O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
czwartek, 10 sierpnia 2017

557min

Lato w tym roku jest bardzo zróżnicowane pogodowo i gorące dni przeplatane są ulewami oraz spadkami temperatury. Trudno układać urlopowe czy wakacyjne plany ale to przecież drobiazg w porównaniu z problemami rolników. Mamy szczególny rok dla rolników. Wiosenne przymrozki narobiły wiele szkód. Potem wciąż lało, a jak przestawało, natychmiast robiła się susza. Gdy zbliżał się czas zbioru plonów, pogoda stała się zupełnie nieprzewidywalna. Rzepaki bardzo długo czekały na „małe żniwa” i rolnicy z troską spoglądali na wielkie łany tej rośliny przerośnięte zielskiem i zalane wodą. Gdy zaczęły twardnieć kłosy jęczmienia czy żyta wciąż lało i pola pokryły się wodą. Co kombajny wyjechały w pole to deszczowe chmury nakazywały odwrót. Leśnikom zawsze było blisko do rolników, stąd z troską przyglądam się ich kłopotom. Nie jest to łatwy kawałek chleba, a przecież rolnicy troszczą się właśnie o to, aby każdy z nas miał kawałek chleba. Potargane wichurami i czarne od nadmiaru deszczu łany zbóż nie rokują dobrego ziarna, a bez dobrego ziarna nie będzie dobrej mąki. Chleb smakuje chyba każdemu z nas i pajda dobrego, prawdziwego i pozornie zwyczajnego chleba pozostawia w tyle wszelkie rarytasy.

5571

Moim największym przysmakiem jest pajda chleba i… rude grzyby.

5572

 

Znacie tę piosenkę?

Przez cały czas zielony las

Coś plecie z wiatrem trzy po trzy

I nawet nie wie, że gdzieś pod drzewem

Samotny rydzek śpi

 

O rudy, rudy, rudy rydz

Jaka piękna sztuka

Rudy, rudy, rudy rydz

A ja rydzów szukam

O rudy, rudy, rudy rydz

Mam na rydza smaczek

Rudy, rudy, rudy rydz

Lepszy niż maślaczek

O gdyby chciał i gdyby tak zerwać się dać o Boże

Lecz na to rydz nie mówi nic bo mówić wszak nie może

O rudy ,rudy, rudy rydz już go nie uproszę rudy, rudy, rudy rydz chyba pójdę z koszem

To znana od lat piosenka Heleny Majdaniec (słowa piosenki- Adam Hosper), choć rydze nie wszyscy znają i potrafią znaleźć. Jak dla mnie nie ma pyszniejszego grzyba i gdy tylko zobaczę w trawie lub ściole rudy kapelusz to oczami wyobraźni od razu widzę jego spotkanie z klarowanym masłem na mojej patelni. Do tego pajda świeżego chleba… Cóż może być pyszniejszego? No chyba tylko smardze, szczególnie gdy wyrosną nam w ogródku, bo z naturalnych stanowisk nie można ich zbierać.

5573

To także poezja smaku, ale przecież to o rydzach czytamy w „Panu Tadeuszu”:

Wszyscy dybią na r y d z a;

ten wzrostem skromniejszy

I mniej sławny w piosenkach, za to najsmaczniejszy…

Właśnie pojawiły się w moich okolicach pierwsze rydze i choć nie jest to jeszcze solidny wysyp to jest szansa, że można już uraczyć podniebienie tym wytwornym daniem. Bywa też, że pierwsze rydze przeczą powiedzeniu: „zdrów jak rydz” i bywają mocno dziurawe… Jednak warto rozglądać się za nimi na poboczach dróg i na skrajach młodników wrzynających się w pastwiska lub pola. Wielu wytrawnych grzybiarzy twierdzi, że najlepszym wskaźnikiem obecności rydzów jest pojawienie się czerwonych muchomorów w białe kropki

5574

Wszystkim wam życzę miłych spotkań z rudymi grzybami na skraju lasu, a potem przy stole. Czas żniw, kiedy to zamiast łanów zbóż na pustych polach widzimy tylko baloty słomy

5575

oprócz widoku  muchomorów stanowi informację, że pora rozglądać się za rudymi grzybami. Wcale nie trzeba zapuszczać się głęboko w las. Rydze w moich stronach rosną na poboczach dróg, brzegach łąk i pól, a nie głęboko w lesie. Czasem rydze można znaleźć nawet na ściernisku. Spotykam je także wokół paśników na skraju lasu, gdzie dokarmiana jest zwierzyna leśna.

Mleczaj rydz to charakterystyczny grzyb, trudno go pomylić z innym, choć bardzo podobny jest do niego mleczaj wełnianka i mleczaj dołkowany. Naszego pysznego rydza najłatwiej poznać po i odróżnić od niejadalnego „wełniaka” oraz trującego mleczaja dołkowanego po pomarańczowym, charakterystycznym mleczku. Wycieka ono z przeciętego nożem, pustego w środku trzona mleczaja rydza, zwanego też ryżykiem, rycerzykiem czy prawdziwym rydzem. Uszkodzony kapelusz prawdziwego rydza natychmiast przebarwia się na szmaragdowozielony kolor. Przecięty mleczaj wełnianka ma białe, bardzo piekące mleczko, a kapelusz pokryty jest białą wełenką.

Rydze rosną głównie pod sosnami i te są zdecydowanie smaczniejsze. Są też rydze, które żyją w symbiozie ze świerkami. Co roku, gdy bywam w Tatrach, Mery- moja przesympatyczna gaździna z Cyrli namawia mnie, abym wybrał się na rydze. Do wyprawy w Tatry, szczególnie gdy przy okazji można nazbierać rudych grzybów (naturalnie poza parkiem narodowym) nie trzeba mnie namawiać, a zatem chętnie idę. Świerkowe rydze spotykam czasem w towarzystwie pięknych dziewięćsiłów.

5576

Nie są jednak tak smaczne jak te nizinne, bo mają leciutką nutkę goryczy, ale to drobiazg.  No ale jak wrócę z gór po całodziennej wędrówce i usmaży je Mery na klarowanym masełku, smakują co najmniej równie dobrze jak te, które przyrządza leśniczyna Renia. Choć wielu znawców twierdzi, że grzyby są niezbyt wartościowe ale to według mnie tacy, którzy nie smakowali rydzów z patelni… Jak dla mnie są dużo smaczniejsze niż borowiki czy kurki.

Choć również dobrze smakują smażone grzyby kilku gatunków: np. borowiki, maślaki, podgrzybki i kurki usmażone na patelni postawionej na dobrze nagrzanym blacie kuchni opalanej drewnem. Oto tradycyjny przepis na smażone grzyby leśniczyny Reni :

  • 1 kg świeżych grzybów
  • 1 łyżka masła
  • 2-3 cebule
  • Sól i pieprz

Starannie oczyszczone i tylko zdrowe grzyby myjemy i kroimy. Na patelni rozpuszczamy masło, wrzucamy grzyby na 20-30 min. Połowę cebuli dodajemy od razu, czekamy aż rozgotuje się. Resztę dodajemy jak grzyby się „zeszklą” czyli „dobrze „zblanszują”. Koniecznie trzeba potrawę wręcz leciutko przypalić. Można dodać według uznania śmietanę lub jajka zagęszczając nimi grzyby. Podajemy je ze świeżym chlebem, choć też dobrze smakują z ziemniakami oprószonymi zielonym koperkiem lub suszoną pokrzywą.

Według mnie młode borowiki, kurki lub kozie brody czyli szmaciaki (już nie są chronione i można legalnie i do woli degustować ich delikatne owocniki) najlepiej smakują bez dodatków, ale to jak zwykle rzecz gustu.

Rydze, szczególnie te zbierane pod sosnami są fantastyczną marynatą i taki słoiczek marynowanych rydzów, ale także maślaków, borowików czy kurek otwarty w środku zimy to smaczne wspomnienie późnego lata lub jesieni.

 5577

Przepis Reni na grzyby zaprawiane w zalewie octowej :

  • Zaprawa octowa w proporcji: 1 część octu do 3 – 4 części wody
  • Cebula
  • Pieprz czarny, ziele angielskie, listek laurowy, gorczyca
  • Sól, cukier

Przygotowanie zalewy to połączenie wody, octu i przypraw. Na słoik marynowanych grzybów trzeba min. 1 łyżeczkę cukru i szczyptę grubej soli. Grzyby myjemy, gotujemy 10-15 min, potem odcedzamy. Gorące łączymy z wcześniej przygotowaną zalewą, zagotowujemy i rozlewamy w słoiki. Następnie zakręcamy pokrywki i odwracamy do góry dnem na kilka godzin. Aby wydobyć głęboki, ciekawszy smak z zaprawianych grzybów, warto grzyby połączone z zalewą octową odstawić na dobę w chłodne miejsce. Wtedy potrawa dokładnie zmaceruje się, a grzyby nabiorą niepowtarzalnego smaku. Umiejętne łączenie smaków kwaśnego, słodkiego i słonego w zaprawianych grzybach daje niesamowite efekty kulinarne.

Leśniczyna Renia od lat zaprawia grzyby na zimę pasteryzowane w słoikach, zalane tylko słoną wodą. Otwarte w środku zimy smakują jakby były prosto z lasu. To bardzo prosty przepis:

Oczyszczone i grubo pokrojone grzyby po opłukaniu gotuje się w słonej wodzie. Włożone do słoików zalewa się także słoną wodą ( na litr wody czubata łyżka soli) i pasteryzuje się 15-20 minut. Można je zimą używać tak jak świeże, jesienne grzyby jako dodatek do mięs lub podawać jako samodzielną potrawę z ziemniakami i ciemnym sosem. Super jest także zupa z takich grzybów zrobiona na bazie bulionu z drobiu lub wołowiny.

Ruszajcie zatem skrajem lasu, pola, łąki pod sosny i świerki z wiklinowym koszem, bo zaczyna się czas rudych i nie tylko grzybów. Udanych zbiorów i miłych wrażeń z kontaktu z przyrodą, a potem wspaniałych kulinarnych doznań.

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

21:43, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
czwartek, 03 sierpnia 2017

556min

Lato to czas nieodparcie kojarzący się z wakacjami, czasem swobody, odpoczynku i regeneracji strudzonego całoroczną pracą organizmu. Nic bardziej nie służy naszemu zdrowiu jak odpoczynek w lesie. Szczególnie letni las jest celem licznych, rodzinnych wędrówek. Wspaniałe widoki, kojąca cisza ozdobiona odgłosami mieszkańców lasu, uspokajająca wszechobecna zieleń. Czy możemy czuć się bezpiecznie w naszym polskim lesie?

Wystarczy posiadać nieco wiedzy i przestrzegać podstawowych zasad zachowania się w lesie, a pobyt tam będzie miły i zupełnie bezpieczny. Nasze lasy należą przecież do jednych z najbezpieczniejszych. Nie spotkamy w nich wielkich, agresywnych i groźnych dla ludzi drapieżników, kłębowisk jadowitych węży czy śmiercionośnych pająków. Mamy w nich sieć szlaków turystycznych, dróg i ścieżek, parkingi, obiekty edukacyjne, tablice, znaki, drogowskazy, które przygotowali dla nas leśnicy. Czujemy się tam bezpiecznie, swojsko i naturalnie. Możemy zatem mówić z dużą dozą pozytywnych uczuć, że to „nasz” las…

Od dłuższego czasu trwa publiczna dyskusja o lasach i zasadach gospodarzenia w nich polskich leśników. Nie tylko w Puszczy Białowieskiej… Szanuję wszelkie poglądy, opinie i oceny, bo każdy z nas ma do nich prawo. Ważne jest jednak, aby był to samodzielny pogląd wykreowany w oparciu o wiedzę, a nie powielanie strzępów informacji, stwierdzeń wyrwanych z kontekstu czy zwyczajnych plotek. Naturalnie chodzi tu o wiedzę o lesie oraz o wiedzę na temat: co w tym „naszym” lesie robią leśnicy. Lasy państwowe nie są zawłaszczone tylko przez leśników, nie są źródłem czerpania zysków lecz zasobem. Za umiejętne zarządzanie tym bogactwem i godzenie interesów przyrody i ludzi leśnicy dostają pieniądze. To jest ich zawód. Z drugiej jednak strony wkładają w tę pełną zaangażowania pracę ogromny pokład uczuć, wielką pasję i wiedzę, którą wciąż uzupełniają.

Często zarzuca się leśnikom, że mówią: „nasze lasy”… Budzi to czasem wielkie emocje i wyrzuty. Czy to coś złego, że leśnik o lesie, w którym latami gospodarzy mówi „mój las”? Ludzie lasu żyją i pracują w nich przez kilkadziesiąt lat, a zatem czują się tam jak w domu, u siebie. Czasem mieszkają w środku lasu, w użyczonej na czas pracy w lesie leśniczówce, którą po zakończonej pracy muszą opuścić, bo przyjdzie tam młody następca. Czy to dziwne, że na dom, o który dbają kilkadziesiąt lat, gdzie przyszły na świat dzieci, a czasem też wnuki, mówią „moja leśniczówka”?

5561

Czasem ta leśniczówka z biegiem lat staje się zbędna, budynek zwyczajnie zużywa się lub zmieniają się granice administracyjne nadleśnictw i leśnictw. Wtedy zdarza się, że leśnik ma szansę wykupić tę „swoją” leśniczówkę. Czy to coś złego? Czy w innych branżach lub przy gospodarowaniu gminnymi zasobami mieszkaniowymi nie stosuje się takich rozwiązań? Najczęściej jednak leśnik musi ją opuścić po zakończeniu wieloletniej służby lasom i ludziom, a wtedy nikt nie interesuje się co dzieje się dalej z tym, kto opiekował się „naszym” lasem. Czy nie jest to prawdziwe stwierdzenie? Warto się nad nim zastanowić…

5562

Polskie lasy to dobro nas wszystkich, zdobywajmy wciąż wiedzę o nich, nie dajmy łapać się na lep plotek i „medialnych sensacji”. W ostatnim czasie wiele krzywdy właśnie w ten sposób wyrządzono polskim leśnikom. Rzadko ktoś nas pyta o zdanie i daje nam rację, bo przecież na ”naszym lesie” znają się wszyscy. Tak samo na pracy leśników, którzy funkcjonują w obecnej formie organizacyjnej już blisko 100 lat, czerpiąc też z doświadczeń poprzedników. Ale co wiemy o pracy leśników? Wystarczy tylko zrobić przegląd ostatnich informacji w prasie, internecie i wszelkich przekaźnikach wiedzy. Może pisać w przeglądarkę internetową pytanie: kto to jest leśniczy?

5563

Poziom wiedzy, którą tam znajdziemy zwykle nas nie oszołomi, a raczej rozbawi...

Wielu z nas uważa się za ekologów i obrońców przyrody, stąd bardzo chętnie wyrażamy troskę o „nasz” las poprzez krytykowanie mało znanych poczynań leśników, którzy przecież (o zgrozo!) traktują „nasz las” jak swój.

Należy z „naszego lasu” umiejętnie i zgodnie z prawem korzystać. To zapewnia jego ochro4nę i jest wyrazem troski o las. Zasady obowiązują gospodarzących w lasach leśników, czy to z Lasów Państwowych czy z Parków Narodowych oraz posiadaczy lasów innych własności. Ustala je głównie ustawa o lasach, ale też wiele innych aktów: ustaw, rozporządzeń i zarządzeń. Normy prawne obowiązują też wszystkich korzystających z lasów, szczególnie z powszechnie dostępnych lasów państwowych. Są one przecież znakomicie zagospodarowane przez leśników, przygotowane do pełnienia funkcji przyrodniczych, turystycznych, krajobrazowych ale też gospodarczych i społecznych. Lasy są dla ludzi, to nie tylko slogan reklamowy leśników.

 Od 2011 roku przekonuję wszystkich zaglądających do blogowych zapisków leśniczego, że tak rzeczywiście jest. Gdy ktoś przejrzy zawartość archiwum tego bloga, które zawiera już blisko 600 wpisów, to łatwo zorientuje się jak wiele spraw, problemów i różnorodnych zadań krzyżuje się w umyśle i sercu każdego leśniczego. Bo zarówno umysł jak i serce jest angażowane w każdej chwili pobytu w lesie, w każdym działaniu leśniczego ale też wszystkich odwiedzających las. Nieustannie do tych odwiedzi zachęcam, bo każda wizyta w lesie pozwala go poznać i zrozumieć coraz lepiej, ale też pozwala zrozumieć działania leśników. Jest to nam bardzo potrzebne w każdym dniu naszej pracy, przy każdym kontakcie z ludźmi, których tak wielu spotyka na swojej drodze każdy leśnik. No i mam nadzieję, z wzajemnością.

Las jest piękny i ciekawy o każdej porze roku i w każdym zakątku naszego kraju. Gwarantuje nam relaks i wytchnienie, daje też liczne pożytki, które opatruje z automatu marką zdrowych oraz ekologicznych. To, czy wrócimy z leśnych spacerów zadowoleni, zdrowi i pełni tylko pozytywnych wrażeń zależy tylko i wyłącznie od nas, naszych wrażeń, emocji i wiedzy. Ponad 95% lasów w Polsce i w Europie to lasy gospodarcze, które chronią przyrodę ale ich ważną rolą jest też to dostarczają mnóstwa drewna. Polscy leśnicy od wielu lat skutecznie opiekują się lasami gospodarczymi i warto umieć je odróżnić od innych lasów. Warto wiedzieć, że opiekują się skutecznie i dobrze, bo „nasze lasy” w odróżnieniu od lasów Azji, Afryki czy Ameryki mają się całkiem nieźle ale też są zagospodarowane ludzką ręką i „ucywilizowane”…

5564

 Nie wyważajmy zatem otwartych drzwi do wiedzy i po prostu poznajmy sami, a nie tylko poprzez „gazetową wiedzę” nasze lasy i leśników. W mojej ocenie kluczem do tych drzwi i bezmiaru pozytywnych wrażeń w wakacyjnym, ale nie tylko lesie, jest zrozumienie, że na pojęcie „nasz las” składa się wiele znaczeń. To wielkoskładnikowe bogactwo natury oraz zarządzanie nim dla dobra przyrody i ludzi sercem oraz umysłem leśnika. Dlatego najlepiej spotkajmy się w „naszym” lesie z „naszym” leśniczym, a wtedy zrozumiemy co to są drzwi do lasu…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

14:11, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
sobota, 29 lipca 2017

555min

Lato w pełni, choć urlopowy nastrój mącą nieustanne ulewy, burze i plaga komarów. Jak podaję radiowa Jedynka na drogach wciąż tłok, prace drogowe i czasem, niestety, również wypadki. Jednak od tego jest lato aby podróżować, poznawać nowe miejsca lub wracać tam, gdzie pozostawiliśmy miłe wspomnienia. Z wielką ochotą wracamy do miejsc atrakcyjnych przyrodniczo, bo któż nie zna powiedzenia, że „każdego z nas ciągnie jak wilka- do lasu…” Las jest nieodmiennie atrakcyjny o każdej porze roku, ale teraz szczególnie kusi nas wręcz nieodparcie wszelkimi odcieniami zieleni, ale też granatem czarnych borówek, żółcią kurek i rudością rydzów, które zaczynają się pojawiać. Spacerujemy zatem pomiędzy sosnami, brzozami, ochoczo zanurzymy się w cień dębów i buków. Czasem zauważymy na drzewach i pomiędzy nimi różne tajemnicze znaki. Nie zawsze zwracamy na nie uwagę, a najczęściej nie wiemy skąd się wzięły i co oznaczają, bo nie jest łatwo wszystkie je rozszyfrować…

Czasem są to znaki ludzkiej bezmyślności i dowody braku szacunku dla przyrody. Zobaczymy bowiem napisy wyryte na srebrnej korze buków, brzozy obdarte z kory lub pokaleczone ostrymi narzędziami pnie sosen czy świerków. Ostatnio, na szczęście, młodzi ludzie wolą pisać sms i emaile, ale dawniej chętnie pozostawiali informacje na korze drzew. Szczególnie srebrna kora buków bywała ekranem dla wzniosłych, miłosnych wyznań, niewybrednych epitetów lub dat czy inicjałów.

5551

Napisy rosły razem z drzewem i dziś pewnie niejednemu „twórcy” wstyd na nie spoglądać i słusznie

Napotkamy też leżące w dnie lasu puszki, butelki oraz foliowe torebki zaplątane w gałęziach drzew, szeleszczące głośniej niż liście. To także znaki i oznaki, ale jakże niechlubne. Czasem też znaki pozostawiają działający nielegalnie poszukiwacze bursztynu lub „skarbów historycznych”. Wyprawy do lasu z wykrywaczem metali, choć niezgodne z prawem są zauważalne w postaci „odkrywek” w dnie lasu oraz stert żelastwa układanego przy pniach drzew. Takie jednak znaki spotykane w lesie budzą naszą słuszną irytację i niesmak.

Są jednak inne znaki, pozostawione na drzewach, które wzbudzają naszą ciekawość i zainteresowanie swoją tajemniczą wymową. Niektóre z nich powstały już wiele lat temu i świadczą o trwałości lasu oraz o ciągłych poszukiwaniach jak najlepszych metod korzystania z niego. Inne są dowodem na realizowanie różnych, czasem skomplikowanych zadań przez leśników, ale przy okazji mogą okazać się znakami informacyjnymi dla wszystkich korzystających z lasu.

Pewnie wszyscy dobrze znamy znaki, za pomocą których wyznaczane są szlaki turystyczne. Różnokolorowe pasy w otoczeniu bieli wyznaczają trasy piesze czy rowerowe. Bardzo wiele z nich ( łącznie około 50 tysięcy kilometrów) znajdziemy w polskich państwowych lasach. Szczególnie popularne są tam szlaki rowerowe. Spotkamy na nich samotnych turystów, rodzinne grupy ale także sportowców. Warto pamiętać, że światowa organizacja kolarstwa górskiego wyróżniła jako jedyny obiekt z Europy, wyznaczoną na pograniczu Polski i Czech sieć ścieżek Singltrek pod Smrekiem w Izerach. Liczącą blisko 40 km sieć oznakowanych ścieżek umieściła na liście siedmiu tras rekomendowanych do uprawiania terenowej turystyki rowerowej w górach. Jednak jazda rowerem po lesie to nie tylko sportowe wyczyny ale fantastyczny wypoczynek. Rower to jeden z nielicznych pojazdów przyjaznych naturze, który pozwala na swobodne przemieszczanie się pośród lasów. Najbezpieczniej jednak poruszać się nim po wyznaczonych szlakach.

5552

Znajdziemy ich w lesie ponad 22 tysiące kilometrów, niewiele mniej niż pieszych, wykorzystywanych do trekkingu lub np. do uprawiania pożytecznego dla ciała i ducha sportu z kijami- nordic walking. Również jazda konna po lesie może odbywać się tylko po wyznaczonych przez nadleśniczych szlakach, oznakowanych zwykle piktogramem z wizerunkiem konia ( jest kilka tysięcy kilometrów takich tras).

Wszystkie szlaki turystyczne są dobrze oznakowane kolorami, a przypomnę, że pierwsze takie oznaczenia pojawiły się na górskich szlakach już około 1880 roku. Ich kolory nie świadczą o trudności szlaku, choć mają swoją szczególną wymowę w terenach górskich i ich kolorowy porządek jest raczej umowny. Kolorem czerwonym oznacza się szlak główny, często graniowy, który wiedzie przez najwyższe wzniesienia danego pasma np. Orla Perć. To szlak obejmujący swym przebiegiem miejsca szczególnie atrakcyjne pod względem krajobrazowym, i przyrodniczym. Barwy czarna oraz żółta oznacza szlak, który pełni funkcję łącznika lub dojścia. Zazwyczaj są to krótsze szlaki od czerwonych i niebieskich, bo za pomocą koloru niebieskiego przeważnie oznacza się szlak długodystansowy (np. międzynarodowy szlak niebieski E3, biegnący przez Sudety, Kaczawy i Rudawy Janowickie. Pozostaje jeszcze kolor zielony, za pomocą którego oznacza się dojście do charakterystycznych punktów i wyróżniających się atrakcyjnością miejsc w okolicy.

5553

Leśnicy, aby ułatwić turystom korzystanie z dobrodziejstw lasu wyznaczają w całym kraju najczęściej tym kolorem ścieżki przyrodnicze, historyczne, dojścia do ciekawych obiektów przyrodniczych, miejsc bitew, starych cmentarzy czy dawnych osad. Oznaczają je dodatkowo w terenie tablicami informacyjnymi i specjalnymi piktogramami. Zawierają one ważne, cenne dla turysty wskazówki, dlatego nie bądźmy wobec nich obojętni. Zapisane są na nich pożyteczne informacje dotyczące lasu, także zwykle przez nas nielubiane zakazy i nakazy. Niewielu z nas przecież pamięta, że istnieje ustalony w ustawie o lasach zakaz wstępu na uprawy i w młodniki leśne do 4 metrów wysokości oraz do oznakowanych ostoi zwierzynę leśnej.

5554

Szczególnie ważną tablicą w lesie jest ostrzeżenie o odbywających się pracach leśnych, najczęściej związanych z wycinką drzew. Las, gdzie odbywają się prace leśne jest mało atrakcyjny i niebezpieczny dla turysty.

5555

Dlatego zanim zobaczymy tablice ostrzegawcze zwróćmy uwagę na inne znaki: świeże, zielone gałęzie, stosy z drewnem czy ślady szerokich opon maszyn leśnych. Prace leśne są zwykle koncentrowane w określonej części lasu, a zatem stosujmy się do znaków i tablic, nie obrażajmy się na leśników, a zawsze znajdziemy w innym zakątku lasu spokój i ciszę.

W lesie napotkamy bardzo wiele znaków pozostawianych przez leśników oraz przez pracowników leśnych. Chyba najbardziej widoczne jest drewno pozyskiwane w lasach różnej własności, stojące w stosach lub leżące w postaci kłód czy dłużyc zgrupowanych w mygłach przy leśnych drogach. Skąd ono pochodzi poznamy po plastikowej plakietce przybijanej do każdej sztuki lub stosu drewna. Drewno z lasu prywatnego posiada niebieską plakietkę, z parku narodowego zieloną, a z lasu państwowego czerwoną. Czerwona plakietka posiada dwa rzędy cyfr: górny, nieco większy to kolejny numer sztuki/stosu w leśnictwie w tym roku, a dolny ciąg to kod pochodzenia drewna. Przykładowo kod 102906 oznacza: 10- RDLP Szczecin, 29- Nadleśnictwo Trzciel, 06- Leśnictwo Pszczew.

5556

Obok płytki na drewnie widzimy naniesiony farbą opis sortymentu drzewnego i długości wałków. Czasem zobaczymy napisaną lubryką (kredą do drewna) masę drewna w stosie lub także lubryką zrobione kreski (to miejsce pomiaru wysokości).

Gdy zdarzy się komuś nieopatrznie zejść z oznakowanego szlaku, zabłądzić nie stosując się do zaleceń leśników to napotkana płytka może wiele pomóc. Wystarczy zadzwonić do leśniczego lub nadleśnictwa, ewentualnie na alarmowy nr 112 i podać kod z płytki znajdującej się w pobliżu. Prawda, że to pożyteczny leśny znak? Jest ich w lesie wiele i niektóre z nich pozostają tam wiele, wiele lat. Już coraz rzadziej, ale jeszcze spotykamy w naszych lasach sosny, które na dolnej części pnia, pozbawionej kory, mają nacięcia ułożone w jodełkę. Czasem na tych nacięciach, zwanych żłobkami zobaczymy zaschniętą kropelkę o bursztynowej barwie i przyjemnym, balsamicznym zapachu. To spały żywiczarskie i ślady pracy żywiczarzy- robotników leśnych, którzy po 1994 roku musieli znaleźć sobie inne zajęcie.

5557

Czasem spotkamy z kolei w lesie tablice informujące o istnieniu tam od wielu lat powierzchni doświadczalnych objętych ustawowym zakazem wstępu. Zobaczymy tam tablice, dziwne symbole i numery na drzewach.

5558

Przykładowo na terenie Nadleśnictwa Trzciel znajduje się ciekawa, jedyna w Europie stała badawcza powierzchnia doświadczalna, która została założona w 1914 r. przez profesora J. Bussego z Tharandtu. Jest ona teraz pod opieką UP w Poznaniu. Powstała celem zbadania wpływu wieku sosny matecznej na wzrost i rozwój potomstwa. Busse użył w doświadczeniu nasion drzew tego samego pochodzenia, lecz zebranych z drzew o różnym wieku (od 16 do 170 lat) i dlatego drzewa są trwale opisane farbą.

5559

Leśnicy w całej Polsce przykładają wielką wagę do spraw związanych z nasiennictwem i selekcją, stąd podczas pobytów w lesie zapewne zauważycie, drzewa z opaskami i numerami malowanymi żółtą farbą.

55510

To są właśnie obiekty selekcyjne: wyłączone i gospodarcze drzewostany nasienne, drzewa doborowe czy uprawy pochodne, oznakowane też charakterystycznymi słupkami z opisem. To tam pozyskuje się sprawdzony genetycznie materiał nasienny do budowania nowych pokoleń lasu.

Zanim powstanie nowe pokolenia należy dobrze przygotować do tego las, założyć działkę zrębową i z pożytkiem wykorzystać drewno pochodzące ze starych, dokonujących żywota drzew. Zajmuje się tym dziedzina sztuki leśnej nazywana brakarstwem. To moment, w którym leśniczy w hodowanym przez lata drzewie musi oszacować ilość i jakość drewna, które można z niego uzyskać. Jest to ten czas, kiedy drzewo zaczyna być drewnem, a wykonanie szacunku brakarskiego to pisanie scenariusza do dwóch ważnych czynności: pozyskanie drewna i odnowienie lasu. Wykonując szacunki brakarskie odpowiadamy na pytania: kiedy, jak, ile i jakim kosztem pozyskamy drewno ze starego lasu, który niebawem zostanie odnowiony, za pomocą wiedzy czerpanej z genetyki i nasiennictwa. Tam, gdzie założono w czasie szacunków działkę zrębową zobaczymy opisane drzewo narożne z wieloma informacjami.

55511 

Stare drzewa, przeznaczone do wycięcia znakujemy ryszpakiem lub farbą. Zmierzone drzewa znaczy się ukośną rysą ryszpaka (rysaka).

Co to takiego ryszpak? To odchodzące w zapomnienie narzędzie leśników i drwali, nazywane w „Słowniku Leśnym, Bartnym, Bursztyniarskim i Orylskim autorstwa Wiktora Kozłowskiego (Wydawnictwo Sylwan, Warszawa 1846) tak: "Skobliczka, rynszpak, jest to małe dłutko żłobiaste, zgięte w kształcie sierpa; służące do wyrzynania liter, liczb i znaków na drzewie." Dawniej ryszpaki leśnicy wykonywali sobie sami, zwykle adoptując żłobiki żywiczarzy, oprawione w kawałek liściastego drewna. Potem były fabryczne, składane i z drewnianymi okładkami, aż nastał czas ebonitowych czy plastikowych okładzin ryszpaków. Każdy leśnik miał w swojej raportówce ryszpak. Służył on przy szacunkach brakarskich oraz do manipulacji drewna, bo jego rysą znaczyło się dla drwala miejsce przecięcia lub fragment pnia z wadą drewna.

55512

Ale ryszpaki i raportówki odeszły już lub odchodzą w zapomnienie.

Dziś zamiast ryszpaka powszechnie używa się farby. Znakowanie jest konieczne, aby uniknąć wielokrotnego zmierzenia tego samego drzewa, a dodatkowo znaczy się cenne wyszacowane sortymenty, np. rzymska II nacięta ryszpakiem na korze sosny, oznacza klasę B jakości, a litera S- surowiec łuszczarski. Farbą oznaczamy drzewa kropkami: jedna oznacza najwyższą jakościowo klasę A drewna spodziewanego do uzyskania, dwie kropki oznaczają klasę B.

55513 

Podobnie jak w dojrzałych, rębnych, tak i też w lasach młodszych wiekiem wykonuje się szacunki. Tutaj jednak trzeba poddać szacowaniu brakarskiemu tylko drzewa, które będziemy usuwać, jako nieprzydatne dla dalszego bytu lasu. Usuwanie drzew wykonuje się w formie czyszczeń późnych i trzebieży: wczesnych- w drzewostanach w wieku do 40 lat, oraz   późnych - w drzewostanach starszych. Drzewa, które należy wyciąć zaznaczamy zaciosem siekierką, a ostatnio powszechnie ukośną kreską jaskrawej farby. Aby las nie był przesadnie wypełniony znakami działalności leśników ślady farby zobaczymy na drzewach, które niedługo będą i tak usunięte z lasu. Użycie farby w lesie reguluje specjalne zarządzenie dyrektora generalnego. W trakcie cięć usuwamy wyznaczone drzewa chore i osłabione, uszkodzone przez wiatr czy szkodliwe owady. W żółto oznakowanych gospodarczych drzewostanach nasiennych, podczas cięć sanitarno-selekcyjnych usuwamy także wyznaczone drzewa wadliwe i nieprzydatne dla dalszego życia lasu.

To tylko niektóre ze znaków, które w postaci tablic, kropek i pasków zostawiają w lesie ludzie. Jest ich znacznie więcej bo istnieje choćby system oznakowania leśnych dróg pożarowych. Drogi pożarowe są oznakowane tabliczkami lub czerwonymi literami malowanymi na drzewach na białym tle

55514

Niebieska litera W oznacza punkt czerpania wody, są też liczne znaki wynikające z zadań ochrony lasu. Przykładowo litery PK z numerem oznaczają partię kontrolną do obserwacji rozwoju jakiegoś owada, litery BM- stałe miejsca, gdzie wywieszamy pułapki feromonowe do obserwacji lotu motyli brudnicy mniszki. Jest ich jeszcze wiele…

Jeśli znamy powód ich pozostawiania stają się mniej tajemnicze i pewnie przyznamy rację twierdzeniu, że są ważne oraz pożyteczne. Najważniejsze jednak są znaki, które w lesie pozostawia przyroda. Tablice, paski i kropki pozostawione przez ludzi służą tylko naszemu bezpieczeństwu w lesie, a pozostawiane są głównie po to, by dobrze poznać i zrozumieć otaczającą nas przyrodę.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

22:59, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
czwartek, 20 lipca 2017

554min

Jakże ten czas leci… Ledwo się obejrzałem, a tu od 1 lipca minęło tyle dni! Dlaczego wspominam 1 lipca? Bo wtedy był jubileusz 70 lat istnienia Technikum Leśnego w Rogozińcu. Tego dnia dopiero można było zauważyć jak szybko mijają dni…

Dostojne Panie Absolwentki, zacni Panowie Absolwenci wspominali jak to jeszcze wczoraj ganiali po arboretum, psocili na praktykach, ujeżdżali konnym wozem Zenka lub pchali Pragę- osinobus pana Ziarko, który to „wspaniały wóz” nie zawsze chciał odpalać. Każdy rocznik szkoły, każdy absolwent, których tak wielu wyszło stad w świat ma własne wspomnienia. Jak to szybko minęło…

Iluż stąd wyfrunęło ciekawych postaci, którzy zapisali się różnokolorowymi zgłoskami w historii polskiego leśnictwa i wielu innych profesji. Bo na zjeździe absolwentów spotykają się dyrektorzy regionalni, nadleśniczowie, leśniczowie i pracownicy różnych stanowisk w nadleśnictwach ale też żołnierze, policjanci, przedsiębiorcy leśni (i nie tylko), poważni biznesmeni, urzędnicy i rolnicy. Stanęli na placu, który nieodmiennie kojarzy się z małym asfaltowym boiskiem, gdzie graliśmy w „nogę” do późnej nocy, a potem kapaliśmy się w zimnej wodzie w kamiennych korytach umywalni, stanęli przy tabliczkach z datami roczników

5541

Jak zawsze, szczególnie dopisali najstarsi absolwenci, choć jest ich, niestety, coraz mniej. Minęło już przecież 70 lat od dnia jak nasza szkoła została założona jako 2-letnie Liceum I-go stopnia w Rogozińcu na bazie dotychczasowego Gimnazjum Leśnego w Margoninie. Powstała w dawnych koszarach cesarskich Niemiec z czasów przed I wojną światową. Obok, w okolicznych lasach były wcześniej magazyny uzbrojenia, które stanowiły jedną z największych w czasach I wojny światowej budowli militarnych.

Szkoła powstała, aby miał kto pracować w polskich lasach po zawierusze II wojny światowej. W historii szkoły bowiem czytamy: „Leśnictwo polskie w okresie drugiej wojny światowej poniosło ogromne straty. Były to nie tylko straty ekonomiczne (rabunkowa polityka okupanta) ale przede wszystkim zginęło wielu dobrych fachowców - leśników. Niemalże kompletnie została zniszczona i zdewastowana cała baza szkoleniowa. Okupant nie oszczędził nauczycieli, profesorów i innych pracowników szkolnictwa leśnego. Najwięcej zginęło pracowników terenowych, głównie leśniczych i gajowych (25% zaginionych to personel leśny i 31% to personel kierowniczy i inżynieryjno-techniczny). Należało po wojnie rozwiązać poważny problem kadrowy. Znaczna część leśników nie posiadała dostatecznego przygotowania zawodowego. Trudności te wystąpiły przy zagospodarowaniu lądów ziem Zachodnich i Północnych. Zrodziła się potrzeba kształcenia i dokształcania kwalifikowanych kadr dla krajowej gospodarki leśnej, w celu obsadzenia stanowisk w administracji leśnej. Władze centralne szybko zorganizowały szkolnictwo - od doraźnych kursów począwszy, poprzez szkoły zawodowe średnie - do wyższych włącznie”.

No i te „kwalifikowane kadry” zjechały się na jubileusz! Mój rocznik 1984 reprezentowało kilkanaście osób.

5542

Z wielkim sentymentem witaliśmy na uroczystości dawnego, powszechnie lubianego kierownika internatu „Wąsa”, który „ścigał” nas za zbyt długie włosy i bałagan w szafkach oraz naszego przesympatycznego wuefistę „Wacka”. Wacław Adamski usiłował dać nam w kość, ucząc wszelkich dyscyplin sportowych, zimowych i letnich. Zaliczaliśmy pełną lekką atletykę czyli biegi, skoki i rzuty, graliśmy we wszelkie gry zespołowe, a zimą Wacek siadał na „składaka” i jechał do wsi Rogoziniec, a my biegliśmy przodem z łyżwami i hokejami na to zaimprowizowane lodowisko. Niektórzy przypinali narty- biegówki, a inni grali w kopnym śniegu w piłkę bo powszechnie wiadomo, że „noga” jest ponad wszystko. Wacek często grywał z nami- to były czasy…

Podczas jubileuszu obaj: „Wąs”- Józef Jaśkowski i „Wacek”- Wacław Adamski otrzymali z rąk absolwenta TL Rogoziniec Dyrektora RDLP Zielona Góra Leszka Banacha Kordelasy Leśnika Polskiego. Wyróżnienie otrzymał też obecny dyrektor TL

5543

Jubileusz to świetna okazja do spotkań i wspominek. Oto rocznik Henia, Ludwika i Witolda dumnie pozuje do zdjęcia w towarzystwie koleżanek:

5544

Przed budynkiem szkoły młodsze roczniki ściskały się serdecznie, oto ekipa mojego kolego Rafała- rocznik 1994

5545

Moi klasowi koledzy zebrali się na chwilę na ławce w szkolnym arboretum, wspominając naukę jazdy ciągnikiem „Kulesia”, wyprawy towarowym pociągiem do międzyrzeckiego „medyka” czy różne przygody podczas leśnych praktyk. No i wspominali wyprawę z Rogozińca na moje wesele, bo jako pierwszy z rocznika zdecydowałem się na ten krok. No i te draby zjechały się w Rogozińcu, zrobiły wyskok na ogródki po kwiaty i wieczorem silną grupą wtargnęli na wesele. Się działo, a moja Renia, a zwłaszcza jej mama czyli moja teściowa Helenka latami wspominała, że jeszcze nigdy w życiu się tak nie wytańczyła…

5546

Potem przenieśliśmy się z arboretum do gabinetu ochrony lasu, wspominając godzinami naszego niezapomnianego wychowawcę Tadeusza Wasylewicza- „Kokona”.Do gabinetu co chwilę zaglądali inni absolwenci. Od lewej w kadrze zmieścił się Witek, za nim kawałek Łysego, Chmurka, Mirek, Antek, Świder, Rysiek Kindor, Rysio, no i ja…

Teraz w tym gabinecie gospodarzy nasz klasowy kolega Rysio, który jak na „profesora” przystało występował na biało i w zielonym krawacie…

Wspomnienia trwały długo w noc, bo pięć wspólnych lat zapadło każdemu z nas głęboko w pamięć. Niech żałują ci, co nie dojechali, ale pewnie za jakiś czas spotkamy się znowu i liczniej na kolejnym zjeździe naszego najlepszego rocznika TL Rogoziniec 1984…

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

21:24, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
wtorek, 11 lipca 2017

 

553min

Temat Puszczy Białowieskiej od dawna przewija się w medialnych doniesieniach i codziennych rozmowach. Budzi on w ludziach wielkie emocje i jakże często jest powodem negatywnej oceny leśników. Wydaje się to oczywiste, że aby oceniać i krytykować należy dobrze znać przedmiot dyskusji, ale zwykle różnie z tym bywa…

Leśnicy opiekują się Puszczą Białowieską od blisko 100 lat. Przecież to dzięki staraniom Lasów Państwowych utworzono w 1921 roku najpierw leśnictwo Rezerwat, które przekształcono potem w Białowieski Park Narodowy. Obejmuje on nieco ponad 10 tys. hektarów powierzchni leśnej. Część Puszczy, którą zarządzają nadleśnictwa ma w sumie ponad 50 tys. hektarów lasów gospodarczych, z czego 12 tys. hektarów to utworzone przez leśników rezerwaty i dodatkowo leśnicy wyznaczyli blisko 6 tysięcy hektarów powierzchni referencyjnych, gdzie rządzi przyroda, a nie ludzie, bo ingerencję ludzi ograniczono tam do minimum. Czyli 1/3 Puszczy Białowieskiej zarządzanej przez Lasy Państwowe jest pozostawiona działaniom sił przyrody, a nie ludzi. Jeśli dodamy do tego teren Białowieskiego Parku Narodowego okaże się, że blisko 45% Puszczy pozostawiono przyrodzie. Warto też poznać historię puszczy i poczytać tam o leśnikach, a nie o ekologach, bo przecież to leśnicy tworzyli park i wyznaczali rezerwaty, to leśnicy chronili i chronią Puszczę przed różnymi zagrożeniami.

Gospodarzą w niej według zaleceń naukowców, by odtwarzać jej jak najbardziej naturalny, zróżnicowany charakter i ściśle współpracują z lokalną społecznością. To leśnicy dbają o trwałość wszelkich gatunków roślin i zwierząt, m.in. przywrócili Puszczy i ogólnie polskim lasom żubra.

 

Także to my, leśnicy, odnawialiśmy Puszczę po dewastacyjnych wyrębach Niemców, Rosjan czy brytyjskiej kompanii The Century, która dostała koncesję na wyrąb 4 mln m3 drewna z Puszczy. Wycinka najlepszych jakościowo drzew bez nasadzeń prowadziła do niemal całkowitego wyniszczenia Puszczy Białowieskiej. Na szczęście 29 maja 1929 r. rozwiązano jednostronnie umowę z firma angielską wypłacając odszkodowanie w wysokości 375 tys. funtów szterlingów, co w przeliczeniu wówczas wynosiło 6,2 ml. Zł. Z tej kwoty potrącono niespłacone przez firmę podatki w wysokości 1,5 mln. zł. Dokonał tego nie kto inny jak leśnik- Adam Loret, dyrektor generalny powołanych w 1924 roku Lasów Państwowych. Ten wybitny leśnik uratował w ten sposób Puszczę Białowieską, a dziś wiele doniesień medialnych przekazuje informacje o żądnych „kubików i złotówek” leśnikach, nazywanych złośliwie deskorobami…

Okres 5 lat (1924-1929), w którym to Century Timber Company wycięła i wywiozła ponad 2,5 mln m³ samej tarcicy zaliczany jest do najgorszych w historii Puszczy Białowieskiej. Anglicy zdegradowali wtedy powierzchnię ok. 7000 ha zrębów zupełnych, które to znacznie i długotrwale wpłynęły na stan zdrowotny Puszczy Białowieskiej i doprowadziły do zachwiania funkcjonowania ekosystemów. Zakładane przez nich zręby miały szerokość 100 m, a ich długość sięgała do 1 km. Dziś my, leśnicy w lasach gospodarczych zakładamy zręby zupełne, których powierzchnia nie może przekroczyć 4 hektarów...  Ale pewnie m.in. dziennikarze nie pamiętają o wybitnym leśniku Adamie Lorecie, nie znają zasad zakładania zrębów oraz tajników sztuki leśnej.

Trudno zresztą komukolwiek obiektywnie rozmawiać o miejscach i sprawach, których nie udało się samodzielnie poznać. Zatem gorąco do tego zachęcam. Letni czas wakacji i urlopów jest szczególnie dogodny do wyjazdów i poznawania uroków naszego pięknego kraju. Wydaje się oczywiste, że wypoczynek pośród drzew i w bezpośrednim kontakcie z przyrodą jest z pewnością dla wielu z nas najlepszym relaksem. Poznajmy zatem sami Puszczę Białowieską i wybierzmy się tam pod fachową opieką leśników, którzy zachęcają:

Przyjedź na wakacje do Puszczy Białowieskiej i chodź do lasu razem z nami!

Właśnie w te wakacje, na obszarze nadleśnictw Puszczy Białowieskiej, w każdą sobotę oraz niedzielę organizowane są rajdy piesze z leśnikami.

Rajdy będą się odbywały co tydzień w innym puszczańskim nadleśnictwie, ukazując piękno lasu oraz naszą pracę jaką w nim wykonujemy. Start rajdów po puszczy w towarzystwie leśników odbył się w sobotę 08.07.2017 r. w Nadleśnictwie Białowieża, po tygodniu będzie okazja do puszczańskiej wyprawy w Nadleśnictwie Hajnówka, a następnie w Nadleśnictwie Browsk. Potem od nowa, bo w Nadleśnictwie Białowieża pieszy rajd odbędzie się również w niedzielę 13.08.2017 r. To znacznie lepsza od biernego śledzenia medialnych doniesień forma poznawania Puszczy Białowieskiej.

Rajdy rozpoczynają się w znanych i popularnych turystycznie miejscach w Puszczy Białowieskiej: Nadleśnictwo Białowieża - Ośrodek Edukacji Leśnej "Jagiellońskie", Nadleśnictwo Hajnówka - Uroczysko Krynoczka, Nadleśnictwo Browsk - parking LP przy herbarium.

5532

Co godzinę wszystkich chętnych leśnik-przewodnik przeprowadzi po duktach Puszczy Białowieskiej i pokaże jak rzeczywiście wygląda ten zakątek kraju. Ostatnie wejście rozpoczyna się o godzinie 13.00.

Wstęp do lasu jest oczywiście wolny, zachęcam wszystkich do takiej formy poznawania Puszczy Białowieskiej, do rozmów z leśnikami, prawdziwymi przyrodnikami i miejscową ludnością. Wtedy sami zobaczymy na co choruje Puszcza Białowieska i czy potrzebna jest jej pomoc szamana z kolorowymi ozdóbkami i powtarzającego rymowane zaklęcia, czy lekarza znającego sztukę leśną, niezbędną do dobrej diagnozy oraz specjalistycznego leczenia.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

13:31, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
czwartek, 06 lipca 2017

552min

Gdy dziś zastanawiałem się jaki temat poruszyć w blogowych zapiskach i gdy gmerałem w gąszczu pomysłów różnorodnych jak przyroda lubuskich lasów, spadło na mnie olśniewające olśnienie. Gdy chciałem bowiem podzielić się z czytelnikami informacjami o tym, czym darzy lipcowy bór, przyszło mi na myśl powitanie ludzi lasu: Darz Bór! Czy znamy to piękne powitanie ? Czy wiemy skąd wywodzi się to tradycyjne zawołanie leśników, myśliwych ale nie tylko, bo to przecież także piękne pozdrowienie wszystkich miłośników lasu. Lipcowy las darzy nam wieloma dobrami, bo przecież znajdziemy w nim jeszcze pachnące i pyszne poziomki

5521

Możemy do woli raczyć się czarnymi borówkami, jagodami, czernicami czyli bardzo zdrowymi owocami Vaccinium myrtillus, wieloletniej, rosnącej łanowo krzewinki z rodziny wrzosowatych.

5522

Lipcowy las, a szczególnie bór z drugim piętrem dębowo-bukowym jest wspaniałym miejscem do wypoczynku. Czy znacie taki wakacyjny wierszyk Wyspiańskiego?:

I cóż, kochany Panie Leonie,

czy byłeś Pan już w lesie?

czyś widział, jak się pasą konie?

słyszałeś, jak gęś drze się?

 

Po stawie jak pływają kaczki

i zboże jak chwieje się,

modre bławaty, krasne maczki,

puch jak się z wiatrem niesie?

 

Czy lis oddychał już jedliną,

pod sosną czyliś dumał,

czyliś zapoznał się z gadziną

i z wierzbą się pokumał?

 

Czyś dopadł gdzie, jak sroka skrzeczy

w oborze bydło ryczy? -

Czyś znalazł wszystkich kopę rzeczy,

które mieć dusza życzy?

 

Czyś widział pawia na ogrodzie,

pod chatą dzieci płowe?

Czyś pochylony stał ku wodzie

na fale patrząc nowe?

 

Na fale patrząc, jak kołują,

gdy wodne muchy kroczą,

jak żaby na się nawołują,

siąpisz - a w topiel skoczą?

 

Czyliś odnalazł w leśnej głuszy

tych świerków kilkunastu,

ten czar, co Polskę budzi w duszy?

Czy tęsknisz już ku miastu?

 

Czyś się przypatrzył na obłoki,

jak płyną wiecznie świeże?

Czyś już jest młodszy o te roki,

które ci smutek bierze?

 

Czy się już czujesz odmłodzony,

jak chłopiec, jak młodzieniec?

obok żywiołów, dzieci, żony

czujesz się pan czy jeniec?

 

Czyliś odzyskał już swobodę

i myśl, tę myśl pogodną,

i chęć tych dążeń, co są młode,

bo dusza tych jest głodną?

 

Czyli gdyś w lesie legł na krzewach,

czy ścieżką kiedyś chodził,

czyś poznał Elfy po ich śpiewach,

Bóg leśny czy cię zwodził?

 

A gdyś to wszystko już przeczytał,

gdyś wszystko już zrozumiał,

to rozważ, żem Cię listem witał,

jak myślę, jakem umiał.

 

Stanisław Wyspiański zadedykował go Leonowi Stępowskiemu, który właściwie nazywał się Leon Aleksander Junosza-Stępowski. Był to aktor grający w jego sztukach, potem też dyrektor teatru, a wierszyk wakacyjny razem z innymi dwoma utworami poeta wysłał mu z Krakowa w lipcu 1903 roku do Rojówki koło Nowego Sącza. Czy to nie wspaniała pochwała tego, czym obdarza nas lipcowy bór?

5523

Tradycyjne „odwieczne” powitanie „Darz Bór” jest zwykle kojarzone z myśliwymi i polującymi leśnikami, którzy witając się czy żegnając, życzą sobie powodzenia na polowaniu. Jest to jednak piękne pozdrowienie wszystkich ludzi kochających i szanujących las, warto nam wszystkim właśnie tak pozdrawiać się na leśnych szlakach. Skąd się wzięło to wcale nie takie stare powitanie?

Bardzo to przystępnie i ciekawie wytłumaczył w jednym ze swoich felietonów Edek Marszałek- mój znakomity kolega z bieszczadzkich połonin. To, obdarzony wieloma talentami wyjątkowy leśnik- rzecznik Regionalnej Dyrekcji LP w Krośnie, człowiek- orkiestra, grający na swoich licznych talentach i umiejętnościach równie wspaniale jak na gitarze. Dlatego ludzie, bardzo różni ludzie z uśmiechem go pozdrawiają i uchylają kapelusza, a on tłumaczy im skąd wzięło się pozdrowienie Darz Bór!:

5524

Wbrew przekonaniu o "odwieczności", pozdrowienie "Darz Bór" nie jest nawet "wiekowe", liczy sobie zaledwie 95 lat. Jego autorem był inż. Stanisław Wyrwiński, w latach 20. ub. wieku inspektor w dyrekcji Lasów Państwowych w Poznaniu. Jako patriotę raził go fakt, że leśnicy w Wielkopolsce przejmowali od swych niemieckich kolegów zawołanie "Waldheil". Wymyślił polskie pozdrowienie "Darz Bór" i zaprezentował je podczas zjazdu leśników Wielkopolski i Pomorza w Poznaniu 31 października 1920 r. Napisał też słowa pasujące do melodii "Pierwszej Brygady". Kopie tekstu rozeszły się między leśnikami w Polsce, a samo pozdrowienie przyjęło się jako ogólnokrajowe.

Utwór, który napisał St. Wyrwiński, można traktować jako hymn polskich leśników, dlatego warto go przytoczyć:

 

Stajemy dziś razem zbratani,

Jak jeden mąż – jak jeden mur,

Obronie puszcz i kniei oddani,

Od morza fal, do szczytów gór;

My borów władarze

Stajem przy sztandarze.

Darz Bór! – tak hasło brzmi,

Gra hejnał chór -

Darz Bór! – Darz Bór!

Do pracy więc w zgodnej gromadzie,

Bo wielki trud – bo pilny czas,

Wspierajmy się w znoju i radzie,

My Leśna Brać – o polski las;

My borów władarze

Stajem przy sztandarze.

Darz Bór! – tak hasło brzmi,

Gra hejnał chór -

Darz Bór! – Darz Bór!

 

Jednak oficjalnym hymnem, choć pewnie też mało znanym, bo przecież ogólnie leśnicy to bardzo „niszowa” i skromna grupa zawodowa, jest utwór do słów Leonarda Chociłowskiego i z muzyką Tadeusza Wiśniewskiego:

Hymn Leśników Polskich

  1. Chwała ci lesie wieczysty, chwała

Chramie praojców, kolebko ludów

Sławi cię ziemia cała!

Tyś wielki pośród przyrody cudów

Za dary twoje,

Za moc i krasę

Cześć ci po wszelkie czasy!

  1. Chwała wam leśne mocarne drzewa.

W słońcu poczęte w rodzącej glebie.

Dzieci Bożego siewu!

Błogosławione, i żeście z siebie

Ołtarze ducha

Dźwignęły światu

W świątyniach majestatu

  1. Szumią od morza po gór szczyty

Bory ojczyste, knieje i gaje.

Hołdy życiu ślą w błękity

Trwaj wieczny lesie

W Piastowym kraju.

Serce narodu

Będzie ci strażą

Niech ci się plon twój darzy!

 

Warto poznać i zapamiętać ten utwór opracowany na orkiestrę symfoniczną przez Stefana Rachonia i pod jego dyrekcją nagrany przez Orkiestrę Polskiego Radia w Warszawie. Zarządzeniem Nr 52 Dyrektor Generalny Lasów Państwowych z dnia 21 sierpnia 2000 r. ustanowił go „Hymnem Leśników Polskich”.

Wracając jednak do leśnego pozdrowienia „Darz Bór” warto podkreślić, że ciekawą sprawą jest jak je piszemy. Posługując się Wielkim słownikiem ortograficznym języka polskiego pod red. A. Markowskiego i Słownikiem poprawnej polszczyzny W. Doroszewskiego piszemy: Darzbór! Zwracam uwagę na wykrzyknik na końcu.

Często można spotkać pisownię: Darz Bór i Darz bór. Obecnie obowiązuje podobno pisownia łączna czyli darzbór. Profesor Andrzej Markowski pisze w „Polszczyźnie znanej i nie znanej” (Warszawa 1993), że jednym z powodów mogłoby być to, że z czasem sformułowanie darz bór! przestało być rozumiane dosłownie. Według niego powszechnie weszło w obieg wykrzyknienie: niech darzy bór. Był to prawdopodobnie sprzyjający moment, żeby zacząć je pisać łącznie (jak np. dobranoc czy bodaj; dawne bogdaj, Bóg daj). Władysław Kopaliński w "Słowniku mitów i tradycji kultury" (PIW 1985) też posługuje się zapisem darzbór.

Ciekawym wydaje się też fakt istnienia w czasach drugiej wojny światowej grupy konspiracyjnej DARZBÓR. Pierwszego września ubiegłego roku z inicjatywy dyrektora Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Toruniu Janusza Karczmarka na terenie dawnej leśniczówki Emilianowo w Puszczy Bydgoskiej został odsłonięty pomnik dla uczczenie działalności grupy konspiracyjnej DARZBÓR. Jej komendantem był leśniczy Lasów Państwowych Franciszek Wrembel, ps. „Marcin". Grupa DARZBÓR w 1940 weszła w skład Związku Walki Zbrojnej, a potem stała się częścią Armii Krajowej. Leśniczówka Emilianowo była miejscem, w którym ukrywano Polaków poszukiwanych przez gestapo czy zbiegłych jeńców.

 

Niektórzy jednak mówią, że używanie formy Darz Bór! to domena literatów leśnych i starych myśliwych. Ale skoro sam pomysłodawca Stanisław Wyrwiński zapisał ją jako: "Darz Bór", to uważam, że przy tym zapisie powinniśmy pozostać. Pisanie Bór, a nie bór, choć naturalnie nie jest to nazwa własna, dobitnie świadczy o szacunku do tego słowa jako miejsca pracy leśników oraz celu wędrówek wielu ludzi. Pozdrawiajmy się zatem słowem „Darz Bór!”, zwracając uwagę na akcent, stawiany zawsze na ostatniej sylabie i gdy będziemy się przy takiej zasadzie upierać, tworząc usus, to zapewne Rada Języka Polskiego wcześniej czy później go zaakceptuje.

Mówmy do siebie „Darz Bór!” na ulicy i podczas leśnych wędrówek, uśmiechając się do siebie i obdarzając życzliwością. Wołajmy do siebie w różnych sytuacjach

5525

Bądźmy dla siebie mili i życzliwi, bo przecież także życzliwie traktuje nas lipcowy las oferując czerwone poziomki, czarne borówki o sinym nalocie i żółciutkie kurki wystające z zielonego mchu lub brązowego igliwia.

5526

Te słowa to przekaz, który trafia nie tylko do leśników i ludzi wędrujących po lasach ale także do pozbawionych uśmiechu ludzi przepychających się w anonimowym tłumie miasta. Nawet do tych odgradzających się od innych słuchawkami na uszach i obojętną miną. Niech nam wszystkim Bór darzy, a my odwdzięczajmy się sobie nawzajem miłym pozdrowieniem.

Darz Bór!

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

23:01, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »
czwartek, 29 czerwca 2017

551min

W minioną sobotę, późnym wieczorem zakończył się XXIX Ogólnopolski Rajd Leśników „Tropem Niedźwiedzia”- Bieszczady 2017. Miejsce, gdzie spotkali się leśnicy z całego kraju ma niezaprzeczalny urok, bo któż może oprzeć się magii bieszczadzkich krajobrazów, aniołów, biesów i czadów? Choć wielu z nas, leśników, którzy umiłowali zieleń nuci przykładem Starego Dobrego Małżeństwa:

Anioły są takie ciche

Zwłaszcza te w Bieszczadach

Gdy spotkasz takiego w górach

Wiele z nim nie pogadasz

 

Najwyżej na ucho ci powie

Gdy będzie w dobrym humorze

Że skrzydła nosi w plecaku

Nawet przy dobrej pogodzie

 

Anioły są całe zielone

Zwłaszcza te w Bieszczadach

Łatwo w trawie się kryją

I w opuszczonych sadach…

Sądzę jednak, że leśnikom pewnie bliżej do czadów niż do aniołów. Bo choć czasem musimy mieć anielski spokój i choć w Bieszczadach krąży wiele aniołów, są tam też biesy i czady, od których według legendy stworzono nazwę tych magicznych gór. Biesy, złe, podstępne diabły odeszły już w zapomnienie. Z kolei czady to małe, pokraczne, diabelskie stworki. Nie szkodzą jednak ludziom, a wręcz przeciwnie, o czym mogą czasem przekonać się bieszczadzcy wędrowcy. Bo można je spotkać tu i dzisiaj w dziuplach starych buków… Czady są w Bieszczadach bardzo potrzebne, bo pomagają leśnikom i czuwają nad pięknem tej polskiej krainy. Dbają o ludzi, aby nikt nie zbiesił się i nie czynił krzywdy bliźnim i przyrodzie, jak dawniej biesy. Na bieszczadzkich wędrowców rzucają słodki czar, który sprawia, że nie można zapomnieć uroków tej krainy. Dlatego też w Bieszczady przyjeżdża się tylko raz, potem się tylko wielokrotnie wraca.

I ja po raz kolejny tu wróciłem, tak jak około 1500 leśników. Tereny Bieszczadów i RDLP Krosno już po raz trzeci stały się obiektem zainteresowania uczestników i organizatorów Rajdu Leśników. To właśnie tu, po raz pierwszy w czerwcu 1993 roku, odbył się Ogólnopolski Rajd Leśników organizowany przez Związek Leśników Polskich w Rzeczpospolitej Polskiej. Odtąd to właśnie ZLP w RP jest głównym organizatorem corocznych rajdów, naturalnie ściśle współpracując z regionalnymi dyrekcjami Lasów Państwowych, które kolejno goszczą leśnych rajdowiczów. Bo rajd co roku odbywa się w innym zakątku naszego pięknego kraju. W 2001 roku przy bardzo deszczowej aurze odbył się tu bieszczadzki rajd „Tropem Wilka”, w którym uczestniczyło ponad 600 osób. Wtedy aura zmuszała, aby szukać schronienia pod dachem i tak trafiłem do kultowej Siekierezady, która dziś choć bardziej ucywilizowana, wciąż kusi wielu szczególnym urokiem

5511

Tym razem pogoda w trakcie trzydniowego rajdu była fantastyczna, a na finałowej imprezie rajdu pojawiło się aż 1750 osób. Dzięki uprzejmości i przy współpracy leśników z burmistrzem oraz władzami samorządowymi Królewskiego Miasta Sanok została ona zorganizowana na terenie sanockiej Areny.

5512

Na bardzo urozmaiconych trasach rajdowych można było spotkać w czwartek, piątek i sobotę uczestników rajdu z całej Polski i nie tylko. Jak się bowiem okazało na finałowej imprezie jeden z leśników przybył specjalnie na rajd aż z… Chicago. Rajd został znakomicie przygotowany organizacyjnie dzięki wielkiemu zaangażowaniu Pani Dyrektor RDLP Krosno Grażyny Zagrobelnej, jej zastępcy Arturowi Królickiemu, który przewodniczył zespołowi organizacyjnemu oraz zastępcy dyrektora Markowi Mareckiemu- komandorowi XXIX Rajdu Leśników. Wielki wkład pracy zawdzięczamy wszyscy Ireneuszowi Żelaznemu- przewodniczącemu Regionu Krosno ZLP w RP ( Irek w trakcie rajdu obchodził nawet swoje urodziny) oraz nadleśniczym 14 nadleśnictw, gdzie wyznaczono trasy rajdowe.

Można je było pokonać pieszo, zaglądając np. do żubrów w Mucznem

5513

Były do wyboru trasy autokarowe, gdzie obok bieszczadzkich atrakcji turystycznych można było podziwiać uroki Słowacji, Węgier i Ukrainy. Miejscowi leśnicy uprzedzają o możliwości spotkania niedźwiedzi na szlaku

5514

Jednak np. Zbyszek spotkał tylko ukraińską kozę, która ze smętną miną błąkała się po szerokich torach na stacji Sianki. Sprowadził ją na dobrą drogę, czyli na trawiaste pobocze tej bardzo malowniczej trasy kolejowej.

5515

Sporą atrakcją była bowiem możliwość poznawania ukraińskiej części Bieszczadów z pokładu pociągu kolei zakarpackiej relacji Sianki- Wołosianka, o której Mieczysław Orłowicz pisał : „ to najpiękniejsza linia kolejowa północnych Karpat”.

5516

Przebieg tej malowniczej kolejowej trasy wzbudza podziw dla śmiałości projektantów i budowniczych, którzy zdecydowali się na poprowadzenie toru kolejowego w tak trudnym terenie górskim. Kto wybrał ten rajdowy szlak o długości 18 km przejeżdżał pociągiem przez 6 tuneli (najdłuższy 908m) i aż 27 wiaduktów. Trasa opada 18 serpentynami 370m w dół w dolinę rzeki Uż i taka podróż dostarcza ogromu wrażeń. Była też szansa, jak i na innych trasach rajdowych, aby w zakarpackim pociągu spotkać koleżanki i kolegów z innych zakątków leśnej Polski.

5517

Były rowerowe trasy rajdowe, trasa pontonowa, motocyklowa dla Leśnej Jazdy oraz trasy, gdzie przy wtórze gitary któregoś z bieszczadzkich zakapiorów pokonuje się konnym wozem

5518

Finał XXIX Rajdu Leśników w Arenie Sanok to wyjątkowe wydarzenie, gdzie wszyscy uczestnicy rajdowych spotkali się pod sceną. Imprezę wspaniale poprowadzili Edek i Małgosia i teraz z pewnością dostaną oferty na wielkie gale i festiwale.  Pewnie też dlatego wszyscy świetnie bawili się już od początku spotkania, niektórzy bardzo czynnie

5519

Rajd Leśników to znakomita okazja do spotkania leśników z ich przyjaciółmi, partnerami w pracy oraz z artystami, którzy w swojej różnorodnej twórczości inspirują się lasem. Spotkałem tam sympatycznego leśniczego Kazimierza Nóżkę, postać znaną z okraszonych świetnym dowcipem rozmaitych tekstów i świetnych dialogów z Marcinem Sceliną na planie serialu „Las Bliżej nas”

55110

Odbyło się wiele konkursów: m.in. na totem rajdowy, czy fotografię rajdową, który wygrała koleżanka z Nadleśnictwa Resko Iwona Guz. Jak zwykle wiele pozytywnych emocji wyzwolił konkurs piosenki rajdowej, a szczególnie występ artystyczny (z ciekawą choreografią) w wykonaniu ekipy z Nadleśnictwa Elbląg.

55111

Jury, w którego składzie i ja się znalazłem, wyróżniło jednak pierwszą nagrodą Sandrę Blek z Nadleśnictwa Milicz, która przy spontanicznym akompaniamencie muzyków z zakarpackiego zespołu „Batiary” z Mukaczewa pięknie zaśpiewała bieszczadzką balladę

55112

Choć mnie osobiście ujął też solowy występ Tomka Karpińskiego z  lubuskiego Nadleśnictwa Smolarz

Kolejny, Jubileuszowy XXX Rajd Leśników, w roku jubileuszu 100 lat odzyskania niepodległości przez naszą Ojczyznę oraz jubileuszu 100–lecia działania Związku Leśników Polskich w Rzeczpospolitej Polskiej, odbędzie się na terenie RDLP Łódź.

Kierownicy drużyn rajdowych ustalili też, że kolejny rajd w 2019 roku odbędzie się w uroczych Beskidach, w obszarze działania RDLP Katowice.

Sięgając jeszcze dalej w przyszłość rajd w 2020 roku będzie zorganizowany pośród piasków, bursztynów, morskiej słonej i pochodzącej z przepięknych rzek oraz jezior słodkiej wody, w puszczach i borach RDLP Szczecin.

Plany są zatem bardzo ciekawe i perspektywiczne, choć natychmiast po rajdowych, bieszczadzkich wrażeniach leśniczowie zmagają się z planami zadań gospodarczych na następny rok. Bo urok rajdowej przygody pozwoli tylko na 3-4 dni i to niektórym oderwać myśli od szarej codzienności. Jednak taka rajdowa przygoda ma swój niezaprzeczalny urok i warto było pokonać 800 kilometrów tam, a potem tyle samo z powrotem, choć teraz pora nadganiać zadania, które pewnie u każdego z nas wciąż rosną i rosną…

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

23:17, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
wtorek, 20 czerwca 2017

550_min

Upał był dziś niemiłosierny ale nie przeszkodził w organizacji pięknej i pożytecznej imprezy. Powiat Międzyrzecki organizował dziś Eko Wtorek- bardzo ciekawy festyn dla najmłodszych ale także, jak się potem okazało, również dla sporej grupy dorosłych. Nie spodziewałem się takich tłumów i gdy zajrzałem na zielony bulwar nad Obrą, nieopodal międzyrzeckiego zamku, aż mnie zatkało z wrażenia

5501

Okazuje się, że sprawy troski o środowisko naturalne, segregacji odpadów i szeroko pojętej ekologii interesują wszystkich, od przedszkolaków po seniorów. Bulwar nieopodal piastowskiego zamku i międzyrzeckiego muzeum szczelnie wypełniły przedszkolaki oraz uczniowie szkół podstawowych i gimnazjalnych z terenu całego powiatu. Były rozmaite konkursy na maskotkę z odpadów i mnie osobiście bardzo spodobała się żyrafa

5502

Był pokaz mody ekologicznej, gdzie pośród wielu pomysłów pojawiła się nawet potencjalna panna młoda w sukni z płatków kosmetycznych oraz druhna w spódniczce z plastikowych kubków

5503

Były konkursy plastyczne i konkurs na najciekawsze hasło ekologiczne. Obok dzieci na festynie ekologicznym pojawiał się spora i bardzo sympatyczna reprezentacja „sprawnych inaczej” , głównie z domów pomocy społecznej, których jest aż sześć na terenie powiatu. Wpadło mi w oko hasło z Domu Pomocy Społecznej „Leśna Polana” z Jasieńca koło Trzciela, który niedawno obchodził 25-lecie istnienia

5504

Pomiędzy pokazami mody ekologiczne miałem swój mały udział w tym wydarzeniu, bo organizatorzy poprosili mnie o mini wykład związany ze śmieciami w lesie. Dzieci ze zdumieniem słuchały o tym, że plastikowa butelka rozkłada się kilkaset lat, a nawet niewinnie wyglądająca chusteczka higieniczna jest neutralizowana przez przyrodę przez wiele miesięcy. Opowiadałem o bocianach zaplątujących się w nylonowe sznurki wyrzucone przez lekkomyślnych ludzi i o tym, że leśnicy co roku wywożą z lasów górę śmieci wielkości co najmniej warszawskiego Pałacu Kultury i Nauki. Likwidowanie efektów niefrasobliwego śmiecenia kosztuje rocznie kilkadziesiąt milionów złotych. Czy nie lepiej wydać te pieniądze choćby na edukację najmłodszych? Widać gołym okiem, że międzyrzecki „Eko Wtorek” okazał się wyjątkowym wydarzeniem. Starania organizatorów i wylany pot ( dosłownie, bo upał przekraczał 30 stopni) z pewnością przyniosą efekty w przyszłości. Zaangażowanie i zainteresowanie dzieci, nauczycieli oraz rodziców sprawami ochrony środowiska i zagospodarowania odpadów było ogromne, a zatem fantastyczna przyroda naszego powiatu z pewnością zostanie zachowana.

W sobotę z kolei czynnie uczestniczyłem w Święcie Chłopa. I nie chodziło tu wcale o uczczenie jakiegoś chłopa lecz przepięknego jeziora Chłop.

5505

To wyjątkowej urody czyste jezioro rynnowe otoczone lasami, o ciekawej linii brzegowej, której zarys nadaje mu kształt przypominający śpiącego chłopa. Jezioro ma ponad 4 kilometry długości i powierzchnię powyżej 220 hektarów. Święto Chłopa wymyślili mieszkańcy wsi Borowy Młyn, którzy pod wodzą swojego sołtysa- pani Renaty przygotowali atrakcyjny festyn z wieloma atrakcjami. Wieś ma bardzo ciekawą historię, a moją rolą było jej przedstawienie, szczególnie dla gości festynu, którzy szczelnie wypełnili plażę przy ośrodku wypoczynkowym Borowa Zatoka. Szczególnie zaciekawiła słuchaczy legenda o damie, która co około sto lat wynurza się z fal jeziora, zwiastując nadzwyczajne wydarzenia. Na pamiątkę jednej z takich wizyt tajemniczej Damy okoliczni mieszkańcy ufundowali kapliczkę postawioną przy półwyspie Jelenia Głowa. Można przy niej pomodlić się o dobre zdrowie słowami zapisanymi tam przez Tadeusza Bryszkowskiego

5506

To nieżyjący już Dobry Człowiek, założyciel pszczewskiego Skansenu Pszczelarskiego, wielbiciel regionu i zdrowego trybu życia. Jego skansen znajduje się u podnóża Góry Wysokiej, drzemiącej nad jeziorem Chłop, o którym istnieje wiele legend i ciekawych historii.

Okolice Pszczewa gęsto porośnięte ciekawymi, pięknymi lasami, poprzeplatane dwudziestoma czystymi jeziorami emanują wybitnie zdrowym klimatem. Nie na darmo to miejsce przed wiekami wybrali na swoją rezydencję biskupi poznańscy, choć historia okolic, w tym Borowego Młyna sięga ery kamienia łupanego. Jednak Borowy Młyn stał się słynny w erze żelaza, bo funkcjonowały tu prymitywne dymarki, co potwierdziły wykopaliska Edwarda Dąbrowskiego, prowadzone w latach 50 XX wieku. Przyroda i historia splata się przedziwnie i jakże ciekawie w naszych stronach, stąd z pewnością jest potrzeba organizowania tu rozmaitych świąt i festynów. Pomagają one zdobywać wiedzę i budzić świadomość, stąd zarówno Święto Chłopa jak i dzisiejszy międzyrzecki Eko Wtorek muszą być kontynuowane i stać się tradycją.

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

22:39, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
środa, 14 czerwca 2017

549min

Od wczoraj córka leśniczego stała się tak niesłychanie popularną i rozpoznawalną osobistością, numerem jeden pośród tzw. „celebrytów”, że nie sposób ją pominąć w moich leśnych zapiskach. Dlatego postanowiłem zachęcić wszystkich, aby zajrzeli do letniego lasu na zaproszenie córki leśniczego…

Przekazywanie koperty z tajemniczym listem córki leśniczego przez polityków stało się kanwą medialnych sensacji, wszelkich spekulacji i rozmaitych, zwykle mało wybrednych czyli zwyczajnie chamskich, komentarzy. Zdaniem znakomitej większości komentujących to wydarzenie (przynajmniej tych, których komentarze przeczytałem) chodziło o posadę, pieniądze, jakiś spektakularny interes. Dlaczego właśnie takie przypuszczenia? Znam wiele córek leśniczego, a szczególnie upoważnia mnie do oceny sytuacji to, że sam jestem ojcem dwóch córek. No nie, uprzedzając ewentualne pytania, żadna z nich nie poszła w ślady ojca i nie zostały leśniczkami. Tradycja rodzinna nie doczekała się kontynuacji, choć jest jeszcze nadzieja we wnukach…

Choć moje córki pracują w innych zawodach, choć mieszkają w miastach, to jednak mają charakterystyczną, dość twardą i hardą, doprawioną subtelną nutą zdroworozsądkowego myślenia, silną osobowość. Nie pisałem do nikogo listów, bo leśnicy nie mają takich zwyczajów, a moje córki same pisały podania o pracę. Od ponad 30 lat pracuję w tym samym nadleśnictwie, bo dla leśników charakterystyczne jest to, że leśnikiem się jest, a nie tylko bywa na chwilę Każdy, kto zna się nieco na ludziach i miał z nimi kontakt z pewnością przyzna, że córki leśników mają w genach to, co daje ludziom lasu nieustanny kontakt z Naturą: szacunek dla ludzi i przyrody, zdrowy rozsądek i logikę w działaniach, umiłowanie niezależności i poczucie własnej wartości. Córki leśników wychowane w kontakcie ze sprawami lasu i ludzi są szczególnymi dziewczynami. One zawsze wiedzą i nikt im tego nie odbierze, że w przeciwieństwie do sztucznego świata polityki, mediów i tzw. „wielkiego świata” ich świat, stworzony przez rodziców jest prawdziwy. Wiedzą, że człowiekiem się jest, a kiepskim politykiem lub „celebrytą” się tylko bywa, wiedzą, że cele osiąga się dzięki własnej pracy i wiedzą też, że najwyższym dobrem jest zdrowie, rodzina i honor. Nie trzeba ich uczyć za pośrednictwem mediów i sloganów otaczającego nas świata hierarchii wartości.

Dlatego pewnie ze zdumieniem, choć z właściwym ludziom lasu spokojem śledzą medialne zainteresowanie i z politowaniem czytają najczęściej idiotyczne komentarze. Ich treść i spekulacje na temat zawartości listu córki leśniczego tylko świadczą o żenującej „małości” ich autorów. Dziwne też, że nikt nie potrafił ustalić autora, ani treści listu. Ale za to teraz wszyscy „używają sobie” na leśnikach, nazywając nas kłamliwie „polityczną rodziną” i obrażając nasze córki.

Trudno się nawet dziwić marnej jakości myślenia różnych „trolli internetowych”, jednak z wielkim zdumieniem i raczej z zażenowaniem czytałem słowa jednego ze znanych polityków. Słowa kiedyś wicepremiera i ministra edukacji, dziś znanego adwokata, który chciał zdejmować uczniom kaptury z głów, a dziś zabłysnął twórczością „poetycką”. Opublikował bowiem na swojej stronie internetowej coś na kształt wiersza o córce leśniczego, „która przez knieje przemyka, w jednym ręku strzelba, a w drugim ręku wnyka…

Nie będę dalej rozwodził się nad tymi „sensacjami”, zupełnie nie interesuje mnie treść tego listu i nie jestem ciekaw, czy rzeczywiście napisała go córka leśniczego. Przekonany jestem jednak, że wszystkim zainteresowanym tym „wydarzeniem”, a szczególnie autorom chamskich komentarzy potrzebna jest wizyta w letnim lesie. Niech zatem córka leśniczego zachęci wszystkich do zanurzenia się w zieloność, bo ona uspokaja, koi, leczy, uszlachetnia, pozbawia stresu i pozwala zachować równowagę ducha, wspomagając zdrowie ciała.

Nawet najodporniejsze na wszelkie terapie egzemplarze „homo sapiens” mimowolnie poddają się terapii lasu. Zieleń, poprzetykana barwami kwiatów, motyli i ptaków działa uzdrawiająco

5491

Widok bogactwa zieleni, które możemy podziwiać podczas pieszej wycieczki, rowerowej wyprawy lub kajakowego spływu

5492

może mieć i z pewnością ma dla potrzebujących zbawienny wpływ. A z całą pewnością dla ludzi zatrutych jadem fałszu, obłudy i braku szacunku dla innych.

Otoczenie przyrody i sąsiedztwo roślin oraz zwierząt w przeciwieństwie do nieustannego kontaktu z ludźmi i ekranami telewizorów czy komputerów, z całą pewnością uleczy każdą duszę i ciało.

Widok sarny w powodzi traw

5493

Spotkanie z zającem lub borsukami na leśnej drodze

5494

Czy obserwowanie daniela z… córką

5495

Przyczyni się na pewno do przeorientowania naszej hierarchii wartości i zrozumienia sensu życia. Las w połowie czerwca wybucha bogactwem zieleni, mieni się jeszcze barwami kwiatów, które niebawem przyćmi pył upalnych dni. To ostatni moment, aby cieszyć się pięknem świeżej przyrody, która w miarę rozwoju lata dojrzewa i zmienia się. To czas macierzyństwa i wokół nas mnóstwo ptasich rodzin, opiekujących się podlotami. Możemy spotkać młode sarny, dziki, zające lub lisy

5496

Możemy korzystać z darów letniego lasu, bo o tej porze znajdziemy tam wiele ziół, niebawem pojawią się poziomki i inne owoce no i uwaga:

Pojawiły się już wszystkim znane, smaczne i żółte kurki czyli owocniki pieprznika jadalnego.

Oprócz innych drzew i krzewów właśnie kwitnie pełen znakomitych właściwości czarny bez.

5497

Jeżeli znacie jakąś córkę lub żonę leśniczego i ją poprosicie, to z pewnością chętnie użyczy przepisu na znakomity dla wszystkich: dzieci i dorosłych, doskonały na przeziębienie ale też do gaszenia pragnienia w upały, sok z kwiatów czarnego bzu.

Oto przepis na zdrowy sok z kwiatów czarnego bzu:

Składniki

  • 30 baldachów dojrzałego, obsypanego żółtym pyłkiem czarnego bzu (kwiatostany czarnego bzu najlepiej zbierać w suchy poranek na nasłonecznionym skraju lasu, z dala od dróg i siedzib ludzkich)
  • 1 kg cukru
  • 1 litr wody
  • sok z 1 cytryny i jedna cała cytryna

Przygotowanie syropu

  1. Po zebraniu kwiatów, sprawdź dokładnie czy nie ma w nich żadnych owadów, można je delikatnie strzepnąć ale nie należy ich płukać wodą.
  2. Odetnij drobne gałązki z kwiatami (należy pozbyć się grubszych zielonych łodyg, które nadają syropowi gorzki posmak)
  3. Kwiaty włóż do odpowiedniej wielkości garnka.
  4. Zagotuj wodę, dodaj cukier i zalej kwiaty, tak by całe były przykryte przygotowanym roztworem. Potem dodaj sok z cytryny i można także dodatkowo pokrojone kawałki cytryny. Syrop odstaw w chłodne miejsce na 1-2 dni.
  5. Po tym czasie przecedź syrop przez sito, można go też dodatkowo przefiltrować przez filtr do kawy lub gazę. Syrop do bieżącego wykorzystania przechowuj w lodówce, a jeśli zrobimy większą ilość w podanych wyżej proporcjach składników, należy go przelać w małe słoiczki i chwilę pasteryzować.

Warto w trosce o zdrowie przygotować większy zapas. To świetny i smaczny syrop służący jako dodatek do herbaty, deserów, lodów oraz z połączeniu z zimną wodą znakomity napój.

Wyjątkowo wcześnie zaczyna kwitnąć też lipa, a zatem nie przegapcie terminu zebrania miodowo pachnącego skarbu do przyrządzania zimowej herbaty.

W letnim lesie jest wiele dobra. Szukajcie tam spokoju, wytchnienia i dobrych myśli. Spacerowanie po lesie jest znacznie zdrowsze i mądrzejsze niż ślęczenie przed komputerem lub telewizorem. Odgłosy lasu i piękno przyrody nie ogłupiają, nie manipulują nami i nie okłamują, jak próbują to czynić niektóre media. No i zawsze macie szansę za darmo nazbierać kurek, kwiatów czarnego bzu i spotkać nie tylko Czerwonego Kapturka czy Dziewczynkę z Zapałkami ale też słynną Córkę Leśniczego…

5498

Ale jest ryzyko, że córka leśniczego nie odezwie się do leśnego przechodnia, jak to ma w zwyczaju, czyli z życzliwością okraszoną szczerym uśmiechem, lecz zrażona medialną wrzawą wypowie rozsławioną przez Bogusława Lindę kwestię:

„nie chce mi się z tobą gadać…”

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

22:30, lesniczy.lp
Link Komentarze (9) »
środa, 07 czerwca 2017

528min

Każda profesja ma własne, charakterystyczne narzędzia pracy, które często stają się jej symbolem. Fryzjer ma nożyczki, kelner tacę, dyrektor laptopa i wielkie biurko, a kolejarz pociąg. Leśnik kojarzy się zapewne, oprócz zielonego munduru, z wieloma tajemniczymi narzędziami i sprzętami. Dawniej znakiem rozpoznawczym leśnika był rower, wąsy i torba-raportówka przewieszona przez ramię. W tej torbie oprócz drugiego śniadania mieściła się praktycznie cała ważna dokumentacja leśniczego: brulion odbiórki, kwitariusz, asygnariusz i książka służbowa. Do tego miarka tzw. „calówka”, ryszpak (nóż do nacinania i znakowania drewna), lubryka, czyli kreda do opisywania drewna. Do roweru leśnik przywiązywał „kraczkę”, czyli coś przypominające duży cyrkiel (o ile pamiętamy co to cyrkiel) o rozstawie jednego metra i klupę, czyli średnicomierz.

Ale to zamierzchła przeszłość z czasów, gdy każde leśnictwo dało się obejść podczas jednego dnia pracy, a rowerem objechać nawet w pół dnia. Leśniczemu pomagało też czasem kilku gajowych, których dziś już praktycznie nie ma w strukturze pracowniczej leśników. Współczesny leśniczy to człowiek z kadry zarządzającej, czyli bardziej menager z telefonem, laptopem i biurkiem niż dawny „borus” w moro… Choć wielu z nas leśników nie jest zachwyconych taką zmianą i najlepiej czuje się pośród zapachu żywicy, kurzu, błota i warkotu pił czy maszyn. Milej też realizować obowiązki pośród pracujących drwali niż tabelek Excela czy raportów. Każdy z nas woli też zdecydowanie przemierzać leśne dróżki niż pokonywać zza biurka meandry SILP, czyli Systemu Informatycznego Lasów Państwowych.

Dziś zapewne większość ludzi mieszkających w pobliżu lasu kojarzy leśnika z jego samochodem. Bo dziś samochód stał się podstawowym narzędziem pracy leśnika.

5281

Tak samo ważnym i koniecznym jak długopis, kalendarz, telefon czy komputer. Nie da się zarządzać obszarem 1200- 2500 ha, a czasem więcej bez samochodu. Samochody służbowe leśników to już zamierzchła przeszłość. W moim przypadku pożegnałem ostatnie służbowe auto, a było to rumuńskie „Aro” w 1995 roku.

Pozostały już tylko nieliczne samochody służbowe Straży Leśnej, patrolowe w nadleśnictwie na potrzeby ochrony lasu przed pożarami, czasem na potrzeby nadleśniczego, który odpowiada za obszar około 20 tysięcy hektarów lasu. Znakomita większość leśników używa do celów służbowych własne, prywatne pojazdy. Dlatego każdy leśnik już w pierwszych dniach swojej pracy musi zakupić samochód. Zwykle nie jeden, a dwa. Przecież nasza praca jest związana z zamieszkaniem blisko lasu, czasem w środku dużego kompleksu lasów, czyli w powszechnym odbiorze „z dala od cywilizacji”.

Drugi samochód jest potrzebny choćby po to, aby żona dojechała do pracy, dzieci do szkoły, koleżanek i kolegów. Czasem jest też potrzebny, aby pojechać na zakupy, miedzy ludzi ale też naradę, spotkanie, do kościoła… Bo ten używany do celów służbowych, którym jeździmy nie tylko po leśnych drogach, ale też, a czasem tylko, po bezdrożach, ścieżkach, szlakach zrywkowych i liniach oddziałowych nie bardzo się do tego nadaje. Ten „leśny” samochód zwykle jest ubłocony, zakurzony, poobijany i wyładowany sprzętem koniecznym do pracy w lesie.

5282

Ten drugi, bardziej „niedzielny” jest też konieczny na czas usunięcia awarii tego „leśnego”, co przy takich warunkach jazdy zdarza się, niestety, często.

5283

Dlatego samochód jest ważnym narzędziem pracy leśniczego, ale też kosztownym i drążącym jego budżet. Leśnicy mają tzw. ”kilometrówkę”, która w założeniu powinna być zwrotem poniesionych kosztów. Jej górny limit to 1500 km miesięcznie. Stawkę za kilometr określa ministerialne rozporządzenie, które ustaliło jej wysokość w …2007 roku. Od tego czasu kilometr przejechany w celach służbowych samochodem o pojemności silnika powyżej 900 cm3 wynosi 0,8358 złotego. Czyli jest to wciąż ta sama stawka dla ministra lub wójta jeżdżącego po szosie samochodem 1,2 jak i dla listonosza. Leśnika, lekarza czy weterynarza jeżdżących „z musu” samochodami terenowymi pojemności 2,0, 3,0 i więcej. To nie szpan czy fanaberia lecz konieczność.

5284

Realne koszty przejechanego kilometra w nawet niezbyt trudnym terenie to 3- 3 złote. Pracować trzeba, a co za tym idzie trzeba jeździć. I nie chodzi tu o dojazd do pracy, bo wielu z nas dojeżdża lecz o realizację codziennych obowiązków, które są związane z nieustannym przemieszczaniem się. Dziś nie zobaczymy już listonosza z torbą na ramieniu, który nieśpiesznie podąża z domu do domu. Każdy z nich ma tak wielki obszar, że gania samochodem do późnego popołudnia w wielkim pospiechu. Leśnik też coraz mniej wysiada z samochodu, choć nie ma nic przyjemniejszego niż wolne patrolowanie lasu, bo przecież z samochodu widać znacznie mniej. Jednak spore powierzchniowo i często mocno rozdrobnione leśnictwa zmuszają do ciągłych rozjazdów. Każdy samochód, który wyjeżdża z lasu z drewnem wymaga obecności leśniczego, tak samo trzeba być przy wykonywaniu wszelkich prac, kontrolować występujące zagrożenia, sprawdzać zabiegi. Naturalnie każdy kawałek lasu jest inny i każde leśnictwo ma swoją specyfikę. Inaczej jest w Borach Tucholskich, inaczej w środkowej Polsce, a jeszcze inaczej w Tatrach czy Bieszczadach.

Jednak leśnicy, tak jak wiele innych branż sporo dokładają z własnej kieszeni do kosztów dojazdów i niszczą swoje samochody wykonując codzienne, służbowe obowiązki. Od lat trwa dyskusja w sprawie sprawiedliwej stawki zwrotu kosztów. Niedawno, 24 maja miałem okazję przyglądać się pracy posłów z sejmowej Komisji Infrastruktury.

Razem z kolegami leśnikami Pawłem i Urbanem oraz reprezentującym pocztowców Robertem przysłuchiwaliśmy się z uwagą wystąpieniom posłów. Projekt uzasadniał poseł Andrzej Kobylarz z Kukiz’15, który w porozumieniu z Komitetem Inicjatywy Ustawodawczej „Kilometrówka”, doprowadził do prac nad ustawą, która ma doprowadzić do waloryzacji „zamrożonych” od 2007 roku stawek kilometrówki.

5286

Według tego posła „użytkowane przez pracowników leśnych czy pocztowców auta prywatne, są w ramach obowiązków służbowych eksploatowane w sposób bardzo intensywny. Niezrozumiałe jest dla mnie, że pomimo wzrostu kosztów eksploatacji aut na przestrzeni lat, stawki kilometrówki pozostają niezmienne”. Reprezentujący stronę rządową podsekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury i Budownictwa Jerzy Szmit, negatywnie opiniował projekt ustawy. W imieniu pocztowców wypowiadał się na posiedzeniu komisji Robert Czyż, a ja przedstawiłem sytuację leśników i ich jazd po leśnych bezdrożach.

Posłowie zdecydowali, że trzeba powołać 9 –osobową podkomisję, a my deklarowaliśmy udział w dalszym procedowaniu ustawy. Przewodniczącym podkomisji został Piotr Król z PiS.

Warto śledzić losy tej ustawy, warto kontaktować się z posłami, w których głowach, rękach i przyciskach do głosowania jest los uczciwej stawki kilometrówki. Warto im też uświadamiać, że nie jest to dochód, intratny interes ani próba zyskania dodatkowych dochodów, lecz zwrot poniesionych nakładów. Wystarczy podzielić kwotę zakupu starego, używanego auta za np. 10 tysięcy złotych przez wspomniane 0,8358. Wychodzi na to, ze pracodawca musi wypłacić pracownikowi kilometrówkę za 12tysięcy kilometrów, aby zwrócił się koszt zakupu. A ubezpieczenie, przeglądy, naprawy, części, amortyzacja, paliwo? Choć paliwo, wbrew pozorom, stanowi tylko około 30% wagi kosztów utrzymania prywatnego auta do celów służbowych.

5287

Dlatego leśnicy, pocztowcy, weterynarze, geodeci i inni z nadzieją spoglądają na druk sejmowy 819 i znany gmach na stołecznej ulicy Wiejskiej. Wierzą, że zwrot kosztów przestanie być "zwrotem"...

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

 

 

 

22:17, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 62