O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
niedziela, 07 lutego 2016

451min

Dziś niedzielny poranek za moim oknem i w okolicach pszczewskiej leśniczówki obiecuje wiosnę. Wszystko wskazuje na to, że zima już była. Jeśli chodzi o moje skromne zdanie, to nie mam absolutnie nic przeciwko. Nie jestem wielkim fanem zimy. Były już przecież kilkunastostopniowe mrozy, było biało, nawet był czas i warunki na rodzinne spacery po „białej stopie” i wożenie naszego Juliana na sankach

4511

Krótka, ale mroźna i  śnieżna  zima jest korzystna dla przyrody, leśnej zwierzyny i leśników. Zadań mamy mnóstwo, a przecież lasu i leśnych dróg nikt nie odśnieża. Dlatego zawsze z ulgą witam pierwsze objawy wiosny. Sikory dzwonią dziś za oknem zupełnie wiosennie, świeci pięknie słońce, a za domami słychać przelatujące dzikie gęsi i nawołujące się żurawie. Zresztą żurawie widywałem i słyszałem także w listopadzie i w grudniu. Jednak od 1 lutego obserwuję już pary szarych, majestatycznych ptaków w miejscach, gdzie co roku odbywają lęgi.

Dzisiejszy piękny dzień wiele osób wykorzystało na spacer

4512

Bo świat momentalnie nabrał kolorów i wszędzie widać oznaki ożywienia w przyrodzie. Wystarczy tylko wychylić nos z domu. Naturalnie barwnych kwiatów i świeżo zielonych liści może jeszcze nie zobaczymy, chociaż…

4513

Leszczyny już kwitną w najlepsze. Wystarczy też spojrzeć na ścianę drzew i krzewów, gdzie widać zmianę barw

4514

Na wierzbach widać już bledziutką zieleń, nabrzmiewają pączki brzóz. Wyróżniają się olchy pokryte fioletowymi „gąsienicami”. To kotki, kwiatostany męskie olchy, które są także doskonałym wskaźnikiem przedwiośnia.

4515

 Kwiatostany żeńskie powstają z krótkich kotków, które po przekwitnięciu drewnieją i przypominają mała szyszkę. Zauważyłem, że niektóre z fioletowych kotków powiększają się, stają się już zielonkawe, prześwitujące, a to oznaka, że wysypuje się z nich pyłek.

4516

 Pylenie z tych kotków to kłopotliwy czas dla alergików uczulonych na pyłek leszczyny i olchy. Ale są też dobre strony tych wczesnojesiennych „kwiatków”. To świetny surowiec zielarski, od lat stosowany w medycynie ludowej. Warto właśnie teraz nazbierać kwiatów leszczyny i kwiatów męskich olchy, a potem sporządzić z nich syrop. Trochę miodu lub cukru, wina lub innego alkoholu, który utrwali syrop i można go z powodzeniem stosować w kaszlu, przeziębieniu i chrypce. Są też tacy, którzy stosują leszczynę i olchę przy problemach z trądzikiem. Sprawdzają się też te kotki w leczeniu kamicy moczowej, problemach z przerostem gruczołu krokowego i zwalczaniem objawów przekwitania. Warto zawsze poczytać i posłuchać co mówią ci, co się znają profesjonalnie na rzeczy. Dr Henryk Różański radzi na swoim znanym blogu tak:

Napar z kwiatów leszczyny i kwiatów męskich olchy: 1-2 łyżki kwiatów zalać 1 szklanką wrzącego mleka lub wody, odstawić na 20 minut pod przykryciem, przecedzić, osłodzić miodem. Pić przy przeziębieniu, bezsenności, depresji, osłabieniu i chorobach skórnych na tle zaburzeń hormonalnych i przemiany materii, 2-4 szklanki naparu dziennie.

Napar z kwiatów leszczyny można podawać niemowlętom przy kaszlu i zapaleniu gardła oraz oskrzeli (osłodzić sokiem owocowym) w ilości 1-2 łyżeczek 3-4 razy dziennie.

Czytałem też, że można podczas takiego wczesnowiosennego spaceru podjadać sobie na surowo fioletowe kotki olchy. To podobno najpierwsze nowalijki, które są bogatym źródłem minerałów i witamin, ale też wspierają organizm w walce z pasożytami. Nie zauważyłem u siebie takich objawów toteż nie skusiłem się na taką przekąskę, ale warto o tym wiedzieć!

W czasie niedzielnego spaceru przyglądałem się uważnie roślinom, ale jak zawsze bardziej interesowały mnie ptaki. Ciągnął nade mną klucz gęsi, a na krzewie na miedzy obserwatorium urządziła sobie dzierzba- srokosz

 Nieopodal spacerowały po łące sroki, pojawiła się też grupka szpaków i sierpówek. W krzewach baraszkowało spore stadko wróbli, które zupełnie nie bały się, choć przechodziliśmy z żoną blisko nich:


4518

Przeważały w stadzie mazurki z charakterystyczna plamką na policzku choć było też kilka wróbli domowych, które są coraz rzadsze. Na jednej z jabłoni w sadzie przysiadł sobie trznadel


45191

Ale co to? Nad lasem pojawiły się sylwetki trzech sporych ptaków drapieżnych. To para myszołowów przeganiała bielika, który pojawił się od strony jeziora Chłop

45110

To czas godów bielików, które wracają do swoich gniazd i rewirów lub poszukują nowych stanowisk. Dzięki wieloletnim staraniom leśników, którzy chronili bieliki w czasach, gdy ekolog, Natura 2000, strefa ochronna to były puste, obco brzmiące słowa, ich liczebność nieustannie rośnie. Spotykam je praktycznie codziennie w pobliżu dużych jezior, ale zawsze z radością obserwuję ciężki lot naszego herbowego „orła”, bo tak się potocznie mówi. Zatem warto wciąż powtarzać, że bielik należy do orłanów, a nie do orłów. Według systematyki ptaków orłami są tylko jastrzębiowate z podrodziny Aquila (łac. orzeł), a bielik należy do podrodziny Haliaeetus (po polsku orłan).

Bielik to wspaniały ptak, a jego herbowe pochodzenie jest wielkim atutem w jego ochronie.  Legenda mówi o naszym praojcu Lechu, który w okolicach Poznania ujrzał na tle zachodzącego słońca białego orła z młodymi, co go zainspirowało do założenia grodu Gniezno i wyboru orła na symbol wszystkich Polaków. Wszystko wskazuje na to, że to był bielik, choć mógł być to np. jasno ubarwiony rybołów. To przecież nieistotne dla nas, bo naszym herbem jest orzeł biały i już…

Rybołowy są obecnie skrajnie nieliczne, a zatem może dobrze mówić, że to i one mogły być wzorem dla naszego herbu? Pisałem wcześniej o 2 sztucznych platformach dla rybołowa, które zbudowaliśmy wspólnie z ornitologami na terenie mojego leśnictwa. Może wiosną pojawi się tam para rybołowów? Obserwuję platformy z uwagą.

Bielik samotnie przemknął szybko nad lasem i nie miał ochoty na loty tokowe. Jednak bezspornym objawem wiosny jest marcowanie, którego objawy już słychać, widać i czuć, ku utrapieniu mojej Reginki. Marcowanie kotów domowych zaczęło się już w pierwszych dniach lutego. Do naszej kotki  Blondynki przychodzi kilku okolicznych kocich amantów. Gdy wracaliśmy ze spaceru jeden z nich sprytnie schowany wyglądał za Blondynką




 Pomimo spryskiwania schodów przed domem gotowymi preparatami i stosowania różnych domowych sposobów (np. cytrusów) wokół unosi się „aura” kocich godów. Czyli to już chyba wiosna?

 

Leśniczy Jarek -      lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

18:49, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
środa, 03 lutego 2016

450min

 

Styczeń i pierwsze dni lutego to czas intensywnej pracy, bo nowy Zakład Usług Leśnych, który pracuje w tym roku w moim leśnictwie ostro zabrał się do realizacji umowy. To także czas żmudnych prac przy szacunkach brakarskich na 2017 rok. Trudno już zliczyć z którym „zulem” przyszło mi współpracować… To w zasadzie nieistotne, bo choć było ich już wiele od 1993 roku, czyli od czasu gdy zostałem leśniczym Leśnictwa Pszczew, to współpracę z każdym z nich w zasadzie miło wspominam. Mam też nadzieje, że to odwzajemnione miłe wspomnienia. Początek roku to także czas intensywnych wywozów, choć samochody z drewnem jada praktycznie cały rok. Skoro co roku w moim leśnictwie pozyskuje się 10 tysięcy m3 drewna i więcej, a samochód przeciętnie zabiera 25-27 m3 to łatwo policzyć, że w roku wyjeżdża z lasów leśnictwa Pszczew 400 samochodów.

Drewno wozi wielu kierowców, samochodami różnych marek i pod szyldem rozmaitych firm przewozowych. Od wielu lat my, leśnicy, sprzedajemy drewno wszelkim odbiorcom w systemie loco las, czyli drewno znajduje się w lesie. To nabywca decyduje kto i czym je wywiezie. Posiada czasem własny transport, a najczęściej wynajmuje samochód jednej ze specjalistycznych firm transportowych. Wystawia firmie przewozowej pisemne upoważnienie do odbioru drewna z nadleśnictwa i z tym upoważnieniem kierowca zgłasza się do leśniczego, który wskazuje miejsce położenia drewna i drogi dojazdowe.

Bardzo szanuję kierowców wywożących drewno z lasu, bo oni lekko nie mają… Często ich szef powiadamia ich sms wieczorem, że nazajutrz mają się zgłosić np. w leśnictwie Pszczew po odbiór drewna dla firmy XYZ. Kierowca dzwoni do leśniczego, bywa, że dość późnym wieczorem, a przecież leśniczy też człowiek i ciągle nie może być w pracy oraz pamiętać o każdym stosie i każdej mygle drewna.

4501

 A żeby precyzyjnie umówić się z kierowcą, trzeba pamiętać o jaki sortyment drewna chodzi, gdzie ono jest ustawione, z której strony dojechać, aby łatwiej je było załadować i dojechać do głównej drogi. Leśniczy musi także sprawdzić, czy odbiorca drewna jest uprawniony do jego odbioru, czyli czy do działu księgowości  nadleśnictwa trafił przelew z jego konta. Często także musi porozumieć się z działem technicznym nadleśnictwa, aby na kwicie wywozowym wpisać właściwy numer umowy, nr listu przewozowego, upoważnienia kierowcy itp. Jak ma to zrobić np. o godzinie 20 lub 21?

Zwykle jednak udaje się wszystko jakoś ułożyć, a jest też wielu kierowców, którym udaje się sporo wcześniej umówić na wywóz z leśniczym, który ma czas aby wszystko sprawnie przygotować. Bo leśniczy lub podleśniczy musi być obecny przy każdym samochodzie, wystawić kwit wywozowy, dopilnować aby właściwe drewno zostało załadowane, wskazać kierowcy dojazd i wyjazd, pilotując go tam i zwykle też z powrotem do „cywilizacji”:

4502

 

 No a przecież  nie tylko wywozem drewna leśnik się zajmuje, choć to bardzo ważna, no i jak widać czasochłonna czynność.

Kierowcy dużych ciężarówek wjeżdżają do lasu na często wąskie, kręte, o różnej jakości drogi leśne. Dużo zależy od pory roku i pogody. Chyba najtrudniej jest zimą:

4503

Choć jesienny czas mgieł, dżdżu a czasem i solidnych ulew zamienia leśne drogi w błotniste szlaki:

4504

Czasami samochody z drewnem wjeżdżają do lasu w nocy lub nad ranem. Wynika to z różnych przyczyn: dalekich tras do pokonania, tarczki tacho”, a najczęściej złej organizacji pracy lub wyzysku ludzi. To problem i dla leśnika, i dla kierowcy. Z mojego doświadczenia wynika, że takie „nocne manewry” najczęściej źle się kończą. Noc ma swoje prawa i daje się we znaki zwykłe zmęczenie.

4507

 Zawodzi też ocena sytuacji i zdarza się, że nawet najlepszy kierowca ma kłopoty. To zawadzi o drzewa, wjedzie w dziurę lub stary okop, nie zauważy znacznego przechyłu drogi i wywróci przyczepę. Jak tylko mogę odwodzę kierowców od nocnych wypraw po drewno.

Nie zawsze mogą lub chcą słuchać. Ostatnio jeszcze ciemną nocą obudził mnie telefon kierowcy, który przyjechał dzień wcześniej niż się umawialiśmy. Wiedział gdzie jest drewno, bo często i sukcesywnie przyjeżdża do mojego leśnictwa. Umówiliśmy się na znanej mu jednej z leśnych dróg. Rozwidniało się, gdy dojechałem na miejsce spotkania. Stała tam załadowana już przyczepa, a kierowcy i samochodu z dźwigiem nie było. Po drodze zobaczyłem ślady nocnych kłopotów „mojego” kierowcy:

4505

Ze śladów łatwo odczytałem przebieg zdarzeń. Pusty samochód z załadowaną przyczepą zsunął się z ubłoconego odcinka drogi. Kłonice „zaszły” za dwie rosnące na skraju drogi brzozy. Kierowca musiał je ściąć aby uwolnić się z pułapki. Dodatkowo kładł świeże gałęzie pod koła, aby złapać przyczepność w błotnistej mazi. Wytargał przyczepę do głównej drogi, a teraz pojechał załadować samochód. Po chwili dojechałem do niego.

4506

Samochód zsunął się z drogi i wrył  w miękkie pobocze. Dodatkowo dwie „kopalniakowe” sosny wplątały się w kłonice, a jedna zaparła o belkę dźwigu.

4508

 Kierowca chodził zaaferowany wokół pojazdu i znosił gałęzie pod koła.

  No widzi pan jak to jest z nocnymi jazdami?- przywitałem się z kierowcą.

 A to pech- mówił zasmucony. Jak na złość jeszcze piła nie chce mi odpalić i tzw. „zima”…

Spokojnie panie Leszku, coś zaradzimy. Złapię kogoś z zula, to może podjedzie z piłą, bo żadnego ciągnika nie ma w zasięgu najbliższych 10 km.-  starałem się uspokoić kierowcę.

Niestety, okazało się, że jedna grupa już zakończyła pracę i pojechała do innego leśnictwa, a z drugiej nikt nie odbierał telefonu. Trzeba sobie radzić samemu. Trzeba było poświęcić te sosny. Nie jadę do lasu bez łopaty i siekiery. Szkoda, że nie ma żadnego bobra w pobliżu- żartowałem. Ostrą  siekierą, jak za dawnych czasów, ściąłem 2 sosny.

4509

 Kierowca podniósł samochód na „łapach” dźwigu i podłożyliśmy pod koła kawałki drewna i grube gałęzie. Niech pan rozłoży dźwig i wyrwie z korzeniami tą trzecią sosnę, będzie szybciej- poradziłem kierowcy. Udało się. Odkopaliśmy wspólnie z błota koła samochodu, obsypaliśmy je piaskiem i nakładliśmy zielonych gałęzi pod koła. Operacja trwała ze dwie godziny. Jednak koła samochodu oklejone błotem mieliły maź i samochód przesuwał się zaledwie o centymetry. Ciężka sprawa… Nie ma rady, trzeba rozładować samochód. W czasie rozładunku usłyszeliśmy warkot ciągnika. Ale traf! To gospodarz obwodu łowieckiego wracał z objazdu paśników. Chętnie pomógł „umordowanemu” kierowcy. Zahaczył linę do żółtego Ursusa C-80 i z trudem wyszarpał samochód pozbawiony z obciążenia z błota. Wysłałem kierowcę pod inny stos, gdzie droga była w lepszym stanie i tam załadował się ponownie. Przyjechał do lasu przed 5 rano, a wyjechał około godziny 15. Tak, kierowca w lesie nie ma lekko…

  Jazda po leśnych drogach wymaga wysokich umiejętności i dużego doświadczenia. To nie to samo co jazda po asfaltowych drogach i autostradach. Łatwo też ponieść straty- urwać spojler, zderzak, lusterko, zbić klosz lampy czy zniszczyć przewód hydrauliczny.

45010

 Bywa, że awaria zdarzy się podczas załadunku. Doświadczyłem tego kiedyś na własnej skórze, gdy spisywałem numery z płytek dłużyc. Kierowca zaczął rozkładać dźwig i zahaczył przewodem hydraulicznym o dębowy konar. Olej z rozerwanego przewodu ochlapał mnie od stóp do głów… Leśniczy też nie ma lekko jak widać… Zniszczony przewód to częsta awaria i kierowca leśnego TIR-a musi umieć to sam naprawić lub wymienić w lesie. Wozi ze sobą narzędzia i części zamienne bo może liczyć tylko na siebie.

45011

Jazda po leśnych drogach to prawdziwie wyższa szkoła jazdy i choć po takich jesiennych wywozach czasem zostają takie drogi:

45012

Kierowcom pojazdów z drewnem należy się niski ukłon za ich fachowość i wysokie umiejętności. Drogi leśne są często naprawiane, a wbrew pozorom za jakiś czas same się równają w wyniku działania deszczu i słońca. Zresztą one temu właśnie służą i nie można obrażać się na kierowców, że je celowo niszczą.

Wiedzą o tym leśnicy, którzy przecież używają do celów służbowych prywatnych samochodów i przejeżdżają nimi tysiąc, a bywa, że dwa tysiące kilometrów w miesiącu. Oni także muszą być bardzo dobrymi kierowcami i także lekko nie mają… Ślady wielkich opon i czasem głębokie koleiny na leśnych drogach przeszkadzają turystom, szczególnie miłośnikom rowerowych wycieczek. Cóż jednak począć - wszyscy przecież potrzebujemy drewna, które musi jakoś wyjechać z lasu. Nie ma się co denerwować i obrażać. Należy się za to raczej szacunek kierowcom samochodów wywożących drewno z lasu, bo przecież to oczywiste, że lekko nie mają…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

22:59, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 stycznia 2016

449min

Wielu z nas śledzi trwającą już od dawna dyskusję dotyczącą Puszczy Białowieskiej. Mowa o tym w każdym wydaniu wiadomości, mnożą się wypowiedzi wszelkich ekspertów medialnych, którzy nie zawsze są ekspertami... Ludzie są skołowani i nie bardzo wiedzą komu wierzyć i jak to wreszcie jest z tą puszczą. Stanem Puszczy Białowieskiej zainteresowała się nawet Unia Europejska, która zaniepokojona o jej przyszłość przysłała pytania do polskiego ministerstwa środowiska. No cóż, przecież Puszcza Białowieska to nie tylko bogactwo naszego kraju, Europy ale obiekt z Listy Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Ekolodzy wołają: :”Wycinać puszczę to jak burzyć Wawel” lub „naszej puszczy nie oddamy”.  Obywają się demonstracje, marsze, np. w Warszawie przebrani za drzewa demonstranci tańczyli, śpiewali i nawoływali do obrony pierwotnego zakątka naszego kraju przed leśnikami, którzy chcą puszczę przerobić na deski. Bo leśnicy w sporze o teraźniejszość i przyszłość puszczy stali się symbolem pazerności i antyekologicznego myślenia. Taki wizerunek im stworzono. Tym samym leśnikom, którzy od wielu lat chronią polską przyrodę przed szkodnictwem, głupotą i pazernością różnych ludzi ale także pożarami i inwazjami różnych owadów, w tym również kornika drukarza. Bo to właśnie kornik drukarz, a raczej sposób ograniczenia jego gwałtownie rosnącej populacji wpuścił do Puszczy ekologiczny i medialny problem.

Niektórzy ludzie ufają leśnikom i ich wiedzy. Dlatego zdarzają się też kontrmanifestacje, zwykle organizowane przez samorządy i mieszkańców puszczańskich miejscowości. Bo mieszkańcy puszczańskich wiosek, którzy żyją w puszczy lub blisko niej rozumieją przyrodę i mają swoją rację. Jednym głosem popierają racje leśników, których znają i szanują, ale co znaczy głos mieszkańca wioski czy puszczańskiego leśnika wobec głosu ekologa lub autorytetu naukowego?

No właśnie, a może tym razem ja zamiast opowiadać o lesie, rozwiewać przyrodnicze wątpliwości zwyczajnie zapytam Czytelników jak prosty leśnik ze wsi: kto to jest ekolog?

Pewnie wielu z Was, zresztą absolutnie słusznie, uważa się za przyrodnika czy ekologa. Czy jednak potraficie odpowiedzieć na postawione przeze mnie pytanie?

Określenia ekolog, ekologia, ekologiczny mają według mnie szeroki i czasem nieprecyzyjny sens znaczeniowy i są często używane w języku potocznym ale czy potrafimy te słowa zdefiniować? Czy znamy w swoim otoczeniu ekologów, którzy są autentycznymi fachowcami i są godni naszego zaufania?

Mieszkam w najbardziej zalesionym kawałku naszego kraju, czyli w województwie lubuskim. U nas gdzie okiem sięgnąć to las i zieleń:

 4491

Ale i tu nie znam osoby, którą nazwałbym ekologiem i do której mógłbym zwrócić się z konkretnym problemem dotyczącym ekologii i wzajemnych relacji człowiek- środowisko. Bo to do ekologa powinniśmy zwrócić się o pomoc, gdy bezsensownie wycinane są drzewa w mieście lub gminie, wysypywane śmieci, wylewane ścieki, męczone zwierzęta… Gdy wypadnie wyrośnięte pisklę z gniazda, samochód potrąci sarnę lub lis wejdzie na posesję. Ale czy znamy adres ekologa czy instytucji ekologicznej, która zajmuje się realnie, prawdziwie i na co dzień takimi sprawami? Dlatego ludzie z takimi sprawami trafiają najczęściej do leśników, choć takie działania nie mieszczą się w ich zawodowych obowiązkach. No ale czy leśnik to ekolog, przyrodnik, przyjaciel lasu i zwierząt? Oczywiście, że tak, ale to moje- leśniczego subiektywne zdanie. Warto zatem poszukać co myślą, sądzą i piszą o tym inni.

Szukałem cierpliwie w książkach i wirtualnej sieci definicji ekologa. Trafiłem na tekst z wiele obiecującym tytułem Kto to jest „ekolog”? opublikowany na stronie:

http://pracownia.org.pl/dzikie-zycie-numery-archiwalne,2300,article,5253

 

autorstwa mojego wielkiego autorytetu prof. dr hab. Ludwika Tomiałojcia. Pana profesora mile wspominam szczególnie z lat mojej wielkiej fascynacji ornitologią i „kariery” przyrodnika, zresztą współzałożyciela słynnego niegdyś Lubuskiego Klubu Przyrodników ( tak, to prawda, dzisiejszy Klub Przyrodników powstał w latach 80 XX wieku w lubuskim Świebodzinie, przy walnym udziale leśników w składzie założycielskim)

Warto wczytać się w tekst z 2011 roku „Kto to jest ekolog” , który zaczyna się tak:

Media i Internet ujawniają zdumiewającą niewiedzę Polaków o tym, co to jest ekologia i kim są ekolodzy. Ten niepokojący stan (nie)świadomości istnieje pomimo trwającej od kilku dziesięcioleci edukacji ekologicznej we wszelkich szkołach. Jest on jednak również efektem trwającej już ponad dziesięć lat sabotażowej antyedukacji, prowadzonej w ogólnokrajowych mediach i w Internecie zajmujących się głównie naśmiewaniem się z ekologizmu lub nazywaniem go „ekoterroryzmem”. Odbywa się to przy całkowitym przemilczaniu powszechnego zaczadzania umysłów obywateli ze strony agresywnej i rzekomo nieomylnej argumentacji wąskoekonomicznej, pomijającej dalekosiężne konsekwencje społeczne i ekologiczne dzisiejszych decyzji (G. Kołodko 2010, „Świat na wyciągnięcie myśli”).

Potem następuje klarowny wywód kto jest ekologiem, a kto nim nie jest, odesłanie do literatury tematu i podział ekologów na różne kategorie. M. in znajdziemy w tym tekście taką kategorię ekologów:

  • „Znachorzy ekologii”, czyli ludzie bez odpowiedniego przygotowania, podszywający się pod ekologię, aby na tej idei w jakiś sposób skorzystać (np. odsunąć budowę drogi koniecznej dla ogółu akurat koło ich domu), zarobić lub zdobyć popularność. Tu można też zaliczyć niektórych pracowników administracji ochrony środowiska i przyrody, tych mianowicie, którym los dzikiej przyrody i środowiska jest obojętny, gdyż w duchu bywają oni wyznawcami priorytetu pieniądza i dominacji technokratyzmu. Tu można zaliczyć nawet niektórych leśników, w ich własnym środowisku zwanych „deskorobami”, a rozpoznawalnych po tym, że: a) głoszą uporczywie, iż żaden las rezerwatowy nie może rosnąć bez topora leśnika, a korniki niechybnie zjedzą nam lasy, oraz b) wręcz nienawidzą ekologii i wszelkich „ekologów”, zamiast z nimi współpracować dla zachowania naturalnej przyrody i dobrego stanu środowiska.

 

W świetle dzisiejszych dyskusji o losie Puszczy Białowieskiej znajdą się tacy, którzy ten tekst z 2011 roku uznają za proroczy i szybko zakwalifikują leśników jako  „znachorów ekologii” i w konsekwencji „deskorobów”. Choć świerki opanowane przez korniki nie zawsze nadają się na deski, a ich usunięcie i terminowe wywiezienie z lasu generuje ogromne koszty:

 4492

Zwracam jednak uwagę na jedno słowo, za które jestem Panu Profesorowi bardzo wdzięczny. Chodzi mianowicie o niektórych leśników.

Jestem przekonany, że ten pogląd o leśnikach, jako „znachorach ekologii” został wysnuty na podstawie obserwacji bardzo niektórych leśników, którzy już dziś nie gospodarzą w naszych lasach.

Przypomnę też rok 2009 i komiks  Blues żubra, wydany przez Pracownię na Rzecz Wszystkich Istot. On także miał ośmieszyć niektórych leśników. Ten komiks to 32 strony czarnego scenariusza dla "rozwoju" terenów Puszczy Białowieskiej, zdominowanego przez walkę z kornikiem i opiętkiem, realizowanego przez opętanych żądzą pieniędzy lokalnych notabli no i naturalnie niektórych leśników.

 

Dziś wszyscy leśnicy, którzy realnie oceniają zagrożenie Puszczy Białowieskiej, chronionej przez nich od lat na podstawie rzetelnej wiedzy przyrodniczej, z pewnością zasługują na inną kategorię ekologa i przyrodnika. Nie będę nudny i daruję sobie wywody o tym, jak leśnicy chronili naszą przyrodę i jej elementy w czasach gdy nie było sieci Natura 2000, przepisów prawnych oraz stowarzyszeń ekologów i przyrodników. Świadczą o tym bieliki, żubry, rysie, głuszce, sokoły wędrowne i bogactwo różnych form ochrony przyrody w naszych lasach.

Nie rozumiem tylko tego, mam nadzieję, pozornie powszechnego braku zaufania do leśników. Bo gdy idziemy do lekarza, czy to stomatologa, czy internisty, czy specjalisty- ufamy mu i oddajemy mu w opiekę swoje zdrowie. Gdy jedziemy do mechanika- powierzamy mu bez dyskusji swoje auto do naprawy. Bez wahania oddajemy komputer do wglądu informatykowi. Każdy z nas powinien robić to, na czym się zna, wtedy będzie normalnie na świecie. Dlaczego zatem leśnicy, którzy latami gospodarzą w naszych lasach, uważanych za wzór dla Europy i traktowanych jako światowe dziedzictwo nie zasługują na zaufanie? Kto i po co podaje w wątpliwość to, że są ekologami, przyrodnikami i znawcami lasu? To, że są znawcami lasu, a nie znachorami upoważnia ich do walki z kornikiem, który nie czytając gazet, nie zastanawiając się nad definicją ekologa, już niebawem wyleci z zarażonych świerków w Puszczy Białowieskiej i zasiedli kolejne, dziś jeszcze zielone drzewa. I wcale nie chodzi to o chęć zysku, przerób desek, obrażanie się na siebie nawzajem ani udowadnianie kto ma rację. Tu chodzi o Puszczę Białowieską, która jest tak bardzo nasza, że nie wiadomo czyja.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

21:54, lesniczy.lp
Link Komentarze (10) »
piątek, 22 stycznia 2016

438min1

Mam nadzieję, że nie zapomnieliście o Dniu Babci i Dniu Dziadka? Choć wielu z nas z ironią spogląda na wszelkie święta czy „dni czegośtam”, to jednak babciom i dziadkom z pewnością należy oddać cześć. Babcie- jak na kobiety przystało - jako pierwsze zaczęły świętować w naszym kraju.

Pomysł utworzenia takiego święta w Polsce zawdzięczamy dziennikarzom i redagowanym przez nich czasopismom.  Pojawił się on w tygodniku „Kobieta i Życie” już w 1964 roku. Rok później pomysł podchwycił  „Express Poznański”, a w kolejnym roku dołączył również „Express Wieczorny”. Dzień 21 stycznia ogłoszono „Dniem Babci” i to sympatyczne święto szybko przyjęło się w naszej społeczności.  Ktoś jednak przytomnie zauważył, że dziadkowie są w tej sytuacji nieco poszkodowani, dlatego pod koniec lat 80. w kalendarzu świąt obok Dnia Babci pojawił się Dzień Dziadka.

Anglosasi, czyli Brytyjczycy, Kanadyjczycy i Amerykanie, którzy są znani z zamiłowania do świętowania i budowania nowej tradycji urządzili się bardzo sprytnie. Powołano u nich oficjalne święto Narodowy Dzień Dziadków.  Głównym powodem ustanowienia tego święta była chęć oddania honoru wszystkim babciom i dziadkom, którym każda rodzina tak wiele zawdzięcza. Czyli zupełnie jak u nas.

W te dwa styczniowe dni wnukowie z rodzicami odwiedzają dziadków i wręczają im laurki, słodkie upominki czy pomysłowe, miłe  drobiazgi jak na tytułowej fotce. To fajne święto, sprzyjające budowaniu rodzinnych więzi. Czemu o tym piszę na leśnym blogu?

Pewnie wielu z nas słyszało określenie „leśne dziadki”. Zwykle nie kojarzy się ono zbyt miło. Ostatnio w języku gazetowym i potocznym określenie leśny dziadek było powszechnie i chętnie używane podczas słynnej wpadki Państwowej Komisji Wyborczej. Ale nie tylko wtedy. Poświęciłem trochę czasu i przeszukałem słowniki oraz zasoby interenetu w poszukiwaniu definicji.

Znaczenie  określenia „leśny dziadek” chyba się jeszcze ostatecznie nie wykrystalizowało i nie ma jednoznacznej definicji. Jednak z wielu wystąpień tego zwrotu można  wnioskować, że mówiąc o „leśnym dziadku”, chodzi o osobę – przede wszystkim, a może nawet wyłącznie, o mężczyznę – która straciła kontakt z rzeczywistością, nie nadąża za upływem czasu, myśli i zachowuje się anachronicznie, w zasadzie nie nadaje się już do niczego. Nazywając ją „leśnym dziadkiem” okazujemy wyraźny  brak szacunku i odnosimy się do niej lekceważąco.

Niektórzy uważają, że to określenie wywodzi się od dawnych partyzantów, kombatantów, rozpamiętujących w nieskończoność swe dawne przewagi, gdy byli „leśnymi” i walczyli z wrogiem. Przez to sprawiają wrażenie, że żyją w innym świecie, bo dziś patriotyzm, poświęcenie i honor coraz mniej znaczą… Czasem też to określenie inaczej kojarzy się z czasem wojny, bo  odnoszone było do sanacyjnych oficerów. „Leśny dziadek” zatem często kojarzy się ze starszym panem w mundurze.

 

Ale na szczęście „leśny dziadek” wcale nie oznacza kogoś w leśnym mundurze. Bo leśnicy bardzo szanują starszych kolegów i chętnie korzystają z ich wiedzy oraz doświadczenia. A leśne babki traktowane są z jeszcze większą sympatią, bo przez lata zawód leśnika był reprezentowany głównie przez panów, dopiero w ostatnich czasach pojawia się coraz więcej pań w leśnych mundurach. Podczas różnych uroczystości, np. w trakcie obchodów Regionalnych Dni Lasu często zobaczymy taki obrazek:

4481

Staramy się pamiętać o naszych „leśnych babciach i dziadkach”, zapraszamy ich na różne uroczystości, gdzie są honorowani odznaczeniami i wyrazami wdzięczności za lata pracy w naszych lasach. Specyfika leśnictwa polega na tym, że bardzo ważne jest doświadczenie, wiedza praktyczna i umiejętność przekazania jej kolejnym pokoleniom. Przecież na efekty naszej pracy często czekamy 100 lat i więcej, stąd przekaz informacji jest bardzo ważny.

Zbieranie świadectw historii i troska o zachowanie wiedzy starszych pokoleń ma dla leśników ogromne znaczenie. Dlatego w 2014 roku powstało Archiwum Leśnej Historii Mówionej. Znajdziecie je jako portal internetowy na stronie: http://www.lasy-i-ludzie.pl/

4483

Za pośrednictwem kanału  YouTube można wysłuchać wspomnień osób związanych z leśnictwem. Pilotażowym tematem, który budzi do dziś wielkie emocje  stała się „Ochrona lasów i przyrody Puszczy Białowieskiej”. Projekt został zrealizowany pod kierunkiem Tomasza Zygmonta przez zespół Instytutu Badawczego Leśnictwa. To on jest pomysłodawcą utworzenia Archiwum oraz jego głównym autorem.

Realizatorzy projektu przez ponad rok spotykali się nie tylko z leśnikami, pracownikami Białowieskiego Parku Narodowego i białowieskich instytutów badawczych, ale także z członkami rodzin leśników, dziećmi przedwojennych oraz wysokich rangą urzędników administracji leśnej. Zarejestrowane w archiwum opowieści 55 osób, obejmujące 177 godzin nagrań dotyczą nie tylko życia, ale i pracy w Puszczy.

Ten sposób utrwalone opowieści leśnych babć i dziadków stają się bardzo cennym materiałem. Mam  nadzieję, że będą  realizowane kolejne projekty, dotyczące nie tylko wybranych jednostek Lasów Państwowych czy puszczańskich fragmentów naszego kraju ale także innych parków narodowych czy nawet lasów prywatnych. Warto też zachować opowieści ostatnich żywiczarzy, gajowych, księgowych posługujących się dawniej liczydłami tak biegle jak pani Krystyna najpierw z Nadleśnictwa Pszczew, a potem Międzyrzecz

4482

Utrwalmy także wypowiedzi prekursorów dzisiejszych prywatnych przedsiębiorców leśnych: drwali z ręcznymi piłami, pilarzy- operatorów pierwszych pilarek, zrywkarzy czy wozaków.

W ten sposób możemy zupełnie zmienić znaczenie określenia „leśny dziadek czy leśna babcia” i nadać inny wymiar świętom dziadka oraz babci, którzy mogą być godni naszej uwagi nie tylko przez te dwa dni w roku. Inne branże niech biorą przykład z leśników i także zadbają o utrwalenie wspomnień oraz wiedzy starszych pracowników.

Wszystkim- nie tylko leśnym- babciom i dziadkom życzę wszystkiego najlepszego.

 

Leśniczy Jarek     - lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

 

 

 

 

23:38, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 17 stycznia 2016

447min

  Biała zima za oknem i długie wieczory sprzyjają lekturze i oglądaniu telewizji. Bo przyroda jest mądrzejsza od nas i po to są pory roku, aby rytm naszego życia był im podporządkowany. Po czasie intensywnej pracy i długich dniach lata oraz wczesnej jesieni przychodzi czas odpoczynku. Choć ludzie wymyślili sztuczne światło i zdarzają się nie zważać na to, co dyktuje im przyroda, to siłą rzeczy zimą inaczej funkcjonujemy.

W mojej codziennej pracy leśniczego ostatnie dni były także nieco spokojniejsze, bo nie licząc codziennych wywozów drewna z lasu inne prace jeszcze nie ruszyły. W piątek jednak została podpisana umowa z zakładem usług leśnych i jutro rozpoczynam współpracę z nowym, kolejnym już przedsiębiorcą. Od nowa musimy poukładać współpracę, bo leśnictwo Pszczew zalicza się do bardziej intensywnych  i mocno obciążonych zadaniami, a zatem wiele się dzieje jednocześnie. Dobrze zorganizowana współpraca pomiędzy leśniczym, a wykonawcami prac leśnych to podstawa, a zatem od poniedziałku wspólnie zabieramy się do dzieła.

Zatem niebawem, już od poniedziałku  „znów ruszą dla mnie dni i pory roku zaczną krążyć znów” jak pisał Stachura i ruszą prace przy trzebieżach, czyszczeniach, melioracjach agrotechnicznych i innych pracach leśnych… Sobota i niedziela to na szczęście czas, gdy można nieco zmienić tok myślenia i znaleźć choć kilka chwil dla siebie( choć  leśniczego obowiązuje zadaniowy czas pracy i różnie to bywa). Śnieg i mróz za oknem oraz krótki (choć już coraz dłuższy) dzień sprzyjają spotkaniom towarzyskim, lekturze i oglądaniu telewizji. No i oczywiście szperaniu w globalnej sieci, gdzie oprócz zajmujących blogów znajdujemy szereg interesujących informacji. Mnie szczególnie pasjonuje szperanie w cyfrowych archiwach i bibliotekach, gdzie znajduję wiele ciekawostek z historii regionu, leśnictwa i innych, ciekawiących mnie dziedzin.

Pomimo tych cyfrowych udogodnień wciąż jednak przedkładam szelest kartek nad fascynację  ekranem komputera czy telewizora, stąd częściej sięgam po „papierową” książkę. Jestem tradycjonalistą i choć czasem czytam książki czy czasopisma w formie e-booków, to jednak zapach papieru i farby drukarskiej ma swoją magię. Czytam bardzo różne książki, ale najchętniej sięgam oczywiście po pozycje związane z przyrodą, lasem i leśnikami. Zebrałem już cały regał pozycji odkładanych „na potem” do poczytania, bo na rynku wydawniczym ukazuje się tyle ciekawych nowości, a ostatnio sporo też wyszukałem w antykwariatach i internetowych ogłoszeniach.

Niedawno zakupiłem w księgarni internetowej Ośrodka Kultury Leśnej w Gołuchowie k. Kalisza wydaną tam bardzo interesującą książkę Jarosława Krawczyka „Leśnicy w rolach głównych”

4471

Jarosław Krawczyk- znany leśnik i rzecznik prasowy białostockiej dyrekcji regionalnej LP ma także zainteresowania filmowe oraz teatralne. Wykorzystał swoją wiedzę oraz umiejętności i zebrał w tej książce informacje o leśnikach, którzy zostali przedstawieni w kinematografii polskiej po II wojnie światowej. Do atrakcyjnie wydanej książki została dołączona płyta dvd:

4472

Znajdziemy tam cztery ciekawe filmy z sześciu, gdzie w powojennej historii Polski leśnicy zagrali główne role. Nie jest łatwo odszukać w programach stacji telewizyjnych te pozycje tym bardziej, że ostatni z tych filmów został nakręcony w 1986 roku.

Polskie lasy pełnią ważną rolę w zasobach przyrodniczych Europy. W naszym kraju są gminy, gdzie lesistość przekracza 80 % ich powierzchni. W wielu zakątkach kraju las jest ważnym i bywa, że jedynym pracodawcą i żywi drwali, zrywkarzy, przewoźników drewna, tartaczników, miejscową ludność i oczywiście leśników. Były czasy, że gdy ktoś wchodził lutą zimą wieczorem np. do „Siekierezady” w Cisnej, jego wzrok napotykał tylko leśników i drwali, z rzadka przeplecionych poetą lub bardem z gitarą, bo turyści odkryli ją dopiero później. Dziś wygląda to nieco inaczej, tym niemniej w wielu leśnych zakątkach kraju, szczególnie poza dużymi miastami leśnicy są ważnymi częściami lokalnych społeczności. Zmieniła się też rola i znaczenie leśników.

 Sądzę, że łatwo dostrzeżemy różnicę, gdy obejrzymy filmy dołączone do książki.

 Mnie szczególnie zainteresowały dwa odcinki (6 i 7) serialu „Punkt widzenia” z roku 1980. To filmowa opowieść o tym, jak ułożyły się losy grupy absolwentów Uniwersytetu Warszawskiego w siedem lat po opuszczeniu uczelni. Przez siedem odcinków śledzimy normalne losy młodych ludzi z wyższym wykształceniem. Są wśród nich m.in. przyszli prawnicy - Maria, Ania i Marek; lekarze - Łysy i Sieradzki; leśnik - Włodek; aktorka – Liliana, muzyk - Wieżan i inni. To inżynierowie lekarze i humaniści, którzy mają własne myśli, refleksje i plany,  którzy mają własne "punkty widzenia" na teraźniejszość i przyszłość.

Scenariusz odcinków 6 i 7 napisała Małgorzata Niezabitowska- rzeczniczka rządu Tadeusza Mazowieckiego, która jest także autorem przedmowy do książki:

44710

 Choć urodziła się w Warszawie i nie jest leśnikiem to znakomicie i wiernie przedstawia leśnika Włodka oraz ówczesne środowisko leśników. Nic w tym w zasadzie dziwnego, bo ze zdumieniem odkryłem, że jej dziadek, Mieczysław Niezabitowski był leśnikiem i to dyrektorem RDLP Toruń. Od powstania toruńskiej dyrekcji w dniu 1.02.1925 roku był jej trzecim z kolei dyrektorem w okresie od 7.02.1945 r. do 15.11. 1948 roku.

Z jeszcze większym zdumieniem przeczytałem, że leśnik Włodek, który uciekł ze swoim doktoratem z miasta na wieś i objął posadę leśniczego jest w scenariuszu pracownikiem „mojego” Nadleśnictwa Trzciel :

4473

(kadr z filmu)

 Wprawdzie zdjęcia kręcono nie w Trzcielu lecz na Mazurach, jednak gdy na ścianie filmowego nadleśnictwa zobaczyłem tablicę z napisem „ L P Nadleśnictwo Trzciel” zrobiło się mi bardzo miło. W rolę leśniczego Włodka broniącego przed wycięciem cennego lasu obok rezerwatu świetnie wcielił się znany filmowy „twardziel” Bogusław Linda:

4474

(kadr z filmu)

 

Bardziej znamy jego taki wizerunek:

4475

( fot ze strony www.wykop.pl)

Jednak w tym serialu gra leśniczego, który pracując w lesie z bardzo roszczeniowymi drwalami i wozakami dobrze radzi sobie z prozą życia, choć głowę ma pełną ideałów. Związał się z tam z miejscową nauczycielką 0lgą, ale jest to tylko próba oszukania samotności i swego uczucia do żony Marii, która pozostała w Warszawie. Wraca do niej w noc sylwestrową przełomu 1979/1980 roku. I ten "twardziel" znany z wymachiwania broną, ostrej mowy, twardej ręki i szorstkości świetnie pokazał szlachetność uczuć i romantyczną duszę leśniczego.

Pozostałe filmy na płycie złączonej do książki:

4476

także są warte obejrzenia.

Można się tylko dziwić, że od tak wielu lat żaden leśnik nie zainspirował filmowców do nakręcenia filmu z człowiekiem w zielonym mundurze w roli głównej.

A przecież dziś leśnicy mają bardzo szerokie, wielokierunkowe zadania i są też mocno związani z lokalnymi społecznościami. Są znani, najczęściej szanowani i dobrze rozpoznawalni na wsiach i w małych społecznościach jednak w dużych środowiskach miejskich są postrzegani przez pryzmat różnych stereotypów. Jednak dziś trudno spoglądać na leśników przez pryzmat stereotypowego wizerunku na zielono ubranego człowieka z flintą, zielonym kapeluszem i z pieskiem, zajętego tylko drewnem i raportówką, z której wystaje szklane opakowanie. Leśnicy zajmują się dziś wieloma ważnymi dla wszystkich zadaniami: turystyką, udostępnieniem lasu, ochroną przyrody, edukacją i chętnie dzielą się z wszystkimi swoją szeroką wiedzą o lesie i przyrodzie.

Jednak ludzie często o tym nie wiedzą i zwyczajnie nie znają leśników. Dlatego ważną sprawą jest ich obecność w mediach oraz w szeregach bohaterów popularnych, powszechnie oglądanych filmowych seriali.

 

Leśnicy pojawiają się jednak bardzo sporadycznie w teraźniejszych filmowych serialach i zwykle nie są to postacie, z którymi chciałbym się zarówno ja, jak moi koledzy utożsamiać. Najlepszym przykładem jest tu filmowa niedojda - leśniczy Michał Auguścik z serialu „Blondynka”

4477

(Fot ze strony www. film.interia.pl)

Nieco lepiej choć nadal irytująco dla leśników postać leśnika zaprezentowano w „Życiu nad rozlewiskiem”. Znajdziemy tam starszego, emerytowanego leśniczego oraz postać jego następcy, który jest podobno przystojny i atrakcyjny dla kobiet, szczególnie podczas rąbania drewna:

4478

( fot ze strony www.swiatseriali.interia.pl)

Jednak oprócz zasiadania za kierownicą terenowego samochodu, brzdąkania na gitarze, romansów i strojenia fochów nie zajmuje się niczym związanym z pracą leśnika i tworzy zupełnie wypaczony obraz ludzi lasu.

Nieco inny obraz leśnika pokazano w ostatnich odcinkach serialu „M jak miłość”. Leśniczy Franek Zarzycki z Grabiny

4479

 ( fot ze strony www.telemagazyn.pl)

 przedstawiony jest bardzo pozytywnie jako odważny i opiekuńczy człowiek, który m.in. opiekuje się ciężarną Natalką.

Jest zatem szansa, aby leśnik na srebrnym ekranie pojawiał się jak najczęściej i w dobrym świetle oraz rzetelnie odzwierciedlał wizerunek jednej z najwyżej ocenianych pod względem uczciwości i zaufania branż. Bo nawet jeden, niewielki filmowy epizod pokazujący w pozytywny sposób leśnika oglądają miliony ludzi. Dlatego warto czasem zwrócić na leśników oko kamery i światło scenicznych reflektorów. Leśnicy wprawdzie kochają ciszę i niezbyt chętnie odrywają się od swoich licznych, leśnych zajęć ale mają także świadomość potrzeby budowania pozytywnego wizerunku. Dlatego warto zajrzeć do książki Jarosława Krawczyka…

 Po 30 latach nieobecności może pojawi się na srebrnym ekranie jakiś leśnik jako główny bohater filmowego serialu? Może tak jak serialowy ojciec Mateusz, który rozsławił stan duchowny, rowery oraz piękny Sandomierz, tym razem leśnik stanie się ambasadorem piękna polskiej przyrody i dobrej marki gospodarzy polskich lasów?

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

20:34, lesniczy.lp
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 11 stycznia 2016

446min

 

Zima, która w pszczewskich lasach rozpanoszyła się w pierwszą noc nowego, 2016 roku trwa na dobre. Choć jest zmienną, nieodgadnioną i zaskakującą, jak na kobietę przystało. Raz mrozi suchym mrozem, potem zasypuje białym puchem, który za chwilę topi się i na powrót marznie w śliskie tafle. Bo chyba zima, szczególnie obserwowana w lesie jest kobietą?

W mojej ocenie z pewnością tak. I myślę o niej jak Grechuta, który śpiewa niby o wiośnie ale jakże ciepło w tym utworze zwraca się do zimy:

Stoję w oknie, wypatruję nagle dzwonek u mych drzwi  Zima, zima wchodźże szybciej, ogrzej się na parę chwil 

 Właśnie dziś sobie rozmyślałem o kobiecości zimy, gdy czekałem na kolejny samochód, który jechał do mnie po odbiór drewna. Łudziłem się, że po bardzo pracowitym roku choć początkiem stycznia będę miał nieco więcej czasu na różne prace leśne i biurowe, nieustannie przekładane, odkładane choć nie zapomniane, oj nie, nie. Wszystkie prace z 2015 roku zakończone, umowa z nowym zakładem usług leśnych wyłonionym w przetargu jeszcze nie podpisana – idealna pora na sprawy drobne choć ważne. Ale przecież w lesie stoją stosy wałków, leżą dłużyce w mygłach- to jak mogę mieć czas na sprawy drobne? Skoro 4 stycznia „urealniłem” rejestrator leśniczego na rok 2016 i „załadowałem” nowe pozycje planów na bieżący rok, w tym także pozycję planu zatytułowaną „wywóz drewna”, to natychmiast rozdzwonili się kierowcy. Już 5 stycznia od rana „ładowała się papierówka 2,40”. Co z tego, że zima i śnieg?

Nie ma czasu aby stać w oknie i po poetycku wypatrywać zimy. Trzeba wstać rano i odśnieżyć drogę do kancelarii interesantom,  których także nie brakuje. A z ulicy do drzwi leśniczówki jest spory kawałek:

4461

Dobrze, że pomaga mi podleśniczy Irek, który także mieszka w tym samym budynku. Potem trzeba „jechać” z szuflą w drugą stronę, mając w uszach znaną wszystkim pieśń A. Rosiewicza „ wstawaj Zenek, śnieg na dworze”, aby odgarnąć biały puch i wyjechać z garażu. Bo wyjechać trzeba, gdyż dzwonią po drewno S2A, S2B czy po dłużyce. Co tam zima? Leśniczy musi być wciąż w lesie i wciąż jest tam potrzebny.

Dziś z kolei kokietka zima zaskoczyła wszystkim zręcznie przygotowanym lodowiskiem. Wczoraj wieczorem kropił deszcz i sporo śniegowych płacht zmieniło się w brudnobiałe szmatki. Rano jednak ledwo dotarłem do klamki samochodu, mniej lub bardziej kontrolując ślizg na butach w kierunku zbliżonym do garażu. Pomimo dobrych opon i napędu na cztery koła, nie używając zupełnie pedału hamulca i tak musiałem nieźle majtać kierownicą, aby dotrzeć do spragnionego papierówki samochodu pana Leszka.

Stał w umówionym miejscu i choć było jeszcze zupełnie ciemno odczepiał przyczepę od ciężarówki, a ja odpalałem rejestrator i wystawiałem kwit wywozowy sporo przed 7 rano.

Za chwilę dzwonił już pan Arek, który jechał po papierówkę sortowaną S2b i kolejny kierowca zainteresowany dłużycą do tartaku. Razem pięć samochodów w różnych zakątkach leśnictwa, a w międzyczasie telefony klientów zainteresowanych zakupem opału ( to plan na jutro) i kilka spraw drobnych choć ważnych: sprawozdanie z nadzoru nad lasami niepaństwowymi, mapka trzebieży zaplanowanych na bieżący rok, zestawienie pasów przeciwpożarowych typu A, analizy intensywności wykonania zabiegów, plan zrębów do szacunków brakarskich za które już należy się zabrać itd.

Z pola spoglądały na mnie sarny, zgorszone pewnie zbędnym pośpiechem:

4462

Ale nie, nie po to zima jest kobietą, aby nie poświęcić jej choć chwili. Nie po to chyba każdy leśnik ma duszę romantyka, aby choć nieco nie zachwycić się zimą w lesie. Bo zima jest piękna, subtelna i mądra- jak to kobieta i należy poświecić jej choć nieco uwagi oraz zachwytu.

Choć zimą trzeba szuflować śnieg, ślizgać się na zblokowanych kołach samochodu (pomimo, że z terenowym bieżnikiem)  i podeszwach butów ( z równie terenowym bieżnikiem) po złośliwie schowanych pod śniegiem korzeniach i gałęziach… Pomiędzy 6 i 7 sprawą drobną choć ważną oraz samochodem 3 a 4 zatrzymałem auto i ruszyłem pieszo w las.

Spotkałem sporą chmarę jeleni, przemknął rudy lis, a czarny kos przyglądał się mi chwilę, a potem rozkrzyczał po swojemu:

4463

 

Potem spojrzałem w oczy sarnie, która obserwowała mnie spod nawisu sosnowych gałęzi:

4464

Zajrzałem do starego boru sosnowego, gdzie blisko 150 letnie sosny mają pięknie tafelkowane pnie

4465

Takie tafelki na korze mają tylko stare, dobrze ponad 100 letnie sosny. Jak na zamówienie na króciuteńką chwilę zaświeciło słońce:

4466

I było tak jak pisał Stachura dawno temu w Siekierezadzie:

Było jakoś tak niesamowicie uroczyście. Fantastycznie solennie. Chwila, chwila i miejsce, chwila, miejsce i czas były na złożenie jakiegoś przyrzeczenia. Co też uczyniłem…

Bo szczególnie zimą dobrze jest zachwycić się ciszą lasu i majestatem starych drzew

4468

 Koniecznie trzeba zatrzymać na chwilę zasłuchanym w siebie. Przecież to początek roku i czas noworocznych przyrzeczeń. Należy przyrzekać sobie, a nie komuś i cieszyć kontaktem z zimowym lasem. Zima, zima, ach to ty…

Przypomniało się mi uwielbienie natury płynące z wiersza Stachury „Gloria”:

Chwała wam ptaszki śpiewające  Chwała wam ryby pluskające  Chwała wam zające na łące  Zakochane w biedronce  Chwała wam: zimy, wiosny, lata i jesienie  Chwała temu co bez gniewu idzie  Poprzez śniegi, deszcze, blaski oraz cienie  W piersi pod koszulą - całe jego mienie  Gloria! Gloria! Gloria!

Zadzwonił jednak telefon i przerwał króciutką przerwę poetycką. Trzeba było pędzić do kolejnych obowiązków. Spojrzałem tylko szybko na taflę zamarzniętego jeziora Cegielnianego:

4467

Latem rozłoży się tu obóz harcerski i druhowie ze Zbąszynka będą się chlapać w czystej wodzie, łowić ryby oraz spoglądać z podziwem na pokryte taflami kory pnie starych sosen tak jak ja teraz. Choć zimą, pomimo, że jest zimno to jest tu bardziej dostojnie, elegancko, wyjątkowo. To jest właśnie ten fenomen lasu i natury. Bo w przyrodzie wszystko jest potrzebne, nawet pozornie nieprzyjazna ludziom zima. Potwierdza to także stare, ludowe przysłowie:

I wiosna by tak nie smakowała, gdyby przedtem zimy nie było

Zachwycajmy się naszą, zmienną, tylko pozornie zimną ale po kobiecemu atrakcyjną zimą. Zapewniam Was też, że warto przystanąć właśnie w zimowym lesie, na początku roku nad własnymi myślami.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

22:04, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
środa, 06 stycznia 2016

445min

Dziś kolejny wolny od pracy dzień i na grubym, ściennym kalendarzu widnieje czerwona cyferka- 6 styczeń 2016 roku. W świąteczny dzień mamy zwykle więcej czasu dla siebie i na różne przemyślenia. Za oknem dziś zrobiło się bardzo biało i część moich przemyśleń powstała w czasie szuflowania i odmiatania śniegu, który sypie cały dzień. No ale w końcu to zima, a zatem nic dziwnego, że pada śnieg i jest minus 10 kresek na termometrze. No i jest zimowo, dostojnie, pięknie:

4451

Przy fajnej muzyce i w zimowej scenerii widocznej za oknem:

4452

warto powspominać to, co wydarzyło się w 2015 roku.

 To mój pierwszy blogowy wpis w tym roku, a zatem nie można w zasadzie zatytułować go inaczej jak „Pora podsumowań”. Pewnie warto też pokusić się o podtytuł, bo ta „pora podsumowań” brzmi mało oryginalnie. Zatem niech będzie „Pora podsumowań, czyli medytacje wiejskiego leśniczego”:

 Pamiętacie Skaldów i ich chyba największy przebój skomponowany przez Andrzeja Zielińskiego do tekstu Leszka Aleksandra Moczulskiego w grudniu 1968 roku?:

Ludzie listy piszą nawet w małej wiosce

Listy szare, białe, kolorowe…

Skoro medytacje wiejskiego listonosza tak zapadły w pamięć ludziom, to może i medytacje leśniczego wzbudzą zainteresowanie? Przez cały rok pisałem do Was na blogu leśniczego listy szare, białe, kolorowe, a najczęściej zielone, bo o życiu i pracy leśniczego, lasu, zwierząt. Sporo w tych listach było też o ludziach, bo przecież jak każdy leśniczy, tak wielu spotykam ich w każdym dniu swojej pracy. I właśnie ludzie to główny temat medytacji leśniczego na początku kolejnego roku.

 Po tylu latach spędzonych w lesie „przyszło przywyknąć” do codziennych obowiązków leśniczego i z ich realizacją raczej nie mam problemów. Choć wcale nie popadłem w rutynę, bo w tej branży nie ma takiej możliwości. No i moje bardzo intensywne leśnictwo na to nie pozwala. Blisko 2200 ha lasów państwowych w 83 oddziałach leśnych i ponad 200 ha lasów prywatnych nie pozwala na nudę w żaden dzień roku. „Moje” nadleśnictwo Trzciel wykonało praktycznie wszystkie zaplanowane na 2015 rok zadania, a w wyniku ich realizacji pozyskało ponad 90 tys. m3 drewna. Z tego najwięcej, bo 12 tys. m3 pochodzi z mojego leśnictwa. Wystawiłem w minionym roku około 400 kwitów wywozowych, niezbędnych do wywiezienia drewna i 300 asygnat na drewno zakupione detalicznie w leśniczówce. Poznałem w ten sposób wielu przewoźników drewna, „gałęziarzy” i nabywców drewna opałowego.

Przez cały rok wiele wydarzyło się w pszczewskim lesie. Kilka hektarów starego lasu zamieniło się w mygły i stosy drewna, ale też w młode uprawy, które pięknie zielenią się. Ponad 70 hektarów najmłodszych fragmentów lasu w minionym roku było pielęgnowanych i usuwaliśmy tam chwasty i zbędna naloty. Sporo ponad 40 hektarów młodników zostało wypielęgnowanych poprzez czyszczenia wczesne i późne. Z kolei w starszych drzewostanach wykonywaliśmy trzebieże pielęgnujące las i łącznie było ich ponad 130 ha. Wymaga to wielu godzin spędzonych w lesie i każdy leśniczy, pomimo pomocy i wysiłków 1 czy 2 podleśniczych musi osobiście wszędzie zajrzeć. Przedeptałem zatem wiele kilometrów leśnymi bezdrożami, co jest znacznie przyjemniejsze i ciekawsze niż ślęczenie nad dokumentami czy stukaniem w klawiaturę komputera.  Przejechałem wiele kilometrów leśnymi drogami, gdzie ustawiamy stosy drewna:

4454

Różnie te drogi wyglądają w zależności od warunków atmosferycznych i pory roku ale są coraz lepsze. W minionym roku równiarka naprawiła kilkanaście kilometrów dróg leśnych, kilka błotnistych odcinków zostało utwardzonych kamieniem, a  sporo czasu zajął mi nadzór nad budową nowej drogi przez moje leśnictwo. W ostatnich dniach roku był odbiór techniczny pierwszego, ponad 3 kilometrowego etapu:

4455

To piękna droga, która przez lata będzie służyć do udostępnienia lasu, zapewni jego bezpieczeństwo i pomoże sprawniej wywozić drewno. Mam nadzieję, że nikt i nic nie pokrzyżuje planów nadleśniczego, który zaprojektował drugi etap budowy drogi na rok 2016.

Spotykałem przez ten miniony rok wielu ciekawych ludzi. Miałem też naturalnie kontakty i czasem trudne rozmowy także z tymi mniej ciekawymi, którzy pojawiają się w leśniczówce, a jeszcze częściej w lesie z problemami, pretensjami, czasem nawet pogróżkami. Kontakty z ludźmi to także ważna część pracy leśniczego i choć każdy z nas zwykle woli rozmawiać z drzewami lub leśną ciszą, musi także umieć się porozumieć z różnymi ludźmi, rozładowywać konfliktowe sytuacje i trafnie, szybko podejmować decyzje. Poznałem w tym roku wielu leśniczych z całej Polski i były to bardzo miłe, motywujące spotkania. Miniony rok był rokiem wielkich, ważnych zmian w całym kraju, które także nie ominęły leśników. Zmieniło się wiele przepisów, zarządzeń, instrukcji. Pojawiły się także ważne zmiany kadrowe. Zmienił się minister środowiska, Dyrektor Generalny Lasów Państwowych, którego niedawno miałem okazję poznać:

4456

w towarzystwie innych leśniczych z całego kraju.

RDLP w Szczecinie, która obejmuje aż 35 nadleśnictw (w tym „moje” nadleśnictwo Trzciel) i lasy od Bałtyku po Wielkopolskę, ma także nowego dyrektora. Jestem przekonany, że te zmiany okażą się dobre i pożyteczne dla polskich lasów i leśników.

To był ciekawy rok, brzemienny w wiele wydarzeń, także osobistych. Wiele i intensywnie działo się w moim życiu wiejskiego leśniczego. W kancelarii leśnictwa Pszczew i w lesie towarzyszyła mi przez tydzień kamera filmowa ekipy „Las Bliżej Nas”. Przez trzy filmowe odcinki pojawiałem się na ekranie w TVP 1 i TV Polonia w towarzystwie wielu, wielu ludzi. Działo się też wiele w sferze mojej aktywności społecznej, regionalnej, dziennikarskiej, rodzinnej. Młodsza córka Iga wyszła za mąż, odbyliśmy z żoną sporo ciekawych podróży po Polsce i wiele godzin spędziliśmy przy upiększaniu naszego ogrodu. No ale ten rok minął mi przede wszystkim w towarzystwie niedużego faceta, z którym się bardzo lubimy i fajnie dogadujemy:

4453

Wnuk Julian, choć na razie mówi niewiele, jest za to znakomitym słuchaczem i wyraźnie zakochał się od pierwszego widzenia w polskiej przyrodzie, a szczególnie w ptakach. Z wielkim zamiłowaniem ogląda je w moim towarzystwie z okna leśniczówki. Szczególnie lubi sroki i mazurki:

4457

Chętnie wysłuchuje moich opowieści, które są najczęściej wynikiem medytacji wiejskiego leśniczego. Tylko niektórymi z nich podzieliłem się z Wami dzisiaj. Bo tyle dzieje się przez rok mojego życia i pracy. Wiele tych spraw, ludzi i wydarzeń poznaliście przez 5 lat blogowych spotkań.  Jakże wiele wydarzeń i postaci zostało zapisane w moim zielonym kalendarzu w 2015 roku… Warto je wspominać, przypominać, zastanawiać się nad nimi, choć często brakuje czasu. Dlatego warto jest nieraz, tak jak w dzisiejszy zimowy wieczór, zatrzymać się, podsumować jakiś etap i spojrzeć za siebie. Ale nowy, zielony kalendarz już rozpoczęty. Oby w nim, tak jak w kalendarzu każdego z Was, wydrukowano tylko szczęśliwe i dobre kartki.

Najlepszego Wam wszystkim w Nowym 2016 Roku!

 

Leśniczy Jarek-lesniczy@erys.pl

 

22:04, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
czwartek, 31 grudnia 2015

444min

 

Za kilka godzin minie kolejny rok, już piaty, jak spotykam się tu z wszystkimi, którzy kochają las i przyrodę. Od stycznia 2011 roku opowiadam wszystkim, którzy zaglądają do blogowej leśniczówki Pszczew o tym co w lesie piszczy. Przede wszystkim staram się opowiadać o lesie i wszystkich jego elementach, ale też o pracy leśników i ludziach, których jako leśniczy spotykam w lesie i wokół niego.

W historii ludzkości las zawsze był i pewnie jeszcze długo pozostanie obiektem zainteresowania wielu ludzi. Niezależnie od wieku, wykształcenia i wykonywanego zawodu, najczęściej traktujemy las z wielkim szacunkiem. Zwykle nie zdajemy sobie nawet sprawy z tego, jak wiele daje nam las. Jego bogactwo i pełna gama pożytków są dla nas najczęściej czymś naturalnym, jednak nie zawsze pamiętamy o racjonalnym korzystaniu z tych dobrodziejstw. W lesie, oprócz drewna, grzybów, jagód i innych wymiernych korzyści, szukamy spokoju i wytchnienia. Zmęczeni pędem życia, znużeni monotonią mijających dni, utrudzeni codzienną, wielogodzinną pracą czerpiemy z niego siłę i spokój. Można zadać sobie pytanie: co jest tego przyczyną? Dlaczego człowiek tak potrzebuje kontaktu z Naturą? Czyżby to wynikało z genetycznego zaprogramowania? A może człowiek nieustannie szuka najlepszego połączenia i kontaktu z systemem, którego od wieków jest częścią? Pamiętam z dzieciństwa takie powiedzenie: „Las ojciec nasz, my dzieci jego, więc chodźmy do niego”. Korzystając z wszelkich darów lasu traktujmy go z szacunkiem i czułością należną rodzicowi. Nie zawsze jednak tak jest… Człowiek od początku swojego istnienia uzurpował sobie prawo do panowania nad światem i Naturą. To odpowiedzialna misja. Musimy jak najszybciej zrozumieć naszą odpowiedzialną rolę i znaczenie wpływu jaki wywieramy na otaczające nas lasy. Jako leśnik i przyrodnik, jako człowiek, który od wielu już lat żyje bardzo blisko lasu staram się być Waszym przewodnikiem po leśnych sprawach i pomagać w rozważaniach o zgodnym współistnieniu lasu i ludzi.

Nie jest to łatwa rola, bo każdy rozumie las inaczej. Blog leśniczego ma swoją specyfikę i jest przecież bardzo subiektywny. Mam wiele zajęć i nie zawsze mogę tyle czasu poświęcić na blogowe zapiski, ile chciałbym. Załączam sporo własnych fotografii, bo piękno lasu lepiej pokazywać niż o nim mówić, choć najlepiej obcować z nim na żywo.

444_1

  Czasem ktoś nie rozumie mojego spojrzenia na las transmitowanego przez pryzmat wiedzy leśniczego, innym razem leśnicy irytują się, że piszę o rzeczach tak oczywistych i banalnych. Otrzymuję wiele listów i pytań, cieszę się z licznych komentarzy, choć pośród miłych i mądrych zdarzają się czasem złośliwe… Przez 5 lat blogowania poznałem wielu, wielu nowych ludzi, zajrzałem do wielu blogów. To bardzo ciekawe, nowe doświadczenie, szczególnie dla leśnika, który żyje na co dzień w jakże realnym, konkretnym świecie. Dlatego też inaczej spoglądam teraz na las, nauczony Waszymi pytaniami, inspirowany komentarzami i ocenami. Dziękuję Wam bardzo za tę naukę…

Za kilka godzin zakończy się rok i nowy, gruby kalendarz zawiśnie na ścianie. W przyrodzie i w lesie w zasadzie nic się nie zmieni. W lesie nie wisi kalendarz, zegar nie odlicza sekund. To my, ludzie, wymyśliliśmy kalendarze, daty, zegary, godziny i pośpiech. Ale inaczej nie potrafimy już żyć.

Życzę Wam jak najlepszych dni w Waszych kalendarzach, samych dobrych godzin na zegarach i inspirowania się lasem, szukaniem tam spokoju, wzorów postępowania i mądrości. Bo las to ojciec nasz…

Najlepszego Nowego Roku 2016

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

18:01, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »
czwartek, 24 grudnia 2015

443min

 

Wróciłem właśnie z podwórza, gdzie zakończyłem właśnie ostatnie porządki. Wszystko wokół zamiecione, zagrabione, poukładane… choć jest ciepło jak wiosną powiesiłem kilka nowych pyz dla sikor i mazurków, które przekomarzały się ze mną z okolicznych krzewów. Niech mają na wigilijny stół. W ogrodzie zauważyłem, że pigwowce rozpuściły pączki, zazieleniła się też trawa i pokrzywy, toteż narwałem parę garści kurom. To tak w ramach dzielenia się zielenią- prawie jak opłatkiem.

 

 Leśniczyna Renia wołała do mnie przez uchylone okno podczas moich prac z grabiami i miotłą: „Zachowujesz się zupełnie jak mój tata”. Bo to przecież taka wiejska tradycja, że ojciec dba o porządki wokół domu, aby również na zewnątrz było świątecznie i inaczej. Z kuchni docierają do mnie pyszne, inne niż zwykle zapachy. Za chwilę i ja tam dołożę się skromnie do kulinarnych wyczynów Reni, choć to na co dzień jej królestwo. Bo w święta, a szczególnie w wigilijny dzień powinno być inaczej niż zwykle, choć naturalnie w zgodzie z polską tradycją. Bo na tym polegają święta.

Dzieci już jadą ze swoich miast do nas, do rodzinnego domu, docierają też wciąż nowe emaile i sms. Pod choinką pachnącą lasem leży też spory stosik kartek napisanych do nas ręką bliskich, przyjaciół i znajomych. To szczególnie cenne pozdrowienia. Pod choinką nasze zwierzątka przygotowują sobie mowy na wigilijny wieczór:

4431

Bo w ten jedyny w roku wieczór zwierzęta mogą mówić to, co myślą o nas, ludziach. Dlatego dbajmy o zwierzęta cały rok, żeby nas nie zganiły za niestosowne zachowanie…

Ludzie też dziś, w przedświątecznej atmosferze zachowują się inaczej niż zwykle i mówią do siebie ludzkim głosem. Wszyscy wszystkim ślą życzenia i życzą sobie na różne sposoby, czasem dość eksperymentalne: „Wesołych Świąt”

4432

 

Jako tradycjonalista wolę jednak klasyczne życzenia i choć bardzo chciałbym choć jedno słowo od siebie wysłać każdemu, kto zagląda  tu stale lub choć raz zajrzał do blogowej pszczewskiej leśniczówki, to zwrócę się do Was słowami ks. Jana Twardowskiego:

 

Pomódlmy się w Noc Betlejemską,

w Noc Szczęśliwego Rozwiązania,

by wszystko się nam rozplątało,

węzły, konflikty, powikłania.

 

Oby się wszystkie trudne sprawy

porozkręcały jak supełki,

własne ambicje i urazy

zaczęły śmieszyć jak kukiełki.

 

Oby w nas paskudne jędze

pozamieniały się w owieczki,

a w oczach mądre łzy stanęły

jak na choince barwnej świeczki.

 

Niech anioł podrze każdy dramat

aż do rozdziału ostatniego,

i niech nastraszy każdy smutek,

tak jak goryle niemądrego.

 

Aby się wszystko uprościło -

było zwyczajne - proste sobie -

by szpak pstrokaty, zagrypiony,

fikał koziołki nam na grobie.

4433

Przypomniała mi dziś ten wiersz miła blogowa koleżanka Ismena, która prowadzi blog  http://szimena.bloog.pl/ Dzielę się zatem nim oraz Dobrem z niego płynącym z Wami, bo jakie słowa leśniczego dorównają takim mistrzom słowa jak Norwid, Stachura, Gałczyński, Tuwim czy właśnie ks. Twardowski?

Niech magia świąt poprostuje supełki w naszych wszelkich sprawach, niech dopisze szczęśliwe epilogi do codziennych dramatów, a my w rodzinnym gronie wypatrujmy pierwszej gwiazdki. To mało istotne, że w tym roku nie mamy „białych świąt” i nie możemy jak ta sarna wypatrywać pierwszej gwiazdki z zaśnieżonego lasu:

4434

 

Istotne, aby mieć wokół siebie bliskich: rodzinę, przyjaciół, znajomych. A gdy zdarzy się komuś samotnie wypatrywać tej gwiazdki niech pomyśli o tych, którzy teraz myślą o nim. To jest istota Świąt Bożego Narodzenia, według mnie najbardziej rodzinnych ze świąt. Bo przecież każdy ma kogoś, kto razem z nim wypatruje pierwszej gwiazdki. Z całą pewnością każdy…

 

Życzę Wam Miłego świętowania i radosnego wypatrywania pierwszej gwiazdki

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

14:15, lesniczy.lp
Link Komentarze (1) »
niedziela, 20 grudnia 2015

 

442minDzisiejsza niedziela, ostatnia przed Świętami Bożego Narodzenia była pewnie dla wielu z nas świetną okazją do przygotowań przedświątecznych. Niektórzy zapewne wybrali się na zakupy, inni może do lasu na poszukiwanie dekoracji za świąteczny stół. Bo przecież we fragmentach lasu, gdzie niedawno ścinano drzewa można znaleźć czasem jemiołę, a praktycznie zawsze gałązki sosnowe czy świerkowe. Po co kupować je w sklepie lub na bazarze jak można poszukać ich w lesie, naturalnie po uzyskaniu zgody leśniczego. Część z Was poświęciło niedzielę na ustawianie i ubieranie wcześniej zakupionej choinki, oraz pakowanie prezentów, Niektórzy może poświęcili niedzielę na przygotowanie potraw na wigilijny stół? Wokół nas już od jakiegoś czasu unoszą się zapachy, zwiastujące magię tych szczególnych, świątecznych dni. Bo czy zastanawialiście się kiedyś z jakim zapachem lub zapachami kojarzą się Wam święta? Jaki najbardziej zapamiętaliście z dzieciństwa, z domu rodzinnego? A który z tych zapachów (a może wszystkie lub nawet więcej) zapamiętają Wasze dzieci? Nie zaniedbujmy tradycji i nie szukajmy usprawiedliwień typu „brak czasu”, „przecież taniej kupić gotowe”, „po co sobie brudzić kuchnię” itd.

Magia świąt to nie tylko choinka, kolędy i prezenty. To także kuchenne zapachy i wspólne przygotowanie potraw. Przecież już latem czy jesienią planujemy święta i zbieramy składniki wigilijnych potraw. Wiele z nich pochodzi z lasu. Najpiękniejsze grzyby suszymy czy marynujemy na wigilijny stół oraz jako dodatek do np. świątecznego bigosu. Podobnie postępujemy z owocami i przetworami.

W naszej leśniczówce już przed dwoma tygodniami pachniało bigosem, który leśniczyna Renia przygotowuje według starej, tradycyjnej receptury. Znajdziecie ją w archiwum bloga tu:

http://lesniczowka.blox.pl/2013/12/Pachnie-swiatecznym-piernikiem.html

 

Także dużo wcześniej warto upiec staropolski piernik, który dojrzewa i zmienia smak, a im starszy- tym lepszy. Wygląda znakomicie:

 4421

Smakuje jeszcze lepiej niż wygląda, a jak pachnie…

Oto przepis na ten piernik, naprawdę warto napełnić dom jego miodowo-korzennym zapachem:

Piernik staropolski

W rondelku na kuchni podgrzewamy trzy szklanki miodu i szklankę cukru. Dodajemy mielone przyprawy piernikowe, to znaczy: 2 łyżki stołowe goździków, łyżeczkę od herbaty świeżo tarkowanej gałki muszkatołowej, łyżeczkę pieprzu mielonego, 2 łyżki stołowe dobrego kakao. Dodajemy tabliczkę czekolady, jak wszystko się połączy - studzimy. Zawartość rondelka wlewamy do makutry, ucierając dodajemy mąkę - zmieszane dwie szklanki mąki pszennej i dwie szklanki mąki żytniej, do tego dodajemy 6 jaj, 25 dag masła oraz 4 łyżki oliwy. Wybijamy to przez pół godziny, aby na końcu dodać bakalie, obtoczone w mące, aby nie opadły na dno w cieście: orzechy, rodzynki, pokrojone figi (po 20dkg) i łyżkę (czubatą) od herbaty sody rozpuszczonej w kieliszku mleka (ok. 150ml). Gdy ciasto jest rzadkie, dosypujemy mąki pszennej do uzyskania konsystencji gęstej śmietany. Wlewamy ciasto na dwie blachy i pieczemy w niezbyt gorącym piekarniku (170 stopni) 1-1,5 godziny. W dniu Wigilii możemy przełożyć go kremem, dżemem lub polać czekoladą. Pycha!

Innym ciastem , które wypełnia zapachem dom w dzień Wigilii, bo musi być świeże, jest drożdżowy, zawijany makowiec nazywany też struclą z  makiem:

4422

To fantastyczne drożdżowe ciasto Renia przygotowuje w zasadzie nie z przepisu lecz jak to leśniczyna ma w zwyczaju „na oko”, lub raczej „na garść”. Jednak inspiracją do tego wypieku z leśniczówki stał się przepis, który pochodzi z przepisów czytelników „Poradnika Domowego” wydanych w formie wielu książeczek. Stoją one na półce w leśniczówce już od wielu lat. Strucla z makiem wg oryginalnej receptury Zenony Szklarz pochodzi ze zbioru zimowych przepisów z 1992 roku.

4423

Ciasto drożdżowe Renia robi po swojemu i to jej „flagowy wyrób”, ale „książkowy przepis” pewnie niejednemu się przyda, zresztą kiedyś prosiła mnie o niego szczególnie Mira z lasu, a zatem bardzo proszę:

4424

Kilka dni temu pachniało nie tylko  drożdżami ale kapustą, bo w leśniczówce trwała produkcja pierogów z kapustą i grzybami:

4425

Teraz zamrożone czekają na wigilijny wieczór, kiedy zostaną ugotowane i podsmażone na złoto i lekko chrupiąco na klarowanym maśle. Farsz do pierogów osobno zamrożony przyda się do innego wigilijnego zapachu- drożdżowych kapuśniaczków, które są zawsze ozdobą wigilijnego stołu:

4426

Kapuśniaczki intensywnie pachnące i lekko brązowiące się w kuchennym piekarniku zapowiadają zbliżającą się porę wigilijnej wieczerzy:

4427

Podobnie jak zapach smażących się ryb:

4428

W naszym domu od lat smażymy nie karpia lecz sandacza i miętusa, natomiast karp musi być (jak dyktuje tradycja) ale w postaci wędzonej. Tak to już nasza, domowa, prywatna tradycja.

Dziś pojawił się także świąteczny zapach świerkowego drzewka. Bo czasem stawiamy sosnę, a czasem świerk. W tym roku ustawiłem świerkową choinkę, właśnie dziś, w niedzielę:

4429

Potem zapachnie też siankiem, które podarowane nam przez kolegę Edka czeka na włożenie pod obrus. Tradycją jest także strojenie wigilijnego stołu jemiołą. Jemioła nie pachnie może intensywnie ale także czeka na swoją kolej „wyhodowana” na jabłoni w sadzie. Przyglądała się jej dziś sikora bogatka, którą spotkałem  w sadzie podczas spaceru w niedzielne południe:

44210

Pogoda dziś była zupełnie nie licująca z atmosferą Bożego Narodzenia, przynajmniej w moich, lubuskich okolicach, bo wiem, że np. w Tatrach i Beskidach zrobiło się biało. U nas, choć sikory odwiedzają tłuszczowe „pyzy” z nasionami wiszące koło leśniczówki pośród bombek, było słonecznie i ciepło, a w lesie i w naszym sadzie leszczyny pokryte są już kotkami:

44211

Pogoda dziś jak na Wielkanoc, a nie Boże Narodzenie. Latały też różne owady, co jest pewnego rodzaju anomalią, a na szybie okiennej przysiadł jakiś pluskwiak.

44212

 Nie wiem jaki to gatunek, ale to bez znaczenia, bo grudzień to nie pora na pluskwiaki. Nie lubię ich ze względu na zapach. Pamiętam go z dzieciństwa, gdy pluskwiak wpadł mi do słoika z poziomkami. Skaził mi zupełnie zapach i smak długo zbieranych, pysznych poziomek. Feee! Wolę go jednak i teraz nie wąchać, bo jego zapach nie przypomina zupełnie zapachu świąt. Już coraz bardziej pachnie świętami. Zadbajcie proszę, o zachowanie tradycji świątecznych zapachów w Waszych domach. Niech nam wszystkim jak najlepiej i najprzyjemniej pachną święta. Choinką, siankiem, piernikiem, lasem, bo wiele świątecznych zapachów pochodzi z lasu i przede wszystkim rodzinnym domem…

 

Leśniczy Jarek - lesniczy@erys.pl

 

23:13, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 53