O tym co w lesie piszczy...
O autorach
Blog > Komentarze do wpisu

Trzciel wita trzcieliną , a Pszczew plszczy…

Gdy wracałem ostatnio z nadleśnictwa zauważyłem, że zaczął się ruch wokół plantacji wikliny, których jest wiele wokół Trzciela. Żurawie siedzą na łące, wokół wiosenny nastrój, to i może czas zająć się wiklinowymi żniwami? Choć przypominam, że zima z pewnością będzie!  Moje leśnictwo to Pszczew, a nadleśnictwo nazywa się Trzciel. Posłuchajcie skąd wzięły się te dziwne dla niektórych nazwy…

Nazwa miasta Trzciel, które co najmniej od 8 wieków rozwija się w bagnistym dorzeczu Obry:

 pośród jezior i lasów pochodzi od słowa „trzcielina”, oznaczającego łodygę trzciny. Trzciny wokół nie brakuje, bo jezior u nas dostatek, choć  brzegi niektórych zbiorników porasta u nas inna ciekawa i rzadka roślina- kłoć wiechowata. Rośnie ona na podłożu zasobnym w węglan wapnia i ma ostre jak żyletka brzegi:



 Jednak firmowym znakiem miasta jest wiklina. Okolice Trzciela porastały od wieków bujne zarośla dzikiej wikliny, która była i jest doskonałym surowcem plecionkarskim. Umiejętność wyplatania ludzie posiedli w czasach, kiedy zaczęli stawać na tylnych nogach . Wtedy też wpadli na pomysł, że można przenosić rzeczy z miejsca na miejsce. Wyplatano z gałązek wierzbowych prymitywne nosidła, legowiska,  z czasem powstał wiklinowy kosz. Plecionkarstwo zostało podpatrzone przez ludzi od zwierząt i jest jednym z najstarszych rzemiosł. Z czasem rozwinęło się, a cały region wokół lubuskiego Trzciela i wielkopolskiego Nowego Tomyśla stał się ważnym ośrodkiem wikliniarskim o znaczeniu gospodarczym.

Przełomowy momentem rozwoju wikliniarstwa stał się rok 1885, kiedy to jeden z mieszkańców Trzciela ERNEST HÖDT, sprowadził „sposobem” z Ameryki wiklinę amerykańską. A wiecie jaki to był sposób? Amerykańskie władze celne nie wyrażały zgody na wywóz „amerykanki” poza granice USA. Sprytny mieszkaniec Trzciela zamówił koszyki z zielonej wikliny i zabrał je ze sobą jako pamiątki z podróży. Po powrocie do kraju rozplótł je, pociął na kawałki, czyli jak to okoliczny lud mówi, na „sztobry” , namoczył a potem wsadził do ziemi.  „Amerykanka” szybko zadomowiła się w Trzcielu. Wiklina ta w krótkim czasie zaczęła wypierać inne odmiany, a wyroby z niej wykonane podbijały rynki zagraniczne.

Dziś wokół Trzciela widać plantacje wikliny, suszącą się witkę, a w punktach handlowych i na jarmarkach można kupić wspaniałe oraz naturalne wyroby.   W Nowym Tomyślu u schyłku lata odbywa się tradycyjny Jarmark Chmielowo-Wikliniarski, który rozrósł się w znaną na świecie imprezę plantatorów wikliny

Nie brakuje też wikliny na pszczewskich jarmarkach:



Na moim tarasie stoi także wygodna wiklinowa sofa, gdzie w letnie wieczory, o ile wygospodaruję wolną chwilę, zasiadam z książką lub laptopem.

 Podczas  Dni Trzciela w 2010 roku  dokonano otwarcia wiklinowej bramy do miasta, obok której rośnie wiklina amerykańska i stoi pamiątkowy kamień:

 

 Każdy kto odwiedzi to miejsce może zapoznać się z historią trzcielskiej wikliny, która rozsławia nasz region. Historię wyryto na kamieniu w trzech językach, stąd jej uniwersalność i trwałość. Takimi samymi cechami charakteryzuje się wiklina z Trzciela. Pomnik trzcielskiej wikliny to doskonały pomysł na promocję miasta i regionu. Dlatego Wam o tym opowiadam. Trzciel pochodzi od „trzcieliny”, a z kolei Pszczew od staropolskiego słowa „plszczyć”- czyli lśnić, błyszczeć. Wzięło się to zapewne  od licznych jezior, które uroczo lśnią dookoła. Choć są także i tacy, którzy uważają, że nazwa pochodzi od słowa pszczoła. Słowa te nie są łatwe w wymówieniu, o czym przekonują się  cudzoziemcy często „łamiąc sobie język”, gdy usiłują wymówić Trzciel czy Pszczew. Dopytując lesniczego o informacje o regionie mają fart, bo przecież  nie nazywam się Grzegorz Szczęsny Brzęczyszczykiewicz…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

niedziela, 08 stycznia 2012, lesniczy.lp

Komentarze
2012/01/08 20:11:22
No tak nazwy są trochę trudne, ale co tam.Wiklina to wdzięczna roślina.Mam też u siebie trochę energetycznej i w pobliżu trochę dzikiej.Fantastyczna zabawa przy pleceniu płotu,szkoda że to takie nietrwałe.
-
2012/01/08 21:36:25
Chętnie bym sie nauczyła pleść takie cuda, no ale niestety, brak wikliny w okolicy. ;) Podziwiam ludzi, którzy potrafią zrobić z niej niemal wszystko. :)
-
2012/01/09 08:26:45
moi bliscy znajomi mają firmę i wyplatają meble wiklinowe, piękne rzeczy. Barbara potrafi nawet robić misterne koszyczki do szklanek- dziś nieco zapomniane a ciekawe i funkcjonalne. Wiklinę warto zabezpieczyć specjalnym roztworem impregnującym, a korowaną także lakierem bezbarwnym, wtedy jest bardzo trwała. na zakupy, grzyby, owoce- tylko kosz wiklinowy!
-
2012/01/09 17:16:33
Kilka lat temu posadziłem sobie raptem jeden krzaczek wikliny i tak się zabieram do zniwa, ale jeszcze nie zdążyłem. Będę próbował coś upleść, a z jakim skutkiem... pewnie opłakanym ;)
-
2012/01/10 18:57:05
dasz radę. jak masz jeden krzaczek to go dobrze tnij i sobie rozmnóż, bo jak plecenie nie wyjdzie to klops. a tak potnij pęd na małe patyki (sztobry), do wilgotnej ziemi i już masz prawie plantację. pozdrawiam