O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
czwartek, 23 lutego 2012

W poniedziałek razem z kolegami nadzorowałem wycinkę drzew pochylonych nad szosą powiatową. Trzeba było wyciąć kilkanaście drzew na działce zrębowej i przy okazji usunąłem inne, głównie suche, stwarzające realne zagrożenie dla ludzi korzystających z drogi powiatowej. Nie było łatwo, bo szosa jest bardzo mocno uczęszczana, wciąż śmigają auta, a teren leśny stromy, mocno pofałdowany, co utrudnia dojazd ciągnikiem do drzewa. Każde ścinane drzewo należało obwiązać liną, zabezpieczając przed niekontrolowanym upadkiem:

 



 Czasem sposób „na wiewiórkę” pozwalał wyżej założyć linę, co ułatwiało uniknięcie pozbawienia sporej części Unii Europejskiej sygnału w telefonach:

Potem pilarz podcinał drzewo, na mój sygnał ciągnik naprężał linę i po wykonaniu rzazu ścinającego drzewo grzecznie kładło się tam gdzie trzeba. Najtrudniej było z bardzo mocno pochyloną akacją. Wytłumaczyłem pilarzowi jak założyć rzazy, udało się też wysoko zahaczyć linę przy pomocy długiej tyczki i drzewo najpierw wyprostowaliśmy:

Potem położyliśmy je, zgrabnie omijając linię telefoniczną. Na moment obalania drzew zatrzymywaliśmy ruch samochodowy. Stąd musiałem ściągnąć do pomocy zmasowane siły Służby Leśnej: ja, dwóch podleśniczych i strażnik leśny, oraz sprawną załogę ZUL- a, którą dowodził sam właściciel. Pan Jan dokonywał kaskaderskich wyczynów ciągnikiem z napędem na cztery koła na stromym stoku, ale mało nie skapitulował przy forsowaniu rowu, bo zahaczył się wciągarką o skarpę:

Dał sobie jednak radę. Słusznej postury, ale bardzo sympatyczny strażnik Edek:



 przywiózł dwa „lizaki” i na widok naszych kamizelek z logo LP oraz wymowny gest „lizaka” kierowcy grzecznie zatrzymywali się i czekali na przejazd. Widok kilku zaparkowanych w bocznej drodze samochodów, leśnicy w kamizelkach i tablice ostrzegawcze budziły zainteresowanie kierowców:



 Drzewa sprawnie kładły się wzdłuż drogi, tak jak sobie życzyliśmy:

Jednak było ich sporo, stąd akcja trwała blisko 5 godzin. Potem załoga ZUL-a zajęła się okrzesywaniem i zrywką drewna, a ja pojechałem sprawdzić jak pracują inne ekipy leśnych pracowników. Pojechałem drogą wzdłuż toru kolejowego. Na nasypie zobaczyłem trzech ludzi kręcących się pomiędzy torami. „Pewnie kolejarze znowu coś kombinują”- pomyślałem sobie. Zastanowił mnie jednak brak kasków i kamizelek oraz drezyny w pobliżu, bo często widuję pracowników kolei. W leśnej drodze zobaczyłem samochód. To chyba nie kolejarze…

 Zostawiłem dalej swojego Rokusia i zbliżyłem się do nasypu. Wzdłuż torowiska co kawałek zobaczyłem ślady kopania:

 

 „Czyżby szukali kamieni granicznych i odtwarzali granice? Ale przecież pas kolejowy sięga dalej!” Ostrożnie podszedłem bliżej i zobaczyłem wiadro ze zardzewiałymi śrubami. Jeden z „kolejarzy” nosił łopatę, a inny… wykrywacz metalu! Okazało się, że to poszukiwacze metalowego złomu. Tak przynajmniej zeznali.Z daleka witali się ze mną, co oczywiście od razu jest podejrzane.

Zachowując na wszelki wypadek bezpieczny dystans ( ich było trzech a ja jeden) wypytałem ich o wszystko. Pracowali kiedyś w lesie, nawet wygadali się gdzie. Nastraszyłem ich, że mój kolega właśnie przez radio ustala właściciela niebieskiego pojazdu FMI…, a oni oczywiście potwierdzili, że to ich... Powiedziałem im co trzeba, ostrzegłem, że rury nośne od znaków Krzyż Św. Andrzeja i metalowe szlabany na przejeździe mają „wszczepione chipy z GPS” lokalizujące złodziei. Wytłumaczyłem im też , że kolejowy ruch osobowy już dawno jest tutaj zawieszony  i nie mają co liczyć na zgubione sygnety, złote zęby itp., a nakrętki na szynach są kolejarzom potrzebne w komplecie…

Oczywiście bili się w piersi aż dudniło, że oni zbierają tylko te stare, zardzewiałe, nikomu niepotrzebne. W wiadrze rzeczywiście mieli tylko takie. Wytłumaczyłem im, że łazić po nie swojej własności bez zezwolenia to nie wypada, wjeżdżać do lasu tym bardziej i zaproponowałem pouczenie oraz zakończenie męczących poszukiwań. Rozstaliśmy się w przyjaźni. Wiem, że są poszukiwacze- historycy, hobbyści, amatorzy militariów, pamiątek i…monet, najlepiej złotych. Kolejowych poszukiwaczy spotkałem po raz pierwszy, choć grasują tu pewnie różni od dawna, bo zniknęły szyny kolejowe, na których były osadzone znaki ostrzegawcze przed przejazdami i parę innych metalowych „detali”. Sądzę, że ta ekipa już tu się nie pojawi.

Napisał do mnie niedawno jeden z prawdziwych poszukiwaczy- odkrywców, a zatem zgodnie z danym wcześniej słowem opowiem Wam niebawem historię o poszukiwaczach z kodeksem honorowym.

 Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

Tagi: leśnictwo
17:15, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
wtorek, 21 lutego 2012

Dzisiaj mamy Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego. Święto to zostało ustanowione przez UNESCO w 1999 roku i jest z pewnością okazją, by zwrócić uwagę na konieczność ochrony różnorodności językowej i docenić piękno ojczystego języka. Polszczyzna jest jednym z 25 największych języków na świecie – posługuje się nią ponad 40 milionów ludzi w Polsce i poza jej granicami. Język jest doskonałym przewodnikiem po polskiej kulturze i wiąże grupy społeczne, profesje, pokolenia. To między innymi za sprawą wspólnego języka ludzie, którzy żyją w różnych częściach świata, należą do różnych środowisk czy pokoleń – czują, że należą do jednej wspólnoty. W polskim języku ta wspólnota nazywana jest Ojczyzną.

 Są też specyficzne języki, które można wyodrębnić z polskiej mowy. Gdy usłyszę gdzieś w mieście zdanie: „Wczoraj ledwo zdążyłem wklepać w psiona parę sztapli i dwie mygły tartaczki, a już dzwoni wozak, że kończy ostatnią raję naczepy i czeka na kwity…” to jestem pewien, że to spotkali się leśnicy. Język leśników najeżony jest dziwnymi, niezrozumiałymi dla laika słowami, a wciąż dochodzą nowe „dziwolągi językowe”: harwestery, transfery, ekotony, feromony… Istnieją w polskim języku gwary, dialekty, slangi. To nic zlego, wręcz przeciwnie. One cementują środowiska i grupy społeczne, budują wzajemne relacje.

Jednak prawdziwy, polski, literacki język ojczysty jest tylko jeden i wszyscy mamy obowiązek dbać o niego oraz szanować zasady języka polskiego. Także pisząc blogi, które są współczesnymi pamiętnikami… Współczesny, coraz bardziej cyfrowy świat niezbyt dobrze obchodzi się z naszym językiem. Mało ze sobą rozmawiamy, coraz rzadziej piszemy, niechętnie czytamy. Pisząc sms wyrażamy emocje „buźkami”, w emailach podobnie, zamiast sięgać po książki, słuchamy „ebooków”. Nawet instrukcje obsługi różnych sprzętów coraz częściej pisane są „pismem obrazkowym”. A nasz piękny język, a słowo?

 Czy zastanawialiście się kiedyś czym dla Was jest słowo?

Ponad wszystkie wasze uroki

Ty! poezjo, i ty, wymowo

 Jeden wiecznie będzie wysoki:

 * * * * * * * * * * * * * * * *

 Odpowiednie dać rzeczy słowo!

 Cyprian Kamil Norwid

Słowo to elementarna część mowy. Słowo to znak języka- zespół dźwięków mowy ludzkiej, będący symbolicznym oznaczeniem jakiegoś pojęcia. Jest to obraz naszej myśli, bo przecież myślimy słowami. Słowo zatem nas definiuje, zdradza nasze myśli, jest naszym określeniem, a jednocześnie ilustracją naszego stosunku do świata. Czasami słowa nie trzeba wypowiadać. Wystarczy ubrać krawat w odpowiednim kolorze, np. w biało- czerwone paski czy moherowy beret, wykonać gest głową lub zgiąć łokieć w tzw. geście Kozakiewicza. Wystarczy. Nie trzeba nic mówić, to także słowo. A bywa i tak, że milczenie jest słowem…

A ile jest słów na świecie? Biblijne porównanie: „liczny jak piasek na morskim brzegu i gwiazdy na niebie”, można dziś z powodzeniem zastąpić zwrotem: „liczny jak słowa na świecie”. Każde słowo ma inne znaczenie, nawet to pozornie brzmiące tak samo, bo dla znaczenia słowa ważny jest też kontekst wypowiedzi. Słowa wypowiada się z miłością, ale też z wściekłością, wypowiada się je z bólem, wypowiada z żalem, ale też z radością, euforią, smutkiem i nostalgią, z ironią i szyderstwem, z uznaniem i dumą. Czasem słowa są ulotne jak tropy na śniegu:



 Czasem są trwałe jak kamień i mają ogromną siłę rażenia.W odpowiednim czasie, miejscu, sytuacji, odpowiednio dla osoby, myśli, nastroju dobrać odpowiednio słowo to cała sztuka! Sztuka, której zwykle trudno się nauczyć, raczej trzeba się z nią urodzić. Aby odpowiednie dać rzeczy słowo może trzeba być poetą, a „poetą się nie jest, poetą się bywa” jak innym razem zauważa Norwid. Jednak w życiu miewamy sytuacje nie tylko poetyckie i uduchowione, mamy też takie, które są nazywane „prozą życia”.

 W takich sytuacjach też musimy wiedzieć jakie jest odpowiednie słowo. Czasami kilka dobrze dobranych słów rozładuje napiętą sytuację:

Jest to niesłychanie ważne dla naszego istnienia w rodzinie, społeczności, dla naszego bytu zawodowego i społecznego. Umiejętność dokonywania wyboru właściwego słowa w różnych sytuacjach, które niesie nam życie, to klucz do osiągnięcia życiowego sukcesu. Słowa budują język, a język to narzędzie sukcesu w każdej dziedzinie życia. W domu, w pracy, wszędzie, gdzie spotkamy ludzi, którzy posługują się tym samym językiem. Każdy chce być właściwie zrozumianym, każdy chce dobrze oceniać i każdy chce dobrze nazywać swoje i czyjeś myśli, uczucia, wrażenia. Słowo i cały język ojczysty buduje i określa nasz świat, naszą życiową drogę, nasz sens istnienia. Dotyczy to także leśników, którzy nie są mrukliwi, ponurzy i zamknięci w leśnym gąszczu. Leśnicy także pracują słowem i w polskim, ojczystym języku opowiadają o lesie tym, którzy sami nie potrafią lub nie mogą go poznać. Zapraszam do bibliotek i poznania książek pełnych piękna leśnego języka ojczystego.

 Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

19:14, lesniczy.lp
Link Komentarze (6) »
czwartek, 16 lutego 2012

Byłem wczoraj w Szczecinie, w dyrekcji regionalnej i ostatnie kilometry jechałem w solidnej śnieżycy, bo zima nie odpuszcza. Dziś rano uzupełniłem ptasie karmniki słonecznikiem i jak widać to bardzo atrakcyjna karma dla wielu gatunków ptaków:



 Pojawiły się dziś nawet zięby jer, to ta kolorowa w środku kadru, powyżej "zwykła" zięba:



 Dowiesiłem też „pyzy” z nasionami i natychmiast obwiesiły się na nich bogatki, modraszki:



 mazurki, dzwońce, czyże i sikora uboga. Pojawił się też kowalik. Okruchy spod karmnika zbierały dwie sierpówki, a za chwilę wpadła na inspekcję sójka:

Kończy się mój krótki urlop i trzeba wracać do pracy. Wyjąłem już dziś segregator z dokumentami dotyczącymi lasów niepaństwowych. Ostatnio kilku rolników dzwoniło do mnie o poradę w sprawie zagospodarowania ich lasów. Większość właścicieli lasów nie bardzo wie jak prawnie i formalnie należy o nie dbać i korzystać z ich zasobów. Bo lasy choć prywatne, całkiem prywatne nie są i nie można z nich korzystać według własnego „widzimisię”. Zasady zagospodarowania lasów prywatnych reguluje ustawa o lasach, która obowiązuje we wszystkich lasach, bez względu na formę ich własności.

 Każdy właściciel nieruchomości gruntowej, oznaczonej w ewidencji gruntów jako las- symbol „Ls” powinien posiadać plan urządzania lasu lub uproszczony plan urządzania lasu. Jeżeli go nie ma to powinien wystąpić do starosty o wydanie decyzji określającej zadania gospodarki leśnej.  To według wskazówek zawartych w tych dokumentach oraz zasad sztuki leśnej określonych m.in. w zasadach hodowlanych, instrukcjach ochrony lasu i ochrony p.poż, przepisach ochrony przyrody należy gospodarzyć we własnym lesie. Często las prywatny poznajemy po takim znaku:

 Czasami łatwo go rozpoznać pośród lasów państwowych, bo wygląda tak:



 

Nadzór nad lasami niepaństwowymi, także prywatnymi z mocy ustawy sprawuje starosta. Czasami zatrudnia w tym celu leśnika, który w jego imieniu dogląda prywatnych lasów, bo jak widać po fotografii powyżej trzeba ich pilnować. Najczęściej jednak starosta zawiera porozumienia z nadleśnictwami i wtedy to leśnicy oprócz gospodarzenia w państwowych lasach w imieniu starosty sprawują nadzór nad lasami prywatnymi. Czasem jest to specjalny leśniczy od lasów prywatnych, a zwykle właściwy terytorialnie leśniczy do „swoich” hektarów ( u mnie jest to 2200) dostaje jeszcze dodatkowe prywatne. W moim przypadku to ponad 200 ha i kilkudziesięciu właścicieli kawałków najczęściej porozrzucanych pośród państwowych lasów:

Często dużym problemem jest rozdzielenie granic pomiędzy własnościami, bo znalezienie kamienia granicznego pod dywanem śniegu lub liści nie jest łatwe:

W ramach nadzoru leśnicy co jakiś czas lustrują drzewostany i oceniają sposób prowadzenia gospodarki leśnej, dopilnowują odnowienia wyciętych zrębów w ustawowym terminie 5 lat, udzielają bezpłatnych porad oraz legalizują i cechują pozyskane drewno( pamiętacie niebieskie płytki?). Za nadzór leśniczowie nie dostają dodatkowego wynagrodzenia, a jest to trudna praca. Szczególnie trudno współpracuje się z właścicielami niedawno nabytych lasów, które dotychczas należały do Państwowych Gospodarstw Rolnych. Są one mocno zaniedbane, a nowi właściciele nastawieni są na zysk, a nie na nakłady. Nie chcą zrozumieć, że leśnik działa w interesie ich dzieci i wnuków, które będą korzystały z efektów dzisiejszej pracy. Bo do lasu trzeba wiedzy i cierpliwości, także tych prywatnych lasów, które tak całkiem prywatne nie są…

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

Tagi: leśnictwo
21:38, lesniczy.lp
Link Komentarze (7) »
niedziela, 12 lutego 2012

Wczoraj był Dzień Dokarmiania Zwierzyny Leśnej, a z kolei we wtorek będzie Dzień Zakochanych. To oczywiste, że codziennie według różnych kalendarzy jest jakiś dzień czy święto. Trudno za nimi nadążyć i gdyby ich choć w części przestrzegać, to nasze życie byłoby nieustannym świętem. Dzień Dokarmiania Zwierzyny Leśnej doskonale pasuje do pewnego stereotypu, od lat powielanego we wszelkich opowieściach, który wygląda tak: „przez zaspy i śniegi brnie do paśnika barczysty, o ogorzałej twarzy leśnik z sumiastym, oszronionym wąsem, dźwiga wór karmy, a wokół stoją sarenki i patrzą z wdzięcznością”.

Leśnicy naturalnie zajmują się także dokarmianiem zwierząt, ale robią to zupełnie inaczej. Wożenie karmy do paśników nie jest ich podstawowym zajęciem. Prowadzą tak gospodarkę leśną, aby zwierzęta zimą miały wystarczająco dużo karmy naturalnej. Dbają o łąki śródleśne i wrzosowiska, sadzą krzewy i utrzymują podszyty i nadzorują prowadzenie gospodarki łowieckiej przez koła myśliwskie. To myśliwi powinni szczególnie dbać o zwierzynę, budować i utrzymywać paśniki:



Ważniejsza jest jednak troska o poletka żerowe dla zwierzyny, pasy zaporowe, lizawki. Bo naturalna karma, do której w czasie śnieżnej zimy ma dostęp zwierzyna z pewnością jest lepszym rozwiązaniem niż buraki czy kiszonka wysypana pod paśnikiem. Leśnicy z kolei samodzielnie dbają o zwierzynę na terenie Ośrodków Hodowli Zwierzyny, których jest około 300 na terenie Lasów Państwowych. Wielu leśników jest też myśliwymi i to oni, jako doskonali  znawcy biologii i obyczajów zwierząt, motywują pozostałych kolegów myśliwych do tego aby przez całą zimę, a szczególnie w Dniu Dokarmiania pod paśnikiem było „coś jest na ząb”:

 Zwierzyna teraz bardzo chętnie zjada korę sosnowa, bogatą w sole mineralne:



 Wystarczy zadbać wcześniej o podsunięcie zwierzętom „pod pysk" ściętych drzewek czy zadbać o pozostawienie świeżych czubów po trzebieży. Każdy kawałek świeżego drewna jest natychmiast "okorowany" jak widać powyżej. To konieczne działanie, zapobiegające temu, żeby lesne zwierzaki nie „spałowały” młodników, zdzierając korę z dorodnych drzewek i nie zgryzały upraw:



 Walentynki- to Święto Zakochanych, które według dość nowej tradycji przypada 14 lutego. Zrobiło się czerwono na wystawach sklepów, w reklamach i ofertach centrów handlowych. Może warto w ten dzień pomyśleć nie tylko o swojej miłości, jaką jest partner, czy partnerka, z którą chcemy dzielić swoje życie, ale o innej naszej miłości? Może warto pomyśleć o lesie? Przecież las to obiekt westchnień malarzy, poetów, rzeźbiarzy, muzyków i wszelkich artystów. Kulturotwórcza rola lasu jest ogromna i świadczą o niej galerie, biblioteki i sale koncertowe.

 Tylu z nas deklaruje przy różnych okazjach, że kocha las. Każdy ma swoje ukochane miejsce w lesie, drzewo, ulubioną polanę… Las zwykle miło kojarzy się z miejscem pierwszego pocałunku, wyznania miłości, pierwszej randki:



 W lesie, pośród kwiatów, słowików i wiosennych zapachów budzą się uczucia, czasem rodzą, a czasem też w poszumie jesiennych liści i chłodzie przymrozków umierają… Wiele drzew nosi na swojej skórze „barbarzyńskie”, czasem już historyczne pomysły zapisywania tych uczuć, co oczywiście jest naganne:

Zakochani chętnie spotykają się w lesie. Bliskość Natury wyzwala pozytywne uczucia, wzbogaca życie duchowe i zachwyca pięknem. „Postrzeleni przez Amora” postrzegają świat inaczej i w innych barwach, a gdzie można bardziej zachwycić się bogactwem kolorów, zapachów i dźwięków, jak nie w lesie?    W Święto Zakochanych miło zaprosić wybrankę serca do kawiarni, na koncert, do kina, ale pewnie warto też wybrać się do lasu. Może do miejsca sentymentalnych wspomnień zakochanych, a może po prostu na zdrowy spacer do pobielonych szronem drzew? Gdy zabierzemy ze sobą parę marchewek, torbę kukurydzy czy trochę jabłek możemy wybrać się w okolice paśnika i połączyć magię obu wspominanych tu świąt.

Związki zakochanych z lasem dostrzegł już dawno mistrz krótkiej formy- Jan Izydor Sztaudynger, który pisał: "Zakochany jest jak człowiek w lesie - zapatrzony w jedno drzewo." Pośród wielu drzew w lesie warto zapatrzyć się w tę Jedyną, Wybraną Osobę. Szczególnie w Dzień Zakochanych, ale także i w inne dni roku.

 

 Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

Tagi: leśnictwo
16:38, lesniczy.lp
Link Komentarze (12) »
środa, 08 lutego 2012

Leśnicy nazywają zwyczajowo Generałem najważniejszego leśnika w kraju- Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych. Właśnie wczoraj, 7 lutego dokonała się zmiana na tym stanowisku i pewnie jeszcze nie wszyscy o tym wiedzą... Od 7 kwietnia 2008 funkcję tę pełnił Marian Pigan:

 

W czasie jego „Generalskich” rządów w lasach wiele się zmieniło i z całą pewnością były to zmiany pozytywne dla całości firmy. Nie było w tym czasie łatwo. Był to czas reform, optymalizacji stanowisk, czyli zwalniania ludzi i likwidacji leśnictw. Leśnicy po raz pierwszy od wielu lat zdecydowali się na manifestację przed Sejmem RP, poprzedzoną akcją zbierania podpisów poparcia dla sprzeciwu wobec planów włączenia Lasów Państwowych w sferę finansów publicznych. Był to akt desperacji, ale jakże potrzebny. Pewnie wielu z Was, czytających tego bloga podpisało się na listach popierających ten sprzeciw. Niedawno w Sejmie przedstawiciele wszystkich klubów parlamentarnych uznali, że nie był to dobry pomysł, dziękowali leśnikom za ich pracę i chwalili ich profesjonalizm. Sejmowa Komisja Ochrony Środowiska deklarowała, że będzie bronić lasów jako dobra narodowego i nie zgodzi się na poddawanie ich grze rynkowej.

Dyrektor Marian Pigan był inicjatorem wielu zmian, autorem nowatorskich pomysłów, choć wiadomo, że zarządzać 25 tysiącami ludzi nie jest łatwo. Jego żona Izabela aktywizowała z kolei kobiety w zielonych mundurach i powstało stowarzyszenie „Kobiety Lasu”. Dyrektor Pigan rozpoczął proces zmian w odbieraniu działalności leśników przez społeczeństwo oraz w komunikacji wewnętrznej naszej ogromnej firmy. Niedawne badania opinii publicznej wskazują, że rośnie zaufanie, jakim obdarzają nas, leśników, Polacy. Rodacy uważają nas za ludzi uczciwych i kompetentnych i oceny pozytywne rosną. W 2002 pozytywnie oceniało nas 53% społeczności, w 2004- 71, a w roku ubiegłym już 74%.

 Ustępujący dyrektor generalny zainicjował także jakże potrzebną akcję „Puste biurko leśnika”, polegającą na zmniejszeniu biurokracji. Wszyscy mamy nadzieję, że jego następca dokończy to dzieło jak najszybciej i ku pożytkowi lasu oraz ludzi. Bo wszyscy wiemy, że najważniejszy jest Człowiek... Jego biurko nie pozostało długo puste, bo istnieje przecież ciągłość władzy:

 Tego samego dnia na stanowisko Dyrektora Generalnego LP został powołany Adam Wasiak :

Obaj panowie wcześniej zgodnie współpracowali:

Zatem pewnie i teraz nawzajem będą korzystać ze swojej wiedzy i umiejętności. Nowy „Generał” ma 46 lat i w lasach pracował na różnych stanowiskach: był podleśniczym, inżynierem nadzoru, pracował jako dyrektor oddziału urządzania lasu oraz był dyrektorem zespołu składnic. Ostatnio, już po raz drugi, był od 2008 roku dyrektorem RDLP Radom. Oprócz doskonałego przygotowania teoretycznego potwierdzonego dyplomami dwóch uczelni takie doświadczenie praktyczne napawa optymizmem. Miałem okazję poznać go osobiście i wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Wiadomo, że w lesie najważniejszy jest…leśniczy ( przymrużam oko…), ale w Lasach Państwowych wiele zależy od „Generała”. Życzę połamania pióra przy podpisywaniu zarządzeń decydujących o przyszłości naszych, państwowych lasów.

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

Tagi: leśnictwo
19:30, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 06 lutego 2012

Mróz dzisiaj siarczysty. Rano było 21 stopni poniżej zera. Nie ma żartów! To już poważna zima. Mój Rokuś niemrawo zakręcił rozrusznikiem, zaprotestował „pomarańczem kontrolek” i odmówił współpracy. Zima mu się nie podoba! Zaaplikowałem mu „doping” i podłączyłem do akumulatora prostownik. Osobowy Focus odpalił bez problemu z triumfem demonstrując po raz kolejny przewagę „benzyny” nad „dieslem”. Każde auto ma plusy i minusy. Pojechałem na zrąb przy szosie sprawdzić ile drzew ścięli w sobotę „zulowcy”.

 Praca w akordzie nakazuje zapominać o wolnych sobotach i trzaskającym mrozie. Focusa postawiłem na poboczu szosy i pobiegłem w las- to dobra rozgrzewka. Obszedłem szybkim krokiem cały, ponad trzyhektarowy zrąb. Zaplanowałem przy okazji drewno opałowe do jutrzejszej sprzedaży i zrobiłem sobie szkic ustawienia stosów. W innych oddziałach, gdzie mam opał na sprzedaż przezornie zrobiłem to wcześniej. Łatwiej wtedy dogadać się z klientami przy wystawianiu asygnat. Jeden chce drewno jak najgrubsze, inny woli cienkie. Szkic pomaga mi też łatwiej „skomponować” ilość wywozową opału, bo każdy ma inny środek transportu. Lepiej przygotować sobie „logistykę” sprzedaży wcześniej, bo gdy przyjdzie pełna kancelaria klientów, każdy się śpieszy, a ja także mam inne sprawy. Zaraz po zakończeniu wystawiania asygnat wysyłam dane do komputera nadleśnictwa i jadę rozliczyć sprzedaż.

 Do nadleśnictwa 18 km, a droga kręta, biała i śliska. Na zrębie okazało się, że „zulowcy” sosny ścięli, ale nie pozbierali z nich szyszek. Odwołałem zaplanowaną na jutro zrywkę, bo szyszki cenna rzecz i dopóki nie zostaną pozbierane nie wpuszczę ciągnika zrywkowego. O ile odpali przy takim mrozie… Ułożyłem sobie też plan co jeszcze trzeba tam wyciąć, bo to specyficzny zrąb wykonywany rębnią częściową. Nie tnie się tam wszystkich drzew. Usuwa się około 70% najstarszych drzew, chroni już istniejące naloty z naturalnego odnowienia.

Wytrzymałem na mrozie 3 godziny i „lekko zmrożony” wróciłem do leśniczówki. Dorzuciłem akacjowych szczap do pieca i odpaliłem rejestrator. Muszę tam wklepać mnóstwo danych do szacunków brakarskich na 2013 rok. Leśniczy nigdy się nie nudzi, nie ma takiej opcji… Po dwóch godzinach „pisania sms” bo tak na skróty ta praca „na rejestratorze” wygląda, zesztywniał mi kark. Trzeba zrobić przerwę.

Zaniosłem ciepłą wodę moim kurom, dosypałem im ziarna, "przewietrzyłem" psa i zajrzałem do ptasich karmników. Ruch tam jak w stolicy:

 Drugi karmnik opanowały także dzwońce, które „wygryzały” czyże:

Dziś pojawiło się ich sporo, choć dzwońce zawłaszczyły sobie cały zapas słonecznika. Pod świerkiem siedział zmarznięty szpak obok kosa i oba wystartowały z okrzykiem, gdy przechodziłem obok. Gdzież ten szpak tu się zaplątał? Kos zainteresował się jabłkami, które wczoraj wysypałem pod jabłonią. Śnieg wokół popisany był tysiącami małych ptasich łapek. Jabłka to także atrakcyjny pokarm dla ptaków w taki mróz. Jednak kos szybko „dostał kosza”, bo jabłka były czujnie strzeżone:

 To pojedynczy kwiczoł zasmakował w takim pożywieniu. Pewnie nic innego nie mógł znaleźć. Wcześniej całą gromadą kwiczoły zjadły to, co zostawiłem im na jabłoni. Pogonił kosa i sam zaczął degustować pyszne jabłuszko z mojego sadu:

Poszedłem do domu, usiadłem pół godziny za oknem i zrobiłem na gorąco ptasi fotoreportaż. Zobaczcie co przylatuje posilić się jednym jabłkiem leżącym na śniegu pod domem.  Gdy kwiczoł na chwilę odleciał na pobliską lipę pojawił się samiec zięby:

Potem przyleciała modraszka:

Przegoniła ją bogatka:

Pojawiło się kilka zięb, mazurków i sikora uboga ( bardzo podobna do czarnogłówki), którą zaraz pogoniła czupurna bogatka:



 Przymierzał się także czyż, ale siedział i siedział na modrzewiu:





Jabłko wciąż było zajęte i topniało w oczach. Za chwilę wrócił do niego kwiczoł i „rozpracował” je do ogonka. Wróciłem do swojego rejestratora i „wklepałem” wszystkie zręby, trzebieże wczesne i czyszczenia z pozyskaniem drewna. Wciąż jednak myślałem o tym jabłku. Bo pomyślcie, ile jabłek codziennie trafia do pojemnika na odpadki? Wystarczy je podrzucić pod jakieś krzewy, na trawnik, może w okolice karmnika i ile ptaków ma wtedy z niego pożytek. Nie trzeba wymyślnej karmy, eleganckiego karmnika, a ilu ptakom można pomóc w ten trudny czas.

Jedno jabłuszko, a ile sprawi dobra. Wystarczy je podrzucić ptasim przyjaciołom. Weźcie to sobie głęboko do serca, nucąc za Kabaretem Elita:

 …Zanim zniknie pod betonem osiedlowych skwerków reszta, A w piwnicy odda ducha szara mysz, Zanim wszystko co zielone, co w pachnącej trawie mieszka Na podeszwach rozniesiemy wzdłuż i wszerz… Do serca przytul psa, Weź na kolana kota, Weź lupę popatrz - pchła, Daj spokój, pchła to też istota.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

19:39, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
piątek, 03 lutego 2012

Za oknem luta zima. Termometr kilka dni z rzędu zatrzymał niebieską kreskę w okolicach 12-15 poniżej zera. Dziś w nocy zapadało na biało i od rana nadal sypie białym proszkiem w oczy. Wykorzystując silne mrozy uruchomiłem cięcia w drzewostanach liściastych. Rozpocząłem zrąb brzozowy na 70 arowym kawałeczku pośród dawnych łąk, a za chwilę będę wykonywał cięcia uprzątające pomiędzy gniazdami na bagnistym terenie. Udało się wywieźć sporo drewna z jesiennego pozyskania, choć nie wszystko. Trzeba jednak mieć świadomość, że przy tak dużych leśnictwach jak obecnie, zapas rzędu 1000m3 to norma, bo tyle drewna pozyskuje się miesięcznie. Stąd w lesie widać mygły, stosy i kupki gałęziówki samodzielnie pozyskanej przez „gałęziarzy”. Drewno jest wprowadzone do ewidencji i oznakowane…

 Plakietki, płytki, oznaczniki do drewna. Już od wielu lat zastępują odbijane metalowymi czcionkami wymazanymi smarem numery drewna. Małe plastikowe prostokąty przybite do drewna specjalnym młotkiem. Na każdej dłużycy i na każdym stosie jest taka plakietka:



 Znajduje się na niej numer kolejny napisany większymi cyferkami, a poniżej jest zakodowany liczbami adres. Można po nim poznać dyrekcję lasów, nadleśnictwom i leśnictwo. To swojego rodzaju świadectwo pochodzenia drewna:

 Plakietka na fotografii ma numer kolejny 6257. Poniżej jest zakodowany adres, a ostatnie 06 to numer mojego leśnictwa. Płytki są tak skonstruowane, że nie można ich ponownie wykorzystać. Są jak druki ścisłego zarachowania i z każdej takiej plakietki leśniczy musi się rozliczyć. Prowadzi się ich ścisłą ewidencję. Dlatego nigdy nie odrywajcie ich z drewna spotykanego podczas leśnych wędrówek. Czasem zdarza się, że robią tak dzieci dla zabawy. To jednak nie zabawa, a przejaw szkodnictwa leśnego i takie postępowanie jest karalne! Przysparza to wielkich kłopotów i leśnikom, ale jeszcze większych amatorom takiej „zabawy”. Zostawcie plakietki w miejscu, gdzie podczas odbiórki drewna nabił je leśnik.

 Obok plakietki na stosie, czy czole dłużycy zobaczycie odbite logo Lasów Państwowych. Na odwrocie specjalnego młotka do nabijania płytek jest taka „pieczątka”, która służy do dodatkowego oznaczania pochodzenia drewna:

Plakietki przechowywane są w kartonach po tysiąc sztuk, a nałożone są na plastikowe patyczki po 40 sztuk. Leśnicy na taki zestaw 40 płytek mówią najczęściej „wagon”. W jednym leśnictwie, w zależności od rozmiaru pozyskania drewna i wyrabianych sortymentów zużywa się ich nawet kilkanaście tysięcy. W Lasach Państwowych plakietki są czerwone z czarnymi napisami. Ale są też plakietki w innych kolorach. Pewnie zwróciliście na to uwagę spacerując po lasach? Są plakietki niebieskie przybijane na drewnie pochodzącym z lasów prywatnych, nie stanowiących własności Skarbu Państwa:

W parkach narodowych zobaczycie z kolei plakietki zielone:

 

Tym sposobem po kolorze płytek poznacie właściciela drewna! Mały kawałek plastiku na drewnie to cenne i ważne źródło wielu informacji. Spoglądajcie na niego z szacunkiem.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

Tagi: zasady
08:28, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
niedziela, 29 stycznia 2012

Wielu ludzi myśli, że leśnicy nosa nie wyściubiają poza las i wciąż żyją borem i jego sprawami. Sporo w tym prawdy, ale nie do końca. Bo każdy z nas leśników najlepiej czuje się w lesie i najczęściej nie przepada za tłumem oraz zgiełkiem miasta. Jednak czasami, aby zachować równowagę ducha i zupełnie” nie zdziczeć” żyjąc sprawami drewna, zwierząt i lasu, trzeba zmienić choć na parę godzin styl życia. Dobrze jest odpocząć od telefonów i myślenia co ze zrębem, sprzedażą drewna czy planowaniem zadań dla „zulowców”.

  Czasami trzeba zostawić w szafie zieloną koszulę i spodnie „moro”, a wskoczyć w cywilny garnitur i wybrać się do kina, teatru lub ciekawy koncert. Nie można też spotykać się tylko z „leśnymi” ale mieć także i innych przyjaciół, inne tematy rozmów i swoimi zainteresowaniami wykraczać poza las. Inaczej łatwo się wypalić, „zasiedzieć”  w zastanych postawach i poglądach. Bo żeby mądrze zarządzać lasem należy być także blisko ludzi i rozumieć ich potrzeby. Raz na jakiś czas warto zmienić rozkład dnia czy tygodnia i urządzić sobie weekend dla siebie i najbliższych.

 Leśniczy ma mało czasu dla siebie, bo praca zawodowa  mocno wkracza w jego życie i całej rodziny. Stąd warto czasem zmienić „klimat”. W piątek wybrałem się z żoną do teatru i. J. Osterwy w Gorzowie. Artur Barciś, znany aktor telewizyjny wyreżyserował znakomity spektakl pod tytułem „Kochać”:



Akcja toczy się w niewielkiej kawiarni w latach 60, a przez całą sztukę  nie usłyszymy  ani słowa monologu. Aktorzy opowiadają historię postaci pojawiających się na scenie tańcem i piosenkami Piotra Szczepanika. To świetna rozrywka, oddająca „klimatyczność” dawnych lat, pozytywnie nastrajająca do wspomnień. Byliśmy wcześniej także na reżyserowanej przez A. Barcisia sztuce „Trzy razy Piaf”, która także była świetna.

 Jednak bardzo liryczne piosenki Szczepanika sprawiły, że widziałem na widowni teatru wiele par, które ze wzruszeniem trzymały swoje dłonie splecione z dłońmi kochanej osoby.  Mieliśmy fajne miejsce w pierwszym rzędzie na balkonie to przyjrzałem się dokładnie! Każdemu są potrzebne takie romantyczne chwile. Zwykle leśnik ma w sobie sporo z romantyka. Był to dla nas dwojga  bardzo miły wieczór, a mam już w kieszeni bilety na koncert Michała Bajora, który pojawi się w gorzowskim teatrze 2 marca.

Nazajutrz w sobotę odwiedziliśmy przyjaciół. Mieszkają w uroczym domku na ogródkach działkowych, bo znudziło się im życie w bloku i mają tam kominek. Siłą rzeczy rozmawialiśmy
chwilę o drzewach i drewnie do kominka, ale głównie o muzyce, bo Mirek jest muzykiem. Posłuchaliśmy jego nowych aranżacji i świetnych „coverów” starych, dobrych kawałków, także Szczepanika. Powspominaliśmy także dawne czasy i ludzi, bo znamy się prawie „od zawsze”.

Niedziela, jak w piosence także miała być dla nas i w zasadzie udało się zrealizować plan. Ostatnie dni były mroźne, a telewizyjny „Meteo-Krecik” zapowiada nawet ponad 20 w minusie! Uszczelniłem okna w piwnicach i zadbałem o uzupełnienie karmy dla pierzastych przyjaciół. Ruch
przy  karmnikach jest od świtu do zmierzchu, z przerwami na przeczekanie odwiedzin krogulca, który pojawia się czasem. Zaglądam co chwilę przez okno na karmniki, a aparat leży na parapecie.

 Kwiczoły i kosy obsiadły jabłonie i korzystają z pozostawionych dla nich jabłek. Kos podbiega co chwilę do jabłka, z którego korzysta na zmianę z bogatką:



 Dzięcioł Antek woli słoninę:



Zielonożółto zrobiło się od dzwońców, które czasami rozgoni grubodziób. Pod karmnikami resztki
zbierają mazurki, zięby, czasem pojawia się trznadel. Na słoninie najbliżej okna wygina się modraszka:



Nawet kowalik zwabiony tabliczką z logo Lasów Państwowych wie, że znajdzie tu coś ”na dziób”. Zagląda w każdą szczelinę szopy na drewno:



Wieczorem zasiadam do lektury, bo mam zaplanowaną „prasówkę”, gdyż zebrał się spory stosik prasy regionalnej i ostatnie numery „Angory” i „Polityki”. Jutro ubieram się na zielono i wracam wypoczęty do lasu. Dwa  dni bez lasu stanowczo wystarczą. Bo leśniczy czasem odpoczywa od lasu, ale żyć bez niego jednak nie może.

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

 

 

 

15:55, lesniczy.lp
Link Komentarze (11) »
czwartek, 26 stycznia 2012

Pewnie to nie atak hakerów, ani protest związany z "zadymą" wokół sprawy ACTA ale przy publikacji ostatniego wpisu dotyczącego kanonu polskiego bigosu miałem wielkie problemy techniczne. Pozostała po nich "łatka" na fragmencie tekstu, uniemożliwiająca odczytanie. Wklejam poniżej nieczytelny fragment:

 

"podczas I Debaty Kulinarnej, która odbyła się 18 maja 2007 roku we Wrocławiu, Narodowa Kapituła Smaku w składzie:

Hanna Szymanderska- niezależny ekspert kulinarny, autorka książek kulinarnych,

Grzegorz Russak- niezależny ekspert kulinarny, prezes Polskiej Izby Produktu Regionalnego i Lokalnego,

Stefan Birek- szef kuchni Hotelu Lord W Warszawie"

reszta tekstu po moich dłuuugich zmaganiach z oporem materii jest OK. Jestem przekonany, że ten mały problem nie wpłynie na wspaniały smak bigosu przyrządzonego zgodnie z podanym kanonem.

Pozdrawiam Wszystkich czytelników bloga!

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

11:41, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
środa, 25 stycznia 2012

We wtorek miałem silne natarcie klientów detalicznych. Sprzedałem tego dnia około 150 m3 drewna czyli 5 wielkich TIR-ów! Wystawiłem 28 asygnat na drewno, a dziś w lesie wydawałem je nabywcom. Ostatnio miałem sporo pracy także przy lasach niepaństwowych, bo nadzoruję gospodarkę prowadzoną w nich przez właścicieli prywatnych. Jest tych lasów około 300 ha, porozrzucanych często pośród „moich”, czyli naszych, państwowych. Mam z nimi sporo pracy i … kłopotów. Opowiem Wam o tych sprawach innym razem, bo pewnie warto poznać je bliżej, gdyż gospodarka w lasach prywatnych interesuje wielu ludzi.

Od poniedziałku fajnie się ochłodziło i zrobiło się w moich okolicach tak jak lubię : sucho, lekko mroźnie i słonecznie:

 Śniegu na razie nie widać i chodzę po lesie po „czarnej stopie”, bo tak po leśnemu mówi się na bezśnieżną, zamarzniętą lekko ściółkę. Wreszcie chodzę, a nie taplam się w błocie… Po południu wyraźnie widać, że dzień już się wydłużył.  Może tylko na przysłowiowy „barani skok”, ale zawsze coś. Chłodniejsze dni z pewnością zachęcają do myślenia o bigosie. Sądząć po komentarzach czekacie na obiecany przepis.  To wspaniała i najbardziej chyba polska potrawa. O znaczeniu tego kulinarnego dzieła dla dorobku polskiej, tradycyjnej kuchni świadczy fakt, że  podczas

 I Debaty Kulinarnej, która odbyła się 18 maja 2007 r we Wrocławiu Narodowa Kapituła Smaku w składzie:

Hanna Szymanderska - niezależny ekspert kulinarny ,autorka książek kulinarnych,

Grzegorz Russak – niezależny ekspert kulinarny , prezes Polskiej Izby Produktu Regionalnego i Lokalnego

Stefan Birek - szef kuchni Hotelu Lord w Warszawie,

Janusz Profus – ekspert kulinarny, Maestro Czekolady Cadburry Wedel

Henryk Dumin – etnolog ,niezależny ekspert kulinarny, Urząd Marszałkowski Wrocław

Jadwiga Juszko - szefowa kuchni Holliday Inn Wrocław

Janusz Stańczyk – znawca polskiej kuchni , sekretarz Narodowej Kapituły Smaku

Robert Stelmaszyk - szef kuchni Hotelu Grand w Sopocie

Jacek Szczepański - szef kuchni, niezależny ekspert kulinarny

określiła kanon tradycyjnego polskiego bigosu. Czasem gotuje się go jak Mistrz Russak w solidnym kotle:

Najlepszy na domowe potrzeby jest jednak kaflowy piec kuchenny taki jak w mojej leśniczówce:

Piec elektryczny i gazowy też spełni swoją rolę, ale potrawy gotowane na żeliwnej płycie ogrzanej drewnem mają inny smak. Renia piecze mięso w kamionkowym naczyniu, które stoi na naszym piecu. Ma ono zupełnie inny, niepowtarzalny smak. Według kanonu polskiego bigosu tworzą go następujące składniki:

posiekana kapusta kiszona i słodka,

esencjonalny bulion,

czerwone peklowane mięso ( powinno ono stanowić 30% użytego do bigosu mięsa),

dziczyzna,

mięsa pieczone i gotowane (wieprzowe, wołowe)

tłusty drób (mięso kacze i z gęsi)

kości wędzone (do bulionu)

słonina (do przesmażania z mięsem)

przyprawy: ziele angielskie, listek laurowy, całe ziarenka pieprzu, kminek, jałowiec, tymianek, majeranek

grzyby suszone

jabłka, odmiany polskie winne (antonówka, szara reneta)

cebula

suszone śliwki

Sposób przyrządzania:

1) Przygotować wywar z wędzonych kości (schab, żeberka).
2) Posiekaną kapustę kiszoną i słodką łączymy w dowolnych proporcjach (w zależności od uznania) i dodajemy do bulionu. Wraz z kapustą dodajemy obrane, pozbawione gniazd i pokrojone jabłka.
3) Do wywaru z kapusty dodajemy w pierwszej kolejności mięsa pieczone i gotowane, a następnie mięso wołowe. Mięso powinno być wcześniej przesmażone ze słoniną oraz posiekaną w pióra cebulą.
4) Do bigosu dodajemy przyprawy: listek laurowy, ziele angielskie, całe ziarenka pieprzu, a także kminek, jałowiec, tymianek i majeranek.
5) Bardzo ważne jest dodanie suszonych, obgotowanych i pokrojonych grzybów. Wywar z grzybów pozostawiamy do podlania bigosu.
6) Następnie dodajemy suszone śliwki polskie, uprzednio namoczone.
7) Bigos należy posolić, lecz trzeba uważać by nie przesadzić, gdyż dodane wcześniej składniki były już solone (mięsa).
8) Pod koniec duszenia lub już na talerzu bigos przyprawiamy świeżo zmielonym pieprzem.
9) Nie należy zapominać o staropolskim przysłowiu, że „Bigos to wczorajsza potrawa” i że tylko „Odgrzewany bigos jest smaczny”! Dlatego też należy go przygotować wcześniej; dobrze jest przełożyć później do kamiennego garnka i wstawić do lodówki, a nawet zamrozić; odgrzewać można w całości lub porcjami. Dawniej mawiano, że dopiero „przegryziony” co najmniej 6-8 dniowy bigos najwspanialej uwydatnia swój smak i aromat.

Przedstawione wyżej składniki i sposób przygotowania stanowią obowiązujący kanon tradycyjnego polskiego bigosu. Oczywiście uznaje się regionalne odmiany tej potrawy, w których proporcje składników zależą od gustów, upodobań i tradycji mieszkańców danego regionu. Wielka ilość składników, używanych do gotowania bigosu, upoważnia do stosowania innych dodatków i przypraw poza tymi, które określa kanon. Dla nadania bigosowi specyficznego, wyrafinowanego smaku można dodawać:

musztardę sarepską,

miód, np. gryczany,

wino lub nalewki,

rodzynki,

pomidory lub przecier pomidorowy.

Wcześniej trzeba też zrobić zapas leśnych grzybów:





Taki jest kanon, ale pamiętajmy, że Polacy są wielkimi indywidualistami i każdy ma swoje pomysły oraz tajemnice kulinarne. Jak nieopatrznie zbyt długo zasiedzimy się przed telewizorem, to natychmiast zauważymy, że dziś w Polsce wszyscy gotują i są ekspertami kulinarnymi. Bądźmy raczej ostrożni z wyborem autorytetów kulinarnych, a ja wierzę w to co mówi Wielki ( bo trochę waży i mierzy chłopisko, ale nie tylko z tego powodu jest Wielki)) Grzesiek Russak:

Wykwintnego  myśliwskiego bigosu nie  gotuje się  z tego co zostało,  ale z mięs , pieczeni  i wędlin szykowanych specjalnie  na to danie . Podstawą jest, aby mięsa było więcej niż kapusty…

Wiemy jednak, że w wielu sklepach z wędlinami jest asortyment o nazwie "bigosowe"...Po degustacji wspaniałego bigosu przygotowanego według kanonu nie zawadzi skosztować jakiejś znakomitej nalewki z pięknego kieliszka na wysokiej nóżce. Według mnie najlepsza jest tu tarniówka lub ulubienica mojej żony- nalewka ze śliwek węgierek. Zrywam je z narażeniem życia z wierzchołków starych śliw na śródpolnych alejach, choć niewiele ich już zostało. Na słoik nalewki i gar powideł zawsze jednak starczy. Po biesiadzie, np. takiej jak przygotowują leśnicy na różnych imprezach:



 ( nie mylić biesiady z lunchem, gdzie spożywamy zwykle „żywność śmieciową” polaną dla niepoznaki dipem) warto zajrzeć do „Pana Tadeusza”:

„... Potrawą nie lada

Jest bigos, bo się z jarzyn dobrych sztucznie składa.

Bierze się doń siekana, kwaszona kapusta,

Która wedle przysłowia sama idzie w usta;

Zamknięta w kotle, łonem wilgotnym okrywa

Wyszukanego cząstki najlepsze mięsiwa;

I praży się aż ogień wszystkie z niej wyciśnie

Soki żywne, a z brzegów naczynia war pryśnie

I powietrze dokoła zionie aromatem...”

 

Kto nie zna takich smaków wywodzących się z polskiej kuchni i bogactwa darów lasu, a jada popularne "specyfiki z gatunku fastcośtam" często zagląda do aptek. Jest ich w naszych miastach coraz więcej i są skutecznie reklamowane przez media, a ostatnio także przez  poczynania naszych prawodawców…

Życzę Wam smacznego zachwytu nad polskim bigosem - geniuszem polskiej tradycji.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

22:41, lesniczy.lp
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20