O tym co w lesie piszczy...
O autorach
Blog > Komentarze do wpisu

Akademia Leśniczego minęła półmetek

Wróciłem w środę z Łagowa po trzech dniach trzeciej części zajęć w Akademii Leśniczego. Zostały jeszcze trzy spotkania do końca roku i uzyskania tytułu absolwenta I edycji Akademii Leśniczego. To z pewnością nie był stracony czas, choć wykłady od godziny 8 do 18 mogą być nużące. Tematyka zajęć i wiedza wykładowców nie pozwalają jednak na nudę i brak koncentracji. Zresztą nie na darmo w zajęciach uczestniczy „kwiat leśnictwa Zachodniej Polski"... Leśniczowie opowiadają o swoich doświadczeniach i przedstawiają swój punkt widzenia na problemy poruszane przez wykładowców. Bywa, że dyskusja staje się mocno ożywiona.

Pierwszego dnia inż. Jacek Szczepanik opowiadał o pozornie nudnych sprawach związanych z polskimi normami na drewno, handlu drewnem oraz o reklamacjach, gwarancjach i rękojmi. Omawialiśmy też sprawy planowania i szacunków brakarskich oraz prześledziliśmy historię kłodowania drewna. Leśniczowie opowiadali swoje historie związane z manipulacją i odbiórką drewna w kłodach. Myślicie, że to takie proste ściąć około 3-4 halasu, czyli około 1000 m3 drewna, pociąć to precyzyjnie na 3-4 metrowe kłody i odebrać oraz wprowadzić do ewidencji? Każdy kawałek może mieć tylko3 cm nadmiaru długości, trzeba przymiarem zmierzyć też jego średnicę w cieńszym końcu i nabić plastikową płytkę z numerem. Potem pora kłody sprzedać, czyli wystawić kwit wywozowy przewoźnikowi i wszystko musi zgadzać się co do sztuki. Większość kłód jedzie za zachodnią granicę, do potężnej firmy i nie można sobie pozwolić na nieścisłości.

Drugiego dnia rozmawialiśmy z sympatycznym dr Mariuszem Bembenkiem z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu o nowinkach technicznych i nowych technologiach w leśnictwie. To unikalne zajęcia, bo przecież dopiero od kilku lat na szeroką skalę pracują w lasach harwestery i forwardery. Jeszcze całkiem niedawno taką maszynę można było wieczorem pomylić z UFO:

 

Długo rozprawialiśmy o szlakach operacyjnych, po których poruszają się maszyny w trzebieżach i o sposobach ich wyznaczania. Ważna jest też technika pracy, bo warto np. wiedzieć, że operator harwestera musi ścinane drzewa okrzesywać nad szlakiem, po którym jedzie maszyna. W ten sposób powstaje na szlaku dywan z gałęzi, który zabezpiecza grunt przed wielkimi kołami maszyn.

Trzeciego dnia był horror! Dr Leszek Kowalczyk przy wtórze muzyki Michaela Jacksona z teledysku „Thriller" wkroczył na salę wykładową w „strasznej" masce. Witał się z każdym podając rękę i z czarnego kapelusza rozdawał... lizaki.

Tak rozpoczęły się świetnie poprowadzone przez wykładowcę i bardzo ciekawe zajęcia z marketingu. Poznaliśmy teorię i praktyczne wykorzystanie marketingu w pracy leśniczego. To zupełnie „dziewiczy" temat bo spróbujcie znaleźć książkę o marketingu w lasach.

Proces marketingu nie dotyczy tylko handlu drewnem, jak powszechnie się uważa. Ta sfera dotyczy także innych pożytków i funkcji lasu, szczególnie społecznej funkcji lasu, tak często niedocenianej. Trzeba „sprzedawać" ludziom naszą wiedzę o lesie. To przecież takie ciekawe dla wielu osób. Szczególnie dla odwiedzających mojego bloga... Kultura, historia, dobrodziejstwo aromaterapii, sylwaturystyki i korzystanie z licznych, zdrowych pożytków leśnych- to takie interesujące! Warsztatowe zajęcia były bardzo ciekawe i leśniczowie aktywnie w nich uczestniczyli.

 Lizaki z kolorowymi obrazkami, które rozdawał dr Kowalczyk były także rekwizytem służącym do wybrania hasła reklamowego lasu. Moja grupa wybrała lizak z kolorowym tortem. Bo las jak wielosmakowy, kolorowy i pachnący tort czeka na Ciebie - wybierz coś dla siebie... Wszyscy mogą do woli kosztować wybrany kawałek z tortu chronionego przez leśników. Czas akademicki szybko mijał z żywiołowo prowadzącym zajęcia dr Kowalczykiem i już Tomasz Biały z Ośrodka w Bedoniu rozdawał testy sprawdzające wiedzę nabytą w trzeciej odsłonie Akademii.

 Test rozwiązaliśmy sprawnie. Kolejne zaświadczenie powędrowało do teczki z sową- symbolem Akademii. Wcześniej pilnie analizował je sympatyczny kolega leśniczy ze Świebodzina i Roman z Bogdańca.



 

Dziś dwa harwestery, a za nimi forwardery działały intensywnie w trzebieżach w oddziale 8 mojego leśnictwa. Rosną stosy z papierówką. Sprawdziłem wszystkie prace wykonane w czasie mojej krótkiej nieobecności. Cały dzień spędziłem na terenie leśnictwa. Las przecież wymaga troski gospodarza. Zaczyna się okres intensywnych prac, bo trzeba z wszystkim zdążyć przed zimą. Wieczorem zasiadłem z kolei przy biurku i zagłębiłem się w leśne dokumenty. To też wymaga oka i ręki gospodarza.

 

Leśniczy Jarek- lesniczy@erys.pl

 

  

czwartek, 08 września 2011, lesniczy.lp
Tagi: leśnictwo