alkoholu 70% i 150 ml wina czerwonego lub białego wytrawnego. Całość podgrzać, trzymać 3 minuty leciutko gotując. Odstawić na 5 dni w słoju zamkniętym, przefiltrować. Zażywać 1-2 razy dziennie po 10 kropli. W chorobie Parkinsona 2 razy dziennie po 10 kropli.

Stosując wino 2-3 razy dziennie po 5 kropli poprawimy swoją pamięć. Z pewnością warto!

Jednak nawet bez stosowania ziołolecznictwa i niekoniecznie w celach użytkowych warto teraz wybrać się do lasu. Przede wszystkim po to, aby wiosny nie przegapić… Zaczyna tam być coraz barwniej.

Kwitną w pełni moje ulubione fiołki

4629

W olsach i buczynach kwitną białe i żółte zawilce, zaczynają się niebieszczyć przylaszczki, w pełni kwitną niebieskie cebulice, a przekwitają już białe śnieżyce. Gdy wracałem w piątek do domu zajrzałem do mahoni, której spore stanowisko znajduje się przy drodze gminnej w dość ubogim borze sosnowym z domieszką robinii akacjowej

 46210

Powstało ono zapewne jak wiele innych w naszych lasach dzięki… śmieciarzom. Dawniej na wsi używano mahoni do wianków i innych dekoracji na grobach bliskich. Potem wyrzucano wianki do lasu, często w towarzystwie innych śmieci. Znam sporo takich stanowisk, także w pobliżu cmentarzy, ale naturalnie trudno to poczytać jako zasługę śmieciarzom choć mahonia to piękny i pożyteczny krzew pochodzący z Ameryki Północnej

 Kwiaty mahonii są intensywnie żółte, miododajne, zebrane w grona i wabią owady

46211

 Kręciło się przy nich wiele pszczół i trzmieli. Po przekwitnięciu zamiast żółci kwiatów na roślinie pojawiają się małe, ciemnogranatowe, pokryte woskowym nalotem jagody, które przysmakiem ptaków. Podobno są one jadalne – nadają się na galaretki i kompoty, ale jakoś nie miałem okazji ich spróbować. Obiecuję to zrobić w tym roku i podzielić się wrażeniami smakowymi.

W lesie i wokół nas też coraz barwniej za sprawą ptaków. Coraz to nowy gatunek wraca w ojczyste strony i rozpoczyna gody. Wracają bociany do swoich gniazd, w miniony poniedziałek widziałem pierwsze jaskółki dymówki. Ciągną już na tokach słonki, kiwają ogonkami pliszki siwe bo te ptaki zawsze razem wracają z zimowisk, kręcą się kanie rude. Różne ptaki zbierają materiał do budowy gniazd lub wybierają sobie dziuple

46212

W odnowionym lesie jest teraz barwnie, kwietnie i śpiewająco, warto to sprawdzić osobiście. Miłych wrażeń!

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

14:30, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
sobota, 02 kwietnia 2016

461min

Wczoraj jak wszyscy wiemy było święto Prima Aprilis, ale oszukani i oszukujący powinni także wiedzieć, że 1 kwietnia jest również Międzynarodowym Dniem Ptaków. Ten dzień ustanowiony został ptasim świętem w 1906 podczas ratyfikacji Konwencji o ochronie ptaków pożytecznych dla rolnictwa podpisanej w Paryżu 19 marca 1902. Z kolei dziś przypada rocznica wprowadzenia w życie w Unii Europejskiej Dyrektywy tzw. ptasiej w sprawie ochrony dzikiego ptactwa  - podpisanej w 1979 roku. No ale już chyba dość teorii i dat. Choć święto ptaków to ważna sprawa.  Ale to nic nowego, żyjemy w czasach, gdy codziennie jest jakieś święto.

Czy wyobrażacie sobie jednak życie bez ptaków? Wieczór bez klangoru żurawi, maj bez łkania słowików, urlop nad jeziorem bez huczenia bąka czy szybkich zwrotek trzciniaka albo kwietniowy poranek bez kosa gwiżdżącego swoje strofki z wierzchołka drzewa? Ptaki to nasi codzienni towarzysze, są ozdobą widoku za oknem, sojusznikami w trosce o zdrową żywność i opiekunami naszych ogrodów, sadów, pól i lasów…

Ich święto można uczcić w rozmaity sposób: wywiesić budkę lęgową, zrobić pojnik albo po prostu uważnie przyjrzeć się ptakom wokół nas. Bo aby obserwować ptaki nie potrzeba organizować drogich i dalekich wypraw. Wystarczy wyjść do parku, ogrodu, czasem nawet przed dom.

My, leśnicy, codziennie spotykamy się z ptakami i troszczymy się o nie, bo bardzo łatwo wyrządzić im krzywdę, prowadząc gospodarkę leśną. Dlatego  pamiętamy o nich nie tylko przy święcie, ale każdego dnia, choć są i tacy, którzy uważają, że tylko zajmujemy się „produkcją” drewna i nie oglądamy na takie drobiazgi jak ochrona roślin, owadów czy właśnie ptaków. Wiele gatunków ptaków zawdzięcza istnienie w przyrodzie dziś i w przyszłości właśnie leśnikom. Bo nam nie zawsze są potrzebne ustawy, dyrektywy czy istnienie świąt, aby żyć blisko ptaków i z ptakami…

Ptaki o tym wiedzą, dlatego ufają leśnikom i często pojawiają się na ich drodze. Widać to w publikacjach ornitologicznych, gdzie wiele ciekawych obserwacji dokonali właśnie leśnicy. Miałem do tej pory już wiele interesujących spotkań z różnymi gatunkami ptaków ale w dzień ptasiego święta udało się mi spotkać niecodziennego gościa w naszych stronach

4611

Przełom marca i kwietnia to bardzo pracowity czas dla leśniczych, którzy właśnie teraz mają wielką kumulację ważnych terminów: trzeba wywieźć drewno z zimowych cięć, zakończyć szacunki brakarskie zrębów zaprojektowanych na 2017 rok, a przede wszystkim dobrze przeprowadzić i rozliczyć akcję odnowieniową. Wracałem właśnie z jednego z odnawianych właśnie zrębów do leśniczówki, bo zadzwonił przewoźnik drewna, że jedzie już po zamówione drewno. Za chwilę zadzwonił też leśniczy-szkółkarz, że właśnie wysyła samochód ze sadzonkami dęba szypułkowego i sosny. Mijałem właśnie piękne i czyste jezioro Szarcz, gdy zauważyłem tam nietypową parę dużych kaczek. Były wyraźnie większe od innych, a samiec wyróżniał się charakterystycznymi kolorami:

4612

Sięgnąłem po aparat fotograficzny, który zwykle mam ze sobą. Spojrzałem przez wizjer i nastawiłem zoom obiektywu na maksymalne powiększenie. Tak, nie myliłem się,  to para edredonów- największych kaczek nurkujących. To rzadki gatunek kaczek morskich, objęty ścisłą ochroną, które są dość często spotykane na wybrzeżu, ale raczej rzadko w głębi kraju. Samiec jest pięknie ubarwiony i przyglądałem się mu z wielką przyjemnością:

4613

 Kaczor edredon ma czarny wierzch głowy, na samym jej czubku znajduje się biały pasek. Policzki, szyja, pierś i wierzch są białe, Na piersi pojawia się różowy odcień. Kark i boki szyi są w kolorze jasnozielonym z białą pręgą. Lotki oraz kuper są czarne. Samice są brązowe z ciemnym prążkowaniem. Jednak ich skromne upierzenie jest bardzo cenne. To właśnie ich puch, którym wyskubanym z własnej piersi, a w zasadzie spod własnych piór okrywowych na brzuchu moszczą gniazda, jest ultra lekkim i najdoskonalszym materiałem izolacyjnym na świecie.  Produkuje się z niego odzież polarną oraz poduszki i kołdry. Roczna wartość sprzedaży tej produkcji przekracza 30 milionów euro. Jedna kołdra z puchu edredona kosztuje około 20 tysięcy złotych.

Zbieranie puchu edredonów ma długą tradycję. Według Wikipedii pierwsze wzmianki o tym pochodzą z XII wieku! Praktycznie jedynymi dostawcami puchu są Islandczycy, którzy opatentowali technologię jego obróbki i traktują ją jako tajemnicę gospodarczą. Każdego roku 350 certyfikowanych zbieraczy pozyskuje łącznie około 2500kg  tego luksusowego surowca. Nie może być go więcej, bo z jednego gniazda pozyskuje się zaledwie od 28 do 35 gram cennego puchu. Potomkowie Wikingów dbają też o cenne, miękkopióre kaczki. Już w 1849 roku w Islandii wprowadzono dla niej ochronę gatunkową.

Edredony żywią się głównie mięczakami i skorupiakami wyławianymi z dna podczas nurkowania. Obserwowana przeze mnie para zbliżyła się bliżej brzegu i zaczęła żerować

4614

 

Ciekaw jestem co skłoniło edredony, które są gatunkiem typowym dla północy do pojawienia się w okolicach Pszczewa, tak daleko od morskiego wybrzeża. Pewnie skusiła je rozległa tafla czystego jeziora Szarcz. To moje pierwsze spotkanie z edredonem, ale oby nie ostatnie.

Na te egzotyczne tutaj kaczki ze zdziwieniem spoglądała para gągołów:

4615

Do tej pory to o nich mówiono kaczki-dziwaczki, bo gniazdują w dziuplach usytuowanych dość wysoko na drzewach i daleko od wody, a ich kaczęta wyskakują z nich na ziemię i pieszo maszerują do najbliższego jeziora lub rzeki.

Przyroda podarowała mi piękną przygodę w wiosennym dniu ptasiego święta. Warto być dobrym obserwatorem. Rozglądajcie się wokół uważnie, aby niczego nie przegapić, bo nigdy nie wiadomo co przyroda przed nami odkryje ze swojego piękna. Życzliwa jest z pewnością dla wielu z nas, nie tylko dla leśniczego.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

23:37, lesniczy.lp
Link Komentarze (10) »
piątek, 25 marca 2016

 

460min

 

Dziś Wielki Piątek i mam wrażenie, że świat wokół mnie nieco wyhamował, a może zatrzymał się w rozpamiętywaniu męki Ukrzyżowanego? Bo wczoraj i dziś na dobrą sprawę już są świąteczne dni i warto przeżyć je inaczej… Bo te rozpoczynające się święta traktujemy zwykle jak wiosnę- lekko, zwiewnie, radośnie i kolorowo. Kojarzą się nie z męką, ofiarą, cierpieniem lecz z jajem i zajączkiem. Może to i dobrze, choć nieco zadumy, dystansu oraz potrzeba zajrzenia w głąb własnej duszy przyda się każdemu. Choć nie każdy odczuwa potrzebę duchowego świętowania, takie mamy czasy.

Każdemu za to przyda się wytchnienie od codzienności i nawału pracy, dlatego warto świętować i niech każdy robi to po swojemu.

Pomimo, że niezbyt ciepło i bardzo dżdżysto, to jakby na przekór światu wiosna zaczyna zielenić świat i pogwizduje wesoło dziobami szpaków. Nabrzmiewa pąkami:

4601

Warto zerwać kilka gałązek i zrobić sobie w domu wielkanocny stroik lub niedużą, świąteczną instalację

4602

Skoro pomyślimy o duchowej sferze świąt to i o ciele nie należy zapominać. Choć nie chodzi tu ewidentnie o cielęta, ale raczej o baranki z masła:

4603

To pora zdobienia na różne sposoby jaj. U mnie naturalnie dominują motywy leśne i przyrodnicze

 

4604

Jednym słowem nawet leśniczy został zrobiony „w jajo”

 

460_5

Pora zatem sposobić stół na wielkanocne śniadanie

 

4606

Naturalnie bez spaceru nie ma świąt i pogoda z pewnością nie będzie przeszkodą, skoro możemy uczestniczyć w takim misterium z głosami żurawi w tle:

 4607

Zatem pozostaje tylko złożyć Wam życzenia

 

4608

Nie zapominajcie o wielkanocnych tradycjach, choć w dyngusowaniu lepiej zachować umiar, bo Zajączek na nas patrzy i zamiast czekoladowych upominków w gniazdku czasem znajdziemy kolczastą rózgę….

 

Miłego świętowania!

 

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

20:47, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 55