O tym co w lesie piszczy...
O autorach
Blog > Komentarze do wpisu

Żywica z naszych borów

Wędrując po sosnowych borach, z wielką przyjemnością wdychamy orzeźwiający, balsamiczny zapach olejków eterycznych unoszący się w powietrzu. Ten specyficzny zapach wydziela igliwie oraz żywica, wypływająca słonecznymi kroplami z drzew iglastych: 

 Czasami, choć już coraz rzadziej podczas wędrówki napotykamy sosny, które na dolnej części pnia, pozbawionej kory, mają nacięcia ułożone w jodełkę i przedzielone pionowym rowkiem:

 

 To ślady po żywicowaniu, już nieco zapomnianym, ale niesłychanie ważnym fragmencie historii leśnictwa. W 1994 roku zaprzestano w naszych lasach gospodarczego żywicowania sosny. Niektóre spały żywiczarskie na starych sosnach prawie zdążyły zarosnąć: 

 Złoto polskich borów zastąpiono żywicą z Ukrainy, Brazylii i głównie z Chin. Warto wiedzieć, że byliśmy żywiczną potęgą w latach 60 i na początku lat 70 XX wieku, wtedy w Lasach Państwowych pozyskiwano rocznie około 22 tysięcy ton sosnowej żywicy. Przy żywicowaniu zatrudnionych było wówczas ponad 10 tysięcy robotników- żywiczarzy, a dziś w całych LP pracuje niespełna 25 tysięcy osób. Może warto sobie przypomnieć jak pozyskiwano żywicę sosnową- lepką, lekko żółtawą ciecz o przyjemnym, balsamicznym zapachu, powstającą w przewodach żywicznych znajdujących się w drewnie? Po komentarzach i korespondencji widać, że ten temat interesuje Was, miłych czytelników blogu leśniczego.

 Pamiętam jeszcze dokładnie jak to było i chętnie powspominam sobie w niedzielne popołudnie. Liczyłem spały, ważyłem beczki i pamiętam żywiczarzy. Leśniczy dokonywał wtedy bardzo ważnego dla lasu wyznaczania poszczególnych drzew do żywicowania i planowania ilości spał. Spałą żywiczarską nazywamy odziomkową okorowaną część pnia, na której robi się ukośne nacięcia zwane żłobkami i pionowy rowek ściekowy, którym spływa żywica. Pozostała nienaruszona i nieokorowana część pnia to pas życiowy gwarantujący utrzymanie procesów życiowych i normalne funkcjonowanie żywicowanego drzewa. Leśniczy mierzył pierśnice (średnice drzew na wysokości piersi) i w zależności od grubości drzewa ukośną kreską na korze wykonywaną znacznikiem (ryszpakiem) planował ilość spał do założenia. Zwykle była to jedna lub dwie spały, ale w przypadku drzew powyżej 56 cm leśnik znaczył nawet cztery kreski. Drzewa wyłączone z żywicowania- z cennymi sortymentami, chore, obumierające i silnie uszkodzone zaznaczał krzyżem.

Dobrze wykonana spała miała charakterystyczną czerwono żółtą barwę i cieniutką, elastycznie uginającą się pod naciskiem kciuka korę bez skaleczeń i zabieleń. Korowina musiała być maksymalnie cienka, ale bez skaleczeń, bo zbyt gruba warstwa kory praktycznie uniemożliwia prawidłowe nacięcie żłobków. Po założeniu spały nacinało się rowek ściekowy i robiło pierwszą parę nacięć. Trzeba to było zrobić przed ruszeniem soków w drzewach, najlepiej przy niskiej temperaturze, bo wtedy rowek miał gładkie ścianki umożliwiające swobodny spływ żywicy do kubka. Rowek i nacięcia wyznaczało się przy pomocy specjalnego szablonu i znacznika, bo rowek szeroki na 8 mm i głęboki na 6 mm musiał dokładnie dzielić spałę na pół, a nacięcia winny być wykonane dokładnie pod kątem 45 stopni. Tak równiutko „pożeberkowane” nacięciami sosny możemy podziwiać do dziś:

 Później specjalnym dłutem wykonywało się nacięcie na blaszkę ściekową, po której żywica spływała do kubka. W późniejszych latach zrezygnowano z blaszek, których rolę pełnił wiór drewna powstały po nacięciu dłutem, a zamiast ceramicznych, szklanych lub metalowych zbiorników zaczęto stosować lekkie, plastikowe kubki, a na końcu także foliowe worki. Czasami jeszcze gdzieś w lesie zobaczycie zapomniane kubki: 

 Właściwe żywicowanie, czyli nacinanie żłobków i wybieranie balsamicznego złota zaczynało się na przełomie kwietnia i maja, kiedy temperatura dobowa zbliżała się do 10 stopni. W przyrodzie zbiega się to z pękaniem pączków brzóz i początkiem rozwoju liści. Spały nacinano zwykle 1-2 razy w tygodniu, w godzinach popołudniowych, choć niektórzy preferowali poranki, a spływającą do kubków żywicę wybierano, wyskrobując ją specjalną łyżką do wiadra, a z wiadra do beczek. Nacinanie spał i całe żywicowanie to swoiste misterium, bo każdy żywiczarz miał swoje sposoby, „czary” i tajemnice. W 2004 roku w Pszczewie z inicjatywy leśników Nadleśnictwa Trzciel powstała rzeźba, autorstwa Tadeusza Bardelasa upamiętniająca tę zapomnianą profesję:

 Z jednej spały klasycznego żywicowania rocznie uzyskiwano około 1,5 kg, a zakładając, że przeciętnie na drzewo przypadały 2 spały, z jednej sosny uzyskiwano rocznie 3 kg pachnącego surowca. Próbowano rozmaitych sposobów na zwiększenie wydajności i stosowano także tzw. chemiczne żywicowanie, polegające na podrażnianiu chemicznym środkiem drażniącym naciętego drzewa. Stosowano ekstrakty drożdżowe, drożdże paszowe, a nawet używano soku brzozowego do sporządzania roztworu drożdży oraz jako stymulatora w postaci czystej. Dziś narzędzia do żywicowania można oglądać już tylko w muzeach lub izbach edukacyjnych nadleśnictw, tutaj ekspozycja z Międzychodu:

 Z nostalgią wracam do  czasów  żywiczarzy, których z sympatią wspominam, tak jak okres w naszych lasach, gdy polska żywica wiele znaczyła. Bo z żywicy sosnowej powstał przecież bursztyn, jak twierdził już na początku naszej ery Pliniusz Starszy i „Bursztynowy Szlak”, któremu tyle zawdzięczamy i słynna „Bursztynowa Komnata”… Warto pamiętać, że żywica jest także składnikiem kadzidła, stosowanego już przez starożytnych Egipcjan i w obrządku kościoła katolickiego, a okadzanie jest wyrazem hołdu dla czegoś wielkiego oraz symbolem oczyszczania i ożywiania. Dziś dawne spały też są wykorzystywane przez sprytne ptaki:

 Spoglądając na złotą kropelkę żywicy na może ostatniej, sosnowej spale, oczyszczając utrudzony umysł poprzez balsamiczny zapach boru należy pamiętać o sile tradycji polskiego żywicowania. To taka leśna profesja z łezką, złotą łezką.

 Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

niedziela, 20 maja 2012, lesniczy.lp
Tagi: leśnictwo

Polecane wpisy

Komentarze
2012/05/20 20:25:41
Szkoda, że ten zawód już nie istnieje, myślę, że mógłbym być dobry w tym fachu ;)
Dzięki wielkie za ten wpis, moja ciekawość została zaspokojona :)
-
2012/05/20 23:38:30
No, to już wiem, skąd wzięła się nazwa wsi Spała, leżącej w woj. łódzkim. To nie może być przypadkowe podobieństwo, albowiem od wieków Spałę otaczały i otaczają wielkie kompleksy leśne nazywane czasem Puszczą Pilicką lub Nadpilicką, a oficjalnie Lasami Spalskimi.
-
2012/05/21 10:40:53
miło Panowie, że jesteście zadowoleni z wpisu, do Was był adresowany szczególnie, choć jak sądzę więcej osób chętnie poczyta o żywicowaniu
-
2012/05/21 11:00:02
Jak zawsze artykuł przeczytałam z przyjemnością.Faktycznie czasami można jeszcze po lasach znaleźć kubki koło takich ponacinanych drzew.
-
2012/05/21 16:54:58
Moja ciocia była żywiczarką. Bardzo mile wspominam spacery do lasu z nią i ten oszałamiający zapach. Jednocześnie nacinała gałązki brzóz i do zawieszonych butelek zbierała wodę brzozową.
-
2012/05/21 21:02:24
widzę, że moje żywiczne wspomnienia poruszyły u Was nostalgiczne nutki. Jak cudne są wspomnienia, także leśne...
-
2012/05/21 21:06:23
Pamiętam takie kubki z dzieciństwa, często je widywałam na drzewach. I ten zapach... dawne fajne czasy. :)