O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
czwartek, 20 lipca 2017

554min

Jakże ten czas leci… Ledwo się obejrzałem, a tu od 1 lipca minęło tyle dni! Dlaczego wspominam 1 lipca? Bo wtedy był jubileusz 70 lat istnienia Technikum Leśnego w Rogozińcu. Tego dnia dopiero można było zauważyć jak szybko mijają dni…

Dostojne Panie Absolwentki, zacni Panowie Absolwenci wspominali jak to jeszcze wczoraj ganiali po arboretum, psocili na praktykach, ujeżdżali konnym wozem Zenka lub pchali Pragę- osinobus pana Ziarko, który to „wspaniały wóz” nie zawsze chciał odpalać. Każdy rocznik szkoły, każdy absolwent, których tak wielu wyszło stad w świat ma własne wspomnienia. Jak to szybko minęło…

Iluż stąd wyfrunęło ciekawych postaci, którzy zapisali się różnokolorowymi zgłoskami w historii polskiego leśnictwa i wielu innych profesji. Bo na zjeździe absolwentów spotykają się dyrektorzy regionalni, nadleśniczowie, leśniczowie i pracownicy różnych stanowisk w nadleśnictwach ale też żołnierze, policjanci, przedsiębiorcy leśni (i nie tylko), poważni biznesmeni, urzędnicy i rolnicy. Stanęli na placu, który nieodmiennie kojarzy się z małym asfaltowym boiskiem, gdzie graliśmy w „nogę” do późnej nocy, a potem kapaliśmy się w zimnej wodzie w kamiennych korytach umywalni, stanęli przy tabliczkach z datami roczników

5541

Jak zawsze, szczególnie dopisali najstarsi absolwenci, choć jest ich, niestety, coraz mniej. Minęło już przecież 70 lat od dnia jak nasza szkoła została założona jako 2-letnie Liceum I-go stopnia w Rogozińcu na bazie dotychczasowego Gimnazjum Leśnego w Margoninie. Powstała w dawnych koszarach cesarskich Niemiec z czasów przed I wojną światową. Obok, w okolicznych lasach były wcześniej magazyny uzbrojenia, które stanowiły jedną z największych w czasach I wojny światowej budowli militarnych.

Szkoła powstała, aby miał kto pracować w polskich lasach po zawierusze II wojny światowej. W historii szkoły bowiem czytamy: „Leśnictwo polskie w okresie drugiej wojny światowej poniosło ogromne straty. Były to nie tylko straty ekonomiczne (rabunkowa polityka okupanta) ale przede wszystkim zginęło wielu dobrych fachowców - leśników. Niemalże kompletnie została zniszczona i zdewastowana cała baza szkoleniowa. Okupant nie oszczędził nauczycieli, profesorów i innych pracowników szkolnictwa leśnego. Najwięcej zginęło pracowników terenowych, głównie leśniczych i gajowych (25% zaginionych to personel leśny i 31% to personel kierowniczy i inżynieryjno-techniczny). Należało po wojnie rozwiązać poważny problem kadrowy. Znaczna część leśników nie posiadała dostatecznego przygotowania zawodowego. Trudności te wystąpiły przy zagospodarowaniu lądów ziem Zachodnich i Północnych. Zrodziła się potrzeba kształcenia i dokształcania kwalifikowanych kadr dla krajowej gospodarki leśnej, w celu obsadzenia stanowisk w administracji leśnej. Władze centralne szybko zorganizowały szkolnictwo - od doraźnych kursów począwszy, poprzez szkoły zawodowe średnie - do wyższych włącznie”.

No i te „kwalifikowane kadry” zjechały się na jubileusz! Mój rocznik 1984 reprezentowało kilkanaście osób.

5542

Z wielkim sentymentem witaliśmy na uroczystości dawnego, powszechnie lubianego kierownika internatu „Wąsa”, który „ścigał” nas za zbyt długie włosy i bałagan w szafkach oraz naszego przesympatycznego wuefistę „Wacka”. Wacław Adamski usiłował dać nam w kość, ucząc wszelkich dyscyplin sportowych, zimowych i letnich. Zaliczaliśmy pełną lekką atletykę czyli biegi, skoki i rzuty, graliśmy we wszelkie gry zespołowe, a zimą Wacek siadał na „składaka” i jechał do wsi Rogoziniec, a my biegliśmy przodem z łyżwami i hokejami na to zaimprowizowane lodowisko. Niektórzy przypinali narty- biegówki, a inni grali w kopnym śniegu w piłkę bo powszechnie wiadomo, że „noga” jest ponad wszystko. Wacek często grywał z nami- to były czasy…

Podczas jubileuszu obaj: „Wąs”- Józef Jaśkowski i „Wacek”- Wacław Adamski otrzymali z rąk absolwenta TL Rogoziniec Dyrektora RDLP Zielona Góra Leszka Banacha Kordelasy Leśnika Polskiego. Wyróżnienie otrzymał też obecny dyrektor TL

5543

Jubileusz to świetna okazja do spotkań i wspominek. Oto rocznik Henia, Ludwika i Witolda dumnie pozuje do zdjęcia w towarzystwie koleżanek:

5544

Przed budynkiem szkoły młodsze roczniki ściskały się serdecznie, oto ekipa mojego kolego Rafała- rocznik 1994

5545

Moi klasowi koledzy zebrali się na chwilę na ławce w szkolnym arboretum, wspominając naukę jazdy ciągnikiem „Kulesia”, wyprawy towarowym pociągiem do międzyrzeckiego „medyka” czy różne przygody podczas leśnych praktyk. No i wspominali wyprawę z Rogozińca na moje wesele, bo jako pierwszy z rocznika zdecydowałem się na ten krok. No i te draby zjechały się w Rogozińcu, zrobiły wyskok na ogródki po kwiaty i wieczorem silną grupą wtargnęli na wesele. Się działo, a moja Renia, a zwłaszcza jej mama czyli moja teściowa Helenka latami wspominała, że jeszcze nigdy w życiu się tak nie wytańczyła…

5546

Potem przenieśliśmy się z arboretum do gabinetu ochrony lasu, wspominając godzinami naszego niezapomnianego wychowawcę Tadeusza Wasylewicza- „Kokona”.Do gabinetu co chwilę zaglądali inni absolwenci. Od lewej w kadrze zmieścił się Witek, za nim kawałek Łysego, Chmurka, Mirek, Antek, Świder, Rysiek Kindor, Rysio, no i ja…

Teraz w tym gabinecie gospodarzy nasz klasowy kolega Rysio, który jak na „profesora” przystało występował na biało i w zielonym krawacie…

Wspomnienia trwały długo w noc, bo pięć wspólnych lat zapadło każdemu z nas głęboko w pamięć. Niech żałują ci, co nie dojechali, ale pewnie za jakiś czas spotkamy się znowu i liczniej na kolejnym zjeździe naszego najlepszego rocznika TL Rogoziniec 1984…

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

21:24, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 lipca 2017

 

553min

Temat Puszczy Białowieskiej od dawna przewija się w medialnych doniesieniach i codziennych rozmowach. Budzi on w ludziach wielkie emocje i jakże często jest powodem negatywnej oceny leśników. Wydaje się to oczywiste, że aby oceniać i krytykować należy dobrze znać przedmiot dyskusji, ale zwykle różnie z tym bywa…

Leśnicy opiekują się Puszczą Białowieską od blisko 100 lat. Przecież to dzięki staraniom Lasów Państwowych utworzono w 1921 roku najpierw leśnictwo Rezerwat, które przekształcono potem w Białowieski Park Narodowy. Obejmuje on nieco ponad 10 tys. hektarów powierzchni leśnej. Część Puszczy, którą zarządzają nadleśnictwa ma w sumie ponad 50 tys. hektarów lasów gospodarczych, z czego 12 tys. hektarów to utworzone przez leśników rezerwaty i dodatkowo leśnicy wyznaczyli blisko 6 tysięcy hektarów powierzchni referencyjnych, gdzie rządzi przyroda, a nie ludzie, bo ingerencję ludzi ograniczono tam do minimum. Czyli 1/3 Puszczy Białowieskiej zarządzanej przez Lasy Państwowe jest pozostawiona działaniom sił przyrody, a nie ludzi. Jeśli dodamy do tego teren Białowieskiego Parku Narodowego okaże się, że blisko 45% Puszczy pozostawiono przyrodzie. Warto też poznać historię puszczy i poczytać tam o leśnikach, a nie o ekologach, bo przecież to leśnicy tworzyli park i wyznaczali rezerwaty, to leśnicy chronili i chronią Puszczę przed różnymi zagrożeniami.

Gospodarzą w niej według zaleceń naukowców, by odtwarzać jej jak najbardziej naturalny, zróżnicowany charakter i ściśle współpracują z lokalną społecznością. To leśnicy dbają o trwałość wszelkich gatunków roślin i zwierząt, m.in. przywrócili Puszczy i ogólnie polskim lasom żubra.

 

Także to my, leśnicy, odnawialiśmy Puszczę po dewastacyjnych wyrębach Niemców, Rosjan czy brytyjskiej kompanii The Century, która dostała koncesję na wyrąb 4 mln m3 drewna z Puszczy. Wycinka najlepszych jakościowo drzew bez nasadzeń prowadziła do niemal całkowitego wyniszczenia Puszczy Białowieskiej. Na szczęście 29 maja 1929 r. rozwiązano jednostronnie umowę z firma angielską wypłacając odszkodowanie w wysokości 375 tys. funtów szterlingów, co w przeliczeniu wówczas wynosiło 6,2 ml. Zł. Z tej kwoty potrącono niespłacone przez firmę podatki w wysokości 1,5 mln. zł. Dokonał tego nie kto inny jak leśnik- Adam Loret, dyrektor generalny powołanych w 1924 roku Lasów Państwowych. Ten wybitny leśnik uratował w ten sposób Puszczę Białowieską, a dziś wiele doniesień medialnych przekazuje informacje o żądnych „kubików i złotówek” leśnikach, nazywanych złośliwie deskorobami…

Okres 5 lat (1924-1929), w którym to Century Timber Company wycięła i wywiozła ponad 2,5 mln m³ samej tarcicy zaliczany jest do najgorszych w historii Puszczy Białowieskiej. Anglicy zdegradowali wtedy powierzchnię ok. 7000 ha zrębów zupełnych, które to znacznie i długotrwale wpłynęły na stan zdrowotny Puszczy Białowieskiej i doprowadziły do zachwiania funkcjonowania ekosystemów. Zakładane przez nich zręby miały szerokość 100 m, a ich długość sięgała do 1 km. Dziś my, leśnicy w lasach gospodarczych zakładamy zręby zupełne, których powierzchnia nie może przekroczyć 4 hektarów...  Ale pewnie m.in. dziennikarze nie pamiętają o wybitnym leśniku Adamie Lorecie, nie znają zasad zakładania zrębów oraz tajników sztuki leśnej.

Trudno zresztą komukolwiek obiektywnie rozmawiać o miejscach i sprawach, których nie udało się samodzielnie poznać. Zatem gorąco do tego zachęcam. Letni czas wakacji i urlopów jest szczególnie dogodny do wyjazdów i poznawania uroków naszego pięknego kraju. Wydaje się oczywiste, że wypoczynek pośród drzew i w bezpośrednim kontakcie z przyrodą jest z pewnością dla wielu z nas najlepszym relaksem. Poznajmy zatem sami Puszczę Białowieską i wybierzmy się tam pod fachową opieką leśników, którzy zachęcają:

Przyjedź na wakacje do Puszczy Białowieskiej i chodź do lasu razem z nami!

Właśnie w te wakacje, na obszarze nadleśnictw Puszczy Białowieskiej, w każdą sobotę oraz niedzielę organizowane są rajdy piesze z leśnikami.

Rajdy będą się odbywały co tydzień w innym puszczańskim nadleśnictwie, ukazując piękno lasu oraz naszą pracę jaką w nim wykonujemy. Start rajdów po puszczy w towarzystwie leśników odbył się w sobotę 08.07.2017 r. w Nadleśnictwie Białowieża, po tygodniu będzie okazja do puszczańskiej wyprawy w Nadleśnictwie Hajnówka, a następnie w Nadleśnictwie Browsk. Potem od nowa, bo w Nadleśnictwie Białowieża pieszy rajd odbędzie się również w niedzielę 13.08.2017 r. To znacznie lepsza od biernego śledzenia medialnych doniesień forma poznawania Puszczy Białowieskiej.

Rajdy rozpoczynają się w znanych i popularnych turystycznie miejscach w Puszczy Białowieskiej: Nadleśnictwo Białowieża - Ośrodek Edukacji Leśnej "Jagiellońskie", Nadleśnictwo Hajnówka - Uroczysko Krynoczka, Nadleśnictwo Browsk - parking LP przy herbarium.

5532

Co godzinę wszystkich chętnych leśnik-przewodnik przeprowadzi po duktach Puszczy Białowieskiej i pokaże jak rzeczywiście wygląda ten zakątek kraju. Ostatnie wejście rozpoczyna się o godzinie 13.00.

Wstęp do lasu jest oczywiście wolny, zachęcam wszystkich do takiej formy poznawania Puszczy Białowieskiej, do rozmów z leśnikami, prawdziwymi przyrodnikami i miejscową ludnością. Wtedy sami zobaczymy na co choruje Puszcza Białowieska i czy potrzebna jest jej pomoc szamana z kolorowymi ozdóbkami i powtarzającego rymowane zaklęcia, czy lekarza znającego sztukę leśną, niezbędną do dobrej diagnozy oraz specjalistycznego leczenia.

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

13:31, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
czwartek, 06 lipca 2017

552min

Gdy dziś zastanawiałem się jaki temat poruszyć w blogowych zapiskach i gdy gmerałem w gąszczu pomysłów różnorodnych jak przyroda lubuskich lasów, spadło na mnie olśniewające olśnienie. Gdy chciałem bowiem podzielić się z czytelnikami informacjami o tym, czym darzy lipcowy bór, przyszło mi na myśl powitanie ludzi lasu: Darz Bór! Czy znamy to piękne powitanie ? Czy wiemy skąd wywodzi się to tradycyjne zawołanie leśników, myśliwych ale nie tylko, bo to przecież także piękne pozdrowienie wszystkich miłośników lasu. Lipcowy las darzy nam wieloma dobrami, bo przecież znajdziemy w nim jeszcze pachnące i pyszne poziomki

5521

Możemy do woli raczyć się czarnymi borówkami, jagodami, czernicami czyli bardzo zdrowymi owocami Vaccinium myrtillus, wieloletniej, rosnącej łanowo krzewinki z rodziny wrzosowatych.

5522

Lipcowy las, a szczególnie bór z drugim piętrem dębowo-bukowym jest wspaniałym miejscem do wypoczynku. Czy znacie taki wakacyjny wierszyk Wyspiańskiego?:

I cóż, kochany Panie Leonie,

czy byłeś Pan już w lesie?

czyś widział, jak się pasą konie?

słyszałeś, jak gęś drze się?

 

Po stawie jak pływają kaczki

i zboże jak chwieje się,

modre bławaty, krasne maczki,

puch jak się z wiatrem niesie?

 

Czy lis oddychał już jedliną,

pod sosną czyliś dumał,

czyliś zapoznał się z gadziną

i z wierzbą się pokumał?

 

Czyś dopadł gdzie, jak sroka skrzeczy

w oborze bydło ryczy? -

Czyś znalazł wszystkich kopę rzeczy,

które mieć dusza życzy?

 

Czyś widział pawia na ogrodzie,

pod chatą dzieci płowe?

Czyś pochylony stał ku wodzie

na fale patrząc nowe?

 

Na fale patrząc, jak kołują,

gdy wodne muchy kroczą,

jak żaby na się nawołują,

siąpisz - a w topiel skoczą?

 

Czyliś odnalazł w leśnej głuszy

tych świerków kilkunastu,

ten czar, co Polskę budzi w duszy?

Czy tęsknisz już ku miastu?

 

Czyś się przypatrzył na obłoki,

jak płyną wiecznie świeże?

Czyś już jest młodszy o te roki,

które ci smutek bierze?

 

Czy się już czujesz odmłodzony,

jak chłopiec, jak młodzieniec?

obok żywiołów, dzieci, żony

czujesz się pan czy jeniec?

 

Czyliś odzyskał już swobodę

i myśl, tę myśl pogodną,

i chęć tych dążeń, co są młode,

bo dusza tych jest głodną?

 

Czyli gdyś w lesie legł na krzewach,

czy ścieżką kiedyś chodził,

czyś poznał Elfy po ich śpiewach,

Bóg leśny czy cię zwodził?

 

A gdyś to wszystko już przeczytał,

gdyś wszystko już zrozumiał,

to rozważ, żem Cię listem witał,

jak myślę, jakem umiał.

 

Stanisław Wyspiański zadedykował go Leonowi Stępowskiemu, który właściwie nazywał się Leon Aleksander Junosza-Stępowski. Był to aktor grający w jego sztukach, potem też dyrektor teatru, a wierszyk wakacyjny razem z innymi dwoma utworami poeta wysłał mu z Krakowa w lipcu 1903 roku do Rojówki koło Nowego Sącza. Czy to nie wspaniała pochwała tego, czym obdarza nas lipcowy bór?

5523

Tradycyjne „odwieczne” powitanie „Darz Bór” jest zwykle kojarzone z myśliwymi i polującymi leśnikami, którzy witając się czy żegnając, życzą sobie powodzenia na polowaniu. Jest to jednak piękne pozdrowienie wszystkich ludzi kochających i szanujących las, warto nam wszystkim właśnie tak pozdrawiać się na leśnych szlakach. Skąd się wzięło to wcale nie takie stare powitanie?

Bardzo to przystępnie i ciekawie wytłumaczył w jednym ze swoich felietonów Edek Marszałek- mój znakomity kolega z bieszczadzkich połonin. To, obdarzony wieloma talentami wyjątkowy leśnik- rzecznik Regionalnej Dyrekcji LP w Krośnie, człowiek- orkiestra, grający na swoich licznych talentach i umiejętnościach równie wspaniale jak na gitarze. Dlatego ludzie, bardzo różni ludzie z uśmiechem go pozdrawiają i uchylają kapelusza, a on tłumaczy im skąd wzięło się pozdrowienie Darz Bór!:

5524

Wbrew przekonaniu o "odwieczności", pozdrowienie "Darz Bór" nie jest nawet "wiekowe", liczy sobie zaledwie 95 lat. Jego autorem był inż. Stanisław Wyrwiński, w latach 20. ub. wieku inspektor w dyrekcji Lasów Państwowych w Poznaniu. Jako patriotę raził go fakt, że leśnicy w Wielkopolsce przejmowali od swych niemieckich kolegów zawołanie "Waldheil". Wymyślił polskie pozdrowienie "Darz Bór" i zaprezentował je podczas zjazdu leśników Wielkopolski i Pomorza w Poznaniu 31 października 1920 r. Napisał też słowa pasujące do melodii "Pierwszej Brygady". Kopie tekstu rozeszły się między leśnikami w Polsce, a samo pozdrowienie przyjęło się jako ogólnokrajowe.

Utwór, który napisał St. Wyrwiński, można traktować jako hymn polskich leśników, dlatego warto go przytoczyć:

 

Stajemy dziś razem zbratani,

Jak jeden mąż – jak jeden mur,

Obronie puszcz i kniei oddani,

Od morza fal, do szczytów gór;

My borów władarze

Stajem przy sztandarze.

Darz Bór! – tak hasło brzmi,

Gra hejnał chór -

Darz Bór! – Darz Bór!

Do pracy więc w zgodnej gromadzie,

Bo wielki trud – bo pilny czas,

Wspierajmy się w znoju i radzie,

My Leśna Brać – o polski las;

My borów władarze

Stajem przy sztandarze.

Darz Bór! – tak hasło brzmi,

Gra hejnał chór -

Darz Bór! – Darz Bór!

 

Jednak oficjalnym hymnem, choć pewnie też mało znanym, bo przecież ogólnie leśnicy to bardzo „niszowa” i skromna grupa zawodowa, jest utwór do słów Leonarda Chociłowskiego i z muzyką Tadeusza Wiśniewskiego:

Hymn Leśników Polskich

  1. Chwała ci lesie wieczysty, chwała

Chramie praojców, kolebko ludów

Sławi cię ziemia cała!

Tyś wielki pośród przyrody cudów

Za dary twoje,

Za moc i krasę

Cześć ci po wszelkie czasy!

  1. Chwała wam leśne mocarne drzewa.

W słońcu poczęte w rodzącej glebie.

Dzieci Bożego siewu!

Błogosławione, i żeście z siebie

Ołtarze ducha

Dźwignęły światu

W świątyniach majestatu

  1. Szumią od morza po gór szczyty

Bory ojczyste, knieje i gaje.

Hołdy życiu ślą w błękity

Trwaj wieczny lesie

W Piastowym kraju.

Serce narodu

Będzie ci strażą

Niech ci się plon twój darzy!

 

Warto poznać i zapamiętać ten utwór opracowany na orkiestrę symfoniczną przez Stefana Rachonia i pod jego dyrekcją nagrany przez Orkiestrę Polskiego Radia w Warszawie. Zarządzeniem Nr 52 Dyrektor Generalny Lasów Państwowych z dnia 21 sierpnia 2000 r. ustanowił go „Hymnem Leśników Polskich”.

Wracając jednak do leśnego pozdrowienia „Darz Bór” warto podkreślić, że ciekawą sprawą jest jak je piszemy. Posługując się Wielkim słownikiem ortograficznym języka polskiego pod red. A. Markowskiego i Słownikiem poprawnej polszczyzny W. Doroszewskiego piszemy: Darzbór! Zwracam uwagę na wykrzyknik na końcu.

Często można spotkać pisownię: Darz Bór i Darz bór. Obecnie obowiązuje podobno pisownia łączna czyli darzbór. Profesor Andrzej Markowski pisze w „Polszczyźnie znanej i nie znanej” (Warszawa 1993), że jednym z powodów mogłoby być to, że z czasem sformułowanie darz bór! przestało być rozumiane dosłownie. Według niego powszechnie weszło w obieg wykrzyknienie: niech darzy bór. Był to prawdopodobnie sprzyjający moment, żeby zacząć je pisać łącznie (jak np. dobranoc czy bodaj; dawne bogdaj, Bóg daj). Władysław Kopaliński w "Słowniku mitów i tradycji kultury" (PIW 1985) też posługuje się zapisem darzbór.

Ciekawym wydaje się też fakt istnienia w czasach drugiej wojny światowej grupy konspiracyjnej DARZBÓR. Pierwszego września ubiegłego roku z inicjatywy dyrektora Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Toruniu Janusza Karczmarka na terenie dawnej leśniczówki Emilianowo w Puszczy Bydgoskiej został odsłonięty pomnik dla uczczenie działalności grupy konspiracyjnej DARZBÓR. Jej komendantem był leśniczy Lasów Państwowych Franciszek Wrembel, ps. „Marcin". Grupa DARZBÓR w 1940 weszła w skład Związku Walki Zbrojnej, a potem stała się częścią Armii Krajowej. Leśniczówka Emilianowo była miejscem, w którym ukrywano Polaków poszukiwanych przez gestapo czy zbiegłych jeńców.

 

Niektórzy jednak mówią, że używanie formy Darz Bór! to domena literatów leśnych i starych myśliwych. Ale skoro sam pomysłodawca Stanisław Wyrwiński zapisał ją jako: "Darz Bór", to uważam, że przy tym zapisie powinniśmy pozostać. Pisanie Bór, a nie bór, choć naturalnie nie jest to nazwa własna, dobitnie świadczy o szacunku do tego słowa jako miejsca pracy leśników oraz celu wędrówek wielu ludzi. Pozdrawiajmy się zatem słowem „Darz Bór!”, zwracając uwagę na akcent, stawiany zawsze na ostatniej sylabie i gdy będziemy się przy takiej zasadzie upierać, tworząc usus, to zapewne Rada Języka Polskiego wcześniej czy później go zaakceptuje.

Mówmy do siebie „Darz Bór!” na ulicy i podczas leśnych wędrówek, uśmiechając się do siebie i obdarzając życzliwością. Wołajmy do siebie w różnych sytuacjach

5525

Bądźmy dla siebie mili i życzliwi, bo przecież także życzliwie traktuje nas lipcowy las oferując czerwone poziomki, czarne borówki o sinym nalocie i żółciutkie kurki wystające z zielonego mchu lub brązowego igliwia.

5526

Te słowa to przekaz, który trafia nie tylko do leśników i ludzi wędrujących po lasach ale także do pozbawionych uśmiechu ludzi przepychających się w anonimowym tłumie miasta. Nawet do tych odgradzających się od innych słuchawkami na uszach i obojętną miną. Niech nam wszystkim Bór darzy, a my odwdzięczajmy się sobie nawzajem miłym pozdrowieniem.

Darz Bór!

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

23:01, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »
czwartek, 29 czerwca 2017

551min

W minioną sobotę, późnym wieczorem zakończył się XXIX Ogólnopolski Rajd Leśników „Tropem Niedźwiedzia”- Bieszczady 2017. Miejsce, gdzie spotkali się leśnicy z całego kraju ma niezaprzeczalny urok, bo któż może oprzeć się magii bieszczadzkich krajobrazów, aniołów, biesów i czadów? Choć wielu z nas, leśników, którzy umiłowali zieleń nuci przykładem Starego Dobrego Małżeństwa:

Anioły są takie ciche

Zwłaszcza te w Bieszczadach

Gdy spotkasz takiego w górach

Wiele z nim nie pogadasz

 

Najwyżej na ucho ci powie

Gdy będzie w dobrym humorze

Że skrzydła nosi w plecaku

Nawet przy dobrej pogodzie

 

Anioły są całe zielone

Zwłaszcza te w Bieszczadach

Łatwo w trawie się kryją

I w opuszczonych sadach…

Sądzę jednak, że leśnikom pewnie bliżej do czadów niż do aniołów. Bo choć czasem musimy mieć anielski spokój i choć w Bieszczadach krąży wiele aniołów, są tam też biesy i czady, od których według legendy stworzono nazwę tych magicznych gór. Biesy, złe, podstępne diabły odeszły już w zapomnienie. Z kolei czady to małe, pokraczne, diabelskie stworki. Nie szkodzą jednak ludziom, a wręcz przeciwnie, o czym mogą czasem przekonać się bieszczadzcy wędrowcy. Bo można je spotkać tu i dzisiaj w dziuplach starych buków… Czady są w Bieszczadach bardzo potrzebne, bo pomagają leśnikom i czuwają nad pięknem tej polskiej krainy. Dbają o ludzi, aby nikt nie zbiesił się i nie czynił krzywdy bliźnim i przyrodzie, jak dawniej biesy. Na bieszczadzkich wędrowców rzucają słodki czar, który sprawia, że nie można zapomnieć uroków tej krainy. Dlatego też w Bieszczady przyjeżdża się tylko raz, potem się tylko wielokrotnie wraca.

I ja po raz kolejny tu wróciłem, tak jak około 1500 leśników. Tereny Bieszczadów i RDLP Krosno już po raz trzeci stały się obiektem zainteresowania uczestników i organizatorów Rajdu Leśników. To właśnie tu, po raz pierwszy w czerwcu 1993 roku, odbył się Ogólnopolski Rajd Leśników organizowany przez Związek Leśników Polskich w Rzeczpospolitej Polskiej. Odtąd to właśnie ZLP w RP jest głównym organizatorem corocznych rajdów, naturalnie ściśle współpracując z regionalnymi dyrekcjami Lasów Państwowych, które kolejno goszczą leśnych rajdowiczów. Bo rajd co roku odbywa się w innym zakątku naszego pięknego kraju. W 2001 roku przy bardzo deszczowej aurze odbył się tu bieszczadzki rajd „Tropem Wilka”, w którym uczestniczyło ponad 600 osób. Wtedy aura zmuszała, aby szukać schronienia pod dachem i tak trafiłem do kultowej Siekierezady, która dziś choć bardziej ucywilizowana, wciąż kusi wielu szczególnym urokiem

5511

Tym razem pogoda w trakcie trzydniowego rajdu była fantastyczna, a na finałowej imprezie rajdu pojawiło się aż 1750 osób. Dzięki uprzejmości i przy współpracy leśników z burmistrzem oraz władzami samorządowymi Królewskiego Miasta Sanok została ona zorganizowana na terenie sanockiej Areny.

5512

Na bardzo urozmaiconych trasach rajdowych można było spotkać w czwartek, piątek i sobotę uczestników rajdu z całej Polski i nie tylko. Jak się bowiem okazało na finałowej imprezie jeden z leśników przybył specjalnie na rajd aż z… Chicago. Rajd został znakomicie przygotowany organizacyjnie dzięki wielkiemu zaangażowaniu Pani Dyrektor RDLP Krosno Grażyny Zagrobelnej, jej zastępcy Arturowi Królickiemu, który przewodniczył zespołowi organizacyjnemu oraz zastępcy dyrektora Markowi Mareckiemu- komandorowi XXIX Rajdu Leśników. Wielki wkład pracy zawdzięczamy wszyscy Ireneuszowi Żelaznemu- przewodniczącemu Regionu Krosno ZLP w RP ( Irek w trakcie rajdu obchodził nawet swoje urodziny) oraz nadleśniczym 14 nadleśnictw, gdzie wyznaczono trasy rajdowe.

Można je było pokonać pieszo, zaglądając np. do żubrów w Mucznem

5513

Były do wyboru trasy autokarowe, gdzie obok bieszczadzkich atrakcji turystycznych można było podziwiać uroki Słowacji, Węgier i Ukrainy. Miejscowi leśnicy uprzedzają o możliwości spotkania niedźwiedzi na szlaku

5514

Jednak np. Zbyszek spotkał tylko ukraińską kozę, która ze smętną miną błąkała się po szerokich torach na stacji Sianki. Sprowadził ją na dobrą drogę, czyli na trawiaste pobocze tej bardzo malowniczej trasy kolejowej.

5515

Sporą atrakcją była bowiem możliwość poznawania ukraińskiej części Bieszczadów z pokładu pociągu kolei zakarpackiej relacji Sianki- Wołosianka, o której Mieczysław Orłowicz pisał : „ to najpiękniejsza linia kolejowa północnych Karpat”.

5516

Przebieg tej malowniczej kolejowej trasy wzbudza podziw dla śmiałości projektantów i budowniczych, którzy zdecydowali się na poprowadzenie toru kolejowego w tak trudnym terenie górskim. Kto wybrał ten rajdowy szlak o długości 18 km przejeżdżał pociągiem przez 6 tuneli (najdłuższy 908m) i aż 27 wiaduktów. Trasa opada 18 serpentynami 370m w dół w dolinę rzeki Uż i taka podróż dostarcza ogromu wrażeń. Była też szansa, jak i na innych trasach rajdowych, aby w zakarpackim pociągu spotkać koleżanki i kolegów z innych zakątków leśnej Polski.

5517

Były rowerowe trasy rajdowe, trasa pontonowa, motocyklowa dla Leśnej Jazdy oraz trasy, gdzie przy wtórze gitary któregoś z bieszczadzkich zakapiorów pokonuje się konnym wozem

5518

Finał XXIX Rajdu Leśników w Arenie Sanok to wyjątkowe wydarzenie, gdzie wszyscy uczestnicy rajdowych spotkali się pod sceną. Imprezę wspaniale poprowadzili Edek i Małgosia i teraz z pewnością dostaną oferty na wielkie gale i festiwale.  Pewnie też dlatego wszyscy świetnie bawili się już od początku spotkania, niektórzy bardzo czynnie

5519

Rajd Leśników to znakomita okazja do spotkania leśników z ich przyjaciółmi, partnerami w pracy oraz z artystami, którzy w swojej różnorodnej twórczości inspirują się lasem. Spotkałem tam sympatycznego leśniczego Kazimierza Nóżkę, postać znaną z okraszonych świetnym dowcipem rozmaitych tekstów i świetnych dialogów z Marcinem Sceliną na planie serialu „Las Bliżej nas”

55110

Odbyło się wiele konkursów: m.in. na totem rajdowy, czy fotografię rajdową, który wygrała koleżanka z Nadleśnictwa Resko Iwona Guz. Jak zwykle wiele pozytywnych emocji wyzwolił konkurs piosenki rajdowej, a szczególnie występ artystyczny (z ciekawą choreografią) w wykonaniu ekipy z Nadleśnictwa Elbląg.

55111

Jury, w którego składzie i ja się znalazłem, wyróżniło jednak pierwszą nagrodą Sandrę Blek z Nadleśnictwa Milicz, która przy spontanicznym akompaniamencie muzyków z zakarpackiego zespołu „Batiary” z Mukaczewa pięknie zaśpiewała bieszczadzką balladę

55112

Choć mnie osobiście ujął też solowy występ Tomka Karpińskiego z  lubuskiego Nadleśnictwa Smolarz

Kolejny, Jubileuszowy XXX Rajd Leśników, w roku jubileuszu 100 lat odzyskania niepodległości przez naszą Ojczyznę oraz jubileuszu 100–lecia działania Związku Leśników Polskich w Rzeczpospolitej Polskiej, odbędzie się na terenie RDLP Łódź.

Kierownicy drużyn rajdowych ustalili też, że kolejny rajd w 2019 roku odbędzie się w uroczych Beskidach, w obszarze działania RDLP Katowice.

Sięgając jeszcze dalej w przyszłość rajd w 2020 roku będzie zorganizowany pośród piasków, bursztynów, morskiej słonej i pochodzącej z przepięknych rzek oraz jezior słodkiej wody, w puszczach i borach RDLP Szczecin.

Plany są zatem bardzo ciekawe i perspektywiczne, choć natychmiast po rajdowych, bieszczadzkich wrażeniach leśniczowie zmagają się z planami zadań gospodarczych na następny rok. Bo urok rajdowej przygody pozwoli tylko na 3-4 dni i to niektórym oderwać myśli od szarej codzienności. Jednak taka rajdowa przygoda ma swój niezaprzeczalny urok i warto było pokonać 800 kilometrów tam, a potem tyle samo z powrotem, choć teraz pora nadganiać zadania, które pewnie u każdego z nas wciąż rosną i rosną…

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

23:17, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
wtorek, 20 czerwca 2017

550_min

Upał był dziś niemiłosierny ale nie przeszkodził w organizacji pięknej i pożytecznej imprezy. Powiat Międzyrzecki organizował dziś Eko Wtorek- bardzo ciekawy festyn dla najmłodszych ale także, jak się potem okazało, również dla sporej grupy dorosłych. Nie spodziewałem się takich tłumów i gdy zajrzałem na zielony bulwar nad Obrą, nieopodal międzyrzeckiego zamku, aż mnie zatkało z wrażenia

5501

Okazuje się, że sprawy troski o środowisko naturalne, segregacji odpadów i szeroko pojętej ekologii interesują wszystkich, od przedszkolaków po seniorów. Bulwar nieopodal piastowskiego zamku i międzyrzeckiego muzeum szczelnie wypełniły przedszkolaki oraz uczniowie szkół podstawowych i gimnazjalnych z terenu całego powiatu. Były rozmaite konkursy na maskotkę z odpadów i mnie osobiście bardzo spodobała się żyrafa

5502

Był pokaz mody ekologicznej, gdzie pośród wielu pomysłów pojawiła się nawet potencjalna panna młoda w sukni z płatków kosmetycznych oraz druhna w spódniczce z plastikowych kubków

5503

Były konkursy plastyczne i konkurs na najciekawsze hasło ekologiczne. Obok dzieci na festynie ekologicznym pojawiał się spora i bardzo sympatyczna reprezentacja „sprawnych inaczej” , głównie z domów pomocy społecznej, których jest aż sześć na terenie powiatu. Wpadło mi w oko hasło z Domu Pomocy Społecznej „Leśna Polana” z Jasieńca koło Trzciela, który niedawno obchodził 25-lecie istnienia

5504

Pomiędzy pokazami mody ekologiczne miałem swój mały udział w tym wydarzeniu, bo organizatorzy poprosili mnie o mini wykład związany ze śmieciami w lesie. Dzieci ze zdumieniem słuchały o tym, że plastikowa butelka rozkłada się kilkaset lat, a nawet niewinnie wyglądająca chusteczka higieniczna jest neutralizowana przez przyrodę przez wiele miesięcy. Opowiadałem o bocianach zaplątujących się w nylonowe sznurki wyrzucone przez lekkomyślnych ludzi i o tym, że leśnicy co roku wywożą z lasów górę śmieci wielkości co najmniej warszawskiego Pałacu Kultury i Nauki. Likwidowanie efektów niefrasobliwego śmiecenia kosztuje rocznie kilkadziesiąt milionów złotych. Czy nie lepiej wydać te pieniądze choćby na edukację najmłodszych? Widać gołym okiem, że międzyrzecki „Eko Wtorek” okazał się wyjątkowym wydarzeniem. Starania organizatorów i wylany pot ( dosłownie, bo upał przekraczał 30 stopni) z pewnością przyniosą efekty w przyszłości. Zaangażowanie i zainteresowanie dzieci, nauczycieli oraz rodziców sprawami ochrony środowiska i zagospodarowania odpadów było ogromne, a zatem fantastyczna przyroda naszego powiatu z pewnością zostanie zachowana.

W sobotę z kolei czynnie uczestniczyłem w Święcie Chłopa. I nie chodziło tu wcale o uczczenie jakiegoś chłopa lecz przepięknego jeziora Chłop.

5505

To wyjątkowej urody czyste jezioro rynnowe otoczone lasami, o ciekawej linii brzegowej, której zarys nadaje mu kształt przypominający śpiącego chłopa. Jezioro ma ponad 4 kilometry długości i powierzchnię powyżej 220 hektarów. Święto Chłopa wymyślili mieszkańcy wsi Borowy Młyn, którzy pod wodzą swojego sołtysa- pani Renaty przygotowali atrakcyjny festyn z wieloma atrakcjami. Wieś ma bardzo ciekawą historię, a moją rolą było jej przedstawienie, szczególnie dla gości festynu, którzy szczelnie wypełnili plażę przy ośrodku wypoczynkowym Borowa Zatoka. Szczególnie zaciekawiła słuchaczy legenda o damie, która co około sto lat wynurza się z fal jeziora, zwiastując nadzwyczajne wydarzenia. Na pamiątkę jednej z takich wizyt tajemniczej Damy okoliczni mieszkańcy ufundowali kapliczkę postawioną przy półwyspie Jelenia Głowa. Można przy niej pomodlić się o dobre zdrowie słowami zapisanymi tam przez Tadeusza Bryszkowskiego

5506

To nieżyjący już Dobry Człowiek, założyciel pszczewskiego Skansenu Pszczelarskiego, wielbiciel regionu i zdrowego trybu życia. Jego skansen znajduje się u podnóża Góry Wysokiej, drzemiącej nad jeziorem Chłop, o którym istnieje wiele legend i ciekawych historii.

Okolice Pszczewa gęsto porośnięte ciekawymi, pięknymi lasami, poprzeplatane dwudziestoma czystymi jeziorami emanują wybitnie zdrowym klimatem. Nie na darmo to miejsce przed wiekami wybrali na swoją rezydencję biskupi poznańscy, choć historia okolic, w tym Borowego Młyna sięga ery kamienia łupanego. Jednak Borowy Młyn stał się słynny w erze żelaza, bo funkcjonowały tu prymitywne dymarki, co potwierdziły wykopaliska Edwarda Dąbrowskiego, prowadzone w latach 50 XX wieku. Przyroda i historia splata się przedziwnie i jakże ciekawie w naszych stronach, stąd z pewnością jest potrzeba organizowania tu rozmaitych świąt i festynów. Pomagają one zdobywać wiedzę i budzić świadomość, stąd zarówno Święto Chłopa jak i dzisiejszy międzyrzecki Eko Wtorek muszą być kontynuowane i stać się tradycją.

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

22:39, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
środa, 14 czerwca 2017

549min

Od wczoraj córka leśniczego stała się tak niesłychanie popularną i rozpoznawalną osobistością, numerem jeden pośród tzw. „celebrytów”, że nie sposób ją pominąć w moich leśnych zapiskach. Dlatego postanowiłem zachęcić wszystkich, aby zajrzeli do letniego lasu na zaproszenie córki leśniczego…

Przekazywanie koperty z tajemniczym listem córki leśniczego przez polityków stało się kanwą medialnych sensacji, wszelkich spekulacji i rozmaitych, zwykle mało wybrednych czyli zwyczajnie chamskich, komentarzy. Zdaniem znakomitej większości komentujących to wydarzenie (przynajmniej tych, których komentarze przeczytałem) chodziło o posadę, pieniądze, jakiś spektakularny interes. Dlaczego właśnie takie przypuszczenia? Znam wiele córek leśniczego, a szczególnie upoważnia mnie do oceny sytuacji to, że sam jestem ojcem dwóch córek. No nie, uprzedzając ewentualne pytania, żadna z nich nie poszła w ślady ojca i nie zostały leśniczkami. Tradycja rodzinna nie doczekała się kontynuacji, choć jest jeszcze nadzieja we wnukach…

Choć moje córki pracują w innych zawodach, choć mieszkają w miastach, to jednak mają charakterystyczną, dość twardą i hardą, doprawioną subtelną nutą zdroworozsądkowego myślenia, silną osobowość. Nie pisałem do nikogo listów, bo leśnicy nie mają takich zwyczajów, a moje córki same pisały podania o pracę. Od ponad 30 lat pracuję w tym samym nadleśnictwie, bo dla leśników charakterystyczne jest to, że leśnikiem się jest, a nie tylko bywa na chwilę Każdy, kto zna się nieco na ludziach i miał z nimi kontakt z pewnością przyzna, że córki leśników mają w genach to, co daje ludziom lasu nieustanny kontakt z Naturą: szacunek dla ludzi i przyrody, zdrowy rozsądek i logikę w działaniach, umiłowanie niezależności i poczucie własnej wartości. Córki leśników wychowane w kontakcie ze sprawami lasu i ludzi są szczególnymi dziewczynami. One zawsze wiedzą i nikt im tego nie odbierze, że w przeciwieństwie do sztucznego świata polityki, mediów i tzw. „wielkiego świata” ich świat, stworzony przez rodziców jest prawdziwy. Wiedzą, że człowiekiem się jest, a kiepskim politykiem lub „celebrytą” się tylko bywa, wiedzą, że cele osiąga się dzięki własnej pracy i wiedzą też, że najwyższym dobrem jest zdrowie, rodzina i honor. Nie trzeba ich uczyć za pośrednictwem mediów i sloganów otaczającego nas świata hierarchii wartości.

Dlatego pewnie ze zdumieniem, choć z właściwym ludziom lasu spokojem śledzą medialne zainteresowanie i z politowaniem czytają najczęściej idiotyczne komentarze. Ich treść i spekulacje na temat zawartości listu córki leśniczego tylko świadczą o żenującej „małości” ich autorów. Dziwne też, że nikt nie potrafił ustalić autora, ani treści listu. Ale za to teraz wszyscy „używają sobie” na leśnikach, nazywając nas kłamliwie „polityczną rodziną” i obrażając nasze córki.

Trudno się nawet dziwić marnej jakości myślenia różnych „trolli internetowych”, jednak z wielkim zdumieniem i raczej z zażenowaniem czytałem słowa jednego ze znanych polityków. Słowa kiedyś wicepremiera i ministra edukacji, dziś znanego adwokata, który chciał zdejmować uczniom kaptury z głów, a dziś zabłysnął twórczością „poetycką”. Opublikował bowiem na swojej stronie internetowej coś na kształt wiersza o córce leśniczego, „która przez knieje przemyka, w jednym ręku strzelba, a w drugim ręku wnyka…

Nie będę dalej rozwodził się nad tymi „sensacjami”, zupełnie nie interesuje mnie treść tego listu i nie jestem ciekaw, czy rzeczywiście napisała go córka leśniczego. Przekonany jestem jednak, że wszystkim zainteresowanym tym „wydarzeniem”, a szczególnie autorom chamskich komentarzy potrzebna jest wizyta w letnim lesie. Niech zatem córka leśniczego zachęci wszystkich do zanurzenia się w zieloność, bo ona uspokaja, koi, leczy, uszlachetnia, pozbawia stresu i pozwala zachować równowagę ducha, wspomagając zdrowie ciała.

Nawet najodporniejsze na wszelkie terapie egzemplarze „homo sapiens” mimowolnie poddają się terapii lasu. Zieleń, poprzetykana barwami kwiatów, motyli i ptaków działa uzdrawiająco

5491

Widok bogactwa zieleni, które możemy podziwiać podczas pieszej wycieczki, rowerowej wyprawy lub kajakowego spływu

5492

może mieć i z pewnością ma dla potrzebujących zbawienny wpływ. A z całą pewnością dla ludzi zatrutych jadem fałszu, obłudy i braku szacunku dla innych.

Otoczenie przyrody i sąsiedztwo roślin oraz zwierząt w przeciwieństwie do nieustannego kontaktu z ludźmi i ekranami telewizorów czy komputerów, z całą pewnością uleczy każdą duszę i ciało.

Widok sarny w powodzi traw

5493

Spotkanie z zającem lub borsukami na leśnej drodze

5494

Czy obserwowanie daniela z… córką

5495

Przyczyni się na pewno do przeorientowania naszej hierarchii wartości i zrozumienia sensu życia. Las w połowie czerwca wybucha bogactwem zieleni, mieni się jeszcze barwami kwiatów, które niebawem przyćmi pył upalnych dni. To ostatni moment, aby cieszyć się pięknem świeżej przyrody, która w miarę rozwoju lata dojrzewa i zmienia się. To czas macierzyństwa i wokół nas mnóstwo ptasich rodzin, opiekujących się podlotami. Możemy spotkać młode sarny, dziki, zające lub lisy

5496

Możemy korzystać z darów letniego lasu, bo o tej porze znajdziemy tam wiele ziół, niebawem pojawią się poziomki i inne owoce no i uwaga:

Pojawiły się już wszystkim znane, smaczne i żółte kurki czyli owocniki pieprznika jadalnego.

Oprócz innych drzew i krzewów właśnie kwitnie pełen znakomitych właściwości czarny bez.

5497

Jeżeli znacie jakąś córkę lub żonę leśniczego i ją poprosicie, to z pewnością chętnie użyczy przepisu na znakomity dla wszystkich: dzieci i dorosłych, doskonały na przeziębienie ale też do gaszenia pragnienia w upały, sok z kwiatów czarnego bzu.

Oto przepis na zdrowy sok z kwiatów czarnego bzu:

Składniki

  • 30 baldachów dojrzałego, obsypanego żółtym pyłkiem czarnego bzu (kwiatostany czarnego bzu najlepiej zbierać w suchy poranek na nasłonecznionym skraju lasu, z dala od dróg i siedzib ludzkich)
  • 1 kg cukru
  • 1 litr wody
  • sok z 1 cytryny i jedna cała cytryna

Przygotowanie syropu

  1. Po zebraniu kwiatów, sprawdź dokładnie czy nie ma w nich żadnych owadów, można je delikatnie strzepnąć ale nie należy ich płukać wodą.
  2. Odetnij drobne gałązki z kwiatami (należy pozbyć się grubszych zielonych łodyg, które nadają syropowi gorzki posmak)
  3. Kwiaty włóż do odpowiedniej wielkości garnka.
  4. Zagotuj wodę, dodaj cukier i zalej kwiaty, tak by całe były przykryte przygotowanym roztworem. Potem dodaj sok z cytryny i można także dodatkowo pokrojone kawałki cytryny. Syrop odstaw w chłodne miejsce na 1-2 dni.
  5. Po tym czasie przecedź syrop przez sito, można go też dodatkowo przefiltrować przez filtr do kawy lub gazę. Syrop do bieżącego wykorzystania przechowuj w lodówce, a jeśli zrobimy większą ilość w podanych wyżej proporcjach składników, należy go przelać w małe słoiczki i chwilę pasteryzować.

Warto w trosce o zdrowie przygotować większy zapas. To świetny i smaczny syrop służący jako dodatek do herbaty, deserów, lodów oraz z połączeniu z zimną wodą znakomity napój.

Wyjątkowo wcześnie zaczyna kwitnąć też lipa, a zatem nie przegapcie terminu zebrania miodowo pachnącego skarbu do przyrządzania zimowej herbaty.

W letnim lesie jest wiele dobra. Szukajcie tam spokoju, wytchnienia i dobrych myśli. Spacerowanie po lesie jest znacznie zdrowsze i mądrzejsze niż ślęczenie przed komputerem lub telewizorem. Odgłosy lasu i piękno przyrody nie ogłupiają, nie manipulują nami i nie okłamują, jak próbują to czynić niektóre media. No i zawsze macie szansę za darmo nazbierać kurek, kwiatów czarnego bzu i spotkać nie tylko Czerwonego Kapturka czy Dziewczynkę z Zapałkami ale też słynną Córkę Leśniczego…

5498

Ale jest ryzyko, że córka leśniczego nie odezwie się do leśnego przechodnia, jak to ma w zwyczaju, czyli z życzliwością okraszoną szczerym uśmiechem, lecz zrażona medialną wrzawą wypowie rozsławioną przez Bogusława Lindę kwestię:

„nie chce mi się z tobą gadać…”

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

22:30, lesniczy.lp
Link Komentarze (9) »
środa, 07 czerwca 2017

528min

Każda profesja ma własne, charakterystyczne narzędzia pracy, które często stają się jej symbolem. Fryzjer ma nożyczki, kelner tacę, dyrektor laptopa i wielkie biurko, a kolejarz pociąg. Leśnik kojarzy się zapewne, oprócz zielonego munduru, z wieloma tajemniczymi narzędziami i sprzętami. Dawniej znakiem rozpoznawczym leśnika był rower, wąsy i torba-raportówka przewieszona przez ramię. W tej torbie oprócz drugiego śniadania mieściła się praktycznie cała ważna dokumentacja leśniczego: brulion odbiórki, kwitariusz, asygnariusz i książka służbowa. Do tego miarka tzw. „calówka”, ryszpak (nóż do nacinania i znakowania drewna), lubryka, czyli kreda do opisywania drewna. Do roweru leśnik przywiązywał „kraczkę”, czyli coś przypominające duży cyrkiel (o ile pamiętamy co to cyrkiel) o rozstawie jednego metra i klupę, czyli średnicomierz.

Ale to zamierzchła przeszłość z czasów, gdy każde leśnictwo dało się obejść podczas jednego dnia pracy, a rowerem objechać nawet w pół dnia. Leśniczemu pomagało też czasem kilku gajowych, których dziś już praktycznie nie ma w strukturze pracowniczej leśników. Współczesny leśniczy to człowiek z kadry zarządzającej, czyli bardziej menager z telefonem, laptopem i biurkiem niż dawny „borus” w moro… Choć wielu z nas leśników nie jest zachwyconych taką zmianą i najlepiej czuje się pośród zapachu żywicy, kurzu, błota i warkotu pił czy maszyn. Milej też realizować obowiązki pośród pracujących drwali niż tabelek Excela czy raportów. Każdy z nas woli też zdecydowanie przemierzać leśne dróżki niż pokonywać zza biurka meandry SILP, czyli Systemu Informatycznego Lasów Państwowych.

Dziś zapewne większość ludzi mieszkających w pobliżu lasu kojarzy leśnika z jego samochodem. Bo dziś samochód stał się podstawowym narzędziem pracy leśnika.

5281

Tak samo ważnym i koniecznym jak długopis, kalendarz, telefon czy komputer. Nie da się zarządzać obszarem 1200- 2500 ha, a czasem więcej bez samochodu. Samochody służbowe leśników to już zamierzchła przeszłość. W moim przypadku pożegnałem ostatnie służbowe auto, a było to rumuńskie „Aro” w 1995 roku.

Pozostały już tylko nieliczne samochody służbowe Straży Leśnej, patrolowe w nadleśnictwie na potrzeby ochrony lasu przed pożarami, czasem na potrzeby nadleśniczego, który odpowiada za obszar około 20 tysięcy hektarów lasu. Znakomita większość leśników używa do celów służbowych własne, prywatne pojazdy. Dlatego każdy leśnik już w pierwszych dniach swojej pracy musi zakupić samochód. Zwykle nie jeden, a dwa. Przecież nasza praca jest związana z zamieszkaniem blisko lasu, czasem w środku dużego kompleksu lasów, czyli w powszechnym odbiorze „z dala od cywilizacji”.

Drugi samochód jest potrzebny choćby po to, aby żona dojechała do pracy, dzieci do szkoły, koleżanek i kolegów. Czasem jest też potrzebny, aby pojechać na zakupy, miedzy ludzi ale też naradę, spotkanie, do kościoła… Bo ten używany do celów służbowych, którym jeździmy nie tylko po leśnych drogach, ale też, a czasem tylko, po bezdrożach, ścieżkach, szlakach zrywkowych i liniach oddziałowych nie bardzo się do tego nadaje. Ten „leśny” samochód zwykle jest ubłocony, zakurzony, poobijany i wyładowany sprzętem koniecznym do pracy w lesie.

5282

Ten drugi, bardziej „niedzielny” jest też konieczny na czas usunięcia awarii tego „leśnego”, co przy takich warunkach jazdy zdarza się, niestety, często.

5283

Dlatego samochód jest ważnym narzędziem pracy leśniczego, ale też kosztownym i drążącym jego budżet. Leśnicy mają tzw. ”kilometrówkę”, która w założeniu powinna być zwrotem poniesionych kosztów. Jej górny limit to 1500 km miesięcznie. Stawkę za kilometr określa ministerialne rozporządzenie, które ustaliło jej wysokość w …2007 roku. Od tego czasu kilometr przejechany w celach służbowych samochodem o pojemności silnika powyżej 900 cm3 wynosi 0,8358 złotego. Czyli jest to wciąż ta sama stawka dla ministra lub wójta jeżdżącego po szosie samochodem 1,2 jak i dla listonosza. Leśnika, lekarza czy weterynarza jeżdżących „z musu” samochodami terenowymi pojemności 2,0, 3,0 i więcej. To nie szpan czy fanaberia lecz konieczność.

5284

Realne koszty przejechanego kilometra w nawet niezbyt trudnym terenie to 3- 3 złote. Pracować trzeba, a co za tym idzie trzeba jeździć. I nie chodzi tu o dojazd do pracy, bo wielu z nas dojeżdża lecz o realizację codziennych obowiązków, które są związane z nieustannym przemieszczaniem się. Dziś nie zobaczymy już listonosza z torbą na ramieniu, który nieśpiesznie podąża z domu do domu. Każdy z nich ma tak wielki obszar, że gania samochodem do późnego popołudnia w wielkim pospiechu. Leśnik też coraz mniej wysiada z samochodu, choć nie ma nic przyjemniejszego niż wolne patrolowanie lasu, bo przecież z samochodu widać znacznie mniej. Jednak spore powierzchniowo i często mocno rozdrobnione leśnictwa zmuszają do ciągłych rozjazdów. Każdy samochód, który wyjeżdża z lasu z drewnem wymaga obecności leśniczego, tak samo trzeba być przy wykonywaniu wszelkich prac, kontrolować występujące zagrożenia, sprawdzać zabiegi. Naturalnie każdy kawałek lasu jest inny i każde leśnictwo ma swoją specyfikę. Inaczej jest w Borach Tucholskich, inaczej w środkowej Polsce, a jeszcze inaczej w Tatrach czy Bieszczadach.

Jednak leśnicy, tak jak wiele innych branż sporo dokładają z własnej kieszeni do kosztów dojazdów i niszczą swoje samochody wykonując codzienne, służbowe obowiązki. Od lat trwa dyskusja w sprawie sprawiedliwej stawki zwrotu kosztów. Niedawno, 24 maja miałem okazję przyglądać się pracy posłów z sejmowej Komisji Infrastruktury.

Razem z kolegami leśnikami Pawłem i Urbanem oraz reprezentującym pocztowców Robertem przysłuchiwaliśmy się z uwagą wystąpieniom posłów. Projekt uzasadniał poseł Andrzej Kobylarz z Kukiz’15, który w porozumieniu z Komitetem Inicjatywy Ustawodawczej „Kilometrówka”, doprowadził do prac nad ustawą, która ma doprowadzić do waloryzacji „zamrożonych” od 2007 roku stawek kilometrówki.

5286

Według tego posła „użytkowane przez pracowników leśnych czy pocztowców auta prywatne, są w ramach obowiązków służbowych eksploatowane w sposób bardzo intensywny. Niezrozumiałe jest dla mnie, że pomimo wzrostu kosztów eksploatacji aut na przestrzeni lat, stawki kilometrówki pozostają niezmienne”. Reprezentujący stronę rządową podsekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury i Budownictwa Jerzy Szmit, negatywnie opiniował projekt ustawy. W imieniu pocztowców wypowiadał się na posiedzeniu komisji Robert Czyż, a ja przedstawiłem sytuację leśników i ich jazd po leśnych bezdrożach.

Posłowie zdecydowali, że trzeba powołać 9 –osobową podkomisję, a my deklarowaliśmy udział w dalszym procedowaniu ustawy. Przewodniczącym podkomisji został Piotr Król z PiS.

Warto śledzić losy tej ustawy, warto kontaktować się z posłami, w których głowach, rękach i przyciskach do głosowania jest los uczciwej stawki kilometrówki. Warto im też uświadamiać, że nie jest to dochód, intratny interes ani próba zyskania dodatkowych dochodów, lecz zwrot poniesionych nakładów. Wystarczy podzielić kwotę zakupu starego, używanego auta za np. 10 tysięcy złotych przez wspomniane 0,8358. Wychodzi na to, ze pracodawca musi wypłacić pracownikowi kilometrówkę za 12tysięcy kilometrów, aby zwrócił się koszt zakupu. A ubezpieczenie, przeglądy, naprawy, części, amortyzacja, paliwo? Choć paliwo, wbrew pozorom, stanowi tylko około 30% wagi kosztów utrzymania prywatnego auta do celów służbowych.

5287

Dlatego leśnicy, pocztowcy, weterynarze, geodeci i inni z nadzieją spoglądają na druk sejmowy 819 i znany gmach na stołecznej ulicy Wiejskiej. Wierzą, że zwrot kosztów przestanie być "zwrotem"...

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

 

 

 

22:17, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
sobota, 27 maja 2017

527_min_Podhorce1

Nie było nie tu trochę… Tydzień urlopu, a potem jak zwykle nawał czekających spraw, które nie mogą czekać ani zostać odłożone. Dziękuję wszystkim, którzy życzyli udanego urlopu, bo rzeczywiście były to szczere, bo w pełni spełnione życzenia. To była moja pierwsza wyprawa na „zieloną Ukrainę”. Zrozumiałem teraz w pełni, co to znaczy „zielona Ukraina”, poczułem się jeszcze bardziej dumny z tego, że jestem Polakiem i… znakomicie odpocząłem razem z moją Reginką. Choć program wycieczki przygotowany przez znakomitego przewodnika Aleksandra Zagórskiego był bardzo ambitny i nie zakładał pobytu w SPA, ani wylegiwania się na leżakach. Sasza Zagórski to zdecydowanie wyjątkowy człowiek.

1Aleksander_przed_Cm._Orlt

Na fotografii stoi przed Cmentarzem Orląt Lwowskich- przy tablicach, których treść budziła tyle emocji. Jego doskonała znajomość historii Polski, Ukrainy i świata, także historii sztuki, piękna polszczyzna z lwowskim akcentem i fantastyczne poczucie humoru sprawiły, że ta kresowa wyprawa zapadnie jej uczestnikom z pewnością bardzo długo w pamięć. Aleksander to Polak i patriota o udokumentowanym od XVII wieku polskim rodowodzie. Studiował historię w Polsce, także na studiach doktoranckich, lecz jego wiedza nie jest „akademicka”, lecz wynika z wielkiego zamiłowania do naszej Ojczyzny.

Zwiedzanie zaczęliśmy od Przemyśla, nazywanego drugim Lwowem i twierdzy Przemyśl, a dokładnie zbudowanego w latach 1882 – 1886 Fortu XII „Werner” w Żurawicy. Fort jest bardzo dobrze zachowany, został tylko częściowo wysadzony pod koniec oblężenia. Jego wnętrza kryją wiele eksponatów i zdjęć związanych z historią Twierdzy Przemyśl, a oprowadzał nas po nim przewodnik Bogdan Motyl. Z jego wielu opowieści szczególnie zaciekawiła mnie historia związana z Fortem XIII "Sans Rideau".

Dwaj rosyjscy oficerowie dostali się do austriackiej niewoli. Ograbiono ich ze wszystkiego i wepchnięto do niewielkiej celi w podziemiach fortu. W czasie bombardowania lub artyleryjskiego ostrzału drzwi do ich więzienia zostały zasypane gruzem. Było to w roku 1915. Latem 1923 roku przystąpiono rozbiórki fortu XIII i wydobywano z niego żelazo i stal, czyli grasowali tam znani nam „złomiarze”. Jeden z robotników otworzył żelazne drzwi i stanął twarzą w twarz z upiorem. Był to rosyjski oficer liniowy nieznanego nazwiska, który przeżył w podziemiach osiem lat. Towarzyszył mu tam sztabskapitan Nowikow, który jednak popełnił po latach samobójstwo. Wydobyty na świat oficer zmarł po kilkunastu minutach i został po nim pamiętnik pisany w zeszycie. W zasadzie była to właściwie książka rozrachunkowa austriackiego podoficera zaopatrzeniowego, pełna zapisów magazynowych. Jednak na wolnych kartkach zasypany nieszczęśnik po rosyjsku zaczął prowadzić swoje własne zapiski, początkowo bardzo starannym charakterem pisma, które jednak w miarę upływu czasu stawało się coraz bardziej rozchwiane, aż wreszcie zupełnie nieczytelne. W zeszycie schowana była fotografia młodej kobiety, na odwrotnej stronie której można było odczytać fragmenty dedykacji pisanej po rosyjsku: „...strzeże Bóg i moja miłość... wszędzie z Tobą... zawsze Twoja... 25/VII – 1914” . To niezwykłe zdarzenie stało się zresztą nawet kanwą filmu fabularnego z 1984 roku Grzegorza Królikiewicza „Fort 13” z udziałem m.in. Leona Niemczyka i Grażyny Szapołowskiej.

Z przemyskiej twierdzy ruszyliśmy na Lwów, przekraczając sprawnie granicę kraju w Medyce. Drugiego dnia od rana zwiedzaliśmy to piękne miasto. Moja Reginka zwróciła mi uwagę na kasztanowce, które w Lwowie pięknie kwitły, nie mając na liściach ani jednej rdzawej plamki. Nasze, choćby te najbardziej nam znane, przy ulicy Kasztanowej w Pszczewie, są nie tak pięknie zielone ale zupełnie rude od żerowania larw szrotówka kasztanowcowiaczka.

Lwów i jego zabytki, szczególnie Cmentarz Łyczakowski i Orląt Lwowskich, gdzie pomiędzy wieloma innymi znalazłem mogiłę młodego leśnika to doskonała lekcja historii i polskości.

2_Orlta_

Bohaterstwo Orląt przejmująco upamiętnił poeta Artur Oppman w wierszu „Orlątko”:

O mamo, otrzyj oczy,

Z uśmiechem do mnie mów,

Ta krew, co z piersi broczy,

Ta krew – to za nasz Lwów!

 

… ja biłem się tak samo

Jak starsi – mamo chwal!

… Tylko mi ciebie mamo,

Tylko mi Polski żal!…

 

Z prawdziwym karabinem

U pierwszych stałem czat…

O, nie płacz nad twym synem,

Co za Ojczyznę padł!…

 

Z krwawą na kurtce plamą

Odchodzę dumny w dal…

Tylko mi ciebie, mamo,

Tylko mi Polski żal!

Za chwilę jednak było spotkanie z inną poezją, bo ze Lwowa ruszyliśmy do Krzemieńca i chodziliśmy ścieżkami Juliusza Słowackiego. Wieczorem wybraliśmy się z Reginką na spacer i obserwowałem dzięcioła dużego, jak osłuchiwał drewniany słup telegraficzny

3_Dzicio_z_Krzemieca

W wielu miejscach spotykaliśmy też wielkie liście barszczu Sosnowskiego

4_Barszcz_Sosnowskiego

Po drodze na niezwykle widokową Górę Królowej Bony przechodziliśmy obok tablic edukacyjnych ustawionych przez ukraińskich ekologów z ministerstwa Ekologii

5_Krzemieniecka_gra_1

Zatem kraje Europy coraz mniej różnią się od siebie. Jednak pomimo, że widziałem co jakiś czas tablice nawołujące aby nie śmiecić w lesie, widziałem tablice informujące o siedzibach leśnych urzędów, jednak Państwowa Agencja Zasobów Leśnych nie działa tak jak nasze Lasy Państwowe…

Widok z Góry na Krzemieniec zapiera jednak dech w piersiach

6_Panorama__Krzemienca_z__gry_Bony_2

Co ciekawe, przez tydzień na Ukrainie nie widziałem żadnego zająca, sarny, żurawia. Zapytałem o to naszego przewodnika Aleksandra. Odpowiedział mi, że przez 40 lat swojego życia na Ukrainie nie widział sarny, ale za to w Polsce widuje je codziennie. Ogromnym problemem na Ukrainie jest kłusownictwo, którego rozmiar jest ogromny.

Gdy oddalaliśmy się od granic Polski i zbliżaliśmy się do Podola pojawiło się sporo bocianich gniazd. Jaki to swojski obrazek. Także gawron spotkany w Poczajowie był zupełnie jak nasze „gapy”

7_Gawron_z_Lawry

Swoim czarnym upierzeniem stanowił sporą przeciwwagę do kapiącej złotem Ławry Poczajowskiej

8_awra_Poczajowska

To najważniejszy ośrodek prawosławnego życia monastycznego na Wołyniu i drugi na całej Ukrainie po Ławrze Peczerskiej w Kijowie. Pojedynczy mnisi osiedlali się na wzgórzu już w XII w. Po 1240 miejsce, gdzie powstał monaster, było już uważane przez miejscową ludność jako teren szczególnie wybrany przez Matkę Bożą. W 1597, dzięki wsparciu finansowemu Anny Hojskiej z Kozińskich, w Poczajowie mógł powstać prawosławny klasztor. Fundatorka Anna przekazała wspólnocie Poczajowską Ikonę Matki Bożej, czczoną w Kościele prawosławnym jako cudotwórczą, która obok kamienia z odbitą stopą Matki Bożej stanowi o wartości duchowej tego ośrodka kultu.

Zwiedziliśmy wiele ciekawych miejsc historycznych. Ruszyliśmy także na Zbaraż śladem Skrzetuskiego

9_Zbara

Twierdza wygląda zupełnie inaczej niż w ekranizacji powieści Sienkiewicza. Główna ekspozycja zamkowa oddawała to, co zawierało wielkie hasło zawieszone na bramie twierdzy: „Chwała Ukraińskiemu Kozactwu”. Zajrzałem wprawdzie w oczy Bohunowi i Chmielnickiemu, ale dopiero w Kamieńcu Podolskim ze wzruszeniem oglądałem tablicę poświęconą pamięci Małego Rycerza i jego przyjaciół:

10_Woodyjowski_i_przyjaciele

Jerzy Wołodyjowski to autentyczna postać. Był to szlachcic polski herbu Korczak, stolnik przemyski, żołnierz i zagończyk, rotmistrz, od 1669 pułkownik, kawalerzysta w chorągwi hetmana Jana Sobieskiego.

Na tej postaci jest wzorowany jeden z głównych bohaterów Trylogii Henryka Sienkiewicza, Michał Jerzy Wołodyjowski. Obok katedry Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Kamieńcu Podolskim stoi pomnik Jerzego Wołodyjowskiego, gdzie cztery ścięte pnie symbolizują rozbiory Polski i stan wojenny…

W Księdze Hioba można przeczytać, że: "Drzewo może mieć nadzieję: choć jest ścięte, znowu się odradza, a jego pędy rosną dalej". My, leśnicy, dobrze o tym wiemy, wciąż odnawiając wycięte lasy. Wiedzą też o tym wszyscy patrioci, którzy zawsze wierzą w odrodzenie Ojczyzny. Nic więc dziwnego, że naród po odzyskaniu niepodległości w 1918 r., bo wtedy postawiono pomnik, liczył na odrodzenie się potęgi Rzeczpospolitej.

Spójrzmy jednak obok pomnika, bo stoi tam pewnie jedyny nagrobek, na którym napisano, że „cholera umarła”

11_Cmentarz_w_Kamiecu_Podolskim_

Nad tym wszystkim góruje katedra Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Kamieńcu Podolskim, która została wybudowana za czasów biskupa Jakuba Buczackiego w XVI wieku w stylu renesansowym.

12_Katedra_witych_Apostow_Piotra_i_Pawa_w_Kamiecu_Podolskim_

W 1672, podczas okupacji tureckiej tych ziem, obok przekształconej w meczet świątyni dobudowano minaret. W 1756 roku na minarecie ustawiono sprowadzoną z Gdańska (przywiezioną ją końmi) miedzianą figurę Matki Boskiej o wysokości 4,5 metra. Na galerię widokową minaretu o wysokości prawie 37 metrów prowadzi 180 schodów. Jednak ksiądz Roman Twaróg bardzo rzadko pozwala z wysokości minaretu spojrzeć na Kamieniec Podolski. A widok zapiera dech w piersiach, szczególnie gdy spojrzałem na Zamek Kamieniecki i znowu wspomniałem Wołodyjowskiego

13_zamek_Krzemienieck_

Potem obraliśmy kurs tam gdzie blisko siebie płynie Zbrucz

14_Zbrucz_obok_Okopw

Nacieszyliśmy oczy pięknem tej rzeki ale z drugiej strony mamy przecież Dniestr

15_Dniestr_koo_Okopw

Dotarliśmy zatem do Okopów św. Trójcy – twierdzy, które miała za zadanie blokowanie Kamieńca, okupowanego przez Turków (w tej miejscowości Zygmunt Krasiński umieścił akcję „Nie-Boskiej Komedii”). Tutaj czuć polskość w sposób zupełnie wyjątkowy, tutaj można historię przeżywać i poznawać wszystkimi zmysłami. Do tej maleńkiej wioski Okopy św. Trójcy przyjechać powinien każdy Polak. Był to przedwojenny narożnik cywilizowanego świata. To przecież tutaj w latach 20. XX wieku zbiegały się granice Polski, Rumunii i Rosji Radzieckiej. Tutaj właśnie, w widłach Dniestru i Zbrucza, można pochylić się nad śladami po niegdysiejszej polskiej twierdzy, która broniła naszych przedwojennych granic i pomodlić się za Polskę.

Twierdza powstała na wysokich brzegach Dniestru i Zbrucza według niektórych źródeł nie na pustym miejscu. Na rozkaz cesarza rzymskiego Trajana, na ówczesnej północnej granicy Imperium Romanum zbudowano w I w n.e. wał, który Polacy tylko podwyższyli i umocnili. Prace prowadzone na polecenie króla Jana III Sobieskiego zakończono w roku1699. Zniszczona została w 1769 r. podczas konfederacji barskiej. To właśnie w Okopach Świętej Trójcy Kazimierz Pułaski w przekształconej w twierdzę barokowej świątyni bronił się ze swoimi żołnierzami przeciwko Rosjanom. Rosjanie zajęli ją jednak mordując wszystkich rannych konfederatów, którym nie udało się zbiec. W 1903 r. kościół został odbudowany. Przetrwał do 1945 r., kiedy to został spalony przez członków UPA.

Jeszcze do niedawna wokoło ruin świątyni (były tylko trzy ściany bez dachu) pasły się krowy i kozy. Dzięki upartym ale szlachetnym Polakom z Podola oraz wsparciu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego 15 czerwca 2014 r. miała miejsce uroczysta rekonsekracja kościoła Świętej Trójcy w Okopach. I polska świątynia istnieje nadal, chociaż miejscowość ma nazwę skróconą do pierwszego członu: Okopy.

Gdy spoglądałem na Dniestr z wału Okopów Św. Trójcy zakwiliła pustułka. Rozpoznałem ją jako leśnik i ornitolog, ale także spojrzałem na tego ptaka z rodziny sokołów jako Polak. Podobnie było podczas zwiedzania fantastycznie położonej twierdzy Chocim, gdzie wokół dachu krążyła para sokołów

16Pustuka_z_Chocimia

Brzmi w uszach głos Leszka Herdegena:

W stepie szerokim, którego okiem

Nawet sokolim nie zmierzysz

Wstań, unieś głowę, wsłuchaj się w słowa

Pieśni o małym rycerzu

 

Chocim jest przepięknie położony nad Dniestrem i nie chciało się stamtąd wyjeżdżać.

17_Chocim

Krzemieniec, Kamieniec, Skała Podolska, Zbaraż, Lwów. Tarnopol, Trembowla i wiele innych miejscowości sprawiły, że jeszcze bardziej poczułem się Polakiem i patriotą. Spoglądałem też na zieloną Ukrainę oczami leśnika, ciekawego świata przyrody, jednak doznania patriotyczne okazały się silniejsze. Była to wzruszająca i pamiętna lekcja historii, wiary i polskości. Warto tam pojechać, pomimo sporej odległości i dziurawych dróg…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

 

23:35, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
niedziela, 14 maja 2017

526min

Do tej pory aura wybitnie nam nie sprzyjała i czułem się wręcz okradziony z powodu braku możliwości zachwytu majem. Bo wciąż szare i ponure dni przywodzące na myśl listopad, przenikliwy wiatr, zimne noce i poranki posrebrzone przymrozkiem- przecież to chyba nie maj?

Brakowało mi łkania słowików i sadów białych od kwiecia, pachnących bzów i grania owadów kręcących się przy kwitnących drzewach, wieczornych koncertów żab i kumaków. Wyjątkowo zimny maj zabrał nam ten piękny czas.

Choć jako urodzony optymista odnajduję w tych dniach także dobre strony. W takie majowe dni wciąż brzmi mi w uszach genialny utwór Maanam, do którego fantastyczne słowa napisała Kora Jackowska:

„Wyjątkowo zimny maj”:

Dzień za dniem pada deszcz

Słońce śpi, nie ma cię

Jest mi bardzo, bardzo źle

Zimny kraj, zimny maj

Koty śpią, miasto śpi

Czarodziejskie śnią się sny

Bardzo lubię ten utwór. Ale jeśli chodzi o wyjątkowo zimny maj w przyrodzie to możemy śmiało nucić za Marylą Rodowicz: „Ale to już było i nie wróci więcej…”, bo od wczoraj maj rozkwitł ciepłymi barwami i pełnią wszelkiego piękna. Zauważyły to moje koty, bo Blondyna postanowiła zażyć słońca na dachu garażu:

5261

Gruby z kolei zdumiony przyglądał się temu lenistwu i podziwiał z wysokości dachu ptaki w ogrodzie

5262

Bo nawet w ogrodzie widać i słychać, że to pełnia maja. Kukają kukułki, słychać fletowe tony wilg, czasem dudek zajrzy na grządki, nawołują się dzięciołki, polują dzierzby gąsiorki (na pierwszej fotce). Wokół nas pokrzewki, pliszki, kopciuszki, barwne pleszki…

5263

A co dopiero dzieje się w majowym lesie?

Dla leśniczych to czas przyglądania się chrabąszczom i szeliniakom ale też pilny przegląd upraw, bo po obfitych opadach rosnąca gwałtownie temperatura spowodowała szybki wzrost roślinności zielnej. Pora przystąpić do pielęgnowania najmłodszego pokolenia lasu. Gwałtownie rosnące wszelkie chwasty szybko zagłuszą młode dęby, sosny czy buki. Należy odpowiednio wcześniej rozpocząć pielęgnowanie, dostosowując jego termin i sposób do biologii chronionych drzewek i tempa rozwoju chwastów. Zbyt późne rozpoczęcia pielęgnowania upraw mocno utrudnia zadanie zulowcom i niesie za sobą ryzyko uszkodzenia części drzewek. Dlatego leśniczowie nie mogą teraz usiedzieć w domu i kancelarii, choć po zakończonych szacunkach brakarskich już czekają w kolejce do wykonania projekty wszystkich zabiegów gospodarczych.

Trzeba dokładnie zaplanować wszystkie czyszczenia, odnowienia, porządkowanie lasu i pielęgnowanie upraw na przyszły rok. Zaplanować potrzebne sadzonki, wszelkie materiały i policzyć koszty działania. Wymaga to spędzenia wielu godzin za biurkiem i przed komputerem. A przecież dopiero zaczął się i zaraz skończy kwietny, barwny i pachnący maj w lesie!

Osobną zaletą jest wiele ciekawych spotkań z przedstawicielami świata zwierząt. Za chwilę coraz wyższe zboża, rzepaki czy trawy świetnie je ukryją i nie będzie okazji aby przyjrzeć się takiemu np. rogaczowi

5264

Nie można tego przegapić, bo przecież wiemy, że nic nie zdarza się dwa razy, a zresztą nikt nie chce znowu czekać cały rok…

Maj kojarzy się zwykle z maturami i kwitnącymi kasztanowcami. Matura zwykle przywodzi na myśl urocze, młodzieńcze czasy, które miło nam się kojarzą. A z czym kojarzy się Wam majowy las? Stały kontakt z majową przyrodą jest przecież także gwarancją, że dłużej zachowamy młodość, dobre zdrowie i humor oraz siły witalne. Wystarczy tylko umiejętnie korzystać z tej oferty majowej przyrody.

Dla mnie, leśnika, majowy las kojarzy się naturalnie z łanami konwalii majowej i jej odurzającym, charakterystycznym zapachem. To magiczna roślina. Przypisywano jej boskie pochodzenie, może dlatego, że białe kwiatki w kształcie dzwonków ułożone są na łodydze w kształcie drabinki. Może być to drabina do nieba… Jedna z opowieści mówi o tym, że kiedy Matka Boska opłakiwała ukrzyżowanie swojego syna, to jej łzy dotykając ziemi zmieniały się w małe kwiatki konwalii. W niektórych regionach wierzono, że konwalie powstały z łez wygnanej z raju Ewy. Konwalia jest przez wielu uznawana za symbol czystości i niewinności. Dekorowano nią portrety świętych i ołtarze. Była symbolem szczęścia i pomyślności. W średniowieczu symbolizowała sztukę lekarską oraz wiedzę. Jej niezwykłe właściwości znane były już w starożytnych Chinach.

Piękny, zmysłowy zapach konwalii uznawany jest za silny afrodyzjak i chętnie wykorzystuje się go w produkcji kosmetyków.

5265

Konwalia jest znanym od wieków składnikiem maści, balsamów i wszelkich kosmetyków stosowanych podczas zabiegów odmładzających i ujędrniających skórę. W dawnych czasach młode dziewczyny używały konwalii do nacierania policzków. Dzięki temu miały na twarzach piękne rumieńce, które przyciągały oczy młodzieńców i świadczyły o dobrym zdrowiu. Według dawnych przesądów bukiecik konwalii w domu chroni przed staropanieństwem. Ich zapach przyciąga powodzenie i chroni przed złą energią, zapewnia odpowiedni poziom sił witalnych.

Od wieków konwalie wykorzystywane były w uzdrawianiu. Mają one właściwości moczopędne i działanie uspokajające. Działają wspomagająco przy leczeniu chorób serca, układu krążenia, chorób skórnych i reumatyzmu, neutralizują obrzęki.

Kąpiel z dodatkiem olejku konwaliowego pobudza intelekt i jasność widzenia oraz wzmaga tak ważną dziś kreatywność. Taka kąpiel z konwaliowym zapachem bardzo uspokaja, wzmacnia i pomaga w odcinaniu się od przeszłości, o której chcemy szybko zapomnieć.

Po odebraniu niemiłego telefonu czy emaila, po trudzie nerwowego dnia przysiądźmy w lesie przy łanie bajkowo pięknej i pachnącej konwalii. Zielone łany z białymi dzwonkami kwiatów pomagają w ukojeniu nerwów i przy przyspieszonym pulsie.

5266

Dlatego w dzisiejszym nerwowym i pośpiesznym świecie korzystajmy z jej pachnących kwiatów, które znajdziemy w cienistym, liściastym lesie. Ostrożnie jednak ze zrywaniem konwalii.

Wprawdzie od 2015 roku nie jest już w spisie roślin prawnie chronionych, jednak konwalia i wszystkie jej części, w tym czerwone owoce jest trująca, pomimo tego, że jest rośliną leczniczą. Szkodliwa może być nawet woda z wazonu, w której stały jej piękne kwiaty. Zatrucie może być szczególnie groźne dla dzieci.

Pamiętajmy o tym i leczmy się konwalią w kontakcie z lekarzem. Choć z wysuszonych kwiatów lub liści możemy samodzielnie zrobić nalewkę, która spożywana w „aptecznych” ilościach nie zaszkodzi, a wspomoże naszą odporność i siły witalne.

Jak ją zrobić? Kwiaty zbierane w suchy, najlepiej pochmurny dzień (silne światło pozbawia konwalię właściwości leczniczych) wysuszone w cieniu zalewamy na 3-4 tygodnie 70% alkoholem. Spożywamy 2 razy dziennie po 30 kropli rozcieńczonych w kieliszku wodą.

Maj to czas kiedy zbieramy młode pokrzywy. To niedocenione i bardzo zdrowe „zielsko”.

5267

Jej li­ście, ło­dy­gi i ko­rze­nie to bo­gac­two mi­kro­ele­men­tów i wi­ta­min ta­kich jak: A, B2, K czy C. Po­krzy­wa wzmac­nia włosy i pa­znok­cie, od­ży­wia i oczysz­cza skórę, re­du­ku­je nad­mier­ny ło­jo­tok, dzia­ła prze­ciw­za­pal­nie, re­du­ku­je obrzę­ki i po­pra­wia mi­kro­krą­że­nie skóry. Po­krzy­wa to cu­dow­ny środek dla skóry po­pra­wia­ją­cy stan wło­sów, świet­nie wpły­wa rów­nież na me­ta­bo­lizm. Aby po­bu­dzić pracę jelit, pij napar ze świe­żych po­krzyw (2-3 łyżki świe­żej po­krzy­wy na jeden litr wrząt­ki) trzy razy dzien­nie, mię­dzy po­sił­ka­mi. Świet­nie dzia­ła na cały układ po­kar­mo­wy, także na żo­łą­dek i wą­tro­bę. Her­bat­ka z po­krzy­wy to napój bardzo popularny w świecie mody i celebrytów. Z pewnością dla­te­go, że świet­nie wpły­wa nie tylko na cerę czy włosy, ale też do­star­cza or­ga­ni­zmo­wi wielu cen­nych skład­ni­ków, których brakuje ludziom z okładek i ekranów, „dbającym o siebie”...

To napój stwo­rzo­ny dla ko­biet, ze wzglę­du na wy­so­ką za­war­tość że­la­za, choć chyba lepsza jest sałatka z młodych pędów „ala szpinak” o której pisałem kiedyś w blogowych zapiskach. Warto teraz nasuszyć sobie młodych, majowych liści pokrzyw i potem używać ich stale w kuchni, choćby do oprószenia sobie czasem ziemniaków. Podobnie cenne są dla nas młode liście brzozy

5268

Warto ich sobie nasuszyć razem z liśćmi pokrzywy. Polecam w tym celu używanie elektrycznej suszarki do grzybów. Liście zachowują kolor, nie brunatnieją i dobrze się przechowują. O leczniczych właściwościach brzozy także pisałem wcześniej, zatem warto poszperać w blogowym archiwum. Znajdziecie tam także przepis na syrop z majowych pędów sosny.

Właśnie teraz, gdy pędy są pełne soku i mają długość około 10 cm, to dobry czas, aby zrobić z nich własny syrop „Pini” dla dzieci, a potem pędy zalać alkoholem i zrobić lecznicza nalewkę o żywicznym smaku dla dorosłych. Pamiętajcie jednak, aby nie narobić szkód i nie zrywać młodych pędów z sosen w leśnych młodnikach.

5269

Lepiej pozyskać pędy sosnowe z drzewek, które obsiały się na obecnych nieużytkach, bo pewnie z czasem i tak te sosny zostaną wycięte. Należy po prostu zapytać leśniczego lub właściciela terenu o zgodę. W maju warto też zainteresować się młodymi, zielonymi szyszeczkami sosny. Pisałem wcześniej o dobroczynnych właściwościach sosnowego pyłku, który pochodzi z „kwiatostanów” męskich. Żeńskie, które w postaci najpierw czerwonych, a potem zielonych szyszeczek powstają na końcach pędów rozwijają się dwa lata. Po zapyleniu z liści zarodniowych i łusek wspierających powstaje mała, nabrzmiewająca w maju miękka szyszeczka. Zbieramy je w maju i czerwcu (dopóki są miękkie i dają się kroić nożykiem) na takich samych zasadach jak pędy sosnowe. Warto z nich przygotować znakomity dżem z zielonych szyszek sosny, który polecam na podrażnione gardło. Jest zdecydowanie lepszy i pewnie zdrowszy niż reklamowany „polecany dla operujących głosem czyli lektorów, wykładowców i aktorów” aptekowy specyfik.

Oto przepis:

1 kubek zielonych szyszek sosnowych ( należy usunąć ogonki, bo mają nutę goryczy)

1 lub nawet dwa kubki cukru, najlepiej nierafinowanego

Dodać łyżkę miodu, najlepiej spadziowego z górskiej pasieki, choć może być każdy inny i 1-2 łyżeczki soku z cytryny.

Miękkie szyszki sosnowe rozdrobnić, najlepiej zmiksować w blenderze. Można je pokroić i ucierać kulą w makutrze (choć coraz mniej osób wie co to jest). Dodać cukier i miód, dokładnie wymieszać i gotowe. Warto dżemik przełożyć w malutkie słoiczki i pasteryzować chwilkę bo wtedy możemy go dłużej przechować.

Smak sosnowego dżemu jest bardzo specyficzny, intensywnie żywiczy, lekko kwaskowaty. Łyżka dżemiku potrzymana chwilę w ustach jest balsamem dla podrażnionego gardła i kubków smakowych.

W pełni kwitną już „mlecze” czyli mniszki lekarskie.

52610

Warto zrobić z ich kwiatów "miodek", znakomity na przeziębienie.

52611

Kwitną już także poziomki i borówki:

52612

Owoce borówki brusznicy pomagają przy bólach brzucha, natomiast czarne jagody, czyli owoce borówki czarnej są znakomite m.in. na zachowanie dobrego wzroku. Obowiązkowo jedli je piloci nocnych bombowców w czasie II wojny światowej.

W majowym lesie znajdziecie mnóstwo naturalnych specyfików. To darmowa, otwarta całą dobę apteka bez recept. Można do woli upajać się zapachem wszelkiego kwiecia, ziół i olejków eterycznych. Cieszyć pięknem przyrody, głosami ptaków i koić zmysły spokojem. Nie zwracajcie uwagi na komary czy meszki, nie bójcie się kleszczy czy wilków. Aby czuć się bezpiecznie najlepiej korzystajcie z parkingów, obiektów, szlaków i z szerokiej oferty turystycznej przygotowanej przez leśników.

52613

Las jest piękny, zdrowy i przyjazny. Korzystajcie z niego do woli…

Tymczasem jestem już w drodze na urlop, zresztą zaległy z zeszłego roku. Wiele razy czytałem trylogię Sienkiewicza i marzyłem, aby zobaczyć tamte strony. Bo uroki polskiego, majowego lasu znam doskonale. Pora realizować także inne marzenia. Najbliższy tydzień spędzę zatem zwiedzając Ukrainę, min. Chocim, Kamieniec Podolski, Lwów i Zbaraż.

A zatem ruszam na Zbaraż z żoną i miłymi towarzyszami podróży z Pszczewa, śladami Skrzetuskiego i „Jaremy” Wiśniowieckiego!

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

16:14, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
wtorek, 09 maja 2017

kawaek_nieba

Kawałek nieba jest w każdym uśmiechu,

W każdym życzliwym słowie,

I przyjaznym geście,

W każdym pomocnym czynie.

Kawałek raju jest w każdym sercu,

Które stanowi zbawienny port dla nieszczęśliwego.

W każdym domu z chlebem, winem i serdecznym ciepłem.

Bóg włożył swoją miłość w twoje ręce,

Jak klucz do raju.

Phil Bosmans

Gdy otworzyłem dziś służbową skrzynkę poczty elektronicznej zastałem tam jak każdego dnia wiele emaili. Jednak moją uwagę natychmiast przykuła korespondencja od naszej rzecznik Anny Malinowskiej. List był zatytułowany tak: POMOC DLA KUBUSIA W WALCE Z GUZEM MÓZGU

Bardzo mnie poruszyła jego treść, przeczytajcie zresztą sami, bo co tu opowiadać?:

„Kubuś to wnuk naszego leśniczego. W wieku 6 miesięcy stwierdzono u niego guza mózgu w okolicy drogi wzrokowej i podwzgórza. Skomplikowany zabieg przeszedł w Oddziale Neurochirurgii Dziecięcej w Szczecińskim Szpitalu „Zdroje”, z częściowym sukcesem.

Dalsze leczenie to uciążliwa dla dziecka chemioterapia.  Guz się odnawia i zmienność samopoczucia wymusza okresowe pobyty w szpitalu. Skutkami ubocznymi choroby są utrata wzroku i opóźnienie rozwoju. Szansą dla Kuby jest leczenie protonowe w Monachium.

W tej kwestii prowadzona jest korespondencja w sprawie zakwalifikowania małego pacjenta do leczenia w Niemczech.

Ponoszone na dotychczasowe leczenie wydatki zmuszają rodzinę do poszukiwania wsparcia. Tą drogą zwracam się do Kolegów i Koleżanek Nadleśniczych o pomoc finansową, licząc na zrozumienie bardzo trudnej sytuacji. dziecka i rodziny, czyli na wrażliwość serca.

Opieką małego pacjenta objęła Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym ”Kawałek Nieba”, a pomoc przekazać można za pośrednictwem:

Bank Zachodni WBK S.A. numer rachunku:

31 1090 2835 0000 0001 2173 1374

Tytułem: “884 pomoc dla Kubusia Gzeli”

 

Od kilku dni Kuba jest też półsierotą- zmarł mu ojciec.

 

                                                                                              Bronisław Szneider

                                                                       Nadleśniczy Nadleśnictwa Lubichowo

 

 

Cała historia Kuby zamieszczona jest na stronie http://www.kawalek-nieba.pl/kubus-gzela/

 

 

Co czułem, gdy otworzyłem powyższy link? Zapewne to, co każdy z Was… Co zrobiłem?

Po tej poruszającej wyobraźnię lekturze mogłem zrobić tylko jedno. Otworzyłem stronę mojego banku i zrobiłem przelew. Nie wątpię też, że wielu leśników czynnie odpowie na apel nadleśniczego Bronisława Schneidera.

Gdyby też choć co druga zaglądająca tu osoba zrobiła przelew lub w innej formie pomogła Kubusiowi Gzeli, to pewnie już niebawem pojedzie on z mamą do Monachium po swój kawałek nieba. Musi go mieć…

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

 

 

21:17, lesniczy.lp
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 62