O tym co w lesie piszczy...
O autorach
Blog > Komentarze do wpisu

Historii z gniazdem ciąg dalszy

Zagadka jednego pustego gniazda i drugiego niedokończonego została rozwiązana w stylu historii kryminalnej...

gniazdo bociana czarnego

Pisałem jakiś czas temu o gnieździe które znalazłem u siebie w lesie i które zgłosiłem w nadleśnictwie. Wezwany został specjalista z Komitetu Ochrony Orłów z którym ruszyłem na powierzchnię. Ornitolog obejrzał puste gniazdo i powiedział: „Bocian czarny”.

Gniazdo jest typowe dla tego gatunku ze względu na lokalizację (stary sosnowy las, blisko śródleśnych łąk oraz zarastającego jeziorka i kilkudziesięciu hektarów bagien) oraz niedbałą, również charakterystyczną konstrukcję. Pozornie wygląda na mało stabilne i tymczasowe, choć wcale takie nie musi być.

W okolicy gniazduje wiele gatunków ptaków, którym takie miejsce odpowiada – jest derkacz, żurawie, czajki, słonki, no i czasami jak wiadomo bocian czarny. Jak powiedział ornitolog, bocianie gniazdo było na pewno zamieszkane, o czym świadczy m. in. jego wielkość, ale teraz stoi puste. Nie oznacza to jednak, że nie zostanie znowu zasiedlone.

Krążąc po okolicy zauważyliśmy jeszcze jedno gniazdo bociana czarnego – tym razem była to rozpoczęta ale niedokończona budowa. Ja sam nie uznałbym tej leżącej w koronie sosny garści gałęzi za początek gniazda, ale taki bociani styl.

Znaleźliśmy również pióro bielika. Tym samym zagadka jednego pustego gniazda i drugiego niedokończonego została rozwiązana w stylu historii kryminalnej. Otóż bieliki zdaniem ornitologa często polują na bociany czarne i równie często niszczą ich lęgi. Ta lokalizacja jest już na pewno okolicznym bielikom znana.

Ustaliliśmy więc, że zrąb, który miałem tam wycinać, nie zostanie założony ani w tym roku ani w tym dziesięcioleciu. Dla drzewostanu – studwudziestoletniego sosnowego lasu - nie ma to większego znaczenia. Jeżeli w tym czasie bocian się tam nie pojawi, trudno. Swoją drogą ornitologowi bardzo podobała się okolica bocianich gniazd i jej bioróżnorodność. Próbowaliśmy wyobrazić ją sobie sto lat temu, zanim miejscowa niemiecka administracja leśna rozpoczęła prace melioracyjne. Dzisiaj jasno widać, że nic one nie wniosły – uzyskane dzięki osuszaniu terenu łąki były zbyt ubogie żeby dało się je użytkować rolniczo. Ale takie były czasy – spuszczano wodę nawet z dużego jeziora Orzysz żeby zyskać dodatkowe hektary pod uprawę. I to wszystko nie dla szalonej idei, ale po prostu z głodu – okoliczne ziemie nie były w stanie wyżywić swoich mieszkańców bez sztucznych nawozów. Dzisiaj również znalezienie na Mazurach kawałka ziemi dobrej klasy nie jest łatwe, ale za to bioróżnorodność wciąż wielka.

 

niedziela, 20 czerwca 2010, lesniczy.lp

Polecane wpisy