O tym co w lesie piszczy...
O autorach
Blog > Komentarze do wpisu

Cisza prawie zimowego lasu i coraz bardziej intensywny zapach świąt

573min

Dziś sobota i to jedna z nielicznych, którą można nazwać w pełni wolną sobotą, bo nie obarczona wiążącym terminem zmuszającym do wyjazdu z domu czy jakimś pilnym obowiązkiem. Jak dobrze… Wróciłem właśnie z sadu i ogrodu, gdzie przygotowałem najbardziej wrażliwe rośliny do nadejścia zimy. Przywiozłem wcześniej z lasu, gdzie zakończyła się niedawno jesienna trzebież późna, nieco sosnowych gałązek i razem z leśniczyną Renią okryliśmy nimi krzewiącą się lawendę, hortensje, budleje, w której kochają się motyle. Przed domem schowałem przed mroźnym wiatrem ciepłolubnego klona i zaprosiłem pingwina, aby otoczył opieką judaszowca

5731

Judaszowiec to krzew lub niewielkie drzewko, które według tradycji swoją nazwę zawdzięcza Judaszowi, który podobno powiesił się gałęzi właśnie tego drzewa. Nie spotkamy go, niestety, w polskim lesie bo jego ojczyzną jest Ameryka Północna. Młode egzemplarze cierpią od mrozu, a zatem już dziś zabezpieczyłem go w ubranko z fliseliny przypominające pingwina. Jednak w naszym lesie spotkamy podobnego do niego wawrzynka wilczełyko. Co łączy te rośliny? Ich wspólną cechą jest to, że wczesną wiosną, przed rozwojem liści przepięknie zakwitają. Judaszowiec pokrywa się pięknymi, różowymi kwiatami, które wyrastają z pędów, a nawet bezpośrednio z pnia.

Należy do rodziny bobowatych, a jego kwiaty są jadalne. Po przekwitnięciu judaszowiec pokrywa się pięknymi, przebarwiającymi się na cytrynowo żółty kolor liśćmi, przypominającymi liście lipy. Rosnący w naszych lasach, dość rzadko spotykany i podlegający ochronie wawrzynek wilczełyko jest z kolei rośliną trującą. Zjedzenie np. kilku apetycznie wyglądających, czerwonych owoców może okazać się śmiertelne. Ale to nie czas na kwiaty i owoce, bo przecież niepostrzeżenie zawitał do nas grudzień. Warto jednak bliżej poznać judaszowca i wawrzynka wilczełyko.

Trzeba także mieć świadomość, że choć w otaczającej nas przyrodzie, w lasach, na łąkach i polach widać jeszcze ostatnie akordy jesieni, to pojawienie się grudnia na kartach kalendarza zapowiada czającą się wokół Panią Zimę.

Często przestrzegam, że nie można przegapić wiosny, bo jest ulotna i szybko mija. Warto również śledzić przełom jesieni i zimy, zatrzymać się chwilę i rozejrzeć wokół siebie, bo nic nie zdarza się dwa razy. Wbrew pozorom szara, często zapłakana deszczem jesień i pierwsze dni zimy, gdy nieprzyzwyczajeni do chłodu i przenikliwych wiatrów niechętnie wychylamy nos z domu jest także ciekawa. Jesień, nawet już taka późna, grudniowa to czas wędrówek ptaków i okres przygotowania zwierząt do zimy. Jeszcze w piątek widziałem parę żurawi

 5732

Stały w zadumie na łące oddalonej o kilometr od Pszczewa. Pewnie są już w podróży, bo dziś już sypnęło solidnie śniegiem. Na razie szybko topi się ale z pewnością już niedługo na dłużej pokryje lasy i pola, a jesień 2017 odejdzie do wspomnień. Świadczą o tym coraz bardziej malownicze przymrozki:

5733

Zimy wypatruje już nastroszony z powodu chłodu myszołów, który obserwuje przemykające tu i tam polne myszy oraz krogulec, który coraz częściej zapuszcza się bliżej ludzkich domostw w ślad za drobnymi ptakami

5734

Drapieżne ptaki spotykam teraz często w pobliżu zabudowań. Pojawiają się tam odlatujące  błotniaki, raczej osiadłe myszołowy, krogulce, czasem szybkim lotem przemknie kobuz, a hodowców gołębi martwi widok jastrzębia. Także bliżej ludzi przeniosły się drobne ptaki, poszukujące nasion chwastów na miedzach i ugorach

5735

Już coraz rzadziej widać wędrujące żurawie oraz słychać nawoływania kluczy dzikich gęsi na grudniowym niebie. Czasem przysiadają na polach skubiąc oziminę lub nocują na środku pszczewskiego jeziora, szczególnie podczas mgły, a rano ruszają w drogę z wielkim hałasem. Widuję jeszcze kormorany i tracze, któregoś dnia przemknął mi rzadki rybołów, czasem pojawi się bielik, wzbudzając popłoch wśród łysek.

W pobliżu domów widać teraz także zwierzęta, które latem kryją się tylko w lesie. Kręcą się lisy, które chętnie wykorzystują ludzkie skłonności do marnowania żywności i zaglądają do śmietników, podobnie jak dziki zaglądające na przedmieścia, czasem nawet w środku wsi można spotkać sarny

5736

Na polach pusto i szaro i panuje tam zupełna cisza. Nie ma tam przecież karmy dla zwierząt i ptaków. Czasem tylko smutny krajobraz ubarwi tęczowa barwa bażanta:

5737

Wokół domu coraz więcej ptaków, mazurki i sikory dopominają się o słonecznik, „pyzy” i słoninkę, a dzwoniec sprawdza czy w karmniku pojawiło się coś smakowitego

5738

W lesie teraz wilgotno, mgliście i czasem dżdżyście. Panuje tam prawie absolutna cisza, którą tylko czasem przerwie nawoływanie dzięcioła dużego, popiskiwanie stada sikor, raniuszków lub chrobotanie sosnowej kory, której zakamarki przeszukuje pełzacz leśny. Czasem radośnie zakrzyknie dzięcioł zielony, gdy już posilony wychyli się z rozkopanego mrowiska

5739

Drwale kończą zaplanowane na ten rok trzebieże i usuwają skutki huraganowych wiatrów, choć wiele nadleśnictw pozostawiło główne prace na styczeń. Nie wolno przecież przekroczyć ustalonego rocznego limitu pozyskania drewna, który wciąż wydaje się za mały drzewiarzom i przedstawicielom przemysłu, a za duży tym, którzy nazywają się ekologami. Na terenach najbardziej dotkniętych huraganem, w tym w Borach Tucholskich, o których opowiadałem niedawno, praca wre nieprzerwanie, a leśnicy wyglądają mrozów, które są szansą na poprawienie utopionych w błocie dróg wywozowych.

Leśnicy rękami „zulowców” naprawiają także ogrodzenia upraw, wieszają budki lęgowe, zabezpieczają niektóre drzewa przed strugami bobrów, których pogłowie radykalnie wzrosło. Wszystkie zręby, które będą sadzone wiosną są już zaorane i chłoną wilgoć jesiennych deszczy oraz pierwszych przymrozków. Na odpoczynek i nudę nie ma miejsca, nawet w najbardziej deszczowe dni. Ludzie dopytują się już o choinki, gałązki na dekoracje świąteczne i o jemiołę. Zaczyna pachnieć świętami. Dotarło to do mnie wyraźnie przed kilkoma dniami.

Gdy wracałem do domu, zobaczyłem się kręcącą w jego pobliżu wiewiórkę

57310

Pewnie skusił ją płynący z domu zapach orzechów. Ale to nie dla Ciebie ruda baletnico! Zapach świąt to zapach świerkowych łapek, sosnowej żywicy, smażonych i wędzonych ryb ale także piernika. Oczywiście nie chodzi tu o pierniczki kupione w sklepie lecz tradycyjny, staropolski piernik, który właśnie upiekła leśniczyna Renia. Dla mnie to jest właśnie charakterystyczny i dominujący zapach świąt. Mam nadzieję, że będzie to  także pamiętny zapach dla naszych dzieci i wnuków. Piernik Reni pachnie, smakuje i wygląda znakomicie

57311

Spróbujcie sami, a z pewnością będzie to stały bywalec świątecznego stołu w waszych domach. Sekret receptury i sposobu przygotowania tradycyjnego piernika staropolskiego leśniczyna Renia uzyskała od Grzegorza Russaka- wielkiego znawcy polskich kulinariów i tradycji, przyjaciela naszego domu. Grzegorz zaleca go upiec co najmniej 4 tygodnie przed świętami, bo piernik dojrzewa i zmienia smak na lepszy, coraz lepszy oraz w stosownej ilości, bo nie można powstrzymać się przed jego przedświątecznym podjadaniem.

Oto przepis na smak i zapach świąt , czyli piernik staropolski:

W rondelku na kuchni podgrzewamy trzy szklanki miodu i szklankę cukru. Dodajemy mielone przyprawy piernikowe, to znaczy: 2 łyżki stołowe goździków, łyżeczkę od herbaty świeżo tarkowanej gałki muszkatołowej, łyżeczkę pieprzu mielonego, 2 łyżki stołowe dobrego kakao. Dodajemy tabliczkę czekolady, jak wszystko się połączy - studzimy. Zawartość rondelka wlewamy do makutry, ucierając dodajemy mąkę - zmieszane dwie szklanki mąki pszennej i dwie szklanki mąki żytniej, do tego dodajemy 6 jaj, 25 dag masła oraz 4 łyżki oliwy. Wybijamy to przez pół godziny, aby na końcu dodać bakalie, obtoczone w mące, aby nie opadły na dno w cieście: orzechy, rodzynki, pokrojone figi (po 20dkg) i łyżkę czubatą od herbaty sody rozpuszczonej w kieliszku mleka (ok. 150ml). Gdy ciasto jest rzadkie, dosypujemy mąki pszennej do uzyskania konsystencji gęstej śmietany. Wlewamy ciasto na dwie blachy i pieczemy w niezbyt gorącym piekarniku (170 stopni) 1-1,5 godziny. Pamiętajmy, że piernik im starszy, tym lepszy. W dniu Wigilii możemy przełożyć go kremem lub polać czekoladą.

 

Coraz bliżej święta, pamiętajcie o dokarmianiu ptaków, a w razie potrzeby także pomocy dla zwierząt i zabierajcie się do przygotowania świątecznego piernika, bo coraz bliżej święta. Do zimowego lasu wybierzcie się nie tylko wypatrując choinki, bo tę łatwiej nabyć w punkcie sprzedaży nadleśnictwa lub jednej z wielu plantacji czy sklepów lecz obserwować przyrodniczy przełom jesieni i zimy.

 

Leśniczy Jarek – lesniczy@erys.pl

 

 

 

sobota, 09 grudnia 2017, lesniczy.lp

Polecane wpisy

Komentarze
2017/12/10 10:04:31
Dawno tu nie zaglądałam. Widzę, że Leśniczy Jarek w coraz lepszej formie literackiej. :)
Świetny blog, coraz lepszy. Czytać Twoje opowieści to wielka przyjemność. Taka szczególnie miła edukacja. Ciągle czegoś nowego się tu uczę. :)
Dziękuję, że wspomniałeś o tradycji świątecznych wypieków, czyli jak Bożenarodzenie to pierniki i makowce a jak Wielkanoc to mazurki i serniki. Warto dbać o tradycję i wspaniale, że o tym piszesz. Pozdrawiam serdecznie.
-
2017/12/10 10:19:57
Dziękuję za ten wpis, taki wirtualny spacer po lesie musi mi zastąpić realny. I przepis wielce smakowity. Do mnie też przylatują drobne ptaszki, niestety sąsiadka z dołu od razu leci na skargę do administracji, że zaśmiecają jej balkon. Kobieta wychowana na wsi, na skraju lasu, jak sama mówi nienawidzi ptaków, bo "ino lotajo, srajo i sie dro".
-
2017/12/10 21:04:57
Klaro, Atojaxxl- Dzięki za dobry odbiór, miło być przydatnym... To sąsiadka także nienawidzi ludzi, bo jej "przepis " pasuje nie tylko do ptaków.
-
2017/12/10 21:21:07
zachwyciłam się Twoim bajkowym ogrodem, a także, skądinąd tradycyjnie - fotkami.
-
2017/12/11 20:11:35
Emmo- dziękuję za chwytający za serce zachwyt... ogrodu to tylko maleńki kawałek, a to nie fotki budzą zachwyt - to nasz las i jego składniki. Pozdrawiam
-
2017/12/15 08:30:59
Co za wspaniała forma, literacka i ta fotograficzna, super
-
2017/12/27 16:15:15
Upiekłam w tym roku takie pierniki i bardzo wszystkim smakowały. Dziękuje za inspirację. Wpadam tu kiedy tęsknię za lasem i ciszą w miejskim zgiełku. Bardzo sympatyczne miejsce stworzone przez człowieka z pasją.