O tym co w lesie piszczy...
O autorach
Blog > Komentarze do wpisu

Poszukiwacze – może szczęścia, ale raczej nieszczęścia

567min

Obserwuję teraz obok obfitego wysypu grzybów, który jednak już się kończy, bo noce coraz chłodniejsze, także wysyp poszukiwaczy w lasach. Poszukiwacze, którzy szukają we własnym mniemaniu szczęścia i emocji jakich być może dostarcza wykopanie pamiątki historycznej, biżuterii czy może innej cennej rzeczy? W jednej ręce piszczałka, czyli wykrywacz metalu, w drugiej szpadelek, a w głowie gorączka złota… Choć dla niektórych podobno celem jest znalezienie militariów czy jakiegoś historycznego drobiazgu. Spotkałem też kiedyś poszukiwaczy, którzy z piszczałką w ręce przetrząsali nasyp kolejowy, bo jak twierdzili: „ czasem komuś spadła obrączka lub zegarek jak wychylał się z pociągu”, a z braku złotych znalezisk zbierali po prostu złom. Innym razem szukali tylko złomu i jeden chodził z wykrywaczem, a drugi próbował odkręcać wielkie nakrętki z szyn. Szkodnik do potęgi…

W lesie przemykają pośród leśnego podszytu i nie zważając na nic, kopią wszędzie tam, gdzie piszczałka zapiszczy. Zostają po nich dziury, zniszczona roślinność i często puszki, kawałki blach, kłębki drutu czy inne metalowe śmieci. Poszukiwacze także zapamiętale przeszukują pola, plaże, okolice opuszczonych domostw, pobocza dróg gruntowych. Bo skoro ktoś znalazł cały pociąg, to może choć jakaś obrączka, pierścionek ze złotego kruszcu się trafi? Czasem działają w grupie, idąc tyralierą przez pola. Częściej jednak niż szczęście, znajdują nieszczęście, szczególnie dla innych... Wiele razy znajdowałem sam lub otrzymywałem sygnały od okolicznych mieszkańców, o „skarbach” znalezionych i porzuconych przez poszukiwaczy. Czasem był to pancerfaust, granat moździerzowy

5671

lub granaty ręczne z czasów drugiej wojny światowej. Bo skoro poszukując szczęścia z dozą adrenaliny związanej z nielegalnym procederem ktoś czuje się zadowolony ze swojej pomysłowości, dlaczego nie czuje się źle, że podrzuca komuś nieszczęście? Przecież oprócz tego, że to zwykłe zaśmiecanie lasu czy pola żelastwem, to także stwarzanie ogromnego zagrożenia dla innych i sprowadzanie nieszczęścia. Już kilka razy o tym m.in. tutaj pisałem, ale zjawisko nie umiera, a wręcz przeciwnie przybiera na sile, choć może się wydawać, że ponad 70 lat po wojnie już wszystko zostało wykopane.

Okazuje się jednak, że nie. Niedawno „Gazeta Lubuska”, najbardziej popularny dziennik w mojej okolicy przekazała informację, że grzybiarz natrafił na 116 granatów moździerzowych z okresu drugiej wojny światowej. Leżały na skraju sporego okopu, który powstał w czasie działań wojennych. Niewypały zabezpieczyli i wywieźli jak zwykle saperzy z Krosna Odrzańskiego. Od wielu lat przyjeżdżają w te strony, już tak długo, że niektórzy żołnierze dowodzący patrolami saperskimi, których dobrze pamiętam z częstych wizyt w lesie są już emerytami.

„Gazeta Lubuska” informuje: Granaty miały ponad 70 lat, ale wciąż były groźne. Prawdopodobnie odkopali je poszukiwacze skarbów i militariów, którzy przeczesują Puszczę Notecka z wykrywaczami metalu. Zostawili pociski na miejscu. Potem natrafił na nie grzybiarz, który zaalarmował leśników. Pracownicy Nadleśnictwa Międzychód wezwali patrol rozminowywania z 5. Kresowego Batalionu Saperów, który jest jednym z bojowych ogniw 17. Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej.

 

No właśnie, poszukiwacze szukali szczęścia, a potencjalne nieszczęście zostawili innym, a szczególnie leśnikom. Jak można być tak lekkomyślnym? Grzybiarz zachował się bardzo rozsądnie wobec znalezionych „owoców” poszukiwań z piszczałką, ale czy zawsze tak będzie? A wymierne straty, gdy czasem wiele kilometrów przemierzają saperzy, sprzątając po poszukiwaczach szczęścia? Saperzy czasem mają też inne zadania i wtedy policjanci, bywa, że przez wiele godzin pilnują wykopanych moździerzy, zamiast pilnować porządku. No i też kwestia bezpieczeństwa leśników i pracowników leśnych.

Kiedyś omal nie wszedłem na minę przeciwpiechotną, którą porzucono koło wykopu. Innym razem natknąłem się na rakietowy niszczyciel czołgów i granaty moździerzowe. Podczas wyznaczania trzebieży, czyli podczas klasyfikacji drzew do pozostawienia lub usunięcia leśnik wciąż zagląda w korony. Gdy oderwałem wzrok od koron i spojrzałem pod nogi spostrzegłem ze zgrozą, że czubek mojego buta dotyka zapalnika moździerza.

5672

Wprawdzie zaprzyjaźniony chorąży – saper pouczał mnie jak wygląda bojowy zapalnik, a jak ebonitowy „czubek”, wkręcany w granat na czas transportu, nigdy nie można być pewnym.

 W sieci z kolei pełno „mądrych porad” jak podczas wypadów z piszczałką uniknąć spotkania z leśnikiem… Choć leśnicy najczęściej pochłonięci ogromem innych obowiązków nie mają możliwości upilnować lasu przed inwazją poszukiwaczy. Może należy w końcu piętnować takie zachowania i nie dawać na nie społecznego przyzwolenia? Duża w tym rola wszelkich mediów. Ale nasze media mają zwykle ciekawsze informacje „do sprzedania” niż relacje o krzywdzie wyrządzonej przyrodzie, o zwiększonych przez czyjąś niefrasobliwość obowiązkach leśników, policjantów czy żołnierzy.

Rozmawiałem niedawno z jednym z poszukiwaczy, który opowiadał pełen emocji, że ktoś z jego kręgu „piszczałkowców” znalazł na polu pierścionek. „Bo przecież jak ludzie grzebią w ziemi to zawsze coś zgubią…” Często widzimy takich poszukiwaczy na plażach nadmorskich czy na kąpieliskach nad jeziorami. Tacy ludzie budzą we mnie niesmak, bo szukają szczęścia w czyimś nieszczęściu.

Czy wzbogacenie się kosztem czyjegoś nieszczęścia, smutku, przygnębienia może cieszyć? Nie chciałbym, aby po moim polu, gdzie pracowała moja babcia i mama, gdzie może zsunął się im z palca pierścionek lub zerwał łańcuszek, łaził jakiś facet z wykrywaczem i szukał tam szczęścia.

Po lesie także chodzą ludzie, którzy zostawiają po sobie różne znaleziska, takie jak składowisko ręcznych granatów

56731

 

Czasem, o zgrozo, spotykam w lesie pozostawione przez poszukiwaczy ludzkie kości.

5674

Wzbudza to mój ogromny niesmak. Czy to przypadek, czy świadome poszukiwania? Może poszukiwacze znaleźli tam obrączkę, sygnet, złoty ząb? Kości zostały porzucone, bo jak widać nie każdego obchodzi spokój zmarłych. Niebawem listopad, który rozpoczyna się dniem Wszystkich Świętych. Stojąc przy grobach nawet nie dopuszczamy do siebie myśli, że kiedyś kości naszych bliskich odkopie ktoś, komu w tym miejscu zapiszczy wykrywacz. To bardzo przykre, że ludzie z bliżej nieokreślonego powodu tracą wszelkie uczucia. Czy nie lepiej szukać szczęścia w leśnych widokach jesiennej przyrody?

5675

Oczywiście zdarzają się pośród poszukiwaczy pasjonaci historii i porządni ludzie, którzy tropią wydarzenia, zapomniane bitwy, odtwarzają losy ludzi. Kierują się etyką, kulturą i zasadami. Znam takich wielu, ale są chyba w mniejszości. Jak ich jednak rozpoznać i odróżnić od ludzi, którzy chodzą z „piszczałką” ogarnięci wizją wzbogacenia się? W lasach wciąż pełno jest wykopanych dołków, dołów, wygrzebanych blach, konserw czy drutów. Może ktoś znalazł tam swoje szczęście. Ale ile to niesie nieszczęść? Dla ludzi, dla przyrody, dla lasu.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

 

 

środa, 25 października 2017, lesniczy.lp

Polecane wpisy

Komentarze
2017/10/26 06:15:33
Lasy mam daleko, ale nawet jak mamy sposobnośc podjechać to wolimy nie wchodzić. Jest bardzo duzo smieci. Niektórzy ludzie wolą wywozic śmieci do lasu. Lubię grzyby, ale wolę kupować pieczarki niż zbierać grzyby w lesie. Przecież grzyby ciągną wszystkie trucizny, które wywala człowiek.Zawsze lubiłam zbierać grzyby, ale czasy się zmieniły.Kiedyś nie było tylu śmieci w lesie, w każdym bądź razie ja tego nie pamietam.
-
2017/10/26 08:22:48
Przypomniałam sobie, jak w czasach studenckich byłam wychowawczynią na kolonii w Trzebiechowie koło Szczecinka. A tam lasy i pamiątki walk o Wał Pomorski. Kucharki obiecały pierogi, jeżeli nazbieramy jagód. Miałam pod opieką 22 chłopców. Znaleźliśmy stos pancerfaustów przerośniętych krzewinkami borówek. Dla chłopców - atrakcja! Dla mnie - nerwy. Ale spotkała nas nagroda: oznaczyliśmy znalezisko, zawiadomiliśmy saperów. Przyjechali na kolonię, zapakowali całą grupę na ciężarówkę i zabrali nas na poligon, gdzie z bezpiecznej odległości obserwowaliśmy, jak nasze znalezisko zamienia się w kurz i dym :) I jeszcze pisemne podziękowanie dostaliśmy. Saperzy opowiadali, że tam jest to normalne znalezisko, podobnie jak porzucona w lesie broń czy kości w pozostałościach okopów. Myślę, że do chwili obecnej poszukiwacze skarbów już wszystko odkryli :)
-
2017/10/26 21:49:15
ja często widuję takich ludzi na plaży i zastanawiam się co mogą znaleźć. jakąś monetę raczej niż obrączkę, przecież ludzie masowo nie gubią rzeczy cennych. tak czy owak bez sensu.
cudne to Twoje zdjęcie lasu! pozdrawiam:)
-
2017/11/06 07:48:19
Witam serdecznie.
Jestem miłośnikiem lasu , przyrody jak i wykrywacza metalu.
Zaznajomiłem się z artykułem, czytając go kilka razy i troszkę z bólem goryczy wnioskuję, iż jestem patologiczną postacią w pana mniemaniu. Rozumiem, że w pewnym miejscu rozważane jest, że są grupy pasjonatów, historycznych odkrywców , itd. Jednak i tak nakreśleni jesteśmy wszyscy niejako wandale i hieny.
Z chęcią zaprosił bym Pana na jeden dzień, żeby moimi oczami zobaczyć czym jest ta pasja.
Wybierając się do lasu, bądź inny teren, nie szukam swojego szczęścia w czyimś nieszczęściu, ale historii zakopanej w ziemi. Nie rozglądam się za złotym pociągiem , lecz za każdą blaszką , czy drucikiem zastanawiając się co tam robi i do czego mógł służyć. Moje wyprawy są przygotowywane solidnym przygotowaniem merytorycznym co do poszukiwań, na przykład stodoły obronnej, o której wiem, że tam na przykład stała.
Wybierając się do lasu zabieram plecak, w którym lądują puszki, butelki i inne śmieci zostawione w lesie przez grupy jakże normalnych ludzi w porównaniu co do mojej osoby( nie hieny ). Kopiąc w lesie staram się to czynić jedynie na ścieżkach, choć i wdepnąć w las też mi się zdarza. Robię to tak, by nie uszkodzić ani żadnego korzenia, ani nie zostawić po sobie żadnego śladu.
Tej pasji nie zrozumie nikt, kto w starym żelazku, bądź butelce nie dopatruje się piękna i rysu historii. Podobnie jak z Pana zawodem , nie można rozgraniczać iż wszyscy leśnicy to uczciwi ludzie ( sam kiedyś kupowałem drzewo z lasu na tak zwane lewo ).

Puentując to wszystko - żeby mieć obiektywne zdanie na dany temat, należało by się zainteresować i zaprzyjaźnić z pasjonatem mojego hobby i zweryfikować swoje poglądy. Rozumiem Pana zgorzkniałość do której i ja się przyłączę odnośnie niewybuchów i naruszenia spokoju zmarłych. Jak wszędzie, są ludzie normalni - i nie.
Jednak Pana rozważania blogowe opluły wszystkich , którzy nie dewastują, lecz i są przyjaźni dla lasu.
-
2017/11/06 19:35:20
Cieszę się na odzew miłośnika lasu i wykrywacza metali. Naturalnie zgadzam się z tym, że nie można generalizować i wszystkich wrzucać do jednego worka. Wcale też nie uważam wszystkich poszukiwaczy za patologiczne postaci, ani nie sprawia mi przyjemności opluwanie, jak to Pan ujął, kogokolwiek. Dzięki za zaproszenie ale znam wielu poszukiwaczy, szanuję ludzi z pasją i wiele razy już o tym opowiadałem w blogowych zapiskach, wystarczy zajrzeć do archiwum bloga. Sam Pan jednak przyznaje, że jest wiele racji w tym co napisałem, bo tak po prostu jest. Nie będziemy licytować się, ale ja również mogę Pana zaprosić do lasu, aby to łatwo udowodnić choć pewnie sam Pan widzi dołki i sterty śmieci. Nikogo nie chciałem i nie chcę obrażać, bo nieustannie zapraszam wszystkich do lasu, aby mądrze i odpowiedzialnie z niego korzystać. Zwracam uwagę na istotny problem bo przecież on istnieje. Pozdrawiam i życzę dobrych spotkań z historią.
-
2017/11/10 18:21:12
Sam również jestem poszukiwaczem i niestety z przykrością musze przyznać, że w tym co pan napisał jest wiele racji. Niejaki ,,ernie" niepotrzebnie się bulwersuje, bo niestety chodząc po lesie bardzo często mozna sie natknąć na ślady po ,,eksploratorach", rozkopane, niezasypane doły, pozostawione śmieci, puszki po piwie itp. Problem polega chyba na tym, że kiedyś było to hobby dla nielicznych, obowiązywała jakaś etykieta, zasady. Teraz liczbę poszukiwaczy szacuje się na kilkadziesiąt tysięcy, niektórzy mówią nawet o ponad stu tysiącach (!). W takiej masie tzw czarne owce muszą się trafić i to w niemałej liczbie. Niestety nie będzie widać tych ,,porządnych", którzy starają się jak najmniej ingerować w zastaną strukturę leśną, najbardziej widoczni będą ci, którzy dobro lasu, czy innego terenu mają ,,gdzieś".