O tym co w lesie piszczy...
O autorach
RSS
środa, 22 lutego 2017

513min

Zima to pora, kiedy możemy choć nieco zwolnić pęd życia i dać sobie chwilę wytchnienia. Przyroda i naturalny rytm pór roku niejako zmusza nas do tego. Długie popołudnia i wieczory są po to, aby odpocząć i mieć czas na kontakty z przyjaciółmi i rodziną. Wiąże się to także z tradycją, obyczajami i układem świątecznych dni w kalendarzu. Jednak ludzie w mieście, którzy przestali zwracać uwagę na odwieczny, przyrodniczy rytm życia wymyślili sztuczne światło i hale produkcyjne, aby można pracować całą dobę. Po pracy zamknęli się w we własnych domach i świecie telewizji oraz internetu. W ten sposób ograniczyli maksymalnie bezpośrednie kontakty z innymi ludźmi. Przecież od tego są portale… Po co rozmawiać jak można tam sprawdzić co u znajomych lub napisać sms-a czy emaila? Trzeba się jednak przed tym bronić, pamiętając, że „człowiek to zwierzę stadne”. Nie jest jednak łatwo, bo obowiązki stale rosną, a lista zadań wydłuża się. Dotyczy to także leśniczego, który w powszechnym mniemaniu ma niesłychanie spokojna pracę. To oczywiście bardzo odbiega od prawdy, bo poprzez nawał licznych, codziennych spraw nawet nie zauważyłem jak minęła zima. Zupełnie nie poczułem uroku zimowych, długich wieczorów. Na półce coraz bardziej piętrzy się stos ciekawych książek, które czekały na zimę, a tu już pachnie wiosną…

Leszczyny już dawno zakwitły. Olchy pysznią się już fioletem baziek, które mocną pylą, ku rozpaczy alergików

5131

To męskie kwiatostany, początkowo fioletowe, potem żółtobrązowe. Kwiaty żeńskie tworzą maleńkie, jajowate szyszeczki. W tej chwili są fioletowo purpurowe i świeże

5132

Potem drewnieją i są bardzo charakterystyczne, pozwalające nam bez wahania rozpoznać, ze mamy do czynienia z olchą.  Zdrewniałe szyszeczki koloru brązowego lub czarniawego o długości do 2 cm utrzymują się na drzewie przez cały rok. Można też po nich rozpoznać gatunek. Bo u olszy czarnej są one umieszczone na wyraźnych, ok. 1cm trzoneczkach. Z kolei u olszy szarej szyszeczki są niemal siedzące.

Szyszki to ważny surowiec zielarski, wybitnie ściągający, czyli przydatny przy biegunce, opuchniętych łydkach, zastoju limfy i nadwadze na tle retencji płynów. Warto nazbierać sobie ciemnych szyszeczek bo mają działanie bakteriobójcze, hamują rozwój wirusów oraz leczą trądzik. Jeśli męczy Cię katar i mokry kaszel, jeśli masz wrażenie, że topisz się w płynach ustrojowych – szybko wypróbuj odwar z szyszek olchy. Szyszki olchy czarnej często zobaczymy także w akwarium! Są z powodzeniem stosowane w akwarystyce ze względu na zawartość garbników, zakwaszanie wody oraz jej dezynfekcję. Przyjęło się, że 1 szyszka olchy wystarcza do redukcji pH i odkażenia około 10 litrów wody. Dobrze wpływają one na kondycję ryb (pomagają przy schorzeniach i w początkowych stadiach niektórych chorób), mają działanie osłonne dla ikry ryb. Polecane w akwariach z krewetkami gdzie działają dezynfekująco nie robiąc krzywdy delikatnym krewetkom i raczkom. Przydają się jednak nie tylko rybom i raczkom, ale także nam.  Szyszki olchy to bowiem znakomity naturalny środek przeciwko wypadaniu włosów. Jak go zrobić?

 2 łyżki zdrewniałych szyszeczek olchowych zalać 2-3 szklankami wody, gotować 5 minut, odstawić do ostygnięcia na 30 minut, przecedzić. Przechowywać go w lodówce, najlepiej w szklanym opakowaniu. Wcierać go w skórę głowy- nie uczula, nie powoduje przetłuszczania włosów, warto spróbować !

Olch nie lubią alergicy, ale cenią zielarze. Z pewnością nie potrzebuje jednak wywaru z olchowych szyszek ruda wiewiórka, którą dziś spotkałem w lesie. Nawet po zimowym śnie była puszysta i śliczna

5133

Sąsiedztwo olch bardzo lubią żurawie, którym z pewnością nie przeszkadza ich pyłek. Krzyczą już od tygodnia co rano, bo zabiegają o względy partnerów i wieszczą wczesną wiosnę

5134

Przyleciały już skowronki i czajki. Szpaki gwiżdżą wesoło z wierzchołków drzew. Sroki budują gniazda, kruki tokują. Sierpówki, które w zimowym czasie smętnie i najczęściej samotnie przechadzały się w naszym ogrodzie wyraźnie się ożywiły i szukają towarzystwa

5135

Leśne drogi już zostały odmrożone, ale teraz dla odmiany pokryte są warstwa błota. Warunki do wywozu drewna są zatem nieciekawe, ale jutro przyjedzie kilka samochodów, bo odbiorcy czekają na surowiec. Drwale solidnie pracują, warczą też dwa harwestery i forwardery wywożące kłody oraz wałki różnych papierówek. Jutro muszę sporo czasu poświęcić na sporządzanie ROD, czyli rejestrów odebranego drewna, a potem będę nadal pracował przy szacunkach brakarskich na rok 2018. I jak tu nie marzyć o długich popołudniach z ciekawą książką i spokoju zimowych wieczorów?

Jednak w naszym domu, pomimo wielu zajęć i obowiązków zawsze staramy się tak układać rozkład dnia, aby choć raz na jakiś czas wygospodarować wieczór na kontakty rodzinne czy towarzyskie. Daje to przypływ dobrej energii i sprzyja rozwojowi osobistemu. Staropolska tradycja i dobry obyczaj nakazuje, aby spotkać się w domu i razem wygodnie zasiąść przy stole. Choć niektórzy cenią tzw. „clubbing” i urok knajpek i kawiarni, wyskakując „na miasto”. W naszym domu, prowadzonym głównie przez leśniczynę Renię  jednak raczej rzadko jada się posiłki poza domem, bo jak na wsi wyskoczyć coś zjeść „na mieście”? Choć to oczywiście nie problem, bo mamy blisko choćby do znakomitego „Spichlerza Smaków Folwarku Pszczew”  czy „Villi Toscania” ale po co, skoro w kuchni codziennie pachnie czymś znakomitym?

Wieczorne spotkania rodzinne i towarzyskie, szczególnie teraz w czasie karnawału są bardzo miłe, ale w trakcie miło jest coś schrupać. Oczywiście nie chipsy czy słone paluszki. Polecam moje ulubione chrusty, chruściki, faworki, smażone przez Renię na złoty kolor. Ich chrupanie w miłym towarzystwie niesłychanie wciąga, a chociaż moja małżonka jest raczej pedantyczną panią domu to cukier puder pozostały na ubraniu, a nawet obrusie jej nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie, budzi miłe wspomnienia.

5136

Dlaczego? Najlepiej jak leśniczyna sama opowie o chrustach:

Przepis na chrusty pochodzi od mojej babci i mamy, a jest to kruchy i delikatny dodatek do zimowej kawy lub herbaty z pigwą czy maliną.

Składniki na chrusty:

500 g mąki pszennej

5 żółtek (z raczej niedużych jaj)

6 łyżek gęstej śmietany 18%

1 łyżka masła

1 łyżeczka cukru pudru

szczypta soli

1 łyżka spirytusu lub octu

1 litr oleju rzepakowego

cukier puder do posypania

Wykonanie:

Na stolnicę lub do miski przesiewamy mąkę, dodajemy żółtka, śmietanę, łyżkę masła, cukier puder, sól i ocet, zagniatamy na jednolite ciasto. Formujemy kulę, przykrywamy folią spożywczą, odstawiamy na ok. 50 min. Chodzi o to, aby ciasto zmiękło i było bardziej elastyczne (podobne do ciasta na pierogi). Następnie ciasto wykładamy na delikatnie oprószoną mąką stolnicę i rozpoczynamy wałkowanie. Wałkujemy ciasto, składamy i ponownie wałkujemy, powtarzając czynności kilkakrotnie. Robimy to po to, aby napowietrzyć ciasto, dzięki temu w trakcie smażenia na powierzchni chrustów pojawią się pęcherzyki i staną się one pysznie chrupiące i delikatne. Niektóre gospodynie osiągają ten efekt poprzez uderzanie ciasta z każdej strony wałkiem. Postanowiłam połączyć obie techniki, co polecam i przez 10 minut wałkuję i składałam ciasto, a następnie okładałam je wałkiem przez kolejne 5 minut. Wymaga to trochę wysiłku, ale dzięki temu chrusty wychodzą idealne. Drugą tajemnicą udanych domowych chruścików jest bardzo cienkie rozwałkowanie ciasta. Aby ułatwić sobie pracę odrywamy ciasto małymi porcjami i rozwałkowujemy je cienko do uzyskania odpowiedniej grubości, a raczej cienkości. Każda gospodyni, nawet niedoświadczona szybko to „skuma”, a wspólne, rodzinne lub towarzyskie pieczenie chrustów może być świetną zabawą. Rozwałkowane ciasto tniemy na pasy, w środku robimy nacięcie i przewlekamy przez nie koniec ciasta, nadając faworkom „firmowy” kształt.

5137

Olej rozgrzewamy długo i mocno, na małym płomieniu i ostrożnie wrzucamy przygotowane faworki. Aby zbytnio nie obniżyć temperatury tłuszczu smażymy je niewielkimi porcjami po 4-5 sztuk, z obu stron na złoty kolor. Układamy je na ręczniku papierowym, odsączając nadmiar tłuszczu, przestudzone posypujemy obficie cukrem pudrem.

Gorąco polecam ten przepis i życzę dobrej zabawy przy smażeniu i chrupaniu.

Podobną propozycją, także z rodzinnego zeszytu leśniczyny są małe pączki serowe. Są z dodatkiem twarogu, bez żadnego nadzienia w środku ale  niesamowicie puszyste i z chrupiącą skórką z wierzchu. Podczas smażenia pachną jak te prawdziwe,  drożdżowe

5138

Uwielbiam pączki według przepisu „babci Heli”, jak mawiają nasze córki,  ale te serowe też są znakomite i nie wymagają dużo czasu na mozolne wyrabianie i wyrastanie ciasta.  Wystarczy tylko zgodnie z przepisem z zeszytu Reni połączyć składniki:

  • 250 g zmielonego półtłustego twarogu
  • 1 jajko
  • 6 łyżek mąki pszennej
  • 2-3 łyżki cukru
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia lub sody
  • szczypta soli

Potrzebna będzie też mąka do podsypywania, cukier puder do oprószenia i oczywiście dobry olej do smażenia.

Pączki serowe robi się bardzo łatwo:

Jajko roztrzepać z cukrem, mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia na stolnicę, dodać twaróg, jajko z cukrem, sól,  i zagnieść ciasto. Ciasto będzie kleić się do rąk i do stolnicy, dlatego podczas zagniatania podsypywać dodatkową mąką. Formować kulki wielkości orzecha włoskiego i smażyć w głębokim oleju z obydwu stron, osączyć na papierowym ręczniku, jeszcze ciepłe oprószyć cukrem pudrem. Jeśli ktoś chce pączki jednakowej wielkości, wtedy ciasto można również rozwałkować na grubość 2-3 cm i wykrawać małe kółeczka.

Jeśli ktoś lubi cynamon, można dodać odrobinę zaraz po usmażeniu i posypaniu „pudrowym cukrem” jak mawiała moja babcia.

Miłych spotkań w zimowe wieczory!

Następnego dnia warto spalić kalorie i wybrać się na spacer do lasu, aby nie przegapić pierwszych objawów wiosny.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

22:10, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 lutego 2017

512min

Od czwartku 26.01.2017r. poszukujemy naszego kolegi, Zbigniewa Kowalczuka, Leśniczego w Nadleśnictwie Sława Śląska, który w tym dniu nad ranem wyszedł z domu i ślad po nim zaginął. Z upoważnienia jego małżonki proszę o rozesłanie do wszystkich jednostek PGL Lasy Państwowe apelu o pomoc w poszukiwaniu zaginionego. Ktokolwiek zdobędzie informację o miejscu jego pobytu jest proszony o kontakt z najbliższą jednostką Policji.

Taki komunikat- apel zamieścił Nadleśniczy  Wiesław Daszkiewicz z Nadleśnictwa Sława położonego na pograniczu Ziemi Lubuskiej i Dolnego Śląska.

Zbyszek Kowalczuk to sympatyczny, uśmiechnięty leśnik. Dopiero półtora miesiąca temu został leśniczym w Tarnowie Jeziernym.

 512__2_

 Wraz z rodziną mieszka w Sławie, woj. lubuskie. 26 stycznia 2017 wyszedł z domu w nocy, prawdopodobnie  po godzinie 3.00 nad ranem. Mężczyzna pieszo oddalił się w nieznanym kierunku. Przypuszczalnie był ubrany w służbową zimową, zieloną kurtkę, typową dla leśników oraz brązowe buty.

5121

 Na co dzień nosił okulary, których tego dnia nie zabrał ze sobą, podobnie jak dokumentów i telefonu komórkowego oraz innych rzeczy, które mogłyby świadczyć o celowym, świadomym opuszczeniu miejsca zamieszkania. Nie wiadomo dlaczego wyszedł samotnie w nocy, trudno o racjonalny powód, może stracił pamięć?

Jego żona, Lidia, dopuszcza możliwość utraty świadomości i ma nadzieję, że zaginiony leśniczy  przebywa gdzieś w kraju. W zasadzie nie można uprawdopodobnić jakiejkolwiek hipotezy dotyczącej losu jej męża. Liczy na to, że może przebywać w miejscach, gdzie udziela się schronienia i daje  ciepły posiłek.

Natychmiast po zaginięciu leśniczego zostały podjęte poszukiwania. Komendant Powiatowy Policji we Wschowie wszczął alarm natychmiast po zgłoszeniu zaginięcia. Technicy kryminalistyki zabezpieczyli odzież, obuwie poszukiwanego, ślady DNA.  Do działań policjantów przyłączyli się strażnicy miejscy, leśnicy i strażnicy leśni, WOPR-owcy, ratownicy wodni ze Sławy, myśliwi, przyjaciele i znajomi. W poszukiwania zaangażowało się w sumie blisko 200 osób. Sprawdzano kompleksy leśne, pustostany, drogi wyjazdowe ze Sławy oraz pobliskich miejscowości, szpitale, dworce, przystanki. Do działań przyłączyła się policyjna grupa poszukiwawcza z Poznania z psami tropiącymi oraz Samodzielne Pododdziały Prewencji Policji z Komendy Wojewódzkiej w Gorzowie Wielkopolskim. Do poszukiwań włączony został śmigłowiec z Komendy Głównej Policji. Piloci sprawdzali z góry tereny pól, ogromny akwen jeziora Sławskiego i  innych, oblodzonych zbiorników wodnych, kompleksy leśne, drogi.  

I nic…

Leśnicy, którzy przecież świetnie znają  teren przejrzeli wszelkie możliwe miejsca, gdzie mógłby trafić leśniczy Zbyszek.

Minęło już sporo czasu, a jego wciąż nie ma i nie natrafiono na żaden ślad. Może ktoś z blogowych czytelników, miłośników lasu i przyrody go widział?

Leśniczy Zbigniew Tadeusz Kowalczuk ma 49 lat, około 174 cm wzrostu, jest średniej budowy ciała, ma zielone oczy i szpakowate włosy.

51231

(wszystkie fotografie pochodzą z materiałów prasowych)

 Wszelkie osoby, które widziały zaginionego, wiedzą gdzie przebywa lub cokolwiek mogą pomóc w poszukiwaniach, proszone są o kontakt z najbliższą jednostką policji. W poszukiwaniach pomaga także Fundacja ITAKA.

Bardzo Was wszystkich proszę o pomoc. Może rozpozna go ktoś w mieście, na dworcu, może ktoś z leśników czy przyrodników  spotka go w lesie?

Mam nadzieję, że niebawem będę mógł tutaj zamieścić informację, że mój kolega szczęśliwie powrócił do domu…

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

20:08, lesniczy.lp
Link Komentarze (4) »
niedziela, 12 lutego 2017

511min

Zima zagościła początkiem stycznia i wciąż trzyma. Jest biało i zimno nawet w lubuskich lasach, o  łagodnym, charakterystycznym dla zachodnich krańców Polski klimacie. Moi koledzy leśnicy z górskich zakątków kraju donoszą, że u nich jest znacznie mroźniej. No i śnieg zalega znacznie powyżej „gumofilców”. Cieszą się z tego narciarze i miłośnicy snowboardu, szczególnie w czasie szkolnych ferii. Ale przecież dla wszystkich lepiej, że biała zima towarzyszy nam  teraz, niż w np. marcu.

Choć wszystkim nam brakuje słońca w te krótkie, często szare i dość ponure zimowe dni. Drogi leśne są pokryte gruba warstwą lodu. W niektórych, szczególnie w zacienionych miejscach, są przyprószone warstewką  śnieżnego puchu. Sprawia to, że jest na nich bardzo ślisko. Poruszanie się na pieszo jest bardzo utrudnione i męczące, bo nawet solidne terenowe buty nie gwarantują dobrej przyczepności. Podobnie jest z jazdą samochodem. Prace leśne trwają w kilku miejscach naraz, a zatem trzeba nieustanie przemieszczać się na przestrzeni blisko 20 kilometrów. Trudno panować nad moim Rockym, szczególnie na łukach drogi i na stromych pochyłościach, których nie brakuje w moim leśnictwie.

5111

 Pracujemy teraz w olchowych trzebieżach, wykorzystując zimowy czas do ich wykonania, bo wiosną będzie tam zbyt mokro, no i pojawią się tam żurawie. Ich pojawienie się na śródleśnych łączkach jest dla leśniczego czytelnym sygnałem do zmiany lokalizacji prac leśnych. Należy je wtedy przenieść w inny zakątek leśnictwa. Taka metoda ochrony żurawich lęgowisk stosowana przez leśników od lat jest bardzo skuteczna, stąd ich liczebność znacznie wzrosła. Obok żurawia żyje też wiele innych gatunków ptaków, które chętnie korzystają ze stworzonych w ten sposób ostoi spokoju. To np. wiele ptaków brodzących takich jak łęczak-brodziec leśny, stalugwa- czyli samotnik, ptak z rodziny bekasowatych gnieżdżący się chętnie na drzewach pośród bagien czy rzadko spotykana kaczka - cyraneczka.

  5112

W sosnową trzebież o powierzchni ponad 8 hektarów wjechał harwester. Tuż obok znajdują się łąki i pasy olchowych lasów. Tam także spodziewam się żurawi, a dodatkowo w ubiegłym roku kilkakrotnie spotykałem tam bociany czarne. Wykonanie właśnie tej trzebieży teraz, na początku roku, ma też inne powody. Pojawiło się tam bowiem wiele suchych sosen- to efekt wahań w poziomie wody gruntowej, które szybko wykorzystują grzyby i owady, atakując osłabione drzewa. Ich szybkie usunięcie jest gwarancją dobrego wykorzystania drewna oraz nie dopuści do zainfekowania innych drzew. Wciąż z pewnym niesmakiem czytam doniesienia medialne dziennikarzy atakujących leśników posądzeniami o pazerność i nadmierną wycinkę drzew. Gdyby choć czasem dziennikarze spróbowali zrozumieć pewne mechanizmy przyrodnicze i zasady sztuki leśnej, z pewnością ich poglądy byłyby inne. Gdy zobaczą harwester i szlaki operacyjne usłane sosnowymi wałkami, liczą pieniądze, a nie ogniska opieńki, żerowiska przypłaszczka granatka i gniazda żurawi. Leśniczy wyznaczając rok, a nawet dwa lata wcześniej właśnie ten zakątek lasu do wykonania trzebieży, musi przewidzieć i uwzględnić takie przyrodnicze uwarunkowania. To zabieg zaplanowany w planie urządzania lasu i oczywiście zmierzający do pozyskania drewna, ale jego termin i sposób wykonania musi uwzględniać wiele innych spraw, o których musi pomyśleć leśniczy. Dlatego też musi wszędzie zajrzeć i dopilnować właściwego wykonania. Po oblodzonych leśnych drogach porusza się własnym samochodem w zamian za „kilometrówkę”, a stawka jednostkowa za przejechany kilometr właśnie obchodziła jubileusz 10 lat istnienia w niezmienionej postaci. Obijam wciąż swojego leciwego Rockiego o zamarznięte koleiny, czasem i o inne rzeczy, brnę przez piachy i śniegi ale muszę przecież wszędzie dotrzeć.

5113

Jeszcze gorzej mają jednak kierowcy samochodów wywożących drewno. Ale cóż, musimy pracować, a jazda po gruntowych, leśnych drogach, niezależnie od warunków pogodowych to przecież codzienność. Trzeba też stale monitorować Obrę i kilkanaście jezior pomiędzy lasami leśnictwa, bo okolice Pszczewa są obszarem zagrożonym ptasią grypą. Stwierdzono  wirus tej groźnej choroby u jednego z martwych łabędzi niemych. Dlatego również z tego powodu wszyscy wyglądamy objawów wiosennego ocieplenia, bo wtedy mija ryzyko rozwoju ptasiej grypy. Stęskniliśmy się jednak przede wszystkim za ciepłymi, słonecznymi promieniami i zielenią wiosny, której wszystkim nam już bardzo brakuje.

  Jak jednak zorientować się, że zima już ustąpiła i nieśmiało pojawia się wiosna w zwiewnej sukience świeżej zieleni?  Nie jest to takie proste i jednoznaczne ale mamy przecież fenologię. To dziedzina nauki, która zajmuje się związkiem między zmianami w rozwoju roślin oraz zwierząt, a zmianami klimatycznymi zachodzącymi na określonym obszarze. Fenolodzy, inaczej niż my spoglądają na podział roku i wyróżniają w nim nie cztery, ale osiem, a czasem nawet dwanaście okresów. Dokonując takiego podziału uważnie obserwują przyrodę i biorą pod uwagę więcej zjawisk. Przyglądają się zatem np. kiełkowaniu i kwitnięciu  określonych roślin, pojawianiu, obyczajom i lęgom ptaków, rozwijaniu i zrzucaniu liści. Jakże też pięknie brzmią nazwy nadawane przez nich niektórym fenologicznym porom roku. Bo to nie tylko wiosna ale mamy : przedzimek, spodzimek, pierwiośnie, pełnię wiosny. Pory roku i towarzyszące im zjawiska przyrodnicze obserwują i opisują nie tylko naukowcy, bo bywają one także przedmiotem zainteresowania artystów.

Wszyscy zaglądamy za zakwitającą leszczyną i olchą, wypatrujemy krokusów i przebiśniegów, tokujących kruków i bielików, nasłuchujemy w polu pierwszych skowronków. Ale nawet artyści zwrócili uwagę na werbel dzięcioła, albo dzięciołka

5114

Znacie zapewne ten wiersz K I. Gałczyńskiego, szczególnie w wersji śpiewanej przez Marylę Rodowicz w rytm muzyki napisanej przez Adama Sławińskiego w 1969 roku:

Dzięcioł w drzewo stukał,

dziewczę płakało;

dzięcioł w drzewo stukał,

dziewczę płakało;

dzięcioł w drzewo, proszę, proszę,

a dziewczynie łzy jak groszek

albo jak te perły…

Są różne interpretacje tego utworu, nawet polityczne, bo w tekście wiersza oprócz dzięcioła pojawia się też premier. Istotny jest jednak dzięcioł stukający w drzewa. Robi to cały rok, a dlaczego? Bo jest także „doktorem drzew i wrogiem korników” jak słyszymy w piosence dla dzieci śpiewanej przez Irenę Santor:

 Dzięcioł w drzewo stuka

Stuk, stuk, stuk

I korników szuka

Puk, puk, puk

Patrzy, które drzewo chore

I ogląda chorą korę

 

Stuku puku, stuku puk

Dzięcioł to korników wróg

Jednak dzięcioł stuka w drzewa także w innych celach i na różne sposoby. Bo gdy szuka owadów, szczególnie tłustych larw, uderza w drzewo z boku, odłupując nawet spore drzazgi. Podobnie uderza w drzewo wykuwając dziuple. Wszystkie, w zasadzie prawie wszystkie, dzięcioły gnieżdżą się bowiem w samodzielnie przygotowanych dziuplach. Piszę wszystkie, bo w Polsce mamy aż 10 gatunków dzięciołów. Najpospolitszy jest dzięcioł pstry duży

5115

Duży jest tylko z nazwy, bo „gabarytowo”, czyli wymiarami i ciężarem największy jest dzięcioł czarny. Najmniejszy jest dzięciołek ważący tyle, co wróbel i zbliżony do niego wielkością, chętnie korzystający zimą ze słoniny koło leśniczówki:

5116

Pomiędzy dużym i małym dzięciołem pstrym sytuuje się dzięcioł średni. W ostatnim ćwierćwieczu przybył do nas z południa Europy i Bliskiego Wschodu nowy gatunek dzięcioła – białoszyi, zwany też syryjskim. Nie spotykany w dużych kompleksach leśnych, a raczej w parkach i sadach, chętnie osiedla się w miastach i krzyżuje z dzięciołem dużym.

 Najrzadszy, ale chyba najbardziej słynny jest dzięcioł trójpalczasty. Lubi suche świerki, a ich obecności w lesie nie lubimy my, leśnicy. Spotykany jest w Puszczy Białowieskiej, gdzie obecnie o suche świerki nietrudno i stał się sławny jako symbol sporu na linii „ekologów” i leśników. Leśników nikt nie musi przekonywać o znaczeniu martwych drzew dla przyrody i z pewnością pozostawiają ich w lesie tyle, że dzięcioł trójpalczasty z naszych lasów nie zginie. Na brzozach we wschodniej Polsce możemy spotkać inną pstrą rzadkość- dzięcioła białogrzbietego. Bardzo ciekawym i zupełnie nietypowym dzięciołem jest krętogłów. Odlatuje na zimę do Afryki, i to on jako jedyny nie kuje dziupli oraz siada na gałęzi w poprzek, a nie wzdłuż jak inne dzięcioły. Wygląda jak szarobrązowa ćma i syczy jak wąż.

Dzięcioł zielonego częściej zobaczycie na ziemi niż na drzewie. Szuka tam mrówek, czasem też owoców

5117

Jest bardzo podobny do innego dzięcioła- zielonosiwego, z którym czasem się krzyżujące. Gdy zobaczycie w lesie mrowisko z taką dziurą

5118

 zazwyczaj jest to sprawka dzięcioła zielonego lub czarnego, bo ich głównym pożywieniem są mrówki.

5119

 Dzięcioł czarny jest też swojego rodzaju deweloperem, bo wykuwa duże dziuple w grubych drzewach, chętnie zasiedlane przez wiele gatunków ptaków oraz zwierząt (kuny, wiewiórki, popielice, nietoperze). Otwór wejściowy ma średnicę około 10 cm, a głębokość dziupli sięga 50 cm. Często kuje dziuple w sosnach, chętnie w grubych bukach

51110

Bywa, że wtedy zasiedlają je rzadkie leśne gołębie- siniaki. To nieduże, mniejsze od grzywacza gołębie, które prowadzą skryty tryb życia. Dzięcioł duży z kolei woli kuć w miękkim drewnie, np. w osikach i olchach, także w sosnach. Często jego dziuple mieszczą się w drewnie porażonym przez grzyby, częściowo spróchniałym, a otwór wejściowy umieszczają pod owocnikiem huby, który tworzy praktyczny daszek osłaniający wlot.

51111

 Drążąc dziuplę dzięcioły pracują bardzo szybko i wytrwale po kilka, kilkanaście godzin dziennie. Jest ona gotowa nawet w zaledwie kilka dni. Czasem w ich mózgu, chronionym w specjalny sposób gąbczastym obszarem pomiędzy czaszką, a dziobem przed 10 tysiącami wstrząsów dziennie, pojawia się myśl wręcz inżynierska

51112

Prawda, że świetny pomysł na wykorzystanie starej, zarastającej spały żywiczarskiej? Ale bywa, że się mylą, wybierając żerowisko lub miejsce na dziuplę. Czasem, szczególnie młode osobniki dzięciołów robią szkody w domach położonych na skraju młodego lasu. Z braku starych i chorych drzew przysiadają na ścianach budynków i… potrafią wytłuc dziury w elewacji ocieplonego, pięknego domu. Dźwięk powstający przy opukiwaniu pokrytego tynkiem styropianu bardzo przypomina im dźwięk spróchniałego pnia. To zachęta, aby w pobliżu domu zachowywać stare drzewa i nie wycinać każdego suchego konaru w sadzie podczas wiosennych porządków.

Dzięcioł duży miewa też własną kuźnię. To specyficzne miejsce na pniu drzewa, w których dzięcioł duży zaklinowuje szyszki. Gdy przylatuje z nową, pełną nasion, usuwa z niej już wyjedzoną. Pod drzewem z czynną kuźnią zobaczymy, szczególnie zimą sterty szyszek. Można je zbierać do dekoracji ogrodu lub na podpałkę do kominka.

51113

Każdy gatunek dzięcioła ma swoje specyficzne cechy i zwyczaje, które czynią go wyjątkowym i interesującym. Warto je obserwować i poznawać ich zwyczaje, szczególnie zimą, gdy nie ma liści, a dzięcioły odwiedzają ludzkie siedziby.

Jednak niebawem, gdy zima zacznie ustępować wczesnej wiośnie, czyli gdy spodzimek styka się z pierwiośniem dzięcioły są też wyznacznikiem kończącej się zimy. Czy znacie bowiem dźwięk werbli dzięciołów?

Zwiastuje on początek zainteresowania czasem godów, bo dzięcioły są w zasadzie samotnikami i nie przejawiają w ciągu roku zainteresowania towarzystwem, nawet płci odmiennej. Na czym polega to werblowanie?  Kiedy dzięcioł stuka w pień szukając pożywienia, odłupuje drzazgi uderzeniami z boku. Jeśli natomiast bębni werblem uderza dziobem pionowo w drzewo (i nie tylko w drzewo). W tym celu ptak z rozmysłem wybiera suchy sęk lub gałąź i uderza dziobem wprowadzając ją w charakterystyczne, daleko słyszalne wibracje. Dzięcioł duży wybiera czasem dość niezwykłe instrumenty do grania – czasem bębni na metalowej latarni ulicznej, rynnach i innych, zwykle metalowych przedmiotach.

Ornitolodzy ten szczególny głos dzięcioła nazywają werblem albo mówią, że dzięcioł bębni. Werbel rozlega się w lesie, parku lub ogrodzie z zasady wyłącznie z końcem zimy i wiosną, jest to bowiem godowy głos dzięcioła. Gdy większość ptaków w tym czasie śpiewa, dzięcioł gra na perkusji. Bębnienie służy dzięciołom do znaczenia terytorium i przywabiania samicy, tak jak innym ptakom śpiew Każdy gatunek dzięcioła inaczej wybija werble. Jednak nie jest łatwo po tym dźwięku rozpoznać gatunek perkusisty. Bębnią samce, a u niektórych gatunków także samice.  Dzięcioł duży -samiec uderza dziobem nawet 20 razy na sekundę po czym następuje przerwa 2-3 minutowa. Samica też bębni, ale wolniej. Dzięcioł średni z reguły  nie bębni wcale. Rekordzistą w częstotliwości bębnienia jest dzięciołek, który uderza dziobem nawet 30 razy na sekundę, co człowiek odbiera jako pojedynczy dźwięk, w odstępach 5-sekundowych. Bębni samiec i samica. Werble dzięcioła czarnego dość łatwo rozpoznamy po głośnym i donośnym bębnieniu w grube, suche konary. Bębni powoli, samiec – 17 uderzeń na sekundę, samica – 14. Dzięcioł zielony bębni bardzo rzadko, zajęty poszukiwaniem mrówek. Odzywa się za to przeciągłym gwizdem.

51114

Dzięcioły mają jeszcze inny zwyczaj, który jest symbolem budzącej się wiosny. Praktycznie wszystkie dzięcioły na przedwiośniu obrączkują drzewa. Cóż to takiego? Obrączkowanie drzew przez dzięcioły polega  na wykonaniu nakłuć wokół obwodu pnia, najczęściej brzozy lub osiki. Nakłuwa je ostrym dziobem w celu utoczenia z nich słodkiego soku. Regularnie odwiedzają zaobrączkowane przez siebie drzewa i uzupełniają owadzią dietę o cenne cukry i minerały. Słodki, intensywnie wyciekający wiosną syrop zwabia też różne owady, a zatem dzięcioł przy przygotowanej obrączce ma urozmaicone, wykwintne menu. Pojawiają się tam muchy, pszczoły, chrząszcze oraz motyle, w tym rzadka i przepiękna rusałka żałobnik

51115

 Wypatrujmy zatem obrączek na drzewach i nasłuchujmy werbli dzięciołów, bo to oznacza, że zima ustępuje wreszcie przed magią i misterium wiosny.

 

Leśniczy Jarek- leśniczy@erys.pl

 

13:31, lesniczy.lp
Link Komentarze (8) »
środa, 08 lutego 2017

510_2_min

Tak jak zapowiadałem 31 stycznia w pszczewskim kinie „Przystań” odbyło się moje spotkanie autorskie, związane z wydaniem książki „Rok leśniczego”. Nie chodziło tu jednak o promocję książki, a tym bardziej autora. Postanowiłem wykorzystać zainteresowanie książką, lasem i leśnikami także w innym celu. Dlatego obok mnie, przed licznie zgromadzoną publicznością stanęła Mirka Górna, a właściwie jej wózek…

Jest mi bardzo miło, że na to spotkanie przyszło tak wiele osób. Zostałem zaskoczony tak dużym zainteresowaniem. Kilkadziesiąt egzemplarzy książki rozeszło się w mig. Pomagająca mi jak zwykle moja małżonka, leśniczyna Regina Renata, rozdawała je za darmo. Ale na stoliku stała karteczka przygotowana przez pracowników Gminnego Ośrodka Kultury w Pszczewie: „Książka- cegiełka na wsparcie leczenia Mirki Górnej”. Praktycznie każdy wrzucił coś do stojącej obok skarbonki Mirki. Skarbonką interesowali się nawet ci, dla których nie wystarczyło książek lub dostali ją już wcześniej. Zabrałem także wcześniej wydaną przez Nadleśnictwo Trzciel książeczkę „Wokół Pszczewskiej Góry Wysokiej”, także mojego autorstwa. Również ona cieszyła się dużym zainteresowaniem. Kameralna, przytulna sala pszczewskiego kina wypełniła się różnymi ludźmi

5101

Przyszli niezawodni członkowie Klubu Przyjaciół Pszczewa, przyrodnicy, dziennikarze, przyjaciele lasu, Mirki i moi… Przyjechał emerytowany nadleśniczy Tadeusz z żoną Genowefą i wnukiem, przyszedł także dawny nadleśniczy, a potem dyrektor Pszczewskiego Parku Krajobrazowego Henryk z wciąż pełną energii żoną Wandą i córką, która jest nauczycielką. Była zresztą spora reprezentacja nauczycieli, ale także ludzie różnych innych zawodów i w różnym wieku. Specjalnie z dość odległego Zbąszynia przyjechało sympatyczne małżeństwo. Okazało się, że to stali czytelnicy Bloga Leśniczego. Fantastyczna sprawa… Blisko sceny zasiadła Marta- wnuczka dawnego leśniczego, która w przerwie chwaliła się znajomością nazw łacińskich drzew, ptaków i roślin. Nauczyła ją tego siedząca obok mama. Marta jako jedna z pierwszych przybiegła po wpis do książki

5102

Byli naturalnie także okoliczni leśnicy i to ze swoimi potomkami, tak jak np. leśniczy Maurycy z Nadleśnictwa Bolewice. Specjalnie na to krótkie spotkanie przyjechał aż z Nadleśnictwa Krzyż, z pilskiej regionalnej dyrekcji, leśniczy Paweł z synem.

5103

 

Wielkie dzięki za takie poświęcenie, nie tylko w celu zdobycia książki „Rok leśniczego”… Mówił mi potem, po spotkaniu, kolega leśniczy Paweł, że jego syn zastanawia się czy też zostać leśniczym? Sądzę, że to spotkanie z pewnością bardzo pomogło mu w podjęciu dobrej decyzji. Bo opowiadałem tego wieczoru zebranej publiczności o lesie, o powstawaniu książki, ale także o tym jak to jest być leśniczym. Starałem się uświadomić uczestnikom czy znają odpowiedź na pytanie: „Czy znasz swojego leśniczego?” Publiczność, choć w sporej części już wcześniej słuchała moich innych wykładów o lesie, spontanicznie reagowała na moje opowieści i prezentowane fotografie

5104

Kika zdań o sobie powiedziała też Mirka. Towarzyszyli jej rodzice, Ewa i Zbyszek. Wyglądała na bardzo zadowoloną i szczęśliwą. Z pewnością nie tylko z powodu zebrania blisko 1200 złotych na tak jej potrzebne leczenie. Także z tego, że od ludzi zebranych w małym , wiejskim kinie płynęły fluidy dobrej energii...

Wrażenia ze spotkania utrwalił dziennikarz Gazety Lubuskiej Dariusz Brożek. Znajdziecie je tu:

http://www.gazetalubuska.pl/wiadomosci/miedzyrzecz/a/lesnik-i-jego-przyjaciele-pomagaja-chorej-mirce,11770724/

Oprócz relacji znajdziecie tam prośbę o dalszą pomoc dla Mirki. Bo cóż to jedno spotkanie, choć miłe, sympatyczne i jeszcze pożyteczne...

Już wielokrotnie nawoływałem: „nie zatwardzajcie serc waszych”… Wielu może więcej. Pomagajcie innym, zaprzeczając ludzkiej obojętności i znieczulicy. Pomimo tego, że wołających o pomoc jest wielu i czasem, niestety, bywają pośród nich nieuczciwi ludzie. A zatem „grosz do grosza, a będzie kokosza”- jak mawiali już dawno temu mądrzy ludzie. Zbliża się przecież czas rozliczeń podatkowych. W naszych skrzynkach e-pocztowych znajdujemy różne nawoływania, prośby o wsparcie. Warto pomagać, bo lepiej pomagać niż wołać samemu. W pomoc zaangażowane są też fundacje leśników. Już kilkanaście lat temu leśnicy z „mojej”, szczecińskiej RDLP postanowili powołać do życia organizację pożytku publicznego o nazwie „Fundacja Pomocy Leśnikom i ich Rodzinom im. Huberta Jurczyszyna w Szczecinie”. W jej powstanie był bardzo zaangażowany właśnie nieżyjący już Hubert Jurczyszyn. Był to wspaniały człowiek i prawdziwy leśnik- uczył mnie urządzana lasu w Technikum Leśnym w Rogozińcu, a jego ojciec Zygmunt uczył mnie m.in. łowiectwa. Hubert był wieloletnim nadleśniczym w Strzelcach Krajeńskich. Teraz jego dzieło kontynuuje w fundacji żona, a synowie są leśnikami i kontynuatorami fascynacji muzyką myśliwską. Oto ich wspólna fotka z 2007 roku

5107

Gdy Hubert zachorował leśnicy z całej dyrekcji organizowali zbiórkę na jego leczenie. Wtedy narodził się pomysł stworzenia fundacji. Gdy od nas odszedł, nazwano ją imieniem Huberta, bo jaki inny patron mógłby być bardziej tego godny? Zasadniczym celem leśnej fundacji jest ochrona zdrowia oraz pomoc społeczna pracownikom, byłym pracownikom oraz ich rodzinom z nadleśnictw i zakładów wchodzących w skład Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Szczecinie. Warto ją wspierać 1% ale także innymi datkami. Co miesiąc z mojej i wielu innych leśników wypłaty wpływa drobne wsparcie dla potrzebujących. Pomagajmy sobie. O pomoc dla córki Marty prosi m.in. Marcin Kubiszyn, który jest pracownikiem Nadleśnictwa Sulęcin.

5105

Marta jest dzieckiem objętym pomocą z Fundacji Pomocy Leśnikom i ich Rodzinom w Szczecinie. Dlatego rodzice proszą o wpłatę 1% podatku właśnie na tę fundację: KRS 0000227907, koniecznie z dopiskiem Marta Kubiszyn.

To tylko jeden przykład będących w potrzebie…

Podobną fundacją, która jednak pomaga leśnikom z całej Polski, jest założono w 2004 r. przy RDLP w Krośnie Fundacja „Pomoc Leśnikom”. Działalność obu fundacji wspiera kilkadziesiąt jednostek Lasów Państwowych oraz wiele osób fizycznych. Fundacje nie mają pracowników i nie generują dla nich zysków. Są po to, aby pomagać ludziom w nieszczęściach. Szczegółowe wiadomości o obu fundacjach można znaleźć na stronach internetowych regionalnych dyrekcji LP w Szczecinie i Krośnie.

Wieczór w pszczewskim kinie pokazał, że fajnie jest słuchać, czytać o lesie, poznawać tajniki lasu, jego mieszkańców i pracy leśników, ale też fajnie jest pomagać. Nie mogli w nim uczestniczyć właściciele pszczewskiego folwarku

http://folwark.pszczew.com.pl/

Żaneta i Łukasz Robak pojechali z dziećmi na zimowisko, bo przecież to czas ferii. Wiele razy pomagali już Mirce i nie tylko jej. Byli wielokrotnie wyróżniani za swoją szeroką, różnorodną działalność. Niedawno zdobyli w ogólnopolskim konkursie, gdzie startowało blisko 300 rolników z kraju tytuł „Farmer Roku 2017” za najlepsze gospodarstwo agroturystyczne. Choć ich nie było w Pszczewie tego wieczoru, pomogli jednak Mirce inaczej. Ufundowali pyszne ciasto, kawę i herbatę przy której można było po zakończeniu wykładu porozmawiać z Mirką, no i z leśniczyną Renią oraz leśniczym Jarkiem…

Długo jeszcze trwały rozmowy przy kawie. Spotkanie zorganizowała prężnie działająca i przesympatyczna załoga pszczewskiego GOK. Dyrektor Wanda Żaguń po moim wykładzie obdarowała mnie w imieniu słuchaczy i czytelników książki pięknym bukietem

5106

Spotkanie i ten wieczór z pewnością zapadnie mi głęboko w pamięci. Dziękuję wszystkim za udział, zaangażowanie, za pomoc Mirce i za to ciepło, które popłynęło z waszych serc.

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 


20:53, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »
środa, 01 lutego 2017

509min

Styczeń minął mi bardzo szybko i dziś luty zapukał już do okna leśniczówki. Ostatnie dni szczelnie wypełniały mi głównie biurowe prace, związane z nowelizacją planu urządzania lasu. Leśnictwo Pszczew, które miało wcześniej numer 06 w nadleśnictwie teraz jest numerem 1. „Moje” 06 ma Nowy Świat, gdzie rozpoczynałem swoją leśną karierę i pracowałem na stanowisku podleśniczego. Zmiana numeracji wydaje się  tylko mało, albo nic nie znaczącym detalem, ale to tylko pozory. Bo wcześniej do numeru 06 było przypisanych wiele ewidencji, np. ogrodzenia upraw, grunty rolne i łąki, budynki, przedmioty nietrwałe w użytkowaniu itd. Należy je teraz wszystkie sprawdzić i przyjrzeć się, czy są dobrze przyporządkowane do leśnictw. To także konieczność wymiany oznaczników do drewna, które są przecież traktowane jak druki ścisłego zarachowania. Plastikowe plakietki przybijane do każdego stosu drewna i do każdej dłużycy mają kolejny numer w roku w jednej linii, a w drugiej jest zakodowane miejsce skąd pochodzi drewno. Spójrzmy na płytkę poniżej:

5091

5184 to numer kolejny stosów i dłużyc odebranych w danym roku w tym leśnictwie

Odszyfruję drugą linię cyfr:

10- to Regionalna Dyrekcja LP Szczecin

29- Nadleśnictwo Trzciel

06- Leśnictwo Pszczew dotąd, a od 1 stycznia 2017 będzie to płytka leśnictwa Nowy Świat.

Co miesiąc każdy leśniczy szczegółowo rozlicza się z wykorzystanych płytek. Teraz, w czasie zmian numeracji musieliśmy nawzajem poprzekazywać sobie płytki do drewna dopasowując je do poszczególnych leśnictw. Naturalnie wymaga to wielu dokumentów. Zmiana numeracji leśnictw to jeszcze nie taki wielki problem. Bardziej istotna jest zmiana numeracji oddziałów leśnych. Las podzielony jest na prostokąty oddziałów, z których każdy ma swój numer, poczynając od 1. Z kolei każdy oddział jest podzielony na pododdziały, czyli wydzielenia numerowane literami alfabetu, czyli a, b, c, d itd.

50911

 Pododdział to fragment lasu wymagający jednakowego traktowania gospodarczego i jednolity pod względem ważnych gospodarczo cech (np. wiek, skład gatunkowy drzewostanu). To bardzo ważna jednostka opisująca las, stanowiąca ważny element planowania. A w lesie, jak wielokrotnie pisałem, planowanie to podstawa. Dlatego „siedzę kamieniem” nad planem na lata 2017-2026 i przeglądam wydzielenie po wydzieleniu oraz sprawdzam uzgodnienia, które wcześniej, latem poczyniłem z taksatorami.

5092

 Ponad 2 tysiące hektarów lasu leśnictwa Pszczew podzielono na ponad 80 oddziałów, a każdy z nich na prawie cały alfabet… „Przetłumaczyłem” na nową numerację już wszystkie ogrodzenia upraw, dokładnie sprawdziłem działki zrębowe na najbliższe 10 lat, przejrzałem zaplanowane zabiegi: czyszczenia, pielęgnacje, melioracje. Co jakiś czas musze zajrzeć do biura nadleśnictwa. A las? Przecież tam wciąż się coś dzieje. Dodatkowo dziś i jutro wyjeżdżają samochody z papierówkami, to i tym należy sią zająć, choć w wywozie pomaga podleśniczy Irek. Z radością wyrwałem się zza biurka kancelarii leśniczego, ale najpierw musiałem pędzić do nadleśnictwa. Może nie tak znowu pędzić, bo na lokalnej drodze zupełne lodowisko

5093

Jak najszybciej załatwiłem konieczne sprawy, pokonałem 18 kilometrów „drogowego lodowiska” i z ochotą zanurzyłem się w lutowy las. Grupa drwali wycinała suche sosny opanowane przez grzyby i owady. Inna wycina melioracje na zrębie

5094

To zabieg przygotowujący fragment starego lasu do cięć rębnych. Usuwa się tam przeszkadzające krzewy i podszyty oraz drzewa niebezpieczne, zagrażające pracującym ludziom. Sprawdziłem czy została zachowana strefa bez cięć wokół niedużego bagienka oraz obejrzałem oznakowanie pozostawionej biogrupy. To rezerwuar życia biologicznego, które będzie rozwijać się w otoczeniu nowego pokolenia lasu.

Niedaleko ciągnik zrywkowy zwoził wycięte drzewka na stos. Nad lasem szybkim lotem przeciągnęły dwa kruki. Wykonywały w powietrzu efektowne ewolucje. Zaczynają już toki, bo kruki wcześnie składają jaja i zaczynają wychowywać młodzież. Słyszałem też dudniącego werblem dzięcioła dużego. No tak, pomimo dopiero rozpoczynającego się miesiąca lutego niektórym już w głowie wiosna… Usłyszałem chrobot kory i ujrzałem rudą baletnicę zbiegająca na ziemię. No proszę, pomimo dopiero początku lutego nie chce jej się spać. Szybko mnie zobaczyła i zwiała na drzewo. Nie chciała pozować, kryjąc się szczelnie za pniem.

5095

 Dałem jej spokój. Nie straszyłem jej i nie zmuszałem do zbędnego wydatku energii. Tak właśnie należy zachować się wobec zwierząt zimą. Nie przeszkadzajmy im w tym trudnym czasie, niech spokojnie zajmują się swoimi sprawami.

Wyjrzałem na pobliskie pola, gdzie żerowały sarny

 
50961

Korzystały z odsłoniętych fragmentów oziminy, napełniając żołądki. Nie jest im teraz łatwo, bo topniejący, a potem zamarzający śnieg pokrywa las i pola twardą skorupą. Dalej na pagórkowatych ugorach, prawie pozbawionych śniegu spotkałem inne sarny

5097

Świetnie zlewały się z otoczeniem i nie jest łatwo je wypatrzyć gdy pozostają w bezruchu. Obok na krzewach bzu przysiadło stadko dzwońców.

5098

 Bo właśnie takie ugory są teraz naturalnym karmnikiem wielu ptaków. Przetrząsają je w poszukiwaniu nasion i resztek owoców. W lesie jest prawie idealna cisza, bo trudno tam teraz o pożywienie. Nawet sikor nie słychać. Wiele z nich przesunęło się na skraj lasu lub do przydomowych ogrodów.

Te ptaki, które mieszkają blisko ludzi mogą liczyć na naszą pomoc

5099

Dlatego też koło leśniczówki kręciło się dziś wiele sikor

50910

Ale i tam muszą być czujne, bo często zagląda tu krogulec, a i znajoma kotka też czasem ma udane polowanie


509121

Nakrzyczałem na „Blondynę”, bo przecież miskę ma zawsze pełną. Karmnik ma zabezpieczenie „antykotowe” ale jakoś udało się jej, niestety, upolować modraszkę. Z kolei „Gruby”, jak na statecznego kocura przystało, przechadza się z wdziękiem i nie rzuca się na ptaki.

50913

 Choć mazurki na wszelki wypadek miały i na niego „oko”

50914

Pamiętajcie o dokarmianiu, bo ptakom nie jest łatwo zdobyć pożywienie, no i pilnujcie kotów, aby nie brały przykładu z naszej „Blondyny”. Niebawem, 11 lutego jest Dzień Dokarmiania Zwierzyny Leśnej, to może warto choć symbolicznie podrzucić coś zwierzakom? Naturalnie od dawna trwa dyskusja nad wadami i zaletami sztucznego dokarmiania. Dlatego my, leśnicy, wycinamy właśnie teraz rękami „zulowców” drzewka w czyszczeniach i wykonujemy melioracje na zaplanowanych na ten rok zrębach, aby leżące krzewy i drzewka służyły zwierzynie za karmę.

W lesie wciąż się wiele dzieje, bez względu na zimę i zalegające na biurku leśniczego sterty map i planów. W kolejce czekają szacunki brakarskie i wiele innych spraw, ale przecież nawet najważniejsze biurowe sprawy nie mogą być ważniejsze od lasu. Zaglądajcie zatem do lasu także w lutym, bo cisza jest tam tylko pozorna. Nawet w zimowym, zasypanym śniegiem ( na szczęście niezbyt grubo) lesie wciąż tętni życie i dzieją się ciekawe rzeczy.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

22:12, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
wtorek, 24 stycznia 2017

508min

W ostatnich dniach roku informowałem o mojej książce „Rok leśniczego”, która trafiła do mnie z wydawnictwa 30 grudnia ubiegłego roku. Nie ukrywam, że nieco poruszony rozpakowywałem kartony z moją książką. Czułem się podobnie jak kiedyś, już dość dawno temu, gdy odbierałem ze szpitala pierworodną córkę Olgę… To podobne uczucie pewnej dumy, spełnienia ale też z drugiej strony, niepokoju i obietnicy czegoś nowego. Wcześniej wydałem już kilka książeczek, uczestniczyłem w różnych ciekawych przedsięwzięciach literackich jako współautor, ale to moja  pierwsza, „poważna”, w pełni samodzielna  książka. Składa się ona z 388 stron i z 260 fotografii. Wszystkie są mojego autorstwa i, jak sądzę, dobrze ilustrują to, co chciałem w tej książce przekazać.

W zasadzie jej powstanie zawdzięczam głównie Wam, czytelnikom blogowych zapisków leśniczego. Kiedy zaczynałem prowadzenie bloga w styczniu 2011 roku w zasadzie nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak ludzie oceniają nas, leśników. Nie sądziłem też, że sprawy przyrody, obyczaje wszelkich mieszkańców lasu, zasady współistnienia lasu i ludzi interesują tak wiele osób. Zaaferowany leśnymi, ale też społecznymi i domowymi obowiązkami nie zastanawiałem się nad odbiorem tego, czym zajmujemy się na co dzień my, leśnicy. Jest to jednak bardzo istotne. Bo skoro zajmujemy się państwowymi, czyli należącymi do nas wszystkich lasami, skoro gospodarzymy w nich dla dobra przyrody i ludzi, jesteśmy winni ludziom informację jak to robimy. Przez te lata starałem się w przystępnym, zrozumiałym języku opowiadać o wszystkim, co w lesie piszczy. Także, a może szczególnie, o pracy leśników: ich obowiązkach, przygodach, kłopotach, ale też o powodach do satysfakcji. Opowiadam zatem o różnych ludziach i sprawach z którymi leśniczy ma codzienny kontakt. Odpowiadam na liczne listy i komentarze, a przy okazji wciąż uczę się od Was. Bo jak każdy leśnik, pewnie inaczej spoglądam na las niż statystyczny rodak i czasem inaczej rozumiem zachodzące w nim zjawiska. Jednak to chyba nic złego, a jest to zrozumiałe, bo przecież to leśnik najlepiej zna las. Dzięki Wam uczę się jednak nieustannie nowego spojrzenia na las. Patrzę na las i pracę leśników Waszymi oczami. Dlatego po jakimś czasie postanowiłem napisać książkę, która pomoże każdemu, kto po nią sięgnie w zrozumieniu tego, co codziennie dzieje się w lesie i czym zajmują się leśnicy.

5081

Pracowałem nad nią ponad 5 lat. Wypełniła mi wiele wieczorów i w zasadzie bardzo nielicznych chwil wolnych od różnych obowiązków. Dobrze, że pomagała mi w tej pracy i wspierała małżonka Renia, bo jej wkład w książkę to nie tylko kącik związany  z kulinariami

5082

Aby książka była jak najbardziej pożyteczna i praktyczna do każdego miesiąca „Roku”, opowiadającego o sprawach lasu i ludziach, z którymi styka się leśniczy, dołożyłem rozdział „Leśniczy radzi”.

5083

Znajdziecie tam praktyczne porady, związane z lasem, dotyczące całego roku. Ale po co mam opowiadać, lepiej sami przeczytajcie, a na razie warto posłuchać tych, co już mieli okazję poznać tę książkę.

Możecie zajrzeć na ciekawy, zaprzyjaźniony ze mną portal:

http://www.wielkopolska-country.pl/component/k2/item/444-rok-lesniczego

gdzie jego twórczyni, Izabela Wielicka pisze:

 

"Rok leśniczego" to pięknie wydana i zilustrowana wieloma kolorowymi zdjęciami autora opowieść o lesie i ludziach lasu. Jarosław Szałata przedstawia w niej życie lasu na przestrzeni dwunastu miesięcy. Nie jest to tylko gawęda o przyrodzie, drzewach, zwierzętach i ekologii. Autor w bardzo prosty i zrozumiały sposób przybliża czytelnikom zawód leśniczego - jego pracę, zarządzanie lasem i jego dobrami. Jest tu mowa i o zrębie, ale i o akcjach przeciwpożarowych. Poznajemy też tradycje leśników i ich dystynkcje. Czytelnik ma wyjątkową okazję, aby zobaczyć życie leśnika "od kuchni" i zajrzeć do jego mieszkania - leśniczówki. Autor wspomina swoich kolegów po fachu - także tych, którzy już odeszli.

   Książka jest pewnego rodzaju pamiętnikiem - zapisem roku leśniczego. Na każdej z 388 stron książki czuje się wielką pasję autora i jego miłość do lasu i swojego zawodu. Czuje się niemal zapach sosen i mchu. Czytelnicy znajdą tu także "zapachy" kulinarne, ponieważ książkę wzbogacają przepisy żony pana Jarosława - leśniczyny Reni.

W piątek 20 stycznia na stronie Lasów Państwowych www.lasy.gov.pl pojawił się taki wpis:

 

Rok leśniczego

przez Anna Wikło — ostatnio zmodyfikowane 2017-01-20 13:31

Zapraszamy na wędrówkę po lesie z leśniczym Jarosławem Szałatą. Wędrówka ta, opisana miesiąc po miesiącu, trwa tylko 365 dni. Tylko, bo rok w życiu lasu jest jak mgnienie oka. Praca leśniczego to ciekawe zajęcie: pasja, łączenie wielu specjalności i umiejętności, życie w otoczeniu natury. Dlatego każdy dzień jest tak różny od poprzednich i tak barwny; przynosi fascynujące doznania i emocje, kontakty z ludźmi, spotkania z przyrodą. Po lekturze inaczej spojrzysz na las i postać leśniczego, może się nawet z nimi zaprzyjaźnisz…

Rok leśniczego.pdf — PDF document, 55992 kB (57336634 bytes)

Zachęcam zatem do pobrania powyższego pliku w formacie pdf i zapoznania się z „Rokiem Leśniczego”. Po wpisaniu do przeglądarki adresu http://www.lasy.gov.pl/informacje/publikacje/do-poczytania

znajdziecie tam moją książkę, ale także wiele innych, bardzo ciekawych publikacji innych autorów. Wszystkie są godne bliższego poznania.

To bardzo ciekawa możliwość bezpłatnego korzystania z wiedzy wielu ludzi i budowania własnej. Zachęcam zatem do stałego odwiedzania leśnego serwisu i pobierania stamtąd plików książek o lesie i naszej przyrodzie. Wielu z nas zamiast szperania w cyfrowych plikach oraz czytania na elektronicznym ekranie woli jednak szelest papierowych kartek. Sam także należę do tego grona, choć czytam też sporo materiałów w wersji elektronicznej. Książka, tradycyjna książka wydana na dobrym papierze, szczególnie ilustrowana ładnymi fotografiami wciąż ma swój nieodparty urok. Jest zatem szansa, aby zdobyć książkę leśniczego.

Zapraszam wszystkich czytelników blogowych zapisków leśniczego na wieczór autorski, promujący książkę „Rok leśniczego”. Odbędzie się on w kinie Przystań przy Gminnym Ośrodku Kultury w Pszczewie, ulica Poznańska 27, we wtorek 31 stycznia 2017 roku o godzinie 18.

Przygotowałem na tę okazję sporą paczkę książek, które zamierzam bezpłatnie rozdać uczestnikom spotkania. Książki zostaną podarowane tym, którzy zechcą je przeczytać ale pod jednym warunkiem…. Chciałbym bowiem przy okazji promocji mojej książki zachęcić do wsparcia leczenia Mirki Górnej z Pszczewa.

5084

Mirka choruje na SMA, czyli rdzeniowy zanik mięśni. Każdy, kto dostanie książkę pewnie chętnie, niejako w zamian, wesprze leczenie Mirki i wrzuci „coniecoś” do jej skarbonki. Znam ją od dziecka, z czasów gdy poruszała się jeszcze samodzielnie, bez elektrycznego wózka. To naprawdę świetna dziewczyna i warto jej pomóc, bo sama, choć wspierana przez rodzinę i licznych przyjaciół, nie poradzi sobie z SMA. Nie poddaje się jednak chorobie, ukończyła studia, pracuje, zajmuje się strzelectwem sportowym. Jest pogodna i wierzy w dobrą przyszłość.  Niedawno wróciła z Indii,  bardzo zadowolona z niezbędnej dla niej kuracji. Pełna optymizmu zbiera teraz fundusze na kolejny cykl leczenia, choć to ogromny koszt.

Pisałem już tu wcześniej o niej i jej chorobie, z którą dzielnie walczy z pomocą rodziny i dobrych ludzi. Zajrzyjcie także tu:

http://www.fundacjaavalon.pl/nasi_beneficjenci/lista/gorna_miroslawa.html

 

5085

 

 

5086

 

We wtorkowy wieczór razem z Mirką i jej skarbonką oraz naturalnie z leśniczyną Renią będziemy promować „Rok leśniczego” w pszczewskim kinie.

Zdaję sobie jednak sprawę, że nie każdy mieszka blisko Pszczewa, a co za tym idzie, nie każdy będzie miał możliwość spotkać się ze mną i książką. Zostaje zatem pociecha w formie elektronicznego pliku…

Moi blogowi znajomi, którzy napiszą do mnie pod znany adres „podanie z uzasadnieniem” zawierające także ich adres pocztowy, mają szansę, aby otrzymać egzemplarz książki z autografem autora za pośrednictwem przesyłki pocztowej. Naturalnie oferowana ilość egzemplarzy nie jest zbyt wysoka, ale jak przekonywał swojego czasu Jerzy Stuhr „śpiewać każdy może”. Dlatego i ja przekonuję Was, że pisać każdy może. Piszcie zatem, a być może misja zakończy się powodzeniem.

Będę też wdzięczny za wszelkie recenzje i relacje na temat książki, bo przecież pora zbierać materiały do następnej. To oczywiste, że każdy rok w lesie, każda ludzka sprawa, z którą ma do czynienia leśniczy i każdy zakamarek lasu jest inny…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

12:52, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
wtorek, 17 stycznia 2017

507min1

Już drugi tydzień panuje solidna zima. Jest biało i dość mroźnie,  bo nocami bywa po kilkanaście stopni poniżej zera. Naturalnie jest to zima na miarę zachodniej części naszego pięknego kraju. Czyli i tak dość łagodna. Niedawno kolega spod „samiuśkich Tater” mówił, że u niego jest 28 „na minusie”, a pokrywa śnieżna „przewyższa gumofilce”. W Tatrach, Beskidach czy Bieszczadach z pewnością zima to szczególny czas wielkiej próby. Choć zarówno ludzie, jak przyroda przyzwyczajeni są tam do surowych warunków życia. Mój kolega Jerzy Miliszewski, leśniczy „z gór” słał mi czasem takie zdjęcia z życia ludzi lasu:

5071

Czasami także znajdowałem w poczcie także obrazki z zimowego życia beskidzkiego lasu

5072

W pszczewskich lasach nie spotykam takich zwierząt ale są przecież inne… Też nie jest im łatwo zimą. Jerzy od niedawna jest „stypendystą ZUS”, ale leśniczy nawet na emeryturze wciąż naturalnie żyje lasem.

 Pamiętam jego opowieści o trudnym czasie późnej jesieni i zimy, bo jego leśniczówka była położona mocno na uboczu, ponad 10 kilometrów od najbliższej miejscowości, bez twardej drogi. Dawniej, gdy na podwórzu leśniczówki stał nie samochód, ale rower lub motorower „Komar”, czasem motocykl „WSK” było naprawdę bardzo ciężko. Szczególnie zimą.  W innych zakątkach kraju, naturalnie także w moich, lubuskich borach zimą także nie jest łatwo, choć pewnie łatwiej jak w górach. Czy zastanawialiście się nad tym, jak leśnikom żyje się w trudnym zimowym czasie? Jak pracują, opiekują się lasem, jak żyją w często bardzo samotnych leśniczówkach?

Bardzo często o tej porze we wszelkich wiadomościach słyszymy apele dotyczące bezdomnych, ludzi starszych czy samotnych. To dobrze, że martwimy się o nich. To rzeczywiście dla nich bardzo trudny czas, ale przecież żyją w otoczeniu innych ludzi. Gorzej mają ci, którzy mogą liczyć tylko na siebie. Właśnie tak żyją i pracują leśnicy. Zima stawia im wysokie wymagania. Do lasu dostać się jakoś trzeba, bo dla nas, leśników nie ma tam zakazów ani ograniczeń

5073

Las to dla nas przecież zakład pracy, także srogą zimą.  Leśnych dróg nikt nam nie odśnieża i nie posypuje piaskiem.  A z położonej nieraz głęboko w lesie leśniczówki trzeba dojechać do pracy, do sklepu, do szkoły. Żona chciałaby spotkać się z przyjaciółkami, dzieci wyskoczyć do kina lub do klubu na „imprezkę” z kolegami. Nie zawsze jest to możliwe. Wtedy kończy się romantyczna wizja uroczej leśniczówki, a zaczyna proza trudów życia z dala od cywilizacji. Spore zapasy żywności i opału w domu, pieczenie chleba, gorzka herbata bo do sklepu daleko,  braki w życiu towarzyskim. Codzienne odśnieżanie domostwa i nieustanna troska o samochodowy akumulator…

Mocna terenówka z dobrymi oponami i napędem 4x4 ( o ile odpali przy silnym mrozie) to dziś dla leśnika  konieczność, a nie szpan czy fanaberia. Komputer, telefon i samochód to dziś podstawowe narzędzia pracy leśnika, jest to rzecz absolutnie oczywista. Rzecz jasna, że jest to samochód prywatny, wykorzystywany do pełnienia licznych, borowych obowiązków. Zwykle już dość leciwy, bo w terenie nie ma przecież łatwo, a praktycznie każdy leśniczy tylko w celach służbowych przejeżdża zwykle sporo ponad tysiąc kilometrów miesięcznie. Dostaje za to tzw. ”kilometrówkę”, czyli ryczałt za używanie prywatnego auta. No cóż, dobre i to, ale stawka za kilometr została ustalona 10 lat temu, gdy paliwo kosztowało nieco ponad 3 złote za litr.

 

 Niezależnie od marki czy wieku, wszystkie leśne auta łączy jedno: wciąż popękane klosze lamp, połamane resory, półośki lub drążki, „urwane wydechy”, wybite zawieszenia. Trzeba je wciąż naprawiać i często złomować. Potem kupować inne, bo przecież ostatnie służbowe auta leśniczowie mieli na początku lat 90 XX wieku.  Nie każdy naturalnie o tym wie. Wiele osób z zazdrością spogląda na „bryki” leśników. Przecież każdy może sobie kupić takie auto i wtedy będzie wiedział ile kosztuje jego utrzymanie. dlatego jeśli ktoś chce naprawdę zirytować  nawet zwykle bardzo cierpliwego i spokojnego „borusa”-  to niech do niego zagada takim tekstem - „ale ma pan/pani fajną służbową terenówkę!”  

Pamiętam swoje pierwsze prywatne auto używane w celach służbowych. Odkupiłem wtedy od nadleśnictwa, było to chyba w 1994 roku, dotąd służbowe, rumuńskie „Aro” ze żłopiącym benzynę silnikiem „Żuka”. SZybko się go pozbyłem. Potem był kultowy Uaz i wiele innych, zakupionych na służbowe potrzeby. Czas lutej zimy zawsze był dla tych aut czasem wielkiej próby. Teraz przebijam się przez zimowy las Daihatsu Rocky, rocznik 1997:

  5074

„Służbę pełni szybko i bez zmęczenia, bo ma rower…” to hasło ze znanego plakatu z lat 30 XX wieku. W ten sposób Państwowa Wytwórnia Uzbrojenia zachęcała wtedy leśników do doglądania lasów z siodełka roweru. Aby „borowy” dobrze wykonywał swoje obowiązki zawsze musiał sprawnie przemieszczać się z miejsca na miejsce. Służbowy rower miał zastąpić wcześniejsze konne lub piesze patrolowanie lasu. Przez wiele lat koń służył jako środek lokomocji leśniczego. Konie wielką miłością darzył mój kolega, leśniczy Tadeusz, który niedawno od nas odszedł... Dawniej czasem wyjeżdżał saniami na objazd lasu

5075

On i inni leśniczowie, jak np. mój inny kolega, Andrzej Jonasz z Ustrzyk Dolnych, który mówi z dumą, że jest spadkobiercą rodzinnej tradycji leśników i ułanów

5076

 chętnie spoglądali na las z końskiego  siodła lub z bryczki. Było szykownie, ekologicznie i ekonomicznie. To jednak już raczej przeszłość i miłe wspomnienie…

 

Dziś zima jest naprawdę trudnym czasem dla leśników i ich rodzin. Także dla pracowników leśnych, czyli „zulowców” oraz przewoźników drewna. Przenikliwy mróz, ciągle padający śnieg i śliska nawierzchnia nie jest jednak przepustką do siedzenia w domu. Trzeba pracować piłą i siekierą, doglądać lasu, mierzyć, klasyfikować, wydawać i wywozić drewno. Zulowcy i przewoźnicy drewna pracują w systemie akordowym. Jak nie ma „kubików” to nie ma pieniędzy. Leśnicy mają  terminowe zadania do wykonania i nie ma taryfy ulgowej ze względu na śnieg czy mróz. Zakładamy ciepłą bieliznę, kilka warstw odzieży, czapkę i rękawiczki, no i działamy…  Leśne, gruntowe drogi stawiają nam, ludziom lasu i naszym samochodom wysokie wymagania. Szczególnie trudno mają teraz przewoźnicy drewna, bo ich wielkie ciężarówki czasem nie są skore do współpracy przy silnych mrozach lub roztopach

5077

 A wszyscy potrzebują drewna. Kto zadbał wcześniej o sprawność samochodu i jest wytrawnym kierowcą- poradzi sobie zimą samotnie w lesie i jeszcze pomoże innym. Bo przecież leśnicy to ludzie, którzy radzą sobie w różnych, nawet bardzo trudnych warunkach i liczą tylko na siebie, pomagając i służąc innym. Nie na darmo mówi się o nas Służba Leśna- służymy przecież przyrodzie i ludziom…

 Dlatego aby wiedzieć co w lesie piszczy warto czasem wysiąść z samochodu i ruszyć pieszo przez las. Śnieżna ponowa może wiele powiedzieć o trudach zimowego życia mieszkańców lasu. Czasem sarny wykopią spod śniegu kobierzec wrzosów lub jagodzin i mogą poprawić swój bilans energetyczny, ale czasem bezradnie wypatrują czegoś zielonego pośród śniegu

5078

 Tam przeciągnął lis, nasłuchując pisku myszy spod śniegu, a gdzie indziej dzięcioł wykopał spod śniegu pniak okraszony od wewnątrz tłustymi larwami

5079

Wczoraj rano na leśnej drodze czytałem historię zapisaną wilczymi łapami. Wataha złożona z pięciu wilków szła tyralierą po świeżym śniegu:

50710

Jeden z wilczych tropów był wyraźnie większy, prawie wielkości smartfona

50711

Ich tropy nakładały się z tropami danieli i saren. Wilki- szare, piękne drapieżniki, nie kupują przecież mięsa w markecie... Zima to zatem także czas próby dla zwierząt i w ich świecie zasady są bardzo proste: wygrywa silniejszy, sprawniejszy i mądrzejszy.

Ludzie nie muszą na szczęście obawiać się wilków, ale zimą muszą się odpowiednio ubierać, mieć zatankowany do pełna samochód z łopatą do śniegu i ciepłym kocem wewnątrz. Warto też mieć odrobinę wyobraźni pamiętając, że teraz, w zimowym czasie próby jeździ się i żyje się nieco inaczej.  A ci co narzekają, na śliskie drogi i chodniki lub spóźniające się miejskie autobusy niech pomyślą o ludziach lasu, którzy też dojeżdżają do pracy i wykonują swoje obowiązki na mrozie, wietrze i pośród śniegów. W lesie, naszym zakładzie pracy nie ma przecież służb komunalnych, zaplecza socjalnego ani ogrzewania, a różne zadania wciąż piętrzą się przed nami.

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

22:49, lesniczy.lp
Link Komentarze (3) »
środa, 11 stycznia 2017

506min

 

W wielu nadleśnictwach od początków grudnia, a w zasadzie już dużo wcześniej trwa czas poboru. Najpierw trwają żmudne przygotowania SIWZ, czyli specyfikacji istotnych warunków zamówienia, ogłaszanie, weryfikowanie, ocenianie. Potem jest ocena kandydatów, a w zasadzie ich ofert. Jeśli zaprocentuje nie tylko doskonała znajomość ustawy o zamówieniach publicznych (a inaczej być nie może) ale też szczęście i zwykła, ludzka wzajemna życzliwość - początkiem stycznia w każdym nadleśnictwie są podpisywane umowy na usługi leśne. Bo naturalnie nie chodzi tu o czas poboru do wojska, lecz o kontrakty na usługi leśne.

Na początku lat 90 XX wieku w trakcie tzw. „transformacji ustrojowej” dawni pracownicy leśni zatrudniani w nadleśnictwach zostali przedsiębiorcami. Powstały „zule” czyli zakłady usług leśnych. To właśnie te różnej wielkości firmy leśne są realizatorami wszelkich prac w lasach, które wykonują w oparciu o umowy podpisywane z nadleśniczym. Prace zlecają i odbierają leśniczowie. Umowy są zawierane zwykle na rok, choć w niektórych rejonach kraju stosuje się umowy kilkuletnie. Zasady rynku usług i przetargów, w ramach których wyłaniani są usługodawcy podlegają rygorom ustawy o zamówieniach publicznych. No i właśnie teraz są finalizowane umowy z przedsiębiorcami leśnymi, czyli używając wojskowej terminologii mamy czas poboru…

Skąd to wojskowe skojarzenie? Przecież przez lata leśnicy swoim wyglądem i zachowaniem bardzo przypominali oficerów

50611

Leśne mundury ale także styl zarządzania na przestrzeni lat miał wiele wspólnego z wojskowym drylem. Z kolei na „zulowców”, szczególnie nie właścicieli, ale pracowników zakładów leśnych, czyli drwali, zrywkarzy, operatorów maszyn ale także „operatorów” siekier, tasaków czy szpadli, mówi się czasem „szara, leśna piechota”

5062

Jednak nie chodzi tu o wojskowy rygor i wydawanie komend lecz o współpracę i odpowiedzialność. Bo każdy, kto ma pojęcie o gospodarce leśnej wie, że dobra współpraca pomiędzy gospodarzem lasu czyli leśniczym, a wykonawcą wszelkich prac, czyli zakładem usług leśnych to fundament istnienia trwałych i atrakcyjnych dla wszystkich lasów.

To ta szara piechota ścina drzewa i zamienia je w drewno, zrywa kłody i dłużyce, układa wałki i szczapy, sadzi nowe pokolenie lasu, pielęgnuje malutkie drzewka, a potem dojrzewające młodniki czy drągowiny. To „zulowcy” sprzątają śmieci w lesie, konserwują a czasem budują miejsca postoju, wiaty edukacyjne, porządkują drogi pożarowe, a w razie potrzeby dogaszają i dozorują pożarzyska. Pracują o różnych porach dnia i nawet nocy, czasem bez względu na warunki atmosferyczne. Razem, ramię w ramię z leśnikami i są to partnerskie zasady współpracy. Choć, jak to bywa przy intensywnej i odpowiedzialnej pracy, czasem zdarzają się różnice w poglądach i konflikty. Leśniczy chciałby wykonać wszystkie zadania terminowo, jak najdokładniej i jak najtaniej, a zulowiec chciałby jak najwięcej zarobić przy najmniejszych kosztach. Widać jednak po coraz piękniejszych i zasobniejszych lasach, że można pogodzić te pozornie różne oczekiwania i jest to zgodna oraz udana współpraca.

5063

 Jak zawsze należy kierować się zasadą czy nawet filozofią „złotego środka”. Filozofia "złotego środka" wymaga według mnie wielkiej mądrości życiowej polegającej na zachowywaniu spokoju i równowagi ducha, opanowywaniu namiętności i ostrożnym przyjmowaniu sukcesów oraz porażek. Bo przecież zawsze są i sukcesy, i porażki, to normalny element naszego życia i pracy. Jedne i drugie trzeba przyjmować ze spokojem. To bardzo ważna umiejętność, chyba niezbędna dla zarządzania tak cennym dziedzictwem jak las. Konieczna też dla pogodzenia interesu przyrody ( który reprezentować powinien leśniczy) i interesu rynkowego bo nim zwykle kieruje się zulowiec jako przedsiębiorca. Można tu wzorować się na wielu mędrcach i filozofach albo kierować się własnymi zasadami, choć na ich wypracowanie należy dać sobie zwykle sporo czasu. Po ponad 30 już latach pracy z ludźmi mam naturalnie własne doświadczenia i zasady, ale dla mnie wzorem jest tu po części Horacy  i Arystoteles.

Filozofię Horacego dobrze ilustruje jego słynna maksyma: „carpe diem” („chwytaj dzień”). Oznacza ona, że należy wykorzystywać w pełni każdy dzień życia i cieszyć się chwilą. Po co zatem kłócić się, udowadniać swoją wyższość za wszelką cenę i tracić dobrą energię? Choć czasem, niestety, tak bywa na styku leśniczy- zulowiec. Są to jednak nieliczne przypadki.

Mam, podobnie jak wielu leśniczych, wielki szacunek dla ludzi lasu. Wielu już ich spotkałem poznałem w codziennej pracy na swojej życiowej i zawodowej drodze. Właśnie kolejny zakład usług leśnych podpisuje umowę z „moim” nadleśnictwem, czyli niebawem zakończy się czas poboru. Pozostanie ustalenie szczegółowych zasad codziennej współpracy, uzgodnienia z zakresu bezpieczeństwa i higieny pracy, dobrej organizacji wszelkich prac, realizacji zasad certyfikacji gospodarki leśnej i wielu innych detali współpracy . Wymaga to sporej ilości dokumentów

5064

 Zapewne rzadko zastanawiamy się nad pracą i motywacją do pracy drwali i zrywkarzy, pracowników „zula” odnawiających i pielęgnujących las, wykonujących czyszczenia czy trzebieże. W deszczu i upale, latem i zimą targają ciężkie wałki drewna, pracują fizycznie w roju much, meszek i komarów, są gryzieni przez kleszcze.

5065

 Z pewnością nie są krezusami finansowymi, ale często razem pracuje ojciec z synem i obaj nie wyobrażają sobie innej pracy niż „zulowanie”.

Bo przecież należy zdać sobie sprawę z tego, że oni tak jak leśnicy, kochają swoją pracę i mają do niej powołanie. W tym momencie może się ktoś uśmiechnąć pod nosem mrucząc: „no bez przesady! Powołanie jest potrzebne do szpadla czy siekiery?” Ale jeśli ktoś sam klejącą od żywicy ręką chwycił szpadel lub siekierę, lub przynajmniej miał okazję uścisnąć twardą dłoń drwala i chwilę z nim porozmawiać, to zrozumie o czym myślę.  Praca „leśnej piechoty” choć mało eksponowana, trudna, niebezpieczna       ( np. w ubiegłym roku było wyjątkowo dużo wypadków w lasach, więcej niż choćby w górnictwie), realizowana w różnych porach dnia i w każdych warunkach atmosferycznych ma dla lasów ogromne znaczenie.

Bez tych, którzy właśnie są na etapie poboru niewiele można konkretnie zdziałać w lesie. Bo zarządzając ponad tysiącem, a często też ponad dwoma tysiącami hektarów trzeba mieć rzetelnego wykonawcę szerokich zadań gospodarki leśnej. Nie jest to łatwa działalność, to oczywiste.  To wszystko co zaplanuje i zleci leśniczy każdego z ponad 5 tysięcy leśnictw Lasów Państwowych „zulowiec”  musi dokładnie wykonać w ustalonym terminie. Konieczna jest przy tym wiedza i racjonalne działanie, bo trudno bezpośrednio nadzorować i „patrzeć na ręce” każdego pracownika leśnego. Mnogość zadań leśniczego wymaga od niego bardzo dobrej organizacji pracy i umiejętności współpracy, szczególnie właśnie z wykonawcami prac leśnych.

5066

 Dobra współpraca polega głównie na dążeniu do kompromisu. Znowu wrócę zatem do idei „złotego środka” i szczęśliwego kompromisu.

Warto wzorować się na lepszych, na ich powiedzenia i nie są to tylko cytaty potrzebne w szkolnych wypracowaniach czy studenckich pracach.   Pamiętacie co mawiał Konfucjusz? Powiedz mi, a zapomnę. Pokaż mi, a zapamiętam. Pozwól mi zrobić, a zrozumiem. Z mojej praktyki wynika, że to myśl idealnie pasująca do relacji leśniczy-pracownik leśny…

A jak osiągać kompromisy? Spójrzmy na myśl Arystotelesa, który twierdził, że aby móc osiągnąć szczęście, nie wolno popadać w skrajności. Zarówno ze strony „oficera” leśniczego wydającego polecenia, jak ze strony „żołnierza” zulowca wypełniającego zlecenie. Ich interesy są pozornie różne ale cel ten sam. Najlepszym wyjściem jest właśnie znalezienie pewnego kompromisu między nimi. Etyka Arystotelesa to etyka umiarkowania oraz zdrowego rozsądku. Dlatego na początku współpracy, po zakończonym „poborze” leśniczy i zulowiec zgodnie z obowiązującym prawem, instrukcjami i zasadami ale przede wszystkim zgodnie ze zdrowym rozsądkiem ustalają reguły wspólnych działań. Potem ruszają w las drwale, ciągniki i maszyny

5067

Leśniczy, który stuka w klawiaturę rejestratora czy komputera odbierając wykonane prace i zulowiec, który często naprawia sfatygowany cenny sprzęt zwykle nie zaglądają do dzieł Horacego czy Arystotelesa. Ale czasem nawet nieświadomie stosują się do tych klasycznych zasad. Mają przecież własną, życiową mądrość i kierując się nią oraz miłością do lasu potrafią zgodnie współpracować. Efekty tej współpracy może ocenić każdy z nas podczas nawet krótkiej wyprawy do lasu, mając naturalnie minimum wiedzy o tym, jak zarządza się współcześnie lasem. Pracy leśników i „zulowców” przyglądajmy się jednak z daleka, respektując zalecenia ostrzegawczych tablic, no i pewnie krótko, bo póki co, mamy białą zimę i siarczyste mrozy.

 

Leśniczy Jarek –lesniczy@erys.pl

 

 

 

10:09, lesniczy.lp
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 stycznia 2017

505min

Z nowym rokiem - nowym krokiem…

„Tak mawiał mój dawny sąsiad, emerytowany leśnik, bardzo sympatyczny Tadeusz Bąk. Podobno z początkiem każdego roku warto coś zmienić. W moim przypadku będzie to pisanie „Bloga leśniczego”. To dla mnie nowe wyzwanie i ambitne zadanie, które co gorsza, sam sobie wyznaczyłem.”

Tymi słowami zapoczątkowałem swoją przygodę z blogiem 14 stycznia 2011 roku. Aż nie chce się wierzyć, że to było już tak dawno. Przez te lata powstało wiele, wiele wpisów na bardzo różne tematy. Początkowo miał to być blog wyłącznie o pracy leśniczego: o czyszczeniach, trzebieżach, drewnie i  drwalach. Jednak z czasem stał się bardziej osobisty. Pojawiły się tam opowieści o mieszkańcach leśniczówki, o wydarzeniach rodzinnych ale też sprawach społecznych. Opowiadałem o wydarzeniach kulturalnych, tradycji, obyczajach, legendach i historii regionu. Przytaczałem stare przepisy kulinarne i zachęcałem do jak najpełniejszego korzystania z tego, co oferuje nam las i otaczający nas wszystkich świat przyrody. Opowiadałem czytelnikom o imprezach leśnych, targach, jubileuszach. O wydarzeniach ważnych, radosnych, uroczystych ale także smutnych, jak np. pogrzeb Tadeusza Bąka, którego słowa stały się  tytułem pierwszego i dzisiejszego wpisu.

Przez te lata blogowania wiele nauczyłem się. Czerpałem wiedzę z Waszych komentarzy, listów i wpisów blogowych gości, znajomych oraz przyjaciół. Tak, przyjaciół, bo okazało się, że i w blogosferze można poznać i zdobyć przyjaciół. Wcześniej nigdy nawet nie przypuszczałem, że jest to możliwe. Wychowałem się w bezpośrednim kontakcie z przyrodą, z dala od zgiełku miasta i w sumie dość późno zetknąłem się z wirtualnym światem. Dlatego nie myślałem, że on mnie tak zainteresuje. Nie myślałem, że otwiera takie możliwości. Bo dziś książki znanych, wybitnych pisarzy drukuje się w dziesiątkach tysięcy, a na blog zwykłego leśniczego każdego dnia zaglądają tysiące, a czasem nawet dziesiątki tysięcy czytelników.

Dawniej czasem, a potem coraz częściej blog był cytowany, pojawiał się na różnych portalach, np. na www.wykop.pl lub głównej stronie www.gazeta.pl

5051

Wtedy ilość odwiedzin gwałtownie rosła. Ale nie o statystyki, słupki poparcia i rekordy tu chodzi. To nie pozycja w rankingu bloga ani popularność jego autora jest ważna. Przecież ten blog nie istnieje po to, aby zarabiać na umieszczonych w nim reklamach czy na lokowaniu produktu. To blog zwykłego leśniczego, który opowiada o życiu lasu i pracy leśników. Najważniejszy jest kontakt z Wami- czytelnikami tego bloga. Tymi stałymi, którzy wyglądają kolejnego wpisu. Okazjonalnymi i ciekawymi lasu, którzy od czasu do czasu zaglądają tu skuszeni zdobyciem wiedzy na konkretny temat. Ale także zupełnie przypadkowymi, którzy „guglając” w dowolnej przeglądarce w poszukiwaniu jakiegoś tematu wpadają tu znienacka. Czasem to jednorazowe odwiedziny, ale często takie zrządzenie losu przynosi nowego stałego czytelnika. To jest właśnie fascynujące i motywujące do dalszego działania. To dlatego warto nowym krokiem wkraczać w kolejny rok przygody z blogiem. Bloga, który opowiada o życiu zawodowym ale też prywatnym leśniczego, innych ludzi lasu oraz tłumaczy co i po co w lesie piszczy… Przecież im częściej tu zaglądacie, tym lepiej znacie pozornie tajemniczy las, więcej wiecie o jego mieszkańcach i nawet najmniejszych składnikach. Inaczej spoglądacie też na leśników, zmieniając własny obraz naszego wizerunku, często stereotypowego, nieudolnie i nierzetelnie kreowanego przez różne przekazy. Pewnie pomagają w tym też fotografie, którymi ilustruję swoje wpisy. Bo spoglądam na las obiektywem aparatu nieco inaczej, bo także dodatkowo przez pryzmat tego, że jestem leśniczym

5052

Przez lata pisania bloga nabrałem nawyku ciągłego kontaktu z aparatem fotograficznym i rejestrowania przy każdej okazji ciekawych zdarzeń z życia lasu i ludzi go odwiedzających, a także zainteresowanych tą tematyką

5053

Jestem przekonany, że każdy kto tu w miarę systematycznie zagląda inaczej teraz spogląda na leśników i ich działalność w polskich lasach. I właśnie o to chodzi!

O północy, gdy kalendarzowy, a pewnie nie tylko kalendarzowy Sylwester przywitał się z Mieczysławem, rozpoczął się kolejny rok w naszym życiu

5054

Z pewnością będzie to dla wielu z nas i dla mnie również pracowity rok. Przede mną nowe wyzwania, nowe zadania, nowe pomysły… Z nowym rokiem także nowym krokiem wkraczam w blogowy świat. Ale nie zamierzam wprowadzać istotnych zmian lecz nadal uczyć się, rozwijać, poznawać nowych ludzi. Bardzo wiele uczę się też od Was, dlatego jak najczęściej zaglądajcie do zapisków pszczewskiego leśniczego, czytajcie ale też komentujcie, pytajcie i  piszcie na znany adres dodawany do każdego wpisu.

Najlepszego Roku 2017!

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

21:34, lesniczy.lp
Link Komentarze (2) »
piątek, 30 grudnia 2016

504min

Dopiero teraz mogę spokojnie usiąść i pozbierać myśli, a przecież dawno minęła godzina 19. Wczoraj zrobiłem ostatnie w tym roku przychody drewna, wprowadzając do ewidencji stosy o numerach 9016 i 9017. Dziś wystawiłem też ostatni kwit wywozowy i pożegnałem się ze stosami papierówki sortowanej, które pojechały do odbiorcy. W biurze nadleśnictwa zostawiłem dziś szereg dokumentów zamykających rok gospodarczy w lesie. A mój rok? Rok leśniczego, ale też męża, ojca, dziadka nie wymaga zamykania, precyzyjnego rozliczania ani drobiazgowego dokumentowania.

Jednak warto na chwilę nad nim podumać, podsumować to co przyniósł. W leśnictwie był to szczególny rok, bo kończący też 10-letni plan urządzania lasu. Ten 10-letni plan nazywany operatem, ale też biblią leśniczego jest zatwierdzany przez ministra środowiska i musi być skrupulatnie oraz w pełni wykonany. Dlatego praktycznie do ostatnich godzin roku trwały prace kończące ostatnie trzebieże. Udało się jednak wszystko wykonać i „zapiąć na ostatni guzik” zaplanowane zadania z ochrony, hodowli i użytkowania lasu. Wielkim wyzwaniem tego roku była budowa nowej drogi przez leśnictwo. W zeszłym roku powstał pierwszy, ponad trzy kilometrowy odcinek z granitowego tłucznia, czyli „biała droga”

5041

W tym roku powstał podobnej długości, ale technicznie znacznie trudniejszy odcinek bazaltowej, „czarnej drogi”

5042

Oprócz realizacji wszystkich normalnych, codziennych, pracochłonnych zadań wiele uwagi poświęcałem budowie drogi. Wytyczałem pas do wycinki, nadzorowałem usuwanie gałęzi i karp, ustalałem z kierownikiem budowy i geodetą usytuowanie zjazdów, mijanek, rowów. Zaglądałem tam zwykle przynajmniej dwa razy dziennie aby nic nie umknęło uwadze. Bardzo dobrze współpracowało się z wykonawcą i pracownikami „zul-a”, którzy cierpliwie wracali usunąć kolejne przeszkadzające drzewo lub gałąź. Ale warto było i można teraz z dumą spoglądać na zakończone dzieło porównując jak było wcześniej

50431

Teraz to samo miejsce wygląda zupełnie inaczej.

5044

Droga będzie służyć wiele, wiele lat nie tylko leśnikom i pracownikom leśnym ale wszystkim korzystającym z lasu. Dla mnie to będzie chyba najbardziej pamiętne wydarzenie zawodowe roku 2016…

Wiele działo się w moim leśnictwie w tym roku i na szczęście były to wydarzenia pozytywne. Tegoroczne odnowienia udały się znakomicie, co potwierdziła ocena upraw wykonana przez moich przełożonych i co widać na załączonym obrazku.

5045

 Pięknie rosnące nowe pokolenie lasu to najlepsza wizytówka świetnej znajomości sztuki leśnej i fachowości leśniczego. Choć z drugiej strony co można poradzić na suszę, podtopienia, przymrozki, grzyby zabijające drzewka, żarłoczność pędraków, szeliniaków ale także zwierzyny leśnej, która podgryza nie tylko owoce ale też młode drzewka?

50411

Ale leśniczy potrafi sobie poradzić z wszelkimi przeciwnościami losu, przyrody i działalności ludzi, a można by je bardzo długo wymieniać. Sukcesem tego roku jest też praktycznie zupełny brak pożarów. Choć problemem były z kolei silne wiatry, szczególnie w czerwcu, które spowodowały konieczność usunięcia złomów i wywrotów w ilości blisko 1500 m3. Nie było za to potrzeby używania środków chemicznych i zwalczania nadmiaru owadów. Nie wystawiałem też nikomu mandatów, choć wielokrotnie, cierpliwie pouczałem wielu użytkowników lasu. Taka harmonia pomiędzy ludźmi i przyrodą bardzo cieszy, choć nie jest łatwa do osiągnięcia. Dlatego sporo czasu i energii poświęciłem na edukację przyrodniczą, spotkania z różnymi ludźmi i tłumaczenie różnorodnych działań leśników. Napisałem też w tym roku sporo tekstów o lesie, pracy leśników i przyrodzie. Warto było, bo oprócz wielkiej przyjemności i pogłębienia mojej własnej wiedzy o lesie, przyniosło mi to w ostatnich dniach roku wielce satysfakcjonujący i zaszczytny tytuł Lidera Ekologii Województwa Lubuskiego.

5046

Otrzymałem ten tytuł także m.in. działalności blogerskiej, bo oto uzasadnienie decyzji Prezesa Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Zielonej Górze Jolanty Fedak:

Nominowany przez Zespół Parków Krajobrazowych Województwa Lubuskiego. Nominacja dla leśnika, przyrodnika, dziennikarza i społecznika w powiecie międzyrzeckim. To współzałożyciel Klubu Przyrodników - Świebodzin 1983, dziś organizator i pomysłodawca wielu inicjatyw społecznych, m.in. plenerów dużej rzeźby w drzewie w Pszczewie, Festiwalu Wsi Sołeckich Gminy Pszczew, gminnych akcji Sprzątanie świata, Pomóżmy Kasztanowcom, Święto Drzewa, inicjator spotkań integracyjnych i wykładów o lesie i przyrodzie dla niepełnosprawnych powiatu międzyrzeckiego, dziennikarz – ornitolog, felietonista i redaktor m.in. miesięcznika Głos Lasu i kwartalnika Echa Leśne, redaktor Bloga Leśniczego na stronie internetowej www.lasy.gov.pl, autor i współautor publikacji o lesie i przyrodzie, m.in. „Ludzie i las” oraz „Gmina Pszczew i Pszczewski Park Krajobrazowy w obliczu europejskiej sieci ochrony przyrody Natura 2000”.

Leśniczyna Renia zrobiła mi pamiątkowe zdjęcie z panią prezes i dyrektorem Zespołu Parków Krajobrazowych Województwa Lubuskiego Alina Jągowską

5047

Mijający rok upłynął nam wszystkim zdrowo i przyniósł też same dobre chwile w rodzinie. A co może być cenniejsze jak zdrowie i rodzina? Spotkaliśmy się w rodzinnym, kompletnym gronie pod sosnową choinką. Znalazłem pod nią piękną edycję kultowych książek Arkadego Fiedlera, choć nasz Julek bardziej ceni puzzle ze świnką Pepą i kolejkę, którą składał z ciocią Igą

 5048

Prezenty przyniósł osobiście święty Mikołaj, a to znaczy, że wszyscy w domu grzeczni byli przez cały rok.

5049

 Działo się wiele w pracy, w domu, ogrodzie, pośród lokalnej społeczności i pomiędzy bliskimi. Wiele czasu absorbował Julek, ale co może być przyjemniejszego jak wspólny wypad do lasu?

50410

 Rok minął zatem dobrze, choć pewnie o tym, co przyniósł każdy z 365 dni można by z pewnością napisać książkę, a nie tylko niewielki, blogowy wpis.

A jeśli mowa o książce to właśnie dziś przyjechał do mnie z drukarni „Rok leśniczego”- moja książka...

50412

Na 388 stronach, ilustrowanych moimi 260 fotografiami znajdziemy zapis roku leśniczego. To książka o zwyczajnym życiu leśniczego i ludzi, których codziennie spotyka przez cały rok, napisana prostym, zrozumiałym dla każdego językiem. Najlepiej podsumują ją, tak jak również mijający rok, ostatnie akapity mojego zakończenia:

Rok dla życia lasu jest mgnieniem oka. Pewnie dlatego przechadzka z leśniczym przez lasy zachodniej Polski, wyznaczona kartami tej książki, może wydawać się tak krótka. Dla człowieka każde 365 dni jednak znaczy więcej, bo nasze życie jest mniej trwałe jak życie lasu. W szczególny, może nieco inny sposób, rozumieją to leśniczowie, którzy żyją w bezpośrednim otoczeniu przyrody ale też w nieustannym kontakcie z ludźmi. Stąd mój każdy dzień leśniczego jest - tak jak dzień z życia lasu - różnorodny i barwny. To dlatego, pomimo trudności, kłopotów i przeciwności losu, niezależnie od warunków życia, pracy i płacy codziennie mówię z dumą: jestem leśniczym. Pomimo czerpania z doświadczenia i wiedzy poprzednich pokoleń leśników mój każdy dzień niesie wciąż nowe doświadczenia, wrażenia, emocje. Każdy dzień leśniczego to także inni ludzie, których spotykam na swojej drodze. Na tym właśnie polega urok tej profesji, która mieści w sobie wiele innych zawodów i umiejętności. Spoglądam codziennie na otaczający mnie las, w którym znam każdy zakamarek i z wzajemnym szacunkiem pozdrawiam ludzi ze swojego otoczenia.

 Żyję nadzieją, że po lekturze tej książki  inaczej spojrzycie na las i na postać leśniczego. Zrozumiecie misję leśników, z jaką idą przez nasze wspólne lasy, ale też żyją pośród ludzi. Może przydadzą się rady leśniczego? Korzystajcie z doświadczeń i przepisów leśniczyny Reni, bo gwarantują one troskę o zdrowie, które jest dla nas tak ważne. Lasy są dla ludzi, a tylko od nas zależy, czy potrafimy z nich mądrze i w pełni korzystać. Ambicją leśników jest to, aby wciąż podpatrując przyrodę dobrze zarządzać lasami ale też aby nauczyć ludzi szacunku dla przyrody. Osiągnięcie tego celu wymaga ciągłej nauki, doskonalenia się i nabywania nowych umiejętności. To dlatego na kartkach swojego kalendarza w zielonych okładkach każdego dnia zapisuję sprawy związane ze zjawiskami przyrody, życiem lasu i z ludźmi, którzy z niego korzystają. I las, i ludzie wciąż się zmieniają. Poznaliście tylko niewielką część tych zapisków, nieco bliżej poznaliście leśniczego, ale zostało jeszcze do odkrycia wiele leśnych tajemnic, bo przecież rok to dla lasu, ale też i dla leśniczego tak bardzo niewiele…

 

Ale o książce opowiem Wam w przyszłym roku, bo przecież na razie są ważniejsze sprawy. Sylwester spotka się o północy z Mieczysławem, a to oznacza, że rozpoczniemy kolejny, już 2017 rok. A w tym minionym działo się, oj działo i to jak widać, do ostatnich godzin…

Życzę wszystkim, którzy tu zaglądają-

 leśnikom i wszystkim zawodowo lub emocjonalnie związanym z lasem, ich rodzinom, przyrodnikom, sympatykom lasu i leśników, życiowym i blogowym znajomym oraz przyjaciołom, ale także malkontentom, niedowiarkom i krytykantom poczynań leśników, tym, którzy znają i kochają las, ale także tym, którzy go nie lubią lub się go boją-

Najlepszego, przyjaznego, najbardziej leśnego i zielonego, zdrowego, szczęśliwego i udanego Nowego Roku 2017

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

22:23, lesniczy.lp
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 59