O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
piątek, 29 kwietnia 2016

465min

 

Podobno Polacy bardzo lubią świętować i z utęsknieniem czekają na okazję, gdy sobocie i niedzieli towarzyszy inny wolny od pracy dzień. Najlepiej zwykle świętuje się w plenerze i przy dobrej pogodzie. Dymią wtedy grille lub ogniska na działkach i w przydomowych ogródkach. To świetna okazja do rodzinnych i towarzyskich spotkań. Zwykle pierwszą taką okazją jest majówka. Tak potocznie nazywamy od jakiegoś czasu  dni od 1 do 3 maja. Ze względu na bliskość Święta Pracy i Święta Konstytucji 3 Maja, które są dniami ustawowo wolnymi od pracy, przy sprzyjającym układzie kalendarza lub dobraniu sobie paru dni urlopu mamy dogodną okazję do wielodniowego wypoczynku. Każdy z nas, nawet największy pracuś, odczuwa czasem potrzebę leniuchowania i urlopowego luzu, szczególnie po zimie.

Formalnie majówka składa się z trzech świąt:

  1. Pierwszego maja obchodzone jest święto pracy. Jest to międzynarodowy dzień dla uhonorowania wszystkich, którzy walczyli o prawa dla robotników. Geneza tego święta wywodzi się z Chicago, gdzie w pierwszych dniach maja robotnicy strajkowali, aby wprowadzić ośmiogodzinny dzień pracy.1 maja jest świętem państwowym od 1950 roku. 
  2. Drugiego maja w Polsce obchodzony jest Dzień Flagi. To dość młode święto (ale nie jest to dzień wolny od pracy) wprowadzono 20 lutego 2004 roku. Tego dnia organizowane są akcje mające na celu propagowanie patriotyzmu. Warto wspomnieć, że to właśnie 2 maja 1945 roku Polacy umieścili biało-czerwoną flagę na Reichstagu w Berlinie.  
  3. Trzeciego maja obchodzone jest Święto Konstytucji Trzeciego Maja. Upamiętnia ono podpisanie 3 maja 1791 roku Konstytucji Trzeciego Maja. Od 1919 roku ten dzień jest świętem narodowym, jednak w 1950 roku władze komunistyczne zabroniły obchodów. Od roku 1981 wznowiono tradycję świętowania trzeciego maja.

Majówka stała się zatem świetną okazję do propagowania idei patriotyzmu, jednocześnie wielu Polaków wykorzystuje te kilka dni wolnego jako okazję do rodzinnego wypoczynku. W miastach organizowane są liczne spotkania patriotyczne, składanie kwiatów pod pomnikami, uroczyste msze, parady i pokazy Wojska Polskiego. Nie zapomnijmy wywiesić flag państwowych na swoich domach!

 Ostatnie dni kwietnia nie rozpieszczały nas wiosenną, słoneczną pogodą. Taki widok z okna kancelarii leśniczego roztaczał się jeszcze 24 kwietnia

4651

Dziś jednak jest już słonecznie i znacznie cieplej. Księżyc wyszedł już z fazy pełni, co o tej porze skutkuje zwykle nawet solidnymi przymrozkami. W tym czasie w lasach robi się bielutko nie tylko od przymrozków , bo kwitną tarniny:

4652

Nie tylko zresztą w lasach, bo na śródpolnych, starych alejach kwitną już także moje ulubione śliwki- węgierki

4653

Majówkę wielu ludzi spędza poza granicami kraju, na wycieczkach, prywatnych wypadach. Mój znajomy Czech kiedyś ze śmiechem komentował, że podczas majówki czeska Praga staje się absolutnie polska. Trudno wtedy na Złotej Uliczce lub Moście Karola usłyszeć inny język niż polski ...

Każdy wypoczywa jak lubi. Ktoś pragnie zwiedzać Pragę lub egzotyczne kraje, ktoś rozpala grilla na działce, ktoś inny pracuje w ogródku i rozmawia z drzewami w sadzie. Nieodmiennie, od lat, namawiam do spędzenia majówki w lesie bo jest ona na literę Z. Możemy się naprawdę zachwycić tym Z… Dlaczego?

Po pierwsze majówka w lesie jest na Z- bo Zielona:

Pierwsze dni maja to wybuch świeżej, soczystej zieleni. Przyroda budzi się do intensywnego życia i każda roślinka pobudzona wilgocią i majowym słońcem pędzi w górę. Las jest teraz zachwycająco piękny. Zakwitło już wiele kwiatów i oprócz uspokajającej nasze zmęczone cywilizacją zmysły zieleni, ucieszymy oczy całą paletą barw. W oczy rzucają się łany kaczeńców, czyli knieci błotnej

4655

Bogactwo barw zobaczymy też na skrzydłach motyli odwiedzających kwiaty, piórach ptaków, które uwijają się przy budowie gniazd i na zwierzętach, które też są teraz nadzwyczaj aktywne. Kręcą się zające, lisy, rude wiewiórki, czasem spotkamy także większe zwierzęta. Na do tej pory szarych sukniach saren zobaczymy już przebijającą się, charakterystyczną dla wiosny i lata rudość

4656

O tej porze w lesie, oprócz bujnej zieleni na nasze zmysły świetnie podziałają wiosenne dźwięki i zapachy. Bo pachnie świeżą trawą, kwiatami roślinności zielnej, pękającymi pąkami kwiatów krzewów i drzew , świeżo wzruszoną ziemią, wilgocią. Wokół słychać dźwięki wielu gatunków ptaków, które nawołują się, tokują, ostrzegają, oznajmiają o zajętym terytorium, straszą rywali lub wrogów. Huczą bąki ukryte w trzcinach, „hupkają” bajecznie kolorowe dudki, koncertują drozdy, strzyżyki, pokrzewki, pleszki, pieją bażanty-koguty

4657

Kogo teraz nie ma w lesie- ma czego żałować!

Po drugie majówka w lesie jest Z- jak Zdrowa:

Otaczająca nas zieleń niesie wytchnienie dla zmysłów ale też zdrowie. Sam kontakt z lasem, dobrą energią emitowaną przez drzewa, olejkami eterycznymi i ciszą jest zbawienny dla naszych organizmów. Ale możemy teraz zrobić zapasy liści, kwiatów czy pędów, które niosą nam zdrowie. Kwitną właśnie „mlecze” czyli mniszki lekarskie

46581

Całe rośliny są lecznicze ale teraz szczególnie warto zbierać kwiaty. Podawałem już wcześniej przepis na „miodek” z kwiatów mniszka. Warto też zbierać płatki kwiatów, układać je w słoiku i przesypując cukrem lub dodając nieco miodu. Na koniec można dodać łyżkę lub nieco więcej spirytusu, aby zakonserwować nasz zdrowy wyrób. Zażywać codziennie dla zdrowia łyżkę syropu razem ze słonecznymi  płatkami mniszka.

Syrop z mniszka lekarskiego jest skarbnicą witamin, minerałów i innych substancji, które mają działanie prozdrowotne. Może być stosowany w leczeniu wielu dolegliwości, ale bywa też źródłem nie tylko zdrowia, ale też przyjemności. Warto bowiem rozpuścić w garneczku parę tabliczek dobrej, gorzkiej czekolady i dodać do niej mniszkowych płatków z syropem. Całość wylać na tacę lub folię i na powrót zrobić tabliczki z czekoladą ale z unikalnym dodatkiem jakże zdrowych płatków. To dopiero zdrowy przysmak.

W lesie pojawiły się już pokrzywy, które są także bogactwem witamin i bardzo bogatym źródłem świetnie przyswajanego żelaza.

4659

 Warto nazbierać ich w środku lasu, z dala od dróg oraz pól i zrobić z nich bardzo zdrowe danie, szczególnie polecane kobietom i dawcom krwi:

Naścinać szczytowych części pokrzyw z głębi lasu przed ich zakwitnięciem (najlepsze są tylko stożki wzrostu). Potrzebna jest większa ilość, bo po ugotowaniu bardzo tracą na objętości. Wrzucić na chwilę do wrzątku, potem odcedzić i otrząsnąć z wody. Drobno posiekać, wyłożyć na rozgrzane klarowane masło, lekko poddusić  (tak jak przyrządza się szpinak), dodając posiekany czosnek, sól i pieprz. Wlać nieco śmietany (najlepiej wiejskiej – „od baby”), odparować i zaciągnąć całość jajkiem. Podawać na grzance umoczonej w mleku lub śmietanie, podsmażonej na złoty kolor. Posypać potarkowanym, gotowanym na twardo jajkiem i oprószyć zieleniną według uznania.

Warto też nasuszyć sobie liści pokrzywy i używać ich potem w kuchni jako uniwersalny dodatek do sałatek czy np. do oprószenia gotowanych ziemniaków.

Świeżą ale też zdrową zielenią pysznią się teraz brzozy

465102

Początek maja to najlepszy czas na zbiór młodych liści brzozy oraz wykorzystanie ich walorów zdrowotnych. Liście zawierają liczne związki czynne: m.in. flawonoidy, garbniki, saponiny, kwasy organiczne, olejki eteryczne i sole mineralne. To świetny surowiec do odtrucia naszego organizmu. Dlatego warto teraz zrobić sobie zapas na cały rok. Jakże zdrowo spędzimy majówkę, gdy podczas leśnego spaceru, obcując z zielenią drzew i barwami kwiatów, ptaków oraz motyli nazbieramy jeszcze zdrowych liści pokrzywy lub brzozy...

Świeżo zerwane, najlepiej w lekko słoneczny dzień, suche i zdrowe listki brzozy czy pokrzywy rozłożyć na papierze (nie na gazetach, bo farba drukarska nam je zanieczyści) lub na płótnie, w miejscu zacienionym i przewiewnym. Po wyschnięciu, czyli gdy liście będą się kruszyć w palcach, zamknąć w szczelnym szklanym naczyniu lub zwykłej, koniecznie papierowej torbie.

Picie naparów z liści brzozy powoduje zwiększone wydalanie moczu, a wraz z nim jonów sodu, chloru i kwasu moczowego, szkodliwych produktów przemiany materii. Liście brzozy chronią też wątrobę, powodują zwiększone wydalanie żółci, działają lekko napotnie.

Można też z nich zrobić wyjątkową nalewkę:

W szklanym słoju o pojemności 0,7 l umieścić do więcej niż połowy naczynia rozdrobnione, najlepiej ręcznie, świeże liście brzozy i lekko je ugnieść. Podgrzać dość mocno ćwiartkę wódki i zalać nią liście. Macerować około 7 dni, przecedzić. Stosować 2–3 razy dziennie w dawce około 10 ml rozpuszczonej w szklance wody lub w postaci dodatku do herbaty.

Można by tu jeszcze dodać całą księgę „zdrowych” przepisów na surowce, które możemy sami zdobyć z naszych lasach w trakcie majówki.

Po trzecie majówka w lesie jest Z, a nawet ZZ- Zaskakująco Zwyczajna…

Jestem przekonany, że po fascynacji egzotyką dalekich wyjazdów, urokiem obcych krajobrazów, smakami światowych kuchni tęsknimy za zwyczajnością. Pragniemy zwyczajnego odpoczynku w otoczeniu znanym od dziecka, tęsknimy do smaków kojarzonych z kuchnią babci i mamy, z ulgą wracamy do zwykłych miejsc, które kojarzą się nam z tym co było. Las to właśnie takie pozornie zwykłe ale jakże atrakcyjne miejsce. Czasem jest to las, który sami sadziliśmy jeszcze w szkole podstawowej, innym razem jest to las, gdzie chodziliśmy na pierwsze randki. Zawsze jest to jednak Zaskakująco Zwyczajny, polski las, który jest Zielony, Zdrowy i gwarantuje każdemu kto go lubi i szanuje najcudowniejszą majówkę, jaką można sobie wymarzyć.

Życzę zatem wszystkim cudownej, leśnej majówki!

 

Leśniczy Jarek-lesniczy@erys.pl

 

 

 

22:15, lesniczy.lp
Link Komentarze (10) »
piątek, 22 kwietnia 2016

 

464min

Dzisiaj w Polsce obchodzimy Światowy Dzień Ziemi. Naszej ziemi, polskiej ziemi, po której stąpamy wolni, niezależni, samodzielni, mądrzy… Czy mądrzy? Tak z pewnością wydaje się każdemu z nas. Ale już od wielu lat mamy podobno demokrację i w zasadzie można mówić i myśleć co nam się podoba. Dlatego myślę sobie, że nie zawsze znajdziemy upoważnienie do tego, aby mówić, że jesteśmy mądrzy. Szczególnie gdy spojrzymy na naszą wspólną, polską ziemię. Gdy spojrzymy na otaczające nas lasy i wody, pola, łąki, otoczenie naszych domów. Wiem co mówię, bo od wielu już lat zaglądam w pozornie niedostępne zakamarki lasów, wód. Obcując na co dzień z przyrodą spotykam też nieustannie różne ślady ludzkiej działalności. Nie zawsze są to ślady chlubnej i mądrej działalności. Bo wszyscy możemy swobodnie i powszechnie korzystać z lasów i wód. No chyba, że natkniemy się na teren prywatny, ogrodzony i oznakowany… Korzystanie to nie zawsze mądre korzystanie, to zachowania czasem mało ludzkiei pozbawione szacunku do Matki Ziemi. Otacza nas wszystkich piękno świata przyrody. Czy umiemy z niego korzystać? Czy potrafimy docenić to co mamy na wyciągnięcie ręki?

W zasobach globalnej sieci przeczytamy:

Międzynarodowy Dzień Matki Ziemi (ang. International Mother Earth Day) to święto obchodzone corocznie 22 kwietnia, ustanowione przez Zgromadzenie Ogólne ONZ w 2009 roku rezolucją A/RES/63/278 z inicjatywy Boliwii, ogłoszone światu przez jej prezydenta Evo Moralesa Ayma. Rezolucja Zgromadzenia Ogólnego ONZ z 22 kwietnia 2009 roku uznała, że "Ziemia i jej ekosystemy są naszym domem", i że ustanowienie Dnia jest "niezbędne w celu promowania harmonii z naturą i Ziemią".

Termin "Matka Ziemia" został użyty, ponieważ "odzwierciedla współzależność, która istnieje między ludźmi a innymi żywymi gatunkami wspólnie zamieszkującymi naszą planetę". Ale zwykle to tylko ludzie uważają się za dzieci Matki Ziemi, nie licząc się z resztą otaczającego nas świata, zarówno żywego jak i składającego się z przyrody nieożywionej. Czy potrafimy uszanować otaczające nas piękno? Czy potrafimy pokłonić się zwierzętom, kwiatom, drzewom?

4641

Czy odpowiedzialnie i z szacunkiem obchodzimy się z naszą Matką-Ziemią?

Niszczymy jej piękno i bogactwa, eksploatujemy nie myśląc o jutrze, śmiecimy, tratujemy, demolujemy, bezmyślnie, palimy...

4642

 

Dzieje się tak chyba na całym świecie, nie tylko w Polsce.  Zbiorowa odpowiedzialność za planetę, do której wezwano narody na Szczycie Ziemi w 1992 została określona w słynnej deklaracji z Rio. Ale to tylko dokument, to tylko nasze, ludzi, deklaracje. Może choć dziś, tego jednego dnia warto pomyśleć o naszej Matce Ziemi? Pomyśleć o naszych działaniach, o dążeniu do harmonii z przyrodą. Celem tego świątecznego dnia jest przecież promowanie harmonii z naturą i Ziemią w celu osiągnięcia sprawiedliwej równowagi pomiędzy gospodarczymi, społecznymi i środowiskowymi potrzebami obecnych i przyszłych pokoleń ludzkości. To takie nieustanne poszukiwanie złotego środka pomiędzy potrzebami przyrody a różnorodnymi potrzebami ludzi. Jak każdy leśnik codziennie jestem takim szczególnym poszukiwaczem i sądzę, że po swojemu rozumiem tę harmonię.

 

Co roku 22 kwietnia w Polsce obchodzone jest to święto. Powiedzą nam o nim w wiadomościach, leśnicy i przyrodnicy zorganizują jakąś akcję, może włączą się w to święto szkoły. Zwykle taka akcja skupia się przede wszystkim na problemie śmiecenia i ponownym odzysku cennych surowców. W lesie znajdziemy czasem ogromne zasoby tego „bogactwa”

4643

Choć czasem powstaje dylemat jak odzyskać cenne surowce… Mierzyłem się z nim już w poniedziałek, bo zastanawiałem się co można odzyskać z dwóch kanap, które „żałosny ktoś” wywiózł do dębowego zakątka mojego leśnictwa

4644

Nic mi nie przychodziło do głowy, jakaś taka pustka mnie ogarnęła, a zatem wezwałem na pomoc pana Darka- pracownika zakładu usług leśnych i przekazaliśmy ten problem pod rozwagę pszczewskiemu „Pszokowi”. Wiecie co to PSZOK? To Punktu Selektywego Zbierania Odpadów Komunalnych, który jest w każdej gminie jako owoc świetnej, nowoczesnej ustawy „śmieciowej”. Mamy tam „swoje” kontenery na śmieci, za które nadleśnictwo otrzymuje faktury, fakt dostarczenia tam śmieci z lasu przez np. pana Darka potwierdza podpisem leśniczy. Sporo takich ”owoców” harmonii ludzi i natury dostarczamy do pszczewskiego PSZOKA. Czy te kanapy nie mógł ten "ktoś" dowieźć tam osobiście, zamiast wywalać je do lasu?  Osoby fizyczne, które dostarczają do PSZOK odpady tzw. ponadgabarytowe, nie mieszczące się do pojemników na śmieci nic za to nie płacą

 W skali całych Lasów Państwowych co roku wywozimy z polskich lasów tysiąc wagonów kolejowych śmieci pokrywających wciąż na nowo naszą Matkę-Ziemię. Płacimy za te śmieci milionami złotych z budżetu leśników, a przecież moglibyśmy je wydać na wiele innych, pożytecznych dla przyrody i ludzi rzeczy, bo nie wszystko jest za darmo.

Ale za darmo mamy piękno otaczającego nas świata, za darmo możemy podziwiać uroki ziemi, tej ziemi…

Szkoda tylko, że nie każdy z nas potrafi to docenić. Kiedy myślę o ziemi, o jej pięknie i trosce o nią, zwykle przychodzi ma na myśl pewne szczególne małżeństwo. To Alina i Józef Skrzekowie, którzy pochodzą ze Śląska. Może waśnie dlatego tak bardzo kochają przyrodę, ciszę i piękno naszej Matki Ziemi. Zachwycali się jej pięknem wiele razy w okolicach Pszczewa, pośród lubuskich lasów i wód. Józef to światowej sławy wspaniały muzyk, a Alina jest wrażliwą, mądrą kobietą, która czasem pisze teksty do Muzy Józefa.

4645

W pszczewskim kościele powstała jedna z płyt Józefa- „Maria z Magdali”.  Wcześniej, w 2006 roku ukazała się inna płyta J. Skrzeka pod tytułem „Słone perły” do której słowa napisała Alina Skrzek. Znajdziemy tam utwór dedykowany przez Alinę dzieciom Śląska - 

"O Ziemio”, który według mnie powinien zostać oficjalny hymnem Światowego Dnia Matki Ziemi:

„O Ziemio - Dzieciom Śląska”

słowa: Alina Skrzek  muzyka: Józef Skrzek

 

O ziemio niedobra, o ziemio przegrana

Jam ci wierny jak gołąb szybujący w niebo.

To blask pajęczyn, me serce krwawiące,

Dlaczego krzywdą opłacasz łzy moje.

To łzy nadziei, wołam, wielbię cię

Patrzę w niebo jaśniejsze niż zwykle.

Aż nagle chmura czarna pokryła twarz słońca.

Gołąb śnieżny lot zniżył, wirując ku ziemi ojczystej,

Zrzuć swe skrzydła w dusze nadziei

Kochanie już prawie noc…

 

Dbajmy wszyscy o polską ziemię, aby nie była ani niedobra, ani przegrana. Nie róbmy jej krzywdy żadnym nieprzemyślanym uczynkiem, bo nie godzi się tego robić Matce…

 

Leśniczy Jarek-lesniczy@erys.pl

 

14:22, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
sobota, 16 kwietnia 2016

463min

Przez ostatnie dni wiele słyszymy o 1050 rocznicy chrztu Polski. Dowiadujemy się nowych faktów, słuchamy różnych dywagacji o miejscach w kraju i Europie. związanych z tymi wydarzeniami. Lasy w okolicach Pszczewa mają bardzo ścisły i bliski związek z tym jakże ważnym wydarzeniem w historii naszego kraju. Choć było to tak dawno, że trudno oddzielić prawdę historyczna od legendy… Ale Andrzej Sapkowski pisał:

Tylko w legendach może przetrwać to, co w naturze przetrwać nie może. Tylko legenda i mit nie znają granic możliwości.

 O legendach opowiem dalej. Jednak to pewne, zbadane przez historyków, począwszy od prac Edwarda Dąbrowskiego w 1956 roku, a zatem udowodnione, że uwarunkowania geograficzne i przyrodnicze Pszczewa zapewniają mu znaczące miejsce w tym jubileuszu 1050-lecia Chrztu Polski. Bo przez Pszczew wędrował Mieszko I, Św. Wojciech, Otton III podążając właśnie tędy na Zjazd Gnieźnieński…

 Gęste lasy i nieprzebrane bogactwo wód, o których pisał m.in. Jan Długosz w swoich kronikach nazywając Pczewem jedno wielkie jezioro ciągnące się od dzisiejszego Trzciela, poprzez Pszczew po Przytoczną (nazwaną tak od konieczności przetaczania łodzi przez pasek lądu- dawniej Przetoczna) nadało tym ziemiom wielkie znaczenie.

Pośród nieprzebranych lasów, wód, bagien i trzęsawisk niewiele miejsc nadawało się na trakty i przeprawy dla pieszych czy konnych. Jednym z nich był przesmyk między jeziorami Chłop i Miejskim w Pszczewie. Tędy wiódł we wczesnym średniowieczu trakt, zwany frankfurckim a także lubuskim. Tędy wędrowali kupcy ze wschodu na zachód, tędy wiele razy wdzierały się do Polski różne, najczęściej zaborcze wojska. Ślady osadnictwa ciągłego w Pszczewie i jego najbliższej okolicy sięgają okresu rzymskiego. W odkrytej z tego okresu osadzie znaleziono pozostałości, świadczące o wytopie żelaza tzw. dymarki, czyli bardzo prymitywne piece hutnicze. Niektórzy mówią, że to Celtowie nauczyli dawnych mieszkańców Pszczewa wytopu cennego wtedy żelaza. Czasem znajduję w lesie bryły rudy, z której dawno temu wytapiano żelazo. Wiele pamiątek z dawnych dymarek oraz pozostałości ceramiki można obejrzeć w pszczewskim muzeum urządzonym w Chacie Szewca znajdującej się na naszym rynku.

Prowadzone w latach 1956-1959 prace wykopaliskowe wokół Pszczewa pozwoliły w miarę odtworzyć kształt systemu obronnego, zabezpieczającego przejście przez linię jezior. Główną warownią był gród, położony na półwyspie wrzynającym się w Jez. Miejskie od wschodu. Dziś ten półwysep nazywany jest Katarzyna.

Tak wygląda z podwórza leśniczówki:

 

 Otoczony był wałem drewnianym, wzmocnionym dodatkowo zasiekami z pali dębowych. Podczas stawiania tam szopy rybackiej w 1956 roku odkryto spore kawałki poczerniałego drewna. Na terenie grodu znaleziono też kawałki ceramiki, szczątki obuwia, narzędzia. Przy tym grodzie istniało też podgrodzie, którego mieszkańcy trudnili się hutnictwem. Gród ten istniał zapewne od VII - IX do XII wieku, kiedy został zniszczony podczas wyprawy wojennej Fryderyka Rudobrodego w 1157 r., która dotarła aż pod Poznań.

Z grodem i półwyspem Katarzyna związanych jest wiele legend. Jedna mówi o uroczej Katarzynie, córce znacznego woja, którą wbrew woli wydano za woja z sąsiedniego plemienia. Nie chciała sprzeciwić się woli ukochanego ojca i  rzuciła się ponoć w wody jeziora i słuch po niej zaginął. W księżycową noc można ją ujrzeć lub usłyszeć jej wołanie. Zrozpaczony ojciec wybudował tam kościółek imienia Katarzyny i czasem w ciemną noc słychać podobno z dna jeziora ciche bicie dzwonu.

    Zgodnie z inną legendą z grodu na półwyspie pochodzić miała piękna dziewczyna, która została jedną z pogańskich żon Mieszka I. Często ją odwiedzał w grodzie na pszczewskim półwyspie. Były to czasy, kiedy zapuszczali się tu chąśnicy. Tym określeniem nazywano słowiańskich wojowników, walczących na podobieństwo skandynawskich wikingów i łupiących wtedy grody i osady. Piastowskie wojska Mieszka I także bez żadnej litości łupiły okoliczne osady. Gród i jego otoczenie na półwyspie Katarzyna dziwnym trafem pozostał nietknięty, bo według legendy książę często odwiedzał tam piękną Katarzynę, nawet wtedy, gdy pojawiła się już w jego życiu Dobrawa. Dziś na półwyspie naprzeciw leśniczówki ustawiono głaz ze stosowną inskrypcją, dużą tablicę informacyjną i wielką, drewnianą rzeźbę legendarnej panny. Warto tam zajrzeć podczas pobytu w Pszczewie.

 Drugi gród wznosił się na zach. brzegu jeziora – opodal dzisiejszego kościoła i zespołu szkół. Również i przy nim istniało podgrodzie, stanowiące zwarty kompleks osadniczy. Oba grody stanowiły bardzo ważne ogniwo w systemie obronnym pierwszych władców Polski. Na zapleczu Pszczewa, na południe od miejscowości, znajdowały się grody broniące przejścia w Rybojadach. W oparciu o pszczewskie przejście powstał i rozwinął się w X w. ważny gród Piastów – Międzyrzecz, położony w widłach Obry i Paklicy

 

To właśnie w pobliżu tego piastowskiego zamku Św. Wojciech usytuował opactwo benedyktynów i tam powstał erem Pięciu Braci Międzyrzeckich, którzy zginęli męczeńską śmiercią. Dziś można zwiedzać dobrze zachowane ruiny zamku, gdzie wiele się dzieje za sprawą dyrektora i pracowników Muzeum Ziemi Międzyrzeckiej imienia Alfa Kowalskiego, które właśnie obchodzi 70-lecie istnienia.

 

Pszczewska leśniczówka położona jest przy ulicy Kasztanowej, czyli dawnym szlaku lubuskim. Codziennie nią przechodzę lub jeżdżę moim Rockym:

Gdy ruszymy tą ulicą w kierunku wsi Silna dojdziemy do wzgórza Św. Wojciecha. Znajduje się ono w rozwidleniu dróg na Silną i Świechocin.

 Miejscowa legenda związana z powstaniem pierwszego drewnianego kościoła na tym wzgórzu odwołuje się do postaci św. Wojciecha, który udając się z  misją chrześcijańską z Czech do Gniezna (niektóre źródła podają, że było to podczas jego wyprawy na Pomorze), prawdopodobnie zatrzymał się w Pszczewie.

 To on zachęcił mieszkańców Pszczewa do budowy najstarszego kościoła katolickiego na tym terenie. Gdy wybudowano potem do dziś istniejący zabytkowy kościół p.w. Marii Magdaleny, stara świątynia została rozebrana. W pobliżu kościoła na wzgórzu rosła „święta lipa”, która była otaczana czcią przez mieszkańców Pszczewa. Według miejscowej legendy wyrosła po tym jak św. Wojciech nocując na wzgórzu włożył kij podróżny w ziemię. Z pozostawionego pastorału wyrosły liście, a potem święta lipa.  Drzewo w czasie burzy w 1875 r. połamało się. Obok kapliczki rośnie do dziś lipa, która być może wyrosła z pnia pierwotnej świętej lipy. Jest to możliwe, bo lipa ma wielkie zdolności odroślowe i gdy stare drzewo umiera z jego pnia wyrastają odrosty, dające początek życia kolejnego drzewa. Są to zresztą długowieczne drzewa i często przekraczają wiek 400 lat. Między innymi jedna z takich pomnikowych lip rośnie przed pszczewską plebanią- ma ponad 350 lat i blisko 500 centymetrów w obwodzie.  Pszczewska święta lipa przez wiele lat była punktem orientacyjnym umieszczanym na starych mapach. Oto przykład mapy pochodzącej z 1893 roku, na której Pszczew nazywano „Prszczewo” i zaznaczono „Heilige linde”

Dawniej obok kościoła znajdował się  cmentarz, na którym grzebano zmarłych w trakcie epidemii dżumy i cholery, która dotknęła mieszkańców po zniszczeniu świętej lipy. Dla upamiętnienia istnienia kościoła Św. Wojciecha ustawiono w 1774 roku kapliczkę z figurą świętego, istniejącą do dnia dzisiejszego. Została ona odnowiona w 1999 roku staraniem Towarzystwa Przyjaciół Pszczewa. Na rozstaju dróg zobaczymy także drewnianą rzeźbę świętego Wojciecha autorstwa Janusza Orzepowskiego z Lubska. Powstała ona na podwórzu pszczewskiej leśniczówki podczas jednego z plenerów rzeźbiarskich.

Kiedy zajrzymy do Słownika historyczno-geograficznego ziem polskich w średniowieczu - edycja  elektroniczna, opracowana przez Instytut Historii PAN (2010-2014) znajdziemy tam potwierdzenie istnienia tego kościoła podczas opisu wizytacji kościelnej w 1603 roku.

Przy roku 1640 znajdziemy z kolei  taki wpis:

W pożarze z 16 V 1631 spłonął, wraz z miastem i dworem bpim, kościół par. Ś. Marii Magdaleny, więc nabożeństwa i sakramenty sprawowane są w kaplicy, czyli w kościele Ś. Wojciecha (in oratorio seu ecclesia), położonym za miastem (extra oppidum); kościół jest drewniany, ołtarze, główny i Ś. Anny, niekonsekrowane; są też relikwie Pięciu Braci Męczenników i 11000 Dziewic, zaś relikwie ś. Wojciecha [włożone] w krzyż są w posiadaniu plebana

 

Odwiedziłem dziś wzgórze Św. Wojciecha i spoglądałem na budynek, który stoi w miejscu dawnego szpitala szpital - przytuliska ufundowanego w 1566 roku dla mieszkańców Pszczewa przez biskupa poznańskiego Adama Konarskiego.

 W późniejszym czasie stanęły obok wzgórza mieszkania dla służby granicznej, pięknie zachowane do dziś, a obok powstał cmentarz ewangelicki, o czym przypomina obelisk postawiony przy drodze powiatowej Pszczew-Silna.

 Nieopodal, pomiędzy Pszczewem, a Silną przebiegała do 1945 roku granica polsko-niemiecka. W miejscu gdzie stały szlabany i budynki graniczne my, leśnicy, urządziliśmy parking leśny z elementami upamiętniającymi to historyczne miejsce. Warto tam zajrzeć i poznać związane z tym miejscem wydarzenia. Czy to nie fascynujące, że tyle historycznych śladów wielkich wydarzeń można znaleźć niedaleko leśniczówki i w pszczewskich lasach?

Na szczęście dziś mieszkańcy Pszczewa i okolic, czyli Ziemi Międzyrzeckiej są przyjaźni turystom i przybyszom, którzy chcą podziwiać piękno okolicznych  lasów, wód i zabytków. Bo dawniej było inaczej i stąd tak nieprzychylnie potraktowano w Pszczewie ponad tysiąc lat temu Wojciecha Sławnikowica, bo tak  faktycznie nazywał się Święty Wojciech.  Opowiada o tym piękna legenda spisana przez Marię Krüger:

Zatopione miasto   

W tym miejscu gdzie dziś rozlewa swe wody jezioro pod miasteczkiem Pszczewem, w województwie poznańskim, rozciągało się przed setkami lat duże miasto. Po czystych ulicach, przy których stały piękne domy, chodzili bogato odziani mieszczanie. Wszędzie dosyć było jadła, nikt nie miał w tym mieście powodu do smutku i zgryzoty. Aż któregoś dnia, w letnie syte popołudnie, szedł ulicami obcy człowiek. Był obdarty i wynędzniały, wspierał się na dużym kiju, wystruganym z gałęzi lipowej. Szedł ubogi i nieznany, łaknący widać pożywienia. Ale mieszczanie i mieszczki mijali go obojętnie, spoglądając z pogardliwym uśmiechem na jego nędzę. Gdy więc nikt nie kwapił się, aby mu okazać gościnność, nieznany przybysz sam zapukał do pierwszych z brzegu drzwi. Uchyliły się i wyjrzała zza nich rumiana, okrągła twarz gospodyni. Wędrowiec pokłonił się i powiedział:

- Strudzony jestem daleką drogą i głodny. Czybyście nie dali mi schronienie i posiłku?

Ale gospodyni zatrzasnęła drzwi. W innym zaś domu gruby gospodarz ofuknął nieznajomego, a w jeszcze innym nawet obiecali psami wyszczuć, gdyby upominał się o pożywienie i chciał dłużej stać przy wejściu. Poszedł więc dalej i dopiero na przedmieściu ośmielił się zapukać do jakiegoś niedużego domku. Mieszkała w nim staruszka. Przyjęła gościnnie wędrowca, podzieliła się z nim chlebem i postawiła przed nim misę dymiącej kaszy.

Wyszedł potem podróżny przed dom, pokłonił się pięknie gospodyni, podziękował za przyjęcie, opodal jej domu wbił w ziemię swój kij lipowy, sękaty. Kiedy patrzała na to zdumiona, rzekł:

- Niechaj z tego kija wyrośnie przy twoim gościnnym domu piękne drzewo lipowe. Ale gdy drzewo to uschnie, wraz z nim zginie i to miasto okrutne, i jego nielitościwi mieszkańcy!

Odszedł potem nieznajomy gościńcem w szarzejącym mroku, a nazajutrz stara kobieta ujrzała na miejscu, gdzie był wbity kij -piękną, rozłożystą lipę, wonnym kwieciem okrytą. Pokochała to dziwne drzewo gospodyni z domku na przedmieściu, siadywała w jego cieniu i pamiętając o słowach nieznanego wędrowca - pielęgnowała, aby nie uschło. I było piękne, i zieleniło się jeszcze przez kilka lat. Ale potem, gdy umarła stara kobieta, zaczęło schnąć, gdyż nikt już o nie dbał. Nikt nie pielęgnował pięknej lipy, mimo że gospodyni z domku na przedmieściu powtarzała wielokrotnie mieszczanom słowa dziwnego przybysza. Aż wreszcie w pewien dzień pochmurny i ponury... zerwał się ogromny wicher. Targana jego podmuchami lipa runęła, a jednocześnie małe jeziorko rozlało się nagle szeroko i jego ciemne, spienione fale pochłonęły złe miasto. Zapadło się ono, hen, w głąb ziemi i tylko jeden dom ocalał na przedmieściu. Dom starej kobiety.

 Później do tego domu wprowadzili się jacyś ludzie i zbudowano jeszcze inne domy w pobliżu - i tak z czasem powstało miasteczko Pszczew. Nigdy jednak nie osiągnęło ono świetności zatopionego miasta. I tylko czasem starzy ludzie w tamtej okolicy, gdy zaczną wsłuchiwać się w ciszę wieczorną - twierdzą, że słyszą bicie dzwonów w jego kościołach i gwar rozmów na podwodnych ulicach.

 

Swoistym żywotem Świętego Wojciecha można określić odlane w spiżu XII-wieczne Drzwi Gnieźnieńskie. Składają się one z 18 kaset ze scenami z jego życia, których kompozycja powstała na podstawie nieznanego nam żywotu św. Wojciecha. Jednak historia świętego, który jest jednym z trzech głównych katolickich patronów Polski oraz księcia Mieszka I, związana z rocznicą 1050 - lecia Chrztu Polski została w Ziemi Międzyrzeckiej. Błąka się po międzyrzeckim zamku, szumi w drzewach z pszczewskich lasów oraz w falach jeziora rozbijających się o brzeg półwyspu Katarzyna.

 

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

 

09:45, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
niedziela, 10 kwietnia 2016

462min

Przełom marca i kwietnia to w naszych lasach czas bardzo intensywnych prac odnowieniowych. Dzwonią o kamienie kostury i łopaty, jadą samochody z sadzonkami, czasem słychać ostatnie stukanie młotków przy budowie ogrodzeń nowych, cennych nasadzeń. Naturalnie wiele zależy od pogody, a prace odnowieniowe inaczej przebiegają w lasach lubuskich, mazurskich, bieszczadzkich czy tatrzańskich…

W moim leśnictwie prace w terenie właśnie zostały zakończone choć czeka mnie jeszcze „papierowe” rozliczenie ponad 100 tysięcy sadzonek. Dopiero teraz znalazłem chwilę na blogowe zapiski bo miniony tydzień był tak szczelnie wypełniony zajęciami, że nie było szans na spotkanie z Wami. Bardzo często za to odwiedzałem to miejsce

4621

To schron, w którym przechowujemy sadzonki, które po przywiezieniu ze szkółki są tu dołowane

4622

Zupełnie niedawno schron był wypełniony po brzegi sadzonkami sosny, buka, brzozy, dębów, lipy czy graba.  Czekają tam na swoją kolej sadzenia zanim trafią na niedawne zręby. Codziennie dokładnie zaplanowaną partię sadzonek zabierała grupa pracowników zakładu usług leśnych i w oparciu o przygotowany przeze mnie szkic-projekt  nowej uprawy wysadzała je w miejsca oznakowane dodatkowo palikami.

4623

Z jednej strony palika rosną sosny, a z drugiej buki. Odnowienie zrębów to nie taka prosta sprawa jak może się pozornie wydawać. Zasady hodowli lasu wciąż się zmieniają i są doskonalone przez leśników, którzy nieustannie podpatrują przyrodę i wyciągają wnioski z doświadczeń poprzedników. Każdy leśniczy analizuje błędy popełnione przez swoich poprzedników, a czasem także własne i stara się jak najlepiej zaplanować nowe pokolenie lasu. Chodzi o pełne wykorzystanie możliwości siedliska i warunków klimatycznych, glebowych, świetlnych, wilgotnościowych tak, aby wprowadzić maksymalnie dużo pożądanych w tym miejscu gatunków. Tam gdzie do tej pory rosły tylko sosny, w nowym pokoleniu lasu wprowadzamy domieszki liściaste, drzewa owocowe i krzewy. Na skraju lasu, na granicy z otwartą przestrzenią pól czy łąk projektujemy strefy ekotonowe złożone z krzewów i drzew liściastych.

Pogoda w tym roku była i jest bardzo sprzyjająca odnowieniu lasu. Dlatego sosny posadzone w najuboższych fragmentach lasu już pięknie zielenią się i rozbudowują system korzeniowy

4624

Od wielu lat już korzenie małych sosenek zabezpieczamy preparatem żelowym, który pomaga im chłonąć wilgoć z ubogiej gleby boru.

Tam gdzie gleba jest lepsza, zasobniejsza zakładamy kępy dębowe z domieszką grabu, buka, który lubi zacienione miejsca oraz drzew owocowych i lipy.

4625

Wszędzie gdzie siedlisko pozwala sadzę choć kilka lip i drzew owocowych bo to bardzo ważny składnik lasu. Lipa jest dość wymagająca i nie wszędzie można ją sadzić ale przecież to cenne i szlachetne drzewo naszych lasów. To przecież długowieczne drzewo obdarzone pozytywną energią, korzystnie wpływające na zdrowie człowieka. Dawni Słowianie uważali lipę za święte drzewo, które chroniło las przed piorunami i złymi duchami. Sam wierzę w szczególne właściwości lip i czasem przystaję w lesie na chwilę w ich towarzystwie. Znam też piękną legendę o pszczewskiej świętej lipie, której potomek rośnie niedaleko leśniczówki…

Dlatego i w tym roku posadziliśmy kilkaset lip.  Gdy młoda lipa po latach szczęśliwie zakwitnie, jej miododajne kwiaty zwabią pszczoły, także te dzikie, leśne, których populację leśnicy starają się usilnie odbudować.

Z kolei drzewa owocowe dostarczają pokarmu zwierzętom leśnym i dlatego w każdym ogrodzeniu staram się posadzić choć kilka dzikich jabłoni, trześni czy śliw. Właśnie zaczęły kwitnąć dzikie śliwy i ożywiają monotonię i szarość borów piękną bielą

4626

Zakładanie kęp dębowych to także sztuka, bo do możliwości siedliska należy dobrać rodzimy gatunek dębu. Dąb szypułkowy preferuje bowiem gleby świeże, głębokie, żyzne i wilgotne, znosi też okresowe zalewanie i ocienienie boczne choć jest światłolubny. Dąb bezszypułkowy rośnie z kolei na siedliskach mniej żyznych, czyli uboższych i bardziej suchych niż jego krewniak. Siłą rzeczy  jest także bardziej ciepłolubny. Sadziliśmy w tym roku oba gatunki, które są hodowane na naszej szkółce z żołędzi zebranych z tutejszych drzewostanów nasiennych. Rodzime pochodzenie zapewnia im jak najlepsze geny i rokuje na piękne dąbrowy w przyszłości. Dlatego dobrze, że mamy swoją szkółkę leśną, która zapewnia nam sadzonki najwyższej jakości. Odwiedziłem ją w piątek i spotkałem tam oczywiście leśniczego Stasia, który przygotowuje kwatery na kolejne zasiewy nasion

462_7

Uzgodniliśmy z kolegą szkółkarzem ilości odebranych przeze mnie sadzonek i chwilkę powspominaliśmy dawne czasy, bo przecież jesteśmy kolegami z jednej klasy z Technikum Leśnego w Rogozińcu. Jednak byłem umówiony na spotkanie z przewoźnikiem drewna i trzeba było wracać prędko do lasu. Kolejny wóz papierówki wyjechał z mojego leśnictwa. Zapas drewna bardzo mocno stopniał i jestem z tego bardzo zadowolony, bo łatwo teraz o zasinienie drewna, a dodatkowo pod korą zimowały przecież różne niesympatyczne owady, które siłą rzeczy po przerobieniu drewna nie rozmnożą się w lesie.

Gdy wracałem ze szkółki zajrzałem na moment do zakątka leśnictwa kolegi, gdzie kwitnie piękny łan kokoryczy pustej

4628

To bardzo ciekawa i w naszej okolicy rzadka roślina. Jest wprawdzie trująca lecz od wieków znane i cenione są jej lecznicze, kojące i nawilżające działania na suchą, popękaną skórę. Kokoryczą leczy się m.in. egzemy ale także chorobę Parkinsona. Na blogu doktora Henryka Różańskiego wyczytałem też, że składnik czynny kokoryczy – korydalina jest cenionym lekiem w stanach nadmiernego podniecenia nerwowego oraz ruchowego. Dr Różański podaje też przepis na lecznicze wino kokoryczowe:

5 dkg ziela lub 1 dkg bulw suchych lub świeżych rozdrobnić i zalać 100 ml alkoholu 70% i 150 ml wina czerwonego lub białego wytrawnego. Całość podgrzać, trzymać 3 minuty leciutko gotując. Odstawić na 5 dni w słoju zamkniętym, przefiltrować. Zażywać 1-2 razy dziennie po 10 kropli. W chorobie Parkinsona 2 razy dziennie po 10 kropli.

Stosując wino 2-3 razy dziennie po 5 kropli poprawimy swoją pamięć. Z pewnością warto!

Jednak nawet bez stosowania ziołolecznictwa i niekoniecznie w celach użytkowych warto teraz wybrać się do lasu. Przede wszystkim po to, aby wiosny nie przegapić… Zaczyna tam być coraz barwniej.

Kwitną w pełni moje ulubione fiołki

4629

W olsach i buczynach kwitną białe i żółte zawilce, zaczynają się niebieszczyć przylaszczki, w pełni kwitną niebieskie cebulice, a przekwitają już białe śnieżyce. Gdy wracałem w piątek do domu zajrzałem do mahoni, której spore stanowisko znajduje się przy drodze gminnej w dość ubogim borze sosnowym z domieszką robinii akacjowej

 46210

Powstało ono zapewne jak wiele innych w naszych lasach dzięki… śmieciarzom. Dawniej na wsi używano mahoni do wianków i innych dekoracji na grobach bliskich. Potem wyrzucano wianki do lasu, często w towarzystwie innych śmieci. Znam sporo takich stanowisk, także w pobliżu cmentarzy, ale naturalnie trudno to poczytać jako zasługę śmieciarzom choć mahonia to piękny i pożyteczny krzew pochodzący z Ameryki Północnej

 Kwiaty mahonii są intensywnie żółte, miododajne, zebrane w grona i wabią owady

46211

 Kręciło się przy nich wiele pszczół i trzmieli. Po przekwitnięciu zamiast żółci kwiatów na roślinie pojawiają się małe, ciemnogranatowe, pokryte woskowym nalotem jagody, które przysmakiem ptaków. Podobno są one jadalne – nadają się na galaretki i kompoty, ale jakoś nie miałem okazji ich spróbować. Obiecuję to zrobić w tym roku i podzielić się wrażeniami smakowymi.

W lesie i wokół nas też coraz barwniej za sprawą ptaków. Coraz to nowy gatunek wraca w ojczyste strony i rozpoczyna gody. Wracają bociany do swoich gniazd, w miniony poniedziałek widziałem pierwsze jaskółki dymówki. Ciągną już na tokach słonki, kiwają ogonkami pliszki siwe bo te ptaki zawsze razem wracają z zimowisk, kręcą się kanie rude. Różne ptaki zbierają materiał do budowy gniazd lub wybierają sobie dziuple

46212

W odnowionym lesie jest teraz barwnie, kwietnie i śpiewająco, warto to sprawdzić osobiście. Miłych wrażeń!

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

14:30, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
sobota, 02 kwietnia 2016

461min

Wczoraj jak wszyscy wiemy było święto Prima Aprilis, ale oszukani i oszukujący powinni także wiedzieć, że 1 kwietnia jest również Międzynarodowym Dniem Ptaków. Ten dzień ustanowiony został ptasim świętem w 1906 podczas ratyfikacji Konwencji o ochronie ptaków pożytecznych dla rolnictwa podpisanej w Paryżu 19 marca 1902. Z kolei dziś przypada rocznica wprowadzenia w życie w Unii Europejskiej Dyrektywy tzw. ptasiej w sprawie ochrony dzikiego ptactwa  - podpisanej w 1979 roku. No ale już chyba dość teorii i dat. Choć święto ptaków to ważna sprawa.  Ale to nic nowego, żyjemy w czasach, gdy codziennie jest jakieś święto.

Czy wyobrażacie sobie jednak życie bez ptaków? Wieczór bez klangoru żurawi, maj bez łkania słowików, urlop nad jeziorem bez huczenia bąka czy szybkich zwrotek trzciniaka albo kwietniowy poranek bez kosa gwiżdżącego swoje strofki z wierzchołka drzewa? Ptaki to nasi codzienni towarzysze, są ozdobą widoku za oknem, sojusznikami w trosce o zdrową żywność i opiekunami naszych ogrodów, sadów, pól i lasów…

Ich święto można uczcić w rozmaity sposób: wywiesić budkę lęgową, zrobić pojnik albo po prostu uważnie przyjrzeć się ptakom wokół nas. Bo aby obserwować ptaki nie potrzeba organizować drogich i dalekich wypraw. Wystarczy wyjść do parku, ogrodu, czasem nawet przed dom.

My, leśnicy, codziennie spotykamy się z ptakami i troszczymy się o nie, bo bardzo łatwo wyrządzić im krzywdę, prowadząc gospodarkę leśną. Dlatego  pamiętamy o nich nie tylko przy święcie, ale każdego dnia, choć są i tacy, którzy uważają, że tylko zajmujemy się „produkcją” drewna i nie oglądamy na takie drobiazgi jak ochrona roślin, owadów czy właśnie ptaków. Wiele gatunków ptaków zawdzięcza istnienie w przyrodzie dziś i w przyszłości właśnie leśnikom. Bo nam nie zawsze są potrzebne ustawy, dyrektywy czy istnienie świąt, aby żyć blisko ptaków i z ptakami…

Ptaki o tym wiedzą, dlatego ufają leśnikom i często pojawiają się na ich drodze. Widać to w publikacjach ornitologicznych, gdzie wiele ciekawych obserwacji dokonali właśnie leśnicy. Miałem do tej pory już wiele interesujących spotkań z różnymi gatunkami ptaków ale w dzień ptasiego święta udało się mi spotkać niecodziennego gościa w naszych stronach

4611

Przełom marca i kwietnia to bardzo pracowity czas dla leśniczych, którzy właśnie teraz mają wielką kumulację ważnych terminów: trzeba wywieźć drewno z zimowych cięć, zakończyć szacunki brakarskie zrębów zaprojektowanych na 2017 rok, a przede wszystkim dobrze przeprowadzić i rozliczyć akcję odnowieniową. Wracałem właśnie z jednego z odnawianych właśnie zrębów do leśniczówki, bo zadzwonił przewoźnik drewna, że jedzie już po zamówione drewno. Za chwilę zadzwonił też leśniczy-szkółkarz, że właśnie wysyła samochód ze sadzonkami dęba szypułkowego i sosny. Mijałem właśnie piękne i czyste jezioro Szarcz, gdy zauważyłem tam nietypową parę dużych kaczek. Były wyraźnie większe od innych, a samiec wyróżniał się charakterystycznymi kolorami:

4612

Sięgnąłem po aparat fotograficzny, który zwykle mam ze sobą. Spojrzałem przez wizjer i nastawiłem zoom obiektywu na maksymalne powiększenie. Tak, nie myliłem się,  to para edredonów- największych kaczek nurkujących. To rzadki gatunek kaczek morskich, objęty ścisłą ochroną, które są dość często spotykane na wybrzeżu, ale raczej rzadko w głębi kraju. Samiec jest pięknie ubarwiony i przyglądałem się mu z wielką przyjemnością:

4613

 Kaczor edredon ma czarny wierzch głowy, na samym jej czubku znajduje się biały pasek. Policzki, szyja, pierś i wierzch są białe, Na piersi pojawia się różowy odcień. Kark i boki szyi są w kolorze jasnozielonym z białą pręgą. Lotki oraz kuper są czarne. Samice są brązowe z ciemnym prążkowaniem. Jednak ich skromne upierzenie jest bardzo cenne. To właśnie ich puch, którym wyskubanym z własnej piersi, a w zasadzie spod własnych piór okrywowych na brzuchu moszczą gniazda, jest ultra lekkim i najdoskonalszym materiałem izolacyjnym na świecie.  Produkuje się z niego odzież polarną oraz poduszki i kołdry. Roczna wartość sprzedaży tej produkcji przekracza 30 milionów euro. Jedna kołdra z puchu edredona kosztuje około 20 tysięcy złotych.

Zbieranie puchu edredonów ma długą tradycję. Według Wikipedii pierwsze wzmianki o tym pochodzą z XII wieku! Praktycznie jedynymi dostawcami puchu są Islandczycy, którzy opatentowali technologię jego obróbki i traktują ją jako tajemnicę gospodarczą. Każdego roku 350 certyfikowanych zbieraczy pozyskuje łącznie około 2500kg  tego luksusowego surowca. Nie może być go więcej, bo z jednego gniazda pozyskuje się zaledwie od 28 do 35 gram cennego puchu. Potomkowie Wikingów dbają też o cenne, miękkopióre kaczki. Już w 1849 roku w Islandii wprowadzono dla niej ochronę gatunkową.

Edredony żywią się głównie mięczakami i skorupiakami wyławianymi z dna podczas nurkowania. Obserwowana przeze mnie para zbliżyła się bliżej brzegu i zaczęła żerować

4614

 

Ciekaw jestem co skłoniło edredony, które są gatunkiem typowym dla północy do pojawienia się w okolicach Pszczewa, tak daleko od morskiego wybrzeża. Pewnie skusiła je rozległa tafla czystego jeziora Szarcz. To moje pierwsze spotkanie z edredonem, ale oby nie ostatnie.

Na te egzotyczne tutaj kaczki ze zdziwieniem spoglądała para gągołów:

4615

Do tej pory to o nich mówiono kaczki-dziwaczki, bo gniazdują w dziuplach usytuowanych dość wysoko na drzewach i daleko od wody, a ich kaczęta wyskakują z nich na ziemię i pieszo maszerują do najbliższego jeziora lub rzeki.

Przyroda podarowała mi piękną przygodę w wiosennym dniu ptasiego święta. Warto być dobrym obserwatorem. Rozglądajcie się wokół uważnie, aby niczego nie przegapić, bo nigdy nie wiadomo co przyroda przed nami odkryje ze swojego piękna. Życzliwa jest z pewnością dla wielu z nas, nie tylko dla leśniczego.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

23:37, lesniczy.lp
Link Komentarze (10) »
piątek, 25 marca 2016

 

460min

 

Dziś Wielki Piątek i mam wrażenie, że świat wokół mnie nieco wyhamował, a może zatrzymał się w rozpamiętywaniu męki Ukrzyżowanego? Bo wczoraj i dziś na dobrą sprawę już są świąteczne dni i warto przeżyć je inaczej… Bo te rozpoczynające się święta traktujemy zwykle jak wiosnę- lekko, zwiewnie, radośnie i kolorowo. Kojarzą się nie z męką, ofiarą, cierpieniem lecz z jajem i zajączkiem. Może to i dobrze, choć nieco zadumy, dystansu oraz potrzeba zajrzenia w głąb własnej duszy przyda się każdemu. Choć nie każdy odczuwa potrzebę duchowego świętowania, takie mamy czasy.

Każdemu za to przyda się wytchnienie od codzienności i nawału pracy, dlatego warto świętować i niech każdy robi to po swojemu.

Pomimo, że niezbyt ciepło i bardzo dżdżysto, to jakby na przekór światu wiosna zaczyna zielenić świat i pogwizduje wesoło dziobami szpaków. Nabrzmiewa pąkami:

4601

Warto zerwać kilka gałązek i zrobić sobie w domu wielkanocny stroik lub niedużą, świąteczną instalację

4602

Skoro pomyślimy o duchowej sferze świąt to i o ciele nie należy zapominać. Choć nie chodzi tu ewidentnie o cielęta, ale raczej o baranki z masła:

4603

To pora zdobienia na różne sposoby jaj. U mnie naturalnie dominują motywy leśne i przyrodnicze

 

4604

Jednym słowem nawet leśniczy został zrobiony „w jajo”

 

460_5

Pora zatem sposobić stół na wielkanocne śniadanie

 

4606

Naturalnie bez spaceru nie ma świąt i pogoda z pewnością nie będzie przeszkodą, skoro możemy uczestniczyć w takim misterium z głosami żurawi w tle:

 4607

Zatem pozostaje tylko złożyć Wam życzenia

 

4608

Nie zapominajcie o wielkanocnych tradycjach, choć w dyngusowaniu lepiej zachować umiar, bo Zajączek na nas patrzy i zamiast czekoladowych upominków w gniazdku czasem znajdziemy kolczastą rózgę….

 

Miłego świętowania!

 

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

20:47, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »
czwartek, 24 marca 2016

459min

Wiem, oczywiście, że wiem, jestem w pełni  przekonany, że słowo „związkowiec” u wielu czytelników leśnego bloga i nie tylko budzi złe skojarzenia i uśmiech politowania. Bo od dłuższego czasu przedstawiciele różnych mediów kładą nam do głowy, uszu i oczu obraz związków zawodowych oraz „działaczy związkowych” jako ekipy darmozjadów i karierowiczów.  Nie wiem jak to jest w innych związkach, ale w tych „leśnych”, z którymi mam do czynienia od lat jest po prostu normalnie. Nie ma armii etatowych działaczy, dziwnych przywilejów ani pozerstwa. Liczba członków wciąż rośnie, a działalność związkowa ma wieloletnią tradycję. Najliczniejszy związek leśników, czyli Związek Leśników Polskich w Rzeczypospolitej Polskiej w 2018 roku będzie obchodził jubileusz 100-lecia.  Trudno jednoznacznie określić z jakiego powodu część leśników aktywnie działa w związkach zawodowych. Pewnie wynika to z teorii hierarchii potrzeb, którą zawdzięczamy Abrahamowi Maslow. Nikt nie ma jednak z tego tytułu ani lepiej, ani więcej. No nie, więcej to owszem, ale obowiązków i wymagań… Bo ktoś zaangażowany społecznie, widoczny, nie chowający się za plecy innych, musi szczególnie dokładnie wypełniać swoje obowiązki i skoro wymaga od innych, musi wymagać od siebie. Ale dobrze, że są tacy ludzie, którzy potrafią rozmawiać, artykułować potrzeby swoje i innych i czują związki ze związkami, a raczej związek z tymi, z którymi spotykają się podczas każdego dnia pracy.

 

W Lasach Państwowych istnieją cztery liczące się związki zawodowe i to ich przedstawiciele spotykają się z dyrektorem generalnym LP podczas ważnych negocjacji i podpisywania istotnych dla wszystkich pracowników dokumentów. Dlaczego piszę o związkach?

  Niedawno, w dniach 18-19 marca w Sękocinie Starym pod Warszawą  odbył się Krajowy Zjazd Sprawozdawczy Związku Leśników Polskich w Rzeczpospolitej Polskiej.

4591

 17  okręgów, regionów tego największego w Lasach Państwowych  związku, liczącego blisko 11 tysięcy członków, reprezentowało 130 delegatów. Przyjechali przedstawiciele 17 regionalnych dyrekcji, wielu nadleśnictw  z całego kraju, leśnicy z Parków Narodowych, Instytutu Badawczego Leśnictwa, Dyrekcji Generalnej, Biura Urządzania Lasu i Geodezji Leśnej  w Przemyślu, a nawet Zespołu Szkół Leśnych w Lesku. To dla leśników rozproszonych po całym kraju czasem jedyna okazja, aby porozmawiać i wymienić doświadczenia czy wrażenia. Stąd nawet „kuluarowe” rozmowy mają dużą wartość. Niektórzy wymieniali wrażenia już w czasie obrad, „na gorąco”, bo czasem atmosfera bywała gorąca

 4592

Inni dyskutowali zawzięcie „na forum” jak leśniczy Andrzej

4593

Większość delegatów słuchała bardzo uważnie wszystkich wystąpień, jak np. leśniczy Stanisław

4594

Przez dwa dni zjazdu pracowała komisja uchwał i wniosków, która przygotowała do głosowań 3 uchwały i aż 40 wniosków. Szefował jej kolejny raz leśniczy Zbyszek

4595

Ale nic dziwnego, że zgłoszono tyle wniosków, bo przecież to związek, który reprezentuje blisko 26 tysięcy leśników. To ludzie, którzy mają wiele spraw, potrzeb i problemów. Dlatego łączą się w jeden związek, a doroczny zjazd krajowy jest dobrą okazją, aby rozmawiać i szukać najlepszych, racjonalnych rozwiązań.  

Przewodniczący ZLP w RP  Bronisław Sasin powitał także gości zjazdu: Zastępcę Dyrektora Generalnego LP  ds. Gospodarki Leśnej Andrzeja Borowskiego oraz Naczelnika Wydziału Zarządzania Zasobami Pracy Agnieszkę Grzegorczyk.

  Goście zjazdu odpowiedzieli na szereg pytań delegatów

4596

 Dyrektor A. Borowski poinformował o przygotowaniach do inwentaryzacji bioróżnorodności na terenach zarządzanych przez Lasy Państwowe. To zadanie bardzo ważne dla lasu, leśników, ale głównie dla nas wszystkich, bo to przecież cenny, narodowy majątek.  W tym celu w przeciągu najbliższych 2 lat we wszystkich nadleśnictwach zostanie stworzonych łącznie około 900 etatów, które będą utrzymywane z Funduszu Leśnego. Zostaną zatrudnieni specjaliści z różnych dziedzin przyrodniczych, którzy przygotują dokładną inwentaryzację przyrodniczo-leśną, a także inwentaryzację obszarów i obiektów związanych z historią naszego kraju. Przecież to leśnicy najlepiej znają las i wszystkie ciekawe obiekty przyrodnicze oraz historyczne, tak cenne dla naszej kultury. Musi nimi zarządzać jeden gospodarz. Jest to niezbędne, aby je jak najlepiej chronić. Leśnicy dobrze o tym wiedzą już od lat, ale ciągle spotykają się z zarzutami różnych gremiów. Po to właśnie ta szczegółowa inwentaryzacja, aby jednoznacznie nazwać i skatalogować cenne zasoby.   Powstaje w tym celu specjalny portal, gdzie będą prezentowane wyniki inwentaryzacji.

 Dyrektor Borowski ze zrozumieniem odniósł się do głosów leśników, którzy podkreślali, że ich zadania, szczególnie pracowników terenowych wciąż rosną. B. Sasin przekazał dyrektorowi przygotowaną przez leśniczego listę prac i czynności zbędnych, mało efektywnych, a niepotrzebnie obciążających pracowników terenowych. Naczelnik A. Grzegorczyk podkreślała potrzebę zgodnej współpracy przy aktualizacji  jednolitego Ponadzakładowego Układu Zbiorowego Pracy, do którego włączono już wiele protokołów dodatkowych. Szereg uwag i pomysłów do nowelizacji PUZP wniesiono również w trakcie Zjazdu. Choć rozmowy dotykały różnych problemów to może dzięki obecności pań nie zapominano o dobrych obyczajach i uśmiechu

4597

  Delegatów zjazdowych odwiedzili także przedstawiciele firmy Mentor i przedstawili nową ofertę ubezpieczeń zdrowotnych oraz ubezpieczeń na życie. Spore zainteresowanie wzbudziła informacja o działalności poradni leczenia boreliozy pod patronatem prof. Panasiuka. Bo kleszcze i borelioza to ogromny kłopot leśników. Niektórzy uważają, że z kleszczami można sobie radzić tak:

4598

Jednak profesjonalna klinika i specjalistyczna opieka medyczna to lepsze rozwiązanie. Wszystkich, którzy mają kłopot kleszczowy zachęcam aby zaglądać np. tu: http://www.borelioza.org/

 Zjazd prawie jednogłośnie (przy 3 głosach wstrzymujących się) udzielił absolutorium za rok 2015 Radzie Krajowej ZLP i uchwalił szereg wniosków do realizacji w najbliższym roku. Można się z nimi zapoznać na stronie www.zlpwrp.pl.  Kolejny zjazd, a będzie to zjazd wybierający nowe władze krajowe odbędzie się w 2017 roku.

W poniedziałek zabrałem się od szóstej rano za nadganianie dwudniowych zaległości, związanych z pobytem na zjeździe, a przecież zbliża się koniec miesiąca no i Święta Wielkiej Nocy. Grodzenia upraw już praktycznie zakończone

45991

Trzeba jeszcze wypełnić wiele dokumentów, aby je rozliczyć. Na niedawnych zrębach słychać gwarek par sadzących młode dęby, buki, lipy i sosny. Dziś „wrzuciłem na stan” ostatnie stosy, które odebrał na zakończonym kolejnym zrębie podleśniczy Irek. Pokazałem wykonawcom młodniki, które wymagają czyszczeń. Rano przyjadą kolejne samochody po drewno. Wciąż coś się dzieje. A wieczorem dzwonią koledzy z różnych zakątków „leśnej Polski” i nadal rozmawiamy o związkach ze związkami…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

                                                                 

 

21:23, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 21 marca 2016

458min

Gdy spojrzałem dziś w swój zielony kalendarz, po który sięgnąłem aby zapisać kolejną partię sadzonek, która dojechała ze szkółki, zauważyłem sporą kumulację przyrodniczych świąt. Choć dzień leśniczego wcale dziś nie miał posmaku święta, bo wokół sadzą, wożą sadzonki, ścinają drzewa, zrywają. Pojechały trzy samochody z drewnem, dwa „sprytne” forwardery „Vimki”  ustawiają kolejne stosy, a mój telefon odzywa się raz po raz… Wiosną życie leśniczego radykalnie nabiera tempa, choć cały rok nie jest nudno… Pomimo, że na zegarze wskazówka  minęła  dawno godzinę 15 na koniec pracy się nie zanosi.  Ale o tak ważnych świętach należy pamiętać!

Zgromadzenie Ogólne ONZ w 2012 roku ustanowiło dzień 21 marca każdego roku Międzynarodowym Dniem  Lasów. To święto obchodzone w tym roku po raz czwarty jest dedykowane roli lasów, jaką pełnią w zaopatrywaniu Ziemi w życiodajną wodę.

Polska jest w europejskiej czołówce pod względem powierzchni lasów.

 4581

  W połowie XX w. lasy zajmowały nieco ponad jedną piątą obszaru Polski, a dziś już niewiele mniej niż jedną trzecią. Choć w lasach wciąż wycina się drzewa, bo to normalne i korzystne dla przyrody zjawisko (nawet w Puszczy Białowieskiej) to lasów wciąż przybywa.  Każdego roku polscy leśnicy sadzą aż 500 mln nowych drzew,  czyli średnio… 57 tys. na godzinę. Dlatego nasze lasy zajmują ponad 29 proc. terytorium kraju, a rosną na obszarze 9,2 mln ha. Ponad połowa to lasy o charakterze ochronnym, w tym wodochronne, którym jest szczególnie dedykowane tegoroczny Dzień Lasów. Lasy zachowują się jak szczególny filtr, ponieważ zatrzymują wodę przeciwdziałając powodziom, obniżają temperaturę, tym samym zapobiegają ociepleniu klimatu, ale też zatrzymując zanieczyszczenia w ściółce oczyszczają wodę, a korzysta z niej mniej więcej jedna trzecia największych miast świata! Lasy także zatrzymując wodę minimalizują erozję gleby.

4582

Blisko 80 proc. światowej ludzkiej populacji odczuwa niedobór wody, czyli 8 na 10 ludzi nie zawsze ma pod ręką szklankę z wodą pitną lub leśny strumyk szemrzący kaskadą źródlanej wody. Warto też pamiętać, że tereny leśne,  nie tylko źródliska i mokradła, dostarczają 75 proc. świeżej wody dostępnej na Ziemi, która jest wykorzystywana w gospodarstwach domowych oraz przemyśle.

Leśnicy rozumieją nie tylko od święta znaczenie lasów  w ogólnym bilansie wody, a także bilansie węgla, ale to odrębna kwestia. Dlatego Lasy Państwowe od lat aktywnie uczestniczą w programach przeciwdziałających powodziom. Aż w  ponad połowie polskich nadleśnictw, czyli w 230 realizowane są programy tzw. małej retencji nizinnej i małej retencji górskiej. Dzięki tym programom realizowanym przez leśników oprócz ich normalnych obowiązków, lasy magazynują ok. 44 mln m sześc. wody.

4583

Innym dzisiejszym świętem jest Pierwszy Dzień Wiosny. Kalendarzowo wypada to 21 marca, ale astronomiczna wiosna rozpoczyna się bez spoglądania w kalendarz- w równonoc. W niedzielę 20 marca o godz. 5.30 Słońce weszło w znak Barana i tym samym na całej kuli ziemskiej poza biegunami dzień i noc trwały po równe 12 godzin. Przez najbliższe kilkadziesiąt lat będziemy rozpoczynać wiosnę kalendarzowo o jeden dzień wcześniej, a potem nawet 19 marca. Dziej się tak dlatego, że ruch Ziemi wokół własnej osi jest niezależny od jej obrotu wokół Słońca.

 Tegoroczna wiosna trwać będzie do 20 czerwca, czyli 94 dni. Tegoroczna wiosna trwać będzie 94 dni. Choć na razie jest chłodno i mało wiosennie. Kwitną wprawdzie przebiśniegi, krokusy i fiołki

4584

Przyleciały już żurawie, czajki, szpaki i skowronki. Spóźniają się za to bociany

4585

Zgodnie z ludową tradycją bocian jest najważniejszym zwiastunem wiosny. Mówiono dawniej:

Jak na Gertrudę (17.III) bociek na gnieździe siędzie, wiosna szybko przybędzie.

Gdy bocian na święty Józef (19.III) przybędzie, to śniegu już nie będzie.

Tym razem, według meteorologów najbliższe prawdy będzie to ludowe przysłowie:

Na Zwiastowanie (25.III) zlatują się bocianie.

Choć są i tacy, co mówią, że bociany pojawią się dopiero w kwietniu, razem z jaskółkami.

Dla leśników oznaką pierwszych dni wiosny oprócz ptaków i roślin  są samochody z sadzonkami ze szkółki, narady z zulowcami co i gdzie sadzić oraz biurka pełne dokumentów związanych z odnowieniami, grodzeniami upraw czy pozyskaniem drewna.

Wcześniej było inne, „zielone” święto. 17 marca to Dzień Świętego Patryka- irlandzkie święto narodowe i religijne. Tego dnia Irlandczycy w wielu miastach organizują festyny i uliczne pochody, w których dominuje kolor zielony, będący narodową barwą Irlandii. Głównym symbolem święta jest trójlistna koniczynka- stosowana przez Św. Patryka jako pomoc przy tłumaczeniu pierwszym irlandzkim chrześcijanom pojęcia Trójcy Świętej. To święto, coraz bardziej popularne także w Polsce, związane jest z coraz bardziej kultywowaną celtycką tradycją i zielonym kolorem. W Dzień Świętego Patryka każdego roku odbywają się  liczne imprezy w pubach i klubach. Tradycyjnym trunkiem jest wówczas zielone piwo oraz irlandzka whiskey. Ale czy nie lepiej zamiast malować się na zielono i raczyć zielonym piwem w zatłoczonym pubie, zachwycać się czarem wiosny i świeżą zielenią wiosny w polskich lasach?

4586

Wiosną spotkamy także wiele barwnych ptaków. Szczególną uwagę każdego z nas zwróci zapewne bażant- kogut

4587

Choć szare niepozorne ptaszki mają swój urok, a niektóre nawet zasłużyły sobie na odrębne święto.  Wczoraj, 20 marca było bowiem jeszcze inne święto, związane z przyrodą. Tego dnia obchodzimy Międzynarodowy Dzień Wróbla. Nasz przesympatyczny wróbel domowy to jeden z najbardziej rozpowszechnionych gatunków na świecie, zasiedlający niemal wszystkie kontynenty. Z lewej wróbel domowy, a z prawej- mazurek, który ma charakterystyczną plamkę na policzku:

4588

 Towarzyszy człowiekowi od kilkunastu tysięcy lat i pojawiał się tam, gdzie ludzie zaczynali uprawiać rolę: na pustynnych oazach, wysepkach na oceanie czy potem także w wielkich miastach. Wszędzie dawał sobie radę ale ostatnio liczebność tego skromnego ptaka zaczęła sukcesywnie spadać. Łatwo to zauważyć podczas wiosennych spacerów, bo w gęstych krzewach, jeszcze pozbawionych liści widać gromady szarych ptaków, lecz są to głównie mazurki- krewniacy wróbla domowego.

4589

 Idea Święta Wróbla narodziła się w 2010 roku w Indiach, w celu nagłaśniania zjawiska zanikania tego gatunku, propagowania jego aktywnej ochrony oraz zwrócenie uwagi na problemy ekologiczne środowiska.  

Tak pisał o wróblu Jan Brzechwa:

We wsi Duże Kałuże

 Siedział wróbel na murze

 I ćwierkał wniebogłosy:

„Jestem nagi i bosy,

 Nie mam dachu nad głową,

Nie mam nic, daję słowo!”

Hałaśliwy sposób bycia i obyczaj stadnego życia nie zawsze podobał się ludziom, którzy bywa, że tępili wróbelki, a przecież to ptaszki niezwykle użyteczne. Przekonano się o tym w Chinach, gdzie wytępiono tę małą kruszynę, a później szarańcza, niespożywana przez ptactwo, pochłonęła plony, czego efektem była głodowa śmierć 30 milionów ludzi!

Swoją przygodę z wróblami mieli także mieszkańcy Śląska, a szczególnie Sosnowca-Porąbki. Opowiada o tym taka legenda:

Niegdyś Porąbkę zwano "wróblą wsią", a to z tego powodu, że tak w wiosce, jak i w okolicy najbliższej, przebywały gromady wróbli, które swoim świergotem wyczyniały takie piekło, aż uszy puchły. Toteż Fryderyk Wielki patentem z dnia 8 kwietnia 1744 roku wprowadził na obszarze swego państwa podatek w naturze, w postaci główek wróblich. Każdy mieszkaniec obowiązany był dostarczyć 6 wróbli, ogrodnicy 8, owczarze, pastuchy i inna służba po 4 wróble rocznie. Za każdego niedostarczonego wróbla z ukręconą głową ściągano przymusowo jeden grosz. Wtedy Ślązacy z Mysłowic i pogranicznych wsi śląskich wędrowali do Porąbki i tutaj kupowali wróble, których było mrowie,  płacąc za trzy do czterech sztuk jeden grosz. Przez dwa lata mieszkańcy wioski tłukli bez miłosierdzia nieszczęsne wróble, sprzedając je Ślązakom, aż wreszcie nie zostało ani jednego, bowiem niedobitki opuściły niewdzięczną osadę. Przez długie lata w wiosce głucho było w porze letniej a także i zimowej. Nie słychać było krzyku ćwierkałów, nie słychać było śpiewu i świergotu ptasząt, które omijały instynktownie wioskę, gdzie na ich życie czatowano dla marnego zysku.  Dopiero w kilkanaście lat później, zaczęło ptactwo powracać do wioski witane z sympatią i ulgą przez jej mieszkańców, zawstydzonych swoją chciwością…

Jak widać wróble chętnie przytulają się do człowieka, nawet jak ich zbytnio nie kocha: podskakują na drogach i podwórkach, ćwierkają na płotach, zbierają nasiona chwastów i owady, szczególnie gdy karmią swoje młode. Nie trzeba jednak być naukowcem ani bystrym obserwatorem, aby zauważyć, że jest ich coraz mniej i mniej. Czyha na nie wiele drapieżników, szczególnie tępią je domowe koty, ale przede wszystkim wróble nie mają gdzie mieszkać – stosowanie nowoczesnych technologii sprawiło, że te szare drobinki nie mają gdzie wić swoich gniazd. Może warto uczcić to święto, a także pierwszy dzień wiosny wieszając budki dla wróbli w pobliżu naszych osad? A zielone Święto Patryka połączyć z Międzynarodowym Dniem Lasów i poznawać oraz podziwiać zielone bogactwo, które nas otacza? Bo wszystkie te święta zwracają naszą uwagę na problemy przyrody i jej elementów, których przyczyną jest prawie zawsze człowiek…

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

 

 

 


 

22:02, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
wtorek, 15 marca 2016

457min

Wiosna to generalnie pora roku, która zdecydowanej większości z nas miło się kojarzy. Przyroda budzi się po zimie nieśmiałą zielenią, nawoływaniem sikor, bębnieniem w sęki dzięciołów i żurawim klangorem. Dni stają się coraz dłuższe, bardziej słoneczne i możemy bezkarnie zapominać rękawiczek i szalików. Choć „w marcu jak w garncu”- to znane wszystkim przysłowie ma jak najbardziej praktyczne zastosowanie. Bo choć dziś w południe bór był ozłocony słońcem, w południe łkały na polach skowronki i kwiliły czajki, wieczorem pada lekki deszczyk, to całkiem niedawno pszczewski las był czarno biały z przewagą białego:

4571

W poniedziałek o świcie mróz skuł szyby samochodowe ale dziś ani śladu zimy, a ja oglądałem już mrówki, które biegały po mrowisku jak leśniczy na wiosnę.

4572

Bo wiosna to pora roku, która wprawia leśniczego w nieustanny pośpiech.  W pszczewskim lesie jak w każdym zapewne leśnictwie w kraju dzieje się wiele i to naraz. Trwają prace zrębowe i jeżdżą samochody z drewnem:

4573

Dziś już przed 6 rano jechałem na spotkanie z kierowcą, który przyjechał po „papierówkę S2a 2,40”. Wróciłem do leśniczówki o 7.30, a tam już czekał na mnie spory tłum detalicznych nabywców drewna opałowego. Szybko przestawiłem rejestrator, odpaliłem komputer i kasę fiskalną. Kilkunastu klientów zatrzymało mnie w kancelarii prawie do 11. A po drewno jechał już kolejny samochód, tym razem to S2b 1,80. Musiałem oderwać od odbiórki na zrębie podleśniczego Irka, choć tam dwa forwardery wspierane przez poczciwe LKT- czyli mocny ciągnik zrywkowy

4574

Wszystkie te maszyny ciągną do drogi wywozowej dłużyce sosnowe i dębowe, kłody różnej długości, papierówki i wałki opałowe, na które czekają kolejni klienci w kolejny wtorek. Bo we wtorek walki sosnowe, brzozowe, dębowe i czasem inne znajdują kolejnych nabywców. A leśniczy nerwowo spoglądając na zegarek drukuje asygnaty, paragony fiskalne, raporty, historie pracy i pędzi  do biura nadleśnictwa, a zaraz po rozliczeniu sprzedaży na powrót w las. Bo tam też coraz bardziej zielono:

4575

Przecież to już czas odnowień! Każdego dnia odwiedzam teraz to miejsce na skraju lasu:

4576

Poznajecie? To dół- przechowalnia sadzonek. W środku czekają dwulatki sosny, trzyletnie dęby i buki

4577

Dziś większość z nich trafiła na niedawne zręby, a teraz już nowe uprawy leśne. Jutro przyjeżdżają kolejne sadzonki od leśniczego Stasia z naszej szkółki leśnej

4578

ZUL-owcy uwijają się mocno, bo sadzić nowy las trzeba dokładnie i szybko, aby dobrze skorzystać z wiosennej wilgoci. Pracy jest teraz moc, stąd nic dziwnego, że temu pośpiechowi ze zdziwionymi dziobami przyglądają się dzikie gęsi, które spokojnie zabierają się za lęgi

4579

Żurawie ze stoickim spokojem spacerują po polu tuż pod zboczem pszczewskiej Góry Wysokiej, o której opowiadałem ostatnio. Od kilku dni zbiera się ich tam kilkanaście. Tańczą, nawołują się, umizgują do siebie i pewnie dobierają w pary. Nie śpieszą się i słusznie, bo łączą się w stałe związki, a to wymaga rozwagi…

45710

Widoczny w tle za żurawim stadkiem głęboki rów w zboczu góry, nazywany przez niektórych „rowem czołgowym” ma znacznie wcześniejszy niż czołgi rodowód i związany jest z dawnym traktem oraz pobieraniem opłat z korzystanie z niego. Bez obaw- publikację – przewodnik po ścieżce przyrodniczej wokół góry w wolnej chwili przygotuję dla Was do pobrania w formie pliku pdf. Ale cóż, na razie są bardziej terminowe zadania do wykonania. Bo w lesie teraz ścinają, ściągają, wożą, grodzą, sadzą i wszędzie jest potrzebny leśniczy.

Pszczewskie lasy są teraz poznaczone dużymi tropami. Tegoroczną wiosną bardzo uaktywniły się wilki i wciąż spotykam ich tropy i ślady. W minioną sobotę dwa wilki pojawiły się na zrębie i spokojnie przyglądały się pracy drwali. Spotykam też ślady ich udanych polowań

45711

Tyle zostało z daniela. Pobocza dróg pokrywają wilcze tropy, które wyglądają tak

45712

Dla porównania zobaczcie tropy psa:

45713

Idąc tropem wilczych łap możemy zobaczyć na leśnej drodze odciśnięte racice spłoszonych danieli, a nieco dalej odciski szpil watahy przelatków, czyli zeszłorocznych dzików. O tropach wilków można wiele dowiedzieć się zaglądając tu: http://www.polskiwilk.org.pl/download/SdN_Wilk_TropienieEduFin.pdf

O pszczewskich wilkach opowiem Wam innym razem, bo mimo późnej pory czeka na mnie jeszcze kilka tabelek związanych z nadzorem nad lasami prywatnymi no i zestaw szkiców zakładanych upraw, które jutro zazielenią się sadzonkami. Wiosenny las to mrówki, wilki, żurawie ale też wielka kumulacja prac leśnych. Dlatego teraz każdy leśniczy wciąż się śpieszy, spogląda na zegarek ale jak wszyscy cieszy się wiosną. Bo wiosna to miła pora roku…

Leśniczy Jarek-lesniczy@erys.pl

 

 

 

22:53, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
piątek, 11 marca 2016

456min

Każdy z nas ma swoją górę. Może to być góra możliwości, słabości ale pozostańmy w sferze góry istniejącej fizycznie i geograficznie. Ma ją przecież każdy region, okolica, miejscowość, nawet jeśli nie jest ona zbyt okazała czy wybitna. Bo zawsze jest jakaś góra… Może być to góra do zdobycia, do przebycia, do pokonania. Niezależnie od tego jak góra jest wysoka i trudna, jej pokonanie zwykle jest źródłem wielkiej satysfakcji. Bo z góry zawsze lepiej widać i zwykle z każdą górą wiążą się różne ciekawe historie. Miejscowość Pszczew, w której mieszkam od blisko ćwierć wieku też ma swoją górę.

Góra Wysoka, nazywana też Ozem Pszczewskim, który ukształtował lodowiec miliony lat temu, ma wysokość 101 m n.p.m. Może nie jest to imponująca wysokość, ale z jej wierzchołka roztacza się przepiękna panorama na rozległe jezioro Chłop. Ponad 300 ha czystej wody skrzy się obiecująco w słońcu.

4561

W budowie geologicznej ozu, obok piasków i żwirów oraz głazów, bierze udział także glina zwałowa, mułki oraz iły. To jest główny powód bogactwa gatunków, bo znajdziemy tu różne gatunki drzew oraz krzewów iglastych i liściastych, ale też spotkamy około 50 gatunków ssaków i ponad 100 – ptaków. Góra Wysoka znajduje się w bardzo ciekawej także pod względem historycznym okolicy. U jej podnóża wije się dawny trakt, którym przechodzili Celtowie i Rzymianie, kupcy i wojowie. Szedł tędy Św. Wojciech, Otton III, Mieszko I oraz Napoleon. Przebiegała też tędy droga dyliżansu którym podróżował m.in. Fryderyk Chopin.

Góra znajduje się nieopodal Pszczewa, widać ją z okien leśniczówki, a zatem to dogodny obiekt edukacyjny. Bogactwo urozmaiconych lasów, kilka czystych jezior, dostojna cisza i powiew historii oraz licznych legend- cóż potrzeba więcej? Wystarczyło postawić 10 tablic edukacyjnych, które sfinansowało nadleśnictwo Trzciel, ławkę w połowie drogi dla komfortu wypoczynku, oznakować pięciokilometrową trasę i na szlak!

Wycieczka zaczyna się i kończy przy pszczewskiej leśniczówce, a na spacer należy przeznaczyć od 2 do 5 godzin. Aby ułatwić turystom poznawanie okolicy i elementów przyrody, napisałem niewielki przewodnik po zaprojektowanej przeze mnie ścieżce. Jednak od dawna wydawał się mi on zbyt skromny i lakoniczny, toteż postanowiłem napisać bogatszą wersję. No tak, tylko kiedy się za to zabrać, skoro każdy dzień jest zapchany zadaniami, terminami, sprawami. Sprawę ułatwił mi mój organizm, który postanowił zastrajkować w postaci zapalenia oskrzeli.

Późną jesienią, przez ponad tydzień, choroba nałożyła „areszt na waszeci”… Wykorzystałem ten czas na zredagowanie tekstu i wybór fotografii.

 Nadleśnictwo Trzciel zleciło i sfinansowało  druk publikacji, a resztą zajęło się Wydawnictwo „Literat” Andrzeja Chmielewskiego z Międzyrzecza.

4562

W pierwszych dniach 2016 roku publikacja trafiła do leśników, a od nas do osób zainteresowanych przyrodą i historią okolicy. Książeczka nie jest sprzedawana lecz jako materiał promujący region, przyrodę i pracę leśników stanowi narzędzie edukacji przyrodniczej. Z tej skromnej publikacji, która ma 32 strony tekstu i zawiera 30 fotografii  się przecież sporo dowiedzieć o okolicach Pszczewa.

W pierwszych dniach marca zadzwoniła do mnie pani dyrektor gminnego ośrodka kultury i zaproponowała udział mój i „górskiej” publikacji jako „gwiazdy” wieczoru adresowanego do pań. Bo data 8 marca zobowiązuje!  Dyrektor Wanda Żaguń ciekawie to wymyśliła, a zatem nie pozostało mi nic innego jak się zgodzić i już następnego dnia ujrzałem takie plakaty:

4563

Od lat zbieram informacje o naszym regionie. Przygotowałem prezentację złożoną ze starych map, pocztówek i moich fotografii przyrodniczych.

4564

 Miałem tylko problem z wyborem wątków do wykładu, bo wokół Góry Wysokiej drzemie przecież tak wiele atrakcji przyrodniczych i historycznych. Promocja publikacji odbyła się w kameralnej, przytulnej sali w pszczewskim kinie „Przystań”. Myślę, że to fenomen, że ono jest i wciąż prężnie działa. Stałe kino w malutkim Pszczewie (niespełna 2 tys. mieszkańców) działa przecież nieprzerwanie od 1952 r. Sala na  90 miejsc ma świetną akustykę, idealną na takie kameralne spotkania. Panie przed wejściem do kina były obdarowane cukierkiem i kwiatkiem

4565

Papierowe kwiaty przygotowały pszczewskie przedszkolaki. Na początek wiele znanych wszystkim, „wpadających w ucho” utworów muzycznych pięknie zaprezentowały panie z pszczewskiego chóru „Bel Canto”

4566

Potem przywitałem uczestników spotkania klangorem żurawi, urokiem leśnych oraz polnych krajobrazów, legendami i wydarzeniami historycznymi od IX do XXI wieku. Na widowni zasiadło około 70 osób. Widzowie żywo reagowali na moją gawędę oraz przyrodnicze fotografie

4567

Przyjechały nawet koleżanki z moich rodzinnych Brójec. Razem ze swoją córką do Pszczewa wybrała się także pani Stenia, która pracowała wiele lat, aż do emerytury w Nadleśnictwie Trzciel. To miłe odwiedziny, a panie dodatkowo deklarowały, że są stałymi czytelniczkami bloga leśniczego... Godzina minęła niepostrzeżenie. Zgodnie z zapowiedzią na zakończenie spotkania wszyscy chętni zostali obdarowani publikacją.

4568

Niektórzy prosili o dedykację na książeczce. Panie bardzo dobrze odebrały wykład na temat spaceru wokół pszczewskiej Góry Wysokiej  i cierpliwie czekały na podpisaną publikację. „Dla Elizy” - to popularny tytuł Bagateli a-moll, jednej z najbardziej znanych w literaturze muzycznej miniatur fortepianowych, którą skomponował Ludwig van Beethoven. A ja wpisywałem dedykację dla Luizy, córki pani Steni

4569

5 kilometrów przyrodniczej i historycznej edukacji to świetna przygoda dla każdego, na każdą porę roku. 10 tablic na trasie ścieżki i ta skromna publikacja z pewnością ułatwi zrozumienie i poszanowanie przyrody oraz będą pomocne w poczuciu ducha historii. To także dowód na szeroką i społeczną działalność leśników, którzy są nie tylko „nastawionymi na zysk deskorobami”, jak uważają niektórzy, ale także bezinteresownie realizują edukacyjną misję społeczną. Miło, że właśnie tak udało się uczcić Święto Kobiet. Wszystkim Paniom zaglądającym do blogowych zapisków leśniczego składam najserdeczniejsze życzenia i żyję nadzieją, że dla panów bez wyjątku to oczywiste, że kobiece święto trwa cały rok… Warto zatem wybrać się na spacer wokół pszczewskiej góry we dwoje każdego dnia, do czego zachęcam w zakończeniu książeczki.

 45610

 A wieczorem panowie, nie tylko 8 marca, warto przygotować taką aranżację wnętrza…

45611

Wino to wyrób z niedawno reaktywowanej pszczewskiej winnicy założonej na terenie folwarku Pszczew. Można tam zajrzeć wirtualnie:  www.folwark.pszczew.com.pl

 Fotografii z promocji publikacji użyczyła mi Ania Borowy- GOK Pszczew, serdecznie dziękuję.

 Publikacja jest „do zdobycia” w pszczewskiej leśniczówce.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@ erys.pl

13:28, lesniczy.lp
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 55