O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
piątek, 27 marca 2015

395min

Wiosna w tym roku przyszła wcześnie po łagodnej zimie, a zatem wymusiła krótką i szybką akcję odnowieniową. Dla każdego leśnika czas odnowień, czyli zamiany wcześniej wyciętych zrębów w uprawy leśne to jedno z najważniejszych zadań w roku. Trzeba to zrobić szybko- aby maksymalnie wykorzystać wilgoć zgromadzoną w leśnej glebie, dokładnie – aby jak najlepiej dostosować żyźniejsze lub ze słabszą glebą, wilgotniejsze, ocienione lub nasłonecznione fragmenty odnawianego zrębu do wymagań gatunków oraz trzymać więźbę.

Wcale nie mam tu na myśli trzymania konstrukcji dachowej czyli belek, łat, krokwi, które mamy w zwyczaju nazywać więźbą dachową. Bo czasem może komuś przyjść na myśl budowlany dowcip z brodą: „chłopaki trzymajcie mur, lecę po zapłatę!” Chodzi tu nie o więźbę dachową lecz o więźbę sadzenia, która jest niesłychanie ważna dla przyszłości nowego pokolenia lasu.

My, leśnicy, prowadząc w lasach zrównoważoną gospodarkę  na podstawach przyrodniczych i troszcząc się o trwałość lasu często popełniamy grzech używania niezrozumiałych słów, które składają się na nasz żargon branżowy. Bo co zrozumieliście z poprzedniego zdania? Mówimy np. drzewostan zamiast las, klupa zamiast średnicomierz, a nasze ulubione słowa- zrównoważona gospodarka leśna czy trwałość lasu są dla ludzi pustym hasłem. Z ostatnich badań dotyczących postrzegania lasu i leśników przez społeczeństwo wynika, że tylko 26 procent Polaków słyszało o zrównoważonej gospodarce leśnej. Lepiej zatem używać zrozumiałych pojęć i opowiadać o lesie tak, aby każdy był w stanie zrozumieć sens naszej pracy.

Co to jest zatem więźba sadzenia i dlaczego trzeba ją trzymać?

Więźba sadzenia to układ i odległość pomiędzy sadzonkami, które tworzą nowe pokolenie lasu. Pojęcie więźby w zasadzie nie istnieje w odnowieniach naturalnych, gdzie wysiane nasiona zamieniają się w siewki, a potem w coraz mocniejsze drzewka. Więźba określa ilość sadzonek, które mają trafić na hektar nowozakładanej uprawy leśnej w sposób sztuczny (przez sadzenie sadzonek wyhodowanych w szkółce)

Zależy ona od wprowadzanego gatunku i tak na przykład sosny sadzi się 8-10 tysięcy sztuk na hektar:

 39521

dęba 6-8 tysięcy

3954

 a modrzewia, który potrzebuje do wzrostu dużo miejsca i światła-  1,5-3 tysięcy.

Skład gatunkowy nowego pokolenia lasu musi być zgodny z możliwościami siedliska i zapewniać odpowiedni udział gatunków głównych, stanowiących szkielet przyszłego lasu, ale także domieszkowych, tworzących lepsze warunki wzrostu i biocenotycznych, wzbogacających bioróżnorodność lasu.

Wszystko to jest zaplanowane w planie urządzania lasu w oparciu o mapy glebowo-siedliskowe, pewne ramy narzucają Zasady Hodowli Lasu ale nadleśniczy na wniosek leśniczego może podejmować decyzje o zmianach np. ilości sadzonek na hektar. Wszystko to dzieje się po to, aby maksymalnie wykorzystać mikrosiedliska w lesie i tak zaprojektować nową uprawę, aby była jak najbardziej zróżnicowana ale też wprowadzone gatunki muszą gwarantować zachowanie ciągłości pokoleń lasu.

 Ważne są także formy zmieszania, czyli czy poszczególne gatunki wprowadzamy pojedynczo, po kilkanaście sztuk, pasami jak np. brzozę wzdłuż dróg lub linii oddziałowych, grupami czy np. kępami o powierzchni 6-10 arów. To dość skomplikowane planowanie ale robi to przecież leśniczy, który ma solidne podstawy teoretyczne ale też świetnie zna „swój” las i nieustannie podpatruje przyrodę.

Zatem przed sadzeniem, zanim sadzonki ze szkółki dojadą do lasu:

3955

 wyliczamy więźbę sadzenia w następujący sposób:

Gdy chcemy posadzić 6 tysięcy sadzonek dęba na hektar to dzielimy 10 tysięcy m2 powierzchni przez 1,50 metra, bo najczęściej taki rozstaw mają wyorane bruzdy. Otrzymamy wtedy 6666 metrów bruzd na hektar, gdzie musi trafić 6 tysięcy sadzonek. Drugą wartość więźby wyliczamy zatem dzieląc 6666 przez 6 tysięcy i otrzymujemy wynik po zaokrągleniu 1,10 metra. Zatem aby 6 tysięcy sadzonek dęba trafiło na hektar uprawy należy go sadzić w rozstawie 1,50 bruzda od bruzdy, a 1,10 w bruździe czyli będzie to więźba 150x1,10.

Para sadząca dęba:

3956

 wciąż słyszy od leśniczego, aby trzymać więźbę, czyli przestrzegać podanych wymiarów. Wiadomo, że czasem bruzdy są wyorane nieco gęściej, czasem nieco szerzej:

3957

 wtedy sadzący korygują nieco odległość między sadzonkami w rzędzie. Pomocne jest także liczenie sadzonek przywiezionych na sadzoną uprawę, bo wtedy jest pewność, że trafiło ich tam ile trzeba. Sadzonki to cenny materiał i trzeba się z nich dokładnie rozliczyć. W trakcie odnowień leśniczy wypełnia szereg dokumentów, które muszą „zgrać się” z dokumentem potwierdzającym ilość sadzonek wydanych ze szkółki, no i naturalnie, przede wszystkim musi to wszystko pasować w terenie. „Trzymanie więźby” gwarantuje, że projekt uprawy zaplanowany wcześniej i naniesiony na szkic zostanie dokładnie przeniesiony do lasu. W mokrym fragmencie posadzona zostanie olcha, w zacienionym buk, a w najbardziej żyznym dąb szypułkowy.

3953

Leśniczy musi tego jak najlepiej dopilnować, troszcząc się nie tylko o „trzymanie więźby”, ale także o właściwą technikę i jakość sadzenia przechowywanie i przenoszenie sadzonek oraz wykonując inne zadania.

W czasie odnowień trwają przecież w lesie inne prace. W młodnikach wykonywane są czyszczenia, na jednym zrębie wycina się zbędny podszyt- nazywamy to melioracjami agrotechnicznymi, a na drugim pracują drwale i harwester:

 39581

Szybko rosną mygły z dłużycami- czyli pniami sosen, które z drzew zamieniają się w potrzebne wszystkim drewno oraz pojawiają się coraz to nowe stosy wałków papierówek:

3959

Co chwilę dzwoni telefon i kolejny przewoźnik zgłasza się po odbiór drewna. Przez niespełna trzy miesiące wyjechało sto samochodów z drewnem. Wydajemy je z podleśniczym Irkiem, który wciąż mierzy, klasyfikuje i odbiera nowe dłużyce oraz stosy. Podleśniczy Krzysiek nadzoruje czyszczenia i pomaga mi w dbałości o „trzymanie więźby”.

Dziś została posadzona ostatnia sadzonka i nowy las nieśmiało się zieleni:

3951

Pada dziś deszcz bardzo potrzebny w lesie po prawie bezśnieżnej zimie, to pewnie zieleń sadzonek stanie się szybko bardziej intensywna. Sosnę sadziliśmy w więźbie 1,5x 0,67 metra.

Miłej niedzieli!

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

22:39, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »
niedziela, 22 marca 2015

 

394min

Według ostatnich badań, które co roku zlecają Lasy Państwowe, tylko 23 procent Polaków regularnie odwiedza nasze lasy. Aż 33 procent naszych rodaków w ogóle nie odwiedza lasów, a 44 procent bywa tam tylko okazjonalnie. Wydawać by się mogło, że jest inaczej. Mamy zwykle wrażenie, że wszyscy z nas chętnie odwiedzają lasy, bo przecież są one ogólnodostępne, mają wiele funkcji i przede wszystkim są piękne. Szczególnie wiosna zachęca do leśnych spacerów, choć warto korzystać z bogactwa lasów przez cały rok. W miejscu, gdzie przed II wojną była leśniczówka Suszkowo (Waldecke), w ogródku dawnej leśniczyny zakwitły już cebulice

 39411

 

 

Lasy to ważny i cenny dla ludzi zasób. Pewnie właśnie dlatego  obchodzimy od 2013 roku na całym świecie Międzynarodowy Dzień Lasów. To święto ustanowiło Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych i wyznaczyło datę obchodów na 21 marca. Życie na Ziemi w dużej mierze jest możliwe dzięki lasom. To one zapewniają bioróżnorodność, dostarczają czystego powietrza, wody, drewna i wielu innych bogactw oraz strzegą przed zmianami klimatycznymi. Dla wielu ludzi są miejscem schronienia i pracy. W lasach szukamy różnych pożytków, pokarmu ale także odpoczynku, ciszy, wytchnienia i natchnienia do duchowych wzruszeń.

W genewskim Pałacu Narodów została otwarta wystawa, na której Lasy Państwowe prezentują model polskiego leśnictwa.  W Polsce oficjalne obchody MDL odbędą się 26 marca w Radomiu i będą połączone z obchodami 135-lecia radomskiej dyrekcji LP.  Jednak Międzynarodowy Dzień Lasów to nie tylko oficjalne święto dla polityków i urzędników. To święto ważne dla każdego z nas, bo choć statystyki mówią inaczej, jestem przekonany, że las pełni ważną rolę w życiu każdego człowieka.

Każdy z nas czasem przejeżdża lub przechodzi przez las, korzysta z drewna, podziwia jego piękno, nawet z daleka. Około 82 procent polskich lasów to lasy publiczne. Z tego 78 procent lasów jest w zarządzie Lasów Państwowych, 2 procent to parki narodowe, reszta to lasy gminne, miejskie i inne. Skoro mamy tak wiele lasów, które są dostępne dla wszystkich, ciekawie udostępnione społeczeństwu dzięki pracy leśników to dlaczego z nich nie korzystamy? Dlatego mało je znamy, nie rozumiemy na czym polega zrównoważona gospodarka leśna i czasem krytykujemy poczynania leśników.

 Przeczytałem kiedyś w jednym z czasopism takie stwierdzenie: „Czasami możemy mieć  wrażenie, że leśnicy chcą zawłaszczyć dla siebie państwowe, ogólnodostępne lasy i wprowadzić swoisty monopol na tworzenie obrazu postrzegania roli lasu przez społeczność”. Miało to chyba brzmieć jak zarzut, ale odebrałem to raczej jako komplement. Bo dlaczego nie? Dlaczego my, leśnicy nie mamy mieć monopolu na wiedzę o lesie?

To chyba oczywiste, że lekarz zna się na medycynie, mechanik na samochodach a leśnik na lesie i całej sferze spraw związanych z leśnictwem i przyrodą. Dlatego każdy z nas w ramach obchodów Międzynarodowego Dnia Lasów powinien wybrać się na spacer do lasu i bliżej przyjrzeć temu, co tam się dzieje. Przyroda budzi się do życia po zimie. Przyleciały już różne ptaki, m.in. perkozy i kanie rude.

Kwitnie dereń jadalny przy leśniczówce

3942

Każdy także powinien interesować się tym, co robią w lesie leśnicy, jak tam gospodarzą i jak troszczą się o przyrodę oraz zaspakajanie ludzkich potrzeb poprzez racjonalne wykorzystywanie darów lasu.

W miniony wtorek sprzedałem drewno opałowe 20 klientom, odebrałem kilkanaście telefonów od osób zainteresowanych jego dalszym zakupem i wydałem kilka pozwoleń na pozyskanie „gałęziówki”, którą ludzie dla siebie wyrabiają własnym kosztem. Nikt nie użalał się nad ściętymi drzewami, starym lasem, który ustąpił młodemu pokoleniu. Ludzie pytają się o potrzebne im drewno i chcą je jak najtaniej i w najbardziej komfortowy dla siebie sposób ułożyć przy własnym piecu. Trudno się dziwić. Czasem jednak ci sami ludzie zasiadają przy polanach płonących w kominku i grzmią: „ Ależ w tych lasach dużo się wycina!”

Dlatego my, leśnicy, cierpliwie tłumaczymy, edukujemy wszystkich chętnych i dzielimy się przy każdej okazji swoją wiedzą o lesie i jego elementach. Po to istnieje także ten blog, gdzie już piąty rok opowiadam Wam o lesie i o tym, co w nim piszczy. Pewnie także po to ustanowiono Międzynarodowy Dzień Lasów i to 21 marca, na progu budzącej się przyrody.

 

To dzień, kiedy zwykle świętujemy w naszym kraju  tradycyjnie pierwszy dzień wiosny. Ludzie zwykle są zmęczeni brakiem słońca i zimą, która choć w tym roku w moich okolicach była bardzo łagodna, szybko nudzi się. Dlatego od wieków praktykowali różne magiczne obrzędy przywoływania wiosny.  Najbardziej chyba znany obrzęd to topienie lub palenie kukły słomianej zwanej Marzanną, Moreną, Śmiercią, Śmiercichą. Marzanna jest wyobrażeniem i symbolem zimy, śmierci, wszelkich chorób i zła, a jej niszczenie symbolizuje koniec zimy, rodzenie się nowego życia i jest magicznym przywoływaniem utęsknionej wiosny. To świetna okazja do dobrej zabawy na świeżym powietrzu i wyjścia z domu, ale pod warunkiem, że bezpieczna dla środowiska ( bo można wzniecić pożar lub zanieczyścić wodę).

Początek wiosny to w naszej tradycji szereg różnych praktyk magicznych mających na celu zapewnienie płodności gleby i urodzaj plonów. Bo to kiedyś zapewniało przetrwanie ludziom.  Istniał np. zwyczaj oblewania wodą czy obdarowywania jajkami. Oblanie kogoś wodą to nie był obyczaj taki jak dzisiejszy Mokry Poniedziałek ale stanowiło to pewnego rodzaju formę życzenia, aby pola nie ucierpiały od suszy. Natomiast jajka w wierzeniach słowiańskich i innych ludów były symbolem płodności i siły witalnej. Jaja przeznaczone do obdarowywania były pięknie zdobione malunkami symbolizującymi Boga słońca i płodności. Bardziej współczesne kraszanki mają bardzo różne ciekawe formy, niektóre mogą nawet symbolizować leśniczego:

 39431

 Innym zabiegiem gwarantującym dobre plony był zwyczaj podkładania pod pierwszą zaoraną skibę poświęconej palmy wielkanocnej. Pierwsze wypędzanie na pastwiska bydła odbywało się wspólne dla całej wsi, zazwyczaj w dzień św. Wojciecha i św. Jerzego 23. Aby chronić bydło przed złymi mocami, kładziono także pod progiem obory wielkanocną palmę, sól, jajko i nóż. Okadzano je także dymem z ogniska w którym palono wielkanocne palmy.

 39451

Najbardziej oczekiwanym i jednoznacznym zwiastunem wiosny były ptaki powracające z dalekich krajów. Bociany przylatujące na św. Józefa symbolizowały zawsze macierzyństwo, ale także przynosiły szczęście na cały rok, jeśli ktoś zobaczył pierwszego bociana w locie. Siedzący bocian raczej przynosił pecha.

 39461

Także kto pierwszy zobaczył jaskółkę, miał zapewnione powodzenie w życiu na cały rok.

21 marca, czyli Międzynarodowy Dzień Lasów i początek wiosny w wierzeniach dawnych Słowian był początkiem roku. Zaczynał się on w pełnię równonocy wiosennej, kiedy przybywającego dnia było już tyle samo, co ustępującej nocy. Od tej chwili symbolicznie ruszała cała wegetacja, dzień zaczynał dominować nad nocą, a życie nabierało rozpędu.

Pierwszy dzień roku był wtedy pierwszym dniem wiosny i świętem bożka Jaruny.  Jaruna, zwany też Jaryła, Jaryło, utożsamiany potem ze św. Jerzym, był uważany za  bożka płodności, zwiastującego wiosnę. Przedstawiany był jako bosy młodzieniec (czasem dziewczyna), w białej szacie, na białym koniu, z wiankiem na głowie. Atrybutami bóstwa są bazie lub snop zboża w jednej ręce, a w drugiej głowa ludzka. Dość często pojawiał się znany nam motyw noworoczny, czyli zastępowania "starego" Jaryłę przez Jaryłę "młodego", ale działo się to nie w mroźną noc sylwestrowo-noworoczną lecz wraz z pierwszym dniem nadchodzącej wiosny.

To ciekawa historia i warto ją znać, ale nie namawiam do otwierania szampana i fajerwerków z okazji Międzynarodowego Dnia Lasu oraz początku wiosny. Zachęcam jednak do częstego korzystania z naszych polskich lasów, do samodzielnego poznawania prawdy o pracy leśników i do spotkań z budzącą się wiosenną przyrodą.

 

 Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

21:37, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 16 marca 2015

 

393min

Ubiegły tydzień minął mi jak z bicza trzasł i był bardzo, ale to bardzo pracowity. W dodatku absolutnie nietypowy, nawet jak na tydzień leśniczego, który w swojej profesji ma pakiet kilkunastu zawodów. Właśnie dorzuciłem do tego pakietu aktorstwo.

 To zupełnie nowe, inne doświadczenie. No, naturalnie bez przesady, myślę tu oczywiście o aktorstwie jak najbardziej amatorskim, bo gwiazdorstwo i czerwony dywan nie jest obiektem moich westchnień... Cały miniony tydzień spędziłem razem z przesympatyczną ekipą filmową. Naturalnie równolegle realizowałem swoje obowiązki służbowe, bo normalne prace w leśnictwie trwały.

Na  terenie Nadleśnictwa Trzciel, głównie w „moim” leśnictwie Pszczew kręciliśmy materiał filmowy na trzy pierwsze odcinki nowej odsłony serialu „Las Bliżej Nas”. Stali czytelnicy tego bloga pamiętają, że w 2013 roku miałem już przygodę z tym cyklem filmów o lesie i leśnikach. Wtedy razem z Piotrem Baronem opowiadaliśmy jak przygotować się do wiosennej wyprawy do lasu.

W tym cyklu „Las Bliżej Nas”  w duecie z Małgorzatą Szumską- podróżniczką i pisarką będę współprowadzącym oraz gospodarzem trzech pierwszych odcinków. Razem z Małgosią zaprosimy widzów TVP1 do bliższego poznania pszczewskich lasów i pracy leśniczego:

 39311

Małgosia, podobnie jak pozostali członkowie ekipy filmowej była pod wielkim urokiem leśnych krajobrazów i zadziwiona urokiem pszczewskich jezior. A to przecież lubuskie- najbardziej zalesiony region kraju i tygiel kultur, wachlarz fascynujących obiektów przyrodniczych oraz region pełen ciekawych ludzi.

Nagrania w kancelarii leśniczego, nazywanej czasem Krainą Tajemnic zadziwiły wszystkich mnogością interesantów, krzyżujących się tu spraw i liczbą odbieranych telefonów:

3932

Dlatego dziś leśniczy musi być nie tylko dobrym technikiem, inżynierem, menagerem ale także posiadać szeroką znajomość zasad komunikacji społecznej oraz szybko i trafnie podejmować decyzje. Pierwszy odcinek cyklu „Las Bliżej Nas” będzie poświęcony właśnie leśniczemu jako człowiekowi o wielu profesjach i specjalizacjach.

W terenie okazało się, że mówiłem prawdę i rzeczywiście leśniczy musi być znawcą wielu dziedzin i to nie tylko typowo leśnych. Bo leśniczy to także specjalista od remontów dróg, mostków i przepustów:

 39331

Leśniczy świetnie radzi sobie z organizowaniem prac w trakcie wszelkich zabiegów pielęgnacyjnych i  na zrębach, gdzie drzewa zamieniają się w drewno ( będzie o tym w trzecim odcinku). Przekonała się o tym na razie Małgosia, która bliżej poznała drwali i nauczyła odpalać pilarkę:

 39342

Zawarła znajomość z drwalem Romkiem, ale także z jego synem- Kubą, który za pomocą dżojstików kieruje „blaszanym drwalem”, czyli harwesterem. Opowiadałem także o tym jak mierzy się, cechuje i odbiera się drewno, sporządza kwity wywozowe i na czym polegają obowiązki leśniczego przy wywozie drewna z lasu. Kamera towarzyszyła także przy spotkaniu leśniczego z podleśniczymi, podziale obowiązków oraz przy roboczym spotkaniu z zulowcem Mikołajem. Była to świetna okazja, aby bliżej przedstawić specjalistów od trudnej i ciężkiej roboty, czyli zakłady usług leśnych. Wybraliśmy się także z kamerą do miejscowości Niedźwiedź, gdzie ma siedzibę ZUL Zulas na spotkanie z jego właścicielem Tomaszem. Małgosia nauczyła się tam szacunku do drewna, które oprócz około 30 tysięcy zastosowań jest m.in. świetnym materiałem na rzeźby oraz… ostrzenia łańcuchów do harwesterów. Szczegóły poznacie w kwietniu!

Spotkaliśmy się na pięknym wzgórzu ponad jeziorem Chłop z przyrodnikiem Tomkiem, z którym od lat dobrze współpracuję. Tomek wcześniej pracował w Pszczewskim Parku Krajobrazowym, a teraz jest pracownikiem Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Gorzowie. Jest też doktorem nauk o ziemi, toteż rozmawiamy o bielikach, bocianach i rybołowach, ale także o geologii i pszczewskich kemach oraz ozach:

3935

Przedstawiłem Małgosi Szumskiej i widzom wielu ciekawych ludzi, których codziennie spotykam na leśnych ścieżkach, ulicach Pszczewa i drogach powiatu międzyrzeckiego. Oto grupa aktywnych mieszkańców Pszczewa, którzy bez względu na pogodę przemierzają kilometry leśnych ścieżek i dróg. Spotkaliśmy się na trasie ścieżki przyrodniczej Nadleśnictwa Trzciel „Wokół Pszczewskiej Góry Wysokiej”. Oto Irek, Zygmunt i Zdzisław- leśniczy z sąsiedniego leśnictwa Borowy Młyn:

3936

W drugim odcinku cyklu filmowego opowiemy o roli planowania w leśnictwie, mapach, operatach i historii „zrębu emerytów” w oddziale 57. Na przykładzie tego jednego leśnego oddziału przybliżamy widzom rolę i znaczenie urządzania lasu. Będzie także nostalgiczna opowieść z żywiczną nutka i historia sosnowej szyszki. Zobaczycie także dorodny las żywotników, z których Indianie niegdyś budowali słupy totemowe i łodzie canoe.

Chłodny porankiem przy pszczewskiej leśniczówce spotykamy Monikę, która kąpie się w niosących zdrowie wodach jeziora Miejskiego praktycznie cały rok. Gdy Małgosia pociąga nosem i zawija w szalik, Monika z Pszczewa wychodzi z jeziora i wcale nie przypomina Marzanny, choć niebawem pierwszy dzień wiosny:

3937

Do mojego Rockiego przypięliśmy kamerkę GoPro, a nad nami lata dron, który z góry filmuje bezmiar lubuskich lasów.

3939

 Będzie ciekawie- jak to w lesie. Pewnie nie możecie się doczekać?

Zatem ćwiczcie wymowę tak jak Małgosia: „Szczecin, Trzciel, Pszczew”… To właśnie tam, w zachodniej Polsce, znajdują się lasy leśnictwa Pszczew, o których opowiadam Wam już w blogowych zapiskach od  5 lat. To najlepsza okazja, aby je obejrzeć nie ruszając się z domu, choć zawsze zachęcam do żywego kontaktu z lasem.

Spotkamy się w TVP 1 w Wielką Sobotę 4 kwietnia około 7 rano, tuż przed świętami Wielkiej Nocy. Postaram się nauczyć Was inaczej spojrzeć na las i leśniczych:

3938

Zapraszam do oglądania cyklu Las Bliżej Nas, przypomnę Wam jeszcze o terminie emisji. Zachęcam także do regularnego zaglądania na profil Las Bliżej Nas na FB:

https://pl-pl.facebook.com/lasblizejnas

Posadziliśmy z Małgosią pierwszą sadzonkę olchy czarnej na odnawianym zrębie i od piątku w moim leśnictwie rozpoczęły się intensywne prace przy odnowieniach. Pracują drwale, jadą samochody z drewnem.  Filmowy tydzień leśniczego dobiegł końca. Kolejna „sprawność” zdobyta, a z jakim skutkiem ocenicie 4 kwietnia.

Serdecznie pozdrawiam całą ekipę filmową: Marysię, Bartka, Tomka i Pawła, Marcina i Artura, a Małgosię pewnie kiedyś odwiedzę w kopalni złota w Złotym Stoku nieopodal Barda. Dziękuję za użyczenie niektórych fotek Tomkowi i Bartkowi. To była ciekawa przygoda, choć nie jest łatwo leśniczemu udawać aktora…

Leśniczy Jarek-lesniczy@erys.pl

 

 

23:58, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
niedziela, 08 marca 2015

 

392min

Bardzo lubię wiersze Konstantego Ildefonsa ale nie zawsze zgadzam się z jego poglądami. Bo Gałczyński w „Kronice Olsztyńskiej” pisze:   „Ze wszystkich kobiet świata najpiękniejsza jest noc”

Ale  opowiada o niej dalej jak o pięknej kobiecie:

Ona idzie, ona płynie, ona sunie

pod niebios ogromną bramą;

a wszystko jest piękne u niej,

a pachnie u niej wanilia i cynamon.

 

Z gór w doliny schodzi coraz głębiej,

a oczy ma piękne jak jastrzębie,

a nogi ma proste jak sosny.”

 

Wiersz piękny i obfitujący w piękne, przyrodnicze porównania. W sam raz na Dzień Kobiet!

Wiem, pewnie wielu z Was zaraz oburzy się, że to dziwne święto tylko dla dinozaurów, co to przyjdą z różą w zębach, może lekko nawiani, albo przyniosą goździk i rajstopy… Niektóre kobiety mruczą, że to tylko raz w roku niektórym przypomina się, że one istnieją i ze wcale nie po to są ,aby tylko być i pachnieć… Ale nawet kobieta, tzw. ”bizneswoman”, która jest szefem i twardą ręką trzyma sporą firmę, nawet kobieta która chodzi tylko w bojówkach, ciężkich buciorach i tatuażach, nawet kobieta, która mówi, że nic ją nie obchodzi Dzień Kobiet - lubi życzenia i kwiaty, bo jest Kobietą…

 

Uważałem i uważam, że Dzień Kobiet to bardzo sympatyczne święto i okazja aby powiedzieć miłe słowo kobietom wokół nas.

Wiem, że sporo kobiet zagląda tutaj do blogu leśniczego, a zatem załączam skromne kwiatki:

3921

 

I nie zachowam się jak Norwid, który pisał:

Jak gdy kto ciśnie w oczy człowiekowi  Garścią fiołków i nic mu nie powie...

 

 

Dlatego powiem tak:

 

 

Drogie Panie, Dziewczyny, Kobiety- wszystkiego najlepszego w Dniu Kobiet, spełnienia marzeń, jak najwięcej czasu dla siebie i zadowolenia z mężczyzn, którzy bardzo starają się, aby każdy dzień był dla kobiet świętem.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

 

 

 

21:49, lesniczy.lp
Link Komentarze (7) »
czwartek, 05 marca 2015

391min_e

 

Leśniczowie to ludzie aktywni we wszystkich sprawach związanych z lasem, ale też na wielu polach społecznych. Są animatorami życia społecznego w wielu sferach i widać ich działania z pasją na róznych niwach. Organizują, uczestniczą, pomagają i służą radą, wiedzą , doświadczeniem. Jeśli chcecie się o tym sami przekonać wybierzcie się 7 marca do schroniska „JAGODNA" w Spalonej k/Bystrzycy Kłodzkiej.

Odbędzie się tam impreza IV Bieg o Puchar Leśniczego Spalonej Górnej w Narciarstwie Biegowym "Lasy dla ludzi".

 

Organizuje ją Adam Krakiewicz- leśniczy Leśnictwa Spalona Górna

 39111

oraz Bystrzyckie Towarzystwo Górskie i Koło Zakładowe Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Leśnictwa i Drzewnictwa przy Nadleśnictwie Bystrzyca Kłodzka. Patronatem Honorowym objął to wydarzenie Dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych we Wrocławiu.

Bieg odbędzie się z okazji 70-lecia istnienia Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych we Wrocławiu. Jego głównym celem jest popularyzacja narciarstwa biegowego jako czynnej formy wypoczynku oraz promocja narciarskich tras biegowych i turystyczno - rekreacyjnych walorów lasów Gór Bystrzyckich. Ideą zawodów jest oczywiście wyłonienie najlepszych zawodniczek i zawodników biegu ale także popularyzacja narciarstwa biegowego wśród leśników.

W imieniu leśniczego Adama i pozostałych bystrzyckich leśników oraz wszystkich organizatorów zapraszam 7 marca do Spalonej na polanę przy schronisku Jagodna, a wszystkie szczegóły są dostępne na stronie:

http://pucharlesniczego.com.pl/index.html

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

21:31, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
niedziela, 01 marca 2015

 

390min

http://333052.www.blox.pl/html/8519681,11141122,1159.html?10185580

 

Pisałem wtedy o docierających coraz częściej sygnałach o wilkach w okolicach Międzyrzecza i Pszczewa oraz o podaniach związanymi z wilkami. Teraz jestem już pewien, że wilki są w moim leśnictwie!

 Wcześniej znalazłem na jednej z upraw szkielet łani, który dowodził, że zagryzły ją prawdopodobnie wilki. Było to blisko miejsca, gdzie myśliwi na polowaniu zbiorowym widzieli wilki. Pewności jednak nie miałem. Kilka dni temu jeden z myśliwych z koła łowieckiego „Ponowa”  Międzyrzecz znalazł na terenie leśnictwa Pszczew zagryzioną łanię. Oglądałem ją w piątek:

3901

Po naradzie z łowczym koła myśliwy  postawił tam kamerę- pułapkę. Oto obraz, który zarejestrowała kamera myśliwych w dzień:

3902

Wilk, którego na zrzucie ekranowym nieco przysłania krzew,  około 8 rano przeciągnął nieśpiesznie leśną ścieżką. Wydaje się to nieprawdopodobne, że taki obraz można zobaczyć w niedalekiej odległości od Pszczewa.

Kamera stała tam nadal i okazało się, że w nocy do resztek łani podeszły 2 wilki:

 39031

Na filmie widać wyraźnie wilki kręcące się wokół zdobyczy. Większy stoi przed obiektywem, a drugi trzyma się bardziej w cieniu. Oczywistym stało się, że to rzeczywiście 2 wilki upolowały łanię, do której podchodziły wielokrotnie. Czasem  kamera rejestrowała  dwa wilki, które kręcą się wokół łani, czasem pojawiał się jeden.

3904

Nagranie nie jest najlepszej jakości, ale wyraźnie widać na nim dwa wilki i są to chyba basior i wadera. Dziękuję Marcinowi i Krzysztofowi za udostępnienie nagrań z kamery KŁ Ponowa Międzyrzecz.

A zatem powrót wilków na te tereny stał się niezbitym faktem. Trzeba przyzwyczaić się do obecności szarych drapieżników w naszych lasach.

Nie ma raczej powodów do obaw, bo przecież od 70 już lat nie zanotowano przypadku zaatakowania człowieka przez wilka. Jednak leśna zwierzyna oraz hodowcy domowych zwierząt muszą się mieć na baczności.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

23:11, lesniczy.lp
Link Komentarze (9) »
niedziela, 22 lutego 2015

 

 

389_min

Wczoraj były aż dwa ważne i istotne, pewnie nie tylko dla mnie, święta. Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego obchodzony jest od piętnastu lat. Został proklamowany na 30. Sesji Konferencji Generalnej UNESCO 17 listopada 1999 roku dla podkreślenia bogactwa różnorodności językowej świata i promocji wielojęzyczności, a także w celu zwrócenia uwagi na liczbę języków zagrożonych i ginących, do których zalicza się 43 procent wszystkich aktualnie używanych. Ponad 200 znalazło się na liście języków całkowicie wymarłych w ciągu życia zaledwie trzech ostatnich pokoleń. Wielu leśników, wbrew temu co myślą o nich ludzie, pracuje słowem.

Bo leśnicy są nie tylko samotnymi dziwakami mieszkającymi w odludnej głuszy. Ludzie w zielonych mundurach zajmują się też edukacją przyrodniczo-leśną , chętnie współpracują z przyrodnikami, organizacjami pozarządowymi i wielu ludziom opowiadają o lesie i przyrodzie. Dlatego szanują piękno polskiego języka i starają się go używać jak najpoprawniej. Nie jest to wprawdzie łatwe, bo po latach pracy łatwo wpaść w sidła fachowego żargonu, który czerpie z licznych zapożyczeń, szczególnie z tradycji niemieckiego i austriackiego leśnictwa.

Jednak ludzie chętnie słuchają leśników, bo oni szanują piękno polskiego języka:

3891

Zwykle licznie też odwiedzają wszelkie stoiska leśników przy okazji różnych imprez, jarmarków, festynów czy targów:

3892

Nie zawsze chodzi tu o gadżety reklamowe lecz o chwilę rozmowy, bo leśnicy opowiadają ciekawe rzeczy i używają pięknej polszczyzny.

Nie bez powodu jeden z leśników, Edward Marszałek z regionalnej dyrekcji w Krośnie otrzymał m.in. zaszczytny tytuł Mistrza Mowy Polskiej 2014.

Kolega Edward jest tu dobrym przykładem także z innego powodu. Oprócz wielu innych wcieleń jest on także przewodnikiem górskim. A wczoraj obchodziliśmy także Międzynarodowy Dzień Przewodnika Turystycznego. Dzień ten został ustanowiony w Nikozji na Cyprze podczas III Konwencji Światowej Federacji Stowarzyszeń Przewodników Turystycznych w 1989 roku. Zgodnie z ideą tego święta, w tym czasie przewodnicy oprowadzają bezpłatnie miejscową ludność po okolicy, a lokalnym społecznościom i władzom pokazują, na czym polega działalność przewodnika. Przewodnicy odgrywają ważną rolę w obsłudze turystów, kreowaniu wizerunku miasta czy regionu oraz w zachowaniu dziedzictwa naszego narodu.

Wielu leśników ma swój istotny wkład w tym dziele i dlatego wczoraj mogli obchodzić oba te święta.

Leśnicy tworzą przecież warunki do jak najlepszego, bezpiecznego korzystania z szerokiej oferty funkcji lasu. Budują urządzenia turystyczne, obiekty edukacyjne, wytyczają szlaki turystyczne oraz ścieżki historyczno-przyrodnicze. To kosztowne ale bardzo ważne inwestycje.

Mało kto wie, że to ludzie lasu ponoszą koszty ich urządzenia i utrzymania. Jednak równie ważne jest zachowanie wiedzy o regionie i troska o legendy, ciekawostki turystyczne i historyczne, a nawet tradycyjne kulinaria. A leśnicy bardzo chętnie dzielą się swoją wiedzą, o czym wiedzą wszyscy odwiedzający Blog Leśniczego…

  Pomimo ich wysiłków i działań edukacyjnych wciąż jednak tylko zaledwie jedna czwarta Polaków systematycznie odwiedza lasy. Według ostatnich badań aż 33 %Polaków deklaruje, że nie odwiedza lasów, a 44 % robi to okazjonalnie.  Może dlatego, że przez wiele lat drogi biegnące przez lasy budziły w ludziach strach? Jeszcze w XVIII wieku wierzono w istnienie wszelkiego rodzaju „sił nieczystych", które szkodzą ludziom korzystającym z leśnych traktów. Stąd często przy tych drogach stawiano kapliczki, wieszano krzyże na pamiątkę różnych wydarzeń lub też nazywano drzewa czy głazy związane z historycznymi wydarzeniami. Leśnicy dbają o zachowanie tych obiektów i udostępniają je turystom.  Są przewodnikami po świecie przyrody, ale także po świecie tradycji, historii i kultury, a opowiadają o nim w polskim języku. To tak  samo ważne i pożyteczne dla ludzi zadanie leśników jak dostarczanie drewna.

Wybierajcie się do lasu szukać ciszy, piękna i wytchnienia. Obcowanie z przyrodą i widoki pierwszych żurawi :

3893

Także krajobraz zazieleniających się łąk, gdzie trwają już zaloty dzikich gęsi:

3894

świetnie wpływa na nasze samopoczucie, relaksuje, a to ma wpływ na nasz język. Bo pośpiech, nierozładowane emocje, ciągły stres powodują także ubożenie naszego słownictwa. Piszemy tylko krótkie komunikaty i pośpieszne emaile pełne emotikonów. Mało ze sobą rozmawiamy, bo nie ma czasu… Nie czytamy książek, zapomnieliśmy o istnieniu poezji. A ona jest w lesie. Przecież pisał Harasymowicz, że „wszystkie wiersze są w bukach".  Na szczęście nie wszyscy tak postępujemy, dlatego czasem warto uczcić święto ojczystego języka oraz święto przewodników po pięknie naszego kraju.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

21:49, lesniczy.lp
Link Komentarze (7) »
wtorek, 17 lutego 2015

min

Czas szybko pędzi i właśnie mija miesiąc od dnia, w którym odbył się na wrocławskim stadionie Bal Sportowca „Słowa Sportowego”. Oczywiście momentem kulminacyjnym tego wieczoru było rozstrzygnięcie Plebiscytu na Najpopularniejszego Sportowca i Trenera na Dolnym Śląsku w roku 2014.

W plebiscycie startowała Karolina Kowalczyk, córka leśniczego Andrzeja z Nadleśnictwa Bogdaniec o czym pisałem w poście z 3 grudnia 2014 tu:

http://www.blox.pl/beta/editEntry/lesniczowka/10614299

 Zachęcałem wtedy wszystkich czytelników tego blogu do wspierania Karoliny w sportowej rywalizacji i głosowania na nią w plebiscycie. No i Karolina po raz kolejny w swojej sportowej karierze stanęła na podium! Tym razem obyło się jednak bez strzelania, choć to Karolina potrafi robić znakomicie:

388_1

Karolina Kowalczyk zdobyła drugie miejsce w Plebiscycie na Najpopularniejszego Sportowca i Trenera na Dolnym Śląsku w roku 2014. To znakomity wynik, zważywszy na to, że strzelectwo jest przecież raczej niszową dyscypliną sportową w naszym kraju. Pasjonujemy się najczęściej piłką nożną, skokami narciarskimi, żużlem. Zawodów strzeleckich nie transmitują nasze stacje telewizyjne i bardzo rzadko czytamy o nich w czasopismach. A pomyśleć, że w okresie międzywojennym to właśnie strzelectwo i jazda konna były sportową dumą Rzeczypospolitej.

Karolina z Bogdańca ma szansę stać się ambasadorem sportu strzeleckiego, bo pokonała w plebiscycie nawet znanego piłkarza Sebastiana Milę, o którym było ostatni bardzo głośno. Oto wyniki plebiscytu:

1. Natalia Czerwonka (Cuprum Lubin)    łyżwiarstwo szybkie

2. Karolina Kowalczyk (Śląsk Wrocław)    strzelectwo sportowe

3. Sebastian Mila (Śląsk Wrocław)    piłka nożna

4. Bartłomiej Matysiak (CCC Sprandi Polkowice)    kolarstwo szosowe

5. Paulina Bieć (Gym Fight)    kickboxing

 

Zdobywczyni drugiego miejsca pozowała dumnie fotoreporterom na tle murawy stadionu Śląska Wrocław, którego barwy reprezentuje od 2000 roku:

388_3

Zaczynała sportową karierę jako zawodniczka gorzowskiego klubu Kadet, ale potem przeniosła się do Śląska Wrocław, bo to jedyny klub, który posiada strzelnicę sportową, spełniającą wszelkie wymogi.

Przygodę ze strzelectwem rozpoczęła w szkole podstawowej zupełnie przypadkiem. Już jako dziecko jeździła z tatą na strzelnicę myśliwską. Leśniczy Andrzej znakomicie  strzelał wielobój myśliwski i bywało, że z całą rodziną często spędzał czas na gorzowskiej strzelnicy przy ul. Myśliborskiej. Państwo Kowalczyk często zabierali brata Karoliny i jego kolegę na strzelnicę, a dzisiejsza mistrzyni jeździła z nimi tylko dla towarzystwa. Przyglądała się jednak uważnie strzelcom,  aż w końcu pozwolono jej spróbować. Później Karolina wzięła udział w szkolnych zawodach strzeleckich  i to jej tata dostrzegł w niej talent. Rodzice sporo inwestowali w jej treningi, wyjazdy, broń i amunicję, a to drogi sport, bo jedna kulka do karabinka kosztuje kilka złotych.

Córka leśniczego kontynuowała tradycje rodzinne i rozpoczęła naukę w Technikum Leśnym w Starościnie koło Rzepina. W tej szkole o wojskowym rygorze mieszkała w internacie, a na treningi strzeleckie do Wrocławia dojeżdżała tylko podczas wakacji i ferii zimowych. Edukacja w leśnej szkole pomogła jej zapewne w wyrobieniu twardego charakteru, samodyscypliny i innych cech niezbędnych w sporcie. Po ukończeniu szkoły wybrała jednak wojskowy mundur i jako żołnierz trenuje w WKS Śląsk Wrocław, a od kilkunastu lat reprezentuje Polskę w strzelectwie sportowym.

Tata Andrzej jest bardzo dumny z sukcesów córki i z zachwytem oglądał trofeum z plebiscytu:

 388_21

W jego imieniu oraz naturalnie w imieniu Karoliny dziękuję wszystkim, którzy głosowali na córkę leśniczego w plebiscycie.

Karolinie życzę dalszych sportowych sukcesów na międzynarodowych strzelnicach i miłych chwil wytchnienia spędzanych z rodziną w leśniczówce w Bogdańcu.

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

 

 

22:30, lesniczy.lp
Link Komentarze (6) »
czwartek, 12 lutego 2015

387min

Pamiętacie staropolskie przysłowie, które mówi: „Powiedział Bartek, że dziś tłusty czwartek, a Bartkowa uwierzyła, dobrych pączków nasmażyła”. Leśniczyna Reginka już wczoraj nasmażyła pysznych pączków z węgierkowymi powidłami, to jak nie wierzyć w siłę tradycji?  Do tego o takim smaku?

 Tłusty czwartek rozpoczyna ostatni tydzień karnawału i wedle polskiej tradycji, w tym dniu dozwolone, a wręcz nakazane jest objadanie się. Zapomnijmy choć na jeden dzień o liczeniu kalorii, a domowe pączki z pewnością nie zaszkodzą, nawet w słusznej ilości. Co więcej istnieje od dawna przekonanie, że jeśli ktoś w tłusty czwartek nie zje ani jednego pączka – w dalszym życiu nie będzie mu się wiodło. Po co ryzykować? Zobaczcie dzieło mojej Reginki, prawda, że to pyszny widok?

 3871

Innym czwartkowym smakołykiem są chrusty lub faworki. Oto przepis na moje ulubione chrusty serwowane czasem, nie tylko w dzisiejsze święto przez moją Renię.  Pochodzi on od jej babci i mamy. To kruchy, delikatny i pyszny dodatek do zimowej kawy lub herbaty z pigwą czy maliną.

3872

Leśniczyna Renia dyktuje zatem przepis dla Was:

„Składniki na chrusty:

500 g mąki pszennej

5 żółtek (z raczej niedużych jaj)

6 łyżek gęstej śmietany 18%

1 łyżka masła

1 łyżeczka cukru pudru

szczypta soli

1 łyżka spirytusu lub octu

1 litr oleju rzepakowego

cukier puder do posypania

Wykonanie:

Na stolnicę lub do miski przesiewamy mąkę, dodajemy żółtka, śmietanę, łyżkę masła, cukier puder, sól i ocet, zagniatamy na jednolite ciasto. Formujemy kulę, przykrywamy folią spożywczą, odstawiamy na ok. 50 min. Chodzi o to, aby ciasto zmiękło i było bardziej elastyczne (podobne do ciasta na pierogi). Następnie ciasto wykładamy na delikatnie oprószoną mąką stolnicę i rozpoczynamy wałkowanie. Wałkujemy ciasto, składamy i ponownie wałkujemy, powtarzając czynności kilkakrotnie. Robimy to po to, aby napowietrzyć ciasto, dzięki temu w trakcie smażenia na powierzchni chrustów pojawią się pęcherzyki i staną się one pysznie chrupiące i delikatne. Niektóre gospodynie osiągają ten efekt poprzez uderzanie ciasta z każdej strony wałkiem. Najlepiej połączyć obie techniki i przez 10 minut wałkować i składać ciasto, a następnie okładać je wałkiem przez kolejne 5 minut. Wymaga to trochę wysiłku, ale dzięki temu chrusty wychodzą idealne. Drugą tajemnicą udanych domowych chruścików jest bardzo cienkie rozwałkowanie ciasta. Aby ułatwić sobie pracę odrywamy ciasto małymi porcjami i rozwałkowujemy je cienko do uzyskania odpowiedniej grubości, a raczej cienkości. Rozwałkowane ciasto tniemy na pasy, w środku robimy nacięcie i przewlekamy przez nie koniec ciasta, nadając faworkom charakterystyczny  kształt.

Olej rozgrzewamy długo i mocno, na małym płomieniu i ostrożnie wrzucamy przygotowane faworki. Aby zbytnio nie obniżyć temperatury tłuszczu smażymy je niewielkimi porcjami po 4-5 sztuk, z obu stron na złoty kolor. Układamy je na ręczniku papierowym, odsączając nadmiar tłuszczu, przestudzone posypujemy według gustu, obficie lub mniej cukrem pudrem.

Gorąco polecam ten prosty przepis i życzę dobrej zabawy przy smażeniu i chrupaniu. Wspólne, rodzinne lub towarzyskie pieczenie chrustów może być także świetną zabawą na np. karnawałowy wieczór”

 

Mam nadzieję, że skorzystacie z przepisu Reginki, a nazajutrz koniecznie na spacer, aby spalić jednak nieco kalorii no i przywitać wiosnę!

Wszystko wskazuje, że wiosna wkracza już na pola i do lasu, przynajmniej w naszych, lubuskich okolicach. Na polach zielono i brykają po nich sarny, które nie muszą odkopywać oziminy spod śniegu:

 38731

Przebiśniegi też nie muszą przebijać się spod śniegu i kwitną już w najlepsze:

 38741

Krokusy już także zazieleniły się i pędzą w górę. Gdy wracałem dziś z lasu i fotografowałem kwiaty na trawniku przed leśniczówką w kadr co chwilę właził mi któryś z kotów:

3875

Tu obok przebiśniegów pozuje akurat Blondynka, która otrzymała takie imię z racji koloru bardzo mięciutkiej sierści. Pisałem już o tym kociaku wcześniej, gdy ktoś go nam podrzucił pod leśniczówkę  mokrego, jesiennego popołudnia. Zaopiekowaliśmy się nim i teraz oba z Grubym chodzą i pomiałkują do siebie bo choć to jeszcze nie marzec, to koty już się marcują.

Na jeziorze obok leśniczówki łyski i kaczki robią wielki rwetes. Czasem z powodu bielika, który często tu zagląda ale dziś wyglądało to na bardziej matrymonialny zamęt. Kaczory wyraźnie umizgują się do kaczek

3876

Przeganiają się nawzajem, czyszczą nieustannie pióra i krążą wokół kaczek, których jest wyraźnie mniej niż kaczorków. Czasem tak się rozpalają, że muszą sobie chłodzić głowę

3877

Dziś jednak, oprócz pączków i chrustów zobaczyłem inny, bardzo miły obrazek. To para żurawi pojawiła się na podmokłej łące koło tzw. „Kochówki”, czyli siedziby rodziny Kochów:

3878

Co roku na tym  zabagnionym pastwisku okolonym olchami pojawia się para żurawi. Dziś, jakby to była pełnia wiosny, szare ptaki spacerowały sobie po łące:

 387101

 Kilka razy widziałem przelatujące żurawie ale ta dwójka to nie zbłąkani wędrowcy, lecz wyraźnie para, która wróciła do swojego miejsca lęgowego. Bardzo ucieszył mnie ten widok, bo żurawie to fantastyczne ptaki. Samiec w pewnym momencie zaczął biegać wokół samicy, rozkładać skrzydła i stroszyć pióra.

 38791

Wyglądało to jak próba generalna przed tokami, a wtedy, zwykle wiosennym świtem, możemy obserwować piękny, baletowy spektakl. Nie wiem jak w innych regionach kraju, ale w okolicach lubuskiego Pszczewa dziś zapachniało nie tylko pączkami, ale prawdziwą wiosną.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

19:43, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
sobota, 07 lutego 2015

386min

Jestem zadziwiony potęga mediów! Kiedy napisałem na blogowych stronach „białej i mroźnej zimy wciąż nie widać w pszczewskich lasach” reakcja była natychmiastowa. Już następnego dnia po takim wyznaniu zrobiło się biało, a dziś w nocy na termometrze zobaczyłem ósemkę w minusie. „Przypadek?”- jak pytają kabareciarze… Żarty żartami ale faktycznie mamy białą zimę i krajobraz uległ szybkiej i istotnej zmianie. 25 stycznia okolice oddziału 14 nieopodal Szarcza, czyli przy wschodniej części jeziora Białego wyglądały tak: 

 38611

4 lutego krajobraz widziany z tego samego miejsca zmienił się na zimowy: 

 38621

W zasadzie nie jestem zachwycony śnieżną zimą, bo w lesie jak zwykle pracy moc. Ledwo zakończyłem prace na zrębie, to harwester wjechał w sporą trzebież i kroi sosny na 4 i 3 metrowe kłody. Podleśniczowie odbierają wielkie stosy drewna, a ja drukuję kolejne ROD (rejestry odebranego drewna) i transferuję je do systemu informatycznego nadleśnictwa, czyli powiększam stany magazynu drewna. Już sporo ponad tysiąc metrów drewna czeka na wywóz.

W kolejce czeka też około 100 ha trzebieży do wyznaczenia w ramach szacunków brakarskich na rok 2016. Trzeba tam oznaczyć drzewa do wycięcia, wybrać i oznakować w terenie cenne sortymenty, wymalować granice trzebieży itd. Na każdą powierzchnię trzeba dotrzeć i zaplanować wszelkie czynności oraz koszty. O ilości koniecznych do zrobienia dokumentów i szkiców nie wspominam… Zima w borze trzyma. Śnieg co jakiś czas popaduje i uzupełnia to, co topi w południe słońce: 

3866

Drogi z błotnistych zrobiły się lodowe i śliskie. Przekonałem się o tym wczoraj dość boleśnie. Złapałem poślizg na łuku drogi i „wniosło mnie” Rockym na solidny pniak. Wgniotłem próg, rozszczelniłem skrzynię rozdzielczą i urwałem stopień. Mój znajomy mechanik Irek tylko pokiwał głową: „ Mógłbyś choć zimą trochę wolniej pędzić po tym lesie”… Po starej znajomości szybko doprowadził samochód do używalności. Jednak „zabolało” to na 150 złotych.

Mimo mocno absorbujących tzw. „czynności służbowych” staram się jak każdy leśniczy choć chwilę poświęcić na obserwację tego, co dzieje się w przyrodzie. W czwartek obserwowałem z zaciekawieniem stadko grzywaczy żerujące na ściernisku kukurydzy. To dość niezwykły widok na początku lutego:

3863

 

Karol Linneusz w 1758 roku nazwał grzywacza gołębiem leśnym. Tak właśnie brzmi naukowa, łacińska nazwa grzywacza - Columba palumbus. Na zimę leśne gołębie w zasadzie odlatują na południe lub zachód Europy. W czasie wędrówek tworzą olbrzymie stada liczące nawet kilkanaście tysięcy ptaków. Można je obserwować jesienią na ścierniskach. Do Polski wracają w zależności od warunków pogodowych w końcu lutego lub w marcu. Czasami zimują w kraju, szczególnie grzywacze „miejskie” i być może to były właśnie takie spotkałem na zaśnieżonym ściernisku:

38610

  Te piękne gołębie są w zasadzie mieszkańcami borów mieszanych i lasów liściastych. Jednak z czasem rozpoczęła się ich ekspansja do środowisk miejskich, najpierw do śródpolnych zadrzewień i skrajów lasów, potem sadów, parków i ogródków działkowych, a z czasem stały się pospolitymi ptakami miejskimi w całej Europie. Grzywacze lubią jednak wędrować bo mają bardzo bogatą dietę, która zmienia się sezonowo. Zimą zjadają głównie pędy warzyw ale spotkamy je także w winnicach, plantacjach borówek i obsianych zbożami polach. Największym wzięciem u grzywaczy zimujących w zachodniej Europie cieszy się brukselka i szpinak.

Niejeden plantator- Włoch, Francuz i Hiszpan wymachuje pięścią lub sięga po strzelbę. Nikt przecież nie kupi naddziobanej brukselki. Dlatego wiele z nich ginie przedwcześnie w ramach obrony zasiewów i z racji smacznego mięsa, choć grzywacze dożywają do 30 lat. Są inteligentne i bardzo ostrożne. Naturalnych wrogów nie mają na szczęście wielu. Gołębie obserwowane przeze mnie koło Szarcza szybko mnie zauważyły i zwiały za jezioro.

Może to i dobrze, bo chwilę po ich odlocie na miejsce ich żerowania przydyndał lis: 

3864

Wietrzył z lubością zapach grzywaczy. Wokół otwarta przestrzeń i biel śniegu, a zatem on także szybko mnie zauważył i tylko mignął kitą między drzewami lasu

 38651

Musiałem wracać do leśniczówki bo terminy gonią i pracy moc. Co roku obiecuję sobie, że jak nastaną długie zimowe wieczory nadgonię zaległości w lekturach, bo tyle ciekawych książek czeka cierpliwie w kolejce. Muszę ze wstydem przyznać, że ta kolejka wciąż jednak wydłuża się bo nawet białą zimą nie nudzę się no i ciągle dokupuję coś nowego. Szczególnie gdy pojawiają się nowości z literatury regionalnej.

W środę 4 lutego wieczorem odwiedziłem Muzeum w Międzyrzeczu, gdzie w budynku dawnego starostwa przy zamku piastowskim odbyło się spotkanie z autorem i promocja kolejnej książki Alfreda Siateckiego. 

 38671

Autor to dziennikarz i literat, tropiciel szerokiej wiedzy o województwie lubuskim. W swojej piątej już książce otwiera kolejnym kluczem kolejną bramę dotyczącą regionalnej historii. Opowiada o niej w formie rozmowy z ważnymi dla regionu, już nieżyjącymi postaciami. W poprzedniej książce rozmawiał ze słynnym atletą ze Stołunia Leonem Pineckim, którego rzeżba stojąca przed izbą pamięci w Stołuniu powstała na podwórzu mojej leśniczówki. W najnowszej książce rozmawia m.in. z Alfem Kowalskim- założycielem i obecnym patronem muzeum międzyrzeckiego. W sali muzealnej pełnej unikalnych portretów trumiennych, które ocalił zaraz po drugiej wojnie światowej pierwszy międzyrzecki kustosz, autor Alfred Siatecki ( na fotografii po prawej) rozmawiał z Alfem Kowalskim: 

3868

W postać Alfa świetnie wcielił się Andrzej Kirmiel, obecny dyrektor muzeum. Założył charakterystyczny dla Alfa beret i okulary, ale nie zdecydował się na ogolenie głowy, choć Kowalski był łysy jak kolano. Z dialogu pisarza z pierwszym kustoszem i dyrektorem międzyrzeckiego muzeum dowiedzieliśmy się wielu fascynujących historii. A to tylko fragment rozmowy! Autor książki rozmawia w niej również m.in. z marszałkiem Żukowem, Zdzisławem Morawskim, Witoldem Piwońskim czy pisarką Christą Wolf. To książka, którą musi posiadać każdy miłośnik lubuskiego regionu. Nic dziwnego, że po spotkaniu Alfred Siatecki podpisywał wiele egzemplarzy swoich książek i zapowiada kolejną powieść: 

 38692

Lubuskie to region pełen ciekawych ludzi, obfitujący w rozmaite ciekawostki no i to przecież najbardziej zalesiony region kraju. A las skrywa wiele fascynujących tajemnic. Spróbujcie je poznać białą zimą, dlatego zachęcam do lektury ciekawych książek i konfrontacji teorii z praktyką podczas zimowych spacerów po zaśnieżonych lasach. Na leśnych drogach dopuszczonych do ruchu samochodowego uważajcie jednak na koleiny, kamienie, no a szczególnie na pniaki.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

20:22, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 48