O tym co w lesie piszczy...
O autorach
Blog > Komentarze do wpisu

Jestem absolwentem Akademii Leśniczego

Pewnie tęsknicie ( mam nadzieję) za kolejnym wpisem w leśnym blogu? Tyle się działo w ostatnich dniach, że nie było mowy, żeby do niego zajrzeć. W poniedziałek jechałem na ostatnią, szóstą edycję Akademii Leśniczego do Łagowa. To przyjemne uczucie być w gronie około 120 osób wybranych z blisko 5,5 tysiąca polskich leśniczych, ale z radością też myślałem o końcu edukacji... Bo niby jest demokracja i wszyscy mamy równo po 24 godziny na dobę ale leśniczemu zawsze dzień wydaje się za krótki, a w końcu roku?  Wyobraźcie sobie, że gdy już dojeżdżałem do Łagowa i niemal było już widać basztę zamku joannitów nad horyzontem ukazała się piękna tęcza:

 

To niespotykany widok jak na grudzień. Z kolei leśniczy Józek z okolic Zieleńca w Kotlinie Kłodzkiej przywiózł poranną fotografię sporych zasp śnieżnych, które pokryły drogi w jego okolicach. To dobry przykład jak różny jest nasz kraj, nasze lasy i... problemy leśniczych. W trakcie sześciu spotkań w Łagowie wymienialiśmy swoje poglądy i doświadczenia z zarządzania lasami regionalnych dyrekcji z: Zielonej Góry, Wrocławia, Szczecina i Poznania. Każdy region i każde leśnictwo ma swoją specyfikę. Inaczej przecież gospodarzy w lesie Józek ze Złotego Stoku w sudeckim Nadleśnictwie Bardo, a inaczej Tomasz z Nadleśnictwa Pniewy. Pokazywał nam mapę swojego leśnictwa Lwówek, które choć ma powierzchnię1744 ha to jest rozrzucone na przestrzeni ponad30 km, a mapa zajęła kawał stołu:



 

Ostatnie zajęcia prowadził pan Leszek Rząsa z Poznania i dotyczyły one leśnej informatyki. Programy na rejestrator leśniczego i stanowisko komputerowe, leśne mapy numeryczne, GPS i GIS, nawigacja satelitarna, teledetekcja i fotogrametria, cały System Informacji Przestrzennej LP- to tematyka ostatniego zjazdu. Pracowaliśmy na różnych rejestratorach:

 

Tomek z Bogdańca (może potomek Maćka z Krzyżaków?) konfigurował połączenie rejestratora z modułem GPS:



 

Wykładowca wyjaśniał wątpliwości Józka i Tomasza:



Podczas tych zajęć , jak i całej Akademii nauczyliśmy się wiele i nabraliśmy pewności siebie. To bardzo ważne w naszej pracy, aby mieć poczucie własnej wartości i posiadać jak najwyższe kompetencje. Wielu osobom wydaje się, że leśniczy chodzi zadumany po lesie i słucha "jak las sobie rośnie". Ludzie wierzą, że to bardzo „luzacki” i pozbawiony stresów czy problemów zawód. To piękna profesja,  ale bardzo odpowiedzialna i wymaga wyjątkowych predyspozycji, a szczególnie bardzo szerokiej, ogromnej wiedzy z wielu dziedzin. Wyobraźcie sobie, że podczas Akademii Leśniczego, gdy od marca do grudnia spotkaliśmy się sześć razy, czyli łącznie 18 dni, wysłuchaliśmy 144 godzin wykładów w 39 blokach tematycznych? To naturalnie nie wszystkie tematy z którymi leśniczy ma do czynienia. A przecież większość z nas ma wyższe wykształcenie i lata doświadczeń praktycznych w terenie…

 Całe życie trzeba się jednak uczyć i ten wymóg permanentnej edukacji potraktowaliśmy bardzo poważnie, chętnie uczestnicząc w różnorodnych zajęciach. Szczególnie dobrze odebraliśmy zajęcia z komunikacji społecznej, psychologii, zarządzania sobą w czasie, a nawet podstawy savoir- vivre i autoprezentacji. Dyskusje w gronie ponad 30 leśniczych to dodatkowy bonus tej akademii. W pracy mamy niewiele czasu na wzajemne kontakty i zwykle każdy z nas samotnie zmaga się z problemami mądrego zarządzania zasobami Natury. Ostatni egzamin tak jak poprzednie zdaliśmy „na luzie”. Staszek z Nadleśnictwa Sulęcin odbiera ostatnie zaświadczenie:



 

Zostaliśmy absolwentami Akademii Leśniczego i oprócz sześciu zaświadczeń z logo Mądrej Sowy odebraliśmy dyplomy ukończenia I cyklu szkoleń, podpisane przez Dyrektora Generalnego LP:



 

 Przygotowałem na zakończenie prezentację dokumentującą przebieg blisko rocznej edukacji i wszyscy wymieniliśmy się adresami. Może zrobimy kiedyś zjazd absolwentów? Na schodach łagowskiego ośrodka ustawiliśmy się do pamiątkowego zdjęcia:



 Generalnie wszyscy byliśmy zadowoleni z czasu spędzonego w Łagowie, a od marca kolejni leśniczowie będą słuchaczami Akademii Pod Sową organizowanej przez Ośrodek Wdrożeniowo- Rozwojowy LP w Bedoniu.

W czwartek i piątek wszyscy rzuciliśmy się w wir pracy, bo przecież koniec roku tuż, tuż. U mnie nadal trwają prace na dwóch zrębach. Wciąż jadą wozy z drewnem, choć nie jest łatwo, bo na leśnych drogach zrobiło się błotnisto. Podsumowałem zbiór szyszek i okazało się, że zebrano prawie 900 kg. Odebrałem resztę prac i przygotowałem dokumentację do wypłaty dla „zulowców”. Zakończyłem już orki i wykonywanie talerzy oraz wszelkie prace z ochrony lasu. W piątek miałem najazd przewoźników po drewno. Wyjechało tego dnia 10 pojazdów z drewnem o masie blisko 300 m3. To tak jakby ustawić stos metrowych wałków o wysokości metra i długości prawie 500 metrów! Jutro niedziela, ale spędzę ją niestety w mieście…

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

 

sobota, 17 grudnia 2011, lesniczy.lp
Tagi: zasady

Komentarze
2011/12/18 14:25:01
Gratulacje z okazji ukończenia Akademii.
-
2011/12/18 18:08:17
Dzięki, dzięki... nie było łatwo wysiedzieć,bo zamiast w lesie to na wykładach od 8 do 18...
-
2011/12/18 18:33:40
Również gratuluję :) Często chodząc po lesie myślałem sobie: fajnie byłoby być leśnikiem :) Ale od kiedy zaglądam do Ciebie, już tak nie myślę ;)
-
2011/12/18 20:45:38
no przecież chyba nie obrzydziłem Tobie piękna profesji leśnika? bo łatwo nie jest ale nie zamierzam zwiewać z lasu bo to mój wymarzony zawód. Pokazuję tylko, że to praca nie dla każdego i zupełnie odbiega od prawdy to co ludziom kojarzy się z leśnikami. Dzięki za gratulacje!
-
2011/12/18 23:03:53
pogratulować :)
Zgadzam się że praca leśnika nie jest dla każdego. A i dzieci leśnika łatwo nie mają bo z tatą nigdy nie udawało się na wakacje pojechać :)
-
2011/12/20 19:44:40
wiadomo, że cała rodzina jest leśna. Żona wie pewnie minimum tyle co podleśniczy, a moje córki edukują teraz "miastowych" i śmieją się, że oni nic o życiu oraz o przyrodzie nie wiedzą. Moje dziewczyny jeździły jednak razem z nami na wakacje bo starałem się o nie dbać czasem nawet bardziej jak o las...
-
2011/12/20 22:33:58
Mój tato co prawda leśniczym nie był ale pracownikiem leśnym owszem ( jak i pół rodziny ) natomiast wakacje zawsze będą mi się kojarzyć z dyżurami p-poż ( chociaż narzekać nie mogę bo czasem udało się załapać na przejażdżkę rumuńskim Muscelem bo poszukać dymu - ku zazdrości wszystkich dzieciaków :) )
-
2011/12/20 23:04:42
też zatem był leśnym, stanowisko nieistotne... mój dziadek był drwalem, tato jakiś czas był leśniczym, potem zmienił profesję ale geny zostają. Pozdrawiam serdecznie fankę Muscela! Życzę spokojnych Świąt!